Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.5
PLN
Słowo wśród nas Nr 8 (312) 2019
Słowo wśród nas Nr 8 (312) 2019
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,50 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO SIERPNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Sierpniowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest lectio divina – „Bożemu czytaniu”, starożytnej praktyce Kościoła modlitwy słowem Bożym. Jest to w istocie szczególny rodzaj duchowości, dostępny dla wszystkich wierzących, duchownych i świeckich. W kolejnych artykułach ks. Krzysztof Wons SDS, znany rekolekcjonista, przybliża cztery etapy lectio divina: lectio, meditatio, oratio i contemplatio, których celem jest takie zgłębienie słowa Bożego, które prowadzi do zjednoczenia ze Słowem Wcielonym – Jezusem Chrystusem. Czas letniego odpoczynku może być właściwym momentem, by wejść na te drogę.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o patronie młodzieży, św. Stanisławie Kostce oraz świadectwo wolontariuszki z ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży w Panamie.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki św. Ludwika Marii Grignion de Montforta „Tajemnica Maryi” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz. 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 19,50 zł
6 miesięcy – cena 39,00 zł
12 miesięcy – cena 71,50 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Lectio

Słuchanie słowa Bożego – Krzysztof Wons SDS......... 4

Meditatio

Zbieranie, zgłębianie i zachowywanie
słowa Bożego – Krzysztof Wons SDS.......................... 9

Oratio
Odpowiedź serca na słowo Boże
Krzysztof Wons SDS.................................................. 14

Contemplatio

Modlitwa trwania w Bożej obecności
Krzysztof Wons SDS.................................................. 19

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 sierpnia..................................................... 24

MAGAZYN

Wierność powołaniu
Życie św. Stanisława Kostki – Mariusz Czałpiński ...........................................52

„Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci”
Świadectwo wolontariuszki ze Światowych Dni Młodzieży w Panamie – Emilia Beszterda........................................................ 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST
Drodzy Przyjaciele!

Jest pełnia lata. Wielu z nas odpoczywa na wakacjach. Pielgrzymujemy, przemierzamy górskie szlaki, wypoczywamy nad morzem, cieszymy się własnym ogródkiem. Odrywając się od rutyny codziennych obowiązków, zabiegania i chronicznego braku czasu, możemy wreszcie odetchnąć na łonie natury. Może jest to dobry moment, aby pomyśleć o tym, co dla nas najważniejsze, dokąd zmierza nasze życie. Aby wzmocnić się nie tylko fizycznie, ale i duchowo.
Piękno i majestat natury przypominają nam o swoim Stwórcy, a w naszych sercach rodzi się podziw i wdzięczność za wszystko, czym zostaliśmy obdarowani. Bezkresne morze, szum górskich strumyków czy uroda maleńkiego kwiatka – cała wielka księga stworzenia – opowiada o Bogu. Bóg sam o sobie mówi do nas na kartach innej księgi – Pisma Świętego. Chociaż podczas każdej Mszy świętej słuchamy Jego słowa, staramy się je lepiej zrozumieć czytając medytacje na każdy dzień, to mamy świadomość tego, jak wiele treści pozostaje jeszcze do odkrycia. Sprawdzoną drogą prowadzącą do poznania Boga jest systematyczne zgłębianie słowa Bożego.
Dlatego postanowiliśmy w tym numerze przypomnieć starożytną praktykę modlitwy słowem Bożym, o której pisaliśmy w naszym miesięczniku niejednokrotnie, a mianowicie lectio divina, czyli Boże czytanie. Mówił o niej św. Jan Paweł II u progu nowego tysiąclecia: „Konieczne jest zwłaszcza, aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie” (Novo millennio ineunte, 39).
Artykuły do tego numeru „Słowa wśród nas” napisał znany rekolekcjonista ks. Krzysztof Wons SDS. Wprowadzają one, krok po kroku, w praktykę lectio divina, uczą, jak czytać i słuchać słowa Bożego, jak je przyjmować, jak się nim modlić, a wszystko po to – by ostatecznie spotkać się w głębi swego serca ze Słowem Wcielonym, Jezusem Chrystusem, naszym Zbawicielem.
Jestem przekonany, że droga lectio divina, na której słowo Boga jest prawdziwym drogowskazem, może zaprowadzić nas do ożywczych źródeł naszej wiary. Może wakacje to właśnie dobry czas na wejście na tę drogę głębokiego, osobistego spotkania ze słowem Bożym?
Pozdrawiam Was serdecznie i niech Maryja Wniebowzięta ma Was w swojej opiece.
ks. Stanisław Drozdowski MIC

ARTKUŁY:


Lectio

Słuchanie słowa Bożego

Lectio divina – Boże czytanie – to wielowiekowa praktyka modlitwy słowem Bożym, dostępna dla wszystkich wierzących, duchownych i świeckich. Jest szczególnym rodzajem duchowości, radykalną formą życia chrześcijańskiego w codzienności. Składają się na nią cztery etapy: lectio (czytanie) – meditatio (medytacja) – oratio (modlitwa) – contemplatio (kontemplacja). Wierne i cierpliwe kroczenie drogą lectio divina pomaga przemodlić i zgłębić słowo Boże, aż do całkowitego poddania się jego działaniu, aż do zjednoczenia z Jezusem, Słowem Wcielonym, który przemienia ludzkie życie i staje się jego Panem.

Pierwszym, bardzo ważnym etapem na drodze lectio divina jest czytanie słowa Bożego, zwane po łacinie lectio. Podczas lectio szukamy dosłownego znaczenia słowa, szukamy tego, co Bóg w nim mówi. Zaproszenie do lectio dobrze wyrażają słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7).


PROWADZENIE
DUCHA ŚWIĘTEGO
Słowo Boże jest „świętą przestrzenią” działania Ducha Świętego, jest napełnione Jego tchnieniem. Praktykowanie lectio divina jest możliwe tylko dzięki Niemu. To Duch Święty prowadzi nas w głąb słowa i dlatego każde lectio trzeba rozpocząć od modlitwy do Niego.
Najpierw mamy prosić Ducha Świętego, aby nas otworzył na słowo Boże. Lectio jest ściśle powiązane z auditio – słuchaniem, które często jest pierwszym momentem w spotkaniu ze słowem Bożym. W tym słuchaniu najważniejszym „organem słuchu” jest serce. Cała lectio divina tak naprawdę prowadzi do doświadczenia intymnego spotkania, zjednoczenia ze Słowem osobowym, czyli Jezusem Chrystusem. Wzywamy Ducha Świętego, aby zstąpił do naszego serca. Aby otworzył serce zatwardziałe, pogłębił serce płytkie, uspokoił serce roztargnione, upokorzył serce zarozumiałe.
Prosimy także Ducha Świętego, aby otworzył słowo Boże przed nami. Słowo jest tajemnicą Boga! Tylko Duch Święty, który zna głębokości Boga samego, może nas prowadzić do całej prawdy, do zrozumienia sensu słowa Bożego. Jezus mówi nam wprost: „A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26).

WARUNKI POTRZEBNE
DO POGŁĘBIONEGO LECTIO
Od chwili gdy bierzemy do ręki Biblię, musimy uświadomić sobie, że wchodzimy w taką czynność czytania, która jest jedyna i niepowtarzalna, która jest różna od czytania jakichkolwiek innych książek czy gazet. Czytanie słowa Bożego jest zawsze wydarzeniem osobowego spotkania z Bogiem.
Korzystając z mądrości tradycji lectio divina, zwróćmy uwagę na postawę ascezy podczas czytania. Mnich pierwszych wieków wiedział i starał się pamiętać, że może go omamić demon lenistwa, powierzchowności, niepokoju serca. Dlatego czynił wszystko, aby wypracowywać w sobie postawy uważnego czytania, które będą mu pomagały w radzeniu sobie z różnymi pokusami.
Rzeczywiste pragnienie wejścia na drogę lectio divina wymaga podjęcia konkretnych wysiłków. Najpierw trzeba zapewnić sobie czas na czytanie. Chodzi o taki czas, który sprzyja ciszy i samotności. Nie może to być czas „okazyjny”, tak jak okazyjnie mogę wziąć do ręki książkę, gazetę czy inną lekturę. Nie może to być czas przypadkowy ani jakieś „wolne okienko”. Trzeba wejść do izdebki i zamknąć drzwi, trzeba poczuć tęsknotę za ciszą, w której możemy usłyszeć słowo Boże.
Drugi krok dotyczy wybierania określonych tekstów z Pisma Świętego. Jest to bardzo ważne. Nie można „skakać” po tekście Pisma według własnych potrzeb, upodobań i oczekiwań. Potrzebna jest lektura ciągła, ustawiczna, cierpliwa, konsekwentna. Takiej lektury uczy nas Kościół w codziennej Eucharystii. Jest to czytanie zwane lectio continua (czytanie ciągłe). Mamy pozwolić się prowadzić Duchowi Świętemu tymi drogami, którymi On chce nas prowadzić.
Kolejnym krokiem jest nastawienie serca na cierpliwe trwanie przy słowie Bożym. Kto wchodzi na drogę lectio, ma szukać tego, czego oczekuje od niego Duch Święty, który mówi przez to konkretne słowo Boże. Dlatego trzeba nauczyć się trwać również przy słowie trudnym czy niepokojącym, które może dzisiaj jest niezrozumiałe, ale jak mówi Jezus do Piotra: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później” (J 13,7). Potrzeba cierpliwości w spotkaniach ze słowem, które wydaje się „milczeć”.
Wreszcie warunkiem pogłębionego czytania i słuchania słowa Bożego jest wybór pewnego stylu życia. Taki wybór staje się dzisiaj wielkim wyzwaniem. Chodzi o postawienie słowa Bożego naprawdę w centrum naszego życia – fizycznego, psychicznego, duchowego. Trzeba nieraz zrezygnować z tego, co obciąża umysł, serce i wolę, zrezygnować z obrazów czy przeżyć, które zagłuszają w nas pragnienie słowa, zamykają na jego słuchanie i przyjmowanie. Nie chodzi o to, że mamy tworzyć „sterylnie czyste” warunki życia, które uchroniłyby nas od wszelkich napięć. Napięć nie unikniemy. One także pozostaną przestrzenią życia, przenikają naszą codzienność. Jednak ważne jest stałe podejmowanie wysiłku, aby w centrum naszego życia było słowo Boże.

SPOSOBY CZYTANIA
I SŁUCHANIA
Tradycja ojców starożytnych wypracowała sposoby, które pomagają w aktywnym, głębokim słuchaniu podczas czytania słowa Bożego.
Pierwszy sposób, znany z liturgicznych zgromadzeń, to głośne czytanie, które w sposób naturalny staje się słuchaniem. Tradycja zwraca uwagę na sens głośnego czytania także w samotności. Przy czytaniu indywidualnym dużą pomocą może być czytanie szeptem, tak że słowo Boże jest niejako smakowane wargami i „przekazywane delikatnie do uszu”. Wprowadza nas to w klimat doświadczenia podobnego do tego, co przeżył prorok Eliasz na górze Horeb. Słowo jest delikatne jak lekki powiew wiatru, domaga się wewnętrznego skupienia, wyostrzenia słuchu.
Kolejnym sposobem jest czytanie powolne i kilkukrotne. Nierzadko mamy wrażenie, że czytając drugi lub trzeci raz ten sam tekst, tracimy czas. W tradycji takie czytanie miało jednak duże znaczenie. Służyło temu, aby człowiek powoli i coraz bardziej skupiał całego siebie na czytanym słowie. Kiedy prowadzimy aktywny, ruchliwy tryb życia, powtarzanie czytania może się okazać dużą pomocą i szkołą w cierpliwym słuchaniu słowa Bożego.
Innym sposobem jest czytanie, które prowadzi do zapamiętywania. Czynność ta była niegdyś powszechnie praktykowana w klasztorach. Zapamiętywanie słowa Bożego ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla meditatio. Chodzi o to, aby wyryło się ono w sercu. Chodzi o pamięć serca, o zapamiętywanie bardziej sercem niż tylko umysłem.
W uważnym czytaniu pomagać może jeszcze przepisywanie. To szczególna próba i ćwiczenie uwagi dla pragnącego żyć słowem Bożym. Stała zasada w klasztorach nakazywała, aby pierwszą księgą, którą miał przepisać początkujący mnich, było Pismo Święte. Jeśli przepisywanie słowa pomaga nam w skupieniu uwagi, warto korzystać z tej praktyki. Może to być zapisywanie jednego lub kilku słów czy zdań, które wydają nam się ważne.
I wreszcie ostatnia z proponowanych metod, nazywana czytaniem z piórem w ręku. Chodzi o zaznaczanie słów, które nas poruszają, oświecają, niepokoją. Stawianie przy nich znaków graficznych sprawia, że tekst staje się żywy, jakby „wypełniony” naszymi przeżyciami, zmaganiami, poszukiwaniami, które zostały utrwalone za pomocą tych znaków.

SZUKANIE KLUCZOWEGO
SŁOWA
W ten sposób dochodzimy do serca lectio. Jeśli przeczytaliśmy słowo Boże uważnie, słuchając całym sobą, to uruchomi się w nas naturalna postawa szukania. W wyjaśnieniu tego pomoże nam obraz budowli. Każda stronica Pisma Świętego, każdy fragment tekstu jest „budowlą” o niepowtarzalnej, jedynej strukturze. Dla budowli czymś zasadniczym jest fundament. Otóż każdy określony fragment Pisma Świętego, podobnie jak budowla, ma swój fundament, swoje słowo kluczowe – fundamentalne, swój „kamień węgielny”, na którym zasadza się jego sens. Tu nie chodzi o słowo, które mnie najbardziej poruszyło, ale o główne przesłanie danego tekstu.
Zdobycie umiejętności odnajdywania słowa kluczowego wiąże się z procesem naszego dojrzewania do coraz głębszej więzi ze słowem Bożym. Ta więź rodzi się z częstego, cierpliwego czytania i słuchania. Tak kształtuje się wewnętrzna intuicja, wrażliwość na słowo Boże, wewnętrzna wolność w przyjmowaniu tego, co ono chce powiedzieć. Proces dojrzewania do takiej postawy wymaga pokory i cierpliwości. Czytanie, słuchanie słowa Bożego ma prowadzić do jego przemodlenia. Tylko wtedy będzie ono dotykało głęboko naszego życia, będzie je wyjaśniało, interpretowało. Tak naprawdę to nie my czytamy słowo, lecz to ono czyta nasze życie. Nie my doświadczamy słowa, lecz odwrotnie: ono nas doświadcza! Otwiera nasze życie i je przemienia.

POWOLI I Z CIERPLIWOŚCIĄ
Zażyłość z Pismem Świętym, od której zależy głębia słuchania słowa Bożego, zdobywamy powoli. Powoli zdobywamy również intuicję odkrywania tego, co kluczowe, co zasadnicze, co jest głównym przesłaniem w czytanym tekście. Do tego potrzeba czasu. Do kogoś, kto dopiero rozpoczyna poznawanie słowa Bożego, tradycja mówi: czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj! Wejdź w praktykę ciągłego czytania. Czytaj codziennie kolejny fragment.
Każdy powinien czytać i zgłębiać słowo Boże według własnej miary, według własnych możliwości. Dla każdego, kto je wiernie czyta, pozostaje obietnica: Scriptura crescit cum legente, jak mawiał św. Grzegorz Wielki, co znaczy: „Pismo rośnie wraz z czytającym”. A więc z dzieckiem jest jak dziecko, z młodzieńcem jak młodzieniec, z do rosłym jak dorosły. Pamiętajmy o tym zwłaszcza wtedy, gdy w słuchaniu słowa Bożego będziemy doświadczali swojej bezradności i małości. ▐

Meditatio

Zbieranie, zgłębianie
i zachowywanie słowa Bożego

Droga lectio divina ma przed sobą jeden cel. Poprzez kolejne etapy prowadzi nas do zjednoczenia
z Jezusem – Słowem Wcielonym, tak aby mogło nas Ono formować, przemieniać, upodabniać do Niego samego. Lectio uczy nas postawy szukania tego, co Bóg chce nam objawić. Kto szuka szczerze, ten naprawdę znajduje. Jeśli lectio jest szukaniem dosłownego znaczenia słowa Bożego, to meditatio jest jego znajdowaniem. Meditatio pomaga nam znaleźć głębię słowa, znaleźć jego moc, jego światło. Wprowadza nas w doświadczenie „wewnętrznego” spotkania ze słowem Bożym.

▌PRZYJMOWANIE
SŁOWA BOŻEGO
Ojcowie starożytni, kiedy mówią o meditatio, odwołują się do biblijnych obrazów. Ezechiel słyszy: „Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój (...). Otworzyłem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: Synu człowieczy, nasyć żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem” (Ez 3,1-3). W lectio Bóg kładzie przed nami zwój, kładzie przed nami słowo. W meditatio Bóg mówi: „spożyj słowo, które usłyszałeś i zrozumiałeś”. Jan w Apokalipsie usłyszy podobne słowa: „Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła (...). Weź i połknij ją” (Ap 10,9). Słowo staje się w meditatio pokarmem spożywanym i trawionym. Wypełnia nasz organizm, wypełnia nas sobą. Przebywa w nas z całym swym bogactwem, aby nas oczyścić i umocnić. W czasie medytacji przyjmujemy słowo Boże do wnętrza, pozwalamy, aby nas przenikało. Jeśli w lectio pytamy: „Co Bóg mówi?”, to w meditatio pytamy: „Co Bóg mówi do mnie?”.
W meditatio słowo Boże coraz bardziej przesuwa się od zewnątrz do wnętrza – z umysłu do serca. To w sercu jest miejsce dla słowa. Tak jak miejscem dla ziarna jest ziemia, tak miejscem dla słowa Bożego jest serce. I jeśli słowo nie znajdzie otwartej drogi do serca, pozostanie na poziomie naszego umysłu i uschnie – jak ziarno, które leży na drodze. Chociaż kryje w sobie ogromny potencjał, nie może wydać życia. Św. Cezary mówi, że w meditatio trzeba włożyć słowo „do ust serca”. Ale co należy czynić, aby tak się stało? Aby słowo Boże weszło do naszego wnętrza, aby przesunęło się z głowy do serca?
Jest to proces, który stanowi istotę meditatio. Składają się na niego trzy fazy: zbieranie słowa Bożego, przyjmowanie i zachowywanie go oraz konfrontacja z nim własnego życia.

FAZA PIERWSZA:
ZBIERANIE SŁOWA BOŻEGO
Obrazuje ją praca mrówki. Księga Przysłów mówi, że pracuje ona bez zwierzchnika, bez tego, który „stoi nad nią”. Ta niewymuszona pracowitość, uważne gromadzenie pokarmu słowa Bożego to pierwsze bardzo ważne przypomnienie. Słowo Boże jest dla tych, którzy jak mrówka podejmują wysiłek uważnego gromadzenia pokarmu słowa. Istotą pracy, którą obrazuje zachowanie mrówki, jest zbieranie. W meditatio znajdujemy i zbieramy słowo, które jest „pokarmem odnalezionym dla mnie”, moim pokarmem.
Ważne, aby zbieranie słowa nie było powierzchowne. Odnalezione w naszym lectio słowo-klucz (pojedyncze słowo lub całe zdanie) pomaga nam odkryć to, co w przesłaniu fundamentalne. Jak snop światła oświetla cały tekst i pokazuje drogę, którą mamy iść przy zbieraniu słowa. W meditatio bardzo ważne jest osobiste zbieranie. Nie możemy gromadzić jedynie tego, co inni już zebrali. Nie można zbierać „pożyczoną głową i pożyczonym sercem”. Trzeba iść za słowem Bożym, które jest dla mnie, zbierając je własnym umysłem i własnym sercem.
Meditatio to nasze osobiste spotkanie ze słowem Bożym. O ile w lectio starałem się maksymalnie poznać i zrozumieć słowo, znaleźć do niego klucz, o tyle w meditatio zbieram jak mrówka pokarm przewidziany dla mnie. Bogactwo zebranych plonów jest inne u każdego. Trzeba uwierzyć w wartość własnego umysłu i serca, i z pokorą zgodzić się na to, co sam jestem zdolny zebrać. Trafnie wyraża to psalmista: „Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: zaprowadziłem ład i spokój w mojej duszy” (Ps 131,1-2).
Przy zbieraniu słowa Bożego ważne jest zwracanie uwagi na poruszenia, jakie budzi we mnie konkretne słowo – to, które jest słowem dla mnie. Jakie przeżycia rodzą się, kiedy próbuję przyjąć je do własnego wnętrza. Chodzi o to, aby zebrać te słowa, które są dla mnie największym światłem, najmocniej przemawiają, najgłębiej je rozumiem. Kiedy słowo mnie porusza, jest to znak, że przechodzi ono z umysłu do serca.

FAZA DRUGA: PRZYJMOWANIE
I ZACHOWYWANIE SŁOWA
Drugą fazę meditatio dobrze wyjaśnia praca pszczoły. Kiedy już zebrała nektar, zamyka się i przerabia go na miód. Tak więc najpierw pracujemy jak mrówka, by zebrać pokarm, a teraz jak pszczoła, ukrywamy się w miejscu odosobnionym, w ciszy i skupieniu, aby wytworzyć miód. Po zebraniu słowa dzieje się coś niezwykłego, często bez naszej świadomości. Słowo przechowywane w naszym wnętrzu rodzi życie, przenika głębokości i zamysły naszego serca. Stąd Ojcowie Kościoła zachęcają, aby już wieczorem spotkać się ze słowem, aby spożyć je przed udaniem się na spoczynek – tak by mogło w nas pracować wtedy, kiedy śpimy, kiedy odpoczywa nasza podświadomość i świadomość. Wtedy właśnie słowo Boże zostaje przemienione na „miód”.
Z naszej strony trzeba jednego – strzec słowa Bożego z wiarą, ufnością i nadzieją, że przyniesie plon w swoim czasie. Nie w moim czasie, lecz we właściwym czasie. Czas owocowania należy do Boga. Często jesteśmy niecierpliwi. Chcemy, żeby słowo od razu nam wszystko wyjaśniło, żeby od razu odpowiedziało na nasze pytania, dało rozwiązanie, uspokoiło nas, uleczyło. Trzeba cierpliwie czekać, pozostawić ziarnu słowa czas na wzrastanie, podobnie jak czyni to rolnik: „Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie” (Mk 4, 27-28).
Medytacja w tej drugiej fazie jest właśnie takim procesem. Mam strzec, pielęgnować w sobie słowo Boże i pozwolić mu działać. Mam trawić to słowo. Jest to szczególny sposób przemieniania tekstu pisanego w słowo spożywane i dające życie. Teraz to słowo, które po ludzku było dla nas literą, staje się czymś więcej – ziarnem życia w nas.
W zachowaniu słowa i trwaniu w nim może nam pomóc wewnętrzne powtarzanie słowa, które nas mocniej dotknęło i poruszyło. Ta starożytna praktyka, zwana ruminatio, pomaga utrwalać w sercu pamięć o słowie, które mam w sobie strzec. Kiedy przyjmujemy słowo życia – czyste, święte, nieskalane – wnika ono w nasz organizm, który nie jest zdrowy i czysty. Ewagriusz z Pontu mówi, że żyje w nas wiele chorych, skażonych myśli, które zatruwają nasz umysł i serce, odbierają nam nadzieję, wpędzając w lęk i smutek. Utrwalone, zamieniają się w przeświadczenie. Myślimy na przykład: „Ja się do niczego nie nadaję”, „Nic mi w życiu nie wychodzi”, „Jestem gorszy od innych”. To sprawia, że nasze wnętrze choruje, że zaczynamy zachowywać się tak, jak o sobie myślimy. Jeśli ludzkie słowo i nasze myśli mogą nas wpędzać w smutek, obezwładniać czy zniechęcać, to przecież pełne mocy słowo Boga może nas leczyć z tego wszystkiego. Według Ewagriusza lekarstwem na to jest powtarzanie słowa z Pisma Świętego, które jest antidotum na nasze chore myśli. Jeśli żyję w lęku, mogę powtarzać słowa Jezusa: „Nie bójcie się... Odwagi... Pokój wam” albo wersety z Psalmów: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4), „Ty jesteś moją ucieczką. W ręce Twoje powierzam ducha mojego” (Ps 31,5-6).
Medytować to znaczy zachować słowo Boże w sercu, strzec go i rozważać – jak czyniła to Maryja. Słowo kryje w sobie sakramentalną, życiodajną moc, dlatego tak ważne jest, by go strzec – aby nie wykradło go nam roztargnienie, płytkość naszego życia, zmysłowość, ucieczka od tego, co wewnętrzne.

FAZA TRZECIA: KONFRONTOWANIE ŻYCIA ZE SŁOWEM BOŻYM
Trzecia faza meditatio jest owocem dwóch poprzednich. Jeżeli rzeczywiście strzeżemy słowa Bożego w nas samych, jeśli pozwolimy mu w nas przebywać z całym jego światłem prawdy, z całą jego mocą, to będzie nas ono dotykało głęboko w naszym wnętrzu. I tak wchodzimy w trzecią fazę medytacji, którą Ojcowie Kościoła nazywają synkrisis. Polega ona na konfrontacji słowa Bożego z własnym życiem.
Słowo życia, słowo czyste, które zamieszkuje we mnie, będzie mnie konfrontowało z moją nieczystością. Słowo prawdy – z moim fałszem, z tym co we mnie nieprawdziwe. Słowo pokoju – z moim niepokojem. Słowo, które jest światłem będzie mnie konfrontowało z tym, co jest we mnie ciemne, zamknięte, grzeszne. W ten sposób słowo Boże dotyka we mnie tego co jest chore, co jest moją raną, co jest niedojrzałe, co nie pozwala mi żyć naprawdę. Odsłania mój egoizm, opór wobec słowa, wobec woli Boga. A wszystko po to, aby przełamać we mnie to, co prowadzi do śmierci: mój grzech, moją oziębłość, moje zakłamanie.
Słowo Boże dotyka nas, porusza, czasem nawet wstrząsa nami – jak ziarno podrzucane w górę i oczyszczane z plew. Jeśli czujemy wewnętrznie, że coś przeszkadza słowu w nas działać, to bardzo ważne, abyśmy starali się to uchwycić. Trzeba pozwolić, by słowo skonfrontowało nas z prawdą o nas samych. Bywa, że słowo staje się wtedy jak ogień, który trawi i oczyszcza, jak młot, który kruszy skorupę naszego serca, (por. Jr, 23,29), albo jak miecz obosieczny, który przenika aż do samej głębi, zdolny osądzić pragnienia i myśli serca (por. Hbr 4,12). Nie jest to bowiem słowo ludzkie, ale słowo Boga, który w nas działa (por. 1 Tes 2,13).
Z drugiej strony słowo Boże potrafi też rozlać się w nas wspaniałą wonią pokoju, radości. Potwierdza to, co zdrowe, i budzi pragnienie większej miłości i wierności. Meditatio prowadzi nas do uświadomienia sobie, że słowo Boże zamieszkało pośród mojej historii życia, jest w każdym miejscu, które potrzebuje we mnie zbawienia. W ten sposób doświadczam, jak historia mojego życia, nawet ta najbardziej ukryta, staje się historią zbawienia. Uświadamiam sobie, że słowo Boże zostało wypowiedziane do mnie osobiście, że przyszło do mnie. Poczuło się usłyszane, przyjęte. Znalazło miejsce. Teraz czeka, aż moje serce zacznie pałać. I tak powoli słowo prowadzi nas w nowy etap, który tradycja lectio divina nazywa oratio. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Czwartek, 1 sierpnia
Wj 40,16-21.34-38
Chwała Pana napełniła przybytek. (Wj 40,34)
Dla Izraelitów chwała Boża była czymś oczywistym i widzialnym. Kiedy Mojżesz ukończył budowę przybytku, zstąpił z nieba obłok, który na nim spoczął. Także w nocy można go było zobaczyć, ponieważ lśnił ogniem w ciemności.
Mojżesz i jego lud otrzymali wyjątkowy przywilej, gdyż zazwyczaj chwała Boga – Jego wielkość, moc, miłość
i piękno – są ukryte. Nawet wielu ludzi żyjących z czasach Jezusa nie potrafiło jej dostrzec. Na zewnątrz Jezus wyglądał jak każdy inny człowiek. Jednak ci, którzy mieli otwarte serca, widzieli chwałę Bożą w dokonywanych przez Niego cudach, w Jego nauce, miłości do odrzuconych i poranionych, a zwłaszcza w Jego śmierci na krzyżu.
Choć wydaje się to niewiarygodne, jeśli Chrystus żyje w tobie, to przebywa w tobie także Jego chwała – podobnie jak w każdym, kto podejmuje wysiłek pójścia za Nim. C. S. Lewis, autor „Opowieści z Narni”, powiedział: „Obok samej Eucharystii nasz bliźni pozostaje najświętszym z obiektów dostępnych naszym zmysłom, bo w nim naprawdę kryje się Chrystus – Ten, który daje i odbiera chwałę, który sam jest całą Chwałą”.
Jak łatwo przeoczyć tę chwałę! Jak łatwo skupić się na ludzkich słabościach i upadkach – nie wyłączając własnych – które nam ją przesłaniają! Ale nie musi tak być. Jezus chce, abyśmy widzieli Jego samego i Jego chwałę.
Miej więc dziś oczy otwarte na chwałę Bożą. Nie będzie ona widoczna tak jasno, jak obłok prowadzący Izraelitów, ale to nie znaczy, że jej nie będzie. Może zobaczysz ją w parafianach prowadzących zbiórkę żywności na rzecz schroniska dla bezdomnych. Może w sąsiadce, która z miłością opiekuje się niepełnosprawnym mężem. A może nawet w sobie samym, kiedy przebaczasz współmałżonkowi czy z wiarą modlisz się za potrzebujących.
Na zewnątrz wszyscy jesteśmy zwyczajnymi, słabymi ludźmi. A przecież w nas i wokół nas mieszka chwała Boża!
„Panie, ukaż mi swoją chwałę!”
Ps 84,3-6a.8a.11
Mt 13,47-53

▌Piątek, 2 sierpnia
Mt 13,54-58
Niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa. (Mt 13,58)
Wyobraź sobie, że spływasz kajakiem z prądem rzeki, ciesząc się letnim wiatrem i pięknem krajobrazu. W pewnej chwili napotykasz sporą kłodę. Kiedy próbujesz ją ominąć, kajak przewraca się, a ty wpadasz do wody i czujesz, jak twoja stopa więźnie pomiędzy kamieniami. W panice zaczynasz tak bardzo rzucać się na wszystkie strony, że przyjaciel, który skoczył za tobą, ma problem, żeby cię uwolnić. Nie wierzysz, że on naprawdę jest w stanie ci pomóc. „Uspokój się!” – krzyczy. „Już cię trzymam”. Gdy wreszcie poddajesz się, on cię uwalnia i wydostaje na brzeg całego i zdrowego.
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, że Jezus nie był w stanie dokonać wielu cudów w swoim rodzinnym mieście ze względu na brak wiary w Niego tych, wśród których dorastał i żył. Nie byli oni w stanie poddać się Bożej mocy Jezusa, którego znali od dziecka jako jednego z nich. Pozostali uwięzieni w ograniczonej logice ludzkiego myślenia, mimo że On sam, Boży Syn,
stał przed nimi, gotów ich uzdrawiać z chorób ciała i duszy.
My także w naszej drodze z Panem musimy nauczyć się poddawać Jego działaniu. Ufność, że Jezus wie, co robi, i ma dość mocy, by nas zbawić, jest istotnym elementem naszej wiary. Oczywiście wiara polega także na znajomości doktryny Kościoła. Oczywiście wymaga też czynienia wszystkiego, co w naszej mocy, by przestrzegać przykazań oraz otaczać troską ubogich i potrzebujących. Oczywiście zobowiązuje nas do dzielenia się nią z innymi oraz do opowiadania się za tym, co słuszne. Jednak istotą wiary jest poddanie się działaniu Boga. Bez tego wszystko inne traci sens.
Co cię jeszcze powstrzymuje? Lęk o przyszłość? Poczucie winy albo urazy z przeszłości? „Racjonalne” podejście do teraźniejszości, które nie pozostawia miejsca na działanie łaski Bożej? Cokolwiek to jest, wiedz, że Jezus zaprasza cię do czegoś większego. Zobacz Go stojącego przed tobą z otwartymi ramionami. Usłysz, jak mówi do ciebie: „Nie lękaj się. Trzymam cię mocno. Możesz Mi zaufać”.
„Wierzę, Panie. Zaradź mojemu niedowiarstwu. Wspomóż mnie swoją łaską, abym mógł zwracać się do Ciebie z całym zaufaniem”.
Kpł 23,1.4-11. 15-16.27.34b-37
Ps 81,3-6b.10-11b

▌Sobota, 3 sierpnia
Mt 14,1-12
Bał się jednak ludu. (Mt 14,5)
Lęk jest kapryśnym uczuciem. Może w jednej chwili pchnąć nas w określonym kierunku, a już za chwilę w zupełnie innym. Widzimy to na przykładzie Heroda. Chciał on skazać na śmierć Jana Chrzciciela, ale bał się ludu, który uważał Jana za proroka. Jednak później lęk przed utratą twarzy wobec zaproszonych na ucztę gości skłonił go do zabicia Jana. Lęk, poczucie zagrożenia i nieufność kierowały postępowaniem Heroda o wiele bardziej niż wyznawana przez niego wiara.
Natomiast Janem Chrzcicielem nie rządził lęk – co nie znaczy, że nigdy niczego się nie bał. Jednak ufność pokładana w Bogu pomagała mu stawić czoło lękom i spojrzeć na nie z właściwej perspektywy. Ufał Bogu, który powołał go na proroka i objawił mu Jezusa. Ufał Bogu, który opiekował się nim na pustyni i podtrzymywał go w więzieniu. Był pewien, że Bóg nie opuści go także w obliczu śmierci.
Wszyscy przeżywamy różne lęki i obawy – przed nieznanym, przed porażką czy ośmieszeniem, lęk o przyszłość
i wiele innych. Jest to rzeczą ludzką. Jednak lęk nie musi nami rządzić. Możemy nauczyć się żyć tak, jak żył Jan Chrzciciel, mając stale świadomość obecności Boga i ufając Mu w każdej sytuacji.
W jaki sposób Jan Chrzciciel przezwyciężał swoje lęki? Na pustyni miał wiele czasu i otwartą przestrzeń do kontaktu z Bogiem. Poznając Jego miłość, wzrastał w ufności w Boże prowadzenie. Ta ufność pomogła mu powierzyć Ojcu swoje obawy i żyć w poczuciu bezpieczeństwa. Nie skupiał się na swoich lękach, ale na misji, którą wyznaczył mu Bóg.
Prawdopodobnie nie żyjesz na pustyni, ale to nie znaczy, że nie możesz trwać w codziennym kontakcie z Bogiem. W utrzymaniu tego kontaktu pomoże ci wyznaczenie sobie konkretnego czasu i miejsca na modlitwę – choćby spokojnego kąta we własnym domu. Wyłącz telewizję i internet i po prostu trwaj przed Panem. Pozwól, by napełniła cię Jego miłość.
Im więcej czasu będziesz spędzać w obecności Ojca niebieskiego, tym lepiej Go poznasz i tym mocniej będziesz w stanie Mu zaufać. Jego doskonała miłość ma moc usuwać wszelki lęk!
„Ojcze, ufam Tobie!”
Kpł 25,1.8-17
Ps 67,2-5.7-8

▌Niedziela, 4 sierpnia
Koh 1,2;2,21-23
Marność nad marnościami. (Koh 1,2)
Księga Koheleta jest jedną z najbardziej zagadkowych ksiąg biblijnych. Jej autor od samego początku stawia nam przed oczy to, o czym nie lubimy myśleć – pozorny bezsens życia. Wartości materialne nie nasycają. Sprawiedliwość jest zjawiskiem rzadkim. W obliczu śmierci wszystkie nasze dokonania wydają się bezcelowe. Jesteśmy uwięzieni w niekończącym się cyklu, gdzie „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,9).
W przypadku Koheleta nie mamy jednak do czynienia ze starym malkontentem, lecz raczej ze śmiałym głosicielem niewygodnych prawd. Chociaż jest świadom, że to, co ma do powiedzenia, może się nie podobać, nie chce, aby ktokolwiek ignorował rzeczywistość.
Koheletowi nie chodzi o namalowanie ponurego obrazu rzeczywistości. Jego księga opisuje świat zamknięty na Boga. Pokazuje, jak wyglądałoby życie bez Ojca w niebie, który obiecuje trzymać nas w swojej dłoni. Na końcu swojej księgi Kohelet zapewnia nas, że takiego Ojca mamy. Radzi nam: „Pomnij (…) na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli” (Koh 12,1). Ożywiaj w sobie pamięć o Bogu, abyś był w stanie przetrwać złe czasy, gdyż one z pewnością nadejdą. Nigdy nie zapominaj o tym, kim jest Bóg i co On uczynił. Nigdy nie zapominaj o tym, co uczynił dla ciebie.
Jest to mądra rada, ale my wiemy, że jest coś jeszcze więcej. Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło wszystko! On otworzył nam bramy nieba i odtąd możemy nie tylko wspominać Boga, ale doświadczać Jego żywej obecności i działania w naszych sercach. Możemy doświadczać obecności Chrystusa, Jego pociechy i uzdrawiającej mocy
w naszym codziennym życiu. Tam, gdzie Kohelet powiedziałby: „Wspomnij na Stwórcę”, my możemy dodać: „Tak, ale również otwórz się na obecność Jezusa!”
Bracia i siostry, nasze życie ma sens. Choć bywa niezrozumiałe i niebezpieczne, pamiętajmy, że Jezus pokonał śmierć i rozproszył mroki. Jego obietnice nie są próżne, a Jego moc jest rzeczywista. Zwróć się do Niego, a przekonasz się, że to wszystko, o czym mówił Kohelet, nie jest już marnością.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że zwyciężyłeś śmierć i otworzyłeś przed nami niebo!”
Ps 90,3-6.12-14.17
Kol 3,1-5.9-11
Łk 12,13-21

▌Niedziela, 11 sierpnia
Łk 12,32-48
Bądźcie gotowi. (Łk 12,40)
Czy jesteś gotów? Słudzy z dzisiejszej Ewangelii byli gotowi. Z zapalonymi lampami i przepasanymi biodrami czekali, aż ich pan zapuka do drzwi. Wiedzieli, że prędzej czy później przybędzie. Nie siedzieli więc bezczynnie, ale czuwali, przygotowując wszystko, co mogło być potrzebne.
Jest to dobra analogia do naszego życia wiary! Wiara nie jest czymś abstrakcyjnym; polega na praktykowaniu tego, w co wierzymy. Wymaga podjęcia konkretnych kroków, jakie z niej wypływają. Jest to motyw, który przewija się nie tylko w Ewangelii, ale we wszystkich dzisiejszych czytaniach: bądź gotów, zachowaj czujność, oczekuj z wiarą. Wiara wyklucza bierność.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Izraelici posłuszni Bożym poleceniom przygotowali Paschę i oczekiwali wybawienia. W drugim czytaniu Abraham opuścił swoją ojczyznę i wyruszył do Ziemi Obiecanej, chociaż nie wiedział nawet, gdzie ona się znajduje! Działali oni w nadziei, że Bóg będzie wierny swoim obietnicom.
Ty także możesz postępować podobnie. Wiesz, że masz kochającego Ojca w niebie i dlatego możesz zaufać, że twoje starania i czuwanie nie będą daremne. Ćwicząc się w aktywnym oczekiwaniu, pamiętaj, że nie jesteś sam. Wspierają cię wszyscy święci – ci kanonizowani i ci znani tylko Bogu – którzy także oczekiwali Go z tęsknotą. Mieszka w tobie Duch Święty, który przypomina ci, że Bóg nie czyha na to, by przyłapać cię na gorącym uczynku, ale chce z tobą świętować i błogosławić ci.
Jeśli potrzebujesz zachęty, zobacz w jak zaskakujący sposób pan z Ewangelii nagradza swoje sługi – każe im zasiąść do stołu, sam przepasuje się i zaczyna im usługiwać. Wiernemu
i roztropnemu rządcy powierza troskę o całe swoje mienie. Podobnie Bóg Ojciec czyni wobec tych, którzy Mu służą. Z radością oddaje im – i nam – swoje królestwo.
„Panie, wierzę, że jesteś Bogiem dobrym i wiernym, który dotrzymuje obietnic. Pomóż mi być gotowym na Twoje przyjście”.
Mdr 18,6-9
Ps 33,1.12.18-20.22
Hbr 11,1-2.8-19 albo Hbr 11,1-2.8-12

▌Czwartek, 15 sierpnia
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Łk 1,39-56
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia. (Łk 1,48)
Latarnia morska w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej jest obecnie najwyższą czynną latarnią morską na świecie. Ma 133 metry wysokości, a emitowany przez nią promień światła sięga 25 mil morskich. Ten sygnał pomaga marynarzom rozpoznać, gdzie się znajdują, i omijać niebezpieczne rejony.
Podobnie jak marynarze potrzebują latarni morskiej, tak i my potrzebujemy światła na naszej drodze do nieba. Czy można wyobrazić sobie lepsze światło niż Najświętsza Maryja Panna, którą nazywamy „Gwiazdą Morza”, odkąd w V wieku nadał Jej to miano św. Hieronim? Całym swoim życiem pokazała nam Ona, jak mówić Bogu „tak”. A nawet już po zakończeniu swego ziemskiego życia, kiedy została wzięta do nieba, nie przestaje być dla nas światłem. Jak powiedział papież Benedykt XVI: „Poprzez kontemplację Maryi w niebieskiej chwale dochodzimy do zrozumienia, że ziemia także dla nas nie jest ostatecznym domem, a jeśli będziemy kierować swój wzrok ku dobrom wiecznym, czeka nas kiedyś udział w tej samej chwale”.
Nie zawsze łatwo jest kierować wzrok ku niebu, zwłaszcza gdy życie staje się ciężkie. Skupieni na swoich problemach, zapominamy o wspaniałej przyszłości, jaką Bóg nam przygotował. Papież Benedykt przypomina nam jednak, że wniebowzięcie Maryi jest „świetlanym znakiem”, który „świeci jeszcze jaśniejszym blaskiem, gdy na horyzoncie pojawiają się ponure cienie cierpienia i przemocy” (Audiencja generalna, 16 sierpnia, 2006).
Chociaż wniebowzięcie Maryi oznaczało kres Jej fizycznej obecności na ziemi, Ona wciąż jest z nami. Niech więc stanie się dla ciebie światłem nadziei w dobrych i złych czasach. Pozwól Jej ująć się za rękę i poprowadzić do Jezusa. Ona zapewni cię o Jego bezgranicznej, miłosiernej miłości do ciebie. Przekona cię, że Bóg, który miał tak chwalebny plan dla Jej życia – choć nie zawsze dla Niej zrozumiały – ma także wspaniały plan dla ciebie. Jest to plan, którego kulminacją jest niebo, gdzie wraz ze wszystkimi aniołami i świętymi będziesz z radością wielbić Jej Syna!
„Maryjo, Matko Boża, módl się za mnie”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Ps 45,7.10-12.14-15
1 Kor 15,20-26

▌Niedziela, 18 sierpnia
Łk 12,49-53
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? (Łk 12,51)
Szczerze mówiąc, tak właśnie myślimy. Czyż prorok Izajasz nie zapowiedział nadejścia „Księcia Pokoju” (Iz 9,5)? Czyż aniołowie w noc Bożego Narodzenia nie śpiewali: „a na ziemi pokój” (Łk 2,14)? Oczywiście, że Jezus przyszedł zaprowadzić pokój na ziemi!
Choć jest to niewątpliwie prawdą, to jednak z drugiej strony starzec Symeon prorokował, że Jezus ma być znakiem, „któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34). W rzeczywistości cała działalność publiczna Jezusa budziła spory i kontrowersje. Faryzeusze i sa-
duceusze spierali się o Jego naukę. Sanhedryn żydowski nie mógł dojść do porozumienia w Jego sprawie. Nawet jeden z Jego najbliższych uczniów wystąpił przeciwko Niemu, stając się zdrajcą.
Czy więc Jezus jest źródłem pokoju? Czy raczej źródłem podziałów? I jedno, i drugie.
Jezus wie, że nie wszyscy przyjmą Jego naukę i pokój, jaki ona niesie. Wie również, że z tego powodu nastąpią
rozłamy. Widzimy to na wielką skalę w konfliktach religijnych w różnych miejscach naszego globu, a także, na mniejszą skalę, w wielu naszych rodzinach. Z jednej strony mamy tych, którzy przyjęli Jezusa i zbawienie, jakie On niesie. Z drugiej tych, którzy jeszcze nie otworzyli się na to zbawienie i nadzieję, jaką mamy w Jezusie. Różnice te mogą zaostrzyć się do tego stopnia, że spowodują konflikty i rozłamy.
Podziały są nieuniknione, ale nie muszą trwać w nieskończoność. A zależy to także od ciebie. Jak reagujesz, gdy te podziały dochodzą do głosu w twoim własnym domu? Współczuciem, modlitwą i zrozumieniem, czy też obrazą, kłótnią i potępieniem?
Jezus jest Księciem Pokoju, ponieważ przyszedł po to, by przynieść pokój naszym rozdartym sercom. A kiedy nasze serca zostaną uzdrowione, stopniowo zaczynają kochać, jak On kocha, i przebaczać, jak On przebacza. Jedynie miłość i przebaczenie Jezusa mogą przynieść jedność.
Twoja postawa ma znaczenie. Trwając blisko Jezusa, który jest twoim pokojem, przyczyniasz się do pojednania pomiędzy ludźmi. Twój wpływ może okazać się nieoceniony!
„Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju”.
Jr 38,4-6.8-10
Ps 40,2-4.18
Hbr 12,1-4

▌Niedziela, 25 sierpnia
Łk 13,22-30
Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23)
Na to konkretne i odważne pytanie Jezus udzielił jasnej, a jednocześnie zatrważającej odpowiedzi: „Wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli” (Łk 13,24). Najwyraźniej zbawienie i życie wieczne w niebie wcale nie są takie oczywiste!
Św. Augustyn powiedział, że choć Bóg stworzył nas bez naszego udziału, to jednak bez naszej współpracy nas nie zbawi. To prawda, że Jezus przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie wysłużył nam zbawienie, możemy je jednak odrzucić. Nie otrzymujemy go automatycznie. Potrzebny jest z naszej strony wysiłek. Jak powiedział Jezus: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi” (Łk 13,24).
Usiłowanie to nie jest pobożnym życzeniem czy jakąś nieokreśloną nadzieją. Nie jest czymś, czym zajmujemy się wtedy, kiedy akurat mamy czas i ochotę. Podejmowanie wysiłku, by dostać się do nieba, powinno być naszym życiowym priorytetem. O to mamy starać się „naprzód” (Mt 6,33), przed wszystkim innym.
Na ile poważnie traktujesz obietnicę życia wiecznego? Czy jest dla ciebie ważniejsza niż wyprzedaż w najbliższym centrum handlowym? Czy stawiasz ją wyżej niż ulubiony serial w telewizji albo transmisję meczu narodowej drużyny? Oczywiście ani zakupy, ani oglądanie telewizji nie są niczym złym. Istotne jest to, aby rzeczywiście postawić Jezusa na pierwszym miejscu i codziennie znajdować dla Niego czas.
Jezus powiedział swoim naśladowcom, że niebo nie jest oczywistością. Wręcz przeciwnie, dał jasno do zrozumienia, że niektórzy mogą być zaskoczeni, widząc, że nie będzie im dane gładko przekroczyć jego bram. Obiecuje natomiast, że każdy, kto
w Niego wierzy, idzie za Nim i wydaje owoc dla Jego królestwa, znajdzie się w niebie. Są to rzeczywiście krzepiące słowa.
„Jezu, chcę żyć z Tobą na wieki! Poprowadź mnie drogą zbawienia”.
Iz 66,18-21
Ps 117,1-2
Hbr 12,5-7.11-13


MAGAZYN:

„Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci”

Świadectwo wolontariuszki nze Światowych Dni Młodzieży w Panamie
Świadectwo, które publicznie dawałam po krakowskich Światowych Dniach Młodzieży w 2016 roku, zakończyłam słowami, że „polecam się dalszej służbie, również w Panamie”. Tak naprawdę nie bardzo wtedy wierzyłam, że to możliwe. Widziałam same trudności i myślałam, że potrzebny jest cud, abym się tam znalazła. Tuż przed wyjazdem widok spakowanej walizki i książeczka turystyczna z trudem uświadamiały mi, że to prawda – lecę do Panamy.
Przechodziłam wtedy trudny czas różnych zmian w życiu rodzinnym, kolejnych przeprowadzek i wielu zmartwień. Mój stres łagodziła muzyka Ennio Morricone, a w wieczór przed wylotem do Panamy Bóg spełnił inne moje marzenie – o jego koncercie. Było już sporo po północy, kiedy wracałam z tego właśnie koncertu do koleżanki, u której zostawiłam cały bagaż i dokumenty przygotowane do wyjazdu. O trzeciej nad ranem miałyśmy jechać na lotnisko. Zatrzymałam się, żeby sprawdzić w SMS-ie od niej adres, kiedy mój telefon wyłączył się zupełnie rozładowany. Nie pamiętałam, w którym bloku jest jej mieszkanie ani na którym piętrze. Mogłam obejść całe osiedle i dzwonić po kolei do każdego mieszkania albo... uwielbić Boga w tej sytuacji, licząc na Jego nadzwyczajne działanie. Zrobiłam to drugie. Po chwili modlitwy podjechali samochodem jacyś ludzie, którzy okazali mi ogromną życzliwość i naładowali mój telefon. Dzięki ich pomocy otworzyłam wiadomość z adresem Asi i dotarłam do jej mieszkania, a potem już razem z nią – na miejsce zbiórki.
Każdy dzień podróży, włącznie z czasem spędzonym w samolotach, obfitował w bogactwo spotkań z pięknymi ludźmi o ogromnych sercach. Wolontariuszka Yarenis stała się dla mnie jak siostra. Kiedy mnie serdecznie powitała, poczułam ciepło domowego ogniska, a ostatniego dnia powiedziała: „Pamiętaj, że masz siostrę w Panamie i jesteś moją siostrą w Polsce”. Pani Gizela, u której mieszkałyśmy z koleżanką, jej syn Isaac i córka Jisel troszczyli się o nas jak o własną rodzinę. Zawozili w przepiękne miejsca, pokazywali bajeczne wybrzeża obu oceanów oraz zakątki i ruiny starego Panama Viejo, częstowali pysznymi plackami z kukurydzy, sorrucio i aromatycznymi daniami świątecznymi. Woda panamska (nawet kranowa) jest świetnej jakości, ale specjalnie dla nas w lodówce przygotowali tę najlepszą. Dzięki nim zwiedziliśmy Kanał Panamski. 64-letnia pani Gizela sama nigdy wcześniej tam nie była, ale kiedy dowiedziała się, że nasza grupa nie miała w programie zwiedzania kanału, zorganizowała dla nas wycieczkę w to legendarne miejsce. Do dziś jestem z nimi w kontakcie i tęsknię za nimi.
Bardzo ucieszyły mnie słowa Ojca Świętego na temat jedności, braterstwa i budowania mostów zamiast utrwalania podziałów. Ze względu na swoje położenie geograficzne, Panama ma szczególne zadanie. Papież Franciszek zwrócił uwagę, że pomiędzy Ameryką Północną a Południową, poza dzielącym je kanałem, jest również słynny most łączący oba kontynenty. Ojciec Święty zachęcał do wznoszenia mostów między ludźmi, do budowania relacji opartych na przyjaźni i pokoju. Od Lope, sympatycznej dziewczynki, która zaczepiła mnie w autobusie, dowiedziałam się, że do tych wartości nawiązuje flaga Panamy. Połączenie czerwieni i granatu oznacza zgodną współpracę między konkurencyjnymi partiami politycznymi w budowaniu rządu, a gwiazdy przy nich symbolizują pokój.
Serdeczni Panamczycy przywodzą mi na myśl służebną postawę Maryi. Zapracowani miejscowi wolontariusze znosili wszelkie trudy z uśmiechem. Często rezygnowali ze snu, odpoczynku i wygód, by służyć swoim czasem, mieszkaniem, jedzeniem, samochodem, pomocą w naprawie telefonu albo kremem na poratowanie poparzonej słońcem skóry. Nawet gospodarze niebędący oficjalnie w wolontariacie z radością wypatrywali kolejnych okazji niesienia pomocy pielgrzymom. Na przykład Ale-
handro, który zaniósł moje torby, zanim zdążyłam się zorientować, że mi z nimi niewygodnie, albo mężczyzna, który specjalnie dla nas pobiegł po gitarę, żeby umilić nam czas oczekiwania w kolejce po obiad.
Głównym przesłaniem panamskich ŚDM były słowa Maryi: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Rekwizyt pielgrzyma – opaska z wypisanym tym właśnie zdaniem skłania mnie do nasłuchiwania, jakie słowo Pan kieruje do mnie tym razem. Do czego Bóg zaprasza mnie dzisiaj?
Czuła i kochająca obecność Ducha Świętego nie pozwalała mi w Panamie przejść obojętnie obok wrażliwych i niez-
wykle serdecznych ludzi. Często poranionych, o złamanych sercach, cierpiących samotność, po rozbitych związkach, z tatuażami wyrażającymi żałobę po śmierci bliskiej osoby, poszukujących swojego miejsca i powołania. Głodnych umocnienia w nadziei i spragnionych doświadczenia Boga, Jego bliskości, a jednocześnie ufnych, gotowych na przyjęcie trudów i przeciwności w chodzeniu za Jezusem. Ich przyjaźń i chwile spędzone na wymianie świadectw są dla mnie bezcennym skarbem odkrytym na Nowym Lądzie.
Od czasu powrotu z ŚDM nad ranem budzi mnie delikatne, ale wyraźne poczucie błogosławieństwa. Początkowo byłam tym zdziwiona. Kto wstaje przed piątą, żeby mnie błogosławić? Aż otworzyłam wiadomość od moich ŚDM-owych przyjaciół z Zimbabwe, u których jest dwie godziny wcześniej – to Elisha zdążył już mnie pobłogosławić: „Hej, droga siostrzyczko, niech ci Duch Święty zsyła wszelkie potrzebne dary i światło”. W marcu jego kraj niszczył cyklon Idali i powódź. Piękne do tej pory parki narodowe i miasta zostały zmiażdżone jak rozdeptane klocki lego. Wiem, że Elisha i inne chłopaki działali w wolontariacie, poszukiwali zaginionych osób i dostarczali żywność poszkodowanym. Opłakujemy razem tragedię dotkniętych tą klęską rodzin, ale nie tracimy wiary, że Bóg jest dobry. Modlimy się słowami Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”, w ufności, że ten sam Duch, który ożywił Polskę, objawi swoją miłość i ześle pomoc naszym cierpiącym braciom.
ŚDM w Panamie to dla mnie coś znacznie więcej niż egzotyczny wyjazd. Wróciłam tylko fizycznie. Wewnątrz jestem zupełnie inną osobą. Kiedy ktoś pyta mnie o Panamę, odpowiadam, że nie zawsze uda ci się spotkać legendarną złotą żabę (endemicznie występujący tam gatunek żółtej ropuchy, zagrożony wyginięciem), ale ja doświadczyłam cenniejszego złota ludzkich serc, przeczystych niczym najlepsza na świecie panamska woda, którą tak chętnie się dzielą, płonących miłością bardziej niż żar słońca na równikowym niebie w upalne dni. Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci.
Oddając się naszemu wspólnemu Niebieskiemu Tacie, cieszę się, że jesteśmy rodzeństwem i możemy działać w tej samej ewangelicznej służbie. Ufam, że wkrótce znów się spotkamy, w okolicznościach i na drogach, jakimi On sam nas poprowadzi. Niech nam się stanie według Jego słowa!
Emilia Beszterda

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 8 (312) 2019



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO SIERPNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Sierpniowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest lectio divina – „Bożemu czytaniu”, starożytnej praktyce Kościoła modlitwy słowem Bożym. Jest to w istocie szczególny rodzaj duchowości, dostępny dla wszystkich wierzących, duchownych i świeckich. W kolejnych artykułach ks. Krzysztof Wons SDS, znany rekolekcjonista, przybliża cztery etapy lectio divina: lectio, meditatio, oratio i contemplatio, których celem jest takie zgłębienie słowa Bożego, które prowadzi do zjednoczenia ze Słowem Wcielonym – Jezusem Chrystusem. Czas letniego odpoczynku może być właściwym momentem, by wejść na te drogę.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o patronie młodzieży, św. Stanisławie Kostce oraz świadectwo wolontariuszki z ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży w Panamie.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki św. Ludwika Marii Grignion de Montforta „Tajemnica Maryi” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz. 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 19,50 zł
6 miesięcy – cena 39,00 zł
12 miesięcy – cena 71,50 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Lectio

Słuchanie słowa Bożego – Krzysztof Wons SDS......... 4

Meditatio

Zbieranie, zgłębianie i zachowywanie
słowa Bożego – Krzysztof Wons SDS.......................... 9

Oratio
Odpowiedź serca na słowo Boże
Krzysztof Wons SDS.................................................. 14

Contemplatio

Modlitwa trwania w Bożej obecności
Krzysztof Wons SDS.................................................. 19

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 sierpnia..................................................... 24

MAGAZYN

Wierność powołaniu
Życie św. Stanisława Kostki – Mariusz Czałpiński ...........................................52

„Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci”
Świadectwo wolontariuszki ze Światowych Dni Młodzieży w Panamie – Emilia Beszterda........................................................ 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST
Drodzy Przyjaciele!

Jest pełnia lata. Wielu z nas odpoczywa na wakacjach. Pielgrzymujemy, przemierzamy górskie szlaki, wypoczywamy nad morzem, cieszymy się własnym ogródkiem. Odrywając się od rutyny codziennych obowiązków, zabiegania i chronicznego braku czasu, możemy wreszcie odetchnąć na łonie natury. Może jest to dobry moment, aby pomyśleć o tym, co dla nas najważniejsze, dokąd zmierza nasze życie. Aby wzmocnić się nie tylko fizycznie, ale i duchowo.
Piękno i majestat natury przypominają nam o swoim Stwórcy, a w naszych sercach rodzi się podziw i wdzięczność za wszystko, czym zostaliśmy obdarowani. Bezkresne morze, szum górskich strumyków czy uroda maleńkiego kwiatka – cała wielka księga stworzenia – opowiada o Bogu. Bóg sam o sobie mówi do nas na kartach innej księgi – Pisma Świętego. Chociaż podczas każdej Mszy świętej słuchamy Jego słowa, staramy się je lepiej zrozumieć czytając medytacje na każdy dzień, to mamy świadomość tego, jak wiele treści pozostaje jeszcze do odkrycia. Sprawdzoną drogą prowadzącą do poznania Boga jest systematyczne zgłębianie słowa Bożego.
Dlatego postanowiliśmy w tym numerze przypomnieć starożytną praktykę modlitwy słowem Bożym, o której pisaliśmy w naszym miesięczniku niejednokrotnie, a mianowicie lectio divina, czyli Boże czytanie. Mówił o niej św. Jan Paweł II u progu nowego tysiąclecia: „Konieczne jest zwłaszcza, aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie” (Novo millennio ineunte, 39).
Artykuły do tego numeru „Słowa wśród nas” napisał znany rekolekcjonista ks. Krzysztof Wons SDS. Wprowadzają one, krok po kroku, w praktykę lectio divina, uczą, jak czytać i słuchać słowa Bożego, jak je przyjmować, jak się nim modlić, a wszystko po to – by ostatecznie spotkać się w głębi swego serca ze Słowem Wcielonym, Jezusem Chrystusem, naszym Zbawicielem.
Jestem przekonany, że droga lectio divina, na której słowo Boga jest prawdziwym drogowskazem, może zaprowadzić nas do ożywczych źródeł naszej wiary. Może wakacje to właśnie dobry czas na wejście na tę drogę głębokiego, osobistego spotkania ze słowem Bożym?
Pozdrawiam Was serdecznie i niech Maryja Wniebowzięta ma Was w swojej opiece.
ks. Stanisław Drozdowski MIC

ARTKUŁY:


Lectio

Słuchanie słowa Bożego

Lectio divina – Boże czytanie – to wielowiekowa praktyka modlitwy słowem Bożym, dostępna dla wszystkich wierzących, duchownych i świeckich. Jest szczególnym rodzajem duchowości, radykalną formą życia chrześcijańskiego w codzienności. Składają się na nią cztery etapy: lectio (czytanie) – meditatio (medytacja) – oratio (modlitwa) – contemplatio (kontemplacja). Wierne i cierpliwe kroczenie drogą lectio divina pomaga przemodlić i zgłębić słowo Boże, aż do całkowitego poddania się jego działaniu, aż do zjednoczenia z Jezusem, Słowem Wcielonym, który przemienia ludzkie życie i staje się jego Panem.

Pierwszym, bardzo ważnym etapem na drodze lectio divina jest czytanie słowa Bożego, zwane po łacinie lectio. Podczas lectio szukamy dosłownego znaczenia słowa, szukamy tego, co Bóg w nim mówi. Zaproszenie do lectio dobrze wyrażają słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7).


PROWADZENIE
DUCHA ŚWIĘTEGO
Słowo Boże jest „świętą przestrzenią” działania Ducha Świętego, jest napełnione Jego tchnieniem. Praktykowanie lectio divina jest możliwe tylko dzięki Niemu. To Duch Święty prowadzi nas w głąb słowa i dlatego każde lectio trzeba rozpocząć od modlitwy do Niego.
Najpierw mamy prosić Ducha Świętego, aby nas otworzył na słowo Boże. Lectio jest ściśle powiązane z auditio – słuchaniem, które często jest pierwszym momentem w spotkaniu ze słowem Bożym. W tym słuchaniu najważniejszym „organem słuchu” jest serce. Cała lectio divina tak naprawdę prowadzi do doświadczenia intymnego spotkania, zjednoczenia ze Słowem osobowym, czyli Jezusem Chrystusem. Wzywamy Ducha Świętego, aby zstąpił do naszego serca. Aby otworzył serce zatwardziałe, pogłębił serce płytkie, uspokoił serce roztargnione, upokorzył serce zarozumiałe.
Prosimy także Ducha Świętego, aby otworzył słowo Boże przed nami. Słowo jest tajemnicą Boga! Tylko Duch Święty, który zna głębokości Boga samego, może nas prowadzić do całej prawdy, do zrozumienia sensu słowa Bożego. Jezus mówi nam wprost: „A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26).

WARUNKI POTRZEBNE
DO POGŁĘBIONEGO LECTIO
Od chwili gdy bierzemy do ręki Biblię, musimy uświadomić sobie, że wchodzimy w taką czynność czytania, która jest jedyna i niepowtarzalna, która jest różna od czytania jakichkolwiek innych książek czy gazet. Czytanie słowa Bożego jest zawsze wydarzeniem osobowego spotkania z Bogiem.
Korzystając z mądrości tradycji lectio divina, zwróćmy uwagę na postawę ascezy podczas czytania. Mnich pierwszych wieków wiedział i starał się pamiętać, że może go omamić demon lenistwa, powierzchowności, niepokoju serca. Dlatego czynił wszystko, aby wypracowywać w sobie postawy uważnego czytania, które będą mu pomagały w radzeniu sobie z różnymi pokusami.
Rzeczywiste pragnienie wejścia na drogę lectio divina wymaga podjęcia konkretnych wysiłków. Najpierw trzeba zapewnić sobie czas na czytanie. Chodzi o taki czas, który sprzyja ciszy i samotności. Nie może to być czas „okazyjny”, tak jak okazyjnie mogę wziąć do ręki książkę, gazetę czy inną lekturę. Nie może to być czas przypadkowy ani jakieś „wolne okienko”. Trzeba wejść do izdebki i zamknąć drzwi, trzeba poczuć tęsknotę za ciszą, w której możemy usłyszeć słowo Boże.
Drugi krok dotyczy wybierania określonych tekstów z Pisma Świętego. Jest to bardzo ważne. Nie można „skakać” po tekście Pisma według własnych potrzeb, upodobań i oczekiwań. Potrzebna jest lektura ciągła, ustawiczna, cierpliwa, konsekwentna. Takiej lektury uczy nas Kościół w codziennej Eucharystii. Jest to czytanie zwane lectio continua (czytanie ciągłe). Mamy pozwolić się prowadzić Duchowi Świętemu tymi drogami, którymi On chce nas prowadzić.
Kolejnym krokiem jest nastawienie serca na cierpliwe trwanie przy słowie Bożym. Kto wchodzi na drogę lectio, ma szukać tego, czego oczekuje od niego Duch Święty, który mówi przez to konkretne słowo Boże. Dlatego trzeba nauczyć się trwać również przy słowie trudnym czy niepokojącym, które może dzisiaj jest niezrozumiałe, ale jak mówi Jezus do Piotra: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później” (J 13,7). Potrzeba cierpliwości w spotkaniach ze słowem, które wydaje się „milczeć”.
Wreszcie warunkiem pogłębionego czytania i słuchania słowa Bożego jest wybór pewnego stylu życia. Taki wybór staje się dzisiaj wielkim wyzwaniem. Chodzi o postawienie słowa Bożego naprawdę w centrum naszego życia – fizycznego, psychicznego, duchowego. Trzeba nieraz zrezygnować z tego, co obciąża umysł, serce i wolę, zrezygnować z obrazów czy przeżyć, które zagłuszają w nas pragnienie słowa, zamykają na jego słuchanie i przyjmowanie. Nie chodzi o to, że mamy tworzyć „sterylnie czyste” warunki życia, które uchroniłyby nas od wszelkich napięć. Napięć nie unikniemy. One także pozostaną przestrzenią życia, przenikają naszą codzienność. Jednak ważne jest stałe podejmowanie wysiłku, aby w centrum naszego życia było słowo Boże.

SPOSOBY CZYTANIA
I SŁUCHANIA
Tradycja ojców starożytnych wypracowała sposoby, które pomagają w aktywnym, głębokim słuchaniu podczas czytania słowa Bożego.
Pierwszy sposób, znany z liturgicznych zgromadzeń, to głośne czytanie, które w sposób naturalny staje się słuchaniem. Tradycja zwraca uwagę na sens głośnego czytania także w samotności. Przy czytaniu indywidualnym dużą pomocą może być czytanie szeptem, tak że słowo Boże jest niejako smakowane wargami i „przekazywane delikatnie do uszu”. Wprowadza nas to w klimat doświadczenia podobnego do tego, co przeżył prorok Eliasz na górze Horeb. Słowo jest delikatne jak lekki powiew wiatru, domaga się wewnętrznego skupienia, wyostrzenia słuchu.
Kolejnym sposobem jest czytanie powolne i kilkukrotne. Nierzadko mamy wrażenie, że czytając drugi lub trzeci raz ten sam tekst, tracimy czas. W tradycji takie czytanie miało jednak duże znaczenie. Służyło temu, aby człowiek powoli i coraz bardziej skupiał całego siebie na czytanym słowie. Kiedy prowadzimy aktywny, ruchliwy tryb życia, powtarzanie czytania może się okazać dużą pomocą i szkołą w cierpliwym słuchaniu słowa Bożego.
Innym sposobem jest czytanie, które prowadzi do zapamiętywania. Czynność ta była niegdyś powszechnie praktykowana w klasztorach. Zapamiętywanie słowa Bożego ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla meditatio. Chodzi o to, aby wyryło się ono w sercu. Chodzi o pamięć serca, o zapamiętywanie bardziej sercem niż tylko umysłem.
W uważnym czytaniu pomagać może jeszcze przepisywanie. To szczególna próba i ćwiczenie uwagi dla pragnącego żyć słowem Bożym. Stała zasada w klasztorach nakazywała, aby pierwszą księgą, którą miał przepisać początkujący mnich, było Pismo Święte. Jeśli przepisywanie słowa pomaga nam w skupieniu uwagi, warto korzystać z tej praktyki. Może to być zapisywanie jednego lub kilku słów czy zdań, które wydają nam się ważne.
I wreszcie ostatnia z proponowanych metod, nazywana czytaniem z piórem w ręku. Chodzi o zaznaczanie słów, które nas poruszają, oświecają, niepokoją. Stawianie przy nich znaków graficznych sprawia, że tekst staje się żywy, jakby „wypełniony” naszymi przeżyciami, zmaganiami, poszukiwaniami, które zostały utrwalone za pomocą tych znaków.

SZUKANIE KLUCZOWEGO
SŁOWA
W ten sposób dochodzimy do serca lectio. Jeśli przeczytaliśmy słowo Boże uważnie, słuchając całym sobą, to uruchomi się w nas naturalna postawa szukania. W wyjaśnieniu tego pomoże nam obraz budowli. Każda stronica Pisma Świętego, każdy fragment tekstu jest „budowlą” o niepowtarzalnej, jedynej strukturze. Dla budowli czymś zasadniczym jest fundament. Otóż każdy określony fragment Pisma Świętego, podobnie jak budowla, ma swój fundament, swoje słowo kluczowe – fundamentalne, swój „kamień węgielny”, na którym zasadza się jego sens. Tu nie chodzi o słowo, które mnie najbardziej poruszyło, ale o główne przesłanie danego tekstu.
Zdobycie umiejętności odnajdywania słowa kluczowego wiąże się z procesem naszego dojrzewania do coraz głębszej więzi ze słowem Bożym. Ta więź rodzi się z częstego, cierpliwego czytania i słuchania. Tak kształtuje się wewnętrzna intuicja, wrażliwość na słowo Boże, wewnętrzna wolność w przyjmowaniu tego, co ono chce powiedzieć. Proces dojrzewania do takiej postawy wymaga pokory i cierpliwości. Czytanie, słuchanie słowa Bożego ma prowadzić do jego przemodlenia. Tylko wtedy będzie ono dotykało głęboko naszego życia, będzie je wyjaśniało, interpretowało. Tak naprawdę to nie my czytamy słowo, lecz to ono czyta nasze życie. Nie my doświadczamy słowa, lecz odwrotnie: ono nas doświadcza! Otwiera nasze życie i je przemienia.

POWOLI I Z CIERPLIWOŚCIĄ
Zażyłość z Pismem Świętym, od której zależy głębia słuchania słowa Bożego, zdobywamy powoli. Powoli zdobywamy również intuicję odkrywania tego, co kluczowe, co zasadnicze, co jest głównym przesłaniem w czytanym tekście. Do tego potrzeba czasu. Do kogoś, kto dopiero rozpoczyna poznawanie słowa Bożego, tradycja mówi: czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj! Wejdź w praktykę ciągłego czytania. Czytaj codziennie kolejny fragment.
Każdy powinien czytać i zgłębiać słowo Boże według własnej miary, według własnych możliwości. Dla każdego, kto je wiernie czyta, pozostaje obietnica: Scriptura crescit cum legente, jak mawiał św. Grzegorz Wielki, co znaczy: „Pismo rośnie wraz z czytającym”. A więc z dzieckiem jest jak dziecko, z młodzieńcem jak młodzieniec, z do rosłym jak dorosły. Pamiętajmy o tym zwłaszcza wtedy, gdy w słuchaniu słowa Bożego będziemy doświadczali swojej bezradności i małości. ▐

Meditatio

Zbieranie, zgłębianie
i zachowywanie słowa Bożego

Droga lectio divina ma przed sobą jeden cel. Poprzez kolejne etapy prowadzi nas do zjednoczenia
z Jezusem – Słowem Wcielonym, tak aby mogło nas Ono formować, przemieniać, upodabniać do Niego samego. Lectio uczy nas postawy szukania tego, co Bóg chce nam objawić. Kto szuka szczerze, ten naprawdę znajduje. Jeśli lectio jest szukaniem dosłownego znaczenia słowa Bożego, to meditatio jest jego znajdowaniem. Meditatio pomaga nam znaleźć głębię słowa, znaleźć jego moc, jego światło. Wprowadza nas w doświadczenie „wewnętrznego” spotkania ze słowem Bożym.

▌PRZYJMOWANIE
SŁOWA BOŻEGO
Ojcowie starożytni, kiedy mówią o meditatio, odwołują się do biblijnych obrazów. Ezechiel słyszy: „Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój (...). Otworzyłem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: Synu człowieczy, nasyć żołądek i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem” (Ez 3,1-3). W lectio Bóg kładzie przed nami zwój, kładzie przed nami słowo. W meditatio Bóg mówi: „spożyj słowo, które usłyszałeś i zrozumiałeś”. Jan w Apokalipsie usłyszy podobne słowa: „Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła (...). Weź i połknij ją” (Ap 10,9). Słowo staje się w meditatio pokarmem spożywanym i trawionym. Wypełnia nasz organizm, wypełnia nas sobą. Przebywa w nas z całym swym bogactwem, aby nas oczyścić i umocnić. W czasie medytacji przyjmujemy słowo Boże do wnętrza, pozwalamy, aby nas przenikało. Jeśli w lectio pytamy: „Co Bóg mówi?”, to w meditatio pytamy: „Co Bóg mówi do mnie?”.
W meditatio słowo Boże coraz bardziej przesuwa się od zewnątrz do wnętrza – z umysłu do serca. To w sercu jest miejsce dla słowa. Tak jak miejscem dla ziarna jest ziemia, tak miejscem dla słowa Bożego jest serce. I jeśli słowo nie znajdzie otwartej drogi do serca, pozostanie na poziomie naszego umysłu i uschnie – jak ziarno, które leży na drodze. Chociaż kryje w sobie ogromny potencjał, nie może wydać życia. Św. Cezary mówi, że w meditatio trzeba włożyć słowo „do ust serca”. Ale co należy czynić, aby tak się stało? Aby słowo Boże weszło do naszego wnętrza, aby przesunęło się z głowy do serca?
Jest to proces, który stanowi istotę meditatio. Składają się na niego trzy fazy: zbieranie słowa Bożego, przyjmowanie i zachowywanie go oraz konfrontacja z nim własnego życia.

FAZA PIERWSZA:
ZBIERANIE SŁOWA BOŻEGO
Obrazuje ją praca mrówki. Księga Przysłów mówi, że pracuje ona bez zwierzchnika, bez tego, który „stoi nad nią”. Ta niewymuszona pracowitość, uważne gromadzenie pokarmu słowa Bożego to pierwsze bardzo ważne przypomnienie. Słowo Boże jest dla tych, którzy jak mrówka podejmują wysiłek uważnego gromadzenia pokarmu słowa. Istotą pracy, którą obrazuje zachowanie mrówki, jest zbieranie. W meditatio znajdujemy i zbieramy słowo, które jest „pokarmem odnalezionym dla mnie”, moim pokarmem.
Ważne, aby zbieranie słowa nie było powierzchowne. Odnalezione w naszym lectio słowo-klucz (pojedyncze słowo lub całe zdanie) pomaga nam odkryć to, co w przesłaniu fundamentalne. Jak snop światła oświetla cały tekst i pokazuje drogę, którą mamy iść przy zbieraniu słowa. W meditatio bardzo ważne jest osobiste zbieranie. Nie możemy gromadzić jedynie tego, co inni już zebrali. Nie można zbierać „pożyczoną głową i pożyczonym sercem”. Trzeba iść za słowem Bożym, które jest dla mnie, zbierając je własnym umysłem i własnym sercem.
Meditatio to nasze osobiste spotkanie ze słowem Bożym. O ile w lectio starałem się maksymalnie poznać i zrozumieć słowo, znaleźć do niego klucz, o tyle w meditatio zbieram jak mrówka pokarm przewidziany dla mnie. Bogactwo zebranych plonów jest inne u każdego. Trzeba uwierzyć w wartość własnego umysłu i serca, i z pokorą zgodzić się na to, co sam jestem zdolny zebrać. Trafnie wyraża to psalmista: „Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: zaprowadziłem ład i spokój w mojej duszy” (Ps 131,1-2).
Przy zbieraniu słowa Bożego ważne jest zwracanie uwagi na poruszenia, jakie budzi we mnie konkretne słowo – to, które jest słowem dla mnie. Jakie przeżycia rodzą się, kiedy próbuję przyjąć je do własnego wnętrza. Chodzi o to, aby zebrać te słowa, które są dla mnie największym światłem, najmocniej przemawiają, najgłębiej je rozumiem. Kiedy słowo mnie porusza, jest to znak, że przechodzi ono z umysłu do serca.

FAZA DRUGA: PRZYJMOWANIE
I ZACHOWYWANIE SŁOWA
Drugą fazę meditatio dobrze wyjaśnia praca pszczoły. Kiedy już zebrała nektar, zamyka się i przerabia go na miód. Tak więc najpierw pracujemy jak mrówka, by zebrać pokarm, a teraz jak pszczoła, ukrywamy się w miejscu odosobnionym, w ciszy i skupieniu, aby wytworzyć miód. Po zebraniu słowa dzieje się coś niezwykłego, często bez naszej świadomości. Słowo przechowywane w naszym wnętrzu rodzi życie, przenika głębokości i zamysły naszego serca. Stąd Ojcowie Kościoła zachęcają, aby już wieczorem spotkać się ze słowem, aby spożyć je przed udaniem się na spoczynek – tak by mogło w nas pracować wtedy, kiedy śpimy, kiedy odpoczywa nasza podświadomość i świadomość. Wtedy właśnie słowo Boże zostaje przemienione na „miód”.
Z naszej strony trzeba jednego – strzec słowa Bożego z wiarą, ufnością i nadzieją, że przyniesie plon w swoim czasie. Nie w moim czasie, lecz we właściwym czasie. Czas owocowania należy do Boga. Często jesteśmy niecierpliwi. Chcemy, żeby słowo od razu nam wszystko wyjaśniło, żeby od razu odpowiedziało na nasze pytania, dało rozwiązanie, uspokoiło nas, uleczyło. Trzeba cierpliwie czekać, pozostawić ziarnu słowa czas na wzrastanie, podobnie jak czyni to rolnik: „Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie” (Mk 4, 27-28).
Medytacja w tej drugiej fazie jest właśnie takim procesem. Mam strzec, pielęgnować w sobie słowo Boże i pozwolić mu działać. Mam trawić to słowo. Jest to szczególny sposób przemieniania tekstu pisanego w słowo spożywane i dające życie. Teraz to słowo, które po ludzku było dla nas literą, staje się czymś więcej – ziarnem życia w nas.
W zachowaniu słowa i trwaniu w nim może nam pomóc wewnętrzne powtarzanie słowa, które nas mocniej dotknęło i poruszyło. Ta starożytna praktyka, zwana ruminatio, pomaga utrwalać w sercu pamięć o słowie, które mam w sobie strzec. Kiedy przyjmujemy słowo życia – czyste, święte, nieskalane – wnika ono w nasz organizm, który nie jest zdrowy i czysty. Ewagriusz z Pontu mówi, że żyje w nas wiele chorych, skażonych myśli, które zatruwają nasz umysł i serce, odbierają nam nadzieję, wpędzając w lęk i smutek. Utrwalone, zamieniają się w przeświadczenie. Myślimy na przykład: „Ja się do niczego nie nadaję”, „Nic mi w życiu nie wychodzi”, „Jestem gorszy od innych”. To sprawia, że nasze wnętrze choruje, że zaczynamy zachowywać się tak, jak o sobie myślimy. Jeśli ludzkie słowo i nasze myśli mogą nas wpędzać w smutek, obezwładniać czy zniechęcać, to przecież pełne mocy słowo Boga może nas leczyć z tego wszystkiego. Według Ewagriusza lekarstwem na to jest powtarzanie słowa z Pisma Świętego, które jest antidotum na nasze chore myśli. Jeśli żyję w lęku, mogę powtarzać słowa Jezusa: „Nie bójcie się... Odwagi... Pokój wam” albo wersety z Psalmów: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4), „Ty jesteś moją ucieczką. W ręce Twoje powierzam ducha mojego” (Ps 31,5-6).
Medytować to znaczy zachować słowo Boże w sercu, strzec go i rozważać – jak czyniła to Maryja. Słowo kryje w sobie sakramentalną, życiodajną moc, dlatego tak ważne jest, by go strzec – aby nie wykradło go nam roztargnienie, płytkość naszego życia, zmysłowość, ucieczka od tego, co wewnętrzne.

FAZA TRZECIA: KONFRONTOWANIE ŻYCIA ZE SŁOWEM BOŻYM
Trzecia faza meditatio jest owocem dwóch poprzednich. Jeżeli rzeczywiście strzeżemy słowa Bożego w nas samych, jeśli pozwolimy mu w nas przebywać z całym jego światłem prawdy, z całą jego mocą, to będzie nas ono dotykało głęboko w naszym wnętrzu. I tak wchodzimy w trzecią fazę medytacji, którą Ojcowie Kościoła nazywają synkrisis. Polega ona na konfrontacji słowa Bożego z własnym życiem.
Słowo życia, słowo czyste, które zamieszkuje we mnie, będzie mnie konfrontowało z moją nieczystością. Słowo prawdy – z moim fałszem, z tym co we mnie nieprawdziwe. Słowo pokoju – z moim niepokojem. Słowo, które jest światłem będzie mnie konfrontowało z tym, co jest we mnie ciemne, zamknięte, grzeszne. W ten sposób słowo Boże dotyka we mnie tego co jest chore, co jest moją raną, co jest niedojrzałe, co nie pozwala mi żyć naprawdę. Odsłania mój egoizm, opór wobec słowa, wobec woli Boga. A wszystko po to, aby przełamać we mnie to, co prowadzi do śmierci: mój grzech, moją oziębłość, moje zakłamanie.
Słowo Boże dotyka nas, porusza, czasem nawet wstrząsa nami – jak ziarno podrzucane w górę i oczyszczane z plew. Jeśli czujemy wewnętrznie, że coś przeszkadza słowu w nas działać, to bardzo ważne, abyśmy starali się to uchwycić. Trzeba pozwolić, by słowo skonfrontowało nas z prawdą o nas samych. Bywa, że słowo staje się wtedy jak ogień, który trawi i oczyszcza, jak młot, który kruszy skorupę naszego serca, (por. Jr, 23,29), albo jak miecz obosieczny, który przenika aż do samej głębi, zdolny osądzić pragnienia i myśli serca (por. Hbr 4,12). Nie jest to bowiem słowo ludzkie, ale słowo Boga, który w nas działa (por. 1 Tes 2,13).
Z drugiej strony słowo Boże potrafi też rozlać się w nas wspaniałą wonią pokoju, radości. Potwierdza to, co zdrowe, i budzi pragnienie większej miłości i wierności. Meditatio prowadzi nas do uświadomienia sobie, że słowo Boże zamieszkało pośród mojej historii życia, jest w każdym miejscu, które potrzebuje we mnie zbawienia. W ten sposób doświadczam, jak historia mojego życia, nawet ta najbardziej ukryta, staje się historią zbawienia. Uświadamiam sobie, że słowo Boże zostało wypowiedziane do mnie osobiście, że przyszło do mnie. Poczuło się usłyszane, przyjęte. Znalazło miejsce. Teraz czeka, aż moje serce zacznie pałać. I tak powoli słowo prowadzi nas w nowy etap, który tradycja lectio divina nazywa oratio. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Czwartek, 1 sierpnia
Wj 40,16-21.34-38
Chwała Pana napełniła przybytek. (Wj 40,34)
Dla Izraelitów chwała Boża była czymś oczywistym i widzialnym. Kiedy Mojżesz ukończył budowę przybytku, zstąpił z nieba obłok, który na nim spoczął. Także w nocy można go było zobaczyć, ponieważ lśnił ogniem w ciemności.
Mojżesz i jego lud otrzymali wyjątkowy przywilej, gdyż zazwyczaj chwała Boga – Jego wielkość, moc, miłość
i piękno – są ukryte. Nawet wielu ludzi żyjących z czasach Jezusa nie potrafiło jej dostrzec. Na zewnątrz Jezus wyglądał jak każdy inny człowiek. Jednak ci, którzy mieli otwarte serca, widzieli chwałę Bożą w dokonywanych przez Niego cudach, w Jego nauce, miłości do odrzuconych i poranionych, a zwłaszcza w Jego śmierci na krzyżu.
Choć wydaje się to niewiarygodne, jeśli Chrystus żyje w tobie, to przebywa w tobie także Jego chwała – podobnie jak w każdym, kto podejmuje wysiłek pójścia za Nim. C. S. Lewis, autor „Opowieści z Narni”, powiedział: „Obok samej Eucharystii nasz bliźni pozostaje najświętszym z obiektów dostępnych naszym zmysłom, bo w nim naprawdę kryje się Chrystus – Ten, który daje i odbiera chwałę, który sam jest całą Chwałą”.
Jak łatwo przeoczyć tę chwałę! Jak łatwo skupić się na ludzkich słabościach i upadkach – nie wyłączając własnych – które nam ją przesłaniają! Ale nie musi tak być. Jezus chce, abyśmy widzieli Jego samego i Jego chwałę.
Miej więc dziś oczy otwarte na chwałę Bożą. Nie będzie ona widoczna tak jasno, jak obłok prowadzący Izraelitów, ale to nie znaczy, że jej nie będzie. Może zobaczysz ją w parafianach prowadzących zbiórkę żywności na rzecz schroniska dla bezdomnych. Może w sąsiadce, która z miłością opiekuje się niepełnosprawnym mężem. A może nawet w sobie samym, kiedy przebaczasz współmałżonkowi czy z wiarą modlisz się za potrzebujących.
Na zewnątrz wszyscy jesteśmy zwyczajnymi, słabymi ludźmi. A przecież w nas i wokół nas mieszka chwała Boża!
„Panie, ukaż mi swoją chwałę!”
Ps 84,3-6a.8a.11
Mt 13,47-53

▌Piątek, 2 sierpnia
Mt 13,54-58
Niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa. (Mt 13,58)
Wyobraź sobie, że spływasz kajakiem z prądem rzeki, ciesząc się letnim wiatrem i pięknem krajobrazu. W pewnej chwili napotykasz sporą kłodę. Kiedy próbujesz ją ominąć, kajak przewraca się, a ty wpadasz do wody i czujesz, jak twoja stopa więźnie pomiędzy kamieniami. W panice zaczynasz tak bardzo rzucać się na wszystkie strony, że przyjaciel, który skoczył za tobą, ma problem, żeby cię uwolnić. Nie wierzysz, że on naprawdę jest w stanie ci pomóc. „Uspokój się!” – krzyczy. „Już cię trzymam”. Gdy wreszcie poddajesz się, on cię uwalnia i wydostaje na brzeg całego i zdrowego.
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, że Jezus nie był w stanie dokonać wielu cudów w swoim rodzinnym mieście ze względu na brak wiary w Niego tych, wśród których dorastał i żył. Nie byli oni w stanie poddać się Bożej mocy Jezusa, którego znali od dziecka jako jednego z nich. Pozostali uwięzieni w ograniczonej logice ludzkiego myślenia, mimo że On sam, Boży Syn,
stał przed nimi, gotów ich uzdrawiać z chorób ciała i duszy.
My także w naszej drodze z Panem musimy nauczyć się poddawać Jego działaniu. Ufność, że Jezus wie, co robi, i ma dość mocy, by nas zbawić, jest istotnym elementem naszej wiary. Oczywiście wiara polega także na znajomości doktryny Kościoła. Oczywiście wymaga też czynienia wszystkiego, co w naszej mocy, by przestrzegać przykazań oraz otaczać troską ubogich i potrzebujących. Oczywiście zobowiązuje nas do dzielenia się nią z innymi oraz do opowiadania się za tym, co słuszne. Jednak istotą wiary jest poddanie się działaniu Boga. Bez tego wszystko inne traci sens.
Co cię jeszcze powstrzymuje? Lęk o przyszłość? Poczucie winy albo urazy z przeszłości? „Racjonalne” podejście do teraźniejszości, które nie pozostawia miejsca na działanie łaski Bożej? Cokolwiek to jest, wiedz, że Jezus zaprasza cię do czegoś większego. Zobacz Go stojącego przed tobą z otwartymi ramionami. Usłysz, jak mówi do ciebie: „Nie lękaj się. Trzymam cię mocno. Możesz Mi zaufać”.
„Wierzę, Panie. Zaradź mojemu niedowiarstwu. Wspomóż mnie swoją łaską, abym mógł zwracać się do Ciebie z całym zaufaniem”.
Kpł 23,1.4-11. 15-16.27.34b-37
Ps 81,3-6b.10-11b

▌Sobota, 3 sierpnia
Mt 14,1-12
Bał się jednak ludu. (Mt 14,5)
Lęk jest kapryśnym uczuciem. Może w jednej chwili pchnąć nas w określonym kierunku, a już za chwilę w zupełnie innym. Widzimy to na przykładzie Heroda. Chciał on skazać na śmierć Jana Chrzciciela, ale bał się ludu, który uważał Jana za proroka. Jednak później lęk przed utratą twarzy wobec zaproszonych na ucztę gości skłonił go do zabicia Jana. Lęk, poczucie zagrożenia i nieufność kierowały postępowaniem Heroda o wiele bardziej niż wyznawana przez niego wiara.
Natomiast Janem Chrzcicielem nie rządził lęk – co nie znaczy, że nigdy niczego się nie bał. Jednak ufność pokładana w Bogu pomagała mu stawić czoło lękom i spojrzeć na nie z właściwej perspektywy. Ufał Bogu, który powołał go na proroka i objawił mu Jezusa. Ufał Bogu, który opiekował się nim na pustyni i podtrzymywał go w więzieniu. Był pewien, że Bóg nie opuści go także w obliczu śmierci.
Wszyscy przeżywamy różne lęki i obawy – przed nieznanym, przed porażką czy ośmieszeniem, lęk o przyszłość
i wiele innych. Jest to rzeczą ludzką. Jednak lęk nie musi nami rządzić. Możemy nauczyć się żyć tak, jak żył Jan Chrzciciel, mając stale świadomość obecności Boga i ufając Mu w każdej sytuacji.
W jaki sposób Jan Chrzciciel przezwyciężał swoje lęki? Na pustyni miał wiele czasu i otwartą przestrzeń do kontaktu z Bogiem. Poznając Jego miłość, wzrastał w ufności w Boże prowadzenie. Ta ufność pomogła mu powierzyć Ojcu swoje obawy i żyć w poczuciu bezpieczeństwa. Nie skupiał się na swoich lękach, ale na misji, którą wyznaczył mu Bóg.
Prawdopodobnie nie żyjesz na pustyni, ale to nie znaczy, że nie możesz trwać w codziennym kontakcie z Bogiem. W utrzymaniu tego kontaktu pomoże ci wyznaczenie sobie konkretnego czasu i miejsca na modlitwę – choćby spokojnego kąta we własnym domu. Wyłącz telewizję i internet i po prostu trwaj przed Panem. Pozwól, by napełniła cię Jego miłość.
Im więcej czasu będziesz spędzać w obecności Ojca niebieskiego, tym lepiej Go poznasz i tym mocniej będziesz w stanie Mu zaufać. Jego doskonała miłość ma moc usuwać wszelki lęk!
„Ojcze, ufam Tobie!”
Kpł 25,1.8-17
Ps 67,2-5.7-8

▌Niedziela, 4 sierpnia
Koh 1,2;2,21-23
Marność nad marnościami. (Koh 1,2)
Księga Koheleta jest jedną z najbardziej zagadkowych ksiąg biblijnych. Jej autor od samego początku stawia nam przed oczy to, o czym nie lubimy myśleć – pozorny bezsens życia. Wartości materialne nie nasycają. Sprawiedliwość jest zjawiskiem rzadkim. W obliczu śmierci wszystkie nasze dokonania wydają się bezcelowe. Jesteśmy uwięzieni w niekończącym się cyklu, gdzie „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,9).
W przypadku Koheleta nie mamy jednak do czynienia ze starym malkontentem, lecz raczej ze śmiałym głosicielem niewygodnych prawd. Chociaż jest świadom, że to, co ma do powiedzenia, może się nie podobać, nie chce, aby ktokolwiek ignorował rzeczywistość.
Koheletowi nie chodzi o namalowanie ponurego obrazu rzeczywistości. Jego księga opisuje świat zamknięty na Boga. Pokazuje, jak wyglądałoby życie bez Ojca w niebie, który obiecuje trzymać nas w swojej dłoni. Na końcu swojej księgi Kohelet zapewnia nas, że takiego Ojca mamy. Radzi nam: „Pomnij (…) na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli” (Koh 12,1). Ożywiaj w sobie pamięć o Bogu, abyś był w stanie przetrwać złe czasy, gdyż one z pewnością nadejdą. Nigdy nie zapominaj o tym, kim jest Bóg i co On uczynił. Nigdy nie zapominaj o tym, co uczynił dla ciebie.
Jest to mądra rada, ale my wiemy, że jest coś jeszcze więcej. Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło wszystko! On otworzył nam bramy nieba i odtąd możemy nie tylko wspominać Boga, ale doświadczać Jego żywej obecności i działania w naszych sercach. Możemy doświadczać obecności Chrystusa, Jego pociechy i uzdrawiającej mocy
w naszym codziennym życiu. Tam, gdzie Kohelet powiedziałby: „Wspomnij na Stwórcę”, my możemy dodać: „Tak, ale również otwórz się na obecność Jezusa!”
Bracia i siostry, nasze życie ma sens. Choć bywa niezrozumiałe i niebezpieczne, pamiętajmy, że Jezus pokonał śmierć i rozproszył mroki. Jego obietnice nie są próżne, a Jego moc jest rzeczywista. Zwróć się do Niego, a przekonasz się, że to wszystko, o czym mówił Kohelet, nie jest już marnością.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że zwyciężyłeś śmierć i otworzyłeś przed nami niebo!”
Ps 90,3-6.12-14.17
Kol 3,1-5.9-11
Łk 12,13-21

▌Niedziela, 11 sierpnia
Łk 12,32-48
Bądźcie gotowi. (Łk 12,40)
Czy jesteś gotów? Słudzy z dzisiejszej Ewangelii byli gotowi. Z zapalonymi lampami i przepasanymi biodrami czekali, aż ich pan zapuka do drzwi. Wiedzieli, że prędzej czy później przybędzie. Nie siedzieli więc bezczynnie, ale czuwali, przygotowując wszystko, co mogło być potrzebne.
Jest to dobra analogia do naszego życia wiary! Wiara nie jest czymś abstrakcyjnym; polega na praktykowaniu tego, w co wierzymy. Wymaga podjęcia konkretnych kroków, jakie z niej wypływają. Jest to motyw, który przewija się nie tylko w Ewangelii, ale we wszystkich dzisiejszych czytaniach: bądź gotów, zachowaj czujność, oczekuj z wiarą. Wiara wyklucza bierność.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Izraelici posłuszni Bożym poleceniom przygotowali Paschę i oczekiwali wybawienia. W drugim czytaniu Abraham opuścił swoją ojczyznę i wyruszył do Ziemi Obiecanej, chociaż nie wiedział nawet, gdzie ona się znajduje! Działali oni w nadziei, że Bóg będzie wierny swoim obietnicom.
Ty także możesz postępować podobnie. Wiesz, że masz kochającego Ojca w niebie i dlatego możesz zaufać, że twoje starania i czuwanie nie będą daremne. Ćwicząc się w aktywnym oczekiwaniu, pamiętaj, że nie jesteś sam. Wspierają cię wszyscy święci – ci kanonizowani i ci znani tylko Bogu – którzy także oczekiwali Go z tęsknotą. Mieszka w tobie Duch Święty, który przypomina ci, że Bóg nie czyha na to, by przyłapać cię na gorącym uczynku, ale chce z tobą świętować i błogosławić ci.
Jeśli potrzebujesz zachęty, zobacz w jak zaskakujący sposób pan z Ewangelii nagradza swoje sługi – każe im zasiąść do stołu, sam przepasuje się i zaczyna im usługiwać. Wiernemu
i roztropnemu rządcy powierza troskę o całe swoje mienie. Podobnie Bóg Ojciec czyni wobec tych, którzy Mu służą. Z radością oddaje im – i nam – swoje królestwo.
„Panie, wierzę, że jesteś Bogiem dobrym i wiernym, który dotrzymuje obietnic. Pomóż mi być gotowym na Twoje przyjście”.
Mdr 18,6-9
Ps 33,1.12.18-20.22
Hbr 11,1-2.8-19 albo Hbr 11,1-2.8-12

▌Czwartek, 15 sierpnia
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Łk 1,39-56
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia. (Łk 1,48)
Latarnia morska w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej jest obecnie najwyższą czynną latarnią morską na świecie. Ma 133 metry wysokości, a emitowany przez nią promień światła sięga 25 mil morskich. Ten sygnał pomaga marynarzom rozpoznać, gdzie się znajdują, i omijać niebezpieczne rejony.
Podobnie jak marynarze potrzebują latarni morskiej, tak i my potrzebujemy światła na naszej drodze do nieba. Czy można wyobrazić sobie lepsze światło niż Najświętsza Maryja Panna, którą nazywamy „Gwiazdą Morza”, odkąd w V wieku nadał Jej to miano św. Hieronim? Całym swoim życiem pokazała nam Ona, jak mówić Bogu „tak”. A nawet już po zakończeniu swego ziemskiego życia, kiedy została wzięta do nieba, nie przestaje być dla nas światłem. Jak powiedział papież Benedykt XVI: „Poprzez kontemplację Maryi w niebieskiej chwale dochodzimy do zrozumienia, że ziemia także dla nas nie jest ostatecznym domem, a jeśli będziemy kierować swój wzrok ku dobrom wiecznym, czeka nas kiedyś udział w tej samej chwale”.
Nie zawsze łatwo jest kierować wzrok ku niebu, zwłaszcza gdy życie staje się ciężkie. Skupieni na swoich problemach, zapominamy o wspaniałej przyszłości, jaką Bóg nam przygotował. Papież Benedykt przypomina nam jednak, że wniebowzięcie Maryi jest „świetlanym znakiem”, który „świeci jeszcze jaśniejszym blaskiem, gdy na horyzoncie pojawiają się ponure cienie cierpienia i przemocy” (Audiencja generalna, 16 sierpnia, 2006).
Chociaż wniebowzięcie Maryi oznaczało kres Jej fizycznej obecności na ziemi, Ona wciąż jest z nami. Niech więc stanie się dla ciebie światłem nadziei w dobrych i złych czasach. Pozwól Jej ująć się za rękę i poprowadzić do Jezusa. Ona zapewni cię o Jego bezgranicznej, miłosiernej miłości do ciebie. Przekona cię, że Bóg, który miał tak chwalebny plan dla Jej życia – choć nie zawsze dla Niej zrozumiały – ma także wspaniały plan dla ciebie. Jest to plan, którego kulminacją jest niebo, gdzie wraz ze wszystkimi aniołami i świętymi będziesz z radością wielbić Jej Syna!
„Maryjo, Matko Boża, módl się za mnie”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Ps 45,7.10-12.14-15
1 Kor 15,20-26

▌Niedziela, 18 sierpnia
Łk 12,49-53
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? (Łk 12,51)
Szczerze mówiąc, tak właśnie myślimy. Czyż prorok Izajasz nie zapowiedział nadejścia „Księcia Pokoju” (Iz 9,5)? Czyż aniołowie w noc Bożego Narodzenia nie śpiewali: „a na ziemi pokój” (Łk 2,14)? Oczywiście, że Jezus przyszedł zaprowadzić pokój na ziemi!
Choć jest to niewątpliwie prawdą, to jednak z drugiej strony starzec Symeon prorokował, że Jezus ma być znakiem, „któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34). W rzeczywistości cała działalność publiczna Jezusa budziła spory i kontrowersje. Faryzeusze i sa-
duceusze spierali się o Jego naukę. Sanhedryn żydowski nie mógł dojść do porozumienia w Jego sprawie. Nawet jeden z Jego najbliższych uczniów wystąpił przeciwko Niemu, stając się zdrajcą.
Czy więc Jezus jest źródłem pokoju? Czy raczej źródłem podziałów? I jedno, i drugie.
Jezus wie, że nie wszyscy przyjmą Jego naukę i pokój, jaki ona niesie. Wie również, że z tego powodu nastąpią
rozłamy. Widzimy to na wielką skalę w konfliktach religijnych w różnych miejscach naszego globu, a także, na mniejszą skalę, w wielu naszych rodzinach. Z jednej strony mamy tych, którzy przyjęli Jezusa i zbawienie, jakie On niesie. Z drugiej tych, którzy jeszcze nie otworzyli się na to zbawienie i nadzieję, jaką mamy w Jezusie. Różnice te mogą zaostrzyć się do tego stopnia, że spowodują konflikty i rozłamy.
Podziały są nieuniknione, ale nie muszą trwać w nieskończoność. A zależy to także od ciebie. Jak reagujesz, gdy te podziały dochodzą do głosu w twoim własnym domu? Współczuciem, modlitwą i zrozumieniem, czy też obrazą, kłótnią i potępieniem?
Jezus jest Księciem Pokoju, ponieważ przyszedł po to, by przynieść pokój naszym rozdartym sercom. A kiedy nasze serca zostaną uzdrowione, stopniowo zaczynają kochać, jak On kocha, i przebaczać, jak On przebacza. Jedynie miłość i przebaczenie Jezusa mogą przynieść jedność.
Twoja postawa ma znaczenie. Trwając blisko Jezusa, który jest twoim pokojem, przyczyniasz się do pojednania pomiędzy ludźmi. Twój wpływ może okazać się nieoceniony!
„Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju”.
Jr 38,4-6.8-10
Ps 40,2-4.18
Hbr 12,1-4

▌Niedziela, 25 sierpnia
Łk 13,22-30
Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23)
Na to konkretne i odważne pytanie Jezus udzielił jasnej, a jednocześnie zatrważającej odpowiedzi: „Wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli” (Łk 13,24). Najwyraźniej zbawienie i życie wieczne w niebie wcale nie są takie oczywiste!
Św. Augustyn powiedział, że choć Bóg stworzył nas bez naszego udziału, to jednak bez naszej współpracy nas nie zbawi. To prawda, że Jezus przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie wysłużył nam zbawienie, możemy je jednak odrzucić. Nie otrzymujemy go automatycznie. Potrzebny jest z naszej strony wysiłek. Jak powiedział Jezus: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi” (Łk 13,24).
Usiłowanie to nie jest pobożnym życzeniem czy jakąś nieokreśloną nadzieją. Nie jest czymś, czym zajmujemy się wtedy, kiedy akurat mamy czas i ochotę. Podejmowanie wysiłku, by dostać się do nieba, powinno być naszym życiowym priorytetem. O to mamy starać się „naprzód” (Mt 6,33), przed wszystkim innym.
Na ile poważnie traktujesz obietnicę życia wiecznego? Czy jest dla ciebie ważniejsza niż wyprzedaż w najbliższym centrum handlowym? Czy stawiasz ją wyżej niż ulubiony serial w telewizji albo transmisję meczu narodowej drużyny? Oczywiście ani zakupy, ani oglądanie telewizji nie są niczym złym. Istotne jest to, aby rzeczywiście postawić Jezusa na pierwszym miejscu i codziennie znajdować dla Niego czas.
Jezus powiedział swoim naśladowcom, że niebo nie jest oczywistością. Wręcz przeciwnie, dał jasno do zrozumienia, że niektórzy mogą być zaskoczeni, widząc, że nie będzie im dane gładko przekroczyć jego bram. Obiecuje natomiast, że każdy, kto
w Niego wierzy, idzie za Nim i wydaje owoc dla Jego królestwa, znajdzie się w niebie. Są to rzeczywiście krzepiące słowa.
„Jezu, chcę żyć z Tobą na wieki! Poprowadź mnie drogą zbawienia”.
Iz 66,18-21
Ps 117,1-2
Hbr 12,5-7.11-13


MAGAZYN:

„Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci”

Świadectwo wolontariuszki nze Światowych Dni Młodzieży w Panamie
Świadectwo, które publicznie dawałam po krakowskich Światowych Dniach Młodzieży w 2016 roku, zakończyłam słowami, że „polecam się dalszej służbie, również w Panamie”. Tak naprawdę nie bardzo wtedy wierzyłam, że to możliwe. Widziałam same trudności i myślałam, że potrzebny jest cud, abym się tam znalazła. Tuż przed wyjazdem widok spakowanej walizki i książeczka turystyczna z trudem uświadamiały mi, że to prawda – lecę do Panamy.
Przechodziłam wtedy trudny czas różnych zmian w życiu rodzinnym, kolejnych przeprowadzek i wielu zmartwień. Mój stres łagodziła muzyka Ennio Morricone, a w wieczór przed wylotem do Panamy Bóg spełnił inne moje marzenie – o jego koncercie. Było już sporo po północy, kiedy wracałam z tego właśnie koncertu do koleżanki, u której zostawiłam cały bagaż i dokumenty przygotowane do wyjazdu. O trzeciej nad ranem miałyśmy jechać na lotnisko. Zatrzymałam się, żeby sprawdzić w SMS-ie od niej adres, kiedy mój telefon wyłączył się zupełnie rozładowany. Nie pamiętałam, w którym bloku jest jej mieszkanie ani na którym piętrze. Mogłam obejść całe osiedle i dzwonić po kolei do każdego mieszkania albo... uwielbić Boga w tej sytuacji, licząc na Jego nadzwyczajne działanie. Zrobiłam to drugie. Po chwili modlitwy podjechali samochodem jacyś ludzie, którzy okazali mi ogromną życzliwość i naładowali mój telefon. Dzięki ich pomocy otworzyłam wiadomość z adresem Asi i dotarłam do jej mieszkania, a potem już razem z nią – na miejsce zbiórki.
Każdy dzień podróży, włącznie z czasem spędzonym w samolotach, obfitował w bogactwo spotkań z pięknymi ludźmi o ogromnych sercach. Wolontariuszka Yarenis stała się dla mnie jak siostra. Kiedy mnie serdecznie powitała, poczułam ciepło domowego ogniska, a ostatniego dnia powiedziała: „Pamiętaj, że masz siostrę w Panamie i jesteś moją siostrą w Polsce”. Pani Gizela, u której mieszkałyśmy z koleżanką, jej syn Isaac i córka Jisel troszczyli się o nas jak o własną rodzinę. Zawozili w przepiękne miejsca, pokazywali bajeczne wybrzeża obu oceanów oraz zakątki i ruiny starego Panama Viejo, częstowali pysznymi plackami z kukurydzy, sorrucio i aromatycznymi daniami świątecznymi. Woda panamska (nawet kranowa) jest świetnej jakości, ale specjalnie dla nas w lodówce przygotowali tę najlepszą. Dzięki nim zwiedziliśmy Kanał Panamski. 64-letnia pani Gizela sama nigdy wcześniej tam nie była, ale kiedy dowiedziała się, że nasza grupa nie miała w programie zwiedzania kanału, zorganizowała dla nas wycieczkę w to legendarne miejsce. Do dziś jestem z nimi w kontakcie i tęsknię za nimi.
Bardzo ucieszyły mnie słowa Ojca Świętego na temat jedności, braterstwa i budowania mostów zamiast utrwalania podziałów. Ze względu na swoje położenie geograficzne, Panama ma szczególne zadanie. Papież Franciszek zwrócił uwagę, że pomiędzy Ameryką Północną a Południową, poza dzielącym je kanałem, jest również słynny most łączący oba kontynenty. Ojciec Święty zachęcał do wznoszenia mostów między ludźmi, do budowania relacji opartych na przyjaźni i pokoju. Od Lope, sympatycznej dziewczynki, która zaczepiła mnie w autobusie, dowiedziałam się, że do tych wartości nawiązuje flaga Panamy. Połączenie czerwieni i granatu oznacza zgodną współpracę między konkurencyjnymi partiami politycznymi w budowaniu rządu, a gwiazdy przy nich symbolizują pokój.
Serdeczni Panamczycy przywodzą mi na myśl służebną postawę Maryi. Zapracowani miejscowi wolontariusze znosili wszelkie trudy z uśmiechem. Często rezygnowali ze snu, odpoczynku i wygód, by służyć swoim czasem, mieszkaniem, jedzeniem, samochodem, pomocą w naprawie telefonu albo kremem na poratowanie poparzonej słońcem skóry. Nawet gospodarze niebędący oficjalnie w wolontariacie z radością wypatrywali kolejnych okazji niesienia pomocy pielgrzymom. Na przykład Ale-
handro, który zaniósł moje torby, zanim zdążyłam się zorientować, że mi z nimi niewygodnie, albo mężczyzna, który specjalnie dla nas pobiegł po gitarę, żeby umilić nam czas oczekiwania w kolejce po obiad.
Głównym przesłaniem panamskich ŚDM były słowa Maryi: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Rekwizyt pielgrzyma – opaska z wypisanym tym właśnie zdaniem skłania mnie do nasłuchiwania, jakie słowo Pan kieruje do mnie tym razem. Do czego Bóg zaprasza mnie dzisiaj?
Czuła i kochająca obecność Ducha Świętego nie pozwalała mi w Panamie przejść obojętnie obok wrażliwych i niez-
wykle serdecznych ludzi. Często poranionych, o złamanych sercach, cierpiących samotność, po rozbitych związkach, z tatuażami wyrażającymi żałobę po śmierci bliskiej osoby, poszukujących swojego miejsca i powołania. Głodnych umocnienia w nadziei i spragnionych doświadczenia Boga, Jego bliskości, a jednocześnie ufnych, gotowych na przyjęcie trudów i przeciwności w chodzeniu za Jezusem. Ich przyjaźń i chwile spędzone na wymianie świadectw są dla mnie bezcennym skarbem odkrytym na Nowym Lądzie.
Od czasu powrotu z ŚDM nad ranem budzi mnie delikatne, ale wyraźne poczucie błogosławieństwa. Początkowo byłam tym zdziwiona. Kto wstaje przed piątą, żeby mnie błogosławić? Aż otworzyłam wiadomość od moich ŚDM-owych przyjaciół z Zimbabwe, u których jest dwie godziny wcześniej – to Elisha zdążył już mnie pobłogosławić: „Hej, droga siostrzyczko, niech ci Duch Święty zsyła wszelkie potrzebne dary i światło”. W marcu jego kraj niszczył cyklon Idali i powódź. Piękne do tej pory parki narodowe i miasta zostały zmiażdżone jak rozdeptane klocki lego. Wiem, że Elisha i inne chłopaki działali w wolontariacie, poszukiwali zaginionych osób i dostarczali żywność poszkodowanym. Opłakujemy razem tragedię dotkniętych tą klęską rodzin, ale nie tracimy wiary, że Bóg jest dobry. Modlimy się słowami Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”, w ufności, że ten sam Duch, który ożywił Polskę, objawi swoją miłość i ześle pomoc naszym cierpiącym braciom.
ŚDM w Panamie to dla mnie coś znacznie więcej niż egzotyczny wyjazd. Wróciłam tylko fizycznie. Wewnątrz jestem zupełnie inną osobą. Kiedy ktoś pyta mnie o Panamę, odpowiadam, że nie zawsze uda ci się spotkać legendarną złotą żabę (endemicznie występujący tam gatunek żółtej ropuchy, zagrożony wyginięciem), ale ja doświadczyłam cenniejszego złota ludzkich serc, przeczystych niczym najlepsza na świecie panamska woda, którą tak chętnie się dzielą, płonących miłością bardziej niż żar słońca na równikowym niebie w upalne dni. Nigdy nie zapomnę ich życzliwości i dobroci.
Oddając się naszemu wspólnemu Niebieskiemu Tacie, cieszę się, że jesteśmy rodzeństwem i możemy działać w tej samej ewangelicznej służbie. Ufam, że wkrótce znów się spotkamy, w okolicznościach i na drogach, jakimi On sam nas poprowadzi. Niech nam się stanie według Jego słowa!
Emilia Beszterda

 

Sklep internetowy Shoper.pl