E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 9 (265) 2015 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 9 (265) 2015 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Przed Synodem o rodzinie”. Artykuły poświęcone są sprawom związanym z Synodem biskupów, który będzie obradował w przyszłym miesiącu w Rzymie na temat rodziny. Papież Franciszek pragnie kontynuacji szczerego, otwartego dialogu nawet na temat spraw trudnych, wierząc, że dzięki Duchowi Świętemu zostaną wypracowane właściwe rozwiązania. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się m.in. artykuł o rodzicach św. Teresy od Dzieciątka Jezus i ich drodze wiary i miłości („Historia Ludwika i Zelii Martin”), a także świadectwa związane z życiem rodzinnym i odpowiedź na naszą nową ankietę zatytułowaną „Bóg żyje i działa”. Zachęcamy wszystkich do podzielenia się swoim świadectwem. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Kościół, który się zmaga Papież Franciszek i jego wizja Synodu o rodzinie..... 4
Liczy się metoda Trzy zasady obowiązujące na Synodzie..................... 9
Dialog, nie dyskusja Jak zorganizować swój własny „synod rodzinny”..... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 września..................18


MAGAZYN


Dorastanie do swego powołania Historia Ludwika i Zelii Martin – Mauree O'Riordan ........................44
Droga do pojednania Jak moja młodsza siostra została moją przyjaciółką – Kathryn Elliott............................49
Przyjąć „ducha proroctwa” Sposoby skutecznej ewangelizacji w rodzinie – Fernando André Leyva................................................ 53
Pan pomaga tym, którzy Mu ufają – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.................. 57
Nasze lektury............................................................ 60
Nasza ankieta........................................................... 62
Krzyżówka................................................................ 63
Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

W przyszłym miesiącu papież Franciszek otworzy kolejne nadzwyczajne zgromadzenie Synodu biskupów poświęconego rodzinie. Podobnie jak w zeszłym roku wezwie biskupów z całego świata, by zająć się problemami życia rodzinnego we współczesnym świecie. Mając w pamięci burzliwe dyskusje związane z zeszłorocznym Synodem, możemy być pewni, że także i to zgromadzenie przyciągnie tyle samo, jeśli nie więcej uwagi.
Dlaczego Papież poświęca tak wiele czasu małżeństwu i rodzinie? Dlaczego nie zająć się zamiast tego ewangelizacją czy Eucharystią? Jednym z najważniejszych powodów jest zaniepokojenie tym, w jaki sposób szybkie zmiany zachodzące w życiu rodzinnym oddziałują na Kościół i świat. Papież chce mieć pewność, że Kościół zaspokaja potrzeby duszpasterskie dzisiejszych małżeństw i rodzin.
Jak wiemy z jego homilii i szeroko nagłaśnianych wywiadów, papież Franciszek pragnie poruszyć wiele trudnych kwestii. Chce, abyśmy zastanowili się nad najlepszymi formami pomocy rozwiedzionym katolikom, którzy zawarli nowy związek cywilny i nie mogą przyjmować sakramentów. Chce odnieść się do rosnącej akceptacji dla zawierania „małżeństw” homoseksualnych. Pragnie szukać rozwiązań duszpasterskich adresowanych do par żyjących razem bez ślubu. Przede wszystkim zaś Ojciec Święty pragnie, byśmy zastanowili się, w jaki sposób możemy być Kościołem otwartym i miłosiernym, a zarazem trzymającym się nauki Pana.
Kwestie te budzą rzeczywiste napięcia w Kościele. Ci, którzy koncentrują się na miłosierdziu, pragną również być wierni doktrynom wiary. Z kolei tym, którzy podkreślają wierność doktrynie, także zależy na tym, by Kościół był domem miłosierdzia.
Z tych właśnie powodów papież Franciszek przykłada tak wielką wagę do zbliżającego się Synodu. Pragnie, by wszyscy jego uczestnicy podjęli otwarty i szczery dialog na temat tych trudnych i skomplikowanych spraw, wysłuchując z uwagą także opinii odmiennych niż własne. Chce, by każdy wypowiadał swoje zdanie bez lęku przed odrzuceniem czy potępieniem. Wierzy, że jest to jedyny sposób osiągnięcia jedności, a także przybliżenia się do poznania woli Bożej. Właśnie to miał na myśli, prosząc wszystkich, by gromadzili się w duchu parrezji – to jest otwartej, szczerej rozmowy.
Muszę przyznać, że szczerze podziwiam stanowisko papieża. Franciszek mógł podjąć wszystkie decyzje samodzielnie lub przy pomocy niewielkiej grupy osób. Mógł uciszyć opozycję lub przeprowadzić Synod za zamkniętymi drzwiami. Tymczasem zapewnił dziennikarzom absolutnie swobodny dostęp do informacji o przebiegu obrad.
Postawa Papieża wywarła ogromny wpływ na mój sposób odnoszenia się do ludzi, którzy mają inne poglądy – nawet w mojej własnej rodzinie. Nauczyliśmy się słuchać siebie nawzajem z większą uwagą i szacunkiem, a to przybliżyło nas do siebie.
Oczekując na rozpoczęcie Synodu, prośmy Ducha Świętego, aby prowadził wszystkich uczestników obrad. Przyjrzyjmy się też naszemu własnemu postępowaniu wobec innych ludzi. Uczmy się coraz lepiej słuchać siebie nawzajem, podejmując konstruktywny dialog.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Kościół, który się zmaga
Papież Franciszek i jego wizja Synodu o rodzinie
Czy myśląc o życiu rodzinnym, nie masz czasami wrażenia, że jesteś w samym środku długich i meczących zmagań zapaśniczych? Może małżeństwo twojej córki przeżywa kryzys i nie masz pojęcia, w jaki sposób jej pomóc? Może wnuki przestały chodzić do kościoła, co powoduje napięcia w rodzinie? Może nie potrafisz porozumieć się z mężem czy żoną w kwestiach finansowych? Może twoi sąsiedzi żyją bez ślubu, a ty wciąż zastanawiasz się, w jaki sposób powinieneś się do nich odnosić?
Wielu z nas przeżywa niepokój, słuchając napływających nieustannie wiadomości na temat małżeństwa i rodziny – od wyników referendum w sprawie „małżeństw” homoseksualnych po najnowsze statystyki dotyczące rozwodów. Czując, że ziemia zaczyna chwiać się nam pod nogami, oczekujemy stanowczych i jednoznacznych rozstrzygnięć.
Jeśli odnajdujesz się w tym opisie, wiedz, że nie jesteś sam. Co więcej, jesteś w doskonałym towarzystwie. Sam papież Franciszek wraz z biskupami całego świata zmaga się z bardzo podobnymi problemami!

▌ZMAGAJĄCY SIĘ PAPIEŻ
Jedną z funkcji Franciszka jako papieża jest strzeżenie depozytu wiary katolickiej. Brzmi to bardzo jednoznacznie, nie zawsze jednak jest dla nas jasne, jak mamy żyć prawdami naszej wiary, zwłaszcza w świecie ulegającym tak gwałtownym przemianom. Jak połączyć wezwanie do czystości z wezwaniem do miłosierdzia? Jak wcielać w życie ponadczasowe prawdy Ewangelii w coraz bardziej cynicznej i indywidualistycznej kulturze? Jak rozmawiać z ludźmi o wierze w taki sposób, by otwierać ich serca na Pana, a nie tylko prowokować kłótnie i pogłębiać podziały?
Na wiele z tych pytań nie ma prostych odpowiedzi, a już nawet samo ich publiczne stawianie może być ryzykowne. Jednak nie powstrzymało to papieża Franciszka przed zwołaniem aż dwóch Synodów poświęconych problemom współczesnej rodziny ani też przed apelowaniem o nowy poziom otwartości i przejrzystości podczas synodalnych debat, dyskusji czy nawet sporów pomiędzy uczestniczącymi w nich biskupami.
Franciszek wie, że próby wspólnego przyjrzenia się temu, co nas dzieli, są czymś zdrowym – nawet jeśli oznacza to ścieranie się ze sobą. Wie, że czymś równie zdrowym jest wydobywanie trudnych spraw na światło dzienne i życzliwe wysłuchanie tych, z którymi się nie zgadzamy. W przeciwnym razie oddajemy pole złości, plotkom i podziałom, co z kolei przyczynia się do pogłębienia polaryzacji i sprawia, że światło naszego świadectwa nie świeci pełnym blaskiem. Nie zapominajmy o słowach Jezusa, który powiedział, że jedyny pewny znak, po którym ludzie poznają, że jesteśmy Jego uczniami, to nasza wzajemna miłość
(J 13,35).

▌DUCH OTWARTOŚCI
Co więcej, Ojciec Święty zaprasza nas wszystkich do złączenia się z nim w modlitwie i zmaganiu z tymi ważnymi problemami. Wydaje się rozumieć, że skoro dotyczą one nas wszystkich, wszyscy też powinniśmy mieć udział
w ich rozwiązywaniu. Dlatego ogłaszając III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów na temat rodziny, które odbyło się w październiku ubiegłego roku, zaprosił nas wszystkich do odpowiedzi na kilka pytań dotyczących naszych własnych doświadczeń małżeńskich i rodzinnych. Był to początek długotrwałego procesu, który obejmie także kolejne zgromadzenie Synodu w październiku tego roku oraz kolejny kwestionariusz. Jak Franciszek powtarzał wielokrotnie, wszyscy jesteśmy ludem Bożym, a Duch Święty przemawia w szczególny sposób, gdy lud ten działa w jedności.
Przez cały rok, począwszy od otwarcia pierwszego Synodu o rodzinie, byliśmy świadkami tego, co Ojciec Święty nazwał duchem parrezji, który to grecki termin oznacza mówienie w sposób otwarty, śmiały. W przeciwieństwie do poprzednich synodów październikowe zgromadzenie było szeroko otwartym forum, na którym biskupi bez przeszkód mogli wyrażać różne poglądy bez obawy przed odrzuceniem czy sankcjami. Oczywiście wszyscy byli jednomyślni w takich kwestiach, jak wartość małżeństwa, duchowy wymiar miłości małżeńskiej czy potrzeba większego wsparcia ze strony Kościoła dla rodzin borykających się z problemami. Najbardziej ożywione dyskusje dotyczyły natomiast spraw kontrowersyjnych, takich jak kwestia udzielania Komunii świętej osobom rozwiedzionym żyjącym w związkach niesakramentalnych; warunki, pod jakimi mogą być dopuszczone do stołu Pańskiego osoby homoseksualne i transseksualne; oraz dramatyczny wzrost par mieszkających wspólnie i wychowujących dzieci bez wiązania się ślubem.
Tak więc, gdy 4 października Synod zbierze się ponownie, biskupi z pewnością poruszą wszystkie te tematy i być może również parę nowych. Jednak ten obecny dialog będzie prowadzony po wysłuchaniu opinii bardzo wielu osób świeckich. Biskupi rozważą ten nowy materiał, wypełniając swoje zadanie przygotowania odpowiednich wskazówek pastoralnych, które przedstawią pod rozwagę papieżowi Franciszkowi. Wszystko wskazuje na to, że w zgromadzeniu będzie panował ten sam duch otwartości, co w roku ubiegłym. Możemy być również pewni, że niezależnie od tego, co przekażą nam media, Duch Święty będzie dalej prowadził swój Kościół.

▌ZMAGAJĄCY SIĘ KOŚCIÓŁ
Cała ta dyskusja na temat rozwodów i powtórnych związków, sytuacji osób homoseksualnych oraz kryzysu rodziny budzi ogromne emocje. Jednak pod wieloma względami brzmi ona również bardzo znajomo. Nie po raz pierwszy w historii widzimy duszpasterzy i świeckich zmagających się z trudnymi wyzwaniami. Piotr i Paweł spierali się między sobą o sposób traktowania pogan pragnących włączyć się we wspólnotę Kościoła (Ga 2,11-14). Paweł i Barnaba mieli odmienny pogląd na to, czy można pozwolić Janowi Markowi na dalszą pracę misyjną, skoro już raz ich porzucił (Dz 15,36-41). W Starym Testamencie prorok Samuel i król Saul spierali się o sposób prowadzenia Izraelitów (1 Sm 13,10-14). W średniowieczu św. Franciszek z Asyżu spierał się ze swoim następcą o to, jak bardzo ubodzy mają być bracia mniejsi, a w XVI wieku św. Ignacy Loyola musiał walczyć z władzą kościelną o swoje Ćwiczenia duchowne.
Także w niedawnej przeszłości byliśmy świadkami sporów o to, jak powinno się wprowadzać w życie wskazania Soboru Watykańskiego II. Najwięcej kontrowersji budziły takie kwestie, jak ekumenizm, język liturgii czy rola kobiet w Kościele. W niektórych kręgach do dziś są one powodem podziałów i zażartych dyskusji. W innych ledwie je zauważono. Zmaganie się z nimi może wydawać się niepotrzebną stratą czasu, doświadczenie pokazuje jednak, że Bóg zawsze błogosławi naszym wysiłkom, gdy szukamy lepszych sposobów głoszenia Jego orędzia współczesnemu światu.

▌RÓBCIE ZAMIESZANIE!
Wszystkie te przykłady pokazują, że spory w łonie Kościoła są czymś absolutnie normalnym. Mamy prawo do dyskusji, do różnych opinii i interpretacji. Takie właśnie jest życzenie papieża Franciszka w stosunku do Synodu, a także do Kościoła jako całości. Wkrótce po swoim wyborze Papież zachęcił nas, by „iść i robić zamieszanie”. Chodziło mu o to, by wyjść do świata z Dobrą Nowiną, z orędziem Ewangelii. Zarazem jednak słowa Papieża zachęcają nas do akceptacji tego, że nawet w naszym Kościele może pojawić się zamieszanie i że może z niego wyniknąć coś dobrego.
Niewątpliwie spór Piotra i Pawła wywołał zamieszanie, ale w konsekwencji Kościół otworzył się na pogan. Gdyby nie zamieszanie wywołane przez Sobór Watykański II, nie mielibyśmy dzisiaj tylu świeckich głęboko zaangażowanych w misję Kościoła. Ekumenizm nie czyniłby tak dużych postępów, otwierając serca wiernych różnych denominacji na siebie nawzajem. Wielu ludzi nie doświadczyłoby obecności i darów Ducha Świętego. Pismo Święte nie miałoby tak wielu czytelników dotkniętych przez słowo Boże.
Gdyby nie zamieszanie wywołane przez papieża Franciszka, który zwołał Synod o rodzinie, mielibyśmy coraz więcej sfrustrowanych katolików, uważających, że Kościół nie chce ich wysłuchać ani wziąć pod uwagę ich potrzeb.

▌JEDNOŚĆ W DUCHU
Kiedy więc Synod rozpocznie swoje obrady, nie obawiajmy się zamieszania, które jest częścią naszej kościelnej tradycji. Bądźmy gotowi do życzliwego dialogu i modlitewnego wsłuchiwania się w prowadzenie Ducha Świętego. Wolno nam wyrażać swoje poglądy na temat dyskutowanych kwestii, nie wolno natomiast odrzucać czy nawet atakować ludzi, którzy się z nami nie zgadzają.
Przede wszystkim pielęgnujmy w sercach ducha miłości i cierpliwości. Jest rzeczą oczywistą, że podczas trwania synodu będą pojawiać się liczne biuletyny informacyjne, programy, blogi i doniesienia prasowe. Niektóre będą wiarygodne, inne wręcz przeciwnie. Niektóre rozsądne i wyważone, inne nie. Bardzo łatwo będzie dać się ponieść emocjom i uwikłać w niepotrzebne awantury. Nie pozwólmy na to! Próbujmy natomiast naśladować papieża Franciszka, który usiłuje „zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4,3).
Spróbuj zachować w pamięci z tego artykułu przynajmniej to jedno, że Bóg ma wspaniały, przepiękny plan dla swojego Kościoła. Obiecał przecież, że nawet „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Dlatego z ufnością powierzajmy Bogu Ojca Świętego i biskupów przez cały czas trwania Synodu. Starajmy się też o miłość i szacunek do siebie nawzajem jako braci i sióstr w Chrystusie. ▐

 

Liczy się metoda
Trzy zasady obowiązujące na Synodzie
4 października Synod o rodzinie wkroczy w swoją drugą fazę. Na tym kolejnym zgromadzeniu biskupi będą ponownie obradować nad wieloma sprawami, które wypłynęły w zeszłym roku. Jednak nie tylko te sprawy są ważnym aspektem Synodu. Równie ważny jest sam proces. Papież Franciszek pragnie, aby każdy członek Kościoła zabrał głos w skomplikowanych kwestiach związanych z małżeństwem i rodziną.
W tym celu wezwał wszystkich zainteresowanych do przestrzegania kilku podstawowych zasad. Chce, by wszyscy przystąpili do Synodu w duchu konstruktywnej kolegialności, która uchroni ich przed duchem podziału i brakiem elastyczności w postawach. Podejście Franciszka jest w tym podobne do podejścia rodziców wobec dzieci, którzy mogliby przyjąć twardą postawę typu: „ja mówię, ty słuchasz”, ale wolą stworzyć atmosferę autentycznego dialogu i pozwolić na swobodę wypowiedzi, o ile są one konstruktywne, szczere i ukierunkowane na budowanie wspólnego dobra.
W niniejszym artykule omówimy podstawowe zasady, które papież Franciszek uznał za nieodzowne w procesie synodalnym. Pomoże nam to najpierw zrozumieć sposób funkcjonowania Synodu, a następnie zastanowić się, jak możemy wprowadzić podobne zasady w naszych rodzinach.

▌PRZEJRZYSTOŚĆ
Pierwszym elementem, na którym zależało Ojcu Świętemu, jest to, by Synod odbywał się w duchu przejrzystości. Po zeszłorocznym Synodzie opublikowano notatki z grup roboczych, dokument tymczasowy oraz dokument końcowy, który zawierał nawet wyniki głosowań uczestników Synodu.
Jeśli ten Synod będzie przypominał zeszłoroczny, możemy spodziewać się codziennego napływu ogromnej ilości informacji. Reporterzy będą mieli dostęp do codziennych konferencji prasowych, do sprzecznych niekiedy komentarzy kardynałów oraz do wielu sprawozdań, ankiet i zestawień kościelnych dotyczących życia rodzinnego. Pojawi się też wiele komentarzy internautów w formie blogów, maili, tweetów czy postów na Facebooku.
Wynika z tego jasno, że papież Franciszek próbuje rozwiać poczucie tajemniczości, która miałaby otaczać obrady Synodu. Chce też zapobiec wszelkim negocjacjom za zamkniętymi drzwiami czy realizacji osobistych celów przez uczestników, które to zjawiska mogą towarzyszyć dużym zgromadzeniom – nie tylko w świecie biznesu, ale i w kręgach kościelnych. Pragnie, by wszystkich uczestników Synodu cechowała postawa otwartości i odpowiedzialności. Chce pokazać światu, że zarówno on sam, jak i jego współbracia biskupi próbują być otwarci i przejrzyści, na ile to tylko możliwe.

▌DIALOG
W listopadzie zeszłego roku, lecąc z Turcji do Rzymu, papież Franciszek uczestniczył w jednej ze swoich zwyczajowych „lotniczych konferencji prasowych”. Podczas rozmowy z dziennikarzami wyjaśnił, że synod to „nie parlament. To bezpieczna przestrzeń, w której może przemawiać Duch Święty”. A biskupi usłyszą głos Ducha Świętego, jeśli będą słuchać z uwagą i szacunkiem siebie nawzajem.
Aby osiągnąć ten cel, Ojciec Święty posłużył się tradycyjną jezuicką metodą podejmowania decyzji. Opiera się ona na przekonaniu, że Duch Święty pragnie działać przez każdego: samego Papieża, kardynałów i biskupów, a nawet tych obserwatorów, którzy niekoniecznie są ekspertami w dziedzinie Pisma Świętego i tradycji katolickiej. Papież, podobnie jak Ignacy Loyola, wierzy, że Bóg objawia swoją wolę przez ludzi, niezależnie od ich statusu.
Jako papież, Franciszek ma władzę uciszyć wszystkie głosy wyrażające opinie niezgodne z jego własnymi. On jednak nie jest zwolennikiem autorytarnego przywództwa. Chce, by biskupi w spokoju słuchali siebie nawzajem i modlili się wspólnie. Jest gotów podjąć ryzyko wywołania pewnego zamieszania po to, by dojść do głębszego poznania prawdy. Dlatego też kilkakrotnie prosił wszystkich, by mieli odwagę swobodnie wyrażać swoje myśli w klimacie otwartości i wzajemnej szczerości.
Naturalnie taka swoboda wyrażania się może wywołać pewien dyskomfort, niepokój, a nawet zażenowanie wśród uczestników Synodu. Franciszek jest jednak przekonany, że Duch Święty będzie czuwał nad jednością Kościoła.
W przemówieniu wygłoszonym na zakończenie zeszłorocznego Synodu papież Franciszek podsumował swoją metodę dialogu i rozeznawania słowami: „Osobiście byłbym bardzo zaniepokojony i zasmucony… gdyby wszyscy byli zgodni albo milczeli w fałszywym, pokoju”. Na szczęście tak się nie stało. „Zamiast tego widziałem i słyszałem – odczuwając radość i wdzięczność – przemówienia i wystąpienia pełne wiary, gorliwości duszpasterskiej i doktrynalnej, mądrości, szczerości, męstwa i parrezji”.

▌BRAK LĘKU PRZED PODZIAŁEM
Od rozpoczęcia pierwszego Synodu o rodzinie ścierały się ze sobą dwa odmienne poglądy. Pierwszy z nich głosi, że podstawą dyscypliny kościelnej w sprawach małżeństwa, seksualności i życia rodzinnego powinna być doktryna i Pismo Święte. Osoby wyznające ten pogląd przywiązują wielką wagę do dochowania wierności nauce Chrystusa. Z kolei drugi pogląd głosi, że Kościół powinien przyjąć postawę bardziej przystępną, stając się czymś w rodzaju otwartego dla wszystkich „szpitala polowego”. Osoby wyznające ten pogląd chcą, by Kościół bardziej otworzył się na problemy zwyczajnych ludzi.
Oczywiście nie oznacza to, że ci, którzy podkreślają wagę doktryny, nie są zainteresowani otoczeniem duszpasterską troską małżeństw niesakramentalnych czy też katolików o orientacji homoseksualnej. Nie oznacza to też, że ci, którzy dają prymat sprawom duszpasterskim, nie mają szacunku dla doktryny. Jest to raczej kwestia innego rozłożenia akcentów niż skrajnej różnicy poglądów.
Rozważmy to na przykładzie Pisma Świętego. Zawarte w nim nauczanie na temat małżeństwa i rodziny jest niezwykle jasne. W Księdze Rodzaju czytamy o tym, że mężczyzna i kobieta w małżeństwie stają się „jednym ciałem” (Rdz 2,24). Jezus potwierdził to nauczanie, mówiąc o nierozerwalności małżeństwa (Mk 10,8-9; Mt 5,32). Zarazem jednak Ewangelie wielokrotnie ukazują ogromne miłosierdzie Jezusa. Proponował wodę żywą rozwiedzionej kobiecie, która miała pięciu mężów (J 4,13-19). Opowiedział przypowieść
o młodzieńcu, który doznał miłosierdzia, chociaż zmarnotrawił majątek rodzinny, żyjąc w grzechu (Łk 15,11-32). Polecił nam przebaczać nie „siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,22).
W rzeczywistości więc te dwa na pozór sprzeczne poglądy łączą się ze sobą. Wszyscy powinniśmy być miłosierni, otwarci i współczujący. Jednocześnie jednak mamy mocno trzymać się nauki Jezusa. Czasami trudno jest pogodzić w sobie te dwie postawy. Często nie ma tu łatwych odpowiedzi. Uwierzmy jednak, że Jezus pragnie wskazywać nam właściwą drogę. On za bardzo zaangażował się w nasze życie – w życie każdego człowieka – żeby opuścić nas wtedy, gdy najbardziej Go potrzebujemy. Dlatego nie przestawajmy mówić otwarcie, słuchać z pokorą i rozeznawać z uwagą, ufając, że Duch Święty zachowa nas w jedności ze sobą.

▌OSTATNIE SŁOWO
Ważne, byśmy pamiętali, że październikowy Synod pomimo całej swej przejrzystości, szczerego dialogu i wnikliwych debat nie będzie miał ostatniego słowa. Ono należy do papieża Franciszka, który wyda adhortację apostolską. Dokument ten, który prawdopodobnie ukaże się mniej więcej rok po Synodzie, będzie zawierał wnioski Papieża oraz jego własne nauczanie i refleksje. Jak powiedział na zakończenie zeszłorocznego Synodu: „Trzeba… przeżywać to wszystko ze spokojem, z pokojem wewnętrznym, także dlatego, że obecność Papieża jest dla wszystkich gwarancją”.
Wiemy, że przygotowując adhortację, Ojciec Święty rozważy na modlitwie wszystkie materiały z pierwszego Synodu, ankiety oraz dokumenty Synodu tegorocznego. Biorąc pod uwagę wszystkie kwestie, z jakimi zmaga się Synod, wydaje się to zadaniem niemożliwym do wykonania. Z pewnością to, co ostatecznie powie Papież, spotka się z entuzjazmem jednych i krytyką drugich. Mimo to jednak papież Franciszek chce zdecydowanie rzucić nowe światło na małżeństwo i rodzinę. Nasuwa się tu analogia z Janem Pawłem II, który wyszedł naprzeciw młodym ludziom, inicjując Światowe Dni Młodzieży, a także z Benedyktem XVI, który dał nowy impuls ruchom katolickim, wnoszącym dziś tak wiele w życie Kościoła. W każdym z tych przykładów mamy obraz papieża słuchającego uważnie i reagującego z miłością – dla dobra i budowania Kościoła.

▌PRZYJDŹ, DUCHU ŚWIĘTY!
Co więc mamy robić przez najbliższe tygodnie, a zwłaszcza podczas obrad Synodu? Możemy modlić się o to, by Duch Święty prowadził wszystkich, którzy w październiku zgromadzą się w Rzymie. Możemy modlić się, aby byli otwarci na Ducha Świętego i na siebie nawzajem, aby we wszystkich debatach brał górę duch braterstwa i konstruktywnej współpracy. Wreszcie możemy modlić się o to, by obrady Synodu przyniosły błogosławieństwo Kościołowi i aby dzięki nim wszyscy mogli zobaczyć Kościół oddany, mężny
i z przekonaniem głoszący dobrą nowinę o małżeństwie i rodzinie światu, który tak bardzo potrzebuje jasnych odpowiedzi. ▐


MEDYTACJE:
▌Niedziela, 6 września
Iz 35,4-7a
Powiedzcie małodusznym: „Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35,4)
Dzisiejsze czytania ukazują nam, jakiego życia Bóg dla nas pragnie – życia w wolności, życia oddanego służbie in-
nym. Mówią też o tym, że przeszkodą w prowadzeniu takiego życia bywa często lęk. Przykładowo, w drugim czytaniu Jakub poleca nam przyjmować potrzebujących i odrzuconych. Czy nie masz jednak poczucia, że lęk często powstrzymuje cię przed wchodzeniem w nieznane sytuacje? A może boisz się prosić o cud ze śmiałością, jaką wykazał Jezus w dzisiejszej Ewangelii?
W Biblii znajdujemy setki sytuacji, w których Bóg mówi komuś: „Nie lękaj się”, i słowa te są zazwyczaj bardzo na miejscu. Już sama myśl o ujrzeniu Boga w całej Jego chwale może budzić grozę! Jednak w dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg nie tylko mówi Izraelitom, aby przestali się lękać, lecz również poleca im dodawać odwagi innym. Jest w tym głęboka mądrość, gdyż nic tak skutecznie nie pomaga w przezwyciężeniu własnego lęku, jak pomaganie innym w jego pokonaniu.
Zauważmy, jak często w naszych rozmowach ze znajomymi, sąsiadami czy kolegami z pracy pojawia się motyw lęku. Wyrażamy swój niepokój, rozmawiając o bieżących wydarzeniach politycznych, o naszych finansach czy sytuacjach rodzinnych. Próbujmy tak kierować tymi rozmowami, aby znalazło się w nich miejsce także na bardziej krzepiące historie. Opowiedzmy o tym, jak doświadczyliśmy działania Boga w naszym życiu lub w życiu kogoś bliskiego. Podzielmy się tym, co ostatnio odkryliśmy w Piśmie Świętym, lub choćby tym, co przeczytaliśmy w którejś z naszych medytacji. Kiedy Bóg mówi nam, abyśmy się nie bali, nie są to puste słowa – On daje nam również tysiące powodów, by żyć bez lęku. Słuchajmy Go, a nasze serca – i serca tych, których mamy wokół siebie – napełnią się odwagą.
Przypomnij sobie dzisiaj historie ze swojego życia, które mógłbyś „wyciągnąć z rękawa”, aby dodać odwagi małodusznym – włączając w to także siebie samego.
„Panie, Ty wciąż pomagasz mi przezwyciężać lęk. Pomóż mi nie tylko samemu żyć odważnie, ale również dodawać odwagi innym.”
Ps 146,6-10
Jk 2,1-5
Mk 7,31-37

▌Wtorek, 8 września
Narodzenie Najświętszej Maryi Panny
Mt 1,1-16.18-23
Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel. (Mt 1,23)
Dziś obchodzimy urodziny Matki Bożej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by upiec ciasto i świętować razem z całą rodziną!
Wydaje ci się to dziwne? Ale przecież, kiedy ktoś bliski obchodzi urodziny, zwykle staramy się jakoś zaznaczyć ten fakt. Dzień ten jest dla nas dniem szczególnym, gdyż kochamy tę osobę i chcemy wyrazić to, że jest ona dla nas kimś ważnym.
Dlaczego mielibyśmy inaczej traktować Maryję, naszą Matkę? Ona także należy do naszej rodziny! Od początku czasów, kiedy to Bóg Ojciec postanowił posłać do nas swego Syna, była Ona przeznaczona na Jego Matkę. My natomiast, za przyczyną Chrystusa, staliśmy się dziećmi Boga – braćmi i siostrami Jezusa. Maryja jest więc także naszą Matką. Dzisiejsza Ewangelia, podająca rodowód Jezusa, jest zarazem i naszą duchową genealogią. Możemy prześledzić swój duchowy rodowód, poczynając od Abrahama, naszego przodka w wierze, aż po Józefa i Maryję. Ich historia jest naszą historią. Ich nadzieje i pragnienia także są naszymi. Innymi słowy, jesteśmy jedną rodziną!
Jako członek Bożej rodziny, masz – podobnie jak Maryja – ważną rolę do odegrania w Bożych planach. W rodzinie nikt nie jest bezużyteczny. Jako matka czy ojciec, brat czy siostra, syn czy córka, niesiesz Chrystusa otaczającym cię ludziom, jak to czyniła Maryja. To niełatwa misja, ale masz w niej zapewnione wsparcie najlepszej Matki świata. Zresztą nie tylko Jej. Nie jesteś sam na świecie! Należysz do wielkiej, wspaniałej rodziny Bożej!
Dzisiejszy dzień zdecydowanie należy uczcić. Ciesz się wraz z braćmi i siostrami wspaniałą Matką, jaką Bóg cię obdarzył!
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś mi Maryję za Matkę. Pomóż mi przyjąć z radością rolę, jaką mi wyznaczasz w budowaniu Twojego królestwa,”
Mi 5,1-4a albo Rz 8,28-30
Ps 13,6

▌Niedziela, 13 września
Mk 8,27-35
Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. (Mk 8,32)
Piotr ośmielił się wypowiedzieć głośno wstrząsającą myśl, która przyszła mu do głowy. „Ty jesteś Mesjasz” – wyznał Jezusowi. W relacji Mateusza (Mt 16,13-19) Jezus nazywa Szymona błogosławionym, stwierdzając, że myśl ta została mu dana z góry. Jednak Jezus nie pozwala Piotrowi napawać się tym nowym odkryciem. Wyjaśnia natychmiast, co to znaczy być Pomazańcem Boga – oznacza to cierpienie i śmierć, zarówno dla Niego samego, jak i dla Jego uczniów.
Reakcja Piotra jest tyleż spontaniczna, co zrozumiała – jest przerażony. Jezus jednak upomina go za to, że myśli po ludzku, a nie po Bożemu. Skoro Piotr zaczął już patrzeć na sprawy z Bożej perspektywy, powinien dalej konsekwentnie tak je oceniać.
Następnie Jezus powierza Piotrowi zwierzchnictwo nad Kościołem. Piotr potrzebuje jednak zrozumieć, że przywództwo nie oznacza panowania nad innymi, lecz oddawanie dla nich życia (Mk 10,42-45). Nie może sprawować władzy, opierając się jedynie na własnej sile i mądrości. Musi je złożyć u stóp Chrystusa i przyjąć dar ofiarowany mu przez Boga: nowe serce, nowe myślenie, nowy sposób życia.
Zapieranie się samego siebie i branie swojego krzyża polega między innymi na tym, że odrzucamy nasze naturalne, spaczone grzechem myślenie i prosimy Boga, aby pomógł nam patrzeć na sprawy tak, jak On na nie patrzy. A z Jego punktu widzenia cierpienie i śmierć nie są ostatecznym złem – o wiele gorszy jest grzech i bunt przeciwko woli Ojca.
Który jeszcze z naszych poglądów powinniśmy zweryfikować? Być może ten, że kariera i bezpieczeństwo są ważniejsze niż troska o dom i dzieci czy zachowywanie nauki Kościoła. Być może zdroworozsądkowe, choć mało chrześcijańskie myślenie, że nie mogę kochać innych, dopóki najpierw nie pokocham siebie, że potrzeby moje i mojej rodziny są ważniejsze niż potrzeby ubogich, a potrzeby materialne ważniejsze niż duchowe.
Dziś na modlitwie poproś Boga, aby pokazał ci, gdzie powinieneś skorygować swoje myślenie, abyś mógł bardziej otworzyć się na Jego miłość.
„Ojcze, otwórz przede mną skarby Twojej mądrości. Chcę widzieć wszystko i wszystkich tak, jak Ty ich widzisz.”
Iz 50,5-9a
Ps 116,1-6.8-9
Jk 2,14-18

▌Poniedziałek, 14 września
Podwyższenie Krzyża świętego
Lb 21,4b-9
Lud stracił cierpliwość. (Lb 21,4)
Węże syczą u twoich stóp. Wokół padają ludzie zatruci ich jadem. W tobie zamiera już nadzieja, ponieważ widzisz, że ukąszenie jest tylko kwestią czasu. Nagle słyszysz donośny głos wzywający wszystkich do spojrzenia na węża z brązu zawieszonego na palu. Zmuszasz się do oderwania wzroku od wijących się na ziemi gadów, spoglądasz na węża i zauważasz, że wszyscy, którzy na niego patrzą, zostają uzdrowieni.
Dzisiejszy fragment mówi nam, że cała ta sytuacja zaczęła się od grymaszenia przy jedzeniu. Jak Izraelici, którzy zostali wyprowadzeni z niewoli egipskiej, mogli narzekać na coś tak mało znaczącego jak pokarm? My dziś prawdopodobnie nie musimy ratować się przed plagą węży, jednak także i nasze drobne narzekania mogą sprowadzić na nas duchowe „węże”, które szybko zatrują atmosferę naszych domów czy miejsc pracy.
Wszyscy wiemy, jak łatwo jest ulec pokusie bezsensownego narzekania. Może się to zdarzyć nawet najlepszym z nas. To, co na początku było niewinnym daniem upustu swojej frustracji, może – jeśli nie zostanie przez nas opanowane – przerodzić się w niecierpliwość i gniew. Z kolei za nimi szybko wślizgną się krytykanctwo, plotki i brak życzliwości. Zanim się spostrzeżemy, znajdujemy się już – jak Izraelici – w sytuacji, z której trudno jest znaleźć wyjście.
Uciekajmy się wtedy do mocy krzyża! Krzyż, podobnie jak wąż, był symbolem śmierci, jedną z najokrutniejszych i najbardziej upokarzających form egzekucji. Jednak dzięki Chrystusowi, który dobrowolnie go przyjął z miłości do nas, krzyż stał się symbolem życia. Odtąd nawet śmierć poddaje się jego mocy, a trujący jad węży zostaje pokonany.
Zastanów się dziś przez chwilę nad tym, czym jest dla ciebie ofiara Jezusa. Pomyśl, w czym już doświadczyłeś zwycięstwa krzyża. A kiedy przychodzi na ciebie pokusa narzekania, zatrzymaj się na chwilę, weź głęboki oddech i przypomnij sobie te zwycięstwa, a przekonasz się, że pokusa odejdzie.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za miłość, którą okazałeś mi przez swój krzyż.”
(albo Flp 2,6-11)
Ps 78,1-2.34-38
J 3,13-17

▌Wtorek, 15 września
Najświętszej Maryi Panny Bolesnej
J 19,25-27
I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19,27)
Każdy z nas ma w domu przedmioty przypominające nam o Maryi – obrazy, figury, różańce. Jednak Jan wziął do swego domu Matkę Boga w Jej własnej osobie! Z pewnością życie pod jednym dachem z Maryją było dla umiłowanego ucznia niezwykłym doświadczeniem. Kontakt z Nią na pewno pogłębił jego więź z Panem i pomógł mu skuteczniej głosić Jezusa światu.
Jan otrzymał wyjątkową szansę zrozumienia tego, kim jest Jezus. Maryja znała Go przecież lepiej niż jakikolwiek inny człowiek. Chociaż na kartach Ewangelii po narodzeniu Jezusa zdaje się odchodzić w cień, to przecież uczyła się od Niego przez całe życie. Jak mówi Ewangelista Łukasz: „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19).
Jan i Maryja z pewnością modlili się wspólnie oraz rozważali życie i śmierć Jej Syna. Kiedy Jan wspominał różne przeżycia ze wspólnych wędrówek z Jezusem, Maryja pomagała mu uchwycić ich głębszy sens, rzucając nowe światło na ważne wydarzenia z Jego życia – Jego narodzenie, ukryte życie w Nazarecie, działalność publiczną i mękę. Jan nie odmawiał wprawdzie Różańca, ale pozwalał Matce Bożej wprowadzać się w tajemnice wiary.
Pod krzyżem Maryja stała się Matką Bolesną, ale Jej ból mieszał się z radością, gdy myślała o odkupieniu całego rodzaju ludzkiego, wysłużonym przez Jej Syna. Uczy nas przez to, że także w największych naszych cierpieniach istnieje nadzieja zbawienia i obietnica życia wiecznego dla wszystkich, którzy trwają mocno w wierze i pokładają ufność w miłosierdziu Boga.
Jak możemy przyjąć Maryję do naszych domów? Możemy rozważać wraz z Nią tajemnice życia Jej Syna. Możemy przynosić Jej nasze doświadczenia, zwątpienia, niejasności, prosząc, by wyjednała nam światło. Możemy prosić, by pomagała nam przyjmować te spośród Jej dzieci, które niekiedy trudno nam kochać. Maryja jest Matką całego Kościoła – i my także traktujmy Ją jak naszą Matkę.
„Święta Maryjo, Matko Boża, zapraszamy Cię, abyś zeszła z naszych ścian w nasze codzienne życie. Złącz nasze smutki i radości z Twoimi, przemieniając je obecnością Twojego Syna, którego zawsze nosisz w swoim sercu.”
Hbr 5,7-9
Ps 31,2-6.15-16.20
(albo Łk 2,33-35)

▌Poniedziałek, 21 września
Św. Mateusza, Apostoła
i Ewangelisty
Mt 9,9-13
Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? (Mt 9,11)
Jezus często zachowywał się dokładnie odwrotnie, niż tego się po Nim spodziewano. Kiedy nie uzdrawiał w szabat ani nie głosił przesłania stojącego w sprzeczności z uświęconą tradycją, dla odmiany zadawał się z zupełnie nieodpowiednimi ludźmi lub rozgrzeszał publicznych grzeszników. Czynił tak, gdyż w przeciwieństwie do większości swoich krytyków nie poprzestawał na zewnętrznym tylko oglądzie człowieka czy sytuacji, lecz potrafił dojrzeć głębszą prawdę i ukryte piękno. Innymi słowy, patrzył na życie z Bożej perspektywy.
Co sprawiło, że Jezus wyłowił Mateusza spośród tłumu i powołał go do grona swych uczniów? Być może chciał pokazać, że u Boga jest miejsce nawet dla najbardziej znienawidzonych ludzi. Chciał dać nam jasno do zrozumienia, że nawet w tych, których zwykle odrzucamy, tlą się iskierki dobra, które właściwie pielęgnowane mogą zapłonąć Bożą miłością.
Co takiego zobaczył więc Jezus w Mateuszu, że zdecydował się powołać właśnie jego? Jak ten skupiony na sobie celnik mógł Mu pomóc w głoszeniu królestwa Bożego? Jakie dary wnosił on do grona Apostołów?
Być może Jezus zobaczył, że Mateusz jest człowiekiem wytrwałym, upartym i ma dużą zdolność perswazji. Regularne wyciskanie pieniędzy z ludzi nie jest łatwym zadaniem – i to na dokładkę ze swoich rodaków! Także wykształcenie Mateusza nie było tu bez znaczenia – niektórzy sądzą, że Ewangelia nosząca jego imię jest najlepiej skonstruowana i napisana ze wszystkich czterech. A może Mateusz po prostu miał dar bezpośredniego kontaktu z ludźmi tam, gdzie innych powstrzymywało poczucie zażenowania czy kompleksy – co jest cechą przydatną ewangelizatorom nie mniej niż celnikom!
Czy zastanawiałeś się już, które z twoich talentów mogą być wykorzystane przez Boga? Nie ograniczaj się do tych najbardziej oczywistych. On może posłużyć się Tobą w zupełnie nowy sposób, wykorzystując także te cechy, które uważasz za negatywne. Nie ograniczaj więc Pana Boga! A jeśli nie wiesz, czego pragnie przez ciebie dokonać i jaki będzie kolejny krok, po prostu Go o to zapytaj!
„Panie, wysławiam Cię za Twój wspaniały plan. Otwieram się na Twoje prowadzenie. Pokaż mi, jak mam dziś Tobie służyć.”
Ef 4,1-7.11-13
Ps 19,2-5

▌Wtorek, 29 września
Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała
Dn 7,9-10.13-14
Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. (Dn 7,10)
Kto powiedział, że aniołowie nie istnieją naprawdę? Przytoczmy tu pewną autentyczną historię. Podczas pielgrzymki po Europie pewien Amerykanin czujący powołanie do kapłaństwa przeżył tajemnicze spotkanie. Chodził po Barcelonie bez grosza przy duszy, kiedy obcy, dobrze zbudowany mężczyzna zaproponował, że kupi mu posiłek. Zjedli i pożegnali się. Nie poznał nawet imienia swojego dobroczyńcy. Gdy dwa tygodnie później robił zakupy w Madrycie, spotkał tego samego człowieka! Pobiegł po swoją matkę, aby ona także mogła go poznać, jednak po powrocie zastali jedynie kartkę: „Niech was Bóg błogosławi. Michał”.
Czy mógł to być ten sam Michał Archanioł, którego święto dzisiaj obchodzimy? Trudno o tym przesądzać. Jednak historia ta bardzo pasuje do spo- sobu działania Michała, choć jest on znany głównie jako obrońca Kościoła i pogromca mocy piekielnych (Ap 12,7). Wielu ludzi osobiście doświadczyło jego opieki, a papież Leon XIII miał do niego takie nabożeństwo, że ułożył odmawianą do dziś modlitwę: „Święty Michale Archaniele, broń nas w walce”.
Ewidentnie w sferze ducha mamy potężnych sprzymierzeńców. Chociaż niewielu z nas w tym życiu spotka osobiście Michała, Rafała czy Gabriela, mamy do czynienia z innymi Bożymi wysłannikami, przedstawicielami owych „tysięcy tysięcy” (Dn 7,10), o których mówi dzisiejsze pierwsze czytanie. Kto wie, jak wiele razy przychodzili nam oni z pomocą! Prowadzili nas tam, gdzie mieliśmy się znaleźć, sprowadzali z błędnych dróg, przypominali fragment Pisma Świętego, który był nam akurat potrzebny. A może odciągnęli od obejrzenia szkodliwego filmu czy programu telewizyjnego?
Przypomnijmy sobie dziś, że nigdy nie jesteśmy sami. Mamy przy sobie nie tylko Jezusa i świętych, ale także aniołów! Bądźmy wdzięczni za ich wysiłki, których celem jest wyłącznie to, abyśmy kiedyś mogli oglądać Pana. Uwierz zatem, że aniołowie są zawsze przy tobie. Pomagają ci w zwyczajnych i nadzwyczajnych sytuacjach. Strzegą, prowadzą i kierują tobą na wszystkich twoich drogach.
„Ojcze, dziękuję Ci za naszych anielskich opiekunów. Oby doprowadzili nas oni do Twego królestwa.”
(albo Ap 12,7-12a)
Ps 138,1-5
J 1,47-51

MAGAZYN:

Dorastanie do swego powołania
Historia Ludwika i Zelii Martin
Czy narzeczeni zbliżający się do ołtarza rozumieją do końca, na co się decydują, wypowiadając sakramentalne „tak”?
W pewnym sensie i tak, i nie. Tak, gdyż biorąc ślub kościelny, akceptują tym samym Boży plan wobec małżeństwa. Nie, gdyż dopiero żyjąc w małżeństwie, mąż i żona zaczynają rozumieć, czym jest miłość małżeńska i mają szansę się jej uczyć.
Doskonałym tego przykładem są Ludwik i Zelia Martin, rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Para ta potrzebowała nawrócenia do tego, by przyjąć swoje własne powołanie małżeńskie! Jednak w ciągu przeżytych wspólnie dziewiętnastu lat Martinowie odkryli Pana w sobie nawzajem oraz docenili Boży dar miłości małżeńskiej. Przyjmując w pełni swoje powołanie, doszli w nim do świętości.
W przyszłym miesiącu, kiedy papież Franciszek dokona oficjalnego aktu ogłoszenia ich świętymi, Ludwik i Zelia staną się pierwszą parą małżeńską kanonizowaną wspólnie – na znak tego, że to właśnie relacja małżeńska stała się głównym tworzywem ich świętości. Jest to także znak dla nas, że niezależnie od tego, jakimi drogami dana para podążała dotąd i jak wiele musi się jeszcze nauczyć, Bóg potrafi działać z mocą w sercach obojga małżonków, o ile tylko oni sami zechcą pozwolić Mu złączyć się w jedno.

▌NIEPEWNY START
Małżeństwo nie było pierwszym wyborem tej pary. Oboje mieli za sobą nieudaną próbę wstąpienia do zakonu. Ludwika zdyskwalifikowała nieznajomość łaciny, Zelii powiedziano, że nie ma powołania do życia zakonnego. Nastawiła się wówczas na małżeństwo, prosząc Boga, by dał jej wiele dzieci, które mogłaby wychować dla nieba. Aby zarobić sobie na posag, nauczyła się koronczarstwa i założyła dobrze prosperującą firmę. W międzyczasie Ludwik otworzył zakład zegarmistrzowski. Prowadził pracowite i pobożne życie, miał też wielu przyjaciół, nie przejawiał jednak żadnej skłonności do małżeństwa.
W kwietniu 1858 roku, przechodząc przez most w Alencon, Zelia ujrzała Ludwika i usłyszała wewnętrzny głos: „Oto ten, którego wybrałem dla ciebie”. Nie znali się zupełnie, a trzydziestopięcioletni Ludwik był zdeklarowanym kawalerem. Mimo to 13 lipca, około trzech miesięcy od pierwszego „przypadkowego” spotkania, Zelia i Ludwik zawarli związek małżeński.
Z pewnością dał im się we znaki brak dobrego kursu przedmałżeńskiego. Jak się okazało w trakcie nocy poślubnej, wiedza Zelii na temat pożycia małżeńskiego była wyjątkowo nikła. Kiedy Ludwik uświadomił jej, na czym polega konsumacja małżeństwa, była tak zszokowana, że zaproponował jej, aby żyli jak brat z siostrą. Następnego ranka zaślubieni celibatariusze odwiedzili siostrę Zelii, zakonnicę wizytkę, przed którą Zelia wypłakała całe swoje serce.

▌NAWRÓCENI NA MAŁŻEŃSTWO
Jednak o osiem lat starszy Ludwik miał wiele cierpliwości do swojej żony, a ona powoli uczyła się mu ufać. Dorastając nie doświadczyła zbyt wiele miłości. Wychowana przez surową matkę, wyznała, że jej dzieciństwo było „smutne jak całun”. Małżeństwo z Ludwikiem dało jej miłość i przyjaźń, jakiej wcześniej nigdy nie zaznała. Dziesięć miesięcy po ślubie jedno z nich (nie wiadomo które) podzieliło się ze spowiednikiem swoją nietypową sytuacją. Ten doradził im podjęcie normalnego współżycia małżeńskiego i tak też uczynili.
Z listów Zelii pisanych w ciągu kolejnych kilku lat wyłania się obraz głęboko zakochanej w sobie pary. W liście do brata pisała: „Zawsze jestem z nim tak szczęśliwa… Co za świętym człowiekiem jest mój mąż”. Będąc w odwiedzinach u krewnych, pisała do męża: „Tęsknię za tym, by być blisko ciebie, mój kochany Ludwiku. Kocham ciebie całym sercem… Nie potrafiłabym żyć z dala od ciebie”. Ludwik czuł do niej to samo. „Moja najdroższa – pisał będąc w podróży służbowej – czas mi się dłuży i tęsknię za tym, by być z tobą.”
Zaczęły przychodzić na świat dzieci – razem dziewięcioro, choć jedynie pięć córek dożyło wieku dorosłego. Rodzicielstwo stało się dla małżonków jakby drugim nawróceniem do powołania małżeńskiego. Wspominając po latach to doświadczenie, Zelia pisała: „Kiedy urodziły się nasze dzieci, zmieniło się nasze myślenie. Żyliśmy tylko dla nich. Były całym naszym szczęściem”.
Ludwik, niedoszły mnich, odkrył wielką radość w ojcostwie. Kiedy zaniósł do chrztu Marię, ksiądz zauważył, że wygląda na szczęśliwego. Ludwik odpowiedział: „Przychodzę tu prosić o chrzest po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni!”. Nawet Zelia, która modliła się o wiele dzieci, nie spodziewała się aż takiej radości. Pisząc o swojej czwartej córce, Helenie, nie posiadała się z radości: „Nie mogę uwierzyć, że mam zaszczyt być matką tak rozkosznej istotki… Och! Doprawdy, nie żałuję, że wyszłam za mąż”.

▌MAŁA DROGA MIŁOŚCI
Tworzenie wspólnego domu przybliżało małżonków do Pana. Praktykowali modlitwę rodzinną, uczyli swoje córki poznawać i kochać Jezusa. W dni powszednie Ludwik i Zelia uczestniczyli w porannej Mszy świętej o 5.30.
W listach Zelii znajdujemy opisy wielu domowych radości – wspólnych posiłków, zabaw, wycieczek, świętowania rodzinnych uroczystości. Jednak i ona, i Ludwik mieli wiele obowiązków, a ich plan dnia bywał bardzo napięty. Oboje pracowali zawodowo, każde miało własną firmę i zobowiązania wobec klientów. Zelia rzadko kładła się spać przed północą starając się podołać wszystkim swoim zajęciom. Ludwik, mający zakład zegarmistrzowski, był również właścicielem kilku nieruchomości, które musiał nadzorować oraz pertraktować z najemcami. Przez kilka lat opiekowali się również swoimi rodzicami – mieszkali w jednym domu z matką i ojcem Ludwika, następnie przeprowadził się do nich owdowiały ojciec Zelii.
W powodzi obowiązków małżonkowie znajdowali jednak czas na to, by wyrażać sobie wzajemną miłość i udzielać wsparcia. Zelia starała się tak organizować gospodarstwo domowe, aby najmniejszy szczegół był po myśli męża. On z kolei był oddanym ojcem, a także na różne sposoby starał się ułatwiać życie swojej żonie. Po pewnym czasie porzucił zegarmistrzostwo i zajął się stroną administracyjną jej zakładu koronczarskiego.
Małżonkowie nie zamykali się jedynie w gronie rodzinnym. Wspierali hojnie tych, których spotkało nieszczęście, byli też czuli na potrzeby służących, najemców, pracowników i sąsiadów. Kiedy znaleźli starszego człowieka marznącego w stajni, nakarmili go, zapewnili mu ciepłą odzież i wyszukali mieszkanie. Gdy usłyszeli, że dwie kobiety podające się za zakonnice znęcają się nad przybraną córką, Zelia ocaliła dziewczynkę z ich rąk i podała je do sądu. Córka Celina wspominała, że często do ich domu przychodzili ubodzy po jedzenie i ubranie, a wrażliwa Zelia płakała słuchając ich historii.

▌W DOBRYCH I ZŁYCH CZASACH
Ludwika i Zelię przybliżyły do siebie również życiowe próby, podczas których wciąż zachęcali się nawzajem do ufności w Bożą miłość do nich i ich dzieci. W ciągu czterech lat stracili trójkę niemowląt i pięcioletnią Helenę. Z niepokojem czuwali przy łóżku Marii, która w wieku trzynastu lat omal nie umarła na tyfus.
Wychowując córkę Leonię, Ludwik i Zelia zaznali cierpienia rodziców zmuszonych stawić czoło swoim własnym słabościom i niedociągnięciom. Leonia była trudnym dzieckiem – ponurym i tak niesfornym, że wydalono ją ze szkoły. Rodzice próbowali ją zrozumieć i do niej dotrzeć, niestety na próżno. Przełom nastąpił, kiedy wyszło na jaw, że przez całe lata Leonia – wówczas już nastolatka – była szykanowana i poniewierana przez służącą. W tym czasie u Zelii stwierdzono nieoperacyjnego raka piersi, a jej największą troską było, co stanie się „z tym biedactwem”. (Proces beatyfikacyjny Leonii jest w toku – ale to już inna historia!).
Chociaż choroba Zelii była dla małżonków ogromnym ciosem, przyjęli to wyzwanie z zaufaniem do Boga, otaczając się nawzajem pełną miłości troską, tak charakterystyczną dla ich związku. Modlili się o uzdrowienie. Zelia w towarzystwie najstarszych córek pojechała nawet do Lourdes, podczas gdy Ludwik z młodszymi pozostał na gospodarstwie. Zelia powróciła nieuzdrowiona na ciele, lecz umocniona na duchu. Ludwik był „niezmiernie zaskoczony, widząc mnie powracającą w tak dobrym humorze, jakbym otrzymała upragnioną łaskę” – pisała w liście. „To dodało mu odwagi i znowu zapanował wśród nas dobry nastrój.”
Zelia zmarła w wieku czterdziestu pięciu lat w sierpniu 1877 roku, pozostawiając Ludwikowi pięć niedorosłych córek. Najmłodsza z nich, Teresa, miała zaledwie cztery lata. Jako samotny ojciec, Ludwik wiernie kontynuował ich wspólną misję, prowadząc swoją rodzinę do Boga, a w podejmowaniu wszelkich decyzji kierował się dobrem córek. Ze względu na nie pozostawił krewnych i przyjaciół, by przenieść się wraz z rodziną do Lisieux, gdzie dziewczynki mogły liczyć na wsparcie rodziny brata Zelii. Z czasem wszystkie z wyjątkiem Celiny opuściły go, by wstąpić do klasztoru.
Przez siedemnaście lat wdowieństwa Ludwik pielęgnował pamięć o Zelii. „Myśl o waszej matce towarzyszy mi nieustannie” – pisał do swoich córek. Pod koniec życia, cierpiący na demencję, choć świadom tego, co się z nim dzieje, został umieszczony w zakładzie. Przyjął tę ofiarę, uznając, że odtąd jego misją będzie wspieranie innych pensjonariuszy zakładu i prowadzenie ich do Boga. Zmarł w lipcu 1894 roku.

▌DWOJE JEDNYM CIAŁEM
W CHRYSTUSIE
Kapłan zaprzyjaźniony z rodziną Martinów zauważył kiedyś: „W rodzinie tej panowała nadzwyczajna jedność, zarówno pomiędzy małżonkami, jak i między rodzicami a dziećmi”. Ta wyjątkowa jedność, tak owocna dla Kościoła i świata, płynęła stąd, że Ludwik i Zelia przyjęli całym sercem powołanie do małżeństwa w Chrystusie.
Martinowie niosą nadzieję także dzisiejszym małżonkom, którzy wkraczają we wspólne życie z bardzo różnym bagażem doświadczeń. Jedne sprawy są dla nas oczywiste, inne nie; jedne łatwe do przyjęcia, inne trudne. Jeśli jednak każde z małżonków zdecyduje się pójść za Bogiem w nieznane, aby spotkać tam siebie nawzajem, łaska Boża zjednoczy ich serca. Wchodząc w samo serce małżeństwa, przekonujemy się, że otwiera nam ono serce Chrystusa. ▐

NASZA ANKIETA:

Pan pomaga tym, którzy Mu ufają
Kiedy przyglądam się różnym sytuacjom i wydarzeniom mego życia, napotykam takie, o których mogę powiedzieć, że zostały rozwiązane pomyślnie „dzięki Bogu”. To są sprawy drobne i większe. Niektóre, z opowieści dziadka, sięgają czasów II wojny światowej: nieznany niemiecki urzędnik podpowiedział babci, co zrobić, żeby przewieźć pianino (które pozwalało jej na zarobkowanie udzielaniem lekcji grania) z terenów włączonych do Rzeszy do Generalnej Guberni, co było zakazane; podczas okupacji dziadek kilkakrotnie uniknął aresztowania, między innymi podczas łapanki w Warszawie (zorientowawszy się, że wszystkie wyjścia są zamknięte, poszedł z teczką pod pachą prosto na szpaler Niemców zamykających ulicę, a oni rozstąpili się przed nim). Zbieg okoliczności czy Opatrzność i modlitwy babci?
Inne przypadki dotyczą konkretnej, a nieoczekiwanej pomocy, którą otrzymaliśmy od kogoś jakby wprost w odpowiedzi na nasze potrzeby – na przykład bezpłatny pokój na rok dla naszego syna, kiedy przygotowywał się do matury, a nie był w stanie dojeżdżać z naszej podmiejskiej miejscowości do szkoły.
Chciałabym jednak podzielić się innym doświadczeniem, z ostatniego czasu. Moja córka chodzi do szkoły, do której uczęszczają także dzieci z ośrodka dla uchodźców. W jej klasie znalazła się dziewczynka z Krymu, Ukrainka, najstarsza z pięciorga rodzeństwa. Ponieważ Luba pozostawała na uboczu – trochę pomijana przez rówieśników, a trochę sama się izolując – zachęciłam córkę, aby zaprosiła ją do nas do domu. Dziewczynki miło spędziły czas, tylko trochę pomagałam im w rozmowie, odkurzając mój szkolny rosyjski. Wkrótce potem zadzwonił do mnie tata Luby z pytaniem: Czy wiem o jakimś domu lub mieszkaniu, w którym mogliby zamieszkać? W ośrodku żyje im się ciężko, w jednym pokoju trudno się pomieścić z piątką dzieci, czeczeńscy chłopcy (Czeczenów jest większość) lubią „dratsia” i ich synek stale chodzi poobijany. Czy mogłabym im pomóc znaleźć dom?
Zaskoczyła mnie jego prośba, sama mieszkam w tej miejscowości niezbyt długo i prawie nie mam tu znajomych. Nie miałam chęci zajmować się tą sprawą, chodzić czy dzwonić po obcych ludziach. Ale skoro prosili… Dla spokoju własnego sumienia zapytałam księdza (w końcu chodzi po kolędzie i zna wszystkich), zaczepiłam jeszcze parę osób, ale bez rezultatu. Nawet jeśli ktoś podejmował rozmowę na temat wynajęcia jakiegoś lokum, to kiedy słyszał, że chodzi o Ukraińców z dziećmi – wycofywał się. Zniechęcona postanowiłam, że zapytam jeszcze tylko jedną osobę – sympatyczną kasjerkę. Po chwili zastanowienia powiedziała, że w naszej wsi jest dom, który był wynajmowany, a teraz stoi pusty, i że postara się o telefon właścicielki.
Dalej sprawy potoczyły się szybko. Dostałam numer, zadzwoniłam i, nauczona poprzednim doświadczeniem, od razu zaczęłam od tego, że chodzi o rodzinę z Ukrainy z piątką dzieci. Nie ukrywałam, że właściwie ich nie znam. O dziwo, właścicielka nie widziała problemu i umówiłyśmy się na obejrzenie domu. Przywiozłam Ukraińców (rodziców z synkiem, rzeczywiście z wielkim sińcem pod okiem) i częściowo pośredniczyłam w rozmowie. Właścicielka pokazała niewielki dom i podwórko, mówiła, co chce jeszcze zrobić (dom pełnił ostatnio rolę składu i trzeba było pozabierać część rzeczy), które meble i sprzęty zostawi. Ukraińcom wszystko się bardzo podobało, chłopiec był zachwycony dość rozległym, trawiastym podwórkiem. Na koniec doszło do ustalania wysokości zapłaty za wynajem. Właścicielka zapytała, ile mogą zapłacić. Kiedy usłyszała odpowiedź, trochę się skrzywiła, bo ostatnio wynajmowała za większą sumę. „Teraz pracy nie mam, tylko zasiłek. Ale mam pozwolenie na pracę i jak będzie praca, to będę mógł więcej zapłacić” – powiedział zdecydowanie tata Luby. Stanęło na tym, że pani jeszcze się namyśli.
W drodze powrotnej do ośrodka zajechaliśmy do mnie na herbatę z ciastem (upieczonym przez mamę Luby). Tata Luby mówił, że modlił się o dom dla rodziny i wie, że Pan Bóg ma dla nich dom, bo bardzo go potrzebują. I że jeśli to ma być ten dom, to właścicielka zgodzi się na podaną przez niego kwotę. Mieszanką językową rosyjsko-ukraińsko-polską wyjaśniał, że są chrześcijanami, że Pan Bóg się nimi opiekuje. Że spotkali wielu dobrych ludzi, którzy pomogli im uciec z Krymu, gdzie po wejściu Rosjan był w niebezpieczeństwie ze względu na swoje proukraińskie zaangażowanie, a po-
tem inni zajęli się nimi już w Polsce. Nie skarżył się zbytnio na Czeczenów z ośrodka, ale, jak mówił, zwyczaje inne i trudno razem przebywać. Pytał, czy ja jestem „wierujuszczaja” i czy wiem, że trzeba się narodzić drugi raz, z Ducha… Byłam potem w ich pokoju w ośrodku. Na ścianach pozostały zrobione przez nich napisy po rosyjsku: „Nie zawsze tak będzie”, „Co chcesz dostać od ludzi, to samo im dawaj” oraz słowa zawierzenia Bogu całej rodziny. Później poznałam ich trochę lepiej – właśnie jako ludzi wierzących, bardzo ufających Bogu, cierpliwie znoszących różne niedogodności i wdzięcznych – Bogu i ludziom – za otrzymywane dobro.
Mijały kolejne dni, właścicielka domu się nie odzywała, Ukraińcy zaczęli się trochę niepokoić – tata Luby dzwonił pytać, czy coś wiem. Ostatecznie jednak ta pani zdecydowała się na wynajęcie im domu za podaną przez tatę Luby sumę
i mieszkają tam już od maja. Są zadowoleni, szukają pracy. Ostatnio pojechaliśmy do mojej znajomej, która też ma kilkoro dzieci. Obdarowała „moich” Ukraińców siedmioma pudłami ubrań i butów, a dzieciaki nawiązały ze sobą żywy kontakt.
Czasem przypominają, że to dzięki mnie mają gdzie mieszkać, a ja wtedy mam nieodparte wrażenie, że było jednak inaczej. To Pan Bóg sam zatroszczył się o dom dla ufających Mu Jego dzieci. Mną się tylko przy tym posłużył jak nieco opornym narzędziem. Od początku czułam, że sama niewiele zdziałam, ale że jednak powinnam spróbować. Kiedy przy pomocy wielu słów starałam się jakoś tę sprawę załatwić – nic z tego nie wychodziło. Podczas ostatniej rozmowy, która okazała się owocna, prosto z mostu powiedziałam, o co chodzi, niczego nie ubarwiając. „Ukraińcy z piątką dzieci, z czego dwoje to maluchy, na zasiłku, prawie ich nie znam” – to nie była dobra rekomendacja. Działały jednak nie moje lepiej czy gorzej dobrane słowa, lecz sam Pan Bóg. Jemu wystarczył tylko niewielki gest dobrej woli z mojej strony, żeby wszystko poprowadzić
w najlepszy sposób.
Mirosława

NASZA ANKIETA – ogłoszenie:

BÓG ŻYJE I DZIAŁA
Z pewnością każdy z nas doświadczył w swoim życiu pomocy, czasem bardzo zaskakującej, kiedy znajdował się w jakiejś trudnej sytuacji, naglącej potrzebie czy niebezpieczeństwie. Może najpierw myśleliśmy, że to przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności czy zwyczajna ludzka życzliwość, ale później odkryliśmy, że była w tym ręka Boga. Bywało i tak, że mieliśmy od razu jasną świadomość Bożej interwencji. Może także zdarzyło się, że sami zostaliśmy poprowadzeni przez Boga tak, że ktoś otrzymał pomoc za naszym pośrednictwem.
Wszyscy mamy za co dziękować Bogu. Napiszcie nam o tym, jak Pan działa w Waszym życiu, jak przyszedł Wam z pomocą w jakiejś konkretnej sprawie, jak doświadczyliście Jego miłosierdzia.
Przez te świadectwa oddamy chwałę Bogu, a jednocześnie umocnimy się nawzajem w wierze.

Prosimy o nadsyłanie świadectw (2 do 5 stron)
w terminie do końca czerwca 2016 roku
za pomocą e-maila: sekretarzslowo@wydawnictwo.pl
lub pocztą: Redakcja „Słowa wśród nas”,
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwo,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.

Zostanie także rozlosowana NAGRODA GŁÓWNA
ufundowana przez Wydawnictwo PROMIC w postaci pakietu książek o wartości 150 zł
(tytuły do ustalenia).

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 9 (265) 2015 - E-BOOK



OPIS

Wrześniowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Przed Synodem o rodzinie”. Artykuły poświęcone są sprawom związanym z Synodem biskupów, który będzie obradował w przyszłym miesiącu w Rzymie na temat rodziny. Papież Franciszek pragnie kontynuacji szczerego, otwartego dialogu nawet na temat spraw trudnych, wierząc, że dzięki Duchowi Świętemu zostaną wypracowane właściwe rozwiązania. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się m.in. artykuł o rodzicach św. Teresy od Dzieciątka Jezus i ich drodze wiary i miłości („Historia Ludwika i Zelii Martin”), a także świadectwa związane z życiem rodzinnym i odpowiedź na naszą nową ankietę zatytułowaną „Bóg żyje i działa”. Zachęcamy wszystkich do podzielenia się swoim świadectwem. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Kościół, który się zmaga Papież Franciszek i jego wizja Synodu o rodzinie..... 4
Liczy się metoda Trzy zasady obowiązujące na Synodzie..................... 9
Dialog, nie dyskusja Jak zorganizować swój własny „synod rodzinny”..... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 września..................18


MAGAZYN


Dorastanie do swego powołania Historia Ludwika i Zelii Martin – Mauree O'Riordan ........................44
Droga do pojednania Jak moja młodsza siostra została moją przyjaciółką – Kathryn Elliott............................49
Przyjąć „ducha proroctwa” Sposoby skutecznej ewangelizacji w rodzinie – Fernando André Leyva................................................ 53
Pan pomaga tym, którzy Mu ufają – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.................. 57
Nasze lektury............................................................ 60
Nasza ankieta........................................................... 62
Krzyżówka................................................................ 63
Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

W przyszłym miesiącu papież Franciszek otworzy kolejne nadzwyczajne zgromadzenie Synodu biskupów poświęconego rodzinie. Podobnie jak w zeszłym roku wezwie biskupów z całego świata, by zająć się problemami życia rodzinnego we współczesnym świecie. Mając w pamięci burzliwe dyskusje związane z zeszłorocznym Synodem, możemy być pewni, że także i to zgromadzenie przyciągnie tyle samo, jeśli nie więcej uwagi.
Dlaczego Papież poświęca tak wiele czasu małżeństwu i rodzinie? Dlaczego nie zająć się zamiast tego ewangelizacją czy Eucharystią? Jednym z najważniejszych powodów jest zaniepokojenie tym, w jaki sposób szybkie zmiany zachodzące w życiu rodzinnym oddziałują na Kościół i świat. Papież chce mieć pewność, że Kościół zaspokaja potrzeby duszpasterskie dzisiejszych małżeństw i rodzin.
Jak wiemy z jego homilii i szeroko nagłaśnianych wywiadów, papież Franciszek pragnie poruszyć wiele trudnych kwestii. Chce, abyśmy zastanowili się nad najlepszymi formami pomocy rozwiedzionym katolikom, którzy zawarli nowy związek cywilny i nie mogą przyjmować sakramentów. Chce odnieść się do rosnącej akceptacji dla zawierania „małżeństw” homoseksualnych. Pragnie szukać rozwiązań duszpasterskich adresowanych do par żyjących razem bez ślubu. Przede wszystkim zaś Ojciec Święty pragnie, byśmy zastanowili się, w jaki sposób możemy być Kościołem otwartym i miłosiernym, a zarazem trzymającym się nauki Pana.
Kwestie te budzą rzeczywiste napięcia w Kościele. Ci, którzy koncentrują się na miłosierdziu, pragną również być wierni doktrynom wiary. Z kolei tym, którzy podkreślają wierność doktrynie, także zależy na tym, by Kościół był domem miłosierdzia.
Z tych właśnie powodów papież Franciszek przykłada tak wielką wagę do zbliżającego się Synodu. Pragnie, by wszyscy jego uczestnicy podjęli otwarty i szczery dialog na temat tych trudnych i skomplikowanych spraw, wysłuchując z uwagą także opinii odmiennych niż własne. Chce, by każdy wypowiadał swoje zdanie bez lęku przed odrzuceniem czy potępieniem. Wierzy, że jest to jedyny sposób osiągnięcia jedności, a także przybliżenia się do poznania woli Bożej. Właśnie to miał na myśli, prosząc wszystkich, by gromadzili się w duchu parrezji – to jest otwartej, szczerej rozmowy.
Muszę przyznać, że szczerze podziwiam stanowisko papieża. Franciszek mógł podjąć wszystkie decyzje samodzielnie lub przy pomocy niewielkiej grupy osób. Mógł uciszyć opozycję lub przeprowadzić Synod za zamkniętymi drzwiami. Tymczasem zapewnił dziennikarzom absolutnie swobodny dostęp do informacji o przebiegu obrad.
Postawa Papieża wywarła ogromny wpływ na mój sposób odnoszenia się do ludzi, którzy mają inne poglądy – nawet w mojej własnej rodzinie. Nauczyliśmy się słuchać siebie nawzajem z większą uwagą i szacunkiem, a to przybliżyło nas do siebie.
Oczekując na rozpoczęcie Synodu, prośmy Ducha Świętego, aby prowadził wszystkich uczestników obrad. Przyjrzyjmy się też naszemu własnemu postępowaniu wobec innych ludzi. Uczmy się coraz lepiej słuchać siebie nawzajem, podejmując konstruktywny dialog.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Kościół, który się zmaga
Papież Franciszek i jego wizja Synodu o rodzinie
Czy myśląc o życiu rodzinnym, nie masz czasami wrażenia, że jesteś w samym środku długich i meczących zmagań zapaśniczych? Może małżeństwo twojej córki przeżywa kryzys i nie masz pojęcia, w jaki sposób jej pomóc? Może wnuki przestały chodzić do kościoła, co powoduje napięcia w rodzinie? Może nie potrafisz porozumieć się z mężem czy żoną w kwestiach finansowych? Może twoi sąsiedzi żyją bez ślubu, a ty wciąż zastanawiasz się, w jaki sposób powinieneś się do nich odnosić?
Wielu z nas przeżywa niepokój, słuchając napływających nieustannie wiadomości na temat małżeństwa i rodziny – od wyników referendum w sprawie „małżeństw” homoseksualnych po najnowsze statystyki dotyczące rozwodów. Czując, że ziemia zaczyna chwiać się nam pod nogami, oczekujemy stanowczych i jednoznacznych rozstrzygnięć.
Jeśli odnajdujesz się w tym opisie, wiedz, że nie jesteś sam. Co więcej, jesteś w doskonałym towarzystwie. Sam papież Franciszek wraz z biskupami całego świata zmaga się z bardzo podobnymi problemami!

▌ZMAGAJĄCY SIĘ PAPIEŻ
Jedną z funkcji Franciszka jako papieża jest strzeżenie depozytu wiary katolickiej. Brzmi to bardzo jednoznacznie, nie zawsze jednak jest dla nas jasne, jak mamy żyć prawdami naszej wiary, zwłaszcza w świecie ulegającym tak gwałtownym przemianom. Jak połączyć wezwanie do czystości z wezwaniem do miłosierdzia? Jak wcielać w życie ponadczasowe prawdy Ewangelii w coraz bardziej cynicznej i indywidualistycznej kulturze? Jak rozmawiać z ludźmi o wierze w taki sposób, by otwierać ich serca na Pana, a nie tylko prowokować kłótnie i pogłębiać podziały?
Na wiele z tych pytań nie ma prostych odpowiedzi, a już nawet samo ich publiczne stawianie może być ryzykowne. Jednak nie powstrzymało to papieża Franciszka przed zwołaniem aż dwóch Synodów poświęconych problemom współczesnej rodziny ani też przed apelowaniem o nowy poziom otwartości i przejrzystości podczas synodalnych debat, dyskusji czy nawet sporów pomiędzy uczestniczącymi w nich biskupami.
Franciszek wie, że próby wspólnego przyjrzenia się temu, co nas dzieli, są czymś zdrowym – nawet jeśli oznacza to ścieranie się ze sobą. Wie, że czymś równie zdrowym jest wydobywanie trudnych spraw na światło dzienne i życzliwe wysłuchanie tych, z którymi się nie zgadzamy. W przeciwnym razie oddajemy pole złości, plotkom i podziałom, co z kolei przyczynia się do pogłębienia polaryzacji i sprawia, że światło naszego świadectwa nie świeci pełnym blaskiem. Nie zapominajmy o słowach Jezusa, który powiedział, że jedyny pewny znak, po którym ludzie poznają, że jesteśmy Jego uczniami, to nasza wzajemna miłość
(J 13,35).

▌DUCH OTWARTOŚCI
Co więcej, Ojciec Święty zaprasza nas wszystkich do złączenia się z nim w modlitwie i zmaganiu z tymi ważnymi problemami. Wydaje się rozumieć, że skoro dotyczą one nas wszystkich, wszyscy też powinniśmy mieć udział
w ich rozwiązywaniu. Dlatego ogłaszając III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów na temat rodziny, które odbyło się w październiku ubiegłego roku, zaprosił nas wszystkich do odpowiedzi na kilka pytań dotyczących naszych własnych doświadczeń małżeńskich i rodzinnych. Był to początek długotrwałego procesu, który obejmie także kolejne zgromadzenie Synodu w październiku tego roku oraz kolejny kwestionariusz. Jak Franciszek powtarzał wielokrotnie, wszyscy jesteśmy ludem Bożym, a Duch Święty przemawia w szczególny sposób, gdy lud ten działa w jedności.
Przez cały rok, począwszy od otwarcia pierwszego Synodu o rodzinie, byliśmy świadkami tego, co Ojciec Święty nazwał duchem parrezji, który to grecki termin oznacza mówienie w sposób otwarty, śmiały. W przeciwieństwie do poprzednich synodów październikowe zgromadzenie było szeroko otwartym forum, na którym biskupi bez przeszkód mogli wyrażać różne poglądy bez obawy przed odrzuceniem czy sankcjami. Oczywiście wszyscy byli jednomyślni w takich kwestiach, jak wartość małżeństwa, duchowy wymiar miłości małżeńskiej czy potrzeba większego wsparcia ze strony Kościoła dla rodzin borykających się z problemami. Najbardziej ożywione dyskusje dotyczyły natomiast spraw kontrowersyjnych, takich jak kwestia udzielania Komunii świętej osobom rozwiedzionym żyjącym w związkach niesakramentalnych; warunki, pod jakimi mogą być dopuszczone do stołu Pańskiego osoby homoseksualne i transseksualne; oraz dramatyczny wzrost par mieszkających wspólnie i wychowujących dzieci bez wiązania się ślubem.
Tak więc, gdy 4 października Synod zbierze się ponownie, biskupi z pewnością poruszą wszystkie te tematy i być może również parę nowych. Jednak ten obecny dialog będzie prowadzony po wysłuchaniu opinii bardzo wielu osób świeckich. Biskupi rozważą ten nowy materiał, wypełniając swoje zadanie przygotowania odpowiednich wskazówek pastoralnych, które przedstawią pod rozwagę papieżowi Franciszkowi. Wszystko wskazuje na to, że w zgromadzeniu będzie panował ten sam duch otwartości, co w roku ubiegłym. Możemy być również pewni, że niezależnie od tego, co przekażą nam media, Duch Święty będzie dalej prowadził swój Kościół.

▌ZMAGAJĄCY SIĘ KOŚCIÓŁ
Cała ta dyskusja na temat rozwodów i powtórnych związków, sytuacji osób homoseksualnych oraz kryzysu rodziny budzi ogromne emocje. Jednak pod wieloma względami brzmi ona również bardzo znajomo. Nie po raz pierwszy w historii widzimy duszpasterzy i świeckich zmagających się z trudnymi wyzwaniami. Piotr i Paweł spierali się między sobą o sposób traktowania pogan pragnących włączyć się we wspólnotę Kościoła (Ga 2,11-14). Paweł i Barnaba mieli odmienny pogląd na to, czy można pozwolić Janowi Markowi na dalszą pracę misyjną, skoro już raz ich porzucił (Dz 15,36-41). W Starym Testamencie prorok Samuel i król Saul spierali się o sposób prowadzenia Izraelitów (1 Sm 13,10-14). W średniowieczu św. Franciszek z Asyżu spierał się ze swoim następcą o to, jak bardzo ubodzy mają być bracia mniejsi, a w XVI wieku św. Ignacy Loyola musiał walczyć z władzą kościelną o swoje Ćwiczenia duchowne.
Także w niedawnej przeszłości byliśmy świadkami sporów o to, jak powinno się wprowadzać w życie wskazania Soboru Watykańskiego II. Najwięcej kontrowersji budziły takie kwestie, jak ekumenizm, język liturgii czy rola kobiet w Kościele. W niektórych kręgach do dziś są one powodem podziałów i zażartych dyskusji. W innych ledwie je zauważono. Zmaganie się z nimi może wydawać się niepotrzebną stratą czasu, doświadczenie pokazuje jednak, że Bóg zawsze błogosławi naszym wysiłkom, gdy szukamy lepszych sposobów głoszenia Jego orędzia współczesnemu światu.

▌RÓBCIE ZAMIESZANIE!
Wszystkie te przykłady pokazują, że spory w łonie Kościoła są czymś absolutnie normalnym. Mamy prawo do dyskusji, do różnych opinii i interpretacji. Takie właśnie jest życzenie papieża Franciszka w stosunku do Synodu, a także do Kościoła jako całości. Wkrótce po swoim wyborze Papież zachęcił nas, by „iść i robić zamieszanie”. Chodziło mu o to, by wyjść do świata z Dobrą Nowiną, z orędziem Ewangelii. Zarazem jednak słowa Papieża zachęcają nas do akceptacji tego, że nawet w naszym Kościele może pojawić się zamieszanie i że może z niego wyniknąć coś dobrego.
Niewątpliwie spór Piotra i Pawła wywołał zamieszanie, ale w konsekwencji Kościół otworzył się na pogan. Gdyby nie zamieszanie wywołane przez Sobór Watykański II, nie mielibyśmy dzisiaj tylu świeckich głęboko zaangażowanych w misję Kościoła. Ekumenizm nie czyniłby tak dużych postępów, otwierając serca wiernych różnych denominacji na siebie nawzajem. Wielu ludzi nie doświadczyłoby obecności i darów Ducha Świętego. Pismo Święte nie miałoby tak wielu czytelników dotkniętych przez słowo Boże.
Gdyby nie zamieszanie wywołane przez papieża Franciszka, który zwołał Synod o rodzinie, mielibyśmy coraz więcej sfrustrowanych katolików, uważających, że Kościół nie chce ich wysłuchać ani wziąć pod uwagę ich potrzeb.

▌JEDNOŚĆ W DUCHU
Kiedy więc Synod rozpocznie swoje obrady, nie obawiajmy się zamieszania, które jest częścią naszej kościelnej tradycji. Bądźmy gotowi do życzliwego dialogu i modlitewnego wsłuchiwania się w prowadzenie Ducha Świętego. Wolno nam wyrażać swoje poglądy na temat dyskutowanych kwestii, nie wolno natomiast odrzucać czy nawet atakować ludzi, którzy się z nami nie zgadzają.
Przede wszystkim pielęgnujmy w sercach ducha miłości i cierpliwości. Jest rzeczą oczywistą, że podczas trwania synodu będą pojawiać się liczne biuletyny informacyjne, programy, blogi i doniesienia prasowe. Niektóre będą wiarygodne, inne wręcz przeciwnie. Niektóre rozsądne i wyważone, inne nie. Bardzo łatwo będzie dać się ponieść emocjom i uwikłać w niepotrzebne awantury. Nie pozwólmy na to! Próbujmy natomiast naśladować papieża Franciszka, który usiłuje „zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4,3).
Spróbuj zachować w pamięci z tego artykułu przynajmniej to jedno, że Bóg ma wspaniały, przepiękny plan dla swojego Kościoła. Obiecał przecież, że nawet „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Dlatego z ufnością powierzajmy Bogu Ojca Świętego i biskupów przez cały czas trwania Synodu. Starajmy się też o miłość i szacunek do siebie nawzajem jako braci i sióstr w Chrystusie. ▐

 

Liczy się metoda
Trzy zasady obowiązujące na Synodzie
4 października Synod o rodzinie wkroczy w swoją drugą fazę. Na tym kolejnym zgromadzeniu biskupi będą ponownie obradować nad wieloma sprawami, które wypłynęły w zeszłym roku. Jednak nie tylko te sprawy są ważnym aspektem Synodu. Równie ważny jest sam proces. Papież Franciszek pragnie, aby każdy członek Kościoła zabrał głos w skomplikowanych kwestiach związanych z małżeństwem i rodziną.
W tym celu wezwał wszystkich zainteresowanych do przestrzegania kilku podstawowych zasad. Chce, by wszyscy przystąpili do Synodu w duchu konstruktywnej kolegialności, która uchroni ich przed duchem podziału i brakiem elastyczności w postawach. Podejście Franciszka jest w tym podobne do podejścia rodziców wobec dzieci, którzy mogliby przyjąć twardą postawę typu: „ja mówię, ty słuchasz”, ale wolą stworzyć atmosferę autentycznego dialogu i pozwolić na swobodę wypowiedzi, o ile są one konstruktywne, szczere i ukierunkowane na budowanie wspólnego dobra.
W niniejszym artykule omówimy podstawowe zasady, które papież Franciszek uznał za nieodzowne w procesie synodalnym. Pomoże nam to najpierw zrozumieć sposób funkcjonowania Synodu, a następnie zastanowić się, jak możemy wprowadzić podobne zasady w naszych rodzinach.

▌PRZEJRZYSTOŚĆ
Pierwszym elementem, na którym zależało Ojcu Świętemu, jest to, by Synod odbywał się w duchu przejrzystości. Po zeszłorocznym Synodzie opublikowano notatki z grup roboczych, dokument tymczasowy oraz dokument końcowy, który zawierał nawet wyniki głosowań uczestników Synodu.
Jeśli ten Synod będzie przypominał zeszłoroczny, możemy spodziewać się codziennego napływu ogromnej ilości informacji. Reporterzy będą mieli dostęp do codziennych konferencji prasowych, do sprzecznych niekiedy komentarzy kardynałów oraz do wielu sprawozdań, ankiet i zestawień kościelnych dotyczących życia rodzinnego. Pojawi się też wiele komentarzy internautów w formie blogów, maili, tweetów czy postów na Facebooku.
Wynika z tego jasno, że papież Franciszek próbuje rozwiać poczucie tajemniczości, która miałaby otaczać obrady Synodu. Chce też zapobiec wszelkim negocjacjom za zamkniętymi drzwiami czy realizacji osobistych celów przez uczestników, które to zjawiska mogą towarzyszyć dużym zgromadzeniom – nie tylko w świecie biznesu, ale i w kręgach kościelnych. Pragnie, by wszystkich uczestników Synodu cechowała postawa otwartości i odpowiedzialności. Chce pokazać światu, że zarówno on sam, jak i jego współbracia biskupi próbują być otwarci i przejrzyści, na ile to tylko możliwe.

▌DIALOG
W listopadzie zeszłego roku, lecąc z Turcji do Rzymu, papież Franciszek uczestniczył w jednej ze swoich zwyczajowych „lotniczych konferencji prasowych”. Podczas rozmowy z dziennikarzami wyjaśnił, że synod to „nie parlament. To bezpieczna przestrzeń, w której może przemawiać Duch Święty”. A biskupi usłyszą głos Ducha Świętego, jeśli będą słuchać z uwagą i szacunkiem siebie nawzajem.
Aby osiągnąć ten cel, Ojciec Święty posłużył się tradycyjną jezuicką metodą podejmowania decyzji. Opiera się ona na przekonaniu, że Duch Święty pragnie działać przez każdego: samego Papieża, kardynałów i biskupów, a nawet tych obserwatorów, którzy niekoniecznie są ekspertami w dziedzinie Pisma Świętego i tradycji katolickiej. Papież, podobnie jak Ignacy Loyola, wierzy, że Bóg objawia swoją wolę przez ludzi, niezależnie od ich statusu.
Jako papież, Franciszek ma władzę uciszyć wszystkie głosy wyrażające opinie niezgodne z jego własnymi. On jednak nie jest zwolennikiem autorytarnego przywództwa. Chce, by biskupi w spokoju słuchali siebie nawzajem i modlili się wspólnie. Jest gotów podjąć ryzyko wywołania pewnego zamieszania po to, by dojść do głębszego poznania prawdy. Dlatego też kilkakrotnie prosił wszystkich, by mieli odwagę swobodnie wyrażać swoje myśli w klimacie otwartości i wzajemnej szczerości.
Naturalnie taka swoboda wyrażania się może wywołać pewien dyskomfort, niepokój, a nawet zażenowanie wśród uczestników Synodu. Franciszek jest jednak przekonany, że Duch Święty będzie czuwał nad jednością Kościoła.
W przemówieniu wygłoszonym na zakończenie zeszłorocznego Synodu papież Franciszek podsumował swoją metodę dialogu i rozeznawania słowami: „Osobiście byłbym bardzo zaniepokojony i zasmucony… gdyby wszyscy byli zgodni albo milczeli w fałszywym, pokoju”. Na szczęście tak się nie stało. „Zamiast tego widziałem i słyszałem – odczuwając radość i wdzięczność – przemówienia i wystąpienia pełne wiary, gorliwości duszpasterskiej i doktrynalnej, mądrości, szczerości, męstwa i parrezji”.

▌BRAK LĘKU PRZED PODZIAŁEM
Od rozpoczęcia pierwszego Synodu o rodzinie ścierały się ze sobą dwa odmienne poglądy. Pierwszy z nich głosi, że podstawą dyscypliny kościelnej w sprawach małżeństwa, seksualności i życia rodzinnego powinna być doktryna i Pismo Święte. Osoby wyznające ten pogląd przywiązują wielką wagę do dochowania wierności nauce Chrystusa. Z kolei drugi pogląd głosi, że Kościół powinien przyjąć postawę bardziej przystępną, stając się czymś w rodzaju otwartego dla wszystkich „szpitala polowego”. Osoby wyznające ten pogląd chcą, by Kościół bardziej otworzył się na problemy zwyczajnych ludzi.
Oczywiście nie oznacza to, że ci, którzy podkreślają wagę doktryny, nie są zainteresowani otoczeniem duszpasterską troską małżeństw niesakramentalnych czy też katolików o orientacji homoseksualnej. Nie oznacza to też, że ci, którzy dają prymat sprawom duszpasterskim, nie mają szacunku dla doktryny. Jest to raczej kwestia innego rozłożenia akcentów niż skrajnej różnicy poglądów.
Rozważmy to na przykładzie Pisma Świętego. Zawarte w nim nauczanie na temat małżeństwa i rodziny jest niezwykle jasne. W Księdze Rodzaju czytamy o tym, że mężczyzna i kobieta w małżeństwie stają się „jednym ciałem” (Rdz 2,24). Jezus potwierdził to nauczanie, mówiąc o nierozerwalności małżeństwa (Mk 10,8-9; Mt 5,32). Zarazem jednak Ewangelie wielokrotnie ukazują ogromne miłosierdzie Jezusa. Proponował wodę żywą rozwiedzionej kobiecie, która miała pięciu mężów (J 4,13-19). Opowiedział przypowieść
o młodzieńcu, który doznał miłosierdzia, chociaż zmarnotrawił majątek rodzinny, żyjąc w grzechu (Łk 15,11-32). Polecił nam przebaczać nie „siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,22).
W rzeczywistości więc te dwa na pozór sprzeczne poglądy łączą się ze sobą. Wszyscy powinniśmy być miłosierni, otwarci i współczujący. Jednocześnie jednak mamy mocno trzymać się nauki Jezusa. Czasami trudno jest pogodzić w sobie te dwie postawy. Często nie ma tu łatwych odpowiedzi. Uwierzmy jednak, że Jezus pragnie wskazywać nam właściwą drogę. On za bardzo zaangażował się w nasze życie – w życie każdego człowieka – żeby opuścić nas wtedy, gdy najbardziej Go potrzebujemy. Dlatego nie przestawajmy mówić otwarcie, słuchać z pokorą i rozeznawać z uwagą, ufając, że Duch Święty zachowa nas w jedności ze sobą.

▌OSTATNIE SŁOWO
Ważne, byśmy pamiętali, że październikowy Synod pomimo całej swej przejrzystości, szczerego dialogu i wnikliwych debat nie będzie miał ostatniego słowa. Ono należy do papieża Franciszka, który wyda adhortację apostolską. Dokument ten, który prawdopodobnie ukaże się mniej więcej rok po Synodzie, będzie zawierał wnioski Papieża oraz jego własne nauczanie i refleksje. Jak powiedział na zakończenie zeszłorocznego Synodu: „Trzeba… przeżywać to wszystko ze spokojem, z pokojem wewnętrznym, także dlatego, że obecność Papieża jest dla wszystkich gwarancją”.
Wiemy, że przygotowując adhortację, Ojciec Święty rozważy na modlitwie wszystkie materiały z pierwszego Synodu, ankiety oraz dokumenty Synodu tegorocznego. Biorąc pod uwagę wszystkie kwestie, z jakimi zmaga się Synod, wydaje się to zadaniem niemożliwym do wykonania. Z pewnością to, co ostatecznie powie Papież, spotka się z entuzjazmem jednych i krytyką drugich. Mimo to jednak papież Franciszek chce zdecydowanie rzucić nowe światło na małżeństwo i rodzinę. Nasuwa się tu analogia z Janem Pawłem II, który wyszedł naprzeciw młodym ludziom, inicjując Światowe Dni Młodzieży, a także z Benedyktem XVI, który dał nowy impuls ruchom katolickim, wnoszącym dziś tak wiele w życie Kościoła. W każdym z tych przykładów mamy obraz papieża słuchającego uważnie i reagującego z miłością – dla dobra i budowania Kościoła.

▌PRZYJDŹ, DUCHU ŚWIĘTY!
Co więc mamy robić przez najbliższe tygodnie, a zwłaszcza podczas obrad Synodu? Możemy modlić się o to, by Duch Święty prowadził wszystkich, którzy w październiku zgromadzą się w Rzymie. Możemy modlić się, aby byli otwarci na Ducha Świętego i na siebie nawzajem, aby we wszystkich debatach brał górę duch braterstwa i konstruktywnej współpracy. Wreszcie możemy modlić się o to, by obrady Synodu przyniosły błogosławieństwo Kościołowi i aby dzięki nim wszyscy mogli zobaczyć Kościół oddany, mężny
i z przekonaniem głoszący dobrą nowinę o małżeństwie i rodzinie światu, który tak bardzo potrzebuje jasnych odpowiedzi. ▐


MEDYTACJE:
▌Niedziela, 6 września
Iz 35,4-7a
Powiedzcie małodusznym: „Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35,4)
Dzisiejsze czytania ukazują nam, jakiego życia Bóg dla nas pragnie – życia w wolności, życia oddanego służbie in-
nym. Mówią też o tym, że przeszkodą w prowadzeniu takiego życia bywa często lęk. Przykładowo, w drugim czytaniu Jakub poleca nam przyjmować potrzebujących i odrzuconych. Czy nie masz jednak poczucia, że lęk często powstrzymuje cię przed wchodzeniem w nieznane sytuacje? A może boisz się prosić o cud ze śmiałością, jaką wykazał Jezus w dzisiejszej Ewangelii?
W Biblii znajdujemy setki sytuacji, w których Bóg mówi komuś: „Nie lękaj się”, i słowa te są zazwyczaj bardzo na miejscu. Już sama myśl o ujrzeniu Boga w całej Jego chwale może budzić grozę! Jednak w dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg nie tylko mówi Izraelitom, aby przestali się lękać, lecz również poleca im dodawać odwagi innym. Jest w tym głęboka mądrość, gdyż nic tak skutecznie nie pomaga w przezwyciężeniu własnego lęku, jak pomaganie innym w jego pokonaniu.
Zauważmy, jak często w naszych rozmowach ze znajomymi, sąsiadami czy kolegami z pracy pojawia się motyw lęku. Wyrażamy swój niepokój, rozmawiając o bieżących wydarzeniach politycznych, o naszych finansach czy sytuacjach rodzinnych. Próbujmy tak kierować tymi rozmowami, aby znalazło się w nich miejsce także na bardziej krzepiące historie. Opowiedzmy o tym, jak doświadczyliśmy działania Boga w naszym życiu lub w życiu kogoś bliskiego. Podzielmy się tym, co ostatnio odkryliśmy w Piśmie Świętym, lub choćby tym, co przeczytaliśmy w którejś z naszych medytacji. Kiedy Bóg mówi nam, abyśmy się nie bali, nie są to puste słowa – On daje nam również tysiące powodów, by żyć bez lęku. Słuchajmy Go, a nasze serca – i serca tych, których mamy wokół siebie – napełnią się odwagą.
Przypomnij sobie dzisiaj historie ze swojego życia, które mógłbyś „wyciągnąć z rękawa”, aby dodać odwagi małodusznym – włączając w to także siebie samego.
„Panie, Ty wciąż pomagasz mi przezwyciężać lęk. Pomóż mi nie tylko samemu żyć odważnie, ale również dodawać odwagi innym.”
Ps 146,6-10
Jk 2,1-5
Mk 7,31-37

▌Wtorek, 8 września
Narodzenie Najświętszej Maryi Panny
Mt 1,1-16.18-23
Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel. (Mt 1,23)
Dziś obchodzimy urodziny Matki Bożej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by upiec ciasto i świętować razem z całą rodziną!
Wydaje ci się to dziwne? Ale przecież, kiedy ktoś bliski obchodzi urodziny, zwykle staramy się jakoś zaznaczyć ten fakt. Dzień ten jest dla nas dniem szczególnym, gdyż kochamy tę osobę i chcemy wyrazić to, że jest ona dla nas kimś ważnym.
Dlaczego mielibyśmy inaczej traktować Maryję, naszą Matkę? Ona także należy do naszej rodziny! Od początku czasów, kiedy to Bóg Ojciec postanowił posłać do nas swego Syna, była Ona przeznaczona na Jego Matkę. My natomiast, za przyczyną Chrystusa, staliśmy się dziećmi Boga – braćmi i siostrami Jezusa. Maryja jest więc także naszą Matką. Dzisiejsza Ewangelia, podająca rodowód Jezusa, jest zarazem i naszą duchową genealogią. Możemy prześledzić swój duchowy rodowód, poczynając od Abrahama, naszego przodka w wierze, aż po Józefa i Maryję. Ich historia jest naszą historią. Ich nadzieje i pragnienia także są naszymi. Innymi słowy, jesteśmy jedną rodziną!
Jako członek Bożej rodziny, masz – podobnie jak Maryja – ważną rolę do odegrania w Bożych planach. W rodzinie nikt nie jest bezużyteczny. Jako matka czy ojciec, brat czy siostra, syn czy córka, niesiesz Chrystusa otaczającym cię ludziom, jak to czyniła Maryja. To niełatwa misja, ale masz w niej zapewnione wsparcie najlepszej Matki świata. Zresztą nie tylko Jej. Nie jesteś sam na świecie! Należysz do wielkiej, wspaniałej rodziny Bożej!
Dzisiejszy dzień zdecydowanie należy uczcić. Ciesz się wraz z braćmi i siostrami wspaniałą Matką, jaką Bóg cię obdarzył!
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś mi Maryję za Matkę. Pomóż mi przyjąć z radością rolę, jaką mi wyznaczasz w budowaniu Twojego królestwa,”
Mi 5,1-4a albo Rz 8,28-30
Ps 13,6

▌Niedziela, 13 września
Mk 8,27-35
Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. (Mk 8,32)
Piotr ośmielił się wypowiedzieć głośno wstrząsającą myśl, która przyszła mu do głowy. „Ty jesteś Mesjasz” – wyznał Jezusowi. W relacji Mateusza (Mt 16,13-19) Jezus nazywa Szymona błogosławionym, stwierdzając, że myśl ta została mu dana z góry. Jednak Jezus nie pozwala Piotrowi napawać się tym nowym odkryciem. Wyjaśnia natychmiast, co to znaczy być Pomazańcem Boga – oznacza to cierpienie i śmierć, zarówno dla Niego samego, jak i dla Jego uczniów.
Reakcja Piotra jest tyleż spontaniczna, co zrozumiała – jest przerażony. Jezus jednak upomina go za to, że myśli po ludzku, a nie po Bożemu. Skoro Piotr zaczął już patrzeć na sprawy z Bożej perspektywy, powinien dalej konsekwentnie tak je oceniać.
Następnie Jezus powierza Piotrowi zwierzchnictwo nad Kościołem. Piotr potrzebuje jednak zrozumieć, że przywództwo nie oznacza panowania nad innymi, lecz oddawanie dla nich życia (Mk 10,42-45). Nie może sprawować władzy, opierając się jedynie na własnej sile i mądrości. Musi je złożyć u stóp Chrystusa i przyjąć dar ofiarowany mu przez Boga: nowe serce, nowe myślenie, nowy sposób życia.
Zapieranie się samego siebie i branie swojego krzyża polega między innymi na tym, że odrzucamy nasze naturalne, spaczone grzechem myślenie i prosimy Boga, aby pomógł nam patrzeć na sprawy tak, jak On na nie patrzy. A z Jego punktu widzenia cierpienie i śmierć nie są ostatecznym złem – o wiele gorszy jest grzech i bunt przeciwko woli Ojca.
Który jeszcze z naszych poglądów powinniśmy zweryfikować? Być może ten, że kariera i bezpieczeństwo są ważniejsze niż troska o dom i dzieci czy zachowywanie nauki Kościoła. Być może zdroworozsądkowe, choć mało chrześcijańskie myślenie, że nie mogę kochać innych, dopóki najpierw nie pokocham siebie, że potrzeby moje i mojej rodziny są ważniejsze niż potrzeby ubogich, a potrzeby materialne ważniejsze niż duchowe.
Dziś na modlitwie poproś Boga, aby pokazał ci, gdzie powinieneś skorygować swoje myślenie, abyś mógł bardziej otworzyć się na Jego miłość.
„Ojcze, otwórz przede mną skarby Twojej mądrości. Chcę widzieć wszystko i wszystkich tak, jak Ty ich widzisz.”
Iz 50,5-9a
Ps 116,1-6.8-9
Jk 2,14-18

▌Poniedziałek, 14 września
Podwyższenie Krzyża świętego
Lb 21,4b-9
Lud stracił cierpliwość. (Lb 21,4)
Węże syczą u twoich stóp. Wokół padają ludzie zatruci ich jadem. W tobie zamiera już nadzieja, ponieważ widzisz, że ukąszenie jest tylko kwestią czasu. Nagle słyszysz donośny głos wzywający wszystkich do spojrzenia na węża z brązu zawieszonego na palu. Zmuszasz się do oderwania wzroku od wijących się na ziemi gadów, spoglądasz na węża i zauważasz, że wszyscy, którzy na niego patrzą, zostają uzdrowieni.
Dzisiejszy fragment mówi nam, że cała ta sytuacja zaczęła się od grymaszenia przy jedzeniu. Jak Izraelici, którzy zostali wyprowadzeni z niewoli egipskiej, mogli narzekać na coś tak mało znaczącego jak pokarm? My dziś prawdopodobnie nie musimy ratować się przed plagą węży, jednak także i nasze drobne narzekania mogą sprowadzić na nas duchowe „węże”, które szybko zatrują atmosferę naszych domów czy miejsc pracy.
Wszyscy wiemy, jak łatwo jest ulec pokusie bezsensownego narzekania. Może się to zdarzyć nawet najlepszym z nas. To, co na początku było niewinnym daniem upustu swojej frustracji, może – jeśli nie zostanie przez nas opanowane – przerodzić się w niecierpliwość i gniew. Z kolei za nimi szybko wślizgną się krytykanctwo, plotki i brak życzliwości. Zanim się spostrzeżemy, znajdujemy się już – jak Izraelici – w sytuacji, z której trudno jest znaleźć wyjście.
Uciekajmy się wtedy do mocy krzyża! Krzyż, podobnie jak wąż, był symbolem śmierci, jedną z najokrutniejszych i najbardziej upokarzających form egzekucji. Jednak dzięki Chrystusowi, który dobrowolnie go przyjął z miłości do nas, krzyż stał się symbolem życia. Odtąd nawet śmierć poddaje się jego mocy, a trujący jad węży zostaje pokonany.
Zastanów się dziś przez chwilę nad tym, czym jest dla ciebie ofiara Jezusa. Pomyśl, w czym już doświadczyłeś zwycięstwa krzyża. A kiedy przychodzi na ciebie pokusa narzekania, zatrzymaj się na chwilę, weź głęboki oddech i przypomnij sobie te zwycięstwa, a przekonasz się, że pokusa odejdzie.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za miłość, którą okazałeś mi przez swój krzyż.”
(albo Flp 2,6-11)
Ps 78,1-2.34-38
J 3,13-17

▌Wtorek, 15 września
Najświętszej Maryi Panny Bolesnej
J 19,25-27
I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19,27)
Każdy z nas ma w domu przedmioty przypominające nam o Maryi – obrazy, figury, różańce. Jednak Jan wziął do swego domu Matkę Boga w Jej własnej osobie! Z pewnością życie pod jednym dachem z Maryją było dla umiłowanego ucznia niezwykłym doświadczeniem. Kontakt z Nią na pewno pogłębił jego więź z Panem i pomógł mu skuteczniej głosić Jezusa światu.
Jan otrzymał wyjątkową szansę zrozumienia tego, kim jest Jezus. Maryja znała Go przecież lepiej niż jakikolwiek inny człowiek. Chociaż na kartach Ewangelii po narodzeniu Jezusa zdaje się odchodzić w cień, to przecież uczyła się od Niego przez całe życie. Jak mówi Ewangelista Łukasz: „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19).
Jan i Maryja z pewnością modlili się wspólnie oraz rozważali życie i śmierć Jej Syna. Kiedy Jan wspominał różne przeżycia ze wspólnych wędrówek z Jezusem, Maryja pomagała mu uchwycić ich głębszy sens, rzucając nowe światło na ważne wydarzenia z Jego życia – Jego narodzenie, ukryte życie w Nazarecie, działalność publiczną i mękę. Jan nie odmawiał wprawdzie Różańca, ale pozwalał Matce Bożej wprowadzać się w tajemnice wiary.
Pod krzyżem Maryja stała się Matką Bolesną, ale Jej ból mieszał się z radością, gdy myślała o odkupieniu całego rodzaju ludzkiego, wysłużonym przez Jej Syna. Uczy nas przez to, że także w największych naszych cierpieniach istnieje nadzieja zbawienia i obietnica życia wiecznego dla wszystkich, którzy trwają mocno w wierze i pokładają ufność w miłosierdziu Boga.
Jak możemy przyjąć Maryję do naszych domów? Możemy rozważać wraz z Nią tajemnice życia Jej Syna. Możemy przynosić Jej nasze doświadczenia, zwątpienia, niejasności, prosząc, by wyjednała nam światło. Możemy prosić, by pomagała nam przyjmować te spośród Jej dzieci, które niekiedy trudno nam kochać. Maryja jest Matką całego Kościoła – i my także traktujmy Ją jak naszą Matkę.
„Święta Maryjo, Matko Boża, zapraszamy Cię, abyś zeszła z naszych ścian w nasze codzienne życie. Złącz nasze smutki i radości z Twoimi, przemieniając je obecnością Twojego Syna, którego zawsze nosisz w swoim sercu.”
Hbr 5,7-9
Ps 31,2-6.15-16.20
(albo Łk 2,33-35)

▌Poniedziałek, 21 września
Św. Mateusza, Apostoła
i Ewangelisty
Mt 9,9-13
Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? (Mt 9,11)
Jezus często zachowywał się dokładnie odwrotnie, niż tego się po Nim spodziewano. Kiedy nie uzdrawiał w szabat ani nie głosił przesłania stojącego w sprzeczności z uświęconą tradycją, dla odmiany zadawał się z zupełnie nieodpowiednimi ludźmi lub rozgrzeszał publicznych grzeszników. Czynił tak, gdyż w przeciwieństwie do większości swoich krytyków nie poprzestawał na zewnętrznym tylko oglądzie człowieka czy sytuacji, lecz potrafił dojrzeć głębszą prawdę i ukryte piękno. Innymi słowy, patrzył na życie z Bożej perspektywy.
Co sprawiło, że Jezus wyłowił Mateusza spośród tłumu i powołał go do grona swych uczniów? Być może chciał pokazać, że u Boga jest miejsce nawet dla najbardziej znienawidzonych ludzi. Chciał dać nam jasno do zrozumienia, że nawet w tych, których zwykle odrzucamy, tlą się iskierki dobra, które właściwie pielęgnowane mogą zapłonąć Bożą miłością.
Co takiego zobaczył więc Jezus w Mateuszu, że zdecydował się powołać właśnie jego? Jak ten skupiony na sobie celnik mógł Mu pomóc w głoszeniu królestwa Bożego? Jakie dary wnosił on do grona Apostołów?
Być może Jezus zobaczył, że Mateusz jest człowiekiem wytrwałym, upartym i ma dużą zdolność perswazji. Regularne wyciskanie pieniędzy z ludzi nie jest łatwym zadaniem – i to na dokładkę ze swoich rodaków! Także wykształcenie Mateusza nie było tu bez znaczenia – niektórzy sądzą, że Ewangelia nosząca jego imię jest najlepiej skonstruowana i napisana ze wszystkich czterech. A może Mateusz po prostu miał dar bezpośredniego kontaktu z ludźmi tam, gdzie innych powstrzymywało poczucie zażenowania czy kompleksy – co jest cechą przydatną ewangelizatorom nie mniej niż celnikom!
Czy zastanawiałeś się już, które z twoich talentów mogą być wykorzystane przez Boga? Nie ograniczaj się do tych najbardziej oczywistych. On może posłużyć się Tobą w zupełnie nowy sposób, wykorzystując także te cechy, które uważasz za negatywne. Nie ograniczaj więc Pana Boga! A jeśli nie wiesz, czego pragnie przez ciebie dokonać i jaki będzie kolejny krok, po prostu Go o to zapytaj!
„Panie, wysławiam Cię za Twój wspaniały plan. Otwieram się na Twoje prowadzenie. Pokaż mi, jak mam dziś Tobie służyć.”
Ef 4,1-7.11-13
Ps 19,2-5

▌Wtorek, 29 września
Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała
Dn 7,9-10.13-14
Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. (Dn 7,10)
Kto powiedział, że aniołowie nie istnieją naprawdę? Przytoczmy tu pewną autentyczną historię. Podczas pielgrzymki po Europie pewien Amerykanin czujący powołanie do kapłaństwa przeżył tajemnicze spotkanie. Chodził po Barcelonie bez grosza przy duszy, kiedy obcy, dobrze zbudowany mężczyzna zaproponował, że kupi mu posiłek. Zjedli i pożegnali się. Nie poznał nawet imienia swojego dobroczyńcy. Gdy dwa tygodnie później robił zakupy w Madrycie, spotkał tego samego człowieka! Pobiegł po swoją matkę, aby ona także mogła go poznać, jednak po powrocie zastali jedynie kartkę: „Niech was Bóg błogosławi. Michał”.
Czy mógł to być ten sam Michał Archanioł, którego święto dzisiaj obchodzimy? Trudno o tym przesądzać. Jednak historia ta bardzo pasuje do spo- sobu działania Michała, choć jest on znany głównie jako obrońca Kościoła i pogromca mocy piekielnych (Ap 12,7). Wielu ludzi osobiście doświadczyło jego opieki, a papież Leon XIII miał do niego takie nabożeństwo, że ułożył odmawianą do dziś modlitwę: „Święty Michale Archaniele, broń nas w walce”.
Ewidentnie w sferze ducha mamy potężnych sprzymierzeńców. Chociaż niewielu z nas w tym życiu spotka osobiście Michała, Rafała czy Gabriela, mamy do czynienia z innymi Bożymi wysłannikami, przedstawicielami owych „tysięcy tysięcy” (Dn 7,10), o których mówi dzisiejsze pierwsze czytanie. Kto wie, jak wiele razy przychodzili nam oni z pomocą! Prowadzili nas tam, gdzie mieliśmy się znaleźć, sprowadzali z błędnych dróg, przypominali fragment Pisma Świętego, który był nam akurat potrzebny. A może odciągnęli od obejrzenia szkodliwego filmu czy programu telewizyjnego?
Przypomnijmy sobie dziś, że nigdy nie jesteśmy sami. Mamy przy sobie nie tylko Jezusa i świętych, ale także aniołów! Bądźmy wdzięczni za ich wysiłki, których celem jest wyłącznie to, abyśmy kiedyś mogli oglądać Pana. Uwierz zatem, że aniołowie są zawsze przy tobie. Pomagają ci w zwyczajnych i nadzwyczajnych sytuacjach. Strzegą, prowadzą i kierują tobą na wszystkich twoich drogach.
„Ojcze, dziękuję Ci za naszych anielskich opiekunów. Oby doprowadzili nas oni do Twego królestwa.”
(albo Ap 12,7-12a)
Ps 138,1-5
J 1,47-51

MAGAZYN:

Dorastanie do swego powołania
Historia Ludwika i Zelii Martin
Czy narzeczeni zbliżający się do ołtarza rozumieją do końca, na co się decydują, wypowiadając sakramentalne „tak”?
W pewnym sensie i tak, i nie. Tak, gdyż biorąc ślub kościelny, akceptują tym samym Boży plan wobec małżeństwa. Nie, gdyż dopiero żyjąc w małżeństwie, mąż i żona zaczynają rozumieć, czym jest miłość małżeńska i mają szansę się jej uczyć.
Doskonałym tego przykładem są Ludwik i Zelia Martin, rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Para ta potrzebowała nawrócenia do tego, by przyjąć swoje własne powołanie małżeńskie! Jednak w ciągu przeżytych wspólnie dziewiętnastu lat Martinowie odkryli Pana w sobie nawzajem oraz docenili Boży dar miłości małżeńskiej. Przyjmując w pełni swoje powołanie, doszli w nim do świętości.
W przyszłym miesiącu, kiedy papież Franciszek dokona oficjalnego aktu ogłoszenia ich świętymi, Ludwik i Zelia staną się pierwszą parą małżeńską kanonizowaną wspólnie – na znak tego, że to właśnie relacja małżeńska stała się głównym tworzywem ich świętości. Jest to także znak dla nas, że niezależnie od tego, jakimi drogami dana para podążała dotąd i jak wiele musi się jeszcze nauczyć, Bóg potrafi działać z mocą w sercach obojga małżonków, o ile tylko oni sami zechcą pozwolić Mu złączyć się w jedno.

▌NIEPEWNY START
Małżeństwo nie było pierwszym wyborem tej pary. Oboje mieli za sobą nieudaną próbę wstąpienia do zakonu. Ludwika zdyskwalifikowała nieznajomość łaciny, Zelii powiedziano, że nie ma powołania do życia zakonnego. Nastawiła się wówczas na małżeństwo, prosząc Boga, by dał jej wiele dzieci, które mogłaby wychować dla nieba. Aby zarobić sobie na posag, nauczyła się koronczarstwa i założyła dobrze prosperującą firmę. W międzyczasie Ludwik otworzył zakład zegarmistrzowski. Prowadził pracowite i pobożne życie, miał też wielu przyjaciół, nie przejawiał jednak żadnej skłonności do małżeństwa.
W kwietniu 1858 roku, przechodząc przez most w Alencon, Zelia ujrzała Ludwika i usłyszała wewnętrzny głos: „Oto ten, którego wybrałem dla ciebie”. Nie znali się zupełnie, a trzydziestopięcioletni Ludwik był zdeklarowanym kawalerem. Mimo to 13 lipca, około trzech miesięcy od pierwszego „przypadkowego” spotkania, Zelia i Ludwik zawarli związek małżeński.
Z pewnością dał im się we znaki brak dobrego kursu przedmałżeńskiego. Jak się okazało w trakcie nocy poślubnej, wiedza Zelii na temat pożycia małżeńskiego była wyjątkowo nikła. Kiedy Ludwik uświadomił jej, na czym polega konsumacja małżeństwa, była tak zszokowana, że zaproponował jej, aby żyli jak brat z siostrą. Następnego ranka zaślubieni celibatariusze odwiedzili siostrę Zelii, zakonnicę wizytkę, przed którą Zelia wypłakała całe swoje serce.

▌NAWRÓCENI NA MAŁŻEŃSTWO
Jednak o osiem lat starszy Ludwik miał wiele cierpliwości do swojej żony, a ona powoli uczyła się mu ufać. Dorastając nie doświadczyła zbyt wiele miłości. Wychowana przez surową matkę, wyznała, że jej dzieciństwo było „smutne jak całun”. Małżeństwo z Ludwikiem dało jej miłość i przyjaźń, jakiej wcześniej nigdy nie zaznała. Dziesięć miesięcy po ślubie jedno z nich (nie wiadomo które) podzieliło się ze spowiednikiem swoją nietypową sytuacją. Ten doradził im podjęcie normalnego współżycia małżeńskiego i tak też uczynili.
Z listów Zelii pisanych w ciągu kolejnych kilku lat wyłania się obraz głęboko zakochanej w sobie pary. W liście do brata pisała: „Zawsze jestem z nim tak szczęśliwa… Co za świętym człowiekiem jest mój mąż”. Będąc w odwiedzinach u krewnych, pisała do męża: „Tęsknię za tym, by być blisko ciebie, mój kochany Ludwiku. Kocham ciebie całym sercem… Nie potrafiłabym żyć z dala od ciebie”. Ludwik czuł do niej to samo. „Moja najdroższa – pisał będąc w podróży służbowej – czas mi się dłuży i tęsknię za tym, by być z tobą.”
Zaczęły przychodzić na świat dzieci – razem dziewięcioro, choć jedynie pięć córek dożyło wieku dorosłego. Rodzicielstwo stało się dla małżonków jakby drugim nawróceniem do powołania małżeńskiego. Wspominając po latach to doświadczenie, Zelia pisała: „Kiedy urodziły się nasze dzieci, zmieniło się nasze myślenie. Żyliśmy tylko dla nich. Były całym naszym szczęściem”.
Ludwik, niedoszły mnich, odkrył wielką radość w ojcostwie. Kiedy zaniósł do chrztu Marię, ksiądz zauważył, że wygląda na szczęśliwego. Ludwik odpowiedział: „Przychodzę tu prosić o chrzest po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni!”. Nawet Zelia, która modliła się o wiele dzieci, nie spodziewała się aż takiej radości. Pisząc o swojej czwartej córce, Helenie, nie posiadała się z radości: „Nie mogę uwierzyć, że mam zaszczyt być matką tak rozkosznej istotki… Och! Doprawdy, nie żałuję, że wyszłam za mąż”.

▌MAŁA DROGA MIŁOŚCI
Tworzenie wspólnego domu przybliżało małżonków do Pana. Praktykowali modlitwę rodzinną, uczyli swoje córki poznawać i kochać Jezusa. W dni powszednie Ludwik i Zelia uczestniczyli w porannej Mszy świętej o 5.30.
W listach Zelii znajdujemy opisy wielu domowych radości – wspólnych posiłków, zabaw, wycieczek, świętowania rodzinnych uroczystości. Jednak i ona, i Ludwik mieli wiele obowiązków, a ich plan dnia bywał bardzo napięty. Oboje pracowali zawodowo, każde miało własną firmę i zobowiązania wobec klientów. Zelia rzadko kładła się spać przed północą starając się podołać wszystkim swoim zajęciom. Ludwik, mający zakład zegarmistrzowski, był również właścicielem kilku nieruchomości, które musiał nadzorować oraz pertraktować z najemcami. Przez kilka lat opiekowali się również swoimi rodzicami – mieszkali w jednym domu z matką i ojcem Ludwika, następnie przeprowadził się do nich owdowiały ojciec Zelii.
W powodzi obowiązków małżonkowie znajdowali jednak czas na to, by wyrażać sobie wzajemną miłość i udzielać wsparcia. Zelia starała się tak organizować gospodarstwo domowe, aby najmniejszy szczegół był po myśli męża. On z kolei był oddanym ojcem, a także na różne sposoby starał się ułatwiać życie swojej żonie. Po pewnym czasie porzucił zegarmistrzostwo i zajął się stroną administracyjną jej zakładu koronczarskiego.
Małżonkowie nie zamykali się jedynie w gronie rodzinnym. Wspierali hojnie tych, których spotkało nieszczęście, byli też czuli na potrzeby służących, najemców, pracowników i sąsiadów. Kiedy znaleźli starszego człowieka marznącego w stajni, nakarmili go, zapewnili mu ciepłą odzież i wyszukali mieszkanie. Gdy usłyszeli, że dwie kobiety podające się za zakonnice znęcają się nad przybraną córką, Zelia ocaliła dziewczynkę z ich rąk i podała je do sądu. Córka Celina wspominała, że często do ich domu przychodzili ubodzy po jedzenie i ubranie, a wrażliwa Zelia płakała słuchając ich historii.

▌W DOBRYCH I ZŁYCH CZASACH
Ludwika i Zelię przybliżyły do siebie również życiowe próby, podczas których wciąż zachęcali się nawzajem do ufności w Bożą miłość do nich i ich dzieci. W ciągu czterech lat stracili trójkę niemowląt i pięcioletnią Helenę. Z niepokojem czuwali przy łóżku Marii, która w wieku trzynastu lat omal nie umarła na tyfus.
Wychowując córkę Leonię, Ludwik i Zelia zaznali cierpienia rodziców zmuszonych stawić czoło swoim własnym słabościom i niedociągnięciom. Leonia była trudnym dzieckiem – ponurym i tak niesfornym, że wydalono ją ze szkoły. Rodzice próbowali ją zrozumieć i do niej dotrzeć, niestety na próżno. Przełom nastąpił, kiedy wyszło na jaw, że przez całe lata Leonia – wówczas już nastolatka – była szykanowana i poniewierana przez służącą. W tym czasie u Zelii stwierdzono nieoperacyjnego raka piersi, a jej największą troską było, co stanie się „z tym biedactwem”. (Proces beatyfikacyjny Leonii jest w toku – ale to już inna historia!).
Chociaż choroba Zelii była dla małżonków ogromnym ciosem, przyjęli to wyzwanie z zaufaniem do Boga, otaczając się nawzajem pełną miłości troską, tak charakterystyczną dla ich związku. Modlili się o uzdrowienie. Zelia w towarzystwie najstarszych córek pojechała nawet do Lourdes, podczas gdy Ludwik z młodszymi pozostał na gospodarstwie. Zelia powróciła nieuzdrowiona na ciele, lecz umocniona na duchu. Ludwik był „niezmiernie zaskoczony, widząc mnie powracającą w tak dobrym humorze, jakbym otrzymała upragnioną łaskę” – pisała w liście. „To dodało mu odwagi i znowu zapanował wśród nas dobry nastrój.”
Zelia zmarła w wieku czterdziestu pięciu lat w sierpniu 1877 roku, pozostawiając Ludwikowi pięć niedorosłych córek. Najmłodsza z nich, Teresa, miała zaledwie cztery lata. Jako samotny ojciec, Ludwik wiernie kontynuował ich wspólną misję, prowadząc swoją rodzinę do Boga, a w podejmowaniu wszelkich decyzji kierował się dobrem córek. Ze względu na nie pozostawił krewnych i przyjaciół, by przenieść się wraz z rodziną do Lisieux, gdzie dziewczynki mogły liczyć na wsparcie rodziny brata Zelii. Z czasem wszystkie z wyjątkiem Celiny opuściły go, by wstąpić do klasztoru.
Przez siedemnaście lat wdowieństwa Ludwik pielęgnował pamięć o Zelii. „Myśl o waszej matce towarzyszy mi nieustannie” – pisał do swoich córek. Pod koniec życia, cierpiący na demencję, choć świadom tego, co się z nim dzieje, został umieszczony w zakładzie. Przyjął tę ofiarę, uznając, że odtąd jego misją będzie wspieranie innych pensjonariuszy zakładu i prowadzenie ich do Boga. Zmarł w lipcu 1894 roku.

▌DWOJE JEDNYM CIAŁEM
W CHRYSTUSIE
Kapłan zaprzyjaźniony z rodziną Martinów zauważył kiedyś: „W rodzinie tej panowała nadzwyczajna jedność, zarówno pomiędzy małżonkami, jak i między rodzicami a dziećmi”. Ta wyjątkowa jedność, tak owocna dla Kościoła i świata, płynęła stąd, że Ludwik i Zelia przyjęli całym sercem powołanie do małżeństwa w Chrystusie.
Martinowie niosą nadzieję także dzisiejszym małżonkom, którzy wkraczają we wspólne życie z bardzo różnym bagażem doświadczeń. Jedne sprawy są dla nas oczywiste, inne nie; jedne łatwe do przyjęcia, inne trudne. Jeśli jednak każde z małżonków zdecyduje się pójść za Bogiem w nieznane, aby spotkać tam siebie nawzajem, łaska Boża zjednoczy ich serca. Wchodząc w samo serce małżeństwa, przekonujemy się, że otwiera nam ono serce Chrystusa. ▐

NASZA ANKIETA:

Pan pomaga tym, którzy Mu ufają
Kiedy przyglądam się różnym sytuacjom i wydarzeniom mego życia, napotykam takie, o których mogę powiedzieć, że zostały rozwiązane pomyślnie „dzięki Bogu”. To są sprawy drobne i większe. Niektóre, z opowieści dziadka, sięgają czasów II wojny światowej: nieznany niemiecki urzędnik podpowiedział babci, co zrobić, żeby przewieźć pianino (które pozwalało jej na zarobkowanie udzielaniem lekcji grania) z terenów włączonych do Rzeszy do Generalnej Guberni, co było zakazane; podczas okupacji dziadek kilkakrotnie uniknął aresztowania, między innymi podczas łapanki w Warszawie (zorientowawszy się, że wszystkie wyjścia są zamknięte, poszedł z teczką pod pachą prosto na szpaler Niemców zamykających ulicę, a oni rozstąpili się przed nim). Zbieg okoliczności czy Opatrzność i modlitwy babci?
Inne przypadki dotyczą konkretnej, a nieoczekiwanej pomocy, którą otrzymaliśmy od kogoś jakby wprost w odpowiedzi na nasze potrzeby – na przykład bezpłatny pokój na rok dla naszego syna, kiedy przygotowywał się do matury, a nie był w stanie dojeżdżać z naszej podmiejskiej miejscowości do szkoły.
Chciałabym jednak podzielić się innym doświadczeniem, z ostatniego czasu. Moja córka chodzi do szkoły, do której uczęszczają także dzieci z ośrodka dla uchodźców. W jej klasie znalazła się dziewczynka z Krymu, Ukrainka, najstarsza z pięciorga rodzeństwa. Ponieważ Luba pozostawała na uboczu – trochę pomijana przez rówieśników, a trochę sama się izolując – zachęciłam córkę, aby zaprosiła ją do nas do domu. Dziewczynki miło spędziły czas, tylko trochę pomagałam im w rozmowie, odkurzając mój szkolny rosyjski. Wkrótce potem zadzwonił do mnie tata Luby z pytaniem: Czy wiem o jakimś domu lub mieszkaniu, w którym mogliby zamieszkać? W ośrodku żyje im się ciężko, w jednym pokoju trudno się pomieścić z piątką dzieci, czeczeńscy chłopcy (Czeczenów jest większość) lubią „dratsia” i ich synek stale chodzi poobijany. Czy mogłabym im pomóc znaleźć dom?
Zaskoczyła mnie jego prośba, sama mieszkam w tej miejscowości niezbyt długo i prawie nie mam tu znajomych. Nie miałam chęci zajmować się tą sprawą, chodzić czy dzwonić po obcych ludziach. Ale skoro prosili… Dla spokoju własnego sumienia zapytałam księdza (w końcu chodzi po kolędzie i zna wszystkich), zaczepiłam jeszcze parę osób, ale bez rezultatu. Nawet jeśli ktoś podejmował rozmowę na temat wynajęcia jakiegoś lokum, to kiedy słyszał, że chodzi o Ukraińców z dziećmi – wycofywał się. Zniechęcona postanowiłam, że zapytam jeszcze tylko jedną osobę – sympatyczną kasjerkę. Po chwili zastanowienia powiedziała, że w naszej wsi jest dom, który był wynajmowany, a teraz stoi pusty, i że postara się o telefon właścicielki.
Dalej sprawy potoczyły się szybko. Dostałam numer, zadzwoniłam i, nauczona poprzednim doświadczeniem, od razu zaczęłam od tego, że chodzi o rodzinę z Ukrainy z piątką dzieci. Nie ukrywałam, że właściwie ich nie znam. O dziwo, właścicielka nie widziała problemu i umówiłyśmy się na obejrzenie domu. Przywiozłam Ukraińców (rodziców z synkiem, rzeczywiście z wielkim sińcem pod okiem) i częściowo pośredniczyłam w rozmowie. Właścicielka pokazała niewielki dom i podwórko, mówiła, co chce jeszcze zrobić (dom pełnił ostatnio rolę składu i trzeba było pozabierać część rzeczy), które meble i sprzęty zostawi. Ukraińcom wszystko się bardzo podobało, chłopiec był zachwycony dość rozległym, trawiastym podwórkiem. Na koniec doszło do ustalania wysokości zapłaty za wynajem. Właścicielka zapytała, ile mogą zapłacić. Kiedy usłyszała odpowiedź, trochę się skrzywiła, bo ostatnio wynajmowała za większą sumę. „Teraz pracy nie mam, tylko zasiłek. Ale mam pozwolenie na pracę i jak będzie praca, to będę mógł więcej zapłacić” – powiedział zdecydowanie tata Luby. Stanęło na tym, że pani jeszcze się namyśli.
W drodze powrotnej do ośrodka zajechaliśmy do mnie na herbatę z ciastem (upieczonym przez mamę Luby). Tata Luby mówił, że modlił się o dom dla rodziny i wie, że Pan Bóg ma dla nich dom, bo bardzo go potrzebują. I że jeśli to ma być ten dom, to właścicielka zgodzi się na podaną przez niego kwotę. Mieszanką językową rosyjsko-ukraińsko-polską wyjaśniał, że są chrześcijanami, że Pan Bóg się nimi opiekuje. Że spotkali wielu dobrych ludzi, którzy pomogli im uciec z Krymu, gdzie po wejściu Rosjan był w niebezpieczeństwie ze względu na swoje proukraińskie zaangażowanie, a po-
tem inni zajęli się nimi już w Polsce. Nie skarżył się zbytnio na Czeczenów z ośrodka, ale, jak mówił, zwyczaje inne i trudno razem przebywać. Pytał, czy ja jestem „wierujuszczaja” i czy wiem, że trzeba się narodzić drugi raz, z Ducha… Byłam potem w ich pokoju w ośrodku. Na ścianach pozostały zrobione przez nich napisy po rosyjsku: „Nie zawsze tak będzie”, „Co chcesz dostać od ludzi, to samo im dawaj” oraz słowa zawierzenia Bogu całej rodziny. Później poznałam ich trochę lepiej – właśnie jako ludzi wierzących, bardzo ufających Bogu, cierpliwie znoszących różne niedogodności i wdzięcznych – Bogu i ludziom – za otrzymywane dobro.
Mijały kolejne dni, właścicielka domu się nie odzywała, Ukraińcy zaczęli się trochę niepokoić – tata Luby dzwonił pytać, czy coś wiem. Ostatecznie jednak ta pani zdecydowała się na wynajęcie im domu za podaną przez tatę Luby sumę
i mieszkają tam już od maja. Są zadowoleni, szukają pracy. Ostatnio pojechaliśmy do mojej znajomej, która też ma kilkoro dzieci. Obdarowała „moich” Ukraińców siedmioma pudłami ubrań i butów, a dzieciaki nawiązały ze sobą żywy kontakt.
Czasem przypominają, że to dzięki mnie mają gdzie mieszkać, a ja wtedy mam nieodparte wrażenie, że było jednak inaczej. To Pan Bóg sam zatroszczył się o dom dla ufających Mu Jego dzieci. Mną się tylko przy tym posłużył jak nieco opornym narzędziem. Od początku czułam, że sama niewiele zdziałam, ale że jednak powinnam spróbować. Kiedy przy pomocy wielu słów starałam się jakoś tę sprawę załatwić – nic z tego nie wychodziło. Podczas ostatniej rozmowy, która okazała się owocna, prosto z mostu powiedziałam, o co chodzi, niczego nie ubarwiając. „Ukraińcy z piątką dzieci, z czego dwoje to maluchy, na zasiłku, prawie ich nie znam” – to nie była dobra rekomendacja. Działały jednak nie moje lepiej czy gorzej dobrane słowa, lecz sam Pan Bóg. Jemu wystarczył tylko niewielki gest dobrej woli z mojej strony, żeby wszystko poprowadzić
w najlepszy sposób.
Mirosława

NASZA ANKIETA – ogłoszenie:

BÓG ŻYJE I DZIAŁA
Z pewnością każdy z nas doświadczył w swoim życiu pomocy, czasem bardzo zaskakującej, kiedy znajdował się w jakiejś trudnej sytuacji, naglącej potrzebie czy niebezpieczeństwie. Może najpierw myśleliśmy, że to przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności czy zwyczajna ludzka życzliwość, ale później odkryliśmy, że była w tym ręka Boga. Bywało i tak, że mieliśmy od razu jasną świadomość Bożej interwencji. Może także zdarzyło się, że sami zostaliśmy poprowadzeni przez Boga tak, że ktoś otrzymał pomoc za naszym pośrednictwem.
Wszyscy mamy za co dziękować Bogu. Napiszcie nam o tym, jak Pan działa w Waszym życiu, jak przyszedł Wam z pomocą w jakiejś konkretnej sprawie, jak doświadczyliście Jego miłosierdzia.
Przez te świadectwa oddamy chwałę Bogu, a jednocześnie umocnimy się nawzajem w wierze.

Prosimy o nadsyłanie świadectw (2 do 5 stron)
w terminie do końca czerwca 2016 roku
za pomocą e-maila: sekretarzslowo@wydawnictwo.pl
lub pocztą: Redakcja „Słowa wśród nas”,
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwo,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.

Zostanie także rozlosowana NAGRODA GŁÓWNA
ufundowana przez Wydawnictwo PROMIC w postaci pakietu książek o wartości 150 zł
(tytuły do ustalenia).

Sklep internetowy Shoper.pl