E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 2 (306) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 2 (306) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł: „Miłujcie się wzajemnie”. Jezus nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz żeby służyć i pragnie, byśmy czynili podobnie. Na czym polega łaska służby wraz z Jezusem, jak możemy służyć i kochać, naśladując naszego Mistrza – o tym mówią artykuły wstępne. 

W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.
W Magazynie znajduje się artykuł „Sługa Boży Jan Tyranowski – mistyk i przewodnik duchowy” poświęcony temu niezwykłemu człowiekowi, który w realiach okupowanej polski pomagał wzrastać m.in. Karolowi Wojtyle, przyszłemu świętemu papieżowi. Ponadto tekst „Kogo mam posłać?” przybliżający formacje i działalność świeckich ewangelizatorów w Stanach Zjednoczonych oraz artykuł ks. Dariusza Patera na temat przeżywania starości. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Petera Kreefta „Jak być świętym?”. Oprócz tego w numerze krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Jeśli cię nie umyję…
Jezus nie przyszedł, aby Mu służono,
lecz żeby służyć.......................................................... 4

Ofiarna miłość
Łaska służby wraz z Jezusem...................................... 9

Jak Mnie posłał Ojciec, tak Ja was posyłam
Służyć i kochać jak Jezus.............................................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 28 lutego.............................................18

MAGAZYN

Promieniowanie Bogiem
Sługa Boży Jan Tyranowski – mistyk i przewodnik
duchowy – Andrew Swafford.............................................43

Kogo mam posłać?
Formacja świeckich ewangelizatorów
w Kościele – Brenton Cordeiro................................. 49

Zaakceptować starośćks. dr hab. Dariusz Pater.......... 54

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy nie chciałbyś po zakończeniu swego ziemskiego życia usłyszeć: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości swego pana!” (Mt 25,23). Mam nadzieję, że właśnie to usłyszę od Pana, kiedy ujrzę Go twarzą w twarz.
Mówiąc o nas, Jezus używa wielu określeń. Nazywa nas swoimi synami i córkami, swymi uczniami, a także światłem świata, solą ziemi i dziećmi Ojca. Wszystkie te dane nam przez Boga tytuły są bardzo zaszczytne. Jednak ulubionym z nich jest dla mnie tytuł sługi. Jesteśmy sługami Boga, a On jest naszym Panem.
Lubię ten tytuł przede wszystkim dlatego, że kojarzy mi się on z samym Jezusem. Przychodząc na ziemię, przyjął postać sługi i wydał samego siebie na krzyżu – służąc nam wszystkim, abyśmy zostali wybawieni od grzechu i śmierci. A Ojciec „Go nad wszystko wywyższył” (Flp 2,9). Istotą misji Jezusa była służba. On nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz żeby służyć.
Także św. Paweł mówił o sobie jako o słudze Pańskim. Na początku Listu do Rzymian oraz Listu do Tytusa przedstawia się jako „sługa Chrystusa Jezusa”. Noszenie tego tytułu poczytywał sobie za zaszczyt. Zależało mu też na tym, aby wszyscy wiedzieli, jak wielkie znaczenie ma on dla niego: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa” (1 Kor 4,1). 
W czasach biblijnych sługa uważany był za własność swego pana. Podobnie każdy z nas jest własnością Jezusa, naszego odwiecznego Pana. Oznacza to, że wszystko, co posiadamy, należy do naszego Pana. Podkreślał to również św. Ignacy Loyola, który uczył innych modlić się słowami: „Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę mą całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twoją i łaskę, albowiem to mi wystarcza”. Jest to modlitwa sługi Pańskiego.
Spróbuj może w tym miesiącu ułożyć swoją własną „modlitwę sługi Pańskiego”. Moja wyglądałaby mniej więcej tak: „Panie, jestem Twoim sługą. Moje życie należy do Ciebie. Moje serce i umysł należą do Ciebie. Moje ciało należy do Ciebie. Mój czas należy do Ciebie. Moje pieniądze należą do Ciebie. Moja rodzina należy do Ciebie. Moje radości i smutki są Twoje. Chcę być Twoim sługą, który posłusznie czyni to, co mu polecisz. Oddaję Ci wszystko, czym jestem”.
Czytając i rozważając na modlitwie treść artykułów tego miesiąca, pamiętaj, że Bóg widzi nawet najmniejsze akty służby, które czynisz z miłością. Przygotowanie posiłku dla rodziny, cierpliwe znoszenie czyjegoś trudnego charakteru, odwiedzenie chorej sąsiadki, ustąpienie miejsca w autobusie, a nawet zwykły życzliwy uśmiech – to wszystko sprawia Mu radość. Prośmy, by Bóg nauczył nas, jak być Jego sługą!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁ:

Ofiarna
miłość

Łaska służby wraz z Jezusem

Św. Paweł, ten były prześladowca uczniów Jezusa, po swoim nawróceniu stał się Apostołem, ewangelizatorem, duszpasterzem, teologiem, misjonarzem. Pełnił też jednak jeszcze inną funkcję, której nie poświęcamy zbyt wiele uwagi – był sługą ubogich. Przyjął ją na siebie, gdy przybyła do niego i Barnaby w Antiochii grupa wierzących z Jerozolimy. Jeden z nich, imieniem Agabos, wygłosił proroctwo. „Przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód” (Dz 11,27).
Niepokojąc się o losy złożonego z Żydów Kościoła w Jerozolimie – który już i tak borykał się z ubóstwem – starsi Kościoła w Antiochii, gdzie żyło wielu chrześcijan pochodzenia pogańskiego, postanowili zarządzić zbiórkę na ich rzecz wśród tamtejszych wspólnot. Wysłali następnie Pawła i Barnabę, aby odebrali złożone datki od kolejnych wspólnot i dostarczyli je do Jerozolimy.
Podobnie jak we wszystkim, czym się zajmował, także w tej zbiórce Paweł zobaczył przede wszystkim sposobność do służby. Rozumiał też, że daje ona wierzącym okazję do głębszego doświadczenia, co to znaczy należeć do Jezusa i do Jego ludu. Wspierając Kościół jerozolimski, wierzący na całym świecie jednoczyli się ze sobą jako jedno Ciało Chrystusa.
Pisząc do swoich czytelników o tym, jak wielkim darem jest hojność, Paweł uczy nas, co to znaczy miłować się i służyć sobie nawzajem – tak jak miłował nas i służył nam Jezus. Nawet najzwyklejsze akty służby, na przykład złożenie ofiary na biednych czy ugotowanie obiadu dla rodziny, mają wartość duchową. W ten sposób poświęcamy Bogu te dary, które od Niego otrzymaliśmy, gdyż wszystko, czym jesteśmy, i wszystko, co posiadamy, pochodzi od Niego.

„ŁASKA PANA NASZEGO”
Starania Pawła o pozyskanie wsparcia dla wspólnoty jerozolimskiej były przeważnie przyjmowane życzliwie. Kościoły jeden po drugim odkładały część pieniędzy z niedzielnych zbiórek, aby przekazać je Pawłowi, kiedy do nich przybędzie. Jednak w Koryncie spotkał Pawła zawód. W pierwotny zapał tamtejszych wierzących szybko zakradła się nieufność. Zbiórka została wstrzymana.
Paweł zdawał sobie sprawę, że wiara Koryntian była szczera i nawet jeśli w danym momencie źle ocenili sytuację, to przecież starali się żyć wiarą. Przypomniał im więc to wszystko, co otrzymali od Boga, dodając gorącą prośbę: „Obyście i w tę łaskę obfitowali” (2 Kor 8,7). A potem dodał: „Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).
Paweł użył tego samego greckiego słowa charis, które znaczy „łaska”, na określenie zarówno zbiórki pieniężnej, jak i dobrowolnej śmierci Jezusa na krzyżu dla naszego zbawienia. Dał im do zrozumienia, że chodzi tu o coś więcej niż tylko o pieniądze. Była to kwestia natury duchowej. Wierzącym w Koryncie została dana możliwość usłużenia swoim braciom i siostrom, a przez to głębszego zjednoczenia się z Panem. Wspierając finansowo Kościół w Jerozolimie, mieli szansę dać coś z siebie na rzecz innych.
Nieczęsto zdarza nam się myśleć o datkach pieniężnych w kategoriach duchowych. Ponieważ sporą część naszej uwagi pochłaniają transakcje finansowe, mamy skłonność do postrzegania ofiar na cele dobroczynne czy potrzeby Kościoła w podobny, czysto praktyczny sposób – jako składki na utrzymanie księży, misje czy finansowanie różnych form duszpasterstwa w parafii. Jest to prawda, ale podobnie jak każdy akt służby nasza ofiarność ma również aspekt duchowy – jest naszym udziałem w „łasce Jezusa Chrystusa”.

DAWAĆ Z SERCA
Pewnego razu, gdy Jezus spożywał posiłek w domu jednego z faryzeuszy, jego gospodarz zauważył, że przed jedzeniem nie dokonał On rytualnego obmycia rąk. Wyczuwając jego oburzenie, Jezus odbił piłeczkę, mówiąc: „Dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości” (Łk 11,39). Jezus wiedział, że ten faryzeusz, zachowujący wiernie zewnętrzne przepisy prawa Mojżeszowego, nie żył tym prawem w swoim sercu. Dlatego powiedział mu: „Dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste” (Łk 11,41).
Na tym polegała podstawowa różnica pomiędzy podejściem Jezusa i faryzeusza. Prawdopodobnie obaj składali ofiary na ubogich – był to obowiązek każdego Żyda. Jezus widział jednak, że jego gospodarz przywiązywał większą wagę do przestrzegania przepisów rytualnych niż do stanu swego własnego serca. Faryzeusz z pewnością dawał biednym pieniądze, ale w rzeczywistości nie dawał jałmużny, gdyż nie dawał z serca. Nie składał tej ofiary z miłości do Boga i Jego ukochanych ubogich.
Kiedy opiekujemy się chorym lub wspieramy potrzebującego, Jezus chce, abyśmy czynili to z serca. On przyszedł nie po to, aby My służono, lecz żeby służyć – nie z obowiązku czy rutyny, ale z miłości.
To, co Paweł napisał do Koryntian, przypomina słowa Jezusa wypowiedziane do faryzeusza. Poprzez hojne, dobrowolne i z serca płynące dawanie z siebie innym, poprzez pełną miłości służbę potrzebującym, naśladujemy Jezusa i jednoczymy się z Nim.

ŻYWA OFIARA
W niektórych parafiach podczas Mszy świętych (nawet codziennych) odbywa się procesja z darami chleba i wina, które zostaną przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. W trakcie tej procesji zbierane są zazwyczaj również datki na tacę. Po błogosławieństwie nad darami kapłan zaprasza nas do modlitwy, mówiąc: „Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący”.
Tą Ofiarą jest nie tylko chleb i wino. Obejmuje ona wszystko to, co zostało przyniesione, oraz to, czego znakiem są przyniesione dary. Podczas modlitwy nad darami mamy okazję złączyć nasze ofiary – to, co złożyliśmy przed chwilą na tacę, oraz wszystkie ofiary, jakie ponieśliśmy w imię Pana – z chlebem i winem na ołtarzu. Jest to też okazja, by złożyć na ołtarzu całe nasze życie i ofiarować je Bogu jako „ofiarę żywą” (Rz 12,1), podobnie jak to uczynił Jezus.
Spróbuj o tym pamiętać, uczestnicząc we Mszy świętej. Podczas ofiarowania darów uświadom sobie, że jest to także twoja ofiara, że wraz z Jezusem składasz w ofierze swoje życie. Przyjmując Jezusa w Komunii świętej, wiedz, że odzyskujesz to, co ofiarowałeś – przemienione, napełnione i pobłogosławione przez Ducha Świętego. Ofiarowałeś Mu swój skarb – swoje serce, swój umysł i życie – a On je przyjął i pobłogosławił, abyś po wyjściu z kościoła mógł Go kochać i służyć Jemu samemu oraz ludziom, których masz wokół siebie.
Pismo Święte zachęca nas: „Dawaj Najwyższemu tak, jak On ci daje, hojnie, na miarę swych możliwości, ponieważ Pan jest tym, który odpłaca, i siedem razy więcej odda tobie” (Syr 35,9-10). To coś więcej niż transakcja finansowa. To akt miłości i służby, który Bóg przyjmuje i przemienia. Na tym polega Boża wymiana!

LICZY SIĘ WSZYSTKO
Jako naśladowcy Jezusa służymy innym na niezliczone sposoby. Pamiętajmy, że wszystko to, co czynimy dla innych, jest miłe Panu. Każdy nasz akt służby, choćby nawet wydawał nam się nic nieznaczący, ma w oczach Pana wartość duchową. Poprzez takie akty ofiarowujesz Bogu samego siebie. Oddajesz Mu to, co sam wcześniej od Niego otrzymałeś. Jednoczysz się z Panem i z tymi, którym służysz.
Wiedz także, że Bóg cieszy się, gdy twój dar płynie z serca – niezależnie od tego, czy będą to twoje pieniądze, czas, przebaczenie, modlitwa, towarzystwo, zrozumienie czy współczucie. Cieszy się, gdy idziesz do skrzywdzonych i zalęknionych, niosąc im pokój, którym On cię obdarzył.
Każdy chrześcijanin jest wezwany do służby, ponieważ każdy jest wezwany do wstępowania w ślady Jezusa. Takie jest nasze pełne błogosławieństwa powołanie. Obyśmy wszyscy stawali się sługami według serca Jezusa. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Piątek, 1 lutego
Hbr 10,32-39
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni. (Hbr 10,32)
Czy wiesz, że życie chrześcijańskie można porównać do wyczynowego wioślarstwa? Otóż każdy, kto kiedykolwiek trenował ten sport, wie, że na początku jest to dosyć skomplikowane. Pracując wiosłami trzeba bowiem przyzwyczaić się, że cel drogi znajduje się nie z przodu, lecz za plecami. A to dlatego, że moc naszych mięśni skoncentrowana jest w plecach i ramionach, toteż ciągnięcie jest o wiele skuteczniejszym sposobem posuwania się naprzód niż pchanie. Tak więc płynąc w przód, wioślarz ma przed oczami to, co zostaje z tyłu.
Ale co to ma wspólnego z życiem wiary? Dzisiejsze pierwsze czytanie zachęca: „Przypomnijcie sobie dawniejsze dni”. Pomyśl o czasach Kościoła pierwotnego, o radości św. Franciszka lub pokornej służbie św. Matki Teresy. Przypomnij sobie chwile, w których czułeś się naprawdę blisko Pana. Patrząc wstecz, pomyśl, jak fascynujące było wtedy twoje życie, pomimo wszystkich trudów i przeciwności. Niemal ich nie zauważałeś, gdyż Jezus był z tobą, a życie niosło wiele obietnic. Nawet jeśli teraz przeżywasz jakieś trudności, te wspomnienia cię umocnią.
Innymi słowy, najlepszym sposobem wzrastania w wierze jest wspominanie wszelkiego dobra, jakie Pan nam wyświadczył. To właśnie te wspomnienia popychają nas do przodu przez wzburzone nieraz wody naszego życia. Tak więc, gdy stawiasz czoło nowym wyzwaniom, miej w pamięci lekcje odebrane w przeszłości. Korzystaj z przykładu świętych, którzy byli przed tobą, traktując ich słowa jako wskazówki i rady dla ciebie. I zawsze – zawsze – miej w pamięci dawne opowieści i nauki Pisma Świętego.
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział do swoich uczniów: „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19). Pod koniec życia św. Paweł pisał do Tymoteusza: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa”, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8). Z kolei św. Piotr obiecał, że będzie „zawsze nam przypominał” (2 P 1,12) o Jezusie i Jego miłości. Dlatego pamiętajmy. Pamiętajmy o tym wszystkim.
To znaczy o wszystkim, oprócz grzechu. O nim zapomina nawet Jezus.
„Panie, pomóż mi przybliżać się do Ciebie przez przypominanie sobie dawniejszych dni”.
Ps 37,3-6.23-24.39-40
Mk 4,26-34

▌Sobota, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Łk 2,22-40
A twoją duszę miecz przeniknie.
(Łk 2,35)
Co za przedziwne spotkanie, podczas którego zabrzmiały tak złowieszcze słowa! Wyobraź sobie, że ni stąd, ni zowąd podchodzi do ciebie obcy człowiek, bierze na ręce twoje dziecko i wygłasza tak niepokojące proroctwo, dotyczące ciebie i twego maleństwa. Nie uważasz, że byłby to dla ciebie niezły wstrząs?
A jak przyjęła to Maryja? Być może Jej pierwszą reakcją rzeczywiście był niepokój, ale z pewnością nie zatrzymała się na nim. Możemy przypuszczać, że zamiast poddać się lękowi, zaczęła się zastanawiać: Jak będzie wyglądał ów „miecz”? Wiem, że Jezus jest Synem Bożym, ale co to znaczy, że jest On przeznaczony „na upadek i na powstanie wielu”? Podobnie jak to czyniła w przeszłości, Maryja włączała swoje pytania, troski i lęki w modlitwę. Na modlitwie rozważała wszystko, co widziała i słyszała, prosząc Boga o światło oraz o umocnienie Jej wiary i ufności do Niego (Łk 1,29; 2,19).
Maryja patrzyła również wstecz, tak jak my próbowaliśmy to robić we wczorajszej medytacji. Możemy wyobrażać sobie, jak wspominała chwile, w których Bóg dowiódł swojej wierności wobec Niej, otaczając Ją opieką. Przypominała sobie, jak anioł nawiedził Józefa we śnie, dzięki czemu Józef przyjął Ją, brzemienną, do swego domu, i jak bardzo umocniło Ją to wewnętrznie. Przypominała sobie, jak Mędrcy ostrzegli Ją przed Herodem, co było kolejnym znakiem Bożej wierności. Myśląc o przyszłym „mieczu”, mogła więc wyznać: Ufam, że Bóg będzie ze mną także wtedy, gdy ten „miecz” przeszyje moją duszę.
Twoja przyszłość, podobnie jak przyszłość Maryi, kryje w sobie zarówno radości, jak i smutki. Nawet jeśli w swoim życiu doświadczyłeś już kilku „mieczy” – jak również paru cudów – bądź pewien, że pojawią się następne. Jak więc masz iść za przykładem wiary i ufności Maryi? Najważniejsze to wyrobić w sobie nawyk wspominania sytuacji, w których Bóg okazał
ci swoją wierność. Przypominaj sobie okoliczności, w których mówiłeś:
„Z pewnością to Bóg mnie ocalił” lub „Dzięki Ci, Jezu, bo Twój plan okazał się o wiele lepszy niż mój”. Pielęgnuj w sobie wspomnienia Jego dobroci i niezachwianej miłości, wciąż na nowo powtarzając Mu swoje „tak”.
Ten sam Bóg, który towarzyszył Maryi, jest dziś przy tobie i był przy tobie zawsze. Trwaj przy tej prawdzie, a twoja wiara i ufność będą stopniowo wzrastać.
„Jezu, ufam Tobie!”
Ml 3,1-4 lub Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10

▌Niedziela, 3 lutego
1 Kor 12,31--13,13
Miłość nigdy nie ustaje. (1 Kor 13,8)
Wielu ludzi – zarówno biblistów, jak i zwyczajnych wierzących – uważa dzisiejsze pierwsze czytanie za najwspanialszy rozdział w całym Piśmie Świętym. Pawłowi wystarczyło trzynaście wersetów, by dać nam przepiękny opis miłości, który można rozważać przez całe życie.
Krótko i zwięźle Paweł przyznaje miłości właściwe jej miejsce – u samej góry listy. Mówienie językami jak Apostołowie, prorokowanie jak Izajasz, rozumienie tajemnic wiary jak Tomasz z Akwinu, oddanie wszystkiego, co posiadamy, jak Matka Teresa – wszystko to jest niczym, jeśli zabraknie miłości.
Paweł przyznaje również, że nikt z nas nie kocha w sposób doskonały, podobnie jak „po części poznajemy i po części prorokujemy” (1 Kor 13,9). Mówi, że teraz widzimy wszystko jakby w zamglonym, zniekształcającym obraz lustrze. Innymi słowy, Paweł przyznaje, że wszyscy popełniamy błędy. Wszyscy osądzamy pochopnie. Wszyscy ranimy innych – a zwłaszcza naszych najbliższych. Staramy się tego nie robić, ale często nasze dobre chęci nie wystarczają. A ściślej biorąc, jeszcze nie wystarczają.
Także św. Piotr przyznaje miłości pierwszą pozycję na liście. Postrzega miłość jako najpotężniejszą siłę na świecie. Jest ona tak mocna, że „zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8).
Miłość wszystko rozumie i wszystko jest w stanie uzdrowić – nawet błędne wybory życiowe, wynikające bardziej z fałszywego rozeznania niż z grzechu. Jeśli zostałeś skrzywdzony, pamiętaj, że twoja miłość może przynieść uzdrowienie zarówno tobie, jak i twojemu krzywdzicielowi. Nawet jeśli ta miłość jest niedoskonała, zabarwiona smutkiem i gniewem, to i tak ma ogromne znaczenie. Jezus ją widzi i jej błogosławi.
W miłości nie chodzi o doskonałość. Chodzi o to, by kochać najlepiej, jak potrafimy, i prosić o przebaczenie, gdy upadamy.
W dzisiejszej modlitwie proś Jezusa, aby wzbudził w tobie pragnienie miłowania tą miłością, jaką On miłuje ciebie, i aby dał ci do tego siłę. Bądź zawsze skory do miłości, skory do przebaczenia, skory do mówienia „przepraszam”. Pamiętaj, że miłość zawsze zwycięża.
„Panie, spraw, aby moja miłość wzrastała z każdym dniem”.
Jr 1,4-5.17-19
Ps 71,1-6.15.17
Łk 4,21-30

▌Niedziela, 10 lutego
1 Kor 15,1-11
Dana mi łaska Jego nie okazała się daremna. (1 Kor 15,10)
Czy zauważyłeś, że we wszystkich dzisiejszych czytaniach przewija się motyw łaski?
To łaska wypaliła grzech Izajasza i uczyniła go jednym z największych proroków w dziejach Izraela. To łaska powstrzymała św. Pawła przed dalszym prześladowaniem chrześcijan i uczyniła go jednym z największych ewangelizatorów wszech czasów. To łaska rzuciła św. Piotra na kolana przed Jezusem i zmieniła prostego rybaka w pokornego łowcę dusz i pasterza pierwotnego Kościoła.
Z pewnością w życiu tych ludzi łaska Boża nie okazała się daremna!
A w twoim życiu? Co w nim wskazuje na to, że łaska Boża nie okazała się daremna? Nie muszą to być wydarzenia aż tak dramatyczne, jak nawrócenie Pawła czy Izajasza. Zresztą w ogóle nie muszą być dramatyczne. Oczywiście może tak się wydarzyć, częściej jednak doświadczenie łaski Bożej kojarzy się z łagodnie płynącym strumieniem, a nie ze wzburzonym oceanem.
Przypomnij sobie na przykład chwile, w których czułeś się szczególnie blisko Boga podczas Eucharystii czy na modlitwie. Albo ten wyrzut sumienia, który doprowadził cię do konfesjonału po długiej przerwie. Albo dzień, kiedy nieoczekiwanie pojawiła się w twoim sercu gotowość przebaczenia komuś, kto cię boleśnie skrzywdził. To wszystko były działania Bożej łaski.
Wszystko, co oddala cię od grzechu, a przybliża do Boga, co pomaga ci być bardziej kochającym, lepszym, skłonnym do współczucia, jest owocem działania łaski Bożej w twoim sercu. Jeśli zastanowisz się głębiej nad tym, jak wyglądał miniony dzień, odkryjesz, że Bóg przez cały czas wspierał cię swoją łaską.
Dziś nowy dzień i początek nowego tygodnia. Spróbuj więc zacząć od nowa. Poproś Ducha Świętego, aby otworzył ci oczy na wszystkie łaski, którymi Bóg będzie cię obdarzał w rozpoczynającym się tygodniu. A kiedy je rozpoznasz, przyjmuj je całym sercem. Niech nie pozostaną daremne!
„Jezu, naucz mnie całym sercem przyjmować Twoje łaski!”
Iz 6,1-2a.3-8
Ps 138,1-5.7-8
Łk 5,1-11

▌Niedziela, 17 lutego
Łk 6,17.20-26
Błogosławieni jesteście, ubodzy. (Łk 6,20)
Czy znasz kogoś, kto chce żyć w ubóstwie, płaczu i głodzie? Kto wierzy, że ubóstwo jest drogą do błogosławieństwa i szczęścia? Jezus świadomie wybrał takie właśnie życie, a dziś zmienia nasze myślenie, wskazując zupełnie inną drogę do szczęścia niż ta, którą proponuje świat.
W głębi serca wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają. Istnieje wielu nieszczęśliwych milionerów. Czy jesteśmy biedni, czy bogaci, uszczęśliwiają nas przede wszystkim dobre relacje. A czy istnieje ważniejsza relacja niż relacja z Bogiem? Nic dziwnego, że Jezus był szczęśliwy, mając ścisłą relację ze swoim Ojcem niebieskim!
Jezus nie ograniczał się do patrzenia tylko na to, co widział wokół siebie. Wciąż podnosił wzrok ku Ojcu niebieskiego. Z sercem wzniesionym ku górze i umysłem oświeconym prawdą przez Ducha Świętego, widział życie takie, jakie ono jest, z jego blaskami i cieniami. Nigdy sprawy doczesnego życia, troska o jedzenie, ubranie i dach nad głową nie przesłaniały Mu tego, co najważniejsze. Jego szczęściem była bliskość z Ojcem i pełnienie Jego woli.
Dając nam osiem błogosławieństw, Jezus odsłonił przed nami tajemnicę szczęścia. On wie, jak często zamożni grzesznicy są ludźmi nieszczęśliwymi, nawet gdy cały świat im zazdrości. Świat nie dostrzega pustki, jaka panuje w sercu pozbawionym Bożej miłości. Jezus dobrze zna nasze potrzeby, także te materialne, chce jednak, abyśmy stawiali sobie wyższe cele niż tylko doczesne. Jak mówił św. Augustyn, niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu. To właśnie przylgnięcie do Boga daje nam szczęście.
Jezus powiedział swoim uczniom, że ma „pokarm”, o którym oni nie wiedzą, a tym „pokarmem” jest pełnienie woli Ojca (J 4,32-34). Ucząc się zawierzenia Bożym obietnicom, odkrywamy sekret Jezusowego pokoju i szczęścia. Idąc w ślady Jezusa, poznajemy to szczęście, jakim On się cieszył – szczęście, jakim cieszą się wszyscy święci i aniołowie w niebie.
„Jezu, daj mi pragnienie życia błogosławieństwami. Naucz mnie ufać Tobie w bogactwie i w biedzie, w dobrych i złych czasach. Pragnę jedynie Twojej miłości!”
Jr 17,5-8
Ps 1,1-4.6
1 Kor 15,12.16-20

▌Niedziela, 24 lutego
Łk 6,27-38
Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni. (Łk 6,37)
Jezus nie mógł wyrazić tego jaśniej. Jeśli nie chcesz sam zostać potępiony, nie potępiaj innych.
Przypuśćmy, że widzisz niechlujnego człowieka w wymiętej odzieży śpiącego na ławce w parku. Zastanawiasz się, co doprowadziło go do tego stanu i dlaczego nie poszuka jakiejś pracy. Sam jego widok jest dla ciebie przykry. Obchodzisz go szerokim łukiem, czując głęboki niesmak. A Jezus mówi: „Nie potępiaj go”.
Albo słuchasz wiadomości radiowych i nagle pada nazwisko polityka, którego nie znosisz. Sztywniejesz na samą myśl o podłości i głupocie tego człowieka. Przypominasz sobie wszystkie jego machinacje i czujesz odrazę.
A Jezus mówi: „Nie potępiaj go”.
Albo dowiadujesz się o nastolatce, która zaszła w ciążę nie wiadomo z kim.
Zastanawiasz się, jak jej rodzice mogli tak źle ją wychować. Przychodzą ci do głowy różne obraźliwe słowa na jej temat i stwierdzasz, że porządna dziewczyna nigdy nie znalazłaby się w takiej sytuacji. A Jezus mówi: „Nie potępiaj jej”.
Staraj się ze wszystkich sił odsuwać od siebie niemiłosierne osądy i potępiające myśli. Jeśli nie ze względu na tę drugą osobę, to przynajmniej ze względu na siebie. Próbuj wznieść się ponad świat osądu, gdzie każdy dostaje to, co mu się należy, bez żadnej litości – ponieważ tam wszyscy zostają surowo osądzeni. Także i ty.
Wejdź natomiast w królestwo Bożego miłosierdzia. Wejdź tam, gdzie każdy jest wezwany do przebaczenia i ofiarności, gdzie każdy jest traktowany z miłością, a jego godność jest uszanowana. Także twoja. Udzielaj innym daru przebaczenia, a będzie ci ono dane. Udzielaj daru kolejnej szansy – nawet trzeciej, czwartej czy setnej – a będzie ci ona dana. Udzielaj daru rozstrzygania wątpliwości na korzyść tego drugiego – a będzie on udzielony i tobie.
Dawaj, nawet jeśli nie masz na to ochoty. Nakazuje to sam Jezus – obiecując wieczną nagrodę tym, którzy to czynią.
„Panie, pomóż mi być miłosiernym, jak Ty jesteś miłosierny”.
1 Sm 26,2.7-9.12-13.22-23
Ps 103,1-4.8.10.12-13
1 Kor 15,45-49


MAGAZYN:


Promieniowanie Bogiem


Sługa Boży Jan Tyranowski
– mistyk i przewodnik duchowy

W 1941 roku żołnierze niemieccy wtargnęli do salezjańskiej parafii św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach, aresztując jedenastu księży i zakonników. Po stracie tylu duchownych duszpasterstwo młodzieży w parafii spadło w dużej mierze na barki świeckich. Zadanie to podjął Jan Tyranowski, zwyczajny na pozór, choć nieco ekscentryczny mężczyzna po czterdziestce. Odegrał on nieocenioną rolę w formowaniu nowego pokolenia świadków Chrystusa. Spośród jego wychowanków dziesięciu zostało księżmi – w tym także młody Karol Wojtyła, znany obecnie jako św. Jan Paweł II.
W jednym ze swoich najwcześniej opublikowanych tekstów Wojtyła nazwał Jana Tyranowskiego „apostołem”. Pisał, że jego świątobliwy ekscentryczny wychowawca „żył blisko Boga czy raczej z Bogiem”. Świadectwo jego życia ujęło Wojtyłę za serce, budząc w nim głębokie i trwałe pragnienie prowadzenia intensywnego życia wewnętrznego.

„NIETRUDNO JEST ZOSTAĆ ŚWIĘTYM”
Urodzony w 1901 roku w Krakowie, Jan Tyranowski ukończył szkołę średnią, uzyskując kwalifikacje księgowego. Po kilku latach pracy pewnego dnia podczas Mszy świętej przeżył głębokie nawrócenie, słysząc proste słowa salezjańskiego kaznodziei: „Nietrudno jest zostać świętym”. Poprzez te słowa Duch Święty zaszczepił w Tyranowskim pragnienie stania się człowiekiem modlitwy. Dlatego
w wieku trzydziestu paru lat zamienił biurko księgowego na maszynę do szycia, pracując odtąd jako krawiec. Spodziewał się, że nowy zawód pozostawi mu więcej czasu na modlitwę i studiowanie pism teologicznych (a być może również złagodzi problemy żołądkowe wywołane przez stres powodowany dotychczasową pracą). I tak się stało. Tyranowski zorganizował cały swój dzień wokół modlitwy i czytania duchowego. Szczególnie upodobał sobie pisma mistyków karmelitańskich – św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avili. Z czasem zaczął głęboko doświadczać obecności Boga.
W czasie okupacji niemieckiej wiara i kultura Polaków były szczególnie atakowane. Każdy, kto aktywnie szerzył katolicyzm, mógł spodziewać się represji. Pomimo tego zagrożenia, a może właśnie ze względu na nie, Tyranowski prowadził kółko katechetyczne i Żywy Różaniec, kształtując życie duchowe wielu młodych mężczyzn. Jak do tego doszło? 
W czasie gdy aresztowano duchownych z parafii na Dębnikach, w Tyranowskim dojrzewała pewna idea. W pismach św. Tomasza z Akwinu przeczytał o „przekazywaniu innym owoców kontemplacji” (łac. contemplata aliis tradere). Rozważając te słowa, poczuł się przynaglony przez Ducha Świętego, by dzielić się z innymi, zwłaszcza ze studentami i robotnikami, owocami swojej własnej lektury i medytacji. W tym celu nawiązywał rozmowy z młodymi ludźmi, których widywał na Mszy świętej.

ROZWIJANIE ŻYCIA MODLITWY
W czasie tych rozmów Tyranowski zapraszał ich do wspólnego odmawiania Różańca po Mszy świętej. Wśród nich byli między innymi Karol Wojtyła, inteligentny młody student pracujący w kamieniołomie, oraz Mieczysław Maliński, uczeń szkoły średniej, którego ambicją było zostać inżynierem. Tyranowski rozmawiał z nimi o tym, na czym polega wyrabianie w sobie chrześcijańskiego charakteru. Opowiedział im o swoim własnym porządku dnia i o codziennym prowadzeniu duchowego notatnika.
Z perspektywy czasu Wojtyła i Maliński twierdzili, że Tyranowski wydał im się nieco dziwny, a zarazem jakoś pociągający – wyczuwali, że ma on bliską relację z Bogiem.
„Odkryłem, że to właśnie było kluczem do osobowości Tyranowskiego” – mówił Maliński. „Wprawdzie jego «staroświecki» – jak go nazywałem – język nieustannie działał mi na nerwy, słuchałem go jednak z uwagą, uświadamiając sobie, że wszystko, co mówił, dotyczyło wyłącznie jednego – prawdy o Bogu, który w nas mieszka”.
Gdy wieść o spotkaniach u Tyranowskiego rozniosła się, mała grupka znajomych urosła do piętnastu młodych ludzi. Tyranowski ukonstytuował ją jako kolejne koło Żywego Różańca. W świecie ogarniętym wojną ta grupa stanowiła środowisko, w którym jej członkowie mogli wzrastać w wierze i przylgnąć do prawd duchowych.

IDEA OPORU WEWNĘTRZNEGO
Naturalną reakcją wielu młodych krakowian – podobnie jak innych młodych Polaków żyjących w stanie ciągłego zagrożenia pod okupacją niemiecką – był gniew i nienawiść wobec najeźdźców. Marzyli oni o zbrojnym odwecie i powstrzymaniu przemocy siłą. Jednak grupa Tyranowskiego wybrała inną drogę. Pod jego kierownictwem jej członkowie zaczęli rozważać, na czym miałoby polegać naśladowanie Chrystusa w obecnej, tak niebezpiecznej sytuacji. Poznawali swój temperament, swoje mocne i słabe strony, zestawiając to z wymaganiami Ewangelii. „Bóg jest w nas” – mawiał Tyranowski. „Bóg jest w nas, aby wydobyć nas z samych siebie”.
Kierując się tymi wskazówkami, zaczęli prosić Boga o światło, w jaki sposób pokojowo i odważnie stawić opór hitlerowskiemu reżimowi. Ich modlitewna, pokorna postawa stanowiła żywy kontrast z tym wszystkim, co działo się dookoła. Głównym celem prowadzonej przez Tyranowskiego formacji młodych ludzi było rozbudzenie w nich głębokiego poczucia obecności Bożej. Wolność wewnętrzna, jaką dzięki temu w sobie odkrywali, stawała się nowym źródłem oporu, zastępującym niższe, czysto naturalne instynkty.
Wkrótce grupa zaczęła wywierać magnetyczny wręcz wpływ na innych. W miarę jak wieść o spotkaniach rozchodziła się po okolicy, pojawiali się na nich coraz liczniej nowi chłopcy. Powstała następna piętnastka, potem kolejne. Wkrótce Wojtyła, Maliński
i kilku innych członków pierwotnej grupy prowadzili już samodzielnie nowe koła Żywego Różańca, które spotykały się co tydzień. Każdy z liderów starał się wpoić swoim rówieśnikom to samo życie modlitwy oraz poczucie odpowiedzialności za własne myśli, słowa i uczynki, jakiego uczył ich Tyranowski. Każdy z nich uczęszczał też w dalszym ciągu na cotygodniowe spotkania z Tyranowskim, aby posłuchać jego przemyśleń i poradzić się w różnych sprawach.

FORMOWANIE
DLA ŻYCIA WIECZNEGO
W 1943 roku koła Żywego Różańca, założone przez zwykłego krawca, zrzeszały już sześćdziesięciu mężczyzn. Groźba odkrycia ich działalności przez gestapo narastała z każdym dniem. Nikt nie wiedział, czy między śniadaniem a obiadem nie zostanie zawleczony do więzienia lub wysłany do obozu koncentracyjnego. Zastanawiano się nawet nad rozwiązaniem grupy ze względu na grożące niebezpieczeństwo – i niemal jednogłośnie zdecydowano kontynuować potajemne spotkania z Janem i ze sobą nawzajem. Wreszcie stało się to, czego się obawiano. W czasie spotkania do mieszkania Tyranowskiego wkroczyło gestapo. Jednak Niemcy odstąpili ostatecznie od represji i nikogo nie aresztowali, uznając dziwnego krawca za niespełna rozumu fanatyka religijnego.
W miarę jak wiara uczestników wzrastała, kilku z nich zaczęło myśleć o kapłaństwie, między innymi Karol Wojtyła. W tym czasie seminarium duchowne w Krakowie było zamknięte przez hitlerowskiego okupanta, dlatego profesorowie i klerycy zmuszeni byli kontynuować formację w podziemiu. Prowadzili oni podwójne życie, czerpiąc siły z wiary. Sam Tyranowski także rozważał wstąpienie do seminarium, ale uznał ten pomysł za chybiony, ze względu na słabnące zdrowie. Mimo to jednak uczęszczał na zajęcia do niektórych profesorów. Od czasu do czasu pojawiał się tam z uśmiechem na ustach, odwiedzając swoich młodych przyjaciół. Stali się oni dla niego braćmi w Panu, którzy troszczyli się o niego, podobnie jak on niegdyś zatroszczył się o nich.
Kiedy już po wojnie Wojtyła kończył doktorat w Rzymie, Tyranowski ciężko zachorował, najpierw na gruźlicę, do której następnie dołączyła się poważna infekcja. „Czy bierze pan zastrzyki przeciwbólowe?” – zapytał go Maliński, będący wówczas klerykiem. „Jak długo mogę wytrzymać, obywam się bez nich” – odparł Tyranowski. Znosząc cierpliwie swoje długotrwałe cierpienia (które zaskarbiły mu u Wojtyły przydomek „Hiob”), Tyranowski wierzył, że mają one wartość duchową. „Leżę tu i nic nie robię, ale chcę przyczyniać się do zbawienia świata tak, jak i wy w seminarium, dlatego ofiarowuję mój ból za wszystkich, którzy są w potrzebie” – mówił.
Jan Tyranowski zmarł w 1947 roku po rocznym pobycie w szpitalu. Na jego pogrzebie pojawił się tłum ludzi, z którymi dzielił się swoją wiarą. Jak powiedział jeden z nich, Tyranowski przekazywał im „sekrety życia wewnętrznego przede wszystkim swoim własnym przykładem”.

▌ LEKCJA DLA NAS WSZYSTKICH
Przykład sługi Bożego Jana Tyranowskiego wciąż ma moc oddziaływania, zwłaszcza na osoby samotne i tych, którzy nie mają pewności, do czego Pan ich powołuje. Ukazuje nam on, jak owocne jest pójście za głosem Pana już teraz, chociaż jeszcze nie wiemy, co kryje w sobie przyszłość. Kiedy Jan zdecydował się podporządkować swoje życie modlitwie i rozwojowi duchowemu, zostało ono przemienione. A kiedy odważył się zaprosić młodych mężczyzn z okolicy do pogłębienia życia wewnętrznego, przemienione zostało także ich życie. Tak więc, czy jesteśmy w małżeństwie, czy w stanie wolnym, czy skończyliśmy studia, czy też nie, my wszyscy świeccy członkowie Kościoła jesteśmy wezwani do przekazywania innym tego, co sami otrzymaliśmy od Pana.
Na pierwszy rzut oka Tyranowski wydawał się bardzo nietypowym ewangelizatorem. Jako nieśmiały introwertyk, bywał nieporadny w sytuacjach towarzyskich, brakowało mu też wykształcenia teologicznego. Jednak jego duchowy wpływ sięgnął daleko poza Kraków.
Papież Jan Paweł II często ukazywał Jana jako przykład ludziom świeckim w różnych częściach świata. Dziś, po wielu latach, jeszcze jaśniej zdajemy sobie sprawę, jak w każdej parafii i w każdym środowisku świeckim potrzebni są ludzie podobni do Jana – ludzie, którzy poprzez swoje słowa i styl życia dają świadectwo wierze. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 2 (306) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł: „Miłujcie się wzajemnie”. Jezus nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz żeby służyć i pragnie, byśmy czynili podobnie. Na czym polega łaska służby wraz z Jezusem, jak możemy służyć i kochać, naśladując naszego Mistrza – o tym mówią artykuły wstępne. 

W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.
W Magazynie znajduje się artykuł „Sługa Boży Jan Tyranowski – mistyk i przewodnik duchowy” poświęcony temu niezwykłemu człowiekowi, który w realiach okupowanej polski pomagał wzrastać m.in. Karolowi Wojtyle, przyszłemu świętemu papieżowi. Ponadto tekst „Kogo mam posłać?” przybliżający formacje i działalność świeckich ewangelizatorów w Stanach Zjednoczonych oraz artykuł ks. Dariusza Patera na temat przeżywania starości. W ramach Naszych lektur polecamy książkę Petera Kreefta „Jak być świętym?”. Oprócz tego w numerze krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Jeśli cię nie umyję…
Jezus nie przyszedł, aby Mu służono,
lecz żeby służyć.......................................................... 4

Ofiarna miłość
Łaska służby wraz z Jezusem...................................... 9

Jak Mnie posłał Ojciec, tak Ja was posyłam
Służyć i kochać jak Jezus.............................................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 28 lutego.............................................18

MAGAZYN

Promieniowanie Bogiem
Sługa Boży Jan Tyranowski – mistyk i przewodnik
duchowy – Andrew Swafford.............................................43

Kogo mam posłać?
Formacja świeckich ewangelizatorów
w Kościele – Brenton Cordeiro................................. 49

Zaakceptować starośćks. dr hab. Dariusz Pater.......... 54

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Czy nie chciałbyś po zakończeniu swego ziemskiego życia usłyszeć: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości swego pana!” (Mt 25,23). Mam nadzieję, że właśnie to usłyszę od Pana, kiedy ujrzę Go twarzą w twarz.
Mówiąc o nas, Jezus używa wielu określeń. Nazywa nas swoimi synami i córkami, swymi uczniami, a także światłem świata, solą ziemi i dziećmi Ojca. Wszystkie te dane nam przez Boga tytuły są bardzo zaszczytne. Jednak ulubionym z nich jest dla mnie tytuł sługi. Jesteśmy sługami Boga, a On jest naszym Panem.
Lubię ten tytuł przede wszystkim dlatego, że kojarzy mi się on z samym Jezusem. Przychodząc na ziemię, przyjął postać sługi i wydał samego siebie na krzyżu – służąc nam wszystkim, abyśmy zostali wybawieni od grzechu i śmierci. A Ojciec „Go nad wszystko wywyższył” (Flp 2,9). Istotą misji Jezusa była służba. On nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz żeby służyć.
Także św. Paweł mówił o sobie jako o słudze Pańskim. Na początku Listu do Rzymian oraz Listu do Tytusa przedstawia się jako „sługa Chrystusa Jezusa”. Noszenie tego tytułu poczytywał sobie za zaszczyt. Zależało mu też na tym, aby wszyscy wiedzieli, jak wielkie znaczenie ma on dla niego: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa” (1 Kor 4,1). 
W czasach biblijnych sługa uważany był za własność swego pana. Podobnie każdy z nas jest własnością Jezusa, naszego odwiecznego Pana. Oznacza to, że wszystko, co posiadamy, należy do naszego Pana. Podkreślał to również św. Ignacy Loyola, który uczył innych modlić się słowami: „Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę mą całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twoją i łaskę, albowiem to mi wystarcza”. Jest to modlitwa sługi Pańskiego.
Spróbuj może w tym miesiącu ułożyć swoją własną „modlitwę sługi Pańskiego”. Moja wyglądałaby mniej więcej tak: „Panie, jestem Twoim sługą. Moje życie należy do Ciebie. Moje serce i umysł należą do Ciebie. Moje ciało należy do Ciebie. Mój czas należy do Ciebie. Moje pieniądze należą do Ciebie. Moja rodzina należy do Ciebie. Moje radości i smutki są Twoje. Chcę być Twoim sługą, który posłusznie czyni to, co mu polecisz. Oddaję Ci wszystko, czym jestem”.
Czytając i rozważając na modlitwie treść artykułów tego miesiąca, pamiętaj, że Bóg widzi nawet najmniejsze akty służby, które czynisz z miłością. Przygotowanie posiłku dla rodziny, cierpliwe znoszenie czyjegoś trudnego charakteru, odwiedzenie chorej sąsiadki, ustąpienie miejsca w autobusie, a nawet zwykły życzliwy uśmiech – to wszystko sprawia Mu radość. Prośmy, by Bóg nauczył nas, jak być Jego sługą!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

ARTYKUŁ:

Ofiarna
miłość

Łaska służby wraz z Jezusem

Św. Paweł, ten były prześladowca uczniów Jezusa, po swoim nawróceniu stał się Apostołem, ewangelizatorem, duszpasterzem, teologiem, misjonarzem. Pełnił też jednak jeszcze inną funkcję, której nie poświęcamy zbyt wiele uwagi – był sługą ubogich. Przyjął ją na siebie, gdy przybyła do niego i Barnaby w Antiochii grupa wierzących z Jerozolimy. Jeden z nich, imieniem Agabos, wygłosił proroctwo. „Przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód” (Dz 11,27).
Niepokojąc się o losy złożonego z Żydów Kościoła w Jerozolimie – który już i tak borykał się z ubóstwem – starsi Kościoła w Antiochii, gdzie żyło wielu chrześcijan pochodzenia pogańskiego, postanowili zarządzić zbiórkę na ich rzecz wśród tamtejszych wspólnot. Wysłali następnie Pawła i Barnabę, aby odebrali złożone datki od kolejnych wspólnot i dostarczyli je do Jerozolimy.
Podobnie jak we wszystkim, czym się zajmował, także w tej zbiórce Paweł zobaczył przede wszystkim sposobność do służby. Rozumiał też, że daje ona wierzącym okazję do głębszego doświadczenia, co to znaczy należeć do Jezusa i do Jego ludu. Wspierając Kościół jerozolimski, wierzący na całym świecie jednoczyli się ze sobą jako jedno Ciało Chrystusa.
Pisząc do swoich czytelników o tym, jak wielkim darem jest hojność, Paweł uczy nas, co to znaczy miłować się i służyć sobie nawzajem – tak jak miłował nas i służył nam Jezus. Nawet najzwyklejsze akty służby, na przykład złożenie ofiary na biednych czy ugotowanie obiadu dla rodziny, mają wartość duchową. W ten sposób poświęcamy Bogu te dary, które od Niego otrzymaliśmy, gdyż wszystko, czym jesteśmy, i wszystko, co posiadamy, pochodzi od Niego.

„ŁASKA PANA NASZEGO”
Starania Pawła o pozyskanie wsparcia dla wspólnoty jerozolimskiej były przeważnie przyjmowane życzliwie. Kościoły jeden po drugim odkładały część pieniędzy z niedzielnych zbiórek, aby przekazać je Pawłowi, kiedy do nich przybędzie. Jednak w Koryncie spotkał Pawła zawód. W pierwotny zapał tamtejszych wierzących szybko zakradła się nieufność. Zbiórka została wstrzymana.
Paweł zdawał sobie sprawę, że wiara Koryntian była szczera i nawet jeśli w danym momencie źle ocenili sytuację, to przecież starali się żyć wiarą. Przypomniał im więc to wszystko, co otrzymali od Boga, dodając gorącą prośbę: „Obyście i w tę łaskę obfitowali” (2 Kor 8,7). A potem dodał: „Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).
Paweł użył tego samego greckiego słowa charis, które znaczy „łaska”, na określenie zarówno zbiórki pieniężnej, jak i dobrowolnej śmierci Jezusa na krzyżu dla naszego zbawienia. Dał im do zrozumienia, że chodzi tu o coś więcej niż tylko o pieniądze. Była to kwestia natury duchowej. Wierzącym w Koryncie została dana możliwość usłużenia swoim braciom i siostrom, a przez to głębszego zjednoczenia się z Panem. Wspierając finansowo Kościół w Jerozolimie, mieli szansę dać coś z siebie na rzecz innych.
Nieczęsto zdarza nam się myśleć o datkach pieniężnych w kategoriach duchowych. Ponieważ sporą część naszej uwagi pochłaniają transakcje finansowe, mamy skłonność do postrzegania ofiar na cele dobroczynne czy potrzeby Kościoła w podobny, czysto praktyczny sposób – jako składki na utrzymanie księży, misje czy finansowanie różnych form duszpasterstwa w parafii. Jest to prawda, ale podobnie jak każdy akt służby nasza ofiarność ma również aspekt duchowy – jest naszym udziałem w „łasce Jezusa Chrystusa”.

DAWAĆ Z SERCA
Pewnego razu, gdy Jezus spożywał posiłek w domu jednego z faryzeuszy, jego gospodarz zauważył, że przed jedzeniem nie dokonał On rytualnego obmycia rąk. Wyczuwając jego oburzenie, Jezus odbił piłeczkę, mówiąc: „Dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości” (Łk 11,39). Jezus wiedział, że ten faryzeusz, zachowujący wiernie zewnętrzne przepisy prawa Mojżeszowego, nie żył tym prawem w swoim sercu. Dlatego powiedział mu: „Dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste” (Łk 11,41).
Na tym polegała podstawowa różnica pomiędzy podejściem Jezusa i faryzeusza. Prawdopodobnie obaj składali ofiary na ubogich – był to obowiązek każdego Żyda. Jezus widział jednak, że jego gospodarz przywiązywał większą wagę do przestrzegania przepisów rytualnych niż do stanu swego własnego serca. Faryzeusz z pewnością dawał biednym pieniądze, ale w rzeczywistości nie dawał jałmużny, gdyż nie dawał z serca. Nie składał tej ofiary z miłości do Boga i Jego ukochanych ubogich.
Kiedy opiekujemy się chorym lub wspieramy potrzebującego, Jezus chce, abyśmy czynili to z serca. On przyszedł nie po to, aby My służono, lecz żeby służyć – nie z obowiązku czy rutyny, ale z miłości.
To, co Paweł napisał do Koryntian, przypomina słowa Jezusa wypowiedziane do faryzeusza. Poprzez hojne, dobrowolne i z serca płynące dawanie z siebie innym, poprzez pełną miłości służbę potrzebującym, naśladujemy Jezusa i jednoczymy się z Nim.

ŻYWA OFIARA
W niektórych parafiach podczas Mszy świętych (nawet codziennych) odbywa się procesja z darami chleba i wina, które zostaną przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. W trakcie tej procesji zbierane są zazwyczaj również datki na tacę. Po błogosławieństwie nad darami kapłan zaprasza nas do modlitwy, mówiąc: „Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący”.
Tą Ofiarą jest nie tylko chleb i wino. Obejmuje ona wszystko to, co zostało przyniesione, oraz to, czego znakiem są przyniesione dary. Podczas modlitwy nad darami mamy okazję złączyć nasze ofiary – to, co złożyliśmy przed chwilą na tacę, oraz wszystkie ofiary, jakie ponieśliśmy w imię Pana – z chlebem i winem na ołtarzu. Jest to też okazja, by złożyć na ołtarzu całe nasze życie i ofiarować je Bogu jako „ofiarę żywą” (Rz 12,1), podobnie jak to uczynił Jezus.
Spróbuj o tym pamiętać, uczestnicząc we Mszy świętej. Podczas ofiarowania darów uświadom sobie, że jest to także twoja ofiara, że wraz z Jezusem składasz w ofierze swoje życie. Przyjmując Jezusa w Komunii świętej, wiedz, że odzyskujesz to, co ofiarowałeś – przemienione, napełnione i pobłogosławione przez Ducha Świętego. Ofiarowałeś Mu swój skarb – swoje serce, swój umysł i życie – a On je przyjął i pobłogosławił, abyś po wyjściu z kościoła mógł Go kochać i służyć Jemu samemu oraz ludziom, których masz wokół siebie.
Pismo Święte zachęca nas: „Dawaj Najwyższemu tak, jak On ci daje, hojnie, na miarę swych możliwości, ponieważ Pan jest tym, który odpłaca, i siedem razy więcej odda tobie” (Syr 35,9-10). To coś więcej niż transakcja finansowa. To akt miłości i służby, który Bóg przyjmuje i przemienia. Na tym polega Boża wymiana!

LICZY SIĘ WSZYSTKO
Jako naśladowcy Jezusa służymy innym na niezliczone sposoby. Pamiętajmy, że wszystko to, co czynimy dla innych, jest miłe Panu. Każdy nasz akt służby, choćby nawet wydawał nam się nic nieznaczący, ma w oczach Pana wartość duchową. Poprzez takie akty ofiarowujesz Bogu samego siebie. Oddajesz Mu to, co sam wcześniej od Niego otrzymałeś. Jednoczysz się z Panem i z tymi, którym służysz.
Wiedz także, że Bóg cieszy się, gdy twój dar płynie z serca – niezależnie od tego, czy będą to twoje pieniądze, czas, przebaczenie, modlitwa, towarzystwo, zrozumienie czy współczucie. Cieszy się, gdy idziesz do skrzywdzonych i zalęknionych, niosąc im pokój, którym On cię obdarzył.
Każdy chrześcijanin jest wezwany do służby, ponieważ każdy jest wezwany do wstępowania w ślady Jezusa. Takie jest nasze pełne błogosławieństwa powołanie. Obyśmy wszyscy stawali się sługami według serca Jezusa. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Piątek, 1 lutego
Hbr 10,32-39
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni. (Hbr 10,32)
Czy wiesz, że życie chrześcijańskie można porównać do wyczynowego wioślarstwa? Otóż każdy, kto kiedykolwiek trenował ten sport, wie, że na początku jest to dosyć skomplikowane. Pracując wiosłami trzeba bowiem przyzwyczaić się, że cel drogi znajduje się nie z przodu, lecz za plecami. A to dlatego, że moc naszych mięśni skoncentrowana jest w plecach i ramionach, toteż ciągnięcie jest o wiele skuteczniejszym sposobem posuwania się naprzód niż pchanie. Tak więc płynąc w przód, wioślarz ma przed oczami to, co zostaje z tyłu.
Ale co to ma wspólnego z życiem wiary? Dzisiejsze pierwsze czytanie zachęca: „Przypomnijcie sobie dawniejsze dni”. Pomyśl o czasach Kościoła pierwotnego, o radości św. Franciszka lub pokornej służbie św. Matki Teresy. Przypomnij sobie chwile, w których czułeś się naprawdę blisko Pana. Patrząc wstecz, pomyśl, jak fascynujące było wtedy twoje życie, pomimo wszystkich trudów i przeciwności. Niemal ich nie zauważałeś, gdyż Jezus był z tobą, a życie niosło wiele obietnic. Nawet jeśli teraz przeżywasz jakieś trudności, te wspomnienia cię umocnią.
Innymi słowy, najlepszym sposobem wzrastania w wierze jest wspominanie wszelkiego dobra, jakie Pan nam wyświadczył. To właśnie te wspomnienia popychają nas do przodu przez wzburzone nieraz wody naszego życia. Tak więc, gdy stawiasz czoło nowym wyzwaniom, miej w pamięci lekcje odebrane w przeszłości. Korzystaj z przykładu świętych, którzy byli przed tobą, traktując ich słowa jako wskazówki i rady dla ciebie. I zawsze – zawsze – miej w pamięci dawne opowieści i nauki Pisma Świętego.
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział do swoich uczniów: „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19). Pod koniec życia św. Paweł pisał do Tymoteusza: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa”, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8). Z kolei św. Piotr obiecał, że będzie „zawsze nam przypominał” (2 P 1,12) o Jezusie i Jego miłości. Dlatego pamiętajmy. Pamiętajmy o tym wszystkim.
To znaczy o wszystkim, oprócz grzechu. O nim zapomina nawet Jezus.
„Panie, pomóż mi przybliżać się do Ciebie przez przypominanie sobie dawniejszych dni”.
Ps 37,3-6.23-24.39-40
Mk 4,26-34

▌Sobota, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Łk 2,22-40
A twoją duszę miecz przeniknie.
(Łk 2,35)
Co za przedziwne spotkanie, podczas którego zabrzmiały tak złowieszcze słowa! Wyobraź sobie, że ni stąd, ni zowąd podchodzi do ciebie obcy człowiek, bierze na ręce twoje dziecko i wygłasza tak niepokojące proroctwo, dotyczące ciebie i twego maleństwa. Nie uważasz, że byłby to dla ciebie niezły wstrząs?
A jak przyjęła to Maryja? Być może Jej pierwszą reakcją rzeczywiście był niepokój, ale z pewnością nie zatrzymała się na nim. Możemy przypuszczać, że zamiast poddać się lękowi, zaczęła się zastanawiać: Jak będzie wyglądał ów „miecz”? Wiem, że Jezus jest Synem Bożym, ale co to znaczy, że jest On przeznaczony „na upadek i na powstanie wielu”? Podobnie jak to czyniła w przeszłości, Maryja włączała swoje pytania, troski i lęki w modlitwę. Na modlitwie rozważała wszystko, co widziała i słyszała, prosząc Boga o światło oraz o umocnienie Jej wiary i ufności do Niego (Łk 1,29; 2,19).
Maryja patrzyła również wstecz, tak jak my próbowaliśmy to robić we wczorajszej medytacji. Możemy wyobrażać sobie, jak wspominała chwile, w których Bóg dowiódł swojej wierności wobec Niej, otaczając Ją opieką. Przypominała sobie, jak anioł nawiedził Józefa we śnie, dzięki czemu Józef przyjął Ją, brzemienną, do swego domu, i jak bardzo umocniło Ją to wewnętrznie. Przypominała sobie, jak Mędrcy ostrzegli Ją przed Herodem, co było kolejnym znakiem Bożej wierności. Myśląc o przyszłym „mieczu”, mogła więc wyznać: Ufam, że Bóg będzie ze mną także wtedy, gdy ten „miecz” przeszyje moją duszę.
Twoja przyszłość, podobnie jak przyszłość Maryi, kryje w sobie zarówno radości, jak i smutki. Nawet jeśli w swoim życiu doświadczyłeś już kilku „mieczy” – jak również paru cudów – bądź pewien, że pojawią się następne. Jak więc masz iść za przykładem wiary i ufności Maryi? Najważniejsze to wyrobić w sobie nawyk wspominania sytuacji, w których Bóg okazał
ci swoją wierność. Przypominaj sobie okoliczności, w których mówiłeś:
„Z pewnością to Bóg mnie ocalił” lub „Dzięki Ci, Jezu, bo Twój plan okazał się o wiele lepszy niż mój”. Pielęgnuj w sobie wspomnienia Jego dobroci i niezachwianej miłości, wciąż na nowo powtarzając Mu swoje „tak”.
Ten sam Bóg, który towarzyszył Maryi, jest dziś przy tobie i był przy tobie zawsze. Trwaj przy tej prawdzie, a twoja wiara i ufność będą stopniowo wzrastać.
„Jezu, ufam Tobie!”
Ml 3,1-4 lub Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10

▌Niedziela, 3 lutego
1 Kor 12,31--13,13
Miłość nigdy nie ustaje. (1 Kor 13,8)
Wielu ludzi – zarówno biblistów, jak i zwyczajnych wierzących – uważa dzisiejsze pierwsze czytanie za najwspanialszy rozdział w całym Piśmie Świętym. Pawłowi wystarczyło trzynaście wersetów, by dać nam przepiękny opis miłości, który można rozważać przez całe życie.
Krótko i zwięźle Paweł przyznaje miłości właściwe jej miejsce – u samej góry listy. Mówienie językami jak Apostołowie, prorokowanie jak Izajasz, rozumienie tajemnic wiary jak Tomasz z Akwinu, oddanie wszystkiego, co posiadamy, jak Matka Teresa – wszystko to jest niczym, jeśli zabraknie miłości.
Paweł przyznaje również, że nikt z nas nie kocha w sposób doskonały, podobnie jak „po części poznajemy i po części prorokujemy” (1 Kor 13,9). Mówi, że teraz widzimy wszystko jakby w zamglonym, zniekształcającym obraz lustrze. Innymi słowy, Paweł przyznaje, że wszyscy popełniamy błędy. Wszyscy osądzamy pochopnie. Wszyscy ranimy innych – a zwłaszcza naszych najbliższych. Staramy się tego nie robić, ale często nasze dobre chęci nie wystarczają. A ściślej biorąc, jeszcze nie wystarczają.
Także św. Piotr przyznaje miłości pierwszą pozycję na liście. Postrzega miłość jako najpotężniejszą siłę na świecie. Jest ona tak mocna, że „zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8).
Miłość wszystko rozumie i wszystko jest w stanie uzdrowić – nawet błędne wybory życiowe, wynikające bardziej z fałszywego rozeznania niż z grzechu. Jeśli zostałeś skrzywdzony, pamiętaj, że twoja miłość może przynieść uzdrowienie zarówno tobie, jak i twojemu krzywdzicielowi. Nawet jeśli ta miłość jest niedoskonała, zabarwiona smutkiem i gniewem, to i tak ma ogromne znaczenie. Jezus ją widzi i jej błogosławi.
W miłości nie chodzi o doskonałość. Chodzi o to, by kochać najlepiej, jak potrafimy, i prosić o przebaczenie, gdy upadamy.
W dzisiejszej modlitwie proś Jezusa, aby wzbudził w tobie pragnienie miłowania tą miłością, jaką On miłuje ciebie, i aby dał ci do tego siłę. Bądź zawsze skory do miłości, skory do przebaczenia, skory do mówienia „przepraszam”. Pamiętaj, że miłość zawsze zwycięża.
„Panie, spraw, aby moja miłość wzrastała z każdym dniem”.
Jr 1,4-5.17-19
Ps 71,1-6.15.17
Łk 4,21-30

▌Niedziela, 10 lutego
1 Kor 15,1-11
Dana mi łaska Jego nie okazała się daremna. (1 Kor 15,10)
Czy zauważyłeś, że we wszystkich dzisiejszych czytaniach przewija się motyw łaski?
To łaska wypaliła grzech Izajasza i uczyniła go jednym z największych proroków w dziejach Izraela. To łaska powstrzymała św. Pawła przed dalszym prześladowaniem chrześcijan i uczyniła go jednym z największych ewangelizatorów wszech czasów. To łaska rzuciła św. Piotra na kolana przed Jezusem i zmieniła prostego rybaka w pokornego łowcę dusz i pasterza pierwotnego Kościoła.
Z pewnością w życiu tych ludzi łaska Boża nie okazała się daremna!
A w twoim życiu? Co w nim wskazuje na to, że łaska Boża nie okazała się daremna? Nie muszą to być wydarzenia aż tak dramatyczne, jak nawrócenie Pawła czy Izajasza. Zresztą w ogóle nie muszą być dramatyczne. Oczywiście może tak się wydarzyć, częściej jednak doświadczenie łaski Bożej kojarzy się z łagodnie płynącym strumieniem, a nie ze wzburzonym oceanem.
Przypomnij sobie na przykład chwile, w których czułeś się szczególnie blisko Boga podczas Eucharystii czy na modlitwie. Albo ten wyrzut sumienia, który doprowadził cię do konfesjonału po długiej przerwie. Albo dzień, kiedy nieoczekiwanie pojawiła się w twoim sercu gotowość przebaczenia komuś, kto cię boleśnie skrzywdził. To wszystko były działania Bożej łaski.
Wszystko, co oddala cię od grzechu, a przybliża do Boga, co pomaga ci być bardziej kochającym, lepszym, skłonnym do współczucia, jest owocem działania łaski Bożej w twoim sercu. Jeśli zastanowisz się głębiej nad tym, jak wyglądał miniony dzień, odkryjesz, że Bóg przez cały czas wspierał cię swoją łaską.
Dziś nowy dzień i początek nowego tygodnia. Spróbuj więc zacząć od nowa. Poproś Ducha Świętego, aby otworzył ci oczy na wszystkie łaski, którymi Bóg będzie cię obdarzał w rozpoczynającym się tygodniu. A kiedy je rozpoznasz, przyjmuj je całym sercem. Niech nie pozostaną daremne!
„Jezu, naucz mnie całym sercem przyjmować Twoje łaski!”
Iz 6,1-2a.3-8
Ps 138,1-5.7-8
Łk 5,1-11

▌Niedziela, 17 lutego
Łk 6,17.20-26
Błogosławieni jesteście, ubodzy. (Łk 6,20)
Czy znasz kogoś, kto chce żyć w ubóstwie, płaczu i głodzie? Kto wierzy, że ubóstwo jest drogą do błogosławieństwa i szczęścia? Jezus świadomie wybrał takie właśnie życie, a dziś zmienia nasze myślenie, wskazując zupełnie inną drogę do szczęścia niż ta, którą proponuje świat.
W głębi serca wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają. Istnieje wielu nieszczęśliwych milionerów. Czy jesteśmy biedni, czy bogaci, uszczęśliwiają nas przede wszystkim dobre relacje. A czy istnieje ważniejsza relacja niż relacja z Bogiem? Nic dziwnego, że Jezus był szczęśliwy, mając ścisłą relację ze swoim Ojcem niebieskim!
Jezus nie ograniczał się do patrzenia tylko na to, co widział wokół siebie. Wciąż podnosił wzrok ku Ojcu niebieskiego. Z sercem wzniesionym ku górze i umysłem oświeconym prawdą przez Ducha Świętego, widział życie takie, jakie ono jest, z jego blaskami i cieniami. Nigdy sprawy doczesnego życia, troska o jedzenie, ubranie i dach nad głową nie przesłaniały Mu tego, co najważniejsze. Jego szczęściem była bliskość z Ojcem i pełnienie Jego woli.
Dając nam osiem błogosławieństw, Jezus odsłonił przed nami tajemnicę szczęścia. On wie, jak często zamożni grzesznicy są ludźmi nieszczęśliwymi, nawet gdy cały świat im zazdrości. Świat nie dostrzega pustki, jaka panuje w sercu pozbawionym Bożej miłości. Jezus dobrze zna nasze potrzeby, także te materialne, chce jednak, abyśmy stawiali sobie wyższe cele niż tylko doczesne. Jak mówił św. Augustyn, niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu. To właśnie przylgnięcie do Boga daje nam szczęście.
Jezus powiedział swoim uczniom, że ma „pokarm”, o którym oni nie wiedzą, a tym „pokarmem” jest pełnienie woli Ojca (J 4,32-34). Ucząc się zawierzenia Bożym obietnicom, odkrywamy sekret Jezusowego pokoju i szczęścia. Idąc w ślady Jezusa, poznajemy to szczęście, jakim On się cieszył – szczęście, jakim cieszą się wszyscy święci i aniołowie w niebie.
„Jezu, daj mi pragnienie życia błogosławieństwami. Naucz mnie ufać Tobie w bogactwie i w biedzie, w dobrych i złych czasach. Pragnę jedynie Twojej miłości!”
Jr 17,5-8
Ps 1,1-4.6
1 Kor 15,12.16-20

▌Niedziela, 24 lutego
Łk 6,27-38
Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni. (Łk 6,37)
Jezus nie mógł wyrazić tego jaśniej. Jeśli nie chcesz sam zostać potępiony, nie potępiaj innych.
Przypuśćmy, że widzisz niechlujnego człowieka w wymiętej odzieży śpiącego na ławce w parku. Zastanawiasz się, co doprowadziło go do tego stanu i dlaczego nie poszuka jakiejś pracy. Sam jego widok jest dla ciebie przykry. Obchodzisz go szerokim łukiem, czując głęboki niesmak. A Jezus mówi: „Nie potępiaj go”.
Albo słuchasz wiadomości radiowych i nagle pada nazwisko polityka, którego nie znosisz. Sztywniejesz na samą myśl o podłości i głupocie tego człowieka. Przypominasz sobie wszystkie jego machinacje i czujesz odrazę.
A Jezus mówi: „Nie potępiaj go”.
Albo dowiadujesz się o nastolatce, która zaszła w ciążę nie wiadomo z kim.
Zastanawiasz się, jak jej rodzice mogli tak źle ją wychować. Przychodzą ci do głowy różne obraźliwe słowa na jej temat i stwierdzasz, że porządna dziewczyna nigdy nie znalazłaby się w takiej sytuacji. A Jezus mówi: „Nie potępiaj jej”.
Staraj się ze wszystkich sił odsuwać od siebie niemiłosierne osądy i potępiające myśli. Jeśli nie ze względu na tę drugą osobę, to przynajmniej ze względu na siebie. Próbuj wznieść się ponad świat osądu, gdzie każdy dostaje to, co mu się należy, bez żadnej litości – ponieważ tam wszyscy zostają surowo osądzeni. Także i ty.
Wejdź natomiast w królestwo Bożego miłosierdzia. Wejdź tam, gdzie każdy jest wezwany do przebaczenia i ofiarności, gdzie każdy jest traktowany z miłością, a jego godność jest uszanowana. Także twoja. Udzielaj innym daru przebaczenia, a będzie ci ono dane. Udzielaj daru kolejnej szansy – nawet trzeciej, czwartej czy setnej – a będzie ci ona dana. Udzielaj daru rozstrzygania wątpliwości na korzyść tego drugiego – a będzie on udzielony i tobie.
Dawaj, nawet jeśli nie masz na to ochoty. Nakazuje to sam Jezus – obiecując wieczną nagrodę tym, którzy to czynią.
„Panie, pomóż mi być miłosiernym, jak Ty jesteś miłosierny”.
1 Sm 26,2.7-9.12-13.22-23
Ps 103,1-4.8.10.12-13
1 Kor 15,45-49


MAGAZYN:


Promieniowanie Bogiem


Sługa Boży Jan Tyranowski
– mistyk i przewodnik duchowy

W 1941 roku żołnierze niemieccy wtargnęli do salezjańskiej parafii św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach, aresztując jedenastu księży i zakonników. Po stracie tylu duchownych duszpasterstwo młodzieży w parafii spadło w dużej mierze na barki świeckich. Zadanie to podjął Jan Tyranowski, zwyczajny na pozór, choć nieco ekscentryczny mężczyzna po czterdziestce. Odegrał on nieocenioną rolę w formowaniu nowego pokolenia świadków Chrystusa. Spośród jego wychowanków dziesięciu zostało księżmi – w tym także młody Karol Wojtyła, znany obecnie jako św. Jan Paweł II.
W jednym ze swoich najwcześniej opublikowanych tekstów Wojtyła nazwał Jana Tyranowskiego „apostołem”. Pisał, że jego świątobliwy ekscentryczny wychowawca „żył blisko Boga czy raczej z Bogiem”. Świadectwo jego życia ujęło Wojtyłę za serce, budząc w nim głębokie i trwałe pragnienie prowadzenia intensywnego życia wewnętrznego.

„NIETRUDNO JEST ZOSTAĆ ŚWIĘTYM”
Urodzony w 1901 roku w Krakowie, Jan Tyranowski ukończył szkołę średnią, uzyskując kwalifikacje księgowego. Po kilku latach pracy pewnego dnia podczas Mszy świętej przeżył głębokie nawrócenie, słysząc proste słowa salezjańskiego kaznodziei: „Nietrudno jest zostać świętym”. Poprzez te słowa Duch Święty zaszczepił w Tyranowskim pragnienie stania się człowiekiem modlitwy. Dlatego
w wieku trzydziestu paru lat zamienił biurko księgowego na maszynę do szycia, pracując odtąd jako krawiec. Spodziewał się, że nowy zawód pozostawi mu więcej czasu na modlitwę i studiowanie pism teologicznych (a być może również złagodzi problemy żołądkowe wywołane przez stres powodowany dotychczasową pracą). I tak się stało. Tyranowski zorganizował cały swój dzień wokół modlitwy i czytania duchowego. Szczególnie upodobał sobie pisma mistyków karmelitańskich – św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avili. Z czasem zaczął głęboko doświadczać obecności Boga.
W czasie okupacji niemieckiej wiara i kultura Polaków były szczególnie atakowane. Każdy, kto aktywnie szerzył katolicyzm, mógł spodziewać się represji. Pomimo tego zagrożenia, a może właśnie ze względu na nie, Tyranowski prowadził kółko katechetyczne i Żywy Różaniec, kształtując życie duchowe wielu młodych mężczyzn. Jak do tego doszło? 
W czasie gdy aresztowano duchownych z parafii na Dębnikach, w Tyranowskim dojrzewała pewna idea. W pismach św. Tomasza z Akwinu przeczytał o „przekazywaniu innym owoców kontemplacji” (łac. contemplata aliis tradere). Rozważając te słowa, poczuł się przynaglony przez Ducha Świętego, by dzielić się z innymi, zwłaszcza ze studentami i robotnikami, owocami swojej własnej lektury i medytacji. W tym celu nawiązywał rozmowy z młodymi ludźmi, których widywał na Mszy świętej.

ROZWIJANIE ŻYCIA MODLITWY
W czasie tych rozmów Tyranowski zapraszał ich do wspólnego odmawiania Różańca po Mszy świętej. Wśród nich byli między innymi Karol Wojtyła, inteligentny młody student pracujący w kamieniołomie, oraz Mieczysław Maliński, uczeń szkoły średniej, którego ambicją było zostać inżynierem. Tyranowski rozmawiał z nimi o tym, na czym polega wyrabianie w sobie chrześcijańskiego charakteru. Opowiedział im o swoim własnym porządku dnia i o codziennym prowadzeniu duchowego notatnika.
Z perspektywy czasu Wojtyła i Maliński twierdzili, że Tyranowski wydał im się nieco dziwny, a zarazem jakoś pociągający – wyczuwali, że ma on bliską relację z Bogiem.
„Odkryłem, że to właśnie było kluczem do osobowości Tyranowskiego” – mówił Maliński. „Wprawdzie jego «staroświecki» – jak go nazywałem – język nieustannie działał mi na nerwy, słuchałem go jednak z uwagą, uświadamiając sobie, że wszystko, co mówił, dotyczyło wyłącznie jednego – prawdy o Bogu, który w nas mieszka”.
Gdy wieść o spotkaniach u Tyranowskiego rozniosła się, mała grupka znajomych urosła do piętnastu młodych ludzi. Tyranowski ukonstytuował ją jako kolejne koło Żywego Różańca. W świecie ogarniętym wojną ta grupa stanowiła środowisko, w którym jej członkowie mogli wzrastać w wierze i przylgnąć do prawd duchowych.

IDEA OPORU WEWNĘTRZNEGO
Naturalną reakcją wielu młodych krakowian – podobnie jak innych młodych Polaków żyjących w stanie ciągłego zagrożenia pod okupacją niemiecką – był gniew i nienawiść wobec najeźdźców. Marzyli oni o zbrojnym odwecie i powstrzymaniu przemocy siłą. Jednak grupa Tyranowskiego wybrała inną drogę. Pod jego kierownictwem jej członkowie zaczęli rozważać, na czym miałoby polegać naśladowanie Chrystusa w obecnej, tak niebezpiecznej sytuacji. Poznawali swój temperament, swoje mocne i słabe strony, zestawiając to z wymaganiami Ewangelii. „Bóg jest w nas” – mawiał Tyranowski. „Bóg jest w nas, aby wydobyć nas z samych siebie”.
Kierując się tymi wskazówkami, zaczęli prosić Boga o światło, w jaki sposób pokojowo i odważnie stawić opór hitlerowskiemu reżimowi. Ich modlitewna, pokorna postawa stanowiła żywy kontrast z tym wszystkim, co działo się dookoła. Głównym celem prowadzonej przez Tyranowskiego formacji młodych ludzi było rozbudzenie w nich głębokiego poczucia obecności Bożej. Wolność wewnętrzna, jaką dzięki temu w sobie odkrywali, stawała się nowym źródłem oporu, zastępującym niższe, czysto naturalne instynkty.
Wkrótce grupa zaczęła wywierać magnetyczny wręcz wpływ na innych. W miarę jak wieść o spotkaniach rozchodziła się po okolicy, pojawiali się na nich coraz liczniej nowi chłopcy. Powstała następna piętnastka, potem kolejne. Wkrótce Wojtyła, Maliński
i kilku innych członków pierwotnej grupy prowadzili już samodzielnie nowe koła Żywego Różańca, które spotykały się co tydzień. Każdy z liderów starał się wpoić swoim rówieśnikom to samo życie modlitwy oraz poczucie odpowiedzialności za własne myśli, słowa i uczynki, jakiego uczył ich Tyranowski. Każdy z nich uczęszczał też w dalszym ciągu na cotygodniowe spotkania z Tyranowskim, aby posłuchać jego przemyśleń i poradzić się w różnych sprawach.

FORMOWANIE
DLA ŻYCIA WIECZNEGO
W 1943 roku koła Żywego Różańca, założone przez zwykłego krawca, zrzeszały już sześćdziesięciu mężczyzn. Groźba odkrycia ich działalności przez gestapo narastała z każdym dniem. Nikt nie wiedział, czy między śniadaniem a obiadem nie zostanie zawleczony do więzienia lub wysłany do obozu koncentracyjnego. Zastanawiano się nawet nad rozwiązaniem grupy ze względu na grożące niebezpieczeństwo – i niemal jednogłośnie zdecydowano kontynuować potajemne spotkania z Janem i ze sobą nawzajem. Wreszcie stało się to, czego się obawiano. W czasie spotkania do mieszkania Tyranowskiego wkroczyło gestapo. Jednak Niemcy odstąpili ostatecznie od represji i nikogo nie aresztowali, uznając dziwnego krawca za niespełna rozumu fanatyka religijnego.
W miarę jak wiara uczestników wzrastała, kilku z nich zaczęło myśleć o kapłaństwie, między innymi Karol Wojtyła. W tym czasie seminarium duchowne w Krakowie było zamknięte przez hitlerowskiego okupanta, dlatego profesorowie i klerycy zmuszeni byli kontynuować formację w podziemiu. Prowadzili oni podwójne życie, czerpiąc siły z wiary. Sam Tyranowski także rozważał wstąpienie do seminarium, ale uznał ten pomysł za chybiony, ze względu na słabnące zdrowie. Mimo to jednak uczęszczał na zajęcia do niektórych profesorów. Od czasu do czasu pojawiał się tam z uśmiechem na ustach, odwiedzając swoich młodych przyjaciół. Stali się oni dla niego braćmi w Panu, którzy troszczyli się o niego, podobnie jak on niegdyś zatroszczył się o nich.
Kiedy już po wojnie Wojtyła kończył doktorat w Rzymie, Tyranowski ciężko zachorował, najpierw na gruźlicę, do której następnie dołączyła się poważna infekcja. „Czy bierze pan zastrzyki przeciwbólowe?” – zapytał go Maliński, będący wówczas klerykiem. „Jak długo mogę wytrzymać, obywam się bez nich” – odparł Tyranowski. Znosząc cierpliwie swoje długotrwałe cierpienia (które zaskarbiły mu u Wojtyły przydomek „Hiob”), Tyranowski wierzył, że mają one wartość duchową. „Leżę tu i nic nie robię, ale chcę przyczyniać się do zbawienia świata tak, jak i wy w seminarium, dlatego ofiarowuję mój ból za wszystkich, którzy są w potrzebie” – mówił.
Jan Tyranowski zmarł w 1947 roku po rocznym pobycie w szpitalu. Na jego pogrzebie pojawił się tłum ludzi, z którymi dzielił się swoją wiarą. Jak powiedział jeden z nich, Tyranowski przekazywał im „sekrety życia wewnętrznego przede wszystkim swoim własnym przykładem”.

▌ LEKCJA DLA NAS WSZYSTKICH
Przykład sługi Bożego Jana Tyranowskiego wciąż ma moc oddziaływania, zwłaszcza na osoby samotne i tych, którzy nie mają pewności, do czego Pan ich powołuje. Ukazuje nam on, jak owocne jest pójście za głosem Pana już teraz, chociaż jeszcze nie wiemy, co kryje w sobie przyszłość. Kiedy Jan zdecydował się podporządkować swoje życie modlitwie i rozwojowi duchowemu, zostało ono przemienione. A kiedy odważył się zaprosić młodych mężczyzn z okolicy do pogłębienia życia wewnętrznego, przemienione zostało także ich życie. Tak więc, czy jesteśmy w małżeństwie, czy w stanie wolnym, czy skończyliśmy studia, czy też nie, my wszyscy świeccy członkowie Kościoła jesteśmy wezwani do przekazywania innym tego, co sami otrzymaliśmy od Pana.
Na pierwszy rzut oka Tyranowski wydawał się bardzo nietypowym ewangelizatorem. Jako nieśmiały introwertyk, bywał nieporadny w sytuacjach towarzyskich, brakowało mu też wykształcenia teologicznego. Jednak jego duchowy wpływ sięgnął daleko poza Kraków.
Papież Jan Paweł II często ukazywał Jana jako przykład ludziom świeckim w różnych częściach świata. Dziś, po wielu latach, jeszcze jaśniej zdajemy sobie sprawę, jak w każdej parafii i w każdym środowisku świeckim potrzebni są ludzie podobni do Jana – ludzie, którzy poprzez swoje słowa i styl życia dają świadectwo wierze. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl