E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 12 (268) 2015 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 12 (268) 2015 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ

Grudniowy numer „Słowa wśród nas” to numer adwentowy, prowadzący ku Bożemu Narodzeniu. Kolejne artykuły mówią o tajemnicy Wcielenia, przyjścia na świat Boga, który stał się człowiekiem z miłości do nas i dla naszego zbawienia, o Maryi, Matce Syna Bożego i Józefie, najlepszym Opiekunie. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, które są pomocne w codziennym rozważaniu słowa Bożego. W Magazynie artykuły i świadectwa związane z przeżywaniem tego niezwykłego czasu, a także rachunek sumienia. W ramach działu „Nasze lektury” znajduje się opis bardzo interesującej książki o św. Maksymilianie Kolbe pióra Andre Frossarda pt. „Pamiętajcie o miłości”. Ponadto krzyżówka i kalendarz czytań mszalnych na grudzień.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Emmanuel, Bóg z nami
Dlaczego Jezus przyszedł zamieszkać pośród nas?............ 4


„Zachowywała wszystkie te sprawy”
Rozważanie historii Bożego Narodzenia wraz z Maryją............ 9


Właściwy człowiek na właściwym miejscu
Budowanie Świętej Rodziny wraz z Józefem............ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31 grudnia .....................................19


MAGAZYN


Dlaczego pasterze?
„Anioł pasterzom mówił: Chrystus się wam narodził!ˮ – Louise Perrotta ...................................48


Dziecię nam się narodziło
Moja droga wiary do betlejemskiego żłóbka –
Carmen Mullen ................................................. 53


Nowa duchowa rodzina
Jak znalazłam swoje miejsce i odzyskałam wiarę –
Katie Hanna.................................................................. 56


Radość z powrotu do domu
Adwentowy rachunek sumienia.................................. 59


Nasze lektury............................................................ 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

SŁOWO WŚRÓD NAS 
GRUDZIEŃ 2015

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Rozważając cud Bożego Narodzenia, papież Franciszek powiedział: „Narodzenie Jezusa przynosi nam w istocie wspaniałą wiadomość, że jesteśmy niezmiernie i każdy z osobna kochani przez Boga!” (Audiencja generalna z 18 grudnia 2013).
Wsłuchując się w słowa Ojca Świętego, spróbujmy wyobrazić sobie tę scenę. Oto odwieczny Syn Boży przebywa w niebie otoczony aniołami, pełen Boskiej chwały i majestatu. Ma wszystko i nie potrzebuje absolutnie niczego. Mimo to opuszcza to miejsce i wyrzeka się swojej władzy, aby wejść pomiędzy nas. Ten, który władał całym wszechświatem, dobrowolnie przyjął na siebie ograniczenia ludzkiego ciała – ze względu na nas.
Dlaczego Jezus to uczynił? Dlaczego przyszedł do nas w tak pokorny, bezinteresowny sposób? Odpowiedź jest prosta: z miłości. Jezus przyszedł do nas jako człowiek, aby nam pokazać, jak bardzo nas kocha i jak cenni jesteśmy w Jego oczach.

W czasie tegorocznego Adwentu chcemy się skupić na Bożej obietnicy Jego wielkiej miłości do nas. Chcemy zastanowić się, jak doświadczenie miłości Boga otwiera nas na świat duchowy, napełniając radością i pokojem. W tym celu przyjrzymy się, jak Bóg działał w życiu Maryi i Józefa, przygotowując ich na przyjęcie Jezusa. Zobaczymy, że „tak” Maryi dane aniołowi było odpowiedzią na łaskę i miłość, które Bóg wlał w Jej serce. Zobaczymy też, jak Józef, pomimo początkowego oporu, przyjął Boże zaproszenie, stając się stróżem i opiekunem Dzieciątka Jezus.
Jak powiedział papież Franciszek, Jezus chce, byśmy poznali Jego miłość, byśmy nie tylko rozmyślali o niej, ale jej doświadczyli. Chce dotknąć naszych serc, abyśmy z przekonaniem mogli powiedzieć, że Bóg aż tak umiłował świat, iż posłał swego jedynego Syna, aby stał się człowiekiem i wybawił nas od grzechu (J 3,16-17).
Oto dar, którego Bóg pragnie udzielić każdemu z nas w tegorocznym Adwencie, niezależnie od tego, jak blisko lub daleko od Niego jesteśmy. Może czujesz się jak pasterze, którzy czuwali i czekali. Może jak Józef, który przylgnął już do Pana i Jego dróg. A może jak Mędrcy, poszukujący właściwej drogi. Nie ma to znaczenia, gdyż Bóg pragnie otworzyć twoje serce i poprowadzić cię do głębszej relacji ze sobą.
W oczekiwaniu na święta Bożego Narodzenia spróbujmy, za przykładem Maryi, rozważać wspaniałość i wielkość Bożego daru dla nas (Łk 2,19). Naśladujmy też Józefa, otwierając się na Boży plan na nasze życie, nawet gdyby miało to oznaczać rezygnację z naszych własnych planów. A przede wszystkim prośmy Jezusa, który jest „Emmanuelem, to znaczy «Bogiem z nami»” (por. Mt 1,23), aby napełnił nas swoją miłością. W imieniu nas wszystkich, zaangażowanych w wydawanie „Słowa wśród nas”, życzymy Wam radosnych i błogosławionych świąt Bożego Narodzenia.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁ:
EMMANUEL, BÓG Z NAMI
Dlaczego Jezus przyszedł zamieszkać pośród nas?

Wielu ludzi nie może się wprost doczekać Bożego Narodzenia! Dzieci odliczają dni. Rodzice już z góry cieszą się na tę chwilę, gdy dzieci rozpakują swoje prezenty. Krewni myślą z radością o rodzinnych spotkaniach. Boże Narodzenie to czas oderwania się od szarej codzienności i świętowania w gronie najbliższych.
Są to oczywiście słuszne powody do radości, jednak my, wierzący, mamy jeszcze jeden, najważniejszy powód, by cieszyć się z nadchodzących Świąt. Świętujemy przyjście „Emmanuela, Boga z nami”, Tego, który „zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,24.21).
Tak, Jezus jest Bogiem z nami i przyszedł wybawić nas od grzechu. To niezwykle ważne i podnoszące na duchu prawdy naszej wiary. Uświadamiają nam one, jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo pragnie działać w naszym życiu. W tegorocznym Adwencie poświęćmy więc tym dwóm prawdom naszą uwagę. Uczyńmy to, wpatrując się w te osoby, w których życiu prawdy te uwidaczniają się w sposób najbardziej oczywisty: w Jezusa, Maryję i Józefa. Każda z nich w wyjątkowy sposób ukazuje nam, jak może zmieniać się nasze życie, gdy przyjmiemy Jezusa, Tego, który przyszedł, aby być z nami i aby nas zbawić.

JEZUS, BÓG Z NAMI
Można powiedzieć, że Bóg był z nami od zawsze. Stworzył nas z miłości, a jeśli się kogoś kocha, to się go nie porzuca. Nawet gdy popadliśmy w grzech, On pozostał z nami i obiecał, że nigdy nas nie opuści. Biblia hebrajska jest jedną długą historią wierności Boga wobec Jego ludu. Widzimy tę wierność w dziejach Abrahama, Mojżesza i Dawida. Widzimy ją podczas wędrówki Izraelitów po pustyni oraz życia kolejnych pokoleń w Ziemi Obiecanej. Bóg nigdy ich nie opuścił!
Jednak po niemal dwóch tysiącach lat towarzyszenia swojemu ludowi Bóg uczynił coś jeszcze większego niż dotąd. Zaczął być z nami już nie tylko w sensie duchowym, lecz dosłownie stał się jednym z nas i żył wśród swego ludu jako człowiek, podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Różnicę pomiędzy działaniem Boga przed i po przyjściu Jezusa przepięknie ukazuje fragment biblijny: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1,1-2).
Powyższe słowa z Listu do Hebrajczyków kładą akcent na pragnieniu Boga, aby objawić nam siebie w potężniejszy niż dotąd sposób. Natomiast Ewangelia Jana podkreśla łaskawość Boga i Jego chwałę. Jan mówi nam: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1,14).
Z kolei św. Paweł opisuje przyjście Jezusa z jeszcze innego punktu widzenia. Podkreśla on, że przyjęcie ciała przez Jezusa miało sens zbawczy: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).
Podsumujmy to. Przychodząc pomiędzy nas, Jezus w nowy sposób wypowiedział słowo Boga i objawił nam Jego miłość, a także wydał za nas samego siebie.

JEZUS ZBAWICIEL
Nasuwa się pytanie: Czy Jezus naprawdę musiał podjąć się tak karkołomnej misji? Czy musiał ponieść aż tak ogromną ofiarę? Otóż prawdą jest, że wielkie sprawy wymagają wielkiego poświęcenia. Oznacza to, że jeżeli sytuacja jest naprawdę poważna, jesteśmy w stanie zdobyć się na bardzo wiele, aby tylko jej zaradzić. Zgodzimy się chyba wszyscy, że fakt Wcielenia – to, że nieskończony Bóg przyjął na siebie ograniczenia ludzkiej natury – jest czymś niezwykle dramatycznym. Sytuacja, która domagała się takiego rozwiązania, musiała więc być absolutnie rozpaczliwa.
Gdyby naszym największym problemem była choroba, Bóg mógłby natchnąć lekarzy, by odkryli nowy, skuteczny lek. Gdyby naszym największym cierpieniem była niepewna sytuacja polityczna, mógłby posłać nam kogoś, kto zasiadając na tronie króla Dawida zaprowadziłby sprawiedliwe rządy. Gdybyśmy najbardziej potrzebowali reformy gospodarczej, mógłby wzbudzić genialnego ekonomistę czy przedsiębiorcę, który stworzyłby wiele miejsc pracy. On jednak nie uczynił nic takiego. Posłał za to swojego Syna, aby stał się „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (por. J 1,29).
Taka była nasza najgłębsza potrzeba. Grzech bowiem był największą przeszkodą w realizacji planu Boga wobec swego ukochanego stworzenia. Oczywiście istnieją też inne przeszkody, jak bieda i niesprawiedliwość społeczna. Jednak tego typu problemy możemy rozwiązywać sami. Grzech natomiast tkwi w nas tak głęboko, że nie jesteśmy w stanie go pokonać bez pomocy Boga. Taką właśnie pomoc otrzymaliśmy w dzień Bożego Narodzenia.
Wcielenie Jezusa było odpowiedzią Boga na naszą największą, najgłębszą i najbardziej palącą potrzebę. Oczywiście niezbędna była także współpraca Maryi i Józefa, którzy zgodzili się przyjąć Jezusa do swojego życia. Ale Boże Narodzenie jeszcze bardziej niż ku heroicznym decyzjom Maryi i Józefa kieruje nas ku pragnieniom i planom samego Boga. Wskazuje na Ojca niebieskiego, któremu tak bardzo zależało na swoim stworzeniu, że posłał swego jedynego Syna nie po to, aby nas potępił za nasz grzech, ale by nas od niego wybawił (J 3,17).

TAK CZYNI MIŁOŚĆ
Dlaczego jednak Syn Boży miałby opuścić niebo i zstąpić na ziemię? Dlaczego miałby wyrzec się tak wielkiej władzy i wolności po to, by przyjąć śmiertelne ciało? Jedynym wytłumaczeniem jest miłość. Jezus stał się Emmanuelem, „Bogiem z nami”, gdyż tak bardzo Mu na nas zależy. Bóg stworzył nas po to, by podzielić się z nami swoją miłością, i nie mógł znieść myśli o tym, że mógłby nas utracić.
Im głębiej pojmujemy wielkość miłości Boga do nas samych i wszystkich otaczających nas ludzi, tym bardziej doceniamy to, co wydarzyło się w dzień Bożego Narodzenia. Nasze serca napełniają się wówczas nie tylko – jak to zwykle w tym czasie – pokojem i otuchą, ale też głęboką radością i wdzięcznością wobec Boga. Zaczynamy Mu dziękować i wychwalać Go za to, że przyszedł wybawić nas od grzechu. Cieszymy się, że otworzył nam niebo. A przede wszystkim pragniemy coraz lepiej poznawać Jego miłość, doświadczać jej i odpowiadać na nią.
Maryja rozważała w sercu wszystko, co się wydarzyło, gdyż rozumiała, czym jest miłość Boga (Łk 2,19.51). Elżbieta radowała się, a maleńki Jan skakał w jej łonie, gdyż poruszała ich miłość Boża (Łk 1,42-44). To dzięki poznaniu miłości Bożej Symeon i Anna rozradowali się na widok Dzieciątka Jezus (Łk 2,25-32.36-38). To wreszcie ta sama Boża miłość skłoniła Józefa do przyjęcia powołania opiekuna Jezusa i Maryi (Mt 1,18-25).
Bóg pragnie, abyśmy także my odkryli Jego miłość. Chce przyciągnąć nas bliżej do swego serca, tak jak uczynił to z Maryją i Józefem. Chce napełnić nas swoim pokojem, jak Symeona i Annę. Chce nam pobłogosławić, byśmy wydali owoc, jak Zachariasz i Elżbieta. Jednak pomimo tych Bożych pragnień niewiele wydarzy się w naszym życiu, jeśli my sami nie poprosimy Go o te łaski.
Nie wystarczy wierzyć w Boga zamieszkującego odległe od nas niebo. Nie wystarczy wierzyć, że Jezus narodził się w żłobie i umarł na krzyżu. Zwłaszcza w tym okresie Bóg pragnie, byśmy osobiście doświadczyli, jak cenni jesteśmy dla Niego. Jest to idealny czas, by prosić Ducha Świętego o otwarcie nam oczu na to, że Jezus jest „Bogiem z nami”, oraz o rozradowanie naszych serc doświadczeniem Jego życiodajnego zbawienia.

POKAŻ NAM NASZE
ZBAWIENIE!
Jeśli chcesz w tym Adwencie głębiej poznać Bożą miłość, zdecyduj się na prosty krok – codziennie czytaj i rozważaj ewangeliczne teksty o narodzinach i wczesnych latach życia Jezusa (Mt 1,18--2,23; Łk 1,26--2,52). Teksty te ukażą ci, jak bardzo Bóg pragnie być z tobą i do czego się posunął, aby tylko cię zbawić i doprowadzić do nieba.
Rozważaj słowa, które czytasz. Mając przed oczami ewangeliczne sceny, powtarzaj sobie, że to Dziecię w żłóbku jest prawdziwym Bogiem. On naprawdę uniżył samego siebie i zszedł na ziemię, aby być z tobą. Wie, kim jesteś. Wie o tobie wszystko – zna twoje nadzieje i marzenia, twoje troski i obawy. Zna problemy, przed którymi stawałeś, twoje zwycięstwa i porażki. Wie też, co czeka cię w przyszłości. Widzi to wszystko i chce towarzyszyć ci na każdym kroku twojej drogi.
Pozwól Jezusowi, który jest „Bogiem z nami”, aby w tym Adwencie stał się „Bogiem z tobą”. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Wtorek, 1 grudnia
Iz 11,1-10
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. (Iz 11,1)
Stary pień stoi zapomniany w lesie. Podtrzymywane kiedyś przez niego ogromne drzewo zostało ścięte przed kilkudziesięcioma laty, a drwale pozostawili pień na miejscu, sądząc, że z czasem obumrze i zgnije. Tak się jednak nie stało. A teraz dzieje się
z nim coś nieoczekiwanego – wykazuje oznaki życia! Sędziwy pień wydaje maleńki nowy pęd! Zielony i kruchy, na razie ledwie widoczny, zaczyna rozwijać się i rosnąć.
Jest to cichy, niedostrzegalny cud. Chociaż pewnego dnia jego mocne gałęzie zapewnią cień i schronienie, dziś jest jedynie drobną gałązką. Kiedyś wyda całe kosze owoców, lecz dziś może się poszczycić zaledwie paroma listkami.
Prorok Izajasz maluje dziś przed nami taki właśnie obraz, opisując przyszłego króla Izraela, który przyniesie ludowi Bożemu prawo i sprawiedliwość. Z punktu widzenia Izajasza takim królem mógł być Ezechiasz, nowo
narodzony syn ówczesnego króla, Achaba. Ale była to też zapowiedź Mesjasza, kogoś większego niż Dawid, lecz pochodzącego z rodu tego wielkiego króla. Przywołując obraz niegdyś majestatycznego drzewa, które zaczyna odzyskiwać, a z czasem i przewyższać swoją dawną chwałę, Izajasz mówi Izraelitom, że Bóg ich nie porzucił. „Pień” ich narodu nie stracił żywotności! Przy-
chodzi czas odkupienia i odnowy, jednak w sposób tak niedostrzegalny, jak pęd kiełkujący w głębokim lesie.
Bóg zachęca nas dziś, abyśmy
w taki właśnie sposób patrzyli na narodzenie Jego Syna. Ukazuje nam, że to maleńkie Dziecko, tak słabe i bezbronne, jest Tym, który ma przemienić świat. Większość współczesnych Jezusowi ludzi nie potrafiła spojrzeć na Niego w ten sposób, ale niektórym to się udało. Byli to Maryja i Józef, Symeon i Anna oraz garstka innych. Symeon mógł odejść w pokoju, gdyż jego oczy ujrzały wreszcie obiecane Boże zbawienie (Łk 2,25-35). Anna była tak przejęta, że nie przestawała mówić – składała dziękczynienie Bogu i opowiadała wszystkim o Jezusie (Łk 2,36-38).
A kogo ty ujrzysz, patrząc na Dzieciątko w żłóbku?
„Panie, otwórz mi oczy, abym mógł zobaczyć, kim jesteś.”
Ps 72,1-2.7-8.12-13.17
Łk 10,21-24

Niedziela, 6 grudnia
Flp 1,4-6.8-11
Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa. (Flp 1.6)
Każdej zimy w chińskiej prowincji Heilongjiang odbywa się Międzynarodowy Festiwal Rzeźb z Lodu i Śniegu. Artyści biorą bloki lodu z pobliskiej rzeki Songhua i tworzą z nich budynki, z których powstaje wspaniałe lodowe miasto. Po zakończeniu prac miasto zostaje oświetlone i przybywają je podziwiać turyści z całego świata.
W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł ukazuje nam Boga jako Artystę, który nie rzeźbi w blokach lodu, ale kształtuje nasze serca. Pragnie uczynić z nas świadków swojej miłości i łaski. Paweł dzieli się z nami przekonaniem, że Bóg dokończy to dzieło, które w nas rozpoczął. W związku z tym nasuwają się dwa pytania. Po pierwsze, czym jest to „dobre dzieło”? I po drugie, skąd Paweł ma pewność, że zostanie ono ukończone?
Dziełem rozpoczętym w nas przez Boga jest nasze zbawienie. Dokonuje go Duch Święty, kształtując w nas coraz większe podobieństwo do Chrystusa. Tego, którego Bóg posłał na świat nie po to, by nas potępił, ale by nas zbawił (J 3,17). Dlatego właśnie świętujemy Boże Narodzenie!
Z kolei pewność Pawła płynie z jego przekonania, że jest to dzieło Boże, a nie nasze. A Bóg zawsze kończy to,
co rozpoczął! Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). Bóg wybrał i powołał do zbawienia nie tylko Maryję i Józefa, Piotra i Pawła, ale także każdego z nas. Należymy do Niego!
I choć Bóg wybiera każdego, to jednak nie każdy odpowiada na Jego wezwanie. Mimo że nasze zbawienie jest Jego dziełem, to od nas zależy, czy je przyjmiemy. Dziś jeszcze raz opowiedzmy się za Chrystusem i zaufajmy, że On udzieli nam tej łaski, byśmy mogli się do Niego upodobnić. On nas wybrał, On nas kształtuje i nie spocznie, dopóki nie staniemy się odbiciem Jego światła i miłości!
„Jezu, jestem Twój! Przyjdź i dopełnij swego dzieła w moim sercu.”
Ba 5,1-9
Ps 126,1-6
Łk 3,1-6

Niedziela, 13 grudnia
Łk 3,10-18
Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie. (Łk 3,16)
Jeśli przez jakiś czas mieszkałeś na terenie równinnym, wjazd na strome wzgórze, kiedy to na moment droga wydaje się urywać, może budzić lęk – przynajmniej dopóki nie zobaczysz, że ciągnie się ona również dalej za wzgórzem! Po chwili przyzwyczajasz się do sytuacji, ale napięcie towarzyszy ci jeszcze jakiś czas.
Podobne poczucie mogli mieć niektórzy z bohaterów dzisiejszej Ewangelii. Kiedy Jan Chrzciciel pouczył ich, w jaki sposób powinni postępować, mogło im się wydawać, że zabrnęli w pewnego rodzaju ślepą uliczkę. Chcieli zrealizować jego wskazówki, zdawali sobie jednak sprawę, że trudno im będzie zmienić swoje postępowanie – a w skrajnych przypadkach także i zajęcie – aby prowadzić prawe życie, do jakiego ich wzywał.
Mogli poczuć się jak w ślepej uliczce także wtedy, gdy Jan oznajmił tłumom, że nie jest Mesjaszem. Niejeden zastanawiał się pewnie, czy przypadkiem nie został uczniem niewłaściwej osoby!
Jan skierował wówczas ich uwagę ku wspaniałej drodze, która rozciągała się przed nimi. Zapewnił, że Mesjasz niebawem nadejdzie – i że on sam nie jest godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów.
Czasami droga, którą mamy przed sobą, wydaje się urywać lub też czujemy się zbyt wyczerpani, by dotrzeć do następnego wzgórza. Jednak w każdym newralgicznym punkcie staje przed nami Pan, zapewniając, że jest to zaledwie drobne wypiętrzenie, po którym nastąpi wygodny zjazd. Przypomina nam też, że jest „mocniejszy” nawet od Jana Chrzciciela (Łk 3,16). I nie tylko nas pociesza, lecz również umacnia swoim Duchem. Ten, który mieszka
w tobie, jest wielki i potężny. Proś Go, by udzielił ci nadprzyrodzonej mocy.
„Panie, umacniaj mnie, gdy moja droga zaczyna wieść pod górę. Pomóż mi wytrwale podążać przed siebie, nie bać się urwisk i ufać, że wkrótce pojawi się przede mną wspaniały zjazd.”
So 3,14-18a
(Ps) Iz 12,2-6
Flp 4,4-7

Niedziela, 20 grudnia
Hbr 10,5-10
Oto idę… abym spełniał wolę Twoją, Boże. (Hbr 10,7)
Mówiąc o przyjściu Jezusa na ziemię, autor Listu do Hebrajczyków cytuje jeden z psalmów króla Dawida (Ps 40,6-8). Dawid napisał ten psalm, aby złożyć dziękczynienie Bogu po wybawieniu z wielkiego niebezpieczeństwa. Zobaczmy jednak, w jaki sposób to czyni. W gruncie rzeczy mówi on mniej więcej tak: „Wiem, Panie, że zależy Ci nie tyle na moich ofiarach, ile na gotowości pełnienia Twojej woli”.
Dawid rozumiał, że nasze posłuszeństwo jest milsze Bogu niż ofiary. Oczywiście ofiara także ma swoją wartość, gdyż jest znakiem naszej wdzięczności i oddania. Można jednak położyć pieniądze na tacę lub powstrzymać się przez jeden dzień od jedzenia słodyczy, a przy tym wcale nie doświadczyć przemiany serca. Natomiast posłuszeństwo Bogu wymaga czegoś o wiele głębszego – postawy miłości. Przecież Jego największym pragnieniem jest, „byśmy się wzajemnie miłowali” (por. J 13,34).
Jaki to ma związek z Bożym Narodzeniem? Dawid, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, przewidział, w jaki sposób ludzkość zostanie pojednana z Bogiem. Jezus powiedział: „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 6,38). Uczynił to, czego nie mógł dokonać Dawid ani nikt inny. Poprzez swoje posłuszeństwo pojednał nas z Bogiem. Obalił dzielący nas od Boga mur, wzniesiony przez nasze nieposłuszeństwo.
My także jesteśmy przez Jezusa wezwani do posłuszeństwa, ale jest ono dla nas możliwe jedynie dzięki Jego łasce i mocy Ducha Świętego.
Czy nie masz satysfakcji, gdy uda ci się pokonać pokusę – zwłaszcza silną? Czy czujesz wtedy przypływ energii
i nadziei? Nie jest to tylko twoje samozadowolenie, ale udział w radości aniołów cieszących się twoim zwycięstwem. Także Ojciec niebieski cieszy się tobą, wlewając jeszcze więcej łaski w twoje serce. Także Duch Święty łączy się z twoim duchem, przekonując cię o miłości Boga Ojca (Ga 4,6).
Bóg nigdy nie przestaje nam błogosławić. Raduje się za każdym razem, gdy stawiasz krok w wierze i ufności, pełniąc Jego wolę. Nieustannie obdarza cię łaską i pokojem.
„Oto jestem, Panie! Przychodzę pełnić Twoją wolę.”
Mi 5,1-4
Ps 80,2-3.15-16.18-19
Łk 1,39-45

Czwartek, 24 grudnia
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? (2 Sm 7,5)
Jaka jest twoja największa życiowa ambicja? Co chciałbyś po sobie zostawić? Zapomnij na chwilę o karierze czy finansach, a pomyśl, czego chciałbyś dokonać dla innych, może nawet dla Boga.
Dawid potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Chciał wybudować świątynię dla Pana. Wszyscy, łącznie z Natanem, prorokiem dworu królewskiego, uznali to za świetny pomysł. Jednak Bóg powiedział „nie”. Nie zależało Mu na tym, żeby Dawid spróbował odpłacić Mu za wszystko, co On dla niego uczynił. Oznajmił natomiast, że ma zamiar uczynić dla niego jeszcze więcej. Zamiast pozwolić na to, by Dawid wybudował Mu dom, Bóg sam obiecuje wybudować dom dla Dawida w postaci królestwa, które będzie trwało na wieki. Dawid sądził, że Bóg udzielił mu już wszystkich możliwych łask, a tymczasem Bóg powiedział:
„O nie! Ja dopiero zaczynam!”.
W tych ostatnich godzinach przed rozpoczęciem świętowania Bożego Narodzenia przypominamy sobie dawne obietnice złożone przez Boga Dawidowi – obietnice, które znalazły swoje wypełnienie w narodzeniu Chrystusa. Wyniesienie Dawida na tron Izraela było zaledwie początkiem tego, co Bóg zamierzał dokonać przez niego i jego następców. Dawid nie mógł tego przewidzieć, gdyż wielkość Bożego daru przekraczała jego wyobraźnię.
Dziś w nocy miliony ludzi będą uczestniczyć w pasterce. Zgromadzeni w kościołach całego świata – domach modlitwy, w których zamieszkał sakramentalnie Potomek Dawida – złączą się z chórami aniołów, śpiewając: „Chwała na wysokości Bogu!”. Tego dnia w kościele pojawia się najwięcej ludzi w całym roku. Dlaczego przychodzą? Ponieważ pociąga ich tam Bóg. Ich środowisko, a nawet głębia czy słabość ich wiary mają znaczenie drugorzędne. Bóg wprowadza ich do swego domu, aby tę wiarę umocnić.
Ogarnij dziś myślą cały świat. Pomyśl o swoich braciach i siostrach, którzy będą wychwalać Boga w Indiach, Korei, Nigerii, Słowacji, Urugwaju, na Wyspach Samoa i we wszystkich innych krajach. Wszyscy oni, podobnie jak ty, są umiłowani i upragnieni przez odwiecznego Boga. On nie zakończył jeszcze działania w tobie i przez ciebie. Wciąż buduje swój dom w twoim sercu!
„Wszelka chwała i cześć Tobie, Panie Jezu Chryste! Ty jesteś Budowniczym, który wznosi gmach mojego życia i życia Kościoła. Uwielbiam Cię, Panie!”
Ps 89,2-5.27.29
Łk 1,67-79

Piątek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
J 1,1-18
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. (J 1,14)
Wyobraź sobie, że i ty jesteś w tej stajence wraz z Maryją i Józefem. Narodził się Jezus! Słowo stało się ciałem! Aniołowie śpiewają, radują się pasterze, świecą gwiazdy. Czy jednak ten przełomowy moment w historii ludzkości był tak uładzony i świetlany, jakim przedstawiają go świąteczne kartki i piękne szopki? Najprawdopodobniej nie.
Słowo stało się ciałem i narodziło się nie w chwale ani we wspaniałym otoczeniu. Szczerze mówiąc, ta stajnia pewnie nie była szczególnie czysta. Jak w każdej stajni nie brakowało tam much ani nawozu. W najlepszym wypadku panował tam zapach bydła,
w najgorszym gnoju. Kiedy przybyli pasterze, Jezus nie był czyściuteńkim, wymuskanym niemowlątkiem, jakie często widzimy na obrazkach. Wyglądał jak każdy noworodek, czerwony i pomarszczony.
Ciesząc się narodzinami Jezusa, rozważając cud Boga zstępującego na świat, ucieszmy się również prostotą stajenki. Jezus przyjął całą naszą ludzką kondycję. Nie odstraszyła Go odrobina brudu. Nie wzgardził naszą niedoskonałością, ale cały się w nią zanurzył. Także rozgardiasz i braki są częścią człowieczeństwa!
Jezus nie cofnął się przed stajenką i nie cofa się przed naszym grzechem. Jest to fakt, który niesie nam ufność i nadzieję. Nie musimy być doskonali, aby Go przyjąć. Czasem sami czujemy, że duchowo nie pachniemy o wiele lepiej niż stajnia! Ale dla Jezusa nie ma to znaczenia. Ta sama miłość, która skłoniła Go do przyjęcia naszego człowieczeństwa, skłania Go do codziennego przyjmowania każdego z nas, pomimo naszych niedoskonałości.
Przypomnij więc dziś sobie stajenkę i uraduj się. Pełen majestatu, miłosierny i wszechmogący Bóg przychodzi zamieszkać w twoim sercu. Nic dziwnego, że słyszymy śpiew aniołów! Nic dziwnego, że pasterze nie posiadają się ze zdziwienia, a Mędrcy w pokorze chylą głowę! Nic dziwnego, że w ten chwalebny dzień wszystkim udziela się atmosfera radości! Wesołych Świąt!
„Jezu, dziękuję Ci za to, że zechciałeś narodzić się w stajni! Dziękuję Ci za to, że kochasz mnie takiego, jakim jestem!”
Iz 52,7-10
Ps 98,1-6
Hbr 1,1-6

Niedziela, 27 grudnia
Świętej Rodziny
Łk 2,41-52
Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. (Łk 2,51)
Dzisiejsze święto nie należy do tych, na które czekamy i do których przygotowujemy się przez długi czas. Często przypominamy sobie o nim dopiero w kościele, słysząc wprowadzenie do Mszy świętej. A przecież zasługuje ono na naszą pamięć, gdyż stawia w centrum naszej uwagi Świętą Rodzinę z Nazaretu, a przez to poniekąd każdą ludzką rodzinę.
Zwykle wyobrażamy sobie Świętą Rodzinę jako doskonałą – pełną radości i wolną od problemów – ale tak przecież nie było. Mamy w niej kobietę podejrzaną o cudzołóstwo, mężczyznę myślącego poważnie o rozwodzie i rodzinę uchodźców zmuszoną do szukania schronienia w obcej ziemi. Jest to rodzina, która uczy się radzić sobie z zaskakującym zachowaniem swego Syna – o czym czytamy w dzisiejszej Ewangelii. Jest to wreszcie historia kobiety, która najpierw traci męża, a następnie jest świadkiem niesprawiedliwej egzekucji swego Syna.
Owszem, jest to Rodzina Święta, ale także głęboko ludzka – jak my zajmująca się codziennie załatwianiem zwykłych ludzkich spraw, mająca swoje radości i swoje smutki.
Św. Ignacy Loyola modlił się często przed obrazem przedstawiającym Świętą Rodzinę. Lubił wyobrażać sobie, że je z nimi obiad lub pracuje z Józefem i Jezusem w warsztacie ciesielskim. Takie medytacje przynosiły mu wiele światła. Czy wpatrywanie się w ich wspólne, tak bardzo ludzkie i zwyczajne życie nie przyniosłoby korzyści każdemu z nas?
Oto kilka myśli, na których możesz się skupić, wpatrując się w Świętą Rodzinę. Po pierwsze – twoja rodzina nie jest dla Boga po prostu jedną z wielu. Każda rodzina jest dla Niego ważna i zasługuje na Jego względy. Po drugie – twoja rodzina może dokonać czegoś ważnego dla świata, jeśli zaufacie Bogu i będziecie pełnić Jego wolę. Po trzecie – także twoja rodzina może stać się świętą rodziną. Trwajcie w miłości Bożej, a zobaczycie, że to się stanie.
„Jezu, Maryjo i Józefie, módlcie się za nasze rodziny. Pomóżcie, by stawały się one coraz bardziej podobne do Waszej Rodziny.”
Syr 3,2-6.12-14
Ps 128,1-5
Kol 3,12-21


MAGAZYN:

DLACZEGO PASTERZE?
„Anioł pasterzom mówił: Chrystus się wam narodził!”


Przed laty, będąc młodą zagubioną studentką, która odeszła od wiary, wsiadłam do windy w bibliotece uniwersyteckiej i pomyliłam piętra. Błąkając się po dziale literatury religijnej, natknęłam się na półkę z książkami św. Teresy z Avili. Nie bardzo wiem, dlaczego wzięłam do ręki jedną z nich i zaczęłam czytać, ale lektura wciągnęła mnie natychmiast. Zapomniałam o francuskich pisarzach, których poszukiwałam, i poszłam do domu z Autobiografią św. Teresy.
W ten właśnie sposób w moje życie wtargnął Bóg. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Jeszcze przed końcem tego samego tygodnia Jezus otworzył mi oczy, ukazał swoją miłość i wezwał do pójścia za Nim. Tak zaczęłam poznawać rzeczywistość Wcielenia, czyli Emmanuela, „Boga z nami”.
Kiedy rozważam tę miłosierną interwencję Boga, myślę z sympatią o pasterzach, którzy przywitali narodzonego Jezusa. Są oni najbardziej zwyczajnymi postaciami w opowieści o Bożym Narodzeniu. Przypominają mi o tym, że Bóg wkracza w życie zwyczajnych ludzi, zajmujących się zwyczajnymi sprawami – przyrządzaniem pizzy, pracą na nocnej zmianie, siedzeniem za biurkiem – i wzywa ich do współpracy w sprowadzaniu nieba na ziemię.

KIM ONI SĄ?
Widzieliśmy już betlejemskich pastuszków i ich puszyste owieczki na tylu słodkich kartkach świątecznych, że czasami myślimy o nich jako o pokornych niewiniątkach, czuwających niczym mnisi nocami na modlitwie, i łagodnych jak nowo narodzone jagniątka. A może słyszeliśmy o tym, że rabini żydowscy z czasów po Chrystusie przedstawiali ich zupełnie inaczej – jako nieuczciwych ludzi o fatalnej reputacji (choć w I wieku nie była to bynajmniej obowiązująca opinia). Jednak Ewangelia Łukasza nie przyjmuje żadnego z tych skrajnych poglądów. Pasterze ukazani są w niej jako zwyczajni ludzie, wykonujący swoją pracę.
Choć pasterze ci w Wigilię Bożego Narodzenia „przebywali w polu”, nie byli oni koczującymi w namiotach nomadami. Pochodzili z rodzin chłopskich, które mieszkały w Betlejem, zajmując się uprawą ziemi oraz hodowlą owiec i kóz. Czasami do ich pasienia wynajmowano obcych ludzi, jednak w małych wioskach pasieniem zajmowali się przeważnie najmłodsi chłopcy w rodzinie. Ponieważ średnia długość życia wynosiła wówczas około trzydziestu do czterdziestu lat, pasterze mogli być w wieku dzisiejszych nastolatków!
Pasterze nie zawsze nocowali na polu. Kiedy pasza znajdowała się w pobliżu – na przykład na uprzątniętych polach, gdzie pozwalano owcom wyjadać resztki pozostawionego przez żniwiarzy ziarna – powracali na noc do domu i spali we własnych łóżkach. Kiedy indziej nocowali przy swoich trzodach, na wzgórzach pustyni judzkiej. I wtedy również nie znajdowali się bardzo daleko od swoich domów. Pole pasterzy, tradycyjne miejsce pielgrzymek chrześcijan począwszy od IV wieku, położone jest niecały kilometr na wschód od centrum Betlejem. Kilka kilometrów dalej rozciąga się już pustynia.
DLACZEGO PASTERZE?
W Ewangelii Łukasza pasterze przedstawieni są w nawiązaniu do największego króla Izraela. Betlejem było bowiem „Miastem Dawidowym”. To właśnie na przyległych polach, gdzie pasterze usłyszeli anielskie śpiewy, zbierała niegdyś kłosy jęczmienia Rut, prababka Dawida (Łk 2,4.11; Rt 2). Także sam Dawid pasał tam owce, gdy dotarło do niego niespodziewane wezwanie, by stać się królem Izraela (1 Sm 16,1-13).
Chociaż w czasach Jezusa chwała Dawidowego panowania należała już do odległej przeszłości, wszyscy znali proroctwa o mającym nadejść Mesjaszu – królu i władcy z rodu Dawida, który wyzwoli Izraela od jego nieprzyjaciół. Niektórzy utrzymywali, że będzie on pochodził z Betlejem – prorok Micheasz zapowiadał, że to właśnie ono będzie miejscem urodzenia władcy, którego opisywał jako króla i pasterza (Mi 5,1-4).
Czy nie jest więc logiczne, że to właśnie pasterze jako pierwsi usłyszeli dobrą nowinę, że „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11)? Już sama ich praca niesie wiele światła co do sposobu panowania przychodzącego Mesjasza.

PRACA PASTERZA
Udomowione owce nie potrafią same znajdować paszy ani wody oraz łatwo padają łupem dzikich zwierząt, toteż głównym zadaniem pasterza jest zapewnienie swemu stadu pożywienia i bezpieczeństwa. W czasach biblijnych akcesoria pasterza były bardzo proste: zakrzywiona laska do wyciągania nieostrożnych owiec z rowów, a także proca, nóż i maczuga lub kij do obrony przed drapieżnikami i złodziejami. Narzędziem pracy był także głos pasterza. Każdy pasterz miał swój sposób zwoływania owiec, które szybko rozpoznawały jego głos i przychodziły na wezwanie. 
Pasterz szedł na czele swoich owiec – w przeciwieństwie do tych, którzy je zabijali, gdyż ci pędzili owce przed sobą. Owce szły za pasterzem, ponieważ wiedziały, że on prowadzi je bezpieczną drogą. Przykładem tego jest pewien krążący w Internecie filmik z dzisiejszego Ammanu w Jordanii, na którym owce ufnie przechodzą za swoim pasterzem przez czteropasmową autostradę!
Wszystko to mówi nam wiele o Jezusie, „Wielkim Pasterzu owiec” (por. Hbr 13,20). On jest Dobrym Pasterzem, który zna swoje owce, zależy mu na nich i do każdej przemawia we właściwy dla niej sposób. Od momentu swoich narodzin Jezus, położony w żłobie i powitany przez pasterzy, przesiąkł „zapachem swoich owiec” (by zacytować słynne powiedzenie papieża Franciszka). On przyszedł szukać tego, co zaginęło, wydać siebie na pokarm i napój oraz oddać swoje życie za owce.
Każdy z nas może w tym znaleźć wiele materiału do przemyśleń, zwłaszcza na temat naszych własnych „pasterskich” relacji, w które wchodzimy jako rodzice, nauczyciele, zwierzchnicy czy opiekunowie.

TOWARZYSZE DROGI
Będąc zwyczajnymi ludźmi, pasterze betlejemscy odpowiadają Bogu w nadzwyczajny sposób.
Wierzą i działają. Pasterze w ułamku sekundy decydują się wyruszyć, by ujrzeć znak zapowiedziany im przez anioła (Łk 2,16) – podobnie jak Maryja, która wyruszyła „z pośpiechem” do swej krewnej, Elżbiety (Łk 1,39). Nie mając cennych darów do ofiarowania ani gwiazdy, która by ich prowadziła, idą do Betlejem tak, jak stoją. Chociaż było to małe miasteczko, prawdopodobnie odnalezienie Niemowlęcia owiniętego w pieluszki i złożonego w żłobie wymagało kołatania do wielu drzwi. Sugeruje to nawet samo słowo „znaleźli”, które w oryginale greckim oznacza odnalezienie po poszukiwaniach.
Przypomina mi się tu pewien człowiek w średnim wieku, którego spotkałam w Rzymie wkrótce po śmierci papieża Jana Pawła II. Oglądał on relację z Watykanu w swoim domu w Kalifornii, gdy nagle poczuł w sercu przynaglenie, by natychmiast pojechać na pogrzeb papieża. I znalazł się tam, w Rzymie, prosto z lotniska, nie mając ani planu miasta, ani rezerwacji w hotelu, ani walizki, ani nawet nie będąc katolikiem. Widząc, jak wtapia się w tłum zmierzający na plac św. Piotra, miałam poczucie, że Bóg nagrodzi tę jego wielkoduszną odpowiedź. Postanowiłam też nie ociągać się następnym razem, kiedy Pan wezwie mnie do jakiegoś kroku w wierze.
Uwielbiają i wychwalają Boga. Kiedy ukazał im się anioł i oświeciła ich chwała Pańska, pasterze bardzo się przestraszyli. Jednak już po chwili ich lęk przerodził się w „radość wielką” i złączyli swe głosy ze śpiewem aniołów, „wielbiąc i wysławiając Boga” (Łk 2,10.20).
My czynimy to w wyjątkowy sposób podczas każdej Mszy świętej. W dzień Bożego Narodzenia będziemy modlić się hymnem Chwała na wysokości Bogu, powtarzając to samo przesłanie, które usłyszeli aniołowie. Choć pozostajemy jeszcze na ziemi, jednoczymy się z aniołami. Uczestniczymy w chwale nieba, łącząc się z istotami niebiańskimi oddającymi cześć i uwielbienie „Zasiadającemu na tronie i Barankowi ” (Ap 5,13).
Jak mówi św. Jan Chryzostom, podczas każdej Mszy świętej „kapłan otoczony jest przez aniołów. Całe prezbiterium oraz przestrzeń wokół ołtarza pełne są mocy niebieskich czczących Tego, który jest obecny na ołtarzu”. Jakie to wspaniałe! Chociaż większości z nas nie jest dane oglądać tych aniołów w taki sposób, jak widzieli ich pasterze, uczestniczymy w tej samej rzeczywistości.
Głoszą dobrą nowinę. Pasterze opowiadają to, „co im zostało objawione o tym Dziecięciu” najpierw Maryi i Józefowi, a następnie każdemu, kto tylko zechce ich słuchać (Łk 2,17-20). Ich entuzjazm przypomina Apostołów Piotra
i Jana, którzy nie mogli przestać mówić o zmartwychwstaniu Jezusa, nawet wiedząc, że spotka ich za to kara: „Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,20).
Pasterze nie mogli przewidzieć, jak potoczy się życie tego Dziecka. Zobaczyli zaledwie maleńką cząstkę zbawczego planu Boga. Powrócili jednak do swego codziennego życia pełni radości i, jak można przypuszczać, gotowi do dalszego dawania świadectwa.

Z ANIOŁAMI ZAŚPIEWAJMY
My widzieliśmy i słyszeliśmy o wiele więcej niż pasterze. Znamy naukę Jezusa, słyszeliśmy o Jego cudach, Jego miłosierdziu, a przede wszystkim o Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Podobnie jak pasterze, podczas każdej Mszy świętej łączymy nasze głosy z głosami aniołów – a następnie powracamy do swojego codziennego życia. Obyśmy uwierzyli w to, że Bóg może otwierać niebiosa i przemawiać do zwyczajnych ludzi. Obyśmy i my uradowali się działaniem Boga i byli gotowi głosić dobrą nowinę o nowonarodzonym Królu! ▐


NASZE LEKTURY:

André Frossard

PAMIĘTAJCIE O MIŁOŚCI
Męczeństwo Maksymiliana Kolbego

Cena 24,90 zł
(+ koszty wysyłki)

„We wrześniu po napaści armii Hitlera na Polskę niemal wszyscy franciszkanie z Niepokalanowa musieli opuścić klasztor. Nim wyruszyli ku nieznanemu przeznaczeniu, które dla jednych miało okazać się wygnaniem, dla innych zaś więzieniem lub śmiercią, Maksymilian Kolbe powiedział im: Pamiętajcie o miłości.” Te słowa wybrał na tytuł i motto swojej książki o Kolbem znany pisarz, André Frossard. 
Autor jest wyraźnie zafascynowany Kolbem. Ukazuje go jako mistyka, człowieka w sposób najbardziej radykalny i zaskakujący łączącego tajemnice wiary z całym swym życiem, ze wszystkimi działaniami. Wartka opowieść o Świętym wciąga czytelnika. Z kart wyłania się postać człowieka, którego życie jest podporządkowane naczelnej idei miłości – do Maryi, do Boga i do bliźnich. Miłości, dla której Kolbe oddał życie. 
Oto fragment: 
Świadkowie wydają się wzajemnie sobie przeczyć w relacjach o dzieciństwie Maksymiliana. Według jednych, w tym także matki, był dzieckiem bardzo żywym, trochę łobuzowatym, upartym i niezależnym, jednym słowem – trudnym. Dla innych był wzorem małego chłopca, takim, jakich daje się we wszystkich rodzinach za przykład.
Ale sprzeczność jest tylko pozorna. Świadectwa różnią się między sobą zależnie od tego, czy dotyczą okresu przed czy po pewnym szczególnym wydarzeniu, o którym biografowie na ogół wolą nie mówić... 
Jego matka, jedyna osoba, której się zwierzył, sama dokładnie nie określiła, w jakim wieku syn miał widzenie. Było to, mówiła, w okresie Pierwszej Komunii. 
Żywe i nieposłuszne dziecko, które znużona zapytała kiedyś: „Chłopcze, co z ciebie wyrośnie?”, nagle zmieniło się niemal nie do poznania. Był teraz skupiony, poważny, często ze zdumieniem widziała go klęczącego przed domowym ołtarzykiem Najświętszej Panny, która królowała w ich domu... Dopiero po długich naleganiach poznała tajemnicę, którą bardzo długo tylko ona jedna miała znać: „Drżąc ze wzruszenia i ze łzami – opowiada – mówi mi: jak mama mi powiedziała «co to z ciebie będzie», to ja bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie. I potem, gdy byłem w kościele, to znowu Ją poprosiłem, wtedy Matka Boża ukazała mi się, trzymając w ręku dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę... wówczas Matka Boga mile na mnie spoglądnęła i znikła”. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 12 (268) 2015 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ

Grudniowy numer „Słowa wśród nas” to numer adwentowy, prowadzący ku Bożemu Narodzeniu. Kolejne artykuły mówią o tajemnicy Wcielenia, przyjścia na świat Boga, który stał się człowiekiem z miłości do nas i dla naszego zbawienia, o Maryi, Matce Syna Bożego i Józefie, najlepszym Opiekunie. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, które są pomocne w codziennym rozważaniu słowa Bożego. W Magazynie artykuły i świadectwa związane z przeżywaniem tego niezwykłego czasu, a także rachunek sumienia. W ramach działu „Nasze lektury” znajduje się opis bardzo interesującej książki o św. Maksymilianie Kolbe pióra Andre Frossarda pt. „Pamiętajcie o miłości”. Ponadto krzyżówka i kalendarz czytań mszalnych na grudzień.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Emmanuel, Bóg z nami
Dlaczego Jezus przyszedł zamieszkać pośród nas?............ 4


„Zachowywała wszystkie te sprawy”
Rozważanie historii Bożego Narodzenia wraz z Maryją............ 9


Właściwy człowiek na właściwym miejscu
Budowanie Świętej Rodziny wraz z Józefem............ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31 grudnia .....................................19


MAGAZYN


Dlaczego pasterze?
„Anioł pasterzom mówił: Chrystus się wam narodził!ˮ – Louise Perrotta ...................................48


Dziecię nam się narodziło
Moja droga wiary do betlejemskiego żłóbka –
Carmen Mullen ................................................. 53


Nowa duchowa rodzina
Jak znalazłam swoje miejsce i odzyskałam wiarę –
Katie Hanna.................................................................. 56


Radość z powrotu do domu
Adwentowy rachunek sumienia.................................. 59


Nasze lektury............................................................ 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WŚRÓD NAS 
GRUDZIEŃ 2015

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Rozważając cud Bożego Narodzenia, papież Franciszek powiedział: „Narodzenie Jezusa przynosi nam w istocie wspaniałą wiadomość, że jesteśmy niezmiernie i każdy z osobna kochani przez Boga!” (Audiencja generalna z 18 grudnia 2013).
Wsłuchując się w słowa Ojca Świętego, spróbujmy wyobrazić sobie tę scenę. Oto odwieczny Syn Boży przebywa w niebie otoczony aniołami, pełen Boskiej chwały i majestatu. Ma wszystko i nie potrzebuje absolutnie niczego. Mimo to opuszcza to miejsce i wyrzeka się swojej władzy, aby wejść pomiędzy nas. Ten, który władał całym wszechświatem, dobrowolnie przyjął na siebie ograniczenia ludzkiego ciała – ze względu na nas.
Dlaczego Jezus to uczynił? Dlaczego przyszedł do nas w tak pokorny, bezinteresowny sposób? Odpowiedź jest prosta: z miłości. Jezus przyszedł do nas jako człowiek, aby nam pokazać, jak bardzo nas kocha i jak cenni jesteśmy w Jego oczach.

W czasie tegorocznego Adwentu chcemy się skupić na Bożej obietnicy Jego wielkiej miłości do nas. Chcemy zastanowić się, jak doświadczenie miłości Boga otwiera nas na świat duchowy, napełniając radością i pokojem. W tym celu przyjrzymy się, jak Bóg działał w życiu Maryi i Józefa, przygotowując ich na przyjęcie Jezusa. Zobaczymy, że „tak” Maryi dane aniołowi było odpowiedzią na łaskę i miłość, które Bóg wlał w Jej serce. Zobaczymy też, jak Józef, pomimo początkowego oporu, przyjął Boże zaproszenie, stając się stróżem i opiekunem Dzieciątka Jezus.
Jak powiedział papież Franciszek, Jezus chce, byśmy poznali Jego miłość, byśmy nie tylko rozmyślali o niej, ale jej doświadczyli. Chce dotknąć naszych serc, abyśmy z przekonaniem mogli powiedzieć, że Bóg aż tak umiłował świat, iż posłał swego jedynego Syna, aby stał się człowiekiem i wybawił nas od grzechu (J 3,16-17).
Oto dar, którego Bóg pragnie udzielić każdemu z nas w tegorocznym Adwencie, niezależnie od tego, jak blisko lub daleko od Niego jesteśmy. Może czujesz się jak pasterze, którzy czuwali i czekali. Może jak Józef, który przylgnął już do Pana i Jego dróg. A może jak Mędrcy, poszukujący właściwej drogi. Nie ma to znaczenia, gdyż Bóg pragnie otworzyć twoje serce i poprowadzić cię do głębszej relacji ze sobą.
W oczekiwaniu na święta Bożego Narodzenia spróbujmy, za przykładem Maryi, rozważać wspaniałość i wielkość Bożego daru dla nas (Łk 2,19). Naśladujmy też Józefa, otwierając się na Boży plan na nasze życie, nawet gdyby miało to oznaczać rezygnację z naszych własnych planów. A przede wszystkim prośmy Jezusa, który jest „Emmanuelem, to znaczy «Bogiem z nami»” (por. Mt 1,23), aby napełnił nas swoją miłością. W imieniu nas wszystkich, zaangażowanych w wydawanie „Słowa wśród nas”, życzymy Wam radosnych i błogosławionych świąt Bożego Narodzenia.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁ:
EMMANUEL, BÓG Z NAMI
Dlaczego Jezus przyszedł zamieszkać pośród nas?

Wielu ludzi nie może się wprost doczekać Bożego Narodzenia! Dzieci odliczają dni. Rodzice już z góry cieszą się na tę chwilę, gdy dzieci rozpakują swoje prezenty. Krewni myślą z radością o rodzinnych spotkaniach. Boże Narodzenie to czas oderwania się od szarej codzienności i świętowania w gronie najbliższych.
Są to oczywiście słuszne powody do radości, jednak my, wierzący, mamy jeszcze jeden, najważniejszy powód, by cieszyć się z nadchodzących Świąt. Świętujemy przyjście „Emmanuela, Boga z nami”, Tego, który „zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,24.21).
Tak, Jezus jest Bogiem z nami i przyszedł wybawić nas od grzechu. To niezwykle ważne i podnoszące na duchu prawdy naszej wiary. Uświadamiają nam one, jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo pragnie działać w naszym życiu. W tegorocznym Adwencie poświęćmy więc tym dwóm prawdom naszą uwagę. Uczyńmy to, wpatrując się w te osoby, w których życiu prawdy te uwidaczniają się w sposób najbardziej oczywisty: w Jezusa, Maryję i Józefa. Każda z nich w wyjątkowy sposób ukazuje nam, jak może zmieniać się nasze życie, gdy przyjmiemy Jezusa, Tego, który przyszedł, aby być z nami i aby nas zbawić.

JEZUS, BÓG Z NAMI
Można powiedzieć, że Bóg był z nami od zawsze. Stworzył nas z miłości, a jeśli się kogoś kocha, to się go nie porzuca. Nawet gdy popadliśmy w grzech, On pozostał z nami i obiecał, że nigdy nas nie opuści. Biblia hebrajska jest jedną długą historią wierności Boga wobec Jego ludu. Widzimy tę wierność w dziejach Abrahama, Mojżesza i Dawida. Widzimy ją podczas wędrówki Izraelitów po pustyni oraz życia kolejnych pokoleń w Ziemi Obiecanej. Bóg nigdy ich nie opuścił!
Jednak po niemal dwóch tysiącach lat towarzyszenia swojemu ludowi Bóg uczynił coś jeszcze większego niż dotąd. Zaczął być z nami już nie tylko w sensie duchowym, lecz dosłownie stał się jednym z nas i żył wśród swego ludu jako człowiek, podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Różnicę pomiędzy działaniem Boga przed i po przyjściu Jezusa przepięknie ukazuje fragment biblijny: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1,1-2).
Powyższe słowa z Listu do Hebrajczyków kładą akcent na pragnieniu Boga, aby objawić nam siebie w potężniejszy niż dotąd sposób. Natomiast Ewangelia Jana podkreśla łaskawość Boga i Jego chwałę. Jan mówi nam: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1,14).
Z kolei św. Paweł opisuje przyjście Jezusa z jeszcze innego punktu widzenia. Podkreśla on, że przyjęcie ciała przez Jezusa miało sens zbawczy: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).
Podsumujmy to. Przychodząc pomiędzy nas, Jezus w nowy sposób wypowiedział słowo Boga i objawił nam Jego miłość, a także wydał za nas samego siebie.

JEZUS ZBAWICIEL
Nasuwa się pytanie: Czy Jezus naprawdę musiał podjąć się tak karkołomnej misji? Czy musiał ponieść aż tak ogromną ofiarę? Otóż prawdą jest, że wielkie sprawy wymagają wielkiego poświęcenia. Oznacza to, że jeżeli sytuacja jest naprawdę poważna, jesteśmy w stanie zdobyć się na bardzo wiele, aby tylko jej zaradzić. Zgodzimy się chyba wszyscy, że fakt Wcielenia – to, że nieskończony Bóg przyjął na siebie ograniczenia ludzkiej natury – jest czymś niezwykle dramatycznym. Sytuacja, która domagała się takiego rozwiązania, musiała więc być absolutnie rozpaczliwa.
Gdyby naszym największym problemem była choroba, Bóg mógłby natchnąć lekarzy, by odkryli nowy, skuteczny lek. Gdyby naszym największym cierpieniem była niepewna sytuacja polityczna, mógłby posłać nam kogoś, kto zasiadając na tronie króla Dawida zaprowadziłby sprawiedliwe rządy. Gdybyśmy najbardziej potrzebowali reformy gospodarczej, mógłby wzbudzić genialnego ekonomistę czy przedsiębiorcę, który stworzyłby wiele miejsc pracy. On jednak nie uczynił nic takiego. Posłał za to swojego Syna, aby stał się „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (por. J 1,29).
Taka była nasza najgłębsza potrzeba. Grzech bowiem był największą przeszkodą w realizacji planu Boga wobec swego ukochanego stworzenia. Oczywiście istnieją też inne przeszkody, jak bieda i niesprawiedliwość społeczna. Jednak tego typu problemy możemy rozwiązywać sami. Grzech natomiast tkwi w nas tak głęboko, że nie jesteśmy w stanie go pokonać bez pomocy Boga. Taką właśnie pomoc otrzymaliśmy w dzień Bożego Narodzenia.
Wcielenie Jezusa było odpowiedzią Boga na naszą największą, najgłębszą i najbardziej palącą potrzebę. Oczywiście niezbędna była także współpraca Maryi i Józefa, którzy zgodzili się przyjąć Jezusa do swojego życia. Ale Boże Narodzenie jeszcze bardziej niż ku heroicznym decyzjom Maryi i Józefa kieruje nas ku pragnieniom i planom samego Boga. Wskazuje na Ojca niebieskiego, któremu tak bardzo zależało na swoim stworzeniu, że posłał swego jedynego Syna nie po to, aby nas potępił za nasz grzech, ale by nas od niego wybawił (J 3,17).

TAK CZYNI MIŁOŚĆ
Dlaczego jednak Syn Boży miałby opuścić niebo i zstąpić na ziemię? Dlaczego miałby wyrzec się tak wielkiej władzy i wolności po to, by przyjąć śmiertelne ciało? Jedynym wytłumaczeniem jest miłość. Jezus stał się Emmanuelem, „Bogiem z nami”, gdyż tak bardzo Mu na nas zależy. Bóg stworzył nas po to, by podzielić się z nami swoją miłością, i nie mógł znieść myśli o tym, że mógłby nas utracić.
Im głębiej pojmujemy wielkość miłości Boga do nas samych i wszystkich otaczających nas ludzi, tym bardziej doceniamy to, co wydarzyło się w dzień Bożego Narodzenia. Nasze serca napełniają się wówczas nie tylko – jak to zwykle w tym czasie – pokojem i otuchą, ale też głęboką radością i wdzięcznością wobec Boga. Zaczynamy Mu dziękować i wychwalać Go za to, że przyszedł wybawić nas od grzechu. Cieszymy się, że otworzył nam niebo. A przede wszystkim pragniemy coraz lepiej poznawać Jego miłość, doświadczać jej i odpowiadać na nią.
Maryja rozważała w sercu wszystko, co się wydarzyło, gdyż rozumiała, czym jest miłość Boga (Łk 2,19.51). Elżbieta radowała się, a maleńki Jan skakał w jej łonie, gdyż poruszała ich miłość Boża (Łk 1,42-44). To dzięki poznaniu miłości Bożej Symeon i Anna rozradowali się na widok Dzieciątka Jezus (Łk 2,25-32.36-38). To wreszcie ta sama Boża miłość skłoniła Józefa do przyjęcia powołania opiekuna Jezusa i Maryi (Mt 1,18-25).
Bóg pragnie, abyśmy także my odkryli Jego miłość. Chce przyciągnąć nas bliżej do swego serca, tak jak uczynił to z Maryją i Józefem. Chce napełnić nas swoim pokojem, jak Symeona i Annę. Chce nam pobłogosławić, byśmy wydali owoc, jak Zachariasz i Elżbieta. Jednak pomimo tych Bożych pragnień niewiele wydarzy się w naszym życiu, jeśli my sami nie poprosimy Go o te łaski.
Nie wystarczy wierzyć w Boga zamieszkującego odległe od nas niebo. Nie wystarczy wierzyć, że Jezus narodził się w żłobie i umarł na krzyżu. Zwłaszcza w tym okresie Bóg pragnie, byśmy osobiście doświadczyli, jak cenni jesteśmy dla Niego. Jest to idealny czas, by prosić Ducha Świętego o otwarcie nam oczu na to, że Jezus jest „Bogiem z nami”, oraz o rozradowanie naszych serc doświadczeniem Jego życiodajnego zbawienia.

POKAŻ NAM NASZE
ZBAWIENIE!
Jeśli chcesz w tym Adwencie głębiej poznać Bożą miłość, zdecyduj się na prosty krok – codziennie czytaj i rozważaj ewangeliczne teksty o narodzinach i wczesnych latach życia Jezusa (Mt 1,18--2,23; Łk 1,26--2,52). Teksty te ukażą ci, jak bardzo Bóg pragnie być z tobą i do czego się posunął, aby tylko cię zbawić i doprowadzić do nieba.
Rozważaj słowa, które czytasz. Mając przed oczami ewangeliczne sceny, powtarzaj sobie, że to Dziecię w żłóbku jest prawdziwym Bogiem. On naprawdę uniżył samego siebie i zszedł na ziemię, aby być z tobą. Wie, kim jesteś. Wie o tobie wszystko – zna twoje nadzieje i marzenia, twoje troski i obawy. Zna problemy, przed którymi stawałeś, twoje zwycięstwa i porażki. Wie też, co czeka cię w przyszłości. Widzi to wszystko i chce towarzyszyć ci na każdym kroku twojej drogi.
Pozwól Jezusowi, który jest „Bogiem z nami”, aby w tym Adwencie stał się „Bogiem z tobą”. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Wtorek, 1 grudnia
Iz 11,1-10
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. (Iz 11,1)
Stary pień stoi zapomniany w lesie. Podtrzymywane kiedyś przez niego ogromne drzewo zostało ścięte przed kilkudziesięcioma laty, a drwale pozostawili pień na miejscu, sądząc, że z czasem obumrze i zgnije. Tak się jednak nie stało. A teraz dzieje się
z nim coś nieoczekiwanego – wykazuje oznaki życia! Sędziwy pień wydaje maleńki nowy pęd! Zielony i kruchy, na razie ledwie widoczny, zaczyna rozwijać się i rosnąć.
Jest to cichy, niedostrzegalny cud. Chociaż pewnego dnia jego mocne gałęzie zapewnią cień i schronienie, dziś jest jedynie drobną gałązką. Kiedyś wyda całe kosze owoców, lecz dziś może się poszczycić zaledwie paroma listkami.
Prorok Izajasz maluje dziś przed nami taki właśnie obraz, opisując przyszłego króla Izraela, który przyniesie ludowi Bożemu prawo i sprawiedliwość. Z punktu widzenia Izajasza takim królem mógł być Ezechiasz, nowo
narodzony syn ówczesnego króla, Achaba. Ale była to też zapowiedź Mesjasza, kogoś większego niż Dawid, lecz pochodzącego z rodu tego wielkiego króla. Przywołując obraz niegdyś majestatycznego drzewa, które zaczyna odzyskiwać, a z czasem i przewyższać swoją dawną chwałę, Izajasz mówi Izraelitom, że Bóg ich nie porzucił. „Pień” ich narodu nie stracił żywotności! Przy-
chodzi czas odkupienia i odnowy, jednak w sposób tak niedostrzegalny, jak pęd kiełkujący w głębokim lesie.
Bóg zachęca nas dziś, abyśmy
w taki właśnie sposób patrzyli na narodzenie Jego Syna. Ukazuje nam, że to maleńkie Dziecko, tak słabe i bezbronne, jest Tym, który ma przemienić świat. Większość współczesnych Jezusowi ludzi nie potrafiła spojrzeć na Niego w ten sposób, ale niektórym to się udało. Byli to Maryja i Józef, Symeon i Anna oraz garstka innych. Symeon mógł odejść w pokoju, gdyż jego oczy ujrzały wreszcie obiecane Boże zbawienie (Łk 2,25-35). Anna była tak przejęta, że nie przestawała mówić – składała dziękczynienie Bogu i opowiadała wszystkim o Jezusie (Łk 2,36-38).
A kogo ty ujrzysz, patrząc na Dzieciątko w żłóbku?
„Panie, otwórz mi oczy, abym mógł zobaczyć, kim jesteś.”
Ps 72,1-2.7-8.12-13.17
Łk 10,21-24

Niedziela, 6 grudnia
Flp 1,4-6.8-11
Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa. (Flp 1.6)
Każdej zimy w chińskiej prowincji Heilongjiang odbywa się Międzynarodowy Festiwal Rzeźb z Lodu i Śniegu. Artyści biorą bloki lodu z pobliskiej rzeki Songhua i tworzą z nich budynki, z których powstaje wspaniałe lodowe miasto. Po zakończeniu prac miasto zostaje oświetlone i przybywają je podziwiać turyści z całego świata.
W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł ukazuje nam Boga jako Artystę, który nie rzeźbi w blokach lodu, ale kształtuje nasze serca. Pragnie uczynić z nas świadków swojej miłości i łaski. Paweł dzieli się z nami przekonaniem, że Bóg dokończy to dzieło, które w nas rozpoczął. W związku z tym nasuwają się dwa pytania. Po pierwsze, czym jest to „dobre dzieło”? I po drugie, skąd Paweł ma pewność, że zostanie ono ukończone?
Dziełem rozpoczętym w nas przez Boga jest nasze zbawienie. Dokonuje go Duch Święty, kształtując w nas coraz większe podobieństwo do Chrystusa. Tego, którego Bóg posłał na świat nie po to, by nas potępił, ale by nas zbawił (J 3,17). Dlatego właśnie świętujemy Boże Narodzenie!
Z kolei pewność Pawła płynie z jego przekonania, że jest to dzieło Boże, a nie nasze. A Bóg zawsze kończy to,
co rozpoczął! Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). Bóg wybrał i powołał do zbawienia nie tylko Maryję i Józefa, Piotra i Pawła, ale także każdego z nas. Należymy do Niego!
I choć Bóg wybiera każdego, to jednak nie każdy odpowiada na Jego wezwanie. Mimo że nasze zbawienie jest Jego dziełem, to od nas zależy, czy je przyjmiemy. Dziś jeszcze raz opowiedzmy się za Chrystusem i zaufajmy, że On udzieli nam tej łaski, byśmy mogli się do Niego upodobnić. On nas wybrał, On nas kształtuje i nie spocznie, dopóki nie staniemy się odbiciem Jego światła i miłości!
„Jezu, jestem Twój! Przyjdź i dopełnij swego dzieła w moim sercu.”
Ba 5,1-9
Ps 126,1-6
Łk 3,1-6

Niedziela, 13 grudnia
Łk 3,10-18
Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie. (Łk 3,16)
Jeśli przez jakiś czas mieszkałeś na terenie równinnym, wjazd na strome wzgórze, kiedy to na moment droga wydaje się urywać, może budzić lęk – przynajmniej dopóki nie zobaczysz, że ciągnie się ona również dalej za wzgórzem! Po chwili przyzwyczajasz się do sytuacji, ale napięcie towarzyszy ci jeszcze jakiś czas.
Podobne poczucie mogli mieć niektórzy z bohaterów dzisiejszej Ewangelii. Kiedy Jan Chrzciciel pouczył ich, w jaki sposób powinni postępować, mogło im się wydawać, że zabrnęli w pewnego rodzaju ślepą uliczkę. Chcieli zrealizować jego wskazówki, zdawali sobie jednak sprawę, że trudno im będzie zmienić swoje postępowanie – a w skrajnych przypadkach także i zajęcie – aby prowadzić prawe życie, do jakiego ich wzywał.
Mogli poczuć się jak w ślepej uliczce także wtedy, gdy Jan oznajmił tłumom, że nie jest Mesjaszem. Niejeden zastanawiał się pewnie, czy przypadkiem nie został uczniem niewłaściwej osoby!
Jan skierował wówczas ich uwagę ku wspaniałej drodze, która rozciągała się przed nimi. Zapewnił, że Mesjasz niebawem nadejdzie – i że on sam nie jest godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów.
Czasami droga, którą mamy przed sobą, wydaje się urywać lub też czujemy się zbyt wyczerpani, by dotrzeć do następnego wzgórza. Jednak w każdym newralgicznym punkcie staje przed nami Pan, zapewniając, że jest to zaledwie drobne wypiętrzenie, po którym nastąpi wygodny zjazd. Przypomina nam też, że jest „mocniejszy” nawet od Jana Chrzciciela (Łk 3,16). I nie tylko nas pociesza, lecz również umacnia swoim Duchem. Ten, który mieszka
w tobie, jest wielki i potężny. Proś Go, by udzielił ci nadprzyrodzonej mocy.
„Panie, umacniaj mnie, gdy moja droga zaczyna wieść pod górę. Pomóż mi wytrwale podążać przed siebie, nie bać się urwisk i ufać, że wkrótce pojawi się przede mną wspaniały zjazd.”
So 3,14-18a
(Ps) Iz 12,2-6
Flp 4,4-7

Niedziela, 20 grudnia
Hbr 10,5-10
Oto idę… abym spełniał wolę Twoją, Boże. (Hbr 10,7)
Mówiąc o przyjściu Jezusa na ziemię, autor Listu do Hebrajczyków cytuje jeden z psalmów króla Dawida (Ps 40,6-8). Dawid napisał ten psalm, aby złożyć dziękczynienie Bogu po wybawieniu z wielkiego niebezpieczeństwa. Zobaczmy jednak, w jaki sposób to czyni. W gruncie rzeczy mówi on mniej więcej tak: „Wiem, Panie, że zależy Ci nie tyle na moich ofiarach, ile na gotowości pełnienia Twojej woli”.
Dawid rozumiał, że nasze posłuszeństwo jest milsze Bogu niż ofiary. Oczywiście ofiara także ma swoją wartość, gdyż jest znakiem naszej wdzięczności i oddania. Można jednak położyć pieniądze na tacę lub powstrzymać się przez jeden dzień od jedzenia słodyczy, a przy tym wcale nie doświadczyć przemiany serca. Natomiast posłuszeństwo Bogu wymaga czegoś o wiele głębszego – postawy miłości. Przecież Jego największym pragnieniem jest, „byśmy się wzajemnie miłowali” (por. J 13,34).
Jaki to ma związek z Bożym Narodzeniem? Dawid, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, przewidział, w jaki sposób ludzkość zostanie pojednana z Bogiem. Jezus powiedział: „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 6,38). Uczynił to, czego nie mógł dokonać Dawid ani nikt inny. Poprzez swoje posłuszeństwo pojednał nas z Bogiem. Obalił dzielący nas od Boga mur, wzniesiony przez nasze nieposłuszeństwo.
My także jesteśmy przez Jezusa wezwani do posłuszeństwa, ale jest ono dla nas możliwe jedynie dzięki Jego łasce i mocy Ducha Świętego.
Czy nie masz satysfakcji, gdy uda ci się pokonać pokusę – zwłaszcza silną? Czy czujesz wtedy przypływ energii
i nadziei? Nie jest to tylko twoje samozadowolenie, ale udział w radości aniołów cieszących się twoim zwycięstwem. Także Ojciec niebieski cieszy się tobą, wlewając jeszcze więcej łaski w twoje serce. Także Duch Święty łączy się z twoim duchem, przekonując cię o miłości Boga Ojca (Ga 4,6).
Bóg nigdy nie przestaje nam błogosławić. Raduje się za każdym razem, gdy stawiasz krok w wierze i ufności, pełniąc Jego wolę. Nieustannie obdarza cię łaską i pokojem.
„Oto jestem, Panie! Przychodzę pełnić Twoją wolę.”
Mi 5,1-4
Ps 80,2-3.15-16.18-19
Łk 1,39-45

Czwartek, 24 grudnia
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? (2 Sm 7,5)
Jaka jest twoja największa życiowa ambicja? Co chciałbyś po sobie zostawić? Zapomnij na chwilę o karierze czy finansach, a pomyśl, czego chciałbyś dokonać dla innych, może nawet dla Boga.
Dawid potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Chciał wybudować świątynię dla Pana. Wszyscy, łącznie z Natanem, prorokiem dworu królewskiego, uznali to za świetny pomysł. Jednak Bóg powiedział „nie”. Nie zależało Mu na tym, żeby Dawid spróbował odpłacić Mu za wszystko, co On dla niego uczynił. Oznajmił natomiast, że ma zamiar uczynić dla niego jeszcze więcej. Zamiast pozwolić na to, by Dawid wybudował Mu dom, Bóg sam obiecuje wybudować dom dla Dawida w postaci królestwa, które będzie trwało na wieki. Dawid sądził, że Bóg udzielił mu już wszystkich możliwych łask, a tymczasem Bóg powiedział:
„O nie! Ja dopiero zaczynam!”.
W tych ostatnich godzinach przed rozpoczęciem świętowania Bożego Narodzenia przypominamy sobie dawne obietnice złożone przez Boga Dawidowi – obietnice, które znalazły swoje wypełnienie w narodzeniu Chrystusa. Wyniesienie Dawida na tron Izraela było zaledwie początkiem tego, co Bóg zamierzał dokonać przez niego i jego następców. Dawid nie mógł tego przewidzieć, gdyż wielkość Bożego daru przekraczała jego wyobraźnię.
Dziś w nocy miliony ludzi będą uczestniczyć w pasterce. Zgromadzeni w kościołach całego świata – domach modlitwy, w których zamieszkał sakramentalnie Potomek Dawida – złączą się z chórami aniołów, śpiewając: „Chwała na wysokości Bogu!”. Tego dnia w kościele pojawia się najwięcej ludzi w całym roku. Dlaczego przychodzą? Ponieważ pociąga ich tam Bóg. Ich środowisko, a nawet głębia czy słabość ich wiary mają znaczenie drugorzędne. Bóg wprowadza ich do swego domu, aby tę wiarę umocnić.
Ogarnij dziś myślą cały świat. Pomyśl o swoich braciach i siostrach, którzy będą wychwalać Boga w Indiach, Korei, Nigerii, Słowacji, Urugwaju, na Wyspach Samoa i we wszystkich innych krajach. Wszyscy oni, podobnie jak ty, są umiłowani i upragnieni przez odwiecznego Boga. On nie zakończył jeszcze działania w tobie i przez ciebie. Wciąż buduje swój dom w twoim sercu!
„Wszelka chwała i cześć Tobie, Panie Jezu Chryste! Ty jesteś Budowniczym, który wznosi gmach mojego życia i życia Kościoła. Uwielbiam Cię, Panie!”
Ps 89,2-5.27.29
Łk 1,67-79

Piątek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
J 1,1-18
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. (J 1,14)
Wyobraź sobie, że i ty jesteś w tej stajence wraz z Maryją i Józefem. Narodził się Jezus! Słowo stało się ciałem! Aniołowie śpiewają, radują się pasterze, świecą gwiazdy. Czy jednak ten przełomowy moment w historii ludzkości był tak uładzony i świetlany, jakim przedstawiają go świąteczne kartki i piękne szopki? Najprawdopodobniej nie.
Słowo stało się ciałem i narodziło się nie w chwale ani we wspaniałym otoczeniu. Szczerze mówiąc, ta stajnia pewnie nie była szczególnie czysta. Jak w każdej stajni nie brakowało tam much ani nawozu. W najlepszym wypadku panował tam zapach bydła,
w najgorszym gnoju. Kiedy przybyli pasterze, Jezus nie był czyściuteńkim, wymuskanym niemowlątkiem, jakie często widzimy na obrazkach. Wyglądał jak każdy noworodek, czerwony i pomarszczony.
Ciesząc się narodzinami Jezusa, rozważając cud Boga zstępującego na świat, ucieszmy się również prostotą stajenki. Jezus przyjął całą naszą ludzką kondycję. Nie odstraszyła Go odrobina brudu. Nie wzgardził naszą niedoskonałością, ale cały się w nią zanurzył. Także rozgardiasz i braki są częścią człowieczeństwa!
Jezus nie cofnął się przed stajenką i nie cofa się przed naszym grzechem. Jest to fakt, który niesie nam ufność i nadzieję. Nie musimy być doskonali, aby Go przyjąć. Czasem sami czujemy, że duchowo nie pachniemy o wiele lepiej niż stajnia! Ale dla Jezusa nie ma to znaczenia. Ta sama miłość, która skłoniła Go do przyjęcia naszego człowieczeństwa, skłania Go do codziennego przyjmowania każdego z nas, pomimo naszych niedoskonałości.
Przypomnij więc dziś sobie stajenkę i uraduj się. Pełen majestatu, miłosierny i wszechmogący Bóg przychodzi zamieszkać w twoim sercu. Nic dziwnego, że słyszymy śpiew aniołów! Nic dziwnego, że pasterze nie posiadają się ze zdziwienia, a Mędrcy w pokorze chylą głowę! Nic dziwnego, że w ten chwalebny dzień wszystkim udziela się atmosfera radości! Wesołych Świąt!
„Jezu, dziękuję Ci za to, że zechciałeś narodzić się w stajni! Dziękuję Ci za to, że kochasz mnie takiego, jakim jestem!”
Iz 52,7-10
Ps 98,1-6
Hbr 1,1-6

Niedziela, 27 grudnia
Świętej Rodziny
Łk 2,41-52
Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. (Łk 2,51)
Dzisiejsze święto nie należy do tych, na które czekamy i do których przygotowujemy się przez długi czas. Często przypominamy sobie o nim dopiero w kościele, słysząc wprowadzenie do Mszy świętej. A przecież zasługuje ono na naszą pamięć, gdyż stawia w centrum naszej uwagi Świętą Rodzinę z Nazaretu, a przez to poniekąd każdą ludzką rodzinę.
Zwykle wyobrażamy sobie Świętą Rodzinę jako doskonałą – pełną radości i wolną od problemów – ale tak przecież nie było. Mamy w niej kobietę podejrzaną o cudzołóstwo, mężczyznę myślącego poważnie o rozwodzie i rodzinę uchodźców zmuszoną do szukania schronienia w obcej ziemi. Jest to rodzina, która uczy się radzić sobie z zaskakującym zachowaniem swego Syna – o czym czytamy w dzisiejszej Ewangelii. Jest to wreszcie historia kobiety, która najpierw traci męża, a następnie jest świadkiem niesprawiedliwej egzekucji swego Syna.
Owszem, jest to Rodzina Święta, ale także głęboko ludzka – jak my zajmująca się codziennie załatwianiem zwykłych ludzkich spraw, mająca swoje radości i swoje smutki.
Św. Ignacy Loyola modlił się często przed obrazem przedstawiającym Świętą Rodzinę. Lubił wyobrażać sobie, że je z nimi obiad lub pracuje z Józefem i Jezusem w warsztacie ciesielskim. Takie medytacje przynosiły mu wiele światła. Czy wpatrywanie się w ich wspólne, tak bardzo ludzkie i zwyczajne życie nie przyniosłoby korzyści każdemu z nas?
Oto kilka myśli, na których możesz się skupić, wpatrując się w Świętą Rodzinę. Po pierwsze – twoja rodzina nie jest dla Boga po prostu jedną z wielu. Każda rodzina jest dla Niego ważna i zasługuje na Jego względy. Po drugie – twoja rodzina może dokonać czegoś ważnego dla świata, jeśli zaufacie Bogu i będziecie pełnić Jego wolę. Po trzecie – także twoja rodzina może stać się świętą rodziną. Trwajcie w miłości Bożej, a zobaczycie, że to się stanie.
„Jezu, Maryjo i Józefie, módlcie się za nasze rodziny. Pomóżcie, by stawały się one coraz bardziej podobne do Waszej Rodziny.”
Syr 3,2-6.12-14
Ps 128,1-5
Kol 3,12-21


MAGAZYN:

DLACZEGO PASTERZE?
„Anioł pasterzom mówił: Chrystus się wam narodził!”


Przed laty, będąc młodą zagubioną studentką, która odeszła od wiary, wsiadłam do windy w bibliotece uniwersyteckiej i pomyliłam piętra. Błąkając się po dziale literatury religijnej, natknęłam się na półkę z książkami św. Teresy z Avili. Nie bardzo wiem, dlaczego wzięłam do ręki jedną z nich i zaczęłam czytać, ale lektura wciągnęła mnie natychmiast. Zapomniałam o francuskich pisarzach, których poszukiwałam, i poszłam do domu z Autobiografią św. Teresy.
W ten właśnie sposób w moje życie wtargnął Bóg. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Jeszcze przed końcem tego samego tygodnia Jezus otworzył mi oczy, ukazał swoją miłość i wezwał do pójścia za Nim. Tak zaczęłam poznawać rzeczywistość Wcielenia, czyli Emmanuela, „Boga z nami”.
Kiedy rozważam tę miłosierną interwencję Boga, myślę z sympatią o pasterzach, którzy przywitali narodzonego Jezusa. Są oni najbardziej zwyczajnymi postaciami w opowieści o Bożym Narodzeniu. Przypominają mi o tym, że Bóg wkracza w życie zwyczajnych ludzi, zajmujących się zwyczajnymi sprawami – przyrządzaniem pizzy, pracą na nocnej zmianie, siedzeniem za biurkiem – i wzywa ich do współpracy w sprowadzaniu nieba na ziemię.

KIM ONI SĄ?
Widzieliśmy już betlejemskich pastuszków i ich puszyste owieczki na tylu słodkich kartkach świątecznych, że czasami myślimy o nich jako o pokornych niewiniątkach, czuwających niczym mnisi nocami na modlitwie, i łagodnych jak nowo narodzone jagniątka. A może słyszeliśmy o tym, że rabini żydowscy z czasów po Chrystusie przedstawiali ich zupełnie inaczej – jako nieuczciwych ludzi o fatalnej reputacji (choć w I wieku nie była to bynajmniej obowiązująca opinia). Jednak Ewangelia Łukasza nie przyjmuje żadnego z tych skrajnych poglądów. Pasterze ukazani są w niej jako zwyczajni ludzie, wykonujący swoją pracę.
Choć pasterze ci w Wigilię Bożego Narodzenia „przebywali w polu”, nie byli oni koczującymi w namiotach nomadami. Pochodzili z rodzin chłopskich, które mieszkały w Betlejem, zajmując się uprawą ziemi oraz hodowlą owiec i kóz. Czasami do ich pasienia wynajmowano obcych ludzi, jednak w małych wioskach pasieniem zajmowali się przeważnie najmłodsi chłopcy w rodzinie. Ponieważ średnia długość życia wynosiła wówczas około trzydziestu do czterdziestu lat, pasterze mogli być w wieku dzisiejszych nastolatków!
Pasterze nie zawsze nocowali na polu. Kiedy pasza znajdowała się w pobliżu – na przykład na uprzątniętych polach, gdzie pozwalano owcom wyjadać resztki pozostawionego przez żniwiarzy ziarna – powracali na noc do domu i spali we własnych łóżkach. Kiedy indziej nocowali przy swoich trzodach, na wzgórzach pustyni judzkiej. I wtedy również nie znajdowali się bardzo daleko od swoich domów. Pole pasterzy, tradycyjne miejsce pielgrzymek chrześcijan począwszy od IV wieku, położone jest niecały kilometr na wschód od centrum Betlejem. Kilka kilometrów dalej rozciąga się już pustynia.
DLACZEGO PASTERZE?
W Ewangelii Łukasza pasterze przedstawieni są w nawiązaniu do największego króla Izraela. Betlejem było bowiem „Miastem Dawidowym”. To właśnie na przyległych polach, gdzie pasterze usłyszeli anielskie śpiewy, zbierała niegdyś kłosy jęczmienia Rut, prababka Dawida (Łk 2,4.11; Rt 2). Także sam Dawid pasał tam owce, gdy dotarło do niego niespodziewane wezwanie, by stać się królem Izraela (1 Sm 16,1-13).
Chociaż w czasach Jezusa chwała Dawidowego panowania należała już do odległej przeszłości, wszyscy znali proroctwa o mającym nadejść Mesjaszu – królu i władcy z rodu Dawida, który wyzwoli Izraela od jego nieprzyjaciół. Niektórzy utrzymywali, że będzie on pochodził z Betlejem – prorok Micheasz zapowiadał, że to właśnie ono będzie miejscem urodzenia władcy, którego opisywał jako króla i pasterza (Mi 5,1-4).
Czy nie jest więc logiczne, że to właśnie pasterze jako pierwsi usłyszeli dobrą nowinę, że „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11)? Już sama ich praca niesie wiele światła co do sposobu panowania przychodzącego Mesjasza.

PRACA PASTERZA
Udomowione owce nie potrafią same znajdować paszy ani wody oraz łatwo padają łupem dzikich zwierząt, toteż głównym zadaniem pasterza jest zapewnienie swemu stadu pożywienia i bezpieczeństwa. W czasach biblijnych akcesoria pasterza były bardzo proste: zakrzywiona laska do wyciągania nieostrożnych owiec z rowów, a także proca, nóż i maczuga lub kij do obrony przed drapieżnikami i złodziejami. Narzędziem pracy był także głos pasterza. Każdy pasterz miał swój sposób zwoływania owiec, które szybko rozpoznawały jego głos i przychodziły na wezwanie. 
Pasterz szedł na czele swoich owiec – w przeciwieństwie do tych, którzy je zabijali, gdyż ci pędzili owce przed sobą. Owce szły za pasterzem, ponieważ wiedziały, że on prowadzi je bezpieczną drogą. Przykładem tego jest pewien krążący w Internecie filmik z dzisiejszego Ammanu w Jordanii, na którym owce ufnie przechodzą za swoim pasterzem przez czteropasmową autostradę!
Wszystko to mówi nam wiele o Jezusie, „Wielkim Pasterzu owiec” (por. Hbr 13,20). On jest Dobrym Pasterzem, który zna swoje owce, zależy mu na nich i do każdej przemawia we właściwy dla niej sposób. Od momentu swoich narodzin Jezus, położony w żłobie i powitany przez pasterzy, przesiąkł „zapachem swoich owiec” (by zacytować słynne powiedzenie papieża Franciszka). On przyszedł szukać tego, co zaginęło, wydać siebie na pokarm i napój oraz oddać swoje życie za owce.
Każdy z nas może w tym znaleźć wiele materiału do przemyśleń, zwłaszcza na temat naszych własnych „pasterskich” relacji, w które wchodzimy jako rodzice, nauczyciele, zwierzchnicy czy opiekunowie.

TOWARZYSZE DROGI
Będąc zwyczajnymi ludźmi, pasterze betlejemscy odpowiadają Bogu w nadzwyczajny sposób.
Wierzą i działają. Pasterze w ułamku sekundy decydują się wyruszyć, by ujrzeć znak zapowiedziany im przez anioła (Łk 2,16) – podobnie jak Maryja, która wyruszyła „z pośpiechem” do swej krewnej, Elżbiety (Łk 1,39). Nie mając cennych darów do ofiarowania ani gwiazdy, która by ich prowadziła, idą do Betlejem tak, jak stoją. Chociaż było to małe miasteczko, prawdopodobnie odnalezienie Niemowlęcia owiniętego w pieluszki i złożonego w żłobie wymagało kołatania do wielu drzwi. Sugeruje to nawet samo słowo „znaleźli”, które w oryginale greckim oznacza odnalezienie po poszukiwaniach.
Przypomina mi się tu pewien człowiek w średnim wieku, którego spotkałam w Rzymie wkrótce po śmierci papieża Jana Pawła II. Oglądał on relację z Watykanu w swoim domu w Kalifornii, gdy nagle poczuł w sercu przynaglenie, by natychmiast pojechać na pogrzeb papieża. I znalazł się tam, w Rzymie, prosto z lotniska, nie mając ani planu miasta, ani rezerwacji w hotelu, ani walizki, ani nawet nie będąc katolikiem. Widząc, jak wtapia się w tłum zmierzający na plac św. Piotra, miałam poczucie, że Bóg nagrodzi tę jego wielkoduszną odpowiedź. Postanowiłam też nie ociągać się następnym razem, kiedy Pan wezwie mnie do jakiegoś kroku w wierze.
Uwielbiają i wychwalają Boga. Kiedy ukazał im się anioł i oświeciła ich chwała Pańska, pasterze bardzo się przestraszyli. Jednak już po chwili ich lęk przerodził się w „radość wielką” i złączyli swe głosy ze śpiewem aniołów, „wielbiąc i wysławiając Boga” (Łk 2,10.20).
My czynimy to w wyjątkowy sposób podczas każdej Mszy świętej. W dzień Bożego Narodzenia będziemy modlić się hymnem Chwała na wysokości Bogu, powtarzając to samo przesłanie, które usłyszeli aniołowie. Choć pozostajemy jeszcze na ziemi, jednoczymy się z aniołami. Uczestniczymy w chwale nieba, łącząc się z istotami niebiańskimi oddającymi cześć i uwielbienie „Zasiadającemu na tronie i Barankowi ” (Ap 5,13).
Jak mówi św. Jan Chryzostom, podczas każdej Mszy świętej „kapłan otoczony jest przez aniołów. Całe prezbiterium oraz przestrzeń wokół ołtarza pełne są mocy niebieskich czczących Tego, który jest obecny na ołtarzu”. Jakie to wspaniałe! Chociaż większości z nas nie jest dane oglądać tych aniołów w taki sposób, jak widzieli ich pasterze, uczestniczymy w tej samej rzeczywistości.
Głoszą dobrą nowinę. Pasterze opowiadają to, „co im zostało objawione o tym Dziecięciu” najpierw Maryi i Józefowi, a następnie każdemu, kto tylko zechce ich słuchać (Łk 2,17-20). Ich entuzjazm przypomina Apostołów Piotra
i Jana, którzy nie mogli przestać mówić o zmartwychwstaniu Jezusa, nawet wiedząc, że spotka ich za to kara: „Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,20).
Pasterze nie mogli przewidzieć, jak potoczy się życie tego Dziecka. Zobaczyli zaledwie maleńką cząstkę zbawczego planu Boga. Powrócili jednak do swego codziennego życia pełni radości i, jak można przypuszczać, gotowi do dalszego dawania świadectwa.

Z ANIOŁAMI ZAŚPIEWAJMY
My widzieliśmy i słyszeliśmy o wiele więcej niż pasterze. Znamy naukę Jezusa, słyszeliśmy o Jego cudach, Jego miłosierdziu, a przede wszystkim o Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Podobnie jak pasterze, podczas każdej Mszy świętej łączymy nasze głosy z głosami aniołów – a następnie powracamy do swojego codziennego życia. Obyśmy uwierzyli w to, że Bóg może otwierać niebiosa i przemawiać do zwyczajnych ludzi. Obyśmy i my uradowali się działaniem Boga i byli gotowi głosić dobrą nowinę o nowonarodzonym Królu! ▐


NASZE LEKTURY:

André Frossard

PAMIĘTAJCIE O MIŁOŚCI
Męczeństwo Maksymiliana Kolbego

Cena 24,90 zł
(+ koszty wysyłki)

„We wrześniu po napaści armii Hitlera na Polskę niemal wszyscy franciszkanie z Niepokalanowa musieli opuścić klasztor. Nim wyruszyli ku nieznanemu przeznaczeniu, które dla jednych miało okazać się wygnaniem, dla innych zaś więzieniem lub śmiercią, Maksymilian Kolbe powiedział im: Pamiętajcie o miłości.” Te słowa wybrał na tytuł i motto swojej książki o Kolbem znany pisarz, André Frossard. 
Autor jest wyraźnie zafascynowany Kolbem. Ukazuje go jako mistyka, człowieka w sposób najbardziej radykalny i zaskakujący łączącego tajemnice wiary z całym swym życiem, ze wszystkimi działaniami. Wartka opowieść o Świętym wciąga czytelnika. Z kart wyłania się postać człowieka, którego życie jest podporządkowane naczelnej idei miłości – do Maryi, do Boga i do bliźnich. Miłości, dla której Kolbe oddał życie. 
Oto fragment: 
Świadkowie wydają się wzajemnie sobie przeczyć w relacjach o dzieciństwie Maksymiliana. Według jednych, w tym także matki, był dzieckiem bardzo żywym, trochę łobuzowatym, upartym i niezależnym, jednym słowem – trudnym. Dla innych był wzorem małego chłopca, takim, jakich daje się we wszystkich rodzinach za przykład.
Ale sprzeczność jest tylko pozorna. Świadectwa różnią się między sobą zależnie od tego, czy dotyczą okresu przed czy po pewnym szczególnym wydarzeniu, o którym biografowie na ogół wolą nie mówić... 
Jego matka, jedyna osoba, której się zwierzył, sama dokładnie nie określiła, w jakim wieku syn miał widzenie. Było to, mówiła, w okresie Pierwszej Komunii. 
Żywe i nieposłuszne dziecko, które znużona zapytała kiedyś: „Chłopcze, co z ciebie wyrośnie?”, nagle zmieniło się niemal nie do poznania. Był teraz skupiony, poważny, często ze zdumieniem widziała go klęczącego przed domowym ołtarzykiem Najświętszej Panny, która królowała w ich domu... Dopiero po długich naleganiach poznała tajemnicę, którą bardzo długo tylko ona jedna miała znać: „Drżąc ze wzruszenia i ze łzami – opowiada – mówi mi: jak mama mi powiedziała «co to z ciebie będzie», to ja bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie. I potem, gdy byłem w kościele, to znowu Ją poprosiłem, wtedy Matka Boża ukazała mi się, trzymając w ręku dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę... wówczas Matka Boga mile na mnie spoglądnęła i znikła”. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl