E-BOOK
41.9
PLN
e-book Wybór Marty
e-book Wybór Marty
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 41,90 zł

DOSTĘPNE FORMATY: epub mobi pdf

Oparta na faktach, wciągająca i sprawnie napisana bestsellerowa powieść obyczajowa, której bohaterką jest Marta - młoda, wykształcona i ambitna pani architekt. Wydaje się, że jej przyszłość jest starannie zaplanowana. Jednak wszystko nieoczekiwanie zmienia się, gdy Marta – wbrew własnemu sercu i ambicjom – postanawia pomóc swojej kuzynce. Jak się później okazuje, właśnie ta decyzja nadała jej życiu sens.
"To osobliwa powieść. Jest w niej wszystko, co sprawia, iż w żyłach szybciej pulsuje krew. Napotykamy heroizm i małoduszność, poświęcenie i egoizm, miłość prawdziwą i fatalne zauroczenie. Odpowiedzialność i niedojrzałość. Jednym słowem samo życie, którego nie sposób odłożyć czy zostawić na później." 
Krzysztof R. Jaśkiewicz, "Notes Wydawniczy"
DRUKUJ OPIS

Pobierz fragment: epub mobi pdf

W pokoju zrobiło się zimno i Marta wstała z krzesła, żeby zamknąć uchylone okno. Zatrzymała się przy nim, popatrzyła przez szybę. Tam, na dworze, w świetle latarni wirowały małe, białe płatki. Co chwila zrywał się wiatr i wtedy płatki tworzyły śnieżną kurzawę. Ludzie przemierzający ulicę szli szybko, ten i ów osłaniał się przed zadymką parasolem.
Zamknęła okno, wróciła do deski, rzuciła okiem na projekt i uśmiechnęła się. Miesiące wytężonej pracy dobiegały końca.
– Jeszcze kilka małych poprawek i jutro oddamy – miała ochotę powiedzieć to głośno, choć w mieszkaniu nie było nikogo. Pomyślała o Robercie, o jego niezachwianej wierze, że tym razem zwyciężą, otrzymają pierwszą nagrodę. – A może tylko w ten sposób próbował zapalić nas do pracy? – zastanowiła się nagle podejrzliwie. Jednak wiara czy niewiara Roberta nie były tu najważniejsze. Projekt rzeczywiście przedstawiał dużą wartość: przewidywał wiele śmiałych, nowoczesnych rozwiązań, został wykonany z rozmachem, a jednocześnie przy jego realizacji nie zapomniano o kosztach budowy.
Spojrzała na zegarek. – Jeszcze najwyżej dwie, trzy godziny i koniec! – Pomyślała o jutrzejszym wolnym wieczorze, pierwszym od wielu miesięcy, a jednocześnie o dziesiątkach niedospanych nocy, nadmiernych ilościach wypitej kawy, popielniczkach pełnych – Może jutro gdzieś się wybierzemy... Robert wspominał o jakichś biletach do teatru. – Machnęła ręką, zostawiła plany na później. Znowu pochyliła się nad deską i myślała już tylko o projekcie. Mijały kwadranse, wciąż skupiona nie zmieniała prawie pozycji, tylko chwilami machinalnie gwizdała jakąś melodię. Potrafiła się skupić; koledzy mówili, że rezultaty, jakie osiąga, są tego wynikiem.
Po dwóch godzinach poszła do kuchni, żeby zaparzyć kawę. Postawiła czajnik na gazie i stanęła obok okna, za którym w dalszym ciągu wirowała śnieżna kurzawa. – Jeśli dostaniemy nagrodę, to w lecie będzie Bułgaria, a może nawet Jugosławia... Próbowała wyobrazić sobie rozgrzany słońcem piasek i szum fal. Szybko jednak porzuciła te myśli, nie chciała się rozpraszać. Nim jednak woda zdążyła się zagotować, usłyszała dzwonek. – Kogo licho niesie? – pomyślała z wyraźną niechęcią. – Ktoś nie mógł wytrzymać tej ostatniej półgodziny, żebym mogła skończyć! – Podeszła do drzwi, otwierała je wolno.
Za progiem stała Małgosia. Nie poruszyła się, jak gdyby nie miała odwagi wejść do środka. Na jej częściowo odsłoniętych włosach i długich rzęsach iskrzyły się maleńkie białe płatki.
– Ach, to ty... Może zdejmiesz tu palto i spróbujesz strzepnąć śnieg – Marta wskazała sień.
– Wejdź – dodała po chwili. Starała się stłumić niezadowolenie i nadać głosowi uprzejmy ton. – Wejdź! – powtórzyła, patrząc na Małgosię, która wciąż stała za progiem, teraz już z paltem na ręku. – Akurat parzę kawę, napijesz się razem ze mną.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w głąb mieszkania i z daleka spojrzała na deskę kreślarską z rozpiętym na niej arkuszem kalki technicznej.
– Kończysz projekt... – stwierdziła cicho z poczuciem winy. – Ja wiem, że nie powinnam dzisiaj przychodzić. – Przerwała na moment. – Nie mogłam jednak dłużej czekać... – Zamrugała powiekami.
Dopiero teraz Marta spostrzegła, że Małgosia drży z zimna.
– Zmarzłaś! Siadaj przy stole, już robię kawę! A może wolisz szklankę herbaty z sokiem malinowym? Wspaniale rozgrzewa.
Małgosia nie weszła do pokoju. Spojrzała w kierunku małej, przytulnej kuchni. Powiedziała cicho, w jej głosie brzmiała prośba:
– Lepiej tam.
Marta spojrzała na nią zdziwiona.
– Jak wolisz. Więc pijesz kawę?
Dziewczyna nie zareagowała, jak gdyby było jej zupełnie obojętne, co będzie pić i czy w ogóle będzie pić. Zrobiła wolno kilka kroków, usiadła na białym taborecie i przytuliła się do ściany.
– Co się z tobą dzieje, jesteś chora? – spytała Marta.
– Nie, tylko z godzinę chodziłam po ulicy przed twoim domem, nie miałam odwagi wejść. - Zatrzymała się na moment jakby dla nabrania tchu, a potem mówiła szybko, patrząc w podłogę: – Bo ja... bo my – poprawiła się – bo my postanowiliśmy i dlatego przyszłam cię prosić... – Znowu przerwała na chwilę, podniosła głowę, opuściła ją, w końcu zaczęła wyrzucać słowa już jednym tchem jak wyuczoną, tysiąc razy po cichu powtarzaną lekcję: – Bo ja jestem w ciąży i my postanowiliśmy, żebym poszła do lekarza, a ja nie chcę po tym zabiegu wracać do akademika, więc pomyślałam, że mogłabym u ciebie ze dwa, trzy dni... – Zamilkła, potem dodała: – Nie będę ci przeszkadzać, będę milczała. – Skończyła, utkwiła oczy w Marcie.
Marta stała bez ruchu, w jednym ręku trzymając puszkę z mieloną kawą, a w drugim łyżeczkę. Zmrużyła powieki, jak gdyby tamte, szybko wypowiadane słowa przyprawiły ją o nagły zawrót głowy.
– Jesteś w ciąży? – usłyszała swój własny donośny głos i zobaczyła, że na dźwięk tych słów Małgosia kurczy się jak pod ciosem.


DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
e-book Wybór Marty

Lidia Ewa Witek

OPIS

DOSTĘPNE FORMATY: epub mobi pdf

Oparta na faktach, wciągająca i sprawnie napisana bestsellerowa powieść obyczajowa, której bohaterką jest Marta - młoda, wykształcona i ambitna pani architekt. Wydaje się, że jej przyszłość jest starannie zaplanowana. Jednak wszystko nieoczekiwanie zmienia się, gdy Marta – wbrew własnemu sercu i ambicjom – postanawia pomóc swojej kuzynce. Jak się później okazuje, właśnie ta decyzja nadała jej życiu sens.
"To osobliwa powieść. Jest w niej wszystko, co sprawia, iż w żyłach szybciej pulsuje krew. Napotykamy heroizm i małoduszność, poświęcenie i egoizm, miłość prawdziwą i fatalne zauroczenie. Odpowiedzialność i niedojrzałość. Jednym słowem samo życie, którego nie sposób odłożyć czy zostawić na później." 
Krzysztof R. Jaśkiewicz, "Notes Wydawniczy"


SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Pobierz fragment: epub mobi pdf

W pokoju zrobiło się zimno i Marta wstała z krzesła, żeby zamknąć uchylone okno. Zatrzymała się przy nim, popatrzyła przez szybę. Tam, na dworze, w świetle latarni wirowały małe, białe płatki. Co chwila zrywał się wiatr i wtedy płatki tworzyły śnieżną kurzawę. Ludzie przemierzający ulicę szli szybko, ten i ów osłaniał się przed zadymką parasolem.
Zamknęła okno, wróciła do deski, rzuciła okiem na projekt i uśmiechnęła się. Miesiące wytężonej pracy dobiegały końca.
– Jeszcze kilka małych poprawek i jutro oddamy – miała ochotę powiedzieć to głośno, choć w mieszkaniu nie było nikogo. Pomyślała o Robercie, o jego niezachwianej wierze, że tym razem zwyciężą, otrzymają pierwszą nagrodę. – A może tylko w ten sposób próbował zapalić nas do pracy? – zastanowiła się nagle podejrzliwie. Jednak wiara czy niewiara Roberta nie były tu najważniejsze. Projekt rzeczywiście przedstawiał dużą wartość: przewidywał wiele śmiałych, nowoczesnych rozwiązań, został wykonany z rozmachem, a jednocześnie przy jego realizacji nie zapomniano o kosztach budowy.
Spojrzała na zegarek. – Jeszcze najwyżej dwie, trzy godziny i koniec! – Pomyślała o jutrzejszym wolnym wieczorze, pierwszym od wielu miesięcy, a jednocześnie o dziesiątkach niedospanych nocy, nadmiernych ilościach wypitej kawy, popielniczkach pełnych – Może jutro gdzieś się wybierzemy... Robert wspominał o jakichś biletach do teatru. – Machnęła ręką, zostawiła plany na później. Znowu pochyliła się nad deską i myślała już tylko o projekcie. Mijały kwadranse, wciąż skupiona nie zmieniała prawie pozycji, tylko chwilami machinalnie gwizdała jakąś melodię. Potrafiła się skupić; koledzy mówili, że rezultaty, jakie osiąga, są tego wynikiem.
Po dwóch godzinach poszła do kuchni, żeby zaparzyć kawę. Postawiła czajnik na gazie i stanęła obok okna, za którym w dalszym ciągu wirowała śnieżna kurzawa. – Jeśli dostaniemy nagrodę, to w lecie będzie Bułgaria, a może nawet Jugosławia... Próbowała wyobrazić sobie rozgrzany słońcem piasek i szum fal. Szybko jednak porzuciła te myśli, nie chciała się rozpraszać. Nim jednak woda zdążyła się zagotować, usłyszała dzwonek. – Kogo licho niesie? – pomyślała z wyraźną niechęcią. – Ktoś nie mógł wytrzymać tej ostatniej półgodziny, żebym mogła skończyć! – Podeszła do drzwi, otwierała je wolno.
Za progiem stała Małgosia. Nie poruszyła się, jak gdyby nie miała odwagi wejść do środka. Na jej częściowo odsłoniętych włosach i długich rzęsach iskrzyły się maleńkie białe płatki.
– Ach, to ty... Może zdejmiesz tu palto i spróbujesz strzepnąć śnieg – Marta wskazała sień.
– Wejdź – dodała po chwili. Starała się stłumić niezadowolenie i nadać głosowi uprzejmy ton. – Wejdź! – powtórzyła, patrząc na Małgosię, która wciąż stała za progiem, teraz już z paltem na ręku. – Akurat parzę kawę, napijesz się razem ze mną.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w głąb mieszkania i z daleka spojrzała na deskę kreślarską z rozpiętym na niej arkuszem kalki technicznej.
– Kończysz projekt... – stwierdziła cicho z poczuciem winy. – Ja wiem, że nie powinnam dzisiaj przychodzić. – Przerwała na moment. – Nie mogłam jednak dłużej czekać... – Zamrugała powiekami.
Dopiero teraz Marta spostrzegła, że Małgosia drży z zimna.
– Zmarzłaś! Siadaj przy stole, już robię kawę! A może wolisz szklankę herbaty z sokiem malinowym? Wspaniale rozgrzewa.
Małgosia nie weszła do pokoju. Spojrzała w kierunku małej, przytulnej kuchni. Powiedziała cicho, w jej głosie brzmiała prośba:
– Lepiej tam.
Marta spojrzała na nią zdziwiona.
– Jak wolisz. Więc pijesz kawę?
Dziewczyna nie zareagowała, jak gdyby było jej zupełnie obojętne, co będzie pić i czy w ogóle będzie pić. Zrobiła wolno kilka kroków, usiadła na białym taborecie i przytuliła się do ściany.
– Co się z tobą dzieje, jesteś chora? – spytała Marta.
– Nie, tylko z godzinę chodziłam po ulicy przed twoim domem, nie miałam odwagi wejść. - Zatrzymała się na moment jakby dla nabrania tchu, a potem mówiła szybko, patrząc w podłogę: – Bo ja... bo my – poprawiła się – bo my postanowiliśmy i dlatego przyszłam cię prosić... – Znowu przerwała na chwilę, podniosła głowę, opuściła ją, w końcu zaczęła wyrzucać słowa już jednym tchem jak wyuczoną, tysiąc razy po cichu powtarzaną lekcję: – Bo ja jestem w ciąży i my postanowiliśmy, żebym poszła do lekarza, a ja nie chcę po tym zabiegu wracać do akademika, więc pomyślałam, że mogłabym u ciebie ze dwa, trzy dni... – Zamilkła, potem dodała: – Nie będę ci przeszkadzać, będę milczała. – Skończyła, utkwiła oczy w Marcie.
Marta stała bez ruchu, w jednym ręku trzymając puszkę z mieloną kawą, a w drugim łyżeczkę. Zmrużyła powieki, jak gdyby tamte, szybko wypowiadane słowa przyprawiły ją o nagły zawrót głowy.
– Jesteś w ciąży? – usłyszała swój własny donośny głos i zobaczyła, że na dźwięk tych słów Małgosia kurczy się jak pod ciosem.


Sklep internetowy Shoper.pl