E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 11 (315) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 11 (315) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Dążcie do tego, co w górze” zachęca nas do pamiętania o naszym niebieskim dziedzictwie – perspektywie życia wiecznego w obecności Boga, wraz z aniołami, świętymi i wszystkimi, których kochamy. O tym mówią trzy artykuły z pierwszej części naszego pisma. 
W Magazynie proponujemy artykuł o Antonim Gaudim, autorze niezwykłej świątyni Sagrada Familia w Barcelonie, i o jego współpracy z Bogiem. Ponadto w numerze świadectwo na temat praktykowania codziennego medytowania o własnej śmierci „Memento mori”, rozmowa o nadziejach na przyszłość i wierze młodych z działaczką katolickiej wspólnoty w Luizjanie oraz tekst Joanny Przybyły „Światełko Boga”. 
Jak zwykle znajdziemy też Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę poczytnego autora Michaele O’Briena „Apokalipsa: przestroga, nadzieja, pocieszenie”.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Niebo zaczyna się dziś!
Jesteśmy obywatelami nowego królestwa.................. 4

Nasze niebieskie dziedzictwo
Jezus obdarza nas ogromem łask................................. 9

Niełatwa droga do niebieskiej chwały
Perspektywa nieba pomocą w znoszeniu cierpień.....14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 listopada.................................... 19

MAGAZYN

Boży architekt
Antoni Gaudi i jego współpraca z Bogiem
– Sherry Weddell ....................................................... 46

Memento mori
Rozważanie spraw ostatecznych może zmienić
twoje życie – s. Theresa Aletheia Noble FSP............ 51

Nasza nadzieja na przyszłość
Rozmowa o wierze młodych..................................... 54

Światełko Boga – Joanna Przybyła.......................... 58

Nasze lektury............................................................ 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Kiedy patrzę z dystansu na swoje życie, zdumiewam się, jak szybko mija czas. Doskonale pamiętam, gdy przed wielu laty (byłem wtedy nastolatkiem!), czytając pewnego dnia fragment Listu św. Pawła do Filipian, zrozumiałem, że najgłębszym celem mojego życia jest upodobnienie się do Jezusa, który „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”. Zamiast tego „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”, za co „Bóg Go nad wszystko wywyższył” (Flp 2,6-7.9). Dotarło wówczas do mnie, że Bóg ma dla mojego życia wyraźnie określony cel – i że tym celem jest niebo. Miało to miejsce w 1975 roku, ale wcale nie mam wrażenia, że było to tak dawno temu!
Z moją żoną, Jeannie, jesteśmy małżeństwem od trzydziestu czterech lat. Bóg pobłogosławił nas piątką dzieci i piątką wnuków. Jednak nasze życie, które z boku może wydawać się idealne, było dalekie od doskonałości. Podobnie jak wszyscy borykaliśmy się z wieloma trudnościami. Ponad dwa lata temu straciliśmy nasze czwarte dziecko, Kathleen, która padła ofiarą heroiny. Miała dopiero dwadzieścia cztery lata. Rano po jej śmierci znalazłem obok jej łóżka napisaną przez nią notatkę: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Flp 3,20). Kathleen, która od paru lata zmagała się z narkomanią, kochała Jezusa i ze wszystkich sił starała się dochować Mu wierności. Chociaż tu, na ziemi, przegrała walkę z nałogiem, przyjęliśmy wraz z Jeannie tę notatkę jako znak nadziei, że Bóg wybawił ją w swoim miłosierdziu.
Nie był to jeszcze koniec naszych nieszczęść. Sześć miesięcy później u naszego najstarszego syna, Petera, stwierdzono raka w zaawansowanym stadium. (Nie martwcie się, on wciąż jest z nami!) Tak więc przez ostatnie dwa lata Jeannie i ja doznaliśmy zarówno głębokiego smutku, jak i pociechy płynącej z przekonania, że Bóg jest naprawdę wierny i z miłością troszczy się o wszystkie swoje dzieci. Trzymamy się mocno faktu, że wszyscy jesteśmy obywatelami nieba i ta prawda podtrzymuje nas na duchu. Płaczemy, ponieważ nie możemy już przytulić Kathleen, ale cieszymy się z tego, że Jezus oddał swe życie za wszystkich, nie wyłączając naszej Kathleen. Tęsknimy za nią, ale cieszymy się, że przytula ją Bóg Ojciec, a kiedyś, za Jego łaską, przytulimy ją i my.
Tę właśnie obietnicę nieba, które jest naszą ojczyzną, chcemy rozważać w tym listopadowym numerze naszego pisma. Jestem przekonany, że jeśli myśl o niebie podtrzymuje na duchu Jeannie i mnie, to może być pociechą dla nas wszystkich.
Jeśli więc straciłeś bliską osobę, trzymaj się mocno tej prawdy: jesteś obywatelem nieba, a twój Bóg jest Bogiem wiernym i kochającym! Jeśli bliska ci osoba jest „w Chrystusie” w niebie, a ty przez wiarę jesteś „w Chrystusie” tu, na ziemi, to będąc blisko Boga, jesteś zarazem blisko swojej ukochanej osoby.
Oby miłość Boga Ojca umacniała nas wszystkich, dopóki nie zobaczymy Pana Jezusa i naszych bliskich zmarłych twarzą w twarz.

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

Niebo zaczyna się dziś!

Jesteśmy obywatelami nowego królestwa

Paweł kolejny już raz znalazł się w tarapatach. Kiedy żołnierze rzymscy aresztowali go za wzniecanie niepokojów w Jerozolimie, trybun rozkazał wydobyć z niego zeznanie biczowaniem. Ale Paweł doprowadził do odwołania tego rozkazu jednym prostym pytaniem: „Czy wolno wam biczować obywatela rzymskiego? I to bez sądu?” (Dz 22,25). Setnik powstrzymał żołnierzy, gdyż wiedział, że za ubiczowanie Pawła sam może znaleźć się w więzieniu. Bycie obywatelem rzymskim miało określoną wartość – dawało pewne prawa, których nie wolno było naruszać.
Paweł doskonale rozumiał, co to znaczy być obywatelem rzymskim i jakie płyną z tego korzyści. Był jednak świadom, że posiada także inne obywatelstwo, które niesie mu nieporównanie większe korzyści. „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20) – pisał.
Także dziś posiadanie obywatelstwa ma swoje znaczenie. Niezależnie od tego, w jakim kraju żyjemy, jego obywatelstwo niesie ze sobą określone prawa i obowiązki. Większość z nas ceni sobie własne obywatelstwo i traktuje je poważnie. I podobnie jak Paweł, możemy cieszyć się podwójnym obywatelstwem – ojczyzny ziemskiej i ojczyzny niebieskiej.
Co roku w listopadzie czytania mszalne kierują naszą uwagę ku rzeczom ostatecznym, takim jak niebo, piekło, czyściec i powtórne przyjście Jezusa. Wpisując się w tę tradycję, chcemy w bieżącym numerze naszego pisma zastanowić się, co to znaczy być obywatelem nieba. Chcemy przyjrzeć się wizji nieba ukazanej w Nowym Testamencie, aby lepiej zrozumieć, jakiego życia Bóg oczekuje od nas dzisiaj. Chcemy też odsłonić rąbek chwalebnej przyszłości czekającej nas w niebie. Skoro wizja nieba pozwoliła Pawłowi przezwyciężyć liczne przeciwności, to i my dobrze uczynimy, podnosząc wzrok „ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,14).

WIZJA NIEBA
Niełatwo jest wyobrazić sobie, jak wygląda niebo. Nikt z nas nie wie tego naprawdę, gdyż nikt z nas nie widział go osobiście. Nikt poza Jezusem, który nie ukrywa przed nami swojej wiedzy. Na początku działalności publicznej obwieścił: „Bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17), po czym dowiódł tego, uzdrawiając chorych, wyrzucając złe duchy, wskrzeszając umarłych i głosząc miłosierdzie Boga. Był to początek nowej epoki, w której niebo wtargnęło na ziemię w nieznany dotąd sposób. To wtargnięcie nieba zyskało jeszcze na sile po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Jezus na zawsze pokonał śmierć – i uczynił to nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, którzy wierzą!
Tak, królestwo niebieskie już nadeszło – i wciąż jest wśród nas! Jest dziś dla nas równie realne, jak było dla Marii Magdaleny przy grobie Jezusa, dla Piotra w Wieczerniku czy dla uczniów na drodze do Emaus. Jednak nigdzie nie widzimy nieba na ziemi jaśniej niż w cudzie, który ma miejsce na wszystkich ołtarzach, gdy zwyczajny chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Ile razy gromadzimy się, aby wielbić Pana, otaczają nas niebieskie zastępy, śpiewając: „Chwała Bogu na wysokości!”. Ile razy słuchamy podczas liturgii słowa Bożego, słuchamy samego Jezusa zasiadającego na tronie niebieskim. A ile razy podchodzimy, by przyjąć Go w Komunii świętej, otrzymujemy kolejny zadatek życia wiecznego, obiecanego przez Jezusa każdemu, kto z wiarą spożywa Jego Ciało i pije Jego Krew. Tak więc niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy i w jakiej jesteśmy sytuacji, królestwo niebieskie uobecnia się dla nas, ilekroć zmartwychwstały Król nieba jest uwielbiany i wychwalany!

JESTEŚMY DZIEDZICAMI NIEBA
Przemieniając się na górze Tabor w obecności Piotra, Jakuba i Jana, Jezus objawił chwałę nieba – tę chwałę, która pewnego dnia otoczy każdego, kto wierzy (Mt 17,1-8). Tak jak Jezus na szczycie góry zajaśniał chwałą Boga, tak i my wszyscy zostaniemy przemienieni i zajaśniejemy wraz z Nim. Tak jak On usłyszał głos Boga Ojca, tak i my usłyszymy, jak mówi do każdego z nas: „Ty jesteś moim umiłowanym dzieckiem, w którym mam upodobanie”.
Św. Jan mówi nam, że obecnie jesteśmy „dziećmi Bożymi” (1 J 3,2). Dotyczy to również ciebie! Może chwilami w to wątpisz. Może nawet nie zawsze żyjesz, jak przystoi dziecku Bożemu. Ale nie zmienia to faktu, że należysz do Boga i że On uczynił cię dzieckiem swego królestwa. Nie przekreśla to również głębokiego pragnienia Jezusa, abyś – kiedy umrzesz i staniesz przed Nim – poznał bez cienia wątpliwości, że jesteś dzieckiem Boga. Obojętnie, czy dziś zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie, twoja godność jako syna lub córki Boga jest nieodwołalnie wypisana w twoim sercu!
Oczywiście to, o czym mówi nam przemienienie Jezusa, stanowi głęboki kontrast z naszym obecnym doświadczeniem. W świecie ogarniętym przez grzech dostrzegamy wprawdzie przebłyski nieba, ale „jakby w zwierciadle, niejasno” (1 Kor 13,12). Nasza godność dzieci Bożych jest trudna do zauważenia. Nasze widzenie jest zamglone grzechem i doznanymi zranieniami. W naszych sercach istnieje rozdarcie pomiędzy „ciałem” a „duchem” (Ga 5,16). Żyjemy więc nadzieją, oczekując dnia, kiedy to wszystkie nasze wewnętrzne konflikty zostaną zażegnane, a ciemność w naszych sercach i w świecie rozproszona na zawsze.
Choć wciąż jeszcze naszym doświadczeniem jest śmierć fizyczna, Jezus obiecuje nam, że jeśli z Nim umieramy, będziemy mieć także udział w Jego zmartwychwstaniu. Że przyjdzie czas, w którym „przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała” (Flp 3,21). Znaczy to, że wszyscy będziemy podobni do Jezusa, „bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2)!

NOWE NIEBO I NOWA ZIEMIA
W Księdze Apokalipsy św. Jan opisuje otrzymaną przez siebie wizję nieba. Oczywiście ludzkie słowa nigdy nie będą w stanie oddać w pełni tego, jak wygląda niebo, ale wizja Jana odsłania nam ważną prawdę – niebo jest wspaniałym miejscem, przewyższającym wszystko, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Jan opisuje Boga siedzącego na chwalebnym tronie pośród błyskawic i huku grzmotów. Otaczają Go cztery tajemnicze istoty i dwudziestu czterech starców, którzy nieustannie wołają: „Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi” (Ap 4,8). Zastępy aniołów śpiewają: „Baranek zabity jest godzien otrzymać potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5,12). A „wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7,9) oddaje chwałę Jezusowi, Barankowi Bożemu.
Pod koniec Apokalipsy Jan opisuje „niebo nowe i ziemię nową”, gdzie całe stworzenie zostanie odnowione: „I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie BOGIEM Z NIMI. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły»” (Ap 21,3-4).

TO TAKŻE TWOJA HISTORIA
W tych wszystkich opisach nieba najwspanialsze jest to, że mają one stać się twoją własną historią. Jezus chce wprowadzić cię do swego niebieskiego domu, gdzie będziesz żył z Nim na wieki w uwielbionym ciele, wolnym od jakichkolwiek dolegliwości, bólu i chorób. Pozostaniesz tą samą osobą, jaką jesteś teraz, ale oczyszczoną z wszelkiego grzechu i zła. Każde twoje dobre, sprawiedliwe i święte pragnienie zostanie spotęgowane, a każde grzeszne i egoistyczne zniknie. Innymi słowy, staniesz się czysty jak święci i nieśmiertelny jak aniołowie!
Ale to jeszcze nie wszystko. W niebie spotkasz się na nowo ze wszystkimi, których kochałeś. Czy przeczuwasz już tę radość, jakiej doznasz mogąc znowu objąć swoją matkę, ojca, żonę, męża, dzieci czy najbliższych przyjaciół? Mogąc zaprzyjaźnić się także ze wszystkimi świętymi. Wyobraź sobie, jak rozmawiasz o swoim życiu z Maryją, jak cieszysz się nowym stworzeniem wraz ze św. Franciszkiem z Asyżu czy słuchasz, jak Matka Teresa opowiada o trudach i radościach swego ziemskiego życia.
Jednak największym szczęściem będzie dla ciebie to, że otoczy cię miłość wszechmocnego Boga. Oglądając Jego oblicze, zachwycisz się Jego pięknem, majestatem i chwałą (Ap 22,4). Twoim najgłębszym pragnieniem będzie złączenie się z aniołami i świętymi w radosnym uwielbianiu Tego, który stworzył cię z miłości, odkupił w swoim miłosierdziu i doprowadzi cię do swego niebieskiego domu.

TWÓJ NOWY DOM
Skoro masz już obywatelstwo nieba, skieruj myśli ku swej nowej ojczyźnie. Jest tam miejsce, które Jezus przygotował dla ciebie. To tam prowadzi cię Duch Święty od dnia twojego chrztu. Tam jest twoja nagroda, „do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,14).
Niech więc perspektywa nieba kształtuje twój sposób patrzenia na to, co ziemskie. Niech pomaga ci podejmować dobre decyzje, pociesza cię w smutku, umacnia w próbach i nadaje blask wszystkim twoim relacjom. W kolejnym artykule zastanowimy się, co możemy zrobić, aby już tu, na ziemi, zacząć doświadczać nieba. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ap 7,2-4.9-14
Błogosławieństwo i chwała (…) Bogu naszemu na wieki wieków! (Ap 7,12)
Św. Tomasz z Akwinu powiedział kiedyś, że „łaska jest po prostu zaczątkiem chwały w nas”. To właśnie tę chwałę celebrujemy w dzisiejszej uroczystości Wszystkich Świętych – chwałę, którą wszyscy święci w niebie, zarówno ci kanonizowani, jak i ci nikomu nieznani, cieszą się już dziś.
Czy zwróciłeś uwagę na zaimek w cytacie ze św. Tomasza? Łaska Boża jest zaczątkiem chwały w nas. Otrzymaliśmy tę łaskę w momencie naszego chrztu. Opierając się na niej, współpracując z nią dzień po dniu, zaczynamy doświadczać życia wiecznego, którego pełnią cieszą się święci w niebie.
Jak przejawia się w naszym życiu łaska Boża?
• Pod wpływem łaski jesteś gotów pozbyć się urazy i podjąć konkretne kroki w celu uzdrowienia chorej relacji.
• Pod wpływem łaski cieszysz się oglądaniem Bożego działania w twoim życiu i w życiu innych ludzi.
• Pod wpływem łaski uznajesz jakąś swoją słabość lub grzech i rozpoczynasz walkę o wykorzenienie złego nawyku.
• Pod wpływem łaski rezygnujesz
z własnych planów, aby zatroszczyć się o chorą osobę w rodzinie lub przyjaciela w potrzebie.
Za każdym razem, gdy mówisz „tak” łasce, w twoim życiu objawia się Boża chwała. Każdy akt wiary, zaufania i posłuszeństwa przybliża cię do pełni chwały, którą Bóg cię obdarzy, kiedy spotkasz się z Nim w niebie.
Uwierz, że jesteś przeznaczony do tej samej chwały, jaką cieszą się wszyscy świeci! Twoim prawdziwym domem jest niebo, a Bóg szczerze pragnie cię wspierać, abyś mógł się tam dostać. On udziela ci wszelkich potrzebnych łask, a teraz prosi cię, żebyś zrobił z nich dobry użytek, stawiając kolejny krok na drodze wiary. Pamiętaj, że wspierają cię w tym także świę ci w niebie, a zwłaszcza twoi patroni i bliscy zmarli.
„Jezu, chcę dziś współpracować z Twoją łaską, abym mógł mieć udział w Twojej chwale”.
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a

▌Sobota, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
Mdr 3,1-6.9
Wierni w miłości będą przy Nim trwali. (Mdr 3,9)
Pomyśl o tych wszystkich osobach, za które się modlisz – o przyjaciółce zmagającej się z ciężką chorobą, o dziecku, które odeszło od wiary czy koledze, któremu posypało się małżeństwo. Ich potrzeby są dla nas oczywiste, ponieważ stale mamy je przed oczami. Kościół poświęca jednak cały listopad, a w szczególności dzisiejszy dzień zaduszny, na modlitwę za tych, którzy odeszli przed nami do wieczności. Dziś modlimy się za naszych zmarłych – tych, o których stale pamiętamy, ale także tych, których wspominamy raz do roku. Kościół chce nam przypomnieć, że wszyscy oni potrzebują naszej modlitwy.
Ale dlaczego właściwie mamy się za nich modlić? Czyż nie są już bezpieczni w niebie? Odpowiedź jest oczywista: po prostu tego nie wiemy. Być może wciąż przebywają w niebieskiej „poczekalni”, czyli w czyśćcu. Dlatego powinniśmy modlić się za nich, aby dopomóc im w oczyszczeniu. Aby pewnego dnia mogli złączyć się ze wszystkimi aniołami i świętymi w uwielbianiu i wysławianiu Pana. Troszczmy się więc o nich, podobnie jak troszczymy się o naszych braci i siostry tu, na ziemi, ponieważ wszyscy stanowimy jedną rodzinę w Chrystusie.
Modląc się za swoich bliskich zmarłych, pamiętaj, że „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga” (Mdr 3,1). Bóg troszczy się o nie, podobnie jak nieustannie troszczy się o nas. To, co dzieje się po śmierci, pozostaje dla nas tajemnicą. Wszystko, co wiemy, wszystko, na co możemy liczyć, to fakt, że nasz Bóg jest Bogiem miłości i miłosierdzia i że Jego największym pragnieniem jest to, byśmy żyli z Nim na wieki w niebie. Dlatego gotów jest uczynić wszystko, abyśmy się tam znaleźli – kiedy już opuścimy ten świat.
Znajdź więc dziś czas na to, by pomodlić się za swoich bliskich zmarłych oraz za wszystkich, którzy oczekują na dołączenie do grona świętych w niebie. Możesz modlić się za nich na Mszy świętej, odmówić w ich intencji Różaniec czy koronkę do Miłosierdzia Bożego. Módl się z ufnością w miłość Boga, który nigdy o nikim nie zapomina. Nie zapominaj i ty o tych, którzy już odeszli.
„Panie, oby wszyscy, którzy w Tobie pokładają nadzieję, mogli oglądać Cię twarzą w twarz!”
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1
J 14,1-6

▌Niedziela, 10 listopada
Łk 20,27-38
Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. (Łk 20,38)
To oczywiste, że przedstawiając Jezusowi hipotetyczną sytuację kobiety, która w czasie swego ziemskiego życia była kolejno żoną siedmiu braci, saduceusze zamierzali wpędzić Go w pułapkę. Stanowili oni wpływową grupę, która twierdziła, że ścisła wierność pierwszym pięciu księgom Biblii (Prawu Mojżeszowemu) nie pozostawia miejsca na wiarę w zmartwychwstanie umarłych. Sądzili, że prezentując Jezusowi wymyślony przez siebie przykład, wprawią Go w zakłopotanie, a może nawet znajdą pretekst do oskarżenia Go o bluźnierstwo.
Jednak Jezus pokrzyżował ich plany, traktując to pytanie jako okazję do potwierdzenia obietnicy zmartwychwstania. Powiedział, że ci, „którzy zostaną uznani za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” (Łk 20,35), nie będą już związani małżeństwem; będą cieszyć się nieśmiertelnością jak aniołowie (Łk 20,36). Cytując Prawo Mojżeszowe, stwierdził, że Bóg nie nazwałby się Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, gdyby ci patriarchowie nie byli dla Niego żywi (Wj 3,6). On jest Bogiem żywych – „wszyscy bowiem dla Niego żyją” (Łk 20,38).
Jest to naprawdę dobra nowina! Chociaż wszystkich nas pewnego dnia czeka śmierć fizyczna, będziemy żywi dla Boga. Czy mogłoby być inaczej? Na chrzcie świętym nieśmiertelny i wieczny Bóg zamieszkał w naszych sercach. Jeśli staramy się żyć wiarą, to nawet śmierć nie jest w stanie oddzielić nas od Boga. A kiedy Jezus przyjdzie powtórnie, wskrzesi do nowego życia także nasze ciała. Im głębiej przyswoimy sobie te prawdy, tym mniejszy będzie nasz lęk przed śmiercią. Zamiast patrzeć na nią jak na koniec wszystkiego, zobaczymy w niej przejście do nowego, lepszego życia.
Nie znaczy to, że nie będziemy odczuwać żadnego niepokoju ani obawy w związku ze śmiercią. W końcu nikt
z nas nie wie, jak będzie wyglądało niebo. Możemy jednak świadomie zaufać Bożym obietnicom i uwierzyć, że jeśli dziś pójdziemy za Panem, nasze jutro będzie o wiele wspanialsze, niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że zwyciężyłeś śmierć, abym ja mógł żyć na wieki”.
2 Mch 7,1-2.9-14
Ps 17,1.5-6.8.15
2 Tes 2,16--3,5
Albo Łk 20,27.34-38


▌Niedziela, 17 listopada
2 Tes 3,7-12
…aby dać was samych siebie za przykład do naśladowania. (2 Tes 3,9)
Czy słyszałeś kiedyś o neuronach lustrzanych? Są to maleńkie grupy komórek w mózgu, które ożywiają się, gdy obok nas pojawia się ktoś inny. Czasem delikatnie, czasem z większą mocą pobudzają nas do naśladowania tego, z kim jesteśmy. Kiedy ktoś obok nas jest zadowolony, smutny czy zdenerwowany, neurony lustrzane pomagają nam odbierać te emocje. Są więc potwierdzeniem teorii Arystotelesa, która głosi, że człowiek jest „najbardziej naśladowczą ze wszystkich istot żywych” (Poetyka, IV).
Nic więc dziwnego, że Paweł chciał dać Tesaloniczanom siebie i swoich towarzyszy za przykład do naśladowania. Wiedział, że będą mieli o wiele większe szanse wytrwania przy Panu, kiedy zobaczą, jak czynią to inni. Zdawał też sobie sprawę z ogromnego wpływu otoczenia na nasze myślenie, wartości, jakimi się kierujemy, i cele, jakie sobie stawiamy.
Nie znaczy to oczywiście, że jesteśmy czymś w rodzaju robotów zaprogramowanych do naśladowania wszystkich dookoła. Każdy z nas jest wolną istotą ludzką, z niepowtarzalną osobowością, jednak naszym powołaniem jest życie we wspólnocie. Dlatego aby wzrastać w wierze, potrzebujemy przykładu innych wierzących. I co równie ważne, także oni dla swojego wzrostu potrzebują przykładu naszej wiary. Im więcej świętości w praktyce zobaczymy, tym bardziej będziemy zachęceni do pójścia za Jezusem.
Oczywiście wiemy także, kogo naśladował Jezus: „Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego” (J 5,19). Ponieważ Jezus wciąż kierował swe serce i myśli ku Ojcu niebieskiemu, wszystko, co mówił i czynił, miało źródło w dobroci i miłości Ojca. Wykorzystaj więc wiedzę o neuronach lustrzanych i utkwij wzrok w Jezusie oraz w swoich braciach i siostrach w Panu.
„Jezu, pomóż mi naśladować Ciebie we wszystkim, co czynię”.
Ml 3,19-20a
Ps 98,5-9
Łk 21,5-19

▌Niedziela, 24 listopada
Jezusa Chrystusa,
Króla Wszechświata
Łk 23,35-43
Jeśli ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie. (Łk 23,37)
Co kojarzy ci się ze słowem „król”? Władza, wpływy, autorytet, przywództwo? Z pewnością król, mając do dyspozycji żołnierzy i strażników, byłby w stanie uchronić się od niebezpieczeństwa. Jednak dziś, w uroczystość Chrystusa Króla, czytania ukazują nam innego rodzaju monarchę – takiego, który kwestionuje wszystkie nasze wyobrażenia na temat władzy
i panowania. 
Dzisiejsza uroczystość, wprowadzona w 1925 roku, była odpowiedzią papieża Piusa XI na to, co uznał za powszechne odrzucenie Jezusa i Jego dróg. W czasie gdy do władzy dochodzili Hitler, Mussolini i Stalin, Pius XI chciał zwrócić uwagę na Jezusa, Jedynego, który może zapewnić światu trwały pokój. Nie jest to „pokój” totalitarnego władcy, tłumiącego siłą wszelki sprzeciw. Jest to pokój Króla, który zamiast siebie ratować, postanowił siebie ofiarować za nas. A przez to pojednać nas z Bogiem. Jest to pokój, za który zapłacił przelaniem swej własnej krwi na Kalwarii (Kol 1,20).
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa jako Króla, który panuje z krzyża. On dobrowolnie ogołocił się dla nas ze wszystkiego, chociaż, jak przypomina nam drugie czytanie, „w Nim zamieszkała cała Pełnia” (Kol 1,19). Nie zszedł z krzyża, gdyż miał za zadanie nas zbawić, a nie pokonać. Nie uległ prowokacjom żołnierzy, którzy krzyczeli, by wybawił siebie (Łk 23,37). Zamiast tego, skupił uwagę na ukrzyżowanym wraz Nim łotrze, który prosił Go o miłosierdzie (Łk 23,42-43).
Jezus wywraca do góry nogami nasze wyobrażenia o panowaniu. Jego władza umacnia się przez pokorę i wyrzeczenie. Jego wpływ i autorytet opierają się na oddaniu innym siebie i okazywaniu im miłosierdzia. Jego przywództwo realizuje się przez służbę. Przyjmijmy dziś Jezusa i Jego królestwo. Módlmy się, aby zostało ono w pełni ustanowione w nas, a przez nas – w świecie.
„Panie, przyjdź królestwo Twoje; bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
2 Sm 5,1-3
Ps 122,1-2.4-5
Kol 1,12-20


MAGAZYN:
Boży architekt

Antoni Gaudi i jego współpraca z Bogiem


Dnia 7 czerwca 1926 roku architekt Antoni Gaudi wyszedł ze swojej pracowni przy kościele Sagrada Familia w Barcelonie, aby udać się na modlitwę do pobliskiego kościoła św. Filipa Neri, co było jego codzienną praktyką. Przechodząc przez tory jednej z głównych arterii Barcelony, Gran Via de les Corts Catalanes, został potrącony przez tramwaj. Nikt z tłumu nie rozpoznał słynnego architekta – nie miał on przy sobie żadnego dowodu tożsamości, a przy tym był tak niechlujnie ubrany, zaniedbany i wymizerowany, że wzięto go za bezdomnego. Policja zabrała go więc do szpitala dla ubogich. Leżał tam, cierpiąc z powodu połamanych żeber i krwotoku wewnętrznego.
Kiedy nazajutrz odnaleźli go przyjaciele, było już za późno. Zgodnie z od dawna wyrażanym życzeniem, by umrzeć w ubóstwie, odmówił przeniesienia w miejsce, gdzie miałby lepsze warunki. „Tu jestem u siebie” – stwierdził. Zmarł dwa dni później. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Amen, mój Boże, mój Boże”.
Basilica de la Sagrada Familia – czyli bazylika Świętej Rodziny – jest obecnie wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i stanowi jeden z najczęściej odwiedzanych przez turystów obiektów Hiszpanii. Chociaż od 1882 roku jest w trakcie budowy, a jej ukończenie przewidywane jest mniej więcej na rok 2026, służy już jako czynny kościół, gdzie co tydzień odprawiana jest Msza święta,a codziennie można przyjść się pomodlić. Bazylika ta jest świadectwem twórczego geniuszu Antoniego Gaudiego, który pracował nad nią przez czterdzieści lat. Łącznie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO trafiło siedem jego dzieł.

STUDIOWANIE „KSIĘGI NATURY”
Antoni Gaudi przyszedł na świat 25 czerwca 1852 roku w Reus, w hiszpańskiej Katalonii. Jako dziecko zmagał się z chorobą reumatyczną i towarzyszącymi jej bólami stawów, w związku z czym wiele czasu spędzał na rekonwalescencji na wsi. Tam, zanurzając się w świat przyrody, zaznajomił się i zachwycił wieloma nieregularnymi kształtami obecnymi w naturze – pajęczynami, muszlami ślimaków, pniami drzew, ich konarami i gałęziami, łodygami, kwiatami i liśćmi. „Natura jest Wielką Księgą, zawsze otwartą, do której czytania należy się przymusić” – powiedział kiedyś.
Rzemieślniczy charyzmat Gaudiego miał głębokie korzenie. Antoni pochodził z rodziny parającej się od wielu pokoleń rzemiosłem i także w rodzinnym warsztacie odkrywał znane mu z przyrody kształty. Jego ojciec, dziadek i pradziadek byli kotlarzami. Powyginane rury, okrągłe kształty bojlerów i armatury, jakie widywał w dzieciństwie, wywarły na niego trwały wpływ. Później mawiał często, że wspomnienia tych kotłów i wężownic wyrobiły w nim „nawyk myślenia w trzech wymiarach” – tak mocny, że w swojej pracy zwykle obywał się bez szkiców i makiet.

SZALENIEC CZY GENIUSZ?
W wieku lat jedenastu Antoni rozpoczął naukę w miejscowej szkole prowadzonej przez zakonników. Nie był pilnym uczniem, chociaż dobrze rysował i przejawiał duże zdolności w dziedzinie matematyki i geometrii. Mając szesnaście lat, przeprowadził się do odległej o ponad 100 kilometrów Barcelony, gdzie ukończył szkołę średnią i zapisał się na studia architektoniczne. Studentem był przeciętnym; opuszczał zajęcia, uważając, że uczelnia kładzie nadmierny nacisk na dyscyplinę kosztem rozwijania zdolności twórczych. Uwielbiał natomiast czytać. Pożerał wręcz książki znajdujące się w bibliotece. 
Niektórzy z profesorów, poznając się na jego talencie, zapraszali go do współpracy nad własnymi projektami. Kiedy jednak miał otrzymać stopień naukowy, zdania wykładowców były podzielone i ostatecznie o pomyślnym wyniku przesądziło zaledwie parę głosów. Wręczając mu dyplom w 1878 roku, dyrektor uczelni powiedział do zebranych: „Nie wiem, czy przyznaliśmy ten dyplom szaleńcowi, czy geniuszowi; czas to rozstrzygnie”.

SUKCESY ZAWODOWE,
DRAMATY OSOBISTE
Gaudi szybko zdobył sobie uznanie, otrzymując zamówienia na projekty domów i innych budowli. Jego styl, często
klasyfikowany jako Art Nouveau, w rzeczywistości wymyka się wszelkim kategoriom. Jego geniusz uwidaczniał się z jednej strony w odzwierciedlaniu w kamieniu form, jakie znajdował w naturze, a z drugiej w nasyceniu kolorami zarówno elementów konstrukcyjnych, jak i zdobniczych. Posługiwał się starożytną techniką mozaikową, zwaną trencadis, używając na przykład potłuczonych talerzy i połamanych kafelków dla ożywienia fantazyjnych balkonów i dachów. Projektowane dzieła sygnował ozdobnymi smokami, salamandrami i innymi podobnymi formami. Upodobanie do geometrii w połączeniu z wnikliwą obserwacją form świata natury – na przykład pni drzew czy kości ludzkiego szkieletu – pozwoliło mu, między innymi, na wprowadzenie nowych rozwiązań konstrukcyjnych przy podtrzymywaniu murów.
Wkrótce po rozpoczęciu budowy bazyliki Sagrada Familia jej architekt zrezygnował i Gaudi zgodził się przejąć nadzór nad projektem, nie rezygnując z innych swoich zobowiązań. Miał dopiero trzydzieści jeden lat, był zamożnym dandysem lubiącym opery i przekonanym o swoich wybitnych zdolnościach. Punktem zwrotnym w jego życiu stały się dwie nieudane próby małżeństwa. Pierwsza kobieta, której się oświadczył, odrzuciła go, ponieważ była już zaręczona. Druga przyjęła, ale wkrótce zerwała zaręczyny, aby wstąpić do zakonu. W międzyczasie zmarła jego matka i rodzeństwo, a ojciec i osierocona siostrzenica zamieszkali wraz z nim.

CORAZ WYŻEJ KU BOGU
Gaudi, choć wychowany w wierze katolickiej, nie był dotąd specjalnie religijny, ale teraz zaczął powoli skłaniać się ku radykalnemu nawróceniu. Codziennie modlił się, czytał Biblię, uczestniczył we Mszy świętej i korzystał regularnie ze wskazówek duchowych kilku kapłanów. Pościł – czasami aż do przesady – wyrzekł się alkoholu i przeszedł na wegetarianizm. Zrezygnował też z małżeństwa. Do końca nie zdołał jednak opanować swojego wybuchowego temperamentu i tego, że potrafił być szczery do bólu. „Muszę nazywać rzeczy po imieniu bez owijania w bawełnę – i oczywiście ludzi to denerwuje” – mawiał.
Wkrótce po śmierci ojca i siostrzenicy przeprowadził się do swojej pracowni przy Sagrada Familia, poświęcając ostatnie dziesięć lat życia wyłącznie pracy nad tym dziełem. W chwili jego śmierci bazylika była wykończona zaledwie w jednej czwartej, ale wyniosłe kolumny w kształcie drzew oraz okna, przez które światło przenika jakby przez leśny baldachim, oddają ducha jego pracy. „Najlepszym malarzem jest światło słońca” – powiedział kiedyś. Chociaż kunszt Gaudiego można podziwiać bez odniesienia do jego wiary, on sam uważał te dwie sprawy za nierozłączne – swoją działalność traktował jako współpracę z Bogiem.

PIĘKNO DROGĄ DO BOGA
W 2000 roku Watykan w szybkim tempie rozpatrzył pozytywnie prośbę o otwarcie procesu kanonizacyjnego Antoniego Gaudiego – jego życie artysty i świeckiego człowieka wiary zwróciło uwagę papieża Jana Pawła II. W 2010 roku papież Benedykt XVI podczas pobytu w Barcelonie konsekrował kościół Sagrada Familia i podniósł go do godności bazyliki. Wyrażając podczas homilii uznanie dla Gaudiego, papież Benedykt powiedział, że wypełnił on lukę pomiędzy pięknem rzeczy ziemskich a „Bogiem jako pięknem”. Uczynił to – jak zaznaczył papież – „nie za pomocą słów, ale kamieni, linii, płaszczyzn i punktów”.
Gaudi był człowiekiem nadzwyczajnym, prawdziwym geniuszem twórczym, dla którego świadomość wyższego powołania miała pierwszeństwo przed sprawami materialnymi. ▐

Światełko Boga
JOANNA PRZYBYŁA
Jedną z moich przyjaciółek była pani Franciszka Mansfeldowa. Leżała w domu starców, do którego zaglądałam w każdej wolnej chwili. Była to piękna, słodka staruszka, która szykowała się do odejścia z tego świata z łagodnością i posłuszeństwem małego, niewinnego dziecka. Nie można było od niej oczu oderwać, gdyż był to człowiek święty, pełen pokory i blasku, po brzegi wypełniony pokojem.
Gdy rozmawiałyśmy kiedyś o jej połączeniu się z Bogiem – ale też i o rozłączeniu z tym światem – pani Franciszka powiedziała:
– Pani Joasiu, mój mąż Jakub dawno już nie żyje… To był taki dobry człowiek…. Kochaliśmy się bardzo… Nie doczekaliśmy się dziecka… Po śmierci męża byłam sama, bez żadnej rodziny, mam raptem jedną daleką kuzynkę, a i ona nie mieszka w Poznaniu. Nie mam po prostu nikogo... ale przecież mam panią! I teraz, gdy czuję, że niedługo już umrę, chciałabym zapytać: czy przyjdzie pani na mój grób?.... Bo chciałabym, pani Joasiu, aby ktoś zapalił na naszym grobie jedno małe, maleńkie światełko – każdego roku w dniu Wszystkich Świętych. To jest moje ostatnie pragnienie na tej ziemi.
Długo siedziałam wtedy przy jej łóżku, a ona tłumaczyła mi najlepiej jak umiała, gdzie znajduje się (na największym poznańskim cmentarzu!) grób jej męża Jakuba – i jej własny... Była to nasza ostatnia rozmowa, podczas której obiecałam jej, że odnajdę grób i zapalę świecę, jak tego pragnie. Myślałam, że jeszcze nieraz porozmawiamy o tym, ale okazało się – gdy przyszłam ponownie – że pani Franciszka już nie żyje, że została pochowana, a jej łóżko pod oknem zajęła jakaś inna pani.
Pamiętam, że jej śmierć nastąpiła krótko przed moim ślubem i choć tamten czas był czasem wielkich zmian w moim życiu, oboje z mężem zapamiętaliśmy sobie dobrze, że 1 listopada państwo Jakub i Franciszka Mansfeldowie będą czekać na nasze odwiedziny.
Świętych obcowanie... Tego dnia, w uroczystość Wszystkich Świętych, chodziliśmy po cmentarzu i szukaliśmy ich grobu – mniej więcej w tym rejonie, na jaki wskazywała pani Franciszka. Ale gdzie może być ten grób? Trochę bezradnie krążyliśmy w kółko i rozglądaliśmy się dokoła. Na tak rozległym cmentarzu odnalezienie nieznanego grobu wydawało się wprost niemożliwe.
Gdy tak rozprawialiśmy o tym, potknęłam się nagle o coś i z rozpędem wpadłam na grób, całkowicie ukryty pod jakimś rozłożystym krzewem... Dosłownie zawisłam na jego gałęziach, co zresztą uratowało mnie przed niechybnym upadkiem. Wyplątując się po chwili z objęć tego krzaka, zobaczyłam ukryty pod nim stary, zmurszały pomnik, pokryty zielonym nalotem – pomnik, na którym litery były już prawie niewidoczne, trudne do odczytania. Nie wiem skąd, ale oboje z mężem wiedzieliśmy, że to jest TEN GRÓB i nie zdziwiło nas wcale, gdy zafascynowani odcyfrowywaliśmy oboje: „Ja.... kub....Man... sfeld....”. Nie było tam kwiatów, wieńców – tylko zimna, zmurszała płyta – ale ten grób był pełen najcieplejszego blasku, chociaż zapaliliśmy na nim tylko jeden mały, maleńki znicz. 
Czyż Pan Bóg nie urządził tego wszystkiego pięknie? Nie pozwolił, by całkowicie przepadła pamięć o dobrych, kochających się ludziach... Spełnił nieśmiałe życzenie biedaka.... I dzięki Niemu, Jego niesamowitej reżyserii, co roku zapalamy na grobie Jakuba i Franciszki Mansfeldów kolejne obiecane światełko. Jedno jedyne, malutkie – takie, o jakie prosiła moja cichutka przyjaciółka. I tak dzieje się już prawie od 30 lat.
Wiem, że gdy odchodzimy, małe światełko rozświetla jeszcze jakiś czas grób państwa Mansfeldów, a potem nieubłaganie gaśnie i niknie w cieniu rozłożystego krzewu. Jednak to, co zapalił w nas i między nami sam Bóg, choć też maleńkie i ukryte, będzie trwało wiecznie.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 11 (315) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Dążcie do tego, co w górze” zachęca nas do pamiętania o naszym niebieskim dziedzictwie – perspektywie życia wiecznego w obecności Boga, wraz z aniołami, świętymi i wszystkimi, których kochamy. O tym mówią trzy artykuły z pierwszej części naszego pisma. 
W Magazynie proponujemy artykuł o Antonim Gaudim, autorze niezwykłej świątyni Sagrada Familia w Barcelonie, i o jego współpracy z Bogiem. Ponadto w numerze świadectwo na temat praktykowania codziennego medytowania o własnej śmierci „Memento mori”, rozmowa o nadziejach na przyszłość i wierze młodych z działaczką katolickiej wspólnoty w Luizjanie oraz tekst Joanny Przybyły „Światełko Boga”. 
Jak zwykle znajdziemy też Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę poczytnego autora Michaele O’Briena „Apokalipsa: przestroga, nadzieja, pocieszenie”.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Niebo zaczyna się dziś!
Jesteśmy obywatelami nowego królestwa.................. 4

Nasze niebieskie dziedzictwo
Jezus obdarza nas ogromem łask................................. 9

Niełatwa droga do niebieskiej chwały
Perspektywa nieba pomocą w znoszeniu cierpień.....14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 listopada.................................... 19

MAGAZYN

Boży architekt
Antoni Gaudi i jego współpraca z Bogiem
– Sherry Weddell ....................................................... 46

Memento mori
Rozważanie spraw ostatecznych może zmienić
twoje życie – s. Theresa Aletheia Noble FSP............ 51

Nasza nadzieja na przyszłość
Rozmowa o wierze młodych..................................... 54

Światełko Boga – Joanna Przybyła.......................... 58

Nasze lektury............................................................ 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Kiedy patrzę z dystansu na swoje życie, zdumiewam się, jak szybko mija czas. Doskonale pamiętam, gdy przed wielu laty (byłem wtedy nastolatkiem!), czytając pewnego dnia fragment Listu św. Pawła do Filipian, zrozumiałem, że najgłębszym celem mojego życia jest upodobnienie się do Jezusa, który „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”. Zamiast tego „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”, za co „Bóg Go nad wszystko wywyższył” (Flp 2,6-7.9). Dotarło wówczas do mnie, że Bóg ma dla mojego życia wyraźnie określony cel – i że tym celem jest niebo. Miało to miejsce w 1975 roku, ale wcale nie mam wrażenia, że było to tak dawno temu!
Z moją żoną, Jeannie, jesteśmy małżeństwem od trzydziestu czterech lat. Bóg pobłogosławił nas piątką dzieci i piątką wnuków. Jednak nasze życie, które z boku może wydawać się idealne, było dalekie od doskonałości. Podobnie jak wszyscy borykaliśmy się z wieloma trudnościami. Ponad dwa lata temu straciliśmy nasze czwarte dziecko, Kathleen, która padła ofiarą heroiny. Miała dopiero dwadzieścia cztery lata. Rano po jej śmierci znalazłem obok jej łóżka napisaną przez nią notatkę: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Flp 3,20). Kathleen, która od paru lata zmagała się z narkomanią, kochała Jezusa i ze wszystkich sił starała się dochować Mu wierności. Chociaż tu, na ziemi, przegrała walkę z nałogiem, przyjęliśmy wraz z Jeannie tę notatkę jako znak nadziei, że Bóg wybawił ją w swoim miłosierdziu.
Nie był to jeszcze koniec naszych nieszczęść. Sześć miesięcy później u naszego najstarszego syna, Petera, stwierdzono raka w zaawansowanym stadium. (Nie martwcie się, on wciąż jest z nami!) Tak więc przez ostatnie dwa lata Jeannie i ja doznaliśmy zarówno głębokiego smutku, jak i pociechy płynącej z przekonania, że Bóg jest naprawdę wierny i z miłością troszczy się o wszystkie swoje dzieci. Trzymamy się mocno faktu, że wszyscy jesteśmy obywatelami nieba i ta prawda podtrzymuje nas na duchu. Płaczemy, ponieważ nie możemy już przytulić Kathleen, ale cieszymy się z tego, że Jezus oddał swe życie za wszystkich, nie wyłączając naszej Kathleen. Tęsknimy za nią, ale cieszymy się, że przytula ją Bóg Ojciec, a kiedyś, za Jego łaską, przytulimy ją i my.
Tę właśnie obietnicę nieba, które jest naszą ojczyzną, chcemy rozważać w tym listopadowym numerze naszego pisma. Jestem przekonany, że jeśli myśl o niebie podtrzymuje na duchu Jeannie i mnie, to może być pociechą dla nas wszystkich.
Jeśli więc straciłeś bliską osobę, trzymaj się mocno tej prawdy: jesteś obywatelem nieba, a twój Bóg jest Bogiem wiernym i kochającym! Jeśli bliska ci osoba jest „w Chrystusie” w niebie, a ty przez wiarę jesteś „w Chrystusie” tu, na ziemi, to będąc blisko Boga, jesteś zarazem blisko swojej ukochanej osoby.
Oby miłość Boga Ojca umacniała nas wszystkich, dopóki nie zobaczymy Pana Jezusa i naszych bliskich zmarłych twarzą w twarz.

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

Niebo zaczyna się dziś!

Jesteśmy obywatelami nowego królestwa

Paweł kolejny już raz znalazł się w tarapatach. Kiedy żołnierze rzymscy aresztowali go za wzniecanie niepokojów w Jerozolimie, trybun rozkazał wydobyć z niego zeznanie biczowaniem. Ale Paweł doprowadził do odwołania tego rozkazu jednym prostym pytaniem: „Czy wolno wam biczować obywatela rzymskiego? I to bez sądu?” (Dz 22,25). Setnik powstrzymał żołnierzy, gdyż wiedział, że za ubiczowanie Pawła sam może znaleźć się w więzieniu. Bycie obywatelem rzymskim miało określoną wartość – dawało pewne prawa, których nie wolno było naruszać.
Paweł doskonale rozumiał, co to znaczy być obywatelem rzymskim i jakie płyną z tego korzyści. Był jednak świadom, że posiada także inne obywatelstwo, które niesie mu nieporównanie większe korzyści. „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20) – pisał.
Także dziś posiadanie obywatelstwa ma swoje znaczenie. Niezależnie od tego, w jakim kraju żyjemy, jego obywatelstwo niesie ze sobą określone prawa i obowiązki. Większość z nas ceni sobie własne obywatelstwo i traktuje je poważnie. I podobnie jak Paweł, możemy cieszyć się podwójnym obywatelstwem – ojczyzny ziemskiej i ojczyzny niebieskiej.
Co roku w listopadzie czytania mszalne kierują naszą uwagę ku rzeczom ostatecznym, takim jak niebo, piekło, czyściec i powtórne przyjście Jezusa. Wpisując się w tę tradycję, chcemy w bieżącym numerze naszego pisma zastanowić się, co to znaczy być obywatelem nieba. Chcemy przyjrzeć się wizji nieba ukazanej w Nowym Testamencie, aby lepiej zrozumieć, jakiego życia Bóg oczekuje od nas dzisiaj. Chcemy też odsłonić rąbek chwalebnej przyszłości czekającej nas w niebie. Skoro wizja nieba pozwoliła Pawłowi przezwyciężyć liczne przeciwności, to i my dobrze uczynimy, podnosząc wzrok „ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,14).

WIZJA NIEBA
Niełatwo jest wyobrazić sobie, jak wygląda niebo. Nikt z nas nie wie tego naprawdę, gdyż nikt z nas nie widział go osobiście. Nikt poza Jezusem, który nie ukrywa przed nami swojej wiedzy. Na początku działalności publicznej obwieścił: „Bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17), po czym dowiódł tego, uzdrawiając chorych, wyrzucając złe duchy, wskrzeszając umarłych i głosząc miłosierdzie Boga. Był to początek nowej epoki, w której niebo wtargnęło na ziemię w nieznany dotąd sposób. To wtargnięcie nieba zyskało jeszcze na sile po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Jezus na zawsze pokonał śmierć – i uczynił to nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, którzy wierzą!
Tak, królestwo niebieskie już nadeszło – i wciąż jest wśród nas! Jest dziś dla nas równie realne, jak było dla Marii Magdaleny przy grobie Jezusa, dla Piotra w Wieczerniku czy dla uczniów na drodze do Emaus. Jednak nigdzie nie widzimy nieba na ziemi jaśniej niż w cudzie, który ma miejsce na wszystkich ołtarzach, gdy zwyczajny chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Ile razy gromadzimy się, aby wielbić Pana, otaczają nas niebieskie zastępy, śpiewając: „Chwała Bogu na wysokości!”. Ile razy słuchamy podczas liturgii słowa Bożego, słuchamy samego Jezusa zasiadającego na tronie niebieskim. A ile razy podchodzimy, by przyjąć Go w Komunii świętej, otrzymujemy kolejny zadatek życia wiecznego, obiecanego przez Jezusa każdemu, kto z wiarą spożywa Jego Ciało i pije Jego Krew. Tak więc niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy i w jakiej jesteśmy sytuacji, królestwo niebieskie uobecnia się dla nas, ilekroć zmartwychwstały Król nieba jest uwielbiany i wychwalany!

JESTEŚMY DZIEDZICAMI NIEBA
Przemieniając się na górze Tabor w obecności Piotra, Jakuba i Jana, Jezus objawił chwałę nieba – tę chwałę, która pewnego dnia otoczy każdego, kto wierzy (Mt 17,1-8). Tak jak Jezus na szczycie góry zajaśniał chwałą Boga, tak i my wszyscy zostaniemy przemienieni i zajaśniejemy wraz z Nim. Tak jak On usłyszał głos Boga Ojca, tak i my usłyszymy, jak mówi do każdego z nas: „Ty jesteś moim umiłowanym dzieckiem, w którym mam upodobanie”.
Św. Jan mówi nam, że obecnie jesteśmy „dziećmi Bożymi” (1 J 3,2). Dotyczy to również ciebie! Może chwilami w to wątpisz. Może nawet nie zawsze żyjesz, jak przystoi dziecku Bożemu. Ale nie zmienia to faktu, że należysz do Boga i że On uczynił cię dzieckiem swego królestwa. Nie przekreśla to również głębokiego pragnienia Jezusa, abyś – kiedy umrzesz i staniesz przed Nim – poznał bez cienia wątpliwości, że jesteś dzieckiem Boga. Obojętnie, czy dziś zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie, twoja godność jako syna lub córki Boga jest nieodwołalnie wypisana w twoim sercu!
Oczywiście to, o czym mówi nam przemienienie Jezusa, stanowi głęboki kontrast z naszym obecnym doświadczeniem. W świecie ogarniętym przez grzech dostrzegamy wprawdzie przebłyski nieba, ale „jakby w zwierciadle, niejasno” (1 Kor 13,12). Nasza godność dzieci Bożych jest trudna do zauważenia. Nasze widzenie jest zamglone grzechem i doznanymi zranieniami. W naszych sercach istnieje rozdarcie pomiędzy „ciałem” a „duchem” (Ga 5,16). Żyjemy więc nadzieją, oczekując dnia, kiedy to wszystkie nasze wewnętrzne konflikty zostaną zażegnane, a ciemność w naszych sercach i w świecie rozproszona na zawsze.
Choć wciąż jeszcze naszym doświadczeniem jest śmierć fizyczna, Jezus obiecuje nam, że jeśli z Nim umieramy, będziemy mieć także udział w Jego zmartwychwstaniu. Że przyjdzie czas, w którym „przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała” (Flp 3,21). Znaczy to, że wszyscy będziemy podobni do Jezusa, „bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2)!

NOWE NIEBO I NOWA ZIEMIA
W Księdze Apokalipsy św. Jan opisuje otrzymaną przez siebie wizję nieba. Oczywiście ludzkie słowa nigdy nie będą w stanie oddać w pełni tego, jak wygląda niebo, ale wizja Jana odsłania nam ważną prawdę – niebo jest wspaniałym miejscem, przewyższającym wszystko, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Jan opisuje Boga siedzącego na chwalebnym tronie pośród błyskawic i huku grzmotów. Otaczają Go cztery tajemnicze istoty i dwudziestu czterech starców, którzy nieustannie wołają: „Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi” (Ap 4,8). Zastępy aniołów śpiewają: „Baranek zabity jest godzien otrzymać potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5,12). A „wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7,9) oddaje chwałę Jezusowi, Barankowi Bożemu.
Pod koniec Apokalipsy Jan opisuje „niebo nowe i ziemię nową”, gdzie całe stworzenie zostanie odnowione: „I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie BOGIEM Z NIMI. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły»” (Ap 21,3-4).

TO TAKŻE TWOJA HISTORIA
W tych wszystkich opisach nieba najwspanialsze jest to, że mają one stać się twoją własną historią. Jezus chce wprowadzić cię do swego niebieskiego domu, gdzie będziesz żył z Nim na wieki w uwielbionym ciele, wolnym od jakichkolwiek dolegliwości, bólu i chorób. Pozostaniesz tą samą osobą, jaką jesteś teraz, ale oczyszczoną z wszelkiego grzechu i zła. Każde twoje dobre, sprawiedliwe i święte pragnienie zostanie spotęgowane, a każde grzeszne i egoistyczne zniknie. Innymi słowy, staniesz się czysty jak święci i nieśmiertelny jak aniołowie!
Ale to jeszcze nie wszystko. W niebie spotkasz się na nowo ze wszystkimi, których kochałeś. Czy przeczuwasz już tę radość, jakiej doznasz mogąc znowu objąć swoją matkę, ojca, żonę, męża, dzieci czy najbliższych przyjaciół? Mogąc zaprzyjaźnić się także ze wszystkimi świętymi. Wyobraź sobie, jak rozmawiasz o swoim życiu z Maryją, jak cieszysz się nowym stworzeniem wraz ze św. Franciszkiem z Asyżu czy słuchasz, jak Matka Teresa opowiada o trudach i radościach swego ziemskiego życia.
Jednak największym szczęściem będzie dla ciebie to, że otoczy cię miłość wszechmocnego Boga. Oglądając Jego oblicze, zachwycisz się Jego pięknem, majestatem i chwałą (Ap 22,4). Twoim najgłębszym pragnieniem będzie złączenie się z aniołami i świętymi w radosnym uwielbianiu Tego, który stworzył cię z miłości, odkupił w swoim miłosierdziu i doprowadzi cię do swego niebieskiego domu.

TWÓJ NOWY DOM
Skoro masz już obywatelstwo nieba, skieruj myśli ku swej nowej ojczyźnie. Jest tam miejsce, które Jezus przygotował dla ciebie. To tam prowadzi cię Duch Święty od dnia twojego chrztu. Tam jest twoja nagroda, „do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,14).
Niech więc perspektywa nieba kształtuje twój sposób patrzenia na to, co ziemskie. Niech pomaga ci podejmować dobre decyzje, pociesza cię w smutku, umacnia w próbach i nadaje blask wszystkim twoim relacjom. W kolejnym artykule zastanowimy się, co możemy zrobić, aby już tu, na ziemi, zacząć doświadczać nieba. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ap 7,2-4.9-14
Błogosławieństwo i chwała (…) Bogu naszemu na wieki wieków! (Ap 7,12)
Św. Tomasz z Akwinu powiedział kiedyś, że „łaska jest po prostu zaczątkiem chwały w nas”. To właśnie tę chwałę celebrujemy w dzisiejszej uroczystości Wszystkich Świętych – chwałę, którą wszyscy święci w niebie, zarówno ci kanonizowani, jak i ci nikomu nieznani, cieszą się już dziś.
Czy zwróciłeś uwagę na zaimek w cytacie ze św. Tomasza? Łaska Boża jest zaczątkiem chwały w nas. Otrzymaliśmy tę łaskę w momencie naszego chrztu. Opierając się na niej, współpracując z nią dzień po dniu, zaczynamy doświadczać życia wiecznego, którego pełnią cieszą się święci w niebie.
Jak przejawia się w naszym życiu łaska Boża?
• Pod wpływem łaski jesteś gotów pozbyć się urazy i podjąć konkretne kroki w celu uzdrowienia chorej relacji.
• Pod wpływem łaski cieszysz się oglądaniem Bożego działania w twoim życiu i w życiu innych ludzi.
• Pod wpływem łaski uznajesz jakąś swoją słabość lub grzech i rozpoczynasz walkę o wykorzenienie złego nawyku.
• Pod wpływem łaski rezygnujesz
z własnych planów, aby zatroszczyć się o chorą osobę w rodzinie lub przyjaciela w potrzebie.
Za każdym razem, gdy mówisz „tak” łasce, w twoim życiu objawia się Boża chwała. Każdy akt wiary, zaufania i posłuszeństwa przybliża cię do pełni chwały, którą Bóg cię obdarzy, kiedy spotkasz się z Nim w niebie.
Uwierz, że jesteś przeznaczony do tej samej chwały, jaką cieszą się wszyscy świeci! Twoim prawdziwym domem jest niebo, a Bóg szczerze pragnie cię wspierać, abyś mógł się tam dostać. On udziela ci wszelkich potrzebnych łask, a teraz prosi cię, żebyś zrobił z nich dobry użytek, stawiając kolejny krok na drodze wiary. Pamiętaj, że wspierają cię w tym także świę ci w niebie, a zwłaszcza twoi patroni i bliscy zmarli.
„Jezu, chcę dziś współpracować z Twoją łaską, abym mógł mieć udział w Twojej chwale”.
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a

▌Sobota, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
Mdr 3,1-6.9
Wierni w miłości będą przy Nim trwali. (Mdr 3,9)
Pomyśl o tych wszystkich osobach, za które się modlisz – o przyjaciółce zmagającej się z ciężką chorobą, o dziecku, które odeszło od wiary czy koledze, któremu posypało się małżeństwo. Ich potrzeby są dla nas oczywiste, ponieważ stale mamy je przed oczami. Kościół poświęca jednak cały listopad, a w szczególności dzisiejszy dzień zaduszny, na modlitwę za tych, którzy odeszli przed nami do wieczności. Dziś modlimy się za naszych zmarłych – tych, o których stale pamiętamy, ale także tych, których wspominamy raz do roku. Kościół chce nam przypomnieć, że wszyscy oni potrzebują naszej modlitwy.
Ale dlaczego właściwie mamy się za nich modlić? Czyż nie są już bezpieczni w niebie? Odpowiedź jest oczywista: po prostu tego nie wiemy. Być może wciąż przebywają w niebieskiej „poczekalni”, czyli w czyśćcu. Dlatego powinniśmy modlić się za nich, aby dopomóc im w oczyszczeniu. Aby pewnego dnia mogli złączyć się ze wszystkimi aniołami i świętymi w uwielbianiu i wysławianiu Pana. Troszczmy się więc o nich, podobnie jak troszczymy się o naszych braci i siostry tu, na ziemi, ponieważ wszyscy stanowimy jedną rodzinę w Chrystusie.
Modląc się za swoich bliskich zmarłych, pamiętaj, że „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga” (Mdr 3,1). Bóg troszczy się o nie, podobnie jak nieustannie troszczy się o nas. To, co dzieje się po śmierci, pozostaje dla nas tajemnicą. Wszystko, co wiemy, wszystko, na co możemy liczyć, to fakt, że nasz Bóg jest Bogiem miłości i miłosierdzia i że Jego największym pragnieniem jest to, byśmy żyli z Nim na wieki w niebie. Dlatego gotów jest uczynić wszystko, abyśmy się tam znaleźli – kiedy już opuścimy ten świat.
Znajdź więc dziś czas na to, by pomodlić się za swoich bliskich zmarłych oraz za wszystkich, którzy oczekują na dołączenie do grona świętych w niebie. Możesz modlić się za nich na Mszy świętej, odmówić w ich intencji Różaniec czy koronkę do Miłosierdzia Bożego. Módl się z ufnością w miłość Boga, który nigdy o nikim nie zapomina. Nie zapominaj i ty o tych, którzy już odeszli.
„Panie, oby wszyscy, którzy w Tobie pokładają nadzieję, mogli oglądać Cię twarzą w twarz!”
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1
J 14,1-6

▌Niedziela, 10 listopada
Łk 20,27-38
Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. (Łk 20,38)
To oczywiste, że przedstawiając Jezusowi hipotetyczną sytuację kobiety, która w czasie swego ziemskiego życia była kolejno żoną siedmiu braci, saduceusze zamierzali wpędzić Go w pułapkę. Stanowili oni wpływową grupę, która twierdziła, że ścisła wierność pierwszym pięciu księgom Biblii (Prawu Mojżeszowemu) nie pozostawia miejsca na wiarę w zmartwychwstanie umarłych. Sądzili, że prezentując Jezusowi wymyślony przez siebie przykład, wprawią Go w zakłopotanie, a może nawet znajdą pretekst do oskarżenia Go o bluźnierstwo.
Jednak Jezus pokrzyżował ich plany, traktując to pytanie jako okazję do potwierdzenia obietnicy zmartwychwstania. Powiedział, że ci, „którzy zostaną uznani za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” (Łk 20,35), nie będą już związani małżeństwem; będą cieszyć się nieśmiertelnością jak aniołowie (Łk 20,36). Cytując Prawo Mojżeszowe, stwierdził, że Bóg nie nazwałby się Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, gdyby ci patriarchowie nie byli dla Niego żywi (Wj 3,6). On jest Bogiem żywych – „wszyscy bowiem dla Niego żyją” (Łk 20,38).
Jest to naprawdę dobra nowina! Chociaż wszystkich nas pewnego dnia czeka śmierć fizyczna, będziemy żywi dla Boga. Czy mogłoby być inaczej? Na chrzcie świętym nieśmiertelny i wieczny Bóg zamieszkał w naszych sercach. Jeśli staramy się żyć wiarą, to nawet śmierć nie jest w stanie oddzielić nas od Boga. A kiedy Jezus przyjdzie powtórnie, wskrzesi do nowego życia także nasze ciała. Im głębiej przyswoimy sobie te prawdy, tym mniejszy będzie nasz lęk przed śmiercią. Zamiast patrzeć na nią jak na koniec wszystkiego, zobaczymy w niej przejście do nowego, lepszego życia.
Nie znaczy to, że nie będziemy odczuwać żadnego niepokoju ani obawy w związku ze śmiercią. W końcu nikt
z nas nie wie, jak będzie wyglądało niebo. Możemy jednak świadomie zaufać Bożym obietnicom i uwierzyć, że jeśli dziś pójdziemy za Panem, nasze jutro będzie o wiele wspanialsze, niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że zwyciężyłeś śmierć, abym ja mógł żyć na wieki”.
2 Mch 7,1-2.9-14
Ps 17,1.5-6.8.15
2 Tes 2,16--3,5
Albo Łk 20,27.34-38


▌Niedziela, 17 listopada
2 Tes 3,7-12
…aby dać was samych siebie za przykład do naśladowania. (2 Tes 3,9)
Czy słyszałeś kiedyś o neuronach lustrzanych? Są to maleńkie grupy komórek w mózgu, które ożywiają się, gdy obok nas pojawia się ktoś inny. Czasem delikatnie, czasem z większą mocą pobudzają nas do naśladowania tego, z kim jesteśmy. Kiedy ktoś obok nas jest zadowolony, smutny czy zdenerwowany, neurony lustrzane pomagają nam odbierać te emocje. Są więc potwierdzeniem teorii Arystotelesa, która głosi, że człowiek jest „najbardziej naśladowczą ze wszystkich istot żywych” (Poetyka, IV).
Nic więc dziwnego, że Paweł chciał dać Tesaloniczanom siebie i swoich towarzyszy za przykład do naśladowania. Wiedział, że będą mieli o wiele większe szanse wytrwania przy Panu, kiedy zobaczą, jak czynią to inni. Zdawał też sobie sprawę z ogromnego wpływu otoczenia na nasze myślenie, wartości, jakimi się kierujemy, i cele, jakie sobie stawiamy.
Nie znaczy to oczywiście, że jesteśmy czymś w rodzaju robotów zaprogramowanych do naśladowania wszystkich dookoła. Każdy z nas jest wolną istotą ludzką, z niepowtarzalną osobowością, jednak naszym powołaniem jest życie we wspólnocie. Dlatego aby wzrastać w wierze, potrzebujemy przykładu innych wierzących. I co równie ważne, także oni dla swojego wzrostu potrzebują przykładu naszej wiary. Im więcej świętości w praktyce zobaczymy, tym bardziej będziemy zachęceni do pójścia za Jezusem.
Oczywiście wiemy także, kogo naśladował Jezus: „Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego” (J 5,19). Ponieważ Jezus wciąż kierował swe serce i myśli ku Ojcu niebieskiemu, wszystko, co mówił i czynił, miało źródło w dobroci i miłości Ojca. Wykorzystaj więc wiedzę o neuronach lustrzanych i utkwij wzrok w Jezusie oraz w swoich braciach i siostrach w Panu.
„Jezu, pomóż mi naśladować Ciebie we wszystkim, co czynię”.
Ml 3,19-20a
Ps 98,5-9
Łk 21,5-19

▌Niedziela, 24 listopada
Jezusa Chrystusa,
Króla Wszechświata
Łk 23,35-43
Jeśli ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie. (Łk 23,37)
Co kojarzy ci się ze słowem „król”? Władza, wpływy, autorytet, przywództwo? Z pewnością król, mając do dyspozycji żołnierzy i strażników, byłby w stanie uchronić się od niebezpieczeństwa. Jednak dziś, w uroczystość Chrystusa Króla, czytania ukazują nam innego rodzaju monarchę – takiego, który kwestionuje wszystkie nasze wyobrażenia na temat władzy
i panowania. 
Dzisiejsza uroczystość, wprowadzona w 1925 roku, była odpowiedzią papieża Piusa XI na to, co uznał za powszechne odrzucenie Jezusa i Jego dróg. W czasie gdy do władzy dochodzili Hitler, Mussolini i Stalin, Pius XI chciał zwrócić uwagę na Jezusa, Jedynego, który może zapewnić światu trwały pokój. Nie jest to „pokój” totalitarnego władcy, tłumiącego siłą wszelki sprzeciw. Jest to pokój Króla, który zamiast siebie ratować, postanowił siebie ofiarować za nas. A przez to pojednać nas z Bogiem. Jest to pokój, za który zapłacił przelaniem swej własnej krwi na Kalwarii (Kol 1,20).
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa jako Króla, który panuje z krzyża. On dobrowolnie ogołocił się dla nas ze wszystkiego, chociaż, jak przypomina nam drugie czytanie, „w Nim zamieszkała cała Pełnia” (Kol 1,19). Nie zszedł z krzyża, gdyż miał za zadanie nas zbawić, a nie pokonać. Nie uległ prowokacjom żołnierzy, którzy krzyczeli, by wybawił siebie (Łk 23,37). Zamiast tego, skupił uwagę na ukrzyżowanym wraz Nim łotrze, który prosił Go o miłosierdzie (Łk 23,42-43).
Jezus wywraca do góry nogami nasze wyobrażenia o panowaniu. Jego władza umacnia się przez pokorę i wyrzeczenie. Jego wpływ i autorytet opierają się na oddaniu innym siebie i okazywaniu im miłosierdzia. Jego przywództwo realizuje się przez służbę. Przyjmijmy dziś Jezusa i Jego królestwo. Módlmy się, aby zostało ono w pełni ustanowione w nas, a przez nas – w świecie.
„Panie, przyjdź królestwo Twoje; bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
2 Sm 5,1-3
Ps 122,1-2.4-5
Kol 1,12-20


MAGAZYN:
Boży architekt

Antoni Gaudi i jego współpraca z Bogiem


Dnia 7 czerwca 1926 roku architekt Antoni Gaudi wyszedł ze swojej pracowni przy kościele Sagrada Familia w Barcelonie, aby udać się na modlitwę do pobliskiego kościoła św. Filipa Neri, co było jego codzienną praktyką. Przechodząc przez tory jednej z głównych arterii Barcelony, Gran Via de les Corts Catalanes, został potrącony przez tramwaj. Nikt z tłumu nie rozpoznał słynnego architekta – nie miał on przy sobie żadnego dowodu tożsamości, a przy tym był tak niechlujnie ubrany, zaniedbany i wymizerowany, że wzięto go za bezdomnego. Policja zabrała go więc do szpitala dla ubogich. Leżał tam, cierpiąc z powodu połamanych żeber i krwotoku wewnętrznego.
Kiedy nazajutrz odnaleźli go przyjaciele, było już za późno. Zgodnie z od dawna wyrażanym życzeniem, by umrzeć w ubóstwie, odmówił przeniesienia w miejsce, gdzie miałby lepsze warunki. „Tu jestem u siebie” – stwierdził. Zmarł dwa dni później. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Amen, mój Boże, mój Boże”.
Basilica de la Sagrada Familia – czyli bazylika Świętej Rodziny – jest obecnie wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i stanowi jeden z najczęściej odwiedzanych przez turystów obiektów Hiszpanii. Chociaż od 1882 roku jest w trakcie budowy, a jej ukończenie przewidywane jest mniej więcej na rok 2026, służy już jako czynny kościół, gdzie co tydzień odprawiana jest Msza święta,a codziennie można przyjść się pomodlić. Bazylika ta jest świadectwem twórczego geniuszu Antoniego Gaudiego, który pracował nad nią przez czterdzieści lat. Łącznie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO trafiło siedem jego dzieł.

STUDIOWANIE „KSIĘGI NATURY”
Antoni Gaudi przyszedł na świat 25 czerwca 1852 roku w Reus, w hiszpańskiej Katalonii. Jako dziecko zmagał się z chorobą reumatyczną i towarzyszącymi jej bólami stawów, w związku z czym wiele czasu spędzał na rekonwalescencji na wsi. Tam, zanurzając się w świat przyrody, zaznajomił się i zachwycił wieloma nieregularnymi kształtami obecnymi w naturze – pajęczynami, muszlami ślimaków, pniami drzew, ich konarami i gałęziami, łodygami, kwiatami i liśćmi. „Natura jest Wielką Księgą, zawsze otwartą, do której czytania należy się przymusić” – powiedział kiedyś.
Rzemieślniczy charyzmat Gaudiego miał głębokie korzenie. Antoni pochodził z rodziny parającej się od wielu pokoleń rzemiosłem i także w rodzinnym warsztacie odkrywał znane mu z przyrody kształty. Jego ojciec, dziadek i pradziadek byli kotlarzami. Powyginane rury, okrągłe kształty bojlerów i armatury, jakie widywał w dzieciństwie, wywarły na niego trwały wpływ. Później mawiał często, że wspomnienia tych kotłów i wężownic wyrobiły w nim „nawyk myślenia w trzech wymiarach” – tak mocny, że w swojej pracy zwykle obywał się bez szkiców i makiet.

SZALENIEC CZY GENIUSZ?
W wieku lat jedenastu Antoni rozpoczął naukę w miejscowej szkole prowadzonej przez zakonników. Nie był pilnym uczniem, chociaż dobrze rysował i przejawiał duże zdolności w dziedzinie matematyki i geometrii. Mając szesnaście lat, przeprowadził się do odległej o ponad 100 kilometrów Barcelony, gdzie ukończył szkołę średnią i zapisał się na studia architektoniczne. Studentem był przeciętnym; opuszczał zajęcia, uważając, że uczelnia kładzie nadmierny nacisk na dyscyplinę kosztem rozwijania zdolności twórczych. Uwielbiał natomiast czytać. Pożerał wręcz książki znajdujące się w bibliotece. 
Niektórzy z profesorów, poznając się na jego talencie, zapraszali go do współpracy nad własnymi projektami. Kiedy jednak miał otrzymać stopień naukowy, zdania wykładowców były podzielone i ostatecznie o pomyślnym wyniku przesądziło zaledwie parę głosów. Wręczając mu dyplom w 1878 roku, dyrektor uczelni powiedział do zebranych: „Nie wiem, czy przyznaliśmy ten dyplom szaleńcowi, czy geniuszowi; czas to rozstrzygnie”.

SUKCESY ZAWODOWE,
DRAMATY OSOBISTE
Gaudi szybko zdobył sobie uznanie, otrzymując zamówienia na projekty domów i innych budowli. Jego styl, często
klasyfikowany jako Art Nouveau, w rzeczywistości wymyka się wszelkim kategoriom. Jego geniusz uwidaczniał się z jednej strony w odzwierciedlaniu w kamieniu form, jakie znajdował w naturze, a z drugiej w nasyceniu kolorami zarówno elementów konstrukcyjnych, jak i zdobniczych. Posługiwał się starożytną techniką mozaikową, zwaną trencadis, używając na przykład potłuczonych talerzy i połamanych kafelków dla ożywienia fantazyjnych balkonów i dachów. Projektowane dzieła sygnował ozdobnymi smokami, salamandrami i innymi podobnymi formami. Upodobanie do geometrii w połączeniu z wnikliwą obserwacją form świata natury – na przykład pni drzew czy kości ludzkiego szkieletu – pozwoliło mu, między innymi, na wprowadzenie nowych rozwiązań konstrukcyjnych przy podtrzymywaniu murów.
Wkrótce po rozpoczęciu budowy bazyliki Sagrada Familia jej architekt zrezygnował i Gaudi zgodził się przejąć nadzór nad projektem, nie rezygnując z innych swoich zobowiązań. Miał dopiero trzydzieści jeden lat, był zamożnym dandysem lubiącym opery i przekonanym o swoich wybitnych zdolnościach. Punktem zwrotnym w jego życiu stały się dwie nieudane próby małżeństwa. Pierwsza kobieta, której się oświadczył, odrzuciła go, ponieważ była już zaręczona. Druga przyjęła, ale wkrótce zerwała zaręczyny, aby wstąpić do zakonu. W międzyczasie zmarła jego matka i rodzeństwo, a ojciec i osierocona siostrzenica zamieszkali wraz z nim.

CORAZ WYŻEJ KU BOGU
Gaudi, choć wychowany w wierze katolickiej, nie był dotąd specjalnie religijny, ale teraz zaczął powoli skłaniać się ku radykalnemu nawróceniu. Codziennie modlił się, czytał Biblię, uczestniczył we Mszy świętej i korzystał regularnie ze wskazówek duchowych kilku kapłanów. Pościł – czasami aż do przesady – wyrzekł się alkoholu i przeszedł na wegetarianizm. Zrezygnował też z małżeństwa. Do końca nie zdołał jednak opanować swojego wybuchowego temperamentu i tego, że potrafił być szczery do bólu. „Muszę nazywać rzeczy po imieniu bez owijania w bawełnę – i oczywiście ludzi to denerwuje” – mawiał.
Wkrótce po śmierci ojca i siostrzenicy przeprowadził się do swojej pracowni przy Sagrada Familia, poświęcając ostatnie dziesięć lat życia wyłącznie pracy nad tym dziełem. W chwili jego śmierci bazylika była wykończona zaledwie w jednej czwartej, ale wyniosłe kolumny w kształcie drzew oraz okna, przez które światło przenika jakby przez leśny baldachim, oddają ducha jego pracy. „Najlepszym malarzem jest światło słońca” – powiedział kiedyś. Chociaż kunszt Gaudiego można podziwiać bez odniesienia do jego wiary, on sam uważał te dwie sprawy za nierozłączne – swoją działalność traktował jako współpracę z Bogiem.

PIĘKNO DROGĄ DO BOGA
W 2000 roku Watykan w szybkim tempie rozpatrzył pozytywnie prośbę o otwarcie procesu kanonizacyjnego Antoniego Gaudiego – jego życie artysty i świeckiego człowieka wiary zwróciło uwagę papieża Jana Pawła II. W 2010 roku papież Benedykt XVI podczas pobytu w Barcelonie konsekrował kościół Sagrada Familia i podniósł go do godności bazyliki. Wyrażając podczas homilii uznanie dla Gaudiego, papież Benedykt powiedział, że wypełnił on lukę pomiędzy pięknem rzeczy ziemskich a „Bogiem jako pięknem”. Uczynił to – jak zaznaczył papież – „nie za pomocą słów, ale kamieni, linii, płaszczyzn i punktów”.
Gaudi był człowiekiem nadzwyczajnym, prawdziwym geniuszem twórczym, dla którego świadomość wyższego powołania miała pierwszeństwo przed sprawami materialnymi. ▐

Światełko Boga
JOANNA PRZYBYŁA
Jedną z moich przyjaciółek była pani Franciszka Mansfeldowa. Leżała w domu starców, do którego zaglądałam w każdej wolnej chwili. Była to piękna, słodka staruszka, która szykowała się do odejścia z tego świata z łagodnością i posłuszeństwem małego, niewinnego dziecka. Nie można było od niej oczu oderwać, gdyż był to człowiek święty, pełen pokory i blasku, po brzegi wypełniony pokojem.
Gdy rozmawiałyśmy kiedyś o jej połączeniu się z Bogiem – ale też i o rozłączeniu z tym światem – pani Franciszka powiedziała:
– Pani Joasiu, mój mąż Jakub dawno już nie żyje… To był taki dobry człowiek…. Kochaliśmy się bardzo… Nie doczekaliśmy się dziecka… Po śmierci męża byłam sama, bez żadnej rodziny, mam raptem jedną daleką kuzynkę, a i ona nie mieszka w Poznaniu. Nie mam po prostu nikogo... ale przecież mam panią! I teraz, gdy czuję, że niedługo już umrę, chciałabym zapytać: czy przyjdzie pani na mój grób?.... Bo chciałabym, pani Joasiu, aby ktoś zapalił na naszym grobie jedno małe, maleńkie światełko – każdego roku w dniu Wszystkich Świętych. To jest moje ostatnie pragnienie na tej ziemi.
Długo siedziałam wtedy przy jej łóżku, a ona tłumaczyła mi najlepiej jak umiała, gdzie znajduje się (na największym poznańskim cmentarzu!) grób jej męża Jakuba – i jej własny... Była to nasza ostatnia rozmowa, podczas której obiecałam jej, że odnajdę grób i zapalę świecę, jak tego pragnie. Myślałam, że jeszcze nieraz porozmawiamy o tym, ale okazało się – gdy przyszłam ponownie – że pani Franciszka już nie żyje, że została pochowana, a jej łóżko pod oknem zajęła jakaś inna pani.
Pamiętam, że jej śmierć nastąpiła krótko przed moim ślubem i choć tamten czas był czasem wielkich zmian w moim życiu, oboje z mężem zapamiętaliśmy sobie dobrze, że 1 listopada państwo Jakub i Franciszka Mansfeldowie będą czekać na nasze odwiedziny.
Świętych obcowanie... Tego dnia, w uroczystość Wszystkich Świętych, chodziliśmy po cmentarzu i szukaliśmy ich grobu – mniej więcej w tym rejonie, na jaki wskazywała pani Franciszka. Ale gdzie może być ten grób? Trochę bezradnie krążyliśmy w kółko i rozglądaliśmy się dokoła. Na tak rozległym cmentarzu odnalezienie nieznanego grobu wydawało się wprost niemożliwe.
Gdy tak rozprawialiśmy o tym, potknęłam się nagle o coś i z rozpędem wpadłam na grób, całkowicie ukryty pod jakimś rozłożystym krzewem... Dosłownie zawisłam na jego gałęziach, co zresztą uratowało mnie przed niechybnym upadkiem. Wyplątując się po chwili z objęć tego krzaka, zobaczyłam ukryty pod nim stary, zmurszały pomnik, pokryty zielonym nalotem – pomnik, na którym litery były już prawie niewidoczne, trudne do odczytania. Nie wiem skąd, ale oboje z mężem wiedzieliśmy, że to jest TEN GRÓB i nie zdziwiło nas wcale, gdy zafascynowani odcyfrowywaliśmy oboje: „Ja.... kub....Man... sfeld....”. Nie było tam kwiatów, wieńców – tylko zimna, zmurszała płyta – ale ten grób był pełen najcieplejszego blasku, chociaż zapaliliśmy na nim tylko jeden mały, maleńki znicz. 
Czyż Pan Bóg nie urządził tego wszystkiego pięknie? Nie pozwolił, by całkowicie przepadła pamięć o dobrych, kochających się ludziach... Spełnił nieśmiałe życzenie biedaka.... I dzięki Niemu, Jego niesamowitej reżyserii, co roku zapalamy na grobie Jakuba i Franciszki Mansfeldów kolejne obiecane światełko. Jedno jedyne, malutkie – takie, o jakie prosiła moja cichutka przyjaciółka. I tak dzieje się już prawie od 30 lat.
Wiem, że gdy odchodzimy, małe światełko rozświetla jeszcze jakiś czas grób państwa Mansfeldów, a potem nieubłaganie gaśnie i niknie w cieniu rozłożystego krzewu. Jednak to, co zapalił w nas i między nami sam Bóg, choć też maleńkie i ukryte, będzie trwało wiecznie.

Sklep internetowy Shoper.pl