Książki
26.9
PLN
Prymas w Stoczku
Prymas w Stoczku 1 0
Prymas w Stoczku
wydawnictwo: PROMIC
rok wyd.: 2013
ISBN: 978-83-7502-435-7
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 140x225 mm
liczba stron: 272
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 26,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
rok wyd. 2013
ISBN 978-83-7502-435-7
oprawa miękka ze skrzydełkami
format 140x225 mm
liczba stron 272

Książka otrzymała Nagrodę SWK FENIKS 2014  w kategorii „Literackiej”.

Właściwie to się tego spodziewał. Nie przypuszczał jednak, że przyjdą po niego nocą. Jak złodzieje. Kto wie, może bali się reakcji ludzi, a może nie chcieli robić z niego męczennika… przynajmniej nie wtedy… Gdy tak rozmyślał o tych ostatnich dniach, wrócił wspomnieniami do października 1910 roku. Stanął, pamięta to jak dziś, przy łóżku umierającej matki, a ona powiedziała: „Stefek, ubieraj się!”. Z prostotą dziewięciolatka pobiegł do sieni i narzucił palto. „Nie, nie tak – usłyszał – inaczej się ubieraj”. Nie zrozumiał. Dopiero po pogrzebie ojciec wytłumaczył mu, co miała na myśli: „Masz się ubierać w cnoty, gotować się do swojej przyszłej drogi”. Przyszła droga… Jak wiele od tamtego czasu się zdarzyło. Kapłaństwo… wojna… po niej wczesne biskupstwo, a zaraz potem prymasostwo. No a teraz to uwięzienie… Nie widział nawet, gdzie jest i co zamierzają z nim zrobić, lecz już dawno temu pojął, że jeśli sam Bóg zdecydował się cierpieć i dorastać w swoim człowieczeństwie, to dlaczego on nie miałby pozwolić na dorastanie Boga w sobie…

Oto barwna i przejmująca opowieść o uwięzieniu Prymasa Wyszyńskiego w Stoczku. O tym, co wówczas spędzało mu sen z powiek, o współwięźniach, którzy na niego donosili, i o tym, co pozwoliło mu ten okrutny czas przetrwać i stać się jeszcze mocniejszym.

 

Zachęcamy do wysłuchania rozmowy z p. Pawłem Zuchniewiczem, autorem książki "Prymas w Stoczku"; rozmowy o historii życia bł. Jana Pawła II i sł. Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, nagranej na antenie Radia Plus w cyklu "Nowy Rok w dobrym towarzystwie, czyli spotkania ze świętymi i Autorami książek o ich życiu. http://www.radioplus.pl/program-czytaj/1036/78317/nocne_swiatla_16_i_2014

DRUKUJ OPIS

12 października 1953, Stoczek Klasztorny, późny wieczór

 

Usłyszał kroki i głosy na korytarzu. Czyżby przywieźli Prymasa? Bał się tego spotkania i przez cały dzień myślał, co ma powiedzieć.

W czasie pobytu w Rawiczu dotarła do niego wiadomość, że bezpieka wzywała na rozmowę księdza Czesława Wojciechowskiego na „rozrabianie Wyszyńskiego”, lecz ten odmówił. Być może dlatego z nim postąpili inaczej. Najpierw dali mu posmakować nowego miejsca, lepszych warunków, aby mógł lepiej docenić, co straci, jeśli odmówi współpracy. „Na wasze miejsce znajdzie się wielu”. Dużo myślał o tych słowach, gdy rozstał się z ubekiem. A poza tym przecież nie wiadomo, kogo wybiorą, czy jego ewentualny zastępca nie okaże się pozbawionym skrupułów donosicielem, który zaszkodzi Prymasowi? Pisząc meldunki, będzie miał wpływ na dobór treści, może więc gra jest warta świeczki? Tylko co z siostrą? Był teraz praktycznie pewien, że ona też ma takie zlecenie. Ubecy będą porównywać ich zapiski.

            Znowu pukanie. Za drzwiami stał poznany poprzedniego dnia mężczyzna.

            – Prymas przyjechał. Idźcie, przedstawcie się, że jesteście kapelanem.

            Wyszli na korytarz i zbliżyli się do białych drzwi. Mężczyzna oddalił się. Skorodecki przez chwilę zbierał się na odwagę. Wreszcie zapukał.

            – Proszę! – głos brzmiał dostojnie, żeby nie powiedzieć władczo. Pod księdzem ugięły się nogi. Opanował się jednak, nacisnął klamkę i wszedł.

            Prymas zatrzymał się. Stanisław zobaczył w jego dłoni różaniec – widocznie chodził po pokoju i modlił się. Jego szczupłą postać okrywała prosta czarna sutanna, nie miał na sobie żadnych insygniów biskupich oprócz krzyża i pierścienia na palcu, a jednak nawet bez tego wyglądał jak książę. Na jego wychudłej twarzy znać było zmęczenie późną porą i podróżą, jednak to dodawało mu jeszcze więcej szlachetności. Przyglądał się księdzu badawczo, ale bez podejrzliwości ani strachu, który tak często gościł w oczach współwięźniów księdza, a pewnie i w jego własnych.

            – Pochwalony Jezus Chrystus – powiedział cicho Stanisław.

– Na wieki wieków. Amen.

Ksiądz zrobił kilka kroków i padł na kolana, aby ucałować pierścień. Z jego oczu pociekły łzy.

            Prymas chwycił go pod ramiona i podniósł.

            – Po co płakać? Lepiej się przedstawić.

            – Nazywam się Stanisław Skorodecki, z Ropczyc w diecezji tarnowskiej – powiedział rwącym się głosem. – Siedziałem w Rawiczu, przywieźli mnie tu wczoraj wieczorem. Księże Prymasie! – wybuchnął znowu szlochem – co Eminencja sobie o mnie pomyśli! A oni mi powiedzieli, że mam być kapelanem Prymasa.

            – Tak, dla księdza to jest drastyczna sytuacja. Ale o tym później.  Na razie proszę, aby ksiądz nie uważał się za kapelana. Taką nominację mogę dać tylko ja sam, a nie władze bezpieczeństwa. Chcę widzieć w księdzu tylko współbrata – więźnia, jak i ja sam jestem więźniem. A resztę wyjaśni przyszłość. Niech ksiądz teraz idzie spać, zaczniemy jutrzejszy dzień od Mszy świętej, a później sobie pomówimy.

            Skorodecki sięgnął po chusteczkę i otarł oczy.

            – Siedzę już prawie trzy lata. U nas w celi był taki zwyczaj, że jak dawali nowego, to mówiło się przy nim, ale tak, by nie dawać powodu do donosu. Nie odtrąca się go, ale i nie dopuszcza do pełnej konfidencji.

            – Dobrze już, dobrze. Za co księdza posadzili?

            – Oficjalnie byłem oskarżony o założenie organizacji mającej na celu zbrojne obalenie ustroju. Ale naprawdę chodziło o pracę z młodzieżą. Nie podobało im się, że tak lgną do Kościoła.

            – Obaj mamy szansę dzielić to ogólnonarodowe cierpienie. Możemy być wdzięczni Opatrzności.

            Zdziwił się. W ciągu tylu lat więzienia nie przyszło mu do głowy, aby za nie dziękować. Owszem, był wdzięczny Bogu, gdy dostawał paczkę z domu albo gdy na widzenie przyjeżdżali rodzice, odczuwał także wdzięczność za to, że znalazł się tutaj – w warunkach nieporównanie lepszych niż w Rawiczu: przestronny dom, ogród, brak więziennego rygoru. Ale żeby dziękować za uwięzienie? Nie skomentował jednak słów Prymasa. Był zbyt onieśmielony, żeby nie powiedzieć przygnieciony autorytetem urzędu współwięźnia, a przede wszystkim jego postawą – naturalną, ciepłą  a jednak zarazem pełną jakiejś wewnętrznej godności.

            – Niech ksiądz idzie teraz spać. Będziemy mieli jeszcze dużo czasu na rozmowy.

            Skorodecki opuścił pokój. Po chwili znowu rozległo się pukanie.

            – Proszę!

            W drzwiach ukazała się zakonnica w znanym Prymasowi, noszonym przez wiele polskich sióstr, habicie. Otworzył szeroko ramiona:

            – Rodzina Maryi – powiedział. – Widzę, że nie zginiemy.

            Na to głośno wypowiedziane powitanie kobieta skuliła się w sobie.

            – Jestem Maria Leonia Graczyk – powiedziała półgłosem, jakby bała się, że ktoś może usłyszeć to jej proste przedstawienie się.

            Prymas zbliżył się. Upadła na kolana i ucałowała go w rękę.

Przeczytaj dłuższy fragment „Prymas w Stoczku” »

Stoczek Klasztorny, niewielka wieś na  północno-wschodnich rubieżach Polski (trzydzieści kilometrów od granicy ZSRR) niedaleko Lidzbarka Warmińskiego, na karty historii niespodziewanie wkroczyła nocą 12 października 1953 roku  kiedy to silnie strzeżony przez służby specjalne PRL-u  konwój przywiózł ( do znajdującego się tu klasztoru), głowę polskiego kościoła katolickiego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ów klasztor  stać się miał na ponad rok miejscem odosobnienia tego bez wątpienia  wspaniałego kapłana i nietuzinkowego człowieka. Cała  akcja była konsekwencją zaostrzenia polityki  okrzepłych już polskich komunistycznych władz,  nadzorowanych i inspirowanych oczywiście przez Wielkiego Brata, które po okresie względnej tolerancji (nie wszyscy wiedzą, iż Bolesław Bierut  w początkowym okresie sprawowania władzy uczestniczył w kościelnych uroczystościach) nie szczędziły teraz wysiłków, inicjatyw i działań mających na celu zdyskredytowanie, osłabienie i  rozbicie (PAX) Polskiego Kościoła.

Książka Pawła Zuchniewicza przedstawia i dokumentuje czytelnikowi historię uwięzienia polskiego pasterza, zarówno w wymiarze politycznym (od tego niestety nie da się uciec), jak i tym osobistym, duchowym i duszpasterskim. To właśnie tu, w pilnie strzeżonym, zimnym, zwilgotniałym i  ukrytym przed społeczeństwem miejscu 8 grudnia, w święto Niepokalanego Poczęcia Maryji doszło do aktu oddania się Matce Bożej, co w przyszłości zaowocowało i stało się podwaliną Ślubów Jasnogórskich i Milenijnego Aktu na Tysiąclecie Chrztu Polski, w 1966 roku.

Przedstawia  świadectwo człowieka, jego wielkości, niezłomności i wiary w słuszność swojej drogi i swojego kapłańskiego posłannictwa. Tego jak mierzy się on z trudami niełatwej codziennej egzystencji, niepewnością jutra, brakiem kontaktu ze światem zewnętrznym, jawną niesprawiedliwością społeczną, która w jego osobie  dotyka całego polskiego katolickiego Kościoła. Jak uwięzienie wpływa na niego samego, jego  duchowość, przemyślenia, oddanie Bogu i religii.

Niezwykle ciekawe w tej publikacji  jest szerokie spojrzenie na okoliczności uwięzienia prymasa, samo więzienie i szereg okoliczności mu towarzyszących, ukazane z różnej perspektywy: prymas, kapelan, zakonna siostra, strzegący go pracownicy PRL-owskich służb specjalnych, wysocy przedstawiciele Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (Julia Brystygierowa) i prominentni  przedstawiciele elity władz  (Stanisław Radkiewicz). Daje to nam kompleksowy obraz tego bezprecedensowego wydarzenia  i doniosłych skutków, jakie ono za sobą niosło, na różnych zresztą płaszczyznach.   Książka odsłania interesujący  i bardzo słabo znany wycinek naszych dziejów najnowszych  i wpisaną w nią historię człowieka, którego już wkrótce miano określać mianem Prymasa Tysiąclecia. Tym bardziej jest więc lekturą, z którą warto się zapoznać.

Jarek Nelkowski

 

Osoba Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego od kilku lat nie jest mi obca. Regularnie (chociaż niestety bez większych osiągnięć :)) brałam udział w konkursach poświęconych jego osobie i epoce, w której przyszło mu żyć i stać na czele Kościoła w Polsce. Bardzo chętnie czytam o losach Wyszyńskiego, więc nic dziwnego, że ucieszyła mnie zapowiedź wydawnictwa odnośnie pozycji opisującej czas pobytu prymasa w Stoczku.


Paweł Zuchniewicz w swojej publikacji opierał się na raportach pisanych przez TW "Krystynę". Ich autorstwo przypisuje się księdzu Skorodeckiemu, współwięźniowi Wyszyńskiego, a Zuchniewicz przyjmuje, że ksiądz przyznał się prymasowi do donosów. Wszystkie zapisy opatrzone są datami, dzięki czemu łatwiej możemy umieścić dane wydarzenia w czasie. 

Mundurowi pilnujący więźniów, niedostarczanie listów, cenzura, podsłuchy i niedogodności, jakie doskwierały uwięzionym w Stoczku są bardzo dokładnie nakreślone. Jednocześnie, bardzo dobrze jest opisany stosunek prymasa do całej sytuacji: najważniejsze było dla niego, aby nie zostać wywiezionym poza granice Polski, aby rodzina nie miała przez jego stanowisko żadnych nieprzyjemności. Nie dał się złamać SB, bo wszystko postawił na wiarę i to ona dawała mu siłę. 

Ładne wydanie idealnie dopełnia się z treścią, ale to już żadna niespodzianka, że wydawnictwo stara się o to, aby książki zapewniały nie tylko ucztę duchową, ale i coś miłego dla oka. Warto zaznaczyć, że dzięki formie powieściowej historia Prymasa Wyszyńskiego łatwiej wpadnie nam w pamięć i na dłużej tam zostanie. Wszystkim zainteresowanym dziejami polskiego hierarchy powinna przypaść do gustu, bo nie ma tu suchych faktów tylko słowa, emocje, które towarzyszyły przetrzymywanym w Stoczku. 

Jeśli chodzi o mnie, to znacznie wolę taką formę biografii niż te tradycyjne. Bardzo bym chciała całą przeczytać całą serię książek o uwięzieniu kardynała. A "Prymasem w Stoczku" zarówno ja, jak i moja babcia jesteśmy zachwycone :).

 

Katarzyna Szepietowska

 

25 września mija 60. rocznica uwięzienia kardynała Stefana Wyszyńskiego.  Dla mnie jest to data szczególna w historii Polski, gdyż stała się początkiem duchowego odrodzenia i siły dla milionów Polaków.  Nie wiem, jaka była pogoda tego dnia, ale jeśli nawet świeciło słońce, to mrok komunizmu  sprawiał, że wszystko tonęło w szarzyźnie i strachu. Może właśnie dlatego potrzebne było pełne zawierzenie Matce Boskiej, żeby w tej szarzyźnie uczynić wyłom i wypełnić ją światłem i nadzieją - pisze Artur Żak.

O pobycie kardynała Stefana Wyszyńskiego w Stoczku Klasztornym napisano już chyba wszystko co można było napisać. Nakręcono świetny film z genialnymi rolami Andrzeja Seweryna, Mai Ostaszewskiej i Zbigniewa Zamachowskiego. Liczba artykułów zapewne przekracza kilka tysięcy. Dlatego opublikowanie przez Pawła Zuchniewicza książki „Prymas w Stoczku. Polskie Betlejem” jest wyrazem nie lada odwagi.

Już na pierwszej stronie autor tłumaczy, dlaczego zdecydował się na podtytuł „Polskie Betlejem”: „Tak jak Betlejem przyjęło Jezusa, Maryję i Józefa, tak Stoczek przyjął maryjnego Prymasa. Tak jak z woli władz okupacyjnych Święta Rodzina udała się na spis ludności, tak i Prymas z woli władz, co tu dużo mówić – okupacyjnych, udał się do Stoczka. Jezus przyszedł na świat w skrajnym ubóstwie. W podobnych warunkach żył w Stoczku Prymas.”

Jeśli nawet te porównania nie do końca są trafne i dla „chcącego” nie będzie problemu je zakwestionować, to nie można odmówić Pawłowi Zuchniewiczowi racji, gdy pisze, że odrodzenie ducha w Polsce miało właśnie swój początek w uwięzieniu Prymasa: „Człowiek, którego bezprawnie uwięziono, z własnej woli uczynił się Bożym niewolnikiem. To zaś stało się gwarancją jego wewnętrznej wolności. Można zaryzykować stwierdzenie, że w Stoczku narodziło się coś, co w pełni objawiło się dużo później. Po trzynastu latach, w roku tysiąclecia chrztu, Prymas doprowadził do Milenijnego Aktu Oddania Polski w niewolę Maryi za wolność Kościoła. Po kolejnych dwunastu latach Polak został wybrany na Papieża, a wkrótce potem narodziła się „Solidarność”. (…) Akt oddania się w niewolę doprowadził do wolności.”

Książka „Prymas w Stoczku” to przede wszystkim świetnie napisana powieść, którą czyta się jednym tchem i od której nie można się oderwać. Wszystkie dialogi zostały oparte na zapiskach raportów składanych przez księdza Stanisława Skorodeckiego i siostrę Marię Leonię Graczyk. Przemyślenia Prymasa mają odzwierciedlenie w jego wspomnieniach zawartych w „Zapiskach więziennych”. Dzięki temu każda strona jest autentycznym świadectwem pobytu Prymasa w niewoli, co więcej, podanym w atrakcyjnej formie. Jest to o tyle istotne, że pozwala przybliżyć postać i duchowość kardynała Stefana Wyszyńskiego młodszemu czytelnikowi, który nie zawsze ma czas i wiedzę, aby sięgać do źródeł. 

W tym miejscu chciałbym przywołać przepiękny fragment książki, zapewne znany wielu czytelnikom z innych źródeł, ale wart ciągłego przypominania w chwilach zwątpienia i słabości: „„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” – podpowiedział Prymas. – Największym brakiem apostoła jest lęk. I tu my, mężczyźni, a szczególnie następcy apostołów, musimy być szczególnie czujni. Maryja – kobieta – a one podobno są strachliwe, miała odwagę powiedzieć „tak” archaniołowi i miała odwagę stanąć pod krzyżem, na którym umierał jej Syn. A apostołowie uciekli. Piotr zaparł się ze strachu. Lęk budzi nieufność do potęgi Mistrza, ściska serce i kurczy gardło. I wtedy apostoł przestaje wyznawać. Zaciąga winę, nie tylko za swoje zaparcie się, ale i za grzech innych, bo dodaje odwagi oprawcom. Każdy, kto milknie wobec nieprzyjaciół sprawy, rozzuchwala ich. Lęk apostoła jest pierwszym sprzymierzeńcem nieprzyjaciół sprawy. Zmusić do milczenia przez lęk… to pierwsze zadanie strategii bezbożniczej. Napatrzyłem się już na różne dyktatury, które chociaż ze sobą walczyły, to miały jeden wspólny cel – zastraszyć. Owszem, czasem najlepszym wyjściem jest milczenie, ale tylko wtedy, gdy nie odwracam twarzy od bijących. Pan Jezus nie dał się sterroryzować. Gdy wyszedł na spotkanie hałastry, odważnie powiedział: „Jam jest”. Jest takie ładne powiedzenie: strach zapukał do drzwi, otworzyła mu odwaga…”

 

Artur Żak

 

Powieść została opatrzona wiele mówiącym podtytułem Polskie Betlejem (ze względu na podobieństwo przyjętej przez Betlejem Świętej Rodziny oraz przyjętego przez Stoczek maryjnego Prymasa; skrajne ubóstwo przychodzącego na świat Syna Bożego i żyjącego w Stoczku Wyszyńskiego; obie sytuacje były wynikiem nacisku władz okupacyjnych). Opisane w książce wydarzenia datują się na okres od 1 października 1953 roku do 6 października 1954 roku. Z lektury wynika, że Prymasa więziono w Stoczku Klasztornym wraz z księdzem Stanisławem Skorodeckim, który był – jak wskazują poszlaki – TW o pseudonimie „Krystyna” i siostrą Marią Leonią Graczyk ze zgromadzenia Rodziny Maryi, opatrzoną kryptonimem „Ptaszyńska”. Czytelnik poznaje trudne warunki, w jakich przyszło przebywać uwięzionym w Stoczku, przysłuchuje się codziennym dyskusjom, wczytuje w treść pisanego przez Kardynała Wyszyńskiego Listu do moich kapłanów oraz Zapisków więziennych. W rozmowy więźniów (pilnowanych przez funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa) na całkowicie świeckie tematy, autor wplótł rozważania historyczne i teologiczne, w których łatwo można dostrzec całkowite zaufanie Bogu oraz troskę o Kościół. Wynika z tego, że przebywający w zimnych murach klasztoru Kardynał Wyszyński, oprawcom ani wydarzeniom nie pozwolił zniszczyć swojej wewnętrznej wolności.

 

Przykład Kardynała w okowach wart jest naśladowania. Łatwiej wówczas przebyć drogę wiodącą wzwyż.

Danuta Szelejewska

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

e.omie
27 września 2013

Świetna książka :) polecam!


Opinie o produkcie (1)

e.omie
27 września 2013

Świetna książka :) polecam!


Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Prymas w Stoczku

Paweł Zuchniewicz

OPIS

Książka otrzymała Nagrodę SWK FENIKS 2014  w kategorii „Literackiej”.

Właściwie to się tego spodziewał. Nie przypuszczał jednak, że przyjdą po niego nocą. Jak złodzieje. Kto wie, może bali się reakcji ludzi, a może nie chcieli robić z niego męczennika… przynajmniej nie wtedy… Gdy tak rozmyślał o tych ostatnich dniach, wrócił wspomnieniami do października 1910 roku. Stanął, pamięta to jak dziś, przy łóżku umierającej matki, a ona powiedziała: „Stefek, ubieraj się!”. Z prostotą dziewięciolatka pobiegł do sieni i narzucił palto. „Nie, nie tak – usłyszał – inaczej się ubieraj”. Nie zrozumiał. Dopiero po pogrzebie ojciec wytłumaczył mu, co miała na myśli: „Masz się ubierać w cnoty, gotować się do swojej przyszłej drogi”. Przyszła droga… Jak wiele od tamtego czasu się zdarzyło. Kapłaństwo… wojna… po niej wczesne biskupstwo, a zaraz potem prymasostwo. No a teraz to uwięzienie… Nie widział nawet, gdzie jest i co zamierzają z nim zrobić, lecz już dawno temu pojął, że jeśli sam Bóg zdecydował się cierpieć i dorastać w swoim człowieczeństwie, to dlaczego on nie miałby pozwolić na dorastanie Boga w sobie…

Oto barwna i przejmująca opowieść o uwięzieniu Prymasa Wyszyńskiego w Stoczku. O tym, co wówczas spędzało mu sen z powiek, o współwięźniach, którzy na niego donosili, i o tym, co pozwoliło mu ten okrutny czas przetrwać i stać się jeszcze mocniejszym.

 

Zachęcamy do wysłuchania rozmowy z p. Pawłem Zuchniewiczem, autorem książki "Prymas w Stoczku"; rozmowy o historii życia bł. Jana Pawła II i sł. Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, nagranej na antenie Radia Plus w cyklu "Nowy Rok w dobrym towarzystwie, czyli spotkania ze świętymi i Autorami książek o ich życiu. http://www.radioplus.pl/program-czytaj/1036/78317/nocne_swiatla_16_i_2014



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

12 października 1953, Stoczek Klasztorny, późny wieczór

 

Usłyszał kroki i głosy na korytarzu. Czyżby przywieźli Prymasa? Bał się tego spotkania i przez cały dzień myślał, co ma powiedzieć.

W czasie pobytu w Rawiczu dotarła do niego wiadomość, że bezpieka wzywała na rozmowę księdza Czesława Wojciechowskiego na „rozrabianie Wyszyńskiego”, lecz ten odmówił. Być może dlatego z nim postąpili inaczej. Najpierw dali mu posmakować nowego miejsca, lepszych warunków, aby mógł lepiej docenić, co straci, jeśli odmówi współpracy. „Na wasze miejsce znajdzie się wielu”. Dużo myślał o tych słowach, gdy rozstał się z ubekiem. A poza tym przecież nie wiadomo, kogo wybiorą, czy jego ewentualny zastępca nie okaże się pozbawionym skrupułów donosicielem, który zaszkodzi Prymasowi? Pisząc meldunki, będzie miał wpływ na dobór treści, może więc gra jest warta świeczki? Tylko co z siostrą? Był teraz praktycznie pewien, że ona też ma takie zlecenie. Ubecy będą porównywać ich zapiski.

            Znowu pukanie. Za drzwiami stał poznany poprzedniego dnia mężczyzna.

            – Prymas przyjechał. Idźcie, przedstawcie się, że jesteście kapelanem.

            Wyszli na korytarz i zbliżyli się do białych drzwi. Mężczyzna oddalił się. Skorodecki przez chwilę zbierał się na odwagę. Wreszcie zapukał.

            – Proszę! – głos brzmiał dostojnie, żeby nie powiedzieć władczo. Pod księdzem ugięły się nogi. Opanował się jednak, nacisnął klamkę i wszedł.

            Prymas zatrzymał się. Stanisław zobaczył w jego dłoni różaniec – widocznie chodził po pokoju i modlił się. Jego szczupłą postać okrywała prosta czarna sutanna, nie miał na sobie żadnych insygniów biskupich oprócz krzyża i pierścienia na palcu, a jednak nawet bez tego wyglądał jak książę. Na jego wychudłej twarzy znać było zmęczenie późną porą i podróżą, jednak to dodawało mu jeszcze więcej szlachetności. Przyglądał się księdzu badawczo, ale bez podejrzliwości ani strachu, który tak często gościł w oczach współwięźniów księdza, a pewnie i w jego własnych.

            – Pochwalony Jezus Chrystus – powiedział cicho Stanisław.

– Na wieki wieków. Amen.

Ksiądz zrobił kilka kroków i padł na kolana, aby ucałować pierścień. Z jego oczu pociekły łzy.

            Prymas chwycił go pod ramiona i podniósł.

            – Po co płakać? Lepiej się przedstawić.

            – Nazywam się Stanisław Skorodecki, z Ropczyc w diecezji tarnowskiej – powiedział rwącym się głosem. – Siedziałem w Rawiczu, przywieźli mnie tu wczoraj wieczorem. Księże Prymasie! – wybuchnął znowu szlochem – co Eminencja sobie o mnie pomyśli! A oni mi powiedzieli, że mam być kapelanem Prymasa.

            – Tak, dla księdza to jest drastyczna sytuacja. Ale o tym później.  Na razie proszę, aby ksiądz nie uważał się za kapelana. Taką nominację mogę dać tylko ja sam, a nie władze bezpieczeństwa. Chcę widzieć w księdzu tylko współbrata – więźnia, jak i ja sam jestem więźniem. A resztę wyjaśni przyszłość. Niech ksiądz teraz idzie spać, zaczniemy jutrzejszy dzień od Mszy świętej, a później sobie pomówimy.

            Skorodecki sięgnął po chusteczkę i otarł oczy.

            – Siedzę już prawie trzy lata. U nas w celi był taki zwyczaj, że jak dawali nowego, to mówiło się przy nim, ale tak, by nie dawać powodu do donosu. Nie odtrąca się go, ale i nie dopuszcza do pełnej konfidencji.

            – Dobrze już, dobrze. Za co księdza posadzili?

            – Oficjalnie byłem oskarżony o założenie organizacji mającej na celu zbrojne obalenie ustroju. Ale naprawdę chodziło o pracę z młodzieżą. Nie podobało im się, że tak lgną do Kościoła.

            – Obaj mamy szansę dzielić to ogólnonarodowe cierpienie. Możemy być wdzięczni Opatrzności.

            Zdziwił się. W ciągu tylu lat więzienia nie przyszło mu do głowy, aby za nie dziękować. Owszem, był wdzięczny Bogu, gdy dostawał paczkę z domu albo gdy na widzenie przyjeżdżali rodzice, odczuwał także wdzięczność za to, że znalazł się tutaj – w warunkach nieporównanie lepszych niż w Rawiczu: przestronny dom, ogród, brak więziennego rygoru. Ale żeby dziękować za uwięzienie? Nie skomentował jednak słów Prymasa. Był zbyt onieśmielony, żeby nie powiedzieć przygnieciony autorytetem urzędu współwięźnia, a przede wszystkim jego postawą – naturalną, ciepłą  a jednak zarazem pełną jakiejś wewnętrznej godności.

            – Niech ksiądz idzie teraz spać. Będziemy mieli jeszcze dużo czasu na rozmowy.

            Skorodecki opuścił pokój. Po chwili znowu rozległo się pukanie.

            – Proszę!

            W drzwiach ukazała się zakonnica w znanym Prymasowi, noszonym przez wiele polskich sióstr, habicie. Otworzył szeroko ramiona:

            – Rodzina Maryi – powiedział. – Widzę, że nie zginiemy.

            Na to głośno wypowiedziane powitanie kobieta skuliła się w sobie.

            – Jestem Maria Leonia Graczyk – powiedziała półgłosem, jakby bała się, że ktoś może usłyszeć to jej proste przedstawienie się.

            Prymas zbliżył się. Upadła na kolana i ucałowała go w rękę.

Przeczytaj dłuższy fragment „Prymas w Stoczku” »

Sklep internetowy Shoper.pl