Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 2 (294) 2018
Słowo wśród nas Nr 2 (294) 2018
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 2)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W lutowym numerze „Słowa wśród nas” chcieliśmy zwrócić uwagę na osobę Boga - naszego Ojca w niebie. O ile Syn Boży jest nam bliski – stał się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, chodził po ziemi jak my, o tyle Bóg Ojciec wielu jawi się jako odległy Stwórca i surowy Sędzia. Tymczasem jest On, jak objawił to Jezus, naszym miłosiernym, kochającym Ojcem. W czterech kolejnych artykułach piszemy właśnie o tym, sięgając także do jedynych uznanych przez Kościół objawień prywatnych Boga Ojca, jakich doznała w 1932 roku prosta włoska zakonnica s. Eugenia Ravasio. Bóg pragnie bliskości z każdym z nas, chce byśmy Go poznali, kochali, czcili. Warto również poznać niełatwe dzieje s. Eugenii i jej wierność temu, co usłyszała od Ojca, które opisujemy w jednym z artykułów.

W Magazynie znajduje się artykuł „Weronika i Mandylion” poświęcony tym dwóm typom wizerunków, ich historii i znaczeniu. Ponadto poruszające świadectwo człowieka, który po latach przyznał się do morderstwa.

W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – tym razem jest to zbiór świadectw muzułmanów nawróconych na chrześcijaństwo pod tytułem „Nawróceni z islamu” oraz krzyżówkę

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Jezus objawia OjcaDorota Szczerba.................. 4

Obraz Boga OjcaDorota Szczerba......................... 8

S. Eugenia Elisabetta RavasioDorota Szczerba..................12

Słowa Boga Ojca przekazane przez
s. Eugenię RavasioDorota Szczerba..................... 17

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 28 lutego.....................25

MAGAZYN

Weronika i MandylionHalina Świrska..................... 50

Pokuta za kratami
Przyznanie się do morderstwa ocaliło mi życie
Steven Goff.............................................................. 56

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Jeszcze nie tak dawno przeżywaliśmy tajemnicę Bożej miłości, która objawiła się nam w Betlejem w dzień narodzenia Pana Jezusa, kiedy odwieczne Słowo Boga stało się ciałem i zamieszkało między nami. Zamieszkało między nami, abyśmy poznali, jak wielką miłością ukochał nas Bóg.
Karnawał właśnie dobiega końca i w połowie miesiąca zaczniemy Wielki Post – święty czas przygotowania do celebrowania największej tajemnicy naszej wiary – Paschy Jezusa, misterium Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Umierając za nasze grzechy i zmartwychwstając dla naszego usprawiedliwienia, Jezus objawił nam głębię Bożej miłości. Ośmielił nas, by mówić „Ojcze” do wszechmogącego Boga, Stwórcy całego wszechświata.
Właśnie na osobę Boga, naszego Ojca, chcielibyśmy zwrócić uwagę w tym numerze „Słowa wśród nas”. O ile Syn Boży jest nam bliski – wszak stał się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, Emmanuelem, Bogiem z nami – o tyle Bóg Ojciec jawi się wielu jako odległy surowy Sędzia, dość abstrakcyjna pierwsza osoba Trójcy Przenajświętszej. W naszych artykułach szukamy odpowiedzi na pytania: Jaki obraz Boga Ojca mamy? Co nam objawił o Nim Jezus? Jaki On jest naprawdę?
O napisanie artykułów poświęconych osobie Boga Ojca poprosiliśmy panią Dorotę Szczerbę, autorkę licznych publikacji z dziedziny duchowości. Sięgnęła ona do jedynych uznanych przez Kościół objawień Boga Ojca, które w 1932 roku otrzymała włoska zakonnica s. Eugenia Ravasio. Mówią one o wielkiej czułości i miłości Ojca do każdego człowieka oraz o Jego pragnieniu, by był przez nas znany, kochany i czczony. „Przychodzę, aby skorygować miłość, którą Mi ofiarujecie: miłość zafałszowaną z powodu lęku. (…) Jestem Ojcem tkliwym i miłosiernym, dobrym i hojnym” – mówi Bóg.
Trzeba pamiętać, że Bóg objawił się w pełni za pośrednictwem Pisma Świętego, a objawienia prywatne – takie jak te otrzymane przez s. Eugenię czy s. Faustynę – nie są „ulepszeniem” ani „uzupełnieniem” tego Objawienia. Stanowią jedynie pomoc w pełniejszym przeżywaniu wiary. Kościół, po dokładnym zbadaniu, zezwala wiernym na ich przyjęcie, ale do tego nie zobowiązuje.
Mamy nadzieję, że rozważania o Bogu Ojcu będą bardzo dobrą lekturą na początek Wielkiego Postu i pomogą nam poznać i jeszcze bardziej ukochać Boga w Trójcy Jedynego.
Pamiętajmy, że Wielki Post to święty czas przemiany, czas nawrócenia, czas nie tylko postu, ale również modlitwy i jałmużny. Właśnie te trzy wypróbowane tradycyjne praktyki wielkopostne, jakie daje nam Kościół, pomogą nam zbliżyć się do Boga Ojca. Niech dla nas wszystkich początek Wielkiego Postu będzie okazją do zanurzenia się w niezgłębionej tajemnicy miłości Boga Ojca.

ks. Stanisław Drozdowski MIC

 

ARTYKUŁY:

JEZUS OBJAWIA OJCA
Wielki Post jest uprzywilejowanym czasem stawiania istotnych pytań, w tym pytania o Boga. Choć nigdy nie odpowiemy na nie w pełni, wyczerpująco, to jednak stawianie go leży w ludzkiej naturze.

PASCHA JEZUSA
W męce Chrystusa widzimy Boga słabego, cierpiącego, zdradzonego. W ciągu trzech lat, gdy Jezus uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, chodził po wodzie, rozmnażał chleb – uczniowie zachwyceni usiłowali zrozumieć: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?” (Mt 8,27). W ciągu tych trzech lat poznali Jezusa pełnego mocy, nie poznali jednak Jego tajemnicy. Gdy w Wielki Czwartek pochylił się, by umyć im nogi, nie pojęli tego gestu uniżenia. Nie rozumieli Jego wcześniejszych zapowiedzi, że zostanie odrzucony, zabity, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Pojmanie w Ogrójcu, agonia, gdy „drżał i odczuwał trwogę”, były dla nich szokiem.
Męka objawia Boga miłosiernego, który do końca przyjmuje ludzką naturę, wchodzi w głąb ludzkiego losu. W tej właśnie godzinie, „dla której przyszedł”, Jezus łączy się duchowo z wszystkimi umęczonymi, utożsamia się z głodnymi, chorymi, spragnionymi, więźniami, przybyszami (Mt 25,35-36). To właśnie oznacza Pascha Jezusa – wchodzi On w komunię z każdym człowiekiem i otwiera mu drogę do Ojca, prowadzi do Niego. Tajemnica Odkupienia ogarnia każdego człowieka, „z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył” – pisał Jan Paweł II w swej pierwszej encyklice Redemptor hominis (13). Od czasu tej Paschy nikt nie cierpi już sam, jest przy nim Jezus, bierze na siebie jego lęk, ból i smutek.

JEZUS ŻYJE PRZEZ OJCA
Jezus wychodzi od Ojca i wraca do Ojca. Jest ukochanym Synem, rodzonym przez Ojca w wiecznym „teraz” (zob. Ps 2), „jest w łonie Ojca” (J 1,18) – jest wypowiadanym przez Niego Słowem, posłanym na świat. Celem przyjścia Jezusa na ziemię jest objawienie miłosiernej miłości Ojca, doprowadzanie ludzi do Niego. W całej Ewangelii, od początku do końca, widzimy Jezusa żyjącego w obecności Ojca. Od pierwszych słów zanotowanych w Ewangelii, które wypowiedział, gdy został odnaleziony przez Maryję i Józefa w Jerozolimie: „Powinienem być w tym, co należy do mego Ojca” (Łk 2,49), aż do ostatnich na krzyżu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23,46) – wszystko odnosi do Niego. Stale ukazuje miłość Ojca niebieskiego, który „widzi
w ukryciu”, troszczy się o człowieka bardziej niż o lilie polne, bardziej niż o wróble na dachu. Który wie, czego każdemu potrzeba, zanim zostanie poproszony o pomoc. Przypowieści o miłosiernym ojcu i zagubionej owcy stanowią sedno Ewangelii, a prawda o miłosierdziu Boga – to szczyt objawienia.
Jezus żyje w głębokiej komunii z Ojcem, spędza z Nim całe noce, trwając na modlitwie. Mówi: „Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego” (J 8,29). Jezus „żyje przez Ojca” (J 6,57), gdyż „Ojciec większy jest od Niego” (por. J 14,28). Cuda, których dokonuje „w imię Ojca” (por. J 10,25), nazywa Jego „dziełami”, czynami pochodzącymi od Ojca. Ewangelia o królestwie, którą głosi, jest „tym, co usłyszał od Ojca” (por. J 15,15). Na liczne zarzuty ze strony uczonych w Piśmie i faryzeuszy, że głosi co innego niż Prawo, odpowiada: „Nauka, którą słyszeliście nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,24). Powołuje tych, których Ojciec pociągnął do Niego: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec” (J 6,44) – tłumaczy. To Ojciec objawia wybranym tajemnicę Jezusa, a tymi wybranymi Ojca nie są mądrzy i uczeni, lecz „maluczcy”. Oni poznają Jezusa sercem, w Duchu Świętym, poznają sekret Jego Serca – tym sekretem jest miłosierna miłość Ojca. I wydaje się, że właśnie im, najuboższym, Ojciec przygotował szczególne miejsce w królestwie po prawej i lewej stronie Pana.

DOBRA NOWINA O OJCU
Chrześcijaństwo nie może koncentrować się wyłącznie na Mesjaszu, Bożym Pomazańcu, na którego przyjście Żydzi czekali całe wieki. Chrystus nazywa siebie „drogą” prowadzącą do Ojca. Ewangelie opisują zasadniczo dwa okresy Jego życia. W ciągu trzydziestu lat prowadzi życie ukryte w Nazarecie. Nierozpoznany, mieszka z najbliższymi i jak większość ludzi pracuje na swoje utrzymanie. Opisem odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni Ewangelie sugerują, że życie ukryte przeżył On w pokorze, w ciszy i w adoracji – przed Ojcem,
w Jego obecności. Trzy lata życia publicznego spędza, będąc cały czas w drodze, co można odczytywać symbolicznie. Jest zarówno światłem na tej drodze, pokarmem na niej, jak i samą drogą. Jest Kimś, kto prowadzi do domu Ojca, gdzie przygotowanych jest „mieszkań wiele”. Dom Ojca stanowi cel nie tylko ludzkiej wędrówki, ale także ten cel, dla którego człowiek został stworzony – by odnaleźć swoją najgłębszą tożsamość ukochanego dziecka Ojca.
„Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) – oświadcza Jezus przed męką, w ostatnich, najważniejszych rozmowach z uczniami. Zdumionym tłumaczy: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Dziwi się, że tego nie rozumieją, skoro „tak długo jest z nimi”. Św. Paweł, medytując nad tą tajemnicą jedności, powie: „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). Ojciec, Syn i Duch Święty są tym samym jedynym Bogiem, tą samą rzeczywistością. Po mistrzowsku wyraża to liturgia, zwracając się do Trzech Osób Boskich: do Ojca, od którego wszystko pochodzi, do Jezusa, przez którego wszystko się stało, i do Ducha Świętego, w którym wszystko się dokonuje. Sakramenty sprawowane są w imię Trójcy Świętej. Całą modlitwę Kościoła przenika świadomość i perspektywa trynitarna: w Duchu, przez Chrystusa, do Ojca.
W życiu duchowym spotkanie Jezusa stanowi dopiero początek, wejście na drogę, która prowadzi do poznania Ojca jako Osoby, wejścia z Nim w kontakt, nawiązania osobistej relacji. Jezus doznaje największej chwały wtedy, gdy ludzie otwierają się na miłość Ojca, Jego misja zostaje wówczas spełniona. „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6) – wyjaśnia. „Przyjście do Ojca” może się dokonać jedynie w Duchu Świętym, którego Ojciec i Syn „tchną”: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4,6). W czasie modlitwy arcykapłańskiej Jezus tak określa chwałę nieba: „To jest życie wieczne, aby znali Ciebie” (J 17,3). Poznanie Ojca – ze swej natury nieskończone – można rozpocząć już tutaj, na ziemi. ▐

S. Eugenia Elisabetta Ravasio

W 1932 roku prosta włoska zakonnica Eugenia Elisabetta Ravasio otrzymała objawienia Boga Ojca. Są to jedyne w historii objawienia Boga Ojca uznane przez Kościół. Po dziesięciu latach rygorystycznych badań biskup Grenoble, Aleksander Caillot, stwierdził, że to „wyjątkowe wydarzenie” jest według niego pełne „nadprzyrodzonej owocności”.
Kim była kobieta, która dostąpiła tak wielkiej łaski?

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ W BIEDZIE
Przyszła na świat we włoskiej prowincji Bergamo, we wrześniu 1907 roku. Była wcześniakiem, maleńka i wątła, długo nie chodziła i nie mówiła. W intencji jej uzdrowienia dziadek odbył pieszą pielgrzymkę do Matki Bożej z Varese. Gdy wracał, mała Bettina na własnych nóżkach wyszła mu na powitanie. Rozradowany dziadek poprosił proboszcza, by uderzył w dzwony i by odśpiewano litanię ku czci Matki Bożej.
Bettina była jedyną córką w domu, w którym mieszkało siedmiu mężczyzn. Gdy jej matka zachorowała, musiała przejąć część jej obowiązków, choć była jeszcze dzieckiem. Dwa razy w tygodniu robiła pranie w miejscowej wspólnej pralni. Noszenie ciężkiego kosza z praniem zdeformowało na całe życie jej kręgosłup. Obarczona pracą ponad siły w domu i w polu, nie mogła się uczyć; skończyła zaledwie kilka klas szkoły podstawowej. Od czasu Pierwszej Komunii świętej, którą przyjęła bardzo wcześnie, w wieku 6 lat, miała wyjątkową więź z Panem Jezusem. Kiedy zasnęła zapłakana i zmartwiona, że w szkole nie zdała egzaminu, przyśnił jej się Jezus. Otarł jej łzy i powiedział: „Nie płacz już… Teraz i zawsze będę twoim nauczycielem i będziesz wiedzieć jedynie to, czego Ja cię nauczę”.
Mając 12 lat, zaczęła pracować jako tkaczka w fabryce oddalonej od domu o półtorej godziny marszu. Spędzała przy krośnie dziewięć godzin dziennie, żywiąc się głównie mamałygą. Co prawda, dostawała od ojca drobne pieniądze na czekoladę, jednak odkładała je na wyprawę do klasztoru, o którym myślała od wczesnego dzieciństwa. Dzięki temu, po ośmiu latach pracy w fabryce, mając lat 20, mogła wstąpić do Instytutu Misyjnego Matki Bożej od Apostołów.

PIERWSZE LATA W KLASZTORZE
Dwuletni nowicjat s. Eugenia odbyła w Bordello we Włoszech, jednak nie dopuszczono jej do ślubów, gdyż była zbyt słaba i źle wykształcona. Dopiero po kolejnych dwóch latach, 8 grudnia 1931 roku, nastąpiły jej obłóczyny, po których zamieszkała w domu macierzystym zgromadzenia w pobliżu Lyonu we Francji.
W tym domu 1 lipca 1932 roku, w święto Najświętszej Krwi Chrystusa, otrzymała pierwsze przesłanie od Boga Ojca. Spisała je w zeszycie po łacinie, choć prawie nie znała tego języka. Mistyczne przeżycia nowej zakonnicy wywołały w klasztorze podejrzliwość i niechęć do niej. W pewnym momencie chciano ją nawet wydalić. Kiedy miała już opuścić klasztor, opatrznościowo spotkała proboszcza, który wziął ją w obronę. Jej sytuacja w zakonie poprawiła się, odkąd przełożoną generalną została matka Ludwika, jedyna, która miała do s. Eugenii zaufanie i przyjęła orędzie o miłości Boga Ojca. Wkrótce potem s. Eugenia zaczęła chorować i przez cały 1933 rok – rok Jubileuszu Odkupienia – nie opuszczała jej gorączka. W tym czasie jedynym jej pożywieniem była odrobina osłodzonej wody i Eucharystia. Fakt ten wywołał podejrzenia sióstr, biskup nakazał więc zbadanie sprawy. Gdy skończył się Jubileusz, s. Eugenia, całkowicie zdrowa, wróciła do swoich obowiązków. Wybrano ją do Rady Głównej zgromadzenia, potem została mistrzynią nowicjatu. Choć nie mówiła zbyt dobrze po francusku, wygłaszała dla nowicjuszek pasjonujące konferencje.

BADANIE PRAWDZIWOŚCI
OBJAWIEŃ
Biskup Aleksander Caillot – miejscowy biskup Grenoble, do którego należało wydanie orzeczenia o objawieniach – powołał Komisję teologiczną, która miała na celu zbadanie pochodzenia orędzia Boga Ojca otrzymanego przez
s. Eugenię. W jej skład weszli: wikariusz biskupi Emile Guerry, jezuiccy eksperci Alberto i Augusto Valencin oraz dwaj lekarze, w tym jeden psychiatra. Nieustanne przesłuchania prowadzono w atmosferze zastraszania, posądzeń o herezję, a nawet groźby uwięzienia. Siostra nie odwołała ani słowa, wykazując anielską cierpliwość. Ostatecznie, w 1934 roku, Komisja wydała pozytywne opinie co do możliwości bezpośredniego objawienia Boga Ojca oraz niepodważalności cnót s. Eugenii, jej pokory i posłuszeństwa, a także jej zupełnego zdrowia psychicznego. Na tej podstawie biskup Caillot otworzył proces kanoniczny w sprawie uznania objawień.
Członkowie Komisji coraz bardziej przekonywali się do prawdziwości orędzia. Pod jego wpływem biskup Guerry napisał pracę Ku Ojcu, która doczekała się tłumaczenia na 16 języków, a o. Augusto Valencin książkę Radość w Ojcu.
Tymczasem macierzyste zgromadzenie s. Eugenii od początku przyjęło i realizowało orędzie Boga Ojca, za sprawą matki Ludwiki, która wyznała: „Wierzę, że Ojciec zostanie otoczony chwałą”. Po jej śmierci, w lutym 1936 roku, przełożoną generalną została wybrana s. Eugenia. Miało to miejsce 7 sierpnia 1936 roku, w dniu, w którym siostry obchodziły – zgodnie z życzeniem wyrażonym w objawieniach – święto Boga Ojca.
Nowa matka generalna była odpowiedzialna za 1400 sióstr. Miała stanowcze, zrównoważone usposobienie, poczucie realizmu oraz wrażliwość i twórczy umysł. Biskup Grenoble otrzymał w Rzymie zgodę od papieża, by siostry tego zgromadzenia nazywano „Córkami Ojca”. Matka Eugenia aktywnie rozpowszechniała orędzie, wygłaszała konferencje. Udała się też do Rzymu, by przedstawić przesłanie Boga Ojca prefektowi Kongregacji Rozkrzewiania Wiary kardynałowi Biondi. Niespodziewanie zakazał on mówienia o Ojcu i świętowania Jego uroczystości. Swoją decyzję uzasadnił słowami: „Lepiej będzie jeśli to jezuici, dominikanie lub franciszkanie wprowadzą w Kościele ten kult. Zostanie wtedy lepiej przyjęty, niż gdyby go przedstawiła jakaś zakonnica”.

W SŁUŻBIE TRĘDOWATYM
Matka Eugenia podporządkowała się zakazowi. Będąc do 1947 roku matką generalną, otworzyła nowicjaty w krajach misyjnych: w Dahomeju, Nigerii, Libanie, Algierii, na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W 1940 roku udzieliła w swym klasztorze schronienia Raoulowi Follreau, który – pod jej wpływem – stał się po wojnie znanym na całym świecie apostołem trędowatych. W ciągu 12 lat działalności misyjnej matka Eugenia utworzyła niemal 70 nowych ośrodków, ze szpitalami, szkołami, kościołami, w najbardziej opuszczonych zakątkach Afryki. Korzystając z miejscowej tradycji zielarskiej, wprowadziła do użytku pierwsze lekarstwo przeciw trądowi, otrzymywane z pewnej tropikalnej rośliny. Lek zbadano później i zatwierdzono w Instytucie Pasteura w Paryżu. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej w Adzopé zbudowała „Miasto Trędowatych” – ogromne centrum przyjmujące chorych. Od władz francuskich otrzymała za to najwyższe odznaczenie przyznawane za dzieła o charakterze społecznym.

PRZEŚLADOWANIE
Tymczasem, po 10 latach skrupulatnych badań i zakończeniu procesu diecezjalnego, w 1947 roku, dokumentacja dotycząca objawień s. Eugenii, wraz z przychylną opinią Komisji oraz pozytywnym orzeczeniem biskupa Caillot, została złożona w Rzymie.
Wkrótce potem matka Eugenia została wezwana przed Święte Oficjum (obecnie Kongregacja Nauki Wiary), które – wbrew pozytywnemu orzeczeniu – przypomniało i podtrzymało zakaz mówienia o Bogu Ojcu i szerzenia Jego kultu. Pod karą ekskomuniki miała zniszczyć wszystko, co napisała, nie wolno jej było o tym rozmawiać ze spowiednikiem ani kierownikiem duchowym. W Kongregacji Rozkrzewiania Wiary została jej dana do podpisu dymisja ze wszystkich pełnionych funkcji. Podpisała się: „Marna siostra Eugenia”. Podczas modlitwy w kościele św. Andrzeja delle Fratti (tym, w którym Matka Boża objawiła się Alfonsowi Ratisbonne) ofiarowała „to małe ziarno cierpienia”, aby mogło z niego wyrosnąć drzewo jedności chrześcijan: „Ja wiem, że będzie się usiłować zniszczyć to ziarno, ale pewnego dnia powstanie, jaśniejąc w świecie i w sercach. Od Ojca Świętego do ostatniego wiernego wszyscy będą mówić o Ojcu, który jest i będzie zawsze Alfą i Omegą naszego życia, naszej wewnętrznej jedności, jedności w rodzinach i w Kościele”. Pozbawiona wszelkich funkcji, udała się do Marino, jednego z założonych przez siebie domów, gdzie opiekowała się sierotami. Po dwóch latach została wysłana do Palermo; tam uczyła religii. Na polecenie spowiednika wrzuciła do ognia spisane przez siebie objawienia.
W 1953 roku zmuszono ją do opuszczenia Zgromadzenia, oddania habitu, welonu i obrączki. Pomogli jej wówczas dawni przyjaciele z Francji oraz Ojciec Pio. Matka Eugenia starała się bezskutecznie o oficjalną zgodę na założenie nowego zgromadzenia pod nazwą Instytut Jedności. Ostatecznie, aż do jej śmierci, będzie on działał w ukryciu. Dzięki pomocy przyjaciół matka Eugenia kupiła na południu Włoch 5 ha terenu, gdzie służyła ubogim, rozpoczęła też budowę kościoła.
Po latach osiadła w Anzio, koło Rzymu, gdzie zajmowała się opuszczonymi dziećmi. Do wcześniejszych bolesnych doświadczeń doszło jeszcze jedno. Została niesłusznie oskarżona o malwersacje finansowe i skazana na cztery miesiące więzienia w Rzymie. W więzieniu codziennie uczestniczyła we Mszy świętej. Inne więźniarki z początku dziwiły się temu, później zaczęły jej towarzyszyć, a wreszcie wszystkie przystąpiły do spowiedzi. Wychodząc na wolność, matka Eugenia powiedziała: „Chętnie bym tu została. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak w więzieniu”. Klimat nieufności wokół matki Eugenii utrzymywał się nadal. Była oskarżana o to, że założyła Instytut Jedności w celu osiągania korzyści majątkowych, a także o bezprawne noszenie habitu. Do końca życia wspierał ją kapucyn o. Andrea D’Ascanio, który spisał jej biografię.
Matka Eugenia odeszła do Ojca 10 sierpnia 1990 roku. Założony przez nią Instytut Jedności (Associazione Missionaria „Unitas In Christo ad Patrem”) jest obecnie kanonicznie zatwierdzony i bez przeszkód propaguje przesłanie Boga Ojca.
Orędzie Boga Ojca zostało opublikowane we Włoszech dopiero w 1982 roku, pięćdziesiąt lat po objawieniach. Po polsku ukazało się w 2002 roku pt. „Bóg Ojciec mówi do swoich dzieci”, z włoskim imprimatur, udzielonym przez wikariusza generalnego Państwa Watykańskiego Petrusa Canisiusa van Lierdego, z 13 marca 1989 roku. Jest ono także dostępne w całości w Internecie.
Warto zauważyć zbieżność objawień, które miała s. Eugenia Ravasio – zarówno w czasie, jak również w treści – z objawieniami Bożego Miłosierdzia otrzymanymi przez św. Faustynę w 1931 roku, znanymi szerzej w Kościele dopiero od lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych XX wieku. ▐

 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ
Czwartek, 1 lutego
Mk 6,7-13
… ani chleba, ani torby, ani pieniędzy. (Mk 6,8)
To, że Jezus rozesłał swoich uczniów na kamieniste drogi w piekącym skwarze bez jednej drachmy czy jęczmiennego chlebka, może wydawać się nam zupełnie bezsensowne, ale dlatego, że patrzymy na tę sytuację oczyma ludzi XXI wieku. W czasach Jezusa ogólnie przyjętą praktyką było przyjmowanie wędrownych nauczycieli w domach i troszczenie się o ich potrzeby. Gościnność uważana by-
ła w Izraelu za jedną z najważniejszych cnót! Jednak dzisiejszy fragment także dla nas może stać się duchową lekcją, mówiącą o tym, że Bóg nigdy nas nie opuści.
W życiu każdego z nas zdarzają się dni, kiedy czujemy się bezsilni i niezdolni do służenia Panu. Usprawiedliwiamy się, mówiąc: „Bóg nie dał mi wystarczająco dużo cierpliwości” albo „Szkoda, że nie mam w sobie tyle wyrozumiałości
i współczucia, co tamten”. W takich chwilach przypominajmy sobie zasadę: „ani chleba, ani torby, ani pieniędzy”. Nie mając torby z prowiantem, uczniowie mogli mieć pewność, że wszelki pokarm i wsparcie, jakie otrzymają od pobożnych ludzi, będzie przejawem Bożej troski o nich.
To, co dziś może się nam wydawać posuniętą do absurdu beztroską, było w istocie prośbą Jezusa o to, by uczniowie zechcieli Mu zaufać. Dał im władzę wyrzucania złych duchów i uzdrawiania chorych i poprowadził ich do ludzi, którzy stali się dla nich znakiem Jego dobroci i hojności.
Dzisiejszy fragment mówi nam, że kiedy staramy się wypełniać Boże przykazania, polegając tylko na własnych siłach i własnej mądrości, wkrótce nam ich zabraknie. Gdy jednak zaufamy, że Bóg zawsze się o nas zatroszczy, doświadczymy często zaskakującego działania Jego łaski. On każdego dnia czuwa, by nie zabrakło nam „chleba naszego powszedniego”.
Poproś więc Boga, aby obdarzył cię wszystkim, czego będziesz dziś potrzebował. Pozwól Mu uwolnić cię od ciężaru zabiegania o wszystko samemu. Nie bój się powiedzieć Mu, czego ci brakuje, i poprosić o Jego pomoc. On nie zostawi cię z pustymi rękami.
„Jezu, Ty jesteś mocą w mojej słabości. Daj mi dziś chleba powszedniego, abym mógł pełnić Twoją wolę”.
1 Krl 2,1-4.10-12
(Ps) 1 Krn 29,10b-12

▌Piątek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
I przecedzi ich jak złoto
i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. (Ml 3,3)
Świętujemy dziś dzień, w którym Maryja i Józef przynieśli Jezusa do świątyni, by ofiarować Go Bogu. Zapowiadając to wydarzenie, prorok Malachiasz mówił o Panu, który „nagle przybędzie do swej świątyni” (Ml 3,1) i oczyści swój lud, aby mógł składać Bogu ofiary sprawiedliwe. Dokładnie to przyszedł uczynić Jezus. I dokonał tego dla ciebie.
Jako uczestnicy powszechnego kapłaństwa wiernych, wszyscy zostaliśmy oczyszczeni przez chrzest, tak by nasze codzienne życie oraz nasz udział w ofierze Mszy świętej rzeczywiście były miłe Bogu. Niestety, często przychodzimy na Mszę świętą rozproszeni, zaabsorbowani własnymi troskami. Trudno jest nam się skupić, nie mówiąc już o składaniu „miłej Panu ofiary” (Ml 3,4). Jak więc możemy pełniej ofiarować Mu nasze serca podczas Mszy? Spróbujmy poddać je oczyszczeniu przez Jezusa jeszcze przed rozpoczęciem liturgii.
Zamiast wpadać do kościoła zdyszany w połowie pieśni na wejście, postaraj się przyjść na tyle wcześniej, by móc poświęcić kilka minut na modlitwę. Zastanów się nad stanem swego ducha i postaraj się uzmysłowić sobie jedną konkretną rzecz, która przeszkadza ci w skupieniu. Może jest to uraza wobec kogoś, na kim ostatnio się zawiodłeś. Może przed wyjściem z domu pokłóciłeś się z bliską osobą i jeszcze nie możesz się uspokoić. Może wciąż rozpraszają cię sprawy, które masz do załatwienia w przyszłym tygodniu. Waż-
ne, byś uświadomił sobie to wszystko, co jest przeszkodą w spotkaniu z Panem na Mszy świętej.
Kiedy już odkryjesz w sobie i nazwiesz to, co ci przeszkadza, oddaj to Bogu. A potem poproś Ducha Świętego, by pomógł ci wejść w radość i dziękczynienie Mszy świętej. Staraj się skupić swe myśli na Panu, wysławiaj Jego świętość i mów Mu, jak bardzo Go kochasz. Proś, aby pobłogosławił Twoje wysiłki pójścia za Nim.
Nasze uwielbienie Boga nie będzie doskonałe, dopóki nie dojdziemy do ojczyzny niebieskiej. Oby jednak każdy kolejny tydzień przybliżał nas do dnia, w którym oczyszczeni przez Jezusa, staniemy się jak najczystsze złoto i srebro.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że wszedłeś do świątyni mego serca. Panie, składam siebie w Twoje miłujące dłonie”.
albo Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

▌Niedziela, 4 lutego
1 Kor 9,16-19.22-23
Stałem się wszystkim dla wszystkich. (1 Kor 9,22)
Jezus powiedział kiedyś do swoich uczniów, że droga do nieba jest wąska i niewielu ją wybiera (Mt 7,14). Powiedział jednak również: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16,16). Można się w tym nieco pogubić. Prawda jest taka, że nikt nie zna dokładnej odpowiedzi na pytanie, jak wielu – czy jak niewielu – zostanie zbawionych.
Prawdopodobnie tu właśnie kryje się sekret ogromnej gorliwości apostolskiej Pawła. Znał on radość nieba, które oglądał w wizji (2 Kor 12,2-4), i nie chciał, aby ktokolwiek był jej pozbawiony. Dlatego jego życiową misją stało się bycie „wszystkim dla wszystkich”, aby „uratować choć niektórych” (1 Kor 9,22). Na determinację Pawła wskazuje również fakt, że w zaledwie czterech wersetach (1 Kor 9,19-22) pięć razy używa słowa „pozyskać” w znaczeniu doprowadzenia kogoś do Pana. „Pozyskanie” kogoś oznaczało dla Pawła uczynienie wszystkiego, co tylko możliwe, aby dana osoba przyjęła zbawienie ofiarowane nam przez Jezusa.
Jak my możemy pozyskiwać innych dla Jezusa? Jak możemy stawać się „wszystkim dla wszystkich”? Paweł powiedziałby, żebyśmy nauczyli się rozmawiać o sporcie po to, by pozyskiwać kibiców. Żebyśmy śledzili bieżące wydarzenia i nauczyli się mówić o nich z perspektywy Bożego planu. Żebyśmy zainteresowali się problemami młodych, by umieć postawić się w ich sytuacji,
a przez to ich pozyskać. A także, byśmy nauczyli się obywać bez wielu rzeczy, by móc zrozumieć ludzi ubogich i umieć
do nich dotrzeć.
Paweł dostosowywał swoje nauczanie do kultury i obyczajów mieszkańców każdego z odwiedzanych przez siebie miast, aby móc wyrazić chrześcijańskie orędzie w zrozumiałych dla nich słowach i obrazach. Jest to dla nas dobry przykład do naśladowania. Paweł uczy, by przeszkodą dla innych nie było to, że nie jesteśmy w stanie pojąć ich kultury. Wzorem Pawła starajmy się więc otwierać na innych, okazywać im zainteresowanie, zrozumienie i życzliwość – by w ten sposób pomóc im zbliżyć się do Jezusa.
„Panie, naucz mnie dzielić się Dobrą Nowiną z innymi”.
Hi 7,1-4.6-7
Ps 147,1-6
Mk 1,29-39

▌Niedziela, 11 lutego
1 Kor 10,31--11,1
Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. (1 Kor 10,31)
Już w tym tygodniu będziemy przeżywać Środę Popielcową. Z pewnością niektórzy z nas cieszą się na rozpoczęcie Wielkiego Postu, ale są też tacy, którzy z góry niepokoją się o to, czy uda im się dotrzymać wielkopostnych postanowień. Jeżeli należysz do tej drugiej grupy, słowa Pawła są właśnie dla ciebie. Nie tylko podtrzymują na duchu, ale stanowią też doskonałe motto na cały Wielki Post – motto, do którego można wciąż powracać, by czerpać z niego inspirację i wskazówki.
Po pierwsze, pamiętaj, że nie wchodzisz w ten okres liturgiczny samotnie, lecz włączony w wielką rodzinę, jaką jest Kościół. Cała ta wspólnota będzie kroczyć ramię w ramię za Jezusem, towarzysząc Mu w Jego drodze krzyżowej. W każdej więc chwili możesz szukać wsparcia i modlitewnego wstawiennictwa u towarzyszy drogi. Co więcej, gdy będzie ci ciężko, zawsze możesz prosić Ojca niebieskiego, aby podtrzymał cię swoją łaską.
Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie… Pamiętajmy, że królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije (Rz 14,17). Nie jest to też sprawa tego, czego się nie je i nie pije. Nie cyzelujmy więc swoich postanowień co do najdrobniejszych szczegółów ani też nie przejmujmy się tym, że od czasu do czasu coś nam się nie uda. Skupmy się natomiast na miłości do Jezusa. Nie zapominajmy o niej, kiedy załatwiamy różne sprawy, robimy pranie, zajmujemy się rodziną czy pościmy. Są to bowiem okazje do tego, by miłość Boga przeniknęła wszystkie sfery naszego życia.
Wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Jeśli wciąż niepokoi nas to, jak uda się nam przeżyć Wielki Post, trzymajmy się maksymy św. Ignacego Loyoli: „Na większą chwałę Boga”. Bóg jest uwielbiony, gdy Jego dzieci ofiarują Mu wszystkie swoje codzienne zajęcia i znajdują szczęście w oddawaniu Mu chwały. Na tym polega najgłębsza istota Wielkiego Postu – rezygnować
z ulotnych przyjemności, aby odnaleźć szczęście w Bogu.
„Panie, składam przed Tobą całe moje życie na większą Twoją chwałę”.
Kpł 13,1-2.45-46
Ps 32,1-2.5.11
Mk 1,40-45

▌Środa, 14 lutego
Środa Popielcowa
Mt 6,1-6.16-18
Ojciec twój, który widzi… (Mt 6,4)
Witaj w kolejnym Wielkim Poście! Wszyscy, począwszy od dzisiaj, jesteśmy zachęcani do podjęcia trzech tradycyjnych praktyk: modlitwy, postu i jałmużny. Dzisiejszy dzień jest w Kościele dniem postu ścisłego, uczestniczymy też we Mszy świętej, podczas której przyjmujemy znak posypania głów popiołem, przypominając sobie, że jesteśmy prochem. Zastanawiamy się, jakie wyrzeczenia powinniśmy podjąć, słuchamy czytań mszalnych, które wzywają nas do nawrócenia i bardziej radykalnego pójścia za Jezusem. Innymi słowy, rozpoczynamy intensywny i wymagający okres liturgiczny, który ma nas przygotować do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego.
Wielki Post ma jednak jeszcze jeden aspekt, nad którym rzadko się zastanawiamy. Ukryty niemal przed naszym wzrokiem, a trzykrotnie pojawiający się w dzisiejszej Ewangelii: „Ojciec twój, który widzi” (Mt 6,4.6.18). Wiemy, że Bóg zawsze patrzy na nas z miłością, więc nie musimy intensywnie zabiegać o to, by zwrócił na nas uwagę. Nasze praktyki wielkopostne służą raczej temu, by pomóc nam patrzeć na Niego.
Otwórz pierwszą stronę Księgi Rodzaju, a znajdziesz tam podobne słowa. Bóg, widząc swoje stworzenie, uznał je za „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Był z niego zadowolony, zwłaszcza gdy patrzył na mężczyznę i kobietę – koronę swego stworzenia.
Nawet wtedy, gdy to arcydzieło zostało skalane grzechem, Bóg nie przestał patrzeć na nas oczyma miłości. Dał nam Prawo, proroków i wreszcie swego Syna Jezusa, który nawet wisząc na krzyżu, patrzył na nas z miłością i przebaczeniem.
Oto dobra nowina Wielkiego Postu – Bóg cię widzi. On cię zna. Jest zawsze blisko ciebie. I co najważniejsze – kocha cię. Żaden twój wysiłek nie jest w stanie zwiększyć tej miłości. Ona już jest pełna i doskonała.
Oczywiście w okresie Wielkiego Postu módl się, pość i dawaj jałmużnę! Pamiętaj tylko, że praktyki te nie mają na celu zwrócenia na siebie Bożej uwagi, lecz pomagają tobie skupić wzrok na Ojcu, który widzi. A twój Ojciec, który widzi, obiecuje ci nagrodę.
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że patrzysz na mnie z miłością. Pomóż mi, proszę, wpatrywać się w Ciebie przez cały Wielki Post”.
Jl 2,12-18
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,3

▌Niedziela, 18 lutego
1 P 3,18-22
Nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zobowiązanie dobrego sumienia wobec Boga. (1 P 3,21)
Św. Piotr mówi tu wprawdzie o chrzcie, ale równie dobrze można odnieść jego słowa do sakramentu pojednania. Czy istnieje bowiem lepszy sposób odzyskania czystości sumienia niż pójście do spowiedzi?
Wiemy, że gdy wyznajemy nasze grzechy, otrzymujemy przebaczenie – i to całkowite! Ale wtedy pojawia się poważne wyzwanie – jak zachować czyste sumienie już po otrzymaniu rozgrzeszenia. Doświadczenie Bożego przebaczenia jest bezcenne, ale co mamy zrobić, żeby na każdej spowiedzi nie wyznawać w kółko tych samych grzechów?
Może zaskoczy cię to, że odpowiedzią na ten problem jest… także spowiedź! Ten sakrament nie tylko oczyszcza nas z grzechów popełnionych w przeszłości, ale daje nam łaskę na przyszłość. Jest tak dlatego, że w spowiedzi spotykamy Jezusa, który przyszedł nie tylko przebaczyć nam grzechy, ale także nas uświęcić.
W spowiedzi Jezus zdejmuje z naszych barków ciężar dawnych grzechów, abyśmy mogli wyjść na świat wolni od poczucia winy, a dzięki umocnieniu łaską mogli jeszcze bardziej zdecydowanie przeciwstawiać się grzechowi.
Wszyscy, jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii, podlegamy pokusom. Skoro jednak Jezus na pustyni odniósł nad nimi zwycięstwo, to my także możemy. Jezus, zwycięzca, jest gotów nam pomagać, gdy tylko do Niego zawołamy. On zawsze jest blisko nas – przypomina o swoim przebaczeniu i zachęca do przyjęcia Jego łaski. Przypomina, że zwyciężył grzech i że my możemy cieszyć się owocami Jego zwycięstwa.
W tegorocznym Wielkim Poście nie ociągaj się z przystąpieniem do sakramentu pokuty. A przystępując do niego, pamię-
taj, że jego łaska oczyszcza cię z grzechu i napełnia Bożą mocą. Jest to łaska, która przybliża cię do Jezusa i pozwala przeciwstawiać się pokusom.
„Dziękuję Ci, Panie, za łaskę spowiedzi świętej! Daj mi większą ufność w Twoją miłosierną miłość”.
Rdz 9,8-15
Ps 25,4-9
Mk 1,12-15

▌Czwartek, 22 lutego
Katedry św. Piotra Apostoła
Mt 16,13-19
Ty jesteś Piotr czyli Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój. (Mt 16,18)
Przesadzanie kwiatów doniczkowych jest nieco stresującą, ale konieczną czynnością, która ma wpływ na ich kondycję. Roślina wygląda zdrowo, ale wiesz, że potrzebuje już większej doniczki. Przesadzasz ją więc, żeby korzenie mogły się swobodnie rozrastać. Jednak przez kolejny tydzień czy dwa roślina nie prezentuje się najlepiej. Więdnie i marnieje. Na szczęście jest to stan przejściowy. Wkrótce korzenie zaaklimatyzują się w nowym podłożu, łodyga odżyje, pojawią się nowe liście i kwiaty.
Coś podobnego przydarzyło się Szymonowi Piotrowi w dzisiejszej Ewangelii. Piotr dojrzał do momentu, w którym wyznał, że Jezus jest Mesjaszem Izraela. Jezus uznał więc, że jest on już gotów, by „przesadzić” go w nowe środowisko. Nadając mu nowe imię i powierzając nową rolę, Jezus dał mu szansę dalszego wzrostu. Dla Piotra zmiana ta musiała być sporym wstrząsem. Dobrze, że podjął ten trud. Pomyślmy o tym wszystkim, czego Piotr był w stanie dokonać, kiedy już „zapuścił korzenie” w Chrystusie.
W dzisiejsze święto Katedry św. Piotra Apostoła wspominamy Piotra jako głowę Kościoła. Jest to też dla nas wszystkich okazja do zastanowienia się nad własnym rozwojem duchowym. Może, jak Piotr, zaczynasz wyrastać ze swojej małej doniczki. Może wahałeś się, gdy Bóg wskazywał ci nowe obowiązki. Jednak patrząc wstecz, widzisz, jak łaska Boża pomogła ci wzrosnąć
i wydać owoc.
Przesadzanie zawsze wiąże się z pewnym stresem, jest to jednak skuteczny sposób pobudzania wzrostu i owocowania – u roślin i u ludzi. Przesadzając cię, Bóg za każdym razem ma na celu twój wzrost i dobrostan. Może teraz też stoisz przed jakimś wyzwaniem, jak nowa rola w rodzinie czy nowy etap życia. Możesz wejść w każdą taką sytuację z ufnością, wiedząc, że Bóg się o ciebie zatroszczy. On, jak troskliwy ogrodnik, zapewni ci wszystko, czego potrzebujesz, by w pełni zrealizować swój potencjał.
„Panie, dziękuję Ci za te momenty, kiedy przesadzałeś mnie w nowe środowiska, abym mógł wzrastać”.
1 P 5,1-4
Ps 23,1-6

 

MAGAZYN:

WERONIKA I MANDYLIONi Mandylion

Kiedy odprawiając nabożeństwo Drogi Krzyżowej zatrzymujemy się przy VI stacji, słyszymy: „Weronika ociera twarz Jezusowi” i patrzymy na wizerunek przedstawiający trzymaną w rękach kobiety chustę z odbiciem twarzy umęczonego Zbawiciela. A przecież nigdzie w Ewangelii nie ma mowy o tym wydarzeniu. Skąd więc się wzięła Weronika i cudowna chusta w jej dłoniach?

ŚWIĘTA WERONIKA
Najstarsze teksty apokryficzne wspominajace Weronikę pochodzą z IV wieku, a jej legenda, szczególnie żywa w pobożności ludowej, stopniowo rozrastała się aż do późnego średniowiecza. Weronika miała być matroną jerozolimską lub też kobietą uzdrowioną przez Jezusa z krwotoku, której współczucie kazało wyjść na ulice Jerozolimy, naprzeciw dźwigającego krzyż Jezusa i otrzeć Mu chustą skrwawioną twarz. Została wynagrodzona tym cudownym odbiciem twarzy Zbawiciela na chuście. Miała potem żyć u boku nawróconego Zacheusza lub też pojechać do Rzymu i ofiarować chustę papieżowi. Dopiero w XV wieku zaczęły się rozpowszechniać na Zachodzie obrazy przedstawiające św. Weronikę oraz chustę z cierpiącym obliczem Jezusa. Chusty te nazywano weronikami, od zbitki słów vera (łac.) – prawdziwy i eikon (gr.) – obraz.

ACHEIROPOIETA
– NAJŚWIĘTSZE RELIKWIE
Wiadomo, że znacznie wcześniej, bo co najmniej już w VI wieku, istniały na chrześcijańskim Wschodzie wizerunki przedstawiające nieumęczoną twarz Jezusa odciśniętą na płótnie. Jako powstałe w sposób nadnaturalny, pochodzące od autentycznego odbicia, jakie pozostawił Zbawiciel, nazywane były acheiropoieta (gr.), czyli dosłownie: „nie-ręką-uczynione”.
Z czasem stał się to osobny typ ikonograficzny, noszący nazwę Najświętsze Oblicze, Mandylion (z gr. mandylion – chusta, ręcznik) czy Spas Nierukotwornyj (scs.).
W prawosławiu i innych Kościołach Wschodnich do tej pory żywa jest tradycja kultu wizerunków Jezusa, Maryi, a także niektórych świętych, które powstały w cudowny sposób i przez to są szczególnymi relikwiami. Przy tym, co nam wydaje się dziwne, kolejne ikony malowane według danego wzorca (a nie muszą to być wierne kopie) traktuje się jak pierwowzór – ponieważ ukazują tę samą rzeczywistość i niosą tę samą łaskę. We wczesnym średniowieczu znajdowały się one w wielu sanktuariach, będąc wzorem dla niezliczonych ikon. Dla Zachodu takim cudownie powstałym wizerunkiem jest na przykład obraz Matki Bożej z Guadelupy, odbity na płaszczu Juana Diego, Indianina, któremu ukazała się Maryja.
O powstaniu niezwykłego wizerunku twarzy Jezusa opowiadają apokryfy – między innymi tzw. Ewangelia gruzińska oraz korespondencja króla Abgara z Chrystusem, wspominana przez historyka Kościoła Euzebiusza z Cezarei na początku IV wieku.
Apokryfy, jako teksty o tematyce biblijnej nienależące do kanonu ksiąg natchnionych, są cennym źródłem dla biblistów i teologów. To dzięki nim znamy na przykład imiona rodziców Maryi i szczegóły Jej dzieciństwa. Dzięki nim znana jest także historia wizerunku z Edessy – pierwowzoru wszystkich ikon Najświętszego Oblicza.
Według tradycji, leżąca w Syrii Edessa stała się chrześcijańska już w I wieku po Chrystusie. Tam znajdował się grób św. Tomasza Apostoła, którego ciało sprowadzono z Indii, tam działał św. Efrem Syryjczyk, wielki poeta i hymnograf, żyjący w IV wieku. Najstarsza tradycja właśnie z Edessą wiąże niezwykły wizerunek Jezusa.

CUDOWNA CHUSTA Z EDESSY
Oto chory na dokuczliwą i nieuleczalną chorobę skóry (być może nawet trąd) król Abgar V, władca Edessy, usłyszawszy o niezwykłym Uzdrowicielu nauczającym w Palestynie, wysłał do Niego sługę z listem i prośbą, aby przybył i go uzdrowił. Jezus odmówił pojechania do Edessy, obiecał jednak, że wyśle swojego ucznia, Tadeusza, „który wyleczy i pobłogosławi króla oraz jego królestwo”. Jak mówi jedna z wersji opowieści: „Jezus wziął chustkę lnianą i przyłożył ją do twarzy, a wówczas na chuście odbiło się oblicze Jezusa takie, jakim ono było w rzeczywistości” (Ewangelia gruzińska), i dał tę chustę jako dar dla Abgara. Inna wersja mówi o wymianie korespondencji między królem Abgarem i Jezusem, i o tym, że wkrótce po śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela jeden z Apostołów – zapewne Juda Tadeusz lub jego uczeń imieniem Addai – zaniósł płótno z cudownym odbiciem do Edessy. W każdym razie król Abgar otrzymał niezwykłą chustę, a gdy tylko jej dotknął, natychmiast został uzdrowiony. Odtąd wizerunek twarzy Jezusa odbity na płótnie otaczany był wielką czcią, a król Abgar i jego poddani przyjęli chrzest.
Dalsze dzieje chusty obfitują w niezwykłe wydarzenia. Kiedy następca Abgara odstąpił od chrześcijaństwa, wierni, bojąc się profanacji cennej relikwii, zamurowali chustę w niszy nad bramą miejską, a pamięć o tym zatarła się po latach. Kilka wieków później, w 545 roku, podczas wojny rzymskiego cesarza Justyniana Wielkiego z królem perskim Chozroesem I, Edessa została oblężona przez Persów i groził jej upadek. Wtedy biskup Edessy, Eulaliusz, miał widzenie Matki Bożej, która wskazała mu miejsce ukrycia chusty. Rzeczywiście, we wskazanym miejscu odnaleziono relikwię. Co więcej, na glinianej dachówce zasłaniającej chustę także widać było odbicie twarzy Zbawiciela. Mieszkańcy Edessy modlili się przed cudownym wizerunkiem o ocalenie miasta i Persowie w popłochu uciekli, rezygnując ze zdobywania Edessy. Wedle powszechnego przekonania stało się to za sprawą odnalezionej relikwii.
W połowie VII wieku Edessa została zajęta przez Arabów, jednak kult wizerunku Świętego Oblicza nie zanikł.

IKONA IKON
Podczas II soboru nicejskiego w 787 roku, ostatniego soboru powszechnego niepodzielonego Kościoła, rozstrzygnięto spory wywołane przez ikonoklazm (ruch odrzucający wytwarzanie i czczenie ikon). Uznano za właściwe i pożądane wykonywanie wizerunków Jezusa, Maryi, aniołów i świętych, a także otaczanie ich taką samą czcią, jaką otacza się Pismo Święte. Czci się nie sam obraz, ale osoby na nim przedstawione. Ważnym argumentem za ich sporządzaniem był właśnie fakt istnienia Mandylionu. Starotestamentalny zakaz sporządzania wizerunków został niejako zniesiony przez samego Chrystusa, który taki wizerunek własnej twarzy pozostawił wiernym. Jak mówi jeden z kanonów soborowych: „Im częściej wierni będą patrzeć na obrazowe przedstawienia, tym bardziej, oglądając je, będą się zachęcać do wspominania i miłowania pierwowzorów, do oddawania im czci i pokłonu”.
Odtąd Mandylion został oficjalnie uznany za jedną z największych świętości dla chrześcijan i stał się wzorem dla ikon przedstawiających Zbawiciela. Dlatego nazywany jest „ikoną ikon”.
Wizerunki przedstawiające twarz Jezusa bardzo się rozpowszechniły i to w dwóch wersjach – malowane na chuście, czasem podtrzymywanej przez anioły, oraz na jednolitej kamiennej czy glinianej ścianie – w nawiązaniu do odbicia, które znalazło się na dachówce w Edessie.
Cesarze władający Bizancjum zabiegali o sprowadzenie Mandylionu do Konstantynopola, co w końcu nastąpiło w 944 roku. Wtedy to cesarz Roman I Lekapens zgodził się zaprzestać oblegania Edessy, będącej pod panowaniem arabskim, w zamian za wydanie mu chusty. Arabowie przystali na to mimo wielkiego żalu mieszkających tam chrześcijan. Podczas procesyjnego przenoszenia relikwii do Konstantynopola wielu ludzi doznało uzdrowienia, a na pamiątkę tego wydarzenia ustanowiono święto Przeniesienia Cudownego Obrazu Zbawiciela Na Chuście, do dziś obchodzone przez Kościół prawosławny w dniu 16 sierpnia.

ZAGINIĘCIE
Mandylion przez 260 lat znajdował się w Konstantynopolu w cesarskiej kaplicy Faros – aż do zdobycia miasta przez uczestników IV wyprawy krzyżowej w 1204 roku. Krzyżowcy, oszołomieni bogactwami Bizancjum, porzucili zamiar walki z Saracenami w Ziemi Świętej i złupili miasto, wywożąc skarby. Wtedy zaginęła chusta. Co się z nią stało? Gdzie jest dziś? I w średniowieczu, i współcześnie, formułowano różne odpowiedzi na te pytania. Oto niektóre z nich:
• Statek z Mandylionem i innymi zrabowanymi skarbami miał zatonąć na morzu Marmara i chusta przepadła na zawsze.
• Mandylion został zawieziony przez krzyżowców do Francji, do króla Ludwika Świętego, i pozostawał do rewolucji francuskiej w Paryżu (w spisach inwentarzowych kaplicy Sainte Chapelle figuruje „mandylion konstantynopolitański”); potem zaginął.
• Mandylion został zawieziony do Rzymu – wiadomo, że od XIII wieku był tam wizerunek Świętego Oblicza przyciągający ogromne tłumy pątników. Widziała go na przykład Brygida Szwedzka, która była pewna, że to prawdziwe odbicie twarzy Chrystusa. Specjalnie dla tej bezcennej relikwii podjęto w 1506 roku budowę nowej bazyliki św. Piotra, jednak po jej ukończeniu w 1625 roku zainteresowanie chustą znikło – stąd przypuszczenie, że prawdziwa została wykradziona podczas budowy i zastąpiona słabą kopią. Jednak wiadomo, że kiedy 6 stycznia 1849 roku odbyło się wystawienie chusty zdarzył się cud – przez trzy godziny twarz Jezusa promieniowała jasnością, co zapoczątkowało odnowienie kultu Świętego Oblicza. Obecnie Mandylion znajdujący się na Watykanie jest tylko raz w roku, w piątą niedzielę Wielkiego Postu, wystawiany na widok publiczny – na krótko i z daleka. Jest on bardzo ciemny i niemal nic na nim nie widać.
• Według hipotezy P. Badde prawdziwe odbicie twarzy Jezusa znajduje się w Manopello we Włoszech. Jest to niezwykły wizerunek na cienkim materiale – bisiorze tkanym z jedwabistej wydzieliny małży, bardzo cennym w starożytności – powstały w nieznany sposób, bez użycia pigmentów. Być może jest to chusta, która była niegdyś czczona w Rzymie.
• Według hipotezy I. Wilsona zaginionym Mandylionem jest Całun Turyński, co jest jednak sprzeczne ze starszymi tradycjami, a w spisach relikwii z Konstantynopola wymieniane były osobno: Mandylion, całun i chusta przykrywająca twarz Jezusa w grobie.
Chyba nigdy nie zostanie rozstrzygnięta definitywnie zagadka losów Mandylionu czczonego w Konstantynopolu. Wciąż jednak pozostaje głównym typem ikonograficznym w sztuce chrześcijańskiej wywodzącej się z Bizancjum, wciąż otaczane są kultem ikony go naśladujące.

IKONA ZBAWICIELA
„ŚWIĘTE OBLICZE”
Kompozycja „ikony ikon” jest niezwykle prosta. Mandylion przedstawia twarz Chrystusa na białej chuście lub na jednolitej powierzchni skały czy muru. Głowę Zbawiciela otacza aureola z wpisanym w nią krzyżem – przypomnienie Jego męki. Jest to atrybut ikonograficzny przysługujący jedynie Jemu. W aureolę wpisane są greckie litery oznaczające „Ten, Który Jest”, „Jestem, Który Jestem” – imię Boga, przynależne też Boskiej naturze Chrystusa. Z obu stron umieszcza się grecki monogram imienia Jezusa IC XC – ΙησούςΧριστός.
Jezus na tej ikonie jest zamyślony, czasem surowy, ale przede wszystkim nieskończenie miłosierny. Tak miłosierny, jak miłosierny jest Ojciec – bo przecież Jezus sam powiedział: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Na Jego twarzy nie ma żadnych oznak cierpienia, z ikony emanuje spokój i harmonia, którą podkreślają ułożone symetrycznie z obu stron pasma włosów i brody. Widoczne są też uszy – znak, że Jezus nas wysłuchuje. Jego skierowane na wprost spojrzenie zachęca do modlitwy.

WSPÓLNA TRADYCJA
Tradycje Mandylionu i chusty Weroniki splatają się i dopełniają. Obie są wyrazem tej samej tęsknoty do Zbawiciela i obie służą jednemu celowi – zbliżeniu człowieka do Boga. Jak już wiemy, ikona – obraz sakralny – jest „oknem do nieba”, uobecnia to, co przedstawia, umożliwia spotkanie Boga i człowieka.
Według słów św. Jana Pawła II, chrześcijaństwo powinno oddychać swoimi dwoma płucami – wschodnim i zachodnim – i istnienie tych dwóch tradycji doskonale to ilustruje. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 2 (294) 2018



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W lutowym numerze „Słowa wśród nas” chcieliśmy zwrócić uwagę na osobę Boga - naszego Ojca w niebie. O ile Syn Boży jest nam bliski – stał się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, chodził po ziemi jak my, o tyle Bóg Ojciec wielu jawi się jako odległy Stwórca i surowy Sędzia. Tymczasem jest On, jak objawił to Jezus, naszym miłosiernym, kochającym Ojcem. W czterech kolejnych artykułach piszemy właśnie o tym, sięgając także do jedynych uznanych przez Kościół objawień prywatnych Boga Ojca, jakich doznała w 1932 roku prosta włoska zakonnica s. Eugenia Ravasio. Bóg pragnie bliskości z każdym z nas, chce byśmy Go poznali, kochali, czcili. Warto również poznać niełatwe dzieje s. Eugenii i jej wierność temu, co usłyszała od Ojca, które opisujemy w jednym z artykułów.

W Magazynie znajduje się artykuł „Weronika i Mandylion” poświęcony tym dwóm typom wizerunków, ich historii i znaczeniu. Ponadto poruszające świadectwo człowieka, który po latach przyznał się do morderstwa.

W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – tym razem jest to zbiór świadectw muzułmanów nawróconych na chrześcijaństwo pod tytułem „Nawróceni z islamu” oraz krzyżówkę

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Jezus objawia OjcaDorota Szczerba.................. 4

Obraz Boga OjcaDorota Szczerba......................... 8

S. Eugenia Elisabetta RavasioDorota Szczerba..................12

Słowa Boga Ojca przekazane przez
s. Eugenię RavasioDorota Szczerba..................... 17

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 28 lutego.....................25

MAGAZYN

Weronika i MandylionHalina Świrska..................... 50

Pokuta za kratami
Przyznanie się do morderstwa ocaliło mi życie
Steven Goff.............................................................. 56

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Jeszcze nie tak dawno przeżywaliśmy tajemnicę Bożej miłości, która objawiła się nam w Betlejem w dzień narodzenia Pana Jezusa, kiedy odwieczne Słowo Boga stało się ciałem i zamieszkało między nami. Zamieszkało między nami, abyśmy poznali, jak wielką miłością ukochał nas Bóg.
Karnawał właśnie dobiega końca i w połowie miesiąca zaczniemy Wielki Post – święty czas przygotowania do celebrowania największej tajemnicy naszej wiary – Paschy Jezusa, misterium Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Umierając za nasze grzechy i zmartwychwstając dla naszego usprawiedliwienia, Jezus objawił nam głębię Bożej miłości. Ośmielił nas, by mówić „Ojcze” do wszechmogącego Boga, Stwórcy całego wszechświata.
Właśnie na osobę Boga, naszego Ojca, chcielibyśmy zwrócić uwagę w tym numerze „Słowa wśród nas”. O ile Syn Boży jest nam bliski – wszak stał się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, Emmanuelem, Bogiem z nami – o tyle Bóg Ojciec jawi się wielu jako odległy surowy Sędzia, dość abstrakcyjna pierwsza osoba Trójcy Przenajświętszej. W naszych artykułach szukamy odpowiedzi na pytania: Jaki obraz Boga Ojca mamy? Co nam objawił o Nim Jezus? Jaki On jest naprawdę?
O napisanie artykułów poświęconych osobie Boga Ojca poprosiliśmy panią Dorotę Szczerbę, autorkę licznych publikacji z dziedziny duchowości. Sięgnęła ona do jedynych uznanych przez Kościół objawień Boga Ojca, które w 1932 roku otrzymała włoska zakonnica s. Eugenia Ravasio. Mówią one o wielkiej czułości i miłości Ojca do każdego człowieka oraz o Jego pragnieniu, by był przez nas znany, kochany i czczony. „Przychodzę, aby skorygować miłość, którą Mi ofiarujecie: miłość zafałszowaną z powodu lęku. (…) Jestem Ojcem tkliwym i miłosiernym, dobrym i hojnym” – mówi Bóg.
Trzeba pamiętać, że Bóg objawił się w pełni za pośrednictwem Pisma Świętego, a objawienia prywatne – takie jak te otrzymane przez s. Eugenię czy s. Faustynę – nie są „ulepszeniem” ani „uzupełnieniem” tego Objawienia. Stanowią jedynie pomoc w pełniejszym przeżywaniu wiary. Kościół, po dokładnym zbadaniu, zezwala wiernym na ich przyjęcie, ale do tego nie zobowiązuje.
Mamy nadzieję, że rozważania o Bogu Ojcu będą bardzo dobrą lekturą na początek Wielkiego Postu i pomogą nam poznać i jeszcze bardziej ukochać Boga w Trójcy Jedynego.
Pamiętajmy, że Wielki Post to święty czas przemiany, czas nawrócenia, czas nie tylko postu, ale również modlitwy i jałmużny. Właśnie te trzy wypróbowane tradycyjne praktyki wielkopostne, jakie daje nam Kościół, pomogą nam zbliżyć się do Boga Ojca. Niech dla nas wszystkich początek Wielkiego Postu będzie okazją do zanurzenia się w niezgłębionej tajemnicy miłości Boga Ojca.

ks. Stanisław Drozdowski MIC

 

ARTYKUŁY:

JEZUS OBJAWIA OJCA
Wielki Post jest uprzywilejowanym czasem stawiania istotnych pytań, w tym pytania o Boga. Choć nigdy nie odpowiemy na nie w pełni, wyczerpująco, to jednak stawianie go leży w ludzkiej naturze.

PASCHA JEZUSA
W męce Chrystusa widzimy Boga słabego, cierpiącego, zdradzonego. W ciągu trzech lat, gdy Jezus uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, chodził po wodzie, rozmnażał chleb – uczniowie zachwyceni usiłowali zrozumieć: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?” (Mt 8,27). W ciągu tych trzech lat poznali Jezusa pełnego mocy, nie poznali jednak Jego tajemnicy. Gdy w Wielki Czwartek pochylił się, by umyć im nogi, nie pojęli tego gestu uniżenia. Nie rozumieli Jego wcześniejszych zapowiedzi, że zostanie odrzucony, zabity, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Pojmanie w Ogrójcu, agonia, gdy „drżał i odczuwał trwogę”, były dla nich szokiem.
Męka objawia Boga miłosiernego, który do końca przyjmuje ludzką naturę, wchodzi w głąb ludzkiego losu. W tej właśnie godzinie, „dla której przyszedł”, Jezus łączy się duchowo z wszystkimi umęczonymi, utożsamia się z głodnymi, chorymi, spragnionymi, więźniami, przybyszami (Mt 25,35-36). To właśnie oznacza Pascha Jezusa – wchodzi On w komunię z każdym człowiekiem i otwiera mu drogę do Ojca, prowadzi do Niego. Tajemnica Odkupienia ogarnia każdego człowieka, „z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył” – pisał Jan Paweł II w swej pierwszej encyklice Redemptor hominis (13). Od czasu tej Paschy nikt nie cierpi już sam, jest przy nim Jezus, bierze na siebie jego lęk, ból i smutek.

JEZUS ŻYJE PRZEZ OJCA
Jezus wychodzi od Ojca i wraca do Ojca. Jest ukochanym Synem, rodzonym przez Ojca w wiecznym „teraz” (zob. Ps 2), „jest w łonie Ojca” (J 1,18) – jest wypowiadanym przez Niego Słowem, posłanym na świat. Celem przyjścia Jezusa na ziemię jest objawienie miłosiernej miłości Ojca, doprowadzanie ludzi do Niego. W całej Ewangelii, od początku do końca, widzimy Jezusa żyjącego w obecności Ojca. Od pierwszych słów zanotowanych w Ewangelii, które wypowiedział, gdy został odnaleziony przez Maryję i Józefa w Jerozolimie: „Powinienem być w tym, co należy do mego Ojca” (Łk 2,49), aż do ostatnich na krzyżu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23,46) – wszystko odnosi do Niego. Stale ukazuje miłość Ojca niebieskiego, który „widzi
w ukryciu”, troszczy się o człowieka bardziej niż o lilie polne, bardziej niż o wróble na dachu. Który wie, czego każdemu potrzeba, zanim zostanie poproszony o pomoc. Przypowieści o miłosiernym ojcu i zagubionej owcy stanowią sedno Ewangelii, a prawda o miłosierdziu Boga – to szczyt objawienia.
Jezus żyje w głębokiej komunii z Ojcem, spędza z Nim całe noce, trwając na modlitwie. Mówi: „Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego” (J 8,29). Jezus „żyje przez Ojca” (J 6,57), gdyż „Ojciec większy jest od Niego” (por. J 14,28). Cuda, których dokonuje „w imię Ojca” (por. J 10,25), nazywa Jego „dziełami”, czynami pochodzącymi od Ojca. Ewangelia o królestwie, którą głosi, jest „tym, co usłyszał od Ojca” (por. J 15,15). Na liczne zarzuty ze strony uczonych w Piśmie i faryzeuszy, że głosi co innego niż Prawo, odpowiada: „Nauka, którą słyszeliście nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,24). Powołuje tych, których Ojciec pociągnął do Niego: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec” (J 6,44) – tłumaczy. To Ojciec objawia wybranym tajemnicę Jezusa, a tymi wybranymi Ojca nie są mądrzy i uczeni, lecz „maluczcy”. Oni poznają Jezusa sercem, w Duchu Świętym, poznają sekret Jego Serca – tym sekretem jest miłosierna miłość Ojca. I wydaje się, że właśnie im, najuboższym, Ojciec przygotował szczególne miejsce w królestwie po prawej i lewej stronie Pana.

DOBRA NOWINA O OJCU
Chrześcijaństwo nie może koncentrować się wyłącznie na Mesjaszu, Bożym Pomazańcu, na którego przyjście Żydzi czekali całe wieki. Chrystus nazywa siebie „drogą” prowadzącą do Ojca. Ewangelie opisują zasadniczo dwa okresy Jego życia. W ciągu trzydziestu lat prowadzi życie ukryte w Nazarecie. Nierozpoznany, mieszka z najbliższymi i jak większość ludzi pracuje na swoje utrzymanie. Opisem odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni Ewangelie sugerują, że życie ukryte przeżył On w pokorze, w ciszy i w adoracji – przed Ojcem,
w Jego obecności. Trzy lata życia publicznego spędza, będąc cały czas w drodze, co można odczytywać symbolicznie. Jest zarówno światłem na tej drodze, pokarmem na niej, jak i samą drogą. Jest Kimś, kto prowadzi do domu Ojca, gdzie przygotowanych jest „mieszkań wiele”. Dom Ojca stanowi cel nie tylko ludzkiej wędrówki, ale także ten cel, dla którego człowiek został stworzony – by odnaleźć swoją najgłębszą tożsamość ukochanego dziecka Ojca.
„Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) – oświadcza Jezus przed męką, w ostatnich, najważniejszych rozmowach z uczniami. Zdumionym tłumaczy: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Dziwi się, że tego nie rozumieją, skoro „tak długo jest z nimi”. Św. Paweł, medytując nad tą tajemnicą jedności, powie: „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). Ojciec, Syn i Duch Święty są tym samym jedynym Bogiem, tą samą rzeczywistością. Po mistrzowsku wyraża to liturgia, zwracając się do Trzech Osób Boskich: do Ojca, od którego wszystko pochodzi, do Jezusa, przez którego wszystko się stało, i do Ducha Świętego, w którym wszystko się dokonuje. Sakramenty sprawowane są w imię Trójcy Świętej. Całą modlitwę Kościoła przenika świadomość i perspektywa trynitarna: w Duchu, przez Chrystusa, do Ojca.
W życiu duchowym spotkanie Jezusa stanowi dopiero początek, wejście na drogę, która prowadzi do poznania Ojca jako Osoby, wejścia z Nim w kontakt, nawiązania osobistej relacji. Jezus doznaje największej chwały wtedy, gdy ludzie otwierają się na miłość Ojca, Jego misja zostaje wówczas spełniona. „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6) – wyjaśnia. „Przyjście do Ojca” może się dokonać jedynie w Duchu Świętym, którego Ojciec i Syn „tchną”: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4,6). W czasie modlitwy arcykapłańskiej Jezus tak określa chwałę nieba: „To jest życie wieczne, aby znali Ciebie” (J 17,3). Poznanie Ojca – ze swej natury nieskończone – można rozpocząć już tutaj, na ziemi. ▐

S. Eugenia Elisabetta Ravasio

W 1932 roku prosta włoska zakonnica Eugenia Elisabetta Ravasio otrzymała objawienia Boga Ojca. Są to jedyne w historii objawienia Boga Ojca uznane przez Kościół. Po dziesięciu latach rygorystycznych badań biskup Grenoble, Aleksander Caillot, stwierdził, że to „wyjątkowe wydarzenie” jest według niego pełne „nadprzyrodzonej owocności”.
Kim była kobieta, która dostąpiła tak wielkiej łaski?

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ W BIEDZIE
Przyszła na świat we włoskiej prowincji Bergamo, we wrześniu 1907 roku. Była wcześniakiem, maleńka i wątła, długo nie chodziła i nie mówiła. W intencji jej uzdrowienia dziadek odbył pieszą pielgrzymkę do Matki Bożej z Varese. Gdy wracał, mała Bettina na własnych nóżkach wyszła mu na powitanie. Rozradowany dziadek poprosił proboszcza, by uderzył w dzwony i by odśpiewano litanię ku czci Matki Bożej.
Bettina była jedyną córką w domu, w którym mieszkało siedmiu mężczyzn. Gdy jej matka zachorowała, musiała przejąć część jej obowiązków, choć była jeszcze dzieckiem. Dwa razy w tygodniu robiła pranie w miejscowej wspólnej pralni. Noszenie ciężkiego kosza z praniem zdeformowało na całe życie jej kręgosłup. Obarczona pracą ponad siły w domu i w polu, nie mogła się uczyć; skończyła zaledwie kilka klas szkoły podstawowej. Od czasu Pierwszej Komunii świętej, którą przyjęła bardzo wcześnie, w wieku 6 lat, miała wyjątkową więź z Panem Jezusem. Kiedy zasnęła zapłakana i zmartwiona, że w szkole nie zdała egzaminu, przyśnił jej się Jezus. Otarł jej łzy i powiedział: „Nie płacz już… Teraz i zawsze będę twoim nauczycielem i będziesz wiedzieć jedynie to, czego Ja cię nauczę”.
Mając 12 lat, zaczęła pracować jako tkaczka w fabryce oddalonej od domu o półtorej godziny marszu. Spędzała przy krośnie dziewięć godzin dziennie, żywiąc się głównie mamałygą. Co prawda, dostawała od ojca drobne pieniądze na czekoladę, jednak odkładała je na wyprawę do klasztoru, o którym myślała od wczesnego dzieciństwa. Dzięki temu, po ośmiu latach pracy w fabryce, mając lat 20, mogła wstąpić do Instytutu Misyjnego Matki Bożej od Apostołów.

PIERWSZE LATA W KLASZTORZE
Dwuletni nowicjat s. Eugenia odbyła w Bordello we Włoszech, jednak nie dopuszczono jej do ślubów, gdyż była zbyt słaba i źle wykształcona. Dopiero po kolejnych dwóch latach, 8 grudnia 1931 roku, nastąpiły jej obłóczyny, po których zamieszkała w domu macierzystym zgromadzenia w pobliżu Lyonu we Francji.
W tym domu 1 lipca 1932 roku, w święto Najświętszej Krwi Chrystusa, otrzymała pierwsze przesłanie od Boga Ojca. Spisała je w zeszycie po łacinie, choć prawie nie znała tego języka. Mistyczne przeżycia nowej zakonnicy wywołały w klasztorze podejrzliwość i niechęć do niej. W pewnym momencie chciano ją nawet wydalić. Kiedy miała już opuścić klasztor, opatrznościowo spotkała proboszcza, który wziął ją w obronę. Jej sytuacja w zakonie poprawiła się, odkąd przełożoną generalną została matka Ludwika, jedyna, która miała do s. Eugenii zaufanie i przyjęła orędzie o miłości Boga Ojca. Wkrótce potem s. Eugenia zaczęła chorować i przez cały 1933 rok – rok Jubileuszu Odkupienia – nie opuszczała jej gorączka. W tym czasie jedynym jej pożywieniem była odrobina osłodzonej wody i Eucharystia. Fakt ten wywołał podejrzenia sióstr, biskup nakazał więc zbadanie sprawy. Gdy skończył się Jubileusz, s. Eugenia, całkowicie zdrowa, wróciła do swoich obowiązków. Wybrano ją do Rady Głównej zgromadzenia, potem została mistrzynią nowicjatu. Choć nie mówiła zbyt dobrze po francusku, wygłaszała dla nowicjuszek pasjonujące konferencje.

BADANIE PRAWDZIWOŚCI
OBJAWIEŃ
Biskup Aleksander Caillot – miejscowy biskup Grenoble, do którego należało wydanie orzeczenia o objawieniach – powołał Komisję teologiczną, która miała na celu zbadanie pochodzenia orędzia Boga Ojca otrzymanego przez
s. Eugenię. W jej skład weszli: wikariusz biskupi Emile Guerry, jezuiccy eksperci Alberto i Augusto Valencin oraz dwaj lekarze, w tym jeden psychiatra. Nieustanne przesłuchania prowadzono w atmosferze zastraszania, posądzeń o herezję, a nawet groźby uwięzienia. Siostra nie odwołała ani słowa, wykazując anielską cierpliwość. Ostatecznie, w 1934 roku, Komisja wydała pozytywne opinie co do możliwości bezpośredniego objawienia Boga Ojca oraz niepodważalności cnót s. Eugenii, jej pokory i posłuszeństwa, a także jej zupełnego zdrowia psychicznego. Na tej podstawie biskup Caillot otworzył proces kanoniczny w sprawie uznania objawień.
Członkowie Komisji coraz bardziej przekonywali się do prawdziwości orędzia. Pod jego wpływem biskup Guerry napisał pracę Ku Ojcu, która doczekała się tłumaczenia na 16 języków, a o. Augusto Valencin książkę Radość w Ojcu.
Tymczasem macierzyste zgromadzenie s. Eugenii od początku przyjęło i realizowało orędzie Boga Ojca, za sprawą matki Ludwiki, która wyznała: „Wierzę, że Ojciec zostanie otoczony chwałą”. Po jej śmierci, w lutym 1936 roku, przełożoną generalną została wybrana s. Eugenia. Miało to miejsce 7 sierpnia 1936 roku, w dniu, w którym siostry obchodziły – zgodnie z życzeniem wyrażonym w objawieniach – święto Boga Ojca.
Nowa matka generalna była odpowiedzialna za 1400 sióstr. Miała stanowcze, zrównoważone usposobienie, poczucie realizmu oraz wrażliwość i twórczy umysł. Biskup Grenoble otrzymał w Rzymie zgodę od papieża, by siostry tego zgromadzenia nazywano „Córkami Ojca”. Matka Eugenia aktywnie rozpowszechniała orędzie, wygłaszała konferencje. Udała się też do Rzymu, by przedstawić przesłanie Boga Ojca prefektowi Kongregacji Rozkrzewiania Wiary kardynałowi Biondi. Niespodziewanie zakazał on mówienia o Ojcu i świętowania Jego uroczystości. Swoją decyzję uzasadnił słowami: „Lepiej będzie jeśli to jezuici, dominikanie lub franciszkanie wprowadzą w Kościele ten kult. Zostanie wtedy lepiej przyjęty, niż gdyby go przedstawiła jakaś zakonnica”.

W SŁUŻBIE TRĘDOWATYM
Matka Eugenia podporządkowała się zakazowi. Będąc do 1947 roku matką generalną, otworzyła nowicjaty w krajach misyjnych: w Dahomeju, Nigerii, Libanie, Algierii, na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W 1940 roku udzieliła w swym klasztorze schronienia Raoulowi Follreau, który – pod jej wpływem – stał się po wojnie znanym na całym świecie apostołem trędowatych. W ciągu 12 lat działalności misyjnej matka Eugenia utworzyła niemal 70 nowych ośrodków, ze szpitalami, szkołami, kościołami, w najbardziej opuszczonych zakątkach Afryki. Korzystając z miejscowej tradycji zielarskiej, wprowadziła do użytku pierwsze lekarstwo przeciw trądowi, otrzymywane z pewnej tropikalnej rośliny. Lek zbadano później i zatwierdzono w Instytucie Pasteura w Paryżu. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej w Adzopé zbudowała „Miasto Trędowatych” – ogromne centrum przyjmujące chorych. Od władz francuskich otrzymała za to najwyższe odznaczenie przyznawane za dzieła o charakterze społecznym.

PRZEŚLADOWANIE
Tymczasem, po 10 latach skrupulatnych badań i zakończeniu procesu diecezjalnego, w 1947 roku, dokumentacja dotycząca objawień s. Eugenii, wraz z przychylną opinią Komisji oraz pozytywnym orzeczeniem biskupa Caillot, została złożona w Rzymie.
Wkrótce potem matka Eugenia została wezwana przed Święte Oficjum (obecnie Kongregacja Nauki Wiary), które – wbrew pozytywnemu orzeczeniu – przypomniało i podtrzymało zakaz mówienia o Bogu Ojcu i szerzenia Jego kultu. Pod karą ekskomuniki miała zniszczyć wszystko, co napisała, nie wolno jej było o tym rozmawiać ze spowiednikiem ani kierownikiem duchowym. W Kongregacji Rozkrzewiania Wiary została jej dana do podpisu dymisja ze wszystkich pełnionych funkcji. Podpisała się: „Marna siostra Eugenia”. Podczas modlitwy w kościele św. Andrzeja delle Fratti (tym, w którym Matka Boża objawiła się Alfonsowi Ratisbonne) ofiarowała „to małe ziarno cierpienia”, aby mogło z niego wyrosnąć drzewo jedności chrześcijan: „Ja wiem, że będzie się usiłować zniszczyć to ziarno, ale pewnego dnia powstanie, jaśniejąc w świecie i w sercach. Od Ojca Świętego do ostatniego wiernego wszyscy będą mówić o Ojcu, który jest i będzie zawsze Alfą i Omegą naszego życia, naszej wewnętrznej jedności, jedności w rodzinach i w Kościele”. Pozbawiona wszelkich funkcji, udała się do Marino, jednego z założonych przez siebie domów, gdzie opiekowała się sierotami. Po dwóch latach została wysłana do Palermo; tam uczyła religii. Na polecenie spowiednika wrzuciła do ognia spisane przez siebie objawienia.
W 1953 roku zmuszono ją do opuszczenia Zgromadzenia, oddania habitu, welonu i obrączki. Pomogli jej wówczas dawni przyjaciele z Francji oraz Ojciec Pio. Matka Eugenia starała się bezskutecznie o oficjalną zgodę na założenie nowego zgromadzenia pod nazwą Instytut Jedności. Ostatecznie, aż do jej śmierci, będzie on działał w ukryciu. Dzięki pomocy przyjaciół matka Eugenia kupiła na południu Włoch 5 ha terenu, gdzie służyła ubogim, rozpoczęła też budowę kościoła.
Po latach osiadła w Anzio, koło Rzymu, gdzie zajmowała się opuszczonymi dziećmi. Do wcześniejszych bolesnych doświadczeń doszło jeszcze jedno. Została niesłusznie oskarżona o malwersacje finansowe i skazana na cztery miesiące więzienia w Rzymie. W więzieniu codziennie uczestniczyła we Mszy świętej. Inne więźniarki z początku dziwiły się temu, później zaczęły jej towarzyszyć, a wreszcie wszystkie przystąpiły do spowiedzi. Wychodząc na wolność, matka Eugenia powiedziała: „Chętnie bym tu została. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak w więzieniu”. Klimat nieufności wokół matki Eugenii utrzymywał się nadal. Była oskarżana o to, że założyła Instytut Jedności w celu osiągania korzyści majątkowych, a także o bezprawne noszenie habitu. Do końca życia wspierał ją kapucyn o. Andrea D’Ascanio, który spisał jej biografię.
Matka Eugenia odeszła do Ojca 10 sierpnia 1990 roku. Założony przez nią Instytut Jedności (Associazione Missionaria „Unitas In Christo ad Patrem”) jest obecnie kanonicznie zatwierdzony i bez przeszkód propaguje przesłanie Boga Ojca.
Orędzie Boga Ojca zostało opublikowane we Włoszech dopiero w 1982 roku, pięćdziesiąt lat po objawieniach. Po polsku ukazało się w 2002 roku pt. „Bóg Ojciec mówi do swoich dzieci”, z włoskim imprimatur, udzielonym przez wikariusza generalnego Państwa Watykańskiego Petrusa Canisiusa van Lierdego, z 13 marca 1989 roku. Jest ono także dostępne w całości w Internecie.
Warto zauważyć zbieżność objawień, które miała s. Eugenia Ravasio – zarówno w czasie, jak również w treści – z objawieniami Bożego Miłosierdzia otrzymanymi przez św. Faustynę w 1931 roku, znanymi szerzej w Kościele dopiero od lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych XX wieku. ▐

 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ
Czwartek, 1 lutego
Mk 6,7-13
… ani chleba, ani torby, ani pieniędzy. (Mk 6,8)
To, że Jezus rozesłał swoich uczniów na kamieniste drogi w piekącym skwarze bez jednej drachmy czy jęczmiennego chlebka, może wydawać się nam zupełnie bezsensowne, ale dlatego, że patrzymy na tę sytuację oczyma ludzi XXI wieku. W czasach Jezusa ogólnie przyjętą praktyką było przyjmowanie wędrownych nauczycieli w domach i troszczenie się o ich potrzeby. Gościnność uważana by-
ła w Izraelu za jedną z najważniejszych cnót! Jednak dzisiejszy fragment także dla nas może stać się duchową lekcją, mówiącą o tym, że Bóg nigdy nas nie opuści.
W życiu każdego z nas zdarzają się dni, kiedy czujemy się bezsilni i niezdolni do służenia Panu. Usprawiedliwiamy się, mówiąc: „Bóg nie dał mi wystarczająco dużo cierpliwości” albo „Szkoda, że nie mam w sobie tyle wyrozumiałości
i współczucia, co tamten”. W takich chwilach przypominajmy sobie zasadę: „ani chleba, ani torby, ani pieniędzy”. Nie mając torby z prowiantem, uczniowie mogli mieć pewność, że wszelki pokarm i wsparcie, jakie otrzymają od pobożnych ludzi, będzie przejawem Bożej troski o nich.
To, co dziś może się nam wydawać posuniętą do absurdu beztroską, było w istocie prośbą Jezusa o to, by uczniowie zechcieli Mu zaufać. Dał im władzę wyrzucania złych duchów i uzdrawiania chorych i poprowadził ich do ludzi, którzy stali się dla nich znakiem Jego dobroci i hojności.
Dzisiejszy fragment mówi nam, że kiedy staramy się wypełniać Boże przykazania, polegając tylko na własnych siłach i własnej mądrości, wkrótce nam ich zabraknie. Gdy jednak zaufamy, że Bóg zawsze się o nas zatroszczy, doświadczymy często zaskakującego działania Jego łaski. On każdego dnia czuwa, by nie zabrakło nam „chleba naszego powszedniego”.
Poproś więc Boga, aby obdarzył cię wszystkim, czego będziesz dziś potrzebował. Pozwól Mu uwolnić cię od ciężaru zabiegania o wszystko samemu. Nie bój się powiedzieć Mu, czego ci brakuje, i poprosić o Jego pomoc. On nie zostawi cię z pustymi rękami.
„Jezu, Ty jesteś mocą w mojej słabości. Daj mi dziś chleba powszedniego, abym mógł pełnić Twoją wolę”.
1 Krl 2,1-4.10-12
(Ps) 1 Krn 29,10b-12

▌Piątek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
I przecedzi ich jak złoto
i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. (Ml 3,3)
Świętujemy dziś dzień, w którym Maryja i Józef przynieśli Jezusa do świątyni, by ofiarować Go Bogu. Zapowiadając to wydarzenie, prorok Malachiasz mówił o Panu, który „nagle przybędzie do swej świątyni” (Ml 3,1) i oczyści swój lud, aby mógł składać Bogu ofiary sprawiedliwe. Dokładnie to przyszedł uczynić Jezus. I dokonał tego dla ciebie.
Jako uczestnicy powszechnego kapłaństwa wiernych, wszyscy zostaliśmy oczyszczeni przez chrzest, tak by nasze codzienne życie oraz nasz udział w ofierze Mszy świętej rzeczywiście były miłe Bogu. Niestety, często przychodzimy na Mszę świętą rozproszeni, zaabsorbowani własnymi troskami. Trudno jest nam się skupić, nie mówiąc już o składaniu „miłej Panu ofiary” (Ml 3,4). Jak więc możemy pełniej ofiarować Mu nasze serca podczas Mszy? Spróbujmy poddać je oczyszczeniu przez Jezusa jeszcze przed rozpoczęciem liturgii.
Zamiast wpadać do kościoła zdyszany w połowie pieśni na wejście, postaraj się przyjść na tyle wcześniej, by móc poświęcić kilka minut na modlitwę. Zastanów się nad stanem swego ducha i postaraj się uzmysłowić sobie jedną konkretną rzecz, która przeszkadza ci w skupieniu. Może jest to uraza wobec kogoś, na kim ostatnio się zawiodłeś. Może przed wyjściem z domu pokłóciłeś się z bliską osobą i jeszcze nie możesz się uspokoić. Może wciąż rozpraszają cię sprawy, które masz do załatwienia w przyszłym tygodniu. Waż-
ne, byś uświadomił sobie to wszystko, co jest przeszkodą w spotkaniu z Panem na Mszy świętej.
Kiedy już odkryjesz w sobie i nazwiesz to, co ci przeszkadza, oddaj to Bogu. A potem poproś Ducha Świętego, by pomógł ci wejść w radość i dziękczynienie Mszy świętej. Staraj się skupić swe myśli na Panu, wysławiaj Jego świętość i mów Mu, jak bardzo Go kochasz. Proś, aby pobłogosławił Twoje wysiłki pójścia za Nim.
Nasze uwielbienie Boga nie będzie doskonałe, dopóki nie dojdziemy do ojczyzny niebieskiej. Oby jednak każdy kolejny tydzień przybliżał nas do dnia, w którym oczyszczeni przez Jezusa, staniemy się jak najczystsze złoto i srebro.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że wszedłeś do świątyni mego serca. Panie, składam siebie w Twoje miłujące dłonie”.
albo Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

▌Niedziela, 4 lutego
1 Kor 9,16-19.22-23
Stałem się wszystkim dla wszystkich. (1 Kor 9,22)
Jezus powiedział kiedyś do swoich uczniów, że droga do nieba jest wąska i niewielu ją wybiera (Mt 7,14). Powiedział jednak również: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16,16). Można się w tym nieco pogubić. Prawda jest taka, że nikt nie zna dokładnej odpowiedzi na pytanie, jak wielu – czy jak niewielu – zostanie zbawionych.
Prawdopodobnie tu właśnie kryje się sekret ogromnej gorliwości apostolskiej Pawła. Znał on radość nieba, które oglądał w wizji (2 Kor 12,2-4), i nie chciał, aby ktokolwiek był jej pozbawiony. Dlatego jego życiową misją stało się bycie „wszystkim dla wszystkich”, aby „uratować choć niektórych” (1 Kor 9,22). Na determinację Pawła wskazuje również fakt, że w zaledwie czterech wersetach (1 Kor 9,19-22) pięć razy używa słowa „pozyskać” w znaczeniu doprowadzenia kogoś do Pana. „Pozyskanie” kogoś oznaczało dla Pawła uczynienie wszystkiego, co tylko możliwe, aby dana osoba przyjęła zbawienie ofiarowane nam przez Jezusa.
Jak my możemy pozyskiwać innych dla Jezusa? Jak możemy stawać się „wszystkim dla wszystkich”? Paweł powiedziałby, żebyśmy nauczyli się rozmawiać o sporcie po to, by pozyskiwać kibiców. Żebyśmy śledzili bieżące wydarzenia i nauczyli się mówić o nich z perspektywy Bożego planu. Żebyśmy zainteresowali się problemami młodych, by umieć postawić się w ich sytuacji,
a przez to ich pozyskać. A także, byśmy nauczyli się obywać bez wielu rzeczy, by móc zrozumieć ludzi ubogich i umieć
do nich dotrzeć.
Paweł dostosowywał swoje nauczanie do kultury i obyczajów mieszkańców każdego z odwiedzanych przez siebie miast, aby móc wyrazić chrześcijańskie orędzie w zrozumiałych dla nich słowach i obrazach. Jest to dla nas dobry przykład do naśladowania. Paweł uczy, by przeszkodą dla innych nie było to, że nie jesteśmy w stanie pojąć ich kultury. Wzorem Pawła starajmy się więc otwierać na innych, okazywać im zainteresowanie, zrozumienie i życzliwość – by w ten sposób pomóc im zbliżyć się do Jezusa.
„Panie, naucz mnie dzielić się Dobrą Nowiną z innymi”.
Hi 7,1-4.6-7
Ps 147,1-6
Mk 1,29-39

▌Niedziela, 11 lutego
1 Kor 10,31--11,1
Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. (1 Kor 10,31)
Już w tym tygodniu będziemy przeżywać Środę Popielcową. Z pewnością niektórzy z nas cieszą się na rozpoczęcie Wielkiego Postu, ale są też tacy, którzy z góry niepokoją się o to, czy uda im się dotrzymać wielkopostnych postanowień. Jeżeli należysz do tej drugiej grupy, słowa Pawła są właśnie dla ciebie. Nie tylko podtrzymują na duchu, ale stanowią też doskonałe motto na cały Wielki Post – motto, do którego można wciąż powracać, by czerpać z niego inspirację i wskazówki.
Po pierwsze, pamiętaj, że nie wchodzisz w ten okres liturgiczny samotnie, lecz włączony w wielką rodzinę, jaką jest Kościół. Cała ta wspólnota będzie kroczyć ramię w ramię za Jezusem, towarzysząc Mu w Jego drodze krzyżowej. W każdej więc chwili możesz szukać wsparcia i modlitewnego wstawiennictwa u towarzyszy drogi. Co więcej, gdy będzie ci ciężko, zawsze możesz prosić Ojca niebieskiego, aby podtrzymał cię swoją łaską.
Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie… Pamiętajmy, że królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije (Rz 14,17). Nie jest to też sprawa tego, czego się nie je i nie pije. Nie cyzelujmy więc swoich postanowień co do najdrobniejszych szczegółów ani też nie przejmujmy się tym, że od czasu do czasu coś nam się nie uda. Skupmy się natomiast na miłości do Jezusa. Nie zapominajmy o niej, kiedy załatwiamy różne sprawy, robimy pranie, zajmujemy się rodziną czy pościmy. Są to bowiem okazje do tego, by miłość Boga przeniknęła wszystkie sfery naszego życia.
Wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Jeśli wciąż niepokoi nas to, jak uda się nam przeżyć Wielki Post, trzymajmy się maksymy św. Ignacego Loyoli: „Na większą chwałę Boga”. Bóg jest uwielbiony, gdy Jego dzieci ofiarują Mu wszystkie swoje codzienne zajęcia i znajdują szczęście w oddawaniu Mu chwały. Na tym polega najgłębsza istota Wielkiego Postu – rezygnować
z ulotnych przyjemności, aby odnaleźć szczęście w Bogu.
„Panie, składam przed Tobą całe moje życie na większą Twoją chwałę”.
Kpł 13,1-2.45-46
Ps 32,1-2.5.11
Mk 1,40-45

▌Środa, 14 lutego
Środa Popielcowa
Mt 6,1-6.16-18
Ojciec twój, który widzi… (Mt 6,4)
Witaj w kolejnym Wielkim Poście! Wszyscy, począwszy od dzisiaj, jesteśmy zachęcani do podjęcia trzech tradycyjnych praktyk: modlitwy, postu i jałmużny. Dzisiejszy dzień jest w Kościele dniem postu ścisłego, uczestniczymy też we Mszy świętej, podczas której przyjmujemy znak posypania głów popiołem, przypominając sobie, że jesteśmy prochem. Zastanawiamy się, jakie wyrzeczenia powinniśmy podjąć, słuchamy czytań mszalnych, które wzywają nas do nawrócenia i bardziej radykalnego pójścia za Jezusem. Innymi słowy, rozpoczynamy intensywny i wymagający okres liturgiczny, który ma nas przygotować do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego.
Wielki Post ma jednak jeszcze jeden aspekt, nad którym rzadko się zastanawiamy. Ukryty niemal przed naszym wzrokiem, a trzykrotnie pojawiający się w dzisiejszej Ewangelii: „Ojciec twój, który widzi” (Mt 6,4.6.18). Wiemy, że Bóg zawsze patrzy na nas z miłością, więc nie musimy intensywnie zabiegać o to, by zwrócił na nas uwagę. Nasze praktyki wielkopostne służą raczej temu, by pomóc nam patrzeć na Niego.
Otwórz pierwszą stronę Księgi Rodzaju, a znajdziesz tam podobne słowa. Bóg, widząc swoje stworzenie, uznał je za „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Był z niego zadowolony, zwłaszcza gdy patrzył na mężczyznę i kobietę – koronę swego stworzenia.
Nawet wtedy, gdy to arcydzieło zostało skalane grzechem, Bóg nie przestał patrzeć na nas oczyma miłości. Dał nam Prawo, proroków i wreszcie swego Syna Jezusa, który nawet wisząc na krzyżu, patrzył na nas z miłością i przebaczeniem.
Oto dobra nowina Wielkiego Postu – Bóg cię widzi. On cię zna. Jest zawsze blisko ciebie. I co najważniejsze – kocha cię. Żaden twój wysiłek nie jest w stanie zwiększyć tej miłości. Ona już jest pełna i doskonała.
Oczywiście w okresie Wielkiego Postu módl się, pość i dawaj jałmużnę! Pamiętaj tylko, że praktyki te nie mają na celu zwrócenia na siebie Bożej uwagi, lecz pomagają tobie skupić wzrok na Ojcu, który widzi. A twój Ojciec, który widzi, obiecuje ci nagrodę.
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że patrzysz na mnie z miłością. Pomóż mi, proszę, wpatrywać się w Ciebie przez cały Wielki Post”.
Jl 2,12-18
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,3

▌Niedziela, 18 lutego
1 P 3,18-22
Nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zobowiązanie dobrego sumienia wobec Boga. (1 P 3,21)
Św. Piotr mówi tu wprawdzie o chrzcie, ale równie dobrze można odnieść jego słowa do sakramentu pojednania. Czy istnieje bowiem lepszy sposób odzyskania czystości sumienia niż pójście do spowiedzi?
Wiemy, że gdy wyznajemy nasze grzechy, otrzymujemy przebaczenie – i to całkowite! Ale wtedy pojawia się poważne wyzwanie – jak zachować czyste sumienie już po otrzymaniu rozgrzeszenia. Doświadczenie Bożego przebaczenia jest bezcenne, ale co mamy zrobić, żeby na każdej spowiedzi nie wyznawać w kółko tych samych grzechów?
Może zaskoczy cię to, że odpowiedzią na ten problem jest… także spowiedź! Ten sakrament nie tylko oczyszcza nas z grzechów popełnionych w przeszłości, ale daje nam łaskę na przyszłość. Jest tak dlatego, że w spowiedzi spotykamy Jezusa, który przyszedł nie tylko przebaczyć nam grzechy, ale także nas uświęcić.
W spowiedzi Jezus zdejmuje z naszych barków ciężar dawnych grzechów, abyśmy mogli wyjść na świat wolni od poczucia winy, a dzięki umocnieniu łaską mogli jeszcze bardziej zdecydowanie przeciwstawiać się grzechowi.
Wszyscy, jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii, podlegamy pokusom. Skoro jednak Jezus na pustyni odniósł nad nimi zwycięstwo, to my także możemy. Jezus, zwycięzca, jest gotów nam pomagać, gdy tylko do Niego zawołamy. On zawsze jest blisko nas – przypomina o swoim przebaczeniu i zachęca do przyjęcia Jego łaski. Przypomina, że zwyciężył grzech i że my możemy cieszyć się owocami Jego zwycięstwa.
W tegorocznym Wielkim Poście nie ociągaj się z przystąpieniem do sakramentu pokuty. A przystępując do niego, pamię-
taj, że jego łaska oczyszcza cię z grzechu i napełnia Bożą mocą. Jest to łaska, która przybliża cię do Jezusa i pozwala przeciwstawiać się pokusom.
„Dziękuję Ci, Panie, za łaskę spowiedzi świętej! Daj mi większą ufność w Twoją miłosierną miłość”.
Rdz 9,8-15
Ps 25,4-9
Mk 1,12-15

▌Czwartek, 22 lutego
Katedry św. Piotra Apostoła
Mt 16,13-19
Ty jesteś Piotr czyli Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój. (Mt 16,18)
Przesadzanie kwiatów doniczkowych jest nieco stresującą, ale konieczną czynnością, która ma wpływ na ich kondycję. Roślina wygląda zdrowo, ale wiesz, że potrzebuje już większej doniczki. Przesadzasz ją więc, żeby korzenie mogły się swobodnie rozrastać. Jednak przez kolejny tydzień czy dwa roślina nie prezentuje się najlepiej. Więdnie i marnieje. Na szczęście jest to stan przejściowy. Wkrótce korzenie zaaklimatyzują się w nowym podłożu, łodyga odżyje, pojawią się nowe liście i kwiaty.
Coś podobnego przydarzyło się Szymonowi Piotrowi w dzisiejszej Ewangelii. Piotr dojrzał do momentu, w którym wyznał, że Jezus jest Mesjaszem Izraela. Jezus uznał więc, że jest on już gotów, by „przesadzić” go w nowe środowisko. Nadając mu nowe imię i powierzając nową rolę, Jezus dał mu szansę dalszego wzrostu. Dla Piotra zmiana ta musiała być sporym wstrząsem. Dobrze, że podjął ten trud. Pomyślmy o tym wszystkim, czego Piotr był w stanie dokonać, kiedy już „zapuścił korzenie” w Chrystusie.
W dzisiejsze święto Katedry św. Piotra Apostoła wspominamy Piotra jako głowę Kościoła. Jest to też dla nas wszystkich okazja do zastanowienia się nad własnym rozwojem duchowym. Może, jak Piotr, zaczynasz wyrastać ze swojej małej doniczki. Może wahałeś się, gdy Bóg wskazywał ci nowe obowiązki. Jednak patrząc wstecz, widzisz, jak łaska Boża pomogła ci wzrosnąć
i wydać owoc.
Przesadzanie zawsze wiąże się z pewnym stresem, jest to jednak skuteczny sposób pobudzania wzrostu i owocowania – u roślin i u ludzi. Przesadzając cię, Bóg za każdym razem ma na celu twój wzrost i dobrostan. Może teraz też stoisz przed jakimś wyzwaniem, jak nowa rola w rodzinie czy nowy etap życia. Możesz wejść w każdą taką sytuację z ufnością, wiedząc, że Bóg się o ciebie zatroszczy. On, jak troskliwy ogrodnik, zapewni ci wszystko, czego potrzebujesz, by w pełni zrealizować swój potencjał.
„Panie, dziękuję Ci za te momenty, kiedy przesadzałeś mnie w nowe środowiska, abym mógł wzrastać”.
1 P 5,1-4
Ps 23,1-6

 

MAGAZYN:

WERONIKA I MANDYLIONi Mandylion

Kiedy odprawiając nabożeństwo Drogi Krzyżowej zatrzymujemy się przy VI stacji, słyszymy: „Weronika ociera twarz Jezusowi” i patrzymy na wizerunek przedstawiający trzymaną w rękach kobiety chustę z odbiciem twarzy umęczonego Zbawiciela. A przecież nigdzie w Ewangelii nie ma mowy o tym wydarzeniu. Skąd więc się wzięła Weronika i cudowna chusta w jej dłoniach?

ŚWIĘTA WERONIKA
Najstarsze teksty apokryficzne wspominajace Weronikę pochodzą z IV wieku, a jej legenda, szczególnie żywa w pobożności ludowej, stopniowo rozrastała się aż do późnego średniowiecza. Weronika miała być matroną jerozolimską lub też kobietą uzdrowioną przez Jezusa z krwotoku, której współczucie kazało wyjść na ulice Jerozolimy, naprzeciw dźwigającego krzyż Jezusa i otrzeć Mu chustą skrwawioną twarz. Została wynagrodzona tym cudownym odbiciem twarzy Zbawiciela na chuście. Miała potem żyć u boku nawróconego Zacheusza lub też pojechać do Rzymu i ofiarować chustę papieżowi. Dopiero w XV wieku zaczęły się rozpowszechniać na Zachodzie obrazy przedstawiające św. Weronikę oraz chustę z cierpiącym obliczem Jezusa. Chusty te nazywano weronikami, od zbitki słów vera (łac.) – prawdziwy i eikon (gr.) – obraz.

ACHEIROPOIETA
– NAJŚWIĘTSZE RELIKWIE
Wiadomo, że znacznie wcześniej, bo co najmniej już w VI wieku, istniały na chrześcijańskim Wschodzie wizerunki przedstawiające nieumęczoną twarz Jezusa odciśniętą na płótnie. Jako powstałe w sposób nadnaturalny, pochodzące od autentycznego odbicia, jakie pozostawił Zbawiciel, nazywane były acheiropoieta (gr.), czyli dosłownie: „nie-ręką-uczynione”.
Z czasem stał się to osobny typ ikonograficzny, noszący nazwę Najświętsze Oblicze, Mandylion (z gr. mandylion – chusta, ręcznik) czy Spas Nierukotwornyj (scs.).
W prawosławiu i innych Kościołach Wschodnich do tej pory żywa jest tradycja kultu wizerunków Jezusa, Maryi, a także niektórych świętych, które powstały w cudowny sposób i przez to są szczególnymi relikwiami. Przy tym, co nam wydaje się dziwne, kolejne ikony malowane według danego wzorca (a nie muszą to być wierne kopie) traktuje się jak pierwowzór – ponieważ ukazują tę samą rzeczywistość i niosą tę samą łaskę. We wczesnym średniowieczu znajdowały się one w wielu sanktuariach, będąc wzorem dla niezliczonych ikon. Dla Zachodu takim cudownie powstałym wizerunkiem jest na przykład obraz Matki Bożej z Guadelupy, odbity na płaszczu Juana Diego, Indianina, któremu ukazała się Maryja.
O powstaniu niezwykłego wizerunku twarzy Jezusa opowiadają apokryfy – między innymi tzw. Ewangelia gruzińska oraz korespondencja króla Abgara z Chrystusem, wspominana przez historyka Kościoła Euzebiusza z Cezarei na początku IV wieku.
Apokryfy, jako teksty o tematyce biblijnej nienależące do kanonu ksiąg natchnionych, są cennym źródłem dla biblistów i teologów. To dzięki nim znamy na przykład imiona rodziców Maryi i szczegóły Jej dzieciństwa. Dzięki nim znana jest także historia wizerunku z Edessy – pierwowzoru wszystkich ikon Najświętszego Oblicza.
Według tradycji, leżąca w Syrii Edessa stała się chrześcijańska już w I wieku po Chrystusie. Tam znajdował się grób św. Tomasza Apostoła, którego ciało sprowadzono z Indii, tam działał św. Efrem Syryjczyk, wielki poeta i hymnograf, żyjący w IV wieku. Najstarsza tradycja właśnie z Edessą wiąże niezwykły wizerunek Jezusa.

CUDOWNA CHUSTA Z EDESSY
Oto chory na dokuczliwą i nieuleczalną chorobę skóry (być może nawet trąd) król Abgar V, władca Edessy, usłyszawszy o niezwykłym Uzdrowicielu nauczającym w Palestynie, wysłał do Niego sługę z listem i prośbą, aby przybył i go uzdrowił. Jezus odmówił pojechania do Edessy, obiecał jednak, że wyśle swojego ucznia, Tadeusza, „który wyleczy i pobłogosławi króla oraz jego królestwo”. Jak mówi jedna z wersji opowieści: „Jezus wziął chustkę lnianą i przyłożył ją do twarzy, a wówczas na chuście odbiło się oblicze Jezusa takie, jakim ono było w rzeczywistości” (Ewangelia gruzińska), i dał tę chustę jako dar dla Abgara. Inna wersja mówi o wymianie korespondencji między królem Abgarem i Jezusem, i o tym, że wkrótce po śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela jeden z Apostołów – zapewne Juda Tadeusz lub jego uczeń imieniem Addai – zaniósł płótno z cudownym odbiciem do Edessy. W każdym razie król Abgar otrzymał niezwykłą chustę, a gdy tylko jej dotknął, natychmiast został uzdrowiony. Odtąd wizerunek twarzy Jezusa odbity na płótnie otaczany był wielką czcią, a król Abgar i jego poddani przyjęli chrzest.
Dalsze dzieje chusty obfitują w niezwykłe wydarzenia. Kiedy następca Abgara odstąpił od chrześcijaństwa, wierni, bojąc się profanacji cennej relikwii, zamurowali chustę w niszy nad bramą miejską, a pamięć o tym zatarła się po latach. Kilka wieków później, w 545 roku, podczas wojny rzymskiego cesarza Justyniana Wielkiego z królem perskim Chozroesem I, Edessa została oblężona przez Persów i groził jej upadek. Wtedy biskup Edessy, Eulaliusz, miał widzenie Matki Bożej, która wskazała mu miejsce ukrycia chusty. Rzeczywiście, we wskazanym miejscu odnaleziono relikwię. Co więcej, na glinianej dachówce zasłaniającej chustę także widać było odbicie twarzy Zbawiciela. Mieszkańcy Edessy modlili się przed cudownym wizerunkiem o ocalenie miasta i Persowie w popłochu uciekli, rezygnując ze zdobywania Edessy. Wedle powszechnego przekonania stało się to za sprawą odnalezionej relikwii.
W połowie VII wieku Edessa została zajęta przez Arabów, jednak kult wizerunku Świętego Oblicza nie zanikł.

IKONA IKON
Podczas II soboru nicejskiego w 787 roku, ostatniego soboru powszechnego niepodzielonego Kościoła, rozstrzygnięto spory wywołane przez ikonoklazm (ruch odrzucający wytwarzanie i czczenie ikon). Uznano za właściwe i pożądane wykonywanie wizerunków Jezusa, Maryi, aniołów i świętych, a także otaczanie ich taką samą czcią, jaką otacza się Pismo Święte. Czci się nie sam obraz, ale osoby na nim przedstawione. Ważnym argumentem za ich sporządzaniem był właśnie fakt istnienia Mandylionu. Starotestamentalny zakaz sporządzania wizerunków został niejako zniesiony przez samego Chrystusa, który taki wizerunek własnej twarzy pozostawił wiernym. Jak mówi jeden z kanonów soborowych: „Im częściej wierni będą patrzeć na obrazowe przedstawienia, tym bardziej, oglądając je, będą się zachęcać do wspominania i miłowania pierwowzorów, do oddawania im czci i pokłonu”.
Odtąd Mandylion został oficjalnie uznany za jedną z największych świętości dla chrześcijan i stał się wzorem dla ikon przedstawiających Zbawiciela. Dlatego nazywany jest „ikoną ikon”.
Wizerunki przedstawiające twarz Jezusa bardzo się rozpowszechniły i to w dwóch wersjach – malowane na chuście, czasem podtrzymywanej przez anioły, oraz na jednolitej kamiennej czy glinianej ścianie – w nawiązaniu do odbicia, które znalazło się na dachówce w Edessie.
Cesarze władający Bizancjum zabiegali o sprowadzenie Mandylionu do Konstantynopola, co w końcu nastąpiło w 944 roku. Wtedy to cesarz Roman I Lekapens zgodził się zaprzestać oblegania Edessy, będącej pod panowaniem arabskim, w zamian za wydanie mu chusty. Arabowie przystali na to mimo wielkiego żalu mieszkających tam chrześcijan. Podczas procesyjnego przenoszenia relikwii do Konstantynopola wielu ludzi doznało uzdrowienia, a na pamiątkę tego wydarzenia ustanowiono święto Przeniesienia Cudownego Obrazu Zbawiciela Na Chuście, do dziś obchodzone przez Kościół prawosławny w dniu 16 sierpnia.

ZAGINIĘCIE
Mandylion przez 260 lat znajdował się w Konstantynopolu w cesarskiej kaplicy Faros – aż do zdobycia miasta przez uczestników IV wyprawy krzyżowej w 1204 roku. Krzyżowcy, oszołomieni bogactwami Bizancjum, porzucili zamiar walki z Saracenami w Ziemi Świętej i złupili miasto, wywożąc skarby. Wtedy zaginęła chusta. Co się z nią stało? Gdzie jest dziś? I w średniowieczu, i współcześnie, formułowano różne odpowiedzi na te pytania. Oto niektóre z nich:
• Statek z Mandylionem i innymi zrabowanymi skarbami miał zatonąć na morzu Marmara i chusta przepadła na zawsze.
• Mandylion został zawieziony przez krzyżowców do Francji, do króla Ludwika Świętego, i pozostawał do rewolucji francuskiej w Paryżu (w spisach inwentarzowych kaplicy Sainte Chapelle figuruje „mandylion konstantynopolitański”); potem zaginął.
• Mandylion został zawieziony do Rzymu – wiadomo, że od XIII wieku był tam wizerunek Świętego Oblicza przyciągający ogromne tłumy pątników. Widziała go na przykład Brygida Szwedzka, która była pewna, że to prawdziwe odbicie twarzy Chrystusa. Specjalnie dla tej bezcennej relikwii podjęto w 1506 roku budowę nowej bazyliki św. Piotra, jednak po jej ukończeniu w 1625 roku zainteresowanie chustą znikło – stąd przypuszczenie, że prawdziwa została wykradziona podczas budowy i zastąpiona słabą kopią. Jednak wiadomo, że kiedy 6 stycznia 1849 roku odbyło się wystawienie chusty zdarzył się cud – przez trzy godziny twarz Jezusa promieniowała jasnością, co zapoczątkowało odnowienie kultu Świętego Oblicza. Obecnie Mandylion znajdujący się na Watykanie jest tylko raz w roku, w piątą niedzielę Wielkiego Postu, wystawiany na widok publiczny – na krótko i z daleka. Jest on bardzo ciemny i niemal nic na nim nie widać.
• Według hipotezy P. Badde prawdziwe odbicie twarzy Jezusa znajduje się w Manopello we Włoszech. Jest to niezwykły wizerunek na cienkim materiale – bisiorze tkanym z jedwabistej wydzieliny małży, bardzo cennym w starożytności – powstały w nieznany sposób, bez użycia pigmentów. Być może jest to chusta, która była niegdyś czczona w Rzymie.
• Według hipotezy I. Wilsona zaginionym Mandylionem jest Całun Turyński, co jest jednak sprzeczne ze starszymi tradycjami, a w spisach relikwii z Konstantynopola wymieniane były osobno: Mandylion, całun i chusta przykrywająca twarz Jezusa w grobie.
Chyba nigdy nie zostanie rozstrzygnięta definitywnie zagadka losów Mandylionu czczonego w Konstantynopolu. Wciąż jednak pozostaje głównym typem ikonograficznym w sztuce chrześcijańskiej wywodzącej się z Bizancjum, wciąż otaczane są kultem ikony go naśladujące.

IKONA ZBAWICIELA
„ŚWIĘTE OBLICZE”
Kompozycja „ikony ikon” jest niezwykle prosta. Mandylion przedstawia twarz Chrystusa na białej chuście lub na jednolitej powierzchni skały czy muru. Głowę Zbawiciela otacza aureola z wpisanym w nią krzyżem – przypomnienie Jego męki. Jest to atrybut ikonograficzny przysługujący jedynie Jemu. W aureolę wpisane są greckie litery oznaczające „Ten, Który Jest”, „Jestem, Który Jestem” – imię Boga, przynależne też Boskiej naturze Chrystusa. Z obu stron umieszcza się grecki monogram imienia Jezusa IC XC – ΙησούςΧριστός.
Jezus na tej ikonie jest zamyślony, czasem surowy, ale przede wszystkim nieskończenie miłosierny. Tak miłosierny, jak miłosierny jest Ojciec – bo przecież Jezus sam powiedział: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Na Jego twarzy nie ma żadnych oznak cierpienia, z ikony emanuje spokój i harmonia, którą podkreślają ułożone symetrycznie z obu stron pasma włosów i brody. Widoczne są też uszy – znak, że Jezus nas wysłuchuje. Jego skierowane na wprost spojrzenie zachęca do modlitwy.

WSPÓLNA TRADYCJA
Tradycje Mandylionu i chusty Weroniki splatają się i dopełniają. Obie są wyrazem tej samej tęsknoty do Zbawiciela i obie służą jednemu celowi – zbliżeniu człowieka do Boga. Jak już wiemy, ikona – obraz sakralny – jest „oknem do nieba”, uobecnia to, co przedstawia, umożliwia spotkanie Boga i człowieka.
Według słów św. Jana Pawła II, chrześcijaństwo powinno oddychać swoimi dwoma płucami – wschodnim i zachodnim – i istnienie tych dwóch tradycji doskonale to ilustruje. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl