Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 2 (270) 2016
Słowo wśród nas Nr 2 (270) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Miłosierni jak Ojciec”. Jest to motto przeżywanego przez nas aktualnie Roku Świętego poświęconego Bożemu Miłosierdziu, a właśnie miłosierdzie - w perspektywie rozpoczynającego się Wielkiego Postu - jest tematem naszych artykułów. 

Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajdują się artykuły na temat świętych: Joanny Jugan oraz Cyryla i Metodego, a także świadectwo na temat życie w małżeństwie „na dobre i złe” oraz inspirująca propozycja wielkopostna: „Święci przyjaciele”. Ponadto krzyżówka biblijna i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Bóg nadziei i miłości
Wszystko sprowadza się do miłosierdzia................... 4


Bądźcie dobrzy dla siebie nawzajem
Pojednaj się w Wielkim Poście................................. 10


Miłosierdzie i uzdrowienie
Doznając uzdrowienia, stajemy się miłosierni........... 15


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 29 lutego ............................ 20

MAGAZYN


Milcząca Święta

Pokorne świadectwo s. Joanny Jugan –

Jim Cavnar ....................................... 46


W dobrej i złej doli
Zator zmienił nasze małżeństwo –
Jennifer Yarrington ................................... 51


Święci przyjacieleJoanna Przybyła....................... 55


Cyryl i MetodyAnna Kamińska............................. 59


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Jednym z moich ulubionych filmów jest „Jezus z Nazaretu”. Widziałem go już kilkakrotnie, ale niektóre sceny za każdym razem budzą we mnie ogromne emocje. Jedna z nich to ta pokazująca Jezusa podążającego do domu Mateusza. Towarzyszący Mu Apostołowie, używając logicznych argumentów odwołujących się do Prawa Bożego, starają się odwieść Go od wejścia do domu „grzesznika”. Tuż przed przekroczeniem progu domu Mateusza Jezus odwraca się do Jakuba i mówi: „Sercem Prawa jest miłosierdzie”.
Przeżywamy w tym roku ogłoszony przez papieża Franciszka nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Papież nie przestaje prosić nas o to, byśmy pomagali potrzebującym, byśmy nie tylko usłyszeli krzyk ubogich, ale również na niego odpowiedzieli.
Zapewne wszyscy mamy wiele współczucia dla ubogich, chorych i zmarginalizowanych. Ważne jest jednak, by zadać sobie bardzo konkretne pytanie: „Co ja mogę z tym zrobić, jak mogę przyjść im z pomocą?”.
Ojciec Święty wzywa nas również, byśmy przezwyciężali w sobie wszelkie tendencje do osądzania i potępiania innych, byśmy odnosili się do nich z podobnym miłosierdziem, z jakim Jezus odniósł się do Mateusza. Czy Mateusz był skorumpowany? Prawdopodobnie tak. Ale to nie powstrzymało Jezusa. Czy Jezus aprobował sposób, w jaki żył Mateusz? Prawdopodobnie nie. Ale to nie przeszkodziło Mu wejść do jego domu.
Czy papież Franciszek aprobuje wszystko to, co dzieje się w życiu ludzi, do których usiłuje dotrzeć? Nie. Ale próbuje otworzyć im drzwi, jak Jezus otworzył je dla Mateusza. Obyśmy, naśladując papieża, starali się przyjmować i akceptować wszystkich, których spotykamy. Obyśmy umieli okazywać im miłość po prostu dlatego, że są dziećmi Boga, który kocha ich tak samo jak nas. Oczywiście nie znaczy to, że mamy akceptować i aprobować całe ich postępowanie. Mamy natomiast okazywać im miłosierdzie, tak jak Ojciec niebieski okazuje je nam (Łk 6,36).
Kiedy ktoś nas krzywdzi czy wykorzystuje, czujemy się głęboko zranieni. Wpływa to na nasze myślenie i postępowanie, sprawiając, że jest nam trudniej przebaczać i okazywać współczucie. Dlatego Jezus pragnie uzdrawiać nasze wewnętrzne rany i wyzwalać nas od ich niszczącego wpływu na nasze życie. Kiedy zostaną one uleczone, będziemy bardziej skłonni przebaczać tym, którzy nas skrzywdzili, a nawet ich kochać!
Jeśli zostałeś boleśnie zraniony, pomocą może być modlitwa o uzdrowienie. W artykule „Miłosierdzie i uzdrowienie” (s.15) opisuję sposób modlitwy o uzdrowienie, którego nauczyłem się wiele lat temu. Od tego czasu modliłem się tak z setkami ludzi i byłem świadkiem spektakularnych uzdrowień.
W Wielkim Poście Roku Miłosierdzia szukajmy różnych sposobów służenia potrzebującym. Spróbujmy być bardziej wyrozumiali dla tych, z którymi się nie zgadzamy, i zdobyć się na przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 

ARTYKUŁY

BÓG NADZIEI, RADOŚCI I MIŁOŚCI
Wszystko sprowadza się do miłosierdzia

W kwietniu ubiegłego roku papież Franciszek wydał bullę ogłaszającą nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, Rok Jubileuszowy poświęcony miłosierdziu Bożemu, który rozpoczął się 8 grudnia 2015 roku, a zakończy 20 listopada 2016 roku. W dokumencie tym papież kilkakrotnie podkreślił, że miłosierdzie jest głównym przymiotem Boga, kluczowym aspektem posłannictwa Jezusa i fundamentem misji Kościoła. Pan „mówi przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać… Mamy być narzędziami miłosierdzia, ponieważ pierwsi otrzymaliśmy je od Boga” (Misericordiae vultus, 14).
Ojciec Święty ukazał okres Wielkiego Postu jako „istotny moment w celebrowaniu i doświadczaniu miłosierdzia Boga”, określając go jako bardzo dobry czas, by „odkryć na nowo miłosierne oblicze Ojca” (Misericordiae vultus, 17).
Jesteśmy właśnie na progu tego uprzywilejowanego okresu. Jest to wspaniała okazja, aby lepiej poznać Boże miłosierdzie, a przede wszystkim osobiście go doświadczyć! Temu właśnie ma służyć lutowy numer Słowa wśród nas. Chcemy mówić o miłosierdziu, czułości i współczuciu naszego Ojca. A także o tym, jak Jego miłosierdzie uwalnia nas od wstydu i poczucia winy oraz uczy okazywania miłosierdzia innym.

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA
Słowo „miłosierdzie” ma dwa podstawowe znaczenia. Po pierwsze, jest podjęciem decyzji, by okazać współczujące wsparcie temu, kto znalazł się w potrzebie. Ta forma miłosierdzia wyraża się poprzez dobroć, hojność i okazywanie miłości bliźniemu. Tak właśnie postąpił dobry Samarytanin wobec pobitego człowieka, który leżał półmartwy przy drodze (Łk 10,30-35). Nasza katolicka tradycja wyróżnia czternaście uczynków miłosierdzia, ilustrujących ten rodzaj współczucia i solidarności – siedem odnoszących się do ciała i siedem do duszy człowieka.
Jezus spełniał takie uczynki miłosierdzia podczas swojej działalności publicznej. Było to zresztą zasadniczą częścią zleconej Mu przez Ojca misji. Na początku swojej posługi odwiedził synagogę w rodzinnym Nazarecie, gdzie odczytał tekst z Księgi Proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). Następnie oznajmił zebranym: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21). Ten bardzo ambitny program został zrealizowany! Jezus, powodowany miłosierdziem, przywrócił wzrok Bartymeuszowi, wskrzesił córeczkę Jaira, niemal bez wytchnienia nauczał i głosił dobrą nowinę (Mk 10,46-52; Łk 8,40-56; Mk 6,30-34). Miłosierdzie było u źródeł każdego Jego słowa i czynu.

MIŁOSIERDZIE I PRZEBACZENIE
Po drugie, miłosierdzie jest decyzją udzielenia przebaczenia temu, kto zawinił. Objawia się, gdy rezygnujemy
z osądu, puszczamy w niepamięć obrazę i zamiast kary czy zemsty ofiarujemy krzywdzicielowi przebaczenie i pokój. Jest to rodzaj miłosierdzia, które „odnosi triumf nad sądem”, gdyż traktuje winowajcę nie według tego, na co zasłużył, ale według bezgranicznej miłości, jaką darzy go Bóg (Jk 2,13; Ps 103,10).
Jezus okazywał także i ten rodzaj miłosierdzia. Przebaczył kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie (J 8,3-11), przebaczył Piotrowi to, że się Go wyparł (J 21,15-19), przebaczył Samarytance, która rozwodziła się pięć razy, a obecnie żyła z mężczyzną, który nie był jej mężem (J 4,5-42). Przebaczył nawet tym, którzy Go ukrzyżowali (Łk 23,33-34)! Wciąż na nowo wcielał w życie słowa Pisma: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13).
Najpełniej Jezus okazał swe miłosierdzie, gdy za nas wszystkich wydał samego siebie na śmierć krzyżową. Ofiara życia była kulminacją wszystkich dzieł miłosierdzia, których dokonał do tej pory. Można nawet powiedzieć, że nabrały one najgłębszego i najbardziej nośnego znaczenia właśnie wtedy, kiedy własną śmiercią wysłużył nam zbawienie.

NADZIEJA OJCA
Ogłaszając nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, papież Franciszek wspomniał o trzech przypowieściach Jezusa mówiących o miłosierdziu. Są to przypowieści o zaginionej owcy, zagubionej drachmie i synu marnotrawnym (Łk 15,1-32). Papież stwierdza, że w przypowieściach tych „Jezus objawia naturę Boga jako naturę Ojca, który nigdy nie uważa się za zwyciężonego, dopóki nie sprawi, że poprzez współczucie i miłosierdzie zniknie grzech i pokonane zostanie odrzucenie” (Misericordiae vultus, 9).
Odwołaj się na chwilę do swojej wyobraźni. Pomyśl, jak zatroskany musiał być pasterz, który pozostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i wyruszył na pustkowie, by odnaleźć tę jedną, która się zabłąkała. Pomyśl o determinacji kobiety, która przetrząsa cały dom, centymetr po centymetrze, by odnaleźć jedną zagubioną monetę. Spróbuj odczuć tę mieszaninę nadziei i troski przepełniającą serce ojca codziennie wyglądającego na drogę w oczekiwaniu powrotu syna.
Doskonale wyraził to poeta Charles Peguy. Napisał on kiedyś, że każdy zagubiony człowiek powoduje głęboką ranę w sercu Boga i przyprawia Go o drżenie – podobnie jak ziemski ojciec drży na myśl, że mógłby utracić któreś ze swoich dzieci. Stając przed perspektywą utracenia dziecka na zawsze, ojciec robi wszystko, by je uratować. Podejmuje działanie z nadzieją, że dziecko na nie odpowie. A kiedy dziecko powraca do domu, ojciec cieszy się i świętuje. Peguy podsumowuje: „Ilekroć człowiek się nawraca, nadzieja Boga zostaje ukoronowana”.
A teraz spróbuj odnieść te trzy przypowieści do siebie. Wyobraź sobie Boga Ojca, który z taką samą determinacją wyrusza na poszukiwanie ciebie, gdy popadniesz w grzech. Zobacz, z jaką nadzieją idzie ci na ratunek. Nie spocznie, dopóki nie weźmie cię w swoje ramiona i nie przyprowadzi do domu. Wie, że ty także Go szukasz, nawet jeśli nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę.

RADOŚĆ OJCA
Z tych trzech przypowieści wynika, że także Ojciec raduje się okazując nam miłosierdzie. Spróbuj jeszcze raz ujrzeć te sceny. Podziel tę radość, którą odczuwali pasterze, kobieta szukająca drachmy i ojciec marnotrawnego syna, gdy ich nadzieje zostały spełnione, a determinacja nagrodzona.
Zobacz, jak pasterz bierze zaginioną owcę na ramiona i niesie ją przez całą drogę do domu, po czym sprasza znajomych, by podzielić się z nimi swą radością. Zobacz, jak to samo czyni kobieta po odnalezieniu cennej monety. „Cieszcie się ze mną” (Łk 15,9) – woła przejęta.
Zobacz wreszcie, jak szczęśliwy jest ojciec syna marnotrawnego. Gdy tylko dostrzega chłopca, wybiega mu na spotkanie i całuje go. Nie zadaje mu żadnych pytań ani nie łaje za to, do jakiego stanu się doprowadził. Zamiast go upokarzać, ubiera go w najlepsze szaty, zakłada mu pierścień na palec i wyprawia ucztę.
W każdej z tych historii nadzieja triumfuje nad niepokojem, radość nad lękiem, miłosierdzie nad sądem. Tak właśnie traktuje nas Ojciec niebieski – niezależnie od tego, czy nasze grzechy są małe, czy wielkie. Być może najlepiej wyraził to prorok Micheasz: „Któryż bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek… Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie” (Mi 7,18).

MIŁOŚĆ OJCA
Przypowieści Jezusa mówią nam, że Bóg Ojciec jest „miłosierny… i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny” (Ps 103,8). Wzywają nas do powrotu do Niego, zapewniając, że On w swoim miłosierdziu nas nie odrzuci, gdyż nieustannie – także w tej chwili – szuka nas całym sercem.
Jeśli przygniata cię wstyd i poczucie winy lub sądzisz, że zmarnowałeś sobie życie z powodu ciężkiego grzechu popełnionego w przeszłości, przyjdź do Ojca. Wiedz, że On może przebaczyć wszystko. Uwierz, że przyjmuje każdego, niezależnie od jego przeszłości. Przebaczenie, uzdrowienie, odnowa, nadzieja, a na koniec zbawienie – wszystkie te dary są dla nas dostępne, o ile pozwolimy odnaleźć się Ojcu.
Jeśli nie chodzisz systematycznie do kościoła, wszystko jedno z jakiego powodu, daj Bogu szansę wejścia w twoje życie w tym Wielkim Poście. Proś, by determinacja, nadzieja i miłość, z jaką Bóg cię poszukuje, stały się dla ciebie rzeczywistością. On sam staje przed tobą, by mówić ci o swojej miłości i zapewniać, jak bardzo jesteś dla Niego cenny. Kocha cię tak bardzo, że jest gotów uczynić wszystko, aby pomóc ci stać się takim, jakim cię stworzył – dobrą, współczującą i kochającą osobą, będącą światłem dla ludzi, którzy żyją wokół ciebie.


BĄDŹCIE DOBRZY DLA SIEBIE NAWZAJEM
Pojednaj się w Wielkim Poście

W 1947 roku Holenderka Corrie ten Boom, która przeżyła obóz koncentracyjny w Ravensbrück, głosiła katechezę o przebaczeniu i pojednaniu w kościele w Monachium. Kiedy skończyła, podszedł do niej jeden z dawnych strażników obozowych, wyciągnął rękę i podziękował za jej pełne miłości słowa. Chociaż on jej nie rozpoznał, Corrie pamiętała go bardzo dobrze. Pamiętała też wszystkie okrucieństwa, których on i jemu podobni dopuszczali się w stosunku do niej i innych więźniarek.
„Stał tak pewnie zaledwie kilka sekund – napisała później Corrie. – Ale mnie się zdawało, że upłynęły całe godziny, gdyż toczyłam ze sobą najtrudniejszą walkę w całym moim życiu. Wreszcie zupełnie mechanicznie, bez cienia uczucia, włożyłam swoją dłoń w tę, która była do mnie wyciągnięta. I wtedy wydarzyło się coś niewiarygodnego. Moje ramię przeszył jakby prąd, który przepłynął aż do naszych złączonych dłoni. Uzdrawiające ciepło ogarnęło całą moją osobę, a do oczu napłynęły łzy. «Przebaczam ci, bracie!» – zawołałam. «Przebaczam z całego serca!» Przez dłuższą chwilę on, były strażnik, i ja, była więźniarka, trzymaliśmy się za ręce. Nigdy jeszcze nie doświadczyłam miłości Bożej tak mocno, jak wtedy”.

NIE WOLNO NAM O NIM ŹLE MYŚLEĆ
2 października 2006 roku niejaki Charles Carl Roberts wszedł do wiejskiej szkoły amiszów w Pensylwanii
i postrzelił dziesięć uczennic, zabijając pięć z nich, po czym popełnił samobójstwo. Jeszcze tego samego dnia dziadek jednej z zabitych dziewcząt powiedział pozostałym krewnym: „Nie wolno nam źle myśleć o tym człowieku”. Inny członek wspólnoty tego dnia odwiedził rodzinę zabójcy, aby ją pocieszyć i zaoferować przebaczenie. Kilkudziesięciu innych wzięło udział w pogrzebie Robertsa, zaoferowano nawet wsparcie finansowe wdowie.
Jeden z członków wspólnoty powiedział później: „Nie sądzę, żeby był tu ktokolwiek, kto nie pragnie przebaczyć i wesprzeć nie tylko tych, którzy ponieśli stratę… ale także rodzinę człowieka, który dopuścił się tego aktu”.

BRAT, KTÓREMU PRZEBACZYŁEM
13 maja 1981 roku Mehmet Ali Agca oddał cztery strzały w kierunku papieża Jana Pawła II, stojącego w otwartym samochodzie jadącym powoli przez plac św. Piotra. Dwie kule przeszyły ciało papieża. Potrzeba było sześciogodzinnej operacji oraz podania trzech i pół litra krwi, żeby lekarze mogli dać jakiekolwiek nadzieje, że papież wyzdrowieje.
Już jadąc karetką do szpitala, papież powiedział, że przebaczył zamachowcowi. Cztery dni później oznajmiono to publicznie, a po dwóch latach papież zdecydował się na niezwykły krok, spotykając się z Agcą w jego celi więziennej.
„Rozmawiałem z nim jak z bratem, któremu przebaczyłem i który cieszy się moim całkowitym zaufaniem” – oznajmił dziennikarzom po spędzeniu około dwudziestu minut na cichej rozmowie z zamachowcem. Wpływom Jana Pawła II Agca zawdzięczał również to, że w 2000 roku – podczas Roku Jubileuszowego podobnego do obecnego Jubileuszu Miłosierdzia – został ułaskawiony przez władze włoskie i deportowany do Turcji.

CZY JESTEM GOTÓW PRZEBACZYĆ?
Nasze osobiste historie są być może mniej dramatyczne, jednak przed każdym z nas staje pytanie: „Czy jestem gotów przebaczyć tym, którzy mnie skrzywdzili?”.
Papież Franciszek wezwał nas, abyśmy w Roku Miłosierdzia okazali miłosierdzie tym, którzy nas zranili. Przyjrzyjmy się więc naszym relacjom i przyjmując łaskę udzielaną nam hojnie w okresie Wielkiego Postu, starajamy się być miłosierni, jak nasz Ojciec niebieski jest miłosierny (Łk 6,36).
Pisząc do wierzących w Efezie, św. Paweł zachęcał: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 4,32--5,2).
Na pierwszy rzut oka słowa te wydają się dosyć ogólną zachętą. Jednak fragment ten zawiera kilka prawd, których przyjęcie otwiera nas na łaskę coraz pełniejszego przebaczenia. Przyjrzyjmy się więc tym prawdom.

PO PIERWSZE: BÓG NAS UMIŁOWAŁ
„Postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował” (Ef 5,2). Miłość Boga do nas widoczna jest w majestacie
i pięknie stworzonego przez Niego świata. Już sam fakt, że Bóg zaprojektował nasz ziemski dom w najdrobniejszych szczegółach, ukazuje, jak bardzo nas umiłował. To samo odnosi się do tego, w jaki sposób funkcjonują nasze ciała. Tak wiele procesów zachodzi w każdej mikroskopijnej komórce, a wszystkie współdziałają z idealną dokładnością – i w dodatku bez naszego świadomego udziału!
Chociaż już te wszystkie znaki są wspaniałym przejawem Bożej miłości, św. Paweł mówi nam jeszcze o czymś więcej – o czułej, osobistej miłości, którą Bóg Ojciec ma do swoich dzieci. O miłości odkupieńczej i przebaczającej.
Nasz Ojciec niebieski kocha cię bardzo. Prawdę mówiąc, kocha każdego z nas z tą samą intensywnością – także tych, którzy cię zranili. Dlatego św. Paweł wzywa nas do życia miłością, do „postępowania drogą miłości”. Stąd właśnie czerpiemy siłę do przebaczenia, do wyjścia z niewoli uraz i pretensji. Próbuj więc w tym Wielkim Poście jak najszerzej otworzyć serce na czułą, osobistą miłość Boga.

PO DRUGIE: JEZUS UMARŁ ZA NAS
„Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze” (Ef 5,2). Wcześniej w tym samym liście Paweł napisał, że przed przyjściem Jezusa byliśmy „umarłymi na skutek naszych występków i grzechów” (por. Ef 2,1). Wszyscy żyliśmy daleko od Boga i rozpaczliwie potrzebowaliśmy zbawienia.
I Bóg dał nam zbawienie. Posłał swego Syna, Jezusa, który oddał swoje życie, abyśmy my mogli żyć. Na krzyżu Jezus umarł za nasze grzechy. „Dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu” (Rz 6,6). Choć trudno to pojąć, krzyż Jezusa otworzył nam bramy nieba i umożliwił głębokie i osobiste doświadczenie miłości Boga. Jego ofiara pomaga nam stawać się bardziej kochającymi, bardziej miłosiernymi i przebaczającymi.
Kiedy stajesz wobec trudnej sytuacji lub niesprawiedliwości, zwróć swoje oczy na krzyż. Spójrz na Jezusa, który wycierpiał największą ze wszystkich niesprawiedliwości, modląc się: „Ojcze, przebacz im” (Łk 23,34). Tak samo modli się za ciebie: „Ojcze, przebacz mu, przebacz jej”. Zawsze jest łatwiej przebaczyć, kiedy pamiętamy, że i nam przebaczono.

PO TRZECIE: WDZIĘCZNA WONNOŚĆ
„Samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 5,2). Dobrze znamy to uczucie, które ogarnia nas, gdy ktoś robi wszystko, aby okazać nam dobroć i życzliwość. Tak też Bóg przyjął ofiarę Jezusa – jako „wdzięczną wonność”, która sprawiła Mu radość.
Według św. Pawła również my wszyscy możemy stawać się „miłą Bogu wonnością Chrystusa” (2 Kor 2,15). Dzieje się tak za każdym razem, gdy wypełniamy Jego przykazania – zwłaszcza gdy wiąże się to ze złożeniem Mu w ofierze naszych własnych zachcianek i pożądań. Nie ma milszej wonności dla Boga niż ta, która płynie z naszej dobrowolnej decyzji o przebaczeniu. Pozwól, by miłość Boga i ofiara Jezusa zmiękczyły twoje serce, a wtedy twój akt miłosierdzia stanie się miłą wonią, która raduje serce Boga.

NOWY SPOSÓB MYŚLENIA
Przeczytaj uważnie przypowieść Jezusa o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35). Sługa z tej przypowieści był zachwycony, gdy król darował mu wielki dług. Jednak wielkoduszność króla nie miała wpływu na jego własną postawę. Stosował podwójne standardy, odmawiając traktowania innych w taki sposób, w jaki on sam został potraktowany.
Gdy ktoś nas krzywdzi, stajemy wobec dokładnie takiej samej próby jak Corrie ten Boom, jak wspólnota amiszów albo Jan Paweł II. Czy odpowiemy dobrocią, życzliwością i przebaczeniem? Czy taka reakcja stanie się naszą stałą postawą? Jest to sposób myślenia, jaki Paweł chciał wpoić Efezjanom, a zarazem sposób myślenia, jaki Bóg chciałby widzieć w każdym z nas.

MÓDLMY SIĘ O PRZEŁOM DUCHOWY
Wielki Post jest czasem zadumy i refleksji. Jest czasem szukania Pana, by doświadczyć Jego miłosiernej miłości. Jest to również stosowny czas, by zatrzymać się nad własnym życiem i wprowadzić w nim konieczne korekty. Oto trzy pytania, które mogą nam w tym pomóc:
• W jaki sposób już od dziś mogę stać się bardziej miłosierny i współczujący?
• Czy jest ktoś, komu w tym Wielkim Poście powinienem przebaczyć?
• Czy jest ktoś, kogo w tym wielkim Poście powinienem poprosić o przebaczenie?
Módlmy się, aby okres Wielkiego Postu stał się przełomem w naszych relacjach. Prośmy Jezusa, by obalał dzielące nas mury i czynił nas miłosiernymi, jak On jest miłosierny. Oby wszystkie nasze relacje – te dobre, te złe i te, które wiele nas kosztują – zostały dotknięte Bożym miłosierdziem!

 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Wtorek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Hbr 2,14-18
Aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią. (Hbr 2,14)
W ankiecie przeprowadzonej wśród ludzi w podeszłym wieku zadano pytanie: „Gdybyś mógł przeżyć swoje życie jeszcze raz, co zrobiłbyś inaczej?”. Większość odpowiedzi dała się sprowadzić do trzech kategorii: 1. Więcej refleksji. 2. Więcej ryzyka. 3. Więcej działania – zwłaszcza dla dobra innych.
Jak sądzisz, co powstrzymało te osoby przed życiem w taki sposób, jak pragnęli? Najprawdopodobniej był to lęk. Lęk przed niepowodzeniem. Lęk przed reakcją innych. Lęk przed utratą zdrowia. I oczywiście lęk przed śmiercią – ten najważniejszy, najbardziej ograniczający, gdyż im bardziej boisz się śmierci, tym więcej energii zużywasz na chronienie siebie. A tym samym pozostaje ci jej mniej na podejmowanie nowych wyzwań.
Jak jednak pisze autor Listu do Hebrajczyków, Jezus wybawia nas od lęku przed śmiercią, ponieważ, umierając na krzyżu, pokonał diabła, „który dzierżył władzę nad śmiercią” (Hbr 2,15). Głosimy to podczas Mszy świętej w aklamacji po przeistoczeniu, mówiąc: „Panie, Ty nas wybawiłeś przez krzyż i zmartwychwstanie swoje”. Tak, zmartwychwstały Jezus daje nam wszystkim nadzieję na życie wieczne.
Oto wspaniała nowina – skoro Jezus wybawia nas od lęku przed śmiercią, to tym bardziej wybawia nas od wszystkich innych lęków, które zatruwają nam życie. Wiedząc, że jesteśmy przy Nim bezpieczni, nabieramy odwagi i łatwiej zdobywamy się na podjęcie ryzyka. Mamy pewność, że nie jesteśmy sami, że Bóg jest z nami i nigdy nas nie opuści.
Obchodząc święto Ofiarowania Pańskiego, popatrzmy na Symeona. Oto starszy człowiek, który przez całe swoje życie czekał na Mesjasza. Rozpoznając Go w przyniesionym do świątyni Dziecku, wziął Je w ramiona i wysławiał Boga (Łk 2,28). Spełniło się jego największe marzenie. I tym możesz uczynić to samo.
Jakie jest dzisiaj twoje marzenie? Jakim pragnieniem Pan napełnia twoje serce? Uczyń krok w wierze, spróbuj je zrealizować i nie pozwól, by lęk stanął ci na przeszkodzie.
„Panie, oddaję Ci moje lęki. Proszę Cię o ducha odwagi i śmiałości. Pomóż mi zaufać, że wszystko mogę w Tobie, który mnie umacniasz”.
albo Ml 3,1-4
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

Niedziela, 7 lutego
Iz 6,1-2a.3-8
Odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie!”. (Iz 6,8)
Misja jest bardzo specyficznym zleceniem. Osoba posyłająca kogoś z misją nie powierza mu tylko jakiegoś określonego wycinka sprawy, ale jej całość. Oznacza to dużą odpowiedzialność podejmującego misję, a jednocześnie głębokie zaufanie ze strony zlecającego ją. Można powiedzieć, że otrzymanie misji jest zaszczytem!
Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi o misji powierzonej przez Boga prorokowi Izajaszowi – a zarazem o misji, którą pragnie On powierzyć każdemu z nas. Misja Izajasza rozpoczęła się od objawienia chwały Bożej, co skłoniło go do nawrócenia. Nawrócenie doprowadziło do oczyszczenia, a oczyszczenie pozwoliło mu usłyszeć Boże wezwanie i przyjąć otrzymaną misję.
Choć sam proces może wyglądać różnie, to jednak wszystkie te elementy – objawienie, nawrócenie, oczyszczenie, otwarcie na Boże wezwanie i jego przyjęcie – leżą u podstaw każdej misji zleconej nam przez Boga. W dzisiejszej Ewangelii czytamy o powołaniu Piotra, które również zawierało podobne elementy. Przeczytaj ją uważnie i spróbuj je tam odnaleźć.
Przed wstąpieniem do nieba Jezus powierzył Apostołom – i nam wszystkim – swoją ostatnią misję (Mt 28,16-20). Prosił, byśmy ponieśli na cały świat przesłanie Jego miłosierdzia.
Czy masz świadomość, że Bóg powierza tę misję także i tobie? Chce, abyś słowem i świadectwem życia opowiadał innym o Jezusie – w domu, w parafii, w szkole, w pracy i na targu. Chce, abyś uobecniał Jezusa tam, gdzie jesteś. Nie jest to łatwe zadanie. Wymaga przekraczania różnych swoich barier: ograniczeń, słabości, lęków. Wymaga też odwagi, siły, dyscypliny i męstwa.
Czy Izajasz wiedział, na czym polega dawanie świadectwa, gdy mówił: „Oto ja, poślij mnie!”? Najprawdopodobniej nie. Czy Piotr i pozostali Apostołowie wiedzieli dokładnie, co mają robić, gdy Jezus polecił im iść na cały świat i głosić Dobrą Nowinę? Wątpliwe. Nabierz więc ducha – jesteś w dobrym towarzystwie!
„Oto jestem, Panie! Napełnij mnie mocą, obdarz swymi darami i poślij do innych”.
Ps 138,1-5.7-8
1 Kor 15,1-11
Łk 5,1-11

Środa, 10 lutego
Środa Popielcowa
Jl 2,12-18
Przeto i teraz jeszcze – wyrocznia Pana: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem. (Jl 2,12)
Prorok Joel ewidentnie ma poczucie, że sprawa jest pilna! „Nawróćcie się do Mnie” – woła w imieniu Boga – „Nawróćcie się do Mnie teraz!”. Czy sprawa jest aż tak poważna? Czyżbyśmy byli tak strasznymi grzesznikami? Czy jesteśmy w gorszym stanie niż w ubiegłym Wielkim Poście? Dlaczego Bogu tak bardzo zależy na naszym nawróceniu, iż naciska, byśmy wrócili do Niego natychmiast? Odpowiedź może być tylko jedna: On jest „łaskawy, miłosierny… wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli” (Jl 2,13).
Wielki Post ma nie najlepszą reputację. Kojarzy się z pokutą, wyrzeczeniem i zaparciem się siebie. Niejednemu z nas wydaje się serią ciągnących się powoli szarych dni – i tak przez całe sześć tygodni. Jednak celem tego okresu nie są nieustanne akty pokory, lecz przyjęcie łaski Bożej w naszym życiu. Wielki Post jest przede wszystkim czasem obfitych Bożych łask – a już zwłaszcza w Świętym Roku Miłosierdzia!
Wielki Post to dar czterdziestu dni, w których Bóg objawia nam siebie. To czterdzieści okazji, by przybliżyć się do Jezusa. Czterdzieści dni, w których Ojciec wylewa na nas swoje miłosierdzie, łaskę i zmiłowanie.
Miłosierdzie Boże to sprawa pilna. Bóg w tym Wielkim Poście pragnie czynić wspaniałe rzeczy w naszym życiu i możemy Mu w tym pomóc, jeśli znajdziemy czas na to, by się do Niego zbliżyć. Bądź więc otwarty na Boga i pozwól Mu się napełnić Jego Duchem. Oto cztery postanowienia, które mogą ci w tym pomóc:
• codziennie poświęć określony czas na modlitwę osobistą, wychwalając Boga i dziękując Mu za Jego miłość,
• codziennie badaj swoje sumienie i żałuj za grzechy, które nie pozwalają ci być czytelnym znakiem Bożej obecności dla innych,
• przeznacz codziennie jakiś czas na czytanie Pisma Świętego i proś Ducha Świętego, aby mówił do twego serca,
• staraj się uczestniczyć w życiu Kościoła poprzez udział w liturgii i zaangażowanie w parafii.
„Panie, pragnę odpowiedzieć na Twoje tak pilne wezwanie! Pomóż mi nawrócić się do Ciebie i znaleźć dla Ciebie czas w rozpoczynającym się Wielkim Poście. Jezu, daj mi się poznać i przemień moje serce”.
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,2
Mt 6,1-6.16-18

Niedziela, 14 lutego
Ps 91,1-2.10-15
Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie. (Ps 91,14)
Pamiętasz, jak byłeś zakochany? Czy nie było to cudowne? Cały świat wydawał się nowy, a ty niemal unosiłeś się w powietrzu. Miłość przychodziła ci bez wysiłku i kojarzyła się jedynie z radością i spełnieniem.
Jednak to porywające uczucie jest dopiero początkiem historii miłosnej. W miarę jak wasza relacja zaczęła się pogłębiać, odkrywaliście, że miłość to nie tylko ciepłe uczucia. Wymaga ona również odpowiedzialności, a niekiedy wielkiego trudu i poświęceń. W każdej relacji pojawiają się sytuacje, w których ochrona i dalszy rozwój miłości zależą od naszego świadomego wyboru – a to zawsze oznacza pewien stopień poświęcenia. Na przykład, kiedy odrzucamy propozycję awansu, ponieważ jej przyjęcie zbytnio ograniczyłoby czas spędzany z rodziną, lub gdy poświęcamy się opiece nad starzejącymi się rodzicami czy schorowanym współmałżonkiem. To właśnie przy takich okazjach jesteśmy wezwani, by odkryć najpełniejszy wymiar miłości – bezinteresowne oddanie siebie.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus idzie na pustynię, gdzie jest kuszony przez szatana. Choć każda pokusa jest inna, wszystkie mają ten sam cel – odciągnięcie Jezusa od podjętego przez Niego wyboru miłości „do końca” (J 13,1). Jezus wybiera miłość.
W dzisiejszym dniu obchodzimy także dzień św. Walentego. W III wieku cesarz Klaudiusz II zakazał zawierania małżeństw w Rzymie, aby było tam więcej niezwiązanych mężczyzn, których mógłby rekrutować do swojej armii. Jednak biskup Walenty, wbrew rozkazowi cesarza, błogosławił małżeństwa potajemnie. Ostatecznie został aresztowany, pobity i ścięty. Walenty mógł ocalić siebie, ale poświęcił swoje życie dla miłości.
Rozważmy dzisiaj, jak Jezus i wielu innych bohaterów naszej wiary wybierało miłość, a nie korzyść osobistą czy ocalenie siebie. Zobaczmy, że ich decyzje powodowały efekt rozchodzących się na wodzie kręgów. A potem prośmy Pana, by pomógł nam postawić kolejny krok na drodze wyboru miłości.
„Panie, pomóż mi postawić na pierwszym miejscu relację z Tobą i z bliźnimi. Naucz mnie kochać, jak Ty kochasz – miłością pełną i płynącą z serca”.
Pwt 26,4-10
Rz 10,8-13
Łk 4,1-13

Niedziela, 21 lutego
Łk 9,28b-36
Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę. (Łk 9,32)
Był to męczący dzień. Kłopoty w pracy, problemy finansowe, korki na drodze – umordowany tym wszystkim mężczyzna wracał do domu spięty i zdenerwowany. Jednak gdy wjechał na wzgórze, ujrzał przepiękny zachód słońca nad doliną, gdzie mieszkał. Nastrój poprawił mu się natychmiast, przypomniał sobie, po co i dla kogo robi to wszystko. Poczuł się tak, jakby ktoś odsunął z okna ciężką zasłonę, wpuszczając do środka światło.
Jak łatwo jest dać się osaczyć nadmiarowi obowiązków! I jak bardzo Duch Święty pragnie zwrócić na siebie naszą uwagę! Spójrzmy na uczniów. Kiedy Jezus się modlił, oni znużeni zasnęli. Wyobraźmy sobie ich zdumienie, gdy otworzyli zaspane oczy i ujrzeli Go w chwale! Spójrzmy też na Abrahama. Przez kilkadziesiąt lat on i Sara na próżno czekali na dziecko. Jak trudno było mu uwierzyć, że będzie miał choćby jedno, nie mówiąc już o potomstwie licznym jak gwiazdy na niebie. Pewnie nigdy później nie patrzył na nocne niebo bez zdumienia i poczucia wdzięczności!
Bóg chce zwrócić na siebie naszą uwagę. Chce nas zaintrygować i skłonić do spojrzenia w swoją stronę. Na przykład dzieje się coś szczególnego i nagle czujemy się tak, jakby zapaliło się światło, zmieniając całkowicie nasz ogląd sytuacji. Albo staramy się skupić na obecności Boga i nagle przychodzi błogosławiona chwila, kiedy On jakby „odchylił zasłonę”, ukazując nam przebłysk swojej chwały.
Nie musisz długo czekać na to, by Bóg cię zaskoczył. Możesz swoją postawą pozwolić Mu, by otworzył ci oczy i zmienił twoją perspektywę. Spróbuj dziś kilka razy w ciągu dnia zatrzymać się i poszukać Bożej obecności. Idź na spacer i zachwyć się pięknem natury. Albo wejdź do kościoła i uklęknij przed Najświętszym Sakramentem. Albo po prostu zamknij oczy i adoruj Jezusa obecnego w twoim sercu. Cokolwiek zrobisz, wiedz, że Pan jest blisko ciebie. A Jego największym szczęściem jest to, gdy któreś z Jego dzieci „budzi się” i ogląda Jego chwałę!
„Duchu Święty, ciągle zapadam w sen. Obudź mnie, bym ujrzał Bożą obecność. Pragnę przeżyć dzisiejszy dzień w stałej łączności z Tobą!”
Rdz 15,5-12.17-18
Ps 27,1.7-9.13-14
Flp 3,17--4,1

Niedziela, 28 lutego
Wj 3,1-8a.13-15
Krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. (Wj 3,2)
Widok krzewu ognistego musiał być dla Mojżesza wielkim przeżyciem! Ale co to właściwie było?
Według jednej z możliwych interpretacji ogień oznacza Boże pragnienie, by wszyscy oddawali cześć jedynie Jemu, „który jest Bogiem zazdrosnym” (Pwt 4,24). Pragnie przyjść i wypalić wszystkich innych „bogów”, którzy uzurpują sobie Jego miejsce.
Według drugiej interpretacji ogień symbolizuje Boży sąd nad grzechem. Dla tych, którzy żałują za grzech, jest on ogniem oczyszczającym; dla tych, którzy odwracają się od Boga – ogniem potępienia. Sam Jezus kilkakrotnie posłużył się tym obrazem w swoim nauczaniu (Mt 18,8; 25,41). Fakt, że ten ogień ogarnął cały krzew, ale go nie spalił, daje nam wielką nadzieję. Nasz Bóg nigdy z nas nie rezygnuje!
Z kolei trzecia interpretacja zwraca uwagę na to, że Bóg, aby objawić swoją chwałę, wybrał powszechny element świata natury – zwyczajny krzew. Ta interpretacja podkreśla, że Bóg jest obecny wszędzie, że działa we wszystkich wydarzeniach naszego życia, tych banalnych i tych wielkich, prowadząc nas przez nie do siebie. Wskazuje również na to, że ogień ten jest ogniem Ducha Świętego, który przemienia nas na podobieństwo Boga (Dz 2,3-4).
Co mówią nam te trzy interpretacje? To, że Wielki Post jest czasem oczyszczenia. Czasem, kiedy Bóg mówi nam, jak oznajmił Izraelitom przez Mojżesza, że pragnie, abyśmy nie mieli cudzych bogów obok Niego (Wj 20,3). Wielki Post jest także doskonałą okazją, by przyjść do Pana i poprosić Go o wypalenie naszych grzechów w sakramencie pokuty, abyśmy mogli zostać oczyszczeni. Jest wreszcie jak najbardziej właściwym czasem, by przyzywać do naszych serc Ducha Świętego, którego ogień wciąż oczyszcza nas – zwyczajnych ludzi – abyśmy ukazywali chwałę Bożą.
Prośmy więc Jezusa w tym Wielkim Poście, aby zesłał do naszych serc swój ogień, który oczyszcza i przemienia życie. Prośmy, abyśmy płonęli ogniem miłości do Niego i Jego Kościoła.
„Przyjdź, Duchu Święty, i zapal we mnie ogień Twojej miłości”.
Ps 103,1-4.6-8.11
1 Kor 10,1-6.10-12
Łk 13,1-9

 

MAGAZYN


Święci przyjaciele

Wszystko zaczęło się pewnego zimowego poranka, gdy za oknem znów prószył śnieg, a ja w małym kręgu światła, pochylona nad Pismem Świętym, rozważałam fragment Ewangelii św. Marka. Pamiętam dobrze tę chwilę – mój przytulny kącik pod lampą, ciszę mieszkania, dobiegający mnie spokojny oddech śpiącego dziecka, świt za oknem i wirowanie migotliwych kryształków lodu, jak tysięcy dobrych natchnień, którymi pragnęłam wypełnić ten dzień… Nim jednak zaczął się codzienny kierat, schylona nad Biblią czytałam powoli następujące słowa: „Wtem przyszli do niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk…” ( Mk 2,3-4).
Przyznam, że fragment ten nie nastroił mnie zbyt optymistycznie. Wiedziałam oczywiście, że Jezus uzdrowi tego człowieka, ale chcąc nie chcąc musiałam najpierw zanurzyć się w ludzkim cierpieniu i przypomnieć sobie, że stanowi ono niestety stały element naszego życia. Wylew – coś, przed czym drży niejeden człowiek. Być sparaliżowanym, leżeć bezwładnie, nie móc mówić, działać ani być aktywnym, przydatnym, swobodnym… Przytłoczyło mnie to, przypomniało, na jakim świecie żyję. Ogarnął mnie lęk, że coś takiego może się zdarzyć także zdrowemu, energicznemu człowiekowi, za jakiego się właśnie uważałam.
Gdy tak pogrążona w niemiłych myślach śledziłam w wyobraźni drogę czterech „noszowych”, którzy właśnie wciągali ewangelicznego paralityka na dach, spostrzegłam nagle ze zdumieniem, że w głębi mojego serca rodzi się nowe uczucie. Przyjrzałam mu się uważnie. Czy to możliwe, że zazdroszczę czegoś nieszczęsnemu paralitykowi? A jednak! Moje serce poinformowało mnie bowiem o czymś, czego początkowo nie zauważyłam, dając się wyłącznie drapać „pazurowi lęku przed cierpieniem”. Nie zauważyłam skarbu, ukrytego w tym wydarzeniu – skarbu przyjaźni!
Przyjaźń – prawdziwa, wierna, silna… Przyjaźń, chcąca przenosić łoża z paralitykami! A gdybym tak zachorowała – nagle, teraz – czy znalazłabym czterech przyjaciół, którzy poświęciliby mi swój czas i siły, aby być ze mną w moim nieszczęściu i czy ratowaliby mnie tak zdeterminowani? Kto by to był? Mam przecież wielu przyjaciół. Wielu zapracowanych przyjaciół, zbyt zapracowanych… Tak, to nie była radosna medytacja. Nie ma się co oszukiwać – pewnie każdy starałby się pomóc mi, ale zapewne tylko do pewnego stopnia.
Z tej niewesołej refleksji wyłoniła się nagle inna myśl: a przyjaciele duchowi? Ci, którzy mogą o wiele więcej? Czyż nie mam przyjaciół duchowych? Święci! Ci, do których zwracam się codziennie w moich licznych problemach! Czy mogę na nich liczyć? Czy dźwigaliby mnie z nieugiętą wiarą w uzdrowienie? Oczyma duszy ujrzałam natychmiast cztery sylwetki, chwytające moje hipotetyczne „łoże”… Napłynęło pocieszenie. Z pewnym zaskoczeniem spoglądałam na scenę, jaką wyświetlała moja nieskrępowana wyobraźnia. Do czterech rogów mojego łoża zbliżyli się bowiem: św. o. Pio, św. Tereska od Dzieciątka Jezus, św. Faustyna i bł. Edmund Bojanowski…
Dlaczego oni? Nie wiem. Jak miło było jednak poczuć się dźwiganym przez takich mocarzy! Odkryłam, że podobnie jak ów paralityk, możemy być „niesieni” przez naszych świętych ku Bogu w takich sytuacjach duchowych, w jakich nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić. Oni nas niosą, aby możliwe było nasze coraz głębsze uzdrowienie. Są obecni i zajmują się nami, a my „leżąc” na naszych łożach, słabi i nieporadni duchowo, spoglądamy na nich, obserwujemy, słuchamy – i ciągle dzięki nim coś nowego odkrywamy. A potem, wróciwszy do sił, staramy się dźwigać innych, skoro już troszkę wiemy, jak to się robi…
Akurat zbliżał się Wielki Post i ta medytacja przeciągnęła się na wiele dni. Zapragnęłam, aby ci „noszowi”, święci „noszowi”, dźwigali mnie duchowo przez cały okres Wielkiego Postu. Poleciłam im siebie, zgodziłam się na swoją słabość i na ich moc, i codziennie wsłuchiwałam się w ich głosy, czytając ich dzieła, listy, zapiski duchowe, obcując z ich myślą, wiarą, modlitwą. Mocno się z nimi zaprzyjaźniłam. Codziennie odkrywałam nowe rzeczy, moi czterej przyjaciele wciągali mnie bowiem na różne „dachy”, ukazywali coraz to nowe oblicza Jezusa, przed którego mnie prowadzili. Ten Wielki Post, to był wyjątkowy czas. Gdy się skończył i musiałam „wziąć swoje łoże pod pachę” i zacząć chodzić samodzielnie, czułam się już innym człowiekiem. Ojciec Pio na przykład w niewytłumaczalny właściwie sposób ukazał mi sens i piękno życia z różańcem w ręku i… milczenia, siostra Faustyna zachęciła mnie, by być większą optymistką (przecież ufam w Miłosierdzie Boże?), święta Tereska zaszczepiła mi karmelitańską „wesołość na co dzień” w sytuacjach stresowych, a bł. Edmund Bojanowski, którego „Dziennik” towarzyszył mi przez cały ówczesny Wielki Post, zachęcił mnie do częstszego udziału w Eucharystii. Sam przez śniegi, błota, w ciemnościach pól i łąk maszerował codziennie o świcie na Mszę, nie bacząc na porę roku i obiektywne trudności. Zawstydził mnie bardzo ten wielki duchowy mocarz o słabym zdrowiu fizycznym, ale potężnej sile ducha.
Od tej chwili żadnego Wielkiego Postu ani Adwentu nie przeżyłam już w pojedynkę. Zawsze zjawiali się kolejni czterej święci „noszowi”, w których towarzystwie przeżywałam ten szczególny czas. Nie wybierałam ich już sama, ale losowałam ich imiona w wielkiej księdze świętych, stojącej na półce w moim domu. Wielokrotnie wylosowałam takie osoby, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, mimo iż są to kanonizowani święci Kościoła katolickiego. Każdy Adwent, każdy Wielki Post stał się przygodą duchowej przyjaźni, duchowego wzrostu i znalezienia się bliżej Boga właśnie dzięki tym nieznanym mi wcześniej świętym.
Z biegiem czasu moje koleżanki i koledzy „zarazili się” ode mnie moim zwyczajem powierzania się świętym opiekunom i sami z grubej księgi losowali swoich – jak ich nazywali – „noszowych”. Ciekawie było dzielić się potem doświadczeniem tych przyjaźni duchowych i poznawać bogactwo Kościoła, jakim są jego święci – i to na drodze, jaką wybierali dla nas oni sami… To takie proste – zaprosić czterech świętych, a potem pozwolić im, aby nas nieśli do Jezusa. Nie zdziw się, gdy wywindują cię na jakiś dach, gdy spuszczą z dachu przez jakąś dziurę i okaże się, że w tym miejscu jest Jezus – a ty tego nigdy byś nie przewidział, nie uwzględnił – że właśnie tutaj, właśnie tak objawia się Bóg i daje ci swoje uzdrowienie.
Oczywiście, na ten Wielki Post również wylosowałam moich świętych przyjaciół, którzy poniosą mnie wraz z moimi aktualnymi „niemocami” do Jezusa.
W tym roku pomogą mi św. Filip Benicjusz (Benizi), św. Konrad z Parzham, św. Dominik Savio i bł. Ifigenia od św. Mateusza. Przyznam szczerze, oprócz św. Dominika Savio, nie znam pozostałych świętych – nigdy nawet o nich nie słyszałam! A więc znów dreszczyk emocji – zaprzyjaźnimy się i tak pozostanie na zawsze! Z doświadczenia wiem, że mają mi oni bardzo wiele do powiedzenia – na temat Boga, nieba, siebie samych, a także powiedzą mi co nieco o mnie i to w taki sposób, który okaże się dla mnie twórczy i radosny, proroczy i motywujący. Dzięki ich pomocy doznam znów Bożego uzdrowienia i to na takiej drodze, na jakiej bym się tego nigdy nie spodziewała. ▐

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 2 (270) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Miłosierni jak Ojciec”. Jest to motto przeżywanego przez nas aktualnie Roku Świętego poświęconego Bożemu Miłosierdziu, a właśnie miłosierdzie - w perspektywie rozpoczynającego się Wielkiego Postu - jest tematem naszych artykułów. 

Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajdują się artykuły na temat świętych: Joanny Jugan oraz Cyryla i Metodego, a także świadectwo na temat życie w małżeństwie „na dobre i złe” oraz inspirująca propozycja wielkopostna: „Święci przyjaciele”. Ponadto krzyżówka biblijna i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Bóg nadziei i miłości
Wszystko sprowadza się do miłosierdzia................... 4


Bądźcie dobrzy dla siebie nawzajem
Pojednaj się w Wielkim Poście................................. 10


Miłosierdzie i uzdrowienie
Doznając uzdrowienia, stajemy się miłosierni........... 15


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 29 lutego ............................ 20

MAGAZYN


Milcząca Święta

Pokorne świadectwo s. Joanny Jugan –

Jim Cavnar ....................................... 46


W dobrej i złej doli
Zator zmienił nasze małżeństwo –
Jennifer Yarrington ................................... 51


Święci przyjacieleJoanna Przybyła....................... 55


Cyryl i MetodyAnna Kamińska............................. 59


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Jednym z moich ulubionych filmów jest „Jezus z Nazaretu”. Widziałem go już kilkakrotnie, ale niektóre sceny za każdym razem budzą we mnie ogromne emocje. Jedna z nich to ta pokazująca Jezusa podążającego do domu Mateusza. Towarzyszący Mu Apostołowie, używając logicznych argumentów odwołujących się do Prawa Bożego, starają się odwieść Go od wejścia do domu „grzesznika”. Tuż przed przekroczeniem progu domu Mateusza Jezus odwraca się do Jakuba i mówi: „Sercem Prawa jest miłosierdzie”.
Przeżywamy w tym roku ogłoszony przez papieża Franciszka nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Papież nie przestaje prosić nas o to, byśmy pomagali potrzebującym, byśmy nie tylko usłyszeli krzyk ubogich, ale również na niego odpowiedzieli.
Zapewne wszyscy mamy wiele współczucia dla ubogich, chorych i zmarginalizowanych. Ważne jest jednak, by zadać sobie bardzo konkretne pytanie: „Co ja mogę z tym zrobić, jak mogę przyjść im z pomocą?”.
Ojciec Święty wzywa nas również, byśmy przezwyciężali w sobie wszelkie tendencje do osądzania i potępiania innych, byśmy odnosili się do nich z podobnym miłosierdziem, z jakim Jezus odniósł się do Mateusza. Czy Mateusz był skorumpowany? Prawdopodobnie tak. Ale to nie powstrzymało Jezusa. Czy Jezus aprobował sposób, w jaki żył Mateusz? Prawdopodobnie nie. Ale to nie przeszkodziło Mu wejść do jego domu.
Czy papież Franciszek aprobuje wszystko to, co dzieje się w życiu ludzi, do których usiłuje dotrzeć? Nie. Ale próbuje otworzyć im drzwi, jak Jezus otworzył je dla Mateusza. Obyśmy, naśladując papieża, starali się przyjmować i akceptować wszystkich, których spotykamy. Obyśmy umieli okazywać im miłość po prostu dlatego, że są dziećmi Boga, który kocha ich tak samo jak nas. Oczywiście nie znaczy to, że mamy akceptować i aprobować całe ich postępowanie. Mamy natomiast okazywać im miłosierdzie, tak jak Ojciec niebieski okazuje je nam (Łk 6,36).
Kiedy ktoś nas krzywdzi czy wykorzystuje, czujemy się głęboko zranieni. Wpływa to na nasze myślenie i postępowanie, sprawiając, że jest nam trudniej przebaczać i okazywać współczucie. Dlatego Jezus pragnie uzdrawiać nasze wewnętrzne rany i wyzwalać nas od ich niszczącego wpływu na nasze życie. Kiedy zostaną one uleczone, będziemy bardziej skłonni przebaczać tym, którzy nas skrzywdzili, a nawet ich kochać!
Jeśli zostałeś boleśnie zraniony, pomocą może być modlitwa o uzdrowienie. W artykule „Miłosierdzie i uzdrowienie” (s.15) opisuję sposób modlitwy o uzdrowienie, którego nauczyłem się wiele lat temu. Od tego czasu modliłem się tak z setkami ludzi i byłem świadkiem spektakularnych uzdrowień.
W Wielkim Poście Roku Miłosierdzia szukajmy różnych sposobów służenia potrzebującym. Spróbujmy być bardziej wyrozumiali dla tych, z którymi się nie zgadzamy, i zdobyć się na przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 

ARTYKUŁY

BÓG NADZIEI, RADOŚCI I MIŁOŚCI
Wszystko sprowadza się do miłosierdzia

W kwietniu ubiegłego roku papież Franciszek wydał bullę ogłaszającą nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, Rok Jubileuszowy poświęcony miłosierdziu Bożemu, który rozpoczął się 8 grudnia 2015 roku, a zakończy 20 listopada 2016 roku. W dokumencie tym papież kilkakrotnie podkreślił, że miłosierdzie jest głównym przymiotem Boga, kluczowym aspektem posłannictwa Jezusa i fundamentem misji Kościoła. Pan „mówi przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać… Mamy być narzędziami miłosierdzia, ponieważ pierwsi otrzymaliśmy je od Boga” (Misericordiae vultus, 14).
Ojciec Święty ukazał okres Wielkiego Postu jako „istotny moment w celebrowaniu i doświadczaniu miłosierdzia Boga”, określając go jako bardzo dobry czas, by „odkryć na nowo miłosierne oblicze Ojca” (Misericordiae vultus, 17).
Jesteśmy właśnie na progu tego uprzywilejowanego okresu. Jest to wspaniała okazja, aby lepiej poznać Boże miłosierdzie, a przede wszystkim osobiście go doświadczyć! Temu właśnie ma służyć lutowy numer Słowa wśród nas. Chcemy mówić o miłosierdziu, czułości i współczuciu naszego Ojca. A także o tym, jak Jego miłosierdzie uwalnia nas od wstydu i poczucia winy oraz uczy okazywania miłosierdzia innym.

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA
Słowo „miłosierdzie” ma dwa podstawowe znaczenia. Po pierwsze, jest podjęciem decyzji, by okazać współczujące wsparcie temu, kto znalazł się w potrzebie. Ta forma miłosierdzia wyraża się poprzez dobroć, hojność i okazywanie miłości bliźniemu. Tak właśnie postąpił dobry Samarytanin wobec pobitego człowieka, który leżał półmartwy przy drodze (Łk 10,30-35). Nasza katolicka tradycja wyróżnia czternaście uczynków miłosierdzia, ilustrujących ten rodzaj współczucia i solidarności – siedem odnoszących się do ciała i siedem do duszy człowieka.
Jezus spełniał takie uczynki miłosierdzia podczas swojej działalności publicznej. Było to zresztą zasadniczą częścią zleconej Mu przez Ojca misji. Na początku swojej posługi odwiedził synagogę w rodzinnym Nazarecie, gdzie odczytał tekst z Księgi Proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). Następnie oznajmił zebranym: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21). Ten bardzo ambitny program został zrealizowany! Jezus, powodowany miłosierdziem, przywrócił wzrok Bartymeuszowi, wskrzesił córeczkę Jaira, niemal bez wytchnienia nauczał i głosił dobrą nowinę (Mk 10,46-52; Łk 8,40-56; Mk 6,30-34). Miłosierdzie było u źródeł każdego Jego słowa i czynu.

MIŁOSIERDZIE I PRZEBACZENIE
Po drugie, miłosierdzie jest decyzją udzielenia przebaczenia temu, kto zawinił. Objawia się, gdy rezygnujemy
z osądu, puszczamy w niepamięć obrazę i zamiast kary czy zemsty ofiarujemy krzywdzicielowi przebaczenie i pokój. Jest to rodzaj miłosierdzia, które „odnosi triumf nad sądem”, gdyż traktuje winowajcę nie według tego, na co zasłużył, ale według bezgranicznej miłości, jaką darzy go Bóg (Jk 2,13; Ps 103,10).
Jezus okazywał także i ten rodzaj miłosierdzia. Przebaczył kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie (J 8,3-11), przebaczył Piotrowi to, że się Go wyparł (J 21,15-19), przebaczył Samarytance, która rozwodziła się pięć razy, a obecnie żyła z mężczyzną, który nie był jej mężem (J 4,5-42). Przebaczył nawet tym, którzy Go ukrzyżowali (Łk 23,33-34)! Wciąż na nowo wcielał w życie słowa Pisma: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13).
Najpełniej Jezus okazał swe miłosierdzie, gdy za nas wszystkich wydał samego siebie na śmierć krzyżową. Ofiara życia była kulminacją wszystkich dzieł miłosierdzia, których dokonał do tej pory. Można nawet powiedzieć, że nabrały one najgłębszego i najbardziej nośnego znaczenia właśnie wtedy, kiedy własną śmiercią wysłużył nam zbawienie.

NADZIEJA OJCA
Ogłaszając nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, papież Franciszek wspomniał o trzech przypowieściach Jezusa mówiących o miłosierdziu. Są to przypowieści o zaginionej owcy, zagubionej drachmie i synu marnotrawnym (Łk 15,1-32). Papież stwierdza, że w przypowieściach tych „Jezus objawia naturę Boga jako naturę Ojca, który nigdy nie uważa się za zwyciężonego, dopóki nie sprawi, że poprzez współczucie i miłosierdzie zniknie grzech i pokonane zostanie odrzucenie” (Misericordiae vultus, 9).
Odwołaj się na chwilę do swojej wyobraźni. Pomyśl, jak zatroskany musiał być pasterz, który pozostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i wyruszył na pustkowie, by odnaleźć tę jedną, która się zabłąkała. Pomyśl o determinacji kobiety, która przetrząsa cały dom, centymetr po centymetrze, by odnaleźć jedną zagubioną monetę. Spróbuj odczuć tę mieszaninę nadziei i troski przepełniającą serce ojca codziennie wyglądającego na drogę w oczekiwaniu powrotu syna.
Doskonale wyraził to poeta Charles Peguy. Napisał on kiedyś, że każdy zagubiony człowiek powoduje głęboką ranę w sercu Boga i przyprawia Go o drżenie – podobnie jak ziemski ojciec drży na myśl, że mógłby utracić któreś ze swoich dzieci. Stając przed perspektywą utracenia dziecka na zawsze, ojciec robi wszystko, by je uratować. Podejmuje działanie z nadzieją, że dziecko na nie odpowie. A kiedy dziecko powraca do domu, ojciec cieszy się i świętuje. Peguy podsumowuje: „Ilekroć człowiek się nawraca, nadzieja Boga zostaje ukoronowana”.
A teraz spróbuj odnieść te trzy przypowieści do siebie. Wyobraź sobie Boga Ojca, który z taką samą determinacją wyrusza na poszukiwanie ciebie, gdy popadniesz w grzech. Zobacz, z jaką nadzieją idzie ci na ratunek. Nie spocznie, dopóki nie weźmie cię w swoje ramiona i nie przyprowadzi do domu. Wie, że ty także Go szukasz, nawet jeśli nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę.

RADOŚĆ OJCA
Z tych trzech przypowieści wynika, że także Ojciec raduje się okazując nam miłosierdzie. Spróbuj jeszcze raz ujrzeć te sceny. Podziel tę radość, którą odczuwali pasterze, kobieta szukająca drachmy i ojciec marnotrawnego syna, gdy ich nadzieje zostały spełnione, a determinacja nagrodzona.
Zobacz, jak pasterz bierze zaginioną owcę na ramiona i niesie ją przez całą drogę do domu, po czym sprasza znajomych, by podzielić się z nimi swą radością. Zobacz, jak to samo czyni kobieta po odnalezieniu cennej monety. „Cieszcie się ze mną” (Łk 15,9) – woła przejęta.
Zobacz wreszcie, jak szczęśliwy jest ojciec syna marnotrawnego. Gdy tylko dostrzega chłopca, wybiega mu na spotkanie i całuje go. Nie zadaje mu żadnych pytań ani nie łaje za to, do jakiego stanu się doprowadził. Zamiast go upokarzać, ubiera go w najlepsze szaty, zakłada mu pierścień na palec i wyprawia ucztę.
W każdej z tych historii nadzieja triumfuje nad niepokojem, radość nad lękiem, miłosierdzie nad sądem. Tak właśnie traktuje nas Ojciec niebieski – niezależnie od tego, czy nasze grzechy są małe, czy wielkie. Być może najlepiej wyraził to prorok Micheasz: „Któryż bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek… Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie” (Mi 7,18).

MIŁOŚĆ OJCA
Przypowieści Jezusa mówią nam, że Bóg Ojciec jest „miłosierny… i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny” (Ps 103,8). Wzywają nas do powrotu do Niego, zapewniając, że On w swoim miłosierdziu nas nie odrzuci, gdyż nieustannie – także w tej chwili – szuka nas całym sercem.
Jeśli przygniata cię wstyd i poczucie winy lub sądzisz, że zmarnowałeś sobie życie z powodu ciężkiego grzechu popełnionego w przeszłości, przyjdź do Ojca. Wiedz, że On może przebaczyć wszystko. Uwierz, że przyjmuje każdego, niezależnie od jego przeszłości. Przebaczenie, uzdrowienie, odnowa, nadzieja, a na koniec zbawienie – wszystkie te dary są dla nas dostępne, o ile pozwolimy odnaleźć się Ojcu.
Jeśli nie chodzisz systematycznie do kościoła, wszystko jedno z jakiego powodu, daj Bogu szansę wejścia w twoje życie w tym Wielkim Poście. Proś, by determinacja, nadzieja i miłość, z jaką Bóg cię poszukuje, stały się dla ciebie rzeczywistością. On sam staje przed tobą, by mówić ci o swojej miłości i zapewniać, jak bardzo jesteś dla Niego cenny. Kocha cię tak bardzo, że jest gotów uczynić wszystko, aby pomóc ci stać się takim, jakim cię stworzył – dobrą, współczującą i kochającą osobą, będącą światłem dla ludzi, którzy żyją wokół ciebie.


BĄDŹCIE DOBRZY DLA SIEBIE NAWZAJEM
Pojednaj się w Wielkim Poście

W 1947 roku Holenderka Corrie ten Boom, która przeżyła obóz koncentracyjny w Ravensbrück, głosiła katechezę o przebaczeniu i pojednaniu w kościele w Monachium. Kiedy skończyła, podszedł do niej jeden z dawnych strażników obozowych, wyciągnął rękę i podziękował za jej pełne miłości słowa. Chociaż on jej nie rozpoznał, Corrie pamiętała go bardzo dobrze. Pamiętała też wszystkie okrucieństwa, których on i jemu podobni dopuszczali się w stosunku do niej i innych więźniarek.
„Stał tak pewnie zaledwie kilka sekund – napisała później Corrie. – Ale mnie się zdawało, że upłynęły całe godziny, gdyż toczyłam ze sobą najtrudniejszą walkę w całym moim życiu. Wreszcie zupełnie mechanicznie, bez cienia uczucia, włożyłam swoją dłoń w tę, która była do mnie wyciągnięta. I wtedy wydarzyło się coś niewiarygodnego. Moje ramię przeszył jakby prąd, który przepłynął aż do naszych złączonych dłoni. Uzdrawiające ciepło ogarnęło całą moją osobę, a do oczu napłynęły łzy. «Przebaczam ci, bracie!» – zawołałam. «Przebaczam z całego serca!» Przez dłuższą chwilę on, były strażnik, i ja, była więźniarka, trzymaliśmy się za ręce. Nigdy jeszcze nie doświadczyłam miłości Bożej tak mocno, jak wtedy”.

NIE WOLNO NAM O NIM ŹLE MYŚLEĆ
2 października 2006 roku niejaki Charles Carl Roberts wszedł do wiejskiej szkoły amiszów w Pensylwanii
i postrzelił dziesięć uczennic, zabijając pięć z nich, po czym popełnił samobójstwo. Jeszcze tego samego dnia dziadek jednej z zabitych dziewcząt powiedział pozostałym krewnym: „Nie wolno nam źle myśleć o tym człowieku”. Inny członek wspólnoty tego dnia odwiedził rodzinę zabójcy, aby ją pocieszyć i zaoferować przebaczenie. Kilkudziesięciu innych wzięło udział w pogrzebie Robertsa, zaoferowano nawet wsparcie finansowe wdowie.
Jeden z członków wspólnoty powiedział później: „Nie sądzę, żeby był tu ktokolwiek, kto nie pragnie przebaczyć i wesprzeć nie tylko tych, którzy ponieśli stratę… ale także rodzinę człowieka, który dopuścił się tego aktu”.

BRAT, KTÓREMU PRZEBACZYŁEM
13 maja 1981 roku Mehmet Ali Agca oddał cztery strzały w kierunku papieża Jana Pawła II, stojącego w otwartym samochodzie jadącym powoli przez plac św. Piotra. Dwie kule przeszyły ciało papieża. Potrzeba było sześciogodzinnej operacji oraz podania trzech i pół litra krwi, żeby lekarze mogli dać jakiekolwiek nadzieje, że papież wyzdrowieje.
Już jadąc karetką do szpitala, papież powiedział, że przebaczył zamachowcowi. Cztery dni później oznajmiono to publicznie, a po dwóch latach papież zdecydował się na niezwykły krok, spotykając się z Agcą w jego celi więziennej.
„Rozmawiałem z nim jak z bratem, któremu przebaczyłem i który cieszy się moim całkowitym zaufaniem” – oznajmił dziennikarzom po spędzeniu około dwudziestu minut na cichej rozmowie z zamachowcem. Wpływom Jana Pawła II Agca zawdzięczał również to, że w 2000 roku – podczas Roku Jubileuszowego podobnego do obecnego Jubileuszu Miłosierdzia – został ułaskawiony przez władze włoskie i deportowany do Turcji.

CZY JESTEM GOTÓW PRZEBACZYĆ?
Nasze osobiste historie są być może mniej dramatyczne, jednak przed każdym z nas staje pytanie: „Czy jestem gotów przebaczyć tym, którzy mnie skrzywdzili?”.
Papież Franciszek wezwał nas, abyśmy w Roku Miłosierdzia okazali miłosierdzie tym, którzy nas zranili. Przyjrzyjmy się więc naszym relacjom i przyjmując łaskę udzielaną nam hojnie w okresie Wielkiego Postu, starajamy się być miłosierni, jak nasz Ojciec niebieski jest miłosierny (Łk 6,36).
Pisząc do wierzących w Efezie, św. Paweł zachęcał: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 4,32--5,2).
Na pierwszy rzut oka słowa te wydają się dosyć ogólną zachętą. Jednak fragment ten zawiera kilka prawd, których przyjęcie otwiera nas na łaskę coraz pełniejszego przebaczenia. Przyjrzyjmy się więc tym prawdom.

PO PIERWSZE: BÓG NAS UMIŁOWAŁ
„Postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował” (Ef 5,2). Miłość Boga do nas widoczna jest w majestacie
i pięknie stworzonego przez Niego świata. Już sam fakt, że Bóg zaprojektował nasz ziemski dom w najdrobniejszych szczegółach, ukazuje, jak bardzo nas umiłował. To samo odnosi się do tego, w jaki sposób funkcjonują nasze ciała. Tak wiele procesów zachodzi w każdej mikroskopijnej komórce, a wszystkie współdziałają z idealną dokładnością – i w dodatku bez naszego świadomego udziału!
Chociaż już te wszystkie znaki są wspaniałym przejawem Bożej miłości, św. Paweł mówi nam jeszcze o czymś więcej – o czułej, osobistej miłości, którą Bóg Ojciec ma do swoich dzieci. O miłości odkupieńczej i przebaczającej.
Nasz Ojciec niebieski kocha cię bardzo. Prawdę mówiąc, kocha każdego z nas z tą samą intensywnością – także tych, którzy cię zranili. Dlatego św. Paweł wzywa nas do życia miłością, do „postępowania drogą miłości”. Stąd właśnie czerpiemy siłę do przebaczenia, do wyjścia z niewoli uraz i pretensji. Próbuj więc w tym Wielkim Poście jak najszerzej otworzyć serce na czułą, osobistą miłość Boga.

PO DRUGIE: JEZUS UMARŁ ZA NAS
„Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze” (Ef 5,2). Wcześniej w tym samym liście Paweł napisał, że przed przyjściem Jezusa byliśmy „umarłymi na skutek naszych występków i grzechów” (por. Ef 2,1). Wszyscy żyliśmy daleko od Boga i rozpaczliwie potrzebowaliśmy zbawienia.
I Bóg dał nam zbawienie. Posłał swego Syna, Jezusa, który oddał swoje życie, abyśmy my mogli żyć. Na krzyżu Jezus umarł za nasze grzechy. „Dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu” (Rz 6,6). Choć trudno to pojąć, krzyż Jezusa otworzył nam bramy nieba i umożliwił głębokie i osobiste doświadczenie miłości Boga. Jego ofiara pomaga nam stawać się bardziej kochającymi, bardziej miłosiernymi i przebaczającymi.
Kiedy stajesz wobec trudnej sytuacji lub niesprawiedliwości, zwróć swoje oczy na krzyż. Spójrz na Jezusa, który wycierpiał największą ze wszystkich niesprawiedliwości, modląc się: „Ojcze, przebacz im” (Łk 23,34). Tak samo modli się za ciebie: „Ojcze, przebacz mu, przebacz jej”. Zawsze jest łatwiej przebaczyć, kiedy pamiętamy, że i nam przebaczono.

PO TRZECIE: WDZIĘCZNA WONNOŚĆ
„Samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 5,2). Dobrze znamy to uczucie, które ogarnia nas, gdy ktoś robi wszystko, aby okazać nam dobroć i życzliwość. Tak też Bóg przyjął ofiarę Jezusa – jako „wdzięczną wonność”, która sprawiła Mu radość.
Według św. Pawła również my wszyscy możemy stawać się „miłą Bogu wonnością Chrystusa” (2 Kor 2,15). Dzieje się tak za każdym razem, gdy wypełniamy Jego przykazania – zwłaszcza gdy wiąże się to ze złożeniem Mu w ofierze naszych własnych zachcianek i pożądań. Nie ma milszej wonności dla Boga niż ta, która płynie z naszej dobrowolnej decyzji o przebaczeniu. Pozwól, by miłość Boga i ofiara Jezusa zmiękczyły twoje serce, a wtedy twój akt miłosierdzia stanie się miłą wonią, która raduje serce Boga.

NOWY SPOSÓB MYŚLENIA
Przeczytaj uważnie przypowieść Jezusa o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35). Sługa z tej przypowieści był zachwycony, gdy król darował mu wielki dług. Jednak wielkoduszność króla nie miała wpływu na jego własną postawę. Stosował podwójne standardy, odmawiając traktowania innych w taki sposób, w jaki on sam został potraktowany.
Gdy ktoś nas krzywdzi, stajemy wobec dokładnie takiej samej próby jak Corrie ten Boom, jak wspólnota amiszów albo Jan Paweł II. Czy odpowiemy dobrocią, życzliwością i przebaczeniem? Czy taka reakcja stanie się naszą stałą postawą? Jest to sposób myślenia, jaki Paweł chciał wpoić Efezjanom, a zarazem sposób myślenia, jaki Bóg chciałby widzieć w każdym z nas.

MÓDLMY SIĘ O PRZEŁOM DUCHOWY
Wielki Post jest czasem zadumy i refleksji. Jest czasem szukania Pana, by doświadczyć Jego miłosiernej miłości. Jest to również stosowny czas, by zatrzymać się nad własnym życiem i wprowadzić w nim konieczne korekty. Oto trzy pytania, które mogą nam w tym pomóc:
• W jaki sposób już od dziś mogę stać się bardziej miłosierny i współczujący?
• Czy jest ktoś, komu w tym Wielkim Poście powinienem przebaczyć?
• Czy jest ktoś, kogo w tym wielkim Poście powinienem poprosić o przebaczenie?
Módlmy się, aby okres Wielkiego Postu stał się przełomem w naszych relacjach. Prośmy Jezusa, by obalał dzielące nas mury i czynił nas miłosiernymi, jak On jest miłosierny. Oby wszystkie nasze relacje – te dobre, te złe i te, które wiele nas kosztują – zostały dotknięte Bożym miłosierdziem!

 

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ

Wtorek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Hbr 2,14-18
Aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią. (Hbr 2,14)
W ankiecie przeprowadzonej wśród ludzi w podeszłym wieku zadano pytanie: „Gdybyś mógł przeżyć swoje życie jeszcze raz, co zrobiłbyś inaczej?”. Większość odpowiedzi dała się sprowadzić do trzech kategorii: 1. Więcej refleksji. 2. Więcej ryzyka. 3. Więcej działania – zwłaszcza dla dobra innych.
Jak sądzisz, co powstrzymało te osoby przed życiem w taki sposób, jak pragnęli? Najprawdopodobniej był to lęk. Lęk przed niepowodzeniem. Lęk przed reakcją innych. Lęk przed utratą zdrowia. I oczywiście lęk przed śmiercią – ten najważniejszy, najbardziej ograniczający, gdyż im bardziej boisz się śmierci, tym więcej energii zużywasz na chronienie siebie. A tym samym pozostaje ci jej mniej na podejmowanie nowych wyzwań.
Jak jednak pisze autor Listu do Hebrajczyków, Jezus wybawia nas od lęku przed śmiercią, ponieważ, umierając na krzyżu, pokonał diabła, „który dzierżył władzę nad śmiercią” (Hbr 2,15). Głosimy to podczas Mszy świętej w aklamacji po przeistoczeniu, mówiąc: „Panie, Ty nas wybawiłeś przez krzyż i zmartwychwstanie swoje”. Tak, zmartwychwstały Jezus daje nam wszystkim nadzieję na życie wieczne.
Oto wspaniała nowina – skoro Jezus wybawia nas od lęku przed śmiercią, to tym bardziej wybawia nas od wszystkich innych lęków, które zatruwają nam życie. Wiedząc, że jesteśmy przy Nim bezpieczni, nabieramy odwagi i łatwiej zdobywamy się na podjęcie ryzyka. Mamy pewność, że nie jesteśmy sami, że Bóg jest z nami i nigdy nas nie opuści.
Obchodząc święto Ofiarowania Pańskiego, popatrzmy na Symeona. Oto starszy człowiek, który przez całe swoje życie czekał na Mesjasza. Rozpoznając Go w przyniesionym do świątyni Dziecku, wziął Je w ramiona i wysławiał Boga (Łk 2,28). Spełniło się jego największe marzenie. I tym możesz uczynić to samo.
Jakie jest dzisiaj twoje marzenie? Jakim pragnieniem Pan napełnia twoje serce? Uczyń krok w wierze, spróbuj je zrealizować i nie pozwól, by lęk stanął ci na przeszkodzie.
„Panie, oddaję Ci moje lęki. Proszę Cię o ducha odwagi i śmiałości. Pomóż mi zaufać, że wszystko mogę w Tobie, który mnie umacniasz”.
albo Ml 3,1-4
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

Niedziela, 7 lutego
Iz 6,1-2a.3-8
Odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie!”. (Iz 6,8)
Misja jest bardzo specyficznym zleceniem. Osoba posyłająca kogoś z misją nie powierza mu tylko jakiegoś określonego wycinka sprawy, ale jej całość. Oznacza to dużą odpowiedzialność podejmującego misję, a jednocześnie głębokie zaufanie ze strony zlecającego ją. Można powiedzieć, że otrzymanie misji jest zaszczytem!
Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi o misji powierzonej przez Boga prorokowi Izajaszowi – a zarazem o misji, którą pragnie On powierzyć każdemu z nas. Misja Izajasza rozpoczęła się od objawienia chwały Bożej, co skłoniło go do nawrócenia. Nawrócenie doprowadziło do oczyszczenia, a oczyszczenie pozwoliło mu usłyszeć Boże wezwanie i przyjąć otrzymaną misję.
Choć sam proces może wyglądać różnie, to jednak wszystkie te elementy – objawienie, nawrócenie, oczyszczenie, otwarcie na Boże wezwanie i jego przyjęcie – leżą u podstaw każdej misji zleconej nam przez Boga. W dzisiejszej Ewangelii czytamy o powołaniu Piotra, które również zawierało podobne elementy. Przeczytaj ją uważnie i spróbuj je tam odnaleźć.
Przed wstąpieniem do nieba Jezus powierzył Apostołom – i nam wszystkim – swoją ostatnią misję (Mt 28,16-20). Prosił, byśmy ponieśli na cały świat przesłanie Jego miłosierdzia.
Czy masz świadomość, że Bóg powierza tę misję także i tobie? Chce, abyś słowem i świadectwem życia opowiadał innym o Jezusie – w domu, w parafii, w szkole, w pracy i na targu. Chce, abyś uobecniał Jezusa tam, gdzie jesteś. Nie jest to łatwe zadanie. Wymaga przekraczania różnych swoich barier: ograniczeń, słabości, lęków. Wymaga też odwagi, siły, dyscypliny i męstwa.
Czy Izajasz wiedział, na czym polega dawanie świadectwa, gdy mówił: „Oto ja, poślij mnie!”? Najprawdopodobniej nie. Czy Piotr i pozostali Apostołowie wiedzieli dokładnie, co mają robić, gdy Jezus polecił im iść na cały świat i głosić Dobrą Nowinę? Wątpliwe. Nabierz więc ducha – jesteś w dobrym towarzystwie!
„Oto jestem, Panie! Napełnij mnie mocą, obdarz swymi darami i poślij do innych”.
Ps 138,1-5.7-8
1 Kor 15,1-11
Łk 5,1-11

Środa, 10 lutego
Środa Popielcowa
Jl 2,12-18
Przeto i teraz jeszcze – wyrocznia Pana: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem. (Jl 2,12)
Prorok Joel ewidentnie ma poczucie, że sprawa jest pilna! „Nawróćcie się do Mnie” – woła w imieniu Boga – „Nawróćcie się do Mnie teraz!”. Czy sprawa jest aż tak poważna? Czyżbyśmy byli tak strasznymi grzesznikami? Czy jesteśmy w gorszym stanie niż w ubiegłym Wielkim Poście? Dlaczego Bogu tak bardzo zależy na naszym nawróceniu, iż naciska, byśmy wrócili do Niego natychmiast? Odpowiedź może być tylko jedna: On jest „łaskawy, miłosierny… wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli” (Jl 2,13).
Wielki Post ma nie najlepszą reputację. Kojarzy się z pokutą, wyrzeczeniem i zaparciem się siebie. Niejednemu z nas wydaje się serią ciągnących się powoli szarych dni – i tak przez całe sześć tygodni. Jednak celem tego okresu nie są nieustanne akty pokory, lecz przyjęcie łaski Bożej w naszym życiu. Wielki Post jest przede wszystkim czasem obfitych Bożych łask – a już zwłaszcza w Świętym Roku Miłosierdzia!
Wielki Post to dar czterdziestu dni, w których Bóg objawia nam siebie. To czterdzieści okazji, by przybliżyć się do Jezusa. Czterdzieści dni, w których Ojciec wylewa na nas swoje miłosierdzie, łaskę i zmiłowanie.
Miłosierdzie Boże to sprawa pilna. Bóg w tym Wielkim Poście pragnie czynić wspaniałe rzeczy w naszym życiu i możemy Mu w tym pomóc, jeśli znajdziemy czas na to, by się do Niego zbliżyć. Bądź więc otwarty na Boga i pozwól Mu się napełnić Jego Duchem. Oto cztery postanowienia, które mogą ci w tym pomóc:
• codziennie poświęć określony czas na modlitwę osobistą, wychwalając Boga i dziękując Mu za Jego miłość,
• codziennie badaj swoje sumienie i żałuj za grzechy, które nie pozwalają ci być czytelnym znakiem Bożej obecności dla innych,
• przeznacz codziennie jakiś czas na czytanie Pisma Świętego i proś Ducha Świętego, aby mówił do twego serca,
• staraj się uczestniczyć w życiu Kościoła poprzez udział w liturgii i zaangażowanie w parafii.
„Panie, pragnę odpowiedzieć na Twoje tak pilne wezwanie! Pomóż mi nawrócić się do Ciebie i znaleźć dla Ciebie czas w rozpoczynającym się Wielkim Poście. Jezu, daj mi się poznać i przemień moje serce”.
Ps 51,3-6.12-14.17
2 Kor 5,20--6,2
Mt 6,1-6.16-18

Niedziela, 14 lutego
Ps 91,1-2.10-15
Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie. (Ps 91,14)
Pamiętasz, jak byłeś zakochany? Czy nie było to cudowne? Cały świat wydawał się nowy, a ty niemal unosiłeś się w powietrzu. Miłość przychodziła ci bez wysiłku i kojarzyła się jedynie z radością i spełnieniem.
Jednak to porywające uczucie jest dopiero początkiem historii miłosnej. W miarę jak wasza relacja zaczęła się pogłębiać, odkrywaliście, że miłość to nie tylko ciepłe uczucia. Wymaga ona również odpowiedzialności, a niekiedy wielkiego trudu i poświęceń. W każdej relacji pojawiają się sytuacje, w których ochrona i dalszy rozwój miłości zależą od naszego świadomego wyboru – a to zawsze oznacza pewien stopień poświęcenia. Na przykład, kiedy odrzucamy propozycję awansu, ponieważ jej przyjęcie zbytnio ograniczyłoby czas spędzany z rodziną, lub gdy poświęcamy się opiece nad starzejącymi się rodzicami czy schorowanym współmałżonkiem. To właśnie przy takich okazjach jesteśmy wezwani, by odkryć najpełniejszy wymiar miłości – bezinteresowne oddanie siebie.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus idzie na pustynię, gdzie jest kuszony przez szatana. Choć każda pokusa jest inna, wszystkie mają ten sam cel – odciągnięcie Jezusa od podjętego przez Niego wyboru miłości „do końca” (J 13,1). Jezus wybiera miłość.
W dzisiejszym dniu obchodzimy także dzień św. Walentego. W III wieku cesarz Klaudiusz II zakazał zawierania małżeństw w Rzymie, aby było tam więcej niezwiązanych mężczyzn, których mógłby rekrutować do swojej armii. Jednak biskup Walenty, wbrew rozkazowi cesarza, błogosławił małżeństwa potajemnie. Ostatecznie został aresztowany, pobity i ścięty. Walenty mógł ocalić siebie, ale poświęcił swoje życie dla miłości.
Rozważmy dzisiaj, jak Jezus i wielu innych bohaterów naszej wiary wybierało miłość, a nie korzyść osobistą czy ocalenie siebie. Zobaczmy, że ich decyzje powodowały efekt rozchodzących się na wodzie kręgów. A potem prośmy Pana, by pomógł nam postawić kolejny krok na drodze wyboru miłości.
„Panie, pomóż mi postawić na pierwszym miejscu relację z Tobą i z bliźnimi. Naucz mnie kochać, jak Ty kochasz – miłością pełną i płynącą z serca”.
Pwt 26,4-10
Rz 10,8-13
Łk 4,1-13

Niedziela, 21 lutego
Łk 9,28b-36
Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę. (Łk 9,32)
Był to męczący dzień. Kłopoty w pracy, problemy finansowe, korki na drodze – umordowany tym wszystkim mężczyzna wracał do domu spięty i zdenerwowany. Jednak gdy wjechał na wzgórze, ujrzał przepiękny zachód słońca nad doliną, gdzie mieszkał. Nastrój poprawił mu się natychmiast, przypomniał sobie, po co i dla kogo robi to wszystko. Poczuł się tak, jakby ktoś odsunął z okna ciężką zasłonę, wpuszczając do środka światło.
Jak łatwo jest dać się osaczyć nadmiarowi obowiązków! I jak bardzo Duch Święty pragnie zwrócić na siebie naszą uwagę! Spójrzmy na uczniów. Kiedy Jezus się modlił, oni znużeni zasnęli. Wyobraźmy sobie ich zdumienie, gdy otworzyli zaspane oczy i ujrzeli Go w chwale! Spójrzmy też na Abrahama. Przez kilkadziesiąt lat on i Sara na próżno czekali na dziecko. Jak trudno było mu uwierzyć, że będzie miał choćby jedno, nie mówiąc już o potomstwie licznym jak gwiazdy na niebie. Pewnie nigdy później nie patrzył na nocne niebo bez zdumienia i poczucia wdzięczności!
Bóg chce zwrócić na siebie naszą uwagę. Chce nas zaintrygować i skłonić do spojrzenia w swoją stronę. Na przykład dzieje się coś szczególnego i nagle czujemy się tak, jakby zapaliło się światło, zmieniając całkowicie nasz ogląd sytuacji. Albo staramy się skupić na obecności Boga i nagle przychodzi błogosławiona chwila, kiedy On jakby „odchylił zasłonę”, ukazując nam przebłysk swojej chwały.
Nie musisz długo czekać na to, by Bóg cię zaskoczył. Możesz swoją postawą pozwolić Mu, by otworzył ci oczy i zmienił twoją perspektywę. Spróbuj dziś kilka razy w ciągu dnia zatrzymać się i poszukać Bożej obecności. Idź na spacer i zachwyć się pięknem natury. Albo wejdź do kościoła i uklęknij przed Najświętszym Sakramentem. Albo po prostu zamknij oczy i adoruj Jezusa obecnego w twoim sercu. Cokolwiek zrobisz, wiedz, że Pan jest blisko ciebie. A Jego największym szczęściem jest to, gdy któreś z Jego dzieci „budzi się” i ogląda Jego chwałę!
„Duchu Święty, ciągle zapadam w sen. Obudź mnie, bym ujrzał Bożą obecność. Pragnę przeżyć dzisiejszy dzień w stałej łączności z Tobą!”
Rdz 15,5-12.17-18
Ps 27,1.7-9.13-14
Flp 3,17--4,1

Niedziela, 28 lutego
Wj 3,1-8a.13-15
Krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. (Wj 3,2)
Widok krzewu ognistego musiał być dla Mojżesza wielkim przeżyciem! Ale co to właściwie było?
Według jednej z możliwych interpretacji ogień oznacza Boże pragnienie, by wszyscy oddawali cześć jedynie Jemu, „który jest Bogiem zazdrosnym” (Pwt 4,24). Pragnie przyjść i wypalić wszystkich innych „bogów”, którzy uzurpują sobie Jego miejsce.
Według drugiej interpretacji ogień symbolizuje Boży sąd nad grzechem. Dla tych, którzy żałują za grzech, jest on ogniem oczyszczającym; dla tych, którzy odwracają się od Boga – ogniem potępienia. Sam Jezus kilkakrotnie posłużył się tym obrazem w swoim nauczaniu (Mt 18,8; 25,41). Fakt, że ten ogień ogarnął cały krzew, ale go nie spalił, daje nam wielką nadzieję. Nasz Bóg nigdy z nas nie rezygnuje!
Z kolei trzecia interpretacja zwraca uwagę na to, że Bóg, aby objawić swoją chwałę, wybrał powszechny element świata natury – zwyczajny krzew. Ta interpretacja podkreśla, że Bóg jest obecny wszędzie, że działa we wszystkich wydarzeniach naszego życia, tych banalnych i tych wielkich, prowadząc nas przez nie do siebie. Wskazuje również na to, że ogień ten jest ogniem Ducha Świętego, który przemienia nas na podobieństwo Boga (Dz 2,3-4).
Co mówią nam te trzy interpretacje? To, że Wielki Post jest czasem oczyszczenia. Czasem, kiedy Bóg mówi nam, jak oznajmił Izraelitom przez Mojżesza, że pragnie, abyśmy nie mieli cudzych bogów obok Niego (Wj 20,3). Wielki Post jest także doskonałą okazją, by przyjść do Pana i poprosić Go o wypalenie naszych grzechów w sakramencie pokuty, abyśmy mogli zostać oczyszczeni. Jest wreszcie jak najbardziej właściwym czasem, by przyzywać do naszych serc Ducha Świętego, którego ogień wciąż oczyszcza nas – zwyczajnych ludzi – abyśmy ukazywali chwałę Bożą.
Prośmy więc Jezusa w tym Wielkim Poście, aby zesłał do naszych serc swój ogień, który oczyszcza i przemienia życie. Prośmy, abyśmy płonęli ogniem miłości do Niego i Jego Kościoła.
„Przyjdź, Duchu Święty, i zapal we mnie ogień Twojej miłości”.
Ps 103,1-4.6-8.11
1 Kor 10,1-6.10-12
Łk 13,1-9

 

MAGAZYN


Święci przyjaciele

Wszystko zaczęło się pewnego zimowego poranka, gdy za oknem znów prószył śnieg, a ja w małym kręgu światła, pochylona nad Pismem Świętym, rozważałam fragment Ewangelii św. Marka. Pamiętam dobrze tę chwilę – mój przytulny kącik pod lampą, ciszę mieszkania, dobiegający mnie spokojny oddech śpiącego dziecka, świt za oknem i wirowanie migotliwych kryształków lodu, jak tysięcy dobrych natchnień, którymi pragnęłam wypełnić ten dzień… Nim jednak zaczął się codzienny kierat, schylona nad Biblią czytałam powoli następujące słowa: „Wtem przyszli do niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk…” ( Mk 2,3-4).
Przyznam, że fragment ten nie nastroił mnie zbyt optymistycznie. Wiedziałam oczywiście, że Jezus uzdrowi tego człowieka, ale chcąc nie chcąc musiałam najpierw zanurzyć się w ludzkim cierpieniu i przypomnieć sobie, że stanowi ono niestety stały element naszego życia. Wylew – coś, przed czym drży niejeden człowiek. Być sparaliżowanym, leżeć bezwładnie, nie móc mówić, działać ani być aktywnym, przydatnym, swobodnym… Przytłoczyło mnie to, przypomniało, na jakim świecie żyję. Ogarnął mnie lęk, że coś takiego może się zdarzyć także zdrowemu, energicznemu człowiekowi, za jakiego się właśnie uważałam.
Gdy tak pogrążona w niemiłych myślach śledziłam w wyobraźni drogę czterech „noszowych”, którzy właśnie wciągali ewangelicznego paralityka na dach, spostrzegłam nagle ze zdumieniem, że w głębi mojego serca rodzi się nowe uczucie. Przyjrzałam mu się uważnie. Czy to możliwe, że zazdroszczę czegoś nieszczęsnemu paralitykowi? A jednak! Moje serce poinformowało mnie bowiem o czymś, czego początkowo nie zauważyłam, dając się wyłącznie drapać „pazurowi lęku przed cierpieniem”. Nie zauważyłam skarbu, ukrytego w tym wydarzeniu – skarbu przyjaźni!
Przyjaźń – prawdziwa, wierna, silna… Przyjaźń, chcąca przenosić łoża z paralitykami! A gdybym tak zachorowała – nagle, teraz – czy znalazłabym czterech przyjaciół, którzy poświęciliby mi swój czas i siły, aby być ze mną w moim nieszczęściu i czy ratowaliby mnie tak zdeterminowani? Kto by to był? Mam przecież wielu przyjaciół. Wielu zapracowanych przyjaciół, zbyt zapracowanych… Tak, to nie była radosna medytacja. Nie ma się co oszukiwać – pewnie każdy starałby się pomóc mi, ale zapewne tylko do pewnego stopnia.
Z tej niewesołej refleksji wyłoniła się nagle inna myśl: a przyjaciele duchowi? Ci, którzy mogą o wiele więcej? Czyż nie mam przyjaciół duchowych? Święci! Ci, do których zwracam się codziennie w moich licznych problemach! Czy mogę na nich liczyć? Czy dźwigaliby mnie z nieugiętą wiarą w uzdrowienie? Oczyma duszy ujrzałam natychmiast cztery sylwetki, chwytające moje hipotetyczne „łoże”… Napłynęło pocieszenie. Z pewnym zaskoczeniem spoglądałam na scenę, jaką wyświetlała moja nieskrępowana wyobraźnia. Do czterech rogów mojego łoża zbliżyli się bowiem: św. o. Pio, św. Tereska od Dzieciątka Jezus, św. Faustyna i bł. Edmund Bojanowski…
Dlaczego oni? Nie wiem. Jak miło było jednak poczuć się dźwiganym przez takich mocarzy! Odkryłam, że podobnie jak ów paralityk, możemy być „niesieni” przez naszych świętych ku Bogu w takich sytuacjach duchowych, w jakich nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić. Oni nas niosą, aby możliwe było nasze coraz głębsze uzdrowienie. Są obecni i zajmują się nami, a my „leżąc” na naszych łożach, słabi i nieporadni duchowo, spoglądamy na nich, obserwujemy, słuchamy – i ciągle dzięki nim coś nowego odkrywamy. A potem, wróciwszy do sił, staramy się dźwigać innych, skoro już troszkę wiemy, jak to się robi…
Akurat zbliżał się Wielki Post i ta medytacja przeciągnęła się na wiele dni. Zapragnęłam, aby ci „noszowi”, święci „noszowi”, dźwigali mnie duchowo przez cały okres Wielkiego Postu. Poleciłam im siebie, zgodziłam się na swoją słabość i na ich moc, i codziennie wsłuchiwałam się w ich głosy, czytając ich dzieła, listy, zapiski duchowe, obcując z ich myślą, wiarą, modlitwą. Mocno się z nimi zaprzyjaźniłam. Codziennie odkrywałam nowe rzeczy, moi czterej przyjaciele wciągali mnie bowiem na różne „dachy”, ukazywali coraz to nowe oblicza Jezusa, przed którego mnie prowadzili. Ten Wielki Post, to był wyjątkowy czas. Gdy się skończył i musiałam „wziąć swoje łoże pod pachę” i zacząć chodzić samodzielnie, czułam się już innym człowiekiem. Ojciec Pio na przykład w niewytłumaczalny właściwie sposób ukazał mi sens i piękno życia z różańcem w ręku i… milczenia, siostra Faustyna zachęciła mnie, by być większą optymistką (przecież ufam w Miłosierdzie Boże?), święta Tereska zaszczepiła mi karmelitańską „wesołość na co dzień” w sytuacjach stresowych, a bł. Edmund Bojanowski, którego „Dziennik” towarzyszył mi przez cały ówczesny Wielki Post, zachęcił mnie do częstszego udziału w Eucharystii. Sam przez śniegi, błota, w ciemnościach pól i łąk maszerował codziennie o świcie na Mszę, nie bacząc na porę roku i obiektywne trudności. Zawstydził mnie bardzo ten wielki duchowy mocarz o słabym zdrowiu fizycznym, ale potężnej sile ducha.
Od tej chwili żadnego Wielkiego Postu ani Adwentu nie przeżyłam już w pojedynkę. Zawsze zjawiali się kolejni czterej święci „noszowi”, w których towarzystwie przeżywałam ten szczególny czas. Nie wybierałam ich już sama, ale losowałam ich imiona w wielkiej księdze świętych, stojącej na półce w moim domu. Wielokrotnie wylosowałam takie osoby, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, mimo iż są to kanonizowani święci Kościoła katolickiego. Każdy Adwent, każdy Wielki Post stał się przygodą duchowej przyjaźni, duchowego wzrostu i znalezienia się bliżej Boga właśnie dzięki tym nieznanym mi wcześniej świętym.
Z biegiem czasu moje koleżanki i koledzy „zarazili się” ode mnie moim zwyczajem powierzania się świętym opiekunom i sami z grubej księgi losowali swoich – jak ich nazywali – „noszowych”. Ciekawie było dzielić się potem doświadczeniem tych przyjaźni duchowych i poznawać bogactwo Kościoła, jakim są jego święci – i to na drodze, jaką wybierali dla nas oni sami… To takie proste – zaprosić czterech świętych, a potem pozwolić im, aby nas nieśli do Jezusa. Nie zdziw się, gdy wywindują cię na jakiś dach, gdy spuszczą z dachu przez jakąś dziurę i okaże się, że w tym miejscu jest Jezus – a ty tego nigdy byś nie przewidział, nie uwzględnił – że właśnie tutaj, właśnie tak objawia się Bóg i daje ci swoje uzdrowienie.
Oczywiście, na ten Wielki Post również wylosowałam moich świętych przyjaciół, którzy poniosą mnie wraz z moimi aktualnymi „niemocami” do Jezusa.
W tym roku pomogą mi św. Filip Benicjusz (Benizi), św. Konrad z Parzham, św. Dominik Savio i bł. Ifigenia od św. Mateusza. Przyznam szczerze, oprócz św. Dominika Savio, nie znam pozostałych świętych – nigdy nawet o nich nie słyszałam! A więc znów dreszczyk emocji – zaprzyjaźnimy się i tak pozostanie na zawsze! Z doświadczenia wiem, że mają mi oni bardzo wiele do powiedzenia – na temat Boga, nieba, siebie samych, a także powiedzą mi co nieco o mnie i to w taki sposób, który okaże się dla mnie twórczy i radosny, proroczy i motywujący. Dzięki ich pomocy doznam znów Bożego uzdrowienia i to na takiej drodze, na jakiej bym się tego nigdy nie spodziewała. ▐

 

Sklep internetowy Shoper.pl