Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 9 (325) 2020
Słowo wśród nas Nr 9 (325) 2020
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO WRZEŚNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowaliśmy słowami z Księgi Kapłańskiej „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty! (Kpł 20,7), ponieważ, opierając się na nauczaniu papieża Franciszka zawartym w adhortacji Gaudete et exsultate, mówimy w nim zarówno o świętości Boga, jak i o naszym powołaniu do świętości i o tym, jak możemy je realizować w codziennym życiu.
W Magazynie proponujemy artykuł o Joachimie i Annie, rodzicach Maryi i dziadkach Jezusa, którzy stanowią doskonały przykład tego, jacy powinni być dziadkowie. Ponadto świadectwa: o tym, jak „przerwy modlitewne” pomagają opanować chaos w codzienności rodzinnego życia matce trojga dzieci oraz o nawróceniu ateisty w czasie studiów i jego owocnej działalności ewangelizacyjnej wśród innych studentów. Kolejne świadectwo stanowi odpowiedź na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”. W ramach Naszych lektur polecamy nowe tłumaczenie dzieła Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę, a także informacje o nagrodach dla naszych prenumeratorów oraz o konkursie „Bohaterowie naszych czasów”.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Ja, Pan, jestem święty
Bóg święty i bliski....................................................... 4

Twoja misja w Chrystusie
Świętość jest osiągalna dla każdego.......................... 10

Modlitwa drogą do świętości
Uczmy się od świętych................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 września...............................................20

MAGAZYN

Strategiczna rola dziadków
Joachim i Anna uczą nas przekazywać wiarę wnukom
Michael Shaughnessy............................................. 47

Łaska „przerw modlitewnych”
Moje antidotum na chaos życia rodzinnego
Ruth O’Neil...............................................52

Znalazłem Chrystusa dzięki miłości innych
Od ateisty do ewangelizatora na kampusie
Srishti Gupta...............................................55

„Takie były plany Boże”odpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 59

Konkurs „Bohaterowie naszych czasów”.............. 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Możemy być świętymi! Ty możesz być święty! Może powiesz: „Gdybyś wiedział, jaki jestem naprawdę, nigdy byś tak nie powiedział”. To prawda, że wszyscy jesteśmy grzesznikami,
a większość z nas trzyma się uparcie pewnych grzechów i słabości. Ale mimo to Pismo Święte nazywa nas „świętymi” (Hbr 3,1). Jak to możliwe? Mówiąc najprościej, Jezus właśnie po to przelał swoją krew, abyśmy byli święci (Hbr 13,12). Przypomnij też sobie słowa, jakimi modlił się Paweł za chrześcijan w Tesalonice: „Sam zaś Bóg pokoju niech uświęca was całych” (1 Tes 5,23). Nie prosiłby przecież Boga o uświęcenie Tesaloniczan, gdyby uważał to za niemożliwe! Tak więc jesteś święty, a zarazem Bóg uświęca cię każdego dnia.
Ale chodzi tu nie tylko o ciebie. Bóg pragnie mieć święty lud. Większość fragmentów biblijnych mówiących o świętości jest skierowana do ludu. Bóg powiedział do Izraelitów: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty: Ja, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 20,7). A Paweł oznajmił wspólnocie w Efezie, że Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci” (Ef 1,4). Tak więc Pan chce, abyś ty, ja oraz wszyscy nasi bracia i siostry w Chrystusie umacniali się wzajemnie na drodze do świętości. Udzielił nam swego Świętego Ducha, czyniąc z nas świątynie, w których może zamieszkać.
Oczywiście my także mamy swoje zadania w procesie dążenia do świętości. Wielkie znaczenie mają tu nasze codzienne wybory. Świętość nie polega na przybieraniu pobożnej miny, lecz na codziennej walce o podejmowanie takich decyzji, przez które będziemy podobać się Panu w naszych myślach, słowach wypływających z naszych ust oraz pełnionych uczynkach. Co więcej, świętość nie oznacza bezgrzeszności. Oznacza współpracę z Duchem Świętym poprzez usiłowanie pełnienia Jego woli oraz dawania siebie innym. Tym właśnie jest świętość.
Wezwanie do świętości znajdujemy nie tylko w Piśmie Świętym. Na drogę świętości od samego początku wzywał swoich wiernych Kościół. Papież Franciszek naucza, że: „Chrześcijanin nie może myśleć o swojej misji na ziemi, nie pojmując jej jako drogi świętości, ponieważ «wolą Bożą jest wasze uświęcenie»” (Gaudete et exsultate, 19). Papież Benedykt XVI zapewniał: „Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, jest ona miarą chrześcijańskiego życia” (Audiencja generalna, 13.04.2011). A św. Jan Paweł II zachęcał nas: „Nie lękajcie się być świętymi! Miejcie odwagę i pokorę, by stanąć wobec świata z determinacją dążenia do świętości, gdyż pełna, prawdziwa wolność rodzi się ze świętości” (Przesłanie do młodzieży, 7.08.1999).
W tym miesiącu umocnijmy w sobie wiarę w to, że Bóg naprawdę nas uświęca, że krok po kroku, dzień po dniu prowadzi nas ku świętości. Uwierzmy, że patrząc na nas widzi swego Syna, Świętego Bożego, który kroczy wraz z nami. I postanówmy sobie codziennie pełnić Jego wolę w małych i wielkich rzeczach, abyśmy stawali się świętymi, jak nasz Bóg jest święty!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

Ja, Pan, jestem święty
Bóg święty i bliski
Święty, Święty, Święty, Pan Bóg zastępów! – głosimy na każdej Mszy świętej, wyśpiewujemy w licznych pieśniach. Ten hymn chwały jest nam tak dobrze znany, że często nawet się nad nim nie zatrzymujemy. Pochylmy się dziś nad tym, co głosi, i zastanówmy się, co to znaczy, że Bóg jest święty?
Sanctus (z łacińskiego: „święty”) to starożytny hymn, głęboko zakorzeniony w dziedzictwie żydowskich nabożeństw i stamtąd przejęty przez chrześcijańską tradycję. Wraz z naszymi żydowskim braćmi i siostrami wierzymy, że śpiewając go łączymy się ze wszystkimi aniołami w niebie, sławiącymi świętość i chwałę naszego Boga. Ale Sanctus jest jeszcze starszy niż żydowskie nabożeństwo synagogalne, bowiem pochodzi z wizji proroka Izajasza, która miała miejsce w VIII wieku przed Chrystusem.
Pewnego dnia podczas modlitwy w świątyni Izajasz ujrzał coś, czego nigdy nie spodziewał się zobaczyć: wizję samego Boga. W obłoku kadzidlanego dymu zobaczył Pana na tronie chwały otoczonego aniołami, którzy wołali: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów” (Iz 6,3). Cześć oddawana przez aniołów miała taką moc, że zadrżały fundamenty świątyni.
Ta wizja zmieniła życie Izajasza. Widząc „inność” Boga, Jego moc i majestat, oniemiał, a wobec Jego świętości poczuł się „zgubiony”. Uświadomił sobie, że jest „mężem o nieczystych wargach” i mieszka „pośród ludu o nieczystych wargach” (Iz 6,6). Jednak ten święty Bóg okazał się również Bogiem miłosiernym. Posłał serafina, aby oczyścił Izajasza z jego grzechów. Doświadczenie to było tak poruszające, że kiedy Bóg zapytał: „Kogo mam posłać?”, Izajasz z zapałem odpowiedział: „Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6,8).
Wizja Izajasza odsłania nam wielką tajemnicę świętego Boga, który chce wejść w relację z człowiekiem, chociaż jest on istotą grzeszną. To tajemnica świętego Boga, który oczyszcza swój lud z grzechu, aby i on mógł stać się święty, i posyła go do świata, aby głosił Jego świętość wszystkim, którzy zechcą słuchać. Zapraszamy zatem do podjęcia refleksji nad świętością. Najpierw przyjrzymy się temu, w jaki sposób definiuje świętość Pismo Święte, a następnie, w drugim i trzecim artykule, oddamy głos papieżowi Franciszkowi, który ukaże nam, jak wygląda świętość w dzisiejszych czasach.

BÓG jest święty
Słowo „święty” jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa kadosz, które oznacza „odcięty” lub „oddzielony” od rzeczy użytku codziennego. Kiedy więc mówimy, że Bóg jest święty, znaczy to, że jest On „oddzielony”, czyli inny od nas i od wszystkiego, co istnieje. Tak bardzo przewyższa nas doskonałością, mocą i chwałą, że godzien jest, aby oddawać Mu cześć i wywyższać Go ponad wszystko inne.
Przyznajmy, że nieczęsto zdarza nam się myśleć o świętości Boga, a kiedy już to czynimy, może nas to wprawić w zakłopotanie. Łatwiej nam myśleć o świętych ludziach, o konkretnych kanonizowanych świętych. Ale świętość Boga nieskończenie przewyższa nawet największą ludzką świętość. Jego świętość wykracza poza nasze najwyższe standardy, ponieważ to On jest standardem.
W ciągu całej starotestamentowej historii Bóg objawiał się jako święty. Przemawiając do Mojżesza z płonącego krzewu, polecił mu zdjąć sandały, ponieważ w Jego bliskości nawet ziemia była święta (Wj 3,5). Ludowi Izraela nie wolno było dotykać góry, na której Bóg się objawiał, ze względu na Jego świętość (Wj 19,21). A twarz Mojżesza po spotkaniu z Bogiem na górze Synaj pałała takim blaskiem, że musiał ją zasłaniać, aby nie przerażać ludzi (Wj 34,19-20).
Miłość Boga jest święta – On pragnie dla swojego ludu jedynie dobra. Jego wierność jest święta – On nigdy swojego ludu nie porzuci. Nawet Jego wyroki są święte – wyrażają Jego pragnienie, by zachować, strzec i uzdrawiać lud. Bóg nie jest w stanie tolerować niczego, co poniża lub niszczy lud, który powołał do istnienia. A jednak ten święty i „inny” Bóg zdecydował się zstąpić na ziemię
i żyć jako człowiek pośród ludzi. Jezus, będący „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15), upodobnił się do nas, aby objawić nam świętość Boga i wskazać drogę do świętości.

Jezus jest święty
Świętość Jezusa jest niepowtarzalna. Góra zawdzięczała swoją świętość obecności Boga, podobnie jak blask na twarzy Mojżesza był jej odbiciem, natomiast Jezus jest święty sam z siebie. On nie tylko odzwierciedla świętość Boga, ale jest święty – Święty Boży.
Wielu ludzi nie rozpoznało świętości Jezusa, ale niektórzy tak. Jan Chrzciciel wzbraniał się przed ochrzczeniem Jezusa, ponieważ wiedział, że nie jest godzien rozwiązać Mu rzemyka u sandałów, a co dopiero Go chrzcić (Mt 3,13; J 1,26-27). Nawet duchy nieczyste widziały świętość Jezusa. Przerażone Jego obecnością, uciekały od Niego, wyznając, że jest „Świętym Bożym” (Łk 4,33-35).
Świętość Jezusa objawiała się we wszystkim, co czynił. Jego cuda i uzdrowienia, nauczanie i akty miłosierdzia na każdym kroku ukazywały Jego boskość i królowanie nad ludźmi. Na górze Tabor podczas przemienienia wielkość Jego majestatu odebrała niemal mowę Piotrowi, Jakubowi i Janowi (Mk 9,1-9).
I choć wielu Jego uczniów odeszło, to ci, którzy pozostali, uczynili to ze względu na Jego świętość. „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym” – wyznał Piotr (J 6,69).
Pierwsi wierzący, którzy rozpoznali świętość Jezusa, uświadomili sobie coś jeszcze innego – swoją własną grzeszność. Po cudownym połowie ryb Piotr „przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny»” (Łk 5,8). I podobnie jak w przypadku Izajasza, Jezus w najmniejszym stopniu nie zraził się grzesznością Piotra. Ukoił natomiast jego lęki i oznajmił mu, że odtąd będzie łowił ludzi (Łk 5,10). A Piotr, jak kiedyś Izajasz, pozostawił wszystko i poszedł za Nim.
Jednak najpełniej Jezus ukazał swoją świętość, gdy oddał za nas swoje życie. „Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie” (J 17,19) – powiedział w noc przed swoją śmiercią. Tak bardzo pragnął, abyśmy byli święci, że nie zawahał się przed niczym, nawet przed oddaniem własnego życia.

Jezus dziś czyni nas świętymi
Od czasów Mojżesza aż po dziś dzień Bóg wzywa swój lud – czyli nas wszystkich – do świętości. Wybrał nas spośród innych i zawarł z nami przymierze, abyśmy stali się błogosławieństwem dla otaczającego nas świata. Kiedyś Boża obecność rozświetliła oblicze Mojżesza, dziś nadaje ona autentyczną godność i świętość nam wszystkim, którzy należymy do Jego ludu.
Jednak to, czy przyjmiemy Boże wezwanie do świętości, zależy od nas. Każdy z nas potrzebuje usłyszeć skierowane do siebie słowo Boga: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Może uważasz, że świętość jest dla ciebie zbyt trudna do osiągnięcia. I masz absolutną rację! Ale w Chrystusie Jezusie Bóg może cię uświęcić. Zresztą dokładnie po to Jezus przyszedł na ziemię.
List do Hebrajczyków mówi nam, że śmierć Jezusa na krzyżu ma moc obmyć nas z grzechów, oczyścić nasze sumienia i uczynić nas świętymi (Hbr 9,26; 13,12; 9,14). Wiemy jednak, że nie dzieje się to automatycznie.
To prawda, że przez chrzest zostaliśmy oczyszczeni z grzechu pierworodnego, a świętość Jezusa stała się naszą świętością (1 Kor 1,30). Od nas jednak zależy, czy zdecydujemy się prowadzić święte życie w wierze.

Uświęcani przez Ducha
Jezus wie, jak trudne jest dla nas wezwanie do świętości. Grzech zawsze jest atrakcyjny i ma potężną moc przyciągania, a szatan posługując się kłamstwem wmawia nam, że zło nie jest złem. Dlatego właśnie Jezus posłał do naszych serc Ducha Świętego.
Dzięki Duchowi możemy znaleźć w sobie moc do mówienia „nie” grzechowi, a „tak” Bogu. Dzięki Duchowi możemy słyszeć głos Boga i doświadczać Jego obecności. A co najważniejsze, Duch daje nam głębokie przekonanie, że jesteśmy synami i córkami Boga. Pomyśl tylko – możesz wejść w jeszcze bliższą relację z Bogiem niż nawet Mojżesz i Izajasz! Jesteś Jego dzieckiem. On napełnia cię swoją świętością i miłością. A to znaczy, że możesz nieustannie pić ze źródła Jego łaski.
Przykładem współpracy z Duchem Świętym i wzrastania w świętości są dla nas pierwsi chrześcijanie. Zdawali oni sobie sprawę, że nie są doskonali. Podobnie jak my, mieli swoje wady i słabości. Pozwolili się jednak przemienić. Duch Święty dał im nową tożsamość i nową zdolność do świętości, aby dzień po dniu podejmowali wysiłek stawania się coraz bardziej „królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9). Jak to czynili? Trwając „w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie” (Dz 2,42).
Także w XXI wieku droga do świętości pozostaje ta sama. Uświęcamy się poświęcając czas lekturze słowa Bożego, spotykając się z Jezusem w Eucharystii, szukając obecności Boga na modlitwie
i trwając we wspólnocie poprzez wzajemną miłość. Papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exsultate pisze właśnie o tym – o powołaniu do świętości we współczesnym świecie i o tym, jak w naszej codzienności możemy realizować to powołanie. Chcemy się wczytać w jego słowa i przeanalizować je w kolejnych dwóch artykułach.
Łaciński tytuł adhortacji oznacza dosłownie: „Cieszcie się i radujcie”. Te słowa zawarte w Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 5,12) wypowiada Jezus do ludzi, którzy są prześladowani lub poniżani ze względu na Jego osobę i naukę. Pan oczekuje od nas, że powierzymy Mu wszystko, a w zamian oferuje życie prawdziwe i szczęście, dla którego zostaliśmy stworzeni. Chce, abyśmy byli świętymi i oczekuje, że nie zadowolimy się życiem przeciętnym, rozwodnionym, pustym.
Obyśmy nigdy nie zapominali, że jesteśmy ludem świętym, zjednoczonym ze świętym Bogiem. Obyśmy nie zapominali, że naszym przeznaczeniem jest dołączenie do aniołów i świętych w niebie, którzy wznoszą ku Bogu nieustanny hymn chwały: „Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący” (Ap 4,8). ▐

 

Wtorek, 1 września
1 Kor 2,10b-16
Nie za pomocą wyszukanych słów ludzkiej mądrości, lecz korzystamy
z pouczeń Ducha. (1 Kor 2,13)
Paweł był świetnie wykształconym człowiekiem. Urodzony w kosmopolitycznym mieście Tars, od młodości miał kontakt z filozofią grecką. Następnie „u stóp Gamaliela” – jednego z najbardziej szanowanych rabbich swoich czasów – otrzymał „staranne wykształcenie w Prawie ojczystym” (Dz 22,3) i uczył się gorliwości w służbie Bogu.
Jednak po tym, jak na drodze do Damaszku objawił mu się Jezus, studiowane przez tyle lat słowa proroków nabrały dla niego nowego znaczenia. Pojął, że to właśnie Jezus jest wypełnieniem tego wszystkiego, o czym oni pisali. Nie tylko sam zrozumiał znaczenie śmierci i zmartwychwstania Jezusa, ale w swoich listach wyjaśniał te fakty w sposób, który stał się fundamentem teologicznym naszej wiary.
Jego dokonania są zdumiewające. Chociaż Paweł był wyjątkowo inteligentnym i wykształconym człowiekiem, nie możemy przypisać głębi przemyśleń, które zawarł w swoich Listach jedynie jego ludzkiemu intelektowi i znajomości wiary. Przemawiał opierając się na pouczeniach Ducha Świętego.
Żyjemy w czasach, w których ludzka wiedza jest niezwykle ceniona – i są ku temu słuszne powody. To Bóg wyposażył nas w rozum oraz intelekt i chce, abyśmy ich używali. Ale chce także wzbogacać naszą naturalną mądrość swoją mądrością i objawieniem – i czyni to przez Ducha Świętego.
Jak to wygląda w praktyce? Próbując zrozumieć fragment Pisma Świętego możesz sięgnąć po komentarz, ale dobrze jest także pomodlić się do Ducha Świętego o zrozumienie myśli autora. Albo kiedy próbujesz wyjaśnić komuś jakiś aspekt nauczania Kościoła, spróbuj dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat, ale także poproś Ducha Świętego, aby podsunął ci słowa, które trafią do danej osoby.
Bóg nie zachowuje swojej mądrości jedynie dla Apostołów i świętych. Wszyscy możemy Go o nią prosić
z wiarą, że On nam jej udzieli.
„Duchu Święty, napełnij mnie swoją niebiańską mądrością!”
Ps 145,8-14.17
Łk 4,31-37
▌Środa, 2 września
Łk 4,38-44
Wyszedł i udał się na miejsce pustynne. (Łk 4,42)
Może wydawać się paradoksalne, że Syn Boży, posłany po to, by umiłować i zbawić każdego mieszkańca naszej planety, miał zwyczaj regularnie oddalać się od ludzi. Nie wynikało to jednak z Jego stosunku do nas, ale z Jego stosunku do Boga.
Ewangelia wielokrotnie wspomina o tym, że Jezus udawał się na odludne miejsca, aby modlić się do Boga. Jednak podążające za Nim tłumy zwykle nie dawały Mu spokoju i odnajdywały Go, przerywając modlitwę albo odpoczynek.
Co czuł Jezus, gdy ludzie rujnowali Jego plany? Tego nie wiemy. Znamy tylko Jego reakcje. Wiemy, że zamiast utyskiwać na niespodziewanych intruzów, nie szczędząc czasu rozmawiał z nimi i uzdrawiał ich. Na przykład w dzisiejszej Ewangelii z pewnością potraktował ludzi z cierpliwością i szacunkiem, skoro prosili Go, by z nimi pozostał. Jednak Jezus znał wolę Bożą w stosunku do siebie i dlatego Jego odpowiedź była stanowcza – musi wyruszyć w dalszą drogę, „innym miastom (…) głosić Dobrą Nowinę” (Łk 4,43).
Inny przykład niespodziewanego spotkania Jezusa z tłumem znajdujemy w Ewangelii Mateusza. Jezus chciał w samotności przeżyć żałobę po śmierci swego kuzyna, Jana Chrzciciela. Kiedy jednak tłumy odnalazły miejsce Jego pobytu, „zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych” (Mt 14,14). Nakarmił ich też, rozmnażając pięć bochenków chleba i dwie ryby. Ale gdy wreszcie odprawił tłumy, „wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić” (Mt 14,23).
Przy całej swojej wyjątkowości, życie Jezusa było również podobne do życia każdego z nas. Podobnie jak my, wielokrotnie znajdował się pod presją i musiał ze spokojem i pokorą stawiać czoło niespodziewanym sytuacjom.
Biorąc wzór z Jezusa podchodźmy elastycznie do swojego rozkładu dnia, zwłaszcza gdy ktoś potrzebuje naszej miłości i pomocy. On nigdy nie zignorował człowieka, który przed Nim stanął. Ale bardzo troszczył się o to, aby nie ignorować Ojca, którego miłość była dla Niego podtrzymaniem i mocą. Skoro Jezus, który był bez grzechu, tak bardzo potrzebował samotnego przebywania z Bogiem na modlitwie, to o ileż bardziej my go potrzebujemy!
Kiedy więc twój czas cichej modlitwy zostaje przez kogoś zakłócony, nie przejmuj się, ale staraj się wykorzystać na modlitwę kolejną okazję. Niech Bóg stanie na pierwszym miejscu w twoim życiu. Módl się o to, byś mógł wypełnić Jego wolę. On wprowadzi w twoje zabiegane życie równowagę i pokój.
„Jezu, naucz mnie godzić potrzeby innych z moją potrzebą przebywania z Tobą na modlitwie.”
1 Kor 3,1-9
Ps 33,12-15.20-21

▌Niedziela, 6 września
Ez 33,7-9
A ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi. (Ez 33,8)
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus patrząc na różne niedociągnięcia swoich sióstr w Karmelu myślała czasem, że gdyby mogła zwrócić im uwagę, przyniosłoby jej to dużą ulgę. Jej perspektywa zmieniła się jednak całkowicie, gdy powierzono jej opiekę nad nowicjuszkami. „Teraz, kiedy zobaczę, że któraś z sióstr czyni coś, co wydaje mi się niedoskonałe, mówię sobie z uczuciem ulgi: Co za szczęście, że to nie nowicjuszka; nie mam obowiązku jej upominać” – wyznała przełożonej.
Jednak upomnienia, które tak wiele Teresę kosztowały, odnosiły skutek. Nowicjuszki mówiły, że chociaż jest dla nich surowa, to jednak paradoksalnie chcą chodzić do niej na rozmowy i jej słuchać. Instynktownie wyczuwały, że ich młoda mistrzyni ma rację. Było w niej coś, co je pociągało, nawet gdy mówiła im rzeczy przykre.
Sekret Teresy był banalnie prosty – kochała swoje nowicjuszki. Jej upomnienia nie były odreagowywaniem własnej frustracji i złości, budowaniem własnej pozycji, szukaniem siebie. Teresie zależało na Bogu i na młodych siostrach, które prowadziła. A one to czuły.
Także wielu z nas odpowiada za innych – własne dzieci, wnuki, uczniów, pracowników, studentów – których ma obowiązek upominać. Nie jest to obowiązek miły. Często łatwiej jest machnąć ręką, pogłaskać po głowie, przymknąć oko i mieć święty spokój. Jednak dzisiejsze słowo mocno przypomina nam o naszej odpowiedzialności przed Bogiem. Nie zbawiamy się sami. Od naszych decyzji może zależeć zbawienie innych.
Jak jednak pokazuje przykład św. Teresy, ważny jest także sposób, w jaki upominamy innych. Upomnienie nie ma być aktem przemocy i potępienia, ale motywowaniem, mobilizowaniem do większego wysiłku, wydobywaniem dobra ukrytego w człowieku. Prawda powiedziana bez miłości może zabić – ale powiedziana z miłością ma szansę trafić do drugiego człowieka i stać się prawdą, która wyzwala.
„Panie Jezu, naucz mnie upominać innych z miłością.”
Ps 95,1-2.6-9
Rz 13,8-10
Mt 18,15-20

▌Niedziela, 13 września
Syr 27,30--28,7
Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik. (Syr 27,30)
Urazy. Znamy je wszyscy. Każdy z nas w jakimś momencie życia został skrzywdzony przez przyjaciela, bliską osobę z rodziny, szefa czy współpracownika. Czuliśmy się zranieni, wzbierał w nas gniew, postrzegaliśmy siebie jako ofiarę. Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi nam jednak, że to nie jest zdrowa reakcja.
Pisząc te słowa ponad dwa tysiące lat temu Syrach pojął coś, co dopiero zaczynają odkrywać współcześni psycholodzy – brak przebaczenia odbija się na naszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Może podwyższyć ciśnienie krwi, spowodować bezsenność, osłabić system odpornościowy. Rodzi nieufność w stosunku do innych i wzmacnia negatywne wzorce myślenia o życiu. Dlaczego więc mamy, jak mówi Syrach, uparcie „trzymać się” tego, co nas niszczy? Jedynie przebaczenie może wybawić nas z tej niewoli.
Decydując się na przebaczenie, nawet gdy winowajca o nie wcale nie prosi, wychodzimy z roli ofiary. Pokonujemy nagromadzone w nas rozgoryczenie, żal i złe emocje. A przede wszystkim otwieramy się na Boże uzdrowienie. Bóg wie o wszystkim, przez co przeszliśmy, o tym, jak zostaliśmy zranieni i jak my raniliśmy innych. Przebacza nam nasze winy jak dobry król z dzisiejszej Ewangelii. Jeśli pozwolimy, by Jego przebaczenie skruszyło nasze serca, przebijając się przez poczucie winy, wstyd i smutek z powodu bólu, jaki zadaliśmy innym, znajdziemy łaskę do podobnego traktowania tych, którzy zawinili przeciwko nam.
Jeśli zmagasz się z urazą z powodu doznanej krzywdy, powierz ją Bogu na modlitwie. Proś Go, aby pomógł ci zaprzestać „trzymania się” gniewu, nawet jeśli wydaje ci się on usprawiedliwiony. Przebacz temu, kto cię skrzywdził, nawet jeśli nie może jeszcze dojść między wami do pojednania. Niech ten akt przebaczenia przyniesie ci pokój i pomoże iść dalej przez życie.
„Ojcze, pomóż mi wyrzec się złości i gniewu. Nie chcę odmawiać nikomu miłosierdzia. Naucz mnie przebaczać.”
Ps 103,1-4.9-12
Rz 14,7-9
Mt 18,21-25
▌Poniedziałek, 14 września
Podwyższenie Krzyża Świętego
J 3,13-17
Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego. (J 3,14)
Szczepionki produkowane przez świat medyczny chronią nas przed chorobami, ćwicząc nasz system od-
pornościowy w rozpoznawaniu i zwalczaniu wirusów i bakterii. Szczepionka wprowadza do naszego organizmu antygeny – bardzo osłabione lub martwe drobnoustroje – skłaniając w ten sposób organizm do wytwarzania przeciwciał, które obronią nas przed chorobą w przyszłości. To, co mogłoby nas pokonać niosąc chorobę i śmierć, teraz daje nam siłę do ich zwalczania i odporność.
Mechanizm ten przypomina nam to, co uczynił dla nas Jezus na krzyżu. Dziś wywyższamy krzyż, który jest dla nas źródłem życia, jest naszą nadzieją i zbawieniem. Paradoksalnie narzędzie śmierci niesie nam życie! Jednak zdarzało się to już wcześniej, jak mówi o tym dzisiejsze pierwsze czytanie. W czasach Mojżesza wąż niosący chorobę i śmierć stał się narzędziem uzdrowienia (Lb 21,9). Podobnie krzyż Jezusa, na którym doświadczył On potępienia, cierpienia i skutków ludzkiego grzechu, niesie nam przebaczenie, uzdrowienie z ran grzechowych i życie wieczne. Nic dziwnego, że obchodzimy dzień całkowicie poświęcony głoszeniu chwalebnego dzieła, które dokonało się na krzyżu!
Prawdziwe zwycięstwo krzyża ujawniło się, gdy Jezus pokonał śmierć powstając z martwych. Tak więc wywyższając krzyż głosimy nie tylko cierpienie i śmierć Jezusa, ale także Jego zmartwychwstanie. Bez zmartwychwstania nie byłoby zwycięstwa. „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i jak dotąd pozostajecie w waszych grzechach” (1 Kor 15,17) – pisał św. Paweł. Skoro jednak Jezus umarł i zmartwychwstał w ludzkim ciele, „każdy, kto w Niego wierzy” może mieć udział w Jego zwycięstwie i „życie wieczne” (J 3,15). Każdy.
Uraduj się dziś tym, że Jezus umarł i zmartwychwstał dla ciebie. Spójrz na krzyż – narzędzie śmierci, które jest dla ciebie źródłem siły i mocy. Wychwalaj miłość Jezusa, która jest mocniejsza niż śmierć. Wywyższaj Jego krzyż, głoś zwycięstwo Jego śmierci i zmartwychwstania, a zobaczysz, jak umocni się twoja wiara. Krzyż daje życie wieczne twojej duszy, podobnie jak przeciwciała krążące w twoim organizmie chronią go przed chorobą.
„Panie, dziś we wszystkich swoich codziennych zmaganiach chcę kierować wzrok na krzyż. Umocnij moją wiarę, miłość i posłuszeństwo Tobie.”
Lb 21,4b-9 lub Flp 2,6-11
Ps 78,1-2.34-38

▌Środa, 16 września
1 Kor 12,31--13,13
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor 13,4)
Dzisiejsze pierwsze czytanie jest jednym z tych, które słyszymy najczęściej podczas Mszy ślubnych. Ukazu-
je nam ono bardzo praktyczną wizję miłości, która dotyczy nas wszystkich, ponieważ wszyscy zostaliśmy stworzeni przez Boga dla miłości.
Spójrzmy jednak na wyliczenie wszystkich wymagań tej miłości – być cierpliwym i łaskawym, weselić się z prawdą, wszystko znosić. Jeśli jesteśmy uczciwi wobec samych siebie, to przyznamy, że dosyć często zawodzimy na całej linii. A przecież oprócz naszych tak bardzo niedoskonałych wysiłków, by kochać innych, musimy także znosić równie niedoskonałe wysiłki tych, którzy próbują kochać nas. Zwykle najbardziej rozczarowują nas ci najbliżsi, przez których często czujemy się niedocenieni, zranieni, czy po prostu niekochani.
Ale dobra nowina jest taka, że istnieje miłość, która nie zawodzi – miłość Boga. Jest to jedyna miłość, na którą można liczyć, gdy wszystkie inne zawodzą. Jest to miłość, która nigdy cię nie zostawi ani nie wykorzysta, która przygarnia, podnosi, podtrzymuje w dobrych i złych chwilach. Jest to miłość, która widzi nasze nieudolne wysiłki, a mimo to nas nie potępia; miłość, która wspiera i docenia wszystkie nasze zmagania, aby kochać prawdziwie.
Jednakże nasza postawa wobec miłości jest często niedojrzała, jest dziecinnym myśleniem, o którym mówi św. Paweł. Mamy skłonność do identyfikowania miłości z zauroczeniem, z seksem, z uległością, z kupowaniem sobie czyjejś bliskości kosztownymi prezentami. Wprawdzie wiek i doświadczenie korygują nasze poglądy w tej kwestii,
ale jedynie Bóg może nas nauczyć, czym rzeczywiście jest prawdziwa miłość, ponieważ On sam jest miłością! Otwie-
ramy się na Jego miłość, gdy mniej koncentrujemy się na tym, czy jesteśmy wystarczająco kochani przez innych,
a bardziej na tym, czy sami wystarczająco ich kochamy.
Bóg codziennie pozwala nam doświadczyć swojej miłości na niezliczone sposoby – na modlitwie, przez piękno przyrody, w naszych bliskich, a nawet w naszych nieprzyjaciołach. Daje nam też niezliczone okazje do dzielenia się Jego miłością z innymi. Bądźmy więc czujni i miejmy otwarte serca. Idąc za radą Pawła, starajmy się „posiąść miłość” (1 Kor 14,1), gdziekolwiek ją zobaczymy. Tak czyniąc przekonamy się, że Bóg na każdym kroku towarzyszy nam swoją miłością.
„Panie, pozwól mi doświadczyć Twej doskonałej miłości, abym i ja nauczył się kochać doskonale.”
Ps 33,2-5.12.22
Łk 7,31-35

▌Niedziela, 20 września
Iz 55,6-9
Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami. (Iz 55,8)
Wszyscy chyba zgodzimy się, że bywają chwile, w których po prostu nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego Bóg nie patrzy na daną sytuację tak samo jak my. Dlaczego nie daje nam tej wymarzonej pracy, uzdrowienia, o które się modlimy, pojednania, za którym tęsknimy? Panie, naprawdę tak byłoby najlepiej, więc zrób, o co cię proszę.
Wiemy jednak, że przynajmniej w tym życiu nie zrozumiemy do końca Bożych dróg. Górują one nad naszymi tak bardzo, „jak niebiosa górują nad ziemią” (Iz 55,9).
Doskonałą ilustrację tego stwierdzenia znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Kto z nas zapłaciłby tyle samo robotnikowi, który przybył o świcie, co temu, który zjawił się na godzinę przed końcem pracy? Jedynie Bóg jest tak hojny, by zatroszczyć się jednakowo o wszystkich, którzy do niego przyszli, niezależnie od tego, czy pojawili się za młodu czy też u kresu swego życia.
Ta ewangeliczna nowina powinna budzić w nas głęboką wdzięczność. Zobaczmy, jak Pan troszczył się o swój lud wybrany na przestrzeni wieków. Choć w wielu sytuacjach miałby pełne prawo go opuścić, nie czynił tego, nawet gdy Izrael Mu się sprzeniewierzał. Wystarczyło, żeby Izraelici zaczęli Go szukać, a już okazywał im miłosierdzie, „gdyż hojny jest w przebaczaniu” (Iz 55,7).
Co tydzień podczas Mszy świętej mamy przywilej oglądać miłosierdzie Boże w działaniu, kiedy zwyczajny chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Jezusa. Jak wspaniały jest Bóg, który tak bardzo nas umiłował, że obdarowuje nas nie tylko swoim miłosierdziem, ale daje samego siebie w Eucharystii! Jest to o wiele więcej niż moglibyśmy oczekiwać czy nawet sobie wyobrazić.
Tak, Boże drogi górują nad naszymi. On daje swoją miłosierną miłość bez miary, bez zapłaty, każdemu, kto do Niego przychodzi. Ranny ptaszek czy sowa, grzesznik czy święty – wszyscy bez wyjątku są mile widziani. Są ukochani i oczekiwani z tęsknotą. I oby drogi nas, którzy karmimy się Jezusem w Eucharystii, stawały się coraz bardziej podobne do Bożych dróg.
„Ojcze, wychwalam Cię za Twoje miłosierdzie, które nie ma granic!”
Ps 145,2-3.8-9.17-18
Flp 1,20c-24.27a
Mt 20,1-16a

▌Niedziela, 27 września
Flp 2,1-11
W pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. (Flp 2,3)
Od upadku naszych pierwszych rodziców do dzisiejszych kłótni rodzinnych świat w kwestii relacji międzyludzkich często kieruje się jedną i tą samą zasadą – za wszelką cenę staraj się o to, by twoje było na wierzchu. Walcz o siebie. Upieraj się przy swoim zdaniu, nawet jeśli nie masz racji. Nie rezygnuj ze swoich praw.
Jakże inna jest droga Pana! Weźmy na przykład dzisiejsze drugie czytanie. Św. Paweł pisze, że Jezus nie wymagał, abyśmy poddali się Jemu, ale sam stał się nam poddany. On, który jest Panem wszystkich, przyjął „postać sługi” (Flp 2,7), oddając siebie ludziom, dzień po dniu ich uzdrawiając i uwalniając. On, który jest mądrością Bożą, cierpliwie ukazywał drogi przebaczenia i świętości. On, czysty i nieskażony grzechem, pochylał się, by obmywać brudne, zakurzone stopy.
Wreszcie, w ostatnim akcie poddania, nie stawiał oporu, gdy Go wyszydzaliśmy, biliśmy i krzyżowaliśmy. Nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że był mocny. Nie dlatego, że pogodził się z przegraną, ale dlatego, że była to Jego droga do zwycięstwa. I Bóg przyznał Mu słuszność. Ponieważ Jezus przedłożył pokorę nad pychę i służbę nad przemoc, Bóg Ojciec wywyższył Go ponad wszystko jako Pana.
Jezus nie przyszedł po to, by zwyciężyć w dyskusji, ale by zdobyć nasze serca. Uniżając samego siebie pokazał, że Jego miłość jest realna, mocna i wieczna. A dziś prosi, byśmy naśladowali Jego przykład. Abyśmy służyli innym, gdyż On sam przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć. Prosi, abyśmy zdobywali serca ludzi, zamiast kruszyć ich wolę.
Nie jest to łatwe. Czasami oznacza troskliwą opiekę nad wymagającą teściową, współpracę z trudnym członkiem zespołu lub sprzątanie – po raz kolejny – pokoju nastoletniego dziecka. Nie masz też gwarancji sukcesu. Nigdy nie wiesz do końca, czy uda ci się zdobyć serce drugiej osoby. Ale twoje postępowanie będzie miłe Jezusowi, a to już samo w sobie jest nagrodą.
„Panie, naucz mnie być sługą według Serca Twego.”
Ez 18,25-28
Ps 25,4-9
Mt 21,28-32

 

Znalazłem Chrystusa dzięki miłości innych
Od ateisty do ewangelizatora na kampusie

Rozpoczynając studia na Uniwersytecie Technologicznym Georgii byłem zdeklarowanym ateistą. Wychowywałem się w dobrej rodzinie wyznającej hinduizm, jednak dorastając zacząłem kwestionować swój światopogląd, ponieważ nie widziałem związku między religią a nauką. Byłem też wstrząśnięty aktami terroryzmu dokonywanymi przez ekstremistów religijnych. W wyniku tego wszystkiego zacząłem postrzegać religię jako przyczynę podziałów i cierpienia. Tak więc w szkole średniej moją misją stało się przekonywanie innych, że Bóg nie istnieje.

Jednak Bóg miał
wobec mnie inne plany
Podczas mojego pierwszego semestru na uczelni koleżanka powiedziała, że będzie się za mnie modlić. Zgodziłem się, ale szybko dodałem, że to i tak nie zadziała, gdyż Bóg nie istnieje. Koleżanka spokojnie zapewniła mnie, że potężny i kochający Bóg istnieje i działa. To wydarzenie zapoczątkowało serię długich dyskusji i przyjacielskich debat między nami na temat chrześcijaństwa.
W trakcie tych rozmów zauważyłem coś ciekawego. Im bardziej starałem się obalić jej chrześcijańskie poglądy, tym bardziej traciłem przekonanie do swoich własnych. Tak wiele z tego, o czym mówiła, miało sens. Na przykład dotąd uczono mnie, że człowiek dochodzi do Boga dzięki własnym wysiłkom i aktom pobożności. Ona natomiast pokazywała mi Boga, który sam, z własnej inicjatywy, zniża się do mnie w mojej słabości. Jednocześnie spotkałem wielu chrześcijan, którzy byli bardzo dobrymi ludźmi oraz robili wrażenie niewiarygodnie szczęśliwych. Zapragnąłem mieć to samo co oni.

Przyjęcie chrześcijaństwa
Za sugestią kolegi zacząłem czytać Ewangelię św. Mateusza – piętnaście minut każdego wieczoru. Po przeczytaniu ostatniego rozdziału o zmartwychwstaniu moje opory prysły. Doszedłem do wniosku, że Bóg istnieje, że Jezus żyje, a ja chcę wejść z Nim w relację.
Po kilku tygodniach prób uczęszczania na nabożeństwa Kościoła episkopalnego przypadkiem trafiłem na Mszę w katolickim duszpasterstwie uczelni. Homilia dotyczyła oddania swego życia Bogu w odpowiedzi na Jego głęboką miłość do każdego z nas. Nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, co to jest przeistoczenie, ale kiedy kapłan podniósł hostię, uświadomiłem sobie, że niczego bardziej nie pragnę niż poznania Boga. Już dwa tygodnie później rozpocząłem przygotowanie do przystąpienia do sakramentów, a na Wielkanoc 2015 roku przyjąłem chrzest, pierwszą Komunię świętą oraz bierzmowanie.
Po chrzcie pojawiło się we mnie wielkie pragnienie, aby także inni ludzie poznali miłość Boga tak, jak ja ją poznałem. Ponieważ jednak idea ewangelizacji jest nieznana w kulturze hinduskiej, nie miałem pojęcia, jak dzielić się swoją wiarą. Zacząłem się więc modlić o jakąś możliwość dzielenia się radością, pokojem i nadzieją, jakich doświadczałem.

Dzielenie się wiarą
przez miłość
Wkrótce potem poznałem Stephanie, która była związana z katolicką wspólnotą ewangelizacyjną FOCUS, działającą wśród studentów. W ciągu kolejnych miesięcy Stephanie pomagała mi rozwijać moją relację z Jezusem modląc się wraz ze mną oraz dzieląc się swoją wiarą i wiedzą. Pomogła mi też zrozumieć, że jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do ewangelizacji poprzez kroczenie do Jezusa wraz z tymi, których mamy wokół siebie.
Dzięki naszej coraz głębszej przyjaźni uczyłem się służyć innym oraz dzielić się z nimi radością, aby i oni mogli spotkać Chrystusa. Tak postępował Jezus wobec Apostołów, a oni z kolei wobec ludzi, których spotykali. Uświadomiłem sobie, że wreszcie odkryłem sposób dzielenia się Ewangelią!
Studia są czasem, kiedy młodzi ludzie wkraczają w dojrzałość i podejmują decyzje o tym, kim się staną – decyzje, które będą miały wpływ na całe ich dalsze życie oraz życie bliskich im ludzi. Sam przecież doświadczyłem, jak wielka zmiana może dokonać się podczas pobytu na uniwersytecie. Kiedy to zrozumiałem, stało się dla mnie jasne, że Jezus powołuje mnie do ewangelizacji wśród studentów. Naturalnym krokiem stało się przyłączenie do wspólnoty FOCUS, która tak wiele mnie nauczyła.
W ramach wspólnoty uczestniczyłem w letniej szkole ewangelizacji, gdzie przyszli ewangelizatorzy formują się przez modlitwę, życie wspólnotowe oraz poznają metody ewangelizacji. Byłem wstrząśnięty poznając tak wielu młodych katolików pełnych żaru dla Jezusa i Jego misji. Dlaczego tacy byli? To proste – spotkali jakiegoś ucznia Chrystusa, który chciał z nimi iść i dzięki któremu doświadczyli miłości Jezusa. Ja także tego doświadczyłem i to zmieniło moje życie.

Z powrotem na kampusie
Jesienią 2018 roku po raz kolejny pojawiłem się na kampusie Uniwersytetu Technologicznego Georgii. Jednak tym razem zamiast przekonywać innych, że Boga nie ma, chciałem im mówić o tym, jak bardzo Bóg ich kocha! Był to dla mnie wspaniały powrót, tym razem w roli kogoś przygotowanego do głoszenia Ewangelii, pełnego radości i nadziei, a nie smutku i przygnębienia.
Zacząłem prowadzić spotkania biblijne dla studentów pierwszego roku. Pochodzili oni z bardzo różnych środowisk. Niektórzy co niedzielę chodzili do kościoła, inni nie byli tam od lat. Razem oglądaliśmy filmy, studiowaliśmy Biblię, chodziliśmy na Mszę. Zapraszałem ich na różne akcje i nabożeństwa organizowane przez wspólnotę, rozmawiałem z nimi, gdy spotykaliśmy się przy posiłkach w stołówce. Nie robiłem nic szczególnego, po prostu okazywałem im miłość i pozwalałem Chrystusowi kochać ich przeze mnie tak, jak dla mnie robiła to Stephanie. Choć zwykle był to powolny proces, widziałem, jak ożywa ich wiara. Niektórzy szli do spowiedzi po latach unikania tego sakramentu. Jeden z nich pojechał ze mną na wyprawę ewangelizacyjną do Peru.
W następnym semestrze sześciu studentów zaczęło prowadzić własne grupy biblijne i towarzyszyć innym w ich drodze wiary. W kolejnym roku dziewczyny z żeńskiej grupy biblijnej zaczęły prowadzić kolejne grupy dla studentek. Dziś,
w roku 2020, wszyscy oni są już na drugim roku i prowadzą kolejne grupy. Obecnie na kampusie Uniwersytetu Technologicznego Georgii działa około czterdziestu grup biblijnych zrzeszających około trzystu uczestników, a większość z tych grup jest prowadzona przez studentów.
Obecnie w ramach wspólnoty FOCUS pełnię nową misję ewangelizacyjną jako koordynator grup biblijnych na innej uczelni stanu Georgia. Ludzie są inni, ale misja pozostaje ta sama. Zawsze była ta sama: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28,19-20). Jestem przekonany, że dotrzemy do obecnego pokolenia młodych z miłością Chrystusa, jeśli będziemy konsekwentnie nawiązywać z nimi osobisty kontakt i pokazywać, jak czynić to, co czynił Jezus. ▐

 

Drodzy Czytelnicy!

„Słowo wśród nas” zostało patronem
medialnym ogólnopolskiego konkursu
„BOHATEROWIE NASZYCH CZASÓW”, organizowanego przez Centrum Weterana,
działające przy Stowarzyszeniu
Szkoła Ewangelizacji Sursum Corda.
Zachęcamy do wzięcia udziału w tym
konkursie. Zgłoszenia do końca września!

KONKURS „BOHATEROWIE NASZYCH CZASÓW”

Chociaż bohaterstwo kojarzy nam się z czasami wojny albo z dramatycznymi sytuacjami ratowania życia, to jednak istnieje także bohaterstwo czasów pokoju
i codziennego życia, realizowane przez zwyczajnych ludzi, kierujących się zasadami opartymi o wartości chrześcijańskie i naukę społeczną Kościoła.
Jeśli w swoim środowisku znasz osobę, która może stanowić wzór do naśladowania, wyróżniającą się uczciwością, odwagą, wiernością czy chęcią pomagania innym, albo może twórczo inicjującą przedsięwzięcia, które niosą pożytek społeczeństwu, nie czekaj! Zgłoś ją, przedstawiając krótko jej historię i zasługi.
Zapraszamy do nadsyłania prawdziwych historii, dotyczących bohaterów codzienności, w jednej z czterech kategorii: ODWAGA, UCZCIWOŚĆ, INICJATYWA oraz INNE (szczegółowo opisanych w regulaminie) w dowolnej formie do 30.09.2020 roku na adres: bohaterowienaszychczasow.sesc@gmail.com
W tytule wiadomości prosimy wpisać: „Zgłoszenie na Konkurs Bohaterowie naszych czasów”. W zgłoszeniu należy przesłać formularz dostępny na stronie internetowej SNE.
W konkursie przyznane zostaną nagrody pieniężne, a sylwetki laureatów w poszczególnych kategoriach zostaną przedstawione w miesięczniku „Słowo wśród nas”.
Ogłoszenie wyników konkursu oraz wręczenie nagród nastąpi 11.11.2020 roku.
podczas Gali Finałowej Konkursu „Bohaterowie naszych czasów” w Krakowie.

Więcej informacji, formularz zgłoszeniowy oraz regulamin konkursu na stronie:
https://sne.diecezja.pl/konkurs-bohaterowie-naszych-czasow/

Konkurs jest realizowany w ramach zadania „Program rozwoju i wzmocnienia Stowarzyszenia Szkoła Ewangelizacji Sursum Corda – Międzypokoleniowy Inkubator Więzi Społecznych, finansowanego ze środków Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NIW-CRSO).

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 9 (325) 2020



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO WRZEŚNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowaliśmy słowami z Księgi Kapłańskiej „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty! (Kpł 20,7), ponieważ, opierając się na nauczaniu papieża Franciszka zawartym w adhortacji Gaudete et exsultate, mówimy w nim zarówno o świętości Boga, jak i o naszym powołaniu do świętości i o tym, jak możemy je realizować w codziennym życiu.
W Magazynie proponujemy artykuł o Joachimie i Annie, rodzicach Maryi i dziadkach Jezusa, którzy stanowią doskonały przykład tego, jacy powinni być dziadkowie. Ponadto świadectwa: o tym, jak „przerwy modlitewne” pomagają opanować chaos w codzienności rodzinnego życia matce trojga dzieci oraz o nawróceniu ateisty w czasie studiów i jego owocnej działalności ewangelizacyjnej wśród innych studentów. Kolejne świadectwo stanowi odpowiedź na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”. W ramach Naszych lektur polecamy nowe tłumaczenie dzieła Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę, a także informacje o nagrodach dla naszych prenumeratorów oraz o konkursie „Bohaterowie naszych czasów”.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Ja, Pan, jestem święty
Bóg święty i bliski....................................................... 4

Twoja misja w Chrystusie
Świętość jest osiągalna dla każdego.......................... 10

Modlitwa drogą do świętości
Uczmy się od świętych................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 września...............................................20

MAGAZYN

Strategiczna rola dziadków
Joachim i Anna uczą nas przekazywać wiarę wnukom
Michael Shaughnessy............................................. 47

Łaska „przerw modlitewnych”
Moje antidotum na chaos życia rodzinnego
Ruth O’Neil...............................................52

Znalazłem Chrystusa dzięki miłości innych
Od ateisty do ewangelizatora na kampusie
Srishti Gupta...............................................55

„Takie były plany Boże”odpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 59

Konkurs „Bohaterowie naszych czasów”.............. 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Możemy być świętymi! Ty możesz być święty! Może powiesz: „Gdybyś wiedział, jaki jestem naprawdę, nigdy byś tak nie powiedział”. To prawda, że wszyscy jesteśmy grzesznikami,
a większość z nas trzyma się uparcie pewnych grzechów i słabości. Ale mimo to Pismo Święte nazywa nas „świętymi” (Hbr 3,1). Jak to możliwe? Mówiąc najprościej, Jezus właśnie po to przelał swoją krew, abyśmy byli święci (Hbr 13,12). Przypomnij też sobie słowa, jakimi modlił się Paweł za chrześcijan w Tesalonice: „Sam zaś Bóg pokoju niech uświęca was całych” (1 Tes 5,23). Nie prosiłby przecież Boga o uświęcenie Tesaloniczan, gdyby uważał to za niemożliwe! Tak więc jesteś święty, a zarazem Bóg uświęca cię każdego dnia.
Ale chodzi tu nie tylko o ciebie. Bóg pragnie mieć święty lud. Większość fragmentów biblijnych mówiących o świętości jest skierowana do ludu. Bóg powiedział do Izraelitów: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty: Ja, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 20,7). A Paweł oznajmił wspólnocie w Efezie, że Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci” (Ef 1,4). Tak więc Pan chce, abyś ty, ja oraz wszyscy nasi bracia i siostry w Chrystusie umacniali się wzajemnie na drodze do świętości. Udzielił nam swego Świętego Ducha, czyniąc z nas świątynie, w których może zamieszkać.
Oczywiście my także mamy swoje zadania w procesie dążenia do świętości. Wielkie znaczenie mają tu nasze codzienne wybory. Świętość nie polega na przybieraniu pobożnej miny, lecz na codziennej walce o podejmowanie takich decyzji, przez które będziemy podobać się Panu w naszych myślach, słowach wypływających z naszych ust oraz pełnionych uczynkach. Co więcej, świętość nie oznacza bezgrzeszności. Oznacza współpracę z Duchem Świętym poprzez usiłowanie pełnienia Jego woli oraz dawania siebie innym. Tym właśnie jest świętość.
Wezwanie do świętości znajdujemy nie tylko w Piśmie Świętym. Na drogę świętości od samego początku wzywał swoich wiernych Kościół. Papież Franciszek naucza, że: „Chrześcijanin nie może myśleć o swojej misji na ziemi, nie pojmując jej jako drogi świętości, ponieważ «wolą Bożą jest wasze uświęcenie»” (Gaudete et exsultate, 19). Papież Benedykt XVI zapewniał: „Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, jest ona miarą chrześcijańskiego życia” (Audiencja generalna, 13.04.2011). A św. Jan Paweł II zachęcał nas: „Nie lękajcie się być świętymi! Miejcie odwagę i pokorę, by stanąć wobec świata z determinacją dążenia do świętości, gdyż pełna, prawdziwa wolność rodzi się ze świętości” (Przesłanie do młodzieży, 7.08.1999).
W tym miesiącu umocnijmy w sobie wiarę w to, że Bóg naprawdę nas uświęca, że krok po kroku, dzień po dniu prowadzi nas ku świętości. Uwierzmy, że patrząc na nas widzi swego Syna, Świętego Bożego, który kroczy wraz z nami. I postanówmy sobie codziennie pełnić Jego wolę w małych i wielkich rzeczach, abyśmy stawali się świętymi, jak nasz Bóg jest święty!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

Ja, Pan, jestem święty
Bóg święty i bliski
Święty, Święty, Święty, Pan Bóg zastępów! – głosimy na każdej Mszy świętej, wyśpiewujemy w licznych pieśniach. Ten hymn chwały jest nam tak dobrze znany, że często nawet się nad nim nie zatrzymujemy. Pochylmy się dziś nad tym, co głosi, i zastanówmy się, co to znaczy, że Bóg jest święty?
Sanctus (z łacińskiego: „święty”) to starożytny hymn, głęboko zakorzeniony w dziedzictwie żydowskich nabożeństw i stamtąd przejęty przez chrześcijańską tradycję. Wraz z naszymi żydowskim braćmi i siostrami wierzymy, że śpiewając go łączymy się ze wszystkimi aniołami w niebie, sławiącymi świętość i chwałę naszego Boga. Ale Sanctus jest jeszcze starszy niż żydowskie nabożeństwo synagogalne, bowiem pochodzi z wizji proroka Izajasza, która miała miejsce w VIII wieku przed Chrystusem.
Pewnego dnia podczas modlitwy w świątyni Izajasz ujrzał coś, czego nigdy nie spodziewał się zobaczyć: wizję samego Boga. W obłoku kadzidlanego dymu zobaczył Pana na tronie chwały otoczonego aniołami, którzy wołali: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów” (Iz 6,3). Cześć oddawana przez aniołów miała taką moc, że zadrżały fundamenty świątyni.
Ta wizja zmieniła życie Izajasza. Widząc „inność” Boga, Jego moc i majestat, oniemiał, a wobec Jego świętości poczuł się „zgubiony”. Uświadomił sobie, że jest „mężem o nieczystych wargach” i mieszka „pośród ludu o nieczystych wargach” (Iz 6,6). Jednak ten święty Bóg okazał się również Bogiem miłosiernym. Posłał serafina, aby oczyścił Izajasza z jego grzechów. Doświadczenie to było tak poruszające, że kiedy Bóg zapytał: „Kogo mam posłać?”, Izajasz z zapałem odpowiedział: „Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6,8).
Wizja Izajasza odsłania nam wielką tajemnicę świętego Boga, który chce wejść w relację z człowiekiem, chociaż jest on istotą grzeszną. To tajemnica świętego Boga, który oczyszcza swój lud z grzechu, aby i on mógł stać się święty, i posyła go do świata, aby głosił Jego świętość wszystkim, którzy zechcą słuchać. Zapraszamy zatem do podjęcia refleksji nad świętością. Najpierw przyjrzymy się temu, w jaki sposób definiuje świętość Pismo Święte, a następnie, w drugim i trzecim artykule, oddamy głos papieżowi Franciszkowi, który ukaże nam, jak wygląda świętość w dzisiejszych czasach.

BÓG jest święty
Słowo „święty” jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa kadosz, które oznacza „odcięty” lub „oddzielony” od rzeczy użytku codziennego. Kiedy więc mówimy, że Bóg jest święty, znaczy to, że jest On „oddzielony”, czyli inny od nas i od wszystkiego, co istnieje. Tak bardzo przewyższa nas doskonałością, mocą i chwałą, że godzien jest, aby oddawać Mu cześć i wywyższać Go ponad wszystko inne.
Przyznajmy, że nieczęsto zdarza nam się myśleć o świętości Boga, a kiedy już to czynimy, może nas to wprawić w zakłopotanie. Łatwiej nam myśleć o świętych ludziach, o konkretnych kanonizowanych świętych. Ale świętość Boga nieskończenie przewyższa nawet największą ludzką świętość. Jego świętość wykracza poza nasze najwyższe standardy, ponieważ to On jest standardem.
W ciągu całej starotestamentowej historii Bóg objawiał się jako święty. Przemawiając do Mojżesza z płonącego krzewu, polecił mu zdjąć sandały, ponieważ w Jego bliskości nawet ziemia była święta (Wj 3,5). Ludowi Izraela nie wolno było dotykać góry, na której Bóg się objawiał, ze względu na Jego świętość (Wj 19,21). A twarz Mojżesza po spotkaniu z Bogiem na górze Synaj pałała takim blaskiem, że musiał ją zasłaniać, aby nie przerażać ludzi (Wj 34,19-20).
Miłość Boga jest święta – On pragnie dla swojego ludu jedynie dobra. Jego wierność jest święta – On nigdy swojego ludu nie porzuci. Nawet Jego wyroki są święte – wyrażają Jego pragnienie, by zachować, strzec i uzdrawiać lud. Bóg nie jest w stanie tolerować niczego, co poniża lub niszczy lud, który powołał do istnienia. A jednak ten święty i „inny” Bóg zdecydował się zstąpić na ziemię
i żyć jako człowiek pośród ludzi. Jezus, będący „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15), upodobnił się do nas, aby objawić nam świętość Boga i wskazać drogę do świętości.

Jezus jest święty
Świętość Jezusa jest niepowtarzalna. Góra zawdzięczała swoją świętość obecności Boga, podobnie jak blask na twarzy Mojżesza był jej odbiciem, natomiast Jezus jest święty sam z siebie. On nie tylko odzwierciedla świętość Boga, ale jest święty – Święty Boży.
Wielu ludzi nie rozpoznało świętości Jezusa, ale niektórzy tak. Jan Chrzciciel wzbraniał się przed ochrzczeniem Jezusa, ponieważ wiedział, że nie jest godzien rozwiązać Mu rzemyka u sandałów, a co dopiero Go chrzcić (Mt 3,13; J 1,26-27). Nawet duchy nieczyste widziały świętość Jezusa. Przerażone Jego obecnością, uciekały od Niego, wyznając, że jest „Świętym Bożym” (Łk 4,33-35).
Świętość Jezusa objawiała się we wszystkim, co czynił. Jego cuda i uzdrowienia, nauczanie i akty miłosierdzia na każdym kroku ukazywały Jego boskość i królowanie nad ludźmi. Na górze Tabor podczas przemienienia wielkość Jego majestatu odebrała niemal mowę Piotrowi, Jakubowi i Janowi (Mk 9,1-9).
I choć wielu Jego uczniów odeszło, to ci, którzy pozostali, uczynili to ze względu na Jego świętość. „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym” – wyznał Piotr (J 6,69).
Pierwsi wierzący, którzy rozpoznali świętość Jezusa, uświadomili sobie coś jeszcze innego – swoją własną grzeszność. Po cudownym połowie ryb Piotr „przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny»” (Łk 5,8). I podobnie jak w przypadku Izajasza, Jezus w najmniejszym stopniu nie zraził się grzesznością Piotra. Ukoił natomiast jego lęki i oznajmił mu, że odtąd będzie łowił ludzi (Łk 5,10). A Piotr, jak kiedyś Izajasz, pozostawił wszystko i poszedł za Nim.
Jednak najpełniej Jezus ukazał swoją świętość, gdy oddał za nas swoje życie. „Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie” (J 17,19) – powiedział w noc przed swoją śmiercią. Tak bardzo pragnął, abyśmy byli święci, że nie zawahał się przed niczym, nawet przed oddaniem własnego życia.

Jezus dziś czyni nas świętymi
Od czasów Mojżesza aż po dziś dzień Bóg wzywa swój lud – czyli nas wszystkich – do świętości. Wybrał nas spośród innych i zawarł z nami przymierze, abyśmy stali się błogosławieństwem dla otaczającego nas świata. Kiedyś Boża obecność rozświetliła oblicze Mojżesza, dziś nadaje ona autentyczną godność i świętość nam wszystkim, którzy należymy do Jego ludu.
Jednak to, czy przyjmiemy Boże wezwanie do świętości, zależy od nas. Każdy z nas potrzebuje usłyszeć skierowane do siebie słowo Boga: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Może uważasz, że świętość jest dla ciebie zbyt trudna do osiągnięcia. I masz absolutną rację! Ale w Chrystusie Jezusie Bóg może cię uświęcić. Zresztą dokładnie po to Jezus przyszedł na ziemię.
List do Hebrajczyków mówi nam, że śmierć Jezusa na krzyżu ma moc obmyć nas z grzechów, oczyścić nasze sumienia i uczynić nas świętymi (Hbr 9,26; 13,12; 9,14). Wiemy jednak, że nie dzieje się to automatycznie.
To prawda, że przez chrzest zostaliśmy oczyszczeni z grzechu pierworodnego, a świętość Jezusa stała się naszą świętością (1 Kor 1,30). Od nas jednak zależy, czy zdecydujemy się prowadzić święte życie w wierze.

Uświęcani przez Ducha
Jezus wie, jak trudne jest dla nas wezwanie do świętości. Grzech zawsze jest atrakcyjny i ma potężną moc przyciągania, a szatan posługując się kłamstwem wmawia nam, że zło nie jest złem. Dlatego właśnie Jezus posłał do naszych serc Ducha Świętego.
Dzięki Duchowi możemy znaleźć w sobie moc do mówienia „nie” grzechowi, a „tak” Bogu. Dzięki Duchowi możemy słyszeć głos Boga i doświadczać Jego obecności. A co najważniejsze, Duch daje nam głębokie przekonanie, że jesteśmy synami i córkami Boga. Pomyśl tylko – możesz wejść w jeszcze bliższą relację z Bogiem niż nawet Mojżesz i Izajasz! Jesteś Jego dzieckiem. On napełnia cię swoją świętością i miłością. A to znaczy, że możesz nieustannie pić ze źródła Jego łaski.
Przykładem współpracy z Duchem Świętym i wzrastania w świętości są dla nas pierwsi chrześcijanie. Zdawali oni sobie sprawę, że nie są doskonali. Podobnie jak my, mieli swoje wady i słabości. Pozwolili się jednak przemienić. Duch Święty dał im nową tożsamość i nową zdolność do świętości, aby dzień po dniu podejmowali wysiłek stawania się coraz bardziej „królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9). Jak to czynili? Trwając „w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie” (Dz 2,42).
Także w XXI wieku droga do świętości pozostaje ta sama. Uświęcamy się poświęcając czas lekturze słowa Bożego, spotykając się z Jezusem w Eucharystii, szukając obecności Boga na modlitwie
i trwając we wspólnocie poprzez wzajemną miłość. Papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exsultate pisze właśnie o tym – o powołaniu do świętości we współczesnym świecie i o tym, jak w naszej codzienności możemy realizować to powołanie. Chcemy się wczytać w jego słowa i przeanalizować je w kolejnych dwóch artykułach.
Łaciński tytuł adhortacji oznacza dosłownie: „Cieszcie się i radujcie”. Te słowa zawarte w Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 5,12) wypowiada Jezus do ludzi, którzy są prześladowani lub poniżani ze względu na Jego osobę i naukę. Pan oczekuje od nas, że powierzymy Mu wszystko, a w zamian oferuje życie prawdziwe i szczęście, dla którego zostaliśmy stworzeni. Chce, abyśmy byli świętymi i oczekuje, że nie zadowolimy się życiem przeciętnym, rozwodnionym, pustym.
Obyśmy nigdy nie zapominali, że jesteśmy ludem świętym, zjednoczonym ze świętym Bogiem. Obyśmy nie zapominali, że naszym przeznaczeniem jest dołączenie do aniołów i świętych w niebie, którzy wznoszą ku Bogu nieustanny hymn chwały: „Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący” (Ap 4,8). ▐

 

Wtorek, 1 września
1 Kor 2,10b-16
Nie za pomocą wyszukanych słów ludzkiej mądrości, lecz korzystamy
z pouczeń Ducha. (1 Kor 2,13)
Paweł był świetnie wykształconym człowiekiem. Urodzony w kosmopolitycznym mieście Tars, od młodości miał kontakt z filozofią grecką. Następnie „u stóp Gamaliela” – jednego z najbardziej szanowanych rabbich swoich czasów – otrzymał „staranne wykształcenie w Prawie ojczystym” (Dz 22,3) i uczył się gorliwości w służbie Bogu.
Jednak po tym, jak na drodze do Damaszku objawił mu się Jezus, studiowane przez tyle lat słowa proroków nabrały dla niego nowego znaczenia. Pojął, że to właśnie Jezus jest wypełnieniem tego wszystkiego, o czym oni pisali. Nie tylko sam zrozumiał znaczenie śmierci i zmartwychwstania Jezusa, ale w swoich listach wyjaśniał te fakty w sposób, który stał się fundamentem teologicznym naszej wiary.
Jego dokonania są zdumiewające. Chociaż Paweł był wyjątkowo inteligentnym i wykształconym człowiekiem, nie możemy przypisać głębi przemyśleń, które zawarł w swoich Listach jedynie jego ludzkiemu intelektowi i znajomości wiary. Przemawiał opierając się na pouczeniach Ducha Świętego.
Żyjemy w czasach, w których ludzka wiedza jest niezwykle ceniona – i są ku temu słuszne powody. To Bóg wyposażył nas w rozum oraz intelekt i chce, abyśmy ich używali. Ale chce także wzbogacać naszą naturalną mądrość swoją mądrością i objawieniem – i czyni to przez Ducha Świętego.
Jak to wygląda w praktyce? Próbując zrozumieć fragment Pisma Świętego możesz sięgnąć po komentarz, ale dobrze jest także pomodlić się do Ducha Świętego o zrozumienie myśli autora. Albo kiedy próbujesz wyjaśnić komuś jakiś aspekt nauczania Kościoła, spróbuj dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat, ale także poproś Ducha Świętego, aby podsunął ci słowa, które trafią do danej osoby.
Bóg nie zachowuje swojej mądrości jedynie dla Apostołów i świętych. Wszyscy możemy Go o nią prosić
z wiarą, że On nam jej udzieli.
„Duchu Święty, napełnij mnie swoją niebiańską mądrością!”
Ps 145,8-14.17
Łk 4,31-37
▌Środa, 2 września
Łk 4,38-44
Wyszedł i udał się na miejsce pustynne. (Łk 4,42)
Może wydawać się paradoksalne, że Syn Boży, posłany po to, by umiłować i zbawić każdego mieszkańca naszej planety, miał zwyczaj regularnie oddalać się od ludzi. Nie wynikało to jednak z Jego stosunku do nas, ale z Jego stosunku do Boga.
Ewangelia wielokrotnie wspomina o tym, że Jezus udawał się na odludne miejsca, aby modlić się do Boga. Jednak podążające za Nim tłumy zwykle nie dawały Mu spokoju i odnajdywały Go, przerywając modlitwę albo odpoczynek.
Co czuł Jezus, gdy ludzie rujnowali Jego plany? Tego nie wiemy. Znamy tylko Jego reakcje. Wiemy, że zamiast utyskiwać na niespodziewanych intruzów, nie szczędząc czasu rozmawiał z nimi i uzdrawiał ich. Na przykład w dzisiejszej Ewangelii z pewnością potraktował ludzi z cierpliwością i szacunkiem, skoro prosili Go, by z nimi pozostał. Jednak Jezus znał wolę Bożą w stosunku do siebie i dlatego Jego odpowiedź była stanowcza – musi wyruszyć w dalszą drogę, „innym miastom (…) głosić Dobrą Nowinę” (Łk 4,43).
Inny przykład niespodziewanego spotkania Jezusa z tłumem znajdujemy w Ewangelii Mateusza. Jezus chciał w samotności przeżyć żałobę po śmierci swego kuzyna, Jana Chrzciciela. Kiedy jednak tłumy odnalazły miejsce Jego pobytu, „zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych” (Mt 14,14). Nakarmił ich też, rozmnażając pięć bochenków chleba i dwie ryby. Ale gdy wreszcie odprawił tłumy, „wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić” (Mt 14,23).
Przy całej swojej wyjątkowości, życie Jezusa było również podobne do życia każdego z nas. Podobnie jak my, wielokrotnie znajdował się pod presją i musiał ze spokojem i pokorą stawiać czoło niespodziewanym sytuacjom.
Biorąc wzór z Jezusa podchodźmy elastycznie do swojego rozkładu dnia, zwłaszcza gdy ktoś potrzebuje naszej miłości i pomocy. On nigdy nie zignorował człowieka, który przed Nim stanął. Ale bardzo troszczył się o to, aby nie ignorować Ojca, którego miłość była dla Niego podtrzymaniem i mocą. Skoro Jezus, który był bez grzechu, tak bardzo potrzebował samotnego przebywania z Bogiem na modlitwie, to o ileż bardziej my go potrzebujemy!
Kiedy więc twój czas cichej modlitwy zostaje przez kogoś zakłócony, nie przejmuj się, ale staraj się wykorzystać na modlitwę kolejną okazję. Niech Bóg stanie na pierwszym miejscu w twoim życiu. Módl się o to, byś mógł wypełnić Jego wolę. On wprowadzi w twoje zabiegane życie równowagę i pokój.
„Jezu, naucz mnie godzić potrzeby innych z moją potrzebą przebywania z Tobą na modlitwie.”
1 Kor 3,1-9
Ps 33,12-15.20-21

▌Niedziela, 6 września
Ez 33,7-9
A ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi. (Ez 33,8)
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus patrząc na różne niedociągnięcia swoich sióstr w Karmelu myślała czasem, że gdyby mogła zwrócić im uwagę, przyniosłoby jej to dużą ulgę. Jej perspektywa zmieniła się jednak całkowicie, gdy powierzono jej opiekę nad nowicjuszkami. „Teraz, kiedy zobaczę, że któraś z sióstr czyni coś, co wydaje mi się niedoskonałe, mówię sobie z uczuciem ulgi: Co za szczęście, że to nie nowicjuszka; nie mam obowiązku jej upominać” – wyznała przełożonej.
Jednak upomnienia, które tak wiele Teresę kosztowały, odnosiły skutek. Nowicjuszki mówiły, że chociaż jest dla nich surowa, to jednak paradoksalnie chcą chodzić do niej na rozmowy i jej słuchać. Instynktownie wyczuwały, że ich młoda mistrzyni ma rację. Było w niej coś, co je pociągało, nawet gdy mówiła im rzeczy przykre.
Sekret Teresy był banalnie prosty – kochała swoje nowicjuszki. Jej upomnienia nie były odreagowywaniem własnej frustracji i złości, budowaniem własnej pozycji, szukaniem siebie. Teresie zależało na Bogu i na młodych siostrach, które prowadziła. A one to czuły.
Także wielu z nas odpowiada za innych – własne dzieci, wnuki, uczniów, pracowników, studentów – których ma obowiązek upominać. Nie jest to obowiązek miły. Często łatwiej jest machnąć ręką, pogłaskać po głowie, przymknąć oko i mieć święty spokój. Jednak dzisiejsze słowo mocno przypomina nam o naszej odpowiedzialności przed Bogiem. Nie zbawiamy się sami. Od naszych decyzji może zależeć zbawienie innych.
Jak jednak pokazuje przykład św. Teresy, ważny jest także sposób, w jaki upominamy innych. Upomnienie nie ma być aktem przemocy i potępienia, ale motywowaniem, mobilizowaniem do większego wysiłku, wydobywaniem dobra ukrytego w człowieku. Prawda powiedziana bez miłości może zabić – ale powiedziana z miłością ma szansę trafić do drugiego człowieka i stać się prawdą, która wyzwala.
„Panie Jezu, naucz mnie upominać innych z miłością.”
Ps 95,1-2.6-9
Rz 13,8-10
Mt 18,15-20

▌Niedziela, 13 września
Syr 27,30--28,7
Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik. (Syr 27,30)
Urazy. Znamy je wszyscy. Każdy z nas w jakimś momencie życia został skrzywdzony przez przyjaciela, bliską osobę z rodziny, szefa czy współpracownika. Czuliśmy się zranieni, wzbierał w nas gniew, postrzegaliśmy siebie jako ofiarę. Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi nam jednak, że to nie jest zdrowa reakcja.
Pisząc te słowa ponad dwa tysiące lat temu Syrach pojął coś, co dopiero zaczynają odkrywać współcześni psycholodzy – brak przebaczenia odbija się na naszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Może podwyższyć ciśnienie krwi, spowodować bezsenność, osłabić system odpornościowy. Rodzi nieufność w stosunku do innych i wzmacnia negatywne wzorce myślenia o życiu. Dlaczego więc mamy, jak mówi Syrach, uparcie „trzymać się” tego, co nas niszczy? Jedynie przebaczenie może wybawić nas z tej niewoli.
Decydując się na przebaczenie, nawet gdy winowajca o nie wcale nie prosi, wychodzimy z roli ofiary. Pokonujemy nagromadzone w nas rozgoryczenie, żal i złe emocje. A przede wszystkim otwieramy się na Boże uzdrowienie. Bóg wie o wszystkim, przez co przeszliśmy, o tym, jak zostaliśmy zranieni i jak my raniliśmy innych. Przebacza nam nasze winy jak dobry król z dzisiejszej Ewangelii. Jeśli pozwolimy, by Jego przebaczenie skruszyło nasze serca, przebijając się przez poczucie winy, wstyd i smutek z powodu bólu, jaki zadaliśmy innym, znajdziemy łaskę do podobnego traktowania tych, którzy zawinili przeciwko nam.
Jeśli zmagasz się z urazą z powodu doznanej krzywdy, powierz ją Bogu na modlitwie. Proś Go, aby pomógł ci zaprzestać „trzymania się” gniewu, nawet jeśli wydaje ci się on usprawiedliwiony. Przebacz temu, kto cię skrzywdził, nawet jeśli nie może jeszcze dojść między wami do pojednania. Niech ten akt przebaczenia przyniesie ci pokój i pomoże iść dalej przez życie.
„Ojcze, pomóż mi wyrzec się złości i gniewu. Nie chcę odmawiać nikomu miłosierdzia. Naucz mnie przebaczać.”
Ps 103,1-4.9-12
Rz 14,7-9
Mt 18,21-25
▌Poniedziałek, 14 września
Podwyższenie Krzyża Świętego
J 3,13-17
Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego. (J 3,14)
Szczepionki produkowane przez świat medyczny chronią nas przed chorobami, ćwicząc nasz system od-
pornościowy w rozpoznawaniu i zwalczaniu wirusów i bakterii. Szczepionka wprowadza do naszego organizmu antygeny – bardzo osłabione lub martwe drobnoustroje – skłaniając w ten sposób organizm do wytwarzania przeciwciał, które obronią nas przed chorobą w przyszłości. To, co mogłoby nas pokonać niosąc chorobę i śmierć, teraz daje nam siłę do ich zwalczania i odporność.
Mechanizm ten przypomina nam to, co uczynił dla nas Jezus na krzyżu. Dziś wywyższamy krzyż, który jest dla nas źródłem życia, jest naszą nadzieją i zbawieniem. Paradoksalnie narzędzie śmierci niesie nam życie! Jednak zdarzało się to już wcześniej, jak mówi o tym dzisiejsze pierwsze czytanie. W czasach Mojżesza wąż niosący chorobę i śmierć stał się narzędziem uzdrowienia (Lb 21,9). Podobnie krzyż Jezusa, na którym doświadczył On potępienia, cierpienia i skutków ludzkiego grzechu, niesie nam przebaczenie, uzdrowienie z ran grzechowych i życie wieczne. Nic dziwnego, że obchodzimy dzień całkowicie poświęcony głoszeniu chwalebnego dzieła, które dokonało się na krzyżu!
Prawdziwe zwycięstwo krzyża ujawniło się, gdy Jezus pokonał śmierć powstając z martwych. Tak więc wywyższając krzyż głosimy nie tylko cierpienie i śmierć Jezusa, ale także Jego zmartwychwstanie. Bez zmartwychwstania nie byłoby zwycięstwa. „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i jak dotąd pozostajecie w waszych grzechach” (1 Kor 15,17) – pisał św. Paweł. Skoro jednak Jezus umarł i zmartwychwstał w ludzkim ciele, „każdy, kto w Niego wierzy” może mieć udział w Jego zwycięstwie i „życie wieczne” (J 3,15). Każdy.
Uraduj się dziś tym, że Jezus umarł i zmartwychwstał dla ciebie. Spójrz na krzyż – narzędzie śmierci, które jest dla ciebie źródłem siły i mocy. Wychwalaj miłość Jezusa, która jest mocniejsza niż śmierć. Wywyższaj Jego krzyż, głoś zwycięstwo Jego śmierci i zmartwychwstania, a zobaczysz, jak umocni się twoja wiara. Krzyż daje życie wieczne twojej duszy, podobnie jak przeciwciała krążące w twoim organizmie chronią go przed chorobą.
„Panie, dziś we wszystkich swoich codziennych zmaganiach chcę kierować wzrok na krzyż. Umocnij moją wiarę, miłość i posłuszeństwo Tobie.”
Lb 21,4b-9 lub Flp 2,6-11
Ps 78,1-2.34-38

▌Środa, 16 września
1 Kor 12,31--13,13
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor 13,4)
Dzisiejsze pierwsze czytanie jest jednym z tych, które słyszymy najczęściej podczas Mszy ślubnych. Ukazu-
je nam ono bardzo praktyczną wizję miłości, która dotyczy nas wszystkich, ponieważ wszyscy zostaliśmy stworzeni przez Boga dla miłości.
Spójrzmy jednak na wyliczenie wszystkich wymagań tej miłości – być cierpliwym i łaskawym, weselić się z prawdą, wszystko znosić. Jeśli jesteśmy uczciwi wobec samych siebie, to przyznamy, że dosyć często zawodzimy na całej linii. A przecież oprócz naszych tak bardzo niedoskonałych wysiłków, by kochać innych, musimy także znosić równie niedoskonałe wysiłki tych, którzy próbują kochać nas. Zwykle najbardziej rozczarowują nas ci najbliżsi, przez których często czujemy się niedocenieni, zranieni, czy po prostu niekochani.
Ale dobra nowina jest taka, że istnieje miłość, która nie zawodzi – miłość Boga. Jest to jedyna miłość, na którą można liczyć, gdy wszystkie inne zawodzą. Jest to miłość, która nigdy cię nie zostawi ani nie wykorzysta, która przygarnia, podnosi, podtrzymuje w dobrych i złych chwilach. Jest to miłość, która widzi nasze nieudolne wysiłki, a mimo to nas nie potępia; miłość, która wspiera i docenia wszystkie nasze zmagania, aby kochać prawdziwie.
Jednakże nasza postawa wobec miłości jest często niedojrzała, jest dziecinnym myśleniem, o którym mówi św. Paweł. Mamy skłonność do identyfikowania miłości z zauroczeniem, z seksem, z uległością, z kupowaniem sobie czyjejś bliskości kosztownymi prezentami. Wprawdzie wiek i doświadczenie korygują nasze poglądy w tej kwestii,
ale jedynie Bóg może nas nauczyć, czym rzeczywiście jest prawdziwa miłość, ponieważ On sam jest miłością! Otwie-
ramy się na Jego miłość, gdy mniej koncentrujemy się na tym, czy jesteśmy wystarczająco kochani przez innych,
a bardziej na tym, czy sami wystarczająco ich kochamy.
Bóg codziennie pozwala nam doświadczyć swojej miłości na niezliczone sposoby – na modlitwie, przez piękno przyrody, w naszych bliskich, a nawet w naszych nieprzyjaciołach. Daje nam też niezliczone okazje do dzielenia się Jego miłością z innymi. Bądźmy więc czujni i miejmy otwarte serca. Idąc za radą Pawła, starajmy się „posiąść miłość” (1 Kor 14,1), gdziekolwiek ją zobaczymy. Tak czyniąc przekonamy się, że Bóg na każdym kroku towarzyszy nam swoją miłością.
„Panie, pozwól mi doświadczyć Twej doskonałej miłości, abym i ja nauczył się kochać doskonale.”
Ps 33,2-5.12.22
Łk 7,31-35

▌Niedziela, 20 września
Iz 55,6-9
Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami. (Iz 55,8)
Wszyscy chyba zgodzimy się, że bywają chwile, w których po prostu nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego Bóg nie patrzy na daną sytuację tak samo jak my. Dlaczego nie daje nam tej wymarzonej pracy, uzdrowienia, o które się modlimy, pojednania, za którym tęsknimy? Panie, naprawdę tak byłoby najlepiej, więc zrób, o co cię proszę.
Wiemy jednak, że przynajmniej w tym życiu nie zrozumiemy do końca Bożych dróg. Górują one nad naszymi tak bardzo, „jak niebiosa górują nad ziemią” (Iz 55,9).
Doskonałą ilustrację tego stwierdzenia znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Kto z nas zapłaciłby tyle samo robotnikowi, który przybył o świcie, co temu, który zjawił się na godzinę przed końcem pracy? Jedynie Bóg jest tak hojny, by zatroszczyć się jednakowo o wszystkich, którzy do niego przyszli, niezależnie od tego, czy pojawili się za młodu czy też u kresu swego życia.
Ta ewangeliczna nowina powinna budzić w nas głęboką wdzięczność. Zobaczmy, jak Pan troszczył się o swój lud wybrany na przestrzeni wieków. Choć w wielu sytuacjach miałby pełne prawo go opuścić, nie czynił tego, nawet gdy Izrael Mu się sprzeniewierzał. Wystarczyło, żeby Izraelici zaczęli Go szukać, a już okazywał im miłosierdzie, „gdyż hojny jest w przebaczaniu” (Iz 55,7).
Co tydzień podczas Mszy świętej mamy przywilej oglądać miłosierdzie Boże w działaniu, kiedy zwyczajny chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Jezusa. Jak wspaniały jest Bóg, który tak bardzo nas umiłował, że obdarowuje nas nie tylko swoim miłosierdziem, ale daje samego siebie w Eucharystii! Jest to o wiele więcej niż moglibyśmy oczekiwać czy nawet sobie wyobrazić.
Tak, Boże drogi górują nad naszymi. On daje swoją miłosierną miłość bez miary, bez zapłaty, każdemu, kto do Niego przychodzi. Ranny ptaszek czy sowa, grzesznik czy święty – wszyscy bez wyjątku są mile widziani. Są ukochani i oczekiwani z tęsknotą. I oby drogi nas, którzy karmimy się Jezusem w Eucharystii, stawały się coraz bardziej podobne do Bożych dróg.
„Ojcze, wychwalam Cię za Twoje miłosierdzie, które nie ma granic!”
Ps 145,2-3.8-9.17-18
Flp 1,20c-24.27a
Mt 20,1-16a

▌Niedziela, 27 września
Flp 2,1-11
W pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. (Flp 2,3)
Od upadku naszych pierwszych rodziców do dzisiejszych kłótni rodzinnych świat w kwestii relacji międzyludzkich często kieruje się jedną i tą samą zasadą – za wszelką cenę staraj się o to, by twoje było na wierzchu. Walcz o siebie. Upieraj się przy swoim zdaniu, nawet jeśli nie masz racji. Nie rezygnuj ze swoich praw.
Jakże inna jest droga Pana! Weźmy na przykład dzisiejsze drugie czytanie. Św. Paweł pisze, że Jezus nie wymagał, abyśmy poddali się Jemu, ale sam stał się nam poddany. On, który jest Panem wszystkich, przyjął „postać sługi” (Flp 2,7), oddając siebie ludziom, dzień po dniu ich uzdrawiając i uwalniając. On, który jest mądrością Bożą, cierpliwie ukazywał drogi przebaczenia i świętości. On, czysty i nieskażony grzechem, pochylał się, by obmywać brudne, zakurzone stopy.
Wreszcie, w ostatnim akcie poddania, nie stawiał oporu, gdy Go wyszydzaliśmy, biliśmy i krzyżowaliśmy. Nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że był mocny. Nie dlatego, że pogodził się z przegraną, ale dlatego, że była to Jego droga do zwycięstwa. I Bóg przyznał Mu słuszność. Ponieważ Jezus przedłożył pokorę nad pychę i służbę nad przemoc, Bóg Ojciec wywyższył Go ponad wszystko jako Pana.
Jezus nie przyszedł po to, by zwyciężyć w dyskusji, ale by zdobyć nasze serca. Uniżając samego siebie pokazał, że Jego miłość jest realna, mocna i wieczna. A dziś prosi, byśmy naśladowali Jego przykład. Abyśmy służyli innym, gdyż On sam przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć. Prosi, abyśmy zdobywali serca ludzi, zamiast kruszyć ich wolę.
Nie jest to łatwe. Czasami oznacza troskliwą opiekę nad wymagającą teściową, współpracę z trudnym członkiem zespołu lub sprzątanie – po raz kolejny – pokoju nastoletniego dziecka. Nie masz też gwarancji sukcesu. Nigdy nie wiesz do końca, czy uda ci się zdobyć serce drugiej osoby. Ale twoje postępowanie będzie miłe Jezusowi, a to już samo w sobie jest nagrodą.
„Panie, naucz mnie być sługą według Serca Twego.”
Ez 18,25-28
Ps 25,4-9
Mt 21,28-32

 

Znalazłem Chrystusa dzięki miłości innych
Od ateisty do ewangelizatora na kampusie

Rozpoczynając studia na Uniwersytecie Technologicznym Georgii byłem zdeklarowanym ateistą. Wychowywałem się w dobrej rodzinie wyznającej hinduizm, jednak dorastając zacząłem kwestionować swój światopogląd, ponieważ nie widziałem związku między religią a nauką. Byłem też wstrząśnięty aktami terroryzmu dokonywanymi przez ekstremistów religijnych. W wyniku tego wszystkiego zacząłem postrzegać religię jako przyczynę podziałów i cierpienia. Tak więc w szkole średniej moją misją stało się przekonywanie innych, że Bóg nie istnieje.

Jednak Bóg miał
wobec mnie inne plany
Podczas mojego pierwszego semestru na uczelni koleżanka powiedziała, że będzie się za mnie modlić. Zgodziłem się, ale szybko dodałem, że to i tak nie zadziała, gdyż Bóg nie istnieje. Koleżanka spokojnie zapewniła mnie, że potężny i kochający Bóg istnieje i działa. To wydarzenie zapoczątkowało serię długich dyskusji i przyjacielskich debat między nami na temat chrześcijaństwa.
W trakcie tych rozmów zauważyłem coś ciekawego. Im bardziej starałem się obalić jej chrześcijańskie poglądy, tym bardziej traciłem przekonanie do swoich własnych. Tak wiele z tego, o czym mówiła, miało sens. Na przykład dotąd uczono mnie, że człowiek dochodzi do Boga dzięki własnym wysiłkom i aktom pobożności. Ona natomiast pokazywała mi Boga, który sam, z własnej inicjatywy, zniża się do mnie w mojej słabości. Jednocześnie spotkałem wielu chrześcijan, którzy byli bardzo dobrymi ludźmi oraz robili wrażenie niewiarygodnie szczęśliwych. Zapragnąłem mieć to samo co oni.

Przyjęcie chrześcijaństwa
Za sugestią kolegi zacząłem czytać Ewangelię św. Mateusza – piętnaście minut każdego wieczoru. Po przeczytaniu ostatniego rozdziału o zmartwychwstaniu moje opory prysły. Doszedłem do wniosku, że Bóg istnieje, że Jezus żyje, a ja chcę wejść z Nim w relację.
Po kilku tygodniach prób uczęszczania na nabożeństwa Kościoła episkopalnego przypadkiem trafiłem na Mszę w katolickim duszpasterstwie uczelni. Homilia dotyczyła oddania swego życia Bogu w odpowiedzi na Jego głęboką miłość do każdego z nas. Nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, co to jest przeistoczenie, ale kiedy kapłan podniósł hostię, uświadomiłem sobie, że niczego bardziej nie pragnę niż poznania Boga. Już dwa tygodnie później rozpocząłem przygotowanie do przystąpienia do sakramentów, a na Wielkanoc 2015 roku przyjąłem chrzest, pierwszą Komunię świętą oraz bierzmowanie.
Po chrzcie pojawiło się we mnie wielkie pragnienie, aby także inni ludzie poznali miłość Boga tak, jak ja ją poznałem. Ponieważ jednak idea ewangelizacji jest nieznana w kulturze hinduskiej, nie miałem pojęcia, jak dzielić się swoją wiarą. Zacząłem się więc modlić o jakąś możliwość dzielenia się radością, pokojem i nadzieją, jakich doświadczałem.

Dzielenie się wiarą
przez miłość
Wkrótce potem poznałem Stephanie, która była związana z katolicką wspólnotą ewangelizacyjną FOCUS, działającą wśród studentów. W ciągu kolejnych miesięcy Stephanie pomagała mi rozwijać moją relację z Jezusem modląc się wraz ze mną oraz dzieląc się swoją wiarą i wiedzą. Pomogła mi też zrozumieć, że jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do ewangelizacji poprzez kroczenie do Jezusa wraz z tymi, których mamy wokół siebie.
Dzięki naszej coraz głębszej przyjaźni uczyłem się służyć innym oraz dzielić się z nimi radością, aby i oni mogli spotkać Chrystusa. Tak postępował Jezus wobec Apostołów, a oni z kolei wobec ludzi, których spotykali. Uświadomiłem sobie, że wreszcie odkryłem sposób dzielenia się Ewangelią!
Studia są czasem, kiedy młodzi ludzie wkraczają w dojrzałość i podejmują decyzje o tym, kim się staną – decyzje, które będą miały wpływ na całe ich dalsze życie oraz życie bliskich im ludzi. Sam przecież doświadczyłem, jak wielka zmiana może dokonać się podczas pobytu na uniwersytecie. Kiedy to zrozumiałem, stało się dla mnie jasne, że Jezus powołuje mnie do ewangelizacji wśród studentów. Naturalnym krokiem stało się przyłączenie do wspólnoty FOCUS, która tak wiele mnie nauczyła.
W ramach wspólnoty uczestniczyłem w letniej szkole ewangelizacji, gdzie przyszli ewangelizatorzy formują się przez modlitwę, życie wspólnotowe oraz poznają metody ewangelizacji. Byłem wstrząśnięty poznając tak wielu młodych katolików pełnych żaru dla Jezusa i Jego misji. Dlaczego tacy byli? To proste – spotkali jakiegoś ucznia Chrystusa, który chciał z nimi iść i dzięki któremu doświadczyli miłości Jezusa. Ja także tego doświadczyłem i to zmieniło moje życie.

Z powrotem na kampusie
Jesienią 2018 roku po raz kolejny pojawiłem się na kampusie Uniwersytetu Technologicznego Georgii. Jednak tym razem zamiast przekonywać innych, że Boga nie ma, chciałem im mówić o tym, jak bardzo Bóg ich kocha! Był to dla mnie wspaniały powrót, tym razem w roli kogoś przygotowanego do głoszenia Ewangelii, pełnego radości i nadziei, a nie smutku i przygnębienia.
Zacząłem prowadzić spotkania biblijne dla studentów pierwszego roku. Pochodzili oni z bardzo różnych środowisk. Niektórzy co niedzielę chodzili do kościoła, inni nie byli tam od lat. Razem oglądaliśmy filmy, studiowaliśmy Biblię, chodziliśmy na Mszę. Zapraszałem ich na różne akcje i nabożeństwa organizowane przez wspólnotę, rozmawiałem z nimi, gdy spotykaliśmy się przy posiłkach w stołówce. Nie robiłem nic szczególnego, po prostu okazywałem im miłość i pozwalałem Chrystusowi kochać ich przeze mnie tak, jak dla mnie robiła to Stephanie. Choć zwykle był to powolny proces, widziałem, jak ożywa ich wiara. Niektórzy szli do spowiedzi po latach unikania tego sakramentu. Jeden z nich pojechał ze mną na wyprawę ewangelizacyjną do Peru.
W następnym semestrze sześciu studentów zaczęło prowadzić własne grupy biblijne i towarzyszyć innym w ich drodze wiary. W kolejnym roku dziewczyny z żeńskiej grupy biblijnej zaczęły prowadzić kolejne grupy dla studentek. Dziś,
w roku 2020, wszyscy oni są już na drugim roku i prowadzą kolejne grupy. Obecnie na kampusie Uniwersytetu Technologicznego Georgii działa około czterdziestu grup biblijnych zrzeszających około trzystu uczestników, a większość z tych grup jest prowadzona przez studentów.
Obecnie w ramach wspólnoty FOCUS pełnię nową misję ewangelizacyjną jako koordynator grup biblijnych na innej uczelni stanu Georgia. Ludzie są inni, ale misja pozostaje ta sama. Zawsze była ta sama: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28,19-20). Jestem przekonany, że dotrzemy do obecnego pokolenia młodych z miłością Chrystusa, jeśli będziemy konsekwentnie nawiązywać z nimi osobisty kontakt i pokazywać, jak czynić to, co czynił Jezus. ▐

 

Drodzy Czytelnicy!

„Słowo wśród nas” zostało patronem
medialnym ogólnopolskiego konkursu
„BOHATEROWIE NASZYCH CZASÓW”, organizowanego przez Centrum Weterana,
działające przy Stowarzyszeniu
Szkoła Ewangelizacji Sursum Corda.
Zachęcamy do wzięcia udziału w tym
konkursie. Zgłoszenia do końca września!

KONKURS „BOHATEROWIE NASZYCH CZASÓW”

Chociaż bohaterstwo kojarzy nam się z czasami wojny albo z dramatycznymi sytuacjami ratowania życia, to jednak istnieje także bohaterstwo czasów pokoju
i codziennego życia, realizowane przez zwyczajnych ludzi, kierujących się zasadami opartymi o wartości chrześcijańskie i naukę społeczną Kościoła.
Jeśli w swoim środowisku znasz osobę, która może stanowić wzór do naśladowania, wyróżniającą się uczciwością, odwagą, wiernością czy chęcią pomagania innym, albo może twórczo inicjującą przedsięwzięcia, które niosą pożytek społeczeństwu, nie czekaj! Zgłoś ją, przedstawiając krótko jej historię i zasługi.
Zapraszamy do nadsyłania prawdziwych historii, dotyczących bohaterów codzienności, w jednej z czterech kategorii: ODWAGA, UCZCIWOŚĆ, INICJATYWA oraz INNE (szczegółowo opisanych w regulaminie) w dowolnej formie do 30.09.2020 roku na adres: bohaterowienaszychczasow.sesc@gmail.com
W tytule wiadomości prosimy wpisać: „Zgłoszenie na Konkurs Bohaterowie naszych czasów”. W zgłoszeniu należy przesłać formularz dostępny na stronie internetowej SNE.
W konkursie przyznane zostaną nagrody pieniężne, a sylwetki laureatów w poszczególnych kategoriach zostaną przedstawione w miesięczniku „Słowo wśród nas”.
Ogłoszenie wyników konkursu oraz wręczenie nagród nastąpi 11.11.2020 roku.
podczas Gali Finałowej Konkursu „Bohaterowie naszych czasów” w Krakowie.

Więcej informacji, formularz zgłoszeniowy oraz regulamin konkursu na stronie:
https://sne.diecezja.pl/konkurs-bohaterowie-naszych-czasow/

Konkurs jest realizowany w ramach zadania „Program rozwoju i wzmocnienia Stowarzyszenia Szkoła Ewangelizacji Sursum Corda – Międzypokoleniowy Inkubator Więzi Społecznych, finansowanego ze środków Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NIW-CRSO).

 

Sklep internetowy Shoper.pl