Czasopisma
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 7 (299) 2018
Słowo wśród nas Nr 7 (299) 2018
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest tematowi Bożego objawienia. W trzech początkowych artykułach mówimy o tym, że Bóg objawia się nam na różne sposoby – przez stworzenie, Pismo Święte, Tradycję, a Jego pragnieniem jest wejście z każdym z nas w bliską relację.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o św. Turybiuszu z Montgrovejo, charyzmatycznym ewangelizatorze ameryki Południowej oraz trzy świadectwa. Jedno z nich o niezwykłym doświadczeniu Boga przez kobietę żyjącą na farmie, pozostałe dwa to odpowiedzi na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki poświęconej Maryi „33 dni do Chwały Poranka” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Bezcenny dar objawienia
Bóg objawia nam siebie............................................... 4

Słowo, które daje życie
Jak Bóg mówi do nas................................................. 10

Obietnica „Bożej wymiany”
Jak otworzyć się na łaskę objawienia..........................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 lipca..........................21

MAGAZYN

Charyzmatyczny ewangelizator Ameryki
Południowej
Historia św. Turybiusza z Montgrovejo
Carlos Taja..........................49

Bóg jest zawsze Emmanuelem
Cud nocnego nieba objawił mi tę prawdę
Margaret Stripe....................................................... 54

Można się cieszyć starościąodpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 57

Takie były plany Bożeodpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Wybitny myśliciel katolicki, Gilbert Keith Chesterton, zauważył kiedyś, że zwierzęta są zadowolone z tego, czym są. Ptak w sposób twórczy buduje swoje gniazdo, a kiedy je już skończy, „jest zadowolony i śpiewa głośno z satysfakcją”. Natomiast istota ludzka jest zupełnie inna. Człowiek zastanawia się nad swoją przyszłością, rozważa różne możliwości, a kiedy już dokona wyboru czy osiągnie zamierzony cel, często nadal nie jest usatysfakcjonowany. Zawsze chciałby czegoś więcej.
Owszem, znajdujemy szczęście w tym świecie. Udane małżeństwo, narodziny dziecka, dobra, rozwijająca praca, uczenie się nowych rzeczy, kontakt z przyrodą, ludzka życzliwość i wsparcie – wszystko to może nas uszczęśliwiać. Jednak nawet wtedy tęsknimy za czymś innym, odczuwamy pewien niedosyt. Czujemy, że w życiu chodzi o coś więcej. Coś podpowiada nam, że nasze serca pozostaną niespokojne, dopóki nie spoczną w Bogu, jak napisał św. Augustyn.
Na Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział swoim uczniom, że Duch Święty doprowadzi ich do „całej prawdy” (J 16,13). Obiecał również, że kiedy to się stanie, rozradują się ich serca. To właśnie jest pragnieniem Boga – abyśmy Go poznali! Dlatego nie przestaje nam się objawiać.
W tym miesiącu zastanowimy się nad tym, co znaczy słowo „objawienie”. Przyjrzymy się trzem sposobom, na jakie Bóg objawia nam siebie: w stworzeniu, w Piśmie Świętym i w Tradycji Kościoła. Spróbujemy usłyszeć, jak Jezus puka do drzwi naszych serc i prosi, żebyśmy bardziej otworzyli się na Niego i Jego objawienie (Ap 3,20). Kiedy otwieramy drzwi Jezusowi, dokonuje się Boża wymiana. Jezus przyjmuje nasze skromne wysiłki, słabą wiarę, próby posłuszeństwa – i przemienia je swoim błogosławieństwem, tak by wydały obfity plon.
Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy otwieram drzwi Jezusowi, moja wiara ożywa. Kiedy znajduję dla Niego czas, mogę Go lepiej poznać i wejść z Nim w bliską relację. Dzięki temu rozpoznaję swoją tożsamość ukochanego dziecka Bożego. To, z kolei, pomaga mi być wiernym Bogu i wytrwale dążyć do mojej niebieskiej ojczyzny.
Wierzę, że Duch Święty pragnie otwierać oczy każdemu z nas, niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy słabi i grzeszni. On doprowadzi nas do prawdy – jak obiecał nam to Jezus.
Módlmy się więc, aby Duch Święty udzielił nam wszystkim „ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego” (Ef 1,17). Módlmy się o „światłe oczy serca”, abyśmy poznali „czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących” (Ef 1,18-19).
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Słowo,
które daje
życie

Jak Bóg mówi do nas

23 marca 1857 roku w jednym z nowojorskich domów towarowych uruchomiono pierwszą windę. Dzięki pionierskiej pracy Eliasza Otisa ten nowy rodzaj transportu przenosił w górę i w dół klientów pięciopiętrowego budynku, poruszając się z zawrotną prędkością dwunastu metrów na minutę. Sukces windy Otisa zainaugurował nową erę w budownictwie i po upływie niespełna piętnastu lat funkcjonowały już dwa tysiące wind. Wkrótce pojawiły się pierwsze drapacze chmur, przeobrażając krajobraz wszystkich większych miast. Można powiedzieć, że Eliasz Otis poprzez swój wynalazek zmienił świat!
Dzięki istnieniu windy ludzie nie musieli już przemierzać niezliczonych stopni po to, by dotrzeć do celu. Robotnicy nie musieli ryzykować zdrowia i życia, nosząc ciężkie i nieporęczne pakunki na wyższe piętra fabryk. Wzrosła wydajność pracy, poprawiło się bezpieczeństwo, pojawiły się kolejne innowacje. Okazało się, że zasada: „nie musisz się napracować, by dotrzeć do celu”, jest prostą drogą do sukcesu.
Jest to doskonała analogia naszego podejścia do Bożego daru objawienia. Możemy poświęcić całą swoją energię na to, by zrozumieć Boga i Jego plan zbawienia oraz starać się zachować Jego przykazania. Jest to porównywalne ze wspinaniem się po niezliczonych stopniach schodów. Drugą opcją jest wejście do windy i przyciśnięcie guzika.
Co mamy zrobić, żeby otworzyć się na Boże objawienie? Gdzie jest przycisk tej windy? W tym artykule chcemy przyjrzeć się trzem najważniejszym sposobom działania „Bożej windy” – przez stworzenie, Pismo Święte i Tradycję Kościoła.

GŁOS STWORZENIA
Stworzenie jest prawdziwym cudem. Jest także objawieniem Boga. Wszystko, co znajduje się wokół nas, a także w nas samych – piękno kwiatów, śpiew ptaków, ośnieżone szczyty gór, majestat niebios, jak i bijące serce, sprawne dłonie czy niezwykłe zdolności naszych umysłów – kieruje nas ku Temu, który to stworzył.
Zastanów się przez chwilę nad tym, co mówi nauka o naszym DNA. Każda komórka ciała ma w sobie cząsteczkę DNA, zawierającą niepowtarzalny kod genetyczny determinujący wzrost, kolor włosów, kolor oczu, mocne i słabe strony naszego organizmu, a nawet w dużym stopniu „okablowanie” mózgu. Każda cząsteczka DNA, złożona z dwóch pasm owiniętych wokół siebie, rozwinięta miałaby około dwóch metrów, a gdybyśmy rozciągnęli wszystkie swoje cząsteczki DNA, powstałby łańcuch o długości dwukrotnie większej niż średnica układu słonecznego. A wszystko to znajduje się wewnątrz każdego z nas! Cała ta informacja genetyczna jest dokładnie znana przez Boga i przez Niego zaplanowana.
Już samo rozważanie cudu naszego DNA wystarczy, by napełnić nas podziwem nad głębią wiedzy Boga o nas oraz nad tym, jak blisko jest On związany z naszym życiem. Podobne uczucia może wzbudzić w nas kontemplacja ogromu wszechświata – ponad 100 miliardów planet krążących wokół miliardów gwiazd – i to jedynie w naszej galaktyce! A astronomowie szacują ilość galaktyk we wszechświecie na 100 do 200 miliardów. Ten ogrom daje nam wyobrażenie, jak wielki i pełen majestatu jest nasz Bóg.
Poprzez zjawiska tak nam bliskie, jak nasze własne DNA, i tak wspaniałe, jak bezmiar kosmosu, przemawia do nas Bóg Stwórca. Poprzez stworzenie objawia swoją moc, wielkość i wspaniałość. Mówi nam też, że nas kocha, że nas zna, że trzyma nas w swojej dłoni.
Dobrym nawykiem jest spoglądanie co wieczór w niebo, na bezlik jaśniejących gwiazd. Podczas spaceru przyglądaj się mijanym drzewom, kolorowym kwiatom, jasnemu słońcu, które daje wszystkiemu wzrost. Kontempluj ogrom i bezkres morza, piękno jezior, rzek i strumieni. Czy Boże stworzenie nie jest godne podziwu? Nasz wielki i wspaniały Bóg pozwala nam oglądać przepiękny spektakl swojej chwały – po to, by przyciągnąć nas do siebie.

ŻYWE SŁOWO
Oprócz „bezsłownego” objawienia, jakim jest świat stworzony, otrzymaliśmy także bezcenne słowa Pisma Świętego. Pismo Święte mówi nam o Bogu, o tym, kim On jest i jak bardzo nas kocha. Objawia nam, że ma On pełen miłości plan dla swojego Kościoła i dla każdego z nas. Zapewnia, że Bóg, potężny i pełen majestatu, jest także cierpliwy, bogaty w miłosierdzie i skory do przebaczania.
Opisując wspaniałe cechy Boga, Pismo Święte przytacza szereg historii, które mówią nam o Jego sercu pełnym miłości i miłosierdzia. Opowiada o wyzwoleniu Izraelitów z niewoli egipskiej. Przypomina, jak Bóg przywoływał swój lud do siebie przez proroków, jak go prowadził i upominał, przygotowując na nadejście Mesjasza. Opowiada, jak Jezus wypełnił wszystkie obietnice Starego Testamentu. Jak powołał i kształtował swoich uczniów, jak litował się nad ludzką biedą, jak karmił, uzdrawiał i przebaczał. I wreszcie relacjonuje mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.
Wszystkie te opowieści pokazują, jak Bogu na nas zależy, jak przez cały czas towarzyszy nam w drodze do niebieskiej ojczyzny. Każda z nich może przemówić do nas osobiście, odwołując się do naszych własnych potrzeb, problemów, nadziei i lęków.
Przytoczmy tu słynne wydarzenie z życia wielkiego św. Augustyna. Będąc człowiekiem bardzo wykształconym, pokładającym całą ufność w swojej wiedzy, miał problemy z otwarciem się na ideę kochającego Boga, który chce mówić do niego osobiście. Nie stronił też od hulanek i swawoli. Pewnego dnia usłyszał głos dziecka mówiący: „Weź i czytaj”. Ponieważ w pobliżu nie było nikogo, Augustyn pomyślał, że może jest to przesłanie od Boga. Otworzył więc Biblię i natknął się na werset z Listu św. Pawła do Rzymian: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). To słowo tak bardzo poruszyło serce Augustyna, że oddał Panu całe swoje życie.
Bóg chce przemawiać do nas przez Pismo Święte, podobnie jak przemówił do Augustyna. Może nie zawsze efekt będzie tak mocny i spektakularny, jak nawrócenie Augustyna, ale słowo Boże z pewnością nie jest bezowocne. Przemieniło ono życie niejednego człowieka. Dlatego warto się nim karmić, warto je czytać i rozważać.

ŻYWA TRADYCJA
Trzecim, obok stworzenia i Pisma Świętego, sposobem objawiania się Boga, jest święta Tradycja naszego Kościoła. Określenie „święta Tradycja” dotyczy nauki Jezusa zachowanej przez Apostołów i przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W połączeniu ze spisanym słowem Pisma Świętego, daje nam ona pełniejszy obraz tego, kim jest Bóg, w jaki sposób pragnie udzielać nam swoich łask, i jak wygląda święte i pełne pokoju życie, do którego On nas wzywa.
Przypomnij sobie, w jaki sposób przekazywali ci swoją mądrość rodzice i dziadkowie – może poprzez historie z własnego życia, może poprzez sposób obchodzenia świąt czy uroczystości rodzinnych. Nawet to, czym kierowali się nadając imiona swoim dzieciom, może nam wiele o nich powiedzieć, podobnie jak ich codzienne zwyczaje – poranna kawa, rozmowy przy stole czy ulubione programy telewizyjne.
Każda z tych tradycji ukazywała ci, co to znaczy być członkiem tej konkretnej rodziny. Wyrażała poglądy, przekonania i wartości, jakimi rodzina żyła. A ponieważ była to twoja rodzina, ukazywała ci także, kim jesteś i w jaki sposób masz żyć.
Przenosząc to na grunt Kościoła, zauważmy, że doskonałym przykładem tego, w jaki sposób Kościół przez pokolenia żyje Pismem Świętym, jest Msza święta. Nasza liturgia sięga korzeniami starotestamentalnych opisów Paschy oraz słów Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Uczestnicząc we Mszy świętej, dołączamy do długiego szeregu wierzących i świętych, do nierozerwalnego łańcucha wiary i kultu Boga. Chociaż język Mszy świętej ulegał zmianom, a niektóre obrzędy pojawiały się i zanikały, to w swojej istocie każda celebracja eucharystyczna pozostawała wierna Ewangelii. I jest to najważniejsza Tradycja, przez którą Bóg daje nam swoje objawienie.

BÓG JEST HOJNY
Spójrz, na jak wiele sposobów Bóg objawia siebie. Zobacz, jak bardzo pragnie znaleźć drogę do twojego serca i wejść w twoje życie. Nie myśl, że aby do Niego dotrzeć, musisz wspiąć się po niezliczonych stopniach schodów. On sam schodzi ci na spotkanie i mocą swojego objawienia gotów jest wynieść cię tam, gdzie przebywa.
Jak hojny i wspaniały jest nasz Bóg! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Niedziela, 1 lipca
Mk 5,21-43
Żebym choć dotknęła Jego płaszcza… (Mk 5,28)
Gdybyś miał jednym słowem opisać dzisiejszą historię uzdrowienia kobiety, to jak by ono brzmiało? Wiara? Dotyk? Moc? Każde z nich dobrze streszcza to, co się jej przydarzyło, ale dziś spróbujmy spojrzeć na tę sytuację z jeszcze innego punktu widzenia. Zwróćmy uwagę na to, jak wielka była jej determinacja.
Kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi i z tego powodu musiała trzymać się na uboczu, teraz dzielnie przeciskała się przez tłum, ponieważ wierzyła, że Jezus może ją uzdrowić. Usiłowała za wszelką cenę dotrzeć do Jezusa – i nie doznała zawodu!
W Piśmie Świętym spotykamy także inne osoby działające z podobną determinacją. Jedną z nich była kobieta kananejska, która nie zrażając się odmową Jezusa, usilnie nalegając, wyprosiła w końcu uzdrowienie dla swojej córki (Mt 15,21-28). Inni to na przykład niewidomy Bartymeusz, jawnogrzesznica czy dziesięciu trędowatych (Mk 10,46-52; Łk 7,36-50; 17,12-29). Wszyscy oni pokonywali przeszkody w dotarciu do Jezusa, dzięki czemu otrzymali upragnione łaski.
Spójrzmy teraz na reakcję Jezusa w stosunku do tych osób. Do kobiety kananejskiej powiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara” (Mt 15,28). Do Bartymeusza: „Twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 10,52). Do jawnogrzesznicy: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” (Łk 7,50). Do trędowatego, który jako jedyny powrócił, by Mu podziękować, powiedział: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19). A do kobiety z dzisiejszej Ewangelii: „Córko, twoja wiara cię ocaliła” (Mk 5,34).
W każdym z tych przypadków Jezus powiedział zainteresowanym, że to wiara sprawiła, że zostali uzdrowieni. Wiemy, oczywiście, że to Jezus ich uzdrowił, ale widzimy też, że Jego moc objawiła się dlatego, że ludzie ci szli do Niego z wielką wiarą, przezwyciężając wszelkie przeszkody. Gdyby nie ich wiara i determinacja, być może w ogóle nie zostaliby uzdrowieni!
Weźmy dziś wzór z tych bohaterów i bohaterek wiary! Złóżmy naszą ufność w Panu! Trwajmy na modlitwie za siebie i swoich bliskich. Wyciągnijmy rękę, by dotknąć płaszcza Jezusa.
„Jezu, ufam Tobie bez względu na wszystko”.
Mdr 1,13-15; 2,23-24
Ps 30,2.4-6.11-13
2 Kor 8,7.9.13-15

▌Niedziela, 8 lipca
2 Kor 12,7-10
Oścień dla ciała. (2 Kor 12,7)
Wielu teologów próbowało odgadnąć, co konkretnie miał tu na myśli św. Paweł. Niektórzy sądzili, że chodziło mu o jakąś dolegliwość fizyczną, jak chroniczna choroba oczu, migrena czy wada wymowy. Inni twierdzili, że mówi on o diabelskich pokusach. Jeszcze inni, że jest to aluzja do „fałszywych apostołów”, którzy wyrządzili „wiele zła” (2 Kor 11,13; 2 Tm 4,14). Cokolwiek to było, ów „oścień” był dla Pawła ogromną udręką.
Podczas gdy Ewangelia z poprzedniej niedzieli opowiadała o tym, jak Jezus uzdrawiał tych, którzy w Niego uwierzyli, dzisiejsze czytanie mówi nam, że nawet ludzie wielkiej wiary nie zawsze doznają uzdrowienia. Paweł miał wielką wiarę i błagał Pana o uwolnienie, ale oścień pozostał.
Zatrzymajmy się nad tym przez chwilę – Paweł, cudotwórca, przez którego ludzie doznawali uzdrowienia po prostu dotykając jego szat, sam nie został uzdrowiony (Dz 19,12). Najwyraźniej uzdrowienie jest tajemnicą, której nie potrafimy zrozumieć do końca.
Możemy jednak zrozumieć jedno – Bóg, nasz Ojciec niebieski, przenika i zna każdego z nas (Jr 1,5). On wie, dlaczego Paweł nie został uwolniony od swego ościenia. Wie, dlaczego św. Franciszek z Asyżu nie został uzdrowiony z choroby oczu. Wie, dlaczego niektórzy z naszych bliskich wciąż muszą znosić cierpienia.
Bóg zna wszystkie ościenie naszego życia – duchowe, emocjonalne i fizyczne. On ma plan dla każdego z nas. Choć pewnie dopóki nie zjednoczymy się z Nim w niebie, nie dowiemy się, dlaczego jedne ościenie Bóg nam zabiera, a inne zostawia. Nie jest to jednak powód, aby tracić wiarę. Wręcz przeciwnie, tajemnica ta powinna ją jeszcze pogłębiać! Czasami jedyne,
co możemy zrobić, to modlić się o odwagę, dyspozycyjność i wytrwałość, a następnie zaufać Bogu i uwierzyć w to, czego „nie widzimy” (Hbr 11,1).
Tak właśnie uczynił Paweł. Zaufał, że wystarczy mu Bożej łaski. I wystarczyło. Wystarczy jej i nam, jeśli zaufamy Bogu.
„Jezu, pomóż mi uporać się z ościeniami mojego życia. Powierzam je Tobie, Panie”.
Ez 2,2-5
Ps 123,1-4
Mk 6,1-6

▌Niedziela, 15 lipca
Ef 1,3-14
W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata. (Ef 1,4)
Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych w czerwcu ubiegłego roku na Ziemi żyło 7,6 miliarda ludzi. A według statystyk Biura Informacji Demograficznej od początku istnienia Ziemi mieszkało na niej
w przybliżeniu 108 miliardów ludzi.
Czy więc możesz sobie wyobrazić, że już przed założeniem świata Bóg widział cię wśród tego mnóstwa ludzi żyjących na kuli ziemskiej, poznał cię i przeznaczył dla siebie?
Kiedy słyszymy, że Bóg wybrał nas przed założeniem świata, brzmi to dość teoretycznie. To „nas” odbieramy szeroko: jako lud Boży, wszystkich wierzących czy nawet wszystkich ludzi. Choć jednak należymy do tych wielkich grup, nie jesteśmy anonimowymi członkami tłumu. Boża miłość jest skierowana konkretnie do każdego z nas. On kocha cię takiego, jakim jesteś. Kocha cię najlepiej, jak tylko możesz być kochany.
Otwórz się dziś na tę z pozoru niewiarygodną prawdę – nawet gdyby na świecie miało żyć 100 trylionów ludzi, nie ma to żadnego znaczenia. Ty – ze wszystkim twoimi osobistymi cechami, a nawet dziwactwami – byłeś w umyśle i sercu Boga od samego początku. On stworzył cię w konkretnym celu i pragnie, abyś przebywał z Nim na zawsze!
Oto jeden ze sposobów, na jaki możesz przybliżyć sobie tę zdumiewającą prawdę – przeczytaj jeszcze raz dzisiejsze czytanie, ale wszędzie, gdzie widzisz słowo „my” czy „nas”, podstaw swoje imię. Na przykład: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; On napełnił [twoje imię] błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie.
W Nim bowiem wybrał [twoje imię] przed założeniem świata, aby [twoje imię] był święty i nieskalany przed Jego obliczem”. Przeczytaj powoli ten fragment kilka razy. Odczytaj go na głos. Poproś Boga, by pomógł ci jeszcze głębiej zrozumieć, jak bardzo cię kocha. A potem po prostu chłoń Jego miłość.
„Ojcze, to zdumiewające, że od wieków jestem w Twoim sercu. Pomóż mi zawierzyć Twojej miłości do mnie dziś i każdego dnia”.
Am 7,12-15
Ps 85,9-14
Mk 6,7-13


▌Poniedziałek, 16 lipca
Ps 50,8-9.16-17.21.23
Postępującym bez skazy ukażę Boże zbawienie. (Ps 50,23)
Gdyby lekarz poinformował cię, że cierpisz na niebezpieczną, ale uleczalną chorobę, czy zignorowałbyś tę diagnozę i uznał, że wszystko jest w porządku? Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś w takiej sytuacji po prostu wzruszył ramionami i wyszedł z gabinetu. Większość z nas chętnie przyjęłaby lekarstwa lub poddała się koniecznej operacji, aby zachować zdrowie i życie. Inne postępowanie
w tym wypadku byłoby głupotą!
Jednak w życiu duchowym często przyjmujemy taką właśnie nierozsądną postawę. Naszą chorobą duchową jest grzech, lekarzem Jezus, a terapią wiara i nawrócenie. Poprzez słowa psalmisty Bóg obiecuje, że nie tylko nam przebaczy, ale także ukaże swoje zbawienie. Jednak my często lekceważymy to. Dlaczego?
Czasami przeczuwamy, że Bóg będzie nakłaniał nas do zmiany czy wyzbycia się szkodliwego nałogu. Widząc, że wskazuje nam jakiś grzech, myślimy: „Nie przesadzaj, Panie. To przecież drobnostka”. Ale Bogu nie chodzi o to, by nam dopiec, wręcz przeciwnie, prosi, byśmy usunęli grzech, który nie pozwala nam przyjąć Jego miłości.
Bywa też, że nie wykazujemy skruchy, ponieważ nie chcemy przyznać się do grzechu. Jest nam wstyd lub boimy się, że Bóg przestanie nas kochać, jeśli wyznamy Mu nasz prawdziwy stan. Ale Bóg nigdy nie jest zaskoczony naszym grzechem – widzi go o wiele jaśniej niż my sami. I za bardzo nas kocha, żeby pozwolić nam w tym stanie pozostać.
Kiedy indziej tak długo ignorujemy przynaglenia Ducha, że z czasem przestajemy je zauważać. Nie jesteśmy nawet świadomi popełnianych przez nas grzechów. Dlatego Duch Święty miłosiernie „stawia je nam przed oczy” (por. Ps 50,21).
Nasz Boski Lekarz wciąż jest gotów cię uzdrawiać. Nieustannie kieruje cię na drogi zbawienia. Przyjmuj więc z wdzięcznością te chwile, w których wyraźnie słyszysz głos sumienia i dostrzegasz swój grzech. Za każdym bowiem wezwaniem do nawrócenia kryje się czuła miłość Boga. Pozwól Jezusowi uzdrowić twoje serce i obdarzyć cię wolnością.
„Duchu Święty, dziękuję Ci za dar nawrócenia!”
Iz 1,10-17
Mt 10,34--11,1

▌Czwartek, 26 lipca
Mt 13,10-17
Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. (Mt 13,12)
To, jak jesteśmy stworzeni, jest niezwykle intrygujące. Bóg tak zaprojektował nasze ciała, że im bardziej używamy poszczególnych organów, tym lepiej one działają. Przykładowo, wszyscy mamy mniej więcej taką samą ilość komórek mózgowych, ale ilość połączeń pomiędzy tymi komórkami wzrasta w zależności od stopnia stymulacji naszego mózgu. Podobnie nasze mięśnie stają się mocniejsze, kiedy je ćwiczymy, a zanikają, gdy mało ich używamy.
Jak wynika z dzisiejszego wyjaśnienia przypowieści Jezusa, podobnie dzieje się z naszą wiarą. Ci, którzy ją „mają”, otrzymają więcej. Ale co tak naprawdę „mają” ci ludzie? Serce otwarte na Ewangelię, gotowe zaufać Jezusowi. Ci zaś, którzy „nie mają”, zamknęli swoje serca i odwrócili się od łaski ofiarowanej im przez Boga. Nikt im niczego nie zabiera; to oni sami tego się wyrzekli.
To, jak potraktujemy dar wiary, zależy tylko od nas – i jest to prawda, która może nas trochę przerazić. Bo to wielka odpowiedzialność!
Jeśli tak sądzisz, spróbuj spojrzeć na wiarę jako na szansę, a nie jako na ryzyko. Żyć wiarą to pozwolić Bogu przemieniać się na Jego obraz i podobieństwo. Jeśli weźmiesz Jezusa za słowo, będziesz mieć „w nadmiarze”, może nie dóbr materialnych, ale z pewnością dóbr duchowych. Pomyśl o wszystkich tych świętych, którzy zaczynali z gorczycznym ziarnkiem wiary, a na koniec zmieniali świat. Naprawdę o wiele większym ryzykiem jest niepodjęcie ryzyka wiary!
Większość z nas boryka się dziś z jakimś trudnym problemem. Może pokłóciłeś się z bliską osobą i boisz się pierwszy wyciągnąć rękę do pojednania. Może chciałbyś zaproponować znajomemu, że pomodlisz się razem z nim o jego uzdrowienie, ale nie wiesz, jak zareaguje. A może chcesz iść do spowiedzi, ale wstydzisz się i lękasz, jak zostaniesz przyjęty. To właśnie w takich chwilach Jezus mówi ci: „Wyjdź z łodzi! To nic, że nie widzisz gruntu, ale Ja cię podtrzymam”.
„Panie, pomóż mi głębiej Ci zaufać. Daj mi odwagę pójścia za Tobą”.
Jr 2,1-3.7-8.12-13
Ps 36,6-11

▌Niedziela, 29 lipca
J 6,1-15
Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki. (J 6,2)
Jeśli szukasz klucza do zrozumienia Ewangelii św. Jana, to spokojnie możesz skupić się na słowie „znak”. W pierwszej połowie swojej Ewangelii (rozdziały 1-11) Jan relacjonuje siedem znaków, czy cudów, dokonanych przez Jezusa. Z kolei druga połowa (rozdziały 12-21) poświęcona jest w całości opisowi największego ze wszystkich znaków – śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
W dzisiejszej Ewangelii spotykamy wielki tłum idący za Jezusem z powodu znaków, jakie czynił. Kto inny potrafiłby przemienić wodę w wino lub jednym słowem wskrzesić martwego chłopca? Chcieli zobaczyć jeszcze więcej i nie zawiedli się. Jezus uczynił kolejny znak – nakarmił ponad pięć tysięcy ludzi pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami!
W ciągu następnych kilku niedziel usłyszymy, w jaki sposób Jezus wyjaśnia ten cud i dlaczego jest on tak ważny. Jezus powie nam, że rozmnożony chleb wskazuje na prawdziwy Chleb Życia – Jego eucharystyczne Ciało, które wyda „za życie świata” (J 6,51). Powie nam, że ten wyjątkowy Chleb Życia jest większy niż manna dana Izraelitom na pustyni (J 6,32). A co  najważniejsze, obieca wskrzesić „w dniu ostatecznym” każdego, kto spożywa ten Chleb z wiarą i zaufaniem (J 6,54).
Są to zaledwie trzy spośród wielu obietnic danych nam przez Jezusa. Obiecuje On, że będzie z nami aż do skończenia świata, że będzie nas prowadzić uzdrawiać i pokrzepiać. Obiecuje karmić nas sobą w tym życiu, a potem otworzyć przed nami niebo.
Mamy dziś doskonałą okazję, aby utkwić wzrok w Jezusie, Chlebie Życia ofiarowanym podczas Mszy świętej, i podziękować Mu za to wszystko, co nam obiecał. Jest to też doskonała okazja, by zapewnić Go, że chcemy dalej iść za Nim i przyjmować wszystkie łaski, jakimi pragnie nas obdarzać.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że dajesz nam swój Chleb Życia!”
2 Krl 4,42-44
Ps 145,10-11.15-18
Ef 4,1-6


MAGAZYN:

Bóg jest zawsze Emmanuelem

Cud nocnego nieba
objawił mi tę prawdę

Czasami żeby zrozumieć jakiś fragment Pisma Świętego, potrzebujemy osobistego objawienia. Dopóki Duch Święty nie udzieli nam swego światła, żadne wyjaśnienia nie sprawią, by słowa ożyły. Tak właśnie działo się ze mną, kiedy w czytaniach mszalnych słyszałam, że imieniem Jezusa jest Emmanuel. Dla mnie tytuł Emmanuel, „Bóg z nami”, oznaczał tyle, że Jezus przyszedł w ludzkiej postaci i odtąd świat nie był już taki sam. Tego nigdy nie kwestionowałam. Jednak niewiele znaczyło to dla mnie osobiście – aż do pewnego gorączkowego, niezapomnianego wieczoru.

MECZĄCY DZIEŃ NA FARMIE
Mieszkaliśmy na farmie na południu stanu Michigan wraz z dwójką naszych małych dzieci i moją starszą już matką. Był późny listopad, a mąż wyjechał służbowo do Nowego Jorku. Spadły więc na mnie wszystkie ciężkie prace związane z codziennym obrządkiem naszej trzody mlecznej. Na dodatek, wszyscy oprócz mnie zachorowali na grypę żołądkową. Pomiędzy nawrotami biegunki i wymiotów moich domowników, próbowałam robić na farmie wszystko, co konieczne. Biegałam więc przez cały dzień tam i z powrotem od domu do obory.
Wieczorem wyczerpana położyłam dzieci spać. Wtedy jednak moja mama spadła z łóżka i nie mogła wstać. Pobiegłam jej na pomoc. Podniosłam ją z trudem i ułożyłam z powrotem na łóżku. Jednak kilka chwil później znowu usłyszałam głuchy odgłos i krzyk z sypialni mamy. Cała nerwowa scena rozegrała się na nowo.
Wcześniej tego wieczoru umieściłam ciężarną jałówkę w osobnej zagrodzie. Teraz, gdy wszyscy, łącznie z kotem, poszli już spać, postanowiłam sprawdzić, co się z nią dzieje. Akcja porodowa powoli postępowała naprzód. Cielenie się trwa czasami kilka godzin, postanowiłam więc wrócić do domu i spróbować zasnąć. Nastawiłam budzik, żeby zajrzeć do obory za dwie godziny.

„JA JUŻ NIE MOGĘ”
Przewracałam się w łóżku na wszystkie strony, dopóki nie usłyszałam budzika. Naciągnęłam dżinsy na koszulę i poszłam do obory. Nic się jeszcze nie działo, więc wróciłam do łóżka. Po kolejnej bezsennej godzinie znowu obejrzałam jałówkę. Wreszcie zaczął się trudny poród i ukazały się raciczki cielęcia. Przy każdym parciu jałówki, ciągnęłam za nie, ale po upływie pół godziny nie było żadnych postępów. Kolejne pół godziny i dalej nic! Jałówka była już wyczerpana i ja również.
W końcu zaczęłam płakać. Czułam się samotna, bezradna i wyczerpana. Byłam wprawdzie wierząca i praktykująca, czerpałam siłę z wiary, ale wtedy doszłam do kresu możliwości – fizycznych, psychicznych i duchowych. „Ja już nie mogę, Boże” – pomyślałam. Była to modlitwa o pomoc. Moje wołanie nie wyrażało się w słowach, ale wychodziło z samego dna duszy – błaganie stworzenia skierowane do Stworzyciela.

ODPOWIEDŹ Z NIEBA
W tej właśnie chwili, przez łzy, zobaczyłam jasne światło. Podniosłam głowę i aż wstrzymałam oddech na widok rozświetlającej niebo zorzy polarnej. Wokół mnie, w ciemności, falowały róże, zielenie, żółcie i błękity. Przez trzydzieści minut z zabłoconego boksu oglądałam ten niezwykły cud natury, podziwiając dzieło Boga Stwórcy. Natychmiast opuściło mnie znużenie i ból. Czułam – nie, wiedziałam – że Emmanuel jest ze mną w tych chłodnych godzinach przed świtem. Odpowiedział na moją modlitwę
i dodał mi siły, żebym mogła iść dalej.
Jeden ostatni wysiłek jałówki, ostatnie moje pociągnięcie i cielę przyszło na świat. Drugi raz tej nocy ogarnął mnie zachwyt nad Bożym stworzeniem. Zaprowadziłam krowę i cielę do czystej zagrody i dopilnowałam, żeby zaczęło ssać. Kiedy wreszcie dotarłam do domu, zaczęło się już rozwidniać. Nie spałam całą noc, ale dwa cuda, które oglądałam i miałam w nich swój udział, dodały mi energii.

WSTRZĄSAJĄCA TAJEMNICA
W pełnym świetle dnia mój zachwyt ustąpił logicznemu myśleniu. Jeszcze raz przeanalizowałam w pamięci świetlany spektakl. Aurora borealis, czyli zorza polarna, pojawia się, gdy cząstki emitowane przez słońce zderzają się z gazami nad powierzchnią Ziemi. Na niebie widać wówczas wiele różnobarwnych świateł, poruszających się wskutek interakcji pola magnetycznego Ziemi z wiatrem słonecznym. Jest to proste zjawisko fizyczne. Kiedy znalazłam naukowe uzasadnienie doświadczenia minionej nocy, Bóg automatycznie zszedł na dalszy plan.
Tego samego dnia zadzwoniłam do koleżanki, która pracowała na nocnej zmianie. Zapytałam ją, czy widziała, jak piękna były zorza polarna tej nocy. Zaprzeczyła, przypuszczając, że światła miasta zakłóciły widoczność. Inni znajomi mówili podobne rzeczy. Nikt oprócz mnie nie widział tej zorzy.
Pamiętając dokładnie, co widziałam, zadzwoniłam do planetarium przy Uniwersytecie Stanowym Michigan. Mój rozmówca, pracownik Wydziału Astronomii, zamilkł, gdy usłyszał, co widziałam. Kiedy się wreszcie odezwał, jego słowa były dla mnie szokiem: „Tej nocy nie było żadnej zorzy polarnej. Jedyne, co zarejestrowały nasze teleskopy, to kilkakrotny deszcz meteorytów”.

ZAWSZE „EMMANUEL”
Kiedy odłożyłam słuchawkę, uświadomiłam sobie, że poprzedniej nocy doświadczyłam obecności Boga. On tam był! On zawsze jest „Bogiem z nami”, w radości i w bólu, w ciemności i świetle.
Teraz ilekroć widzę zorzę polarną, przypominam sobie, że Bóg jest ze mną, aby mnie podtrzymywać i dodawać sił. Łatwo jest przeoczyć Jego obecność w świecie wokół nas, kiedy jesteśmy zbyt zajęci czy rozproszeni. Ale Jezus mówi nam: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 7 (299) 2018



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LIPCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lipcowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest tematowi Bożego objawienia. W trzech początkowych artykułach mówimy o tym, że Bóg objawia się nam na różne sposoby – przez stworzenie, Pismo Święte, Tradycję, a Jego pragnieniem jest wejście z każdym z nas w bliską relację.
Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o św. Turybiuszu z Montgrovejo, charyzmatycznym ewangelizatorze ameryki Południowej oraz trzy świadectwa. Jedno z nich o niezwykłym doświadczeniu Boga przez kobietę żyjącą na farmie, pozostałe dwa to odpowiedzi na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”.
W numerze ponadto omówienie i fragment książki poświęconej Maryi „33 dni do Chwały Poranka” oraz krzyżówka biblijna i kalendarz. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Bezcenny dar objawienia
Bóg objawia nam siebie............................................... 4

Słowo, które daje życie
Jak Bóg mówi do nas................................................. 10

Obietnica „Bożej wymiany”
Jak otworzyć się na łaskę objawienia..........................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 lipca..........................21

MAGAZYN

Charyzmatyczny ewangelizator Ameryki
Południowej
Historia św. Turybiusza z Montgrovejo
Carlos Taja..........................49

Bóg jest zawsze Emmanuelem
Cud nocnego nieba objawił mi tę prawdę
Margaret Stripe....................................................... 54

Można się cieszyć starościąodpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 57

Takie były plany Bożeodpowiedź na ankietę
„Błogosławieństwo starości”.................................... 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Wybitny myśliciel katolicki, Gilbert Keith Chesterton, zauważył kiedyś, że zwierzęta są zadowolone z tego, czym są. Ptak w sposób twórczy buduje swoje gniazdo, a kiedy je już skończy, „jest zadowolony i śpiewa głośno z satysfakcją”. Natomiast istota ludzka jest zupełnie inna. Człowiek zastanawia się nad swoją przyszłością, rozważa różne możliwości, a kiedy już dokona wyboru czy osiągnie zamierzony cel, często nadal nie jest usatysfakcjonowany. Zawsze chciałby czegoś więcej.
Owszem, znajdujemy szczęście w tym świecie. Udane małżeństwo, narodziny dziecka, dobra, rozwijająca praca, uczenie się nowych rzeczy, kontakt z przyrodą, ludzka życzliwość i wsparcie – wszystko to może nas uszczęśliwiać. Jednak nawet wtedy tęsknimy za czymś innym, odczuwamy pewien niedosyt. Czujemy, że w życiu chodzi o coś więcej. Coś podpowiada nam, że nasze serca pozostaną niespokojne, dopóki nie spoczną w Bogu, jak napisał św. Augustyn.
Na Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział swoim uczniom, że Duch Święty doprowadzi ich do „całej prawdy” (J 16,13). Obiecał również, że kiedy to się stanie, rozradują się ich serca. To właśnie jest pragnieniem Boga – abyśmy Go poznali! Dlatego nie przestaje nam się objawiać.
W tym miesiącu zastanowimy się nad tym, co znaczy słowo „objawienie”. Przyjrzymy się trzem sposobom, na jakie Bóg objawia nam siebie: w stworzeniu, w Piśmie Świętym i w Tradycji Kościoła. Spróbujemy usłyszeć, jak Jezus puka do drzwi naszych serc i prosi, żebyśmy bardziej otworzyli się na Niego i Jego objawienie (Ap 3,20). Kiedy otwieramy drzwi Jezusowi, dokonuje się Boża wymiana. Jezus przyjmuje nasze skromne wysiłki, słabą wiarę, próby posłuszeństwa – i przemienia je swoim błogosławieństwem, tak by wydały obfity plon.
Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy otwieram drzwi Jezusowi, moja wiara ożywa. Kiedy znajduję dla Niego czas, mogę Go lepiej poznać i wejść z Nim w bliską relację. Dzięki temu rozpoznaję swoją tożsamość ukochanego dziecka Bożego. To, z kolei, pomaga mi być wiernym Bogu i wytrwale dążyć do mojej niebieskiej ojczyzny.
Wierzę, że Duch Święty pragnie otwierać oczy każdemu z nas, niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy słabi i grzeszni. On doprowadzi nas do prawdy – jak obiecał nam to Jezus.
Módlmy się więc, aby Duch Święty udzielił nam wszystkim „ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego” (Ef 1,17). Módlmy się o „światłe oczy serca”, abyśmy poznali „czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących” (Ef 1,18-19).
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Słowo,
które daje
życie

Jak Bóg mówi do nas

23 marca 1857 roku w jednym z nowojorskich domów towarowych uruchomiono pierwszą windę. Dzięki pionierskiej pracy Eliasza Otisa ten nowy rodzaj transportu przenosił w górę i w dół klientów pięciopiętrowego budynku, poruszając się z zawrotną prędkością dwunastu metrów na minutę. Sukces windy Otisa zainaugurował nową erę w budownictwie i po upływie niespełna piętnastu lat funkcjonowały już dwa tysiące wind. Wkrótce pojawiły się pierwsze drapacze chmur, przeobrażając krajobraz wszystkich większych miast. Można powiedzieć, że Eliasz Otis poprzez swój wynalazek zmienił świat!
Dzięki istnieniu windy ludzie nie musieli już przemierzać niezliczonych stopni po to, by dotrzeć do celu. Robotnicy nie musieli ryzykować zdrowia i życia, nosząc ciężkie i nieporęczne pakunki na wyższe piętra fabryk. Wzrosła wydajność pracy, poprawiło się bezpieczeństwo, pojawiły się kolejne innowacje. Okazało się, że zasada: „nie musisz się napracować, by dotrzeć do celu”, jest prostą drogą do sukcesu.
Jest to doskonała analogia naszego podejścia do Bożego daru objawienia. Możemy poświęcić całą swoją energię na to, by zrozumieć Boga i Jego plan zbawienia oraz starać się zachować Jego przykazania. Jest to porównywalne ze wspinaniem się po niezliczonych stopniach schodów. Drugą opcją jest wejście do windy i przyciśnięcie guzika.
Co mamy zrobić, żeby otworzyć się na Boże objawienie? Gdzie jest przycisk tej windy? W tym artykule chcemy przyjrzeć się trzem najważniejszym sposobom działania „Bożej windy” – przez stworzenie, Pismo Święte i Tradycję Kościoła.

GŁOS STWORZENIA
Stworzenie jest prawdziwym cudem. Jest także objawieniem Boga. Wszystko, co znajduje się wokół nas, a także w nas samych – piękno kwiatów, śpiew ptaków, ośnieżone szczyty gór, majestat niebios, jak i bijące serce, sprawne dłonie czy niezwykłe zdolności naszych umysłów – kieruje nas ku Temu, który to stworzył.
Zastanów się przez chwilę nad tym, co mówi nauka o naszym DNA. Każda komórka ciała ma w sobie cząsteczkę DNA, zawierającą niepowtarzalny kod genetyczny determinujący wzrost, kolor włosów, kolor oczu, mocne i słabe strony naszego organizmu, a nawet w dużym stopniu „okablowanie” mózgu. Każda cząsteczka DNA, złożona z dwóch pasm owiniętych wokół siebie, rozwinięta miałaby około dwóch metrów, a gdybyśmy rozciągnęli wszystkie swoje cząsteczki DNA, powstałby łańcuch o długości dwukrotnie większej niż średnica układu słonecznego. A wszystko to znajduje się wewnątrz każdego z nas! Cała ta informacja genetyczna jest dokładnie znana przez Boga i przez Niego zaplanowana.
Już samo rozważanie cudu naszego DNA wystarczy, by napełnić nas podziwem nad głębią wiedzy Boga o nas oraz nad tym, jak blisko jest On związany z naszym życiem. Podobne uczucia może wzbudzić w nas kontemplacja ogromu wszechświata – ponad 100 miliardów planet krążących wokół miliardów gwiazd – i to jedynie w naszej galaktyce! A astronomowie szacują ilość galaktyk we wszechświecie na 100 do 200 miliardów. Ten ogrom daje nam wyobrażenie, jak wielki i pełen majestatu jest nasz Bóg.
Poprzez zjawiska tak nam bliskie, jak nasze własne DNA, i tak wspaniałe, jak bezmiar kosmosu, przemawia do nas Bóg Stwórca. Poprzez stworzenie objawia swoją moc, wielkość i wspaniałość. Mówi nam też, że nas kocha, że nas zna, że trzyma nas w swojej dłoni.
Dobrym nawykiem jest spoglądanie co wieczór w niebo, na bezlik jaśniejących gwiazd. Podczas spaceru przyglądaj się mijanym drzewom, kolorowym kwiatom, jasnemu słońcu, które daje wszystkiemu wzrost. Kontempluj ogrom i bezkres morza, piękno jezior, rzek i strumieni. Czy Boże stworzenie nie jest godne podziwu? Nasz wielki i wspaniały Bóg pozwala nam oglądać przepiękny spektakl swojej chwały – po to, by przyciągnąć nas do siebie.

ŻYWE SŁOWO
Oprócz „bezsłownego” objawienia, jakim jest świat stworzony, otrzymaliśmy także bezcenne słowa Pisma Świętego. Pismo Święte mówi nam o Bogu, o tym, kim On jest i jak bardzo nas kocha. Objawia nam, że ma On pełen miłości plan dla swojego Kościoła i dla każdego z nas. Zapewnia, że Bóg, potężny i pełen majestatu, jest także cierpliwy, bogaty w miłosierdzie i skory do przebaczania.
Opisując wspaniałe cechy Boga, Pismo Święte przytacza szereg historii, które mówią nam o Jego sercu pełnym miłości i miłosierdzia. Opowiada o wyzwoleniu Izraelitów z niewoli egipskiej. Przypomina, jak Bóg przywoływał swój lud do siebie przez proroków, jak go prowadził i upominał, przygotowując na nadejście Mesjasza. Opowiada, jak Jezus wypełnił wszystkie obietnice Starego Testamentu. Jak powołał i kształtował swoich uczniów, jak litował się nad ludzką biedą, jak karmił, uzdrawiał i przebaczał. I wreszcie relacjonuje mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.
Wszystkie te opowieści pokazują, jak Bogu na nas zależy, jak przez cały czas towarzyszy nam w drodze do niebieskiej ojczyzny. Każda z nich może przemówić do nas osobiście, odwołując się do naszych własnych potrzeb, problemów, nadziei i lęków.
Przytoczmy tu słynne wydarzenie z życia wielkiego św. Augustyna. Będąc człowiekiem bardzo wykształconym, pokładającym całą ufność w swojej wiedzy, miał problemy z otwarciem się na ideę kochającego Boga, który chce mówić do niego osobiście. Nie stronił też od hulanek i swawoli. Pewnego dnia usłyszał głos dziecka mówiący: „Weź i czytaj”. Ponieważ w pobliżu nie było nikogo, Augustyn pomyślał, że może jest to przesłanie od Boga. Otworzył więc Biblię i natknął się na werset z Listu św. Pawła do Rzymian: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). To słowo tak bardzo poruszyło serce Augustyna, że oddał Panu całe swoje życie.
Bóg chce przemawiać do nas przez Pismo Święte, podobnie jak przemówił do Augustyna. Może nie zawsze efekt będzie tak mocny i spektakularny, jak nawrócenie Augustyna, ale słowo Boże z pewnością nie jest bezowocne. Przemieniło ono życie niejednego człowieka. Dlatego warto się nim karmić, warto je czytać i rozważać.

ŻYWA TRADYCJA
Trzecim, obok stworzenia i Pisma Świętego, sposobem objawiania się Boga, jest święta Tradycja naszego Kościoła. Określenie „święta Tradycja” dotyczy nauki Jezusa zachowanej przez Apostołów i przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W połączeniu ze spisanym słowem Pisma Świętego, daje nam ona pełniejszy obraz tego, kim jest Bóg, w jaki sposób pragnie udzielać nam swoich łask, i jak wygląda święte i pełne pokoju życie, do którego On nas wzywa.
Przypomnij sobie, w jaki sposób przekazywali ci swoją mądrość rodzice i dziadkowie – może poprzez historie z własnego życia, może poprzez sposób obchodzenia świąt czy uroczystości rodzinnych. Nawet to, czym kierowali się nadając imiona swoim dzieciom, może nam wiele o nich powiedzieć, podobnie jak ich codzienne zwyczaje – poranna kawa, rozmowy przy stole czy ulubione programy telewizyjne.
Każda z tych tradycji ukazywała ci, co to znaczy być członkiem tej konkretnej rodziny. Wyrażała poglądy, przekonania i wartości, jakimi rodzina żyła. A ponieważ była to twoja rodzina, ukazywała ci także, kim jesteś i w jaki sposób masz żyć.
Przenosząc to na grunt Kościoła, zauważmy, że doskonałym przykładem tego, w jaki sposób Kościół przez pokolenia żyje Pismem Świętym, jest Msza święta. Nasza liturgia sięga korzeniami starotestamentalnych opisów Paschy oraz słów Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Uczestnicząc we Mszy świętej, dołączamy do długiego szeregu wierzących i świętych, do nierozerwalnego łańcucha wiary i kultu Boga. Chociaż język Mszy świętej ulegał zmianom, a niektóre obrzędy pojawiały się i zanikały, to w swojej istocie każda celebracja eucharystyczna pozostawała wierna Ewangelii. I jest to najważniejsza Tradycja, przez którą Bóg daje nam swoje objawienie.

BÓG JEST HOJNY
Spójrz, na jak wiele sposobów Bóg objawia siebie. Zobacz, jak bardzo pragnie znaleźć drogę do twojego serca i wejść w twoje życie. Nie myśl, że aby do Niego dotrzeć, musisz wspiąć się po niezliczonych stopniach schodów. On sam schodzi ci na spotkanie i mocą swojego objawienia gotów jest wynieść cię tam, gdzie przebywa.
Jak hojny i wspaniały jest nasz Bóg! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Niedziela, 1 lipca
Mk 5,21-43
Żebym choć dotknęła Jego płaszcza… (Mk 5,28)
Gdybyś miał jednym słowem opisać dzisiejszą historię uzdrowienia kobiety, to jak by ono brzmiało? Wiara? Dotyk? Moc? Każde z nich dobrze streszcza to, co się jej przydarzyło, ale dziś spróbujmy spojrzeć na tę sytuację z jeszcze innego punktu widzenia. Zwróćmy uwagę na to, jak wielka była jej determinacja.
Kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi i z tego powodu musiała trzymać się na uboczu, teraz dzielnie przeciskała się przez tłum, ponieważ wierzyła, że Jezus może ją uzdrowić. Usiłowała za wszelką cenę dotrzeć do Jezusa – i nie doznała zawodu!
W Piśmie Świętym spotykamy także inne osoby działające z podobną determinacją. Jedną z nich była kobieta kananejska, która nie zrażając się odmową Jezusa, usilnie nalegając, wyprosiła w końcu uzdrowienie dla swojej córki (Mt 15,21-28). Inni to na przykład niewidomy Bartymeusz, jawnogrzesznica czy dziesięciu trędowatych (Mk 10,46-52; Łk 7,36-50; 17,12-29). Wszyscy oni pokonywali przeszkody w dotarciu do Jezusa, dzięki czemu otrzymali upragnione łaski.
Spójrzmy teraz na reakcję Jezusa w stosunku do tych osób. Do kobiety kananejskiej powiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara” (Mt 15,28). Do Bartymeusza: „Twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 10,52). Do jawnogrzesznicy: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” (Łk 7,50). Do trędowatego, który jako jedyny powrócił, by Mu podziękować, powiedział: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19). A do kobiety z dzisiejszej Ewangelii: „Córko, twoja wiara cię ocaliła” (Mk 5,34).
W każdym z tych przypadków Jezus powiedział zainteresowanym, że to wiara sprawiła, że zostali uzdrowieni. Wiemy, oczywiście, że to Jezus ich uzdrowił, ale widzimy też, że Jego moc objawiła się dlatego, że ludzie ci szli do Niego z wielką wiarą, przezwyciężając wszelkie przeszkody. Gdyby nie ich wiara i determinacja, być może w ogóle nie zostaliby uzdrowieni!
Weźmy dziś wzór z tych bohaterów i bohaterek wiary! Złóżmy naszą ufność w Panu! Trwajmy na modlitwie za siebie i swoich bliskich. Wyciągnijmy rękę, by dotknąć płaszcza Jezusa.
„Jezu, ufam Tobie bez względu na wszystko”.
Mdr 1,13-15; 2,23-24
Ps 30,2.4-6.11-13
2 Kor 8,7.9.13-15

▌Niedziela, 8 lipca
2 Kor 12,7-10
Oścień dla ciała. (2 Kor 12,7)
Wielu teologów próbowało odgadnąć, co konkretnie miał tu na myśli św. Paweł. Niektórzy sądzili, że chodziło mu o jakąś dolegliwość fizyczną, jak chroniczna choroba oczu, migrena czy wada wymowy. Inni twierdzili, że mówi on o diabelskich pokusach. Jeszcze inni, że jest to aluzja do „fałszywych apostołów”, którzy wyrządzili „wiele zła” (2 Kor 11,13; 2 Tm 4,14). Cokolwiek to było, ów „oścień” był dla Pawła ogromną udręką.
Podczas gdy Ewangelia z poprzedniej niedzieli opowiadała o tym, jak Jezus uzdrawiał tych, którzy w Niego uwierzyli, dzisiejsze czytanie mówi nam, że nawet ludzie wielkiej wiary nie zawsze doznają uzdrowienia. Paweł miał wielką wiarę i błagał Pana o uwolnienie, ale oścień pozostał.
Zatrzymajmy się nad tym przez chwilę – Paweł, cudotwórca, przez którego ludzie doznawali uzdrowienia po prostu dotykając jego szat, sam nie został uzdrowiony (Dz 19,12). Najwyraźniej uzdrowienie jest tajemnicą, której nie potrafimy zrozumieć do końca.
Możemy jednak zrozumieć jedno – Bóg, nasz Ojciec niebieski, przenika i zna każdego z nas (Jr 1,5). On wie, dlaczego Paweł nie został uwolniony od swego ościenia. Wie, dlaczego św. Franciszek z Asyżu nie został uzdrowiony z choroby oczu. Wie, dlaczego niektórzy z naszych bliskich wciąż muszą znosić cierpienia.
Bóg zna wszystkie ościenie naszego życia – duchowe, emocjonalne i fizyczne. On ma plan dla każdego z nas. Choć pewnie dopóki nie zjednoczymy się z Nim w niebie, nie dowiemy się, dlaczego jedne ościenie Bóg nam zabiera, a inne zostawia. Nie jest to jednak powód, aby tracić wiarę. Wręcz przeciwnie, tajemnica ta powinna ją jeszcze pogłębiać! Czasami jedyne,
co możemy zrobić, to modlić się o odwagę, dyspozycyjność i wytrwałość, a następnie zaufać Bogu i uwierzyć w to, czego „nie widzimy” (Hbr 11,1).
Tak właśnie uczynił Paweł. Zaufał, że wystarczy mu Bożej łaski. I wystarczyło. Wystarczy jej i nam, jeśli zaufamy Bogu.
„Jezu, pomóż mi uporać się z ościeniami mojego życia. Powierzam je Tobie, Panie”.
Ez 2,2-5
Ps 123,1-4
Mk 6,1-6

▌Niedziela, 15 lipca
Ef 1,3-14
W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata. (Ef 1,4)
Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych w czerwcu ubiegłego roku na Ziemi żyło 7,6 miliarda ludzi. A według statystyk Biura Informacji Demograficznej od początku istnienia Ziemi mieszkało na niej
w przybliżeniu 108 miliardów ludzi.
Czy więc możesz sobie wyobrazić, że już przed założeniem świata Bóg widział cię wśród tego mnóstwa ludzi żyjących na kuli ziemskiej, poznał cię i przeznaczył dla siebie?
Kiedy słyszymy, że Bóg wybrał nas przed założeniem świata, brzmi to dość teoretycznie. To „nas” odbieramy szeroko: jako lud Boży, wszystkich wierzących czy nawet wszystkich ludzi. Choć jednak należymy do tych wielkich grup, nie jesteśmy anonimowymi członkami tłumu. Boża miłość jest skierowana konkretnie do każdego z nas. On kocha cię takiego, jakim jesteś. Kocha cię najlepiej, jak tylko możesz być kochany.
Otwórz się dziś na tę z pozoru niewiarygodną prawdę – nawet gdyby na świecie miało żyć 100 trylionów ludzi, nie ma to żadnego znaczenia. Ty – ze wszystkim twoimi osobistymi cechami, a nawet dziwactwami – byłeś w umyśle i sercu Boga od samego początku. On stworzył cię w konkretnym celu i pragnie, abyś przebywał z Nim na zawsze!
Oto jeden ze sposobów, na jaki możesz przybliżyć sobie tę zdumiewającą prawdę – przeczytaj jeszcze raz dzisiejsze czytanie, ale wszędzie, gdzie widzisz słowo „my” czy „nas”, podstaw swoje imię. Na przykład: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; On napełnił [twoje imię] błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie.
W Nim bowiem wybrał [twoje imię] przed założeniem świata, aby [twoje imię] był święty i nieskalany przed Jego obliczem”. Przeczytaj powoli ten fragment kilka razy. Odczytaj go na głos. Poproś Boga, by pomógł ci jeszcze głębiej zrozumieć, jak bardzo cię kocha. A potem po prostu chłoń Jego miłość.
„Ojcze, to zdumiewające, że od wieków jestem w Twoim sercu. Pomóż mi zawierzyć Twojej miłości do mnie dziś i każdego dnia”.
Am 7,12-15
Ps 85,9-14
Mk 6,7-13


▌Poniedziałek, 16 lipca
Ps 50,8-9.16-17.21.23
Postępującym bez skazy ukażę Boże zbawienie. (Ps 50,23)
Gdyby lekarz poinformował cię, że cierpisz na niebezpieczną, ale uleczalną chorobę, czy zignorowałbyś tę diagnozę i uznał, że wszystko jest w porządku? Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś w takiej sytuacji po prostu wzruszył ramionami i wyszedł z gabinetu. Większość z nas chętnie przyjęłaby lekarstwa lub poddała się koniecznej operacji, aby zachować zdrowie i życie. Inne postępowanie
w tym wypadku byłoby głupotą!
Jednak w życiu duchowym często przyjmujemy taką właśnie nierozsądną postawę. Naszą chorobą duchową jest grzech, lekarzem Jezus, a terapią wiara i nawrócenie. Poprzez słowa psalmisty Bóg obiecuje, że nie tylko nam przebaczy, ale także ukaże swoje zbawienie. Jednak my często lekceważymy to. Dlaczego?
Czasami przeczuwamy, że Bóg będzie nakłaniał nas do zmiany czy wyzbycia się szkodliwego nałogu. Widząc, że wskazuje nam jakiś grzech, myślimy: „Nie przesadzaj, Panie. To przecież drobnostka”. Ale Bogu nie chodzi o to, by nam dopiec, wręcz przeciwnie, prosi, byśmy usunęli grzech, który nie pozwala nam przyjąć Jego miłości.
Bywa też, że nie wykazujemy skruchy, ponieważ nie chcemy przyznać się do grzechu. Jest nam wstyd lub boimy się, że Bóg przestanie nas kochać, jeśli wyznamy Mu nasz prawdziwy stan. Ale Bóg nigdy nie jest zaskoczony naszym grzechem – widzi go o wiele jaśniej niż my sami. I za bardzo nas kocha, żeby pozwolić nam w tym stanie pozostać.
Kiedy indziej tak długo ignorujemy przynaglenia Ducha, że z czasem przestajemy je zauważać. Nie jesteśmy nawet świadomi popełnianych przez nas grzechów. Dlatego Duch Święty miłosiernie „stawia je nam przed oczy” (por. Ps 50,21).
Nasz Boski Lekarz wciąż jest gotów cię uzdrawiać. Nieustannie kieruje cię na drogi zbawienia. Przyjmuj więc z wdzięcznością te chwile, w których wyraźnie słyszysz głos sumienia i dostrzegasz swój grzech. Za każdym bowiem wezwaniem do nawrócenia kryje się czuła miłość Boga. Pozwól Jezusowi uzdrowić twoje serce i obdarzyć cię wolnością.
„Duchu Święty, dziękuję Ci za dar nawrócenia!”
Iz 1,10-17
Mt 10,34--11,1

▌Czwartek, 26 lipca
Mt 13,10-17
Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. (Mt 13,12)
To, jak jesteśmy stworzeni, jest niezwykle intrygujące. Bóg tak zaprojektował nasze ciała, że im bardziej używamy poszczególnych organów, tym lepiej one działają. Przykładowo, wszyscy mamy mniej więcej taką samą ilość komórek mózgowych, ale ilość połączeń pomiędzy tymi komórkami wzrasta w zależności od stopnia stymulacji naszego mózgu. Podobnie nasze mięśnie stają się mocniejsze, kiedy je ćwiczymy, a zanikają, gdy mało ich używamy.
Jak wynika z dzisiejszego wyjaśnienia przypowieści Jezusa, podobnie dzieje się z naszą wiarą. Ci, którzy ją „mają”, otrzymają więcej. Ale co tak naprawdę „mają” ci ludzie? Serce otwarte na Ewangelię, gotowe zaufać Jezusowi. Ci zaś, którzy „nie mają”, zamknęli swoje serca i odwrócili się od łaski ofiarowanej im przez Boga. Nikt im niczego nie zabiera; to oni sami tego się wyrzekli.
To, jak potraktujemy dar wiary, zależy tylko od nas – i jest to prawda, która może nas trochę przerazić. Bo to wielka odpowiedzialność!
Jeśli tak sądzisz, spróbuj spojrzeć na wiarę jako na szansę, a nie jako na ryzyko. Żyć wiarą to pozwolić Bogu przemieniać się na Jego obraz i podobieństwo. Jeśli weźmiesz Jezusa za słowo, będziesz mieć „w nadmiarze”, może nie dóbr materialnych, ale z pewnością dóbr duchowych. Pomyśl o wszystkich tych świętych, którzy zaczynali z gorczycznym ziarnkiem wiary, a na koniec zmieniali świat. Naprawdę o wiele większym ryzykiem jest niepodjęcie ryzyka wiary!
Większość z nas boryka się dziś z jakimś trudnym problemem. Może pokłóciłeś się z bliską osobą i boisz się pierwszy wyciągnąć rękę do pojednania. Może chciałbyś zaproponować znajomemu, że pomodlisz się razem z nim o jego uzdrowienie, ale nie wiesz, jak zareaguje. A może chcesz iść do spowiedzi, ale wstydzisz się i lękasz, jak zostaniesz przyjęty. To właśnie w takich chwilach Jezus mówi ci: „Wyjdź z łodzi! To nic, że nie widzisz gruntu, ale Ja cię podtrzymam”.
„Panie, pomóż mi głębiej Ci zaufać. Daj mi odwagę pójścia za Tobą”.
Jr 2,1-3.7-8.12-13
Ps 36,6-11

▌Niedziela, 29 lipca
J 6,1-15
Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki. (J 6,2)
Jeśli szukasz klucza do zrozumienia Ewangelii św. Jana, to spokojnie możesz skupić się na słowie „znak”. W pierwszej połowie swojej Ewangelii (rozdziały 1-11) Jan relacjonuje siedem znaków, czy cudów, dokonanych przez Jezusa. Z kolei druga połowa (rozdziały 12-21) poświęcona jest w całości opisowi największego ze wszystkich znaków – śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
W dzisiejszej Ewangelii spotykamy wielki tłum idący za Jezusem z powodu znaków, jakie czynił. Kto inny potrafiłby przemienić wodę w wino lub jednym słowem wskrzesić martwego chłopca? Chcieli zobaczyć jeszcze więcej i nie zawiedli się. Jezus uczynił kolejny znak – nakarmił ponad pięć tysięcy ludzi pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami!
W ciągu następnych kilku niedziel usłyszymy, w jaki sposób Jezus wyjaśnia ten cud i dlaczego jest on tak ważny. Jezus powie nam, że rozmnożony chleb wskazuje na prawdziwy Chleb Życia – Jego eucharystyczne Ciało, które wyda „za życie świata” (J 6,51). Powie nam, że ten wyjątkowy Chleb Życia jest większy niż manna dana Izraelitom na pustyni (J 6,32). A co  najważniejsze, obieca wskrzesić „w dniu ostatecznym” każdego, kto spożywa ten Chleb z wiarą i zaufaniem (J 6,54).
Są to zaledwie trzy spośród wielu obietnic danych nam przez Jezusa. Obiecuje On, że będzie z nami aż do skończenia świata, że będzie nas prowadzić uzdrawiać i pokrzepiać. Obiecuje karmić nas sobą w tym życiu, a potem otworzyć przed nami niebo.
Mamy dziś doskonałą okazję, aby utkwić wzrok w Jezusie, Chlebie Życia ofiarowanym podczas Mszy świętej, i podziękować Mu za to wszystko, co nam obiecał. Jest to też doskonała okazja, by zapewnić Go, że chcemy dalej iść za Nim i przyjmować wszystkie łaski, jakimi pragnie nas obdarzać.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że dajesz nam swój Chleb Życia!”
2 Krl 4,42-44
Ps 145,10-11.15-18
Ef 4,1-6


MAGAZYN:

Bóg jest zawsze Emmanuelem

Cud nocnego nieba
objawił mi tę prawdę

Czasami żeby zrozumieć jakiś fragment Pisma Świętego, potrzebujemy osobistego objawienia. Dopóki Duch Święty nie udzieli nam swego światła, żadne wyjaśnienia nie sprawią, by słowa ożyły. Tak właśnie działo się ze mną, kiedy w czytaniach mszalnych słyszałam, że imieniem Jezusa jest Emmanuel. Dla mnie tytuł Emmanuel, „Bóg z nami”, oznaczał tyle, że Jezus przyszedł w ludzkiej postaci i odtąd świat nie był już taki sam. Tego nigdy nie kwestionowałam. Jednak niewiele znaczyło to dla mnie osobiście – aż do pewnego gorączkowego, niezapomnianego wieczoru.

MECZĄCY DZIEŃ NA FARMIE
Mieszkaliśmy na farmie na południu stanu Michigan wraz z dwójką naszych małych dzieci i moją starszą już matką. Był późny listopad, a mąż wyjechał służbowo do Nowego Jorku. Spadły więc na mnie wszystkie ciężkie prace związane z codziennym obrządkiem naszej trzody mlecznej. Na dodatek, wszyscy oprócz mnie zachorowali na grypę żołądkową. Pomiędzy nawrotami biegunki i wymiotów moich domowników, próbowałam robić na farmie wszystko, co konieczne. Biegałam więc przez cały dzień tam i z powrotem od domu do obory.
Wieczorem wyczerpana położyłam dzieci spać. Wtedy jednak moja mama spadła z łóżka i nie mogła wstać. Pobiegłam jej na pomoc. Podniosłam ją z trudem i ułożyłam z powrotem na łóżku. Jednak kilka chwil później znowu usłyszałam głuchy odgłos i krzyk z sypialni mamy. Cała nerwowa scena rozegrała się na nowo.
Wcześniej tego wieczoru umieściłam ciężarną jałówkę w osobnej zagrodzie. Teraz, gdy wszyscy, łącznie z kotem, poszli już spać, postanowiłam sprawdzić, co się z nią dzieje. Akcja porodowa powoli postępowała naprzód. Cielenie się trwa czasami kilka godzin, postanowiłam więc wrócić do domu i spróbować zasnąć. Nastawiłam budzik, żeby zajrzeć do obory za dwie godziny.

„JA JUŻ NIE MOGĘ”
Przewracałam się w łóżku na wszystkie strony, dopóki nie usłyszałam budzika. Naciągnęłam dżinsy na koszulę i poszłam do obory. Nic się jeszcze nie działo, więc wróciłam do łóżka. Po kolejnej bezsennej godzinie znowu obejrzałam jałówkę. Wreszcie zaczął się trudny poród i ukazały się raciczki cielęcia. Przy każdym parciu jałówki, ciągnęłam za nie, ale po upływie pół godziny nie było żadnych postępów. Kolejne pół godziny i dalej nic! Jałówka była już wyczerpana i ja również.
W końcu zaczęłam płakać. Czułam się samotna, bezradna i wyczerpana. Byłam wprawdzie wierząca i praktykująca, czerpałam siłę z wiary, ale wtedy doszłam do kresu możliwości – fizycznych, psychicznych i duchowych. „Ja już nie mogę, Boże” – pomyślałam. Była to modlitwa o pomoc. Moje wołanie nie wyrażało się w słowach, ale wychodziło z samego dna duszy – błaganie stworzenia skierowane do Stworzyciela.

ODPOWIEDŹ Z NIEBA
W tej właśnie chwili, przez łzy, zobaczyłam jasne światło. Podniosłam głowę i aż wstrzymałam oddech na widok rozświetlającej niebo zorzy polarnej. Wokół mnie, w ciemności, falowały róże, zielenie, żółcie i błękity. Przez trzydzieści minut z zabłoconego boksu oglądałam ten niezwykły cud natury, podziwiając dzieło Boga Stwórcy. Natychmiast opuściło mnie znużenie i ból. Czułam – nie, wiedziałam – że Emmanuel jest ze mną w tych chłodnych godzinach przed świtem. Odpowiedział na moją modlitwę
i dodał mi siły, żebym mogła iść dalej.
Jeden ostatni wysiłek jałówki, ostatnie moje pociągnięcie i cielę przyszło na świat. Drugi raz tej nocy ogarnął mnie zachwyt nad Bożym stworzeniem. Zaprowadziłam krowę i cielę do czystej zagrody i dopilnowałam, żeby zaczęło ssać. Kiedy wreszcie dotarłam do domu, zaczęło się już rozwidniać. Nie spałam całą noc, ale dwa cuda, które oglądałam i miałam w nich swój udział, dodały mi energii.

WSTRZĄSAJĄCA TAJEMNICA
W pełnym świetle dnia mój zachwyt ustąpił logicznemu myśleniu. Jeszcze raz przeanalizowałam w pamięci świetlany spektakl. Aurora borealis, czyli zorza polarna, pojawia się, gdy cząstki emitowane przez słońce zderzają się z gazami nad powierzchnią Ziemi. Na niebie widać wówczas wiele różnobarwnych świateł, poruszających się wskutek interakcji pola magnetycznego Ziemi z wiatrem słonecznym. Jest to proste zjawisko fizyczne. Kiedy znalazłam naukowe uzasadnienie doświadczenia minionej nocy, Bóg automatycznie zszedł na dalszy plan.
Tego samego dnia zadzwoniłam do koleżanki, która pracowała na nocnej zmianie. Zapytałam ją, czy widziała, jak piękna były zorza polarna tej nocy. Zaprzeczyła, przypuszczając, że światła miasta zakłóciły widoczność. Inni znajomi mówili podobne rzeczy. Nikt oprócz mnie nie widział tej zorzy.
Pamiętając dokładnie, co widziałam, zadzwoniłam do planetarium przy Uniwersytecie Stanowym Michigan. Mój rozmówca, pracownik Wydziału Astronomii, zamilkł, gdy usłyszał, co widziałam. Kiedy się wreszcie odezwał, jego słowa były dla mnie szokiem: „Tej nocy nie było żadnej zorzy polarnej. Jedyne, co zarejestrowały nasze teleskopy, to kilkakrotny deszcz meteorytów”.

ZAWSZE „EMMANUEL”
Kiedy odłożyłam słuchawkę, uświadomiłam sobie, że poprzedniej nocy doświadczyłam obecności Boga. On tam był! On zawsze jest „Bogiem z nami”, w radości i w bólu, w ciemności i świetle.
Teraz ilekroć widzę zorzę polarną, przypominam sobie, że Bóg jest ze mną, aby mnie podtrzymywać i dodawać sił. Łatwo jest przeoczyć Jego obecność w świecie wokół nas, kiedy jesteśmy zbyt zajęci czy rozproszeni. Ale Jezus mówi nam: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). ▐

Sklep internetowy Shoper.pl