Czasopisma
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 11 (291) 2017
Słowo wśród nas Nr 11 (291) 2017
wydawnictwo: Promic
format: 145 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 1)
Cena: 5,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 145 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Przystąpcie bliżej do Boga…”, a jego uzupełnieniem są słowa: „to i On przybliży się do was” (Jk 4,8). Artykuły główne numeru mówią o tym, jak pogłębienie relacji z Bogiem – poprzez modlitwę, czytanie Pisma Świętego i uczestnictwo w Eucharystii – wpływa na całe nasze życie.
W Magazynie znalazł się artykuł o ks. Alojzym Schartzu i jego służbie sierotom w Korei w trudnych warunkach po wojnie koreańskiej („Troska o Bożych vip-ów”), oraz dwa świadectwa: „Lekcja od trędowatych” oraz szczególnie poruszające autorstwa członka wspólnoty Przymierze Miłosierdzia „Nie mam ochoty na powrót”. Ponadto omówienie naszej propozycji lektury - książki Ange Rodrigueza OP „Pytania o przyszłe życie”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, krzyżówkę oraz informacje na temat Nagrody dla prenumeratorów. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Prostota Bożej wymiany
Spotkanie z Panem na modlitwie................................ 4

Jeśli dziś usłyszycie Jego głos…
Spotkanie z Panem w Piśmie Świętym....................... 9

Przyjmować Chleb Życia
Spotkanie z Panem podczas Mszy świętej................. 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 listopada................ 19

MAGAZYN

Troska o Bożych VIP-ów
Ks. Alojzy Schwartz i jego służba sierotom w Korei – Jem Sullivan................ 45

„Lekcja od trędowatych”
Historia nieokazanego miłosierdzia – Bill Duffy....... 50

Nie mam ochoty na powrót..................................... 54

Nasze lektury............................................................. 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Dawno temu, gdy robiłem doktorat z teologii, mój przewodnik duchowy, ks. Francis Martin, powiedział mi, że podstawowym celem modlitwy jest przybliżanie się do Pana. Kiedy zapytałem go, dlaczego przybliżanie się do Pana jest tak istotne, powiedział mi, że w ten sposób stajemy się bardziej otwarci na to wszystko, co On pragnie nam dać.
Nasuwa się więc następne pytanie: Dlaczego tak istotne jest otwarcie się na to, co Pan pragnie nam dać? Otóż dlatego, że codziennie podejmujemy tysiące najróżniejszych decyzji. Niektóre okazują się słuszne, inne mniej. Niektóre podejmowane są z czystym sercem i spokojnym sumieniem, inne przynoszą nam wprawdzie korzyść, ale nierzadko czyimś kosztem. U podłoża decyzji tego drugiego rodzaju leży często nasz egoizm, pycha i inne grzeszne motywacje.
Kiedy przybliżamy się do Boga, a On przybliża się do nas, Jego łaska wpływa na nasze decyzje. Odczuwamy jej działanie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Wpływa ona nasz stosunek do pieniędzy, na naszą postawę wobec ubogich i potrzebujących. Wpływa na nasze relacje z innymi, na gotowość przebaczania
i okazywania im miłości. Wpływa na to, jak spędzamy czas wolny, pomaga nam ustalić właściwą hierarchię wartości i uporządkować nasze życie.
W naszym życiu można wyodrębnić wiele różnych obszarów, które powinny tworzyć jakąś uporządkowaną całość. Często jednak dostrzegamy brak spójności i harmonii między nimi. Na przykład, w jednej chwili wyznajemy: „Kocham Cię, Jezu!”, aby kilka minut później denerwować się i obrażać na kogoś bliskiego. Albo mówimy: „Nie stać mnie na dawanie pieniędzy biednym”, po czym kupujemy kolejne ubrania, wkładając je do już i tak przepełnionej szafy. Albo odmawiamy komuś, kto prosi nas o spotkanie, bo jesteśmy zbyt zajęci, a następnie spotykamy się z kimś, z kim naprawdę mamy ochotę przebywać.
Dojrzałość duchową zdobywamy przez całe życie. Jest to proces, w którym uczymy się poddawać Panu wszystkie dziedziny naszego życia – finanse, relacje, czas, pracę, wspieranie innych itd. Jest to proces, który wymaga kroczenia za Panem oraz przyjmowania Jego mądrości i łaski.
Kiedy przybliżamy się do Boga, drzwi nieba otwierają się szerzej. Nasz wysiłek porusza serce Boga i skłania Go do udzielania nam dalszych, jeszcze większych łask. Dlatego w tym numerze chcemy podjąć refleksję nad różnymi sposobami przybliżania się do Pana – przez modlitwę, przez lekturę Pisma Świętego, przez uczestnictwo w Eucharystii – na tym, jak konkretnie mamy szukać Pana. Mam nadzieję, że konstruktywne, a zarazem proste kroki, które proponujemy w artykułach, pomogą wam przybliżyć się do Boga. A Bóg z pewnością nagrodzi wasze wysiłki, przybliżając się do was. Jestem też pewien, że pomoże wam uporządkować wszystkie obszary waszego życia, abyście codziennie mieli w sobie więcej pokoju i radości, niezależnie od tego, czy wszystko układa się po waszej myśli. Oby Bóg błogosławił nam wszystkim.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 


ARTYKUŁY:

PROSTOTA BOŻEJ WYMIANY

Spotkanie z Panem na modlitwie


Przystąpcie bliżej do Boga, to i On przybliży się do was” (Jk 4,8). Co za wspaniała obietnica! To krótkie zdanie z Pisma Świętego zawiera w sobie jedną z najważniejszych zasad życia duchowego. Mówi nam, że każdy, kto próbuje przybliżyć się do Pana, zostanie nagrodzony. Zapewnia, że Bóg nie siedzi biernie na niebieskim tronie, obserwując, czy uda nam się do Niego dotrzeć, ale wychodzi nam naprzeciw. On zawsze zaprasza nas do siebie, aby obdarzyć nas swoją łaską i miłością. Czujemy, kiedy przybliża się do nas, ponieważ Jego obecność powoduje w nas zauważalne zmiany.
W obecnym numerze chcemy skupić się na trzech praktycznych sposobach przybliżania się do Boga. I tak, w pierwszym artykule zajmiemy się modlitwą, w drugim czytaniem Pisma Świętego, a w trzecim uczestnictwem we Mszy świętej. W każdym z artykułów zastanowimy się, co możemy zrobić, aby przybliżyć się do Boga, i jak wiele Bóg może zmienić w naszym życiu, przybliżając się do nas.
Modlitwę często definiuje się jako rozmowę z Bogiem – my mówimy do Niego, a On mówi do nas. Jest w tym oczywiście wiele prawdy, jednak modlitwa to coś więcej niż rozmowa. Modlitwa jest także Bożą wymianą pomiędzy Bogiem a nami. My przychodzimy do Pana, składając Mu nasze uwielbienie i miłość oraz przedstawiając Mu nasze potrzeby, Bóg natomiast obdarza nas swoim miłosierdziem, łaską, mądrością, pokojem i radością. Przyjmuje nasze ofiary, napełnia je swoim Boskim życiem i oddaje je nam, przemieniając zarazem nasze serca i umysły.
Tę Bożą wymianę najlepiej wyraża Modlitwa Pańska. Przeczytajmy więc ją uważnie i zobaczmy, czego może nas ona nauczyć.

BOŻA WYMIANA
– CZĘŚĆ PIERWSZA
Wielu biblistów jest zdania, że Modlitwa Pańska stanowi serce całego Kazania na Górze. Prowadzi do niej wszystko, o czym Jezus mówił wcześniej, i wypływa z niej to, co mówił później (Mt 5 - 7). Dlatego niezliczeni święci uważali Ojcze nasz za najdoskonalszą modlitwę, jaka kiedykolwiek powstała.
Pierwsza cześć Modlitwy Pańskiej koncentruje się wokół uwielbienia Boga oraz pójścia za Nim całym sercem. Modlimy się: „Święć się imię Twoje”. Mówimy przez to: „Ojcze, Ty jesteś święty. Wywyższam Cię i chcę całym życiem oddawać Tobie chwałę”. Tymi słowami oddajemy Bogu cześć.
Wszyscy tęsknimy za niebem. Oczekujemy dnia, w którym zapanują pokój i miłość, a wszelka łza zostanie otarta. Modląc się: „Przyjdź królestwo Twoje”, wypowiadamy przed Ojcem tęsknotę naszych serc, mimo że jest w nas jeszcze lęk przed śmiercią. Mówimy mniej więcej tak: „Wiem, że ten świat jest dobry i podziwiam cuda Twojego stworzenia. Nie mogę jednak doczekać się dnia, w którym będę z Tobą, Ojcze. Nie mogę doczekać się świata wolnego od cierpienia i śmierci”. Tymi słowami oddajemy Bogu nasze życie.
Słowa: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, są dla nas okazją do powiedzenia Bogu, że chcemy, aby ten świat coraz bardziej przypominał Jego królestwo. Mówimy naszemu Ojcu, że chcemy traktować wszystkich wokół nas z taką samą miłością, miłosierdziem i współczuciem, z jakimi On traktuje nas. Nie możemy zmienić całego świata, ale możemy zmienić nasz mały zakątek. Tymi słowami oddajemy Bogu naszą pracę.

BOŻA WYMIANA
– CZĘŚĆ DRUGA
Podczas gdy pierwsza cześć Modlitwy Pańskiej daje nam szansę oddania siebie Bogu, druga zawiera prośbę do Boga o udzielanie nam tego wszystkiego, co jest potrzebne, żebyśmy mogli starać się o nadejście Jego królestwa i wypełnienie się Jego woli. A skoro głównym znakiem królestwa Bożego jest miłowanie się wzajemnie, tak jak On umiłował nas, prosimy Ojca o pomoc w kształtowaniu naszych relacji.
Modląc się: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, wyznajemy Ojcu, że potrzebujemy Jego siły i Jego pokarmu – zarówno podczas Eucharystii, jak i w naszej codzienności. Jego „chleb” pomaga nam zachować pokój w dobrych i złych dniach. Jego obecność pomaga nam traktować się nawzajem z miłością i miłosierdziem. Polecając więc nam prosić o ten chleb, Jezus obiecuje karmić nas tym, co jest potrzebne, abyśmy mogli przetrwać każdy kolejny dzień.
Życie to przede wszystkim nasze relacje – relacja z Bogiem i relacje z innymi ludźmi. Wiemy z doświadczenia, jak łatwo jest ranić się nawzajem słowem i zachowaniem. Dlatego modląc się: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, przyznajemy, że my także ranimy innych, oraz prosimy o łaskę przebaczenia tym, którzy zranili nas. Nie ma nic piękniejszego niż życie w jedności i nic bardziej inspirującego niż doświadczenie uzdrowionych i naprawionych relacji. Wspaniałe jest więc to, że polecając nam modlić się tymi słowami, Jezus obiecuje uzdrawiać nasze relacje.
Wokół nas jest wiele pokus, których celem jest oddzielenie nas od Boga i od siebie nawzajem. Prosząc Ojca: „Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego” (tak dokladnie brzmi ten fragment Modlitwy Pańskiej w Ewangelii wg Mateusza – Mt 6,13), prosimy Boga o łaskę opierania się pokusom. Wiemy, jak bardzo może zaszkodzić naszym relacjom odmowa przebaczenia, żywienie uraz i szukanie zemsty. Jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że te negatywne, pełne wrogości myśli mogą pochodzić od diabła, „ojca kłamstwa” (J 8,44). Jest jednak dla nas dobra nowina – polecając nam modlić się tymi słowami, Jezus obiecuje nas strzec i bronić.

WIELKI SKARB
Modlitwa Pańska jest jednym z największych skarbów zostawionych nam przez Jezusa. Mówi nam ona, jak bardzo Bóg chce nam pomagać i uczy poddawać Mu swoje życie. Przyjmijmy więc słowa, które Jezus nam dał. Najpierw oddawajmy cześć Panu i szukajmy Jego królestwa, a następnie prośmy Ojca o to, abyśmy potrafili, tak jak On miłować innych i przebaczać im.
Jednym z powodów niezwykłej popularności Modlitwy Pańskiej jest to, że zawiera ona wszystkie kluczowe elementy każdej modlitwy. Możemy się modlić w sposób bardziej sformalizowany, na przykład odmawiając Różaniec czy Liturgię godzin, możemy też modlić się w mniej usystematyzowany sposób, na przykład adorując Najświętszy Sakrament czy śpiewając Bogu pieśni chwały. Cokolwiek robimy, ufajmy, że jeśli będziemy oddawać się Panu, tak jak uczy nas tego Modlitwa Pańska, nasze życie będzie się zmieniać. Możemy być tego pewni, ponieważ podczas tej modlitwy zachodzi Boża wymiana, którą tak pięknie streszcza w sobie tekst Ojcze nasz.

UCISZENIE
GALOPUJĄCYCH MYŚLI
Żyjemy w świecie wszechobecnych mediów. Rzadko wyłączamy komputery, smartfony, telewizory i tablety. Codziennie zalewają one nasze umysły niezliczonymi obrazami oraz otaczają szumem słów i opinii. W rezultacie doświadczamy galopady myśli, co powoduje takie rozproszenie, że nie jesteśmy już w stanie na niczym się skupić. Kiedy przychodzi czas na modlitwę, kłębiące się myśli i obrazy utrudniają nam skoncentrowanie się na Panu i wsłuchanie się w to, co On chce nam powiedzieć. Sprawiają, że trudno nam zasiąść spokojnie w obecności Boga, by otworzyć się na Jego miłość i pokój.
Jak możemy temu zaradzić? Ramka na stronie 13. proponuje prosty sposób, którym możesz się posłużyć na początku modlitwy. Może ci on pomóc wyciszyć rozbiegane myśli i stanąć w obecności Pana. Spróbuj stosować go przez tydzień, a zobaczysz, czy okaże się przydatny i czy po upływie tego tygodnia będzie ci łatwiej przychodzić do Pana. Może też odkryjesz, że Jego obecność ma moc usunąć wszystkie rozproszenia, którym ulegają twoje myśli.

PRZEPIĘKNA PROSTOTA
Niezależnie od tego, jak się modlimy, w modlitwie zawsze kryje się przepiękna prostota. Jest to prostota dziecka przychodzącego z miłością i zaufaniem do swego Ojca. Jest to prostota ofiarowania Bogu swego życia i swego uwielbienia, by przyjąć w zamian Jego miłość i łaskę. Jest to prostota odpoczynku w Bożej obecności i napełniania się wszystkim, czego, potrzebujemy, aby pełnić Jego wolę… jako w niebie tak i na ziemi. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Środa, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ps 24,1-6
Który nie skłonił swej duszy ku marnościom. (Ps 24,4)
W dniu swojej Pierwszej Komunii Świętej dwie dziewczynki odbyły następującą rozmowę: „Kim chcesz zostać, jak będziesz duża?” – zapytała pierwsza. „Świętą – odpowiedziała druga – babcia powiedziała mi, że można”. Brzmi to może nieco sentymentalnie, ale oczywiście babcia miała rację. Świętość jest nie tylko dla nadzwyczajnych ludzi. Jest w zasięgu każdego z nas.
Dobrą definicję świętości podaje nam dzisiejszy psalm responsoryjny. Opisuje on człowieka, który nie skłania swej duszy ku marnościom (Ps 24,4), lecz szuka oblicza Boga (Ps 24,6), który włożył całe swoje serce w poznawanie Boga i służenie Mu. Zauważmy, że świętość to nie jest konkurs, w którym wygrywa ten, kto wpłacił najwięcej pieniędzy na Kościół, kto układa najpiękniejsze modlitwy czy najbardziej udziela się w parafii. Chodzi raczej o to, by szukać Pana i starać się Jemu podobać. Dążenie do świętości jest właśnie tym – dążeniem. Liczy się nasz trud poniesiony dla Boga, a nie nasze „osiągnięcia”.
Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam wszystkich świętych ludzi, którzy żyli przed nami – nie tylko tych wyniesionych na ołtarze, ale także tych nieznanych, należących do niebiańskiego grona „mnóstwa świadków” (Hbr 12,1). Jest to też właściwy moment, by wspomnieć znanych nam ludzi, których największym pragnieniem była służba Panu. Może katechetkę, która siedziała do późna, przygotowując ciekawe lekcje. Może babcię, która nie tylko uczyła modlitw, ale też potrafiła przekazać nam wiarę. Może księdza lub siostrę zakonną, którzy uczynili wiele dobrego dla parafii. 
Nigdy nie zapominaj o tym „mnóstwie świadków”, którzy cię otaczają. Nie zapominaj też, że i ty do nich należysz! W świętości nie ma podziału na „oni” i „my”. Za łaską Bożą istnieje tylko jedna kategoria: „my”. 
„Jezu, wprowadź mnie na drogę świętości i pokaż, jak mam Ci służyć. Panie, chcę pomóc w budowaniu Twojego królestwa!”
Ap 7,2-4.9-14
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a
▌Czwartek, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
J 14,1-6
Przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. (J 14,3)
Jak wiele nadziei kryje się w tym zapewnieniu Jezusa! Obiecuje On, że po naszej śmierci zabierze nas do nieba, gdzie czeka już na nas przygotowane mieszkanie. A ponieważ ta obietnica dotyczy nas wszystkich, włączonych w Chrystusa przez chrzest, tworzy ona szczególną więź pomiędzy nami. Sprawia, że należymy do tego samego Kościoła, jesteśmy członkami jednej rodziny, jednego Ciała Chrystusowego. Dlatego też wszyscy zależymy od siebie i nasze modlitwy za siebie nawzajem są czymś więcej niż dobrymi myślami i pobożnymi życzeniami. Mają one moc, która płynie także z naszej wzajemnej jedności.
Papież Franciszek określa uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny jako „dni nadziei” i przypomina nam: „Nadzieja jest trochę jak zaczyn, który poszerza duszę. W życiu są trudne chwile, ale dzięki nadziei dusza idzie do przodu i spogląda na to, co nas czeka (…) Nasi bracia i siostry znajdują się w obecności Boga i my także tam będziemy dzięki czystej łasce Pana, jeśli podążać będziemy drogą Jezusa” (Homilia, 1 listopada 2013).
Wszyscy więc – i święci, i grzesznicy – pokładamy całą naszą nadzieję w miłosierdziu Boga – Boga, który dał swojego Syna dla naszego zbawienia. Jak zapewnia nas św. Paweł, „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).
Miłość Boga jest mocniejsza niż śmierć. Przekracza barierę czasu, aby łączyć nas w jedno. Przerzuca pomost między niebem a ziemią. Przekonuje nas, że nic nie jest w stanie oddzielić nas od naszego Ojca niebieskiego. Wspominając więc dzisiaj tych, którzy odeszli przed nami, wspierajmy ich naszą modlitwą. Bóg słyszy nas, gdy modlimy się za tych, z którymi żyjemy tu i teraz, ale również, gdy modlimy się za zmarłych. A co więcej, cieszy się widząc, że Jego dzieci troszczą się o siebie nawzajem!
„Ojcze, dziękuję Ci za ludzi, któ-
rych postawiłeś na mojej drodze, zwłaszcza tych, którzy już zasnęli w wierze. Razem składamy naszą nadzieję w obietnicy zmartwychwstania”.
Mdr 3,1-6.9
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1

▌Niedziela, 5 listopada
1 Tes 2,7b-9.13
Stanęliśmy pośród was pełni skromności. (1 Tes 2,7)
Czy to nie znamienne, że tak wielu z nas czuje się powołanych do tego, by pouczać, osądzać i prowadzić innych? Widzimy to wszędzie – w pracy, w parafii, w szkołach, a nawet w domu. Problem polega na tym, że w swoim zapale często zapominamy o tym, co najważniejsze – o miłości.
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł przypomina, z jak wielkim oddaniem on i jego towarzysze posługiwali wierzącym w Tesalonice. Wraz z Sylwanem i Tymoteuszem gorliwie głosili im Ewangelię. Mówili o zmartwychwstaniu Jezusa i o nowym życiu, które On nam przynosi. Mówili o mocy Ducha Świętego, która przemienia nasze życie. Mówili o ułudzie grzechu i o potrzebie nieustannej czujności.
Głosząc różne punkty nauki chrześcijańskiej, Paweł zawsze starał się ukazywać je w świetle miłości – miłości Boga do Tesaloniczan oraz ich powołania do okazywania tej miłości sobie nawzajem. Dla Pawła to właśnie było najważniejsze. Miłość była spoiwem łączącym wszystko w jedną całość. Pisał, że Tesalonicznie stali się im tak drodzy, że on i jego towarzysze byli dla nich, „jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi” (1 Tes 2,7). Co za wspaniały obraz chrześcijańskiej postawy!
W Hymnie o miłości, tekście, który dla wielu ludzi jest kwintesencją Nowego Testamentu, Paweł pisał do wierzących w Koryncie, że najważniejsza jest miłość (1 Kor 13). Pisał, że bez niej najwspanialsze dary duchowe, najgłębsza wiara i największa wiedza są niczym.
Cokolwiek więc będziesz dziś robił, pamiętaj, żeby budować na fundamencie miłości. Proś Ducha Świętego, by pokazał ci jeszcze wyraźniej miłość Boga skierowaną do ciebie osobiście, a następnie staraj się ją odwzajemnić. Proś Go, by pomógł ci dziś przekazać tę miłość choćby jednej osobie. Nie musi to być jakiś wielki gest, ale niech będzie szczery, a Bóg nada mu skuteczność swoją łaską.
„Dziękuję Ci, Panie, za dar Twojej miłości. Pomóż mi kochać innych tak wiernie, jak Ty mnie umiłowałeś”.
Ml 1,14b--2,2b.8-10
Ps 131,1-3
Mt 23,1-12

▌Niedziela, 12 listopada
Mt 25,1-13
Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną. (Mt 25,10)
Dzisiejsza przypowieść o dziesięciu pannach wzywa nas do czujności i świadomego życia w oczekiwaniu na dzień, w którym Jezus przyjdzie do nas powtórnie. Mówi ona jasno, że nadejdzie czas, kiedy każdy człowiek albo zostanie zaproszony do nieba, albo drzwi nieba zostaną przed nim zamknięte. Ostrzega, że nie ma trzeciej drogi.
O co jednak chodzi z tym zapasem oliwy? Jak wskazuje przypowieść, to właśnie oliwa rozstrzyga o tym, czy jesteśmy gotowi na spotkanie z Jezusem. W tej oliwie możemy widzieć naszą wiarę, Ducha Świętego lub łaskę Bożą. Najistotniejsze jest jednak to, że nie da się jej od nikogo pożyczyć. Każdy musi mieć przygotowany swój własny zapas.
Przypowieść ta, choć wstrząsająca, niesie nam także nadzieję. Mówi, że każdy może zostać przyjęty przez Jezusa, Pana Młodego, o ile będzie czujny, gotowy i dobrze zaopatrzony w oliwę zbawienia.
Czujni i gotowi. Z zapalonymi lampami. Z dużym zapasem oliwy. Wszystkie te obrazy przekazują tę samą treść – Jezus chce, abyśmy codziennie ożywiali naszą wiarę. Jak mamy to robić? Z pomocą przychodzi nam św. Paweł, który mówi: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9).
Doskonałą okazją do ożywiania naszej wiary jest odmawianie Credo, co czynimy podczas każdej niedzielnej Mszy świętej. Możemy też odmawiać je sami, w czasie naszej codziennej modlitwy. I za każdym razem, gdy wyznajemy naszą wiarę, możemy być pewni, że sprawiamy Bogu radość. Nawet jeśli nasza wiara jest daleka od doskonałości, Pan się uśmiecha, a aniołowie ogłaszają: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” (Mt 25,6).
Wyznajmy więc dziś naszą wiarę. Napełnijmy pojemniki oliwą, ogłaszając, że wierzymy w Jezusa, naszego Zbawiciela.
„Jezu, wierzę w Ciebie”.
Mdr 6,12-16
Ps 63,2-8
1 Tes 4,13-18

▌Niedziela, 19 listopada
1 Tes 5,1-6
Kiedy bowiem będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada. (1 Tes 5,3)
Dzisiejsze czytania nasuwają nam na myśl harcerskie pozdrowienie: „Czuwaj!”. Czuwaj i bądź zawsze gotów, gdyż nigdy nie wiesz, co może cię spotkać. Trzeba być zawsze czujnym, gotowym czynić dobro, które uczynić można.
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł mówi nam, że na tym świecie nigdy nie będzie doskonałego pokoju ani absolutnego bezpieczeństwa. Będą wybuchać wojny. W rodzinach i wśród przyjaciół będzie wiele podziałów. Do końca świata będzie dotykać nas ubóstwo, choroby i cierpienie. Zawsze więc będą nadarzać się okazje do wspierania i niesienia pomocy!
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam także o potrzebie czujnej troski o innych. Słysząc przypowieść o talentach, zwykle zwracamy uwagę na sprawę rozwijania swoich umiejętności, ale dziś posuńmy się o krok dalej i skupmy się na misji, która została nam powierzona. Jezus prosi nas, abyśmy dołączyli do Niego w dziele budowania Jego królestwa. Prosi, byśmy dobrze wykorzystali to wszystko, co On nam daje, nie ograniczając się do zaspokajania potrzeb własnych i swoich najbliższych. Świat rozpaczliwie potrzebuje pokoju i bezpieczeństwa. Nasz wkład – w postaci modlitwy, miłosierdzia, ofiary i miłości – nie jest bez znaczenia. We współpracy z Panem każda nasza inwestycja przynosi ogromny zysk.
Czy nie byłoby wspaniale, gdyby Jezus po swoim powrocie powiedział do każdego z nas: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21)? Czy nie byłoby wspaniale uczestniczyć w Jego radości? Możemy czynić wielkie rzeczy dla Boga. Możemy wykorzystywać nasze talenty po to, by ten świat stawał się lepszym miejscem. Pomódlmy się więc dziś za wszystkich cierpiących na świecie. Pomódlmy się o ustanie wojen i nędzy. Złączmy się z Jezusem w trosce o zapewnienie wszystkim prawdziwego pokoju i bezpieczeństwa.
„Panie, proszę, weź tę odrobinę, którą mam, i rozmnóż ją dla dobra Twego ludu”.
Prz 31,10-13.19-20.30-31
Ps 128,1-5
Mt 25,14-30
▌Niedziela, 26 listopada
Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata
Mt 25,31-46
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale… (Mt 25,31)
Myśl o powtórnym przyjściu Jezusa niekiedy budzi w nas lęk. Wiemy wprawdzie, że życie z Jezusem w niebie na wieki będzie czymś cudownym, ale pozostaje strach przed nieznanym. Dzisiaj spróbujmy odsunąć od siebie ten lęk, rozważając trzy sceny związane z powtórnym przyjściem.
Scena 1: Pomyśl o tym, co będzie, gdy ujrzysz Jezusa siedzącego „na swoim tronie pełnym chwały” (Mt 25,31) i wszystkie narody zgromadzone przed Nim. Wyobraź sobie, co powie Jezus do tego największego zgromadzenia wszech czasów. Do tej pory największe takie zgromadzenie utworzyli pielgrzymi zdążający do Kumbh Mela w Indiach w 2013 roku. Zebrało się tam wówczas 30 milionów ludzi. Jednak nawet ta liczba blednie w porównaniu z 13 bilionami ludzi, których można się spodziewać w dniu Sądu Ostatecznego!
Scena 2: Zobacz teraz piękno i dobroć Jezusa. Papież Jan Paweł II swoją osobowością przyciągał uwagę bardzo wielu ludzi, gdziekolwiek się udawał. Wszędzie promieniował radosną nadzieją, ufnością wobec Pana i miłością do ludzi, których spotykał. Zawsze, niezależnie od okazji, nawiązywał głęboki kontakt ze słuchaczami. Jednak przy wszystkich swoich zaletach i popularności papież Jan Paweł II nie może się równać z Jezusem, który do nas powróci. Jego miłość, czystość i radość pociągną wszystkie narody, które się wokół Niego zgromadzą.
Scena 3. Zobacz też nowe niebo i nową ziemię, które zapoczątkuje Jezus. Wyobraź sobie miejsce, gdzie nie będą potrzebni lekarze, policjanci, więzienia, bazy wojskowe i schroniska dla bezdomnych. Disneyland nazywa się czasem „najszczęśliwszym miejscem na ziemi”, ale kiedy Jezus uczyni wszystko nowe, „magia” Disneylandu okaże się banalna i zwyczajna. Wszędzie zapanuje pokój, radość i szczęście w obecności Pana.
Powracaj do tych scen przez cały dzisiejszy dzień i niech one oddalą od ciebie wszelki lęk przed nieznanym.
„Jezu, nie mogę się doczekać, kiedy Ciebie zobaczę”.
Ez 34,11-12.15-17
Ps 23,1-3.5-6
1 Kor 15,20-26.28

MAGAZYN:

TROSKA O BOŻYCH VIP-ów

Ks. Alojzy Schwartz
i jego służba sierotom w Korei

Gdyby Jezus miał dziś powrócić na ziemię jako Zbawiciel – pisał młody ks. Alojzy Schwartz – i gdyby miał żyć w Korei, zechciałby pewnie narodzić się w budzie na wysypisku śmieci Nan Ji Do w Seulu”. Taki obraz Jezusa – ubogiego, pokornego, oddającego siebie swym potrzebującym dzieciom – znalazł odzwierciedlenie w życiu i posłudze ks. Ala, Amerykanina, który w 2015 roku został ogłoszony sługą Bożym.
Od najmłodszych lat Al Schwartz wiedział, że chce zostać księdzem. W szkole podstawowej w Waszyngtonie wygrał nawet konkurs na najlepsze wypracowanie, w którym pisał o kapłaństwie. Jednak nikt chyba nie przypuszczał, że zrezygnuje z przywilejów obywatela „lepszego świata”, poświęcając całe swoje życie służbie na misjach w dalekich krajach, aby tam naśladować Jezusa, który urodził się ubogi, żył ubogi i umarł ubogi.

PORAŻONY NĘDZĄ
Powołanie Ala zostało przypieczętowane w sposób szczególny pewnego weekendu, kiedy jako kleryk studiował w Belgii na uniwersytecie w Louvain. Pojechał z pielgrzymką do miejscowego sanktuarium Matki Bożej Ubogich
w Banneux. Modląc się przed figurą Maryi Dziewicy, poczuł w sobie gorące pragnienie wzięcia na siebie Jej troski o ludzi ubogich, pochodzących z biedniejszych narodów. To pragnienie leżało u podłoża wszystkich jego kolejnych decyzji.
Po powrocie do Louvain Al zaprzyjaźnił się z klerykiem Józefem Changiem, rodowitym Koreańczykiem, który opowiadał mu o rozpaczy i wstrząsającej nędzy, jaka zapanowała w jego kraju po niedawno zakończonej wojnie koreańskiej. Opowieści Changa znajdowały tak żywy oddźwięk w sercu Ala, że postanowił podjąć posługę wśród mieszkańców Korei. Zwrócił się z prośbą do swojego arcybiskupa i uzyskał jego zgodę na wyjazd do pracy misyjnej od razu po swoich święceniach kapłańskich, w czerwcu 1957 roku.
Ks. Al nie był jednak przygotowany na to, co zastał w ciemnych zaułkach i bocznych uliczkach Seulu, gdzie dotarł w grudniu. Drżące z zimna dzieci w wytartych ubraniach próbowały sprzedawać przechodniom jakieś drobne towary. Dwóch chłopców miało na spółkę tylko jedną parę butów. Inny ubogi, chudy malec niósł na plecach wynędzniałą siostrzyczkę. Początkujący misjonarz był przerażony i przytłoczony tym, co zobaczył. Widząc tak wiele potrzeb, zaczął modlić się o światło, jak może im zaradzić. W poszukiwaniu jakichś wskazówek wsiadł do autobusu jadącego do portowego miasta Busan, aby spotkać się ze swoim przyjacielem, ks. Changiem.

DLA SIEROT BOGA TO, CO NAJLEPSZE
Wkrótce po przybyciu do Busanu u ks. Ala stwierdzono żółtaczkę, co zmusiło go do powrotu do Stanów na leczenie. Na początku był tym bardzo rozczarowany, ale całe to zdarzenie ostatecznie okazało się opatrznościowe. Podczas długiej, czteroletniej rekonwalescencji był w stanie znaleźć sponsorów, dzięki którym zebrał fundusze na pomoc ubogim w Korei. Ta strużka finansowego wsparcia szybko przerodziła się w stabilny strumień, który zasilał jego dzieło w kolejnych latach.
W 1961 roku ks. Al całkowicie zdrowy powrócił do Busanu, gdzie opracował system łączenia sierot w grupy rodzinne, składające się z dzieci w różnym wieku. Następnie uznał, że potrzebuje wspólnoty kobiet, które zajęłyby się wychowywaniem sierot i uczeniem ich o Bożej miłości. Zamieścił więc ogłoszenie w gazecie katolickiej, że poszukuje młodych kobiet, które chciałyby zostać „matkami sierot”. Odpowiedziało na nie wiele dziewcząt zainteresowanych życiem zakonnym. Dwanaście z nich przywiózł do Busanu w celu przeszkolenia i formacji duchowej.
Ks. Al pragnął dla dzieci ulicy z Busanu wszystkiego, co najlepsze. Nie wystarczało mu zapewnienie im instytucjonalnej opieki, chciał pokazać tym dzieciom zupełnie nowy sposób życia. „Zbyt często – pisał – ubodzy otrzymują obsługę najgorszej jakości. Jednak z punktu widzenia Boga ubodzy są VIP-ami – mają pierwszeństwo do Jego miłości i największe prawo do Jego serca”. Z czasem ks. Alowi udało się wybudować dla swoich VIP-ów obszerny kompleks charytatywny. Były tam piętrowe domy i szkoły, centrum pomocy bezdomnym oraz samotnym matkom, szpitale i przychodnie medyczne. Pracowała w nich stale rosnąca grupa kobiet i mężczyzn, których pociągała praca misyjna. W 1964 roku z kobiet wyłoniło się zgromadzenie zakonne, uznane przez Kościół jako Siostry Maryi.

BEZE MNIE
NIC NIE MOŻECIE UCZYNIĆ
Drobny, energiczny ksiądz nie zamierzał wprawdzie zakładać zgromadzenia zakonnego, ale przyjął je jako Boże błogosławieństwo dla swojej pracy. Kiedy do Busanu przyjeżdżały nowe kandydatki, posyłał je natychmiast do pracy z sierotami, chorymi i bezdomnymi. „Najlepiej nauczycie się w praktyce – mówił – biegać uczymy się biegając, a pływać pływając”.
Godziny spędzane przez ks. Ala przed Najświętszym Sakramentem zaowocowały przyjęciem prostej zasady: „Wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa” (Kol 3,17). Podczas codziennych katechez uczył siostry, że nie wystarczy zatroszczyć się o potrzeby materialne ludzi. Mają także, na wzór Jezusa, zachęcać ubogich do głębokiej relacji z Bogiem.
Gdy kompleks charytatywny rozrastał się coraz bardziej, ks. Al troszczył się o to, by jego życie było skoncentrowane przede wszystkim na Jezusie – zachęcał do tego także siostry: „Przychodźcie do Jezusa z wiarą, siadajcie u Jego stóp, patrzcie Mu z miłością w oczy, otwierajcie uszy waszych serc. Jezus powiedział: «Beze Mnie nic nie możecie uczynić»”. Modlitwa musi być fundamentem, na którym opiera się cała posługa ubogim.
To chrystocentryczne podejście uczyniło Siostry Maryi bardzo radosną grupą kobiet. Pielęgnując chorych czy szykując śniadanie dla rozwrzeszczanej hałastry dzieci, często żartowały lub zaczynały nucić piosenki. Ich radość i miłość do Pana były widoczne dla każdego, kto odwiedzał Busan.

PRZYGOTOWANIE
DO OGRÓJCA
Ks. Al twierdził, że jego najszczęśliwszymi chwilami w Korei były te, gdy widział, jak opuszczone dzieci uśmiechają się po raz pierwszy. Jednak jego praca przysporzyła mu także wrogów. Skorumpowani urzędnicy państwowi, którzy wyzyskiwali ubogich dla swoich egoistycznych celów, widzieli w nim dla siebie zagrożenie.
Okazało się na przykład, że dyrektor jednego z państwowych zakładów opiekuńczych w Busanie przywłaszczał sobie fundusze z pomocy międzynarodowej, gdy tymczasem dzieci chorowały z niedożywienia. Ponieważ oficjalne dochodzenie w tej sprawie zostało przeprowadzone po interwencji ks. Ala, był on szykanowany, a raz nawet pobity przez nasłanych przez dyrektora chuliganów. W końcu dyrektor został uznany winnym i zdymisjonowany, a gromadę trzystu dzieci powierzono opiece ks. Ala. Oświadczył on na koniec, że Bóg i Matka Boża Ubogich pomogli mu pokonać przestępców.
Nie była to jednak ostatnia próba – najgorsze miało dopiero przyjść. W 1989 roku, po ponad dwudziestu latach pracy w Korei, u ks. Ala zdiagnozowano ALS – stwardnienie zanikowe boczne. Lekarze przekazali mu tę wiadomość, kiedy wypoczywał beztrosko w klasztorze karmelitów w San Francisco. „Miałem pewne przeczucie, że był to obłok chwały spowijający Jezusa i Jego uczniów na górze Tabor, który był przecież przygotowaniem do nocy w Ogrodzie Oliwnym” – napisał później.
ALS wyniszczało w szybkim tempie organizm ks. Ala, który próbował jeszcze nadzorować swoje dzieła na Filipinach i w Meksyku, gdzie zdążyły się już rozszerzyć. Po roku był już na wózku inwalidzkim, nie mogąc nawet pacnąć muchy siedzącej mu na nosie. Mówił często, że przez swoje ograniczenia fizyczne czuł się jak „przygwożdżony do krzyża”, nieruchomy jak ukrzyżowany Jezus. Mimo to wciąż odprawiał Mszę świętą, śmiał się z dziećmi oraz kierował pracownikami świeckimi i siostrami zakonnymi, którzy prowadzili programy obejmujące tysiące ludzi.

WYBIERAJ TO,
CO NISKIE I WZGARDZONE
Ks. Al poświęcił swoje życie dźwiganiu z nędzy ubogich sierot. Teraz te same dzieci dźwigały jego i woziły na wózku. Był przez nie kochany i szanowany – jak ojciec. Ku ich wielkiemu żalowi, 16 marca 1992 roku choroba zebrała swoje śmiertelne żniwo. Kilka lat później rozpoczęto proces kanonizacyjny, a dziś jego doczesne szczątki spoczywają w kaplicy Matki Bożej Ubogich w Cavite na Filipinach.
Być może najbardziej charakterystyczną cechą ks. Ala było to, że brał na serio Ewangelię. Powiedział kiedyś za św. Janem od Krzyża: „Jeśli chcesz naśladować Jezusa Chrystusa, usiłuj zawsze skłaniać się nie ku temu, co łatwiejsze, lecz ku temu, co trudniejsze; nie do tego, co przyjemniejsze, lecz do tego, co nieprzyjemne; nie do tego, co wzniosłe i cenne, lecz do tego, co niskie i wzgardzone. Aby posiąść wszystko, musisz wyrzec się wszystkiego”.
Jest to pokorne zaproszenie dla nas wszystkich. Jak ks. Alojzy Schwartz, możemy być ludźmi działania i modlitwy, pracy i ufności. A może podejmiemy konkretne wyrzeczenia, które pomogą nam hojniej wspierać ubogich. Obyśmy za wstawiennictwem Matki Bożej Ubogich wrastali w miłosierdziu i współczuciu dla Bożych VIP-ów. ▐

NIE MAM OCHOTY NA POWRÓT
Świadectwo
Bóg zna mnie od poczęcia w łonie matki, to On mnie ukształtował. Zna wszystkie trudne momenty, wszystkie chwile szczęścia. Zna całą moją historię, całą moją rodzinę.
Jestem alkoholikiem i narkomanem. Zacząłem brać narkotyki i pić alkohol od dwunastego roku życia. Właśnie wtedy przeprowadziliśmy się z rodzicami; nowa szkoła, nowe otoczenie. Kiedy po raz pierwszy poszedłem do szkoły, na dzień dobry dostałem „bęcki” – koledzy mnie pobili. Powiedziałem o tym rodzicom, ale oni się nie przejęli. Uważali, że to minie i tyle. Mój brat poszedł postraszyć chłopaków zabawkowym pistoletem. Później zakolegowałem się z tymi chłopakami, zacząłem z nimi spędzać bardzo dużo czasu. No i chciałem pokazać, że jestem „gościu”, jak oni. No co, ja nie mogę? Ja nie dam rady? Ja nie załatwię? Ja nie zapalę? Tak pojawiły się marihuana, kokaina, amfetamina i inne używki.
Myślałem, że założę rodzinę, będę żył normalnie. W życiu nie planowałem, że zostanę narkomanem! Niestety, to jest choroba, a nie sprawa silnej woli. Temu, kto mówi: „Masz silną wolę, to nie pij alkoholu”, odpowiadam: „Masz silną wolę, to nie zachoruj na grypę!”.
Najpierw, z powodu narkotyków, zacząłem okradać swoich rodziców – portfel mamy, kieszeń taty. Wydawało mi się, że mam jakieś granice – postanowiłem, że będę podbierał tylko rodzicom. Ale kiedy oni mnie przyłapali i nauczyli się ukrywać przede mną pieniądze, zacząłem okradać innych ludzi. I tak stopniowo, po kolei, łamałem swoje wcześniej postawione granice. Zaczęły się kradzieże samochodów, napady, napady z bronią, handel narkotykami.
Porwaliśmy też człowieka. W pewnym momencie wszedłem do pomieszczenia, w którym go przetrzymywaliśmy, i popatrzyłem na niego. Był zapłakany, podniósł na mnie wzrok i powiedział:
– Ja od paru dni nic nie piłem i nie jadłem.
I mnie, takiemu twardemu gościowi, w tym momencie serce się ścisnęło. Wyszedłem stamtąd, kupiłem jedzenie i picie, po czym wróciłem i dałem mu. Potem powiedziałem do chłopaków, że nie chcę w tym uczestniczyć, że się wycofuję. A oni na to:
– No dobra, spokojnie, znamy cię, wiemy, że nic nie powiesz, luz, luz, będzie więcej dla nas.
Wiele było przypadków w moim życiu, ale ten był szczególny. Nie wiedziałem, czemu się tak zachowałem. Później okazało się, że chłopaki dostali duże wyroki. A ten człowiek, któremu kupiłem jedzenie, w ogóle nie wspomniał, że ja tam byłem.
Potem, kiedy przerzucałem jakieś narkotyki, zgarnęła mnie policja. Trafiłem do więzienia. W naszej celi jeden chłopak modlił się na różańcu. Pytam go:
– Co ty robisz?
– Modlę się.
– Do kogo się modlisz?
– Do Boga.
– Do jakiego Boga? Boga nie ma, jakby Bóg był, to ani mnie, ani ciebie by tu nie było!
Któregoś dnia chłopaki załatwili wyjście do kaplicy na Mszę i pytają, czy z nimi idę:
– Dobra, idę. Zobaczę, co słychać w drugim pawilonie. Przejdę się po korytarzu. Może jakieś grypsy przerzucą? Zobaczę, co w tym kryminale się dzieje, idę. 
Poszedłem. Siedzę. Nagle się zorientowałem, że nie ma chłopaków. Patrzę, a oni stoją w kolejeczce do konfesjonału.
– Wy gdzie?
– Spowiadać się.
– Jak to? Do kogo?
– Do księdza.
– Do księdza kapelana, który codziennie jest na herbatce u wychowawcy? Człowieku, jak ja mu wszystko opowiem, to do końca życia nie wyjdę z tego kryminału. 
Nie poszedłem, o nie!
Po niecałym roku odsiadki dostałem jeszcze rok. Sędzina w czasie rozprawy zasugerowała, że zamiast odbywać karę, mogę pójść na odwyk. Stwierdziłem, że zamiast siedzieć w więzieniu, lepiej zobaczę, jak wygląda ośrodek dla uzależnionych i pojadę na leczenie. Przypadkiem, na tyle ośrodków w Polsce, akurat trafiłem do katolickiego. No i… obowiązkowe było chodzenie na Mszę świętą w niedzielę. Nie chciałem, ale musiałem. Nie chciałem wracać do kryminału, więc musiałem chodzić z innymi. Robiłem wszystko na odwrót. Jak oni klęczeli, to ja siedziałem. Jak oni stali, to ja siedziałem. Chciałem pokazać, jaki jestem zbuntowany. 
Spotkałem tam człowieka, miał na imię Paweł, który zapytał mnie:
– Marcin, ty w ogóle znasz trzeźwe życie?
– No nie, od dwunastego roku życia „w melanżu”, nie za bardzo znam.
– To spróbuj, spróbuj żyć na trzeźwo, do narkotyków zawsze możesz wrócić. 
I ja pomyślałam, w sumie to takie proste, ma chłop rację. 
Tak naprawdę walczyłem wtedy o życie. Zacząłem pracować nad sobą, poznawać siebie, zmieniać swoje myślenie. Stwierdziłem, że to niesamowite: Nie trzeba dużo, wystarczy porozmawiać z drugim człowiekiem i już jest lżej. Doświadczałem tego. 
Ale przyszedł w czasie tego leczenia moment blokady. Nie dawałem już rady. Buntowałem się, nie gadałem z nikim. Już nie wytrzymywałem. Poszliśmy znów do kościoła, spojrzałem w stronę konfesjonału i pomyślałem, że jestem 320 km od domu i ten ksiądz mnie nie zna. Dobra, idę! I po ostrych walkach z samym sobą, poszedłem. To była moja pierwsza szczera spowiedź. Powiedziałem o wszystkim, co pamiętałem w tamtej chwili. To było niesamowite, wstrząsające doświadczenie, ponieważ ten ksiądz zaoferował mi miłość. Powiedział:
– Jak masz ochotę, przyjdź do mnie. Ja tutaj jestem na tej parafii, napijemy się herbaty, nie ma problemu, porozmawiamy. Jest ci trudno, przyjdź!
Odpowiedziałem:
– Nie, nie przyjdę, ja jestem z ośrodka.
Nie byłem gotowy na tę miłość, ale od tamtej chwili zmieniło się całe moje życie.
Już w trakcie odwyku wymyśliłem sobie, że jak go skończę, pójdę na studia zaoczne. I tak zrobiłem. Po drodze na zajęcia mijałem kościół i wchodziłem do niego za każdym razem, kiedy tamtędy szedłem. Zaczynałem budować relację z Bogiem, relację z Jezusem. Taką relację, którą bym nazwał „towarzyską”:
– Cześć, Jezus, Marcin jestem. Słyszałem, że na krzyżu umarłeś za mnie.
Na takiej zasadzie. Mówiłem tak, jak umiałem. Wymyśliłem sobie, że będę odmawiał Różaniec. Poprosiłem mamę, żeby przysłała mi te koraliki na sznurku i książkę do tych modlitw. Przysłała, no i zacząłem się modlić. Z Różańcem jest trochę tak, jak z jazdą pociągiem. Jedzie się, jedzie się, jedzie i nagle… się chrapie. Człowiek budzi się ileś stacji dalej. Która to stacja? To co, jedziemy dalej? Prawda jest taka, że często nie dobrnąłem nawet do końca jednej dziesiątki i już chrapałem. Ale serce miałem otwarte na modlitwę. Zmieniło się całe moje wnętrze.
Okazało się, że ta szkoła, którą sobie wybrałem – budowlanka, konstrukcje budowlane na politechnice – jest trudna. Matmy nigdy nie lubiłem. Ze stu dwudziestu osób na początku, po pierwszym semestrze odpadło sześćdziesiąt. Było ciężko. Pamiętam taki przedmiot, geometria wykreślna. Przykładałem się, uczyłem, idę na egzamin zadowolony – piątka będzie na pewno. Przed każdymi zajęciami i po każdych zajęciach – do kościoła. Taką miałem wewnętrzną potrzebę i dlatego chodziłem. Po dwóch tygodniach ogłoszenie wyników: Marcin – dwója. Jak to dwója? Panie Jezu, jak to, miałeś ze mną być, miałeś mi pomagać… (Byłem dosyć roszczeniowy wtedy). I w pewnym momencie w mojej głowie pojawiło się przynaglenie: Idź, zapytaj, gdzie robisz błąd. Nie, nie, tyle ludzi, 120 osób, nie, nie pójdę. Idź, zapytaj, gdzie robisz błąd. I wreszcie to przynaglenie było tak mocne, że dla świętego spokoju poszedłem:
– Panie profesorze, gdzie robię błąd?
On patrzy, ogląda moją pracę i mówi:
– Proszę pana, pomyliłem się, czwórka.
Doświadczałem takich cudów. Z matmy miałem cztery z plusem. Z chemii wcześniej wiedziałem tyle, że H2O to woda, nic poza tym, na politechnice miałem piątkę. Fizyka, mechanika budowy, miałem niesamowite oceny. Modliłem się i uczyłem. Przekonałem się, że Bóg chce działać konkretnie w życiu każdego człowieka i że działa przez drugiego człowieka.
Po pierwszym roku wzywają mnie do dziekanatu, przestraszyłem się, że chcą mnie wywalić, a okazało się, że dostałem stypendium naukowe. Mocno wierzę, że to nie moja zasługa.
W czasie odwyku terapeuci mówili mi, żebym zerwał kontakt z ludźmi, którzy ćpają, piją alkohol, kradną.
–Jak to? Mam być sam? 
To był dla mnie szok, że mam wrócić do siebie i zerwać z tymi ludźmi kontakt. Co ja mam wobec tego robić? Przypomniałem sobie, że przecież mam przyjaciela, Jezusa. Bałem się powrotu, nie chciałem wracać do tego samego towarzystwa. Odczuwałem samotność, ale właśnie może dzięki niej chodziłem tak często na Eucharystię. Za każdym razem do innego kościoła na Mszę świętą, szukałem swojego miejsca. Pewnego dnia, kiedy byłem w kościele św. Anny o 21.00 wieczorem, zobaczyłem: „Wow, ale fajni ludzie, ale fajni księża, to jest to miejsce”. I tak zacząłem poznawać nowych ludzi. Dzięki jednemu z tych nowo poznanych przyjaciół trafiłem jakiś czas potem do Przymierza Miłosierdzia, wspólnoty, w której jestem od dziewięciu lat. Doświadczam w niej Bożego miłosierdzia i głoszę miłosierdzie Boże, opowiadam narkomanom, więźniom, bezdomnym, młodym, co Pan mi uczynił. 
U siebie, w moim mieście, byłem wyśmiewany, że jestem po ośrodkach, po terapiach, że mi odbiło, że jestem nawiedzony. Ale przetrwałem to i dzisiaj jestem szczęśliwy. A ci ludzie, którzy się ze mnie śmiali, dzwonią teraz do mnie i proszą: 
– Marcin pomóż! Bo mój szwagier pije, bo mój mąż bierze narkotyki, bo moja żona ma problemy – co mamy robić?
Był taki okres w moim życiu, kiedy czułem się bardzo samotny. Padłem na kolana i prosiłem:
– Panie Jezu, ja już nie mam siły tak żyć! Nie chcę być sam! Bardzo Cię proszę, daj mi jakąś niewiastę!
I niedługo później poznałem kobietę, która dzisiaj jest moją żoną. Szybko przyszło na świat jedno dziecko, później drugie, trzecie, potem czwarte, które nam umarło (żona poroniła), a teraz znowu czekamy na kolejne. I dzień mam tak wypełniony, że nawet nie mam czasu pomyśleć o samotności. Bóg dał mi krzyż w postaci mojej żony, który doprowadzi mnie do nieba. A ja jestem krzyżem dla niej.
Myślę, że współcześnie jesteśmy zniewoleni pracą, za dużo pracujemy. Ja w każdym razie czuję się zniewolony pracą. Mamy z ojcem i bratem prywatną firmę budowlaną, która dobrze prosperuje. Zleceń jest tyle, że można by pracować bez końca. Niektóre osoby z firmy są na mnie złe, że mówię „stop”, „dość”. A ja myślę, że nie potrzebuję góry pieniędzy. Pracuję, żeby utrzymać rodzinę, żonę, dzieci. Jednak w praktyce trudno to rozeznać, trudno właściwie wyważyć, ile trzeba pracować. 
Po wielu niełatwych doświadczeniach życiowych mam pewność, że z każdej sytuacji, w której znajdzie się człowiek, jest wyjście. Niejeden raz byłem w okropnych tarapatach, po ludzku nie do przejścia, a Bóg mnie z nich wyciągnął, i to z takim błogosławieństwem, że trudno uwierzyć. Nie ma problemu, którego Bóg nie mógłby rozwiązać. On może nas wyprowadzić z każdej trudności. Teraz czasem przypominam sobie
i zmieniam w myśli te słowa, które usłyszałem kiedyś od Pawła:
– Czy znasz życie z Bogiem, bez grzechu? Spróbuj, do grzechu zawsze możesz wrócić. Zakosztuj życia z Bogiem. Ja zakosztowałem i nie mam ochoty na powrót.
Marcin

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 11 (291) 2017



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Przystąpcie bliżej do Boga…”, a jego uzupełnieniem są słowa: „to i On przybliży się do was” (Jk 4,8). Artykuły główne numeru mówią o tym, jak pogłębienie relacji z Bogiem – poprzez modlitwę, czytanie Pisma Świętego i uczestnictwo w Eucharystii – wpływa na całe nasze życie.
W Magazynie znalazł się artykuł o ks. Alojzym Schartzu i jego służbie sierotom w Korei w trudnych warunkach po wojnie koreańskiej („Troska o Bożych vip-ów”), oraz dwa świadectwa: „Lekcja od trędowatych” oraz szczególnie poruszające autorstwa członka wspólnoty Przymierze Miłosierdzia „Nie mam ochoty na powrót”. Ponadto omówienie naszej propozycji lektury - książki Ange Rodrigueza OP „Pytania o przyszłe życie”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, krzyżówkę oraz informacje na temat Nagrody dla prenumeratorów. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Prostota Bożej wymiany
Spotkanie z Panem na modlitwie................................ 4

Jeśli dziś usłyszycie Jego głos…
Spotkanie z Panem w Piśmie Świętym....................... 9

Przyjmować Chleb Życia
Spotkanie z Panem podczas Mszy świętej................. 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 listopada................ 19

MAGAZYN

Troska o Bożych VIP-ów
Ks. Alojzy Schwartz i jego służba sierotom w Korei – Jem Sullivan................ 45

„Lekcja od trędowatych”
Historia nieokazanego miłosierdzia – Bill Duffy....... 50

Nie mam ochoty na powrót..................................... 54

Nasze lektury............................................................. 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Dawno temu, gdy robiłem doktorat z teologii, mój przewodnik duchowy, ks. Francis Martin, powiedział mi, że podstawowym celem modlitwy jest przybliżanie się do Pana. Kiedy zapytałem go, dlaczego przybliżanie się do Pana jest tak istotne, powiedział mi, że w ten sposób stajemy się bardziej otwarci na to wszystko, co On pragnie nam dać.
Nasuwa się więc następne pytanie: Dlaczego tak istotne jest otwarcie się na to, co Pan pragnie nam dać? Otóż dlatego, że codziennie podejmujemy tysiące najróżniejszych decyzji. Niektóre okazują się słuszne, inne mniej. Niektóre podejmowane są z czystym sercem i spokojnym sumieniem, inne przynoszą nam wprawdzie korzyść, ale nierzadko czyimś kosztem. U podłoża decyzji tego drugiego rodzaju leży często nasz egoizm, pycha i inne grzeszne motywacje.
Kiedy przybliżamy się do Boga, a On przybliża się do nas, Jego łaska wpływa na nasze decyzje. Odczuwamy jej działanie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Wpływa ona nasz stosunek do pieniędzy, na naszą postawę wobec ubogich i potrzebujących. Wpływa na nasze relacje z innymi, na gotowość przebaczania
i okazywania im miłości. Wpływa na to, jak spędzamy czas wolny, pomaga nam ustalić właściwą hierarchię wartości i uporządkować nasze życie.
W naszym życiu można wyodrębnić wiele różnych obszarów, które powinny tworzyć jakąś uporządkowaną całość. Często jednak dostrzegamy brak spójności i harmonii między nimi. Na przykład, w jednej chwili wyznajemy: „Kocham Cię, Jezu!”, aby kilka minut później denerwować się i obrażać na kogoś bliskiego. Albo mówimy: „Nie stać mnie na dawanie pieniędzy biednym”, po czym kupujemy kolejne ubrania, wkładając je do już i tak przepełnionej szafy. Albo odmawiamy komuś, kto prosi nas o spotkanie, bo jesteśmy zbyt zajęci, a następnie spotykamy się z kimś, z kim naprawdę mamy ochotę przebywać.
Dojrzałość duchową zdobywamy przez całe życie. Jest to proces, w którym uczymy się poddawać Panu wszystkie dziedziny naszego życia – finanse, relacje, czas, pracę, wspieranie innych itd. Jest to proces, który wymaga kroczenia za Panem oraz przyjmowania Jego mądrości i łaski.
Kiedy przybliżamy się do Boga, drzwi nieba otwierają się szerzej. Nasz wysiłek porusza serce Boga i skłania Go do udzielania nam dalszych, jeszcze większych łask. Dlatego w tym numerze chcemy podjąć refleksję nad różnymi sposobami przybliżania się do Pana – przez modlitwę, przez lekturę Pisma Świętego, przez uczestnictwo w Eucharystii – na tym, jak konkretnie mamy szukać Pana. Mam nadzieję, że konstruktywne, a zarazem proste kroki, które proponujemy w artykułach, pomogą wam przybliżyć się do Boga. A Bóg z pewnością nagrodzi wasze wysiłki, przybliżając się do was. Jestem też pewien, że pomoże wam uporządkować wszystkie obszary waszego życia, abyście codziennie mieli w sobie więcej pokoju i radości, niezależnie od tego, czy wszystko układa się po waszej myśli. Oby Bóg błogosławił nam wszystkim.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 


ARTYKUŁY:

PROSTOTA BOŻEJ WYMIANY

Spotkanie z Panem na modlitwie


Przystąpcie bliżej do Boga, to i On przybliży się do was” (Jk 4,8). Co za wspaniała obietnica! To krótkie zdanie z Pisma Świętego zawiera w sobie jedną z najważniejszych zasad życia duchowego. Mówi nam, że każdy, kto próbuje przybliżyć się do Pana, zostanie nagrodzony. Zapewnia, że Bóg nie siedzi biernie na niebieskim tronie, obserwując, czy uda nam się do Niego dotrzeć, ale wychodzi nam naprzeciw. On zawsze zaprasza nas do siebie, aby obdarzyć nas swoją łaską i miłością. Czujemy, kiedy przybliża się do nas, ponieważ Jego obecność powoduje w nas zauważalne zmiany.
W obecnym numerze chcemy skupić się na trzech praktycznych sposobach przybliżania się do Boga. I tak, w pierwszym artykule zajmiemy się modlitwą, w drugim czytaniem Pisma Świętego, a w trzecim uczestnictwem we Mszy świętej. W każdym z artykułów zastanowimy się, co możemy zrobić, aby przybliżyć się do Boga, i jak wiele Bóg może zmienić w naszym życiu, przybliżając się do nas.
Modlitwę często definiuje się jako rozmowę z Bogiem – my mówimy do Niego, a On mówi do nas. Jest w tym oczywiście wiele prawdy, jednak modlitwa to coś więcej niż rozmowa. Modlitwa jest także Bożą wymianą pomiędzy Bogiem a nami. My przychodzimy do Pana, składając Mu nasze uwielbienie i miłość oraz przedstawiając Mu nasze potrzeby, Bóg natomiast obdarza nas swoim miłosierdziem, łaską, mądrością, pokojem i radością. Przyjmuje nasze ofiary, napełnia je swoim Boskim życiem i oddaje je nam, przemieniając zarazem nasze serca i umysły.
Tę Bożą wymianę najlepiej wyraża Modlitwa Pańska. Przeczytajmy więc ją uważnie i zobaczmy, czego może nas ona nauczyć.

BOŻA WYMIANA
– CZĘŚĆ PIERWSZA
Wielu biblistów jest zdania, że Modlitwa Pańska stanowi serce całego Kazania na Górze. Prowadzi do niej wszystko, o czym Jezus mówił wcześniej, i wypływa z niej to, co mówił później (Mt 5 - 7). Dlatego niezliczeni święci uważali Ojcze nasz za najdoskonalszą modlitwę, jaka kiedykolwiek powstała.
Pierwsza cześć Modlitwy Pańskiej koncentruje się wokół uwielbienia Boga oraz pójścia za Nim całym sercem. Modlimy się: „Święć się imię Twoje”. Mówimy przez to: „Ojcze, Ty jesteś święty. Wywyższam Cię i chcę całym życiem oddawać Tobie chwałę”. Tymi słowami oddajemy Bogu cześć.
Wszyscy tęsknimy za niebem. Oczekujemy dnia, w którym zapanują pokój i miłość, a wszelka łza zostanie otarta. Modląc się: „Przyjdź królestwo Twoje”, wypowiadamy przed Ojcem tęsknotę naszych serc, mimo że jest w nas jeszcze lęk przed śmiercią. Mówimy mniej więcej tak: „Wiem, że ten świat jest dobry i podziwiam cuda Twojego stworzenia. Nie mogę jednak doczekać się dnia, w którym będę z Tobą, Ojcze. Nie mogę doczekać się świata wolnego od cierpienia i śmierci”. Tymi słowami oddajemy Bogu nasze życie.
Słowa: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, są dla nas okazją do powiedzenia Bogu, że chcemy, aby ten świat coraz bardziej przypominał Jego królestwo. Mówimy naszemu Ojcu, że chcemy traktować wszystkich wokół nas z taką samą miłością, miłosierdziem i współczuciem, z jakimi On traktuje nas. Nie możemy zmienić całego świata, ale możemy zmienić nasz mały zakątek. Tymi słowami oddajemy Bogu naszą pracę.

BOŻA WYMIANA
– CZĘŚĆ DRUGA
Podczas gdy pierwsza cześć Modlitwy Pańskiej daje nam szansę oddania siebie Bogu, druga zawiera prośbę do Boga o udzielanie nam tego wszystkiego, co jest potrzebne, żebyśmy mogli starać się o nadejście Jego królestwa i wypełnienie się Jego woli. A skoro głównym znakiem królestwa Bożego jest miłowanie się wzajemnie, tak jak On umiłował nas, prosimy Ojca o pomoc w kształtowaniu naszych relacji.
Modląc się: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, wyznajemy Ojcu, że potrzebujemy Jego siły i Jego pokarmu – zarówno podczas Eucharystii, jak i w naszej codzienności. Jego „chleb” pomaga nam zachować pokój w dobrych i złych dniach. Jego obecność pomaga nam traktować się nawzajem z miłością i miłosierdziem. Polecając więc nam prosić o ten chleb, Jezus obiecuje karmić nas tym, co jest potrzebne, abyśmy mogli przetrwać każdy kolejny dzień.
Życie to przede wszystkim nasze relacje – relacja z Bogiem i relacje z innymi ludźmi. Wiemy z doświadczenia, jak łatwo jest ranić się nawzajem słowem i zachowaniem. Dlatego modląc się: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, przyznajemy, że my także ranimy innych, oraz prosimy o łaskę przebaczenia tym, którzy zranili nas. Nie ma nic piękniejszego niż życie w jedności i nic bardziej inspirującego niż doświadczenie uzdrowionych i naprawionych relacji. Wspaniałe jest więc to, że polecając nam modlić się tymi słowami, Jezus obiecuje uzdrawiać nasze relacje.
Wokół nas jest wiele pokus, których celem jest oddzielenie nas od Boga i od siebie nawzajem. Prosząc Ojca: „Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego” (tak dokladnie brzmi ten fragment Modlitwy Pańskiej w Ewangelii wg Mateusza – Mt 6,13), prosimy Boga o łaskę opierania się pokusom. Wiemy, jak bardzo może zaszkodzić naszym relacjom odmowa przebaczenia, żywienie uraz i szukanie zemsty. Jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że te negatywne, pełne wrogości myśli mogą pochodzić od diabła, „ojca kłamstwa” (J 8,44). Jest jednak dla nas dobra nowina – polecając nam modlić się tymi słowami, Jezus obiecuje nas strzec i bronić.

WIELKI SKARB
Modlitwa Pańska jest jednym z największych skarbów zostawionych nam przez Jezusa. Mówi nam ona, jak bardzo Bóg chce nam pomagać i uczy poddawać Mu swoje życie. Przyjmijmy więc słowa, które Jezus nam dał. Najpierw oddawajmy cześć Panu i szukajmy Jego królestwa, a następnie prośmy Ojca o to, abyśmy potrafili, tak jak On miłować innych i przebaczać im.
Jednym z powodów niezwykłej popularności Modlitwy Pańskiej jest to, że zawiera ona wszystkie kluczowe elementy każdej modlitwy. Możemy się modlić w sposób bardziej sformalizowany, na przykład odmawiając Różaniec czy Liturgię godzin, możemy też modlić się w mniej usystematyzowany sposób, na przykład adorując Najświętszy Sakrament czy śpiewając Bogu pieśni chwały. Cokolwiek robimy, ufajmy, że jeśli będziemy oddawać się Panu, tak jak uczy nas tego Modlitwa Pańska, nasze życie będzie się zmieniać. Możemy być tego pewni, ponieważ podczas tej modlitwy zachodzi Boża wymiana, którą tak pięknie streszcza w sobie tekst Ojcze nasz.

UCISZENIE
GALOPUJĄCYCH MYŚLI
Żyjemy w świecie wszechobecnych mediów. Rzadko wyłączamy komputery, smartfony, telewizory i tablety. Codziennie zalewają one nasze umysły niezliczonymi obrazami oraz otaczają szumem słów i opinii. W rezultacie doświadczamy galopady myśli, co powoduje takie rozproszenie, że nie jesteśmy już w stanie na niczym się skupić. Kiedy przychodzi czas na modlitwę, kłębiące się myśli i obrazy utrudniają nam skoncentrowanie się na Panu i wsłuchanie się w to, co On chce nam powiedzieć. Sprawiają, że trudno nam zasiąść spokojnie w obecności Boga, by otworzyć się na Jego miłość i pokój.
Jak możemy temu zaradzić? Ramka na stronie 13. proponuje prosty sposób, którym możesz się posłużyć na początku modlitwy. Może ci on pomóc wyciszyć rozbiegane myśli i stanąć w obecności Pana. Spróbuj stosować go przez tydzień, a zobaczysz, czy okaże się przydatny i czy po upływie tego tygodnia będzie ci łatwiej przychodzić do Pana. Może też odkryjesz, że Jego obecność ma moc usunąć wszystkie rozproszenia, którym ulegają twoje myśli.

PRZEPIĘKNA PROSTOTA
Niezależnie od tego, jak się modlimy, w modlitwie zawsze kryje się przepiękna prostota. Jest to prostota dziecka przychodzącego z miłością i zaufaniem do swego Ojca. Jest to prostota ofiarowania Bogu swego życia i swego uwielbienia, by przyjąć w zamian Jego miłość i łaskę. Jest to prostota odpoczynku w Bożej obecności i napełniania się wszystkim, czego, potrzebujemy, aby pełnić Jego wolę… jako w niebie tak i na ziemi. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Środa, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ps 24,1-6
Który nie skłonił swej duszy ku marnościom. (Ps 24,4)
W dniu swojej Pierwszej Komunii Świętej dwie dziewczynki odbyły następującą rozmowę: „Kim chcesz zostać, jak będziesz duża?” – zapytała pierwsza. „Świętą – odpowiedziała druga – babcia powiedziała mi, że można”. Brzmi to może nieco sentymentalnie, ale oczywiście babcia miała rację. Świętość jest nie tylko dla nadzwyczajnych ludzi. Jest w zasięgu każdego z nas.
Dobrą definicję świętości podaje nam dzisiejszy psalm responsoryjny. Opisuje on człowieka, który nie skłania swej duszy ku marnościom (Ps 24,4), lecz szuka oblicza Boga (Ps 24,6), który włożył całe swoje serce w poznawanie Boga i służenie Mu. Zauważmy, że świętość to nie jest konkurs, w którym wygrywa ten, kto wpłacił najwięcej pieniędzy na Kościół, kto układa najpiękniejsze modlitwy czy najbardziej udziela się w parafii. Chodzi raczej o to, by szukać Pana i starać się Jemu podobać. Dążenie do świętości jest właśnie tym – dążeniem. Liczy się nasz trud poniesiony dla Boga, a nie nasze „osiągnięcia”.
Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam wszystkich świętych ludzi, którzy żyli przed nami – nie tylko tych wyniesionych na ołtarze, ale także tych nieznanych, należących do niebiańskiego grona „mnóstwa świadków” (Hbr 12,1). Jest to też właściwy moment, by wspomnieć znanych nam ludzi, których największym pragnieniem była służba Panu. Może katechetkę, która siedziała do późna, przygotowując ciekawe lekcje. Może babcię, która nie tylko uczyła modlitw, ale też potrafiła przekazać nam wiarę. Może księdza lub siostrę zakonną, którzy uczynili wiele dobrego dla parafii. 
Nigdy nie zapominaj o tym „mnóstwie świadków”, którzy cię otaczają. Nie zapominaj też, że i ty do nich należysz! W świętości nie ma podziału na „oni” i „my”. Za łaską Bożą istnieje tylko jedna kategoria: „my”. 
„Jezu, wprowadź mnie na drogę świętości i pokaż, jak mam Ci służyć. Panie, chcę pomóc w budowaniu Twojego królestwa!”
Ap 7,2-4.9-14
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a
▌Czwartek, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
J 14,1-6
Przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. (J 14,3)
Jak wiele nadziei kryje się w tym zapewnieniu Jezusa! Obiecuje On, że po naszej śmierci zabierze nas do nieba, gdzie czeka już na nas przygotowane mieszkanie. A ponieważ ta obietnica dotyczy nas wszystkich, włączonych w Chrystusa przez chrzest, tworzy ona szczególną więź pomiędzy nami. Sprawia, że należymy do tego samego Kościoła, jesteśmy członkami jednej rodziny, jednego Ciała Chrystusowego. Dlatego też wszyscy zależymy od siebie i nasze modlitwy za siebie nawzajem są czymś więcej niż dobrymi myślami i pobożnymi życzeniami. Mają one moc, która płynie także z naszej wzajemnej jedności.
Papież Franciszek określa uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny jako „dni nadziei” i przypomina nam: „Nadzieja jest trochę jak zaczyn, który poszerza duszę. W życiu są trudne chwile, ale dzięki nadziei dusza idzie do przodu i spogląda na to, co nas czeka (…) Nasi bracia i siostry znajdują się w obecności Boga i my także tam będziemy dzięki czystej łasce Pana, jeśli podążać będziemy drogą Jezusa” (Homilia, 1 listopada 2013).
Wszyscy więc – i święci, i grzesznicy – pokładamy całą naszą nadzieję w miłosierdziu Boga – Boga, który dał swojego Syna dla naszego zbawienia. Jak zapewnia nas św. Paweł, „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).
Miłość Boga jest mocniejsza niż śmierć. Przekracza barierę czasu, aby łączyć nas w jedno. Przerzuca pomost między niebem a ziemią. Przekonuje nas, że nic nie jest w stanie oddzielić nas od naszego Ojca niebieskiego. Wspominając więc dzisiaj tych, którzy odeszli przed nami, wspierajmy ich naszą modlitwą. Bóg słyszy nas, gdy modlimy się za tych, z którymi żyjemy tu i teraz, ale również, gdy modlimy się za zmarłych. A co więcej, cieszy się widząc, że Jego dzieci troszczą się o siebie nawzajem!
„Ojcze, dziękuję Ci za ludzi, któ-
rych postawiłeś na mojej drodze, zwłaszcza tych, którzy już zasnęli w wierze. Razem składamy naszą nadzieję w obietnicy zmartwychwstania”.
Mdr 3,1-6.9
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1

▌Niedziela, 5 listopada
1 Tes 2,7b-9.13
Stanęliśmy pośród was pełni skromności. (1 Tes 2,7)
Czy to nie znamienne, że tak wielu z nas czuje się powołanych do tego, by pouczać, osądzać i prowadzić innych? Widzimy to wszędzie – w pracy, w parafii, w szkołach, a nawet w domu. Problem polega na tym, że w swoim zapale często zapominamy o tym, co najważniejsze – o miłości.
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł przypomina, z jak wielkim oddaniem on i jego towarzysze posługiwali wierzącym w Tesalonice. Wraz z Sylwanem i Tymoteuszem gorliwie głosili im Ewangelię. Mówili o zmartwychwstaniu Jezusa i o nowym życiu, które On nam przynosi. Mówili o mocy Ducha Świętego, która przemienia nasze życie. Mówili o ułudzie grzechu i o potrzebie nieustannej czujności.
Głosząc różne punkty nauki chrześcijańskiej, Paweł zawsze starał się ukazywać je w świetle miłości – miłości Boga do Tesaloniczan oraz ich powołania do okazywania tej miłości sobie nawzajem. Dla Pawła to właśnie było najważniejsze. Miłość była spoiwem łączącym wszystko w jedną całość. Pisał, że Tesalonicznie stali się im tak drodzy, że on i jego towarzysze byli dla nich, „jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi” (1 Tes 2,7). Co za wspaniały obraz chrześcijańskiej postawy!
W Hymnie o miłości, tekście, który dla wielu ludzi jest kwintesencją Nowego Testamentu, Paweł pisał do wierzących w Koryncie, że najważniejsza jest miłość (1 Kor 13). Pisał, że bez niej najwspanialsze dary duchowe, najgłębsza wiara i największa wiedza są niczym.
Cokolwiek więc będziesz dziś robił, pamiętaj, żeby budować na fundamencie miłości. Proś Ducha Świętego, by pokazał ci jeszcze wyraźniej miłość Boga skierowaną do ciebie osobiście, a następnie staraj się ją odwzajemnić. Proś Go, by pomógł ci dziś przekazać tę miłość choćby jednej osobie. Nie musi to być jakiś wielki gest, ale niech będzie szczery, a Bóg nada mu skuteczność swoją łaską.
„Dziękuję Ci, Panie, za dar Twojej miłości. Pomóż mi kochać innych tak wiernie, jak Ty mnie umiłowałeś”.
Ml 1,14b--2,2b.8-10
Ps 131,1-3
Mt 23,1-12

▌Niedziela, 12 listopada
Mt 25,1-13
Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną. (Mt 25,10)
Dzisiejsza przypowieść o dziesięciu pannach wzywa nas do czujności i świadomego życia w oczekiwaniu na dzień, w którym Jezus przyjdzie do nas powtórnie. Mówi ona jasno, że nadejdzie czas, kiedy każdy człowiek albo zostanie zaproszony do nieba, albo drzwi nieba zostaną przed nim zamknięte. Ostrzega, że nie ma trzeciej drogi.
O co jednak chodzi z tym zapasem oliwy? Jak wskazuje przypowieść, to właśnie oliwa rozstrzyga o tym, czy jesteśmy gotowi na spotkanie z Jezusem. W tej oliwie możemy widzieć naszą wiarę, Ducha Świętego lub łaskę Bożą. Najistotniejsze jest jednak to, że nie da się jej od nikogo pożyczyć. Każdy musi mieć przygotowany swój własny zapas.
Przypowieść ta, choć wstrząsająca, niesie nam także nadzieję. Mówi, że każdy może zostać przyjęty przez Jezusa, Pana Młodego, o ile będzie czujny, gotowy i dobrze zaopatrzony w oliwę zbawienia.
Czujni i gotowi. Z zapalonymi lampami. Z dużym zapasem oliwy. Wszystkie te obrazy przekazują tę samą treść – Jezus chce, abyśmy codziennie ożywiali naszą wiarę. Jak mamy to robić? Z pomocą przychodzi nam św. Paweł, który mówi: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9).
Doskonałą okazją do ożywiania naszej wiary jest odmawianie Credo, co czynimy podczas każdej niedzielnej Mszy świętej. Możemy też odmawiać je sami, w czasie naszej codziennej modlitwy. I za każdym razem, gdy wyznajemy naszą wiarę, możemy być pewni, że sprawiamy Bogu radość. Nawet jeśli nasza wiara jest daleka od doskonałości, Pan się uśmiecha, a aniołowie ogłaszają: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” (Mt 25,6).
Wyznajmy więc dziś naszą wiarę. Napełnijmy pojemniki oliwą, ogłaszając, że wierzymy w Jezusa, naszego Zbawiciela.
„Jezu, wierzę w Ciebie”.
Mdr 6,12-16
Ps 63,2-8
1 Tes 4,13-18

▌Niedziela, 19 listopada
1 Tes 5,1-6
Kiedy bowiem będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada. (1 Tes 5,3)
Dzisiejsze czytania nasuwają nam na myśl harcerskie pozdrowienie: „Czuwaj!”. Czuwaj i bądź zawsze gotów, gdyż nigdy nie wiesz, co może cię spotkać. Trzeba być zawsze czujnym, gotowym czynić dobro, które uczynić można.
W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł mówi nam, że na tym świecie nigdy nie będzie doskonałego pokoju ani absolutnego bezpieczeństwa. Będą wybuchać wojny. W rodzinach i wśród przyjaciół będzie wiele podziałów. Do końca świata będzie dotykać nas ubóstwo, choroby i cierpienie. Zawsze więc będą nadarzać się okazje do wspierania i niesienia pomocy!
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam także o potrzebie czujnej troski o innych. Słysząc przypowieść o talentach, zwykle zwracamy uwagę na sprawę rozwijania swoich umiejętności, ale dziś posuńmy się o krok dalej i skupmy się na misji, która została nam powierzona. Jezus prosi nas, abyśmy dołączyli do Niego w dziele budowania Jego królestwa. Prosi, byśmy dobrze wykorzystali to wszystko, co On nam daje, nie ograniczając się do zaspokajania potrzeb własnych i swoich najbliższych. Świat rozpaczliwie potrzebuje pokoju i bezpieczeństwa. Nasz wkład – w postaci modlitwy, miłosierdzia, ofiary i miłości – nie jest bez znaczenia. We współpracy z Panem każda nasza inwestycja przynosi ogromny zysk.
Czy nie byłoby wspaniale, gdyby Jezus po swoim powrocie powiedział do każdego z nas: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21)? Czy nie byłoby wspaniale uczestniczyć w Jego radości? Możemy czynić wielkie rzeczy dla Boga. Możemy wykorzystywać nasze talenty po to, by ten świat stawał się lepszym miejscem. Pomódlmy się więc dziś za wszystkich cierpiących na świecie. Pomódlmy się o ustanie wojen i nędzy. Złączmy się z Jezusem w trosce o zapewnienie wszystkim prawdziwego pokoju i bezpieczeństwa.
„Panie, proszę, weź tę odrobinę, którą mam, i rozmnóż ją dla dobra Twego ludu”.
Prz 31,10-13.19-20.30-31
Ps 128,1-5
Mt 25,14-30
▌Niedziela, 26 listopada
Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata
Mt 25,31-46
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale… (Mt 25,31)
Myśl o powtórnym przyjściu Jezusa niekiedy budzi w nas lęk. Wiemy wprawdzie, że życie z Jezusem w niebie na wieki będzie czymś cudownym, ale pozostaje strach przed nieznanym. Dzisiaj spróbujmy odsunąć od siebie ten lęk, rozważając trzy sceny związane z powtórnym przyjściem.
Scena 1: Pomyśl o tym, co będzie, gdy ujrzysz Jezusa siedzącego „na swoim tronie pełnym chwały” (Mt 25,31) i wszystkie narody zgromadzone przed Nim. Wyobraź sobie, co powie Jezus do tego największego zgromadzenia wszech czasów. Do tej pory największe takie zgromadzenie utworzyli pielgrzymi zdążający do Kumbh Mela w Indiach w 2013 roku. Zebrało się tam wówczas 30 milionów ludzi. Jednak nawet ta liczba blednie w porównaniu z 13 bilionami ludzi, których można się spodziewać w dniu Sądu Ostatecznego!
Scena 2: Zobacz teraz piękno i dobroć Jezusa. Papież Jan Paweł II swoją osobowością przyciągał uwagę bardzo wielu ludzi, gdziekolwiek się udawał. Wszędzie promieniował radosną nadzieją, ufnością wobec Pana i miłością do ludzi, których spotykał. Zawsze, niezależnie od okazji, nawiązywał głęboki kontakt ze słuchaczami. Jednak przy wszystkich swoich zaletach i popularności papież Jan Paweł II nie może się równać z Jezusem, który do nas powróci. Jego miłość, czystość i radość pociągną wszystkie narody, które się wokół Niego zgromadzą.
Scena 3. Zobacz też nowe niebo i nową ziemię, które zapoczątkuje Jezus. Wyobraź sobie miejsce, gdzie nie będą potrzebni lekarze, policjanci, więzienia, bazy wojskowe i schroniska dla bezdomnych. Disneyland nazywa się czasem „najszczęśliwszym miejscem na ziemi”, ale kiedy Jezus uczyni wszystko nowe, „magia” Disneylandu okaże się banalna i zwyczajna. Wszędzie zapanuje pokój, radość i szczęście w obecności Pana.
Powracaj do tych scen przez cały dzisiejszy dzień i niech one oddalą od ciebie wszelki lęk przed nieznanym.
„Jezu, nie mogę się doczekać, kiedy Ciebie zobaczę”.
Ez 34,11-12.15-17
Ps 23,1-3.5-6
1 Kor 15,20-26.28

MAGAZYN:

TROSKA O BOŻYCH VIP-ów

Ks. Alojzy Schwartz
i jego służba sierotom w Korei

Gdyby Jezus miał dziś powrócić na ziemię jako Zbawiciel – pisał młody ks. Alojzy Schwartz – i gdyby miał żyć w Korei, zechciałby pewnie narodzić się w budzie na wysypisku śmieci Nan Ji Do w Seulu”. Taki obraz Jezusa – ubogiego, pokornego, oddającego siebie swym potrzebującym dzieciom – znalazł odzwierciedlenie w życiu i posłudze ks. Ala, Amerykanina, który w 2015 roku został ogłoszony sługą Bożym.
Od najmłodszych lat Al Schwartz wiedział, że chce zostać księdzem. W szkole podstawowej w Waszyngtonie wygrał nawet konkurs na najlepsze wypracowanie, w którym pisał o kapłaństwie. Jednak nikt chyba nie przypuszczał, że zrezygnuje z przywilejów obywatela „lepszego świata”, poświęcając całe swoje życie służbie na misjach w dalekich krajach, aby tam naśladować Jezusa, który urodził się ubogi, żył ubogi i umarł ubogi.

PORAŻONY NĘDZĄ
Powołanie Ala zostało przypieczętowane w sposób szczególny pewnego weekendu, kiedy jako kleryk studiował w Belgii na uniwersytecie w Louvain. Pojechał z pielgrzymką do miejscowego sanktuarium Matki Bożej Ubogich
w Banneux. Modląc się przed figurą Maryi Dziewicy, poczuł w sobie gorące pragnienie wzięcia na siebie Jej troski o ludzi ubogich, pochodzących z biedniejszych narodów. To pragnienie leżało u podłoża wszystkich jego kolejnych decyzji.
Po powrocie do Louvain Al zaprzyjaźnił się z klerykiem Józefem Changiem, rodowitym Koreańczykiem, który opowiadał mu o rozpaczy i wstrząsającej nędzy, jaka zapanowała w jego kraju po niedawno zakończonej wojnie koreańskiej. Opowieści Changa znajdowały tak żywy oddźwięk w sercu Ala, że postanowił podjąć posługę wśród mieszkańców Korei. Zwrócił się z prośbą do swojego arcybiskupa i uzyskał jego zgodę na wyjazd do pracy misyjnej od razu po swoich święceniach kapłańskich, w czerwcu 1957 roku.
Ks. Al nie był jednak przygotowany na to, co zastał w ciemnych zaułkach i bocznych uliczkach Seulu, gdzie dotarł w grudniu. Drżące z zimna dzieci w wytartych ubraniach próbowały sprzedawać przechodniom jakieś drobne towary. Dwóch chłopców miało na spółkę tylko jedną parę butów. Inny ubogi, chudy malec niósł na plecach wynędzniałą siostrzyczkę. Początkujący misjonarz był przerażony i przytłoczony tym, co zobaczył. Widząc tak wiele potrzeb, zaczął modlić się o światło, jak może im zaradzić. W poszukiwaniu jakichś wskazówek wsiadł do autobusu jadącego do portowego miasta Busan, aby spotkać się ze swoim przyjacielem, ks. Changiem.

DLA SIEROT BOGA TO, CO NAJLEPSZE
Wkrótce po przybyciu do Busanu u ks. Ala stwierdzono żółtaczkę, co zmusiło go do powrotu do Stanów na leczenie. Na początku był tym bardzo rozczarowany, ale całe to zdarzenie ostatecznie okazało się opatrznościowe. Podczas długiej, czteroletniej rekonwalescencji był w stanie znaleźć sponsorów, dzięki którym zebrał fundusze na pomoc ubogim w Korei. Ta strużka finansowego wsparcia szybko przerodziła się w stabilny strumień, który zasilał jego dzieło w kolejnych latach.
W 1961 roku ks. Al całkowicie zdrowy powrócił do Busanu, gdzie opracował system łączenia sierot w grupy rodzinne, składające się z dzieci w różnym wieku. Następnie uznał, że potrzebuje wspólnoty kobiet, które zajęłyby się wychowywaniem sierot i uczeniem ich o Bożej miłości. Zamieścił więc ogłoszenie w gazecie katolickiej, że poszukuje młodych kobiet, które chciałyby zostać „matkami sierot”. Odpowiedziało na nie wiele dziewcząt zainteresowanych życiem zakonnym. Dwanaście z nich przywiózł do Busanu w celu przeszkolenia i formacji duchowej.
Ks. Al pragnął dla dzieci ulicy z Busanu wszystkiego, co najlepsze. Nie wystarczało mu zapewnienie im instytucjonalnej opieki, chciał pokazać tym dzieciom zupełnie nowy sposób życia. „Zbyt często – pisał – ubodzy otrzymują obsługę najgorszej jakości. Jednak z punktu widzenia Boga ubodzy są VIP-ami – mają pierwszeństwo do Jego miłości i największe prawo do Jego serca”. Z czasem ks. Alowi udało się wybudować dla swoich VIP-ów obszerny kompleks charytatywny. Były tam piętrowe domy i szkoły, centrum pomocy bezdomnym oraz samotnym matkom, szpitale i przychodnie medyczne. Pracowała w nich stale rosnąca grupa kobiet i mężczyzn, których pociągała praca misyjna. W 1964 roku z kobiet wyłoniło się zgromadzenie zakonne, uznane przez Kościół jako Siostry Maryi.

BEZE MNIE
NIC NIE MOŻECIE UCZYNIĆ
Drobny, energiczny ksiądz nie zamierzał wprawdzie zakładać zgromadzenia zakonnego, ale przyjął je jako Boże błogosławieństwo dla swojej pracy. Kiedy do Busanu przyjeżdżały nowe kandydatki, posyłał je natychmiast do pracy z sierotami, chorymi i bezdomnymi. „Najlepiej nauczycie się w praktyce – mówił – biegać uczymy się biegając, a pływać pływając”.
Godziny spędzane przez ks. Ala przed Najświętszym Sakramentem zaowocowały przyjęciem prostej zasady: „Wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa” (Kol 3,17). Podczas codziennych katechez uczył siostry, że nie wystarczy zatroszczyć się o potrzeby materialne ludzi. Mają także, na wzór Jezusa, zachęcać ubogich do głębokiej relacji z Bogiem.
Gdy kompleks charytatywny rozrastał się coraz bardziej, ks. Al troszczył się o to, by jego życie było skoncentrowane przede wszystkim na Jezusie – zachęcał do tego także siostry: „Przychodźcie do Jezusa z wiarą, siadajcie u Jego stóp, patrzcie Mu z miłością w oczy, otwierajcie uszy waszych serc. Jezus powiedział: «Beze Mnie nic nie możecie uczynić»”. Modlitwa musi być fundamentem, na którym opiera się cała posługa ubogim.
To chrystocentryczne podejście uczyniło Siostry Maryi bardzo radosną grupą kobiet. Pielęgnując chorych czy szykując śniadanie dla rozwrzeszczanej hałastry dzieci, często żartowały lub zaczynały nucić piosenki. Ich radość i miłość do Pana były widoczne dla każdego, kto odwiedzał Busan.

PRZYGOTOWANIE
DO OGRÓJCA
Ks. Al twierdził, że jego najszczęśliwszymi chwilami w Korei były te, gdy widział, jak opuszczone dzieci uśmiechają się po raz pierwszy. Jednak jego praca przysporzyła mu także wrogów. Skorumpowani urzędnicy państwowi, którzy wyzyskiwali ubogich dla swoich egoistycznych celów, widzieli w nim dla siebie zagrożenie.
Okazało się na przykład, że dyrektor jednego z państwowych zakładów opiekuńczych w Busanie przywłaszczał sobie fundusze z pomocy międzynarodowej, gdy tymczasem dzieci chorowały z niedożywienia. Ponieważ oficjalne dochodzenie w tej sprawie zostało przeprowadzone po interwencji ks. Ala, był on szykanowany, a raz nawet pobity przez nasłanych przez dyrektora chuliganów. W końcu dyrektor został uznany winnym i zdymisjonowany, a gromadę trzystu dzieci powierzono opiece ks. Ala. Oświadczył on na koniec, że Bóg i Matka Boża Ubogich pomogli mu pokonać przestępców.
Nie była to jednak ostatnia próba – najgorsze miało dopiero przyjść. W 1989 roku, po ponad dwudziestu latach pracy w Korei, u ks. Ala zdiagnozowano ALS – stwardnienie zanikowe boczne. Lekarze przekazali mu tę wiadomość, kiedy wypoczywał beztrosko w klasztorze karmelitów w San Francisco. „Miałem pewne przeczucie, że był to obłok chwały spowijający Jezusa i Jego uczniów na górze Tabor, który był przecież przygotowaniem do nocy w Ogrodzie Oliwnym” – napisał później.
ALS wyniszczało w szybkim tempie organizm ks. Ala, który próbował jeszcze nadzorować swoje dzieła na Filipinach i w Meksyku, gdzie zdążyły się już rozszerzyć. Po roku był już na wózku inwalidzkim, nie mogąc nawet pacnąć muchy siedzącej mu na nosie. Mówił często, że przez swoje ograniczenia fizyczne czuł się jak „przygwożdżony do krzyża”, nieruchomy jak ukrzyżowany Jezus. Mimo to wciąż odprawiał Mszę świętą, śmiał się z dziećmi oraz kierował pracownikami świeckimi i siostrami zakonnymi, którzy prowadzili programy obejmujące tysiące ludzi.

WYBIERAJ TO,
CO NISKIE I WZGARDZONE
Ks. Al poświęcił swoje życie dźwiganiu z nędzy ubogich sierot. Teraz te same dzieci dźwigały jego i woziły na wózku. Był przez nie kochany i szanowany – jak ojciec. Ku ich wielkiemu żalowi, 16 marca 1992 roku choroba zebrała swoje śmiertelne żniwo. Kilka lat później rozpoczęto proces kanonizacyjny, a dziś jego doczesne szczątki spoczywają w kaplicy Matki Bożej Ubogich w Cavite na Filipinach.
Być może najbardziej charakterystyczną cechą ks. Ala było to, że brał na serio Ewangelię. Powiedział kiedyś za św. Janem od Krzyża: „Jeśli chcesz naśladować Jezusa Chrystusa, usiłuj zawsze skłaniać się nie ku temu, co łatwiejsze, lecz ku temu, co trudniejsze; nie do tego, co przyjemniejsze, lecz do tego, co nieprzyjemne; nie do tego, co wzniosłe i cenne, lecz do tego, co niskie i wzgardzone. Aby posiąść wszystko, musisz wyrzec się wszystkiego”.
Jest to pokorne zaproszenie dla nas wszystkich. Jak ks. Alojzy Schwartz, możemy być ludźmi działania i modlitwy, pracy i ufności. A może podejmiemy konkretne wyrzeczenia, które pomogą nam hojniej wspierać ubogich. Obyśmy za wstawiennictwem Matki Bożej Ubogich wrastali w miłosierdziu i współczuciu dla Bożych VIP-ów. ▐

NIE MAM OCHOTY NA POWRÓT
Świadectwo
Bóg zna mnie od poczęcia w łonie matki, to On mnie ukształtował. Zna wszystkie trudne momenty, wszystkie chwile szczęścia. Zna całą moją historię, całą moją rodzinę.
Jestem alkoholikiem i narkomanem. Zacząłem brać narkotyki i pić alkohol od dwunastego roku życia. Właśnie wtedy przeprowadziliśmy się z rodzicami; nowa szkoła, nowe otoczenie. Kiedy po raz pierwszy poszedłem do szkoły, na dzień dobry dostałem „bęcki” – koledzy mnie pobili. Powiedziałem o tym rodzicom, ale oni się nie przejęli. Uważali, że to minie i tyle. Mój brat poszedł postraszyć chłopaków zabawkowym pistoletem. Później zakolegowałem się z tymi chłopakami, zacząłem z nimi spędzać bardzo dużo czasu. No i chciałem pokazać, że jestem „gościu”, jak oni. No co, ja nie mogę? Ja nie dam rady? Ja nie załatwię? Ja nie zapalę? Tak pojawiły się marihuana, kokaina, amfetamina i inne używki.
Myślałem, że założę rodzinę, będę żył normalnie. W życiu nie planowałem, że zostanę narkomanem! Niestety, to jest choroba, a nie sprawa silnej woli. Temu, kto mówi: „Masz silną wolę, to nie pij alkoholu”, odpowiadam: „Masz silną wolę, to nie zachoruj na grypę!”.
Najpierw, z powodu narkotyków, zacząłem okradać swoich rodziców – portfel mamy, kieszeń taty. Wydawało mi się, że mam jakieś granice – postanowiłem, że będę podbierał tylko rodzicom. Ale kiedy oni mnie przyłapali i nauczyli się ukrywać przede mną pieniądze, zacząłem okradać innych ludzi. I tak stopniowo, po kolei, łamałem swoje wcześniej postawione granice. Zaczęły się kradzieże samochodów, napady, napady z bronią, handel narkotykami.
Porwaliśmy też człowieka. W pewnym momencie wszedłem do pomieszczenia, w którym go przetrzymywaliśmy, i popatrzyłem na niego. Był zapłakany, podniósł na mnie wzrok i powiedział:
– Ja od paru dni nic nie piłem i nie jadłem.
I mnie, takiemu twardemu gościowi, w tym momencie serce się ścisnęło. Wyszedłem stamtąd, kupiłem jedzenie i picie, po czym wróciłem i dałem mu. Potem powiedziałem do chłopaków, że nie chcę w tym uczestniczyć, że się wycofuję. A oni na to:
– No dobra, spokojnie, znamy cię, wiemy, że nic nie powiesz, luz, luz, będzie więcej dla nas.
Wiele było przypadków w moim życiu, ale ten był szczególny. Nie wiedziałem, czemu się tak zachowałem. Później okazało się, że chłopaki dostali duże wyroki. A ten człowiek, któremu kupiłem jedzenie, w ogóle nie wspomniał, że ja tam byłem.
Potem, kiedy przerzucałem jakieś narkotyki, zgarnęła mnie policja. Trafiłem do więzienia. W naszej celi jeden chłopak modlił się na różańcu. Pytam go:
– Co ty robisz?
– Modlę się.
– Do kogo się modlisz?
– Do Boga.
– Do jakiego Boga? Boga nie ma, jakby Bóg był, to ani mnie, ani ciebie by tu nie było!
Któregoś dnia chłopaki załatwili wyjście do kaplicy na Mszę i pytają, czy z nimi idę:
– Dobra, idę. Zobaczę, co słychać w drugim pawilonie. Przejdę się po korytarzu. Może jakieś grypsy przerzucą? Zobaczę, co w tym kryminale się dzieje, idę. 
Poszedłem. Siedzę. Nagle się zorientowałem, że nie ma chłopaków. Patrzę, a oni stoją w kolejeczce do konfesjonału.
– Wy gdzie?
– Spowiadać się.
– Jak to? Do kogo?
– Do księdza.
– Do księdza kapelana, który codziennie jest na herbatce u wychowawcy? Człowieku, jak ja mu wszystko opowiem, to do końca życia nie wyjdę z tego kryminału. 
Nie poszedłem, o nie!
Po niecałym roku odsiadki dostałem jeszcze rok. Sędzina w czasie rozprawy zasugerowała, że zamiast odbywać karę, mogę pójść na odwyk. Stwierdziłem, że zamiast siedzieć w więzieniu, lepiej zobaczę, jak wygląda ośrodek dla uzależnionych i pojadę na leczenie. Przypadkiem, na tyle ośrodków w Polsce, akurat trafiłem do katolickiego. No i… obowiązkowe było chodzenie na Mszę świętą w niedzielę. Nie chciałem, ale musiałem. Nie chciałem wracać do kryminału, więc musiałem chodzić z innymi. Robiłem wszystko na odwrót. Jak oni klęczeli, to ja siedziałem. Jak oni stali, to ja siedziałem. Chciałem pokazać, jaki jestem zbuntowany. 
Spotkałem tam człowieka, miał na imię Paweł, który zapytał mnie:
– Marcin, ty w ogóle znasz trzeźwe życie?
– No nie, od dwunastego roku życia „w melanżu”, nie za bardzo znam.
– To spróbuj, spróbuj żyć na trzeźwo, do narkotyków zawsze możesz wrócić. 
I ja pomyślałam, w sumie to takie proste, ma chłop rację. 
Tak naprawdę walczyłem wtedy o życie. Zacząłem pracować nad sobą, poznawać siebie, zmieniać swoje myślenie. Stwierdziłem, że to niesamowite: Nie trzeba dużo, wystarczy porozmawiać z drugim człowiekiem i już jest lżej. Doświadczałem tego. 
Ale przyszedł w czasie tego leczenia moment blokady. Nie dawałem już rady. Buntowałem się, nie gadałem z nikim. Już nie wytrzymywałem. Poszliśmy znów do kościoła, spojrzałem w stronę konfesjonału i pomyślałem, że jestem 320 km od domu i ten ksiądz mnie nie zna. Dobra, idę! I po ostrych walkach z samym sobą, poszedłem. To była moja pierwsza szczera spowiedź. Powiedziałem o wszystkim, co pamiętałem w tamtej chwili. To było niesamowite, wstrząsające doświadczenie, ponieważ ten ksiądz zaoferował mi miłość. Powiedział:
– Jak masz ochotę, przyjdź do mnie. Ja tutaj jestem na tej parafii, napijemy się herbaty, nie ma problemu, porozmawiamy. Jest ci trudno, przyjdź!
Odpowiedziałem:
– Nie, nie przyjdę, ja jestem z ośrodka.
Nie byłem gotowy na tę miłość, ale od tamtej chwili zmieniło się całe moje życie.
Już w trakcie odwyku wymyśliłem sobie, że jak go skończę, pójdę na studia zaoczne. I tak zrobiłem. Po drodze na zajęcia mijałem kościół i wchodziłem do niego za każdym razem, kiedy tamtędy szedłem. Zaczynałem budować relację z Bogiem, relację z Jezusem. Taką relację, którą bym nazwał „towarzyską”:
– Cześć, Jezus, Marcin jestem. Słyszałem, że na krzyżu umarłeś za mnie.
Na takiej zasadzie. Mówiłem tak, jak umiałem. Wymyśliłem sobie, że będę odmawiał Różaniec. Poprosiłem mamę, żeby przysłała mi te koraliki na sznurku i książkę do tych modlitw. Przysłała, no i zacząłem się modlić. Z Różańcem jest trochę tak, jak z jazdą pociągiem. Jedzie się, jedzie się, jedzie i nagle… się chrapie. Człowiek budzi się ileś stacji dalej. Która to stacja? To co, jedziemy dalej? Prawda jest taka, że często nie dobrnąłem nawet do końca jednej dziesiątki i już chrapałem. Ale serce miałem otwarte na modlitwę. Zmieniło się całe moje wnętrze.
Okazało się, że ta szkoła, którą sobie wybrałem – budowlanka, konstrukcje budowlane na politechnice – jest trudna. Matmy nigdy nie lubiłem. Ze stu dwudziestu osób na początku, po pierwszym semestrze odpadło sześćdziesiąt. Było ciężko. Pamiętam taki przedmiot, geometria wykreślna. Przykładałem się, uczyłem, idę na egzamin zadowolony – piątka będzie na pewno. Przed każdymi zajęciami i po każdych zajęciach – do kościoła. Taką miałem wewnętrzną potrzebę i dlatego chodziłem. Po dwóch tygodniach ogłoszenie wyników: Marcin – dwója. Jak to dwója? Panie Jezu, jak to, miałeś ze mną być, miałeś mi pomagać… (Byłem dosyć roszczeniowy wtedy). I w pewnym momencie w mojej głowie pojawiło się przynaglenie: Idź, zapytaj, gdzie robisz błąd. Nie, nie, tyle ludzi, 120 osób, nie, nie pójdę. Idź, zapytaj, gdzie robisz błąd. I wreszcie to przynaglenie było tak mocne, że dla świętego spokoju poszedłem:
– Panie profesorze, gdzie robię błąd?
On patrzy, ogląda moją pracę i mówi:
– Proszę pana, pomyliłem się, czwórka.
Doświadczałem takich cudów. Z matmy miałem cztery z plusem. Z chemii wcześniej wiedziałem tyle, że H2O to woda, nic poza tym, na politechnice miałem piątkę. Fizyka, mechanika budowy, miałem niesamowite oceny. Modliłem się i uczyłem. Przekonałem się, że Bóg chce działać konkretnie w życiu każdego człowieka i że działa przez drugiego człowieka.
Po pierwszym roku wzywają mnie do dziekanatu, przestraszyłem się, że chcą mnie wywalić, a okazało się, że dostałem stypendium naukowe. Mocno wierzę, że to nie moja zasługa.
W czasie odwyku terapeuci mówili mi, żebym zerwał kontakt z ludźmi, którzy ćpają, piją alkohol, kradną.
–Jak to? Mam być sam? 
To był dla mnie szok, że mam wrócić do siebie i zerwać z tymi ludźmi kontakt. Co ja mam wobec tego robić? Przypomniałem sobie, że przecież mam przyjaciela, Jezusa. Bałem się powrotu, nie chciałem wracać do tego samego towarzystwa. Odczuwałem samotność, ale właśnie może dzięki niej chodziłem tak często na Eucharystię. Za każdym razem do innego kościoła na Mszę świętą, szukałem swojego miejsca. Pewnego dnia, kiedy byłem w kościele św. Anny o 21.00 wieczorem, zobaczyłem: „Wow, ale fajni ludzie, ale fajni księża, to jest to miejsce”. I tak zacząłem poznawać nowych ludzi. Dzięki jednemu z tych nowo poznanych przyjaciół trafiłem jakiś czas potem do Przymierza Miłosierdzia, wspólnoty, w której jestem od dziewięciu lat. Doświadczam w niej Bożego miłosierdzia i głoszę miłosierdzie Boże, opowiadam narkomanom, więźniom, bezdomnym, młodym, co Pan mi uczynił. 
U siebie, w moim mieście, byłem wyśmiewany, że jestem po ośrodkach, po terapiach, że mi odbiło, że jestem nawiedzony. Ale przetrwałem to i dzisiaj jestem szczęśliwy. A ci ludzie, którzy się ze mnie śmiali, dzwonią teraz do mnie i proszą: 
– Marcin pomóż! Bo mój szwagier pije, bo mój mąż bierze narkotyki, bo moja żona ma problemy – co mamy robić?
Był taki okres w moim życiu, kiedy czułem się bardzo samotny. Padłem na kolana i prosiłem:
– Panie Jezu, ja już nie mam siły tak żyć! Nie chcę być sam! Bardzo Cię proszę, daj mi jakąś niewiastę!
I niedługo później poznałem kobietę, która dzisiaj jest moją żoną. Szybko przyszło na świat jedno dziecko, później drugie, trzecie, potem czwarte, które nam umarło (żona poroniła), a teraz znowu czekamy na kolejne. I dzień mam tak wypełniony, że nawet nie mam czasu pomyśleć o samotności. Bóg dał mi krzyż w postaci mojej żony, który doprowadzi mnie do nieba. A ja jestem krzyżem dla niej.
Myślę, że współcześnie jesteśmy zniewoleni pracą, za dużo pracujemy. Ja w każdym razie czuję się zniewolony pracą. Mamy z ojcem i bratem prywatną firmę budowlaną, która dobrze prosperuje. Zleceń jest tyle, że można by pracować bez końca. Niektóre osoby z firmy są na mnie złe, że mówię „stop”, „dość”. A ja myślę, że nie potrzebuję góry pieniędzy. Pracuję, żeby utrzymać rodzinę, żonę, dzieci. Jednak w praktyce trudno to rozeznać, trudno właściwie wyważyć, ile trzeba pracować. 
Po wielu niełatwych doświadczeniach życiowych mam pewność, że z każdej sytuacji, w której znajdzie się człowiek, jest wyjście. Niejeden raz byłem w okropnych tarapatach, po ludzku nie do przejścia, a Bóg mnie z nich wyciągnął, i to z takim błogosławieństwem, że trudno uwierzyć. Nie ma problemu, którego Bóg nie mógłby rozwiązać. On może nas wyprowadzić z każdej trudności. Teraz czasem przypominam sobie
i zmieniam w myśli te słowa, które usłyszałem kiedyś od Pawła:
– Czy znasz życie z Bogiem, bez grzechu? Spróbuj, do grzechu zawsze możesz wrócić. Zakosztuj życia z Bogiem. Ja zakosztowałem i nie mam ochoty na powrót.
Marcin

Sklep internetowy Shoper.pl