Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.5
PLN
Słowo wśród nas Nr 6 (310) 2019
Słowo wśród nas Nr 6 (310) 2019
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,50 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO CZERWCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Czerwcowy numer „Słowa wśród nas”, nosi tytuł „Prawda was wyzwoli”. W głównych artykułach mówimy o tym, że prawda ma moc uwolnić nas od kłamstw na temat Boga i nas samych, które szatan – „kłamca” i „oskarżyciel” – wpaja nam, próbując odciągnąć nas od Boga. Jezus na krzyżu pokonał diabła, grzech i śmierć, a my dzięki temu i mocą Jego zwycięstwa możemy cieszyć się wolnością dzieci Bożych. Artykuły napisał Keith Strohm, autor książki na ten sam temat pod tytułem „Dziesięć kłamstw nieprzyjaciela. Strategia walki duchowej", wydanej przez wydawnictwo PROMIC.
Magazyn otwiera artykuł „Nawrócenie krok po kroku” o niezwykłym zakonniku o. Ricku Thomasie i założonej przez niego wspólnocie - Ranczu Pana. Następnie zamieściliśmy świadectwo: „Rok nowych przyzwyczajeń” – o stopniowym wprowadzaniu zmian, które” rozpaliły serce miłością”. Ponadto tekst Joanny Przybyły pod znaczącym tytułem: „Zwierzęta i święci – Dar naszych <<braci mniejszych>>”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy zbiór opowiadań „Cudem ocaleni” autorstwa ks. Piotra Kaczmarka.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 19,50 zł
6 miesięcy – cena 39,00 zł
12 miesięcy – cena 71,50 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Nieprzyjaciel zdemaskowany
Jak zwyciężać w walce duchowej – Keith Strohm..... 4

Zwycięstwo należy do Jezusa
Czego uczy Katechizm Kościoła Katolickiego
na temat diabła............................................................ 9

Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie
Jak przezwyciężać fałszywy obraz człowieka
Keith Strohm..............................................................10

Bóg miłosierny i łaskawy
Jak przezwyciężać fałszywy obraz Boga
Keith Strohm..............................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 czerwca.................................................20

MAGAZYN

Nawrócenie krok po kroku
O. Rick Thomas i Ranczo Pana
ks. Nathan W. O’Halloran SJ.................................................47

Rok nowych przyzwyczajeń
Zmiany, które rozpaliły moje serce miłością
do Jezusa – Joe Rottenborn....................................... 53

Zwierzęta i święci – Dar naszych
„braci mniejszych” – Joanna Przybyła.................................................56

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64


LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Czasami nachodzą mnie pełne niepokoju myśli związane z moją pracą czy rodziną. Na przykład budzę się w środku nocy przerażony, że coś złego przydarzy się któremuś z moich dzieci. Albo prześladuje mnie poczucie winy z powodu kilku ostrych słów powiedzianych wcześniej żonie. Często udaje mi się otrząsnąć z tych myśli, ale niekiedy po prostu nie chcą odejść: „Jeff, to na pewno źle się skończy, przygotuj się na najgorsze”. Albo: „Nic złego nie zrobiłeś. Zostałeś sprowokowany. Jeśli już, to ona powinna cię przeprosić!”. Dopiero kiedy przestaję poddawać się tym myślom i zaczynam się modlić, uświadamiam sobie, że nie brzmią one zupełnie jak głos Ducha Świętego. Kojarzą się raczej z diabłem, którego Pismo Święte nazywa „kłamcą”
(J 8,44) i „oskarżycielem” (Ap 12,10).
Zastanawiałem się nad tym wszystkim, czytając artykuły tego numeru „Słowa wśród nas”. Ich autorem jest diakon Keith Strohm, znany ewangelizator, były dyrektor Biura Nowej Ewangelizacji w archidiecezji Chicago, który pracuje nad odnową parafii oraz pomaga ludziom na całym świecie doświadczyć wolności płynącej z osobistego spotkania z Jezusem.
Artykuły, opracowane na podstawie jego niedawno wydanej książki „Dziesięć kłamstw nieprzyjaciela”, obnażają subtelne kłamstwa, które podsuwa nam diabeł, chcąc nas ograbić z nadziei pokładanej w Chrystusie. Na przykład, diabeł próbuje wmówić nam, że Bogu wcale na nas nie zależy, że w życiowych trudnościach zostawia nas samych. Albo też przekonuje nas, że Bóg nie jest w stanie nam pomóc.
Keith Strohm nie ogranicza się tylko do omówienia kłamstw diabła. Wskazuje także na prawdy, które pomogą nam przeciwstawić się im. Wzywa nas, byśmy przylgnęli do tych prawd, kiedy jesteśmy kuszeni, by zwątpić w miłość Boga i Jego troskę o nas.
Jak brzmią niektóre z tych prawd? Pierwsza i najważniejsza brzmi następująco: Bóg tak nas umiłował, że posłał na świat swego Syna, aby pokonał diabła i wszystkie kłamstwa, które on stara się nam wpajać. Kolejna prawda to ta, że Bóg codziennie udziela nam łaski przylgnięcia do Niego i Jego miłości oraz do rozpoznawania podstępów złego. Możemy więc być pewni, że „wierny jest Pan, który umocni [nas] i ustrzeże od złego” (2 Tes 3,3).
W swoich artykułach autor proponuje wyważoną i roztropną postawę, która pomaga obronić się przed podstępami złego: I tak, jeśli wszędzie widzimy diabła i żyjemy w lęku, ulegamy kłamstwu. Ale odrzucanie diabła i niewiara, że on istnieje naprawdę, także jest kłamstwem. Mądrość polega na rozpoznaniu wroga, przy jednoczesnej pamięci o tym, kim jesteśmy i czyimi jesteśmy. Nie jesteśmy bezbronni. Pan otworzył nam drogę – w Jego Kościele otrzymujemy broń, która pozwala nam zwyciężać.
Obyśmy wszyscy usłyszeli głos Ducha Świętego, który zapewnia nas, że Jezus na krzyżu pokonał diabła, grzech i śmierć, a my możemy odnosić „pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” (Rz 8,37)!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁY:


Nieprzyjaciel zdemaskowany

Jak
zwyciężać
w walce duchowej

„Od początku był on zabójcą
i nie wytrwał w prawdzie,
bo prawdy w nim nie ma.” (J 8,44)

Tak, diabeł jest kłamcą. Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, tym razem zwracając uwagę na wyróżnienie. Diabeł nie tylko wypowiada kłamstwa. Nie tylko jest propagatorem fałszywych wieści lub kimś, kto zataja prawdę po to, by oszczędzić bólu i wstydu sobie czy innym. Jego kłamstwa nie są jedynie częścią przemyślanej strategii.
Diabeł kłamie, ponieważ w wyniku buntu przeciwko Bogu jego natura uległa deprawacji. Odrzucił całkowicie Tego, który jest prawdą. Dlatego prawdy w nim nie ma. W pewnym sensie można powiedzieć, że sama jego tożsamość – jego natura skierowana przeciwko Bogu – jest kłamstwem. Diabeł jest nieprzyjacielem Boga. Gardzi Bogiem i wszystkim, co należy do Niego, a zwłaszcza Jego dziećmi. Wszelkie myśli i czyny nieprzyjaciela są wymierzone przeciwko nam. Najbardziej pragnie on tego, byśmy zwiedzeni jego fałszywym świadectwem, odrzucili zaproszenie Ojca do nawrócenia, wolności i nowego życia.
Jezus nazywa go również „ojcem kłamstwa” (J 8,44). Tytuł ten wypływa z pierwszego kłamstwa w całym stworzeniu, wypowiedzianego przez diabła do Ewy w ogrodzie rajskim. Dlatego właśnie Jezus mówi, że „od początku był on zabójcą”. Za sprawą jego kłamstwa nasi pierwsi rodzice pozwolili, by w ich sercach umarła ufność do Stwórcy. Postawili na siebie samych zamiast na Boga. W rezultacie na świat wkroczył grzech, śmierć i cierpienie, które zdominowały ludzką historię.
Choć szatan został już definitywnie pokonany przez mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa, wciąż nie przestaje snuć swej pajęczyny kłamstw, chcąc przeciągnąć na swoją stronę jak najwięcej osób przed ostatecznym triumfem królestwa Bożego przy powtórnym przyjściu Jezusa.

WALKA I JEJ POLE
W liście do Kościoła w Efezie św. Paweł pisze: „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Paweł zdawał sobie sprawę, że w naszym dążeniu do świętości i sprawiedliwości będziemy musieli zmierzyć się nie tylko z pokusami, przeszkodami i zranieniami, wynikającymi z życia w niedoskonałym, skażonym grzechem świecie, ale także z nieprzyjacielem niebędącym z tego świata. Wiedział, że choć Jezus odniósł zwycięstwo nad szatanem i jego królestwem, moce tego królestwa wciąż przeciwstawiają się każdemu wierzącemu i każdej wspólnocie Kościoła w nadziei, że uda im się zablokować skutki tego zwycięstwa w naszym życiu.
Skoro więc toczymy walkę, w naszym najlepszym interesie leży dokładne rozpoznanie pola walki. Z punktu widzenia taktyki wojennej niezwykle istotne znaczenie ma znajomość topografii terenu. A Pismo Święte mówi nam, że głównym terenem walki z nieprzyjacielem i jego kłamstwami są nasze serca.
Dziś, w XXI wieku, słowo „serce” kojarzy nam się przede wszystkim z sentymentami, emocjami, uczuciami. Jednak walka, którą toczymy, nie dotyczy głównie uczuć czy przeżyć emocjonalnych. Sięga ona o wiele głębiej. W języku biblijnym serce to centrum osoby ludzkiej. My widzimy jedynie to, co dostępne na zewnątrz, podczas gdy „Pan widzi serce” (1 Sm 16,7).
Pismo Święte często używa terminów „serce” i „umysł” zamiennie. Opisują one wewnętrzną rzeczywistość ludzkiej istoty, w której kształtuje się to, co myślimy, mówimy, czujemy i robimy. Jednak współcześnie termin „umysł” rozumiemy wyłącznie jako siedlisko myśli, rozumowania i wiedzy. Tymczasem w walce z szatanem nie chodzi jedynie o pozyskanie właściwych informacji czy poznanie słusznych doktryn. Walka ta polega na głębokim zrozumieniu, odczuciu i przyjęciu tego, kim jest Bóg, kim jest On dla nas i kim my jesteśmy w Nim.

▌HISTORIA JACKA
Jeśli nieprzyjaciel zdoła zwieść serce człowieka, jeśli skrępuje je więzami wstydu i potępiających myśli, łatwiej będzie mu nakłonić go do grzechu i odrzucenia miłosierdzia Bożego.
W mojej posłudze wiele razy byłem świadkiem działania tego mechanizmu, najjaśniej jednak zobaczyłem go w człowieku, z którym spotykałem się regularnie na modlitwie w jego intencji. Mężczyzna ten – nazwijmy go Jackiem – przez wiele lat zmagał się z nałogiem pornografii. Przystępował co pewien czas do sakramentu pojednania i chociaż na poziomie intelektualnym wiedział, że otrzymuje przebaczenie, w sercu był przekonany, że Bóg tak naprawdę go nie kocha i wcale mu nie przebacza. To przekonanie, oparte na kłamliwej wizji tego, kim był, spowodowało, że Jacek przestał w końcu chodzić do spowiedzi. Dopiero kiedy uwierzył, że Jezus go naprawdę kocha, otworzył się na Jego łaskę, powrócił do sakramentów i doświadczył uzdrowienia z nałogu.

W CO WIERZĘ?
Osoba ludzka jest przedziwnie stworzona. Bóg wyposażył nas w intelekt, wolę, uczucia, pamięć i wyobraźnię. Dary te pozwalają nam uczyć się na własnych doświadczeniach, rozumieć otaczający nas świat i odpowiednio reagować. Codziennie rejestrujemy to, co nam się przydarza, przefiltrowując to przez szereg założeń, jakie poczyniliśmy na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Ogromny wpływ na ten proces mają nasze poglądy na temat nas samych, Boga i otaczającego nas świata.
Nieprzyjacielowi zależy na tym, żeby nasze poglądy były nieprawdziwe. Dlatego zasiewa w nas kłamstwo za kłamstwem, wiedząc, że przynajmniej niektóre z nich znajdą podatny grunt. Na przykład, osobie, której rozpadło się kilka kolejnych związków, może się wydawać, że jest niegodna miłości. Nieprzyjaciel podsyca w niej pamięć o zerwanych związkach – aż ugruntuje ją w przekonaniu, że rzeczywiście jest niegodna miłości.
Możemy też pogodzić się z kłamstwem po to, by uchronić się przed bólem lub dalszym cierpieniem. Innymi słowy, przyswajamy sobie kłamstwo i zaczynamy wierzyć, że wyraża ono jakąś prawdę o nas. Na przykład, ci z nas, którzy wychowywali się w wysoce dysfunkcyjnych rodzinach, doświadczając osądów, manipulacji i przemocy, mogą uwierzyć, że nie potrzebują miłości. Takie kłamstwo może skłonić ich do podjęcia postanowienia, aby przed nikim nie otwierać serca.

▌NIE LĘKAJCIE SIĘ!
Aby wyrwać się z tego rodzaju niewoli, musimy zrozumieć, że nieprzyjaciel naprawdę usiłuje wywrzeć na nas wpływ. Musimy o tym wiedzieć, by mieć świadomość, jakiego rodzaju walkę toczymy. Jezus Chrystus konsekwentnie powtarzał: „Nie lękajcie się”. Głosił, że odniósł zwycięstwo nad mocą szatana dzięki posłuszeństwu woli Ojca.
Przy chrzcie Bóg zamieszkał w tobie przez Jezusa Chrystusa, mocą Ducha Świętego. Stwórca życia – Ojciec, Syn i Duch Święty – powołał cię do życia Bożego, którego nie pokona żadna moc ani przeciwność. „I jestem pewien – pisze Paweł – że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).
Jezus odniósł zwycięstwo. Jeśli wszędzie widzimy diabła i żyjemy w lęku, ulegamy kłamstwu. Odrzucanie diabła, uznanie, że jest on tylko symbolem zła i nie istnieje naprawdę – jest także kłamstwem. Mądrość polega na rozpoznaniu wroga, przy jednoczesnej pamięci o tym, kim jesteśmy i czyimi jesteśmy. Nie jesteśmy bezbronni. Pan otworzył nam drogę – w Jego Kościele otrzymujemy broń, która pozwala nam zwyciężać. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Sobota, 1 czerwca
Dz 18,23-28
Zabrali go ze sobą i wyłożyli mu dokładnie drogę Bożą. (Dz 18,26)
Apollos miał różne dary. Znał na wylot Pismo Święte, był elokwentnym mówcą. Bardzo zależało mu na tym, by dotrzeć z Ewangelią do wielu ludzi. Jednak jego znajomość przesłania Ewangelii ograniczała się do tego, co głosił Jan Chrzciciel. Dlatego małżonkowie Pryscylla i Akwila, zaprawieni w bojach ewangelizatorzy, na osobności wyłożyli mu to wszystko, czego jeszcze nie wiedział.
Jak często zdarzało ci się udzielać komuś instrukcji, rady czy nawet upomnienia? Na przykład pracownikowi, znajomemu z twojej parafii czy własnemu dziecku. Pryscylla i Akwila mogą być dla nas doskonałym przykładem zachowania w takich sytuacjach.
Po pierwsze, potraktowali oni Apollosa z delikatnością i uszanowali jego godność. Nie przerywali jego nauczania ani nie upominali go publicznie. Nie poniżali go też w żaden sposób z powodu jego niewiedzy. Zabrali go ze sobą w spokojne miejsce i wytłumaczyli, dlaczego głoszone przez niego przesłanie jest niepełne (Dz 18,26). Można podejrzewać, że rozmawiając z nim, skupili się przede wszystkim na tym, co czynił dobrego, a dopiero potem zaczęli wskazywać mu właściwy kierunek.
Bóg chce, abyśmy pomagali sobie nawzajem w rozwijaniu darów i talentów – i abyśmy byli otwarci na przyjmowanie pomocy od innych. Taka „braterska korekta” nie zawsze jest przyjemna, ale czasami bardzo pożyteczna, a nawet niezbędna. Dlatego sposób, w jaki jej udzielamy, jest równie ważny jak to, co chcemy przekazać. Jak pisał św. Paweł, mamy sprowadzać siebie nawzajem na właściwą drogę „w duchu łagodności” (Ga 6,1). Troszczyć się o to, aby budować, a nie niszczyć drugiego. Nie zniechęcać innych do używania danych im przez Boga talentów, ale pomóc w ich rozwijaniu i wydawaniu owocu.
Nigdy nie wiemy do końca, jak głęboki skutek mogą wywrzeć na kimś nasze słowa. Może stanie się tak jak
z Apollosem, który po rozmowach z Pryscyllą i Akwilą „pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli” (Dz 18,27).
„Jezu, naucz mnie pouczać innych – i przyjmować pouczenie – w duchu pokory i łagodności”.
Ps 47,2-3.8-10
J 16,23b-28
▌Niedziela, 2 czerwca
Wniebowstąpienie Pańskie
Łk 24,46-53
Z wielką radością wrócili do Jeruzalem. (Łk 24,52)
„Smutek rozstania tak bardzo jest miły” – mówiła Julia do Romea. Czy nie dotyczy to także wielu naszych pożegnań? Kiedy dorosłe dziecko odchodzi z domu lub kiedy kończymy odwiedziny u dziadków, nasze pożegnania są zarazem słodkie i gorzkie. Słodkie, bo kochamy bliskich, z którymi się spotkaliśmy. Gorzkie, bo się rozstajemy.
To zaskakujące, że Apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa nie płakali ze smutku. Wręcz przeciwnie. Jak mówi nam Ewangelista Łukasz, powrócili do Jerozolimy – miejsca Jego ukrzyżowania – „z wielką radością” (Łk 24,52). Skąd ta radość? Co stało się z głęboko ludzkim przywiązaniem Apostołów do Jezusa? Przecież przez trzy lata niemal nie odstępowali Go na krok, będąc świadkami Jego cudów, słuchając Jego nauk. Czy nie zasmucił ich fakt, że po zwycięstwie nad śmiercią, największym ze wszystkich rozstań, Jezus znowu ich opuścił?
Oczywiście Apostołowie odczuwali smutek. Jednak dominującym uczuciem była radość. Mieli bowiem pewność, że kiedyś pójdą za Jezusem tam, gdzie się udał, i złączą się z Nim już na zawsze. Mieli też Jego obietnicę, że ześle im Pocieszyciela i że będzie z nimi „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Ta nadzieja na ponowne spotkanie sprawiła, że nad ich smutkiem przeważała radość.
Doświadczenie Apostołów wskazuje także nam drogę do radości. Wierzymy, że Jezus odszedł, aby przygoto-
wać nam miejsce w niebie, ale czasami czujemy się tak, jakby odszedł i pozostawił nas samych. Spróbuj przezwyciężać to poczucie osamotnienia, przywołując obietnice Jezusa. Uświadom sobie, że otworzył ci niebo, do którego nigdy nie zdołałbyś wejść o własnych siłach. Przypomnij sobie, że odszedł, aby przygotować miejsce specjalnie dla ciebie. Zobacz, jak uśmiecha się na myśl o chwili, w której otworzy przed tobą drzwi do twego nowego domu i zaprosi cię do środka.
Jezus wstąpił do nieba i pragnie, by dołączyły do Niego wszystkie dzieci Boże. Zanim to nastąpi, nieustannie wstawia się za nami i wylewa na nas strumienie łask, abyśmy pewnego dnia mogli zakosztować słodyczy nieba.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że otworzyłeś nam niebo!”
Dz 1,1-11
Ps 47,2-3.6-9
Hbr 9,24-28; 10,19-23

▌Niedziela, 9 czerwca
Zesłanie Ducha Świętego
J 14,15-16.23b-26
A Paraklet, Duch Święty (…) was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. (J 14-26)
Żegnając się ze swoimi uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy, Jezus nie miał złudzeń co do ich postawy po Jego śmierci. Wiedział, że jeden z nich okaże się zdrajcą, a inny – pomimo szczytnych deklaracji – wyprze się Go ze strachu
o swoje życie. Wiedział, że wszyscy pozostali uciekną w chwili Jego pojmania. Wiedział, że nawet po Jego zmartwychwstaniu Apostołowie będą chować się za zamkniętymi drzwiami Wieczernika, niezdolni do dawania świadectwa.
Jednak mimo to słowa Jezusa są pełne nadziei. Wiedząc to wszystko, nie ma On poczucia przegranej. Nie ma pretensji ani do uczniów, że są tacy, jacy są, ani też do siebie, że nie uformował ich lepiej. Składa wszystko ufnie w ręce Ojca, widząc już rozwiązanie – to, czego nie są w stanie dokonać ludzkie wysiłki, dopełni moc Ducha Świętego, który sprawi, że głoszona przez Jezusa nauka zacznie wydawać owoce.
Słuchając dziś opisu zesłania Ducha Świętego na uczniów, stajemy się świadkami niezwykłej przemiany – słabi, grzeszni, lękający się o swoje życie ludzie zaczynają głosić wielkie dzieła Boże. Zgromadzona w Wieczerniku garstka zaniesie słowo Boże na krańce imperium rzymskiego, a potem jeszcze dalej, docierając przez kolejne pokolenia do coraz to nowych ludów
i narodów.
I nie jest to tylko historia. W dzisiejszej modlitwie mszalnej Kościół ufnie modli się o to, aby Bóg „dokonał w sercach wiernych tych cudów, które zdziałał w początkach głoszenia Ewangelii”. Także dziś moc Ducha Świętego może towarzyszyć naszym ludzkim wysiłkom, o ile tylko będziemy z wiarą o nią prosić.
W jakich sytuacjach twojego życia masz poczucie, że pomimo dobrych chęci twoje starania poszły na marne? Może nie potrafiłeś przekazać wiary swoim dzieciom, które układają sobie życie niezgodnie z nauką Kościoła. Może bezskutecznie walczysz z uzależnieniem lub uporczywie powtarzającym się grzechem. Może sam przeżywasz kryzys wiary i modlitwy lub czujesz się zniechęcony stanem otaczającego cię świata. Zamiast się zadręczać, złóż ufnie, jak Jezus w Wieczerniku, całą sytuację w ręce Ojca. Proś o Ducha Świętego, który działa w naszej słabości, umacniając, podnosząc i pociągając serca do nauki Jezusa.
„Przyjdź, Duchu Święty! Napełnij moje serce, abym nie zrażając się swoją i cudzą słabością, żył na co dzień nauką Jezusa”.
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
Rz 8,8-17

Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
J 19,25-27
Oto Matka twoja. (J 19,27)
Młoda matka, trzymając za ręce dzieci, stała w kolejce przed katedrą Matki Bożej z Gwadelupy w Meksyku. Zbliżając się do odbitego na tilmie (płaszczu z włókien agawy) św. Juana Diego cudownego wizerunku Maryi, zastanawiała się, czego właściwie oczekuje. Nigdy nie miała szczególnego nabożeństwa do Maryi, ale po śmierci matki przed kilku laty zaczęła rozmyślać nad miejscem Maryi w swoim życiu. Patrząc na tilmę, usłyszała wyraźnie w swoim wnętrzu słowa, które Maryja skierowała do Juana Diego: „Czyż nie jestem twoją Matką?”. Poruszyło to ją tak głęboko, że zaczęła płakać i poczuła, jak Maryja ogarnia ją swoją macierzyńską czułością.
Bóg dał matkom wyjątkową zdolność do poruszania serc swoich dzieci i leczenia ich zranień. Zwrócił na to uwagę papież Franciszek, ustanawiając dzisiejsze wspomnienie (obchodzone dotąd tylko w Polsce i w Argentynie) jako obowiązujące w całym Kościele. W ogłaszającym je dekrecie wyraził nadzieję, że „przyczyni się to do rozwoju macierzyńskiej wrażliwości w Kościele”. A w homilii wygłoszonej rok temu wyjaśniał, że czułość jest znakiem rozpoznawczym Maryi, jak i wszelkiego macierzyństwa, w tym także macierzyństwa Kościoła.
Wiemy, że Jezus powierzył stojącą u stóp krzyża Maryję opiece Jana. Ale jednocześnie powierzył Jana – i nas wszystkich – opiece Maryi. Maryja okazuje nam tę samą czułość, z jaką owinęła w pieluszki nowo narodzonego Jezusa i złożyła Go w żłobie. Uczy nas, podobnie jak poleciła służącym na weselu w Kanie, czynić wszystko, co Jezus nam powie. Wspiera nas i modli się wraz
z nami, jak to czyniła wtedy, gdy oczekiwała wraz z uczniami Jezusa na zesłanie Ducha Świętego. Przyjmuje każdego
z nas i kocha jak swoje własne dziecko.
Poproś dziś Ducha Świętego, aby pokazał ci, jak bardzo Maryja troszczy się o ciebie. Proś Ją samą, aby ukazała ci swoją miłość i czułość. Jej macierzyńska troska ogarnia nie tylko Kościół w ogólności, ale także każdego z nas osobiście. Przyjmij Ją więc do siebie, jak to uczynił Jan, ponieważ to również do ciebie skierowane były słowa Jezusa: „Oto Matka twoja”.
„Dziękuję Ci, Maryjo, za Twoją opiekę i czułą miłość”.
Rdz 3,9-15.20 lub Dz 1,12-14
Ps 87,1-3.5-6
lub J 2,1-11

▌Czwartek, 13 czerwca
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Hbr 2,10-18
Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. (Hbr 2,16)
Dzisiejsze czytanie z Listu do Hebrajczyków w bardzo poruszający sposób opisuje pokorę Jezusa, który przyjął na siebie ludzkie ciało, cierpienie i śmierć dla naszego zbawienia. Aby nas, potomstwo Abrahamowe, przygarnąć, potrzebował ludzkiego głosu, serca, ludzkich dłoni. Nie przebywał wśród nas jako anioł, lecz jako człowiek. Dlatego zna i rozumie nasze potrzeby, słabości i wszystkie próby, przez które przechodzimy. Upodobniwszy się do nas pod każdym względem, „stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem (…) dla przebłagania za grzechy ludu” (Hbr 2,17).
Po wniebowstąpieniu Jezusa, który zasiadł po prawicy Ojca, aby się wstawiać za nami, na Jego uczniów zstąpił Duch Święty. Po dziś dzień działa On w sercach wierzących, przypominając nam naukę Jezusa i przemieniając nas na Jego podobieństwo. Jezus wciąż bierze pod uwagę fakt, że nie jesteśmy aniołami, lecz ludźmi. A jako tacy potrzebujemy konkretnych, materialnych znaków Jego bliskości. Takie właśnie znaki są nam dane w sakramentach, przez które mamy dostęp do wielkich tajemnic naszej wiary i przez które otrzymujemy łaskę Bożą. Abyśmy mogli z nich korzystać, Jezus wybiera sobie spośród wiernych tych, których chce, i dzieli się z nimi swoim kapłaństwem.
Mówi o tym dzisiejsza prefacja, w której Kościół modli się do Boga Ojca słowami: „Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie. W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę, przez którą odkupił ludzi, i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty, karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci, starają się upodobnić do Chrystusa i składają Tobie świadectwo wiary i miłości”.
Kapłaństwo sakramentalne to piękne i bardzo potrzebne powołanie. Pamiętajmy jednak o tym, że nasi księża także nie są aniołami, lecz ludźmi, zmagającymi się z własnymi słabościami i pokusami. Dlatego wspierajmy ich modlitwą, aby mogli godnie sprostać wielkiej odpowiedzialności, jaką Pan im powierzył.
„Panie, prosimy Cię dziś za wszystkich naszych braci, którzy przyjęli sakrament święceń. Umacniaj ich siły, podnoś z upadków i uczyń jasnym znakiem Twojej obecności wśród ludu Bożego”.
lub Iz 6,1-4.8
Ps 23,2-3.5-6
J 17,1-2.9.14-26

▌Niedziela, 23 czerwca
Ga 3,26-29
Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (Ga 3,28)
Podczas rekolekcji w pewnej szkole ksiądz polecił dzieciom stanąć w wielkim kręgu, tak aby każde z nich miało wokół siebie dużo miejsca. W środku stanął jeden z uczniów, który miał odgrywać rolę Pana Jezusa. „Teraz przybliżcie się do Pana Jezusa o trzy kroki” – powiedział ksiądz. Ta prosta zabawa miała uzmysłowić dzieciom, że ci, którzy zbliżają się do Jezusa, zbliżają się również do siebie nawzajem.
Dla pierwszych wspólnot chrześcijańskich słowa św. Pawła z dzisiejszego pierwszego czytania były o wiele większym szokiem niż dla nas. W I wieku po Chrystusie podziały społeczne były niezwykle głębokie, a między niewolnikami i ludźmi wolnymi czy też Żydami i poganami – istniała przepaść. Także pozycja kobiety była o wiele niższa niż mężczyzny. Jednak te niezwykłe jak na owe czasy słowa Pawła znajdowały potwierdzenie w życiu Kościoła. Duch Święty zstępował w widoczny sposób na wszystkich ludzi bez wyjątku, wszystkim też, którzy uwierzyli, udzielano chrztu, nie patrząc na ich status, przynależność etniczną czy stan majątkowy.
Także dziś Kościół jest miejscem, gdzie podziały między ludźmi wydają się zanikać. Na dzisiejszej niedzielnej Eucharystii możemy usiąść obok kogoś różniącego się od nas niemal wszystkim, kogoś, z kim inaczej nigdy nie mielibyśmy okazji spotkać się osobiście. Biedni i bogaci, wpływowi i nic nieznaczący, starzy i młodzi, wykonujemy te same gesty, wypowiadamy te same słowa i prze-
kazujemy sobie znak pokoju. Przynajmniej na czas liturgii pozwalamy, by Jezus połączył nas w jedno.
Dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny stawia nas wobec pytania, kim jest dla nas Jezus. Za kogo Go uważamy? I czy
rzeczywiście chcemy się do Niego przybliżyć, nawet wiedząc, że będzie nas to wiele kosztowało? A jeśli mamy ochotę sprawdzić, jaka odległość dzieli nas od Niego, popatrzmy, na ile jesteśmy gotowi zbliżyć się do tych, którzy podzielają naszą wiarę w Jezusa – nawet jeśli razi nas ich wygląd, sposób bycia czy niektóre poglądy. W tych trudnych czasach, kiedy wielu ludzi odchodzi od Boga, prośmy Jezusa, aby nie tylko na Eucharystii łączył w jedno wszystkich swoich uczniów.
„Panie, wyznajemy, że Ty jesteś Synem Bożym. Spraw, niech ta wiara połączy nas w jedno, tak byśmy mogli dawać przekonujące świadectwo tym, którzy Ciebie nie znają”.
Za 12,10-11; 13,1
Ps 63,2-6.8-9

▌Sobota, 29 czerwca
Świętych Apostołów
Piotra i Pawła
2 Tm 4,6-9.17-18
Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie. (2 Tm 4,17)
U stóp schodów prowadzących do bazyliki św. Piotra w Rzymie stoją dwie imponujące figury – św. Piotra i św. Pawła. Każda z nich ma około pięciu i pół metra wysokości i stoi na niemal pięciometrowym postumencie. Ustawione po przeciwległych stronach schodów, posągi te są jak wartownicy strzegący Kościoła. Symbolizują także Kościół rozsiany po całym świecie.
Św. Piotr przedstawiony jest z wielkim kluczem, który przypomina, że Jezus powierzył mu klucze królestwa niebieskiego (Mt 16,19). Patrzy on z troską na zgromadzonych na placu ludzi – jak pasterz miłujący swój lud.
Św. Paweł spogląda uważnie, trzymając w jednej ręce rozwinięty zwój, a w drugiej miecz – „miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6,17). Ten gorliwy Apostoł pogan głosi w swoich listach chwałę zmartwychwstałego Pana i moc życia w Duchu Świętym.
Dziś obchodzimy święto ich obu – dwóch filarów Kościoła, którzy oddali życie za Ewangelię. Dwóch mężczyzn, których pismom, nauczaniu i świadectwu Kościół zawdzięcza rozprzestrzenienie się Dobrej Nowiny z Jerozolimy na cały ówczesny świat.
Pod koniec życia Paweł pisał, że Pan stanął przy nim nawet wówczas, gdy wszyscy go opuścili (2 Tm 4,16-17). Kiedy Piotr siedział w więzieniu, zastanawiając się, czy nazajutrz nie zostanie stracony, zjawił się anioł Pański, który wyprowadził go na wolność (Dz 12,7). Obaj Apostołowie byli zdolni do wiernej służby Kościołowi, ponieważ ufali, że wszechmogący Bóg jest zawsze z nimi – na dobre i na złe. I ta ufność była dla nich oparciem aż do końca – aż do męczeńskiej śmierci.
Uczcijmy dzisiaj świętych Piotra i Pawła jako bohaterów naszej wiary. Każdy z nich w sobie właściwy sposób świadczy, co to znaczy być pełnym wiary i miłości uczniem Jezusa. To wielka dla nas łaska, że możemy ich naśladować, że jesteśmy kontynuatorami tej samej historii!
„Święci Piotrze i Pawle, módlcie się za nami! Pragniemy być tak wierni jak wy”.
Dz 12,1-11
Ps 34,2-9
Mt 16,13-19


MAGAZYN:
Nawrócenie
krok po kroku

O. Rick Thomas i Ranczo Pana


Miasto Juarez w Meksyku jest miastem siostrzanym El Paso w Teksasie. Leży ono tuż przy południowej granicy Stanów Zjednoczonych i na mapie oba miasta zlewają się w jedną całość. Jeśli podjedziesz jeszcze kilka kilometrów na północ, natkniesz się na kolejną granicę, tym razem ze stanem Nowy Meksyk. W pobliżu, nad rzeką Rio Grande, spotkasz mało znaną wspólnotę świeckich misjonarzy, żyjących w dobrowolnym ubóstwie i służących biednym. Wspólnota nosi nazwę Ranczo Pana, a jej celem jest zaspokajanie duchowych i materialnych potrzeb ludzi z okolic El Paso i Juarez.
Ranczo Pana zostało założone w 1975 roku przez jezuitę, o. Ricka Thomasa. Jego charyzmatyczna wiara i pełne ufności oparcie się na Ewangelii pociągnęły świeckich misjonarzy z różnych stron, którzy postanowili wspólnie żyć i pracować. Do grona pierwszych z nich należeli również moi rodzice. Poznali się przy dojeniu krów na Ranczu Pana, pobrali się, a następnie wychowywali tam mnie wraz z moim rodzeństwem.
Od dziecka więc znałem o. Ricka – kapłana, który jeździł konno, chodził w czarnych trampkach za kostkę i uwielbiał biwaki. A co najważniejsze, był księdzem, który żył jak Jezus, naśladując Jego bliską i pełną ufności relację z Ojcem.

DO BOGA ZE WSZYSTKIM
O. Rick wciąż zadawał członkom i wolontariuszom wspólnoty to samo pytanie: „Co mówi do ciebie Pan?”. Nie było to pytanie retoryczne. Sam wciąż starał się iść za Bożym prowadzeniem i dlatego był ciekaw, co Bóg mówi innym ludziom. Jednym z jego popularnych powiedzonek było: „Bądź elastyczny!”. Śmiało prosił Boga o wszystko, czego potrzebował, zwłaszcza gdy napotykał jakieś trudności.
Pewnego razu o. Rick i świecki misjonarz Michael wyjechali na wakacje pod namioty. Był słoneczny dzień, temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Podczas jazdy Michael powiedział o. Rickowi, że nie mają już lodu w przenośnej lodówce. Ponieważ w okolicy nie było żadnego sklepu całodobowego, o. Rick pomodlił się z ufnością: „Panie, potrzebujemy lodu”.
Kiedy po godzinie zjechali ze wzgórza, nagrzana słońcem nawierzchnia usiana była kulkami gradu. Nie mokrym, roztapiającym się śniegiem, ale zwartymi bryłkami. Widząc, że nigdzie indziej w pobliżu nie ma śladów śniegu ani lodu, Michael był zadziwiony. „Przecież modliliśmy się o lód!” – stwierdził spokojnie o. Rick.
Kiedy jako dziecko słuchałem podobnych historii, wydawało mi się, że ta głęboka ufność o. Ricka była po prostu wrodzona. Potem jednak dowiedziałem się, że przeszedł on całą serię małych „nawróceń”, które skierowały jego życie na drogę coraz głębszego zawierzenia.

NIEOCZEKIWANIE WEZWANIE
Rick Thomas urodził się w pobliżu Tampy na Florydzie 1 marca 1928 roku. Do lat trzydziestych jego ojciec Wayne zdążył wzbogacić się na dobrze prosperujących kopalniach fosforanów. Dzięki temu Rick miał własne konie i kształcił się w prywatnej szkole prowadzonej przez jezuitów. Wayne pragnął, żeby Rick w przeszłości przejął rodzinny interes, a i sam Rick nie miał nic przeciwko temu – dopóki Bóg nie powołał go na kapłana.
Rick, wówczas uczeń szkoły średniej, siedział pod drzewem orzesznika, gdy z mocą przyszły do niego słowa: Chcę, żebyś został księdzem. Było to nieoczekiwane wezwanie i Rick miał pewność, że nie pochodziło ono od niego samego. Ani on sam, ani jego rodzice nie byli pobożni. Rick wiedział, że jego powołanie będzie dla nich rozczarowaniem, toteż przez pewien czas nic im na ten temat nie mówił.
W 1945 roku udał się pociągiem do Grand Coteau w Luizjanie, aby wstąpić do jezuitów. Nowicjat okazał się dla niego nudny, a już szczególnie czytanie duchowe. Pomodlił się więc: „Boże, lepiej wzbudź we mnie więcej zainteresowania, bo na razie go nie mam”. I Bóg odpowiedział. Rick zaczął znajdować pociechę w modlitwie i czytaniu duchowym – postawił pierwszych kilka kroków na drodze nawrócenia. Niechętne posłuszeństwo powoli ustępowało coraz większemu otwarciu.

ZOBACZYĆ „NIEWIDZIALNYCH”
W 1949 roku przełożeni wysłali Ricka do jezuickiego kolegium w południowej Alabamie na studia filozoficzne. W wolnym czasie wraz ze swymi współbraćmi nauczał katechizmu na ulicach dzielnicy zamieszkałej przez czarnych. Żyjąc w czasach segregacji rasowej, Rick mimowolnie przyswoił sobie wiele uprzedzeń. Pewna rozmowa z „doskonale ułożoną, uprzejmą, dobrze wykształconą” młodą kobietą z tej dzielnicy była dla niego zaskoczeniem. W jednym nagłym przebłysku uświadomił sobie, że jego uprzedzenia były bezpodstawne.
Rick pojął tę cenną lekcję: aby naprawdę zobaczyć ludzi, którzy żyją inaczej niż my, należy przeżyć spotkanie z nimi twarzą w twarz. Takie spotkanie ma moc przemieniać serca. Odtąd – najpierw w Dallas, jako nauczyciel szkoły średniej, a następnie w Nowym Orleanie, po swoich święceniach, które przyjął w 1958 roku – systematycznie odwiedzał najbiedniejsze dzielnice, zabierając ze sobą uczniów. Pokazał im też, jak wystawnie żyją konie wyścigowe w porównaniu z mieszkańcami osiedli komunalnych. Im więcej biedy widział, tym prościej starał się żyć – i był to kolejny krok na drodze jego nawrócenia.
Tymczasem jeden z nauczycieli Ricka ze szkoły średniej, także jezuita, zakończył pełnoetatową pracę w Maryjnym Ośrodku Młodzieżowym i zaproponował, żeby o. Rick został jego następcą. Ośrodek oferował ciepłe posiłki, kursy języka angielskiego, wsparcie z kasy zapomogowej oraz inne formy pomocy młodzieży z biednych dzielnic. Propozycja była dla o. Ricka jak wymarzona i, za pozwoleniem przełożonych, w 1965 roku przeniósł się do El Paso.
Potrzeby tamtejszej ludności były ogromne. Pewnego dnia znalazł dwóch chłopców szukających schronienia w śmietnikach ośrodka. Odmówili oni pójścia do sierocińca i zapytali, czy nie mogliby spędzić nocy w samochodzie księdza. W tych bezdomnych chłopcach o. Rick zobaczył Jezusa, który cierpiał zarówno w cieniu kościoła, jak i w cieniu miasta. Napisał więc emocjonalny list do swoich przełożonych: „Gorąco polecam liczne i długie odwiedziny w slumsach naszego miasta... Dopóki nie będziemy po imieniu z więcej niż jedną rodziną, to nawet nie zaczniemy pojmować ich postaw i rozumieć ich prawdziwych potrzeb”.

NOWE SIŁY OD BOGA
O. Rick zaczął z czasem odczuwać skutki swojej ciężkiej pracy. W 1969 roku wyznał przyjacielowi, że wymogi życia kapłańskiego stają się dla niego nie do zniesienia. Na szczęście jeszcze w tym samym roku Bóg ujął mu ciężaru poprzez nowe nawrócenie, tym razem dzięki Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej.
Jesienią o. Rick udał się w sprawach duszpasterskich do Nowego Orleanu. W trakcie podróży wziął udział w charyzmatycznym spotkaniu modlitewnym. Przybył tam spóźniony z potwornym bólem głowy. Kilka osób pomodliło się nad nim o uzdrowienie oraz o wylanie Ducha Świętego. Ból nie ustał i o. Rick poszedł spać w przekonaniu, że nic się nie wydarzyło. Kiedy jednak obudził się w środku nocy, spontaniczna modlitwa popłynęła z jego ust. Było to tak mocne przeżycie, że sam nazwał je wstrząsającym. Jeszcze bardziej zaskakujące okazały się owoce tego doświadczenia. Jak mówił różnym osobom: „Nigdy nie byłem leniwy, ale teraz czuję moc i skuteczność, jakiej do tej pory we mnie nie było”. Ten „chrzest w Duchu Świętym” odnowił i zrewolucjonizował kapłaństwo o. Ricka oraz jego posługę w El Paso.
Po kilku latach zapragnął czynić jeszcze więcej. Na krótko przed Bożym Narodzeniem czytał wraz z wolontariuszami przypowieść Jezusa o zapraszaniu na ucztę ubogich, którzy w żaden sposób nie mogą się odpłacić (Łk 14,12-14). Po lekturze zaczęli zastanawiać się, jak mogą wypełnić to polecenie Jezusa. W końcu zdecydowali, że zaniosą świąteczny posiłek ludziom mieszkającym na wysypiskach miasta Juarez i przetrząsającym śmieci w poszukiwaniu pożywienia.
Wspólnie przygotowali kanapki z wędliną, tortille, tradycyjne ciasto kukurydziane z nadzieniem, owoce i słodycze w ilości – jak oszacował o. Rick – wystarczającej do nakarmienia stu osób, po czym udali się na wysypisko. Nikt tam nie wiedział, że jest Boże Narodzenie, więc o. Rick oznajmił, że przyszli zjeść z nimi wspólny posiłek. Zaczęto rozdawać żywność, ale szybko pojawił się problem – przychodziło coraz więcej ludzi. Wolontariusze naliczyli dwieście osób stojących w kolejce, potem trzysta. Wciąż kroili szynkę, wręczali ciasto, nalewali atole – gorący napój meksykański – a choć cały czas dochodzili nowi ludzie, jedzenia nie zabrakło.
Stało się oczywiste, że nastąpił cud. Pozostało tyle żywności, że w drodze powrotnej do El Paso o. Rick obdarował nią jeszcze dwa sierocińce. Ten fakt jeszcze bardziej uświadomił mu moc Ducha Świętego i pogłębił jego ufność.
Wkrótce po tym wydarzeniu do o. Ricka dołączyło kilkudziesięciu katolickich wolontariuszy. Przyjęli oni jego styl życia i postanowili oddać swoje zasoby na rzecz wspólnoty. Tak zrodziła się katolicka wspólnota Ranczo Pana, która istnieje po dziś dzień.

TRWANIE WE WSPÓLNOCIE
Przez czterdzieści lat istnienia wspólnoty nie dało się uniknąć kryzysów i napięć. W niektórych okresach liczba wolontariuszy wzrastała, w innych kurczyła się do kilku osób. W pewnym momencie pod koniec lat osiemdziesiątych o. Rick był już tak załamany, że zrobił sobie sześciotygodniowy urlop od posługi, aby złożyć przed Bogiem wszystkie swoje błędy i niepowodzenia. W tym czasie rozeznawania odkrył, że Duch Święty prowadzi go w kierunku takiej reorganizacji Rancza, aby powierzyć je kierownictwu osób świeckich. Wspólnota przestawiła się z rolniczej produkcji żywności na udzielanie duchowego pokarmu odwiedzającym. O. Rick służył im kierownictwem duchowym aż do swojej śmierci w 2006 roku.
Wspólnota wciąż kontynuuje swoją działalność. Obecnie prowadzi bank żywności, ośrodek zdrowia, przedszkole, posługę w więzieniu, naukę katechizmu, treningi piłki nożnej w Juarez, angażuje się w obronę życia oraz organizuje cotygodniowe charyzmatyczne spotkania modlitewne w El Paso.

NAWRÓCENIE KROK PO KROKU
Poznawanie życia o. Ricka Thomasa i jego ofiarności wobec ubogich uświadomiło mi wagę drobnych, lecz stałych kroków na drodze nawrócenia. W języku biblijnym „nawrócić się” to „zmienić kierunek”. Większość z nas nie potrafi od razu zmienić kursu o 180 stopni. Dlatego Bóg pomaga nam nawracać się krok po kroku, aż wreszcie, w chwili śmierci, nasza droga nawrócenia dobiegnie kresu. Oby każdy z nas był tak otwarty na te cząstkowe nawrócenia pod natchnieniem Ducha Świętego – jak o. Rick Thomas. ▐


Zwierzęta
i święci

Dar naszych
„braci mniejszych”

To wydarzyło się już jakiś czas temu… Z irytacją odłożyłam gazetę – autor, jak się okazało samozwańczy „syn gromu”, przypuścił prawdziwy atak na ludzi posiadających psy i koty oraz na same Bogu ducha winne zwierzęta. Dlaczego? „Ludzie powinni mieć dzieci, a nie zwierzęta w domu” – grzmiał. Słuszna uwaga. Ale przecież jedno nie przeszkadza drugiemu. „Psy i koty nie są nam nieodzownie potrzebne!” – podkreślał. Czyżby? Widocznie Bóg, stwarzając świat zwierząt, popełnił jakiś drobny błąd. Byłam naprawdę bliska włączenia komputera i napisania paru słów do redakcji. Zamiast jednak mocować się z autorem artykułu, spojrzałam w oczy psu, leżącemu u moich stóp... W tych oczach odnalazłam natychmiast – wbrew ponurym tezom artykułu prasowego – pełnię radosnej prawdy o sensie naszego wspólnego istnienia na tej ziemi.
Nasza pięciomiesięczna suka Azara – szczeniak rasy sznaucer olbrzym – jeszcze miesiąc temu walczyła o życie po zarażeniu się wirusem parwowirozy. Nadludzkie wyczyny weterynarza i ochronne działanie wcześniejszego szczepienia uratowały ją w końcu i teraz spoglądała na mnie radosnymi oczami, błyskającymi spod czarnej grzywki. Łapą przytrzymywała żółtą piłeczkę – tzw. jeżyka – która popiskiwała przy naduszaniu i mimo ciągłego „zagryzania jej” metodą „na wilkołaka” jakoś trzymała jeszcze fason. Poczułam napływającą falę wdzięczności Bogu za tego pięknego, radosnego psa u mego boku, za uratowanie mu życia i w ogóle za życie wszystkich psów i kotów na całym świecie. Paradoksalnie negatywizm artykułu spowodował nagłe rozlanie się w moim sercu wielkiej wdzięczności Bogu za umieszczenie nas na ziemi w towarzystwie zwierząt – a zwłaszcza najbliższych i najwierniejszych druhów naszej codzienności – psów i kotów.

▌NASI ZIEMSCY TOWARZYSZE
Rozumiałam oczywiście dobre intencje autora artykułu – zaniedbywanie zwierząt lub nadmierne ich rozpieszczanie jest wielkim nieuporządkowaniem. Nie może być tak, że z zimną krwią wyraża się zgodę na zabijanie dzieci w łonie matek, a płacze nad zranionym w łapkę kotkiem. Jednak nie można wylewać dziecka razem z kąpielą. Bóg chce, aby na co dzień towarzyszyły nam zwierzęta. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Nasza Azara żyła wiele lat, była wspaniałym towarzyszem, po matczynemu przyjęła naszego syna i pilnowała go, jak oka w głowie. Cudownie łączyła w sobie łagodność i siłę. Dzięki niej poznałam wiele osób z sąsiedztwa, z którymi, mimo codziennego mijania się na ulicy, nigdy nie zamieniłabym zdania, gdyby nie ona. Jej urok szczeniaka, a potem dorosłego psa przyciągał uwagę przechodniów. Przystawali, by ją pogłaskać, gdy była mała, i popatrzeć na nią z bliska, gdy dorosła. Nad jej czarnym, wielkim grzbietem zawiązaliśmy liczne, sympatyczne więzi z wieloma bliższymi i dalszymi sąsiadami.
Jedna z sąsiadek, mieszkająca dosłownie vis-á-vis nas, samotna i nieznana mi wcześniej starsza pani, stała się dzięki Azarze naszą prawdziwą przyjaciółką i babcią dla naszego syna. Gdyby nie pies, nie wiedziałabym w ogóle, że w wielkiej przedwojennej kamienicy stojącej naprzeciwko mieszka ktoś tak wspaniały. Potem przez wiele lat wzajemnie zapalałyśmy sobie wieczorem małe światełko w naszych oknach na znak, że „jesteśmy razem”. Samotność starszej pani i samotność żony marynarza przestały być w ten sposób „samotnościami”... A nasza Azara niezmiennie wywoływała uśmiech na twarzach przechodniów, pozdrowienia i roz-
mowy. Zwierzęta zbliżają ludzi do ludzi, budzą dobre emocje, angażują naszą fizyczność, prowokując choćby do pogłaskania psa... Urok szczeniaka wyzwala w nas dziecko, rozkoszny mały kotek odrywa choć na chwilę od smutków tego świata. Zwierzęta uczą nas odpowiedzialności i obowiązkowości. Dzięki psu spacerujemy, a wiadomo, że nie ma takiego problemu, jakiego by nie rozwiązał półgodzinny spacer… Pies nas zmusza do zdrowego stylu życia (chyba, że w nieuporządkowany sposób utuczymy go i zamienimy w „brzuchowca -kanapowca”). Nie sposób opisać wszystkich zalet, jakie niesie ze sobą właściwe, zgodne z zamysłem Bożym obcowanie ze zwierzętami.

▌A CO NA TO ŚWIĘCI?
Na szczęście nie podzielają oni opinii autora wspomnianego artykułu. Św. Julianna z Norwich spogląda na nas ze swej ikony, tuląc do siebie czarnego kota... Ikonografia przedstawia nam św. Agnieszkę z barankiem, św. Piotra Apostoła z kogutem, św. Eustachego i Huberta z psami i białym jeleniem, św. Jana Bosko z psem Grigio, a św. Rocha z psem Roszkiem. Pies towarzyszy na obrazach również św. Dominikowi, biegnąc u jego stóp z zapaloną pochodnią w pysku. Św. Idzi widnieje na obrazach z łanią, a św. Kentigern ukazywany jest z rudzikiem, któremu przywrócił życie. Co więcej, nawet czyste duchy – archaniołowie i aniołowie – nie stronią w swej nieskazitelności od kontaktu ze zwierzętami! Archanioł Rafał, towarzysząc Tobiaszowi, przemierzał drogę z małym, plączącym mu się nieustannie pod nogami pieskiem. Inny anioł orał za św. Izydora Oracza parą wołów, podczas gdy święty patron rolników modlił się pod krzyżem. Czasem nawet aniołowie przybierali postać zwierzęcia, jak choćby w przypadku psa Grigio, obrońcy św. Jana Bosko.
Św. Hieronim mieszkał z lwem, któremu wyjął z łapy cierń. Św. Błażej ujarzmiał swoją świętością dzikie zwierzęta i gościł je nieustannie w swojej leśnej jaskini. Św. Roch w nadprzyrodzony sposób leczył zwierzęta z wścieklizny. Św. Franciszek rozmawiał nie tylko z ptakami czy wilkiem z Gubbio, ale także ze wszystkimi napotkanymi „braćmi mniejszymi”... Św. Antoni wygłaszał kazanie do ryb, które wystawiły z wody łebki i nawet kiwały nimi na znak aprobaty (co nawróciło heretyków), a św. Marcin de Porres karmił z jednej miski – oczywiście jednocześnie! – myszy i koty, ptaki i psy. Można też wspomnieć – w skali makro – o arce Noego, a w skali mikro o gołębicy, którą Noe wysłał z arki po potopie i która wróciła do niego z gałązką oliwną; albo o kruku, bez którego Eliasz nie otrzymałby na pustyni chleba i mięsa.
Historia zbawienia pełna jest obecności zwierząt i ich głosów. Słyszymy ryk oślicy Balaama, która trzykrotnie usuwa się z drogi aniołowi grożącemu mieczem, i w ten sposób ratuje życie swemu panu, chociaż ten szarpie ją i bije – aż zwierzę musi w końcu przemówić do niego ludzkim głosem. Czujemy przeraźliwą woń i ciemność wnętrzności wieloryba z Jonaszem w brzuchu i żegnamy się z życiem w jaskini lwów, towarzysząc Danielowi. Słyszymy gruchanie synogarlic kupowanych przez Maryję i Józefa oraz beczenie owiec Dobrego Pasterza. Owiewa nas ciepły stajenny zapach groty betlejemskiej… Przebieramy w stercie wyłowionych ryb, oddzielając dobre od złych, a stojąc wraz ze św. Piotrem po kostki w wodzie, znajdujemy w mo-
krym pyszczku pachnącej szlamem ryby statera, potrzebnego na zapłacenie świątynnego podatku.

▌BRATERSTWO LUDZI I ZWIERZĄT
Stosunek świętych do zwierząt – Bożych stworzeń – był i jest zawsze pozytywny. Lubię bardzo fotografię św. Urszuli Ledóchowskiej, na której uśmiechnięta zakonnica serdecznie przytula do siebie potężnego bernardyna. Na pewno niejeden raz poplamiła sobie z tego powodu habit. Obcując ze zwierzętami, wchodzimy bowiem w ich świat i obcujemy z materią, z jakiej wszyscy jesteśmy ulepieni. Zwierzę nie chodzi w nieskazitelnym garniturze i nie pachnie Yardleyem, nie kładzie ci na kolanach łapy obutej w błyszczący trzewik z krokodylej skórki – trzeba w jego obecności nachylić się, dotknąć ziemi i trochę ubrudzić. Tak zyskuje się pierwotną radość istnienia i odnajduje swoją, nadaną nam przez Boga, zaszczytną rolę opiekuna i dobrodzieja stworzeń (Ps 8,7-9). Oto braterstwo między nami –istotami ziemskimi. Jesteśmy połączeni wieloma nićmi i te nici ze swej natury są na wskroś Boże i dobre. Czy zauważyliście jak na przykład w ZOO nieznajomi ludzie, rozbrojeni bliskością zwierząt, uśmiechają się do siebie? W ZOO panuje zawsze aura dziecięcego święta! A może obcowanie z ludźmi i ze zwierzętami powinno być dla nas po prostu nieustannym świętem? Święci obłaskawiali najdziksze nawet bestie i najpłochliwsze ptaki. Może nam nie będzie dane obłaskawiać lwa i chwytać ptaka w locie, ale na pewno możemy nie zatrzaskiwać od razu drzwi przed bezdomnym kotem i zawiesić zziębniętym sikorkom jakąś smaczną przekąskę na naszym balkonie.
Obcując ze zwierzętami na co dzień, uczymy się wielu rzeczy, których nie nauczy nas nigdy szkoła. Pogłaskanie kota czy psa przywraca uśmiech i podobno bardzo leczniczo na nas wpływa. Tak twierdzą kardiolodzy – a Najwyższy Kardiolog w przykładzie świętych daje nam dowód na to, że nie tylko serce cielesne, ale i serce duchowe zdrowieje, gdy współuczestniczymy w pięknie i bogactwie stworzenia.

▌MIŁOŚNICY ZWIERZĄT
Znam dziewczynę, która wychodząc z domu w mroźne dni, wsypuje sobie do kieszeni kurtki parę garści kaszy czy ryżu i gdy stoi na przystankach autobusowych w mieście, wysypuje ziarenka zgłodniałym ptakom, kręcącym się nerwowo wokół ludzi w poszukiwaniu jedzenia. Mam znajomą rodzinę, która już po raz drugi przygarnęła psa ze schroniska. Takie zbolałe i zabiedzone, niekochane i bezdomne zwierzę rozkwita i odżywa, gdy ktoś je nazwie imieniem i przyjmie do siebie na zawsze. Znam również rodzinę, która po przygarnięciu bezdomnej suki stwierdziła, że jest szczenna – i pozwolono urodzić się gromadce szczeniaków. Odchowano je, znaleziono im domy, a jednego nawet pozostawiono wraz z matką. Ludzie ci, właściciele przepięknej zabytkowej willi, o wnętrzu przypominającym galerię sztuki, a nie kojec dla psów, ani przez chwilę nie zawahali się pomóc „młodszym braciom w potrzebie”, choć ich przepiękne mieszkanie wyglądało jakby doznało trzęsienia ziemi. Znam mieszkańców kamienicy, którzy na zmianę noszą kotom, gnieżdżącym się w piwnicach, ciepły posiłek; wożą je też do weterynarza, sterylizują, dbają o nie. Znam zakonnicę, która głęboko cierpi w swojej celi, słysząc, jak w pobliskim lesie odbywa się odstrzał saren i koziołków. Znam rodzinę, która nie wycięła uschłego drzewa, choć szpeci im ono widok na urocze rozlewisko Warty, ponieważ upodobał je sobie wielobarwny dudek. Znam nastolatkę, która każdą wolną chwilę spędza albo na koniu, albo w stajni ze zgrzebłem w dłoni. Znam starszą panią, która wzięła do siebie do domu ślepego kotka, aby mógł żyć mimo swego kalectwa. Znam chłopca, który wynosi zimą jabłuszka dla sarenek kręcących się wokół jego wiejskiego domu, a latem patronuje „dzikiemu lokatorowi” – jeżowi mieszkającemu wraz z całą rodziną pod drewnianą szopką. Znam mężczyznę w sile wieku, który pracując latem w swoim ogrodzie, nadsłuchuje, czy przyleciał już „jego” dzięcioł i czy pozdrawia go swoim charakterystycznym, piskliwym głosem. Zimą specjalnie tłucze dla niego orzechy, choć „zaprzyjaźniony” dzięcioł i tak sam zbudował sobie tzw. kuźnię na jego gruszy. Znam dziecko, które z zachwytem uczestniczyło w narodzinach kotków, a rodzącej kocicy postawiło przy legowisku „ku wspomożeniu” figurkę aniołka. Znam leśnika na emeryturze, który tygodniami wielokrotnie w ciągu dnia karmił osierocone, ślepe kotki odżywką w specjalnym kroplomierzu i w ten sposób ocalił je od niechybnej śmierci. Znam dziewczynkę z pierwszej klasy szkoły podstawowej, która w zadaniu domowym z języka polskiego na pytania: „Jak spędziłeś niedzielę? Co cię niezwykłego spotkało?”, napisała (cytuję): „Wczoraj byłam u wujka i cioci... Pogłaskałam psa”.
Czyżbym już znała przyszłych świętych? ▐

 

 

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 6 (310) 2019



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO CZERWCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Czerwcowy numer „Słowa wśród nas”, nosi tytuł „Prawda was wyzwoli”. W głównych artykułach mówimy o tym, że prawda ma moc uwolnić nas od kłamstw na temat Boga i nas samych, które szatan – „kłamca” i „oskarżyciel” – wpaja nam, próbując odciągnąć nas od Boga. Jezus na krzyżu pokonał diabła, grzech i śmierć, a my dzięki temu i mocą Jego zwycięstwa możemy cieszyć się wolnością dzieci Bożych. Artykuły napisał Keith Strohm, autor książki na ten sam temat pod tytułem „Dziesięć kłamstw nieprzyjaciela. Strategia walki duchowej", wydanej przez wydawnictwo PROMIC.
Magazyn otwiera artykuł „Nawrócenie krok po kroku” o niezwykłym zakonniku o. Ricku Thomasie i założonej przez niego wspólnocie - Ranczu Pana. Następnie zamieściliśmy świadectwo: „Rok nowych przyzwyczajeń” – o stopniowym wprowadzaniu zmian, które” rozpaliły serce miłością”. Ponadto tekst Joanny Przybyły pod znaczącym tytułem: „Zwierzęta i święci – Dar naszych <<braci mniejszych>>”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy zbiór opowiadań „Cudem ocaleni” autorstwa ks. Piotra Kaczmarka.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 19,50 zł
6 miesięcy – cena 39,00 zł
12 miesięcy – cena 71,50 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Nieprzyjaciel zdemaskowany
Jak zwyciężać w walce duchowej – Keith Strohm..... 4

Zwycięstwo należy do Jezusa
Czego uczy Katechizm Kościoła Katolickiego
na temat diabła............................................................ 9

Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie
Jak przezwyciężać fałszywy obraz człowieka
Keith Strohm..............................................................10

Bóg miłosierny i łaskawy
Jak przezwyciężać fałszywy obraz Boga
Keith Strohm..............................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 czerwca.................................................20

MAGAZYN

Nawrócenie krok po kroku
O. Rick Thomas i Ranczo Pana
ks. Nathan W. O’Halloran SJ.................................................47

Rok nowych przyzwyczajeń
Zmiany, które rozpaliły moje serce miłością
do Jezusa – Joe Rottenborn....................................... 53

Zwierzęta i święci – Dar naszych
„braci mniejszych” – Joanna Przybyła.................................................56

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI


LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Czasami nachodzą mnie pełne niepokoju myśli związane z moją pracą czy rodziną. Na przykład budzę się w środku nocy przerażony, że coś złego przydarzy się któremuś z moich dzieci. Albo prześladuje mnie poczucie winy z powodu kilku ostrych słów powiedzianych wcześniej żonie. Często udaje mi się otrząsnąć z tych myśli, ale niekiedy po prostu nie chcą odejść: „Jeff, to na pewno źle się skończy, przygotuj się na najgorsze”. Albo: „Nic złego nie zrobiłeś. Zostałeś sprowokowany. Jeśli już, to ona powinna cię przeprosić!”. Dopiero kiedy przestaję poddawać się tym myślom i zaczynam się modlić, uświadamiam sobie, że nie brzmią one zupełnie jak głos Ducha Świętego. Kojarzą się raczej z diabłem, którego Pismo Święte nazywa „kłamcą”
(J 8,44) i „oskarżycielem” (Ap 12,10).
Zastanawiałem się nad tym wszystkim, czytając artykuły tego numeru „Słowa wśród nas”. Ich autorem jest diakon Keith Strohm, znany ewangelizator, były dyrektor Biura Nowej Ewangelizacji w archidiecezji Chicago, który pracuje nad odnową parafii oraz pomaga ludziom na całym świecie doświadczyć wolności płynącej z osobistego spotkania z Jezusem.
Artykuły, opracowane na podstawie jego niedawno wydanej książki „Dziesięć kłamstw nieprzyjaciela”, obnażają subtelne kłamstwa, które podsuwa nam diabeł, chcąc nas ograbić z nadziei pokładanej w Chrystusie. Na przykład, diabeł próbuje wmówić nam, że Bogu wcale na nas nie zależy, że w życiowych trudnościach zostawia nas samych. Albo też przekonuje nas, że Bóg nie jest w stanie nam pomóc.
Keith Strohm nie ogranicza się tylko do omówienia kłamstw diabła. Wskazuje także na prawdy, które pomogą nam przeciwstawić się im. Wzywa nas, byśmy przylgnęli do tych prawd, kiedy jesteśmy kuszeni, by zwątpić w miłość Boga i Jego troskę o nas.
Jak brzmią niektóre z tych prawd? Pierwsza i najważniejsza brzmi następująco: Bóg tak nas umiłował, że posłał na świat swego Syna, aby pokonał diabła i wszystkie kłamstwa, które on stara się nam wpajać. Kolejna prawda to ta, że Bóg codziennie udziela nam łaski przylgnięcia do Niego i Jego miłości oraz do rozpoznawania podstępów złego. Możemy więc być pewni, że „wierny jest Pan, który umocni [nas] i ustrzeże od złego” (2 Tes 3,3).
W swoich artykułach autor proponuje wyważoną i roztropną postawę, która pomaga obronić się przed podstępami złego: I tak, jeśli wszędzie widzimy diabła i żyjemy w lęku, ulegamy kłamstwu. Ale odrzucanie diabła i niewiara, że on istnieje naprawdę, także jest kłamstwem. Mądrość polega na rozpoznaniu wroga, przy jednoczesnej pamięci o tym, kim jesteśmy i czyimi jesteśmy. Nie jesteśmy bezbronni. Pan otworzył nam drogę – w Jego Kościele otrzymujemy broń, która pozwala nam zwyciężać.
Obyśmy wszyscy usłyszeli głos Ducha Świętego, który zapewnia nas, że Jezus na krzyżu pokonał diabła, grzech i śmierć, a my możemy odnosić „pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” (Rz 8,37)!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁY:


Nieprzyjaciel zdemaskowany

Jak
zwyciężać
w walce duchowej

„Od początku był on zabójcą
i nie wytrwał w prawdzie,
bo prawdy w nim nie ma.” (J 8,44)

Tak, diabeł jest kłamcą. Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, tym razem zwracając uwagę na wyróżnienie. Diabeł nie tylko wypowiada kłamstwa. Nie tylko jest propagatorem fałszywych wieści lub kimś, kto zataja prawdę po to, by oszczędzić bólu i wstydu sobie czy innym. Jego kłamstwa nie są jedynie częścią przemyślanej strategii.
Diabeł kłamie, ponieważ w wyniku buntu przeciwko Bogu jego natura uległa deprawacji. Odrzucił całkowicie Tego, który jest prawdą. Dlatego prawdy w nim nie ma. W pewnym sensie można powiedzieć, że sama jego tożsamość – jego natura skierowana przeciwko Bogu – jest kłamstwem. Diabeł jest nieprzyjacielem Boga. Gardzi Bogiem i wszystkim, co należy do Niego, a zwłaszcza Jego dziećmi. Wszelkie myśli i czyny nieprzyjaciela są wymierzone przeciwko nam. Najbardziej pragnie on tego, byśmy zwiedzeni jego fałszywym świadectwem, odrzucili zaproszenie Ojca do nawrócenia, wolności i nowego życia.
Jezus nazywa go również „ojcem kłamstwa” (J 8,44). Tytuł ten wypływa z pierwszego kłamstwa w całym stworzeniu, wypowiedzianego przez diabła do Ewy w ogrodzie rajskim. Dlatego właśnie Jezus mówi, że „od początku był on zabójcą”. Za sprawą jego kłamstwa nasi pierwsi rodzice pozwolili, by w ich sercach umarła ufność do Stwórcy. Postawili na siebie samych zamiast na Boga. W rezultacie na świat wkroczył grzech, śmierć i cierpienie, które zdominowały ludzką historię.
Choć szatan został już definitywnie pokonany przez mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa, wciąż nie przestaje snuć swej pajęczyny kłamstw, chcąc przeciągnąć na swoją stronę jak najwięcej osób przed ostatecznym triumfem królestwa Bożego przy powtórnym przyjściu Jezusa.

WALKA I JEJ POLE
W liście do Kościoła w Efezie św. Paweł pisze: „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Paweł zdawał sobie sprawę, że w naszym dążeniu do świętości i sprawiedliwości będziemy musieli zmierzyć się nie tylko z pokusami, przeszkodami i zranieniami, wynikającymi z życia w niedoskonałym, skażonym grzechem świecie, ale także z nieprzyjacielem niebędącym z tego świata. Wiedział, że choć Jezus odniósł zwycięstwo nad szatanem i jego królestwem, moce tego królestwa wciąż przeciwstawiają się każdemu wierzącemu i każdej wspólnocie Kościoła w nadziei, że uda im się zablokować skutki tego zwycięstwa w naszym życiu.
Skoro więc toczymy walkę, w naszym najlepszym interesie leży dokładne rozpoznanie pola walki. Z punktu widzenia taktyki wojennej niezwykle istotne znaczenie ma znajomość topografii terenu. A Pismo Święte mówi nam, że głównym terenem walki z nieprzyjacielem i jego kłamstwami są nasze serca.
Dziś, w XXI wieku, słowo „serce” kojarzy nam się przede wszystkim z sentymentami, emocjami, uczuciami. Jednak walka, którą toczymy, nie dotyczy głównie uczuć czy przeżyć emocjonalnych. Sięga ona o wiele głębiej. W języku biblijnym serce to centrum osoby ludzkiej. My widzimy jedynie to, co dostępne na zewnątrz, podczas gdy „Pan widzi serce” (1 Sm 16,7).
Pismo Święte często używa terminów „serce” i „umysł” zamiennie. Opisują one wewnętrzną rzeczywistość ludzkiej istoty, w której kształtuje się to, co myślimy, mówimy, czujemy i robimy. Jednak współcześnie termin „umysł” rozumiemy wyłącznie jako siedlisko myśli, rozumowania i wiedzy. Tymczasem w walce z szatanem nie chodzi jedynie o pozyskanie właściwych informacji czy poznanie słusznych doktryn. Walka ta polega na głębokim zrozumieniu, odczuciu i przyjęciu tego, kim jest Bóg, kim jest On dla nas i kim my jesteśmy w Nim.

▌HISTORIA JACKA
Jeśli nieprzyjaciel zdoła zwieść serce człowieka, jeśli skrępuje je więzami wstydu i potępiających myśli, łatwiej będzie mu nakłonić go do grzechu i odrzucenia miłosierdzia Bożego.
W mojej posłudze wiele razy byłem świadkiem działania tego mechanizmu, najjaśniej jednak zobaczyłem go w człowieku, z którym spotykałem się regularnie na modlitwie w jego intencji. Mężczyzna ten – nazwijmy go Jackiem – przez wiele lat zmagał się z nałogiem pornografii. Przystępował co pewien czas do sakramentu pojednania i chociaż na poziomie intelektualnym wiedział, że otrzymuje przebaczenie, w sercu był przekonany, że Bóg tak naprawdę go nie kocha i wcale mu nie przebacza. To przekonanie, oparte na kłamliwej wizji tego, kim był, spowodowało, że Jacek przestał w końcu chodzić do spowiedzi. Dopiero kiedy uwierzył, że Jezus go naprawdę kocha, otworzył się na Jego łaskę, powrócił do sakramentów i doświadczył uzdrowienia z nałogu.

W CO WIERZĘ?
Osoba ludzka jest przedziwnie stworzona. Bóg wyposażył nas w intelekt, wolę, uczucia, pamięć i wyobraźnię. Dary te pozwalają nam uczyć się na własnych doświadczeniach, rozumieć otaczający nas świat i odpowiednio reagować. Codziennie rejestrujemy to, co nam się przydarza, przefiltrowując to przez szereg założeń, jakie poczyniliśmy na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Ogromny wpływ na ten proces mają nasze poglądy na temat nas samych, Boga i otaczającego nas świata.
Nieprzyjacielowi zależy na tym, żeby nasze poglądy były nieprawdziwe. Dlatego zasiewa w nas kłamstwo za kłamstwem, wiedząc, że przynajmniej niektóre z nich znajdą podatny grunt. Na przykład, osobie, której rozpadło się kilka kolejnych związków, może się wydawać, że jest niegodna miłości. Nieprzyjaciel podsyca w niej pamięć o zerwanych związkach – aż ugruntuje ją w przekonaniu, że rzeczywiście jest niegodna miłości.
Możemy też pogodzić się z kłamstwem po to, by uchronić się przed bólem lub dalszym cierpieniem. Innymi słowy, przyswajamy sobie kłamstwo i zaczynamy wierzyć, że wyraża ono jakąś prawdę o nas. Na przykład, ci z nas, którzy wychowywali się w wysoce dysfunkcyjnych rodzinach, doświadczając osądów, manipulacji i przemocy, mogą uwierzyć, że nie potrzebują miłości. Takie kłamstwo może skłonić ich do podjęcia postanowienia, aby przed nikim nie otwierać serca.

▌NIE LĘKAJCIE SIĘ!
Aby wyrwać się z tego rodzaju niewoli, musimy zrozumieć, że nieprzyjaciel naprawdę usiłuje wywrzeć na nas wpływ. Musimy o tym wiedzieć, by mieć świadomość, jakiego rodzaju walkę toczymy. Jezus Chrystus konsekwentnie powtarzał: „Nie lękajcie się”. Głosił, że odniósł zwycięstwo nad mocą szatana dzięki posłuszeństwu woli Ojca.
Przy chrzcie Bóg zamieszkał w tobie przez Jezusa Chrystusa, mocą Ducha Świętego. Stwórca życia – Ojciec, Syn i Duch Święty – powołał cię do życia Bożego, którego nie pokona żadna moc ani przeciwność. „I jestem pewien – pisze Paweł – że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).
Jezus odniósł zwycięstwo. Jeśli wszędzie widzimy diabła i żyjemy w lęku, ulegamy kłamstwu. Odrzucanie diabła, uznanie, że jest on tylko symbolem zła i nie istnieje naprawdę – jest także kłamstwem. Mądrość polega na rozpoznaniu wroga, przy jednoczesnej pamięci o tym, kim jesteśmy i czyimi jesteśmy. Nie jesteśmy bezbronni. Pan otworzył nam drogę – w Jego Kościele otrzymujemy broń, która pozwala nam zwyciężać. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Sobota, 1 czerwca
Dz 18,23-28
Zabrali go ze sobą i wyłożyli mu dokładnie drogę Bożą. (Dz 18,26)
Apollos miał różne dary. Znał na wylot Pismo Święte, był elokwentnym mówcą. Bardzo zależało mu na tym, by dotrzeć z Ewangelią do wielu ludzi. Jednak jego znajomość przesłania Ewangelii ograniczała się do tego, co głosił Jan Chrzciciel. Dlatego małżonkowie Pryscylla i Akwila, zaprawieni w bojach ewangelizatorzy, na osobności wyłożyli mu to wszystko, czego jeszcze nie wiedział.
Jak często zdarzało ci się udzielać komuś instrukcji, rady czy nawet upomnienia? Na przykład pracownikowi, znajomemu z twojej parafii czy własnemu dziecku. Pryscylla i Akwila mogą być dla nas doskonałym przykładem zachowania w takich sytuacjach.
Po pierwsze, potraktowali oni Apollosa z delikatnością i uszanowali jego godność. Nie przerywali jego nauczania ani nie upominali go publicznie. Nie poniżali go też w żaden sposób z powodu jego niewiedzy. Zabrali go ze sobą w spokojne miejsce i wytłumaczyli, dlaczego głoszone przez niego przesłanie jest niepełne (Dz 18,26). Można podejrzewać, że rozmawiając z nim, skupili się przede wszystkim na tym, co czynił dobrego, a dopiero potem zaczęli wskazywać mu właściwy kierunek.
Bóg chce, abyśmy pomagali sobie nawzajem w rozwijaniu darów i talentów – i abyśmy byli otwarci na przyjmowanie pomocy od innych. Taka „braterska korekta” nie zawsze jest przyjemna, ale czasami bardzo pożyteczna, a nawet niezbędna. Dlatego sposób, w jaki jej udzielamy, jest równie ważny jak to, co chcemy przekazać. Jak pisał św. Paweł, mamy sprowadzać siebie nawzajem na właściwą drogę „w duchu łagodności” (Ga 6,1). Troszczyć się o to, aby budować, a nie niszczyć drugiego. Nie zniechęcać innych do używania danych im przez Boga talentów, ale pomóc w ich rozwijaniu i wydawaniu owocu.
Nigdy nie wiemy do końca, jak głęboki skutek mogą wywrzeć na kimś nasze słowa. Może stanie się tak jak
z Apollosem, który po rozmowach z Pryscyllą i Akwilą „pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli” (Dz 18,27).
„Jezu, naucz mnie pouczać innych – i przyjmować pouczenie – w duchu pokory i łagodności”.
Ps 47,2-3.8-10
J 16,23b-28
▌Niedziela, 2 czerwca
Wniebowstąpienie Pańskie
Łk 24,46-53
Z wielką radością wrócili do Jeruzalem. (Łk 24,52)
„Smutek rozstania tak bardzo jest miły” – mówiła Julia do Romea. Czy nie dotyczy to także wielu naszych pożegnań? Kiedy dorosłe dziecko odchodzi z domu lub kiedy kończymy odwiedziny u dziadków, nasze pożegnania są zarazem słodkie i gorzkie. Słodkie, bo kochamy bliskich, z którymi się spotkaliśmy. Gorzkie, bo się rozstajemy.
To zaskakujące, że Apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa nie płakali ze smutku. Wręcz przeciwnie. Jak mówi nam Ewangelista Łukasz, powrócili do Jerozolimy – miejsca Jego ukrzyżowania – „z wielką radością” (Łk 24,52). Skąd ta radość? Co stało się z głęboko ludzkim przywiązaniem Apostołów do Jezusa? Przecież przez trzy lata niemal nie odstępowali Go na krok, będąc świadkami Jego cudów, słuchając Jego nauk. Czy nie zasmucił ich fakt, że po zwycięstwie nad śmiercią, największym ze wszystkich rozstań, Jezus znowu ich opuścił?
Oczywiście Apostołowie odczuwali smutek. Jednak dominującym uczuciem była radość. Mieli bowiem pewność, że kiedyś pójdą za Jezusem tam, gdzie się udał, i złączą się z Nim już na zawsze. Mieli też Jego obietnicę, że ześle im Pocieszyciela i że będzie z nimi „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Ta nadzieja na ponowne spotkanie sprawiła, że nad ich smutkiem przeważała radość.
Doświadczenie Apostołów wskazuje także nam drogę do radości. Wierzymy, że Jezus odszedł, aby przygoto-
wać nam miejsce w niebie, ale czasami czujemy się tak, jakby odszedł i pozostawił nas samych. Spróbuj przezwyciężać to poczucie osamotnienia, przywołując obietnice Jezusa. Uświadom sobie, że otworzył ci niebo, do którego nigdy nie zdołałbyś wejść o własnych siłach. Przypomnij sobie, że odszedł, aby przygotować miejsce specjalnie dla ciebie. Zobacz, jak uśmiecha się na myśl o chwili, w której otworzy przed tobą drzwi do twego nowego domu i zaprosi cię do środka.
Jezus wstąpił do nieba i pragnie, by dołączyły do Niego wszystkie dzieci Boże. Zanim to nastąpi, nieustannie wstawia się za nami i wylewa na nas strumienie łask, abyśmy pewnego dnia mogli zakosztować słodyczy nieba.
„Chwała Tobie, Jezu, za to, że otworzyłeś nam niebo!”
Dz 1,1-11
Ps 47,2-3.6-9
Hbr 9,24-28; 10,19-23

▌Niedziela, 9 czerwca
Zesłanie Ducha Świętego
J 14,15-16.23b-26
A Paraklet, Duch Święty (…) was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. (J 14-26)
Żegnając się ze swoimi uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy, Jezus nie miał złudzeń co do ich postawy po Jego śmierci. Wiedział, że jeden z nich okaże się zdrajcą, a inny – pomimo szczytnych deklaracji – wyprze się Go ze strachu
o swoje życie. Wiedział, że wszyscy pozostali uciekną w chwili Jego pojmania. Wiedział, że nawet po Jego zmartwychwstaniu Apostołowie będą chować się za zamkniętymi drzwiami Wieczernika, niezdolni do dawania świadectwa.
Jednak mimo to słowa Jezusa są pełne nadziei. Wiedząc to wszystko, nie ma On poczucia przegranej. Nie ma pretensji ani do uczniów, że są tacy, jacy są, ani też do siebie, że nie uformował ich lepiej. Składa wszystko ufnie w ręce Ojca, widząc już rozwiązanie – to, czego nie są w stanie dokonać ludzkie wysiłki, dopełni moc Ducha Świętego, który sprawi, że głoszona przez Jezusa nauka zacznie wydawać owoce.
Słuchając dziś opisu zesłania Ducha Świętego na uczniów, stajemy się świadkami niezwykłej przemiany – słabi, grzeszni, lękający się o swoje życie ludzie zaczynają głosić wielkie dzieła Boże. Zgromadzona w Wieczerniku garstka zaniesie słowo Boże na krańce imperium rzymskiego, a potem jeszcze dalej, docierając przez kolejne pokolenia do coraz to nowych ludów
i narodów.
I nie jest to tylko historia. W dzisiejszej modlitwie mszalnej Kościół ufnie modli się o to, aby Bóg „dokonał w sercach wiernych tych cudów, które zdziałał w początkach głoszenia Ewangelii”. Także dziś moc Ducha Świętego może towarzyszyć naszym ludzkim wysiłkom, o ile tylko będziemy z wiarą o nią prosić.
W jakich sytuacjach twojego życia masz poczucie, że pomimo dobrych chęci twoje starania poszły na marne? Może nie potrafiłeś przekazać wiary swoim dzieciom, które układają sobie życie niezgodnie z nauką Kościoła. Może bezskutecznie walczysz z uzależnieniem lub uporczywie powtarzającym się grzechem. Może sam przeżywasz kryzys wiary i modlitwy lub czujesz się zniechęcony stanem otaczającego cię świata. Zamiast się zadręczać, złóż ufnie, jak Jezus w Wieczerniku, całą sytuację w ręce Ojca. Proś o Ducha Świętego, który działa w naszej słabości, umacniając, podnosząc i pociągając serca do nauki Jezusa.
„Przyjdź, Duchu Święty! Napełnij moje serce, abym nie zrażając się swoją i cudzą słabością, żył na co dzień nauką Jezusa”.
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
Rz 8,8-17

Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
J 19,25-27
Oto Matka twoja. (J 19,27)
Młoda matka, trzymając za ręce dzieci, stała w kolejce przed katedrą Matki Bożej z Gwadelupy w Meksyku. Zbliżając się do odbitego na tilmie (płaszczu z włókien agawy) św. Juana Diego cudownego wizerunku Maryi, zastanawiała się, czego właściwie oczekuje. Nigdy nie miała szczególnego nabożeństwa do Maryi, ale po śmierci matki przed kilku laty zaczęła rozmyślać nad miejscem Maryi w swoim życiu. Patrząc na tilmę, usłyszała wyraźnie w swoim wnętrzu słowa, które Maryja skierowała do Juana Diego: „Czyż nie jestem twoją Matką?”. Poruszyło to ją tak głęboko, że zaczęła płakać i poczuła, jak Maryja ogarnia ją swoją macierzyńską czułością.
Bóg dał matkom wyjątkową zdolność do poruszania serc swoich dzieci i leczenia ich zranień. Zwrócił na to uwagę papież Franciszek, ustanawiając dzisiejsze wspomnienie (obchodzone dotąd tylko w Polsce i w Argentynie) jako obowiązujące w całym Kościele. W ogłaszającym je dekrecie wyraził nadzieję, że „przyczyni się to do rozwoju macierzyńskiej wrażliwości w Kościele”. A w homilii wygłoszonej rok temu wyjaśniał, że czułość jest znakiem rozpoznawczym Maryi, jak i wszelkiego macierzyństwa, w tym także macierzyństwa Kościoła.
Wiemy, że Jezus powierzył stojącą u stóp krzyża Maryję opiece Jana. Ale jednocześnie powierzył Jana – i nas wszystkich – opiece Maryi. Maryja okazuje nam tę samą czułość, z jaką owinęła w pieluszki nowo narodzonego Jezusa i złożyła Go w żłobie. Uczy nas, podobnie jak poleciła służącym na weselu w Kanie, czynić wszystko, co Jezus nam powie. Wspiera nas i modli się wraz
z nami, jak to czyniła wtedy, gdy oczekiwała wraz z uczniami Jezusa na zesłanie Ducha Świętego. Przyjmuje każdego
z nas i kocha jak swoje własne dziecko.
Poproś dziś Ducha Świętego, aby pokazał ci, jak bardzo Maryja troszczy się o ciebie. Proś Ją samą, aby ukazała ci swoją miłość i czułość. Jej macierzyńska troska ogarnia nie tylko Kościół w ogólności, ale także każdego z nas osobiście. Przyjmij Ją więc do siebie, jak to uczynił Jan, ponieważ to również do ciebie skierowane były słowa Jezusa: „Oto Matka twoja”.
„Dziękuję Ci, Maryjo, za Twoją opiekę i czułą miłość”.
Rdz 3,9-15.20 lub Dz 1,12-14
Ps 87,1-3.5-6
lub J 2,1-11

▌Czwartek, 13 czerwca
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Hbr 2,10-18
Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. (Hbr 2,16)
Dzisiejsze czytanie z Listu do Hebrajczyków w bardzo poruszający sposób opisuje pokorę Jezusa, który przyjął na siebie ludzkie ciało, cierpienie i śmierć dla naszego zbawienia. Aby nas, potomstwo Abrahamowe, przygarnąć, potrzebował ludzkiego głosu, serca, ludzkich dłoni. Nie przebywał wśród nas jako anioł, lecz jako człowiek. Dlatego zna i rozumie nasze potrzeby, słabości i wszystkie próby, przez które przechodzimy. Upodobniwszy się do nas pod każdym względem, „stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem (…) dla przebłagania za grzechy ludu” (Hbr 2,17).
Po wniebowstąpieniu Jezusa, który zasiadł po prawicy Ojca, aby się wstawiać za nami, na Jego uczniów zstąpił Duch Święty. Po dziś dzień działa On w sercach wierzących, przypominając nam naukę Jezusa i przemieniając nas na Jego podobieństwo. Jezus wciąż bierze pod uwagę fakt, że nie jesteśmy aniołami, lecz ludźmi. A jako tacy potrzebujemy konkretnych, materialnych znaków Jego bliskości. Takie właśnie znaki są nam dane w sakramentach, przez które mamy dostęp do wielkich tajemnic naszej wiary i przez które otrzymujemy łaskę Bożą. Abyśmy mogli z nich korzystać, Jezus wybiera sobie spośród wiernych tych, których chce, i dzieli się z nimi swoim kapłaństwem.
Mówi o tym dzisiejsza prefacja, w której Kościół modli się do Boga Ojca słowami: „Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie. W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę, przez którą odkupił ludzi, i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty, karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci, starają się upodobnić do Chrystusa i składają Tobie świadectwo wiary i miłości”.
Kapłaństwo sakramentalne to piękne i bardzo potrzebne powołanie. Pamiętajmy jednak o tym, że nasi księża także nie są aniołami, lecz ludźmi, zmagającymi się z własnymi słabościami i pokusami. Dlatego wspierajmy ich modlitwą, aby mogli godnie sprostać wielkiej odpowiedzialności, jaką Pan im powierzył.
„Panie, prosimy Cię dziś za wszystkich naszych braci, którzy przyjęli sakrament święceń. Umacniaj ich siły, podnoś z upadków i uczyń jasnym znakiem Twojej obecności wśród ludu Bożego”.
lub Iz 6,1-4.8
Ps 23,2-3.5-6
J 17,1-2.9.14-26

▌Niedziela, 23 czerwca
Ga 3,26-29
Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (Ga 3,28)
Podczas rekolekcji w pewnej szkole ksiądz polecił dzieciom stanąć w wielkim kręgu, tak aby każde z nich miało wokół siebie dużo miejsca. W środku stanął jeden z uczniów, który miał odgrywać rolę Pana Jezusa. „Teraz przybliżcie się do Pana Jezusa o trzy kroki” – powiedział ksiądz. Ta prosta zabawa miała uzmysłowić dzieciom, że ci, którzy zbliżają się do Jezusa, zbliżają się również do siebie nawzajem.
Dla pierwszych wspólnot chrześcijańskich słowa św. Pawła z dzisiejszego pierwszego czytania były o wiele większym szokiem niż dla nas. W I wieku po Chrystusie podziały społeczne były niezwykle głębokie, a między niewolnikami i ludźmi wolnymi czy też Żydami i poganami – istniała przepaść. Także pozycja kobiety była o wiele niższa niż mężczyzny. Jednak te niezwykłe jak na owe czasy słowa Pawła znajdowały potwierdzenie w życiu Kościoła. Duch Święty zstępował w widoczny sposób na wszystkich ludzi bez wyjątku, wszystkim też, którzy uwierzyli, udzielano chrztu, nie patrząc na ich status, przynależność etniczną czy stan majątkowy.
Także dziś Kościół jest miejscem, gdzie podziały między ludźmi wydają się zanikać. Na dzisiejszej niedzielnej Eucharystii możemy usiąść obok kogoś różniącego się od nas niemal wszystkim, kogoś, z kim inaczej nigdy nie mielibyśmy okazji spotkać się osobiście. Biedni i bogaci, wpływowi i nic nieznaczący, starzy i młodzi, wykonujemy te same gesty, wypowiadamy te same słowa i prze-
kazujemy sobie znak pokoju. Przynajmniej na czas liturgii pozwalamy, by Jezus połączył nas w jedno.
Dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny stawia nas wobec pytania, kim jest dla nas Jezus. Za kogo Go uważamy? I czy
rzeczywiście chcemy się do Niego przybliżyć, nawet wiedząc, że będzie nas to wiele kosztowało? A jeśli mamy ochotę sprawdzić, jaka odległość dzieli nas od Niego, popatrzmy, na ile jesteśmy gotowi zbliżyć się do tych, którzy podzielają naszą wiarę w Jezusa – nawet jeśli razi nas ich wygląd, sposób bycia czy niektóre poglądy. W tych trudnych czasach, kiedy wielu ludzi odchodzi od Boga, prośmy Jezusa, aby nie tylko na Eucharystii łączył w jedno wszystkich swoich uczniów.
„Panie, wyznajemy, że Ty jesteś Synem Bożym. Spraw, niech ta wiara połączy nas w jedno, tak byśmy mogli dawać przekonujące świadectwo tym, którzy Ciebie nie znają”.
Za 12,10-11; 13,1
Ps 63,2-6.8-9

▌Sobota, 29 czerwca
Świętych Apostołów
Piotra i Pawła
2 Tm 4,6-9.17-18
Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie. (2 Tm 4,17)
U stóp schodów prowadzących do bazyliki św. Piotra w Rzymie stoją dwie imponujące figury – św. Piotra i św. Pawła. Każda z nich ma około pięciu i pół metra wysokości i stoi na niemal pięciometrowym postumencie. Ustawione po przeciwległych stronach schodów, posągi te są jak wartownicy strzegący Kościoła. Symbolizują także Kościół rozsiany po całym świecie.
Św. Piotr przedstawiony jest z wielkim kluczem, który przypomina, że Jezus powierzył mu klucze królestwa niebieskiego (Mt 16,19). Patrzy on z troską na zgromadzonych na placu ludzi – jak pasterz miłujący swój lud.
Św. Paweł spogląda uważnie, trzymając w jednej ręce rozwinięty zwój, a w drugiej miecz – „miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6,17). Ten gorliwy Apostoł pogan głosi w swoich listach chwałę zmartwychwstałego Pana i moc życia w Duchu Świętym.
Dziś obchodzimy święto ich obu – dwóch filarów Kościoła, którzy oddali życie za Ewangelię. Dwóch mężczyzn, których pismom, nauczaniu i świadectwu Kościół zawdzięcza rozprzestrzenienie się Dobrej Nowiny z Jerozolimy na cały ówczesny świat.
Pod koniec życia Paweł pisał, że Pan stanął przy nim nawet wówczas, gdy wszyscy go opuścili (2 Tm 4,16-17). Kiedy Piotr siedział w więzieniu, zastanawiając się, czy nazajutrz nie zostanie stracony, zjawił się anioł Pański, który wyprowadził go na wolność (Dz 12,7). Obaj Apostołowie byli zdolni do wiernej służby Kościołowi, ponieważ ufali, że wszechmogący Bóg jest zawsze z nimi – na dobre i na złe. I ta ufność była dla nich oparciem aż do końca – aż do męczeńskiej śmierci.
Uczcijmy dzisiaj świętych Piotra i Pawła jako bohaterów naszej wiary. Każdy z nich w sobie właściwy sposób świadczy, co to znaczy być pełnym wiary i miłości uczniem Jezusa. To wielka dla nas łaska, że możemy ich naśladować, że jesteśmy kontynuatorami tej samej historii!
„Święci Piotrze i Pawle, módlcie się za nami! Pragniemy być tak wierni jak wy”.
Dz 12,1-11
Ps 34,2-9
Mt 16,13-19


MAGAZYN:
Nawrócenie
krok po kroku

O. Rick Thomas i Ranczo Pana


Miasto Juarez w Meksyku jest miastem siostrzanym El Paso w Teksasie. Leży ono tuż przy południowej granicy Stanów Zjednoczonych i na mapie oba miasta zlewają się w jedną całość. Jeśli podjedziesz jeszcze kilka kilometrów na północ, natkniesz się na kolejną granicę, tym razem ze stanem Nowy Meksyk. W pobliżu, nad rzeką Rio Grande, spotkasz mało znaną wspólnotę świeckich misjonarzy, żyjących w dobrowolnym ubóstwie i służących biednym. Wspólnota nosi nazwę Ranczo Pana, a jej celem jest zaspokajanie duchowych i materialnych potrzeb ludzi z okolic El Paso i Juarez.
Ranczo Pana zostało założone w 1975 roku przez jezuitę, o. Ricka Thomasa. Jego charyzmatyczna wiara i pełne ufności oparcie się na Ewangelii pociągnęły świeckich misjonarzy z różnych stron, którzy postanowili wspólnie żyć i pracować. Do grona pierwszych z nich należeli również moi rodzice. Poznali się przy dojeniu krów na Ranczu Pana, pobrali się, a następnie wychowywali tam mnie wraz z moim rodzeństwem.
Od dziecka więc znałem o. Ricka – kapłana, który jeździł konno, chodził w czarnych trampkach za kostkę i uwielbiał biwaki. A co najważniejsze, był księdzem, który żył jak Jezus, naśladując Jego bliską i pełną ufności relację z Ojcem.

DO BOGA ZE WSZYSTKIM
O. Rick wciąż zadawał członkom i wolontariuszom wspólnoty to samo pytanie: „Co mówi do ciebie Pan?”. Nie było to pytanie retoryczne. Sam wciąż starał się iść za Bożym prowadzeniem i dlatego był ciekaw, co Bóg mówi innym ludziom. Jednym z jego popularnych powiedzonek było: „Bądź elastyczny!”. Śmiało prosił Boga o wszystko, czego potrzebował, zwłaszcza gdy napotykał jakieś trudności.
Pewnego razu o. Rick i świecki misjonarz Michael wyjechali na wakacje pod namioty. Był słoneczny dzień, temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Podczas jazdy Michael powiedział o. Rickowi, że nie mają już lodu w przenośnej lodówce. Ponieważ w okolicy nie było żadnego sklepu całodobowego, o. Rick pomodlił się z ufnością: „Panie, potrzebujemy lodu”.
Kiedy po godzinie zjechali ze wzgórza, nagrzana słońcem nawierzchnia usiana była kulkami gradu. Nie mokrym, roztapiającym się śniegiem, ale zwartymi bryłkami. Widząc, że nigdzie indziej w pobliżu nie ma śladów śniegu ani lodu, Michael był zadziwiony. „Przecież modliliśmy się o lód!” – stwierdził spokojnie o. Rick.
Kiedy jako dziecko słuchałem podobnych historii, wydawało mi się, że ta głęboka ufność o. Ricka była po prostu wrodzona. Potem jednak dowiedziałem się, że przeszedł on całą serię małych „nawróceń”, które skierowały jego życie na drogę coraz głębszego zawierzenia.

NIEOCZEKIWANIE WEZWANIE
Rick Thomas urodził się w pobliżu Tampy na Florydzie 1 marca 1928 roku. Do lat trzydziestych jego ojciec Wayne zdążył wzbogacić się na dobrze prosperujących kopalniach fosforanów. Dzięki temu Rick miał własne konie i kształcił się w prywatnej szkole prowadzonej przez jezuitów. Wayne pragnął, żeby Rick w przeszłości przejął rodzinny interes, a i sam Rick nie miał nic przeciwko temu – dopóki Bóg nie powołał go na kapłana.
Rick, wówczas uczeń szkoły średniej, siedział pod drzewem orzesznika, gdy z mocą przyszły do niego słowa: Chcę, żebyś został księdzem. Było to nieoczekiwane wezwanie i Rick miał pewność, że nie pochodziło ono od niego samego. Ani on sam, ani jego rodzice nie byli pobożni. Rick wiedział, że jego powołanie będzie dla nich rozczarowaniem, toteż przez pewien czas nic im na ten temat nie mówił.
W 1945 roku udał się pociągiem do Grand Coteau w Luizjanie, aby wstąpić do jezuitów. Nowicjat okazał się dla niego nudny, a już szczególnie czytanie duchowe. Pomodlił się więc: „Boże, lepiej wzbudź we mnie więcej zainteresowania, bo na razie go nie mam”. I Bóg odpowiedział. Rick zaczął znajdować pociechę w modlitwie i czytaniu duchowym – postawił pierwszych kilka kroków na drodze nawrócenia. Niechętne posłuszeństwo powoli ustępowało coraz większemu otwarciu.

ZOBACZYĆ „NIEWIDZIALNYCH”
W 1949 roku przełożeni wysłali Ricka do jezuickiego kolegium w południowej Alabamie na studia filozoficzne. W wolnym czasie wraz ze swymi współbraćmi nauczał katechizmu na ulicach dzielnicy zamieszkałej przez czarnych. Żyjąc w czasach segregacji rasowej, Rick mimowolnie przyswoił sobie wiele uprzedzeń. Pewna rozmowa z „doskonale ułożoną, uprzejmą, dobrze wykształconą” młodą kobietą z tej dzielnicy była dla niego zaskoczeniem. W jednym nagłym przebłysku uświadomił sobie, że jego uprzedzenia były bezpodstawne.
Rick pojął tę cenną lekcję: aby naprawdę zobaczyć ludzi, którzy żyją inaczej niż my, należy przeżyć spotkanie z nimi twarzą w twarz. Takie spotkanie ma moc przemieniać serca. Odtąd – najpierw w Dallas, jako nauczyciel szkoły średniej, a następnie w Nowym Orleanie, po swoich święceniach, które przyjął w 1958 roku – systematycznie odwiedzał najbiedniejsze dzielnice, zabierając ze sobą uczniów. Pokazał im też, jak wystawnie żyją konie wyścigowe w porównaniu z mieszkańcami osiedli komunalnych. Im więcej biedy widział, tym prościej starał się żyć – i był to kolejny krok na drodze jego nawrócenia.
Tymczasem jeden z nauczycieli Ricka ze szkoły średniej, także jezuita, zakończył pełnoetatową pracę w Maryjnym Ośrodku Młodzieżowym i zaproponował, żeby o. Rick został jego następcą. Ośrodek oferował ciepłe posiłki, kursy języka angielskiego, wsparcie z kasy zapomogowej oraz inne formy pomocy młodzieży z biednych dzielnic. Propozycja była dla o. Ricka jak wymarzona i, za pozwoleniem przełożonych, w 1965 roku przeniósł się do El Paso.
Potrzeby tamtejszej ludności były ogromne. Pewnego dnia znalazł dwóch chłopców szukających schronienia w śmietnikach ośrodka. Odmówili oni pójścia do sierocińca i zapytali, czy nie mogliby spędzić nocy w samochodzie księdza. W tych bezdomnych chłopcach o. Rick zobaczył Jezusa, który cierpiał zarówno w cieniu kościoła, jak i w cieniu miasta. Napisał więc emocjonalny list do swoich przełożonych: „Gorąco polecam liczne i długie odwiedziny w slumsach naszego miasta... Dopóki nie będziemy po imieniu z więcej niż jedną rodziną, to nawet nie zaczniemy pojmować ich postaw i rozumieć ich prawdziwych potrzeb”.

NOWE SIŁY OD BOGA
O. Rick zaczął z czasem odczuwać skutki swojej ciężkiej pracy. W 1969 roku wyznał przyjacielowi, że wymogi życia kapłańskiego stają się dla niego nie do zniesienia. Na szczęście jeszcze w tym samym roku Bóg ujął mu ciężaru poprzez nowe nawrócenie, tym razem dzięki Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej.
Jesienią o. Rick udał się w sprawach duszpasterskich do Nowego Orleanu. W trakcie podróży wziął udział w charyzmatycznym spotkaniu modlitewnym. Przybył tam spóźniony z potwornym bólem głowy. Kilka osób pomodliło się nad nim o uzdrowienie oraz o wylanie Ducha Świętego. Ból nie ustał i o. Rick poszedł spać w przekonaniu, że nic się nie wydarzyło. Kiedy jednak obudził się w środku nocy, spontaniczna modlitwa popłynęła z jego ust. Było to tak mocne przeżycie, że sam nazwał je wstrząsającym. Jeszcze bardziej zaskakujące okazały się owoce tego doświadczenia. Jak mówił różnym osobom: „Nigdy nie byłem leniwy, ale teraz czuję moc i skuteczność, jakiej do tej pory we mnie nie było”. Ten „chrzest w Duchu Świętym” odnowił i zrewolucjonizował kapłaństwo o. Ricka oraz jego posługę w El Paso.
Po kilku latach zapragnął czynić jeszcze więcej. Na krótko przed Bożym Narodzeniem czytał wraz z wolontariuszami przypowieść Jezusa o zapraszaniu na ucztę ubogich, którzy w żaden sposób nie mogą się odpłacić (Łk 14,12-14). Po lekturze zaczęli zastanawiać się, jak mogą wypełnić to polecenie Jezusa. W końcu zdecydowali, że zaniosą świąteczny posiłek ludziom mieszkającym na wysypiskach miasta Juarez i przetrząsającym śmieci w poszukiwaniu pożywienia.
Wspólnie przygotowali kanapki z wędliną, tortille, tradycyjne ciasto kukurydziane z nadzieniem, owoce i słodycze w ilości – jak oszacował o. Rick – wystarczającej do nakarmienia stu osób, po czym udali się na wysypisko. Nikt tam nie wiedział, że jest Boże Narodzenie, więc o. Rick oznajmił, że przyszli zjeść z nimi wspólny posiłek. Zaczęto rozdawać żywność, ale szybko pojawił się problem – przychodziło coraz więcej ludzi. Wolontariusze naliczyli dwieście osób stojących w kolejce, potem trzysta. Wciąż kroili szynkę, wręczali ciasto, nalewali atole – gorący napój meksykański – a choć cały czas dochodzili nowi ludzie, jedzenia nie zabrakło.
Stało się oczywiste, że nastąpił cud. Pozostało tyle żywności, że w drodze powrotnej do El Paso o. Rick obdarował nią jeszcze dwa sierocińce. Ten fakt jeszcze bardziej uświadomił mu moc Ducha Świętego i pogłębił jego ufność.
Wkrótce po tym wydarzeniu do o. Ricka dołączyło kilkudziesięciu katolickich wolontariuszy. Przyjęli oni jego styl życia i postanowili oddać swoje zasoby na rzecz wspólnoty. Tak zrodziła się katolicka wspólnota Ranczo Pana, która istnieje po dziś dzień.

TRWANIE WE WSPÓLNOCIE
Przez czterdzieści lat istnienia wspólnoty nie dało się uniknąć kryzysów i napięć. W niektórych okresach liczba wolontariuszy wzrastała, w innych kurczyła się do kilku osób. W pewnym momencie pod koniec lat osiemdziesiątych o. Rick był już tak załamany, że zrobił sobie sześciotygodniowy urlop od posługi, aby złożyć przed Bogiem wszystkie swoje błędy i niepowodzenia. W tym czasie rozeznawania odkrył, że Duch Święty prowadzi go w kierunku takiej reorganizacji Rancza, aby powierzyć je kierownictwu osób świeckich. Wspólnota przestawiła się z rolniczej produkcji żywności na udzielanie duchowego pokarmu odwiedzającym. O. Rick służył im kierownictwem duchowym aż do swojej śmierci w 2006 roku.
Wspólnota wciąż kontynuuje swoją działalność. Obecnie prowadzi bank żywności, ośrodek zdrowia, przedszkole, posługę w więzieniu, naukę katechizmu, treningi piłki nożnej w Juarez, angażuje się w obronę życia oraz organizuje cotygodniowe charyzmatyczne spotkania modlitewne w El Paso.

NAWRÓCENIE KROK PO KROKU
Poznawanie życia o. Ricka Thomasa i jego ofiarności wobec ubogich uświadomiło mi wagę drobnych, lecz stałych kroków na drodze nawrócenia. W języku biblijnym „nawrócić się” to „zmienić kierunek”. Większość z nas nie potrafi od razu zmienić kursu o 180 stopni. Dlatego Bóg pomaga nam nawracać się krok po kroku, aż wreszcie, w chwili śmierci, nasza droga nawrócenia dobiegnie kresu. Oby każdy z nas był tak otwarty na te cząstkowe nawrócenia pod natchnieniem Ducha Świętego – jak o. Rick Thomas. ▐


Zwierzęta
i święci

Dar naszych
„braci mniejszych”

To wydarzyło się już jakiś czas temu… Z irytacją odłożyłam gazetę – autor, jak się okazało samozwańczy „syn gromu”, przypuścił prawdziwy atak na ludzi posiadających psy i koty oraz na same Bogu ducha winne zwierzęta. Dlaczego? „Ludzie powinni mieć dzieci, a nie zwierzęta w domu” – grzmiał. Słuszna uwaga. Ale przecież jedno nie przeszkadza drugiemu. „Psy i koty nie są nam nieodzownie potrzebne!” – podkreślał. Czyżby? Widocznie Bóg, stwarzając świat zwierząt, popełnił jakiś drobny błąd. Byłam naprawdę bliska włączenia komputera i napisania paru słów do redakcji. Zamiast jednak mocować się z autorem artykułu, spojrzałam w oczy psu, leżącemu u moich stóp... W tych oczach odnalazłam natychmiast – wbrew ponurym tezom artykułu prasowego – pełnię radosnej prawdy o sensie naszego wspólnego istnienia na tej ziemi.
Nasza pięciomiesięczna suka Azara – szczeniak rasy sznaucer olbrzym – jeszcze miesiąc temu walczyła o życie po zarażeniu się wirusem parwowirozy. Nadludzkie wyczyny weterynarza i ochronne działanie wcześniejszego szczepienia uratowały ją w końcu i teraz spoglądała na mnie radosnymi oczami, błyskającymi spod czarnej grzywki. Łapą przytrzymywała żółtą piłeczkę – tzw. jeżyka – która popiskiwała przy naduszaniu i mimo ciągłego „zagryzania jej” metodą „na wilkołaka” jakoś trzymała jeszcze fason. Poczułam napływającą falę wdzięczności Bogu za tego pięknego, radosnego psa u mego boku, za uratowanie mu życia i w ogóle za życie wszystkich psów i kotów na całym świecie. Paradoksalnie negatywizm artykułu spowodował nagłe rozlanie się w moim sercu wielkiej wdzięczności Bogu za umieszczenie nas na ziemi w towarzystwie zwierząt – a zwłaszcza najbliższych i najwierniejszych druhów naszej codzienności – psów i kotów.

▌NASI ZIEMSCY TOWARZYSZE
Rozumiałam oczywiście dobre intencje autora artykułu – zaniedbywanie zwierząt lub nadmierne ich rozpieszczanie jest wielkim nieuporządkowaniem. Nie może być tak, że z zimną krwią wyraża się zgodę na zabijanie dzieci w łonie matek, a płacze nad zranionym w łapkę kotkiem. Jednak nie można wylewać dziecka razem z kąpielą. Bóg chce, aby na co dzień towarzyszyły nam zwierzęta. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Nasza Azara żyła wiele lat, była wspaniałym towarzyszem, po matczynemu przyjęła naszego syna i pilnowała go, jak oka w głowie. Cudownie łączyła w sobie łagodność i siłę. Dzięki niej poznałam wiele osób z sąsiedztwa, z którymi, mimo codziennego mijania się na ulicy, nigdy nie zamieniłabym zdania, gdyby nie ona. Jej urok szczeniaka, a potem dorosłego psa przyciągał uwagę przechodniów. Przystawali, by ją pogłaskać, gdy była mała, i popatrzeć na nią z bliska, gdy dorosła. Nad jej czarnym, wielkim grzbietem zawiązaliśmy liczne, sympatyczne więzi z wieloma bliższymi i dalszymi sąsiadami.
Jedna z sąsiadek, mieszkająca dosłownie vis-á-vis nas, samotna i nieznana mi wcześniej starsza pani, stała się dzięki Azarze naszą prawdziwą przyjaciółką i babcią dla naszego syna. Gdyby nie pies, nie wiedziałabym w ogóle, że w wielkiej przedwojennej kamienicy stojącej naprzeciwko mieszka ktoś tak wspaniały. Potem przez wiele lat wzajemnie zapalałyśmy sobie wieczorem małe światełko w naszych oknach na znak, że „jesteśmy razem”. Samotność starszej pani i samotność żony marynarza przestały być w ten sposób „samotnościami”... A nasza Azara niezmiennie wywoływała uśmiech na twarzach przechodniów, pozdrowienia i roz-
mowy. Zwierzęta zbliżają ludzi do ludzi, budzą dobre emocje, angażują naszą fizyczność, prowokując choćby do pogłaskania psa... Urok szczeniaka wyzwala w nas dziecko, rozkoszny mały kotek odrywa choć na chwilę od smutków tego świata. Zwierzęta uczą nas odpowiedzialności i obowiązkowości. Dzięki psu spacerujemy, a wiadomo, że nie ma takiego problemu, jakiego by nie rozwiązał półgodzinny spacer… Pies nas zmusza do zdrowego stylu życia (chyba, że w nieuporządkowany sposób utuczymy go i zamienimy w „brzuchowca -kanapowca”). Nie sposób opisać wszystkich zalet, jakie niesie ze sobą właściwe, zgodne z zamysłem Bożym obcowanie ze zwierzętami.

▌A CO NA TO ŚWIĘCI?
Na szczęście nie podzielają oni opinii autora wspomnianego artykułu. Św. Julianna z Norwich spogląda na nas ze swej ikony, tuląc do siebie czarnego kota... Ikonografia przedstawia nam św. Agnieszkę z barankiem, św. Piotra Apostoła z kogutem, św. Eustachego i Huberta z psami i białym jeleniem, św. Jana Bosko z psem Grigio, a św. Rocha z psem Roszkiem. Pies towarzyszy na obrazach również św. Dominikowi, biegnąc u jego stóp z zapaloną pochodnią w pysku. Św. Idzi widnieje na obrazach z łanią, a św. Kentigern ukazywany jest z rudzikiem, któremu przywrócił życie. Co więcej, nawet czyste duchy – archaniołowie i aniołowie – nie stronią w swej nieskazitelności od kontaktu ze zwierzętami! Archanioł Rafał, towarzysząc Tobiaszowi, przemierzał drogę z małym, plączącym mu się nieustannie pod nogami pieskiem. Inny anioł orał za św. Izydora Oracza parą wołów, podczas gdy święty patron rolników modlił się pod krzyżem. Czasem nawet aniołowie przybierali postać zwierzęcia, jak choćby w przypadku psa Grigio, obrońcy św. Jana Bosko.
Św. Hieronim mieszkał z lwem, któremu wyjął z łapy cierń. Św. Błażej ujarzmiał swoją świętością dzikie zwierzęta i gościł je nieustannie w swojej leśnej jaskini. Św. Roch w nadprzyrodzony sposób leczył zwierzęta z wścieklizny. Św. Franciszek rozmawiał nie tylko z ptakami czy wilkiem z Gubbio, ale także ze wszystkimi napotkanymi „braćmi mniejszymi”... Św. Antoni wygłaszał kazanie do ryb, które wystawiły z wody łebki i nawet kiwały nimi na znak aprobaty (co nawróciło heretyków), a św. Marcin de Porres karmił z jednej miski – oczywiście jednocześnie! – myszy i koty, ptaki i psy. Można też wspomnieć – w skali makro – o arce Noego, a w skali mikro o gołębicy, którą Noe wysłał z arki po potopie i która wróciła do niego z gałązką oliwną; albo o kruku, bez którego Eliasz nie otrzymałby na pustyni chleba i mięsa.
Historia zbawienia pełna jest obecności zwierząt i ich głosów. Słyszymy ryk oślicy Balaama, która trzykrotnie usuwa się z drogi aniołowi grożącemu mieczem, i w ten sposób ratuje życie swemu panu, chociaż ten szarpie ją i bije – aż zwierzę musi w końcu przemówić do niego ludzkim głosem. Czujemy przeraźliwą woń i ciemność wnętrzności wieloryba z Jonaszem w brzuchu i żegnamy się z życiem w jaskini lwów, towarzysząc Danielowi. Słyszymy gruchanie synogarlic kupowanych przez Maryję i Józefa oraz beczenie owiec Dobrego Pasterza. Owiewa nas ciepły stajenny zapach groty betlejemskiej… Przebieramy w stercie wyłowionych ryb, oddzielając dobre od złych, a stojąc wraz ze św. Piotrem po kostki w wodzie, znajdujemy w mo-
krym pyszczku pachnącej szlamem ryby statera, potrzebnego na zapłacenie świątynnego podatku.

▌BRATERSTWO LUDZI I ZWIERZĄT
Stosunek świętych do zwierząt – Bożych stworzeń – był i jest zawsze pozytywny. Lubię bardzo fotografię św. Urszuli Ledóchowskiej, na której uśmiechnięta zakonnica serdecznie przytula do siebie potężnego bernardyna. Na pewno niejeden raz poplamiła sobie z tego powodu habit. Obcując ze zwierzętami, wchodzimy bowiem w ich świat i obcujemy z materią, z jakiej wszyscy jesteśmy ulepieni. Zwierzę nie chodzi w nieskazitelnym garniturze i nie pachnie Yardleyem, nie kładzie ci na kolanach łapy obutej w błyszczący trzewik z krokodylej skórki – trzeba w jego obecności nachylić się, dotknąć ziemi i trochę ubrudzić. Tak zyskuje się pierwotną radość istnienia i odnajduje swoją, nadaną nam przez Boga, zaszczytną rolę opiekuna i dobrodzieja stworzeń (Ps 8,7-9). Oto braterstwo między nami –istotami ziemskimi. Jesteśmy połączeni wieloma nićmi i te nici ze swej natury są na wskroś Boże i dobre. Czy zauważyliście jak na przykład w ZOO nieznajomi ludzie, rozbrojeni bliskością zwierząt, uśmiechają się do siebie? W ZOO panuje zawsze aura dziecięcego święta! A może obcowanie z ludźmi i ze zwierzętami powinno być dla nas po prostu nieustannym świętem? Święci obłaskawiali najdziksze nawet bestie i najpłochliwsze ptaki. Może nam nie będzie dane obłaskawiać lwa i chwytać ptaka w locie, ale na pewno możemy nie zatrzaskiwać od razu drzwi przed bezdomnym kotem i zawiesić zziębniętym sikorkom jakąś smaczną przekąskę na naszym balkonie.
Obcując ze zwierzętami na co dzień, uczymy się wielu rzeczy, których nie nauczy nas nigdy szkoła. Pogłaskanie kota czy psa przywraca uśmiech i podobno bardzo leczniczo na nas wpływa. Tak twierdzą kardiolodzy – a Najwyższy Kardiolog w przykładzie świętych daje nam dowód na to, że nie tylko serce cielesne, ale i serce duchowe zdrowieje, gdy współuczestniczymy w pięknie i bogactwie stworzenia.

▌MIŁOŚNICY ZWIERZĄT
Znam dziewczynę, która wychodząc z domu w mroźne dni, wsypuje sobie do kieszeni kurtki parę garści kaszy czy ryżu i gdy stoi na przystankach autobusowych w mieście, wysypuje ziarenka zgłodniałym ptakom, kręcącym się nerwowo wokół ludzi w poszukiwaniu jedzenia. Mam znajomą rodzinę, która już po raz drugi przygarnęła psa ze schroniska. Takie zbolałe i zabiedzone, niekochane i bezdomne zwierzę rozkwita i odżywa, gdy ktoś je nazwie imieniem i przyjmie do siebie na zawsze. Znam również rodzinę, która po przygarnięciu bezdomnej suki stwierdziła, że jest szczenna – i pozwolono urodzić się gromadce szczeniaków. Odchowano je, znaleziono im domy, a jednego nawet pozostawiono wraz z matką. Ludzie ci, właściciele przepięknej zabytkowej willi, o wnętrzu przypominającym galerię sztuki, a nie kojec dla psów, ani przez chwilę nie zawahali się pomóc „młodszym braciom w potrzebie”, choć ich przepiękne mieszkanie wyglądało jakby doznało trzęsienia ziemi. Znam mieszkańców kamienicy, którzy na zmianę noszą kotom, gnieżdżącym się w piwnicach, ciepły posiłek; wożą je też do weterynarza, sterylizują, dbają o nie. Znam zakonnicę, która głęboko cierpi w swojej celi, słysząc, jak w pobliskim lesie odbywa się odstrzał saren i koziołków. Znam rodzinę, która nie wycięła uschłego drzewa, choć szpeci im ono widok na urocze rozlewisko Warty, ponieważ upodobał je sobie wielobarwny dudek. Znam nastolatkę, która każdą wolną chwilę spędza albo na koniu, albo w stajni ze zgrzebłem w dłoni. Znam starszą panią, która wzięła do siebie do domu ślepego kotka, aby mógł żyć mimo swego kalectwa. Znam chłopca, który wynosi zimą jabłuszka dla sarenek kręcących się wokół jego wiejskiego domu, a latem patronuje „dzikiemu lokatorowi” – jeżowi mieszkającemu wraz z całą rodziną pod drewnianą szopką. Znam mężczyznę w sile wieku, który pracując latem w swoim ogrodzie, nadsłuchuje, czy przyleciał już „jego” dzięcioł i czy pozdrawia go swoim charakterystycznym, piskliwym głosem. Zimą specjalnie tłucze dla niego orzechy, choć „zaprzyjaźniony” dzięcioł i tak sam zbudował sobie tzw. kuźnię na jego gruszy. Znam dziecko, które z zachwytem uczestniczyło w narodzinach kotków, a rodzącej kocicy postawiło przy legowisku „ku wspomożeniu” figurkę aniołka. Znam leśnika na emeryturze, który tygodniami wielokrotnie w ciągu dnia karmił osierocone, ślepe kotki odżywką w specjalnym kroplomierzu i w ten sposób ocalił je od niechybnej śmierci. Znam dziewczynkę z pierwszej klasy szkoły podstawowej, która w zadaniu domowym z języka polskiego na pytania: „Jak spędziłeś niedzielę? Co cię niezwykłego spotkało?”, napisała (cytuję): „Wczoraj byłam u wujka i cioci... Pogłaskałam psa”.
Czyżbym już znała przyszłych świętych? ▐

 

 

 

Sklep internetowy Shoper.pl