E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 10 (302) 2018 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 10 (302) 2018 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W październikowym numerze „Słowa wśród nas” mówimy o Bożym planie zbawienia. W głównych artykułach przedstawiamy „panoramę zbawienia” – ogląd kluczowych wydarzeń z dziejów świata i ludzkości. Przyjrzenie się jej pomoże nam dostrzec miłość Boga do nas, nasze miejsce w Bożym planie zbawienia, a także cel naszej wędrówki, którym jest niebo. 
W Magazynie proponujemy artykuł o papieżu Pawle VI jako niestrudzonym głosicielu Dobrej Nowiny oraz poruszające świadectwo „Oddaję go Bogu” o owocach całkowitego zawierzenia Bogu wobec śmiertelnej choroby. Ponadto odpowiedź na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości” zatytułowaną „Miej nadzieję w Panu! Odwagi!”. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy dzieło św. Ludwika Marii Grignion de Montforta „Przedziwny sekret Różańca Świętego”. 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Panoramiczna wizja dziejów
Boży plan zbawienia.................................................... 4

Żyć perspektywą nieba
Dokonywać słusznych wyborów............................... 10

W górę serca!
Między grzechem a świętością....................................15

Panorama dziejów zbawienia pomocą
w modlitwie..................................................................18

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 października........................................................20

MAGAZYN
„Wiary ustrzegłem”
Papież Paweł VI – niestrudzony głosiciel Dobrej
Nowiny – Kathryn Elliott........................................................48

„Oddaję go Tobie”
Choroba mojego męża umocniła naszą wiarę
Theresa Shriver....................................................... 54

Miej nadzieję w Panu! Odwagi!odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.................. 58

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST
Drodzy Bracia i Siostry!

Przez całe tysiące lat marynarze odnajdywali położenie na morzu z pomocą jasnego stałego punktu świetlnego, jakim jest gwiazda polarna. „Patrz na gwiazdę, a odnajdziesz drogę do portu” – mawiali. Ten obraz prowadzącego nas jasnego światła można odnieść do własnego życia.
Liczne badania wykazały, jak cenne jest posiadanie jasnej wizji swojego życia. Pomaga nam ona określić cel, do którego dążymy. Nadaje życiu kierunek. Mobilizuje do podejmowania kolejnych wyzwań, które przybliżają nas do celu. Mówiąc najkrócej, jasna wizja pozwala nam prowadzić o wiele bardziej sensowne
i satysfakcjonujące życie.
Jednak nawet wiedząc o tym, my, ludzie, mamy skłonność do koncentrowania się na różnych detalach, tracąc z oczu obraz całości. A kiedy skupiamy się na szczegółach, wizja tego, czym mamy się stać i jak to osiągnąć, stopniowo zaciera się w naszej świadomości.
Oczywiście także szczegóły są niezbędne i ważne. Bez nich niczego nie dałoby się zrealizować. Projekt zawodowy pozostałby w sferze marzeń. Dzieci chodziłyby w brudnych ubraniach i bez śniadania, gdyby ich mama przez cały czas zajmowała się rozmyślaniem nad „obrazem całości”. Jezus, Marta i jej siostra Maria byli-
by głodni, gdyby wszyscy prowadzili rozmowę i nikt nie przygotował posiłku (Łk 10,38-42).
Bardzo ważne jest, aby nasza wizja życia była jasna i dobrze rozeznana. Dlatego zachęcamy was, byście już teraz zaczęli myśleć o swojej wizji na kolejny rok, na następne pięć lat i na całe życie. Podczas studiów jeden z profesorów zadał nam pracę na temat, który pamiętam do dziś: „Co chcesz mieć napisane na nagrobku i jak zamierzasz do tego dojść?”. Innymi słowy, czego i w jaki sposób chciałbyś dokonać, zanim odejdziesz z tego świata.
Panorama dziejów, na której chcemy skupić się w tym numerze, jest narzędziem mogącym nam pomóc w rozeznaniu Bożej wizji dla naszego życia. Koncentruje się ona wokół czterech kluczowych wydarzeń w całej historii ludzkości: stworzeniu świata, odkupieniu nas przez Chrystusa, zesłaniu Ducha Świętego oraz powtórnym przyjściu Chrystusa. Każde z tych czterech wydarzeń powinno być integralną częścią naszej osobistej wizji i kształtować nasze myślenie i postępowanie.
Kiedy idę na Mszę świętą lub rozpoczynam modlitwę osobistą, na początku zwykle przypominam sobie panoramę dziejów. Rozważanie tych czterech wydarzeń pomaga mi skupić się na wspaniałości Boga, który kocha nas nieskończoną miłością. Przybliża mnie do Niego i kształtuje moje relacje z innymi ludźmi. Pomaga mi też pamiętać, że ten świat, przy całym swoim pięknie, nie jest moim domem. Pobudza do modlitwy słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!”
Ufam, że panorama dziejów pomoże wam w odczytaniu Bożej wizji waszego życia. Oby Bóg błogosławił wam wszystkim.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 

ARTYKUŁY:

Panoramiczna wizja dziejów

Boży plan zbawienia

Nie zdarza się to wprawdzie codziennie, ale każdy z nas od czasu do czasu spogląda z dystansu na rzeczywistość i zadaje pytania zaczynające się od słowa „dlaczego”: „Dlaczego wczoraj byłem tak zdenerwowany, a dzisiaj jestem zadowolony?”, „Dlaczego w tym tygodniu jest u nas w domu tak spokojnie, chociaż w zeszłym panował totalny chaos?”, „Dlaczego znowu dałem się wciągnąć w bezsensowną kłótnię z moim bratem?”. Kiedy przychodzą nam do głowy takie pytania, często prześlizgujemy się po nich lub odkładamy je na później, zamierzając zastanowić się nad nimi w bardziej odpowiednim momencie.
Są też pytania, które zadajemy sobie znacznie rzadziej, które jednak czają się tuż pod powierzchnią: „Co ja tutaj robię?”, „Czy moje życie ma sens?”, „Dlaczego dobrzy ludzie cierpią, a złym wszystko się udaje, nawet ich grzechy pozostają bezkarne?”. Podczas gdy pierwszy zestaw pytań od czasu do czasu przykuwa naszą uwagę, to tych z drugiego przeważnie unikamy. A kiedy już zaczynamy je zadawać, boimy się tego, co możemy odkryć, jeśli się w nie zagłębimy, albo mamy poczucie, że odpowiedzi na nie zupełnie nas przerastają.
Jednak wbrew wszystkim naszym lękom i oporom prawda jest taka, że pytania te wiodą nas ku odpowiedziom pełnym nadziei i optymizmu. Stawiają nas one bowiem twarzą w twarz z samym Bogiem, Dawcą naszego życia. On jeden widzi światło i ciemność w sercu każdego człowieka. On jeden rządzi światem z doskonałą sprawiedliwością. On jeden może nam wyjaśnić tajemnicę nas samych. Co więcej, On pragnie nam ją wyjaśnić. Chce dzielić się z nami swoją mądrością i wyjawiać nam swój plan.
Dlatego w tym miesiącu będziemy prosić Ojca niebieskiego, aby ukazał nam swoją własną wizję rzeczywistości.

PANORAMICZNA
WIZJA DZIEJÓW
Wielu ludzi teoretycznie uwzględnia fakt, że Bóg istnieje i że należy Mu się chwała, ale zazwyczaj zaczyna intensywnie Go szukać i prosić o pomoc dopiero wtedy, kiedy pojawi się jakiś kryzys – ciężka choroba, problemy rodzinne czy groźba ruiny finansowej. Jednakże Pismo Święte wielokrotnie zapewnia nas, że Bóg pragnie udzielać nam swojej pomocy i prowadzić nas nie tylko wtedy, gdy pojawiają się poważne trudności, lecz zawsze. Chce, byśmy przychodzili do Niego nie tylko z troskami i problemami, ale również z nadziejami i radościami.
W naszych artykułach pragniemy zaproponować spojrzenie na dzieje świata i ludzkości jak na swoistą „panoramę”, która pokazuje jakby z lotu ptaka wszechogarniający plan Boga wobec Jego stworzenia. Ta panorama unaocznia cztery kluczowe interwencje Boga w naszych dziejach, to jest: stworzenie świata, przyjście Jezusa na ziemię, wylanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy oraz powtórne przyjście Jezusa na końcu czasów.
Oczywiście Biblia opisuje także wiele innych interwencji Pana, jak na przykład wyjście Izraela z Egiptu, przymierze na górze Synaj, liczne cuda Jezusa czy nawrócenie św. Pawła. Niezliczone przykłady Bożych interwencji możemy też odnaleźć w żywotach świętych, jak i w swoim własnym życiu. Jednak te cztery kluczowe wydarzenia wyróżniają się tym, że odnoszą się do całego stworzenia. Rozważmy więc je kolejno i zobaczmy, czego możemy się z nich nauczyć. Pamiętajmy przy tym, że w panoramę dziejów zbawienia wpisany jest Boży plan na życie każdego z nas.

STWORZENIE
U podstaw opowieści o stworzeniu leży prawda, że miłość rodzi miłość. Podobnie jak owocem wzajemnej miłości męża i żony są dzieci, tak również miłość Boga wydaje wspaniały owoc. Jest to miłość twórcza, wciąż pulsująca życiem, a jej owocem jesteśmy między innymi my. Od pierwszej chwili stworzenia Bóg pragnie dzielić się swoją miłością z ludźmi, którzy zechcą przyjąć Go do swego serca.
Wierzymy, że mężczyźni i kobiety są wyjątkowymi stworzeniami Boga, obdarzonymi zdolnością wybrania Go,
pokochania i upodobnienia się do Niego. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego: „Pośród wszystkich stworzeń widzialnych jedynie człowiek jest zdolny do poznania i miłowania swego Stwórcy; jest on jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego. Tylko człowiek jest wezwany do uczestniczenia w życiu Bożym przez poznanie i miłość” (KKK, 356).
W dziele stworzenia Bóg wyposażył każdego z nas w niepowtarzalny zestaw darów i talentów, pragnąc, byśmy z ich pomocą budowali świat będący odbiciem Jego chwały. Zaprasza nas do współpracy przy stwarzaniu takiego świata, w którym zapanuje sprawiedliwość, pokój i miłosierdzie. Cud stworzenia objawia nam Boga jako miłującego Ojca, który ma upodobanie w dzieleniu się swoją miłością z innymi. Ukazuje nam także, że jesteśmy Jego własnością, Jego ludem, członkami Jego rodziny. Kiedy czynimy ziemię domem godnym naszego hojnego i dobrego Ojca, stajemy się z Nim „współ-stwórcami”.

WCIELENIE
Znamy historię z ogrodu Eden. Nasi pierwsi rodzice, zwiedzeni przez diabła, popadli w grzech nieposłuszeństwa, usiłując stać się jak Bóg. W ten sposób zerwali więź ze swoim Stwórcą. Realizacja planu zamierzonego przez Boga wymagała więc zniszczenia mocy grzechu. Rozdarcie pomiędzy Bogiem a ludźmi musiało zostać uleczone. Zauważmy, że nawet kiedy byliśmy zagubieni i w niewoli grzechu, Bóg nie przestał nas kochać. Dalej chciał, abyśmy z Nim byli. Umiłował nas tak bardzo, że aby nas zbawić, posłał na ziemię swego jedynego Syna.
Podczas gdy my okazaliśmy nieposłuszeństwo Bogu, Jezus całkowicie poddał się woli Ojca (J 5,30; Łk 22,42). Na krzyżu „umarł dla grzechu” i wykupił nas z jego mocy (Rz 6,10; 1 P 1,18-19). Powstając z martwych, objawił swoją moc nad śmiercią. W ten sposób przywrócił nam wszystkim dostęp do Boga.
Poprzez fakt Wcielenia Bóg ukazał jasno, że nasz grzech Go nie zniechęcił i że nie zamierza nas opuścić. To centralne wydarzenie w dziejach świata, jakim było przyjście Jezusa, aby umrzeć za nasze grzechy, jest niepodważalnym dowodem miłości Boga do nas.

PIĘĆDZIESIĄTNICA
Pięćdziesiątnica, czyli wylanie Ducha Świętego na Kościół, być może jeszcze głębiej niż poprzednie dwa wydarzenia unaocznia nam, jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo pragnie pociągnąć do siebie wszystkich. Przemawiając do zgromadzonych tłumów, Piotr ogłosił: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2,39). Dar Ducha Świętego nie był przeznaczony jedynie dla Apostołów. Nie był tylko dla tych, którzy już poznali Jezusa. Nie był tylko dla Żydów. Bóg wylewał swego Ducha „na wszelkie ciało” (Dz 2,17).
Dzięki Duchowi Świętemu każdy z nas może doświadczyć obecności Boga w osobisty, intymny sposób. Wszyscy możemy przyjąć Jego miłość, która daje nam siłę, by odwracać się od grzechu i upodabniać do Jezusa. Duch Święty pomaga nam przyjąć Boży plan, a przez to czynić nasz świat jaśniejszym odbiciem Bożego piękna, pokoju i sprawiedliwości. On łączy nas w jeden Kościół i posyła do świata, abyśmy dzielili się Jego miłością z innymi.
Rok po roku Bóg realizuje swój plan mocą Ducha Świętego. Jednak ten plan wymaga współpracy każdego z nas. Wszyscy mamy do odegrania w nim ważną rolę. Odkupieni przez Chrystusa, napełnieni Duchem i zjednoczeni w Kościele, wnosimy swój wkład w budowanie królestwa Bożego – aż do dnia powtórnego przyjścia Jezusa.

POWTÓRNE PRZYJŚCIE
Plan Boży osiągnie swoją pełnię na końcu czasów, kiedy Jezus powróci, by ustanowić nowe niebo
i nową ziemię. Wtedy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Śmierć zostanie pokonana, a nędza, wojny i choroby znikną na zawsze. Nie będzie już nienawiści, kłamstwa, aborcji, morderstw ani żadnej przemocy. Bóg zetrze z naszych oczu każdą łzę, napełniając nas swym życiem i miłością. Dopiero wtedy, w pełni zjednoczeni z Bogiem, zobaczymy, jak wszystkie wydarzenia naszego życia przyczyniały się do realizacji Jego planu. Dopiero wtedy, patrząc na rzeczywistość oczyma naszego Ojca niebieskiego, poznamy Jego mądrość i Opatrzność.
Dlatego właśnie w każdym, kto doświadcza w swoim życiu działania Ducha Świętego, budzi się pragnienie modlitwy słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20). Wszystko, co Bóg kiedykolwiek zamierzył dla swojego ludu, wypełni się, gdy Stwórca i Jego stworzenie połączą się wieczną i nierozerwalną więzią miłości.

SKOSZTUJCIE I ZOBACZCIE
Stworzenie, Wcielenie, zesłanie Ducha Świętego, powtórne przyjście Jezusa – te cztery wydarzenia są kamieniami milowymi doskonałego planu Boga wobec nas. Wyjaśniają one, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy.
Spróbuj więc znaleźć trochę czasu na rozważenie tej panoramicznej wizji Bożego planu. Proś Ducha Świętego o głębsze zrozumienie roli, jaką ty osobiście masz w nim do odegrania. Proś Go, by pokazał ci, jak bardzo pragnie, abyś doświadczał Jego obecności w zwyczajnych okolicznościach życia. Jednym słowem, pozwól, by Duch Święty uniósł cię w górę i ukazał ci Bożą wizję rzeczywistości! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


▌Poniedziałek, 1 października
Łk 9,46-50
Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. (Łk 9,48)
Chociaż świat nieustannie przekonuje nas, że powinniśmy walczyć o siebie, o swoją pozycję, uznanie, awans czy karierę, to nie tego uczy nas Jezus.
W królestwie Bożym – przeciwnie – liczy się pokora, nieszukanie swego, służba innym. Jednak uczniowie jeszcze tego nie rozumieją. Wciąż sądząc, że im wyżej, tym lepiej, spierają się, który z nich jest największy. Jezus burzy ich sposób myślenia, utożsamiając przyjęcie małego dziecka z przyjęciem Jego samego.
Uniżenie się ma wielką moc z bardzo prostego powodu – właśnie dzięki niemu znajdujemy Jezusa. Uniżając się, spotykamy Tego, który „ogołocił samego siebie”, aby stać się podobnym do nas, który „uniżył samego siebie”, przyjmując śmierć na krzyżu (Flp 2,7.8). Spotykamy Tego, który przyszedł do „ubogich”, „więźniów”, „niewidomych” i „uciśnionych” (Łk 4,18). Spotykamy Tego, który przyszedł, by „dać swoje życie jako okup za wielu” (Mk 10,45). Jeżeli będziemy wyrzekać się siebie i swoich planów na rzecz szukania i pełnienia woli Bożej, znajdziemy łaski potrzebne do miłowania ludzi żyjących wokół nas.
Czy są w twoim życiu sytuacje, które wymagają uniżenia, porzucenia pychy? Może na przykład już o wiele za długo nosisz w sobie urazę do kogoś, dźwigając brzemię nieprzebaczenia? Może unikasz kogoś, kto potrzebuje twojej pomocy? Może z lekceważeniem odnosisz się do osób bezdomnych czy upośledzonych? A może za mało troszczysz się o swoich najbliższych? Postaw dzisiaj pierwszy krok, by to zmienić, i zaufaj, że Bóg cię poprowadzi.
Nie musisz ciągle bronić swojej pozycji. Nie musisz zawsze mieć ostatniego słowa. Zajmij niższe miejsce razem z Jezusem. Bądź skory do słuchania i służby, a Pan przyciągnie cię bliżej do siebie. Usłyszysz wtedy Jego cichy głos: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21).
„Panie, pomóż mi pójść dziś za Tobą drogą uniżenia i pozwól mi odnaleźć na niej Ciebie”.
Hi 1,6-22
Ps 17,1-3.6-7
▌Wtorek, 2 października
Świętych Aniołów Stróżów
Mt 18,1-5.10
Aniołowie ich w niebie… (Mt 18,10)
Św. Ojciec Pio nazywał go swoim „przyjacielem od kołyski”. Od dzieciństwa byli bliskimi kompanami i spędzali razem wiele czasu. Rozmawiali przed pójściem spać i przez całe lata nie tracili ze sobą kontaktu. Ojciec Pio był przekonany, że zarówno w do-
brych, jak i w złych chwilach jest przez niego wspierany. Kim był ten wyjątkowy przyjaciel? Jego Aniołem Stróżem.
Słowa Ojca Pio o tak bliskiej relacji z jego niebieskim Opiekunem mogą wydawać nam się dziwne, a przecież Kościół naucza, że każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który towarzyszy mu przez całe życie. Także Maryja i wszyscy święci mieli swoich Aniołów Stróżów! Pomyśl – Bóg kocha cię tak bardzo, że przydzielił ci istotę niebieską, by cię strzegła i prowadziła. Tak bardzo pragnie pomóc ci w drodze do nieba!
Jeśli tak jest, to dlaczego nie słyszymy tego, co mówi nasz Anioł Stróż? Dlaczego go nie widzimy? Rozwijanie relacji z naszym niebieskim Opiekunem wymaga nauczenia się, jak wyczuwać jego niewidzialną, stałą obecność.
Możesz rozmawiać ze swoim Aniołem Stróżem – tak samo jak rozmawiasz w sercu z Jezusem – próbując rozeznać jego głos w swoich myślach. Kiedy wahasz się, jaką decyzję masz podjąć, możesz prosić go, by modlił się za ciebie lub wskazał ci właściwą drogę. Możesz prosić go o ochronę, kiedy ogarnia cię lęk przed nieznanym. A kiedy z wewnętrznym przekonaniem podejmujesz dobrą decyzję czy wybierasz słuszną drogę, jest bardzo prawdopodobne, że stoi za tym inspiracja twego Anioła Stróża.
„Wzywaj swojego Anioła Stróża,
a On cię poprowadzi” – mawiał Ojciec Pio. On sam zwracał się do swego Anioła z dziecięcą wiarą i odkrył w nim niebieskiego przyjaciela, który prowadził go i chronił. Dziś, w dniu, w którym czcimy tych niebieskich przewodników, poświęćmy kilka chwil na rozmowę ze swoim Aniołem Stróżem. Nie trzeba być mistykiem, wystarczy świadomie postawić krok w wierze.
A potem następny.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dajesz mi Anioła Stróża, aby mnie chronił
i prowadził”.
Wj 23,20-23
Ps 91,1-6.10-11

▌Niedziela, 7 października
Rdz 2,18-24
Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam. (Rdz 2,18)
W pierwszej chwili może się wydawać, że Bóg stworzył Adama, a dopiero potem uświadomił sobie, że czegoś tu brakuje. Zdał sobie sprawę, że stworzony przez Niego mężczyzna potrzebuje partnerki, postanowił więc wyjąć jedno z jego żeber i uformować z niego drugą podobną do niego istotę.
Oczywiście wiemy dobrze, że Bóg nie popełnił błędu. Stworzył pierwszych rodziców, dokładnie tak, jak zamierzył. Natomiast słowa: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”, wyrażają odwieczną prawdę o tym, że jesteśmy stworzeni do tego, aby być razem. Jesteśmy stworzeni dla wspólnoty.
Ta fundamentalna, odwieczna prawda wyjaśnia, dlaczego mężczyźni i kobiety zawierają związki małżeńskie.
A także dlaczego mamy osiedla, parafie, hale sportowe i restauracje. Potrzebujemy siebie nawzajem! Bóg wpisał w serce każdego z nas pragnienie dawania siebie innym, a także pragnienie  przyjmowania innych – aby nasze życie było w pełni ludzkie.
Dlatego też rozpad małżeństwa jest sprawą tak bardzo bolesną. Oddaliśmy sobie nawzajem tak wiele – i do tego w tak intymny sposób – że czujemy się zdradzeni, odrzuceni i osamotnieni. Głęboko w sercu rozumiemy, że nie jest dobrze być człowiekowi samemu, i dlatego cierpimy.
Jeśli twoje małżeństwo jest szczęśliwe, wychwalajcie Boga! Starajcie się podtrzymywać waszą miłość i troszczyć się o siebie nawzajem.
Jeśli twoje małżeństwo przeżywa kryzys, nie poddawaj się! Pozwól innym ludziom sobie pomóc – na przykład zaprzyjaźnionemu małżeństwu, mądremu księdzu czy profesjonalnemu doradcy. Ani ty, ani twój współmałżonek nie musicie przechodzić przez to sami.
Jeśli jesteś rozwiedziony, nie zamykaj się w sobie. Twoja historia jeszcze się nie zakończyła. Bóg cię nie odrzucił. Jest wielu ludzi gotowych ci pomóc – ludzi, dzięki którym poczujesz znowu miłość i obecność Jezusa.
Bóg nie chce, aby ktokolwiek z nas był sam. Nie tylko kroczy wraz z tobą, ale także posyła do ciebie innych ludzi,
z którymi możesz iść razem. Tak bardzo cię kocha!
„Jezu, dziękuję Ci za moją rodzinę i przyjaciół. Powierzam ci dziś wszystkich ludzi samotnych. Daj im odczuć Twoją obecność”.
Ps 128,1-6
Hbr 2,9-11
Mk 10,2-16

▌Niedziela, 14 października
Mk 10,17-30
… wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. (Mk 10,30)
Dziś w Rzymie, oprócz kanonizacji Pawła VI, o którym piszemy w Magazynie, papież Franciszek dokona również kanonizacji Oskara Arnulfo Romero z Salwadoru.
Mianowany w 1977 roku arcybiskupem San Salwadoru, Romero pełnił swoją posługę w czasach intensywnych zawirowań politycznych i prześladowań religijnych. Poprzez swoje homilie, kazania radiowe i artykuły w prasie Romero stał się dla swego narodu głosem sumienia. Odwołując się nieustannie do przesłania Ewangelii, piętnował przemoc i korupcję wyniszczające jego kraj.
Romero nie dał się zastraszyć niezliczonym groźbom utraty życia. W jednej z homilii mówił: „Możecie powiedzieć ludowi, że jeśli uda im się mnie zabić, przebaczam tym, którzy to uczynią, i błogosławię ich. Mam nadzieję, że w końcu zrozumieją, iż tracą czas. Biskup umrze, ale Kościół Boży, który jest ludem Bożym, nie zginie nigdy”. 24 marca 1980 roku, kiedy odprawiał Mszę świętą, uzbrojony człowiek stanął w drzwiach kaplicy i oddał strzał. Stojący przy ołtarzu Oskar Romero został trafiony w serce i zmarł na miejscu.
W liście zapowiadającym kanonizację arcybiskupa Romero papież Franciszek pisał: „W tym pięknym kraju Ameryki Środkowej, oblanym przez Ocean Spokojny, Pan dał swemu Kościołowi gorliwego biskupa, który kochając Boga i służąc swym braciom i siostrom, stał się obrazem Chrystusa, Dobrego Pasterza. W czasach trudnej koegzystencji arcybiskup Romero potrafił prowadzić, bronić i ochraniać swoją owczarnię (...) A w chwili śmierci, celebrując Najświętszą Ofiarę miłości i pojednania, otrzymał łaskę pełnego złączenia z Tym, który oddał życie za owce”.
Oskar Romero żył słowami dzisiejszych czytań. Przedłożył mądrość Bożą ponad bogactwa i przywileje tego świata. Głosił słowo Boże w taki sposób, że przeszywało ono ludzkie serca. Poświęcił wszystko ubogim Salwadoru. Oby jego świadectwo pomogło nam odpowiedzieć na krzyk ubogich i pogardzanych.
„Św. Oskarze Romero, módl się za nami”.
Mdr 7,7-11
Ps 90,12-17
Hbr 4,12-13

▌Niedziela, 21 października
Mk 10,35-45
Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć. (Mk 10,45)
Agata, matka szóstki dzieci, przyjechała z rodziną w odwiedziny do krewnych. W kolejnym dniu pobytu postanowiono podzielić się na dwie grupy – jedna miała pojechać na wycieczkę, a druga zostać w domu i odpocząć w ogrodzie. „Wolisz zostać czy jechać?” – zapytał Agatę mąż. „A jak myślisz, gdzie będę bardziej potrzebna?” – odpowiedziała bez namysłu Agata, nie zdając sobie nawet pewnie sprawy, że w tej banalnej, codziennej sytuacji stała się obrazem Jezusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć.
Jezus wypowiedział słowa o służbie, gdy Apostołowie Jakub i Jan, ku oburzeniu pozostałych, próbowali na boku załatwić sobie u Jezusa najbardziej zaszczytne miejsca w Jego królestwie. Zanim jednak uznamy ich zachowanie za wyjątkowo naganne, zauważmy, że wypowiedzieli oni szczerze to, co było prawdopodobnie w sercach wszystkich Apostołów, spierających się o to, który z nich jest największy. A także w sercach nas wszystkich, którzy często zabiegamy o pierwsze miejsca, choćby w kolejce do gabinetu lekarza czy przy drzwiach autobusu, nie zastanawiając się ani przez chwilę, czy może w danej sytuacji nie należałyby się one bardziej komuś innemu.
Słowa o służbie nie są popularnym przesłaniem w czasach, które sprzyjają raczej twardemu egzekwowaniu własnych praw i bezwzględnej „walce o swoje”. „Nie tak będzie między wami” (Łk 10,43) – mówi jednak Jezus. Uczy, że wielki jest ten, kto potrafi dostrzec potrzeby drugiego, dać coś z siebie, wziąć na siebie coś, co musi być zrobione, a czego inni zrobić nie chcą. A ta „wielkość” nie jest teorią, ale przekłada się na pokój serca i cały szereg innych owoców Ducha Świętego, niedostępnych tym, którzy żyją wyłącznie dla siebie.
Prośmy dziś o dar mądrej służby, która nie jest słabością, uciemiężeniem ani niechętnym uleganiem presji innych, ale naśladowaniem Jezusa. Oby On prowadził nas do prawdziwej wielkości.
„Panie, chcę Cię naśladować. Naucz mnie mądrze i z miłością służyć innym”.
Iz 53,10-11
Ps 33,4-5.18-20.22
Hbr 4,14-16

▌Niedziela, 28 października
Mk 10,46b-52
Zaczął wołać. (Mk 10,47)
Historia Bartymeusza ukazuje nam jasno, że jeśli naprawdę nam na czymś zależy, przezwyciężymy wszelkie przeszkody, aby to zdobyć.
Bartymeusz przedarł się przez tłum, który próbował nie dopuścić go do Jezusa. Pragnął być uzdrowiony i nic nie było w stanie go powstrzymać. Podobnie „tłumy” tego świata często próbują nie dopuścić nas do Jezusa i powstrzymać przed przyjęciem Jego uzdrawiającego dotyku. Każą nam zadowolić się tym, kim jesteśmy. „Jezus ci nie pomoże – mówią – musisz po prostu zaakceptować to, co jest”.
Problem polega na tym, że to, co ma do zaoferowania świat, nie jest w stanie dać nam pokoju ani spełnienia. Wciąż miotamy się w poszukiwaniu kolejnej rzeczy, która ma zapewnić nam szczęście. Zbyt często nasze pragnienie pokoju i miłości Boga trwa tylko ulotną chwilę, po czym znów zostaje zagłuszone przez „krzyki tłumu”.
Codziennie każdy z nas musi zmagać się z podobnymi przeciwnościami, jakim stawił czoło Bartymeusz. Siedział on przy drodze i żebrał, jak czynił to każdego dnia. Z pewnością przywykł do tego; kiedy jednak usłyszał, że zbliża się Jezus, zaczął wołać: „Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną! (Mk10,47). Przechodzący tłum uciszał go – chciał, by pozostał na swoim miejscu i zaakceptował swoją ślepotę: „Jezus nie może ci pomóc; nie zasługujesz na Jego uwagę”. Jednak Bartymeusz w swojej determinacji nie chciał słuchać tłumu. Dzięki temu Jezus go usłyszał, a on zrzucił siebie płaszcz przyzwyczajeń i nędznej stabilizacji i pobiegł do Jezusa, który przyodział go Bożą miłością.
Idź za przykładem Bartymeusza. Tłumy tego świata żądają całego twego czasu, ale ty nie musisz im ulegać. Dziś i każdego dnia odrzucaj płaszcz złudnego komfortu i biegnij na spotkanie Jezusa. Pozwól Mu przyodziać cię w płaszcz łaski i uzdrowienia.
Pamiętaj także, że chociaż tłumy tego świata próbują nie dopuścić cię do Jezusa, ma On także uczniów, którzy idą za Nim. Mogą ci oni pomóc wzrastać w wierze. Znajdź sobie grupę ludzi, którzy spotykają się na wspólnej modlitwie i czytaniu Biblii. Poszukaj tych, którzy służą ubogim. Otocz się ludźmi, którzy podzielają twoje pragnienie zbliżenia się do Jezusa i wraz z nimi idź „za Nim drogą” (Mk 10,52).
„Panie, otwórz mi oczy, abym rozpoznał wokół siebie Twoich uczniów”.
Jr 31,7-9
Ps 126,1-6
Hbr 5,1-6

 

MAGAZYN:
„Oddaję go Tobie”
Choroba mojego męża
umocniła naszą wiarę

Gratulujemy! Dostał pan pracę”. Ta dobra wiadomość była dużą ulgą dla mojego męża Toma i dla mnie. Jego nowe stanowisko w systemie oświaty miasta Buffalo zapewniało nam wyższy i bardziej stabilny dochód. Mając na utrzymaniu piątkę małych dzieci, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, poczuliśmy więc, że sprawy idą w dobrym kierunku. Nowa praca zapewniała nam także ubezpieczenie zdrowotne, co, dzięki Bogu, przyszło w samą porę.

TAJEMNICZY BÓL
Na krótko przed rozpoczęciem pracy nauczycielskiej Tom zaczął odczuwać bóle w dolnym odcinku kręgosłupa. Pojawiły się nie wiadomo skąd i nasilały się coraz bardziej. Zimą odwiedził kilku lekarzy, ale żaden z nich nie był w stanie stwierdzić, co się dzieje. Lekarze uznawali, że dolegliwości są związane ze stresem. My jednak czuliśmy, że ten wzmagający się ból jest objawem czegoś więcej niż stresu. W końcu doszło do tego, że Tom nie mógł prowadzić samochodu, położyć się ani pracować. W lutym, po powrocie do domu z kolejnej bezowocnej wizyty lekarskiej, stracił nagle władzę w nogach. Bez żadnego ostrzeżenia został sparaliżowany od pasa w dół. Wezwana karetka zawiozła Toma do szpitala, a ja zostałam z dziećmi w domu. Czekałam zdenerwowana, cały czas myśląc o tym, co tam się dzieje. Wreszcie zadzwonił telefon: „Pani mąż ma guz nowotworowy. Potrzebujemy pani pozwolenia na natychmiastową operację” – powiedział chirurg.
Lekarze zdiagnozowali złośliwy guz, który niebezpiecznie naciskał na rdzeń kręgowy Toma. Udzieliłam wymaganego pozwolenia i odłożyłam słuchawkę. Odczułam ulgę, że wreszcie wiadomo, skąd pochodzą jego bóle, ale byłam przerażona tym, co nas czeka. Zaczęłam więc modlić się do Boga o cudowne uzdrowienia męża z raka.

MODLITWA ZAWIERZENIA
Kiedy wieczorem mama zawiozła mnie do szpitala, przypomniała mi się nagle śmierć mojego ojca sprzed dwudziestu lat. Mama często opowiadała nam o tym, jak w pracy doznał rozległego zawału serca. Miał zaledwie pięćdziesiąt lat i cieszył się doskonałym zdrowiem – podobnie jak mój trzydziestodziewięcioletni mąż, gdy to wszystko się zaczęło. Serce uderzyło mi mocniej. Czyżby Tom także miał zaraz umrzeć?
Kiedy przed laty mama pojechała do ojca do szpitala, lekarze powiedzieli jej, że sprawa wygląda bardzo poważnie. Pomodliła się wtedy mówiąc, że jeśli on nie może wyzdrowieć, to pragnie „oddać go Bogu”. Ewidentnie Bóg przyjął jej modlitwę, gdyż po kilku minutach mój ojciec zmarł. Była to nasza rodzinna historia, a teraz przeżywałam ją ponownie ja sama – jadąc z mamą do szpitala w niepokojąco podobnych okolicznościach. Obecność mamy uświadomiła mi konieczność przyjęcia woli Bożej, niezależnie od wyniku operacji. Zaczęłam płakać. Czułam jednak, że pragnę wypełnienia się woli Bożej w stosunku do mnie i do Toma, jakakolwiek by ona była. Pomodliłam się więc: „Oddaję ci go, Boże. Zdaję się na Twoją wolę co do jego życia”. Była to najtrudniejsza modlitwa, jaką kiedykolwiek wypowiedziałam.

„DLACZEGO NAS TO
SPOTKAŁO?”
Podczas operacji rodzina i przyjaciele towarzyszyli mi w poczekalni. Przez głowę przechodziły mi różne myśli. Przecież zawsze byliśmy wierni Bogu. Dlaczego nas to spotkało?
Tom przeżył operację, ale pozostało nam do stoczenia jeszcze wiele batalii. W dalszym ciągu nie chodził, a odzyskanie władzy w nogach zajęło mu całe lata. Ciągle wykrywano u niego kolejne złośliwe guzy – w głowie, w nodze itd. Lekarze przewidywali, że pozostały mu jedynie dwa lub trzy lata życia.
Tom przebywał w szpitalu przez kilka miesięcy. Przeszedł naświetlania, chemioterapię, rehabilitację i terapię zajęciową. Powoli dochodził do siebie. Przyjaciele modlili się za niego, ale żadne cudowne uzdrowienie nie nastąpiło – pozostała jedynie dobra, klasyczna terapia medyczna. Był to dla mnie zawód, ponieważ modliłam się gorąco o całkowite zniknięcie guzów. Zdałam się jednak na wolę Boga, toteż ufałam, że ta powolna i niepewna poprawa jest Jego odpowiedzią.

„TOM NIE UMRZE”
Tymczasem życie naszych dzieci toczyło się normalnie – szkoła, kontakty z kolegami, zwyczajny codzienny kołowrót. Prawdopodobnie nie zdawały sobie nawet sprawy, że ich ojciec niejeden raz był na granicy śmierci. Jego znajomym również trudno było w to uwierzyć, ponieważ zawsze był tak spokojny i ufny. Przylgnął mocno do obietnicy zawartej w wersecie biblijnym, który miał w pamięci: „Nie umrę, lecz będę żył i głosił dzieła Pańskie” (Ps 118,17).
Wiosną dowiedzieliśmy się, że Tom potrzebuje przeszczepu szpiku, co wiązało się z ryzykowną procedurą. Lekarze wyjaśnili, że będą musieli zniszczyć wiele z uszkodzonych komórek krwi Toma i zastąpić je zdrowymi komórkami dawcy. Przez kilka tygodni po zabiegu rekonwalescencja Toma przebiegała prawidłowo i byliśmy pełni optymizmu. Jednak pewnego poranka, gdy się obudził, okazało się, że jego mowa jest bełkotliwa. Poprosiłam pielęgniarki, żeby sprawdziły, co się dzieje, i szybko wykryto krwotok w mózgu.
Rozpoczął się wyścig z czasem. U Toma nastąpiło zatrzymanie akcji serca, a jego ciśnienie w pewnym momencie wynosiło zero. W tym stanie osłabienia operacja była niezwykle ryzykowna. Kiedy wjeżdżał na salę operacyjną, jeszcze raz zdałam się na wolę Bożą. Zadzwoniłam też do jednego z naszych przyjaciół z prośbą o modlitwę. Okazało się, że jest właśnie na konferencji katolickiego stowarzyszenia mężczyzn, poprosił więc o modlitwę wszystkich zebranych. Cała grupa uklękła i prosiła Boga o uzdrowienie Toma.
Wbrew przewidywaniom Tom przeżył operację. Co więcej, na drugi dzień zaraz po obudzeniu zaczął normalnie chodzić i mówić. Wypił nawet herbatę z pielęgniarkami. Lekarz prowadzący był tak zaskoczony, że nazwał go „Chodzącym Cudem”. Bóg wysłuchał naszych modlitw, uzdrawiając Toma poprzez lekarzy, operacje i przeszczep szpiku. Nie stało się to tak, jak tego oczekiwałam, ale Bóg przywrócił mu zdrowie, którego tak bardzo pragnęliśmy.

TAJEMNICZE DROGI BOŻE
Dzięki Bogu Tom już dwadzieścia cztery lata jest wolny od raka. Powrócił do zawodu nauczyciela, dożył ślubów piątki naszych dzieci i doczekał się czternaściorga wnucząt. Przez wszystkie te lata staraliśmy się „głosić dzieła Pana” – a przede wszystkim to, że Tom jest „Chodzącym Cudem”. Z każdym rokiem pogłębia się nasze przekonanie, że Bóg odpowiada na modlitwy na swój sposób i w swoim, a nie w naszym czasie.
Po przeszczepie szpiku zastanawialiśmy się z Tomem, czy rak jeszcze powróci. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każda rocznica jego uzdrowienia nie jest czymś, co nam się należy, ale darem od Boga. Co roku po raz kolejny zdobywałam się na to, by powierzyć go Bogu, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Jego życie – i zdrowie – wciąż przypomina nam, jak tajemnicze są drogi Boże oraz że warto im zaufać.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 10 (302) 2018 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W październikowym numerze „Słowa wśród nas” mówimy o Bożym planie zbawienia. W głównych artykułach przedstawiamy „panoramę zbawienia” – ogląd kluczowych wydarzeń z dziejów świata i ludzkości. Przyjrzenie się jej pomoże nam dostrzec miłość Boga do nas, nasze miejsce w Bożym planie zbawienia, a także cel naszej wędrówki, którym jest niebo. 
W Magazynie proponujemy artykuł o papieżu Pawle VI jako niestrudzonym głosicielu Dobrej Nowiny oraz poruszające świadectwo „Oddaję go Bogu” o owocach całkowitego zawierzenia Bogu wobec śmiertelnej choroby. Ponadto odpowiedź na naszą ankietę „Błogosławieństwo starości” zatytułowaną „Miej nadzieję w Panu! Odwagi!”. 
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy dzieło św. Ludwika Marii Grignion de Montforta „Przedziwny sekret Różańca Świętego”. 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Panoramiczna wizja dziejów
Boży plan zbawienia.................................................... 4

Żyć perspektywą nieba
Dokonywać słusznych wyborów............................... 10

W górę serca!
Między grzechem a świętością....................................15

Panorama dziejów zbawienia pomocą
w modlitwie..................................................................18

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 października........................................................20

MAGAZYN
„Wiary ustrzegłem”
Papież Paweł VI – niestrudzony głosiciel Dobrej
Nowiny – Kathryn Elliott........................................................48

„Oddaję go Tobie”
Choroba mojego męża umocniła naszą wiarę
Theresa Shriver....................................................... 54

Miej nadzieję w Panu! Odwagi!odpowiedź
na ankietę „Błogosławieństwo starości”.................. 58

Nasze lektury............................................................ 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST
Drodzy Bracia i Siostry!

Przez całe tysiące lat marynarze odnajdywali położenie na morzu z pomocą jasnego stałego punktu świetlnego, jakim jest gwiazda polarna. „Patrz na gwiazdę, a odnajdziesz drogę do portu” – mawiali. Ten obraz prowadzącego nas jasnego światła można odnieść do własnego życia.
Liczne badania wykazały, jak cenne jest posiadanie jasnej wizji swojego życia. Pomaga nam ona określić cel, do którego dążymy. Nadaje życiu kierunek. Mobilizuje do podejmowania kolejnych wyzwań, które przybliżają nas do celu. Mówiąc najkrócej, jasna wizja pozwala nam prowadzić o wiele bardziej sensowne
i satysfakcjonujące życie.
Jednak nawet wiedząc o tym, my, ludzie, mamy skłonność do koncentrowania się na różnych detalach, tracąc z oczu obraz całości. A kiedy skupiamy się na szczegółach, wizja tego, czym mamy się stać i jak to osiągnąć, stopniowo zaciera się w naszej świadomości.
Oczywiście także szczegóły są niezbędne i ważne. Bez nich niczego nie dałoby się zrealizować. Projekt zawodowy pozostałby w sferze marzeń. Dzieci chodziłyby w brudnych ubraniach i bez śniadania, gdyby ich mama przez cały czas zajmowała się rozmyślaniem nad „obrazem całości”. Jezus, Marta i jej siostra Maria byli-
by głodni, gdyby wszyscy prowadzili rozmowę i nikt nie przygotował posiłku (Łk 10,38-42).
Bardzo ważne jest, aby nasza wizja życia była jasna i dobrze rozeznana. Dlatego zachęcamy was, byście już teraz zaczęli myśleć o swojej wizji na kolejny rok, na następne pięć lat i na całe życie. Podczas studiów jeden z profesorów zadał nam pracę na temat, który pamiętam do dziś: „Co chcesz mieć napisane na nagrobku i jak zamierzasz do tego dojść?”. Innymi słowy, czego i w jaki sposób chciałbyś dokonać, zanim odejdziesz z tego świata.
Panorama dziejów, na której chcemy skupić się w tym numerze, jest narzędziem mogącym nam pomóc w rozeznaniu Bożej wizji dla naszego życia. Koncentruje się ona wokół czterech kluczowych wydarzeń w całej historii ludzkości: stworzeniu świata, odkupieniu nas przez Chrystusa, zesłaniu Ducha Świętego oraz powtórnym przyjściu Chrystusa. Każde z tych czterech wydarzeń powinno być integralną częścią naszej osobistej wizji i kształtować nasze myślenie i postępowanie.
Kiedy idę na Mszę świętą lub rozpoczynam modlitwę osobistą, na początku zwykle przypominam sobie panoramę dziejów. Rozważanie tych czterech wydarzeń pomaga mi skupić się na wspaniałości Boga, który kocha nas nieskończoną miłością. Przybliża mnie do Niego i kształtuje moje relacje z innymi ludźmi. Pomaga mi też pamiętać, że ten świat, przy całym swoim pięknie, nie jest moim domem. Pobudza do modlitwy słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!”
Ufam, że panorama dziejów pomoże wam w odczytaniu Bożej wizji waszego życia. Oby Bóg błogosławił wam wszystkim.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 

ARTYKUŁY:

Panoramiczna wizja dziejów

Boży plan zbawienia

Nie zdarza się to wprawdzie codziennie, ale każdy z nas od czasu do czasu spogląda z dystansu na rzeczywistość i zadaje pytania zaczynające się od słowa „dlaczego”: „Dlaczego wczoraj byłem tak zdenerwowany, a dzisiaj jestem zadowolony?”, „Dlaczego w tym tygodniu jest u nas w domu tak spokojnie, chociaż w zeszłym panował totalny chaos?”, „Dlaczego znowu dałem się wciągnąć w bezsensowną kłótnię z moim bratem?”. Kiedy przychodzą nam do głowy takie pytania, często prześlizgujemy się po nich lub odkładamy je na później, zamierzając zastanowić się nad nimi w bardziej odpowiednim momencie.
Są też pytania, które zadajemy sobie znacznie rzadziej, które jednak czają się tuż pod powierzchnią: „Co ja tutaj robię?”, „Czy moje życie ma sens?”, „Dlaczego dobrzy ludzie cierpią, a złym wszystko się udaje, nawet ich grzechy pozostają bezkarne?”. Podczas gdy pierwszy zestaw pytań od czasu do czasu przykuwa naszą uwagę, to tych z drugiego przeważnie unikamy. A kiedy już zaczynamy je zadawać, boimy się tego, co możemy odkryć, jeśli się w nie zagłębimy, albo mamy poczucie, że odpowiedzi na nie zupełnie nas przerastają.
Jednak wbrew wszystkim naszym lękom i oporom prawda jest taka, że pytania te wiodą nas ku odpowiedziom pełnym nadziei i optymizmu. Stawiają nas one bowiem twarzą w twarz z samym Bogiem, Dawcą naszego życia. On jeden widzi światło i ciemność w sercu każdego człowieka. On jeden rządzi światem z doskonałą sprawiedliwością. On jeden może nam wyjaśnić tajemnicę nas samych. Co więcej, On pragnie nam ją wyjaśnić. Chce dzielić się z nami swoją mądrością i wyjawiać nam swój plan.
Dlatego w tym miesiącu będziemy prosić Ojca niebieskiego, aby ukazał nam swoją własną wizję rzeczywistości.

PANORAMICZNA
WIZJA DZIEJÓW
Wielu ludzi teoretycznie uwzględnia fakt, że Bóg istnieje i że należy Mu się chwała, ale zazwyczaj zaczyna intensywnie Go szukać i prosić o pomoc dopiero wtedy, kiedy pojawi się jakiś kryzys – ciężka choroba, problemy rodzinne czy groźba ruiny finansowej. Jednakże Pismo Święte wielokrotnie zapewnia nas, że Bóg pragnie udzielać nam swojej pomocy i prowadzić nas nie tylko wtedy, gdy pojawiają się poważne trudności, lecz zawsze. Chce, byśmy przychodzili do Niego nie tylko z troskami i problemami, ale również z nadziejami i radościami.
W naszych artykułach pragniemy zaproponować spojrzenie na dzieje świata i ludzkości jak na swoistą „panoramę”, która pokazuje jakby z lotu ptaka wszechogarniający plan Boga wobec Jego stworzenia. Ta panorama unaocznia cztery kluczowe interwencje Boga w naszych dziejach, to jest: stworzenie świata, przyjście Jezusa na ziemię, wylanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy oraz powtórne przyjście Jezusa na końcu czasów.
Oczywiście Biblia opisuje także wiele innych interwencji Pana, jak na przykład wyjście Izraela z Egiptu, przymierze na górze Synaj, liczne cuda Jezusa czy nawrócenie św. Pawła. Niezliczone przykłady Bożych interwencji możemy też odnaleźć w żywotach świętych, jak i w swoim własnym życiu. Jednak te cztery kluczowe wydarzenia wyróżniają się tym, że odnoszą się do całego stworzenia. Rozważmy więc je kolejno i zobaczmy, czego możemy się z nich nauczyć. Pamiętajmy przy tym, że w panoramę dziejów zbawienia wpisany jest Boży plan na życie każdego z nas.

STWORZENIE
U podstaw opowieści o stworzeniu leży prawda, że miłość rodzi miłość. Podobnie jak owocem wzajemnej miłości męża i żony są dzieci, tak również miłość Boga wydaje wspaniały owoc. Jest to miłość twórcza, wciąż pulsująca życiem, a jej owocem jesteśmy między innymi my. Od pierwszej chwili stworzenia Bóg pragnie dzielić się swoją miłością z ludźmi, którzy zechcą przyjąć Go do swego serca.
Wierzymy, że mężczyźni i kobiety są wyjątkowymi stworzeniami Boga, obdarzonymi zdolnością wybrania Go,
pokochania i upodobnienia się do Niego. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego: „Pośród wszystkich stworzeń widzialnych jedynie człowiek jest zdolny do poznania i miłowania swego Stwórcy; jest on jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego. Tylko człowiek jest wezwany do uczestniczenia w życiu Bożym przez poznanie i miłość” (KKK, 356).
W dziele stworzenia Bóg wyposażył każdego z nas w niepowtarzalny zestaw darów i talentów, pragnąc, byśmy z ich pomocą budowali świat będący odbiciem Jego chwały. Zaprasza nas do współpracy przy stwarzaniu takiego świata, w którym zapanuje sprawiedliwość, pokój i miłosierdzie. Cud stworzenia objawia nam Boga jako miłującego Ojca, który ma upodobanie w dzieleniu się swoją miłością z innymi. Ukazuje nam także, że jesteśmy Jego własnością, Jego ludem, członkami Jego rodziny. Kiedy czynimy ziemię domem godnym naszego hojnego i dobrego Ojca, stajemy się z Nim „współ-stwórcami”.

WCIELENIE
Znamy historię z ogrodu Eden. Nasi pierwsi rodzice, zwiedzeni przez diabła, popadli w grzech nieposłuszeństwa, usiłując stać się jak Bóg. W ten sposób zerwali więź ze swoim Stwórcą. Realizacja planu zamierzonego przez Boga wymagała więc zniszczenia mocy grzechu. Rozdarcie pomiędzy Bogiem a ludźmi musiało zostać uleczone. Zauważmy, że nawet kiedy byliśmy zagubieni i w niewoli grzechu, Bóg nie przestał nas kochać. Dalej chciał, abyśmy z Nim byli. Umiłował nas tak bardzo, że aby nas zbawić, posłał na ziemię swego jedynego Syna.
Podczas gdy my okazaliśmy nieposłuszeństwo Bogu, Jezus całkowicie poddał się woli Ojca (J 5,30; Łk 22,42). Na krzyżu „umarł dla grzechu” i wykupił nas z jego mocy (Rz 6,10; 1 P 1,18-19). Powstając z martwych, objawił swoją moc nad śmiercią. W ten sposób przywrócił nam wszystkim dostęp do Boga.
Poprzez fakt Wcielenia Bóg ukazał jasno, że nasz grzech Go nie zniechęcił i że nie zamierza nas opuścić. To centralne wydarzenie w dziejach świata, jakim było przyjście Jezusa, aby umrzeć za nasze grzechy, jest niepodważalnym dowodem miłości Boga do nas.

PIĘĆDZIESIĄTNICA
Pięćdziesiątnica, czyli wylanie Ducha Świętego na Kościół, być może jeszcze głębiej niż poprzednie dwa wydarzenia unaocznia nam, jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo pragnie pociągnąć do siebie wszystkich. Przemawiając do zgromadzonych tłumów, Piotr ogłosił: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2,39). Dar Ducha Świętego nie był przeznaczony jedynie dla Apostołów. Nie był tylko dla tych, którzy już poznali Jezusa. Nie był tylko dla Żydów. Bóg wylewał swego Ducha „na wszelkie ciało” (Dz 2,17).
Dzięki Duchowi Świętemu każdy z nas może doświadczyć obecności Boga w osobisty, intymny sposób. Wszyscy możemy przyjąć Jego miłość, która daje nam siłę, by odwracać się od grzechu i upodabniać do Jezusa. Duch Święty pomaga nam przyjąć Boży plan, a przez to czynić nasz świat jaśniejszym odbiciem Bożego piękna, pokoju i sprawiedliwości. On łączy nas w jeden Kościół i posyła do świata, abyśmy dzielili się Jego miłością z innymi.
Rok po roku Bóg realizuje swój plan mocą Ducha Świętego. Jednak ten plan wymaga współpracy każdego z nas. Wszyscy mamy do odegrania w nim ważną rolę. Odkupieni przez Chrystusa, napełnieni Duchem i zjednoczeni w Kościele, wnosimy swój wkład w budowanie królestwa Bożego – aż do dnia powtórnego przyjścia Jezusa.

POWTÓRNE PRZYJŚCIE
Plan Boży osiągnie swoją pełnię na końcu czasów, kiedy Jezus powróci, by ustanowić nowe niebo
i nową ziemię. Wtedy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Śmierć zostanie pokonana, a nędza, wojny i choroby znikną na zawsze. Nie będzie już nienawiści, kłamstwa, aborcji, morderstw ani żadnej przemocy. Bóg zetrze z naszych oczu każdą łzę, napełniając nas swym życiem i miłością. Dopiero wtedy, w pełni zjednoczeni z Bogiem, zobaczymy, jak wszystkie wydarzenia naszego życia przyczyniały się do realizacji Jego planu. Dopiero wtedy, patrząc na rzeczywistość oczyma naszego Ojca niebieskiego, poznamy Jego mądrość i Opatrzność.
Dlatego właśnie w każdym, kto doświadcza w swoim życiu działania Ducha Świętego, budzi się pragnienie modlitwy słowami: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20). Wszystko, co Bóg kiedykolwiek zamierzył dla swojego ludu, wypełni się, gdy Stwórca i Jego stworzenie połączą się wieczną i nierozerwalną więzią miłości.

SKOSZTUJCIE I ZOBACZCIE
Stworzenie, Wcielenie, zesłanie Ducha Świętego, powtórne przyjście Jezusa – te cztery wydarzenia są kamieniami milowymi doskonałego planu Boga wobec nas. Wyjaśniają one, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy.
Spróbuj więc znaleźć trochę czasu na rozważenie tej panoramicznej wizji Bożego planu. Proś Ducha Świętego o głębsze zrozumienie roli, jaką ty osobiście masz w nim do odegrania. Proś Go, by pokazał ci, jak bardzo pragnie, abyś doświadczał Jego obecności w zwyczajnych okolicznościach życia. Jednym słowem, pozwól, by Duch Święty uniósł cię w górę i ukazał ci Bożą wizję rzeczywistości! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


▌Poniedziałek, 1 października
Łk 9,46-50
Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. (Łk 9,48)
Chociaż świat nieustannie przekonuje nas, że powinniśmy walczyć o siebie, o swoją pozycję, uznanie, awans czy karierę, to nie tego uczy nas Jezus.
W królestwie Bożym – przeciwnie – liczy się pokora, nieszukanie swego, służba innym. Jednak uczniowie jeszcze tego nie rozumieją. Wciąż sądząc, że im wyżej, tym lepiej, spierają się, który z nich jest największy. Jezus burzy ich sposób myślenia, utożsamiając przyjęcie małego dziecka z przyjęciem Jego samego.
Uniżenie się ma wielką moc z bardzo prostego powodu – właśnie dzięki niemu znajdujemy Jezusa. Uniżając się, spotykamy Tego, który „ogołocił samego siebie”, aby stać się podobnym do nas, który „uniżył samego siebie”, przyjmując śmierć na krzyżu (Flp 2,7.8). Spotykamy Tego, który przyszedł do „ubogich”, „więźniów”, „niewidomych” i „uciśnionych” (Łk 4,18). Spotykamy Tego, który przyszedł, by „dać swoje życie jako okup za wielu” (Mk 10,45). Jeżeli będziemy wyrzekać się siebie i swoich planów na rzecz szukania i pełnienia woli Bożej, znajdziemy łaski potrzebne do miłowania ludzi żyjących wokół nas.
Czy są w twoim życiu sytuacje, które wymagają uniżenia, porzucenia pychy? Może na przykład już o wiele za długo nosisz w sobie urazę do kogoś, dźwigając brzemię nieprzebaczenia? Może unikasz kogoś, kto potrzebuje twojej pomocy? Może z lekceważeniem odnosisz się do osób bezdomnych czy upośledzonych? A może za mało troszczysz się o swoich najbliższych? Postaw dzisiaj pierwszy krok, by to zmienić, i zaufaj, że Bóg cię poprowadzi.
Nie musisz ciągle bronić swojej pozycji. Nie musisz zawsze mieć ostatniego słowa. Zajmij niższe miejsce razem z Jezusem. Bądź skory do słuchania i służby, a Pan przyciągnie cię bliżej do siebie. Usłyszysz wtedy Jego cichy głos: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21).
„Panie, pomóż mi pójść dziś za Tobą drogą uniżenia i pozwól mi odnaleźć na niej Ciebie”.
Hi 1,6-22
Ps 17,1-3.6-7
▌Wtorek, 2 października
Świętych Aniołów Stróżów
Mt 18,1-5.10
Aniołowie ich w niebie… (Mt 18,10)
Św. Ojciec Pio nazywał go swoim „przyjacielem od kołyski”. Od dzieciństwa byli bliskimi kompanami i spędzali razem wiele czasu. Rozmawiali przed pójściem spać i przez całe lata nie tracili ze sobą kontaktu. Ojciec Pio był przekonany, że zarówno w do-
brych, jak i w złych chwilach jest przez niego wspierany. Kim był ten wyjątkowy przyjaciel? Jego Aniołem Stróżem.
Słowa Ojca Pio o tak bliskiej relacji z jego niebieskim Opiekunem mogą wydawać nam się dziwne, a przecież Kościół naucza, że każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który towarzyszy mu przez całe życie. Także Maryja i wszyscy święci mieli swoich Aniołów Stróżów! Pomyśl – Bóg kocha cię tak bardzo, że przydzielił ci istotę niebieską, by cię strzegła i prowadziła. Tak bardzo pragnie pomóc ci w drodze do nieba!
Jeśli tak jest, to dlaczego nie słyszymy tego, co mówi nasz Anioł Stróż? Dlaczego go nie widzimy? Rozwijanie relacji z naszym niebieskim Opiekunem wymaga nauczenia się, jak wyczuwać jego niewidzialną, stałą obecność.
Możesz rozmawiać ze swoim Aniołem Stróżem – tak samo jak rozmawiasz w sercu z Jezusem – próbując rozeznać jego głos w swoich myślach. Kiedy wahasz się, jaką decyzję masz podjąć, możesz prosić go, by modlił się za ciebie lub wskazał ci właściwą drogę. Możesz prosić go o ochronę, kiedy ogarnia cię lęk przed nieznanym. A kiedy z wewnętrznym przekonaniem podejmujesz dobrą decyzję czy wybierasz słuszną drogę, jest bardzo prawdopodobne, że stoi za tym inspiracja twego Anioła Stróża.
„Wzywaj swojego Anioła Stróża,
a On cię poprowadzi” – mawiał Ojciec Pio. On sam zwracał się do swego Anioła z dziecięcą wiarą i odkrył w nim niebieskiego przyjaciela, który prowadził go i chronił. Dziś, w dniu, w którym czcimy tych niebieskich przewodników, poświęćmy kilka chwil na rozmowę ze swoim Aniołem Stróżem. Nie trzeba być mistykiem, wystarczy świadomie postawić krok w wierze.
A potem następny.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że dajesz mi Anioła Stróża, aby mnie chronił
i prowadził”.
Wj 23,20-23
Ps 91,1-6.10-11

▌Niedziela, 7 października
Rdz 2,18-24
Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam. (Rdz 2,18)
W pierwszej chwili może się wydawać, że Bóg stworzył Adama, a dopiero potem uświadomił sobie, że czegoś tu brakuje. Zdał sobie sprawę, że stworzony przez Niego mężczyzna potrzebuje partnerki, postanowił więc wyjąć jedno z jego żeber i uformować z niego drugą podobną do niego istotę.
Oczywiście wiemy dobrze, że Bóg nie popełnił błędu. Stworzył pierwszych rodziców, dokładnie tak, jak zamierzył. Natomiast słowa: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”, wyrażają odwieczną prawdę o tym, że jesteśmy stworzeni do tego, aby być razem. Jesteśmy stworzeni dla wspólnoty.
Ta fundamentalna, odwieczna prawda wyjaśnia, dlaczego mężczyźni i kobiety zawierają związki małżeńskie.
A także dlaczego mamy osiedla, parafie, hale sportowe i restauracje. Potrzebujemy siebie nawzajem! Bóg wpisał w serce każdego z nas pragnienie dawania siebie innym, a także pragnienie  przyjmowania innych – aby nasze życie było w pełni ludzkie.
Dlatego też rozpad małżeństwa jest sprawą tak bardzo bolesną. Oddaliśmy sobie nawzajem tak wiele – i do tego w tak intymny sposób – że czujemy się zdradzeni, odrzuceni i osamotnieni. Głęboko w sercu rozumiemy, że nie jest dobrze być człowiekowi samemu, i dlatego cierpimy.
Jeśli twoje małżeństwo jest szczęśliwe, wychwalajcie Boga! Starajcie się podtrzymywać waszą miłość i troszczyć się o siebie nawzajem.
Jeśli twoje małżeństwo przeżywa kryzys, nie poddawaj się! Pozwól innym ludziom sobie pomóc – na przykład zaprzyjaźnionemu małżeństwu, mądremu księdzu czy profesjonalnemu doradcy. Ani ty, ani twój współmałżonek nie musicie przechodzić przez to sami.
Jeśli jesteś rozwiedziony, nie zamykaj się w sobie. Twoja historia jeszcze się nie zakończyła. Bóg cię nie odrzucił. Jest wielu ludzi gotowych ci pomóc – ludzi, dzięki którym poczujesz znowu miłość i obecność Jezusa.
Bóg nie chce, aby ktokolwiek z nas był sam. Nie tylko kroczy wraz z tobą, ale także posyła do ciebie innych ludzi,
z którymi możesz iść razem. Tak bardzo cię kocha!
„Jezu, dziękuję Ci za moją rodzinę i przyjaciół. Powierzam ci dziś wszystkich ludzi samotnych. Daj im odczuć Twoją obecność”.
Ps 128,1-6
Hbr 2,9-11
Mk 10,2-16

▌Niedziela, 14 października
Mk 10,17-30
… wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. (Mk 10,30)
Dziś w Rzymie, oprócz kanonizacji Pawła VI, o którym piszemy w Magazynie, papież Franciszek dokona również kanonizacji Oskara Arnulfo Romero z Salwadoru.
Mianowany w 1977 roku arcybiskupem San Salwadoru, Romero pełnił swoją posługę w czasach intensywnych zawirowań politycznych i prześladowań religijnych. Poprzez swoje homilie, kazania radiowe i artykuły w prasie Romero stał się dla swego narodu głosem sumienia. Odwołując się nieustannie do przesłania Ewangelii, piętnował przemoc i korupcję wyniszczające jego kraj.
Romero nie dał się zastraszyć niezliczonym groźbom utraty życia. W jednej z homilii mówił: „Możecie powiedzieć ludowi, że jeśli uda im się mnie zabić, przebaczam tym, którzy to uczynią, i błogosławię ich. Mam nadzieję, że w końcu zrozumieją, iż tracą czas. Biskup umrze, ale Kościół Boży, który jest ludem Bożym, nie zginie nigdy”. 24 marca 1980 roku, kiedy odprawiał Mszę świętą, uzbrojony człowiek stanął w drzwiach kaplicy i oddał strzał. Stojący przy ołtarzu Oskar Romero został trafiony w serce i zmarł na miejscu.
W liście zapowiadającym kanonizację arcybiskupa Romero papież Franciszek pisał: „W tym pięknym kraju Ameryki Środkowej, oblanym przez Ocean Spokojny, Pan dał swemu Kościołowi gorliwego biskupa, który kochając Boga i służąc swym braciom i siostrom, stał się obrazem Chrystusa, Dobrego Pasterza. W czasach trudnej koegzystencji arcybiskup Romero potrafił prowadzić, bronić i ochraniać swoją owczarnię (...) A w chwili śmierci, celebrując Najświętszą Ofiarę miłości i pojednania, otrzymał łaskę pełnego złączenia z Tym, który oddał życie za owce”.
Oskar Romero żył słowami dzisiejszych czytań. Przedłożył mądrość Bożą ponad bogactwa i przywileje tego świata. Głosił słowo Boże w taki sposób, że przeszywało ono ludzkie serca. Poświęcił wszystko ubogim Salwadoru. Oby jego świadectwo pomogło nam odpowiedzieć na krzyk ubogich i pogardzanych.
„Św. Oskarze Romero, módl się za nami”.
Mdr 7,7-11
Ps 90,12-17
Hbr 4,12-13

▌Niedziela, 21 października
Mk 10,35-45
Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć. (Mk 10,45)
Agata, matka szóstki dzieci, przyjechała z rodziną w odwiedziny do krewnych. W kolejnym dniu pobytu postanowiono podzielić się na dwie grupy – jedna miała pojechać na wycieczkę, a druga zostać w domu i odpocząć w ogrodzie. „Wolisz zostać czy jechać?” – zapytał Agatę mąż. „A jak myślisz, gdzie będę bardziej potrzebna?” – odpowiedziała bez namysłu Agata, nie zdając sobie nawet pewnie sprawy, że w tej banalnej, codziennej sytuacji stała się obrazem Jezusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć.
Jezus wypowiedział słowa o służbie, gdy Apostołowie Jakub i Jan, ku oburzeniu pozostałych, próbowali na boku załatwić sobie u Jezusa najbardziej zaszczytne miejsca w Jego królestwie. Zanim jednak uznamy ich zachowanie za wyjątkowo naganne, zauważmy, że wypowiedzieli oni szczerze to, co było prawdopodobnie w sercach wszystkich Apostołów, spierających się o to, który z nich jest największy. A także w sercach nas wszystkich, którzy często zabiegamy o pierwsze miejsca, choćby w kolejce do gabinetu lekarza czy przy drzwiach autobusu, nie zastanawiając się ani przez chwilę, czy może w danej sytuacji nie należałyby się one bardziej komuś innemu.
Słowa o służbie nie są popularnym przesłaniem w czasach, które sprzyjają raczej twardemu egzekwowaniu własnych praw i bezwzględnej „walce o swoje”. „Nie tak będzie między wami” (Łk 10,43) – mówi jednak Jezus. Uczy, że wielki jest ten, kto potrafi dostrzec potrzeby drugiego, dać coś z siebie, wziąć na siebie coś, co musi być zrobione, a czego inni zrobić nie chcą. A ta „wielkość” nie jest teorią, ale przekłada się na pokój serca i cały szereg innych owoców Ducha Świętego, niedostępnych tym, którzy żyją wyłącznie dla siebie.
Prośmy dziś o dar mądrej służby, która nie jest słabością, uciemiężeniem ani niechętnym uleganiem presji innych, ale naśladowaniem Jezusa. Oby On prowadził nas do prawdziwej wielkości.
„Panie, chcę Cię naśladować. Naucz mnie mądrze i z miłością służyć innym”.
Iz 53,10-11
Ps 33,4-5.18-20.22
Hbr 4,14-16

▌Niedziela, 28 października
Mk 10,46b-52
Zaczął wołać. (Mk 10,47)
Historia Bartymeusza ukazuje nam jasno, że jeśli naprawdę nam na czymś zależy, przezwyciężymy wszelkie przeszkody, aby to zdobyć.
Bartymeusz przedarł się przez tłum, który próbował nie dopuścić go do Jezusa. Pragnął być uzdrowiony i nic nie było w stanie go powstrzymać. Podobnie „tłumy” tego świata często próbują nie dopuścić nas do Jezusa i powstrzymać przed przyjęciem Jego uzdrawiającego dotyku. Każą nam zadowolić się tym, kim jesteśmy. „Jezus ci nie pomoże – mówią – musisz po prostu zaakceptować to, co jest”.
Problem polega na tym, że to, co ma do zaoferowania świat, nie jest w stanie dać nam pokoju ani spełnienia. Wciąż miotamy się w poszukiwaniu kolejnej rzeczy, która ma zapewnić nam szczęście. Zbyt często nasze pragnienie pokoju i miłości Boga trwa tylko ulotną chwilę, po czym znów zostaje zagłuszone przez „krzyki tłumu”.
Codziennie każdy z nas musi zmagać się z podobnymi przeciwnościami, jakim stawił czoło Bartymeusz. Siedział on przy drodze i żebrał, jak czynił to każdego dnia. Z pewnością przywykł do tego; kiedy jednak usłyszał, że zbliża się Jezus, zaczął wołać: „Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną! (Mk10,47). Przechodzący tłum uciszał go – chciał, by pozostał na swoim miejscu i zaakceptował swoją ślepotę: „Jezus nie może ci pomóc; nie zasługujesz na Jego uwagę”. Jednak Bartymeusz w swojej determinacji nie chciał słuchać tłumu. Dzięki temu Jezus go usłyszał, a on zrzucił siebie płaszcz przyzwyczajeń i nędznej stabilizacji i pobiegł do Jezusa, który przyodział go Bożą miłością.
Idź za przykładem Bartymeusza. Tłumy tego świata żądają całego twego czasu, ale ty nie musisz im ulegać. Dziś i każdego dnia odrzucaj płaszcz złudnego komfortu i biegnij na spotkanie Jezusa. Pozwól Mu przyodziać cię w płaszcz łaski i uzdrowienia.
Pamiętaj także, że chociaż tłumy tego świata próbują nie dopuścić cię do Jezusa, ma On także uczniów, którzy idą za Nim. Mogą ci oni pomóc wzrastać w wierze. Znajdź sobie grupę ludzi, którzy spotykają się na wspólnej modlitwie i czytaniu Biblii. Poszukaj tych, którzy służą ubogim. Otocz się ludźmi, którzy podzielają twoje pragnienie zbliżenia się do Jezusa i wraz z nimi idź „za Nim drogą” (Mk 10,52).
„Panie, otwórz mi oczy, abym rozpoznał wokół siebie Twoich uczniów”.
Jr 31,7-9
Ps 126,1-6
Hbr 5,1-6

 

MAGAZYN:
„Oddaję go Tobie”
Choroba mojego męża
umocniła naszą wiarę

Gratulujemy! Dostał pan pracę”. Ta dobra wiadomość była dużą ulgą dla mojego męża Toma i dla mnie. Jego nowe stanowisko w systemie oświaty miasta Buffalo zapewniało nam wyższy i bardziej stabilny dochód. Mając na utrzymaniu piątkę małych dzieci, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, poczuliśmy więc, że sprawy idą w dobrym kierunku. Nowa praca zapewniała nam także ubezpieczenie zdrowotne, co, dzięki Bogu, przyszło w samą porę.

TAJEMNICZY BÓL
Na krótko przed rozpoczęciem pracy nauczycielskiej Tom zaczął odczuwać bóle w dolnym odcinku kręgosłupa. Pojawiły się nie wiadomo skąd i nasilały się coraz bardziej. Zimą odwiedził kilku lekarzy, ale żaden z nich nie był w stanie stwierdzić, co się dzieje. Lekarze uznawali, że dolegliwości są związane ze stresem. My jednak czuliśmy, że ten wzmagający się ból jest objawem czegoś więcej niż stresu. W końcu doszło do tego, że Tom nie mógł prowadzić samochodu, położyć się ani pracować. W lutym, po powrocie do domu z kolejnej bezowocnej wizyty lekarskiej, stracił nagle władzę w nogach. Bez żadnego ostrzeżenia został sparaliżowany od pasa w dół. Wezwana karetka zawiozła Toma do szpitala, a ja zostałam z dziećmi w domu. Czekałam zdenerwowana, cały czas myśląc o tym, co tam się dzieje. Wreszcie zadzwonił telefon: „Pani mąż ma guz nowotworowy. Potrzebujemy pani pozwolenia na natychmiastową operację” – powiedział chirurg.
Lekarze zdiagnozowali złośliwy guz, który niebezpiecznie naciskał na rdzeń kręgowy Toma. Udzieliłam wymaganego pozwolenia i odłożyłam słuchawkę. Odczułam ulgę, że wreszcie wiadomo, skąd pochodzą jego bóle, ale byłam przerażona tym, co nas czeka. Zaczęłam więc modlić się do Boga o cudowne uzdrowienia męża z raka.

MODLITWA ZAWIERZENIA
Kiedy wieczorem mama zawiozła mnie do szpitala, przypomniała mi się nagle śmierć mojego ojca sprzed dwudziestu lat. Mama często opowiadała nam o tym, jak w pracy doznał rozległego zawału serca. Miał zaledwie pięćdziesiąt lat i cieszył się doskonałym zdrowiem – podobnie jak mój trzydziestodziewięcioletni mąż, gdy to wszystko się zaczęło. Serce uderzyło mi mocniej. Czyżby Tom także miał zaraz umrzeć?
Kiedy przed laty mama pojechała do ojca do szpitala, lekarze powiedzieli jej, że sprawa wygląda bardzo poważnie. Pomodliła się wtedy mówiąc, że jeśli on nie może wyzdrowieć, to pragnie „oddać go Bogu”. Ewidentnie Bóg przyjął jej modlitwę, gdyż po kilku minutach mój ojciec zmarł. Była to nasza rodzinna historia, a teraz przeżywałam ją ponownie ja sama – jadąc z mamą do szpitala w niepokojąco podobnych okolicznościach. Obecność mamy uświadomiła mi konieczność przyjęcia woli Bożej, niezależnie od wyniku operacji. Zaczęłam płakać. Czułam jednak, że pragnę wypełnienia się woli Bożej w stosunku do mnie i do Toma, jakakolwiek by ona była. Pomodliłam się więc: „Oddaję ci go, Boże. Zdaję się na Twoją wolę co do jego życia”. Była to najtrudniejsza modlitwa, jaką kiedykolwiek wypowiedziałam.

„DLACZEGO NAS TO
SPOTKAŁO?”
Podczas operacji rodzina i przyjaciele towarzyszyli mi w poczekalni. Przez głowę przechodziły mi różne myśli. Przecież zawsze byliśmy wierni Bogu. Dlaczego nas to spotkało?
Tom przeżył operację, ale pozostało nam do stoczenia jeszcze wiele batalii. W dalszym ciągu nie chodził, a odzyskanie władzy w nogach zajęło mu całe lata. Ciągle wykrywano u niego kolejne złośliwe guzy – w głowie, w nodze itd. Lekarze przewidywali, że pozostały mu jedynie dwa lub trzy lata życia.
Tom przebywał w szpitalu przez kilka miesięcy. Przeszedł naświetlania, chemioterapię, rehabilitację i terapię zajęciową. Powoli dochodził do siebie. Przyjaciele modlili się za niego, ale żadne cudowne uzdrowienie nie nastąpiło – pozostała jedynie dobra, klasyczna terapia medyczna. Był to dla mnie zawód, ponieważ modliłam się gorąco o całkowite zniknięcie guzów. Zdałam się jednak na wolę Boga, toteż ufałam, że ta powolna i niepewna poprawa jest Jego odpowiedzią.

„TOM NIE UMRZE”
Tymczasem życie naszych dzieci toczyło się normalnie – szkoła, kontakty z kolegami, zwyczajny codzienny kołowrót. Prawdopodobnie nie zdawały sobie nawet sprawy, że ich ojciec niejeden raz był na granicy śmierci. Jego znajomym również trudno było w to uwierzyć, ponieważ zawsze był tak spokojny i ufny. Przylgnął mocno do obietnicy zawartej w wersecie biblijnym, który miał w pamięci: „Nie umrę, lecz będę żył i głosił dzieła Pańskie” (Ps 118,17).
Wiosną dowiedzieliśmy się, że Tom potrzebuje przeszczepu szpiku, co wiązało się z ryzykowną procedurą. Lekarze wyjaśnili, że będą musieli zniszczyć wiele z uszkodzonych komórek krwi Toma i zastąpić je zdrowymi komórkami dawcy. Przez kilka tygodni po zabiegu rekonwalescencja Toma przebiegała prawidłowo i byliśmy pełni optymizmu. Jednak pewnego poranka, gdy się obudził, okazało się, że jego mowa jest bełkotliwa. Poprosiłam pielęgniarki, żeby sprawdziły, co się dzieje, i szybko wykryto krwotok w mózgu.
Rozpoczął się wyścig z czasem. U Toma nastąpiło zatrzymanie akcji serca, a jego ciśnienie w pewnym momencie wynosiło zero. W tym stanie osłabienia operacja była niezwykle ryzykowna. Kiedy wjeżdżał na salę operacyjną, jeszcze raz zdałam się na wolę Bożą. Zadzwoniłam też do jednego z naszych przyjaciół z prośbą o modlitwę. Okazało się, że jest właśnie na konferencji katolickiego stowarzyszenia mężczyzn, poprosił więc o modlitwę wszystkich zebranych. Cała grupa uklękła i prosiła Boga o uzdrowienie Toma.
Wbrew przewidywaniom Tom przeżył operację. Co więcej, na drugi dzień zaraz po obudzeniu zaczął normalnie chodzić i mówić. Wypił nawet herbatę z pielęgniarkami. Lekarz prowadzący był tak zaskoczony, że nazwał go „Chodzącym Cudem”. Bóg wysłuchał naszych modlitw, uzdrawiając Toma poprzez lekarzy, operacje i przeszczep szpiku. Nie stało się to tak, jak tego oczekiwałam, ale Bóg przywrócił mu zdrowie, którego tak bardzo pragnęliśmy.

TAJEMNICZE DROGI BOŻE
Dzięki Bogu Tom już dwadzieścia cztery lata jest wolny od raka. Powrócił do zawodu nauczyciela, dożył ślubów piątki naszych dzieci i doczekał się czternaściorga wnucząt. Przez wszystkie te lata staraliśmy się „głosić dzieła Pana” – a przede wszystkim to, że Tom jest „Chodzącym Cudem”. Z każdym rokiem pogłębia się nasze przekonanie, że Bóg odpowiada na modlitwy na swój sposób i w swoim, a nie w naszym czasie.
Po przeszczepie szpiku zastanawialiśmy się z Tomem, czy rak jeszcze powróci. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każda rocznica jego uzdrowienia nie jest czymś, co nam się należy, ale darem od Boga. Co roku po raz kolejny zdobywałam się na to, by powierzyć go Bogu, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Jego życie – i zdrowie – wciąż przypomina nam, jak tajemnicze są drogi Boże oraz że warto im zaufać.

Sklep internetowy Shoper.pl