Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 8 (324) 2020
Słowo wśród nas Nr 8 (324) 2020
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO SIERPNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Sierpień już od ponad 30 lat jest w Polsce miesiącem trzeźwości, dlatego sierpniowy numer „Słowa wśród nas” poświęciliśmy problemowi uzależnień, który dotyka tak wielu ludzi. Artykuły wiodące napisał na naszą prośbę ks. Robert Krzywicki, marianin, który od wielu lat kieruje Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym przy Sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Co roku odbywają się tam w końcu lipca Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe, a chociaż w tym roku zostały odwołane ze względu na pandemię, to warto o nich przypomnieć. Ks. Robert podaje wiele konkretnych informacji na temat alkoholizmu i innych uzależnień: pokazuje mechanizm popadania w nałogi i sposób na rozpoznanie, czy mamy problem z alkoholem oraz gdzie szukać pomocy. Mówi o tym, jak ważna jest wspólnota i wsparcie innych w trudnym procesie wychodzenia z uzależnienia.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych, które stanowią pomoc w codziennym spotkaniu ze słowem Bożym.
W Magazynie znajdziemy artykuł ks. Krystiana Chmielewskiego wprowadzający w praktykę skrutacji, czyli badania słowa Bożego, a tak naprawdę „czytania swojego życia słowem Bożym” oraz świadectwo zawierzenia Bogu napisane przez żonę amerykańskiego żołnierza.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki Michaela E. Gaitleya MIC „Zrobiliście to dla Mnie” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY
Sierpień miesiącem trzeźwości
Nie upijajcie się! – Robert Krzywicki MIC.................. 4

Jak rozpoznać uzależnienie?
Test Baltimorski – Robert Krzywicki MIC................. 10

Droga do wyzwolenia
Przezwyciężyć uzależnienie
Robert Krzywicki MIC..............................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 sierpnia..............................................23

MAGAZYN

Skrutacja Pisma Świętego,
czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem
ks. Krystian Chmielewski..............................................52

Pozwól się prowadzić Bogu
Jak Jezus dał pokój wojskowej mamie
Tracy Woelkers..............................................58

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Mamy środek lata, jest pięknie prawie jak zawsze, ale to prawie robi kolosalną różnicę w tym czasie. Chciałbym napisać to, co pisałem rok temu, jak miło cieszyć się wakacjami, słońcem, byciem z najbliższymi, zwiedzaniem nowych miejsc, tak zwyczajnie cieszyć się życiem i dziękować Panu Bogu za to. Tym razem nie jest nam to dane w takim stopniu i wymiarze, jak byśmy sobie tego życzyli.
Tę różnicę powoduje pandemia koronawirusa. Nie interesują już nas tak bardzo nowe miejsca czy uprawianie turystyki. Nastał czas, aby zająć się tym, co jest istotne, co dotyka naszego sensu istnienia. Przetrwaliśmy niejedną zarazę, przetrwamy i tę. Patrzmy w przyszłość z nadzieją. Bóg jest po naszej stronie! Albert Camus napisał w „Dżumie”: „W ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę”. Tysiące ludzi, zwłaszcza w służbie zdrowia, pokazało w czasie epidemii, że na taki podziw zasługują. Wierzmy w Boga i w siebie.
Wiodącymi artykułami w tym numerze są teksty księdza Roberta Krzywickiego, marianina, który od wielu lat kieruje Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym przy Sanktuarium Matki Bożej w Licheniu, a wcześniej posługiwał na Białorusi. Są one poświęcone problemowi uzależnień. Ks. Robert podaje wiele konkretnych informacji na temat uzależnień, wskazuje, jak rozpoznać, kiedy mamy problem z alkoholem, i gdzie szukać pomocy. Co roku w ostatni weekend lipca tysiące ludzi z całej Polski, którzy zmagają się z różnego rodzaju nałogami, głównie z alkoholizmem, przybywają do Lichenia na wspólną modlitwę, rozmowy, dzielenie się swoimi troskami. Właśnie od rozmawiania zaczął się Ruch AA (Anonimowych Alkoholików). Jego twórcy najpierw pomogli w ten sposób sobie, a następnie opracowali program 12 Kroków, który uratował, można śmiało to powiedzieć, miliony ludzi przed życiowymi tragediami. Dziś program 12 Kroków i wspólnoty AA to największy oręż, który pomaga wielu ludziom wejść na drogę normalnego życia. Powrotu do bycia tym samym człowiekiem, choć zupełnie już innym – jak mówili przyjaciele o swoim koledze, który wszedł na drogę trzeźwości.
Z oczywistych względów tegoroczny zjazd w Licheniu został odwołany, ale wszystkim zmagającym się z uzależnieniem i ich rodzinom życzymy Bożego błogosławieństwa i polecamy opiece Matki Bożej Licheńskiej.
Chciałbym również zachęcić do lektury artykułu ks. Krystiana Chmielewskiego „Skrutacja Pisma Świętego, czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem”. Wakacje mogą być okazją, by trochę czasu poświęcić na skrutację, czyli badanie Pisma Świętego, by w jego świetle oglądać swoje życie i poznawać Boga, a ten artykuł jest świetnym wprowadzeniem do tej praktyki. Skrutacja, jak pisze ks. Krystian, jest doświadczeniem łaski, bowiem „bez pomocy łaski, wskazania Pisma, choć są wprowadzone uszami, nigdy nie dotrą do serca; dźwięczą od zewnątrz, ale wewnątrz nie służą niczemu”.
Sierpień to środek lata, czas wakacji i urlopów. Choć z powodu pandemii nie wszystkie pomysły i pragnienia da się zrealizować, to jednak wierzę, że każdy z was znajdzie sposób, by ten czas wykorzystać owocnie i zdrowo odpocząć. Niech Pan wszystkim wam błogosławi na wakacyjnych szlakach.
Wasz brat w Chrystusie,
Ks. Stanisław Drozdowski

 

MAGAZYN

Skrutacja Pisma Świętego, 

czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem

Skrutacja Pisma Świętego powszechnie kojarzona jest ze wspólnotami neokatechumenalnymi, dla których stanowi jedno z podstawowych narzędzi formacji biblijnej. Jest to piękny i owocny sposób kontaktu ze słowem Bożym. Na czym polega skrutacja Pisma Świętego i jak może wpłynąć na nasze życie?

Skrutacja, czyli badanie
Samo słowo „skrutacja” jest zaczerpnięte z łacińskiego tłumaczenia fragmentu Ewangelii św. Jana: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo” (J 5,39 – po łacinie: Scrutamini Scripturas, quia vos putatis in ipsis vitam aeternam habere: et illae sunt, quae testimonium perbibent da me). Oznacza ono badanie, śledzenie, zgłębianie, studiowanie czegoś.
Jezus mówi do uczonych w Piśmie, że badają Pisma, ponieważ sądzą, że w nich jest ukryte życie wieczne, a one mówią o Nim. Najogólniej ujmując skrutacja to forma kontaktu ze słowem Bożym, które czyta się w kontekście całej Biblii i odnosi do swojego życia. To oznacza, że są dwa tak samo ważne obszary, których dotyka skrutacja – słowo Boga i życie czytającego. Nie jest owocna skrutacja przeprowadzana tylko po to, by zaspokoić ciekawość, poszerzyć horyzonty, czy dać upust intuicji biblijnej zgłębiającego słowo Boże.
Słowo – jak wiemy – jest czymś więcej niż Pismo, ono angażuje, przemienia, oddziałuje. Pismo jest tylko zapisem doświadczenia słowa Bożego w historii. Nie do końca zatem słusznie myśli się o skrutacji jako badaniu Pisma, jest to raczej zgłębianie słowa Bożego i nie tyle nawet próba wniknięcia w sens biblijnego tekstu, ile poddanie się jego oddziaływaniu.
Okazuje się zatem, że to nie my badamy Pismo, lecz słowo Boże bada nasze życie. Jeśli dobrze prowadzimy skrutację, rzeczywiście okazuje się, że to my jesteśmy skrutowani słowem Bożym, a nie że nam dane było skrutować Pismo, a to dlatego że „żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12).

Istota skrutacji
– dialog z Panem
Zanim omówimy techniczny przebieg skrutacji, trzeba nam podrążyć jej istotę. Jak zauważyliśmy, nie jest to zwykłe czytanie Pisma Świętego. Skrutacja jest bowiem formą modlitwy. Jeśli słowo ma być odczytane w świetle całego Pisma, to znaczy, że potrzeba do tego Ducha Świętego. Pismo – jak nam podpowiada Kościół – ma być czytane w Duchu, w którym zostało napisane. Owocna lektura duchowa jest możliwa tylko wówczas, gdy słuchacz słowa jest w przestrzeni tego Ducha, który ożywia nieustannie Ciało Chrystusa, gdy to czyni w Kościele i z Kościołem.
Niewątpliwie ta uwaga ustawia też właściwie sens skrutacji. Nie jest to czas poświęcony na przewracanie kartek Biblii i zgłębianie aparatu krytycznego, ale czas poświęcony na modlitwę. Dlatego skrutację zaczyna się od przywołania Ducha Świętego i Jego światła, od wezwania Jezusa i prośby o Jego słowo. Nikt z nas nie może rościć sobie prawa do tego, by je otrzymać. Słowo jest przy tym darem, który możemy przyjąć lub odrzucić, dlatego ważna jest dyspozycja naszego serca. To Duch Święty może nas otwierać na słowo i sprawić, że rozgości się ono w nas, a jego ziarno znajdzie właściwy grunt w naszym wnętrzu. Cała skrutacja powinna przebiegać w atmosferze modlitwy, ma od modlitwy wychodzić, być modlitwą i ku modlitwie prowadzić. Czasem będzie to wołanie o miłosierdzie, czasem uwielbienie, czasem dziękczynienie. Ważne, żeby poddać się działaniu Ducha, który przemawia przez słowo Boże i wejść w dialog z Panem.
W przywoływanym fragmencie Ewangelii św. Jana Jezus stwierdził, że Pisma mówią o Nim i rzeczywiście ten, kto – prowadzony przez Bożego Ducha – szuka tam Jezusa, ten Go odnajdzie i zacznie z Nim rozmawiać. Wiadomość o Nim jest bowiem – jak pięknie pisał św. Ireneusz z Lyonu – „wszędzie posiana” w Piśmie.

Jak się za to zabrać?
Skrutacja to zatem modlitewna lektura słowa Bożego w kontekście całego Pisma Świętego. Nikt z nas jednak nie zna tak dobrze tekstu biblijnego, żeby samodzielnie znajdować odniesienia do niego w innych księgach. Mamy gotową pomoc – różne wydania Pisma Świętego, które zawierają solidny aparat krytyczny (naukowy bądź popularyzatorski), z którego możemy korzystać. Chodzi nie tyle o wyjaśnienie słów, ich odcieni znaczeniowych czy różnych zachowanych wersji poszczególnych fragmentów, ile o wskazanie do jakiego tekstu w Piśmie odsyła dany fragment.
Powszechnie do skrutacji stosuje się Biblię Jerozolimską, owoc pracy całego zespołu katolickich biblistów francuskich z dominikańskiej Szkoły Biblijnej z Jerozolimy (École biblique et archéologique française de Jérusalem; pierwsze wydanie jednotomowe ukazało się w 1954 r.). Od kilkunastu lat mamy przetłumaczony na język polski aparat krytyczny Biblii Jerozolimskiej umieszczony przy tekście Biblii Tysiąclecia w tak zwanej „Jerozolimce”, wydanej przez Pallotinum po raz pierwszy w 2006 roku. Nie ma więc żadnych przeszkód, żeby swobodnie korzystać z owoców wieloletniej pracy światowej sławy biblistów, która – jak pisał śp. ks. Prymas Józef Glemp w słowie wstępnym do pierwszego wydania –„spełnia bardzo ważną rolę w doktrynalnym przekazie słowa objawionego dzięki wprowadzeniom, komentarzom i odnośnikom zamieszczonym na marginesach, umożliwiającym pogłębienie znajomości czytanych tekstów oraz nawiązanie do bogactwa całego przekazu Pisma Świętego”.

Iść drogami słowa Bożego
Zaczynamy zatem od modlitwy do Ducha Świętego i od prośby do Pana, aby nas prowadził. Nastepnie czytamy fragment, który chcemy skrutować. Może to być jakaś większa perykopa albo kilka zdań jakiegoś fragmentu lub nawet jedno konkretne zdanie. Czytamy ten tekst kilka razy i zerkamy w Biblii Jerozolimskiej, czy są tam odnośniki (na marginesach) i komentarze (na dole strony), bez nich przecież nie będziemy mogli ruszyć w drogę.
Z przeczytanego fragmentu zapisujemy na kartce to, co wybraliśmy do skrutacji. Jak dokonać tego wyboru? Najlepiej wziąć to, co przykuło naszą uwagę, co nas poruszyło, zaintrygowało, co chcielibyśmy zgłębić. Ważne jest, żeby to zapisać, bo wtedy dajemy szansę słowu, aby nas jeszcze bardziej przeniknęło. Zapisany tekst zakreślamy i zaznaczamy, skąd pochodzi (zapisujemy biblijny adres). Jeśli już w tym momencie to słowo jakoś odnosi się do naszego życia, to pod tym przepisanym i zakreślonym cytatem dopisujemy nasz komentarz, jakąś naszą myśl, czy najlepiej nasze doświadczenie życia.
Dalej zerkamy na przypisy, które czasami rozjaśniają tekst biblijny, na coś konkretnego naprowadzają albo precyzują jego sens. W Biblii Jerozolimskiej często w przypisach znajdziemy odniesienie do jakiegoś słowa czy motywu biblijnego, który będzie w bardzo syntetyczny sposób przedstawiony wraz z odsyłaczami biblijnymi. To, wraz z odnośnikami na marginesach, nasze tropy do pójścia ścieżką słowa. Czytamy je i wybieramy któryś z odnośników. Czytamy kolejny tekst, medytujemy go na modlitwie i jeśli wzbudza w nas jakąś refleksję, to wraz z tym tekstem zapisujemy ją na kartce. Posuwamy się w ten sposób do przodu, wychodząc od pierwotnego tekstu i idąc w głąb Pisma Świętego.
Może się zdarzyć, że jakiś kolejny tekst nie będzie już miał odnośników albo nie będzie wzbudzał żadnego oddźwięku w naszym życiu, wtedy można zrobić krok wstecz i pójść jeszcze raz innym tropem. Można w czasie jednej skrutacji przejść kilka ścieżek, choć najczęściej udaje się iść jedną i jest na niej kilka wiodących tekstów, które rzucają światło na poprzednie fragmenty.
Nie mamy żadnego prawa, żeby słowo do nas przemawiało, więc w sytuacji „braku” słowa, warto wołać do Pana o to, żeby dał nam to przyjąć. Można też wracać do innego słowa, które w nas utkwiło z poprzedniego spotkania z Panem, czy to na modlitwie osobistej, czy w czasie liturgii. Jeśli będziemy przeżywać rozproszenia, warto wtedy, jak zachęcał św. Józef Sebastian Pelczar, odganiać te myśli, które próbują przeszkodzić w spotkaniu z Panem niczym ptactwo drapieżne, które chciało przeszkodzić w przymierzu Boga z Abrahamem (Rdz 15,11).
Ma to być czas, kiedy próbujemy wniknąć w nasze serce, by usłyszeć, co jest tam schowane, jaki odzew budzi w nas Boże słowo. Nie będzie to zatem – jak każdy moment duchowy – czas bez zmagania o to, by wytrwać przy Panu. Nie walczmy sami. Prośmy wtedy o Bożego Ducha. Z jego pomocą będziemy odkrywać, że Słowo życia naprawdę rzuca światło na nasze rozmaite sytuacje i przychodzi nam z pomocą. Zobaczymy, że Słowem życia daje się uchwycić nasze życie. I podobnie jak notujemy słowo Boże, możemy sporządzić zapis tego, co przeżywamy, który będzie jak duchowe EKG.

Zapis drogi
Czasami zapis skrutacji robi się w formie „drzewka”, w którym pień stanowi cytat wyjściowy, a kolejne gałęzie i liście – następne fragmenty, do których prowadzą teksty biblijne. W tej plątaninie tekstów na koniec ukazuje się piękny kształt czegoś, co Bóg odsłonił nam jako swoje dzieło – droga, którą przebyliśmy prowadzeni przez Pana.
Na koniec warto skrutację przeczytać albo się nią z kimś podzielić, wtedy bowiem mamy szansę usłyszeć, jak to samo słowo (jeśli skrutowany był podobny fragment) przenikało innych. To pozwala nam też zachwycić się tym, jak Bóg traktuje każdego z nas w sposób wyjątkowy, prowadząc inny dialog z każdym ze swoich dzieci, ale każdego prowadząc do życiodajnego spotkania z Jezusem. Często w kontekście tego intymnego dialogu przywołuje się spotkanie Jezusa z Natanaelem (J 1,41-51), którego Jezus – w sobie znany sposób – widział wcześniej pod figowcem, być może właśnie na modlitwie czy rozważaniu słowa Bożego.
Do zapisu skrutacji można wracać (najlepiej mieć do tego przygotowany duży zeszyt), ścieżką przebytą się dzielić lub ją udostępniać. Są w internecie strony, na których znaleźć można gotowe opracowane już ścieżki skrutacji. Czasem lektura jakiejś skrutacji sprzed kilku lat może rzucić światło na naszą obecną sytuację albo pokazać, jaką drogę w relacji z Bogiem przeszliśmy od tamtego czasu. To żywa pamiątka naszego dialogu z Bogiem. Skrutacja tego samego słowa po latach na pewno będzie inna, skoro – jak pisał św. Grzegorz – „słowo wrasta wraz z tym, kto go słucha”.

Owoce skrutacji
Spróbujmy zobaczyć, jakie są owoce skrutacji. Nie różnią się one zasadniczo od owoców innych sposobów duchowej lektury słowa Bożego. By je uchwycić, posłużymy się słowami z „Sentencji” św. Izydora z Sewilli, który pisał o sposobach i owocach czytania Pisma. Skrutacja daje nam po pierwsze szansę pobycia z Bogiem. Daje nam doświadczenie żywego słowa, Bóg mówi do nas. Zawsze jest szansa, że usłyszymy coś na daną chwilę swojego życia. I dlatego też ważne jest, żebyśmy tego głosu nie zignorowali, bo on pogłębia naszą więź z Panem. Naprawdę, jak wskazywał św. Izydor, „każdy rozwój wywodzi się z Pisma i z rozmyślania. Tego, czego nie znamy, uczymy się z czytania; to, co poznaliśmy, strzeżemy przez rozmyślanie”. Owoce tego rozmyślania mają nas z kolei przybliżyć do tego, co było i jest pragnieniem Jezusa – by pełnić wolę Ojca. Słowo ma zawsze moc, by nas upomnieć i skorygować nasze drogi; by nas umocnić w zmaganiu i by dać nam nadzieję.
Jest przy tym oczywiście ważny stały kontakt z Pismem – nie okazjonalny, ale regularny. „Nikt nie może poznać znaczenia Pisma Świętego, jeśli nie przywykł do czytania Pisma”, powiada przywołany przed chwilą święty Izydor, dodając, że „im bardziej ktoś się przykłada do słów świętych, tym bardziej uzyskuje od nich głębokie poznanie; podobnie jak ziemia, im bardziej jest uprawiana, tym obfitszy da owoc”. Skrutacja jest, jak pamiętamy, doświadczeniem łaski, bowiem „bez pomocy łaski, wskazania Pisma, choć są wprowadzone uszami, nigdy nie dotrą do serca; dźwięczą od zewnątrz, ale wewnątrz nie służą niczemu”. Łaska musi wewnętrznie dotrzeć do naszego umysłu, abyśmy coś pojęli. Pan sam musi nas otworzyć, abyśmy rozumieli Pisma (Łk 24,45).
Skrutacją często posługują się ci, którzy przygotowują homilie czy konferencje i to wyraźnie ukazuje praktyczny wymiar skrutacji w życiu Kościoła. Znajomość Pisma, jeden z najważniejszych owoców skrutacji, nie jest jednak dla naszej chwały, czy dla wywyższania się zdobytą wiedzą. Jej owoce – poznanie Chrystusa, a zatem i woli Bożej – mają służyć przede wszystkim temu, by rozszerzało się Boże Królestwo, byśmy na co dzień żyli według Bożego słowa. „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo” (J 5,39). Jezus przekonuje nas w tym fragmencie, że On jest tym, który daje życie.
I do Niego zawsze ma nas prowadzić słowo Boże, do Niego ma nas zawsze prowadzić skrutacja Pisma Świętego. ▐

MEDYTACJE

▌Sobota, 1 sierpnia
Jr 26,11-16.24
Pan posłał mnie, bym głosił. (Jr 26,12)
Jeremiasz otrzymał zadanie nie do pozazdroszczenia – miał surowo upomnieć lud za bunt przeciwko Panu. No cóż, na tym właśnie polega misja proroka – ale czy do końca?
Stawianie ludziom przed oczy ich grzechów to nie jedyne zadanie proroka. Jego podstawową misją jest bowiem kierowanie ludzi ku Bogu – choć owszem, często wymaga to wskazania grzechu, który ich od Niego oddziela. I to właśnie słyszymy w słowach Jeremiasza: „Słuchajcie głosu Pana, Boga waszego” (Jr 26,13).
Dotyczy to nas wszystkich, ponieważ każdy z nas w sakramencie chrztu otrzymał udział w prorockiej misji Chrystusa. Katechizm, odwołując się do Lumen gentium (Konstytucji dogmatycznej o Kościele), mówi: „Świeccy wypełniają swoją misję prorocką również przez ewangelizację, «to znaczy głoszenie Chrystusa... zarówno świadectwem życia, jak i słowem». W przypadku świeckich «ta ewangelizacja... nabiera swoistego charakteru i szczególnej skuteczności przez to, że dokonuje się w zwykłych warunkach właściwych światu»” (KKK, 905). Tak więc w momencie twojego chrztu Jezus powierzył ci misję kierowania ludzi ku Niemu
w warunkach twojego zwykłego, codziennego życia.
Myślisz może: „Przecież ja nie jestem żadnym prorokiem!”. Nie jest to jednak do końca prawdą. Możesz wypełnić swoją prorocką misję po prostu dając świadectwo o działaniu Boga w swoim życiu. Kiedy modlisz się o uzdrowienie bliskiej osoby, a ona powraca do zdrowia wcześniej, niż można by się było tego spodziewać, możesz wraz z Jeremiaszem wyznać: „Posłał mnie Pan” (Jr 26,15). Kiedy przebaczasz i dążysz do pojednania z krewnym, który był do ciebie nieprzyjaźnie nastawiony, również możesz powtórzyć te same słowa.
Oczywiście wskazujesz na Boga także swoim postępowaniem. Ludzie mogą zauważyć, że jest w tobie coś, co cię wyróżnia spośród innych, po prostu patrząc na twój sposób odnoszenia się do bliźnich, nawet jeśli nie powiesz ani jednego słowa o Bogu!
Można kierować ludzi do Jezusa na wiele różnych sposobów. Podejmij więc dziś swoje prorockie powołanie, a zaczniesz zmieniać życie innych.
„Panie, pokaż mi, jak dziś mogę kierować ku Tobie ludzi, z którymi się spotkam.”
Ps 69,15-16.30-31.33-34
Mt 14,1-12

▌Czwartek, 6 sierpnia
Przemienienie Pańskie
2 P 1,16-19
I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba. (2 P 1,18)
Pomyśl, jak wiele razy jednoznaczne zeznania naocznego świadka rozstrzygnęły o wyniku sprawy sądowej. Albo przypomnij sobie, jak bardzo poruszyło cię czyjeś osobiste świadectwo wiary. Po prostu słowa naocznego świadka mają wielką moc przekonywania!
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Piotr zdaje relację jako naoczny świadek przemienienia na górze Tabor, aby czytelnicy jego listu mogli umocnić swoją wiarę w to, że Jezus Chrystus jest Panem. Zapewnia, że przemienienie nie jest „wymyślonym mitem”, ponieważ widział na własne oczy, jak Jezus ukazał się w chwale i głos „wspaniałego Majestatu” oznajmił: „To jest mój Syn umiłowany” (1 P 1,16-17).
Chociaż Jezus nie jest dzisiaj z nami w ten sam sposób, jak był z Piotrem i innymi uczniami w czasach, kiedy wspólnie przemierzali Palestynę, to jednak wciąż objawia nam swoją chwałę – i ty także tego doświadczasz. Oglądasz chwałę Jezusa za każdym razem, gdy kapłan podnosi w górę Hostię, albo gdy jesteś świadkiem chrztu dziecka czy dorosłego. Doświadczasz jej, gdy w konfesjonale słyszysz słowa: „I ja odpuszczam tobie grzechy”. Zwykle jednak tym objawieniom nie towarzyszy nadprzyrodzony blask czy panoramiczna wizja Mojżesza i Eliasza. Chwała pozostaje przesłonięta, ukryta, ale nie jest przez to mniej prawdziwa.
A stąd wniosek, że ty także, jak Piotr, możesz dać świadectwo – świadectwo wiary i spotkań z Panem, choćby podczas Mszy i spowiedzi. Takie świadectwo może kogoś poruszyć i skłonić do głębszego poszukiwania Boga.
Może więc w ramach świętowania Przemienienia Pańskiego przypomnij sobie jakąś sytuację, w której doświadczyłeś Bożej obecności i chwały. Uraduj się nią, odtwórz jeszcze raz w pamięci i zastanów się, z kim mógłbyś się nią podzielić. Być może będzie to zbudowanie dla przyjaciela czy krewnego, który odszedł od wiary?
Nie ujrzymy przemienionego Chrystusa aż do dnia, w którym spotkamy Go twarzą w twarz. Czy nie jest to jednak pocieszające, że On dzień za dniem objawia nam swoją chwałę w sakramentach świętych?
„Jezu, otwórz mi oczy i pomóż dziś zobaczyć Twoją chwałę!”
(lub) Dn 7,9-10.13-14
Ps 97,1-2.5-6.9
Mt 17,1-9

▌Piątek, 7 sierpnia
Na 2,1.3; 3,1-3.6-7
Oto na górach kroki dobrego zwiastuna. (Na 2,1)
Jaką nowinę ogłasza „dobry zwiastun” z proroctwa Nahuma? Klęskę Asyrii, największego wroga Judy, i upadek potężnej Niniwy.
Zrozumienie, dlaczego prorok jest tak zadowolony widząc: „mnóstwo poległych, i moc trupów, i martwych ciał bez liku, tak że o zwłoki ich się potykają” (Na 3,3), może nie być dla nas łatwe, dopóki nie uświadomimy sobie, że to „krwawe miasto” od wieków terroryzowało Bliski Wschód, budując swoją pozycję poprzez umyślne okrucieństwo i przemoc. Armia asyryjska pozostawiała za sobą stosy martwych ciał, zrujnowane miasta i ogołocone całe krainy. Liczne podbite narody padały ofiarą bezwzględnych, chciwych łupieżców.
Bóg przez proroka Nahuma zapowiedział klęskę Asyrii i odbudowę spustoszonych ziem.
Bóg zapowiada także klęskę naszych najgorszych wrogów i odnowę tego, co zostało przez nich zniszczone. Jak napisał św. Paweł, Jezus będzie „królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. (…) Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Kor 15,25.57).
Jeśli jednak chcemy zobaczyć, jak wypełnia się ta obietnica zwycięstwa, musimy najpierw zidentyfikować naszych wrogów. Co jest rzeczywistym złem w konkretnej sytuacji?
Czy naprawdę moim wrogiem jest osoba, która mnie obraziła, podczas gdy ja oczekiwałem od niej pochwały? A może większym wrogiem jest uraza, którą do niej żywię? Czy moim rzeczywistym wrogiem jest trudna sytuacja, jak choroba, brak pracy czy samotność? A może raczej jest nim niepokój, który nie pozwala mi zawierzyć tych sytuacji Bogu i doświadczyć pociechy Jego obecności?
Bóg obiecuje we wszystkich okolicznościach działać na naszą korzyść – ale nieprzyjaciel, którym jest diabeł, próbuje wykorzystać te okoliczności, aby nas skusić do poddania się i odejścia od Boga.
Kiedy czujesz się słaby i „spustoszony” jak Juda, zawsze masz przed sobą dwa wyjścia. Możesz albo dać się przytłoczyć sytuacji, albo rzucić się w ramiona twojego Zbawcy, który obiecuje być blisko ciebie, kierując tobą i obdarzając pokojem. Przylgnij więc do Niego, cokolwiek by się działo, a zobaczysz, jak przemienia twoje serce i pokonuje twoich prawdziwych wrogów: szatana, grzech i śmierć.
„Jezu, wierzę, że pokonałeś wszystkich nieprzyjaciół, którzy przeciw mnie powstają. Pomóż mi Cię kochać i Tobie ufać.”
(Ps) Pwt 32,35c-36b.39abcd.41
Mt 16,24-28

▌Sobota, 15 sierpnia
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Łk 1,39-56
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry. (Łk 1,39)
Świętujemy dziś zdumiewającą prawdę o tym, że Maryja, z duszą i ciałem, dołączyła w niebie do swego Syna, Jezusa. Przekonanie to trwało przez wieki w sercach wielu wiernych jako drogocenna tradycja, choć nie od razu zostało określone przez Kościół jako dogmat. Stało się to dopiero w roku 1950, kiedy papież Pius XII uznał wniebowzięcie Maryi za oficjalne nauczanie Kościoła. Ogłoszenie dogmatu o wniebowzięciu było owocem wielu lat teologicznej refleksji i pracy teologów oraz pasterzy Kościoła, których Duch Święty prowadził do coraz głębszego i jaśniejszego zrozumienia roli Maryi w historii zbawienia.
Duch Święty, który dał nam tak wiele światła co do Maryi, działał z mocą i dyskrecją także w Jej życiu. Wyobraźmy sobie nastoletnią Maryję, która w czasie przygotowań do zamążpójścia znalazła się w zdumiewający sposób w ciąży. Jak miała wytłumaczyć to rodzicom, swojemu narzeczonemu Józefowi, dociekliwym sąsiadom? Czy ktokolwiek by Jej uwierzył, gdyby opowiedziała o zwiastowaniu anioła, że zostanie matką Syna Bożego? Co miała zrobić w tej sytuacji?
Z pewnością zachwyt i zdumienie z powodu wybrania przez Boga mieszały się z niepewnością i lękiem, bowiem Jej społeczność nie akceptowała nieślubnych dzieci. Prawo żydowskie w tym względzie było niezwykle surowe i kobiecie w takiej sytuacji groziło nawet ukamienowanie.
Zanim archanioł Gabriel odszedł, przekazał Maryi jeszcze jedną nowinę: oto Jej krewna Elżbieta „poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną” (Łk 1,36). Najwyraźniej Elżbiecie też przydarzyło się coś niezwykłego!
Czytamy w Ewangelii, że Maryja bezzwłocznie „wybrała się i poszła z pośpiechem w góry” (Łk 1,39) do Elżbiety. Z pewnością przepełniały ją różne emocje i potrzebowała tego wysiłku, tej długiej drogi, żeby wsłuchiwać się w samą siebie i w natchnienia Ducha Świętego. Otwierając się na prowadzenie Ducha Świętego była gotowa przedłożyć potrzeby innej osoby ponad swoje własne.
A kiedy po wielu dniach wędrówki dotarła wreszcie do domu Elżbiety i pozdrowiła ją, otrzymała z ust swej starszej krewnej najwspanialsze potwierdzenie wszystkiego, co się Jej przydarzyło. Duch Święty objawił Elżbiecie, że młodziutka Maryja nosi w swoim łonie wyczekiwanego od pokoleń Mesjasza i nazwała Ją błogosławioną, bo „uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (Łk 1,45). Serce Maryi napełniła tak wielka radość, że wyśpiewała przepiękną modlitwę, znaną dziś jako Magnificat.
Jeśli zmagasz się dziś z jakimś poważnym problemem, pójdź w ślady Maryi i zwróć się do Ducha Świętego, aby wyprowadził cię do innych. A wtedy zamiast zamartwiać się swoją sytuacją, znajdziesz siłę, by oderwać się od własnych problemów i wspierać tych, których masz wokół siebie. Po tym rozpoznasz Jego obecność. Maryja przez całe życie mówiła „tak” Duchowi Świętemu, a my możemy Ją w tym naśladować.
„Maryjo, módl się za nami, abyśmy tak jak Ty dali się prowadzić Duchowi Świętemu.”
Ap 11,19a; 12,1.3a.10ab
Ps 45,7.10-12.14-15
1 Kor 15,20-26

▌Piątek, 21 sierpnia
Mt 22,34-40
Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,40)
Przywódcy religijni – saduceusze, faryzeusze, uczeni w Piśmie – usiłowali wpędzić Jezusa w pułapkę. Zadawali Mu podchwytliwe pytania, szukając w Jego odpowiedziach czegoś, co dałoby się przeciw Niemu wykorzystać. W dzisiejszej Ewangelii jeden z faryzeuszy, „uczony w Prawie” (Mt 22,35), próbuje tego po raz kolejny, pytając Jezusa, które z przykazań jest największe.
Oczywiście Jezus wiedział, co kryje się w ich sercach. Wiedział, że za postawionym Mu pytaniem kryje się niechęć, chora rywalizacja i podejrzliwość. Odpowiedział im, że Prawo i Prorocy „zawisły”, czyli są zawieszone tylko na jednym przykazaniu – na przykazaniu miłości. To miłość Boga i bliźniego jest testem, według którego pytający mogą mierzyć autentyczność swojej służby Panu. Jest też testem, którym powinni się posłużyć oceniając swoją wierność Prawu Mojżeszowemu. Przestrzeganie Prawa bez miłości nie daje życia.
Jezus mówi nam dziś to samo, ponieważ wie, że w każdym z nas jest nieco z postawy faryzeuszy. I także dla nas ostatecznym testem jest miłość. Jest ona fundamentem, na którym zgodnie z zamysłem Boga mamy budować nasze życie. Jest to droga, którą mamy podjąć, stając wobec ważnych decyzji. Bóg chce, abyśmy kierowali się w życiu nie tylko samym przestrzeganiem zasad, ale przede wszystkim miłością Boga i bliźniego, w której mamy wzrastać. Zasady to jeszcze nie wszystko. Konieczna jest miłość.
Zaczynaj więc każdy dzień od przypomnienia sobie, że Bóg pierwszy cię umiłował. To jest źródło, z którego wypływa twoja zdolność do miłości. Znajdź czas, by przebywać z Nim sam na sam. Obojętnie, co zajmuje twój umysł i ręce, czyń wszystko z miłości do Niego. Pamiętaj również, jak bardzo Bóg kocha twoich bliźnich – aż do oddania życia! Proś Go więc, aby pomógł ci przekazywać tę miłość innym.
A kiedy następnym razem staniesz przed decyzją, na co poświęcić swój czas, czym teraz się zająć, jak zareagować na nieoczekiwane zakłócenie twoich planów, powróć do tego najważniejszego pytania: Jak mogę właśnie teraz, w tej chwili, bardziej kochać Boga i bliźniego?
„Panie, chcę kochać Cię całym moim sercem, całą moją duszą i całym moim umysłem. Chcę kochać mojego bliźniego tak, jak Ty mnie kochasz!”
Ez 37,1-14
Ps 107,2-9

▌Sobota, 29 sierpnia
Męczeństwo
św. Jana Chrzciciela
Mk 6,17-29
Herod (…) chętnie go słuchał.
(Mk 6,20)
Wyobraźmy sobie Heroda słuchającego Jana Chrzciciela. Jan nie wahał się potępić nielegalnego małżeństwa króla i publicznie go zganić. Nawet, gdy został uwięziony przez Heroda, nie zaprzestał mówienia mu nieprzyjemnej prawdy. Herod mógł natychmiast wydać na niepokornego proroka wyrok śmierci. Było jednak w Janie coś, co go przyciągało – a zarazem przerażało – tak, że nie mógł zdobyć się na to, by kazać go zabić.
Co takiego poruszyło Heroda? Był to Duch Święty, który działał przez Jana. Duch Święty posłużył się radykalną świętością i odwagą cywilną Jana, aby przemówić do głodu prawdy i dobra, głodu ukrytego głęboko w sercu Heroda. Poprzez Jana pokazywał Herodowi, że jeszcze nie jest za późno na zmianę. Dlatego Herod odkładał egzekucję, być może gdzieś w głębi serca pragnąc znaleźć w sobie odwagę, by się nawrócić i zmienić życie.
Może nie masz takiej odwagi cywilnej, jaką miał Jan Chrzciciel, ale pod pewnymi względami jesteś do niego podobny. Duch Święty żyje w tobie i wzywa cię do głoszenia innym miłosiernej miłości Boga. Zastanów się więc, w jaki sposób Duch Święty może przez ciebie pociągać innych. Może, jak Jan, masz w sobie święty radykalizm, który przyciąga uwagę? Może masz w sobie tyle pokoju, że jesteś w stanie rozładować napięte sytuacje? A może wypływa z ciebie radość, podnosząca na duchu twoich bliskich?
Chcesz pielęgnować w sobie te duchowe dary? Podtrzymuj swoją relację z Panem. Im więcej czasu z Nim spędzisz, tym bardziej doświadczysz Jego miłości i miłosierdzia w swoim życiu. A wtedy zaczniesz pociągać do Boga ludzi. Będzie w tobie coś szczególnego, co wyróżni cię spośród innych, a oni zaczną to zauważać.
I jeszcze jedna przestroga – nie zniechęcaj się, jeśli na razie nie widzisz, żebyś miał jakikolwiek wpływ na innych. Pamiętaj, że Herod nigdy nie zdobył się na odwagę, by odpowiedzieć na słowa Jana, a ostatecznie żona zmusiła go podstępem do skazania proroka. Nie wiemy, czy coś w królu albo w ludziach z jego otoczenia zaczęło się zmieniać pod wpływem Janowego głoszenia, ale to już nie nasza sprawa. My mamy po prostu zaufać Duchowi Świętemu, że posłuży się naszą wiarą i naszym świadectwem, aby zmieniać otaczający nas świat.
„Panie, napełnij mnie Twoim Duchem, abym mógł nieść innym Twoją miłość.”
Jr 1,17-19
Ps 71,1-6.15.17

ARTYKUŁY

Sierpień miesiącem trzeźwości

Nie upijajcie się!

Już od kilku dziesięcioleci miesiąc sierpień kojarzy nam się z trzeźwością. W kościołach słyszymy wezwania, żeby w tym czasie powstrzymać się od kupowania i spożywania napojów alkoholowych, a także od częstowania nimi innych, od zwyczajowego zachęcania czy wręcz przymuszania do picia. Wielu z nas podejmuje takie zobowiązania.
Wszystko zaczęło się w 1984 roku, kiedy to Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła sierpień miesiącem trzeźwości narodu, miesiącem abstynencji. Inicjatywa ta zrodziła się z troski o przyszłość całego społeczeństwa. Wybrano sierpień, ponieważ jest to miesiąc wielu uroczystości Maryjnych i tradycyjnych pielgrzymek na Jasną Górę oraz ważnych rocznic – przede wszystkim Cudu nad Wisłą z 1920 roku, a także „cudu” przebudzenia narodowego i powstania Solidarności.
Od ogłoszenia po raz pierwszy sierpnia miesiącem trzeźwości mija właśnie 36 lat, zmieniły się realia, w jakich żyjemy, dorosły nowe pokolenia, ale zagrożenie, jakie stanowią wszelkie uzależnienia, nie tylko od alkoholu, pozostało.

Wolność – Boży zamysł
dla nas
Przyjrzyjmy się naszej reakcji na słowa: „Sierpień – miesiąc trzeźwości”. Pierwsza reakcja i emocje, jakie odczuwamy słysząc to hasło, wiele mówią o naszym myśleniu, wolności i o tym, jakie miejsce zajmuje alkohol w naszym życiu.
Może wydaje ci się wyświechtane i mało ważne? Może pomyślisz: to mnie nie dotyczy, to nie mój problem. A jednak warto właśnie w sierpniu przemyśleć to głębiej, bo przecież chodzi o życie i zdrowie bardzo wielu zwykłych ludzi.
Statystycznie pijemy za dużo alkoholu: prawie dwa i pół miliona Polaków nadużywa alkoholu, a prawie milion jest od niego uzależnionych. A jeśli ktoś nadmiernie pije, to problem dotyka nie tylko jego, ale całą rodzinę. Szczególnie boleśnie odczuwają go dzieci.
Wiadomo, że nadużywanie alkoholu wpływa na zdrowie i jakość życia, sprawia, że człowiek traci wolność. Może doprowadzić do zniszczenia więzi, rozpadu rodziny, agresji i przemocy, biedy, a nawet bezdomności. Bóg nie chce tego, dlatego rzuca nam wyzwanie, byśmy zmienili sposób myślenia, przyzwyczajenia, a nawet styl życia.
Bóg pragnie dla nas pełni życia. Taka jest Jego wola względem każdego człowieka. Mamy stawać się uczniami Pana, podobnymi do Niego. Ta pełnia zależy w stu procentach od Boga i w stu procentach od nas samych. Od naszych decyzji, które podejmujemy każdego dnia. Nasze podejście do idei trzeźwości, ilość spożywanego alkoholu i częstotliwość picia mają wpływ na to, kim jesteśmy i kim się staniemy w przyszłości.

Stanąć w prawdzie
U progu miesiąca trzeźwości spróbujmy sobie uświadomić, czy nasze życie w jakiejś mierze zależy od alkoholu? Czy przyjąłem wyzwanie miesięcznej abstynencji? Jak się z nią czuję? Ile alkoholu wypiję na początku września?
Być może szczera odpowiedź na te pytania pomoże ci zdiagnozować swój stan i określić, jakie miejsce zajmuje alkohol w twoim życiu; pomoże ci rozpoznać, że „coś” jest nie w porządku. Może czujesz się bezsilny wobec swoich reakcji na codzienne wyzwania? Może nie kontrolujesz swojego życia,
a myśl o zmianie nawyków cię przeraża? Niejedna osoba uzależniona z niekłamanym zdziwieniem odkryła bolesną prawdę, że potrzebuje „tego” częściej i więcej. Może to być alkohol, narkotyki, leki, hazard, pornografia, zdrady małżeńskie, a nawet kompulsywne kupowanie czy branie kredytów, nie mówiąc już o uzależnieniu od nikotyny.
Może właśnie ten sierpień to dobry czas, aby sprawdzić samego siebie, zobaczyć, jaki naprawdę jestem i zastanowić się, co mam zrobić, żeby żyć lepiej i dłużej. To dobry czas na odpoczynek i refleksję nad sobą. Dla wielu trzeźwiejących alkoholików i ich bliskich nowe życie rozpoczęło się w sierpniu po Licheńskich Spotkaniach Trzeźwościowych. Może nadszedł moment, by rozpocząć duchową pielgrzymkę z Bogiem?

Trzeźwe myślenie
Pan obdarował nas wszystkim, co konieczne „do życia i pobożności” (2 P 1,3). Mamy Boga, który nam pomaga. Ratuje nas, gdy wołamy Go na pomoc. Św. Paweł pisze do swojego młodego ucznia Tymoteusza: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7).
Trzeźwe myślenie to inaczej „zdrowy umysł”, jak tłumaczy uwspółcześniona Biblia Gdańska. „Trzeźwo myśleć” to prawidłowo oceniać, planować, marzyć, budować relacje z Bogiem i z innymi. Warunkiem nieodłącznym jest trzeźwość. Ma ona wpływ na sposób myślenia i widzenia rzeczywistości, ocenę własnych sił i umiejętności, jak również rozeznawanie talentów i darów. To gwarancja właściwego patrzenia na otaczający nas świat.
Alkohol w życiu alkoholika ma wpływ na jego decyzje i sposób spędzania czasu. Niszczy relacje i odbiera zdrowie. Dla człowieka uzależnionego ratunkiem jest całkowita abstynencja, bo inaczej nie jest w stanie utrzymać trzeźwości.
Trzeźwość polega na tym, że kiedy pojawia się problem, człowiek nie sięga po alkohol, ale myśli, jak sobie z nim poradzić, i świadomie próbuje go rozwiązać. W życiu nie chodzi o abstynencję, czyli o powstrzymywanie się od picia alkoholu czy stosowania innych używek, ale właśnie o trzeźwość. Wtedy alkohol nie będzie środkiem pomagającym w rozwiązywaniu trudnych sytuacji, a jego spożycie nie będzie rodziło poczucia winy.
W starotestamentalnej Księdze Syracha znajdujemy bardzo konkretne rady: „Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny, albowiem ono zgubiło wielu. Jak w kuźni próbuje się twardość stali, zanurzając ją w wodzie, tak wino doświadcza w bójce serca zuchwalców. Wino dla ludzi jest życiem, jeżeli pić je będziesz z umiarem. Co za życie ma ten, który jest pozbawiony wina? I ono zostało stworzone dla radości ludzi. Zadowolenie serca i radość duszy daje wino pite w swoim czasie i z umiarem. Udręką dla duszy jest zaś wino pite w nadmiernej ilości wśród podniecenia i zwady. Pijaństwo powiększa szał głupiego na jego zgubę, osłabia siły, a ran przysparza. Na uczcie przy piciu nie rób wymówek bliźniemu ani nie lekceważ go z powodu jego wesela; nie mów mu słów obelżywych ani nie drażnij go żądaniem zwrotu długu!” (Syr 31,25-31). Mędrzec dostrzega dobro w trunku spożywanym „w swoim czasie i z umiarem”, który daje „zadowolenie serca i radość duszy”. Warunkiem korzystania z jego dobrodziejstw jest właśnie umiar. Aby móc się nim cieszyć, trzeba być człowiekiem wolnym od uzależnienia.

Wybór należy do ciebie
W Nowym Testamencie znajdujemy odpowiedzi także na pytania ludzi XXI wieku. Bardzo mnie inspirują zalecenia św. Pawła: „Nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem” (Ef 5,18). Nie przypadkiem św. Paweł zestawił obie te czynności, przeciwstawiając je sobie.
W pewnym sensie upojenie winem i napełnienie się Duchem dostarczają podobnych doznań. Kiedy w czasie Pięćdziesiątnicy Duch Święty zstąpił na Apostołów i uczniów zgromadzonych w Wieczerniku i napełnił ich, zaczęli głośno wychwalać Boga w różnych językach, a ludzie, którzy się zbiegli, „zdumiewali się” i drwili: „Upili się młodym winem” (Dz 2,12-13). O ileż lepiej otworzyć się na działanie Ducha Świętego, niż ulegać działaniu alkoholu!
Częste używanie alkoholu demoluje życie i relacje, prowadzi do uzależnienia, choroby i rozwiązłości. Słowo „rozwiązłość” oznacza utratę samokontroli i robienie rzeczy, których człowiek się wstydzi, gdy jest trzeźwy. Już autor starotestamentalnej Księgi Przysłów przestrzegał: „Szydercze jest wino, hałaśliwa sycera; każdy, kto nimi oszołomiony, jest niemądry” (Prz 20,1).
Inaczej jest, gdy napełniamy się Duchem Świętym, a Duch sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, promienni i radośni. To też może prowadzić czasami do nietypowych zachowań, ale z pewnością następnego dnia nie będziemy się ich wstydzić. Słowo „napełniajcie się” wskazuje na czynność wykonywaną w sposób ciągły, a nie jednorazowo. Z tego powodu można by sparafrazować słowa św. Pawła w ten sposób: Nieustannie napełniajcie się Duchem Świętym, czyli każdego dnia spożywajcie świeże wino Ducha. Dlaczego? Bo tylko to wino prawdziwie koi, nasyca, cieszy, odpręża i otwiera na innych. Codziennie potrzebujemy napełniać się Bożą obecnością i Bożym słowem, potrzebujemy modlitwy, sakramentów oraz obecności osób wierzących. Codziennie i zawsze.
Warto spojrzeć na własne życie pod tym właśnie kątem: czym się napełniam? Jaki jest styl mojego życia? Co ma wpływ na podejmowanie ważnych decyzji? Jak rozładowuję napięcia i stres?
Z jakiego powodu sięgam po alkohol? Czy potrafię odpoczywać i spotykać się towarzysko bez alkoholu?

„Za wszystko dziękujcie!”
O swój stan psychiczny i o swoje emocje trzeba dbać podobnie jak o ciało. Bez właściwej „higieny życia” doświadczenie stresu może doprowadzić nas do koszmarnego stanu.
Słowo Boże mówi, byśmy nauczyli się dziękować. Nie rodzimy się z taką postawą, dlatego musimy się jej uczyć tak samo jak umiejętności czytania – jest to proces, który wymaga czasu i wielu ćwiczeń. Pomaga metoda prób i błędów. Św. Paweł pisze: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,16-18).
Radość wypływa z dziękowania. Sam odkryłem, jak dobrze jest robić codziennie listę osób, rzeczy i wydarzeń, za które jestem wdzięczny nawet wtedy, gdy przeżywam jakieś trudności czy kłopoty. Warto każdego dnia robiąc rachunek sumienia wypisywać sobie kilka (np.10) rzeczy, za które chcę dziś podziękować Bogu. Zapisując codziennie dobre rzeczy, które otrzymałem czy których doświadczam, uczę się zwracać uwagę na dobro, które mnie spotyka. Nastawiam się na to, by to dobro zauważać i dzielić się nim z innymi, a wtedy zarażam siebie i otaczających ludzi wdzięcznością.
Refleksja i przypominanie sobie dobrych wydarzeń rozwija w nas życie emocjonalne i pomaga zapanować nad stanami uczuciowymi. Myślenie o nich uczy rozpoznawać emocje. Rozwijamy się i uczymy radzić sobie z tym co złe i negatywne, bo: „wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą” (Rz 8,28-30).
Odkrycie prawdy o tym, że Bóg mnie wybrał i towarzyszy mi w życiu, pomaga w zmaganiu się z trudnościami. Nie staram się już od nich uciekać, ale szukam sposobów, by pokonując je odkrywać w sobie nowe talenty i zdolności. Trudności nie są więzieniem, ale szkołą. Rozumiem je jako „trampolinę”, a nie „kanapę”. Stawiając im czoło, rozwijam się i zmieniam swoje życie. Mam też odwagę dzielenia się swoim życiem z bliskimi albo na przykład w grupie wsparcia. Akceptacja, jaką otrzymuję od innych, zawsze mnie wzmacnia i powoli odzyskuję życie, i od nowa uczę się radzić sobie z moimi reakcjami. Do aktywności w grupie wsparcia zachęca mnie świadomość, że potrzebuję pomocy i sam pomagam. Wiem, że pomaganie innym najbardziej pomaga mnie samemu.
Bóg nie zostawia nas samych w tym życiu. Jest obecny nawet w upadłym świecie. Szuka i ocala to, co zginęło. Leczy tych, którzy cierpią i potrzebują lekarza. Nasz Pan nie jest obojętny na nasze cierpienia, choroby i uzależnienia. Stał się człowiekiem, by zbawić wszystkich ludzi i odbudować wszystkie sfery życia zniszczone przez grzech. ▐

 

Droga do wyzwolenia
Przezwyciężyć uzależnienie

Przypomnijmy: Bóg nas nie porzuca, nie zostawia samych na naszych drogach. Nigdy. Nawet wtedy, gdy zbaczamy z wytyczonej drogi na kręte ścieżki i wpadamy w tarapaty. On jest Emmanuelem, „Bogiem z nami”. Szuka i ocala to, co zaginęło, jak pasterz, który nie ustaje w poszukiwaniach zagubionej owcy; jak lekarz, który przychodzi do cierpiących i tych, „którzy się źle mają” (Mk 2,17).
Nasz Pan nie jest obojętny na nasze cierpienia, choroby i uzależnienia. Stał się człowiekiem, by zbawić wszystkich ludzi i odbudować wszystkie sfery naszego życia zniszczone przez grzech. Sam powiedział: „Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2, 17). Powtarzajmy to sobie często.

Świadomość własnej
bezradności
Uzależnienie, które w jakiejkolwiek formie zmienia świadomość i życie na gorsze – jest chorobą. Wymaga leczenia. Samo nie przejdzie. Uzależnienie od alkoholu, narkotyków, gier, pornografii, nikotyny niszczy i degraduje osobowość. Człowiek przestaje kontrolować swoje życie. Powoli dosięga dna w różnych sferach. Praktyka wskazuje, że samemu nie można sobie skutecznie pomóc. Niedotrzymane obietnice robione sobie, Bogu, bliskim jeszcze bardziej pogrążają w bezradności.
Niestety, często jest tak, że uzależniony dopiero wtedy, gdy znajdzie się na dnie, uświadamia sobie, że potrzebuje leczenia. Potrzebuje go, bo uzależnienie to choroba. Warto zwrócić się do najbliższej przychodni dla osób uzależnionych i współuzależnionych, by znaleźć fachową pomoc.
Kiedy bezradność wobec problemu i brak wiedzy, jak sobie z nim poradzić, rodzą w nas potrzebę szukania, to jest to dobry początek, który może prowadzić do przemiany. Najpierw jednak trzeba stanąć wobec bolesnej prawdy: Sam sobie nie mogę pomóc. Nie mam w sobie recepty na rozwiązanie moich problemów. Wtedy rodzi się głód poszukiwań.
Pierwszym cudem jest uświadomienie sobie własnej bezradności. Wtedy zaczyna się szukać ratunku, oddając swoją wolę Bogu ze świadomością, że tylko On może pomóc w zmianie życia.

Cud terapii
W uzależnienie człowiek wchodzi sam poprzez wiele pozornie błahych, ale pociągających złe skutki decyzji. Sam jednak z uzależnienia się nie wydostanie ani też nikt wbrew jego woli nie jest w stanie go uratować. Powtórzmy: prawdziwa przemiana zależy w stu procentach od Boga i w stu procentach od samego człowieka.
Syrach radzi, by człowiek mądry zwrócił się do specjalisty i nie lekceważył jego pomocy: „Oddaj lekarzowi cześć należną jego posłudze, albowiem i jego stworzył Pan. Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje. Wiedza lekarza podniesie mu głowę, nawet w obecności możnych będą go podziwiać. Pan stworzył leki pochodzące z ziemi, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził. (…) Z nich aptekarz sporządza leki, aby nie było końca Jego dziełom; i pokój od Niego trwa na całej ziemi” (Syr 38,1-4.7-8).
Zaleca jednoczesne zwracanie się z prośbą o ratunek do Boga, oczyszczenie się z grzechów i korzystanie z pomocy lekarza: „Synu, w chorobie nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy. Odrzuć przewrotność – wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu! Złóż ofiarę wonną (…) i hojną obiatę, na jaką cię tylko stać. Potem daj miejsce lekarzowi, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny. Bywa taki czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby” (Syr 38,9-13).
Osoba uzależniona może i powinna zatem zgłosić się do specjalisty od uzależnień, gdzie uzyska stosowną i profesjonalną pomoc. W ciężkich przypadkach może być potrzebna najpierw detoksykacja – czyli odtrucie organizmu – w szpitalu, a dopiero potem terapia. Dzięki niej można nauczyć się żyć w nowy sposób. Równie niezbędna jak terapia jest grupa wsparcia. Kiedy osoba uzależniona to odkryje i zaakceptuje, zaczyna się prawdziwy cud. Rodzi się nowe życie.

Potrzeba wspólnoty
Uzależnienie często zaczyna się od doświadczenia samotności, którą można przeżywać będąc nawet w tłumie. Dlatego tak ważnym krokiem dla każdej osoby, która się z nim zmaga, jest odkrycie wspólnoty innych ludzi. Człowiek uzależniony potrzebuje wsparcia i obecności innych osób, by móc się podnieść. Dzielenie się życiem i wspólne spędzanie czasu wolnego, zainteresowanie się innymi i dopuszczenie ich do własnego prywatnego świata – to wszystko sprawia cuda. Życie się odradza. Takie osoby rozpoznają swoje pasje i wracają do marzeń i zainteresowań, które wcześniej porzuciły. Następuje „odkupienie czasu”, czyli wynagrodzenie krzywd i zmarnowanego czasu w stosunku do siebie, Boga i innych ludzi.
Zazwyczaj środowiskiem wzrostu w trzeźwości jest grupa wsparcia i program wychodzenia z uzależnienia oparty na dwunastu krokach. Dzięki cotygodniowym spotkaniom, tzw. mityngom, odzyskuje się życie i odbudowuje to wszystko, co zostało zniszczone: rodzinę, przyjaciół, relacje i więzi. Dokonuje się to krok po kroku i wymaga wiele czasu.

Anonimowi Alkoholicy
Dla trzeźwiejących alkoholików najskuteczniejszą pomoc stanowią grupy AA (Anonimowych Alkoholików).
W grupie AA można zachować anonimowość i czuć się bezpiecznie i komfortowo. Na początku spotkania zawsze podawane są informacje o programie trzeźwienia i plan oraz zasady odbywania spotkań i wypowiadania się. To daje poczucie bezpieczeństwa wszystkim, którzy przychodzą pierwszy raz.
Historia powstania AA sięga roku 1935, gdy doszło do spotkania w Akron (Ohio - USA) Billa W., maklera giełdowego z Nowego Jorku i dr. Boba, chirurga z tego miasta. Obaj byli wówczas uznawani za alkoholików w beznadziejnym stanie, dr Bob nie był już w stanie operować. Obaj też próbowali różnych kuracji, przebywali kilkakrotnie w szpitalach – bez jakichkolwiek efektów. Bill i Bob odbyli ze sobą wiele rozmów, mówiąc zasadniczo tylko o swoim piciu, i ze zdziwieniem stwierdzili, że te rozmowy pomagają im zachować abstynencję. I to był początek.
Wkrótce odkryli, że mogą poszukać innych alkoholików i niezależnie od tego, czy przynosi to efekt u nowych podopiecznych czy nie, szczera rozmowa z nimi pozwala im samym zachowywać trzeźwość. Gdy grono niepijących dzięki odkryciu Billa i Boba powiększyło się do kilkudziesięciu osób, postanowili spisać swe przeżycia, by w ten sposób udostępnić je wielu innym alkoholikom.
Pierwsze informacje o Anonimowych Alkoholikach do Polski dotarły około 1957 roku. Początki ruchu wiążą się z Poznaniem. Pod koniec lat 60. psycholog mgr Maria Grabowska zaczęła prowadzić zajęcia grupowe oparte na założeniach programu Dwunastu Kroków. Jej grupa zaczęła samodzielnie funkcjonować na jesieni 1974 roku i tę datę uznają polscy AA za swój początek.
Do 1980 roku powstało 5 grup. W 1982 roku, przy okazji organizowanej przez Instytut Psychoneurologiczny (dzisiejszy Instytut Psychiatrii i Neurologii) w Warszawie konferencji Klubów Abstynenckich, odbyło się pierwsze ogólnopolskie spotkanie grup AA, na którym powołano 6-osobową Tymczasową Krajową Służbę Anonimowych Alkoholików.
W 1984 roku w Poznaniu odbył się Pierwszy Zjazd Wspólnoty AA w Polsce. Uczestniczyli w nim przedstawiciele ponad trzydziestu grup AA. Wybrano wówczas pierwsze struktury służebne i nawiązano kontakt z europejskim AA. W 1985 roku zaczęło ukazywać się pierwsze czasopismo, a w 1995 roku została zarejestrowana fundacja „Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce”, która otrzymała upoważnienie do publicznego reprezentowania AA również jako osoba prawna. Fundatorami zostali psycholog mgr Maria Matuszewska z Poznania i lekarz dr Bohdan Woronowicz z Warszawy.

Cotygodniowe mityngi
Osoby będące w trakcie terapii mówią, że uczą się żyć od nowa. To bohaterzy i odważni ludzie. Takimi się stają właśnie dzięki regularnym mityngom – cotygodniowym spotkaniom, w czasie których zachęcają się wzajemnie, by żyć inaczej. Na początku nie jest łatwo. Ale wsparcie i zachęta innych, również ze strony rodziny i najbliższych, pomaga i sprawia prawdziwe cuda. Rodzi się nowy człowiek. Mówi się, że najważniejsze to pierwsze sto mityngów.
Ci, co wyszli z piekła uzależnienia mówią, że w dramatycznych chwilach, kiedy wszystko się im waliło i było szczególnie trudno, chodzili na mityngi dwa razy dziennie: rano i wieczorem, by nie wrócić do picia czy brania narkotyków. Ich ból można porównać do doświadczenia osób, które przeszły obóz koncentracyjny. Wspólnota i dzielenie się życiem, swoimi emocjami i przeżyciami – to naprawdę pomaga. Wspierając innych, człowiek pomaga sam sobie.

Zjazdy w Licheniu
Praktyka pokazuje, że osoby uzależnione potrzebują nie tylko cotygodniowych kameralnych mityngów, ale również wielkich spotkań i zjazdów, które dają możliwość doświadczenia siły wspólnoty, do której się należy i której cząstkę się stanowi. Kiedy łączy troska o trzeźwość i nowe życie, wszystkie inne różnice tracą znaczenie.
Od 1992 roku w ostatni weekend lipca w licheńskim sanktuarium odbywają się Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe. Rok wcześniej takie spotkania rozpoczęto na Jasnej Górze. Są to zjazdy, które gromadzą wierzących i trzeźwiejących alkoholików, ich przyjaciół, krewnych oraz dzieci. Oddzielną grupę stanowią anonimowi narkomani, hazardziści, seksoholicy, nikotyniści, jedzenioholicy, przemocowcy, depresanci, dłużnicy. Przyjeżdżają Polacy z Polski i z zagranicy, coraz częściej także osoby innych narodowości.
To czas na modlitwę, spotkania, poznanie nowych ludzi. Podzielenie się swoim życiem i doświadczeniem wychodzenia z uzależnienia. Nagradzani są wybitni autorzy, których twórczość pomaga innym w przemianie. To ważne spotkania dla całego środowiska. Pomagają doświadczyć spotkania z Bogiem, jak również wspólnoty z innymi. Umacniają, pomagają wytrwać, bo jak mówią sami uczestnicy: „Jeśli im się udaje zmienić życie, to ja też, dzięki Bogu, potrafię”.

Wzajemna pomoc
O wspieraniu słabszych od nas św. Paweł pisze: „My, którzy jesteśmy mocni w wierze, powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne – dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego, ale jak napisano: «Urągania tych, którzy Tobie urągają, spadły na Mnie». To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało także dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie” (Rz 15,1-5).
Wszyscy mamy się nawzajem wspierać. Uczymy się tego. Potrzeba nam na to czasu i chociaż się staramy, musimy się sami przed sobą przyznawać, że popełniamy błędy. Wtedy właśnie uczymy się być współczującymi i miłosiernymi względem innych.
Uzdrowienie z uzależnienia to proces. Doświadczają go miliony ludzi na całym świecie. To cud, który nie ma końca, bo przecież: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5,1). ▐

Dwanaście Kroków
Anonimowych Alkoholików
Współzałożyciel Wspólnoty AA Bill W. nazywa Dwanaście Kroków zbiorem „zasad duchowych, które stosowane jako sposób życia mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu, by stał się zdrowym, szczęśliwym i pożytecznym człowiekiem”.
Dr Bob, drugi współzałożyciel AA, powiedział: „W postaci skondensowanej naszych Dwanaście Kroków sprowadza się do słów: miłość i służba”.
Pracować nad Programem AA to znaczy pracować nad Krokami. Cały program Dwunastu Kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad i ma na celu zmianę określonych nawyków, utartych schematów myślenia i zmianę dotychczasowego oglądu siebie i świata. Praca nad Krokami pozwala osiągnąć trzeźwość i trwać w niej. Dwanaście Kroków to droga do szczęśliwego i wydajnego życia dla wielu ludzi, zarówno alkoholików, jak i nie alkoholików
Krok Pierwszy
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Krok Drugi
Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Krok Trzeci
Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
Krok Czwarty
Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Krok Piąty
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Krok Szósty
Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru.
Krok Siódmy
Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Krok Ósmy
Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Krok Dziewiąty
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Krok Dziesiąty
Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Krok Jedenasty
Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt
z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Krok Dwunasty
Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
za stroną: https://aa24.pl/pl/12-krokow-aa/

Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym powstało w 2000 roku na bazie Apostolstwa Trzeźwości i Poradni Odnowy Rodziny w wyniku realizacji obietnicy utworzenia w Licheniu zespołu poradni zajmujących się nowymi ubogimi współczesnego Kościoła i świata – osobami uzależnionymi i ich rodzinami. Obietnicę taką złożyli marianie św. Janowi Pawłowi II podczas jego wizyty w czerwcu 1999 roku.
W Centrum swoją pomocą służy osobom uzależnionym zespół terapeutów uzależnień i współuzależnień, instruktorów terapii i psychologów.
Osoby cierpiące z powodu problemów uzależnień oraz przeżywające trudności i kryzysy rodzinne, dzięki pomocy duchowej i terapeutycznej mogą odzyskać utraconą nadzieję, przeżyć przebudzenie duchowe, otrzymać moc i odwagę do zmiany własnego życia.
Formy pomocy stosowane w Centrum są wynikiem poszukiwania równowagi "złotego środka" między oddziaływaniem duchowym i terapeutycznym. Ważny jest cały człowiek szukający pomocy. Może ją znaleźć przede wszystkim w dziedzinie duchowości, jak również w uporządkowanej przez terapię sferze zmysłów, uczuć oraz intelektu. Ważne jest zdrowe funkcjonowanie rodziny jako całości. Ten priorytet integralnego spojrzenia na człowieka i rodzinę wyznacza kierunki pracy terapeutycznej i duchowej Centrum.
Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym jest organizatorem Ogólnopolskich Spotkań Trzeźwościowych, na które przyjeżdżają tysiące osób zmagających się z uzależnieniami oraz ich rodziny. Uwaga! W tym roku, z powodu sytuacji epidemicznej, 28 Licheńskie Spotkania Trzeźwościowe zostały odwołane. Kolejne odbędą się 23-25 lipca 2021 roku.

Kontakt i informacje:
tel. (63) 270 81 32
tel. kom.: 725 573 753
e-mail: pomoc@lichen.pl
www.pomoc.lichen.pl

Kontakt ze wspólnotą AA:
tel.: 801 033 242
e-mail: aa@aa.org.pl
Spis wszystkich mityngów można
znaleźć na stronie:
https://www.aa.org.pl/

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 8 (324) 2020



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO SIERPNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Sierpień już od ponad 30 lat jest w Polsce miesiącem trzeźwości, dlatego sierpniowy numer „Słowa wśród nas” poświęciliśmy problemowi uzależnień, który dotyka tak wielu ludzi. Artykuły wiodące napisał na naszą prośbę ks. Robert Krzywicki, marianin, który od wielu lat kieruje Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym przy Sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Co roku odbywają się tam w końcu lipca Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe, a chociaż w tym roku zostały odwołane ze względu na pandemię, to warto o nich przypomnieć. Ks. Robert podaje wiele konkretnych informacji na temat alkoholizmu i innych uzależnień: pokazuje mechanizm popadania w nałogi i sposób na rozpoznanie, czy mamy problem z alkoholem oraz gdzie szukać pomocy. Mówi o tym, jak ważna jest wspólnota i wsparcie innych w trudnym procesie wychodzenia z uzależnienia.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych, które stanowią pomoc w codziennym spotkaniu ze słowem Bożym.
W Magazynie znajdziemy artykuł ks. Krystiana Chmielewskiego wprowadzający w praktykę skrutacji, czyli badania słowa Bożego, a tak naprawdę „czytania swojego życia słowem Bożym” oraz świadectwo zawierzenia Bogu napisane przez żonę amerykańskiego żołnierza.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki Michaela E. Gaitleya MIC „Zrobiliście to dla Mnie” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY
Sierpień miesiącem trzeźwości
Nie upijajcie się! – Robert Krzywicki MIC.................. 4

Jak rozpoznać uzależnienie?
Test Baltimorski – Robert Krzywicki MIC................. 10

Droga do wyzwolenia
Przezwyciężyć uzależnienie
Robert Krzywicki MIC..............................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 sierpnia..............................................23

MAGAZYN

Skrutacja Pisma Świętego,
czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem
ks. Krystian Chmielewski..............................................52

Pozwól się prowadzić Bogu
Jak Jezus dał pokój wojskowej mamie
Tracy Woelkers..............................................58

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Mamy środek lata, jest pięknie prawie jak zawsze, ale to prawie robi kolosalną różnicę w tym czasie. Chciałbym napisać to, co pisałem rok temu, jak miło cieszyć się wakacjami, słońcem, byciem z najbliższymi, zwiedzaniem nowych miejsc, tak zwyczajnie cieszyć się życiem i dziękować Panu Bogu za to. Tym razem nie jest nam to dane w takim stopniu i wymiarze, jak byśmy sobie tego życzyli.
Tę różnicę powoduje pandemia koronawirusa. Nie interesują już nas tak bardzo nowe miejsca czy uprawianie turystyki. Nastał czas, aby zająć się tym, co jest istotne, co dotyka naszego sensu istnienia. Przetrwaliśmy niejedną zarazę, przetrwamy i tę. Patrzmy w przyszłość z nadzieją. Bóg jest po naszej stronie! Albert Camus napisał w „Dżumie”: „W ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę”. Tysiące ludzi, zwłaszcza w służbie zdrowia, pokazało w czasie epidemii, że na taki podziw zasługują. Wierzmy w Boga i w siebie.
Wiodącymi artykułami w tym numerze są teksty księdza Roberta Krzywickiego, marianina, który od wielu lat kieruje Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym przy Sanktuarium Matki Bożej w Licheniu, a wcześniej posługiwał na Białorusi. Są one poświęcone problemowi uzależnień. Ks. Robert podaje wiele konkretnych informacji na temat uzależnień, wskazuje, jak rozpoznać, kiedy mamy problem z alkoholem, i gdzie szukać pomocy. Co roku w ostatni weekend lipca tysiące ludzi z całej Polski, którzy zmagają się z różnego rodzaju nałogami, głównie z alkoholizmem, przybywają do Lichenia na wspólną modlitwę, rozmowy, dzielenie się swoimi troskami. Właśnie od rozmawiania zaczął się Ruch AA (Anonimowych Alkoholików). Jego twórcy najpierw pomogli w ten sposób sobie, a następnie opracowali program 12 Kroków, który uratował, można śmiało to powiedzieć, miliony ludzi przed życiowymi tragediami. Dziś program 12 Kroków i wspólnoty AA to największy oręż, który pomaga wielu ludziom wejść na drogę normalnego życia. Powrotu do bycia tym samym człowiekiem, choć zupełnie już innym – jak mówili przyjaciele o swoim koledze, który wszedł na drogę trzeźwości.
Z oczywistych względów tegoroczny zjazd w Licheniu został odwołany, ale wszystkim zmagającym się z uzależnieniem i ich rodzinom życzymy Bożego błogosławieństwa i polecamy opiece Matki Bożej Licheńskiej.
Chciałbym również zachęcić do lektury artykułu ks. Krystiana Chmielewskiego „Skrutacja Pisma Świętego, czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem”. Wakacje mogą być okazją, by trochę czasu poświęcić na skrutację, czyli badanie Pisma Świętego, by w jego świetle oglądać swoje życie i poznawać Boga, a ten artykuł jest świetnym wprowadzeniem do tej praktyki. Skrutacja, jak pisze ks. Krystian, jest doświadczeniem łaski, bowiem „bez pomocy łaski, wskazania Pisma, choć są wprowadzone uszami, nigdy nie dotrą do serca; dźwięczą od zewnątrz, ale wewnątrz nie służą niczemu”.
Sierpień to środek lata, czas wakacji i urlopów. Choć z powodu pandemii nie wszystkie pomysły i pragnienia da się zrealizować, to jednak wierzę, że każdy z was znajdzie sposób, by ten czas wykorzystać owocnie i zdrowo odpocząć. Niech Pan wszystkim wam błogosławi na wakacyjnych szlakach.
Wasz brat w Chrystusie,
Ks. Stanisław Drozdowski

 

MAGAZYN

Skrutacja Pisma Świętego, 

czyli o tym, jak czytać swoje życie Bożym słowem

Skrutacja Pisma Świętego powszechnie kojarzona jest ze wspólnotami neokatechumenalnymi, dla których stanowi jedno z podstawowych narzędzi formacji biblijnej. Jest to piękny i owocny sposób kontaktu ze słowem Bożym. Na czym polega skrutacja Pisma Świętego i jak może wpłynąć na nasze życie?

Skrutacja, czyli badanie
Samo słowo „skrutacja” jest zaczerpnięte z łacińskiego tłumaczenia fragmentu Ewangelii św. Jana: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo” (J 5,39 – po łacinie: Scrutamini Scripturas, quia vos putatis in ipsis vitam aeternam habere: et illae sunt, quae testimonium perbibent da me). Oznacza ono badanie, śledzenie, zgłębianie, studiowanie czegoś.
Jezus mówi do uczonych w Piśmie, że badają Pisma, ponieważ sądzą, że w nich jest ukryte życie wieczne, a one mówią o Nim. Najogólniej ujmując skrutacja to forma kontaktu ze słowem Bożym, które czyta się w kontekście całej Biblii i odnosi do swojego życia. To oznacza, że są dwa tak samo ważne obszary, których dotyka skrutacja – słowo Boga i życie czytającego. Nie jest owocna skrutacja przeprowadzana tylko po to, by zaspokoić ciekawość, poszerzyć horyzonty, czy dać upust intuicji biblijnej zgłębiającego słowo Boże.
Słowo – jak wiemy – jest czymś więcej niż Pismo, ono angażuje, przemienia, oddziałuje. Pismo jest tylko zapisem doświadczenia słowa Bożego w historii. Nie do końca zatem słusznie myśli się o skrutacji jako badaniu Pisma, jest to raczej zgłębianie słowa Bożego i nie tyle nawet próba wniknięcia w sens biblijnego tekstu, ile poddanie się jego oddziaływaniu.
Okazuje się zatem, że to nie my badamy Pismo, lecz słowo Boże bada nasze życie. Jeśli dobrze prowadzimy skrutację, rzeczywiście okazuje się, że to my jesteśmy skrutowani słowem Bożym, a nie że nam dane było skrutować Pismo, a to dlatego że „żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12).

Istota skrutacji
– dialog z Panem
Zanim omówimy techniczny przebieg skrutacji, trzeba nam podrążyć jej istotę. Jak zauważyliśmy, nie jest to zwykłe czytanie Pisma Świętego. Skrutacja jest bowiem formą modlitwy. Jeśli słowo ma być odczytane w świetle całego Pisma, to znaczy, że potrzeba do tego Ducha Świętego. Pismo – jak nam podpowiada Kościół – ma być czytane w Duchu, w którym zostało napisane. Owocna lektura duchowa jest możliwa tylko wówczas, gdy słuchacz słowa jest w przestrzeni tego Ducha, który ożywia nieustannie Ciało Chrystusa, gdy to czyni w Kościele i z Kościołem.
Niewątpliwie ta uwaga ustawia też właściwie sens skrutacji. Nie jest to czas poświęcony na przewracanie kartek Biblii i zgłębianie aparatu krytycznego, ale czas poświęcony na modlitwę. Dlatego skrutację zaczyna się od przywołania Ducha Świętego i Jego światła, od wezwania Jezusa i prośby o Jego słowo. Nikt z nas nie może rościć sobie prawa do tego, by je otrzymać. Słowo jest przy tym darem, który możemy przyjąć lub odrzucić, dlatego ważna jest dyspozycja naszego serca. To Duch Święty może nas otwierać na słowo i sprawić, że rozgości się ono w nas, a jego ziarno znajdzie właściwy grunt w naszym wnętrzu. Cała skrutacja powinna przebiegać w atmosferze modlitwy, ma od modlitwy wychodzić, być modlitwą i ku modlitwie prowadzić. Czasem będzie to wołanie o miłosierdzie, czasem uwielbienie, czasem dziękczynienie. Ważne, żeby poddać się działaniu Ducha, który przemawia przez słowo Boże i wejść w dialog z Panem.
W przywoływanym fragmencie Ewangelii św. Jana Jezus stwierdził, że Pisma mówią o Nim i rzeczywiście ten, kto – prowadzony przez Bożego Ducha – szuka tam Jezusa, ten Go odnajdzie i zacznie z Nim rozmawiać. Wiadomość o Nim jest bowiem – jak pięknie pisał św. Ireneusz z Lyonu – „wszędzie posiana” w Piśmie.

Jak się za to zabrać?
Skrutacja to zatem modlitewna lektura słowa Bożego w kontekście całego Pisma Świętego. Nikt z nas jednak nie zna tak dobrze tekstu biblijnego, żeby samodzielnie znajdować odniesienia do niego w innych księgach. Mamy gotową pomoc – różne wydania Pisma Świętego, które zawierają solidny aparat krytyczny (naukowy bądź popularyzatorski), z którego możemy korzystać. Chodzi nie tyle o wyjaśnienie słów, ich odcieni znaczeniowych czy różnych zachowanych wersji poszczególnych fragmentów, ile o wskazanie do jakiego tekstu w Piśmie odsyła dany fragment.
Powszechnie do skrutacji stosuje się Biblię Jerozolimską, owoc pracy całego zespołu katolickich biblistów francuskich z dominikańskiej Szkoły Biblijnej z Jerozolimy (École biblique et archéologique française de Jérusalem; pierwsze wydanie jednotomowe ukazało się w 1954 r.). Od kilkunastu lat mamy przetłumaczony na język polski aparat krytyczny Biblii Jerozolimskiej umieszczony przy tekście Biblii Tysiąclecia w tak zwanej „Jerozolimce”, wydanej przez Pallotinum po raz pierwszy w 2006 roku. Nie ma więc żadnych przeszkód, żeby swobodnie korzystać z owoców wieloletniej pracy światowej sławy biblistów, która – jak pisał śp. ks. Prymas Józef Glemp w słowie wstępnym do pierwszego wydania –„spełnia bardzo ważną rolę w doktrynalnym przekazie słowa objawionego dzięki wprowadzeniom, komentarzom i odnośnikom zamieszczonym na marginesach, umożliwiającym pogłębienie znajomości czytanych tekstów oraz nawiązanie do bogactwa całego przekazu Pisma Świętego”.

Iść drogami słowa Bożego
Zaczynamy zatem od modlitwy do Ducha Świętego i od prośby do Pana, aby nas prowadził. Nastepnie czytamy fragment, który chcemy skrutować. Może to być jakaś większa perykopa albo kilka zdań jakiegoś fragmentu lub nawet jedno konkretne zdanie. Czytamy ten tekst kilka razy i zerkamy w Biblii Jerozolimskiej, czy są tam odnośniki (na marginesach) i komentarze (na dole strony), bez nich przecież nie będziemy mogli ruszyć w drogę.
Z przeczytanego fragmentu zapisujemy na kartce to, co wybraliśmy do skrutacji. Jak dokonać tego wyboru? Najlepiej wziąć to, co przykuło naszą uwagę, co nas poruszyło, zaintrygowało, co chcielibyśmy zgłębić. Ważne jest, żeby to zapisać, bo wtedy dajemy szansę słowu, aby nas jeszcze bardziej przeniknęło. Zapisany tekst zakreślamy i zaznaczamy, skąd pochodzi (zapisujemy biblijny adres). Jeśli już w tym momencie to słowo jakoś odnosi się do naszego życia, to pod tym przepisanym i zakreślonym cytatem dopisujemy nasz komentarz, jakąś naszą myśl, czy najlepiej nasze doświadczenie życia.
Dalej zerkamy na przypisy, które czasami rozjaśniają tekst biblijny, na coś konkretnego naprowadzają albo precyzują jego sens. W Biblii Jerozolimskiej często w przypisach znajdziemy odniesienie do jakiegoś słowa czy motywu biblijnego, który będzie w bardzo syntetyczny sposób przedstawiony wraz z odsyłaczami biblijnymi. To, wraz z odnośnikami na marginesach, nasze tropy do pójścia ścieżką słowa. Czytamy je i wybieramy któryś z odnośników. Czytamy kolejny tekst, medytujemy go na modlitwie i jeśli wzbudza w nas jakąś refleksję, to wraz z tym tekstem zapisujemy ją na kartce. Posuwamy się w ten sposób do przodu, wychodząc od pierwotnego tekstu i idąc w głąb Pisma Świętego.
Może się zdarzyć, że jakiś kolejny tekst nie będzie już miał odnośników albo nie będzie wzbudzał żadnego oddźwięku w naszym życiu, wtedy można zrobić krok wstecz i pójść jeszcze raz innym tropem. Można w czasie jednej skrutacji przejść kilka ścieżek, choć najczęściej udaje się iść jedną i jest na niej kilka wiodących tekstów, które rzucają światło na poprzednie fragmenty.
Nie mamy żadnego prawa, żeby słowo do nas przemawiało, więc w sytuacji „braku” słowa, warto wołać do Pana o to, żeby dał nam to przyjąć. Można też wracać do innego słowa, które w nas utkwiło z poprzedniego spotkania z Panem, czy to na modlitwie osobistej, czy w czasie liturgii. Jeśli będziemy przeżywać rozproszenia, warto wtedy, jak zachęcał św. Józef Sebastian Pelczar, odganiać te myśli, które próbują przeszkodzić w spotkaniu z Panem niczym ptactwo drapieżne, które chciało przeszkodzić w przymierzu Boga z Abrahamem (Rdz 15,11).
Ma to być czas, kiedy próbujemy wniknąć w nasze serce, by usłyszeć, co jest tam schowane, jaki odzew budzi w nas Boże słowo. Nie będzie to zatem – jak każdy moment duchowy – czas bez zmagania o to, by wytrwać przy Panu. Nie walczmy sami. Prośmy wtedy o Bożego Ducha. Z jego pomocą będziemy odkrywać, że Słowo życia naprawdę rzuca światło na nasze rozmaite sytuacje i przychodzi nam z pomocą. Zobaczymy, że Słowem życia daje się uchwycić nasze życie. I podobnie jak notujemy słowo Boże, możemy sporządzić zapis tego, co przeżywamy, który będzie jak duchowe EKG.

Zapis drogi
Czasami zapis skrutacji robi się w formie „drzewka”, w którym pień stanowi cytat wyjściowy, a kolejne gałęzie i liście – następne fragmenty, do których prowadzą teksty biblijne. W tej plątaninie tekstów na koniec ukazuje się piękny kształt czegoś, co Bóg odsłonił nam jako swoje dzieło – droga, którą przebyliśmy prowadzeni przez Pana.
Na koniec warto skrutację przeczytać albo się nią z kimś podzielić, wtedy bowiem mamy szansę usłyszeć, jak to samo słowo (jeśli skrutowany był podobny fragment) przenikało innych. To pozwala nam też zachwycić się tym, jak Bóg traktuje każdego z nas w sposób wyjątkowy, prowadząc inny dialog z każdym ze swoich dzieci, ale każdego prowadząc do życiodajnego spotkania z Jezusem. Często w kontekście tego intymnego dialogu przywołuje się spotkanie Jezusa z Natanaelem (J 1,41-51), którego Jezus – w sobie znany sposób – widział wcześniej pod figowcem, być może właśnie na modlitwie czy rozważaniu słowa Bożego.
Do zapisu skrutacji można wracać (najlepiej mieć do tego przygotowany duży zeszyt), ścieżką przebytą się dzielić lub ją udostępniać. Są w internecie strony, na których znaleźć można gotowe opracowane już ścieżki skrutacji. Czasem lektura jakiejś skrutacji sprzed kilku lat może rzucić światło na naszą obecną sytuację albo pokazać, jaką drogę w relacji z Bogiem przeszliśmy od tamtego czasu. To żywa pamiątka naszego dialogu z Bogiem. Skrutacja tego samego słowa po latach na pewno będzie inna, skoro – jak pisał św. Grzegorz – „słowo wrasta wraz z tym, kto go słucha”.

Owoce skrutacji
Spróbujmy zobaczyć, jakie są owoce skrutacji. Nie różnią się one zasadniczo od owoców innych sposobów duchowej lektury słowa Bożego. By je uchwycić, posłużymy się słowami z „Sentencji” św. Izydora z Sewilli, który pisał o sposobach i owocach czytania Pisma. Skrutacja daje nam po pierwsze szansę pobycia z Bogiem. Daje nam doświadczenie żywego słowa, Bóg mówi do nas. Zawsze jest szansa, że usłyszymy coś na daną chwilę swojego życia. I dlatego też ważne jest, żebyśmy tego głosu nie zignorowali, bo on pogłębia naszą więź z Panem. Naprawdę, jak wskazywał św. Izydor, „każdy rozwój wywodzi się z Pisma i z rozmyślania. Tego, czego nie znamy, uczymy się z czytania; to, co poznaliśmy, strzeżemy przez rozmyślanie”. Owoce tego rozmyślania mają nas z kolei przybliżyć do tego, co było i jest pragnieniem Jezusa – by pełnić wolę Ojca. Słowo ma zawsze moc, by nas upomnieć i skorygować nasze drogi; by nas umocnić w zmaganiu i by dać nam nadzieję.
Jest przy tym oczywiście ważny stały kontakt z Pismem – nie okazjonalny, ale regularny. „Nikt nie może poznać znaczenia Pisma Świętego, jeśli nie przywykł do czytania Pisma”, powiada przywołany przed chwilą święty Izydor, dodając, że „im bardziej ktoś się przykłada do słów świętych, tym bardziej uzyskuje od nich głębokie poznanie; podobnie jak ziemia, im bardziej jest uprawiana, tym obfitszy da owoc”. Skrutacja jest, jak pamiętamy, doświadczeniem łaski, bowiem „bez pomocy łaski, wskazania Pisma, choć są wprowadzone uszami, nigdy nie dotrą do serca; dźwięczą od zewnątrz, ale wewnątrz nie służą niczemu”. Łaska musi wewnętrznie dotrzeć do naszego umysłu, abyśmy coś pojęli. Pan sam musi nas otworzyć, abyśmy rozumieli Pisma (Łk 24,45).
Skrutacją często posługują się ci, którzy przygotowują homilie czy konferencje i to wyraźnie ukazuje praktyczny wymiar skrutacji w życiu Kościoła. Znajomość Pisma, jeden z najważniejszych owoców skrutacji, nie jest jednak dla naszej chwały, czy dla wywyższania się zdobytą wiedzą. Jej owoce – poznanie Chrystusa, a zatem i woli Bożej – mają służyć przede wszystkim temu, by rozszerzało się Boże Królestwo, byśmy na co dzień żyli według Bożego słowa. „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo” (J 5,39). Jezus przekonuje nas w tym fragmencie, że On jest tym, który daje życie.
I do Niego zawsze ma nas prowadzić słowo Boże, do Niego ma nas zawsze prowadzić skrutacja Pisma Świętego. ▐

MEDYTACJE

▌Sobota, 1 sierpnia
Jr 26,11-16.24
Pan posłał mnie, bym głosił. (Jr 26,12)
Jeremiasz otrzymał zadanie nie do pozazdroszczenia – miał surowo upomnieć lud za bunt przeciwko Panu. No cóż, na tym właśnie polega misja proroka – ale czy do końca?
Stawianie ludziom przed oczy ich grzechów to nie jedyne zadanie proroka. Jego podstawową misją jest bowiem kierowanie ludzi ku Bogu – choć owszem, często wymaga to wskazania grzechu, który ich od Niego oddziela. I to właśnie słyszymy w słowach Jeremiasza: „Słuchajcie głosu Pana, Boga waszego” (Jr 26,13).
Dotyczy to nas wszystkich, ponieważ każdy z nas w sakramencie chrztu otrzymał udział w prorockiej misji Chrystusa. Katechizm, odwołując się do Lumen gentium (Konstytucji dogmatycznej o Kościele), mówi: „Świeccy wypełniają swoją misję prorocką również przez ewangelizację, «to znaczy głoszenie Chrystusa... zarówno świadectwem życia, jak i słowem». W przypadku świeckich «ta ewangelizacja... nabiera swoistego charakteru i szczególnej skuteczności przez to, że dokonuje się w zwykłych warunkach właściwych światu»” (KKK, 905). Tak więc w momencie twojego chrztu Jezus powierzył ci misję kierowania ludzi ku Niemu
w warunkach twojego zwykłego, codziennego życia.
Myślisz może: „Przecież ja nie jestem żadnym prorokiem!”. Nie jest to jednak do końca prawdą. Możesz wypełnić swoją prorocką misję po prostu dając świadectwo o działaniu Boga w swoim życiu. Kiedy modlisz się o uzdrowienie bliskiej osoby, a ona powraca do zdrowia wcześniej, niż można by się było tego spodziewać, możesz wraz z Jeremiaszem wyznać: „Posłał mnie Pan” (Jr 26,15). Kiedy przebaczasz i dążysz do pojednania z krewnym, który był do ciebie nieprzyjaźnie nastawiony, również możesz powtórzyć te same słowa.
Oczywiście wskazujesz na Boga także swoim postępowaniem. Ludzie mogą zauważyć, że jest w tobie coś, co cię wyróżnia spośród innych, po prostu patrząc na twój sposób odnoszenia się do bliźnich, nawet jeśli nie powiesz ani jednego słowa o Bogu!
Można kierować ludzi do Jezusa na wiele różnych sposobów. Podejmij więc dziś swoje prorockie powołanie, a zaczniesz zmieniać życie innych.
„Panie, pokaż mi, jak dziś mogę kierować ku Tobie ludzi, z którymi się spotkam.”
Ps 69,15-16.30-31.33-34
Mt 14,1-12

▌Czwartek, 6 sierpnia
Przemienienie Pańskie
2 P 1,16-19
I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba. (2 P 1,18)
Pomyśl, jak wiele razy jednoznaczne zeznania naocznego świadka rozstrzygnęły o wyniku sprawy sądowej. Albo przypomnij sobie, jak bardzo poruszyło cię czyjeś osobiste świadectwo wiary. Po prostu słowa naocznego świadka mają wielką moc przekonywania!
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Piotr zdaje relację jako naoczny świadek przemienienia na górze Tabor, aby czytelnicy jego listu mogli umocnić swoją wiarę w to, że Jezus Chrystus jest Panem. Zapewnia, że przemienienie nie jest „wymyślonym mitem”, ponieważ widział na własne oczy, jak Jezus ukazał się w chwale i głos „wspaniałego Majestatu” oznajmił: „To jest mój Syn umiłowany” (1 P 1,16-17).
Chociaż Jezus nie jest dzisiaj z nami w ten sam sposób, jak był z Piotrem i innymi uczniami w czasach, kiedy wspólnie przemierzali Palestynę, to jednak wciąż objawia nam swoją chwałę – i ty także tego doświadczasz. Oglądasz chwałę Jezusa za każdym razem, gdy kapłan podnosi w górę Hostię, albo gdy jesteś świadkiem chrztu dziecka czy dorosłego. Doświadczasz jej, gdy w konfesjonale słyszysz słowa: „I ja odpuszczam tobie grzechy”. Zwykle jednak tym objawieniom nie towarzyszy nadprzyrodzony blask czy panoramiczna wizja Mojżesza i Eliasza. Chwała pozostaje przesłonięta, ukryta, ale nie jest przez to mniej prawdziwa.
A stąd wniosek, że ty także, jak Piotr, możesz dać świadectwo – świadectwo wiary i spotkań z Panem, choćby podczas Mszy i spowiedzi. Takie świadectwo może kogoś poruszyć i skłonić do głębszego poszukiwania Boga.
Może więc w ramach świętowania Przemienienia Pańskiego przypomnij sobie jakąś sytuację, w której doświadczyłeś Bożej obecności i chwały. Uraduj się nią, odtwórz jeszcze raz w pamięci i zastanów się, z kim mógłbyś się nią podzielić. Być może będzie to zbudowanie dla przyjaciela czy krewnego, który odszedł od wiary?
Nie ujrzymy przemienionego Chrystusa aż do dnia, w którym spotkamy Go twarzą w twarz. Czy nie jest to jednak pocieszające, że On dzień za dniem objawia nam swoją chwałę w sakramentach świętych?
„Jezu, otwórz mi oczy i pomóż dziś zobaczyć Twoją chwałę!”
(lub) Dn 7,9-10.13-14
Ps 97,1-2.5-6.9
Mt 17,1-9

▌Piątek, 7 sierpnia
Na 2,1.3; 3,1-3.6-7
Oto na górach kroki dobrego zwiastuna. (Na 2,1)
Jaką nowinę ogłasza „dobry zwiastun” z proroctwa Nahuma? Klęskę Asyrii, największego wroga Judy, i upadek potężnej Niniwy.
Zrozumienie, dlaczego prorok jest tak zadowolony widząc: „mnóstwo poległych, i moc trupów, i martwych ciał bez liku, tak że o zwłoki ich się potykają” (Na 3,3), może nie być dla nas łatwe, dopóki nie uświadomimy sobie, że to „krwawe miasto” od wieków terroryzowało Bliski Wschód, budując swoją pozycję poprzez umyślne okrucieństwo i przemoc. Armia asyryjska pozostawiała za sobą stosy martwych ciał, zrujnowane miasta i ogołocone całe krainy. Liczne podbite narody padały ofiarą bezwzględnych, chciwych łupieżców.
Bóg przez proroka Nahuma zapowiedział klęskę Asyrii i odbudowę spustoszonych ziem.
Bóg zapowiada także klęskę naszych najgorszych wrogów i odnowę tego, co zostało przez nich zniszczone. Jak napisał św. Paweł, Jezus będzie „królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. (…) Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Kor 15,25.57).
Jeśli jednak chcemy zobaczyć, jak wypełnia się ta obietnica zwycięstwa, musimy najpierw zidentyfikować naszych wrogów. Co jest rzeczywistym złem w konkretnej sytuacji?
Czy naprawdę moim wrogiem jest osoba, która mnie obraziła, podczas gdy ja oczekiwałem od niej pochwały? A może większym wrogiem jest uraza, którą do niej żywię? Czy moim rzeczywistym wrogiem jest trudna sytuacja, jak choroba, brak pracy czy samotność? A może raczej jest nim niepokój, który nie pozwala mi zawierzyć tych sytuacji Bogu i doświadczyć pociechy Jego obecności?
Bóg obiecuje we wszystkich okolicznościach działać na naszą korzyść – ale nieprzyjaciel, którym jest diabeł, próbuje wykorzystać te okoliczności, aby nas skusić do poddania się i odejścia od Boga.
Kiedy czujesz się słaby i „spustoszony” jak Juda, zawsze masz przed sobą dwa wyjścia. Możesz albo dać się przytłoczyć sytuacji, albo rzucić się w ramiona twojego Zbawcy, który obiecuje być blisko ciebie, kierując tobą i obdarzając pokojem. Przylgnij więc do Niego, cokolwiek by się działo, a zobaczysz, jak przemienia twoje serce i pokonuje twoich prawdziwych wrogów: szatana, grzech i śmierć.
„Jezu, wierzę, że pokonałeś wszystkich nieprzyjaciół, którzy przeciw mnie powstają. Pomóż mi Cię kochać i Tobie ufać.”
(Ps) Pwt 32,35c-36b.39abcd.41
Mt 16,24-28

▌Sobota, 15 sierpnia
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Łk 1,39-56
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry. (Łk 1,39)
Świętujemy dziś zdumiewającą prawdę o tym, że Maryja, z duszą i ciałem, dołączyła w niebie do swego Syna, Jezusa. Przekonanie to trwało przez wieki w sercach wielu wiernych jako drogocenna tradycja, choć nie od razu zostało określone przez Kościół jako dogmat. Stało się to dopiero w roku 1950, kiedy papież Pius XII uznał wniebowzięcie Maryi za oficjalne nauczanie Kościoła. Ogłoszenie dogmatu o wniebowzięciu było owocem wielu lat teologicznej refleksji i pracy teologów oraz pasterzy Kościoła, których Duch Święty prowadził do coraz głębszego i jaśniejszego zrozumienia roli Maryi w historii zbawienia.
Duch Święty, który dał nam tak wiele światła co do Maryi, działał z mocą i dyskrecją także w Jej życiu. Wyobraźmy sobie nastoletnią Maryję, która w czasie przygotowań do zamążpójścia znalazła się w zdumiewający sposób w ciąży. Jak miała wytłumaczyć to rodzicom, swojemu narzeczonemu Józefowi, dociekliwym sąsiadom? Czy ktokolwiek by Jej uwierzył, gdyby opowiedziała o zwiastowaniu anioła, że zostanie matką Syna Bożego? Co miała zrobić w tej sytuacji?
Z pewnością zachwyt i zdumienie z powodu wybrania przez Boga mieszały się z niepewnością i lękiem, bowiem Jej społeczność nie akceptowała nieślubnych dzieci. Prawo żydowskie w tym względzie było niezwykle surowe i kobiecie w takiej sytuacji groziło nawet ukamienowanie.
Zanim archanioł Gabriel odszedł, przekazał Maryi jeszcze jedną nowinę: oto Jej krewna Elżbieta „poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną” (Łk 1,36). Najwyraźniej Elżbiecie też przydarzyło się coś niezwykłego!
Czytamy w Ewangelii, że Maryja bezzwłocznie „wybrała się i poszła z pośpiechem w góry” (Łk 1,39) do Elżbiety. Z pewnością przepełniały ją różne emocje i potrzebowała tego wysiłku, tej długiej drogi, żeby wsłuchiwać się w samą siebie i w natchnienia Ducha Świętego. Otwierając się na prowadzenie Ducha Świętego była gotowa przedłożyć potrzeby innej osoby ponad swoje własne.
A kiedy po wielu dniach wędrówki dotarła wreszcie do domu Elżbiety i pozdrowiła ją, otrzymała z ust swej starszej krewnej najwspanialsze potwierdzenie wszystkiego, co się Jej przydarzyło. Duch Święty objawił Elżbiecie, że młodziutka Maryja nosi w swoim łonie wyczekiwanego od pokoleń Mesjasza i nazwała Ją błogosławioną, bo „uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (Łk 1,45). Serce Maryi napełniła tak wielka radość, że wyśpiewała przepiękną modlitwę, znaną dziś jako Magnificat.
Jeśli zmagasz się dziś z jakimś poważnym problemem, pójdź w ślady Maryi i zwróć się do Ducha Świętego, aby wyprowadził cię do innych. A wtedy zamiast zamartwiać się swoją sytuacją, znajdziesz siłę, by oderwać się od własnych problemów i wspierać tych, których masz wokół siebie. Po tym rozpoznasz Jego obecność. Maryja przez całe życie mówiła „tak” Duchowi Świętemu, a my możemy Ją w tym naśladować.
„Maryjo, módl się za nami, abyśmy tak jak Ty dali się prowadzić Duchowi Świętemu.”
Ap 11,19a; 12,1.3a.10ab
Ps 45,7.10-12.14-15
1 Kor 15,20-26

▌Piątek, 21 sierpnia
Mt 22,34-40
Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,40)
Przywódcy religijni – saduceusze, faryzeusze, uczeni w Piśmie – usiłowali wpędzić Jezusa w pułapkę. Zadawali Mu podchwytliwe pytania, szukając w Jego odpowiedziach czegoś, co dałoby się przeciw Niemu wykorzystać. W dzisiejszej Ewangelii jeden z faryzeuszy, „uczony w Prawie” (Mt 22,35), próbuje tego po raz kolejny, pytając Jezusa, które z przykazań jest największe.
Oczywiście Jezus wiedział, co kryje się w ich sercach. Wiedział, że za postawionym Mu pytaniem kryje się niechęć, chora rywalizacja i podejrzliwość. Odpowiedział im, że Prawo i Prorocy „zawisły”, czyli są zawieszone tylko na jednym przykazaniu – na przykazaniu miłości. To miłość Boga i bliźniego jest testem, według którego pytający mogą mierzyć autentyczność swojej służby Panu. Jest też testem, którym powinni się posłużyć oceniając swoją wierność Prawu Mojżeszowemu. Przestrzeganie Prawa bez miłości nie daje życia.
Jezus mówi nam dziś to samo, ponieważ wie, że w każdym z nas jest nieco z postawy faryzeuszy. I także dla nas ostatecznym testem jest miłość. Jest ona fundamentem, na którym zgodnie z zamysłem Boga mamy budować nasze życie. Jest to droga, którą mamy podjąć, stając wobec ważnych decyzji. Bóg chce, abyśmy kierowali się w życiu nie tylko samym przestrzeganiem zasad, ale przede wszystkim miłością Boga i bliźniego, w której mamy wzrastać. Zasady to jeszcze nie wszystko. Konieczna jest miłość.
Zaczynaj więc każdy dzień od przypomnienia sobie, że Bóg pierwszy cię umiłował. To jest źródło, z którego wypływa twoja zdolność do miłości. Znajdź czas, by przebywać z Nim sam na sam. Obojętnie, co zajmuje twój umysł i ręce, czyń wszystko z miłości do Niego. Pamiętaj również, jak bardzo Bóg kocha twoich bliźnich – aż do oddania życia! Proś Go więc, aby pomógł ci przekazywać tę miłość innym.
A kiedy następnym razem staniesz przed decyzją, na co poświęcić swój czas, czym teraz się zająć, jak zareagować na nieoczekiwane zakłócenie twoich planów, powróć do tego najważniejszego pytania: Jak mogę właśnie teraz, w tej chwili, bardziej kochać Boga i bliźniego?
„Panie, chcę kochać Cię całym moim sercem, całą moją duszą i całym moim umysłem. Chcę kochać mojego bliźniego tak, jak Ty mnie kochasz!”
Ez 37,1-14
Ps 107,2-9

▌Sobota, 29 sierpnia
Męczeństwo
św. Jana Chrzciciela
Mk 6,17-29
Herod (…) chętnie go słuchał.
(Mk 6,20)
Wyobraźmy sobie Heroda słuchającego Jana Chrzciciela. Jan nie wahał się potępić nielegalnego małżeństwa króla i publicznie go zganić. Nawet, gdy został uwięziony przez Heroda, nie zaprzestał mówienia mu nieprzyjemnej prawdy. Herod mógł natychmiast wydać na niepokornego proroka wyrok śmierci. Było jednak w Janie coś, co go przyciągało – a zarazem przerażało – tak, że nie mógł zdobyć się na to, by kazać go zabić.
Co takiego poruszyło Heroda? Był to Duch Święty, który działał przez Jana. Duch Święty posłużył się radykalną świętością i odwagą cywilną Jana, aby przemówić do głodu prawdy i dobra, głodu ukrytego głęboko w sercu Heroda. Poprzez Jana pokazywał Herodowi, że jeszcze nie jest za późno na zmianę. Dlatego Herod odkładał egzekucję, być może gdzieś w głębi serca pragnąc znaleźć w sobie odwagę, by się nawrócić i zmienić życie.
Może nie masz takiej odwagi cywilnej, jaką miał Jan Chrzciciel, ale pod pewnymi względami jesteś do niego podobny. Duch Święty żyje w tobie i wzywa cię do głoszenia innym miłosiernej miłości Boga. Zastanów się więc, w jaki sposób Duch Święty może przez ciebie pociągać innych. Może, jak Jan, masz w sobie święty radykalizm, który przyciąga uwagę? Może masz w sobie tyle pokoju, że jesteś w stanie rozładować napięte sytuacje? A może wypływa z ciebie radość, podnosząca na duchu twoich bliskich?
Chcesz pielęgnować w sobie te duchowe dary? Podtrzymuj swoją relację z Panem. Im więcej czasu z Nim spędzisz, tym bardziej doświadczysz Jego miłości i miłosierdzia w swoim życiu. A wtedy zaczniesz pociągać do Boga ludzi. Będzie w tobie coś szczególnego, co wyróżni cię spośród innych, a oni zaczną to zauważać.
I jeszcze jedna przestroga – nie zniechęcaj się, jeśli na razie nie widzisz, żebyś miał jakikolwiek wpływ na innych. Pamiętaj, że Herod nigdy nie zdobył się na odwagę, by odpowiedzieć na słowa Jana, a ostatecznie żona zmusiła go podstępem do skazania proroka. Nie wiemy, czy coś w królu albo w ludziach z jego otoczenia zaczęło się zmieniać pod wpływem Janowego głoszenia, ale to już nie nasza sprawa. My mamy po prostu zaufać Duchowi Świętemu, że posłuży się naszą wiarą i naszym świadectwem, aby zmieniać otaczający nas świat.
„Panie, napełnij mnie Twoim Duchem, abym mógł nieść innym Twoją miłość.”
Jr 1,17-19
Ps 71,1-6.15.17

ARTYKUŁY

Sierpień miesiącem trzeźwości

Nie upijajcie się!

Już od kilku dziesięcioleci miesiąc sierpień kojarzy nam się z trzeźwością. W kościołach słyszymy wezwania, żeby w tym czasie powstrzymać się od kupowania i spożywania napojów alkoholowych, a także od częstowania nimi innych, od zwyczajowego zachęcania czy wręcz przymuszania do picia. Wielu z nas podejmuje takie zobowiązania.
Wszystko zaczęło się w 1984 roku, kiedy to Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła sierpień miesiącem trzeźwości narodu, miesiącem abstynencji. Inicjatywa ta zrodziła się z troski o przyszłość całego społeczeństwa. Wybrano sierpień, ponieważ jest to miesiąc wielu uroczystości Maryjnych i tradycyjnych pielgrzymek na Jasną Górę oraz ważnych rocznic – przede wszystkim Cudu nad Wisłą z 1920 roku, a także „cudu” przebudzenia narodowego i powstania Solidarności.
Od ogłoszenia po raz pierwszy sierpnia miesiącem trzeźwości mija właśnie 36 lat, zmieniły się realia, w jakich żyjemy, dorosły nowe pokolenia, ale zagrożenie, jakie stanowią wszelkie uzależnienia, nie tylko od alkoholu, pozostało.

Wolność – Boży zamysł
dla nas
Przyjrzyjmy się naszej reakcji na słowa: „Sierpień – miesiąc trzeźwości”. Pierwsza reakcja i emocje, jakie odczuwamy słysząc to hasło, wiele mówią o naszym myśleniu, wolności i o tym, jakie miejsce zajmuje alkohol w naszym życiu.
Może wydaje ci się wyświechtane i mało ważne? Może pomyślisz: to mnie nie dotyczy, to nie mój problem. A jednak warto właśnie w sierpniu przemyśleć to głębiej, bo przecież chodzi o życie i zdrowie bardzo wielu zwykłych ludzi.
Statystycznie pijemy za dużo alkoholu: prawie dwa i pół miliona Polaków nadużywa alkoholu, a prawie milion jest od niego uzależnionych. A jeśli ktoś nadmiernie pije, to problem dotyka nie tylko jego, ale całą rodzinę. Szczególnie boleśnie odczuwają go dzieci.
Wiadomo, że nadużywanie alkoholu wpływa na zdrowie i jakość życia, sprawia, że człowiek traci wolność. Może doprowadzić do zniszczenia więzi, rozpadu rodziny, agresji i przemocy, biedy, a nawet bezdomności. Bóg nie chce tego, dlatego rzuca nam wyzwanie, byśmy zmienili sposób myślenia, przyzwyczajenia, a nawet styl życia.
Bóg pragnie dla nas pełni życia. Taka jest Jego wola względem każdego człowieka. Mamy stawać się uczniami Pana, podobnymi do Niego. Ta pełnia zależy w stu procentach od Boga i w stu procentach od nas samych. Od naszych decyzji, które podejmujemy każdego dnia. Nasze podejście do idei trzeźwości, ilość spożywanego alkoholu i częstotliwość picia mają wpływ na to, kim jesteśmy i kim się staniemy w przyszłości.

Stanąć w prawdzie
U progu miesiąca trzeźwości spróbujmy sobie uświadomić, czy nasze życie w jakiejś mierze zależy od alkoholu? Czy przyjąłem wyzwanie miesięcznej abstynencji? Jak się z nią czuję? Ile alkoholu wypiję na początku września?
Być może szczera odpowiedź na te pytania pomoże ci zdiagnozować swój stan i określić, jakie miejsce zajmuje alkohol w twoim życiu; pomoże ci rozpoznać, że „coś” jest nie w porządku. Może czujesz się bezsilny wobec swoich reakcji na codzienne wyzwania? Może nie kontrolujesz swojego życia,
a myśl o zmianie nawyków cię przeraża? Niejedna osoba uzależniona z niekłamanym zdziwieniem odkryła bolesną prawdę, że potrzebuje „tego” częściej i więcej. Może to być alkohol, narkotyki, leki, hazard, pornografia, zdrady małżeńskie, a nawet kompulsywne kupowanie czy branie kredytów, nie mówiąc już o uzależnieniu od nikotyny.
Może właśnie ten sierpień to dobry czas, aby sprawdzić samego siebie, zobaczyć, jaki naprawdę jestem i zastanowić się, co mam zrobić, żeby żyć lepiej i dłużej. To dobry czas na odpoczynek i refleksję nad sobą. Dla wielu trzeźwiejących alkoholików i ich bliskich nowe życie rozpoczęło się w sierpniu po Licheńskich Spotkaniach Trzeźwościowych. Może nadszedł moment, by rozpocząć duchową pielgrzymkę z Bogiem?

Trzeźwe myślenie
Pan obdarował nas wszystkim, co konieczne „do życia i pobożności” (2 P 1,3). Mamy Boga, który nam pomaga. Ratuje nas, gdy wołamy Go na pomoc. Św. Paweł pisze do swojego młodego ucznia Tymoteusza: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7).
Trzeźwe myślenie to inaczej „zdrowy umysł”, jak tłumaczy uwspółcześniona Biblia Gdańska. „Trzeźwo myśleć” to prawidłowo oceniać, planować, marzyć, budować relacje z Bogiem i z innymi. Warunkiem nieodłącznym jest trzeźwość. Ma ona wpływ na sposób myślenia i widzenia rzeczywistości, ocenę własnych sił i umiejętności, jak również rozeznawanie talentów i darów. To gwarancja właściwego patrzenia na otaczający nas świat.
Alkohol w życiu alkoholika ma wpływ na jego decyzje i sposób spędzania czasu. Niszczy relacje i odbiera zdrowie. Dla człowieka uzależnionego ratunkiem jest całkowita abstynencja, bo inaczej nie jest w stanie utrzymać trzeźwości.
Trzeźwość polega na tym, że kiedy pojawia się problem, człowiek nie sięga po alkohol, ale myśli, jak sobie z nim poradzić, i świadomie próbuje go rozwiązać. W życiu nie chodzi o abstynencję, czyli o powstrzymywanie się od picia alkoholu czy stosowania innych używek, ale właśnie o trzeźwość. Wtedy alkohol nie będzie środkiem pomagającym w rozwiązywaniu trudnych sytuacji, a jego spożycie nie będzie rodziło poczucia winy.
W starotestamentalnej Księdze Syracha znajdujemy bardzo konkretne rady: „Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny, albowiem ono zgubiło wielu. Jak w kuźni próbuje się twardość stali, zanurzając ją w wodzie, tak wino doświadcza w bójce serca zuchwalców. Wino dla ludzi jest życiem, jeżeli pić je będziesz z umiarem. Co za życie ma ten, który jest pozbawiony wina? I ono zostało stworzone dla radości ludzi. Zadowolenie serca i radość duszy daje wino pite w swoim czasie i z umiarem. Udręką dla duszy jest zaś wino pite w nadmiernej ilości wśród podniecenia i zwady. Pijaństwo powiększa szał głupiego na jego zgubę, osłabia siły, a ran przysparza. Na uczcie przy piciu nie rób wymówek bliźniemu ani nie lekceważ go z powodu jego wesela; nie mów mu słów obelżywych ani nie drażnij go żądaniem zwrotu długu!” (Syr 31,25-31). Mędrzec dostrzega dobro w trunku spożywanym „w swoim czasie i z umiarem”, który daje „zadowolenie serca i radość duszy”. Warunkiem korzystania z jego dobrodziejstw jest właśnie umiar. Aby móc się nim cieszyć, trzeba być człowiekiem wolnym od uzależnienia.

Wybór należy do ciebie
W Nowym Testamencie znajdujemy odpowiedzi także na pytania ludzi XXI wieku. Bardzo mnie inspirują zalecenia św. Pawła: „Nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem” (Ef 5,18). Nie przypadkiem św. Paweł zestawił obie te czynności, przeciwstawiając je sobie.
W pewnym sensie upojenie winem i napełnienie się Duchem dostarczają podobnych doznań. Kiedy w czasie Pięćdziesiątnicy Duch Święty zstąpił na Apostołów i uczniów zgromadzonych w Wieczerniku i napełnił ich, zaczęli głośno wychwalać Boga w różnych językach, a ludzie, którzy się zbiegli, „zdumiewali się” i drwili: „Upili się młodym winem” (Dz 2,12-13). O ileż lepiej otworzyć się na działanie Ducha Świętego, niż ulegać działaniu alkoholu!
Częste używanie alkoholu demoluje życie i relacje, prowadzi do uzależnienia, choroby i rozwiązłości. Słowo „rozwiązłość” oznacza utratę samokontroli i robienie rzeczy, których człowiek się wstydzi, gdy jest trzeźwy. Już autor starotestamentalnej Księgi Przysłów przestrzegał: „Szydercze jest wino, hałaśliwa sycera; każdy, kto nimi oszołomiony, jest niemądry” (Prz 20,1).
Inaczej jest, gdy napełniamy się Duchem Świętym, a Duch sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, promienni i radośni. To też może prowadzić czasami do nietypowych zachowań, ale z pewnością następnego dnia nie będziemy się ich wstydzić. Słowo „napełniajcie się” wskazuje na czynność wykonywaną w sposób ciągły, a nie jednorazowo. Z tego powodu można by sparafrazować słowa św. Pawła w ten sposób: Nieustannie napełniajcie się Duchem Świętym, czyli każdego dnia spożywajcie świeże wino Ducha. Dlaczego? Bo tylko to wino prawdziwie koi, nasyca, cieszy, odpręża i otwiera na innych. Codziennie potrzebujemy napełniać się Bożą obecnością i Bożym słowem, potrzebujemy modlitwy, sakramentów oraz obecności osób wierzących. Codziennie i zawsze.
Warto spojrzeć na własne życie pod tym właśnie kątem: czym się napełniam? Jaki jest styl mojego życia? Co ma wpływ na podejmowanie ważnych decyzji? Jak rozładowuję napięcia i stres?
Z jakiego powodu sięgam po alkohol? Czy potrafię odpoczywać i spotykać się towarzysko bez alkoholu?

„Za wszystko dziękujcie!”
O swój stan psychiczny i o swoje emocje trzeba dbać podobnie jak o ciało. Bez właściwej „higieny życia” doświadczenie stresu może doprowadzić nas do koszmarnego stanu.
Słowo Boże mówi, byśmy nauczyli się dziękować. Nie rodzimy się z taką postawą, dlatego musimy się jej uczyć tak samo jak umiejętności czytania – jest to proces, który wymaga czasu i wielu ćwiczeń. Pomaga metoda prób i błędów. Św. Paweł pisze: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,16-18).
Radość wypływa z dziękowania. Sam odkryłem, jak dobrze jest robić codziennie listę osób, rzeczy i wydarzeń, za które jestem wdzięczny nawet wtedy, gdy przeżywam jakieś trudności czy kłopoty. Warto każdego dnia robiąc rachunek sumienia wypisywać sobie kilka (np.10) rzeczy, za które chcę dziś podziękować Bogu. Zapisując codziennie dobre rzeczy, które otrzymałem czy których doświadczam, uczę się zwracać uwagę na dobro, które mnie spotyka. Nastawiam się na to, by to dobro zauważać i dzielić się nim z innymi, a wtedy zarażam siebie i otaczających ludzi wdzięcznością.
Refleksja i przypominanie sobie dobrych wydarzeń rozwija w nas życie emocjonalne i pomaga zapanować nad stanami uczuciowymi. Myślenie o nich uczy rozpoznawać emocje. Rozwijamy się i uczymy radzić sobie z tym co złe i negatywne, bo: „wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą” (Rz 8,28-30).
Odkrycie prawdy o tym, że Bóg mnie wybrał i towarzyszy mi w życiu, pomaga w zmaganiu się z trudnościami. Nie staram się już od nich uciekać, ale szukam sposobów, by pokonując je odkrywać w sobie nowe talenty i zdolności. Trudności nie są więzieniem, ale szkołą. Rozumiem je jako „trampolinę”, a nie „kanapę”. Stawiając im czoło, rozwijam się i zmieniam swoje życie. Mam też odwagę dzielenia się swoim życiem z bliskimi albo na przykład w grupie wsparcia. Akceptacja, jaką otrzymuję od innych, zawsze mnie wzmacnia i powoli odzyskuję życie, i od nowa uczę się radzić sobie z moimi reakcjami. Do aktywności w grupie wsparcia zachęca mnie świadomość, że potrzebuję pomocy i sam pomagam. Wiem, że pomaganie innym najbardziej pomaga mnie samemu.
Bóg nie zostawia nas samych w tym życiu. Jest obecny nawet w upadłym świecie. Szuka i ocala to, co zginęło. Leczy tych, którzy cierpią i potrzebują lekarza. Nasz Pan nie jest obojętny na nasze cierpienia, choroby i uzależnienia. Stał się człowiekiem, by zbawić wszystkich ludzi i odbudować wszystkie sfery życia zniszczone przez grzech. ▐

 

Droga do wyzwolenia
Przezwyciężyć uzależnienie

Przypomnijmy: Bóg nas nie porzuca, nie zostawia samych na naszych drogach. Nigdy. Nawet wtedy, gdy zbaczamy z wytyczonej drogi na kręte ścieżki i wpadamy w tarapaty. On jest Emmanuelem, „Bogiem z nami”. Szuka i ocala to, co zaginęło, jak pasterz, który nie ustaje w poszukiwaniach zagubionej owcy; jak lekarz, który przychodzi do cierpiących i tych, „którzy się źle mają” (Mk 2,17).
Nasz Pan nie jest obojętny na nasze cierpienia, choroby i uzależnienia. Stał się człowiekiem, by zbawić wszystkich ludzi i odbudować wszystkie sfery naszego życia zniszczone przez grzech. Sam powiedział: „Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2, 17). Powtarzajmy to sobie często.

Świadomość własnej
bezradności
Uzależnienie, które w jakiejkolwiek formie zmienia świadomość i życie na gorsze – jest chorobą. Wymaga leczenia. Samo nie przejdzie. Uzależnienie od alkoholu, narkotyków, gier, pornografii, nikotyny niszczy i degraduje osobowość. Człowiek przestaje kontrolować swoje życie. Powoli dosięga dna w różnych sferach. Praktyka wskazuje, że samemu nie można sobie skutecznie pomóc. Niedotrzymane obietnice robione sobie, Bogu, bliskim jeszcze bardziej pogrążają w bezradności.
Niestety, często jest tak, że uzależniony dopiero wtedy, gdy znajdzie się na dnie, uświadamia sobie, że potrzebuje leczenia. Potrzebuje go, bo uzależnienie to choroba. Warto zwrócić się do najbliższej przychodni dla osób uzależnionych i współuzależnionych, by znaleźć fachową pomoc.
Kiedy bezradność wobec problemu i brak wiedzy, jak sobie z nim poradzić, rodzą w nas potrzebę szukania, to jest to dobry początek, który może prowadzić do przemiany. Najpierw jednak trzeba stanąć wobec bolesnej prawdy: Sam sobie nie mogę pomóc. Nie mam w sobie recepty na rozwiązanie moich problemów. Wtedy rodzi się głód poszukiwań.
Pierwszym cudem jest uświadomienie sobie własnej bezradności. Wtedy zaczyna się szukać ratunku, oddając swoją wolę Bogu ze świadomością, że tylko On może pomóc w zmianie życia.

Cud terapii
W uzależnienie człowiek wchodzi sam poprzez wiele pozornie błahych, ale pociągających złe skutki decyzji. Sam jednak z uzależnienia się nie wydostanie ani też nikt wbrew jego woli nie jest w stanie go uratować. Powtórzmy: prawdziwa przemiana zależy w stu procentach od Boga i w stu procentach od samego człowieka.
Syrach radzi, by człowiek mądry zwrócił się do specjalisty i nie lekceważył jego pomocy: „Oddaj lekarzowi cześć należną jego posłudze, albowiem i jego stworzył Pan. Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje. Wiedza lekarza podniesie mu głowę, nawet w obecności możnych będą go podziwiać. Pan stworzył leki pochodzące z ziemi, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził. (…) Z nich aptekarz sporządza leki, aby nie było końca Jego dziełom; i pokój od Niego trwa na całej ziemi” (Syr 38,1-4.7-8).
Zaleca jednoczesne zwracanie się z prośbą o ratunek do Boga, oczyszczenie się z grzechów i korzystanie z pomocy lekarza: „Synu, w chorobie nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy. Odrzuć przewrotność – wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu! Złóż ofiarę wonną (…) i hojną obiatę, na jaką cię tylko stać. Potem daj miejsce lekarzowi, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny. Bywa taki czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby” (Syr 38,9-13).
Osoba uzależniona może i powinna zatem zgłosić się do specjalisty od uzależnień, gdzie uzyska stosowną i profesjonalną pomoc. W ciężkich przypadkach może być potrzebna najpierw detoksykacja – czyli odtrucie organizmu – w szpitalu, a dopiero potem terapia. Dzięki niej można nauczyć się żyć w nowy sposób. Równie niezbędna jak terapia jest grupa wsparcia. Kiedy osoba uzależniona to odkryje i zaakceptuje, zaczyna się prawdziwy cud. Rodzi się nowe życie.

Potrzeba wspólnoty
Uzależnienie często zaczyna się od doświadczenia samotności, którą można przeżywać będąc nawet w tłumie. Dlatego tak ważnym krokiem dla każdej osoby, która się z nim zmaga, jest odkrycie wspólnoty innych ludzi. Człowiek uzależniony potrzebuje wsparcia i obecności innych osób, by móc się podnieść. Dzielenie się życiem i wspólne spędzanie czasu wolnego, zainteresowanie się innymi i dopuszczenie ich do własnego prywatnego świata – to wszystko sprawia cuda. Życie się odradza. Takie osoby rozpoznają swoje pasje i wracają do marzeń i zainteresowań, które wcześniej porzuciły. Następuje „odkupienie czasu”, czyli wynagrodzenie krzywd i zmarnowanego czasu w stosunku do siebie, Boga i innych ludzi.
Zazwyczaj środowiskiem wzrostu w trzeźwości jest grupa wsparcia i program wychodzenia z uzależnienia oparty na dwunastu krokach. Dzięki cotygodniowym spotkaniom, tzw. mityngom, odzyskuje się życie i odbudowuje to wszystko, co zostało zniszczone: rodzinę, przyjaciół, relacje i więzi. Dokonuje się to krok po kroku i wymaga wiele czasu.

Anonimowi Alkoholicy
Dla trzeźwiejących alkoholików najskuteczniejszą pomoc stanowią grupy AA (Anonimowych Alkoholików).
W grupie AA można zachować anonimowość i czuć się bezpiecznie i komfortowo. Na początku spotkania zawsze podawane są informacje o programie trzeźwienia i plan oraz zasady odbywania spotkań i wypowiadania się. To daje poczucie bezpieczeństwa wszystkim, którzy przychodzą pierwszy raz.
Historia powstania AA sięga roku 1935, gdy doszło do spotkania w Akron (Ohio - USA) Billa W., maklera giełdowego z Nowego Jorku i dr. Boba, chirurga z tego miasta. Obaj byli wówczas uznawani za alkoholików w beznadziejnym stanie, dr Bob nie był już w stanie operować. Obaj też próbowali różnych kuracji, przebywali kilkakrotnie w szpitalach – bez jakichkolwiek efektów. Bill i Bob odbyli ze sobą wiele rozmów, mówiąc zasadniczo tylko o swoim piciu, i ze zdziwieniem stwierdzili, że te rozmowy pomagają im zachować abstynencję. I to był początek.
Wkrótce odkryli, że mogą poszukać innych alkoholików i niezależnie od tego, czy przynosi to efekt u nowych podopiecznych czy nie, szczera rozmowa z nimi pozwala im samym zachowywać trzeźwość. Gdy grono niepijących dzięki odkryciu Billa i Boba powiększyło się do kilkudziesięciu osób, postanowili spisać swe przeżycia, by w ten sposób udostępnić je wielu innym alkoholikom.
Pierwsze informacje o Anonimowych Alkoholikach do Polski dotarły około 1957 roku. Początki ruchu wiążą się z Poznaniem. Pod koniec lat 60. psycholog mgr Maria Grabowska zaczęła prowadzić zajęcia grupowe oparte na założeniach programu Dwunastu Kroków. Jej grupa zaczęła samodzielnie funkcjonować na jesieni 1974 roku i tę datę uznają polscy AA za swój początek.
Do 1980 roku powstało 5 grup. W 1982 roku, przy okazji organizowanej przez Instytut Psychoneurologiczny (dzisiejszy Instytut Psychiatrii i Neurologii) w Warszawie konferencji Klubów Abstynenckich, odbyło się pierwsze ogólnopolskie spotkanie grup AA, na którym powołano 6-osobową Tymczasową Krajową Służbę Anonimowych Alkoholików.
W 1984 roku w Poznaniu odbył się Pierwszy Zjazd Wspólnoty AA w Polsce. Uczestniczyli w nim przedstawiciele ponad trzydziestu grup AA. Wybrano wówczas pierwsze struktury służebne i nawiązano kontakt z europejskim AA. W 1985 roku zaczęło ukazywać się pierwsze czasopismo, a w 1995 roku została zarejestrowana fundacja „Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce”, która otrzymała upoważnienie do publicznego reprezentowania AA również jako osoba prawna. Fundatorami zostali psycholog mgr Maria Matuszewska z Poznania i lekarz dr Bohdan Woronowicz z Warszawy.

Cotygodniowe mityngi
Osoby będące w trakcie terapii mówią, że uczą się żyć od nowa. To bohaterzy i odważni ludzie. Takimi się stają właśnie dzięki regularnym mityngom – cotygodniowym spotkaniom, w czasie których zachęcają się wzajemnie, by żyć inaczej. Na początku nie jest łatwo. Ale wsparcie i zachęta innych, również ze strony rodziny i najbliższych, pomaga i sprawia prawdziwe cuda. Rodzi się nowy człowiek. Mówi się, że najważniejsze to pierwsze sto mityngów.
Ci, co wyszli z piekła uzależnienia mówią, że w dramatycznych chwilach, kiedy wszystko się im waliło i było szczególnie trudno, chodzili na mityngi dwa razy dziennie: rano i wieczorem, by nie wrócić do picia czy brania narkotyków. Ich ból można porównać do doświadczenia osób, które przeszły obóz koncentracyjny. Wspólnota i dzielenie się życiem, swoimi emocjami i przeżyciami – to naprawdę pomaga. Wspierając innych, człowiek pomaga sam sobie.

Zjazdy w Licheniu
Praktyka pokazuje, że osoby uzależnione potrzebują nie tylko cotygodniowych kameralnych mityngów, ale również wielkich spotkań i zjazdów, które dają możliwość doświadczenia siły wspólnoty, do której się należy i której cząstkę się stanowi. Kiedy łączy troska o trzeźwość i nowe życie, wszystkie inne różnice tracą znaczenie.
Od 1992 roku w ostatni weekend lipca w licheńskim sanktuarium odbywają się Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe. Rok wcześniej takie spotkania rozpoczęto na Jasnej Górze. Są to zjazdy, które gromadzą wierzących i trzeźwiejących alkoholików, ich przyjaciół, krewnych oraz dzieci. Oddzielną grupę stanowią anonimowi narkomani, hazardziści, seksoholicy, nikotyniści, jedzenioholicy, przemocowcy, depresanci, dłużnicy. Przyjeżdżają Polacy z Polski i z zagranicy, coraz częściej także osoby innych narodowości.
To czas na modlitwę, spotkania, poznanie nowych ludzi. Podzielenie się swoim życiem i doświadczeniem wychodzenia z uzależnienia. Nagradzani są wybitni autorzy, których twórczość pomaga innym w przemianie. To ważne spotkania dla całego środowiska. Pomagają doświadczyć spotkania z Bogiem, jak również wspólnoty z innymi. Umacniają, pomagają wytrwać, bo jak mówią sami uczestnicy: „Jeśli im się udaje zmienić życie, to ja też, dzięki Bogu, potrafię”.

Wzajemna pomoc
O wspieraniu słabszych od nas św. Paweł pisze: „My, którzy jesteśmy mocni w wierze, powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne – dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego, ale jak napisano: «Urągania tych, którzy Tobie urągają, spadły na Mnie». To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało także dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie” (Rz 15,1-5).
Wszyscy mamy się nawzajem wspierać. Uczymy się tego. Potrzeba nam na to czasu i chociaż się staramy, musimy się sami przed sobą przyznawać, że popełniamy błędy. Wtedy właśnie uczymy się być współczującymi i miłosiernymi względem innych.
Uzdrowienie z uzależnienia to proces. Doświadczają go miliony ludzi na całym świecie. To cud, który nie ma końca, bo przecież: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5,1). ▐

Dwanaście Kroków
Anonimowych Alkoholików
Współzałożyciel Wspólnoty AA Bill W. nazywa Dwanaście Kroków zbiorem „zasad duchowych, które stosowane jako sposób życia mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu, by stał się zdrowym, szczęśliwym i pożytecznym człowiekiem”.
Dr Bob, drugi współzałożyciel AA, powiedział: „W postaci skondensowanej naszych Dwanaście Kroków sprowadza się do słów: miłość i służba”.
Pracować nad Programem AA to znaczy pracować nad Krokami. Cały program Dwunastu Kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad i ma na celu zmianę określonych nawyków, utartych schematów myślenia i zmianę dotychczasowego oglądu siebie i świata. Praca nad Krokami pozwala osiągnąć trzeźwość i trwać w niej. Dwanaście Kroków to droga do szczęśliwego i wydajnego życia dla wielu ludzi, zarówno alkoholików, jak i nie alkoholików
Krok Pierwszy
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
Krok Drugi
Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
Krok Trzeci
Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy.
Krok Czwarty
Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną.
Krok Piąty
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Krok Szósty
Staliśmy się całkowicie gotowi, żeby Bóg usunął wszystkie te wady charakteru.
Krok Siódmy
Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Krok Ósmy
Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Krok Dziewiąty
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Krok Dziesiąty
Prowadziliśmy nadal osobistą inwenturę, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Krok Jedenasty
Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt
z Bogiem, tak jak Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Krok Dwunasty
Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
za stroną: https://aa24.pl/pl/12-krokow-aa/

Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym powstało w 2000 roku na bazie Apostolstwa Trzeźwości i Poradni Odnowy Rodziny w wyniku realizacji obietnicy utworzenia w Licheniu zespołu poradni zajmujących się nowymi ubogimi współczesnego Kościoła i świata – osobami uzależnionymi i ich rodzinami. Obietnicę taką złożyli marianie św. Janowi Pawłowi II podczas jego wizyty w czerwcu 1999 roku.
W Centrum swoją pomocą służy osobom uzależnionym zespół terapeutów uzależnień i współuzależnień, instruktorów terapii i psychologów.
Osoby cierpiące z powodu problemów uzależnień oraz przeżywające trudności i kryzysy rodzinne, dzięki pomocy duchowej i terapeutycznej mogą odzyskać utraconą nadzieję, przeżyć przebudzenie duchowe, otrzymać moc i odwagę do zmiany własnego życia.
Formy pomocy stosowane w Centrum są wynikiem poszukiwania równowagi "złotego środka" między oddziaływaniem duchowym i terapeutycznym. Ważny jest cały człowiek szukający pomocy. Może ją znaleźć przede wszystkim w dziedzinie duchowości, jak również w uporządkowanej przez terapię sferze zmysłów, uczuć oraz intelektu. Ważne jest zdrowe funkcjonowanie rodziny jako całości. Ten priorytet integralnego spojrzenia na człowieka i rodzinę wyznacza kierunki pracy terapeutycznej i duchowej Centrum.
Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym jest organizatorem Ogólnopolskich Spotkań Trzeźwościowych, na które przyjeżdżają tysiące osób zmagających się z uzależnieniami oraz ich rodziny. Uwaga! W tym roku, z powodu sytuacji epidemicznej, 28 Licheńskie Spotkania Trzeźwościowe zostały odwołane. Kolejne odbędą się 23-25 lipca 2021 roku.

Kontakt i informacje:
tel. (63) 270 81 32
tel. kom.: 725 573 753
e-mail: pomoc@lichen.pl
www.pomoc.lichen.pl

Kontakt ze wspólnotą AA:
tel.: 801 033 242
e-mail: aa@aa.org.pl
Spis wszystkich mityngów można
znaleźć na stronie:
https://www.aa.org.pl/

 

Sklep internetowy Shoper.pl