Ten produkt jest niedostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Przeczekać ten dzień

Anna Maria Jaśkiewicz

OPIS

To może się zdarzyć każdemu… i z pewnością… zdarzy

„Nie wiem, kiedy zasnąłem. Pamiętam tylko przerażającą ciemność napierającą ze wszystkich stron…” Od przywołania snu, a raczej sennego koszmaru, rozpoczyna się ta historia rozpisana ledwie na kilka dni. Niby zwyczajnych, a jednak nabrzmiałych od zdarzeń, przed którymi nie sposób uciec ani się ukryć…

Oto pewnego dnia człowiek, w którego życiu czytelnik uczestniczy, znajduje w swym kalendarzu wpis zmieniający wszystko. Dosłownie: wszystko. Dzieje się tak, choć notatka, której ów mężczyzna nie jest autorem, może okazać się tylko żartem. Zresztą kiepskim. Niemniej nasz bohater świadom jest jednego: akurat te statystyki nie kłamią, na jednego człowieka przypada zawsze jedna śmierć. Rzecz jasna wciąż chyba odległa...? 

Anna Maria Jaśkiewicz [ur. 1994], laureatka Yale Book Award [2011] oraz zwyciężczyni XXXV Olimpiady Języka Francuskiego [2012]. Na co dzień uczy się w II Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie. Przeczekać ten dzień jest jej debiutem literackim.

 

Książka - nagroda w konkursie organizowanym w serwisie granice.pl



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

NIE WIEM, KIEDY zasnąłem. Pamiętam tylko przerażającą ciemność napierającą ze wszystkich stron. Przypominało
to jeden z tych koszmarów z dzieciństwa, kiedy nie potrafiłem się obronić przed potworami, gdy te usiłowały mnie dopaść. Z tą różnicą, że teraz nie było obok pluszowego misia, którego kosmatą łapkę mógłbym złapać. Pamiętam tylko, jak odruchowo wyciągnąłem przed siebie drżące ręce, aby sprawdzić, czy mam przed sobą jakąś przeszkodę. Jednak dłonie trafiły w próżnię. Jakiś czas potem dotarło do mnie, że stoję w wodzie, zanurzony do pasa. – Lodowata – wzdrygnąłem się. Przeszywał mnie chłód niczym tysiące szpilek wbijanych coraz głębiej pod skórę. Nurt był rwący. Bałem się, że porwie mnie i roztrzaska o jakieś kamienie. Nie widziałem ich. Przeczuwałem. Nie wiedziałem, co robić.
Coraz bardziej paraliżował mnie lęk, mimo to znalazłem dość sił, by iść pod prąd. Brnąłem trochę po omacku, licząc
na to, że w końcu trafię na suchy lad. Właśnie wtedy wyczułem te nerwowe ruchy wody. Były zapowiedzią potężnej fali, z czego nie zdawałem sobie sprawy. Na wszelki wypadek stanąłem w lekkim wykroku. Stopy zapadały się w miękkie podłoże i rozsuwały, przez co omal nie straciłem równowagi. Nagle ściana wody zakryła mnie i przewróciła z taką łatwością, jakbym był papierowym statkiem. Miałem wrażenie, że tonę. Rozpaczliwa próba zaczerpnięcia powietrza skończyła się wpompowaniem w płuca kolejnych litrów H2O. Traciłem świadomość, lecz ostatkiem sił starałem się jeszcze wydobyć na powierzchnię. I wówczas fala odeszła. Tak jak przyszła. Niespodzianie. Znów mogłem swobodnie oddychać. Wyczerpany, klęczałem jeszcze długo po tym, jak woda opadła. Przeklęta rzeka, pomyślałem ze złością. Wtedy chyba uświadomiłem sobie, że mam w ustach coś słonego. Jakaś gęsta ciecz spływała mi po policzkach. Osadzała się na wyschniętych wargach. Była lepka. Odruchowo dotknąłem twarzy. Ale niczego nie wyczuwałem. Żadnych ran. Także na skroniach. Nawet nos miałem cały. W końcu moje palce trafiły na chropowate skrzepy w oczodołach.
– Boże, moje oczy. – Chciałem krzyczeć, lecz zdobyłem się jedynie na cichy jęk. Ciepłe strugi krwi spływały mi po dłoniach. Nagle usłyszałem jakieś wycie, dochodzące z oddali. Stawało się coraz bliższe i głośniejsze. Wręcz nie do zniesienia. Do pulsujących od hałasu uszu próbowałem wcisnąć niczym zatyczki śliskie od krwi palce. Aż poczułem ból. Mocno zacisnąłem szczęki. Trwało to chyba całą wieczność, w końcu z ulgą stwierdziłem, że jazgot ucichł. Jedyne, co w tej chwili słyszałem, to przyspieszone bicie serca. I stłumiony odgłos przejeżdżającego nieopodal tramwaju. Odsłoniłem uszy, przesunąłem dłonie ku skroniom. Delikatnie. Powoli. Bojąc się tego, co napotkają. Otworzyłem oczy. Są.
– To sen. Tylko sen. Nic więcej.

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Przeczekać ten dzień” »

Sklep internetowy Shoper.pl