E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 10 (290) 2017 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 10 (290) 2017 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Tematem numeru październikowego „Słowa wśród nas” jest jedność chrześcijan. Jednym z najtrudniejszych wyzwań stojących przed Kościołem jest pokonanie podziałów między chrześcijanami. Właśnie w październiku wypada 500 rocznica reformacji protestanckiej i przy tej okazji chcemy szukać tego, co nas łączy, a nie dzieli, a przede wszystkim skoncentrować się na modlitwie Jezusa: „aby wszyscy stanowili jedno”. Temu właśnie są poświęcone główne artykuły numeru: „Rozpoczął się cud jedności”, „Stworzeni dla wspólnoty” i „Zobaczyć oblicze Boga”.
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o ponadczasowym przesłaniu Fatimy: „Przez Maryję Bóg może uczynić każdego z nas swoim narzędziem”, ponadto tekst „Ikona – wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan” wyjaśniający znaczenie ikon także dla nas, katolików oraz poruszające świadectwo na temat adoracji. W ramach Naszych lektur przedstawiamy książkę „Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny”.
W numerze jak zwykle znajdziemy ponadto Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Rozpoczął się cud jedności
Pokonując stulecia podziałów.................................... 4

Stworzeni dla wspólnoty
Dlaczego powinniśmy dążyć
do jedności chrześcijan?............................................. 9

Zobaczyć oblicze Boga
Złączeni z Jezusem w trosce o jedność...................... 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 października...................... 19

MAGAZYN

Ponadczasowe przesłanie Fatimy

Przez Maryję Bóg może uczynić każdego z nas swoim narzędziem – bp Mario Dorsonville...................... 46

Ikona
Wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan
– Halina Świrska....................................................... 50

Najlepsza godzina
Adoracja stała się moją ucieczką podczas próby wiary – Lori Mayer.................................................... 57

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Przez ostatnie tygodnie moje myśli i modlitwy krążyły wokół tematu jedności chrześcijan, któremu poświęcamy obecny numer „Słowa wśród nas”. Ku niemu też spontanicznie podążyły moje myśli, gdy wczoraj na Mszy świętej śpiewaliśmy pieśń wysławiającą Chrystusa jako światłość, która oświeca cały Kościół: „Tak, Panie, proszę ześlij swoje światło na nas i na chrześcijan wszystkich wyznań, abyśmy mogli zbliżyć się do siebie. Duchu Święty, połóż kres wszelkim podziałom. Daj nam pokorę i miłość potrzebne do pojednania. Panie, uczyń z nas jedno!”.
Spośród różnorakich wyzwań stojących przed Kościołem jednym z najtrudniejszych jest pokonanie podziałów między chrześcijanami. 31 października tego roku będziemy obchodzić pięćsetlecie reformacji protestanckiej – a nie był to bynajmniej pierwszy poważny rozłam w łonie chrześcijaństwa. Wieki wcześniej, w 1054 roku, nastąpił podział na Kościół Zachodni i Wschodni, czyli na katolików i prawosławnych. Dziś, według oceny socjologów, istnieje ponad dwadzieścia tysięcy różnych Kościołów, wyznań, denominacji, wspólnot i grup identyfikujących się jako chrześcijańskie.
Mając więc w pamięci tę smutną historię, pragniemy w tym miesiącu skupić się na modlitwie Jezusa: „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Chcemy mówić o tym, jak bardzo Ojciec niebieski pragnie nadejścia dnia, w którym Jego dzieci przezwyciężą to wszystko, co je dzieli.
Mamy nadzieję, że nadejście tego dnia już się przybliża. Jak przeczytacie w naszych artykułach, marsz ku jedności trwa od ponad stu lat, a 31 października przywódcy chrześcijańscy na całym świecie będą modlić się o pogłębienie jedności i prosić Ducha Świętego o to, by pomagał nam obalać dzielące nas mury.
Jezus pragnie jedności nie tylko w swoim Kościele jako całości, ale także w naszych rodzinach. Wie, że wszelkiego rodzaju podziały osłabiają naszą zdolność do wzajemnej miłości. Dlatego prosi nas, by nasze życie rodzinne było oparte na jedności, przebaczeniu i pojednaniu. Prosi, byśmy oblekli się „w serdeczne współczucie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość”, a na to wszystko „przywdziali miłość” (Kol 3,14). Jeśli zdołamy uczynić nasze domy środowiskiem pełnym akceptacji, szacunku i miłości, będzie nam o wiele łatwiej radzić sobie z wszelkimi pojawiającymi się podziałami. Będziemy umieli szczerze mówić sobie prawdę, czyniąc to z miłością i pokorą, a nie z wrogością i pogardą.
Być może nigdy nie ujrzymy idealnej jedności pomiędzy chrześcijanami czy nawet w naszych własnych rodzinach, ale każdy krok w kierunku Pana przybliża nas także do siebie nawzajem. Zabiegając o jedność w naszych domach, parafiach i wśród ludu Bożego, przyczyniamy się do jedności całego Kościoła. Oby Pan w swojej miłości czynił z nas jedno!
Wasz brat w Chrystusie,
Leo Zanchettinv


ARTYKUŁ 1
Rozpoczął się cud jedności
Pokonując stulecia podziałów

W styczniu 2014 roku papież Franciszek zadziwił świat krótkim improwizowanym filmikiem nagranym na iPhonie przyjaciela. Przyjacielem tym był Tony Palmer, biskup jednego z mniej znanych odłamów Kościoła anglikańskiego, a jego rozmowa z papieżem dotyczyła konferencji, na którą biskup Palmer się wybierał. Konferencja miała zgromadzić przywódców Kościołów zielonoświątkowych i biskup poprosił papieża, by nagrał dla nich pozdrowienie. Tak więc, nie korzystając z żadnych notatek, papież Franciszek zwrócił się w nagraniu na żywo do swych „drogich braci i sióstr”:
„Cieszę się, że mogę pozdrowić was wszystkich pozdrowieniem radosnym, a zarazem pełnym tęsknoty. Radosnym, gdyż gromadzicie się, by wielbić Jezusa Chrystusa… Pełnym tęsknoty, gdyż jednak – pozwólcie, że to powiem – jesteśmy rozdzieleni. Rozdzieleni, gdyż rozdzielił nas grzech… Są to długie dzieje grzechu, w którym wszyscy mamy swój udział. Kogo za to winić? Wszyscy jesteśmy winni. Wszyscy zgrzeszyliśmy. Tylko jeden jest bez winy – Pan. Módlmy się więc do Pana, aby zjednoczył nas wszystkich. W końcu przecież jesteśmy braćmi! Uściśnijmy się nawzajem w duchu i pozwólmy Bogu dokończyć dzieła, które rozpoczął... Proszę was o błogosławieństwo i ja wam błogosławię. Przygarniam was, jak brat brata”.
To ciepłe i inspirujące przesłanie Ojca Świętego nie wzięło się znikąd. Ma ono za sobą kilkudziesięcioletnią historię. Od czasu Soboru Watykańskiego II nadzieja na zjednoczenie oraz modlitwa o jedność nabrały nowego rozmachu, wciąż wzrasta też zrozumienie dla tej palącej kwestii.

SMUTNA SPUŚCIZNA PODZIAŁÓW
Pod koniec obecnego miesiąca Kościół będzie przeżywał pięćsetlecie reformacji protestanckiej. 31 października 1517 roku niemiecki mnich augustiański i profesor teologii Marcin Luter powiesił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze swoje Dziewięćdziesiąt Pięć Tez. Podawanie w ten sposób wątpliwych kwestii do wiadomości publicznej było wówczas powszechną praktyką wśród myślicieli, a zamiarem Lutra było jedynie rozpoczęcie debaty teologicznej na temat różnych kontrowersyjnych kwestii związanych z odpustami w Kościele katolickim.
Wkrótce jednak jego tezy zaczęły żyć własnym życiem i w ciągu kilku następnych lat wywołały prawdziwą rewolucję. Zamiast zainicjować niezwykle potrzebną wówczas reformę Kościoła katolickiego – co zdecydowanie bardziej odpowiadałoby intencjom Lutra – zapoczątkowały one całą serię rozłamów wewnątrz chrześcijaństwa, rozłamów, które narastały i pogłębiały się poprzez stulecia. Wybuchały wojny religijne, zrywano sojusze między narodami, następowały głębokie podziały w rodzinach, odrzucano cenione dotąd doktryny i nabożeństwa. Taki stan utrzymywał się przez niemal czterysta pięćdziesiąt lat, podczas których katolicy, luteranie, anglikanie, metodyści i chrześcijanie wielu innych wyznań tkwili w niekończących się wzajemnych oskarżeniach i wrogości.
Jednak mniej więcej sto lat temu sytuacja zaczęła się zmieniać. Duch Święty otwierał kolejne drzwi do jedności i skłaniał ludzi do przechodzenia przez nie. Zaczęto organizować Tygodnie Modlitw o Jedność Chrześcijan, powstało też nowe zgromadzenie zakonne franciszkanów od pokuty, które postawiło sobie za cel modlitwę i pracę na rzecz jedności chrześcijan. Jedność stała się jednym z głównych tematów rozważań teologów i duszpasterzy. Stopniowo we wzajemnych stosunkach pomiędzy Kościołami następowała wyraźna odwilż.

KAMIENIE MILOWE
EKUMENIZMU
Potem Jan XXIII zwołał Sobór Watykański II. W ramach przygotowań do tego ogólnoświatowego zgromadzenia biskupów papież powołał, prócz innych komisji, także Sekretariat ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Początkowo Sekretariat miał za zadanie zaproszenie do udziału w soborze przywódców innych Kościołów chrześcijańskich jako oficjalnych obserwatorów. Po rozpoczęciu soboru Sekretariat pomagał również przy opracowywaniu oficjalnych dokumentów na temat ekumenizmu, stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich oraz wolności religijnej. Tak więc marsz ku jedności nabrał w Kościele tempa
i znaczenia. Oto niektóre z najważniejszych kamieni milowych na drodze do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj:
W styczniu 1964 roku papież Paweł VI, podczas pielgrzymki do Jerozolimy, spotkał się z prawosławnym patriarchą Atenagorasem. Wymienili oni braterski uścisk oraz zapewnienia o życzliwości i szacunku dla chrześcijan obu tradycji. Było to pierwsze spotkanie zwierzchników rozdzielonych Kościołów od ponad pięciuset lat.
W listopadzie 1964 roku ojcowie soborowi wydali przełomowy Dekret o ekumenizmie. W tym krótkim dokumencie biskupi wyznali, że rozłamy w Kościele nastąpiły „nie bez winy ludzi z jednej i z drugiej strony” (3). Zachęcili też katolików, by rozpoznali „Chrystusowe bogactwo i cnotliwe postępowanie” w życiu „naszych braci odłączonych” (4) oraz wezwali wszystkich – katolików, protestantów i prawosławnych – do współpracy dla wspólnego dobra oraz wspólnej modlitwy „o jedność chrześcijan” (8).
Wraz z zamknięciem soboru biskupi i teolodzy rozpoczęli dialog z przedstawicielami niemal wszystkich tradycji chrześcijańskich. Dialog ten trwa do dziś, wydając owoce w postaci większego wzajemnego zrozumienia i szacunku. Uczestnicy podkreślają, że nie polega on na samych rozmowach, ale na umożliwianiu ludziom gromadzenia się jako bracia i siostry w Chrystusie w celu szukania drogi ku jedności.
Po soborze Kościół katolicki rozpoczął także współpracę ze Światową Radą Kościołów w zakresie projektów misyjnych oraz na rzecz większej sprawiedliwości społecznej.
W maju 1995 roku papież Jan Paweł II opublikował encyklikę o ekumenizmie Ut unum sint (Aby byli jedno). Pa-
pież wezwał katolików do poważnego rachunku sumienia oraz proszenia Pana o przebaczenie za własne winy, które przyczyniły się do pogłębienia podziałów między chrześcijanami (82). Zaprosił też pasterzy i teologów innych wspólnot do poszukiwania takiej formy sprawowania prymatu, która „byłaby otwarta na nową sytuację” (95). Wezwał wreszcie katolików, aby pozwalając teologom pracować nad rozwiązaniem wciąż dzielących nas kwestii doktrynalnych, skupili się na „powszechnym braterstwie chrześcijan” (42).
W październiku 1999 roku Kościół katolicki oraz Światowa Federacja Luterańska podpisały Wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu. W wyniku wieloletniego dialogu i modlitwy oba Kościoły ogłosiły, że „są teraz w stanie reprezentować wspólne rozumienie naszego usprawiedliwienia przez Bożą łaskę w wierze w Chrystusa” (5). Zgodziły się również, że potępienia, jakie rzuciły na siebie nawzajem przed wiekami, nie są już aktualne. W roku 2006 Deklarację przyjęła także Światowa Rada Metodystyczna.
Nowe tysiąclecie przyniosło kolejne ożywienie. Obok głębszego zrozumienia pomiędzy różnymi Kościołami oraz częstszych kontaktów pomiędzy Watykanem a innymi przywódcami chrześcijańskimi nastąpiło większe otwarcie na dary i błogosławieństwa płynące ze strony wiernych innych wyznań. Najbardziej oczywistym znakiem tego otwarcia jest nagrane na filmie spontaniczne pozdrowienie papieża Franciszka do braci zielonoświątkowców.

CO MOGĘ ZROBIĆ?
Tak więc pięćset lat po ogłoszeniu przez Marcina Lutra Dziewięćdziesięciu Pięciu Tez przybliżyliśmy się do jedności o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak, jak mówi papież Franciszek, „cud jedności” dopiero się rozpoczął. Wiele pozostaje jeszcze do zrobienia na poziomie doktrynalnym i teologicznym. Prowadzący dialog teolodzy mają przed sobą wiele godzin, dni i lat pracy. Liturgiści i eksperci od prawa kanonicznego muszą odpowiedzieć na tysiące pojawiających się pytań – w tym także na takie, które jeszcze nawet nie przyszły im do głowy. Historycy próbują zbadać i poddać ponownej ocenie niezliczone epizody z przeszłości, aby ustalić, jak i dlaczego doszło do rozłamów.
Do zrobienia jest jeszcze tyle, że przeszkody mogą wydawać się nie do pokonania. Poza tym, bardzo wiele zależy od ekspertów. Możemy więc odnieść wrażenie, że sami nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Nie jest to jednak prawda. Każdy z nas, na swój sposób, może być również aktywny. 
Codziennie na modlitwie możemy łączyć się z Jezusem w Jego wielkim wołaniu o jedność: „Proszę (…) aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie” (J 17,20.21). Skoro, jak powiedział papież Franciszek, jedność jest cudem, nie będzie ona jedynie wynikiem badań i dyskusji. Nigdy nie lekceważmy mocy modlitwy ludu Bożego, ponieważ Bóg w odpowiedzi na nią czyni wielkie rzeczy!
Możemy zbadać nasze nastawienie do braci i sióstr innych wyznań. Czy nie mamy w stosunku do nich poczucia wyższości? Czy ich nie osądzamy lub nie traktujemy z wrogością? Papież Jan Paweł II powiedział, że Duch Święty kruszy nasze serca, gdy wyznajemy grzechy przeciwko jedności. Pamiętajmy, że jedność jest kwestią miłości, a nie tylko uzgodnień.
Możemy wreszcie szukać okazji do tego, by współpracować i modlić się z naszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. W wielu kościołach będą odbywały się specjalne nabożeństwa z okazji pięćsetnej rocznicy reformacji. Postarajmy się wziąć w nich udział, aby ucieszyć się jednością, którą już możemy przeżywać jako uczniowie Pana. Wiele Kościołów i organizacji chrześcijańskich prowadzi dzieła charytatywne, takie jak schroniska dla bezdomnych czy banki żywności. Zastanówmy się, w co możemy się zaangażować, podejmując współpracę z innymi wierzącymi. Nic tak skutecznie nie obala podziałów i uprzedzeń, jak łaska osobistego spotkania!
Cud jedności już się rozpoczął! Oby wszyscy wierzący, krok po kroku, przez współpracę i modlitwę przyczyniali się do jego kontynuacji! ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 października
Flp 2,1-11
To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. (Flp 2,5)
Czas na krótki sprawdzian! O co apeluje do nas św. Paweł (Flp 2,1)? Co jest „dopełnieniem” jego radości (Flp 2,2)? Co chciałby zobaczyć w naszych wzajemnych relacjach (Flp 2,3-4)? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedziałeś: jedność w Chrystusie, twoja odpowiedź jest właściwa.
W swoich pismach Paweł ponad 170 razy używa zwrotu: „w Chrystusie”. Posługuje się nim, tłumacząc, w jaki sposób możemy poznać miłość i miłosierdzie Jezusa. Stosuje go, wyjaśniając, że jesteśmy zbawieni przez wiarę w Chrystusa. Odwołuje się też do niego, ukazując, jak mamy budować jedność w naszych rodzinach, w Kościele i na świecie. Mówiąc najprościej, nasza wzajemna jedność wzrasta, w miarę jak każdy z nas coraz bardziej jednoczy się z Chrystusem.
Kościół w Filippi ewidentnie cierpiał z powodu podziałów. Nie wiemy, czy były one spowodowane wewnętrznymi niesnaskami, czy przez jakichś wichrzycieli z zewnątrz. Jednak w tym momencie nie miało to dla Pawła większego znaczenia. W obu przypadkach jego odpowiedź była taka sama – niech wzajemna jedność stanie się waszym najwyższym celem.
Paweł nie mówi tu, że wszyscy powinni myśleć dokładnie w ten sam sposób. Różnorodność opinii jest czymś pożytecznym, gdyż rozszerza nasze horyzonty. Starajmy się jednak o to, by rozbieżność opinii nie powodowała bólu i podziałów. Problem zaczyna się wtedy, gdy różnice między nami stają się ważniejsze niż wzajemna miłość – zwłaszcza w naszych domach. Gdy tak się dzieje, trzeba się zatrzymać, ochłonąć i przypomnieć sobie nasz wyższy cel.
Wszyscy doświadczamy wewnętrznej walki pomiędzy egoizmem a bezinteresownością, pychą a pokorą. Wszyscy musimy „umierać dla siebie”, aby żyć dla Boga. Im bardziej nam się to udaje, tym łatwiej jest nam żyć w zgodzie i wzajemnej miłości.
Uczyń więc dziś świadomy wysiłek, by nie poddawać się złym emocjom prowadzącym do podziałów. Spróbuj wysłuchać każdego, kogo spotkasz, i potraktować go jak swego brata lub siostrę. Mówiąc słowami Pawła – niech ożywia nas to samo dążenie, które było
w Chrystusie Jezusie.
„Panie, naucz mnie jednoczyć, a nie dzielić”.
Ez 18,25-28
Ps 25,4-9
Mt 21,28-32

Poniedziałek, 2 października
Świętych Aniołów Stróżów
Wj 23,20-23 
Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. (Wj 23,20)
W oczekiwaniu na pociąg Anna siedziała przy stoliku, pijąc kawę. Miała przed sobą otwartą książkę, ale nie mogła skupić się na jej treści. Rano przy śniadaniu w domu doszło do awantury i to w obecności gości, na których opinii jej zależało. Było jej wstyd z powodu własnej bezradności. Nie potrafiła zapobiec kłótni ani udobruchać siostry, która ją wszczęła. Kiedy tak przeżywała wszystko od nowa, męski głos zapytał, czy można się przysiąść. Automatycznie zgodziła się, po czym zdziwiona zauważyła wokół siebie sporo wolnych stolików. Jednak nieznajomy mężczyzna, który usiadł naprzeciwko, nie budził w niej lęku, lecz dziwne zaufanie.
„Pani jest dobrą kobietą” – powiedział. A kiedy Annie stanęły w oczach łzy, dodał: „Przecież ja wiem, dlaczego pani płacze. Niektórych ludzi po prostu nie da się zadowolić. Mają pretensje do innych, dlatego że sami mają problem ze sobą. Ale to nie jest pani wina. I niech się pani nie martwi, bo wszystko się ułoży. Spotka panią nagroda za dobre serce, bo jest jeszcze na świecie miłość i sprawiedliwość”.
„Kim pan jest?” – zapytała Anna przed odejściem na peron, ale on nie udzielił jej odpowiedzi. „Niech pani jedzie spokojnie, jeszcze się kiedyś spotkamy” – powiedzieć. Anna jest do dziś przekonana, że wtedy, na dworcu, Bóg posłał swego anioła, aby ją pocieszyć.
„Wiara w aniołów jest konsekwencją naszej wiary w Chrystusa. Jeśli idę za Nim, prędzej czy później zobaczę aniołów, którzy Mu towarzyszyli” – powiedział kiedyś w wywiadzie ks. Piotr Prusakiewicz, michalita. „Otrzymujemy natchnienia, by się pomodlić, wyspowiadać, podjąć dobre postanowienie czy decyzję, by gdzieś pójść, bo ktoś nas potrzebuje… Może dopiero w niebie dowiemy się, ile zawdzięczamy swemu Aniołowi Stróżowi”.
Aniołowie nie są chrześcijańskim folklorem ani opowieściami dla dzieci. Pismo Święte wspomina o nich ponad trzysta razy, mówi nam też o nich tradycja Kościoła, potwierdzają świadectwa chrześcijan – od kanonizowanych świętych, jak Ojciec Pio, po zwyczajnych wiernych, jak Anna i wiele innych osób. Warto dziś przypomnieć sobie modlitwę do Anioła Stróża i poprosić go o opiekę w naszych trudnościach i siłę do zwalczania pokus.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że czuwasz nade mną przez swego anioła. Naucz mnie być otwartym na jego natchnienia”.
Ps 91,1-6.10-11
Mt 18,1-5.10

▌Wtorek, 3 października
Za 8,20-23
Zrozumieliśmy, że z wami jest Bóg. (Za 8,23)
„Ciągnęli do nich, jak ćmy do światła” – mógłby powiedzieć prorok Zachariasz, gdyby wygłaszał swoje proroctwo dzisiaj. Mówiąc o przyszłej odnowie Izraela, Zachariasz zapowiedział, że cudzoziemcy będą ciągnąć ze wszystkich stron do ludu izraelskiego, a mówiąc dokładniej, do Boga obecnego pośród swego ludu.
Dlaczego ludzie mieliby wykazywać aż takie zainteresowanie Izraelem? Z powodu pragnienia Bożego błogosławieństwa, które było udziałem Izraelitów. Może usłyszeliby od nich o zdumiewającym wyjściu Izraela z Egiptu, o izraelskim podboju Ziemi Obiecanej i jej skutecznej obronie przed licznymi wrogami. Może zaciekawiliby się tym, że Izrael czci jedynego Boga – a nie wielu bogów, jak okoliczne narody – i cieszy się Jego widomym błogosławieństwem. Zauważyliby, że Izrael wyraźnie różni się od innych narodów, i przekonaliby się, że Bóg jest z nim!
Także na tobie może wypełnić się obietnica dana przez Zachariasza Izraelitom. W rzeczywistości prawdopodobnie już się wypełnia, nawet jeśli tego nie widzisz. Podejmujesz przecież wiele wyborów, na które – w ten czy inny sposób – ma wpływ twoja wiara. Oznacza to, że jest w tobie światło obecności Chrystusa i inni je zauważają.
A więc świeć! Nie wymaga to wiele dodatkowego wysiłku. Jak powiedział kiedyś św. Franciszek Salezy: „Bądź tym, kim jesteś, i bądź nim dobrze”. Innymi słowy, rób to, do czego Bóg cię w życiu powołał, i rób to całym sercem. Zaufaj dobroci Boga i Jego łasce, która działa w tobie. Odpręż się i oprzyj na Jego obecności. Nie próbuj robić wszystkiego sam, ale pamiętaj, że Chrystus jest w tobie i On będzie przez ciebie świecił, a to wzbudzi zainteresowanie tych, którzy cię otaczają. Twoje świadectwo ufności i pokoju rozpali ciekawość innych i pociągnie ich do Boga obecnego w tobie, dokładnie tak, jak Zachariasz przepowiedział to Izraelowi.
Bądź tym, kim jesteś w Chrystusie. Już przez to głosisz Dobrą Nowinę. Promieniejesz światłem Chrystusa, gdyż ludzie widzą, że On jest prawdziwy i że jest z tobą.
„Dziękuję Ci, Panie, za to, że trwasz we mnie. Spraw, bym pociągał do Ciebie innych”.
Ps 87,1-7
Łk 9,51-56

▌Niedziela, 8 października
Flp 4,6-9
A pokój Boży (…) będzie strzegł waszych serc i myśli. (Flp 4,7)
Ważną rolę w naszym organizmie odgrywa system odpornościowy. Czuwa on nieustannie nad zdrowiem wszystkich innych układów w naszym ciele. Zawsze na straży – nawet gdy śpisz – likwiduje multum mikroskopijnych zagrożeń. Zwykle jednak przypominamy sobie o nim dopiero wtedy, gdy zaczynamy odczuwać jakieś dolegliwości. Próbujemy go wtedy wzmocnić poprzez zażywanie witaminy C, odpoczynek oraz picie dużej ilości płynów – tak jak nam to zalecają lekarze.
Według tego, co mówi św. Paweł w dzisiejszym pierwszym czytaniu, pokój Boży ma wiele cech zbieżnych z systemem odpornościowym. Jest on naszym osobistym strażnikiem uciszającym niepokoje, chroniącym nas przed lękiem i frustracją,. Sam Jezus mówi nam, że Jego pokój przewyższa swoją mocą i głębią wszelki pokój tego świata (J 14,27). To właśnie ten niosący łaskę „system pokoju” strzeże twego serca. Czuwa nad tobą zawsze, wspierając cię i chroniąc.
Prawdopodobnie zauważyłeś, że gdy trwasz w pokoju, codzienne problemy typu korki na drodze nie wyprowadzają cię z równowagi. Pokój Boży skutecznie neutralizuje stres. Co jednak robić, gdy pojawiają się większe zagrożenia, jak poważne choroby czy problemy finansowe? Co robić, gdy twój „system pokoju” staje się przeciążony? To samo, co z układem odpornościowym podczas dużego stresu – wzmacniać go!
Podobnie jak wzmacniasz układ odpornościowy poprzez zażywanie witamin i suplementów diety, tak samo dbaj o swoją duszę. „Zażyj” dodatkową dawkę Pisma Świętego. Postaraj się też o wypoczynek dla duszy, tak jak starasz się o wypoczynek dla ciała. Weź kilka głębokich oddechów, przypomnij sobie dobroć Boga i poproś Go, by umocnił w tobie pokój. Pomyśl
o tym, że Bóg stale jest przy tobie, że cię kocha i zawsze jest gotów ci pomagać. Pozwól, by Boży pokój pokonał w tobie lęk, napełniając cię ufnością i nadzieją.
„Panie, dziękuję Ci za to, że Twój pokój strzeże mego serca i moich myśli”.
Iz 5,1-7
Ps 80,9.12-16.19-20
Mt 21,33-43

▌Niedziela, 15 października
Mt 22,1-14
Jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego? (Mt 22,12)
Przypowieść Jezusa mówi nam, że zaproszeni na ucztę weselną zlekceważyli i odrzucili to wyróżnienie. Byli zbyt zajęci. Z kolei wśród gości przyprowadzonych na polecenie gospodarza z rozstajnych dróg znalazł się taki, który nie chciał uczcić królewskiego syna. Nie włożył nawet odpowiedniego stroju weselnego. Przyszedł na królewską ucztę, ale nie uszanował króla.
W Piśmie Świętym obraz szaty weselnej służy do opisu różnych aspektów nowego życia w Chrystusie. Mówi się na przykład o szacie zbawienia, szacie posłuszeństwa czy szacie czystości.
Gdybyśmy teraz mieli odnieść tę przypowieść do Mszy świętej, mogłaby ona brzmieć następująco: Niektórzy zaproszeni na niedzielną Mszę świętą zignorowali zaproszenie. Wśród tych, którzy przyszli, znalazł się pewien człowiek, który chciał spożyć Chleb Życia, ale wcale nie zamierzał postępować jak uczeń Chrystusa. Jego serce nie było przyodziane we właściwą „szatę”.
Co tydzień przed niedzielną Mszą świętą staje przed nami to samo pytanie: „Czy przychodzę na Ucztę eucharystyczną w odpowiedniej duchowej szacie? A może spożywam Chleb Życia bezmyślnie, nie mając zamiaru przyjąć Jego mocy, która przemienia serce?”. Przyodzianie się w odpowiednią szatę oznacza otwarcie na łaskę i błogosławieństwo Jezusa. Przychodząc bez niej, nie ryzykujemy wprawdzie – jak człowiek z przypowieści – wyrzucenia za drzwi, ale tracimy kontakt z mocą i miłością Boga obecnego w Eucharystii.
Idźmy dziś na Ucztę weselną z otwartym sercem. Wyznajmy Panu, że potrzebujemy Chleba Życia. Cieszmy się Pokarmem danym przez Jezusa. A potem wyjdźmy z kościoła z postanowieniem zachowania wspaniałej szaty zbawienia, posłuszeństwa i czystości przez cały dzień. Dziś i w każdą niedzielę przypominajmy sobie, że Msza święta jest zapowiedzią wspaniałej uczty niebieskiej, która odbędzie się, gdy Jezus powróci w chwale. Pamiętajmy, że jeśli zdołamy zachować swoją weselną szatę, na końcu będziemy przyodziani w Chrystusa!
„Dziękuję Ci, Jezu, za zaproszenie na Twoją ucztę. Pomóż mi iść za Tobą”.
Iz 25,6-10a
Ps 23,1-6
Flp 4,12-14.19-20

▌Niedziela, 22 października
Mt 22,15-21
Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. (Mt 22,21)
Czy widzisz pułapkę, jaką zastawili na Jezusa faryzeusze, pytając Go, czy wolno płacić podatek cezarowi? Gdyby odpowiedział, że nie należy płacić, zostałby obwołany wichrzycielem i zagrożeniem dla Rzymian. Gdyby natomiast orzekł, że podatek jest obowiązujący, nazwano by Go kolaborantem, współpracującym z opresyjnym cesarskim reżimem.
Jezus przejrzał ich natychmiast (Mt 22,18). Dlatego zamiast opowiadać się wprost za którąś z wersji, udzielił krótkiej, a zarazem głębokiej odpowiedzi, która po dziś dzień daje nam do myślenia.
Tym, „co należy do Boga”, jest całe Jego stworzenie: rośliny i zwierzęta na ziemi, gwiazdy na niebie, morze i wszystko, co w nim się znajduje. I oczywiście ludzie – my wszyscy. Gwiazdy i księżyc świecąc, ptaki śpiewając, a drzewa kwitnąc oddają chwałę Panu. O ileż bardziej my, którzy jesteśmy koroną stworzenia, winniśmy oddawać Mu chwałę i cześć! Właśnie w ten sposób oddajemy „Bo
gu to, co należy do Boga” – oddając Mu cześć, przestrzegając Jego przykazań, troszcząc się o wszystkich, których On miłuje.
A jak mamy oddawać „cezarowi to, co należy do cezara”? Czy to znaczy, że mamy płacić podatki, dzięki którym policja zapewnia nam bezpieczeństwo, dzieci uczą się w szkołach, a potrzebujący mogą korzystać z pomocy społecznej? Tak, ale nie tylko to. Ponieważ to, co oddajemy Bogu, ma wpływ także na to, co oddajemy cezarowi, nasza postawa wobec Boga wymaga od nas także szukania sposobów troszczenia się o ubogich i bezdomnych, odwiedzania chorych i seniorów, wspierania samotnych. Skłania nas też do angażowania się na rzecz pozytywnych zmian w naszych miastach i miejscowościach. Chodzi tu więc nie tylko o podatki, ale także i przede wszystkim o człowieka.
Co więc możesz dziś „oddać cezarowi”?
„Oto jestem, Panie. Pokaż mi, jak mogę zmieniać na lepsze mój zakątek świata”.
Iz 45,1.4-6
Ps 96,1.3-5.7-10
1 Tes 1,1-5b

▌Sobota, 28 października
Świętych Szymona i Judy Tadeusza, Apostołów
Ef 2,19-22
Jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga. (Ef 2,19)
Plemię Makonda w Tanzanii słynie ze swoich rzeźb w drewnie, a zwłaszcza swojej wersji drzewa genealogicznego. Z pewnej odległości wygląda ono jak zwyczajne drzewo, kiedy jednak przyjrzeć mu się z bliska, widać, że jest to raczej kolumna utworzona
z ludzi. Przedstawia ona członków rodziny – w tym także dalszych krewnych i przodków – wspinających się jeden na drugiego i podtrzymujących się nawzajem. W ten sposób lud Makonda pragnie wyrazić, że życie każdego człowieka jest oparte na życiu innych. Na tym właśnie polega wspólnota.
Obraz ten doskonale ilustruje dzisiejsze czytanie. Każda parafia na świecie może prześledzić swoją genealogię, sięgając aż do czasów Piotra i pierwszych Apostołów. Każda zbudowana jest „na fundamencie apostołów i proroków” (Ef 2,20) – na świętych, takich jak Szymon i Juda Tadeusz, których święto dzisiaj obchodzimy. To oni są twoim fundamentem! To oni są częś-
cią twojego drzewa genealogicznego! I to nie tylko Apostołowie, ale także niezliczeni święci i cisi bohaterowie wiary. Wszyscy oni wspierają cię na drodze do nieba! Nie musisz iść nią sam, zdany tylko na własne siły!
Może właśnie dlatego jest tak wielu świętych, których wspominamy nie osobno, ale parami: Szymon i Juda Tadeusz, Piotr i Paweł, Cyryl i Metody, Perpetua i Felicyta itd. Uświadamia to nam, że nikt nie zostaje świętym samotnie. Czy jesteś parafianinem, czy proboszczem, mnichem czy matką, więźniem czy stażystą, idziesz tą samą drogą, co wszyscy pozostali. Należysz do nich, a oni należą do ciebie.
Oznacza to także, że i ty masz ważną rolę do odegrania w swojej parafii i w Kościele jako całości. Nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, masz wpływ na życie innych wierzących. Jak postacie z afrykańskiej rzeźby, potrzebują oni, byś ich podtrzymywał, byś ich wspierał jako członków wspólnoty wierzących. I ty także ich potrzebujesz. Wszyscy jesteśmy jedną rodziną braci i sióstr, zgromadzonych przez jednego miłującego i miłosiernego Ojca.
„Panie, dziękuję Ci za to, że czynisz z nas Kościół – Twoje Mistyczne Ciało”.
Ps 19,2-5
Łk 6,12-19

 

MAGAZYN:

Ikona

Wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan

Halina Świrska

Co roku tysiące pielgrzymów zdążają na Jasną Górę, by modlić się przed słynącym cudami wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Ten powszechnie znany obraz – być może najlepiej rozpoznawalny symbol chrześcijaństwa w Polsce – to w istocie ikona należąca do typu zwanego Hodegetria – „Wskazująca drogę”. W tradycji bizantyńskiej to podstawowy typ wizerunku Matki Bożej, na którym Maryja gestem prawej dłoni wskazuje Dzieciątko zasiadające na Jej lewej ręce – Jezusa, który sam powiedział o sobie, że jest drogą (J 14.6). Kopie tego wizerunku znajdują się niemal w każdym kościele i bardzo wielu domach. Równie często można spotkać charakterystyczny wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy – z Dzieciątkiem, któremu ze stópki zsuwa się sandałek. I to także jest ikona. Podobnie jak Matka Boża Śnieżna – trzeci najczęściej spotykany w naszych sanktuariach wizerunek.
Dlaczego w katolickim kraju największą czcią otaczane są ikony, skoro ikony kojarzą się nam z prawosławiem? Czym są one tak naprawdę? Czy to nasza tradycja? Odpowiedzi na te pytania należy szukać w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w czasach jednego, niepodzielonego Kościoła Chrystusowego.

TRADYCJA IKONY
Słowo ikona pochodzi z greckiego eikón i oznacza po prostu obraz sakralny, czyli obraz święty – przedstawienie Chrystusa, Maryi, aniołów lub świętych, a także sceny z ich życia i sceny biblijne. Uważa się, że swymi korzeniami ikona sięga jednocześnie do wczesnochrześcijańskiego malarstwa katakumbowego i do późnoantycznego sposobu wykonywania portretów grobowych, jaki znamy z Fajum. Zgodnie z tradycją pierwsza ikona Chrystusa powstała jeszcze za Jego życia – było to utrwalone na płótnie odbicie Oblicza Zbawiciela. Naśladowaniem tak powstałego wizerunku są ikony ukazujące Święte Oblicze, noszące nazwę Acheiropoietos (czyli „Nie ludzką ręką malowane”) lub mandylion. Taki mandylion zdobi na przykład kaplicę na zamku w Lublinie, w której bizantyńskie malowidła ufundował sam król Władysław Jagiełło. Podobne do nich są dobrze znane w naszej tradycji wyobrażenia nazywane w skrócie Weronika (od łac.-gr. zbitki słów vera eikón – prawdziwy obraz), przedstawiające odbicie umęczonej twarzy Jezusa na chuście.
Autorem pierwszych ikon Matki Bożej był według tradycji św. Łukasz Ewangelista. Od wizerunków przez niego sporządzonych wywodzi się podstawowy typ przedstawień Maryi – Hodegetria („Wskazująca drogę”). 
Z pewnością wizerunki Jezusa, Maryi i świętych wykonywano w IV wieku – wspomina o nich w swoich pismach historyk Kościoła żyjący w tym czasie, Euzebiusz z Cezarei. Z zapisków św. Augustyna wiadomo, że w V wieku ikony były otaczane czcią. W tym czasie, po soborze efeskim (431 r.), który podkreślił, że Maryja poprzez zrodzenie Chrystusa – Boga i człowieka – uczestniczy w tajemnicy Wcielenia Boga i dlatego jest ona Theotokos – Bogurodzicą – zaczęły licznie powstawać wizerunki Maryi ukazujące tę prawdę. 
Najstarsze zachowane ikony pochodzą z VI wieku, odkryto je w monasterze św. Katarzyny na Synaju. Wśród nich znajduje się ikona Matki Bożej tronującej oraz niezwykły wizerunek Chrystusa Pantokratora. Ikony z Synaju były wykonane późnoantyczną techniką enkaustyki, polegająca na rozprowadzaniu pigmentów gorącym woskiem. Ikony wykonywano w różnych technikach – mozaiki, emalii, miniatury, fresku, ale najczęściej kojarzą się one z wizerunkami wykonanymi temperą na desce.

SPÓR O IKONY 
Zarówno wykonywanie, jak i kult ikon wzbudzały też wątpliwości – przecież w Starym Testamencie czytamy o zakazie sporządzania jakichkolwiek wizerunków (Wj 20,4-5). Im bardziej rozwijał się kult ikon, tym mocniejszy był sprzeciw wobec nich w niektórych środowiskach, co w końcu doprowadziło do ikonoklazmu – odrzucenia ikon. Kiedy w 726 roku na czele tego ruchu stanął sam cesarz bizantyjski Leon III Izauryjczyk, nakazując niszczenie ikon, rozpoczął się kilkudziesięcioletni okres zażartych sporów i nierzadko krwawych walk między zwolennikami i przeciwnikami ikon. To wtedy właśnie zostały opracowane fundamenty teologii ikony, według której fakt, że niewidzialny Bóg stał się człowiekiem, przyjął widzialne ciało i w ten sposób pozwolił się oglądać ludziom, uprawnia do sporządzania Jego wizerunku, a także wizerunków osób, które naśladując Go przez swoją świętość, upodobniły się do swego Zbawiciela. Powoływano się przy tym na silną tradycję związaną z istnieniem mandylionu – wizerunku Jezusa odbitego na chuście, który zyskał miano „ikony ikon”. Tak więc istotą kultu ikon jest świadectwo o Wcieleniu. Szczególnie ważne okazały się rozważania św. Jana z Damaszku – arabskiego doktora Kościoła, który stwierdził, że wizerunki są dla nas wręcz niezbędne: „ponieważ mamy podwójną naturę, będąc złożeni z duszy i ciała, nie możemy dotrzeć do rzeczy duchowych w oderwaniu od cielesnych. W ten sposób poprzez kontemplację cielesną dochodzimy do kontemplacji duchowej”.

POSTANOWIENIA SOBOROWE 
W sytuacji wciąż żywego w Cesarstwie Bizantyńskim sporu o ikony, głównym tematem zwołanego jesienią 787 roku II soboru nicejskiego stała się kwestia kultu obrazów. W zgromadzeniu pod przewodnictwem legatów papieskich i patriarchy Konstantynopola wzięło udział 307 biskupów – w tym także zwolennicy ikonoklazmu. Ojcowie soborowi, odwołując się między innymi do rozważań Jana z Damaszku, zatwierdzili kult ikon i potępili ikonoklazm, uznając go za herezję.
W dekretach soborowych zwrócili uwagę na to, że cześć oddawana ikonie odnosi się nie do samego obrazu, ale do osoby na nim przedstawionej. Sformułowano także podstawowe zasady dotyczące sporządzania wizerunków: postaci i oblicza nie powinny być realistyczne, ale ukazywać świętych jako już przebóstwionych, złączonych z Chrystusem. Służyć temu miały konkretne zabiegi artystyczne: wydłużone sylwetki, ciało osłonięte szatami, oblicza ze spojrzeniem zwróconym na wprost, tak by umożliwić człowiekowi stojącemu przed ikoną nawiązanie modlitewnego kontaktu. Musi też być widoczny choć fragment ucha – by wierny pamiętał, że jego modlitwy są słuchane. Zbędne natomiast jest podkreślanie cieni, ponieważ Bóg jest światłem i światło powinno promieniować z postaci świętych.

ZAPOMNIANE DZIEDZICTWO
Wszystkie te postanowienia zostały przyjęte przez cały Kościół, wciąż więc obowiązują także nas, katolików, tak samo jak prawosławnych. Pomimo schizmy, która podzieliła Kościół w 1054 roku na rzymski katolicyzm i prawosławie, aż do XII wieku sztuka sakralna wszędzie wyrażała tę samą rzeczywistość i służyła temu samemu celowi – objawianiu Boga. Katedry na Zachodzie zdobiły wspaniałe romańskie przedstawienia Chrystusa w Majestacie i Matki Bożej. Ikona w swej kanonicznej postaci znana jest też ze wspaniałych mozaik znajdujących się we Włoszech, na terenach, gdzie silne były wpływy Cesarstwa Bizantyńskiego – na Sycylii czy w Rawennie. Jedna z nich, wykonana w XII wieku przez mistrzów greckich, przedstawiająca Chrystusa Pantokratora (Wszechwładcę) z katedry w Cefalù na Sycylii, stała się ikonograficznym symbolem Roku Wiary (2013).
Jednak podczas gdy na Wschodzie w ciągu kolejnych wieków opracowano szczegółowy kanon sporządzania wizerunków i sztuka ikony rozkwitała, zachowując jedność stylu i wierność swym założeniom, na Zachodzie świadomość znaczenia soborowych ustaleń nie była zbyt duża i ostatecznie w czasach renesansu nastąpiło odejście od wspólnej tradycji. Z punktu widzenia zachodnich historyków sztuki renesans oznacza wspaniały rozwój – zwrot ku człowiekowi i realizmowi, subiektywizm przedstawień i ich emocjonalność, światłocień i perspektywa. Jednak zarazem był to zasadniczy krok w kierunku subiektywizmu, utraty transcendencji i bezpośredniego odniesienia do Boga, słowem – desakralizacji sztuki. Obraz, będący „oknem do nieba”, zastąpiono czułymi scenami rodzajowymi, które mogą wzruszyć i wywołać zachwyt dla kunsztu malarza, ale nie pomagają się modlić. Sztukę sakralną zastąpiła sztuka religijna.
Malarstwo ikonowe rozwijało się w Bizancjum (aż do jego upadku w XV wieku), w Grecji, na Bałkanach i Rusi, a także w najstarszych chrześcijańskich państwach: Armenii i Gruzji oraz w Egipcie (ikona koptyjska). Było ono ściśle związane z tradycją i liturgią wschodnią – Kościołem prawosławnym i innymi Kościołami chrześcijańskimi. Jednak także i tam z czasem zatraciło pierwotną czystość, ulegając na przykład wpływom baroku lub popadając w schematyzm. Wraz z odkryciem na Synaju najstarszych zachowanych ikon, u schyłku XIX wieku rozpoczął się powrót do tradycji pierwotnej ikony i powtórne odkrywanie jej głębi. Działo się tak zwłaszcza w Rosji w pierwszych latach XX wieku. Rewolucja bolszewicka położyła temu gwałtowny kres, ale rzesze uciekinierów poniosły ikony ze sobą na przymusową emigrację, głównie do Francji. Również Rosja sowiecka po pierwszym szale niszczenia wszystkiego, co było związane z wiarą i Kościołem, chętnie pozbywała się ikon, sprzedając je na Zachód. W ten sposób ikona, wcześniej niemal zupełnie tam nieznana, znalazła się na Zachodzie. Stopniowo zwiększała się liczba zainteresowanych czy wręcz zafascynowanych tym odkryciem.

DROGA ZBLIŻENIA CHRZEŚCIJAN
W naszej polskiej tradycji ikony były obecne niemal od zawsze. Bliskość Księstwa Kijowskiego, które przyjęło chrzest z Bizancjum, unia z Wielkim Księstwem Litewskim, wreszcie wielokulturowość Rzeczpospolitej Obojga Narodów sprzyjały ich rozpowszechnianiu. Świadczą o tym liczne ufundowane przez Jagiellonów malowidła bizantyńskie – w Sandomierzu, Lublinie, Krakowie. 
Ikony oprócz piękna czysto estetycznego niosą wielowiekową duchową tradycję Kościoła. Nie jest to zwykłe przedstawienie osób czy wydarzeń, ponieważ ikona uobecnia to, co przedstawia, jest spotkaniem rzeczywistości Boga z rzeczywistością człowieka. Powinna też być owocem modlitwy tego, kto ją maluje, czy też – używając przyjętego w ikonografii języka – pisze. Autor wykonujący ikonę pozostaje anonimowy – jego celem nie jest kreowanie własnej indywidualności, ale wierne przekazanie nauki Kościoła. Właściwym sobie językiem barw i symboli ikony wskazują na Boga i pomagają Go kontemplować. Dziś panuje swoista moda na ikony i to zjawisko wcale nie dziwi, bo ikona przyciąga ludzi odczuwających duchowy głód, a takich nie brakuje w naszych czasach. Ikonami interesują się, oprócz prawosławnych i wyznawców Kościołów wschodnich, także katolicy, a nawet protestanci, chociaż tradycję sporządzania wizerunków reformacja konsekwentnie odrzucała. Powstają nowe pracownie i szkoły ikonopisania, książki i albumy z ikonami. 
W ten sposób wśród chrześcijan ożywają postanowienia II soboru nicejskiego – który jednocześnie był ostatnim soborem powszechnym niepodzielonego Kościoła. To swoisty znak czasu – odkrywanie wspólnego dziedzictwa pomaga odnaleźć porozumienie ponad podziałami.
Tak więc klękając przed Maryją na Jasnej Górze czy szukając ratunku u Matki Bożej Nieustającej Pomocy, pamiętajmy o łączności z naszymi braćmi w wierze i wspólnocie naszego chrześcijańskiego dziedzictwa, którego znakiem są te wizerunki. ▐


MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA

Według tradycji ikona Matki Bożej Częstochowskiej została namalowana przez św. Łukasza, następnie sprowadzona z Jerozolimy do Konstantynopola i przekazana księciu Lwu na Ruś Kijowską.
W 1382 roku, podczas działań wojennych, zabrano ją z zamku w Bełzie i przekazano paulinom na Jasnej Górze. Obraz wkrótce zasłynął cudami, o czym świadczy wielka liczba wotów. W 1430 roku został uszkodzony przez rabusiów, a następnie odnowiony. Świadectwem takich burzliwych wydarzeń są charakterystyczne cięcia widoczne na twarzy Maryi. Kolejne przemalowania zmieniły wygląd obrazu – na przykład na szacie Maryi pojawiły się lilie. W ciągu wieków oblicze Matki Bożej znacznie pociemniało, dlatego nazywana jest „Czarną Madonną”.

MATKA BOŻA
NIEUSTAJĄCEJ POMOCY

Kult Matki Bożej Wspomożycielki sięga początków chrześcijaństwa. Wiadomo, że już w IV wieku Maryja otaczana była czcią jako Orędowniczka, a wierni szukali Jej pomocy i wstawiennictwa. Pierwowzór ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy powstał na Krecie, prawdopodobnie w X/XI wieku. Jest to wariant typu Hodegetria. 
Na wszystkich ikonach Maryja ma twarz poważną, ponieważ jest świadoma cierpienia, które czeka trzymane przez nią Dzieciątko. Perspektywa pasyjna jest szczególnie podkreślona na tym wizerunku: po obu stronach Maryi widnieją małe postaci archaniołów Gabriela i Michała, pokazujących małemu Jezusowi narzędzia Jego przyszłej Męki. Strwożone Dzieciątko tuli się do Matki, chwytając Jej dłoń, sandałek zsuwa się z Jego nóżki. Maryja, czule obejmując rączki Dzieciątka, swoje spojrzenie kieruje na wprost – wydaje się mówić do nas, patrzących na Nią i szukających u Niej pomocy.

MATKA BOŻA ŚNIEŻNA

Ta bizantyńska ikona z rzymskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore pochodzi z XII wieku. Na głowie Matki Bożej widnieje krzyżyk, charakterystyczny jest też układ Jej dłoni – w lewej Maryja trzyma chusteczkę, palce prawej układają się w literę V od łacińskiego słowa Virgo – Dziewica. Chusteczka symbolicznie podkreśla Jej królewską godność. 
Inna nazwa tej ikony – Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) - związana jest z przekonaniem, że dzięki niej Rzym został ocalony przed inwazją turecką: podczas decydującej bitwy morskiej pod Lepanto, 7 października 1571 roku, ulicami miasta w błagalnej procesji różańcowej niesiono ikonę Matki Bożej Śnieżnej. Zwycięstwo uznano za cud. Od tego momentu kopie ikony Matki Bożej Śnieżnej rozpowszechniły się w całej Europie, także w Polsce, a ustanowione na pamiątkę zwycięstwa wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej przypomina o mocy mo-
dlitwy różańcowej.

 

ŚWIADECTWO


Najlepsza godzina

Adoracja stała się moją ucieczką w czasie największej próby

Choć nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy, nie było przypadkiem, że gdy zakochałam się
w swoim mężu, on pomógł mi zakochać się w Chrystusie eucharystycznym. Zaczęło się to, gdy ja, wierna luteranka, poznałam Ryana, katolika, który uwielbiał chodzić na adorację. Na początku naszej znajomości jego przyjaciel udzielił mu pewnej rady: „Po prostu namów ją na adorację, a Pan dokona reszty”.
Idąc za tą radą, Ryan zapraszał mnie co tydzień na wspólną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Wprawdzie sama idea adoracji była dla mnie trudna do pojęcia, ale perspektywa godziny ciszy i spokoju z dala od świata zdecydowanie do mnie przemówiła. Postanowiłam więc mu towarzyszyć
i stopniowo zaczęło mnie to zmieniać. Widziałam ludzi, którzy skłaniali się, klękali, a nawet padali krzyżem przed monstrancją. Widziałam, jak otwierają serca przed Jezusem, a On napełnia je uzdrowieniem i miłością. Ja także zapragnęłam tego samego!
Nasza miłość kwitła, wciąż też chodziliśmy z Ryanem na adorację. Moje serce nabierało coraz większej pewności, że Jezus jest naprawdę obecny w Hostii. Na krótko przed naszym ślubem w 2002 roku, po rzetelnym rozeznaniu i modlitwie, wstąpiłam do Kościoła katolickiego. Adoracja stała się dla mnie najlepszą godziną tygodnia, a kiedy byłam zajęta przy dzieciach, godziną, za którą tęskniłam. Nie wiedziałam jeszcze, że w przyszłości stanie się ona moim oparciem, gdy Ryan nie będzie już mógł nim być.

PRÓBA WIARY
W 2007 roku Ryan zaczął skarżyć się na krótkie, ale silne bóle głowy. Następnie zaczął mieć kłopoty z pamięcią. Kiedy pewnego dnia w pracy nie był w stanie obsłużyć dystrybutora wody, pojechał do szpitala na ostry dyżur. Jeszcze tego samego dnia lekarze stwierdzili u niego złośliwego guza mózgu i zaordynowali natychmiastową operację.
Udało nam się powstrzymać raka przez następne dwa lata. Ryan przeszedł kolejną operację, która wydawała się udana. Przez cały ten czas co tydzień chodził na godzinną adorację. W 2009 roku powitaliśmy na świecie nasze trzecie dziecko, ale z końcem roku stan Ryana znacznie się pogorszył. W styczniu 2010 roku postanowił przerwać leczenie w klinice oddalonej o 1500 km od naszego miejsca zamieszkania. Czuł, że jego koniec się zbliża, i chciał być wśród najbliższych. Ryan zmarł w Wielki Czwartek, dzień, w którym przeżywamy pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Miało to dla mnie duże znaczenie, choć moje serce było złamane.
Pozostałam z trójką dzieci, z których najstarsze nie miało jeszcze sześciu lat. Trzeba je było pielęgnować, karmić i przytulać – a także uczyć prawd wiary. A ja czułam się tak, jakbym leżała na podłodze twarzą do ziemi, nie mogąc w żaden sposób się podnieść. Wypełniłam obowiązek żony. Byłam na tyle silna, by pomagać mojemu mężowi w drodze do nieba, ale kto teraz pomoże mnie? Rodzina i przyjaciele robili, co mogli, ale nikt nie był w stanie zrozumieć mojego bólu. Nikt nie mógł dźwignąć mojego znużonego ciała. Nikt nie mógł podnieść mnie na duchu. Nikt nie mógł mi pomóc… oprócz Jezusa.

DOTYK JEZUSA
Gdy dzieci były już na tyle duże, że poszły do szkoły, mogłam wreszcie powrócić do kaplicy adoracji. Regularne spędzanie czasu przed Jezusem było wielkim błogosławieństwem – płakałam, słuchałam, a On mnie uzdrawiał i uczył żyć na nowo. Przebywanie w Jego obecności stało się terapią dla mojej duszy.
Chociaż wiele razy modliłam się w tej kaplicy o uzdrawiający dotyk Boga, zapadła mi w pamięć zwłaszcza jedna godzina, kiedy doświadczyłam obecności Jezusa w sposób głębszy i bardziej oczywisty, niż kiedykolwiek to sobie wyobrażałam.
Było to kilka lat po śmierci Ryana. Siedziałam skupiona w obecności Pana, robiąc pracę domową z mojej grupy biblijnej. Moim zadaniem było przywołanie w pamięci ulubionego obrazu Jezusa. Zastanawiałam się, jaki wizerunek Jezusa podsunie mi Bóg. Sądziłam, że będzie to jakiś znany obraz, jak Jezus pukający do drzwi czy niosący na ramionach owieczkę. Przez kilka minut siedziałam w ciszy, wpatrując się w Jezusa w Hostii. Następnie zamknęłam oczy i zobaczyłam obraz.
Scena była tak wyraźna i rzeczywista, że po twarzy popłynęły mi łzy. Ryan leżał na szpitalnym łóżku z różańcem w ręku, wydając ostatnie tchnienie. Ja siedziałam obok niego. Trzymałam go za ręce, a moja głowa spoczywała na jego piersi. Właśnie odśpiewaliśmy końcowe „Amen” Litanii do wszystkich świętych. Po drugiej stronie łóżka zobaczyłam siedzącego na krześle Jezusa. Miał na sobie lśniąco białą szatę, a Jego dłonie leżały na naszych. Spojrzał na nas z miłością i skłonił głowę. Dokładnie w tym momencie poczułam Jego dotyk.

ZAWSZE ZE MNĄ
Zawsze wierzyłam, że Jezus troszczył się o nas w czasie choroby Ryana. Jednak scena, jaką zobaczyłam, przemówiła do mnie w bardzo jasny i osobisty sposób. Wyszłam z kaplicy z dziękczynieniem w sercu, wysławiając Boga, który ukochał mnie tak bardzo, że zechciał mi pokazać swoją obecność przy mnie w chwili największej próby. Ta godzina adoracji stała się punktem zwrotnym mojego życia. Wizja, którą otrzymałam, mogła wydarzyć się w jakimkolwiek innym miejscu i czasie, a jednak Bóg zechciał mi się objawić w kaplicy przed wystawioną Hostią.
Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia. Już wcześniej wiedziałam, że mogę zawierzyć Bogu swoją wieczność. Jednak tego dnia dotarło do mnie, że mogę Mu zaufać także dzisiaj. To umocniło moją wiarę i dało mi siłę do podejmowania wielu decyzji, z którymi musiałam się zmierzyć.
Na przykład, gdy modliłam się o światło w sprawie przeprowadzki wraz z dziećmi do innego miasta, otrzymałam odpowiedź właśnie w czasie adoracji. Bóg włożył mi w serce słowa: „Zarzuć swoje sieci na głębię. Nie martw się tym, że nie znasz wszystkich odpowiedzi!”. Pomimo ryzyka związanego z opuszczeniem znanego środowiska, dzięki temu słowu zdecydowałam się na wyjazd. Ostatecznie przeprowadzka okazała się dla mnie zbawienna i pomogła mi stanąć na nogi w taki sposób, jakiego nigdy nie byłabym w stanie zaplanować.

CZAS JEST W BOŻYCH RĘKACH
Teraz, gdy w piękny, słoneczny dzień lub podczas jakichś trudnych sytuacji zaczyna mi brakować Ryana, wiem, że mam blisko przy sobie Jezusa. Składam każdy kolejny dzień w Jego dłonie. Moim największym oparciem jest cotygodniowa adoracja. Adoruję Chrystusa, który jest prawdziwy. Adoruję Chrystusa, który żyje. Adoruję Chrystusa, którego miłość nigdy się nie kończy. Oddawanie Mu czci i spędzanie z Nim czasu w kaplicy adoracji jest jedną z najlepszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjęłam.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 10 (290) 2017 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Tematem numeru październikowego „Słowa wśród nas” jest jedność chrześcijan. Jednym z najtrudniejszych wyzwań stojących przed Kościołem jest pokonanie podziałów między chrześcijanami. Właśnie w październiku wypada 500 rocznica reformacji protestanckiej i przy tej okazji chcemy szukać tego, co nas łączy, a nie dzieli, a przede wszystkim skoncentrować się na modlitwie Jezusa: „aby wszyscy stanowili jedno”. Temu właśnie są poświęcone główne artykuły numeru: „Rozpoczął się cud jedności”, „Stworzeni dla wspólnoty” i „Zobaczyć oblicze Boga”.
W Magazynie zamieściliśmy artykuł o ponadczasowym przesłaniu Fatimy: „Przez Maryję Bóg może uczynić każdego z nas swoim narzędziem”, ponadto tekst „Ikona – wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan” wyjaśniający znaczenie ikon także dla nas, katolików oraz poruszające świadectwo na temat adoracji. W ramach Naszych lektur przedstawiamy książkę „Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny”.
W numerze jak zwykle znajdziemy ponadto Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Rozpoczął się cud jedności
Pokonując stulecia podziałów.................................... 4

Stworzeni dla wspólnoty
Dlaczego powinniśmy dążyć
do jedności chrześcijan?............................................. 9

Zobaczyć oblicze Boga
Złączeni z Jezusem w trosce o jedność...................... 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 października...................... 19

MAGAZYN

Ponadczasowe przesłanie Fatimy

Przez Maryję Bóg może uczynić każdego z nas swoim narzędziem – bp Mario Dorsonville...................... 46

Ikona
Wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan
– Halina Świrska....................................................... 50

Najlepsza godzina
Adoracja stała się moją ucieczką podczas próby wiary – Lori Mayer.................................................... 57

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Przez ostatnie tygodnie moje myśli i modlitwy krążyły wokół tematu jedności chrześcijan, któremu poświęcamy obecny numer „Słowa wśród nas”. Ku niemu też spontanicznie podążyły moje myśli, gdy wczoraj na Mszy świętej śpiewaliśmy pieśń wysławiającą Chrystusa jako światłość, która oświeca cały Kościół: „Tak, Panie, proszę ześlij swoje światło na nas i na chrześcijan wszystkich wyznań, abyśmy mogli zbliżyć się do siebie. Duchu Święty, połóż kres wszelkim podziałom. Daj nam pokorę i miłość potrzebne do pojednania. Panie, uczyń z nas jedno!”.
Spośród różnorakich wyzwań stojących przed Kościołem jednym z najtrudniejszych jest pokonanie podziałów między chrześcijanami. 31 października tego roku będziemy obchodzić pięćsetlecie reformacji protestanckiej – a nie był to bynajmniej pierwszy poważny rozłam w łonie chrześcijaństwa. Wieki wcześniej, w 1054 roku, nastąpił podział na Kościół Zachodni i Wschodni, czyli na katolików i prawosławnych. Dziś, według oceny socjologów, istnieje ponad dwadzieścia tysięcy różnych Kościołów, wyznań, denominacji, wspólnot i grup identyfikujących się jako chrześcijańskie.
Mając więc w pamięci tę smutną historię, pragniemy w tym miesiącu skupić się na modlitwie Jezusa: „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Chcemy mówić o tym, jak bardzo Ojciec niebieski pragnie nadejścia dnia, w którym Jego dzieci przezwyciężą to wszystko, co je dzieli.
Mamy nadzieję, że nadejście tego dnia już się przybliża. Jak przeczytacie w naszych artykułach, marsz ku jedności trwa od ponad stu lat, a 31 października przywódcy chrześcijańscy na całym świecie będą modlić się o pogłębienie jedności i prosić Ducha Świętego o to, by pomagał nam obalać dzielące nas mury.
Jezus pragnie jedności nie tylko w swoim Kościele jako całości, ale także w naszych rodzinach. Wie, że wszelkiego rodzaju podziały osłabiają naszą zdolność do wzajemnej miłości. Dlatego prosi nas, by nasze życie rodzinne było oparte na jedności, przebaczeniu i pojednaniu. Prosi, byśmy oblekli się „w serdeczne współczucie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość”, a na to wszystko „przywdziali miłość” (Kol 3,14). Jeśli zdołamy uczynić nasze domy środowiskiem pełnym akceptacji, szacunku i miłości, będzie nam o wiele łatwiej radzić sobie z wszelkimi pojawiającymi się podziałami. Będziemy umieli szczerze mówić sobie prawdę, czyniąc to z miłością i pokorą, a nie z wrogością i pogardą.
Być może nigdy nie ujrzymy idealnej jedności pomiędzy chrześcijanami czy nawet w naszych własnych rodzinach, ale każdy krok w kierunku Pana przybliża nas także do siebie nawzajem. Zabiegając o jedność w naszych domach, parafiach i wśród ludu Bożego, przyczyniamy się do jedności całego Kościoła. Oby Pan w swojej miłości czynił z nas jedno!
Wasz brat w Chrystusie,
Leo Zanchettinv


ARTYKUŁ 1
Rozpoczął się cud jedności
Pokonując stulecia podziałów

W styczniu 2014 roku papież Franciszek zadziwił świat krótkim improwizowanym filmikiem nagranym na iPhonie przyjaciela. Przyjacielem tym był Tony Palmer, biskup jednego z mniej znanych odłamów Kościoła anglikańskiego, a jego rozmowa z papieżem dotyczyła konferencji, na którą biskup Palmer się wybierał. Konferencja miała zgromadzić przywódców Kościołów zielonoświątkowych i biskup poprosił papieża, by nagrał dla nich pozdrowienie. Tak więc, nie korzystając z żadnych notatek, papież Franciszek zwrócił się w nagraniu na żywo do swych „drogich braci i sióstr”:
„Cieszę się, że mogę pozdrowić was wszystkich pozdrowieniem radosnym, a zarazem pełnym tęsknoty. Radosnym, gdyż gromadzicie się, by wielbić Jezusa Chrystusa… Pełnym tęsknoty, gdyż jednak – pozwólcie, że to powiem – jesteśmy rozdzieleni. Rozdzieleni, gdyż rozdzielił nas grzech… Są to długie dzieje grzechu, w którym wszyscy mamy swój udział. Kogo za to winić? Wszyscy jesteśmy winni. Wszyscy zgrzeszyliśmy. Tylko jeden jest bez winy – Pan. Módlmy się więc do Pana, aby zjednoczył nas wszystkich. W końcu przecież jesteśmy braćmi! Uściśnijmy się nawzajem w duchu i pozwólmy Bogu dokończyć dzieła, które rozpoczął... Proszę was o błogosławieństwo i ja wam błogosławię. Przygarniam was, jak brat brata”.
To ciepłe i inspirujące przesłanie Ojca Świętego nie wzięło się znikąd. Ma ono za sobą kilkudziesięcioletnią historię. Od czasu Soboru Watykańskiego II nadzieja na zjednoczenie oraz modlitwa o jedność nabrały nowego rozmachu, wciąż wzrasta też zrozumienie dla tej palącej kwestii.

SMUTNA SPUŚCIZNA PODZIAŁÓW
Pod koniec obecnego miesiąca Kościół będzie przeżywał pięćsetlecie reformacji protestanckiej. 31 października 1517 roku niemiecki mnich augustiański i profesor teologii Marcin Luter powiesił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze swoje Dziewięćdziesiąt Pięć Tez. Podawanie w ten sposób wątpliwych kwestii do wiadomości publicznej było wówczas powszechną praktyką wśród myślicieli, a zamiarem Lutra było jedynie rozpoczęcie debaty teologicznej na temat różnych kontrowersyjnych kwestii związanych z odpustami w Kościele katolickim.
Wkrótce jednak jego tezy zaczęły żyć własnym życiem i w ciągu kilku następnych lat wywołały prawdziwą rewolucję. Zamiast zainicjować niezwykle potrzebną wówczas reformę Kościoła katolickiego – co zdecydowanie bardziej odpowiadałoby intencjom Lutra – zapoczątkowały one całą serię rozłamów wewnątrz chrześcijaństwa, rozłamów, które narastały i pogłębiały się poprzez stulecia. Wybuchały wojny religijne, zrywano sojusze między narodami, następowały głębokie podziały w rodzinach, odrzucano cenione dotąd doktryny i nabożeństwa. Taki stan utrzymywał się przez niemal czterysta pięćdziesiąt lat, podczas których katolicy, luteranie, anglikanie, metodyści i chrześcijanie wielu innych wyznań tkwili w niekończących się wzajemnych oskarżeniach i wrogości.
Jednak mniej więcej sto lat temu sytuacja zaczęła się zmieniać. Duch Święty otwierał kolejne drzwi do jedności i skłaniał ludzi do przechodzenia przez nie. Zaczęto organizować Tygodnie Modlitw o Jedność Chrześcijan, powstało też nowe zgromadzenie zakonne franciszkanów od pokuty, które postawiło sobie za cel modlitwę i pracę na rzecz jedności chrześcijan. Jedność stała się jednym z głównych tematów rozważań teologów i duszpasterzy. Stopniowo we wzajemnych stosunkach pomiędzy Kościołami następowała wyraźna odwilż.

KAMIENIE MILOWE
EKUMENIZMU
Potem Jan XXIII zwołał Sobór Watykański II. W ramach przygotowań do tego ogólnoświatowego zgromadzenia biskupów papież powołał, prócz innych komisji, także Sekretariat ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Początkowo Sekretariat miał za zadanie zaproszenie do udziału w soborze przywódców innych Kościołów chrześcijańskich jako oficjalnych obserwatorów. Po rozpoczęciu soboru Sekretariat pomagał również przy opracowywaniu oficjalnych dokumentów na temat ekumenizmu, stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich oraz wolności religijnej. Tak więc marsz ku jedności nabrał w Kościele tempa
i znaczenia. Oto niektóre z najważniejszych kamieni milowych na drodze do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj:
W styczniu 1964 roku papież Paweł VI, podczas pielgrzymki do Jerozolimy, spotkał się z prawosławnym patriarchą Atenagorasem. Wymienili oni braterski uścisk oraz zapewnienia o życzliwości i szacunku dla chrześcijan obu tradycji. Było to pierwsze spotkanie zwierzchników rozdzielonych Kościołów od ponad pięciuset lat.
W listopadzie 1964 roku ojcowie soborowi wydali przełomowy Dekret o ekumenizmie. W tym krótkim dokumencie biskupi wyznali, że rozłamy w Kościele nastąpiły „nie bez winy ludzi z jednej i z drugiej strony” (3). Zachęcili też katolików, by rozpoznali „Chrystusowe bogactwo i cnotliwe postępowanie” w życiu „naszych braci odłączonych” (4) oraz wezwali wszystkich – katolików, protestantów i prawosławnych – do współpracy dla wspólnego dobra oraz wspólnej modlitwy „o jedność chrześcijan” (8).
Wraz z zamknięciem soboru biskupi i teolodzy rozpoczęli dialog z przedstawicielami niemal wszystkich tradycji chrześcijańskich. Dialog ten trwa do dziś, wydając owoce w postaci większego wzajemnego zrozumienia i szacunku. Uczestnicy podkreślają, że nie polega on na samych rozmowach, ale na umożliwianiu ludziom gromadzenia się jako bracia i siostry w Chrystusie w celu szukania drogi ku jedności.
Po soborze Kościół katolicki rozpoczął także współpracę ze Światową Radą Kościołów w zakresie projektów misyjnych oraz na rzecz większej sprawiedliwości społecznej.
W maju 1995 roku papież Jan Paweł II opublikował encyklikę o ekumenizmie Ut unum sint (Aby byli jedno). Pa-
pież wezwał katolików do poważnego rachunku sumienia oraz proszenia Pana o przebaczenie za własne winy, które przyczyniły się do pogłębienia podziałów między chrześcijanami (82). Zaprosił też pasterzy i teologów innych wspólnot do poszukiwania takiej formy sprawowania prymatu, która „byłaby otwarta na nową sytuację” (95). Wezwał wreszcie katolików, aby pozwalając teologom pracować nad rozwiązaniem wciąż dzielących nas kwestii doktrynalnych, skupili się na „powszechnym braterstwie chrześcijan” (42).
W październiku 1999 roku Kościół katolicki oraz Światowa Federacja Luterańska podpisały Wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu. W wyniku wieloletniego dialogu i modlitwy oba Kościoły ogłosiły, że „są teraz w stanie reprezentować wspólne rozumienie naszego usprawiedliwienia przez Bożą łaskę w wierze w Chrystusa” (5). Zgodziły się również, że potępienia, jakie rzuciły na siebie nawzajem przed wiekami, nie są już aktualne. W roku 2006 Deklarację przyjęła także Światowa Rada Metodystyczna.
Nowe tysiąclecie przyniosło kolejne ożywienie. Obok głębszego zrozumienia pomiędzy różnymi Kościołami oraz częstszych kontaktów pomiędzy Watykanem a innymi przywódcami chrześcijańskimi nastąpiło większe otwarcie na dary i błogosławieństwa płynące ze strony wiernych innych wyznań. Najbardziej oczywistym znakiem tego otwarcia jest nagrane na filmie spontaniczne pozdrowienie papieża Franciszka do braci zielonoświątkowców.

CO MOGĘ ZROBIĆ?
Tak więc pięćset lat po ogłoszeniu przez Marcina Lutra Dziewięćdziesięciu Pięciu Tez przybliżyliśmy się do jedności o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak, jak mówi papież Franciszek, „cud jedności” dopiero się rozpoczął. Wiele pozostaje jeszcze do zrobienia na poziomie doktrynalnym i teologicznym. Prowadzący dialog teolodzy mają przed sobą wiele godzin, dni i lat pracy. Liturgiści i eksperci od prawa kanonicznego muszą odpowiedzieć na tysiące pojawiających się pytań – w tym także na takie, które jeszcze nawet nie przyszły im do głowy. Historycy próbują zbadać i poddać ponownej ocenie niezliczone epizody z przeszłości, aby ustalić, jak i dlaczego doszło do rozłamów.
Do zrobienia jest jeszcze tyle, że przeszkody mogą wydawać się nie do pokonania. Poza tym, bardzo wiele zależy od ekspertów. Możemy więc odnieść wrażenie, że sami nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Nie jest to jednak prawda. Każdy z nas, na swój sposób, może być również aktywny. 
Codziennie na modlitwie możemy łączyć się z Jezusem w Jego wielkim wołaniu o jedność: „Proszę (…) aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie” (J 17,20.21). Skoro, jak powiedział papież Franciszek, jedność jest cudem, nie będzie ona jedynie wynikiem badań i dyskusji. Nigdy nie lekceważmy mocy modlitwy ludu Bożego, ponieważ Bóg w odpowiedzi na nią czyni wielkie rzeczy!
Możemy zbadać nasze nastawienie do braci i sióstr innych wyznań. Czy nie mamy w stosunku do nich poczucia wyższości? Czy ich nie osądzamy lub nie traktujemy z wrogością? Papież Jan Paweł II powiedział, że Duch Święty kruszy nasze serca, gdy wyznajemy grzechy przeciwko jedności. Pamiętajmy, że jedność jest kwestią miłości, a nie tylko uzgodnień.
Możemy wreszcie szukać okazji do tego, by współpracować i modlić się z naszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. W wielu kościołach będą odbywały się specjalne nabożeństwa z okazji pięćsetnej rocznicy reformacji. Postarajmy się wziąć w nich udział, aby ucieszyć się jednością, którą już możemy przeżywać jako uczniowie Pana. Wiele Kościołów i organizacji chrześcijańskich prowadzi dzieła charytatywne, takie jak schroniska dla bezdomnych czy banki żywności. Zastanówmy się, w co możemy się zaangażować, podejmując współpracę z innymi wierzącymi. Nic tak skutecznie nie obala podziałów i uprzedzeń, jak łaska osobistego spotkania!
Cud jedności już się rozpoczął! Oby wszyscy wierzący, krok po kroku, przez współpracę i modlitwę przyczyniali się do jego kontynuacji! ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 października
Flp 2,1-11
To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. (Flp 2,5)
Czas na krótki sprawdzian! O co apeluje do nas św. Paweł (Flp 2,1)? Co jest „dopełnieniem” jego radości (Flp 2,2)? Co chciałby zobaczyć w naszych wzajemnych relacjach (Flp 2,3-4)? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedziałeś: jedność w Chrystusie, twoja odpowiedź jest właściwa.
W swoich pismach Paweł ponad 170 razy używa zwrotu: „w Chrystusie”. Posługuje się nim, tłumacząc, w jaki sposób możemy poznać miłość i miłosierdzie Jezusa. Stosuje go, wyjaśniając, że jesteśmy zbawieni przez wiarę w Chrystusa. Odwołuje się też do niego, ukazując, jak mamy budować jedność w naszych rodzinach, w Kościele i na świecie. Mówiąc najprościej, nasza wzajemna jedność wzrasta, w miarę jak każdy z nas coraz bardziej jednoczy się z Chrystusem.
Kościół w Filippi ewidentnie cierpiał z powodu podziałów. Nie wiemy, czy były one spowodowane wewnętrznymi niesnaskami, czy przez jakichś wichrzycieli z zewnątrz. Jednak w tym momencie nie miało to dla Pawła większego znaczenia. W obu przypadkach jego odpowiedź była taka sama – niech wzajemna jedność stanie się waszym najwyższym celem.
Paweł nie mówi tu, że wszyscy powinni myśleć dokładnie w ten sam sposób. Różnorodność opinii jest czymś pożytecznym, gdyż rozszerza nasze horyzonty. Starajmy się jednak o to, by rozbieżność opinii nie powodowała bólu i podziałów. Problem zaczyna się wtedy, gdy różnice między nami stają się ważniejsze niż wzajemna miłość – zwłaszcza w naszych domach. Gdy tak się dzieje, trzeba się zatrzymać, ochłonąć i przypomnieć sobie nasz wyższy cel.
Wszyscy doświadczamy wewnętrznej walki pomiędzy egoizmem a bezinteresownością, pychą a pokorą. Wszyscy musimy „umierać dla siebie”, aby żyć dla Boga. Im bardziej nam się to udaje, tym łatwiej jest nam żyć w zgodzie i wzajemnej miłości.
Uczyń więc dziś świadomy wysiłek, by nie poddawać się złym emocjom prowadzącym do podziałów. Spróbuj wysłuchać każdego, kogo spotkasz, i potraktować go jak swego brata lub siostrę. Mówiąc słowami Pawła – niech ożywia nas to samo dążenie, które było
w Chrystusie Jezusie.
„Panie, naucz mnie jednoczyć, a nie dzielić”.
Ez 18,25-28
Ps 25,4-9
Mt 21,28-32

Poniedziałek, 2 października
Świętych Aniołów Stróżów
Wj 23,20-23 
Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. (Wj 23,20)
W oczekiwaniu na pociąg Anna siedziała przy stoliku, pijąc kawę. Miała przed sobą otwartą książkę, ale nie mogła skupić się na jej treści. Rano przy śniadaniu w domu doszło do awantury i to w obecności gości, na których opinii jej zależało. Było jej wstyd z powodu własnej bezradności. Nie potrafiła zapobiec kłótni ani udobruchać siostry, która ją wszczęła. Kiedy tak przeżywała wszystko od nowa, męski głos zapytał, czy można się przysiąść. Automatycznie zgodziła się, po czym zdziwiona zauważyła wokół siebie sporo wolnych stolików. Jednak nieznajomy mężczyzna, który usiadł naprzeciwko, nie budził w niej lęku, lecz dziwne zaufanie.
„Pani jest dobrą kobietą” – powiedział. A kiedy Annie stanęły w oczach łzy, dodał: „Przecież ja wiem, dlaczego pani płacze. Niektórych ludzi po prostu nie da się zadowolić. Mają pretensje do innych, dlatego że sami mają problem ze sobą. Ale to nie jest pani wina. I niech się pani nie martwi, bo wszystko się ułoży. Spotka panią nagroda za dobre serce, bo jest jeszcze na świecie miłość i sprawiedliwość”.
„Kim pan jest?” – zapytała Anna przed odejściem na peron, ale on nie udzielił jej odpowiedzi. „Niech pani jedzie spokojnie, jeszcze się kiedyś spotkamy” – powiedzieć. Anna jest do dziś przekonana, że wtedy, na dworcu, Bóg posłał swego anioła, aby ją pocieszyć.
„Wiara w aniołów jest konsekwencją naszej wiary w Chrystusa. Jeśli idę za Nim, prędzej czy później zobaczę aniołów, którzy Mu towarzyszyli” – powiedział kiedyś w wywiadzie ks. Piotr Prusakiewicz, michalita. „Otrzymujemy natchnienia, by się pomodlić, wyspowiadać, podjąć dobre postanowienie czy decyzję, by gdzieś pójść, bo ktoś nas potrzebuje… Może dopiero w niebie dowiemy się, ile zawdzięczamy swemu Aniołowi Stróżowi”.
Aniołowie nie są chrześcijańskim folklorem ani opowieściami dla dzieci. Pismo Święte wspomina o nich ponad trzysta razy, mówi nam też o nich tradycja Kościoła, potwierdzają świadectwa chrześcijan – od kanonizowanych świętych, jak Ojciec Pio, po zwyczajnych wiernych, jak Anna i wiele innych osób. Warto dziś przypomnieć sobie modlitwę do Anioła Stróża i poprosić go o opiekę w naszych trudnościach i siłę do zwalczania pokus.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że czuwasz nade mną przez swego anioła. Naucz mnie być otwartym na jego natchnienia”.
Ps 91,1-6.10-11
Mt 18,1-5.10

▌Wtorek, 3 października
Za 8,20-23
Zrozumieliśmy, że z wami jest Bóg. (Za 8,23)
„Ciągnęli do nich, jak ćmy do światła” – mógłby powiedzieć prorok Zachariasz, gdyby wygłaszał swoje proroctwo dzisiaj. Mówiąc o przyszłej odnowie Izraela, Zachariasz zapowiedział, że cudzoziemcy będą ciągnąć ze wszystkich stron do ludu izraelskiego, a mówiąc dokładniej, do Boga obecnego pośród swego ludu.
Dlaczego ludzie mieliby wykazywać aż takie zainteresowanie Izraelem? Z powodu pragnienia Bożego błogosławieństwa, które było udziałem Izraelitów. Może usłyszeliby od nich o zdumiewającym wyjściu Izraela z Egiptu, o izraelskim podboju Ziemi Obiecanej i jej skutecznej obronie przed licznymi wrogami. Może zaciekawiliby się tym, że Izrael czci jedynego Boga – a nie wielu bogów, jak okoliczne narody – i cieszy się Jego widomym błogosławieństwem. Zauważyliby, że Izrael wyraźnie różni się od innych narodów, i przekonaliby się, że Bóg jest z nim!
Także na tobie może wypełnić się obietnica dana przez Zachariasza Izraelitom. W rzeczywistości prawdopodobnie już się wypełnia, nawet jeśli tego nie widzisz. Podejmujesz przecież wiele wyborów, na które – w ten czy inny sposób – ma wpływ twoja wiara. Oznacza to, że jest w tobie światło obecności Chrystusa i inni je zauważają.
A więc świeć! Nie wymaga to wiele dodatkowego wysiłku. Jak powiedział kiedyś św. Franciszek Salezy: „Bądź tym, kim jesteś, i bądź nim dobrze”. Innymi słowy, rób to, do czego Bóg cię w życiu powołał, i rób to całym sercem. Zaufaj dobroci Boga i Jego łasce, która działa w tobie. Odpręż się i oprzyj na Jego obecności. Nie próbuj robić wszystkiego sam, ale pamiętaj, że Chrystus jest w tobie i On będzie przez ciebie świecił, a to wzbudzi zainteresowanie tych, którzy cię otaczają. Twoje świadectwo ufności i pokoju rozpali ciekawość innych i pociągnie ich do Boga obecnego w tobie, dokładnie tak, jak Zachariasz przepowiedział to Izraelowi.
Bądź tym, kim jesteś w Chrystusie. Już przez to głosisz Dobrą Nowinę. Promieniejesz światłem Chrystusa, gdyż ludzie widzą, że On jest prawdziwy i że jest z tobą.
„Dziękuję Ci, Panie, za to, że trwasz we mnie. Spraw, bym pociągał do Ciebie innych”.
Ps 87,1-7
Łk 9,51-56

▌Niedziela, 8 października
Flp 4,6-9
A pokój Boży (…) będzie strzegł waszych serc i myśli. (Flp 4,7)
Ważną rolę w naszym organizmie odgrywa system odpornościowy. Czuwa on nieustannie nad zdrowiem wszystkich innych układów w naszym ciele. Zawsze na straży – nawet gdy śpisz – likwiduje multum mikroskopijnych zagrożeń. Zwykle jednak przypominamy sobie o nim dopiero wtedy, gdy zaczynamy odczuwać jakieś dolegliwości. Próbujemy go wtedy wzmocnić poprzez zażywanie witaminy C, odpoczynek oraz picie dużej ilości płynów – tak jak nam to zalecają lekarze.
Według tego, co mówi św. Paweł w dzisiejszym pierwszym czytaniu, pokój Boży ma wiele cech zbieżnych z systemem odpornościowym. Jest on naszym osobistym strażnikiem uciszającym niepokoje, chroniącym nas przed lękiem i frustracją,. Sam Jezus mówi nam, że Jego pokój przewyższa swoją mocą i głębią wszelki pokój tego świata (J 14,27). To właśnie ten niosący łaskę „system pokoju” strzeże twego serca. Czuwa nad tobą zawsze, wspierając cię i chroniąc.
Prawdopodobnie zauważyłeś, że gdy trwasz w pokoju, codzienne problemy typu korki na drodze nie wyprowadzają cię z równowagi. Pokój Boży skutecznie neutralizuje stres. Co jednak robić, gdy pojawiają się większe zagrożenia, jak poważne choroby czy problemy finansowe? Co robić, gdy twój „system pokoju” staje się przeciążony? To samo, co z układem odpornościowym podczas dużego stresu – wzmacniać go!
Podobnie jak wzmacniasz układ odpornościowy poprzez zażywanie witamin i suplementów diety, tak samo dbaj o swoją duszę. „Zażyj” dodatkową dawkę Pisma Świętego. Postaraj się też o wypoczynek dla duszy, tak jak starasz się o wypoczynek dla ciała. Weź kilka głębokich oddechów, przypomnij sobie dobroć Boga i poproś Go, by umocnił w tobie pokój. Pomyśl
o tym, że Bóg stale jest przy tobie, że cię kocha i zawsze jest gotów ci pomagać. Pozwól, by Boży pokój pokonał w tobie lęk, napełniając cię ufnością i nadzieją.
„Panie, dziękuję Ci za to, że Twój pokój strzeże mego serca i moich myśli”.
Iz 5,1-7
Ps 80,9.12-16.19-20
Mt 21,33-43

▌Niedziela, 15 października
Mt 22,1-14
Jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego? (Mt 22,12)
Przypowieść Jezusa mówi nam, że zaproszeni na ucztę weselną zlekceważyli i odrzucili to wyróżnienie. Byli zbyt zajęci. Z kolei wśród gości przyprowadzonych na polecenie gospodarza z rozstajnych dróg znalazł się taki, który nie chciał uczcić królewskiego syna. Nie włożył nawet odpowiedniego stroju weselnego. Przyszedł na królewską ucztę, ale nie uszanował króla.
W Piśmie Świętym obraz szaty weselnej służy do opisu różnych aspektów nowego życia w Chrystusie. Mówi się na przykład o szacie zbawienia, szacie posłuszeństwa czy szacie czystości.
Gdybyśmy teraz mieli odnieść tę przypowieść do Mszy świętej, mogłaby ona brzmieć następująco: Niektórzy zaproszeni na niedzielną Mszę świętą zignorowali zaproszenie. Wśród tych, którzy przyszli, znalazł się pewien człowiek, który chciał spożyć Chleb Życia, ale wcale nie zamierzał postępować jak uczeń Chrystusa. Jego serce nie było przyodziane we właściwą „szatę”.
Co tydzień przed niedzielną Mszą świętą staje przed nami to samo pytanie: „Czy przychodzę na Ucztę eucharystyczną w odpowiedniej duchowej szacie? A może spożywam Chleb Życia bezmyślnie, nie mając zamiaru przyjąć Jego mocy, która przemienia serce?”. Przyodzianie się w odpowiednią szatę oznacza otwarcie na łaskę i błogosławieństwo Jezusa. Przychodząc bez niej, nie ryzykujemy wprawdzie – jak człowiek z przypowieści – wyrzucenia za drzwi, ale tracimy kontakt z mocą i miłością Boga obecnego w Eucharystii.
Idźmy dziś na Ucztę weselną z otwartym sercem. Wyznajmy Panu, że potrzebujemy Chleba Życia. Cieszmy się Pokarmem danym przez Jezusa. A potem wyjdźmy z kościoła z postanowieniem zachowania wspaniałej szaty zbawienia, posłuszeństwa i czystości przez cały dzień. Dziś i w każdą niedzielę przypominajmy sobie, że Msza święta jest zapowiedzią wspaniałej uczty niebieskiej, która odbędzie się, gdy Jezus powróci w chwale. Pamiętajmy, że jeśli zdołamy zachować swoją weselną szatę, na końcu będziemy przyodziani w Chrystusa!
„Dziękuję Ci, Jezu, za zaproszenie na Twoją ucztę. Pomóż mi iść za Tobą”.
Iz 25,6-10a
Ps 23,1-6
Flp 4,12-14.19-20

▌Niedziela, 22 października
Mt 22,15-21
Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. (Mt 22,21)
Czy widzisz pułapkę, jaką zastawili na Jezusa faryzeusze, pytając Go, czy wolno płacić podatek cezarowi? Gdyby odpowiedział, że nie należy płacić, zostałby obwołany wichrzycielem i zagrożeniem dla Rzymian. Gdyby natomiast orzekł, że podatek jest obowiązujący, nazwano by Go kolaborantem, współpracującym z opresyjnym cesarskim reżimem.
Jezus przejrzał ich natychmiast (Mt 22,18). Dlatego zamiast opowiadać się wprost za którąś z wersji, udzielił krótkiej, a zarazem głębokiej odpowiedzi, która po dziś dzień daje nam do myślenia.
Tym, „co należy do Boga”, jest całe Jego stworzenie: rośliny i zwierzęta na ziemi, gwiazdy na niebie, morze i wszystko, co w nim się znajduje. I oczywiście ludzie – my wszyscy. Gwiazdy i księżyc świecąc, ptaki śpiewając, a drzewa kwitnąc oddają chwałę Panu. O ileż bardziej my, którzy jesteśmy koroną stworzenia, winniśmy oddawać Mu chwałę i cześć! Właśnie w ten sposób oddajemy „Bo
gu to, co należy do Boga” – oddając Mu cześć, przestrzegając Jego przykazań, troszcząc się o wszystkich, których On miłuje.
A jak mamy oddawać „cezarowi to, co należy do cezara”? Czy to znaczy, że mamy płacić podatki, dzięki którym policja zapewnia nam bezpieczeństwo, dzieci uczą się w szkołach, a potrzebujący mogą korzystać z pomocy społecznej? Tak, ale nie tylko to. Ponieważ to, co oddajemy Bogu, ma wpływ także na to, co oddajemy cezarowi, nasza postawa wobec Boga wymaga od nas także szukania sposobów troszczenia się o ubogich i bezdomnych, odwiedzania chorych i seniorów, wspierania samotnych. Skłania nas też do angażowania się na rzecz pozytywnych zmian w naszych miastach i miejscowościach. Chodzi tu więc nie tylko o podatki, ale także i przede wszystkim o człowieka.
Co więc możesz dziś „oddać cezarowi”?
„Oto jestem, Panie. Pokaż mi, jak mogę zmieniać na lepsze mój zakątek świata”.
Iz 45,1.4-6
Ps 96,1.3-5.7-10
1 Tes 1,1-5b

▌Sobota, 28 października
Świętych Szymona i Judy Tadeusza, Apostołów
Ef 2,19-22
Jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga. (Ef 2,19)
Plemię Makonda w Tanzanii słynie ze swoich rzeźb w drewnie, a zwłaszcza swojej wersji drzewa genealogicznego. Z pewnej odległości wygląda ono jak zwyczajne drzewo, kiedy jednak przyjrzeć mu się z bliska, widać, że jest to raczej kolumna utworzona
z ludzi. Przedstawia ona członków rodziny – w tym także dalszych krewnych i przodków – wspinających się jeden na drugiego i podtrzymujących się nawzajem. W ten sposób lud Makonda pragnie wyrazić, że życie każdego człowieka jest oparte na życiu innych. Na tym właśnie polega wspólnota.
Obraz ten doskonale ilustruje dzisiejsze czytanie. Każda parafia na świecie może prześledzić swoją genealogię, sięgając aż do czasów Piotra i pierwszych Apostołów. Każda zbudowana jest „na fundamencie apostołów i proroków” (Ef 2,20) – na świętych, takich jak Szymon i Juda Tadeusz, których święto dzisiaj obchodzimy. To oni są twoim fundamentem! To oni są częś-
cią twojego drzewa genealogicznego! I to nie tylko Apostołowie, ale także niezliczeni święci i cisi bohaterowie wiary. Wszyscy oni wspierają cię na drodze do nieba! Nie musisz iść nią sam, zdany tylko na własne siły!
Może właśnie dlatego jest tak wielu świętych, których wspominamy nie osobno, ale parami: Szymon i Juda Tadeusz, Piotr i Paweł, Cyryl i Metody, Perpetua i Felicyta itd. Uświadamia to nam, że nikt nie zostaje świętym samotnie. Czy jesteś parafianinem, czy proboszczem, mnichem czy matką, więźniem czy stażystą, idziesz tą samą drogą, co wszyscy pozostali. Należysz do nich, a oni należą do ciebie.
Oznacza to także, że i ty masz ważną rolę do odegrania w swojej parafii i w Kościele jako całości. Nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, masz wpływ na życie innych wierzących. Jak postacie z afrykańskiej rzeźby, potrzebują oni, byś ich podtrzymywał, byś ich wspierał jako członków wspólnoty wierzących. I ty także ich potrzebujesz. Wszyscy jesteśmy jedną rodziną braci i sióstr, zgromadzonych przez jednego miłującego i miłosiernego Ojca.
„Panie, dziękuję Ci za to, że czynisz z nas Kościół – Twoje Mistyczne Ciało”.
Ps 19,2-5
Łk 6,12-19

 

MAGAZYN:

Ikona

Wspólne dziedzictwo wszystkich chrześcijan

Halina Świrska

Co roku tysiące pielgrzymów zdążają na Jasną Górę, by modlić się przed słynącym cudami wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Ten powszechnie znany obraz – być może najlepiej rozpoznawalny symbol chrześcijaństwa w Polsce – to w istocie ikona należąca do typu zwanego Hodegetria – „Wskazująca drogę”. W tradycji bizantyńskiej to podstawowy typ wizerunku Matki Bożej, na którym Maryja gestem prawej dłoni wskazuje Dzieciątko zasiadające na Jej lewej ręce – Jezusa, który sam powiedział o sobie, że jest drogą (J 14.6). Kopie tego wizerunku znajdują się niemal w każdym kościele i bardzo wielu domach. Równie często można spotkać charakterystyczny wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy – z Dzieciątkiem, któremu ze stópki zsuwa się sandałek. I to także jest ikona. Podobnie jak Matka Boża Śnieżna – trzeci najczęściej spotykany w naszych sanktuariach wizerunek.
Dlaczego w katolickim kraju największą czcią otaczane są ikony, skoro ikony kojarzą się nam z prawosławiem? Czym są one tak naprawdę? Czy to nasza tradycja? Odpowiedzi na te pytania należy szukać w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w czasach jednego, niepodzielonego Kościoła Chrystusowego.

TRADYCJA IKONY
Słowo ikona pochodzi z greckiego eikón i oznacza po prostu obraz sakralny, czyli obraz święty – przedstawienie Chrystusa, Maryi, aniołów lub świętych, a także sceny z ich życia i sceny biblijne. Uważa się, że swymi korzeniami ikona sięga jednocześnie do wczesnochrześcijańskiego malarstwa katakumbowego i do późnoantycznego sposobu wykonywania portretów grobowych, jaki znamy z Fajum. Zgodnie z tradycją pierwsza ikona Chrystusa powstała jeszcze za Jego życia – było to utrwalone na płótnie odbicie Oblicza Zbawiciela. Naśladowaniem tak powstałego wizerunku są ikony ukazujące Święte Oblicze, noszące nazwę Acheiropoietos (czyli „Nie ludzką ręką malowane”) lub mandylion. Taki mandylion zdobi na przykład kaplicę na zamku w Lublinie, w której bizantyńskie malowidła ufundował sam król Władysław Jagiełło. Podobne do nich są dobrze znane w naszej tradycji wyobrażenia nazywane w skrócie Weronika (od łac.-gr. zbitki słów vera eikón – prawdziwy obraz), przedstawiające odbicie umęczonej twarzy Jezusa na chuście.
Autorem pierwszych ikon Matki Bożej był według tradycji św. Łukasz Ewangelista. Od wizerunków przez niego sporządzonych wywodzi się podstawowy typ przedstawień Maryi – Hodegetria („Wskazująca drogę”). 
Z pewnością wizerunki Jezusa, Maryi i świętych wykonywano w IV wieku – wspomina o nich w swoich pismach historyk Kościoła żyjący w tym czasie, Euzebiusz z Cezarei. Z zapisków św. Augustyna wiadomo, że w V wieku ikony były otaczane czcią. W tym czasie, po soborze efeskim (431 r.), który podkreślił, że Maryja poprzez zrodzenie Chrystusa – Boga i człowieka – uczestniczy w tajemnicy Wcielenia Boga i dlatego jest ona Theotokos – Bogurodzicą – zaczęły licznie powstawać wizerunki Maryi ukazujące tę prawdę. 
Najstarsze zachowane ikony pochodzą z VI wieku, odkryto je w monasterze św. Katarzyny na Synaju. Wśród nich znajduje się ikona Matki Bożej tronującej oraz niezwykły wizerunek Chrystusa Pantokratora. Ikony z Synaju były wykonane późnoantyczną techniką enkaustyki, polegająca na rozprowadzaniu pigmentów gorącym woskiem. Ikony wykonywano w różnych technikach – mozaiki, emalii, miniatury, fresku, ale najczęściej kojarzą się one z wizerunkami wykonanymi temperą na desce.

SPÓR O IKONY 
Zarówno wykonywanie, jak i kult ikon wzbudzały też wątpliwości – przecież w Starym Testamencie czytamy o zakazie sporządzania jakichkolwiek wizerunków (Wj 20,4-5). Im bardziej rozwijał się kult ikon, tym mocniejszy był sprzeciw wobec nich w niektórych środowiskach, co w końcu doprowadziło do ikonoklazmu – odrzucenia ikon. Kiedy w 726 roku na czele tego ruchu stanął sam cesarz bizantyjski Leon III Izauryjczyk, nakazując niszczenie ikon, rozpoczął się kilkudziesięcioletni okres zażartych sporów i nierzadko krwawych walk między zwolennikami i przeciwnikami ikon. To wtedy właśnie zostały opracowane fundamenty teologii ikony, według której fakt, że niewidzialny Bóg stał się człowiekiem, przyjął widzialne ciało i w ten sposób pozwolił się oglądać ludziom, uprawnia do sporządzania Jego wizerunku, a także wizerunków osób, które naśladując Go przez swoją świętość, upodobniły się do swego Zbawiciela. Powoływano się przy tym na silną tradycję związaną z istnieniem mandylionu – wizerunku Jezusa odbitego na chuście, który zyskał miano „ikony ikon”. Tak więc istotą kultu ikon jest świadectwo o Wcieleniu. Szczególnie ważne okazały się rozważania św. Jana z Damaszku – arabskiego doktora Kościoła, który stwierdził, że wizerunki są dla nas wręcz niezbędne: „ponieważ mamy podwójną naturę, będąc złożeni z duszy i ciała, nie możemy dotrzeć do rzeczy duchowych w oderwaniu od cielesnych. W ten sposób poprzez kontemplację cielesną dochodzimy do kontemplacji duchowej”.

POSTANOWIENIA SOBOROWE 
W sytuacji wciąż żywego w Cesarstwie Bizantyńskim sporu o ikony, głównym tematem zwołanego jesienią 787 roku II soboru nicejskiego stała się kwestia kultu obrazów. W zgromadzeniu pod przewodnictwem legatów papieskich i patriarchy Konstantynopola wzięło udział 307 biskupów – w tym także zwolennicy ikonoklazmu. Ojcowie soborowi, odwołując się między innymi do rozważań Jana z Damaszku, zatwierdzili kult ikon i potępili ikonoklazm, uznając go za herezję.
W dekretach soborowych zwrócili uwagę na to, że cześć oddawana ikonie odnosi się nie do samego obrazu, ale do osoby na nim przedstawionej. Sformułowano także podstawowe zasady dotyczące sporządzania wizerunków: postaci i oblicza nie powinny być realistyczne, ale ukazywać świętych jako już przebóstwionych, złączonych z Chrystusem. Służyć temu miały konkretne zabiegi artystyczne: wydłużone sylwetki, ciało osłonięte szatami, oblicza ze spojrzeniem zwróconym na wprost, tak by umożliwić człowiekowi stojącemu przed ikoną nawiązanie modlitewnego kontaktu. Musi też być widoczny choć fragment ucha – by wierny pamiętał, że jego modlitwy są słuchane. Zbędne natomiast jest podkreślanie cieni, ponieważ Bóg jest światłem i światło powinno promieniować z postaci świętych.

ZAPOMNIANE DZIEDZICTWO
Wszystkie te postanowienia zostały przyjęte przez cały Kościół, wciąż więc obowiązują także nas, katolików, tak samo jak prawosławnych. Pomimo schizmy, która podzieliła Kościół w 1054 roku na rzymski katolicyzm i prawosławie, aż do XII wieku sztuka sakralna wszędzie wyrażała tę samą rzeczywistość i służyła temu samemu celowi – objawianiu Boga. Katedry na Zachodzie zdobiły wspaniałe romańskie przedstawienia Chrystusa w Majestacie i Matki Bożej. Ikona w swej kanonicznej postaci znana jest też ze wspaniałych mozaik znajdujących się we Włoszech, na terenach, gdzie silne były wpływy Cesarstwa Bizantyńskiego – na Sycylii czy w Rawennie. Jedna z nich, wykonana w XII wieku przez mistrzów greckich, przedstawiająca Chrystusa Pantokratora (Wszechwładcę) z katedry w Cefalù na Sycylii, stała się ikonograficznym symbolem Roku Wiary (2013).
Jednak podczas gdy na Wschodzie w ciągu kolejnych wieków opracowano szczegółowy kanon sporządzania wizerunków i sztuka ikony rozkwitała, zachowując jedność stylu i wierność swym założeniom, na Zachodzie świadomość znaczenia soborowych ustaleń nie była zbyt duża i ostatecznie w czasach renesansu nastąpiło odejście od wspólnej tradycji. Z punktu widzenia zachodnich historyków sztuki renesans oznacza wspaniały rozwój – zwrot ku człowiekowi i realizmowi, subiektywizm przedstawień i ich emocjonalność, światłocień i perspektywa. Jednak zarazem był to zasadniczy krok w kierunku subiektywizmu, utraty transcendencji i bezpośredniego odniesienia do Boga, słowem – desakralizacji sztuki. Obraz, będący „oknem do nieba”, zastąpiono czułymi scenami rodzajowymi, które mogą wzruszyć i wywołać zachwyt dla kunsztu malarza, ale nie pomagają się modlić. Sztukę sakralną zastąpiła sztuka religijna.
Malarstwo ikonowe rozwijało się w Bizancjum (aż do jego upadku w XV wieku), w Grecji, na Bałkanach i Rusi, a także w najstarszych chrześcijańskich państwach: Armenii i Gruzji oraz w Egipcie (ikona koptyjska). Było ono ściśle związane z tradycją i liturgią wschodnią – Kościołem prawosławnym i innymi Kościołami chrześcijańskimi. Jednak także i tam z czasem zatraciło pierwotną czystość, ulegając na przykład wpływom baroku lub popadając w schematyzm. Wraz z odkryciem na Synaju najstarszych zachowanych ikon, u schyłku XIX wieku rozpoczął się powrót do tradycji pierwotnej ikony i powtórne odkrywanie jej głębi. Działo się tak zwłaszcza w Rosji w pierwszych latach XX wieku. Rewolucja bolszewicka położyła temu gwałtowny kres, ale rzesze uciekinierów poniosły ikony ze sobą na przymusową emigrację, głównie do Francji. Również Rosja sowiecka po pierwszym szale niszczenia wszystkiego, co było związane z wiarą i Kościołem, chętnie pozbywała się ikon, sprzedając je na Zachód. W ten sposób ikona, wcześniej niemal zupełnie tam nieznana, znalazła się na Zachodzie. Stopniowo zwiększała się liczba zainteresowanych czy wręcz zafascynowanych tym odkryciem.

DROGA ZBLIŻENIA CHRZEŚCIJAN
W naszej polskiej tradycji ikony były obecne niemal od zawsze. Bliskość Księstwa Kijowskiego, które przyjęło chrzest z Bizancjum, unia z Wielkim Księstwem Litewskim, wreszcie wielokulturowość Rzeczpospolitej Obojga Narodów sprzyjały ich rozpowszechnianiu. Świadczą o tym liczne ufundowane przez Jagiellonów malowidła bizantyńskie – w Sandomierzu, Lublinie, Krakowie. 
Ikony oprócz piękna czysto estetycznego niosą wielowiekową duchową tradycję Kościoła. Nie jest to zwykłe przedstawienie osób czy wydarzeń, ponieważ ikona uobecnia to, co przedstawia, jest spotkaniem rzeczywistości Boga z rzeczywistością człowieka. Powinna też być owocem modlitwy tego, kto ją maluje, czy też – używając przyjętego w ikonografii języka – pisze. Autor wykonujący ikonę pozostaje anonimowy – jego celem nie jest kreowanie własnej indywidualności, ale wierne przekazanie nauki Kościoła. Właściwym sobie językiem barw i symboli ikony wskazują na Boga i pomagają Go kontemplować. Dziś panuje swoista moda na ikony i to zjawisko wcale nie dziwi, bo ikona przyciąga ludzi odczuwających duchowy głód, a takich nie brakuje w naszych czasach. Ikonami interesują się, oprócz prawosławnych i wyznawców Kościołów wschodnich, także katolicy, a nawet protestanci, chociaż tradycję sporządzania wizerunków reformacja konsekwentnie odrzucała. Powstają nowe pracownie i szkoły ikonopisania, książki i albumy z ikonami. 
W ten sposób wśród chrześcijan ożywają postanowienia II soboru nicejskiego – który jednocześnie był ostatnim soborem powszechnym niepodzielonego Kościoła. To swoisty znak czasu – odkrywanie wspólnego dziedzictwa pomaga odnaleźć porozumienie ponad podziałami.
Tak więc klękając przed Maryją na Jasnej Górze czy szukając ratunku u Matki Bożej Nieustającej Pomocy, pamiętajmy o łączności z naszymi braćmi w wierze i wspólnocie naszego chrześcijańskiego dziedzictwa, którego znakiem są te wizerunki. ▐


MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA

Według tradycji ikona Matki Bożej Częstochowskiej została namalowana przez św. Łukasza, następnie sprowadzona z Jerozolimy do Konstantynopola i przekazana księciu Lwu na Ruś Kijowską.
W 1382 roku, podczas działań wojennych, zabrano ją z zamku w Bełzie i przekazano paulinom na Jasnej Górze. Obraz wkrótce zasłynął cudami, o czym świadczy wielka liczba wotów. W 1430 roku został uszkodzony przez rabusiów, a następnie odnowiony. Świadectwem takich burzliwych wydarzeń są charakterystyczne cięcia widoczne na twarzy Maryi. Kolejne przemalowania zmieniły wygląd obrazu – na przykład na szacie Maryi pojawiły się lilie. W ciągu wieków oblicze Matki Bożej znacznie pociemniało, dlatego nazywana jest „Czarną Madonną”.

MATKA BOŻA
NIEUSTAJĄCEJ POMOCY

Kult Matki Bożej Wspomożycielki sięga początków chrześcijaństwa. Wiadomo, że już w IV wieku Maryja otaczana była czcią jako Orędowniczka, a wierni szukali Jej pomocy i wstawiennictwa. Pierwowzór ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy powstał na Krecie, prawdopodobnie w X/XI wieku. Jest to wariant typu Hodegetria. 
Na wszystkich ikonach Maryja ma twarz poważną, ponieważ jest świadoma cierpienia, które czeka trzymane przez nią Dzieciątko. Perspektywa pasyjna jest szczególnie podkreślona na tym wizerunku: po obu stronach Maryi widnieją małe postaci archaniołów Gabriela i Michała, pokazujących małemu Jezusowi narzędzia Jego przyszłej Męki. Strwożone Dzieciątko tuli się do Matki, chwytając Jej dłoń, sandałek zsuwa się z Jego nóżki. Maryja, czule obejmując rączki Dzieciątka, swoje spojrzenie kieruje na wprost – wydaje się mówić do nas, patrzących na Nią i szukających u Niej pomocy.

MATKA BOŻA ŚNIEŻNA

Ta bizantyńska ikona z rzymskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore pochodzi z XII wieku. Na głowie Matki Bożej widnieje krzyżyk, charakterystyczny jest też układ Jej dłoni – w lewej Maryja trzyma chusteczkę, palce prawej układają się w literę V od łacińskiego słowa Virgo – Dziewica. Chusteczka symbolicznie podkreśla Jej królewską godność. 
Inna nazwa tej ikony – Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) - związana jest z przekonaniem, że dzięki niej Rzym został ocalony przed inwazją turecką: podczas decydującej bitwy morskiej pod Lepanto, 7 października 1571 roku, ulicami miasta w błagalnej procesji różańcowej niesiono ikonę Matki Bożej Śnieżnej. Zwycięstwo uznano za cud. Od tego momentu kopie ikony Matki Bożej Śnieżnej rozpowszechniły się w całej Europie, także w Polsce, a ustanowione na pamiątkę zwycięstwa wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej przypomina o mocy mo-
dlitwy różańcowej.

 

ŚWIADECTWO


Najlepsza godzina

Adoracja stała się moją ucieczką w czasie największej próby

Choć nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy, nie było przypadkiem, że gdy zakochałam się
w swoim mężu, on pomógł mi zakochać się w Chrystusie eucharystycznym. Zaczęło się to, gdy ja, wierna luteranka, poznałam Ryana, katolika, który uwielbiał chodzić na adorację. Na początku naszej znajomości jego przyjaciel udzielił mu pewnej rady: „Po prostu namów ją na adorację, a Pan dokona reszty”.
Idąc za tą radą, Ryan zapraszał mnie co tydzień na wspólną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Wprawdzie sama idea adoracji była dla mnie trudna do pojęcia, ale perspektywa godziny ciszy i spokoju z dala od świata zdecydowanie do mnie przemówiła. Postanowiłam więc mu towarzyszyć
i stopniowo zaczęło mnie to zmieniać. Widziałam ludzi, którzy skłaniali się, klękali, a nawet padali krzyżem przed monstrancją. Widziałam, jak otwierają serca przed Jezusem, a On napełnia je uzdrowieniem i miłością. Ja także zapragnęłam tego samego!
Nasza miłość kwitła, wciąż też chodziliśmy z Ryanem na adorację. Moje serce nabierało coraz większej pewności, że Jezus jest naprawdę obecny w Hostii. Na krótko przed naszym ślubem w 2002 roku, po rzetelnym rozeznaniu i modlitwie, wstąpiłam do Kościoła katolickiego. Adoracja stała się dla mnie najlepszą godziną tygodnia, a kiedy byłam zajęta przy dzieciach, godziną, za którą tęskniłam. Nie wiedziałam jeszcze, że w przyszłości stanie się ona moim oparciem, gdy Ryan nie będzie już mógł nim być.

PRÓBA WIARY
W 2007 roku Ryan zaczął skarżyć się na krótkie, ale silne bóle głowy. Następnie zaczął mieć kłopoty z pamięcią. Kiedy pewnego dnia w pracy nie był w stanie obsłużyć dystrybutora wody, pojechał do szpitala na ostry dyżur. Jeszcze tego samego dnia lekarze stwierdzili u niego złośliwego guza mózgu i zaordynowali natychmiastową operację.
Udało nam się powstrzymać raka przez następne dwa lata. Ryan przeszedł kolejną operację, która wydawała się udana. Przez cały ten czas co tydzień chodził na godzinną adorację. W 2009 roku powitaliśmy na świecie nasze trzecie dziecko, ale z końcem roku stan Ryana znacznie się pogorszył. W styczniu 2010 roku postanowił przerwać leczenie w klinice oddalonej o 1500 km od naszego miejsca zamieszkania. Czuł, że jego koniec się zbliża, i chciał być wśród najbliższych. Ryan zmarł w Wielki Czwartek, dzień, w którym przeżywamy pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Miało to dla mnie duże znaczenie, choć moje serce było złamane.
Pozostałam z trójką dzieci, z których najstarsze nie miało jeszcze sześciu lat. Trzeba je było pielęgnować, karmić i przytulać – a także uczyć prawd wiary. A ja czułam się tak, jakbym leżała na podłodze twarzą do ziemi, nie mogąc w żaden sposób się podnieść. Wypełniłam obowiązek żony. Byłam na tyle silna, by pomagać mojemu mężowi w drodze do nieba, ale kto teraz pomoże mnie? Rodzina i przyjaciele robili, co mogli, ale nikt nie był w stanie zrozumieć mojego bólu. Nikt nie mógł dźwignąć mojego znużonego ciała. Nikt nie mógł podnieść mnie na duchu. Nikt nie mógł mi pomóc… oprócz Jezusa.

DOTYK JEZUSA
Gdy dzieci były już na tyle duże, że poszły do szkoły, mogłam wreszcie powrócić do kaplicy adoracji. Regularne spędzanie czasu przed Jezusem było wielkim błogosławieństwem – płakałam, słuchałam, a On mnie uzdrawiał i uczył żyć na nowo. Przebywanie w Jego obecności stało się terapią dla mojej duszy.
Chociaż wiele razy modliłam się w tej kaplicy o uzdrawiający dotyk Boga, zapadła mi w pamięć zwłaszcza jedna godzina, kiedy doświadczyłam obecności Jezusa w sposób głębszy i bardziej oczywisty, niż kiedykolwiek to sobie wyobrażałam.
Było to kilka lat po śmierci Ryana. Siedziałam skupiona w obecności Pana, robiąc pracę domową z mojej grupy biblijnej. Moim zadaniem było przywołanie w pamięci ulubionego obrazu Jezusa. Zastanawiałam się, jaki wizerunek Jezusa podsunie mi Bóg. Sądziłam, że będzie to jakiś znany obraz, jak Jezus pukający do drzwi czy niosący na ramionach owieczkę. Przez kilka minut siedziałam w ciszy, wpatrując się w Jezusa w Hostii. Następnie zamknęłam oczy i zobaczyłam obraz.
Scena była tak wyraźna i rzeczywista, że po twarzy popłynęły mi łzy. Ryan leżał na szpitalnym łóżku z różańcem w ręku, wydając ostatnie tchnienie. Ja siedziałam obok niego. Trzymałam go za ręce, a moja głowa spoczywała na jego piersi. Właśnie odśpiewaliśmy końcowe „Amen” Litanii do wszystkich świętych. Po drugiej stronie łóżka zobaczyłam siedzącego na krześle Jezusa. Miał na sobie lśniąco białą szatę, a Jego dłonie leżały na naszych. Spojrzał na nas z miłością i skłonił głowę. Dokładnie w tym momencie poczułam Jego dotyk.

ZAWSZE ZE MNĄ
Zawsze wierzyłam, że Jezus troszczył się o nas w czasie choroby Ryana. Jednak scena, jaką zobaczyłam, przemówiła do mnie w bardzo jasny i osobisty sposób. Wyszłam z kaplicy z dziękczynieniem w sercu, wysławiając Boga, który ukochał mnie tak bardzo, że zechciał mi pokazać swoją obecność przy mnie w chwili największej próby. Ta godzina adoracji stała się punktem zwrotnym mojego życia. Wizja, którą otrzymałam, mogła wydarzyć się w jakimkolwiek innym miejscu i czasie, a jednak Bóg zechciał mi się objawić w kaplicy przed wystawioną Hostią.
Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia. Już wcześniej wiedziałam, że mogę zawierzyć Bogu swoją wieczność. Jednak tego dnia dotarło do mnie, że mogę Mu zaufać także dzisiaj. To umocniło moją wiarę i dało mi siłę do podejmowania wielu decyzji, z którymi musiałam się zmierzyć.
Na przykład, gdy modliłam się o światło w sprawie przeprowadzki wraz z dziećmi do innego miasta, otrzymałam odpowiedź właśnie w czasie adoracji. Bóg włożył mi w serce słowa: „Zarzuć swoje sieci na głębię. Nie martw się tym, że nie znasz wszystkich odpowiedzi!”. Pomimo ryzyka związanego z opuszczeniem znanego środowiska, dzięki temu słowu zdecydowałam się na wyjazd. Ostatecznie przeprowadzka okazała się dla mnie zbawienna i pomogła mi stanąć na nogi w taki sposób, jakiego nigdy nie byłabym w stanie zaplanować.

CZAS JEST W BOŻYCH RĘKACH
Teraz, gdy w piękny, słoneczny dzień lub podczas jakichś trudnych sytuacji zaczyna mi brakować Ryana, wiem, że mam blisko przy sobie Jezusa. Składam każdy kolejny dzień w Jego dłonie. Moim największym oparciem jest cotygodniowa adoracja. Adoruję Chrystusa, który jest prawdziwy. Adoruję Chrystusa, który żyje. Adoruję Chrystusa, którego miłość nigdy się nie kończy. Oddawanie Mu czci i spędzanie z Nim czasu w kaplicy adoracji jest jedną z najlepszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjęłam.

Sklep internetowy Shoper.pl