E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 5 (309) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 5 (309) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Zwycięstwo pochłonęło śmierć”. Zmartwychwstanie Jezusa wyzwoliło nas z paraliżującego strachu przed śmiercią, otworzyło przed nami perspektywę życia wiecznego, życia w zjednoczeniu z Bogiem. W naszych artykułach mówimy o mocy Jezusowego zmartwychwstania, o darach, jakie dzięki niemu otrzymujemy i o tym, jak owocnie przeżyć trwający właśnie Okres Wielkanocny. 
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o bł. Pierre Claverie, który mimo zagrożenia wybrał życie wśród muzułmanów w Algierii w poczuciu braterstwa z nimi, ponadto świadectwo o nawróceniu i przemianie życia oraz trzy odpowiedzi na Naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”. W ramach Naszych lektur polecamy książkę s. Emmanuel Maillard „Rewolucja miłosierdzia”. Podtytuł tej pozycji brzmi „Gdy Bóg przekracza granice” i o tym właśnie ona jest – przedstawia kilkadziesiąt świadectw i opowieści ludzi, którzy w sposób niezwykły, często zaskakujący doświadczyli mocy Bożego Miłosierdzia, która zmieniła ich życie.
W numerze ponadto jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, krzyżówkę oraz Kalendarz liturgiczny.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Czas wielkich oczekiwań
Bóg pragnie cię szczodrze obdarowywać................... 4

Wielkość Bożych darów
Otwórz się na wszystko, co Bóg
dla ciebie przygotował.............................................. 10

Pięćdziesiąt dni łaski
Jak je dobrze przeżyć...................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 maja.....................................20

MAGAZYN

Pokojowa obecność
Bł. Pierre Claverie i jego droga szacunku
wśród przemocy – Kathryn Elliott.....................................49

Wielki skok wiary
Czy Bóg naprawdę chciał ode mnie zmiany pracy?
– Shannon Kennedy Garrett...................................... 54

„Starość” może oznaczać „świętość” – odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................58

Dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy
– odpowiedź na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................59

Jest za co Panu Bogu dziękować! – odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Wyobraź sobie, że na twoim podwórku znajduje się spory pagórek. Co roku wraz z nadejściem wiosny zdajesz sobie sprawę, że będziesz musiał systematycznie kosić na nim trawę. Na początku nie przeszkadza ci to tak bardzo, ale w miarę upływu lat pagórek wydaje ci się coraz większy i bardziej stromy. Pewnego dnia sąsiad mówi ci, że znalazł rozwiązanie twoich problemów z koszeniem. Otóż istnieje mało znana substancja, która rozsypana na powierzchni pagórka działa powoli, lecz z niewiarygodną mocą, rozpuszczając skały i niwelując teren. Ma ona podobny skład jak dynamit, ale zamiast działać natychmiast, czyni to stopniowo – i o wiele ciszej!
Słowo „dynamit” pochodzi od greckiego słowa dynamis oznaczającego moc. Tego samego słowa użył św. Paweł, modląc się, abyśmy poznali, czym jest „przeogromna Jego moc względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych” (Ef 1,19-20).
Może nie czujesz, że masz w sobie duchowy dynamit, ale prawdą jest, że go masz. Jako chrześcijanie, wiemy, że żyje w nas moc Jezusowego zmartwychwstania – ta moc, która pokonuje grzech i śmierć! Tej mocy mamy ufać bardziej niż swoim własnym myślom i uczuciom.
Podobnie jak mało znana substancja z naszego przykładu, działająca powoli lecz skutecznie, moc zmartwychwstania Jezusa działa w naszym życiu ze spokojną siłą. Czasami działanie to może wydawać się powolne, ale to nie znaczy, że Bóg jest bierny. Duchowi Świętemu, którego otrzymałeś na chrzcie, tak bardzo zależy na tobie, że wciąż szuka sposobów, aby pomóc ci przemieniać się na podobieństwo Jezusa Chrystusa. Jego moc, dynamis, działa w tobie, niezależnie od tego, czy jesteś młody, czy stary, bogaty czy ubogi, zdrowy czy niedomagający.
Jeśli chcesz w tym Okresie Wielkanocnym pełniej doświadczyć tej mocy, możesz zrobić jedno – uwierzyć, że Bóg pragnie działać w twoim życiu oraz w życiu tych, za których się modlisz. Jedynym, co zdawało się ograniczać moc Jezusa, gdy chodził po ziemi, uzdrawiając chorych i wypędzając złe duchy, był brak ufnej wiary (Mk 6,5-6). Przemieniało się natomiast życie tych, którzy uwierzyli.
Tak więc w tym czasie, który rozpoczął się w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego i potrwa do uroczystości Zesłania Ducha Świętego, prośmy z wiarą: „Jezu, daję Ci całkowitą swobodę potężnego działania we mnie. Przemieniaj mnie, przekształcaj na swoje podobieństwo. Oddaję Ci wszystkie góry w życiu moim
i mojej rodziny, prosząc, abyś je zniwelował”. Bóg może uczynić dokładnie to, czego się spodziewamy, lub odpowiedzieć w zupełnie inny sposób. Jednak niezależnie od tego, co się stanie, jedno nie ulega wątpliwości – Bóg jest wierny, On słyszy nasze modlitwy i ich wysłuchuje – zwłaszcza gdy modlimy się do Niego z ufną wiarą. Obyśmy w tym błogosławionym czasie wielkanocnym doświadczyli mocy zmartwychwstania Jezusa.

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

Pięćdziesiąt dni łaski
Jak je dobrze przeżyć

Jak zazwyczaj spędzasz Wielkanoc? Może uczestniczysz w Wigilii Paschalnej, słuchając tekstów czytań i świętując wraz z innymi radość zmartwychwstania Chrystusa. Może idziesz na rezurekcję, ciesząc się biciem dzwonów i rozbrzmiewającym głośno „Alleluja”. Może spotykasz się z rodziną i przyjaciółmi na świątecznym śniadaniu czy obiedzie. Pod koniec dnia czujesz się szczęśliwy – choć pewnie też zmęczony.
Cenimy sobie Niedzielę Wielkanocną i świętujemy ją w sposób bardzo uroczysty. Ale czas radości wielkanocnej to nie tylko ten jeden dzień, lecz całe pięćdziesiąt dni, aż do Zesłania Ducha Świętego. W tym czasie Bóg w szczególny sposób zaprasza nas do przemiany mocą zmartwychwstania Jezusa. Przemiany podobnej do tej, której podczas pierwszej Wielkanocy doświadczyli Maria Magdalena, Piotr, Jan i pozostali Apostołowie. Bóg zaprasza nas, abyśmy w tym czasie zaczerpnęli tyle Jego łaski – łaski nowego życia – ile tylko będziemy w stanie.
W Wielkim Poście wielu z nas przygotowuje się do Wielkanocy poprzez trzy tradycyjne praktyki: modlitwę, post i jałmużnę. Może więc teraz powinniśmy zastanowić się nad innymi praktykami, które przygotowałyby nas na przyjęcie daru Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy? Po odbyciu czterdziestodniowej pokuty za nasze grzechy, zobaczmy, w jaki sposób możemy świętować pięćdziesiąt dni radości z tego, że Jezus wyprowadza nas ze śmierci do nowego życia. Pomyślmy też, jak to świętowanie może pomóc nam w większym otwarciu na Ducha Świętego i dary, których On pragnie nam udzielić. Oto kilka sugestii.

ROZWAŻAJ SŁOWA
ZMARTWYCHWSTAŁEGO
CHRYSTUSA
Podczas Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia niektórzy praktykują rozmyślanie nad siedmioma ostatnimi słowami Chrystusa wiszącego na krzyżu. W Okresie Wielkanocnym spróbujmy zatrzymać się nad słowami zmartwychwstałego Chrystusa. Znajdują się one w relacjach o Jego zmartwychwstaniu zapisanych w czterech Ewangeliach oraz w pierwszym rozdziale Dziejów Apostolskich. Są to ostatnie pożegnalne myśli i wskazówki Jezusa, przeznaczone nie tylko dla Jego pierwszych uczniów, ale także dla nas. Wybierz sobie jedną z tych wypowiedzi i rozważaj ją.
Możesz, na przykład, wybrać słowa Jezusa skierowane do Tomasza: „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20,27). Pomyśl przy tym, jak zmieniała się i wzrastała twoja wiara na przestrzeni lat. Możesz też umiejscowić się w gronie Apostołów, kiedy Jezus ukazuje się im po raz pierwszy, mówiąc: „Pokój wam!” (J 20,19). Zobacz w wyobraźni, jak Jezus kieruje te słowa do ciebie. Co czujesz, słysząc je? Jak możesz pełniej przyjąć te słowa do swojego życia? Może warto zanotować nasuwające się refleksje, aby móc od czasu do czasu do nich powracać.
Możesz też wyobrazić sobie scenę z 21. rozdziału Ewangelii Jana, w której Jezus ukazuje się Piotrowi i kilku innym uczniom łowiącym ryby. Jak odpowiadasz Jezusowi, gdy zadaje ci pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. Jaki związek z twoim życiem mają słowa Jezusa: „Paś owce moje” (J 21,17)? Wsłuchaj się w głos Pana, który mówi te słowa do ciebie i wypowiedz przed Nim swoje serce.

MODLITWA KSIĘGĄ
DZIEJÓW APOSTOLSKICH
Dzieje Apostolskie opowiadają o tym, jak Duch Święty, posłany przez zmartwychwstałego Jezusa, uzdolnił pierwszych chrześcijan do stania się Jego świadkami „w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Ten sam Duch, który działał w początkach Kościoła, jest obecny i aktywny także dzisiaj. Lektura Dziejów Apostolskich może obudzić w nas wiarę w to, że Bóg będzie nas prowadził i umacniał – podobnie jak pierwszych uczniów.
W Okresie Wielkanocnym Kościół czerpie pierwsze czytania mszalne właśnie z Księgi Dziejów Apostolskich. Ponieważ jest to jedna z najdłuższych ksiąg Nowego Testamentu, nie jesteśmy w stanie rozważyć w liturgii wszystkich jej wersetów. Tak więc w te dni, kiedy pewne fragmenty zostają opuszczone, postarajmy się je również doczytać w domu. Dzieje Apostolskie są fascynującą relacją o Bożym działaniu – o głoszeniu słowa, poprzez które nawracały się tysiące, oraz o zadziwiających znakach i cudach objawiających moc i miłość Boga. Rozważając na modlitwie Dzieje Apostolskie, zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, jak Duch Święty prowadził Apostołów, którzy wychodzili ze słowem Dobrej Nowiny daleko poza swoje własne środowisko.
Na przykład, w rozdziale 10. czytamy o tym, jak Duch Święty daje Piotrowi niezwykłe widzenie, w którym mówi mu, że nie powinien już uważać za nieczyste tego, co Bóg oczyścił. Następnie Piotr zostaje wezwany do domu pogańskiego żołnierza imieniem Korneliusz, a kiedy głosi tam Dobrą Nowinę, na Korneliusza i wszystkich jego domowników zstępuje Duch Święty. Piotr przekonuje się, że moc zmartwychwstania Jezusa może przemienić każdego, nawet pogan!

WSPÓLNY POSIŁEK
Czytając Dzieje Apostolskie, widzimy, że większość pierwszych chrześcijan żyła we wspólnocie. Modlili się wspólnie, spożywali razem posiłki, dzielili się wszystkim, co posiadali, aby nikt nie cierpiał niedostatku.
W naszych dzisiejszych parafiach nie żyjemy wprawdzie w ten sposób, ale Bóg wezwał nas jako jedno Ciało, które wzmacnia się, gdy szukamy okazji do spotykania się ze sobą. Wspólny posiłek z rodziną czy przyjaciółmi jest doskonałym sposobem przedłużenia świątecznej radości płynącej ze zmartwychwstania Chrystusa, ponieważ pozwala nam podzielić się nią z innymi. Poza tym, zauważ, jak wiele razy Jezus po swoim zmartwychwstaniu dzielił z uczniami posiłek (Mk 16,14-18; Łk 24,28-34; 24,36-43; J 21,9-13).
Jeśli więc wciąż odkładasz spotkanie z nowo poznanym małżeństwem ze swojej parafii, masz teraz okazję je sfinalizować. Jeśli od dawna masz ochotę zaprosić na obiad samotną matkę z sąsiedztwa, przestań zwlekać i zrób to. Nie wymawiaj się natłokiem zajęć. Nie musisz przygotowywać wykwintnego posiłku ani nawet nie musi on się odbyć u ciebie w domu – można spotkać się w pobliskim barze z naleśnikami czy pizzerii. Najważniejsze, by spędzić razem czas.
Możesz uczynić to spotkanie bardziej znaczącym, prosząc wszystkich obecnych o podzielenie się jednym drobnym błogosławieństwem doznanym w minionym tygodniu. Także osoby niepraktykujące, czy nawet niewierzące, lubią opowiadać o tym, co dobrego ich spotkało i za co są wdzięczni. Także słuchanie o błogosławieństwach doznanych przez innych buduje naszą wiarę i dodaje otuchy.

▌PRZYGOTOWANIE
DO ZESŁANIA
DUCHA ŚWIĘTEGO
Okres Wielkanocny znajduje swój finał w Pięćdziesiątnicy, tym wielkim dniu, w którym na Apostołów zstąpił Duch Święty. Jego dary umocniły Apostołów i zjednoczyły ich we wspólnotę Kościoła.
Tradycyjnie w ciągu dziewięciu dni pomiędzy wniebowstąpieniem Jezusa a Pięćdziesiątnicą Kościół odprawia nowennę do Ducha Świętego. Słowo „nowenna” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego „dziewięć”. Jest to doskonała okazja, by prosić Ducha Świętego o głębszą świadomość Jego obecności w naszym życiu. Nawet jeśli przeżywasz czas posuchy duchowej lub czujesz, że twoja wiara słabnie, wykorzystaj te dziewięć dni, aby prosić Boga o nowe wylanie Jego Ducha, którego udzielił ci już w sakramentach chrztu i bierzmowania.
W tym czasie możesz także prosić Ducha Świętego o konkretne dary, na przykład te, które wymienia prorok Izajasz (Iz 11,1-2) lub św. Paweł (1 Kor 12,4-11). Możesz prosić o „owoce Ducha”, jak te wymienione w Liś-
cie do Galatów (Ga 5,22-23). Módl się o to, czego najbardziej potrzebujesz, i o to, co Bóg najbardziej pragnie ci dać. Może jest to dar uzdrawiania albo dar modlitwy za innych. Może Bóg chce dać ci więcej mądrości, opanowania, łagodności. Nie bój się prosić o wiele! Bóg jest hojny. Jak pisał prorok Joel, Bóg pragnie wylewać swego Ducha na wszelkie ciało (Jl 3,1-2; Dz 2,17). W tym także na każdego z nas!

CZAS ŁASKI
Bóg w Okresie Wielkanocnym chce pociągnąć cię do siebie. Może pomocne okażą się sugestie omówione w tym artykule, a może otrzymasz na modlitwie jakieś inne natchnienie. Cokolwiek postanowisz, pamiętaj, że Wielkanoc jest czasem łaski Bożej. Ważne jest nie tylko to, co ty zrobisz, ale przede wszystkim to, że Bóg pragnie obdarzać cię swym Bożym życiem. Jest to czas przemiany twojego życia mocą zmartwychwstania Jezusa.
Rozbudź więc swoją nadzieję! Chrystus zmartwychwstał i jest blisko ciebie. „Panie, otwieramy nasze serca na przyjęcie wszystkich darów, jakich chcesz nam udzielić!” ▐

Słowa Zmartwychwstałego Chrystusa

Pokój wam! (J 20,10)

Weźmijcie Ducha Świętego! (J 20,22)

Błogosławieni, którzy
nie widzieli, a uwierzyli.
(J 20,29)

Czy miłujesz Mnie? (J 21,16)

Pójdź za Mną! (J 21,19)

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody. (Mt 28,19)

A oto Ja jestem z wami
przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28,20)


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Środa, 1 maja
J 3,16-21
Tak bowiem Bóg umiłował świat.
(J 3,16)
Powtórz to głośno: Tak bowiem Bóg umiłował świat. Wszystko, co pochodzi od Boga, bierze początek w miłości. Ponieważ Bóg jest samą Miłością. Chcąc podzielić się tą bezmierną, przelewającą się miłością, powołał wszystko do istnienia. Jego miłość wciąż się przelewa, spływając na skażone grzechem stworzenie, na grzesznych mężczyzn i grzeszne kobiety, w tym także na ciebie. Bóg tak umiłował ciebie, że żaden twój grzech ani żadna słabość nie mogą powstrzymać przepływu Jego miłości. On chce, abyś przebywał z Nim na zawsze i na wieki. Tak bowiem Bóg umiłował świat…
że Syna swego Jednorodzonego dał…
Posłał Jezusa, swego Syna, aby stał się ofiarą za wszystkie grzechy, które nas od Niego oddzielają – ofiarą, której sami nigdy nie bylibyśmy w stanie złożyć. Posłał do nas swego Syna, abyśmy zobaczyli, jak wygląda miłość – miłość tak potężna, że jest w stanie tchnąć nowe życie w nasze zimne, twarde i zranione serca. Bóg tak umiłował świat, że oddał wszystko...
aby każdy, kto w Niego wierzy…
Uwierz, że Jezus umarł właśnie za ciebie. Uwierz, że Jezus kocha cię nawet wtedy, gdy czujesz się upokorzony i niegodny Jego miłości. Uwierz, że nic, co zrobiłeś ani czego nie zrobiłeś, nie jest w stanie zmienić tej prawdy. Uwierz, że On umocni cię w twojej słabości, że przebaczy każdy twój grzech. Uwierz, że Jego doskonała miłość usuwa wszelki lęk. Oprzyj na tym swoje życie. Podejmij świadomą decyzję, że będziesz w to wierzyć, nawet w obliczu zwątpienia, lęku czy klęski. Bóg tak cię umiłował, abyś… 
nie zginął, ale miał życie wieczne.
Nie musisz bać się niczego. Śmierć nie ma już nad tobą władzy. Kiedy zakończy się twoje ziemskie życie, będzie przy tobie Bóg, gotów zanieść cię do swego wiecznego domu. Powie do ciebie: „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31,3), „Moje w tobie upodobanie” (por. Iz 62,4). Wejdź do mego królestwa i żyj na wieki.
„Ojcze , dziękuję Ci za to, że mnie kochasz i że posłałeś swego jedynego Syna, Jezusa, abym mógł żyć z Tobą na wieki”.
Dz 5,17-26
Ps 34,2-9

▌Piątek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
(Ps) Jdt 13,18bcda.19-20
Twoja ufność w Bogu nie zatrze się aż na wieki w sercach ludzkich wspominających moc Boga. (Jdt 13,19)
Słowa dzisiejszego psalmu responsoryjnego zaczerpnięte są ze starotestamentalnej Księgi Judyty. Głoszą one chwałę tytułowej bohaterki tej księgi, która w chwili gdy wodzowie Izraela popadają w panikę, zwraca się z ufnością do Boga i przy Jego pomocy pokonuje dowódcę nieprzyjaciół. Fragmenty tej księgi do złudzenia przypominają pieśń Maryi z Ewangelii św. Łukasza (Łk 1,46-55). „Ty jesteś Bogiem pokornych, wspomożycielem poniżonych, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, którzy utracili nadzieję” – modli się Judyta. A po jej chwalebnym powrocie z głową zabitego wodza naczelnicy witają ją słowami: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi (…) Niech to sprawi tobie Bóg, abyś była wywyższona na wieki” (Jdt 9,11; 13,18.20).
O Maryi, do której dzisiejsza liturgia odnosi pochwałę Judyty, mówimy często, że starła głowę węża, czyli – pokonała szatana. Mówiąc ściśle, to Jej Syn odniósł zwycięstwo nad szatanem i pozwolił swej Matce – na mocy łaski uprzedzającej – korzystać z owoców tego zwycięstwa. Maryja nigdy nie walczyła orężem, ale mocą Ducha Świętego, który Ją napełniał. Z ufnością stanęła tam, skąd uciekli najodważniejsi – pod krzyżem Jezusa. Pierwsze czytanie z Apokalipsy ukazuje nam Jej wywyższenie, które kiedyś, jeśli z pokorą i ufnością pójdziemy za Panem, będziemy mogli oglądać.
Dzisiejsza uroczystość, tak mocno związana z historią naszej Ojczyzny, ukazuje nam, że trwałe zwycięstwo można odnieść tylko mocą Ducha Świętego. Wielcy prymasi polscy, jak kardynał August Hlond czy kardynał Stefan Wyszyński, upatrywali je wprost w naszym zjednoczeniu z Maryją, która tyle razy w trudnych sytuacjach stawała się dla całego narodu mocnym duchowym oparciem, niosąc nadzieję, że Bóg jest silniejszy niż wszelka niszcząca nas przemoc.
Uciekajmy się do Niej, gdy nasza wiara słabnie, gdy chrześcijańska obyczajowość dla wielu przestaje być oczywista, gdy brakuje nam jedności i wzajemnego szacunku. Ona wciąż jest naszą Królową. Wciąż wskazuje nam drogę pokory i ufności, drogę wierności Bogu, na której sama odniosła ostateczne zwycięstwo. Jej przykład i wstawiennictwo pomagają nam walczyć ze zniechęceniem i narzekaniem, wlewają w serca otuchę i dodają sił, by zacząć od nowa.
„Panie, Ty nauczyłeś nas w trudnych chwilach szukać pomocy u Twojej Matki. Spraw, abyśmy znajdując u Niej oparcie, żyli w sposób godny Twojego królestwa”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Kol 1,12-16
J 19,25-27

▌Niedziela, 5 maja
Dz 5,27b-32.40b-41
Cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia Jezusa. (Dz 5,41)
Czy to nie dziwne? Spodziewalibyśmy się raczej wdzięczności Apostołów za to, że w ogóle udało im się ocalić życie. Lub ulgi, że nie zostali ukarani jeszcze surowiej. Być może również takie myśli przechodziły im przez głowę, jednak najwyraźniej więcej radości sprawiło im to, że okazali się „godni” aresztowania, gróźb i bicia przez swoich własnych rodaków.
Co pozwoliło Apostołom przyjąć taką właśnie postawę? Odpowiedź znajdujemy w jednym prostym zdaniu z dzisiejszego czytania. Wyjaśniając swoje postępowanie przed Sanhedrynem, Piotr i pozostali oświadczyli: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego wy straciliście, zawiesiwszy na drzewie” (Dz 5,30).
To zmartwychwstanie Jezusa zmieniło całą rzeczywistość! Apostołowie widzieli, jak poniósł bolesną śmierć,
a po jej przejściu stanął przed nimi pełen chwały Bożej. Zobaczyli na własne oczy niezbity dowód tego, że śmierć została pokonana. Nie była ona końcem historii Jezusa – ani też ich własnej historii.
Około siedemdziesięciu pięciu lat po tym wydarzeniu, podobne słowa wypowiedział Ignacy, biskup Antiochii. Został on aresztowany za wiarę w Chrystusa i w drodze do Rzymu, gdzie miał zostać stracony, napisał do tamtejszych chrześcijan, prosząc ich, by nie zabiegali o jego uwolnienie. Ignacy miał już za sobą długie życie i nie lękał się śmierci. Wręcz przeciwnie, wyglądał jej z utęsknieniem. „Pozwólcie mi się stać pożywieniem dla dzikich zwierząt, dzięki którym dojdę do Boga” – pisał w swoim liście do Rzymian (4).
Zarówno Piotr, jak i Ignacy zapewniają nas, że bramy nieba stoją przed nami otworem. Śmierć, i wszystko, co ona sobą przedstawia, straciła nad nami władzę. Podobnie też stracił nad nami władzę lęk, gdyż wszystkie lęki mają swoje źródło w lęku przed śmiercią (Hbr 2,15). Jezus, nasz zmartwychwstały Pan, pokonał wszystko, a teraz zaprasza nas do udziału w swoim zwycięstwie. Śmierć nie jest końcem naszej historii. To dopiero początek.
„Jezu, wychwalamy Cię za Twoje zwycięstwo, jakie odniosłeś mocą swego zmartwychwstania”.
Ps 30,2.4-6.11-13 
Ap 5,11-14
J 21,1-19 lub J 21,1-14

▌Niedziela, 12 maja
Dz 13,14.43-52
Ogarnęła ich zazdrość. (Dz 13,45)
Wiemy z doświadczenia, że zazdrość jest bliska miłości (której często towarzyszy). A jednak są to całkowicie przeciwstawne uczucia. Granica między nimi bywa bardzo subtelna. Oba są płomienne i pełne pasji. Jednak zazdrość pojawia się wtedy, gdy widzimy, jak ktoś cieszy się czymś, co sami chcielibyśmy posiadać, natomiast miłość, gdy chcemy, by inni cieszyli się posiadaniem jakiegoś dobra. Zazdrość jest więc skupiona na sobie, podczas gdy miłość jest skupiona na innych.
Różnica ta pomoże nam lepiej zrozumieć reakcję niektórych Żydów z synagogi w Antiochii Pizydyjskiej. Ogarnęła ich zazdrość na widok wielkiego tłumu ludzi zebranych, by posłuchać nauczania Pawła i Barnaby. Dotknęło ich to, że jacyś nieznani przybysze zyskali sobie taki rozgłos, o jakim oni sami mogli tylko pomarzyć. My ciągle spotykamy się z uprzedzeniem, szykanami i dyskryminacją – myśleli sobie. A ci dwaj, ledwie przyjechali, a już wszyscy słuchają ich z zapartym tchem – nie wyłączając pogan!
W taki właśnie sposób działa zazdrość. Jakaś osoba ma coś, co uważamy za atrakcyjne. Gdy patrzymy, jak
z tego korzysta, wzrasta nasze pragnienie posiadania tego. Jeśli nie będziemy czujni, pragnienie to szybko przerodzi się w niechęć do tej osoby. Ta niechęć może rozwinąć się do tego stopnia, że nawet zapomnimy o tym, czego pragnęliśmy. Nasza uwaga przesunie się
z pożądanego obiektu na osobę, której zazdrościmy. Dlatego właśnie Kain zabił Abla. Dlatego Dawid zabił Uriasza. Dlatego niektórzy faryzeusze nienawidzili Jezusa. I dlatego Żydzi z dzisiejszego czytania „wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic” (Dz 13,50).
Najlepszym sposobem na przezwyciężenie uczucia zazdrości jest modlitwa do Boga, aby pomógł ci zobaczyć brata w tym, komu zazdrościsz. Zamiast zżymać się na szczęśliwego posiadacza pożądanego przez ciebie dobra, pomyśl, jak sam zostałeś obdarowany, i dziękuj za to Bogu. Kiedy czujesz, że ogarnia cię zazdrość, proś Boga, by pomógł ci ją przezwyciężyć miłością, błogosławieństwem i współczuciem.
Zazdrość nie musi tobą rządzić. Dzięki łasce Bożej ty możesz rządzić nią.
„Jezu, pomóż mi docenić to, co mi dajesz, i dobrze życzyć wszystkim, których mam wokół siebie”.
Ps 100, 2-5
Ap 7,9.14b-17
J 10,27-30

▌Niedziela, 26 maja
J 14,23-29
Pokój mój daję wam. (J 14,27)
Czy nie czujesz, że w twoim życiu, a także na całym świecie brakuje pokoju? W mediach wciąż pojawiają się doniesienia o kolejnych konfliktach, zarówno lokalnych, jak i międzynarodowych. Niezgoda i brak zrozumienia niszczą rodziny i relacje między ludźmi. Nawet w naszych własnych myślach i pragnieniach znajdujemy wiele sprzeczności. Skąd może przyjść pokój?
Oczywiście może on przyjść od Jezusa! W dzisiejszej Ewangelii, obdarzając swoich uczniów pokojem, Jezus używa słowa szalom, które oznacza także dostatek i dobrostan. Słowo szalom było używane zarówno jako powitanie, jak i pożegnanie – zwykle pomiędzy przyjaciółmi, którzy życzyli sobie jak najlepiej.
Jednak Jezus nie tylko życzy pokoju swoim uczniom, ale również go im daje. Daje pokój zbawienia. Spokojną świadomość, że zostali pojednani z Ojcem niebieskim. Radosną pewność, że wszystko jest we właściwym porządku i wszelkie przeszkody na drodze do pokoju zostały usunięte.
Jezus daje ten pokój także tobie. Zaczyna się on wewnątrz, gdy poznajesz miłosierdzie, miłość i zbawienie, które otrzymałeś w Chrystusie. Za każdym razem, gdy idziesz do spowiedzi, gdy modlisz się przed Najświętszym Sakramentem, uczestniczysz w Eucharystii – pokój Jezusa mocniej wnika w twoje serce. A wtedy przestajesz denerwować się wszystkim, co widzisz wokół siebie
i w sobie. Za każdym razem gdy modlisz się słowami: „Przyjdź, Panie Jezu”, otwierasz się na Tego, który daje pokój twemu sercu. I stopniowo nabierasz ufności, że miłość Boga do ciebie jest w stanie przezwyciężyć każdą trudność, jaką napotykasz, każdy konflikt, jaki się pojawia.
Kiedy pielęgnujesz ten wewnętrzny pokój, zaczyna się on przelewać z ciebie na twoje relacje. Coraz rzadziej odpowiadasz tym samym na czyjeś wybuchy. Łatwiej ci zachować spokój, gdy ktoś zajeżdża ci drogę. Zaczynasz dążyć do pojednania z tymi, z którymi od dawna nie utrzymujesz kontaktów z powodu jakiejś zadawnionej urazy. Okazujesz życzliwość zgryźliwemu sąsiadowi. Masz więcej cierpliwości do dziecka
A to przecież dopiero początek! Jeśli każdy z nas zacznie zabiegać o pokój, świat stanie się o wiele bardziej przyjaznym miejscem.
„Jezu, dziękuję Ci za dar Twojego pokoju”.
Dz 15,1-2.22-29
Ps 67,2-6.8
Ap 21,10-14.22-23

▌Czwartek, 30 maja
J 16,16-20
Ujrzycie Mnie. (J 16,16)
Była to wspaniała obietnica! Jezus, przygotowując uczniów na swoje odejście, zapowiedział im, że powróci i zobaczą Go ponownie. Chociaż Apostołowie nie rozumieli do końca tych słów, to jednak dały im one pewną pociechę.
I rzeczywiście, zobaczyli Jezusa powtórnie – w Niedzielę Wielkanocną, kiedy stanął przed nimi w Wieczerniku. Jednak „ujrzenie”, o jakim mówił Jezus, oznaczało coś więcej niż tylko zobaczenie Go – zmartwychwstałego – oczyma ciała. Jezus zapowiadał także swoje ostateczne przyjście w chwale, które nastąpi w czasie paruzji. Nikt nie zna czasu ponownego przyjścia Jezusa, nikt z nas, żyjących współcześnie, nie widział Go zmartwychwstałego w ciele. A jednak i do nas Jezus kieruje swoją obietnicę.
Obiecuje, że „ujrzymy Go”, kiedy Duch Święty pomoże nam doświadczać Jego obecności i przyjmować Jego pouczenia. Dlaczego dla Jezusa było tak ważne, abyśmy Go znowu „ujrzeli”? Czy Jego krzyż i zmartwychwstanie nie wystarczą dla naszego zbawienia? Czy nie wystarczy, że usłyszeliśmy Ewangelię i zostaliśmy ochrzczeni w Jego imię?
Mówiąc krótko, nie wystarczy. I dzięki za to Bogu! Potrzebujemy codziennie „widzieć” Jezusa. Potrzebujemy słyszeć Jego głos, przyjmować Jego miłość, dać się prowadzić Jego mądrości. Jak nauczał św. Paweł, Jezus dał nam swego Ducha „dla poznania dobra, jakim Bóg nas obdarzył” (1 Kor 2,12).
Prawdą jest, że sami z siebie nigdy nie będziemy w stanie pojąć, jak wielką cenę zapłacił Jezus za nasze zbawienie, ani zgłębić Jego miłości. Potrzebujemy więc także Ducha Świętego, który udziela nam łaski do życia według nauki Jezusa. Bez Ducha Świętego nie potrafilibyśmy ani jej zrozumieć, ani wcielić w życie. Dlatego właśnie Jezus pragnie napełniać nas swoim Świętym Duchem. Wie, że tylko w ten sposób możemy doświadczyć mocy i obecności Boga w naszym życiu.
Co uczynili Apostołowie, gdy Jezus został od nich zabrany i nie mogli już dłużej Go oglądać? Zjednoczyli się na modlitwie, oczekując wypełnienia danej przez Niego obietnicy. Wołali: „Przyjdź, Duchu Święty!”.
Pójdźmy za ich przykładem. Od dziś do uroczystości Zesłania Ducha Świętego utkwijmy wzrok w Jezusie, trwajmy na modlitwie i czytaniu słowa Bożego. Prośmy o łaskę ujrzenia Jezusa nowymi oczami, oczami Ducha Świętego.
„Przyjdź, Duchu Święty! Otwórz oczy mego serca”.
Dz 18,1-8
Ps 98,1-4

MAGAZYN:

Pokojowa obecność


Bł. Pierre Claverie i jego droga szacunku wśród przemocy

Istnieje coraz głębszy podział pomiędzy ludźmi oddalonymi od nas o zaledwie godzinny lot samolotem. Stał się on teraz punktem zapalnym; jest to przerażające… I jest to właściwe miejsce dla Kościoła, gdyż właśnie tam jest Jezus. Krzyż jest drogą każdego, kto nie opowiada się po jednej czy drugiej stronie, ponieważ jednocząc się z ludzkością, nie możemy odrzucić jej części. Misją, jaka stoi przed nami, jest łączenie obu stron”. BISKUP CLAVERIE

Pierre Claverie urodził się w 1938 roku w rodzinie francuskiej zamieszkałej w Algierii, państwie arabskim podbitym przez Francję sto lat wcześniej. Przez pierwsze dwadzieścia lat życia Pierre mieszkał w luksusowym apartamencie z rodzicami i siostrą Anne-Marie. Rodzina żyła w zgodzie i dobrobycie. Taki był życiowy fundament Pierre’a, jego szkoła miłości. Zarazem jednak stanowił on mur oddzielający go od pracujących muzułmańskich sąsiadów, którzy żyli tuż obok, cierpiąc pod jarzmem potęgi kolonialnej. Chociaż arabscy muzułmanie stanowili aż 90% ludności Algierii, dla większości Algierczyków pochodzenia europejskiego byli oni niemal niedostrzegalni. „Nie był to z naszej strony rasizm, lecz obojętność” – wyznawał Pierre z żalem po latach.
W wieku lat osiemnastu Pierre, ku zaskoczeniu swojej rodziny, oznajmił, że chce wstąpić do dominikanów. Dwa lata później rozpoczął nowicjat w Grenoble we Francji. Tamtejsi dominikanie popierali niepodległość Algierii i Pierre w trakcie studiów zaczął interesować się kwestiami politycznymi. Nauczył się też znajdować radość w rytmie codziennej modlitwy. „Nawet jeśli przez całe pół godziny czuję się suchy jak kawał drewna, wychodzę z modlitwy odnowiony” – pisał do swoich rodziców.
W Grenoble Pierre zaczął boleśnie odczuwać „przepaść” dzielącą chrześcijan i muzułmanów w Algierii. Przed powrotem do Algierii chciał nauczyć się arabskiego, aby odkryć na nowo swoją ojczyznę z perspektywy tych, którzy byli jej pierwszymi mieszkańcami. Jednak gdy powrócił tam na dobre jako dominikanin, po ślubach wieczystych i święceniach kapłańskich, sam poczuł się obcy w swoim ojczystym kraju.

ODMIENIONY KRAJ
Algieria, do której powrócił Claverie, była zupełnie inna od tej, jaką pozostawił. W 1962 roku niepodległość Algierii stała się faktem. Prawie milion Europejczyków wyjechało do Francji, w tym większość algierskich chrześcijan. Kościoły świeciły pustkami. Z ulic zniknęły znaki francuskich wpływów. Jednak pragnienie zrozumienia Algierczyków i wyzbycia się uprzedzeń przewyższało
u Pierre’a poczucie rozczarowania.
Przez kilka wieczorów w tygodniu ćwiczył konwersację w języku arabskim. Opanowanie języka dawało mu swobodę działania – mógł zapraszać Algierczyków na herbatę, wspólny wyjazd w weekend czy na wieczornego grilla. W „Arabach” czy „obcych”, jak myślał o nich wcześniej, odkrył... „istoty ludzkie”. Z upodobaniem wdawał się w ożywione dyskusje ze swoim dentystą. „Rozmawialiśmy o Biblii
i Koranie, Mesjaszu i proroctwach, Duchu Świętym i duchu Mahometa” – opowiadał rodzicom. Jak mawiał, jego stylem życia stało się nawiązywanie relacji zawsze, wszędzie i ze wszystkimi.
Dla o. Claverie był to czas podejmowania wielu odpowiedzialnych obowiązków. Poproszono go o kierowanie ośrodkiem studiów językowych, często głosił też rekolekcje i nauki niewielkim, lecz aktywnym wspólnotom katolickim w Algierii. Kierował się stanowiskiem Soboru Watykańskiego II w kwestii dialogu międzyreligijnego, które uznał za bardzo przydatne w praktyce duszpasterskiej w Algierii. „Nie jesteśmy posiadaczami prawdy. To prawda bierze nas w posiadanie i pozwala odkrywać się coraz pełniej” – powtarzał.
W 1981 roku, przy dużym poparciu społecznym, Claverie został wyświęcony na biskupa Oranu, diecezji obejmującej północno-zachodnią część Algierii. Od początku swojej posługi utrzymywał bliskie więzi z muzułmańskimi imamami oraz prostymi Algierczykami. Obchodził z nimi urodziny, chodził na pogrzeby, dzielił dobre i złe chwile, prowadził zwyczajne przyjacielskie rozmowy na rogach ulic. W wywiadzie udzielonym po latach wyznał z prostotą: „Czy ewangelizujemy? Tak, w tym sensie, że pokazujemy Boga, który objawia się jako miłość”.

PAŃSTWO W ROZSYPCE
Biskup Claverie był absolutnie świadom głębokich różnic pomiędzy światopoglądem islamskim a chrześcijańskim. Jego podejście do dialogu międzyreligijnego nie polegało na minimalizowaniu różnic teologicznych, ale na poznawaniu ich z jednoczesnym otwarciem na człowieka. Nie chciał być oskarżany o „nową krucjatę” przeciw islamowi; Kościół w Algierii nie mógł też pozwolić sobie na to, aby narzucać swoje poglądy.
Nietolerancja religijna stawała się coraz bardziej widoczna. Jako biskup Oranu, Claverie nieustannie podkreślał wspólne wyzwania, przed którymi stają katolicy i muzułmanie, będąc obywatelami tego samego państwa. Jedno z nich odczuwane było przez wszystkich – gospodarka algierska popadała w ruinę. 60% ludności Algierii nie ukończyło jeszcze dwudziestu lat i wielu młodych ludzi migrowało do miast, gdzie czekała na nich uboga infrastruktura i wysokie bezrobocie. Niektórzy z nich, rozczarowani działaniami rządu, przystępowali do partii ekstremistów islamskich, powstałej w latach osiemdziesiątych. Następnie, w 1991 roku, ekstremiści algierscy dążący do powstania nowego „państwa islamskiego” wywołali wojnę domową przeciwko rządowi.
W wyniku ataków terrorystycznych zginęły tysiące umiarkowanych muzułmanów. Jak ujął to jeden z dziennikarzy: „Wieczorne wiadomości o 20.00 zamieniły się w nekrolog”. Sytuacja w miastach stała się groźna również dla chrześcijan, toteż biskup Claverie w trosce o bezpieczeństwo swojej owczarni polecił wielu z nich opuścić kraj.

ŻYCIE EUCHARYSTIĄ
Kolejne dwa lata pogłębiły u biskupa Claverie poczucie misji i przybliżyły go do Boga. Na początku Wielkiego Postu 1993 roku wystosował list do kapłanów, osób zakonnych oraz świeckich, którzy pozostali na swoich stanowiskach w algierskich szkołach, szpitalach i wioskach. Pisał do nich, niczego nie ukrywając: „Tegoroczny Wielki Post ma być dla nas wszystkich czasem, w którym zajrzymy w twarz śmierci. Jakie jest jej miejsce w naszym życiu? Dlaczego tak jej się boimy? Idziemy za Jezusem drogą ku Wielkanocy… drogą oddania życia”.
Biskup Claverie chciał, by jego wierni dostrzegli symbolikę Wielkanocy w swoim codziennym doświadczeniu. Pozostając w Algierii, dawali świadectwo miłości „mocniejszej niż śmierć”. Czuł, że jest to szlachetna misja, przymierze wierności, które świadczy o Chrystusie mocniej niż jakiekolwiek kazanie.
Pierwsi katoliccy zakonnicy zostali zabici przez terrorystów w 1994 roku. Ich śmierć była tragedią dla Kościoła, ale okryła żałobą także miejscowych Algierczyków – muzułmanów, którzy znali i darzyli zaufaniem kapłanów służących ich społeczności. Claverie uznał ten wspólny smutek za zaprawione goryczą zwycięstwo ofiarnej miłości zamordowanych zakonników. Latem tego samego roku zachęcał wspólnotę sióstr zakonnych do dalszego służenia Algierczykom w formie „białego męczeństwa”, które – według niego – polega na „przeżywaniu każdego dnia, oddając życie kropla po kropli – poprzez spojrzenie, obecność, uśmiech, gest życzliwości, służbę, przez wszystkie te rzeczy, które sprawiają, że nasze życie jest dzielone z innymi, ofiarowane im, stając się ich własnością”.
Miało to być, jak mówił, życie „eucharystyczne” – nie tylko rozumiane jako pamiątka tego, co Jezus uczynił kiedyś, ale będące żywą obecnością Jezusa składającego w nich dzisiaj ofiarę ze swojego życia.

TO JEZUS CIERPI
Także życie biskupa znajdowało się w bezpośrednim zagrożeniu. Jednak liczni algierscy przyjaciele dawali mu poczucie, że nie jest osamotniony we wrogim otoczeniu. Kiedy pewnego dnia dotarł do domu, pokonawszy niebezpieczną drogę, ktoś przyniósł mu szampana od jednego z algierskich przyjaciół. Inni wyszli mu naprzeciw wraz z dziećmi i obdarowali pieczonym w domu chlebem, „chlebem przyjaźni”, jak nazwał go biskup Pierre.
Jednak najbardziej istotne umocnienie przychodziło od Boga na modlitwie. Wciąż modląc się o bezpieczeństwo swe-
go ludu, odczuwał nadprzyrodzony pokój. Zarządzając swoją diecezją, rozpoczynał nawet nowe projekty – na przykład otworzył bibliotekę, choć wokół szalała wojna. Jak w 1995 roku powiedział grupie przełożonych zakonnych, w tym niespokojnym czasie bardziej niż kiedykolwiek należało patrzeć na Algierczyków „z ufnością, dobrą wolą, jakby z Bożej perspektywy”.
Claverie sprzeciwiał się przemocy w narodowych debatach i przemówieniach radiowych. Bronił także swego powołania do pozostania w Algierii. „Czy nie jest sprawą zasadniczą dla chrześcijan przebywanie w spustoszonych i opuszczonych miejscach?” – pytał. „Jesteśmy w Algierii dla Jezusa, ponieważ to On cierpi z powodu przemocy, która nie oszczędza nikogo, krzyżowany wciąż na nowo w ciałach tysięcy niewinnych ofiar”. Jego ufna odwaga irytowała, ale i intrygowała słuchaczy. Czyżby naprawdę się nie bał?

„NASZE ŻYCIE
JEST JUŻ ODDANE”
Wieczorem 1 sierpnia 1996 roku Pierre Claverie wracał ze spotkania w Algierze z francuskim ministrem spraw zagranicznych, podczas którego po raz kolejny wyjaśniał, dlaczego katoliccy zakonnicy zamierzają pozostać w Algierii. Jego przyjaciel, Mohamed Bouchikhi, odwiózł go z lotniska do domu. Kiedy otworzyli drzwi, wybuch bomby zabił na miejscu ich obydwu.
Pierre Claverie wraz z osiemnastoma innymi męczennikami algierskimi, zabitymi w czasie wojny domowej, został beatyfikowany w grudniu 2018 roku. Uroczystość odbyła się w Algierii, w Oranie – jako pierwsza beatyfikacja mająca miejsce w kraju muzułmańskim. Był to jednocześnie wyraz szacunku Kościoła dla 114 imamów oraz niemal 150 tysięcy umiarkowanych Algierczyków, którzy również padli ofiarą tej wojny.
Śmierć biskupa Pierre’a Claverie oraz męczenników algierskich jest świadectwem tego, że swoje życie już wcześniej oddali Bogu w akcie całkowitego zawierzenia. Ich męczeństwo było jedynie potwierdzeniem wyboru dokonanego
w chwili, gdy zdali się na wolę Boga, który jest miłością. I jest to wybór, którego może dokonać każdy z nas, niezależnie od tego, w jakim miejscu się znajduje. ▐

 

NASZA ANKIETA:

„Starość” może oznaczać „świętość”

Starość? Może być nie tylko fizyczna, ale również i duchowa. Pewnie wiele osób zdziwi się czytając to, co napisałam. Ale w moim przypadku jest to prawdą. Przebywając z moją babcią Henią, czuję się tak, jakbym to ja była babcią mojej babci... Chociaż ja mam 39 lat, a moja babcia 93, to ona ma w sobie więcej życia niż ja. Od zawsze zadziwia mnie swoją pogodą ducha i radością. Cała jakby promienieje od wewnątrz.
Czego nauczyłam się i nadal, dzięki łasce Bożej, mogę się uczyć od mojej babci? Na pewno radości – z przyjmowania każdego dnia. A jednocześnie podejmowania osób, które tego dnia mnie odwiedzą lub które ja odwiedzę. Tego, jak cieszyć się drugim człowiekiem i możnością przebywania w jego towarzystwie, widząc w każdej spotkanej osobie Jezusa. Jak podejmować takiego Gościa z należytym szacunkiem i z uwagą – wysłuchać, pomóc w trudnej sytuacji, poradzić, zrobić kawę albo obiad, w zależności od pory dnia. Po prostu ugościć tym, co się ma. I nigdy nie dać drugiemu odczuć, że przyszedł w nieodpowiednim czasie lub że jest niechciany. Od babci uczę się cieszyć drugim człowiekiem, jego osobą i wspólnym z nim przebywaniem. Uczę się pogody ducha – by przyjmować ludzi z ich zaletami i z ich wadami, takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi my chcielibyśmy, żeby byli. Babcia swoim przykładem zawsze uczyła mnie, jak kochać tych, z którymi żyje się na co dzień. Jak w pokorze, cichości i miłości przyjmować rany, które zadają nam często najbliższe sercu osoby. A w związku z tym – jak przebaczać i okazywać im miłość.
Moja babunia pokazała mi, jak należy opiekować się i troszczyć o swojego współmałżonka. Zwłaszcza podczas choroby i cierpienia... Że miłość oznacza nieustanne przebaczanie. Że miłość to również ukrzyżowanie własnego ego, by ta druga osoba mogła wzrastać w Bogu, w wierze i w miłości. Moja babcia Henia pokazała mi, jak żyć nadzieją na przyszłe jutro w czasach trudnych, pełnych niepokoju... Swoją osobą wskazuje, jak z godnością się starzeć, czyli dojrzewać niczym owoc przez całe życie, by być każdego dnia gotowym na spotkanie z Bogiem – Najwyższym Dobrem i Miłością. Uczy, jak z uśmiechem znosić fizyczne niedomaganie, ból i cierpienie, nie mówiąc o tym nikomu i nie narzekając na swój los. Jak będąc samotnym, nie czuć się osamotnionym, a wolne przestrzenie w domu i w sercu zapełnić Bogiem, pracą i modlitwą. Tak, od babci Heni można się wiele nauczyć... Dzieli się swoimi najlepszymi przepisami z każdym, kto tego zapragnie. Nie prawiąc przy tym kazań, morałów, nie pouczając i nie używając do tego ani jednego słowa... Dlatego uczę się życia, podpatrując przykład mojej babci. 
Chciałabym, będąc w wieku mojej babci i mając podobne dolegliwości, umieć służyć tak jak ona każdemu, kto ją odwiedza, nie oczekując odwzajemnienia. Dla mnie moja babcia Henia jest chodzącą, żywą Ewangelią Jezusa. Życzę każdemu takiej babci. A starsze osoby zachęcam, by dzieliły się z młodym pokoleniem swoim doświadczeniem i mądrością. Przykład mojej babci pokazuje mi, że „starość” może równać się „świętość”.
Gosia

Dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy

Mam 68 lat. Nie jest to jeszcze wiek sędziwy, ale na pewno podeszły. Wraz z wiekiem przybywa mi chorób
i dolegliwości fizycznych. Mimo to nie czuję się bezużyteczna, jestem i chcę być potrzebna tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Z radością pomagam moim dzieciom i wnukom, otrzymując w zamian ogromną porcję wdzięczności. Opiekuję się również przewlekle chorym mężem, co stanowi duże obciążenie fizyczne, psychiczne i materialne.
Jestem osobą wierzącą, ale muszę przyznać, że w młodości nie dostrzegałam takiej bliskości Pana Boga w moim życiu, jaką dostrzegam teraz. Dzieje się tak dlatego, że mam więcej czasu na Jego poznawanie poprzez codzienną Mszę świętą, lekturę Pisma Świętego, wspólne z mężem odmawianie Różańca i Koronki do Miłosierdzia Bożego, a także na przynależność do wspólnot działających przy parafii. Obecnie staram się wszystko przeżywać z Bogiem, powierzam Mu wszystkie sprawy, choroby, cierpienie, troski o rodzinę. Każdy kolejny dzień zawierzam Bogu, deklarując swoje otwarcie na przyjęcie Jego woli i jej wypełnianie, by móc wieczorem podziękować za wszystko, przeprosić za to, co było słabe, i udać się na spoczynek z nadzieją na kolejny dzień. Teraz też coraz bardziej potrafię dzielić się z innymi doświadczeniem obecności Boga w moim życiu, Jego dobrocią, bliskością i tym, co naprawdę jest w życiu ważne. Czas płynie tak szybko, a ja zrozumiałam, że dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy. Dlatego doceniam wartość każdego kolejnego dnia i pragnę, by tych dni pozostało jak najwięcej. By przybywało mi mądrości także po to, aby swoje doświadczenie przekazywać tym, których Bóg stawia na moich życiowych ścieżkach.
Chwała Panu! 
Jadwiga


NASZE LEKTURY:

s. Emmanuel Maillard

REWOLUCJA MIŁOSIERDZIA
Gdy Bóg
przekracza granice

Cena 29,90 zł
(+ koszty wysyłki)

Siostra Emmanuel, zakonnica ze Wspólnoty Błogosławieństw, od wielu lat mieszkająca i działająca w Medjugorie, jest autorką poczytnych książek, znanych też w Polsce: „Ukryte Dzieciątko z Medjugorje”, „Medjugorie. Lata 90”, „Wyzwolenie i uzdrowienie przez post”, „Rodzino, nie pozwól się zniszczyć”, „Najpiękniejsza Msza mojego życia”, „Przedziwne sekrety dusz czyśćcowych”. 
W młodości spotkanie z Jezusem wyrwało ją z pęt okultyzmu i ocaliło, całkowicie zmieniając jej życie, o czym nieraz mówiła. W czasie swoich licznych podróży ewangelizacyjnych zebrała wiele wstrząsających świadectw i opowieści ludzi znanych i nieznanych, świętych i nieświętych, którzy doświadczyli mocy Bożego Miłosierdzia. Kilkadziesiąt z nich zostało umieszczonych w tej książce. Przy jej lekturze można śmiać się i płakać, a przede wszystkim – zachwycić się Bogiem. 
Oto fragmenty:
Tę historię opowiedział mi Agostino Ricotta, młody ojciec pięciorga dzieci, muzyk i lider grupy modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym na Sycylii. Agostino jest autorem wielu pieśni uwielbienia, które śpiewa się w Medjugorie i w wielu parafiach. Przez siedem lat chodził do szkoły ojca Slavko i pomagał w parafii jako wolontariusz. Poznał wtedy włoskiego księdza, który często towarzyszył grupom pielgrzymów. Potem Agostino przestał go widywać. Ksiądz wrócił do Medjugorie po ponad trzech latach i opowiedział, czym zajmował się w tym czasie:
„Zostałem wysłany przez moją wspólnotę jako misjonarz do małego miasteczka w Ameryce Południowej. Tamtejsi mieszkańcy zupełnie nie znali wiary chrześcijańskiej, nigdy nawet nie słyszeli o Jezusie i Matce Bożej. Musiałem ich więc uczyć podstaw katechizmu. Mówiłem im o Jezusie, o Ewangelii, o Jego cudach i nauczaniu, o sakramentach i tym podobnych. Ci prości ludzie chętnie słuchali Dobrej Nowiny. Wielu przyjęło chrzest. Kiedy pewnego dnia odprawiałem niedzielną Mszę, tuż przed konsekracją jakaś kobieta zbliżyła się do ołtarza. W ramionach trzymała umierające dziecko. Ku mojemu zaskoczeniu położyła dziecko na ołtarzu. Zapytałem:
– Co robisz?
Odpowiedziała:
– Mówiłeś, że podczas konsekracji Jezus staje się fizycznie obecny w tym chlebie, że Jezus, który przychodzi na ołtarz w Hostii, jest tym samym, który żył dwa tysiące lat temu. Wtedy pomagał wszystkim, którzy Go prosili, dotykał i uzdrawiał chorych. Jeśli to, co mówiłeś, jest prawdą, jeśli Jezus przychodzi na ołtarz, musi dotknąć i uzdrowić mojego synka! Jestem zbyt biedna i nie mam pieniędzy ani na lekarza, ani na lekarstwa.
– Dobrze, możesz go tutaj zostawić – stwierdziłem.
Zostawiła więc dziecko na ołtarzu i podczas przeistoczenia zostało uzdrowione! Gdybyś widział radość tej kobiety! Możesz domyślić się ciągu dalszego: gdy dowiedzieli się o tym ludzie z miasteczka, zaczęli przynosić swoje chore dzieci i kłaść je na ołtarzu podczas Mszy. Pozwalałem im na to i większość dzieci była uzdrawiana. Ci ludzie żyli w wielkiej biedzie, nie mieli nic, niedawno zostali ochrzczeni, ale ich wiara podbiła serce Chrystusa. Wiara dziecka, prosta wiara, która przenosi góry”. Agostino zakończył to poruszające opowiadanie słowami: „Dlaczego nie dzieje się tak w naszych kościołach, w naszych parafiach, w naszych wspólnotach? Jezus pytał: «Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» (Łk 18, 8). Tak, znajdzie, jeśli będziemy tego chcieli!”.

***
Na początku maja 2010 roku do Medjugorie przyjechało włoskie małżeństwo z Neapolu z dwójką dzieci. W ich życiu było dużo bólu. Ich serca od dawna nie zaznały pokoju, ponieważ pięcioletnia córeczka Giulia od urodzenia prawie nie słyszała, a ośmioletni syn Antonio cierpiał z powodu padaczki. Z dnia na dzień miał coraz więcej ataków i ból rodziców z powodu cierpienia dzieci stawał się zbyt trudny do uniesienia.
Pewnego wieczoru wyruszyli razem z innymi pielgrzymami na Wzgórze Objawień z widzącym Ivanem, żeby pod gwiazdami odmówić Różaniec, oczekując na przybycie Najświętszej Panny. Tutaj oddali wszystko w ręce Matki. Wybrali się na tę pielgrzymkę, ponieważ oczekiwali potężnej pomocy z nieba. Następnego dnia ojciec, Vittorio, podzielił się bolesną sytuacją swojej rodziny z odpowiedzialnym za ich grupę. Oczekiwał od niego słów wsparcia, a usłyszał bezpośrednią radę:
– Idź do spowiedzi!
Zaskoczony tak prostą wskazówką, zrobił rachunek sumienia. Musiał przyznać, że rzeczywiście żył w grzechu i nie spowiadał się od wielu lat! Innymi słowy, od dawna żył bez łaski uświęcającej, a przyjechał błagać o łaskę z nieba dla swoich dzieci. Zrozumiał, że najpierw musi wrócić do Boga. W zachęcie odpowiedzialnego za grupę dostrzegł osobiste zaproszenie Boga i postanowił odbyć dobrą spowiedź i szczerze wyrzec się swoich grzechów.
Najwyższy czas!
Ku zaskoczeniu wszystkich od spowiedzi Vittoria napady padaczki Antonia ustały. Nie powtórzył się ani jeden! A Giulia po powrocie z pielgrzymki zaczęła mówić, wymawiając wyraźnie nowe słowa... Vittorio podsumował swoje piękne świadectwo słowami:
– Zmieniłem się! Oboje z żoną patrzymy teraz na życie inaczej. Nareszcie odczuwamy pokój, moja żona odzyskała optymizm. Od czasu tej spowiedzi
w Medjugorie namacalnie odczuwam błogosławieństwo życia w świetle Boga.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 5 (309) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Zwycięstwo pochłonęło śmierć”. Zmartwychwstanie Jezusa wyzwoliło nas z paraliżującego strachu przed śmiercią, otworzyło przed nami perspektywę życia wiecznego, życia w zjednoczeniu z Bogiem. W naszych artykułach mówimy o mocy Jezusowego zmartwychwstania, o darach, jakie dzięki niemu otrzymujemy i o tym, jak owocnie przeżyć trwający właśnie Okres Wielkanocny. 
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o bł. Pierre Claverie, który mimo zagrożenia wybrał życie wśród muzułmanów w Algierii w poczuciu braterstwa z nimi, ponadto świadectwo o nawróceniu i przemianie życia oraz trzy odpowiedzi na Naszą ankietę „Błogosławieństwo starości”. W ramach Naszych lektur polecamy książkę s. Emmanuel Maillard „Rewolucja miłosierdzia”. Podtytuł tej pozycji brzmi „Gdy Bóg przekracza granice” i o tym właśnie ona jest – przedstawia kilkadziesiąt świadectw i opowieści ludzi, którzy w sposób niezwykły, często zaskakujący doświadczyli mocy Bożego Miłosierdzia, która zmieniła ich życie.
W numerze ponadto jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, krzyżówkę oraz Kalendarz liturgiczny.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Czas wielkich oczekiwań
Bóg pragnie cię szczodrze obdarowywać................... 4

Wielkość Bożych darów
Otwórz się na wszystko, co Bóg
dla ciebie przygotował.............................................. 10

Pięćdziesiąt dni łaski
Jak je dobrze przeżyć...................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 maja.....................................20

MAGAZYN

Pokojowa obecność
Bł. Pierre Claverie i jego droga szacunku
wśród przemocy – Kathryn Elliott.....................................49

Wielki skok wiary
Czy Bóg naprawdę chciał ode mnie zmiany pracy?
– Shannon Kennedy Garrett...................................... 54

„Starość” może oznaczać „świętość” – odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................58

Dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy
– odpowiedź na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................59

Jest za co Panu Bogu dziękować! – odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.....................................60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Wyobraź sobie, że na twoim podwórku znajduje się spory pagórek. Co roku wraz z nadejściem wiosny zdajesz sobie sprawę, że będziesz musiał systematycznie kosić na nim trawę. Na początku nie przeszkadza ci to tak bardzo, ale w miarę upływu lat pagórek wydaje ci się coraz większy i bardziej stromy. Pewnego dnia sąsiad mówi ci, że znalazł rozwiązanie twoich problemów z koszeniem. Otóż istnieje mało znana substancja, która rozsypana na powierzchni pagórka działa powoli, lecz z niewiarygodną mocą, rozpuszczając skały i niwelując teren. Ma ona podobny skład jak dynamit, ale zamiast działać natychmiast, czyni to stopniowo – i o wiele ciszej!
Słowo „dynamit” pochodzi od greckiego słowa dynamis oznaczającego moc. Tego samego słowa użył św. Paweł, modląc się, abyśmy poznali, czym jest „przeogromna Jego moc względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych” (Ef 1,19-20).
Może nie czujesz, że masz w sobie duchowy dynamit, ale prawdą jest, że go masz. Jako chrześcijanie, wiemy, że żyje w nas moc Jezusowego zmartwychwstania – ta moc, która pokonuje grzech i śmierć! Tej mocy mamy ufać bardziej niż swoim własnym myślom i uczuciom.
Podobnie jak mało znana substancja z naszego przykładu, działająca powoli lecz skutecznie, moc zmartwychwstania Jezusa działa w naszym życiu ze spokojną siłą. Czasami działanie to może wydawać się powolne, ale to nie znaczy, że Bóg jest bierny. Duchowi Świętemu, którego otrzymałeś na chrzcie, tak bardzo zależy na tobie, że wciąż szuka sposobów, aby pomóc ci przemieniać się na podobieństwo Jezusa Chrystusa. Jego moc, dynamis, działa w tobie, niezależnie od tego, czy jesteś młody, czy stary, bogaty czy ubogi, zdrowy czy niedomagający.
Jeśli chcesz w tym Okresie Wielkanocnym pełniej doświadczyć tej mocy, możesz zrobić jedno – uwierzyć, że Bóg pragnie działać w twoim życiu oraz w życiu tych, za których się modlisz. Jedynym, co zdawało się ograniczać moc Jezusa, gdy chodził po ziemi, uzdrawiając chorych i wypędzając złe duchy, był brak ufnej wiary (Mk 6,5-6). Przemieniało się natomiast życie tych, którzy uwierzyli.
Tak więc w tym czasie, który rozpoczął się w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego i potrwa do uroczystości Zesłania Ducha Świętego, prośmy z wiarą: „Jezu, daję Ci całkowitą swobodę potężnego działania we mnie. Przemieniaj mnie, przekształcaj na swoje podobieństwo. Oddaję Ci wszystkie góry w życiu moim
i mojej rodziny, prosząc, abyś je zniwelował”. Bóg może uczynić dokładnie to, czego się spodziewamy, lub odpowiedzieć w zupełnie inny sposób. Jednak niezależnie od tego, co się stanie, jedno nie ulega wątpliwości – Bóg jest wierny, On słyszy nasze modlitwy i ich wysłuchuje – zwłaszcza gdy modlimy się do Niego z ufną wiarą. Obyśmy w tym błogosławionym czasie wielkanocnym doświadczyli mocy zmartwychwstania Jezusa.

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

Pięćdziesiąt dni łaski
Jak je dobrze przeżyć

Jak zazwyczaj spędzasz Wielkanoc? Może uczestniczysz w Wigilii Paschalnej, słuchając tekstów czytań i świętując wraz z innymi radość zmartwychwstania Chrystusa. Może idziesz na rezurekcję, ciesząc się biciem dzwonów i rozbrzmiewającym głośno „Alleluja”. Może spotykasz się z rodziną i przyjaciółmi na świątecznym śniadaniu czy obiedzie. Pod koniec dnia czujesz się szczęśliwy – choć pewnie też zmęczony.
Cenimy sobie Niedzielę Wielkanocną i świętujemy ją w sposób bardzo uroczysty. Ale czas radości wielkanocnej to nie tylko ten jeden dzień, lecz całe pięćdziesiąt dni, aż do Zesłania Ducha Świętego. W tym czasie Bóg w szczególny sposób zaprasza nas do przemiany mocą zmartwychwstania Jezusa. Przemiany podobnej do tej, której podczas pierwszej Wielkanocy doświadczyli Maria Magdalena, Piotr, Jan i pozostali Apostołowie. Bóg zaprasza nas, abyśmy w tym czasie zaczerpnęli tyle Jego łaski – łaski nowego życia – ile tylko będziemy w stanie.
W Wielkim Poście wielu z nas przygotowuje się do Wielkanocy poprzez trzy tradycyjne praktyki: modlitwę, post i jałmużnę. Może więc teraz powinniśmy zastanowić się nad innymi praktykami, które przygotowałyby nas na przyjęcie daru Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy? Po odbyciu czterdziestodniowej pokuty za nasze grzechy, zobaczmy, w jaki sposób możemy świętować pięćdziesiąt dni radości z tego, że Jezus wyprowadza nas ze śmierci do nowego życia. Pomyślmy też, jak to świętowanie może pomóc nam w większym otwarciu na Ducha Świętego i dary, których On pragnie nam udzielić. Oto kilka sugestii.

ROZWAŻAJ SŁOWA
ZMARTWYCHWSTAŁEGO
CHRYSTUSA
Podczas Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia niektórzy praktykują rozmyślanie nad siedmioma ostatnimi słowami Chrystusa wiszącego na krzyżu. W Okresie Wielkanocnym spróbujmy zatrzymać się nad słowami zmartwychwstałego Chrystusa. Znajdują się one w relacjach o Jego zmartwychwstaniu zapisanych w czterech Ewangeliach oraz w pierwszym rozdziale Dziejów Apostolskich. Są to ostatnie pożegnalne myśli i wskazówki Jezusa, przeznaczone nie tylko dla Jego pierwszych uczniów, ale także dla nas. Wybierz sobie jedną z tych wypowiedzi i rozważaj ją.
Możesz, na przykład, wybrać słowa Jezusa skierowane do Tomasza: „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20,27). Pomyśl przy tym, jak zmieniała się i wzrastała twoja wiara na przestrzeni lat. Możesz też umiejscowić się w gronie Apostołów, kiedy Jezus ukazuje się im po raz pierwszy, mówiąc: „Pokój wam!” (J 20,19). Zobacz w wyobraźni, jak Jezus kieruje te słowa do ciebie. Co czujesz, słysząc je? Jak możesz pełniej przyjąć te słowa do swojego życia? Może warto zanotować nasuwające się refleksje, aby móc od czasu do czasu do nich powracać.
Możesz też wyobrazić sobie scenę z 21. rozdziału Ewangelii Jana, w której Jezus ukazuje się Piotrowi i kilku innym uczniom łowiącym ryby. Jak odpowiadasz Jezusowi, gdy zadaje ci pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. Jaki związek z twoim życiem mają słowa Jezusa: „Paś owce moje” (J 21,17)? Wsłuchaj się w głos Pana, który mówi te słowa do ciebie i wypowiedz przed Nim swoje serce.

MODLITWA KSIĘGĄ
DZIEJÓW APOSTOLSKICH
Dzieje Apostolskie opowiadają o tym, jak Duch Święty, posłany przez zmartwychwstałego Jezusa, uzdolnił pierwszych chrześcijan do stania się Jego świadkami „w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Ten sam Duch, który działał w początkach Kościoła, jest obecny i aktywny także dzisiaj. Lektura Dziejów Apostolskich może obudzić w nas wiarę w to, że Bóg będzie nas prowadził i umacniał – podobnie jak pierwszych uczniów.
W Okresie Wielkanocnym Kościół czerpie pierwsze czytania mszalne właśnie z Księgi Dziejów Apostolskich. Ponieważ jest to jedna z najdłuższych ksiąg Nowego Testamentu, nie jesteśmy w stanie rozważyć w liturgii wszystkich jej wersetów. Tak więc w te dni, kiedy pewne fragmenty zostają opuszczone, postarajmy się je również doczytać w domu. Dzieje Apostolskie są fascynującą relacją o Bożym działaniu – o głoszeniu słowa, poprzez które nawracały się tysiące, oraz o zadziwiających znakach i cudach objawiających moc i miłość Boga. Rozważając na modlitwie Dzieje Apostolskie, zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, jak Duch Święty prowadził Apostołów, którzy wychodzili ze słowem Dobrej Nowiny daleko poza swoje własne środowisko.
Na przykład, w rozdziale 10. czytamy o tym, jak Duch Święty daje Piotrowi niezwykłe widzenie, w którym mówi mu, że nie powinien już uważać za nieczyste tego, co Bóg oczyścił. Następnie Piotr zostaje wezwany do domu pogańskiego żołnierza imieniem Korneliusz, a kiedy głosi tam Dobrą Nowinę, na Korneliusza i wszystkich jego domowników zstępuje Duch Święty. Piotr przekonuje się, że moc zmartwychwstania Jezusa może przemienić każdego, nawet pogan!

WSPÓLNY POSIŁEK
Czytając Dzieje Apostolskie, widzimy, że większość pierwszych chrześcijan żyła we wspólnocie. Modlili się wspólnie, spożywali razem posiłki, dzielili się wszystkim, co posiadali, aby nikt nie cierpiał niedostatku.
W naszych dzisiejszych parafiach nie żyjemy wprawdzie w ten sposób, ale Bóg wezwał nas jako jedno Ciało, które wzmacnia się, gdy szukamy okazji do spotykania się ze sobą. Wspólny posiłek z rodziną czy przyjaciółmi jest doskonałym sposobem przedłużenia świątecznej radości płynącej ze zmartwychwstania Chrystusa, ponieważ pozwala nam podzielić się nią z innymi. Poza tym, zauważ, jak wiele razy Jezus po swoim zmartwychwstaniu dzielił z uczniami posiłek (Mk 16,14-18; Łk 24,28-34; 24,36-43; J 21,9-13).
Jeśli więc wciąż odkładasz spotkanie z nowo poznanym małżeństwem ze swojej parafii, masz teraz okazję je sfinalizować. Jeśli od dawna masz ochotę zaprosić na obiad samotną matkę z sąsiedztwa, przestań zwlekać i zrób to. Nie wymawiaj się natłokiem zajęć. Nie musisz przygotowywać wykwintnego posiłku ani nawet nie musi on się odbyć u ciebie w domu – można spotkać się w pobliskim barze z naleśnikami czy pizzerii. Najważniejsze, by spędzić razem czas.
Możesz uczynić to spotkanie bardziej znaczącym, prosząc wszystkich obecnych o podzielenie się jednym drobnym błogosławieństwem doznanym w minionym tygodniu. Także osoby niepraktykujące, czy nawet niewierzące, lubią opowiadać o tym, co dobrego ich spotkało i za co są wdzięczni. Także słuchanie o błogosławieństwach doznanych przez innych buduje naszą wiarę i dodaje otuchy.

▌PRZYGOTOWANIE
DO ZESŁANIA
DUCHA ŚWIĘTEGO
Okres Wielkanocny znajduje swój finał w Pięćdziesiątnicy, tym wielkim dniu, w którym na Apostołów zstąpił Duch Święty. Jego dary umocniły Apostołów i zjednoczyły ich we wspólnotę Kościoła.
Tradycyjnie w ciągu dziewięciu dni pomiędzy wniebowstąpieniem Jezusa a Pięćdziesiątnicą Kościół odprawia nowennę do Ducha Świętego. Słowo „nowenna” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego „dziewięć”. Jest to doskonała okazja, by prosić Ducha Świętego o głębszą świadomość Jego obecności w naszym życiu. Nawet jeśli przeżywasz czas posuchy duchowej lub czujesz, że twoja wiara słabnie, wykorzystaj te dziewięć dni, aby prosić Boga o nowe wylanie Jego Ducha, którego udzielił ci już w sakramentach chrztu i bierzmowania.
W tym czasie możesz także prosić Ducha Świętego o konkretne dary, na przykład te, które wymienia prorok Izajasz (Iz 11,1-2) lub św. Paweł (1 Kor 12,4-11). Możesz prosić o „owoce Ducha”, jak te wymienione w Liś-
cie do Galatów (Ga 5,22-23). Módl się o to, czego najbardziej potrzebujesz, i o to, co Bóg najbardziej pragnie ci dać. Może jest to dar uzdrawiania albo dar modlitwy za innych. Może Bóg chce dać ci więcej mądrości, opanowania, łagodności. Nie bój się prosić o wiele! Bóg jest hojny. Jak pisał prorok Joel, Bóg pragnie wylewać swego Ducha na wszelkie ciało (Jl 3,1-2; Dz 2,17). W tym także na każdego z nas!

CZAS ŁASKI
Bóg w Okresie Wielkanocnym chce pociągnąć cię do siebie. Może pomocne okażą się sugestie omówione w tym artykule, a może otrzymasz na modlitwie jakieś inne natchnienie. Cokolwiek postanowisz, pamiętaj, że Wielkanoc jest czasem łaski Bożej. Ważne jest nie tylko to, co ty zrobisz, ale przede wszystkim to, że Bóg pragnie obdarzać cię swym Bożym życiem. Jest to czas przemiany twojego życia mocą zmartwychwstania Jezusa.
Rozbudź więc swoją nadzieję! Chrystus zmartwychwstał i jest blisko ciebie. „Panie, otwieramy nasze serca na przyjęcie wszystkich darów, jakich chcesz nam udzielić!” ▐

Słowa Zmartwychwstałego Chrystusa

Pokój wam! (J 20,10)

Weźmijcie Ducha Świętego! (J 20,22)

Błogosławieni, którzy
nie widzieli, a uwierzyli.
(J 20,29)

Czy miłujesz Mnie? (J 21,16)

Pójdź za Mną! (J 21,19)

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody. (Mt 28,19)

A oto Ja jestem z wami
przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28,20)


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Środa, 1 maja
J 3,16-21
Tak bowiem Bóg umiłował świat.
(J 3,16)
Powtórz to głośno: Tak bowiem Bóg umiłował świat. Wszystko, co pochodzi od Boga, bierze początek w miłości. Ponieważ Bóg jest samą Miłością. Chcąc podzielić się tą bezmierną, przelewającą się miłością, powołał wszystko do istnienia. Jego miłość wciąż się przelewa, spływając na skażone grzechem stworzenie, na grzesznych mężczyzn i grzeszne kobiety, w tym także na ciebie. Bóg tak umiłował ciebie, że żaden twój grzech ani żadna słabość nie mogą powstrzymać przepływu Jego miłości. On chce, abyś przebywał z Nim na zawsze i na wieki. Tak bowiem Bóg umiłował świat…
że Syna swego Jednorodzonego dał…
Posłał Jezusa, swego Syna, aby stał się ofiarą za wszystkie grzechy, które nas od Niego oddzielają – ofiarą, której sami nigdy nie bylibyśmy w stanie złożyć. Posłał do nas swego Syna, abyśmy zobaczyli, jak wygląda miłość – miłość tak potężna, że jest w stanie tchnąć nowe życie w nasze zimne, twarde i zranione serca. Bóg tak umiłował świat, że oddał wszystko...
aby każdy, kto w Niego wierzy…
Uwierz, że Jezus umarł właśnie za ciebie. Uwierz, że Jezus kocha cię nawet wtedy, gdy czujesz się upokorzony i niegodny Jego miłości. Uwierz, że nic, co zrobiłeś ani czego nie zrobiłeś, nie jest w stanie zmienić tej prawdy. Uwierz, że On umocni cię w twojej słabości, że przebaczy każdy twój grzech. Uwierz, że Jego doskonała miłość usuwa wszelki lęk. Oprzyj na tym swoje życie. Podejmij świadomą decyzję, że będziesz w to wierzyć, nawet w obliczu zwątpienia, lęku czy klęski. Bóg tak cię umiłował, abyś… 
nie zginął, ale miał życie wieczne.
Nie musisz bać się niczego. Śmierć nie ma już nad tobą władzy. Kiedy zakończy się twoje ziemskie życie, będzie przy tobie Bóg, gotów zanieść cię do swego wiecznego domu. Powie do ciebie: „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31,3), „Moje w tobie upodobanie” (por. Iz 62,4). Wejdź do mego królestwa i żyj na wieki.
„Ojcze , dziękuję Ci za to, że mnie kochasz i że posłałeś swego jedynego Syna, Jezusa, abym mógł żyć z Tobą na wieki”.
Dz 5,17-26
Ps 34,2-9

▌Piątek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
(Ps) Jdt 13,18bcda.19-20
Twoja ufność w Bogu nie zatrze się aż na wieki w sercach ludzkich wspominających moc Boga. (Jdt 13,19)
Słowa dzisiejszego psalmu responsoryjnego zaczerpnięte są ze starotestamentalnej Księgi Judyty. Głoszą one chwałę tytułowej bohaterki tej księgi, która w chwili gdy wodzowie Izraela popadają w panikę, zwraca się z ufnością do Boga i przy Jego pomocy pokonuje dowódcę nieprzyjaciół. Fragmenty tej księgi do złudzenia przypominają pieśń Maryi z Ewangelii św. Łukasza (Łk 1,46-55). „Ty jesteś Bogiem pokornych, wspomożycielem poniżonych, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, którzy utracili nadzieję” – modli się Judyta. A po jej chwalebnym powrocie z głową zabitego wodza naczelnicy witają ją słowami: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi (…) Niech to sprawi tobie Bóg, abyś była wywyższona na wieki” (Jdt 9,11; 13,18.20).
O Maryi, do której dzisiejsza liturgia odnosi pochwałę Judyty, mówimy często, że starła głowę węża, czyli – pokonała szatana. Mówiąc ściśle, to Jej Syn odniósł zwycięstwo nad szatanem i pozwolił swej Matce – na mocy łaski uprzedzającej – korzystać z owoców tego zwycięstwa. Maryja nigdy nie walczyła orężem, ale mocą Ducha Świętego, który Ją napełniał. Z ufnością stanęła tam, skąd uciekli najodważniejsi – pod krzyżem Jezusa. Pierwsze czytanie z Apokalipsy ukazuje nam Jej wywyższenie, które kiedyś, jeśli z pokorą i ufnością pójdziemy za Panem, będziemy mogli oglądać.
Dzisiejsza uroczystość, tak mocno związana z historią naszej Ojczyzny, ukazuje nam, że trwałe zwycięstwo można odnieść tylko mocą Ducha Świętego. Wielcy prymasi polscy, jak kardynał August Hlond czy kardynał Stefan Wyszyński, upatrywali je wprost w naszym zjednoczeniu z Maryją, która tyle razy w trudnych sytuacjach stawała się dla całego narodu mocnym duchowym oparciem, niosąc nadzieję, że Bóg jest silniejszy niż wszelka niszcząca nas przemoc.
Uciekajmy się do Niej, gdy nasza wiara słabnie, gdy chrześcijańska obyczajowość dla wielu przestaje być oczywista, gdy brakuje nam jedności i wzajemnego szacunku. Ona wciąż jest naszą Królową. Wciąż wskazuje nam drogę pokory i ufności, drogę wierności Bogu, na której sama odniosła ostateczne zwycięstwo. Jej przykład i wstawiennictwo pomagają nam walczyć ze zniechęceniem i narzekaniem, wlewają w serca otuchę i dodają sił, by zacząć od nowa.
„Panie, Ty nauczyłeś nas w trudnych chwilach szukać pomocy u Twojej Matki. Spraw, abyśmy znajdując u Niej oparcie, żyli w sposób godny Twojego królestwa”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Kol 1,12-16
J 19,25-27

▌Niedziela, 5 maja
Dz 5,27b-32.40b-41
Cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia Jezusa. (Dz 5,41)
Czy to nie dziwne? Spodziewalibyśmy się raczej wdzięczności Apostołów za to, że w ogóle udało im się ocalić życie. Lub ulgi, że nie zostali ukarani jeszcze surowiej. Być może również takie myśli przechodziły im przez głowę, jednak najwyraźniej więcej radości sprawiło im to, że okazali się „godni” aresztowania, gróźb i bicia przez swoich własnych rodaków.
Co pozwoliło Apostołom przyjąć taką właśnie postawę? Odpowiedź znajdujemy w jednym prostym zdaniu z dzisiejszego czytania. Wyjaśniając swoje postępowanie przed Sanhedrynem, Piotr i pozostali oświadczyli: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego wy straciliście, zawiesiwszy na drzewie” (Dz 5,30).
To zmartwychwstanie Jezusa zmieniło całą rzeczywistość! Apostołowie widzieli, jak poniósł bolesną śmierć,
a po jej przejściu stanął przed nimi pełen chwały Bożej. Zobaczyli na własne oczy niezbity dowód tego, że śmierć została pokonana. Nie była ona końcem historii Jezusa – ani też ich własnej historii.
Około siedemdziesięciu pięciu lat po tym wydarzeniu, podobne słowa wypowiedział Ignacy, biskup Antiochii. Został on aresztowany za wiarę w Chrystusa i w drodze do Rzymu, gdzie miał zostać stracony, napisał do tamtejszych chrześcijan, prosząc ich, by nie zabiegali o jego uwolnienie. Ignacy miał już za sobą długie życie i nie lękał się śmierci. Wręcz przeciwnie, wyglądał jej z utęsknieniem. „Pozwólcie mi się stać pożywieniem dla dzikich zwierząt, dzięki którym dojdę do Boga” – pisał w swoim liście do Rzymian (4).
Zarówno Piotr, jak i Ignacy zapewniają nas, że bramy nieba stoją przed nami otworem. Śmierć, i wszystko, co ona sobą przedstawia, straciła nad nami władzę. Podobnie też stracił nad nami władzę lęk, gdyż wszystkie lęki mają swoje źródło w lęku przed śmiercią (Hbr 2,15). Jezus, nasz zmartwychwstały Pan, pokonał wszystko, a teraz zaprasza nas do udziału w swoim zwycięstwie. Śmierć nie jest końcem naszej historii. To dopiero początek.
„Jezu, wychwalamy Cię za Twoje zwycięstwo, jakie odniosłeś mocą swego zmartwychwstania”.
Ps 30,2.4-6.11-13 
Ap 5,11-14
J 21,1-19 lub J 21,1-14

▌Niedziela, 12 maja
Dz 13,14.43-52
Ogarnęła ich zazdrość. (Dz 13,45)
Wiemy z doświadczenia, że zazdrość jest bliska miłości (której często towarzyszy). A jednak są to całkowicie przeciwstawne uczucia. Granica między nimi bywa bardzo subtelna. Oba są płomienne i pełne pasji. Jednak zazdrość pojawia się wtedy, gdy widzimy, jak ktoś cieszy się czymś, co sami chcielibyśmy posiadać, natomiast miłość, gdy chcemy, by inni cieszyli się posiadaniem jakiegoś dobra. Zazdrość jest więc skupiona na sobie, podczas gdy miłość jest skupiona na innych.
Różnica ta pomoże nam lepiej zrozumieć reakcję niektórych Żydów z synagogi w Antiochii Pizydyjskiej. Ogarnęła ich zazdrość na widok wielkiego tłumu ludzi zebranych, by posłuchać nauczania Pawła i Barnaby. Dotknęło ich to, że jacyś nieznani przybysze zyskali sobie taki rozgłos, o jakim oni sami mogli tylko pomarzyć. My ciągle spotykamy się z uprzedzeniem, szykanami i dyskryminacją – myśleli sobie. A ci dwaj, ledwie przyjechali, a już wszyscy słuchają ich z zapartym tchem – nie wyłączając pogan!
W taki właśnie sposób działa zazdrość. Jakaś osoba ma coś, co uważamy za atrakcyjne. Gdy patrzymy, jak
z tego korzysta, wzrasta nasze pragnienie posiadania tego. Jeśli nie będziemy czujni, pragnienie to szybko przerodzi się w niechęć do tej osoby. Ta niechęć może rozwinąć się do tego stopnia, że nawet zapomnimy o tym, czego pragnęliśmy. Nasza uwaga przesunie się
z pożądanego obiektu na osobę, której zazdrościmy. Dlatego właśnie Kain zabił Abla. Dlatego Dawid zabił Uriasza. Dlatego niektórzy faryzeusze nienawidzili Jezusa. I dlatego Żydzi z dzisiejszego czytania „wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic” (Dz 13,50).
Najlepszym sposobem na przezwyciężenie uczucia zazdrości jest modlitwa do Boga, aby pomógł ci zobaczyć brata w tym, komu zazdrościsz. Zamiast zżymać się na szczęśliwego posiadacza pożądanego przez ciebie dobra, pomyśl, jak sam zostałeś obdarowany, i dziękuj za to Bogu. Kiedy czujesz, że ogarnia cię zazdrość, proś Boga, by pomógł ci ją przezwyciężyć miłością, błogosławieństwem i współczuciem.
Zazdrość nie musi tobą rządzić. Dzięki łasce Bożej ty możesz rządzić nią.
„Jezu, pomóż mi docenić to, co mi dajesz, i dobrze życzyć wszystkim, których mam wokół siebie”.
Ps 100, 2-5
Ap 7,9.14b-17
J 10,27-30

▌Niedziela, 26 maja
J 14,23-29
Pokój mój daję wam. (J 14,27)
Czy nie czujesz, że w twoim życiu, a także na całym świecie brakuje pokoju? W mediach wciąż pojawiają się doniesienia o kolejnych konfliktach, zarówno lokalnych, jak i międzynarodowych. Niezgoda i brak zrozumienia niszczą rodziny i relacje między ludźmi. Nawet w naszych własnych myślach i pragnieniach znajdujemy wiele sprzeczności. Skąd może przyjść pokój?
Oczywiście może on przyjść od Jezusa! W dzisiejszej Ewangelii, obdarzając swoich uczniów pokojem, Jezus używa słowa szalom, które oznacza także dostatek i dobrostan. Słowo szalom było używane zarówno jako powitanie, jak i pożegnanie – zwykle pomiędzy przyjaciółmi, którzy życzyli sobie jak najlepiej.
Jednak Jezus nie tylko życzy pokoju swoim uczniom, ale również go im daje. Daje pokój zbawienia. Spokojną świadomość, że zostali pojednani z Ojcem niebieskim. Radosną pewność, że wszystko jest we właściwym porządku i wszelkie przeszkody na drodze do pokoju zostały usunięte.
Jezus daje ten pokój także tobie. Zaczyna się on wewnątrz, gdy poznajesz miłosierdzie, miłość i zbawienie, które otrzymałeś w Chrystusie. Za każdym razem, gdy idziesz do spowiedzi, gdy modlisz się przed Najświętszym Sakramentem, uczestniczysz w Eucharystii – pokój Jezusa mocniej wnika w twoje serce. A wtedy przestajesz denerwować się wszystkim, co widzisz wokół siebie
i w sobie. Za każdym razem gdy modlisz się słowami: „Przyjdź, Panie Jezu”, otwierasz się na Tego, który daje pokój twemu sercu. I stopniowo nabierasz ufności, że miłość Boga do ciebie jest w stanie przezwyciężyć każdą trudność, jaką napotykasz, każdy konflikt, jaki się pojawia.
Kiedy pielęgnujesz ten wewnętrzny pokój, zaczyna się on przelewać z ciebie na twoje relacje. Coraz rzadziej odpowiadasz tym samym na czyjeś wybuchy. Łatwiej ci zachować spokój, gdy ktoś zajeżdża ci drogę. Zaczynasz dążyć do pojednania z tymi, z którymi od dawna nie utrzymujesz kontaktów z powodu jakiejś zadawnionej urazy. Okazujesz życzliwość zgryźliwemu sąsiadowi. Masz więcej cierpliwości do dziecka
A to przecież dopiero początek! Jeśli każdy z nas zacznie zabiegać o pokój, świat stanie się o wiele bardziej przyjaznym miejscem.
„Jezu, dziękuję Ci za dar Twojego pokoju”.
Dz 15,1-2.22-29
Ps 67,2-6.8
Ap 21,10-14.22-23

▌Czwartek, 30 maja
J 16,16-20
Ujrzycie Mnie. (J 16,16)
Była to wspaniała obietnica! Jezus, przygotowując uczniów na swoje odejście, zapowiedział im, że powróci i zobaczą Go ponownie. Chociaż Apostołowie nie rozumieli do końca tych słów, to jednak dały im one pewną pociechę.
I rzeczywiście, zobaczyli Jezusa powtórnie – w Niedzielę Wielkanocną, kiedy stanął przed nimi w Wieczerniku. Jednak „ujrzenie”, o jakim mówił Jezus, oznaczało coś więcej niż tylko zobaczenie Go – zmartwychwstałego – oczyma ciała. Jezus zapowiadał także swoje ostateczne przyjście w chwale, które nastąpi w czasie paruzji. Nikt nie zna czasu ponownego przyjścia Jezusa, nikt z nas, żyjących współcześnie, nie widział Go zmartwychwstałego w ciele. A jednak i do nas Jezus kieruje swoją obietnicę.
Obiecuje, że „ujrzymy Go”, kiedy Duch Święty pomoże nam doświadczać Jego obecności i przyjmować Jego pouczenia. Dlaczego dla Jezusa było tak ważne, abyśmy Go znowu „ujrzeli”? Czy Jego krzyż i zmartwychwstanie nie wystarczą dla naszego zbawienia? Czy nie wystarczy, że usłyszeliśmy Ewangelię i zostaliśmy ochrzczeni w Jego imię?
Mówiąc krótko, nie wystarczy. I dzięki za to Bogu! Potrzebujemy codziennie „widzieć” Jezusa. Potrzebujemy słyszeć Jego głos, przyjmować Jego miłość, dać się prowadzić Jego mądrości. Jak nauczał św. Paweł, Jezus dał nam swego Ducha „dla poznania dobra, jakim Bóg nas obdarzył” (1 Kor 2,12).
Prawdą jest, że sami z siebie nigdy nie będziemy w stanie pojąć, jak wielką cenę zapłacił Jezus za nasze zbawienie, ani zgłębić Jego miłości. Potrzebujemy więc także Ducha Świętego, który udziela nam łaski do życia według nauki Jezusa. Bez Ducha Świętego nie potrafilibyśmy ani jej zrozumieć, ani wcielić w życie. Dlatego właśnie Jezus pragnie napełniać nas swoim Świętym Duchem. Wie, że tylko w ten sposób możemy doświadczyć mocy i obecności Boga w naszym życiu.
Co uczynili Apostołowie, gdy Jezus został od nich zabrany i nie mogli już dłużej Go oglądać? Zjednoczyli się na modlitwie, oczekując wypełnienia danej przez Niego obietnicy. Wołali: „Przyjdź, Duchu Święty!”.
Pójdźmy za ich przykładem. Od dziś do uroczystości Zesłania Ducha Świętego utkwijmy wzrok w Jezusie, trwajmy na modlitwie i czytaniu słowa Bożego. Prośmy o łaskę ujrzenia Jezusa nowymi oczami, oczami Ducha Świętego.
„Przyjdź, Duchu Święty! Otwórz oczy mego serca”.
Dz 18,1-8
Ps 98,1-4

MAGAZYN:

Pokojowa obecność


Bł. Pierre Claverie i jego droga szacunku wśród przemocy

Istnieje coraz głębszy podział pomiędzy ludźmi oddalonymi od nas o zaledwie godzinny lot samolotem. Stał się on teraz punktem zapalnym; jest to przerażające… I jest to właściwe miejsce dla Kościoła, gdyż właśnie tam jest Jezus. Krzyż jest drogą każdego, kto nie opowiada się po jednej czy drugiej stronie, ponieważ jednocząc się z ludzkością, nie możemy odrzucić jej części. Misją, jaka stoi przed nami, jest łączenie obu stron”. BISKUP CLAVERIE

Pierre Claverie urodził się w 1938 roku w rodzinie francuskiej zamieszkałej w Algierii, państwie arabskim podbitym przez Francję sto lat wcześniej. Przez pierwsze dwadzieścia lat życia Pierre mieszkał w luksusowym apartamencie z rodzicami i siostrą Anne-Marie. Rodzina żyła w zgodzie i dobrobycie. Taki był życiowy fundament Pierre’a, jego szkoła miłości. Zarazem jednak stanowił on mur oddzielający go od pracujących muzułmańskich sąsiadów, którzy żyli tuż obok, cierpiąc pod jarzmem potęgi kolonialnej. Chociaż arabscy muzułmanie stanowili aż 90% ludności Algierii, dla większości Algierczyków pochodzenia europejskiego byli oni niemal niedostrzegalni. „Nie był to z naszej strony rasizm, lecz obojętność” – wyznawał Pierre z żalem po latach.
W wieku lat osiemnastu Pierre, ku zaskoczeniu swojej rodziny, oznajmił, że chce wstąpić do dominikanów. Dwa lata później rozpoczął nowicjat w Grenoble we Francji. Tamtejsi dominikanie popierali niepodległość Algierii i Pierre w trakcie studiów zaczął interesować się kwestiami politycznymi. Nauczył się też znajdować radość w rytmie codziennej modlitwy. „Nawet jeśli przez całe pół godziny czuję się suchy jak kawał drewna, wychodzę z modlitwy odnowiony” – pisał do swoich rodziców.
W Grenoble Pierre zaczął boleśnie odczuwać „przepaść” dzielącą chrześcijan i muzułmanów w Algierii. Przed powrotem do Algierii chciał nauczyć się arabskiego, aby odkryć na nowo swoją ojczyznę z perspektywy tych, którzy byli jej pierwszymi mieszkańcami. Jednak gdy powrócił tam na dobre jako dominikanin, po ślubach wieczystych i święceniach kapłańskich, sam poczuł się obcy w swoim ojczystym kraju.

ODMIENIONY KRAJ
Algieria, do której powrócił Claverie, była zupełnie inna od tej, jaką pozostawił. W 1962 roku niepodległość Algierii stała się faktem. Prawie milion Europejczyków wyjechało do Francji, w tym większość algierskich chrześcijan. Kościoły świeciły pustkami. Z ulic zniknęły znaki francuskich wpływów. Jednak pragnienie zrozumienia Algierczyków i wyzbycia się uprzedzeń przewyższało
u Pierre’a poczucie rozczarowania.
Przez kilka wieczorów w tygodniu ćwiczył konwersację w języku arabskim. Opanowanie języka dawało mu swobodę działania – mógł zapraszać Algierczyków na herbatę, wspólny wyjazd w weekend czy na wieczornego grilla. W „Arabach” czy „obcych”, jak myślał o nich wcześniej, odkrył... „istoty ludzkie”. Z upodobaniem wdawał się w ożywione dyskusje ze swoim dentystą. „Rozmawialiśmy o Biblii
i Koranie, Mesjaszu i proroctwach, Duchu Świętym i duchu Mahometa” – opowiadał rodzicom. Jak mawiał, jego stylem życia stało się nawiązywanie relacji zawsze, wszędzie i ze wszystkimi.
Dla o. Claverie był to czas podejmowania wielu odpowiedzialnych obowiązków. Poproszono go o kierowanie ośrodkiem studiów językowych, często głosił też rekolekcje i nauki niewielkim, lecz aktywnym wspólnotom katolickim w Algierii. Kierował się stanowiskiem Soboru Watykańskiego II w kwestii dialogu międzyreligijnego, które uznał za bardzo przydatne w praktyce duszpasterskiej w Algierii. „Nie jesteśmy posiadaczami prawdy. To prawda bierze nas w posiadanie i pozwala odkrywać się coraz pełniej” – powtarzał.
W 1981 roku, przy dużym poparciu społecznym, Claverie został wyświęcony na biskupa Oranu, diecezji obejmującej północno-zachodnią część Algierii. Od początku swojej posługi utrzymywał bliskie więzi z muzułmańskimi imamami oraz prostymi Algierczykami. Obchodził z nimi urodziny, chodził na pogrzeby, dzielił dobre i złe chwile, prowadził zwyczajne przyjacielskie rozmowy na rogach ulic. W wywiadzie udzielonym po latach wyznał z prostotą: „Czy ewangelizujemy? Tak, w tym sensie, że pokazujemy Boga, który objawia się jako miłość”.

PAŃSTWO W ROZSYPCE
Biskup Claverie był absolutnie świadom głębokich różnic pomiędzy światopoglądem islamskim a chrześcijańskim. Jego podejście do dialogu międzyreligijnego nie polegało na minimalizowaniu różnic teologicznych, ale na poznawaniu ich z jednoczesnym otwarciem na człowieka. Nie chciał być oskarżany o „nową krucjatę” przeciw islamowi; Kościół w Algierii nie mógł też pozwolić sobie na to, aby narzucać swoje poglądy.
Nietolerancja religijna stawała się coraz bardziej widoczna. Jako biskup Oranu, Claverie nieustannie podkreślał wspólne wyzwania, przed którymi stają katolicy i muzułmanie, będąc obywatelami tego samego państwa. Jedno z nich odczuwane było przez wszystkich – gospodarka algierska popadała w ruinę. 60% ludności Algierii nie ukończyło jeszcze dwudziestu lat i wielu młodych ludzi migrowało do miast, gdzie czekała na nich uboga infrastruktura i wysokie bezrobocie. Niektórzy z nich, rozczarowani działaniami rządu, przystępowali do partii ekstremistów islamskich, powstałej w latach osiemdziesiątych. Następnie, w 1991 roku, ekstremiści algierscy dążący do powstania nowego „państwa islamskiego” wywołali wojnę domową przeciwko rządowi.
W wyniku ataków terrorystycznych zginęły tysiące umiarkowanych muzułmanów. Jak ujął to jeden z dziennikarzy: „Wieczorne wiadomości o 20.00 zamieniły się w nekrolog”. Sytuacja w miastach stała się groźna również dla chrześcijan, toteż biskup Claverie w trosce o bezpieczeństwo swojej owczarni polecił wielu z nich opuścić kraj.

ŻYCIE EUCHARYSTIĄ
Kolejne dwa lata pogłębiły u biskupa Claverie poczucie misji i przybliżyły go do Boga. Na początku Wielkiego Postu 1993 roku wystosował list do kapłanów, osób zakonnych oraz świeckich, którzy pozostali na swoich stanowiskach w algierskich szkołach, szpitalach i wioskach. Pisał do nich, niczego nie ukrywając: „Tegoroczny Wielki Post ma być dla nas wszystkich czasem, w którym zajrzymy w twarz śmierci. Jakie jest jej miejsce w naszym życiu? Dlaczego tak jej się boimy? Idziemy za Jezusem drogą ku Wielkanocy… drogą oddania życia”.
Biskup Claverie chciał, by jego wierni dostrzegli symbolikę Wielkanocy w swoim codziennym doświadczeniu. Pozostając w Algierii, dawali świadectwo miłości „mocniejszej niż śmierć”. Czuł, że jest to szlachetna misja, przymierze wierności, które świadczy o Chrystusie mocniej niż jakiekolwiek kazanie.
Pierwsi katoliccy zakonnicy zostali zabici przez terrorystów w 1994 roku. Ich śmierć była tragedią dla Kościoła, ale okryła żałobą także miejscowych Algierczyków – muzułmanów, którzy znali i darzyli zaufaniem kapłanów służących ich społeczności. Claverie uznał ten wspólny smutek za zaprawione goryczą zwycięstwo ofiarnej miłości zamordowanych zakonników. Latem tego samego roku zachęcał wspólnotę sióstr zakonnych do dalszego służenia Algierczykom w formie „białego męczeństwa”, które – według niego – polega na „przeżywaniu każdego dnia, oddając życie kropla po kropli – poprzez spojrzenie, obecność, uśmiech, gest życzliwości, służbę, przez wszystkie te rzeczy, które sprawiają, że nasze życie jest dzielone z innymi, ofiarowane im, stając się ich własnością”.
Miało to być, jak mówił, życie „eucharystyczne” – nie tylko rozumiane jako pamiątka tego, co Jezus uczynił kiedyś, ale będące żywą obecnością Jezusa składającego w nich dzisiaj ofiarę ze swojego życia.

TO JEZUS CIERPI
Także życie biskupa znajdowało się w bezpośrednim zagrożeniu. Jednak liczni algierscy przyjaciele dawali mu poczucie, że nie jest osamotniony we wrogim otoczeniu. Kiedy pewnego dnia dotarł do domu, pokonawszy niebezpieczną drogę, ktoś przyniósł mu szampana od jednego z algierskich przyjaciół. Inni wyszli mu naprzeciw wraz z dziećmi i obdarowali pieczonym w domu chlebem, „chlebem przyjaźni”, jak nazwał go biskup Pierre.
Jednak najbardziej istotne umocnienie przychodziło od Boga na modlitwie. Wciąż modląc się o bezpieczeństwo swe-
go ludu, odczuwał nadprzyrodzony pokój. Zarządzając swoją diecezją, rozpoczynał nawet nowe projekty – na przykład otworzył bibliotekę, choć wokół szalała wojna. Jak w 1995 roku powiedział grupie przełożonych zakonnych, w tym niespokojnym czasie bardziej niż kiedykolwiek należało patrzeć na Algierczyków „z ufnością, dobrą wolą, jakby z Bożej perspektywy”.
Claverie sprzeciwiał się przemocy w narodowych debatach i przemówieniach radiowych. Bronił także swego powołania do pozostania w Algierii. „Czy nie jest sprawą zasadniczą dla chrześcijan przebywanie w spustoszonych i opuszczonych miejscach?” – pytał. „Jesteśmy w Algierii dla Jezusa, ponieważ to On cierpi z powodu przemocy, która nie oszczędza nikogo, krzyżowany wciąż na nowo w ciałach tysięcy niewinnych ofiar”. Jego ufna odwaga irytowała, ale i intrygowała słuchaczy. Czyżby naprawdę się nie bał?

„NASZE ŻYCIE
JEST JUŻ ODDANE”
Wieczorem 1 sierpnia 1996 roku Pierre Claverie wracał ze spotkania w Algierze z francuskim ministrem spraw zagranicznych, podczas którego po raz kolejny wyjaśniał, dlaczego katoliccy zakonnicy zamierzają pozostać w Algierii. Jego przyjaciel, Mohamed Bouchikhi, odwiózł go z lotniska do domu. Kiedy otworzyli drzwi, wybuch bomby zabił na miejscu ich obydwu.
Pierre Claverie wraz z osiemnastoma innymi męczennikami algierskimi, zabitymi w czasie wojny domowej, został beatyfikowany w grudniu 2018 roku. Uroczystość odbyła się w Algierii, w Oranie – jako pierwsza beatyfikacja mająca miejsce w kraju muzułmańskim. Był to jednocześnie wyraz szacunku Kościoła dla 114 imamów oraz niemal 150 tysięcy umiarkowanych Algierczyków, którzy również padli ofiarą tej wojny.
Śmierć biskupa Pierre’a Claverie oraz męczenników algierskich jest świadectwem tego, że swoje życie już wcześniej oddali Bogu w akcie całkowitego zawierzenia. Ich męczeństwo było jedynie potwierdzeniem wyboru dokonanego
w chwili, gdy zdali się na wolę Boga, który jest miłością. I jest to wybór, którego może dokonać każdy z nas, niezależnie od tego, w jakim miejscu się znajduje. ▐

 

NASZA ANKIETA:

„Starość” może oznaczać „świętość”

Starość? Może być nie tylko fizyczna, ale również i duchowa. Pewnie wiele osób zdziwi się czytając to, co napisałam. Ale w moim przypadku jest to prawdą. Przebywając z moją babcią Henią, czuję się tak, jakbym to ja była babcią mojej babci... Chociaż ja mam 39 lat, a moja babcia 93, to ona ma w sobie więcej życia niż ja. Od zawsze zadziwia mnie swoją pogodą ducha i radością. Cała jakby promienieje od wewnątrz.
Czego nauczyłam się i nadal, dzięki łasce Bożej, mogę się uczyć od mojej babci? Na pewno radości – z przyjmowania każdego dnia. A jednocześnie podejmowania osób, które tego dnia mnie odwiedzą lub które ja odwiedzę. Tego, jak cieszyć się drugim człowiekiem i możnością przebywania w jego towarzystwie, widząc w każdej spotkanej osobie Jezusa. Jak podejmować takiego Gościa z należytym szacunkiem i z uwagą – wysłuchać, pomóc w trudnej sytuacji, poradzić, zrobić kawę albo obiad, w zależności od pory dnia. Po prostu ugościć tym, co się ma. I nigdy nie dać drugiemu odczuć, że przyszedł w nieodpowiednim czasie lub że jest niechciany. Od babci uczę się cieszyć drugim człowiekiem, jego osobą i wspólnym z nim przebywaniem. Uczę się pogody ducha – by przyjmować ludzi z ich zaletami i z ich wadami, takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi my chcielibyśmy, żeby byli. Babcia swoim przykładem zawsze uczyła mnie, jak kochać tych, z którymi żyje się na co dzień. Jak w pokorze, cichości i miłości przyjmować rany, które zadają nam często najbliższe sercu osoby. A w związku z tym – jak przebaczać i okazywać im miłość.
Moja babunia pokazała mi, jak należy opiekować się i troszczyć o swojego współmałżonka. Zwłaszcza podczas choroby i cierpienia... Że miłość oznacza nieustanne przebaczanie. Że miłość to również ukrzyżowanie własnego ego, by ta druga osoba mogła wzrastać w Bogu, w wierze i w miłości. Moja babcia Henia pokazała mi, jak żyć nadzieją na przyszłe jutro w czasach trudnych, pełnych niepokoju... Swoją osobą wskazuje, jak z godnością się starzeć, czyli dojrzewać niczym owoc przez całe życie, by być każdego dnia gotowym na spotkanie z Bogiem – Najwyższym Dobrem i Miłością. Uczy, jak z uśmiechem znosić fizyczne niedomaganie, ból i cierpienie, nie mówiąc o tym nikomu i nie narzekając na swój los. Jak będąc samotnym, nie czuć się osamotnionym, a wolne przestrzenie w domu i w sercu zapełnić Bogiem, pracą i modlitwą. Tak, od babci Heni można się wiele nauczyć... Dzieli się swoimi najlepszymi przepisami z każdym, kto tego zapragnie. Nie prawiąc przy tym kazań, morałów, nie pouczając i nie używając do tego ani jednego słowa... Dlatego uczę się życia, podpatrując przykład mojej babci. 
Chciałabym, będąc w wieku mojej babci i mając podobne dolegliwości, umieć służyć tak jak ona każdemu, kto ją odwiedza, nie oczekując odwzajemnienia. Dla mnie moja babcia Henia jest chodzącą, żywą Ewangelią Jezusa. Życzę każdemu takiej babci. A starsze osoby zachęcam, by dzieliły się z młodym pokoleniem swoim doświadczeniem i mądrością. Przykład mojej babci pokazuje mi, że „starość” może równać się „świętość”.
Gosia

Dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy

Mam 68 lat. Nie jest to jeszcze wiek sędziwy, ale na pewno podeszły. Wraz z wiekiem przybywa mi chorób
i dolegliwości fizycznych. Mimo to nie czuję się bezużyteczna, jestem i chcę być potrzebna tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Z radością pomagam moim dzieciom i wnukom, otrzymując w zamian ogromną porcję wdzięczności. Opiekuję się również przewlekle chorym mężem, co stanowi duże obciążenie fizyczne, psychiczne i materialne.
Jestem osobą wierzącą, ale muszę przyznać, że w młodości nie dostrzegałam takiej bliskości Pana Boga w moim życiu, jaką dostrzegam teraz. Dzieje się tak dlatego, że mam więcej czasu na Jego poznawanie poprzez codzienną Mszę świętą, lekturę Pisma Świętego, wspólne z mężem odmawianie Różańca i Koronki do Miłosierdzia Bożego, a także na przynależność do wspólnot działających przy parafii. Obecnie staram się wszystko przeżywać z Bogiem, powierzam Mu wszystkie sprawy, choroby, cierpienie, troski o rodzinę. Każdy kolejny dzień zawierzam Bogu, deklarując swoje otwarcie na przyjęcie Jego woli i jej wypełnianie, by móc wieczorem podziękować za wszystko, przeprosić za to, co było słabe, i udać się na spoczynek z nadzieją na kolejny dzień. Teraz też coraz bardziej potrafię dzielić się z innymi doświadczeniem obecności Boga w moim życiu, Jego dobrocią, bliskością i tym, co naprawdę jest w życiu ważne. Czas płynie tak szybko, a ja zrozumiałam, że dojrzewanie w wierze nigdy się nie kończy. Dlatego doceniam wartość każdego kolejnego dnia i pragnę, by tych dni pozostało jak najwięcej. By przybywało mi mądrości także po to, aby swoje doświadczenie przekazywać tym, których Bóg stawia na moich życiowych ścieżkach.
Chwała Panu! 
Jadwiga


NASZE LEKTURY:

s. Emmanuel Maillard

REWOLUCJA MIŁOSIERDZIA
Gdy Bóg
przekracza granice

Cena 29,90 zł
(+ koszty wysyłki)

Siostra Emmanuel, zakonnica ze Wspólnoty Błogosławieństw, od wielu lat mieszkająca i działająca w Medjugorie, jest autorką poczytnych książek, znanych też w Polsce: „Ukryte Dzieciątko z Medjugorje”, „Medjugorie. Lata 90”, „Wyzwolenie i uzdrowienie przez post”, „Rodzino, nie pozwól się zniszczyć”, „Najpiękniejsza Msza mojego życia”, „Przedziwne sekrety dusz czyśćcowych”. 
W młodości spotkanie z Jezusem wyrwało ją z pęt okultyzmu i ocaliło, całkowicie zmieniając jej życie, o czym nieraz mówiła. W czasie swoich licznych podróży ewangelizacyjnych zebrała wiele wstrząsających świadectw i opowieści ludzi znanych i nieznanych, świętych i nieświętych, którzy doświadczyli mocy Bożego Miłosierdzia. Kilkadziesiąt z nich zostało umieszczonych w tej książce. Przy jej lekturze można śmiać się i płakać, a przede wszystkim – zachwycić się Bogiem. 
Oto fragmenty:
Tę historię opowiedział mi Agostino Ricotta, młody ojciec pięciorga dzieci, muzyk i lider grupy modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym na Sycylii. Agostino jest autorem wielu pieśni uwielbienia, które śpiewa się w Medjugorie i w wielu parafiach. Przez siedem lat chodził do szkoły ojca Slavko i pomagał w parafii jako wolontariusz. Poznał wtedy włoskiego księdza, który często towarzyszył grupom pielgrzymów. Potem Agostino przestał go widywać. Ksiądz wrócił do Medjugorie po ponad trzech latach i opowiedział, czym zajmował się w tym czasie:
„Zostałem wysłany przez moją wspólnotę jako misjonarz do małego miasteczka w Ameryce Południowej. Tamtejsi mieszkańcy zupełnie nie znali wiary chrześcijańskiej, nigdy nawet nie słyszeli o Jezusie i Matce Bożej. Musiałem ich więc uczyć podstaw katechizmu. Mówiłem im o Jezusie, o Ewangelii, o Jego cudach i nauczaniu, o sakramentach i tym podobnych. Ci prości ludzie chętnie słuchali Dobrej Nowiny. Wielu przyjęło chrzest. Kiedy pewnego dnia odprawiałem niedzielną Mszę, tuż przed konsekracją jakaś kobieta zbliżyła się do ołtarza. W ramionach trzymała umierające dziecko. Ku mojemu zaskoczeniu położyła dziecko na ołtarzu. Zapytałem:
– Co robisz?
Odpowiedziała:
– Mówiłeś, że podczas konsekracji Jezus staje się fizycznie obecny w tym chlebie, że Jezus, który przychodzi na ołtarz w Hostii, jest tym samym, który żył dwa tysiące lat temu. Wtedy pomagał wszystkim, którzy Go prosili, dotykał i uzdrawiał chorych. Jeśli to, co mówiłeś, jest prawdą, jeśli Jezus przychodzi na ołtarz, musi dotknąć i uzdrowić mojego synka! Jestem zbyt biedna i nie mam pieniędzy ani na lekarza, ani na lekarstwa.
– Dobrze, możesz go tutaj zostawić – stwierdziłem.
Zostawiła więc dziecko na ołtarzu i podczas przeistoczenia zostało uzdrowione! Gdybyś widział radość tej kobiety! Możesz domyślić się ciągu dalszego: gdy dowiedzieli się o tym ludzie z miasteczka, zaczęli przynosić swoje chore dzieci i kłaść je na ołtarzu podczas Mszy. Pozwalałem im na to i większość dzieci była uzdrawiana. Ci ludzie żyli w wielkiej biedzie, nie mieli nic, niedawno zostali ochrzczeni, ale ich wiara podbiła serce Chrystusa. Wiara dziecka, prosta wiara, która przenosi góry”. Agostino zakończył to poruszające opowiadanie słowami: „Dlaczego nie dzieje się tak w naszych kościołach, w naszych parafiach, w naszych wspólnotach? Jezus pytał: «Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» (Łk 18, 8). Tak, znajdzie, jeśli będziemy tego chcieli!”.

***
Na początku maja 2010 roku do Medjugorie przyjechało włoskie małżeństwo z Neapolu z dwójką dzieci. W ich życiu było dużo bólu. Ich serca od dawna nie zaznały pokoju, ponieważ pięcioletnia córeczka Giulia od urodzenia prawie nie słyszała, a ośmioletni syn Antonio cierpiał z powodu padaczki. Z dnia na dzień miał coraz więcej ataków i ból rodziców z powodu cierpienia dzieci stawał się zbyt trudny do uniesienia.
Pewnego wieczoru wyruszyli razem z innymi pielgrzymami na Wzgórze Objawień z widzącym Ivanem, żeby pod gwiazdami odmówić Różaniec, oczekując na przybycie Najświętszej Panny. Tutaj oddali wszystko w ręce Matki. Wybrali się na tę pielgrzymkę, ponieważ oczekiwali potężnej pomocy z nieba. Następnego dnia ojciec, Vittorio, podzielił się bolesną sytuacją swojej rodziny z odpowiedzialnym za ich grupę. Oczekiwał od niego słów wsparcia, a usłyszał bezpośrednią radę:
– Idź do spowiedzi!
Zaskoczony tak prostą wskazówką, zrobił rachunek sumienia. Musiał przyznać, że rzeczywiście żył w grzechu i nie spowiadał się od wielu lat! Innymi słowy, od dawna żył bez łaski uświęcającej, a przyjechał błagać o łaskę z nieba dla swoich dzieci. Zrozumiał, że najpierw musi wrócić do Boga. W zachęcie odpowiedzialnego za grupę dostrzegł osobiste zaproszenie Boga i postanowił odbyć dobrą spowiedź i szczerze wyrzec się swoich grzechów.
Najwyższy czas!
Ku zaskoczeniu wszystkich od spowiedzi Vittoria napady padaczki Antonia ustały. Nie powtórzył się ani jeden! A Giulia po powrocie z pielgrzymki zaczęła mówić, wymawiając wyraźnie nowe słowa... Vittorio podsumował swoje piękne świadectwo słowami:
– Zmieniłem się! Oboje z żoną patrzymy teraz na życie inaczej. Nareszcie odczuwamy pokój, moja żona odzyskała optymizm. Od czasu tej spowiedzi
w Medjugorie namacalnie odczuwam błogosławieństwo życia w świetle Boga.

Sklep internetowy Shoper.pl