E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 5 (297) 2018 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 5 (297) 2018 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Moc Ducha Świętego”. Duch Święty jest najbardziej tajemniczą Osobą Trójcy Świętej. Zapowiadając Jego zesłanie Jezus powiedział: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8). Ta obietnica dotyczy także nas. Jak przekonują nas artykuły tego numeru, wszyscy możemy doświadczyć przemieniającej i uświęcającej mocy Ducha Świętego.
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o Conchicie, niezwykłej Meksykance, żonie i matce, prowadzącej głębokie życie duchowe w burzliwych czasach rewolucji meksykańskiej. Ponadto dwa świadectwa: jedno, dotyczące pomocy doznanej za wstawiennictwem św. Józefa oraz drugie, poruszające świadectwo na „świętych obcowania”. Ponadto polecamy kolejny tekst na temat adoracji. W tym numerze ogłaszamy kolejną Naszą ankietę, skierowaną do wszystkich Czytelników, tym razem nosi ona tytuł „Błogosławieństwo starości”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, krzyżówkę oraz Kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Napełnienie Duchem Świętym
Jak otwierać się na Jego moc....................................... 4

Liczne doświadczenia łaski
Działanie Ducha Świętego w sakramentach.............. 10

Przekonujący głos Ducha Świętego
Życie łaską na co dzień................................................14

MEDYTACJE

NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 maja........................................17

MAGAZYN

„Wewnętrzny klasztor” Conchity de Armidy
W służbie Bogu, rodzinie i Kościołowi – Laura Loker........................................47

Pomocna kładka
Jak św. Józef pomógł mi pokonać lęk przed życiem na emeryturze – Margaret Ann Stimatz..................... 52

„Najdalsze pokolenia” 
Niezwykłe spotkanie naszych dusz– Lucyna Domańska.................................................. 57

O adoracji
Komunia święta – Dorota Szczerba........................... 58

Nasze lektury............................................................ 60

Nasza ankieta........................................................... 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:


Drodzy Bracia i Siostry!

Wielu świętych, ojców i doktorów Kościoła pisało na temat Ducha Świętego. Na przykład św. Bazyli poświęcił cały traktat na dowiedzenie, że Duch jest rzeczywiście trzecią Osobą Trójcy Świętej. Z kolei św. Jan Vianney skupiał się na tym, w jaki sposób możemy doświadczyć mocy Ducha w naszym życiu.
W czasach nam współczesnych św. Jan Paweł II w encyklice o Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata pisał: „Jesteśmy więc w naszej epoce na nowo wezwani (…), aby zbliżyć się do Ducha Świętego-Ożywiciela” (2). Duch Święty, „zjednoczony tajemniczą więzią Boskiej komunii z Odkupicielem człowieka, stanowi o ciągłości Jego dzieła: z Niego bierze i wszystkim przekazuje”. On przekonuje o grzechu „ażeby odbudowywać dobro w człowieku
i w ludzkim świecie: ażeby odnawiać oblicze ziemi. On dokonuje dzieła oczyszczenia z wszystkiego, co człowieka «szpeci» (…); On leczy najgłębsze nawet rany ludzkiej egzystencji. On zamienia wewnętrzny nieurodzaj dusz w urodzajne pola łaski i świętości. To, co jest «oporne – nakłania», to, co jest «oziębłe – rozgrzewa», to, co «zbłąkane – sprowadza» na drogi zbawienia” (67).
Oto Duch, którego Jezus obiecał nam zesłać, mówiąc: „Zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” oraz „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8).
Ten „chrzest Duchem Świętym” oraz „moc”, o których mówi Jezus, opisane są w Piśmie Świętym jako „napełnienie Duchem” (Ef 5,18). Papież Franciszek mówi o Duchu Świętym jako o „żywej i działającej obecności” Boga w nas (Anioł Pański,14 sierpnia, 2016). Podobnie widział to św. Paweł, pisząc o Duchu, który rozlewa miłość Boga w naszych sercach (Rz 5,5).
Czy zauważyliście, jak wiele z powyższych cytatów mówi o Duchu Świętym jako o kimś, kogo obecności możemy doświadczyć? Osobiście przeżyłem napełnienie Duchem czterdzieści siedem lat temu na spotkaniu modlitewnym. Siedząc w ostatnim rzędzie, uświadomiłem sobie nagle, że Jezus umarł za moje grzechy. Dotąd moja wiara przejawiała się w tym, że starałem się być dobrym człowiekiem, wypełniać przykazania, a przez to uniknąć piekła. Jednak tego wieczoru Duch Święty otworzył mi oczy i pokazał, że wierzyć to coś więcej, że Jezus to nie krzyż na ścianie ani „sposób życia”, lecz żywa Osoba, która mnie kocha, żywa Osoba, która chce mnie zbawić. Tego wieczoru doświadczyłem Jego miłości i była to najpiękniejsza chwila mojego życia. Jednak by dojść do głębszego poznania Jego miłości i łaski w naszych sercach, ważne jest rozumienie nauki Kościoła o Duchu Świętym.
Mam nadzieję, że z uwagą przeczytacie ten numer naszego pisma poświęcony trzeciej Osobie Trójcy Świętej. Prośmy, by Duch Święty otwierał serca nas wszystkich na prawdę o miłości Boga.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Napełnienie Duchem Świętym

Jak otwierać się na Jego moc

Pierwsze sześć tygodni po zmartwychwstaniu Jezusa musiały być fascynującym czasem dla Jego uczniów. W ciągu czterdziestu dni po swoim powstaniu z martwych Jezus ukazywał się wiele razy, przygotowując ich do pójścia na cały świat z dobrą nowiną Ewangelii. A tuż przed swoim wstąpieniem do nieba złożył im jeszcze większą obietnicę: „Wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym (…). Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8).
Obietnica ta wypełniła się po dziesięciu dniach, w żydowskie święto Pięćdziesiątnicy. Wśród spektakularnych znaków, takich jak gwałtowny wicher i tajemnicze języki ognia, Apostołowie „zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał” (Dz 2,4). Dokładnie tak, jak przepowiedział to Jezus, wydarzyło się coś niezwykłego, coś, co sprawiło, że życie uczniów radykalnie się zmieniło.
Przemawiając do zgromadzonego tłumu, Piotr wyjaśnił, że to, co widzą, przeznaczone jest nie tylko dla Apostołów: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których, Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2,39). Każdy ze słuchaczy Piotra – i każdy z nas – może zostać napełniony Duchem Świętym. 
Przygotowując się do uroczystości Zesłania Ducha Świętego, zastanowimy się, w jaki sposób my, „którzy jesteśmy daleko”, możemy zostać napełnieni Duchem Świętym.

OCHRZCZENI DUCHEM?
Termin „chrzcić Duchem Świętym” pojawia się we wszystkich czterech Ewangeliach oraz w Dziejach Apostolskich (Mt 3,11; Mk 1,8; Łk 3,16; J 1,33; Dz 1,5; Dz 11,16). Jednak mimo tak częstego występowania jego znaczenie nie zawsze jest jasne. Zamieszanie wydaje się dodatkowo pogłębiać fakt, że termin „chrzest w Duchu Świętym” jest powszechnie używany przez członków Kościołów zielonoświątkowych oraz Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej do opisu przebudzenia duchowego, jakiego doświadczają. Rodzi się więc pytanie, jak ktoś, kto już został ochrzczony i otrzymał Ducha Świętego, może zostać ponownie „ochrzczony” tym samym Duchem?
Podobnie zwrot „napełnienie Duchem Świętym” powtarza się w Biblii dosyć często – zwłaszcza w Ewangelii według św. Łukasza i w Dziejach Apostolskich. Jak jednak możemy zostać napełnieni Duchem Świętym, skoro On już w nas żyje? Może więc najłatwiej będzie zacząć od wyjaśnienia, czym napełnienie Duchem Świętym, czyli chrzest w Duchu Świętym, nie jest.
Otóż nie jest tym samym, co sakrament chrztu. W sakramencie chrztu otrzymujemy bowiem odpuszczenie grzechów, stajemy się przybranymi dziećmi Boga i dziedzicami Chrystusa. Włączeni we wspólnotę Kościoła, otrzymujemy Ducha Świętego jako „zadatek naszego dziedzictwa” (Ef 1,14). Mówiąc krótko, sakrament chrztu czyni nas „nowym stworzeniem” (2 Kor 5,17).
Z kolei chrzest w Duchu Świętym, czyli napełnienie Duchem Świętym, wiąże się z doświadczeniem wylania łaski Ducha Świętego. Nie wprowadza w nasze życie nic „nowego”, jak czyni to chrzest, pomaga nam natomiast doświadczyć tego, co już posiadamy, i to w nowy, potężny sposób. Polega więc na takim doświadczeniu miłującej obecności Boga, że napełnia ona nasze serca nowym poczuciem radości, pokoju i miłości. Dobrą nowiną jest to, że Bóg pragnie, abyśmy wszyscy zostali w ten sposób napełnieni Jego Duchem. Pragnie dawać nam wszystkim doświadczenie swojej miłości i łaski – doświadczenie, które przemienia życie.

TWÓRCZA MOC DUCHA
Papież Franciszek mówi o Duchu Świętym jako o „obecności żywej i działającej w nas”. Nazywa tę obecność „siłą twórczą, która oczyszcza i odnawia (…) przemienia nas od wewnątrz, odradza nas i czyni zdolnymi do kochania” (Anioł Pański, 14 sierpnia, 2016). Podkreśla, że Duch Święty odnawia nasze serca – i Kościół – ożywiając w nas moc wiary i dając nam nowe doświadczenie obecności Boga. To doświadczenie odnowy jest na tyle mocne, że przemienia nasze serca i pozwala nam kochać innych tak, jak nigdy dotąd nie kochaliśmy. Ta odnawiająca, przemieniająca moc pomaga nam mówić „nie” pokusom, a „tak” Jezusowi. A gdy coraz częściej mówimy „tak”, na-
sze życie zaczyna się zmieniać.
Franciszek dodaje jednak od razu, że to przemieniające działanie Ducha Świętego nie ma charakteru magicznego. Nie dzieje się automatycznie. My także mamy tu do odegrania ważną rolę. „Jeśli otworzymy się w pełni na działanie tego ognia, który jest Duchem Świętym, to On obdarzy nas śmiałością i zapałem do głoszenia wszystkim Jezusa”. Ale „jeśli Kościół nie przyjmie tego ognia i nie pozwoli mu wejść w siebie, stanie się Kościołem zimnym, albo przynajmniej letnim, niezdolnym do dzielenia się życiem, bo będzie składał się z chrześcijan zimnych lub letnich”.
Nie jest to nowa nauka. Pochodzi ona wprost od Jezusa i Apostołów. Ponieważ jednak jesteśmy tak bardzo podatni na pokusę zamykania się na Ducha Świętego, ważne jest podjęcie konkretnych decyzji, które pomogą nam świadomie przeżywać nasze życie. W przeciwnym razie ryzykujemy, że w natłoku codziennych obowiązków Duch Święty i Jego działanie zejdą na dalszy plan.

DZIEŁO BOGA I NASZE
Na czym więc polega napełnienie Duchem Świętym? Co ma na myśli papież Franciszek, wzywając nas do otwarcia się „w pełni na działanie tego ognia, który jest Duchem Świętym”? Nie ma tu jednej precyzyjnej definicji. Być może najjaśniej wyraził to św. Paweł, pisząc: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Owocem napełnienia Duchem Świętym jest wewnętrzne przekonanie, głębokie uświadomienie sobie, jak bardzo Bóg nas kocha. Jest to doświadczenie Jego miłości, wypływające z głębin naszego serca, doświadczenie, o którym wiemy, że nie pochodzi od nas.
W kolejnym wersecie Paweł pisze, że „gdyśmy jeszcze byli bezsilni”, Chrystus „umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie (…). A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością (…). Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,6-7.8). Fragment ten ma jakby dwa wymiary. Po pierwsze, Paweł mówi, że działanie Ducha, który objawia nam miłość Boga, ma charakter bardzo osobisty. Jest to coś, co dzieje się „w sercach naszych” (Rz 5,5). Następnie jednak stwierdza, że dowodem tej miłości jest fakt historyczny – śmierć Jezusa na krzyżu (Rz 5,6-8). Gdy zostajemy napełnieni Duchem Świętym, historyczny fakt śmierci Jezusa staje się żywy w naszych sercach. Duch Święty „objawia” nam ten fakt w nowy, życiodajny sposób, dokładnie tak, jak obiecał nam to Jezus (J 16,14).
Posłużmy się tu przykładem małżeństwa. Jest ono zarówno faktem prawnym, jak i osobistym doświadczeniem. Istnieje zarówno akt zawarcia małżeństwa, jak i więź prawdziwej miłości pomiędzy mężem a żoną. Gdyby para zdecydowała się żyć ze sobą bez żadnego prawnego zobowiązania, każde z nich mogłoby odejść w dowolnej chwili. Małżonkowie potrzebują więc określonej formy prawnego zobowiązania dla umocnienia swojej relacji. Zarazem jednak prawnie zawarte małżeństwo bez miłości nie jest prawdziwym małżeństwem, a jedynie czymś w rodzaju formalnego układu.
Podobnie doświadczenie Bożej miłości bez gruntownego zrozumienia przesłania Ewangelii i podstaw, na jakich opiera się ta miłość, doprowadziłoby nas do dowolnego wybierania sobie z nauki Jezusa tych przykazań, których mamy ochotę przestrzegać. I na odwrót, jeśli wiemy, że Jezus umarł za nasze grzechy, ale nie doświadczyliśmy osobiście Jego miłości, jesteśmy skłonni poprzestać na chłodnej, formalnej relacji z Bogiem opartej na przestrzeganiu reguł i przykazań.

DUCH JEST DLA WSZYSTKICH
W dniu zesłania Ducha Świętego Piotr oznajmił zgromadzonym, że dar Ducha przeznaczony jest nie tylko dla nich, ale także dla ludzi wszystkich pokoleń. Księga Dziejów Apostolskich zawiera cały szereg radosnych opowieści o tym, jak Jezus realizował tę obietnicę wobec ludzi na całym świecie. W krótkim czasie po zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów następuje kolejne wylanie Ducha Świętego w Samarii (Dz 8,17). Wkrótce potem ogień Ducha Świętego zstępuje na dom poganina Korneliusza (Dz 10,34-48). Później to samo dzieje się w Efezie (Dz 19,1-7). Dzieje Apostolskie kończą się relacją o tym, jak uwięziony w Rzymie Paweł bez przeszkód opowiada o Jezusie wszystkim, którzy chcą go słuchać (Dz 28,30-31). Czy można sobie wyobrazić, by nie mówił im o Duchu Świętym i Jego mocy?
Co chcieli osiągnąć Piotr, Paweł i pozostali Apostołowie, zachęcając innych do otwarcia się na napełnienie Duchem Świętym? To samo, czego Bóg pragnie dla każdego z nas: wzbudzić głębokie doświadczenie miłości Bożej w ludzkich sercach. Podstawą tego doświadczenia jest historyczny fakt krzyża i zmartwychwstania Jezusa. Kiedy przyjmujemy go z wiarą, Duch Święty kruszy nasze serca, odnawia Kościół i przemienia życie każdego z nas. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Środa, 2 maja
Dz 15,1-6
Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał. (Dz 15,4)
W przeprowadzonej niedawno ankiecie dwa tysiące osób, które w ogóle nie chodziły do kościoła, miało ustosunkować się do stwierdzenia: „Jeśli mój przyjaciel ceni sobie swoją wiarę, nie mam nic przeciwko temu, żeby o niej mówił”. Być może zaskoczy cię fakt, że mniej więcej 80% respondentów zgodziło się z tym stwierdzeniem. W podsumowaniu ankiety czytamy: „Jeśli twoja wiara jest rzeczywiście dla ciebie ważna, twoi przyjaciele będą chcieli o niej usłyszeć”.
Jest to dobra wiadomość – możesz dzielić się swoim doświadczeniem wiary, ludzie są zainteresowani historią działania Boga w twoim życiu. Chcą usłyszeć o tym, jak odpowiedział na twoją modlitwę czy pomógł ci zachować spokój w burzliwym okresie życia. Media codziennie przynoszą nam tyle złych wiadomości, że usłyszenie czegoś pozytywnego jest bardzo ożywcze. A co dopiero usłyszenie dobrej nowiny o miłującym Bogu!
Co więc może się stać, gdy podzielimy się swoją wiarą z innymi? Dzielenie się wiarą może rodzić radość. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Paweł i Barnaba właśnie opowiedzieli Apostołom o tym, co Bóg przez nich zdziałał. My także możemy się tym podzielić. Nasze świadectwa ukazują dobroć Boga. Przekonują, że On jest po naszej stronie. A jeśli nawet opowiedziana przez nas historia nie wywrze na nikim większego wrażenia, to przynajmniej my sami odniesiemy korzyść z przypomnienia sobie naszej drogi wiary!
Dzielenie się wiarą może budować wiarę innych. Kiedy dzielisz się tym, co Bóg dla ciebie uczynił, pomaga to inny zaakceptować fakt, że On działa także dzisiaj. Mogą odkryć w twojej historii coś, co ma związek z ich własnym życiem. A wtedy być może odważą się pomyśleć: „Bóg zrobił to dla niego. A może zrobi to samo i dla mnie?”. W ten sposób dzięki naszej historii inni mogą przybliżyć się do Boga.
Dzielenie się wiarą może wreszcie zainteresować innych osobą Jezusa. Celem naszego opowiadania o Panu nie jest zachęcanie innych do patrzenia na nas, jest to raczej zachęta: „Patrzcie na Jezusa. On jest naszym Zbawicielem”. Z pewnością wymaga to odwagi, ale Bóg jest wciąż przy nas, gotów nam pomagać.
Nie martw się, jeśli wciąż czujesz się skrępowany na myśl o dzieleniu się wiarą. Tak czuje się większość z nas. Pamiętaj jednak, że ludzie na ogół są zainteresowani twoją historią. Co więcej, jest z tobą Duch Święty. Dobre świadectwo otwiera serca słuchających, a o owoce zatroszczy się sam Duch Święty. 
„Panie, spraw, bym znalazł w sobie odwagę do mówienia o Tobie rodzinie i znajomym”.
Ps 122,1-2.4-5
J 15,1-8
▌Czwartek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami. (Ap 12,1)
Z czym kojarzy ci się dzisiejsza uroczystość? Większość z nas pójdzie dziś do kościoła, by wspólnie modlić się za ojczyznę. Wspomnimy śluby króla Jana Kazimierza, złożone 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej, i nawiązujące do nich Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, złożone 26 sierpnia 1956 roku z inicjatywy uwięzionego wówczas prymasa Stefana Wyszyńskiego. Być może udzielą nam się religijno-patriotyczne uniesienia tamtych dni, kiedy w trudnych momentach historii Polacy szukali nadziei i ratunku u Maryi, a w serca rozmodlonych rzesz wstępowała ufność. Może przypomnimy sobie stosunkowo niedawne czasy, kiedy to obchodzenie tego święta było zabronione, ponieważ budziło w Polakach uczucia zupełnie niepoprawne politycznie i dawało im wewnętrzną siłę.
Zwracając się w 1918 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, do papieża Benedykta XV o ustanowienie święta Maryi Królowej Polski, biskupi polscy zasugerowali datę 3 maja. Łączy się ona w naszej świadomości narodowej z reformami Sejmu Czteroletniego, którego największym dokonaniem było ustanowienie pierwszej polskiej konstytucji. W ten sposób biskupi związali to święto z naszą historią, podkreślając, że królowanie Maryi nie jest teoretyczne, że Ona rzeczywiście ingeruje w nasze dzieje, wydobywając z polskiego narodu to, co w nim najlepsze.
Dzisiejsze czytania ukazują nam Maryję w bardzo dramatycznych sytuacjach. W Ewangelii spotykamy Ją stojącą pod krzyżem, na którym umiera Jej Syn. Pozostaje przy Jezusie wtedy, gdy niemal wszyscy Mu bliscy przerażeni chowają się po kątach. I chociaż nie może nic dla Niego zrobić, trwa przy Nim z wiarą, że to, co ogląda, nie jest ostatnim słowem Boga.
Apokalipsa, również ukazująca Maryję w zmaganiach związanych z Jej Dzieckiem, przedstawia Ją już jednak nie jako bolesną Matkę skazańca, ale pełną chwały Królową – uwieńczoną gwiazdami, obleczoną w słońce, z księżycem pod stopami. Jej ofiarna miłość nie jest bezsilna – to także dzięki Niej nastało „zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego” (Ap 11,10). Prośmy Ją dziś, aby także w naszych licznych zmaganiach i problemach dawała nam nadzieję, że to nie zło ma ostatnie słowo w dziejach świata i w dziejach naszego narodu – i że wszystko da się przezwyciężyć pod Jej matczyną opieką.
„Boże, Ty dałeś nam w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę. Spraw, abyśmy jako naród coraz głębiej potrafili z niej korzystać”.
(Ps) Jdt 13,18-20
Kol 1,12-16
J 19,25-27

▌Niedziela, 6 maja
Dz 10,25-26.34-35.44-48
I zdumieli się. (Dz 10,45)
W dzisiejszych czasach sakrament bierzmowania przyjmuje się dopiero po przyjęciu sakramentów chrztu i Eucharystii. Chrztu udziela się przeważnie małym dzieciom. Następnie, w wieku około dziewięciu lat, przystępują one do pierwszej Komunii świętej, po czym w wieku młodzieńczym otrzymują sakrament bierzmowania. Taki jest typowy porządek rzeczy.
We wczesnym Kościele porządek ten był nieco inny. Człowiek, który nawrócił się do Jezusa, otrzymywał jednocześnie wszystkie trzy sakramenty inicjacji chrześcijańskiej – chrzest, Eucharystię i bierzmowanie.
Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi nam, że Duch Święty nie zawsze trzyma się ustalonego porządku. Otóż anioł odwiedza setnika Korneliusza jeszcze przed jego chrztem. Jednocześnie Duch Święty każe Piotrowi iść do domu setnika, mimo że jest on poganinem, a przecież Piotrowi – prawowiernemu Żydowi – nie wolno było wchodzić do domów pogan.
Następnie, gdy Piotr przemawia do Korneliusza i jego domowników, Bóg ponownie łamie reguły. Duch Święty zstępuje na pogan, którzy zaczynają mówić językami. Zostali oni napełnieni Duchem Świętym, zanim jeszcze zdążyli wyrazić żal za grzechy, nawrócić się i przyjąć chrzest! Dopiero po otrzymaniu Ducha Świętego zostali ochrzczeni przez Piotra.
Jakie jest przesłanie tej historii? Bóg lubi poszerzać nasze horyzonty. Postąpił tak z Korneliuszem i Piotrem podczas ich wspólnej modlitwy (Dz 10,3-16). Następnie poszerzył umysły wszystkich słuchających słów Piotra, a także całego Kościoła, kiedy pozostali Apostołowie dowiedzieli się o tym, co wydarzyło się w domu Korneliusza (Dz 11,1-18).
Dziś na modlitwie poproś Ducha Świętego, aby pozwolił także tobie spojrzeć szerzej na to, co On czyni. Kiedy na Mszy głoszone jest słowo Boże, proś Ducha Świętego, by pozwolił ci głębiej poznać Bożą miłość. Słuchając homilii, proś Go, by pomógł ci prowadzić jej słowa w życie. Kiedy modlisz się po Komunii świętej, proś, by rozszerzył ci serce i pozwolił kochać tych, którzy uczestniczą we Mszy wraz z tobą. A potem idź i czyń to, co Duch włoży w twoje serce.
„Przyjdź, Duchu Święty, i rozszerz moje serce”.
Ps 98,1-4
1 J 4,7-10
J 15,9-17

▌Niedziela, 13 maja
Wniebowstąpienie Pańskie
Dz 1,1-11
Ten Jezus, wzięty od was do nieba… (Dz 1,11)
Myśląc o wniebowstąpieniu Jezusa, może wyobrażamy sobie, jak wspaniale byłoby zobaczyć Go uniesionego
w niebo w otoczeniu aniołów przy pełnych podziwu spojrzeniach Apostołów. Innymi słowy, skupiamy się na samym akcie wniebowstąpienia. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, co wydarzyło się po tym, jak Jezus wstąpił do nieba. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Po pierwsze, po swoim wstąpieniu do nieba Jezus zajął miejsce na tronie jako Król całego stworzenia. Paweł mówi nam, że Jezus jest „ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem, wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym” (Ef 1,20-21). Wszystko musi zostać poddane Jemu.
Po drugie, Jezus „przeszedł przez niebiosa” jako „arcykapłan wielki”, który był „poddany próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu”. Oznacza to, że możemy odtąd przybliżać się „z ufnością do tronu łaski” we wszystkich naszych potrzebach (Hbr 4,14-16). Nie musimy już obawiać się Boga.
Po trzecie, wstępując do nieba, Jezus otworzył drogę dla Ducha Świętego. Tuż przed swoim odejściem obiecał: „Wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz 1,5), a „miłość Boża” zostanie „rozlana (…) w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5).
Wreszcie, wniebowstąpienie Jezusa budzi w nas tęsknotę za Jego powrotem. Zaraz po wniebowstąpieniu aniołowie powiedzieli Apostołom: „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Obietnica ta jest dla nas gwarancją, że nadejdzie czas, w którym nie będzie już grzechu, bólu ani cierpienia. Jest też gwarancją, że Jezus będzie czuwał nad nami aż do nadejścia tego wielkiego i wspaniałego dnia.
Niech więc dzisiejsza uroczystość będzie dla nas okazją do radości! Wznieśmy nasze serca i oczy do Jezusa zasiadającego na niebieskim tronie!
„Przyjdź, Panie Jezu, i napełnij mnie Twoim Duchem”.
Ps 47,2-3,6-9
Ef 4,1-13
Mk 16,15-20

▌Środa, 16 maja
Św. Andrzeja Boboli, patrona Polski
Ap 12,10-12a
A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa. (Ap 12,11)
Na czym polegało „zwycięstwo” św. Andrzeja Boboli? Czy nie poniósł on raczej porażki? Czy tak straszliwie umęczony, że „wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy z niezłomnym męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał” – jak pisał Pius XII w poświęconej mu encyklice Invictus athletae Christi – nie padł on po prostu ofiarą ludzkiej nienawiści i uprzedzeń ? Dlaczego papież z takim przekonaniem nazywa go „niezwyciężonym atletą Chrystusa”?
Przyglądając się życiu św. Andrzeja Boboli, można stwierdzić, że jego pierwszym zwycięstwem było zwycięstwo nad własnymi wadami: „Ponieważ z natury miał pewną skłonność do wyniosłości i niecierpliwości oraz odrobinę uporu – pisze papież Pius XII – wydał samemu sobie nieubłaganą walkę. Przez tę walkę wziął niejako krzyż Chrystusowy na ramiona i szedł z nim na Kalwarię”. Kiedy więc potem dobrowolnie wyruszył jako misjonarz na bardzo trudne tereny Polesia – dotkniętego boleśnie rozłamem religijnym, na który nakładały się jeszcze konflikty polityczne – nie oczekiwał, że będzie łatwo. Był gotów oddać życie, tak jak przez całe lata oddawał siebie, walcząc ze zmęczeniem i trudami apostolskiego życia. Nie był bezwolną ofiarą rozwścieczonych ludzi, lecz do końca, jak długo mógł, dawał świadectwo swojej wiary i przekonywał do niej oprawców.
Nie wszyscy mamy powołanie do męczeństwa, ale wszyscy jesteśmy wezwani do dawania siebie innym, do zwycięstwa nad sobą i swoim egoizmem. Pius XII przypomina nam o tym w słowach: „Nie tylko bowiem krwi rozlewem wydajemy Bogu świadectwo naszej wiary, ale i mężnym a wytrwałym opieraniem się pokusom, oraz wielkoduszną ofiarą ze siebie i ze wszystkiego, co mamy, złożoną Temu, który tu jest naszym Stwórcą i Odkupicielem, a w niebie będzie kiedyś nie kończącą się radością”.
Męczeństwo przeraża, ale także imponuje. Wyrywa ze świętego spokoju, burzy w nas przekonanie, że chodząc do kościoła i żyjąc w miarę uczciwie, jesteśmy już dobrymi chrześcijanami. Każe pytać o to, co my, w tym miejscu, gdzie Bóg nas postawił, jesteśmy zdolni uczynić ze względu na Jezusa. Mogą to być rzeczy proste, jak pogodne wykonywanie swoich obowiązków bez szemrania i oglądania się na innych. Mogą być trudniejsze, jak próba nakłonienia bliskiej osoby do powrotu do Kościoła. Oby patron dzisiejszego dnia wypraszał nam głęboką wiarę, która pozwoli nam zwyciężać.
„Panie Jezu, naucz mnie odnosić zwycięstwo nad moim egoizmem, abym mógł świadczyć o Tobie w każdej sytuacji”.
Ps 34,2-9
1 Kor 1,10-13.17-18
J 17,20-26

▌Niedziela, 20 maja
Zesłanie Ducha Świętego
J 15,26-27; 16,12-15
On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. (J 16,13)
Imię Ducha Świętego, Paraklet, jakim posługuje się Jezus w dzisiejszej Ewangelii, pochodzi od greckiego słowa parakaleo, co znaczy „przywołuję na pomoc”. On chce być przez nas przywoływany. Dlatego właśnie w ostatnich dniach w Kościele tak często rozbrzmiewało wezwanie: „Przyjdź, Duchu Święty!”.
Słowo „Paraklet” w niektórych przekładach Ewangelii tłumaczone jest też jako „Pocieszyciel”. Duch Święty, gdy Go przywołujemy, pociesza nas i wspiera swą mocą, jest naszym Adwokatem i Obrońcą. Wszystko to brzmi niezwykle miło i krzepiąco. Jednak w dzisiejszej Ewangelii Duch Święty nosi także inny tytuł – nazwany jest Duchem Prawdy. Prowadzi On do całej prawdy – nawet tej, której Apostołowie na obecnym etapie nie byli jeszcze w stanie przyjąć od Jezusa (J 16,12). Innymi słowy – jeśli przyzywasz Ducha Świętego, bądź nastawiony na całą prawdę!
Od czasu grzechu pierworodnego wszyscy mamy problem z przyjmowaniem prawdy – prawdy o Bogu i prawdy o nas samych. Owszem, znamy ją teoretycznie. Wiemy, że jesteśmy grzesznikami, że daleko nam do doskonałości, że gdyby nie ofiara Jezusa, nikt z nas nie wszedłby do nieba. Wiemy też, że Bóg jest miłością, że zależy Mu na każdym z nas osobiście oraz że chce naszego dobra. Jednak nasze chore i poranione serca podpowiadają nam coś wręcz przeciwnego – że w gruncie rzeczy sami najlepiej potrafimy o siebie zadbać, a do Boga, odległego i groźnego, lepiej się zanadto nie zbliżać, bo a nuż zechce za bardzo wmieszać się w nasze życie.
I właśnie w takich momentach przychodzi nam z pomocą Duch Święty! Wszelkie słowa ludzkie działają na nas od zewnątrz. Natomiast Duch, obecny w naszych sercach i przez nie przywoływany, działa od wewnątrz. Napełnia nas Bożą miłością i dopiero w jej świetle ukazuje nam nasz grzech, po to, by przebaczać i wyzwalać. Wiemy dobrze, że prawda podana bez miłości potrafi zabić. Natomiast Boża prawda zawsze wyzwala. Duch Święty zapewnia, że prawda nam nie zagraża, że nie musimy się jej bać, bo Jezus na krzyżu wyjednał nam przebaczenie wszystkich naszych grzechów. Przywołujmy więc Go z całą ufnością, wierząc, że dziś, w dzień Pięćdziesiątnicy, będzie z mocą działał w naszych sercach!
„Przyjdź, Duchu Święty! Napełniaj nasze serca i lecz je Twoją miłością”.
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
Ga 5,16-25
▌Czwartek, 24 maja
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Mk 14,22-25
Bierzcie, to jest Ciało moje. (Mk 14,22)
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, Najwyższego Kapłana, w przeddzień Jego ofiary, kiedy to daje uczniom swoje Ciało i Krew, które mają być wydane za zbawienie świata. Zarazem odsyła nas to tego, co najbardziej charakterystyczne w posłudze każdego księdza, który przez sakrament święceń uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa – do sprawowania Eucharystii. Eucharystii, która uobecnia dla nas jedyną ofiarę Chrystusa i sprawia, że każdy z nas może zasiąść z Nim w Wieczerniku, aby przyjąć Jego Ciało i Krew – zadatek wiecznego zbawienia.
Bardzo pięknie o posłudze kapłanów mówi dzisiejsza prefacja: „Ty przez namaszczenie Duchem Świętym ustanowiłeś Twojego Jednorodzonego Syna Kapłanem nowego i wiecznego przymierza i postanowiłeś, że Jego jedyne kapłaństwo będzie trwało w Kościele. Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie. W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę, przez którą odkupił ludzi, i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty, karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci, starają się upodobnić do Chrystusa i składają Tobie świadectwo wiary i miłości”.
W naszym kraju nie odczuwamy braku księży. Może dlatego często stawiamy im tak wysokie wymagania i przeżywamy bolesny zawód, gdy ich „świadectwo wiary i miłości” nie spełnia naszych oczekiwań. Tak wiele się po nich spodziewamy. Wymagamy od nich świętości – i to zwykle o wiele bardziej niż od samych siebie.
Dziś, kiedy przypominamy sobie wartość kapłaństwa, ucieszmy się tym, że mamy księży, że nie musimy przejeżdżać kilkudziesięciu czy kilkuset kilometrów, żeby wziąć udział we Mszy świętej albo się wyspowiadać. Doceńmy ich wielkoduszną odpowiedź na wezwa-
nie Chrystusa, ich starania, a przede wszystkim to, że przez ich ręce otrzymujemy pokarm na życie wieczne. Otoczmy ich modlitwą i życzliwością. Pamiętajmy też o tym, że posługa księży ma służyć naszemu uświęceniu. Nawet najświętszy ksiądz nie nawróci się za mnie.
A przecież każdy z nas, jak mówi dzisiejsza prefacja, został obdarzony królewskim kapłaństwem – powszechnym kapłaństwem ludu Bożego. Na mocy tego powołania mamy modlić się i składać Bogu duchowe ofiary na ołtarzach swoich serc za zbawienie świata. Jak ja wypełniam moje kapłańskie powołanie?
„Panie Jezu, proszę Cię dziś za wszystkich kapłanów. Odnów w nich radość Twojego wezwania i wspieraj ich w niełatwej posłudze uświęcania ludu Bożego”.
Jr 31,31-34 albo Hbr 10,11-18
Ps 110,1-3


MAGAZYN:

„Wewnętrzny klasztor” Conchity de Armidy

W służbie Bogu, rodzinie i Kościołowi

Co roku w niedzielę Zesłania Ducha Świętego myślę tęsknie o ewangelizacji, jaką prowadziłam w latach studenckich. Tak wielu studentów odniosło wyraźne korzyści ze spotkań biblijnych i rekolekcji, na które ich zaprosiłam. Kiedy jednak wyszłam za mąż i urodziłam dziecko, zaprzestałam tej działalności. Zastanawiałam się często, jak mam budować Kościół, kiedy ledwo nadążam z praniem? Jak mam być otwarta na Boże wezwania, będąc uwiązana przy dziecku, które musi jeść co dwie godziny?
Wtedy właśnie zapoznałam się z postacią niezwykłej Meksykanki – żony i matki. Concepcion Cabrera de Armida, popularnie nazywana Conchitą, wychowując wraz z mężem dziewięcioro dzieci, znajdowała czas na codzienną Mszę świętą i modlitwę osobistą. Te proste praktyki miały dalekosiężny wpływ zarówno na jej życie rodzinne, jak i na cały Kościół meksykański. Im więcej czytam na jej temat, tym bardziej jestem przekonana, że Conchita jest cenną przewodniczką dla tych, którzy podobnie jak ja przez cały dzień zmagają się z zupełnie „nie-duchowymi” obowiązkami. Ukazuje mi ona, że Duch Święty może przeprowadzić nas przez każde zadanie, jeśli zaczniemy od modlitwy.

ROZMODLONA PANNA MŁODA
Conchita urodziła się 8 grudnia 1862 roku w meksykańskim mieście San Luis Potosi, w katolickiej rodzinie zamożnej klasy średniej. Będąc ładną dziewczyną, w wieku lat trzynastu zwróciła na siebie uwagę Franciszka Armidy, zwanego Pancho. Był nią tak zauroczony, że oświadczył się jej zaledwie kilka tygodni po zawarciu znajomości. Po dziewięcioletnim narzeczeństwie – co w południowym Meksyku nie było niczym dziwnym – młodzi pobrali się i na świat zaczęły przychodzić dzieci.
Pod wieloma względami Conchita to zwyczajna żona i matka. Czuła się rozczarowana, gdy pierwszym słowem wypowiedzianym przez jej syna było „kot”, a nie „mama”. Trudno było jej znaleźć wspólny język z teściami. Czytała pisma poświęcone modzie, w specjalnym zeszycie notowała dowcipy. Jej mąż, skądinąd troskliwy i opiekuńczy mężczyzna, miał wybuchowy temperament. Z czasem jego charakter złagodniał i małżonkowie nauczyli się wzajemnie wspierać. Pancho radził się Conchity w interesach, a ona prosiła go o pomoc w kładzeniu dzieci spać.
Jednak głęboko w sercu Conchita czuła, że tym, co naprawdę rozświetla jej życie rodzinne, jest modlitwa i lektura duchowa. W swoim dzienniku pisała: „Życie wewnętrzne mojej duszy wzrasta pomimo wszystkich radości tej ziemi”. Już na początku małżeństwa na pierwszym miejscu postawiła życie duchowe.

„WEWNĘTRZNY KLASZTOR”
Wśród licznych obowiązków matki Conchita prowadziła życie duchowe, które stało się jej „wewnętrznym klasztorem”, gdzie kryła się codziennie na pewien czas po wyjściu męża do pracy. Dzięki dobrej organizacji udawało jej się pogodzić modlitwę z obowiązkami domowymi.
Zachęcona przez proboszcza do prowadzenia dziennika, Conchita spędzała większość wolnego czasu na pisaniu. Choć niektóre z jej pism były rozpowszechniane w postaci książek i broszur, kiedy jeszcze żyła, to swego obszernego dziennika nie dała do czytania nikomu aż do śmierci. Dopiero po jego lekturze rodzina i inni odkryli, często ku swojemu zaskoczeniu, że Conchita prowadziła głębokie życie wewnętrzne, naznaczone wieloma natchnieniami duchowymi oraz aktami miłości i uwielbienia Boga.
Życie wewnętrzne nie oddzielało jej od rodziny i służących, przeciwnie, pomagało Conchicie stawać się coraz bardziej przystępną i troskliwą. Dzieci wspominały, że była pogodna, opiekuńcza i zainteresowana ich sprawami. „Nawet w kościele czuliśmy, że mama jest z nami” – powiedziało jedno z nich. Jednak wychowywanie dzieci nie było dla Conchity przeszkodą w słuchaniu natchnień Ducha Świętego.

„OGIEŃ, KTÓRY PŁONĄŁ”
W wieku dwudziestu siedmiu lat Conchita wzięła udział w rekolekcjach prowadzonych według Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli. Będąc już – w przeciwieństwie do pozostałych uczestników rekolekcji – matką kilkorga dzieci, pomiędzy naukami wychodziła do domu, aby zająć się swoją rodziną. W trakcie rekolekcji Conchita miała poczucie, że przygotowuje swoje serce na powiedzenie „tak” wszystkiemu, czego Bóg może od niej zażądać. Była jednak zdziwiona, gdy pewnego dnia w ciszy modlitwy Bóg powiedział do niej: „Twoją misją będzie zbawianie dusz”.
Jej serce rozradowało się. Wkrótce po rekolekcjach zabrała dzieci na dłuższą wizytę do wiejskiej rezydencji swojego brata. Tam zaproponowała, że powtórzy sąsiadkom nauki, które usłyszała na rekolekcjach. Zebrało się nie mniej niż sześćdziesiąt kobiet! Conchita powiedziała później, że w ogóle nie zastanawiała się nad tym, czy ma odpowiednie kwalifikacje ani czy jej pomysł nie jest przejawem pychy. Stwierdziła: „Poczułam w sobie ogień, który płonął, i chciałam zapalić go także w sercach innych”.
Ogień rzeczywiście zapłonął w sercach. Pod koniec rekolekcji kilka kobiet odbyło głęboką spowiedź u miejscowego proboszcza.

▌CIERPIENIA KOŚCIOŁA
W MEKSYKU
Pewnego dnia, modląc się w kościele, Conchita miała wizję Ducha Świętego w postaci gołębicy. Zajaśniał On na krzyżu, w jego centrum, gdzie biło serce Jezusa. Wizja utrzymywała się przez całe dnie. Conchita usłyszała też słowa Jezusa: „Świat jest pogrążony w zmysłowości; nikt już nie kocha ofiary. Pragnę, by zapanował krzyż”.
Conchita opowiedziała biskupowi o tym, co zobaczyła. Wielebny Ramona Ibarra Gonzales wysłuchał jej z uwagą, wyraził też chęć przeczytania jej pism. Poruszony ich treścią, postanowił założyć stowarzyszenie inspirowane wizją Conchity: Apostolat Krzyża. Wspólnota ta miała być otwarta dla osób świeckich, zakonnych i kapłanów. Jej członkowie żyli duchowością Jezusa ukrzyżowanego, ofiarowując swoje codzienne próby i przykre doświadczenia za kapłanów w formie „duchowego macierzyństwa”. Intuicje du-
chowe i refleksje teologiczne Conchity doprowadziły do powstania pięciu innych stowarzyszeń pod wspólną nazwą Dzieła Krzyża.
Conchita miała do ofiarowania wiele osobistych cierpień. Jeden z jej synów zmarł w dzieciństwie. W 1901 roku zmarł jej ukochany Pancho, pozostawiając ją wdową w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Conchita była zdruzgotana. W tym czasie najstarsze z jej dzieci miało zaledwie szesnaście lat. Na domiar złego w kolejnych latach zmarła przedwcześnie jeszcze trójka z jej dziewięciorga dzieci.
Patrząc z perspektywy czasu, widzimy, jak Bóg posługiwał się zarówno rozwijającym się Apostolatem, jak i jej osobistymi stratami. Meksyk stał właśnie na progu dziewięcioletniej rewolucji, niosącej ze sobą straszliwe cierpienia. Posługa modlitewna Conchity stawała się coraz bardziej potrzebna.
W ciągu kolejnych lat krwawych walk Conchita była świadkiem potwornych prześladowań Kościoła. Zabijano księży, którzy byli zmuszeni się ukrywać, niszczono kościoły, męczennikami zostawały nawet dzieci. „Czułam w duszy śmiertelny smutek, jakby do Meksyku wtargnął szatan” – pisała Conchita. Narażając się na ogromne ryzyko, przez dłuższy czas ukrywała w swoim domu księży, biskupów, zakonnice i zakonników.

„NIECH BÓG BĘDZIE
BŁOGOSŁAWIONY
ZA WSZYSTKO”
Pomimo trwającej rewolucji Dzieła Krzyża wciąż przeżywały rozwój. Pojawiały się nowe gałęzie, takie jak męska wspólnota zakonna Misjonarzy Ducha Świętego, a także zakon kontemplacyjny, w którym siostry przez dwadzieścia cztery godziny na dobę adorowały Najświętszy Sakrament w intencji prześladowanych księży. Poprzez kolejne inicjatywy Duch Święty tworzył duchowy mur chroniący Kościół w tym trudnym czasie.
Właśnie wtedy pisma Conchity zostały gruntownie zbadane przez miejscowych biskupów oraz przez Watykan. Stwierdzono zgodnie, że zawierają one autentyczne Boże natchnienia. Conchita osobiście udała się do papieża, aby uzyskać aprobatę dla jednego ze zgromadzeń. Zabrała wówczas ze sobą dwoje swoich dzieci, aby odbyć pielgrzymkę wspólnie z nimi. Jak zawsze stojąc mocno na ziemi, w trakcie podróży pisała listy do pozostałych dzieci, interesując się ich rodzinami, zdrowiem i interesami.
W listach udzielała im praktycznych i duchowych rad oraz wstawiała się gorliwie w ich potrzebach, sama zmagając się z chorobą morską.
„Niosę w sobie trzy życia, a każde z nich bardzo mocne” – pisała. „Życie rodzinne ze swoimi licznymi smutkami tysiąca rodzajów, czyli życie matki; życie Dzieł Krzyża ze wszystkimi problemami, które mnie obciążają; a także życie ducha czyli życie wewnętrzne, które jest najcięższe ze wszystkich, ze swoimi wzlotami i upadkami, burzami i zmaganiami, światłem i ciemnością. Niech Bóg będzie błogosławiony za wszystko!”
Conchita spędziła ostatnie lata wśród swoich dzieci i wnuków, nie przestając pisać. Zmarła 3 marca 1937 roku w wieku siedemdziesięciu czterech lat. Pozostawiła po sobie ponad 60 tysięcy zapisanych stron.

MODLITWA – JEJ DAR
DLA KOŚCIOŁA
Dzieci Conchity podkreślają w swoich wspomnieniach, że była ona po prostu dobrą matką. Zaskoczeniem może być to, że kobieta w jej sytuacji życiowej stała się inspiratorką tylu dobrych dzieł. Najbardziej jednak poruszająca jest jej wierność codziennej modlitwie i Mszy świętej, co pozwoliło jej połączyć życie rodzinne ze służbą Kościołowi. Życie modlitewne Conchity nie było stratą czasu ani szukaniem siebie – przeciwnie, stało się błogosławieństwem dla jej rodziny i całego Kościoła!

***
Będę starała się o tym pamiętać w tym roku, przeżywając Zesłanie Ducha Świętego wśród stosów pieluszek. Wzorem Conchity mogę zwracać się do Boga w każdej sytuacji, ufając, że Duch Święty pomoże mi wydać owoc – taki, jaki On sam zamierzył. ▐

„Najdalsze pokolenia”

Niezwykłe spotkanie naszych dusz

Jestem stałą czytelniczką „Słowa wśród nas”, osobą starszą, wierzącą i praktykującą. W lutym 2014 roku zostało opublikowane moje świadectwo zatytułowane „Nowe życie”. Teraz dopisuję jakby ciąg dalszy, ponieważ wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem niezwykłego spotkania, którego wówczas doświadczyłam.
Kilka lat temu odbyłam spowiedź generalną, która była cudownym darem Bożej miłości i pojednania. To właśnie ją opisałam w poprzednim świadectwie.

Teraz chcę jeszcze raz wrócić do tamtego czasu i skupić uwagę na innym temacie. Nie poruszyłam go wcześniej, bo wzruszona duchowymi doznaniami nowego życia, odsunęłam go na dalszy plan. Jednak lata minęły, a ja wciąż myślę o tamtym spotkaniu...
Mój ojciec duchowy w trakcie wspomnianej spowiedzi kilkakrotnie zwracał moją uwagę na to, jak ważna jest modlitwa za zmarłych. Tłumaczył, by modląc się czy zamawiając Mszę za zmarłych rodziców, oprócz ich imion i nazwiska dopowiadać słowa: ,,oraz za zmarłych z rodzin (tu trzeba podać ich nazwisko, także nazwisko rodowe matki) po najdalsze pokolenia”. Mówił, iż to niezwykle ważne. Ponadto podkreślał, że powinno się znać imiona zmarłych do siódmego pokolenia oraz miejsca ich pochówku. A ponieważ imion do siódmego pokolenia nie miałam możliwości poznać, postanowiłam, że zadbam przynajmniej o właściwą modlitwę za nich. Odtąd w pacierzu zawsze pamiętałam o „najdalszych pokoleniach”.
Zbliżała się pierwsza rocznica śmierci córki. Zamówiłam Mszę świętą w intencji jej oraz nieżyjących bliskich – według wcześniejszych wskazań spowiednika. Ostatniej nocy przed Mszą śnię, że idę do ,,swego” kościółka (tak często nazywamy naszą kochaną, niewielką świątynię). Mam świadomość, że będzie odprawiona Msza za córkę Monikę oraz bliskich zmarłych. W niedalekiej odległości od kościelnej bramy widzę przed sobą zmarłą córkę wraz z dużą grupą ludzi. Wszyscy też idą w stronę kościółka. Dochodzę do nich i pytam Monikę, po co idą do świątyni. W odpowiedzi słyszę: Idziemy na Mszę. Razem z nimi wchodzę na kościelny plac i zatrzymuję się obok kościoła. Cała grupa staje przede mną, lekkim półkolem. Najbliżej mnie stoi Monika, dalej nieżyjący rodzice i krewni, a na końcu grono nieznanych mi osób. Wszyscy są młodzi, mają około 30 lat. Osoby, które znałam wyłącznie jako starsze, natychmiast rozpoznaję sercem (kiedyś nie mogłam zrozumieć, jak to jest możliwe). Widzę jak bliscy memu sercu zmarli patrzą na mnie radosnym wzrokiem, a nieznane osoby – ciekawie, z delikatnym, promiennym uśmiechem oczu. Moją uwagę przyciąga ich piękny, odświętny ubiór (w kolorach bardzo jasnego brązu z delikatnym odcieniem złotego). Nic z tego nie rozumiem, ale jest mi bardzo miło. Zaczynam się zastanawiać, kim są liczni nieznajomi. I nagle doznaję olśnienia! Jestem pewna – to właśnie są „najdalsze pokolenia”, o których mówił spowiednik! Niestety, w tym momencie budzę się. Na jawie moja ogromna radość miesza się ze smutkiem. Żałuję, że nie mogłam przywitać się z nimi i porozmawiać. Wkrótce uświadamiam sobie, że jeszcze nie nadszedł ten czas.
Nadal gdy się modlę lub uczestniczę we Mszy świętej za swoich zmarłych, pamiętam o „najdalszych pokoleniach”. Teraz wiem, że intencja mszalna jest dla nich zaproszeniem do wspólnego uczestnictwa w Eucharystii. Kocham ich wszystkich. Sercem odczuwam, że oni też mnie kochają. 
Spowiedź generalna i niezwykłe spotkanie naszych dusz odmieniły moje życie. Odtąd jest ono spokojniejsze, pełne otuchy, miłości i wiary. A modlitwa koi moją duszę. ▐

Nasza ankieta


Błogosławieństwo starości

W czasach biblijnych panowało przekonanie, że długie lata życia są znakiem Bożego błogosławieństwa. Jednak w powszechnym odczuciu starość nie jest ani łatwym, ani wyczekiwanym etapem życia (chociaż przy każdej okazji życzymy sobie 100 lat). Zaczyna brakować sił, przybywa chorób i różnych dolegliwości, rosną wydatki na leki, nierzadko doskwiera samotność, poczucie własnej bezużyteczności.
Ale starość to przecież także czas odpoczynku, uwolnienia od nadmiaru obowiązków, czas dojrzałości, dzielenia się swoim doświadczeniem, życiową mądrością, wiarą. To również więcej przestrzeni na modlitwę, na pogłębienie relacji z Bogiem.
Czy więc starość może być czasem błogosławionym, szczęśliwym, owocnym? W Psalmie 92 znajdujemy odpowiedź: „Zasadzeni w domu Pańskim (…) wydadzą owoc nawet i w starości”, a u proroka Izajasza obietnicę: „Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam” (Iz 46,4).
Zapraszamy Was, drodzy Czytelnicy, do podzielenia się swoim świadectwem związanym z przeżywaniem sędziwych lat. Czy wiara i ufność w Boża opiekę pomaga Ci w znoszeniu uciążliwych stron starzenia się? Czy dostrzegasz znaki Bożego błogosławieństwa w Twojej starości? Czy widzisz jakieś owoce tego czasu? A może chciałbyś napisać, jak przeżywają lub przeżywali te lata Twoi rodzice czy dziadkowie, czego się od nich nauczyłeś, co im zawdzięczasz?


Czytelników, którzy zechcą odpowiedzieć na naszą ankietę,
prosimy o nadsyłanie świadectw do końca 2018 roku

pocztą:
Redakcja „Słowa wśród nas”
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

lub e-mailem:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwa,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.
Wśród uczestników ankiety zostanie także rozlosowana nagroda główna
w postaci pakietu książek o wartości 200 zł (tytuły do ustalenia).

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 5 (297) 2018 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Moc Ducha Świętego”. Duch Święty jest najbardziej tajemniczą Osobą Trójcy Świętej. Zapowiadając Jego zesłanie Jezus powiedział: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8). Ta obietnica dotyczy także nas. Jak przekonują nas artykuły tego numeru, wszyscy możemy doświadczyć przemieniającej i uświęcającej mocy Ducha Świętego.
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o Conchicie, niezwykłej Meksykance, żonie i matce, prowadzącej głębokie życie duchowe w burzliwych czasach rewolucji meksykańskiej. Ponadto dwa świadectwa: jedno, dotyczące pomocy doznanej za wstawiennictwem św. Józefa oraz drugie, poruszające świadectwo na „świętych obcowania”. Ponadto polecamy kolejny tekst na temat adoracji. W tym numerze ogłaszamy kolejną Naszą ankietę, skierowaną do wszystkich Czytelników, tym razem nosi ona tytuł „Błogosławieństwo starości”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, krzyżówkę oraz Kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Napełnienie Duchem Świętym
Jak otwierać się na Jego moc....................................... 4

Liczne doświadczenia łaski
Działanie Ducha Świętego w sakramentach.............. 10

Przekonujący głos Ducha Świętego
Życie łaską na co dzień................................................14

MEDYTACJE

NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 maja........................................17

MAGAZYN

„Wewnętrzny klasztor” Conchity de Armidy
W służbie Bogu, rodzinie i Kościołowi – Laura Loker........................................47

Pomocna kładka
Jak św. Józef pomógł mi pokonać lęk przed życiem na emeryturze – Margaret Ann Stimatz..................... 52

„Najdalsze pokolenia” 
Niezwykłe spotkanie naszych dusz– Lucyna Domańska.................................................. 57

O adoracji
Komunia święta – Dorota Szczerba........................... 58

Nasze lektury............................................................ 60

Nasza ankieta........................................................... 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:


Drodzy Bracia i Siostry!

Wielu świętych, ojców i doktorów Kościoła pisało na temat Ducha Świętego. Na przykład św. Bazyli poświęcił cały traktat na dowiedzenie, że Duch jest rzeczywiście trzecią Osobą Trójcy Świętej. Z kolei św. Jan Vianney skupiał się na tym, w jaki sposób możemy doświadczyć mocy Ducha w naszym życiu.
W czasach nam współczesnych św. Jan Paweł II w encyklice o Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata pisał: „Jesteśmy więc w naszej epoce na nowo wezwani (…), aby zbliżyć się do Ducha Świętego-Ożywiciela” (2). Duch Święty, „zjednoczony tajemniczą więzią Boskiej komunii z Odkupicielem człowieka, stanowi o ciągłości Jego dzieła: z Niego bierze i wszystkim przekazuje”. On przekonuje o grzechu „ażeby odbudowywać dobro w człowieku
i w ludzkim świecie: ażeby odnawiać oblicze ziemi. On dokonuje dzieła oczyszczenia z wszystkiego, co człowieka «szpeci» (…); On leczy najgłębsze nawet rany ludzkiej egzystencji. On zamienia wewnętrzny nieurodzaj dusz w urodzajne pola łaski i świętości. To, co jest «oporne – nakłania», to, co jest «oziębłe – rozgrzewa», to, co «zbłąkane – sprowadza» na drogi zbawienia” (67).
Oto Duch, którego Jezus obiecał nam zesłać, mówiąc: „Zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” oraz „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8).
Ten „chrzest Duchem Świętym” oraz „moc”, o których mówi Jezus, opisane są w Piśmie Świętym jako „napełnienie Duchem” (Ef 5,18). Papież Franciszek mówi o Duchu Świętym jako o „żywej i działającej obecności” Boga w nas (Anioł Pański,14 sierpnia, 2016). Podobnie widział to św. Paweł, pisząc o Duchu, który rozlewa miłość Boga w naszych sercach (Rz 5,5).
Czy zauważyliście, jak wiele z powyższych cytatów mówi o Duchu Świętym jako o kimś, kogo obecności możemy doświadczyć? Osobiście przeżyłem napełnienie Duchem czterdzieści siedem lat temu na spotkaniu modlitewnym. Siedząc w ostatnim rzędzie, uświadomiłem sobie nagle, że Jezus umarł za moje grzechy. Dotąd moja wiara przejawiała się w tym, że starałem się być dobrym człowiekiem, wypełniać przykazania, a przez to uniknąć piekła. Jednak tego wieczoru Duch Święty otworzył mi oczy i pokazał, że wierzyć to coś więcej, że Jezus to nie krzyż na ścianie ani „sposób życia”, lecz żywa Osoba, która mnie kocha, żywa Osoba, która chce mnie zbawić. Tego wieczoru doświadczyłem Jego miłości i była to najpiękniejsza chwila mojego życia. Jednak by dojść do głębszego poznania Jego miłości i łaski w naszych sercach, ważne jest rozumienie nauki Kościoła o Duchu Świętym.
Mam nadzieję, że z uwagą przeczytacie ten numer naszego pisma poświęcony trzeciej Osobie Trójcy Świętej. Prośmy, by Duch Święty otwierał serca nas wszystkich na prawdę o miłości Boga.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Napełnienie Duchem Świętym

Jak otwierać się na Jego moc

Pierwsze sześć tygodni po zmartwychwstaniu Jezusa musiały być fascynującym czasem dla Jego uczniów. W ciągu czterdziestu dni po swoim powstaniu z martwych Jezus ukazywał się wiele razy, przygotowując ich do pójścia na cały świat z dobrą nowiną Ewangelii. A tuż przed swoim wstąpieniem do nieba złożył im jeszcze większą obietnicę: „Wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym (…). Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” (Dz 1,5.8).
Obietnica ta wypełniła się po dziesięciu dniach, w żydowskie święto Pięćdziesiątnicy. Wśród spektakularnych znaków, takich jak gwałtowny wicher i tajemnicze języki ognia, Apostołowie „zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał” (Dz 2,4). Dokładnie tak, jak przepowiedział to Jezus, wydarzyło się coś niezwykłego, coś, co sprawiło, że życie uczniów radykalnie się zmieniło.
Przemawiając do zgromadzonego tłumu, Piotr wyjaśnił, że to, co widzą, przeznaczone jest nie tylko dla Apostołów: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których, Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2,39). Każdy ze słuchaczy Piotra – i każdy z nas – może zostać napełniony Duchem Świętym. 
Przygotowując się do uroczystości Zesłania Ducha Świętego, zastanowimy się, w jaki sposób my, „którzy jesteśmy daleko”, możemy zostać napełnieni Duchem Świętym.

OCHRZCZENI DUCHEM?
Termin „chrzcić Duchem Świętym” pojawia się we wszystkich czterech Ewangeliach oraz w Dziejach Apostolskich (Mt 3,11; Mk 1,8; Łk 3,16; J 1,33; Dz 1,5; Dz 11,16). Jednak mimo tak częstego występowania jego znaczenie nie zawsze jest jasne. Zamieszanie wydaje się dodatkowo pogłębiać fakt, że termin „chrzest w Duchu Świętym” jest powszechnie używany przez członków Kościołów zielonoświątkowych oraz Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej do opisu przebudzenia duchowego, jakiego doświadczają. Rodzi się więc pytanie, jak ktoś, kto już został ochrzczony i otrzymał Ducha Świętego, może zostać ponownie „ochrzczony” tym samym Duchem?
Podobnie zwrot „napełnienie Duchem Świętym” powtarza się w Biblii dosyć często – zwłaszcza w Ewangelii według św. Łukasza i w Dziejach Apostolskich. Jak jednak możemy zostać napełnieni Duchem Świętym, skoro On już w nas żyje? Może więc najłatwiej będzie zacząć od wyjaśnienia, czym napełnienie Duchem Świętym, czyli chrzest w Duchu Świętym, nie jest.
Otóż nie jest tym samym, co sakrament chrztu. W sakramencie chrztu otrzymujemy bowiem odpuszczenie grzechów, stajemy się przybranymi dziećmi Boga i dziedzicami Chrystusa. Włączeni we wspólnotę Kościoła, otrzymujemy Ducha Świętego jako „zadatek naszego dziedzictwa” (Ef 1,14). Mówiąc krótko, sakrament chrztu czyni nas „nowym stworzeniem” (2 Kor 5,17).
Z kolei chrzest w Duchu Świętym, czyli napełnienie Duchem Świętym, wiąże się z doświadczeniem wylania łaski Ducha Świętego. Nie wprowadza w nasze życie nic „nowego”, jak czyni to chrzest, pomaga nam natomiast doświadczyć tego, co już posiadamy, i to w nowy, potężny sposób. Polega więc na takim doświadczeniu miłującej obecności Boga, że napełnia ona nasze serca nowym poczuciem radości, pokoju i miłości. Dobrą nowiną jest to, że Bóg pragnie, abyśmy wszyscy zostali w ten sposób napełnieni Jego Duchem. Pragnie dawać nam wszystkim doświadczenie swojej miłości i łaski – doświadczenie, które przemienia życie.

TWÓRCZA MOC DUCHA
Papież Franciszek mówi o Duchu Świętym jako o „obecności żywej i działającej w nas”. Nazywa tę obecność „siłą twórczą, która oczyszcza i odnawia (…) przemienia nas od wewnątrz, odradza nas i czyni zdolnymi do kochania” (Anioł Pański, 14 sierpnia, 2016). Podkreśla, że Duch Święty odnawia nasze serca – i Kościół – ożywiając w nas moc wiary i dając nam nowe doświadczenie obecności Boga. To doświadczenie odnowy jest na tyle mocne, że przemienia nasze serca i pozwala nam kochać innych tak, jak nigdy dotąd nie kochaliśmy. Ta odnawiająca, przemieniająca moc pomaga nam mówić „nie” pokusom, a „tak” Jezusowi. A gdy coraz częściej mówimy „tak”, na-
sze życie zaczyna się zmieniać.
Franciszek dodaje jednak od razu, że to przemieniające działanie Ducha Świętego nie ma charakteru magicznego. Nie dzieje się automatycznie. My także mamy tu do odegrania ważną rolę. „Jeśli otworzymy się w pełni na działanie tego ognia, który jest Duchem Świętym, to On obdarzy nas śmiałością i zapałem do głoszenia wszystkim Jezusa”. Ale „jeśli Kościół nie przyjmie tego ognia i nie pozwoli mu wejść w siebie, stanie się Kościołem zimnym, albo przynajmniej letnim, niezdolnym do dzielenia się życiem, bo będzie składał się z chrześcijan zimnych lub letnich”.
Nie jest to nowa nauka. Pochodzi ona wprost od Jezusa i Apostołów. Ponieważ jednak jesteśmy tak bardzo podatni na pokusę zamykania się na Ducha Świętego, ważne jest podjęcie konkretnych decyzji, które pomogą nam świadomie przeżywać nasze życie. W przeciwnym razie ryzykujemy, że w natłoku codziennych obowiązków Duch Święty i Jego działanie zejdą na dalszy plan.

DZIEŁO BOGA I NASZE
Na czym więc polega napełnienie Duchem Świętym? Co ma na myśli papież Franciszek, wzywając nas do otwarcia się „w pełni na działanie tego ognia, który jest Duchem Świętym”? Nie ma tu jednej precyzyjnej definicji. Być może najjaśniej wyraził to św. Paweł, pisząc: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Owocem napełnienia Duchem Świętym jest wewnętrzne przekonanie, głębokie uświadomienie sobie, jak bardzo Bóg nas kocha. Jest to doświadczenie Jego miłości, wypływające z głębin naszego serca, doświadczenie, o którym wiemy, że nie pochodzi od nas.
W kolejnym wersecie Paweł pisze, że „gdyśmy jeszcze byli bezsilni”, Chrystus „umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie (…). A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością (…). Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,6-7.8). Fragment ten ma jakby dwa wymiary. Po pierwsze, Paweł mówi, że działanie Ducha, który objawia nam miłość Boga, ma charakter bardzo osobisty. Jest to coś, co dzieje się „w sercach naszych” (Rz 5,5). Następnie jednak stwierdza, że dowodem tej miłości jest fakt historyczny – śmierć Jezusa na krzyżu (Rz 5,6-8). Gdy zostajemy napełnieni Duchem Świętym, historyczny fakt śmierci Jezusa staje się żywy w naszych sercach. Duch Święty „objawia” nam ten fakt w nowy, życiodajny sposób, dokładnie tak, jak obiecał nam to Jezus (J 16,14).
Posłużmy się tu przykładem małżeństwa. Jest ono zarówno faktem prawnym, jak i osobistym doświadczeniem. Istnieje zarówno akt zawarcia małżeństwa, jak i więź prawdziwej miłości pomiędzy mężem a żoną. Gdyby para zdecydowała się żyć ze sobą bez żadnego prawnego zobowiązania, każde z nich mogłoby odejść w dowolnej chwili. Małżonkowie potrzebują więc określonej formy prawnego zobowiązania dla umocnienia swojej relacji. Zarazem jednak prawnie zawarte małżeństwo bez miłości nie jest prawdziwym małżeństwem, a jedynie czymś w rodzaju formalnego układu.
Podobnie doświadczenie Bożej miłości bez gruntownego zrozumienia przesłania Ewangelii i podstaw, na jakich opiera się ta miłość, doprowadziłoby nas do dowolnego wybierania sobie z nauki Jezusa tych przykazań, których mamy ochotę przestrzegać. I na odwrót, jeśli wiemy, że Jezus umarł za nasze grzechy, ale nie doświadczyliśmy osobiście Jego miłości, jesteśmy skłonni poprzestać na chłodnej, formalnej relacji z Bogiem opartej na przestrzeganiu reguł i przykazań.

DUCH JEST DLA WSZYSTKICH
W dniu zesłania Ducha Świętego Piotr oznajmił zgromadzonym, że dar Ducha przeznaczony jest nie tylko dla nich, ale także dla ludzi wszystkich pokoleń. Księga Dziejów Apostolskich zawiera cały szereg radosnych opowieści o tym, jak Jezus realizował tę obietnicę wobec ludzi na całym świecie. W krótkim czasie po zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów następuje kolejne wylanie Ducha Świętego w Samarii (Dz 8,17). Wkrótce potem ogień Ducha Świętego zstępuje na dom poganina Korneliusza (Dz 10,34-48). Później to samo dzieje się w Efezie (Dz 19,1-7). Dzieje Apostolskie kończą się relacją o tym, jak uwięziony w Rzymie Paweł bez przeszkód opowiada o Jezusie wszystkim, którzy chcą go słuchać (Dz 28,30-31). Czy można sobie wyobrazić, by nie mówił im o Duchu Świętym i Jego mocy?
Co chcieli osiągnąć Piotr, Paweł i pozostali Apostołowie, zachęcając innych do otwarcia się na napełnienie Duchem Świętym? To samo, czego Bóg pragnie dla każdego z nas: wzbudzić głębokie doświadczenie miłości Bożej w ludzkich sercach. Podstawą tego doświadczenia jest historyczny fakt krzyża i zmartwychwstania Jezusa. Kiedy przyjmujemy go z wiarą, Duch Święty kruszy nasze serca, odnawia Kościół i przemienia życie każdego z nas. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Środa, 2 maja
Dz 15,1-6
Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał. (Dz 15,4)
W przeprowadzonej niedawno ankiecie dwa tysiące osób, które w ogóle nie chodziły do kościoła, miało ustosunkować się do stwierdzenia: „Jeśli mój przyjaciel ceni sobie swoją wiarę, nie mam nic przeciwko temu, żeby o niej mówił”. Być może zaskoczy cię fakt, że mniej więcej 80% respondentów zgodziło się z tym stwierdzeniem. W podsumowaniu ankiety czytamy: „Jeśli twoja wiara jest rzeczywiście dla ciebie ważna, twoi przyjaciele będą chcieli o niej usłyszeć”.
Jest to dobra wiadomość – możesz dzielić się swoim doświadczeniem wiary, ludzie są zainteresowani historią działania Boga w twoim życiu. Chcą usłyszeć o tym, jak odpowiedział na twoją modlitwę czy pomógł ci zachować spokój w burzliwym okresie życia. Media codziennie przynoszą nam tyle złych wiadomości, że usłyszenie czegoś pozytywnego jest bardzo ożywcze. A co dopiero usłyszenie dobrej nowiny o miłującym Bogu!
Co więc może się stać, gdy podzielimy się swoją wiarą z innymi? Dzielenie się wiarą może rodzić radość. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Paweł i Barnaba właśnie opowiedzieli Apostołom o tym, co Bóg przez nich zdziałał. My także możemy się tym podzielić. Nasze świadectwa ukazują dobroć Boga. Przekonują, że On jest po naszej stronie. A jeśli nawet opowiedziana przez nas historia nie wywrze na nikim większego wrażenia, to przynajmniej my sami odniesiemy korzyść z przypomnienia sobie naszej drogi wiary!
Dzielenie się wiarą może budować wiarę innych. Kiedy dzielisz się tym, co Bóg dla ciebie uczynił, pomaga to inny zaakceptować fakt, że On działa także dzisiaj. Mogą odkryć w twojej historii coś, co ma związek z ich własnym życiem. A wtedy być może odważą się pomyśleć: „Bóg zrobił to dla niego. A może zrobi to samo i dla mnie?”. W ten sposób dzięki naszej historii inni mogą przybliżyć się do Boga.
Dzielenie się wiarą może wreszcie zainteresować innych osobą Jezusa. Celem naszego opowiadania o Panu nie jest zachęcanie innych do patrzenia na nas, jest to raczej zachęta: „Patrzcie na Jezusa. On jest naszym Zbawicielem”. Z pewnością wymaga to odwagi, ale Bóg jest wciąż przy nas, gotów nam pomagać.
Nie martw się, jeśli wciąż czujesz się skrępowany na myśl o dzieleniu się wiarą. Tak czuje się większość z nas. Pamiętaj jednak, że ludzie na ogół są zainteresowani twoją historią. Co więcej, jest z tobą Duch Święty. Dobre świadectwo otwiera serca słuchających, a o owoce zatroszczy się sam Duch Święty. 
„Panie, spraw, bym znalazł w sobie odwagę do mówienia o Tobie rodzinie i znajomym”.
Ps 122,1-2.4-5
J 15,1-8
▌Czwartek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami. (Ap 12,1)
Z czym kojarzy ci się dzisiejsza uroczystość? Większość z nas pójdzie dziś do kościoła, by wspólnie modlić się za ojczyznę. Wspomnimy śluby króla Jana Kazimierza, złożone 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej, i nawiązujące do nich Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, złożone 26 sierpnia 1956 roku z inicjatywy uwięzionego wówczas prymasa Stefana Wyszyńskiego. Być może udzielą nam się religijno-patriotyczne uniesienia tamtych dni, kiedy w trudnych momentach historii Polacy szukali nadziei i ratunku u Maryi, a w serca rozmodlonych rzesz wstępowała ufność. Może przypomnimy sobie stosunkowo niedawne czasy, kiedy to obchodzenie tego święta było zabronione, ponieważ budziło w Polakach uczucia zupełnie niepoprawne politycznie i dawało im wewnętrzną siłę.
Zwracając się w 1918 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, do papieża Benedykta XV o ustanowienie święta Maryi Królowej Polski, biskupi polscy zasugerowali datę 3 maja. Łączy się ona w naszej świadomości narodowej z reformami Sejmu Czteroletniego, którego największym dokonaniem było ustanowienie pierwszej polskiej konstytucji. W ten sposób biskupi związali to święto z naszą historią, podkreślając, że królowanie Maryi nie jest teoretyczne, że Ona rzeczywiście ingeruje w nasze dzieje, wydobywając z polskiego narodu to, co w nim najlepsze.
Dzisiejsze czytania ukazują nam Maryję w bardzo dramatycznych sytuacjach. W Ewangelii spotykamy Ją stojącą pod krzyżem, na którym umiera Jej Syn. Pozostaje przy Jezusie wtedy, gdy niemal wszyscy Mu bliscy przerażeni chowają się po kątach. I chociaż nie może nic dla Niego zrobić, trwa przy Nim z wiarą, że to, co ogląda, nie jest ostatnim słowem Boga.
Apokalipsa, również ukazująca Maryję w zmaganiach związanych z Jej Dzieckiem, przedstawia Ją już jednak nie jako bolesną Matkę skazańca, ale pełną chwały Królową – uwieńczoną gwiazdami, obleczoną w słońce, z księżycem pod stopami. Jej ofiarna miłość nie jest bezsilna – to także dzięki Niej nastało „zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego” (Ap 11,10). Prośmy Ją dziś, aby także w naszych licznych zmaganiach i problemach dawała nam nadzieję, że to nie zło ma ostatnie słowo w dziejach świata i w dziejach naszego narodu – i że wszystko da się przezwyciężyć pod Jej matczyną opieką.
„Boże, Ty dałeś nam w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę. Spraw, abyśmy jako naród coraz głębiej potrafili z niej korzystać”.
(Ps) Jdt 13,18-20
Kol 1,12-16
J 19,25-27

▌Niedziela, 6 maja
Dz 10,25-26.34-35.44-48
I zdumieli się. (Dz 10,45)
W dzisiejszych czasach sakrament bierzmowania przyjmuje się dopiero po przyjęciu sakramentów chrztu i Eucharystii. Chrztu udziela się przeważnie małym dzieciom. Następnie, w wieku około dziewięciu lat, przystępują one do pierwszej Komunii świętej, po czym w wieku młodzieńczym otrzymują sakrament bierzmowania. Taki jest typowy porządek rzeczy.
We wczesnym Kościele porządek ten był nieco inny. Człowiek, który nawrócił się do Jezusa, otrzymywał jednocześnie wszystkie trzy sakramenty inicjacji chrześcijańskiej – chrzest, Eucharystię i bierzmowanie.
Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi nam, że Duch Święty nie zawsze trzyma się ustalonego porządku. Otóż anioł odwiedza setnika Korneliusza jeszcze przed jego chrztem. Jednocześnie Duch Święty każe Piotrowi iść do domu setnika, mimo że jest on poganinem, a przecież Piotrowi – prawowiernemu Żydowi – nie wolno było wchodzić do domów pogan.
Następnie, gdy Piotr przemawia do Korneliusza i jego domowników, Bóg ponownie łamie reguły. Duch Święty zstępuje na pogan, którzy zaczynają mówić językami. Zostali oni napełnieni Duchem Świętym, zanim jeszcze zdążyli wyrazić żal za grzechy, nawrócić się i przyjąć chrzest! Dopiero po otrzymaniu Ducha Świętego zostali ochrzczeni przez Piotra.
Jakie jest przesłanie tej historii? Bóg lubi poszerzać nasze horyzonty. Postąpił tak z Korneliuszem i Piotrem podczas ich wspólnej modlitwy (Dz 10,3-16). Następnie poszerzył umysły wszystkich słuchających słów Piotra, a także całego Kościoła, kiedy pozostali Apostołowie dowiedzieli się o tym, co wydarzyło się w domu Korneliusza (Dz 11,1-18).
Dziś na modlitwie poproś Ducha Świętego, aby pozwolił także tobie spojrzeć szerzej na to, co On czyni. Kiedy na Mszy głoszone jest słowo Boże, proś Ducha Świętego, by pozwolił ci głębiej poznać Bożą miłość. Słuchając homilii, proś Go, by pomógł ci prowadzić jej słowa w życie. Kiedy modlisz się po Komunii świętej, proś, by rozszerzył ci serce i pozwolił kochać tych, którzy uczestniczą we Mszy wraz z tobą. A potem idź i czyń to, co Duch włoży w twoje serce.
„Przyjdź, Duchu Święty, i rozszerz moje serce”.
Ps 98,1-4
1 J 4,7-10
J 15,9-17

▌Niedziela, 13 maja
Wniebowstąpienie Pańskie
Dz 1,1-11
Ten Jezus, wzięty od was do nieba… (Dz 1,11)
Myśląc o wniebowstąpieniu Jezusa, może wyobrażamy sobie, jak wspaniale byłoby zobaczyć Go uniesionego
w niebo w otoczeniu aniołów przy pełnych podziwu spojrzeniach Apostołów. Innymi słowy, skupiamy się na samym akcie wniebowstąpienia. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, co wydarzyło się po tym, jak Jezus wstąpił do nieba. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Po pierwsze, po swoim wstąpieniu do nieba Jezus zajął miejsce na tronie jako Król całego stworzenia. Paweł mówi nam, że Jezus jest „ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem, wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym” (Ef 1,20-21). Wszystko musi zostać poddane Jemu.
Po drugie, Jezus „przeszedł przez niebiosa” jako „arcykapłan wielki”, który był „poddany próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu”. Oznacza to, że możemy odtąd przybliżać się „z ufnością do tronu łaski” we wszystkich naszych potrzebach (Hbr 4,14-16). Nie musimy już obawiać się Boga.
Po trzecie, wstępując do nieba, Jezus otworzył drogę dla Ducha Świętego. Tuż przed swoim odejściem obiecał: „Wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz 1,5), a „miłość Boża” zostanie „rozlana (…) w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5).
Wreszcie, wniebowstąpienie Jezusa budzi w nas tęsknotę za Jego powrotem. Zaraz po wniebowstąpieniu aniołowie powiedzieli Apostołom: „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Obietnica ta jest dla nas gwarancją, że nadejdzie czas, w którym nie będzie już grzechu, bólu ani cierpienia. Jest też gwarancją, że Jezus będzie czuwał nad nami aż do nadejścia tego wielkiego i wspaniałego dnia.
Niech więc dzisiejsza uroczystość będzie dla nas okazją do radości! Wznieśmy nasze serca i oczy do Jezusa zasiadającego na niebieskim tronie!
„Przyjdź, Panie Jezu, i napełnij mnie Twoim Duchem”.
Ps 47,2-3,6-9
Ef 4,1-13
Mk 16,15-20

▌Środa, 16 maja
Św. Andrzeja Boboli, patrona Polski
Ap 12,10-12a
A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa. (Ap 12,11)
Na czym polegało „zwycięstwo” św. Andrzeja Boboli? Czy nie poniósł on raczej porażki? Czy tak straszliwie umęczony, że „wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy z niezłomnym męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał” – jak pisał Pius XII w poświęconej mu encyklice Invictus athletae Christi – nie padł on po prostu ofiarą ludzkiej nienawiści i uprzedzeń ? Dlaczego papież z takim przekonaniem nazywa go „niezwyciężonym atletą Chrystusa”?
Przyglądając się życiu św. Andrzeja Boboli, można stwierdzić, że jego pierwszym zwycięstwem było zwycięstwo nad własnymi wadami: „Ponieważ z natury miał pewną skłonność do wyniosłości i niecierpliwości oraz odrobinę uporu – pisze papież Pius XII – wydał samemu sobie nieubłaganą walkę. Przez tę walkę wziął niejako krzyż Chrystusowy na ramiona i szedł z nim na Kalwarię”. Kiedy więc potem dobrowolnie wyruszył jako misjonarz na bardzo trudne tereny Polesia – dotkniętego boleśnie rozłamem religijnym, na który nakładały się jeszcze konflikty polityczne – nie oczekiwał, że będzie łatwo. Był gotów oddać życie, tak jak przez całe lata oddawał siebie, walcząc ze zmęczeniem i trudami apostolskiego życia. Nie był bezwolną ofiarą rozwścieczonych ludzi, lecz do końca, jak długo mógł, dawał świadectwo swojej wiary i przekonywał do niej oprawców.
Nie wszyscy mamy powołanie do męczeństwa, ale wszyscy jesteśmy wezwani do dawania siebie innym, do zwycięstwa nad sobą i swoim egoizmem. Pius XII przypomina nam o tym w słowach: „Nie tylko bowiem krwi rozlewem wydajemy Bogu świadectwo naszej wiary, ale i mężnym a wytrwałym opieraniem się pokusom, oraz wielkoduszną ofiarą ze siebie i ze wszystkiego, co mamy, złożoną Temu, który tu jest naszym Stwórcą i Odkupicielem, a w niebie będzie kiedyś nie kończącą się radością”.
Męczeństwo przeraża, ale także imponuje. Wyrywa ze świętego spokoju, burzy w nas przekonanie, że chodząc do kościoła i żyjąc w miarę uczciwie, jesteśmy już dobrymi chrześcijanami. Każe pytać o to, co my, w tym miejscu, gdzie Bóg nas postawił, jesteśmy zdolni uczynić ze względu na Jezusa. Mogą to być rzeczy proste, jak pogodne wykonywanie swoich obowiązków bez szemrania i oglądania się na innych. Mogą być trudniejsze, jak próba nakłonienia bliskiej osoby do powrotu do Kościoła. Oby patron dzisiejszego dnia wypraszał nam głęboką wiarę, która pozwoli nam zwyciężać.
„Panie Jezu, naucz mnie odnosić zwycięstwo nad moim egoizmem, abym mógł świadczyć o Tobie w każdej sytuacji”.
Ps 34,2-9
1 Kor 1,10-13.17-18
J 17,20-26

▌Niedziela, 20 maja
Zesłanie Ducha Świętego
J 15,26-27; 16,12-15
On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. (J 16,13)
Imię Ducha Świętego, Paraklet, jakim posługuje się Jezus w dzisiejszej Ewangelii, pochodzi od greckiego słowa parakaleo, co znaczy „przywołuję na pomoc”. On chce być przez nas przywoływany. Dlatego właśnie w ostatnich dniach w Kościele tak często rozbrzmiewało wezwanie: „Przyjdź, Duchu Święty!”.
Słowo „Paraklet” w niektórych przekładach Ewangelii tłumaczone jest też jako „Pocieszyciel”. Duch Święty, gdy Go przywołujemy, pociesza nas i wspiera swą mocą, jest naszym Adwokatem i Obrońcą. Wszystko to brzmi niezwykle miło i krzepiąco. Jednak w dzisiejszej Ewangelii Duch Święty nosi także inny tytuł – nazwany jest Duchem Prawdy. Prowadzi On do całej prawdy – nawet tej, której Apostołowie na obecnym etapie nie byli jeszcze w stanie przyjąć od Jezusa (J 16,12). Innymi słowy – jeśli przyzywasz Ducha Świętego, bądź nastawiony na całą prawdę!
Od czasu grzechu pierworodnego wszyscy mamy problem z przyjmowaniem prawdy – prawdy o Bogu i prawdy o nas samych. Owszem, znamy ją teoretycznie. Wiemy, że jesteśmy grzesznikami, że daleko nam do doskonałości, że gdyby nie ofiara Jezusa, nikt z nas nie wszedłby do nieba. Wiemy też, że Bóg jest miłością, że zależy Mu na każdym z nas osobiście oraz że chce naszego dobra. Jednak nasze chore i poranione serca podpowiadają nam coś wręcz przeciwnego – że w gruncie rzeczy sami najlepiej potrafimy o siebie zadbać, a do Boga, odległego i groźnego, lepiej się zanadto nie zbliżać, bo a nuż zechce za bardzo wmieszać się w nasze życie.
I właśnie w takich momentach przychodzi nam z pomocą Duch Święty! Wszelkie słowa ludzkie działają na nas od zewnątrz. Natomiast Duch, obecny w naszych sercach i przez nie przywoływany, działa od wewnątrz. Napełnia nas Bożą miłością i dopiero w jej świetle ukazuje nam nasz grzech, po to, by przebaczać i wyzwalać. Wiemy dobrze, że prawda podana bez miłości potrafi zabić. Natomiast Boża prawda zawsze wyzwala. Duch Święty zapewnia, że prawda nam nie zagraża, że nie musimy się jej bać, bo Jezus na krzyżu wyjednał nam przebaczenie wszystkich naszych grzechów. Przywołujmy więc Go z całą ufnością, wierząc, że dziś, w dzień Pięćdziesiątnicy, będzie z mocą działał w naszych sercach!
„Przyjdź, Duchu Święty! Napełniaj nasze serca i lecz je Twoją miłością”.
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
Ga 5,16-25
▌Czwartek, 24 maja
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Mk 14,22-25
Bierzcie, to jest Ciało moje. (Mk 14,22)
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, Najwyższego Kapłana, w przeddzień Jego ofiary, kiedy to daje uczniom swoje Ciało i Krew, które mają być wydane za zbawienie świata. Zarazem odsyła nas to tego, co najbardziej charakterystyczne w posłudze każdego księdza, który przez sakrament święceń uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa – do sprawowania Eucharystii. Eucharystii, która uobecnia dla nas jedyną ofiarę Chrystusa i sprawia, że każdy z nas może zasiąść z Nim w Wieczerniku, aby przyjąć Jego Ciało i Krew – zadatek wiecznego zbawienia.
Bardzo pięknie o posłudze kapłanów mówi dzisiejsza prefacja: „Ty przez namaszczenie Duchem Świętym ustanowiłeś Twojego Jednorodzonego Syna Kapłanem nowego i wiecznego przymierza i postanowiłeś, że Jego jedyne kapłaństwo będzie trwało w Kościele. Chrystus nie tylko obdarzył cały lud odkupiony królewskim kapłaństwem, lecz w swojej miłości dla braci wybiera ludzi, którzy przez święcenia otrzymują udział w Jego kapłańskiej służbie. W Jego imieniu odnawiają oni Ofiarę, przez którą odkupił ludzi, i przygotowują dla Twoich dzieci ucztę paschalną. Otaczają oni miłością Twój lud święty, karmią go słowem i umacniają sakramentami. Poświęcając swoje życie dla Ciebie i dla zbawienia braci, starają się upodobnić do Chrystusa i składają Tobie świadectwo wiary i miłości”.
W naszym kraju nie odczuwamy braku księży. Może dlatego często stawiamy im tak wysokie wymagania i przeżywamy bolesny zawód, gdy ich „świadectwo wiary i miłości” nie spełnia naszych oczekiwań. Tak wiele się po nich spodziewamy. Wymagamy od nich świętości – i to zwykle o wiele bardziej niż od samych siebie.
Dziś, kiedy przypominamy sobie wartość kapłaństwa, ucieszmy się tym, że mamy księży, że nie musimy przejeżdżać kilkudziesięciu czy kilkuset kilometrów, żeby wziąć udział we Mszy świętej albo się wyspowiadać. Doceńmy ich wielkoduszną odpowiedź na wezwa-
nie Chrystusa, ich starania, a przede wszystkim to, że przez ich ręce otrzymujemy pokarm na życie wieczne. Otoczmy ich modlitwą i życzliwością. Pamiętajmy też o tym, że posługa księży ma służyć naszemu uświęceniu. Nawet najświętszy ksiądz nie nawróci się za mnie.
A przecież każdy z nas, jak mówi dzisiejsza prefacja, został obdarzony królewskim kapłaństwem – powszechnym kapłaństwem ludu Bożego. Na mocy tego powołania mamy modlić się i składać Bogu duchowe ofiary na ołtarzach swoich serc za zbawienie świata. Jak ja wypełniam moje kapłańskie powołanie?
„Panie Jezu, proszę Cię dziś za wszystkich kapłanów. Odnów w nich radość Twojego wezwania i wspieraj ich w niełatwej posłudze uświęcania ludu Bożego”.
Jr 31,31-34 albo Hbr 10,11-18
Ps 110,1-3


MAGAZYN:

„Wewnętrzny klasztor” Conchity de Armidy

W służbie Bogu, rodzinie i Kościołowi

Co roku w niedzielę Zesłania Ducha Świętego myślę tęsknie o ewangelizacji, jaką prowadziłam w latach studenckich. Tak wielu studentów odniosło wyraźne korzyści ze spotkań biblijnych i rekolekcji, na które ich zaprosiłam. Kiedy jednak wyszłam za mąż i urodziłam dziecko, zaprzestałam tej działalności. Zastanawiałam się często, jak mam budować Kościół, kiedy ledwo nadążam z praniem? Jak mam być otwarta na Boże wezwania, będąc uwiązana przy dziecku, które musi jeść co dwie godziny?
Wtedy właśnie zapoznałam się z postacią niezwykłej Meksykanki – żony i matki. Concepcion Cabrera de Armida, popularnie nazywana Conchitą, wychowując wraz z mężem dziewięcioro dzieci, znajdowała czas na codzienną Mszę świętą i modlitwę osobistą. Te proste praktyki miały dalekosiężny wpływ zarówno na jej życie rodzinne, jak i na cały Kościół meksykański. Im więcej czytam na jej temat, tym bardziej jestem przekonana, że Conchita jest cenną przewodniczką dla tych, którzy podobnie jak ja przez cały dzień zmagają się z zupełnie „nie-duchowymi” obowiązkami. Ukazuje mi ona, że Duch Święty może przeprowadzić nas przez każde zadanie, jeśli zaczniemy od modlitwy.

ROZMODLONA PANNA MŁODA
Conchita urodziła się 8 grudnia 1862 roku w meksykańskim mieście San Luis Potosi, w katolickiej rodzinie zamożnej klasy średniej. Będąc ładną dziewczyną, w wieku lat trzynastu zwróciła na siebie uwagę Franciszka Armidy, zwanego Pancho. Był nią tak zauroczony, że oświadczył się jej zaledwie kilka tygodni po zawarciu znajomości. Po dziewięcioletnim narzeczeństwie – co w południowym Meksyku nie było niczym dziwnym – młodzi pobrali się i na świat zaczęły przychodzić dzieci.
Pod wieloma względami Conchita to zwyczajna żona i matka. Czuła się rozczarowana, gdy pierwszym słowem wypowiedzianym przez jej syna było „kot”, a nie „mama”. Trudno było jej znaleźć wspólny język z teściami. Czytała pisma poświęcone modzie, w specjalnym zeszycie notowała dowcipy. Jej mąż, skądinąd troskliwy i opiekuńczy mężczyzna, miał wybuchowy temperament. Z czasem jego charakter złagodniał i małżonkowie nauczyli się wzajemnie wspierać. Pancho radził się Conchity w interesach, a ona prosiła go o pomoc w kładzeniu dzieci spać.
Jednak głęboko w sercu Conchita czuła, że tym, co naprawdę rozświetla jej życie rodzinne, jest modlitwa i lektura duchowa. W swoim dzienniku pisała: „Życie wewnętrzne mojej duszy wzrasta pomimo wszystkich radości tej ziemi”. Już na początku małżeństwa na pierwszym miejscu postawiła życie duchowe.

„WEWNĘTRZNY KLASZTOR”
Wśród licznych obowiązków matki Conchita prowadziła życie duchowe, które stało się jej „wewnętrznym klasztorem”, gdzie kryła się codziennie na pewien czas po wyjściu męża do pracy. Dzięki dobrej organizacji udawało jej się pogodzić modlitwę z obowiązkami domowymi.
Zachęcona przez proboszcza do prowadzenia dziennika, Conchita spędzała większość wolnego czasu na pisaniu. Choć niektóre z jej pism były rozpowszechniane w postaci książek i broszur, kiedy jeszcze żyła, to swego obszernego dziennika nie dała do czytania nikomu aż do śmierci. Dopiero po jego lekturze rodzina i inni odkryli, często ku swojemu zaskoczeniu, że Conchita prowadziła głębokie życie wewnętrzne, naznaczone wieloma natchnieniami duchowymi oraz aktami miłości i uwielbienia Boga.
Życie wewnętrzne nie oddzielało jej od rodziny i służących, przeciwnie, pomagało Conchicie stawać się coraz bardziej przystępną i troskliwą. Dzieci wspominały, że była pogodna, opiekuńcza i zainteresowana ich sprawami. „Nawet w kościele czuliśmy, że mama jest z nami” – powiedziało jedno z nich. Jednak wychowywanie dzieci nie było dla Conchity przeszkodą w słuchaniu natchnień Ducha Świętego.

„OGIEŃ, KTÓRY PŁONĄŁ”
W wieku dwudziestu siedmiu lat Conchita wzięła udział w rekolekcjach prowadzonych według Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli. Będąc już – w przeciwieństwie do pozostałych uczestników rekolekcji – matką kilkorga dzieci, pomiędzy naukami wychodziła do domu, aby zająć się swoją rodziną. W trakcie rekolekcji Conchita miała poczucie, że przygotowuje swoje serce na powiedzenie „tak” wszystkiemu, czego Bóg może od niej zażądać. Była jednak zdziwiona, gdy pewnego dnia w ciszy modlitwy Bóg powiedział do niej: „Twoją misją będzie zbawianie dusz”.
Jej serce rozradowało się. Wkrótce po rekolekcjach zabrała dzieci na dłuższą wizytę do wiejskiej rezydencji swojego brata. Tam zaproponowała, że powtórzy sąsiadkom nauki, które usłyszała na rekolekcjach. Zebrało się nie mniej niż sześćdziesiąt kobiet! Conchita powiedziała później, że w ogóle nie zastanawiała się nad tym, czy ma odpowiednie kwalifikacje ani czy jej pomysł nie jest przejawem pychy. Stwierdziła: „Poczułam w sobie ogień, który płonął, i chciałam zapalić go także w sercach innych”.
Ogień rzeczywiście zapłonął w sercach. Pod koniec rekolekcji kilka kobiet odbyło głęboką spowiedź u miejscowego proboszcza.

▌CIERPIENIA KOŚCIOŁA
W MEKSYKU
Pewnego dnia, modląc się w kościele, Conchita miała wizję Ducha Świętego w postaci gołębicy. Zajaśniał On na krzyżu, w jego centrum, gdzie biło serce Jezusa. Wizja utrzymywała się przez całe dnie. Conchita usłyszała też słowa Jezusa: „Świat jest pogrążony w zmysłowości; nikt już nie kocha ofiary. Pragnę, by zapanował krzyż”.
Conchita opowiedziała biskupowi o tym, co zobaczyła. Wielebny Ramona Ibarra Gonzales wysłuchał jej z uwagą, wyraził też chęć przeczytania jej pism. Poruszony ich treścią, postanowił założyć stowarzyszenie inspirowane wizją Conchity: Apostolat Krzyża. Wspólnota ta miała być otwarta dla osób świeckich, zakonnych i kapłanów. Jej członkowie żyli duchowością Jezusa ukrzyżowanego, ofiarowując swoje codzienne próby i przykre doświadczenia za kapłanów w formie „duchowego macierzyństwa”. Intuicje du-
chowe i refleksje teologiczne Conchity doprowadziły do powstania pięciu innych stowarzyszeń pod wspólną nazwą Dzieła Krzyża.
Conchita miała do ofiarowania wiele osobistych cierpień. Jeden z jej synów zmarł w dzieciństwie. W 1901 roku zmarł jej ukochany Pancho, pozostawiając ją wdową w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Conchita była zdruzgotana. W tym czasie najstarsze z jej dzieci miało zaledwie szesnaście lat. Na domiar złego w kolejnych latach zmarła przedwcześnie jeszcze trójka z jej dziewięciorga dzieci.
Patrząc z perspektywy czasu, widzimy, jak Bóg posługiwał się zarówno rozwijającym się Apostolatem, jak i jej osobistymi stratami. Meksyk stał właśnie na progu dziewięcioletniej rewolucji, niosącej ze sobą straszliwe cierpienia. Posługa modlitewna Conchity stawała się coraz bardziej potrzebna.
W ciągu kolejnych lat krwawych walk Conchita była świadkiem potwornych prześladowań Kościoła. Zabijano księży, którzy byli zmuszeni się ukrywać, niszczono kościoły, męczennikami zostawały nawet dzieci. „Czułam w duszy śmiertelny smutek, jakby do Meksyku wtargnął szatan” – pisała Conchita. Narażając się na ogromne ryzyko, przez dłuższy czas ukrywała w swoim domu księży, biskupów, zakonnice i zakonników.

„NIECH BÓG BĘDZIE
BŁOGOSŁAWIONY
ZA WSZYSTKO”
Pomimo trwającej rewolucji Dzieła Krzyża wciąż przeżywały rozwój. Pojawiały się nowe gałęzie, takie jak męska wspólnota zakonna Misjonarzy Ducha Świętego, a także zakon kontemplacyjny, w którym siostry przez dwadzieścia cztery godziny na dobę adorowały Najświętszy Sakrament w intencji prześladowanych księży. Poprzez kolejne inicjatywy Duch Święty tworzył duchowy mur chroniący Kościół w tym trudnym czasie.
Właśnie wtedy pisma Conchity zostały gruntownie zbadane przez miejscowych biskupów oraz przez Watykan. Stwierdzono zgodnie, że zawierają one autentyczne Boże natchnienia. Conchita osobiście udała się do papieża, aby uzyskać aprobatę dla jednego ze zgromadzeń. Zabrała wówczas ze sobą dwoje swoich dzieci, aby odbyć pielgrzymkę wspólnie z nimi. Jak zawsze stojąc mocno na ziemi, w trakcie podróży pisała listy do pozostałych dzieci, interesując się ich rodzinami, zdrowiem i interesami.
W listach udzielała im praktycznych i duchowych rad oraz wstawiała się gorliwie w ich potrzebach, sama zmagając się z chorobą morską.
„Niosę w sobie trzy życia, a każde z nich bardzo mocne” – pisała. „Życie rodzinne ze swoimi licznymi smutkami tysiąca rodzajów, czyli życie matki; życie Dzieł Krzyża ze wszystkimi problemami, które mnie obciążają; a także życie ducha czyli życie wewnętrzne, które jest najcięższe ze wszystkich, ze swoimi wzlotami i upadkami, burzami i zmaganiami, światłem i ciemnością. Niech Bóg będzie błogosławiony za wszystko!”
Conchita spędziła ostatnie lata wśród swoich dzieci i wnuków, nie przestając pisać. Zmarła 3 marca 1937 roku w wieku siedemdziesięciu czterech lat. Pozostawiła po sobie ponad 60 tysięcy zapisanych stron.

MODLITWA – JEJ DAR
DLA KOŚCIOŁA
Dzieci Conchity podkreślają w swoich wspomnieniach, że była ona po prostu dobrą matką. Zaskoczeniem może być to, że kobieta w jej sytuacji życiowej stała się inspiratorką tylu dobrych dzieł. Najbardziej jednak poruszająca jest jej wierność codziennej modlitwie i Mszy świętej, co pozwoliło jej połączyć życie rodzinne ze służbą Kościołowi. Życie modlitewne Conchity nie było stratą czasu ani szukaniem siebie – przeciwnie, stało się błogosławieństwem dla jej rodziny i całego Kościoła!

***
Będę starała się o tym pamiętać w tym roku, przeżywając Zesłanie Ducha Świętego wśród stosów pieluszek. Wzorem Conchity mogę zwracać się do Boga w każdej sytuacji, ufając, że Duch Święty pomoże mi wydać owoc – taki, jaki On sam zamierzył. ▐

„Najdalsze pokolenia”

Niezwykłe spotkanie naszych dusz

Jestem stałą czytelniczką „Słowa wśród nas”, osobą starszą, wierzącą i praktykującą. W lutym 2014 roku zostało opublikowane moje świadectwo zatytułowane „Nowe życie”. Teraz dopisuję jakby ciąg dalszy, ponieważ wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem niezwykłego spotkania, którego wówczas doświadczyłam.
Kilka lat temu odbyłam spowiedź generalną, która była cudownym darem Bożej miłości i pojednania. To właśnie ją opisałam w poprzednim świadectwie.

Teraz chcę jeszcze raz wrócić do tamtego czasu i skupić uwagę na innym temacie. Nie poruszyłam go wcześniej, bo wzruszona duchowymi doznaniami nowego życia, odsunęłam go na dalszy plan. Jednak lata minęły, a ja wciąż myślę o tamtym spotkaniu...
Mój ojciec duchowy w trakcie wspomnianej spowiedzi kilkakrotnie zwracał moją uwagę na to, jak ważna jest modlitwa za zmarłych. Tłumaczył, by modląc się czy zamawiając Mszę za zmarłych rodziców, oprócz ich imion i nazwiska dopowiadać słowa: ,,oraz za zmarłych z rodzin (tu trzeba podać ich nazwisko, także nazwisko rodowe matki) po najdalsze pokolenia”. Mówił, iż to niezwykle ważne. Ponadto podkreślał, że powinno się znać imiona zmarłych do siódmego pokolenia oraz miejsca ich pochówku. A ponieważ imion do siódmego pokolenia nie miałam możliwości poznać, postanowiłam, że zadbam przynajmniej o właściwą modlitwę za nich. Odtąd w pacierzu zawsze pamiętałam o „najdalszych pokoleniach”.
Zbliżała się pierwsza rocznica śmierci córki. Zamówiłam Mszę świętą w intencji jej oraz nieżyjących bliskich – według wcześniejszych wskazań spowiednika. Ostatniej nocy przed Mszą śnię, że idę do ,,swego” kościółka (tak często nazywamy naszą kochaną, niewielką świątynię). Mam świadomość, że będzie odprawiona Msza za córkę Monikę oraz bliskich zmarłych. W niedalekiej odległości od kościelnej bramy widzę przed sobą zmarłą córkę wraz z dużą grupą ludzi. Wszyscy też idą w stronę kościółka. Dochodzę do nich i pytam Monikę, po co idą do świątyni. W odpowiedzi słyszę: Idziemy na Mszę. Razem z nimi wchodzę na kościelny plac i zatrzymuję się obok kościoła. Cała grupa staje przede mną, lekkim półkolem. Najbliżej mnie stoi Monika, dalej nieżyjący rodzice i krewni, a na końcu grono nieznanych mi osób. Wszyscy są młodzi, mają około 30 lat. Osoby, które znałam wyłącznie jako starsze, natychmiast rozpoznaję sercem (kiedyś nie mogłam zrozumieć, jak to jest możliwe). Widzę jak bliscy memu sercu zmarli patrzą na mnie radosnym wzrokiem, a nieznane osoby – ciekawie, z delikatnym, promiennym uśmiechem oczu. Moją uwagę przyciąga ich piękny, odświętny ubiór (w kolorach bardzo jasnego brązu z delikatnym odcieniem złotego). Nic z tego nie rozumiem, ale jest mi bardzo miło. Zaczynam się zastanawiać, kim są liczni nieznajomi. I nagle doznaję olśnienia! Jestem pewna – to właśnie są „najdalsze pokolenia”, o których mówił spowiednik! Niestety, w tym momencie budzę się. Na jawie moja ogromna radość miesza się ze smutkiem. Żałuję, że nie mogłam przywitać się z nimi i porozmawiać. Wkrótce uświadamiam sobie, że jeszcze nie nadszedł ten czas.
Nadal gdy się modlę lub uczestniczę we Mszy świętej za swoich zmarłych, pamiętam o „najdalszych pokoleniach”. Teraz wiem, że intencja mszalna jest dla nich zaproszeniem do wspólnego uczestnictwa w Eucharystii. Kocham ich wszystkich. Sercem odczuwam, że oni też mnie kochają. 
Spowiedź generalna i niezwykłe spotkanie naszych dusz odmieniły moje życie. Odtąd jest ono spokojniejsze, pełne otuchy, miłości i wiary. A modlitwa koi moją duszę. ▐

Nasza ankieta


Błogosławieństwo starości

W czasach biblijnych panowało przekonanie, że długie lata życia są znakiem Bożego błogosławieństwa. Jednak w powszechnym odczuciu starość nie jest ani łatwym, ani wyczekiwanym etapem życia (chociaż przy każdej okazji życzymy sobie 100 lat). Zaczyna brakować sił, przybywa chorób i różnych dolegliwości, rosną wydatki na leki, nierzadko doskwiera samotność, poczucie własnej bezużyteczności.
Ale starość to przecież także czas odpoczynku, uwolnienia od nadmiaru obowiązków, czas dojrzałości, dzielenia się swoim doświadczeniem, życiową mądrością, wiarą. To również więcej przestrzeni na modlitwę, na pogłębienie relacji z Bogiem.
Czy więc starość może być czasem błogosławionym, szczęśliwym, owocnym? W Psalmie 92 znajdujemy odpowiedź: „Zasadzeni w domu Pańskim (…) wydadzą owoc nawet i w starości”, a u proroka Izajasza obietnicę: „Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam” (Iz 46,4).
Zapraszamy Was, drodzy Czytelnicy, do podzielenia się swoim świadectwem związanym z przeżywaniem sędziwych lat. Czy wiara i ufność w Boża opiekę pomaga Ci w znoszeniu uciążliwych stron starzenia się? Czy dostrzegasz znaki Bożego błogosławieństwa w Twojej starości? Czy widzisz jakieś owoce tego czasu? A może chciałbyś napisać, jak przeżywają lub przeżywali te lata Twoi rodzice czy dziadkowie, czego się od nich nauczyłeś, co im zawdzięczasz?


Czytelników, którzy zechcą odpowiedzieć na naszą ankietę,
prosimy o nadsyłanie świadectw do końca 2018 roku

pocztą:
Redakcja „Słowa wśród nas”
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

lub e-mailem:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwa,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.
Wśród uczestników ankiety zostanie także rozlosowana nagroda główna
w postaci pakietu książek o wartości 200 zł (tytuły do ustalenia).

Sklep internetowy Shoper.pl