Czasopisma
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 3 (295) 2018
Słowo wśród nas Nr 3 (295) 2018
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer nosi tytuł: „Wielki Post – czas łaski”. Piszemy w nim o tym, jak podejmowane przez nas tradycyjne praktyki wielkopostne – modlitwa, post i jałmużna – pomagają nam zbliżyć się do Boga i otworzyć na łaski, którymi On pragnie nas w tym czasie obdarzać.
Magazyn otwiera artykuł „Pielgrzym serca” o św. Ignacym Loyoli jako patronie wielkopostnej odnowy. Dodatek „Znajdować Boga we wszystkim” zawiera konkretne wskazówki dotyczące praktykowania Ignacjańskiej drogi odnowy duchowej. W magazynie ponadto rachunek sumienia oraz dwa poruszające świadectwa: Jak obejrzenie filmu „Pasja” wpłynęło na przeżywanie wiary przez młodą dziewczynę oraz o znalezieniu Boga w więzieniu.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


W górę, do środka, na zewnątrz
Duchowe ramy Wielkiego Postu ................................ 4

Kiedy się modlicie…
Jak wspierać się nawzajem w Wielkim Poście............ 7

Kiedy pościcie…
Nie chodzi tylko o jedzenie......................................... 11

Kiedy dajecie jałmużnę...
Droga do ofiarności i współczucia............................. 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 marca............................20

MAGAZYN

Pielgrzym serca
Św. Ignacy Loyola patronem wielkopostnej odnowy
Jim Manney............................ 50

Znajdować Boga we wszystkim
Ignacjańska droga odnowy duchowej........................ 53

Uleczę ich rany
Wielkopostny rachunek sumienia.............................. 54

Uwierzyłam, że Jezus umarł za mnie
Zobaczenie Pasji na ekranie otworzyło mi oczy
Teresa Riedel........................................................... 56

Stałem się lepszym człowiekiem
Więzienie było ostatnim miejscem, w którym
spodziewałem się odnaleźć Boga – Albert Innarelli... 59

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

ARTYKUŁY:

Kiedy się modlicie…
Jak wspierać się nawzajem w Wielkim Poście

U żony rozpoznano raka. Syn odszedł z Kościoła. Kolega znalazł się w szpitalu po zderzeniu na autostradzie. Sąsiadka straciła pracę. Miliony ludzi pójdą dziś spać bez posiłku, bez pomocy medycznej, a nawet bez dachu nad głową. Tysiące padają ofiarą handlu ludźmi, wiele młodych kobiet jest zmuszanych do prostytucji. Całe narody odmawiają nienarodzonym prawa do życia. Wiele krajów cierpi pod rządami tyranów…
Taki ogrom cierpienia w tym świecie wydaje się niemożliwy do pokonania. A mimo to Pismo Święte każe nam mieć nadzieję, ponieważ dla Boga możliwe jest to, co jest niemożliwe dla ludzi (Łk 18,27). Stąd właśnie płynie wartość modlitwy wstawienniczej, którą zajmiemy się w tym artykule.

MOC WSTAWIENNICTWA
Modlitwa wstawiennicza jest czym innym niż uwielbienie, medytacja czy dziękczynienie. Jest to także coś więcej niż zwykła pamięć modlitewna o ludziach znajdujących się w potrzebie. Modlitwa wstawiennicza to prośba o to, by Bóg wszedł w trudną sytuację, kierowana do Niego z wiarą, że On rzeczywiście będzie działał.
Czy wiesz, jak bardzo Bóg ceni sobie modlitwę wstawienniczą? Aby się o tym przekonać wystarczy przypomnieć sobie treść Modlitwy Pańskiej. W modlitwie tej Jezus uczy nas prosić w wielu ważnych intencjach – o to, byśmy ujrzeli chwałę Boga i oddali Mu cześć; byśmy przyjęli wolę Bożą, a także by Bóg dał nam chleb powszedni, przebaczył grzechy i wybawił nas od złego. Co więcej, w Ewangelii według św. Łukasza bezpośrednio po tej modlitwie znajdujemy obietnicę Jezusa, że temu, kto prosi, zostanie dane (Łk 11,9).
Także sam Jezus modlił się wstawienniczo. Podczas Ostatniej Wieczerzy, gdy zaledwie godziny dzieliły Go od śmierci, modlił się za swoich Apostołów i za nas wszystkich – o Bożą opiekę nad nami, o łaskę opierania się pokusom, o nasze uświęcenie i o jedność między nami (J 17,9-21).
Jak widzimy, modlitwa wstawiennicza nie jest ćwiczeniem duchowym drugiej kategorii. Zwłaszcza w tak pełnym łaski okresie liturgicznym, jak Wielki Post, może ona stać się potężną bronią przeciwko grzechom i lękom trapiącym naszych bliskich i cały świat.

WYTRWAŁOŚĆ
Sednem modlitwy wstawienniczej jest wytrwałość. Ludzie wytrwali podbijają serce Boga. Czy nie o tym mówi Jezus w przypowieści o natrętnym przyjacielu (Łk 11,5-13)? Kiedy o północy sąsiad przyszedł prosić o pomoc, gospodarz nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z łóżka. Ostatecznie jednak uczynił to i pomógł proszącemu z powodu jego natręctwa. Jezus uczy nas tu, że jeśli będziemy wytrwale prosić w modlitwie wstawienniczej, Bóg nam odpowie.
Podobne przesłanie odnajdujemy w dwóch innych historiach ewangelicznych. Pierwsza to przypowieść o wdowie, która naprzykrzała się sędziemu, dopóki nie obiecał wziąć ją w obronę. Jezus powiedział swoim słuchaczom, że sędzia postanowił wziąć stronę tej wdowy nie z poczucia sprawiedliwości, ale po prostu dlatego, że był już zmęczony wysłuchiwaniem jej próśb (Łk 18,1-8).
Druga historia opowiada o autentycznym spotkaniu Jezusa z kobietą kananejską (Mt 15,21-28). Kobieta prosiła o uzdrowienie dla swojej córki, ale ponieważ była poganką, Jezus wydawał się nieskory do pomocy. Jednak nawet gdy powiedział: „niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”, kobieta nie poddała się i wytrwale prosiła dalej. Poruszony jej nieustępliwością, Jezus rzekł: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz”. Obie te historie przekazują nam prostą i jasną wskazówkę: bądźmy wytrwali w modlitwie!

JEZUS WSTAWIA SIĘ ZA NAMI
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus przepowiedział swoim uczniom, że opuszczą Go w godzinie męki. Następnie zwrócił się do Piotra, mówiąc: „Prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj swoich braci” (Łk 22,32). Jezus wiedział, że Piotr się Go zaprze i że wtedy będzie potrzebował pomocy Boga. Dlatego o tę pomoc dla niego prosił.
Jezus modlił się nie tylko za Piotra i Apostołów. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że „wciąż żyje, aby się wstawiać za nami” (por. Hbr 7,25). Wyobraźmy sobie te scenę – Jezus, wywyższony do chwały i wspaniałości nieba, modli się za nas. Także teraz, w tej chwili, wstawia się za tobą i tymi, których kochasz.
My wszyscy, wychowani w Kościele katolickim, od dzieciństwa uczyliśmy się mówić do Maryi: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Wierzymy, że modlitwa wstawiennicza Najświętszej Maryi Panny jest szczególnie skuteczna. Jak każda matka, może o każdej porze zwrócić się do swojego Syna i prosić Go o pomoc. Dostrzega problemy, rany i potrzeby swoich dzieci i nieustannie wstawia się za nimi. I jak każda dobra matka pociesza nas, gdy modlimy się za naszych bliskich. Zapewnia, że jest przy nas i modli się razem z nami.
Czy nie jest to wspaniałe? Jezus obiecał, że kto prosi, otrzyma. Że jeśli będziemy wytrwale o coś się modlić, zobaczymy Boże działanie. Obiecał też, że wraz ze swoją Matką będzie powierzał Bogu Ojcu troski i potrzeby, jakie do Niego zanosimy. Na modlitwie nigdy nie jesteśmy sami!

TAJEMNICA WOLI BOŻEJ
Ale powiesz może: „Modlę się wytrwale. Dlaczego niektóre moje modlitwy nie zostają wysłuchane?”. Jest to jedna
z wielkich tajemnic naszej wiary. Wiemy, że Jezus nas kocha. Wiemy, że nie chce niczyjego cierpienia. Nie zawsze jednak widzimy odpowiedź na nasze modlitwy, nawet gdy modlimy się szczerze i wytrwale. Najlepszym wyjaśnieniem jest to, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy, ale nie zawsze zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Choć jest to trudne, musimy Mu wtedy zaufać, że On w swej mądrości wie lepiej, co jest dla nas dobre – w perspektywie naszego zbawienia.
Przykładem wytrwałości na modlitwie, a jednocześnie zgody na wolę Bożą jest Joe Difato, wydawca amerykańskiej wersji naszego pisma. Ma on dorosłą córkę, która w wieku czterech lat straciła wzrok. Joe regularnie modli się o jej uzdrowienie. Jak każdy ojciec, gorąco pragnie, żeby odzyskała wzrok. Jednocześnie jednak godzi się i z taką możliwością, że na zawsze zostanie niewidoma. „Wierzę, że Jezus pragnie uzdrowić moją córkę i modlę się o to, ale ona wciąż jest niewidoma. Czasami tracę nadzieję na to, że kiedykolwiek będzie widzieć. Czasami wszystko, na co mnie stać, to starać się wytrwale modlić pomimo moich wątpliwości”.

CZTERDZIEŚCI DNI MODLITWY
Ponieważ nie jesteśmy w stanie zrozumieć w pełni Bożych zamysłów, pozostaje nam jedynie wytrwale się modlić i wierzyć, że Bóg w swojej mądrości odpowie na naszą modlitwę na swój sposób i w swoim czasie.
Przed nami jeszcze kilka tygodni Wielkiego Postu. Może spróbujesz sporządzić sobie własną listę intencji, w których będziesz się modlić. Pomyśl o swoich krewnych i znajomych, którzy cierpią na ciele lub na duszy. Wybierz i dodaj do tej listy jeden czy dwa bliskie ci problemy globalne – na przykład niepokój na Bliskim Wschodzie, dramat aborcji, głód w Afryce Środkowej, nędza w Ameryce Łacińskiej. Następnie codziennie spójrz na listę i pomódl się w tych intencjach.
Obyśmy wszyscy w tym Wielkim Poście nieustannie się modlili (1 Tes 5,17). Kto wie, może właśnie w Niedzielę Wielkanocną Bóg zechce spełnić którąś z naszych najgorętszych próśb! ▐


Kiedy dajecie jałmużnę…
Droga do ofiarności i współczucia

Modlitwa jest dla nas nieustannym wyzwaniem. Są dwie możliwości – albo będziemy pogłębiać nasze życie modlitwy, albo stanie się ono bezbarwne i anemiczne. Nie jest to wcale dziwne. Podobnie dzieje się w życiu małżonków: albo będą coraz bardziej wzrastać we wzajemnej miłości i szacunku, albo stopniowo zaczną oddalać się od siebie. Tak samo jest z uczeniem się: albo wciąż uczymy się nowych rzeczy, albo nasze umysły stają się ociężałe i gnuśne. Ta prawidłowość dotyczy wielu dziedzin naszego życia, także ostatniej praktyki wielkopostnej, jaką jest dawanie jałmużny. Albo nasza troska o potrzebujących będzie wzrastać, albo zaczniemy coraz bardziej obojętnieć na ich cierpienie.
Przypatrzmy się więc teraz jałmużnie – drugiemu „skrzydłu modlitwy”, które pomaga nam przybliżyć się do Jezusa. Prośmy też Ducha Świętego, aby dał nam serce pełne współczucia, otwarte na potrzeby innych.

JEZUS I UBODZY
Jezus zawsze miał w sercu szczególne miejsce dla ubogich, bezdomnych, chorych i wyrzuconych na margines życia. Pismo Święte mówi nam, że to właśnie do nich przyszedł, aby ich wybawić (Łk 4,18-19). Przy wielu okazjach zachęcał do troski o ubogich: „Daj temu, kto cię prosi” (Mt 5,42). Mówiąc o czekającym nas wszystkich Sądzie Ostatecznym, zakończył wstrząsającym stwierdzeniem: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Opowiedział też przypowieść o biedaku imieniem Łazarz oraz bogaczu, który zapłacił wysoką cenę za swoją obojętność (Łk 16,19-31). Wartość jałmużny podkreślali także Piotr, Paweł i Jan. Jest o niej mowa również w niezliczonych tekstach Starego Testamentu.
Jezus nie tylko mówił o ubogich, ale szedł pomiędzy nich. Spędzał z nimi o wiele więcej czasu niż z bogatymi. Rozmawiał z nimi, żył wśród nich, oddawał im swoje serce.
Nie znaczy to, że odrzucał ludzi zamożnych. Spotykał się także z wieloma bogatymi i wpływowymi ludźmi, na przykład z faryzeuszem imieniem Szymon, Nikodemem i Józefem z Arymatei. Przyjmował pomoc finansową od zamożnych kobiet: Joanny, żony Chuzy, Zuzanny i wielu innych. Jadał z celnikami, którym pod względem materialnym na niczym nie zbywało, ponieważ – jak sam powiedział – „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17). Jednak ogromną większość czasu poświęcał ludziom ubogim, chorym i cierpiącym.

PROBLEM CZY CZŁOWIEK?
To właśnie ta szczególna miłość Jezusa do ubogich skłania nas do dawania jałmużny. Jezusowi zależy na tym, abyśmy nie tylko dawali im pieniądze, ale także współcierpieli z tymi, którzy znajdują się w potrzebie. Pragnie, abyśmy myśleli z troską o tych, którzy nie mają dachu nad głową i chodzą w łachmanach, abyśmy karmili głodnych nie tylko dlatego, że tak trzeba, ale ponieważ serce nam się kraje na myśl o tym, że którekolwiek z Bożych dzieci mogłoby pójść spać z pustym żołądkiem. Chce także, byśmy z potrzeby serca odwiedzali samotnych i więźniów.
Ubodzy często postrzegani są przez nas w kategoriach problemu. Jezus chce jednak, abyśmy widzieli w nich nie problem czy zagrożenie dla naszego osobistego komfortu, ale siostry i braci, którzy potrzebują naszej pomocy. Są oni tak samo jak i my ukochanymi dziećmi Boga. Zasługują na naszą pomoc, ponieważ należymy do tej samej rodziny.
Nieważne, kim jesteś i jak wiele, czy też jak mało, masz do zaoferowania, Jezus oczekuje, że będziesz dzielił się tym, czym możesz.

SPRAWA SERCA
Sens jałmużny jest prosty i jasny. Bóg chce, aby ci, którzy posiadają dobra tego świata, ofiarnie dzielili się swoimi pieniędzmi z tymi, którzy ich nie posiadają. Jednak Jezus mówi nam, że jałmużna to nie tylko kwestia oddania potrzebującym swojego czasu, pieniędzy czy talentu. Jałmużna jest sprawą serca.
Pewnego dnia Jezus i Jego uczniowie obserwowali ludzi wrzucających pieniądze do skarbca świątyni. Widzieli, jak „wielu bogatych wrzucało wiele” (Mk 12,41). Z pewnością ich dary były miłe Panu. Następnie ujrzeli ubogą wdowę, która wrzuciła zaledwie dwa pieniążki. Ten dar ucieszył Jezusa bardziej niż wszystkie inne, które zobaczył tego dnia. „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich” – powiedział swoim uczniom. „Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie” (Mk 12,43.44). Suma pieniędzy ofiarowanych przez kobietę nie miała znaczenia, to jej ofiarność i oddanie poruszyły Jezusa.
Także dzisiaj Jezus widzi to, co dajemy i czym się kierujemy. Wie, jak wygląda nasza troska o ubogich. Wie, czy dajemy z miłości, czy tylko z poczucia obowiązku. Historia ubogiej wdowy mówi nam, że nawet jeśli mamy niewiele, ale potrafimy się tym podzielić, Bóg z pewnością to doceni.

KRZYK UBOGICH
Jedną z najbardziej oszukańczych pułapek, jakie nam zagrażają, gdy idzie o stosunek do ubogich, jest nadmierny przechył w stronę duchowości – uznanie, że należy troszczyć się jedynie o ich dusze. Mając takie podejście, uznajemy, że ubogi to ten, kto nie karmi się sakramentami, modlitwą i słowem Bożym. Z pewnością brak duchowego pokarmu mocno zubaża człowieka, a jego wieczny los zdecydowanie powinien nas obchodzić. Jednak taki pogląd może prowadzić do zaniedbania tych, którzy są ubodzy materialnie. Może spowodować w nas obojętność na ich cierpienie i przekonać, że ten najbardziej podstawowy rodzaj ubóstwa nie jest naszą sprawą.
Chociaż takie rozumienie ubóstwa może odegrać pewną rolę w naszej obojętności wobec ubogich, jednak zaniedbujemy ich przede wszystkim z powodu naszych własnych grzechów. Wszyscy jesteśmy dotknięci egoizmem i lenistwem. Ignorujemy sprawy społeczne, gdyż jesteśmy zbytnio zajęci własnymi troskami. Usprawiedliwiamy się sami przed sobą, że to nie nasza sprawa, lub stwierdzamy, że w tych trudnych kwestiach i tak nie jesteśmy nic w stanie zrobić, więc nie warto nawet próbować.
Bóg jednak chce otwierać nam uszy na krzyk ubogich. Wciąż przypomina nam, że Jego Kościół ma być obrońcą ubogich, cierpiących, więźniów i odrzuconych na margines. Gdyby Jezus stanął teraz przed nami, prawdopodobnie powiedziałby: „Wezwałem was, byście troszczyli się o potrzeby tych, którzy nic nie mają. Mój Kościół ma pragnąć dla nich sprawiedliwości i dążyć do niej. Powołałem was do okazywania im miłości”.

DOBRY SAMARYTANIN
Św. Augustyn był zdania, że przypowieść o dobrym Samarytaninie mówi o Jezusie i Jego trosce o nas. W interpretacji Augustyna Samarytaninem jest Jezus, który przyszedł, podniósł nas i opatrzył nam rany, kiedy byliśmy bezsilni. Po zaspokojeniu naszych najbardziej palących potrzeb zaniósł nas do gospody – Kościoła – aby tam się nami zaopiekowano. Poniósł też koszty naszej opieki.
W jaki sposób możemy odwdzięczyć się Jezusowi za wszystko, co dla nas uczynił? My, którzy zostaliśmy wezwani ze śmierci do życia i włączeni w Kościół, jesteśmy teraz wezwani do naśladowania Jezusa – dobrego Samarytanina, do odkładania swoich spraw, aby zatroszczyć się o potrzebujących. Oczywiście mamy ograniczoną ilość pieniędzy czy żywności, ale zawsze możemy podzielić się tym z innymi. Możemy pomóc komuś w pokonaniu kryzysu finansowego czy zdrowotnego, aby mógł stanąć na nogi. Matka Teresa wywarła ogromny wpływ na świat, gdyż zrezygnowała ze swoich spraw, by służyć ubogim. Wielu ludzi aktywnie działa na rzecz potrzebujących, zbierając fundusze, przygotowując posiłki dla bezdomnych czy wyjeżdżając na misje. Trudno przecenić owoce ich pracy, tacy ludzie naprawdę zmieniają świat. Jednocześnie doświadczają oni częstokroć, że pomagając ubogim, otrzymują od nich więcej, niż im ofiarowali.
Obyśmy w tym Wielkim Poście usłyszeli krzyk ubogich i uczynili wszystko, co w naszej mocy, by przyjść im z pomocą. Obyśmy potrafili zdobyć się na ofiarność – oddać część swojej żywności, pieniędzy czy czasu tym, którym są one naprawdę potrzebne. Obyśmy stali się dobrymi Samarytanami dla ubogich i cierpiących. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Czwartek, 1 marca
Łk 16,19-31
U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami. (Łk 16,20)
Wielu kierowców dopiero po wypadku przekonuje się, że istnieje coś takiego, jak martwe pole. Instruktorzy nauki jazdy przypominają, że nie wystarczy tylko spojrzeć w lusterka – trzeba też sprawdzić, co dzieje się w martwych polach, których w lusterkach nie zobaczymy. Jedynym sposobem upewnienia się, że nic nie jedzie, jest odwrócenie głowy w daną stronę. Na pozór jest to oczywiste, ale wielu kierowców o tym zapomina, a konsekwencje bywają tragiczne.
Bogacz z dzisiejszej Ewangelii miał takie „martwe pole” tuż za swoją bramą. Codziennie przez nią przechodził, nie zwracając uwagi na leżącego tam głodnego żebraka. Być może widział Łazarza, ale nigdy nim się nie przejął – nie zauważył jego wrzodów, nie zagadał do niego, nie spojrzał mu w oczy. Nie przyszło mu na myśl, by dać mu coś do jedzenia czy opatrzyć rany. Po prostu go nie dostrzegał.
My także, jak ten bogacz, mamy swoje „martwe pola”. Możemy nie zauważać potrzebujących, nawet jeśli żyją w naszym najbliższym otoczeniu. Bardzo łatwo jest ich zignorować – bo przecież jesteśmy tak bardzo zajęci, zmęczeni, sfrustrowani. Mijamy więc ich obojętnie. Naszym „Łazarzem” może być bezdomna kobieta, żebrząca na rogu ulicy, obok której przechodzimy codziennie idąc do biura. Może być nim rozdrażnione dziecko czy zmęczony mąż w naszym własnym domu. A może samotny sąsiad, który z powodu choroby od kilku dni nie wychodzi z domu. Wszyscy oni potrzebują miłości, a Bóg chce, byśmy ich zauważyli i okazali im zainteresowanie.
Od czego zacząć? Pójdź za radą instruktorów nauki jazdy i odwróć głowę. Zwróć uwagę na ludzi znajdujących się w twoim „martwym polu”. Spróbuj poczuć ich głód, samotność, znużenie. Odwróć głowę i spójrz im w oczy. Nie strać szansy na spotkanie z drugim człowiekiem i okazanie mu miłości.
Proś dziś Ducha Świętego, aby oświetlił twoje „martwe pola”. Proś Go, by pokazał ci, kto leży u twoich drzwi.
A kiedy już go dostrzeżesz, spójrz mu w oczy, okaż szacunek i potraktuj z miłością.
„Duchu Święty, pomóż mi nieść innym Twoją miłość”.
Jr 17,5-10
Ps 1,1-4.6

Niedziela, 4 marca
Wj 20,1-17
Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. (Wj 20,2)
Chociaż, niestety, niewolnictwo w różnych formach istnieje po dziś dzień, dla wszystkich powinno być rzeczą oczywistą, że nikt nie ma prawa posiadać na własność drugiej osoby. Taki właśnie był sens wyjścia Izraela z Egiptu – Bóg wyprowadził ich z niewoli. Trochę mniej oczywisty jest natomiast fakt, że każdy z nas może sam popaść w niewolę – niewolę grzechu. Niewola ta polega na tym, że wpadamy w pułapkę grzesznego przyzwyczajenia czy nałogu, z którego nie jesteśmy w stanie wyzwolić się o własnych siłach.
Jest jednak dobra nowina. Ten sam Bóg, który wybawił Izraelitów z niewoli fizycznej, chce wyprowadzać nas z niewoli duchowej.
Już sama myśl o byciu czyimś niewolnikiem jest dla nas odrażająca. Podobne uczucie powinna budzić w nas niewola grzechu. Nikt nie chce w niej się znaleźć. Nikt nie chce stracić kontroli nad którąś ze sfer swojego życia. Jak powiedział św. Paweł, „ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Czyż to nie wspaniałe?
Czy chcesz zostać wyswobodzony od grzesznego nałogu, który niszczy twoje życie? Jeśli tak, oto dwie sugestie:
Po pierwsze, codziennie wyznawaj Bogu swoje grzechy na modlitwie. Mów Jezusowi, jak ciężko ci je pokonać. Wzbudź w sobie wiarę w obietnicę Pisma Świętego: „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1,9).
Po drugie, módl się o siłę do walki z grzechem. Zaufaj, że Bóg widzi twoje wysiłki i wesprze je swoją mocą, gdy pojawi się pokusa.
W tym życiu zawsze będziemy popełniać grzechy. Ale gdy się modlimy, wyznajemy je i prosimy Boga o siłę, rozpoczyna się w nas proces oczyszczenia i uświęcenia. Grzech stopniowo traci nad nami swoją moc, ponieważ coraz skuteczniej potrafimy go przezwyciężać.
„Panie, nie chcę być niewolnikiem grzechu. Wyprowadź mnie z niewoli”.
Ps 19,8-11
1 Kor 1,22-25
J 2,13-25

Sobota, 10 marca
Łk 18,9-14
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie. (Łk 18,11)
Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński podczas rekolekcji przed swoimi święceniami kapłańskimi zanotował sobie kilka postanowień, które odtąd zawsze nosił w brewiarzu. Jedno z nich brzmiało: „Szanuj każdego, gdyż jesteś odeń gorszy: Bóg pysznym się sprzeciwia”. Przyszły Prymas Tysiąclecia był przekonany, że w każdym człowieku da się znaleźć coś, czego warto się od niego nauczyć.
Faryzeusz z dzisiejszej Ewangelii miał wiele cech wartych naśladowania. Nie wyzyskiwał innych, nie cudzołożył, nie postępował niesprawiedliwie, był pobożnym człowiekiem, który modlił się, zachowywał posty i wiernie płacił dziesięcinę. Pod tym względem celnik nie dorastał mu do pięt. Miał on w sobie jednak coś, co usprawiedliwiło go w oczach Boga. Wyznawał Bogu swoje własne słabości, a nie słabości faryzeusza czy kogokolwiek innego znajdującego się w świątyni.
Celnik, patrząc na faryzeusza, pewnie też z łatwością wynalazłby w nim coś, co można by skrytykować. Ten świętoszek. Obłudnik. Pyszałek. Ciekawe, czy we własnym domu, jak nikt go nie widzi, też jest taki święty. Jednak takie myśli nawet nie przyszły mu do głowy. Był zbyt zajęty spotkaniem z Bogiem, przed którym czuł się niegodny stanąć. Stał z daleka, bił się w piersi i prosił o przebaczenie, pozostawiając Bogu osądzanie innych.
Nie ma ludzi kryształowych. W każdym człowieku, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy też nie, jest mieszanina dobra i zła. Każdy potrzebuje zbawienia w Jezusie Chrystusie. Każdy też ma w swoim życiu chwile słabości, które najchętniej wymazałby z pamięci. Jednak ludzka natura ma to do siebie, że o wiele łatwiej nam dostrzegać zło w innych niż w sobie samym. Dzisiejsza Ewangelia jest więc dla nas ostrzeżeniem – jeśli będziemy ulegać tej tendencji, możemy usłyszeć od Boga słowa trudne: „To tamten jest przede Mną usprawiedliwiony, a nie ty”.
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35) – powiedział do nas Jezus. Znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa nie są te wszystkie „zasługi”, jakie wyliczał faryzeusz, ale stosunek do drugiego człowieka. Prośmy Ducha Świętego, aby tchnął w nas miłość, która nie osądza, ale uważa innych za lepszych od siebie.
„Ojcze, Ty jesteś jedynym Sędzią, który zna serce każdego człowieka. Pomóż mi naśladować skruchę celnika, który wziął odpowiedzialność za popełnione zło i z żalem wyznał je Tobie”.
Oz 6,1-6
Ps 51,3-4.18-21

Niedziela, 18 marca
Ps 51,3-4.12-15
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste. (Ps 51,12)
Dzisiejszy psalm responsoryjny jest modlitwą króla Dawida po tym, jak popełnił cudzołóstwo z Batszebą i wydał rozkaz, by jej mąż został zabity w bitwie. Dawid nazywany jest w Biblii człowiekiem według Bożego serca, jednak ta historia bardziej przypomina skandaliczny wątek serialu telewizyjnego niż postępowanie godne męża Bożego.
Co gorsza, Dawid nawet nie od razu zauważył, że zrobił coś złego. Dopiero posłany do niego przez Boga prorok Natan zdołał otworzyć mu oczy. W kontekście tej właśnie historii powstał Psalm 51, którego fragment dziś śpiewamy. Czego więc możemy się nauczyć, odmawiając go wraz z Dawidem?
Często nie dostrzegamy własnych grzechów, zarówno tych małych, jak i tych wielkich. Pożądliwość, egoizm, pycha, zadufanie w sobie czy złość mają to do siebie, że często nas zaślepiają tak samo, jak zaślepiły Dawida. Jednak Bóg zawsze ściga nas swoją łaską – i wtedy gdy jesteśmy blisko Niego, i wtedy gdy próbujemy się od Niego oddalić. Kłuje nasze sumienia. Posyła nam na pomoc aniołów i ludzi. Wszystkimi sposobami stara się uświadomić nam nasze grzechy, abyśmy mogli je wyznać i do Niego powrócić. Dziękuję Ci, Panie, za to, że posyłasz do mnie ludzi, którzy pomagają mi dostrzec moje grzechy. Wzbudź we mnie większą wrażliwość na Twoje codzienne znaki.
Miłosierdzie Boże jest niezgłębione. Nawet cudzołóstwo i morderstwo, których dopuścił się król Dawid, nie powstrzymały Boga przed tym, by go szukać, uświadomić mu ciężar jego grzechu i wzbudzić w nim szczery żal i skruchę. Kiedy żałujemy za popełnione grzechy, nasze serce zostaje uzdrowione przez miłość i miłosierdzie Boga – jak serce skruszonego Dawida. Dziękuję Ci, Panie za Twoją wierność i miłosierdzie.
Spójrzmy wreszcie na ostanie dwie linijki dzisiejszego psalmu. Dawid obiecuje, że jeśli Bóg mu przebaczy, nie będzie szczędził sił, by prowadzić do Niego innych. Pragnienie służby innym i troska o nich to naturalna reakcja na Boże miłosierdzie. Przyjdź, Panie, i posługuj się mną dla swoich celów.
„Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości. Stwórz we mnie serce czyste. Napełnij mnie swoim Świętym Duchem, a będę dzielił się wiarą ze wszystkimi, których postawisz na mojej drodze”.
Jr 31-31-34
Hbr 5,7-9
J 12,20-33

Niedziela, 25 marca
Niedziela Palmowa
Flp 2,6-11
Nie skorzystał ze sposobności. (Flp 2,6)
Przeżywamy dziś jeden z najważniejszych dni w roku. Jest to dzień, w którym kierujemy wzrok ku Jezusowi i widzimy, jak dla nas i dla naszego zbawienia ogołaca On samego siebie na krzyżu. Jest to dzień szczególnej czci Tego, którego całe życie było dawaniem, a nie braniem, uzdrawianiem i jednoczeniem, a nie skłócaniem i rywalizacją. Jest to dzień uwielbienia Jezusa, który pokonał grzech i śmierć aktem czystej, ofiarnej miłości.
Dzięki swej pokorze i posłuszeństwu Jezus przezwyciężył pychę Adama, który kiedyś podjął próbę, by stać się jak Bóg, a także pychę wszystkich Adamowych dzieci, podejmujących kolejne takie próby. Ukazał, że drogą do nieba nie jest ciągnięcie w swoją stronę i rywalizacja z innymi. Na niebo nie można też sobie zarobić, nie jest ono królestwem, które można zdobyć własnymi siłami. Śmierć Jezusa na krzyżu ukazuje nam, że niebo można jedynie z wdzięcznością przyjąć w darze, a nie egoistycznie uznać za przynależną sobie własność.
Być może taka postawa wydaje nam się tak wzniosła i heroiczna, że aż będąca poza naszym zasięgiem. Jednak nic dalszego od prawdy. Bóg widzi każde nasze wyrzeczenie, każdą sytuację, w której przedkładamy potrzeby innych nad swoje własne, każdy akt zaparcia się siebie. Kiedy mimo zmęczenia słuchamy z uwagą męża czy żony, opowiadających o trudnym dniu w pracy, Bóg to widzi. Kiedy otwieramy okno samochodu, by dać parę złotych bezdomnemu, Bóg to widzi. Kiedy mimo złej pogody i fatalnego samopoczucia idziemy na nabożeństwo Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej, Bóg to widzi. Bóg widzi wszystko i żaden dobry czyn nie jest u Niego bez nagrody.
Każdy akt bezinteresownej miłości jest odbiciem krzyża i dlatego każdy taki akt porusza serce Ojca i sprawia, że pragnie On i nas wywyższyć.
Patrz więc dziś na Jezusa i niech Jego ofiarna miłość pobudzi cię do naśladowania Go.
„Jezu, dziękuję Ci za Twój krzyż. Naucz mnie iść drogą miłości”.
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Mk 14,1--15,47

Sobota, 31 marca
Wigilia Paschalna
Mk 16,1-7
Powstał, nie ma Go tu. (Mk 16,6)
Rozbudowana liturgia słowa Wigilii Paschalnej przypomina nam dziś największe dzieła Boga: stworzenie świata, próba wiary Abrahama, wyprowadzenie narodu wybranego z niewoli egipskiej, Boże orędzia przekazywane za pośrednictwem proroków. Wszystkie te czytania kierują nas stopniowo ku Osobie Jezusa Chrystusa i Jego dziełu zbawienia. Wreszcie w Ewangelii słyszymy słowa wstrząsające – grób, gdzie złożono Jezusa ukrzyżowanego, jest pusty. Po raz pierwszy w dziejach ludzi Człowiek, którego śmierć stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, wyszedł żywy z grobu w nowym, doskonałym ciele. I żyje po dziś dzień!
Co więcej, nie ma to być przypadek odosobniony. Przed Ewangelią słyszeliśmy fragment Listu do Rzymian, mówiący o tym, że skoro my – ty, ja, wszyscy uczestnicy Wigilii Paschalnej i ci wierzący, którzy nie mogą wziąć w niej udziału – zostaliśmy przez chrzest zanurzeni w śmierć Jezusa i pozwalamy Mu wyzwalać się z grzechu, „będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie” (Rz 6,5). Jeśli rzeczywiście dotrze do nas prawda tych słów, nasze życie już nigdy nie będzie takie samo.
Dla kobiet, które przyszły namaścić martwe ciało Jezusa, prawda o zmartwychwstaniu była takim wstrząsem, że uciekły sprzed pustego grobu. Niezrozumiałe słowa anioła zamiast uspokajać, potęgowały jedynie grozę sytuacji. Kobiety musiały dopiero ochłonąć, przeanalizować spokojnie to, co się wydarzyło, aby dojrzeć do misji powierzonej im przez Bożego wysłannika i oznajmić uczniom o tym, co widziały.
Jednak nam, obwieszczającym światu w procesji rezurekcyjnej fakt zmartwychwstania Chrystusa, bardziej niż wstrząs, przestrach i podziw zagraża obojętność płynąca z przyzwyczajenia. Czy rzeczywiście nasze wielkanocne: „Wesoły nam dzień dziś nastał!”, ma moc poruszyć ludzkie serca i przekonać je, że wydarzyło się coś niezwykłego?
Wsłuchajmy się w tym roku uważnie w czytania liturgii paschalnej lub przeczytajmy je w domu. Zobaczmy, że jesteśmy częścią wspaniałego planu, który Bóg powziął jeszcze przed stworzeniem świata, planu, który może przyprawić o zawrót głowy. Chrystus zmartwychwstał! I my także zmartwychwstaniemy!
„Panie, Ty naprawdę zmartwychwstałeś dla nas i na chrzcie dajesz nam nadzieję zmartwychwstania. Tobie chwała na wieki!”
Rdz 1,1--2,2;
Rdz 22,1-18
Wj 14,15--15,1a
Iz 54,4a.5-14
Iz 55,1-11
Ba 3,9-15.32--4,4
Ez 36,16-17a.18-28
Rz 6,3-11
Ps 118,1-2.16-17.22-23

 

MAGAZYN:

Pielgrzym serca
Ignacy Loyola patronem wielkopostnej odnowy


Każdy kolejny Wielki Post kieruje moje myśli ku św. Ignacemu Loyoli. Należy on do grona wielkich świętych – jest założycielem jezuitów, autorem Ćwiczeń duchownych, znaczącą postacią historii Kościoła, a także historii powszechnej. Jednak tym, co interesuje mnie u Ignacego najbardziej, jest jego sztuka rozeznawania. Podaje nam on wiele wskazówek dotyczących rozmaitych niuansów życia duchowego, a z jego mądrych rad może skorzystać każdy, kto pragnie odnowy duchowej.
Dlatego właśnie uważam Ignacego za doskonałego patrona na Wielki Post. Uczy mnie on, jak mam szukać Boga w wewnętrznych poruszeniach mego serca. Ale jest jeszcze inny powód sprawiający, że lubię czytać o Ignacym – jego historia jest naprawdę fascynująca.

MAŁO OBIECUJĄCY
KANDYDAT NA ŚWIĘTEGO
Ignacy urodził się w 1491 roku jako najmłodsze z trzynaściorga dzieci rodziny drobnej szlachty w kraju Basków, dziś regionu północnej Hiszpanii. Gdy miał trzynaście lat, ojciec wysłał go na dwór królewski w Kastylii, na służbę do swego przyjaciela, głównego podskarbiego króla Ferdynanda. Nikt, kto wówczas spotkał młodego Loyolę, nie podejrzewał, że ma do czynienia z przyszłym świętym. Ignacy był dumny, zarozumiały, a jego ambicją było osiągnięcie chwały ziemskiej. Po latach napisał, że był „oddany marnościom tego świata. Szczególniejsze upodobanie znajdował w ćwiczeniach rycerskich, żywiąc wielkie i próżne pragnienia zdobycia sobie sławy”. Uzupełnił jeszcze te wspomnienia pikantnym szczegółem, wyznając kiedyś, że przejawiał „sporą swobodę w miłości do kobiet”. Ignacy miał temperament. Pewnego razu został aresztowany za burdy na ulicy – jest więc jednym z niewielu świętych notowanych w rejestrach policji.
Punkt zwrotny w życiu Ignacego nastąpił w maju 1521 roku, kiedy to przyszły święty został poważnie ranny, biorąc udział w obronie Pampeluny przed atakiem wojsk francuskich. Rany były tak groźne, że musiano go zanieść do domu. Tam przetrwał bez znieczulenia dwie prymitywne operacje mające pomóc jego pokiereszowanym nogom, a następnie roczną rekonwalescencję. Dla zabicia czasu zaczął czytać jedyne dwie książki znajdujące się w domu – Życie Chrystusa i Żywoty świętych. Leżąc w łóżku, oddawał się marzeniom – czasami śniąc na jawie o swych dawnych wyczynach dworzanina, bawidamka i żołnierza, a czasami wyobrażając sobie, że żyje tak, jak żył Chrystus i święci.

BÓG MÓWI DO SERCA
W pewnym momencie Ignacy zauważył coś bardzo ciekawego – te dwa rodzaje marzeń wyzwalały w nim całkowicie różne uczucia. Pisząc o sobie samym w trzeciej osobie, wyznał:
„Kiedy myślał o rzeczach światowych, doznawał w tym wielkiej przyjemności, a kiedy znużony porzucał te myśli, czuł się oschły i niezadowolony. Kiedy znów myślał o odbyciu boso pielgrzymki do Jerozolimy lub o tym, żeby odżywiać się samymi tylko jarzynami i oddawać się innym surowościom, jakie widział u świętych, nie tylko odczuwał pociechę, kiedy trwał w tych myślach, ale nawet po ich ustąpieniu pozostawał zadowolony i radosny”.
Był to zadziwiający paradoks – marzenia o wesołym życiu ostatecznie budziły w nim poczucie smutku, natomiast myśli o wypełnionym ciężką pracą i wyrzeczeniami życiu ucznia Chrystusa dawały mu zadowolenie. Dlaczego tak się działo? Ignacy zdał sobie sprawę, że to Bóg przemawia do niego poprzez jego uczucia. Radość, którą odczuwał wyobrażając sobie, że jest uczniem Jezusa, oznaczała, że właśnie to da mu największą satysfakcję.
Ignacy poszedł więc za tym natchnieniem – porzucił swoje dawne życie i stał się gorliwym sługą Pana. Nazywając się „pielgrzymem”, przewędrował Europę. Dotarł daleko na wschód, aż do Ziemi Świętej, nawiązując po drodze przyjaźnie i rozmawiając o Chrystusie. Przez cały czas pogłębiał także refleksje, które towarzyszyły mu na łożu boleści – o tym, że głos Boga można usłyszeć w naszych zmiennych nastrojach, intuicjach, natchnieniach i uczuciach.
Jednym z największych darów, jakie Ignacy pozostawił światu, była opracowana przez niego metoda analizy delikatnych poruszeń, mających miejsce w naszym wnętrzu. Ignacy nazwał tę metodę codziennym rachunkiem sumienia. Polega on na systematycznej refleksji nad wydarzeniami dnia po to, aby zobaczyć, gdzie był obecny Bóg i w jakim kierunku nas prowadził. Rachunek sumienia stał się najbardziej znaną formą modlitwy ignacjańskiej.

BÓG KOCHA I DZIAŁA
Niedługo po swoim nawróceniu Ignacy udał się do wioski Manresy we wschodniej Hiszpanii, gdzie zaplanował krótki odpoczynek. Ostatecznie jednak spędził tam cały rok, oddając się modlitwie i refleksji. W tym czasie jego obraz Boga zmienił się radykalnie. Wcześniej Ignacy postrzegał Boga jako odległego i surowego Sędziego i Prawodawcę. Teraz zobaczył w Nim miłującego Stwórcę, obecnego we wszystkim, działającego w świecie, znającego każdego z nas osobiście i obsypujacego nas darami i łaskami.
Intensywnie czytał Pismo Święte, zwłaszcza Ewangelie, zwracając szczególną uwagę na te fragmenty, które ukazywały Jezusa działającego – uzdrawiającego, przemawiającego, podróżującego i głoszącego królestwo. Obraz Jezusa w działaniu był dla Ignacego niezwykle inspirujący. Przepełniało go dojmujące poczucie wdzięczności za to, że Bóg wyszedł mu na spotkanie i przygarnął w swojej miłości, choć przecież – jak uważał – był pysznym człowiekiem bez większych zalet, uganiającym się za próżnościami świata.
Powołanie Ignacego zaczynało się stopniowo krystalizować – miał posługiwać innym, jak to czynił Chrystus. Miał pomagać ludziom w poznaniu ogromnej miłości Boga do nich oraz odkryciu swojego miejsca we wciąż trwającym dziele Chrystusa, jakim jest zbawienie i uzdrowienie świata.

NAUKA ROZEZNAWANIA
Aby dobrze wypełnić tę misję, Ignacy musiał zgodnie z wymaganiami Kościoła zdobyć wykształcenie uniwersyteckie. Pierwszym krokiem do otrzymania stopnia naukowego była roczna powtórka z łaciny, którą Ignacy odbywał w jednej sali wraz z uczniami szkoły średniej. Następnie studiował na trzech uniwersytetach, otrzymując ostatecznie dyplom z teologii na paryskiej Sorbonie.
W pewnym momencie studiów Ignacego tak bardzo pochłonęły fascynujące wizje, jakich doświadczał na modlitwie, że znacznie opuścił się w nauce. W końcu zdał sobie sprawę, że wizje te wcale nie pochodziły od Boga. Zostały one sfabrykowane przez „duchy zła” w celu odciągnięcia go od studiów – jego podstawowego życiowego zadania na ten czas. Było to dla niego bardzo cenne światło – diabeł często przychodzi do nas w atrakcyjnym przebraniu. Może w przewrotny sposób wykorzystać nawet nasze najszczersze odruchy ofiarności i gorliwości, aby sprowadzić nas na manowce.
Było to zaledwie jedno z wielu inspirujących odkryć Ignacego dotyczących prawideł funkcjonowania świata duchowego. Zdobywał je dzięki wnikliwej obserwacji i refleksji, a następnie ujął w precyzyjne reguły rozeznawania duchów.
Ignacy pogłębiał swoje rozumienie świata duchowego, słuchając tych, którzy przychodzili do niego po radę. Opracował Ćwiczenia duchowne, które miały pomóc ludziom w odnowieniu ich oddania się Chrystusowi oraz podjęcia mądrych decyzji co do miejsca i sposobu swojej służby w Kościele. Ćwiczenia stały się podstawą słynnych rekolekcji ignacjańskich, które w ciągu ostatnich pięciu stuleci odprawiły – i nadal odprawiają – miliony ludzi.

IGNACY – PRZYJACIEL
NA CZAS WIELKIEGO POSTU
Być może podjąłeś już jakieś postanowienia wielkopostne, ale przecież zawsze można dokonać w nich pewnych korekt. Rozważ więc przeczytanie paru stron z Ignacego i skupienie się na duchowej odnowie swego wnętrza. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z Ignacym sam na sam i pytasz go, co warto podjąć w Wielkim Poście. Co mógłby ci odpowiedzieć?
Jestem przekonany, że powiedziałby ci: „Znajdź czas dla Jezusa”. Zastanów się, gdzie i w jaki sposób najłatwiej ci znajdować Jezusa, i postanów sobie, że w tym roku nie zmarnujesz tej szansy. Ignacy napisał kiedyś do grupy jezuitów: „Moim największym pragnieniem jest rozbudzić w was czystą miłość Jezusa Chrystusa”.
Ignacy mógłby także zasugerować, żebyś spróbował nowych form modlitwy. Oprócz rachunku sumienia uczy on w Ćwiczeniach duchownych kilku innych metod. Jedna z najbardziej znanych to medytacja, w której przenosimy się wyobraźnią do konkretnej sceny ewangelicznej i uczestniczymy w niej z pozycji obserwatora. Jeszcze inna to modlitwa w formie szczerej i swobodnej rozmowy z Bogiem, którą nazwał „kolokwium”. Ignacy zachęca w Ćwiczeniach, by rozmawiać z Jezusem, jakby „przyjaciel mówił do przyjaciela (...), zwierzając Mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc Go w nich o radę”.
Ignacy mógłby ci wreszcie zasugerować, żebyś – podobnie jak on – wzorował swoje życie na Jezusie, Człowieku czynu. Na początek spróbuj zadać sobie pytania, które są sercem Ćwiczeń duchownych: „Co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Co powinien uczynić dla Chrystusa?”. Chrystus zaprasza cię, abyś włączył się w Jego dzieło, którego dokonuje w konkretnych okolicznościach twojego życia, wśród ludzi, których postawił obok ciebie. Zaprasza cię, byś wniknął w swoje najgłębsze pragnienia, a następnie odpowiedział na Jego wezwanie wdzięcznym i ofiarnym sercem.
Odnowa duchowa to poważne zadanie, ale Ignacy na pewno powiedziałby ci, żebyś się niepotrzebnie nie martwił. Jeśli szczerze pragniesz Boga, On cię znajdzie. Jak pisał kiedyś Ignacy do stroskanego przyjaciela: „Nie ma sensu zamartwiać się niepotrzebnie, staraj się kompetentnie i ofiarnie podejmować trud, a resztę pozostaw Jemu”. ▐

 

Znajdować Boga we wszystkim
Ignacjańska droga odnowy duchowej


Św. Ignacy Loyola uczył innych modlitwy, pomagając im uświadamiać sobie obecność Boga w codziennym życiu. Wierzył, że kiedy odkryjemy obecność Boga, głębiej doświadczymy Jego miłości do nas osobiście i lepiej zrozumiemy, do czego On nas powołuje. Ignacy nazwał tę formę modlitwy Codziennym rachunkiem sumienia. Może uda ci się w tym Wielkim Poście znaleźć trochę czasu wieczorem, by pomodlić się w ten sposób. Oto pięć punktów, które ci w tym pomogą.

STAŃ W OBECNOŚCI BOGA
Przypomnij sobie wydarzenia minionego dnia, prosząc o pomoc Ducha Świętego. Jeśli w twoje myśli wkrada się chaos lub trudno ci przypomnieć sobie, co się działo, proś o jasność i zrozumienie.

PODZIĘKUJ ZA MINIONY DZIEŃ
Przejdź myślą cały dzień w duchu wdzięczności. Skup się na łaskach, jakie dziś otrzymałeś. Zwróć szczególną uwagę na ludzi, których spotkałeś, i nawet najdrobniejsze szczegóły, które budzą w tobie wdzięczność. Co w dzisiejszym dniu sprawiło ci radość i przyjemność?

ZBADAJ SWOJE UCZUCIA
Poddaj refleksji uczucia, jakich doznawałeś w ciągu dnia, próbując odczytać w nich poruszenia Ducha Świętego. Zauważ też błędy, które popełniłeś, ale przede wszystkim próbuj rozeznać, dokąd prowadził cię Bóg poprzez te uczucia. Twój smutek z powodu cierpienia, jakie dotknęło przyjaciela, może oznaczać, że Bóg wzywa cię do przyjścia mu z pomocą. Poczucie znudzenia czy frustracji w związku z jakimś zaangażowaniem może oznaczać, że powinieneś na nowo przemyśleć swój udział w nim.

WYBIERZ JEDEN SZCZEGÓŁ DNIA
I POROZMAWIAJ O NIM Z BOGIEM
Poproś Ducha Świętego, by przywiódł ci na myśl jedno uczucie, spotkanie czy szczegół dzisiejszego dnia. Przyjrzyj się myślom, jakie Bóg ci poddaje. Odpowiedz Mu tak, jak dyktuje ci serce – dziękczynieniem, prośbą, modlitwą uwielbienia czy skruchy.

POWIERZ BOGU KOLEJNY DZIEŃ
Przedstaw sobie jutrzejsze obowiązki i wyzwania, jakie cię czekają. Powierz Bogu to wszystko, co czujesz – niepokój, zmęczenie, radość. Proś Go, by był z tobą i dawał ci swoje światło. ▐

 


Uwierzyłam, że Jezus umarł za mnie
Zobaczenie Pasji na ekranie otworzyło mi oczy


Zanim doszłam do ósmej klasy, rodzina nauczyła mnie już wiele na temat wiary katolickiej. Wieczorem przed pójściem spać odmawiałam całą serię modlitw, w tym także Różaniec. Denerwując się przed klasówką, w krótkiej modlitwie prosiłam Boga o pomoc. Ogólnie rzecz biorąc, byłam dobrym dzieckiem, chociaż zdawałam sobie sprawę, że lubię rządzić innymi. Kiedy inni obijali się podczas zajęć na basenie, zwracałam im uwagę. Uważałam, że przez to pomagam trenerowi, ale w rzeczywistości zachowywałam się w sposób apodyktyczny i denerwujący.
Patrząc na tamtą siebie z dzisiejszej perspektywy, widzę też, że brakowało mi poczucia bezpieczeństwa. Wśród koleżanek i kolegów z drużyny pływackiej, z których większość nie była religijna, czułam, że nie mogę być sobą. Nie mówiłam o swo- jej wierze z obawy, co sobie o mnie pomyślą. Czułam się też nieco wyobcowana, gdyż interesowała mnie zupełnie inna muzyka, moda czy media.
Tamtej wiosny rodzice w Wielkim Tygodniu wysłali mnie ze starszą siostrą na rekolekcje. W poprzednich latach w Wielkim Tygodniu uczestniczyliśmy całą rodziną w Drodze Krzyżowej i odwiedzaliśmy różne kościoły, ale pamiętam, że czułam się tak, jakbyśmy wspominali jakieś odległe wydarzenia. Wiele już razy słyszałam historię śmierci i zmartwychwstania Jezusa, ale nie budziła ona głębszych reakcji w moim sercu. Jednak w tym roku w ramach rekolekcji w Wielki Piątek obejrzeliśmy film Pasja. Byłam zaskoczona ładunkiem przemocy w tym filmie. Wraz z innymi dziewczynami płakałyśmy, podając sobie paczki chusteczek. Jednak przesłanie filmu nie do końca do mnie dotarło. W mojej relacji z Bogiem nie zaszła istotna zmiana, nie zwiększyło się też moje poczucie bezpieczeństwa.

NIEOCZEKIWANA LEKCJA
W następnym roku znowu pojechałam na rekolekcje i znalazłam się w tej samej sali przed tym samym ekranem. Znowu był Wielki Piątek i znowu oglądaliśmy Pasję. Podobnie jak przed rokiem dziewczyny reagowały bardzo emocjonalnie. Ja jednak tym razem wiedziałam, czego oczekiwać, mogłam więc bardziej skupić się na przesłaniu filmu.
Zamiast szlochać na głos i zasłaniać oczy, siedziałam spokojnie na krześle i uważnie, w ciszy, ze łzami spływającymi po policzkach, śledziłam to, co działo się na ekranie. Kiedy patrzyłam na Jezusa biczowanego, dźwigającego krzyż, a następnie konającego na Kalwarii, przez cały czas towarzyszyła mi jedna myśl: „On zrobił to wszystko dla mnie”.
Pierwszy raz w życiu poczułam głębokie poruszenie serca. Odczuwałam nie tylko smutek, ale także głęboką wdzięczność do Jezusa. Dziękuję Ci za to, że zrobiłeś to dla mnie. Dziękuję, że przeszedłeś przez to wszystko, abym mogła być z Tobą w niebie. Nie zasłużyłam na to, ale Ty i tak to zrobiłeś.
Wysłuchałam już wiele homilii i katechez o tym, jak Jezus złożył w ofierze samego siebie za każdego człowieka. Nigdy jednak nieskończona głębia ofiary i miłości Jezusa nie dotarła do mnie tak jasno. Tego wieczoru moje oczy zostały otwarte na nowo. Nie umiem powiedzieć, dlaczego stało się to akurat tym razem, ale myślę, że to Jezus dotknął mego serca.

ON JEST ZE MNĄ
Od tego wieczoru starałam się być lepszym człowiekiem – ze względu na Jezusa. Moja wiara stała się naprawdę moja – wierzyłam już nie dlatego, że tak mnie wychowano, ale ponieważ pragnęłam relacji z Jezusem. Dotąd moja wiara polegała na wypełnianiu obowiązków. Teraz stała się sposobem życia.
Działo się to cztery lata temu i odtąd moja relacja z Jezusem ciągle się pogłębia. Kiedy się modlę, nie jest to już tylko „odmawianie” modlitw, lecz rozmowa z Jezusem. Wiem, że On chce mi pomagać, bo przecież oddał za mnie życie, opowiadam Mu więc o wszystkim, co przeżywam, o moich smutkach i radościach. Widzę ogromną różnicę w stosunku do moich wieczornych modlitw, które odmawiałam jako trzynastolatka. Teraz wiem, że Jezus jest ze mną, a nie gdzieś daleko, że zależy Mu na mnie.
Teraz, kiedy głębiej zrozumiałam miłość Jezusa, bardziej na Nim polegam. Zamiast, jak kiedyś, starać się natychmiast zapanować nad każdą sytuacją, reaguję z większym spokojem, cierpliwością i skromnością. Przygotowując się do ukończenia szkoły średniej, zawierzam Bogu moją przyszłość. Wciąż jeszcze czasem czuję się zestresowana, ale już mnie to tak bardzo nie przytłacza, ponieważ ufam Jezusowi.

UFNOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA
Ponieważ moja relacja z Jezusem jest żywsza niż wcześniej, zmienił się też mój stosunek do koleżanek i kolegów. Ostatnio dziewczyna z drużyny pływackiej ewidentnie miała zły dzień. Nie uważam się za specjalnie wylewną osobę, ale poczułam, że powinnam ją przytulić. Nie chciałam tego zrobić, ale intuicja podpowiadała mi, że Jezus tego ode mnie pragnie. Okazało się, że koleżanka naprawdę tego potrzebowała, była mi potem bardzo wdzięczna.
Podczas treningów czuję się bardziej swobodna i jestem w stanie przyznawać się do wiary przed osobami, które nie są religijne. Myślę, że to Jezus mi pomaga, bo sama z siebie nie miałabym odwagi, Myślę, że On się mną posługuje, ponieważ bardziej się na Niego otworzyłam.
Stopniowo nabieram coraz większej pewności w wierze. Nie boję się już, że ktoś przyklei mi etykietkę chrześcijanki. Nawet jeśli ktoś nie będzie mnie lubił, wiem, że Jezus mnie kocha. Nie muszę zmieniać się po to, by upodobnić się do rówieśników. Wolę skupić się na tym, co najważniejsze – by dostać się do nieba i zabrać tam ze sobą jak najwięcej ludzi.
Niedawno uświadomiłam sobie, że jestem szczęśliwa. Czułam, że Bóg mówi mi: „Widzisz, wysłuchałem twojej modlitwy”. Myślę, że sama nie doszłabym do tego wniosku. To Bóg chciał, żebym zrozumiała, że nie muszę być niezadowolona i apodyktyczna, nie muszę kontrolować wszystkich i wszystkiego. Mogę być wdzięczna za to, co Bóg dla mnie uczynił, i pozwalać Mu dalej przemieniać moje życie. ▐

Teresa Riedel jest uczennicą ostatniej klasy szkoły średniej.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 3 (295) 2018



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MARCOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Marcowy numer nosi tytuł: „Wielki Post – czas łaski”. Piszemy w nim o tym, jak podejmowane przez nas tradycyjne praktyki wielkopostne – modlitwa, post i jałmużna – pomagają nam zbliżyć się do Boga i otworzyć na łaski, którymi On pragnie nas w tym czasie obdarzać.
Magazyn otwiera artykuł „Pielgrzym serca” o św. Ignacym Loyoli jako patronie wielkopostnej odnowy. Dodatek „Znajdować Boga we wszystkim” zawiera konkretne wskazówki dotyczące praktykowania Ignacjańskiej drogi odnowy duchowej. W magazynie ponadto rachunek sumienia oraz dwa poruszające świadectwa: Jak obejrzenie filmu „Pasja” wpłynęło na przeżywanie wiary przez młodą dziewczynę oraz o znalezieniu Boga w więzieniu.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


W górę, do środka, na zewnątrz
Duchowe ramy Wielkiego Postu ................................ 4

Kiedy się modlicie…
Jak wspierać się nawzajem w Wielkim Poście............ 7

Kiedy pościcie…
Nie chodzi tylko o jedzenie......................................... 11

Kiedy dajecie jałmużnę...
Droga do ofiarności i współczucia............................. 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 marca............................20

MAGAZYN

Pielgrzym serca
Św. Ignacy Loyola patronem wielkopostnej odnowy
Jim Manney............................ 50

Znajdować Boga we wszystkim
Ignacjańska droga odnowy duchowej........................ 53

Uleczę ich rany
Wielkopostny rachunek sumienia.............................. 54

Uwierzyłam, że Jezus umarł za mnie
Zobaczenie Pasji na ekranie otworzyło mi oczy
Teresa Riedel........................................................... 56

Stałem się lepszym człowiekiem
Więzienie było ostatnim miejscem, w którym
spodziewałem się odnaleźć Boga – Albert Innarelli... 59

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

ARTYKUŁY:

Kiedy się modlicie…
Jak wspierać się nawzajem w Wielkim Poście

U żony rozpoznano raka. Syn odszedł z Kościoła. Kolega znalazł się w szpitalu po zderzeniu na autostradzie. Sąsiadka straciła pracę. Miliony ludzi pójdą dziś spać bez posiłku, bez pomocy medycznej, a nawet bez dachu nad głową. Tysiące padają ofiarą handlu ludźmi, wiele młodych kobiet jest zmuszanych do prostytucji. Całe narody odmawiają nienarodzonym prawa do życia. Wiele krajów cierpi pod rządami tyranów…
Taki ogrom cierpienia w tym świecie wydaje się niemożliwy do pokonania. A mimo to Pismo Święte każe nam mieć nadzieję, ponieważ dla Boga możliwe jest to, co jest niemożliwe dla ludzi (Łk 18,27). Stąd właśnie płynie wartość modlitwy wstawienniczej, którą zajmiemy się w tym artykule.

MOC WSTAWIENNICTWA
Modlitwa wstawiennicza jest czym innym niż uwielbienie, medytacja czy dziękczynienie. Jest to także coś więcej niż zwykła pamięć modlitewna o ludziach znajdujących się w potrzebie. Modlitwa wstawiennicza to prośba o to, by Bóg wszedł w trudną sytuację, kierowana do Niego z wiarą, że On rzeczywiście będzie działał.
Czy wiesz, jak bardzo Bóg ceni sobie modlitwę wstawienniczą? Aby się o tym przekonać wystarczy przypomnieć sobie treść Modlitwy Pańskiej. W modlitwie tej Jezus uczy nas prosić w wielu ważnych intencjach – o to, byśmy ujrzeli chwałę Boga i oddali Mu cześć; byśmy przyjęli wolę Bożą, a także by Bóg dał nam chleb powszedni, przebaczył grzechy i wybawił nas od złego. Co więcej, w Ewangelii według św. Łukasza bezpośrednio po tej modlitwie znajdujemy obietnicę Jezusa, że temu, kto prosi, zostanie dane (Łk 11,9).
Także sam Jezus modlił się wstawienniczo. Podczas Ostatniej Wieczerzy, gdy zaledwie godziny dzieliły Go od śmierci, modlił się za swoich Apostołów i za nas wszystkich – o Bożą opiekę nad nami, o łaskę opierania się pokusom, o nasze uświęcenie i o jedność między nami (J 17,9-21).
Jak widzimy, modlitwa wstawiennicza nie jest ćwiczeniem duchowym drugiej kategorii. Zwłaszcza w tak pełnym łaski okresie liturgicznym, jak Wielki Post, może ona stać się potężną bronią przeciwko grzechom i lękom trapiącym naszych bliskich i cały świat.

WYTRWAŁOŚĆ
Sednem modlitwy wstawienniczej jest wytrwałość. Ludzie wytrwali podbijają serce Boga. Czy nie o tym mówi Jezus w przypowieści o natrętnym przyjacielu (Łk 11,5-13)? Kiedy o północy sąsiad przyszedł prosić o pomoc, gospodarz nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z łóżka. Ostatecznie jednak uczynił to i pomógł proszącemu z powodu jego natręctwa. Jezus uczy nas tu, że jeśli będziemy wytrwale prosić w modlitwie wstawienniczej, Bóg nam odpowie.
Podobne przesłanie odnajdujemy w dwóch innych historiach ewangelicznych. Pierwsza to przypowieść o wdowie, która naprzykrzała się sędziemu, dopóki nie obiecał wziąć ją w obronę. Jezus powiedział swoim słuchaczom, że sędzia postanowił wziąć stronę tej wdowy nie z poczucia sprawiedliwości, ale po prostu dlatego, że był już zmęczony wysłuchiwaniem jej próśb (Łk 18,1-8).
Druga historia opowiada o autentycznym spotkaniu Jezusa z kobietą kananejską (Mt 15,21-28). Kobieta prosiła o uzdrowienie dla swojej córki, ale ponieważ była poganką, Jezus wydawał się nieskory do pomocy. Jednak nawet gdy powiedział: „niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”, kobieta nie poddała się i wytrwale prosiła dalej. Poruszony jej nieustępliwością, Jezus rzekł: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz”. Obie te historie przekazują nam prostą i jasną wskazówkę: bądźmy wytrwali w modlitwie!

JEZUS WSTAWIA SIĘ ZA NAMI
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus przepowiedział swoim uczniom, że opuszczą Go w godzinie męki. Następnie zwrócił się do Piotra, mówiąc: „Prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj swoich braci” (Łk 22,32). Jezus wiedział, że Piotr się Go zaprze i że wtedy będzie potrzebował pomocy Boga. Dlatego o tę pomoc dla niego prosił.
Jezus modlił się nie tylko za Piotra i Apostołów. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że „wciąż żyje, aby się wstawiać za nami” (por. Hbr 7,25). Wyobraźmy sobie te scenę – Jezus, wywyższony do chwały i wspaniałości nieba, modli się za nas. Także teraz, w tej chwili, wstawia się za tobą i tymi, których kochasz.
My wszyscy, wychowani w Kościele katolickim, od dzieciństwa uczyliśmy się mówić do Maryi: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Wierzymy, że modlitwa wstawiennicza Najświętszej Maryi Panny jest szczególnie skuteczna. Jak każda matka, może o każdej porze zwrócić się do swojego Syna i prosić Go o pomoc. Dostrzega problemy, rany i potrzeby swoich dzieci i nieustannie wstawia się za nimi. I jak każda dobra matka pociesza nas, gdy modlimy się za naszych bliskich. Zapewnia, że jest przy nas i modli się razem z nami.
Czy nie jest to wspaniałe? Jezus obiecał, że kto prosi, otrzyma. Że jeśli będziemy wytrwale o coś się modlić, zobaczymy Boże działanie. Obiecał też, że wraz ze swoją Matką będzie powierzał Bogu Ojcu troski i potrzeby, jakie do Niego zanosimy. Na modlitwie nigdy nie jesteśmy sami!

TAJEMNICA WOLI BOŻEJ
Ale powiesz może: „Modlę się wytrwale. Dlaczego niektóre moje modlitwy nie zostają wysłuchane?”. Jest to jedna
z wielkich tajemnic naszej wiary. Wiemy, że Jezus nas kocha. Wiemy, że nie chce niczyjego cierpienia. Nie zawsze jednak widzimy odpowiedź na nasze modlitwy, nawet gdy modlimy się szczerze i wytrwale. Najlepszym wyjaśnieniem jest to, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy, ale nie zawsze zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Choć jest to trudne, musimy Mu wtedy zaufać, że On w swej mądrości wie lepiej, co jest dla nas dobre – w perspektywie naszego zbawienia.
Przykładem wytrwałości na modlitwie, a jednocześnie zgody na wolę Bożą jest Joe Difato, wydawca amerykańskiej wersji naszego pisma. Ma on dorosłą córkę, która w wieku czterech lat straciła wzrok. Joe regularnie modli się o jej uzdrowienie. Jak każdy ojciec, gorąco pragnie, żeby odzyskała wzrok. Jednocześnie jednak godzi się i z taką możliwością, że na zawsze zostanie niewidoma. „Wierzę, że Jezus pragnie uzdrowić moją córkę i modlę się o to, ale ona wciąż jest niewidoma. Czasami tracę nadzieję na to, że kiedykolwiek będzie widzieć. Czasami wszystko, na co mnie stać, to starać się wytrwale modlić pomimo moich wątpliwości”.

CZTERDZIEŚCI DNI MODLITWY
Ponieważ nie jesteśmy w stanie zrozumieć w pełni Bożych zamysłów, pozostaje nam jedynie wytrwale się modlić i wierzyć, że Bóg w swojej mądrości odpowie na naszą modlitwę na swój sposób i w swoim czasie.
Przed nami jeszcze kilka tygodni Wielkiego Postu. Może spróbujesz sporządzić sobie własną listę intencji, w których będziesz się modlić. Pomyśl o swoich krewnych i znajomych, którzy cierpią na ciele lub na duszy. Wybierz i dodaj do tej listy jeden czy dwa bliskie ci problemy globalne – na przykład niepokój na Bliskim Wschodzie, dramat aborcji, głód w Afryce Środkowej, nędza w Ameryce Łacińskiej. Następnie codziennie spójrz na listę i pomódl się w tych intencjach.
Obyśmy wszyscy w tym Wielkim Poście nieustannie się modlili (1 Tes 5,17). Kto wie, może właśnie w Niedzielę Wielkanocną Bóg zechce spełnić którąś z naszych najgorętszych próśb! ▐


Kiedy dajecie jałmużnę…
Droga do ofiarności i współczucia

Modlitwa jest dla nas nieustannym wyzwaniem. Są dwie możliwości – albo będziemy pogłębiać nasze życie modlitwy, albo stanie się ono bezbarwne i anemiczne. Nie jest to wcale dziwne. Podobnie dzieje się w życiu małżonków: albo będą coraz bardziej wzrastać we wzajemnej miłości i szacunku, albo stopniowo zaczną oddalać się od siebie. Tak samo jest z uczeniem się: albo wciąż uczymy się nowych rzeczy, albo nasze umysły stają się ociężałe i gnuśne. Ta prawidłowość dotyczy wielu dziedzin naszego życia, także ostatniej praktyki wielkopostnej, jaką jest dawanie jałmużny. Albo nasza troska o potrzebujących będzie wzrastać, albo zaczniemy coraz bardziej obojętnieć na ich cierpienie.
Przypatrzmy się więc teraz jałmużnie – drugiemu „skrzydłu modlitwy”, które pomaga nam przybliżyć się do Jezusa. Prośmy też Ducha Świętego, aby dał nam serce pełne współczucia, otwarte na potrzeby innych.

JEZUS I UBODZY
Jezus zawsze miał w sercu szczególne miejsce dla ubogich, bezdomnych, chorych i wyrzuconych na margines życia. Pismo Święte mówi nam, że to właśnie do nich przyszedł, aby ich wybawić (Łk 4,18-19). Przy wielu okazjach zachęcał do troski o ubogich: „Daj temu, kto cię prosi” (Mt 5,42). Mówiąc o czekającym nas wszystkich Sądzie Ostatecznym, zakończył wstrząsającym stwierdzeniem: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Opowiedział też przypowieść o biedaku imieniem Łazarz oraz bogaczu, który zapłacił wysoką cenę za swoją obojętność (Łk 16,19-31). Wartość jałmużny podkreślali także Piotr, Paweł i Jan. Jest o niej mowa również w niezliczonych tekstach Starego Testamentu.
Jezus nie tylko mówił o ubogich, ale szedł pomiędzy nich. Spędzał z nimi o wiele więcej czasu niż z bogatymi. Rozmawiał z nimi, żył wśród nich, oddawał im swoje serce.
Nie znaczy to, że odrzucał ludzi zamożnych. Spotykał się także z wieloma bogatymi i wpływowymi ludźmi, na przykład z faryzeuszem imieniem Szymon, Nikodemem i Józefem z Arymatei. Przyjmował pomoc finansową od zamożnych kobiet: Joanny, żony Chuzy, Zuzanny i wielu innych. Jadał z celnikami, którym pod względem materialnym na niczym nie zbywało, ponieważ – jak sam powiedział – „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17). Jednak ogromną większość czasu poświęcał ludziom ubogim, chorym i cierpiącym.

PROBLEM CZY CZŁOWIEK?
To właśnie ta szczególna miłość Jezusa do ubogich skłania nas do dawania jałmużny. Jezusowi zależy na tym, abyśmy nie tylko dawali im pieniądze, ale także współcierpieli z tymi, którzy znajdują się w potrzebie. Pragnie, abyśmy myśleli z troską o tych, którzy nie mają dachu nad głową i chodzą w łachmanach, abyśmy karmili głodnych nie tylko dlatego, że tak trzeba, ale ponieważ serce nam się kraje na myśl o tym, że którekolwiek z Bożych dzieci mogłoby pójść spać z pustym żołądkiem. Chce także, byśmy z potrzeby serca odwiedzali samotnych i więźniów.
Ubodzy często postrzegani są przez nas w kategoriach problemu. Jezus chce jednak, abyśmy widzieli w nich nie problem czy zagrożenie dla naszego osobistego komfortu, ale siostry i braci, którzy potrzebują naszej pomocy. Są oni tak samo jak i my ukochanymi dziećmi Boga. Zasługują na naszą pomoc, ponieważ należymy do tej samej rodziny.
Nieważne, kim jesteś i jak wiele, czy też jak mało, masz do zaoferowania, Jezus oczekuje, że będziesz dzielił się tym, czym możesz.

SPRAWA SERCA
Sens jałmużny jest prosty i jasny. Bóg chce, aby ci, którzy posiadają dobra tego świata, ofiarnie dzielili się swoimi pieniędzmi z tymi, którzy ich nie posiadają. Jednak Jezus mówi nam, że jałmużna to nie tylko kwestia oddania potrzebującym swojego czasu, pieniędzy czy talentu. Jałmużna jest sprawą serca.
Pewnego dnia Jezus i Jego uczniowie obserwowali ludzi wrzucających pieniądze do skarbca świątyni. Widzieli, jak „wielu bogatych wrzucało wiele” (Mk 12,41). Z pewnością ich dary były miłe Panu. Następnie ujrzeli ubogą wdowę, która wrzuciła zaledwie dwa pieniążki. Ten dar ucieszył Jezusa bardziej niż wszystkie inne, które zobaczył tego dnia. „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich” – powiedział swoim uczniom. „Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie” (Mk 12,43.44). Suma pieniędzy ofiarowanych przez kobietę nie miała znaczenia, to jej ofiarność i oddanie poruszyły Jezusa.
Także dzisiaj Jezus widzi to, co dajemy i czym się kierujemy. Wie, jak wygląda nasza troska o ubogich. Wie, czy dajemy z miłości, czy tylko z poczucia obowiązku. Historia ubogiej wdowy mówi nam, że nawet jeśli mamy niewiele, ale potrafimy się tym podzielić, Bóg z pewnością to doceni.

KRZYK UBOGICH
Jedną z najbardziej oszukańczych pułapek, jakie nam zagrażają, gdy idzie o stosunek do ubogich, jest nadmierny przechył w stronę duchowości – uznanie, że należy troszczyć się jedynie o ich dusze. Mając takie podejście, uznajemy, że ubogi to ten, kto nie karmi się sakramentami, modlitwą i słowem Bożym. Z pewnością brak duchowego pokarmu mocno zubaża człowieka, a jego wieczny los zdecydowanie powinien nas obchodzić. Jednak taki pogląd może prowadzić do zaniedbania tych, którzy są ubodzy materialnie. Może spowodować w nas obojętność na ich cierpienie i przekonać, że ten najbardziej podstawowy rodzaj ubóstwa nie jest naszą sprawą.
Chociaż takie rozumienie ubóstwa może odegrać pewną rolę w naszej obojętności wobec ubogich, jednak zaniedbujemy ich przede wszystkim z powodu naszych własnych grzechów. Wszyscy jesteśmy dotknięci egoizmem i lenistwem. Ignorujemy sprawy społeczne, gdyż jesteśmy zbytnio zajęci własnymi troskami. Usprawiedliwiamy się sami przed sobą, że to nie nasza sprawa, lub stwierdzamy, że w tych trudnych kwestiach i tak nie jesteśmy nic w stanie zrobić, więc nie warto nawet próbować.
Bóg jednak chce otwierać nam uszy na krzyk ubogich. Wciąż przypomina nam, że Jego Kościół ma być obrońcą ubogich, cierpiących, więźniów i odrzuconych na margines. Gdyby Jezus stanął teraz przed nami, prawdopodobnie powiedziałby: „Wezwałem was, byście troszczyli się o potrzeby tych, którzy nic nie mają. Mój Kościół ma pragnąć dla nich sprawiedliwości i dążyć do niej. Powołałem was do okazywania im miłości”.

DOBRY SAMARYTANIN
Św. Augustyn był zdania, że przypowieść o dobrym Samarytaninie mówi o Jezusie i Jego trosce o nas. W interpretacji Augustyna Samarytaninem jest Jezus, który przyszedł, podniósł nas i opatrzył nam rany, kiedy byliśmy bezsilni. Po zaspokojeniu naszych najbardziej palących potrzeb zaniósł nas do gospody – Kościoła – aby tam się nami zaopiekowano. Poniósł też koszty naszej opieki.
W jaki sposób możemy odwdzięczyć się Jezusowi za wszystko, co dla nas uczynił? My, którzy zostaliśmy wezwani ze śmierci do życia i włączeni w Kościół, jesteśmy teraz wezwani do naśladowania Jezusa – dobrego Samarytanina, do odkładania swoich spraw, aby zatroszczyć się o potrzebujących. Oczywiście mamy ograniczoną ilość pieniędzy czy żywności, ale zawsze możemy podzielić się tym z innymi. Możemy pomóc komuś w pokonaniu kryzysu finansowego czy zdrowotnego, aby mógł stanąć na nogi. Matka Teresa wywarła ogromny wpływ na świat, gdyż zrezygnowała ze swoich spraw, by służyć ubogim. Wielu ludzi aktywnie działa na rzecz potrzebujących, zbierając fundusze, przygotowując posiłki dla bezdomnych czy wyjeżdżając na misje. Trudno przecenić owoce ich pracy, tacy ludzie naprawdę zmieniają świat. Jednocześnie doświadczają oni częstokroć, że pomagając ubogim, otrzymują od nich więcej, niż im ofiarowali.
Obyśmy w tym Wielkim Poście usłyszeli krzyk ubogich i uczynili wszystko, co w naszej mocy, by przyjść im z pomocą. Obyśmy potrafili zdobyć się na ofiarność – oddać część swojej żywności, pieniędzy czy czasu tym, którym są one naprawdę potrzebne. Obyśmy stali się dobrymi Samarytanami dla ubogich i cierpiących. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Czwartek, 1 marca
Łk 16,19-31
U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami. (Łk 16,20)
Wielu kierowców dopiero po wypadku przekonuje się, że istnieje coś takiego, jak martwe pole. Instruktorzy nauki jazdy przypominają, że nie wystarczy tylko spojrzeć w lusterka – trzeba też sprawdzić, co dzieje się w martwych polach, których w lusterkach nie zobaczymy. Jedynym sposobem upewnienia się, że nic nie jedzie, jest odwrócenie głowy w daną stronę. Na pozór jest to oczywiste, ale wielu kierowców o tym zapomina, a konsekwencje bywają tragiczne.
Bogacz z dzisiejszej Ewangelii miał takie „martwe pole” tuż za swoją bramą. Codziennie przez nią przechodził, nie zwracając uwagi na leżącego tam głodnego żebraka. Być może widział Łazarza, ale nigdy nim się nie przejął – nie zauważył jego wrzodów, nie zagadał do niego, nie spojrzał mu w oczy. Nie przyszło mu na myśl, by dać mu coś do jedzenia czy opatrzyć rany. Po prostu go nie dostrzegał.
My także, jak ten bogacz, mamy swoje „martwe pola”. Możemy nie zauważać potrzebujących, nawet jeśli żyją w naszym najbliższym otoczeniu. Bardzo łatwo jest ich zignorować – bo przecież jesteśmy tak bardzo zajęci, zmęczeni, sfrustrowani. Mijamy więc ich obojętnie. Naszym „Łazarzem” może być bezdomna kobieta, żebrząca na rogu ulicy, obok której przechodzimy codziennie idąc do biura. Może być nim rozdrażnione dziecko czy zmęczony mąż w naszym własnym domu. A może samotny sąsiad, który z powodu choroby od kilku dni nie wychodzi z domu. Wszyscy oni potrzebują miłości, a Bóg chce, byśmy ich zauważyli i okazali im zainteresowanie.
Od czego zacząć? Pójdź za radą instruktorów nauki jazdy i odwróć głowę. Zwróć uwagę na ludzi znajdujących się w twoim „martwym polu”. Spróbuj poczuć ich głód, samotność, znużenie. Odwróć głowę i spójrz im w oczy. Nie strać szansy na spotkanie z drugim człowiekiem i okazanie mu miłości.
Proś dziś Ducha Świętego, aby oświetlił twoje „martwe pola”. Proś Go, by pokazał ci, kto leży u twoich drzwi.
A kiedy już go dostrzeżesz, spójrz mu w oczy, okaż szacunek i potraktuj z miłością.
„Duchu Święty, pomóż mi nieść innym Twoją miłość”.
Jr 17,5-10
Ps 1,1-4.6

Niedziela, 4 marca
Wj 20,1-17
Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. (Wj 20,2)
Chociaż, niestety, niewolnictwo w różnych formach istnieje po dziś dzień, dla wszystkich powinno być rzeczą oczywistą, że nikt nie ma prawa posiadać na własność drugiej osoby. Taki właśnie był sens wyjścia Izraela z Egiptu – Bóg wyprowadził ich z niewoli. Trochę mniej oczywisty jest natomiast fakt, że każdy z nas może sam popaść w niewolę – niewolę grzechu. Niewola ta polega na tym, że wpadamy w pułapkę grzesznego przyzwyczajenia czy nałogu, z którego nie jesteśmy w stanie wyzwolić się o własnych siłach.
Jest jednak dobra nowina. Ten sam Bóg, który wybawił Izraelitów z niewoli fizycznej, chce wyprowadzać nas z niewoli duchowej.
Już sama myśl o byciu czyimś niewolnikiem jest dla nas odrażająca. Podobne uczucie powinna budzić w nas niewola grzechu. Nikt nie chce w niej się znaleźć. Nikt nie chce stracić kontroli nad którąś ze sfer swojego życia. Jak powiedział św. Paweł, „ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Czyż to nie wspaniałe?
Czy chcesz zostać wyswobodzony od grzesznego nałogu, który niszczy twoje życie? Jeśli tak, oto dwie sugestie:
Po pierwsze, codziennie wyznawaj Bogu swoje grzechy na modlitwie. Mów Jezusowi, jak ciężko ci je pokonać. Wzbudź w sobie wiarę w obietnicę Pisma Świętego: „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1,9).
Po drugie, módl się o siłę do walki z grzechem. Zaufaj, że Bóg widzi twoje wysiłki i wesprze je swoją mocą, gdy pojawi się pokusa.
W tym życiu zawsze będziemy popełniać grzechy. Ale gdy się modlimy, wyznajemy je i prosimy Boga o siłę, rozpoczyna się w nas proces oczyszczenia i uświęcenia. Grzech stopniowo traci nad nami swoją moc, ponieważ coraz skuteczniej potrafimy go przezwyciężać.
„Panie, nie chcę być niewolnikiem grzechu. Wyprowadź mnie z niewoli”.
Ps 19,8-11
1 Kor 1,22-25
J 2,13-25

Sobota, 10 marca
Łk 18,9-14
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie. (Łk 18,11)
Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński podczas rekolekcji przed swoimi święceniami kapłańskimi zanotował sobie kilka postanowień, które odtąd zawsze nosił w brewiarzu. Jedno z nich brzmiało: „Szanuj każdego, gdyż jesteś odeń gorszy: Bóg pysznym się sprzeciwia”. Przyszły Prymas Tysiąclecia był przekonany, że w każdym człowieku da się znaleźć coś, czego warto się od niego nauczyć.
Faryzeusz z dzisiejszej Ewangelii miał wiele cech wartych naśladowania. Nie wyzyskiwał innych, nie cudzołożył, nie postępował niesprawiedliwie, był pobożnym człowiekiem, który modlił się, zachowywał posty i wiernie płacił dziesięcinę. Pod tym względem celnik nie dorastał mu do pięt. Miał on w sobie jednak coś, co usprawiedliwiło go w oczach Boga. Wyznawał Bogu swoje własne słabości, a nie słabości faryzeusza czy kogokolwiek innego znajdującego się w świątyni.
Celnik, patrząc na faryzeusza, pewnie też z łatwością wynalazłby w nim coś, co można by skrytykować. Ten świętoszek. Obłudnik. Pyszałek. Ciekawe, czy we własnym domu, jak nikt go nie widzi, też jest taki święty. Jednak takie myśli nawet nie przyszły mu do głowy. Był zbyt zajęty spotkaniem z Bogiem, przed którym czuł się niegodny stanąć. Stał z daleka, bił się w piersi i prosił o przebaczenie, pozostawiając Bogu osądzanie innych.
Nie ma ludzi kryształowych. W każdym człowieku, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy też nie, jest mieszanina dobra i zła. Każdy potrzebuje zbawienia w Jezusie Chrystusie. Każdy też ma w swoim życiu chwile słabości, które najchętniej wymazałby z pamięci. Jednak ludzka natura ma to do siebie, że o wiele łatwiej nam dostrzegać zło w innych niż w sobie samym. Dzisiejsza Ewangelia jest więc dla nas ostrzeżeniem – jeśli będziemy ulegać tej tendencji, możemy usłyszeć od Boga słowa trudne: „To tamten jest przede Mną usprawiedliwiony, a nie ty”.
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35) – powiedział do nas Jezus. Znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa nie są te wszystkie „zasługi”, jakie wyliczał faryzeusz, ale stosunek do drugiego człowieka. Prośmy Ducha Świętego, aby tchnął w nas miłość, która nie osądza, ale uważa innych za lepszych od siebie.
„Ojcze, Ty jesteś jedynym Sędzią, który zna serce każdego człowieka. Pomóż mi naśladować skruchę celnika, który wziął odpowiedzialność za popełnione zło i z żalem wyznał je Tobie”.
Oz 6,1-6
Ps 51,3-4.18-21

Niedziela, 18 marca
Ps 51,3-4.12-15
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste. (Ps 51,12)
Dzisiejszy psalm responsoryjny jest modlitwą króla Dawida po tym, jak popełnił cudzołóstwo z Batszebą i wydał rozkaz, by jej mąż został zabity w bitwie. Dawid nazywany jest w Biblii człowiekiem według Bożego serca, jednak ta historia bardziej przypomina skandaliczny wątek serialu telewizyjnego niż postępowanie godne męża Bożego.
Co gorsza, Dawid nawet nie od razu zauważył, że zrobił coś złego. Dopiero posłany do niego przez Boga prorok Natan zdołał otworzyć mu oczy. W kontekście tej właśnie historii powstał Psalm 51, którego fragment dziś śpiewamy. Czego więc możemy się nauczyć, odmawiając go wraz z Dawidem?
Często nie dostrzegamy własnych grzechów, zarówno tych małych, jak i tych wielkich. Pożądliwość, egoizm, pycha, zadufanie w sobie czy złość mają to do siebie, że często nas zaślepiają tak samo, jak zaślepiły Dawida. Jednak Bóg zawsze ściga nas swoją łaską – i wtedy gdy jesteśmy blisko Niego, i wtedy gdy próbujemy się od Niego oddalić. Kłuje nasze sumienia. Posyła nam na pomoc aniołów i ludzi. Wszystkimi sposobami stara się uświadomić nam nasze grzechy, abyśmy mogli je wyznać i do Niego powrócić. Dziękuję Ci, Panie, za to, że posyłasz do mnie ludzi, którzy pomagają mi dostrzec moje grzechy. Wzbudź we mnie większą wrażliwość na Twoje codzienne znaki.
Miłosierdzie Boże jest niezgłębione. Nawet cudzołóstwo i morderstwo, których dopuścił się król Dawid, nie powstrzymały Boga przed tym, by go szukać, uświadomić mu ciężar jego grzechu i wzbudzić w nim szczery żal i skruchę. Kiedy żałujemy za popełnione grzechy, nasze serce zostaje uzdrowione przez miłość i miłosierdzie Boga – jak serce skruszonego Dawida. Dziękuję Ci, Panie za Twoją wierność i miłosierdzie.
Spójrzmy wreszcie na ostanie dwie linijki dzisiejszego psalmu. Dawid obiecuje, że jeśli Bóg mu przebaczy, nie będzie szczędził sił, by prowadzić do Niego innych. Pragnienie służby innym i troska o nich to naturalna reakcja na Boże miłosierdzie. Przyjdź, Panie, i posługuj się mną dla swoich celów.
„Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości. Stwórz we mnie serce czyste. Napełnij mnie swoim Świętym Duchem, a będę dzielił się wiarą ze wszystkimi, których postawisz na mojej drodze”.
Jr 31-31-34
Hbr 5,7-9
J 12,20-33

Niedziela, 25 marca
Niedziela Palmowa
Flp 2,6-11
Nie skorzystał ze sposobności. (Flp 2,6)
Przeżywamy dziś jeden z najważniejszych dni w roku. Jest to dzień, w którym kierujemy wzrok ku Jezusowi i widzimy, jak dla nas i dla naszego zbawienia ogołaca On samego siebie na krzyżu. Jest to dzień szczególnej czci Tego, którego całe życie było dawaniem, a nie braniem, uzdrawianiem i jednoczeniem, a nie skłócaniem i rywalizacją. Jest to dzień uwielbienia Jezusa, który pokonał grzech i śmierć aktem czystej, ofiarnej miłości.
Dzięki swej pokorze i posłuszeństwu Jezus przezwyciężył pychę Adama, który kiedyś podjął próbę, by stać się jak Bóg, a także pychę wszystkich Adamowych dzieci, podejmujących kolejne takie próby. Ukazał, że drogą do nieba nie jest ciągnięcie w swoją stronę i rywalizacja z innymi. Na niebo nie można też sobie zarobić, nie jest ono królestwem, które można zdobyć własnymi siłami. Śmierć Jezusa na krzyżu ukazuje nam, że niebo można jedynie z wdzięcznością przyjąć w darze, a nie egoistycznie uznać za przynależną sobie własność.
Być może taka postawa wydaje nam się tak wzniosła i heroiczna, że aż będąca poza naszym zasięgiem. Jednak nic dalszego od prawdy. Bóg widzi każde nasze wyrzeczenie, każdą sytuację, w której przedkładamy potrzeby innych nad swoje własne, każdy akt zaparcia się siebie. Kiedy mimo zmęczenia słuchamy z uwagą męża czy żony, opowiadających o trudnym dniu w pracy, Bóg to widzi. Kiedy otwieramy okno samochodu, by dać parę złotych bezdomnemu, Bóg to widzi. Kiedy mimo złej pogody i fatalnego samopoczucia idziemy na nabożeństwo Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej, Bóg to widzi. Bóg widzi wszystko i żaden dobry czyn nie jest u Niego bez nagrody.
Każdy akt bezinteresownej miłości jest odbiciem krzyża i dlatego każdy taki akt porusza serce Ojca i sprawia, że pragnie On i nas wywyższyć.
Patrz więc dziś na Jezusa i niech Jego ofiarna miłość pobudzi cię do naśladowania Go.
„Jezu, dziękuję Ci za Twój krzyż. Naucz mnie iść drogą miłości”.
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Mk 14,1--15,47

Sobota, 31 marca
Wigilia Paschalna
Mk 16,1-7
Powstał, nie ma Go tu. (Mk 16,6)
Rozbudowana liturgia słowa Wigilii Paschalnej przypomina nam dziś największe dzieła Boga: stworzenie świata, próba wiary Abrahama, wyprowadzenie narodu wybranego z niewoli egipskiej, Boże orędzia przekazywane za pośrednictwem proroków. Wszystkie te czytania kierują nas stopniowo ku Osobie Jezusa Chrystusa i Jego dziełu zbawienia. Wreszcie w Ewangelii słyszymy słowa wstrząsające – grób, gdzie złożono Jezusa ukrzyżowanego, jest pusty. Po raz pierwszy w dziejach ludzi Człowiek, którego śmierć stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, wyszedł żywy z grobu w nowym, doskonałym ciele. I żyje po dziś dzień!
Co więcej, nie ma to być przypadek odosobniony. Przed Ewangelią słyszeliśmy fragment Listu do Rzymian, mówiący o tym, że skoro my – ty, ja, wszyscy uczestnicy Wigilii Paschalnej i ci wierzący, którzy nie mogą wziąć w niej udziału – zostaliśmy przez chrzest zanurzeni w śmierć Jezusa i pozwalamy Mu wyzwalać się z grzechu, „będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie” (Rz 6,5). Jeśli rzeczywiście dotrze do nas prawda tych słów, nasze życie już nigdy nie będzie takie samo.
Dla kobiet, które przyszły namaścić martwe ciało Jezusa, prawda o zmartwychwstaniu była takim wstrząsem, że uciekły sprzed pustego grobu. Niezrozumiałe słowa anioła zamiast uspokajać, potęgowały jedynie grozę sytuacji. Kobiety musiały dopiero ochłonąć, przeanalizować spokojnie to, co się wydarzyło, aby dojrzeć do misji powierzonej im przez Bożego wysłannika i oznajmić uczniom o tym, co widziały.
Jednak nam, obwieszczającym światu w procesji rezurekcyjnej fakt zmartwychwstania Chrystusa, bardziej niż wstrząs, przestrach i podziw zagraża obojętność płynąca z przyzwyczajenia. Czy rzeczywiście nasze wielkanocne: „Wesoły nam dzień dziś nastał!”, ma moc poruszyć ludzkie serca i przekonać je, że wydarzyło się coś niezwykłego?
Wsłuchajmy się w tym roku uważnie w czytania liturgii paschalnej lub przeczytajmy je w domu. Zobaczmy, że jesteśmy częścią wspaniałego planu, który Bóg powziął jeszcze przed stworzeniem świata, planu, który może przyprawić o zawrót głowy. Chrystus zmartwychwstał! I my także zmartwychwstaniemy!
„Panie, Ty naprawdę zmartwychwstałeś dla nas i na chrzcie dajesz nam nadzieję zmartwychwstania. Tobie chwała na wieki!”
Rdz 1,1--2,2;
Rdz 22,1-18
Wj 14,15--15,1a
Iz 54,4a.5-14
Iz 55,1-11
Ba 3,9-15.32--4,4
Ez 36,16-17a.18-28
Rz 6,3-11
Ps 118,1-2.16-17.22-23

 

MAGAZYN:

Pielgrzym serca
Ignacy Loyola patronem wielkopostnej odnowy


Każdy kolejny Wielki Post kieruje moje myśli ku św. Ignacemu Loyoli. Należy on do grona wielkich świętych – jest założycielem jezuitów, autorem Ćwiczeń duchownych, znaczącą postacią historii Kościoła, a także historii powszechnej. Jednak tym, co interesuje mnie u Ignacego najbardziej, jest jego sztuka rozeznawania. Podaje nam on wiele wskazówek dotyczących rozmaitych niuansów życia duchowego, a z jego mądrych rad może skorzystać każdy, kto pragnie odnowy duchowej.
Dlatego właśnie uważam Ignacego za doskonałego patrona na Wielki Post. Uczy mnie on, jak mam szukać Boga w wewnętrznych poruszeniach mego serca. Ale jest jeszcze inny powód sprawiający, że lubię czytać o Ignacym – jego historia jest naprawdę fascynująca.

MAŁO OBIECUJĄCY
KANDYDAT NA ŚWIĘTEGO
Ignacy urodził się w 1491 roku jako najmłodsze z trzynaściorga dzieci rodziny drobnej szlachty w kraju Basków, dziś regionu północnej Hiszpanii. Gdy miał trzynaście lat, ojciec wysłał go na dwór królewski w Kastylii, na służbę do swego przyjaciela, głównego podskarbiego króla Ferdynanda. Nikt, kto wówczas spotkał młodego Loyolę, nie podejrzewał, że ma do czynienia z przyszłym świętym. Ignacy był dumny, zarozumiały, a jego ambicją było osiągnięcie chwały ziemskiej. Po latach napisał, że był „oddany marnościom tego świata. Szczególniejsze upodobanie znajdował w ćwiczeniach rycerskich, żywiąc wielkie i próżne pragnienia zdobycia sobie sławy”. Uzupełnił jeszcze te wspomnienia pikantnym szczegółem, wyznając kiedyś, że przejawiał „sporą swobodę w miłości do kobiet”. Ignacy miał temperament. Pewnego razu został aresztowany za burdy na ulicy – jest więc jednym z niewielu świętych notowanych w rejestrach policji.
Punkt zwrotny w życiu Ignacego nastąpił w maju 1521 roku, kiedy to przyszły święty został poważnie ranny, biorąc udział w obronie Pampeluny przed atakiem wojsk francuskich. Rany były tak groźne, że musiano go zanieść do domu. Tam przetrwał bez znieczulenia dwie prymitywne operacje mające pomóc jego pokiereszowanym nogom, a następnie roczną rekonwalescencję. Dla zabicia czasu zaczął czytać jedyne dwie książki znajdujące się w domu – Życie Chrystusa i Żywoty świętych. Leżąc w łóżku, oddawał się marzeniom – czasami śniąc na jawie o swych dawnych wyczynach dworzanina, bawidamka i żołnierza, a czasami wyobrażając sobie, że żyje tak, jak żył Chrystus i święci.

BÓG MÓWI DO SERCA
W pewnym momencie Ignacy zauważył coś bardzo ciekawego – te dwa rodzaje marzeń wyzwalały w nim całkowicie różne uczucia. Pisząc o sobie samym w trzeciej osobie, wyznał:
„Kiedy myślał o rzeczach światowych, doznawał w tym wielkiej przyjemności, a kiedy znużony porzucał te myśli, czuł się oschły i niezadowolony. Kiedy znów myślał o odbyciu boso pielgrzymki do Jerozolimy lub o tym, żeby odżywiać się samymi tylko jarzynami i oddawać się innym surowościom, jakie widział u świętych, nie tylko odczuwał pociechę, kiedy trwał w tych myślach, ale nawet po ich ustąpieniu pozostawał zadowolony i radosny”.
Był to zadziwiający paradoks – marzenia o wesołym życiu ostatecznie budziły w nim poczucie smutku, natomiast myśli o wypełnionym ciężką pracą i wyrzeczeniami życiu ucznia Chrystusa dawały mu zadowolenie. Dlaczego tak się działo? Ignacy zdał sobie sprawę, że to Bóg przemawia do niego poprzez jego uczucia. Radość, którą odczuwał wyobrażając sobie, że jest uczniem Jezusa, oznaczała, że właśnie to da mu największą satysfakcję.
Ignacy poszedł więc za tym natchnieniem – porzucił swoje dawne życie i stał się gorliwym sługą Pana. Nazywając się „pielgrzymem”, przewędrował Europę. Dotarł daleko na wschód, aż do Ziemi Świętej, nawiązując po drodze przyjaźnie i rozmawiając o Chrystusie. Przez cały czas pogłębiał także refleksje, które towarzyszyły mu na łożu boleści – o tym, że głos Boga można usłyszeć w naszych zmiennych nastrojach, intuicjach, natchnieniach i uczuciach.
Jednym z największych darów, jakie Ignacy pozostawił światu, była opracowana przez niego metoda analizy delikatnych poruszeń, mających miejsce w naszym wnętrzu. Ignacy nazwał tę metodę codziennym rachunkiem sumienia. Polega on na systematycznej refleksji nad wydarzeniami dnia po to, aby zobaczyć, gdzie był obecny Bóg i w jakim kierunku nas prowadził. Rachunek sumienia stał się najbardziej znaną formą modlitwy ignacjańskiej.

BÓG KOCHA I DZIAŁA
Niedługo po swoim nawróceniu Ignacy udał się do wioski Manresy we wschodniej Hiszpanii, gdzie zaplanował krótki odpoczynek. Ostatecznie jednak spędził tam cały rok, oddając się modlitwie i refleksji. W tym czasie jego obraz Boga zmienił się radykalnie. Wcześniej Ignacy postrzegał Boga jako odległego i surowego Sędziego i Prawodawcę. Teraz zobaczył w Nim miłującego Stwórcę, obecnego we wszystkim, działającego w świecie, znającego każdego z nas osobiście i obsypujacego nas darami i łaskami.
Intensywnie czytał Pismo Święte, zwłaszcza Ewangelie, zwracając szczególną uwagę na te fragmenty, które ukazywały Jezusa działającego – uzdrawiającego, przemawiającego, podróżującego i głoszącego królestwo. Obraz Jezusa w działaniu był dla Ignacego niezwykle inspirujący. Przepełniało go dojmujące poczucie wdzięczności za to, że Bóg wyszedł mu na spotkanie i przygarnął w swojej miłości, choć przecież – jak uważał – był pysznym człowiekiem bez większych zalet, uganiającym się za próżnościami świata.
Powołanie Ignacego zaczynało się stopniowo krystalizować – miał posługiwać innym, jak to czynił Chrystus. Miał pomagać ludziom w poznaniu ogromnej miłości Boga do nich oraz odkryciu swojego miejsca we wciąż trwającym dziele Chrystusa, jakim jest zbawienie i uzdrowienie świata.

NAUKA ROZEZNAWANIA
Aby dobrze wypełnić tę misję, Ignacy musiał zgodnie z wymaganiami Kościoła zdobyć wykształcenie uniwersyteckie. Pierwszym krokiem do otrzymania stopnia naukowego była roczna powtórka z łaciny, którą Ignacy odbywał w jednej sali wraz z uczniami szkoły średniej. Następnie studiował na trzech uniwersytetach, otrzymując ostatecznie dyplom z teologii na paryskiej Sorbonie.
W pewnym momencie studiów Ignacego tak bardzo pochłonęły fascynujące wizje, jakich doświadczał na modlitwie, że znacznie opuścił się w nauce. W końcu zdał sobie sprawę, że wizje te wcale nie pochodziły od Boga. Zostały one sfabrykowane przez „duchy zła” w celu odciągnięcia go od studiów – jego podstawowego życiowego zadania na ten czas. Było to dla niego bardzo cenne światło – diabeł często przychodzi do nas w atrakcyjnym przebraniu. Może w przewrotny sposób wykorzystać nawet nasze najszczersze odruchy ofiarności i gorliwości, aby sprowadzić nas na manowce.
Było to zaledwie jedno z wielu inspirujących odkryć Ignacego dotyczących prawideł funkcjonowania świata duchowego. Zdobywał je dzięki wnikliwej obserwacji i refleksji, a następnie ujął w precyzyjne reguły rozeznawania duchów.
Ignacy pogłębiał swoje rozumienie świata duchowego, słuchając tych, którzy przychodzili do niego po radę. Opracował Ćwiczenia duchowne, które miały pomóc ludziom w odnowieniu ich oddania się Chrystusowi oraz podjęcia mądrych decyzji co do miejsca i sposobu swojej służby w Kościele. Ćwiczenia stały się podstawą słynnych rekolekcji ignacjańskich, które w ciągu ostatnich pięciu stuleci odprawiły – i nadal odprawiają – miliony ludzi.

IGNACY – PRZYJACIEL
NA CZAS WIELKIEGO POSTU
Być może podjąłeś już jakieś postanowienia wielkopostne, ale przecież zawsze można dokonać w nich pewnych korekt. Rozważ więc przeczytanie paru stron z Ignacego i skupienie się na duchowej odnowie swego wnętrza. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z Ignacym sam na sam i pytasz go, co warto podjąć w Wielkim Poście. Co mógłby ci odpowiedzieć?
Jestem przekonany, że powiedziałby ci: „Znajdź czas dla Jezusa”. Zastanów się, gdzie i w jaki sposób najłatwiej ci znajdować Jezusa, i postanów sobie, że w tym roku nie zmarnujesz tej szansy. Ignacy napisał kiedyś do grupy jezuitów: „Moim największym pragnieniem jest rozbudzić w was czystą miłość Jezusa Chrystusa”.
Ignacy mógłby także zasugerować, żebyś spróbował nowych form modlitwy. Oprócz rachunku sumienia uczy on w Ćwiczeniach duchownych kilku innych metod. Jedna z najbardziej znanych to medytacja, w której przenosimy się wyobraźnią do konkretnej sceny ewangelicznej i uczestniczymy w niej z pozycji obserwatora. Jeszcze inna to modlitwa w formie szczerej i swobodnej rozmowy z Bogiem, którą nazwał „kolokwium”. Ignacy zachęca w Ćwiczeniach, by rozmawiać z Jezusem, jakby „przyjaciel mówił do przyjaciela (...), zwierzając Mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc Go w nich o radę”.
Ignacy mógłby ci wreszcie zasugerować, żebyś – podobnie jak on – wzorował swoje życie na Jezusie, Człowieku czynu. Na początek spróbuj zadać sobie pytania, które są sercem Ćwiczeń duchownych: „Co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Co powinien uczynić dla Chrystusa?”. Chrystus zaprasza cię, abyś włączył się w Jego dzieło, którego dokonuje w konkretnych okolicznościach twojego życia, wśród ludzi, których postawił obok ciebie. Zaprasza cię, byś wniknął w swoje najgłębsze pragnienia, a następnie odpowiedział na Jego wezwanie wdzięcznym i ofiarnym sercem.
Odnowa duchowa to poważne zadanie, ale Ignacy na pewno powiedziałby ci, żebyś się niepotrzebnie nie martwił. Jeśli szczerze pragniesz Boga, On cię znajdzie. Jak pisał kiedyś Ignacy do stroskanego przyjaciela: „Nie ma sensu zamartwiać się niepotrzebnie, staraj się kompetentnie i ofiarnie podejmować trud, a resztę pozostaw Jemu”. ▐

 

Znajdować Boga we wszystkim
Ignacjańska droga odnowy duchowej


Św. Ignacy Loyola uczył innych modlitwy, pomagając im uświadamiać sobie obecność Boga w codziennym życiu. Wierzył, że kiedy odkryjemy obecność Boga, głębiej doświadczymy Jego miłości do nas osobiście i lepiej zrozumiemy, do czego On nas powołuje. Ignacy nazwał tę formę modlitwy Codziennym rachunkiem sumienia. Może uda ci się w tym Wielkim Poście znaleźć trochę czasu wieczorem, by pomodlić się w ten sposób. Oto pięć punktów, które ci w tym pomogą.

STAŃ W OBECNOŚCI BOGA
Przypomnij sobie wydarzenia minionego dnia, prosząc o pomoc Ducha Świętego. Jeśli w twoje myśli wkrada się chaos lub trudno ci przypomnieć sobie, co się działo, proś o jasność i zrozumienie.

PODZIĘKUJ ZA MINIONY DZIEŃ
Przejdź myślą cały dzień w duchu wdzięczności. Skup się na łaskach, jakie dziś otrzymałeś. Zwróć szczególną uwagę na ludzi, których spotkałeś, i nawet najdrobniejsze szczegóły, które budzą w tobie wdzięczność. Co w dzisiejszym dniu sprawiło ci radość i przyjemność?

ZBADAJ SWOJE UCZUCIA
Poddaj refleksji uczucia, jakich doznawałeś w ciągu dnia, próbując odczytać w nich poruszenia Ducha Świętego. Zauważ też błędy, które popełniłeś, ale przede wszystkim próbuj rozeznać, dokąd prowadził cię Bóg poprzez te uczucia. Twój smutek z powodu cierpienia, jakie dotknęło przyjaciela, może oznaczać, że Bóg wzywa cię do przyjścia mu z pomocą. Poczucie znudzenia czy frustracji w związku z jakimś zaangażowaniem może oznaczać, że powinieneś na nowo przemyśleć swój udział w nim.

WYBIERZ JEDEN SZCZEGÓŁ DNIA
I POROZMAWIAJ O NIM Z BOGIEM
Poproś Ducha Świętego, by przywiódł ci na myśl jedno uczucie, spotkanie czy szczegół dzisiejszego dnia. Przyjrzyj się myślom, jakie Bóg ci poddaje. Odpowiedz Mu tak, jak dyktuje ci serce – dziękczynieniem, prośbą, modlitwą uwielbienia czy skruchy.

POWIERZ BOGU KOLEJNY DZIEŃ
Przedstaw sobie jutrzejsze obowiązki i wyzwania, jakie cię czekają. Powierz Bogu to wszystko, co czujesz – niepokój, zmęczenie, radość. Proś Go, by był z tobą i dawał ci swoje światło. ▐

 


Uwierzyłam, że Jezus umarł za mnie
Zobaczenie Pasji na ekranie otworzyło mi oczy


Zanim doszłam do ósmej klasy, rodzina nauczyła mnie już wiele na temat wiary katolickiej. Wieczorem przed pójściem spać odmawiałam całą serię modlitw, w tym także Różaniec. Denerwując się przed klasówką, w krótkiej modlitwie prosiłam Boga o pomoc. Ogólnie rzecz biorąc, byłam dobrym dzieckiem, chociaż zdawałam sobie sprawę, że lubię rządzić innymi. Kiedy inni obijali się podczas zajęć na basenie, zwracałam im uwagę. Uważałam, że przez to pomagam trenerowi, ale w rzeczywistości zachowywałam się w sposób apodyktyczny i denerwujący.
Patrząc na tamtą siebie z dzisiejszej perspektywy, widzę też, że brakowało mi poczucia bezpieczeństwa. Wśród koleżanek i kolegów z drużyny pływackiej, z których większość nie była religijna, czułam, że nie mogę być sobą. Nie mówiłam o swo- jej wierze z obawy, co sobie o mnie pomyślą. Czułam się też nieco wyobcowana, gdyż interesowała mnie zupełnie inna muzyka, moda czy media.
Tamtej wiosny rodzice w Wielkim Tygodniu wysłali mnie ze starszą siostrą na rekolekcje. W poprzednich latach w Wielkim Tygodniu uczestniczyliśmy całą rodziną w Drodze Krzyżowej i odwiedzaliśmy różne kościoły, ale pamiętam, że czułam się tak, jakbyśmy wspominali jakieś odległe wydarzenia. Wiele już razy słyszałam historię śmierci i zmartwychwstania Jezusa, ale nie budziła ona głębszych reakcji w moim sercu. Jednak w tym roku w ramach rekolekcji w Wielki Piątek obejrzeliśmy film Pasja. Byłam zaskoczona ładunkiem przemocy w tym filmie. Wraz z innymi dziewczynami płakałyśmy, podając sobie paczki chusteczek. Jednak przesłanie filmu nie do końca do mnie dotarło. W mojej relacji z Bogiem nie zaszła istotna zmiana, nie zwiększyło się też moje poczucie bezpieczeństwa.

NIEOCZEKIWANA LEKCJA
W następnym roku znowu pojechałam na rekolekcje i znalazłam się w tej samej sali przed tym samym ekranem. Znowu był Wielki Piątek i znowu oglądaliśmy Pasję. Podobnie jak przed rokiem dziewczyny reagowały bardzo emocjonalnie. Ja jednak tym razem wiedziałam, czego oczekiwać, mogłam więc bardziej skupić się na przesłaniu filmu.
Zamiast szlochać na głos i zasłaniać oczy, siedziałam spokojnie na krześle i uważnie, w ciszy, ze łzami spływającymi po policzkach, śledziłam to, co działo się na ekranie. Kiedy patrzyłam na Jezusa biczowanego, dźwigającego krzyż, a następnie konającego na Kalwarii, przez cały czas towarzyszyła mi jedna myśl: „On zrobił to wszystko dla mnie”.
Pierwszy raz w życiu poczułam głębokie poruszenie serca. Odczuwałam nie tylko smutek, ale także głęboką wdzięczność do Jezusa. Dziękuję Ci za to, że zrobiłeś to dla mnie. Dziękuję, że przeszedłeś przez to wszystko, abym mogła być z Tobą w niebie. Nie zasłużyłam na to, ale Ty i tak to zrobiłeś.
Wysłuchałam już wiele homilii i katechez o tym, jak Jezus złożył w ofierze samego siebie za każdego człowieka. Nigdy jednak nieskończona głębia ofiary i miłości Jezusa nie dotarła do mnie tak jasno. Tego wieczoru moje oczy zostały otwarte na nowo. Nie umiem powiedzieć, dlaczego stało się to akurat tym razem, ale myślę, że to Jezus dotknął mego serca.

ON JEST ZE MNĄ
Od tego wieczoru starałam się być lepszym człowiekiem – ze względu na Jezusa. Moja wiara stała się naprawdę moja – wierzyłam już nie dlatego, że tak mnie wychowano, ale ponieważ pragnęłam relacji z Jezusem. Dotąd moja wiara polegała na wypełnianiu obowiązków. Teraz stała się sposobem życia.
Działo się to cztery lata temu i odtąd moja relacja z Jezusem ciągle się pogłębia. Kiedy się modlę, nie jest to już tylko „odmawianie” modlitw, lecz rozmowa z Jezusem. Wiem, że On chce mi pomagać, bo przecież oddał za mnie życie, opowiadam Mu więc o wszystkim, co przeżywam, o moich smutkach i radościach. Widzę ogromną różnicę w stosunku do moich wieczornych modlitw, które odmawiałam jako trzynastolatka. Teraz wiem, że Jezus jest ze mną, a nie gdzieś daleko, że zależy Mu na mnie.
Teraz, kiedy głębiej zrozumiałam miłość Jezusa, bardziej na Nim polegam. Zamiast, jak kiedyś, starać się natychmiast zapanować nad każdą sytuacją, reaguję z większym spokojem, cierpliwością i skromnością. Przygotowując się do ukończenia szkoły średniej, zawierzam Bogu moją przyszłość. Wciąż jeszcze czasem czuję się zestresowana, ale już mnie to tak bardzo nie przytłacza, ponieważ ufam Jezusowi.

UFNOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA
Ponieważ moja relacja z Jezusem jest żywsza niż wcześniej, zmienił się też mój stosunek do koleżanek i kolegów. Ostatnio dziewczyna z drużyny pływackiej ewidentnie miała zły dzień. Nie uważam się za specjalnie wylewną osobę, ale poczułam, że powinnam ją przytulić. Nie chciałam tego zrobić, ale intuicja podpowiadała mi, że Jezus tego ode mnie pragnie. Okazało się, że koleżanka naprawdę tego potrzebowała, była mi potem bardzo wdzięczna.
Podczas treningów czuję się bardziej swobodna i jestem w stanie przyznawać się do wiary przed osobami, które nie są religijne. Myślę, że to Jezus mi pomaga, bo sama z siebie nie miałabym odwagi, Myślę, że On się mną posługuje, ponieważ bardziej się na Niego otworzyłam.
Stopniowo nabieram coraz większej pewności w wierze. Nie boję się już, że ktoś przyklei mi etykietkę chrześcijanki. Nawet jeśli ktoś nie będzie mnie lubił, wiem, że Jezus mnie kocha. Nie muszę zmieniać się po to, by upodobnić się do rówieśników. Wolę skupić się na tym, co najważniejsze – by dostać się do nieba i zabrać tam ze sobą jak najwięcej ludzi.
Niedawno uświadomiłam sobie, że jestem szczęśliwa. Czułam, że Bóg mówi mi: „Widzisz, wysłuchałem twojej modlitwy”. Myślę, że sama nie doszłabym do tego wniosku. To Bóg chciał, żebym zrozumiała, że nie muszę być niezadowolona i apodyktyczna, nie muszę kontrolować wszystkich i wszystkiego. Mogę być wdzięczna za to, co Bóg dla mnie uczynił, i pozwalać Mu dalej przemieniać moje życie. ▐

Teresa Riedel jest uczennicą ostatniej klasy szkoły średniej.

Sklep internetowy Shoper.pl