E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 2 (342) 2022 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 2 (342) 2022 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.   

W lutowym numerze „Słowa wśród nas” zachęcamy do zastanowienia się nad tym, jaki jest nadrzędny cel w naszym życiu. Jeśli zaczniemy od odpowiedzi na to pytanie, to przestaniemy gubić się w chaosie codzienności i wszystko nabierze sensu. W głównych artykułach numeru ks. Mike Schmitz pisze właśnie o tym, co dzieje się, kiedy Chrystus jest dla nas najważniejszy, a także o tym, że milczenie Boga nie oznacza Jego nieobecności, że na wszystko, także na wzrastanie duchowe, potrzeba czasu, i o tym, jak sobie radzić w tym czasie, kiedy Bóg wydaje się być daleko, a nasze życie biegnie wydeptaną koleiną.  

W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.

W Magazynie znajduje się artykuł o radykalizmie św. Marka Ewangelisty oraz poruszające świadectwa o duchowej opiece bł. ks. Jerzego Popiełuszki („Spojrzenie pełne miłosierdzia”) oraz o łasce odczuwania Bożej obecności (To dopiero początek!”). Ponadto wywiad z amerykańskim ewangelizacyjnym zespołem muzycznym („Liturgia w tekstach pieśni”).

W ramach Naszych lektur polecamy książkę „Wszyscy pójdziemy do nieba?” autorstwa Fabrice Chatelaina. Numeru dopełnia krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny. 

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

REGULAMIN KRZYŻÓWKI miesięcznika „Słowo wśród nas”

I. POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Niniejszy regulamin, zwany dalej Regulaminem, określa ogólne zasady dotyczące krzyżówki, nazywanej dalej „Krzyżówką”, organizowanej przez PROMIC – Wydawnictwo Księży Marianów MIC, ul. Św. Bonifacego 9/1, 09-914 Warszawa, nazywane dalej Organizatorem, i publikowanej w miesięczniku „Słowo wśród nas”.
2. „Krzyżówkę” przygotowuje redakcja miesięcznika „Słowo wśród nas” i publikuje w tymże miesięczniku – w każdym numerze nową „Krzyżówkę”. Celem „Krzyżówki” jest upowszechnianie znajomości Biblii wśród czytelników miesięcznika.
3. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem 1.01.2022 r. i obowiązuje dla wszystkich numerów miesięcznika z roku 2022, w których będą publikowane „Krzyżówki”.
4. Szczegółowe zasady, warunki uczestnictwa oraz czas trwania będą podane w każdym numerze miesięcznika „Słowo wśród nas”.
5. Organizator oświadcza, że „Krzyżówka” nie zawiera elementu hazardu, nie jest grą losową, loterią fantową, zakładem wzajemnym ani loterią promocyjną, ani żadną inną formą gry losowej przewidzianej w ustawie z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz.U. z 2009, Nr 201 poz. 1540 ze zm.).
6. Nad prawidłowym przebiegiem „Krzyżówki” czuwa Organizator, który powołuje Jury. W skład Jury wchodzą 3 osoby.
7. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za działanie poczty oraz problemy techniczne, powstałe w trakcie przesyłania rozwiązań „Krzyżówki” i wynikające z nich opóźnienia w nadejściu zgłoszeń.
8. Administratorem nadesłanych wraz z rozwiązaniem „Krzyżówki” danych osobowych jest Organizator.

II. UCZESTNICY
1. Udział w konkursie mogą brać osoby fizyczne, które ukończyły 18 lat i posiadają pełną zdolność do czynności prawnych, a także osoby małoletnie za zgodą rodziców lub opiekunów, jeśli wyślą w terminie na adres organizatora hasło stanowiące rozwiązanie „Krzyżówki”.
2. Uczestnikami nie mogą być pracownicy, ani osoby pozostające w stosunku zlecenia z Organizatorem „Krzyżówki”.
3. Dane osobowe uzyskane od uczestników „Krzyżówki” zgodnie z postanowieniami niniejszego Regulaminu będą przechowywane w bazie danych administrowanej przez Organizatora i przetwarzane wyłącznie dla celów związanych z „Krzyżówką”. Każdy uczestnik ma prawo zmiany lub usunięcia swoich danych. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, jednak ich niepodanie uniemożliwi wysłanie nagród laureatom.

III. ZASADY ZGŁOSZENIA UCZESTNICTWA W KRZYŻÓWCE
1. Udział w „Krzyżówce” oznacza zgodę uczestnika na warunki określone niniejszym Regulaminem.
2. Zgłoszenie udziału polega na: rozwiązaniu „Krzyżówki” opublikowanej w miesięczniku „Słowo wśród nas” (przy czym prawidłowe rozwiązanie „Krzyżówki” polega na ułożeniu hasła tworzącego jej rozwiązanie) oraz nadesłaniu hasła pocztą w terminie podanym w miesięczniku na adres: Redakcja „Słowa wśród nas”, ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa lub e-mail na adres: sekretarzslowo@wydawnictwo.pl
Wraz z prawidłowym rozwiązaniem „Krzyżówki” należy przesłać swoje dane osobowe, tj.: imię i nazwisko oraz adres zamieszkania.
Termin przesłania prawidłowego rozwiązania „Krzyżówki” będzie każdorazowo opublikowany wraz z „Krzyżówką” w danym numerze miesięcznika „Słowo wśród nas”.
4. Osoba spełniająca powyższe postanowienia niniejszego Regulaminu staje się Uczestnikiem Krzyżówki.

IV. ZASADY WYŁONIENIA OSÓB, KTÓRE OTRZYMAJĄ NAGRODY
1. Pięć osób spośród Uczestników otrzyma książki wydawnictwa PROMIC. Będę to osoby, których prawidłowe rozwiązania „Krzyżówki” nadejdą jako pierwsze, piąte, dziesiąte, dwudzieste i pięćdziesiąte w kolejności nadesłania.
2. Ogłoszenie wyników „Krzyżówki” – podanie prawidłowego rozwiązania oraz imion, pierwszej litery nazwiska oraz miejscowości osób, które otrzymają książkę – nastąpi w kolejnym, aktualnie przygotowywanym numerze miesięcznika.
3. Książki Wydawnictwa PROMIC zostaną wysłane pocztą.
4. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za brak możliwości przekazania książek z przyczyn leżących po stronie Uczestnika, a w szczególności w przypadku: niepodania danych adresowych oraz podania błędnych, nieaktualnych lub niepełnych danych adresowych.
5. Nie przysługuje prawo zamiany książek na ich ekwiwalent pieniężny lub na inne nagrody rzeczowe.

V. POSTANOWIENIA KOŃCOWE
1. Treść niniejszego Regulaminu dostępna jest w siedzibie Organizatora oraz na stronie www.wydawnictwo.pl
2. W sprawach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem zastosowanie mają obowiązujące przepisy prawa.


DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Zaledwie jeden procent
Nadrzędny cel, który organizuje życie
Ks. Mike Schmitz.......................................................... 4

Milczenie to nie brak obecności
Nie lekceważ wartości czasu!
Ks. Mike Schmitz..........................................................9

Znajdź swoje miejsce i bądź tam obecny
Jak radzić sobie w niepozornych okresach życia
Ks. Mike Schmitz..........................................................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 28 lutego...............................................19

MAGAZYN

Św. Marek – radykał
Co miał w sobie ten człowiek?
Leo Zanchettin...............................................45

Spojrzenie pełne miłosierdzia
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko – męczennik za wiarę
Joanna Przybyła...............................................48

To dopiero początek!
Prosta modlitwa zburzyła barierę
między mną a Bogiem
Aaron Richards...............................................53

Liturgia w tekstach pieśni
Rozmowa z wyjątkowym zespołem muzycznym
Kathryn Elliot............................................................ 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

ARTYKUŁY

Milczenie
to nie brak obecności
Nie lekceważ wartości czasu!

W 1977 roku dwóch psychologów, Daniel Kahneman i Amos Tversky, wykazało na podstawie badań, jak łatwo jest zbyt nisko oszacować czas potrzebny do wykonania zadania. Zjawisko to nazwali „złudzeniem planowania”. Odkryli, że przy prognozowaniu swoich działań ludzie mają tendencję do lekceważenia wcześniejszych doświadczeń. Nawet jeśli wykonywaliśmy już podobne zadanie i zajęło to nam konkretną liczbę godzin czy dni, uważamy, że następnym razem będziemy to robić o wiele krócej. Mówiąc dokładniej, sądzimy, że będziemy potrzebować mniej więcej połowę czasu, którego potrzeba w rzeczywistości.
Kilka lat później pewna kobieta pisząca artykuł o „złudzeniu planowania” odkryła, że sama mu uległa. Opisała, jak odnawiała pięć pokoi w swoim domu. Ponieważ pracowała, na malowanie mogła przeznaczyć jedynie weekendy i ewentualnie wieczory, jeśli nie była zbyt zmęczona. Zanim zajęła się pierwszym z nich, pomyślała sobie: „To nie jest duży pokój, uporam się z nim w weekend”. Jednak malowanie go trwało miesiąc. Przed odnawianiem drugiego pokoju stwierdziła: „No tak, wprawdzie malowanie poprzedniego pokoju zajęło mi miesiąc, ale teraz już nabrałam wprawy, więc wystarczy mi jeden weekend”. Ale malowanie znowu trwało cały miesiąc. Za trzecim razem powiedziała sobie: „No tak, tym razem już nie będę się tak z tym bawić. Teraz już naprawdę znam się na rzeczy i jeden weekend musi mi wystarczyć”. Malowanie zajęło jej miesiąc. Ta sama historia powtórzyła się przy wszystkich pięciu pokojach.

Na wszystko potrzeba
czasu
Poprzedni artykuł mówił o tym, by nie lekceważyć wielkości Bożych zamiarów w stosunku do nas. Teraz chcę przekonać was, że aby stać się tym, kim Bóg chce nas mieć, potrzeba czasu. Jeśli ma to być nadrzędnym celem naszego życia, przygotujmy się na to, że przez całe życie będziemy do niego dążyć.
Kim więc Bóg chce nas mieć? Chce, abyśmy stali się ludźmi zdolnymi do heroicznej miłości. A miłość i ufność to postawy, których nabycie wymaga czasu. Nie da się sprawić, by ktoś w jednej chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stał się ufny, otwarty i zaczął mocno kochać. Niezależnie od tego, jak bardzo pragniemy, by już to się dokonało, potrzeba tu odpowiedniego czasu.
Kiedyś przyszła do mnie para z prośbą, abym przewodniczył ich ceremonii ślubnej, którą zaplanowali na pierwszą rocznicę swej pierwszej randki. W tym czasie spotykali się dopiero od czterech miesięcy, niemniej jednak oświadczyli mi: „Proszę księdza, mamy pewność, że jesteśmy sobie przeznaczeni”. „Ale musicie przeprowadzić ze sobą poważne rozmowy” – powiedziałem. Odpowiedzieli mi: „A ksiądz myśli, że co my robiliśmy przez cztery miesiące znajomości? Omówiliśmy już wszystko”. Musiałem im odmówić – najdelikatniej i najuprzejmiej, jak tylko potrafiłem. Zaproponowałem, żeby odłożyli na później ustalenie daty ślubu, ponieważ są rzeczy, które ujawniają się dopiero po pewnym czasie znajomości.

Czasy milczenia
W Biblii znajdujemy wiele historii ludzi, którzy musieli czekać. Niektórzy przez długi czas mieli poczucie, że Bóg nic dla nich nie robi. Wołali do Niego w przekonaniu, że zbyt długo już czekają na Jego interwencję. Jednym
z nich był prorok Daniel. W dziesiątym rozdziale Księgi Daniela opowiada on o tym, jak ujrzał w wizji wielką wojnę siejącą tyle zniszczenia i śmierci, że omal nie umarł od samego jej widoku. Po tej wizji spędził w smutku całe trzy tygodnie. Tak to opisał: „Nie jadłem wybornych potraw, nie brałem do ust ani mięsa, ani wina, nie namaszczałem się też aż do końca trzeciego tygodnia” (Dn 10,3). Przez cały ten czas Daniel modlił się i błagał Boga, aby wyjawił mu znaczenie tego strasznego widzenia, ale Bóg milczał.
Jednak gdy dwudziestego czwartego dnia Daniel spojrzał w górę, zobaczył anioła, który powiedział mu, co oznaczała wizja. Bóg przez cały czas wiedział, czego pragnie prorok i w odpowiednim czasie dał mu odpowiedź. Daniel musiał na nią po prostu poczekać. Czekanie było trudne, pewnie chwilami wydawało mu się, że odpowiedź nigdy nie nastąpi.
Jak z tego widać, w żadnej sytuacji nie należy lekceważyć tego, co czyni Bóg, nawet gdy wydaje się, że nie czyni niczego – ponieważ milczenie to nie to samo co nieobecność. A czasami to milczenie jest absolutnie konieczne.
Jeśli kiedykolwiek próbowałeś wyhodować chiński bambus, doskonale wiesz, o co mi chodzi. Zasadzasz nasionko, podlewasz je i zapewniasz mu wszystko, czego potrzebuje. Przez pierwszy rok nie dzieje się nic, chociaż wciąż troszczysz się o odpowiednią wilgotność i nawożenie gleby. Podobnie nic nie dzieje się w drugim, trzecim i czwartym roku. Jednak w rzeczywistości trwa tam pewien proces, chociaż dla ciebie jest on niewidoczny. W ciągu tych czterech lat nasionko wytwarza system korzeniowy, tak rozgałęziony i głęboki, że gdy przychodzi rok piąty, roślina kiełkuje i osiąga wysokość niemal trzydziestu metrów w ciągu zaledwie pięciu tygodni. Kiedy wydawało się, że z nasionkiem nic się nie dzieje, dokonywało się tam coś niezbędnego.
Podobnie dzieje się z nami. Kiedy czekamy na odpowiedź Boga, On czyni w milczeniu coś, co nie dokonałoby się bez tego milczenia. Czyni w naszym wewnętrznym rozbiciu coś, co nie dokonałoby się bez tego rozbicia. Czyni w ciemności coś, co nie dokonałoby się bez tej ciemności. Chociaż ten czas, w którym przeżywamy różne stany wewnętrznego rozbicia i ciemności, jest dla nas trudny, to ostatecznie właśnie on czyni nas ludźmi zdolnymi do ufności. Nie zaufasz, dopóki nie staniesz w sytuacji wymagającej ufności. Właśnie temu służą okresy ciemności, milczenia i rozbicia.

 

MEDYTACJE

Wtorek, 1 lutego
Mk 5,21-43
Córko… (Mk 5,34)
Jeśli kiedykolwiek czułeś się osamotniony, opuszczony czy niedoceniony, to masz coś wspólnego z bohaterką dzisiejszej Ewangelii. Ze względu na stały upływ krwi kobieta ta zgodnie z Prawem Mojżeszowym znajdowała się w stanie nieczystości rytualnej (Kpł 15,25-27). Marek mówi nam, że trwało to już od dwunastu lat! Wyobraźmy sobie, jakim ciężarem musiało to być dla tej nieszczęsnej kobiety i całej jej rodziny.
Wystarczyło jednak, że dotknęła płaszcza Jezusa, i natychmiast została uzdrowiona. Ta, która tak długo była samotna, mogła wreszcie w pełni połączyć się ze swoją rodziną. Również inni mieszkańcy wioski już nie musieli trzymać się od niej z daleka. Wreszcie mogła wraz ze wszystkimi oddawać cześć Bogu w synagodze. Uzdrowiona miała prawo znowu zająć swoje miejsce we wspólnocie.
Czy wiesz, co jeszcze przydarzyło się tego dnia tej kobiecie? Jezus nazwał ją „córką”. Kiedy zorientował się, że została uzdrowiona przez dotknięcie Jego płaszcza, nie zganił jej za to, że złamała zakaz zbliżania się do innych
i że swoim dotykiem mogła uczynić Go nieczystym. Nie odsunął się od niej, ale nazywając ją „córką” jeszcze bardziej ją ku sobie przyciągnął.
Tego dnia Jezus przyjął ją do swojej rodziny. Odebrał jej poczucie samotności i odrzucenia, zastępując je miłością i akceptacją.
Córko. Synu. Umiłowana. Umiłowany. Kiedy słyszysz, że Bóg zwraca się do ciebie w ten sposób, twoje życie się zmienia. Odtąd już wiesz, że nie jesteś sam. Wiesz, że twój Ojciec niebieski widzi cię, kocha i pragnie przychodzić ci z pomocą. A to sprawia, że jeszcze bardziej pragniesz być blisko Niego i jeszcze usilniej powierzasz się w Jego ręce oddając Mu wszystkie swe troski i prosząc o uzdrowienie.
Od momentu, w którym kobieta z dzisiejszej Ewangelii dotknęła Jezusa, stała się nieoficjalną patronką osamotnionych. Teraz każdy z nas, kto czuje się porzucony czy samotny, może odnaleźć się w jej historii, która jest żywym przesłaniem: „Zwróć się do Jezusa, a On nazwie cię swoim dzieckiem! Nie jesteś sam! Należysz do Niego!”.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że nazywasz mnie swoim dzieckiem.”
2 Sm 18,9-10.14b.24-25a.31--19,3
Ps 86,1-6


▌Środa, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie. (Ml 3,1)
Słowa proroka Malachiasza doskonale oddają ducha dzisiejszego święta Ofiarowania Pańskiego – oto Jezus przychodzi „nagle” do swojej świątyni. W ciszy, bez fanfar, w ramionach swojej Matki, ale mimo to nagle – w nieoczekiwany sposób. Symeon czekał na to, by Go zobaczyć, przez całe lata, chociaż nie wiedział dokładnie, na co właściwie czeka. Kiedy Duch Święty poprowadził go do świątyni na spotkanie z ubogim, pokornym Dzieciątkiem, był pewnie nieco zaskoczony. Więc to ma być Mesjasz, za którym tęsknił tak długo?
W twoim życiu dzieje się tak samo, jak w życiu Symeona i całego Izraela – przyjście Jezusa ma zawsze w sobie coś oczekiwanego i coś zaskakującego. Czekasz długo, jak Symeon, i wreszcie pojawia się nieoczekiwane, a zarazem radosne spełnienie.
Może na przykład cierpisz z powodu niezgody wśród bliskich i nagle, nie wiadomo skąd, przychodzi ci pomysł, jak doprowadzić do pojednania. Może już prawie rezygnujesz z walki z uporczywą pokusą, kiedy niespodziewanie odkrywasz w sobie łaskę przeciwstawienia się jej. Może brak ci gorliwości w pójściu za Jezusem, aż tu nagle, podczas Mszy świętej czy na modlitwie, Duch Święty sprawia, że Jego słowo staje się dla ciebie żywe i dotyka z mocą twego serca.
Są to jakby dwie strony tej samej monety. Tęsknimy za Jezusem; wyglądamy Jego przyjścia do „świątyni” naszego życia i sytuacji, które są dla nas trudne. A potem On przychodzi, ale zupełnie nie tak, jak się tego spodziewaliśmy lub jak to sobie wyobrażaliśmy.
Tęsknota za Panem i czekanie na Niego może kojarzyć ci się z Adwentem. Ale Adwent już minął, a święto Ofiarowania Pańskiego jest dla nas przypomnieniem, że szukanie Pana i czekanie na Jego przyjście nie może ograniczać się do jednego okresu liturgicznego. On może przyjść nagle do świątyni twego życia, może przyjść
w każdej chwili, także dzisiaj! Bądź więc Mu wierny. Bądź przygotowany.
I bądź otwarty na niespodzianki, gdy On odpowie na twoją modlitwę lub objawi ci się w zupełnie nowy, nieoczekiwany sposób.
„Panie, tęsknię za Tobą. Przyjdź dziś do mojego życia.”
albo Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40


▌Niedziela, 6 lutego
Łk 5,1-11
Jestem człowiek grzeszny. (Łk 5,8)
Dzisiejsze czytania opisują dramatyczne spotkania z Bogiem, jakie przeżyli Izajasz, Paweł i Piotr. Izajasz
w świątyni ujrzał Pana „zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie” (Iz 6,1). Pawłowi Jezus ukazał się na drodze do Damaszku, dokąd jechał, aby aresztować chrześcijan. A Piotr doświadczył świętości Boga w cudownym połowie ryb, zarzucając sieci na słowo Jezusa. Każdy z nich w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że znajduje się w obecności po trzykroć świętego Boga, i wstrząsnęło to nim do głębi.
Święta obecność Pana ma w sobie coś ogromnie poruszającego. My jesteśmy mieszaniną dobra i zła, natomiast Bóg jest nieskończenie dobry, wierny i czysty. Wobec tak wielkiej czystości pryskają wszystkie nasze iluzje na temat własnej sprawiedliwości. Izajasz zawołał: „Biada mi! (...) Wszak jestem mężem o nieczystych wargach” (Iz 6,5). Paweł uznał, że jest „niegodzien zwać się apostołem” (1 Kor 15,9). Piotr prosił: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Także i my uświadamiając sobie świętość Boga nieuchronnie uświadamiamy sobie również naszą własną niegodność.
Ponieważ takie dramatyczne przeżycia nie zdarzają się nam na co dzień, w powszedniej krzątaninie łatwo tracimy z oczu świętą obecność Boga. A przecież może ona i powinna wciąż budzić w nas cześć i szacunek. Bóg może przebić się przez naszą mgłę w każdej chwili – na modlitwie, jak w przypadku Izajasza, czy przy pracy, jak w przypadku Piotra. Może objawić się nam nawet wtedy, gdy planujemy coś złego, jak to uczynił z Pawłem. Jak zareagujemy, kiedy to się stanie? Wdzięcznością za Jego miłosierdzie? Czy też przeciwnie, odrzucimy łaskę, z którą przychodzi?
W każdą niedzielę modlimy się słowami: „Panie, nie jestem godzien”. Dziś, stojąc przed po trzykroć świętym Bogiem, który nas miłuje, wypowiedzmy te słowa pokornym sercem. Odwróćmy się od naszych grzechów i przyjmijmy Jego przebaczenie. Nie pozwólmy, by nasza niegodność powstrzymała nas przed zbliżeniem się do Jezusa i pełnieniem Jego woli.
„Panie, dziękuję Ci za Twoje miłosierdzie.”
Iz 6,1-2a.3-8
Ps 138,1-5.7-8
1 Kor 15,1-11

▌Środa, 9 lutego
Ps 37,5-6.30-31.39-40
Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał. (Ps 37,5)
Wydaje nam się czasem, że pójście za Panem przypomina nieco skok z samolotu – klamka zapadła, nie ma już odwrotu, nie można zmienić zdania. Jednak w rzeczywistości nie wystarczy podjąć tę decyzję raz na zawsze. Trzeba ją potwierdzać każdego dnia. Zachęca do tego dzisiejszy psalm responsoryjny wzywając nas do powierzenia swego życia w ręce Boga i pełnienia Jego woli całym sercem, na ile tylko potrafimy. A wtedy, jak obiecują słowa psalmu, zobaczymy Jego działanie.
Bóg będzie działał. Będzie działał zawsze, nawet jeśli my nie zawsze dochowujemy swoich zobowiązań wobec Niego. Spójrzmy na króla Salomona. Na początku swego panowania Salomon oddawał cześć Bogu jak jego ojciec Dawid. A Bóg działał w jego życiu udzielając mu mądrości potrzebnej do rządów nad ludem. Sprawił, że Salomon stał się obiektem zazdrości wszystkich władców Bliskiego Wschodu. Nawet królowa Saby przybyła do niego z darami (1 Krl 10,1-10). Jednak Salomon w pewnym momencie zachwiał się w swojej wierności Panu i zaczął budować własne bogactwo zaniedbując dobrobyt narodu.
Jest raczej mało prawdopodobne, że u twoich drzwi pojawi się współczesna królowa Saby z kosztownymi darami. Jeśli jednak będziesz całym sercem szukać Pana i powierzysz Mu swoją drogę, On będzie działał. Znajdujesz się zresztą w o wiele bardziej uprzywilejowanej pozycji niż król Salomon. Dzięki obecności Ducha Świętego możesz codziennie coraz bardziej wzrastać w pokorze i czystości.
Bóg będzie działał. Może da ci głęboką mądrość czy słowa pociechy dla kogoś borykającego się z nieszczęściem. Może doświadczysz cierpliwości w trudnej sytuacji, uzdrowienia w chorobie, wolności od nałogowego grzechu. Staraj się wiernie iść za Panem (nawet jeśli nie uczynisz tego w sposób doskonały), a zobaczysz, że On będzie działał.
Przypominaj sobie często ten werset w ciągu dnia i odnawiaj swoje oddanie Panu. Nie musisz być doskonały – jak nie był doskonały ani król Dawid, ani król Salomon. Po prostu proś Boga, który jest dobry i który cię miłuje,
aby pomógł ci stawać się lepszym.
On będzie działał.
„Panie, powierzam Ci mój dzisiejszy dzień. Pomóż mi chodzić Twoimi ścieżkami.”
1 Krl 10,1-10
Mk 7,14-23

▌Środa, 23 lutego
Jk 4,13-17
Nie wiecie nawet, co jutro będzie.
(Jk 4,14)
Mamy jeszcze żywo w pamięci to, jak nagle zmieniło się nasze życie dwa lata temu na początku pandemii. W czasie lockdownu większość naszych planów legła w gruzach lub przynajmniej musiała zostać mocno zmodyfikowana. Może nawet zastanawialiśmy się, czy w ogóle warto cokolwiek planować!
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Jakub nie twierdzi, że planowanie nie ma sensu. Chce jedynie, abyśmy uświadomili sobie istnienie wielu rzeczy, na które nie mamy wpływu.
Jak wiadomo, nawet najlepsze pomysły mogą w praktyce okazać się niewykonalne. Jaki więc powinien być nasz stosunek do planowania, skoro wiemy, że nie zawsze przynosi ono pożądany skutek?
Rozwiązaniem jest poddanie naszych zamiarów woli Boga. Nawet jeśli jesteśmy całkiem pewni, co chcemy zrobić – w naszych sprawach zawodowych, rodzinnych, czy po prostu wakacyjnych – przedstawmy swoje pomysły Bogu na modlitwie. Wsłuchując się w Jego głos możemy nabrać przekonania, że On popiera nasze zamierzenia. Kiedy indziej poczujemy, że Pan kieruje nas na inną drogę lub prosi o wstrzymanie się z decyzją. A kiedy wydaje się milczeć, zacznijmy po prostu realizować swój plan licząc na Jego błogosławieństwo.
A co wtedy, gdy prosiliśmy Boga o prowadzenie, nabraliśmy pewności, czego On od nas oczekuje, a tymczasem nagle zmieniają się okoliczności? Może wtedy przyjść pokusa zwątpienia w to, że Bóg chce nas prowadzić. Możemy nawet obwiniać Go o pokrzyżowanie naszych planów! Tu jednak Jakub wskazuje nam właściwą postawę: „Jeżeli Pan zechce, a będziemy żyli, zrobimy to lub owo” (Jk 4,15). Co oznacza, że planując naszą przyszłość, nie możemy zapominać o tym, że wszystko zależy od łaski i miłosierdzia Boga.
Nie przywiązuj się więc zbyt mocno do swoich planów! Zamiast tego zaufaj wiernej opiece Boga i uwierz, że On działa nawet wtedy, gdy sytuacja rozwija się w sposób absolutnie niespodziewany. A wtedy, nawet gdy twoje plany będą musiały się zmienić – czasem zupełnie nieoczekiwanie, jak w przypadku pandemii – będziesz trwał w ufności
i pokoju. Będzie to „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł” (Flp 4,7), ogarniający tych, którzy złożyli nadzieję i ufność w Bogu.
„Panie, prowadź mnie na każdym kroku mojej drogi.”
Ps 49,2-3.6-11
Mk 9,38-40


MAGAZYN

Spojrzenie pełne miłosierdzia
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko
– męczennik za wiarę

Gdy zimą 1984/1985 roku jako młoda dziewczyna śledziłam w TV proces zabójców ks. Jerzego Popiełuszki, nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, że jego męczeńska śmierć to ofiara, która i w moim życiu przyniesie kiedyś owoce. Patrzyłam na to wszystko ze zgrozą, w zupełnym milczeniu – i choć wstrząśnięta, to jednak jakoś odległa od tych wydarzeń. Spotkałam się z męczeństwem, które mnie przeraziło i którego jeszcze wtedy nie rozumiałam. Zdawało się ono być bardzo daleko ode mnie. Nie tak jednak jest w zamysłach Bożych – śmierć męczenników jest przecież dla nas i ma służyć nam wszystkim w sposób, który dopiero w miarę upływu kolejnych lat niepowatarzalnej historii naszego życia staje się dla nas zrozumiały.
Męczeństwo ks. Popiełuszki było dla mnie ogromnym wstrząsem – zwłaszcza gdy zobaczyłam jego bestialsko zmiażdżoną twarz i umęczone ciało w ornacie, złożone do drewnianej trumny. Nieruchome, zastygłe w cierpieniu sylwetki jego rodziców, biorących udział w pogrzebie-manifestacji, dopełniły reszty. Czułam, że uczestniczę w czymś wielkim, wiecznym, przerastającym mnie. Ale gdy dowiedziałam się, że przed zamknięciem trumny spłynęła nagle po policzku Męczennika jedna, jedyna, ostatnia i nieoczekiwana łza – poczułam, że to nie koniec, a dopiero początek. Łzę tę otarł chusteczką ktoś bliski księdzu Jerzemu i ta chusteczka wraz z tą krystaliczną łzą została w moim sercu niczym niezniszczalna relikwia.
Minęło trochę czasu i życie pospieszyło swoim torem. Był to okres, w którym powoli zdążałam do mojego radykalnego nawrócenia i powrotu do sakramentów Kościoła. Wtedy właśnie przyśnił mi się pewien znamienny sen: odwiedził mnie ksiądz Jerzy. W zupełnie pustej przestrzeni stanęliśmy naprzeciw siebie, a potem usiedliśmy po turecku na ziemi. Ujęliśmy się za ręce i poczułam, jak między nami przepływa jakaś delikatna, łagodna, spokojna fala czegoś bardzo dobrego. Siedziałam w milczeniu, mając na wprost siebie twarz Męczennika. W ciszy i pustce spokojnie patrzył na mnie pięknym, pogodnym spojrzeniem. Byłam zdumiona, bo miał niezwykle intensywny, jasnoniebieski kolor oczu. To błękitne spojrzenie informowało mnie, że ksiądz Jerzy jest co prawda taki sam jak za życia, ale jednak już zupełnie inny.
W pewnej chwili zaczęliśmy rozmawiać. Nie posługiwaliśmy się jednak mową, lecz poprzez nasze złączone dłonie płynęły pytania i odpowiedzi, podczas gdy my milcząc wpatrywaliśmy się w siebie. Zapytałam księdza Jerzego, jaki jest Bóg? Czy przebacza ludziom wszystkie grzechy, nawet te najbardziej nie do przebaczenia? Pytałam w ten sposób o zakres Miłosierdzia Bożego kogoś, kto stoi przed Bogiem twarzą w twarz. Ksiądz Jerzy odpowiedział mi – również niewerbalnie – że Bóg przebacza absolutnie wszystkie grzechy, a zakres Jego Miłosierdzia jest niewyobrażalnie nieskończony. Powiedział to z jakąś podrywającą mnie do wiary i ufności radością, a przez nasze złączone dłonie znów przepłynęła fala czegoś pięknego i motywującego… Następnie spojrzał na mnie raz jeszcze swymi jasnymi, niebieskimi oczami – i zniknął.
Obudziłam się natychmiast i przyznam – byłam pod wrażeniem. Ten sen obdarzył mnie jakąś inną, silniejszą, niż mogłabym sama w sobie wzbudzić i wypracować, ufnością w Miłosierdzie Boże. Przyniósł zachętę do nieodkładania spowiedzi, wnosząc niesamowitą perspektywę Bożej litości nad człowiekiem. Niby o tym wiedziałam, ale obudziwszy się już nie tylko wiedziałam, ale i głęboko odczuwałam, że tak faktycznie jest. A jakiś czas potem odbyła się moja spowiedź generalna i powrót do pełni życia sakramentalnego.
„Sen mara, Bóg wiara” – poucza mądrość ludowa, i ma rację. Nie byłam skłonna przywiązywać nadmiernej wagi do tego snu, ale gdy dowiedziałam się rano z radia, że tego dnia przypadały właśnie imieniny ks. Jerzego Popiełuszki – zastanowiłam się głębiej… Zdaje się, że zamiast dać Solenizantowi prezent, sama go od niego otrzymałam!
Zastanowiło mnie, dlaczego to akurat męczennik „przyszedł” mówić mi o Miłosierdziu Bożym, a nie na przykład siostra Faustyna, i dlaczego akurat był to ktoś, o kim właściwie tak niewiele wiedziałam? Jest to pytanie na całe życie! Nie wiem, dlaczego ksiądz Jerzy stał mi się tak bliski. To potwierdza moją nieśmiałą hipotezę, że to święci w jakiś sposób wybierają nas sobie i przybywają nam z pomocą. Założyłam po prostu, że mądrość Boża najlepiej wie, komu kto jest potrzebny.
I zaczęłam się ufnie modlić za wstawiennictwem Błogosławionego.
Oczywiście przeczytałam wszystkie możliwe książki na temat księdza Jerzego oraz przede wszystkim jego własne homilie. Wsłuchiwałam się niejednokrotnie w jego głos, który wydawał mi się zawsze monotonny i cichy. Wpatrywałam się w jego fotografie i czytałam jego zapiski w osobistym dzienniku.
Z tego wszystkiego wyłaniała się postać normalnego chłopaka, którego Bóg wezwał do kapłaństwa, a on był posłuszny i poszedł. Poszedł „jak owce między wilki”! Na widok zgrai zbójców nie porzucił jednak stada, ponieważ był prawdziwym pasterzem. Konsekwentnie „zło dobrem zwyciężał”. Ufał do końca... Może dlatego właśnie on przyniósł mi radosne upewnienie o znaczeniu ufności wobec Boga?
Szczególnie lubiłam przyglądać się fotografiom księdza Jerzego, ponieważ Jego twarz jest dla mnie jedną z naj-
piękniejszych, jakie znam. Nie dziwi mnie, że właśnie ona została tak okrutnie zmasakrowana przez Zło, nienawidzące Boga i człowieka. W twarzy księdza Jerzego odnajduję bowiem – połączone w niezwykle harmonijną i wymowną całość – rysy „Boże” i rysy ludzkie. Któregoś dnia zauważyłam zaskoczona, że w spojrzeniu księdza Jerzego odbija się jakieś mgnienie spojrzenia Jezusa z chusty w Manoppello. Spojrzenie pełne miłosierdzia… Jest takie zdjęcie, gdzie ksiądz Jerzy trzyma na rękach ochrzczone przed chwilą przez siebie niemowlę. Obdarza je uśmiechem – i znów widzę cień uśmiechu Jezusa z Manoppello… Coś bardzo przelotnego, ale rozpoznawalnego. Całe życie ks. Jerzego ma na sobie zauważalne znamię Boże.
Czy ma mnie to dziwić, że ksiądz Jerzy tak bardzo upodobnił się w swoim krótkim życiu do Chrystusa? Właśnie to zachęca mnie do ciągłego przyjmowania Dobrej Nowiny i życia nią w radości i ufności, wśród cierpień, chorób i wszelkich ciężarów życia. Wszystko jest po coś, jego męczeństwo nie ma iść na marne! Cel naszego życia – to przecież „alter Christus”! I jest jeszcze coś, co upodabnia księdza Jerzego do Jezusa – zostawił nam swoją matkę! Tak, myślę, że Marianna Popiełuszko stała się z woli Boga ikoną, przez którą – jak przez każdą ikonę – prześwieca dla nas bezcenne światło. Długo Bóg pozwolił jej być z nami, by swą milczącą powagą, całkowitą zgodą na wolę Bożą i przemodlonym cierpieniem niosła nam Dobrą Nowinę o zbawieniu. Podobnie jak jej syn, była i jest darem dla Polski i Kościoła. Gdy prezydent Lech Kaczyński w 25. rocznicę śmierci Męczennika wręczał tej pokornej kobiecie przeznaczony pośmiertnie dla syna Order Orła Białego, miałam wrażenie, że to nasza Ojczyzna pochyliła się do jej spracowanej matczynej dłoni i złożyła na niej pocałunek wdzięczności.
Mam znajomą zakonnicę, siostrę Kasię, służebnicę Ducha Świętego. Często pielgrzymuje ona do grobu księdza Jerzego. Zawsze daje mi znać, że tam jest i że modli się za mnie i moją rodzinę. Tak więc ksiądz Jerzy znalazł nawet posłańca, który od lat potrafi znienacka przesłać mi z Warszawy sms-a: Błogosławieństwo od ks. Jerzego…, Jestem u ks. Jerzego i modlę się…, Ks. Jerzy przytula do serca i otacza Was opieką… A potem ląduje w naszej skrzynce pocztowej pękata koperta z różańcami, książeczkami i innymi pamiątkami, zakupionymi przez siostrę Kasię w muzeum Męczennika. I tak jest od lat. Dlaczego? No cóż, obcowanie świętych nigdy nie jest rozwiązaną zagadką. Wciąż trzeba penetrować duchowe rejony, uważnie słuchać i patrzeć. Uczyć się. Starać się zrozumieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. I to jest najbardziej pasjonujące w duchowym „świętych obcowaniu” – dawać siebie i przyjmować to, co jest nam ofiarowywane. I starać się zgłębiać Tajemnicę.
Gdy mój głuchoniemy syn szykował się do przyjęcia sakramentu bierzmowania, zasiedliśmy razem do wielkiego albumu z fotografiami i życiorysami świętych. Kamil szukał odpowiedniego dla siebie patrona. Starałam się skierować jego uwagę na sylwetki wielkich polskich świętych, ale przy każdym z nich nasze miganie kończyło się stanowczym: „Nie!” syna. Najwyraźniej kogoś szukał, ale nie domyślałam się kogo. Gdy otworzyliśmy stronę ze zdjęciem ks. Jerzego Popiełuszki, Kamil zdecydowanym ruchem położył palec na jego fotografii i bez najmniejszego wahania zamigał: „Ten!”.
Tak więc ksiądz Jerzy, męczennik i jednocześnie dobry pasterz, a także wyjątkowy orędownik Miłosierdzia Bożego, ma w naszej rodzinie swoje kolejne, nowe miejsce. Mieszkamy bowiem od chwili bierzmowania syna nie tylko z Kamilem Józefem, ale z Kamilem Józefem Jerzym! ▐

Nasza okładka:

Jaki jest twój cel? Nadrzędny cel twojego życia? Jeśli zaczniesz od odpowiedzi na to pytanie, przestaniesz się gubić w chaosie codzienności i wszystko nabierze sensu. Jeśli uświadomisz sobie, że to Chrystus jest najważniejszy, cała reszta się uporządkuje. To nic, że nie czujesz się na siłach, by czynić wielkie rzeczy. Ważne, żebyś krok za krokiem, chwila po chwili cierpliwie podążał za Zbawicielem. 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 2 (342) 2022 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.   

W lutowym numerze „Słowa wśród nas” zachęcamy do zastanowienia się nad tym, jaki jest nadrzędny cel w naszym życiu. Jeśli zaczniemy od odpowiedzi na to pytanie, to przestaniemy gubić się w chaosie codzienności i wszystko nabierze sensu. W głównych artykułach numeru ks. Mike Schmitz pisze właśnie o tym, co dzieje się, kiedy Chrystus jest dla nas najważniejszy, a także o tym, że milczenie Boga nie oznacza Jego nieobecności, że na wszystko, także na wzrastanie duchowe, potrzeba czasu, i o tym, jak sobie radzić w tym czasie, kiedy Bóg wydaje się być daleko, a nasze życie biegnie wydeptaną koleiną.  

W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.

W Magazynie znajduje się artykuł o radykalizmie św. Marka Ewangelisty oraz poruszające świadectwa o duchowej opiece bł. ks. Jerzego Popiełuszki („Spojrzenie pełne miłosierdzia”) oraz o łasce odczuwania Bożej obecności (To dopiero początek!”). Ponadto wywiad z amerykańskim ewangelizacyjnym zespołem muzycznym („Liturgia w tekstach pieśni”).

W ramach Naszych lektur polecamy książkę „Wszyscy pójdziemy do nieba?” autorstwa Fabrice Chatelaina. Numeru dopełnia krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny. 

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

REGULAMIN KRZYŻÓWKI miesięcznika „Słowo wśród nas”

I. POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Niniejszy regulamin, zwany dalej Regulaminem, określa ogólne zasady dotyczące krzyżówki, nazywanej dalej „Krzyżówką”, organizowanej przez PROMIC – Wydawnictwo Księży Marianów MIC, ul. Św. Bonifacego 9/1, 09-914 Warszawa, nazywane dalej Organizatorem, i publikowanej w miesięczniku „Słowo wśród nas”.
2. „Krzyżówkę” przygotowuje redakcja miesięcznika „Słowo wśród nas” i publikuje w tymże miesięczniku – w każdym numerze nową „Krzyżówkę”. Celem „Krzyżówki” jest upowszechnianie znajomości Biblii wśród czytelników miesięcznika.
3. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem 1.01.2022 r. i obowiązuje dla wszystkich numerów miesięcznika z roku 2022, w których będą publikowane „Krzyżówki”.
4. Szczegółowe zasady, warunki uczestnictwa oraz czas trwania będą podane w każdym numerze miesięcznika „Słowo wśród nas”.
5. Organizator oświadcza, że „Krzyżówka” nie zawiera elementu hazardu, nie jest grą losową, loterią fantową, zakładem wzajemnym ani loterią promocyjną, ani żadną inną formą gry losowej przewidzianej w ustawie z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz.U. z 2009, Nr 201 poz. 1540 ze zm.).
6. Nad prawidłowym przebiegiem „Krzyżówki” czuwa Organizator, który powołuje Jury. W skład Jury wchodzą 3 osoby.
7. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za działanie poczty oraz problemy techniczne, powstałe w trakcie przesyłania rozwiązań „Krzyżówki” i wynikające z nich opóźnienia w nadejściu zgłoszeń.
8. Administratorem nadesłanych wraz z rozwiązaniem „Krzyżówki” danych osobowych jest Organizator.

II. UCZESTNICY
1. Udział w konkursie mogą brać osoby fizyczne, które ukończyły 18 lat i posiadają pełną zdolność do czynności prawnych, a także osoby małoletnie za zgodą rodziców lub opiekunów, jeśli wyślą w terminie na adres organizatora hasło stanowiące rozwiązanie „Krzyżówki”.
2. Uczestnikami nie mogą być pracownicy, ani osoby pozostające w stosunku zlecenia z Organizatorem „Krzyżówki”.
3. Dane osobowe uzyskane od uczestników „Krzyżówki” zgodnie z postanowieniami niniejszego Regulaminu będą przechowywane w bazie danych administrowanej przez Organizatora i przetwarzane wyłącznie dla celów związanych z „Krzyżówką”. Każdy uczestnik ma prawo zmiany lub usunięcia swoich danych. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, jednak ich niepodanie uniemożliwi wysłanie nagród laureatom.

III. ZASADY ZGŁOSZENIA UCZESTNICTWA W KRZYŻÓWCE
1. Udział w „Krzyżówce” oznacza zgodę uczestnika na warunki określone niniejszym Regulaminem.
2. Zgłoszenie udziału polega na: rozwiązaniu „Krzyżówki” opublikowanej w miesięczniku „Słowo wśród nas” (przy czym prawidłowe rozwiązanie „Krzyżówki” polega na ułożeniu hasła tworzącego jej rozwiązanie) oraz nadesłaniu hasła pocztą w terminie podanym w miesięczniku na adres: Redakcja „Słowa wśród nas”, ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa lub e-mail na adres: sekretarzslowo@wydawnictwo.pl
Wraz z prawidłowym rozwiązaniem „Krzyżówki” należy przesłać swoje dane osobowe, tj.: imię i nazwisko oraz adres zamieszkania.
Termin przesłania prawidłowego rozwiązania „Krzyżówki” będzie każdorazowo opublikowany wraz z „Krzyżówką” w danym numerze miesięcznika „Słowo wśród nas”.
4. Osoba spełniająca powyższe postanowienia niniejszego Regulaminu staje się Uczestnikiem Krzyżówki.

IV. ZASADY WYŁONIENIA OSÓB, KTÓRE OTRZYMAJĄ NAGRODY
1. Pięć osób spośród Uczestników otrzyma książki wydawnictwa PROMIC. Będę to osoby, których prawidłowe rozwiązania „Krzyżówki” nadejdą jako pierwsze, piąte, dziesiąte, dwudzieste i pięćdziesiąte w kolejności nadesłania.
2. Ogłoszenie wyników „Krzyżówki” – podanie prawidłowego rozwiązania oraz imion, pierwszej litery nazwiska oraz miejscowości osób, które otrzymają książkę – nastąpi w kolejnym, aktualnie przygotowywanym numerze miesięcznika.
3. Książki Wydawnictwa PROMIC zostaną wysłane pocztą.
4. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za brak możliwości przekazania książek z przyczyn leżących po stronie Uczestnika, a w szczególności w przypadku: niepodania danych adresowych oraz podania błędnych, nieaktualnych lub niepełnych danych adresowych.
5. Nie przysługuje prawo zamiany książek na ich ekwiwalent pieniężny lub na inne nagrody rzeczowe.

V. POSTANOWIENIA KOŃCOWE
1. Treść niniejszego Regulaminu dostępna jest w siedzibie Organizatora oraz na stronie www.wydawnictwo.pl
2. W sprawach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem zastosowanie mają obowiązujące przepisy prawa.




SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Zaledwie jeden procent
Nadrzędny cel, który organizuje życie
Ks. Mike Schmitz.......................................................... 4

Milczenie to nie brak obecności
Nie lekceważ wartości czasu!
Ks. Mike Schmitz..........................................................9

Znajdź swoje miejsce i bądź tam obecny
Jak radzić sobie w niepozornych okresach życia
Ks. Mike Schmitz..........................................................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 28 lutego...............................................19

MAGAZYN

Św. Marek – radykał
Co miał w sobie ten człowiek?
Leo Zanchettin...............................................45

Spojrzenie pełne miłosierdzia
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko – męczennik za wiarę
Joanna Przybyła...............................................48

To dopiero początek!
Prosta modlitwa zburzyła barierę
między mną a Bogiem
Aaron Richards...............................................53

Liturgia w tekstach pieśni
Rozmowa z wyjątkowym zespołem muzycznym
Kathryn Elliot............................................................ 57

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

ARTYKUŁY

Milczenie
to nie brak obecności
Nie lekceważ wartości czasu!

W 1977 roku dwóch psychologów, Daniel Kahneman i Amos Tversky, wykazało na podstawie badań, jak łatwo jest zbyt nisko oszacować czas potrzebny do wykonania zadania. Zjawisko to nazwali „złudzeniem planowania”. Odkryli, że przy prognozowaniu swoich działań ludzie mają tendencję do lekceważenia wcześniejszych doświadczeń. Nawet jeśli wykonywaliśmy już podobne zadanie i zajęło to nam konkretną liczbę godzin czy dni, uważamy, że następnym razem będziemy to robić o wiele krócej. Mówiąc dokładniej, sądzimy, że będziemy potrzebować mniej więcej połowę czasu, którego potrzeba w rzeczywistości.
Kilka lat później pewna kobieta pisząca artykuł o „złudzeniu planowania” odkryła, że sama mu uległa. Opisała, jak odnawiała pięć pokoi w swoim domu. Ponieważ pracowała, na malowanie mogła przeznaczyć jedynie weekendy i ewentualnie wieczory, jeśli nie była zbyt zmęczona. Zanim zajęła się pierwszym z nich, pomyślała sobie: „To nie jest duży pokój, uporam się z nim w weekend”. Jednak malowanie go trwało miesiąc. Przed odnawianiem drugiego pokoju stwierdziła: „No tak, wprawdzie malowanie poprzedniego pokoju zajęło mi miesiąc, ale teraz już nabrałam wprawy, więc wystarczy mi jeden weekend”. Ale malowanie znowu trwało cały miesiąc. Za trzecim razem powiedziała sobie: „No tak, tym razem już nie będę się tak z tym bawić. Teraz już naprawdę znam się na rzeczy i jeden weekend musi mi wystarczyć”. Malowanie zajęło jej miesiąc. Ta sama historia powtórzyła się przy wszystkich pięciu pokojach.

Na wszystko potrzeba
czasu
Poprzedni artykuł mówił o tym, by nie lekceważyć wielkości Bożych zamiarów w stosunku do nas. Teraz chcę przekonać was, że aby stać się tym, kim Bóg chce nas mieć, potrzeba czasu. Jeśli ma to być nadrzędnym celem naszego życia, przygotujmy się na to, że przez całe życie będziemy do niego dążyć.
Kim więc Bóg chce nas mieć? Chce, abyśmy stali się ludźmi zdolnymi do heroicznej miłości. A miłość i ufność to postawy, których nabycie wymaga czasu. Nie da się sprawić, by ktoś w jednej chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stał się ufny, otwarty i zaczął mocno kochać. Niezależnie od tego, jak bardzo pragniemy, by już to się dokonało, potrzeba tu odpowiedniego czasu.
Kiedyś przyszła do mnie para z prośbą, abym przewodniczył ich ceremonii ślubnej, którą zaplanowali na pierwszą rocznicę swej pierwszej randki. W tym czasie spotykali się dopiero od czterech miesięcy, niemniej jednak oświadczyli mi: „Proszę księdza, mamy pewność, że jesteśmy sobie przeznaczeni”. „Ale musicie przeprowadzić ze sobą poważne rozmowy” – powiedziałem. Odpowiedzieli mi: „A ksiądz myśli, że co my robiliśmy przez cztery miesiące znajomości? Omówiliśmy już wszystko”. Musiałem im odmówić – najdelikatniej i najuprzejmiej, jak tylko potrafiłem. Zaproponowałem, żeby odłożyli na później ustalenie daty ślubu, ponieważ są rzeczy, które ujawniają się dopiero po pewnym czasie znajomości.

Czasy milczenia
W Biblii znajdujemy wiele historii ludzi, którzy musieli czekać. Niektórzy przez długi czas mieli poczucie, że Bóg nic dla nich nie robi. Wołali do Niego w przekonaniu, że zbyt długo już czekają na Jego interwencję. Jednym
z nich był prorok Daniel. W dziesiątym rozdziale Księgi Daniela opowiada on o tym, jak ujrzał w wizji wielką wojnę siejącą tyle zniszczenia i śmierci, że omal nie umarł od samego jej widoku. Po tej wizji spędził w smutku całe trzy tygodnie. Tak to opisał: „Nie jadłem wybornych potraw, nie brałem do ust ani mięsa, ani wina, nie namaszczałem się też aż do końca trzeciego tygodnia” (Dn 10,3). Przez cały ten czas Daniel modlił się i błagał Boga, aby wyjawił mu znaczenie tego strasznego widzenia, ale Bóg milczał.
Jednak gdy dwudziestego czwartego dnia Daniel spojrzał w górę, zobaczył anioła, który powiedział mu, co oznaczała wizja. Bóg przez cały czas wiedział, czego pragnie prorok i w odpowiednim czasie dał mu odpowiedź. Daniel musiał na nią po prostu poczekać. Czekanie było trudne, pewnie chwilami wydawało mu się, że odpowiedź nigdy nie nastąpi.
Jak z tego widać, w żadnej sytuacji nie należy lekceważyć tego, co czyni Bóg, nawet gdy wydaje się, że nie czyni niczego – ponieważ milczenie to nie to samo co nieobecność. A czasami to milczenie jest absolutnie konieczne.
Jeśli kiedykolwiek próbowałeś wyhodować chiński bambus, doskonale wiesz, o co mi chodzi. Zasadzasz nasionko, podlewasz je i zapewniasz mu wszystko, czego potrzebuje. Przez pierwszy rok nie dzieje się nic, chociaż wciąż troszczysz się o odpowiednią wilgotność i nawożenie gleby. Podobnie nic nie dzieje się w drugim, trzecim i czwartym roku. Jednak w rzeczywistości trwa tam pewien proces, chociaż dla ciebie jest on niewidoczny. W ciągu tych czterech lat nasionko wytwarza system korzeniowy, tak rozgałęziony i głęboki, że gdy przychodzi rok piąty, roślina kiełkuje i osiąga wysokość niemal trzydziestu metrów w ciągu zaledwie pięciu tygodni. Kiedy wydawało się, że z nasionkiem nic się nie dzieje, dokonywało się tam coś niezbędnego.
Podobnie dzieje się z nami. Kiedy czekamy na odpowiedź Boga, On czyni w milczeniu coś, co nie dokonałoby się bez tego milczenia. Czyni w naszym wewnętrznym rozbiciu coś, co nie dokonałoby się bez tego rozbicia. Czyni w ciemności coś, co nie dokonałoby się bez tej ciemności. Chociaż ten czas, w którym przeżywamy różne stany wewnętrznego rozbicia i ciemności, jest dla nas trudny, to ostatecznie właśnie on czyni nas ludźmi zdolnymi do ufności. Nie zaufasz, dopóki nie staniesz w sytuacji wymagającej ufności. Właśnie temu służą okresy ciemności, milczenia i rozbicia.

 

MEDYTACJE

Wtorek, 1 lutego
Mk 5,21-43
Córko… (Mk 5,34)
Jeśli kiedykolwiek czułeś się osamotniony, opuszczony czy niedoceniony, to masz coś wspólnego z bohaterką dzisiejszej Ewangelii. Ze względu na stały upływ krwi kobieta ta zgodnie z Prawem Mojżeszowym znajdowała się w stanie nieczystości rytualnej (Kpł 15,25-27). Marek mówi nam, że trwało to już od dwunastu lat! Wyobraźmy sobie, jakim ciężarem musiało to być dla tej nieszczęsnej kobiety i całej jej rodziny.
Wystarczyło jednak, że dotknęła płaszcza Jezusa, i natychmiast została uzdrowiona. Ta, która tak długo była samotna, mogła wreszcie w pełni połączyć się ze swoją rodziną. Również inni mieszkańcy wioski już nie musieli trzymać się od niej z daleka. Wreszcie mogła wraz ze wszystkimi oddawać cześć Bogu w synagodze. Uzdrowiona miała prawo znowu zająć swoje miejsce we wspólnocie.
Czy wiesz, co jeszcze przydarzyło się tego dnia tej kobiecie? Jezus nazwał ją „córką”. Kiedy zorientował się, że została uzdrowiona przez dotknięcie Jego płaszcza, nie zganił jej za to, że złamała zakaz zbliżania się do innych
i że swoim dotykiem mogła uczynić Go nieczystym. Nie odsunął się od niej, ale nazywając ją „córką” jeszcze bardziej ją ku sobie przyciągnął.
Tego dnia Jezus przyjął ją do swojej rodziny. Odebrał jej poczucie samotności i odrzucenia, zastępując je miłością i akceptacją.
Córko. Synu. Umiłowana. Umiłowany. Kiedy słyszysz, że Bóg zwraca się do ciebie w ten sposób, twoje życie się zmienia. Odtąd już wiesz, że nie jesteś sam. Wiesz, że twój Ojciec niebieski widzi cię, kocha i pragnie przychodzić ci z pomocą. A to sprawia, że jeszcze bardziej pragniesz być blisko Niego i jeszcze usilniej powierzasz się w Jego ręce oddając Mu wszystkie swe troski i prosząc o uzdrowienie.
Od momentu, w którym kobieta z dzisiejszej Ewangelii dotknęła Jezusa, stała się nieoficjalną patronką osamotnionych. Teraz każdy z nas, kto czuje się porzucony czy samotny, może odnaleźć się w jej historii, która jest żywym przesłaniem: „Zwróć się do Jezusa, a On nazwie cię swoim dzieckiem! Nie jesteś sam! Należysz do Niego!”.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że nazywasz mnie swoim dzieckiem.”
2 Sm 18,9-10.14b.24-25a.31--19,3
Ps 86,1-6


▌Środa, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie. (Ml 3,1)
Słowa proroka Malachiasza doskonale oddają ducha dzisiejszego święta Ofiarowania Pańskiego – oto Jezus przychodzi „nagle” do swojej świątyni. W ciszy, bez fanfar, w ramionach swojej Matki, ale mimo to nagle – w nieoczekiwany sposób. Symeon czekał na to, by Go zobaczyć, przez całe lata, chociaż nie wiedział dokładnie, na co właściwie czeka. Kiedy Duch Święty poprowadził go do świątyni na spotkanie z ubogim, pokornym Dzieciątkiem, był pewnie nieco zaskoczony. Więc to ma być Mesjasz, za którym tęsknił tak długo?
W twoim życiu dzieje się tak samo, jak w życiu Symeona i całego Izraela – przyjście Jezusa ma zawsze w sobie coś oczekiwanego i coś zaskakującego. Czekasz długo, jak Symeon, i wreszcie pojawia się nieoczekiwane, a zarazem radosne spełnienie.
Może na przykład cierpisz z powodu niezgody wśród bliskich i nagle, nie wiadomo skąd, przychodzi ci pomysł, jak doprowadzić do pojednania. Może już prawie rezygnujesz z walki z uporczywą pokusą, kiedy niespodziewanie odkrywasz w sobie łaskę przeciwstawienia się jej. Może brak ci gorliwości w pójściu za Jezusem, aż tu nagle, podczas Mszy świętej czy na modlitwie, Duch Święty sprawia, że Jego słowo staje się dla ciebie żywe i dotyka z mocą twego serca.
Są to jakby dwie strony tej samej monety. Tęsknimy za Jezusem; wyglądamy Jego przyjścia do „świątyni” naszego życia i sytuacji, które są dla nas trudne. A potem On przychodzi, ale zupełnie nie tak, jak się tego spodziewaliśmy lub jak to sobie wyobrażaliśmy.
Tęsknota za Panem i czekanie na Niego może kojarzyć ci się z Adwentem. Ale Adwent już minął, a święto Ofiarowania Pańskiego jest dla nas przypomnieniem, że szukanie Pana i czekanie na Jego przyjście nie może ograniczać się do jednego okresu liturgicznego. On może przyjść nagle do świątyni twego życia, może przyjść
w każdej chwili, także dzisiaj! Bądź więc Mu wierny. Bądź przygotowany.
I bądź otwarty na niespodzianki, gdy On odpowie na twoją modlitwę lub objawi ci się w zupełnie nowy, nieoczekiwany sposób.
„Panie, tęsknię za Tobą. Przyjdź dziś do mojego życia.”
albo Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40


▌Niedziela, 6 lutego
Łk 5,1-11
Jestem człowiek grzeszny. (Łk 5,8)
Dzisiejsze czytania opisują dramatyczne spotkania z Bogiem, jakie przeżyli Izajasz, Paweł i Piotr. Izajasz
w świątyni ujrzał Pana „zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie” (Iz 6,1). Pawłowi Jezus ukazał się na drodze do Damaszku, dokąd jechał, aby aresztować chrześcijan. A Piotr doświadczył świętości Boga w cudownym połowie ryb, zarzucając sieci na słowo Jezusa. Każdy z nich w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że znajduje się w obecności po trzykroć świętego Boga, i wstrząsnęło to nim do głębi.
Święta obecność Pana ma w sobie coś ogromnie poruszającego. My jesteśmy mieszaniną dobra i zła, natomiast Bóg jest nieskończenie dobry, wierny i czysty. Wobec tak wielkiej czystości pryskają wszystkie nasze iluzje na temat własnej sprawiedliwości. Izajasz zawołał: „Biada mi! (...) Wszak jestem mężem o nieczystych wargach” (Iz 6,5). Paweł uznał, że jest „niegodzien zwać się apostołem” (1 Kor 15,9). Piotr prosił: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Także i my uświadamiając sobie świętość Boga nieuchronnie uświadamiamy sobie również naszą własną niegodność.
Ponieważ takie dramatyczne przeżycia nie zdarzają się nam na co dzień, w powszedniej krzątaninie łatwo tracimy z oczu świętą obecność Boga. A przecież może ona i powinna wciąż budzić w nas cześć i szacunek. Bóg może przebić się przez naszą mgłę w każdej chwili – na modlitwie, jak w przypadku Izajasza, czy przy pracy, jak w przypadku Piotra. Może objawić się nam nawet wtedy, gdy planujemy coś złego, jak to uczynił z Pawłem. Jak zareagujemy, kiedy to się stanie? Wdzięcznością za Jego miłosierdzie? Czy też przeciwnie, odrzucimy łaskę, z którą przychodzi?
W każdą niedzielę modlimy się słowami: „Panie, nie jestem godzien”. Dziś, stojąc przed po trzykroć świętym Bogiem, który nas miłuje, wypowiedzmy te słowa pokornym sercem. Odwróćmy się od naszych grzechów i przyjmijmy Jego przebaczenie. Nie pozwólmy, by nasza niegodność powstrzymała nas przed zbliżeniem się do Jezusa i pełnieniem Jego woli.
„Panie, dziękuję Ci za Twoje miłosierdzie.”
Iz 6,1-2a.3-8
Ps 138,1-5.7-8
1 Kor 15,1-11

▌Środa, 9 lutego
Ps 37,5-6.30-31.39-40
Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał. (Ps 37,5)
Wydaje nam się czasem, że pójście za Panem przypomina nieco skok z samolotu – klamka zapadła, nie ma już odwrotu, nie można zmienić zdania. Jednak w rzeczywistości nie wystarczy podjąć tę decyzję raz na zawsze. Trzeba ją potwierdzać każdego dnia. Zachęca do tego dzisiejszy psalm responsoryjny wzywając nas do powierzenia swego życia w ręce Boga i pełnienia Jego woli całym sercem, na ile tylko potrafimy. A wtedy, jak obiecują słowa psalmu, zobaczymy Jego działanie.
Bóg będzie działał. Będzie działał zawsze, nawet jeśli my nie zawsze dochowujemy swoich zobowiązań wobec Niego. Spójrzmy na króla Salomona. Na początku swego panowania Salomon oddawał cześć Bogu jak jego ojciec Dawid. A Bóg działał w jego życiu udzielając mu mądrości potrzebnej do rządów nad ludem. Sprawił, że Salomon stał się obiektem zazdrości wszystkich władców Bliskiego Wschodu. Nawet królowa Saby przybyła do niego z darami (1 Krl 10,1-10). Jednak Salomon w pewnym momencie zachwiał się w swojej wierności Panu i zaczął budować własne bogactwo zaniedbując dobrobyt narodu.
Jest raczej mało prawdopodobne, że u twoich drzwi pojawi się współczesna królowa Saby z kosztownymi darami. Jeśli jednak będziesz całym sercem szukać Pana i powierzysz Mu swoją drogę, On będzie działał. Znajdujesz się zresztą w o wiele bardziej uprzywilejowanej pozycji niż król Salomon. Dzięki obecności Ducha Świętego możesz codziennie coraz bardziej wzrastać w pokorze i czystości.
Bóg będzie działał. Może da ci głęboką mądrość czy słowa pociechy dla kogoś borykającego się z nieszczęściem. Może doświadczysz cierpliwości w trudnej sytuacji, uzdrowienia w chorobie, wolności od nałogowego grzechu. Staraj się wiernie iść za Panem (nawet jeśli nie uczynisz tego w sposób doskonały), a zobaczysz, że On będzie działał.
Przypominaj sobie często ten werset w ciągu dnia i odnawiaj swoje oddanie Panu. Nie musisz być doskonały – jak nie był doskonały ani król Dawid, ani król Salomon. Po prostu proś Boga, który jest dobry i który cię miłuje,
aby pomógł ci stawać się lepszym.
On będzie działał.
„Panie, powierzam Ci mój dzisiejszy dzień. Pomóż mi chodzić Twoimi ścieżkami.”
1 Krl 10,1-10
Mk 7,14-23

▌Środa, 23 lutego
Jk 4,13-17
Nie wiecie nawet, co jutro będzie.
(Jk 4,14)
Mamy jeszcze żywo w pamięci to, jak nagle zmieniło się nasze życie dwa lata temu na początku pandemii. W czasie lockdownu większość naszych planów legła w gruzach lub przynajmniej musiała zostać mocno zmodyfikowana. Może nawet zastanawialiśmy się, czy w ogóle warto cokolwiek planować!
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Jakub nie twierdzi, że planowanie nie ma sensu. Chce jedynie, abyśmy uświadomili sobie istnienie wielu rzeczy, na które nie mamy wpływu.
Jak wiadomo, nawet najlepsze pomysły mogą w praktyce okazać się niewykonalne. Jaki więc powinien być nasz stosunek do planowania, skoro wiemy, że nie zawsze przynosi ono pożądany skutek?
Rozwiązaniem jest poddanie naszych zamiarów woli Boga. Nawet jeśli jesteśmy całkiem pewni, co chcemy zrobić – w naszych sprawach zawodowych, rodzinnych, czy po prostu wakacyjnych – przedstawmy swoje pomysły Bogu na modlitwie. Wsłuchując się w Jego głos możemy nabrać przekonania, że On popiera nasze zamierzenia. Kiedy indziej poczujemy, że Pan kieruje nas na inną drogę lub prosi o wstrzymanie się z decyzją. A kiedy wydaje się milczeć, zacznijmy po prostu realizować swój plan licząc na Jego błogosławieństwo.
A co wtedy, gdy prosiliśmy Boga o prowadzenie, nabraliśmy pewności, czego On od nas oczekuje, a tymczasem nagle zmieniają się okoliczności? Może wtedy przyjść pokusa zwątpienia w to, że Bóg chce nas prowadzić. Możemy nawet obwiniać Go o pokrzyżowanie naszych planów! Tu jednak Jakub wskazuje nam właściwą postawę: „Jeżeli Pan zechce, a będziemy żyli, zrobimy to lub owo” (Jk 4,15). Co oznacza, że planując naszą przyszłość, nie możemy zapominać o tym, że wszystko zależy od łaski i miłosierdzia Boga.
Nie przywiązuj się więc zbyt mocno do swoich planów! Zamiast tego zaufaj wiernej opiece Boga i uwierz, że On działa nawet wtedy, gdy sytuacja rozwija się w sposób absolutnie niespodziewany. A wtedy, nawet gdy twoje plany będą musiały się zmienić – czasem zupełnie nieoczekiwanie, jak w przypadku pandemii – będziesz trwał w ufności
i pokoju. Będzie to „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł” (Flp 4,7), ogarniający tych, którzy złożyli nadzieję i ufność w Bogu.
„Panie, prowadź mnie na każdym kroku mojej drogi.”
Ps 49,2-3.6-11
Mk 9,38-40


MAGAZYN

Spojrzenie pełne miłosierdzia
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko
– męczennik za wiarę

Gdy zimą 1984/1985 roku jako młoda dziewczyna śledziłam w TV proces zabójców ks. Jerzego Popiełuszki, nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, że jego męczeńska śmierć to ofiara, która i w moim życiu przyniesie kiedyś owoce. Patrzyłam na to wszystko ze zgrozą, w zupełnym milczeniu – i choć wstrząśnięta, to jednak jakoś odległa od tych wydarzeń. Spotkałam się z męczeństwem, które mnie przeraziło i którego jeszcze wtedy nie rozumiałam. Zdawało się ono być bardzo daleko ode mnie. Nie tak jednak jest w zamysłach Bożych – śmierć męczenników jest przecież dla nas i ma służyć nam wszystkim w sposób, który dopiero w miarę upływu kolejnych lat niepowatarzalnej historii naszego życia staje się dla nas zrozumiały.
Męczeństwo ks. Popiełuszki było dla mnie ogromnym wstrząsem – zwłaszcza gdy zobaczyłam jego bestialsko zmiażdżoną twarz i umęczone ciało w ornacie, złożone do drewnianej trumny. Nieruchome, zastygłe w cierpieniu sylwetki jego rodziców, biorących udział w pogrzebie-manifestacji, dopełniły reszty. Czułam, że uczestniczę w czymś wielkim, wiecznym, przerastającym mnie. Ale gdy dowiedziałam się, że przed zamknięciem trumny spłynęła nagle po policzku Męczennika jedna, jedyna, ostatnia i nieoczekiwana łza – poczułam, że to nie koniec, a dopiero początek. Łzę tę otarł chusteczką ktoś bliski księdzu Jerzemu i ta chusteczka wraz z tą krystaliczną łzą została w moim sercu niczym niezniszczalna relikwia.
Minęło trochę czasu i życie pospieszyło swoim torem. Był to okres, w którym powoli zdążałam do mojego radykalnego nawrócenia i powrotu do sakramentów Kościoła. Wtedy właśnie przyśnił mi się pewien znamienny sen: odwiedził mnie ksiądz Jerzy. W zupełnie pustej przestrzeni stanęliśmy naprzeciw siebie, a potem usiedliśmy po turecku na ziemi. Ujęliśmy się za ręce i poczułam, jak między nami przepływa jakaś delikatna, łagodna, spokojna fala czegoś bardzo dobrego. Siedziałam w milczeniu, mając na wprost siebie twarz Męczennika. W ciszy i pustce spokojnie patrzył na mnie pięknym, pogodnym spojrzeniem. Byłam zdumiona, bo miał niezwykle intensywny, jasnoniebieski kolor oczu. To błękitne spojrzenie informowało mnie, że ksiądz Jerzy jest co prawda taki sam jak za życia, ale jednak już zupełnie inny.
W pewnej chwili zaczęliśmy rozmawiać. Nie posługiwaliśmy się jednak mową, lecz poprzez nasze złączone dłonie płynęły pytania i odpowiedzi, podczas gdy my milcząc wpatrywaliśmy się w siebie. Zapytałam księdza Jerzego, jaki jest Bóg? Czy przebacza ludziom wszystkie grzechy, nawet te najbardziej nie do przebaczenia? Pytałam w ten sposób o zakres Miłosierdzia Bożego kogoś, kto stoi przed Bogiem twarzą w twarz. Ksiądz Jerzy odpowiedział mi – również niewerbalnie – że Bóg przebacza absolutnie wszystkie grzechy, a zakres Jego Miłosierdzia jest niewyobrażalnie nieskończony. Powiedział to z jakąś podrywającą mnie do wiary i ufności radością, a przez nasze złączone dłonie znów przepłynęła fala czegoś pięknego i motywującego… Następnie spojrzał na mnie raz jeszcze swymi jasnymi, niebieskimi oczami – i zniknął.
Obudziłam się natychmiast i przyznam – byłam pod wrażeniem. Ten sen obdarzył mnie jakąś inną, silniejszą, niż mogłabym sama w sobie wzbudzić i wypracować, ufnością w Miłosierdzie Boże. Przyniósł zachętę do nieodkładania spowiedzi, wnosząc niesamowitą perspektywę Bożej litości nad człowiekiem. Niby o tym wiedziałam, ale obudziwszy się już nie tylko wiedziałam, ale i głęboko odczuwałam, że tak faktycznie jest. A jakiś czas potem odbyła się moja spowiedź generalna i powrót do pełni życia sakramentalnego.
„Sen mara, Bóg wiara” – poucza mądrość ludowa, i ma rację. Nie byłam skłonna przywiązywać nadmiernej wagi do tego snu, ale gdy dowiedziałam się rano z radia, że tego dnia przypadały właśnie imieniny ks. Jerzego Popiełuszki – zastanowiłam się głębiej… Zdaje się, że zamiast dać Solenizantowi prezent, sama go od niego otrzymałam!
Zastanowiło mnie, dlaczego to akurat męczennik „przyszedł” mówić mi o Miłosierdziu Bożym, a nie na przykład siostra Faustyna, i dlaczego akurat był to ktoś, o kim właściwie tak niewiele wiedziałam? Jest to pytanie na całe życie! Nie wiem, dlaczego ksiądz Jerzy stał mi się tak bliski. To potwierdza moją nieśmiałą hipotezę, że to święci w jakiś sposób wybierają nas sobie i przybywają nam z pomocą. Założyłam po prostu, że mądrość Boża najlepiej wie, komu kto jest potrzebny.
I zaczęłam się ufnie modlić za wstawiennictwem Błogosławionego.
Oczywiście przeczytałam wszystkie możliwe książki na temat księdza Jerzego oraz przede wszystkim jego własne homilie. Wsłuchiwałam się niejednokrotnie w jego głos, który wydawał mi się zawsze monotonny i cichy. Wpatrywałam się w jego fotografie i czytałam jego zapiski w osobistym dzienniku.
Z tego wszystkiego wyłaniała się postać normalnego chłopaka, którego Bóg wezwał do kapłaństwa, a on był posłuszny i poszedł. Poszedł „jak owce między wilki”! Na widok zgrai zbójców nie porzucił jednak stada, ponieważ był prawdziwym pasterzem. Konsekwentnie „zło dobrem zwyciężał”. Ufał do końca... Może dlatego właśnie on przyniósł mi radosne upewnienie o znaczeniu ufności wobec Boga?
Szczególnie lubiłam przyglądać się fotografiom księdza Jerzego, ponieważ Jego twarz jest dla mnie jedną z naj-
piękniejszych, jakie znam. Nie dziwi mnie, że właśnie ona została tak okrutnie zmasakrowana przez Zło, nienawidzące Boga i człowieka. W twarzy księdza Jerzego odnajduję bowiem – połączone w niezwykle harmonijną i wymowną całość – rysy „Boże” i rysy ludzkie. Któregoś dnia zauważyłam zaskoczona, że w spojrzeniu księdza Jerzego odbija się jakieś mgnienie spojrzenia Jezusa z chusty w Manoppello. Spojrzenie pełne miłosierdzia… Jest takie zdjęcie, gdzie ksiądz Jerzy trzyma na rękach ochrzczone przed chwilą przez siebie niemowlę. Obdarza je uśmiechem – i znów widzę cień uśmiechu Jezusa z Manoppello… Coś bardzo przelotnego, ale rozpoznawalnego. Całe życie ks. Jerzego ma na sobie zauważalne znamię Boże.
Czy ma mnie to dziwić, że ksiądz Jerzy tak bardzo upodobnił się w swoim krótkim życiu do Chrystusa? Właśnie to zachęca mnie do ciągłego przyjmowania Dobrej Nowiny i życia nią w radości i ufności, wśród cierpień, chorób i wszelkich ciężarów życia. Wszystko jest po coś, jego męczeństwo nie ma iść na marne! Cel naszego życia – to przecież „alter Christus”! I jest jeszcze coś, co upodabnia księdza Jerzego do Jezusa – zostawił nam swoją matkę! Tak, myślę, że Marianna Popiełuszko stała się z woli Boga ikoną, przez którą – jak przez każdą ikonę – prześwieca dla nas bezcenne światło. Długo Bóg pozwolił jej być z nami, by swą milczącą powagą, całkowitą zgodą na wolę Bożą i przemodlonym cierpieniem niosła nam Dobrą Nowinę o zbawieniu. Podobnie jak jej syn, była i jest darem dla Polski i Kościoła. Gdy prezydent Lech Kaczyński w 25. rocznicę śmierci Męczennika wręczał tej pokornej kobiecie przeznaczony pośmiertnie dla syna Order Orła Białego, miałam wrażenie, że to nasza Ojczyzna pochyliła się do jej spracowanej matczynej dłoni i złożyła na niej pocałunek wdzięczności.
Mam znajomą zakonnicę, siostrę Kasię, służebnicę Ducha Świętego. Często pielgrzymuje ona do grobu księdza Jerzego. Zawsze daje mi znać, że tam jest i że modli się za mnie i moją rodzinę. Tak więc ksiądz Jerzy znalazł nawet posłańca, który od lat potrafi znienacka przesłać mi z Warszawy sms-a: Błogosławieństwo od ks. Jerzego…, Jestem u ks. Jerzego i modlę się…, Ks. Jerzy przytula do serca i otacza Was opieką… A potem ląduje w naszej skrzynce pocztowej pękata koperta z różańcami, książeczkami i innymi pamiątkami, zakupionymi przez siostrę Kasię w muzeum Męczennika. I tak jest od lat. Dlaczego? No cóż, obcowanie świętych nigdy nie jest rozwiązaną zagadką. Wciąż trzeba penetrować duchowe rejony, uważnie słuchać i patrzeć. Uczyć się. Starać się zrozumieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. I to jest najbardziej pasjonujące w duchowym „świętych obcowaniu” – dawać siebie i przyjmować to, co jest nam ofiarowywane. I starać się zgłębiać Tajemnicę.
Gdy mój głuchoniemy syn szykował się do przyjęcia sakramentu bierzmowania, zasiedliśmy razem do wielkiego albumu z fotografiami i życiorysami świętych. Kamil szukał odpowiedniego dla siebie patrona. Starałam się skierować jego uwagę na sylwetki wielkich polskich świętych, ale przy każdym z nich nasze miganie kończyło się stanowczym: „Nie!” syna. Najwyraźniej kogoś szukał, ale nie domyślałam się kogo. Gdy otworzyliśmy stronę ze zdjęciem ks. Jerzego Popiełuszki, Kamil zdecydowanym ruchem położył palec na jego fotografii i bez najmniejszego wahania zamigał: „Ten!”.
Tak więc ksiądz Jerzy, męczennik i jednocześnie dobry pasterz, a także wyjątkowy orędownik Miłosierdzia Bożego, ma w naszej rodzinie swoje kolejne, nowe miejsce. Mieszkamy bowiem od chwili bierzmowania syna nie tylko z Kamilem Józefem, ale z Kamilem Józefem Jerzym! ▐

Nasza okładka:

Jaki jest twój cel? Nadrzędny cel twojego życia? Jeśli zaczniesz od odpowiedzi na to pytanie, przestaniesz się gubić w chaosie codzienności i wszystko nabierze sensu. Jeśli uświadomisz sobie, że to Chrystus jest najważniejszy, cała reszta się uporządkuje. To nic, że nie czujesz się na siłach, by czynić wielkie rzeczy. Ważne, żebyś krok za krokiem, chwila po chwili cierpliwie podążał za Zbawicielem. 

Sklep internetowy Shoper.pl