E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 3 (331) 2021 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 3 (331) 2021 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). W artykułach głównych chcemy zaprosić do pogłębienia miłości do Krwi Chrystusowej, Krwi Nowego Przymierza, którą Zbawiciel przelał za nas na krzyżu, składając siebie samego w ofierze za nasze grzechy.
W Magazynie polecamy artykuł „Widziałam Pana. Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości” oraz świadectwo „Uzdrawiający dar przyjaźni”.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, wielkopostny rachunek sumienia, krzyżówka i kalendarz liturgiczny. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Moritza Meschlera SJ „Święty Józef. Patron naszych czasów”. 

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

I Ja ciebie nie potępiam
Krew przebaczenia....................................................... 4

Życie swoje oddaję za owce
Krew ofiary................................................................ 10

Jesteś Moją szczególną własnością
Krew Przymierza.......................................................... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 marca.......................................................... 22

MAGAZYN

Widziałam Pana!
Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości
– Ks. Craig Morrison.......................................................... 51

Uzdrawiający dar przyjaźni
Spotkałam Boga w mojej wiernej przyjaciółce
– Judy Vaughan..........................................................56

Wielkopostny rachunek sumienia.......................................................... 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy zauważyliście, jak wiele zgromadzeń zakonnych bierze swoją nazwę od krwi Chrystusa? I tak istnieje męskie Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa oraz przynajmniej dwa zgromadzenia żeńskie: Siostry Misjonarki Krwi Chrystusa i Siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Istnieje też anglikański zakon kontemplacyjny sióstr pod nazwą Towarzystwo Najdroższej Krwi. Ja sam mam kilku przyjaciół, katolików i protestantów, którzy w swojej osobistej modlitwie „odwołują się do krwi Jezusa”. Skąd bierze się to nabożeństwo do krwi Chrystusa i co jest w nim tak wyjątkowego?

„Odwołując się do krwi Jezusa”, wspominamy ofiarę złożoną przez Zbawiciela na krzyżu za każdego z nas. W skupieniu serca
i umysłu uświadamiamy sobie, że przez swoją śmierć Jezus wykupił nas z mocy zła i obmył ze wszystkich grzechów, które popełniliśmy. W chwili, gdy przyjmujemy Ciało i Krew Jezusa w Eucharystii, jednoczymy się z ukrzyżowanym
i zmartwychwstałym Panem.

W wielu kościołach lokalnych, również w Polsce, istnieje ogólna praktyka udzielania Komunii świętej tylko pod postacią chleba. Jednak w niektórych sytuacjach, zgodnie z zasadami zawartymi w Ogólnym wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego z 2002 roku, Komunia udzielana jest pod dwiema postaciami: chleba i wina. Głęboko wierzymy, że w każdej Komunii świętej realnie jednoczymy się z Jezusem, który nas umiłował do końca. Pod każdą z postaci realnie jednoczymy się z całym Jezusem. Dlatego jest ona pełna zarówno wówczas, kiedy przyjmujemy ją pod dwiema postaciami, jak i wtedy, gdy udzielana jest pod postacią chleba.

Odwoływanie się do krwi Chrystusa nie jest powtarzaniem magicznych słów, dzięki którym znikną wszystkie nasze problemy, i nie działa jak karta kredytowa, którą wyjmujemy z duchowego portfela, kiedy czegoś potrzebujemy. Pomaga nam natomiast zaczerpnąć z tego podstawowego i fundamentalnego aktu miłości, jakim była dobrowolna ofiara życia złożona przez Jezusa na Kalwarii.

W obecnym Wielkim Poście chcemy zaprosić cię do pogłębienia miłości do krwi przelanej przez Jezusa na krzyżu oraz do refleksji nad jej znaczeniem. Chcemy ci pomóc doświadczyć mocy tej krwi, która oczyszcza z grzechu, abyś mógł z ufnością stawać codziennie w obecności Boga (Hbr 9,14; 10,19).

Jeśli pod koniec Wielkiego Postu uznasz, że nieco głębiej rozumiesz bezwarunkowe przebaczenie Jezusa, będzie to znakiem, że doświadczyłeś mocy miłosierdzia Jego krwi. Jeśli z nastaniem Wielkiego Tygodnia będziesz bardziej przekonany, że Bogu na tobie zależy, będzie to znakiem, że doświadczyłeś mocy krwi Jezusa, który wprowadza cię w nową relację, w nowe przymierze ze sobą. Jeśli przyjmowanie Komunii świętej stanie się dla ciebie czymś więcej niż pobożnym nawykiem i pomoże ci spotkać się z Jezusem twarzą w twarz, to krew wylana przez naszego Zbawcę na krzyżu nie była daremna.

Obyśmy wszyscy w tym Wielkim Poście dali się przemienić ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Chrystusowi, który przelał za nas swoją krew!

                Wasz brat w Chrystusie,

                Jeff Smith

ARTYKUŁ

Jesteś moją szczególną własnością
Krew Przymierza
Słyszymy często, że zostaliśmy stworzeni po to, aby kochać i być kochani. Oczywiście chętnie się z tym zgadzamy. Ale dopiero gdy sami świadomie zaczynamy doświadczać tej miłości, przekonujemy się, jak potężny jest jej wpływ na nasze życie. Przypomnij sobie, jak głęboka radość i poczucie wartości budzi się w tobie, kiedy twój współmałżonek, rodzic czy dobry przyjaciel daje ci do zrozumienia słowem czy postawą, że cię kocha i jesteś dla niego ważny. Jeśli miłość człowieka ma tak potężne działanie, to jak wielki wpływ na twoje życie może mieć poznanie miłości Boga skierowanej bezpośrednio do ciebie!

Przymierze krwi
Właśnie w taki sposób rozumiał swoją relację z Bogiem lud Izraela. Izraelici wiedzieli, że są ważni dla Boga i że darzy On ich głęboką miłością. Przekonanie to opierało się na solidnych podstawach. Bóg bezpośrednio interweniował, aby wyrwać ich z niewoli egipskiej. Dał im na własność ziemię Kanaan. Obiecał, że zawsze będzie mieszkał pośród nich. Umiłował ich tak bardzo, że zawarł z nimi wyjątkowe przymierze, jakiego nie zawarł z żadnym innym narodem. Przymierze to zostało zapoczątkowane na górze Synaj, gdy Mojżesz złożył w ofierze krew pary młodych byczków.
W czasach starożytnych krew była istotnym elementem zawarcia każdego traktatu czy porozumienia pomiędzy stronami, na przykład pomiędzy dwoma plemionami czy rodzinami łączącymi się w nowy klan lub dwoma narodami zawierającymi pokój. Tego typu poważne umowy były niejako ratyfikowane poprzez ceremonię przymierza, w skład której wchodziło złożenie ofiary i naznaczanie się krwią zwierzęcia ofiarnego.
Zawierając przymierze obie strony składały podwójne oświadczenie. Najpierw stwierdzano, że krew zwierzęcia składanego w ofierze, którą się pomażą, złączy ich świętą więzią. Następnie, zabijając zwierzę i wylewając jego krew oznajmiano: „Oby nasi bogowie potraktowali nas tak, jak my potraktowaliśmy to zwierzę, gdybyśmy kiedykolwiek złamali zawarte przymierze”.
Podobnie Bóg zawierając przymierze ze swoim ludem związał go ze sobą za pośrednictwem krwi ofiary. Złożył im nieodwołalną obietnicę, że na zawsze pozostanie ich Bogiem, Obrońcą i Wybawcą. Gdyby kiedykolwiek jakiś Izraelita zwątpił w dobroć i wierność Pana, wystarczyło, żeby przywołał na pamięć przymierze zawarte przez Mojżesza, przypieczętowane świętą krwią.
Aby zrozumieć, co dla Izraelitów oznaczało przymierze krwi, wyobraź sobie, że stoisz wraz z nimi u stóp góry Synaj. Słuchaj uważnie słów Mojżesza: „Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami” (Wj 24,8). Potem patrz, jak wylewa połowę krwi na ołtarz, a drugą połową skrapia ciebie i wszystkich zebranych. Wydarzyło się coś wspaniałego – Bóg uznał was za swoją szczególną własność. Pociągnął cię do siebie wraz z całą twoją rodziną, a także z każdym Izraelitą obecnym tam tego dnia!

Nowe przymierze
A teraz przenieś się wyobraźnią do wieczernika, w którym Jezus przeżywa ostatnią paschę ze swoimi uczniami. Pod koniec wieczerzy bierze kielich napełniony winem, podaje go uczniom i mówi: „Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,27-28).
Pomyśl, jak wstrząsające dla uczniów musiały być słowa Nauczyciela. Znali przecież dobrze tradycje przodków. Wiedzieli, że Bóg zawarł z nimi przymierze, które zostało przypieczętowane krwią ofiary. Teraz Jezus, czyniący tak wiele znaków, które mógł uczynić jedynie Bóg, ogłasza, że to Jego krew przypieczętuje nowe przymierze! Oto ich Mistrz, Mesjasz, którego kochali, wiąże się z nimi więzią tak mocną, że nawet grzech nie będzie w stanie jej zerwać.
Ale nie była to jedynie zapowiedź Nowego Przymierza. Podając im kielich napełniony winem, które – jak przed chwilą ogłosił – stało się Jego krwią, zaprosił ich do przyjęcia w sposób sakramentalny, ciałem, ale także sercem, Jego własnej krwi, Krwi Nowego Przymierza. Zamiast zostać nią pokropieni, jak ich przodkowie, otrzymali przywilej wejścia w przymierze z Bogiem w o wiele bardziej osobisty i skuteczny sposób.

Przesłanie krwi Jezusa
Stań wreszcie u stóp krzyża wraz z Maryją, Marią Magdaleną i Janem. Podnieś wzrok i spójrz na Jezusa walczącego o każdy oddech, spójrz na Jego krew wypływającą z przebitych rąk i nóg. Patrząc na tę krew spływającą na ziemię przypomnij sobie słowa z Ostatniej Wieczerzy, uświadom sobie, że patrzysz na „Krew Przymierza”, która właśnie jest wylewana „na odpuszczenie grzechów”. Ta krew głosi ci przesłanie o całkowitym oddaniu i wiernej miłości Boga, do ciebie osobiście i do wszystkich ludzi.
Krew Jezusa przypomina ci także o tym, że Bóg zawarł przymierze nie tylko ogólnie z całą ludzkością, ale również z tobą osobiście. Widzisz zwyczajnego na pozór Człowieka, przechodzącego nieludzkie cierpienia – nie dlatego, że na nie zasłużył, ani dlatego, że został pokonany przez mocniejszych niż On sam – ale jedynie z powodu głębokiej i niepojętej miłości do ciebie.
Krew Jezusa jest również gwarancją, że On nigdy cię nie opuści ani nie porzuci. Fakt, że zgodził się znieść to wszystko ze względu na ciebie, dowodzi, że nigdy nie przestanie się o ciebie troszczyć. Zapewnia, że przebaczenie i uzdrowienie, jakie Jezus głosił podczas swego ziemskiego życia, pozostaną aktualne tak długo, jak długo będzie trwało wieczne przymierze.
I wreszcie widok krwi Jezusa – ludzkiej krwi niosącej w sobie Boże życie – mówi, że On złączył się z tobą w możliwie najgłębszy i najbardziej intymny sposób. Nie jesteś już „zwyczajną” osobą. Płynie w tobie Jego życie, które ma moc przemieniać cię coraz bardziej, abyś stawał się do Niego podobny.

Na Moją pamiątkę
Nigdy nie zapominaj o tym, że Bóg zawarł z tobą przymierze. Nigdy nie zapominaj, że należysz do Kościoła, który jest Jego rodziną. Czeka na ciebie honorowe miejsce przy stole, gdzie zasiądziesz do uczty niebieskiej. Ile razy przyjmujesz Komunię świętą, ołtarz, do którego się zbliżasz, staje się znakiem tego stołu, znakiem radosnej uczty, która nastąpi po powtórnym przyjściu Chrystusa Pana.
Pamiętaj również, że należysz do rodziny Jezusa, że masz miliony braci i sióstr, ojców i matek, córek i synów, którzy zostali złączeni z tobą przez Jego krew. Należysz do nich, a oni należą do ciebie. Tworzycie jedną wielką rodzinę i tu, w tej wspólnocie, w rodzinie, znajdziesz siłę do życia przymierzem z Chrystusem. Potrzebujesz ich, a oni potrzebują ciebie.
Łatwo zapominamy o tym, co Jezus uczynił dla nas, przelewając swoją krew. Dlatego właśnie powiedział uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy: „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19).
W Wielkim Poście, a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu, otwórz się na przesłanie krwi Jezusa – przesłanie przebaczenia, ofiary i wiernej miłości. Jezus umarł za ciebie, przebaczył ci grzechy i związał się z tobą nierozerwalną więzią miłości – więzią, którą przypieczętował własną krwią, zawierającą w sobie Jego życie. ▐

 

Poniedziałek, 1 marca
Łk 6,36-38
Miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. (Łk 6,38)
Czy mieliłeś kiedyś sam kawę i patrzyłeś, jak sproszkowane ziarna napełniają pojemnik? Kiedy kawa dojdzie do górnej krawędzi, nie znaczy to jeszcze wcale, że pojemnik jest pełen. Wystarczy kilkakrotnie lekko nim potrząsnąć, a proszek osiada, pozostawiając miejsce na więcej. Dobrze jest wykorzystać pojemność naczynia do maksimum, zwłaszcza gdy płacimy za jego zawartość!
Tak właśnie postępowali ludzie współcześni Jezusowi, gdy zanosili ziarno do młynarza i odbierali zmieloną mąkę. Każdy wiedział dobrze, że choć worek może wydawać się pełen, to po utrzęsieniu zmieści się w nim jeszcze nieco więcej mąki. Dopiero wtedy można uznać, że nasypano „dobrą miarę”.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus posługuje się tym obrazem z życia codziennego, aby pokazać, czym jest Boże miłosierdzie i przebaczenie. Bóg daje nam je „dobrą miarą” w takim stopniu, w jakim my okazujemy je innym (Łk 6,38).
Wyjaśniając w ten sposób, czym jest miłosierdzie, Jezus pogłębił rozumienie starotestamentalnego przykazania: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Niewielu ludzi potrzebuje instrukcji, jak kochać samych siebie; jest to nasz naturalny odruch. Wszyscy chcemy, aby nasze worki były napełnione po brzegi (nawet jeśli w rzeczywistości napełniamy je tanią podróbką dobrego Bożego ziarna!). Jednak nasza naturalna troska o siebie jest zaledwie słabym odblaskiem miłości, jaką Jezus nas kocha i jaką chce w nas wzbudzić wobec innych. On pragnie, abyśmy stali się odbiciem Jego własnej, ofiarnej miłości.
Bóg nie skąpi nam swoich darów – daje nam „dobrą miarę” miłosierdzia, „ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi” (Łk 6,38). Obdarza nas hojnie, chociaż na to nie zasługujemy. Tak więc, kiedy przychodzi ci ochota kogoś osądzać czy potępiać, kiedy czujesz się skrzywdzony czy odrzucony, On wzywa cię do wspaniałomyślnego przebaczenia.
Podziękuj dziś Bogu za Jego miłosierdzie wobec ciebie. Ale poproś też Ducha Świętego, aby pomógł ci stosować „dobrą miarę” również wobec innych. Jeśli masz w sobie poczucie krzywdy, niezależnie od tego, czy jest ona rzeczywista czy wyimaginowana, przynieś swoje zranienie, oburzenie czy upokorzenie do Jezusa. Proś Go o łaskę przebaczenia tej osobie i niech będzie ono tak wielkoduszne, jak miłosierdzie, którego ty sam pragniesz zaznać od Boga.
„Jezu, naucz mnie być tak miłosiernym, jak miłosierny jest Ojciec niebieski.”
Dn 9,4b-10
Ps 79,5.8-9.11.13

▌Wtorek, 2 marca
Iz 1,10.16-20
Troszczcie się o sprawiedliwość.
(Iz 1,17)
Psychologia mówi nam, że sekretem osiągania sukcesów jest stawianie sobie właściwych celów. Ale czy można postawić sobie za cel troskę o sprawiedliwość? Taki cel wydaje się zbyt idealistyczny i praktycznie poza naszym zasięgiem. Od czego w ogóle zacząć?
Jednym z kluczowych słów hebrajskich użytych w tym fragmencie jest słowo daresz, przywołujące obraz osoby oczyszczającej ścieżkę. Wycinając chaszcze i udeptując ziemię, krok za krokiem przygotowuje ona równą drogę – do sprawiedliwszej przyszłości. Nawet zwyczajnej ścieżki przed domem nie da się wytyczyć bez pracy i wysiłku, często też nie da się poprowadzić jej prosto, bo niektóre miejsca trzeba ominąć. Podobnie nie istnieje też żadna ulgowa, błyskawiczna metoda zaprowadzania sprawiedliwości. Jest to długi i żmudny proces, który, jak wytyczanie ścieżki, zaczyna się od pierwszego kroku we właściwym kierunku. Pomyślmy jednak, jak wiele dobra może sprawić choćby jeden człowiek, który osobiście odpowie na wezwanie do troski o sprawiedliwość.
Bł. Fryderyk Ozanam, założyciel Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo, rozpoczął swoje dzieło od przekazania opału, zgromadzonego przez siebie na zimę, dopiero co owdowiałej kobiecie. Następnie, wraz z kilkoma towarzyszami, zaczął pełnić kolejne uczynki miłosierdzia wobec ubogich Paryża. Ich zapał i autentyzm w praktykowaniu Ewangelii udzieliły się innym i dziś tą samą drogą troski o ubogich kroczy
800 tysięcy członków Stowarzyszenia w 140 krajach świata.
Zadziałała tu zasada, którą może się kierować każdy z nas, odpowiadając na konkretną ludzką potrzebę. Oczywiście Bóg nie wzywa nas do zaspokajania potrzeb wszystkich ludzi, jakich spotykamy, ale możemy zaufać, że wskaże nam konkretne osoby i sytuacje. Odpowiadając krok za krokiem na kolejne wezwania, możemy też zaufać, że udzieli nam potrzebnej łaski oraz zasobów, abyśmy mogli dalej podążać tą drogą.
Pan słyszy krzyk każdej ofiary niesprawiedliwości i chce, abyśmy i my go usłyszeli. Rozejrzyj się więc wokół siebie i pomyśl, w jaki sposób możesz wyjść naprzeciw czyimś potrzebom, zamiast się od nich izolować. Niech wspieranie innych będzie twoim pragnieniem. Postaw to sobie za cel i ruszaj w drogę!
„Spraw to, Ojcze, abym nigdy nie zszedł z drogi sprawiedliwości.”
Ps 50,8-9.16-17.21.23
Mt 23,1-12

▌Niedziela, 7 marca
1 Kor 1,22-25
My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. (1 Kor 1,23)
Pameli spodobał się pewien stary stół znaleziony na targowisku staroci i chciała go kupić. Rodzina była zgorszona tym pomysłem, ponieważ stół był rozchwiany i łatwo mógł się przewrócić. Jednak pomimo tego mankamentu Pamela postanowiła go nabyć.
W 1975 roku Jim dowiedział się, że jego znajomy ma ochotę zainwestować w świeżo wchodzącą na rynek firmę komputerową. Ojciec Jima uznał tę inwestycję za głupotę i marnowanie pieniędzy, ale Jim go nie słuchał i również zakupił akcje firmy.
Po wielu latach Pamela dała swój stół do wyceny i dowiedziała się, że jest to cenny antyk wart 50 tysięcy dolarów. Z kolei inwestycja Jima w mało znaną firmę o nazwie Microsoft opłaciła się sowicie i przyniosła mu spore dochody.
Zgorszenie? Głupota? Być może. Ale dokładnie tymi samymi słowami Paweł opisuje przesłanie Ewangelii. Obraz ukrzyżowanego Mesjasza był zgorszeniem dla Żydów. Życie i śmierć nie zgadzały się z ich wyobrażeniami na temat tego, w jaki sposób Bóg ma ich zbawić. Podobnie wychowani na filozofii Grecy nie byli w stanie pojąć wyjaśnień Pawła dotyczących zbawienia. Dla nich była to jakaś dziwaczna, zmyślona historia.
Mimo to jednak niektórzy Żydzi i Grecy przyjęli słowa Pawła, uwierzyli w Jezusa i oddali Mu swoje życie. A co stanowiło fundament wyznawanej przez nich wiary? Przesłanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Mesjaszu!
Dziś, dwa tysiące lat później, w centrum naszej wiary stoi ten sam Jezus. W każdą niedzielę gromadzi nas w jedno „głupstwo” Ewangelii. I jak wielkim błogosławieństwem jest dla nas wiara w to głupstwo! Mamy Boga, który umiłował nas tak bardzo, że oddał za nas życie. Przyjmując dziś Jezusa w Eucharystii pozwólmy, by „głupstwo” Jego przesłania jeszcze głębiej zapadło nam w serca.
„Jezu, Twoja miłość jest większa niż wszystko, co może dać świat. Przyjmuję całym sercem «głupstwo» Twojego zbawienia.”
Wj 20,1-17
Ps 19,8-11
J 2,13-25

▌Niedziela, 14 marca
J 3,14-21
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił. (J 3,17)
Czy może i ty nosisz w sobie obraz Boga jako buchaltera, który wciąż sprawdza w swoich księgach, czy twoje postępowanie jest zgodne z Jego wyśrubowanymi standardami? W dzisiejszej Ewangelii św. Jan przypomina nam, że Jezus, Syn Boży posłany przez Ojca, nie przyszedł na świat po to, by nas potępić, ale by zbawić. Nie przyszedł po to, by drobiazgowo zliczać nasze dobre i złe uczynki. Przyszedł, aby nas uzdrawiać, chronić i ratować.
Mówią nam o tym wprost dwa pierwsze wersety dzisiejszej Ewangelii (J 3,14-15). Wprawdzie odrzuciliśmy przykazania Boga i Jego wizję naszego życia, ale On, zamiast nas potępić, posłał Jezusa, by „wywyższony” dał ży-
cie wieczne wszystkim, którzy w Niego uwierzą. Jest to nawiązanie do fragmentu Księgi Liczb, w którym czytamy, jak za szemranie przeciwko Panu na Izraelitów spadła plaga jadowitych węży. Bóg polecił wówczas Mojżeszowi odlać węża z brązu i umieścić go na palu, a każdy, kto na niego spojrzał, odzyskiwał zdrowie (Lb 21,4-9).
Podobnie jak dla Izraelitów, tak i dla nas pierwszym krokiem jest uznanie, że potrzebujemy zbawienia, co zwykle oznacza stanięcie twarzą w twarz z własną słabością i grzechem. Uświadomienie sobie, że Jezus cierpiał także z powodu moich grzechów, może palić jak ukąszenie węża. Ale i nam, jak Izraelitom, Bóg daje lekarstwo – krzyż Jezusa.
Zbawienie ofiarowane nam przez Jezusa to coś o wiele więcej niż fizyczne uzdrowienia Izraelitów pokąsanych przez węże. On uzdrawia nas duchowo. Przebacza nam i daje siłę do przemiany życia. Odnawia naszą relację z Bogiem. I daje nam mocną nadzieję na niebo.
Nie wpadnij więc w pułapkę myślenia o Bogu jako o buchalterze. On nie zajmuje się potępianiem, ale zawsze wychodzi z propozycją zbawienia. Spójrz dziś na Jezusa wywyższonego na krzyżu. Wyznaj Mu, że potrzebujesz zbawienia, a On cię uzdrowi i odnowi na duchu.
„Jezu, pomóż mi podnieść wzrok ku Tobie.”
2 Krn 36,14-16.19-23
Ps 137,1-6
Ef 2,4-10

▌Niedziela, 21 marca
J 12,20-33
Dusza moja doznała lęku. (J 12,27)
Jezus doznał lęku? To bardzo łagodnie powiedziane. Greckie słowo użyte tu przez Jana oznacza ekstremalną udrękę i przerażenie. To samo słowo opisuje w Biblii reakcję uczniów na zagrażającą ich życiu burzę na jeziorze (Mt 14,26), rozpacz Dawida płaczącego nad swoim zabitym synem Absalomem (2 Sm 19,1), uczucia Lota ratującego się ucieczką przed zagładą Sodomy i Gomory (Rdz 19,16).
Co tak bardzo przeraziło Jezusa? Co Go tak udręczyło? Świadomość, że oto „nadeszła godzina” (J 12,23), Jego godzina. Dobiegł końca czas głoszenia słowa i nauczania, uzdrawiania i wyrzucania złych duchów, a przybliżył się czas męki. Jezus wiedział, że czekają Go nieludzkie tortury i powolna, bolesna śmierć. Ta perspektywa pozbawiała Go pokoju i napełniała przerażeniem.
Jednak Jezus wiedział również, że przy całej swojej potworności krzyż jest niezbędny dla wybawienia ludzi z grzechów. Nie będzie to łatwe, nie będzie estetyczne, ale jest konieczne. Zamiast więc ratować siebie, złożył swoje życie w ręce Ojca ufając, że On przeprowadzi Go przez to wszystko, co Go czeka. Za bardzo nas kochał, żeby się wycofać.
Wszyscy mamy w życiu momenty, kiedy „doznajemy lęku”. Przeżywamy ciężkie chwile patrząc na cierpienie bliskiej osoby lub mierząc się z własnym cierpieniem. Jest to bolesne, trudne, ale zarazem nieuniknione. Jeżeli właśnie teraz znajdujesz się w takiej sytuacji, wiedz, że nie jesteś sam. Jezus jest z tobą. On obejmuje cię ramieniem i przygarnia do siebie. Wie, co to znaczy być tak udręczonym, że ma się ochotę po prostu uciec od wszystkiego. A ponieważ to wie, może cię wspomóc i pocieszyć.
Jezus przyjął krzyż, ponieważ wiedział, że Jego śmierć odsłoni głębię Bożej miłości do nas – w tym także do ciebie. Niech ta miłość otacza cię dziś i podtrzymuje.
„Panie, pomóż mi otworzyć serce na Twoją miłość. Jezu, potrzebuję dziś Twojego wsparcia i pocieszenia.”
Jr 31,31-34
Ps 51,3-4.12-15
Hbr 5,7-9

▌Niedziela, 28 marca
Niedziela Palmowa
Mk 14,1--15,47
I zaczęli Go pozdrawiać: „Witaj, Królu żydowski!” (Mk 15,18)
Z czym kojarzy ci się określenie „godność królewska”? Może przywodzi ci ono na myśl średniowiecznych królów, zasiadających na wspaniałych tronach, z tłumem dworzan naokoło? A może myślisz o splendorze otaczającym dzisiejsze rodziny królewskie?
A godność królewska Jezusa? Jako Syn Dawida pochodził ze starożytnej dynastii ziemskich królów i władców. Jako Syn Boży jest Królem wszechświata. Zobaczmy jednak, w jaki sposób jest traktowany. Tłum domaga się Jego śmierci, choć Piłat nazywa Go Królem (Mk 15,9.12). Jest wyśmiewany przez żołnierzy, którzy szyderczo oddają Mu hołd (Mk 15,16-20). Drwią z Niego ci, którzy jako uczeni w Piśmie pierwsi powinni rozpoznać w Nim Mesjasza, a oto szydzą z Niego i domagają się, żeby zszedł z krzyża (Mk 15,29-32).
Ale przecież dokładnie tak wygląda godność królewska w królestwie Bożym. Król ogołaca samego siebie przyjmując postać sługi (Flp 2,7). Król, który wjeżdża do Jerozolimy nie na wspaniałym rydwanie, ale na osiołku (Mk 11,1-7). Król, który dobrowolnie wydaje się na szyderstwa, biczowanie
i okrutną śmierć, aby zbawić swój lud.
Przeżywając Wielki Tydzień pamiętaj o królewskiej godności Jezusa. On zasiada dziś po prawicy Ojca, panując w chwale. Ale jest wciąż tym samym Królem – Sługą, który tak bardzo cię umiłował, że oddał za ciebie życie i wciąż gotów jest przebaczać wszystkie twoje grzechy.
Tak Jezus rozumie godność królewską. A jest to również twoja godność, ponieważ przez Jego śmierć i zmartwychwstanie zostałeś włączony do rodziny Bożej. Jesteś karmiony królewską krwią! Dzięki łasce, jaką Jezus cię obdarzył, możesz podobnie jak On wypełniać swoją królewską misję – przez miłość i służbę, przez wydawanie swojego życia dla innych. A idąc za Nim tą drogą wiedz, że na ciebie oraz na wszystkich, którzy pełnią wraz z Jezusem królewską służbę, czeka „wieniec sprawiedliwości” (2 Tm 4,8).
„Jezu, Ty jesteś moim Królem. Obym służył Ci wiernie przez wszystkie dni mojego życia.”
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11

 

MAGAZYN 

Widziałam Pana!
Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości
Podczas naszej czterdziestodniowej wielkopostnej wędrówki wspominamy starożytnych Izraelitów, którzy czterdzieści lat wędrowali przez pustynię Synaj z Egiptu do Ziemi Obiecanej, chociaż tę drogę można było pokonać w niespełna miesiąc. Dlaczego potrzebowali aż tyle czasu, aby dotrzeć do celu? 
Z Egiptu wyruszyła gromada niewolników, którzy co prawda byli udręczeni coraz większym uciskiem ze strony Egipcjan, ale także przywiązani do życia względnie stabilnego i przewidywalnego. Pospolitość takiego życia pociągała za sobą nijakość wiary, co groziło zupełnym zagubieniem tożsamości ludu wybranego przez Boga. Dlatego Bóg wręcz wyrzucił ich na pustynię, aby tam w ekstremalnych sytuacjach zrodził się nowy lud Boży. 
Jednak ci, którzy wyszli z Egiptu, pomarli na pustyni. Mieli serca niewolników i zniewolone umysły. Nie chcieli słuchać Boga. Buntowali się i narzekali, tęsknili za „cebulą i czosnkiem”, czyli za dawną „oswojoną” niewolą. Ulali złotego cielca, bo bliższe im były własne wyobrażenia na temat Boga niż to, co On sam mówił im o sobie. Potrzeba było czterdziestu lat, aby wyrosło nowe pokolenie ludzi wolnych, odważnych, słuchających Boga i ufających Mu. I dopiero to pokolenie, wychowane przez Boga na pustyni, doświadczane przez Niego i prowadzone, mogło wejść do Ziemi Obiecanej, aby osiąść tam jako naród ukształtowany przez Boga, głęboko świadomy swej tożsamości i gotowy jej bronić. Ich droga pokazuje nam, że nauka słuchania głosu Boga i odpowiadania na niego wymaga niekiedy długiego czasu. Nawet tak długiego, jak czterdzieści lat.
Także Maria Magdalena przebyła długą drogę z Jezusem, ucząc się słuchać Jego głosu i próbując Mu odpowiadać. Ale jej wiara stała się dojrzała dopiero wtedy, gdy w godzinie ciemności potrafiła dostrzec godzinę chwały i rozpoznała Jezusa w ogrodniku. By spotkać się z Jezusem zmartwychwstałym musiała najpierw wyjść z grobu swoich myślowych schematów. Św. Jan mówi, że głos Jezusa przy pustym grobie przemienił jej żałobę w radość tak wielką, iż z pośpiechem poniosła wielkanocną nowinę do Apostołów.

Kim była
Maria Magdalena?
Historia Marii Magdaleny w ciągu stuleci często relacjonowana była w sposób nie do końca zgodny z Ewangelią. Mylono ją z kobietą, „która prowadziła w mieście życie grzeszne”, a która cennym olejkiem namaściła stopy Jezusa w domu faryzeusza Szymona (Łk 7,36-50). Łukasz zachował anonimowość tej kobiety, a ponieważ zaraz potem wymienił kilka kobiet towarzyszących Jezusowi – Marię Magdalenę, Joannę i Zuzannę – późniejsza tradycja uznała, że nawrócona jawnogrzesznica jest tą samą osobą co Maria Magdalena, „którą opuściło siedem złych duchów” (Łk 8,2), i że jej grzechem był nierząd, chociaż Łukasz nigdzie nie mówi tego wprost.
W ten sposób na łacińskim Zachodzie (w przeciwieństwie do Kościoła prawosławnego) utożsamiono Marię Magdalenę z grzeszną kobietą, a w sztuce chrześcijańskiej pojawiły się wyobrażenia „Magdalen” z długimi, rozpuszczonymi włosami i flakonikiem olejku. Ale Maria Magdalena z Ewangelii nie rozpoznałaby siebie w tych obrazach. Naprawmy więc tę pomyłkę i spotkajmy – być może po raz pierwszy – prawdziwą Marię Magdalenę, której droga wiary osiąga wspaniałą kulminację w 20. rozdziale Ewangelii według św. Jana.

Magdalena idzie do grobu
We wszystkich czterech Ewangeliach Maria Magdalena w wielkanocny poranek idzie do grobu. U Mateusza, Marka i Łukasza idzie tam z innymi kobietami. Natomiast w Ewangelii Jana wyrusza samotnie. Miłość do Jezusa przyciąga ją do grobu, gdzie – jak widziała – złożono Jego ciało. Dociera do tego świętego miejsca przytłoczona smutkiem, z którym wszyscy możemy się identyfikować. Bo któż nie stał płacząc nad grobem zmarłej osoby, bliskiej naszemu sercu?
Maria spodziewa się, że znajdzie grób w takim stanie, w jakim był, gdy od niego odchodziła w piątek przed szabatem. Kiedy widzi, że kamień zasłaniający wejście został odsunięty, nawet nie zagląda do środka. Jej pierwszy odruch to biec po ratunek. Nie mówi: „Ach, oczywiście, przecież On zmartwychwstał!”. Ostatecznie dojdzie do tego wniosku, ale nie od razu. Wiara jest drogą, wymaga czasu.
Kiedy Maria opowiada Piotrowi oraz uczniowi, „którego Jezus kochał” (J 20,2), co się stało, obaj natychmiast biegną do grobu, by na miejscu zbadać sytuację. Ewangelista zaznacza, że „nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych” (J 20,9), choć „ów drugi uczeń (…) ujrzał i uwierzył” (J 20,8). Obaj wracają więc do domu, nadal strwożeni, niczego nierozumiejący. Dopiero gdy Maria Magdalena później ogłosi im radosną nowinę o zmartwychwstaniu, uświadomią sobie, jak wiele przeoczyli.

Łzy Marii Magdaleny
Obaj uczniowie odchodzą, Maria zostaje przy grobie płacząc. Na naszych oczach zaczyna się ostatni etap jej drogi wiary. Zalana łzami, ma poczucie całkowitego zagubienia i dezorientacji. Jezus nie żyje, a teraz zabrano Jego ciało. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo, kto to zrobił ani po co. Jest jak w gorączce. Jezus uwolnił ją od demonów. Wprowadził do wspólnoty uczniów. Chodziła wraz z innymi niewiastami za Nim od wioski do wioski. Chłonęła Jego nauki, rozważała przypowieści, wspierała Go finansowo, troszczyła się o Niego, jadała wspólnie z Nim i Apostołami. Ale teraz zupełnie nie rozumie tego, co się dzieje.
Zauważmy, że w swoim zagubieniu nie jest sama. Wielu nie mogło pojąć Jezusa i tego, co działo się na ich oczach. Przypomnijmy sobie Nikodema. Sam Jezus łagodnie wyrzucał Mu brak zrozumienia: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?” (J 3,10). Także Samarytanka nie potrafiła zrozumieć Jezusa: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej?” (J 4,11). Zresztą nawet i Piotr nie rozumiał, że Jezus obmywając Mu nogi chce dać Mu „udział” w odkupieniu przez krzyż (J 13,8-9). Maria Magdalena reaguje podobnie.

Droga Marii Magdaleny
do wiary
Kiedy Maria Magdalena zagląda wreszcie do grobu, widzi dwóch aniołów. Wydaje się, że to powinno jej uświadomić, co się wydarzyło. Ale wpatrzona w swój ból, zapłakana, chce się jedynie dowiedzieć, gdzie złożono ciało Jezusa. Ich pytanie: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13) jeszcze nie otwiera jej oczu na nową rzeczywistość. Nawet gdy ukazuje jej się sam Jezus, nie poznaje Go, tak samo jak Kleofas i jego towarzysz nie poznają Go na drodze do Emaus (Łk 24,15). Podobnie jak w przypadku każdego z nas i jej droga do wiary nie jest wolna od przeszkód.
Maria bierze Jezusa za ogrodnika. Lecz w tekście Ewangelii nie ma informacji, by Jezus występował w stroju ogrodnika, ani też by usiłował się przed nią ukrywać. To nie przebranie utrudniło Marii Magdalenie rozpoznanie Go, ale jej skoncentrowanie się na szukaniu umarłego. Patrzy i nie widzi. Zamroczona bólem, nie potrafi spojrzeć głębiej, poza zewnętrzną warstwę rzeczywistości, nie umie rozpoznać Zmartwychwstałego.
Ich spotkanie osiąga punkt kulminacyjny, gdy Jezus woła ją po imieniu: „Mario!” (J 20,16). Moment ten nawiązuje do wcześniejszych słów Jezusa z Ewangelii: pasterz zna swoje owce, „woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je” (J 10,3). Tak więc Dobry Pasterz wyprowadza Marię Magdalenę z jej zagubienia i płaczu, prowadząc ją do radości wiary przez wezwanie po imieniu. A ona nagle rozpoznaje Go i zwraca się do Niego żydowskim tytułem „Rabbuni”, mój nauczycielu.
W tej chwili olśnienia Maria spontanicznie pragnie objąć Jezusa. Czego innego moglibyśmy się spodziewać? Nazwanie Go „Rabbuni” i objęcie Go jest powrotem do relacji sprzed krzyża. Maria nie rozumie jeszcze wszystkiego, ale jest już na dobrej drodze!
Jezus oznajmia jej, że powraca do Ojca i nalega, by Go nie zatrzymywała. Chociaż Maria nie pojmuje jeszcze do końca Jego słów, wraca do pozostałych uczniów i przekazuje im szczęśliwą nowinę. „Widziałam Pana” – mówi (J 20,18). To właśnie ze względu na tę scenę Maria Magdalena nazywana jest często „Apostołką Apostołów”. Jako prawdziwa Apostołka przekazuje innym słowa Jezusa. Przeszła drogę od płaczu do radosnego spotkania i nowej misji – głoszenia, że Chrystus zmartwychwstał.

Gdzie jestem
w tej opowieści?
Kolejne wielkopostne dni są dla nas zachętą do pogłębionego spotkania
z Jezusem. Jezus nie karci Marii Magdaleny za gorączkowe poszukiwania Jego ciała, ani za brak zrozumienia znaku, jakim był pusty grób. Nie strofuje jej za to, że Go nie poznała, ani nie upomina za płacz i brak wiary. Spotyka ją tam, gdzie się ona znajduje na swojej drodze, pozwala się poznać, a następnie pozwala spokojnie zgłębiać sens Jego życia, śmierci i zmartwychwstania.
Oczywiście z naszego punktu widzenia droga Marii Magdaleny wydaje się szybka. Sceny przy grobie prawdopodobnie rozegrały się w ciągu paru godzin. My zazwyczaj potrzebujemy więcej czasu – może czterdziestu lat, jak starożytni Izraelici, a może czterdziestu dni obecnego Wielkiego Postu. Jednak to nie jest najważniejsze. Jezus spotyka nas na tym etapie, na jakim aktualnie jesteśmy, i zaprasza do głębszego spotkania ze sobą.

Droga Marii Magdaleny
i nasza
Maria Magdalena sądziła, że jej droga z Jezusem skończyła się w momencie, gdy złożono w grobie Jego ciało. Wydawało się jej, że jedyne, co pozostało, to rozpacz. Św. Jan pokazuje nam ten właśnie czas jako przełomowy, w którym Jezus doprowadził jej wiarę do dojrzałości.
W którymkolwiek miejscu jesteśmy na naszej drodze, możemy prosić o wsparcie św. Marię Magdalenę. Prośmy, aby pomogła nam słuchać Boga i odpowiadać na Jego głos tak jak ona. Prośmy ją o pomoc we właściwym ukierunkowaniu naszej drogi wiary. Ten sam Jezus, który spotkał ją pogrążoną w smutku i we łzach, spotyka również nas w naszych smutkach lub na jakichkolwiek innych etapach naszej drogi. Gdy słuchamy Jego głosu dojrzewamy w wierze, podobnie jak stało się to z wiarą Marii Magdaleny w wielkanocny poranek. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 3 (331) 2021 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). W artykułach głównych chcemy zaprosić do pogłębienia miłości do Krwi Chrystusowej, Krwi Nowego Przymierza, którą Zbawiciel przelał za nas na krzyżu, składając siebie samego w ofierze za nasze grzechy.
W Magazynie polecamy artykuł „Widziałam Pana. Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości” oraz świadectwo „Uzdrawiający dar przyjaźni”.
Ponadto w numerze Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, wielkopostny rachunek sumienia, krzyżówka i kalendarz liturgiczny. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Moritza Meschlera SJ „Święty Józef. Patron naszych czasów”. 

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

I Ja ciebie nie potępiam
Krew przebaczenia....................................................... 4

Życie swoje oddaję za owce
Krew ofiary................................................................ 10

Jesteś Moją szczególną własnością
Krew Przymierza.......................................................... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 marca.......................................................... 22

MAGAZYN

Widziałam Pana!
Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości
– Ks. Craig Morrison.......................................................... 51

Uzdrawiający dar przyjaźni
Spotkałam Boga w mojej wiernej przyjaciółce
– Judy Vaughan..........................................................56

Wielkopostny rachunek sumienia.......................................................... 60

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy zauważyliście, jak wiele zgromadzeń zakonnych bierze swoją nazwę od krwi Chrystusa? I tak istnieje męskie Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa oraz przynajmniej dwa zgromadzenia żeńskie: Siostry Misjonarki Krwi Chrystusa i Siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Istnieje też anglikański zakon kontemplacyjny sióstr pod nazwą Towarzystwo Najdroższej Krwi. Ja sam mam kilku przyjaciół, katolików i protestantów, którzy w swojej osobistej modlitwie „odwołują się do krwi Jezusa”. Skąd bierze się to nabożeństwo do krwi Chrystusa i co jest w nim tak wyjątkowego?

„Odwołując się do krwi Jezusa”, wspominamy ofiarę złożoną przez Zbawiciela na krzyżu za każdego z nas. W skupieniu serca
i umysłu uświadamiamy sobie, że przez swoją śmierć Jezus wykupił nas z mocy zła i obmył ze wszystkich grzechów, które popełniliśmy. W chwili, gdy przyjmujemy Ciało i Krew Jezusa w Eucharystii, jednoczymy się z ukrzyżowanym
i zmartwychwstałym Panem.

W wielu kościołach lokalnych, również w Polsce, istnieje ogólna praktyka udzielania Komunii świętej tylko pod postacią chleba. Jednak w niektórych sytuacjach, zgodnie z zasadami zawartymi w Ogólnym wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego z 2002 roku, Komunia udzielana jest pod dwiema postaciami: chleba i wina. Głęboko wierzymy, że w każdej Komunii świętej realnie jednoczymy się z Jezusem, który nas umiłował do końca. Pod każdą z postaci realnie jednoczymy się z całym Jezusem. Dlatego jest ona pełna zarówno wówczas, kiedy przyjmujemy ją pod dwiema postaciami, jak i wtedy, gdy udzielana jest pod postacią chleba.

Odwoływanie się do krwi Chrystusa nie jest powtarzaniem magicznych słów, dzięki którym znikną wszystkie nasze problemy, i nie działa jak karta kredytowa, którą wyjmujemy z duchowego portfela, kiedy czegoś potrzebujemy. Pomaga nam natomiast zaczerpnąć z tego podstawowego i fundamentalnego aktu miłości, jakim była dobrowolna ofiara życia złożona przez Jezusa na Kalwarii.

W obecnym Wielkim Poście chcemy zaprosić cię do pogłębienia miłości do krwi przelanej przez Jezusa na krzyżu oraz do refleksji nad jej znaczeniem. Chcemy ci pomóc doświadczyć mocy tej krwi, która oczyszcza z grzechu, abyś mógł z ufnością stawać codziennie w obecności Boga (Hbr 9,14; 10,19).

Jeśli pod koniec Wielkiego Postu uznasz, że nieco głębiej rozumiesz bezwarunkowe przebaczenie Jezusa, będzie to znakiem, że doświadczyłeś mocy miłosierdzia Jego krwi. Jeśli z nastaniem Wielkiego Tygodnia będziesz bardziej przekonany, że Bogu na tobie zależy, będzie to znakiem, że doświadczyłeś mocy krwi Jezusa, który wprowadza cię w nową relację, w nowe przymierze ze sobą. Jeśli przyjmowanie Komunii świętej stanie się dla ciebie czymś więcej niż pobożnym nawykiem i pomoże ci spotkać się z Jezusem twarzą w twarz, to krew wylana przez naszego Zbawcę na krzyżu nie była daremna.

Obyśmy wszyscy w tym Wielkim Poście dali się przemienić ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Chrystusowi, który przelał za nas swoją krew!

                Wasz brat w Chrystusie,

                Jeff Smith

ARTYKUŁ

Jesteś moją szczególną własnością
Krew Przymierza
Słyszymy często, że zostaliśmy stworzeni po to, aby kochać i być kochani. Oczywiście chętnie się z tym zgadzamy. Ale dopiero gdy sami świadomie zaczynamy doświadczać tej miłości, przekonujemy się, jak potężny jest jej wpływ na nasze życie. Przypomnij sobie, jak głęboka radość i poczucie wartości budzi się w tobie, kiedy twój współmałżonek, rodzic czy dobry przyjaciel daje ci do zrozumienia słowem czy postawą, że cię kocha i jesteś dla niego ważny. Jeśli miłość człowieka ma tak potężne działanie, to jak wielki wpływ na twoje życie może mieć poznanie miłości Boga skierowanej bezpośrednio do ciebie!

Przymierze krwi
Właśnie w taki sposób rozumiał swoją relację z Bogiem lud Izraela. Izraelici wiedzieli, że są ważni dla Boga i że darzy On ich głęboką miłością. Przekonanie to opierało się na solidnych podstawach. Bóg bezpośrednio interweniował, aby wyrwać ich z niewoli egipskiej. Dał im na własność ziemię Kanaan. Obiecał, że zawsze będzie mieszkał pośród nich. Umiłował ich tak bardzo, że zawarł z nimi wyjątkowe przymierze, jakiego nie zawarł z żadnym innym narodem. Przymierze to zostało zapoczątkowane na górze Synaj, gdy Mojżesz złożył w ofierze krew pary młodych byczków.
W czasach starożytnych krew była istotnym elementem zawarcia każdego traktatu czy porozumienia pomiędzy stronami, na przykład pomiędzy dwoma plemionami czy rodzinami łączącymi się w nowy klan lub dwoma narodami zawierającymi pokój. Tego typu poważne umowy były niejako ratyfikowane poprzez ceremonię przymierza, w skład której wchodziło złożenie ofiary i naznaczanie się krwią zwierzęcia ofiarnego.
Zawierając przymierze obie strony składały podwójne oświadczenie. Najpierw stwierdzano, że krew zwierzęcia składanego w ofierze, którą się pomażą, złączy ich świętą więzią. Następnie, zabijając zwierzę i wylewając jego krew oznajmiano: „Oby nasi bogowie potraktowali nas tak, jak my potraktowaliśmy to zwierzę, gdybyśmy kiedykolwiek złamali zawarte przymierze”.
Podobnie Bóg zawierając przymierze ze swoim ludem związał go ze sobą za pośrednictwem krwi ofiary. Złożył im nieodwołalną obietnicę, że na zawsze pozostanie ich Bogiem, Obrońcą i Wybawcą. Gdyby kiedykolwiek jakiś Izraelita zwątpił w dobroć i wierność Pana, wystarczyło, żeby przywołał na pamięć przymierze zawarte przez Mojżesza, przypieczętowane świętą krwią.
Aby zrozumieć, co dla Izraelitów oznaczało przymierze krwi, wyobraź sobie, że stoisz wraz z nimi u stóp góry Synaj. Słuchaj uważnie słów Mojżesza: „Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami” (Wj 24,8). Potem patrz, jak wylewa połowę krwi na ołtarz, a drugą połową skrapia ciebie i wszystkich zebranych. Wydarzyło się coś wspaniałego – Bóg uznał was za swoją szczególną własność. Pociągnął cię do siebie wraz z całą twoją rodziną, a także z każdym Izraelitą obecnym tam tego dnia!

Nowe przymierze
A teraz przenieś się wyobraźnią do wieczernika, w którym Jezus przeżywa ostatnią paschę ze swoimi uczniami. Pod koniec wieczerzy bierze kielich napełniony winem, podaje go uczniom i mówi: „Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,27-28).
Pomyśl, jak wstrząsające dla uczniów musiały być słowa Nauczyciela. Znali przecież dobrze tradycje przodków. Wiedzieli, że Bóg zawarł z nimi przymierze, które zostało przypieczętowane krwią ofiary. Teraz Jezus, czyniący tak wiele znaków, które mógł uczynić jedynie Bóg, ogłasza, że to Jego krew przypieczętuje nowe przymierze! Oto ich Mistrz, Mesjasz, którego kochali, wiąże się z nimi więzią tak mocną, że nawet grzech nie będzie w stanie jej zerwać.
Ale nie była to jedynie zapowiedź Nowego Przymierza. Podając im kielich napełniony winem, które – jak przed chwilą ogłosił – stało się Jego krwią, zaprosił ich do przyjęcia w sposób sakramentalny, ciałem, ale także sercem, Jego własnej krwi, Krwi Nowego Przymierza. Zamiast zostać nią pokropieni, jak ich przodkowie, otrzymali przywilej wejścia w przymierze z Bogiem w o wiele bardziej osobisty i skuteczny sposób.

Przesłanie krwi Jezusa
Stań wreszcie u stóp krzyża wraz z Maryją, Marią Magdaleną i Janem. Podnieś wzrok i spójrz na Jezusa walczącego o każdy oddech, spójrz na Jego krew wypływającą z przebitych rąk i nóg. Patrząc na tę krew spływającą na ziemię przypomnij sobie słowa z Ostatniej Wieczerzy, uświadom sobie, że patrzysz na „Krew Przymierza”, która właśnie jest wylewana „na odpuszczenie grzechów”. Ta krew głosi ci przesłanie o całkowitym oddaniu i wiernej miłości Boga, do ciebie osobiście i do wszystkich ludzi.
Krew Jezusa przypomina ci także o tym, że Bóg zawarł przymierze nie tylko ogólnie z całą ludzkością, ale również z tobą osobiście. Widzisz zwyczajnego na pozór Człowieka, przechodzącego nieludzkie cierpienia – nie dlatego, że na nie zasłużył, ani dlatego, że został pokonany przez mocniejszych niż On sam – ale jedynie z powodu głębokiej i niepojętej miłości do ciebie.
Krew Jezusa jest również gwarancją, że On nigdy cię nie opuści ani nie porzuci. Fakt, że zgodził się znieść to wszystko ze względu na ciebie, dowodzi, że nigdy nie przestanie się o ciebie troszczyć. Zapewnia, że przebaczenie i uzdrowienie, jakie Jezus głosił podczas swego ziemskiego życia, pozostaną aktualne tak długo, jak długo będzie trwało wieczne przymierze.
I wreszcie widok krwi Jezusa – ludzkiej krwi niosącej w sobie Boże życie – mówi, że On złączył się z tobą w możliwie najgłębszy i najbardziej intymny sposób. Nie jesteś już „zwyczajną” osobą. Płynie w tobie Jego życie, które ma moc przemieniać cię coraz bardziej, abyś stawał się do Niego podobny.

Na Moją pamiątkę
Nigdy nie zapominaj o tym, że Bóg zawarł z tobą przymierze. Nigdy nie zapominaj, że należysz do Kościoła, który jest Jego rodziną. Czeka na ciebie honorowe miejsce przy stole, gdzie zasiądziesz do uczty niebieskiej. Ile razy przyjmujesz Komunię świętą, ołtarz, do którego się zbliżasz, staje się znakiem tego stołu, znakiem radosnej uczty, która nastąpi po powtórnym przyjściu Chrystusa Pana.
Pamiętaj również, że należysz do rodziny Jezusa, że masz miliony braci i sióstr, ojców i matek, córek i synów, którzy zostali złączeni z tobą przez Jego krew. Należysz do nich, a oni należą do ciebie. Tworzycie jedną wielką rodzinę i tu, w tej wspólnocie, w rodzinie, znajdziesz siłę do życia przymierzem z Chrystusem. Potrzebujesz ich, a oni potrzebują ciebie.
Łatwo zapominamy o tym, co Jezus uczynił dla nas, przelewając swoją krew. Dlatego właśnie powiedział uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy: „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19).
W Wielkim Poście, a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu, otwórz się na przesłanie krwi Jezusa – przesłanie przebaczenia, ofiary i wiernej miłości. Jezus umarł za ciebie, przebaczył ci grzechy i związał się z tobą nierozerwalną więzią miłości – więzią, którą przypieczętował własną krwią, zawierającą w sobie Jego życie. ▐

 

Poniedziałek, 1 marca
Łk 6,36-38
Miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. (Łk 6,38)
Czy mieliłeś kiedyś sam kawę i patrzyłeś, jak sproszkowane ziarna napełniają pojemnik? Kiedy kawa dojdzie do górnej krawędzi, nie znaczy to jeszcze wcale, że pojemnik jest pełen. Wystarczy kilkakrotnie lekko nim potrząsnąć, a proszek osiada, pozostawiając miejsce na więcej. Dobrze jest wykorzystać pojemność naczynia do maksimum, zwłaszcza gdy płacimy za jego zawartość!
Tak właśnie postępowali ludzie współcześni Jezusowi, gdy zanosili ziarno do młynarza i odbierali zmieloną mąkę. Każdy wiedział dobrze, że choć worek może wydawać się pełen, to po utrzęsieniu zmieści się w nim jeszcze nieco więcej mąki. Dopiero wtedy można uznać, że nasypano „dobrą miarę”.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus posługuje się tym obrazem z życia codziennego, aby pokazać, czym jest Boże miłosierdzie i przebaczenie. Bóg daje nam je „dobrą miarą” w takim stopniu, w jakim my okazujemy je innym (Łk 6,38).
Wyjaśniając w ten sposób, czym jest miłosierdzie, Jezus pogłębił rozumienie starotestamentalnego przykazania: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Niewielu ludzi potrzebuje instrukcji, jak kochać samych siebie; jest to nasz naturalny odruch. Wszyscy chcemy, aby nasze worki były napełnione po brzegi (nawet jeśli w rzeczywistości napełniamy je tanią podróbką dobrego Bożego ziarna!). Jednak nasza naturalna troska o siebie jest zaledwie słabym odblaskiem miłości, jaką Jezus nas kocha i jaką chce w nas wzbudzić wobec innych. On pragnie, abyśmy stali się odbiciem Jego własnej, ofiarnej miłości.
Bóg nie skąpi nam swoich darów – daje nam „dobrą miarę” miłosierdzia, „ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi” (Łk 6,38). Obdarza nas hojnie, chociaż na to nie zasługujemy. Tak więc, kiedy przychodzi ci ochota kogoś osądzać czy potępiać, kiedy czujesz się skrzywdzony czy odrzucony, On wzywa cię do wspaniałomyślnego przebaczenia.
Podziękuj dziś Bogu za Jego miłosierdzie wobec ciebie. Ale poproś też Ducha Świętego, aby pomógł ci stosować „dobrą miarę” również wobec innych. Jeśli masz w sobie poczucie krzywdy, niezależnie od tego, czy jest ona rzeczywista czy wyimaginowana, przynieś swoje zranienie, oburzenie czy upokorzenie do Jezusa. Proś Go o łaskę przebaczenia tej osobie i niech będzie ono tak wielkoduszne, jak miłosierdzie, którego ty sam pragniesz zaznać od Boga.
„Jezu, naucz mnie być tak miłosiernym, jak miłosierny jest Ojciec niebieski.”
Dn 9,4b-10
Ps 79,5.8-9.11.13

▌Wtorek, 2 marca
Iz 1,10.16-20
Troszczcie się o sprawiedliwość.
(Iz 1,17)
Psychologia mówi nam, że sekretem osiągania sukcesów jest stawianie sobie właściwych celów. Ale czy można postawić sobie za cel troskę o sprawiedliwość? Taki cel wydaje się zbyt idealistyczny i praktycznie poza naszym zasięgiem. Od czego w ogóle zacząć?
Jednym z kluczowych słów hebrajskich użytych w tym fragmencie jest słowo daresz, przywołujące obraz osoby oczyszczającej ścieżkę. Wycinając chaszcze i udeptując ziemię, krok za krokiem przygotowuje ona równą drogę – do sprawiedliwszej przyszłości. Nawet zwyczajnej ścieżki przed domem nie da się wytyczyć bez pracy i wysiłku, często też nie da się poprowadzić jej prosto, bo niektóre miejsca trzeba ominąć. Podobnie nie istnieje też żadna ulgowa, błyskawiczna metoda zaprowadzania sprawiedliwości. Jest to długi i żmudny proces, który, jak wytyczanie ścieżki, zaczyna się od pierwszego kroku we właściwym kierunku. Pomyślmy jednak, jak wiele dobra może sprawić choćby jeden człowiek, który osobiście odpowie na wezwanie do troski o sprawiedliwość.
Bł. Fryderyk Ozanam, założyciel Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo, rozpoczął swoje dzieło od przekazania opału, zgromadzonego przez siebie na zimę, dopiero co owdowiałej kobiecie. Następnie, wraz z kilkoma towarzyszami, zaczął pełnić kolejne uczynki miłosierdzia wobec ubogich Paryża. Ich zapał i autentyzm w praktykowaniu Ewangelii udzieliły się innym i dziś tą samą drogą troski o ubogich kroczy
800 tysięcy członków Stowarzyszenia w 140 krajach świata.
Zadziałała tu zasada, którą może się kierować każdy z nas, odpowiadając na konkretną ludzką potrzebę. Oczywiście Bóg nie wzywa nas do zaspokajania potrzeb wszystkich ludzi, jakich spotykamy, ale możemy zaufać, że wskaże nam konkretne osoby i sytuacje. Odpowiadając krok za krokiem na kolejne wezwania, możemy też zaufać, że udzieli nam potrzebnej łaski oraz zasobów, abyśmy mogli dalej podążać tą drogą.
Pan słyszy krzyk każdej ofiary niesprawiedliwości i chce, abyśmy i my go usłyszeli. Rozejrzyj się więc wokół siebie i pomyśl, w jaki sposób możesz wyjść naprzeciw czyimś potrzebom, zamiast się od nich izolować. Niech wspieranie innych będzie twoim pragnieniem. Postaw to sobie za cel i ruszaj w drogę!
„Spraw to, Ojcze, abym nigdy nie zszedł z drogi sprawiedliwości.”
Ps 50,8-9.16-17.21.23
Mt 23,1-12

▌Niedziela, 7 marca
1 Kor 1,22-25
My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. (1 Kor 1,23)
Pameli spodobał się pewien stary stół znaleziony na targowisku staroci i chciała go kupić. Rodzina była zgorszona tym pomysłem, ponieważ stół był rozchwiany i łatwo mógł się przewrócić. Jednak pomimo tego mankamentu Pamela postanowiła go nabyć.
W 1975 roku Jim dowiedział się, że jego znajomy ma ochotę zainwestować w świeżo wchodzącą na rynek firmę komputerową. Ojciec Jima uznał tę inwestycję za głupotę i marnowanie pieniędzy, ale Jim go nie słuchał i również zakupił akcje firmy.
Po wielu latach Pamela dała swój stół do wyceny i dowiedziała się, że jest to cenny antyk wart 50 tysięcy dolarów. Z kolei inwestycja Jima w mało znaną firmę o nazwie Microsoft opłaciła się sowicie i przyniosła mu spore dochody.
Zgorszenie? Głupota? Być może. Ale dokładnie tymi samymi słowami Paweł opisuje przesłanie Ewangelii. Obraz ukrzyżowanego Mesjasza był zgorszeniem dla Żydów. Życie i śmierć nie zgadzały się z ich wyobrażeniami na temat tego, w jaki sposób Bóg ma ich zbawić. Podobnie wychowani na filozofii Grecy nie byli w stanie pojąć wyjaśnień Pawła dotyczących zbawienia. Dla nich była to jakaś dziwaczna, zmyślona historia.
Mimo to jednak niektórzy Żydzi i Grecy przyjęli słowa Pawła, uwierzyli w Jezusa i oddali Mu swoje życie. A co stanowiło fundament wyznawanej przez nich wiary? Przesłanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Mesjaszu!
Dziś, dwa tysiące lat później, w centrum naszej wiary stoi ten sam Jezus. W każdą niedzielę gromadzi nas w jedno „głupstwo” Ewangelii. I jak wielkim błogosławieństwem jest dla nas wiara w to głupstwo! Mamy Boga, który umiłował nas tak bardzo, że oddał za nas życie. Przyjmując dziś Jezusa w Eucharystii pozwólmy, by „głupstwo” Jego przesłania jeszcze głębiej zapadło nam w serca.
„Jezu, Twoja miłość jest większa niż wszystko, co może dać świat. Przyjmuję całym sercem «głupstwo» Twojego zbawienia.”
Wj 20,1-17
Ps 19,8-11
J 2,13-25

▌Niedziela, 14 marca
J 3,14-21
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił. (J 3,17)
Czy może i ty nosisz w sobie obraz Boga jako buchaltera, który wciąż sprawdza w swoich księgach, czy twoje postępowanie jest zgodne z Jego wyśrubowanymi standardami? W dzisiejszej Ewangelii św. Jan przypomina nam, że Jezus, Syn Boży posłany przez Ojca, nie przyszedł na świat po to, by nas potępić, ale by zbawić. Nie przyszedł po to, by drobiazgowo zliczać nasze dobre i złe uczynki. Przyszedł, aby nas uzdrawiać, chronić i ratować.
Mówią nam o tym wprost dwa pierwsze wersety dzisiejszej Ewangelii (J 3,14-15). Wprawdzie odrzuciliśmy przykazania Boga i Jego wizję naszego życia, ale On, zamiast nas potępić, posłał Jezusa, by „wywyższony” dał ży-
cie wieczne wszystkim, którzy w Niego uwierzą. Jest to nawiązanie do fragmentu Księgi Liczb, w którym czytamy, jak za szemranie przeciwko Panu na Izraelitów spadła plaga jadowitych węży. Bóg polecił wówczas Mojżeszowi odlać węża z brązu i umieścić go na palu, a każdy, kto na niego spojrzał, odzyskiwał zdrowie (Lb 21,4-9).
Podobnie jak dla Izraelitów, tak i dla nas pierwszym krokiem jest uznanie, że potrzebujemy zbawienia, co zwykle oznacza stanięcie twarzą w twarz z własną słabością i grzechem. Uświadomienie sobie, że Jezus cierpiał także z powodu moich grzechów, może palić jak ukąszenie węża. Ale i nam, jak Izraelitom, Bóg daje lekarstwo – krzyż Jezusa.
Zbawienie ofiarowane nam przez Jezusa to coś o wiele więcej niż fizyczne uzdrowienia Izraelitów pokąsanych przez węże. On uzdrawia nas duchowo. Przebacza nam i daje siłę do przemiany życia. Odnawia naszą relację z Bogiem. I daje nam mocną nadzieję na niebo.
Nie wpadnij więc w pułapkę myślenia o Bogu jako o buchalterze. On nie zajmuje się potępianiem, ale zawsze wychodzi z propozycją zbawienia. Spójrz dziś na Jezusa wywyższonego na krzyżu. Wyznaj Mu, że potrzebujesz zbawienia, a On cię uzdrowi i odnowi na duchu.
„Jezu, pomóż mi podnieść wzrok ku Tobie.”
2 Krn 36,14-16.19-23
Ps 137,1-6
Ef 2,4-10

▌Niedziela, 21 marca
J 12,20-33
Dusza moja doznała lęku. (J 12,27)
Jezus doznał lęku? To bardzo łagodnie powiedziane. Greckie słowo użyte tu przez Jana oznacza ekstremalną udrękę i przerażenie. To samo słowo opisuje w Biblii reakcję uczniów na zagrażającą ich życiu burzę na jeziorze (Mt 14,26), rozpacz Dawida płaczącego nad swoim zabitym synem Absalomem (2 Sm 19,1), uczucia Lota ratującego się ucieczką przed zagładą Sodomy i Gomory (Rdz 19,16).
Co tak bardzo przeraziło Jezusa? Co Go tak udręczyło? Świadomość, że oto „nadeszła godzina” (J 12,23), Jego godzina. Dobiegł końca czas głoszenia słowa i nauczania, uzdrawiania i wyrzucania złych duchów, a przybliżył się czas męki. Jezus wiedział, że czekają Go nieludzkie tortury i powolna, bolesna śmierć. Ta perspektywa pozbawiała Go pokoju i napełniała przerażeniem.
Jednak Jezus wiedział również, że przy całej swojej potworności krzyż jest niezbędny dla wybawienia ludzi z grzechów. Nie będzie to łatwe, nie będzie estetyczne, ale jest konieczne. Zamiast więc ratować siebie, złożył swoje życie w ręce Ojca ufając, że On przeprowadzi Go przez to wszystko, co Go czeka. Za bardzo nas kochał, żeby się wycofać.
Wszyscy mamy w życiu momenty, kiedy „doznajemy lęku”. Przeżywamy ciężkie chwile patrząc na cierpienie bliskiej osoby lub mierząc się z własnym cierpieniem. Jest to bolesne, trudne, ale zarazem nieuniknione. Jeżeli właśnie teraz znajdujesz się w takiej sytuacji, wiedz, że nie jesteś sam. Jezus jest z tobą. On obejmuje cię ramieniem i przygarnia do siebie. Wie, co to znaczy być tak udręczonym, że ma się ochotę po prostu uciec od wszystkiego. A ponieważ to wie, może cię wspomóc i pocieszyć.
Jezus przyjął krzyż, ponieważ wiedział, że Jego śmierć odsłoni głębię Bożej miłości do nas – w tym także do ciebie. Niech ta miłość otacza cię dziś i podtrzymuje.
„Panie, pomóż mi otworzyć serce na Twoją miłość. Jezu, potrzebuję dziś Twojego wsparcia i pocieszenia.”
Jr 31,31-34
Ps 51,3-4.12-15
Hbr 5,7-9

▌Niedziela, 28 marca
Niedziela Palmowa
Mk 14,1--15,47
I zaczęli Go pozdrawiać: „Witaj, Królu żydowski!” (Mk 15,18)
Z czym kojarzy ci się określenie „godność królewska”? Może przywodzi ci ono na myśl średniowiecznych królów, zasiadających na wspaniałych tronach, z tłumem dworzan naokoło? A może myślisz o splendorze otaczającym dzisiejsze rodziny królewskie?
A godność królewska Jezusa? Jako Syn Dawida pochodził ze starożytnej dynastii ziemskich królów i władców. Jako Syn Boży jest Królem wszechświata. Zobaczmy jednak, w jaki sposób jest traktowany. Tłum domaga się Jego śmierci, choć Piłat nazywa Go Królem (Mk 15,9.12). Jest wyśmiewany przez żołnierzy, którzy szyderczo oddają Mu hołd (Mk 15,16-20). Drwią z Niego ci, którzy jako uczeni w Piśmie pierwsi powinni rozpoznać w Nim Mesjasza, a oto szydzą z Niego i domagają się, żeby zszedł z krzyża (Mk 15,29-32).
Ale przecież dokładnie tak wygląda godność królewska w królestwie Bożym. Król ogołaca samego siebie przyjmując postać sługi (Flp 2,7). Król, który wjeżdża do Jerozolimy nie na wspaniałym rydwanie, ale na osiołku (Mk 11,1-7). Król, który dobrowolnie wydaje się na szyderstwa, biczowanie
i okrutną śmierć, aby zbawić swój lud.
Przeżywając Wielki Tydzień pamiętaj o królewskiej godności Jezusa. On zasiada dziś po prawicy Ojca, panując w chwale. Ale jest wciąż tym samym Królem – Sługą, który tak bardzo cię umiłował, że oddał za ciebie życie i wciąż gotów jest przebaczać wszystkie twoje grzechy.
Tak Jezus rozumie godność królewską. A jest to również twoja godność, ponieważ przez Jego śmierć i zmartwychwstanie zostałeś włączony do rodziny Bożej. Jesteś karmiony królewską krwią! Dzięki łasce, jaką Jezus cię obdarzył, możesz podobnie jak On wypełniać swoją królewską misję – przez miłość i służbę, przez wydawanie swojego życia dla innych. A idąc za Nim tą drogą wiedz, że na ciebie oraz na wszystkich, którzy pełnią wraz z Jezusem królewską służbę, czeka „wieniec sprawiedliwości” (2 Tm 4,8).
„Jezu, Ty jesteś moim Królem. Obym służył Ci wiernie przez wszystkie dni mojego życia.”
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11

 

MAGAZYN 

Widziałam Pana!
Droga Marii Magdaleny do wielkanocnej radości
Podczas naszej czterdziestodniowej wielkopostnej wędrówki wspominamy starożytnych Izraelitów, którzy czterdzieści lat wędrowali przez pustynię Synaj z Egiptu do Ziemi Obiecanej, chociaż tę drogę można było pokonać w niespełna miesiąc. Dlaczego potrzebowali aż tyle czasu, aby dotrzeć do celu? 
Z Egiptu wyruszyła gromada niewolników, którzy co prawda byli udręczeni coraz większym uciskiem ze strony Egipcjan, ale także przywiązani do życia względnie stabilnego i przewidywalnego. Pospolitość takiego życia pociągała za sobą nijakość wiary, co groziło zupełnym zagubieniem tożsamości ludu wybranego przez Boga. Dlatego Bóg wręcz wyrzucił ich na pustynię, aby tam w ekstremalnych sytuacjach zrodził się nowy lud Boży. 
Jednak ci, którzy wyszli z Egiptu, pomarli na pustyni. Mieli serca niewolników i zniewolone umysły. Nie chcieli słuchać Boga. Buntowali się i narzekali, tęsknili za „cebulą i czosnkiem”, czyli za dawną „oswojoną” niewolą. Ulali złotego cielca, bo bliższe im były własne wyobrażenia na temat Boga niż to, co On sam mówił im o sobie. Potrzeba było czterdziestu lat, aby wyrosło nowe pokolenie ludzi wolnych, odważnych, słuchających Boga i ufających Mu. I dopiero to pokolenie, wychowane przez Boga na pustyni, doświadczane przez Niego i prowadzone, mogło wejść do Ziemi Obiecanej, aby osiąść tam jako naród ukształtowany przez Boga, głęboko świadomy swej tożsamości i gotowy jej bronić. Ich droga pokazuje nam, że nauka słuchania głosu Boga i odpowiadania na niego wymaga niekiedy długiego czasu. Nawet tak długiego, jak czterdzieści lat.
Także Maria Magdalena przebyła długą drogę z Jezusem, ucząc się słuchać Jego głosu i próbując Mu odpowiadać. Ale jej wiara stała się dojrzała dopiero wtedy, gdy w godzinie ciemności potrafiła dostrzec godzinę chwały i rozpoznała Jezusa w ogrodniku. By spotkać się z Jezusem zmartwychwstałym musiała najpierw wyjść z grobu swoich myślowych schematów. Św. Jan mówi, że głos Jezusa przy pustym grobie przemienił jej żałobę w radość tak wielką, iż z pośpiechem poniosła wielkanocną nowinę do Apostołów.

Kim była
Maria Magdalena?
Historia Marii Magdaleny w ciągu stuleci często relacjonowana była w sposób nie do końca zgodny z Ewangelią. Mylono ją z kobietą, „która prowadziła w mieście życie grzeszne”, a która cennym olejkiem namaściła stopy Jezusa w domu faryzeusza Szymona (Łk 7,36-50). Łukasz zachował anonimowość tej kobiety, a ponieważ zaraz potem wymienił kilka kobiet towarzyszących Jezusowi – Marię Magdalenę, Joannę i Zuzannę – późniejsza tradycja uznała, że nawrócona jawnogrzesznica jest tą samą osobą co Maria Magdalena, „którą opuściło siedem złych duchów” (Łk 8,2), i że jej grzechem był nierząd, chociaż Łukasz nigdzie nie mówi tego wprost.
W ten sposób na łacińskim Zachodzie (w przeciwieństwie do Kościoła prawosławnego) utożsamiono Marię Magdalenę z grzeszną kobietą, a w sztuce chrześcijańskiej pojawiły się wyobrażenia „Magdalen” z długimi, rozpuszczonymi włosami i flakonikiem olejku. Ale Maria Magdalena z Ewangelii nie rozpoznałaby siebie w tych obrazach. Naprawmy więc tę pomyłkę i spotkajmy – być może po raz pierwszy – prawdziwą Marię Magdalenę, której droga wiary osiąga wspaniałą kulminację w 20. rozdziale Ewangelii według św. Jana.

Magdalena idzie do grobu
We wszystkich czterech Ewangeliach Maria Magdalena w wielkanocny poranek idzie do grobu. U Mateusza, Marka i Łukasza idzie tam z innymi kobietami. Natomiast w Ewangelii Jana wyrusza samotnie. Miłość do Jezusa przyciąga ją do grobu, gdzie – jak widziała – złożono Jego ciało. Dociera do tego świętego miejsca przytłoczona smutkiem, z którym wszyscy możemy się identyfikować. Bo któż nie stał płacząc nad grobem zmarłej osoby, bliskiej naszemu sercu?
Maria spodziewa się, że znajdzie grób w takim stanie, w jakim był, gdy od niego odchodziła w piątek przed szabatem. Kiedy widzi, że kamień zasłaniający wejście został odsunięty, nawet nie zagląda do środka. Jej pierwszy odruch to biec po ratunek. Nie mówi: „Ach, oczywiście, przecież On zmartwychwstał!”. Ostatecznie dojdzie do tego wniosku, ale nie od razu. Wiara jest drogą, wymaga czasu.
Kiedy Maria opowiada Piotrowi oraz uczniowi, „którego Jezus kochał” (J 20,2), co się stało, obaj natychmiast biegną do grobu, by na miejscu zbadać sytuację. Ewangelista zaznacza, że „nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych” (J 20,9), choć „ów drugi uczeń (…) ujrzał i uwierzył” (J 20,8). Obaj wracają więc do domu, nadal strwożeni, niczego nierozumiejący. Dopiero gdy Maria Magdalena później ogłosi im radosną nowinę o zmartwychwstaniu, uświadomią sobie, jak wiele przeoczyli.

Łzy Marii Magdaleny
Obaj uczniowie odchodzą, Maria zostaje przy grobie płacząc. Na naszych oczach zaczyna się ostatni etap jej drogi wiary. Zalana łzami, ma poczucie całkowitego zagubienia i dezorientacji. Jezus nie żyje, a teraz zabrano Jego ciało. Nie wiadomo dokąd. Nie wiadomo, kto to zrobił ani po co. Jest jak w gorączce. Jezus uwolnił ją od demonów. Wprowadził do wspólnoty uczniów. Chodziła wraz z innymi niewiastami za Nim od wioski do wioski. Chłonęła Jego nauki, rozważała przypowieści, wspierała Go finansowo, troszczyła się o Niego, jadała wspólnie z Nim i Apostołami. Ale teraz zupełnie nie rozumie tego, co się dzieje.
Zauważmy, że w swoim zagubieniu nie jest sama. Wielu nie mogło pojąć Jezusa i tego, co działo się na ich oczach. Przypomnijmy sobie Nikodema. Sam Jezus łagodnie wyrzucał Mu brak zrozumienia: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?” (J 3,10). Także Samarytanka nie potrafiła zrozumieć Jezusa: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej?” (J 4,11). Zresztą nawet i Piotr nie rozumiał, że Jezus obmywając Mu nogi chce dać Mu „udział” w odkupieniu przez krzyż (J 13,8-9). Maria Magdalena reaguje podobnie.

Droga Marii Magdaleny
do wiary
Kiedy Maria Magdalena zagląda wreszcie do grobu, widzi dwóch aniołów. Wydaje się, że to powinno jej uświadomić, co się wydarzyło. Ale wpatrzona w swój ból, zapłakana, chce się jedynie dowiedzieć, gdzie złożono ciało Jezusa. Ich pytanie: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13) jeszcze nie otwiera jej oczu na nową rzeczywistość. Nawet gdy ukazuje jej się sam Jezus, nie poznaje Go, tak samo jak Kleofas i jego towarzysz nie poznają Go na drodze do Emaus (Łk 24,15). Podobnie jak w przypadku każdego z nas i jej droga do wiary nie jest wolna od przeszkód.
Maria bierze Jezusa za ogrodnika. Lecz w tekście Ewangelii nie ma informacji, by Jezus występował w stroju ogrodnika, ani też by usiłował się przed nią ukrywać. To nie przebranie utrudniło Marii Magdalenie rozpoznanie Go, ale jej skoncentrowanie się na szukaniu umarłego. Patrzy i nie widzi. Zamroczona bólem, nie potrafi spojrzeć głębiej, poza zewnętrzną warstwę rzeczywistości, nie umie rozpoznać Zmartwychwstałego.
Ich spotkanie osiąga punkt kulminacyjny, gdy Jezus woła ją po imieniu: „Mario!” (J 20,16). Moment ten nawiązuje do wcześniejszych słów Jezusa z Ewangelii: pasterz zna swoje owce, „woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je” (J 10,3). Tak więc Dobry Pasterz wyprowadza Marię Magdalenę z jej zagubienia i płaczu, prowadząc ją do radości wiary przez wezwanie po imieniu. A ona nagle rozpoznaje Go i zwraca się do Niego żydowskim tytułem „Rabbuni”, mój nauczycielu.
W tej chwili olśnienia Maria spontanicznie pragnie objąć Jezusa. Czego innego moglibyśmy się spodziewać? Nazwanie Go „Rabbuni” i objęcie Go jest powrotem do relacji sprzed krzyża. Maria nie rozumie jeszcze wszystkiego, ale jest już na dobrej drodze!
Jezus oznajmia jej, że powraca do Ojca i nalega, by Go nie zatrzymywała. Chociaż Maria nie pojmuje jeszcze do końca Jego słów, wraca do pozostałych uczniów i przekazuje im szczęśliwą nowinę. „Widziałam Pana” – mówi (J 20,18). To właśnie ze względu na tę scenę Maria Magdalena nazywana jest często „Apostołką Apostołów”. Jako prawdziwa Apostołka przekazuje innym słowa Jezusa. Przeszła drogę od płaczu do radosnego spotkania i nowej misji – głoszenia, że Chrystus zmartwychwstał.

Gdzie jestem
w tej opowieści?
Kolejne wielkopostne dni są dla nas zachętą do pogłębionego spotkania
z Jezusem. Jezus nie karci Marii Magdaleny za gorączkowe poszukiwania Jego ciała, ani za brak zrozumienia znaku, jakim był pusty grób. Nie strofuje jej za to, że Go nie poznała, ani nie upomina za płacz i brak wiary. Spotyka ją tam, gdzie się ona znajduje na swojej drodze, pozwala się poznać, a następnie pozwala spokojnie zgłębiać sens Jego życia, śmierci i zmartwychwstania.
Oczywiście z naszego punktu widzenia droga Marii Magdaleny wydaje się szybka. Sceny przy grobie prawdopodobnie rozegrały się w ciągu paru godzin. My zazwyczaj potrzebujemy więcej czasu – może czterdziestu lat, jak starożytni Izraelici, a może czterdziestu dni obecnego Wielkiego Postu. Jednak to nie jest najważniejsze. Jezus spotyka nas na tym etapie, na jakim aktualnie jesteśmy, i zaprasza do głębszego spotkania ze sobą.

Droga Marii Magdaleny
i nasza
Maria Magdalena sądziła, że jej droga z Jezusem skończyła się w momencie, gdy złożono w grobie Jego ciało. Wydawało się jej, że jedyne, co pozostało, to rozpacz. Św. Jan pokazuje nam ten właśnie czas jako przełomowy, w którym Jezus doprowadził jej wiarę do dojrzałości.
W którymkolwiek miejscu jesteśmy na naszej drodze, możemy prosić o wsparcie św. Marię Magdalenę. Prośmy, aby pomogła nam słuchać Boga i odpowiadać na Jego głos tak jak ona. Prośmy ją o pomoc we właściwym ukierunkowaniu naszej drogi wiary. Ten sam Jezus, który spotkał ją pogrążoną w smutku i we łzach, spotyka również nas w naszych smutkach lub na jakichkolwiek innych etapach naszej drogi. Gdy słuchamy Jego głosu dojrzewamy w wierze, podobnie jak stało się to z wiarą Marii Magdaleny w wielkanocny poranek. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl