E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 1 (293) 2018 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 1 (293) 2018 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W styczniowym numerze „Słowa wśród nas” poruszamy temat powołania do świętości. Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga jesteśmy powołani, by w codziennym życiu upodabniać się do naszego Stwórcy i Ojca wzrastając w miłości do Boga i ludzi. W naszych artykułach zwracamy uwagę na tę codzienność bycia stawania się świętymi. Ukazujemy też konkretne „portrety świętości”.
W Magazynie w artykule „Mój drogi braciszku…” piszemy o duchowej przyjaźni św. Teresy z Lesieux z seminarzystą Maurycym Bellierem. Ponadto zamieściliśmy tekst o ciszy, niezbędnej, byśmy mogli usłyszeć głos Boga oraz poruszające świadectwo o zerwaniu z uzależnieniem od gier komputerowym. Te dwa ostatnie teksty dotykają ważnych problemów związanych z naszym funkcjonowaniem we współczesnym świecie. W związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan podajemy jego hasło oraz sigla czytań mszalnych na ten czas.
W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych oraz Kalendarz liturgiczny, opis wybranej lektury – w tym przypadku jest to doskonała propozycja dla dzieci „Opowieści biblijne na dobranoc” - oraz krzyżówka.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Duch, który uświęca
Droga do świętości prowadzi przez codzienność........ 4

Wezwani do świętości
Być może jesteś bardziej święty, niż myślisz.............. 9

Portrety świętości
Trzy historie życia..................................................... 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia..................................... 19

MAGAZYN

Mój drogi braciszku…
Przyjaźń duchowa, która podtrzymywała św. Teresę
w ostatnim roku jej życia – ks. Michael J. Denk..................................... 47

Czy można powiedzieć Bogu „nie”?
Bóg pomógł mi wyjść z uzależnienia
od gier komputerowych – Wesley Falcao.................. 54

„Błogosławieni cisi, albowiem oni ziemię posiądą”
– Judyta Machnicka................................................... 57

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan............... 60

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Nowego Roku! Już od wielu lat mam zwyczaj pierwszego stycznia spoglądać wstecz i zastanawiać się nad minionym rokiem. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy rzeczywiście mój sposób życia służy wzrastaniu w świętości, co jest dla mnie głównym celem. Następnie wyznaczam sobie konkretne cele na rozpoczynający się rok.
Świętość jest pragnieniem podobania się Bogu we wszystkich naszych myślach i uczynkach. Jest decyzją, by żyć dla Pana i wypełniać Jego plan. Jest po prostu sposobem życia.
W tym miesiącu chcemy zaprosić was do spojrzenia z pewnego dystansu na swoje codzienne życie i postawienia sobie pytania: „Jakim człowiekiem się staję? Czy rzeczywiście takim, jakim chciałbym być?”. W wyniku takiej analizy często odkrywamy, że czasami to, jak postępujemy, zupełnie nie przystaje do tego, jacy chcielibyśmy być. Dlatego warto postawić sobie realistyczne, a zarazem ambitne cele, które pomogą nam bardziej upodobnić się do Jezusa – wzrastać w miłości do Boga i ludzi.
Mamy nadzieję, że artykuły zamieszczone w tym numerze pomogą wam podsumować miniony rok waszego życia oraz wyznaczyć sobie konkretne cele, dzięki którym rok 2018 będzie rokiem łaski i błogosławieństwa dla was samych i dla waszych rodzin.
Chciałbym też w tym momencie wspomnieć z szacunkiem dwie osoby, które odegrały kluczową rolę w moim życiu, a także przy powstaniu naszego pisma. Jednym z moich mistrzów, zarówno pod względem intelektualnym, jak i duchowym, był zmarły w sierpniu minionego roku ks. Francis Martin. Był on szanowanym biblistą i popularnym liderem Odnowy Charyzmatycznej. Przez wiele lat pracowaliśmy ramię w ramię nad licznymi projektami. Był on też pierwszą osobą, do której zwróciłem się o radę, czując, że Pan wzywa mnie do założenia katolickiego pisma biblijnego. To właśnie ks. Francis zaproponował nazwę „Słowo wśród nas”!
Drugą osobą, którą pragnę uhonorować, jest Tom Dilenno. Pod koniec lat siedemdziesiątych Tom, pracujący na wysokim stanowisku w IBM, został głęboko dotknięty przez Pana na spotkaniu modlitewnym, co radykalnie zmieniło jego życie. Kilka lat później poprosiłem go o pomoc w założeniu tego pisma. Uprzedziłem, że będzie to oznaczało o wiele niższą pensję bez dodatkowych przywilejów, jak samochód służbowy, oraz brak jakichkolwiek gwarancji, że odniesiemy sukces. Ku memu zaskoczeniu Tom przyjął tę propozycję i przez długie lata wnosił cenny wkład w rozwój pisma. On i jego żona Marti są dla mnie drogimi przyjaciółmi w Panu. Gdy piszę te słowa, Tom wchodzi w ostatni etap walki z chorobą Parkinsona. Jego zdrowie jest coraz słabsze, ale wiara i ufność wciąż pozostają mocne i inspirują mnie po dziś dzień.
Ks. Francis i Tom oddali swoje życie Panu, pragnąc upodobnić się do Jezusa i służyć Mu najlepiej, jak potrafią. Wyobrażam sobie, jak Jezus mówi do nich obu: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21). Jestem pewien, że zostaną hojnie wynagrodzeni za to, w jaki sposób odpowiedzieli na powołanie do świętości.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁ:


Wezwani do świętości

Być może jesteś bardziej święty, niż myślisz

My, katolicy, kochamy swoich świętych. W naszej tradycji znajdujemy wiele opowieści o heroicznych świadkach wiary, którzy poświęcili całe swoje życie służbie Panu i jego ludowi. Czcimy więc męczenników, takich jak św. Szczepan czy św. Edyta Stein, biskupów, jak św. Piotr Apostoł czy św. Karol Boromeusz, siostry zakonne, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus czy św. Katarzyna Sieneńska, oraz braci zakonnych, jak św. Franciszek z Asyżu czy św. Maksymilian Kolbe. Modlimy się do św. Antoniego, gdy nie możemy znaleźć zagubionej rzeczy, a do św. Krzysztofa o szczęśliwą podróż. Studenci przed ważnym egzaminem modlą się do św. Tomasza z Akwinu, a przeżywający trudne sytuacje do św. Judy Tadeusza lub do św. Rity. Modlimy się też do Maryi w najróżniejszych intencjach.
Nawiasem mówiąc, czy wiedziałeś, że swojego patrona mają piloci (św. Józefa z Kupertynu, który lewitował), przedsiębiorcy pogrzebowi (św. Józefa z Arymatei, który wyprawił pogrzeb Jezusowi) oraz ci, którzy boją się wężów (oczywiście św. Patryka)?
Atencja, z jaką odnosimy się do świętych, jest oczywiście czymś bardzo pozytywnym. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że skupimy się wyłącznie na bohaterach i legendach przeszłości, zapominając o tych świętych, którzy dzisiaj są wśród nas. Może wydaje nam się, że świętość jest poza zasięgiem „zwyczajnych” ludzi, takich jak my. Jednak w rzeczywistości każdy może zostać świętym. A może już nim jesteś
i nawet o tym nie wiesz?

DO „ŚWIĘTYCH”…
Powyższe stwierdzenie może wydać ci się zbyt śmiałą tezą, ale tylko dlatego, że sami wywindowaliśmy świętość na tak wysoki piedestał. Pismo Święte ukazuje nam jednak inną wizję świętości. Czy wiesz, że św. Paweł często tytułował swoich adresatów „świętymi”? Na przykład zwraca się w ten sposób na początku listu do mieszkańców Efezu i Filippi (Ef 1,1; Flp 1,1). Nawet do Koryntian, wspólnoty naznaczonej skandalem, podziałami i grzechem, pisał: „Do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie” (1 Kor 1,2).
Dlaczego Paweł z takim uporem nazywał adresatów swoich listów „świętymi”? Nie zamierzał przez to prawić im tanich komplementów ani też nie było to zwykłe przejęzyczenie. Nazywał ich świętymi, gdyż naprawdę wierzył, że byli święci. Prawdopodobnie nazwałby tak samo większość z nas. Zastanówmy się więc, skąd wypływało to jego przekonanie.

UŚWIĘCENI PRZEZ CHRZEST
Po pierwsze, Paweł rozumiał, jak wielką i wyzwalającą moc ma sakrament chrztu. Pełniąc posługę Apostoła, widział niezliczonych ludzi, których życie zmieniało się radykalnie po oddaniu życia Jezusowi i przyjęciu chrztu. Doprowadziło go to do wniosku, że chrzest przeprowadza katechumena ze śmierci do życia (Rz 6,4). Zaczął rozumieć chrzest jako „obmycie wodą”, które nas oczyszcza i uświęca (Ef 5,26; 1 Kor 6,11).
Chrzest bowiem zasiewa w nas ziarno Bożej łaski, która ma moc uczynić nas świętymi. Uzdalnia nas do tego, czego nie bylibyśmy w stanie uczynić o własnych siłach. Bez tego potężnego daru łaski, nigdy nie stalibyśmy się świętymi.
Większość z nas została ochrzczona we wczesnym dzieciństwie. Nie my o tym zadecydowaliśmy i nawet nie pamiętamy tego wydarzenia. Nie wiemy, jak wyglądała nasza przeszłość przed przyjęciem chrztu, ponieważ przeszłość ta prawie nie istniała. Dlatego niekiedy trudno jest nam uwierzyć, że zostaliśmy uświęceni przez Pana. Jednak w oczach Boga to właśnie wydarzyło się w momencie naszego chrztu. Jesteś już święty, nawet jeśli nie widzisz tego w swoim życiu. Jesteś już oddzielony od świata jako umiłowane dziecko Boga. On wybrał cię dla siebie, On cię odkupił i usprawiedliwił. Nigdy nie przestanie przywoływać cię do siebie i zachęcać, byś Mu zaufał.

STAŃ SIĘ WŁASNOŚCIĄ BOGA
Oczywiście błędem byłoby założenie, że sam fakt chrztu uczynił nas świętymi raz na zawsze. Wiemy, że popełniamy grzechy i to nawet czasami ciężkie. Wiedział to także św. Paweł. Dlatego ostrzegał nas: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata” (Rz 12,2). Chrzest oddziela nas od świata i czyni dziećmi Bożymi, ale my sami mamy „porzucić” to, co prowadzi nas do grzechu, i „przyoblec” nowe życie dane nam przez Jezusa (Ef 4,22.24).
Mamy stać się własnością Boga, bo On przeznaczył nas dla siebie. Stajemy się świętymi, żyjąc inaczej niż świat. Mówiąc „tak” natchnieniom Ducha Świętego i przykazaniom Pana, a przeciwstawiając się osaczającym nas ze wszystkich stron pokusom do grzechu. Stajemy się świętymi, szukając Pana na modlitwie i prosząc Go, by wlał swoją miłość w nasze serca, a także jednocząc się z naszymi braćmi i siostrami we Mszy świętej i przyjmując Ciało i Krew Jezusa w Komunii świętej.
Paweł nazywał pierwszych chrześcijan świętymi, gdyż wiedział, że świętość nie jest zarezerwowana tylko dla garstki najbardziej heroicznych wiernych ani nie jest przywilejem dla nielicznych. Pragnieniem Boga jest, by świętość w naturalny sposób wyrastała z naszej codzienności. Dlatego posłał do nas swego Syna i udzielił nam daru Ducha Świętego. Odtąd każdy z nas może stawać się podobny do Jezusa. Każdy z nas może wzrastać w czystości, niewinności, miłosierdziu i współczuciu. A Bóg sam wspiera nas na każdym kroku tej drogi.

ŻYCIE ODDANE BOGU
Powołanie do świętości może wydawać się bardzo wymagające, zwłaszcza gdy dokonujemy oceny swojego obecnego życia wiary. Wiemy, jak wiele nam jeszcze brakuje do świętości, jaką chcielibyśmy u siebie zobaczyć. Może sądzimy, że nie jest ona możliwa, lub uważamy się za niegodnych miłości i łaski Jezusa. Może wydaje nam się, że musimy zapracować sobie na wszystkie Jego dary, zamiast pokornie przyjąć je za darmo. I dlatego patrzymy na świętość jako na odległy, prawie nieosiągalny cel.
Z perspektywy Boga wygląda to jednak zupełnie inaczej. Oczywiście musimy mieć się na baczności przed pokusami. Oczywiście musimy wystrzegać się grzechu i wszelkich odruchów pychy. Jeśli jednak skupimy się tylko na tym, czego nam brakuje, ryzykujemy, że umknie nam to, co już osiągnęliśmy. Pamiętajmy, że świętość nie oznacza doskonałości, ale odłączenie się od świata dla Boga. Pomyślmy, jak wiele łączy nas z pierwszymi chrześcijanami. Oto kilka przykładów:
Jeśli starasz się w każdą niedzielę uczestniczyć we Mszy świętej, to w ten sposób odłączasz się od świata, aby spędzać czas z Jezusem Chrystusem i karmić się Jego Ciałem i Krwią.
Jeśli starasz się znajdować czas na modlitwę i adorację, rezygnując z innych, nawet ważnych spraw, którymi mógłbyś zająć się w tym czasie – to odłączasz się od świata.
Jeśli powstrzymujesz swój język od plotek i niemiłosiernej krytyki, to wtedy także odłączasz się od świata, z jego rywalizacją i podziałami – odmawiasz uczestnictwa w budowaniu murów pomiędzy ludźmi.
Jeśli robisz rachunek sumienia i żałujesz za swoje grzechy, jeśli przystępujesz do spowiedzi, to odłączasz się od świata i jego mentalności, która podpowiada ci, że nie musisz brać odpowiedzialności za swoje grzechy.
Jeśli starasz się wychowywać swoje dzieci i wnuki w wierze, to odłączasz swoją rodzinę od świata, aby stała się Kościołem domowym, świadkiem Bożej miłości.
Listę można ciągnąć w nieskończoność. Każdy z nas ma też swoje osobiste i niepowtarzalne sposoby oddzielania się od świata, aby należeć do Pana. Może nawet z wielu z nich nie zdajemy sobie sprawy, lecz mimo to je praktykujemy – a Bóg wspiera nas swoim błogosławieństwem.

JUŻ I JESZCZE NIE
Nigdy nie zapominajmy, że jesteśmy „królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9). Jednocześnie nie zapominajmy też, że przed nami długa droga do świętości, jakiej pragną nasze serca. Nikt z nas nie dotarł jeszcze do niebieskiej ojczyzny. Prośmy więc Pana, by uświęcał nas swoją łaską, a sami czyńmy wszystko, co w naszej mocy, aby żyć w świętości, do której On nas powołał. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Poniedziałek, 1 stycznia
Świętej Bożej
Rodzicielki Maryi
Lb 6,22-27
Ja im będę błogosławił. (Lb 6,27)
Szczęśliwego Nowego Roku! To nie przypadek, że Kościół czci Maryję, błogosławioną Matkę Bożą, w dzień nowego początku. Nie przypadkiem też dzisiejsze czytania podkreślają fakt, że Bóg pragnie nam błogosławić, tak jak błogosławił Maryi.
Spójrzmy na dzisiejsze czytania – jak wiele w nich błogosławieństwa! Pierwsze czytanie przytacza błogosławieństwo, jakie Aaron miał wypowiadać nad ludem. W refrenie psalmu responsoryjnego powtarzamy: „Bóg miłosierny niech nam błogosławi”. Drugie czytanie mówi o błogosławieństwie odkupienia, które spłynęło na nas dzięki „tak” Maryi danemu Bogu. A w Ewangelii Maryja ukazana jest jako Ta, która wciąż rozważa Boże błogosławieństwa. Jest Ona rzeczywiście „błogosławiona między niewiastami” (Łk 1,42).
Błogosławieństwo udzielone Maryi nie było mityczną tarczą chroniącą Ją przed każdą pokusą. Wprawdzie została poczęta bez grzechu pierworodnego, ale nie żyła w izolacji od świata. Wciąż współpracowała z udzieloną Jej łaską – „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19).
Przy zwiastowaniu, gdy anioł Gabriel nazwał Maryję „łaski pełną” i „błogosławioną między niewiastami”, „rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1,28.29). Kiedy betlejemscy pasterze przekazali przesłanie aniołów, Maryja zachowała je w swoim sercu. To samo uczyniła, kiedy odnaleźli wraz z Józefem dwunastoletniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej, i z pewnością wiele jeszcze razy podczas Jego działalności publicznej. Dzięki temu mogła uświadomić sobie różne sposoby działania Boga w Jej życiu i w otaczającym Ją świecie – oraz być za nie wdzięczna. Rozważając i zachowując w sercu otrzymane łaski, przygotowywała się także do przyjęcia i zrozumienia tego, co miało jeszcze nadejść.
Bóg pragnie błogosławić ci w rozpoczynającym się roku. Rozważaj więc, jak Maryja, to, co czyni w twoim życiu. Zachowuj w sercu te łaski, których już ci udzielił. Zobacz, jak wspaniały jest Bóg i jak bardzo cię kocha. I bądź otwarty na to, czym pragnie cię obdarować w tym roku.
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że chcesz błogosławić swojemu ludowi! Pomóż mi w tym roku naśladować przykład Maryi”.
Ps 67,2-3.5-8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

Wtorek, 2 stycznia
1 J 2, 22-28
Trwajcie w Nim. (1 J 2,28)
Zakończyliśmy właśnie oktawę świąt Narodzenia Pańskiego. Większość z nas
ma bardzo pozytywne skojarzenia z Bożym Narodzeniem, niemniej jednak przygotowania do świąt i liczne spotkania rodzinne z pewnością były absorbujące i męczące. Teraz można zwolnić tempo – co także ma swoje zalety.
Apostoł Jan dokładnie zdaje sobie sprawę, czego nam potrzeba, kiedy próbujemy zwolnić tempo. W dzisiejszym fragmencie pięć razy pojawia się słowo „trwać”. Biorąc pod uwagę kontekst, można je rozumieć jako oparcie się na czymś trwałym i niezawodnym. To właśnie dzieje się, gdy zwalniamy tempo naszego życia i trwamy przed Panem w cichej modlitwie.
W pierwszej chwili wydaje się to proste, ale przy tak wielu sprawach rywalizujących o naszą uwagę wyciszenie własnego wnętrza może być nie lada wyzwaniem. Oto kilka pomocnych sugestii:
Podejmij stanowczą decyzję, że codziennie poświęcisz określony czas na modlitwę. Wybierz najbardziej odpowiednią porę i miejsce. Może rano, od razu po przebudzeniu się, na brzegu łóżka. Może w ciągu dnia w pobliskim kościele, przed Najświętszym Sakramentem. Może urządzisz sobie kącik modlitewny we własnym domu. Nastaw budzik na dziesięć minut. Czasami czas będzie ci się dłużył, innym razem przeminie nie wiadomo kiedy.
Odsuń od siebie wszystkie inne sprawy. To nie jest czas na skreślanie kolejnych pozycji z listy spraw do załatwienia czy przedstawianie Panu niezliczonych intencji. Wycisz swój umysł. Prawdopodobnie mimo twoich starań będą przychodzić ci do głowy różne myśli. Nie przejmuj się nimi, po prostu je ignoruj.
Spróbuj skupić się na obecności Jezusa, Tego, który wyczekuje spotkania z tobą. Możesz wpatrywać się w ikonę, zapalić świecę albo włączyć cichą muzykę. Możesz powtarzać krótki fragment biblijny lub akt strzelisty, na przykład „Jezu, ufam Tobie”.
I wreszcie najtrudniejsza część – trwaj przed Panem. Otwórz przed Nim swoje serce. Powiedz Mu, że Go kochasz, a potem po prostu słuchaj w ciszy. Trwaj tak przez pełne dziesięć minut.
Bez względu na to, co będziesz czuł, zaufaj, że ten czas ma sens. Czasami odczujesz obecność Boga, a czasami nie. Czasami czas modlitwy będzie dla ciebie jakimś ukierunkowaniem czy inspiracją, a czasami nie. Bądź jednak wierny praktyce codziennej modlitwy w ciszy, niezależnie od tego, jak będą wyglądać twoje spotkania z Chrystusem. Z czasem odkryjesz w sobie więcej spokoju i poczujesz się umocniony w wierze.
„Jezu, pragnę codziennie trwać przy Tobie”.
Ps 98,1-4
J 1,19-28

Sobota, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Iz 60,1-6
Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło. (Iz 60,1)
Jak wspaniałe obietnice zawiera dzisiejsze pierwsze czytanie! Prorok obiecuje „chwałę”, „blask”, „światło”, rozpromienione serce i „zasoby narodów”. A kto jako pierwszy usłyszał te natchnione słowa? Żydzi, którzy właśnie powrócili z wygnania i zastali Jerozolimę w gruzach. Zapowiedzi proroka były zaprzeczeniem rzeczywistości, którą widzieli wokół siebie. To jednak nie przeszkodziło im zakasać rękawy i zabrać się do pracy, aby przyspieszyć powrót obiecanej chwały.
Podobnie możemy zapytać, jakim sposobem Mędrcy ze Wschodu, patrząc na ubóstwo, w jakim znaleźli wskazane przez gwiazdę Dzieciątko, rozpoznali w Nim zapowiedzianego Króla i zrozumieli, że są świadkami przełomowego wydarzenia w dziejach ludzkości. Nawet przywódcy Izraela, zarówno religijni, jak i polityczni, przeoczyli narodziny Mesjasza. Jak to się więc stało, że ci cudzoziemscy poganie z taką gotowością padli na kolana i ofiarowali kosztowne dary małemu Dziecku? Z pewnością rzeczywistość, w jakiej zastali Świętą Rodzinę, rozmijała się z ich oczekiwaniami.
Nam także, jak Mędrcom i powracającym do Jerozolimy wygnańcom z dzisiejszych czytań, zostały dane wielkie i wspaniałe obietnice dotyczące nie tylko królestwa Bożego, ale także Bożego panowania nad światem już tu i teraz. Jak jednak mają się one wypełnić? Oczywiście stanie się to w czasie wybranym przez Boga, ale wiele zależy również od naszego zaangażowania. Bóg
codziennie wzywa nas do zakasania rękawów i budowania Jego królestwa.
Zapewnia, że nawet nasze najmniejsze akty miłości zawierają w sobie blaski chwały nieba.
Dzisiejsza uroczystość uświadamia nam, że chwała Boża może być obecna w najbardziej ukrytych i niepozornych ludziach i sytuacjach. Przypomina, że Bóg jest obecny w naszej codzienności. Oby dał nam oczy wiary, byśmy mogli Go rozpoznawać, i serca pełne ufności, byśmy mogli współpracować w budowaniu Jego królestwa. 
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że zawsze jesteś ze mną, i za drogę, która jest jeszcze przed nami”.
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6
Mt 2,1-12

Niedziela, 7 stycznia
Chrzest Pański
Mk 1,7-11
Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Mk 1,11)
W przeciwieństwie do większości z nas, którzy zostaliśmy ochrzczeni w niemowlęctwie, Robert dobrze pamięta dzień swojego chrztu, gdyż przyjął go jako dorosły człowiek. Decyzje o naszym chrzcie podjęli rodzice, ponieważ chcieli, by ich dziecko sta-
ło się członkiem Kościoła. My nie byliśmy wtedy tego świadomi. Robert był w pełni świadomy, że w momencie chrztu otrzymuje nowe życie i zostaje obmyty ze wszystkich grzechów. Opowiada często, że kiedy ksiądz polał mu głowę wodą święconą, poczuł się tak, jakby w jego wnętrzu ktoś nagle włączył światło. Doświadczył wręcz namacalnego pokoju i radości. W tym momencie wiedział na pewno, że Bóg istnieje i że go kocha.
Także Jezus przyjął chrzest, choć nie potrzebował oczyszczenia z grzechów. Jego chrzest był namaszczeniem od Ojca na wypełnienie zbawczego planu odkupienia ludzi. Po nim rozpoczął Jezus swoją publiczną działalność. Dzisiejsza Ewangelia przytacza pełne miłości słowa Ojca skierowane do Je-
zusa podczas Jego chrztu w Jordanie: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). 
Chrzest pociąga za sobą wiele skutków. Oczyszcza nas z grzechu, daje nam moc do prowadzenia świętego życia, czyni nas członkami Ciała Chrystusa. Przemienia całą naszą egzystencję, czyniąc nas przybranymi dziećmi Boga. Chociaż nie słyszymy głosu z nieba oznajmiającego, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i że ma On w nas upodobanie, możemy być pewni, że Bóg wy-
powiada te słowa podczas chrztu każdego z nas.
Jak możemy się upewnić, że to prawda? Patrząc na krzyż. Skoro Bóg posłał Jezusa, by oddał za nas życie, Jego miłość do nas musi być niewyobrażalna. Słuchając więc słów Ojca wypowiedzianych do Jezusa, pomyśl, że są one skierowane także do ciebie. Spróbuj dziś powtarzać sobie: „Jestem umiłowanym dzieckiem Boga i On ma we mnie upodobanie”. Niech ta prawda przenika do twego serca i pobudza cię do wdzięczności.
„Panie, pomóż mi przyjąć Twoją miłość”.
Iz 55,1-11
(Ps) Iz 12,2-3.4b-6
1 J 5,1-9

Niedziela, 14 stycznia
1 Sm 3,3b-10.19
Pobiegł do Helego, mówiąc mu: „Oto jestem”. (1 Sm 3,5)
Nauka słuchania Bożego głosu nie zawsze jest łatwa. Świadczy o tym przykład młodego Samuela, który od dzieciństwa „usługiwał Panu pod okiem Helego” (1 Sm 3,1), a mimo to nie rozpoznał głosu Boga. Myślał, że to kapłan Heli go woła po trzykroć. Dopiero pouczony przez niego, umiał odpowiedzieć na Boże wołanie: „Mów, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3,10). 
Jeśli martwi nas to, że nie potrafimy rozpoznać Bożego głosu, to dzisiejsze czytanie może podnieść nas na duchu. Wynika z niego, że mamy prawo nie rozumieć i popełniać błędy. Samuelowi zdarzało się nie od razu pojmować Boże przesłanie jeszcze całe lata po opisanym wyżej wydarzeniu (1 Sm 16,7). Wszyscy dopiero uczymy się zestrajać w jedno z Duchem Świętym.
Ponadto zauważmy, że Bóg okazywał wielką cierpliwość wobec Samuela, nawet gdy ten nie mógł zrozumieć, kto go woła. Do nas także Pan ma cierpliwość. Kieruje swoje słowo, nawet wiedząc, że w zamęcie życia spora jego część przejdzie nam mimo uszu.
Wreszcie – co może być dla nas zaskoczeniem – prawdopodobnie większość z nas już słyszy głos Pana, choć niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę. Pomyślmy – dlaczego Samuel, słysząc wołanie Pana, pobiegł do Helego? Być może głos Boga brzmiał o wiele bardziej „naturalnie”, niż mógł przypuszczać, toteż szukał naturalnego źródła tego głosu. Wyobraźmy sobie, jak przejęty musiał być Samuel, odkrywając, że tamtej nocy przemawiał do niego sam Bóg!
A jak ta historia odnosi się do nas? Bóg rzadko przemawia słyszalnym głosem. Częściej wykorzystuje inne środki, jak na przykład nasze sumienie czy wyobraźnię. Czasami nasze myśli i uczucia – lub nawet obrazy podsuwane przez wyobraźnię – mają swoje źródło w Bogu. Pamiętaj o tym, idąc dziś do kościoła na Mszę świętą. Jeśli poruszy cię na przykład jakieś zdanie usłyszane podczas homilii, zapamiętaj je. Niewykluczone, że Bóg kieruje je specjalnie do ciebie. Jeśli nagle przychodzi ci do głowy myśl, że ktoś z twoich znajomych wygląda, jakby miał jakieś zmartwienie, być może Pan wzywa cię, byś go pocieszył. Podobnie gdy w czasie modlitwy przypomina ci się jakaś osoba, potraktuj to jako zaproszenie do powierzenia jej Bogu. 
Ucząc się w ten sposób współpracować z Panem, proś Go z ufnością, by dał ci uszy zdolne usłyszeć Jego głos.
„Panie, czuję się zaszczycony, że chcesz do mnie mówić. Pomóż mi usłyszeć to, co masz mi do powiedzenia”.
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 6,13c-15a.17-20
J 1,35-42

Niedziela, 21 stycznia
Mk 1,14-20
Pójdźcie za Mną. (Mk 1,17)
Pismo Święte przekazuje czasami ogrom informacji w kilku prostych zdaniach, czego doskonałym przykładem jest dzisiejszy fragment. Być może rzeczywiście wystarczyło proste „Pójdźcie za Mną”, aby Piotr i Andrzej porzucili swoje sieci, zostawili rodziny i stali się uczniami Jezusa. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że to wezwanie było zwieńczeniem wielu ich spotkań z Jezusem. Płynie stąd dla nas podwójna nauka.
Ani nasza decyzja pójścia za Jezusem, ani decyzja, by pomagać innym w pójściu za Nim – nigdy nie jest jednorazowym wyborem. 
Niektórzy decydują się na małżeństwo już po kilku dniach znajomości. Jest to dosyć rzadkie, ale się zdarza. Kiedy jednak wezmą ślub, potrzebują wciąż pogłębiać swoją więź, aby ich małżeństwo mogło przetrwać. Podobnie, nawet jeśli Piotr i Andrzej od razu zdecydowali się pójść za Jezusem, to ich więź z Nim musiała się wciąż pogłębiać. Gdyby tak nie było, nie wytrwaliby przy Nim.
To samo odnosi się do nas. Niezależnie od tego, na ile dojrzałe jest dziś nasze „tak” powiedziane Bogu, Duch Święty pragnie podnosić je na wyższy poziom. Chce nam pomagać, by nasza relacja z Jezusem stawała się coraz głębsza, byśmy mogli lepiej Go poznać i stać się oddanymi sługami Jego królestwa.
Zasada ta odnosi się również do pomagania innym w pójściu za Jezusem. Niewykluczone, że dzieci czy znajomi natychmiast przyjmą nasze sugestie i oddadzą życie Jezusowi. Jednak znając ludzką naturę, możemy się spodziewać raczej tego, że nie wystarczy im jedno proste zaproszenie, lecz potrzeba o wiele więcej czasu i uwagi z naszej strony. Znaczy to, że dawanie świadectwa o Jezusie wymaga wytrwałości i konsekwencji. Nigdy więc nie rezygnuj z okazywania im miłości. Nigdy nie przestawaj troszczyć się o nich. Nigdy nie przestawaj mówić im, że w Jezusie znajdą miłość, zbawienie i pojednanie.
Jezus wzywa cię dziś do pójścia za Nim. Prosi, byś niósł innym Ewangelię z miłością i współczuciem. Nie jest to łatwe, ale nie jesteś zdany na własne siły. Jezus udzieli ci wszelkich łask, jakich będziesz potrzebował.
„Panie, chcę iść za Tobą przez wszystkie dni mojego życia”.
Jon 3,1-5.10
Ps 25,4-6.7-9
1 Kor 7,29-31

Środa, 31 stycznia
Mk 6,1-6
Tylko (…) w swoim domu może być prorok tak lekceważony. (Mk 6,4)
W dzisiejszej Ewangelii Marek opowiada nam o tym, że mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa nie byli w stanie zaakceptować Go jako Nauczyciela, gdyż uważali, że Go znają i wiedzą, co o Nim myśleć. Niestety, ich niewiara i brak szacunku do Tego, którego uważali za zwyczajnego cieślę, nie pozwoliły Mu dokonać wśród nich tylu cudów, co w innych miejscowościach.
Reakcja mieszkańców Nazaretu jest dla nas ważną lekcją dotyczącą traktowania się nawzajem z szacunkiem. Otóż najtrudniej jest okazywać szacunek tym, którzy są nam bliscy i dobrze znani. Skoro brak szacunku wobec Jezusa ograniczył Jego zdolność do czynienia cudów, to pomyślmy, jak nasze lekceważenie okazywane komuś z naszych bliskich ogranicza jego możliwości.
Co to znaczy okazać komuś szacunek? To znaczy spojrzeć na niego oczyma Boga, skupić się na jego możliwościach, a nie na niedociągnięciach, na zaletach, a nie wadach. To znaczy uznać, że jest on dla nas darem i że ma swoją godność. Może nasz brat czy siostra mają inne poglądy niż my, może denerwują nas ich nawyki. Czy jednak możemy przewidzieć, co się stanie, jeśli zaczniemy odnosić się do nich z szacunkiem oraz doceniać ich dary i talenty, zamiast skupiać się wyłącznie na tym, co nas dzieli lub irytuje?
Kiedy zamiast krytyki wypowiadamy życzliwe słowo, kiedy próbujemy budować, zamiast niszczyć, Bóg posługuje się naszymi słowami i postawą, by przypominać ludziom, jak głęboko są przez Niego kochani i jak cudownie ich stworzył. Kiedy poświęcamy czas na uważne słuchanie, zamiast pouczać i prawić morały, mięknie zarówno nasze serce, jak i serce naszego rozmówcy.
A co najważniejsze, czyniąc to, co w naszej mocy, by kochać i cierpliwie znosić innych, a zwłaszcza tych, którzy nas drażnią, tworzymy środowisko, w którym Pan może pociągać nas wszystkich do swego serca.
Pomyśl o swoich najbliższych. Z kim ostatnio masz najwięcej problemów? Spróbuj dzisiaj okazać szacunek tej osobie. Powiedz jej życzliwe słowo albo komplement. Spróbuj znaleźć przynajmniej jedną jej dobrą cechę i podziękuj za nią Bogu. Czyń to codziennie przez cały tydzień i patrz, co się dzieje – w jej życiu i w twoim sercu.
„Jezu, pomóż mi traktować z szacunkiem tych, których mi dałeś”.
2 Sm 24,2.9-17
Ps 32,1-2.5-7 ▐


MAGAZYN:
Czy można powiedzieć Bogu „nie”?

Bóg pomógł mi wyjść z uzależnienia od gier komputerowych

Był rok 2014. Mieszkałem w Nowym Jorku, na Brooklynie, i całe noce pochłaniała mi popularna gra komputerowa Counter-Strike: Global Offensive z gatunku strzelanek jednoosobowych, znana w skrócie jako CS GO. Uzależniłem się od niej po studiach, kiedy znajomy z Bostonu, używający w grach pseudonimu Hunter, zaprosił mnie do wspólnej gry na odległość z nim i jeszcze paroma kolegami z Kalifornii.
Ponieważ mieszkaliśmy w różnych strefach czasowych, gra zaczynała się około jedenastej wieczorem, kiedy powinienem szykować się do spania. Wkrótce długie godziny spędzane przed ekranem zaburzyły mój rytm snu. Zarzuciłem przez nie modlitwę poranną, a nawet niedzielną Mszę świętą. Jednak kiedy zdarzało mi się pójść do kościoła, pustka i bezużyteczność marnowania czasu na grę ukazywały mi się z całą mocą.
Nawet wtedy, gdy byłem zajęty grą, przychodziły mi na myśl pewne fragmenty z Biblii. Nosiłem w sercu zwłaszcza jeden: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością” (Koh 1,2). Wiedziałem, że gra stopniowo zajmuje w moim życiu miejsce należne Bogu. Jednak postępy, jakie czyniłem w grze, dawały mi poczucie sukcesu i nie byłem w stanie się tego wyrzec.

„DAJ MI JESZCZE MIESIĄC”
Problem polegał na tym, że przybliżałem się już do klasy mistrzowskiej, co pozwoliłoby mi zyskać szacunek wszystkich innych graczy. Rankingi CS GO opierają się na umiejętnościach i osiągnięciach. Osiągnięcie wysokiej pozycji w rankingu wymaga poświęcenia sporej ilości czasu na systematyczną grę. Jest to zachętą do tego, by grać jak najczęściej. Gdy gracz zrobi sobie miesięczną przerwę, musi potem dużo ćwiczyć, żeby odzyskać formę. Dlatego właśnie nie chciałem przestać grać, chociaż sumienie wyrzucało mi to nieustannie.
We wrześniu 2014 roku miałem już za sobą pięć miesięcy intensywnej gry. Wiedziałem, że mnie to niszczy, ale za każdym razem, gdy myślałem o tym, by przestać, okazywało się, że jestem już o włos od klasy mistrzowskiej, więc grałem dalej. Pod koniec miesiąca miałem jechać na rekolekcje dla mężczyzn, w których uczestniczyłem już od kilku lat. W drodze do ośrodka rekolekcyjnego powiedziałem do Boga: „Daj mi jeszcze miesiąc, żebym zdobył klasę mistrzowską. Potem do Ciebie wrócę”. Urok gry ewidentnie mnie zniewalał i nie miałem na tyle silnej woli, aby z tym zerwać.

„WYZNACZ GRANICĘ”
Podczas rekolekcji przydzielono mnie do grupy dyskusyjnej o nazwie „K”. Kolega z grupy zapytał mnie, co ostatnio porabiam. Bez większego namysłu odpowiedziałem, że sporo gram w CS GO. Nie wspomniałem o swoich wyrzutach sumienia ani o tym, że im więcej gram, tym więcej we mnie irytacji i samolubstwa. Nie przyznałem się też, że gra odbija się na mojej pracy oraz coraz bardziej izoluje mnie od wierzących rówieśników, którzy wcześniej mieli tak pozytywny wpływ na moje życie.
Podczas przerwy obiadowej ktoś inny zapytał mnie, w której jestem grupie. Odpowiedziałem, że w grupie „K”, co nasunęło mu na myśl autora Księgi Koheleta. „K jak Kohelet – zażartował – marność nad marnościami i wszystko marność”. Uśmiechnąłem się krzywo, ale zrozumiałem, że Bóg próbuje zwrócić na siebie moją uwagę.
Kiedy znowu zaczęliśmy się modlić, poczułem, że Jezus wzywa mnie do nawrócenia, ale także zapewnia, że dalej mnie kocha. Siedząc w Jego obecności, poczułem, jak mówi do mnie: „Dziękuję ci za to, że tu jesteś”. Byłem wzruszony tym, że Bóg mi dziękuje, i moje serce zaczęło kruszeć.
„Wyznacz granicę, a następnie ją przekrocz” – powiedział do mnie Pan. „Pozostaw wszystko, czego się trzymasz – wszystkie grzechy, wszystkie przywiązania – i nawróć się”. Był to dla mnie moment decyzji. Wziąłem do ręki Biblię i zacząłem wypowiadać swoje myśli przed Bogiem.

 „TAK” DLA JEZUSA
Boże, Ty wiesz, jak bardzo lubię tę grę. Powiedziałem Ci, że ją rzucę, jeśli zdobędę klasę mistrzowską do końca października. Ale to oznacza kolejny miesiąc podążania za tym, co jest marnością. Poza tym, nie mam nawet pewności, czy potem uda mi się to rzucić.
Było mi ciężko. Miałem nadzieję, że Bóg nie poprosi mnie o rzucenie gry, ale jednak to zrobił. Wiedział, że to mnie zaboli, ale jeszcze większym bólem będzie zgoda na coś, co sieje zamęt w naszych wzajemnych relacjach. Teraz dał mi szansę kolejnego powiedzenia „tak” Jemu samemu.
Otworzyłem Biblię i przeczytałem fragment listów św. Pawła: „Aby, jak to już rozpoczął, tak też i dokonał tego dzieła” (2 Kor 8,6). Następnie przypomniał mi się oglądany na YouTube filmik o kimś, kto przeżył nawrócenie i wstąpił do Kościoła katolickiego. Ten człowiek powiedział: „Jak mogę patrzeć na Jezusa wiszącego na krzyżu, przelewającego krew za moje grzechy, i powiedzieć Mu «nie»?”. Zamknąłem oczy i poczułem, jak nieprzezwyciężona chęć zagrania w CS GO wreszcie zaczyna słabnąć. Zmieniła się także moja modlitwa.
Jeśli Ty mnie o to prosisz, Jezu, mówię Ci „tak”. Ty za mnie umarłeś i nie chcę, aby cokolwiek zakłóciło moją relację z Tobą. Poddaję się. Proszę, przyjmij to moje wyrzeczenie. Kocham Cię, Panie.

▌ NOWY GŁÓD BOGA
W odpowiedzi na Boże wezwanie usłyszane podczas rekolekcji znalazłem siłę do rezygnacji z CS GO. Było mi trudno odejść z drużyny, gdyż polubiłem moich współgraczy, ale Duch Święty dał mi odwagę, by im powiedzieć, że to Bóg zażądał ode mnie tej rezygnacji. Jeden z kolegów odpowiedział żartobliwie: „A mnie Bóg mówi, że powinieneś grać dalej!”. W sercu miałem jednak pewność, że podjąłem dobrą decyzję.
Doświadczenie to nauczyło mnie, że Bóg jest naprawdę Bogiem „zazdrosnym” (Wj 20,5), który cierpi, gdy któreś z Jego dzieci szuka zadowolenia w czymś mniejszym niż On sam. Na rekolekcjach uświadomiłem sobie, że Bogu brakowało mnie w ciągu tych nocy, które spędzałem na grze w CS GO. Myślę, że dlatego podziękował mi za przyjazd na rekolekcje.
Jestem bardzo zadowolony, że mój wewnętrzny niepokój ustąpił całkowitej pewności, że Bóg mnie kocha. Odkryłem też nowe pragnienia w swoim sercu. Zamiast pragnąć sukcesu w grze komputerowej, tęsknię za tym, by znowu stanąć przed Panem i cieszyć się radością i pokojem, jakie On nieustannie wnosi w moje życie. Co za wspaniała zamiana! ▐


„Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię”

Judyta Machnicka

Słowa te Pan Jezus skierował do ludzi żyjących ponad 2000 lat temu. Ale kieruje je również do nas – ludzi XXI wieku.
Prawie każdy z nas w jakiś sposób chciałby posiąść świat. Może niekoniecznie cały, ale chociaż jego małą cząstkę. Zabiegamy o lepsze stanowiska w pracy i wyższą pensję, o atrakcyjny wygląd i ciekawe wakacje. Chcemy mieć większe mieszkanie i nowszy samochód. Nawet dzieci walczą o pozycję wśród rówieśników i lepsze stopnie w szkole. 
Wszyscy jesteśmy zarzucani reklamami przez handlowców toczących kampanie zwiększające sprzedaż ich produktów. Coraz większe bilbordy, telewizyjne reklamy samoistnie wzmacniające głośność nadawania, muzyka w galeriach handlowych… Środowisko, w którym żyjemy, przepełnione jest hałasem otaczającym nas z każdej strony. 
Żeby przetrwać, próbujemy jakoś się odnaleźć w tym wszechobecnym chaosie, szukając przyjaciół na portalach społecznościowych – przeliczając liczbę polubień i komentarzy osób istniejących wyłącznie w sieci. Pośpiech, przymus efektywniejszego działania, karmienie się ważnymi i mniej ważnymi newsami, ciągłe zdobywanie nowych kwalifikacji. Nasza uwaga jest ciągle zajęta przez dziesiątki rozpraszaczy i wypełniaczy ciszy: muzyka płynąca ze słuchawek bezpośrednio do uszu, bezrefleksyjne przeglądanie informacji na Facebooku, gry, nerwowe zerkanie na telefon z nieustannym dostępem do Internetu. 
W tym bezcelowym pędzie człowiek zachowuje się jak uzależniony, cały czas poszukuje nowych wrażeń, większej ilości bodźców oddziałujących na już i tak przeciążone zmysły. Z własnej woli się ogłupia, żeby lepiej wtopić się w świat. Pod pozorem zdobywania go powolutku pozwala na to, że coraz ciaśniej zaciskają się zarzucone na niego więzy. W serce wkrada się chaos i niepokój. Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na spotkanie drugiego człowieka i budowanie relacji?
Świat nie jest wsparciem dla tego, kto chce odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa. Bo to wezwanie nie dotyczy tego świata. Dotyczy świata Bożego, świata, który przeniknięty jest ciszą. W ciszę tę można wkroczyć tylko w samotności. W samotności przyjętej i zaakceptowanej. W samotności, która nie odrzuca miłości, ale do niej prowadzi. W samotności, która nie wyklucza drugiego człowieka, ale pozwala go dostrzec. Do takiej samotności powołany jest każdy człowiek, bez względu na to, czy życie tutaj, na ziemi, realizuje w rodzinie, w kapłaństwie czy też w pojedynkę.
Samotność jest wpisana w naturę każdego człowieka, bo tylko ona może go doprowadzić do spotkania z Bogiem. Najważniejsze momenty w życiu człowieka dokonują się właśnie w niej. W samotności człowiek zostaje powołany do życia. Nikogo nie ma obok, nikt nie obserwuje chwili, w której dwie komórki łączą się ze sobą i w cudowny sposób powstaje nowe życie. Potem przez dziewięć miesięcy samotnie wzrasta pod bijącym sercem matki, żeby samotnie przecisnąć się przez wąski kanał rodny i po kilkudziesięciu latach życia na ziemi, również w samotności przejść ostatni etap ziemskiego życia – śmierć.
Pojawia się pytanie, jak pokochać tę samotność? Człowiek przecież nie do samotności został stworzony, ale do życia we wspólnocie. Samotność wydaje się smutna, nieludzka, a to przecież ona daje przestrzeń do zatrzymania się, zastanowienia, samodzielnego podjęcia decyzji. Samotność ludzka często bywa egoistyczna – wówczas nie ma w niej miejsca na spotkanie, jest tylko „moje ja”. Samotność przeżywana z Bogiem jest zupełnie inna. Wprowadza człowieka w świat ciszy, w świat relacji i miłości. 
Cisza otwiera oczy duszy. Człowiek zaczyna dostrzegać, jak ogromny wpływ na spokój ducha ma życie zewnętrzne, które sam kreuje. Z pędu, ciągłego hałasu pojawiają się nieogarnięte myśli, kipiące od nadmiaru informacji, ciągłe próby analizowania swoich planów i zamierzeń, odczucie wewnętrznego niepokoju i chaosu. Wtedy nie ma miejsca na spotkanie. 
Tylko w ciszy możliwy jest dialog. Cisza pozwala zauważyć, a potem usłyszeć drugiego człowieka. Uwrażliwia zmysły na spotkanie osoby. Milczenie otwiera uszy i serce na to, co chce przekazać człowiek będący obok. Cisza uczy słuchać – nie podsyca presji odpowiadania i komentowania, pozwala na milczące przyjmowanie. Cisza pomaga po prostu być. 
Niemożliwe jest spotkanie Boga bez doświadczenia spotkania i poznania drugiego człowieka. Ono natomiast nie jest możliwe bez umiejętności słuchania, bez nawiązania relacji. Relacja międzyludzka rozwija się na wielu płaszczyznach. Relacja z Panem Bogiem odbywa się na poziomie ducha. Tam nie ma nic namacalnego. To spotkanie może odbyć się już tylko w milczeniu. Nie ma innej możliwości, bo „głos Boga jest milczący”, jak to powiedział kard. R. Sarah. Jak więc go usłyszeć inaczej, jeśli nie w milczeniu?
Najpierw należy wyciszyć to, co wprowadza hałas na zewnątrz nas. Wyłączyć telewizor, radio, wyjąć słuchawki z uszu. Zastanowić się, czy kolejne zajęcia i kursy przyczynią się do wzrostu, czy to kolejny zapychacz czasu. Wstać 20 minut wcześniej, żeby spokojniej wyjść z domu do pracy, bez porannych napięć. Zamilknąć i wsłuchać się w to, co druga osoba ma do powiedzenia, a czasami po prostu z nią pomilczeń. Zadbać o jakość relacji, a nie o liczbę znajomych w sieci.
I to, co najważniejsze: zawalczyć o codzienny czas z Panem Bogiem. Czas samotny i milczący. Czas, który uczy miłości. Miłości bezwarunkowej. Miłości do Boga i człowieka. Pół godziny na przebywanie z Tym, który nas stworzył. Każdego dnia, systematycznie. To milczące spotkanie przemienia. Przemienia najpierw to, co w nas ukryte i wewnętrzne. Pojawia się blask, który świeci coraz mocniej, aż w końcu zaczyna rozświetlać wszystko wokół. To Boże światło nie ukrywa się w środku, ono promieniuje na zewnątrz. Cichy blask, który zdobywa ziemię, nie tę, na której koniec czekamy, ale tę wieczną.
„Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” – te słowa mówi do mnie dzisiaj Pan Jezus. Jak na nie odpowiem, to już zależy tylko ode mnie. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 1 (293) 2018 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W styczniowym numerze „Słowa wśród nas” poruszamy temat powołania do świętości. Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga jesteśmy powołani, by w codziennym życiu upodabniać się do naszego Stwórcy i Ojca wzrastając w miłości do Boga i ludzi. W naszych artykułach zwracamy uwagę na tę codzienność bycia stawania się świętymi. Ukazujemy też konkretne „portrety świętości”.
W Magazynie w artykule „Mój drogi braciszku…” piszemy o duchowej przyjaźni św. Teresy z Lesieux z seminarzystą Maurycym Bellierem. Ponadto zamieściliśmy tekst o ciszy, niezbędnej, byśmy mogli usłyszeć głos Boga oraz poruszające świadectwo o zerwaniu z uzależnieniem od gier komputerowym. Te dwa ostatnie teksty dotykają ważnych problemów związanych z naszym funkcjonowaniem we współczesnym świecie. W związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan podajemy jego hasło oraz sigla czytań mszalnych na ten czas.
W numerze jak zawsze znajdują się Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych oraz Kalendarz liturgiczny, opis wybranej lektury – w tym przypadku jest to doskonała propozycja dla dzieci „Opowieści biblijne na dobranoc” - oraz krzyżówka.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Duch, który uświęca
Droga do świętości prowadzi przez codzienność........ 4

Wezwani do świętości
Być może jesteś bardziej święty, niż myślisz.............. 9

Portrety świętości
Trzy historie życia..................................................... 14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia..................................... 19

MAGAZYN

Mój drogi braciszku…
Przyjaźń duchowa, która podtrzymywała św. Teresę
w ostatnim roku jej życia – ks. Michael J. Denk..................................... 47

Czy można powiedzieć Bogu „nie”?
Bóg pomógł mi wyjść z uzależnienia
od gier komputerowych – Wesley Falcao.................. 54

„Błogosławieni cisi, albowiem oni ziemię posiądą”
– Judyta Machnicka................................................... 57

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan............... 60

Nasze lektury............................................................. 61

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Nowego Roku! Już od wielu lat mam zwyczaj pierwszego stycznia spoglądać wstecz i zastanawiać się nad minionym rokiem. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy rzeczywiście mój sposób życia służy wzrastaniu w świętości, co jest dla mnie głównym celem. Następnie wyznaczam sobie konkretne cele na rozpoczynający się rok.
Świętość jest pragnieniem podobania się Bogu we wszystkich naszych myślach i uczynkach. Jest decyzją, by żyć dla Pana i wypełniać Jego plan. Jest po prostu sposobem życia.
W tym miesiącu chcemy zaprosić was do spojrzenia z pewnego dystansu na swoje codzienne życie i postawienia sobie pytania: „Jakim człowiekiem się staję? Czy rzeczywiście takim, jakim chciałbym być?”. W wyniku takiej analizy często odkrywamy, że czasami to, jak postępujemy, zupełnie nie przystaje do tego, jacy chcielibyśmy być. Dlatego warto postawić sobie realistyczne, a zarazem ambitne cele, które pomogą nam bardziej upodobnić się do Jezusa – wzrastać w miłości do Boga i ludzi.
Mamy nadzieję, że artykuły zamieszczone w tym numerze pomogą wam podsumować miniony rok waszego życia oraz wyznaczyć sobie konkretne cele, dzięki którym rok 2018 będzie rokiem łaski i błogosławieństwa dla was samych i dla waszych rodzin.
Chciałbym też w tym momencie wspomnieć z szacunkiem dwie osoby, które odegrały kluczową rolę w moim życiu, a także przy powstaniu naszego pisma. Jednym z moich mistrzów, zarówno pod względem intelektualnym, jak i duchowym, był zmarły w sierpniu minionego roku ks. Francis Martin. Był on szanowanym biblistą i popularnym liderem Odnowy Charyzmatycznej. Przez wiele lat pracowaliśmy ramię w ramię nad licznymi projektami. Był on też pierwszą osobą, do której zwróciłem się o radę, czując, że Pan wzywa mnie do założenia katolickiego pisma biblijnego. To właśnie ks. Francis zaproponował nazwę „Słowo wśród nas”!
Drugą osobą, którą pragnę uhonorować, jest Tom Dilenno. Pod koniec lat siedemdziesiątych Tom, pracujący na wysokim stanowisku w IBM, został głęboko dotknięty przez Pana na spotkaniu modlitewnym, co radykalnie zmieniło jego życie. Kilka lat później poprosiłem go o pomoc w założeniu tego pisma. Uprzedziłem, że będzie to oznaczało o wiele niższą pensję bez dodatkowych przywilejów, jak samochód służbowy, oraz brak jakichkolwiek gwarancji, że odniesiemy sukces. Ku memu zaskoczeniu Tom przyjął tę propozycję i przez długie lata wnosił cenny wkład w rozwój pisma. On i jego żona Marti są dla mnie drogimi przyjaciółmi w Panu. Gdy piszę te słowa, Tom wchodzi w ostatni etap walki z chorobą Parkinsona. Jego zdrowie jest coraz słabsze, ale wiara i ufność wciąż pozostają mocne i inspirują mnie po dziś dzień.
Ks. Francis i Tom oddali swoje życie Panu, pragnąc upodobnić się do Jezusa i służyć Mu najlepiej, jak potrafią. Wyobrażam sobie, jak Jezus mówi do nich obu: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,21). Jestem pewien, że zostaną hojnie wynagrodzeni za to, w jaki sposób odpowiedzieli na powołanie do świętości.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁ:


Wezwani do świętości

Być może jesteś bardziej święty, niż myślisz

My, katolicy, kochamy swoich świętych. W naszej tradycji znajdujemy wiele opowieści o heroicznych świadkach wiary, którzy poświęcili całe swoje życie służbie Panu i jego ludowi. Czcimy więc męczenników, takich jak św. Szczepan czy św. Edyta Stein, biskupów, jak św. Piotr Apostoł czy św. Karol Boromeusz, siostry zakonne, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus czy św. Katarzyna Sieneńska, oraz braci zakonnych, jak św. Franciszek z Asyżu czy św. Maksymilian Kolbe. Modlimy się do św. Antoniego, gdy nie możemy znaleźć zagubionej rzeczy, a do św. Krzysztofa o szczęśliwą podróż. Studenci przed ważnym egzaminem modlą się do św. Tomasza z Akwinu, a przeżywający trudne sytuacje do św. Judy Tadeusza lub do św. Rity. Modlimy się też do Maryi w najróżniejszych intencjach.
Nawiasem mówiąc, czy wiedziałeś, że swojego patrona mają piloci (św. Józefa z Kupertynu, który lewitował), przedsiębiorcy pogrzebowi (św. Józefa z Arymatei, który wyprawił pogrzeb Jezusowi) oraz ci, którzy boją się wężów (oczywiście św. Patryka)?
Atencja, z jaką odnosimy się do świętych, jest oczywiście czymś bardzo pozytywnym. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że skupimy się wyłącznie na bohaterach i legendach przeszłości, zapominając o tych świętych, którzy dzisiaj są wśród nas. Może wydaje nam się, że świętość jest poza zasięgiem „zwyczajnych” ludzi, takich jak my. Jednak w rzeczywistości każdy może zostać świętym. A może już nim jesteś
i nawet o tym nie wiesz?

DO „ŚWIĘTYCH”…
Powyższe stwierdzenie może wydać ci się zbyt śmiałą tezą, ale tylko dlatego, że sami wywindowaliśmy świętość na tak wysoki piedestał. Pismo Święte ukazuje nam jednak inną wizję świętości. Czy wiesz, że św. Paweł często tytułował swoich adresatów „świętymi”? Na przykład zwraca się w ten sposób na początku listu do mieszkańców Efezu i Filippi (Ef 1,1; Flp 1,1). Nawet do Koryntian, wspólnoty naznaczonej skandalem, podziałami i grzechem, pisał: „Do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie” (1 Kor 1,2).
Dlaczego Paweł z takim uporem nazywał adresatów swoich listów „świętymi”? Nie zamierzał przez to prawić im tanich komplementów ani też nie było to zwykłe przejęzyczenie. Nazywał ich świętymi, gdyż naprawdę wierzył, że byli święci. Prawdopodobnie nazwałby tak samo większość z nas. Zastanówmy się więc, skąd wypływało to jego przekonanie.

UŚWIĘCENI PRZEZ CHRZEST
Po pierwsze, Paweł rozumiał, jak wielką i wyzwalającą moc ma sakrament chrztu. Pełniąc posługę Apostoła, widział niezliczonych ludzi, których życie zmieniało się radykalnie po oddaniu życia Jezusowi i przyjęciu chrztu. Doprowadziło go to do wniosku, że chrzest przeprowadza katechumena ze śmierci do życia (Rz 6,4). Zaczął rozumieć chrzest jako „obmycie wodą”, które nas oczyszcza i uświęca (Ef 5,26; 1 Kor 6,11).
Chrzest bowiem zasiewa w nas ziarno Bożej łaski, która ma moc uczynić nas świętymi. Uzdalnia nas do tego, czego nie bylibyśmy w stanie uczynić o własnych siłach. Bez tego potężnego daru łaski, nigdy nie stalibyśmy się świętymi.
Większość z nas została ochrzczona we wczesnym dzieciństwie. Nie my o tym zadecydowaliśmy i nawet nie pamiętamy tego wydarzenia. Nie wiemy, jak wyglądała nasza przeszłość przed przyjęciem chrztu, ponieważ przeszłość ta prawie nie istniała. Dlatego niekiedy trudno jest nam uwierzyć, że zostaliśmy uświęceni przez Pana. Jednak w oczach Boga to właśnie wydarzyło się w momencie naszego chrztu. Jesteś już święty, nawet jeśli nie widzisz tego w swoim życiu. Jesteś już oddzielony od świata jako umiłowane dziecko Boga. On wybrał cię dla siebie, On cię odkupił i usprawiedliwił. Nigdy nie przestanie przywoływać cię do siebie i zachęcać, byś Mu zaufał.

STAŃ SIĘ WŁASNOŚCIĄ BOGA
Oczywiście błędem byłoby założenie, że sam fakt chrztu uczynił nas świętymi raz na zawsze. Wiemy, że popełniamy grzechy i to nawet czasami ciężkie. Wiedział to także św. Paweł. Dlatego ostrzegał nas: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata” (Rz 12,2). Chrzest oddziela nas od świata i czyni dziećmi Bożymi, ale my sami mamy „porzucić” to, co prowadzi nas do grzechu, i „przyoblec” nowe życie dane nam przez Jezusa (Ef 4,22.24).
Mamy stać się własnością Boga, bo On przeznaczył nas dla siebie. Stajemy się świętymi, żyjąc inaczej niż świat. Mówiąc „tak” natchnieniom Ducha Świętego i przykazaniom Pana, a przeciwstawiając się osaczającym nas ze wszystkich stron pokusom do grzechu. Stajemy się świętymi, szukając Pana na modlitwie i prosząc Go, by wlał swoją miłość w nasze serca, a także jednocząc się z naszymi braćmi i siostrami we Mszy świętej i przyjmując Ciało i Krew Jezusa w Komunii świętej.
Paweł nazywał pierwszych chrześcijan świętymi, gdyż wiedział, że świętość nie jest zarezerwowana tylko dla garstki najbardziej heroicznych wiernych ani nie jest przywilejem dla nielicznych. Pragnieniem Boga jest, by świętość w naturalny sposób wyrastała z naszej codzienności. Dlatego posłał do nas swego Syna i udzielił nam daru Ducha Świętego. Odtąd każdy z nas może stawać się podobny do Jezusa. Każdy z nas może wzrastać w czystości, niewinności, miłosierdziu i współczuciu. A Bóg sam wspiera nas na każdym kroku tej drogi.

ŻYCIE ODDANE BOGU
Powołanie do świętości może wydawać się bardzo wymagające, zwłaszcza gdy dokonujemy oceny swojego obecnego życia wiary. Wiemy, jak wiele nam jeszcze brakuje do świętości, jaką chcielibyśmy u siebie zobaczyć. Może sądzimy, że nie jest ona możliwa, lub uważamy się za niegodnych miłości i łaski Jezusa. Może wydaje nam się, że musimy zapracować sobie na wszystkie Jego dary, zamiast pokornie przyjąć je za darmo. I dlatego patrzymy na świętość jako na odległy, prawie nieosiągalny cel.
Z perspektywy Boga wygląda to jednak zupełnie inaczej. Oczywiście musimy mieć się na baczności przed pokusami. Oczywiście musimy wystrzegać się grzechu i wszelkich odruchów pychy. Jeśli jednak skupimy się tylko na tym, czego nam brakuje, ryzykujemy, że umknie nam to, co już osiągnęliśmy. Pamiętajmy, że świętość nie oznacza doskonałości, ale odłączenie się od świata dla Boga. Pomyślmy, jak wiele łączy nas z pierwszymi chrześcijanami. Oto kilka przykładów:
Jeśli starasz się w każdą niedzielę uczestniczyć we Mszy świętej, to w ten sposób odłączasz się od świata, aby spędzać czas z Jezusem Chrystusem i karmić się Jego Ciałem i Krwią.
Jeśli starasz się znajdować czas na modlitwę i adorację, rezygnując z innych, nawet ważnych spraw, którymi mógłbyś zająć się w tym czasie – to odłączasz się od świata.
Jeśli powstrzymujesz swój język od plotek i niemiłosiernej krytyki, to wtedy także odłączasz się od świata, z jego rywalizacją i podziałami – odmawiasz uczestnictwa w budowaniu murów pomiędzy ludźmi.
Jeśli robisz rachunek sumienia i żałujesz za swoje grzechy, jeśli przystępujesz do spowiedzi, to odłączasz się od świata i jego mentalności, która podpowiada ci, że nie musisz brać odpowiedzialności za swoje grzechy.
Jeśli starasz się wychowywać swoje dzieci i wnuki w wierze, to odłączasz swoją rodzinę od świata, aby stała się Kościołem domowym, świadkiem Bożej miłości.
Listę można ciągnąć w nieskończoność. Każdy z nas ma też swoje osobiste i niepowtarzalne sposoby oddzielania się od świata, aby należeć do Pana. Może nawet z wielu z nich nie zdajemy sobie sprawy, lecz mimo to je praktykujemy – a Bóg wspiera nas swoim błogosławieństwem.

JUŻ I JESZCZE NIE
Nigdy nie zapominajmy, że jesteśmy „królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9). Jednocześnie nie zapominajmy też, że przed nami długa droga do świętości, jakiej pragną nasze serca. Nikt z nas nie dotarł jeszcze do niebieskiej ojczyzny. Prośmy więc Pana, by uświęcał nas swoją łaską, a sami czyńmy wszystko, co w naszej mocy, aby żyć w świętości, do której On nas powołał. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Poniedziałek, 1 stycznia
Świętej Bożej
Rodzicielki Maryi
Lb 6,22-27
Ja im będę błogosławił. (Lb 6,27)
Szczęśliwego Nowego Roku! To nie przypadek, że Kościół czci Maryję, błogosławioną Matkę Bożą, w dzień nowego początku. Nie przypadkiem też dzisiejsze czytania podkreślają fakt, że Bóg pragnie nam błogosławić, tak jak błogosławił Maryi.
Spójrzmy na dzisiejsze czytania – jak wiele w nich błogosławieństwa! Pierwsze czytanie przytacza błogosławieństwo, jakie Aaron miał wypowiadać nad ludem. W refrenie psalmu responsoryjnego powtarzamy: „Bóg miłosierny niech nam błogosławi”. Drugie czytanie mówi o błogosławieństwie odkupienia, które spłynęło na nas dzięki „tak” Maryi danemu Bogu. A w Ewangelii Maryja ukazana jest jako Ta, która wciąż rozważa Boże błogosławieństwa. Jest Ona rzeczywiście „błogosławiona między niewiastami” (Łk 1,42).
Błogosławieństwo udzielone Maryi nie było mityczną tarczą chroniącą Ją przed każdą pokusą. Wprawdzie została poczęta bez grzechu pierworodnego, ale nie żyła w izolacji od świata. Wciąż współpracowała z udzieloną Jej łaską – „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19).
Przy zwiastowaniu, gdy anioł Gabriel nazwał Maryję „łaski pełną” i „błogosławioną między niewiastami”, „rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1,28.29). Kiedy betlejemscy pasterze przekazali przesłanie aniołów, Maryja zachowała je w swoim sercu. To samo uczyniła, kiedy odnaleźli wraz z Józefem dwunastoletniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej, i z pewnością wiele jeszcze razy podczas Jego działalności publicznej. Dzięki temu mogła uświadomić sobie różne sposoby działania Boga w Jej życiu i w otaczającym Ją świecie – oraz być za nie wdzięczna. Rozważając i zachowując w sercu otrzymane łaski, przygotowywała się także do przyjęcia i zrozumienia tego, co miało jeszcze nadejść.
Bóg pragnie błogosławić ci w rozpoczynającym się roku. Rozważaj więc, jak Maryja, to, co czyni w twoim życiu. Zachowuj w sercu te łaski, których już ci udzielił. Zobacz, jak wspaniały jest Bóg i jak bardzo cię kocha. I bądź otwarty na to, czym pragnie cię obdarować w tym roku.
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że chcesz błogosławić swojemu ludowi! Pomóż mi w tym roku naśladować przykład Maryi”.
Ps 67,2-3.5-8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

Wtorek, 2 stycznia
1 J 2, 22-28
Trwajcie w Nim. (1 J 2,28)
Zakończyliśmy właśnie oktawę świąt Narodzenia Pańskiego. Większość z nas
ma bardzo pozytywne skojarzenia z Bożym Narodzeniem, niemniej jednak przygotowania do świąt i liczne spotkania rodzinne z pewnością były absorbujące i męczące. Teraz można zwolnić tempo – co także ma swoje zalety.
Apostoł Jan dokładnie zdaje sobie sprawę, czego nam potrzeba, kiedy próbujemy zwolnić tempo. W dzisiejszym fragmencie pięć razy pojawia się słowo „trwać”. Biorąc pod uwagę kontekst, można je rozumieć jako oparcie się na czymś trwałym i niezawodnym. To właśnie dzieje się, gdy zwalniamy tempo naszego życia i trwamy przed Panem w cichej modlitwie.
W pierwszej chwili wydaje się to proste, ale przy tak wielu sprawach rywalizujących o naszą uwagę wyciszenie własnego wnętrza może być nie lada wyzwaniem. Oto kilka pomocnych sugestii:
Podejmij stanowczą decyzję, że codziennie poświęcisz określony czas na modlitwę. Wybierz najbardziej odpowiednią porę i miejsce. Może rano, od razu po przebudzeniu się, na brzegu łóżka. Może w ciągu dnia w pobliskim kościele, przed Najświętszym Sakramentem. Może urządzisz sobie kącik modlitewny we własnym domu. Nastaw budzik na dziesięć minut. Czasami czas będzie ci się dłużył, innym razem przeminie nie wiadomo kiedy.
Odsuń od siebie wszystkie inne sprawy. To nie jest czas na skreślanie kolejnych pozycji z listy spraw do załatwienia czy przedstawianie Panu niezliczonych intencji. Wycisz swój umysł. Prawdopodobnie mimo twoich starań będą przychodzić ci do głowy różne myśli. Nie przejmuj się nimi, po prostu je ignoruj.
Spróbuj skupić się na obecności Jezusa, Tego, który wyczekuje spotkania z tobą. Możesz wpatrywać się w ikonę, zapalić świecę albo włączyć cichą muzykę. Możesz powtarzać krótki fragment biblijny lub akt strzelisty, na przykład „Jezu, ufam Tobie”.
I wreszcie najtrudniejsza część – trwaj przed Panem. Otwórz przed Nim swoje serce. Powiedz Mu, że Go kochasz, a potem po prostu słuchaj w ciszy. Trwaj tak przez pełne dziesięć minut.
Bez względu na to, co będziesz czuł, zaufaj, że ten czas ma sens. Czasami odczujesz obecność Boga, a czasami nie. Czasami czas modlitwy będzie dla ciebie jakimś ukierunkowaniem czy inspiracją, a czasami nie. Bądź jednak wierny praktyce codziennej modlitwy w ciszy, niezależnie od tego, jak będą wyglądać twoje spotkania z Chrystusem. Z czasem odkryjesz w sobie więcej spokoju i poczujesz się umocniony w wierze.
„Jezu, pragnę codziennie trwać przy Tobie”.
Ps 98,1-4
J 1,19-28

Sobota, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Iz 60,1-6
Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło. (Iz 60,1)
Jak wspaniałe obietnice zawiera dzisiejsze pierwsze czytanie! Prorok obiecuje „chwałę”, „blask”, „światło”, rozpromienione serce i „zasoby narodów”. A kto jako pierwszy usłyszał te natchnione słowa? Żydzi, którzy właśnie powrócili z wygnania i zastali Jerozolimę w gruzach. Zapowiedzi proroka były zaprzeczeniem rzeczywistości, którą widzieli wokół siebie. To jednak nie przeszkodziło im zakasać rękawy i zabrać się do pracy, aby przyspieszyć powrót obiecanej chwały.
Podobnie możemy zapytać, jakim sposobem Mędrcy ze Wschodu, patrząc na ubóstwo, w jakim znaleźli wskazane przez gwiazdę Dzieciątko, rozpoznali w Nim zapowiedzianego Króla i zrozumieli, że są świadkami przełomowego wydarzenia w dziejach ludzkości. Nawet przywódcy Izraela, zarówno religijni, jak i polityczni, przeoczyli narodziny Mesjasza. Jak to się więc stało, że ci cudzoziemscy poganie z taką gotowością padli na kolana i ofiarowali kosztowne dary małemu Dziecku? Z pewnością rzeczywistość, w jakiej zastali Świętą Rodzinę, rozmijała się z ich oczekiwaniami.
Nam także, jak Mędrcom i powracającym do Jerozolimy wygnańcom z dzisiejszych czytań, zostały dane wielkie i wspaniałe obietnice dotyczące nie tylko królestwa Bożego, ale także Bożego panowania nad światem już tu i teraz. Jak jednak mają się one wypełnić? Oczywiście stanie się to w czasie wybranym przez Boga, ale wiele zależy również od naszego zaangażowania. Bóg
codziennie wzywa nas do zakasania rękawów i budowania Jego królestwa.
Zapewnia, że nawet nasze najmniejsze akty miłości zawierają w sobie blaski chwały nieba.
Dzisiejsza uroczystość uświadamia nam, że chwała Boża może być obecna w najbardziej ukrytych i niepozornych ludziach i sytuacjach. Przypomina, że Bóg jest obecny w naszej codzienności. Oby dał nam oczy wiary, byśmy mogli Go rozpoznawać, i serca pełne ufności, byśmy mogli współpracować w budowaniu Jego królestwa. 
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że zawsze jesteś ze mną, i za drogę, która jest jeszcze przed nami”.
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6
Mt 2,1-12

Niedziela, 7 stycznia
Chrzest Pański
Mk 1,7-11
Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Mk 1,11)
W przeciwieństwie do większości z nas, którzy zostaliśmy ochrzczeni w niemowlęctwie, Robert dobrze pamięta dzień swojego chrztu, gdyż przyjął go jako dorosły człowiek. Decyzje o naszym chrzcie podjęli rodzice, ponieważ chcieli, by ich dziecko sta-
ło się członkiem Kościoła. My nie byliśmy wtedy tego świadomi. Robert był w pełni świadomy, że w momencie chrztu otrzymuje nowe życie i zostaje obmyty ze wszystkich grzechów. Opowiada często, że kiedy ksiądz polał mu głowę wodą święconą, poczuł się tak, jakby w jego wnętrzu ktoś nagle włączył światło. Doświadczył wręcz namacalnego pokoju i radości. W tym momencie wiedział na pewno, że Bóg istnieje i że go kocha.
Także Jezus przyjął chrzest, choć nie potrzebował oczyszczenia z grzechów. Jego chrzest był namaszczeniem od Ojca na wypełnienie zbawczego planu odkupienia ludzi. Po nim rozpoczął Jezus swoją publiczną działalność. Dzisiejsza Ewangelia przytacza pełne miłości słowa Ojca skierowane do Je-
zusa podczas Jego chrztu w Jordanie: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). 
Chrzest pociąga za sobą wiele skutków. Oczyszcza nas z grzechu, daje nam moc do prowadzenia świętego życia, czyni nas członkami Ciała Chrystusa. Przemienia całą naszą egzystencję, czyniąc nas przybranymi dziećmi Boga. Chociaż nie słyszymy głosu z nieba oznajmiającego, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i że ma On w nas upodobanie, możemy być pewni, że Bóg wy-
powiada te słowa podczas chrztu każdego z nas.
Jak możemy się upewnić, że to prawda? Patrząc na krzyż. Skoro Bóg posłał Jezusa, by oddał za nas życie, Jego miłość do nas musi być niewyobrażalna. Słuchając więc słów Ojca wypowiedzianych do Jezusa, pomyśl, że są one skierowane także do ciebie. Spróbuj dziś powtarzać sobie: „Jestem umiłowanym dzieckiem Boga i On ma we mnie upodobanie”. Niech ta prawda przenika do twego serca i pobudza cię do wdzięczności.
„Panie, pomóż mi przyjąć Twoją miłość”.
Iz 55,1-11
(Ps) Iz 12,2-3.4b-6
1 J 5,1-9

Niedziela, 14 stycznia
1 Sm 3,3b-10.19
Pobiegł do Helego, mówiąc mu: „Oto jestem”. (1 Sm 3,5)
Nauka słuchania Bożego głosu nie zawsze jest łatwa. Świadczy o tym przykład młodego Samuela, który od dzieciństwa „usługiwał Panu pod okiem Helego” (1 Sm 3,1), a mimo to nie rozpoznał głosu Boga. Myślał, że to kapłan Heli go woła po trzykroć. Dopiero pouczony przez niego, umiał odpowiedzieć na Boże wołanie: „Mów, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3,10). 
Jeśli martwi nas to, że nie potrafimy rozpoznać Bożego głosu, to dzisiejsze czytanie może podnieść nas na duchu. Wynika z niego, że mamy prawo nie rozumieć i popełniać błędy. Samuelowi zdarzało się nie od razu pojmować Boże przesłanie jeszcze całe lata po opisanym wyżej wydarzeniu (1 Sm 16,7). Wszyscy dopiero uczymy się zestrajać w jedno z Duchem Świętym.
Ponadto zauważmy, że Bóg okazywał wielką cierpliwość wobec Samuela, nawet gdy ten nie mógł zrozumieć, kto go woła. Do nas także Pan ma cierpliwość. Kieruje swoje słowo, nawet wiedząc, że w zamęcie życia spora jego część przejdzie nam mimo uszu.
Wreszcie – co może być dla nas zaskoczeniem – prawdopodobnie większość z nas już słyszy głos Pana, choć niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę. Pomyślmy – dlaczego Samuel, słysząc wołanie Pana, pobiegł do Helego? Być może głos Boga brzmiał o wiele bardziej „naturalnie”, niż mógł przypuszczać, toteż szukał naturalnego źródła tego głosu. Wyobraźmy sobie, jak przejęty musiał być Samuel, odkrywając, że tamtej nocy przemawiał do niego sam Bóg!
A jak ta historia odnosi się do nas? Bóg rzadko przemawia słyszalnym głosem. Częściej wykorzystuje inne środki, jak na przykład nasze sumienie czy wyobraźnię. Czasami nasze myśli i uczucia – lub nawet obrazy podsuwane przez wyobraźnię – mają swoje źródło w Bogu. Pamiętaj o tym, idąc dziś do kościoła na Mszę świętą. Jeśli poruszy cię na przykład jakieś zdanie usłyszane podczas homilii, zapamiętaj je. Niewykluczone, że Bóg kieruje je specjalnie do ciebie. Jeśli nagle przychodzi ci do głowy myśl, że ktoś z twoich znajomych wygląda, jakby miał jakieś zmartwienie, być może Pan wzywa cię, byś go pocieszył. Podobnie gdy w czasie modlitwy przypomina ci się jakaś osoba, potraktuj to jako zaproszenie do powierzenia jej Bogu. 
Ucząc się w ten sposób współpracować z Panem, proś Go z ufnością, by dał ci uszy zdolne usłyszeć Jego głos.
„Panie, czuję się zaszczycony, że chcesz do mnie mówić. Pomóż mi usłyszeć to, co masz mi do powiedzenia”.
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 6,13c-15a.17-20
J 1,35-42

Niedziela, 21 stycznia
Mk 1,14-20
Pójdźcie za Mną. (Mk 1,17)
Pismo Święte przekazuje czasami ogrom informacji w kilku prostych zdaniach, czego doskonałym przykładem jest dzisiejszy fragment. Być może rzeczywiście wystarczyło proste „Pójdźcie za Mną”, aby Piotr i Andrzej porzucili swoje sieci, zostawili rodziny i stali się uczniami Jezusa. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że to wezwanie było zwieńczeniem wielu ich spotkań z Jezusem. Płynie stąd dla nas podwójna nauka.
Ani nasza decyzja pójścia za Jezusem, ani decyzja, by pomagać innym w pójściu za Nim – nigdy nie jest jednorazowym wyborem. 
Niektórzy decydują się na małżeństwo już po kilku dniach znajomości. Jest to dosyć rzadkie, ale się zdarza. Kiedy jednak wezmą ślub, potrzebują wciąż pogłębiać swoją więź, aby ich małżeństwo mogło przetrwać. Podobnie, nawet jeśli Piotr i Andrzej od razu zdecydowali się pójść za Jezusem, to ich więź z Nim musiała się wciąż pogłębiać. Gdyby tak nie było, nie wytrwaliby przy Nim.
To samo odnosi się do nas. Niezależnie od tego, na ile dojrzałe jest dziś nasze „tak” powiedziane Bogu, Duch Święty pragnie podnosić je na wyższy poziom. Chce nam pomagać, by nasza relacja z Jezusem stawała się coraz głębsza, byśmy mogli lepiej Go poznać i stać się oddanymi sługami Jego królestwa.
Zasada ta odnosi się również do pomagania innym w pójściu za Jezusem. Niewykluczone, że dzieci czy znajomi natychmiast przyjmą nasze sugestie i oddadzą życie Jezusowi. Jednak znając ludzką naturę, możemy się spodziewać raczej tego, że nie wystarczy im jedno proste zaproszenie, lecz potrzeba o wiele więcej czasu i uwagi z naszej strony. Znaczy to, że dawanie świadectwa o Jezusie wymaga wytrwałości i konsekwencji. Nigdy więc nie rezygnuj z okazywania im miłości. Nigdy nie przestawaj troszczyć się o nich. Nigdy nie przestawaj mówić im, że w Jezusie znajdą miłość, zbawienie i pojednanie.
Jezus wzywa cię dziś do pójścia za Nim. Prosi, byś niósł innym Ewangelię z miłością i współczuciem. Nie jest to łatwe, ale nie jesteś zdany na własne siły. Jezus udzieli ci wszelkich łask, jakich będziesz potrzebował.
„Panie, chcę iść za Tobą przez wszystkie dni mojego życia”.
Jon 3,1-5.10
Ps 25,4-6.7-9
1 Kor 7,29-31

Środa, 31 stycznia
Mk 6,1-6
Tylko (…) w swoim domu może być prorok tak lekceważony. (Mk 6,4)
W dzisiejszej Ewangelii Marek opowiada nam o tym, że mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa nie byli w stanie zaakceptować Go jako Nauczyciela, gdyż uważali, że Go znają i wiedzą, co o Nim myśleć. Niestety, ich niewiara i brak szacunku do Tego, którego uważali za zwyczajnego cieślę, nie pozwoliły Mu dokonać wśród nich tylu cudów, co w innych miejscowościach.
Reakcja mieszkańców Nazaretu jest dla nas ważną lekcją dotyczącą traktowania się nawzajem z szacunkiem. Otóż najtrudniej jest okazywać szacunek tym, którzy są nam bliscy i dobrze znani. Skoro brak szacunku wobec Jezusa ograniczył Jego zdolność do czynienia cudów, to pomyślmy, jak nasze lekceważenie okazywane komuś z naszych bliskich ogranicza jego możliwości.
Co to znaczy okazać komuś szacunek? To znaczy spojrzeć na niego oczyma Boga, skupić się na jego możliwościach, a nie na niedociągnięciach, na zaletach, a nie wadach. To znaczy uznać, że jest on dla nas darem i że ma swoją godność. Może nasz brat czy siostra mają inne poglądy niż my, może denerwują nas ich nawyki. Czy jednak możemy przewidzieć, co się stanie, jeśli zaczniemy odnosić się do nich z szacunkiem oraz doceniać ich dary i talenty, zamiast skupiać się wyłącznie na tym, co nas dzieli lub irytuje?
Kiedy zamiast krytyki wypowiadamy życzliwe słowo, kiedy próbujemy budować, zamiast niszczyć, Bóg posługuje się naszymi słowami i postawą, by przypominać ludziom, jak głęboko są przez Niego kochani i jak cudownie ich stworzył. Kiedy poświęcamy czas na uważne słuchanie, zamiast pouczać i prawić morały, mięknie zarówno nasze serce, jak i serce naszego rozmówcy.
A co najważniejsze, czyniąc to, co w naszej mocy, by kochać i cierpliwie znosić innych, a zwłaszcza tych, którzy nas drażnią, tworzymy środowisko, w którym Pan może pociągać nas wszystkich do swego serca.
Pomyśl o swoich najbliższych. Z kim ostatnio masz najwięcej problemów? Spróbuj dzisiaj okazać szacunek tej osobie. Powiedz jej życzliwe słowo albo komplement. Spróbuj znaleźć przynajmniej jedną jej dobrą cechę i podziękuj za nią Bogu. Czyń to codziennie przez cały tydzień i patrz, co się dzieje – w jej życiu i w twoim sercu.
„Jezu, pomóż mi traktować z szacunkiem tych, których mi dałeś”.
2 Sm 24,2.9-17
Ps 32,1-2.5-7 ▐


MAGAZYN:
Czy można powiedzieć Bogu „nie”?

Bóg pomógł mi wyjść z uzależnienia od gier komputerowych

Był rok 2014. Mieszkałem w Nowym Jorku, na Brooklynie, i całe noce pochłaniała mi popularna gra komputerowa Counter-Strike: Global Offensive z gatunku strzelanek jednoosobowych, znana w skrócie jako CS GO. Uzależniłem się od niej po studiach, kiedy znajomy z Bostonu, używający w grach pseudonimu Hunter, zaprosił mnie do wspólnej gry na odległość z nim i jeszcze paroma kolegami z Kalifornii.
Ponieważ mieszkaliśmy w różnych strefach czasowych, gra zaczynała się około jedenastej wieczorem, kiedy powinienem szykować się do spania. Wkrótce długie godziny spędzane przed ekranem zaburzyły mój rytm snu. Zarzuciłem przez nie modlitwę poranną, a nawet niedzielną Mszę świętą. Jednak kiedy zdarzało mi się pójść do kościoła, pustka i bezużyteczność marnowania czasu na grę ukazywały mi się z całą mocą.
Nawet wtedy, gdy byłem zajęty grą, przychodziły mi na myśl pewne fragmenty z Biblii. Nosiłem w sercu zwłaszcza jeden: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością” (Koh 1,2). Wiedziałem, że gra stopniowo zajmuje w moim życiu miejsce należne Bogu. Jednak postępy, jakie czyniłem w grze, dawały mi poczucie sukcesu i nie byłem w stanie się tego wyrzec.

„DAJ MI JESZCZE MIESIĄC”
Problem polegał na tym, że przybliżałem się już do klasy mistrzowskiej, co pozwoliłoby mi zyskać szacunek wszystkich innych graczy. Rankingi CS GO opierają się na umiejętnościach i osiągnięciach. Osiągnięcie wysokiej pozycji w rankingu wymaga poświęcenia sporej ilości czasu na systematyczną grę. Jest to zachętą do tego, by grać jak najczęściej. Gdy gracz zrobi sobie miesięczną przerwę, musi potem dużo ćwiczyć, żeby odzyskać formę. Dlatego właśnie nie chciałem przestać grać, chociaż sumienie wyrzucało mi to nieustannie.
We wrześniu 2014 roku miałem już za sobą pięć miesięcy intensywnej gry. Wiedziałem, że mnie to niszczy, ale za każdym razem, gdy myślałem o tym, by przestać, okazywało się, że jestem już o włos od klasy mistrzowskiej, więc grałem dalej. Pod koniec miesiąca miałem jechać na rekolekcje dla mężczyzn, w których uczestniczyłem już od kilku lat. W drodze do ośrodka rekolekcyjnego powiedziałem do Boga: „Daj mi jeszcze miesiąc, żebym zdobył klasę mistrzowską. Potem do Ciebie wrócę”. Urok gry ewidentnie mnie zniewalał i nie miałem na tyle silnej woli, aby z tym zerwać.

„WYZNACZ GRANICĘ”
Podczas rekolekcji przydzielono mnie do grupy dyskusyjnej o nazwie „K”. Kolega z grupy zapytał mnie, co ostatnio porabiam. Bez większego namysłu odpowiedziałem, że sporo gram w CS GO. Nie wspomniałem o swoich wyrzutach sumienia ani o tym, że im więcej gram, tym więcej we mnie irytacji i samolubstwa. Nie przyznałem się też, że gra odbija się na mojej pracy oraz coraz bardziej izoluje mnie od wierzących rówieśników, którzy wcześniej mieli tak pozytywny wpływ na moje życie.
Podczas przerwy obiadowej ktoś inny zapytał mnie, w której jestem grupie. Odpowiedziałem, że w grupie „K”, co nasunęło mu na myśl autora Księgi Koheleta. „K jak Kohelet – zażartował – marność nad marnościami i wszystko marność”. Uśmiechnąłem się krzywo, ale zrozumiałem, że Bóg próbuje zwrócić na siebie moją uwagę.
Kiedy znowu zaczęliśmy się modlić, poczułem, że Jezus wzywa mnie do nawrócenia, ale także zapewnia, że dalej mnie kocha. Siedząc w Jego obecności, poczułem, jak mówi do mnie: „Dziękuję ci za to, że tu jesteś”. Byłem wzruszony tym, że Bóg mi dziękuje, i moje serce zaczęło kruszeć.
„Wyznacz granicę, a następnie ją przekrocz” – powiedział do mnie Pan. „Pozostaw wszystko, czego się trzymasz – wszystkie grzechy, wszystkie przywiązania – i nawróć się”. Był to dla mnie moment decyzji. Wziąłem do ręki Biblię i zacząłem wypowiadać swoje myśli przed Bogiem.

 „TAK” DLA JEZUSA
Boże, Ty wiesz, jak bardzo lubię tę grę. Powiedziałem Ci, że ją rzucę, jeśli zdobędę klasę mistrzowską do końca października. Ale to oznacza kolejny miesiąc podążania za tym, co jest marnością. Poza tym, nie mam nawet pewności, czy potem uda mi się to rzucić.
Było mi ciężko. Miałem nadzieję, że Bóg nie poprosi mnie o rzucenie gry, ale jednak to zrobił. Wiedział, że to mnie zaboli, ale jeszcze większym bólem będzie zgoda na coś, co sieje zamęt w naszych wzajemnych relacjach. Teraz dał mi szansę kolejnego powiedzenia „tak” Jemu samemu.
Otworzyłem Biblię i przeczytałem fragment listów św. Pawła: „Aby, jak to już rozpoczął, tak też i dokonał tego dzieła” (2 Kor 8,6). Następnie przypomniał mi się oglądany na YouTube filmik o kimś, kto przeżył nawrócenie i wstąpił do Kościoła katolickiego. Ten człowiek powiedział: „Jak mogę patrzeć na Jezusa wiszącego na krzyżu, przelewającego krew za moje grzechy, i powiedzieć Mu «nie»?”. Zamknąłem oczy i poczułem, jak nieprzezwyciężona chęć zagrania w CS GO wreszcie zaczyna słabnąć. Zmieniła się także moja modlitwa.
Jeśli Ty mnie o to prosisz, Jezu, mówię Ci „tak”. Ty za mnie umarłeś i nie chcę, aby cokolwiek zakłóciło moją relację z Tobą. Poddaję się. Proszę, przyjmij to moje wyrzeczenie. Kocham Cię, Panie.

▌ NOWY GŁÓD BOGA
W odpowiedzi na Boże wezwanie usłyszane podczas rekolekcji znalazłem siłę do rezygnacji z CS GO. Było mi trudno odejść z drużyny, gdyż polubiłem moich współgraczy, ale Duch Święty dał mi odwagę, by im powiedzieć, że to Bóg zażądał ode mnie tej rezygnacji. Jeden z kolegów odpowiedział żartobliwie: „A mnie Bóg mówi, że powinieneś grać dalej!”. W sercu miałem jednak pewność, że podjąłem dobrą decyzję.
Doświadczenie to nauczyło mnie, że Bóg jest naprawdę Bogiem „zazdrosnym” (Wj 20,5), który cierpi, gdy któreś z Jego dzieci szuka zadowolenia w czymś mniejszym niż On sam. Na rekolekcjach uświadomiłem sobie, że Bogu brakowało mnie w ciągu tych nocy, które spędzałem na grze w CS GO. Myślę, że dlatego podziękował mi za przyjazd na rekolekcje.
Jestem bardzo zadowolony, że mój wewnętrzny niepokój ustąpił całkowitej pewności, że Bóg mnie kocha. Odkryłem też nowe pragnienia w swoim sercu. Zamiast pragnąć sukcesu w grze komputerowej, tęsknię za tym, by znowu stanąć przed Panem i cieszyć się radością i pokojem, jakie On nieustannie wnosi w moje życie. Co za wspaniała zamiana! ▐


„Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię”

Judyta Machnicka

Słowa te Pan Jezus skierował do ludzi żyjących ponad 2000 lat temu. Ale kieruje je również do nas – ludzi XXI wieku.
Prawie każdy z nas w jakiś sposób chciałby posiąść świat. Może niekoniecznie cały, ale chociaż jego małą cząstkę. Zabiegamy o lepsze stanowiska w pracy i wyższą pensję, o atrakcyjny wygląd i ciekawe wakacje. Chcemy mieć większe mieszkanie i nowszy samochód. Nawet dzieci walczą o pozycję wśród rówieśników i lepsze stopnie w szkole. 
Wszyscy jesteśmy zarzucani reklamami przez handlowców toczących kampanie zwiększające sprzedaż ich produktów. Coraz większe bilbordy, telewizyjne reklamy samoistnie wzmacniające głośność nadawania, muzyka w galeriach handlowych… Środowisko, w którym żyjemy, przepełnione jest hałasem otaczającym nas z każdej strony. 
Żeby przetrwać, próbujemy jakoś się odnaleźć w tym wszechobecnym chaosie, szukając przyjaciół na portalach społecznościowych – przeliczając liczbę polubień i komentarzy osób istniejących wyłącznie w sieci. Pośpiech, przymus efektywniejszego działania, karmienie się ważnymi i mniej ważnymi newsami, ciągłe zdobywanie nowych kwalifikacji. Nasza uwaga jest ciągle zajęta przez dziesiątki rozpraszaczy i wypełniaczy ciszy: muzyka płynąca ze słuchawek bezpośrednio do uszu, bezrefleksyjne przeglądanie informacji na Facebooku, gry, nerwowe zerkanie na telefon z nieustannym dostępem do Internetu. 
W tym bezcelowym pędzie człowiek zachowuje się jak uzależniony, cały czas poszukuje nowych wrażeń, większej ilości bodźców oddziałujących na już i tak przeciążone zmysły. Z własnej woli się ogłupia, żeby lepiej wtopić się w świat. Pod pozorem zdobywania go powolutku pozwala na to, że coraz ciaśniej zaciskają się zarzucone na niego więzy. W serce wkrada się chaos i niepokój. Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na spotkanie drugiego człowieka i budowanie relacji?
Świat nie jest wsparciem dla tego, kto chce odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa. Bo to wezwanie nie dotyczy tego świata. Dotyczy świata Bożego, świata, który przeniknięty jest ciszą. W ciszę tę można wkroczyć tylko w samotności. W samotności przyjętej i zaakceptowanej. W samotności, która nie odrzuca miłości, ale do niej prowadzi. W samotności, która nie wyklucza drugiego człowieka, ale pozwala go dostrzec. Do takiej samotności powołany jest każdy człowiek, bez względu na to, czy życie tutaj, na ziemi, realizuje w rodzinie, w kapłaństwie czy też w pojedynkę.
Samotność jest wpisana w naturę każdego człowieka, bo tylko ona może go doprowadzić do spotkania z Bogiem. Najważniejsze momenty w życiu człowieka dokonują się właśnie w niej. W samotności człowiek zostaje powołany do życia. Nikogo nie ma obok, nikt nie obserwuje chwili, w której dwie komórki łączą się ze sobą i w cudowny sposób powstaje nowe życie. Potem przez dziewięć miesięcy samotnie wzrasta pod bijącym sercem matki, żeby samotnie przecisnąć się przez wąski kanał rodny i po kilkudziesięciu latach życia na ziemi, również w samotności przejść ostatni etap ziemskiego życia – śmierć.
Pojawia się pytanie, jak pokochać tę samotność? Człowiek przecież nie do samotności został stworzony, ale do życia we wspólnocie. Samotność wydaje się smutna, nieludzka, a to przecież ona daje przestrzeń do zatrzymania się, zastanowienia, samodzielnego podjęcia decyzji. Samotność ludzka często bywa egoistyczna – wówczas nie ma w niej miejsca na spotkanie, jest tylko „moje ja”. Samotność przeżywana z Bogiem jest zupełnie inna. Wprowadza człowieka w świat ciszy, w świat relacji i miłości. 
Cisza otwiera oczy duszy. Człowiek zaczyna dostrzegać, jak ogromny wpływ na spokój ducha ma życie zewnętrzne, które sam kreuje. Z pędu, ciągłego hałasu pojawiają się nieogarnięte myśli, kipiące od nadmiaru informacji, ciągłe próby analizowania swoich planów i zamierzeń, odczucie wewnętrznego niepokoju i chaosu. Wtedy nie ma miejsca na spotkanie. 
Tylko w ciszy możliwy jest dialog. Cisza pozwala zauważyć, a potem usłyszeć drugiego człowieka. Uwrażliwia zmysły na spotkanie osoby. Milczenie otwiera uszy i serce na to, co chce przekazać człowiek będący obok. Cisza uczy słuchać – nie podsyca presji odpowiadania i komentowania, pozwala na milczące przyjmowanie. Cisza pomaga po prostu być. 
Niemożliwe jest spotkanie Boga bez doświadczenia spotkania i poznania drugiego człowieka. Ono natomiast nie jest możliwe bez umiejętności słuchania, bez nawiązania relacji. Relacja międzyludzka rozwija się na wielu płaszczyznach. Relacja z Panem Bogiem odbywa się na poziomie ducha. Tam nie ma nic namacalnego. To spotkanie może odbyć się już tylko w milczeniu. Nie ma innej możliwości, bo „głos Boga jest milczący”, jak to powiedział kard. R. Sarah. Jak więc go usłyszeć inaczej, jeśli nie w milczeniu?
Najpierw należy wyciszyć to, co wprowadza hałas na zewnątrz nas. Wyłączyć telewizor, radio, wyjąć słuchawki z uszu. Zastanowić się, czy kolejne zajęcia i kursy przyczynią się do wzrostu, czy to kolejny zapychacz czasu. Wstać 20 minut wcześniej, żeby spokojniej wyjść z domu do pracy, bez porannych napięć. Zamilknąć i wsłuchać się w to, co druga osoba ma do powiedzenia, a czasami po prostu z nią pomilczeń. Zadbać o jakość relacji, a nie o liczbę znajomych w sieci.
I to, co najważniejsze: zawalczyć o codzienny czas z Panem Bogiem. Czas samotny i milczący. Czas, który uczy miłości. Miłości bezwarunkowej. Miłości do Boga i człowieka. Pół godziny na przebywanie z Tym, który nas stworzył. Każdego dnia, systematycznie. To milczące spotkanie przemienia. Przemienia najpierw to, co w nas ukryte i wewnętrzne. Pojawia się blask, który świeci coraz mocniej, aż w końcu zaczyna rozświetlać wszystko wokół. To Boże światło nie ukrywa się w środku, ono promieniuje na zewnątrz. Cichy blask, który zdobywa ziemię, nie tę, na której koniec czekamy, ale tę wieczną.
„Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” – te słowa mówi do mnie dzisiaj Pan Jezus. Jak na nie odpowiem, to już zależy tylko ode mnie. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl