E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 3 (307) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 3 (307) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer nosi tytuł: „Bóg tak umiłował świat…”. W artykułach otwierających numer piszemy o tym, jak bardzo dobry jest Bóg, który nas stworzył i z miłości do nas dał swego Syna Jednorodzonego „aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginał, ale miał życie wieczne”, a także o tym, że historia Adama i Ewy to opowieść o każdym z nas. Artykuły dopełnia wielkopostny rachunek sumienia.
Magazyn otwiera artykuł „Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…” o św. arcybiskupie Salwadoru, Oskarze Romero, który żył i umarł z oddaniem broniąc swego ludu. Ponadto dwa świadectwa: o „drugiej szansie” danej przez Boga w postaci uzdrowienia oraz o trudnej miłości do błądzącego syna i pociesze, jakiej doznała matka. W dziale Nasze lektury polecamy książkę „Wielki Post i Wielkanoc” – swoisty przewodnik pomagający w dobrym przeżyciu tego okresu roku liturgicznego. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

„Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić”
Miłosierne wołanie miłosiernego Boga...................... 4

„Wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa…”
Historia Adama i Ewy to także nasza historia............. 9

Miłość, miłosierdzie i łaska
Czego możemy oczekiwać,
zwracając się do Pana?.................................................14

Nawróćcie się do Pana, Boga waszego!
Wielkopostny rachunek sumienia.............................. 19

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 marca....................................21

MAGAZYN

Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…
Św. Oskar Romero żył i umarł broniąc swego ludu
– Todd Walatka.................................... 48

Więcej niż uzdrowienie
Kiedy Bóg daje ci drugą szansę – Ray Duffy............. 54

Dar bliskości
Jezus podtrzymał mnie na duchu
po stracie syna – Judy Wetzel..................................... 57

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Wielkiego Postu! Zwykle nie myślimy o Wielkim Poście jako o „szczęśliwym” czasie, ale – szczerze mówiąc – powinniśmy. Jest to być może najważniejszy okres roku kościelnego, w którym Bóg zaprasza mnie i ciebie, abyśmy jeszcze bardziej się do Niego przybliżyli. Odpowiadając na zaproszenie Boga, odkrywamy, jak wielkim błogosławieństwem jest dla nas to, że jest On naszym dobrym Ojcem, naszym ratunkiem i ocaleniem. A błogosławieństwo Boga przynosi prawdziwe szczęście. Tak więc, szczęśliwego Wielkiego Postu!
Pragnę powitać tych, którzy czytają „Słowo wśród nas” po raz pierwszy. Zachęceni – z pomocą naszego miesięcznika – do wygospodarowania dziesięciu czy piętnastu minut dziennie na modlitwę i refleksję nad czytaniami mszalnymi, dołączycie do grona ponad miliona katolików w stu krajach świata, którzy też to robią. Obyśmy wszyscy razem doszli do coraz jaśniejszego poznania dobroci i miłości naszego niebieskiego Ojca!
W głównych artykułach tego numeru podejmujemy refleksję nad tym, jak dobry jest nasz Bóg. Gdy zastanowimy się nad tym wszystkim, co czynił od stworzenia świata i co nadal czyni, zobaczymy w Nim Ojca, który nigdy nie przestaje nas kochać i otaczać troską. Zauważmy, że za każdym razem gdy Bóg stwarza człowieka, obdarza go wyjątkowymi, niepowtarzalnymi cechami, odciska na nim swój ślad. Jest to jakby Jego osobisty podpis stwierdzający: „To jest moje umiłowane dziecko”. Nawet kiedy my, ludzie, zeszliśmy z Jego drogi, Bóg nigdy z nas nie zrezygnował – ani na jedną chwilę.
A kiedy nadeszła pełnia czasów, nasz dobry Ojciec „Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, wstawiając w nie swoje własne imię! „Bóg tak umiłował …, że posłał swego jedynego Syna, Jezusa, abym nie zginął, ale żył z Nim na wieki”. Kiedy patrzysz na drugiego człowieka – kogoś ci bliskiego albo zupełnie obcego, pomyśl, że Bóg tak bardzo go umiłował, że aby go ocalić, wydał na śmierć swego jedynego Syna. Tak głęboko umiłował Bóg każdego z nas – tak głęboko umiłował cały świat!
Bracia i Siostry, mamy bardzo dobrego Boga! Czy możemy odwdzięczyć się Panu za wszystko, co nam wyświadczył? Oczywiście nigdy nie zdołamy Mu odpłacić za niezmierzoną miłość, jaką na nas wylał. Jest jednak coś, co możemy zrobić.
Po pierwsze, możemy podjąć na serio codzienną modlitwę. Możemy powiedzieć Jezusowi: „Kocham Cię, Panie, ponad wszystko w moim życiu, ponad wszystko, co jest w nim dobre”. Możemy przyjmować Jezusa w Eucharystii i dziękować Mu za to, że opuścił swój niebiański tron, aby nas odkupić. A w jakimś momencie Wielkiego Postu możemy spotkać Jezusa w sakramencie pokuty i usłyszeć od Niego słowa pociechy i przebaczenia: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).
Twój Ojciec w niebie z radością obdarowuje swoje dzieci. Obyśmy wszyscy pragnęli przyjmować Jego dary otwartym sercem. I oby nasz Wielki Post był szczęśliwy!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

„Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić”


Miłosierne wołanie kochającego Boga

Przeto jeszcze i teraz – wyrocznia Pana – nawróćcie się do Mnie całym swym sercem. (Jl 2,12)

Werset ten, zaczerpnięty ze starotestamentalnej Księgi Joela, słyszymy co roku w Środę Popielcową, na początku naszej czterdziestodniowej podróży przez Wielki Post. Dla ludu Izraela było to wezwanie do zwrócenia się ku Bogu w czasie narodowego kryzysu. Pospieszcie się! Przybądźcie do świątyni i błagajcie Pana, aby ocalił swój lud od katastrofy!
Dla nas słowa Joela mają charakter bardziej osobisty. Zachęcają, byśmy zwrócili się do Boga całym sercem, tak by mógł On wybawić każdego z nas – nie od zewnętrznego niebezpieczeństwa, lecz od grzechu, który niszczy naszą relację z Nim. Słowa Joela wzywają nas do refleksji nad własnym życiem i zastanowienia się, gdzie odeszliśmy od Pana lub skrzywdziliśmy siebie nawzajem. Wzywają również do otwarcia oczu na to, w jaki sposób Bóg chce nam błogosławić i przybliżać nas do siebie w tym wielkopostnym czasie. Słowa te oddają więc doskonale ducha Wielkiego Postu.
Można by pomyśleć, że przy takiej zachęcie, będziemy uważać Wielki Post za jeden z najbardziej błogosławionych, podnoszących na duchu okresów roku liturgicznego. A jednak często ulegamy pokusie patrzenia na niego jak na czas smutku i przygnębienia. Skupiamy się bardziej na tym, czego powinniśmy się wyrzec, niż na tym, co Bóg pragnie nam dać. Koncentrujemy się na naszych grzechach, a nie na miłosierdziu Boga, na lęku przed niezbędnymi zmianami, a nie na radości z bezmiaru łask, jakich Bóg chce nam udzielać.
Spróbujmy w tym roku wejść w Wielki Post z nieco innym nastawieniem. W naszych artykułach chcemy ukazać go przede wszystkim jako czas nadziei i obietnicy. Chcemy przyjąć wezwanie do nawrócenia się jako zaproszenie do odkrycia czegoś nowego i budującego – o sobie i o Bogu. Chcemy przyjrzeć się dobroci Boga, Jego dziełu wybawienia nas od grzechu. Chcemy dostrzec w tym Wielkim Poście Jego miłość, miłosierdzie i łaskę.

DOBRY BÓG
Pierwszą i najważniejszą prawdą, o której warto pamiętać, jest to, że Bóg jest dobry. Stale mówimy o tym, że Bóg nas kocha oraz że jest miłością, ale ponieważ powtarzamy to tak często, umyka nam cały radykalizm tego stwierdzenia. Dlatego od czasu do czasu dobrze jest popatrzeć na Boga pod innym kątem – przez pryzmat Jego dobroci.
Z ust Jezusa słyszymy, że „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Łk 18,19; Mk 10,18).
Mówiąc, że Bóg jest dobry, powtarzamy to, co św. Jan uznał za „nowinę”, którą Jezus polecił głosić swoim Apostołom: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5). Ciemność symbolizuje zło, przeciwieństwo dobra. Powtarzamy także myśl św. Jakuba, który nazwał Boga „Ojcem świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności” (Jk 1,17). Dobroć Boga jest niezmienna.
Także prorok Joel mówił o dobroci Boga. Nawołując Izraela do pilnego powrotu do Boga, wypowiadał zarazem słowa pokrzepienia i obietnicy: „Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą” (Jl 2,13). Przekonywał ludzi, że Bóg nie jest powodem ich problemów, ale lekarstwem na nie! Za bardzo umiłował ludzi, by pozwolić im zmagać się z kryzysem w osamotnieniu. Przyjdźcie do Mnie – wołał. Pozwólcie sobie pomóc, pozwólcie się wybawić.
W tym Wielkim Poście usłyszysz ponownie wezwanie do zwrócenia się do Pana całym sercem. Słowa te nie pochodzą od surowego sędziego, zamierzającego ukarać cię za twoje wykroczenia, lecz od Ojca, który kocha swoje dzieci i ubolewa nad tym, że oddaliły się od Niego. Pochodzą od dobrego Boga, który cię stworzył i napełnił „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Twój Bóg cię kocha. On jest samą dobrocią
i pragnie dla ciebie jedynie dobra.

DOBRE STWORZENIE
Czyste nocne niebo pełne gwiazd. Dotyk chłodnego wiatru w piękny, wiosenny dzień. Szum strumienia toczącego swe wody ku rzece. Czy jest ktoś, kto nigdy nie zachwycił się pięknem świata przyrody? Kto nie poczuł się tak samo jak psalmista, który spoglądając w górę, wyznał: „Niebiosa głoszą chwałę Boga” (Ps 19,2)?
Wierzymy, że Bóg w swojej dobroci stworzył ten piękny świat z niczego. A co jeszcze bardziej zadziwia, uczynił go, aby był domem dla nas, ludzi stworzonych z miłości. Księga Rodzaju mówi, że Bóg umieścił naszych pierwszych rodziców w żyznym ogrodzie, polecając im uprawiać ziemię, aby wydawała plon. Pobłogosławił ich związek jako mężczyzny i niewiasty, aby mógł wydać owoc płodności. Dał im wszystko, czego potrzebowali, aby żyć szczęśliwie w tym nowym świecie – relację miłości z Nim i ze sobą nawzajem, radość z posiadania dzieci, zadanie czynienia sobie ziemi poddanej, bezpieczne i piękne otoczenie, będące odzwierciedleniem Jego miłości i troski.
Poproś w tym Wielkim Poście Ducha Świętego, aby ukazał ci całe piękno, ogrom i majestat świata, które kierują nas ku miłującemu, hojnemu Bogu. Zawołaj z radością: „Niechaj cała ziemia Cię wielbi i niechaj śpiewa Tobie, niech imię Twoje opiewa!” (Ps 66,4).

„BARDZO DOBRY” CZŁOWIEK
Bóg stworzył nie tylko świat, w którym żyjemy, ale także każdego z nas osobiście. Nie jesteśmy przypadkowym skutkiem ewolucji. Jako jedyne istoty na ziemi zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga (Rdz 1,27). Posiadamy nieporównywalne z innymi stworzeniami dary i zdolności. Posługując się darem rozumu, pamięci
i wyobraźni, możemy wznieść się ponad nasze otoczenie i wpływać na własną przyszłość. Możemy obdarzać się nawzajem miłością. Możemy wyobrażać sobie nowe możliwości dla siebie i innych. A co najważniejsze, możemy wejść w relację z Bogiem, który stopniowo przemienia nasze serca i umysły.
Codziennie możemy zobaczyć dobro w życiu rodzinnym, w parafiach, szpitalach, szkołach i wielu innych miejscach. Widzimy je w tych, którzy troszczą się o swoich bliskich, o chorych i potrzebujących. Jest ono obecne we wszystkich drobnych aktach dobroci, które dzieją się każdego dnia. 
Oczywiście widzimy także zło. Czasami wydaje się, że jest ono wszędzie wokół nas, że jest równie potężne jak dobro – że podobnie jak ono jest wpisaną w nas siłą natury. Jednak wiara mówi nam, że jedyną zasadą rządzącą dziełem stworzenia jest dobroć Boga: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31).
To właśnie tę dobroć Bóg chce w nas pogłębić, gdy zwracamy się do Niego w Wielkim Poście. Nie chce potępiać nas za nasze grzechy, lecz je usunąć, aby coraz mocniej jaśniało w nas piękno stworzenia. Może bronimy się przed nawróceniem, niechętnie myślimy o konieczności zaparcia się siebie, ponieważ wydaje nam się to bardzo trudne. Jednak właśnie to otwiera w nas kanały łaski, którymi płyną do naszych serc dary dobrego Boga.

OSTATNIE SŁOWO
Bóg jest dobry i dobre jest wszystko, co stworzył. Pamiętaj o tym, podejmując swoje wielkopostne postanowienia. Zrezygnuj z niektórych życiowych przyjemności po to, by pełniej skoncentrować się na Bogu. Nie znaczy to, że te przyjemności są złe. Co złego może być w zjedzeniu deseru po obiedzie? Jednak wyrzekając się tego, co dobre, ze względu na Jezusa, będziesz mógł otrzymać to, co lepsze – Jego samego, naszego Pana, który wyrzekł się chwały nieba, aby wybawić cię od grzechu.
Jeśli czujesz się zniechęcony grzechem, jaki widzisz wokół siebie – czy nawet grzechem w swoim własnym sercu – przypomnij sobie tę prawdę: zło nie musi zwyciężać, a grzech nie musi mieć ostatniego słowa. Zwłaszcza w czasie Wielkiego Postu, zwracając się do Pana, możesz doświadczyć tego, jak zwycięstwo Jezusa nad grzechem staje się twoim własnym zwycięstwem. Możesz znaleźć wyjątkową łaskę do oparcia się konkretnemu grzechowi czy do pełnego przebaczenia komuś, kto cię skrzywdził.
Nasz wspaniały, kochający, dobry Bóg stworzył nas „bardzo dobrymi”. Oby łaska tegorocznego Wielkiego Postu przybliżyła nas do Niego, a Jego dobroć uobecniała się w naszym życiu. ▐

Miłość,miłosierdzie i łaska

Czego możemy oczekiwać, zwracając się do Pana?

Pomyślmy, jak bardzo niebo różni się od ziemi. Na ziemi codziennie jesteśmy ranieni przez grzech – własny lub cudzy. W niebie nie tylko nie ma grzechu, ale nawet nie ma pokus. Na ziemi rodziny, sąsiedzi, a nawet całe narody występują przeciwko sobie nawzajem, często z bardzo błahych powodów. W niebie istnieje doskonała harmonia i pokój. Na ziemi trapią nas choroby i cierpienie. W niebie każda łza zostaje otarta, nie ma żadnych chorób ani słabości. Na ziemi miliony ludzi cierpią z powodu ubóstwa. W niebie wszyscy są nasyceni i niczego im nie brakuje.
Przyznajmy, że niebo wygląda bardzo atrakcyjne. Któż by nie chciał takiego życia!? Nic dziwnego, że Biblia kończy się wołaniem: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20). Nic dziwnego, że tęsknimy za dniem, w którym nie będzie już grzechu i wszyscy osiągniemy doskonałość w niebieskim królestwie Jezusa! Wiemy, że ten dzień nadejdzie, a do tego czasu Jezus prosi, abyśmy w Nim złożyli nadzieję. Nie chce, żebyśmy zniechęcali się stanem świata czy stanem naszego własnego życia. Jest gotów nam pomagać, niosąc uzdrowienie i odkupienie, abyśmy już tu, na ziemi, mogli zakosztować doskonałej harmonii nieba. Dlatego do każdego z nas kieruje wezwanie: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (Jl 2,12).
Wezwanie do powrotu do Pana szczególnie głośno rozbrzmiewa w okresie Wielkiego Postu. Przyjrzyjmy się teraz Temu, ku któremu mamy się nawrócić.

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓRY JEST MIŁOŚCIĄ
Bóg powiedział kiedyś do swego ludu: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). Powiedział też do Jozuego: „Nie opuszczę cię ani nie porzucę” (Joz 1,5). A Jezus wciąż mówi do nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Stulecie po stuleciu Bóg zapewnia swój lud, że nigdy go nie porzuci. I nie są to jedynie słowa. Wszystkie działania Boga pokazują w rozmaitych wymiarach Jego głęboką miłość do nas. Okazał ją, wyprowadzając Izraela z nie- woli egipskiej. Okazał ją, powołując Dawida, aby przez niego zjednoczyć lud w jednym królestwie. Okazał ją, dając Izraelitom obietnice wyprowadzenia z niewoli babilońskiej. A przede wszystkim okazał ją, posyłając na świat swego jedynego Syna, który przyjął ludzkie ciało i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
Miłość Boga poznajemy poprzez Jego słowa i czyny. Jednak doświadczać jej osobiście możemy jedynie przez wiarę. Pismo Święte mówi nam, że to właśnie wiara jest „poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Kiedy trwamy
w wierze, wszystko to, czego się spodziewamy w Chrystusie, staje się dla nas realne – chociaż jeszcze nie możemy tego zobaczyć. Ilekroć modlimy się, przyjmujemy sakramenty, a zwłaszcza Eucharystię, prośmy: „Jezu, wiem, że jesteś ze mną. Panie, proszę, okaż mi swoją miłość”. Jest to modlitwa, na którą Pan odpowiada z upodobaniem – czasami w zaskakujący sposób!

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓRY JEST MIŁOSIERDZIEM
Po chrzcie Jezusa Jan Chrzciciel oznajmił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Wiemy, że Jezus umarł za nasze grzechy. W każdą niedzielę wyznajemy tę prawdę w Credo. Ale w jaki sposób możemy doświadczyć wolności, która płynie z najwięszego aktu miłosierdzia Jezusa?
Pewnego dnia katechetka poprosiła jednego z uczniów, żeby podszedł do tablicy i wypisał kilka najbardziej powszechnych grzechów. Uczeń zaczął wypisywać po kolei: kłamstwo, gniew, kradzież, zazdrość, pożądliwość… Po zapisaniu każdego grzechu stojąca za uczniem katechetka natychmiast ścierała go gąbką. „Właśnie tak szybko Bóg przebacza nam grzechy, gdy Go o to prosimy” – wyjaśniła. „A kiedy Bóg nam przebacza, grzechów już nie ma. Zostają wymazane. Pozostaje tylko Jego miłość do nas”.
Idąc do spowiedzi, możemy doświadczyć czegoś podobnego, co uczeń wypisujący grzechy. Nie jest łatwo wyznawać grzechy, zwłaszcza że oznacza to szczere przyznanie się do naszych win przed kapłanem. Ale kiedy je wypowiadamy i słyszymy słowa rozgrzeszenia, Duch Święty zdejmuje z nas ciężar winy – jak katechetka wymazująca grzechy z tablicy. Nie ma już grzechów, a w ich miejsce wchodzi miłosierdzie Tego, który powiedział: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓREGO ŁASKA JEST
PRZEOBFITA
Prawdą jest, że my, ludzie, jesteśmy zlepkiem sprzeczności. Chcemy być dobrzy, życzliwi i kochający, ale nazbyt często dokonujemy wyborów, które ranią innych, a zwłaszcza naszych najbliższych. Chcemy być blisko Boga, ale bardzo łatwo wybieramy nieposłuszeństwo wobec Niego. Nie chcemy popełniać grzechów, ale często łapiemy się na tym, że czynimy dokładnie to, czego nie chcemy.
Św. Paweł zaobserwował tę walkę w sobie samym. Kochał autentycznie Jezusa i szczerze pragnął całym życiem służyć Kościołowi. Ale pomimo iż cały czas głosił miłosierną miłość Boga, nie udawało mu się uniknąć podziałów
i niezgody. Pokłócił się z towarzyszem swojej wyprawy misyjnej, Barnabą, i nie mogąc dojść do porozumienia
w pewnej kwestii związanej z ich posługą, obaj Apostołowie rozdzielili się (Dz 15,36-40). Wystąpił publicznie przeciw św. Piotrowi w Antiochii, zamiast najpierw porozmawiać z nim na osobności (Ga 2,11-14). Posunął się nawet do tego, że swoją niechęć pod adresem przeciwników wyraził bardzo sarkastycznie, co udokumentował
w jednym ze swoich listów (Ga 5,11-12).
Paweł był w pełni świadom swoich słabości i upadków. „Nieszczęsny ja człowiek!” – wołał. „Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?”. Natychmiast jednak znalazł właściwą odpowiedź: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,24-25).
Na czym polegał sekret Pawła? Osobiste doświadczenie miłosierdzia Bożego nauczyło go, że gdzie „wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Paweł wiedział, że niezależnie od tego, ile grzechów popełnił, łaska Boża zawsze je przewyższy. Był świadom, że przeobfita łaska Boża ma moc przemienić nawet tak uparte serce jak jego, i dlatego nie tracił nadziei. Głęboko wierzył w obietnicę, że „jeśli trwamy w cierpliwości, z Nim też królować będziemy” (2 Tm 2,12). Wierzył, że łaska Jezusa go nie zawiedzie.
Uwierz, że moc zbawcza Jezusa jest nieskończenie większa niż moc twoich grzesznych nawyków. Uwierz, że nieustannie masz do dyspozycji łaskę Bożą, która pomoże ci się zmienić. Pamiętaj, że nawet jeśli sam uważasz się za straszliwego grzesznika, to nie tak widzi cię Bóg. On widzi w tobie swoje umiłowane dziecko, chce ci ciągle przebaczać i wspierać cię w codziennym upodabnianiu się do Niego.

ŁASKAWE ZAPROSZENIE
Miłość. Miłosierdzie. Łaska. Bóg po to zaprasza nas do zwrócenia się ku Niemu, aby przez kolejne dni Wielkiego Postu obficie wylewać na nas te trzy dary. Obiecuje, że jeśli będziemy codziennie podejmować Jego zaproszenie na modlitwie, nasza wiara wzrośnie, a życie się zmieni. Znajdziemy w sobie wewnętrzną moc pochodzącą od Ducha Świętego, która będzie nas wspierać w zmaganiach z pokusami i grzechem.
Zaproszenie to zobowiązuje i Boga, i ciebie. Bóg ze swojej strony będzie pogłębiał twoją ufność w Jego miłość, miłosierdzie i łaskę. Ponieważ zależy Mu na tobie, będzie ostrzegał cię głosem sumienia, gdy nadejdzie pokusa. Pomoże ci stać się bardziej życzliwym, cierpliwym i kochającym. 
Ty, z kolei, próbuj być czujnym na natchnienia Jego Ducha. Ucz się rozpoznawać Jego poruszenia i trwaj w Jego bliskości. Staraj się każdego dnia znaleźć czas na modlitwę, gdyż to właśnie w codziennej modlitwie – nawet jeśli jest to zaledwie dziesięć czy piętnaście minut – otwierasz się na przyjęcie łaski Bożej. A następnie dokładaj wszelkich starań, by mówić „nie” pokusom, a „tak” przykazaniom Bożym i obietnicy, że Bóg wesprze cię swoją łaską. Jak napisał św. Paweł, masz „porzucić dawnego człowieka” i „przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4,22.24).
Wprowadzanie zmian we własnym życiu bywa trudne. Ale nie jesteś sam. Z pomocą obfitej łaski Bożej możesz
w tym Wielkim Poście poczynić znaczne postępy. Zwykle nie dzieje się to od razu. I nie wszystkie twoje starania skończą się sukcesem. Jednak z pewnością przed nadejściem Wielkanocy zobaczysz jakieś pozytywne, krzepiące zmiany w swoim życiu. Może będziesz miał większe pragnienie modlitwy
i uczestnictwa we Mszy świętej. Może więcej pokoju w stresujących i trudnych sytuacjach. A może Bóg zmiękczy twoje serce, czyniąc je bardziej gotowym do przebaczania.
Postanów więc sobie w tym Wielkim Poście nawrócić się do Pana całym sercem. Proś Go, żeby przyszedł i napełnił cię swoją miłością, miłosierdziem i łaską. Zrób, co możesz, aby otworzyć drzwi swego serca i zawołać: „Witam Cię, Jezu!” 

 

Nawróćcie się
do Pana, Boga waszego!

Wielkopostny rachunek sumienia


Co roku w Wielkim Poście rozlega się wołanie: „Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę” (Jl 2,13). Bóg jest dobry i nigdy z nas nie rezygnuje, chce nam przebaczać, uzdrawiać nas i odnawiać. Sakrament pojednania, zwłaszcza w Wielkim Poście, jest wyjątkową okazją, by doświadczyć dobroci i miłosierdzia Boga. Masz opory? Spróbuj wyobrazić sobie Boga, miłującego Ojca, który wita cię powracającego do domu. Zobacz, jak bardzo pragnie przygarnąć cię do siebie i pomóc ci wyznać wszystkie grzechy, aby już nic nie oddalało cię od Niego.
Poniższy rachunek sumienia, oparty na naszych artykułach, ma pomóc ci w przygotowaniu do tego sakramentu. Potraktuj pytania jako punkt wyjścia do własnej refleksji nad stanem twojego sumienia. Czytając je i rozważając, proś Ducha Świętego, aby pomógł ci zobaczyć, gdzie potrzebujesz przebaczenia i uzdrawiającego dotyku Boga. A następnie przystąp do spowiedzi i pozwól, by dobry Ojciec przygarnął cię
z miłością.

Utrata harmonii z Bogiem

● Czy Bóg zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu? A może inne sprawy i zobowiązania pochłaniają cały mój czas i całą uwagę?

● Czy staram się pogłębiać relację z Bogiem? Czy modlę się codziennie? Czy regularnie przyjmuję sakramenty święte?

● Czy traktowałem Boga z należnym szacunkiem? Czy nie wzywałem Jego imienia nadaremno?

Nawróćcie się do Mnie! Spójrzcie w moje serce, które jest pełne miłości.


Utrata harmonii z bliźnimi

● Czy dostrzegam wartość i godność każdego człowieka? Jak traktuję tych, którzy się ze mną nie zgadzają lub źle się do mnie odnoszą?

● Czy nie próbowałem przywłaszczyć sobie honorów należnych komuś innemu? Czy nie przypisywałem sobie cudzych zasług?

● Czy nie ulegam złości i frustracji wobec moich najbliższych? Czy nie tracę panowania nad sobą i nie obrażam innych?

Nawróćcie się do Mnie! Niech moje miłosierdzie nauczy was być miłosiernymi.


Umysł we mgle

● Czy ufam Bożej dobroci? Czy powierzam Bogu siebie i swoich bliskich, czy też zamartwiam się wszystkim, zapominając o Bożej opiece?

● Czy nie szukam szczęścia w wartościach materialnych? Czy jestem gotów dzielić się z innymi swoim czasem i pieniędzmi?

● Czy nie podsycam w sobie nieczystych myśli i fantazji? Czy nie pozwalam, by przeszły w czyny?

● Czy nie rozpamiętuję dawnych uraz i krzywd?

Nawróćcie się do Mnie! Pozwólcie mi uzdrowić wasze rozdarte, niespokojne umysły.


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Piątek, 1 marca
Syr 6,5-17
Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty. (Syr 6,15)
Przed kilkoma laty socjolodzy amerykańscy opublikowali raport na temat samotności. Z ich badań wynikało, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat krąg bliskich przyjaciół przeciętnego Amerykanina skurczył się w sposób drastyczny. Dwa razy więcej osób stwierdziło, że nie ma nikogo, z kim mogłyby się podzielić ważnymi sprawami.
Badanie wykazało, że obecne tempo życia nie pozwala nam nawiązywać głębokich i trwałych przyjaźni. Przy wypełnionym rozkładzie dnia, wciąż zmieniających się obowiązkach oraz coraz częstszym korzystaniu z wszechobecnych urządzeń elektronicznych, jak smartfony czy tablety, powoli oddalamy się od siebie. Wprawdzie większość z nas chciałaby mieć wiernych przyjaciół – i samemu być wiernym przyjacielem – ale w praktyce okazuje się to niezwykle trudne. To smutne, że jest wśród nas tyle osób, które czują się samotne!
Syrach opisuje przyjaciela, o którym wszyscy marzymy – takiego, który trwa przy tobie w każdej sytuacji. Pozostaje wierny w doli i niedoli, w powodzeniu i w ucisku. Który prawdziwie kocha. Echo tych słów wybrzmiewa także
w obrzędzie sakramentu małżeństwa, gdy kapłan pyta narzeczonych: „Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdro-
wiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?”
Jak więc mamy nauczyć się takiej przyjaźni? Kontemplując wierność Boga – Jego niezachwiane, niezawodne trwanie przy nas. Im lepiej poznamy, czym jest Jego przyjaźń, tym łatwiej będzie nam okazywać ją naszym bliskim.
Kto kocha w sposób doskonalszy niż Jezus, Przyjaciel, który nigdy cię nie opuszcza, Oblubieniec, który wciąż jest ci oddany? Kto zna cię lepiej niż Bóg Ojciec, który widzi wszystkie twoje grzechy, a mimo to pozostaje przy tobie, aby pomóc ci wzrastać w świętości?
Rozważ dziś na modlitwie wierność Boga. Przypomnij sobie, jak doprowadził swój lud do Ziemi Obiecanej pomimo jego słabej wiary i kolejnych aktów nieposłuszeństwa. Przypomnij sobie króla Dawida, któremu nie zawsze udawało się przestrzegać przykazań, a mimo to Bóg nie odebrał mu swojego błogosławieństwa. Przypomnij sobie Piotra, któremu Jezus wybaczył trzykrotne zaparcie się Go przed ludźmi. Rozważ te historie,
a zobaczysz, na czym polega prawdziwa przyjaźń. Niech one nauczą cię być lepszym przyjacielem, a także bardziej doceniać miłość przyjaciół, których Bóg ci daje.
„Jezu, ukaż mi swoją wierną miłość, abym i ja mógł stać się lepszym przyjacielem”.
Ps 119,12.16.18.27.34-35
Mk 10,1-12

▌Sobota, 2 marca
Mk 10,13-16
Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. (Mk 10,14)
Jeśli kiedykolwiek przez dłuższy czas zajmowałeś się małymi dziećmi, to wiesz, że nie są one aniołkami z obrazka. Biegają jak szalone, przewracając wszystko, co stanie im na drodze, zadają krepujące pytania i przerywają rozmowy rodzicom. Dzieci zebrane wokół Jezusa także nie były idealne. Miały różne charaktery i temperamenty – niektóre były rozbrykane, inne nieśmiałe, ciekawskie czy roszczeniowe. Ale każde z nich, jakiekolwiek było, chciało przyjść do Jezusa. A On przygarniał je wszystkie. W kulturze, w której uczono dzieci nie wchodzić w drogę starszym, Jezus zapragnął mieć je blisko siebie i udzielić im błogosławieństwa. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” – powiedział.
W ten sam sposób Jezus patrzy na nas. Nie przeszkadza Mu, że nie jesteśmy idealni. Nie oczekuje nienagannego zachowania. Po prostu chce być blisko nas. Wie, że każdy z nas głęboko pragnie zostać przyjęty, zaakceptowany, doceniony. I to właśnie daje nam Jezus. Nieważne, czy czujemy się godni, czy też nie, czy w swoim mniemaniu spełniamy wymagania stawiane przyjaciołom Jezusa, czy zawodzimy na całej linii, Jezus woła nas do siebie.
Pamiętając o tym, przeczytaj ponownie dzisiejszy fragment Ewangelii i wyobraź sobie tę zróżnicowaną gromadkę dzieci przyprowadzonych do Jezusa. Pomyśl, jak wiele miłości i cierpliwości musiał im okazać, w jakiej radości przebiegało to spotkanie. Wyobraź sobie, jak Jezus błogosławi każde z nich.
A następnie postaw się w sytuacji jednego z tych dzieci. Wyobraź sobie, jak spojrzenie Jezusa wyławia ciebie spośród gromadki kłębiących się maluchów. Nie bój się – mówi i wyciąga rękę. Nie chce, żebyś czuł się niegodny. Widzi dobro, jakie w tobie złożył, i wie, na jak wielkie rzeczy cię stać. Jest też gotów pomóc ci usunąć wszystko, co oddala cię od Niego.
Czy słyszysz, jak cię woła? Pobiegnij prosto do Niego.
„Jezu, naucz mnie przychodzić do Ciebie jak dziecko”.
Syr 17,1-15
Ps 103,13-18

▌Niedziela, 3 marca
Łk 6,39-45
Usuń najpierw belkę ze swego oka. (Łk 6,42)
Ludzie uwielbiają osądzać innych i udzielać im rad, nawet jeśli mają niewiele do zaoferowania. Kiedy dzieci wymądrzają się na tematy, o których nie mają pojęcia, może nas to śmieszyć, ale w wypadku dorosłych przestaje to być zabawne. A jeśli temat jest naprawdę poważny, robi się już niebezpiecznie, jak wtedy, gdy „niewidomy prowadzi niewidomego” (Łk 6,39).
Jak mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, wszyscy mamy skłonność do udzielania zbędnych i często nieprzemyślanych rad w sprawach moralnych i duchowych. Jest dla nas tak jasne, co powinien zrobić nasz rozmówca, że po prostu nie możemy się powstrzymać. Jednak jeśli chodzi o nasze własne życie, jesteśmy bardziej powściągliwi, gdyż mamy o nim pełniejszą wiedzę i rozumiemy, że często nie ma prostych i jednoznacznych rozwiązań.
Tylko Bóg widzi prawdziwy obraz całości. I dlatego traktuje nas z nieskończoną cierpliwością, łaskawością i miłosierdziem. Jest to bardzo pocieszająca prawda! Możemy trwać w pokoju, wierząc, że Ojciec niebieski troszczy się o nas z miłością.
Ale jednocześnie ta sama prawda jest dla nas wyzwaniem, ponieważ Bóg widzi prawdziwy obraz życia każdego człowieka. Każdego trzyma w swojej dłoni – także tych, których najtrudniej ci zrozumieć i zaakceptować. Oznacza to, że ty wcale nie musisz ich zmieniać. Możesz pozostawić wszystkich Jego trosce.
Oczywiście powinniśmy kochać ludzi, których mamy wokół siebie, i okazywać zainteresowanie ich życiem. Próbujmy jednak przyjąć wobec nich tę samą miłosierną, kochającą postawę, jaką ma Bóg. Próbujmy rozumieć i wczuwać się w położenie drugiego, a nie osądzać i udzielać rad, zwłaszcza gdy nikt nas o nie nie prosi.
Wybierz sobie jedną osobę, którą najczęściej osądzasz lub pouczasz, co ma robić. Spróbuj przypomnieć sobie jakaś niedawną rozmowę, podczas której uległeś pokusie układania jej życia po swojemu. Jak mógłbyś poprowadzić tę rozmowę, kierując się miłością i dobrocią? Spróbuj tak postąpić następnym razem.
„Panie, pomóż mi stać się odbiciem Twojej łaskawości i miłości wobec ludzi, których stawiasz na mojej drodze”.
Syr 27,4-7
Ps 92,2-3.13-16
1 Kor 15,54b-58

▌Środa, 6 marca
Środa Popielcowa
Mt 6,1-6.16-18
Nie trąb przed sobą. (Mt 6,2)
Przypuśćmy, że jesteś zapalonym biegaczem. Każdego ranka, czy słońce, czy deszcz, ruszasz w drogę, by przebiec swoje 5 kilometrów. Jak często chwaliłbyś się swoim kolegom w pracy lub sąsiadom, że biegałeś dziś rano? Prawdopodobnie niezbyt często. Robisz to po prostu dlatego, że wiesz, jak korzystny dla zdrowia jest regularny ruch na świeżym powietrzu.
Właśnie takiej postawy oczekuje od nas Jezus przy podejmowaniu tradycyjnych wielkopostnych praktyk, jak post, modlitwa i jałmużna. Powinny być one dla nas czymś tak zwyczajnym, że nie będziemy widzieli powodu, aby się nimi chwalić.
Wiemy oczywiście, że ich praktykowanie bywa sporym wyzwaniem. Wymogi życia skutecznie nam to utru-
dniają. Ale czy celem Wielkiego Postu nie jest właśnie to, żeby mimo codziennego zabiegania znajdować czas dla Boga i przybliżyć się do Niego?
Następne czterdzieści dni będą dla nas doskonałą okazją, by doświadczyć błogosławieństwa dobrych nawyków. Jeśli w Wielkim Poście zobowiążemy się do codziennej modlitwy, zaczniemy wyrabiać w sobie trwały nawyk spędzania czasu z Bogiem i słuchania Jego słowa, które przemienia serce. Jeśli przez te sześć tygodni będziemy praktykować post – rezygnując z niektórych pokarmów, aktywności czy postaw, od których zbytnio się uzależniliśmy – mamy szansę stać się mniej przywiązani do świata, a bardziej do Chrystusa. Jeśli zobowiążemy się do regularnego poświęcania czasu i pieniędzy na pomoc ubogim, wówczas ofiarność i współczucie staną się dla nas czymś o wiele bardziej naturalnym.
U progu Wielkiego Postu rozbrzmiewa wezwanie, byśmy nawrócili się „do Pana, Boga naszego” (por. Jl 2,13). Każ-
da droga rozpoczyna się od najzwyklejszego, małego kroku. Wyrabiaj więc
w sobie nawyk codziennego nawracania się do Boga poprzez te trzy zwyczajne praktyki duchowe i cierpliwie oczekuj na owoce.
„Jezu, pomóż mi codziennie podejmować modlitwę, post i jałmużnę, abym przez nie przybliżył się do Ciebie”.
Jl 2,12-18
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,3

▌Czwartek, 7 marca
Pwt 30,15-20
Wybierajcie więc życie. (Pwt 30,15-20)
W każdym wieku i w każdym pokoleniu Bóg wzywa swój lud do wyraźnego opowiedzenia się, do zadecydowania, czy zechce pójść za Nim i przyjąć Jego życie. My także codziennie decydujemy, czy chcemy trwać w bliskości Boga. Codziennie jesteśmy wezwani do potwierdzania naszych przyrzeczeń chrzcielnych i wybierania życia, do którego zobowiązaliśmy się, przyjmując sakrament bierzmowania.
Co to znaczy wybierać życie? Jakie błogosławieństwa otrzymujemy, dokonując codziennie tego wyboru? Mojżesz głosił, że gwarancją życia i szczęścia jest: miłowanie Pana, chodzenie Jego drogami i przestrzeganie Jego przykazań (Pwt 30,16.20).
Z miłowania Pana wypływa wszystko inne, ponieważ jest to największe z Bożych przykazań (Mt 22,37-38). Miłość nie polega na tym, że my pierwsi umiłowaliśmy Boga, ale że On pierwszy nas umiłował (1 J 4,10). Przyjmując tę miłość, uczymy się Go kochać i coraz pełniej iść za Nim.
Jesteśmy wezwani także do tego, by chodzić Jego drogami. Jest to coś innego niż przestrzeganie poszczególnych przykazań. Uczymy się dróg Boga, w miarę jak poznajemy Jego naturę i charakter. Rozważając codziennie Jego słowo na modlitwie i prosząc Go, by do nas mówił, otwieramy się na Ducha Świętego, który poucza nas, kim jest Bóg i co to znaczy, że jest On Bogiem miłości, sprawiedliwości i miłosierdzia. Duch Święty przemienia także nasze myślenie, abyśmy mogli stopniowo upodabniać się do Ojca, ucząc się postępować i kochać tak jak On.
Wreszcie, jesteśmy wezwani do przestrzegania Jego przykazań. Poznając miłość Boga na modlitwie i doświadczając stopniowej przemiany umysłu przez Jego słowo, przekonujemy się, że „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,3). Ojciec, który daje nam łaskę poznania i umiłowania Go, uzdalnia nas także do posłuszeństwa Jego woli.
Bóg wzywa nas do tego, byśmy wybierali życie. Pomaga nam trwać w tym wyborze, posyłając do naszych serc swego Ducha oraz dając nam wspólnotę Kościoła. Posłuszni Jego wezwaniu i ufni w Jego pomoc, wybierajmy więc życie, abyśmy żyli!
„Jezu, Ty wybrałeś mnie przed założeniem świata. Ja także chcę wybierać Ciebie – dziś i każdego dnia”.
Ps 1,1-4.6
Łk 9,22-25

▌Piątek, 8 marca
Iz 58,1-9a
Czyż nie jest raczej postem, który
Ja wybieram (…) dzielić swój chleb
z głodnym? (Iz 58,6)
Ze wszystkich trzech praktyk wielkopostnych – modlitwy, postu i jałmużny – najbardziej wymagająca jest ta ostatnia, ponieważ nie powinna ona polegać tylko na wrzuceniu paru groszy do skarbonki dla ubogich. Chociaż wielu z nas ma zwyczaj wspierania potrzebujących w Wielkim Poście, rzadko służymy im osobiście. Rzadko w człowieku żebrzącym pod kościołem umiemy zobaczyć brata, spojrzeć mu w oczy, nawiązać rozmowę.
Często rozpoczynamy Wielki Post ze szczerym pragnieniem wspierania ubogich, ale czas płynie szybko i zanim zastanowimy się, jak to zrobić, przychodzi Wielkanoc. Ponieważ jednak mamy dziś dopiero trzeci dzień Wielkiego Postu, jest jeszcze czas na podjęcie konkretnej decyzji.
Nie wiesz, jak to zrobić? Może zacznij od swojej własnej parafii. Dowiedz się, czy działa w niej parafialny Caritas lub inne formy wspierania ubogich. Oprócz składania datków – co oczywiście zawsze jest dobre – szukaj okazji do bezpośredniego kontaktu z tymi, którym nie powiodło się tak dobrze, jak tobie. Twoje serce zmieni się, kiedy spojrzysz w oczy potrzebujących i rozpoznasz w nich swoich braci i siostry.
Możesz też wejść na stronę internetową swojej diecezji lub sprawdzić, czy jakaś organizacja charytatywna w twojej okolicy nie poszukuje wolontariuszy. Kto wie? Może nawet podejmiesz jakieś stałe zaangażowanie na rzecz potrzebujących. Jezus przypomina nam przecież, że ubogich zawsze mamy pośród siebie, nie tylko w czasie Wielkiego Postu!
Dzisiejszy fragment z Księgi Izajasza jest mocnym przypomnieniem, że Jezus patrzy nie tylko na nasze zewnętrzne uczynki, ale także na intencje naszych serc. Owszem, miły Mu jest nasz post, ale szuka także ludzi, którzy zechcą rozrywać kajdany zła, dzielić swój chleb z głodnymi, dawać schronienie bezdomnym i okrywać nagich (Iz 56). A tym, którzy to czynią, Bóg obiecuje: „Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie (…) wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem!” (Iz 58,8-9).
„Jezu, naucz mnie w tym Wielkim Poście służyć ubogim i potrzebującym”.
Ps 51.3-6.18-19
Mt 9,14-15


MAGAZYN:

Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…

Św. Oskar Romero żył i umarł broniąc swego ludu

Dziś, w tej katedrze, woła do Boga krew kapłana, Rafaela Palacios! Swoim śmiertelnym milczeniem ks. Rafael obnaża grzech świata, ale powiem także z szacunkiem: obnaża grzechy Kościoła” – mówił do zebranych arcybiskup Salwadoru.
Zalane łzami twarze słuchaczy chłonęły z uwagą te słowa w katedrze w San Salwadorze, stolicy państwa. Arcybiskup Oskar Romero wygłaszał homilię na Mszy pogrzebowej ks. Rafaela, katolickiego kapłana zamordowanego przez siły rządowe 20 czerwca 1979 roku.
Salwador był na krawędzi wojny domowej. Kilkadziesiąt zamożnych rodzin podporządkowało sobie rząd i wojsko,
a nawet pozyskało silne wpływy w Kościele katolickim. Zamordowano już pięciu księży oraz kilkuset świeckich katechistów, którzy stawiali opór. Miliony innych Salwadorczyków szukało u swego arcybiskupa odpowiedzi na pytania: Dlaczego zabili ks. Rafaela? Jak mamy żyć my, chrześcijanie, w tak głęboko podzielonym kraju? Jak mamy iść za Jezusem, jeśli różnice polityczne i majątkowe powodują rozłam także w Kościele?
Podczas swych cotygodniowych homilii arcybiskup Romero udzielał odpowiedzi na te pytania. Odpowiedzi,
w których nie uchylał się przed ukazywaniem źródeł zła, lecz przede wszystkim wzywał do nawrócenia serc.

W OBLICZU
NIESPRAWIEDLIWOŚCI
Oskar Arnulfo Romero y Galdamez urodził się 15 sierpnia 1917 roku w maleńkiej wiosce w Salwadorze. Będąc pilnym i pobożnym dzieckiem, w wieku trzynastu lat wstąpił do seminarium. Po odbyciu studiów teologicznych w Salwadorze, a następnie w Rzymie, na początku lat czterdziestych powrócił do kraju i rozpoczął posługę kapłańską. W ciągu następnych dwudziestu pięciu lat pełnił różnorakie funkcje w Kościele, między innymi był rektorem seminarium oraz redaktorem diecezjalnego pisma.
Romero uważany był za tradycyjnego duszpasterza, dobrego kaznodzieję i administratora, który był przeciwnikiem angażowania się Kościoła w politykę, któremu zdarzało się nawet krytykować swoich współbraci księży pracujących wśród ubogich w myśl teologii wyzwolenia. Jednak poglądy te uległy weryfikacji, gdy w 1974 roku został biskupem wiejskiej diecezji Santiago de Maria. Później nazwał to powierzone mu zadanie powrotem do korzeni. Aby poznać życie swego ludu, Romero konno przemierzał wzdłuż i wszerz całą diecezję. Kiedy widział emigranckich robotników, którzy nie mieli gdzie spać, kazał otwierać na noc kościoły, aby dać im schronienie. Widząc robotników rolnych, campesinos, pracujących długie godziny, odprawiał dla nich Msze na plantacjach kawy czy trzciny cukrowej. Spotykał pracowników zarabiających dużo poniżej minimum socjalnego, dzieci umierające z braku lekarstw i katolików mordowanych za to, że protestowali przeciwko tej niesprawiedliwości. Jednak pośrodku całej tej nędzy i niedoli ludzie wciąż schodzili się, by poznawać Biblię i społeczną naukę Kościoła. Serce biskupa Romero było tym bardzo poruszone. W jego wnętrzu zaczął się proces przemiany.
21 czerwca 1975 roku siły wojskowe zamordowały brutalnie pięciu niewinnych campesinos w maleńkiej wiosce Tres Calles. Romero przybył tam najszybciej, jak tylko mógł, aby pocieszyć rodziny. Współczując im, poszedł ze skargą do miejscowego dowódcy wojskowego. Spodziewał się, że zostanie wysłuchany, w końcu był biskupem. Zamiast tego usłyszał ostrzeżenie: „Sutanny nie są kuloodporne”.

KIEROWANIE PODZIELONYM
NARODEM
W 1977 roku Oskar Romero został mianowany nowym arcybiskupem San Salwadoru i znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Podziały w kraju wciąż się pogłębiały. Tysiące campesinos domagało się reform rolnych i pracowniczych. Inni wzywali do zbrojnej rewolucji – wśród nich działali lewicowi rebelianci sympatyzujący z marksizmem, nierzadko wspierani przez Kubę, a nawet ZSRR. W odpowiedzi oddziały wojskowe i paramilitarne związane z rządem, finansowane z kolei przez USA w imię walki z komunizmem, wszczęły ostre represje. Trwogę budziły zwłaszcza tzw. „szwadrony śmierci”. We wszystkich tych grupach było wielu ludzi, którzy wciąż uważali się za wiernych katolików.
Co miał więc począć Romero? Został mianowany arcybiskupem częściowo ze względu na silne poparcie przywódców gospodarczych i politycznych kraju, którzy wierzyli, że będzie starał się utrzymać status quo. Wkrótce mieli doznać głębokiego rozczarowania.
12 marca zostali zamordowani, w drodze na Mszę świętą w niewielkiej wiosce Aguilares, o. Rutilio Grande, jezuita, wraz z dwoma wieśniakami. O. Grande był zaangażowany w pomoc ubogim oraz obronę ich praw, które to „wywrotowe” działania zwróciły na niego uwagę rządu.
Arcybiskup Romero został wezwany na miejsce brutalnego morderstwa. Zbliżając się tego wieczoru do trzech martwych ciał, był zdruzgotany. Dobrze znał o. Grande. Wiedział, że był on księdzem niezwykle oddanym swojej posłudze, który głośno upominał się o los ubogich. Który mówił, że psy właścicieli ziemskich jedzą lepiej niż dzieci pracujących na ich polach chłopów. Arcybiskup przez długą chwilę stał w milczeniu, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć ani co zrobić. Miejscowi campesinos opowiadali o działalności o. Grande i wyrażali ufność, że Bóg ich nie opuści. Romero słuchał ich z uwagą. Następnie spędził jakiś czas w kaplicy adoracji.
Tego dnia podał do wiadomości kontrowersyjne zarządzenie – w następną niedzielę wszystkie Msze w kościołach parafialnych zostają odwołane. W całej diecezji odbędzie się tylko jedna Msza, la Misa Unica, która będzie miała miejsce w katedrze. Kościół stanie w jedności, by potwierdzić świadectwo o. Grande i solidarność z ubogimi.
Tej niedzieli do katedry przybyło ponad sto tysięcy ludzi. Arcybiskup witał ich i cieszył się ich obecnością. Zachęcał: „Pozostańcie zjednoczeni w autentycznej prawdzie Ewangelii”, i zapewniał, że jest z nimi. „Ten, kto atakuje jednego z moich kapłanów, atakuje mnie” – mówił.

CEL: ROMERO
W ciągu kolejnych trzech lat arcybiskup Romero stał się żarliwym i odważnym obrońcą ubogich i uciskanych. Jego popularność wśród ludzi wzrastała z każdym dniem. Stał się proroczym głosem stawiającym wymagania zarówno ludowi, jak i państwu, tak biednym, jak i bogatym. Homilie Romero były najpopularniejszym programem radiowym tygodnia. Mówiono, że można przejść się każdą wioską Salwadoru, słuchając jego homilii, gdyż dobiegała ona z każdego okna.
Tydzień za tygodniem Romero konsekwentnie głosił swoje przesłanie. Społeczeństwo, które nie broni praw najbardziej bezbronnych, nie jest społeczeństwem chrześcijańskim; społeczeństwo, które nie broni uciskanych, nie promieniuje światłem Chrystusa. I to samo odnosi się do Kościoła. Romero był tu bezkompromisowy: „Kościół, który nie łączy się z ubogimi, aby przemawiać w imieniu ubogich i przeciwko niesprawiedliwościom, które ich spotykają – nie jest prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa”. Przesłanie to sprawiło, że wielu ludzi odwróciło się od arcybiskupa. Ruchy rewolucyjne krytykowały go za to, że nie popiera ich dążeń do walki zbrojnej. Z kolei dla rządzących i dużej części hierarchii kościelnej jego radykalna postawa była nie do przyjęcia.
W pierwszych miesiącach 1980 roku siły związane z rządem i wojskiem dokonały licznych zamachów na niepokornego biskupa. Ryzykował życie za każdym razem, gdy wsiadał do samochodu. Nie zgodził się jednak na to, by szukać schronienia za granicą. Powiedział nawet jednemu z reporterów, że na wypadek, gdyby został zabity, pragnie przekazać swoim zabójcom, że ich kocha i im przebacza.
Ale również się bał. W pierwszym tygodniu Wielkiego Postu Romero odprawił rekolekcje i spędził wiele czasu ze swoim spowiednikiem. Ubolewał nad podziałem wśród biskupów kraju, z których wielu domagało się jego odwołania. Szukał wskazówek, jak lepiej służyć swoim kapłanom. Prosił też Boga o to, aby był blisko niego, gdyby jego życie nagle dobiegło końca. Napisał w swoim dzienniku, że aż do tej chwili jego „największym pragnieniem będzie z każdym dniem bardziej upodabniać się do Jezusa”.

„ZAKLINAM WAS…
ZAPRZESTAŃCIE REPRESJI!”
W sobotę, 22 marca 1980 roku, arcybiskup spędził wieczór na omawianiu niedzielnej homilii z księżmi z diecezji oraz specjalistami w dziedzinie praw człowieka. Przyjaciele ostrzegali go, że to, co powie, może być uznane za zdradę, ale decyzja należała do niego. Jak często to czynił, większą część nocy spędził na modlitwie. Następnego dnia zdeterminowany wszedł do katedry.
Pod koniec długiej homilii o zbawieniu chrześcijańskim wygłosił płomienny apel do narodowych sił zbrojnych. Wezwał do kierowania się głosem sumienia, do przestrzegania prawa Bożego, a nie słuchania niesprawiedliwych rozkazów zabijania niewinnych campesinos. Umocniony aplauzem zebranych w katedrze, przeszedł wreszcie do finałowego wezwania: „W imię Boga i w imię tego cierpiącego ludu, którego lament codziennie wznosi się do nieba coraz głośniej, błagam was, zaklinam was, rozkazuję wam w imię Boga: zaprzestańcie represji!”. Tymi słowami Romero nieświadomie przypieczętował od dawna przygotowywany plan pozbawienia go życia.
Następnego wieczoru odprawiał Mszę świętą w hospicjum, w którym mieszkał. Wspominając świadectwo tych, którzy zginęli, przypomniał swoim słuchaczom, że każdy chrześcijanin ma być gotów poświęcić wszystko dla Chrystusa: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24). Pod koniec homilii przed kaplicą zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego snajper wojskowy i zastrzelił arcybiskupa przy ołtarzu. Oskar Romero zmarł w ciągu kilku minut.

BÓG JEST Z UBOGIMI
Niemal natychmiast po śmierci arcybiskupa Salwadorczycy obwołali go świętym. „W arcybiskupie Romero Bóg przeszedł przez Salwador” – powtarzali. Oficjalnym świętym Kościoła katolickiego został ogłoszony 14 października 2018 roku.
Oskar Romero był potężnym głosem sprzeciwiającym się niesprawiedliwości. Był blisko ludzi cierpiących. Poruszały go ich historie, a także ich wierność Jezusowi. Głęboko podzielonemu narodowi głosił, że drogą do prawdziwej jedności jest autentyczne i bezkompromisowe zaangażowanie w życie ubogich. Jego życie i śmierć wzywają wszystkich chrześcijan, którzy doświadczają podziałów, do zjednoczenia się we wspólnej trosce o ubogich i bezbronnych. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 3 (307) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer nosi tytuł: „Bóg tak umiłował świat…”. W artykułach otwierających numer piszemy o tym, jak bardzo dobry jest Bóg, który nas stworzył i z miłości do nas dał swego Syna Jednorodzonego „aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginał, ale miał życie wieczne”, a także o tym, że historia Adama i Ewy to opowieść o każdym z nas. Artykuły dopełnia wielkopostny rachunek sumienia.
Magazyn otwiera artykuł „Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…” o św. arcybiskupie Salwadoru, Oskarze Romero, który żył i umarł z oddaniem broniąc swego ludu. Ponadto dwa świadectwa: o „drugiej szansie” danej przez Boga w postaci uzdrowienia oraz o trudnej miłości do błądzącego syna i pociesze, jakiej doznała matka. W dziale Nasze lektury polecamy książkę „Wielki Post i Wielkanoc” – swoisty przewodnik pomagający w dobrym przeżyciu tego okresu roku liturgicznego. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

„Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić”
Miłosierne wołanie miłosiernego Boga...................... 4

„Wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa…”
Historia Adama i Ewy to także nasza historia............. 9

Miłość, miłosierdzie i łaska
Czego możemy oczekiwać,
zwracając się do Pana?.................................................14

Nawróćcie się do Pana, Boga waszego!
Wielkopostny rachunek sumienia.............................. 19

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 marca....................................21

MAGAZYN

Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…
Św. Oskar Romero żył i umarł broniąc swego ludu
– Todd Walatka.................................... 48

Więcej niż uzdrowienie
Kiedy Bóg daje ci drugą szansę – Ray Duffy............. 54

Dar bliskości
Jezus podtrzymał mnie na duchu
po stracie syna – Judy Wetzel..................................... 57

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Wielkiego Postu! Zwykle nie myślimy o Wielkim Poście jako o „szczęśliwym” czasie, ale – szczerze mówiąc – powinniśmy. Jest to być może najważniejszy okres roku kościelnego, w którym Bóg zaprasza mnie i ciebie, abyśmy jeszcze bardziej się do Niego przybliżyli. Odpowiadając na zaproszenie Boga, odkrywamy, jak wielkim błogosławieństwem jest dla nas to, że jest On naszym dobrym Ojcem, naszym ratunkiem i ocaleniem. A błogosławieństwo Boga przynosi prawdziwe szczęście. Tak więc, szczęśliwego Wielkiego Postu!
Pragnę powitać tych, którzy czytają „Słowo wśród nas” po raz pierwszy. Zachęceni – z pomocą naszego miesięcznika – do wygospodarowania dziesięciu czy piętnastu minut dziennie na modlitwę i refleksję nad czytaniami mszalnymi, dołączycie do grona ponad miliona katolików w stu krajach świata, którzy też to robią. Obyśmy wszyscy razem doszli do coraz jaśniejszego poznania dobroci i miłości naszego niebieskiego Ojca!
W głównych artykułach tego numeru podejmujemy refleksję nad tym, jak dobry jest nasz Bóg. Gdy zastanowimy się nad tym wszystkim, co czynił od stworzenia świata i co nadal czyni, zobaczymy w Nim Ojca, który nigdy nie przestaje nas kochać i otaczać troską. Zauważmy, że za każdym razem gdy Bóg stwarza człowieka, obdarza go wyjątkowymi, niepowtarzalnymi cechami, odciska na nim swój ślad. Jest to jakby Jego osobisty podpis stwierdzający: „To jest moje umiłowane dziecko”. Nawet kiedy my, ludzie, zeszliśmy z Jego drogi, Bóg nigdy z nas nie zrezygnował – ani na jedną chwilę.
A kiedy nadeszła pełnia czasów, nasz dobry Ojciec „Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, wstawiając w nie swoje własne imię! „Bóg tak umiłował …, że posłał swego jedynego Syna, Jezusa, abym nie zginął, ale żył z Nim na wieki”. Kiedy patrzysz na drugiego człowieka – kogoś ci bliskiego albo zupełnie obcego, pomyśl, że Bóg tak bardzo go umiłował, że aby go ocalić, wydał na śmierć swego jedynego Syna. Tak głęboko umiłował Bóg każdego z nas – tak głęboko umiłował cały świat!
Bracia i Siostry, mamy bardzo dobrego Boga! Czy możemy odwdzięczyć się Panu za wszystko, co nam wyświadczył? Oczywiście nigdy nie zdołamy Mu odpłacić za niezmierzoną miłość, jaką na nas wylał. Jest jednak coś, co możemy zrobić.
Po pierwsze, możemy podjąć na serio codzienną modlitwę. Możemy powiedzieć Jezusowi: „Kocham Cię, Panie, ponad wszystko w moim życiu, ponad wszystko, co jest w nim dobre”. Możemy przyjmować Jezusa w Eucharystii i dziękować Mu za to, że opuścił swój niebiański tron, aby nas odkupić. A w jakimś momencie Wielkiego Postu możemy spotkać Jezusa w sakramencie pokuty i usłyszeć od Niego słowa pociechy i przebaczenia: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).
Twój Ojciec w niebie z radością obdarowuje swoje dzieci. Obyśmy wszyscy pragnęli przyjmować Jego dary otwartym sercem. I oby nasz Wielki Post był szczęśliwy!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

„Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić”


Miłosierne wołanie kochającego Boga

Przeto jeszcze i teraz – wyrocznia Pana – nawróćcie się do Mnie całym swym sercem. (Jl 2,12)

Werset ten, zaczerpnięty ze starotestamentalnej Księgi Joela, słyszymy co roku w Środę Popielcową, na początku naszej czterdziestodniowej podróży przez Wielki Post. Dla ludu Izraela było to wezwanie do zwrócenia się ku Bogu w czasie narodowego kryzysu. Pospieszcie się! Przybądźcie do świątyni i błagajcie Pana, aby ocalił swój lud od katastrofy!
Dla nas słowa Joela mają charakter bardziej osobisty. Zachęcają, byśmy zwrócili się do Boga całym sercem, tak by mógł On wybawić każdego z nas – nie od zewnętrznego niebezpieczeństwa, lecz od grzechu, który niszczy naszą relację z Nim. Słowa Joela wzywają nas do refleksji nad własnym życiem i zastanowienia się, gdzie odeszliśmy od Pana lub skrzywdziliśmy siebie nawzajem. Wzywają również do otwarcia oczu na to, w jaki sposób Bóg chce nam błogosławić i przybliżać nas do siebie w tym wielkopostnym czasie. Słowa te oddają więc doskonale ducha Wielkiego Postu.
Można by pomyśleć, że przy takiej zachęcie, będziemy uważać Wielki Post za jeden z najbardziej błogosławionych, podnoszących na duchu okresów roku liturgicznego. A jednak często ulegamy pokusie patrzenia na niego jak na czas smutku i przygnębienia. Skupiamy się bardziej na tym, czego powinniśmy się wyrzec, niż na tym, co Bóg pragnie nam dać. Koncentrujemy się na naszych grzechach, a nie na miłosierdziu Boga, na lęku przed niezbędnymi zmianami, a nie na radości z bezmiaru łask, jakich Bóg chce nam udzielać.
Spróbujmy w tym roku wejść w Wielki Post z nieco innym nastawieniem. W naszych artykułach chcemy ukazać go przede wszystkim jako czas nadziei i obietnicy. Chcemy przyjąć wezwanie do nawrócenia się jako zaproszenie do odkrycia czegoś nowego i budującego – o sobie i o Bogu. Chcemy przyjrzeć się dobroci Boga, Jego dziełu wybawienia nas od grzechu. Chcemy dostrzec w tym Wielkim Poście Jego miłość, miłosierdzie i łaskę.

DOBRY BÓG
Pierwszą i najważniejszą prawdą, o której warto pamiętać, jest to, że Bóg jest dobry. Stale mówimy o tym, że Bóg nas kocha oraz że jest miłością, ale ponieważ powtarzamy to tak często, umyka nam cały radykalizm tego stwierdzenia. Dlatego od czasu do czasu dobrze jest popatrzeć na Boga pod innym kątem – przez pryzmat Jego dobroci.
Z ust Jezusa słyszymy, że „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Łk 18,19; Mk 10,18).
Mówiąc, że Bóg jest dobry, powtarzamy to, co św. Jan uznał za „nowinę”, którą Jezus polecił głosić swoim Apostołom: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5). Ciemność symbolizuje zło, przeciwieństwo dobra. Powtarzamy także myśl św. Jakuba, który nazwał Boga „Ojcem świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności” (Jk 1,17). Dobroć Boga jest niezmienna.
Także prorok Joel mówił o dobroci Boga. Nawołując Izraela do pilnego powrotu do Boga, wypowiadał zarazem słowa pokrzepienia i obietnicy: „Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą” (Jl 2,13). Przekonywał ludzi, że Bóg nie jest powodem ich problemów, ale lekarstwem na nie! Za bardzo umiłował ludzi, by pozwolić im zmagać się z kryzysem w osamotnieniu. Przyjdźcie do Mnie – wołał. Pozwólcie sobie pomóc, pozwólcie się wybawić.
W tym Wielkim Poście usłyszysz ponownie wezwanie do zwrócenia się do Pana całym sercem. Słowa te nie pochodzą od surowego sędziego, zamierzającego ukarać cię za twoje wykroczenia, lecz od Ojca, który kocha swoje dzieci i ubolewa nad tym, że oddaliły się od Niego. Pochodzą od dobrego Boga, który cię stworzył i napełnił „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Twój Bóg cię kocha. On jest samą dobrocią
i pragnie dla ciebie jedynie dobra.

DOBRE STWORZENIE
Czyste nocne niebo pełne gwiazd. Dotyk chłodnego wiatru w piękny, wiosenny dzień. Szum strumienia toczącego swe wody ku rzece. Czy jest ktoś, kto nigdy nie zachwycił się pięknem świata przyrody? Kto nie poczuł się tak samo jak psalmista, który spoglądając w górę, wyznał: „Niebiosa głoszą chwałę Boga” (Ps 19,2)?
Wierzymy, że Bóg w swojej dobroci stworzył ten piękny świat z niczego. A co jeszcze bardziej zadziwia, uczynił go, aby był domem dla nas, ludzi stworzonych z miłości. Księga Rodzaju mówi, że Bóg umieścił naszych pierwszych rodziców w żyznym ogrodzie, polecając im uprawiać ziemię, aby wydawała plon. Pobłogosławił ich związek jako mężczyzny i niewiasty, aby mógł wydać owoc płodności. Dał im wszystko, czego potrzebowali, aby żyć szczęśliwie w tym nowym świecie – relację miłości z Nim i ze sobą nawzajem, radość z posiadania dzieci, zadanie czynienia sobie ziemi poddanej, bezpieczne i piękne otoczenie, będące odzwierciedleniem Jego miłości i troski.
Poproś w tym Wielkim Poście Ducha Świętego, aby ukazał ci całe piękno, ogrom i majestat świata, które kierują nas ku miłującemu, hojnemu Bogu. Zawołaj z radością: „Niechaj cała ziemia Cię wielbi i niechaj śpiewa Tobie, niech imię Twoje opiewa!” (Ps 66,4).

„BARDZO DOBRY” CZŁOWIEK
Bóg stworzył nie tylko świat, w którym żyjemy, ale także każdego z nas osobiście. Nie jesteśmy przypadkowym skutkiem ewolucji. Jako jedyne istoty na ziemi zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga (Rdz 1,27). Posiadamy nieporównywalne z innymi stworzeniami dary i zdolności. Posługując się darem rozumu, pamięci
i wyobraźni, możemy wznieść się ponad nasze otoczenie i wpływać na własną przyszłość. Możemy obdarzać się nawzajem miłością. Możemy wyobrażać sobie nowe możliwości dla siebie i innych. A co najważniejsze, możemy wejść w relację z Bogiem, który stopniowo przemienia nasze serca i umysły.
Codziennie możemy zobaczyć dobro w życiu rodzinnym, w parafiach, szpitalach, szkołach i wielu innych miejscach. Widzimy je w tych, którzy troszczą się o swoich bliskich, o chorych i potrzebujących. Jest ono obecne we wszystkich drobnych aktach dobroci, które dzieją się każdego dnia. 
Oczywiście widzimy także zło. Czasami wydaje się, że jest ono wszędzie wokół nas, że jest równie potężne jak dobro – że podobnie jak ono jest wpisaną w nas siłą natury. Jednak wiara mówi nam, że jedyną zasadą rządzącą dziełem stworzenia jest dobroć Boga: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31).
To właśnie tę dobroć Bóg chce w nas pogłębić, gdy zwracamy się do Niego w Wielkim Poście. Nie chce potępiać nas za nasze grzechy, lecz je usunąć, aby coraz mocniej jaśniało w nas piękno stworzenia. Może bronimy się przed nawróceniem, niechętnie myślimy o konieczności zaparcia się siebie, ponieważ wydaje nam się to bardzo trudne. Jednak właśnie to otwiera w nas kanały łaski, którymi płyną do naszych serc dary dobrego Boga.

OSTATNIE SŁOWO
Bóg jest dobry i dobre jest wszystko, co stworzył. Pamiętaj o tym, podejmując swoje wielkopostne postanowienia. Zrezygnuj z niektórych życiowych przyjemności po to, by pełniej skoncentrować się na Bogu. Nie znaczy to, że te przyjemności są złe. Co złego może być w zjedzeniu deseru po obiedzie? Jednak wyrzekając się tego, co dobre, ze względu na Jezusa, będziesz mógł otrzymać to, co lepsze – Jego samego, naszego Pana, który wyrzekł się chwały nieba, aby wybawić cię od grzechu.
Jeśli czujesz się zniechęcony grzechem, jaki widzisz wokół siebie – czy nawet grzechem w swoim własnym sercu – przypomnij sobie tę prawdę: zło nie musi zwyciężać, a grzech nie musi mieć ostatniego słowa. Zwłaszcza w czasie Wielkiego Postu, zwracając się do Pana, możesz doświadczyć tego, jak zwycięstwo Jezusa nad grzechem staje się twoim własnym zwycięstwem. Możesz znaleźć wyjątkową łaskę do oparcia się konkretnemu grzechowi czy do pełnego przebaczenia komuś, kto cię skrzywdził.
Nasz wspaniały, kochający, dobry Bóg stworzył nas „bardzo dobrymi”. Oby łaska tegorocznego Wielkiego Postu przybliżyła nas do Niego, a Jego dobroć uobecniała się w naszym życiu. ▐

Miłość,miłosierdzie i łaska

Czego możemy oczekiwać, zwracając się do Pana?

Pomyślmy, jak bardzo niebo różni się od ziemi. Na ziemi codziennie jesteśmy ranieni przez grzech – własny lub cudzy. W niebie nie tylko nie ma grzechu, ale nawet nie ma pokus. Na ziemi rodziny, sąsiedzi, a nawet całe narody występują przeciwko sobie nawzajem, często z bardzo błahych powodów. W niebie istnieje doskonała harmonia i pokój. Na ziemi trapią nas choroby i cierpienie. W niebie każda łza zostaje otarta, nie ma żadnych chorób ani słabości. Na ziemi miliony ludzi cierpią z powodu ubóstwa. W niebie wszyscy są nasyceni i niczego im nie brakuje.
Przyznajmy, że niebo wygląda bardzo atrakcyjne. Któż by nie chciał takiego życia!? Nic dziwnego, że Biblia kończy się wołaniem: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20). Nic dziwnego, że tęsknimy za dniem, w którym nie będzie już grzechu i wszyscy osiągniemy doskonałość w niebieskim królestwie Jezusa! Wiemy, że ten dzień nadejdzie, a do tego czasu Jezus prosi, abyśmy w Nim złożyli nadzieję. Nie chce, żebyśmy zniechęcali się stanem świata czy stanem naszego własnego życia. Jest gotów nam pomagać, niosąc uzdrowienie i odkupienie, abyśmy już tu, na ziemi, mogli zakosztować doskonałej harmonii nieba. Dlatego do każdego z nas kieruje wezwanie: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (Jl 2,12).
Wezwanie do powrotu do Pana szczególnie głośno rozbrzmiewa w okresie Wielkiego Postu. Przyjrzyjmy się teraz Temu, ku któremu mamy się nawrócić.

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓRY JEST MIŁOŚCIĄ
Bóg powiedział kiedyś do swego ludu: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). Powiedział też do Jozuego: „Nie opuszczę cię ani nie porzucę” (Joz 1,5). A Jezus wciąż mówi do nas: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Stulecie po stuleciu Bóg zapewnia swój lud, że nigdy go nie porzuci. I nie są to jedynie słowa. Wszystkie działania Boga pokazują w rozmaitych wymiarach Jego głęboką miłość do nas. Okazał ją, wyprowadzając Izraela z nie- woli egipskiej. Okazał ją, powołując Dawida, aby przez niego zjednoczyć lud w jednym królestwie. Okazał ją, dając Izraelitom obietnice wyprowadzenia z niewoli babilońskiej. A przede wszystkim okazał ją, posyłając na świat swego jedynego Syna, który przyjął ludzkie ciało i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
Miłość Boga poznajemy poprzez Jego słowa i czyny. Jednak doświadczać jej osobiście możemy jedynie przez wiarę. Pismo Święte mówi nam, że to właśnie wiara jest „poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Kiedy trwamy
w wierze, wszystko to, czego się spodziewamy w Chrystusie, staje się dla nas realne – chociaż jeszcze nie możemy tego zobaczyć. Ilekroć modlimy się, przyjmujemy sakramenty, a zwłaszcza Eucharystię, prośmy: „Jezu, wiem, że jesteś ze mną. Panie, proszę, okaż mi swoją miłość”. Jest to modlitwa, na którą Pan odpowiada z upodobaniem – czasami w zaskakujący sposób!

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓRY JEST MIŁOSIERDZIEM
Po chrzcie Jezusa Jan Chrzciciel oznajmił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Wiemy, że Jezus umarł za nasze grzechy. W każdą niedzielę wyznajemy tę prawdę w Credo. Ale w jaki sposób możemy doświadczyć wolności, która płynie z najwięszego aktu miłosierdzia Jezusa?
Pewnego dnia katechetka poprosiła jednego z uczniów, żeby podszedł do tablicy i wypisał kilka najbardziej powszechnych grzechów. Uczeń zaczął wypisywać po kolei: kłamstwo, gniew, kradzież, zazdrość, pożądliwość… Po zapisaniu każdego grzechu stojąca za uczniem katechetka natychmiast ścierała go gąbką. „Właśnie tak szybko Bóg przebacza nam grzechy, gdy Go o to prosimy” – wyjaśniła. „A kiedy Bóg nam przebacza, grzechów już nie ma. Zostają wymazane. Pozostaje tylko Jego miłość do nas”.
Idąc do spowiedzi, możemy doświadczyć czegoś podobnego, co uczeń wypisujący grzechy. Nie jest łatwo wyznawać grzechy, zwłaszcza że oznacza to szczere przyznanie się do naszych win przed kapłanem. Ale kiedy je wypowiadamy i słyszymy słowa rozgrzeszenia, Duch Święty zdejmuje z nas ciężar winy – jak katechetka wymazująca grzechy z tablicy. Nie ma już grzechów, a w ich miejsce wchodzi miłosierdzie Tego, który powiedział: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).

NAWRÓĆCIE SIĘ DO TEGO,
KTÓREGO ŁASKA JEST
PRZEOBFITA
Prawdą jest, że my, ludzie, jesteśmy zlepkiem sprzeczności. Chcemy być dobrzy, życzliwi i kochający, ale nazbyt często dokonujemy wyborów, które ranią innych, a zwłaszcza naszych najbliższych. Chcemy być blisko Boga, ale bardzo łatwo wybieramy nieposłuszeństwo wobec Niego. Nie chcemy popełniać grzechów, ale często łapiemy się na tym, że czynimy dokładnie to, czego nie chcemy.
Św. Paweł zaobserwował tę walkę w sobie samym. Kochał autentycznie Jezusa i szczerze pragnął całym życiem służyć Kościołowi. Ale pomimo iż cały czas głosił miłosierną miłość Boga, nie udawało mu się uniknąć podziałów
i niezgody. Pokłócił się z towarzyszem swojej wyprawy misyjnej, Barnabą, i nie mogąc dojść do porozumienia
w pewnej kwestii związanej z ich posługą, obaj Apostołowie rozdzielili się (Dz 15,36-40). Wystąpił publicznie przeciw św. Piotrowi w Antiochii, zamiast najpierw porozmawiać z nim na osobności (Ga 2,11-14). Posunął się nawet do tego, że swoją niechęć pod adresem przeciwników wyraził bardzo sarkastycznie, co udokumentował
w jednym ze swoich listów (Ga 5,11-12).
Paweł był w pełni świadom swoich słabości i upadków. „Nieszczęsny ja człowiek!” – wołał. „Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?”. Natychmiast jednak znalazł właściwą odpowiedź: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,24-25).
Na czym polegał sekret Pawła? Osobiste doświadczenie miłosierdzia Bożego nauczyło go, że gdzie „wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Paweł wiedział, że niezależnie od tego, ile grzechów popełnił, łaska Boża zawsze je przewyższy. Był świadom, że przeobfita łaska Boża ma moc przemienić nawet tak uparte serce jak jego, i dlatego nie tracił nadziei. Głęboko wierzył w obietnicę, że „jeśli trwamy w cierpliwości, z Nim też królować będziemy” (2 Tm 2,12). Wierzył, że łaska Jezusa go nie zawiedzie.
Uwierz, że moc zbawcza Jezusa jest nieskończenie większa niż moc twoich grzesznych nawyków. Uwierz, że nieustannie masz do dyspozycji łaskę Bożą, która pomoże ci się zmienić. Pamiętaj, że nawet jeśli sam uważasz się za straszliwego grzesznika, to nie tak widzi cię Bóg. On widzi w tobie swoje umiłowane dziecko, chce ci ciągle przebaczać i wspierać cię w codziennym upodabnianiu się do Niego.

ŁASKAWE ZAPROSZENIE
Miłość. Miłosierdzie. Łaska. Bóg po to zaprasza nas do zwrócenia się ku Niemu, aby przez kolejne dni Wielkiego Postu obficie wylewać na nas te trzy dary. Obiecuje, że jeśli będziemy codziennie podejmować Jego zaproszenie na modlitwie, nasza wiara wzrośnie, a życie się zmieni. Znajdziemy w sobie wewnętrzną moc pochodzącą od Ducha Świętego, która będzie nas wspierać w zmaganiach z pokusami i grzechem.
Zaproszenie to zobowiązuje i Boga, i ciebie. Bóg ze swojej strony będzie pogłębiał twoją ufność w Jego miłość, miłosierdzie i łaskę. Ponieważ zależy Mu na tobie, będzie ostrzegał cię głosem sumienia, gdy nadejdzie pokusa. Pomoże ci stać się bardziej życzliwym, cierpliwym i kochającym. 
Ty, z kolei, próbuj być czujnym na natchnienia Jego Ducha. Ucz się rozpoznawać Jego poruszenia i trwaj w Jego bliskości. Staraj się każdego dnia znaleźć czas na modlitwę, gdyż to właśnie w codziennej modlitwie – nawet jeśli jest to zaledwie dziesięć czy piętnaście minut – otwierasz się na przyjęcie łaski Bożej. A następnie dokładaj wszelkich starań, by mówić „nie” pokusom, a „tak” przykazaniom Bożym i obietnicy, że Bóg wesprze cię swoją łaską. Jak napisał św. Paweł, masz „porzucić dawnego człowieka” i „przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4,22.24).
Wprowadzanie zmian we własnym życiu bywa trudne. Ale nie jesteś sam. Z pomocą obfitej łaski Bożej możesz
w tym Wielkim Poście poczynić znaczne postępy. Zwykle nie dzieje się to od razu. I nie wszystkie twoje starania skończą się sukcesem. Jednak z pewnością przed nadejściem Wielkanocy zobaczysz jakieś pozytywne, krzepiące zmiany w swoim życiu. Może będziesz miał większe pragnienie modlitwy
i uczestnictwa we Mszy świętej. Może więcej pokoju w stresujących i trudnych sytuacjach. A może Bóg zmiękczy twoje serce, czyniąc je bardziej gotowym do przebaczania.
Postanów więc sobie w tym Wielkim Poście nawrócić się do Pana całym sercem. Proś Go, żeby przyszedł i napełnił cię swoją miłością, miłosierdziem i łaską. Zrób, co możesz, aby otworzyć drzwi swego serca i zawołać: „Witam Cię, Jezu!” 

 

Nawróćcie się
do Pana, Boga waszego!

Wielkopostny rachunek sumienia


Co roku w Wielkim Poście rozlega się wołanie: „Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę” (Jl 2,13). Bóg jest dobry i nigdy z nas nie rezygnuje, chce nam przebaczać, uzdrawiać nas i odnawiać. Sakrament pojednania, zwłaszcza w Wielkim Poście, jest wyjątkową okazją, by doświadczyć dobroci i miłosierdzia Boga. Masz opory? Spróbuj wyobrazić sobie Boga, miłującego Ojca, który wita cię powracającego do domu. Zobacz, jak bardzo pragnie przygarnąć cię do siebie i pomóc ci wyznać wszystkie grzechy, aby już nic nie oddalało cię od Niego.
Poniższy rachunek sumienia, oparty na naszych artykułach, ma pomóc ci w przygotowaniu do tego sakramentu. Potraktuj pytania jako punkt wyjścia do własnej refleksji nad stanem twojego sumienia. Czytając je i rozważając, proś Ducha Świętego, aby pomógł ci zobaczyć, gdzie potrzebujesz przebaczenia i uzdrawiającego dotyku Boga. A następnie przystąp do spowiedzi i pozwól, by dobry Ojciec przygarnął cię
z miłością.

Utrata harmonii z Bogiem

● Czy Bóg zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu? A może inne sprawy i zobowiązania pochłaniają cały mój czas i całą uwagę?

● Czy staram się pogłębiać relację z Bogiem? Czy modlę się codziennie? Czy regularnie przyjmuję sakramenty święte?

● Czy traktowałem Boga z należnym szacunkiem? Czy nie wzywałem Jego imienia nadaremno?

Nawróćcie się do Mnie! Spójrzcie w moje serce, które jest pełne miłości.


Utrata harmonii z bliźnimi

● Czy dostrzegam wartość i godność każdego człowieka? Jak traktuję tych, którzy się ze mną nie zgadzają lub źle się do mnie odnoszą?

● Czy nie próbowałem przywłaszczyć sobie honorów należnych komuś innemu? Czy nie przypisywałem sobie cudzych zasług?

● Czy nie ulegam złości i frustracji wobec moich najbliższych? Czy nie tracę panowania nad sobą i nie obrażam innych?

Nawróćcie się do Mnie! Niech moje miłosierdzie nauczy was być miłosiernymi.


Umysł we mgle

● Czy ufam Bożej dobroci? Czy powierzam Bogu siebie i swoich bliskich, czy też zamartwiam się wszystkim, zapominając o Bożej opiece?

● Czy nie szukam szczęścia w wartościach materialnych? Czy jestem gotów dzielić się z innymi swoim czasem i pieniędzmi?

● Czy nie podsycam w sobie nieczystych myśli i fantazji? Czy nie pozwalam, by przeszły w czyny?

● Czy nie rozpamiętuję dawnych uraz i krzywd?

Nawróćcie się do Mnie! Pozwólcie mi uzdrowić wasze rozdarte, niespokojne umysły.


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Piątek, 1 marca
Syr 6,5-17
Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty. (Syr 6,15)
Przed kilkoma laty socjolodzy amerykańscy opublikowali raport na temat samotności. Z ich badań wynikało, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat krąg bliskich przyjaciół przeciętnego Amerykanina skurczył się w sposób drastyczny. Dwa razy więcej osób stwierdziło, że nie ma nikogo, z kim mogłyby się podzielić ważnymi sprawami.
Badanie wykazało, że obecne tempo życia nie pozwala nam nawiązywać głębokich i trwałych przyjaźni. Przy wypełnionym rozkładzie dnia, wciąż zmieniających się obowiązkach oraz coraz częstszym korzystaniu z wszechobecnych urządzeń elektronicznych, jak smartfony czy tablety, powoli oddalamy się od siebie. Wprawdzie większość z nas chciałaby mieć wiernych przyjaciół – i samemu być wiernym przyjacielem – ale w praktyce okazuje się to niezwykle trudne. To smutne, że jest wśród nas tyle osób, które czują się samotne!
Syrach opisuje przyjaciela, o którym wszyscy marzymy – takiego, który trwa przy tobie w każdej sytuacji. Pozostaje wierny w doli i niedoli, w powodzeniu i w ucisku. Który prawdziwie kocha. Echo tych słów wybrzmiewa także
w obrzędzie sakramentu małżeństwa, gdy kapłan pyta narzeczonych: „Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdro-
wiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?”
Jak więc mamy nauczyć się takiej przyjaźni? Kontemplując wierność Boga – Jego niezachwiane, niezawodne trwanie przy nas. Im lepiej poznamy, czym jest Jego przyjaźń, tym łatwiej będzie nam okazywać ją naszym bliskim.
Kto kocha w sposób doskonalszy niż Jezus, Przyjaciel, który nigdy cię nie opuszcza, Oblubieniec, który wciąż jest ci oddany? Kto zna cię lepiej niż Bóg Ojciec, który widzi wszystkie twoje grzechy, a mimo to pozostaje przy tobie, aby pomóc ci wzrastać w świętości?
Rozważ dziś na modlitwie wierność Boga. Przypomnij sobie, jak doprowadził swój lud do Ziemi Obiecanej pomimo jego słabej wiary i kolejnych aktów nieposłuszeństwa. Przypomnij sobie króla Dawida, któremu nie zawsze udawało się przestrzegać przykazań, a mimo to Bóg nie odebrał mu swojego błogosławieństwa. Przypomnij sobie Piotra, któremu Jezus wybaczył trzykrotne zaparcie się Go przed ludźmi. Rozważ te historie,
a zobaczysz, na czym polega prawdziwa przyjaźń. Niech one nauczą cię być lepszym przyjacielem, a także bardziej doceniać miłość przyjaciół, których Bóg ci daje.
„Jezu, ukaż mi swoją wierną miłość, abym i ja mógł stać się lepszym przyjacielem”.
Ps 119,12.16.18.27.34-35
Mk 10,1-12

▌Sobota, 2 marca
Mk 10,13-16
Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. (Mk 10,14)
Jeśli kiedykolwiek przez dłuższy czas zajmowałeś się małymi dziećmi, to wiesz, że nie są one aniołkami z obrazka. Biegają jak szalone, przewracając wszystko, co stanie im na drodze, zadają krepujące pytania i przerywają rozmowy rodzicom. Dzieci zebrane wokół Jezusa także nie były idealne. Miały różne charaktery i temperamenty – niektóre były rozbrykane, inne nieśmiałe, ciekawskie czy roszczeniowe. Ale każde z nich, jakiekolwiek było, chciało przyjść do Jezusa. A On przygarniał je wszystkie. W kulturze, w której uczono dzieci nie wchodzić w drogę starszym, Jezus zapragnął mieć je blisko siebie i udzielić im błogosławieństwa. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” – powiedział.
W ten sam sposób Jezus patrzy na nas. Nie przeszkadza Mu, że nie jesteśmy idealni. Nie oczekuje nienagannego zachowania. Po prostu chce być blisko nas. Wie, że każdy z nas głęboko pragnie zostać przyjęty, zaakceptowany, doceniony. I to właśnie daje nam Jezus. Nieważne, czy czujemy się godni, czy też nie, czy w swoim mniemaniu spełniamy wymagania stawiane przyjaciołom Jezusa, czy zawodzimy na całej linii, Jezus woła nas do siebie.
Pamiętając o tym, przeczytaj ponownie dzisiejszy fragment Ewangelii i wyobraź sobie tę zróżnicowaną gromadkę dzieci przyprowadzonych do Jezusa. Pomyśl, jak wiele miłości i cierpliwości musiał im okazać, w jakiej radości przebiegało to spotkanie. Wyobraź sobie, jak Jezus błogosławi każde z nich.
A następnie postaw się w sytuacji jednego z tych dzieci. Wyobraź sobie, jak spojrzenie Jezusa wyławia ciebie spośród gromadki kłębiących się maluchów. Nie bój się – mówi i wyciąga rękę. Nie chce, żebyś czuł się niegodny. Widzi dobro, jakie w tobie złożył, i wie, na jak wielkie rzeczy cię stać. Jest też gotów pomóc ci usunąć wszystko, co oddala cię od Niego.
Czy słyszysz, jak cię woła? Pobiegnij prosto do Niego.
„Jezu, naucz mnie przychodzić do Ciebie jak dziecko”.
Syr 17,1-15
Ps 103,13-18

▌Niedziela, 3 marca
Łk 6,39-45
Usuń najpierw belkę ze swego oka. (Łk 6,42)
Ludzie uwielbiają osądzać innych i udzielać im rad, nawet jeśli mają niewiele do zaoferowania. Kiedy dzieci wymądrzają się na tematy, o których nie mają pojęcia, może nas to śmieszyć, ale w wypadku dorosłych przestaje to być zabawne. A jeśli temat jest naprawdę poważny, robi się już niebezpiecznie, jak wtedy, gdy „niewidomy prowadzi niewidomego” (Łk 6,39).
Jak mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, wszyscy mamy skłonność do udzielania zbędnych i często nieprzemyślanych rad w sprawach moralnych i duchowych. Jest dla nas tak jasne, co powinien zrobić nasz rozmówca, że po prostu nie możemy się powstrzymać. Jednak jeśli chodzi o nasze własne życie, jesteśmy bardziej powściągliwi, gdyż mamy o nim pełniejszą wiedzę i rozumiemy, że często nie ma prostych i jednoznacznych rozwiązań.
Tylko Bóg widzi prawdziwy obraz całości. I dlatego traktuje nas z nieskończoną cierpliwością, łaskawością i miłosierdziem. Jest to bardzo pocieszająca prawda! Możemy trwać w pokoju, wierząc, że Ojciec niebieski troszczy się o nas z miłością.
Ale jednocześnie ta sama prawda jest dla nas wyzwaniem, ponieważ Bóg widzi prawdziwy obraz życia każdego człowieka. Każdego trzyma w swojej dłoni – także tych, których najtrudniej ci zrozumieć i zaakceptować. Oznacza to, że ty wcale nie musisz ich zmieniać. Możesz pozostawić wszystkich Jego trosce.
Oczywiście powinniśmy kochać ludzi, których mamy wokół siebie, i okazywać zainteresowanie ich życiem. Próbujmy jednak przyjąć wobec nich tę samą miłosierną, kochającą postawę, jaką ma Bóg. Próbujmy rozumieć i wczuwać się w położenie drugiego, a nie osądzać i udzielać rad, zwłaszcza gdy nikt nas o nie nie prosi.
Wybierz sobie jedną osobę, którą najczęściej osądzasz lub pouczasz, co ma robić. Spróbuj przypomnieć sobie jakaś niedawną rozmowę, podczas której uległeś pokusie układania jej życia po swojemu. Jak mógłbyś poprowadzić tę rozmowę, kierując się miłością i dobrocią? Spróbuj tak postąpić następnym razem.
„Panie, pomóż mi stać się odbiciem Twojej łaskawości i miłości wobec ludzi, których stawiasz na mojej drodze”.
Syr 27,4-7
Ps 92,2-3.13-16
1 Kor 15,54b-58

▌Środa, 6 marca
Środa Popielcowa
Mt 6,1-6.16-18
Nie trąb przed sobą. (Mt 6,2)
Przypuśćmy, że jesteś zapalonym biegaczem. Każdego ranka, czy słońce, czy deszcz, ruszasz w drogę, by przebiec swoje 5 kilometrów. Jak często chwaliłbyś się swoim kolegom w pracy lub sąsiadom, że biegałeś dziś rano? Prawdopodobnie niezbyt często. Robisz to po prostu dlatego, że wiesz, jak korzystny dla zdrowia jest regularny ruch na świeżym powietrzu.
Właśnie takiej postawy oczekuje od nas Jezus przy podejmowaniu tradycyjnych wielkopostnych praktyk, jak post, modlitwa i jałmużna. Powinny być one dla nas czymś tak zwyczajnym, że nie będziemy widzieli powodu, aby się nimi chwalić.
Wiemy oczywiście, że ich praktykowanie bywa sporym wyzwaniem. Wymogi życia skutecznie nam to utru-
dniają. Ale czy celem Wielkiego Postu nie jest właśnie to, żeby mimo codziennego zabiegania znajdować czas dla Boga i przybliżyć się do Niego?
Następne czterdzieści dni będą dla nas doskonałą okazją, by doświadczyć błogosławieństwa dobrych nawyków. Jeśli w Wielkim Poście zobowiążemy się do codziennej modlitwy, zaczniemy wyrabiać w sobie trwały nawyk spędzania czasu z Bogiem i słuchania Jego słowa, które przemienia serce. Jeśli przez te sześć tygodni będziemy praktykować post – rezygnując z niektórych pokarmów, aktywności czy postaw, od których zbytnio się uzależniliśmy – mamy szansę stać się mniej przywiązani do świata, a bardziej do Chrystusa. Jeśli zobowiążemy się do regularnego poświęcania czasu i pieniędzy na pomoc ubogim, wówczas ofiarność i współczucie staną się dla nas czymś o wiele bardziej naturalnym.
U progu Wielkiego Postu rozbrzmiewa wezwanie, byśmy nawrócili się „do Pana, Boga naszego” (por. Jl 2,13). Każ-
da droga rozpoczyna się od najzwyklejszego, małego kroku. Wyrabiaj więc
w sobie nawyk codziennego nawracania się do Boga poprzez te trzy zwyczajne praktyki duchowe i cierpliwie oczekuj na owoce.
„Jezu, pomóż mi codziennie podejmować modlitwę, post i jałmużnę, abym przez nie przybliżył się do Ciebie”.
Jl 2,12-18
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,3

▌Czwartek, 7 marca
Pwt 30,15-20
Wybierajcie więc życie. (Pwt 30,15-20)
W każdym wieku i w każdym pokoleniu Bóg wzywa swój lud do wyraźnego opowiedzenia się, do zadecydowania, czy zechce pójść za Nim i przyjąć Jego życie. My także codziennie decydujemy, czy chcemy trwać w bliskości Boga. Codziennie jesteśmy wezwani do potwierdzania naszych przyrzeczeń chrzcielnych i wybierania życia, do którego zobowiązaliśmy się, przyjmując sakrament bierzmowania.
Co to znaczy wybierać życie? Jakie błogosławieństwa otrzymujemy, dokonując codziennie tego wyboru? Mojżesz głosił, że gwarancją życia i szczęścia jest: miłowanie Pana, chodzenie Jego drogami i przestrzeganie Jego przykazań (Pwt 30,16.20).
Z miłowania Pana wypływa wszystko inne, ponieważ jest to największe z Bożych przykazań (Mt 22,37-38). Miłość nie polega na tym, że my pierwsi umiłowaliśmy Boga, ale że On pierwszy nas umiłował (1 J 4,10). Przyjmując tę miłość, uczymy się Go kochać i coraz pełniej iść za Nim.
Jesteśmy wezwani także do tego, by chodzić Jego drogami. Jest to coś innego niż przestrzeganie poszczególnych przykazań. Uczymy się dróg Boga, w miarę jak poznajemy Jego naturę i charakter. Rozważając codziennie Jego słowo na modlitwie i prosząc Go, by do nas mówił, otwieramy się na Ducha Świętego, który poucza nas, kim jest Bóg i co to znaczy, że jest On Bogiem miłości, sprawiedliwości i miłosierdzia. Duch Święty przemienia także nasze myślenie, abyśmy mogli stopniowo upodabniać się do Ojca, ucząc się postępować i kochać tak jak On.
Wreszcie, jesteśmy wezwani do przestrzegania Jego przykazań. Poznając miłość Boga na modlitwie i doświadczając stopniowej przemiany umysłu przez Jego słowo, przekonujemy się, że „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,3). Ojciec, który daje nam łaskę poznania i umiłowania Go, uzdalnia nas także do posłuszeństwa Jego woli.
Bóg wzywa nas do tego, byśmy wybierali życie. Pomaga nam trwać w tym wyborze, posyłając do naszych serc swego Ducha oraz dając nam wspólnotę Kościoła. Posłuszni Jego wezwaniu i ufni w Jego pomoc, wybierajmy więc życie, abyśmy żyli!
„Jezu, Ty wybrałeś mnie przed założeniem świata. Ja także chcę wybierać Ciebie – dziś i każdego dnia”.
Ps 1,1-4.6
Łk 9,22-25

▌Piątek, 8 marca
Iz 58,1-9a
Czyż nie jest raczej postem, który
Ja wybieram (…) dzielić swój chleb
z głodnym? (Iz 58,6)
Ze wszystkich trzech praktyk wielkopostnych – modlitwy, postu i jałmużny – najbardziej wymagająca jest ta ostatnia, ponieważ nie powinna ona polegać tylko na wrzuceniu paru groszy do skarbonki dla ubogich. Chociaż wielu z nas ma zwyczaj wspierania potrzebujących w Wielkim Poście, rzadko służymy im osobiście. Rzadko w człowieku żebrzącym pod kościołem umiemy zobaczyć brata, spojrzeć mu w oczy, nawiązać rozmowę.
Często rozpoczynamy Wielki Post ze szczerym pragnieniem wspierania ubogich, ale czas płynie szybko i zanim zastanowimy się, jak to zrobić, przychodzi Wielkanoc. Ponieważ jednak mamy dziś dopiero trzeci dzień Wielkiego Postu, jest jeszcze czas na podjęcie konkretnej decyzji.
Nie wiesz, jak to zrobić? Może zacznij od swojej własnej parafii. Dowiedz się, czy działa w niej parafialny Caritas lub inne formy wspierania ubogich. Oprócz składania datków – co oczywiście zawsze jest dobre – szukaj okazji do bezpośredniego kontaktu z tymi, którym nie powiodło się tak dobrze, jak tobie. Twoje serce zmieni się, kiedy spojrzysz w oczy potrzebujących i rozpoznasz w nich swoich braci i siostry.
Możesz też wejść na stronę internetową swojej diecezji lub sprawdzić, czy jakaś organizacja charytatywna w twojej okolicy nie poszukuje wolontariuszy. Kto wie? Może nawet podejmiesz jakieś stałe zaangażowanie na rzecz potrzebujących. Jezus przypomina nam przecież, że ubogich zawsze mamy pośród siebie, nie tylko w czasie Wielkiego Postu!
Dzisiejszy fragment z Księgi Izajasza jest mocnym przypomnieniem, że Jezus patrzy nie tylko na nasze zewnętrzne uczynki, ale także na intencje naszych serc. Owszem, miły Mu jest nasz post, ale szuka także ludzi, którzy zechcą rozrywać kajdany zła, dzielić swój chleb z głodnymi, dawać schronienie bezdomnym i okrywać nagich (Iz 56). A tym, którzy to czynią, Bóg obiecuje: „Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie (…) wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem!” (Iz 58,8-9).
„Jezu, naucz mnie w tym Wielkim Poście służyć ubogim i potrzebującym”.
Ps 51.3-6.18-19
Mt 9,14-15


MAGAZYN:

Jeśli ziarno pszenicy nie obumrze…

Św. Oskar Romero żył i umarł broniąc swego ludu

Dziś, w tej katedrze, woła do Boga krew kapłana, Rafaela Palacios! Swoim śmiertelnym milczeniem ks. Rafael obnaża grzech świata, ale powiem także z szacunkiem: obnaża grzechy Kościoła” – mówił do zebranych arcybiskup Salwadoru.
Zalane łzami twarze słuchaczy chłonęły z uwagą te słowa w katedrze w San Salwadorze, stolicy państwa. Arcybiskup Oskar Romero wygłaszał homilię na Mszy pogrzebowej ks. Rafaela, katolickiego kapłana zamordowanego przez siły rządowe 20 czerwca 1979 roku.
Salwador był na krawędzi wojny domowej. Kilkadziesiąt zamożnych rodzin podporządkowało sobie rząd i wojsko,
a nawet pozyskało silne wpływy w Kościele katolickim. Zamordowano już pięciu księży oraz kilkuset świeckich katechistów, którzy stawiali opór. Miliony innych Salwadorczyków szukało u swego arcybiskupa odpowiedzi na pytania: Dlaczego zabili ks. Rafaela? Jak mamy żyć my, chrześcijanie, w tak głęboko podzielonym kraju? Jak mamy iść za Jezusem, jeśli różnice polityczne i majątkowe powodują rozłam także w Kościele?
Podczas swych cotygodniowych homilii arcybiskup Romero udzielał odpowiedzi na te pytania. Odpowiedzi,
w których nie uchylał się przed ukazywaniem źródeł zła, lecz przede wszystkim wzywał do nawrócenia serc.

W OBLICZU
NIESPRAWIEDLIWOŚCI
Oskar Arnulfo Romero y Galdamez urodził się 15 sierpnia 1917 roku w maleńkiej wiosce w Salwadorze. Będąc pilnym i pobożnym dzieckiem, w wieku trzynastu lat wstąpił do seminarium. Po odbyciu studiów teologicznych w Salwadorze, a następnie w Rzymie, na początku lat czterdziestych powrócił do kraju i rozpoczął posługę kapłańską. W ciągu następnych dwudziestu pięciu lat pełnił różnorakie funkcje w Kościele, między innymi był rektorem seminarium oraz redaktorem diecezjalnego pisma.
Romero uważany był za tradycyjnego duszpasterza, dobrego kaznodzieję i administratora, który był przeciwnikiem angażowania się Kościoła w politykę, któremu zdarzało się nawet krytykować swoich współbraci księży pracujących wśród ubogich w myśl teologii wyzwolenia. Jednak poglądy te uległy weryfikacji, gdy w 1974 roku został biskupem wiejskiej diecezji Santiago de Maria. Później nazwał to powierzone mu zadanie powrotem do korzeni. Aby poznać życie swego ludu, Romero konno przemierzał wzdłuż i wszerz całą diecezję. Kiedy widział emigranckich robotników, którzy nie mieli gdzie spać, kazał otwierać na noc kościoły, aby dać im schronienie. Widząc robotników rolnych, campesinos, pracujących długie godziny, odprawiał dla nich Msze na plantacjach kawy czy trzciny cukrowej. Spotykał pracowników zarabiających dużo poniżej minimum socjalnego, dzieci umierające z braku lekarstw i katolików mordowanych za to, że protestowali przeciwko tej niesprawiedliwości. Jednak pośrodku całej tej nędzy i niedoli ludzie wciąż schodzili się, by poznawać Biblię i społeczną naukę Kościoła. Serce biskupa Romero było tym bardzo poruszone. W jego wnętrzu zaczął się proces przemiany.
21 czerwca 1975 roku siły wojskowe zamordowały brutalnie pięciu niewinnych campesinos w maleńkiej wiosce Tres Calles. Romero przybył tam najszybciej, jak tylko mógł, aby pocieszyć rodziny. Współczując im, poszedł ze skargą do miejscowego dowódcy wojskowego. Spodziewał się, że zostanie wysłuchany, w końcu był biskupem. Zamiast tego usłyszał ostrzeżenie: „Sutanny nie są kuloodporne”.

KIEROWANIE PODZIELONYM
NARODEM
W 1977 roku Oskar Romero został mianowany nowym arcybiskupem San Salwadoru i znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Podziały w kraju wciąż się pogłębiały. Tysiące campesinos domagało się reform rolnych i pracowniczych. Inni wzywali do zbrojnej rewolucji – wśród nich działali lewicowi rebelianci sympatyzujący z marksizmem, nierzadko wspierani przez Kubę, a nawet ZSRR. W odpowiedzi oddziały wojskowe i paramilitarne związane z rządem, finansowane z kolei przez USA w imię walki z komunizmem, wszczęły ostre represje. Trwogę budziły zwłaszcza tzw. „szwadrony śmierci”. We wszystkich tych grupach było wielu ludzi, którzy wciąż uważali się za wiernych katolików.
Co miał więc począć Romero? Został mianowany arcybiskupem częściowo ze względu na silne poparcie przywódców gospodarczych i politycznych kraju, którzy wierzyli, że będzie starał się utrzymać status quo. Wkrótce mieli doznać głębokiego rozczarowania.
12 marca zostali zamordowani, w drodze na Mszę świętą w niewielkiej wiosce Aguilares, o. Rutilio Grande, jezuita, wraz z dwoma wieśniakami. O. Grande był zaangażowany w pomoc ubogim oraz obronę ich praw, które to „wywrotowe” działania zwróciły na niego uwagę rządu.
Arcybiskup Romero został wezwany na miejsce brutalnego morderstwa. Zbliżając się tego wieczoru do trzech martwych ciał, był zdruzgotany. Dobrze znał o. Grande. Wiedział, że był on księdzem niezwykle oddanym swojej posłudze, który głośno upominał się o los ubogich. Który mówił, że psy właścicieli ziemskich jedzą lepiej niż dzieci pracujących na ich polach chłopów. Arcybiskup przez długą chwilę stał w milczeniu, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć ani co zrobić. Miejscowi campesinos opowiadali o działalności o. Grande i wyrażali ufność, że Bóg ich nie opuści. Romero słuchał ich z uwagą. Następnie spędził jakiś czas w kaplicy adoracji.
Tego dnia podał do wiadomości kontrowersyjne zarządzenie – w następną niedzielę wszystkie Msze w kościołach parafialnych zostają odwołane. W całej diecezji odbędzie się tylko jedna Msza, la Misa Unica, która będzie miała miejsce w katedrze. Kościół stanie w jedności, by potwierdzić świadectwo o. Grande i solidarność z ubogimi.
Tej niedzieli do katedry przybyło ponad sto tysięcy ludzi. Arcybiskup witał ich i cieszył się ich obecnością. Zachęcał: „Pozostańcie zjednoczeni w autentycznej prawdzie Ewangelii”, i zapewniał, że jest z nimi. „Ten, kto atakuje jednego z moich kapłanów, atakuje mnie” – mówił.

CEL: ROMERO
W ciągu kolejnych trzech lat arcybiskup Romero stał się żarliwym i odważnym obrońcą ubogich i uciskanych. Jego popularność wśród ludzi wzrastała z każdym dniem. Stał się proroczym głosem stawiającym wymagania zarówno ludowi, jak i państwu, tak biednym, jak i bogatym. Homilie Romero były najpopularniejszym programem radiowym tygodnia. Mówiono, że można przejść się każdą wioską Salwadoru, słuchając jego homilii, gdyż dobiegała ona z każdego okna.
Tydzień za tygodniem Romero konsekwentnie głosił swoje przesłanie. Społeczeństwo, które nie broni praw najbardziej bezbronnych, nie jest społeczeństwem chrześcijańskim; społeczeństwo, które nie broni uciskanych, nie promieniuje światłem Chrystusa. I to samo odnosi się do Kościoła. Romero był tu bezkompromisowy: „Kościół, który nie łączy się z ubogimi, aby przemawiać w imieniu ubogich i przeciwko niesprawiedliwościom, które ich spotykają – nie jest prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa”. Przesłanie to sprawiło, że wielu ludzi odwróciło się od arcybiskupa. Ruchy rewolucyjne krytykowały go za to, że nie popiera ich dążeń do walki zbrojnej. Z kolei dla rządzących i dużej części hierarchii kościelnej jego radykalna postawa była nie do przyjęcia.
W pierwszych miesiącach 1980 roku siły związane z rządem i wojskiem dokonały licznych zamachów na niepokornego biskupa. Ryzykował życie za każdym razem, gdy wsiadał do samochodu. Nie zgodził się jednak na to, by szukać schronienia za granicą. Powiedział nawet jednemu z reporterów, że na wypadek, gdyby został zabity, pragnie przekazać swoim zabójcom, że ich kocha i im przebacza.
Ale również się bał. W pierwszym tygodniu Wielkiego Postu Romero odprawił rekolekcje i spędził wiele czasu ze swoim spowiednikiem. Ubolewał nad podziałem wśród biskupów kraju, z których wielu domagało się jego odwołania. Szukał wskazówek, jak lepiej służyć swoim kapłanom. Prosił też Boga o to, aby był blisko niego, gdyby jego życie nagle dobiegło końca. Napisał w swoim dzienniku, że aż do tej chwili jego „największym pragnieniem będzie z każdym dniem bardziej upodabniać się do Jezusa”.

„ZAKLINAM WAS…
ZAPRZESTAŃCIE REPRESJI!”
W sobotę, 22 marca 1980 roku, arcybiskup spędził wieczór na omawianiu niedzielnej homilii z księżmi z diecezji oraz specjalistami w dziedzinie praw człowieka. Przyjaciele ostrzegali go, że to, co powie, może być uznane za zdradę, ale decyzja należała do niego. Jak często to czynił, większą część nocy spędził na modlitwie. Następnego dnia zdeterminowany wszedł do katedry.
Pod koniec długiej homilii o zbawieniu chrześcijańskim wygłosił płomienny apel do narodowych sił zbrojnych. Wezwał do kierowania się głosem sumienia, do przestrzegania prawa Bożego, a nie słuchania niesprawiedliwych rozkazów zabijania niewinnych campesinos. Umocniony aplauzem zebranych w katedrze, przeszedł wreszcie do finałowego wezwania: „W imię Boga i w imię tego cierpiącego ludu, którego lament codziennie wznosi się do nieba coraz głośniej, błagam was, zaklinam was, rozkazuję wam w imię Boga: zaprzestańcie represji!”. Tymi słowami Romero nieświadomie przypieczętował od dawna przygotowywany plan pozbawienia go życia.
Następnego wieczoru odprawiał Mszę świętą w hospicjum, w którym mieszkał. Wspominając świadectwo tych, którzy zginęli, przypomniał swoim słuchaczom, że każdy chrześcijanin ma być gotów poświęcić wszystko dla Chrystusa: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24). Pod koniec homilii przed kaplicą zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego snajper wojskowy i zastrzelił arcybiskupa przy ołtarzu. Oskar Romero zmarł w ciągu kilku minut.

BÓG JEST Z UBOGIMI
Niemal natychmiast po śmierci arcybiskupa Salwadorczycy obwołali go świętym. „W arcybiskupie Romero Bóg przeszedł przez Salwador” – powtarzali. Oficjalnym świętym Kościoła katolickiego został ogłoszony 14 października 2018 roku.
Oskar Romero był potężnym głosem sprzeciwiającym się niesprawiedliwości. Był blisko ludzi cierpiących. Poruszały go ich historie, a także ich wierność Jezusowi. Głęboko podzielonemu narodowi głosił, że drogą do prawdziwej jedności jest autentyczne i bezkompromisowe zaangażowanie w życie ubogich. Jego życie i śmierć wzywają wszystkich chrześcijan, którzy doświadczają podziałów, do zjednoczenia się we wspólnej trosce o ubogich i bezbronnych. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl