Książki
26.9
PLN
Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Dziennik więzienny
Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Dziennik więzienny
tłum: Aleksandra Frej
wydawnictwo: Promic
seria: Losy
rok wyd.: 2014
ISBN: 978-83-7502-471-5
oprawa: miękka
format: 118 x 190 mm
liczba stron: 280
Ocena:
(Ilość ocen: 3)
Cena: 26,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
seria Losy
rok wyd. 2014
ISBN 978-83-7502-471-5
oprawa miękka
format 118 x 190 mm
liczba stron 280

Mieli go tylko postraszyć. Zachęcić, by nieco się podzielił. Był przecież zamożnym bankierem. Sądzili – Jacques i jego dwaj wspólnicy – że wiedzą, jak zadbać o lepsze życie. Ale sprawy potoczyły się nie tak, jak trzeba. Zbyt szybko. Jacques dobrze pamięta pościg, no i ten strzał trochę do wróbli, po którym zginął policjant. Gdy usłyszał wyrok: gilotyna, pojął, że przekreślił swą przyszłość. Miał niespełna 24 lata i dziecko, które kochał.

Trzy lata później, dwa miesiące przed śmiercią, w więziennej celi, notuje: „Moja kochana córeczko – zaczyna – to jest mój dziennik, jedyne moje dobro, które zapisuję tobie z braku innych dóbr…” Wie już, że nie dotknie jej jasnych włosów. Więc pisze. Pisze o jedynej Miłości, której warto szukać i powierzyć się do końca. Bez względu na wszystko.

Jacques Fesch [1930–1957], syn bankiera. 24 lutego 1954 roku uczestniczył w napadzie na kantor i wtedy śmiertelnie postrzelił policjanta, za co skazano go na karę śmierci. Wyrok wykonano 1 października 1957 roku. Po śmierci została wydana ta książka, zapis dwóch ostatnich miesięcy jego życia, które dzięki nawróceniu znów miało sens. W 2011 roku ukończono etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego Jacquesa Fescha.

 

W tym roku (2017) minie 60. rocznica śmierci Jacquesa Fescha. W 2011 roku zakończył się etap diecezjalny jego procesu beatyfikacyjnego.

DRUKUJ OPIS
Prezentacja dziennika Jacques’a Fescha
Daniel‑Ange
1. Testament, którego istota stała się naszą spuścizną ... 9
2. Do Ciebie, Jacques’u! mój towarzyszu walki i chwały! ... 16
3. Do Ciebie, który jesteś wciąż młody... ale zniewolony ... 22
4. Do Ciebie, Bracie, Siostro w więzieniu ... 45
5. Do Ciebie, któremu późny wiek każe przeczuwać już nieuchronne odejście ... 77
6. Do Ciebie, dla którego próba jest zbyt trudna do udźwignięcia ... 80
7. Do Ciebie, którego wyniszcza powoli nieuleczalna choroba – wszystko jedno, czy to rak, czy AIDS ... 87
 
Dziennik duchowy Jacques’a Fescha
Sierpień – wrzesień 1957
Moja kochana córeczko ... 95
 
Zakończenie
1 „Dobrze jest odchodzić ku jaśniejącej jutrzence” ... 253
2. „Bądź dzielny, braciszku, spotkamy się tam w górze!” ... 256
3.  „Wciąż jest we mnie obecny!” ... 260
Kilka świadectw
1. „Byliśmy noszeni przez Boga...” ... 265
2. Wyjątkowy chłopak ... 267
3. On już był w wieczności ... 268
4. Jacques pomaga więźniom odzyskać wiarę i nadzieję ... 269
5. Więźniowie dają świadectwo ... 270
6. Teraz jestem u źródła wszelkiego miłosierdzia ... 272
 
Ciało i krew bardziej rzeczywiste niż litera i liczba
 
Niedziela, 25 sierpnia
 
Co za dzień! Jest zimno i wilgotno, a ja nudzę się, bo nic się nie zmienia. Czekam... Za jakiś czas przyjdą mnie ogolić, co będzie w końcu jakimś zajęciem, a potem spróbuję trochę poczytać. Myślę, że nie ma większej tortury niż nuda. Gapić się głupio przez wiele godzin na ścianę, bo regulamin nie ma wiele wspólnego z filantropią. Cały ten więzienny reżim jest idiotyczny. Chodzi tylko o szykany, żeby nauczyć złodziei, że przestępstwo nie popłaca. Skutek jest chyba odwrotny, a przemyślenia więźnia raczej tego rodzaju: „Aha, chcą mi tu dowalić, a to całe społeczeństwo, już ja mu pokażę... i pierwszego dnia, kiedy będę mógł się zemścić, nie odpuszczę im”. Jak powiedziałby wielki Ming Treu: „Nienawiść i przemoc nigdy nie stworzyły niczego oprócz ruin i barbarzyństwa”. Ale kto to rozumie? Ludzie nie zmienili się tak bardzo od czasów Mojżesza i tablic z przykazaniami i w wielu sercach brzmią słowa zemsty „oko za oko, ząb za ząb”. Ciekawa rzecz: jeśli studiuje się prawo, dość teoretycznie, wszyscy są zgodni, że jest ono jedynie bardzo względne, a jest to opinia wszystkich wielkich ludzi, zarówno chrześcijan, jak i ateistów. Jednak w praktyce nie ma już mowy o żadnym relatywizmie i osądza się z zadziwiającą pewnością: to jest słuszne, a to nie. Czy oni są ślepi, czy źli? Myślę, że przede wszystkim nie chcą schodzić z utartych ścieżek, żeby nie brać na siebie odpowiedzialności. A poza tym mówią sobie, że lepsza niesprawiedliwość niż bałagan. Jednak to wszystko nie jest przekonujące, a ofiara takiego stanu rzeczy nie ceni sobie wcale racji stanu ani ich zbyt ogólnego punktu widzenia i jałowych argumentów. Powiem jak Gheorghiu w La vingt‑cinquième heure:
 
Uwolnij nas, Panie, od tych, co prowadzą dochodzenie i kontrolują, od tych, co wydają autoryzację i zakazy, spraw, Panie, by nigdy nie uznali liter i liczb za bardziej realne i bardziej żywe niż ciało i krew. 
W końcu trzeba, żeby szatan pokazał się w świecie w sposób bardziej konkretny. Skoro działa otwarcie za pośrednictwem przestępców, aby pokazać swoją władzę, to też działa czasem bardziej subtelnie, przebierając się za „anioła światłości”.
 
 
Mówię: „niebo”, oni odpowiadają: „ziemia”
 
Wtorek, 27 sierpnia
 
Wciąż ból w ręce i jeszcze reumatyzm w prawej nodze. Znowu źle zacząłem dzień i jestem zdenerwowany. Nic nie mogę zrobić i wciąż mam tendencję do stawiania oporu. Jest zimno i deszczowo, co nie dodaje mi optymizmu. Nie pozostaję w zupełnych ciemnościach, ale modlitwa nie przynosi mi większej pociechy. Świat, który tak bardzo zbliżył się do mnie, znowu jest odległy, na próżno go szukam i już nie znajduję. Ale wytrwajmy... Chciałbym bardzo, żeby moi najbliżsi także mogli skierować swoje myśli w tę stronę, ale nie mają na to ochoty. Mówię: „niebo”, odpowiadają: „ziemia”. Jeśli proszę Pierrette, żeby włożyła trochę wysiłku, by znaleźć wiarę, ma mnie w nosie. Jednak jest to jedyny sposób, by mogła z tego wyjść. Jeszcze tego nie widzi... Chce pojmować wiarę jako sposób na może trochę spokojniejsze życie, ale wcale nie jako cel. Stąd wszelkie usiłowania stają się bezużyteczne. Ale któregoś dnia nadejdzie jej godzina! Jednak z powodu wielkiej odpowiedzialności – im szybciej, tym lepiej. Pan pociągnie ją, kiedy sam zechce, a ja mogę się tylko za nią modlić. Może po mojej śmierci? Wszystko toczy się jak w reakcji łańcuchowej: jedni płacą za drugich, jedni są ratowani przez drugich. „Jeśli ziarno nie obumrze, zostaje tylko samo, ale jeśli obumrze, przyniesie plon obfity”. Hic est digitus Dei. To właśnie jest miłosierdzie Pana. Ratuje mnie samego, daje mi światło Ducha Świętego, żebym wiedział, dlaczego umieram, że ofiarując tę śmierć, mogę uratować innych członków rodziny. Rachunki zostaną wyrównane tam w górze, a ja otrzymam należne miejsce. Widzę się bardzo wyraźnie jako wybranego, w białej szacie otoczonego światłem, będę się uśmiechał do całego nieba, a aniołowie przyjdą pogratulować mi, że zostałem wybrany. To będzie pierwsza rzecz, jaka mi się w życiu uda! Dotychczas zawsze zawalałem; ale na szczęście ta jest najważniejsza. „Co przyjdzie człowiekowi z tego, że cały świat zyska, a duszę swoją zatraci...”. Czytałem przed chwilą Apokalipsę, lepiej ją zrozumiałem i bardziej się przekonałem o potworności piekła. Przeklęty na wieki! Czy jest ktoś aż tak głupi, by nie rozważać tych kilku słów?
 
 
Niebo powinno rozbrzmiewać wołaniem: „Ocalić Jacques’a Fescha!”
 
Środa, 28 sierpnia
 
Dziś jest o wiele lepiej, z wyjątkiem mojej ręki, która wciąż boli. Czuję się jednak lżej, jakby bliższy Bogu. Miałem rano Mszę świętą, całą tylko dla mnie, i byłem szczęśliwy, że mogłem wziąć w niej udział. Przyjąłem Komunię i mały Jezus nie zostawił mnie sierotą, lecz przyszedł, by cały dzień nieść mi pociechę. Widzenie dziś po południu też było bardziej krzepiące niż poprzednie. Pierrette wydała mi się bardziej wyciszona, spokojniejsza, może trochę bliższa wiary. Rozmawiałem z nią o możliwości zawarcia ślubu kościelnego. Byłoby dobrze uświęcić owoc naszego związku, żeby Bóg mu błogosławił. Porozmawiam o tym z kapelanem, niech mi powie, co o tym sądzi i czy to możliwe. Tak czy inaczej, trzeba się spieszyć, bo czas nagli. Moje biedne Maleństwo, wciąż jest bardzo nieszczęśliwa, bardzo chciałbym ją choć trochę pocieszyć. Niestety! Nie mogę zbyt wiele dla niej zrobić, jedynie przekonać ją, by zwróciła się w stronę wiary. Myślę, że już niedługo do tego dojdzie i mały Jezus jej powie: „Oto jestem”, umocni ją i wskaże drogę. I w ten sposób moja dziewczynka będzie prowadzona i wychowywana w miłości Chrystusa, a jeśli jej życie zostanie usiane zasadzkami, będzie potrafiła zwycięsko im się oprzeć. Tak czy inaczej, w tym, co dzieje się dzisiaj, są z pewnością obietnice łask. Prędzej czy później Jezus da się poznać wszystkim, których kocham, i będziemy żyć w szczęściu, wysławiając Pana razem z aniołami w wiecznej wizji niebiańskiej. „A tych, których wybrał, tych także wezwał; a tych, których wezwał, tych usprawiedliwił; a tych, których usprawiedliwił, tych także otoczył chwałą. Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Myślę też o tych, którzy modlą się za mnie od kilku miesięcy, o tych wszystkich przyjaciołach, kapłanach, nieznajomych. Całe niebo powinno rozbrzmiewać wołaniem: „Ocalić Jacques’a Fescha”. I Pan mnie uratuje, i zrobi o wiele więcej, niż proszą moi bracia. On ratuje całkowicie, wymazuje wszystkie grzechy i rozciągnie swoje miłosierdzie na tych, których dusza jest jeszcze całkiem czarna, i ci także pójdą do nieba, a diabeł będzie zgrzytał zębami, widząc, jak wymykają mu się jego ofiary. Ale teraz módlmy się i opierajmy się wszelkiej pokusie.
 
 
 
 

Przeczytaj dłuższy fragment „Za pięć godzin zobaczę Jezusa"»

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Dziennik więzienny

Jacques Fesch

OPIS

Mieli go tylko postraszyć. Zachęcić, by nieco się podzielił. Był przecież zamożnym bankierem. Sądzili – Jacques i jego dwaj wspólnicy – że wiedzą, jak zadbać o lepsze życie. Ale sprawy potoczyły się nie tak, jak trzeba. Zbyt szybko. Jacques dobrze pamięta pościg, no i ten strzał trochę do wróbli, po którym zginął policjant. Gdy usłyszał wyrok: gilotyna, pojął, że przekreślił swą przyszłość. Miał niespełna 24 lata i dziecko, które kochał.

Trzy lata później, dwa miesiące przed śmiercią, w więziennej celi, notuje: „Moja kochana córeczko – zaczyna – to jest mój dziennik, jedyne moje dobro, które zapisuję tobie z braku innych dóbr…” Wie już, że nie dotknie jej jasnych włosów. Więc pisze. Pisze o jedynej Miłości, której warto szukać i powierzyć się do końca. Bez względu na wszystko.

Jacques Fesch [1930–1957], syn bankiera. 24 lutego 1954 roku uczestniczył w napadzie na kantor i wtedy śmiertelnie postrzelił policjanta, za co skazano go na karę śmierci. Wyrok wykonano 1 października 1957 roku. Po śmierci została wydana ta książka, zapis dwóch ostatnich miesięcy jego życia, które dzięki nawróceniu znów miało sens. W 2011 roku ukończono etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego Jacquesa Fescha.

 

W tym roku (2017) minie 60. rocznica śmierci Jacquesa Fescha. W 2011 roku zakończył się etap diecezjalny jego procesu beatyfikacyjnego.



SPIS TREŚCI
Prezentacja dziennika Jacques’a Fescha
Daniel‑Ange
1. Testament, którego istota stała się naszą spuścizną ... 9
2. Do Ciebie, Jacques’u! mój towarzyszu walki i chwały! ... 16
3. Do Ciebie, który jesteś wciąż młody... ale zniewolony ... 22
4. Do Ciebie, Bracie, Siostro w więzieniu ... 45
5. Do Ciebie, któremu późny wiek każe przeczuwać już nieuchronne odejście ... 77
6. Do Ciebie, dla którego próba jest zbyt trudna do udźwignięcia ... 80
7. Do Ciebie, którego wyniszcza powoli nieuleczalna choroba – wszystko jedno, czy to rak, czy AIDS ... 87
 
Dziennik duchowy Jacques’a Fescha
Sierpień – wrzesień 1957
Moja kochana córeczko ... 95
 
Zakończenie
1 „Dobrze jest odchodzić ku jaśniejącej jutrzence” ... 253
2. „Bądź dzielny, braciszku, spotkamy się tam w górze!” ... 256
3.  „Wciąż jest we mnie obecny!” ... 260
Kilka świadectw
1. „Byliśmy noszeni przez Boga...” ... 265
2. Wyjątkowy chłopak ... 267
3. On już był w wieczności ... 268
4. Jacques pomaga więźniom odzyskać wiarę i nadzieję ... 269
5. Więźniowie dają świadectwo ... 270
6. Teraz jestem u źródła wszelkiego miłosierdzia ... 272
 
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ciało i krew bardziej rzeczywiste niż litera i liczba
 
Niedziela, 25 sierpnia
 
Co za dzień! Jest zimno i wilgotno, a ja nudzę się, bo nic się nie zmienia. Czekam... Za jakiś czas przyjdą mnie ogolić, co będzie w końcu jakimś zajęciem, a potem spróbuję trochę poczytać. Myślę, że nie ma większej tortury niż nuda. Gapić się głupio przez wiele godzin na ścianę, bo regulamin nie ma wiele wspólnego z filantropią. Cały ten więzienny reżim jest idiotyczny. Chodzi tylko o szykany, żeby nauczyć złodziei, że przestępstwo nie popłaca. Skutek jest chyba odwrotny, a przemyślenia więźnia raczej tego rodzaju: „Aha, chcą mi tu dowalić, a to całe społeczeństwo, już ja mu pokażę... i pierwszego dnia, kiedy będę mógł się zemścić, nie odpuszczę im”. Jak powiedziałby wielki Ming Treu: „Nienawiść i przemoc nigdy nie stworzyły niczego oprócz ruin i barbarzyństwa”. Ale kto to rozumie? Ludzie nie zmienili się tak bardzo od czasów Mojżesza i tablic z przykazaniami i w wielu sercach brzmią słowa zemsty „oko za oko, ząb za ząb”. Ciekawa rzecz: jeśli studiuje się prawo, dość teoretycznie, wszyscy są zgodni, że jest ono jedynie bardzo względne, a jest to opinia wszystkich wielkich ludzi, zarówno chrześcijan, jak i ateistów. Jednak w praktyce nie ma już mowy o żadnym relatywizmie i osądza się z zadziwiającą pewnością: to jest słuszne, a to nie. Czy oni są ślepi, czy źli? Myślę, że przede wszystkim nie chcą schodzić z utartych ścieżek, żeby nie brać na siebie odpowiedzialności. A poza tym mówią sobie, że lepsza niesprawiedliwość niż bałagan. Jednak to wszystko nie jest przekonujące, a ofiara takiego stanu rzeczy nie ceni sobie wcale racji stanu ani ich zbyt ogólnego punktu widzenia i jałowych argumentów. Powiem jak Gheorghiu w La vingt‑cinquième heure:
 
Uwolnij nas, Panie, od tych, co prowadzą dochodzenie i kontrolują, od tych, co wydają autoryzację i zakazy, spraw, Panie, by nigdy nie uznali liter i liczb za bardziej realne i bardziej żywe niż ciało i krew. 
W końcu trzeba, żeby szatan pokazał się w świecie w sposób bardziej konkretny. Skoro działa otwarcie za pośrednictwem przestępców, aby pokazać swoją władzę, to też działa czasem bardziej subtelnie, przebierając się za „anioła światłości”.
 
 
Mówię: „niebo”, oni odpowiadają: „ziemia”
 
Wtorek, 27 sierpnia
 
Wciąż ból w ręce i jeszcze reumatyzm w prawej nodze. Znowu źle zacząłem dzień i jestem zdenerwowany. Nic nie mogę zrobić i wciąż mam tendencję do stawiania oporu. Jest zimno i deszczowo, co nie dodaje mi optymizmu. Nie pozostaję w zupełnych ciemnościach, ale modlitwa nie przynosi mi większej pociechy. Świat, który tak bardzo zbliżył się do mnie, znowu jest odległy, na próżno go szukam i już nie znajduję. Ale wytrwajmy... Chciałbym bardzo, żeby moi najbliżsi także mogli skierować swoje myśli w tę stronę, ale nie mają na to ochoty. Mówię: „niebo”, odpowiadają: „ziemia”. Jeśli proszę Pierrette, żeby włożyła trochę wysiłku, by znaleźć wiarę, ma mnie w nosie. Jednak jest to jedyny sposób, by mogła z tego wyjść. Jeszcze tego nie widzi... Chce pojmować wiarę jako sposób na może trochę spokojniejsze życie, ale wcale nie jako cel. Stąd wszelkie usiłowania stają się bezużyteczne. Ale któregoś dnia nadejdzie jej godzina! Jednak z powodu wielkiej odpowiedzialności – im szybciej, tym lepiej. Pan pociągnie ją, kiedy sam zechce, a ja mogę się tylko za nią modlić. Może po mojej śmierci? Wszystko toczy się jak w reakcji łańcuchowej: jedni płacą za drugich, jedni są ratowani przez drugich. „Jeśli ziarno nie obumrze, zostaje tylko samo, ale jeśli obumrze, przyniesie plon obfity”. Hic est digitus Dei. To właśnie jest miłosierdzie Pana. Ratuje mnie samego, daje mi światło Ducha Świętego, żebym wiedział, dlaczego umieram, że ofiarując tę śmierć, mogę uratować innych członków rodziny. Rachunki zostaną wyrównane tam w górze, a ja otrzymam należne miejsce. Widzę się bardzo wyraźnie jako wybranego, w białej szacie otoczonego światłem, będę się uśmiechał do całego nieba, a aniołowie przyjdą pogratulować mi, że zostałem wybrany. To będzie pierwsza rzecz, jaka mi się w życiu uda! Dotychczas zawsze zawalałem; ale na szczęście ta jest najważniejsza. „Co przyjdzie człowiekowi z tego, że cały świat zyska, a duszę swoją zatraci...”. Czytałem przed chwilą Apokalipsę, lepiej ją zrozumiałem i bardziej się przekonałem o potworności piekła. Przeklęty na wieki! Czy jest ktoś aż tak głupi, by nie rozważać tych kilku słów?
 
 
Niebo powinno rozbrzmiewać wołaniem: „Ocalić Jacques’a Fescha!”
 
Środa, 28 sierpnia
 
Dziś jest o wiele lepiej, z wyjątkiem mojej ręki, która wciąż boli. Czuję się jednak lżej, jakby bliższy Bogu. Miałem rano Mszę świętą, całą tylko dla mnie, i byłem szczęśliwy, że mogłem wziąć w niej udział. Przyjąłem Komunię i mały Jezus nie zostawił mnie sierotą, lecz przyszedł, by cały dzień nieść mi pociechę. Widzenie dziś po południu też było bardziej krzepiące niż poprzednie. Pierrette wydała mi się bardziej wyciszona, spokojniejsza, może trochę bliższa wiary. Rozmawiałem z nią o możliwości zawarcia ślubu kościelnego. Byłoby dobrze uświęcić owoc naszego związku, żeby Bóg mu błogosławił. Porozmawiam o tym z kapelanem, niech mi powie, co o tym sądzi i czy to możliwe. Tak czy inaczej, trzeba się spieszyć, bo czas nagli. Moje biedne Maleństwo, wciąż jest bardzo nieszczęśliwa, bardzo chciałbym ją choć trochę pocieszyć. Niestety! Nie mogę zbyt wiele dla niej zrobić, jedynie przekonać ją, by zwróciła się w stronę wiary. Myślę, że już niedługo do tego dojdzie i mały Jezus jej powie: „Oto jestem”, umocni ją i wskaże drogę. I w ten sposób moja dziewczynka będzie prowadzona i wychowywana w miłości Chrystusa, a jeśli jej życie zostanie usiane zasadzkami, będzie potrafiła zwycięsko im się oprzeć. Tak czy inaczej, w tym, co dzieje się dzisiaj, są z pewnością obietnice łask. Prędzej czy później Jezus da się poznać wszystkim, których kocham, i będziemy żyć w szczęściu, wysławiając Pana razem z aniołami w wiecznej wizji niebiańskiej. „A tych, których wybrał, tych także wezwał; a tych, których wezwał, tych usprawiedliwił; a tych, których usprawiedliwił, tych także otoczył chwałą. Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Myślę też o tych, którzy modlą się za mnie od kilku miesięcy, o tych wszystkich przyjaciołach, kapłanach, nieznajomych. Całe niebo powinno rozbrzmiewać wołaniem: „Ocalić Jacques’a Fescha”. I Pan mnie uratuje, i zrobi o wiele więcej, niż proszą moi bracia. On ratuje całkowicie, wymazuje wszystkie grzechy i rozciągnie swoje miłosierdzie na tych, których dusza jest jeszcze całkiem czarna, i ci także pójdą do nieba, a diabeł będzie zgrzytał zębami, widząc, jak wymykają mu się jego ofiary. Ale teraz módlmy się i opierajmy się wszelkiej pokusie.
 
 
 
 

Przeczytaj dłuższy fragment „Za pięć godzin zobaczę Jezusa"»

Sklep internetowy Shoper.pl