Czasopisma
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 12 (328) 2020
Słowo wśród nas Nr 12 (328) 2020
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO GRUDNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Grudniowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowaliśmy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. To adwentowe wołanie wyraża nasze żarliwe oczekiwanie na przyjście wcielonego Boga w noc Bożego Narodzenia. Proponujemy cztery artykuły (po jednym na każdy tydzień), które pomogą podążać drogą wskazaną przez starotestamentalnych proroków i otwierać serca na przyjęcie Pana.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie proponujemy trzy artykuły: o pierwsze szopce, zrealizowanej według pomysłu św. Franciszka z Asyżu, świadectwo o uwolnieniu od ciężaru przeszłości oraz o działalności Centrum Pomocy Kobietom, które wspiera kobiety znajdujące się w kryzysowej sytuacji związanej z ciążą.
W ramach Naszych lektur polecamy książkę dla dzieci – pięknie ilustrowany zbiór legend „Święta noc”, doskonały prezent pod choinkę. Ponadto, jak zwykle, zamieszczamy Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę, a także informacje o nagrodach dla prenumeratorów.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!
Adwentowe wołanie serca........................................... 4

Bóg, który wysłuchuje modlitw
Jezus objawia swoją chwałę i miłosierdzie.................8

Chwal Boga z radością
Przesłanie Niedzieli Gaudete.......................................12

Zbuduję ci dom
Święto na cześć Boga, który działa.............................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 grudnia ......................................20

MAGAZYN

Przesłanie, które trafia do serca
Święty Franciszek i pierwsza żywa szopka
Patricia Mitchell.................................................... 49

Wolny, aby być sobą
Jak Bóg pomógł mi uporać się z moją przeszłością
Matt Lozano......................................54

Bliskość niosąca nadzieję
Działalność Centrum Pomocy Kobietom
Hallie Riedel......................................57

Nagrody dla prenumeratorów................................ 61

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Wtorek, 1 grudnia
Iz 11,1-10
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego. (Iz 11,1)
Obfity deszcz może zdziałać cuda na niemal każdej pustyni. Nasiona zagrzebane w suchej ziemi mogą przetrwać miesiące, a nawet lata. Gdy zaistnieją sprzyjające warunki, zaczynają kiełkować, a pustynia wybucha kolorami i życiem.
Izrael wyczekujący Mesjasza przypominał taką właśnie pustynię czekającą na rozkwit. Od wielu lat naród wybrany cierpiał niewolę na wygnaniu, zaledwie od czasu do czasu doświadczając przebłysków nadziei. Żywotna niegdyś dynastia Dawida popadła w letarg, a lud coraz bardziej skłaniał się ku obyczajom pogan, wśród których przebywał. Wtedy Bóg przemówił do tej pustyni i obiecał, że „wyrośnie różdżka z pnia Jessego”, która zapoczątkuje królestwo sprawiedliwości.
Minęły kolejne stulecia i stało się! Z rodu Dawida narodził się Jezus, który w mocy i łasce zainaugurował zapowiadane królestwo. Tu jednak nastąpiła niespodzianka. Posługa Jezusa „rozkwitła” w zupełnie inny sposób niż tego powszechnie oczekiwano. Przyszedł On bowiem wybawić ludzkość od grzechu, a nie Królestwo Izraela spod rzymskiego panowania. Swoje największe zwycięstwo odniósł na krzyżu, a nie na czele armii wyzwoleńczej. Jednak dla tych, którzy w Niego uwierzyli, pustynia ożyła intensywnością barw łaski, miłosierdzia i radości.
Czy w tym mijającym roku przechodziłeś przez pustynię? Pustynia dezorientuje, toteż być może rodzi się w tobie wiele pytań, na które nie znajdujesz odpowiedzi, próbując uporać się z pandemią, napięciami społecznymi, żałobą, brakiem pieniędzy czy po prostu wyzwaniami, jakie niesie codzienne życie. Znużony i obolały, zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem Bóg nie odwrócił się od ciebie.
Bóg jednak zapewnia cię, że gdziekolwiek jesteś, On jest tam wraz z tobą. Nie zapomniał o tobie. Idzie przez pustynię obok ciebie. Zawsze będzie cię kochał i zawsze, zawsze będzie ci wierny.
Dziś, wciąż oczekując odpowiedzi na swoje pytania, spróbuj zobaczyć, w jaki sposób łaska Boża rozkwita wokół ciebie już teraz. Surowe piękno pustyni może skłonić cię do modlitwy i otwarcia się na przyjęcie „deszczu” Bożej łaski. Pozbawiony wygód i komfortu, możesz odkryć niezachwianą wiarę ukrytą głęboko w twoim sercu.
„Panie, pomóż mi dostrzec Twoją łaskę na pustyni życia.”
Ps 72,1-2.7-8.12-13.17
Łk 10,21-24

▌Środa, 2 grudnia
Ps 23,1-6
I zamieszkam w domu Pańskim na długie dni. (Ps 23,6)
O tej porze roku, gdy zaczynamy już powoli planować święta Bożego Narodzenia, zwykle nasze myśli biegną w kierunku rodzinnego domu. Nawet jeśli w tym roku spędzimy święta z dala od bliskich, powracają do nas wspomnienia minionych lat, kiedy z radością czekaliśmy na ubieranie choinki, pakowanie prezentów, śpiew kolęd, spotkania przy wigilijnym stole. Ale czy pomyślałeś kiedyś, że Adwent ma być także czasem radosnego oczekiwania na spotkanie w odwiecznym domu Boga?
Temat ten pojawia się w wielu czytaniach, które słyszymy w Adwencie.
Dlaczego? Ponieważ Kościół w tym czasie zaprasza nas nie tylko do przygotowania się na przyjście Jezusa w święta Bożego Narodzenia, ale także do refleksji nad Jego powtórnym przyjściem, kiedy powróci w chwale
i przyjmie nas do nieba. Zobaczmy, w jaki sposób rozbudza w nas tę tęsknotę dzisiejsze pierwsze czytanie.
Jak każdy dobry gospodarz, Jezus pragnie dobrze przyjąć swoich gości i ich nakarmić. Izajasz przedstawia wizję wspaniałej uczty „dla wszystkich ludów” (Iz 25,6). Wszystko, czego tylko dusza zapragnie – Izajasz posłużył się tu obrazem „najpożywniejszego mięsa” i „najwyborniejszych win” – będzie nam dane, ponieważ znajdziemy się w obecności Tego, którego w głębi serca zawsze pragnęliśmy najbardziej – samego Boga.
Tego dnia wszyscy goście zbiorą się wokół stołu jako jedna rodzina, ponieważ Bóg usunie „zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów i całun, który okrywał wszystkie narody” (Iz 25,7). Czy potrafisz to sobie wyobrazić – wszelkie napięcia, konflikty i kłótnie, których dzisiaj jesteśmy świadkami, także w naszych własnych rodzinach, po prostu znikną na zawsze.
W niebie będzie wielka radość. Bóg „otrze łzy z każdego oblicza” i „raz na zawsze zniszczy śmierć” (Iz 25,8). Wszystkie rozczarowania, straty i bóle, jakich doświadczyliśmy w czasie swego ziemskiego życia, zostaną uleczone. Zjednoczeni na nowo z naszymi ukochanymi nigdy już nie będziemy przeżywać lęku przed kolejnym rozstaniem.
Kto nie chciałby zostać przyjęty w takim domu? To właśnie czeka nas wszystkich, którzy dziś przygotowujemy się do życia na wieki w domu Chrystusa, naszego Pana. A więc radujmy się! W tym Adwencie, przygotowując swój dom na Boże Narodzenie, pamiętajmy, że Jezus Chrystus przygotowuje dla nas miejsce w domu Ojca.
„Ojcze niebieski, dziękuję ci za to, że zapraszasz mnie do swego domu.”
Iz 25,6-10a
Mt 15,29-37

▌Czwartek, 3 grudnia
Mt 7,21.24-27
Nie każdy, kto mówi mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego. (Mt 7,21)
W dzisiejszej Ewangelii Jezus opowiada przypowieść o dwóch mężczyznach, którzy mieli ze sobą wiele wspólnego. Obaj wybudowali dom, znosili burze i słuchali słowa Pana. Różnica polegała na tym, że jeden z nich wcielił to słowo w życie, a drugi nie. I ten, który tego nie zrobił, zobaczył, jak wichura obraca w gruzy jego dom.
Jeśli chcemy być podobni do mądrego człowieka z przypowieści, będziemy budować swoje życie na skale, którą jest Jezus. To zapewni nam pokój wewnętrzny i siłę do przetrwania życiowych burz. Ale jak to wygląda w praktyce?
Najlepszym punktem wyjścia jest modlitwa. Podobnie jak nie można zaprzyjaźnić się z kimś, z kim nigdy się nie rozmawia, tak nie można mieć relacji z Jezusem bez modlitwy. Modlitwa otwiera nam drogę do spotkania z Panem i wzrastania w świętości. Niezwykle pomocne jest także codzienne czytanie Biblii, uważne słuchanie homilii podczas Mszy świętych oraz korzystanie z różnych okazji do pogłębiania wiary.
Wszystkie te praktyki są kładzeniem mocnego fundamentu wiary, ale to jeszcze nie wszystko. Jak mówi Jezus w dzisiejszej przypowieści, mocna i głęboka wiara jest owocem wprowadzania w życie Jego słowa.
Kiedy, starając się patrzeć jak Jezus, zauważamy nową, nieśmiałą uczennicę, pogłębiamy nie tylko naszą wrażliwość na innych ludzi, ale także umiejętność dostrzegania Boga w każdej osobie. Kiedy wraz z Jezusem wsłuchujemy się w problemy kolegi z pracy, świadczymy o tym, że „Pan (…) wybawia złamanych na duchu” (Ps 34,19). Kiedy stajemy się Jego ustami, rozmawiając
z samotną sąsiadką lub Jego rękami, przygotowując posiłek dla chorego przyjaciela, umacniamy nie tylko nasze relacje z tymi ludźmi, ale również z Bogiem. Za każdym razem, gdy czynimy dobro innym w imię Jezusa i w Jego duchu, umacnia się fundament naszej wiary.
Bezpośrednio przed opowiedzeniem dzisiejszej przypowieści Jezus ostrzega nas: „Strzeżcie się fałszywych proroków” (Mt 7,15) – czyli ludzi, którzy pozują na świętych, ale ich czyny dowodzą czegoś zupełnie innego. Dotyczy to również nas samych. Jezus nie chce, aby nasza wiara ograniczała się jedynie do pobożnych praktyk, lecz by przynaglała nasze serca do konkretnych działań. W ten sposób budujemy mocny, bezpieczny fundament.
„Jezu, bądź moją Skałą i pomóż mi wcielać w życie to, czego uczyłeś.”
Iz 26,1-6
Ps 118,1.8-9.19-21.25-27

▌Niedziela, 6 grudnia
Mk 1,1-8
Przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. (Mk 1,5)
Jan Chrzciciel nazywany jest często poprzednikiem Chrystusa, ponieważ poprzedzając Jego przyjście przygotował Mu drogę. Ale dlaczego to przygotowanie było niezbędne? Marek daje nam wskazówkę, wyjaśniając, że Jan „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Mk 1,4). Jan zdawał sobie sprawę, że grzech nie pozwala ludziom zbliżyć się do Boga, toteż proponował jedyny środek zaradczy, który mógł im pomóc przyjąć przychodzącego Jezusa – nawrócenie i odpuszczenie grzechów.
My także podczas Adwentu przygotowujemy się na przyjście Mesjasza, a to przygotowanie zakłada również nasze nawrócenie. Podobnie jak ludzie przychodzący nad Jordan wiemy, że zgrzeszyliśmy i potrzebujemy przebaczenia. I także w naszym przypadku nawrócenie – nawet z niewielkich grzechów – kruszy nasze serca oraz otwiera nas na Jezusa i Jego łaskę.
Jak to się dzieje? Otóż nawrócenie wymaga od nas zrobienia duchowego remanentu tego wszystkiego, co w naszym życiu wymaga zmiany, co nie jest zgodne z Bożymi przykazaniami. Nie musimy robić tego sami – Duch Święty, jeśli Go o to poprosimy, pomoże nam zbadać nasze serca i z delikatnością odsłoni przed nami nasze grzechy i zaniedbania. A kiedy już zobaczymy, gdzie odeszliśmy od Boga, ten sam Duch pomoże nam uświadomić sobie, jak bardzo potrzebujemy Bożej łaski. To sprawi, że będziemy częściej zwracać się do Jezusa i mocniej do Niego przylgniemy. Kiedy doświadczymy tego, że Bóg oczyszcza nas z grzechu, pobudzi nas to do dziękczynienia za Jego nieskończoną miłość i niezwodne, niewyczerpane miłosierdzie.
Postanów więc sobie koniecznie przed świętami skorzystać z sakramentu pokuty. Niech twoją codzienną praktyką stanie się rachunek sumienia, który pomoże ci oczyszczać sumienie z tych wszystkich grzechów, które kumulując się osłabiają twoją relację z Chrystusem. Skrucha i nawrócenie mają potężną moc. Bóg posłuży się nimi nie tylko by cię oczyścić, ale także by uzdrowić twoje serce i pociągnąć cię do siebie.
„Jezu, daj mi łaskę poznania moich grzechów i nawrócenia.”
Iz 40,1-5.9-11
Ps 85,9-14
2 P 3,8-14

▌Wtorek, 22 grudnia
Łk 1,46-56
Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. (Łk 1,49)
Wielu bohaterów biblijnych, podobnie jak Maryja, mogłoby wskazać naprawdę wielkie i spektakularne Boże interwencje w swoim życiu. Jednak te szczytowe doświadczenia nie wyczerpywały całej ich egzystencji. Dokonywały się wśród zwyczajnych chwil szukania Pana w codziennym życiu i wytrwałego kroczenia za Nim. Wołali do Niego wciąż na nowo, w dobrych
i złych czasach.
Weźmy na przykład Annę z dzisiejszego pierwszego czytania. Cierpiała ona bardzo z powodu bezdzietności. Jednak Bóg jej błogosławił i posyłał ludzi, którzy otaczali ją życzliwością. Jej mąż, Elkana, rozumiał jej ból i usiłował ją pocieszyć. Wprowadzony przez niego zwyczaj dorocznego udawania się wraz z całą rodziną do sanktuarium w Szilo z pewnością umacniał wiarę Anny. Czuła się pewnie i bezpiecznie w domu Pańskim, gdzie mogła swobodnie otworzyć swoje serce na modlitwie.
Bóg posłużył się nawet drugą żoną Elkany, Peninną, która dokuczała jej z powodu bezpłodności. Szyderstwa, które tak głęboko raniły Annę, skłoniły ją do szukania pociechy w Panu. Nawyk modlitwy oraz miłość Elkany dały jej odwagę do przedstawienia Bogu swojej prośby. Odchodząc z sanktuarium, „nie miała już twarzy tak smutnej jak przedtem” (1 Sm 1,18).
Dzięki budowaniu relacji z Bogiem Anna mogła cieszyć się cudem, którego On dla niej dokonał. Nie tylko poczęła syna, Samuela, ale po oddaniu go na służbę Panu urodziła jeszcze pięcioro dzieci. Miała też radość z oglądania, jak Samuel wyrasta na sprawiedliwego, potężnego proroka i przywódcę ludu Izraela.
Ta sama zasada odnosi się do nas. Wierność w codzienności naszego życia przygotowuje nas na wielkie rzeczy, których Bóg dokona w nas i przez nas. Trwaj więc w Jego bliskości, biegając po sklepach i urzędach, będąc w pracy czy zmieniając kolejną pieluszkę dziecku. Żadna chwila spędzona w Jego obecności nie jest bez znaczenia. Nie jest też bez znaczenia nawet najmniejszy akt posłuszeństwa i miłości. Ponieważ Bóg naprawdę chce czynić dla ciebie wielkie rzeczy.
„Wszechmogący Panie, wychwalam Cię za wielkie rzeczy, które dla mnie uczyniłeś i za jeszcze większe, które uczynisz dla mnie w przyszłości.”
1 Sm 1,24-28
(Ps) 1 Sm 2,1bcde.4-8d

▌Środa, 23 grudnia
Ps 25.4-5.8-10.14
Daj mi poznać drogi Twoje, Panie.
(Ps 25,4)
Panie, znam moje drogi i widzę, że nie zawsze prowadzą do Ciebie. Szczerze mówiąc, zdarza się, że prowadzą w przeciwną stronę, a ja przeżywam zamęt, smutek i wstyd. Albo prowadzą mnie donikąd i czuję się jak w pułapce – w impasie, w rozterce, bez odpowiedzi na moje pytania. Albo też idąc nimi wpadam w błędne koło i wciąż wracam do punktu wyjścia, nie zbliżając się wcale do Ciebie, lecz tkwiąc po uszy wciąż w tej samej sytuacji. O Panie, daj mi poznać Twoje drogi!
Ojcze, naucz mnie Twoich dróg! Twoje drogi są godne zaufania. Nie muszę się bać, dokąd mnie zaprowadzą, gdyż wiem, że prowadzą do Ciebie, mojego Stwórcy. Nie potknę się na nich, gdyż są proste i gładkie. Wierzę, Ojcze, choć nie zawsze to widzę, że Twoje drogi są drogami pokoju a idąc nimi znajduję wytchnienie od niepokoju i lęku, od bezowocnych wysiłków i wyniszczającej harówki. Tak, na Twoich drogach jest życie, napełniasz mnie na nich radością Twojej obecności!
Prowadź mnie drogą Twej prawdy i pouczaj. Ucz mnie tego, co prawdziwe, co przetrwa na wieczność, co pochodzi od Ciebie. Ucz mnie, abym szedł razem z Tobą, nawet jeśli Twoja droga jest dla mnie niepojęta. Ojcze, pragnę Twoich dróg, nie swoich! Prowadź mnie, gdyż sam często nie widzę dobrze i nie mam pewności, co dalej. Ale Ty jesteś wszechwiedzący i to, co dla mnie nieznajome, dla ciebie jest proste i zwyczajne. Ty jesteś mądry i Twoje drogi są mądrością. Pouczaj mnie, abym kroczył nimi dziś i przez wszystkie dni.
Ty jesteś dobry, Boże, Mój Zbawco! Nie osądzasz, jak ja to czasem czynię. Zamiast tego pokazujesz mi swoje drogi, drogi miłości. Ty jesteś miłością – dobry, miłosierny i wierny. Jesteś wszechmogący i wszechpotężny. Jesteś ponad wszystkim, a zniżasz się i dotykasz łagodnie najtajniejszych zakątków mojego serca. Pouczasz każdego, kto chce się uczyć. Ja chcę tego, Panie. Chcę, abyś mnie prowadził. Nawet jeśli Twoje prowadzenie wydaje mi się niepojęte i niekomfortowe, jestem bezpieczny, gdyż wiem, że Ty jesteś dobry i wierny.
„O, Panie, Ty jesteś niezmienny, nigdy się nie męczysz, nigdy się ode mnie nie odwracasz. Kochasz mnie i traktujesz jak bliskiego przyjaciela!”
Ml 3.1-4.23-24
Łk 1,57-66

▌Czwartek, 24 grudnia
Łk 1,67-79
Dzięki litości serdecznej Boga naszego… (Łk 1,78)
Czy znasz ten przypływ emocji, jakiego doświadcza się trzymając na ręku lub choćby patrząc na nowonarodzone dziecko? Niemowlęta są tak maleńkie, bezbronne i niewinne, że na ich widok nasze serca spontanicznie wzbierają czułością i miłością.
Te intensywne, instynktowne wręcz emocje oddaje greckie słowo splanchna, użyte przez św. Łukasza w pieśni Zachariasza, a oddane w tłumaczeniu jako „serdeczna litość” (Łk 1,78). Słowo to dosłownie oznacza organy wewnętrzne, ale w różnych miejscach Pisma Świętego stosowane jest dla wyrażania bardzo głębokich i intensywnych emocji, odczuwanych aż w głębi trzewi. Na przykład Łukasz posługuje się tym słowem opisując uczucia ojca z przypowieści Jezusa na widok powracającego syna marnotrawnego, kiedy to ojciec „wzruszył się głęboko” (Łk 15,20).
W Wigilię Bożego Narodzenia zwykle kierujemy naszą uwagę ku Dzieciątku Jezus i cudzie Wcielenia. Myśl o Zbawicielu świata śpiącym spokojnie w ramionach Maryi może obudzić w nas te same uczucia, co widok czy wzięcie na ręce nowonarodzonego dziecka.
Dziś jednak rozważmy także modlitwę Zachariasza. Pokazuje ona uczucia Boga Ojca wobec każdego z nas. On, w swojej serdecznej litości i w swoim wielkim miłosierdziu, posłał na świat swojego Syna. Wiedział o wszystkim, co Go spotka – że urodzi się w stajni, że spotka się ze zdecydowanym odrzuceniem ze strony przywódców religijnych, a następnie umrze straszną śmiercią na krzyżu. Wiedział jednak również, że jest jedynym, który może nas zbawić, że tylko On może zajaśnieć: „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,79).
Kontemplując dziś na pasterce czy na jutrzejszej Mszy świętej Dzieciątko Jezus w żłóbku, pomyśl o tym, jak bardzo umiłował cię Bóg Ojciec. On kocha cię miłością niepojętą, która nie ma granic, która jest gotowa na wszystko, aby cię odkupić. Miłość tę możemy świętować codziennie, ale szczególnie w czasie Bożego Narodzenia. Dziękujmy więc dziś naszemu Ojcu niebieskiemu za największy dar, jaki widziano na tym świecie – Jego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego.
„Jezu, dziękuję Ci za Twoją serdeczną litość. Wierzę, że Ty jesteś światłością świata!”
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Ps 89,2-5.27.29

▌Piątek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
Iz 52,7-10
Oglądają na własne oczy powrót Pana na Syjon. (Iz 52,8)
Już ponad dwa tysiące lat temu miało miejsce przepiękne, a zarazem wstrząsające wydarzenie. Odwieczny Syn Boży przyszedł na świat jako niemowlę. Tego dnia radowali się aniołowie, pasterze śpiewali, Józef był pełen podziwu, a Maryja pogrążona w adoracji.
Jednak pomimo tego wszystkiego, przygodny przechodzień zobaczyłby
w tej scenie jedynie ubogiego rzemieślnika i jego Żonę, próbujących poradzić sobie jak najlepiej w trudnej sytuacji.
Na tym właśnie polega różnica pomiędzy przelotnym spojrzeniem, jakim oglądamy rzeczy na co dzień,
a tym dogłębnym i przenikającym, do jakiego stajemy się zdolni, gdy Bóg otwiera nasze serca. Jeden widzi coś zwyczajnego i przechodzi obojętnie, podczas gdy ktoś inny dostrzega obecność Jezusa i klęka w adoracji.
Dziś, bardziej niż kiedykolwiek indziej, próbujmy naśladować Maryję, Józefa i pasterzy adorujących Dzieciątko Jezus w żłóbku. Przywitajmy Jezusa Zbawiciela, który przyszedł nas odkupić, a nie potępić. Przyjmijmy Go jako dobrego Pasterza, który oddał za nas swoje życie. Wychwalajmy Go jako Króla królów i Pana panów, który rządzi całym stworzeniem z krzyża ofiarnej miłości.
Nie zmarnujmy tej okazji! Nie pozwólmy, by obowiązki czy przeżycia dzisiejszego dnia zatrzymały nas na poziomie „zwyczajnego” widzenia.
Nie pozwólmy, by nasz duchowy wzrok został przyćmiony troskami teraźniejszości, lękiem przed przyszłością czy bólem przeszłości. Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz, koniecznie znajdź czas na adorację śpiącego Dzieciątka Jezus. Jeśli masz w domu szopkę lub figurkę, posłuż się nimi, jeśli nie, wykorzystaj okładkę naszego pisma! Kontempluj Jezusa i proś Ducha Świętego, aby pomógł ci Go zobaczyć.
Jezus przyszedł odnowić nie tylko Syjon, ale także ciebie i wszystkich, z którymi żyjesz. Przyjdź dziś do Niego i pozwól, by ta obietnica odnowy napełniła cię wdzięcznością i nadzieją.
„O, pójdźmy wszyscy do stajenki adorować Chrystusa Pana!”
Ps 98,1b-6
Hbr 1,1-6
J 1,1-18

ARTYKUŁ 

Obyś rozdarł
niebiosa i zstąpił!
Adwentowe wołanie serca

Na pierwszy
tydzień Adwentu
Iz 63,16b-17.1b9; 64,2b-7

Co takiego ma w sobie Boże Narodzenie, że budzi w nas poczucie radosnego oczekiwania? Dostrzegamy je w oczach naszych dzieci i wnucząt. Zauważamy u siebie samych, kiedy planujemy rodzinne spotkania. Widzimy je w choinkach i dekoracjach, które niedługo pojawią się w domach i na ulicach.
Chociaż wszyscy cenimy sobie nasze świąteczne i rodzinne tradycje, chodzi tu o coś więcej. W głębi serca przeczuwamy, że wkrótce ma wydarzyć się coś bardzo ważnego, do czego trzeba się przygotować.
Taki jest sens Adwentu, świętego czasu łaski i błogosławieństwa od Pana. Co roku Bóg daje nam cztery tygodnie, w czasie których mamy przygotować się na powitanie Jezusa w Boże Narodzenie. W tegorocznym adwentowym wydaniu „Słowa wśród nas” chcemy dać się poprowadzić Bogu poprzez czytania czterech kolejnych niedzielnych Mszy świętych. Zwrócimy szczególną uwagę na czytania ze Starego Testamentu, przez które Bóg przygotowywał starożytnego Izraela na dzień przyjścia Jezusa. Jeśli pójdziemy podobną drogą duchowego przygotowania, nasze serca otworzą się i przyjmą dar przemiany życia.

Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić?
Spróbuj postawić się na miejscu Żyda żyjącego pomiędzy V a VI wiekiem przed Chrystusem (dokładnie pomiędzy 540 a 450 rokiem p.n.e.). Wyobraź sobie, że przyszło ci żyć w tych niezwykle dramatycznych czasach; że jesteś świadkiem, jak wojska babilońskie spaliły doszczętnie świątynię jerozolimską, może nawet znalazłeś się wśród tysięcy wygnańców uprowadzonych do odległego Babilonu.
Tak wiele widziałeś strat i zniszczeń! Teraz jednak stoisz przed wyzwaniem, jakim jest odbudowa twojego wspaniałego niegdyś miasta. Patrząc na jego gruzy, myślisz o tym, jak nisko upadł twój naród, zarówno pod względem materialnym, jak i duchowym, a w twoim sercu wzbiera modlitwa:
„Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serca nasze stają się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (...) Oto Ty zawrzałeś gniewem, bo grzeszyliśmy przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani” (Iz 63,17; 64,4).
Uświadamiasz sobie, że także twój grzech przyczynił się do zniszczenia Jerozolimy, bowiem Ty również, jak wszyscy inni, błądziłeś, odchodząc od Pana i Jego przykazań. Twój lud składał ofiary fałszywym bogom okolicznych narodów, bogaci wyzyskiwali ubogich, szerzyła się niemoralność, a w rodzinach panowała zazdrość, niezgoda i podziały.
Wielcy prorocy, jak Ezechiel i Jeremiasz, wzywali naród do nawrócenia, ale odzew był zbyt słaby i zbyt późny. Lud nie „bał się” Pana dostatecznie mocno, żeby wziąć na serio słowa Jego proroków. W końcu nastąpiła tragiczna w skutkach inwazja Babilończyków.

Panie, otwórz niebiosa i zstąp do nas!
W pewnym sensie historia Jerozolimy jest także naszą historią. My również patrząc na nasz świat widzimy grzech, niezgodę i bezbożność, a wejrzawszy we własne serca dostrzegamy, że grzech świata znalazł drogę także do nas, wpływając na nasze postępowanie. Oczywiście wierzymy, że Bóg nas kocha, ale wiemy także, jak trudno jest za Nim iść i okazywać innym tę samą miłość, jaką On nas umiłował. Nasz egocentryzm, pycha czy niewiara mogą nie rzucać się w oczy, ale to wcale nie znaczy, że jesteśmy od nich wolni.
Może postanawialiśmy poprawę, by po pewnym czasie stwierdzić, że znowu popadamy w te same grzechy. Chcemy się zmienić, ale jakoś nie mamy na to siły. Łączymy się więc z ludem Jerozolimy we wspólnym wołaniu:
„Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił –
przed Tobą zatrzęsłyby się góry, (...)
gdy dokonasz dziwów nadspodziewanych, o których z dawna nie słyszano” (Iz 63,19; 64,2).
Panie, gdybyś tylko otworzył niebiosa, zstąpił i naprawił wszystko! Czy to nie doskonała modlitwa na Adwent? Przez cały ten okres liturgiczny modlimy się słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!”. Słuchamy czytań biblijnych zapowiadających nową jutrzenkę, gdy niebo zstąpi na ziemię. Zapalamy roratnie świece, aby w ten symboliczny sposób rozświetlić drogę przychodzącemu Jezusowi. I podobnie jak starotestamentalni Żydzi, tęsknimy za Bogiem, który przyjdzie i przywróci normalność w naszym życiu, rodzinach i na całym świecie.
A Bóg wysłuchuje naszych modlitw, podobnie jak wysłuchał modlitw Izraelitów. Ale często czyni to w najbardziej nieoczekiwany sposób. Zamiast przybyć w wielkim majestacie jako potężny król, wśród grzmotów i trzęsienia ziemi, przychodzi jako małe dziecko. Zamiast dokonywać „dziwów nadspodziewanych” przed całym światem, przychodzi w sposób ukryty przed wszystkimi oprócz garstki świadków.
I chociaż rzeczywiście niebiosa zostają rozdarte ukazując aniołów wychwalających Boga, dzieje się to w niewielkiej mieścinie Betlejem, na oczach zaledwie małej grupki pasterzy.
Taka jest tajemnica Bożego Narodzenia – tajemnica, która porusza nas po dziś dzień. Bóg wypełnił obietnice dane Izraelowi posyłając swego Syna, Jezusa, aby dokonał czynów przekraczających nasze wyobrażenia. Jednak najbardziej zadziwia nas to, że Jezus dokonał ich w pokorze i uniżeniu.

On przyjdzie na pewno
Powróć w tym tygodniu do przepięknego czytania z I Niedzieli Adwentu (Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7). Stań duchowo wraz ze starotestamentalnymi Izraelitami przed zrujnowaną świątynią i módl się: Przyjdź, Panie Jezu. Nie pozwól nam, nie pozwól mnie, dłużej błąkać się z dala od Twoich dróg. Potem stań na wzgórzu z pasterzami, Maryją i Józefem przy żłóbku i módl się: Panie, otwórz moje serce! Pomóż mi w tym Adwencie rozpoznać wszystkie Twoje ukryte, nieoczekiwane wejścia w moje życie. Jeśli zmagasz się z jakimś grzechem, wołaj: Panie, przebacz mi! Rozedrzyj niebiosa i przyjdź, aby zbawić mnie i cały Twój lud, który ukochałeś i jest cenny w Twoich oczach! Uwierz, że Bóg wysłucha Twoją modlitwę. Może przyjść cicho i pokornie, wybierając drogi, które nie będą dla ciebie oczywiste. Ale uwierz, że przyjdzie na pewno – z obfitością swojej miłości
i miłosierdzia – do ciebie i twoich najbliższych w tym Adwencie. ▐

 

Bóg, który wysłuchuje
modlitw

Jezus objawia swoją chwałę
i miłosierdzie

Na drugi
tydzień Adwentu
Iz 40,1-5.9-11

W pierwszym tygodniu Adwentu łączyliśmy się z prorokiem Izajaszem w wołaniu do Boga o pomoc. Błagaliśmy: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!” (Iz 63,19). Widząc grzech świata, a także grzech kryjący się w naszych własnych sercach, prosiliśmy Boga, aby przyszedł i nas wybawił. Z kolei pierwsze czytanie II Niedzieli Adwentu (Iz 40,1-5.9-11) ukazuje nam, w jaki sposób Bóg odpowie na naszą modlitwę i czego chce On dla nas dokonać w tym Adwencie. Za pośrednictwem proroka Izajasza Bóg oznajmia, że pragnie okazać nam swoje miłosierdzie, objawić nam swoją chwałę oraz posłać nas z Dobrą Nowiną do innych. Zobaczmy, w jaki sposób ujawniają się te trzy błogosławieństwa.

Pociecha i miłosierdzie od Boga
Pierwsze słowa brzmią jak wołanie zrozpaczonego ojca wzywającego swoje zbuntowane dziecko do powrotu do domu:
„Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! (…). Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana” (Iz 40,1).
W słowach tych można usłyszeć współczucie Boga. To tak, jakby Pan mówił: Izraelu, moje dziecko, widzę, jak cierpisz na wygnaniu. Widzę, że zrozumiałeś, że to twoja niewierność doprowadziła cię do tego stanu. Nie mogę już patrzeć, jak cierpisz ucisk jęcząc pod ciężarem winy. Przebaczam ci wszystko! Wróć do Mnie! Chcę oczyścić twoje sumienie i dać ci pokój.
Pocieszenie i miłosierdzie od Boga stanowią istotę naszej adwentowej drogi. Bóg prosi nas, abyśmy wznieśli nasze serca do Jezusa, który przychodzi na świat wybawić nas od grzechu. Chce, abyśmy w historii Bożego Narodzenia rozpoznali Boga, który cierpi ze swoim ludem, który mu przebacza i nie spocznie, dopóki nie sprowadzi go z powrotem do siebie i nie pocieszy.
Spróbuj teraz, choćby przez minutę, rozważyć tę prawdę. Pozwól, by zapadła ci głęboko w myśli i serce. Zamknij oczy i zobacz Jezusa, który mówi do ciebie: Pozwól mi cię pocieszyć, niezależnie od tego, co cię trapi. Jeśli to grzech sprawił ci ból, wiedz, że ci przebaczyłem. Nie przyszedłem cię potępić, ale zbawić. Jestem teraz o wiele bliżej ciebie, niż przypuszczasz.

Chwała Boga
Przesłanie miłosierdzia, przy całej swojej wielkości i mocy, jest zaledwie początkiem Bożego planu wobec nas. Po przekazaniu nam przez proroka słów pociechy, Bóg mówi dalej:
„Drogę Panu przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec dla naszego Boga!
Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą” (Iz 40,3-4).
Wszystkie doliny. Wszystkie góry. Bóg obiecał usunąć każdą przeszkodę oddzielającą Izraela od Niego – i składa także nam tę samą obietnicę. Obiecuje obniżyć wszelkie góry stojące między Nim a nami. Obiecuje wybaczyć nam takie grzechy jak pycha, złość czy zawiść, które powodują wypiętrzanie się tych gór. Obiecuje również zasypać doliny wstydu, winy i lęku, które nie pozwalają nam stanąć przed Nim na modlitwie. A następnie składa jeszcze większą obietnicę: „Wtedy się chwała Pańska objawi” (Iz 40,5).
Prawda, że to niewiarygodne? Bóg chce objawić nam własną chwałę! Nie jest to jednak chwała, do której dąży świat – chwała wynikająca z zamożności i bezpieczeństwa finansowego czy ze statusu społecznego, wpływu na innych i władzy. Ta chwała objawiła się w odwiecznym Synu Bożym, który porzucił wszystko, aby nas odkupić. Objawiła się w Dziecku ubogich Małżonków z zapadłej mieściny, jaką był Nazaret. Objawiła się w Synu cieśli, który poświęcił życie głoszeniu miłosierdzia swego Ojca. Ten rodzaj chwały wymaga poświęcenia i służby, pokory i miłości.
Święty Ireneusz powiedział niegdyś: „Chwałą Boga jest człowiek w pełni żyjący”. Kto z nas żył bardziej „w pełni” niż Jezus? Nie był On obciążony grzechami, z którymi my się zmagamy. Codziennie doświadczał obecności Ojca na modlitwie. Miłował Boga całym sercem i dawał siebie braciom. Taką właśnie chwałę objawił nam Jezus, chwałę ofiarnej miłości.
Spróbuj dziś przez jakiś czas rozważyć chwałę Bożą. Zastanów się, w jaki sposób możesz jej doświadczyć. Jest ona widoczna w pięknie stworzenia i w Eucharystii, w miłości męża do żony i ofiarności, na jaką zdobywa się matka wobec swego dziecka. Jest widoczna w ludziach, którzy poświęcają całe swoje życie służbie ubogim. Chwała Boża jest wszędzie wokół nas. Napełniając ziemię, napełnia także nasze serca podziwem i wdzięcznością.

Misja od Boga
Tak więc w Adwencie Bóg chce nam przebaczać i objawiać swoją chwałę. Ale to jeszcze nie koniec. Chce także powierzyć nam określoną misję:
„Wstąp na wysoką górę (...)! Podnieś mocno twój głos (...)! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: «Oto wasz Bóg!»” (Iz 40,9).
Jak kiedyś Izraelici żyli otoczeni przez narody idące za fałszywymi bogami, tak my dziś żyjemy na świecie, który ma swoich bożków. Są to: „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia” (1 J 2,16). Bóg pragnie jednak, abyśmy zamiast uginać się pod brzemieniem tego otoczenia, głosili Dobrą Nowinę: „Oto twój Bóg!”. Chce, abyśmy świadczyli wobec innych o tym, co zobaczyliśmy –
o chwale, pokorze i miłości Boga. Niektórzy ludzie noszą w sobie obraz mściwego Boga, ale przecież w rzeczywistości jest On miłosierny. Niektórzy sądzą, że Bóg jest odległy i nieprzenikniony, ale naprawdę jest On bardzo blisko nas. Niektórzy mają Go za obojętnego, ale my możemy zaświadczyć o Jego czułości i troskliwej opiece:
„Podobnie jak pasterz, pasie On swą trzodę, (...) jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie” (Iz 40,11).
W święta Bożego Narodzenia wszyscy usłyszą kolędy głoszące pokój ludziom dobrej woli – a ty będziesz wiedział, skąd bierze się ten pokój i dobra wola. Nie bój się więc mówić innym, jak bardzo są kochani przez Jezusa. Idź, ogłoś to na górach! ▐

 

MAGAZYN

Przesłanie,
które trafia
do serca
Święty Franciszek
i pierwsza żywa szopka

Podczas zeszłorocznych świąt Bożego Narodzenia uczestniczyłam we Mszy świętej trzymając na ręku dwumiesięcznego wnuka, opatulonego w świąteczny sweterek z identycznym wzorem jak ten, który miał na sobie jego dwuletni braciszek. Mały spał spokojnie, jak to mają w zwyczaju niemowlęta, nie zważając na wypełniające całą katedrę radosne dźwięki organów i śpiewy chóru. Patrząc na niego, myślałam sobie: „Czy to nie zdumiewające? Bóg przyszedł do nas właśnie w takiej postaci, jako bezradne dziecko, niezainteresowane tym, co się dzieje wokół, i całkowicie zależne we wszystkim od Maryi i Józefa. Oto, jak Bóg nas umiłował!”.
Można myśleć o wcieleniu Jezusa w sposób abstrakcyjny – rozważać to, że Bóg posłał swego umiłowanego Syna, aby stał się człowiekiem i zamieszkał wśród nas. Ale rzeczywistość Wcielenia dociera do nas naprawdę dopiero wtedy, gdy doświadczamy jej osobiście naszymi zmysłami. Dlatego oglądanie nowo narodzonego dziecka czy wzięcie go na ręce to doskonały sposób, by uświadomić sobie, co uczynił dla nas Bóg w Jezusie.
Intuicyjnie wyczuwał to także św. Franciszek z Asyżu. Zdawał sobie sprawę, że potrzebujemy namacalnych, materialnych znaków obecności Boga i to właśnie z tego powodu Jezus stał się człowiekiem. Dlatego w 1223 roku, trzy lata przed swoją śmiercią, Franciszek przygotował pierwszą żywą szopkę, którą wystawiono po pasterce. Skutki tego okazały się natychmiastowe i dalekosiężne. Dziś trudno nam wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez żłóbka, szopki czy jasełek.

Rola gestu i czynu
Nie po raz pierwszy Franciszek posłużył się obrazem, dramaturgią i elementami świata materialnego dla przekazania prawd duchowych. W gruncie rzeczy całe jego życie obfitowało w dramatyczne gesty i czyny, które wywierały na ludzi – a nawet i na niego samego – większy wpływ niż same słowa.
Na przykład pewnego dnia Franciszek spotkał trędowatego. Dotąd zawsze unikał takich ludzi. „Gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry” – pisał. Zamiast jednak odwrócić się lub minąć obojętnie tego człowieka, zsiadł z konia i ucałował go. Przytulenie trędowatego pozwoliło Franciszkowi wyzbyć się wstrętu i umiłować tego człowieka, jak Jezus go umiłował.
Kolejny dramatyczny moment nastąpił w 1206 roku, kiedy Franciszek stanął przed biskupem Asyżu na głównym placu miejskim. Jego ojciec był na niego wściekły, ponieważ bez pozwolenia sprzedał trzy bele drogiego sukna, aby zdobyć pieniądze na wyremontowanie kościółka San Damiano. Biskup nakazał Franciszkowi zwrócić pieniądze ojcu. Franciszek zgodził się posłusznie, ale uczynił jeszcze coś więcej. Zdjął z siebie wszystkie ubrania i stojąc nago oświadczył: „Odtąd nie będę już mówił: «Ojcze mój, Pietro Bernardone», lecz «Ojcze nasz, któryś jest w niebie»”. Ten publiczny gest przesądził o ostatecznym zerwaniu Franciszka ze światem i własną rodziną.
Dla Franciszka wiara była czymś więcej niż tylko intelektualnym przyjęciem określonych prawd; one przenikały do jego serca i uwidaczniały się w zewnętrznym postępowaniu.

Pokora wcielenia
Tomasz z Celano, uczeń i pierwszy biograf św. Franciszka, pisał, że pokora Jezusowego wcielenia oraz miłość objawiona w Jego męce i śmierci do tego stopnia zaprzątały Franciszka, że „ledwie mógł o czym innym myśleć”. Nie jest więc niczym zaskakującym, że szukał sposobu, by pomóc innym głębiej zrozumieć to, czego dokonał Bóg, posyłając swego Syna. Nurtowało go to szczególnie mocno, odkąd odwiedził Ziemię Świętą, co było dla niego niezwykle poruszającym doświadczeniem. Wpadł więc na pomysł odtworzenia historii Narodzenia Pańskiego w samym środku Włoch.
Najpierw wystarał się o zgodę papieża, ponieważ nigdy wcześniej nie wystawiano jasełek i to jeszcze w kontekście Mszy świętej. Następnie, około dwóch tygodni przed Bożym Narodzeniem, Franciszek poprosił swego dobrego przyjaciela, Jana Velitę z Greccio,
o zbudowanie sceny. Jan był szlachcicem, w którego posiadaniu znajdowały się jaskinie na zboczu góry za miastem, i tam właśnie zbudowano żłóbek.
Według Tomasza z Celano, Franciszek uzasadniał ten pomysł następująco: „Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wołu i osła”.
Oto jak opisał ten wieczór św. Bonawentura, drugi biograf św. Franciszka: „Zwołują się bracia, schodzą ludzie, las rozbrzmiewa różnymi głosami, a owa błogosławiona noc rozjaśnia się licznymi i jasnymi światłami, napełnia pochwalnymi i harmonijnymi śpiewami, stając się wspaniałą i odświętną. Mąż Boży stał przed żłobem przepełniony pobożnością, zalany łzami i radością. Przy żłobie odprawiana jest uroczysta Msza święta, a Franciszek, diakon Chrystusowy, śpiewa świętą Ewangelię. Następnie wygłasza do stojących tam ludzi kazanie o narodzeniu się ubogiego Króla, którego, gdy chciał nazwać po imieniu, z nadmiaru czułej miłości, nazywał Dzieciątkiem z Betlejem”.
Była to niezapomniana noc, którą wspominamy po dziś dzień, choć dzieli nas od niej już osiemset lat. Siano, na którym złożono Dzieciątko, zostało zachowane i, jak odnotowano później, miało moc uzdrawiania ludzi i zwierząt. Jeden ze świadków wyznał, że miał wizję Dzieciątka Jezus uśmiechającego się ze żłóbka do Franciszka.
Nadzieje Franciszka zostały spełnione. „W wielu sercach Dziecię Jezus zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem Jego sługi, św. Franciszka, sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i wrażone w kochającą pamięć” – zapisał Tomasz z Celano. Ludzie mogli przekonać się naocznie, jak bardzo Bóg ich umiłował. Posłał na świat swojego Syna nie jako wielkiego Króla, ale jako ubogie Dziecko, które nie miało miejsca, gdzie by mogło głowę złożyć, jak tylko w żłobie, z którego jadły zwierzęta.

Szopki zdobywają
popularność
Pierwsze wystawienie jasełek przez św. Franciszka okazało się takim sukcesem, że bardzo szybko zdobyły one sobie popularność w całych Włoszech. Wkrótce w wielu kościołach zaczęto odgrywać scenki z Bożego Narodzenia. W ciągu następnych stu lat praktyka ta dotarła do wszystkich kościołów Włoch. Z czasem żywi aktorzy i zwierzęta zostali zastąpieni przez figurki.
Dziś szopki pojawiają się nie tylko w kościołach, ale także w wielu katolickich domach. Mają różnorodną formę – od kartonowych, plastikowych czy gipsowych figurek, którymi bawią się dzieci, po kunsztowne, ręcznie rzeźbione i malowane postacie ustawiane w precyzyjnie skonstruowanej stajence.
Niezależnie od tego, jak wyglądają nasze szopki, pamiętajmy, że intencją Franciszka było wywołanie w nas konkretnej reakcji. My także, jak XIII-wieczni Włosi, możemy zanadto skoncentrować się na świeckich aspektach świąt, zaniedbując adwentową modlitwę i kontemplację z powodu nawału przygotowań na świąteczne dni. Widok szopki betlejemskiej może sprawić, że na chwilę oderwiemy się od codziennych trosk, przypominając sobie, co takiego naprawdę świętujemy.
Tak więc klękając do modlitwy przy żłóbku w święta Bożego Narodzenia pamiętajmy, że Jezus ofiarował się za nas nie dopiero na krzyżu, ale już od samego początku, od swych narodzin. Król królów i Pan panów przyszedł na świat nie w bezpieczeństwie i wygodach rodzinnego domu, ale w stajni dla zwierząt – w zimnym, ciemnym i brudnym miejscu. Przyjął na siebie w pełni naszą ludzką kondycję i nasze ludzkie cierpienie. Wychwalając Go za Jego nieskończoną miłość i pokorę, podziękujmy także św. Franciszkowi za to, że pokazał nam wiarę, która nie jest tylko sprawą intelektu, ale sięga głęboko
w serce i przemienia postępowanie. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 12 (328) 2020



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO GRUDNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Grudniowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowaliśmy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. To adwentowe wołanie wyraża nasze żarliwe oczekiwanie na przyjście wcielonego Boga w noc Bożego Narodzenia. Proponujemy cztery artykuły (po jednym na każdy tydzień), które pomogą podążać drogą wskazaną przez starotestamentalnych proroków i otwierać serca na przyjęcie Pana.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie proponujemy trzy artykuły: o pierwsze szopce, zrealizowanej według pomysłu św. Franciszka z Asyżu, świadectwo o uwolnieniu od ciężaru przeszłości oraz o działalności Centrum Pomocy Kobietom, które wspiera kobiety znajdujące się w kryzysowej sytuacji związanej z ciążą.
W ramach Naszych lektur polecamy książkę dla dzieci – pięknie ilustrowany zbiór legend „Święta noc”, doskonały prezent pod choinkę. Ponadto, jak zwykle, zamieszczamy Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę, a także informacje o nagrodach dla prenumeratorów.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!
Adwentowe wołanie serca........................................... 4

Bóg, który wysłuchuje modlitw
Jezus objawia swoją chwałę i miłosierdzie.................8

Chwal Boga z radością
Przesłanie Niedzieli Gaudete.......................................12

Zbuduję ci dom
Święto na cześć Boga, który działa.............................16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 grudnia ......................................20

MAGAZYN

Przesłanie, które trafia do serca
Święty Franciszek i pierwsza żywa szopka
Patricia Mitchell.................................................... 49

Wolny, aby być sobą
Jak Bóg pomógł mi uporać się z moją przeszłością
Matt Lozano......................................54

Bliskość niosąca nadzieję
Działalność Centrum Pomocy Kobietom
Hallie Riedel......................................57

Nagrody dla prenumeratorów................................ 61

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wtorek, 1 grudnia
Iz 11,1-10
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego. (Iz 11,1)
Obfity deszcz może zdziałać cuda na niemal każdej pustyni. Nasiona zagrzebane w suchej ziemi mogą przetrwać miesiące, a nawet lata. Gdy zaistnieją sprzyjające warunki, zaczynają kiełkować, a pustynia wybucha kolorami i życiem.
Izrael wyczekujący Mesjasza przypominał taką właśnie pustynię czekającą na rozkwit. Od wielu lat naród wybrany cierpiał niewolę na wygnaniu, zaledwie od czasu do czasu doświadczając przebłysków nadziei. Żywotna niegdyś dynastia Dawida popadła w letarg, a lud coraz bardziej skłaniał się ku obyczajom pogan, wśród których przebywał. Wtedy Bóg przemówił do tej pustyni i obiecał, że „wyrośnie różdżka z pnia Jessego”, która zapoczątkuje królestwo sprawiedliwości.
Minęły kolejne stulecia i stało się! Z rodu Dawida narodził się Jezus, który w mocy i łasce zainaugurował zapowiadane królestwo. Tu jednak nastąpiła niespodzianka. Posługa Jezusa „rozkwitła” w zupełnie inny sposób niż tego powszechnie oczekiwano. Przyszedł On bowiem wybawić ludzkość od grzechu, a nie Królestwo Izraela spod rzymskiego panowania. Swoje największe zwycięstwo odniósł na krzyżu, a nie na czele armii wyzwoleńczej. Jednak dla tych, którzy w Niego uwierzyli, pustynia ożyła intensywnością barw łaski, miłosierdzia i radości.
Czy w tym mijającym roku przechodziłeś przez pustynię? Pustynia dezorientuje, toteż być może rodzi się w tobie wiele pytań, na które nie znajdujesz odpowiedzi, próbując uporać się z pandemią, napięciami społecznymi, żałobą, brakiem pieniędzy czy po prostu wyzwaniami, jakie niesie codzienne życie. Znużony i obolały, zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem Bóg nie odwrócił się od ciebie.
Bóg jednak zapewnia cię, że gdziekolwiek jesteś, On jest tam wraz z tobą. Nie zapomniał o tobie. Idzie przez pustynię obok ciebie. Zawsze będzie cię kochał i zawsze, zawsze będzie ci wierny.
Dziś, wciąż oczekując odpowiedzi na swoje pytania, spróbuj zobaczyć, w jaki sposób łaska Boża rozkwita wokół ciebie już teraz. Surowe piękno pustyni może skłonić cię do modlitwy i otwarcia się na przyjęcie „deszczu” Bożej łaski. Pozbawiony wygód i komfortu, możesz odkryć niezachwianą wiarę ukrytą głęboko w twoim sercu.
„Panie, pomóż mi dostrzec Twoją łaskę na pustyni życia.”
Ps 72,1-2.7-8.12-13.17
Łk 10,21-24

▌Środa, 2 grudnia
Ps 23,1-6
I zamieszkam w domu Pańskim na długie dni. (Ps 23,6)
O tej porze roku, gdy zaczynamy już powoli planować święta Bożego Narodzenia, zwykle nasze myśli biegną w kierunku rodzinnego domu. Nawet jeśli w tym roku spędzimy święta z dala od bliskich, powracają do nas wspomnienia minionych lat, kiedy z radością czekaliśmy na ubieranie choinki, pakowanie prezentów, śpiew kolęd, spotkania przy wigilijnym stole. Ale czy pomyślałeś kiedyś, że Adwent ma być także czasem radosnego oczekiwania na spotkanie w odwiecznym domu Boga?
Temat ten pojawia się w wielu czytaniach, które słyszymy w Adwencie.
Dlaczego? Ponieważ Kościół w tym czasie zaprasza nas nie tylko do przygotowania się na przyjście Jezusa w święta Bożego Narodzenia, ale także do refleksji nad Jego powtórnym przyjściem, kiedy powróci w chwale
i przyjmie nas do nieba. Zobaczmy, w jaki sposób rozbudza w nas tę tęsknotę dzisiejsze pierwsze czytanie.
Jak każdy dobry gospodarz, Jezus pragnie dobrze przyjąć swoich gości i ich nakarmić. Izajasz przedstawia wizję wspaniałej uczty „dla wszystkich ludów” (Iz 25,6). Wszystko, czego tylko dusza zapragnie – Izajasz posłużył się tu obrazem „najpożywniejszego mięsa” i „najwyborniejszych win” – będzie nam dane, ponieważ znajdziemy się w obecności Tego, którego w głębi serca zawsze pragnęliśmy najbardziej – samego Boga.
Tego dnia wszyscy goście zbiorą się wokół stołu jako jedna rodzina, ponieważ Bóg usunie „zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów i całun, który okrywał wszystkie narody” (Iz 25,7). Czy potrafisz to sobie wyobrazić – wszelkie napięcia, konflikty i kłótnie, których dzisiaj jesteśmy świadkami, także w naszych własnych rodzinach, po prostu znikną na zawsze.
W niebie będzie wielka radość. Bóg „otrze łzy z każdego oblicza” i „raz na zawsze zniszczy śmierć” (Iz 25,8). Wszystkie rozczarowania, straty i bóle, jakich doświadczyliśmy w czasie swego ziemskiego życia, zostaną uleczone. Zjednoczeni na nowo z naszymi ukochanymi nigdy już nie będziemy przeżywać lęku przed kolejnym rozstaniem.
Kto nie chciałby zostać przyjęty w takim domu? To właśnie czeka nas wszystkich, którzy dziś przygotowujemy się do życia na wieki w domu Chrystusa, naszego Pana. A więc radujmy się! W tym Adwencie, przygotowując swój dom na Boże Narodzenie, pamiętajmy, że Jezus Chrystus przygotowuje dla nas miejsce w domu Ojca.
„Ojcze niebieski, dziękuję ci za to, że zapraszasz mnie do swego domu.”
Iz 25,6-10a
Mt 15,29-37

▌Czwartek, 3 grudnia
Mt 7,21.24-27
Nie każdy, kto mówi mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego. (Mt 7,21)
W dzisiejszej Ewangelii Jezus opowiada przypowieść o dwóch mężczyznach, którzy mieli ze sobą wiele wspólnego. Obaj wybudowali dom, znosili burze i słuchali słowa Pana. Różnica polegała na tym, że jeden z nich wcielił to słowo w życie, a drugi nie. I ten, który tego nie zrobił, zobaczył, jak wichura obraca w gruzy jego dom.
Jeśli chcemy być podobni do mądrego człowieka z przypowieści, będziemy budować swoje życie na skale, którą jest Jezus. To zapewni nam pokój wewnętrzny i siłę do przetrwania życiowych burz. Ale jak to wygląda w praktyce?
Najlepszym punktem wyjścia jest modlitwa. Podobnie jak nie można zaprzyjaźnić się z kimś, z kim nigdy się nie rozmawia, tak nie można mieć relacji z Jezusem bez modlitwy. Modlitwa otwiera nam drogę do spotkania z Panem i wzrastania w świętości. Niezwykle pomocne jest także codzienne czytanie Biblii, uważne słuchanie homilii podczas Mszy świętych oraz korzystanie z różnych okazji do pogłębiania wiary.
Wszystkie te praktyki są kładzeniem mocnego fundamentu wiary, ale to jeszcze nie wszystko. Jak mówi Jezus w dzisiejszej przypowieści, mocna i głęboka wiara jest owocem wprowadzania w życie Jego słowa.
Kiedy, starając się patrzeć jak Jezus, zauważamy nową, nieśmiałą uczennicę, pogłębiamy nie tylko naszą wrażliwość na innych ludzi, ale także umiejętność dostrzegania Boga w każdej osobie. Kiedy wraz z Jezusem wsłuchujemy się w problemy kolegi z pracy, świadczymy o tym, że „Pan (…) wybawia złamanych na duchu” (Ps 34,19). Kiedy stajemy się Jego ustami, rozmawiając
z samotną sąsiadką lub Jego rękami, przygotowując posiłek dla chorego przyjaciela, umacniamy nie tylko nasze relacje z tymi ludźmi, ale również z Bogiem. Za każdym razem, gdy czynimy dobro innym w imię Jezusa i w Jego duchu, umacnia się fundament naszej wiary.
Bezpośrednio przed opowiedzeniem dzisiejszej przypowieści Jezus ostrzega nas: „Strzeżcie się fałszywych proroków” (Mt 7,15) – czyli ludzi, którzy pozują na świętych, ale ich czyny dowodzą czegoś zupełnie innego. Dotyczy to również nas samych. Jezus nie chce, aby nasza wiara ograniczała się jedynie do pobożnych praktyk, lecz by przynaglała nasze serca do konkretnych działań. W ten sposób budujemy mocny, bezpieczny fundament.
„Jezu, bądź moją Skałą i pomóż mi wcielać w życie to, czego uczyłeś.”
Iz 26,1-6
Ps 118,1.8-9.19-21.25-27

▌Niedziela, 6 grudnia
Mk 1,1-8
Przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. (Mk 1,5)
Jan Chrzciciel nazywany jest często poprzednikiem Chrystusa, ponieważ poprzedzając Jego przyjście przygotował Mu drogę. Ale dlaczego to przygotowanie było niezbędne? Marek daje nam wskazówkę, wyjaśniając, że Jan „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Mk 1,4). Jan zdawał sobie sprawę, że grzech nie pozwala ludziom zbliżyć się do Boga, toteż proponował jedyny środek zaradczy, który mógł im pomóc przyjąć przychodzącego Jezusa – nawrócenie i odpuszczenie grzechów.
My także podczas Adwentu przygotowujemy się na przyjście Mesjasza, a to przygotowanie zakłada również nasze nawrócenie. Podobnie jak ludzie przychodzący nad Jordan wiemy, że zgrzeszyliśmy i potrzebujemy przebaczenia. I także w naszym przypadku nawrócenie – nawet z niewielkich grzechów – kruszy nasze serca oraz otwiera nas na Jezusa i Jego łaskę.
Jak to się dzieje? Otóż nawrócenie wymaga od nas zrobienia duchowego remanentu tego wszystkiego, co w naszym życiu wymaga zmiany, co nie jest zgodne z Bożymi przykazaniami. Nie musimy robić tego sami – Duch Święty, jeśli Go o to poprosimy, pomoże nam zbadać nasze serca i z delikatnością odsłoni przed nami nasze grzechy i zaniedbania. A kiedy już zobaczymy, gdzie odeszliśmy od Boga, ten sam Duch pomoże nam uświadomić sobie, jak bardzo potrzebujemy Bożej łaski. To sprawi, że będziemy częściej zwracać się do Jezusa i mocniej do Niego przylgniemy. Kiedy doświadczymy tego, że Bóg oczyszcza nas z grzechu, pobudzi nas to do dziękczynienia za Jego nieskończoną miłość i niezwodne, niewyczerpane miłosierdzie.
Postanów więc sobie koniecznie przed świętami skorzystać z sakramentu pokuty. Niech twoją codzienną praktyką stanie się rachunek sumienia, który pomoże ci oczyszczać sumienie z tych wszystkich grzechów, które kumulując się osłabiają twoją relację z Chrystusem. Skrucha i nawrócenie mają potężną moc. Bóg posłuży się nimi nie tylko by cię oczyścić, ale także by uzdrowić twoje serce i pociągnąć cię do siebie.
„Jezu, daj mi łaskę poznania moich grzechów i nawrócenia.”
Iz 40,1-5.9-11
Ps 85,9-14
2 P 3,8-14

▌Wtorek, 22 grudnia
Łk 1,46-56
Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. (Łk 1,49)
Wielu bohaterów biblijnych, podobnie jak Maryja, mogłoby wskazać naprawdę wielkie i spektakularne Boże interwencje w swoim życiu. Jednak te szczytowe doświadczenia nie wyczerpywały całej ich egzystencji. Dokonywały się wśród zwyczajnych chwil szukania Pana w codziennym życiu i wytrwałego kroczenia za Nim. Wołali do Niego wciąż na nowo, w dobrych
i złych czasach.
Weźmy na przykład Annę z dzisiejszego pierwszego czytania. Cierpiała ona bardzo z powodu bezdzietności. Jednak Bóg jej błogosławił i posyłał ludzi, którzy otaczali ją życzliwością. Jej mąż, Elkana, rozumiał jej ból i usiłował ją pocieszyć. Wprowadzony przez niego zwyczaj dorocznego udawania się wraz z całą rodziną do sanktuarium w Szilo z pewnością umacniał wiarę Anny. Czuła się pewnie i bezpiecznie w domu Pańskim, gdzie mogła swobodnie otworzyć swoje serce na modlitwie.
Bóg posłużył się nawet drugą żoną Elkany, Peninną, która dokuczała jej z powodu bezpłodności. Szyderstwa, które tak głęboko raniły Annę, skłoniły ją do szukania pociechy w Panu. Nawyk modlitwy oraz miłość Elkany dały jej odwagę do przedstawienia Bogu swojej prośby. Odchodząc z sanktuarium, „nie miała już twarzy tak smutnej jak przedtem” (1 Sm 1,18).
Dzięki budowaniu relacji z Bogiem Anna mogła cieszyć się cudem, którego On dla niej dokonał. Nie tylko poczęła syna, Samuela, ale po oddaniu go na służbę Panu urodziła jeszcze pięcioro dzieci. Miała też radość z oglądania, jak Samuel wyrasta na sprawiedliwego, potężnego proroka i przywódcę ludu Izraela.
Ta sama zasada odnosi się do nas. Wierność w codzienności naszego życia przygotowuje nas na wielkie rzeczy, których Bóg dokona w nas i przez nas. Trwaj więc w Jego bliskości, biegając po sklepach i urzędach, będąc w pracy czy zmieniając kolejną pieluszkę dziecku. Żadna chwila spędzona w Jego obecności nie jest bez znaczenia. Nie jest też bez znaczenia nawet najmniejszy akt posłuszeństwa i miłości. Ponieważ Bóg naprawdę chce czynić dla ciebie wielkie rzeczy.
„Wszechmogący Panie, wychwalam Cię za wielkie rzeczy, które dla mnie uczyniłeś i za jeszcze większe, które uczynisz dla mnie w przyszłości.”
1 Sm 1,24-28
(Ps) 1 Sm 2,1bcde.4-8d

▌Środa, 23 grudnia
Ps 25.4-5.8-10.14
Daj mi poznać drogi Twoje, Panie.
(Ps 25,4)
Panie, znam moje drogi i widzę, że nie zawsze prowadzą do Ciebie. Szczerze mówiąc, zdarza się, że prowadzą w przeciwną stronę, a ja przeżywam zamęt, smutek i wstyd. Albo prowadzą mnie donikąd i czuję się jak w pułapce – w impasie, w rozterce, bez odpowiedzi na moje pytania. Albo też idąc nimi wpadam w błędne koło i wciąż wracam do punktu wyjścia, nie zbliżając się wcale do Ciebie, lecz tkwiąc po uszy wciąż w tej samej sytuacji. O Panie, daj mi poznać Twoje drogi!
Ojcze, naucz mnie Twoich dróg! Twoje drogi są godne zaufania. Nie muszę się bać, dokąd mnie zaprowadzą, gdyż wiem, że prowadzą do Ciebie, mojego Stwórcy. Nie potknę się na nich, gdyż są proste i gładkie. Wierzę, Ojcze, choć nie zawsze to widzę, że Twoje drogi są drogami pokoju a idąc nimi znajduję wytchnienie od niepokoju i lęku, od bezowocnych wysiłków i wyniszczającej harówki. Tak, na Twoich drogach jest życie, napełniasz mnie na nich radością Twojej obecności!
Prowadź mnie drogą Twej prawdy i pouczaj. Ucz mnie tego, co prawdziwe, co przetrwa na wieczność, co pochodzi od Ciebie. Ucz mnie, abym szedł razem z Tobą, nawet jeśli Twoja droga jest dla mnie niepojęta. Ojcze, pragnę Twoich dróg, nie swoich! Prowadź mnie, gdyż sam często nie widzę dobrze i nie mam pewności, co dalej. Ale Ty jesteś wszechwiedzący i to, co dla mnie nieznajome, dla ciebie jest proste i zwyczajne. Ty jesteś mądry i Twoje drogi są mądrością. Pouczaj mnie, abym kroczył nimi dziś i przez wszystkie dni.
Ty jesteś dobry, Boże, Mój Zbawco! Nie osądzasz, jak ja to czasem czynię. Zamiast tego pokazujesz mi swoje drogi, drogi miłości. Ty jesteś miłością – dobry, miłosierny i wierny. Jesteś wszechmogący i wszechpotężny. Jesteś ponad wszystkim, a zniżasz się i dotykasz łagodnie najtajniejszych zakątków mojego serca. Pouczasz każdego, kto chce się uczyć. Ja chcę tego, Panie. Chcę, abyś mnie prowadził. Nawet jeśli Twoje prowadzenie wydaje mi się niepojęte i niekomfortowe, jestem bezpieczny, gdyż wiem, że Ty jesteś dobry i wierny.
„O, Panie, Ty jesteś niezmienny, nigdy się nie męczysz, nigdy się ode mnie nie odwracasz. Kochasz mnie i traktujesz jak bliskiego przyjaciela!”
Ml 3.1-4.23-24
Łk 1,57-66

▌Czwartek, 24 grudnia
Łk 1,67-79
Dzięki litości serdecznej Boga naszego… (Łk 1,78)
Czy znasz ten przypływ emocji, jakiego doświadcza się trzymając na ręku lub choćby patrząc na nowonarodzone dziecko? Niemowlęta są tak maleńkie, bezbronne i niewinne, że na ich widok nasze serca spontanicznie wzbierają czułością i miłością.
Te intensywne, instynktowne wręcz emocje oddaje greckie słowo splanchna, użyte przez św. Łukasza w pieśni Zachariasza, a oddane w tłumaczeniu jako „serdeczna litość” (Łk 1,78). Słowo to dosłownie oznacza organy wewnętrzne, ale w różnych miejscach Pisma Świętego stosowane jest dla wyrażania bardzo głębokich i intensywnych emocji, odczuwanych aż w głębi trzewi. Na przykład Łukasz posługuje się tym słowem opisując uczucia ojca z przypowieści Jezusa na widok powracającego syna marnotrawnego, kiedy to ojciec „wzruszył się głęboko” (Łk 15,20).
W Wigilię Bożego Narodzenia zwykle kierujemy naszą uwagę ku Dzieciątku Jezus i cudzie Wcielenia. Myśl o Zbawicielu świata śpiącym spokojnie w ramionach Maryi może obudzić w nas te same uczucia, co widok czy wzięcie na ręce nowonarodzonego dziecka.
Dziś jednak rozważmy także modlitwę Zachariasza. Pokazuje ona uczucia Boga Ojca wobec każdego z nas. On, w swojej serdecznej litości i w swoim wielkim miłosierdziu, posłał na świat swojego Syna. Wiedział o wszystkim, co Go spotka – że urodzi się w stajni, że spotka się ze zdecydowanym odrzuceniem ze strony przywódców religijnych, a następnie umrze straszną śmiercią na krzyżu. Wiedział jednak również, że jest jedynym, który może nas zbawić, że tylko On może zajaśnieć: „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,79).
Kontemplując dziś na pasterce czy na jutrzejszej Mszy świętej Dzieciątko Jezus w żłóbku, pomyśl o tym, jak bardzo umiłował cię Bóg Ojciec. On kocha cię miłością niepojętą, która nie ma granic, która jest gotowa na wszystko, aby cię odkupić. Miłość tę możemy świętować codziennie, ale szczególnie w czasie Bożego Narodzenia. Dziękujmy więc dziś naszemu Ojcu niebieskiemu za największy dar, jaki widziano na tym świecie – Jego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego.
„Jezu, dziękuję Ci za Twoją serdeczną litość. Wierzę, że Ty jesteś światłością świata!”
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Ps 89,2-5.27.29

▌Piątek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
Iz 52,7-10
Oglądają na własne oczy powrót Pana na Syjon. (Iz 52,8)
Już ponad dwa tysiące lat temu miało miejsce przepiękne, a zarazem wstrząsające wydarzenie. Odwieczny Syn Boży przyszedł na świat jako niemowlę. Tego dnia radowali się aniołowie, pasterze śpiewali, Józef był pełen podziwu, a Maryja pogrążona w adoracji.
Jednak pomimo tego wszystkiego, przygodny przechodzień zobaczyłby
w tej scenie jedynie ubogiego rzemieślnika i jego Żonę, próbujących poradzić sobie jak najlepiej w trudnej sytuacji.
Na tym właśnie polega różnica pomiędzy przelotnym spojrzeniem, jakim oglądamy rzeczy na co dzień,
a tym dogłębnym i przenikającym, do jakiego stajemy się zdolni, gdy Bóg otwiera nasze serca. Jeden widzi coś zwyczajnego i przechodzi obojętnie, podczas gdy ktoś inny dostrzega obecność Jezusa i klęka w adoracji.
Dziś, bardziej niż kiedykolwiek indziej, próbujmy naśladować Maryję, Józefa i pasterzy adorujących Dzieciątko Jezus w żłóbku. Przywitajmy Jezusa Zbawiciela, który przyszedł nas odkupić, a nie potępić. Przyjmijmy Go jako dobrego Pasterza, który oddał za nas swoje życie. Wychwalajmy Go jako Króla królów i Pana panów, który rządzi całym stworzeniem z krzyża ofiarnej miłości.
Nie zmarnujmy tej okazji! Nie pozwólmy, by obowiązki czy przeżycia dzisiejszego dnia zatrzymały nas na poziomie „zwyczajnego” widzenia.
Nie pozwólmy, by nasz duchowy wzrok został przyćmiony troskami teraźniejszości, lękiem przed przyszłością czy bólem przeszłości. Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz, koniecznie znajdź czas na adorację śpiącego Dzieciątka Jezus. Jeśli masz w domu szopkę lub figurkę, posłuż się nimi, jeśli nie, wykorzystaj okładkę naszego pisma! Kontempluj Jezusa i proś Ducha Świętego, aby pomógł ci Go zobaczyć.
Jezus przyszedł odnowić nie tylko Syjon, ale także ciebie i wszystkich, z którymi żyjesz. Przyjdź dziś do Niego i pozwól, by ta obietnica odnowy napełniła cię wdzięcznością i nadzieją.
„O, pójdźmy wszyscy do stajenki adorować Chrystusa Pana!”
Ps 98,1b-6
Hbr 1,1-6
J 1,1-18

ARTYKUŁ 

Obyś rozdarł
niebiosa i zstąpił!
Adwentowe wołanie serca

Na pierwszy
tydzień Adwentu
Iz 63,16b-17.1b9; 64,2b-7

Co takiego ma w sobie Boże Narodzenie, że budzi w nas poczucie radosnego oczekiwania? Dostrzegamy je w oczach naszych dzieci i wnucząt. Zauważamy u siebie samych, kiedy planujemy rodzinne spotkania. Widzimy je w choinkach i dekoracjach, które niedługo pojawią się w domach i na ulicach.
Chociaż wszyscy cenimy sobie nasze świąteczne i rodzinne tradycje, chodzi tu o coś więcej. W głębi serca przeczuwamy, że wkrótce ma wydarzyć się coś bardzo ważnego, do czego trzeba się przygotować.
Taki jest sens Adwentu, świętego czasu łaski i błogosławieństwa od Pana. Co roku Bóg daje nam cztery tygodnie, w czasie których mamy przygotować się na powitanie Jezusa w Boże Narodzenie. W tegorocznym adwentowym wydaniu „Słowa wśród nas” chcemy dać się poprowadzić Bogu poprzez czytania czterech kolejnych niedzielnych Mszy świętych. Zwrócimy szczególną uwagę na czytania ze Starego Testamentu, przez które Bóg przygotowywał starożytnego Izraela na dzień przyjścia Jezusa. Jeśli pójdziemy podobną drogą duchowego przygotowania, nasze serca otworzą się i przyjmą dar przemiany życia.

Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić?
Spróbuj postawić się na miejscu Żyda żyjącego pomiędzy V a VI wiekiem przed Chrystusem (dokładnie pomiędzy 540 a 450 rokiem p.n.e.). Wyobraź sobie, że przyszło ci żyć w tych niezwykle dramatycznych czasach; że jesteś świadkiem, jak wojska babilońskie spaliły doszczętnie świątynię jerozolimską, może nawet znalazłeś się wśród tysięcy wygnańców uprowadzonych do odległego Babilonu.
Tak wiele widziałeś strat i zniszczeń! Teraz jednak stoisz przed wyzwaniem, jakim jest odbudowa twojego wspaniałego niegdyś miasta. Patrząc na jego gruzy, myślisz o tym, jak nisko upadł twój naród, zarówno pod względem materialnym, jak i duchowym, a w twoim sercu wzbiera modlitwa:
„Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serca nasze stają się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (...) Oto Ty zawrzałeś gniewem, bo grzeszyliśmy przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani” (Iz 63,17; 64,4).
Uświadamiasz sobie, że także twój grzech przyczynił się do zniszczenia Jerozolimy, bowiem Ty również, jak wszyscy inni, błądziłeś, odchodząc od Pana i Jego przykazań. Twój lud składał ofiary fałszywym bogom okolicznych narodów, bogaci wyzyskiwali ubogich, szerzyła się niemoralność, a w rodzinach panowała zazdrość, niezgoda i podziały.
Wielcy prorocy, jak Ezechiel i Jeremiasz, wzywali naród do nawrócenia, ale odzew był zbyt słaby i zbyt późny. Lud nie „bał się” Pana dostatecznie mocno, żeby wziąć na serio słowa Jego proroków. W końcu nastąpiła tragiczna w skutkach inwazja Babilończyków.

Panie, otwórz niebiosa i zstąp do nas!
W pewnym sensie historia Jerozolimy jest także naszą historią. My również patrząc na nasz świat widzimy grzech, niezgodę i bezbożność, a wejrzawszy we własne serca dostrzegamy, że grzech świata znalazł drogę także do nas, wpływając na nasze postępowanie. Oczywiście wierzymy, że Bóg nas kocha, ale wiemy także, jak trudno jest za Nim iść i okazywać innym tę samą miłość, jaką On nas umiłował. Nasz egocentryzm, pycha czy niewiara mogą nie rzucać się w oczy, ale to wcale nie znaczy, że jesteśmy od nich wolni.
Może postanawialiśmy poprawę, by po pewnym czasie stwierdzić, że znowu popadamy w te same grzechy. Chcemy się zmienić, ale jakoś nie mamy na to siły. Łączymy się więc z ludem Jerozolimy we wspólnym wołaniu:
„Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił –
przed Tobą zatrzęsłyby się góry, (...)
gdy dokonasz dziwów nadspodziewanych, o których z dawna nie słyszano” (Iz 63,19; 64,2).
Panie, gdybyś tylko otworzył niebiosa, zstąpił i naprawił wszystko! Czy to nie doskonała modlitwa na Adwent? Przez cały ten okres liturgiczny modlimy się słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!”. Słuchamy czytań biblijnych zapowiadających nową jutrzenkę, gdy niebo zstąpi na ziemię. Zapalamy roratnie świece, aby w ten symboliczny sposób rozświetlić drogę przychodzącemu Jezusowi. I podobnie jak starotestamentalni Żydzi, tęsknimy za Bogiem, który przyjdzie i przywróci normalność w naszym życiu, rodzinach i na całym świecie.
A Bóg wysłuchuje naszych modlitw, podobnie jak wysłuchał modlitw Izraelitów. Ale często czyni to w najbardziej nieoczekiwany sposób. Zamiast przybyć w wielkim majestacie jako potężny król, wśród grzmotów i trzęsienia ziemi, przychodzi jako małe dziecko. Zamiast dokonywać „dziwów nadspodziewanych” przed całym światem, przychodzi w sposób ukryty przed wszystkimi oprócz garstki świadków.
I chociaż rzeczywiście niebiosa zostają rozdarte ukazując aniołów wychwalających Boga, dzieje się to w niewielkiej mieścinie Betlejem, na oczach zaledwie małej grupki pasterzy.
Taka jest tajemnica Bożego Narodzenia – tajemnica, która porusza nas po dziś dzień. Bóg wypełnił obietnice dane Izraelowi posyłając swego Syna, Jezusa, aby dokonał czynów przekraczających nasze wyobrażenia. Jednak najbardziej zadziwia nas to, że Jezus dokonał ich w pokorze i uniżeniu.

On przyjdzie na pewno
Powróć w tym tygodniu do przepięknego czytania z I Niedzieli Adwentu (Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7). Stań duchowo wraz ze starotestamentalnymi Izraelitami przed zrujnowaną świątynią i módl się: Przyjdź, Panie Jezu. Nie pozwól nam, nie pozwól mnie, dłużej błąkać się z dala od Twoich dróg. Potem stań na wzgórzu z pasterzami, Maryją i Józefem przy żłóbku i módl się: Panie, otwórz moje serce! Pomóż mi w tym Adwencie rozpoznać wszystkie Twoje ukryte, nieoczekiwane wejścia w moje życie. Jeśli zmagasz się z jakimś grzechem, wołaj: Panie, przebacz mi! Rozedrzyj niebiosa i przyjdź, aby zbawić mnie i cały Twój lud, który ukochałeś i jest cenny w Twoich oczach! Uwierz, że Bóg wysłucha Twoją modlitwę. Może przyjść cicho i pokornie, wybierając drogi, które nie będą dla ciebie oczywiste. Ale uwierz, że przyjdzie na pewno – z obfitością swojej miłości
i miłosierdzia – do ciebie i twoich najbliższych w tym Adwencie. ▐

 

Bóg, który wysłuchuje
modlitw

Jezus objawia swoją chwałę
i miłosierdzie

Na drugi
tydzień Adwentu
Iz 40,1-5.9-11

W pierwszym tygodniu Adwentu łączyliśmy się z prorokiem Izajaszem w wołaniu do Boga o pomoc. Błagaliśmy: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!” (Iz 63,19). Widząc grzech świata, a także grzech kryjący się w naszych własnych sercach, prosiliśmy Boga, aby przyszedł i nas wybawił. Z kolei pierwsze czytanie II Niedzieli Adwentu (Iz 40,1-5.9-11) ukazuje nam, w jaki sposób Bóg odpowie na naszą modlitwę i czego chce On dla nas dokonać w tym Adwencie. Za pośrednictwem proroka Izajasza Bóg oznajmia, że pragnie okazać nam swoje miłosierdzie, objawić nam swoją chwałę oraz posłać nas z Dobrą Nowiną do innych. Zobaczmy, w jaki sposób ujawniają się te trzy błogosławieństwa.

Pociecha i miłosierdzie od Boga
Pierwsze słowa brzmią jak wołanie zrozpaczonego ojca wzywającego swoje zbuntowane dziecko do powrotu do domu:
„Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! (…). Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana” (Iz 40,1).
W słowach tych można usłyszeć współczucie Boga. To tak, jakby Pan mówił: Izraelu, moje dziecko, widzę, jak cierpisz na wygnaniu. Widzę, że zrozumiałeś, że to twoja niewierność doprowadziła cię do tego stanu. Nie mogę już patrzeć, jak cierpisz ucisk jęcząc pod ciężarem winy. Przebaczam ci wszystko! Wróć do Mnie! Chcę oczyścić twoje sumienie i dać ci pokój.
Pocieszenie i miłosierdzie od Boga stanowią istotę naszej adwentowej drogi. Bóg prosi nas, abyśmy wznieśli nasze serca do Jezusa, który przychodzi na świat wybawić nas od grzechu. Chce, abyśmy w historii Bożego Narodzenia rozpoznali Boga, który cierpi ze swoim ludem, który mu przebacza i nie spocznie, dopóki nie sprowadzi go z powrotem do siebie i nie pocieszy.
Spróbuj teraz, choćby przez minutę, rozważyć tę prawdę. Pozwól, by zapadła ci głęboko w myśli i serce. Zamknij oczy i zobacz Jezusa, który mówi do ciebie: Pozwól mi cię pocieszyć, niezależnie od tego, co cię trapi. Jeśli to grzech sprawił ci ból, wiedz, że ci przebaczyłem. Nie przyszedłem cię potępić, ale zbawić. Jestem teraz o wiele bliżej ciebie, niż przypuszczasz.

Chwała Boga
Przesłanie miłosierdzia, przy całej swojej wielkości i mocy, jest zaledwie początkiem Bożego planu wobec nas. Po przekazaniu nam przez proroka słów pociechy, Bóg mówi dalej:
„Drogę Panu przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec dla naszego Boga!
Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą” (Iz 40,3-4).
Wszystkie doliny. Wszystkie góry. Bóg obiecał usunąć każdą przeszkodę oddzielającą Izraela od Niego – i składa także nam tę samą obietnicę. Obiecuje obniżyć wszelkie góry stojące między Nim a nami. Obiecuje wybaczyć nam takie grzechy jak pycha, złość czy zawiść, które powodują wypiętrzanie się tych gór. Obiecuje również zasypać doliny wstydu, winy i lęku, które nie pozwalają nam stanąć przed Nim na modlitwie. A następnie składa jeszcze większą obietnicę: „Wtedy się chwała Pańska objawi” (Iz 40,5).
Prawda, że to niewiarygodne? Bóg chce objawić nam własną chwałę! Nie jest to jednak chwała, do której dąży świat – chwała wynikająca z zamożności i bezpieczeństwa finansowego czy ze statusu społecznego, wpływu na innych i władzy. Ta chwała objawiła się w odwiecznym Synu Bożym, który porzucił wszystko, aby nas odkupić. Objawiła się w Dziecku ubogich Małżonków z zapadłej mieściny, jaką był Nazaret. Objawiła się w Synu cieśli, który poświęcił życie głoszeniu miłosierdzia swego Ojca. Ten rodzaj chwały wymaga poświęcenia i służby, pokory i miłości.
Święty Ireneusz powiedział niegdyś: „Chwałą Boga jest człowiek w pełni żyjący”. Kto z nas żył bardziej „w pełni” niż Jezus? Nie był On obciążony grzechami, z którymi my się zmagamy. Codziennie doświadczał obecności Ojca na modlitwie. Miłował Boga całym sercem i dawał siebie braciom. Taką właśnie chwałę objawił nam Jezus, chwałę ofiarnej miłości.
Spróbuj dziś przez jakiś czas rozważyć chwałę Bożą. Zastanów się, w jaki sposób możesz jej doświadczyć. Jest ona widoczna w pięknie stworzenia i w Eucharystii, w miłości męża do żony i ofiarności, na jaką zdobywa się matka wobec swego dziecka. Jest widoczna w ludziach, którzy poświęcają całe swoje życie służbie ubogim. Chwała Boża jest wszędzie wokół nas. Napełniając ziemię, napełnia także nasze serca podziwem i wdzięcznością.

Misja od Boga
Tak więc w Adwencie Bóg chce nam przebaczać i objawiać swoją chwałę. Ale to jeszcze nie koniec. Chce także powierzyć nam określoną misję:
„Wstąp na wysoką górę (...)! Podnieś mocno twój głos (...)! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: «Oto wasz Bóg!»” (Iz 40,9).
Jak kiedyś Izraelici żyli otoczeni przez narody idące za fałszywymi bogami, tak my dziś żyjemy na świecie, który ma swoich bożków. Są to: „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia” (1 J 2,16). Bóg pragnie jednak, abyśmy zamiast uginać się pod brzemieniem tego otoczenia, głosili Dobrą Nowinę: „Oto twój Bóg!”. Chce, abyśmy świadczyli wobec innych o tym, co zobaczyliśmy –
o chwale, pokorze i miłości Boga. Niektórzy ludzie noszą w sobie obraz mściwego Boga, ale przecież w rzeczywistości jest On miłosierny. Niektórzy sądzą, że Bóg jest odległy i nieprzenikniony, ale naprawdę jest On bardzo blisko nas. Niektórzy mają Go za obojętnego, ale my możemy zaświadczyć o Jego czułości i troskliwej opiece:
„Podobnie jak pasterz, pasie On swą trzodę, (...) jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie” (Iz 40,11).
W święta Bożego Narodzenia wszyscy usłyszą kolędy głoszące pokój ludziom dobrej woli – a ty będziesz wiedział, skąd bierze się ten pokój i dobra wola. Nie bój się więc mówić innym, jak bardzo są kochani przez Jezusa. Idź, ogłoś to na górach! ▐

 

MAGAZYN

Przesłanie,
które trafia
do serca
Święty Franciszek
i pierwsza żywa szopka

Podczas zeszłorocznych świąt Bożego Narodzenia uczestniczyłam we Mszy świętej trzymając na ręku dwumiesięcznego wnuka, opatulonego w świąteczny sweterek z identycznym wzorem jak ten, który miał na sobie jego dwuletni braciszek. Mały spał spokojnie, jak to mają w zwyczaju niemowlęta, nie zważając na wypełniające całą katedrę radosne dźwięki organów i śpiewy chóru. Patrząc na niego, myślałam sobie: „Czy to nie zdumiewające? Bóg przyszedł do nas właśnie w takiej postaci, jako bezradne dziecko, niezainteresowane tym, co się dzieje wokół, i całkowicie zależne we wszystkim od Maryi i Józefa. Oto, jak Bóg nas umiłował!”.
Można myśleć o wcieleniu Jezusa w sposób abstrakcyjny – rozważać to, że Bóg posłał swego umiłowanego Syna, aby stał się człowiekiem i zamieszkał wśród nas. Ale rzeczywistość Wcielenia dociera do nas naprawdę dopiero wtedy, gdy doświadczamy jej osobiście naszymi zmysłami. Dlatego oglądanie nowo narodzonego dziecka czy wzięcie go na ręce to doskonały sposób, by uświadomić sobie, co uczynił dla nas Bóg w Jezusie.
Intuicyjnie wyczuwał to także św. Franciszek z Asyżu. Zdawał sobie sprawę, że potrzebujemy namacalnych, materialnych znaków obecności Boga i to właśnie z tego powodu Jezus stał się człowiekiem. Dlatego w 1223 roku, trzy lata przed swoją śmiercią, Franciszek przygotował pierwszą żywą szopkę, którą wystawiono po pasterce. Skutki tego okazały się natychmiastowe i dalekosiężne. Dziś trudno nam wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez żłóbka, szopki czy jasełek.

Rola gestu i czynu
Nie po raz pierwszy Franciszek posłużył się obrazem, dramaturgią i elementami świata materialnego dla przekazania prawd duchowych. W gruncie rzeczy całe jego życie obfitowało w dramatyczne gesty i czyny, które wywierały na ludzi – a nawet i na niego samego – większy wpływ niż same słowa.
Na przykład pewnego dnia Franciszek spotkał trędowatego. Dotąd zawsze unikał takich ludzi. „Gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry” – pisał. Zamiast jednak odwrócić się lub minąć obojętnie tego człowieka, zsiadł z konia i ucałował go. Przytulenie trędowatego pozwoliło Franciszkowi wyzbyć się wstrętu i umiłować tego człowieka, jak Jezus go umiłował.
Kolejny dramatyczny moment nastąpił w 1206 roku, kiedy Franciszek stanął przed biskupem Asyżu na głównym placu miejskim. Jego ojciec był na niego wściekły, ponieważ bez pozwolenia sprzedał trzy bele drogiego sukna, aby zdobyć pieniądze na wyremontowanie kościółka San Damiano. Biskup nakazał Franciszkowi zwrócić pieniądze ojcu. Franciszek zgodził się posłusznie, ale uczynił jeszcze coś więcej. Zdjął z siebie wszystkie ubrania i stojąc nago oświadczył: „Odtąd nie będę już mówił: «Ojcze mój, Pietro Bernardone», lecz «Ojcze nasz, któryś jest w niebie»”. Ten publiczny gest przesądził o ostatecznym zerwaniu Franciszka ze światem i własną rodziną.
Dla Franciszka wiara była czymś więcej niż tylko intelektualnym przyjęciem określonych prawd; one przenikały do jego serca i uwidaczniały się w zewnętrznym postępowaniu.

Pokora wcielenia
Tomasz z Celano, uczeń i pierwszy biograf św. Franciszka, pisał, że pokora Jezusowego wcielenia oraz miłość objawiona w Jego męce i śmierci do tego stopnia zaprzątały Franciszka, że „ledwie mógł o czym innym myśleć”. Nie jest więc niczym zaskakującym, że szukał sposobu, by pomóc innym głębiej zrozumieć to, czego dokonał Bóg, posyłając swego Syna. Nurtowało go to szczególnie mocno, odkąd odwiedził Ziemię Świętą, co było dla niego niezwykle poruszającym doświadczeniem. Wpadł więc na pomysł odtworzenia historii Narodzenia Pańskiego w samym środku Włoch.
Najpierw wystarał się o zgodę papieża, ponieważ nigdy wcześniej nie wystawiano jasełek i to jeszcze w kontekście Mszy świętej. Następnie, około dwóch tygodni przed Bożym Narodzeniem, Franciszek poprosił swego dobrego przyjaciela, Jana Velitę z Greccio,
o zbudowanie sceny. Jan był szlachcicem, w którego posiadaniu znajdowały się jaskinie na zboczu góry za miastem, i tam właśnie zbudowano żłóbek.
Według Tomasza z Celano, Franciszek uzasadniał ten pomysł następująco: „Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wołu i osła”.
Oto jak opisał ten wieczór św. Bonawentura, drugi biograf św. Franciszka: „Zwołują się bracia, schodzą ludzie, las rozbrzmiewa różnymi głosami, a owa błogosławiona noc rozjaśnia się licznymi i jasnymi światłami, napełnia pochwalnymi i harmonijnymi śpiewami, stając się wspaniałą i odświętną. Mąż Boży stał przed żłobem przepełniony pobożnością, zalany łzami i radością. Przy żłobie odprawiana jest uroczysta Msza święta, a Franciszek, diakon Chrystusowy, śpiewa świętą Ewangelię. Następnie wygłasza do stojących tam ludzi kazanie o narodzeniu się ubogiego Króla, którego, gdy chciał nazwać po imieniu, z nadmiaru czułej miłości, nazywał Dzieciątkiem z Betlejem”.
Była to niezapomniana noc, którą wspominamy po dziś dzień, choć dzieli nas od niej już osiemset lat. Siano, na którym złożono Dzieciątko, zostało zachowane i, jak odnotowano później, miało moc uzdrawiania ludzi i zwierząt. Jeden ze świadków wyznał, że miał wizję Dzieciątka Jezus uśmiechającego się ze żłóbka do Franciszka.
Nadzieje Franciszka zostały spełnione. „W wielu sercach Dziecię Jezus zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem Jego sługi, św. Franciszka, sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i wrażone w kochającą pamięć” – zapisał Tomasz z Celano. Ludzie mogli przekonać się naocznie, jak bardzo Bóg ich umiłował. Posłał na świat swojego Syna nie jako wielkiego Króla, ale jako ubogie Dziecko, które nie miało miejsca, gdzie by mogło głowę złożyć, jak tylko w żłobie, z którego jadły zwierzęta.

Szopki zdobywają
popularność
Pierwsze wystawienie jasełek przez św. Franciszka okazało się takim sukcesem, że bardzo szybko zdobyły one sobie popularność w całych Włoszech. Wkrótce w wielu kościołach zaczęto odgrywać scenki z Bożego Narodzenia. W ciągu następnych stu lat praktyka ta dotarła do wszystkich kościołów Włoch. Z czasem żywi aktorzy i zwierzęta zostali zastąpieni przez figurki.
Dziś szopki pojawiają się nie tylko w kościołach, ale także w wielu katolickich domach. Mają różnorodną formę – od kartonowych, plastikowych czy gipsowych figurek, którymi bawią się dzieci, po kunsztowne, ręcznie rzeźbione i malowane postacie ustawiane w precyzyjnie skonstruowanej stajence.
Niezależnie od tego, jak wyglądają nasze szopki, pamiętajmy, że intencją Franciszka było wywołanie w nas konkretnej reakcji. My także, jak XIII-wieczni Włosi, możemy zanadto skoncentrować się na świeckich aspektach świąt, zaniedbując adwentową modlitwę i kontemplację z powodu nawału przygotowań na świąteczne dni. Widok szopki betlejemskiej może sprawić, że na chwilę oderwiemy się od codziennych trosk, przypominając sobie, co takiego naprawdę świętujemy.
Tak więc klękając do modlitwy przy żłóbku w święta Bożego Narodzenia pamiętajmy, że Jezus ofiarował się za nas nie dopiero na krzyżu, ale już od samego początku, od swych narodzin. Król królów i Pan panów przyszedł na świat nie w bezpieczeństwie i wygodach rodzinnego domu, ale w stajni dla zwierząt – w zimnym, ciemnym i brudnym miejscu. Przyjął na siebie w pełni naszą ludzką kondycję i nasze ludzkie cierpienie. Wychwalając Go za Jego nieskończoną miłość i pokorę, podziękujmy także św. Franciszkowi za to, że pokazał nam wiarę, która nie jest tylko sprawą intelektu, ale sięga głęboko
w serce i przemienia postępowanie. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl