E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 7 (323) 2020 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 7 (323) 2020 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.  

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Oto dzień, który Pan uczynił”. Chcieliśmy w nim przypomnieć, że nasz czas, tak jak całe nasze życie, należy do Boga i najlepsze, co możemy zrobić, to złożyć naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w Jego kochające ręce. Warto uświadomić sobie, że podczas gdy dzień wczorajszy już minął a jutrzejszy jeszcze nie nadszedł, to dzień dzisiejszy jest tym, który mamy dany, aby w nim kochać Pana i służyć ludziom, budując królestwo Boże. O tym właśnie mówią artykuły główne numeru.
W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Janie Józefie Lataste i jego niezwykłej posłudze we francuskim więzieniu oraz dwa interesujące świadectwa. Rehabilitantka pracująca z seniorami w ich domach dzieli się tym, że „Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy”. Z kolei Węgierka od kilkudziesięciu lat żyjąca w Stanach Zjednoczonych w tekście „Dziedzictwo modlitwy, pieśni i wiary” opowiada o tym, co ukształtowało jej wiarę i co starała się przekazać swoim dzieciom i wnukom.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, omówienie książki Amedeo Cenciniego „Szukam Ciebie od świtu”, kalendarz i krzyżówka biblijna.


 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Pan naszego czasu
Zobaczyć przeszłość z Bożej perspektywy.................. 4

Nie lękajcie się
Nasza przyszłość należy do Pana.............................. 10

Dzień łaski od Pana
Żyć dla Pana w teraźniejszości....................................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 lipca....................................21

MAGAZYN
Komu Bóg przebaczył…
Bł. Jan Józef Lataste i jego posługa w więzieniu
– Ann Bottenhorn ...................................................... 49

Nie tylko rehabilitacja
Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy
– Alisha Ritchie....................................55

Dziedzictwo modlitwy, pieśni i wiary
Z komunistycznych Węgier do Stanów Zjednoczonych
– Agnes Kovacs.......................................................... 58

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy nie uważacie, że wasze życie toczy się zbyt szybko? Może przez cały dzień krzątacie się wokół różnych spraw, ale nigdy nie starcza wam czasu na zrobienie wszystkiego, co sobie zaplanowaliście? A może wręcz przeciwnie, macie poczucie, że czas biegnie zbyt wolno? Wolelibyście mieć więcej zajęć, więcej kontaktów z ludźmi. Jednak niezależnie od tego, czy życie biegnie nam zbyt wolno czy zbyt szybko, łączy nas to, że wszyscy cenimy sobie ten czas, który mamy. Chcemy mieć jak największą kontrolę nad tym, w jaki sposób go spędzamy i co z nim robimy.
Ostatecznie jednak nasz czas należy do Boga. Warto sobie o tym od czasu do czasu przypomnieć, dlatego w tym miesiącu zapraszam was, a także samego siebie, do refleksji nad tym Bożym darem i do złożenia wszystkich myśli o własnej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości w ręce Boga.
Jeśli żałujesz różnych rzeczy z przeszłości, nie jesteś sam – ja również żałuję! Bóg jednak chce, abyśmy wiedzieli, że przebacza nam wszystkie dawne grzechy, nawet te najgorsze. Wiem, że kiedy patrzy na mnie, nie myśli sobie: „Jeff, wtedy to naprawdę narozrabiałeś!”, ale z miłością mówi: „Byłem z tobą, kiedy podjąłeś tę złą decyzję i kiedy popadłeś w tamten grzech. Pamiętaj, że odsunąłem od ciebie twoje winy «jak jest odległy wschód od zachodu» (Ps 103,12)”. Bóg nigdy nie patrzy na nas przez pryzmat naszej przeszłości i my także nie musimy żyć pod presją podjętych kiedyś błędnych decyzji i złych wyborów, choć nie zmienia to faktu, że każdy grzech wymaga wyznania na spowiedzi, wzbudzenia w sobie żalu i podjęcia jakiejś formy zadośćuczynienia.
Kiedy zastanawiamy się nad przyszłością, wielu z nas odczuwa obawę związaną ze starością i nieuchronnie zbliżającą się śmiercią. Jest to całkowicie naturalna reakcja. Ale Bóg jest Bogiem zarówno naszej przeszłości, jak i naszej przyszłości. Zapewnia nas, że nie musimy obawiać się śmierci, ponieważ życie każdego z nas należy do Niego – także w okolicznościach pandemii. Jezus powstając z martwych pokonał śmierć. Teraz obiecuje życie wieczne nam wszystkim, którzy staramy się żyć wiarą. Przypomnijmy sobie słowa św. Pawła: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1 Kor 15,54-55).
Złóżmy więc swoją przyszłość w ręce Pana: swoje jutro, przyszły tydzień i ten ostatni dzień, kiedy staniemy przed Nim twarzą w twarz. Oddajmy Mu dzień jutrzejszy, który jeszcze nie nadszedł, ale też ten wczorajszy, który już nie powróci. Mamy do dyspozycji jedynie dzień dzisiejszy. To dziś jest dzień, by kochać Pana, służyć ludziom, których mamy wokół siebie i budować królestwo Boże. To dziś jest dzień, by słuchać głosu Boga – na modlitwie, we Mszy świętej i w każdej chwili dnia. To dziś jest dzień, który Pan uczynił. Dziś więc radujmy się i weselmy w Bogu (Ps 118,24)! Poświęćmy Mu dziś każdą rozmowę, każdy posiłek, każdą chwilę. On przecież i tak ma w ręku całe nasze życie – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁ

Dzień łaski od Pana
Żyć dla Pana w naszej teraźniejszości

Czy pamiętasz przypowieść Jezusa o bogaczu, który okazał się głupcem? Gdy jego pole przyniosło nadzwyczaj obfity plon, zaczął zastanawiać się, gdzie przechować tak wielkie zbiory. Postanowił zburzyć stare spichlerze, a wybudować nowe, większe. Przyszłość przedstawiała mu się jako czas radowania się bogactwem i używania życia do syta. Jednak to jutro, na które się szykował, nigdy dla niego nie nadeszło, bowiem zmarł jeszcze tej samej nocy (Łk 12,16-21).
Jezus opowiedział tę historię, żeby przestrzec ludzi przed chciwością. Ale pokazuje nam ona również, co się dzieje, gdy żyjemy jedynie jutrem, a nie dniem dzisiejszym. Tracimy w ten sposób kolejne szanse, by otaczać miłością i troską innych oraz pogłębiać naszą relację z Panem. Nie znaczy to, że nie powinniśmy w ogóle planować przyszłości czy oszczędzać z myślą o niej. Chodzi raczej o to, byśmy skupiając się głównie na tym, nie stracili z oczu tego, czego Bóg pragnie dla nas dzisiaj.
Bohater przypowieści uważał, że gdy dobrze zabezpieczy pozyskane dobra, będzie mógł „odpoczywać, jeść, pić i używać” (Łk 12,19). Cały paradoks polega na tym, że człowiek ten planował życie w szczęściu i radości na przyszłość, podczas gdy Bóg pragnął, by on – a także my – żył radośnie i szczęśliwie dzisiaj.
Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że Bóg nas kocha. Cieszy się nami. Jesteśmy „źrenicą [Jego] oka” (Ps 17,8). Jest blisko nas nawet wtedy, gdy nie zdajemy sobie sprawy z Jego obecności. Zawsze pamięta o nas: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15-16). Bóg, nasz dobry Ojciec, pragnie, abyśmy poznali Jego miłość i żyli dla Niego w każdym dniu, jaki nam daje. Uświadamianie sobie Jego miłości i bliskości napełnia nas radością i pokojem dzisiaj, niezależnie od tego, co się dzieje.
Bóg dotyka nas
w teraźniejszości
Mamy też inny powód, by przeżywać z radością każdy dzień. Każde dziś otrzymujemy od Boga w darze i tylko w chwili, która właśnie trwa, mamy okazję doświadczać Jego miłości i łaski – i dzielić się nimi z innymi ludźmi. Patrząc w przeszłość możemy zobaczyć, jak wierny jest Bóg. Możemy też ufać, że będzie z nami w przyszłości. Ale tylko teraz, w tym momencie, możemy doświadczyć Bożego dotyku w naszych sercach. Tylko teraz, w tym momencie, możemy przyjąć Jego łaskę, której tak jak manny na pustyni, nie da się nazbierać na zapas. Łaska dnia dzisiejszego jest nam dostępna tylko tu i tylko teraz.
Nasze codzienne życie wydaje nam się niekiedy rutynowe i przewidywalne. Możemy jednak przeżywać wszystkie swoje zadania i obowiązki w obecności Bożej. Żyjący w XVIII wieku francuski jezuita, o. Jean-Pierre de Caussade, napisał książkę zatytułowaną „Powierzenie się Opatrzności Bożej”, która stała się klasyką literatury duchowej. Tak mówi o ludzkiej teraźniejszości: „W każdej chwili Bóg nas dotyka poprzez jakiś ból, jakąś pociechę lub jakiś obowiązek. Wszystko, co się dzieje
w nas, wokół nas, przez nas, zawiera
w sobie i osłania Jego Boskie działanie”. Nie traćmy więc ani jednej chwili Bożej obecności i łaski!

Jeśli dziś głos Jego
usłyszycie
Bóg jest z nami w każdej chwili naszego dnia i nocy – jest z tobą właśnie teraz, kiedy czytasz te słowa!
A w dodatku chce do nas mówić i kształtować nas na swój obraz i podobieństwo. Dlatego tak wielkie znaczenie ma codzienny wysiłek słuchania Pana na modlitwie. Nie trać tego, co Bóg chce ci powiedzieć dzisiaj! Może chce cię zapewnić o swoim miłosierdziu i przebaczeniu? Może chce ci pokazać rozwiązanie jakiegoś problemu albo posłać cię z pomocą do bliskiej osoby? Może chce zawczasu przygotować cię na coś niespodziewanego, o czym wie, że wydarzy się w ciągu dnia?
Bóg mówi do nas nie tylko podczas codziennej modlitwy, ale także poprzez wydarzenia dnia. Bądź wyczulony na Jego głos w każdej chwili. Może zechce pobudzić cię do modlitwy za konkretną osobę, do ofiarowania komuś słowa zachęty lub do zmiany planów. Nie zapominaj, że mieszka w tobie Duch Święty! Kiedy bardziej dostroisz się do Jego głosu, zaczniesz żyć wolą Bożą na co dzień i czynić to, czego Bóg od ciebie oczekuje w danym momencie.
Dzień dzisiejszy jest dla nas także okazją do wyzwolenia z grzechów. Jest szansą, by usłyszeć głos Ducha, który przekonuje nas o naszym upadku po to, abyśmy zwrócili się do Pana i uzyskali przebaczenie. „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,3) – pisał św. Paweł. Nie pozwól, by dzień dzisiejszy upłynął ci bez rachunku sumienia i przeproszenia Pana za twoje grzechy, małe niewierności i zaniedbania. Każdy kolejny dzień, który Bóg nam daje, jest okazją do przyjęcia Jego miłosierdzia i łaski.
Budowanie królestwa
Bożego dziś
Dzisiaj masz także szansę przyczynić się do budowania królestwa Bożego na ziemi. Do dnia jutrzejszego nie masz jeszcze dostępu, a dzień wczorajszy już przeminął. Ale dzień dzisiejszy jest pełen obietnic i nadziei. Czasami to właśnie nasze drobne, na pozór nieznaczące decyzje przesądzają o tym, ile z nich się spełni. Nawet najmniejsze uczynki mogą wyzwolić łaski rozchodzące się jak kręgi na wodzie i dotykające wielu, wielu serc.
Możesz na przykład poprosić Boga o łaskę oparcia się pokusie obmowy lub zazdrości. Możesz wykorzystać okazję do dzielenia się wiarą, pytając znajomego, czy chciałby, żebyś się za niego, a może nawet z nim, pomodlił. Bóg chce, abyśmy wykorzystywali „każdą chwilę sposobną” (Kol 4,5). Ta sama okazja jutro już się nie powtórzy!
Dziś jest także dany ci przez Boga czas, by służyć ludziom. Tu znowu nie musi chodzić o wielkie rzeczy. Służysz budowaniu królestwa Bożego, kiedy robisz zakupy i gotujesz obiad, kiedy pomagasz dzieciom w nauce czy oferujesz pomoc komuś w sąsiedztwie. To znamienne, że w ostatni wieczór swojego pobytu na ziemi Jezus umył nogi swoim uczniom (J 13,1-14). Jakże bardzo będziemy błogosławieni, służąc naszym braciom i siostrom każdego dnia, jaki Bóg nam daje!
Wreszcie każdy dzień niesie nam niezliczone okazje do prostych aktów dobroci. One także są budowaniem królestwa Bożego. Może przemęczonej kasjerce w markecie przydałby się nasz uśmiech czy życzliwe słowo. Może należałoby przepuścić na drodze innego kierowcę czy zrobić wreszcie przelew na działalność dobroczynną, który od dawna odkładasz. Może trzeba uważnie wysłuchać kogoś, kto opowiada o swoich problemach, zamiast myśleć o czym innym. „Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami” (Hbr 13,16) – mówi Pismo Święte.

Dar dzisiejszego dnia
Każdy dzień dany ci przez Boga na tej ziemi jest darem, niezależnie od tego, ile masz lat i jaki jest stan twojego zdrowia. Każdego dnia, w tym także dzisiaj, Bóg pyta o twoją decyzję: „Czy chcesz być dziś blisko Mnie? Czy będziesz służyć Mnie i mojemu ludowi? Czy wykorzystasz wszystkie okazje do czynienia dobra, jakie ci dziś ześlę?”.
Każdego dnia po otwarciu oczu ponawiajmy Bogu nasze „tak”: „Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się nim i weselmy!” (Ps 118,24). Nigdy nie wiemy, jak ten dzień się potoczy, ale kiedy nadejdzie wieczór, zawsze będziemy mogli podziękować za niego Bogu.
Niektóre z naszych dni będą pełne radości, inne postawią przed nami wyzwania, a większość będzie zawierała i jedno, i drugie. Ale w każdym z tych dni Bóg pragnie udzielać nam wszystkiego, czego potrzebujemy, aby Go kochać i Mu służyć. Ufajmy Mu więc także w trudnych dniach. Uwierzmy, że On da nam potrzebną łaskę we właściwym momencie – ponieważ jest z nami tu i teraz. Dzisiaj. ▐

 

MEDYTACJE 

Środa, 1 lipca
Am 5,14-15.21-24
Niech sprawiedliwość wystąpi jak woda z brzegów. (Am 5,24)
W latach 80. XIX wieku w Paryżu szerzyło się ubóstwo i bezdomność, jednak dzięki działalności jednego młodego człowieka sprawiedliwość i dobroć „wystąpiły jak woda z brzegów” w całym mieście. Człowiekiem tym był student uniwersytetu Fryderyk Ozanam (1813--1853). Jako gorliwy katolik zorganizował na swojej uczelni debatę na temat wartości Kościoła. Podczas debaty pewien student głośno zawołał: „Co twój Kościół robi dla ubogich? Pokaż nam swoje czyny, a wtedy ci uwierzymy!”.
Słowa te głęboko poruszyły Fryderyka, przynaglając go do przezwyciężenia własnej bierności i obojętności na problemy innych. Szybko przeszedł do czynów i idąc za wskazówkami pewnej zakonnicy wraz z kilkoma przyjaciółmi zaczął odwiedzać paryskie slumsy. Razem poświęcali czas mieszkającym tam ludziom, słuchając ich, służąc im i okazując im miłość na różne proste sposoby, tak jak umieli i mogli. I wtedy sprawiedliwość wystąpiła jak woda z brzegów.
Fryderyk i jego towarzysze założyli Stowarzyszenie św. Wincentego a Paulo, mające na celu zachęcanie katolików do aktów miłosierdzia oraz do odnowy duchowej. Jego dynamiczna działalność wkrótce przekroczyła granice Francji. To, co zaczęło się jako mała strużka, urosło w wielką sieć strumieni obmywających cały świat.
Spróbuj teraz przywołać na myśl ewangeliczne obrazy, które ukazują miłość Jezusa do wszystkich, którzy cierpią. Niech ta miłość kruszy twoje serce, obalając bariery wygodnictwa i obojętności. Patrz, jak miłosierdzie Jezusa płynie niczym potok do bezdomnej kobiety mieszkającej pod mostem czy młodego małżeństwa cierpiącego z powodu utraty dziecka.
Jeśli nie wiesz, jak pomóc innym, po prostu bądź przy nich obecny. Nastaw się bardziej na słuchanie niż na mówienie i zobacz, dokąd cię ono zaprowadzi. Nawet drobne akty miłosierdzia mogą wydać wielkie owoce. Doświadczył tego Fryderyk, kiedy uwierzył, że jeśli usiądziemy razem z ubogimi, poczujemy ten sam ziąb, który ich przeszywa i posłuchamy tego, co mają do powiedzenia, wówczas sprawiedliwość „wystąpi jak woda z brzegów” i przeleje się z naszych serc.
„Panie, niech z mego serca przelewa się miłość do ubogich.”
Ps 50,7-12.16-17
Mt 8,28-34

Czwartek, 2 lipca
Am 7,10-17
Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego! (Am 7,15)
Prorok Amos ostrzegał naród izraelski przed karą, jaka na niego spadnie za to, że trwa w grzechu. Nikt jednak nie chciał go słuchać, a już zwłaszcza król. Dlatego kapłan Amazjasz nakazał Amosowi opuścić królestwo północne i wrócić do Judei. „Idź sobie, uciekaj do ziemi Judy!” – powiedział – „I tam jedz chleb, i tam prorokuj!” (Am 7,12). 
Amos nie był zawodowym prorokiem, jak ci zgromadzeni wokół królewskiej świątyni Betel, opłacani za swoje usługi. Był zwyczajnym „pasterzem i tym, który nacina sykomory” (Am 7,14). Jego historia pokazuje nam, że Bóg ma upodobanie w powoływaniu ludzi, których my uznalibyśmy za najmniej zdolnych do pełnienia Jego dzieł. Wybrał Dawida, najmłodszego spośród ośmiu synów Jessego, na króla Izraela. Wybrał młodą dziewczynę i cieślę z małego miasteczka Nazaret na rodziców swojego Syna. Wybrał prostych rybaków na swoich Apostołów i przywódców Kościoła. Najwyraźniej Bóg nie zatrzymuje się na dokonaniach zawodowych oraz pozycji społecznej, które zwykło się umieszczać w CV, lecz patrzy w ludzkie serca. Szuka prawdziwie wierzących mężczyzn i kobiet, którzy Go kochają i chcą być posłuszni Jego wezwaniu, jakiekolwiek by ono było.
Nie bądź więc zaskoczony, jeśli Bóg wezwie cię do misji, do której, twoim zdaniem, zupełnie się nie nadajesz. Może zechce, byś włączył się w przygotowanie młodzieży do bierzmowania w twojej parafii, aktywnie poparł inicjatywy prawnej ochrony życia czy pomógł młodej parze w przygotowaniu do sakramentu małżeństwa. Być może ty widzisz jedynie swoje braki, ale Bóg widzi to, co już jest w twoim sercu – pragnienie służenia Mu. Miej pewność, że On nie pozostawi cię samego, ale udzieli ci potrzebnej mądrości, pomoże znaleźć niezbędne środki i pośle ci na pomoc właściwych ludzi. Umocni też twoją odwagę i ufność.
Zaufaj Bogu i bądź gotów uczynić to, do czego cię wzywa. Bądź czujny na delikatny głos Jego Ducha. Obyśmy wszyscy, jak Amos, odpowiedzieli na Boże wezwanie!
„Panie, ufam, że dasz mi wszystko, czego potrzebuję, aby Ci służyć.”
Ps 19,8-11
Mt 9,1-8

▌Niedziela, 5 lipca
Rz 8,9.11-13
Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała. (Rz 8,12)
Ci z nas, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne, pożyczyli pieniądze od rodziny, korzystają z kart kredytowych, czy po prostu nie stać ich na zapłacenie rachunków, wiedzą dobrze, co to znaczy być dłużnikami. Świadomość, że nasi wierzyciele mają nad nami pewnego rodzaju władzę, jest dotkliwym ciężarem, który czasami przygniata nas tak bardzo, jak gdyby włożono nam na ramiona ciężkie jarzmo. Wiemy też, jak wielką ulgą jest uwolnienie od długu. Spłacenie ostatniej raty sprawia nam taką radość, że mamy ochotę świętować!
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł posługuje się pojęciem zadłużenia, aby dodać nam otuchy: „Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała” (Rz 8,12). Ciało – czyli nasza skłonna do grzechu natura – nie ma już nad nami władzy. Zanurzeni przez chrzest w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, umarliśmy i powstaliśmy wraz z Nim. Umarliśmy dla grzechu i nie jesteśmy już więcej w jego mocy. Jako ci, którzy powstali do nowego życia wraz Chrystusem, mamy drogę wyjścia, gdy osaczają nas pokusy.
Pomyśl tylko, jakie to wspaniałe uczucie, oprzeć się pokusie i nie ponieść przy tym żadnej szkody! Jak wielką pociechą jest wiedzieć, że nie musi nas już paraliżować poczucie winy albo lęk przed tym, że znowu popadniemy w dawne grzechy.
Oczywiście łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Wiemy, jak mocne bywają grzeszne skłonności, zwłaszcza w przypadku nałogów, które mocno zakorzeniły się w naszym życiu. Jednak głoszona przez Pawła prawda może nie tylko umocnić nas do walki z pokusami, ale również podtrzymać na duchu, gdy już popadniemy w grzech.
Jeśli więc zdarzy ci się przegrać bitwę, módl się: „Panie, widzisz, jaki jestem słaby, ale wierzę, że ten grzech nie musi określać tego, kim jestem. Dziękuję Ci za to, że wymazałeś mój dług wobec ciała”.
Jezus złamał jarzmo grzechu. Weź więc na siebie Jego jarzmo – jarzmo wiary i zaufania – a On da ci ukojenie (Mt 11,29). Niech Jego Dobra Nowina przekona cię, że nie żyjesz już w niewoli grzechu. Zostałeś wykupiony.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że wybawiłeś mnie z niewoli grzechu.”
Za 9,9-10
Ps 145,1-2.8-11.13-14
Mt 11,25-30

▌Niedziela, 12 lipca
Mt 13,1-23
Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie. (Mt 13,14)
Każdy rodzic wie dobrze, co to znaczy być słyszanym, ale niezrozumianym. „Jednym uchem wpuszcza,
a drugim wypuszcza”, „jak grochem o ścianę” – te znane powiedzenia dobrze obrazują to, co czujemy, nie będąc w stanie dotrzeć do własnych dzieci.
Podobne doświadczenie przeżywał także Jezus. Jego nauczanie i cuda dokonywane w Galilei przyniosły wprawdzie owoce, ale ludzie bardziej szukali sensacji niż nauczania. Oczywiście byli tacy, którzy jak Piotr, Maria Magdalena czy inni uczniowie porzucili wszystko, aby pójść za Jezusem. Oni słuchali Go z uwagą i próbowali wcielać w życie Jego naukę. Ale jak reagowały tłumy, które ciągnęły za Nim?
Ci ludzie widzieli wprawdzie te same cuda, co Apostołowie, ale wielu z nich nie uważało ofiarnej miłości Jezusa za coś wartego naśladowania. Słyszeli, jak mówi o miłosierdziu Ojca, ale nie docierała do nich nauka o miłości nieprzyjaciół i nadstawianiu drugiego policzka.
Słowa Jezusa mówią jasno, że bycie Jego uczniem obejmuje zarówno oglądanie Jego działania, jak i postępowanie zgodnie z Jego nauką. Obejmuje zarówno radość z doświadczania Jego mocy i miłości, jak i odpowiedź na tę miłość, polegającą na tym, że staramy się jak najbardziej upodobnić do Niego. Polega na takim formowaniu naszych serc, aby stały się dobrą glebą z dzisiejszej przypowieści; na uważnym słuchaniu Jego słów na modlitwie, aby mogły nas przemieniać.
Spróbuj dziś przed Mszą świętą lub po niej znaleźć piętnaście minut na to, by po prostu posłuchać Jezusa, który mówi do ciebie. Znajdź spokojne miejsce, wybierz sobie jedno z czytań mszalnych i skup się na nim. Przeczytaj je bardzo uważnie. Poproś Ducha Świętego, aby był z tobą i pomógł ci zrozumieć to, co Bóg chce ci powiedzieć. Kiedy słowo lub fragment zdania zwróci twoją uwagę, pozwól mu wpaść w twoje serce jak wpada ziarno w dobrą glebę. Zapytaj Jezusa, jak masz na nie odpowiedzieć. A następnie podejmij działanie i pozwól słowu wydać w tobie owoc.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że zasiewasz swoje słowo w moim sercu. Pomóż mi je tak pielęgnować, abym mógł upodobnić się do Ciebie.”
Iz 55,10-11
Ps 65,10-14
Rz 8,18,23

▌Niedziela, 19 lipca
Mt 13,24-43
Królestwo niebieskie podobne jest do… (Mt 13,24)
W przypowieści o chwaście, który rozrósł się pośród pszenicy, Jezus potwierdza to, o czym doskonale wiemy – na świecie istnieje zło. Dowody tego widzimy wszędzie wokół nas. Czasami zło wydaje się nawet zwyciężać. Czyżby więc chwasty miały ostatecznie zadusić pszenicę i zawładnąć polem królestwa Bożego?
Jezus zapewnia nas, że tak nie będzie. Na koniec, gdy nadejdzie czas żniwa, aniołowie Boży oddzielą dobrych od złych i zło zostanie pokonane na zawsze (Mt 13,41). Wiemy, że przez swoją śmierć i zmartwychwstanie Jezus już odniósł ostateczne zwycięstwo nad złem. Nadejdzie dzień, w którym królestwo Boże zapanuje na całej ziemi.
Jak możemy przyspieszyć Jego przyjście? To znamienne, że zaraz po przypowieści o chwaście Jezus opowiada dwie kolejne przypowieści o królestwie Bożym. W pierwszej mówi, że królestwo Boże podobne jest do maleńkiego ziarenka gorczycy, z którego wyrasta ogromny krzew (Mt 13,31-32), w drugiej porównuje je do odrobiny zaczynu, która zakwasza całe ciasto (Mt 13,33). Te dwa obrazy są pełne nadziei! Królestwo Boże nie jest statyczne. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a następnie rośnie i rośnie.
Ty także możesz mieć udział w jego wzroście! Każdą twoją modlitwą, każdym aktem wiary, każdym dobrym czynem przyczyniasz się do budowania królestwa Bożego. Gdy znajdujesz czas na modlitwę, uczestniczysz we Mszy świętej, wspierasz ubogich, dzielisz się wiarą, opowiadasz się za życiem, gdy wyciągasz pomocną dłoń do znajomej, która znalazła się w potrzebie – wtedy właśnie wzrasta królestwo niebieskie. To prawda, że są to rzeczy małe, ale małe jest również ziarenko gorczycy czy grudka drożdży.
Nie zniechęcaj się więc złem, które widzisz, i nie trać nadziei. Uwierz, że twoje drobne akty wierności nie są bez znaczenia. A dołączone do aktów innych wiernych, stają się potężną siłą dławiącą chwasty tego świata.
„Ojcze, przyjdź królestwo Twoje!”
Mdr,12,13.16-19
Ps 86,5-6.9-10.15-16
Rz 8,26-27

▌Niedziela, 26 lipca
Mt 13,44-52
Podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. (Mt 13,45)
Do czego dążysz w swoim życiu? Każdy z nas czegoś szuka. Dzieci pragną dostać wymarzoną zabawkę czy grę. Uczniowie starają się o dobre stopnie w szkole. Nastolatki szukają chłopaka czy dziewczyny. Pracownicy zabiegają o awans zawodowy czy o lepszą płacę. Ludzie w każdym wieku pragną bezpieczeństwa finansowego i spokojnego życia.
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam obraz kupca poszukującego pięknych pereł. Z pewnością jest ich prawdziwym znawcą. W trakcie swych poszukiwań natyka się na coś niezwykle cennego – na pojedynczą perłę wielkiej wartości. Na jej widok nie waha się, lecz podejmuje śmiałą decyzję. Rezygnując z dalszych poszukiwań, koncentruje się na nabyciu tej najpiękniejszej perły. Zależy mu na niej tak bardzo, że sprzedaje wszystko, co ma, aby tylko móc kupić tę „jedną drogocenną perłę” (Mt 13,46). 
Takiej decyzji nie podejmuje się lekkomyślnie, pod wpływem chwilowego oczarowania, lecz po głębokim rozeznaniu co do niezwykłej wartości przedmiotu swoich pragnień. Możemy przypuszczać, że ten ewangeliczny kupiec, przeczuwając istnienie tak pięknej perły, poszukiwał jej przez całe swoje życie. Uosabia on człowieka zdolnego dostrzec, że królestwo niebieskie jest właśnie tym skarbem, wobec którego wszystko inne staje się czymś względnym, jedynie środkiem do osiągnięcia celu, ale nigdy celem ostatecznym. 
Rzeczy, do których dążymy, są często same w sobie dobre i godziwe. Podobnie w perłach, którymi handlował kupiec nie było nic złego, z pewnością były piękne, a jednak bez wahania oddał je za tę jedną, drogocenną. 
Co może uczynić człowieka gotowym do decyzji wyzbycia się hurtem wszystkiego, aby posiąść to, co ma w sobie wartość i piękno absolutne? Spotkanie z Jezusem, ponieważ spotkanie z Nim i wejście do Jego królestwa jest szczęściem nieskończenie przewyższającym wszystko, co mogą dać rzeczy stworzone. W Nim znajdujemy spełnienie naszych najgłębszych pragnień miłości i pojednania, bezpieczeństwa i spełnienia, sensu i celu.
Kto zatem naprawdę odnalazł w Jezusie Boga bliskiego i został pochwycony przez Jego piękno, ten gotów jest oddać wszystko, nawet życie, za tę drogocenną perłę. 
„Panie, pomóż mi odnaleźć tę bliskość z Tobą, która jest jak drogocenna perła, cenniejsza niż wszystko inne w moim życiu.”
1 Krl 3,5.7-12
Ps 119,57.72.76-77.127-130
Rz 8,28-30


MAGAZYN

Nie tylko rehabilitacja
Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy

Po niemal dwudziestu latach pracy w zawodzie fizjoterapeuty zaczęłam pracować jako rehabilitantka domowa. Wcześniej prowadziłam rehabilitację w bardzo różnych miejscach – w szpitalach, domach opieki i przychodniach. Jednak żadne z tych miejsc nie przygotowało mnie na łaski, jakie otrzymałam rehabilitując pacjentów geriatrycznych w ich domach. W fakcie, że pacjenci przyjmują mnie w swoim własnym środowisku, kryje się coś, co chwyta mnie za serce. Pozwala mi to odkrywać małe, codzienne przestrzenie w ich życiu i tam nawiązywać z nimi bliski kontakt.
Już niemal pięć lat pracuję nad poprawą mobilności pacjentów w ich domowym zaciszu w mojej własnej okolicy. Z moich usług korzystają seniorzy należący do mojej parafii, których znam z widzenia, a także osoby zupełnie mi obce. Zazwyczaj jestem witana z otwartymi ramionami zarówno w ich domach, jak i w ich sercach. Podczas tych spędzanych razem minut i godzin starsi ludzie dzielą się ze mną różnymi szczegółami ze swojego życia, w tym także lękiem o przyszłość, problemami rodzinnymi oraz intencjami modlitwy. Czuję się zaszczycona, że mogę w ten sposób uczestniczyć w ich życiu, mam też poczucie, że i ja również jestem otoczona ich troską.

Trudne początki
Na początku miałam wątpliwości, czy sobie poradzę z pracą w nowych warunkach. Wymagało to ode mnie wyjścia z własnej strefy komfortu i zrezygnowania z pewnej bezpiecznej rutyny, którą dawała praca w przychodni czy szpitalu. Na domiar złego nie udało mi się dojść do porozumienia z moją pierwszą pacjentką.
Nie układało nam się od samego początku. Pacjentka tęskniła za swoją poprzednią rehabilitantką i wciąż mnie z nią porównywała. Chociaż starałam się, jak mogłam, w jej oczach nigdy nie byłam w stanie dorównać poprzedniczce. W całej mojej dotychczasowej karierze zawodowej nie miałam jeszcze pacjenta, który by mnie tak nie lubił
i nie chciał ze mną współpracować. Po kilku wyjątkowo trudnych spotkaniach z tą pacjentką, wylewałam gorzkie łzy rozczarowania pytając sama siebie, czy aby na pewno nadaję się do prowadzenia rehabilitacji domowej. Był to niezwykle zniechęcający początek nowej pracy.

Nie tylko fizjoterapia
Wkrótce jednak poznałam panią Marlow. Była osiemdziesięciolatką o żywych oczach, mieszkającą zaledwie kilka kilometrów ode mnie. Zaczęłyśmy pracować nad wzmocnieniem jej sił i przywróceniem poczucia równowagi po niedawnym pobycie w szpitalu. Podczas kilku tygodni terapii bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Pani Marlow pochodziła ze stanu New Jersey i dopiero od niedawna mieszkała w naszym mieście.
Opowiadała mi o swojej rodzinie, którą musiała pozostawić i za którą bardzo tęskniła, co utrudniało jej przystosowanie się do mieszkania u córki w nowym miejscu. Przede wszystkim jednak tęskniła za swoim kościołem i regularnym uczestnictwem we Mszach i nabożeństwach. W dodatku w trakcie przeprowadzki zaginęła jej Biblia, co bardzo ją smuciło. Żaliła się, że nie może czytać słowa Bożego, aby czerpać z niego pociechę i inspirację właśnie teraz, gdy została pozbawiona kontaktu ze swoją wspólnotą kościelną.
Kiedy mi o tym powiedziała, poczułam, jakby to Bóg mówił do mnie: „Kup jej Biblię. To właśnie jest twoje miejsce i twoje zadanie”. Nigdy wcześniej nie czułam tak mocnego przynaglenia, by wykonać konkretne zadanie. Z pewnością musiało to być działanie Ducha Świętego. Nabyłam więc Biblię z dużym drukiem i sprezentowałam ją pani Marlow. Była przeszczęśliwa, położyła ją na szafce nocnej i zapowiedziała, że zacznie czytać zaraz po moim wyjściu.
Odebrałam to jako potwierdzenie od Boga, że to, co robię, ma sens. To prawda, że dzięki wykonywanym ze mną ćwiczeniom pani Marlow stała się silniejsza, a jej poczucie równowagi poprawiało się niemal z dnia na dzień. Ale chodziło jeszcze o coś więcej. Zrozumiałam, że Bóg posłał mnie do jej domu również z pomocą duchową. Byłam w stanie zdobyć dla niej to, czego potrzebowała, aby oprzeć się na Panu i wzrastać w ufności do Niego.

Szukanie sposobów miłości
Kilka miesięcy później pani Marlow miała wylew i straciła wzrok w obu oczach. Nie była już w stanie odczytać nawet największego druku. Jestem jednak pewna, że słowa, które odczytywała w podarowanej przeze mnie Biblii, wciąż rozbrzmiewały w jej umyśle i sercu. W ciągu tych kilku miesięcy przed utratą wzroku wciąż przesiadywała nad Biblią, czerpiąc z niej tyle pociechy, ile tylko mogła – jak gdyby czuła, że musi wykorzystać jak najlepiej czas, który ma do dyspozycji. Jestem wdzięczna Bogu za to, że pokazał mi, jak mogę jej pomóc.
Odtąd, przychodząc do domów kolejnych seniorów, staram się być uważna na ich potrzeby – nie tylko te związane z rehabilitacją. Wciąż szukam prostych sposobów, by dzielić się wiarą i wywierać dobry wpływ na życie moich pacjentów. Czasami oznacza to zdobywanie się na większą cierpliwość. Czasami pomoc w zrobieniu zakupów na cały tydzień. Kiedy indziej wspólną modlitwę z pogrążoną w żałobie mamą, której syn zmarł właśnie po ciężkiej chorobie. Nawet kiedy tego nie widzę, wiem, że Bóg działa zarówno we mnie, jak i w nich.

Bóg działa
– przez moją pracę
Nigdy nie wiem, w jaki sposób Bóg zechce się mną posłużyć, ale jestem przekonana, że ma plan wobec mnie w każdym z domów, które odwiedzam. Cieszę się, że nie zrezygnowałam z prowadzenia rehabilitacji domowej, jak miałam to ochotę zrobić na początku. Wtedy nawet sobie nie wyobrażałam, jak wspaniałe łaski i zadania przygotował dla mnie Bóg w tej pracy. Ale On oczywiście miał swój plan od początku.
Nie chodzę do moich pacjentów tylko po to, żeby przez ćwiczenia i masaże poprawić ich stan zdrowia. Ani nawet nie tylko po to, by im pomagać.W większości przypadków to oni, poprzez pełne mądrości słowa i rady, pomagają mi bardziej niż ja im. Cały czas w kontaktach z pacjentami uczę się zarówno dawać, jak i przyjmować. A piękno tego wszystkiego polega na tym, że Bóg łączy nas ze sobą w konkretnym celu. I jest to prawdą w stosunku do każdego z nas. Chrystus, który w nas mieszka, stwarza nam okazje do współpracy z Nim w posługiwaniu innym. Jeśli będziemy mieć oczy otwarte, takie okazje będą pojawiać się codziennie. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 7 (323) 2020 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.  

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Oto dzień, który Pan uczynił”. Chcieliśmy w nim przypomnieć, że nasz czas, tak jak całe nasze życie, należy do Boga i najlepsze, co możemy zrobić, to złożyć naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w Jego kochające ręce. Warto uświadomić sobie, że podczas gdy dzień wczorajszy już minął a jutrzejszy jeszcze nie nadszedł, to dzień dzisiejszy jest tym, który mamy dany, aby w nim kochać Pana i służyć ludziom, budując królestwo Boże. O tym właśnie mówią artykuły główne numeru.
W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Janie Józefie Lataste i jego niezwykłej posłudze we francuskim więzieniu oraz dwa interesujące świadectwa. Rehabilitantka pracująca z seniorami w ich domach dzieli się tym, że „Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy”. Z kolei Węgierka od kilkudziesięciu lat żyjąca w Stanach Zjednoczonych w tekście „Dziedzictwo modlitwy, pieśni i wiary” opowiada o tym, co ukształtowało jej wiarę i co starała się przekazać swoim dzieciom i wnukom.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, omówienie książki Amedeo Cenciniego „Szukam Ciebie od świtu”, kalendarz i krzyżówka biblijna.


 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Pan naszego czasu
Zobaczyć przeszłość z Bożej perspektywy.................. 4

Nie lękajcie się
Nasza przyszłość należy do Pana.............................. 10

Dzień łaski od Pana
Żyć dla Pana w teraźniejszości....................................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 lipca....................................21

MAGAZYN
Komu Bóg przebaczył…
Bł. Jan Józef Lataste i jego posługa w więzieniu
– Ann Bottenhorn ...................................................... 49

Nie tylko rehabilitacja
Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy
– Alisha Ritchie....................................55

Dziedzictwo modlitwy, pieśni i wiary
Z komunistycznych Węgier do Stanów Zjednoczonych
– Agnes Kovacs.......................................................... 58

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy nie uważacie, że wasze życie toczy się zbyt szybko? Może przez cały dzień krzątacie się wokół różnych spraw, ale nigdy nie starcza wam czasu na zrobienie wszystkiego, co sobie zaplanowaliście? A może wręcz przeciwnie, macie poczucie, że czas biegnie zbyt wolno? Wolelibyście mieć więcej zajęć, więcej kontaktów z ludźmi. Jednak niezależnie od tego, czy życie biegnie nam zbyt wolno czy zbyt szybko, łączy nas to, że wszyscy cenimy sobie ten czas, który mamy. Chcemy mieć jak największą kontrolę nad tym, w jaki sposób go spędzamy i co z nim robimy.
Ostatecznie jednak nasz czas należy do Boga. Warto sobie o tym od czasu do czasu przypomnieć, dlatego w tym miesiącu zapraszam was, a także samego siebie, do refleksji nad tym Bożym darem i do złożenia wszystkich myśli o własnej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości w ręce Boga.
Jeśli żałujesz różnych rzeczy z przeszłości, nie jesteś sam – ja również żałuję! Bóg jednak chce, abyśmy wiedzieli, że przebacza nam wszystkie dawne grzechy, nawet te najgorsze. Wiem, że kiedy patrzy na mnie, nie myśli sobie: „Jeff, wtedy to naprawdę narozrabiałeś!”, ale z miłością mówi: „Byłem z tobą, kiedy podjąłeś tę złą decyzję i kiedy popadłeś w tamten grzech. Pamiętaj, że odsunąłem od ciebie twoje winy «jak jest odległy wschód od zachodu» (Ps 103,12)”. Bóg nigdy nie patrzy na nas przez pryzmat naszej przeszłości i my także nie musimy żyć pod presją podjętych kiedyś błędnych decyzji i złych wyborów, choć nie zmienia to faktu, że każdy grzech wymaga wyznania na spowiedzi, wzbudzenia w sobie żalu i podjęcia jakiejś formy zadośćuczynienia.
Kiedy zastanawiamy się nad przyszłością, wielu z nas odczuwa obawę związaną ze starością i nieuchronnie zbliżającą się śmiercią. Jest to całkowicie naturalna reakcja. Ale Bóg jest Bogiem zarówno naszej przeszłości, jak i naszej przyszłości. Zapewnia nas, że nie musimy obawiać się śmierci, ponieważ życie każdego z nas należy do Niego – także w okolicznościach pandemii. Jezus powstając z martwych pokonał śmierć. Teraz obiecuje życie wieczne nam wszystkim, którzy staramy się żyć wiarą. Przypomnijmy sobie słowa św. Pawła: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1 Kor 15,54-55).
Złóżmy więc swoją przyszłość w ręce Pana: swoje jutro, przyszły tydzień i ten ostatni dzień, kiedy staniemy przed Nim twarzą w twarz. Oddajmy Mu dzień jutrzejszy, który jeszcze nie nadszedł, ale też ten wczorajszy, który już nie powróci. Mamy do dyspozycji jedynie dzień dzisiejszy. To dziś jest dzień, by kochać Pana, służyć ludziom, których mamy wokół siebie i budować królestwo Boże. To dziś jest dzień, by słuchać głosu Boga – na modlitwie, we Mszy świętej i w każdej chwili dnia. To dziś jest dzień, który Pan uczynił. Dziś więc radujmy się i weselmy w Bogu (Ps 118,24)! Poświęćmy Mu dziś każdą rozmowę, każdy posiłek, każdą chwilę. On przecież i tak ma w ręku całe nasze życie – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁ

Dzień łaski od Pana
Żyć dla Pana w naszej teraźniejszości

Czy pamiętasz przypowieść Jezusa o bogaczu, który okazał się głupcem? Gdy jego pole przyniosło nadzwyczaj obfity plon, zaczął zastanawiać się, gdzie przechować tak wielkie zbiory. Postanowił zburzyć stare spichlerze, a wybudować nowe, większe. Przyszłość przedstawiała mu się jako czas radowania się bogactwem i używania życia do syta. Jednak to jutro, na które się szykował, nigdy dla niego nie nadeszło, bowiem zmarł jeszcze tej samej nocy (Łk 12,16-21).
Jezus opowiedział tę historię, żeby przestrzec ludzi przed chciwością. Ale pokazuje nam ona również, co się dzieje, gdy żyjemy jedynie jutrem, a nie dniem dzisiejszym. Tracimy w ten sposób kolejne szanse, by otaczać miłością i troską innych oraz pogłębiać naszą relację z Panem. Nie znaczy to, że nie powinniśmy w ogóle planować przyszłości czy oszczędzać z myślą o niej. Chodzi raczej o to, byśmy skupiając się głównie na tym, nie stracili z oczu tego, czego Bóg pragnie dla nas dzisiaj.
Bohater przypowieści uważał, że gdy dobrze zabezpieczy pozyskane dobra, będzie mógł „odpoczywać, jeść, pić i używać” (Łk 12,19). Cały paradoks polega na tym, że człowiek ten planował życie w szczęściu i radości na przyszłość, podczas gdy Bóg pragnął, by on – a także my – żył radośnie i szczęśliwie dzisiaj.
Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że Bóg nas kocha. Cieszy się nami. Jesteśmy „źrenicą [Jego] oka” (Ps 17,8). Jest blisko nas nawet wtedy, gdy nie zdajemy sobie sprawy z Jego obecności. Zawsze pamięta o nas: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15-16). Bóg, nasz dobry Ojciec, pragnie, abyśmy poznali Jego miłość i żyli dla Niego w każdym dniu, jaki nam daje. Uświadamianie sobie Jego miłości i bliskości napełnia nas radością i pokojem dzisiaj, niezależnie od tego, co się dzieje.
Bóg dotyka nas
w teraźniejszości
Mamy też inny powód, by przeżywać z radością każdy dzień. Każde dziś otrzymujemy od Boga w darze i tylko w chwili, która właśnie trwa, mamy okazję doświadczać Jego miłości i łaski – i dzielić się nimi z innymi ludźmi. Patrząc w przeszłość możemy zobaczyć, jak wierny jest Bóg. Możemy też ufać, że będzie z nami w przyszłości. Ale tylko teraz, w tym momencie, możemy doświadczyć Bożego dotyku w naszych sercach. Tylko teraz, w tym momencie, możemy przyjąć Jego łaskę, której tak jak manny na pustyni, nie da się nazbierać na zapas. Łaska dnia dzisiejszego jest nam dostępna tylko tu i tylko teraz.
Nasze codzienne życie wydaje nam się niekiedy rutynowe i przewidywalne. Możemy jednak przeżywać wszystkie swoje zadania i obowiązki w obecności Bożej. Żyjący w XVIII wieku francuski jezuita, o. Jean-Pierre de Caussade, napisał książkę zatytułowaną „Powierzenie się Opatrzności Bożej”, która stała się klasyką literatury duchowej. Tak mówi o ludzkiej teraźniejszości: „W każdej chwili Bóg nas dotyka poprzez jakiś ból, jakąś pociechę lub jakiś obowiązek. Wszystko, co się dzieje
w nas, wokół nas, przez nas, zawiera
w sobie i osłania Jego Boskie działanie”. Nie traćmy więc ani jednej chwili Bożej obecności i łaski!

Jeśli dziś głos Jego
usłyszycie
Bóg jest z nami w każdej chwili naszego dnia i nocy – jest z tobą właśnie teraz, kiedy czytasz te słowa!
A w dodatku chce do nas mówić i kształtować nas na swój obraz i podobieństwo. Dlatego tak wielkie znaczenie ma codzienny wysiłek słuchania Pana na modlitwie. Nie trać tego, co Bóg chce ci powiedzieć dzisiaj! Może chce cię zapewnić o swoim miłosierdziu i przebaczeniu? Może chce ci pokazać rozwiązanie jakiegoś problemu albo posłać cię z pomocą do bliskiej osoby? Może chce zawczasu przygotować cię na coś niespodziewanego, o czym wie, że wydarzy się w ciągu dnia?
Bóg mówi do nas nie tylko podczas codziennej modlitwy, ale także poprzez wydarzenia dnia. Bądź wyczulony na Jego głos w każdej chwili. Może zechce pobudzić cię do modlitwy za konkretną osobę, do ofiarowania komuś słowa zachęty lub do zmiany planów. Nie zapominaj, że mieszka w tobie Duch Święty! Kiedy bardziej dostroisz się do Jego głosu, zaczniesz żyć wolą Bożą na co dzień i czynić to, czego Bóg od ciebie oczekuje w danym momencie.
Dzień dzisiejszy jest dla nas także okazją do wyzwolenia z grzechów. Jest szansą, by usłyszeć głos Ducha, który przekonuje nas o naszym upadku po to, abyśmy zwrócili się do Pana i uzyskali przebaczenie. „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,3) – pisał św. Paweł. Nie pozwól, by dzień dzisiejszy upłynął ci bez rachunku sumienia i przeproszenia Pana za twoje grzechy, małe niewierności i zaniedbania. Każdy kolejny dzień, który Bóg nam daje, jest okazją do przyjęcia Jego miłosierdzia i łaski.
Budowanie królestwa
Bożego dziś
Dzisiaj masz także szansę przyczynić się do budowania królestwa Bożego na ziemi. Do dnia jutrzejszego nie masz jeszcze dostępu, a dzień wczorajszy już przeminął. Ale dzień dzisiejszy jest pełen obietnic i nadziei. Czasami to właśnie nasze drobne, na pozór nieznaczące decyzje przesądzają o tym, ile z nich się spełni. Nawet najmniejsze uczynki mogą wyzwolić łaski rozchodzące się jak kręgi na wodzie i dotykające wielu, wielu serc.
Możesz na przykład poprosić Boga o łaskę oparcia się pokusie obmowy lub zazdrości. Możesz wykorzystać okazję do dzielenia się wiarą, pytając znajomego, czy chciałby, żebyś się za niego, a może nawet z nim, pomodlił. Bóg chce, abyśmy wykorzystywali „każdą chwilę sposobną” (Kol 4,5). Ta sama okazja jutro już się nie powtórzy!
Dziś jest także dany ci przez Boga czas, by służyć ludziom. Tu znowu nie musi chodzić o wielkie rzeczy. Służysz budowaniu królestwa Bożego, kiedy robisz zakupy i gotujesz obiad, kiedy pomagasz dzieciom w nauce czy oferujesz pomoc komuś w sąsiedztwie. To znamienne, że w ostatni wieczór swojego pobytu na ziemi Jezus umył nogi swoim uczniom (J 13,1-14). Jakże bardzo będziemy błogosławieni, służąc naszym braciom i siostrom każdego dnia, jaki Bóg nam daje!
Wreszcie każdy dzień niesie nam niezliczone okazje do prostych aktów dobroci. One także są budowaniem królestwa Bożego. Może przemęczonej kasjerce w markecie przydałby się nasz uśmiech czy życzliwe słowo. Może należałoby przepuścić na drodze innego kierowcę czy zrobić wreszcie przelew na działalność dobroczynną, który od dawna odkładasz. Może trzeba uważnie wysłuchać kogoś, kto opowiada o swoich problemach, zamiast myśleć o czym innym. „Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami” (Hbr 13,16) – mówi Pismo Święte.

Dar dzisiejszego dnia
Każdy dzień dany ci przez Boga na tej ziemi jest darem, niezależnie od tego, ile masz lat i jaki jest stan twojego zdrowia. Każdego dnia, w tym także dzisiaj, Bóg pyta o twoją decyzję: „Czy chcesz być dziś blisko Mnie? Czy będziesz służyć Mnie i mojemu ludowi? Czy wykorzystasz wszystkie okazje do czynienia dobra, jakie ci dziś ześlę?”.
Każdego dnia po otwarciu oczu ponawiajmy Bogu nasze „tak”: „Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się nim i weselmy!” (Ps 118,24). Nigdy nie wiemy, jak ten dzień się potoczy, ale kiedy nadejdzie wieczór, zawsze będziemy mogli podziękować za niego Bogu.
Niektóre z naszych dni będą pełne radości, inne postawią przed nami wyzwania, a większość będzie zawierała i jedno, i drugie. Ale w każdym z tych dni Bóg pragnie udzielać nam wszystkiego, czego potrzebujemy, aby Go kochać i Mu służyć. Ufajmy Mu więc także w trudnych dniach. Uwierzmy, że On da nam potrzebną łaskę we właściwym momencie – ponieważ jest z nami tu i teraz. Dzisiaj. ▐

 

MEDYTACJE 

Środa, 1 lipca
Am 5,14-15.21-24
Niech sprawiedliwość wystąpi jak woda z brzegów. (Am 5,24)
W latach 80. XIX wieku w Paryżu szerzyło się ubóstwo i bezdomność, jednak dzięki działalności jednego młodego człowieka sprawiedliwość i dobroć „wystąpiły jak woda z brzegów” w całym mieście. Człowiekiem tym był student uniwersytetu Fryderyk Ozanam (1813--1853). Jako gorliwy katolik zorganizował na swojej uczelni debatę na temat wartości Kościoła. Podczas debaty pewien student głośno zawołał: „Co twój Kościół robi dla ubogich? Pokaż nam swoje czyny, a wtedy ci uwierzymy!”.
Słowa te głęboko poruszyły Fryderyka, przynaglając go do przezwyciężenia własnej bierności i obojętności na problemy innych. Szybko przeszedł do czynów i idąc za wskazówkami pewnej zakonnicy wraz z kilkoma przyjaciółmi zaczął odwiedzać paryskie slumsy. Razem poświęcali czas mieszkającym tam ludziom, słuchając ich, służąc im i okazując im miłość na różne proste sposoby, tak jak umieli i mogli. I wtedy sprawiedliwość wystąpiła jak woda z brzegów.
Fryderyk i jego towarzysze założyli Stowarzyszenie św. Wincentego a Paulo, mające na celu zachęcanie katolików do aktów miłosierdzia oraz do odnowy duchowej. Jego dynamiczna działalność wkrótce przekroczyła granice Francji. To, co zaczęło się jako mała strużka, urosło w wielką sieć strumieni obmywających cały świat.
Spróbuj teraz przywołać na myśl ewangeliczne obrazy, które ukazują miłość Jezusa do wszystkich, którzy cierpią. Niech ta miłość kruszy twoje serce, obalając bariery wygodnictwa i obojętności. Patrz, jak miłosierdzie Jezusa płynie niczym potok do bezdomnej kobiety mieszkającej pod mostem czy młodego małżeństwa cierpiącego z powodu utraty dziecka.
Jeśli nie wiesz, jak pomóc innym, po prostu bądź przy nich obecny. Nastaw się bardziej na słuchanie niż na mówienie i zobacz, dokąd cię ono zaprowadzi. Nawet drobne akty miłosierdzia mogą wydać wielkie owoce. Doświadczył tego Fryderyk, kiedy uwierzył, że jeśli usiądziemy razem z ubogimi, poczujemy ten sam ziąb, który ich przeszywa i posłuchamy tego, co mają do powiedzenia, wówczas sprawiedliwość „wystąpi jak woda z brzegów” i przeleje się z naszych serc.
„Panie, niech z mego serca przelewa się miłość do ubogich.”
Ps 50,7-12.16-17
Mt 8,28-34

Czwartek, 2 lipca
Am 7,10-17
Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego! (Am 7,15)
Prorok Amos ostrzegał naród izraelski przed karą, jaka na niego spadnie za to, że trwa w grzechu. Nikt jednak nie chciał go słuchać, a już zwłaszcza król. Dlatego kapłan Amazjasz nakazał Amosowi opuścić królestwo północne i wrócić do Judei. „Idź sobie, uciekaj do ziemi Judy!” – powiedział – „I tam jedz chleb, i tam prorokuj!” (Am 7,12). 
Amos nie był zawodowym prorokiem, jak ci zgromadzeni wokół królewskiej świątyni Betel, opłacani za swoje usługi. Był zwyczajnym „pasterzem i tym, który nacina sykomory” (Am 7,14). Jego historia pokazuje nam, że Bóg ma upodobanie w powoływaniu ludzi, których my uznalibyśmy za najmniej zdolnych do pełnienia Jego dzieł. Wybrał Dawida, najmłodszego spośród ośmiu synów Jessego, na króla Izraela. Wybrał młodą dziewczynę i cieślę z małego miasteczka Nazaret na rodziców swojego Syna. Wybrał prostych rybaków na swoich Apostołów i przywódców Kościoła. Najwyraźniej Bóg nie zatrzymuje się na dokonaniach zawodowych oraz pozycji społecznej, które zwykło się umieszczać w CV, lecz patrzy w ludzkie serca. Szuka prawdziwie wierzących mężczyzn i kobiet, którzy Go kochają i chcą być posłuszni Jego wezwaniu, jakiekolwiek by ono było.
Nie bądź więc zaskoczony, jeśli Bóg wezwie cię do misji, do której, twoim zdaniem, zupełnie się nie nadajesz. Może zechce, byś włączył się w przygotowanie młodzieży do bierzmowania w twojej parafii, aktywnie poparł inicjatywy prawnej ochrony życia czy pomógł młodej parze w przygotowaniu do sakramentu małżeństwa. Być może ty widzisz jedynie swoje braki, ale Bóg widzi to, co już jest w twoim sercu – pragnienie służenia Mu. Miej pewność, że On nie pozostawi cię samego, ale udzieli ci potrzebnej mądrości, pomoże znaleźć niezbędne środki i pośle ci na pomoc właściwych ludzi. Umocni też twoją odwagę i ufność.
Zaufaj Bogu i bądź gotów uczynić to, do czego cię wzywa. Bądź czujny na delikatny głos Jego Ducha. Obyśmy wszyscy, jak Amos, odpowiedzieli na Boże wezwanie!
„Panie, ufam, że dasz mi wszystko, czego potrzebuję, aby Ci służyć.”
Ps 19,8-11
Mt 9,1-8

▌Niedziela, 5 lipca
Rz 8,9.11-13
Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała. (Rz 8,12)
Ci z nas, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne, pożyczyli pieniądze od rodziny, korzystają z kart kredytowych, czy po prostu nie stać ich na zapłacenie rachunków, wiedzą dobrze, co to znaczy być dłużnikami. Świadomość, że nasi wierzyciele mają nad nami pewnego rodzaju władzę, jest dotkliwym ciężarem, który czasami przygniata nas tak bardzo, jak gdyby włożono nam na ramiona ciężkie jarzmo. Wiemy też, jak wielką ulgą jest uwolnienie od długu. Spłacenie ostatniej raty sprawia nam taką radość, że mamy ochotę świętować!
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł posługuje się pojęciem zadłużenia, aby dodać nam otuchy: „Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała” (Rz 8,12). Ciało – czyli nasza skłonna do grzechu natura – nie ma już nad nami władzy. Zanurzeni przez chrzest w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, umarliśmy i powstaliśmy wraz z Nim. Umarliśmy dla grzechu i nie jesteśmy już więcej w jego mocy. Jako ci, którzy powstali do nowego życia wraz Chrystusem, mamy drogę wyjścia, gdy osaczają nas pokusy.
Pomyśl tylko, jakie to wspaniałe uczucie, oprzeć się pokusie i nie ponieść przy tym żadnej szkody! Jak wielką pociechą jest wiedzieć, że nie musi nas już paraliżować poczucie winy albo lęk przed tym, że znowu popadniemy w dawne grzechy.
Oczywiście łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Wiemy, jak mocne bywają grzeszne skłonności, zwłaszcza w przypadku nałogów, które mocno zakorzeniły się w naszym życiu. Jednak głoszona przez Pawła prawda może nie tylko umocnić nas do walki z pokusami, ale również podtrzymać na duchu, gdy już popadniemy w grzech.
Jeśli więc zdarzy ci się przegrać bitwę, módl się: „Panie, widzisz, jaki jestem słaby, ale wierzę, że ten grzech nie musi określać tego, kim jestem. Dziękuję Ci za to, że wymazałeś mój dług wobec ciała”.
Jezus złamał jarzmo grzechu. Weź więc na siebie Jego jarzmo – jarzmo wiary i zaufania – a On da ci ukojenie (Mt 11,29). Niech Jego Dobra Nowina przekona cię, że nie żyjesz już w niewoli grzechu. Zostałeś wykupiony.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że wybawiłeś mnie z niewoli grzechu.”
Za 9,9-10
Ps 145,1-2.8-11.13-14
Mt 11,25-30

▌Niedziela, 12 lipca
Mt 13,1-23
Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie. (Mt 13,14)
Każdy rodzic wie dobrze, co to znaczy być słyszanym, ale niezrozumianym. „Jednym uchem wpuszcza,
a drugim wypuszcza”, „jak grochem o ścianę” – te znane powiedzenia dobrze obrazują to, co czujemy, nie będąc w stanie dotrzeć do własnych dzieci.
Podobne doświadczenie przeżywał także Jezus. Jego nauczanie i cuda dokonywane w Galilei przyniosły wprawdzie owoce, ale ludzie bardziej szukali sensacji niż nauczania. Oczywiście byli tacy, którzy jak Piotr, Maria Magdalena czy inni uczniowie porzucili wszystko, aby pójść za Jezusem. Oni słuchali Go z uwagą i próbowali wcielać w życie Jego naukę. Ale jak reagowały tłumy, które ciągnęły za Nim?
Ci ludzie widzieli wprawdzie te same cuda, co Apostołowie, ale wielu z nich nie uważało ofiarnej miłości Jezusa za coś wartego naśladowania. Słyszeli, jak mówi o miłosierdziu Ojca, ale nie docierała do nich nauka o miłości nieprzyjaciół i nadstawianiu drugiego policzka.
Słowa Jezusa mówią jasno, że bycie Jego uczniem obejmuje zarówno oglądanie Jego działania, jak i postępowanie zgodnie z Jego nauką. Obejmuje zarówno radość z doświadczania Jego mocy i miłości, jak i odpowiedź na tę miłość, polegającą na tym, że staramy się jak najbardziej upodobnić do Niego. Polega na takim formowaniu naszych serc, aby stały się dobrą glebą z dzisiejszej przypowieści; na uważnym słuchaniu Jego słów na modlitwie, aby mogły nas przemieniać.
Spróbuj dziś przed Mszą świętą lub po niej znaleźć piętnaście minut na to, by po prostu posłuchać Jezusa, który mówi do ciebie. Znajdź spokojne miejsce, wybierz sobie jedno z czytań mszalnych i skup się na nim. Przeczytaj je bardzo uważnie. Poproś Ducha Świętego, aby był z tobą i pomógł ci zrozumieć to, co Bóg chce ci powiedzieć. Kiedy słowo lub fragment zdania zwróci twoją uwagę, pozwól mu wpaść w twoje serce jak wpada ziarno w dobrą glebę. Zapytaj Jezusa, jak masz na nie odpowiedzieć. A następnie podejmij działanie i pozwól słowu wydać w tobie owoc.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że zasiewasz swoje słowo w moim sercu. Pomóż mi je tak pielęgnować, abym mógł upodobnić się do Ciebie.”
Iz 55,10-11
Ps 65,10-14
Rz 8,18,23

▌Niedziela, 19 lipca
Mt 13,24-43
Królestwo niebieskie podobne jest do… (Mt 13,24)
W przypowieści o chwaście, który rozrósł się pośród pszenicy, Jezus potwierdza to, o czym doskonale wiemy – na świecie istnieje zło. Dowody tego widzimy wszędzie wokół nas. Czasami zło wydaje się nawet zwyciężać. Czyżby więc chwasty miały ostatecznie zadusić pszenicę i zawładnąć polem królestwa Bożego?
Jezus zapewnia nas, że tak nie będzie. Na koniec, gdy nadejdzie czas żniwa, aniołowie Boży oddzielą dobrych od złych i zło zostanie pokonane na zawsze (Mt 13,41). Wiemy, że przez swoją śmierć i zmartwychwstanie Jezus już odniósł ostateczne zwycięstwo nad złem. Nadejdzie dzień, w którym królestwo Boże zapanuje na całej ziemi.
Jak możemy przyspieszyć Jego przyjście? To znamienne, że zaraz po przypowieści o chwaście Jezus opowiada dwie kolejne przypowieści o królestwie Bożym. W pierwszej mówi, że królestwo Boże podobne jest do maleńkiego ziarenka gorczycy, z którego wyrasta ogromny krzew (Mt 13,31-32), w drugiej porównuje je do odrobiny zaczynu, która zakwasza całe ciasto (Mt 13,33). Te dwa obrazy są pełne nadziei! Królestwo Boże nie jest statyczne. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a następnie rośnie i rośnie.
Ty także możesz mieć udział w jego wzroście! Każdą twoją modlitwą, każdym aktem wiary, każdym dobrym czynem przyczyniasz się do budowania królestwa Bożego. Gdy znajdujesz czas na modlitwę, uczestniczysz we Mszy świętej, wspierasz ubogich, dzielisz się wiarą, opowiadasz się za życiem, gdy wyciągasz pomocną dłoń do znajomej, która znalazła się w potrzebie – wtedy właśnie wzrasta królestwo niebieskie. To prawda, że są to rzeczy małe, ale małe jest również ziarenko gorczycy czy grudka drożdży.
Nie zniechęcaj się więc złem, które widzisz, i nie trać nadziei. Uwierz, że twoje drobne akty wierności nie są bez znaczenia. A dołączone do aktów innych wiernych, stają się potężną siłą dławiącą chwasty tego świata.
„Ojcze, przyjdź królestwo Twoje!”
Mdr,12,13.16-19
Ps 86,5-6.9-10.15-16
Rz 8,26-27

▌Niedziela, 26 lipca
Mt 13,44-52
Podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. (Mt 13,45)
Do czego dążysz w swoim życiu? Każdy z nas czegoś szuka. Dzieci pragną dostać wymarzoną zabawkę czy grę. Uczniowie starają się o dobre stopnie w szkole. Nastolatki szukają chłopaka czy dziewczyny. Pracownicy zabiegają o awans zawodowy czy o lepszą płacę. Ludzie w każdym wieku pragną bezpieczeństwa finansowego i spokojnego życia.
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam obraz kupca poszukującego pięknych pereł. Z pewnością jest ich prawdziwym znawcą. W trakcie swych poszukiwań natyka się na coś niezwykle cennego – na pojedynczą perłę wielkiej wartości. Na jej widok nie waha się, lecz podejmuje śmiałą decyzję. Rezygnując z dalszych poszukiwań, koncentruje się na nabyciu tej najpiękniejszej perły. Zależy mu na niej tak bardzo, że sprzedaje wszystko, co ma, aby tylko móc kupić tę „jedną drogocenną perłę” (Mt 13,46). 
Takiej decyzji nie podejmuje się lekkomyślnie, pod wpływem chwilowego oczarowania, lecz po głębokim rozeznaniu co do niezwykłej wartości przedmiotu swoich pragnień. Możemy przypuszczać, że ten ewangeliczny kupiec, przeczuwając istnienie tak pięknej perły, poszukiwał jej przez całe swoje życie. Uosabia on człowieka zdolnego dostrzec, że królestwo niebieskie jest właśnie tym skarbem, wobec którego wszystko inne staje się czymś względnym, jedynie środkiem do osiągnięcia celu, ale nigdy celem ostatecznym. 
Rzeczy, do których dążymy, są często same w sobie dobre i godziwe. Podobnie w perłach, którymi handlował kupiec nie było nic złego, z pewnością były piękne, a jednak bez wahania oddał je za tę jedną, drogocenną. 
Co może uczynić człowieka gotowym do decyzji wyzbycia się hurtem wszystkiego, aby posiąść to, co ma w sobie wartość i piękno absolutne? Spotkanie z Jezusem, ponieważ spotkanie z Nim i wejście do Jego królestwa jest szczęściem nieskończenie przewyższającym wszystko, co mogą dać rzeczy stworzone. W Nim znajdujemy spełnienie naszych najgłębszych pragnień miłości i pojednania, bezpieczeństwa i spełnienia, sensu i celu.
Kto zatem naprawdę odnalazł w Jezusie Boga bliskiego i został pochwycony przez Jego piękno, ten gotów jest oddać wszystko, nawet życie, za tę drogocenną perłę. 
„Panie, pomóż mi odnaleźć tę bliskość z Tobą, która jest jak drogocenna perła, cenniejsza niż wszystko inne w moim życiu.”
1 Krl 3,5.7-12
Ps 119,57.72.76-77.127-130
Rz 8,28-30


MAGAZYN

Nie tylko rehabilitacja
Bóg działa przez nas tam, gdzie jesteśmy

Po niemal dwudziestu latach pracy w zawodzie fizjoterapeuty zaczęłam pracować jako rehabilitantka domowa. Wcześniej prowadziłam rehabilitację w bardzo różnych miejscach – w szpitalach, domach opieki i przychodniach. Jednak żadne z tych miejsc nie przygotowało mnie na łaski, jakie otrzymałam rehabilitując pacjentów geriatrycznych w ich domach. W fakcie, że pacjenci przyjmują mnie w swoim własnym środowisku, kryje się coś, co chwyta mnie za serce. Pozwala mi to odkrywać małe, codzienne przestrzenie w ich życiu i tam nawiązywać z nimi bliski kontakt.
Już niemal pięć lat pracuję nad poprawą mobilności pacjentów w ich domowym zaciszu w mojej własnej okolicy. Z moich usług korzystają seniorzy należący do mojej parafii, których znam z widzenia, a także osoby zupełnie mi obce. Zazwyczaj jestem witana z otwartymi ramionami zarówno w ich domach, jak i w ich sercach. Podczas tych spędzanych razem minut i godzin starsi ludzie dzielą się ze mną różnymi szczegółami ze swojego życia, w tym także lękiem o przyszłość, problemami rodzinnymi oraz intencjami modlitwy. Czuję się zaszczycona, że mogę w ten sposób uczestniczyć w ich życiu, mam też poczucie, że i ja również jestem otoczona ich troską.

Trudne początki
Na początku miałam wątpliwości, czy sobie poradzę z pracą w nowych warunkach. Wymagało to ode mnie wyjścia z własnej strefy komfortu i zrezygnowania z pewnej bezpiecznej rutyny, którą dawała praca w przychodni czy szpitalu. Na domiar złego nie udało mi się dojść do porozumienia z moją pierwszą pacjentką.
Nie układało nam się od samego początku. Pacjentka tęskniła za swoją poprzednią rehabilitantką i wciąż mnie z nią porównywała. Chociaż starałam się, jak mogłam, w jej oczach nigdy nie byłam w stanie dorównać poprzedniczce. W całej mojej dotychczasowej karierze zawodowej nie miałam jeszcze pacjenta, który by mnie tak nie lubił
i nie chciał ze mną współpracować. Po kilku wyjątkowo trudnych spotkaniach z tą pacjentką, wylewałam gorzkie łzy rozczarowania pytając sama siebie, czy aby na pewno nadaję się do prowadzenia rehabilitacji domowej. Był to niezwykle zniechęcający początek nowej pracy.

Nie tylko fizjoterapia
Wkrótce jednak poznałam panią Marlow. Była osiemdziesięciolatką o żywych oczach, mieszkającą zaledwie kilka kilometrów ode mnie. Zaczęłyśmy pracować nad wzmocnieniem jej sił i przywróceniem poczucia równowagi po niedawnym pobycie w szpitalu. Podczas kilku tygodni terapii bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Pani Marlow pochodziła ze stanu New Jersey i dopiero od niedawna mieszkała w naszym mieście.
Opowiadała mi o swojej rodzinie, którą musiała pozostawić i za którą bardzo tęskniła, co utrudniało jej przystosowanie się do mieszkania u córki w nowym miejscu. Przede wszystkim jednak tęskniła za swoim kościołem i regularnym uczestnictwem we Mszach i nabożeństwach. W dodatku w trakcie przeprowadzki zaginęła jej Biblia, co bardzo ją smuciło. Żaliła się, że nie może czytać słowa Bożego, aby czerpać z niego pociechę i inspirację właśnie teraz, gdy została pozbawiona kontaktu ze swoją wspólnotą kościelną.
Kiedy mi o tym powiedziała, poczułam, jakby to Bóg mówił do mnie: „Kup jej Biblię. To właśnie jest twoje miejsce i twoje zadanie”. Nigdy wcześniej nie czułam tak mocnego przynaglenia, by wykonać konkretne zadanie. Z pewnością musiało to być działanie Ducha Świętego. Nabyłam więc Biblię z dużym drukiem i sprezentowałam ją pani Marlow. Była przeszczęśliwa, położyła ją na szafce nocnej i zapowiedziała, że zacznie czytać zaraz po moim wyjściu.
Odebrałam to jako potwierdzenie od Boga, że to, co robię, ma sens. To prawda, że dzięki wykonywanym ze mną ćwiczeniom pani Marlow stała się silniejsza, a jej poczucie równowagi poprawiało się niemal z dnia na dzień. Ale chodziło jeszcze o coś więcej. Zrozumiałam, że Bóg posłał mnie do jej domu również z pomocą duchową. Byłam w stanie zdobyć dla niej to, czego potrzebowała, aby oprzeć się na Panu i wzrastać w ufności do Niego.

Szukanie sposobów miłości
Kilka miesięcy później pani Marlow miała wylew i straciła wzrok w obu oczach. Nie była już w stanie odczytać nawet największego druku. Jestem jednak pewna, że słowa, które odczytywała w podarowanej przeze mnie Biblii, wciąż rozbrzmiewały w jej umyśle i sercu. W ciągu tych kilku miesięcy przed utratą wzroku wciąż przesiadywała nad Biblią, czerpiąc z niej tyle pociechy, ile tylko mogła – jak gdyby czuła, że musi wykorzystać jak najlepiej czas, który ma do dyspozycji. Jestem wdzięczna Bogu za to, że pokazał mi, jak mogę jej pomóc.
Odtąd, przychodząc do domów kolejnych seniorów, staram się być uważna na ich potrzeby – nie tylko te związane z rehabilitacją. Wciąż szukam prostych sposobów, by dzielić się wiarą i wywierać dobry wpływ na życie moich pacjentów. Czasami oznacza to zdobywanie się na większą cierpliwość. Czasami pomoc w zrobieniu zakupów na cały tydzień. Kiedy indziej wspólną modlitwę z pogrążoną w żałobie mamą, której syn zmarł właśnie po ciężkiej chorobie. Nawet kiedy tego nie widzę, wiem, że Bóg działa zarówno we mnie, jak i w nich.

Bóg działa
– przez moją pracę
Nigdy nie wiem, w jaki sposób Bóg zechce się mną posłużyć, ale jestem przekonana, że ma plan wobec mnie w każdym z domów, które odwiedzam. Cieszę się, że nie zrezygnowałam z prowadzenia rehabilitacji domowej, jak miałam to ochotę zrobić na początku. Wtedy nawet sobie nie wyobrażałam, jak wspaniałe łaski i zadania przygotował dla mnie Bóg w tej pracy. Ale On oczywiście miał swój plan od początku.
Nie chodzę do moich pacjentów tylko po to, żeby przez ćwiczenia i masaże poprawić ich stan zdrowia. Ani nawet nie tylko po to, by im pomagać.W większości przypadków to oni, poprzez pełne mądrości słowa i rady, pomagają mi bardziej niż ja im. Cały czas w kontaktach z pacjentami uczę się zarówno dawać, jak i przyjmować. A piękno tego wszystkiego polega na tym, że Bóg łączy nas ze sobą w konkretnym celu. I jest to prawdą w stosunku do każdego z nas. Chrystus, który w nas mieszka, stwarza nam okazje do współpracy z Nim w posługiwaniu innym. Jeśli będziemy mieć oczy otwarte, takie okazje będą pojawiać się codziennie. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl