Książki
22.9
PLN
Targowisko nadziei
Targowisko nadziei
tłum: Anna T. Kowalewska
wydawnictwo: Promic
rok wyd.: 2016
ISBN: 978-83-7502-577-4
oprawa: twarda
format: 144 x 155 mm
liczba stron: 144
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 22,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
rok wyd. 2016
ISBN 978-83-7502-577-4
oprawa twarda
format 144 x 155 mm
liczba stron 144

Co sprawia, że życie chrześcijanina różni się od życia człowieka niewierzącego? Co nadaje jego życiu blask, chroni przed zniechęceniem i rozpaczą? Tą cnotą jest nadzieja. Jest ona częścią błogosławieństwa, Bożego życia, które otrzymujemy jako ludzie wierzący. Ermes Ronchi w lekkiej, ale i pasjonującej opowieści o nadziei pokazuje, jak bardzo zmienia ona naszą historię, czyniąc ją „cudowną”.

Niektórzy powiadają, pośród nich Paul Ricoeur, nieżyjący już filozof, że nadzieja przychodzi do nas odziana w łachmany, byśmy ją ubierali w odświętną szatę. Ale czym jest nadzieja, o której słyszy się, że to młodsza siostra dojrzałych wiary i miłości? Odpowiedź nie jest prosta, bo też ta wątła dziewczynka, jak mówi o niej Charles Péguy, nierzadko nazywająca siebie ‘marzeniem’, przychodzi do nas ukryta w małych, ubogich rzeczach, nie zaś w blasku niespodziewanych cudowności. Przybywa z prostotą tego, co najbardziej potrzebne, niezbędne jak powietrze, jak oddech, światło czy woda. Jest niczym młody pęd, pulsujący siłą rosłego drzewa. O tym właśnie ten barwny esej, urzekający głębią myśli, trafnością spostrzeżeń, słowem: mądrością…

 

O. Ermes Maria Ronchi, znany włoski kaznodzieja, wygłosił w tym roku rekolekcje wielkopostne dla papieża i kurii rzymskiej. Odbyły się one 6-12 marca w podrzymskiej Aricci. 

O wygłoszenie rekolekcji o. Ronchi został poproszony osobiście przez Franciszka.
O. Ronchi należy do Zakonu Sług Maryi. Wykłada estetykę teologiczną i ikonologię na Papieskim Wydziale Teologicznym Marianum w Rzymie. Napisał blisko 30 książek.

DRUKUJ OPIS

«Ta drobna nadzieja» 9

«W wiernej lampce» 16 • «Siła marzeń» 19

• Wezwanie przyszłości 22 • Optymizm to nie

nadzieja 25 • Dla nas 28 • Bóg, w którym

pokładam nadzieję 31 • Zło nie niweczy dobra 34

• «Ale nadzieja nie jest oczywista» 38

1. Nadzieja to nie przypadek: życie ma sens 39

2. Sens życia jest dobry 44

3. Nadzieja prowadzi nas ku przyszłości 51

Pokładam nadzieję w Ewangelii 55

Królestwo Boże to kwitnienie życia 58

• Jezus i małe nadzieje 60 • Ewangelia słabych 63

• Ewangelia dla będących w drodze 66

• Ewangelia dla utrudzonych 70 • Żywić nadzieję

wbrew nadziei 75 • Zaledwie jeden krok 80

• Nadzieja rolnika 84

Na targowisku nadziei 91

Kosz pierwszy: życie 94 • Kosz drugi: modlitwa 97

• Kosz trzeci: archiwa łaski 100 • Kosz czwarty:

czas próby i chleb 103 • Kosz piaty: ufność

i przebaczenie 107 • Kosz szósty: nadziei śpiew 110

• Kosz siódmy: miłość 113 • U źródła 117

Namiętności smutne, namiętności szczęśliwe 121

Cnota wspierania „początków” 125 • Wielka

nadzieja 129 • Wciąż na nowo 132

„NADZIEJA PRZYCHODZI do nas odziana w łachmany, abyśmy ją ubierali w odświętną szatę”. Dla Paula Ricoeura nadzieja to ledwie skromna zapowiedź przyszłych wydarzeń. Przychodząc, oddaje się w nasze ręce z drżeniem i niepokojem. Służy pomocą, ale
sama jeszcze bardziej – by móc oczarować świat i powieść go za sobą – potrzebuje z naszej strony wsparcia.
Bywa częstym «bohaterem» biblijnych przypowieści, jak choćby tej, która opisuje długa, pustynna ucieczkę proroka Eliasza przed mordercami nasłanymi przez królową Izebel (zob. 1 Krl 19, 1-9). Zmęczenie, strach, głód i pragnienie sprawiły, że niezwyciężony dotąd Eliasz postanowił się poddać. Upada na ziemię, wpełza pod krzewy janowca i zwraca się do Boga: „Dość już, Panie! Dłużej już nie dam rady. Zabierz sobie me życie. Wolę śmierć od tej rozpaczliwej ucieczki”. Wycieńczonego Eliasza morzy sen. Nagle lekkim szturchnięciem budzi proroka anioł.

– Wstań i jedz! – nakazuje.

I cóż takiego otrzymał Eliasz od Bożego posłańca, co miało dać mu siłę na to, by stawić czoła pustyni i łotrom? Nie znalazł osiodłanego rumaka gotowego przemierzyć galopem rozległe pola Edomu, lecz podpłomyki i dzban z wodą. Powiedzielibyśmy, że to niemal nic. Co więcej, przyjęlibyśmy pewnie ten dar niczym karę. Chleb i woda, rzekłby zaś Ricoeur, są jak łachmany, w które odziana jest nadzieja. 
Dar zatem ma dodać Eliaszowi sił i odwagi, a nie sprawić, że ktoś wykona za niego zadanie. Nie poniosą go aniołowie, lecz o własnych siłach będzie podążał przez czterdzieści dni aż do Bożej góry Horeb. Chleb, woda i jedno szturchnięcie wystarcza, aby na nowo obudzić w nim męża. Największym cudem jest właśnie złożona w człowieku zdolność podążania wciąż naprzód, bez cudów, o chlebie i wodzie; zdolność, by dać się prowadzić nadziei.
Nadzieja przynosi nam małe, skromne dary. Nie oślepia nas blaskiem nadzwyczajnych cudów. Przychodzi w prostocie codzienności. Jest jak powietrze, światło czy woda. Jak młoda sadzonka, nie jak wysokie drzewo. Przychodzi pokorna i ubrana w łachmany, jak małe ziarenko gorczycy, pięć chlebów i dwie ryby dla pięciotysięcznego tłumu (zob. Mt 14, 13-21). Pojawia się podczas spotkania, rozmowy telefonicznej, przychodzi z przyjacielem lub… SMS-em, akurat wówczas, gdy myślisz, że już nie dasz rady. Jest usłyszanym w radio czy napotkanym w książce słowem, które roznieca wewnętrzne światło. Czasem zamiast chleba przynosi ze sobą tylko odrobinę drożdży, podczas gdy my, oczekując od Boga nadzwyczajnych znaków, nie dostrzegamy tych Jego małych, wprawdzie niepozornych, lecz prawdziwych gestów.
Jezus Chrystus, „będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Obdarza nas bogactwem swojego ubóstwa, lecz bogactwem nie takim, jakiego oczekujemy, pragnąc doświadczać Jego wszechmocy. Naszym największym skarbem jest ubóstwo Boga, który przemienił swoją wszechmoc w podobne naszemu ciało Chrystusa. Bóg ubogaca nas nie transcendencją i wiecznością, lecz człowieczeństwem Jezusa; daje nam chleb i trud, zamiast przenosić nas na skrzydłach aniołów; nie obdarza nas cudami, lecz siłą ducha; nie ukazuje nam Boskiej wszechmocy, lecz swoją bezsilność w obliczu krzyża.
„Pan – powiada Dietrich Bonhoeffer – nie zbawia cierpieniem, lecz w cierpieniu; chroni nie od bólu, lecz w boleści, występuje w naszej obronie nie przeciw śmierci, a kiedy umieramy. ” I daje nam mnóstwo drobnych, ubogich znaków. Jak pyłki kwiatów niesione
są wiosennym wiatrem, tak On przynosi słowo, kruszynę chleba, światła tyle, ile potrzeba, by zrobić pierwszy krok, kiedy horyzont skrywają jeszcze ciemności.

Przeczytaj dłuższy fragment „Targowiska nadziei” »

Nadzieja to jeden z darów Ducha Świętego. Można z tym polemizować, gdy nie jest się chrześcijaninem, ale chyba każdy przyzna, że życie bez nadziei to coś bardzo smutnego. Co prawda Prometeusz uznał ją za jedną z plag trapiących ludzkość i zamknął w puszcze Pandory (właściwie był to dzban), a jego pogląd najwyraźniej podzielał Stendhal. W „Pustelni parmeńskiej” napisał, że gdzie nie ma nadziei, tam nie ma rozczarowań. Może obaj mieli rację, ale czy umielibyśmy żyć bez tego daru? Ermes Ronchi podejmuje próbę zanalizowania tego, czym jest nadzieja i dlaczego tak bardzo jej potrzebujemy.

Bóg obdarzył człowieka nadzieją po to, żeby mógł żyć, działać i rozwijać się. Bez nadziei nie byłoby możliwe nic, ani dokonanie wynalazku, ani napisanie książki, ani zawarcie małżeństwa. Nie byłoby po co żyć, gdyby nadzieja nie podtrzymywała nas na duchu, gdyby nie podsuwała nam pięknych obrazów. Również religia, jaka by nie była, dobra czy zła, opiera się na nadziei i tylko na niej. Żaden wierzący nie ma nic oprócz niej, żadnych namacalnych dowodów czy wiążących kontraktów, pozwalających wyegzekwować swe przywileje na drodze prawnej. Tak mało, a jednak tak dużo. Wystarczy popatrzeć na ludzi, którzy nie mają w sobie nadziei – jakże są ubodzy, niezależnie od zasobności ich konta. Czasem otaczają ich wiwatujące tłumy, bywa że widzimy ich na pierwszych stronach gazet. Pewnego dnia czytamy, że podziwiany przez wszystkich człowiek, któremu wszyscy zazdroszczą, umarł z powodu przedawkowania narkotyków. Że powiesił się, utopił albo zapił na śmierć. I powszechne zdziwienie: Dlaczego? Przecież miał wszystko. Nie, nie wszystko. Zabrakło miłości – jakże często mylonej z seksem. Wiary – odrzucamy ją, bo jest tylko ciężarem, zaściankowością, zabobonami nie pozwalającymi na korzystanie z życia. Nadziei – i to gwóźdź do trumny. Bo wiarę można odzyskać, miłość dopada człowieka nagle, w najmniej spodziewanym miejscu, bez nadziei jednak nie znajdziemy w sobie dość sił, by na to poczekać.

Ermes Ronchi sięga do cytatów z Biblii, z powieści, z poezji. To, co pragnie przekazać ludziom w swojej książce, jest tak bardzo ulotne, że trudno ubrać to w słowa. Wskazuje ludziom, jak odnaleźć nadzieję nie w wielkich sprawach, a w drobnych rzeczach, tak małych, że niebezpiecznie łatwo je przegapić. Książka o nadziei jest niewielka, cienka, choć mówi o tak ważnych rzeczach. Jej zewnętrzna szata została starannie zaprojektowana i wykonana, tak żeby była trwała i mogła uczyć ludzi przez wiele lat. Nawet gdy ktoś jest niewierzący, powinien ją przeczytać. Może poukłada sobie różne sprawy i zrozumie, co naprawdę jest w życiu ważne.

Luiza Dobrzyńska

 

Dziś książka o nadziei, niełatwa do czytania, jednak dająca światło i nadzieję. To filozoficzne rozważania o niej właśnie, o tej trzeciej z cnót boskich. Autorem tych myśli jest w większej części O. Ermes Ronchi, choć w książce odnajdziemy też wiele innych cytatów, które autor włącza tak, aby wprowadzić nadzieję w nasze życie, pokazać czym ona jest i jak ją odnaleźć.

Przyznam, że odpowiedź na pytanie czym ona jest, ta najmłodsza z sióstr miłości i wiary nie jest prosta. Nadzieja, bowiem przychodzi do nas w bardzo skromnych szatach, jest jak kropelka wody na pustyni, nie daje rozwiązań, nie przynosi cudów, daje tylko mały, maleńki promyczek, który sączy się przez mrok.


Ten mrok dla każdego z nas jest czymś innym, każdy z nas ma swój własny bagaż problemów i trudności. Każdy z nas wchodzi po innych schodach, które, jak to w życiu, raz są strome innym razem bardzo kręte, jednak nadzieja wszystko zmienia, pozwala zrobić kolejny krok a ten już zawsze jest bliżej celu czy spełnionego marzenia.

Do książki, mam wrażenie, można podejść w dwojaki sposób. Próbować zgłębić po trzykroć każdy wers, zdanie i myśl lub, tak jak ja, połknąć ją w jeden wieczór. Początkowo próbowałam pierwszego sposobu, ale miałam wrażenie, że poprzez rozgryzanie każdego zdania umyka mi myśl przewodnia i puenta. Nie wiem czy to jedynie moje odczucie, ale postanowiłam przestać i przepłynąć przez tę książkę tak, aby ogarnąć jej treści całościowo. Jak mi poszło? Znakomicie, bo książka wlała w moje serce moc pozytywnej energii, choć dużo do szczęścia mi nie trzeba, bo z natury jestem optymistką. Natomiast uwielbiam czytać książki które pokrzepiają i to właśnie jest taka lektura.

Książka urzeka trafnością, mądrością słów i głębią, jaka jest zawarta na jej stronach.

Co daje nam nadzieja, pisząc "nam" mam na myśli ludzi wierzących? W moim mniemaniu daje sens życia, bo to co tu i teraz to tylko początek i choćby nie wiem jak ciężkie było obecne życie, to jego koniec oznacza dopiero początek.

 

Magda Kus

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Targowisko nadziei

Ermes Ronchi

OPIS

Co sprawia, że życie chrześcijanina różni się od życia człowieka niewierzącego? Co nadaje jego życiu blask, chroni przed zniechęceniem i rozpaczą? Tą cnotą jest nadzieja. Jest ona częścią błogosławieństwa, Bożego życia, które otrzymujemy jako ludzie wierzący. Ermes Ronchi w lekkiej, ale i pasjonującej opowieści o nadziei pokazuje, jak bardzo zmienia ona naszą historię, czyniąc ją „cudowną”.

Niektórzy powiadają, pośród nich Paul Ricoeur, nieżyjący już filozof, że nadzieja przychodzi do nas odziana w łachmany, byśmy ją ubierali w odświętną szatę. Ale czym jest nadzieja, o której słyszy się, że to młodsza siostra dojrzałych wiary i miłości? Odpowiedź nie jest prosta, bo też ta wątła dziewczynka, jak mówi o niej Charles Péguy, nierzadko nazywająca siebie ‘marzeniem’, przychodzi do nas ukryta w małych, ubogich rzeczach, nie zaś w blasku niespodziewanych cudowności. Przybywa z prostotą tego, co najbardziej potrzebne, niezbędne jak powietrze, jak oddech, światło czy woda. Jest niczym młody pęd, pulsujący siłą rosłego drzewa. O tym właśnie ten barwny esej, urzekający głębią myśli, trafnością spostrzeżeń, słowem: mądrością…

 

O. Ermes Maria Ronchi, znany włoski kaznodzieja, wygłosił w tym roku rekolekcje wielkopostne dla papieża i kurii rzymskiej. Odbyły się one 6-12 marca w podrzymskiej Aricci. 

O wygłoszenie rekolekcji o. Ronchi został poproszony osobiście przez Franciszka.
O. Ronchi należy do Zakonu Sług Maryi. Wykłada estetykę teologiczną i ikonologię na Papieskim Wydziale Teologicznym Marianum w Rzymie. Napisał blisko 30 książek.



SPIS TREŚCI

«Ta drobna nadzieja» 9

«W wiernej lampce» 16 • «Siła marzeń» 19

• Wezwanie przyszłości 22 • Optymizm to nie

nadzieja 25 • Dla nas 28 • Bóg, w którym

pokładam nadzieję 31 • Zło nie niweczy dobra 34

• «Ale nadzieja nie jest oczywista» 38

1. Nadzieja to nie przypadek: życie ma sens 39

2. Sens życia jest dobry 44

3. Nadzieja prowadzi nas ku przyszłości 51

Pokładam nadzieję w Ewangelii 55

Królestwo Boże to kwitnienie życia 58

• Jezus i małe nadzieje 60 • Ewangelia słabych 63

• Ewangelia dla będących w drodze 66

• Ewangelia dla utrudzonych 70 • Żywić nadzieję

wbrew nadziei 75 • Zaledwie jeden krok 80

• Nadzieja rolnika 84

Na targowisku nadziei 91

Kosz pierwszy: życie 94 • Kosz drugi: modlitwa 97

• Kosz trzeci: archiwa łaski 100 • Kosz czwarty:

czas próby i chleb 103 • Kosz piaty: ufność

i przebaczenie 107 • Kosz szósty: nadziei śpiew 110

• Kosz siódmy: miłość 113 • U źródła 117

Namiętności smutne, namiętności szczęśliwe 121

Cnota wspierania „początków” 125 • Wielka

nadzieja 129 • Wciąż na nowo 132

FRAGMENT KSIĄŻKI

„NADZIEJA PRZYCHODZI do nas odziana w łachmany, abyśmy ją ubierali w odświętną szatę”. Dla Paula Ricoeura nadzieja to ledwie skromna zapowiedź przyszłych wydarzeń. Przychodząc, oddaje się w nasze ręce z drżeniem i niepokojem. Służy pomocą, ale
sama jeszcze bardziej – by móc oczarować świat i powieść go za sobą – potrzebuje z naszej strony wsparcia.
Bywa częstym «bohaterem» biblijnych przypowieści, jak choćby tej, która opisuje długa, pustynna ucieczkę proroka Eliasza przed mordercami nasłanymi przez królową Izebel (zob. 1 Krl 19, 1-9). Zmęczenie, strach, głód i pragnienie sprawiły, że niezwyciężony dotąd Eliasz postanowił się poddać. Upada na ziemię, wpełza pod krzewy janowca i zwraca się do Boga: „Dość już, Panie! Dłużej już nie dam rady. Zabierz sobie me życie. Wolę śmierć od tej rozpaczliwej ucieczki”. Wycieńczonego Eliasza morzy sen. Nagle lekkim szturchnięciem budzi proroka anioł.

– Wstań i jedz! – nakazuje.

I cóż takiego otrzymał Eliasz od Bożego posłańca, co miało dać mu siłę na to, by stawić czoła pustyni i łotrom? Nie znalazł osiodłanego rumaka gotowego przemierzyć galopem rozległe pola Edomu, lecz podpłomyki i dzban z wodą. Powiedzielibyśmy, że to niemal nic. Co więcej, przyjęlibyśmy pewnie ten dar niczym karę. Chleb i woda, rzekłby zaś Ricoeur, są jak łachmany, w które odziana jest nadzieja. 
Dar zatem ma dodać Eliaszowi sił i odwagi, a nie sprawić, że ktoś wykona za niego zadanie. Nie poniosą go aniołowie, lecz o własnych siłach będzie podążał przez czterdzieści dni aż do Bożej góry Horeb. Chleb, woda i jedno szturchnięcie wystarcza, aby na nowo obudzić w nim męża. Największym cudem jest właśnie złożona w człowieku zdolność podążania wciąż naprzód, bez cudów, o chlebie i wodzie; zdolność, by dać się prowadzić nadziei.
Nadzieja przynosi nam małe, skromne dary. Nie oślepia nas blaskiem nadzwyczajnych cudów. Przychodzi w prostocie codzienności. Jest jak powietrze, światło czy woda. Jak młoda sadzonka, nie jak wysokie drzewo. Przychodzi pokorna i ubrana w łachmany, jak małe ziarenko gorczycy, pięć chlebów i dwie ryby dla pięciotysięcznego tłumu (zob. Mt 14, 13-21). Pojawia się podczas spotkania, rozmowy telefonicznej, przychodzi z przyjacielem lub… SMS-em, akurat wówczas, gdy myślisz, że już nie dasz rady. Jest usłyszanym w radio czy napotkanym w książce słowem, które roznieca wewnętrzne światło. Czasem zamiast chleba przynosi ze sobą tylko odrobinę drożdży, podczas gdy my, oczekując od Boga nadzwyczajnych znaków, nie dostrzegamy tych Jego małych, wprawdzie niepozornych, lecz prawdziwych gestów.
Jezus Chrystus, „będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Obdarza nas bogactwem swojego ubóstwa, lecz bogactwem nie takim, jakiego oczekujemy, pragnąc doświadczać Jego wszechmocy. Naszym największym skarbem jest ubóstwo Boga, który przemienił swoją wszechmoc w podobne naszemu ciało Chrystusa. Bóg ubogaca nas nie transcendencją i wiecznością, lecz człowieczeństwem Jezusa; daje nam chleb i trud, zamiast przenosić nas na skrzydłach aniołów; nie obdarza nas cudami, lecz siłą ducha; nie ukazuje nam Boskiej wszechmocy, lecz swoją bezsilność w obliczu krzyża.
„Pan – powiada Dietrich Bonhoeffer – nie zbawia cierpieniem, lecz w cierpieniu; chroni nie od bólu, lecz w boleści, występuje w naszej obronie nie przeciw śmierci, a kiedy umieramy. ” I daje nam mnóstwo drobnych, ubogich znaków. Jak pyłki kwiatów niesione
są wiosennym wiatrem, tak On przynosi słowo, kruszynę chleba, światła tyle, ile potrzeba, by zrobić pierwszy krok, kiedy horyzont skrywają jeszcze ciemności.

Przeczytaj dłuższy fragment „Targowiska nadziei” »

Sklep internetowy Shoper.pl