E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 1 (305) 2019 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 1 (305) 2019 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W styczniowym numerze „Słowa wśród nas” poruszamy temat uzdrowienia. Tajemnicą Boga pozostaje, dlaczego jedni doznają łaski uzdrowienia a inni nie. Jednak Jezus powtarzając „ Twoja wiara cię uzdrowiła” albo „Twoja wiara cię ocaliła” wskazuje, jak wielkie znaczenie ma nasza wiara. We wstępnych artykułach, przywołując zapisane w Ewangeliach uzdrowienia dokonane przez Jezusa, przypominamy, jak modlić się o uzdrowienie i co oznacza ocalenie w perspektywie wiary. 
W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.
W Magazynie w artykule „Oby wszyscy stanowili jedno” piszemy o niezwykłej postaci bł. Marii Sagheddu, która oddała swoje życie za jedność chrześcijan. Ponadto zamieściliśmy dwa poruszające świadectwa: o nawróceniu, do którego doprowadziły zwyczajne rozmowy z… manikiurzystką oraz o cierpieniu ojca, który bezmyślnie zgodził się na aborcję, której chciała jego żona i jego późniejszym nawróceniu. Przypominamy także Naszą ankietę, zatytułowaną „Błogosławieństwo starości”, ponieważ wciąż jeszcze czekamy na Państwa świadectwa i zachęcamy do ich nadsyłania. W związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan podajemy jego hasło oraz sigla czytań mszalnych na ten czas. Polecamy też lekturę – w tym numerze jest to książka „Córki światłości i synowie dnia”, wydana w związku z Synodem Młodych, który miał miejsce w Rzymie w październiku 2018 roku. Zawiera on artykuły przybliżające sylwetki 29 młodych świętych, błogosławionych i sług Bożych. Wśród nich mamy żyjących dawno temu – jak bł. Imelda Lambertini czy Katarzyna ze Sieny i współcześnie – jak słudzy Boży Chiara Corbella Petrillo, Matteo Farina czy Carlo Acutis. Pochodzących z Polski i Europy – jak św. Stanisław Kostka, bł. Karolina Kózkówna czy św. Maria Goretti, a także z całego świata – jak św. Magdalena z Nagasaki i bł. Zefiryn Namuncurá (z Japonii), Marcel Nguyên Tân Van (z Wietnamu), Kateri Takekwitha (Indianka z Ameryki Północnej), bł. Laura Vicuña (z Chile w Ameryce Południowej) czy święty Karol Lwanga (z Ugandy w Afryce). Bardzo znanych - takich jak św. Joanna d’Arc, św. Franciszek Ksawery, czy św. Dominik Savio i niemal zapomnianych - jak św. Elżbieta od Trójcy Świętej czy bł. Dina Bélanger. Pochodzących z wielkich rodów – jak św. Kazimierz Królewicz i z nizin - jak św. Bernadetta Soubirous… Życie każdego z nich było inne, jednak wszyscy oni już w bardzo młodym wieku świadomie wybrali Pana i pozostali Mu wierni. 
Ponadto w numerze krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

„Żebym choć dotknęła Jego płaszcza…”
Otwórz się na uzdrawiającą moc Boga....................... 4

Twoja wiara cię ocaliła
Uzdrowienie to jeszcze nie wszystko.......................... 9

Panie, przymnóż mi wiary!
Jak umocnić wiarę w uzdrawiającą moc Boga...........14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia..........................18

MAGAZYN

Oby wszyscy stanowili jedno
Bł. Maria Sagheddu i jej modlitwa
o jedność chrześcijan – Ann Bottenhorn..........................46

Jezus i lakier do paznokci
Nawrócenie w nieoczekiwanym miejscu
– Eileen Pizer............................................................. 52

To było także moje dziecko
Aborcja z perspektywy ojca – Reg Platt.................... 55

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan................ 59

Nasza ankieta............................................................ 60

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

ARTYKUŁY WSTĘPNE:

Art. 1
„Żebym choć dotknęła
Jego płaszcza…”

Otwórz się na uzdrawiającą moc Boga


Kiedy u Tomasza zdiagnozowano rzadką chorobę, jego życie zmieniło się radykalnie. Został zmuszony do przejścia na emeryturę. Stawał się coraz słabszy i prawie nieustannie odczuwał ból. Spędzał tyle czasu w domu, że stracił kontakt z wieloma znajomymi. Wszystko to wzbudziło w nim głębokie rozgoryczenie i złość na Boga. Jego przyjaciele z parafii próbowali podtrzymywać go na duchu, ale nie na wiele się to zdało.
Kilka miesięcy później w parafii Tomasza odbywały się czterodniowe misje. Przyjaciele zachęcali go do uczestnictwa, ale on nie chciał o tym słyszeć. Jednak ostatniego wieczoru postanowił wybrać się do kościoła. Nie oczekiwał niczego szczególnego, chciał po prostu zrobić przyjemność tym, którzy go namawiali.
A jednak coś szczególnego się wydarzyło. Na zakończenie misji zaproponowano wszystkim chętnym modlitwę
o uzdrowienie. Chociaż Tomasz był nastawiony sceptycznie, zdecydował się jednak o nią poprosić. Kiedy diakon
i dwie inne osoby nałożyły na niego ręce, poczuł, jak ogarnia go miłość i ciepło. Złość i rozgoryczenie nagromadzone w jego sercu zaczęły topnieć, a z oczu popłynęły łzy. Podczas kolejnej wizyty lekarskiej okazało się, że jest zupełnie zdrowy. Bóg w cudowny sposób uzdrowił go z choroby, na którą cierpiał!
Czy miałeś kiedyś opory, by prosić Boga o uzdrowienie? Może myślisz, że nic się nie wydarzy, i boisz się rozczarowania, gdy twoje modlitwy nie zostaną wysłuchane. Może sądzisz, że nie zasługujesz na uzdrowienie lub, jak Tomasz, jesteś zły na Boga, że dopuścił do tej choroby.
W tym miesiącu chcemy rozważyć kilka uzdrowień opisanych w Ewangelii, aby obudzić w sobie wiarę, że Jezus rzeczywiście pragnie i może nas uzdrawiać. W jaki sposób ludzie potrzebujący uzdrowienia zwracali się do Jezusa? Czego oczekiwali? Jakie przeszkody musieli przezwyciężyć? Czego możemy się od nich nauczyć?
Nie zawsze odpowiedzią na naszą modlitwę jest tak zadziwiające uzdrowienie, jak w przypadku Tomasza. To, dlaczego Bóg jednych uzdrawia, a innych nie, pozostaje dla nas tajemnicą. Jednak oprócz uzdrowienia fizycznego, uzdrawiający dotyk Jezusa może wywołać w nas inne skutki, których wszyscy bardzo potrzebujemy. Może to być uwolnienie od bolesnych wspomnień z przeszłości albo od skutków głęboko zakorzenionego grzechu, nałogu lub chorych wzorców zachowania, które ranią nas samych i naszych bliskich. Spróbujmy u progu nowego roku nazwać jedną czy dwie dziedziny naszego życia, które wymagają uzdrowienia – i poprośmy Pana o pomoc!

POKONAĆ PRZESZKODY
Pomyśl teraz, jak to jest znosić przez dwanaście długich lat bolesną i upokarzającą chorobę. Chodzić ciągle do lekarzy tylko po to, by przekonać się, że kolejne zalecane terapie jeszcze bardziej pogarszają twój stan. Uginać się pod ciężarem kolejnych opłat za wizyty i leki. Czy nie uznałbyś, że najlepiej po prostu się poddać i przyjąć, że tak już musi być – że trzeba nauczyć się żyć z bólem i liczyć tylko na to, że wkrótce litościwa śmierć wyzwoli cię z tego koszmaru?
Nie tak jednak myślała pewna kobieta, o której mówi Ewangelia, znana nam jako „kobieta cierpiąca na krwotok”. Porwała się ona na śmiały i szokujący czyn, za który została hojnie wynagrodzona. Przedarła się przez otaczający Jezusa tłum, dotknęła Jego płaszcza i w jednej chwili została uzdrowiona (Mk 5,25-34).
Przyglądając się przeszkodom, jakie przyszło jej pokonać, możemy nauczyć się, czym jest wiara – wiara, która otwiera nas na Bożą moc.
Po pierwsze, kobieta miała do pokonania przeszkody fizyczne. Jezus właśnie zgodził się pójść do domu Jaira, aby uzdrowić jego umierającą córeczkę. Wokół Niego zgromadził się tłum, podekscytowany szansą zobaczenia kolejnego cudu. Można sobie wyobrazić pełne przejęcia rozmowy, głośne domysły, czy i jak Jezus uzdrowi dziecko Jaira. W jaki sposób w tym całym zamieszaniu kobieta miała do Niego dotrzeć?
Kolejną przeszkodą było jej słabe zdrowie. Dwanaście lat niekontrolowanych krwawień musiało ją bardzo wyczerpać. Do tego dokładał się jeszcze ból. Wysiłek fizyczny, konieczny, aby dotrzeć do Jezusa, mógł okazać się dla niej za wielki. Mogła zasłabnąć, zemdleć i upaść.
Kobieta miała też do pokonania przeszkody wewnętrzne – swoje lęki i wątpliwości. Prawo żydowskie uznawało kobietę w jej stanie za nieczystą, co oznaczało, że każda osoba czy rzecz, której się dotknęła, również stawała się nieczysta (Kpł 15,19-33). Wyobraźmy więc sobie, jak wielką walkę musiała stoczyć sama ze sobą, próbując dotknąć Jezusa:
„A jeśli ktoś mnie zobaczy? A może nie powinnam w ogóle tego robić – to przecież wbrew prawu Bożemu?”. Nic więc dziwnego, że podeszła do Jezusa od tyłu. Nie chciała zostać zauważona.
Jej plan wydawał się nielogiczny, nierozważny i niemożliwy do wykonania. Jednak głęboko w sercu czuła, że żadna z tych przeszkód nie powstrzyma mocy Jezusa, który czyni tak wiele dobra. „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa” (Mk 5,28) – myślała. I miała słuszność.

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO
Historia ta mówi nam o mocy wiary, której doświadczamy zwłaszcza wtedy, gdy trudności wydają się nas przerastać. Niezależnie od tego, jak poważną diagnozę postawiono choremu, jak bardzo napięta stała się relacja z bliską osobą, ile razy na nowo popadamy w ten sam grzech – Jezus może to zmienić. Żaden problem nie jest dla Niego zbyt wielki; nigdy nie jest dla Niego za późno. On może wyprowadzić dobro z najtrudniejszej sytuacji, skruszyć najtwardsze serce, uzdrowić z najbardziej wyniszczającej choroby.
Historia ta mówi nam również, jak ważna jest wiara oczekującego pomocy człowieka. Z pewnością wielu ludzi tego dnia dotykało przechodzącego drogą Jezusa. Jednak to właśnie przelotny dotyk tej kobiety – łagodne muśnięcie Jego płaszcza – wyzwoliło Jego uzdrawiającą moc.
Czy inni tłoczyli się wokół Jezusa po prostu z ciekawości? Czy byli sceptyczni? A może chodziło im tylko o to, żeby zobaczyć cud, a nie o to, by przedstawić Jezusowi swoje własne potrzeby? Tego nie wiemy, być może zaistniało tu połączenie tych i jeszcze innych czynników. Wiemy natomiast, że ta kobieta miała wiarę i że doświadczyła przemiany.
Proś więc Jezusa z wiarą. Uświadom sobie, co ci przeszkadza, i spróbuj to przezwyciężyć. Jezus chce, abyś do Niego przyszedł. Chce cię uzdrowić. Postaw tylko pierwszy krok.

OSOBISTE SPOTKANIE
Nie znaczy to, że każdy, kto ma wiarę, otrzyma dokładnie takie uzdrowienie, o jakie prosi. Nie znaczy to też, że jeśli ktoś nie otrzymuje uzdrowienia, to ma słabą wiarę. Od samego początku Kościoła wierzący stawali wobec tajemnicy woli Boga i Jego mądrości. Nie wiemy, dlaczego jedni zostają uzdrowieni, a drudzy nie. Wiemy jednak, że Jezus odpowiada każdemu, kto się do Niego zwróci. Czasami Jego odpowiedzi są zaskakujące, a czasami o niebo przewyższają uzdrowienie fizyczne, o które Go prosiliśmy. Niezależnie jednak od tego, czy otrzymane przez nas uzdrowienie jest natury fizycznej, duchowej lub emocjonalnej, słowa wypowiedziane przez Pawła do Rzymian przed dwoma tysiącami lat wciąż pozostają aktualne: „Każdy, kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Dz 2,21).
Historia kobiety cierpiącej na krwotok ukazuje nam także prawdę o tym, że przedmiotem wiary jest sam Jezus, a nie Jego moc uzdrawiania z chorób. Kobieta dotknęła Jego płaszcza, oczekując, że zostanie uzdrowiona ze swojej dolegliwości – i tak się stało. Ale Jezus nie pozwolił na to, by pozostała anonimowa. Natychmiast zatrzymał się i zapytał, kto Go dotknął. A kiedy kobieta opowiedziała Mu swoją historię, Jezus nie upomniał jej za to, że nie poprosiła Go wprost o uzdrowienie, ale przemówił do niej łagodnie, nazywając ją „córką” oraz zapewniając o swojej miłości i łasce (Mk 5,34).
Kobieta otrzymała nie tylko łaskę cudownego uzdrowienia, ale także szansę na nowe życie. Nie była już ograniczona bólem i słabością. Nie była już nieczysta, wyrzucona na margines. Stała się umiłowaną córką, członkiem Bożej rodziny. Dostała o wiele więcej, niż się spodziewała. Stając twarzą w twarz z Jezusem, otrzymała o wiele głębsze i ważniejsze uzdrowienie.

PRZYJDŹ DO JEZUSA
Jezus chce nas uzdrawiać! I co jeszcze ważniejsze, pragnie wejść z nami w bliską relację. Zachęca nas, abyśmy swobodnie przychodzili do Niego ze wszystkimi swoimi potrzebami. I zapewnia, jak zapewnił tamtą kobietę, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami Boga.
Nie bój się więc przyjść do Jezusa. Proś Go z ufnością o uzdrowienie, jakiego potrzebujesz – dla siebie i innych. A On powie ci, że jesteś Jego dzieckiem i że twoja wiara cię ocaliła! ▐


Art. 2:
Panie,
przymnóż mi wiary!

Jak umocnić wiarę w uzdrawiającą moc Boga

Czy wiesz, że na świecie działa ponad 200 tysięcy klubów fitness, począwszy od małych, lokalnych siłowni w twojej dzielnicy po wielkie sieci, jak Gold’s Gym w USA. Szacuje się, że ich roczny obrót wynosi łącznie 84 miliardy dolarów. Najwyraźniej ludzie zdali sobie sprawę, jak korzystne są dla nich ćwiczenia fizyczne.
Ale czy doceniamy też wartość ćwiczeń duchowych? Jeśli tak ważne jest wzmacnianie siły i tężyzny fizycznej, to o ileż ważniejsze jest ciągłe pogłębianie i umacnianie naszej wiary! Daje nam to coraz więcej pokoju, gotowości przebaczania, coraz więcej odwagi i zaufania do Boga. A co najważniejsze – coraz więcej miłości.
W poprzednich dwóch artykułach rozważaliśmy wiarę czterech postaci z Ewangelii: kobiety cierpiącej na krwotok, niewidomego żebraka, trędowatego i jawnogrzesznicy. Ich wiara była odważna i aktywna. Wszyscy oni zdecydowali się na śmiały krok pójścia do Jezusa i poproszenia Go o uzdrowienie. Wszyscy też usłyszeli od Niego: „Twoja wiara cię ocaliła”.
W tym artykule chcemy przeanalizować cztery sposoby umacniania naszej wiary, które mogą nam pomóc w przyjęciu zbawczego, uzdrawiającego dotyku Jezusa.

PROŚ O WIĘCEJ
Słowo „wierzyć” ma wiele odcieni znaczeniowych. Jednak wiara, jaką pochwala Jezus, to coś więcej niż tylko intelektualne przyjęcie określonych prawd. Chodzi tu o akt o wiele bardziej osobisty i o wiele bardziej angażujący. Chodzi o wiarę, która mobilizuje do działania, która pozwala zaryzykować dla Jezusa to, co dla nas ważne, i zgodzić się na to, co On czyni w naszym życiu.
Tego rodzaju wiara jest nie tylko uznaniem, że Bóg jest dobry i że kocha każdego. Jest ona przekonaniem, że Bóg kocha ciebie. Jest ufną świadomością, że Jezus pragnie dla ciebie jedynie dobra, że cieszy się, mogąc cię uzdrawiać i wprowadzać w nową relację ze sobą. Zakłada też zaufanie, że nawet jeśli nie otrzymujesz uzdrowienia fizycznego, o które prosisz, Jezus uzdrawia twoje serce – usuwając z niego lęk, niepokój, rozgoryczenie i poczucie bezradności.
Tego rodzaju wiary nie da się wzbudzić własnymi siłami; jest ona darem Bożym. W gruncie rzeczy często sprzeciwia się ludzkiej logice. Pewność kobiety cierpiącej na krwotok, że dotknięcie kawałka materiału zatrzyma jej nieustanne krwawienie, wydaje się zupełnie pozbawiona logiki. Marek mówi nam jednak, że słysząc, co opowiadano o Jezusie, nabrała ona przekonania, że On rzeczywiście może ją uzdrowić. Jej decyzja, by udać się do Jezusa, nie była wynikiem wyłącznie logicznego rozumowania, lecz także wewnętrznej intuicji, która z pewnością pochodziła od Ducha Świętego.
Jakiego rodzaju uzdrowienia pragniesz w tym roku? Może cierpisz na ciężką chorobę lub odczuwasz różne niepokojące dolegliwości. Może nie potrafisz poradzić sobie z głęboko zakorzenionym grzechem. Może zmagasz się z poczuciem winy i wstydu z powodu jakichś czynów popełnionych w przeszłości. A może cierpisz z powodu zranień zadanych ci przez grzech czy zaniedbanie kogoś innego. Cokolwiek ci dolega, Jezus może dać ci pokój i wolność. Jeśli w to wątpisz, proś Go o łaskę wiary – o łaskę ufnego złożenia swojego życia w Jego ręce.

MÓDL SIĘ WYTRWALE
Tłumacząc swoim uczniom, na czym polega wytrwała modlitwa, Jezus opowiedział im przypowieść o wdowie, która nieustępliwie domagała się sprawiedliwości od skorumpowanego, nieczułego sędziego. Ostatecznie wdowa osiągnęła swój cel, ponieważ nie przestawała prosić. Jezus zapytał następnie, czy skoro ten nieuczciwy sędzia uległ prośbom kobiety, to czy tym bardziej Bóg nie wysłucha próśb, zanoszonych do Niego z wytrwałością?
Jezusowi nie chodziło jednak o to, że możemy wyciągnąć od Boga wszystko, co chcemy, jeśli tylko będziemy dostatecznie wytrwali. Dlatego zakończył dającym wiele do myślenia pytaniem: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). W ten sposób połączył wytrwałą modlitwę z wiarą. Powiedział nam, że zasadniczą cechą modlitwy jest wiara i ufność. Dlatego wzorem modlitwy są dla nas słowa Maryi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38). Podobnie Jezus uczy nas modlić się słowami: „Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia” oraz „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Mt 6,10; Łk 22,42).
Tak więc wytrwała modlitwa, jakiej Jezus od nas oczekuje, brzmi mniej więcej tak: „Panie, Ty wiesz, że pragnę tego uzdrowienia. Wiesz, jak bardzo cierpię. Ale ufam, że Ty wiesz, co jest dla mnie najlepsze, i dlatego zdaję się na Ciebie”.
Jezus dobrze wie, jakie to dla nas trudne. Jak często składamy nasze sprawy w Bożych dłoniach, tylko po to, by po chwili znowu brać je w swoje ręce i próbować załatwiać po swojemu. Dlatego stale nam przypomina, by wytrwale prosić, szukać i pukać.
Nie przestawaj więc prosić Ojca niebieskiego o uzdrowienie, którego potrzebujesz, ale także proś Go o pogłębienie twojej wiary. Proś wytrwale, jak ewangeliczna wdowa, a zobaczysz, jak Bóg przemienia nie tylko twoją sytuację, ale również twoje serce. Jeśli nawet nie udzieli ci dokładnie tego, o co Go prosisz, to przybliży cię do siebie i obdarzy swoją łaską – która może okazać się cenniejsza niż to, co chciałeś uzyskać.

ŻAŁUJ ZA GRZECHY
W doświadczaniu uzdrawiającej mocy Boga nic nie przeszkadza nam skuteczniej niż grzech. Każde wykroczenie, każdy akt egoizmu czy nieposłuszeństwa jest jak cienka warstewka gazy owijająca nasze serce. Jeśli nie uporamy się z tymi grzechami, owa warstwa wokół serca zacznie narastać, tworząc coraz większą barierę pomiędzy nami a Bogiem. Albo ogarnie nas takie poczucie winy, że nie będziemy już w stanie uwierzyć w miłość Jezusa do nas, albo nasze sumienie stanie się tak nieczułe, że nawet nie zauważymy, jak bardzo oddaliliśmy się od Pana. A im bardziej jesteśmy od Niego oddaleni, tym trudniej nam otworzyć się na Jego uzdrawiającą moc.
Dlatego tak ważny jest codzienny rachunek sumienia i regularne korzystanie z sakramentu pojednania. Jezus chce, abyśmy wyznawali nasze grzechy nie po to, by wciąż wzbudzać w nas poczucie winy, ale po to, by nas wyzwolić. Chce nas uzdrawiać, zarówno fizycznie, jak i duchowo. W rzeczywistości uzdrowienie duchowe często niesie ze sobą uzdrowienie fizyczne. Dlatego św. Jakub naucza: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie” (Jk 5,16). Jakub wiedział, że usuwając duchowe bariery grzechu, otwieramy drogę Bogu, który przybliża się do nas i nas uzdrawia.
Przypomnijmy sobie grzeszną kobietę z 7. rozdziału Ewangelii Łukasza. Jezus widział, jak bardzo poruszyło ją Jego przesłanie miłosierdzia i przebaczenia. W rzeczywistości to właśnie doświadczenie przebaczenia kazało jej namaścić stopy Jezusa i oblać je łzami wdzięczności. Porzucając dawne życie, poczuła się na tyle wolna, że mogła stanąć w obecności Jezusa i oddać Mu cześć. A wtedy usłyszała, że nie tylko zostało jej przebaczone, ale że otrzymała także łaskę uzdrowienia i zbawienia!
Nie pozwól więc, aby jakikolwiek grzech stanął pomiędzy tobą a Panem. Jeśli dłuższy czas nie byłeś u spowiedzi, skorzystaj z tego sakramentu jak najszybciej i pojednaj się z Bogiem. Żałuj za grzechy, a doświadczysz mocy Jezusowego przebaczenia, które niesie uzdrowienie i odnowę.

BĄDŹ UFNY
Wreszcie, bądź ufny! Bądź pewien, że twój Ojciec w niebie wie, czego potrzebujesz, jeszcze zanim Go o to poprosisz (Mt 6,8). On nie da ci węża, gdy poprosisz o rybę, ani skorpiona, gdy poprosisz o jajko (Łk 11,11-12). On pragnie cię uzdrawiać – na duszy i na ciele – jeszcze bardziej, niż ty pragniesz być uzdrowiony.
Dlatego codziennie, gdy stajesz przed Panem, proś Go o jeszcze głębszą wiarę. Módl się o uzdrowienie, nawet jeśli przyjdzie ci o nie prosić bardzo długo. Żałuj za wszystkie swoje grzechy. A potem ufaj, że Ojciec zna wszystkie twoje sprawy i wie dokładnie, czego potrzebujesz.
Ten rodzaj „ćwiczeń duchowych” z pewnością umocni twoją wiarę. Wprowadzi w obecność Tego, który ma moc cię uzdrowić i wie, jak i kiedy najlepiej będzie to uczynić. Oby Bóg obficie udzielał ci łaski uzdrowienia w rozpoczynającym się roku. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Wtorek, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Łk 2,16-21
Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19)
Dzisiaj pierwszy dzień nowego roku. Jak dobrze rozpoczynać go z Maryją, Matką Jezusa i Matką naszą! Jak dobrze z radością oddać Jej cześć i z ufnością powierzyć wszystkie nasze sprawy.
Jako Boża Rodzicielka, Maryja otrzymała ten przywilej, że mogła wydać na świat Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Wraz z Józefem otrzymała również przywilej – będący zarazem wielkim wyzwaniem – wychowywania Dziecka, w którym złączyły się dwie natur, Boska i ludzka, nie mieszając się ze sobą. Nic dziwnego, że nazywamy Ją błogosławioną między niewiastami!
Wszystkie tajemnicze wydarzenia i znaki związane z przyjściem na świat Jezusa Maryja zachowywała i rozważała w swoim sercu. Nie narzekała na trudną sytuację, nie zamartwiała się o przyszłość, nie żyła przeszłością. Żyjąc w bliskości Jezusa, uważnie przyglądała się drogom działania Boga w codziennych wydarzeniach. Nawet jeśli nie wszystko rozumiała, nie chciała,
by cokolwiek uleciało z Jej pamięci. W każdej sytuacji zwracała się do Boga, szukając Jego światła i mądrości.
Postawa Maryi, postawa całkowitego zawierzenia Bogu i posłuszeństwa Jego woli jest wzorem do naśladowania dla każdego z nas. Tak jak Ona szukaj obecności Boga w twoim życiu. Przypominaj sobie, co On już dla ciebie uczynił, i z ufnością oddawaj Mu swoje pragnienia i zamiary dotyczące przyszłości. Spróbuj odkrywać Jego łaskę zarówno w tych ważnych, jak i w tych
drobnych codziennych sprawach. Staraj się tak jak Maryja być zawsze blisko Jezusa. U progu nowego roku postanów sobie każdego dnia znajdować czas na spotkanie z Panem poprzez modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Otwórz się na natchnienia Ducha Świętego, a On udzieli ci swego światła.
„Jezu, pragnę oddać Ci siebie, tak jak to uczyniła Maryja. Pragnę przeżywać ten rok, każdego dnia rozważając Twoją dobroć i szukając Twojej obecności. Maryjo, święta Boża Rodzicielko, prowadź mnie do Jezusa!”
Lb 6,22-27
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7

Środa, 2 stycznia
1 J 2,22-28
Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci. (1 J 2,28)
Panie, Ty wiesz, że chcę trwać
w Tobie, chcę stale być blisko Ciebie. Ale wiesz także, że nie zawsze tak jest. Często absorbują mnie inne sprawy. Nie przychodzi mi do głowy, żeby zawołać do Ciebie, gdy sobie z czymś nie radzę. Bywam tak zajęty, że w ogóle o Tobie zapominam. Dlatego proszę Cię o pomoc. Nie wiem, co mnie spotka w tym roku, jakie czekają mnie radości, jakie smutki. Ale wszystko to chcę przeżywać w łączności z Tobą.
Panie, pomóż mi trwać w Twojej miłości. To Twoja miłość nadaje sens mojemu życiu i napełnia moje serce wdzięcznością. Poczucie, że jestem cenny w Twoich oczach, chroni mnie przed zniechęceniem – zwłaszcza gdy widzę swoje słabości i upadki. Potrzebuję trwania w Twojej miłości, Panie, gdyż bez niej nie potrafię kochać ludzi, których postawiłeś na mojej drodze. Chcę kochać ich tak, jak Ty mnie umiłowałeś, nawet tych, których trudno mi kochać.
Panie, pomóż mi trwać w Twojej mocy. Naucz mnie co rano szukać Twojej łaski na nadchodzący dzień. Ty dodajesz mi sił do codziennych zmagań i pomagasz iść dalej, kiedy słabnę. Dziękuję Ci za to, że mnie wspierasz, abym mógł troszczyć się o moich bliskich i wykonywać zadania, jakie mi wyznaczasz. 
Panie, pomóż mi trwać w Twojej radości. Pragnę pokazać światu prawdziwą wolność i głęboką radość, które płyną z relacji z Tobą. Udzielaj mi Twego pokoju i radości nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, ale także wtedy, gdy piętrzą się trudności.
Panie, Ty wciąż otwierasz dla mnie ramiona, zapraszając, abym trwał w Tobie. Nie ma innego miejsca, w którym wolałbym przebywać. Kiedy więc nie przychodzę do Ciebie, przypomnij mi, proszę, jak bardzo zależy Ci na moim powrocie. Przyjdź, Jezu, i zamieszkaj
w moim sercu. Bądź ze mną we wszystkie dni rozpoczynającego się roku.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że zesłałeś swojego Syna, aby mnie zbawił”.
Ps 98,1-4
J 1,19-28

Czwartek, 3 stycznia
J 1,29-34
Zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa. (J 1,29)
To przedziwne, że tak mały instrument jak teleskop może ukazać nam obiekty oddalone o tysiące kilometrów od nas. W przypadku księżyca i najbliższych planet widok jest tak czytelny, że możemy dostrzec na ich powierzchni wiele szczegółów.
Wydaje się, że Jan Chrzciciel dysponował czymś w rodzaju „duchowego teleskopu”. Będąc jeszcze w łonie matki, rozpoznał Jezusa pod sercem Maryi. Jako prorok żyjący na pustyni, przygotowywał drogę na przyjście Mesjasza, wzywając lud do nawrócenia. Sam Jezus docenił gorliwość i oddanie Jana, mówiąc: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11,11).
Zastanawiając się nad wyjątkowością Jana Chrzciciela, przypomnijmy sobie, że – jak sam przyznał – nie od razu rozpoznał Mesjasza w przychodzącym nad Jordan Jezusie. Dopiero gdy Duch Święty otworzył mu oczy, był w stanie wyznać: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,34). Było to możliwe, ponieważ Jan nauczył się rozpoznawać głos Ducha Świętego i był posłuszny Jego prowadzeniu.
Jak myślisz, co zmieniłoby się w twoim życiu, gdybyś miał tego rodzaju „duchowy teleskop”? Co takiego mógłbyś zobaczyć?
Może to, że jedno z twoich dzieci z własnej chęci troskliwie zajęło się młodszym bratem czy siostrą. Może to, że znajoma przyszła z pomocą waszej sąsiadce, która właśnie straciła męża. Może twoje własne serce przynagliło cię, by zaproponować wspólną modlitwę choremu koledze. W tym wszystkim obecny był Jezus.
Boże działanie można zobaczyć wszędzie. Jezus wciąż „podchodzi ku nam” (J 1,29) ze swoją łaską i błogosławieństwem, zapraszając nas do wychodzenia ku ludziom, których mamy wokół siebie. Proś więc Ducha Świętego, aby otworzył ci oczy i pozwolił zobaczyć obecność Jezusa w zwykłych, codziennych sytuacjach. Może pokaże ci coś zaskakującego. Może pozwoli ci dostrzec kogoś będącego się w potrzebie. Wiedz jednak, że już sama twoja prośba do Ducha Świętego jest znakiem, że Jezus działa w tobie.
„Duchu Święty, pomóż mi widzieć Jezusa i ukazywać Go innym”.
1 J 2,29--3,6
Ps 98,1.3-6

Niedziela, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
Zobaczyli Dziecię. (Mt 2,11)
Epifania kojarzy nam się zwykle z uroczystością Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Samo pochodzące z greckiego słowo epifania, czyli objawienie, oznacza także nagłe uświadomienie sobie natury czy wagi jakiegoś zjawiska. Na przykład narodziny dziecka mogą być epifanią, która w nowy sposób uzmysłowi nam, czym jest miłość i odpowiedzialność. Także ostrzeżenie otrzymane od lekarza może być czymś w rodzaju epifanii, która każe nam zmienić swoją dietę czy rzucić palenie. A fragment Pisma Świętego, homilii albo książki duchowej może stać się epifanią, która pozwoli nam w nowy sposób zobaczyć Jezusa.
Dziś obchodzimy dzień, w którym Bóg objawił swoją chwałę Mędrcom ze Wschodu. Najpierw zobaczyli oni gwiazdę i postanowili wyruszyć w ślad za nią w drogę, by szukać Jezusa. Następnie, gdy Go odnaleźli, „upadli na twarz i oddali Mu hołd” (Mt 2,11). Z całą pewnością powrócili do swych domów przemienieni.
Ten sam schemat powtarza się w naszym życiu. Bóg codziennie nawiedza naszą ziemię. Można by powiedzieć, że nigdy nie odszedł! Codziennie staje u drzwi twego serca i pyta: „Czy mogę wejść?” (por. Ap 3,20). Mędrcy nie musieli podążać za gwiazdą. Była to ich dobrowolna decyzja. Ty także możesz podjąć decyzję, że otworzysz Bogu drzwi swego serca.
Kiedy Mędrcy ujrzeli Dzieciątko, w którym rozpoznali nowo narodzonego Króla, oddali Mu cześć. Podczas dzisiejszej Mszy świętej ty także oddaj cześć Bóstwu Jezusa. Rozważ, kim On jest i co dla ciebie uczynił. Uklęknij przed Nim – przed Zbawicielem całego świata – i pozwól, by twoje serce napełniła radość i wdzięczność.
Mędrcy zostali przemienieni przez to, co zobaczyli. Wiemy, że gdy we śnie otrzymali nakaz, aby uniknąć spotkania z Herodem, bez wahania podążyli do domu inną drogą. Możemy sobie wyobrazić, jak trudno było im po tym, co przeżyli, wrócić do swojej „normalnej” codzienności. Odkąd ujrzeli chwalę Bożą, nic już nie było takie samo!
Twoje życie może się zmienić według tego samego wzorca. Jeśli pójdziesz do Jezusa, oddasz Mu cześć i otworzysz się na prowadzenie Ducha Świętego, także twoje życie, myślenie i postępowanie stanie się inne.
„Panie, proszę Cię dziś o moją prywatną epifanię. Pomóż mi zobaczyć Cię na nowo”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 13 stycznia
Chrzest Pański
Łk 3,15-16.21-22
Wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem. (Łk 3,15)
Ludzie, którzy przychodzili posłuchać Jana Chrzciciela, oczekiwali czegoś spektakularnego. Pojawił się prorok, który demaskuje wszystkich wrogów, wytyka grzechy niegodziwcom utrudniającym ludziom życie. Kto wie, może nawet jest Mesjaszem, posłanym, by przepędzić Rzymian wraz z ich poplecznikami, a następnie przywrócić Izraela do jego dawnej chwały?
Wtedy jednak na scenie pojawił się prawdziwy Mesjasz – Jezus, cieśla z małego miasteczka, który poświęcał czas ubogim i grzesznikom. To na Nim, pokornym Człowieku, głoszącym przebaczenie i miłość nieprzyjaciół, a nie na płomiennym proroku wytykającym ludziom ich grzechy, widomie spoczął Duch Święty, a głos z nieba oznajmił: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22). Dla wielu musiało to być ogromnym zaskoczeniem.
Jezus przyszedł „otworzyć oczy niewidomym”, a nie posłać do piekła wszystkich złych ludzi. Przyszedł „z zamknięcia wypuścić jeńców” (por. Iz 42,7), a nie karać grzeszników. Przyszedł zgładzić nasze grzechy, abyśmy nauczyli się miłować siebie nawzajem – zarówno tych dobrych, jak i tych złych.
Kiedy usłyszysz to czytanie podczas dzisiejszej Mszy świętej, zamknij oczy i wyobraź sobie tę scenę. Zobacz, jak Jan zanurza Jezusa w rzece Jordan – rzece, która przyjęła grzechy ludzi proszących o chrzest. Zobacz, jak Jezus bierze wszystkie te grzechy na siebie.
Przez kolejne trzy lata będzie je dźwigał, wędrując po drogach Palestyny. I nosząc je, będzie nauczał o miłosierdziu Ojca, uzdrawiał rany zadane przez grzech, wybawiał od nienawiści i goryczy nagromadzonej w sercach ludzi. A następnie zaniesie cały ten ciężar, całą nienawiść i gorycz, na krzyż, gdzie zada im śmierć na wieki.
Świętujemy dziś początek naszego zbawienia. Zbawienia ofiarowanego wszystkim, którzy zechcą z niego skorzystać – dobrym i złym. Radujmy się więc i prośmy Jezusa, aby uczył nas kochać tak, jak On kocha – wszystkich bez wyjątku.
„Jezu, Ty wziąłeś na siebie nasze grzechy. Chwała Tobie, Panie!”
Iz 40,1-5.9-11
Ps 104,1-4.24-25.27-30
Tt 2,11-14; 3,4-7

Niedziela, 20 stycznia
J 2,1-11
Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. (J 2,11)
Pierwszy cud Jezusa musiał zrobić wrażenie – przemiana wody w wino! Ponieważ miało to miejsce na weselu, można uznać ten cud za prezent ofiarowany młodej parze. Jezus uczynił go jednak również po to, by będący z Nim uczniowie mogli zobaczyć Jego chwałę
i uwierzyć w Niego (J 2,11).
Jan mówi nam, że był to pierwszy znak uczyniony przez Jezusa. W dalszej części Ewangelii wymienia jeszcze sześć znaków, z których każdy miał pogłębić wiarę uczniów – a także naszą. O czym mówią nam pozostałe znaki? O tym, że słowo Jezusa ma
moc nas uzdrawiać (J 4,46-54; 5,1-9).
O tym, że On chce karmić nas Chlebem Życia oraz uciszać burze i niepokoje naszych serc (6,1-21). O tym, że chce objawiać się nam jako Pan, który nas kocha (9,1-7.35-39). O tym wreszcie, że chce podnosić nas z „grobów” naszych grzechów, zwątpienia i niewiary (11,1-44). Każdy z tych znaków ukazuje, że kiedy otwieramy się na Jezusa przez wiarę, On zaczyna odnawiać nasze życie. Bierze zwykłą „wodę” naszej codzienności i przemienia ją w wyborne „wino”.
Wszystkie te historie mówią o działaniu Boga, który chce nas odnowić, uzupełniając to wszystko, czego nam brakuje. Mówią, że On pragnie przywrócić nam radość ze służenia Mu oraz stać się dla nas źródłem wszelkiego błogosławieństwa.
Słuchając dziś tego fragmentu podczas Mszy świętej, zastanów się, co takiego Jezus chciałby w tobie odnowić. Może gorliwość w Jego służbie? Może miłość do żony czy męża? A może pragnienie modlitwy? Uwierz, że On, jeśli tylko na to pozwolisz, będzie działać w tobie, przywracając do życia to, co zamiera. Chce obdarować cię najlepszym winem, jak uczynił to w Kanie, a przez to ukazać ci swoją chwałę.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że mnie odnawiasz. Panie, pozwól mi zobaczyć Twoją chwałę, abym mógł mocniej wierzyć w Ciebie”.
Iz 62,1-5
Ps 96,1-3.7-10
1 Kor 12,4-11

Niedziela, 27 stycznia
Łk 1,1-4; 4,14-21
Duch Pański (…) Mnie namaścił. (Łk 4,18)
Wkrótce po przyjęciu chrztu w Jordanie Jezus udał się do Nazaretu, swojej rodzinnej miejscowości. W dzień szabatu odczytał w synagodze fragment z Księgi Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana” (Łk 4,18). A następnie powiedział: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21). Był to rzeczywiście czas niezwykłej łaski, kiedy Jezus, Syn Boży, żył pomiędzy nami i ze współczuciem pochylał się nad ludzką nędzą.
Dając nam Nowe Przykazanie – miłowania Boga i siebie nawzajem – Jezus chciał, byśmy Go naśladowali. Byśmy nieśli ludziom wolność, słyszeli krzyk ubogich i na niego reagowali, byśmy troszczyli się o tych, którzy są w potrzebie. My także zostaliśmy namaszczeni Duchem Świętym w czasie chrztu świętego i mocą tego namaszczenia możemy wypełniać misję niesienia dobrej nowiny w świecie, w którym żyjemy. 
Chrześcijanie, posłuszni wezwaniu Jezusa, noszą w sercach najsłabszych – ubogich, odrzuconych, chorych, więźniów i nienarodzonych. Schroniska i jadłodajnie dla bezdomnych, posługa w więzieniach i ochrona bezbronnych wpisane są w samo serce misji Kościoła.
Istnieje wiele organizacji chrześcijańskich zaangażowanych w zwalczanie ubóstwa, podniesienie poziomu edukacji, poprawę warunków życia i zapewnianie pomocy medycznej tym, którzy jej potrzebują. Jednak krzyk ubogich nie milknie. Wciąż są wśród nas bezdomni, mieszkający w namiotach i pod mostami. Całe narody cierpią na skutek głodu. Wielu ludzi umiera z powodu chorób, które są uleczalne przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej. A Jezus wciąż wzywa nas do czynienia wszystkiego, aby im pomóc.
Wyzwania są wielkie. Pamiętajmy, że właśnie z miłosierdzia okazywanego potrzebującym będziemy kiedyś sądzeni (Mt 25,31-46). I nie ociągajmy się z niesieniem im pomocy. Namaszczenie Duchem Świętym, któreśmy otrzymali, zobowiązuje nas do tego.
„Oto jestem, Panie. Namaściłeś mnie i pragnę Ci służyć”.
Ne 8,2-4a.5-6.8-10
Ps 19,8-10.15
1 Kor 12,12-30
lub 1 Kor 12,12-14.27


MAGAZYN:
Oby wszyscy stanowili jedno

Bł. Maria Sagheddu i jej modlitwa
o jedność chrześcijan

Od samego początku, od kiedy Kain zabił Abla, ludzkość rozdzierana jest przez podziały. Podzielone są rodziny, sąsiedzi, narody. Od wielu stuleci podzielone jest także chrześcijaństwo. Przeważnie przyjmujemy istniejące pomiędzy nami podziały jako zwykłą, choć przykrą kolej rzeczy, gdy jednak występują one pomiędzy chrześcijanami, są czymś jeszcze bardziej bolesnym. Przez nie bowiem Ciało Chrystusa, czyli Kościół, zostaje głęboko zranione i zniekształcone.
Bóg pragnie nieustannie uzdrawiać i jednoczyć Ciało Chrystusa. Na początku XX wieku to Boże pragnienie zaczęło mocno poruszać niektórych księży i świeckich chrześcijan różnych wyznań w Europie. Na Soborze Watykańskim II Kościół katolicki oficjalnie podkreślił wagę wspólnego działania wszystkich chrześcijan dla zbawienia świata. Dziś, pomimo różnic doktrynalnych, katolicy, protestanci i prawosławni modlą się wspólnie, podejmują wspólne działania w obronie słusznych spraw i przyjaźnią się ze sobą. Sto lat temu nikt nie przewidywał takiego obrotu sprawy.
Ten graniczący z cudem przełom w myśleniu był z pewnością owocem wytrwałych modlitw i ofiar podejmowanych w intencji jedności chrześcijan – działań zwyczajnych ludzi, na przykład takich, jak mało znana włoska zakonnica, bł. Maria Gabriela Sagheddu.

CÓRKA MARNOTRAWNA
Maria Sagheddu urodziła się 17 marca 1914 roku na włoskiej wyspie Sardynii, w rodzinie pasterzy. Lokalna społeczność utrzymywała się z rolnictwa i hodowli. Wszyscy byli katolikami i co wieczór wzywani przez dzwony podążali do kościoła na modlitwę. 
Nie dotyczyło to jednak Marii. „Ty idź, ja chcę się bawić” – mówiła do swojej mamy. Nic nie było w stanie skłonić jej do zmiany decyzji. Nikomu też nie utkwiły w pamięci żadne urocze historyjki z jej dzieciństwa. Zapamiętano natomiast, że była uparta, porywcza, harda i niecierpliwa. Sama o sobie mówiła: „Wściekałam się nawet na kocie łby na ulicy – nie tolerowałam niczego!”. Bezwzględnie niezależna i ambitna, wydawała się być ostatnią z możliwych kandydatek do życia zakonnego, a co dopiero do świętości.
Maria miała jednak wspaniałomyślną naturę. Jako uczennica chętnie pomagała mniej zdolnym koleżankom, które często przychodziły do niej do domu, aby wspólnie odrabiać lekcje. Od wczesnego dzieciństwa opiekowała się też swoją młodszą siostrą, Giovanną Antonią, cierpiącą na przewlekłą chorobę.
Śmierć tej ukochanej siostry w wieku lat siedemnastu była dla Marii ogromnym ciosem. Paradoksalnie jednak właśnie to wydarzenie skłoniło ją do zwrócenia się ku Bogu i oddania Mu swojego życia. Maria zaczęła się modlić, uczestniczyć codziennie we Mszy świętej i nieszporach oraz spędzać całe godziny w cichej kontemplacji przed tabernakulum. Jej przemiana była widoczna dla wszystkich, którzy ją znali. Matka, która wcześniej często robiła jej wymówki o to, że tak rzadko chodzi do kościoła, teraz zaczęła mieć do niej pretensję, że tak wiele w nim przesiaduje!
Przez kolejne dwa lata Maria modliła się, uczyła katechizmu oraz niestrudzenie służyła ubogim, chorym i odrzuconym mieszkańcom swojej wioski. Potrafiła już „uzbroić się w cierpliwość” i, według słów jej matki, stała się „słodka i łagodna”. Sama porównywała się do syna marnotrawnego – godziny spędzone na modlitwie i kontemplacji przywróciły jej rozsądek. W miarę jak przyjmowała miłość i miłosierdzie Boga, jej wiara wzrastała, a jej kapryśna, krnąbrna natura stawała się coraz bardziej łagodna.

WEZWANIE DO MODLITWY
O JEDNOŚĆ
Maria opuściła następnie swój dom, wstępując do klasztoru trapistek w Grottaferrata nieopodal Rzymu. Krewni i znajomi byli zdania, że silna wola i wybuchowa natura nie pozwolą jej tam długo zagrzać miejsca. A jednak być może to właśnie siła woli, skierowana przez Ducha Świętego na właściwe tory, pomogła jej wytrwać. Podjęła życie monastyczne i przeżywała je w zupełnie zwyczajny sposób. „Po prostu zachowywała regułę i nie zwracała na siebie uwagi” – podsumowała jedna z mniszek. Z jednym wyjątkiem – Maria została przydzielona do „zakonnic chórowych”, chociaż nie miała słuchu. „Wiem bardzo niewiele o śpiewie, ale za to stanowczo zbyt wiele o fałszowaniu” – ubolewała w liście do matki.
Pomimo tego upokorzenia, życie Marii w klasztorze przebiegało spokojnie aż do pewnego dnia, kiedy to do sióstr dotarła informacja o „Oktawie Modlitw o Jedność Chrześcijan”. Sprawa jedności chrześcijan została już podjęta we Francji, w Anglii, a teraz także we Włoszech. Jej promotorem był francuski kapłan, Paul Couturier, który postanowił zorganizować grupę wstawienniczą modlącą się w tej intencji. Działając niewątpliwie pod natchnieniem Ducha Świętego, wielebna Matka Pia Gullini streściła siostrom otrzymaną od niego ulotkę, zachęcając je do ofiarowania życia w tej intencji, o ile czują się do tego przynaglone. Maria nie wykazała wówczas szczególnego zainteresowania, uczyniła to jednak inna z zakonnic. „To coś dla mnie” – zawołała wątła, siedemdziesięcioośmioletnia siostra Immaculata. „Jeśli Matka mi pozwoli, pragnę ofiarować w tej intencji resztkę życia, która mi jeszcze pozostała”. I była to rzeczywiście resztka. W ciągu miesiąca schorowana siostra odeszła do Pana.

MARIA OFIAROWUJE SIĘ
JEZUSOWI
Rok później, kiedy matka Pia ponownie poprosiła siostry, by rozważyły ofiarowanie siebie i swoich modlitw w intencji jedności chrześcijan, Maria odpowiedziała całym sercem: „Czuję, że Pan chce tego ode mnie”.
Jeśli wstąpienie do klasztoru trapistek było pierwszym „tak” Marii danym Bogu, ta kolejna decyzja stała się kolejnym krokiem postawionym w odpowiedzi na Jego wezwanie. Nie porywając się na żadne teologiczne czy praktyczne rozwiązania problemu podziałów, Maria z właściwą sobie konsekwencją i prostym posłuszeństwem odpowiedziała na zaproszenie do „ofiarowania swojego życia za jedność”. Szczegóły pozostawiła Bogu i przełożonym.
Tego samego wieczoru poczuła ból w barku. „Wcześniej nawet nie zauważałam tego biednego ciała” – pisała, dodając: „Odtąd już nigdy nie czułam się dobrze”. Jeszcze przez jakiś czas wykonywała wszystkie swoje zwyczajne obowiązki, prowadząc normalne życie.

„OTO JESTEM”
Bóle Marii pogarszały się, pojawił się też coraz silniejszy kaszel. W końcu zabrano ją do szpitala na badania, które wykazały gruźlicę. W szpitalu czuła się „jak ryba bez wody”. Błagała wielebną matkę: „Na miłość Boską, proszę zrobić wszystko, co tylko możliwe, żebym jak najprędzej mogła wrócić do klasztoru”. I tak się stało. Przez kolejnych piętnaście miesięcy gruźlica dokonywała spustoszenia w jej organizmie. Dręczona bólem i walcząca o oddech, Maria pragnęła ze wszystkich sił być „mocna jak żelazo”, ale czuła się „słaba jak słoma”. Pozostawała jednak nieugięta w swoim postanowieniu: „Ofiarowałam się całkowicie Jezusowi i nie cofnę danego słowa”. Kiedy ból wzrastał, Maria błagała Pana o to, by pomógł jej dochować wierności złożonej obietnicy. „Chciałabym powiedzieć: «Jezu, pomóż mi», ale nie mogę. Zamiast tego mówię: «Oto jestem»”.
Ta prosta modlitwa pogłębiła się jeszcze w ostatnich miesiącach jej życia: „Jezu, kocham Cię! Dziękuję Ci! Kocham Cię, chociaż cierpię… Dziękuję Ci, chociaż cierpię”. Leżąc w łóżku w infirmerii, Maria niemal nieustannie rozważała 17. rozdział Ewangelii św. Jana. Powtarzała słowa Jezusa: „Ojcze Święty, zachowaj ich (…) aby tak jak My stanowili jedno” (J 17,11). Jedność chrześcijan wciąż leżała jej na sercu, a cierpienie coraz głębiej przyciągało ją do Chrystusa. Wydawało się, że odczuwa ten sam ból, jaki czuje Bóg, gdy chrześcijanie krytykują się nawzajem, zamiast współpracować. Przy tym wszystkim Maria nie zastanawiała się nad tym, w jaki sposób ma się objawić ta jedność. Po prostu wiernie i wytrwale się modliła.

NASZ WZÓR ZAWSZE I WSZĘDZIE
Maria zmarła 23 kwietnia 1939 roku, w wieku dwudziestu pięciu lat. Od chwili ofiarowania swego życia Bogu za jedność chrześcijan przeżyła jeszcze niecałe dwa lata, podczas których całkowicie zjednoczyła się z Chrystusową modlitwą, „aby byli jedno”. I mogłaby spoczywać na wieki w ciszy i zapomnieniu, gdyby nie to, że powiększająca się wspólnota przestała mieścić się w klasztorze w Grottaferrata i postanowiła przeprowadzić się w inne miejsce. Zabrano także trumny ze szczątkami zmarłych sióstr. W 1957 roku otwarto trumnę Marii z myślą o jej możliwej beatyfikacji „w nieokreślonej przyszłości”.
W chwili śmierci ciało Marii było całkowicie wyniszczone gruźlicą i powinien nastąpić jego szybki rozkład. Ku zdziwieniu wszystkich okazało się jednak, że zarówno ciało Marii, jak i jej odzież pozostały nietknięte. Najwyraźniej ofiara Marii została przyjęta przez Boga. Może Bóg, zachowując jej ciało od zniszczenia, chciał dać nam do zrozumienia, jak ważna jest sprawa jedności – i jak ważna jest modlitwa w jej intencji.
Dokonując beatyfikacji Marii, św. Jan Paweł II wyjaśniał, czego możemy się od niej nauczyć: „Jej przykład pomaga nam zrozumieć, że modlitwa o jedność nie wymaga jakiegoś specjalnego czasu, sytuacji czy miejsca. Modlitwa Chrystusa do Ojca jest wzorem dla każdego, zawsze i wszędzie”.

BÓG MIŁUJE JEDNOŚĆ
Każdy z nas został włączony w modlitwę Chrystusa: „Aby tak jak My stanowili jedno”. Ta jedność, tak rozpaczliwie potrzebna w naszych rodzinach, miejscach pracy i w Kościele, może wydawać się dziś wręcz niemożliwa do osiągnięcia. Mamy jednak przykład Marii, który jest bardzo znaczący. Jej prosta modlitwa i ofiara wydaje owoce po dziś dzień, jak podkreślił to papież Franciszek, pisząc o Marii w swojej adhortacji apostolskiej o świętości. Kiedy więc stajemy wobec perspektywy nowych podziałów, czyńmy wszystko, aby trwać w jedności, i – jak Maria – szczegóły pozostawmy Bogu. On z pewnością pomnoży nasze modlitwy i ofiary, podobnie jak to uczynił dla niej. ▐

 

To było także moje dziecko

Aborcja z perspektywy ojca

Większość ludzi sądzi, że aborcja nie dotyczy mężczyzn, jednak moje osobiste doświadczenie mówi mi, że nie jest to prawda. W wyniku aborcji straciłem moje jedyne dziecko. I chociaż uświadomienie sobie tego zabrało mi sporo czasu, fakt ten zburzył cały mój świat. Dopiero kiedy skonfrontowałem się ze skutkami tej aborcji, w moim życiu rozpoczął się proces uzdrowienia.

„PROSZĘ, NIE RÓB TEGO!”
Pierwsza aborcja, z jaką miałem coś wspólnego, została przeprowadzona wiosną 1976 roku. Miałem dziewiętnaście lat, pracowałem w teatrze i byłem zakochany w pięknej aktorce. Kilka tygodni po naszym ślubie okazało się, że jest w ciąży. Byłem zachwycony.
Jednak pomimo mojego zachwytu ona czuła, że nie jest jeszcze gotowa na założenie rodziny. Powiedziała mi więc rzeczowo, że zamierza dokonać aborcji. Wszystko we mnie w środku krzyczało: „Proszę, nie rób tego!”. Jednak zamiast powiedzieć to głośno, oznajmiłem jej: „To twoje ciało. Poprę każdą twoją decyzję”. Było to tchórzostwem, ale w głębi serca czułem, że jeśli się jej sprzeciwię, nasze małżeństwo nie przetrwa. Pocieszałem się, że wybraliśmy najlepsze rozwiązanie.
Tego lata dopadła mnie głęboka depresja. Oboje z żoną wyrzucaliśmy sobie nawzajem najdrobniejsze i najgłupsze drobiazgi, ale nigdy nie rozmawialiśmy o aborcji. W ciągu kilku miesięcy nasza relacja pogorszyła się do tego stopnia, że zaczęliśmy żyć w separacji. Wkrótce ona zaszła w ciążę z innym mężczyzną, a ja przez swoją obojętność wobec całej tej sytuacji przyczyniłem się do jej kolejnej aborcji.

OD ZAPRZECZANIA
DO PRAWDY
Przez piętnaście lat ignorowałem swoje uczucia, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego nie mogę dojść do ładu z własnym życiem. Czułem się winny i nie wiedziałem dlaczego. Byłem wściekły na byłą żonę, na siebie, na Boga, nawet na rodzinę i znajomych. Przez większość tego czasu nie mogłem utrzymać żadnej pracy dłużej niż pół roku. Uśmierzałem swój smutek i ból z pomocą narkotyków i alkoholu.
Szukałem ucieczki w przygodnych kontaktach seksualnych. Byłem nieczuły na to, co działo się w mojej duszy. Wikłałem się coraz głębiej w pornografię, próbując w ten sposób zaspokoić swoje seksualne frustracje, ale to tylko wzmagało we mnie poczucie osamotnienia.
Nadszedł wreszcie dzień, w którym, biorąc prysznic, zacząłem wspominać ów nieszczęsny rok 1976. Zdałem sobie sprawę, że gdybyśmy nie zdecydowali się na aborcję, moje dziecko kończyłoby właśnie szesnaście lat. A potem uświadomiłem sobie, że nigdy nie skończy szesnastu lat, ponieważ to ja, jego ojciec, nie stanąłem na wysokości zadania. Byłem bierny, gdy moja żona dokonywała aborcji. Nie zrobiłem nic, żeby uratować moje dziecko. Kiedy to zrozumiałem, zacząłem płakać – płakać, że nigdy nie spotkam tego dziecka ani też nie będę miał żadnego innego.
Przyznanie przed samym sobą, że opuściłem dziecko, którego miałem obowiązek bronić, było dla mnie punktem zwrotnym. Jednocześnie miałem głębokie poczucie straty i bezradności.
Ból, który odczuwałem z powodu mojej aborcji, był inny niż ból kobiety, ale równie realny. Mówię „mojej aborcji”, gdyż istotą aborcji jest usunięcie dziecka z własnego życia. Moje dziecko zostało usunięte za moją zgodą – choć wbrew mojemu sumieniu. Była to więc także moja aborcja. W moim życiu powstała luka o kształcie i rozmiarach dziecka, którego nigdy nie wziąłem na ręce, nigdy nie pocałowałem i nigdy nie spotkałem. Bolała mnie ona i prześladowała dalej, ale postawiłem pierwszy krok, uznając swoją winę.
Teraz mógł rozpocząć się we mnie proces uzdrowienia.

PRZESTAŁEM UCIEKAĆ
Zacząłem wchodzić w zdrowe relacje, uwolniłem się też od narkotyków. Powróciłem do Kościoła. Zaangażowałem się w ruch obrony życia. Na tym etapie byłem przekonany, że moje problemy spowodowane doświadczeniem aborcji zakończyły się, miałem więc opory przed wyjazdem na rekolekcje przeznaczone dla osób dotkniętych aborcją. Obawiałem się, że nie zostanę zaakceptowany przez kobiety z Winnicy Racheli, organizacji posługującej osobom dotkniętym aborcją. Jednak w rzeczywistości kobiety obecne na rekolekcjach z zadowoleniem przyjęły fakt, że z punktu widzenia mężczyzny doświadczenie aborcji to coś więcej niż poczucie ulgi z powodu pozbycia się problemu. Kiedy uświadomiłem sobie, że nie jestem odrzucony, otworzyłem się w pełni na treści rekolekcji.
Przez wiele lat byłem wściekły na siebie za to, że okazałem się takim tchórzem. Wreszcie postanowiłem oddać swoją wściekłość i wstyd Bogu oraz poprosić Go o przebaczenie – oficjalnie, a nie mimochodem. Zdecydowałem się pójść do spowiedzi i porozmawiać o tym z Bogiem podczas adoracji. Kiedy to uczyniłem, zrobiło mi się lżej na duszy i zacząłem wierzyć, że jestem godzien miłości.
Następny wielki krok w kierunku uzdrowienia nastąpił dzięki projektowi Józef, w ramach którego mężczyźni pomagają sobie nawzajem w odkryciu Bożego przebaczenia. Mężczyźni, których spotkałem na tych rekolekcjach, doświadczyli podobnego smutku i bólu, co ja. Pomogli mi oni wypowiedzieć całą moją bezradność i upokorzenie. Z ich i Bożą pomocą odkryłem wreszcie, że miłość Ojca w pełni przywraca do życia. Mogłem w końcu zrzucić z siebie ciężar, który tak długo niosłem.

NOWY CZŁOWIEK WPATRZONY
W JEZUSA
W każdą z 60 milionów aborcji dokonanych w Stanach Zjednoczonych od 1973 roku zaangażowany był co najmniej jeden mężczyzna. Dlatego dziś staram się pomagać mężczyznom, którzy czują się osamotnieni w skrusze i bólu będącym skutkiem aborcji. Chrystus pragnie, abyśmy wszyscy do Niego powrócili, przyjmując przebaczenie i pokój.
Doświadczenie nauczyło mnie, że musimy pomagać sobie nawzajem. W jakimś momencie wszyscy uświadamiamy sobie swój błąd i odpowiedzialność za odebranie życia człowiekowi. Towarzyszące temu poczucie winy sprawia, że oddalamy się od innych, a przez to łatwo popadamy w grzech. Kiedy jednak przyznamy, że każdy z nas, żyjących na tym świecie, jest grzesznikiem potrzebującym Jezusa, zaczynamy rozumieć, że nie jesteśmy sami.
Przyjmując przebaczenie i łaskę od Pana, stałem się „nowym człowiekiem”, którym jestem dzisiaj – człowiekiem, który uznał swoją winę, wyraził skruchę i powrócił do Boga. Stary człowiek – ten, który wymuszał, akceptował, opłacał czy proponował aborcję; ten który nie potrafił jej powstrzymać; ten który stał biernie z boku – został we mnie unicestwiony. W Chrystusie wszystko zostaje przemienione i staje się nowe (2 Kor 5,17). ▐


Nasza ankieta: Błogosławieństwo starości


W czasach biblijnych panowało przekonanie, że długie lata życia są znakiem Bożego błogosławieństwa. Jednak w powszechnym odczuciu starość nie jest ani łatwym, ani wyczekiwanym etapem życia (chociaż przy każdej okazji życzymy sobie 100 lat). Zaczyna brakować sił, przybywa chorób i różnych dolegliwości, rosną wydatki na leki, nierzadko doskwiera samotność, poczucie własnej bezużyteczności.
Ale starość to przecież także czas odpoczynku, uwolnienia od nadmiaru obowiązków, czas dojrzałości, dzielenia się swoim doświadczeniem, życiową mądrością, wiarą. To również więcej przestrzeni na modlitwę, na pogłębienie relacji z Bogiem.
Czy więc starość może być czasem błogosławionym, szczęśliwym, owocnym? W Psalmie 92 znajdujemy odpowiedź: „Zasadzeni w domu Pańskim (…) wydadzą owoc nawet i w starości”, a u proroka Izajasza obietnicę: „Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam” (Iz 46,4).
Zapraszamy Was, drodzy Czytelnicy, do podzielenia się swoim świadectwem związanym z przeżywaniem sędziwych lat. Czy wiara i ufność w Bożą opiekę pomaga Ci w znoszeniu uciążliwych stron starzenia się? Czy dostrzegasz znaki Bożego błogosławieństwa w Twojej starości? Czy widzisz jakieś owoce tego czasu? A może chciałbyś napisać, jak przeżywają lub przeżywali te lata Twoi rodzice czy dziadkowie, czego się od nich nauczyłeś, co im zawdzięczasz?


Czytelników, którzy zechcą odpowiedzieć na naszą ankietę,
prosimy o nadsyłanie świadectw do 30 czerwca 2019 roku

pocztą:
Redakcja „Słowa wśród nas”
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

lub e-mailem:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwa,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.
Wśród uczestników ankiety zostanie także rozlosowana nagroda główna
w postaci pakietu książek o wartości 200 zł (tytuły do ustalenia).

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 1 (305) 2019 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W styczniowym numerze „Słowa wśród nas” poruszamy temat uzdrowienia. Tajemnicą Boga pozostaje, dlaczego jedni doznają łaski uzdrowienia a inni nie. Jednak Jezus powtarzając „ Twoja wiara cię uzdrowiła” albo „Twoja wiara cię ocaliła” wskazuje, jak wielkie znaczenie ma nasza wiara. We wstępnych artykułach, przywołując zapisane w Ewangeliach uzdrowienia dokonane przez Jezusa, przypominamy, jak modlić się o uzdrowienie i co oznacza ocalenie w perspektywie wiary. 
W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, pomagające w codziennym życiu słowem Bożym.
W Magazynie w artykule „Oby wszyscy stanowili jedno” piszemy o niezwykłej postaci bł. Marii Sagheddu, która oddała swoje życie za jedność chrześcijan. Ponadto zamieściliśmy dwa poruszające świadectwa: o nawróceniu, do którego doprowadziły zwyczajne rozmowy z… manikiurzystką oraz o cierpieniu ojca, który bezmyślnie zgodził się na aborcję, której chciała jego żona i jego późniejszym nawróceniu. Przypominamy także Naszą ankietę, zatytułowaną „Błogosławieństwo starości”, ponieważ wciąż jeszcze czekamy na Państwa świadectwa i zachęcamy do ich nadsyłania. W związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan podajemy jego hasło oraz sigla czytań mszalnych na ten czas. Polecamy też lekturę – w tym numerze jest to książka „Córki światłości i synowie dnia”, wydana w związku z Synodem Młodych, który miał miejsce w Rzymie w październiku 2018 roku. Zawiera on artykuły przybliżające sylwetki 29 młodych świętych, błogosławionych i sług Bożych. Wśród nich mamy żyjących dawno temu – jak bł. Imelda Lambertini czy Katarzyna ze Sieny i współcześnie – jak słudzy Boży Chiara Corbella Petrillo, Matteo Farina czy Carlo Acutis. Pochodzących z Polski i Europy – jak św. Stanisław Kostka, bł. Karolina Kózkówna czy św. Maria Goretti, a także z całego świata – jak św. Magdalena z Nagasaki i bł. Zefiryn Namuncurá (z Japonii), Marcel Nguyên Tân Van (z Wietnamu), Kateri Takekwitha (Indianka z Ameryki Północnej), bł. Laura Vicuña (z Chile w Ameryce Południowej) czy święty Karol Lwanga (z Ugandy w Afryce). Bardzo znanych - takich jak św. Joanna d’Arc, św. Franciszek Ksawery, czy św. Dominik Savio i niemal zapomnianych - jak św. Elżbieta od Trójcy Świętej czy bł. Dina Bélanger. Pochodzących z wielkich rodów – jak św. Kazimierz Królewicz i z nizin - jak św. Bernadetta Soubirous… Życie każdego z nich było inne, jednak wszyscy oni już w bardzo młodym wieku świadomie wybrali Pana i pozostali Mu wierni. 
Ponadto w numerze krzyżówka biblijna oraz kalendarz liturgiczny.

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

„Żebym choć dotknęła Jego płaszcza…”
Otwórz się na uzdrawiającą moc Boga....................... 4

Twoja wiara cię ocaliła
Uzdrowienie to jeszcze nie wszystko.......................... 9

Panie, przymnóż mi wiary!
Jak umocnić wiarę w uzdrawiającą moc Boga...........14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia..........................18

MAGAZYN

Oby wszyscy stanowili jedno
Bł. Maria Sagheddu i jej modlitwa
o jedność chrześcijan – Ann Bottenhorn..........................46

Jezus i lakier do paznokci
Nawrócenie w nieoczekiwanym miejscu
– Eileen Pizer............................................................. 52

To było także moje dziecko
Aborcja z perspektywy ojca – Reg Platt.................... 55

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan................ 59

Nasza ankieta............................................................ 60

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

ARTYKUŁY WSTĘPNE:

Art. 1
„Żebym choć dotknęła
Jego płaszcza…”

Otwórz się na uzdrawiającą moc Boga


Kiedy u Tomasza zdiagnozowano rzadką chorobę, jego życie zmieniło się radykalnie. Został zmuszony do przejścia na emeryturę. Stawał się coraz słabszy i prawie nieustannie odczuwał ból. Spędzał tyle czasu w domu, że stracił kontakt z wieloma znajomymi. Wszystko to wzbudziło w nim głębokie rozgoryczenie i złość na Boga. Jego przyjaciele z parafii próbowali podtrzymywać go na duchu, ale nie na wiele się to zdało.
Kilka miesięcy później w parafii Tomasza odbywały się czterodniowe misje. Przyjaciele zachęcali go do uczestnictwa, ale on nie chciał o tym słyszeć. Jednak ostatniego wieczoru postanowił wybrać się do kościoła. Nie oczekiwał niczego szczególnego, chciał po prostu zrobić przyjemność tym, którzy go namawiali.
A jednak coś szczególnego się wydarzyło. Na zakończenie misji zaproponowano wszystkim chętnym modlitwę
o uzdrowienie. Chociaż Tomasz był nastawiony sceptycznie, zdecydował się jednak o nią poprosić. Kiedy diakon
i dwie inne osoby nałożyły na niego ręce, poczuł, jak ogarnia go miłość i ciepło. Złość i rozgoryczenie nagromadzone w jego sercu zaczęły topnieć, a z oczu popłynęły łzy. Podczas kolejnej wizyty lekarskiej okazało się, że jest zupełnie zdrowy. Bóg w cudowny sposób uzdrowił go z choroby, na którą cierpiał!
Czy miałeś kiedyś opory, by prosić Boga o uzdrowienie? Może myślisz, że nic się nie wydarzy, i boisz się rozczarowania, gdy twoje modlitwy nie zostaną wysłuchane. Może sądzisz, że nie zasługujesz na uzdrowienie lub, jak Tomasz, jesteś zły na Boga, że dopuścił do tej choroby.
W tym miesiącu chcemy rozważyć kilka uzdrowień opisanych w Ewangelii, aby obudzić w sobie wiarę, że Jezus rzeczywiście pragnie i może nas uzdrawiać. W jaki sposób ludzie potrzebujący uzdrowienia zwracali się do Jezusa? Czego oczekiwali? Jakie przeszkody musieli przezwyciężyć? Czego możemy się od nich nauczyć?
Nie zawsze odpowiedzią na naszą modlitwę jest tak zadziwiające uzdrowienie, jak w przypadku Tomasza. To, dlaczego Bóg jednych uzdrawia, a innych nie, pozostaje dla nas tajemnicą. Jednak oprócz uzdrowienia fizycznego, uzdrawiający dotyk Jezusa może wywołać w nas inne skutki, których wszyscy bardzo potrzebujemy. Może to być uwolnienie od bolesnych wspomnień z przeszłości albo od skutków głęboko zakorzenionego grzechu, nałogu lub chorych wzorców zachowania, które ranią nas samych i naszych bliskich. Spróbujmy u progu nowego roku nazwać jedną czy dwie dziedziny naszego życia, które wymagają uzdrowienia – i poprośmy Pana o pomoc!

POKONAĆ PRZESZKODY
Pomyśl teraz, jak to jest znosić przez dwanaście długich lat bolesną i upokarzającą chorobę. Chodzić ciągle do lekarzy tylko po to, by przekonać się, że kolejne zalecane terapie jeszcze bardziej pogarszają twój stan. Uginać się pod ciężarem kolejnych opłat za wizyty i leki. Czy nie uznałbyś, że najlepiej po prostu się poddać i przyjąć, że tak już musi być – że trzeba nauczyć się żyć z bólem i liczyć tylko na to, że wkrótce litościwa śmierć wyzwoli cię z tego koszmaru?
Nie tak jednak myślała pewna kobieta, o której mówi Ewangelia, znana nam jako „kobieta cierpiąca na krwotok”. Porwała się ona na śmiały i szokujący czyn, za który została hojnie wynagrodzona. Przedarła się przez otaczający Jezusa tłum, dotknęła Jego płaszcza i w jednej chwili została uzdrowiona (Mk 5,25-34).
Przyglądając się przeszkodom, jakie przyszło jej pokonać, możemy nauczyć się, czym jest wiara – wiara, która otwiera nas na Bożą moc.
Po pierwsze, kobieta miała do pokonania przeszkody fizyczne. Jezus właśnie zgodził się pójść do domu Jaira, aby uzdrowić jego umierającą córeczkę. Wokół Niego zgromadził się tłum, podekscytowany szansą zobaczenia kolejnego cudu. Można sobie wyobrazić pełne przejęcia rozmowy, głośne domysły, czy i jak Jezus uzdrowi dziecko Jaira. W jaki sposób w tym całym zamieszaniu kobieta miała do Niego dotrzeć?
Kolejną przeszkodą było jej słabe zdrowie. Dwanaście lat niekontrolowanych krwawień musiało ją bardzo wyczerpać. Do tego dokładał się jeszcze ból. Wysiłek fizyczny, konieczny, aby dotrzeć do Jezusa, mógł okazać się dla niej za wielki. Mogła zasłabnąć, zemdleć i upaść.
Kobieta miała też do pokonania przeszkody wewnętrzne – swoje lęki i wątpliwości. Prawo żydowskie uznawało kobietę w jej stanie za nieczystą, co oznaczało, że każda osoba czy rzecz, której się dotknęła, również stawała się nieczysta (Kpł 15,19-33). Wyobraźmy więc sobie, jak wielką walkę musiała stoczyć sama ze sobą, próbując dotknąć Jezusa:
„A jeśli ktoś mnie zobaczy? A może nie powinnam w ogóle tego robić – to przecież wbrew prawu Bożemu?”. Nic więc dziwnego, że podeszła do Jezusa od tyłu. Nie chciała zostać zauważona.
Jej plan wydawał się nielogiczny, nierozważny i niemożliwy do wykonania. Jednak głęboko w sercu czuła, że żadna z tych przeszkód nie powstrzyma mocy Jezusa, który czyni tak wiele dobra. „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa” (Mk 5,28) – myślała. I miała słuszność.

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO
Historia ta mówi nam o mocy wiary, której doświadczamy zwłaszcza wtedy, gdy trudności wydają się nas przerastać. Niezależnie od tego, jak poważną diagnozę postawiono choremu, jak bardzo napięta stała się relacja z bliską osobą, ile razy na nowo popadamy w ten sam grzech – Jezus może to zmienić. Żaden problem nie jest dla Niego zbyt wielki; nigdy nie jest dla Niego za późno. On może wyprowadzić dobro z najtrudniejszej sytuacji, skruszyć najtwardsze serce, uzdrowić z najbardziej wyniszczającej choroby.
Historia ta mówi nam również, jak ważna jest wiara oczekującego pomocy człowieka. Z pewnością wielu ludzi tego dnia dotykało przechodzącego drogą Jezusa. Jednak to właśnie przelotny dotyk tej kobiety – łagodne muśnięcie Jego płaszcza – wyzwoliło Jego uzdrawiającą moc.
Czy inni tłoczyli się wokół Jezusa po prostu z ciekawości? Czy byli sceptyczni? A może chodziło im tylko o to, żeby zobaczyć cud, a nie o to, by przedstawić Jezusowi swoje własne potrzeby? Tego nie wiemy, być może zaistniało tu połączenie tych i jeszcze innych czynników. Wiemy natomiast, że ta kobieta miała wiarę i że doświadczyła przemiany.
Proś więc Jezusa z wiarą. Uświadom sobie, co ci przeszkadza, i spróbuj to przezwyciężyć. Jezus chce, abyś do Niego przyszedł. Chce cię uzdrowić. Postaw tylko pierwszy krok.

OSOBISTE SPOTKANIE
Nie znaczy to, że każdy, kto ma wiarę, otrzyma dokładnie takie uzdrowienie, o jakie prosi. Nie znaczy to też, że jeśli ktoś nie otrzymuje uzdrowienia, to ma słabą wiarę. Od samego początku Kościoła wierzący stawali wobec tajemnicy woli Boga i Jego mądrości. Nie wiemy, dlaczego jedni zostają uzdrowieni, a drudzy nie. Wiemy jednak, że Jezus odpowiada każdemu, kto się do Niego zwróci. Czasami Jego odpowiedzi są zaskakujące, a czasami o niebo przewyższają uzdrowienie fizyczne, o które Go prosiliśmy. Niezależnie jednak od tego, czy otrzymane przez nas uzdrowienie jest natury fizycznej, duchowej lub emocjonalnej, słowa wypowiedziane przez Pawła do Rzymian przed dwoma tysiącami lat wciąż pozostają aktualne: „Każdy, kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Dz 2,21).
Historia kobiety cierpiącej na krwotok ukazuje nam także prawdę o tym, że przedmiotem wiary jest sam Jezus, a nie Jego moc uzdrawiania z chorób. Kobieta dotknęła Jego płaszcza, oczekując, że zostanie uzdrowiona ze swojej dolegliwości – i tak się stało. Ale Jezus nie pozwolił na to, by pozostała anonimowa. Natychmiast zatrzymał się i zapytał, kto Go dotknął. A kiedy kobieta opowiedziała Mu swoją historię, Jezus nie upomniał jej za to, że nie poprosiła Go wprost o uzdrowienie, ale przemówił do niej łagodnie, nazywając ją „córką” oraz zapewniając o swojej miłości i łasce (Mk 5,34).
Kobieta otrzymała nie tylko łaskę cudownego uzdrowienia, ale także szansę na nowe życie. Nie była już ograniczona bólem i słabością. Nie była już nieczysta, wyrzucona na margines. Stała się umiłowaną córką, członkiem Bożej rodziny. Dostała o wiele więcej, niż się spodziewała. Stając twarzą w twarz z Jezusem, otrzymała o wiele głębsze i ważniejsze uzdrowienie.

PRZYJDŹ DO JEZUSA
Jezus chce nas uzdrawiać! I co jeszcze ważniejsze, pragnie wejść z nami w bliską relację. Zachęca nas, abyśmy swobodnie przychodzili do Niego ze wszystkimi swoimi potrzebami. I zapewnia, jak zapewnił tamtą kobietę, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami Boga.
Nie bój się więc przyjść do Jezusa. Proś Go z ufnością o uzdrowienie, jakiego potrzebujesz – dla siebie i innych. A On powie ci, że jesteś Jego dzieckiem i że twoja wiara cię ocaliła! ▐


Art. 2:
Panie,
przymnóż mi wiary!

Jak umocnić wiarę w uzdrawiającą moc Boga

Czy wiesz, że na świecie działa ponad 200 tysięcy klubów fitness, począwszy od małych, lokalnych siłowni w twojej dzielnicy po wielkie sieci, jak Gold’s Gym w USA. Szacuje się, że ich roczny obrót wynosi łącznie 84 miliardy dolarów. Najwyraźniej ludzie zdali sobie sprawę, jak korzystne są dla nich ćwiczenia fizyczne.
Ale czy doceniamy też wartość ćwiczeń duchowych? Jeśli tak ważne jest wzmacnianie siły i tężyzny fizycznej, to o ileż ważniejsze jest ciągłe pogłębianie i umacnianie naszej wiary! Daje nam to coraz więcej pokoju, gotowości przebaczania, coraz więcej odwagi i zaufania do Boga. A co najważniejsze – coraz więcej miłości.
W poprzednich dwóch artykułach rozważaliśmy wiarę czterech postaci z Ewangelii: kobiety cierpiącej na krwotok, niewidomego żebraka, trędowatego i jawnogrzesznicy. Ich wiara była odważna i aktywna. Wszyscy oni zdecydowali się na śmiały krok pójścia do Jezusa i poproszenia Go o uzdrowienie. Wszyscy też usłyszeli od Niego: „Twoja wiara cię ocaliła”.
W tym artykule chcemy przeanalizować cztery sposoby umacniania naszej wiary, które mogą nam pomóc w przyjęciu zbawczego, uzdrawiającego dotyku Jezusa.

PROŚ O WIĘCEJ
Słowo „wierzyć” ma wiele odcieni znaczeniowych. Jednak wiara, jaką pochwala Jezus, to coś więcej niż tylko intelektualne przyjęcie określonych prawd. Chodzi tu o akt o wiele bardziej osobisty i o wiele bardziej angażujący. Chodzi o wiarę, która mobilizuje do działania, która pozwala zaryzykować dla Jezusa to, co dla nas ważne, i zgodzić się na to, co On czyni w naszym życiu.
Tego rodzaju wiara jest nie tylko uznaniem, że Bóg jest dobry i że kocha każdego. Jest ona przekonaniem, że Bóg kocha ciebie. Jest ufną świadomością, że Jezus pragnie dla ciebie jedynie dobra, że cieszy się, mogąc cię uzdrawiać i wprowadzać w nową relację ze sobą. Zakłada też zaufanie, że nawet jeśli nie otrzymujesz uzdrowienia fizycznego, o które prosisz, Jezus uzdrawia twoje serce – usuwając z niego lęk, niepokój, rozgoryczenie i poczucie bezradności.
Tego rodzaju wiary nie da się wzbudzić własnymi siłami; jest ona darem Bożym. W gruncie rzeczy często sprzeciwia się ludzkiej logice. Pewność kobiety cierpiącej na krwotok, że dotknięcie kawałka materiału zatrzyma jej nieustanne krwawienie, wydaje się zupełnie pozbawiona logiki. Marek mówi nam jednak, że słysząc, co opowiadano o Jezusie, nabrała ona przekonania, że On rzeczywiście może ją uzdrowić. Jej decyzja, by udać się do Jezusa, nie była wynikiem wyłącznie logicznego rozumowania, lecz także wewnętrznej intuicji, która z pewnością pochodziła od Ducha Świętego.
Jakiego rodzaju uzdrowienia pragniesz w tym roku? Może cierpisz na ciężką chorobę lub odczuwasz różne niepokojące dolegliwości. Może nie potrafisz poradzić sobie z głęboko zakorzenionym grzechem. Może zmagasz się z poczuciem winy i wstydu z powodu jakichś czynów popełnionych w przeszłości. A może cierpisz z powodu zranień zadanych ci przez grzech czy zaniedbanie kogoś innego. Cokolwiek ci dolega, Jezus może dać ci pokój i wolność. Jeśli w to wątpisz, proś Go o łaskę wiary – o łaskę ufnego złożenia swojego życia w Jego ręce.

MÓDL SIĘ WYTRWALE
Tłumacząc swoim uczniom, na czym polega wytrwała modlitwa, Jezus opowiedział im przypowieść o wdowie, która nieustępliwie domagała się sprawiedliwości od skorumpowanego, nieczułego sędziego. Ostatecznie wdowa osiągnęła swój cel, ponieważ nie przestawała prosić. Jezus zapytał następnie, czy skoro ten nieuczciwy sędzia uległ prośbom kobiety, to czy tym bardziej Bóg nie wysłucha próśb, zanoszonych do Niego z wytrwałością?
Jezusowi nie chodziło jednak o to, że możemy wyciągnąć od Boga wszystko, co chcemy, jeśli tylko będziemy dostatecznie wytrwali. Dlatego zakończył dającym wiele do myślenia pytaniem: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). W ten sposób połączył wytrwałą modlitwę z wiarą. Powiedział nam, że zasadniczą cechą modlitwy jest wiara i ufność. Dlatego wzorem modlitwy są dla nas słowa Maryi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38). Podobnie Jezus uczy nas modlić się słowami: „Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia” oraz „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Mt 6,10; Łk 22,42).
Tak więc wytrwała modlitwa, jakiej Jezus od nas oczekuje, brzmi mniej więcej tak: „Panie, Ty wiesz, że pragnę tego uzdrowienia. Wiesz, jak bardzo cierpię. Ale ufam, że Ty wiesz, co jest dla mnie najlepsze, i dlatego zdaję się na Ciebie”.
Jezus dobrze wie, jakie to dla nas trudne. Jak często składamy nasze sprawy w Bożych dłoniach, tylko po to, by po chwili znowu brać je w swoje ręce i próbować załatwiać po swojemu. Dlatego stale nam przypomina, by wytrwale prosić, szukać i pukać.
Nie przestawaj więc prosić Ojca niebieskiego o uzdrowienie, którego potrzebujesz, ale także proś Go o pogłębienie twojej wiary. Proś wytrwale, jak ewangeliczna wdowa, a zobaczysz, jak Bóg przemienia nie tylko twoją sytuację, ale również twoje serce. Jeśli nawet nie udzieli ci dokładnie tego, o co Go prosisz, to przybliży cię do siebie i obdarzy swoją łaską – która może okazać się cenniejsza niż to, co chciałeś uzyskać.

ŻAŁUJ ZA GRZECHY
W doświadczaniu uzdrawiającej mocy Boga nic nie przeszkadza nam skuteczniej niż grzech. Każde wykroczenie, każdy akt egoizmu czy nieposłuszeństwa jest jak cienka warstewka gazy owijająca nasze serce. Jeśli nie uporamy się z tymi grzechami, owa warstwa wokół serca zacznie narastać, tworząc coraz większą barierę pomiędzy nami a Bogiem. Albo ogarnie nas takie poczucie winy, że nie będziemy już w stanie uwierzyć w miłość Jezusa do nas, albo nasze sumienie stanie się tak nieczułe, że nawet nie zauważymy, jak bardzo oddaliliśmy się od Pana. A im bardziej jesteśmy od Niego oddaleni, tym trudniej nam otworzyć się na Jego uzdrawiającą moc.
Dlatego tak ważny jest codzienny rachunek sumienia i regularne korzystanie z sakramentu pojednania. Jezus chce, abyśmy wyznawali nasze grzechy nie po to, by wciąż wzbudzać w nas poczucie winy, ale po to, by nas wyzwolić. Chce nas uzdrawiać, zarówno fizycznie, jak i duchowo. W rzeczywistości uzdrowienie duchowe często niesie ze sobą uzdrowienie fizyczne. Dlatego św. Jakub naucza: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie” (Jk 5,16). Jakub wiedział, że usuwając duchowe bariery grzechu, otwieramy drogę Bogu, który przybliża się do nas i nas uzdrawia.
Przypomnijmy sobie grzeszną kobietę z 7. rozdziału Ewangelii Łukasza. Jezus widział, jak bardzo poruszyło ją Jego przesłanie miłosierdzia i przebaczenia. W rzeczywistości to właśnie doświadczenie przebaczenia kazało jej namaścić stopy Jezusa i oblać je łzami wdzięczności. Porzucając dawne życie, poczuła się na tyle wolna, że mogła stanąć w obecności Jezusa i oddać Mu cześć. A wtedy usłyszała, że nie tylko zostało jej przebaczone, ale że otrzymała także łaskę uzdrowienia i zbawienia!
Nie pozwól więc, aby jakikolwiek grzech stanął pomiędzy tobą a Panem. Jeśli dłuższy czas nie byłeś u spowiedzi, skorzystaj z tego sakramentu jak najszybciej i pojednaj się z Bogiem. Żałuj za grzechy, a doświadczysz mocy Jezusowego przebaczenia, które niesie uzdrowienie i odnowę.

BĄDŹ UFNY
Wreszcie, bądź ufny! Bądź pewien, że twój Ojciec w niebie wie, czego potrzebujesz, jeszcze zanim Go o to poprosisz (Mt 6,8). On nie da ci węża, gdy poprosisz o rybę, ani skorpiona, gdy poprosisz o jajko (Łk 11,11-12). On pragnie cię uzdrawiać – na duszy i na ciele – jeszcze bardziej, niż ty pragniesz być uzdrowiony.
Dlatego codziennie, gdy stajesz przed Panem, proś Go o jeszcze głębszą wiarę. Módl się o uzdrowienie, nawet jeśli przyjdzie ci o nie prosić bardzo długo. Żałuj za wszystkie swoje grzechy. A potem ufaj, że Ojciec zna wszystkie twoje sprawy i wie dokładnie, czego potrzebujesz.
Ten rodzaj „ćwiczeń duchowych” z pewnością umocni twoją wiarę. Wprowadzi w obecność Tego, który ma moc cię uzdrowić i wie, jak i kiedy najlepiej będzie to uczynić. Oby Bóg obficie udzielał ci łaski uzdrowienia w rozpoczynającym się roku. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Wtorek, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Łk 2,16-21
Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19)
Dzisiaj pierwszy dzień nowego roku. Jak dobrze rozpoczynać go z Maryją, Matką Jezusa i Matką naszą! Jak dobrze z radością oddać Jej cześć i z ufnością powierzyć wszystkie nasze sprawy.
Jako Boża Rodzicielka, Maryja otrzymała ten przywilej, że mogła wydać na świat Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Wraz z Józefem otrzymała również przywilej – będący zarazem wielkim wyzwaniem – wychowywania Dziecka, w którym złączyły się dwie natur, Boska i ludzka, nie mieszając się ze sobą. Nic dziwnego, że nazywamy Ją błogosławioną między niewiastami!
Wszystkie tajemnicze wydarzenia i znaki związane z przyjściem na świat Jezusa Maryja zachowywała i rozważała w swoim sercu. Nie narzekała na trudną sytuację, nie zamartwiała się o przyszłość, nie żyła przeszłością. Żyjąc w bliskości Jezusa, uważnie przyglądała się drogom działania Boga w codziennych wydarzeniach. Nawet jeśli nie wszystko rozumiała, nie chciała,
by cokolwiek uleciało z Jej pamięci. W każdej sytuacji zwracała się do Boga, szukając Jego światła i mądrości.
Postawa Maryi, postawa całkowitego zawierzenia Bogu i posłuszeństwa Jego woli jest wzorem do naśladowania dla każdego z nas. Tak jak Ona szukaj obecności Boga w twoim życiu. Przypominaj sobie, co On już dla ciebie uczynił, i z ufnością oddawaj Mu swoje pragnienia i zamiary dotyczące przyszłości. Spróbuj odkrywać Jego łaskę zarówno w tych ważnych, jak i w tych
drobnych codziennych sprawach. Staraj się tak jak Maryja być zawsze blisko Jezusa. U progu nowego roku postanów sobie każdego dnia znajdować czas na spotkanie z Panem poprzez modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Otwórz się na natchnienia Ducha Świętego, a On udzieli ci swego światła.
„Jezu, pragnę oddać Ci siebie, tak jak to uczyniła Maryja. Pragnę przeżywać ten rok, każdego dnia rozważając Twoją dobroć i szukając Twojej obecności. Maryjo, święta Boża Rodzicielko, prowadź mnie do Jezusa!”
Lb 6,22-27
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7

Środa, 2 stycznia
1 J 2,22-28
Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci. (1 J 2,28)
Panie, Ty wiesz, że chcę trwać
w Tobie, chcę stale być blisko Ciebie. Ale wiesz także, że nie zawsze tak jest. Często absorbują mnie inne sprawy. Nie przychodzi mi do głowy, żeby zawołać do Ciebie, gdy sobie z czymś nie radzę. Bywam tak zajęty, że w ogóle o Tobie zapominam. Dlatego proszę Cię o pomoc. Nie wiem, co mnie spotka w tym roku, jakie czekają mnie radości, jakie smutki. Ale wszystko to chcę przeżywać w łączności z Tobą.
Panie, pomóż mi trwać w Twojej miłości. To Twoja miłość nadaje sens mojemu życiu i napełnia moje serce wdzięcznością. Poczucie, że jestem cenny w Twoich oczach, chroni mnie przed zniechęceniem – zwłaszcza gdy widzę swoje słabości i upadki. Potrzebuję trwania w Twojej miłości, Panie, gdyż bez niej nie potrafię kochać ludzi, których postawiłeś na mojej drodze. Chcę kochać ich tak, jak Ty mnie umiłowałeś, nawet tych, których trudno mi kochać.
Panie, pomóż mi trwać w Twojej mocy. Naucz mnie co rano szukać Twojej łaski na nadchodzący dzień. Ty dodajesz mi sił do codziennych zmagań i pomagasz iść dalej, kiedy słabnę. Dziękuję Ci za to, że mnie wspierasz, abym mógł troszczyć się o moich bliskich i wykonywać zadania, jakie mi wyznaczasz. 
Panie, pomóż mi trwać w Twojej radości. Pragnę pokazać światu prawdziwą wolność i głęboką radość, które płyną z relacji z Tobą. Udzielaj mi Twego pokoju i radości nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, ale także wtedy, gdy piętrzą się trudności.
Panie, Ty wciąż otwierasz dla mnie ramiona, zapraszając, abym trwał w Tobie. Nie ma innego miejsca, w którym wolałbym przebywać. Kiedy więc nie przychodzę do Ciebie, przypomnij mi, proszę, jak bardzo zależy Ci na moim powrocie. Przyjdź, Jezu, i zamieszkaj
w moim sercu. Bądź ze mną we wszystkie dni rozpoczynającego się roku.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że zesłałeś swojego Syna, aby mnie zbawił”.
Ps 98,1-4
J 1,19-28

Czwartek, 3 stycznia
J 1,29-34
Zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa. (J 1,29)
To przedziwne, że tak mały instrument jak teleskop może ukazać nam obiekty oddalone o tysiące kilometrów od nas. W przypadku księżyca i najbliższych planet widok jest tak czytelny, że możemy dostrzec na ich powierzchni wiele szczegółów.
Wydaje się, że Jan Chrzciciel dysponował czymś w rodzaju „duchowego teleskopu”. Będąc jeszcze w łonie matki, rozpoznał Jezusa pod sercem Maryi. Jako prorok żyjący na pustyni, przygotowywał drogę na przyjście Mesjasza, wzywając lud do nawrócenia. Sam Jezus docenił gorliwość i oddanie Jana, mówiąc: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11,11).
Zastanawiając się nad wyjątkowością Jana Chrzciciela, przypomnijmy sobie, że – jak sam przyznał – nie od razu rozpoznał Mesjasza w przychodzącym nad Jordan Jezusie. Dopiero gdy Duch Święty otworzył mu oczy, był w stanie wyznać: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,34). Było to możliwe, ponieważ Jan nauczył się rozpoznawać głos Ducha Świętego i był posłuszny Jego prowadzeniu.
Jak myślisz, co zmieniłoby się w twoim życiu, gdybyś miał tego rodzaju „duchowy teleskop”? Co takiego mógłbyś zobaczyć?
Może to, że jedno z twoich dzieci z własnej chęci troskliwie zajęło się młodszym bratem czy siostrą. Może to, że znajoma przyszła z pomocą waszej sąsiadce, która właśnie straciła męża. Może twoje własne serce przynagliło cię, by zaproponować wspólną modlitwę choremu koledze. W tym wszystkim obecny był Jezus.
Boże działanie można zobaczyć wszędzie. Jezus wciąż „podchodzi ku nam” (J 1,29) ze swoją łaską i błogosławieństwem, zapraszając nas do wychodzenia ku ludziom, których mamy wokół siebie. Proś więc Ducha Świętego, aby otworzył ci oczy i pozwolił zobaczyć obecność Jezusa w zwykłych, codziennych sytuacjach. Może pokaże ci coś zaskakującego. Może pozwoli ci dostrzec kogoś będącego się w potrzebie. Wiedz jednak, że już sama twoja prośba do Ducha Świętego jest znakiem, że Jezus działa w tobie.
„Duchu Święty, pomóż mi widzieć Jezusa i ukazywać Go innym”.
1 J 2,29--3,6
Ps 98,1.3-6

Niedziela, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
Zobaczyli Dziecię. (Mt 2,11)
Epifania kojarzy nam się zwykle z uroczystością Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Samo pochodzące z greckiego słowo epifania, czyli objawienie, oznacza także nagłe uświadomienie sobie natury czy wagi jakiegoś zjawiska. Na przykład narodziny dziecka mogą być epifanią, która w nowy sposób uzmysłowi nam, czym jest miłość i odpowiedzialność. Także ostrzeżenie otrzymane od lekarza może być czymś w rodzaju epifanii, która każe nam zmienić swoją dietę czy rzucić palenie. A fragment Pisma Świętego, homilii albo książki duchowej może stać się epifanią, która pozwoli nam w nowy sposób zobaczyć Jezusa.
Dziś obchodzimy dzień, w którym Bóg objawił swoją chwałę Mędrcom ze Wschodu. Najpierw zobaczyli oni gwiazdę i postanowili wyruszyć w ślad za nią w drogę, by szukać Jezusa. Następnie, gdy Go odnaleźli, „upadli na twarz i oddali Mu hołd” (Mt 2,11). Z całą pewnością powrócili do swych domów przemienieni.
Ten sam schemat powtarza się w naszym życiu. Bóg codziennie nawiedza naszą ziemię. Można by powiedzieć, że nigdy nie odszedł! Codziennie staje u drzwi twego serca i pyta: „Czy mogę wejść?” (por. Ap 3,20). Mędrcy nie musieli podążać za gwiazdą. Była to ich dobrowolna decyzja. Ty także możesz podjąć decyzję, że otworzysz Bogu drzwi swego serca.
Kiedy Mędrcy ujrzeli Dzieciątko, w którym rozpoznali nowo narodzonego Króla, oddali Mu cześć. Podczas dzisiejszej Mszy świętej ty także oddaj cześć Bóstwu Jezusa. Rozważ, kim On jest i co dla ciebie uczynił. Uklęknij przed Nim – przed Zbawicielem całego świata – i pozwól, by twoje serce napełniła radość i wdzięczność.
Mędrcy zostali przemienieni przez to, co zobaczyli. Wiemy, że gdy we śnie otrzymali nakaz, aby uniknąć spotkania z Herodem, bez wahania podążyli do domu inną drogą. Możemy sobie wyobrazić, jak trudno było im po tym, co przeżyli, wrócić do swojej „normalnej” codzienności. Odkąd ujrzeli chwalę Bożą, nic już nie było takie samo!
Twoje życie może się zmienić według tego samego wzorca. Jeśli pójdziesz do Jezusa, oddasz Mu cześć i otworzysz się na prowadzenie Ducha Świętego, także twoje życie, myślenie i postępowanie stanie się inne.
„Panie, proszę Cię dziś o moją prywatną epifanię. Pomóż mi zobaczyć Cię na nowo”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 13 stycznia
Chrzest Pański
Łk 3,15-16.21-22
Wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem. (Łk 3,15)
Ludzie, którzy przychodzili posłuchać Jana Chrzciciela, oczekiwali czegoś spektakularnego. Pojawił się prorok, który demaskuje wszystkich wrogów, wytyka grzechy niegodziwcom utrudniającym ludziom życie. Kto wie, może nawet jest Mesjaszem, posłanym, by przepędzić Rzymian wraz z ich poplecznikami, a następnie przywrócić Izraela do jego dawnej chwały?
Wtedy jednak na scenie pojawił się prawdziwy Mesjasz – Jezus, cieśla z małego miasteczka, który poświęcał czas ubogim i grzesznikom. To na Nim, pokornym Człowieku, głoszącym przebaczenie i miłość nieprzyjaciół, a nie na płomiennym proroku wytykającym ludziom ich grzechy, widomie spoczął Duch Święty, a głos z nieba oznajmił: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22). Dla wielu musiało to być ogromnym zaskoczeniem.
Jezus przyszedł „otworzyć oczy niewidomym”, a nie posłać do piekła wszystkich złych ludzi. Przyszedł „z zamknięcia wypuścić jeńców” (por. Iz 42,7), a nie karać grzeszników. Przyszedł zgładzić nasze grzechy, abyśmy nauczyli się miłować siebie nawzajem – zarówno tych dobrych, jak i tych złych.
Kiedy usłyszysz to czytanie podczas dzisiejszej Mszy świętej, zamknij oczy i wyobraź sobie tę scenę. Zobacz, jak Jan zanurza Jezusa w rzece Jordan – rzece, która przyjęła grzechy ludzi proszących o chrzest. Zobacz, jak Jezus bierze wszystkie te grzechy na siebie.
Przez kolejne trzy lata będzie je dźwigał, wędrując po drogach Palestyny. I nosząc je, będzie nauczał o miłosierdziu Ojca, uzdrawiał rany zadane przez grzech, wybawiał od nienawiści i goryczy nagromadzonej w sercach ludzi. A następnie zaniesie cały ten ciężar, całą nienawiść i gorycz, na krzyż, gdzie zada im śmierć na wieki.
Świętujemy dziś początek naszego zbawienia. Zbawienia ofiarowanego wszystkim, którzy zechcą z niego skorzystać – dobrym i złym. Radujmy się więc i prośmy Jezusa, aby uczył nas kochać tak, jak On kocha – wszystkich bez wyjątku.
„Jezu, Ty wziąłeś na siebie nasze grzechy. Chwała Tobie, Panie!”
Iz 40,1-5.9-11
Ps 104,1-4.24-25.27-30
Tt 2,11-14; 3,4-7

Niedziela, 20 stycznia
J 2,1-11
Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. (J 2,11)
Pierwszy cud Jezusa musiał zrobić wrażenie – przemiana wody w wino! Ponieważ miało to miejsce na weselu, można uznać ten cud za prezent ofiarowany młodej parze. Jezus uczynił go jednak również po to, by będący z Nim uczniowie mogli zobaczyć Jego chwałę
i uwierzyć w Niego (J 2,11).
Jan mówi nam, że był to pierwszy znak uczyniony przez Jezusa. W dalszej części Ewangelii wymienia jeszcze sześć znaków, z których każdy miał pogłębić wiarę uczniów – a także naszą. O czym mówią nam pozostałe znaki? O tym, że słowo Jezusa ma
moc nas uzdrawiać (J 4,46-54; 5,1-9).
O tym, że On chce karmić nas Chlebem Życia oraz uciszać burze i niepokoje naszych serc (6,1-21). O tym, że chce objawiać się nam jako Pan, który nas kocha (9,1-7.35-39). O tym wreszcie, że chce podnosić nas z „grobów” naszych grzechów, zwątpienia i niewiary (11,1-44). Każdy z tych znaków ukazuje, że kiedy otwieramy się na Jezusa przez wiarę, On zaczyna odnawiać nasze życie. Bierze zwykłą „wodę” naszej codzienności i przemienia ją w wyborne „wino”.
Wszystkie te historie mówią o działaniu Boga, który chce nas odnowić, uzupełniając to wszystko, czego nam brakuje. Mówią, że On pragnie przywrócić nam radość ze służenia Mu oraz stać się dla nas źródłem wszelkiego błogosławieństwa.
Słuchając dziś tego fragmentu podczas Mszy świętej, zastanów się, co takiego Jezus chciałby w tobie odnowić. Może gorliwość w Jego służbie? Może miłość do żony czy męża? A może pragnienie modlitwy? Uwierz, że On, jeśli tylko na to pozwolisz, będzie działać w tobie, przywracając do życia to, co zamiera. Chce obdarować cię najlepszym winem, jak uczynił to w Kanie, a przez to ukazać ci swoją chwałę.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że mnie odnawiasz. Panie, pozwól mi zobaczyć Twoją chwałę, abym mógł mocniej wierzyć w Ciebie”.
Iz 62,1-5
Ps 96,1-3.7-10
1 Kor 12,4-11

Niedziela, 27 stycznia
Łk 1,1-4; 4,14-21
Duch Pański (…) Mnie namaścił. (Łk 4,18)
Wkrótce po przyjęciu chrztu w Jordanie Jezus udał się do Nazaretu, swojej rodzinnej miejscowości. W dzień szabatu odczytał w synagodze fragment z Księgi Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana” (Łk 4,18). A następnie powiedział: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21). Był to rzeczywiście czas niezwykłej łaski, kiedy Jezus, Syn Boży, żył pomiędzy nami i ze współczuciem pochylał się nad ludzką nędzą.
Dając nam Nowe Przykazanie – miłowania Boga i siebie nawzajem – Jezus chciał, byśmy Go naśladowali. Byśmy nieśli ludziom wolność, słyszeli krzyk ubogich i na niego reagowali, byśmy troszczyli się o tych, którzy są w potrzebie. My także zostaliśmy namaszczeni Duchem Świętym w czasie chrztu świętego i mocą tego namaszczenia możemy wypełniać misję niesienia dobrej nowiny w świecie, w którym żyjemy. 
Chrześcijanie, posłuszni wezwaniu Jezusa, noszą w sercach najsłabszych – ubogich, odrzuconych, chorych, więźniów i nienarodzonych. Schroniska i jadłodajnie dla bezdomnych, posługa w więzieniach i ochrona bezbronnych wpisane są w samo serce misji Kościoła.
Istnieje wiele organizacji chrześcijańskich zaangażowanych w zwalczanie ubóstwa, podniesienie poziomu edukacji, poprawę warunków życia i zapewnianie pomocy medycznej tym, którzy jej potrzebują. Jednak krzyk ubogich nie milknie. Wciąż są wśród nas bezdomni, mieszkający w namiotach i pod mostami. Całe narody cierpią na skutek głodu. Wielu ludzi umiera z powodu chorób, które są uleczalne przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej. A Jezus wciąż wzywa nas do czynienia wszystkiego, aby im pomóc.
Wyzwania są wielkie. Pamiętajmy, że właśnie z miłosierdzia okazywanego potrzebującym będziemy kiedyś sądzeni (Mt 25,31-46). I nie ociągajmy się z niesieniem im pomocy. Namaszczenie Duchem Świętym, któreśmy otrzymali, zobowiązuje nas do tego.
„Oto jestem, Panie. Namaściłeś mnie i pragnę Ci służyć”.
Ne 8,2-4a.5-6.8-10
Ps 19,8-10.15
1 Kor 12,12-30
lub 1 Kor 12,12-14.27


MAGAZYN:
Oby wszyscy stanowili jedno

Bł. Maria Sagheddu i jej modlitwa
o jedność chrześcijan

Od samego początku, od kiedy Kain zabił Abla, ludzkość rozdzierana jest przez podziały. Podzielone są rodziny, sąsiedzi, narody. Od wielu stuleci podzielone jest także chrześcijaństwo. Przeważnie przyjmujemy istniejące pomiędzy nami podziały jako zwykłą, choć przykrą kolej rzeczy, gdy jednak występują one pomiędzy chrześcijanami, są czymś jeszcze bardziej bolesnym. Przez nie bowiem Ciało Chrystusa, czyli Kościół, zostaje głęboko zranione i zniekształcone.
Bóg pragnie nieustannie uzdrawiać i jednoczyć Ciało Chrystusa. Na początku XX wieku to Boże pragnienie zaczęło mocno poruszać niektórych księży i świeckich chrześcijan różnych wyznań w Europie. Na Soborze Watykańskim II Kościół katolicki oficjalnie podkreślił wagę wspólnego działania wszystkich chrześcijan dla zbawienia świata. Dziś, pomimo różnic doktrynalnych, katolicy, protestanci i prawosławni modlą się wspólnie, podejmują wspólne działania w obronie słusznych spraw i przyjaźnią się ze sobą. Sto lat temu nikt nie przewidywał takiego obrotu sprawy.
Ten graniczący z cudem przełom w myśleniu był z pewnością owocem wytrwałych modlitw i ofiar podejmowanych w intencji jedności chrześcijan – działań zwyczajnych ludzi, na przykład takich, jak mało znana włoska zakonnica, bł. Maria Gabriela Sagheddu.

CÓRKA MARNOTRAWNA
Maria Sagheddu urodziła się 17 marca 1914 roku na włoskiej wyspie Sardynii, w rodzinie pasterzy. Lokalna społeczność utrzymywała się z rolnictwa i hodowli. Wszyscy byli katolikami i co wieczór wzywani przez dzwony podążali do kościoła na modlitwę. 
Nie dotyczyło to jednak Marii. „Ty idź, ja chcę się bawić” – mówiła do swojej mamy. Nic nie było w stanie skłonić jej do zmiany decyzji. Nikomu też nie utkwiły w pamięci żadne urocze historyjki z jej dzieciństwa. Zapamiętano natomiast, że była uparta, porywcza, harda i niecierpliwa. Sama o sobie mówiła: „Wściekałam się nawet na kocie łby na ulicy – nie tolerowałam niczego!”. Bezwzględnie niezależna i ambitna, wydawała się być ostatnią z możliwych kandydatek do życia zakonnego, a co dopiero do świętości.
Maria miała jednak wspaniałomyślną naturę. Jako uczennica chętnie pomagała mniej zdolnym koleżankom, które często przychodziły do niej do domu, aby wspólnie odrabiać lekcje. Od wczesnego dzieciństwa opiekowała się też swoją młodszą siostrą, Giovanną Antonią, cierpiącą na przewlekłą chorobę.
Śmierć tej ukochanej siostry w wieku lat siedemnastu była dla Marii ogromnym ciosem. Paradoksalnie jednak właśnie to wydarzenie skłoniło ją do zwrócenia się ku Bogu i oddania Mu swojego życia. Maria zaczęła się modlić, uczestniczyć codziennie we Mszy świętej i nieszporach oraz spędzać całe godziny w cichej kontemplacji przed tabernakulum. Jej przemiana była widoczna dla wszystkich, którzy ją znali. Matka, która wcześniej często robiła jej wymówki o to, że tak rzadko chodzi do kościoła, teraz zaczęła mieć do niej pretensję, że tak wiele w nim przesiaduje!
Przez kolejne dwa lata Maria modliła się, uczyła katechizmu oraz niestrudzenie służyła ubogim, chorym i odrzuconym mieszkańcom swojej wioski. Potrafiła już „uzbroić się w cierpliwość” i, według słów jej matki, stała się „słodka i łagodna”. Sama porównywała się do syna marnotrawnego – godziny spędzone na modlitwie i kontemplacji przywróciły jej rozsądek. W miarę jak przyjmowała miłość i miłosierdzie Boga, jej wiara wzrastała, a jej kapryśna, krnąbrna natura stawała się coraz bardziej łagodna.

WEZWANIE DO MODLITWY
O JEDNOŚĆ
Maria opuściła następnie swój dom, wstępując do klasztoru trapistek w Grottaferrata nieopodal Rzymu. Krewni i znajomi byli zdania, że silna wola i wybuchowa natura nie pozwolą jej tam długo zagrzać miejsca. A jednak być może to właśnie siła woli, skierowana przez Ducha Świętego na właściwe tory, pomogła jej wytrwać. Podjęła życie monastyczne i przeżywała je w zupełnie zwyczajny sposób. „Po prostu zachowywała regułę i nie zwracała na siebie uwagi” – podsumowała jedna z mniszek. Z jednym wyjątkiem – Maria została przydzielona do „zakonnic chórowych”, chociaż nie miała słuchu. „Wiem bardzo niewiele o śpiewie, ale za to stanowczo zbyt wiele o fałszowaniu” – ubolewała w liście do matki.
Pomimo tego upokorzenia, życie Marii w klasztorze przebiegało spokojnie aż do pewnego dnia, kiedy to do sióstr dotarła informacja o „Oktawie Modlitw o Jedność Chrześcijan”. Sprawa jedności chrześcijan została już podjęta we Francji, w Anglii, a teraz także we Włoszech. Jej promotorem był francuski kapłan, Paul Couturier, który postanowił zorganizować grupę wstawienniczą modlącą się w tej intencji. Działając niewątpliwie pod natchnieniem Ducha Świętego, wielebna Matka Pia Gullini streściła siostrom otrzymaną od niego ulotkę, zachęcając je do ofiarowania życia w tej intencji, o ile czują się do tego przynaglone. Maria nie wykazała wówczas szczególnego zainteresowania, uczyniła to jednak inna z zakonnic. „To coś dla mnie” – zawołała wątła, siedemdziesięcioośmioletnia siostra Immaculata. „Jeśli Matka mi pozwoli, pragnę ofiarować w tej intencji resztkę życia, która mi jeszcze pozostała”. I była to rzeczywiście resztka. W ciągu miesiąca schorowana siostra odeszła do Pana.

MARIA OFIAROWUJE SIĘ
JEZUSOWI
Rok później, kiedy matka Pia ponownie poprosiła siostry, by rozważyły ofiarowanie siebie i swoich modlitw w intencji jedności chrześcijan, Maria odpowiedziała całym sercem: „Czuję, że Pan chce tego ode mnie”.
Jeśli wstąpienie do klasztoru trapistek było pierwszym „tak” Marii danym Bogu, ta kolejna decyzja stała się kolejnym krokiem postawionym w odpowiedzi na Jego wezwanie. Nie porywając się na żadne teologiczne czy praktyczne rozwiązania problemu podziałów, Maria z właściwą sobie konsekwencją i prostym posłuszeństwem odpowiedziała na zaproszenie do „ofiarowania swojego życia za jedność”. Szczegóły pozostawiła Bogu i przełożonym.
Tego samego wieczoru poczuła ból w barku. „Wcześniej nawet nie zauważałam tego biednego ciała” – pisała, dodając: „Odtąd już nigdy nie czułam się dobrze”. Jeszcze przez jakiś czas wykonywała wszystkie swoje zwyczajne obowiązki, prowadząc normalne życie.

„OTO JESTEM”
Bóle Marii pogarszały się, pojawił się też coraz silniejszy kaszel. W końcu zabrano ją do szpitala na badania, które wykazały gruźlicę. W szpitalu czuła się „jak ryba bez wody”. Błagała wielebną matkę: „Na miłość Boską, proszę zrobić wszystko, co tylko możliwe, żebym jak najprędzej mogła wrócić do klasztoru”. I tak się stało. Przez kolejnych piętnaście miesięcy gruźlica dokonywała spustoszenia w jej organizmie. Dręczona bólem i walcząca o oddech, Maria pragnęła ze wszystkich sił być „mocna jak żelazo”, ale czuła się „słaba jak słoma”. Pozostawała jednak nieugięta w swoim postanowieniu: „Ofiarowałam się całkowicie Jezusowi i nie cofnę danego słowa”. Kiedy ból wzrastał, Maria błagała Pana o to, by pomógł jej dochować wierności złożonej obietnicy. „Chciałabym powiedzieć: «Jezu, pomóż mi», ale nie mogę. Zamiast tego mówię: «Oto jestem»”.
Ta prosta modlitwa pogłębiła się jeszcze w ostatnich miesiącach jej życia: „Jezu, kocham Cię! Dziękuję Ci! Kocham Cię, chociaż cierpię… Dziękuję Ci, chociaż cierpię”. Leżąc w łóżku w infirmerii, Maria niemal nieustannie rozważała 17. rozdział Ewangelii św. Jana. Powtarzała słowa Jezusa: „Ojcze Święty, zachowaj ich (…) aby tak jak My stanowili jedno” (J 17,11). Jedność chrześcijan wciąż leżała jej na sercu, a cierpienie coraz głębiej przyciągało ją do Chrystusa. Wydawało się, że odczuwa ten sam ból, jaki czuje Bóg, gdy chrześcijanie krytykują się nawzajem, zamiast współpracować. Przy tym wszystkim Maria nie zastanawiała się nad tym, w jaki sposób ma się objawić ta jedność. Po prostu wiernie i wytrwale się modliła.

NASZ WZÓR ZAWSZE I WSZĘDZIE
Maria zmarła 23 kwietnia 1939 roku, w wieku dwudziestu pięciu lat. Od chwili ofiarowania swego życia Bogu za jedność chrześcijan przeżyła jeszcze niecałe dwa lata, podczas których całkowicie zjednoczyła się z Chrystusową modlitwą, „aby byli jedno”. I mogłaby spoczywać na wieki w ciszy i zapomnieniu, gdyby nie to, że powiększająca się wspólnota przestała mieścić się w klasztorze w Grottaferrata i postanowiła przeprowadzić się w inne miejsce. Zabrano także trumny ze szczątkami zmarłych sióstr. W 1957 roku otwarto trumnę Marii z myślą o jej możliwej beatyfikacji „w nieokreślonej przyszłości”.
W chwili śmierci ciało Marii było całkowicie wyniszczone gruźlicą i powinien nastąpić jego szybki rozkład. Ku zdziwieniu wszystkich okazało się jednak, że zarówno ciało Marii, jak i jej odzież pozostały nietknięte. Najwyraźniej ofiara Marii została przyjęta przez Boga. Może Bóg, zachowując jej ciało od zniszczenia, chciał dać nam do zrozumienia, jak ważna jest sprawa jedności – i jak ważna jest modlitwa w jej intencji.
Dokonując beatyfikacji Marii, św. Jan Paweł II wyjaśniał, czego możemy się od niej nauczyć: „Jej przykład pomaga nam zrozumieć, że modlitwa o jedność nie wymaga jakiegoś specjalnego czasu, sytuacji czy miejsca. Modlitwa Chrystusa do Ojca jest wzorem dla każdego, zawsze i wszędzie”.

BÓG MIŁUJE JEDNOŚĆ
Każdy z nas został włączony w modlitwę Chrystusa: „Aby tak jak My stanowili jedno”. Ta jedność, tak rozpaczliwie potrzebna w naszych rodzinach, miejscach pracy i w Kościele, może wydawać się dziś wręcz niemożliwa do osiągnięcia. Mamy jednak przykład Marii, który jest bardzo znaczący. Jej prosta modlitwa i ofiara wydaje owoce po dziś dzień, jak podkreślił to papież Franciszek, pisząc o Marii w swojej adhortacji apostolskiej o świętości. Kiedy więc stajemy wobec perspektywy nowych podziałów, czyńmy wszystko, aby trwać w jedności, i – jak Maria – szczegóły pozostawmy Bogu. On z pewnością pomnoży nasze modlitwy i ofiary, podobnie jak to uczynił dla niej. ▐

 

To było także moje dziecko

Aborcja z perspektywy ojca

Większość ludzi sądzi, że aborcja nie dotyczy mężczyzn, jednak moje osobiste doświadczenie mówi mi, że nie jest to prawda. W wyniku aborcji straciłem moje jedyne dziecko. I chociaż uświadomienie sobie tego zabrało mi sporo czasu, fakt ten zburzył cały mój świat. Dopiero kiedy skonfrontowałem się ze skutkami tej aborcji, w moim życiu rozpoczął się proces uzdrowienia.

„PROSZĘ, NIE RÓB TEGO!”
Pierwsza aborcja, z jaką miałem coś wspólnego, została przeprowadzona wiosną 1976 roku. Miałem dziewiętnaście lat, pracowałem w teatrze i byłem zakochany w pięknej aktorce. Kilka tygodni po naszym ślubie okazało się, że jest w ciąży. Byłem zachwycony.
Jednak pomimo mojego zachwytu ona czuła, że nie jest jeszcze gotowa na założenie rodziny. Powiedziała mi więc rzeczowo, że zamierza dokonać aborcji. Wszystko we mnie w środku krzyczało: „Proszę, nie rób tego!”. Jednak zamiast powiedzieć to głośno, oznajmiłem jej: „To twoje ciało. Poprę każdą twoją decyzję”. Było to tchórzostwem, ale w głębi serca czułem, że jeśli się jej sprzeciwię, nasze małżeństwo nie przetrwa. Pocieszałem się, że wybraliśmy najlepsze rozwiązanie.
Tego lata dopadła mnie głęboka depresja. Oboje z żoną wyrzucaliśmy sobie nawzajem najdrobniejsze i najgłupsze drobiazgi, ale nigdy nie rozmawialiśmy o aborcji. W ciągu kilku miesięcy nasza relacja pogorszyła się do tego stopnia, że zaczęliśmy żyć w separacji. Wkrótce ona zaszła w ciążę z innym mężczyzną, a ja przez swoją obojętność wobec całej tej sytuacji przyczyniłem się do jej kolejnej aborcji.

OD ZAPRZECZANIA
DO PRAWDY
Przez piętnaście lat ignorowałem swoje uczucia, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego nie mogę dojść do ładu z własnym życiem. Czułem się winny i nie wiedziałem dlaczego. Byłem wściekły na byłą żonę, na siebie, na Boga, nawet na rodzinę i znajomych. Przez większość tego czasu nie mogłem utrzymać żadnej pracy dłużej niż pół roku. Uśmierzałem swój smutek i ból z pomocą narkotyków i alkoholu.
Szukałem ucieczki w przygodnych kontaktach seksualnych. Byłem nieczuły na to, co działo się w mojej duszy. Wikłałem się coraz głębiej w pornografię, próbując w ten sposób zaspokoić swoje seksualne frustracje, ale to tylko wzmagało we mnie poczucie osamotnienia.
Nadszedł wreszcie dzień, w którym, biorąc prysznic, zacząłem wspominać ów nieszczęsny rok 1976. Zdałem sobie sprawę, że gdybyśmy nie zdecydowali się na aborcję, moje dziecko kończyłoby właśnie szesnaście lat. A potem uświadomiłem sobie, że nigdy nie skończy szesnastu lat, ponieważ to ja, jego ojciec, nie stanąłem na wysokości zadania. Byłem bierny, gdy moja żona dokonywała aborcji. Nie zrobiłem nic, żeby uratować moje dziecko. Kiedy to zrozumiałem, zacząłem płakać – płakać, że nigdy nie spotkam tego dziecka ani też nie będę miał żadnego innego.
Przyznanie przed samym sobą, że opuściłem dziecko, którego miałem obowiązek bronić, było dla mnie punktem zwrotnym. Jednocześnie miałem głębokie poczucie straty i bezradności.
Ból, który odczuwałem z powodu mojej aborcji, był inny niż ból kobiety, ale równie realny. Mówię „mojej aborcji”, gdyż istotą aborcji jest usunięcie dziecka z własnego życia. Moje dziecko zostało usunięte za moją zgodą – choć wbrew mojemu sumieniu. Była to więc także moja aborcja. W moim życiu powstała luka o kształcie i rozmiarach dziecka, którego nigdy nie wziąłem na ręce, nigdy nie pocałowałem i nigdy nie spotkałem. Bolała mnie ona i prześladowała dalej, ale postawiłem pierwszy krok, uznając swoją winę.
Teraz mógł rozpocząć się we mnie proces uzdrowienia.

PRZESTAŁEM UCIEKAĆ
Zacząłem wchodzić w zdrowe relacje, uwolniłem się też od narkotyków. Powróciłem do Kościoła. Zaangażowałem się w ruch obrony życia. Na tym etapie byłem przekonany, że moje problemy spowodowane doświadczeniem aborcji zakończyły się, miałem więc opory przed wyjazdem na rekolekcje przeznaczone dla osób dotkniętych aborcją. Obawiałem się, że nie zostanę zaakceptowany przez kobiety z Winnicy Racheli, organizacji posługującej osobom dotkniętym aborcją. Jednak w rzeczywistości kobiety obecne na rekolekcjach z zadowoleniem przyjęły fakt, że z punktu widzenia mężczyzny doświadczenie aborcji to coś więcej niż poczucie ulgi z powodu pozbycia się problemu. Kiedy uświadomiłem sobie, że nie jestem odrzucony, otworzyłem się w pełni na treści rekolekcji.
Przez wiele lat byłem wściekły na siebie za to, że okazałem się takim tchórzem. Wreszcie postanowiłem oddać swoją wściekłość i wstyd Bogu oraz poprosić Go o przebaczenie – oficjalnie, a nie mimochodem. Zdecydowałem się pójść do spowiedzi i porozmawiać o tym z Bogiem podczas adoracji. Kiedy to uczyniłem, zrobiło mi się lżej na duszy i zacząłem wierzyć, że jestem godzien miłości.
Następny wielki krok w kierunku uzdrowienia nastąpił dzięki projektowi Józef, w ramach którego mężczyźni pomagają sobie nawzajem w odkryciu Bożego przebaczenia. Mężczyźni, których spotkałem na tych rekolekcjach, doświadczyli podobnego smutku i bólu, co ja. Pomogli mi oni wypowiedzieć całą moją bezradność i upokorzenie. Z ich i Bożą pomocą odkryłem wreszcie, że miłość Ojca w pełni przywraca do życia. Mogłem w końcu zrzucić z siebie ciężar, który tak długo niosłem.

NOWY CZŁOWIEK WPATRZONY
W JEZUSA
W każdą z 60 milionów aborcji dokonanych w Stanach Zjednoczonych od 1973 roku zaangażowany był co najmniej jeden mężczyzna. Dlatego dziś staram się pomagać mężczyznom, którzy czują się osamotnieni w skrusze i bólu będącym skutkiem aborcji. Chrystus pragnie, abyśmy wszyscy do Niego powrócili, przyjmując przebaczenie i pokój.
Doświadczenie nauczyło mnie, że musimy pomagać sobie nawzajem. W jakimś momencie wszyscy uświadamiamy sobie swój błąd i odpowiedzialność za odebranie życia człowiekowi. Towarzyszące temu poczucie winy sprawia, że oddalamy się od innych, a przez to łatwo popadamy w grzech. Kiedy jednak przyznamy, że każdy z nas, żyjących na tym świecie, jest grzesznikiem potrzebującym Jezusa, zaczynamy rozumieć, że nie jesteśmy sami.
Przyjmując przebaczenie i łaskę od Pana, stałem się „nowym człowiekiem”, którym jestem dzisiaj – człowiekiem, który uznał swoją winę, wyraził skruchę i powrócił do Boga. Stary człowiek – ten, który wymuszał, akceptował, opłacał czy proponował aborcję; ten który nie potrafił jej powstrzymać; ten który stał biernie z boku – został we mnie unicestwiony. W Chrystusie wszystko zostaje przemienione i staje się nowe (2 Kor 5,17). ▐


Nasza ankieta: Błogosławieństwo starości


W czasach biblijnych panowało przekonanie, że długie lata życia są znakiem Bożego błogosławieństwa. Jednak w powszechnym odczuciu starość nie jest ani łatwym, ani wyczekiwanym etapem życia (chociaż przy każdej okazji życzymy sobie 100 lat). Zaczyna brakować sił, przybywa chorób i różnych dolegliwości, rosną wydatki na leki, nierzadko doskwiera samotność, poczucie własnej bezużyteczności.
Ale starość to przecież także czas odpoczynku, uwolnienia od nadmiaru obowiązków, czas dojrzałości, dzielenia się swoim doświadczeniem, życiową mądrością, wiarą. To również więcej przestrzeni na modlitwę, na pogłębienie relacji z Bogiem.
Czy więc starość może być czasem błogosławionym, szczęśliwym, owocnym? W Psalmie 92 znajdujemy odpowiedź: „Zasadzeni w domu Pańskim (…) wydadzą owoc nawet i w starości”, a u proroka Izajasza obietnicę: „Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam” (Iz 46,4).
Zapraszamy Was, drodzy Czytelnicy, do podzielenia się swoim świadectwem związanym z przeżywaniem sędziwych lat. Czy wiara i ufność w Bożą opiekę pomaga Ci w znoszeniu uciążliwych stron starzenia się? Czy dostrzegasz znaki Bożego błogosławieństwa w Twojej starości? Czy widzisz jakieś owoce tego czasu? A może chciałbyś napisać, jak przeżywają lub przeżywali te lata Twoi rodzice czy dziadkowie, czego się od nich nauczyłeś, co im zawdzięczasz?


Czytelników, którzy zechcą odpowiedzieć na naszą ankietę,
prosimy o nadsyłanie świadectw do 30 czerwca 2019 roku

pocztą:
Redakcja „Słowa wśród nas”
ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa

lub e-mailem:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

Wszyscy, którzy nadeślą do nas swoje świadectwa,
otrzymają książkę Wydawnictwa PROMIC.
Wśród uczestników ankiety zostanie także rozlosowana nagroda główna
w postaci pakietu książek o wartości 200 zł (tytuły do ustalenia).

Sklep internetowy Shoper.pl