Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 6 (322) 2020
Słowo wśród nas Nr 6 (322) 2020
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO CZERWCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Tematem czerwcowego „Słowa wśród nas” jest dzielenie się wiarą – czyli tym, co tak naprawdę jest naszym największym skarbem. Często wydaje nam się to zbyt trudne, nie wiemy jak mówić innym, nawet najbliższym, o swojej relacji z Bogiem. W pierwszym artykule mówimy o tym, że wszyscy mamy być uczniami-misjonarzami, a dzielenie się wiarą jest dzieleniem się miłością Chrystusa. John i Therese Boucher, nauczyciele ewangelizujący od lat, w kolejnych dwóch artykułach piszą na podstawie własnych doświadczeń, jak najlepiej dzielić się darem wiary. Proponują cztery kroki: modlitwę, troskę, rozmawianie o wierze oraz zapraszanie do wspólnoty wiary.
W Magazynie znajduje się artykuł o małżeńskiej drodze do świętości bł. Luigiego i Marii Beltrame Quatrocchich, świadectwo „Przez ogień” o powrocie do normalności po pożarze domu i odkryciu Bożej opieki w tych trudnych okolicznościach oraz tekst na temat kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa, które szczególnie czcimy właśnie w czerwcu.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, omówienie książki Pawła Zuchniewicza „Prymas w Stoczku”, kalendarz i krzyżówka biblijna. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Dzielenie się miłością Chrystusa
Być uczniem-misjonarzem ..........................................4

Modlitwa i troska
Być znakiem Bożej obecności – John i Therese Boucher ............................................9

Odwaga głoszenia
Ewangelizować z prostotą – John i Therese Boucher ..........................................14 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 czerwca ..................................................19

MAGAZYN

Małżeńska droga do świętości
Nadzwyczajne zwyczajne życie bł. Luigiego i Marii Beltrame Quatrocchich – Woodeene Koenig-Bricker i Kathryn Elliot..............47

Przez ogień
Bóg mnie nie opuścił – April McMurray Aiello .......53

Najświętsze Serce Pana Jezusa
Obraz Bożej miłości – Halina Świrska .....................56

Nasze lektury ...........................................................62

Krzyżówka ................................................................63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Moja żona i ja bardzo lubimy obchodzić urodziny naszej piątki wnucząt. W tym miesiącu nasz najstarszy wnuk Landon kończy dziesięć lat! Jak wszyscy dziadkowie, uwielbiamy obserwować reakcje wnucząt, gdy otwierają prezenty, ale przede wszystkim pragniemy, by każde z nich doświadczyło radości bycia kochanym i należenia do rodziny. Po prostu chcemy, by doznały tego błogosławieństwa, którego my sami doznaliśmy.
Największym błogosławieństwem, które otrzymałem w życiu, jest poznanie Jezusa Chrystusa. Choć moja żona i ja otrzymaliśmy od Pana wiele łask (jak też przeszliśmy przez kilka prób), naszym największym skarbem jest dar wiary. To dzięki niemu poznaliśmy przebaczenie Boga i Jego wierną miłość. Odkryliśmy, jakim błogosławieństwem są bracia i siostry w Chrystusie, nadzieja nieba i moc modlitwy. Dzięki wierze nauczyliśmy się słuchać głosu Boga, rozważając Jego słowo w Piśmie Świętym. Wiara była dla nas tarczą w ciężkich chwilach. Dlatego bardziej niż jakikolwiek inny dar, właśnie dar wiary pragnę przekazać moim wnukom – jak również moim dzieciom, wszystkim krewnym i przyjaciołom.
W tym miesiącu piszemy właśnie o tym, jak dzielić się darem wiary w Jezusa z bliskimi. Naszymi przewodnikami będą John i Therese Boucher, autorzy książki Sharing the Faith That You Love (Dzielić się wiarą, którą kochasz), którzy pokażą nam, jak przekazywać innym ten wielki skarb, darowany nam przez Pana.
Niektórym z nas się wydaje, że nie potrafią dzielić się wiarą, nie wiedzą, co mieliby mówić ani w jaki sposób. Ale niezależnie od okoliczności, umiejętności i posiadanych talentów każdy z nas ma kwalifikacje do tego, by dzielić się miłością Pana z ludźmi, którzy nas otaczają. Dlaczego? Ponieważ żyje w nas Duch Święty, obecność i moc Boga, a to oznacza, że mamy wszystko, czego potrzebujemy. Co więcej, im bardziej otworzymy się na Ducha, tym mocniej będzie On nas przynaglał do dzielenia się wiarą – podobnie jak kiedyś św. Pawła (2 Kor 5,14).
Jedna z moich sześciu sióstr jest ateistką. To również jedna z najbardziej kochających i troskliwych osób, jakie znam – tylko po prostu nie wierzy w Boga. Ostatnio zaskoczyła mnie mówiąc, jak bardzo jest zadowolona z tego, że moja żona i ja mocno wierzymy w Boga i w obietnicę nieba. Byłem bardzo wdzięczny, że mi to powiedziała. Przypomniały mi się słowa św. papieża Pawła VI: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Evangelii Nuntiandi, 41).
Moja siostra dostrzega, że wiara podtrzymuje nas w dobrych i złych czasach. Za sprawą łaski Bożej widzi świadectwo miłości Chrystusa w tym, czym się dzielimy i jak żyjemy.
Oby lektura artykułów tego numeru pomogła nam skuteczniej dzielić się wiarą w gronie rodziny i znajomych. Nabierzmy pewności, że Bóg podsunie nam właściwe słowa. A kiedy już uczynimy, co do nas należy, resztę pozostawmy Panu, który pragnie objawiać swoją miłość i dobroć.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

MAGAZYN

Małżeńska droga
do świętości

Nadzwyczajne zwyczajne życie
bł. Luigiego
i Marii Beltrame Quatrocchich

W 2001 roku po raz pierwszy w Kościele katolickim miała miejsce wspólna beatyfikacja małżeństwa prowadzącego zwyczajne życie rodzinne – Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchi. Dla podkreślenia ich wspólnego wstawiennictwa jako małżonków, zaakceptowano jedno cudowne uzdrowienie dla uznania świętości obojga. Na specjalną prośbę św. Jana Pawła II także ich wspomnienie przypada w ten sam dzień 25 listopada – w rocznicę ich ślubu. Jak powiedział Jan Paweł II tłumom zgromadzonym na beatyfikacji, nawet w bardzo trudnych czasach „małżonkowie Luigi i Maria nie pozwolili zgasnąć światłu wiary — lumen Christi — i przekazali je czwórce swych dzieci”. Trójka z nich była obecna na uroczystości. Światło, o którym mówił Papież, świeci we wszystkich małżonkach, którzy prowadzą zwyczajne, a zarazem nadzwyczajne życie wiary i poświęcenia.

POBOŻNI I ZAMOŻNI
Maria Luisa Corsini urodziła się 12 lipca 1884 roku we Florencji. Jej matka była „żywa i dominująca”, podczas gdy ojciec, oficer Armii Królewskiej, słynął z wybuchowego charakteru. Maria, która także nie była potulną owieczką, powiedziała kiedyś do ojca: „Wiesz, tato, ja na miejscu mamy nigdy bym za ciebie nie wyszła, z twoim temperamentem”.
Wychowana w zamożnej rodzinie Maria otrzymała staranne wykształcenie w dziedzinie literatury, języków obcych i wiary katolickiej. Po ukończeniu studiów handlowych na „La Sapienza”, jednej z najlepszych uczelni rzymskich, pracowała jako nauczyciel akademicki, napisała też kilka książek na temat edukacji i życia rodzinnego. Zawsze była pobożna, czemu dawała wyraz również poprzez zaangażowanie w życie swojej parafii św. Witalisa oraz w działania Akcji Katolickiej.
Luigi Beltrame urodził się 12 stycznia 1880 roku w Katanii na Sycylii. Jego wuj, Luigi Quattrocchi, nie mogąc mieć własnych dzieci, zaproponował, że weźmie swojego imiennika na wychowanie. Rodzice Luigiego zgodzili się, a on sam, z szacunku dla wuja, dodał do swojego nazwiska człon Quattrocchi. Podobnie jak Maria, Luigi otrzymał staranne wykształcenie. Po uzyskaniu dyplomu prawa na Uniwersytecie Rzymskim „La Sapienza” pracował jako prawnik dla rządu włoskiego. Jednak, w przeciwieństwie do Marii, w młodości nie odznaczał się szczególną pobożnością.
Luigi i Maria poznali się poprzez przyjacielskie kontakty rodzinne. Przełomowym punktem ich relacji stała się ciężka choroba Luigiego. Maria, zatroskana o jego zdrowie, napisała do niego list, załączając obrazek Matki Bożej Pompejańskiej. Młodzi zbliżyli się do siebie i po niespełna roku Luigi poprosił o rękę Marii. Pobrali się 25 listopada 1905 roku w Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie.

TRWOGA I WYBÓR
Pomimo licznych podróży służbowych Luigiego, w małżeństwie szybko zaczęły przychodzić na świat kolejne dzieci. Jednak przy czwartej ciąży u Marii zdiagnozowano łożysko przodujące, która to komplikacja mogła okazać się śmiertelna zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Maria krwawiła, będąc dopiero w czwartym miesiącu ciąży. Lekarz zalecił jej odpoczynek – i aborcję. Jednak pomimo nalegań lekarza, małżonkowie stanowczo sprzeciwili się aborcji i złożyli nadzieję w Bogu.
Była to dla nich dramatyczna i rozdzierająca serce decyzja. Marii dawano zaledwie 5 procent szans na przeżycie. Możliwość, że Luigi wkrótce zostanie wdowcem z trójką dzieci, wydawała się bardzo realna. Jedno z dzieci zapamiętało, jak płakał, odsłaniając swoje serce przed księdzem. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich, zarówno Maria, jak i jej córeczka Enrichetta, przeżyły poród. Szczęśliwi rodzice dziękowali Bogu. Maria zawsze była pobożna, jednak po tym ewidentnym cudzie także Luigi stał się bardziej oddany Jezusowi.

▌POBOŻNI, ALE BEZ DEWOCJI
Małżonkowie pragnęli tak wychować swoje dzieci, aby kochały Boga i siebie nawzajem. Będąc ludźmi zamożnymi, umożliwiali dzieciom uprawianie sportu, wyjazdy wakacyjne i inne rodzinne rozrywki. Taką samą wagę przykładali również do życia duchowego. Wprowadzili w swojej rodzinie codzienną Mszę, godzinę świętą na część Najświętszego Serca w pierwsze piątki miesiąca, czuwania modlitewne i rekolekcje w klasztorze benedyktynów przy Bazylice św. Pawła za Murami. Jednak ta wielość praktyk religijnych nie wprowadzała w życie Quattrocchich atmosfery przytłaczającej powagi – ich rodzinnym obiadom niezmiennie towarzyszył radosny rejwach.
W autobiograficznej książce Radiografia di un matrimonio (Radiografia pewnego małżeństwa) Maria napisała: „Wychowywanie dzieci jest sztuką sztuk i niesie ze sobą poważne trudności. Ale jedno jest pewne – jako dwoje w jednym ciele staraliśmy się dążyć do ich najwyższego dobra, gotowi unikać wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. To wymagało pewnych osobistych poświęceń”.
Luigi na czas wychowywania dzieci rzucił palenie. Oboje z Marią ucinali w zarodku mogące ich poróżnić dyskusje i rozmawiali o tych sprawach na osobności, aby dzieci nie były świadkami kłótni rodziców. Enrichetta wspomina: „To oczywiste, że musiały występować między nimi różnice zdań, ale przed nami, dziećmi, nie były one nigdy ujawniane. Rodzice rozstrzygali swoje problemy pomiędzy sobą, w rozmowie, i dochodzili do porozumienia nie mącąc pogodnej atmosfery”.
Maria i Luigi zawsze troszczyli się o to, by powierzać swoje dzieci Bogu. Kiedy którekolwiek z ich czwórki przeżywało jakieś problemy, rodzice zachęcali przede wszystkim do „szturmowania niebios” w modlitwie. Jak sami mówili, pragnęli, by ich dzieci doceniały rzeczywistość niebiańską, życie „od dachu w górę”. I, jak wszystko na to wskazuje, tak właśnie się stało. Najstarsza trójka wybrała życie zakonne. Jeden z synów, Cesare, który został mnichem trapistą, w swoim świadectwie pisze: „W domu panowała atmosfera nadprzyrodzoności, pogody i szczęścia, ale nie przesadnie nabożna”.

▌WIARA WYRAŻANA
W UCZYNKACH
Zarówno Maria, jak i Luigi, byli zdania, że Ewangelię należy głosić nie tylko słowami, ale i czynem. Luigi napisał kiedyś: „To poprzez uczciwość i ducha chrześcijańskiego, które przenikają nasze postępowanie w relacjach z ludźmi, wyznajemy innym nasze przekonania religijne”.
Luigi był jednym z pierwszych Włochów, którzy w 1916 roku zaangażowali się w ruch skautowy. W 1918 roku został pierwszym przewodniczącym Zgromadzenia Ogólnego włoskich skautów i przyczynił się do założenia drużyny skautowskiej dla ubogich chłopców z Rzymu, do której należeli także jego synowie.
Etyką chrześcijańską kierował się również w prowadzeniu interesów i pełnieniu funkcji publicznych. Będąc człowiekiem wielkich zdolności i zalet charakteru, wewnętrznie zintegrowanym, nigdy nie mówił o wyróżnieniach, jakie otrzymywał za swoją pracę zawodową. Konsekwentnie odmawiał też objęcia wysokich stanowisk, które mogłyby narazić na szwank podjęte przez niego zobowiązania wobec Boga i rodziny, lub nie dawały się pogodzić z jego bezwzględnie uczciwym sumieniem. I tak
w czasie rządów Mussoliniego kilkakrotnie odrzucił propozycje sprawowania różnych zaszczytnych godności, ponieważ nie chciał w żaden sposób wiązać się z reżimem faszystowskim. Znajdował za to czas na systematyczną pracę nad pogłębianiem swej wiedzy religijnej, na przykład uczestnicząc w kursach teologii prowadzonych na Gregorianum, najstarszej uczelni watykańskiej
Maria była zawsze zajęta. Zasiadała w zarządzie Włoskiego Stowarzyszenia Kobiet Katolickich, pełniła ochotniczo obowiązki pielęgniarki Czerwonego Krzyża, angażowała się w działalność swojej parafii. Wspólnie z Luigim pomagali młodym parom w przygotowaniu do małżeństwa, a podczas II wojny światowej ich mieszkanie stało się schronieniem dla wielu uchodźców i ukrywających się Żydów.

NIE BEZ ZMAGAŃ
Pomimo oczywistej świętości życia, małżonkowie Quattrocchi nie przypominali gipsowych figurek świętych. Maria, która sama wzrosła w rodzinie konfliktowych rodziców, zdecydowanie nie była cicha i potulna. Luigi miał łagodniejszy charakter, bywał jednak „nerwowy”. Chociaż pragnęli dla siebie nawzajem jak najlepiej, w wielu rzeczach się nie zgadzali. Marii nie podobało się na przykład to, że po odchowaniu dzieci Luigi powrócił do palenia. Inna trudność wyniknęła ze złożonego przez Marię ślubu, by „czynić to, co najdoskonalsze”, co dla niej obejmowało również całkowitą rezygnację ze współżycia małżeńskiego po 20 latach od ślubu. W tamtym czasie – w 1925 roku – do wstrzemięźliwości w tej dziedzinie zachęcał ich kierownik duchowy, dziś taką praktykę Kościół stanowczo by odradził. Innym obszarem, w którym ujawniły się zwyczajne, ludzkie cechy Quatrocchich, były ich reakcje na powołania dzieci. Córka Stefania zeznała, że po wstąpieniu obu synów do zakonu ojciec tak ciężko przeżywał ich nieobecność, że aż zachorował.
W 1951 roku Luigi liczący 71 lat zmarł na atak serca. Na pogrzebie jeden z jego przyjaciół, były ateista, wyznał jego synom: „Wasz ojciec nigdy nie prawił mi kazań. Ale chcę wam powiedzieć – to dzięki jego życiu odkryłem Boga i pokochałem Ewangelię. Módlcie się za mnie!”.
Po śmierci męża Maria oddała się jeszcze gorliwiej pisaniu i pracy społecznej. Zawsze łącząc wiarę z czynem, posługiwała w pociągach, wożących chorych i niepełnosprawnych do Lourdes. Pisała książki o małżeństwie oraz artykuły do czasopism katolickich, była też uczestniczką włoskiego ruchu katolickiego pod nazwą: „Ruch dla Lepszego Świata”. Zmarła w 1965 roku
w obecności Enrichetty, córki dla której zaryzykowała życie, a która pozostała przy rodzicach, a potem samej matce, opiekując się nią do końca.

WZÓR WSPÓLNEJ DROGI
Jak powiedział św. papież Jan Paweł II, małżonkowie Quattrocchi „w świetle Ewangelii i z wielkim ludzkim zaangażowaniem przeżywali swoją miłość małżeńską i służbę życiu”. Ich historia przywodzi na myśl wiele podobnych historii z naszego otoczenia. Wszyscy ciężko pracujący rodzice, którzy po powrocie z pracy zamiast odpocząć zajmują się z cierpliwością i oddaniem swoimi dziećmi, starają się dawać im przykład wiary i najzwyczajniej czule układają je do snu; wszyscy zatroskani rodzice
i dziadkowie, modlący się wytrwale za swoje już dorosłe dzieci i wnuki; wszystkie rodziny, które w codziennym rytmie pracy i wypoczynku znajdują czas na angażowanie się z miłością w działalność swoich parafii oraz służbę ubogim – są współczesnymi „Quattrocchimi”. Nie są oni wprawdzie błogosławionymi Kościoła, ale z pewnością są błogosławieni, a z ich rodzin promieniuje światło. ▐


MEDYTACJE 

Poniedziałek, 1 czerwca
Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
Rdz 3,9-15.20
Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. (Rdz 3,20)
Czy domyślasz się, dlaczego dziś, w święto Maryi, Matki Kościoła, czytamy historię upadku Adama i Ewy? Aby to wyjaśnić, musimy cofnąć się do starożytności chrześcijańskiej, kiedy to zaczęto przedstawiać Maryję jako nową Ewę. Na przykład św. biskup Ireneusz w II wieku pisał, że węzeł nieposłuszeństwa Ewy został rozsupłany przez posłuszeństwo Maryi. Wprawdzie Ewa stała się matką wszystkich żyjących, ale Maryja, przyjmując Jezusa do swego łona, stała się Matką wszystkich zrodzonych dzięki Niemu do życia wiecznego. A to czyni Ją Matką całego Kościoła.
Jako dobra Matka, Maryja wspiera nas i prowadzi – każdego indywidualnie i wszystkich razem jako wspólnotę Kościoła – z czułością i współczuciem. Chce nas uczyć i wychowywać, kształtować z nas wierny lud, miłujący Pana i siebie nawzajem. Swoim życiem pokazała, jak „słuchać słowa Bożego i wypełniać je” (por. Łk 8,21) z pokorą i oddaniem.
Maryja jako dobra Matka nieustannie modli się za swoje dzieci, czyli za nas. Zna nasze trudności, nadzieje
i lęki, zanosi więc je wszystkie swemu Synowi prosząc, by nas wspomagał. I, jak to czyni każda dobra matka, bieg-
nie do nas, gdy upadamy. Spieszy, by nas pocieszyć, ale także zachęcić do powstania i podjęcia od nowa drogi zawierzenia Bogu.
Rozważ dziś rolę Maryi jako twojej duchowej Matki i Matki Kościoła. Dzisiejsze święto jest doskonałą okazją, byś przybliżył się do Niej z dziecięcą ufnością i prosił, aby poprowadziła cię w twojej pielgrzymce wiary. Maryja, nowa Ewa, jest gotowa przygarnąć cię do swego serca.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś nam Maryję jako Matkę Kościoła. Pomóż mi naśladować Jej przykład
i doświadczyć mocy Jej wstawiennictwa.”
lub Dz 1,12-14
Ps 87,1-3.5-6
J 2,1-11 lub J 19,25-27
▌Wtorek, 2 czerwca
2 P 3,12-15a,17-18
Starajcie się, aby On was znalazł bez plamy i skazy. (2 P 3,14)
Nikt nie lubi plam ani skaz. Pomyśl, jak niezadowolony jest właściciel samochodu, widząc zarysowanie czy wgniecenie na karoserii. Jak bardzo pilnujemy, żeby nie zabrudzić nowego ubrania albo dywanu plamami z napojów czy potraw. Podobnie św. Piotr radzi nam wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby splamić czy skazić nasze dusze.
Ale jak mamy się tego wystrzegać? W przypadku samochodu najlepszym sposobem jest ostrożna jazda oraz nawyk zwracania uwagi na otoczenie. Z kolei w przypadku duszy oznacza to unikanie okazji do grzechu – czyli uświadamianie sobie czyhających na nas pokus i uważne poruszanie się po potencjalnie niebezpiecznych obszarach.
Mając przed kanapą nowiutki dywan, z pewnością zwracałbyś uwagę na to, co i jak jecie i pijecie w tym pokoju. Chciałbyś uniknąć ryzyka, że ktoś z domowników rozleje czerwone wino czy upuści talerz ze spaghetti tylko dlatego, że zachciało mu się jeść przed telewizorem. Pilnowałbyś, żeby jedzenie takich potraw odbywało się przy stole, a nie na kanapie.
Także na poziomie duchowym warto od czasu do czasu ocenić swoją „duchową dietę”. Zastanów się, z jakich mediów korzystasz i w jakich rozrywkach uczestniczysz. Czy wnoszą one w twoje życie pokój, czy raczej wzburzenie i zamęt? Czy pomagają ci stać się człowiekiem według Bożego zamysłu, czy też prowadzą na drogi uraz i kręcenia się wokół siebie? Zmiana nawyków telewizyjnych, internetowych czy dotyczących innych rozrywek może być trudna, ale każdy, kto tego spróbował
i odniósł sukces, powie ci, że efekt wart jest wysiłku.
Kiedy już podjąłeś decyzję, aby starać się o zachowanie swej duszy w czystości, nie zniechęcaj się tym, co było, i nie zamartwiaj tym, co dopiero może nastąpić. Nie pozwól, by przeszłość cię obciążała, a przyszłość zniechęcała. Skup się raczej na „cierpliwości Pana naszego” (por. 2 P 3,15). Pamiętaj, że Jezus przyszedł nie po to, by cię potępić za twoje „plamy i skazy”, ale by cię
z nich obmyć i ocalić. Mocą Ducha Świętego masz nieustanny dostęp do Bożej łaski, która cię wyzwala ze wszelkich zniewoleń i chroni przed nimi.
„Jezu, naucz mnie polegać na Tobie. Chcę wraz z Tobą trzymać się z dala od wszystkiego, co mogłoby splamić moją duszę.”
Ps 90,2.4.10,14,16
Mk 12,13-17

▌Niedziela, 7 czerwca
Niedziela Trójcy Przenajświętszej
Wj 34,4b-6.8-9
A Pan (…) wypowiedział imię Jahwe. (Wj 34,5)
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakimi kryteriami kieruje się Kościół, wybierając czytania na poszczególne uroczystości? Weźmy na przykład dzisiejszą liturgię. Jest ona poświęcona Trójcy Przenajświętszej, jednak w żadnym z czytań nie znajdziemy jasnego wykładu tej kluczowej doktryny wiary.
W pierwszym czytaniu Mojżesz przeżywa spotkanie z Bogiem, który wypowiada swoje imię: Jahwe. Mojżesz dowiaduje się również, że Bóg jest: „miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Piękne prawdy, ale nie ma tu nic o Trójcy.
W drugim czytaniu pojawiają się wprawdzie wszystkie trzy Osoby Trójcy Świętej, ale jedynie w formule ostatecznego błogosławieństwa udzielanego przez Apostoła Pawła. A i tu główny nacisk położony jest na łaskę, miłość i wspólnotę, a nie na prawdę o trzech Osobach Boskich w jednym Bogu. W Ewangelii Apostoł Jan mówi nam o tym, w jaki sposób Bóg umiłował świat – w pokorze, ofiarności i oddając siebie. Mówi nam o Bogu, który „nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).
Dlaczego zatem właśnie te czytania zostały wybrane na dzisiejszą uroczystość?
Ponieważ jej istotą nie jest rozwiązanie zagadki logicznej, w jaki sposób Bóg może być jeden w trzech Osobach, ale kontemplowanie Bożej tajemnicy. Tego, że Bóg, który jest Trójcą Osób Boskich, kocha nas i chce objawiać nam siebie. Jest nią obietnica, że to objawienie ma moc kruszyć nasze serca i uzdrawiać nasze dusze.
Bóg miłosierdzia i dobroci. Bóg nieustannego błogosławieństwa. Bóg, który zbawia, a nie potępia. Takie właśnie są prawdy o Trójcy, które Kościół chce nam ukazać w tę wspaniałą uroczystość i które mogą stać się fundamentem całego naszego życia. Oby Bóg sam objawił ci swoje imię!
„Panie, pomóż mi przeżywać każdy dzień w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.”
(Ps) Dn 3,52-56
2 Kor 13,11-13
J 3,16-18

▌Czwartek, 11 czerwca
Ciała i Krwi Pańskiej
J 6,51-58
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. (J 6,55)
Czy zdarzyło ci się kiedyś przez dłuższy czas obywać bez jedzenia?
Z pewnością nie było to miłe doświadczenie. Im dłużej nie przyjmujemy pokarmu, tym bardziej jesteśmy słabi. Czujemy się tak, jakby powoli uchodziło z nas życie – i tak jest w rzeczywistości.
Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii mówią jasno, że Jego Ciało i Krew są dla nas równie ważne jak codzienny posiłek. Bez pokarmu Eucharystii powoli uchodzi z nas Boże życie.
Mocny przykład życiodajnej mocy Eucharystii daje w książce On mnie prowadzi o. Walter Ciszek. Wspomina
w niej, na jak wielkie ryzyko był gotowy, byle tylko móc codziennie odprawić Mszę świętą i udzielić Komunii świętej współwięźniom w syberyjskim łagrze, dokąd go zesłano: „Byłem gotów poważyć się na wszystko, znosić wszelkie niewygody, podjąć każde ryzyko, aby tylko zapewnić tym mężczyznom Chleb Życia”.
Nędznie ubrani więźniowie przez długie godziny pracowali na siarczystym mrozie. Jednak każdego dnia o. Ciszek odprawiał zaimprowizowaną Mszę świętą tam, gdzie był najmniej narażony na odkrycie – w szopie służącej za magazyn czy skulony w jakimś zakamarku baraku. „Rozproszenia wywołane lękiem przed odkryciem (…) w żaden sposób nie niwelowały skutków, jakie wywierała na duszę ta odrobina chleba i kilka kropel konsekrowanego wina” – pisał. Życie tych więźniów zależało od Ciała i Krwi Jezusa w równym stopniu co od lichego posiłku otrzymywanego od nadzorców. Eucharystia była dla nich prawdziwym pokarmem i prawdziwym napojem.
Ojciec Ciszek pisał, że często ogarniało go głębokie wzruszenie na myśl o tym, że „Bóg znalazł sposób, by odnaleźć i nakarmić swoje zagubione i błądzące owce na tej najbardziej opuszczonej ziemi”. Obyśmy i my dzisiaj z głębokim wzruszeniem i wdzięcznością rozważyli dobroć i hojność Boga, który ofiarowuje nam swoje życie – i samego siebie – w Najświętszym Sakramencie.
„Jezu, dziękuję Ci za życie, jakiego mi udzielasz w sakramencie Twego Ciała i Krwi.”
Pwt 8,2-3.14b-16a
Ps 147B,12-15.19-20
1 Kor 10,16-17

▌Niedziela, 14 czerwca
Mt 9,36--10,8
Litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. (Mt 9,36)
„Byłam w domu jak ten grat rozbity, porzucona w kącie. Ale Pan Jezus przyszedł pewnego dnia do mnie, po-
patrzył z litością na mnie i pomyślał sobie: a może by co było jeszcze z tego rozbitego grata? Jak powiedział, tak też ze mną zrobił” – pisała krakowska mistyczka z początku XX wieku,
bł. Aniela Salawa.
Litość Jezusa nie jest tanim sentymentem, jaki zdarza nam się odczuwać przez chwilę oglądając zdjęcia głodnych afrykańskich dzieci czy zbombardowanych miast. Jest konkretem. Bł. Aniela znalazła w Jezusie mocne oparcie, które pozwoliło jej godnie żyć i wspierać innych. Także w dzisiejszej Ewangelii Jezus nie poprzestaje na uczuciach, ale uzdrawia i naucza.
Czyni jednak coś jeszcze. Prosi swoich uczniów, aby modlili się o robotników na żniwo Pańskie, a następnie powołuje ścisłe grono swoich współpracowników – dwunastu Apostołów – którzy będą uczestniczyć w Jego misji. Powierza to zadanie garstce słabych ludzi, którzy otrzymują od Niego władzę nad duchami nieczystymi – moc radzenia sobie z tym, co przekracza ludzkie siły.
Nad kim litujesz się dzisiaj? Może nad samym sobą, z powodu licznych problemów, braków, czy po prostu dlatego, że życie nie ułożyło ci się tak, jak tego chciałeś? Nie zapominaj, że masz do dyspozycji wielki skarb, jakim jest wiara w Jezusa. On, który patrzy na ciebie z miłością, może stać się dla ciebie oparciem, jakim był dla bł. Anieli i wielu innych, którzy Mu zawierzyli.
A jeśli litujesz się nad innymi, proś Pana, aby twoja litość nie była tylko płytkim uczuciem. Pytaj, do czego On cię wzywa. Może do bardzo gorliwej modlitwy w intencji rozwiązania czyjejś trudnej sytuacji i poruszenia serc tych, którzy będą w stanie jej zaradzić? Może do udzielenia pomocy na miarę twoich sił i możliwości? Albo do nagłośnienia sprawy i szukania kogoś, kto będzie w stanie zaradzić problemowi? Pan, który pozwala nam doświadczać w sercu litości wobec cierpiących, obdarza nas mocą, abyśmy mogli mieć czynny udział w Jego zbawczej misji.
„Panie Jezu, Dobry Pasterzu, daj nam pragnienie i moc uczestniczenia na różne sposoby w Twojej pasterskiej misji wobec znękanych i porzuconych.”
Wj 19,2-6a
Ps 100,2-5
Rz 5,6-11

▌Piątek, 19 czerwca
Najświętszego Serca
Pana Jezusa
1 J 4,7-16
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. (1 J 4,12)
Płomienie otaczające na obrazach Najświętsze Serce Jezusa są przepięknym symbolem ognia Jego wszechogarniającej miłości. Ta niepojęta miłość przyciąga ludzkie serca i jest przyczyną tak wielkiej popularności nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusa.
Dzisiejsze drugie czytanie próbuje ująć w słowach tę samą rzeczywistość, którą ilustrują płomienie na obrazach Najświętszego Serca Jezusa: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu” (1 J 4,9). Syn Boży przyszedł na ziemię jako człowiek. Ukochał nas ludzkim sercem i pragnie rozpalić nasze serca tą samą miłością. Pragnie, aby ta miłość – nasza miłość ku Niemu i Jego miłość do nas – stała się w nas „doskonała”.
Jak to się dzieje? Jan również o tym mówi bardzo jasno: „Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha” (1 J 4,13). Dzięki miłości, jaką rozlewa w nas Duch Święty, możemy uczyć się kochać ludzi tak, jak kocha ich Jezus – i jak kocha nas.
Nie dzieje się to w jednej chwili. Umacniając naszą relację z Jezusem, dochodzimy krok po kroku do doskonałej miłości, którą zgodnie z wolą Boga mamy okazywać sobie nawzajem.
Kiedy masz ochotę kogoś skrytykować, a zamiast tego postanawiasz okazać mu współczucie, jest to znak, że płonie w tobie miłość Jezusa. Kiedy wyciągasz do kogoś pomocną dłoń pomimo zmęczenia, zdenerwowania i własnych problemów, jest to znak, że trwa w tobie Jego miłość.
Kontemplując dziś Najświętsze Serce Jezusa, pamiętaj, abyś Jego miłości nie zatrzymywał w sobie. On pragnie rozniecać w tobie mocą Ducha Świętego płomienie swojej miłości, abyś mógł nieść ją wszystkim, których spotykasz.
„Przyjdź, Duchu Święty, i pociągnij mnie do Najświętszego Serca Jezusa. Wzbudź we mnie palące pragnienie miłowania tych, których stawiasz na mojej drodze.”
Pwt 7,6-11
Ps 103,1-4.6-8.10
Mt 11,25-30

▌Sobota, 20 czerwca
Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny
Łk 2,41-51
Został młody Jezus w Jerozolimie (…) i zadawał pytania. (Łk 2,43.46)
Czy wiesz, że Jezus w Ewangelii zadaje ponad trzysta pytań? Natomiast odpowiada wprost zaledwie na kilka. Jest tak dlatego, że często już w samych Jego pytaniach zawarte są odpowiedzi, które w wolności, bez narzucania niczego, prowadzą do spotkania z Bożą miłością. Zamiast udzielać prostych, bezpośrednich odpowiedzi, Jezus skłania ludzi do badania własnych serc i postaw, do pogłębiania relacji z Bogiem i ze sobą nawzajem.
Młody Jezus zadał też takie znaczące pytanie swojej Niepokalanej Matce, Maryi, kiedy wraz z Józefem znalazła Go w świątyni po trzech dniach nerwowych poszukiwań: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49).
Możemy odnieść wrażenie, że nastoletni Jezus odpowiedział niegrzecznie swojej zatroskanej Matce oraz nie okazał Jej ani Józefowi należnego szacunku. Jakże wielu z nas porządnie zbeształoby swoje dziecko za takie zachowanie? Nie dość, że się oddalił bez uprzedzenia, że został sam w wielkim mieście, to jeszcze na słuszną wymówkę Matki: „Czemuś nam to uczynił?” (Łk 2,48) odpowiada pytaniem, w którym kryje się wyrzut. Ale reakcja Maryi jest inna. Tak jak wcześniej zdumieni byli nauczyciele w świątyni tym, co mówił im ten galilejski chłopak, tak teraz Ona jest zdziwiona Jego słowami, nie rozumiejąc ich do końca (Łk 2,50). Ale kiedy już przezwyciężyła początkowe zaskoczenie, przyjęła postawę modlitewną: „Chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu” (Łk 2,51).
Jest to najbardziej klarowny przykład tego, co działo się w Niepokalanym Sercu Maryi. Nawet jeśli przestraszona zgubieniem Syna zapomniała przez chwilę Kim On jest, to kiedy już Go odnalazła i usłyszała, co miał do powiedzenia, pojęła, że pozostając
w świątyni miał ku temu ważny powód. Nie chowała też do Niego urazy za to, że naraził Ją i Józefa na udrękę długich poszukiwań. Jego pytanie przypomniało Jej z całą mocą, że Jezus jest Bożym Synem, a nie tylko Jej dzieckiem. Dlatego nie przyjęła Jego pytania jako oznaki braku szacunku, nie czuła potrzeby podkreślania swojego autorytetu. Po prostu oddała swój niepokój Bogu w modlitwie, prosząc Go, by pomógł Jej zrozumieć tę sytuację.
My także możemy nie rozumieć tego, co Bóg mówi i czyni w naszym życiu. Jeśli jednak znajdziemy czas na modlitwę i refleksję, Duch Święty przyjdzie nam z pomocą. Zawsze też możemy prosić Maryję o wstawiennictwo. Ona jest doskonałym wzorem tego, jak przyjmować słowa Jezusa czystym i ufnym sercem. I może pomóc w tym także tobie.
„Święta Maryjo, proś dla mnie o serce tak czyste jak Twoje Niepokalane Serce.”
Iz 61,9-11
(Ps) 1 Sm 2,1.4-8d

▌Niedziela, 21 czerwca
Jr 20,10-13
Moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. (Jr 20,11)
Jeremiasz miał za sobą fatalny dzień. Kiedy na polecenie Pana prorokował o upadku Jerozolimy, został uwięziony, wychłostany i zakuty w dyby. Mimo to nie przestał prorokować po swoim wypuszczeniu, wygłaszając całą tyradę przeciwko kapłanowi Paszchurowi, który go uwięził, i przeciwko krnąbrnej Jerozolimie. Ale w przepełnionej goryczą modlitwie wyrzucał również samemu Bogu, że go „uwiódł”, wzywając do tak niewdzięcznej posługi, i skarżył się na swój los. Bo chociaż prorokował tak, jak mu Pan nakazał, upominając lud bez ustanku, to przecież w zamian doznawał odrzucenia, upokorzenia i nienawiści. Wzburzony do głębi prosił o to, by mógł zobaczyć upadek swoich prześladowców. Pragnął pomsty na tych, którzy go odrzucili.
Jeremiasz żył w czasach bardzo trudnych dla Izraela, był świadkiem panowania kolejnych władców, zamętu, wojen i strasznego najazdu Nabuchodonozora. Nie chciał być prorokiem, niechętnie przyjął tę misję, ale pomimo utyskiwań pozostał wierny Bogu.
To pocieszające, że nawet tak wielkiemu prorokowi, jakim był Jeremiasz, pełnienie woli Bożej nie przychodziło z łatwością. Pomaga nam to spojrzeć z dystansem na własne życie. Któż z nas nie przeżywał frustracji i rozczarowania, kiedy wszystko działo się inaczej, niż byśmy chcieli, a nasze dobre intencje były lekceważone? Któż nie miał ochoty odegrać się na kimś, kto nas skrzywdził albo upokorzył? Wiemy, że to źle, że nie powinniśmy tego pragnąć, ale czasem trudno jest oprzeć się pokusie żywienia urazy i szukania odwetu.
Jeremiasz nie ukrywał swoich emocji, wypowiadał je przed Panem, a Pan wciąż od nowa umacniał go i prowadził. Także i my, kiedy dręczy nas jakiś żal czy złość, możemy powiedzieć o tym Bogu na modlitwie, wylać przed Nim swoje serce i pytać, co chce nam powiedzieć w tej konkretnej sytuacji.
Modlitwa Jeremiasza z dzisiejszego czytania z pewnością odbiega od tego, do czego wzywał Jezus mówiąc: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44). Jakiej reakcji oczekuje od nas Pan wobec wrogości i prześladowań? Wystarczy przywołać słowa przebaczenia, które wypowiedział przybity do krzyża, aby to zrozumieć. W jaki jednak sposób możemy wyciszyć złe emocje i nie pozwolić, by złość zapanowała nad nami?
Potrzebna jest przemiana serca, która wymaga czasu i ciągłej pracy nad sobą. Trzeba badać własne pobudki, analizować myśli i powstrzymywać język, dopóki nie nabędziemy cnót, które będą odzwierciedleniem doskonałej, bezwarunkowej miłości Jezusa. Trzeba też wciąż starać się trwać w bliskości Pana, aby Jego miłość mogła kształtować nasze serca.
Zanim jednak zaczniesz martwić się o to, czy jesteś w stanie sprostać temu zadaniu, przypomnij sobie, że nie jesteś sam. Należysz do Kościoła pełnego świętych, znanych i nieznanych, którzy swoim życiem udowodnili, że przemiana serca jest możliwa. Masz przyjaciół, do których możesz się zwrócić, gdy potrzebujesz wsparcia. A co najważniejsze – i najbardziej krzepiące – masz Ducha Świętego, który jest zawsze gotów przypominać ci o miłości Jezusa oraz udzielać pociechy i łaski.
Jeremiasz miał o wiele więcej dobrych dni niż złych, ponieważ nigdy się nie poddawał. Bierzmy z niego przykład.
„Panie, naucz mnie kochać wszystkich, nawet tych, którzy utrudniają mi życie.”
Ps 69,8-10.14.17.33-35
Rz 5,12-15
Mt 10,26-23


▌Niedziela, 28 czerwca
Mt 10,37-42
Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. (Mt 10,41)
Kim dokładnie są „prorocy”, o których mówi Jezus?
W dziejach wczesnego chrześcijaństwa spotykamy mężczyzn i kobiety posyłanych przez Kościół jako wędrownych proroków. Ich misją było odwiedzanie wspólnot i głoszenie im słowa Bożego, podobnie jak mieli to czynić uczniowie rozesłani przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Nazywano ich prorokami, ponieważ wierzono, że wypowiadają słowa Boże pod natchnieniem Ducha Świętego. Goszczenie takiego proroka w domu i troszczenie się o jego potrzeby – podobnie jak zrobiła to kobieta z dzisiejszego pierwszego czytania, która przyjęła proroka Eliasza – poczytywano sobie za wielki zaszczyt.
Z czasem jednak zaczęli pojawiać się fałszywi prorocy, nierzadko występujący przeciwko miejscowym pasterzom Kościoła. Ich obecność i głoszone przez nich przesłania powodowały podziały i zamęt, dlatego funkcja ta odeszła w zapomnienie, a oficjalna rola prorocka przypadła w udziale biskupom.
Nie oznacza to jednak, że w Kościele zanikł dar prorokowania wśród zwyczajnych wiernych. Prorocy także dziś są pośród nas. I ty możesz być jednym z nich, ponieważ prorok to po prostu ktoś, przez kogo przemawia Duch Święty.
Oznacza to, że twój mąż czy żona może przekazać ci prorockie przesłanie, przypominając o czasie modlitwy. Albo dziecko, przychodzące do ciebie z gorączką w środku nocy może przekazać ci przesłanie: Czas zaprzeć się siebie, wziąć swój krzyż i zatroszczyć się o to najmniejsze. Możesz być prorokiem, kiedy dzielisz się ze znajomym świadectwem o działaniu Boga w twoim życiu.
Bóg wciąż do nas mówi. Wciąż stara się zwrócić na siebie naszą uwagę. Wciąż prosi o to, byśmy przyjęli Jego wysłanników, tych zwyczajnych i tych najbardziej nieoczekiwanych.
„Duchu Święty, otwórz moje serce, abym mógł usłyszeć, co do mnie mówisz poprzez ludzi, których stawiasz na mojej drodze.”
2 Krl 4,8-12a.14-16a
Ps 89,2-3.16-19
Rz 6,3-4.8-11

 

ARTYKUŁ 

Modlitwa i troska

Być znakiem Bożej obecności

Zaproszenie do ewangelizacji jest przede wszystkim zaproszeniem do modlitwy, do wzniesienia się ponad własne potrzeby i przedstawienia Panu potrzeb innych ludzi, zwłaszcza duchowych. Jako ludzie wierzący mamy powierzać siebie nawzajem Jezusowi, który jest naszym ostatecznym przeznaczeniem i zaspokojeniem naszych najgłębszych potrzeb, mamy niejako wkładać jedni drugich w Jego kochające ramiona.
Najlepszym sposobem otwarcia się na dar ewangelizacyjnej modlitwy jest prośba o łaskę patrzenia na innych tak, jak patrzy na nich Bóg. A kiedy zaczniesz tak patrzeć, zobaczysz ich inaczej niż dotychczas, dostrzeżesz ich sprawy w innym świetle. To dobry punkt wyjścia do podjęcia modlitwy za innych ludzi.
Pomyśl o kimś, kto bardzo potrzebuje modlitwy. Przedstaw jego sytuację Jezusowi. Poproś Go o to, czego w tej chwili najbardziej potrzebuje ten człowiek: o nową pracę, udaną operację i powrót do zdrowia, przywrócenie zgody w rodzinie. Niech ta intencja stanie się dla ciebie punktem wyjścia do jeszcze głębszej modlitwy, takiej, która dotknie duchowych potrzeb tej osoby. Módl się w ten sposób często, prosząc Jezusa, aby zaspokoił jej najgłębszą potrzebę – potrzebę żywej relacji z Bogiem jako miłującym Ojcem.
W czasie takiej modlitwy łączymy się z Jezusem, naszym Arcykapłanem stojącym przed tronem Boga (Hbr 4,14-16). Otwieramy się też na dary i charyzmaty, których Bóg chce nam udzielić w celu pomocy temu konkretnemu człowiekowi.
Kiedy u Roberta, brata Therese, stwierdzono zaawansowanego raka, Therese zaczęła powierzać Jezusowi na modlitwie kolejne etapy jego terapii. Oddawała Mu też swoje własne obawy związane z chorobą brata. Następnie poprosiła Boga, aby wskazał jej głębokie potrzeby Roberta. Nie było to dla niej łatwe, między innymi dlatego, że mieszkali daleko od siebie i z bratem rozmawiała zaledwie parę razy w roku. „Co mogę zrobić, Panie?” – pytała. W pewnym momencie podczas modlitwy odczuła wezwanie do częstszego kontaktowania się z bratem, postanowiła więc dzwonić do niego w każdą niedzielę. W ciągu trzech lat, które minęły do śmierci Roberta, oboje mocno doświadczyli Bożego miłosierdzia i uzdrowienia na wielu płaszczyznach.

▌ROLA WYOBRAŹNI
Wejście w modlitwę ewangelizacyjną może nam ułatwić spojrzenie na fotografię osoby, za którą chcemy się wstawiać, lub zamknięcie oczu i wyobrażenie sobie Jezusa, który się do niej zbliża. Spójrz, z jaką czułością Jezus na nią patrzy i przygarnia do siebie. Przedstaw Mu jej potrzeby i wsłuchaj się w to, co chce ci powiedzieć. Nie zapomnij też podziękować Mu za wielkie i małe dzieła, których już dokonał i wciąż dokonuje w życiu tej osoby.
Innym sposobem medytacji jest wyobrażenie sobie jej w jakimś pomieszczeniu, najlepiej w jej własnym mieszkaniu. Zobacz Jezusa pukającego do drzwi, przy których nie ma na zewnątrz klamki. Czy drzwi są zamknięte na zamek, a może zatrzaśnięte na głucho? Może są bardzo ciężkie? Może zamek już zardzewiał? Czy człowiek będący wewnątrz zechce je otworzyć? Ale dzieje się coś niebywałego. Nagle okazuje się, że stan tych drzwi nie ma żadnego znaczenia. Jezus przechodzi przez nie i obejmuje tę osobę. Siła Jego miłości daje jej odwagę do przyjęcia łaski zbawienia.

ZA KOGO SIĘ MODLIĆ?
Pismo Święte opisuje ludzi z naszego najbliższego otoczenia greckim słowem oikos, które oznacza „domostwo”. Określenie to obejmuje naszą rodzinę, znajomych, sąsiadów, kolegów i koleżanki z pracy. To właśnie za nich przede wszystkim mamy się modlić, gdyż oni już są lub, jak się spodziewamy, wkrótce będą naszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. Tak czynił Jezus na przykład modląc się za teściową Piotra albo za wszystkich swoich Apostołów i uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy.
Popatrz więc na krąg swoich krewnych, przyjaciół, współpracowników oraz znajomych i zastanów się, komu z nich najbardziej jest potrzebne doświadczenie uzdrawiającego dotyku Boga i usłyszenie Jego słowa. Wybierz sobie kilka osób, za które będziesz regularnie się modlić, powierzając Bogu zarówno ich potrzeby fizyczne, jak i duchowe. Zwróć szczególną uwagę na tych, którzy nie chodzą do kościoła, zerwali relację z Bogiem lub bardzo ją osłabili, a następnie czekaj na Boże zaproszenie, by podzielić się z nimi swoją wiarą.
Bądź też przygotowany na niespodzianki. Najbardziej otwartymi na przemianę duchową mogą okazać się wcale nie ci, po których byś się tego najbardziej spodziewał. Często są to ludzie, których wiara przechodzi próbę w obliczu ważnych zmian życiowych, takich jak śmierć bliskiej osoby, nowa praca, rozłąka, zawarcie małżeństwa, poważna choroba czy problemy finansowe. Bywa, że właśnie w takich okolicznościach dochodzi do spotkania z Bogiem i odkrycia na nowo Jego miłości. Proś o Boże prowadzenie, abyś umiał rozpoznać potrzeby tych, za których się modlisz, i odpowiedzieć na nie.
John zaczyna codzienną modlitwę od słów: „Jezu, poślij mnie dziś do kogoś, z kim będę mógł podzielić się Twoim słowem i Twoją miłością”. Uważa, że takie wyrażanie gotowości na modlitwie jest niezwykle ważne, jeśli naprawdę chce się pomagać innym w zbliżaniu do Boga. Jest przekonany, że nawet jeśli uczyni tylko tyle, że zauważy kogoś potrzebującego modlitwy i pomodli się za niego, to już samo to może spowodować przemianę w życiu tego człowieka.
Podobnie próbowała działać nasza przyjaciółka Alice. Była zaskoczona, gdy przyszła jej do głowy myśl, że może to Bóg przysyła do niej pewną irytującą kobietę – co ciekawe, miała ona na imię Grace, czyli „Łaska” – która podchodziła codziennie w czasie pracy do jej biurka, aby porozmawiać. Alicja najpierw przeprosiła Boga za lekceważący stosunek do tej kobiety i brak wyrozumiałości wobec niej. Następnie poprosiła o siłę i cierpliwość do jej słuchania. Z czasem stały się dobrymi przyjaciółkami, a nawet zaczęły wspólnie ewangelizować. W efekcie ich działań dwa pełne samochody z pracownikami ich biura przyjechały na Mszę z modlitwą o uzdrowienie w parafii Alice! Modlitwa Alice wydała zdumiewające owoce.

ŚWIĘTE WSPÓŁCZUCIE JEZUSA
Kolejny krok ewangelizacji to okazanie troski tym, za których się modlisz. Jeśli starasz się patrzeć na kogoś tak jak patrzy na niego Bóg, jeśli modlisz się za tę osobę, to w naturalny sposób przyjdzie ci ten najprostszy krok, jaki możesz podjąć, by przybliżyć kogoś do Jezusa. Polega on na byciu blisko osoby będącej w potrzebie, zaprzyjaźnieniu się z nią, wspieraniu dobrym słowem, na gotowości dzielenia się z nią i służenia jej oraz na podejmowaniu aktów miłosierdzia i sprawiedliwości w normalnych okolicznościach życia. To właśnie w kontekście życzliwych relacji możemy stać się najbardziej wiarygodnymi świadkami miłującej obecności Boga.
U podstaw troski o innych w imię Jezusa leży wezwanie do naśladowania Jego świętego współczucia. Jezus chce, abyśmy wspierali innych Jego własną miłością, którą tylekroć okazywał ludziom, gdy chodził po ziemi. Czynili tak Jego uczniowie, a także wielu świętych, którzy przekraczając poziom zwykłej ludzkiej troski o innych stali się skutecznymi narzędziami Bożej miłości i jej wiarygodnymi znakami.
Zwróć uwagę, jak wiele razy Jezus przerywał to, co w danej chwili robił, aby okazać współczucie człowiekowi, którego cierpienie dotknęło Jego serca: wdowie z Nain, której zmarł jedyny syn (Łk 7,11-17); kobiecie z nieuleczalnym krwotokiem (Łk 8,43-48); Nikodemowi, który przyszedł do Niego dręczony wątpliwościami (J 3,1-21). Bóg chce, abyśmy i my dostrzegali problemy otaczających nas ludzi – a zwłaszcza tych naszych bliskich, którzy wymagają szczególnej troski.
Pamiętaj też, że to święte współczucie dotyczy nie tylko tego, co dajesz lub robisz. Tu chodzi o to, kim ty sam jesteś. Jedynie stała i żywa relacja z Bogiem może przemienić twoje ludzkie akty troski w akty świętego współczucia. Świętość działa jak latarnia morska - przyciąga ludzi, którzy są spragnieni dobrej nowiny o Bogu.

▌ZNAK OBECNOŚCI BOGA
Niezależnie od tego, jaką formę przyjmie w twoim życiu współczucie i troska okazywana innym ze względu na Jezusa, pamiętaj, że On sam będzie działał przez ciebie, a ty staniesz się znakiem Chrystusowej obecności, Jego przyjaźni i przebaczenia.
Połączenie wiary i życzliwej troski jest potężnym świadectwem. To świadectwo, a także relacja, jaką budujesz z konkretną osobą, otwierają drogę do kolejnych kroków ewangelizacyjnych – do dzielenia się wiarą i zaproszenia do wspólnoty wiary. Przyjaźń nawiązana poprzez współczucie i miłość okazywaną drugiemu człowiekowi tworzy pomost zaufania, który pozwala mu się otworzyć na twoje świadectwo.
A kiedy opowiesz o tym, jak Jezus przemienił twoje życie, twój rozmówca może zapragnąć stać się częścią wspólnoty wiary i doświadczyć tego samego. ▐

NASZA OKŁADKA

Paweł Zuchniewicz

PRYMAS W STOCZKU

Zbeletryzowana opowieść o latach, które Prymas Tysiąclecia spędził uwięziony z woli komunistycznych władz ówczesnej Polski, pozwala przyjrzeć się bliżej jego niezłomnej postaci. Stefan kardynał Wyszyński to przede wszystkim człowiek wiary, która nie załamała się wobec zewnętrznych przeszkód ani utrapień. W jego życiu było wiele zmagań bardziej spektakularnych. Dlaczego więc wracać właśnie do tych lat pozbawienia wolności?
Jak napisał Autor: „Wielcy święci, by móc spełnić swoją misję, nieraz są poddawani przez Boga oczyszczeniu, swoistej «ciemnej nocy», którą można przejść tylko dzięki wierze. Wydaje się, że taką rolę w życiu Prymasa odegrał trzyletni okres odosobnienia, który w oczach jemu współczesnych był skutkiem oporu wobec ateistycznego komunizmu, a z dzisiejszej perspektywy jest fundamentem, na którym Prymas budował później swoją służbę. Dwadzieścia pięć lat między jego uwolnieniem a śmiercią przyniosło wiele owoców. Wymieńmy: Wielką Nowennę, list biskupów polskich do niemieckich, wybór Karola Wojtyły na papieża, Solidarność. To wszystko zaczęło się tam, w więzieniu, w sytuacji, która po ludzku rzecz biorąc była beznadziejna. Dlatego warto przyjrzeć się tym «początkom», aby zrozumieć lepiej, co to znaczy, że prawdziwa radość ma korzenie w kształcie krzyża”.

Oto fragment:
Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, gabinet ministra Radkiewicza.
– Towarzyszu generale, partia i rząd powierzają wam wyjątkowo odpowiedzialne zadanie – minister Stanisław Radkiewicz podał papierosa dowódcy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wskazał mu fotel. Przed chwilą generał Włodzimierz Muś wszedł do gabinetu szefa najpotężniejszej instytucji w Polsce Ludowej. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego rozwijało się dynamicznie. Radkiewicz zarządzał armią 33 tysięcy funkcjonariuszy, rzeszą tajnych współpracowników, nie mówiąc o służbach, które MBP nadzorowało. Wśród nich znajdował się Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego z 40 tysiącami żołnierzy. Dowodził nimi właśnie Muś.
– Zamieniam się w słuch, towarzyszu ministrze – powiedział generał.
– Walka ideologiczna zaostrza się. Wobec coraz większej wrogości niektórych członków kleru rząd podjął decyzję o izolowaniu Prymasa. Obecnie przebywa on w odosobnieniu w Rywałdzie,
w tamtejszym klasztorze kapucynów, ale to tylko tymczasowe miejsce internowania. Znaleziono już obiekt docelowy, trzeba go będzie zabezpieczyć i przygotować na przyjęcie gościa. ▐

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 6 (322) 2020



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO CZERWCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Tematem czerwcowego „Słowa wśród nas” jest dzielenie się wiarą – czyli tym, co tak naprawdę jest naszym największym skarbem. Często wydaje nam się to zbyt trudne, nie wiemy jak mówić innym, nawet najbliższym, o swojej relacji z Bogiem. W pierwszym artykule mówimy o tym, że wszyscy mamy być uczniami-misjonarzami, a dzielenie się wiarą jest dzieleniem się miłością Chrystusa. John i Therese Boucher, nauczyciele ewangelizujący od lat, w kolejnych dwóch artykułach piszą na podstawie własnych doświadczeń, jak najlepiej dzielić się darem wiary. Proponują cztery kroki: modlitwę, troskę, rozmawianie o wierze oraz zapraszanie do wspólnoty wiary.
W Magazynie znajduje się artykuł o małżeńskiej drodze do świętości bł. Luigiego i Marii Beltrame Quatrocchich, świadectwo „Przez ogień” o powrocie do normalności po pożarze domu i odkryciu Bożej opieki w tych trudnych okolicznościach oraz tekst na temat kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa, które szczególnie czcimy właśnie w czerwcu.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, omówienie książki Pawła Zuchniewicza „Prymas w Stoczku”, kalendarz i krzyżówka biblijna. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Dzielenie się miłością Chrystusa
Być uczniem-misjonarzem ..........................................4

Modlitwa i troska
Być znakiem Bożej obecności – John i Therese Boucher ............................................9

Odwaga głoszenia
Ewangelizować z prostotą – John i Therese Boucher ..........................................14 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 czerwca ..................................................19

MAGAZYN

Małżeńska droga do świętości
Nadzwyczajne zwyczajne życie bł. Luigiego i Marii Beltrame Quatrocchich – Woodeene Koenig-Bricker i Kathryn Elliot..............47

Przez ogień
Bóg mnie nie opuścił – April McMurray Aiello .......53

Najświętsze Serce Pana Jezusa
Obraz Bożej miłości – Halina Świrska .....................56

Nasze lektury ...........................................................62

Krzyżówka ................................................................63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Moja żona i ja bardzo lubimy obchodzić urodziny naszej piątki wnucząt. W tym miesiącu nasz najstarszy wnuk Landon kończy dziesięć lat! Jak wszyscy dziadkowie, uwielbiamy obserwować reakcje wnucząt, gdy otwierają prezenty, ale przede wszystkim pragniemy, by każde z nich doświadczyło radości bycia kochanym i należenia do rodziny. Po prostu chcemy, by doznały tego błogosławieństwa, którego my sami doznaliśmy.
Największym błogosławieństwem, które otrzymałem w życiu, jest poznanie Jezusa Chrystusa. Choć moja żona i ja otrzymaliśmy od Pana wiele łask (jak też przeszliśmy przez kilka prób), naszym największym skarbem jest dar wiary. To dzięki niemu poznaliśmy przebaczenie Boga i Jego wierną miłość. Odkryliśmy, jakim błogosławieństwem są bracia i siostry w Chrystusie, nadzieja nieba i moc modlitwy. Dzięki wierze nauczyliśmy się słuchać głosu Boga, rozważając Jego słowo w Piśmie Świętym. Wiara była dla nas tarczą w ciężkich chwilach. Dlatego bardziej niż jakikolwiek inny dar, właśnie dar wiary pragnę przekazać moim wnukom – jak również moim dzieciom, wszystkim krewnym i przyjaciołom.
W tym miesiącu piszemy właśnie o tym, jak dzielić się darem wiary w Jezusa z bliskimi. Naszymi przewodnikami będą John i Therese Boucher, autorzy książki Sharing the Faith That You Love (Dzielić się wiarą, którą kochasz), którzy pokażą nam, jak przekazywać innym ten wielki skarb, darowany nam przez Pana.
Niektórym z nas się wydaje, że nie potrafią dzielić się wiarą, nie wiedzą, co mieliby mówić ani w jaki sposób. Ale niezależnie od okoliczności, umiejętności i posiadanych talentów każdy z nas ma kwalifikacje do tego, by dzielić się miłością Pana z ludźmi, którzy nas otaczają. Dlaczego? Ponieważ żyje w nas Duch Święty, obecność i moc Boga, a to oznacza, że mamy wszystko, czego potrzebujemy. Co więcej, im bardziej otworzymy się na Ducha, tym mocniej będzie On nas przynaglał do dzielenia się wiarą – podobnie jak kiedyś św. Pawła (2 Kor 5,14).
Jedna z moich sześciu sióstr jest ateistką. To również jedna z najbardziej kochających i troskliwych osób, jakie znam – tylko po prostu nie wierzy w Boga. Ostatnio zaskoczyła mnie mówiąc, jak bardzo jest zadowolona z tego, że moja żona i ja mocno wierzymy w Boga i w obietnicę nieba. Byłem bardzo wdzięczny, że mi to powiedziała. Przypomniały mi się słowa św. papieża Pawła VI: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Evangelii Nuntiandi, 41).
Moja siostra dostrzega, że wiara podtrzymuje nas w dobrych i złych czasach. Za sprawą łaski Bożej widzi świadectwo miłości Chrystusa w tym, czym się dzielimy i jak żyjemy.
Oby lektura artykułów tego numeru pomogła nam skuteczniej dzielić się wiarą w gronie rodziny i znajomych. Nabierzmy pewności, że Bóg podsunie nam właściwe słowa. A kiedy już uczynimy, co do nas należy, resztę pozostawmy Panu, który pragnie objawiać swoją miłość i dobroć.
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

MAGAZYN

Małżeńska droga
do świętości

Nadzwyczajne zwyczajne życie
bł. Luigiego
i Marii Beltrame Quatrocchich

W 2001 roku po raz pierwszy w Kościele katolickim miała miejsce wspólna beatyfikacja małżeństwa prowadzącego zwyczajne życie rodzinne – Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchi. Dla podkreślenia ich wspólnego wstawiennictwa jako małżonków, zaakceptowano jedno cudowne uzdrowienie dla uznania świętości obojga. Na specjalną prośbę św. Jana Pawła II także ich wspomnienie przypada w ten sam dzień 25 listopada – w rocznicę ich ślubu. Jak powiedział Jan Paweł II tłumom zgromadzonym na beatyfikacji, nawet w bardzo trudnych czasach „małżonkowie Luigi i Maria nie pozwolili zgasnąć światłu wiary — lumen Christi — i przekazali je czwórce swych dzieci”. Trójka z nich była obecna na uroczystości. Światło, o którym mówił Papież, świeci we wszystkich małżonkach, którzy prowadzą zwyczajne, a zarazem nadzwyczajne życie wiary i poświęcenia.

POBOŻNI I ZAMOŻNI
Maria Luisa Corsini urodziła się 12 lipca 1884 roku we Florencji. Jej matka była „żywa i dominująca”, podczas gdy ojciec, oficer Armii Królewskiej, słynął z wybuchowego charakteru. Maria, która także nie była potulną owieczką, powiedziała kiedyś do ojca: „Wiesz, tato, ja na miejscu mamy nigdy bym za ciebie nie wyszła, z twoim temperamentem”.
Wychowana w zamożnej rodzinie Maria otrzymała staranne wykształcenie w dziedzinie literatury, języków obcych i wiary katolickiej. Po ukończeniu studiów handlowych na „La Sapienza”, jednej z najlepszych uczelni rzymskich, pracowała jako nauczyciel akademicki, napisała też kilka książek na temat edukacji i życia rodzinnego. Zawsze była pobożna, czemu dawała wyraz również poprzez zaangażowanie w życie swojej parafii św. Witalisa oraz w działania Akcji Katolickiej.
Luigi Beltrame urodził się 12 stycznia 1880 roku w Katanii na Sycylii. Jego wuj, Luigi Quattrocchi, nie mogąc mieć własnych dzieci, zaproponował, że weźmie swojego imiennika na wychowanie. Rodzice Luigiego zgodzili się, a on sam, z szacunku dla wuja, dodał do swojego nazwiska człon Quattrocchi. Podobnie jak Maria, Luigi otrzymał staranne wykształcenie. Po uzyskaniu dyplomu prawa na Uniwersytecie Rzymskim „La Sapienza” pracował jako prawnik dla rządu włoskiego. Jednak, w przeciwieństwie do Marii, w młodości nie odznaczał się szczególną pobożnością.
Luigi i Maria poznali się poprzez przyjacielskie kontakty rodzinne. Przełomowym punktem ich relacji stała się ciężka choroba Luigiego. Maria, zatroskana o jego zdrowie, napisała do niego list, załączając obrazek Matki Bożej Pompejańskiej. Młodzi zbliżyli się do siebie i po niespełna roku Luigi poprosił o rękę Marii. Pobrali się 25 listopada 1905 roku w Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie.

TRWOGA I WYBÓR
Pomimo licznych podróży służbowych Luigiego, w małżeństwie szybko zaczęły przychodzić na świat kolejne dzieci. Jednak przy czwartej ciąży u Marii zdiagnozowano łożysko przodujące, która to komplikacja mogła okazać się śmiertelna zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Maria krwawiła, będąc dopiero w czwartym miesiącu ciąży. Lekarz zalecił jej odpoczynek – i aborcję. Jednak pomimo nalegań lekarza, małżonkowie stanowczo sprzeciwili się aborcji i złożyli nadzieję w Bogu.
Była to dla nich dramatyczna i rozdzierająca serce decyzja. Marii dawano zaledwie 5 procent szans na przeżycie. Możliwość, że Luigi wkrótce zostanie wdowcem z trójką dzieci, wydawała się bardzo realna. Jedno z dzieci zapamiętało, jak płakał, odsłaniając swoje serce przed księdzem. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich, zarówno Maria, jak i jej córeczka Enrichetta, przeżyły poród. Szczęśliwi rodzice dziękowali Bogu. Maria zawsze była pobożna, jednak po tym ewidentnym cudzie także Luigi stał się bardziej oddany Jezusowi.

▌POBOŻNI, ALE BEZ DEWOCJI
Małżonkowie pragnęli tak wychować swoje dzieci, aby kochały Boga i siebie nawzajem. Będąc ludźmi zamożnymi, umożliwiali dzieciom uprawianie sportu, wyjazdy wakacyjne i inne rodzinne rozrywki. Taką samą wagę przykładali również do życia duchowego. Wprowadzili w swojej rodzinie codzienną Mszę, godzinę świętą na część Najświętszego Serca w pierwsze piątki miesiąca, czuwania modlitewne i rekolekcje w klasztorze benedyktynów przy Bazylice św. Pawła za Murami. Jednak ta wielość praktyk religijnych nie wprowadzała w życie Quattrocchich atmosfery przytłaczającej powagi – ich rodzinnym obiadom niezmiennie towarzyszył radosny rejwach.
W autobiograficznej książce Radiografia di un matrimonio (Radiografia pewnego małżeństwa) Maria napisała: „Wychowywanie dzieci jest sztuką sztuk i niesie ze sobą poważne trudności. Ale jedno jest pewne – jako dwoje w jednym ciele staraliśmy się dążyć do ich najwyższego dobra, gotowi unikać wszystkiego, co mogłoby im zaszkodzić. To wymagało pewnych osobistych poświęceń”.
Luigi na czas wychowywania dzieci rzucił palenie. Oboje z Marią ucinali w zarodku mogące ich poróżnić dyskusje i rozmawiali o tych sprawach na osobności, aby dzieci nie były świadkami kłótni rodziców. Enrichetta wspomina: „To oczywiste, że musiały występować między nimi różnice zdań, ale przed nami, dziećmi, nie były one nigdy ujawniane. Rodzice rozstrzygali swoje problemy pomiędzy sobą, w rozmowie, i dochodzili do porozumienia nie mącąc pogodnej atmosfery”.
Maria i Luigi zawsze troszczyli się o to, by powierzać swoje dzieci Bogu. Kiedy którekolwiek z ich czwórki przeżywało jakieś problemy, rodzice zachęcali przede wszystkim do „szturmowania niebios” w modlitwie. Jak sami mówili, pragnęli, by ich dzieci doceniały rzeczywistość niebiańską, życie „od dachu w górę”. I, jak wszystko na to wskazuje, tak właśnie się stało. Najstarsza trójka wybrała życie zakonne. Jeden z synów, Cesare, który został mnichem trapistą, w swoim świadectwie pisze: „W domu panowała atmosfera nadprzyrodzoności, pogody i szczęścia, ale nie przesadnie nabożna”.

▌WIARA WYRAŻANA
W UCZYNKACH
Zarówno Maria, jak i Luigi, byli zdania, że Ewangelię należy głosić nie tylko słowami, ale i czynem. Luigi napisał kiedyś: „To poprzez uczciwość i ducha chrześcijańskiego, które przenikają nasze postępowanie w relacjach z ludźmi, wyznajemy innym nasze przekonania religijne”.
Luigi był jednym z pierwszych Włochów, którzy w 1916 roku zaangażowali się w ruch skautowy. W 1918 roku został pierwszym przewodniczącym Zgromadzenia Ogólnego włoskich skautów i przyczynił się do założenia drużyny skautowskiej dla ubogich chłopców z Rzymu, do której należeli także jego synowie.
Etyką chrześcijańską kierował się również w prowadzeniu interesów i pełnieniu funkcji publicznych. Będąc człowiekiem wielkich zdolności i zalet charakteru, wewnętrznie zintegrowanym, nigdy nie mówił o wyróżnieniach, jakie otrzymywał za swoją pracę zawodową. Konsekwentnie odmawiał też objęcia wysokich stanowisk, które mogłyby narazić na szwank podjęte przez niego zobowiązania wobec Boga i rodziny, lub nie dawały się pogodzić z jego bezwzględnie uczciwym sumieniem. I tak
w czasie rządów Mussoliniego kilkakrotnie odrzucił propozycje sprawowania różnych zaszczytnych godności, ponieważ nie chciał w żaden sposób wiązać się z reżimem faszystowskim. Znajdował za to czas na systematyczną pracę nad pogłębianiem swej wiedzy religijnej, na przykład uczestnicząc w kursach teologii prowadzonych na Gregorianum, najstarszej uczelni watykańskiej
Maria była zawsze zajęta. Zasiadała w zarządzie Włoskiego Stowarzyszenia Kobiet Katolickich, pełniła ochotniczo obowiązki pielęgniarki Czerwonego Krzyża, angażowała się w działalność swojej parafii. Wspólnie z Luigim pomagali młodym parom w przygotowaniu do małżeństwa, a podczas II wojny światowej ich mieszkanie stało się schronieniem dla wielu uchodźców i ukrywających się Żydów.

NIE BEZ ZMAGAŃ
Pomimo oczywistej świętości życia, małżonkowie Quattrocchi nie przypominali gipsowych figurek świętych. Maria, która sama wzrosła w rodzinie konfliktowych rodziców, zdecydowanie nie była cicha i potulna. Luigi miał łagodniejszy charakter, bywał jednak „nerwowy”. Chociaż pragnęli dla siebie nawzajem jak najlepiej, w wielu rzeczach się nie zgadzali. Marii nie podobało się na przykład to, że po odchowaniu dzieci Luigi powrócił do palenia. Inna trudność wyniknęła ze złożonego przez Marię ślubu, by „czynić to, co najdoskonalsze”, co dla niej obejmowało również całkowitą rezygnację ze współżycia małżeńskiego po 20 latach od ślubu. W tamtym czasie – w 1925 roku – do wstrzemięźliwości w tej dziedzinie zachęcał ich kierownik duchowy, dziś taką praktykę Kościół stanowczo by odradził. Innym obszarem, w którym ujawniły się zwyczajne, ludzkie cechy Quatrocchich, były ich reakcje na powołania dzieci. Córka Stefania zeznała, że po wstąpieniu obu synów do zakonu ojciec tak ciężko przeżywał ich nieobecność, że aż zachorował.
W 1951 roku Luigi liczący 71 lat zmarł na atak serca. Na pogrzebie jeden z jego przyjaciół, były ateista, wyznał jego synom: „Wasz ojciec nigdy nie prawił mi kazań. Ale chcę wam powiedzieć – to dzięki jego życiu odkryłem Boga i pokochałem Ewangelię. Módlcie się za mnie!”.
Po śmierci męża Maria oddała się jeszcze gorliwiej pisaniu i pracy społecznej. Zawsze łącząc wiarę z czynem, posługiwała w pociągach, wożących chorych i niepełnosprawnych do Lourdes. Pisała książki o małżeństwie oraz artykuły do czasopism katolickich, była też uczestniczką włoskiego ruchu katolickiego pod nazwą: „Ruch dla Lepszego Świata”. Zmarła w 1965 roku
w obecności Enrichetty, córki dla której zaryzykowała życie, a która pozostała przy rodzicach, a potem samej matce, opiekując się nią do końca.

WZÓR WSPÓLNEJ DROGI
Jak powiedział św. papież Jan Paweł II, małżonkowie Quattrocchi „w świetle Ewangelii i z wielkim ludzkim zaangażowaniem przeżywali swoją miłość małżeńską i służbę życiu”. Ich historia przywodzi na myśl wiele podobnych historii z naszego otoczenia. Wszyscy ciężko pracujący rodzice, którzy po powrocie z pracy zamiast odpocząć zajmują się z cierpliwością i oddaniem swoimi dziećmi, starają się dawać im przykład wiary i najzwyczajniej czule układają je do snu; wszyscy zatroskani rodzice
i dziadkowie, modlący się wytrwale za swoje już dorosłe dzieci i wnuki; wszystkie rodziny, które w codziennym rytmie pracy i wypoczynku znajdują czas na angażowanie się z miłością w działalność swoich parafii oraz służbę ubogim – są współczesnymi „Quattrocchimi”. Nie są oni wprawdzie błogosławionymi Kościoła, ale z pewnością są błogosławieni, a z ich rodzin promieniuje światło. ▐


MEDYTACJE 

Poniedziałek, 1 czerwca
Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
Rdz 3,9-15.20
Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. (Rdz 3,20)
Czy domyślasz się, dlaczego dziś, w święto Maryi, Matki Kościoła, czytamy historię upadku Adama i Ewy? Aby to wyjaśnić, musimy cofnąć się do starożytności chrześcijańskiej, kiedy to zaczęto przedstawiać Maryję jako nową Ewę. Na przykład św. biskup Ireneusz w II wieku pisał, że węzeł nieposłuszeństwa Ewy został rozsupłany przez posłuszeństwo Maryi. Wprawdzie Ewa stała się matką wszystkich żyjących, ale Maryja, przyjmując Jezusa do swego łona, stała się Matką wszystkich zrodzonych dzięki Niemu do życia wiecznego. A to czyni Ją Matką całego Kościoła.
Jako dobra Matka, Maryja wspiera nas i prowadzi – każdego indywidualnie i wszystkich razem jako wspólnotę Kościoła – z czułością i współczuciem. Chce nas uczyć i wychowywać, kształtować z nas wierny lud, miłujący Pana i siebie nawzajem. Swoim życiem pokazała, jak „słuchać słowa Bożego i wypełniać je” (por. Łk 8,21) z pokorą i oddaniem.
Maryja jako dobra Matka nieustannie modli się za swoje dzieci, czyli za nas. Zna nasze trudności, nadzieje
i lęki, zanosi więc je wszystkie swemu Synowi prosząc, by nas wspomagał. I, jak to czyni każda dobra matka, bieg-
nie do nas, gdy upadamy. Spieszy, by nas pocieszyć, ale także zachęcić do powstania i podjęcia od nowa drogi zawierzenia Bogu.
Rozważ dziś rolę Maryi jako twojej duchowej Matki i Matki Kościoła. Dzisiejsze święto jest doskonałą okazją, byś przybliżył się do Niej z dziecięcą ufnością i prosił, aby poprowadziła cię w twojej pielgrzymce wiary. Maryja, nowa Ewa, jest gotowa przygarnąć cię do swego serca.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś nam Maryję jako Matkę Kościoła. Pomóż mi naśladować Jej przykład
i doświadczyć mocy Jej wstawiennictwa.”
lub Dz 1,12-14
Ps 87,1-3.5-6
J 2,1-11 lub J 19,25-27
▌Wtorek, 2 czerwca
2 P 3,12-15a,17-18
Starajcie się, aby On was znalazł bez plamy i skazy. (2 P 3,14)
Nikt nie lubi plam ani skaz. Pomyśl, jak niezadowolony jest właściciel samochodu, widząc zarysowanie czy wgniecenie na karoserii. Jak bardzo pilnujemy, żeby nie zabrudzić nowego ubrania albo dywanu plamami z napojów czy potraw. Podobnie św. Piotr radzi nam wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby splamić czy skazić nasze dusze.
Ale jak mamy się tego wystrzegać? W przypadku samochodu najlepszym sposobem jest ostrożna jazda oraz nawyk zwracania uwagi na otoczenie. Z kolei w przypadku duszy oznacza to unikanie okazji do grzechu – czyli uświadamianie sobie czyhających na nas pokus i uważne poruszanie się po potencjalnie niebezpiecznych obszarach.
Mając przed kanapą nowiutki dywan, z pewnością zwracałbyś uwagę na to, co i jak jecie i pijecie w tym pokoju. Chciałbyś uniknąć ryzyka, że ktoś z domowników rozleje czerwone wino czy upuści talerz ze spaghetti tylko dlatego, że zachciało mu się jeść przed telewizorem. Pilnowałbyś, żeby jedzenie takich potraw odbywało się przy stole, a nie na kanapie.
Także na poziomie duchowym warto od czasu do czasu ocenić swoją „duchową dietę”. Zastanów się, z jakich mediów korzystasz i w jakich rozrywkach uczestniczysz. Czy wnoszą one w twoje życie pokój, czy raczej wzburzenie i zamęt? Czy pomagają ci stać się człowiekiem według Bożego zamysłu, czy też prowadzą na drogi uraz i kręcenia się wokół siebie? Zmiana nawyków telewizyjnych, internetowych czy dotyczących innych rozrywek może być trudna, ale każdy, kto tego spróbował
i odniósł sukces, powie ci, że efekt wart jest wysiłku.
Kiedy już podjąłeś decyzję, aby starać się o zachowanie swej duszy w czystości, nie zniechęcaj się tym, co było, i nie zamartwiaj tym, co dopiero może nastąpić. Nie pozwól, by przeszłość cię obciążała, a przyszłość zniechęcała. Skup się raczej na „cierpliwości Pana naszego” (por. 2 P 3,15). Pamiętaj, że Jezus przyszedł nie po to, by cię potępić za twoje „plamy i skazy”, ale by cię
z nich obmyć i ocalić. Mocą Ducha Świętego masz nieustanny dostęp do Bożej łaski, która cię wyzwala ze wszelkich zniewoleń i chroni przed nimi.
„Jezu, naucz mnie polegać na Tobie. Chcę wraz z Tobą trzymać się z dala od wszystkiego, co mogłoby splamić moją duszę.”
Ps 90,2.4.10,14,16
Mk 12,13-17

▌Niedziela, 7 czerwca
Niedziela Trójcy Przenajświętszej
Wj 34,4b-6.8-9
A Pan (…) wypowiedział imię Jahwe. (Wj 34,5)
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakimi kryteriami kieruje się Kościół, wybierając czytania na poszczególne uroczystości? Weźmy na przykład dzisiejszą liturgię. Jest ona poświęcona Trójcy Przenajświętszej, jednak w żadnym z czytań nie znajdziemy jasnego wykładu tej kluczowej doktryny wiary.
W pierwszym czytaniu Mojżesz przeżywa spotkanie z Bogiem, który wypowiada swoje imię: Jahwe. Mojżesz dowiaduje się również, że Bóg jest: „miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Piękne prawdy, ale nie ma tu nic o Trójcy.
W drugim czytaniu pojawiają się wprawdzie wszystkie trzy Osoby Trójcy Świętej, ale jedynie w formule ostatecznego błogosławieństwa udzielanego przez Apostoła Pawła. A i tu główny nacisk położony jest na łaskę, miłość i wspólnotę, a nie na prawdę o trzech Osobach Boskich w jednym Bogu. W Ewangelii Apostoł Jan mówi nam o tym, w jaki sposób Bóg umiłował świat – w pokorze, ofiarności i oddając siebie. Mówi nam o Bogu, który „nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).
Dlaczego zatem właśnie te czytania zostały wybrane na dzisiejszą uroczystość?
Ponieważ jej istotą nie jest rozwiązanie zagadki logicznej, w jaki sposób Bóg może być jeden w trzech Osobach, ale kontemplowanie Bożej tajemnicy. Tego, że Bóg, który jest Trójcą Osób Boskich, kocha nas i chce objawiać nam siebie. Jest nią obietnica, że to objawienie ma moc kruszyć nasze serca i uzdrawiać nasze dusze.
Bóg miłosierdzia i dobroci. Bóg nieustannego błogosławieństwa. Bóg, który zbawia, a nie potępia. Takie właśnie są prawdy o Trójcy, które Kościół chce nam ukazać w tę wspaniałą uroczystość i które mogą stać się fundamentem całego naszego życia. Oby Bóg sam objawił ci swoje imię!
„Panie, pomóż mi przeżywać każdy dzień w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.”
(Ps) Dn 3,52-56
2 Kor 13,11-13
J 3,16-18

▌Czwartek, 11 czerwca
Ciała i Krwi Pańskiej
J 6,51-58
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. (J 6,55)
Czy zdarzyło ci się kiedyś przez dłuższy czas obywać bez jedzenia?
Z pewnością nie było to miłe doświadczenie. Im dłużej nie przyjmujemy pokarmu, tym bardziej jesteśmy słabi. Czujemy się tak, jakby powoli uchodziło z nas życie – i tak jest w rzeczywistości.
Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii mówią jasno, że Jego Ciało i Krew są dla nas równie ważne jak codzienny posiłek. Bez pokarmu Eucharystii powoli uchodzi z nas Boże życie.
Mocny przykład życiodajnej mocy Eucharystii daje w książce On mnie prowadzi o. Walter Ciszek. Wspomina
w niej, na jak wielkie ryzyko był gotowy, byle tylko móc codziennie odprawić Mszę świętą i udzielić Komunii świętej współwięźniom w syberyjskim łagrze, dokąd go zesłano: „Byłem gotów poważyć się na wszystko, znosić wszelkie niewygody, podjąć każde ryzyko, aby tylko zapewnić tym mężczyznom Chleb Życia”.
Nędznie ubrani więźniowie przez długie godziny pracowali na siarczystym mrozie. Jednak każdego dnia o. Ciszek odprawiał zaimprowizowaną Mszę świętą tam, gdzie był najmniej narażony na odkrycie – w szopie służącej za magazyn czy skulony w jakimś zakamarku baraku. „Rozproszenia wywołane lękiem przed odkryciem (…) w żaden sposób nie niwelowały skutków, jakie wywierała na duszę ta odrobina chleba i kilka kropel konsekrowanego wina” – pisał. Życie tych więźniów zależało od Ciała i Krwi Jezusa w równym stopniu co od lichego posiłku otrzymywanego od nadzorców. Eucharystia była dla nich prawdziwym pokarmem i prawdziwym napojem.
Ojciec Ciszek pisał, że często ogarniało go głębokie wzruszenie na myśl o tym, że „Bóg znalazł sposób, by odnaleźć i nakarmić swoje zagubione i błądzące owce na tej najbardziej opuszczonej ziemi”. Obyśmy i my dzisiaj z głębokim wzruszeniem i wdzięcznością rozważyli dobroć i hojność Boga, który ofiarowuje nam swoje życie – i samego siebie – w Najświętszym Sakramencie.
„Jezu, dziękuję Ci za życie, jakiego mi udzielasz w sakramencie Twego Ciała i Krwi.”
Pwt 8,2-3.14b-16a
Ps 147B,12-15.19-20
1 Kor 10,16-17

▌Niedziela, 14 czerwca
Mt 9,36--10,8
Litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. (Mt 9,36)
„Byłam w domu jak ten grat rozbity, porzucona w kącie. Ale Pan Jezus przyszedł pewnego dnia do mnie, po-
patrzył z litością na mnie i pomyślał sobie: a może by co było jeszcze z tego rozbitego grata? Jak powiedział, tak też ze mną zrobił” – pisała krakowska mistyczka z początku XX wieku,
bł. Aniela Salawa.
Litość Jezusa nie jest tanim sentymentem, jaki zdarza nam się odczuwać przez chwilę oglądając zdjęcia głodnych afrykańskich dzieci czy zbombardowanych miast. Jest konkretem. Bł. Aniela znalazła w Jezusie mocne oparcie, które pozwoliło jej godnie żyć i wspierać innych. Także w dzisiejszej Ewangelii Jezus nie poprzestaje na uczuciach, ale uzdrawia i naucza.
Czyni jednak coś jeszcze. Prosi swoich uczniów, aby modlili się o robotników na żniwo Pańskie, a następnie powołuje ścisłe grono swoich współpracowników – dwunastu Apostołów – którzy będą uczestniczyć w Jego misji. Powierza to zadanie garstce słabych ludzi, którzy otrzymują od Niego władzę nad duchami nieczystymi – moc radzenia sobie z tym, co przekracza ludzkie siły.
Nad kim litujesz się dzisiaj? Może nad samym sobą, z powodu licznych problemów, braków, czy po prostu dlatego, że życie nie ułożyło ci się tak, jak tego chciałeś? Nie zapominaj, że masz do dyspozycji wielki skarb, jakim jest wiara w Jezusa. On, który patrzy na ciebie z miłością, może stać się dla ciebie oparciem, jakim był dla bł. Anieli i wielu innych, którzy Mu zawierzyli.
A jeśli litujesz się nad innymi, proś Pana, aby twoja litość nie była tylko płytkim uczuciem. Pytaj, do czego On cię wzywa. Może do bardzo gorliwej modlitwy w intencji rozwiązania czyjejś trudnej sytuacji i poruszenia serc tych, którzy będą w stanie jej zaradzić? Może do udzielenia pomocy na miarę twoich sił i możliwości? Albo do nagłośnienia sprawy i szukania kogoś, kto będzie w stanie zaradzić problemowi? Pan, który pozwala nam doświadczać w sercu litości wobec cierpiących, obdarza nas mocą, abyśmy mogli mieć czynny udział w Jego zbawczej misji.
„Panie Jezu, Dobry Pasterzu, daj nam pragnienie i moc uczestniczenia na różne sposoby w Twojej pasterskiej misji wobec znękanych i porzuconych.”
Wj 19,2-6a
Ps 100,2-5
Rz 5,6-11

▌Piątek, 19 czerwca
Najświętszego Serca
Pana Jezusa
1 J 4,7-16
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. (1 J 4,12)
Płomienie otaczające na obrazach Najświętsze Serce Jezusa są przepięknym symbolem ognia Jego wszechogarniającej miłości. Ta niepojęta miłość przyciąga ludzkie serca i jest przyczyną tak wielkiej popularności nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusa.
Dzisiejsze drugie czytanie próbuje ująć w słowach tę samą rzeczywistość, którą ilustrują płomienie na obrazach Najświętszego Serca Jezusa: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu” (1 J 4,9). Syn Boży przyszedł na ziemię jako człowiek. Ukochał nas ludzkim sercem i pragnie rozpalić nasze serca tą samą miłością. Pragnie, aby ta miłość – nasza miłość ku Niemu i Jego miłość do nas – stała się w nas „doskonała”.
Jak to się dzieje? Jan również o tym mówi bardzo jasno: „Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha” (1 J 4,13). Dzięki miłości, jaką rozlewa w nas Duch Święty, możemy uczyć się kochać ludzi tak, jak kocha ich Jezus – i jak kocha nas.
Nie dzieje się to w jednej chwili. Umacniając naszą relację z Jezusem, dochodzimy krok po kroku do doskonałej miłości, którą zgodnie z wolą Boga mamy okazywać sobie nawzajem.
Kiedy masz ochotę kogoś skrytykować, a zamiast tego postanawiasz okazać mu współczucie, jest to znak, że płonie w tobie miłość Jezusa. Kiedy wyciągasz do kogoś pomocną dłoń pomimo zmęczenia, zdenerwowania i własnych problemów, jest to znak, że trwa w tobie Jego miłość.
Kontemplując dziś Najświętsze Serce Jezusa, pamiętaj, abyś Jego miłości nie zatrzymywał w sobie. On pragnie rozniecać w tobie mocą Ducha Świętego płomienie swojej miłości, abyś mógł nieść ją wszystkim, których spotykasz.
„Przyjdź, Duchu Święty, i pociągnij mnie do Najświętszego Serca Jezusa. Wzbudź we mnie palące pragnienie miłowania tych, których stawiasz na mojej drodze.”
Pwt 7,6-11
Ps 103,1-4.6-8.10
Mt 11,25-30

▌Sobota, 20 czerwca
Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny
Łk 2,41-51
Został młody Jezus w Jerozolimie (…) i zadawał pytania. (Łk 2,43.46)
Czy wiesz, że Jezus w Ewangelii zadaje ponad trzysta pytań? Natomiast odpowiada wprost zaledwie na kilka. Jest tak dlatego, że często już w samych Jego pytaniach zawarte są odpowiedzi, które w wolności, bez narzucania niczego, prowadzą do spotkania z Bożą miłością. Zamiast udzielać prostych, bezpośrednich odpowiedzi, Jezus skłania ludzi do badania własnych serc i postaw, do pogłębiania relacji z Bogiem i ze sobą nawzajem.
Młody Jezus zadał też takie znaczące pytanie swojej Niepokalanej Matce, Maryi, kiedy wraz z Józefem znalazła Go w świątyni po trzech dniach nerwowych poszukiwań: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49).
Możemy odnieść wrażenie, że nastoletni Jezus odpowiedział niegrzecznie swojej zatroskanej Matce oraz nie okazał Jej ani Józefowi należnego szacunku. Jakże wielu z nas porządnie zbeształoby swoje dziecko za takie zachowanie? Nie dość, że się oddalił bez uprzedzenia, że został sam w wielkim mieście, to jeszcze na słuszną wymówkę Matki: „Czemuś nam to uczynił?” (Łk 2,48) odpowiada pytaniem, w którym kryje się wyrzut. Ale reakcja Maryi jest inna. Tak jak wcześniej zdumieni byli nauczyciele w świątyni tym, co mówił im ten galilejski chłopak, tak teraz Ona jest zdziwiona Jego słowami, nie rozumiejąc ich do końca (Łk 2,50). Ale kiedy już przezwyciężyła początkowe zaskoczenie, przyjęła postawę modlitewną: „Chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu” (Łk 2,51).
Jest to najbardziej klarowny przykład tego, co działo się w Niepokalanym Sercu Maryi. Nawet jeśli przestraszona zgubieniem Syna zapomniała przez chwilę Kim On jest, to kiedy już Go odnalazła i usłyszała, co miał do powiedzenia, pojęła, że pozostając
w świątyni miał ku temu ważny powód. Nie chowała też do Niego urazy za to, że naraził Ją i Józefa na udrękę długich poszukiwań. Jego pytanie przypomniało Jej z całą mocą, że Jezus jest Bożym Synem, a nie tylko Jej dzieckiem. Dlatego nie przyjęła Jego pytania jako oznaki braku szacunku, nie czuła potrzeby podkreślania swojego autorytetu. Po prostu oddała swój niepokój Bogu w modlitwie, prosząc Go, by pomógł Jej zrozumieć tę sytuację.
My także możemy nie rozumieć tego, co Bóg mówi i czyni w naszym życiu. Jeśli jednak znajdziemy czas na modlitwę i refleksję, Duch Święty przyjdzie nam z pomocą. Zawsze też możemy prosić Maryję o wstawiennictwo. Ona jest doskonałym wzorem tego, jak przyjmować słowa Jezusa czystym i ufnym sercem. I może pomóc w tym także tobie.
„Święta Maryjo, proś dla mnie o serce tak czyste jak Twoje Niepokalane Serce.”
Iz 61,9-11
(Ps) 1 Sm 2,1.4-8d

▌Niedziela, 21 czerwca
Jr 20,10-13
Moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. (Jr 20,11)
Jeremiasz miał za sobą fatalny dzień. Kiedy na polecenie Pana prorokował o upadku Jerozolimy, został uwięziony, wychłostany i zakuty w dyby. Mimo to nie przestał prorokować po swoim wypuszczeniu, wygłaszając całą tyradę przeciwko kapłanowi Paszchurowi, który go uwięził, i przeciwko krnąbrnej Jerozolimie. Ale w przepełnionej goryczą modlitwie wyrzucał również samemu Bogu, że go „uwiódł”, wzywając do tak niewdzięcznej posługi, i skarżył się na swój los. Bo chociaż prorokował tak, jak mu Pan nakazał, upominając lud bez ustanku, to przecież w zamian doznawał odrzucenia, upokorzenia i nienawiści. Wzburzony do głębi prosił o to, by mógł zobaczyć upadek swoich prześladowców. Pragnął pomsty na tych, którzy go odrzucili.
Jeremiasz żył w czasach bardzo trudnych dla Izraela, był świadkiem panowania kolejnych władców, zamętu, wojen i strasznego najazdu Nabuchodonozora. Nie chciał być prorokiem, niechętnie przyjął tę misję, ale pomimo utyskiwań pozostał wierny Bogu.
To pocieszające, że nawet tak wielkiemu prorokowi, jakim był Jeremiasz, pełnienie woli Bożej nie przychodziło z łatwością. Pomaga nam to spojrzeć z dystansem na własne życie. Któż z nas nie przeżywał frustracji i rozczarowania, kiedy wszystko działo się inaczej, niż byśmy chcieli, a nasze dobre intencje były lekceważone? Któż nie miał ochoty odegrać się na kimś, kto nas skrzywdził albo upokorzył? Wiemy, że to źle, że nie powinniśmy tego pragnąć, ale czasem trudno jest oprzeć się pokusie żywienia urazy i szukania odwetu.
Jeremiasz nie ukrywał swoich emocji, wypowiadał je przed Panem, a Pan wciąż od nowa umacniał go i prowadził. Także i my, kiedy dręczy nas jakiś żal czy złość, możemy powiedzieć o tym Bogu na modlitwie, wylać przed Nim swoje serce i pytać, co chce nam powiedzieć w tej konkretnej sytuacji.
Modlitwa Jeremiasza z dzisiejszego czytania z pewnością odbiega od tego, do czego wzywał Jezus mówiąc: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44). Jakiej reakcji oczekuje od nas Pan wobec wrogości i prześladowań? Wystarczy przywołać słowa przebaczenia, które wypowiedział przybity do krzyża, aby to zrozumieć. W jaki jednak sposób możemy wyciszyć złe emocje i nie pozwolić, by złość zapanowała nad nami?
Potrzebna jest przemiana serca, która wymaga czasu i ciągłej pracy nad sobą. Trzeba badać własne pobudki, analizować myśli i powstrzymywać język, dopóki nie nabędziemy cnót, które będą odzwierciedleniem doskonałej, bezwarunkowej miłości Jezusa. Trzeba też wciąż starać się trwać w bliskości Pana, aby Jego miłość mogła kształtować nasze serca.
Zanim jednak zaczniesz martwić się o to, czy jesteś w stanie sprostać temu zadaniu, przypomnij sobie, że nie jesteś sam. Należysz do Kościoła pełnego świętych, znanych i nieznanych, którzy swoim życiem udowodnili, że przemiana serca jest możliwa. Masz przyjaciół, do których możesz się zwrócić, gdy potrzebujesz wsparcia. A co najważniejsze – i najbardziej krzepiące – masz Ducha Świętego, który jest zawsze gotów przypominać ci o miłości Jezusa oraz udzielać pociechy i łaski.
Jeremiasz miał o wiele więcej dobrych dni niż złych, ponieważ nigdy się nie poddawał. Bierzmy z niego przykład.
„Panie, naucz mnie kochać wszystkich, nawet tych, którzy utrudniają mi życie.”
Ps 69,8-10.14.17.33-35
Rz 5,12-15
Mt 10,26-23


▌Niedziela, 28 czerwca
Mt 10,37-42
Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. (Mt 10,41)
Kim dokładnie są „prorocy”, o których mówi Jezus?
W dziejach wczesnego chrześcijaństwa spotykamy mężczyzn i kobiety posyłanych przez Kościół jako wędrownych proroków. Ich misją było odwiedzanie wspólnot i głoszenie im słowa Bożego, podobnie jak mieli to czynić uczniowie rozesłani przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Nazywano ich prorokami, ponieważ wierzono, że wypowiadają słowa Boże pod natchnieniem Ducha Świętego. Goszczenie takiego proroka w domu i troszczenie się o jego potrzeby – podobnie jak zrobiła to kobieta z dzisiejszego pierwszego czytania, która przyjęła proroka Eliasza – poczytywano sobie za wielki zaszczyt.
Z czasem jednak zaczęli pojawiać się fałszywi prorocy, nierzadko występujący przeciwko miejscowym pasterzom Kościoła. Ich obecność i głoszone przez nich przesłania powodowały podziały i zamęt, dlatego funkcja ta odeszła w zapomnienie, a oficjalna rola prorocka przypadła w udziale biskupom.
Nie oznacza to jednak, że w Kościele zanikł dar prorokowania wśród zwyczajnych wiernych. Prorocy także dziś są pośród nas. I ty możesz być jednym z nich, ponieważ prorok to po prostu ktoś, przez kogo przemawia Duch Święty.
Oznacza to, że twój mąż czy żona może przekazać ci prorockie przesłanie, przypominając o czasie modlitwy. Albo dziecko, przychodzące do ciebie z gorączką w środku nocy może przekazać ci przesłanie: Czas zaprzeć się siebie, wziąć swój krzyż i zatroszczyć się o to najmniejsze. Możesz być prorokiem, kiedy dzielisz się ze znajomym świadectwem o działaniu Boga w twoim życiu.
Bóg wciąż do nas mówi. Wciąż stara się zwrócić na siebie naszą uwagę. Wciąż prosi o to, byśmy przyjęli Jego wysłanników, tych zwyczajnych i tych najbardziej nieoczekiwanych.
„Duchu Święty, otwórz moje serce, abym mógł usłyszeć, co do mnie mówisz poprzez ludzi, których stawiasz na mojej drodze.”
2 Krl 4,8-12a.14-16a
Ps 89,2-3.16-19
Rz 6,3-4.8-11

 

ARTYKUŁ 

Modlitwa i troska

Być znakiem Bożej obecności

Zaproszenie do ewangelizacji jest przede wszystkim zaproszeniem do modlitwy, do wzniesienia się ponad własne potrzeby i przedstawienia Panu potrzeb innych ludzi, zwłaszcza duchowych. Jako ludzie wierzący mamy powierzać siebie nawzajem Jezusowi, który jest naszym ostatecznym przeznaczeniem i zaspokojeniem naszych najgłębszych potrzeb, mamy niejako wkładać jedni drugich w Jego kochające ramiona.
Najlepszym sposobem otwarcia się na dar ewangelizacyjnej modlitwy jest prośba o łaskę patrzenia na innych tak, jak patrzy na nich Bóg. A kiedy zaczniesz tak patrzeć, zobaczysz ich inaczej niż dotychczas, dostrzeżesz ich sprawy w innym świetle. To dobry punkt wyjścia do podjęcia modlitwy za innych ludzi.
Pomyśl o kimś, kto bardzo potrzebuje modlitwy. Przedstaw jego sytuację Jezusowi. Poproś Go o to, czego w tej chwili najbardziej potrzebuje ten człowiek: o nową pracę, udaną operację i powrót do zdrowia, przywrócenie zgody w rodzinie. Niech ta intencja stanie się dla ciebie punktem wyjścia do jeszcze głębszej modlitwy, takiej, która dotknie duchowych potrzeb tej osoby. Módl się w ten sposób często, prosząc Jezusa, aby zaspokoił jej najgłębszą potrzebę – potrzebę żywej relacji z Bogiem jako miłującym Ojcem.
W czasie takiej modlitwy łączymy się z Jezusem, naszym Arcykapłanem stojącym przed tronem Boga (Hbr 4,14-16). Otwieramy się też na dary i charyzmaty, których Bóg chce nam udzielić w celu pomocy temu konkretnemu człowiekowi.
Kiedy u Roberta, brata Therese, stwierdzono zaawansowanego raka, Therese zaczęła powierzać Jezusowi na modlitwie kolejne etapy jego terapii. Oddawała Mu też swoje własne obawy związane z chorobą brata. Następnie poprosiła Boga, aby wskazał jej głębokie potrzeby Roberta. Nie było to dla niej łatwe, między innymi dlatego, że mieszkali daleko od siebie i z bratem rozmawiała zaledwie parę razy w roku. „Co mogę zrobić, Panie?” – pytała. W pewnym momencie podczas modlitwy odczuła wezwanie do częstszego kontaktowania się z bratem, postanowiła więc dzwonić do niego w każdą niedzielę. W ciągu trzech lat, które minęły do śmierci Roberta, oboje mocno doświadczyli Bożego miłosierdzia i uzdrowienia na wielu płaszczyznach.

▌ROLA WYOBRAŹNI
Wejście w modlitwę ewangelizacyjną może nam ułatwić spojrzenie na fotografię osoby, za którą chcemy się wstawiać, lub zamknięcie oczu i wyobrażenie sobie Jezusa, który się do niej zbliża. Spójrz, z jaką czułością Jezus na nią patrzy i przygarnia do siebie. Przedstaw Mu jej potrzeby i wsłuchaj się w to, co chce ci powiedzieć. Nie zapomnij też podziękować Mu za wielkie i małe dzieła, których już dokonał i wciąż dokonuje w życiu tej osoby.
Innym sposobem medytacji jest wyobrażenie sobie jej w jakimś pomieszczeniu, najlepiej w jej własnym mieszkaniu. Zobacz Jezusa pukającego do drzwi, przy których nie ma na zewnątrz klamki. Czy drzwi są zamknięte na zamek, a może zatrzaśnięte na głucho? Może są bardzo ciężkie? Może zamek już zardzewiał? Czy człowiek będący wewnątrz zechce je otworzyć? Ale dzieje się coś niebywałego. Nagle okazuje się, że stan tych drzwi nie ma żadnego znaczenia. Jezus przechodzi przez nie i obejmuje tę osobę. Siła Jego miłości daje jej odwagę do przyjęcia łaski zbawienia.

ZA KOGO SIĘ MODLIĆ?
Pismo Święte opisuje ludzi z naszego najbliższego otoczenia greckim słowem oikos, które oznacza „domostwo”. Określenie to obejmuje naszą rodzinę, znajomych, sąsiadów, kolegów i koleżanki z pracy. To właśnie za nich przede wszystkim mamy się modlić, gdyż oni już są lub, jak się spodziewamy, wkrótce będą naszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. Tak czynił Jezus na przykład modląc się za teściową Piotra albo za wszystkich swoich Apostołów i uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy.
Popatrz więc na krąg swoich krewnych, przyjaciół, współpracowników oraz znajomych i zastanów się, komu z nich najbardziej jest potrzebne doświadczenie uzdrawiającego dotyku Boga i usłyszenie Jego słowa. Wybierz sobie kilka osób, za które będziesz regularnie się modlić, powierzając Bogu zarówno ich potrzeby fizyczne, jak i duchowe. Zwróć szczególną uwagę na tych, którzy nie chodzą do kościoła, zerwali relację z Bogiem lub bardzo ją osłabili, a następnie czekaj na Boże zaproszenie, by podzielić się z nimi swoją wiarą.
Bądź też przygotowany na niespodzianki. Najbardziej otwartymi na przemianę duchową mogą okazać się wcale nie ci, po których byś się tego najbardziej spodziewał. Często są to ludzie, których wiara przechodzi próbę w obliczu ważnych zmian życiowych, takich jak śmierć bliskiej osoby, nowa praca, rozłąka, zawarcie małżeństwa, poważna choroba czy problemy finansowe. Bywa, że właśnie w takich okolicznościach dochodzi do spotkania z Bogiem i odkrycia na nowo Jego miłości. Proś o Boże prowadzenie, abyś umiał rozpoznać potrzeby tych, za których się modlisz, i odpowiedzieć na nie.
John zaczyna codzienną modlitwę od słów: „Jezu, poślij mnie dziś do kogoś, z kim będę mógł podzielić się Twoim słowem i Twoją miłością”. Uważa, że takie wyrażanie gotowości na modlitwie jest niezwykle ważne, jeśli naprawdę chce się pomagać innym w zbliżaniu do Boga. Jest przekonany, że nawet jeśli uczyni tylko tyle, że zauważy kogoś potrzebującego modlitwy i pomodli się za niego, to już samo to może spowodować przemianę w życiu tego człowieka.
Podobnie próbowała działać nasza przyjaciółka Alice. Była zaskoczona, gdy przyszła jej do głowy myśl, że może to Bóg przysyła do niej pewną irytującą kobietę – co ciekawe, miała ona na imię Grace, czyli „Łaska” – która podchodziła codziennie w czasie pracy do jej biurka, aby porozmawiać. Alicja najpierw przeprosiła Boga za lekceważący stosunek do tej kobiety i brak wyrozumiałości wobec niej. Następnie poprosiła o siłę i cierpliwość do jej słuchania. Z czasem stały się dobrymi przyjaciółkami, a nawet zaczęły wspólnie ewangelizować. W efekcie ich działań dwa pełne samochody z pracownikami ich biura przyjechały na Mszę z modlitwą o uzdrowienie w parafii Alice! Modlitwa Alice wydała zdumiewające owoce.

ŚWIĘTE WSPÓŁCZUCIE JEZUSA
Kolejny krok ewangelizacji to okazanie troski tym, za których się modlisz. Jeśli starasz się patrzeć na kogoś tak jak patrzy na niego Bóg, jeśli modlisz się za tę osobę, to w naturalny sposób przyjdzie ci ten najprostszy krok, jaki możesz podjąć, by przybliżyć kogoś do Jezusa. Polega on na byciu blisko osoby będącej w potrzebie, zaprzyjaźnieniu się z nią, wspieraniu dobrym słowem, na gotowości dzielenia się z nią i służenia jej oraz na podejmowaniu aktów miłosierdzia i sprawiedliwości w normalnych okolicznościach życia. To właśnie w kontekście życzliwych relacji możemy stać się najbardziej wiarygodnymi świadkami miłującej obecności Boga.
U podstaw troski o innych w imię Jezusa leży wezwanie do naśladowania Jego świętego współczucia. Jezus chce, abyśmy wspierali innych Jego własną miłością, którą tylekroć okazywał ludziom, gdy chodził po ziemi. Czynili tak Jego uczniowie, a także wielu świętych, którzy przekraczając poziom zwykłej ludzkiej troski o innych stali się skutecznymi narzędziami Bożej miłości i jej wiarygodnymi znakami.
Zwróć uwagę, jak wiele razy Jezus przerywał to, co w danej chwili robił, aby okazać współczucie człowiekowi, którego cierpienie dotknęło Jego serca: wdowie z Nain, której zmarł jedyny syn (Łk 7,11-17); kobiecie z nieuleczalnym krwotokiem (Łk 8,43-48); Nikodemowi, który przyszedł do Niego dręczony wątpliwościami (J 3,1-21). Bóg chce, abyśmy i my dostrzegali problemy otaczających nas ludzi – a zwłaszcza tych naszych bliskich, którzy wymagają szczególnej troski.
Pamiętaj też, że to święte współczucie dotyczy nie tylko tego, co dajesz lub robisz. Tu chodzi o to, kim ty sam jesteś. Jedynie stała i żywa relacja z Bogiem może przemienić twoje ludzkie akty troski w akty świętego współczucia. Świętość działa jak latarnia morska - przyciąga ludzi, którzy są spragnieni dobrej nowiny o Bogu.

▌ZNAK OBECNOŚCI BOGA
Niezależnie od tego, jaką formę przyjmie w twoim życiu współczucie i troska okazywana innym ze względu na Jezusa, pamiętaj, że On sam będzie działał przez ciebie, a ty staniesz się znakiem Chrystusowej obecności, Jego przyjaźni i przebaczenia.
Połączenie wiary i życzliwej troski jest potężnym świadectwem. To świadectwo, a także relacja, jaką budujesz z konkretną osobą, otwierają drogę do kolejnych kroków ewangelizacyjnych – do dzielenia się wiarą i zaproszenia do wspólnoty wiary. Przyjaźń nawiązana poprzez współczucie i miłość okazywaną drugiemu człowiekowi tworzy pomost zaufania, który pozwala mu się otworzyć na twoje świadectwo.
A kiedy opowiesz o tym, jak Jezus przemienił twoje życie, twój rozmówca może zapragnąć stać się częścią wspólnoty wiary i doświadczyć tego samego. ▐

NASZA OKŁADKA

Paweł Zuchniewicz

PRYMAS W STOCZKU

Zbeletryzowana opowieść o latach, które Prymas Tysiąclecia spędził uwięziony z woli komunistycznych władz ówczesnej Polski, pozwala przyjrzeć się bliżej jego niezłomnej postaci. Stefan kardynał Wyszyński to przede wszystkim człowiek wiary, która nie załamała się wobec zewnętrznych przeszkód ani utrapień. W jego życiu było wiele zmagań bardziej spektakularnych. Dlaczego więc wracać właśnie do tych lat pozbawienia wolności?
Jak napisał Autor: „Wielcy święci, by móc spełnić swoją misję, nieraz są poddawani przez Boga oczyszczeniu, swoistej «ciemnej nocy», którą można przejść tylko dzięki wierze. Wydaje się, że taką rolę w życiu Prymasa odegrał trzyletni okres odosobnienia, który w oczach jemu współczesnych był skutkiem oporu wobec ateistycznego komunizmu, a z dzisiejszej perspektywy jest fundamentem, na którym Prymas budował później swoją służbę. Dwadzieścia pięć lat między jego uwolnieniem a śmiercią przyniosło wiele owoców. Wymieńmy: Wielką Nowennę, list biskupów polskich do niemieckich, wybór Karola Wojtyły na papieża, Solidarność. To wszystko zaczęło się tam, w więzieniu, w sytuacji, która po ludzku rzecz biorąc była beznadziejna. Dlatego warto przyjrzeć się tym «początkom», aby zrozumieć lepiej, co to znaczy, że prawdziwa radość ma korzenie w kształcie krzyża”.

Oto fragment:
Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, gabinet ministra Radkiewicza.
– Towarzyszu generale, partia i rząd powierzają wam wyjątkowo odpowiedzialne zadanie – minister Stanisław Radkiewicz podał papierosa dowódcy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wskazał mu fotel. Przed chwilą generał Włodzimierz Muś wszedł do gabinetu szefa najpotężniejszej instytucji w Polsce Ludowej. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego rozwijało się dynamicznie. Radkiewicz zarządzał armią 33 tysięcy funkcjonariuszy, rzeszą tajnych współpracowników, nie mówiąc o służbach, które MBP nadzorowało. Wśród nich znajdował się Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego z 40 tysiącami żołnierzy. Dowodził nimi właśnie Muś.
– Zamieniam się w słuch, towarzyszu ministrze – powiedział generał.
– Walka ideologiczna zaostrza się. Wobec coraz większej wrogości niektórych członków kleru rząd podjął decyzję o izolowaniu Prymasa. Obecnie przebywa on w odosobnieniu w Rywałdzie,
w tamtejszym klasztorze kapucynów, ale to tylko tymczasowe miejsce internowania. Znaleziono już obiekt docelowy, trzeba go będzie zabezpieczyć i przygotować na przyjęcie gościa. ▐

 

Sklep internetowy Shoper.pl