E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 9 (301) 2018 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 9 (301) 2018 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO WRZEŚNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowany „Droga do chwały nieba” poświęcony jest nauczaniu św. Pawła na temat trzech etapów drogi prowadzącej do nieba. W kolejnych artykułach znajduje się wyjaśnienie, jak rozumieć nasze usprawiedliwienie, uświęcenie i wyniesienie do chwały, o których mówił Apostoł Narodów. 
W Magazynie proponujemy dwa inspirujące teksty dotyczące duszpasterstwa małżeństw: „Długo i szczęśliwie” oraz „Jezus - <<z niewielkim dodatkiem kawy>>” o powstaniu programu „Świadkowie miłości” dla małżeństw. Ponadto dwa poruszające świadectwa duchowego wzrostu: „Od imprezowicza do księdza” i „Być blisko płomienia” oraz odpowiedź na Naszą ankietę „Błogosławieństwo starości” pod tytułem „Każdego dnia dziękuję Bogu”. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Fabrice Hadjadja „Apostolat czasów apokalipsy”, która szuka odpowiedzi na pytanie, jak być chrześcijaninem współcześnie, w czasach wielkich przemian i proponuje, by życie w trudnych czasach traktować jak wyzwanie i wyjątkową szansę.  

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Twoja wiara cię ocaliła
Cud usprawiedliwienia................................................. 4

Wspólnie wyznajemy…
Katolicy i luteranie o usprawiedliwieniu..................... 9

Zabiegajcie o własne zbawienie…
Proces uświęcenia.........................................................10

Nic nie zdoła nas odłączyć…
Nadzieja chwały............................................................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 września............................................................21

MAGAZYN

Długo i szczęśliwie
Program duszpasterski dla małżeństw
– Theodore Mahne............................................................48

Jezus – „z niewielkim dodatkiem kawy”
Początki programu Świadkowie miłości..................... 52

Od imprezowicza do księdza
Słowa, które zmieniły moje życie
– ks. Gregorio Hidalgo.............................................. 53

Być blisko płomienia
Wspólnota akademicka pomogła mi zachować wiarę
– Mariah Godde........................................................ 56

Każdego dnia dziękuję Bogu – odpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”................................... 60

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej. Chodziłem do katolickich szkół. Nigdy nie opuszczałem Mszy świętej. Szczerze chciałem dostać się do nieba. No i jeszcze prosiłem Maryję, żeby pomagała mi wygrywać turnieje golfa. Mimo to jednak nie znałem Jezusa. Oczywiście wiedziałem, że umarł na krzyżu, ale nie miałem pojęcia, że Jego miłość jest skierowana do mnie osobiście. Moją wiarę można by określić jako przekonanie, że należy być dobrym człowiekiem, dawać coś z siebie i nikogo nie krzywdzić.
Wszystko to zmieniło się, gdy w 1971 roku poszedłem na spotkanie modlitewne. To właśnie wtedy odkryłem, kim jest Jezus i co dla mnie uczynił. Mam nadzieję, że moja żona, Felicja, nie będzie miała nic przeciwko temu, gdy powiem, że była to najpiękniejsza chwila mojego życia.
Kiedy patrzę na takie osoby, jak Piotr, Paweł, Maria Magdalena, celnik Zacheusz i wielu innych, widzę, że przeżyli oni dokładnie to samo doświadczenie co ja. Spotkali Jezusa i coś w ich wnętrzu powstało do życia. Za łaską Boga odkryli, kim jest ten Człowiek, i odtąd ich życie nigdy już nie było takie samo.
W tym numerze „Słowa wśród nas” chcemy przyjrzeć się temu doświadczeniu, rozważając trzy główne punkty nauczania św. Pawła: usprawiedliwienie, uświęcenie i wyniesienie do chwały. Usprawiedliwienie jest tym, co odkryłem idąc na swoje pierwsze spotkanie modlitewne. Uświęcenie, czyli proces wzrastania w świętości, ma miejsce po usprawiedliwieniu. Jesteśmy uświęcani, gdy prosimy Jezusa o łaskę porzucania naszych grzesznych nawyków i rozwijania cnót. Wyniesienie do chwały ma miejsce po śmierci, gdy w niebie zostaniemy uwolnieni od wszelkiego grzechu i cierpienia oraz napełnieni chwałą Bożą.
Jak powiedziałem, po tym spotkaniu modlitewnym moje życie zmieniło się na zawsze. Od tego momentu zapragnąłem codziennie stawać się coraz bardziej podobny do Jezusa. Zapragnąłem się uświęcić. Wymaga to z mojej strony wysiłku, ale wiem, że Bóg przez cały czas udziela mi swojej łaski, gdy modlę się, przystępuję do sakramentów i służę tym, których mam wokół siebie.
Codziennie staram się składać całą moją nadzieję w Jezusie i Jego zmartwychwstaniu. Codziennie po przebudzeniu oddaję Mu pierwsze uczucia mojego serca. Dziękuję za to, co uczynił dla mnie i dla nas wszystkich. Proszę, by pobłogosławił mnie i moją rodzinę na nadchodzący dzień. Następnie wstaję i staram się być Jego uczniem.
Usprawiedliwienie. Uświęcenie. Wyniesienie do chwały. Te trzy pojęcia są dla mnie ogromną pomocą w przybliżaniu się do Jezusa i jestem niezwykle wdzięczny św. Pawłowi za to, że je nam wyjaśnił! Jestem pewien, że refleksja nad nimi pomoże także i wam pogłębić wiarę, pełniej doświadczyć miłości Boga i nabrać zapału, by żyć dla Jezusa. Niech Bóg błogosławi nam wszystkim.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Twoja wiara cię ocaliła
Cud usprawiedliwienia

Św. Paweł jest jednym z najważniejszych teologów Kościoła. Jego pisma, powstałe przed wiekami, wciąż wskazują drogę wierzącym i umacniają Kościół. W listach Pawła możemy znaleźć różnorodne style i gatunki, od precyzyjnych stwierdzeń doktrynalnych i zażartych sporów w kwestiach duszpasterskich, po płomienne hymny uwielbienia i osobiste wyznania płynące prosto z serca. Jednak te wszystkie zróżnicowane teksty autorstwa Pawła są konsekwencją jednego wydarzenia – jego dramatycznego spotkania ze zmartwychwstałym Panem na drodze do Damaszku. Paweł, dawny prześladowca Kościoła, stał się oddanym Apostołem Chrystusa i pozostał nim już na zawsze.
Przyjrzyjmy się przesłaniu głoszonemu przez Pawła, skupiając się na trzech jego głównych punktach: na cudzie usprawiedliwienia, procesie uświęcenia i nadziei chwały. Znajdujemy te punkty praktycznie w każdym liście św. Pawła, jednak najbardziej precyzyjnie są one wyjaśnione w Liście do Rzymian, stanowiącym szczyt jego myśli teologicznej. Mamy nadzieję, że lepsze zrozumienie nauczania Pawła pomoże nam głębiej doświadczyć miłości Boga i bardziej upodobnić się do Chrystusa.
Są to wspaniałe obietnice! Przystąpmy więc do dzieła. Zacznijmy od nauki Pawła na temat usprawiedliwienia.

WSZYSCY ZGRZESZYLI
Wyobraź sobie, że popełniłeś straszliwą zbrodnię. Zabiłeś kogoś lub wysadziłeś budynek w powietrze. Zostałeś aresztowany i spotykasz się ze swoim adwokatem. On jednak radzi ci przyznać się do winy w nadziei na złagodzenie wyroku. Zarówno on sam, jak i sędzia wraz z prokuratorem wiedzą, że jesteś winien, toteż właściwie nie masz innego wyjścia.
W podobny sposób Paweł opisał sytuację każdego z nas. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wszyscy jesteśmy winni. Nasze przestępstwo jest poważne, a obciążające nas dowody oczywiste. Nie jesteśmy w stanie zadośćuczynić za nasze nieposłuszeństwo wobec Boga, za grzechy popełnione przeciwko sobie nawzajem i za szkody wyrządzone tej ziemi. Grzechów jest po prostu za dużo. Powołując się na fragmenty psalmów, św. Paweł mówi nam: „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi” (Rz 3,10-12).
Jest to wprawdzie dosyć ponury obraz naszej sytuacji, ale wystarczy krótkie spojrzenie na pierwsze strony gazet – jak również w głębiny naszych serc – by przekonać się, jak bardzo jest on trafny. Wszyscy jesteśmy winni i w żaden sposób nie da się tego zatuszować. A kiedy weźmiemy pod uwagę, jak święty, czysty i doskonały jest Bóg, nasza sytuacja wydaje się jeszcze gorsza. Nikt z nas nie jest godzien stanąć w Jego obecności. Nasz grzech jest zbyt wielki.

MIŁOSIERNY WERDYKT
Jednak Ewangelia niesie nam dobrą nowinę o tym, że Bóg nie pozostawił nas w tych ciężkich tarapatach. Posłał na świat swego Syna, aby wybawił nas od samych siebie. Umierając na krzyżu, Jezus uwolnił nas spod władzy grzechu. Wziął na siebie jego konsekwencje; odkupił nas, stał się „dla nas grzechem” i przygwoździł nasze grzechy do krzyża (2 Kor 5,21; Kol 2,13-14). Umierając i zmartwychwstając dla nas, Jezus usprawiedliwił nas przed Bogiem i przed sobą nawzajem.
Skutkiem śmierci Jezusa było coś, co można porównać do uniewinnienia przez sąd. To usprawiedliwienie nie jest wynikiem naszych wysiłków. Otrzymujemy je, przyjmując z wiarą dar odkupienia dany nam przez Jezusa. Nie jesteśmy w stanie na nie zasłużyć. Możemy jedynie je przyjąć – pokornie i z wdzięcznością.
Powróćmy teraz do twojej hipotetycznej zbrodni. Stajesz przed sądem i idąc za radą swojego prawnika, przyznajesz się do winy. Z ciężkim sercem czekasz na wyrok. „Jak długo będę w więzieniu?” – zastanawiasz się. „Czy kiedykolwiek wyjdę na wolność? Kto zajmie się moją rodziną?”
W tym momencie wydarza się coś przedziwnego. Sędzia odkłada młotek, zdejmuje togę i opuszcza ławę sędziowską. Podchodzi do ciebie, przytula cię i mówi: „Nie martw się, nie pójdziesz do więzienia. Wystarczy mi to, że przyznałeś się do winy. Chciałem się tylko przekonać, że masz wolę zmienić swoje życie. Możesz odejść, sprawę wyroku biorę na siebie”.
Wyobraź sobie uczucie ulgi, wdzięczności i radości, które ogarnia cię w tym momencie. A to zaledwie mała próbka tego, co dzieje się, gdy Bóg zdejmuje z nas winę i otwiera przed nami niebo.

MIŁOŚĆ I HOJNOŚĆ
Ostatnio jeden z pracowników amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” opowiedział nam inną historię, dobrze ilustrującą miłość, która każe Bogu nas usprawiedliwić. Przed kilkoma tygodniami w ogłoszeniach duszpasterskich podczas Mszy świętej proboszcz powiedział: „Dowiedziałem się, że kilka rodzin chciałoby posłać dzieci do naszej szkoły parafialnej, ale nie stać ich na czesne. Nie chcę nikogo odsyłać, więc postanowiłem utworzyć fundusz stypendialny i proszę wszystkich obecnych o wsparcie finansowe. Troszczmy się o siebie nawzajem!”.
W odpowiedzi na ten apel wszyscy, którzy tylko mogli, złożyli datki lub zobowiązali się do systematycznych wpłat. Stypendia zostały ufundowane i wszystkie potrzebujące rodziny mogły kształcić swoje dzieci w tej szkole. Paweł mówi nam o czymś podobnym. Dzięki miłości i hojności Boga Jezus wziął na siebie ciężar naszej winy. Uczynił to, czego my o własnych siłach nie bylibyśmy w stanie uczynić, aby móc prowadzić święte życie.

WYZNAJ WIARĘ
W Liście do Rzymian Paweł daje nam prostą formułę opisującą, jak zostać usprawiedliwionym przez krzyż Jezusa. „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9). Nie są to, ściśle rzecz biorąc, słowa Pawła. Prawdopodobnie pochodzą one z bardzo wczesnego wyznania wiary odmawianego przez chrześcijan, gdy gromadzili się na sprawowanie Eucharystii.
To proste wyznanie mówi nam, że wiara w Jezusa jest gwarancją naszego zbawienia i wejścia do nieba. Zbawienie jest osiągalne dla nas wszystkich, niezależnie od tego, czy jesteśmy dobrymi i prawymi ludźmi, czy też wpadliśmy w pułapkę jakichś grzechów. Jest to kwestia uwierzenia w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, przyjęcia chrztu w Jego imię oraz wyznania, że Jezus jest Panem.
Coś podobnego przydarzyło się rzymskiemu setnikowi Korneliuszowi. Kiedy przyszedł do niego Piotr, aby ogłosić mu Chrystusa, Korneliusz przyjął jego przesłanie całym sercem. „Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki”. Widząc, że zostali napełnieni Duchem Świętym, Piotr zapytał: „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my?” (Dz 10,44.47). Odpowiedź była oczywista i wszyscy zostali ochrzczeni.
W każdą niedzielę, odmawiając Credo nicejskie, wyznajemy ustami i wierzymy sercem, że Jezus jest naszym Panem i Zbawicielem. Dlatego mówimy: „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba” oraz „Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany”. Dla nas. Dla mnie. Tak, wierzę, Panie.
Odmawiając Credo, wyznajemy Ojcu, że przyjmujemy dany nam przez Niego dar zbawienia. Powtarzając to wyznanie podczas każdej niedzielnej Mszy świętej, ogłaszamy również, że chcemy, aby ten dar zbawienia stał się fundamentem naszego życia. Nie ma to być jednorazowe wyznanie, ale wciąż odnawiana decyzja, aby żyć w sposób godny dzieci Bożych.
Odmawiane systematycznie Pawłowe wyznanie wiary lub Credo nicejskie przypomina słowa „Kocham cię”, wypowiadane często przez mężów i żony. Powtarzanie tych słów nigdy ich nie nuży, gdyż za tym ustnym wyznaniem stoi przekonanie wewnętrzne. Wiemy dobrze, jak ważne są te słowa dla każdego z małżonków – dla tego, kto je mówi, i dla tego, kto ich słucha. Podobnie ważne może stać się dla nas Credo. Obyśmy nigdy nie znużyli się powtarzaniem: „Jezu, kocham Cię, bo Ty mnie wybawiłeś”.

TWOJA WIARA CIĘ OCALIŁA
W Ewangeliach Jezus wielokrotnie mówi do ludzi: „Twoja wiara cię ocaliła” (Mt 9,22; Mk 10,52; Łk 7,50; 17,19). Podkreśla, że zostali ocaleni nie dzięki temu, co zrobili, ale dzięki wierze w to, że On ma moc ich uzdrowić, wybawić i obdarzyć przebaczeniem.
Idąc za nauczaniem Jezusa, Paweł pisał do Efezjan: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga” (Ef 2,8). Jesteśmy zbawieni przez łaskę. Co za wspaniały dar został nam dany przez Ojca! On nie zawaha się przed niczym – nawet oddaniem na śmierć własnego Syna, aby pociągnąć nas do siebie i napełnić swoją miłością! ▐


Zabiegajcie o własne zbawienie…
Proces uświęcenia

Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem. (...) Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy.” (Flp 2,12.14-15)
„I was, którzy byliście niegdyś obcymi wobec Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz pojednał Bóg (...), bylebyście tylko trwali w wierze.” (Kol 1,21-23)
„Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze; siebie samych doświadczajcie. Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba, żeście odrzuceni.” (2 Kor 13,5)
Chwileczkę! Czy to nie św. Paweł wyjaśniał, że jesteśmy zbawieni dzięki wierze w Chrystusa, a nie przez uczynki? Czy to nie on powiedział, że sami nie jesteśmy w stanie się zbawić? Dlaczego ten sam człowiek, który poświęcił tyle czasu na to, by przekonać nas, że zbawienie jest darmowym darem Boga, mówi teraz, że możemy zostać odrzuceni? Dlaczego twierdzi, że mamy zabiegać o własne zbawienie „z bojaźnią i drżeniem” oraz trwać w wierze, jeśli pragniemy je osiągnąć?
Widzimy tu wyraźną sprzeczność, wiemy jednak, że Paweł był zbyt inteligentnym człowiekiem, aby tego nie zauważyć. Zastanówmy się więc, dlaczego Paweł mówi o darmowym usprawiedliwieniu przez wiarę, a zarazem poleca nam usilnie zabiegać o własne zbawienie.

WEZWANI DO ŚWIĘTOŚCI
Mówiąc najprościej, Paweł widział różnicę pomiędzy usprawiedliwieniem, o którym mówił poprzedni artykuł, a uś-
więceniem, o którym mowa w powyższych cytatach. Na czym jednak polega ta różnica?
Usprawiedliwienie wypływa z dzieła Jezusa dokonanego na krzyżu. Umierając i powstając do życia, Jezus wysłużył nam przebaczenie. Dzięki niemu zostaliśmy oczyszczeni z winy, a przyjęcie chrztu wprowadza nas w nowe życie. Aby otrzymać to usprawiedliwienie, wystarczy wyznać, że Jezus jest Panem, i uwierzyć, że On rzeczywiście powstał z martwych.
Usprawiedliwienie jest podstawą uświęcenia. Stawać się świętym to upodabniać się do Jezusa, który jest Świętym Boga. Czasownik „stawać się” wskazuje na to, że uświęcenie jest stałym procesem, a nie kwestią jednej chwili. To właśnie miał na myśli Paweł, pisząc do Tesaloniczan: „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie (…) Albowiem nie powołał was Bóg do nieczystości, ale do świętości” (1 Tes 4,3.7). Wzywając Filipian do „zabiegania” o swoje zbawienie, a Kolosan do „trwania” w praktykowaniu wiary, nawiązywał właśnie do tego procesu wzrastania w świętości.

HISTORIE Z EWANGELII
WEDŁUG ŁUKASZA
Pawłowi w podróżach towarzyszył jego uczeń, Łukasz. To on zredagował jedną z Ewangelii oraz napisał Dzieje Apostolskie, w których opowiada między innymi o wyprawach misyjnych Pawła i o jego drodze do Rzymu w charakterze więźnia.
Czytając pisma św. Łukasza, możemy odnaleźć wyjaśnienie nauki Pawła o usprawiedliwieniu przez wiarę. Widzimy to w przypowieści o faryzeuszu i celniku, w której celnik modli się pokornie prostymi słowami: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”, a Jezus mówi, że to ten człowiek „odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten” (Łk 18,13-14). Łukasz jest także jedynym Ewangelistą, który przytacza historię Zacheusza (19,1-10), dziesięciu trędowatych (17,11-19) oraz „dobrego łotra” (23,39-43). Każda z nich opowiada o ludziach, którzy uwierzyli Jezusowi i dzięki temu otrzymali za darmo dar usprawiedliwienia.
Łukasz rozumiał jednak również, że każdy, kto został usprawiedliwiony, jest wezwany do uświęcenia. O wiele więcej miejsca niż pozostali Ewangeliści poświęcił wezwaniu do nawrócenia i świętości głoszonemu przez św. Jana Chrzciciela (3,1-20). Przytoczył przypowieść Jezusa o drzewie figowym, w której gospodarz oczekuje owocu ze swego drzewa, podobnie jak Bóg oczekuje od swego ludu owocu świętości (13,6-9). Zamieścił też przypowieść Jezusa o ubogim Łazarzu i obojętnym wobec niego bogaczu, aby pokazać, że Bogu zależy na tym, by Jego lud troszczył się o swoich ubogich (16,19-31).

PRZYPOWIEŚĆ
O SYNU MARNOTRAWNYM
Łukasz jest jedynym z czterech Ewangelistów, który przytacza przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Kiedy młodzieniec z przypowieści pwrócił do domu, został usprawiedliwiony – ocalony przez miłującego ojca. Cała jego grzeszna przeszłość została wymazana, tak jakby nigdy się nie wydarzyła. Wszystko ułożyło się pomyślnie po prostu dlatego, że wrócił.
Łukasz nie mówi nam, co stało się z synem marnotrawnym po jego powrocie do domu. Możemy jednak wyobrazić sobie dwa możliwe zakończenia. W pierwszym z nich synowi było zbyt trudno przyzwyczaić się do życia w domu ojca. Obowiązujące tam rygory były dla niego nie do przyjęcia, więc albo naginał się do nich z trudem, albo odszedł ponownie.
W drugim zakończeniu syn był zdecydowany pozostać w domu ojca. Oznaczało to jednak wyzbycie się grzesznych przyzwyczajeń i umocnienie w sobie dobrych cech. Nie mógł już wracać do domu pijany ani zadawać się z prostytutkami. Nie mógł zabawiać się przez całe noce, a potem spać do wieczora. Jego dawny sposób życia był nie do pogodzenia ze zwyczajami panującymi w domu ojca. W tym domu młodzieniec musiał zapewne wstawać rano i iść do pracy w polu, podobnie jak jego brat. Zamiast myśleć tylko o sobie, musiał brać pod uwagę potrzeby i dobro swojej rodziny. Musiał pracować nad poprawą relacji ze starszym bratem, próbując okazywać mu miłość i szacunek.
Czy było to dla niego trudne? Prawdopodobnie tak. Jednak za każdym razem, gdy przychodziła na niego pokusa odejścia, przypominał sobie, jak bardzo czuł się samotny i zrozpaczony, będąc z dala od domu, mieszkając wśród świń i głodując. Przypominał sobie radość tej chwili, gdy ojciec wziął go z miłością w ramiona i przyjął z powrotem do domu.

PODZIELONE SERCE
Przypowieść ta pomaga nam zrozumieć potrzebę uświęcenia. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy podobni do syna marnotrawnego lub do jego starszego brata. Syn marnotrawny, pełen pychy i egoizmu, był niewolnikiem swoich namiętności i nie liczył się z ojcem i rodziną. Z kolei jego brat, chociaż przebywał „w domu ojca”, był pełen zazdrości, rozgoryczenia i gniewu. My również, jak ci dwaj bracia, mamy w życiu obszary, w których brakuje miłości i miłosierdzia, jakich Bóg od nas oczekuje. Dlatego potrzebujemy ciągłego uświęcania.
Wszyscy mamy dobre intencje, ale doświadczenie mówi nam, że mamy również skłonność do grzechu i zła. Chociaż jesteśmy ochrzczeni, wciąż ciągnie nas do grzechu. Nawet po wielu latach modlitwy i podejmowania wysiłku życia według przykazań, ciągle musimy się zmagać z pychą, egoizmem, pożądliwością i zazdrością. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam, że „chrzest udziela temu, kto go przyjmuje, łaski oczyszczenia ze wszystkich grzechów. Ochrzczony powinien jednak nadal walczyć z pożądaniem ciała i z nieuporządkowanymi pożądliwościami” (KKK, 2520).
Przykładowo, podczas Mszy świętej czujemy się blisko Pana i w zgodzie ze wszystkimi ludźmi, których mamy wokół siebie. Jednak już kilka godzin później uczucia te wydają się nam odległe. Zaczynamy źle myśleć o naszych najbliższych czy znajomych, a cierpliwość i serdeczność pryska. W kościele łatwo nam zdobyć się na życzliwość, ale gdzie indziej stajemy się podejrzliwi i kapryśni. W jednej chwili jesteśmy uprzejmi i wyrozumiali, a już w następnej wściekli, sfrustrowani i krytycznie nastawieni do innych.
Czy to jest życie, jakiego Bóg od nas oczekuje? Czy podoba Mu się taka niekonsekwencja? Oczywiście, że nie! Ojciec niebieski pragnie dla nas życia pełnego pokoju, także wtedy, gdy na swej drodze napotykamy problemy i wyzwania.

UŚWIĘCENIE TO PROCES
Opisane tu napięcie pomiędzy naszym „świętym” a „grzesznym” ja nie musi przebiegać w sposób niekontrolowany. Możemy nauczyć się rezygnować ze starych, grzesznych sposobów funkcjonowania, a umacniać te nowe i święte.
Według Pawła wzrastamy w świętości zwlekając z siebie „dawnego człowieka”, a przyoblekając się w „człowieka nowego” (Ef 4,22-24). Świętość nie jest nam dana raz na zawsze. Uświęcenie to długotrwały, codzienny proces, który stopniowo nas przemienia.
Gdybyśmy chcieli ująć samą jego istotę, da się go sprowadzić do trzech punktów:
■ Podejmowanie wysiłków, by wyzbyć się dawnych grzesznych sposobów postępowania, takich jak gniew, urazy, oszustwa, a uczyć się nowych – pełnych miłości, dobroci i miłosierdzia.
■ Znajdowanie czasu na kontakt z Jezusem przez codzienną modlitwę, podczas której przyjmujemy Jego miłość i moc potrzebną do dokonywania tych zmian.
■ Zwracanie się do Boga z prośbą o łaskę oparcia się pokusom, kiedy tylko widzimy, że zaczynają się pojawiać.
Uświęcenie nie jest proste, ale jest możliwe, ponieważ zostaliśmy usprawiedliwieni przez Boga. Nie jesteśmy już zdani na łaskę naszej skażonej natury. Duch Święty przemienia nasze serca i pomaga nam żyć nowym życiem. Może nigdy nie uda nam się ukończyć szkoły Chrystusa, ale możemy czynić postępy i to nawet wielkie postępy. Wystarczy, że zachowamy cierpliwość
w stosunku do samych siebie i będziemy wytrwale przybliżać się do Pana.

PROSTY TEST
Św. Paweł polecił nam badać, czy trwamy w wierze (2 Kor 13,5). Nie jest to skomplikowane. Wystarczy wykonać test składający się z trzech pytań, podobnie jak proces uświęcenia składa się z trzech punktów.
■ Czy zauważasz w sobie wzrost owoców Ducha, takich jak pokój, cierpliwość czy miłość? 
■ Czy widzisz, że zanikają w tobie uczynki ciała – gniew, urazy, oszustwa.?
■ Czy czujesz większą potrzebę troszczenia się o ludzi, których masz wokół siebie, a zwłaszcza o ubogich i potrzebujących?
Jeśli tak, trwa w tobie proces uświęcenia. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Sobota, 1 września
Mt 25,14-30
Bojąc się… (Mt 25,25)
Zgadnij, jakie polecenie pojawia się najczęściej w Biblii. Otóż jest to: Nie lękaj się lub Nie bój się. W liczbie pojedynczej i mnogiej pojawia się ono w Piśmie Świętym 122 razy. Nie mówiąc już o wielu innych sposobach, na jakie Bóg apeluje do swojego ludu, aby nie poddawał się lękom.
Naprawdę szkoda, że człowiek z dzisiejszej Ewangelii nie wziął sobie tych słów do serca. To przecież lęk kazał mu zakopać talent powierzony przez pana. To lęk kazał mu myśleć, że pan jest człowiekiem twardym, a jego oczekiwania są wygórowane. I to lęk sprawił, że znalazł się bez grosza, wyrzucony w ciemności na zewnątrz.
Oczywiście lęk sam w sobie nie jest grzechem. Czasami jest on właściwą reakcją na niebezpieczną sytuację. Lęk wyzwala w nas odruch walki bądź ucieczki w celu ratowania siebie. Popadamy jednak w kłopoty, gdy lęk zaczyna nami rządzić. Jeśli nie opanujemy go, może oddalić nas od Boga. Na przykład kiedy unikamy spowiedzi w obawie, że spotkamy się z potępieniem, lub kiedy bojąc się porażki, zakopujemy nasze dary, zamiast wykorzystywać je dla budowania królestwa Bożego.
Nie pozwalaj na to! Kiedy czujesz narastający lęk, pomyśl, że Bóg jest twoim Ojcem, a nie katem. Przypomnij sobie słowa psalmu: „Miłosierny jest Pan i łagodny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę” (Ps 103,8). A następnie zbierz całą swoją odwagę i postaw kolejny krok. Bóg da ci do tego potrzebną siłę.
Bóg cieszy się, gdy z miłości do Niego przezwyciężamy lęk. Cieszy się, gdy ufamy Jego dobroci i postępujemy w wierze. Nawet jeśli nie wszystko udaje nam się tak, jak byśmy tego pragnęli, mówi do nas: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21). Widzi naszą wiarę, nawet jeśli wydaje nam się ona słaba. Widzi naszą odwagę, nawet gdy my ubolewamy z powodu jej braku.
I ma dla nas odłożoną nagrodę.
„Jezu, pomóż mi pokonać moje lęki”.
1 Kor 1,26-31
Ps 33,12-13.18-21

▌Niedziela, 2 września
Jk 1,17-18.21b-22.27
Wprowadzajcie zaś słowo w czyn. (Jk 1,22)
W dzisiejszym drugim czytaniu Jakub porównuje Pismo Święte do lustra. Czytając słowo Boże lub słysząc je proklamowane podczas Mszy świętej, często odnajdujemy samych siebie. Pismo Święte pomaga nam „osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12), te dobre, jak i te gorsze. Demaskuje naszą pychę, odsłania urazy, obnaża nasze oszustwa, chciwość, pożądliwość. Ale jednocześnie zapewnia, że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Przekonuje, że On nas kocha, a Jego łaska aż nadto wystarczy, żeby zmienić nasze życie.
Choć jednak Bóg pragnie udzielać nam swoich łask, Jakub uczy, że samo słuchanie słowa Bożego to za mało, jeśli chcemy dostrzec znaczącą poprawę w walce z grzesznymi nawykami. Nie spowoduje ono w nas wzrostu darów i cnót. Mamy więc być nie tylko „słuchaczami” słowa Bożego, ale także wprowadzać je w czyn (Jk 1,22).
W celu zilustrowania tej nauki Jakub odwołuje się do sugestywnego obrazu: ten, kto słucha słowa, ale nie wprowadza go w życie, „podobny jest do męża oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był” (Jk 1,23,24). 
Jakub nie mówi tu o słabej pamięci, ale o naszych wyborach i priorytetach. Ludzie „zapominają” to, o czym mówi im słowo Boże, ponieważ inne sprawy są dla nich ważniejsze niż podążanie za Panem.
Słowo Boże ma moc – ale doświadczymy jej na tyle, na ile będziemy na nią otwarci. Czytaj więc Pismo Święte codziennie, ale także zastanawiaj się, jakie konkretne kroki powinieneś podjąć, żeby wprowadzić w życie to, o czym czytasz. Następnie przez cały dzień staraj się postępować zgodnie z tym, co przeczytałeś. Niech przeczytane rano słowo Boże pomaga ci mówić „nie” grzechowi, a „tak” Bogu. Tak czyniąc, „otrzymasz błogosławieństwo” (Jk 1,25) przewyższające twoje oczekiwania!
„Panie, pragnę przyjmować Twoje słowo i wprowadzać je w życie”.
Pwt 4,1-2.6-8
Ps 15,1-5
Mk 7,1-8a.14-15.21-23

▌Niedziela, 9 września
Iz 35,4-7a
Uszy głuchych się otworzą. (Iz 35,5)
Każdej niedzieli wyznajemy naszą wiarę w Boga, „Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Bóg objawia nam swoje ojcostwo w pełnej miłości trosce, jaką otacza wszystkie swoje dzieci. Jakże to pocieszające wiedzieć, że nasz Ojciec jest wszechmogący, że może wszystko! Żadna rzecz nie jest dla Niego niemożliwa.
Jezus jest urzeczywistnieniem wszystkich Bożych planów i spełnieniem wszystkich naszych nadziei.
W Nim otrzymaliśmy obietnicę życia wiecznego. Prorok Izajasz wzywał swój naród: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg (…) On sam przychodzi, by was zbawić”. A wtedy „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą” (Iz 35,4-5). Wszystko to się wypełniło w przyjściu Jezusa. To On sprawił, że oczy niewidomych już przejrzały, a uszy głuchych już się otworzyły.
Kiedy Jezus uzdrowił głuchoniemego, Jego uczniowie zdumiewali się nie tylko samym cudem, ale tym, że oto stali się świadkami wypełnienia Bożych obietnic o Mesjaszu, który zapoczątkuje królestwo Boże na ziemi! Jezus, zapowiedziany i oczekiwany z utęsknieniem Mesjasz, przyszedł na ziemię i zaprosił nas wszystkich do swego królestwa. Czy jednak słyszymy to zaproszenie? 
Czy czasem nie czujesz się, jakbyś miał głuche dzieci? Wołasz je, a one nie przychodzą. Zadajesz im pytanie, ale nie otrzymujesz odpowiedzi. Czy nie sądzisz, że Bóg, mówiąc do nas, również ma powody, by czuć się jak sfrustrowany rodzic? Woła do nas, a my jesteśmy tak pochłonięci swoimi sprawami, że w ogóle Go nie słyszymy. Prosi, byśmy przedstawiali Mu swoje potrzeby, ale nam szkoda czasu na modlitwę.
Jezus pragnie otworzyć nasze uszy, podobnie jak uczynił to głuchoniememu, byśmy mogli usłyszeć Jego słowa miłości. Pragnie, by nasze języki głosiły Jego cuda. Każdy z nas może obwieszczać moc Bożą, której doznaje najpełniej w odpuszczeniu grzechów, i ogłaszać, że Bóg wypełnił w Chrystusie wszystkie swoje obietnice. Nie żałujmy czasu, by słuchać Bożego słowa, które ma moc napełnić nas mądrością i miłością. Z radością głośmy wszystkim, których spotykamy, dobrą nowinę o zbawieniu.
„Jezu, otwórz moje uszy, abym mógł słyszeć Twoje słowa i głosić Twoją chwałę”
Ps 146,6-10
Jk 2,1-5
Mk 7,31-37

▌Niedziela, 16 września
Mk 8,27-35
Zejdź mi z oczu, szatanie. (Mk 8,33)
Wyobraź sobie minę św. Piotra w momencie, gdy usłyszał takie słowa od Jezusa. W ułamku sekundy szeroki uśmiech musiał zniknąć z jego twarzy.
Czy Piotr kochał Jezusa, kiedy mówił do Niego: „Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,29)? Tak! Czy kochał Jezusa, gdy namawiał Go, aby uniknął krzyża? Tak! Piotr w obu tych sytuacjach kochał Jezusa z całego serca, chociaż w pierwszym przypadku jego reakcja pochodziła z Bożego natchnienia, a w drugim – nie.
Skoro nawet wielki św. Piotr miał problemy z odróżnieniem Bożej prawdy od nie-Bożej pokusy, to czy jest jakaś nadzieja dla nas? Oczywiście, bywają chwile, kiedy nietrudno wyczuć wpływ diabła. Ale przecież zdarza się również, że pomimo całej naszej czujności i uczciwości, i tak popełniamy błędy.
Co więc mamy robić w takich chwilach, gdy mówimy coś w dobrej wierze, ale okazuje się, że źle zrozumieliśmy sytuację i nasze słowa były zupełnie nie na miejscu?
Po pierwsze, po prostu uznajmy, że nie zawsze mamy rację. Nawet przy najlepszych intencjach będziemy popełniać błędy i ranić innych. Może nawet się zdarzyć – co jest upokarzające, ale prawdziwe – że nasze dobre, wydawałoby się, intencje, ostatecznie posłużyły diabelskim celom. Chwała Bogu za Jego miłosierdzie i cierpliwość!
Po drugie, pamiętajmy, że Duch Święty chce uczyć nas, jak mamy żyć. Paweł mówi, że choć mądrość Boża jest nieogarniona, my „znamy zamysł Chrystusowy” (1 Kor 2,16). Oznacza to, że jesteśmy w stanie nauczyć się rozeznawać, co pochodzi od Boga.
Z czasem Piotr nauczył się lepiej rozpoznawać Boży głos i oceniać własne intencje. Dzięki temu stał się bar-
dziej skutecznym narzędziem łaski Bożej. My także mamy taką szansę. Uwierzmy, że możemy poznać „zamysł Chrystusowy” i że prowadzi nas Duch Święty.
„Panie, pokaż mi swoje drogi, abym mógł rozpoznać Twoją wolę”.
Iz 50,5-9a
Ps 116,1-6.8-9
Jk 2,14-18

▌Niedziela, 23 września
Mk 9,30-37
Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. (Mk 9,31)
Co za zdumiewająca zapowiedź! Rozpoczynając wędrówkę do Jerozolimy, Jezus mówi swoim uczniom – i nam – że zostanie wydany w nasze ludzkie ręce i bezbronny pozwoli nam zadecydować, co się z Nim stanie. Będzie tak, jak zapowiedział prorok Izajasz: „Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich” (Iz 53,7).
Stoi to w mocnej opozycji do wszystkiego, co działo się z Jezusem wcześniej. Od chwili swojego pojawienia się na scenie wydarzeń Jezus był w centrum zainteresowania – uzdrawiał, spierał się z przeciwnikami, uciszał burze, rozmnażał chleb. Zawsze obejmował przewodnictwo. Zawsze przemawiał z autorytetem. To On nadawał bieg akcji, ale na krzyżu, w jej kluczowym momencie, pozostał cichy, pokorny i bezbronny.
Było to absolutnie zgodne z Bożym planem. Jezus przyszedł jako dar Boga dla nas. Dar nie mówi obdarowanemu, jak ma go używać. Jezus pozostawił nam decyzję, w jaki sposób zechcemy Go przyjąć. Nie musieliśmy Go odrzucać, jak uczyniło to wielu z Jego rodaków. Nie musieliśmy zapierać się Go, jak zrobił to Piotr. Nie musieliśmy Go zabijać, jak zadecydowali Żydzi, a uczynili Rzymianie. Mogliśmy Go zaakceptować i przyjąć Jego przesłanie o zbawieniu. Postąpiliśmy jednak inaczej.
A mimo to Bóg wydał Go w nasze ręce. Nie cofnął swego daru.
Także dziś Bóg nie przestaje wydawać Jezusa w nasze ręce. Dzieje się to na wszystkich Mszach świętych, na wszystkich ołtarzach, we wszystkich procesjach komunijnych. Jezus wydaje się w nasze ręce jako Boży dar zbawienia. Nikt z nas nie jest godny Go przyjąć. Nikt z nas nie przyjmuje Go w pełni, tak jak by się należało. To Go jednak nie powstrzymuje. Wciąż wydaje siebie nam, grzesznym ludziom. Wciąż ofiarowuje nam zbawienie. Odpowiedzmy na Jego dar, oddając Mu samych siebie.
„Panie, nie jestem godzien Ciebie przyjąć. Ale, proszę, kieruj do mnie dalej swoje słowo, abym mógł zostać zbawiony”.
Mdr 2,12.17-20
Ps 54,3-6.8
Jk 3,16--4,3

▌Niedziela, 30 września
Lb 11,25-29
Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. (Lb 11,26)
Wiemy dobrze, że Mojżesz był napełniony Duchem Pańskim. Dzisiejsze czytanie mówi nam, że Bóg wziął z jego ducha i napełnił nim siedemdziesięciu starszych Izraela. Niestety dwóch spośród starszych, Eldad i Medad, nie znajdowało się razem ze wszystkimi, kiedy to się wydarzyło. To jednak nie powstrzymało Boga. Ku zaskoczeniu wszystkich duch prorocki zstąpił również na Eldada i Medada, chociaż pozostali w obozie. Słysząc tę wiadomość, Mojżesz stwierdził: „Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!” (Lb 11,29).
Podobną historię znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan mówi do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Apostołowie surowo osądzili człowieka, który próbował wprawdzie wypełniać wolę Boga, ale nie tak, jak oni by tego oczekiwali. Jednak Jezus odpowiedział: „Przestańcie zabraniać mu (…) Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9,39). W obu tych historiach Bóg działał inaczej, niż spodziewali się tego ludzie.
Wierzymy, że także dziś Duch zstępuje na każdego ochrzczonego, który przyjmuje Jezusa przez wiarę. Jak powiedział Piotr: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko” (Dz 2,39). To „daleko” obejmuje także nas. Podobnie jak Mojżesz, starsi Izraela, Apostołowie i człowiek upominany przez Jana, otrzymaliśmy Ducha Świętego, który w nas zamieszkuje. My także mamy być prorokami.
Być dziś prorokiem nie znaczy wołać na pustkowiu, jak to robił Jan Chrzciciel. Nie oznacza przemawiania do królów i książąt, jak robili to Jeremiasz i Amos. Prorok to ktoś, kto niesie światu Jezusa i Jego słowa. To właśnie jest naszym zadaniem. Jezus prosi, byśmy dawali świadectwo o Jego miłosierdziu, dobroci i zbawieniu. I abyśmy czynili to z sercem pełnym Jego miłości.
Gdyby był dziś z nami Mojżesz, powiedziałby każdemu z nas: „Mocą Ducha Świętego jesteś prorokiem. Idź więc i głoś słowo Boga poranionemu światu. Pragnę, by wszyscy należący do Kościoła podjęli to wezwanie”.
„Panie, pomóż mi być Twoim prorokiem”.
Ps 19,8.10.12-14
Jk 5,1-6
Mk 9,38-43.45.47-48 ▐


MAGAZYN:

Długo i szczęśliwie
Program duszpasterski dla małżeństw

Chris LeBlanc, inżynier chemik, oraz Regan Setliff, pielęgniarka, poznali się i poczuli do siebie sympatię już w szkole średniej. Po siedmiu latach nieprzerwanego chodzenia ze sobą, w 2017 roku zaczęli przygotowywać się do zawarcia małżeństwa. Chociaż niektórzy uważali ich ślub za kulminację bajkowego wręcz romansu, nie pojawiła się na nim żadna dobra wróżka, aby obsypać ich darami. Młoda para już wcześniej odkryła, że jest prowadzona przez o wiele ważniejszego przewodnika – Ducha Świętego. 
Obydwoje wychowywali się w stabilnych rodzinach katolickich. Jednak Chris, podobnie jak wielu młodych ludzi, zaczął kwestionować naukę katolicką i podczas studiów stopniowo oddalił się od Kościoła. „Nie miałem żadnego powodu, żeby wracać” – mówi Chris. „W moim życiu wszystko układało się doskonale. Miałem świetną dziewczynę, studia szły mi dobrze, moja rodzina także była wspaniała”. Nic więc dziwnego, że perspektywa kursu przedmałżeńskiego nie wzbudziła w nim entuzjazmu. Regan poprosiła go jednak, aby z otwartym umysłem wziął wraz z nią udział w nowym programie diecezjalnym dla małżeństw, Świadkowie miłości
Kiedy Chris dowiedział się, jak intensywny jest to program, zareagował niechęcią. Nie chodziło jedynie o kilka krótkich spotkań w parafii. Wraz z narzeczoną musieli wybrać sobie parę mentorską i regularnie spotykać się z nimi na wspólnych posiłkach i rozmowach o małżeństwie. Dodatkowo wymagano od nich oglądania filmików, wypełniania specjalnego zeszytu oraz wykonywania innych zadań, a ponadto spotkań z kapłanem i udziału w rekolekcjach małżeńskich.
Jednak wkrótce po rozpoczęciu programu Chris uświadomił sobie, jak wiele dowiaduje się o sobie samym, o małżeństwie i o Bogu. Dziś mówi, że zachęta Regan do udziału w programie była jedną z najważniejszych przysług, jakie mu kiedykolwiek oddała.

UCZENIE SIĘ
OD „NORMALNYCH LUDZI”
Chris i Regan wybrali sobie za mentorów małżeństwo Raymonda i Becky Rodriguezów, którzy obchodzili właśnie czterdziestą piątą rocznicę ślubu. Rodriguezowie byli na organizowanej przez parafię pielgrzymce wraz z matką Chrisa i zostali przyjaciółmi rodziny, co pomogło Chrisowi i Regan nawiązać z nimi bliską relację. Raymond był silnym, mrukliwym mężczyzną, nieskorym do kontaktów z innymi. Becky była spokojna, ciepła i otwarta. Obie pary zaczęły spotykać się regularnie w domu Rodriguezów.
„Raymond i Becky stali się dla nas żywym przykładem” – mówi Regan. „Pomogli mi lepiej zrozumieć moją rolę jako mężczyzny, w tym także potrzebę całkowitego otwarcia wobec Regan” – dodaje Chris.
Z kolei Raymond mówi: „Nie lukrujemy niczego, opowiadając im o różnych naszych przejściach. Szczerze mówimy o trudnych sytuacjach w naszym małżeństwie, zwłaszcza w czasie wychowywania dzieci, oraz tragedii, jaką przeżyliśmy”. Chociaż problemy te mogły oddalić ich od Boga, Raymond i Becky twierdzą zgodnie, że wspólne zwracanie się do Niego pomogło im krok po kroku przezwyciężać trudności.
Współzałożycielka programu Świadkowie miłości, Mary-Rose Verret, uważa, że oparty na współpracy par małżeńskich program działa, ponieważ młodzi ludzie wolą dowiadywać się, czym jest małżeństwo, od „normalnych ludzi”, niż korzystać z rad ekspertów.
Zarówno Regan, jak i Chris są zdania, że wskazówki i przyjaźń Rodriguezów pomogły im lepiej przygotować się nie tylko do ślubu, ale też do przyszłego wspólnego życia i związanych z nim nieuniknionych wyzwań. Rozumieją, że aby żyć „długo i szczęśliwie”, trzeba wiele wysiłku, oddania i poświęcenia, a przede wszystkim pomocy łaski Bożej.

NA SOBIE NAWZAJEM
I NA BOGU
Pierwsze efekty programu Świadkowie miłości w diecezji Lafayette wskazują, że skutecznie pomaga on małżonkom trwać w małżeństwie. Przez cztery lata po pełnym wdrożeniu programu wskaźnik rozwodów w parafii utrzymuje się na zerze (wcześniej wynosił 23%).
Obok wskazówek pary mentorskiej program oferuje także praktyczne sugestie, które mają pomóc młodym małżonkom w rozwiązywaniu problemów. „Raymond i Becky zawsze zapewniali nas, że znajdziemy w sobie siłę do wzajemnej komunikacji. Oczywiście nieporozumienia i kłótnie będą się zdarzać. Ale ważne, by koncentrować się na sobie nawzajem i na Bogu”– mówi Regan.
Na przykład, w połowie swojego narzeczeństwa Chris i Regan pokłócili się w sprawie wesela. Miała to być skromna i prosta uroczystość, ale oboje byli tak pochłonięci uczelnią, rozdaniem dyplomów, przeprowadzką i ślubem, że kolejny pojawiający się problem podziałał im na nerwy. Rozpętała się kłótnia i Regan uznała, że ma wszystkiego dosyć. Nie czując się na siłach, by dalej rozmawiać, zirytowana wsiadła do samochodu, zamierzając pojechać do domu.
Wprowadzając w życie to, czego uczono w programie, Chris wyszedł do niej, poprosił, żeby spuściła szybę, i powiedział, że nie chce, by odjechała zdenerwowana i w złości. Poprosił, żeby jeszcze raz na spokojnie powiedziała, co czuje. Tego właśnie potrzebowała. Zobaczyła, że Chrisowi przeszkadza nie to, że jest zdenerwowana, ale to, że nie powiedziała mu dlaczego. Cała ta sytuacja przypomniała Regan, dlaczego zakochała się w Chrisie i w rezultacie narzeczeni jeszcze bardziej zbliżyli się do siebie.

WIĘCEJ REALIZMU
Bardziej osobiste i konkretne przygotowanie do małżeństwa – które ma swoją kontynuację także po ślubie – to nowe podejście w duszpasterstwie małżeństw w Stanach Zjednoczonych.
Ks. Garrett McIntyre, proboszcz parafii św. Bernarda w Breaux Bridge w stanie Luizjana, był jednym z pierwszych propagatorów programu Świadkowie miłości. „Ja sam mogę przedstawić narzeczonym teologię małżeństwa, ale możliwość usłyszenia tego od doświadczonych małżonków w atmosferze wzajemnego zaufania ma zasadnicze znaczenie” – wyjaśnia. Jego zdaniem w społeczeństwie przywiązującym tak wielką wagę do zewnętrznej oprawy wesela – stroju, sali, menu itd. – bardzo pozytywne jest to, że pary uczestniczące w programie oczekują z radością wspólnego życia w małżeństwie, a nie tylko dnia ślubu. „Ludzie zapomnieli, czym jest małżeństwo chrześcijańskie. Potrzebna jest formacja” – dodaje.
Chris i Regan doświadczyli tego osobiście, gdy w programie pojawił się problem seksu przedmałżeńskiego. Po sześciu latach chodzenia ze sobą uznali, że nadszedł czas na rozpoczęcie współżycia, i tak też zrobili. Jednak po rozmowie z Raymondem, Becky i ze sobą nawzajem, doszli do wniosku, że to, co im się wydawało, niekoniecznie było słuszne. Seks zakłada więź fizyczną i duchową, a Bóg stworzył go w określonym celu. Chris wyznaje, że otworzyły mu się oczy na to, czym jest pożądliwość. Ostatecznie Chris i Regan postanowili resztę swego narzeczeństwa przeżyć w czystości. Oboje z Regan mówią, że nigdy nie czuli się oceniani czy osądzani przez Rodriguezów, którzy nie wywierali na nich presji, ale łagodnie prowadzili ich ku głębszemu zrozumieniu seksu i małżeństwa.

DAR, KTÓRY POWRACA
Podobnie jak inni mentorzy programu, Raymond i Becky są wdzięczni za łaski, jakie przyniósł on ich małżeństwu – umocnienie wzajemnej więzi, większe zrozumienie siebie i uświadomienie sobie, jak daleko zdołali już zajść. Byli już mentorami kilku par i do tej pory są z nimi w kontakcie. Wspominając Regan i Chrisa, którzy wzięli ślub w kwietniu, Rodriguezowie nie ukrywają, że są pod wrażeniem dojrzałości ich relacji. „Doskonale komunikują się ze sobą. Nam dojście do tego zajęło trzydzieści pięć lat!” – zauważa Raymond.
Potwierdza to Becky, mówiąc, że jej mąż był zawsze milczącym, zamkniętym w sobie człowiekiem, który nie potrafił wyrażać swoich uczuć. „Teraz nie mogę go uciszyć” – śmieje się. Ich miłość jest niemal dotykalna. Nietrudno zobaczyć, że promieniujące na innych światło ich małżeństwa jest częścią Bożego planu. ▐


Od imprezowicza do księdza

Słowa, które zmieniły moje życie

Kiedyś byłem dobrym katolikiem. Chodziłem na spotkania grupy młodzieżowej, a nawet w wieku lat jedenastu wstąpiłem do Niższego Seminarium Duchownego w Hiszpanii. Jednak z czasem zarzuciłem to wszystko. Co takiego się stało?
Zaczęło się od tego, że odczułem brak wolności. Uznałem, że bycie z Bogiem nie pozwala mi na bycie sobą. Katolicyzm odbierałem jako religię zakazów. Chodziłem do kościoła, żeby uszczęśliwić moją mamę. Innych powodów nie widziałem. A Bóg, gdzie On był? Czy doświadczałem Jego miłosierdzia, miłości, przebaczenia? Może kiedyś, gdy byłem młodszy. Teraz jednak to wszystko odeszło w niepamięć.
Opuściłem więc seminarium i pojechałem do Madrytu na studia, chcąc zostać nauczycielem angielskiego. Moim największym marzeniem było podróżowanie po świecie i poznawanie wielu ludzi. I rzeczywiście, kogo ja nie poznałem!

ROZRYWKA, WOLNOŚĆ
I OSZUSTWA
Mieszkałem najpierw we Francji i w Walii, potem odważyłem się na wyjazd do Berkeley w Kalifornii i do Nowego Jorku. Byłem zafascynowany tym nowym dla mnie światem. Czułem się wolny, szczęśliwy, miałem poczucie sukcesu. Jednak wciąż czegoś mi brakowało, postanowiłem więc przenieść się tam, gdzie miałem większe szanse na zdobycie pieniędzy i stabilizacji. Przeprowadziłem się do Los Angeles, gdzie zaznałem „szczęścia” wysokiej pensji. Nikt tam nie pytał mnie, czy chodzę w niedzielę do kościoła i czy się modlę.
Stopniowo moja wiara, Bóg i to wszystko, co niegdyś uważałem za dobre i święte, stało się odległym wspomnieniem. Miałem dwadzieścia parę lat i sądziłem, że jest to dobry czas, by się bawić, flirtować, a może nawet spróbować narkotyków. Stałem się rozrywkowym facetem, który w ciągu dnia pracował, a w nocy balował. Który zapominał, że istnieje niedziela, a nawet Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Stopniowo stałem się antyreligijny. I sądziłem, że jestem wolny.
Moje życie bez Boga trwało dziesięć lat. W tym czasie ani razu nie byłem u spowiedzi. Okłamywałem przez telefon moją mamę i dawnych przyjaciół. Okłamywałem też siebie i Boga. Najgorsze było to, że doskonale się z tym czułem. Na szczęście moja mama modliła się za mnie przez cały ten czas.

„NIE BÓJ SIĘ”
W Los Angeles dużo piłem, jeszcze więcej flirtowałem i bawiłem się na licznych imprezach. Nigdy nie uważałem się za złego człowieka. Po prostu żyłem tak, jak mi się podobało. Żadnych zobowiązań. Nikt nie przypominał mi o Bogu. Nikt nie krytykował tego, na co wydaję pieniądze. Sądziłem, że szczęście polega na życiu samemu, nie tylko fizycznie, ale także emocjonalnie. Wszyscy hiszpańscy przyjaciele zazdrościli mi życia w Los Angeles, wydawało mi się więc, że odniosłem sukces. Jednak wtedy, kiedy czułem się najszczęśliwszy, wydarzyło się coś złego. Rozstaliśmy się z moją dziewczyną. Wtedy naprawdę poczułem się sam.
Naturalnie próbowałem złagodzić swój ból alkoholem, więc wschód słońca zwykle zastawał mnie w stanie najgorszym z możliwych. Wracałem do domu chwiejnym krokiem z nadzieją, że nowy dzień okaże się najlepszym lekarstwem. Kiedy pewnego ranka obudziłem się i otworzyłem oczy, zobaczyłem coś, co zmieniło moje życie.
Telewizor był włączony i akurat nadawano transmisję z pogrzebu Jana Pawła II. Na pasku widniał powtarzany przez niego często werset Ewangelii: „Nie lękajcie się”.
W ułamku sekundy zobaczyłem ostatnie dziesięć lat swojego życia. Następnie przypomniałem sobie czas, gdy byłem wolny od użalania się nad sobą i niszczenia siebie. Słowa „Nie lękajcie się” nagle uświadomiły mi, że chociaż prowadziłem życie według świata, a nie według Boga, On mnie nie opuścił.
Wtedy, przed telewizorem, rozpłakałem się jak dziecko. Czułem się zagubiony i nagi, zastanawiałem się, jak w ogóle Bóg może kochać człowieka, jakim się stałem. Potem przypomniałem sobie, jak mama uczyła mnie modlitwy. Z drżeniem zacząłem odmawiać Ojcze nasz, ale musiałem przerwać, bo szloch odebrał mi mowę.

„CZY OSZALAŁEŚ?”
Przez następne dziewięć miesięcy płakałem dużo, a zwłaszcza, kiedy opowiadałem mamie przez telefon o moim nowym pragnieniu Boga. Pragnienie to było tak głębokie, że wszystko wokół wydawało mi się nowe. Moja pierwsza spowiedź po dziesięciu latach nadawałaby się na książkę. Biedny ksiądz! Nic jednak nie miało znaczenia, gdyż na nowo zakochałem się w Bogu.
Bóg jednak pragnął ode mnie jeszcze więcej. Pewnego dnia, kiedy słuchałem homilii na Mszy, przeszło mi przez myśl: „Ja też tak chcę. Chcę mówić światu o Bożej miłości, miłosierdziu i przebaczeniu”.
„A więc dlaczego tego nie zrobisz?” – odezwał się cichy głos Boga.
„Ja? Księdzem? Boże, czy Ty oszalałeś?”
Zacząłem szukać wymówek: „Czy zapomniałeś o tym, co robiłem?”.
Bóg przywołał wtedy w mojej pamięci obraz tamtej pierwszej spowiedzi po latach. „Pamiętasz? Tak, właśnie wtedy o wszystkim zapomniałem. Nie bój się więc, bo Ja zawsze jestem z tobą”. Rozpłakałem się znowu – było to tak zaskakujące! Od tej chwili pragnienie zostania księdzem narastało we mnie jak burza. Trzydzieści razy na dobę mówiłem „tak”, a następnie zmieniałem zdanie. Rozmawiałem z księżmi o ich powołaniu, zawsze jednak zastrzegając się, że proszę o informacje „dla kolegi”. Wciąż się bałem. I wciąż słyszałem: „Nie lękaj się”.
W końcu pewnego dnia na modlitwie, kiedy patrzyłem na Jezusa, a On patrzył na mnie, wypowiedziałem swoje nieśmiałe, oporne „tak”. Moje życie zmieniło się po raz kolejny i spełniło się moje kolejne marzenie.

BÓG SZUKA CIEBIE
Jeśli jesteś rodzicem cierpiącym z powodu złych wyborów dziecka, jeśli jesteś zagubiony i żyjesz bez Boga, jeśli potrzebujesz Bożego przebaczenia, mówię ci to ze swojego doświadczenia: Nie lękaj się. Bóg szuka ciebie i pragnie cię kochać aż do końca. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 9 (301) 2018 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO WRZEŚNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowany „Droga do chwały nieba” poświęcony jest nauczaniu św. Pawła na temat trzech etapów drogi prowadzącej do nieba. W kolejnych artykułach znajduje się wyjaśnienie, jak rozumieć nasze usprawiedliwienie, uświęcenie i wyniesienie do chwały, o których mówił Apostoł Narodów. 
W Magazynie proponujemy dwa inspirujące teksty dotyczące duszpasterstwa małżeństw: „Długo i szczęśliwie” oraz „Jezus - <<z niewielkim dodatkiem kawy>>” o powstaniu programu „Świadkowie miłości” dla małżeństw. Ponadto dwa poruszające świadectwa duchowego wzrostu: „Od imprezowicza do księdza” i „Być blisko płomienia” oraz odpowiedź na Naszą ankietę „Błogosławieństwo starości” pod tytułem „Każdego dnia dziękuję Bogu”. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Fabrice Hadjadja „Apostolat czasów apokalipsy”, która szuka odpowiedzi na pytanie, jak być chrześcijaninem współcześnie, w czasach wielkich przemian i proponuje, by życie w trudnych czasach traktować jak wyzwanie i wyjątkową szansę.  

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Twoja wiara cię ocaliła
Cud usprawiedliwienia................................................. 4

Wspólnie wyznajemy…
Katolicy i luteranie o usprawiedliwieniu..................... 9

Zabiegajcie o własne zbawienie…
Proces uświęcenia.........................................................10

Nic nie zdoła nas odłączyć…
Nadzieja chwały............................................................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 września............................................................21

MAGAZYN

Długo i szczęśliwie
Program duszpasterski dla małżeństw
– Theodore Mahne............................................................48

Jezus – „z niewielkim dodatkiem kawy”
Początki programu Świadkowie miłości..................... 52

Od imprezowicza do księdza
Słowa, które zmieniły moje życie
– ks. Gregorio Hidalgo.............................................. 53

Być blisko płomienia
Wspólnota akademicka pomogła mi zachować wiarę
– Mariah Godde........................................................ 56

Każdego dnia dziękuję Bogu – odpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”................................... 60

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej. Chodziłem do katolickich szkół. Nigdy nie opuszczałem Mszy świętej. Szczerze chciałem dostać się do nieba. No i jeszcze prosiłem Maryję, żeby pomagała mi wygrywać turnieje golfa. Mimo to jednak nie znałem Jezusa. Oczywiście wiedziałem, że umarł na krzyżu, ale nie miałem pojęcia, że Jego miłość jest skierowana do mnie osobiście. Moją wiarę można by określić jako przekonanie, że należy być dobrym człowiekiem, dawać coś z siebie i nikogo nie krzywdzić.
Wszystko to zmieniło się, gdy w 1971 roku poszedłem na spotkanie modlitewne. To właśnie wtedy odkryłem, kim jest Jezus i co dla mnie uczynił. Mam nadzieję, że moja żona, Felicja, nie będzie miała nic przeciwko temu, gdy powiem, że była to najpiękniejsza chwila mojego życia.
Kiedy patrzę na takie osoby, jak Piotr, Paweł, Maria Magdalena, celnik Zacheusz i wielu innych, widzę, że przeżyli oni dokładnie to samo doświadczenie co ja. Spotkali Jezusa i coś w ich wnętrzu powstało do życia. Za łaską Boga odkryli, kim jest ten Człowiek, i odtąd ich życie nigdy już nie było takie samo.
W tym numerze „Słowa wśród nas” chcemy przyjrzeć się temu doświadczeniu, rozważając trzy główne punkty nauczania św. Pawła: usprawiedliwienie, uświęcenie i wyniesienie do chwały. Usprawiedliwienie jest tym, co odkryłem idąc na swoje pierwsze spotkanie modlitewne. Uświęcenie, czyli proces wzrastania w świętości, ma miejsce po usprawiedliwieniu. Jesteśmy uświęcani, gdy prosimy Jezusa o łaskę porzucania naszych grzesznych nawyków i rozwijania cnót. Wyniesienie do chwały ma miejsce po śmierci, gdy w niebie zostaniemy uwolnieni od wszelkiego grzechu i cierpienia oraz napełnieni chwałą Bożą.
Jak powiedziałem, po tym spotkaniu modlitewnym moje życie zmieniło się na zawsze. Od tego momentu zapragnąłem codziennie stawać się coraz bardziej podobny do Jezusa. Zapragnąłem się uświęcić. Wymaga to z mojej strony wysiłku, ale wiem, że Bóg przez cały czas udziela mi swojej łaski, gdy modlę się, przystępuję do sakramentów i służę tym, których mam wokół siebie.
Codziennie staram się składać całą moją nadzieję w Jezusie i Jego zmartwychwstaniu. Codziennie po przebudzeniu oddaję Mu pierwsze uczucia mojego serca. Dziękuję za to, co uczynił dla mnie i dla nas wszystkich. Proszę, by pobłogosławił mnie i moją rodzinę na nadchodzący dzień. Następnie wstaję i staram się być Jego uczniem.
Usprawiedliwienie. Uświęcenie. Wyniesienie do chwały. Te trzy pojęcia są dla mnie ogromną pomocą w przybliżaniu się do Jezusa i jestem niezwykle wdzięczny św. Pawłowi za to, że je nam wyjaśnił! Jestem pewien, że refleksja nad nimi pomoże także i wam pogłębić wiarę, pełniej doświadczyć miłości Boga i nabrać zapału, by żyć dla Jezusa. Niech Bóg błogosławi nam wszystkim.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Twoja wiara cię ocaliła
Cud usprawiedliwienia

Św. Paweł jest jednym z najważniejszych teologów Kościoła. Jego pisma, powstałe przed wiekami, wciąż wskazują drogę wierzącym i umacniają Kościół. W listach Pawła możemy znaleźć różnorodne style i gatunki, od precyzyjnych stwierdzeń doktrynalnych i zażartych sporów w kwestiach duszpasterskich, po płomienne hymny uwielbienia i osobiste wyznania płynące prosto z serca. Jednak te wszystkie zróżnicowane teksty autorstwa Pawła są konsekwencją jednego wydarzenia – jego dramatycznego spotkania ze zmartwychwstałym Panem na drodze do Damaszku. Paweł, dawny prześladowca Kościoła, stał się oddanym Apostołem Chrystusa i pozostał nim już na zawsze.
Przyjrzyjmy się przesłaniu głoszonemu przez Pawła, skupiając się na trzech jego głównych punktach: na cudzie usprawiedliwienia, procesie uświęcenia i nadziei chwały. Znajdujemy te punkty praktycznie w każdym liście św. Pawła, jednak najbardziej precyzyjnie są one wyjaśnione w Liście do Rzymian, stanowiącym szczyt jego myśli teologicznej. Mamy nadzieję, że lepsze zrozumienie nauczania Pawła pomoże nam głębiej doświadczyć miłości Boga i bardziej upodobnić się do Chrystusa.
Są to wspaniałe obietnice! Przystąpmy więc do dzieła. Zacznijmy od nauki Pawła na temat usprawiedliwienia.

WSZYSCY ZGRZESZYLI
Wyobraź sobie, że popełniłeś straszliwą zbrodnię. Zabiłeś kogoś lub wysadziłeś budynek w powietrze. Zostałeś aresztowany i spotykasz się ze swoim adwokatem. On jednak radzi ci przyznać się do winy w nadziei na złagodzenie wyroku. Zarówno on sam, jak i sędzia wraz z prokuratorem wiedzą, że jesteś winien, toteż właściwie nie masz innego wyjścia.
W podobny sposób Paweł opisał sytuację każdego z nas. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wszyscy jesteśmy winni. Nasze przestępstwo jest poważne, a obciążające nas dowody oczywiste. Nie jesteśmy w stanie zadośćuczynić za nasze nieposłuszeństwo wobec Boga, za grzechy popełnione przeciwko sobie nawzajem i za szkody wyrządzone tej ziemi. Grzechów jest po prostu za dużo. Powołując się na fragmenty psalmów, św. Paweł mówi nam: „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi” (Rz 3,10-12).
Jest to wprawdzie dosyć ponury obraz naszej sytuacji, ale wystarczy krótkie spojrzenie na pierwsze strony gazet – jak również w głębiny naszych serc – by przekonać się, jak bardzo jest on trafny. Wszyscy jesteśmy winni i w żaden sposób nie da się tego zatuszować. A kiedy weźmiemy pod uwagę, jak święty, czysty i doskonały jest Bóg, nasza sytuacja wydaje się jeszcze gorsza. Nikt z nas nie jest godzien stanąć w Jego obecności. Nasz grzech jest zbyt wielki.

MIŁOSIERNY WERDYKT
Jednak Ewangelia niesie nam dobrą nowinę o tym, że Bóg nie pozostawił nas w tych ciężkich tarapatach. Posłał na świat swego Syna, aby wybawił nas od samych siebie. Umierając na krzyżu, Jezus uwolnił nas spod władzy grzechu. Wziął na siebie jego konsekwencje; odkupił nas, stał się „dla nas grzechem” i przygwoździł nasze grzechy do krzyża (2 Kor 5,21; Kol 2,13-14). Umierając i zmartwychwstając dla nas, Jezus usprawiedliwił nas przed Bogiem i przed sobą nawzajem.
Skutkiem śmierci Jezusa było coś, co można porównać do uniewinnienia przez sąd. To usprawiedliwienie nie jest wynikiem naszych wysiłków. Otrzymujemy je, przyjmując z wiarą dar odkupienia dany nam przez Jezusa. Nie jesteśmy w stanie na nie zasłużyć. Możemy jedynie je przyjąć – pokornie i z wdzięcznością.
Powróćmy teraz do twojej hipotetycznej zbrodni. Stajesz przed sądem i idąc za radą swojego prawnika, przyznajesz się do winy. Z ciężkim sercem czekasz na wyrok. „Jak długo będę w więzieniu?” – zastanawiasz się. „Czy kiedykolwiek wyjdę na wolność? Kto zajmie się moją rodziną?”
W tym momencie wydarza się coś przedziwnego. Sędzia odkłada młotek, zdejmuje togę i opuszcza ławę sędziowską. Podchodzi do ciebie, przytula cię i mówi: „Nie martw się, nie pójdziesz do więzienia. Wystarczy mi to, że przyznałeś się do winy. Chciałem się tylko przekonać, że masz wolę zmienić swoje życie. Możesz odejść, sprawę wyroku biorę na siebie”.
Wyobraź sobie uczucie ulgi, wdzięczności i radości, które ogarnia cię w tym momencie. A to zaledwie mała próbka tego, co dzieje się, gdy Bóg zdejmuje z nas winę i otwiera przed nami niebo.

MIŁOŚĆ I HOJNOŚĆ
Ostatnio jeden z pracowników amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” opowiedział nam inną historię, dobrze ilustrującą miłość, która każe Bogu nas usprawiedliwić. Przed kilkoma tygodniami w ogłoszeniach duszpasterskich podczas Mszy świętej proboszcz powiedział: „Dowiedziałem się, że kilka rodzin chciałoby posłać dzieci do naszej szkoły parafialnej, ale nie stać ich na czesne. Nie chcę nikogo odsyłać, więc postanowiłem utworzyć fundusz stypendialny i proszę wszystkich obecnych o wsparcie finansowe. Troszczmy się o siebie nawzajem!”.
W odpowiedzi na ten apel wszyscy, którzy tylko mogli, złożyli datki lub zobowiązali się do systematycznych wpłat. Stypendia zostały ufundowane i wszystkie potrzebujące rodziny mogły kształcić swoje dzieci w tej szkole. Paweł mówi nam o czymś podobnym. Dzięki miłości i hojności Boga Jezus wziął na siebie ciężar naszej winy. Uczynił to, czego my o własnych siłach nie bylibyśmy w stanie uczynić, aby móc prowadzić święte życie.

WYZNAJ WIARĘ
W Liście do Rzymian Paweł daje nam prostą formułę opisującą, jak zostać usprawiedliwionym przez krzyż Jezusa. „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9). Nie są to, ściśle rzecz biorąc, słowa Pawła. Prawdopodobnie pochodzą one z bardzo wczesnego wyznania wiary odmawianego przez chrześcijan, gdy gromadzili się na sprawowanie Eucharystii.
To proste wyznanie mówi nam, że wiara w Jezusa jest gwarancją naszego zbawienia i wejścia do nieba. Zbawienie jest osiągalne dla nas wszystkich, niezależnie od tego, czy jesteśmy dobrymi i prawymi ludźmi, czy też wpadliśmy w pułapkę jakichś grzechów. Jest to kwestia uwierzenia w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, przyjęcia chrztu w Jego imię oraz wyznania, że Jezus jest Panem.
Coś podobnego przydarzyło się rzymskiemu setnikowi Korneliuszowi. Kiedy przyszedł do niego Piotr, aby ogłosić mu Chrystusa, Korneliusz przyjął jego przesłanie całym sercem. „Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki”. Widząc, że zostali napełnieni Duchem Świętym, Piotr zapytał: „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my?” (Dz 10,44.47). Odpowiedź była oczywista i wszyscy zostali ochrzczeni.
W każdą niedzielę, odmawiając Credo nicejskie, wyznajemy ustami i wierzymy sercem, że Jezus jest naszym Panem i Zbawicielem. Dlatego mówimy: „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba” oraz „Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany”. Dla nas. Dla mnie. Tak, wierzę, Panie.
Odmawiając Credo, wyznajemy Ojcu, że przyjmujemy dany nam przez Niego dar zbawienia. Powtarzając to wyznanie podczas każdej niedzielnej Mszy świętej, ogłaszamy również, że chcemy, aby ten dar zbawienia stał się fundamentem naszego życia. Nie ma to być jednorazowe wyznanie, ale wciąż odnawiana decyzja, aby żyć w sposób godny dzieci Bożych.
Odmawiane systematycznie Pawłowe wyznanie wiary lub Credo nicejskie przypomina słowa „Kocham cię”, wypowiadane często przez mężów i żony. Powtarzanie tych słów nigdy ich nie nuży, gdyż za tym ustnym wyznaniem stoi przekonanie wewnętrzne. Wiemy dobrze, jak ważne są te słowa dla każdego z małżonków – dla tego, kto je mówi, i dla tego, kto ich słucha. Podobnie ważne może stać się dla nas Credo. Obyśmy nigdy nie znużyli się powtarzaniem: „Jezu, kocham Cię, bo Ty mnie wybawiłeś”.

TWOJA WIARA CIĘ OCALIŁA
W Ewangeliach Jezus wielokrotnie mówi do ludzi: „Twoja wiara cię ocaliła” (Mt 9,22; Mk 10,52; Łk 7,50; 17,19). Podkreśla, że zostali ocaleni nie dzięki temu, co zrobili, ale dzięki wierze w to, że On ma moc ich uzdrowić, wybawić i obdarzyć przebaczeniem.
Idąc za nauczaniem Jezusa, Paweł pisał do Efezjan: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga” (Ef 2,8). Jesteśmy zbawieni przez łaskę. Co za wspaniały dar został nam dany przez Ojca! On nie zawaha się przed niczym – nawet oddaniem na śmierć własnego Syna, aby pociągnąć nas do siebie i napełnić swoją miłością! ▐


Zabiegajcie o własne zbawienie…
Proces uświęcenia

Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem. (...) Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy.” (Flp 2,12.14-15)
„I was, którzy byliście niegdyś obcymi wobec Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz pojednał Bóg (...), bylebyście tylko trwali w wierze.” (Kol 1,21-23)
„Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze; siebie samych doświadczajcie. Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba, żeście odrzuceni.” (2 Kor 13,5)
Chwileczkę! Czy to nie św. Paweł wyjaśniał, że jesteśmy zbawieni dzięki wierze w Chrystusa, a nie przez uczynki? Czy to nie on powiedział, że sami nie jesteśmy w stanie się zbawić? Dlaczego ten sam człowiek, który poświęcił tyle czasu na to, by przekonać nas, że zbawienie jest darmowym darem Boga, mówi teraz, że możemy zostać odrzuceni? Dlaczego twierdzi, że mamy zabiegać o własne zbawienie „z bojaźnią i drżeniem” oraz trwać w wierze, jeśli pragniemy je osiągnąć?
Widzimy tu wyraźną sprzeczność, wiemy jednak, że Paweł był zbyt inteligentnym człowiekiem, aby tego nie zauważyć. Zastanówmy się więc, dlaczego Paweł mówi o darmowym usprawiedliwieniu przez wiarę, a zarazem poleca nam usilnie zabiegać o własne zbawienie.

WEZWANI DO ŚWIĘTOŚCI
Mówiąc najprościej, Paweł widział różnicę pomiędzy usprawiedliwieniem, o którym mówił poprzedni artykuł, a uś-
więceniem, o którym mowa w powyższych cytatach. Na czym jednak polega ta różnica?
Usprawiedliwienie wypływa z dzieła Jezusa dokonanego na krzyżu. Umierając i powstając do życia, Jezus wysłużył nam przebaczenie. Dzięki niemu zostaliśmy oczyszczeni z winy, a przyjęcie chrztu wprowadza nas w nowe życie. Aby otrzymać to usprawiedliwienie, wystarczy wyznać, że Jezus jest Panem, i uwierzyć, że On rzeczywiście powstał z martwych.
Usprawiedliwienie jest podstawą uświęcenia. Stawać się świętym to upodabniać się do Jezusa, który jest Świętym Boga. Czasownik „stawać się” wskazuje na to, że uświęcenie jest stałym procesem, a nie kwestią jednej chwili. To właśnie miał na myśli Paweł, pisząc do Tesaloniczan: „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie (…) Albowiem nie powołał was Bóg do nieczystości, ale do świętości” (1 Tes 4,3.7). Wzywając Filipian do „zabiegania” o swoje zbawienie, a Kolosan do „trwania” w praktykowaniu wiary, nawiązywał właśnie do tego procesu wzrastania w świętości.

HISTORIE Z EWANGELII
WEDŁUG ŁUKASZA
Pawłowi w podróżach towarzyszył jego uczeń, Łukasz. To on zredagował jedną z Ewangelii oraz napisał Dzieje Apostolskie, w których opowiada między innymi o wyprawach misyjnych Pawła i o jego drodze do Rzymu w charakterze więźnia.
Czytając pisma św. Łukasza, możemy odnaleźć wyjaśnienie nauki Pawła o usprawiedliwieniu przez wiarę. Widzimy to w przypowieści o faryzeuszu i celniku, w której celnik modli się pokornie prostymi słowami: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”, a Jezus mówi, że to ten człowiek „odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten” (Łk 18,13-14). Łukasz jest także jedynym Ewangelistą, który przytacza historię Zacheusza (19,1-10), dziesięciu trędowatych (17,11-19) oraz „dobrego łotra” (23,39-43). Każda z nich opowiada o ludziach, którzy uwierzyli Jezusowi i dzięki temu otrzymali za darmo dar usprawiedliwienia.
Łukasz rozumiał jednak również, że każdy, kto został usprawiedliwiony, jest wezwany do uświęcenia. O wiele więcej miejsca niż pozostali Ewangeliści poświęcił wezwaniu do nawrócenia i świętości głoszonemu przez św. Jana Chrzciciela (3,1-20). Przytoczył przypowieść Jezusa o drzewie figowym, w której gospodarz oczekuje owocu ze swego drzewa, podobnie jak Bóg oczekuje od swego ludu owocu świętości (13,6-9). Zamieścił też przypowieść Jezusa o ubogim Łazarzu i obojętnym wobec niego bogaczu, aby pokazać, że Bogu zależy na tym, by Jego lud troszczył się o swoich ubogich (16,19-31).

PRZYPOWIEŚĆ
O SYNU MARNOTRAWNYM
Łukasz jest jedynym z czterech Ewangelistów, który przytacza przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Kiedy młodzieniec z przypowieści pwrócił do domu, został usprawiedliwiony – ocalony przez miłującego ojca. Cała jego grzeszna przeszłość została wymazana, tak jakby nigdy się nie wydarzyła. Wszystko ułożyło się pomyślnie po prostu dlatego, że wrócił.
Łukasz nie mówi nam, co stało się z synem marnotrawnym po jego powrocie do domu. Możemy jednak wyobrazić sobie dwa możliwe zakończenia. W pierwszym z nich synowi było zbyt trudno przyzwyczaić się do życia w domu ojca. Obowiązujące tam rygory były dla niego nie do przyjęcia, więc albo naginał się do nich z trudem, albo odszedł ponownie.
W drugim zakończeniu syn był zdecydowany pozostać w domu ojca. Oznaczało to jednak wyzbycie się grzesznych przyzwyczajeń i umocnienie w sobie dobrych cech. Nie mógł już wracać do domu pijany ani zadawać się z prostytutkami. Nie mógł zabawiać się przez całe noce, a potem spać do wieczora. Jego dawny sposób życia był nie do pogodzenia ze zwyczajami panującymi w domu ojca. W tym domu młodzieniec musiał zapewne wstawać rano i iść do pracy w polu, podobnie jak jego brat. Zamiast myśleć tylko o sobie, musiał brać pod uwagę potrzeby i dobro swojej rodziny. Musiał pracować nad poprawą relacji ze starszym bratem, próbując okazywać mu miłość i szacunek.
Czy było to dla niego trudne? Prawdopodobnie tak. Jednak za każdym razem, gdy przychodziła na niego pokusa odejścia, przypominał sobie, jak bardzo czuł się samotny i zrozpaczony, będąc z dala od domu, mieszkając wśród świń i głodując. Przypominał sobie radość tej chwili, gdy ojciec wziął go z miłością w ramiona i przyjął z powrotem do domu.

PODZIELONE SERCE
Przypowieść ta pomaga nam zrozumieć potrzebę uświęcenia. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy podobni do syna marnotrawnego lub do jego starszego brata. Syn marnotrawny, pełen pychy i egoizmu, był niewolnikiem swoich namiętności i nie liczył się z ojcem i rodziną. Z kolei jego brat, chociaż przebywał „w domu ojca”, był pełen zazdrości, rozgoryczenia i gniewu. My również, jak ci dwaj bracia, mamy w życiu obszary, w których brakuje miłości i miłosierdzia, jakich Bóg od nas oczekuje. Dlatego potrzebujemy ciągłego uświęcania.
Wszyscy mamy dobre intencje, ale doświadczenie mówi nam, że mamy również skłonność do grzechu i zła. Chociaż jesteśmy ochrzczeni, wciąż ciągnie nas do grzechu. Nawet po wielu latach modlitwy i podejmowania wysiłku życia według przykazań, ciągle musimy się zmagać z pychą, egoizmem, pożądliwością i zazdrością. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam, że „chrzest udziela temu, kto go przyjmuje, łaski oczyszczenia ze wszystkich grzechów. Ochrzczony powinien jednak nadal walczyć z pożądaniem ciała i z nieuporządkowanymi pożądliwościami” (KKK, 2520).
Przykładowo, podczas Mszy świętej czujemy się blisko Pana i w zgodzie ze wszystkimi ludźmi, których mamy wokół siebie. Jednak już kilka godzin później uczucia te wydają się nam odległe. Zaczynamy źle myśleć o naszych najbliższych czy znajomych, a cierpliwość i serdeczność pryska. W kościele łatwo nam zdobyć się na życzliwość, ale gdzie indziej stajemy się podejrzliwi i kapryśni. W jednej chwili jesteśmy uprzejmi i wyrozumiali, a już w następnej wściekli, sfrustrowani i krytycznie nastawieni do innych.
Czy to jest życie, jakiego Bóg od nas oczekuje? Czy podoba Mu się taka niekonsekwencja? Oczywiście, że nie! Ojciec niebieski pragnie dla nas życia pełnego pokoju, także wtedy, gdy na swej drodze napotykamy problemy i wyzwania.

UŚWIĘCENIE TO PROCES
Opisane tu napięcie pomiędzy naszym „świętym” a „grzesznym” ja nie musi przebiegać w sposób niekontrolowany. Możemy nauczyć się rezygnować ze starych, grzesznych sposobów funkcjonowania, a umacniać te nowe i święte.
Według Pawła wzrastamy w świętości zwlekając z siebie „dawnego człowieka”, a przyoblekając się w „człowieka nowego” (Ef 4,22-24). Świętość nie jest nam dana raz na zawsze. Uświęcenie to długotrwały, codzienny proces, który stopniowo nas przemienia.
Gdybyśmy chcieli ująć samą jego istotę, da się go sprowadzić do trzech punktów:
■ Podejmowanie wysiłków, by wyzbyć się dawnych grzesznych sposobów postępowania, takich jak gniew, urazy, oszustwa, a uczyć się nowych – pełnych miłości, dobroci i miłosierdzia.
■ Znajdowanie czasu na kontakt z Jezusem przez codzienną modlitwę, podczas której przyjmujemy Jego miłość i moc potrzebną do dokonywania tych zmian.
■ Zwracanie się do Boga z prośbą o łaskę oparcia się pokusom, kiedy tylko widzimy, że zaczynają się pojawiać.
Uświęcenie nie jest proste, ale jest możliwe, ponieważ zostaliśmy usprawiedliwieni przez Boga. Nie jesteśmy już zdani na łaskę naszej skażonej natury. Duch Święty przemienia nasze serca i pomaga nam żyć nowym życiem. Może nigdy nie uda nam się ukończyć szkoły Chrystusa, ale możemy czynić postępy i to nawet wielkie postępy. Wystarczy, że zachowamy cierpliwość
w stosunku do samych siebie i będziemy wytrwale przybliżać się do Pana.

PROSTY TEST
Św. Paweł polecił nam badać, czy trwamy w wierze (2 Kor 13,5). Nie jest to skomplikowane. Wystarczy wykonać test składający się z trzech pytań, podobnie jak proces uświęcenia składa się z trzech punktów.
■ Czy zauważasz w sobie wzrost owoców Ducha, takich jak pokój, cierpliwość czy miłość? 
■ Czy widzisz, że zanikają w tobie uczynki ciała – gniew, urazy, oszustwa.?
■ Czy czujesz większą potrzebę troszczenia się o ludzi, których masz wokół siebie, a zwłaszcza o ubogich i potrzebujących?
Jeśli tak, trwa w tobie proces uświęcenia. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Sobota, 1 września
Mt 25,14-30
Bojąc się… (Mt 25,25)
Zgadnij, jakie polecenie pojawia się najczęściej w Biblii. Otóż jest to: Nie lękaj się lub Nie bój się. W liczbie pojedynczej i mnogiej pojawia się ono w Piśmie Świętym 122 razy. Nie mówiąc już o wielu innych sposobach, na jakie Bóg apeluje do swojego ludu, aby nie poddawał się lękom.
Naprawdę szkoda, że człowiek z dzisiejszej Ewangelii nie wziął sobie tych słów do serca. To przecież lęk kazał mu zakopać talent powierzony przez pana. To lęk kazał mu myśleć, że pan jest człowiekiem twardym, a jego oczekiwania są wygórowane. I to lęk sprawił, że znalazł się bez grosza, wyrzucony w ciemności na zewnątrz.
Oczywiście lęk sam w sobie nie jest grzechem. Czasami jest on właściwą reakcją na niebezpieczną sytuację. Lęk wyzwala w nas odruch walki bądź ucieczki w celu ratowania siebie. Popadamy jednak w kłopoty, gdy lęk zaczyna nami rządzić. Jeśli nie opanujemy go, może oddalić nas od Boga. Na przykład kiedy unikamy spowiedzi w obawie, że spotkamy się z potępieniem, lub kiedy bojąc się porażki, zakopujemy nasze dary, zamiast wykorzystywać je dla budowania królestwa Bożego.
Nie pozwalaj na to! Kiedy czujesz narastający lęk, pomyśl, że Bóg jest twoim Ojcem, a nie katem. Przypomnij sobie słowa psalmu: „Miłosierny jest Pan i łagodny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę” (Ps 103,8). A następnie zbierz całą swoją odwagę i postaw kolejny krok. Bóg da ci do tego potrzebną siłę.
Bóg cieszy się, gdy z miłości do Niego przezwyciężamy lęk. Cieszy się, gdy ufamy Jego dobroci i postępujemy w wierze. Nawet jeśli nie wszystko udaje nam się tak, jak byśmy tego pragnęli, mówi do nas: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21). Widzi naszą wiarę, nawet jeśli wydaje nam się ona słaba. Widzi naszą odwagę, nawet gdy my ubolewamy z powodu jej braku.
I ma dla nas odłożoną nagrodę.
„Jezu, pomóż mi pokonać moje lęki”.
1 Kor 1,26-31
Ps 33,12-13.18-21

▌Niedziela, 2 września
Jk 1,17-18.21b-22.27
Wprowadzajcie zaś słowo w czyn. (Jk 1,22)
W dzisiejszym drugim czytaniu Jakub porównuje Pismo Święte do lustra. Czytając słowo Boże lub słysząc je proklamowane podczas Mszy świętej, często odnajdujemy samych siebie. Pismo Święte pomaga nam „osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12), te dobre, jak i te gorsze. Demaskuje naszą pychę, odsłania urazy, obnaża nasze oszustwa, chciwość, pożądliwość. Ale jednocześnie zapewnia, że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Przekonuje, że On nas kocha, a Jego łaska aż nadto wystarczy, żeby zmienić nasze życie.
Choć jednak Bóg pragnie udzielać nam swoich łask, Jakub uczy, że samo słuchanie słowa Bożego to za mało, jeśli chcemy dostrzec znaczącą poprawę w walce z grzesznymi nawykami. Nie spowoduje ono w nas wzrostu darów i cnót. Mamy więc być nie tylko „słuchaczami” słowa Bożego, ale także wprowadzać je w czyn (Jk 1,22).
W celu zilustrowania tej nauki Jakub odwołuje się do sugestywnego obrazu: ten, kto słucha słowa, ale nie wprowadza go w życie, „podobny jest do męża oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był” (Jk 1,23,24). 
Jakub nie mówi tu o słabej pamięci, ale o naszych wyborach i priorytetach. Ludzie „zapominają” to, o czym mówi im słowo Boże, ponieważ inne sprawy są dla nich ważniejsze niż podążanie za Panem.
Słowo Boże ma moc – ale doświadczymy jej na tyle, na ile będziemy na nią otwarci. Czytaj więc Pismo Święte codziennie, ale także zastanawiaj się, jakie konkretne kroki powinieneś podjąć, żeby wprowadzić w życie to, o czym czytasz. Następnie przez cały dzień staraj się postępować zgodnie z tym, co przeczytałeś. Niech przeczytane rano słowo Boże pomaga ci mówić „nie” grzechowi, a „tak” Bogu. Tak czyniąc, „otrzymasz błogosławieństwo” (Jk 1,25) przewyższające twoje oczekiwania!
„Panie, pragnę przyjmować Twoje słowo i wprowadzać je w życie”.
Pwt 4,1-2.6-8
Ps 15,1-5
Mk 7,1-8a.14-15.21-23

▌Niedziela, 9 września
Iz 35,4-7a
Uszy głuchych się otworzą. (Iz 35,5)
Każdej niedzieli wyznajemy naszą wiarę w Boga, „Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Bóg objawia nam swoje ojcostwo w pełnej miłości trosce, jaką otacza wszystkie swoje dzieci. Jakże to pocieszające wiedzieć, że nasz Ojciec jest wszechmogący, że może wszystko! Żadna rzecz nie jest dla Niego niemożliwa.
Jezus jest urzeczywistnieniem wszystkich Bożych planów i spełnieniem wszystkich naszych nadziei.
W Nim otrzymaliśmy obietnicę życia wiecznego. Prorok Izajasz wzywał swój naród: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg (…) On sam przychodzi, by was zbawić”. A wtedy „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą” (Iz 35,4-5). Wszystko to się wypełniło w przyjściu Jezusa. To On sprawił, że oczy niewidomych już przejrzały, a uszy głuchych już się otworzyły.
Kiedy Jezus uzdrowił głuchoniemego, Jego uczniowie zdumiewali się nie tylko samym cudem, ale tym, że oto stali się świadkami wypełnienia Bożych obietnic o Mesjaszu, który zapoczątkuje królestwo Boże na ziemi! Jezus, zapowiedziany i oczekiwany z utęsknieniem Mesjasz, przyszedł na ziemię i zaprosił nas wszystkich do swego królestwa. Czy jednak słyszymy to zaproszenie? 
Czy czasem nie czujesz się, jakbyś miał głuche dzieci? Wołasz je, a one nie przychodzą. Zadajesz im pytanie, ale nie otrzymujesz odpowiedzi. Czy nie sądzisz, że Bóg, mówiąc do nas, również ma powody, by czuć się jak sfrustrowany rodzic? Woła do nas, a my jesteśmy tak pochłonięci swoimi sprawami, że w ogóle Go nie słyszymy. Prosi, byśmy przedstawiali Mu swoje potrzeby, ale nam szkoda czasu na modlitwę.
Jezus pragnie otworzyć nasze uszy, podobnie jak uczynił to głuchoniememu, byśmy mogli usłyszeć Jego słowa miłości. Pragnie, by nasze języki głosiły Jego cuda. Każdy z nas może obwieszczać moc Bożą, której doznaje najpełniej w odpuszczeniu grzechów, i ogłaszać, że Bóg wypełnił w Chrystusie wszystkie swoje obietnice. Nie żałujmy czasu, by słuchać Bożego słowa, które ma moc napełnić nas mądrością i miłością. Z radością głośmy wszystkim, których spotykamy, dobrą nowinę o zbawieniu.
„Jezu, otwórz moje uszy, abym mógł słyszeć Twoje słowa i głosić Twoją chwałę”
Ps 146,6-10
Jk 2,1-5
Mk 7,31-37

▌Niedziela, 16 września
Mk 8,27-35
Zejdź mi z oczu, szatanie. (Mk 8,33)
Wyobraź sobie minę św. Piotra w momencie, gdy usłyszał takie słowa od Jezusa. W ułamku sekundy szeroki uśmiech musiał zniknąć z jego twarzy.
Czy Piotr kochał Jezusa, kiedy mówił do Niego: „Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,29)? Tak! Czy kochał Jezusa, gdy namawiał Go, aby uniknął krzyża? Tak! Piotr w obu tych sytuacjach kochał Jezusa z całego serca, chociaż w pierwszym przypadku jego reakcja pochodziła z Bożego natchnienia, a w drugim – nie.
Skoro nawet wielki św. Piotr miał problemy z odróżnieniem Bożej prawdy od nie-Bożej pokusy, to czy jest jakaś nadzieja dla nas? Oczywiście, bywają chwile, kiedy nietrudno wyczuć wpływ diabła. Ale przecież zdarza się również, że pomimo całej naszej czujności i uczciwości, i tak popełniamy błędy.
Co więc mamy robić w takich chwilach, gdy mówimy coś w dobrej wierze, ale okazuje się, że źle zrozumieliśmy sytuację i nasze słowa były zupełnie nie na miejscu?
Po pierwsze, po prostu uznajmy, że nie zawsze mamy rację. Nawet przy najlepszych intencjach będziemy popełniać błędy i ranić innych. Może nawet się zdarzyć – co jest upokarzające, ale prawdziwe – że nasze dobre, wydawałoby się, intencje, ostatecznie posłużyły diabelskim celom. Chwała Bogu za Jego miłosierdzie i cierpliwość!
Po drugie, pamiętajmy, że Duch Święty chce uczyć nas, jak mamy żyć. Paweł mówi, że choć mądrość Boża jest nieogarniona, my „znamy zamysł Chrystusowy” (1 Kor 2,16). Oznacza to, że jesteśmy w stanie nauczyć się rozeznawać, co pochodzi od Boga.
Z czasem Piotr nauczył się lepiej rozpoznawać Boży głos i oceniać własne intencje. Dzięki temu stał się bar-
dziej skutecznym narzędziem łaski Bożej. My także mamy taką szansę. Uwierzmy, że możemy poznać „zamysł Chrystusowy” i że prowadzi nas Duch Święty.
„Panie, pokaż mi swoje drogi, abym mógł rozpoznać Twoją wolę”.
Iz 50,5-9a
Ps 116,1-6.8-9
Jk 2,14-18

▌Niedziela, 23 września
Mk 9,30-37
Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. (Mk 9,31)
Co za zdumiewająca zapowiedź! Rozpoczynając wędrówkę do Jerozolimy, Jezus mówi swoim uczniom – i nam – że zostanie wydany w nasze ludzkie ręce i bezbronny pozwoli nam zadecydować, co się z Nim stanie. Będzie tak, jak zapowiedział prorok Izajasz: „Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich” (Iz 53,7).
Stoi to w mocnej opozycji do wszystkiego, co działo się z Jezusem wcześniej. Od chwili swojego pojawienia się na scenie wydarzeń Jezus był w centrum zainteresowania – uzdrawiał, spierał się z przeciwnikami, uciszał burze, rozmnażał chleb. Zawsze obejmował przewodnictwo. Zawsze przemawiał z autorytetem. To On nadawał bieg akcji, ale na krzyżu, w jej kluczowym momencie, pozostał cichy, pokorny i bezbronny.
Było to absolutnie zgodne z Bożym planem. Jezus przyszedł jako dar Boga dla nas. Dar nie mówi obdarowanemu, jak ma go używać. Jezus pozostawił nam decyzję, w jaki sposób zechcemy Go przyjąć. Nie musieliśmy Go odrzucać, jak uczyniło to wielu z Jego rodaków. Nie musieliśmy zapierać się Go, jak zrobił to Piotr. Nie musieliśmy Go zabijać, jak zadecydowali Żydzi, a uczynili Rzymianie. Mogliśmy Go zaakceptować i przyjąć Jego przesłanie o zbawieniu. Postąpiliśmy jednak inaczej.
A mimo to Bóg wydał Go w nasze ręce. Nie cofnął swego daru.
Także dziś Bóg nie przestaje wydawać Jezusa w nasze ręce. Dzieje się to na wszystkich Mszach świętych, na wszystkich ołtarzach, we wszystkich procesjach komunijnych. Jezus wydaje się w nasze ręce jako Boży dar zbawienia. Nikt z nas nie jest godny Go przyjąć. Nikt z nas nie przyjmuje Go w pełni, tak jak by się należało. To Go jednak nie powstrzymuje. Wciąż wydaje siebie nam, grzesznym ludziom. Wciąż ofiarowuje nam zbawienie. Odpowiedzmy na Jego dar, oddając Mu samych siebie.
„Panie, nie jestem godzien Ciebie przyjąć. Ale, proszę, kieruj do mnie dalej swoje słowo, abym mógł zostać zbawiony”.
Mdr 2,12.17-20
Ps 54,3-6.8
Jk 3,16--4,3

▌Niedziela, 30 września
Lb 11,25-29
Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. (Lb 11,26)
Wiemy dobrze, że Mojżesz był napełniony Duchem Pańskim. Dzisiejsze czytanie mówi nam, że Bóg wziął z jego ducha i napełnił nim siedemdziesięciu starszych Izraela. Niestety dwóch spośród starszych, Eldad i Medad, nie znajdowało się razem ze wszystkimi, kiedy to się wydarzyło. To jednak nie powstrzymało Boga. Ku zaskoczeniu wszystkich duch prorocki zstąpił również na Eldada i Medada, chociaż pozostali w obozie. Słysząc tę wiadomość, Mojżesz stwierdził: „Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!” (Lb 11,29).
Podobną historię znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan mówi do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Apostołowie surowo osądzili człowieka, który próbował wprawdzie wypełniać wolę Boga, ale nie tak, jak oni by tego oczekiwali. Jednak Jezus odpowiedział: „Przestańcie zabraniać mu (…) Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9,39). W obu tych historiach Bóg działał inaczej, niż spodziewali się tego ludzie.
Wierzymy, że także dziś Duch zstępuje na każdego ochrzczonego, który przyjmuje Jezusa przez wiarę. Jak powiedział Piotr: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko” (Dz 2,39). To „daleko” obejmuje także nas. Podobnie jak Mojżesz, starsi Izraela, Apostołowie i człowiek upominany przez Jana, otrzymaliśmy Ducha Świętego, który w nas zamieszkuje. My także mamy być prorokami.
Być dziś prorokiem nie znaczy wołać na pustkowiu, jak to robił Jan Chrzciciel. Nie oznacza przemawiania do królów i książąt, jak robili to Jeremiasz i Amos. Prorok to ktoś, kto niesie światu Jezusa i Jego słowa. To właśnie jest naszym zadaniem. Jezus prosi, byśmy dawali świadectwo o Jego miłosierdziu, dobroci i zbawieniu. I abyśmy czynili to z sercem pełnym Jego miłości.
Gdyby był dziś z nami Mojżesz, powiedziałby każdemu z nas: „Mocą Ducha Świętego jesteś prorokiem. Idź więc i głoś słowo Boga poranionemu światu. Pragnę, by wszyscy należący do Kościoła podjęli to wezwanie”.
„Panie, pomóż mi być Twoim prorokiem”.
Ps 19,8.10.12-14
Jk 5,1-6
Mk 9,38-43.45.47-48 ▐


MAGAZYN:

Długo i szczęśliwie
Program duszpasterski dla małżeństw

Chris LeBlanc, inżynier chemik, oraz Regan Setliff, pielęgniarka, poznali się i poczuli do siebie sympatię już w szkole średniej. Po siedmiu latach nieprzerwanego chodzenia ze sobą, w 2017 roku zaczęli przygotowywać się do zawarcia małżeństwa. Chociaż niektórzy uważali ich ślub za kulminację bajkowego wręcz romansu, nie pojawiła się na nim żadna dobra wróżka, aby obsypać ich darami. Młoda para już wcześniej odkryła, że jest prowadzona przez o wiele ważniejszego przewodnika – Ducha Świętego. 
Obydwoje wychowywali się w stabilnych rodzinach katolickich. Jednak Chris, podobnie jak wielu młodych ludzi, zaczął kwestionować naukę katolicką i podczas studiów stopniowo oddalił się od Kościoła. „Nie miałem żadnego powodu, żeby wracać” – mówi Chris. „W moim życiu wszystko układało się doskonale. Miałem świetną dziewczynę, studia szły mi dobrze, moja rodzina także była wspaniała”. Nic więc dziwnego, że perspektywa kursu przedmałżeńskiego nie wzbudziła w nim entuzjazmu. Regan poprosiła go jednak, aby z otwartym umysłem wziął wraz z nią udział w nowym programie diecezjalnym dla małżeństw, Świadkowie miłości
Kiedy Chris dowiedział się, jak intensywny jest to program, zareagował niechęcią. Nie chodziło jedynie o kilka krótkich spotkań w parafii. Wraz z narzeczoną musieli wybrać sobie parę mentorską i regularnie spotykać się z nimi na wspólnych posiłkach i rozmowach o małżeństwie. Dodatkowo wymagano od nich oglądania filmików, wypełniania specjalnego zeszytu oraz wykonywania innych zadań, a ponadto spotkań z kapłanem i udziału w rekolekcjach małżeńskich.
Jednak wkrótce po rozpoczęciu programu Chris uświadomił sobie, jak wiele dowiaduje się o sobie samym, o małżeństwie i o Bogu. Dziś mówi, że zachęta Regan do udziału w programie była jedną z najważniejszych przysług, jakie mu kiedykolwiek oddała.

UCZENIE SIĘ
OD „NORMALNYCH LUDZI”
Chris i Regan wybrali sobie za mentorów małżeństwo Raymonda i Becky Rodriguezów, którzy obchodzili właśnie czterdziestą piątą rocznicę ślubu. Rodriguezowie byli na organizowanej przez parafię pielgrzymce wraz z matką Chrisa i zostali przyjaciółmi rodziny, co pomogło Chrisowi i Regan nawiązać z nimi bliską relację. Raymond był silnym, mrukliwym mężczyzną, nieskorym do kontaktów z innymi. Becky była spokojna, ciepła i otwarta. Obie pary zaczęły spotykać się regularnie w domu Rodriguezów.
„Raymond i Becky stali się dla nas żywym przykładem” – mówi Regan. „Pomogli mi lepiej zrozumieć moją rolę jako mężczyzny, w tym także potrzebę całkowitego otwarcia wobec Regan” – dodaje Chris.
Z kolei Raymond mówi: „Nie lukrujemy niczego, opowiadając im o różnych naszych przejściach. Szczerze mówimy o trudnych sytuacjach w naszym małżeństwie, zwłaszcza w czasie wychowywania dzieci, oraz tragedii, jaką przeżyliśmy”. Chociaż problemy te mogły oddalić ich od Boga, Raymond i Becky twierdzą zgodnie, że wspólne zwracanie się do Niego pomogło im krok po kroku przezwyciężać trudności.
Współzałożycielka programu Świadkowie miłości, Mary-Rose Verret, uważa, że oparty na współpracy par małżeńskich program działa, ponieważ młodzi ludzie wolą dowiadywać się, czym jest małżeństwo, od „normalnych ludzi”, niż korzystać z rad ekspertów.
Zarówno Regan, jak i Chris są zdania, że wskazówki i przyjaźń Rodriguezów pomogły im lepiej przygotować się nie tylko do ślubu, ale też do przyszłego wspólnego życia i związanych z nim nieuniknionych wyzwań. Rozumieją, że aby żyć „długo i szczęśliwie”, trzeba wiele wysiłku, oddania i poświęcenia, a przede wszystkim pomocy łaski Bożej.

NA SOBIE NAWZAJEM
I NA BOGU
Pierwsze efekty programu Świadkowie miłości w diecezji Lafayette wskazują, że skutecznie pomaga on małżonkom trwać w małżeństwie. Przez cztery lata po pełnym wdrożeniu programu wskaźnik rozwodów w parafii utrzymuje się na zerze (wcześniej wynosił 23%).
Obok wskazówek pary mentorskiej program oferuje także praktyczne sugestie, które mają pomóc młodym małżonkom w rozwiązywaniu problemów. „Raymond i Becky zawsze zapewniali nas, że znajdziemy w sobie siłę do wzajemnej komunikacji. Oczywiście nieporozumienia i kłótnie będą się zdarzać. Ale ważne, by koncentrować się na sobie nawzajem i na Bogu”– mówi Regan.
Na przykład, w połowie swojego narzeczeństwa Chris i Regan pokłócili się w sprawie wesela. Miała to być skromna i prosta uroczystość, ale oboje byli tak pochłonięci uczelnią, rozdaniem dyplomów, przeprowadzką i ślubem, że kolejny pojawiający się problem podziałał im na nerwy. Rozpętała się kłótnia i Regan uznała, że ma wszystkiego dosyć. Nie czując się na siłach, by dalej rozmawiać, zirytowana wsiadła do samochodu, zamierzając pojechać do domu.
Wprowadzając w życie to, czego uczono w programie, Chris wyszedł do niej, poprosił, żeby spuściła szybę, i powiedział, że nie chce, by odjechała zdenerwowana i w złości. Poprosił, żeby jeszcze raz na spokojnie powiedziała, co czuje. Tego właśnie potrzebowała. Zobaczyła, że Chrisowi przeszkadza nie to, że jest zdenerwowana, ale to, że nie powiedziała mu dlaczego. Cała ta sytuacja przypomniała Regan, dlaczego zakochała się w Chrisie i w rezultacie narzeczeni jeszcze bardziej zbliżyli się do siebie.

WIĘCEJ REALIZMU
Bardziej osobiste i konkretne przygotowanie do małżeństwa – które ma swoją kontynuację także po ślubie – to nowe podejście w duszpasterstwie małżeństw w Stanach Zjednoczonych.
Ks. Garrett McIntyre, proboszcz parafii św. Bernarda w Breaux Bridge w stanie Luizjana, był jednym z pierwszych propagatorów programu Świadkowie miłości. „Ja sam mogę przedstawić narzeczonym teologię małżeństwa, ale możliwość usłyszenia tego od doświadczonych małżonków w atmosferze wzajemnego zaufania ma zasadnicze znaczenie” – wyjaśnia. Jego zdaniem w społeczeństwie przywiązującym tak wielką wagę do zewnętrznej oprawy wesela – stroju, sali, menu itd. – bardzo pozytywne jest to, że pary uczestniczące w programie oczekują z radością wspólnego życia w małżeństwie, a nie tylko dnia ślubu. „Ludzie zapomnieli, czym jest małżeństwo chrześcijańskie. Potrzebna jest formacja” – dodaje.
Chris i Regan doświadczyli tego osobiście, gdy w programie pojawił się problem seksu przedmałżeńskiego. Po sześciu latach chodzenia ze sobą uznali, że nadszedł czas na rozpoczęcie współżycia, i tak też zrobili. Jednak po rozmowie z Raymondem, Becky i ze sobą nawzajem, doszli do wniosku, że to, co im się wydawało, niekoniecznie było słuszne. Seks zakłada więź fizyczną i duchową, a Bóg stworzył go w określonym celu. Chris wyznaje, że otworzyły mu się oczy na to, czym jest pożądliwość. Ostatecznie Chris i Regan postanowili resztę swego narzeczeństwa przeżyć w czystości. Oboje z Regan mówią, że nigdy nie czuli się oceniani czy osądzani przez Rodriguezów, którzy nie wywierali na nich presji, ale łagodnie prowadzili ich ku głębszemu zrozumieniu seksu i małżeństwa.

DAR, KTÓRY POWRACA
Podobnie jak inni mentorzy programu, Raymond i Becky są wdzięczni za łaski, jakie przyniósł on ich małżeństwu – umocnienie wzajemnej więzi, większe zrozumienie siebie i uświadomienie sobie, jak daleko zdołali już zajść. Byli już mentorami kilku par i do tej pory są z nimi w kontakcie. Wspominając Regan i Chrisa, którzy wzięli ślub w kwietniu, Rodriguezowie nie ukrywają, że są pod wrażeniem dojrzałości ich relacji. „Doskonale komunikują się ze sobą. Nam dojście do tego zajęło trzydzieści pięć lat!” – zauważa Raymond.
Potwierdza to Becky, mówiąc, że jej mąż był zawsze milczącym, zamkniętym w sobie człowiekiem, który nie potrafił wyrażać swoich uczuć. „Teraz nie mogę go uciszyć” – śmieje się. Ich miłość jest niemal dotykalna. Nietrudno zobaczyć, że promieniujące na innych światło ich małżeństwa jest częścią Bożego planu. ▐


Od imprezowicza do księdza

Słowa, które zmieniły moje życie

Kiedyś byłem dobrym katolikiem. Chodziłem na spotkania grupy młodzieżowej, a nawet w wieku lat jedenastu wstąpiłem do Niższego Seminarium Duchownego w Hiszpanii. Jednak z czasem zarzuciłem to wszystko. Co takiego się stało?
Zaczęło się od tego, że odczułem brak wolności. Uznałem, że bycie z Bogiem nie pozwala mi na bycie sobą. Katolicyzm odbierałem jako religię zakazów. Chodziłem do kościoła, żeby uszczęśliwić moją mamę. Innych powodów nie widziałem. A Bóg, gdzie On był? Czy doświadczałem Jego miłosierdzia, miłości, przebaczenia? Może kiedyś, gdy byłem młodszy. Teraz jednak to wszystko odeszło w niepamięć.
Opuściłem więc seminarium i pojechałem do Madrytu na studia, chcąc zostać nauczycielem angielskiego. Moim największym marzeniem było podróżowanie po świecie i poznawanie wielu ludzi. I rzeczywiście, kogo ja nie poznałem!

ROZRYWKA, WOLNOŚĆ
I OSZUSTWA
Mieszkałem najpierw we Francji i w Walii, potem odważyłem się na wyjazd do Berkeley w Kalifornii i do Nowego Jorku. Byłem zafascynowany tym nowym dla mnie światem. Czułem się wolny, szczęśliwy, miałem poczucie sukcesu. Jednak wciąż czegoś mi brakowało, postanowiłem więc przenieść się tam, gdzie miałem większe szanse na zdobycie pieniędzy i stabilizacji. Przeprowadziłem się do Los Angeles, gdzie zaznałem „szczęścia” wysokiej pensji. Nikt tam nie pytał mnie, czy chodzę w niedzielę do kościoła i czy się modlę.
Stopniowo moja wiara, Bóg i to wszystko, co niegdyś uważałem za dobre i święte, stało się odległym wspomnieniem. Miałem dwadzieścia parę lat i sądziłem, że jest to dobry czas, by się bawić, flirtować, a może nawet spróbować narkotyków. Stałem się rozrywkowym facetem, który w ciągu dnia pracował, a w nocy balował. Który zapominał, że istnieje niedziela, a nawet Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Stopniowo stałem się antyreligijny. I sądziłem, że jestem wolny.
Moje życie bez Boga trwało dziesięć lat. W tym czasie ani razu nie byłem u spowiedzi. Okłamywałem przez telefon moją mamę i dawnych przyjaciół. Okłamywałem też siebie i Boga. Najgorsze było to, że doskonale się z tym czułem. Na szczęście moja mama modliła się za mnie przez cały ten czas.

„NIE BÓJ SIĘ”
W Los Angeles dużo piłem, jeszcze więcej flirtowałem i bawiłem się na licznych imprezach. Nigdy nie uważałem się za złego człowieka. Po prostu żyłem tak, jak mi się podobało. Żadnych zobowiązań. Nikt nie przypominał mi o Bogu. Nikt nie krytykował tego, na co wydaję pieniądze. Sądziłem, że szczęście polega na życiu samemu, nie tylko fizycznie, ale także emocjonalnie. Wszyscy hiszpańscy przyjaciele zazdrościli mi życia w Los Angeles, wydawało mi się więc, że odniosłem sukces. Jednak wtedy, kiedy czułem się najszczęśliwszy, wydarzyło się coś złego. Rozstaliśmy się z moją dziewczyną. Wtedy naprawdę poczułem się sam.
Naturalnie próbowałem złagodzić swój ból alkoholem, więc wschód słońca zwykle zastawał mnie w stanie najgorszym z możliwych. Wracałem do domu chwiejnym krokiem z nadzieją, że nowy dzień okaże się najlepszym lekarstwem. Kiedy pewnego ranka obudziłem się i otworzyłem oczy, zobaczyłem coś, co zmieniło moje życie.
Telewizor był włączony i akurat nadawano transmisję z pogrzebu Jana Pawła II. Na pasku widniał powtarzany przez niego często werset Ewangelii: „Nie lękajcie się”.
W ułamku sekundy zobaczyłem ostatnie dziesięć lat swojego życia. Następnie przypomniałem sobie czas, gdy byłem wolny od użalania się nad sobą i niszczenia siebie. Słowa „Nie lękajcie się” nagle uświadomiły mi, że chociaż prowadziłem życie według świata, a nie według Boga, On mnie nie opuścił.
Wtedy, przed telewizorem, rozpłakałem się jak dziecko. Czułem się zagubiony i nagi, zastanawiałem się, jak w ogóle Bóg może kochać człowieka, jakim się stałem. Potem przypomniałem sobie, jak mama uczyła mnie modlitwy. Z drżeniem zacząłem odmawiać Ojcze nasz, ale musiałem przerwać, bo szloch odebrał mi mowę.

„CZY OSZALAŁEŚ?”
Przez następne dziewięć miesięcy płakałem dużo, a zwłaszcza, kiedy opowiadałem mamie przez telefon o moim nowym pragnieniu Boga. Pragnienie to było tak głębokie, że wszystko wokół wydawało mi się nowe. Moja pierwsza spowiedź po dziesięciu latach nadawałaby się na książkę. Biedny ksiądz! Nic jednak nie miało znaczenia, gdyż na nowo zakochałem się w Bogu.
Bóg jednak pragnął ode mnie jeszcze więcej. Pewnego dnia, kiedy słuchałem homilii na Mszy, przeszło mi przez myśl: „Ja też tak chcę. Chcę mówić światu o Bożej miłości, miłosierdziu i przebaczeniu”.
„A więc dlaczego tego nie zrobisz?” – odezwał się cichy głos Boga.
„Ja? Księdzem? Boże, czy Ty oszalałeś?”
Zacząłem szukać wymówek: „Czy zapomniałeś o tym, co robiłem?”.
Bóg przywołał wtedy w mojej pamięci obraz tamtej pierwszej spowiedzi po latach. „Pamiętasz? Tak, właśnie wtedy o wszystkim zapomniałem. Nie bój się więc, bo Ja zawsze jestem z tobą”. Rozpłakałem się znowu – było to tak zaskakujące! Od tej chwili pragnienie zostania księdzem narastało we mnie jak burza. Trzydzieści razy na dobę mówiłem „tak”, a następnie zmieniałem zdanie. Rozmawiałem z księżmi o ich powołaniu, zawsze jednak zastrzegając się, że proszę o informacje „dla kolegi”. Wciąż się bałem. I wciąż słyszałem: „Nie lękaj się”.
W końcu pewnego dnia na modlitwie, kiedy patrzyłem na Jezusa, a On patrzył na mnie, wypowiedziałem swoje nieśmiałe, oporne „tak”. Moje życie zmieniło się po raz kolejny i spełniło się moje kolejne marzenie.

BÓG SZUKA CIEBIE
Jeśli jesteś rodzicem cierpiącym z powodu złych wyborów dziecka, jeśli jesteś zagubiony i żyjesz bez Boga, jeśli potrzebujesz Bożego przebaczenia, mówię ci to ze swojego doświadczenia: Nie lękaj się. Bóg szuka ciebie i pragnie cię kochać aż do końca. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl