E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 7 (311) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 7 (311) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Nowe przymierze w Chrystusie”. W trzech początkowych artykułach mówimy o tym, że Bóg wielokrotnie zawierał przymierze z ludźmi, podjął wobec nich pewne zobowiązania i zawsze był im wierny. Nowe, wieczne przymierze z nami przypieczętował swoja krwią Jezus Chrystus, Boży Syn. Każdy z nas także jest stroną tego przymierza. 
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych. 
W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Hildegardzie Burjan, która była świadkiem wiary, angażując się na początku XX w. w sprawy społeczne. Była w Austrii parlamentarzystką z ramienia Chrześcijańskiej Partii Socjalistycznej, a biskup Wiednia nazywał ją „sumieniem parlamentu”. Ponadto świadectwo „Niebezpieczna wspinaczka” – o tym, jak bliskie spotkanie ze śmiercią pomogło w zawierzeniu, oraz artykuł „Modlitwa nieustanna – serio?” o niezwykle prostej metodzie modlitwy, zaczerpniętej od żyjącego w XVII w. brata Wawrzyńca. 
W numerze ponadto omówienie i fragment książki Johna Powella „Dlaczego boję się kochać?” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz.  

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Przymierze miłości
Bóg wybiera sobie lud na własność............................ 4

Lepsze obietnice nowego przymierza
Bóg może przemienić nasze serca............................. 10

List od Chrystusa
Jesteś świadectwem wiernej miłości Boga.................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 lipca............................. 20

MAGAZYN

Sumienie parlamentu
Bł. Hildegarda Burjan – świadek wiary w sferze
publicznej – Woodeene Koenig-Bricker............................. 47

Niebezpieczna wspinaczka
Bliskie spotkanie ze śmiercią pomogło mi
zawierzyć Bogu – diakon Dave Brencic.................... 53

Modlitwa nieustanna – serio?
Sposób dla zapracowanych – diakon Greg Kandra............................. 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

W obecnym numerze podejmujemy jeden z moich ulubionych tematów biblijnych – przymierze, jakie zawarł z nami Bóg. Słyszymy o nim w każdą niedzielę podczas Mszy świętej, kiedy kapłan powtarza słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „To jest bowiem kielich Krwi mojej nowego i wiecznego przymierza”. Jednak jak to często bywa, słowa te wpadają nam jednym uchem i wypadają drugim.
Co to znaczy, że Bóg zawarł z nami przymierze? To znaczy, że podjął wobec nas pewne zobowiązania. Zobowiązał się, że będzie nas kochał, otaczał troską, chronił i prowadził do nieba. A ponieważ jest to przymierze wieczne, zobowiązał się to czynić zawsze. „Na wieki zostanie ugruntowana łaska, utrwalona Twoja wierność jak niebiosa” (Ps 89,3) – głosi psalmista. Co więcej, Bóg związał się przymierzem nie tylko z całą ludzkością, ale również z każdym z nas indywidualnie. Związał się także z tobą!
Najcenniejsze w tym przymierzu jest to, że opiera się ono na bezwarunkowej miłości Boga do nas, a nie na naszych wysiłkach. Bóg nie powiedział, że dotrzyma przymierza jedynie wobec tych, którzy są doskonali, którzy na to zasługują. Nie powiedział, że będzie dochowywał go tylko wtedy, gdy będziemy postępować dobrze, a odstąpi od niego, gdy upadniemy w grzech. Jego przymierze uwzględnia fakt naszej grzeszności. Pismo Święte mówi wprost, że Jezus zapoczątkował to przymierze na krzyżu, przelewając swoją krew „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28; Hbr 13,20).
W zeszłym miesiącu (dokładnie w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła) wraz z moja żoną, Jeannie, obchodziliśmy trzydziestą czwartą rocznicę naszego ślubu. Przed trzydziestoma czterema laty przyrzekaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia. W ciągu tych lat przeżywaliśmy chwile zarówno szczęśliwe, jak i trudne. Czasami było nam łatwo żyć w miłości i wierności, ale zdarzały się też (choć rzadko) sytuacje, kiedy nie było to takie proste. Pośród codziennych radości i kłopotów mieliśmy świadomość, że jesteśmy związani przymierzem miłości – przymierzem wielokrotnie błogosławionym przez Boga.
Analogia małżeństwa daje nam pewien wgląd w to, na czym polega przymierze Jezusa z nami. On, podobnie jak wierny współmałżonek, zobowiązuje się być przy nas w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli. Przyrzeka nam miłość i wierność przez wszystkie dni naszego życia. Przyrzeka też, że będzie z nami zawsze, „aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Z doświadczenia wiemy, jak często my, ludzie, zawodzimy i nie dotrzymujemy złożonych w najlepszej wierze przyrzeczeń. Świadczy o tym choćby wciąż rosnąca liczba rozwodów. Nie tak jest jednak z Bogiem. On zawsze dotrzymuje swoich obietnic!
W tym miesiącu poświęćmy czas na refleksję nad przymierzem, jakie zawarł z nami Bóg. W nadchodzących tygodniach prośmy w modlitwie Ducha Świętego, aby pomógł nam zobaczyć, jak głęboko Bóg związał się z każdym z nas. Ciągle od nowa przypominajmy sobie, że Bóg jest z nami, że jest bliżej nas, niż możemy to sobie wyobrazić.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁY:

Przymierze miłości

Bóg wybiera sobie lud na własność

Kiedy ostatni raz byłeś na ślubie? Jak bardzo budujący jest widok mężczyzny i kobiety, którzy wobec Boga uroczyście przyrzekają sobie wzajemną miłość i wierność aż do końca życia! Kościół widzi w sakramencie małżeństwa tak wielką wartość, że nazywa go „przymierzem” – świętymi więzami, które nie mogą zostać zerwane.
Jednak dzień ślubu jest dla małżonków dopiero początkiem. Przez kolejne lata zawarte przymierze małżeńskie będzie zmieniać ich oboje. Będą uczyć się miłości, przebaczania, służenia sobie nawzajem w dobrej i złej doli, budowania i pogłębiania małżeńskiej jedności.
Obraz małżeństwa jest przepiękną ilustracją przymierza, jakie Bóg zawarł z każdym z nas – przymierza, jakie zawarł z tobą. Wszedł z tobą w świętą, nierozerwalną więź, która ma przemienić cię od wewnątrz. 
Jak to się stało, że Bóg zobowiązał się wobec nas nieodwołalnie i bezwarunkowo? Jak zmienia się nasze życie, gdy – indywidualnie i jako Kościół – świadomie zobowiążemy się do życia w przymierzu z Bogiem.

CZYM JEST PRZYMIERZE?
Przymierza odgrywały ważną rolę w historii ludu Bożego. Na starożytnym Bliskim Wschodzie zawierano je, żeby przypieczętować ustalone warunki porozumienia między klanami zawierającymi sojusz lub stojącymi wobec potencjalnego zagrożenia. Na przykład w Księdze Rodzaju Abimelek, król Geraru, zwraca się do Abrahama słowami: „Bóg pomaga ci we wszystkim, co czynisz. Złóż mi więc teraz tu na tym miejscu przysięgę (…) I tak obaj zawarli przymierze” (Rdz 21,22-23.27).
W wielu wypadkach naród słabszy zwracał się do narodu silniejszego z prośbą o zawarcie przymierza, które byłoby korzystne dla obu stron. Naród silniejszy zobowiązywał się do bronienia narodu słabszego i prowadzenia z nim handlu, natomiast naród słabszy przyrzekał nie wchodzić w sojusze z wrogami narodu silniejszego.
Jednak niezależnie od siły czy słabości partnerów oraz od rodzaju podejmowanych zobowiązań jedna cecha pozostawała niezmienna – przymierze było czymś świętym i zobowiązującym. Obie strony zobowiązywały się do przestrzegania go pod groźbą poważnych konsekwencji zarówno ze strony swych bogów, jak i zlekceważonego partnera.

ABRAHAM – OBFITOŚĆ
BŁOGOSŁAWIEŃSTWA
Kiedy Bóg uznał, że nadszedł czas, by zacząć kształtować swój lud, postanowił wyrazić wobec niego swoją miłość i oddanie poprzez akt, który ówczesnym ludziom był dobrze znany – ceremonię zawarcia przymierza. Ukazując się Abrahamowi, rzekł do niego: „Chcę bowiem zawrzeć moje przymierze pomiędzy Mną a tobą i dać ci niezmiernie liczne potomstwo” (Rdz 17,2). W ten sposób Bóg jasno dał do zrozumienia, że pragnie wejść w bliską relację z Abrahamem i jego potomstwem. Zobowiązał się obficie błogosławić Abrahamowi oraz dać ziemię Kanaan jemu i jego potomkom: „Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało przez pokolenia jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa” (Rdz 17,7). Ze swojej strony Abraham i jego rodzina zobowiązali się chodzić Bożymi drogami i przestrzegać zawartego z Bogiem przymierza, którego zewnętrznym znakiem było obrzezanie.
Jednak przy całym podobieństwie przymierza zawartego przez Boga z Abrahamem do przymierzy między ludźmi istniała tu jedna zasadnicza różnica – to pierwsze było aktem czystej łaski. Bóg z własnej woli zechciał wyciągnąć dłoń z niebios, objawić się i wejść w przymierze z człowiekiem. Abraham miał jedynie uwierzyć w Bo- że obietnice oraz zobowiązać się do przestrzegania Bożych dróg.
Bóg obiecał Abrahamowi, że jeśli to uczyni, otrzyma błogosławieństwo przewyższające wszelkie oczekiwania.
Jego potomstwo będzie tak liczne jak gwiazdy na niebie. Rozrośnie się w wielki naród, odrębny lud, przez który spłynie błogosławieństwo na cały świat. Dzięki przymierzu zawartemu z Bogiem potomkowie Abrahama staną się kanałem łaski, wierności i opieki Boga dla wszystkich, którzy zechcą się ku Niemu zwrócić.

PRZYMIERZE Z IZRAELEM
Przymierze z Abrahamem to dopiero początek. Przez kolejne stulecia Bóg dochowywał swojego przymierza, objawiając potomkom Abrahama swą miłość i opiekę na różne sposoby. Gdy lud cierpiał w niewoli egipskiej, Bóg zesłał im ocalenie. Pod wodzą Mojżesza przeprowadził Izraelitów przez Morze Czerwone i wyprowadził na pustynię. Tam, na górze Synaj, zawarł z nimi przymierze szersze i głębsze niż to, które zawarł z Abrahamem.
Przymierze to było szersze, ponieważ ukonstytuowało ono Izraela jako naród. Lud nie był już jedynie potomstwem Abrahama. Stał się, jak powiedział Bóg, „szczególną moją własnością (…) królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19,5-6). Było też głębsze, ponieważ Bóg stwierdził jasno, że oczekuje od swego ludu określonego postępowania. Dał Izraelitom Dziesięć Przykazań, aby wspólnie czcili Boga ponad wszystko i miłowali się wzajemnie jak bracia i siostry. Dał im też nową formę kultu, skupioną wokół Arki Przymierza, aby mogli doświadczać Jego bliskości w głębszy, bardziej osobisty sposób. Pouczył ich także, jak mają żyć, aby być Mu całkowicie oddani, a zarazem świadczyć o Nim wobec sąsiednich narodów.

OBIETNICA NOWEGO
PRZYMIERZA
Czas mijał, a Izraelici rośli w liczbę i zasoby. Jednak nie zawsze żyli zgodnie z Bożymi nakazami. Podobnie jak w naszym życiu, okresy błogosławieństwa i posłuszeństwa przeplatały się z okresami słabości i grzechu. Po osiedleniu się w Ziemi Obiecanej Izraelici zaczęli stopniowo rozmijać się ze swoim świętym, zaszczytnym powołaniem. Uznali miłość Boga, Jego zbawienie i opiekę za coś oczywistego, co im się po prostu należy. Zapomnieli o dochowywaniu zawartego z Nim przymierza.
Zamiast oddawać cześć jedynemu prawdziwemu Bogu, lud zaczął czcić fałszywe bożki okolicznych narodów, Kananejczyków i Filistynów. I jak to zwykle bywa, oddawanie czci obcym bogom doprowadziło go do popełniania wszystkich grzechów i nieprawości, jakie te bożki symbolizowały. Izraelici zaczęli cenić bogactwo i władzę wyżej niż miłość i miłosierdzie. Bogaci wyzyskiwali ubogich. Grzechy oszustwa i cudzołóstwa doprowadziły do wzajemnej wrogości i rozłamów. Serca wielu odwróciły się od Boga, co było widoczne gołym okiem.
Łamiąc przymierze z Bogiem, Izraelici utracili Jego opiekę. Byli jak dzieci, które lekceważąc mądrość swoich rodziców, pozwalają sobie na ryzykowne zachowania. W końcu Izrael został pokonany przez otaczające go potężniejsze narody i lud ogarnęła rozpacz. Wielu Izraelitów znalazło się na wygnaniu, gdzie gorzkimi łzami opłakiwali swój los i zastanawiali się, dlaczego ich to spotkało. Co się stało? Czyż Bóg nie zawarł z nami przymierza i nie obiecał nas chronić? Stopniowo dochodzili do zrozumienia, że sami sprowadzili na siebie to nieszczęście przez własne grzechy. Doświadczali skutków łamania przymierza z Bogiem.
Ale Bóg nigdy nie opuścił swego ludu. Był zdecydowany dotrzymać zawartego z nim przymierza. Wciąż pragnął, aby był Jego szczególną własnością i światłem dla narodów. Tak więc obiecał mu przez proroka Jeremiasza, że zgromadzi go na nowo, aby zawrzeć z nim nowe, lepsze przymierze: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie – wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31,33-34).
Następnie Bóg rozszerzył jeszcze tę obietnicę przez proroka Ezechiela: „I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serca z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć
w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów (…) I będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” (Ez 36,26-28).

BÓG JEST ZAWSZE WIERNY
Chociaż Izraelici wiele razy okazywali się niewierni, Bóg zawsze dochowywał wierności. Nigdy z nich nie zrezygnował! Ukazał im, że przymierze zawarte z ich przodkami miało prowadzić ku nowemu, wspaniałemu przymierzu, które widniało już na horyzoncie, a miało się wypełnić w Jezusie Chrystusie. Ale jest to już dalsza historia – historia miłosierdzia, ofiarności, uzdrowienia, sprawiedliwości, a przede wszystkim wiernej miłości Boga, który nie zawahał się przed poświęceniem swego jedynego Syna dla odkupienia naszych win. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Poniedziałek, 1 lipca
Rdz 18,16-33
Czyż miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić? (Rdz 18,17)
Czy znalazłeś już sposób czytania Biblii, który ci odpowiada? Wiele osób praktykuje benedyktyńską metodę lectio divina. Inni kartkują komentarze naukowe. A jeszcze inni lamentują, że Bóg tai swoją mądrość przed zwykłymi ludźmi, i dochodzą do wniosku, że najlepiej studiowanie Biblii pozostawić teologom!
Istnieje jednak pewna bardzo prosta metoda czytania Biblii, która polega na tym, by po przeczytaniu wybranego fragmentu zadać sobie dwa pytania. Aby ją stosować, nie musisz mieć wiele czasu. Wypróbujmy ją w odniesieniu do dzisiejszych czytań.
Oto pytanie pierwsze: Panie, w jaki sposób objawiasz się w tym fragmencie?
U podstaw tego pytania leży przekonanie, że Bóg chce do nas mówić przez swoje słowo. Według Katechizmu: „W świętych księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi” (KKK, 104). Słowa te mają podobny wydźwięk, co dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju. Bóg, zamiast się ukrywać, objawia się Abrahamowi i odsłania przed nim swoje plany.
Jak odpowiedziałbyś na to pierwsze pytanie? Może na przykład tak, że Bóg w pierwszym czytaniu objawia swoje miłosierdzie. Że jest skłonny znosić ogrom grzechu ze względu na garstkę niewinnych. Jeśli kilkakrotnie powoli przeczytasz ten tekst, na pewno znajdziesz w nim więcej niż jedną odpowiedź.
A oto drugie pytanie: Panie, jak powinno wyglądać moje życie w świetle tego fragmentu?
Czasami odpowiedź zawarta jest w danym fragmencie wprost. Na przykład w dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Pójdź za Mną” (Mt 8,22). Ale bywają też i inne fragmenty, takie jak dzisiejsze pierwsze czytanie. Nie ma
w nich wyraźnego polecenia, są jednak pewne wskazówki. Może zdziwiła cię bezpośredniość, z jaką Abraham zwracał się do Boga. Może Bóg pragnie także od ciebie większej śmiałości na modlitwie i szczerego wypowiadania przed Nim swoich uczuć.
Ta prosta metoda uczy rozmowy z Panem i kroczenia za Nim w życiu. Pamiętajmy – lektura Biblii nie jest zastrzeżona dla świętych i mistyków.
A więc, co Bóg mówi do ciebie dzisiaj?
„Panie, chcę usłyszeć to, co do mnie mówisz w Twoim słowie”.
Ps 103,1-4.8-11
Mt 8,18-22

▌Wtorek, 2 lipca
Mt 8,23-27
Kimże On jest? (Mt 8,27)
W dzisiejszej Ewangelii Jezus i Jego uczniowie przeżywają burzę na morzu. Nie jest to zwykłe oberwanie chmury, ale „wielka burza” (Mt 8,24). Użyte tu przez Mateusza greckie słowo seismos oznacza dosłownie „trzęsienie ziemi”.
Mateusz używa tego słowa w Ewangelii czterokrotnie i za każdym razem sygnalizuje ono głębsze objawienie 
tożsamości Jezusa. To tak, jakby Mateusz mówił: „Uwaga! Bóg objawia tu coś bardzo ważnego!”. Zastanówmy się więc, co Bóg objawia nam w tych czterech trzęsieniach ziemi.
W dzisiejszym fragmencie Jezus śpi twardo w łodzi pomimo wichru, podczas gdy uczniowie wpadają w panikę. Kiedy Go budzą, On jednym rozkazem ucisza rozszalałe fale. Mateusz mówi nam tu, że Jezus nie jest zwyczajnym rabbim, lecz Panem stworzenia – nawet wtedy, gdy wydaje się pogrążony we śnie. Było to z pewnością pociechą dla czytelników Mateusza żyjących w pierwszym stuleciu, którzy cierpieli z powodu prześladowań.
Opisując swoje powtórne przyjście, Jezus zapowiada, że poprzedzą je „miejscami trzęsienia ziemi” (Mt 24,7), zwiastujące, że On jest blisko. Po tym, „jak moce niebios zostaną wstrząśnięte”, nastąpi objawienie – „wszystkie narody ziemi ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 24,30). Bóg objawia tu, że Jezus jest pełnym mocy Synem Człowieczym, Panem nad całą historią, któremu powierzono „panowanie, chwałę i władzę królewską” (Dn 7,13) .
Ostatnie dwie wzmianki o trzęsieniu ziemi w Ewangelii Mateusza pojawiają się przy opisie Paschy Jezusa – Jego śmierci i zmartwychwstania. Kiedy Jezus oddał ducha, „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało” (Mt 27,51-52).
Tym razem objawienie przychodzi przez setnika rzymskiego i jego ludzi, którzy „widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym»” (Mt 27,54).
Ostatnia wreszcie wzmianka o trzęsieniu ziemi pojawia się przy zmartwychwstaniu Jezusa: „Nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim” (Mt 28,1-2). Co objawia nam tu Bóg? Że Jezus zmartwychwstał. Że jest Bogiem, któremu podlega nawet śmierć.
Pan stworzenia. Pan historii. Zwycięzca nad śmiercią. Prawdziwy Syn Boży. On z pewnością może ci pomóc w twoich osobistych „trzęsieniach ziemi”.
„Jezu, ufam, że pomożesz mi Cię odnaleźć, gdy wokół mnie rozszaleje się burza”.
Rdz 19,15-29
Ps 26,2-3.9-12
Mt 8,23-27
▌Niedziela, 7 lipca
Ga 6,14-18
Nie daj Boże, bym miał się chlubić
z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystysa. (Ga 6,14)
Kościół w Galacji przeżywał kryzys. Jej mieszkańcy radośnie przyjęli proste przesłanie Pawła: Jezus Chrystus umarł za ich grzechy, zmartwychwstał dla ich zbawienia, a teraz zaprasza ich do przyjęcia daru zbawienia przez wiarę i chrzest. Gdy jednak Paweł opuścił Galację, przybyli tam inni ludzie, głosząc naukę, która była już bardziej skomplikowana: Jeśli nie przyjmiecie w całości Prawa Mojżeszowego, a zwłaszcza obrzezania, nie możecie być zbawieni. Zanim staniecie się chrześcijanami, musicie najpierw stać się dziećmi Abrahama, to znaczy nawrócić się na judaizm.
Kiedy wieść o tym dotarła do Pawła, wystosował on do nich ostry list z upomnieniem. „Czyż jesteście aż tak nierozumni?” – grzmiał. Wszyscy, „którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama” (Ga 3,3.7), a nie tylko ci, którzy zostali obrzezani. 
W ujęciu Pawła kwestia ta sięgała samej istoty ewangelicznego przesłania. Gdyby Galaci przyjęli obrzezanie, wznieśliby na nowo dawny mur dzielący Żydów i pogan, który został obalony przez Jezusa. Ponadto podtrzymaliby kłamstwo, że Jezus należy jedynie do określonej grupy ludzi. „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28) – tłumaczył Paweł.
Jest to jedna z najpiękniejszych prawd naszej wiary – w Chrystusie zniesione zostały wszystkie podziały między ludźmi. Bycie chrześcijaninem nie po- lega na dzieleniu ludzi na „swoich”
i „obcych”. Nie ma też różnych „kategorii” czy „klas” wierzących. Wszyscy są „kimś jednym”. Wszyscy bez wyjątku są grzesznikami, których Bóg umiłował i za których Syn Boży oddał życie na krzyżu. Pozostaje jedynie pytanie, czy zechcemy przyjąć to zbawienie i zgodzić się, by miłość Boga uzdrowiła nasze podzielone serca i powstrzymała nas przed tworzeniem kolejnych podziałów.
Paweł nigdy nie chciał się „chlubić” niczym, co mogło sprawić, że poczułby się kimś szczególnym i lepszym od innych (Ga 6,14). Dar miłosiernej, wyzwalającej, przemieniającej miłości Boga był dla niego cenniejszy niż wszystko inne.
Ta miłość jest dziś dla ciebie dostępna we Mszy świętej. Przyjdź, aby jej skosztować. I pozwól, by obaliła wszelkie mury w twoim sercu.
„Jezu, spraw, abym umiał kochać”.
Iz 66,10.12-14c
Ps 66,1-7.16.20
Łk 10,1-12.17-20

▌Czwartek, 11 lipca
Św. Benedykta, opata, patrona Europy
Ps 34,2-4.6.9.12.14-15
Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała. (Ps 34,2)
Pod koniec XIX wieku czternastoletni Kameruńczyk imieniem Kwa Mbange wraz z kilkoma towarzyszami został przywieziony do Niemiec, pod których protektoratem znajdował się wówczas ich kraj. Mieli oni wyuczyć się zawodów przydatnych w kolonii. Kwa Mbange trafił pod opiekę benedyktynów, aby uczyć się fachu piekarza.
Ponieważ z powodów politycznych misjonarze katoliccy nie mieli wówczas wstępu do Kamerunu, Kwa Mbange
w klasztorze po raz pierwszy w życiu zetknął się z liturgią, która wywarła na nim olbrzymie wrażenie. „Co robią ci ludzie? Komu tak pięknie śpiewają?” – pytał. Ostatecznie, przezwyciężając wiele trudności, Kwa Mbange został pierwszym Kameruńczykiem, który przyjął chrzest w Kościele katolickim. Jego determinacja otworzyła drogę do katolickiej ewangelizacji Kamerunu.
Kwa Mbange to tylko jeden z wielu przykładów ludzi, których do Kościoła pociągnęło piękno liturgii, tak pieczołowicie pielęgnowanej przez mnichów i mniszki reguły św. Benedykta. Ich hasło: „Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”, ukazuje, że Bóg jest godzien wszelkiej chwały, że warto znajdować dla Niego czas, warto Go uwielbiać, a to uwielbienie może wypełniać także wszystkie codzienne obowiązki, uświęcając cały nasz dzień.
Tempo życia, coraz większe wymagania na rynku pracy, obfitość docierających do nas bodźców, sprawiają, że jedynie z trudem znajdujemy czas na spotkanie z Bogiem. A przecież właśnie to spotkanie, będące na pozór „marnowaniem” czasu, rozstrzyga o jakości tego wszystkiego, co robimy. Człowiek, który potrafi zatrzymać się, by szukać światła u Boga, nie biegnie na oślep, wie, co robi i po co, żyje świadomie. Nie bez powodu benedyktyńskie: „Módl się i pracuj”, na pierwszym miejscu stawia modlitwę. To ona nadaje życiu smak.
Prośmy dziś Pana, aby udział w liturgii i modlitwa osobista nie były dla nas tylko jedną z pozycji na liście spraw do załatwienia, ale świadomym wejściem w relację z Tym, który sprawia, że wszystko inne nabiera sensu.
„Panie, pomóż mi odkryć piękno liturgii i naucz mnie modlić się”.
Prz 2,1-9 lub Dz 4,32-35
Mt 19,27-29

▌Sobota, 20 lipca
Wj 12,37-42
Noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana. (Wj 12,42)
Na pewno znasz to uczucie – wybiegasz w pośpiechu z domu, żeby nie spóźnić się na umówione spotkanie. Zamykasz drzwi, zastanawiając się nerwowo: „Czy zdążę? Czy niczego nie zapomniałem? Czy autobus przyjedzie punktualnie?”. Jeśli do tego wybierasz się razem z dziećmi, musisz dopilnować, czy aby na pewno zabrałeś wszystkie, czy są ubrane i najlepiej jeszcze w butach. Jest to zaledwie wyobrażenie tego szalonego pośpiechu,
z jakim Hebrajczycy opuszczali Egipt. Tysiące ludzi z dobytkiem i hodowlanymi zwierzętami, uciekających od swoich ciemiężycieli, musiało tworzyć niezwykle chaotyczną grupę.
A jak opisuje ten moment Pismo Święte? „Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana” (Wj 12,42).
To bardzo pocieszająca myśl! Wśród całego chaosu i zamieszania Bóg czuwał nad swoim ludem. Ten, który obiecał ich wyzwolić, czuwał nad nimi, zanim jeszcze wyruszyli w drogę. Bóg znał ich potrzeby oraz przeszkody, jakie mieli napotkać tej nocy. Był z nimi, aby wlewać pokój w ich serca, koić lęki i kierować ich krokami. Od chwili gdy posłał do nich Mojżesza, aż do tej nocy, Bóg czuwał nad nimi. Troskliwie przygotowywał im drogę i zapewniał bezpieczeństwo. A kiedy nadszedł właściwy moment, Izrael został uwolniony!
Bóg czuwa także nad tobą. Nie odstrasza Go nieład i chaos w twoim życiu. On wie o tobie wszystko
i troszczy się o ciebie, wyprowadzając porządek z chaosu. Ma wspaniały plan dla twojego życia, nawet jeśli teraz jeszcze go nie dostrzegasz. Zawsze jest przy tobie, zawsze czuwa, czekając na właściwy moment.
Jeśli zmagasz się teraz z jakimiś trudnościami, przypomnij sobie Izraelitów. Przez całe lata niewoli Bóg czuwał nad nimi, a z chwilą powołania Mojżesza zaczął wcielać w życie plan wyprowadzenia ich z niewoli.
A i wtedy czekał na odpowiedni moment. Może, jak Izraelici, czujesz się sfrustrowany, niespokojny i zalękniony, czekając, aż Bóg wreszcie zacznie działać. Ale On wie, jaki czas będzie najwłaściwszy.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że nade mną czuwasz. Ufam, że przyjdziesz mi z pomocą we właściwym czasie”.
Ps 136,1.16.23-24.10-15
Mt 12,14,21

Niedziela, 21 lipca
Łk 10,38-42
Marto, Marto. (Łk 10,41)
Zdarzyło ci się być tak zaabsorbowanym jakimś zajęciem, że nie usłyszałeś, jak ktoś cię woła? A może byłeś czymś tak zdenerwowany, że mąż czy żona musieli łagodnie powtarzać twoje imię, aby pomóc ci się uspokoić.
W takiej właśnie sytuacji znalazła się Marta podczas odwiedzin Jezusa. Chcąc godnie przyjąć swojego Gościa, natychmiast zabrała się do roboty. Potrawy musiały być doskonałe i różnorodne, a naczynia bez jednej plamki. Nawet gdyby miała zrobić to sama jedna, wszystko musiało być bez zarzutu.
„Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (Łk 10,40). Słowa Marty były zarazem prośbą o pomoc i oskarżeniem zrodzonym z wyczerpania i frustracji: Czy nie widzisz, jak ciężko pracuję? Powinieneś mi współczuć. To nie jest sprawiedliwe. Powiedz Marii, żeby ruszyła się i mi pomogła.
Marta sądziła, że Jezus potrzebuje wielu rzeczy – tego wszystkiego, co składa się na posiłek godny honorowego gościa. Tymczasem tym, czego Jezus naprawdę pragnął, była jej obecność przy Nim. Nie potrzebował wykwintnego posiłku ani czerwonego dywanu na przywitanie. Przyszedł otworzyć swoje serce przed Marią i jej siostrą, a od nich oczekiwał tego samego. Jedzenie mogło poczekać.
A w razie czego mógł zawsze rozmnożyć chleb i rybę!
Nie musisz być doskonały. Nie musisz niepokoić się o stan każdego „pokoju” w twoim sercu. Jezus cię nie odrzuci ani nie będzie się skarżył, jeśli zastanie tam trochę bałaganu. Pamiętaj, że przyszedł na świat – pełen cierpienia, złości, nienawiści i krzywd – aby go odkupić.
Teraz Jezus wypowiada twoje imię. Delikatnie. Dwukrotnie. Otwórz drzwi, zaproś Go do środka i zasiądź u Jego stóp.
„Panie, Ty jesteś wszystkim, czego potrzebuję. Ty sam wystarczasz”.
Rdz 18,1b.3.4b-5
Ps 15,1-5
Kol 1,24-28

▌Poniedziałek, 29 lipca
Św. Marty
J 11,19-27
Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży. (J 11,27)
Kochana, szczera Marta! Ona nigdy nie ukrywała swoich uczuć. Nie miała problemu z mówieniem głośno tego, co leżało jej na sercu. Pamiętasz, jak Jezus przybył do jej domu na posiłek, a jej siostra Maria zasiadła u Jego stóp, aby Go słuchać? Marta bez żadnych skrupułów poskarżyła się Jezusowi, że Maria nie pomaga jej w kuchni (Łk 10,40).
W dzisiejszej Ewangelii Marta wyraża przed Jezusem swoje rozczarowanie tym, że nie przyszedł wcześniej, aby uzdrowić jej brata, Łazarza (J 11,21). Nie może zrozumieć, dlaczego się spóźnił, wiedząc, że Jego dobry przyjaciel leży na łożu śmierci. Jednak mimo tego żalu i rozczarowania Marta wyznaje swoją wiarę w Niego: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży” (J 11,27).
Czasami może nam się wydawać, że wiara w Jezusa kłóci się z zadawaniem Mu pytań czy zastanawianiem się, dlaczego dopuszcza On pewne sytuacje w naszym życiu. Tymczasem postawa Marty pokazuje nam zupełnie co innego. Bez wahania wyrażała ona przed Jezusem swoje wątpliwości, uczucia i wewnętrzne walki – i wcale nie kłóciło się to z jej mocną wiarą. Mimo wszystko wierzyła, że On był Tym, który „miał przyjść na świat” (J 11,27).
Ty także jesteś przyjacielem Jezusa. A to znaczy, że możesz być z Nim równie szczery jak Marta. Możesz wyznać Mu, że czujesz się Nim rozczarowany. Możesz nawet powiedzieć, że jesteś na Niego wściekły lub czujesz się zawiedziony tym, co czyni lub czego nie czyni. Nie martw się, On cię za to nie potępi. Jest nie tylko Bogiem, ale i człowiekiem. Wie, co czujesz, gdyż sam czuł podobnie. Twoja szczerość, zamiast zaszkodzić waszej relacji, może ją jeszcze umocnić.
Pamiętaj jednak, aby również, podobnie jak Marta, wyznać Mu swoją wiarę. Powiedz na przykład: „Jezu, nie rozumiem tej sytuacji, ale wierzę, że mnie kochasz i chcesz dla mnie jak najlepiej”.
Przed wskrzeszeniem Łazarza Jezus przypomniał Marcie: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” (J 11,40). Jest to obietnica dla nas wszystkich!
„Wierzę, Jezu! Dziękuję Ci za to, że pozwalasz mi szczerze wypowiadać przed Tobą wszystko, co leży mi na sercu”.
1 J 4,7-16
Ps 34,2-11
lub Łk 10,38-42


MAGAZYN:
Modlitwa nieustanna – serio?
Sposób dla zapracowanych

Jako nastolatek spędziłem kiedyś lato, zmywając naczynia i sprzątając ze stołów w lodziarni Gifforda w Silver Spring w stanie Maryland. Do dziś pamiętam charakterystyczny zapach topiących się lodów, zmieszany z mydlanym aromatem płynu do mycia naczyń.
Szczerze mówiąc, przez całe lato nie tknąłem lodów. Na samą myśl o nich dostawałem mdłości. Nic dziwnego, przecież całe popołudnia i wieczory spędzałem unurzany po łokcie w niedojedzonych deserach czekoladowych, rozpuszczonej bitej śmietanie, sflaczałych wiśniach i rozmoczonych posypkach. Oczywiście z czasem doszedłem do siebie. Dzisiaj lody nie są już dla mnie problemem (chociaż mój lekarz i moja żona mogą tu się ze mną nie zgodzić).
W każdym razie wspomnienia tamtego lata, kiedy wszystko kręciło się wokół lodów, ożyły we mnie, gdy sięgnąłem po książkę O praktykowaniu Bożej obecności tajemniczego karmelity Nicolasa Hermana, bardziej znanego jako brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania.
Kilka wieków temu brat Wawrzyniec wypracował prostą, lecz głęboką formę duchowości, która zainspirowała całe pokolenia wierzących. Moim zdaniem daje nam ona wzór, jak sprawić, by modlitwa stała się nie tylko częścią naszego życia, ale jego najważniejszą częścią. Praktykowanie Bożej obecności przemienia sam fakt życia w stałą, niekończącą się modlitwę – jest sposobem modlitwy nieustannej.

SKROMNY POCZĄTEK
Nicolas Herman urodził się we Francji w 1614 roku. Podczas służby wojskowej odniósł rany i w czasie rehabilitacji postanowił zostać mnichem. W wieku dwudziestu sześciu lat wstąpił do zakonu karmelitów bosych w Paryżu jako brat zakonny, przyjmując imię Wawrzyniec.
Pracował w klasztornej kuchni, przygotowując posiłki dla braci. W późniejszych latach zajmował się wyrobem sandałów. Nie były to fascynujące zajęcia. Jego obowiązki były pracochłonne, żmudne i… mało inspirujące.
Brat Wawrzyniec odkrył, że życie klasztorne nie jest nawet w przybliżeniu tak atrakcyjne, jak tego oczekiwał. Modlił się, medytował, spędzał całe godziny w ciszy. I nic z tego nie zaspokajało go naprawdę. Wreszcie odnalazł własną, wyjątkową formę duchowości, ćwicząc się w praktykowaniu obecności Bożej podczas wykonywania codziennych prac, na przykład przy gotowaniu potraw. 
Jak pisał: „Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez miłosne spojrzenie na Boga, które mógłbym nazwać rzeczywistą obecnością Boga albo – żeby lepiej to wyrazić – rozmową milczącą i tajemniczą duszy z Bogiem, która trwa nieustannie”.
Brat Wawrzyniec zmarł w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat, nieznany nikomu poza współbraćmi. Pozostawił po sobie niewielką książeczkę, będącą skromnym, ale pięknym skarbem. Jest ona czymś w rodzaju jego własnej „reguły”, przewodnikiem dla wszystkich, którzy chcą uczynić swoje codzienne życie nieustanną modlitwą.

MODLITWA DLA KAŻDEGO
Brat Wawrzyniec tak pisał o swojej pracy w kuchni: „Czas działania nie różni się wcale tak bardzo od czasu modlitwy, gdyż trwam w obecności Boga z takim samym pokojem w zamieszaniu panującym w mojej kuchni, gdzie często ludzie proszą mnie naraz o wiele rzeczy, jak i wtedy, gdy klęczę przed Najświętszym Sakramentem”.
Po dziś dzień brat Wawrzyniec jest żywym świadkiem tego, czego wielu z nas, świadomie czy nieświadomie, nie dopuszcza do siebie – modlitwa może być nieskończenie twórcza i dostosowana do każdych okoliczności. Może ona – a nawet powinna! – obejmować wszystko, czym jesteśmy. Modlimy się do Pana jako Jego stworzenia, jako istoty cielesne, które trudzą się, zmagają, cieszą – i oczywiście pracują.
Chcesz modlić się nieustannie? Zacznij od przeżywania każdego gestu, każdego działania, pracy czy zadania jako formy modlitwy. Ofiaruj je Bogu. Przy kuchennym zlewie, w warsztacie, w autobusie, w ogrodzie, przy biurku za stosem papierów, które musisz posegregować.
Każda praca, ofiarowana Panu z miłością, może stać się modlitwą, jeśli wykonujemy ją z taką intencją. Naprawdę. Odbieranie telefonów, uprawianie ogrodu, pisanie pracy semestralnej, robienie bilansu, przewijanie dziecka, bandażowanie rany – wszystkie te i inne czynności są częścią Bożego, nieskończenie cudownego, a zarazem niedoskonałego świata. Możemy nie tylko wykonywać te czynności. Możemy się nimi modlić.
Kiedy byłem mały, nad zlewem kuchennym mojej matki wisiała mała plakietka z modlitwą. „Modlitwa kuchenna” dobrze wyraża duchowość brata Wawrzyńca oraz tę pobożność, jaką stara się żyć na co dzień wielu z nas.
Autorką tej modlitwy jest Klara Munkres, emerytowana nauczycielka z Savannah w stanie Missouri. Zmarła ona w 1971 roku, a chociaż większość ludzi nigdy o niej nie słyszała, to jednak jej słowa zdobyły sobie ogromną popularność:
„Panie garnków, patelni i sprzętów rozlicznych,
wiesz, że nie dla mnie świętość
czynów heroicznych,
nocnych czuwań, rozmyślań,
i marzeń prześlicznych.
Nie mam czasu do nieba
szturmować, jak należy,
uświęć mnie więc
przy gotowaniu
i zmywaniu talerzy”.
Klara Munkres uchwyciła tu coś bardzo ważnego – pogodę ducha, jaka płynie z czynienia wszystkiego, ale to naprawdę wszystkiego, dla Boga.

ODDANIE SIĘ BOGU
Przed pięcioma wiekami brat Wawrzyniec zrozumiał, że modlitwa nieustanna wcale nie jest tak trudna, jak się może wydawać. Stał się mistrzem teologii obecności, daru bycia obecnym dla Boga, a ta głęboka świadomość pozwalała mu minuta po minucie praktykować Bożą obecność. Jego sekret? „Staram się usilnie nie robić ani nie myśleć niczego, co byłoby Mu niemiłe. Ufam, że kiedy uczynię to, co mogę, On uczyni ze mną to, co Mu się spodoba”.
Choć brzmi to dosyć prosto, jest potężnym wyzwaniem. Wymaga zaangażowania całego siebie – w podobny sposób, jak będąc nastolatkiem przeżywałem zmywanie naczyń w lodziarni.
Jednak korzyści płynące z zaangażowania w modlitwę opisaną przez brata Wawrzyńca są o wiele trwalsze. No i oczywiście zapach jest nieporównywalnie słodszy. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 7 (311) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Nowe przymierze w Chrystusie”. W trzech początkowych artykułach mówimy o tym, że Bóg wielokrotnie zawierał przymierze z ludźmi, podjął wobec nich pewne zobowiązania i zawsze był im wierny. Nowe, wieczne przymierze z nami przypieczętował swoja krwią Jezus Chrystus, Boży Syn. Każdy z nas także jest stroną tego przymierza. 
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych. 
W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Hildegardzie Burjan, która była świadkiem wiary, angażując się na początku XX w. w sprawy społeczne. Była w Austrii parlamentarzystką z ramienia Chrześcijańskiej Partii Socjalistycznej, a biskup Wiednia nazywał ją „sumieniem parlamentu”. Ponadto świadectwo „Niebezpieczna wspinaczka” – o tym, jak bliskie spotkanie ze śmiercią pomogło w zawierzeniu, oraz artykuł „Modlitwa nieustanna – serio?” o niezwykle prostej metodzie modlitwy, zaczerpniętej od żyjącego w XVII w. brata Wawrzyńca. 
W numerze ponadto omówienie i fragment książki Johna Powella „Dlaczego boję się kochać?” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz.  

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Przymierze miłości
Bóg wybiera sobie lud na własność............................ 4

Lepsze obietnice nowego przymierza
Bóg może przemienić nasze serca............................. 10

List od Chrystusa
Jesteś świadectwem wiernej miłości Boga.................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 lipca............................. 20

MAGAZYN

Sumienie parlamentu
Bł. Hildegarda Burjan – świadek wiary w sferze
publicznej – Woodeene Koenig-Bricker............................. 47

Niebezpieczna wspinaczka
Bliskie spotkanie ze śmiercią pomogło mi
zawierzyć Bogu – diakon Dave Brencic.................... 53

Modlitwa nieustanna – serio?
Sposób dla zapracowanych – diakon Greg Kandra............................. 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

W obecnym numerze podejmujemy jeden z moich ulubionych tematów biblijnych – przymierze, jakie zawarł z nami Bóg. Słyszymy o nim w każdą niedzielę podczas Mszy świętej, kiedy kapłan powtarza słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „To jest bowiem kielich Krwi mojej nowego i wiecznego przymierza”. Jednak jak to często bywa, słowa te wpadają nam jednym uchem i wypadają drugim.
Co to znaczy, że Bóg zawarł z nami przymierze? To znaczy, że podjął wobec nas pewne zobowiązania. Zobowiązał się, że będzie nas kochał, otaczał troską, chronił i prowadził do nieba. A ponieważ jest to przymierze wieczne, zobowiązał się to czynić zawsze. „Na wieki zostanie ugruntowana łaska, utrwalona Twoja wierność jak niebiosa” (Ps 89,3) – głosi psalmista. Co więcej, Bóg związał się przymierzem nie tylko z całą ludzkością, ale również z każdym z nas indywidualnie. Związał się także z tobą!
Najcenniejsze w tym przymierzu jest to, że opiera się ono na bezwarunkowej miłości Boga do nas, a nie na naszych wysiłkach. Bóg nie powiedział, że dotrzyma przymierza jedynie wobec tych, którzy są doskonali, którzy na to zasługują. Nie powiedział, że będzie dochowywał go tylko wtedy, gdy będziemy postępować dobrze, a odstąpi od niego, gdy upadniemy w grzech. Jego przymierze uwzględnia fakt naszej grzeszności. Pismo Święte mówi wprost, że Jezus zapoczątkował to przymierze na krzyżu, przelewając swoją krew „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28; Hbr 13,20).
W zeszłym miesiącu (dokładnie w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła) wraz z moja żoną, Jeannie, obchodziliśmy trzydziestą czwartą rocznicę naszego ślubu. Przed trzydziestoma czterema laty przyrzekaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia. W ciągu tych lat przeżywaliśmy chwile zarówno szczęśliwe, jak i trudne. Czasami było nam łatwo żyć w miłości i wierności, ale zdarzały się też (choć rzadko) sytuacje, kiedy nie było to takie proste. Pośród codziennych radości i kłopotów mieliśmy świadomość, że jesteśmy związani przymierzem miłości – przymierzem wielokrotnie błogosławionym przez Boga.
Analogia małżeństwa daje nam pewien wgląd w to, na czym polega przymierze Jezusa z nami. On, podobnie jak wierny współmałżonek, zobowiązuje się być przy nas w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli. Przyrzeka nam miłość i wierność przez wszystkie dni naszego życia. Przyrzeka też, że będzie z nami zawsze, „aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Z doświadczenia wiemy, jak często my, ludzie, zawodzimy i nie dotrzymujemy złożonych w najlepszej wierze przyrzeczeń. Świadczy o tym choćby wciąż rosnąca liczba rozwodów. Nie tak jest jednak z Bogiem. On zawsze dotrzymuje swoich obietnic!
W tym miesiącu poświęćmy czas na refleksję nad przymierzem, jakie zawarł z nami Bóg. W nadchodzących tygodniach prośmy w modlitwie Ducha Świętego, aby pomógł nam zobaczyć, jak głęboko Bóg związał się z każdym z nas. Ciągle od nowa przypominajmy sobie, że Bóg jest z nami, że jest bliżej nas, niż możemy to sobie wyobrazić.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁY:

Przymierze miłości

Bóg wybiera sobie lud na własność

Kiedy ostatni raz byłeś na ślubie? Jak bardzo budujący jest widok mężczyzny i kobiety, którzy wobec Boga uroczyście przyrzekają sobie wzajemną miłość i wierność aż do końca życia! Kościół widzi w sakramencie małżeństwa tak wielką wartość, że nazywa go „przymierzem” – świętymi więzami, które nie mogą zostać zerwane.
Jednak dzień ślubu jest dla małżonków dopiero początkiem. Przez kolejne lata zawarte przymierze małżeńskie będzie zmieniać ich oboje. Będą uczyć się miłości, przebaczania, służenia sobie nawzajem w dobrej i złej doli, budowania i pogłębiania małżeńskiej jedności.
Obraz małżeństwa jest przepiękną ilustracją przymierza, jakie Bóg zawarł z każdym z nas – przymierza, jakie zawarł z tobą. Wszedł z tobą w świętą, nierozerwalną więź, która ma przemienić cię od wewnątrz. 
Jak to się stało, że Bóg zobowiązał się wobec nas nieodwołalnie i bezwarunkowo? Jak zmienia się nasze życie, gdy – indywidualnie i jako Kościół – świadomie zobowiążemy się do życia w przymierzu z Bogiem.

CZYM JEST PRZYMIERZE?
Przymierza odgrywały ważną rolę w historii ludu Bożego. Na starożytnym Bliskim Wschodzie zawierano je, żeby przypieczętować ustalone warunki porozumienia między klanami zawierającymi sojusz lub stojącymi wobec potencjalnego zagrożenia. Na przykład w Księdze Rodzaju Abimelek, król Geraru, zwraca się do Abrahama słowami: „Bóg pomaga ci we wszystkim, co czynisz. Złóż mi więc teraz tu na tym miejscu przysięgę (…) I tak obaj zawarli przymierze” (Rdz 21,22-23.27).
W wielu wypadkach naród słabszy zwracał się do narodu silniejszego z prośbą o zawarcie przymierza, które byłoby korzystne dla obu stron. Naród silniejszy zobowiązywał się do bronienia narodu słabszego i prowadzenia z nim handlu, natomiast naród słabszy przyrzekał nie wchodzić w sojusze z wrogami narodu silniejszego.
Jednak niezależnie od siły czy słabości partnerów oraz od rodzaju podejmowanych zobowiązań jedna cecha pozostawała niezmienna – przymierze było czymś świętym i zobowiązującym. Obie strony zobowiązywały się do przestrzegania go pod groźbą poważnych konsekwencji zarówno ze strony swych bogów, jak i zlekceważonego partnera.

ABRAHAM – OBFITOŚĆ
BŁOGOSŁAWIEŃSTWA
Kiedy Bóg uznał, że nadszedł czas, by zacząć kształtować swój lud, postanowił wyrazić wobec niego swoją miłość i oddanie poprzez akt, który ówczesnym ludziom był dobrze znany – ceremonię zawarcia przymierza. Ukazując się Abrahamowi, rzekł do niego: „Chcę bowiem zawrzeć moje przymierze pomiędzy Mną a tobą i dać ci niezmiernie liczne potomstwo” (Rdz 17,2). W ten sposób Bóg jasno dał do zrozumienia, że pragnie wejść w bliską relację z Abrahamem i jego potomstwem. Zobowiązał się obficie błogosławić Abrahamowi oraz dać ziemię Kanaan jemu i jego potomkom: „Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało przez pokolenia jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa” (Rdz 17,7). Ze swojej strony Abraham i jego rodzina zobowiązali się chodzić Bożymi drogami i przestrzegać zawartego z Bogiem przymierza, którego zewnętrznym znakiem było obrzezanie.
Jednak przy całym podobieństwie przymierza zawartego przez Boga z Abrahamem do przymierzy między ludźmi istniała tu jedna zasadnicza różnica – to pierwsze było aktem czystej łaski. Bóg z własnej woli zechciał wyciągnąć dłoń z niebios, objawić się i wejść w przymierze z człowiekiem. Abraham miał jedynie uwierzyć w Bo- że obietnice oraz zobowiązać się do przestrzegania Bożych dróg.
Bóg obiecał Abrahamowi, że jeśli to uczyni, otrzyma błogosławieństwo przewyższające wszelkie oczekiwania.
Jego potomstwo będzie tak liczne jak gwiazdy na niebie. Rozrośnie się w wielki naród, odrębny lud, przez który spłynie błogosławieństwo na cały świat. Dzięki przymierzu zawartemu z Bogiem potomkowie Abrahama staną się kanałem łaski, wierności i opieki Boga dla wszystkich, którzy zechcą się ku Niemu zwrócić.

PRZYMIERZE Z IZRAELEM
Przymierze z Abrahamem to dopiero początek. Przez kolejne stulecia Bóg dochowywał swojego przymierza, objawiając potomkom Abrahama swą miłość i opiekę na różne sposoby. Gdy lud cierpiał w niewoli egipskiej, Bóg zesłał im ocalenie. Pod wodzą Mojżesza przeprowadził Izraelitów przez Morze Czerwone i wyprowadził na pustynię. Tam, na górze Synaj, zawarł z nimi przymierze szersze i głębsze niż to, które zawarł z Abrahamem.
Przymierze to było szersze, ponieważ ukonstytuowało ono Izraela jako naród. Lud nie był już jedynie potomstwem Abrahama. Stał się, jak powiedział Bóg, „szczególną moją własnością (…) królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19,5-6). Było też głębsze, ponieważ Bóg stwierdził jasno, że oczekuje od swego ludu określonego postępowania. Dał Izraelitom Dziesięć Przykazań, aby wspólnie czcili Boga ponad wszystko i miłowali się wzajemnie jak bracia i siostry. Dał im też nową formę kultu, skupioną wokół Arki Przymierza, aby mogli doświadczać Jego bliskości w głębszy, bardziej osobisty sposób. Pouczył ich także, jak mają żyć, aby być Mu całkowicie oddani, a zarazem świadczyć o Nim wobec sąsiednich narodów.

OBIETNICA NOWEGO
PRZYMIERZA
Czas mijał, a Izraelici rośli w liczbę i zasoby. Jednak nie zawsze żyli zgodnie z Bożymi nakazami. Podobnie jak w naszym życiu, okresy błogosławieństwa i posłuszeństwa przeplatały się z okresami słabości i grzechu. Po osiedleniu się w Ziemi Obiecanej Izraelici zaczęli stopniowo rozmijać się ze swoim świętym, zaszczytnym powołaniem. Uznali miłość Boga, Jego zbawienie i opiekę za coś oczywistego, co im się po prostu należy. Zapomnieli o dochowywaniu zawartego z Nim przymierza.
Zamiast oddawać cześć jedynemu prawdziwemu Bogu, lud zaczął czcić fałszywe bożki okolicznych narodów, Kananejczyków i Filistynów. I jak to zwykle bywa, oddawanie czci obcym bogom doprowadziło go do popełniania wszystkich grzechów i nieprawości, jakie te bożki symbolizowały. Izraelici zaczęli cenić bogactwo i władzę wyżej niż miłość i miłosierdzie. Bogaci wyzyskiwali ubogich. Grzechy oszustwa i cudzołóstwa doprowadziły do wzajemnej wrogości i rozłamów. Serca wielu odwróciły się od Boga, co było widoczne gołym okiem.
Łamiąc przymierze z Bogiem, Izraelici utracili Jego opiekę. Byli jak dzieci, które lekceważąc mądrość swoich rodziców, pozwalają sobie na ryzykowne zachowania. W końcu Izrael został pokonany przez otaczające go potężniejsze narody i lud ogarnęła rozpacz. Wielu Izraelitów znalazło się na wygnaniu, gdzie gorzkimi łzami opłakiwali swój los i zastanawiali się, dlaczego ich to spotkało. Co się stało? Czyż Bóg nie zawarł z nami przymierza i nie obiecał nas chronić? Stopniowo dochodzili do zrozumienia, że sami sprowadzili na siebie to nieszczęście przez własne grzechy. Doświadczali skutków łamania przymierza z Bogiem.
Ale Bóg nigdy nie opuścił swego ludu. Był zdecydowany dotrzymać zawartego z nim przymierza. Wciąż pragnął, aby był Jego szczególną własnością i światłem dla narodów. Tak więc obiecał mu przez proroka Jeremiasza, że zgromadzi go na nowo, aby zawrzeć z nim nowe, lepsze przymierze: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie – wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31,33-34).
Następnie Bóg rozszerzył jeszcze tę obietnicę przez proroka Ezechiela: „I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serca z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć
w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów (…) I będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” (Ez 36,26-28).

BÓG JEST ZAWSZE WIERNY
Chociaż Izraelici wiele razy okazywali się niewierni, Bóg zawsze dochowywał wierności. Nigdy z nich nie zrezygnował! Ukazał im, że przymierze zawarte z ich przodkami miało prowadzić ku nowemu, wspaniałemu przymierzu, które widniało już na horyzoncie, a miało się wypełnić w Jezusie Chrystusie. Ale jest to już dalsza historia – historia miłosierdzia, ofiarności, uzdrowienia, sprawiedliwości, a przede wszystkim wiernej miłości Boga, który nie zawahał się przed poświęceniem swego jedynego Syna dla odkupienia naszych win. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Poniedziałek, 1 lipca
Rdz 18,16-33
Czyż miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić? (Rdz 18,17)
Czy znalazłeś już sposób czytania Biblii, który ci odpowiada? Wiele osób praktykuje benedyktyńską metodę lectio divina. Inni kartkują komentarze naukowe. A jeszcze inni lamentują, że Bóg tai swoją mądrość przed zwykłymi ludźmi, i dochodzą do wniosku, że najlepiej studiowanie Biblii pozostawić teologom!
Istnieje jednak pewna bardzo prosta metoda czytania Biblii, która polega na tym, by po przeczytaniu wybranego fragmentu zadać sobie dwa pytania. Aby ją stosować, nie musisz mieć wiele czasu. Wypróbujmy ją w odniesieniu do dzisiejszych czytań.
Oto pytanie pierwsze: Panie, w jaki sposób objawiasz się w tym fragmencie?
U podstaw tego pytania leży przekonanie, że Bóg chce do nas mówić przez swoje słowo. Według Katechizmu: „W świętych księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi” (KKK, 104). Słowa te mają podobny wydźwięk, co dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju. Bóg, zamiast się ukrywać, objawia się Abrahamowi i odsłania przed nim swoje plany.
Jak odpowiedziałbyś na to pierwsze pytanie? Może na przykład tak, że Bóg w pierwszym czytaniu objawia swoje miłosierdzie. Że jest skłonny znosić ogrom grzechu ze względu na garstkę niewinnych. Jeśli kilkakrotnie powoli przeczytasz ten tekst, na pewno znajdziesz w nim więcej niż jedną odpowiedź.
A oto drugie pytanie: Panie, jak powinno wyglądać moje życie w świetle tego fragmentu?
Czasami odpowiedź zawarta jest w danym fragmencie wprost. Na przykład w dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Pójdź za Mną” (Mt 8,22). Ale bywają też i inne fragmenty, takie jak dzisiejsze pierwsze czytanie. Nie ma
w nich wyraźnego polecenia, są jednak pewne wskazówki. Może zdziwiła cię bezpośredniość, z jaką Abraham zwracał się do Boga. Może Bóg pragnie także od ciebie większej śmiałości na modlitwie i szczerego wypowiadania przed Nim swoich uczuć.
Ta prosta metoda uczy rozmowy z Panem i kroczenia za Nim w życiu. Pamiętajmy – lektura Biblii nie jest zastrzeżona dla świętych i mistyków.
A więc, co Bóg mówi do ciebie dzisiaj?
„Panie, chcę usłyszeć to, co do mnie mówisz w Twoim słowie”.
Ps 103,1-4.8-11
Mt 8,18-22

▌Wtorek, 2 lipca
Mt 8,23-27
Kimże On jest? (Mt 8,27)
W dzisiejszej Ewangelii Jezus i Jego uczniowie przeżywają burzę na morzu. Nie jest to zwykłe oberwanie chmury, ale „wielka burza” (Mt 8,24). Użyte tu przez Mateusza greckie słowo seismos oznacza dosłownie „trzęsienie ziemi”.
Mateusz używa tego słowa w Ewangelii czterokrotnie i za każdym razem sygnalizuje ono głębsze objawienie 
tożsamości Jezusa. To tak, jakby Mateusz mówił: „Uwaga! Bóg objawia tu coś bardzo ważnego!”. Zastanówmy się więc, co Bóg objawia nam w tych czterech trzęsieniach ziemi.
W dzisiejszym fragmencie Jezus śpi twardo w łodzi pomimo wichru, podczas gdy uczniowie wpadają w panikę. Kiedy Go budzą, On jednym rozkazem ucisza rozszalałe fale. Mateusz mówi nam tu, że Jezus nie jest zwyczajnym rabbim, lecz Panem stworzenia – nawet wtedy, gdy wydaje się pogrążony we śnie. Było to z pewnością pociechą dla czytelników Mateusza żyjących w pierwszym stuleciu, którzy cierpieli z powodu prześladowań.
Opisując swoje powtórne przyjście, Jezus zapowiada, że poprzedzą je „miejscami trzęsienia ziemi” (Mt 24,7), zwiastujące, że On jest blisko. Po tym, „jak moce niebios zostaną wstrząśnięte”, nastąpi objawienie – „wszystkie narody ziemi ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 24,30). Bóg objawia tu, że Jezus jest pełnym mocy Synem Człowieczym, Panem nad całą historią, któremu powierzono „panowanie, chwałę i władzę królewską” (Dn 7,13) .
Ostatnie dwie wzmianki o trzęsieniu ziemi w Ewangelii Mateusza pojawiają się przy opisie Paschy Jezusa – Jego śmierci i zmartwychwstania. Kiedy Jezus oddał ducha, „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało” (Mt 27,51-52).
Tym razem objawienie przychodzi przez setnika rzymskiego i jego ludzi, którzy „widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym»” (Mt 27,54).
Ostatnia wreszcie wzmianka o trzęsieniu ziemi pojawia się przy zmartwychwstaniu Jezusa: „Nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim” (Mt 28,1-2). Co objawia nam tu Bóg? Że Jezus zmartwychwstał. Że jest Bogiem, któremu podlega nawet śmierć.
Pan stworzenia. Pan historii. Zwycięzca nad śmiercią. Prawdziwy Syn Boży. On z pewnością może ci pomóc w twoich osobistych „trzęsieniach ziemi”.
„Jezu, ufam, że pomożesz mi Cię odnaleźć, gdy wokół mnie rozszaleje się burza”.
Rdz 19,15-29
Ps 26,2-3.9-12
Mt 8,23-27
▌Niedziela, 7 lipca
Ga 6,14-18
Nie daj Boże, bym miał się chlubić
z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystysa. (Ga 6,14)
Kościół w Galacji przeżywał kryzys. Jej mieszkańcy radośnie przyjęli proste przesłanie Pawła: Jezus Chrystus umarł za ich grzechy, zmartwychwstał dla ich zbawienia, a teraz zaprasza ich do przyjęcia daru zbawienia przez wiarę i chrzest. Gdy jednak Paweł opuścił Galację, przybyli tam inni ludzie, głosząc naukę, która była już bardziej skomplikowana: Jeśli nie przyjmiecie w całości Prawa Mojżeszowego, a zwłaszcza obrzezania, nie możecie być zbawieni. Zanim staniecie się chrześcijanami, musicie najpierw stać się dziećmi Abrahama, to znaczy nawrócić się na judaizm.
Kiedy wieść o tym dotarła do Pawła, wystosował on do nich ostry list z upomnieniem. „Czyż jesteście aż tak nierozumni?” – grzmiał. Wszyscy, „którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama” (Ga 3,3.7), a nie tylko ci, którzy zostali obrzezani. 
W ujęciu Pawła kwestia ta sięgała samej istoty ewangelicznego przesłania. Gdyby Galaci przyjęli obrzezanie, wznieśliby na nowo dawny mur dzielący Żydów i pogan, który został obalony przez Jezusa. Ponadto podtrzymaliby kłamstwo, że Jezus należy jedynie do określonej grupy ludzi. „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28) – tłumaczył Paweł.
Jest to jedna z najpiękniejszych prawd naszej wiary – w Chrystusie zniesione zostały wszystkie podziały między ludźmi. Bycie chrześcijaninem nie po- lega na dzieleniu ludzi na „swoich”
i „obcych”. Nie ma też różnych „kategorii” czy „klas” wierzących. Wszyscy są „kimś jednym”. Wszyscy bez wyjątku są grzesznikami, których Bóg umiłował i za których Syn Boży oddał życie na krzyżu. Pozostaje jedynie pytanie, czy zechcemy przyjąć to zbawienie i zgodzić się, by miłość Boga uzdrowiła nasze podzielone serca i powstrzymała nas przed tworzeniem kolejnych podziałów.
Paweł nigdy nie chciał się „chlubić” niczym, co mogło sprawić, że poczułby się kimś szczególnym i lepszym od innych (Ga 6,14). Dar miłosiernej, wyzwalającej, przemieniającej miłości Boga był dla niego cenniejszy niż wszystko inne.
Ta miłość jest dziś dla ciebie dostępna we Mszy świętej. Przyjdź, aby jej skosztować. I pozwól, by obaliła wszelkie mury w twoim sercu.
„Jezu, spraw, abym umiał kochać”.
Iz 66,10.12-14c
Ps 66,1-7.16.20
Łk 10,1-12.17-20

▌Czwartek, 11 lipca
Św. Benedykta, opata, patrona Europy
Ps 34,2-4.6.9.12.14-15
Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała. (Ps 34,2)
Pod koniec XIX wieku czternastoletni Kameruńczyk imieniem Kwa Mbange wraz z kilkoma towarzyszami został przywieziony do Niemiec, pod których protektoratem znajdował się wówczas ich kraj. Mieli oni wyuczyć się zawodów przydatnych w kolonii. Kwa Mbange trafił pod opiekę benedyktynów, aby uczyć się fachu piekarza.
Ponieważ z powodów politycznych misjonarze katoliccy nie mieli wówczas wstępu do Kamerunu, Kwa Mbange
w klasztorze po raz pierwszy w życiu zetknął się z liturgią, która wywarła na nim olbrzymie wrażenie. „Co robią ci ludzie? Komu tak pięknie śpiewają?” – pytał. Ostatecznie, przezwyciężając wiele trudności, Kwa Mbange został pierwszym Kameruńczykiem, który przyjął chrzest w Kościele katolickim. Jego determinacja otworzyła drogę do katolickiej ewangelizacji Kamerunu.
Kwa Mbange to tylko jeden z wielu przykładów ludzi, których do Kościoła pociągnęło piękno liturgii, tak pieczołowicie pielęgnowanej przez mnichów i mniszki reguły św. Benedykta. Ich hasło: „Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”, ukazuje, że Bóg jest godzien wszelkiej chwały, że warto znajdować dla Niego czas, warto Go uwielbiać, a to uwielbienie może wypełniać także wszystkie codzienne obowiązki, uświęcając cały nasz dzień.
Tempo życia, coraz większe wymagania na rynku pracy, obfitość docierających do nas bodźców, sprawiają, że jedynie z trudem znajdujemy czas na spotkanie z Bogiem. A przecież właśnie to spotkanie, będące na pozór „marnowaniem” czasu, rozstrzyga o jakości tego wszystkiego, co robimy. Człowiek, który potrafi zatrzymać się, by szukać światła u Boga, nie biegnie na oślep, wie, co robi i po co, żyje świadomie. Nie bez powodu benedyktyńskie: „Módl się i pracuj”, na pierwszym miejscu stawia modlitwę. To ona nadaje życiu smak.
Prośmy dziś Pana, aby udział w liturgii i modlitwa osobista nie były dla nas tylko jedną z pozycji na liście spraw do załatwienia, ale świadomym wejściem w relację z Tym, który sprawia, że wszystko inne nabiera sensu.
„Panie, pomóż mi odkryć piękno liturgii i naucz mnie modlić się”.
Prz 2,1-9 lub Dz 4,32-35
Mt 19,27-29

▌Sobota, 20 lipca
Wj 12,37-42
Noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana. (Wj 12,42)
Na pewno znasz to uczucie – wybiegasz w pośpiechu z domu, żeby nie spóźnić się na umówione spotkanie. Zamykasz drzwi, zastanawiając się nerwowo: „Czy zdążę? Czy niczego nie zapomniałem? Czy autobus przyjedzie punktualnie?”. Jeśli do tego wybierasz się razem z dziećmi, musisz dopilnować, czy aby na pewno zabrałeś wszystkie, czy są ubrane i najlepiej jeszcze w butach. Jest to zaledwie wyobrażenie tego szalonego pośpiechu,
z jakim Hebrajczycy opuszczali Egipt. Tysiące ludzi z dobytkiem i hodowlanymi zwierzętami, uciekających od swoich ciemiężycieli, musiało tworzyć niezwykle chaotyczną grupę.
A jak opisuje ten moment Pismo Święte? „Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana” (Wj 12,42).
To bardzo pocieszająca myśl! Wśród całego chaosu i zamieszania Bóg czuwał nad swoim ludem. Ten, który obiecał ich wyzwolić, czuwał nad nimi, zanim jeszcze wyruszyli w drogę. Bóg znał ich potrzeby oraz przeszkody, jakie mieli napotkać tej nocy. Był z nimi, aby wlewać pokój w ich serca, koić lęki i kierować ich krokami. Od chwili gdy posłał do nich Mojżesza, aż do tej nocy, Bóg czuwał nad nimi. Troskliwie przygotowywał im drogę i zapewniał bezpieczeństwo. A kiedy nadszedł właściwy moment, Izrael został uwolniony!
Bóg czuwa także nad tobą. Nie odstrasza Go nieład i chaos w twoim życiu. On wie o tobie wszystko
i troszczy się o ciebie, wyprowadzając porządek z chaosu. Ma wspaniały plan dla twojego życia, nawet jeśli teraz jeszcze go nie dostrzegasz. Zawsze jest przy tobie, zawsze czuwa, czekając na właściwy moment.
Jeśli zmagasz się teraz z jakimiś trudnościami, przypomnij sobie Izraelitów. Przez całe lata niewoli Bóg czuwał nad nimi, a z chwilą powołania Mojżesza zaczął wcielać w życie plan wyprowadzenia ich z niewoli.
A i wtedy czekał na odpowiedni moment. Może, jak Izraelici, czujesz się sfrustrowany, niespokojny i zalękniony, czekając, aż Bóg wreszcie zacznie działać. Ale On wie, jaki czas będzie najwłaściwszy.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że nade mną czuwasz. Ufam, że przyjdziesz mi z pomocą we właściwym czasie”.
Ps 136,1.16.23-24.10-15
Mt 12,14,21

Niedziela, 21 lipca
Łk 10,38-42
Marto, Marto. (Łk 10,41)
Zdarzyło ci się być tak zaabsorbowanym jakimś zajęciem, że nie usłyszałeś, jak ktoś cię woła? A może byłeś czymś tak zdenerwowany, że mąż czy żona musieli łagodnie powtarzać twoje imię, aby pomóc ci się uspokoić.
W takiej właśnie sytuacji znalazła się Marta podczas odwiedzin Jezusa. Chcąc godnie przyjąć swojego Gościa, natychmiast zabrała się do roboty. Potrawy musiały być doskonałe i różnorodne, a naczynia bez jednej plamki. Nawet gdyby miała zrobić to sama jedna, wszystko musiało być bez zarzutu.
„Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (Łk 10,40). Słowa Marty były zarazem prośbą o pomoc i oskarżeniem zrodzonym z wyczerpania i frustracji: Czy nie widzisz, jak ciężko pracuję? Powinieneś mi współczuć. To nie jest sprawiedliwe. Powiedz Marii, żeby ruszyła się i mi pomogła.
Marta sądziła, że Jezus potrzebuje wielu rzeczy – tego wszystkiego, co składa się na posiłek godny honorowego gościa. Tymczasem tym, czego Jezus naprawdę pragnął, była jej obecność przy Nim. Nie potrzebował wykwintnego posiłku ani czerwonego dywanu na przywitanie. Przyszedł otworzyć swoje serce przed Marią i jej siostrą, a od nich oczekiwał tego samego. Jedzenie mogło poczekać.
A w razie czego mógł zawsze rozmnożyć chleb i rybę!
Nie musisz być doskonały. Nie musisz niepokoić się o stan każdego „pokoju” w twoim sercu. Jezus cię nie odrzuci ani nie będzie się skarżył, jeśli zastanie tam trochę bałaganu. Pamiętaj, że przyszedł na świat – pełen cierpienia, złości, nienawiści i krzywd – aby go odkupić.
Teraz Jezus wypowiada twoje imię. Delikatnie. Dwukrotnie. Otwórz drzwi, zaproś Go do środka i zasiądź u Jego stóp.
„Panie, Ty jesteś wszystkim, czego potrzebuję. Ty sam wystarczasz”.
Rdz 18,1b.3.4b-5
Ps 15,1-5
Kol 1,24-28

▌Poniedziałek, 29 lipca
Św. Marty
J 11,19-27
Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży. (J 11,27)
Kochana, szczera Marta! Ona nigdy nie ukrywała swoich uczuć. Nie miała problemu z mówieniem głośno tego, co leżało jej na sercu. Pamiętasz, jak Jezus przybył do jej domu na posiłek, a jej siostra Maria zasiadła u Jego stóp, aby Go słuchać? Marta bez żadnych skrupułów poskarżyła się Jezusowi, że Maria nie pomaga jej w kuchni (Łk 10,40).
W dzisiejszej Ewangelii Marta wyraża przed Jezusem swoje rozczarowanie tym, że nie przyszedł wcześniej, aby uzdrowić jej brata, Łazarza (J 11,21). Nie może zrozumieć, dlaczego się spóźnił, wiedząc, że Jego dobry przyjaciel leży na łożu śmierci. Jednak mimo tego żalu i rozczarowania Marta wyznaje swoją wiarę w Niego: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży” (J 11,27).
Czasami może nam się wydawać, że wiara w Jezusa kłóci się z zadawaniem Mu pytań czy zastanawianiem się, dlaczego dopuszcza On pewne sytuacje w naszym życiu. Tymczasem postawa Marty pokazuje nam zupełnie co innego. Bez wahania wyrażała ona przed Jezusem swoje wątpliwości, uczucia i wewnętrzne walki – i wcale nie kłóciło się to z jej mocną wiarą. Mimo wszystko wierzyła, że On był Tym, który „miał przyjść na świat” (J 11,27).
Ty także jesteś przyjacielem Jezusa. A to znaczy, że możesz być z Nim równie szczery jak Marta. Możesz wyznać Mu, że czujesz się Nim rozczarowany. Możesz nawet powiedzieć, że jesteś na Niego wściekły lub czujesz się zawiedziony tym, co czyni lub czego nie czyni. Nie martw się, On cię za to nie potępi. Jest nie tylko Bogiem, ale i człowiekiem. Wie, co czujesz, gdyż sam czuł podobnie. Twoja szczerość, zamiast zaszkodzić waszej relacji, może ją jeszcze umocnić.
Pamiętaj jednak, aby również, podobnie jak Marta, wyznać Mu swoją wiarę. Powiedz na przykład: „Jezu, nie rozumiem tej sytuacji, ale wierzę, że mnie kochasz i chcesz dla mnie jak najlepiej”.
Przed wskrzeszeniem Łazarza Jezus przypomniał Marcie: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” (J 11,40). Jest to obietnica dla nas wszystkich!
„Wierzę, Jezu! Dziękuję Ci za to, że pozwalasz mi szczerze wypowiadać przed Tobą wszystko, co leży mi na sercu”.
1 J 4,7-16
Ps 34,2-11
lub Łk 10,38-42


MAGAZYN:
Modlitwa nieustanna – serio?
Sposób dla zapracowanych

Jako nastolatek spędziłem kiedyś lato, zmywając naczynia i sprzątając ze stołów w lodziarni Gifforda w Silver Spring w stanie Maryland. Do dziś pamiętam charakterystyczny zapach topiących się lodów, zmieszany z mydlanym aromatem płynu do mycia naczyń.
Szczerze mówiąc, przez całe lato nie tknąłem lodów. Na samą myśl o nich dostawałem mdłości. Nic dziwnego, przecież całe popołudnia i wieczory spędzałem unurzany po łokcie w niedojedzonych deserach czekoladowych, rozpuszczonej bitej śmietanie, sflaczałych wiśniach i rozmoczonych posypkach. Oczywiście z czasem doszedłem do siebie. Dzisiaj lody nie są już dla mnie problemem (chociaż mój lekarz i moja żona mogą tu się ze mną nie zgodzić).
W każdym razie wspomnienia tamtego lata, kiedy wszystko kręciło się wokół lodów, ożyły we mnie, gdy sięgnąłem po książkę O praktykowaniu Bożej obecności tajemniczego karmelity Nicolasa Hermana, bardziej znanego jako brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania.
Kilka wieków temu brat Wawrzyniec wypracował prostą, lecz głęboką formę duchowości, która zainspirowała całe pokolenia wierzących. Moim zdaniem daje nam ona wzór, jak sprawić, by modlitwa stała się nie tylko częścią naszego życia, ale jego najważniejszą częścią. Praktykowanie Bożej obecności przemienia sam fakt życia w stałą, niekończącą się modlitwę – jest sposobem modlitwy nieustannej.

SKROMNY POCZĄTEK
Nicolas Herman urodził się we Francji w 1614 roku. Podczas służby wojskowej odniósł rany i w czasie rehabilitacji postanowił zostać mnichem. W wieku dwudziestu sześciu lat wstąpił do zakonu karmelitów bosych w Paryżu jako brat zakonny, przyjmując imię Wawrzyniec.
Pracował w klasztornej kuchni, przygotowując posiłki dla braci. W późniejszych latach zajmował się wyrobem sandałów. Nie były to fascynujące zajęcia. Jego obowiązki były pracochłonne, żmudne i… mało inspirujące.
Brat Wawrzyniec odkrył, że życie klasztorne nie jest nawet w przybliżeniu tak atrakcyjne, jak tego oczekiwał. Modlił się, medytował, spędzał całe godziny w ciszy. I nic z tego nie zaspokajało go naprawdę. Wreszcie odnalazł własną, wyjątkową formę duchowości, ćwicząc się w praktykowaniu obecności Bożej podczas wykonywania codziennych prac, na przykład przy gotowaniu potraw. 
Jak pisał: „Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez miłosne spojrzenie na Boga, które mógłbym nazwać rzeczywistą obecnością Boga albo – żeby lepiej to wyrazić – rozmową milczącą i tajemniczą duszy z Bogiem, która trwa nieustannie”.
Brat Wawrzyniec zmarł w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat, nieznany nikomu poza współbraćmi. Pozostawił po sobie niewielką książeczkę, będącą skromnym, ale pięknym skarbem. Jest ona czymś w rodzaju jego własnej „reguły”, przewodnikiem dla wszystkich, którzy chcą uczynić swoje codzienne życie nieustanną modlitwą.

MODLITWA DLA KAŻDEGO
Brat Wawrzyniec tak pisał o swojej pracy w kuchni: „Czas działania nie różni się wcale tak bardzo od czasu modlitwy, gdyż trwam w obecności Boga z takim samym pokojem w zamieszaniu panującym w mojej kuchni, gdzie często ludzie proszą mnie naraz o wiele rzeczy, jak i wtedy, gdy klęczę przed Najświętszym Sakramentem”.
Po dziś dzień brat Wawrzyniec jest żywym świadkiem tego, czego wielu z nas, świadomie czy nieświadomie, nie dopuszcza do siebie – modlitwa może być nieskończenie twórcza i dostosowana do każdych okoliczności. Może ona – a nawet powinna! – obejmować wszystko, czym jesteśmy. Modlimy się do Pana jako Jego stworzenia, jako istoty cielesne, które trudzą się, zmagają, cieszą – i oczywiście pracują.
Chcesz modlić się nieustannie? Zacznij od przeżywania każdego gestu, każdego działania, pracy czy zadania jako formy modlitwy. Ofiaruj je Bogu. Przy kuchennym zlewie, w warsztacie, w autobusie, w ogrodzie, przy biurku za stosem papierów, które musisz posegregować.
Każda praca, ofiarowana Panu z miłością, może stać się modlitwą, jeśli wykonujemy ją z taką intencją. Naprawdę. Odbieranie telefonów, uprawianie ogrodu, pisanie pracy semestralnej, robienie bilansu, przewijanie dziecka, bandażowanie rany – wszystkie te i inne czynności są częścią Bożego, nieskończenie cudownego, a zarazem niedoskonałego świata. Możemy nie tylko wykonywać te czynności. Możemy się nimi modlić.
Kiedy byłem mały, nad zlewem kuchennym mojej matki wisiała mała plakietka z modlitwą. „Modlitwa kuchenna” dobrze wyraża duchowość brata Wawrzyńca oraz tę pobożność, jaką stara się żyć na co dzień wielu z nas.
Autorką tej modlitwy jest Klara Munkres, emerytowana nauczycielka z Savannah w stanie Missouri. Zmarła ona w 1971 roku, a chociaż większość ludzi nigdy o niej nie słyszała, to jednak jej słowa zdobyły sobie ogromną popularność:
„Panie garnków, patelni i sprzętów rozlicznych,
wiesz, że nie dla mnie świętość
czynów heroicznych,
nocnych czuwań, rozmyślań,
i marzeń prześlicznych.
Nie mam czasu do nieba
szturmować, jak należy,
uświęć mnie więc
przy gotowaniu
i zmywaniu talerzy”.
Klara Munkres uchwyciła tu coś bardzo ważnego – pogodę ducha, jaka płynie z czynienia wszystkiego, ale to naprawdę wszystkiego, dla Boga.

ODDANIE SIĘ BOGU
Przed pięcioma wiekami brat Wawrzyniec zrozumiał, że modlitwa nieustanna wcale nie jest tak trudna, jak się może wydawać. Stał się mistrzem teologii obecności, daru bycia obecnym dla Boga, a ta głęboka świadomość pozwalała mu minuta po minucie praktykować Bożą obecność. Jego sekret? „Staram się usilnie nie robić ani nie myśleć niczego, co byłoby Mu niemiłe. Ufam, że kiedy uczynię to, co mogę, On uczyni ze mną to, co Mu się spodoba”.
Choć brzmi to dosyć prosto, jest potężnym wyzwaniem. Wymaga zaangażowania całego siebie – w podobny sposób, jak będąc nastolatkiem przeżywałem zmywanie naczyń w lodziarni.
Jednak korzyści płynące z zaangażowania w modlitwę opisaną przez brata Wawrzyńca są o wiele trwalsze. No i oczywiście zapach jest nieporównywalnie słodszy. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl