Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 1 (269) 2016
Słowo wśród nas Nr 1 (269) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W tym roku wypada podwójny jubileusz naszego pisma – macierzysta, amerykańska redakcja dziękuje Bogu za 35 lat ukazywania się „The Word Among Us”, a my, w Polsce – za 25 lat. Dlatego w artykułach przeczytamy o początkach „Słowa wśród nas”, przesłaniu naszego pisma i o tym, czym dla nas jest Pismo Święte. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się m.in. artykuł „Słuchać, kochać, towarzyszyć” o nawróceniu lekarza, który porzucił wykonywanie aborcji i zaangażował się w ochronę życia i pomoc rodzinom, kobietom i dzieciom, prowadząc nowoczesną klinikę Centrum Tepeyac, a także bardzo osobiste, poruszające świadectwa związane z macierzyństwem oraz odpowiedź na naszą ankietę zatytułowaną „Bóg żyje i działa”. Zachęcamy wszystkich do podzielenia się swoim świadectwem.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Dwie historie, jedno pismo

Początki Słowa wśród nas – Joe Difato...................... 4


Dzielić się tym, co otrzymaliśmy

Przesłanie Słowa wśród nas – Joe Difato................... 9

Twórcze, wyzwalające, żywe i skuteczne

Czym jest dla nas Pismo Święte? – Leo Zanchettin................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia......................... 19

MAGAZYN

Słuchać, kochać, towarzyszyć 

O lekarzu, którzy posłuchał Maryi – Patty Whelpley............ 47

Świętowanie z Elżunią

Życie krótkie, kruche i bezcenne – Tiffany Woods.............................51

Prowadzony przez Boga – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”..................................... 54


Powrót do życia – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”................................................. 56


Pan działa w moim życiu – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”..................... 58


Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan................................... 59


Nasze lektury............................................................ 60


Od redakcji............................................................... 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

SŁOWO WŚRÓD NAS – STYCZEŃ 2016

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Początek nowego roku kalendarzowego jest tradycyjnie czasem podsumowań i refleksji nad naszym życiem. Dla nas, w amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” („The Word Among Us”), rok 2016 oznacza rozpoczęcie trzydziestego piątego roku wydawania naszego pisma. Aby upamiętnić tę rocznicę, chcemy podzielić się z wami tym, jak wyglądały jego początki i jak pojmowaliśmy i nadal pojmujemy naszą misję.
Często powtarzamy, że pismo to należy do Boga, a nie do nas. Nikt z nas nie pracowałby tutaj, gdyby nie działanie Ducha Świętego w naszym życiu. Wszyscy stawialibyśmy sobie zupełnie inne cele zawodowe. Jednak dotknięci i przemienieni łaską Bożą, zmieniliśmy swoje plany życiowe, aby móc służyć Panu.
Trzydzieści pięć lat temu poczuliśmy, że Bóg wzywa nas do dzielenia się tym, co nam pokazał: że każdy może mieć osobistą relację z Jezusem, że Duch Święty przemienia i odnawia nasze myślenie oraz że miłość Boga do nas jest pewna i niewzruszona. Są to te same prawdy, do których głoszenia czujemy się wezwani również dzisiaj.
Kiedy zaczęliśmy przelewać to przesłanie na papier, nikt z nas nie miał doświadczenia w pracy wydawniczej. Nie wiedzieliśmy nawet, czy nasze pismo zdoła przetrwać! Czuliśmy jednak, że Bóg mówi do nas: „Wy dajcie im jeść!” (Mt 14,16). Dziś, po trzydziestu pięciu latach, nie mogę wyjść z podziwu nad tym, co uczynił Bóg. Szczególnie poruszają mnie tysiące listów i wiadomości elektronicznych, w których nasi czytelnicy dzielą się cudownym działaniem Boga w ich życiu.
Podziwiam wierność Pana, który powierzył nam misję wspierania w wierze tych, którzy pragną spotykać Chrystusa w Piśmie Świętym. Wdzięczni jesteśmy za to, że poprzez nasze pismo, które dziś ukazuje się w wielu krajach na wszystkich kontynentach, Bóg dotyka ludzi na całym świecie. Wysławiamy Go, Pana rzeczy niemożliwych, za wszystko, co uczynił.
Patrząc w przyszłość, modlę się, by Bóg pomógł nam dochować wierności naszemu powołaniu. Proszę módlcie się za nas – tak jak i my obiecujemy modlić się za was. Obyśmy wszyscy z każdym dniem choć odrobinę upodabniali się do Jezusa!

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


OD REDAKCJI POLSKIEJ:

Drodzy Czytelnicy!

Gratulujemy amerykańskiej redakcji 35. rocznicy wydawania czasopisma „The Word Among Us”. Owocem ich wysiłków, ciężkiej pracy, ale nade wszystko wsłuchiwania się w głos Ducha Świętego jest także – wśród wielu różnojęzycznych edycji – nasza polska wersja tego miesięcznika. „Słowo wśród nas” ukazuje się
w Polsce – aż trudno w to uwierzyć – już 25 lat. To też okrągła rocznica!
Dlatego z wdzięcznością w sercach dołączamy do wyrazów dziękczynienia Panu, który powołał do istnienia to pismo. Mamy nadzieję, że pomaga ono wielu z nas uwierzyć w niepojętą, niczym niezasłużoną miłość Boga do każdego człowieka, że poprzez zachętę do codziennej modlitwy i lektury Pisma Świętego pomaga wchodzić w żywą, osobistą relację z Jezusem Chrystusem, naszym Panem i Zbawicielem. W tym przekonaniu utwierdzają nas, drodzy Czytelnicy, Wasze listy i świadectwa, wyrazy życzliwości i wsparcia dla naszej pracy, za które serdecznie dziękujemy. Bądźcie pewni, że każdy kontakt z Wami jest dla nas cenny i inspirujący. Czekamy na Wasze listy.
Cieszymy się, że „Słowo wśród nas” dociera co miesiąc do ponad dziesięciu tysięcy osób we wszystkich zakątkach kraju, a także do wielu Polaków mieszkających za granicą. Chcielibyśmy, by grono naszych Czytelników wciąż rosło, dlatego zachęcamy do dzielenia się naszym pismem z innymi – rodziną, sąsiadami, znajomymi.
Chwalmy razem Boga za to Jego dzieło!
Redakcja


ARTYKUŁY:

DWIE HISTORIE – JEDNO PISMO
Początki Słowa wśród nas

Patrząc wstecz na trzydzieści pięć lat istnienia naszego pisma, chcę opowiedzieć wam dwie historie – jedną globalną, a drugą osobistą. Zacznijmy od globalnej.

HISTORIA GLOBALNA – NOWA PIĘĆDZIESIĄTNICA
W 1959 roku nowo wybrany papież, Jan XXIII, ogłosił decyzję zwołania Soboru Watykańskiego II. Natchnienie, by zwołać Sobór, pochodziło wprost od Ducha Świętego. Podczas modlitwy papież poczuł, że Duch Święty pragnie tchnąć wiatr odnowy na Kościół i świat.
Przez ponad pięćdziesiąt lat, dzielących nas od zakończenia Soboru, wiatry odnowy wiały w sposób ewidentny. W pa-
rafiach powstawało coraz więcej grup modlitewnych i biblijnych, świeccy podejmowali posługę w Kościele, angażując się w akcje charytatywne i ewangelizacyjne. Nastąpił rozkwit ruchów odnowy Kościoła, takich jak Opus Dei, Focolare, Odnowa Charyzmatyczna, Spotkania Małżeńskie, Cursillo czy Droga Neokatechumenalna. Więcej katolików niż kiedykolwiek w dziejach Kościoła podjęło systematyczną lekturę Pisma Świętego.
Ten powiew odnowy pomógł milionom ludzi wejść w głębszą, bardziej osobistą relację z Jezusem i odkryć sens własnego życia poprzez modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Zaczęli oni mówić o Jezusie nie tylko jako o Synu Bożym, ale również jako swoim Odkupicielu, Lekarzu i Przyjacielu. Wszystko to dzieje się dzięki działaniu Ducha Świętego w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

HISTORIA OSOBISTA – REAKCJA ŁAŃCUCHOWA
Historia osobista dotyczy mojej matki, Edie. Wychowała się w rodzinie katolickiej, ale dopiero w 1968 roku przeżyła silne doświadczenie nawrócenia, w wyniku którego jej wiara stała się żywa. Jako żona i matka piątki zdrowych, udanych dzieci, Edie miała wszelkie powody, żeby być kobietą szczęśliwą, i na pozór nią była. Jednak w głębi serca wciąż szukała sensu życia. To wewnętrzne zmaganie wyzwoliło w niej potrzebę szukania Pana, którego odnalazła poprzez Odnowę Charyzmatyczną i który z mocą przemienił jej życie.
Po swoim nawróceniu Edie zaczęła się modlić, czytać Pismo Święte, uczestniczyć we Mszy świętej w dni powszednie i czytać wszystkie książki religijne, jakie tylko wpadły jej w ręce. Wraz z kilkoma innymi kobietami zainicjowała spotkania modlitewne w swojej parafii. Pamiętam, jak wiele czasu poświęcała na to, by pomagać innym wejść w taką zażyłość z Jezusem, jaką cieszyła się sama.
Edie zawsze miała dobry kontakt z młodzieżą. Często zapraszano ją do miejscowych katolickich szkół średnich, aby dzieliła się z uczniami swoim doświadczeniem życia w Duchu. Kiedy niektórzy uczestnicy tych spotkań zaczęli w piątkowe wieczory spotykać się u nas w domu, poczułem, jak Duch Święty dotyka mego serca i z czasem również sam zacząłem brać w nich udział. Edie uczyła nas, jak się modlić, jak dać się prowadzić Duchowi Świętemu i jak zbliżyć się do Boga.
Także dziś, licząca sobie już dziewięćdziesiąt dwa lata, Edie jest żywym świadectwem mocy Boga. Wciąż przychodzi na nasze spotkania modlitewne i wciąż opowiada o Jezusie każdemu, kogo spotka. Czytając więc którąś z medytacji lub któryś z artykułów w naszym piśmie, pomyśl czasem, że gdzieś w ich tle rozlega się głos kobiety, która wiernie służy Panu od ponad pięćdziesięciu lat.
Na początku artykułu wspomniałem, że na dzieje Słowa wśród nas składają się dwie historie. Jednak dokładnie rzecz biorąc, historie te ściśle splatają się ze sobą. Edie, głęboko dotknięta łaską Odnowy Charyzmatycznej, jest zarazem jednym z przykładów działania tego strumienia łaski, który popłynął po Soborze Watykańskim II i nie przestaje płynąć po dziś dzień.

MOJA WŁASNA HISTORIA
W 1971 roku uczestniczyłem w Seminarium Odnowy życia w Duchu, na koniec którego modlono się nade mną o „chrzest w Duchu Świętym”. Czytelnikom, którzy nie zetknęli się z tym terminem, wyjaśniam, że chrzest w Duchu Świętym jest terminem zaczerpniętym z Nowego Testamentu, oznaczającym duchowe doświadczenie zanurzenia w Duchu Świętym, prowadzące do osobistego i głębokiego spotkania z Jezusem (Mt 3,11; Mk 1,8; Łk 3,16; J 1,33).
To mocne doświadczenie ukazało mi nowy cel życia. Wcześniej moja wiara bardziej niż na sprawach duchowych koncentrowała się na zachowywaniu nauki Kościoła w dziedzinie moralności. Chodziłem do kościoła i starałem się tak żyć, żeby nie skończyć w piekle. Moje zainteresowania koncentrowały się jednak głównie na moich własnych pomysłach i planach na życie, a przede wszystkim na tym, by móc zostać zawodowym golfistą. Nie znałem jednak Jezusa i nie było we mnie pragnienia służenia Mu czy pójścia za Nim.
Wszystko to zmieniło się po chrzcie w Duchu Świętym. Uczestnictwo w spotkaniach modlitewnych obudziło we mnie głębokie pragnienie poświęcenia życia służbie Panu. Moje własne plany zaczęły blednąć wobec perspektywy dania Bogu czegoś od siebie.

WY DAJCIE IM JEŚĆ!
Wkrótce potem zamieszkałem z kilkoma innymi studentami oraz franciszkaninem, o. Teo Rushem. Dobry wpływ Edie oraz o. Teo sprawił, że w naszym małym gospodarstwie domowym zapanował klimat modlitwy i braterskiej miłości. Do czasu, gdy w 1975 roku zawarłem związek małżeński, miałem już pewność, że chcę, aby moje życie było służbą Panu. Dlatego w czasie następnych kilku lat posługiwałem na spotkaniach modlitewnych, studiowałem Pismo Święte, prowadziłem intensywne życie duchowe i zrobiłem doktorat z teologii.
W ciągu tych lat wciąż miałem wrażenie, że Pan mówi do mnie te same słowa, co do uczniów przed rozmnożeniem chleba: „Wy dajcie im jeść!” (Mt 14,16). Zacząłem więc snuć plany założenia pisma, które byłoby pomocą w codziennej modlitwie i lekturze Pisma Świętego. Widząc, jak wiele sam otrzymałem od Boga, chciałem dzielić się tym z innymi.

PRACA ZESPOŁOWA
Wyobrażałem sobie, że pismo będzie składać się z dwóch części. Jedna z nich miała proponować czytelnikom krótkie, inspirujące rozważania na temat codziennych czytań liturgicznych. Druga miała być serią artykułów omawiających szczegółowo jeden wybrany temat. Dziś, po trzydziestu pięciu latach, wciąż stosujemy ten sam schemat.
Pragnąc jak najszybciej wcielić ten pomysł w życie, przedstawiłem swój plan ks. Francisowi Martinowi – bibliście, mojemu wykładowcy na studiach doktoranckich. To właśnie on był pomysłodawcą tytułu Słowo wśród nas. Wraz z ks. Francisem, o. Teo i kilkoma innymi kapłanami pisaliśmy artykuły, podczas gdy inni członkowie zespołu opracowywali codzienne medytacje, teksty o świętych i świadectwa. Zaznajamialiśmy się też z zasadami dystrybucji, produkcji i marketingu czasopism.
Tak więc, choć inicjatywa powstania pisma należała do mnie, pisanie tekstów, grafika i produkcja były dziełem całego zespołu ludzi. Profesjonalni i ofiarni teolodzy pracowali ręka w rękę z zaangażowanymi świeckimi. Wspólnie modliliśmy się i próbowaliśmy pomagać sobie nawzajem w budowaniu relacji z Jezusem; wspólnie też dzieliliśmy się z naszymi czytelnikami tym, czego doświadczaliśmy i czego się uczyliśmy. Wreszcie, po intensywnym przygotowaniu i modlitwie, w grudniu 1981 roku ukazało się pierwsze wydanie Słowa wśród nas.

LATA NAUKI
Pierwsze wydanie zostało wydrukowane w garażu. Następnie składaliśmy, zszywaliśmy i etykietowaliśmy cały tysiąc egzemplarzy w stołówce miejscowej szkoły. Ku naszej radości nakład rozszedł się szybko, a zapotrzebowanie na pismo wzrastało z każdym miesiącem.
W tych wczesnych latach komputery działały wolno i były zawodne. Zbudowanie bazy danych naszych czytelników, regularne dostarczanie pisma prenumeratorom czy czuwanie nad tym, by prenumeraty były w porę odnawiane, kosztowało nas wiele trudu i wiele porażek. Trudno dziś zliczyć, ile egzemplarzy zostało zagubionych, nie zostało wysłanych czy trafiło pod niewłaściwy adres. Na szczęście nasi czytelnicy byli cierpliwi i wspaniałomyślni!
Z czasem zrobiliśmy postępy w wielu dziedzinach. Po skromnych początkach osiągnęliśmy tyle, że dziś mamy profesjonalną sekcję obsługi klienta, technologiczną, redakcyjną i marketingową. Modlimy się wspólnie i wspieramy siebie nawzajem. Chociaż i dziś tworzymy naprawdę błogosławione środowisko pracy, to ci z nas, którzy pamiętają nasze początki, wspominają te pierwsze lata ze szczególnym sentymentem. Nigdy nie zapomnimy naszych prowizorycznych, chaotycznych i nieskutecznych metod działania – i tego, jak Bóg błogosławił tym skromnym wysiłkom, dotykając ludzkich serc.

PATRZĄC W PRZYSZŁOŚĆ
Trzydzieści pięć lat to niemało, a jednak upłynęły one tak szybko! Trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu, odkąd drukowaliśmy nasze pismo w garażu i zszywaliśmy je w stołówce. Nie sądzę, by ktokolwiek z obecnych przy tych pierwszych nieporadnych próbach przewidywał tak spektakularny rozwój, jaki nastąpił później.
Dlatego też rozpoczynamy trzydziesty piąty rok wydawania Słowa wśród nas z pokorą i ufnością. Mamy świadomość, że rzeczywistym założycielem naszego pisma jest Duch Święty i że jest to Jego, a nie nasze dzieło.
Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za tę możliwość służenia Bogu i widzimy też, jak często ta misja nas przerasta. Dlatego patrząc przed siebie na kolejne trzydzieści pięć lat, pragniemy prosić Ducha Świętego, by pozostał z nami oraz by wciąż wylewał swą miłość i błogosławieństwo na wszystkich naszych czytelników. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi
Lb 6,22-27
Niech cię Pan błogosławi i strzeże. (Lb 6,24)
Z jakimi myślami witasz pierwszy dzień nowego roku, jakie wiążesz z nim plany i oczekiwania? Każdy nowy rok przynosi nam nadzieję, ale także niepewność. Kto wie, co kryje w sobie przyszłość? Przygotowując się do obrzezania swego Dziecka, Maryja przeżywała prawdopodobnie te same uczucia. Radosne nadzieje mieszały się w Niej z niepokojem: Jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Czy to niezwykłe Dziecko zostanie przyjęte przez ludzi, czy też odrzucone?
Maryja z pewnością miała w pamięci Bożą wierność w przeszłości i całym sercem wierzyła obietnicy Boga, że będzie błogosławił swojemu ludowi i będzie go strzegł.
Pamiętała, jak Bóg zapewnił Jej opiekę Józefa, przekonując go o Jej wierności. Wróciła myślą do tych chwil, gdy mimo trudności znalazło się w Betlejem miejsce, gdzie mogła bezpiecznie urodzić. Myślała o pasterzach i ich opowiadaniu o niebieskich posłańcach. Bóg uchronił Ją od wstydu, obdarzył kochającym i wiernym mężem, we właściwym momencie przysłał Jej nieoczekiwanych gości, aby zapewnić Ją o swojej miłości i trosce. Błogosławił
Ją i strzegł Jej na każdym kroku, tak jak od wieków czuwał nad swoim ludem, i z pewnością będzie to czynił nadal.
Jak wyglądał twój miniony rok? Może był to rok jak każdy, ze zwyczajnymi radościami i smutkami? A może, jak dla Maryi, był czasem ważnych zmian i życiowych wyzwań? Spróbuj przypomnieć sobie jedną czy dwie sytuacje z minionego roku, w których odczuwałeś Boże prowadzenie i opiekę. Podziękuj Bogu za Jego błogosławieństwo i wierność. Niech to modlitewne rozważanie napełni cię nadzieją i ufnością. Niech cię przekona, że Bóg, twój Ojciec niebieski, będzie cię miłował i strzegł przez wszystkie dni nowego roku.
„Ojcze, nie daj mi zapomnieć o tym, że zawsze mnie błogosławisz i strzeżesz. Tobie powierzam cały rozpoczynający się rok. Umocnij, proszę, moją wiarę”.
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

Niedziela, 3 stycznia
J 1,1-18
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę. (J 1,14)
O tym, jak wyglądała „chwała” wcielonego Słowa, przypomniały nam święta Bożego Narodzenia. Uboga rodzina, trudy podróży do Betlejem, niemowlę złożone w żłobie. Zwyczajne, niełatwe życie. A jednak od samego początku są tacy, którzy w tym niewyróżniającym się na pozór dziecku potrafili dostrzec kogoś niezwykłego. Składają Mu dary prości pasterze i wybitni Mędrcy. Boi się Go sam król Herod.
Tak dzieje się po dziś dzień. W tej zwykłej, banalnej rzeczywistości, która nas otacza, jedni nie dostrzegają Boga wcale, inni potrafią zobaczyć Jego działanie we wszystkim, co ich spotyka. Są też i tacy, którym wydaje się On jedynie zagrożeniem, atakiem na ich wolność, komfort, wygodnie zorganizowane życie. O nich mówi dziś św. Jan: „Świat Go nie poznał. Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (por. J 1,10).
A ja, do której grupy się zaliczam? Czy widzę Jezusa w moim życiu? Czy jest On w nim obecny? Czy działa? Czy potrafię Go w nim spotkać?
W drugim czytaniu św. Paweł ogarnia dziś nas wszystkich swoją modlitwą: „Proszę… aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca” (Ef 1,17). Głębsze poznanie Boga to coś więcej niż zachowywanie świątecznych zwyczajów czy chodzenie do kościoła w niedziele i święta. Jest to wejście w autentyczną, osobistą relację z Nim, relację, która nigdy się nie kończy i która niezależnie od tego, jak wygląda dzisiaj, zawsze może się jeszcze pogłębić.
I my prośmy dziś Boga o światłe oczy serca, abyśmy – jak pasterze i Mędrcy – potrafili rozpoznawać Jezusa tam, gdzie On przebywa, to jest w sakramentach Kościoła, w spotykanych ludziach, w przyrodzie, w konkretnych sytuacjach. I abyśmy mogli zachwycić się Jego chwałą, która, choć często ukryta, jest chwałą samego Boga.
„Panie, daj mi się poznać. Pozwól mi zobaczyć, że naprawdę jesteś obecny w moim życiu i chcesz mnie prowadzić. Pozwól mi ujrzeć Twoją chwałę”.
Syr 24,1-2.8-12
Ps 147,12-15.19-20
Ef 1,3-6.15-18

Środa, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
Za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy. (Mt 2,1)
Wiemy z doświadczenia, że jeśli budzimy się z fatalnym nastawieniem do rozpoczynającego się dnia, to najprawdopodobniej rzeczywiście będzie on nieudany. Jeśli natomiast po przebudzeniu patrzymy na nowy dzień z nadzieją, istnieje duża szansa, że wszystko potoczy się dobrze. Jest to uproszczona ilustracja tego, w jaki sposób nasze nastawienie wpływa na nasze postępowanie oraz reakcje na wszystko, co nam się przytrafia.
Także w dzisiejszej Ewangelii znajdujemy uderzający przykład tego, jak ogromne znaczenie ma dobre lub złe nastawienie. Najpierw spotykamy króla Heroda, który „przeraził się” (Mt 2,3) nowiną o narodzeniu Jezusa. Następnie pojawiają się Mędrcy, którzy „bardzo się uradowali” (Mt 2,10) tym samym wydarzeniem. I Herod, i Mędrcy zdają sobie sprawę, że narodził się nowy król, pragną więc Go zobaczyć, ale z zupełnie innych powodów i w innym celu. Herod, czując się zagrożony utratą władzy, widzi w Jezusie rywala i posługuje się oszustwem, aby Go zniszczyć. Trzej królowie, poszukujący mądrości, radują się nowiną o Jego przyjściu na świat i spieszą złożyć Mu królewskie dary.
Każdy z nas zapewne potrafi odnaleźć w swoim życiu chwile, gdy lęk, zazdrość czy inne negatywne uczucie wpłynęło na nasz stosunek do konkretnej sytuacji. Zamiast pamiętać, że Jezus zawsze pragnie naszego dobra, wmawiamy sobie, że nas opuścił lub, co gorsza, że nas karze. Jeśli jednak będziemy, podobnie jak Mędrcy, stawiać czoło kolejnym życiowym sytuacjom z sercem otwartym i gotowym szukać Bożej obecności, lęk i zwątpienie zaczną topnieć. Odnajdziemy Jezusa w nieoczekiwanych, nieprawdopodobnych miejscach – podobnie jak Mędrcy odnaleźli Go w skromnym domu Maryi i Józefa.
Kiedy więc ogarnia cię lęk i zwątpienie, zatrzymaj się i poproś Ducha Świętego, aby pomógł ci odnaleźć Bo-
żą obecność. Proś Go, aby pomógł ci przyjąć postawę ufności i otwarcia, a wtedy doświadczysz tej samej radości i podziwu, jakich doświadczyli Mędrcy.
„Duchu Święty, pokieruj dziś moim nastawieniem. Pomóż mi odczytać Twoje prowadzenie i napełnij moje serce radością”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 10 stycznia
Chrzest Pański
Łk 3,15-16.21-22
On chrzcić was będzie Duchem Świętym. (Łk 3,16)
Kiedy rozważamy chrzest Jezusa, przychodzą nam na myśl trzy różne chrzty: chrzest w Jordanie, chrzest na krzyżu oraz Jego pragnienie ochrzczenia nas Duchem Świętym.
Przyjmując chrzest od Jana, Jezus zjednoczył się z nami wszystkimi, mimo że jesteśmy grzesznymi ludźmi.
Jak wyjaśnił św. Paweł, Jezus stał się dla nas „grzechem”, „abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21). Podczas chrztu w Jordanie wziął na siebie nasze grzechy, by je zgładzić swoją śmiercią na krzyżu.
Swoją śmierć na krzyżu Jezus sam nazwał chrztem. Powiedział swoim uczniom: „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (Łk 12,50). Kiedy Jakub i Jan chcieli uzyskać u Jezusa gwarancję zaszczytnych miejsc w niebie, odpowiedział im: „Czy możecie (…) przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?” (Mk 10,38). Krzyż miał być w życiu Jezusa kulminacją tego, co zapoczątkował chrzest w Jordanie. Wszystkie grzechy, które wziął na siebie Jezus, zostały unicestwione, a nasze odkupienie stało się faktem.
Jednak krzyż nie był ostatnim słowem Boga. Pismo Święte mówi nam, że Jezus pragnie teraz chrzcić nas wszystkich Duchem Świętym (Łk 3,16). Chce dzielić się z nami owocami swego chrztu, zanurzając nas w swoim Świętym Duchu – tak jak ochrzcił Nim pierwszych Apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy.
Dzisiejsze święto jest zaproszeniem do postawienia sobie pytania: „Czy doświadczyłem wolności od grzechu, jaką daje mi chrzest Jezusa?”. Zapytajmy też: „Jak dobrze znam Ducha Świętego?”. Ten sam Duch, który zstąpił na Jezusa podczas Jego chrztu w Jordanie, pragnie zstępować również na nas i uzdalniać nas do świętego życia.
„Dziękuję Ci, Jezu, że ze względu na mnie przyjąłeś chrzest. Przyjdź, proszę, i napełnij mnie swoim Duchem”.
Iz 42,1-4.6-7
Ps 29,1-4.9-10
Dz 10,34-38

Niedziela, 17 stycznia
J 2,1-12
Nie mają już wina. (J 2,3)
Jest to jedna z tych historii, które znajdujemy jedynie w Ewangelii św. Jana. Nie wiemy do końca, dlaczego Jan zamieścił ją w swojej Ewangelii, ale jedno jest pewne – mówi ona o wierze wyjątkowej kobiety, którą była Maryja Panna.
Nie mamy powodów przypuszczać, że przed powiedzeniem do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5), Maryja najpierw uzyskała pozwolenie Jezusa. Można by się raczej spodziewać, że szorstka odpowiedź Syna – „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4) – wprawiła Ją w onieśmielenie. Jezus ewidentnie ocenił, że nie jest to dla Niego odpowiedni czas, aby się angażować.
Jan stwierdza jednak jasno, że Maryja jest kimś absolutnie wyjątkowym, kto jest w stanie skłonić Jezusa do zmiany zdania. Jan ukazuje również, jak bardzo Jezus kochał swoją Matkę i pragnął sprawić Jej radość. Troszczył się o sprawy, które były dla Niej ważne, w tym wypadku o uchronienie nowożeńców od upokarzającej sytuacji, pomimo iż Jego godzina jeszcze nie nadeszła.
Maryja jest tak skuteczną pośredniczką przede wszystkim ze względu na głębię swojej relacji z Jezusem. Dlatego właśnie Kościół zachęca nas, by zwracać się do Niej we wszystkich naszych potrzebach, prosząc: „Módl się za nami, grzesznymi”. Możemy sobie wyobrazić Jej modlitwę w niebie, tak jak opowiada o tym znana legenda: Kiedy Maryja przedstawia Jezusowi wszystkie powierzone Jej przez ludzi prośby, pozostali święci muszą czekać, aż skończy, i dopiero wtedy mogą przyjść do Niego.
Maryja jest ogniwem łączącym niebo z ziemią, jak drabina ze snu Jakuba, po której aniołowie wspinali się w górę i w dół. Zanosi do Jezusa nasze modlitwy i błagania, a jednocześnie z radością schodzi ku nam, by złożyć w naszych sercach otrzymane od Niego łaski i błogosławieństwa.
Zanośmy więc nasze błagania za pośrednictwem Tej, która jest pełna łaski. I starajmy się jak najlepiej wypełnić Jej prośbę: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
„Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami”.
Iz 62,1-5
Ps 96,1-3.7-10
1 Kor 12,4-11

Niedziela, 24 stycznia
Ne 8,1-4a.5-6.8-10
Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. (Ne 8,9)
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Izraelici potwierdzają swoje przymierze z Bogiem, słuchając kapłana Ezdrasza, który czyta i komentuje Pismo Święte. Przeżyli zniszczenie Jerozolimy, pobyt na wygnaniu. Spotykało ich jedno upokarzające wydarzenie po drugim. Teraz wrócili bezładną grupą i próbują odbudować swoje życie. Naród jednoczy się na nowo.
Przesłanie Ezdrasza składało się z trzech punktów. Najpierw oznajmił im: „Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu”. Następnie zachęcił do świętowania: „Spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie”. Wreszcie oznajmił im: „Radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8,9.10).
To krótkie czytanie ukazuje również reakcję ludu. Poświęcili na modlitwę cały poranek, od świtu aż do południa. Ich modlitwa była pełna zaangażowania. „Uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa” (Ne 9,3). Wstawali, podnosili ręce, oddawali pokłon, padali na kolana i wołali: „Amen! Amen!”.
Przenieśmy się teraz w dzisiejsze czasy. W każdą niedzielę przychodzimy na Mszę świętą, aby celebrować nasze wybawienie od grzechu. Każda niedziela jest dniem świętym, dniem zmartwychwstania. Podobnie jak Izraelici, świętujemy nasze wybawienie od śmierci. Jak oni, cieszymy się już z góry na powrót do naszej niebieskiej ojczyzny – do nieba.
Mamy tak wiele powodów do świętowania! Idźmy z radością na dzisiejszą Mszę świętą, aby wyrazić wdzięczność za krzyż Jezusa, który przyniósł nam zbawienie, i cieszyć się otrzymaną wol-
nością. Ale to jeszcze nie wszystko. Jeśli przychodzisz na Mszę świętą nastawiony na uważne słuchanie, słowo Boże stanie się dla ciebie żywe. Sakramentalna obecność Jezusa napełni twoje serce Jego miłością i łaską, byś mógł prowadzić święte życie. Przyjdź więc z odpowiednim nastawieniem, jak Izraelici słuchający Ezdrasza, i pozwól Panu, by cię napełnił swoją obecnością.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że mnie wybawiłeś. Wierzę w Ciebie i chcę Ci dziś dziękować za Twoją miłość”.
Ps 19,8-10.15
1 Kor 12,12-30
Łk 1,1-4; 4,14-21

Niedziela, 31 stycznia
1 Kor 12,31--13,13
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor 13,4)
Kaznodzieje sugerują czasem, by podstawić za słowo „miłość” swoje własne imię, czyniąc w ten sposób pewnego rodzaju rachunek sumienia: „Jan jest cierpliwy, Jan jest łaskawy”. Jednak taka praktyka może szybko doprowadzić nas do zniechęcenia. Natychmiast przychodzi nam do głowy wiele sytuacji, które wymagały od nas cierpliwości, łaskawości, uprzejmości, wytrwałości, nadziei – i nie stanęliśmy na wysokości zadania. „Jan wszystko znosi” – kiepski żart. Może więc lepsze wyniki da podstawienie tu nie naszego imienia, lecz imienia Jezusa.
„Jezus jest cierpliwy”. Wyobraź sobie, jak zatrzymuje się w drodze i czeka, aż niewidomy zdoła dotrzeć
do Niego i poprosić o uzdrowienie.
„Jezus jest łaskawy”. Zobacz, jak bierze za rękę człowieka, który nie słyszy i nie mówi, a następnie wyprowadza go z dala od tłumu, by go uzdrowić w spokojnym otoczeniu.
„Jezus wszystko znosi”. Spójrz, jak zmęczony całodziennym nauczaniem i posługą, wciąż oddaje siebie tłumom ludzi przychodzących z prośbą o pomoc i uzdrowienie.
A teraz uświadom sobie, że ten sam Jezus Chrystus żyje w tobie przez chrzest. Masz udział w Jego zmartwychwstałym życiu i bezwarunkowej miłości. To znaczy, że możesz czerpać z Jego zasobów cierpliwości i łaskawości, wiary, nadziei i miłości, kiedy tylko zechcesz.
Papież Franciszek często przypomina nam, że każde przykazanie w Piśmie Świętym jest związane z obietnicą. Jesteśmy wezwani do miłości i dzisiejszy fragment mówi, jak ta miłość wygląda w praktyce. Standardy, które nam ukazuje, są rzeczywiście bardzo wysokie. Jednak w Chrystusie dana jest nam moc kochania, jak On kocha, okazywania cierpliwości, tak jak On ją okazuje, oraz dzielenia się Jego dobrocią z otaczającymi nas ludźmi.
Jest to też jeden z najbardziej krzepiących paradoksów życia chrześcijańskiego – im bardziej czujesz, że jesteś do niczego, a twoje dłonie są puste, tym bardziej skuteczne i owocne może być twoje działanie. Nie potrzeba wiele, by zanurzyć swe serce i dłonie w oceanie miłości Jezusa, gdzie znajdziemy wszystko, czego nam potrzeba.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że uczyniłeś sobie we mnie mieszkanie. Pomóż mi dziś przekazywać Twą łaskawą
i cierpliwą miłość wszystkim, których spotkam”.
Jr 1,4-5.17-19
Ps 71,1-6.15.17
Łk 4,21-30

 

MAGAZYN:

SŁUCHAĆ, KOCHAĆ, TOWARZYSZYĆ
O lekarzu, który posłuchał Maryi
Johnie, dlaczego zadajesz mi ból?”
Głos usłyszany przez doktora Johna Bruchalskiego był głosem wyraźnie kobiecym – łagodnym matczynym głosem przepełnionym smutkiem. Lekarz rozejrzał się po bazylice Matki Bożej z Guadalupe, w której się znajdował, aby ustalić źródło tego głosu. Wszędzie wokół niego tłoczyli się spoceni, zmęczeni ludzie, próbujący wejść na kolejną z odprawianych co godzinę Mszy lub wyjść z tej, która właśnie się zakończyła.
Słowa nie dobiegały od żadnej z osób, które był w stanie dostrzec, lecz kierowały jego serce i oczy ku wizerunkowi Maryi. Stał zaledwie kilka metrów od słynnego portretu Matki Bożej w kościele wzniesionym ku Jej czci na wzgórzu Tepeyac, na północ od centrum Mexico City. Obraz, który w 1531 roku w cudowny sposób pojawił się na płaszczu meksykańskiego chłopa imieniem Juan Diego, zachował się do dziś, niezniszczony i pełen barw.
Doktor Bruchalski przed laty oddalił się od Kościoła, ale patrząc na wizerunek Maryi, poczuł się przynaglony do powrotu. Jej przesłanie – i skierowane do niego pytanie – poruszyło go do głębi serca. Zrozumiał natychmiast, co sprawia Jej ból. Chciała, by zaprzestał dokonywania aborcji.

DOTRZYMANA OBIETNICA
Podróż na wzgórze Tepeyac była dla doktora Bruchalskiego, ginekologa położnika, początkiem przemiany. Powrócił do Kościoła i wkrótce porzucił swoją dotychczasową pracę, aby rozpocząć prywatną praktykę. Przyrzekł Maryi, że będzie szanował sumienia pro-life lekarzy i pacjentów oraz otaczał troskliwą pomocą rodziny o różnym statusie ekonomicznym.
Taki był początek założonego w 1994 roku Centrum Medycyny Rodzinnej Tepeyac. Początek był bardzo skromny, gdyż doktor Bruchalski otworzył pierwszy gabinet w swojej własnej piwnicy. Po kilku miesiącach praktyka rozrosła się na tyle, że mógł już sobie pozwolić na wynajęcie lokalu. Z biegiem lat zarówno personel, jak i liczba pacjentów systematycznie wzrastały. Tym, co charakteryzowało Centrum Tepeyac od samego początku, było indywidualne podejście do pacjenta, które wypływało z szacunku do każdego życia ludzkiego.
Personel Centrum spotyka się co rano na modlitwie oraz stara się o serdeczne i pełne szacunku podejście do pacjenta. Poradnictwo rodzinne w Centrum Tepeyac uwzględnia nauczanie Kościoła i opiera się na naturalnych metodach regulowania płodności. Opieka hospicyjna zaspokaja potrzeby bardzo chorych dzieci, zarówno w łonie matki, jak i poza nim. I jak obiecał Maryi doktor Bruchalski, Centrum obsługuje wszystkie kobiety i rodziny, które przychodzą po pomoc, niezależnie od ich możliwości finansowych.

LECZYĆ CAŁEGO CZŁOWIEKA
Jedną z pacjentek Centrum Tepeyac była Erica Sawyer. Niezamężna, mieszkająca ze swoją matką Erica zaszła w niespodziewaną ciążę. Nie wiedziała, czy ojciec dziecka zechce jej pomóc, a myśl o samotnym macierzyństwie była dla niej przerażająca. Matka pocieszała ją: „Bóg poprowadzi cię do właściwego lekarza, który ci pomoże wydać na świat to dziecko”.
Erica poszukała adresów najbliższych położników w Internecie i niewiele myśląc zadzwoniła do jednej z pierwszych przychodni na liście, którą było Centrum Medycyny Rodzinnej Tepeyac. Idąc na pierwszą wizytę, czuła się zdenerwowana. Jednak natychmiast przekonała się, że matka miała rację. Cały personel traktował ją z życzliwością i szacunkiem. Doktor Bruchalski miał nawet pewne przeczucia co do jej nienarodzonego dziecka. „Powiedział mi, że mój syn będzie wielkim prorokiem. A nie mógł przecież wiedzieć, że wybrałam już dla niego imię Jeremiasz”.
Podczas każdej z wizyt, a czasami nawet pomiędzy wizytami, pracownicy Centrum rozmawiali z Ericą i dodawali jej otuchy. A kiedy kilka tygodni po urodzeniu Jeremiasza zmarła jej matka, towarzyszyli jej w żałobie i podtrzymywali z nią kontakt.
Erica wyszła za mąż i powróciła do Centrum Tepeyac przy okazji kolejnej ciąży. Tym razem cierpiała na cukrzycę ciężarnych oraz inne dolegliwości zdrowotne, więc została skierowana na konsultacje do specjalistów spoza Centrum. Poród był trudny i zakończył się cesarskim cięciem. Doktor Bruchalski, który tego dnia był na urlopie, przyjechał specjalnie, aby zająć się Ericą. Wspomina to płacząc: „Był dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałam. Ciągle powtarzał, że wszystko będzie dobrze”.
Erica mówi, że lekarze i personel Centrum Tepeyac troszczą się o całego człowieka i jego rodzinę. Zapewniają pacjentom coś więcej niż tylko profesjonalną opiekę medyczną – okazują im miłość. Słuchają z otwartym sercem takich matek jak ona. Nie każda pacjentka ma oparcie w swojej rodzinie. Niejedna przeżywa lęk, wstyd i poczucie winy. Jednak dzięki słowom otuchy i praktycznej pomocy łatwiej jest jej stawić czoło stojącemu przed nią wyzwaniu.
Słuchanie, otaczanie miłością matek i towarzyszenie im mają moc przemiany ludzkich serc. Doktor Bruchalski uważa, że jest to sama esencja opieki medycznej – służyć ludziom jakby byli Chrystusem.

SKOKI WIARY
Centrum Tepeyac obsługuje obecnie prawie cztery tysiące pacjentów rocznie. Niemal 40% rodzin nie jest w stanie podołać pełnym opłatom. Stanowi to dla przychodni pewien ciężar finansowy, ale zarazem jest częścią jej misji. W Centrum Tepeyac medycyna traktowana jest jako akt miłosierdzia, łaski udzielanej w sposób niezasłużony. Opracowany tu program pomocy finansowej nosi nawet nazwę Miłosierdzie.
Otwarcie przychodni wymagało skoku wiary, a także teraz doktor Bruchalski jej utrzymanie zawierza Bożej Opatrzności. Przyjaciele i pacjenci Tepeyac promują to dzieło, gdzie tylko mogą, pozyskując na ten cel setki tysięcy dolarów darowizn. W krytycznych chwilach, gdy dalszy byt Centrum wisiał na włosku, ich modlitwy były wysłuchiwane w zaskakujący sposób.
Pewnego razu doktor Bruchalski zwierzył się pacjentce, że jego ubezpieczenie od błędu lekarskiego wzrosło trzykrotnie. Zupełnie się tego nie spodziewał, gdyż przeciwko jego przychodni nie wpłynął ani jeden pozew o odszkodowanie. Powiedział jej, że aby przychodnia mogła dalej funkcjonować, musi w ciągu tygodnia zebrać 220 tysięcy dolarów. Pacjentka poszła do domu, porozmawiała z mężem i w ciągu weekendu przeprowadzili zbiórkę publiczną. Do poniedziałku wpłynęła cała potrzebna suma i jeszcze dodatkowe dziesięć dolarów.

SŁUCHAĆ, KOCHAĆ, TOWARZYSZYĆ
Ogłaszając Rok Miłosierdzia, papież Franciszek powiedział, że nikt nie jest wyłączony z Bożego Miłosierdzia. W tym roku zaprasza wszystkich chrześcijan, aby świadczyli o czułości Boga wobec tych, którzy cierpią i czują się osamotnieni.
Pamiętając natchnienie otrzymane od Maryi z Guadalupe, doktor Bruchalski prosi Maryję o wstawiennictwo, aby mógł być misjonarzem miłości w swojej pracy. Mówi jednak, że okazywać miłosierdzie może też każdy z nas. W swojej własnej sytuacji życiowej możemy słuchać i kochać ludzi oraz im towarzyszyć – w naszych domach, miejscach pracy, dzielnicach, wszędzie, gdzie jesteśmy.
Ten sam Bóg, który powołał Maryję na Matkę Miłosierdzia, powołuje nas wszystkich do okazywania miłosierdzia innym, do niesienia światła Jego miłości w najciemniejsze zakątki. Od nas, jak od Maryi, wymaga to jedynie powiedzenia pierwszego „tak” – Bóg dokona reszty. ▐

NASZA ANKIETA – Bóg żyje i działa
Powrót do życia
Często powtarzam, że żyję dzięki wszechmocnemu, kochającemu Bogu i dobrym ludziom, których Bóg stawia na mojej drodze. Wciąż powierzam się Jego opiece i miłosierdziu.
Przed wielu laty doświadczyłam potężnej interwencji Boga, a pamięć tych wydarzeń do tej pory daje mi siłę w coraz to innych zawirowaniach życiowych. Wybrałam się wtedy po raz kolejny na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. W drodze ksiądz przewodnik naszej grupy zachęcał do odbycia spowiedzi, trudnych rozmów, powierzenia swoich problemów Maryi za pośrednictwem obecnych kapłanów. Wśród nich był jeden ksiądz czarnoskóry, z którym trzeba było rozmawiać przez przysięgłą tłumaczkę. Od lat miałam problem, o którym nie wiedział nikt z ludzi, problem, który wydawał mi się ponad siły. Nie tylko moje.
We wczesnym dzieciństwie zostałam wykorzystana seksualnie. Dwukrotnie. Jednym z tych mężczyzn był znajomy rodziny. Przez lata moje życie nie było życiem… Postanowiłam wszystko to wyrzucić owemu czarnoskóremu księdzu, nawet przez tę tłumaczkę, aby zabrał to ode mnie daleko, bo nie mogłam już dłużej z tym żyć. Podeszłam, aby poprosić o rozmowę. Powiedział, że mnie wezwie. Czekałam.
Przed poranną Mszą świętą podeszłam do sąsiedniej grupy. Zjawił się tam zaraz ktoś z organizatorów, szukając braci z grupy biało-żółtej, mojej grupy. Powiedziałam, że jestem z tej grupy. Wtedy zaproponował mi trzymanie krzyża w czasie Mszy. Po Mszy okazało się, że mam na tym etapie prowadzić pielgrzymkę, niosąc krzyż. Nie pamiętam już, czy droga była długa, czy było ciężko, czy lekko, pamiętam tylko, że znacznie wyprzedzałam pielgrzymkę. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, co ja niosę. Niosę znak Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego, umęczonego, który był bez grzechu; niczego nie miał za złe swoim oprawcom, a wręcz prosił Ojca o przebaczenie dla nich, bo „nie wiedzą, co czynią”. Nie nienawidził. A ja, grzesznica, tak bardzo nienawidzę. Nienawidzę gwałcicieli. Pan Bóg w jednym momencie pokazał mi całą moją nienawiść i chęć zemsty… i w tym samym momencie mi to zabrał.
Przez całe lata uważałam się za jak najbardziej uprawnioną do takiej nienawiści i chęci zemsty, której rozmaite sposoby wymyślałam. A teraz Pan Bóg mnie od tego uwolnił! To była czysta łaska, szok, dar od Pana Boga. Bóg uratował mi życie, bo życie w ciągłej nienawiści i planowaniu zemsty to nie jest życie. Ale przedtem o tym nie wiedziałam.
Doszliśmy na Jasną Górę. Ksiądz nie wezwał mnie. Po ulokowaniu się na nocleg pobiegłam do klasztoru przed Cudowny Obraz. Dostałam się do prezbiterium. Wkrótce przyszedł porządkowy i kazał wszystkim opuścić prezbiterium. Mogli zostać tylko księża i zakonnice. Wołałam do Matki Bożej, że muszę tu zostać. Zamknęłam oczy i dalej klęczałam, w duchu powtarzałam: „jestem zakonnica, jestem zakonnica”. Prawie wszyscy wyszli, ja zostałam. Prosiłam gorąco Maryję, żeby zabrała ode mnie to moje doświadczenie i wszystko, co z tym związane, bo ja już nie chcę z tym żyć. Niech zrobi z tym, co chce.
Po dłuższej modlitwie wróciłam do miejsca noclegu. Podeszła do mnie owa tłumaczka z wiadomością, że ksiądz mnie szuka. Powiedziałam, że to już nie jest potrzebne, ona jednak odpowiedziała, że ksiądz nie lubi mieć niezałatwionych spraw. Rozmowa była krótka. Zapadał zmierzch, na klombie kwitły mocno pomarańczowe kwiaty. Kiedy opowiedziałam o tamtych wydarzeniach, oboje byli bardzo poruszeni. Pamiętam to, co powiedział ksiądz, a co było dla mnie jak objawienie – bardzo ważne, potrzebne, leczące. Powiedział, że jestem czysta jak zakonnica. Tylko Pan Bóg mógł wiedzieć, i Maryja, że zakonnice były dla mnie uosobieniem czystości, aniołami, a ja żyłam po tym wszystkim w poczuciu najgorszego brudu, upodlenia, zeszmacenia, a na dodatek w poczuciu winy za wszystko. I lęku nawet przed moim rodzonym ojcem.
To Pan Bóg zorganizował tę swoistą terapię. On wiedział, co jest mi naprawdę potrzebne. Maryja uczyniła, co chciała, a przecież zawsze chce mojego szczęścia. Ta Boża terapia trwała jeszcze długo, zdarzały się bolesne momenty, ale to już było życie. Bóg doprowadził mnie do zrozumienia sensu tego cierpienia, tego mojego krzyża, do zrozumienia jego wartości. Dziś wiem, że to tylko Boża łaska uchroniła mnie od tego, że to nie ja byłam na miejscu tych mężczyzn, którzy mnie skrzywdzili. Od dawna mogę się spokojnie modlić za nich, żywych albo umarłych, o spotkanie z nimi w niebie. Niech będzie chwała Bogu i Maryi! I wszystkim świętym! Niech się całe niebo raduje!
Maria

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 1 (269) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

W tym roku wypada podwójny jubileusz naszego pisma – macierzysta, amerykańska redakcja dziękuje Bogu za 35 lat ukazywania się „The Word Among Us”, a my, w Polsce – za 25 lat. Dlatego w artykułach przeczytamy o początkach „Słowa wśród nas”, przesłaniu naszego pisma i o tym, czym dla nas jest Pismo Święte. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się m.in. artykuł „Słuchać, kochać, towarzyszyć” o nawróceniu lekarza, który porzucił wykonywanie aborcji i zaangażował się w ochronę życia i pomoc rodzinom, kobietom i dzieciom, prowadząc nowoczesną klinikę Centrum Tepeyac, a także bardzo osobiste, poruszające świadectwa związane z macierzyństwem oraz odpowiedź na naszą ankietę zatytułowaną „Bóg żyje i działa”. Zachęcamy wszystkich do podzielenia się swoim świadectwem.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Dwie historie, jedno pismo

Początki Słowa wśród nas – Joe Difato...................... 4


Dzielić się tym, co otrzymaliśmy

Przesłanie Słowa wśród nas – Joe Difato................... 9

Twórcze, wyzwalające, żywe i skuteczne

Czym jest dla nas Pismo Święte? – Leo Zanchettin................14

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 stycznia......................... 19

MAGAZYN

Słuchać, kochać, towarzyszyć 

O lekarzu, którzy posłuchał Maryi – Patty Whelpley............ 47

Świętowanie z Elżunią

Życie krótkie, kruche i bezcenne – Tiffany Woods.............................51

Prowadzony przez Boga – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”..................................... 54


Powrót do życia – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”................................................. 56


Pan działa w moim życiu – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”..................... 58


Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan................................... 59


Nasze lektury............................................................ 60


Od redakcji............................................................... 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WŚRÓD NAS – STYCZEŃ 2016

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Początek nowego roku kalendarzowego jest tradycyjnie czasem podsumowań i refleksji nad naszym życiem. Dla nas, w amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” („The Word Among Us”), rok 2016 oznacza rozpoczęcie trzydziestego piątego roku wydawania naszego pisma. Aby upamiętnić tę rocznicę, chcemy podzielić się z wami tym, jak wyglądały jego początki i jak pojmowaliśmy i nadal pojmujemy naszą misję.
Często powtarzamy, że pismo to należy do Boga, a nie do nas. Nikt z nas nie pracowałby tutaj, gdyby nie działanie Ducha Świętego w naszym życiu. Wszyscy stawialibyśmy sobie zupełnie inne cele zawodowe. Jednak dotknięci i przemienieni łaską Bożą, zmieniliśmy swoje plany życiowe, aby móc służyć Panu.
Trzydzieści pięć lat temu poczuliśmy, że Bóg wzywa nas do dzielenia się tym, co nam pokazał: że każdy może mieć osobistą relację z Jezusem, że Duch Święty przemienia i odnawia nasze myślenie oraz że miłość Boga do nas jest pewna i niewzruszona. Są to te same prawdy, do których głoszenia czujemy się wezwani również dzisiaj.
Kiedy zaczęliśmy przelewać to przesłanie na papier, nikt z nas nie miał doświadczenia w pracy wydawniczej. Nie wiedzieliśmy nawet, czy nasze pismo zdoła przetrwać! Czuliśmy jednak, że Bóg mówi do nas: „Wy dajcie im jeść!” (Mt 14,16). Dziś, po trzydziestu pięciu latach, nie mogę wyjść z podziwu nad tym, co uczynił Bóg. Szczególnie poruszają mnie tysiące listów i wiadomości elektronicznych, w których nasi czytelnicy dzielą się cudownym działaniem Boga w ich życiu.
Podziwiam wierność Pana, który powierzył nam misję wspierania w wierze tych, którzy pragną spotykać Chrystusa w Piśmie Świętym. Wdzięczni jesteśmy za to, że poprzez nasze pismo, które dziś ukazuje się w wielu krajach na wszystkich kontynentach, Bóg dotyka ludzi na całym świecie. Wysławiamy Go, Pana rzeczy niemożliwych, za wszystko, co uczynił.
Patrząc w przyszłość, modlę się, by Bóg pomógł nam dochować wierności naszemu powołaniu. Proszę módlcie się za nas – tak jak i my obiecujemy modlić się za was. Obyśmy wszyscy z każdym dniem choć odrobinę upodabniali się do Jezusa!

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


OD REDAKCJI POLSKIEJ:

Drodzy Czytelnicy!

Gratulujemy amerykańskiej redakcji 35. rocznicy wydawania czasopisma „The Word Among Us”. Owocem ich wysiłków, ciężkiej pracy, ale nade wszystko wsłuchiwania się w głos Ducha Świętego jest także – wśród wielu różnojęzycznych edycji – nasza polska wersja tego miesięcznika. „Słowo wśród nas” ukazuje się
w Polsce – aż trudno w to uwierzyć – już 25 lat. To też okrągła rocznica!
Dlatego z wdzięcznością w sercach dołączamy do wyrazów dziękczynienia Panu, który powołał do istnienia to pismo. Mamy nadzieję, że pomaga ono wielu z nas uwierzyć w niepojętą, niczym niezasłużoną miłość Boga do każdego człowieka, że poprzez zachętę do codziennej modlitwy i lektury Pisma Świętego pomaga wchodzić w żywą, osobistą relację z Jezusem Chrystusem, naszym Panem i Zbawicielem. W tym przekonaniu utwierdzają nas, drodzy Czytelnicy, Wasze listy i świadectwa, wyrazy życzliwości i wsparcia dla naszej pracy, za które serdecznie dziękujemy. Bądźcie pewni, że każdy kontakt z Wami jest dla nas cenny i inspirujący. Czekamy na Wasze listy.
Cieszymy się, że „Słowo wśród nas” dociera co miesiąc do ponad dziesięciu tysięcy osób we wszystkich zakątkach kraju, a także do wielu Polaków mieszkających za granicą. Chcielibyśmy, by grono naszych Czytelników wciąż rosło, dlatego zachęcamy do dzielenia się naszym pismem z innymi – rodziną, sąsiadami, znajomymi.
Chwalmy razem Boga za to Jego dzieło!
Redakcja


ARTYKUŁY:

DWIE HISTORIE – JEDNO PISMO
Początki Słowa wśród nas

Patrząc wstecz na trzydzieści pięć lat istnienia naszego pisma, chcę opowiedzieć wam dwie historie – jedną globalną, a drugą osobistą. Zacznijmy od globalnej.

HISTORIA GLOBALNA – NOWA PIĘĆDZIESIĄTNICA
W 1959 roku nowo wybrany papież, Jan XXIII, ogłosił decyzję zwołania Soboru Watykańskiego II. Natchnienie, by zwołać Sobór, pochodziło wprost od Ducha Świętego. Podczas modlitwy papież poczuł, że Duch Święty pragnie tchnąć wiatr odnowy na Kościół i świat.
Przez ponad pięćdziesiąt lat, dzielących nas od zakończenia Soboru, wiatry odnowy wiały w sposób ewidentny. W pa-
rafiach powstawało coraz więcej grup modlitewnych i biblijnych, świeccy podejmowali posługę w Kościele, angażując się w akcje charytatywne i ewangelizacyjne. Nastąpił rozkwit ruchów odnowy Kościoła, takich jak Opus Dei, Focolare, Odnowa Charyzmatyczna, Spotkania Małżeńskie, Cursillo czy Droga Neokatechumenalna. Więcej katolików niż kiedykolwiek w dziejach Kościoła podjęło systematyczną lekturę Pisma Świętego.
Ten powiew odnowy pomógł milionom ludzi wejść w głębszą, bardziej osobistą relację z Jezusem i odkryć sens własnego życia poprzez modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Zaczęli oni mówić o Jezusie nie tylko jako o Synu Bożym, ale również jako swoim Odkupicielu, Lekarzu i Przyjacielu. Wszystko to dzieje się dzięki działaniu Ducha Świętego w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

HISTORIA OSOBISTA – REAKCJA ŁAŃCUCHOWA
Historia osobista dotyczy mojej matki, Edie. Wychowała się w rodzinie katolickiej, ale dopiero w 1968 roku przeżyła silne doświadczenie nawrócenia, w wyniku którego jej wiara stała się żywa. Jako żona i matka piątki zdrowych, udanych dzieci, Edie miała wszelkie powody, żeby być kobietą szczęśliwą, i na pozór nią była. Jednak w głębi serca wciąż szukała sensu życia. To wewnętrzne zmaganie wyzwoliło w niej potrzebę szukania Pana, którego odnalazła poprzez Odnowę Charyzmatyczną i który z mocą przemienił jej życie.
Po swoim nawróceniu Edie zaczęła się modlić, czytać Pismo Święte, uczestniczyć we Mszy świętej w dni powszednie i czytać wszystkie książki religijne, jakie tylko wpadły jej w ręce. Wraz z kilkoma innymi kobietami zainicjowała spotkania modlitewne w swojej parafii. Pamiętam, jak wiele czasu poświęcała na to, by pomagać innym wejść w taką zażyłość z Jezusem, jaką cieszyła się sama.
Edie zawsze miała dobry kontakt z młodzieżą. Często zapraszano ją do miejscowych katolickich szkół średnich, aby dzieliła się z uczniami swoim doświadczeniem życia w Duchu. Kiedy niektórzy uczestnicy tych spotkań zaczęli w piątkowe wieczory spotykać się u nas w domu, poczułem, jak Duch Święty dotyka mego serca i z czasem również sam zacząłem brać w nich udział. Edie uczyła nas, jak się modlić, jak dać się prowadzić Duchowi Świętemu i jak zbliżyć się do Boga.
Także dziś, licząca sobie już dziewięćdziesiąt dwa lata, Edie jest żywym świadectwem mocy Boga. Wciąż przychodzi na nasze spotkania modlitewne i wciąż opowiada o Jezusie każdemu, kogo spotka. Czytając więc którąś z medytacji lub któryś z artykułów w naszym piśmie, pomyśl czasem, że gdzieś w ich tle rozlega się głos kobiety, która wiernie służy Panu od ponad pięćdziesięciu lat.
Na początku artykułu wspomniałem, że na dzieje Słowa wśród nas składają się dwie historie. Jednak dokładnie rzecz biorąc, historie te ściśle splatają się ze sobą. Edie, głęboko dotknięta łaską Odnowy Charyzmatycznej, jest zarazem jednym z przykładów działania tego strumienia łaski, który popłynął po Soborze Watykańskim II i nie przestaje płynąć po dziś dzień.

MOJA WŁASNA HISTORIA
W 1971 roku uczestniczyłem w Seminarium Odnowy życia w Duchu, na koniec którego modlono się nade mną o „chrzest w Duchu Świętym”. Czytelnikom, którzy nie zetknęli się z tym terminem, wyjaśniam, że chrzest w Duchu Świętym jest terminem zaczerpniętym z Nowego Testamentu, oznaczającym duchowe doświadczenie zanurzenia w Duchu Świętym, prowadzące do osobistego i głębokiego spotkania z Jezusem (Mt 3,11; Mk 1,8; Łk 3,16; J 1,33).
To mocne doświadczenie ukazało mi nowy cel życia. Wcześniej moja wiara bardziej niż na sprawach duchowych koncentrowała się na zachowywaniu nauki Kościoła w dziedzinie moralności. Chodziłem do kościoła i starałem się tak żyć, żeby nie skończyć w piekle. Moje zainteresowania koncentrowały się jednak głównie na moich własnych pomysłach i planach na życie, a przede wszystkim na tym, by móc zostać zawodowym golfistą. Nie znałem jednak Jezusa i nie było we mnie pragnienia służenia Mu czy pójścia za Nim.
Wszystko to zmieniło się po chrzcie w Duchu Świętym. Uczestnictwo w spotkaniach modlitewnych obudziło we mnie głębokie pragnienie poświęcenia życia służbie Panu. Moje własne plany zaczęły blednąć wobec perspektywy dania Bogu czegoś od siebie.

WY DAJCIE IM JEŚĆ!
Wkrótce potem zamieszkałem z kilkoma innymi studentami oraz franciszkaninem, o. Teo Rushem. Dobry wpływ Edie oraz o. Teo sprawił, że w naszym małym gospodarstwie domowym zapanował klimat modlitwy i braterskiej miłości. Do czasu, gdy w 1975 roku zawarłem związek małżeński, miałem już pewność, że chcę, aby moje życie było służbą Panu. Dlatego w czasie następnych kilku lat posługiwałem na spotkaniach modlitewnych, studiowałem Pismo Święte, prowadziłem intensywne życie duchowe i zrobiłem doktorat z teologii.
W ciągu tych lat wciąż miałem wrażenie, że Pan mówi do mnie te same słowa, co do uczniów przed rozmnożeniem chleba: „Wy dajcie im jeść!” (Mt 14,16). Zacząłem więc snuć plany założenia pisma, które byłoby pomocą w codziennej modlitwie i lekturze Pisma Świętego. Widząc, jak wiele sam otrzymałem od Boga, chciałem dzielić się tym z innymi.

PRACA ZESPOŁOWA
Wyobrażałem sobie, że pismo będzie składać się z dwóch części. Jedna z nich miała proponować czytelnikom krótkie, inspirujące rozważania na temat codziennych czytań liturgicznych. Druga miała być serią artykułów omawiających szczegółowo jeden wybrany temat. Dziś, po trzydziestu pięciu latach, wciąż stosujemy ten sam schemat.
Pragnąc jak najszybciej wcielić ten pomysł w życie, przedstawiłem swój plan ks. Francisowi Martinowi – bibliście, mojemu wykładowcy na studiach doktoranckich. To właśnie on był pomysłodawcą tytułu Słowo wśród nas. Wraz z ks. Francisem, o. Teo i kilkoma innymi kapłanami pisaliśmy artykuły, podczas gdy inni członkowie zespołu opracowywali codzienne medytacje, teksty o świętych i świadectwa. Zaznajamialiśmy się też z zasadami dystrybucji, produkcji i marketingu czasopism.
Tak więc, choć inicjatywa powstania pisma należała do mnie, pisanie tekstów, grafika i produkcja były dziełem całego zespołu ludzi. Profesjonalni i ofiarni teolodzy pracowali ręka w rękę z zaangażowanymi świeckimi. Wspólnie modliliśmy się i próbowaliśmy pomagać sobie nawzajem w budowaniu relacji z Jezusem; wspólnie też dzieliliśmy się z naszymi czytelnikami tym, czego doświadczaliśmy i czego się uczyliśmy. Wreszcie, po intensywnym przygotowaniu i modlitwie, w grudniu 1981 roku ukazało się pierwsze wydanie Słowa wśród nas.

LATA NAUKI
Pierwsze wydanie zostało wydrukowane w garażu. Następnie składaliśmy, zszywaliśmy i etykietowaliśmy cały tysiąc egzemplarzy w stołówce miejscowej szkoły. Ku naszej radości nakład rozszedł się szybko, a zapotrzebowanie na pismo wzrastało z każdym miesiącem.
W tych wczesnych latach komputery działały wolno i były zawodne. Zbudowanie bazy danych naszych czytelników, regularne dostarczanie pisma prenumeratorom czy czuwanie nad tym, by prenumeraty były w porę odnawiane, kosztowało nas wiele trudu i wiele porażek. Trudno dziś zliczyć, ile egzemplarzy zostało zagubionych, nie zostało wysłanych czy trafiło pod niewłaściwy adres. Na szczęście nasi czytelnicy byli cierpliwi i wspaniałomyślni!
Z czasem zrobiliśmy postępy w wielu dziedzinach. Po skromnych początkach osiągnęliśmy tyle, że dziś mamy profesjonalną sekcję obsługi klienta, technologiczną, redakcyjną i marketingową. Modlimy się wspólnie i wspieramy siebie nawzajem. Chociaż i dziś tworzymy naprawdę błogosławione środowisko pracy, to ci z nas, którzy pamiętają nasze początki, wspominają te pierwsze lata ze szczególnym sentymentem. Nigdy nie zapomnimy naszych prowizorycznych, chaotycznych i nieskutecznych metod działania – i tego, jak Bóg błogosławił tym skromnym wysiłkom, dotykając ludzkich serc.

PATRZĄC W PRZYSZŁOŚĆ
Trzydzieści pięć lat to niemało, a jednak upłynęły one tak szybko! Trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu, odkąd drukowaliśmy nasze pismo w garażu i zszywaliśmy je w stołówce. Nie sądzę, by ktokolwiek z obecnych przy tych pierwszych nieporadnych próbach przewidywał tak spektakularny rozwój, jaki nastąpił później.
Dlatego też rozpoczynamy trzydziesty piąty rok wydawania Słowa wśród nas z pokorą i ufnością. Mamy świadomość, że rzeczywistym założycielem naszego pisma jest Duch Święty i że jest to Jego, a nie nasze dzieło.
Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za tę możliwość służenia Bogu i widzimy też, jak często ta misja nas przerasta. Dlatego patrząc przed siebie na kolejne trzydzieści pięć lat, pragniemy prosić Ducha Świętego, by pozostał z nami oraz by wciąż wylewał swą miłość i błogosławieństwo na wszystkich naszych czytelników. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi
Lb 6,22-27
Niech cię Pan błogosławi i strzeże. (Lb 6,24)
Z jakimi myślami witasz pierwszy dzień nowego roku, jakie wiążesz z nim plany i oczekiwania? Każdy nowy rok przynosi nam nadzieję, ale także niepewność. Kto wie, co kryje w sobie przyszłość? Przygotowując się do obrzezania swego Dziecka, Maryja przeżywała prawdopodobnie te same uczucia. Radosne nadzieje mieszały się w Niej z niepokojem: Jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Czy to niezwykłe Dziecko zostanie przyjęte przez ludzi, czy też odrzucone?
Maryja z pewnością miała w pamięci Bożą wierność w przeszłości i całym sercem wierzyła obietnicy Boga, że będzie błogosławił swojemu ludowi i będzie go strzegł.
Pamiętała, jak Bóg zapewnił Jej opiekę Józefa, przekonując go o Jej wierności. Wróciła myślą do tych chwil, gdy mimo trudności znalazło się w Betlejem miejsce, gdzie mogła bezpiecznie urodzić. Myślała o pasterzach i ich opowiadaniu o niebieskich posłańcach. Bóg uchronił Ją od wstydu, obdarzył kochającym i wiernym mężem, we właściwym momencie przysłał Jej nieoczekiwanych gości, aby zapewnić Ją o swojej miłości i trosce. Błogosławił
Ją i strzegł Jej na każdym kroku, tak jak od wieków czuwał nad swoim ludem, i z pewnością będzie to czynił nadal.
Jak wyglądał twój miniony rok? Może był to rok jak każdy, ze zwyczajnymi radościami i smutkami? A może, jak dla Maryi, był czasem ważnych zmian i życiowych wyzwań? Spróbuj przypomnieć sobie jedną czy dwie sytuacje z minionego roku, w których odczuwałeś Boże prowadzenie i opiekę. Podziękuj Bogu za Jego błogosławieństwo i wierność. Niech to modlitewne rozważanie napełni cię nadzieją i ufnością. Niech cię przekona, że Bóg, twój Ojciec niebieski, będzie cię miłował i strzegł przez wszystkie dni nowego roku.
„Ojcze, nie daj mi zapomnieć o tym, że zawsze mnie błogosławisz i strzeżesz. Tobie powierzam cały rozpoczynający się rok. Umocnij, proszę, moją wiarę”.
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

Niedziela, 3 stycznia
J 1,1-18
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę. (J 1,14)
O tym, jak wyglądała „chwała” wcielonego Słowa, przypomniały nam święta Bożego Narodzenia. Uboga rodzina, trudy podróży do Betlejem, niemowlę złożone w żłobie. Zwyczajne, niełatwe życie. A jednak od samego początku są tacy, którzy w tym niewyróżniającym się na pozór dziecku potrafili dostrzec kogoś niezwykłego. Składają Mu dary prości pasterze i wybitni Mędrcy. Boi się Go sam król Herod.
Tak dzieje się po dziś dzień. W tej zwykłej, banalnej rzeczywistości, która nas otacza, jedni nie dostrzegają Boga wcale, inni potrafią zobaczyć Jego działanie we wszystkim, co ich spotyka. Są też i tacy, którym wydaje się On jedynie zagrożeniem, atakiem na ich wolność, komfort, wygodnie zorganizowane życie. O nich mówi dziś św. Jan: „Świat Go nie poznał. Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (por. J 1,10).
A ja, do której grupy się zaliczam? Czy widzę Jezusa w moim życiu? Czy jest On w nim obecny? Czy działa? Czy potrafię Go w nim spotkać?
W drugim czytaniu św. Paweł ogarnia dziś nas wszystkich swoją modlitwą: „Proszę… aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca” (Ef 1,17). Głębsze poznanie Boga to coś więcej niż zachowywanie świątecznych zwyczajów czy chodzenie do kościoła w niedziele i święta. Jest to wejście w autentyczną, osobistą relację z Nim, relację, która nigdy się nie kończy i która niezależnie od tego, jak wygląda dzisiaj, zawsze może się jeszcze pogłębić.
I my prośmy dziś Boga o światłe oczy serca, abyśmy – jak pasterze i Mędrcy – potrafili rozpoznawać Jezusa tam, gdzie On przebywa, to jest w sakramentach Kościoła, w spotykanych ludziach, w przyrodzie, w konkretnych sytuacjach. I abyśmy mogli zachwycić się Jego chwałą, która, choć często ukryta, jest chwałą samego Boga.
„Panie, daj mi się poznać. Pozwól mi zobaczyć, że naprawdę jesteś obecny w moim życiu i chcesz mnie prowadzić. Pozwól mi ujrzeć Twoją chwałę”.
Syr 24,1-2.8-12
Ps 147,12-15.19-20
Ef 1,3-6.15-18

Środa, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
Za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy. (Mt 2,1)
Wiemy z doświadczenia, że jeśli budzimy się z fatalnym nastawieniem do rozpoczynającego się dnia, to najprawdopodobniej rzeczywiście będzie on nieudany. Jeśli natomiast po przebudzeniu patrzymy na nowy dzień z nadzieją, istnieje duża szansa, że wszystko potoczy się dobrze. Jest to uproszczona ilustracja tego, w jaki sposób nasze nastawienie wpływa na nasze postępowanie oraz reakcje na wszystko, co nam się przytrafia.
Także w dzisiejszej Ewangelii znajdujemy uderzający przykład tego, jak ogromne znaczenie ma dobre lub złe nastawienie. Najpierw spotykamy króla Heroda, który „przeraził się” (Mt 2,3) nowiną o narodzeniu Jezusa. Następnie pojawiają się Mędrcy, którzy „bardzo się uradowali” (Mt 2,10) tym samym wydarzeniem. I Herod, i Mędrcy zdają sobie sprawę, że narodził się nowy król, pragną więc Go zobaczyć, ale z zupełnie innych powodów i w innym celu. Herod, czując się zagrożony utratą władzy, widzi w Jezusie rywala i posługuje się oszustwem, aby Go zniszczyć. Trzej królowie, poszukujący mądrości, radują się nowiną o Jego przyjściu na świat i spieszą złożyć Mu królewskie dary.
Każdy z nas zapewne potrafi odnaleźć w swoim życiu chwile, gdy lęk, zazdrość czy inne negatywne uczucie wpłynęło na nasz stosunek do konkretnej sytuacji. Zamiast pamiętać, że Jezus zawsze pragnie naszego dobra, wmawiamy sobie, że nas opuścił lub, co gorsza, że nas karze. Jeśli jednak będziemy, podobnie jak Mędrcy, stawiać czoło kolejnym życiowym sytuacjom z sercem otwartym i gotowym szukać Bożej obecności, lęk i zwątpienie zaczną topnieć. Odnajdziemy Jezusa w nieoczekiwanych, nieprawdopodobnych miejscach – podobnie jak Mędrcy odnaleźli Go w skromnym domu Maryi i Józefa.
Kiedy więc ogarnia cię lęk i zwątpienie, zatrzymaj się i poproś Ducha Świętego, aby pomógł ci odnaleźć Bo-
żą obecność. Proś Go, aby pomógł ci przyjąć postawę ufności i otwarcia, a wtedy doświadczysz tej samej radości i podziwu, jakich doświadczyli Mędrcy.
„Duchu Święty, pokieruj dziś moim nastawieniem. Pomóż mi odczytać Twoje prowadzenie i napełnij moje serce radością”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 10 stycznia
Chrzest Pański
Łk 3,15-16.21-22
On chrzcić was będzie Duchem Świętym. (Łk 3,16)
Kiedy rozważamy chrzest Jezusa, przychodzą nam na myśl trzy różne chrzty: chrzest w Jordanie, chrzest na krzyżu oraz Jego pragnienie ochrzczenia nas Duchem Świętym.
Przyjmując chrzest od Jana, Jezus zjednoczył się z nami wszystkimi, mimo że jesteśmy grzesznymi ludźmi.
Jak wyjaśnił św. Paweł, Jezus stał się dla nas „grzechem”, „abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21). Podczas chrztu w Jordanie wziął na siebie nasze grzechy, by je zgładzić swoją śmiercią na krzyżu.
Swoją śmierć na krzyżu Jezus sam nazwał chrztem. Powiedział swoim uczniom: „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (Łk 12,50). Kiedy Jakub i Jan chcieli uzyskać u Jezusa gwarancję zaszczytnych miejsc w niebie, odpowiedział im: „Czy możecie (…) przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?” (Mk 10,38). Krzyż miał być w życiu Jezusa kulminacją tego, co zapoczątkował chrzest w Jordanie. Wszystkie grzechy, które wziął na siebie Jezus, zostały unicestwione, a nasze odkupienie stało się faktem.
Jednak krzyż nie był ostatnim słowem Boga. Pismo Święte mówi nam, że Jezus pragnie teraz chrzcić nas wszystkich Duchem Świętym (Łk 3,16). Chce dzielić się z nami owocami swego chrztu, zanurzając nas w swoim Świętym Duchu – tak jak ochrzcił Nim pierwszych Apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy.
Dzisiejsze święto jest zaproszeniem do postawienia sobie pytania: „Czy doświadczyłem wolności od grzechu, jaką daje mi chrzest Jezusa?”. Zapytajmy też: „Jak dobrze znam Ducha Świętego?”. Ten sam Duch, który zstąpił na Jezusa podczas Jego chrztu w Jordanie, pragnie zstępować również na nas i uzdalniać nas do świętego życia.
„Dziękuję Ci, Jezu, że ze względu na mnie przyjąłeś chrzest. Przyjdź, proszę, i napełnij mnie swoim Duchem”.
Iz 42,1-4.6-7
Ps 29,1-4.9-10
Dz 10,34-38

Niedziela, 17 stycznia
J 2,1-12
Nie mają już wina. (J 2,3)
Jest to jedna z tych historii, które znajdujemy jedynie w Ewangelii św. Jana. Nie wiemy do końca, dlaczego Jan zamieścił ją w swojej Ewangelii, ale jedno jest pewne – mówi ona o wierze wyjątkowej kobiety, którą była Maryja Panna.
Nie mamy powodów przypuszczać, że przed powiedzeniem do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5), Maryja najpierw uzyskała pozwolenie Jezusa. Można by się raczej spodziewać, że szorstka odpowiedź Syna – „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4) – wprawiła Ją w onieśmielenie. Jezus ewidentnie ocenił, że nie jest to dla Niego odpowiedni czas, aby się angażować.
Jan stwierdza jednak jasno, że Maryja jest kimś absolutnie wyjątkowym, kto jest w stanie skłonić Jezusa do zmiany zdania. Jan ukazuje również, jak bardzo Jezus kochał swoją Matkę i pragnął sprawić Jej radość. Troszczył się o sprawy, które były dla Niej ważne, w tym wypadku o uchronienie nowożeńców od upokarzającej sytuacji, pomimo iż Jego godzina jeszcze nie nadeszła.
Maryja jest tak skuteczną pośredniczką przede wszystkim ze względu na głębię swojej relacji z Jezusem. Dlatego właśnie Kościół zachęca nas, by zwracać się do Niej we wszystkich naszych potrzebach, prosząc: „Módl się za nami, grzesznymi”. Możemy sobie wyobrazić Jej modlitwę w niebie, tak jak opowiada o tym znana legenda: Kiedy Maryja przedstawia Jezusowi wszystkie powierzone Jej przez ludzi prośby, pozostali święci muszą czekać, aż skończy, i dopiero wtedy mogą przyjść do Niego.
Maryja jest ogniwem łączącym niebo z ziemią, jak drabina ze snu Jakuba, po której aniołowie wspinali się w górę i w dół. Zanosi do Jezusa nasze modlitwy i błagania, a jednocześnie z radością schodzi ku nam, by złożyć w naszych sercach otrzymane od Niego łaski i błogosławieństwa.
Zanośmy więc nasze błagania za pośrednictwem Tej, która jest pełna łaski. I starajmy się jak najlepiej wypełnić Jej prośbę: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
„Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami”.
Iz 62,1-5
Ps 96,1-3.7-10
1 Kor 12,4-11

Niedziela, 24 stycznia
Ne 8,1-4a.5-6.8-10
Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. (Ne 8,9)
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Izraelici potwierdzają swoje przymierze z Bogiem, słuchając kapłana Ezdrasza, który czyta i komentuje Pismo Święte. Przeżyli zniszczenie Jerozolimy, pobyt na wygnaniu. Spotykało ich jedno upokarzające wydarzenie po drugim. Teraz wrócili bezładną grupą i próbują odbudować swoje życie. Naród jednoczy się na nowo.
Przesłanie Ezdrasza składało się z trzech punktów. Najpierw oznajmił im: „Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu”. Następnie zachęcił do świętowania: „Spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie”. Wreszcie oznajmił im: „Radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8,9.10).
To krótkie czytanie ukazuje również reakcję ludu. Poświęcili na modlitwę cały poranek, od świtu aż do południa. Ich modlitwa była pełna zaangażowania. „Uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa” (Ne 9,3). Wstawali, podnosili ręce, oddawali pokłon, padali na kolana i wołali: „Amen! Amen!”.
Przenieśmy się teraz w dzisiejsze czasy. W każdą niedzielę przychodzimy na Mszę świętą, aby celebrować nasze wybawienie od grzechu. Każda niedziela jest dniem świętym, dniem zmartwychwstania. Podobnie jak Izraelici, świętujemy nasze wybawienie od śmierci. Jak oni, cieszymy się już z góry na powrót do naszej niebieskiej ojczyzny – do nieba.
Mamy tak wiele powodów do świętowania! Idźmy z radością na dzisiejszą Mszę świętą, aby wyrazić wdzięczność za krzyż Jezusa, który przyniósł nam zbawienie, i cieszyć się otrzymaną wol-
nością. Ale to jeszcze nie wszystko. Jeśli przychodzisz na Mszę świętą nastawiony na uważne słuchanie, słowo Boże stanie się dla ciebie żywe. Sakramentalna obecność Jezusa napełni twoje serce Jego miłością i łaską, byś mógł prowadzić święte życie. Przyjdź więc z odpowiednim nastawieniem, jak Izraelici słuchający Ezdrasza, i pozwól Panu, by cię napełnił swoją obecnością.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że mnie wybawiłeś. Wierzę w Ciebie i chcę Ci dziś dziękować za Twoją miłość”.
Ps 19,8-10.15
1 Kor 12,12-30
Łk 1,1-4; 4,14-21

Niedziela, 31 stycznia
1 Kor 12,31--13,13
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor 13,4)
Kaznodzieje sugerują czasem, by podstawić za słowo „miłość” swoje własne imię, czyniąc w ten sposób pewnego rodzaju rachunek sumienia: „Jan jest cierpliwy, Jan jest łaskawy”. Jednak taka praktyka może szybko doprowadzić nas do zniechęcenia. Natychmiast przychodzi nam do głowy wiele sytuacji, które wymagały od nas cierpliwości, łaskawości, uprzejmości, wytrwałości, nadziei – i nie stanęliśmy na wysokości zadania. „Jan wszystko znosi” – kiepski żart. Może więc lepsze wyniki da podstawienie tu nie naszego imienia, lecz imienia Jezusa.
„Jezus jest cierpliwy”. Wyobraź sobie, jak zatrzymuje się w drodze i czeka, aż niewidomy zdoła dotrzeć
do Niego i poprosić o uzdrowienie.
„Jezus jest łaskawy”. Zobacz, jak bierze za rękę człowieka, który nie słyszy i nie mówi, a następnie wyprowadza go z dala od tłumu, by go uzdrowić w spokojnym otoczeniu.
„Jezus wszystko znosi”. Spójrz, jak zmęczony całodziennym nauczaniem i posługą, wciąż oddaje siebie tłumom ludzi przychodzących z prośbą o pomoc i uzdrowienie.
A teraz uświadom sobie, że ten sam Jezus Chrystus żyje w tobie przez chrzest. Masz udział w Jego zmartwychwstałym życiu i bezwarunkowej miłości. To znaczy, że możesz czerpać z Jego zasobów cierpliwości i łaskawości, wiary, nadziei i miłości, kiedy tylko zechcesz.
Papież Franciszek często przypomina nam, że każde przykazanie w Piśmie Świętym jest związane z obietnicą. Jesteśmy wezwani do miłości i dzisiejszy fragment mówi, jak ta miłość wygląda w praktyce. Standardy, które nam ukazuje, są rzeczywiście bardzo wysokie. Jednak w Chrystusie dana jest nam moc kochania, jak On kocha, okazywania cierpliwości, tak jak On ją okazuje, oraz dzielenia się Jego dobrocią z otaczającymi nas ludźmi.
Jest to też jeden z najbardziej krzepiących paradoksów życia chrześcijańskiego – im bardziej czujesz, że jesteś do niczego, a twoje dłonie są puste, tym bardziej skuteczne i owocne może być twoje działanie. Nie potrzeba wiele, by zanurzyć swe serce i dłonie w oceanie miłości Jezusa, gdzie znajdziemy wszystko, czego nam potrzeba.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że uczyniłeś sobie we mnie mieszkanie. Pomóż mi dziś przekazywać Twą łaskawą
i cierpliwą miłość wszystkim, których spotkam”.
Jr 1,4-5.17-19
Ps 71,1-6.15.17
Łk 4,21-30

 

MAGAZYN:

SŁUCHAĆ, KOCHAĆ, TOWARZYSZYĆ
O lekarzu, który posłuchał Maryi
Johnie, dlaczego zadajesz mi ból?”
Głos usłyszany przez doktora Johna Bruchalskiego był głosem wyraźnie kobiecym – łagodnym matczynym głosem przepełnionym smutkiem. Lekarz rozejrzał się po bazylice Matki Bożej z Guadalupe, w której się znajdował, aby ustalić źródło tego głosu. Wszędzie wokół niego tłoczyli się spoceni, zmęczeni ludzie, próbujący wejść na kolejną z odprawianych co godzinę Mszy lub wyjść z tej, która właśnie się zakończyła.
Słowa nie dobiegały od żadnej z osób, które był w stanie dostrzec, lecz kierowały jego serce i oczy ku wizerunkowi Maryi. Stał zaledwie kilka metrów od słynnego portretu Matki Bożej w kościele wzniesionym ku Jej czci na wzgórzu Tepeyac, na północ od centrum Mexico City. Obraz, który w 1531 roku w cudowny sposób pojawił się na płaszczu meksykańskiego chłopa imieniem Juan Diego, zachował się do dziś, niezniszczony i pełen barw.
Doktor Bruchalski przed laty oddalił się od Kościoła, ale patrząc na wizerunek Maryi, poczuł się przynaglony do powrotu. Jej przesłanie – i skierowane do niego pytanie – poruszyło go do głębi serca. Zrozumiał natychmiast, co sprawia Jej ból. Chciała, by zaprzestał dokonywania aborcji.

DOTRZYMANA OBIETNICA
Podróż na wzgórze Tepeyac była dla doktora Bruchalskiego, ginekologa położnika, początkiem przemiany. Powrócił do Kościoła i wkrótce porzucił swoją dotychczasową pracę, aby rozpocząć prywatną praktykę. Przyrzekł Maryi, że będzie szanował sumienia pro-life lekarzy i pacjentów oraz otaczał troskliwą pomocą rodziny o różnym statusie ekonomicznym.
Taki był początek założonego w 1994 roku Centrum Medycyny Rodzinnej Tepeyac. Początek był bardzo skromny, gdyż doktor Bruchalski otworzył pierwszy gabinet w swojej własnej piwnicy. Po kilku miesiącach praktyka rozrosła się na tyle, że mógł już sobie pozwolić na wynajęcie lokalu. Z biegiem lat zarówno personel, jak i liczba pacjentów systematycznie wzrastały. Tym, co charakteryzowało Centrum Tepeyac od samego początku, było indywidualne podejście do pacjenta, które wypływało z szacunku do każdego życia ludzkiego.
Personel Centrum spotyka się co rano na modlitwie oraz stara się o serdeczne i pełne szacunku podejście do pacjenta. Poradnictwo rodzinne w Centrum Tepeyac uwzględnia nauczanie Kościoła i opiera się na naturalnych metodach regulowania płodności. Opieka hospicyjna zaspokaja potrzeby bardzo chorych dzieci, zarówno w łonie matki, jak i poza nim. I jak obiecał Maryi doktor Bruchalski, Centrum obsługuje wszystkie kobiety i rodziny, które przychodzą po pomoc, niezależnie od ich możliwości finansowych.

LECZYĆ CAŁEGO CZŁOWIEKA
Jedną z pacjentek Centrum Tepeyac była Erica Sawyer. Niezamężna, mieszkająca ze swoją matką Erica zaszła w niespodziewaną ciążę. Nie wiedziała, czy ojciec dziecka zechce jej pomóc, a myśl o samotnym macierzyństwie była dla niej przerażająca. Matka pocieszała ją: „Bóg poprowadzi cię do właściwego lekarza, który ci pomoże wydać na świat to dziecko”.
Erica poszukała adresów najbliższych położników w Internecie i niewiele myśląc zadzwoniła do jednej z pierwszych przychodni na liście, którą było Centrum Medycyny Rodzinnej Tepeyac. Idąc na pierwszą wizytę, czuła się zdenerwowana. Jednak natychmiast przekonała się, że matka miała rację. Cały personel traktował ją z życzliwością i szacunkiem. Doktor Bruchalski miał nawet pewne przeczucia co do jej nienarodzonego dziecka. „Powiedział mi, że mój syn będzie wielkim prorokiem. A nie mógł przecież wiedzieć, że wybrałam już dla niego imię Jeremiasz”.
Podczas każdej z wizyt, a czasami nawet pomiędzy wizytami, pracownicy Centrum rozmawiali z Ericą i dodawali jej otuchy. A kiedy kilka tygodni po urodzeniu Jeremiasza zmarła jej matka, towarzyszyli jej w żałobie i podtrzymywali z nią kontakt.
Erica wyszła za mąż i powróciła do Centrum Tepeyac przy okazji kolejnej ciąży. Tym razem cierpiała na cukrzycę ciężarnych oraz inne dolegliwości zdrowotne, więc została skierowana na konsultacje do specjalistów spoza Centrum. Poród był trudny i zakończył się cesarskim cięciem. Doktor Bruchalski, który tego dnia był na urlopie, przyjechał specjalnie, aby zająć się Ericą. Wspomina to płacząc: „Był dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałam. Ciągle powtarzał, że wszystko będzie dobrze”.
Erica mówi, że lekarze i personel Centrum Tepeyac troszczą się o całego człowieka i jego rodzinę. Zapewniają pacjentom coś więcej niż tylko profesjonalną opiekę medyczną – okazują im miłość. Słuchają z otwartym sercem takich matek jak ona. Nie każda pacjentka ma oparcie w swojej rodzinie. Niejedna przeżywa lęk, wstyd i poczucie winy. Jednak dzięki słowom otuchy i praktycznej pomocy łatwiej jest jej stawić czoło stojącemu przed nią wyzwaniu.
Słuchanie, otaczanie miłością matek i towarzyszenie im mają moc przemiany ludzkich serc. Doktor Bruchalski uważa, że jest to sama esencja opieki medycznej – służyć ludziom jakby byli Chrystusem.

SKOKI WIARY
Centrum Tepeyac obsługuje obecnie prawie cztery tysiące pacjentów rocznie. Niemal 40% rodzin nie jest w stanie podołać pełnym opłatom. Stanowi to dla przychodni pewien ciężar finansowy, ale zarazem jest częścią jej misji. W Centrum Tepeyac medycyna traktowana jest jako akt miłosierdzia, łaski udzielanej w sposób niezasłużony. Opracowany tu program pomocy finansowej nosi nawet nazwę Miłosierdzie.
Otwarcie przychodni wymagało skoku wiary, a także teraz doktor Bruchalski jej utrzymanie zawierza Bożej Opatrzności. Przyjaciele i pacjenci Tepeyac promują to dzieło, gdzie tylko mogą, pozyskując na ten cel setki tysięcy dolarów darowizn. W krytycznych chwilach, gdy dalszy byt Centrum wisiał na włosku, ich modlitwy były wysłuchiwane w zaskakujący sposób.
Pewnego razu doktor Bruchalski zwierzył się pacjentce, że jego ubezpieczenie od błędu lekarskiego wzrosło trzykrotnie. Zupełnie się tego nie spodziewał, gdyż przeciwko jego przychodni nie wpłynął ani jeden pozew o odszkodowanie. Powiedział jej, że aby przychodnia mogła dalej funkcjonować, musi w ciągu tygodnia zebrać 220 tysięcy dolarów. Pacjentka poszła do domu, porozmawiała z mężem i w ciągu weekendu przeprowadzili zbiórkę publiczną. Do poniedziałku wpłynęła cała potrzebna suma i jeszcze dodatkowe dziesięć dolarów.

SŁUCHAĆ, KOCHAĆ, TOWARZYSZYĆ
Ogłaszając Rok Miłosierdzia, papież Franciszek powiedział, że nikt nie jest wyłączony z Bożego Miłosierdzia. W tym roku zaprasza wszystkich chrześcijan, aby świadczyli o czułości Boga wobec tych, którzy cierpią i czują się osamotnieni.
Pamiętając natchnienie otrzymane od Maryi z Guadalupe, doktor Bruchalski prosi Maryję o wstawiennictwo, aby mógł być misjonarzem miłości w swojej pracy. Mówi jednak, że okazywać miłosierdzie może też każdy z nas. W swojej własnej sytuacji życiowej możemy słuchać i kochać ludzi oraz im towarzyszyć – w naszych domach, miejscach pracy, dzielnicach, wszędzie, gdzie jesteśmy.
Ten sam Bóg, który powołał Maryję na Matkę Miłosierdzia, powołuje nas wszystkich do okazywania miłosierdzia innym, do niesienia światła Jego miłości w najciemniejsze zakątki. Od nas, jak od Maryi, wymaga to jedynie powiedzenia pierwszego „tak” – Bóg dokona reszty. ▐

NASZA ANKIETA – Bóg żyje i działa
Powrót do życia
Często powtarzam, że żyję dzięki wszechmocnemu, kochającemu Bogu i dobrym ludziom, których Bóg stawia na mojej drodze. Wciąż powierzam się Jego opiece i miłosierdziu.
Przed wielu laty doświadczyłam potężnej interwencji Boga, a pamięć tych wydarzeń do tej pory daje mi siłę w coraz to innych zawirowaniach życiowych. Wybrałam się wtedy po raz kolejny na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. W drodze ksiądz przewodnik naszej grupy zachęcał do odbycia spowiedzi, trudnych rozmów, powierzenia swoich problemów Maryi za pośrednictwem obecnych kapłanów. Wśród nich był jeden ksiądz czarnoskóry, z którym trzeba było rozmawiać przez przysięgłą tłumaczkę. Od lat miałam problem, o którym nie wiedział nikt z ludzi, problem, który wydawał mi się ponad siły. Nie tylko moje.
We wczesnym dzieciństwie zostałam wykorzystana seksualnie. Dwukrotnie. Jednym z tych mężczyzn był znajomy rodziny. Przez lata moje życie nie było życiem… Postanowiłam wszystko to wyrzucić owemu czarnoskóremu księdzu, nawet przez tę tłumaczkę, aby zabrał to ode mnie daleko, bo nie mogłam już dłużej z tym żyć. Podeszłam, aby poprosić o rozmowę. Powiedział, że mnie wezwie. Czekałam.
Przed poranną Mszą świętą podeszłam do sąsiedniej grupy. Zjawił się tam zaraz ktoś z organizatorów, szukając braci z grupy biało-żółtej, mojej grupy. Powiedziałam, że jestem z tej grupy. Wtedy zaproponował mi trzymanie krzyża w czasie Mszy. Po Mszy okazało się, że mam na tym etapie prowadzić pielgrzymkę, niosąc krzyż. Nie pamiętam już, czy droga była długa, czy było ciężko, czy lekko, pamiętam tylko, że znacznie wyprzedzałam pielgrzymkę. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, co ja niosę. Niosę znak Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego, umęczonego, który był bez grzechu; niczego nie miał za złe swoim oprawcom, a wręcz prosił Ojca o przebaczenie dla nich, bo „nie wiedzą, co czynią”. Nie nienawidził. A ja, grzesznica, tak bardzo nienawidzę. Nienawidzę gwałcicieli. Pan Bóg w jednym momencie pokazał mi całą moją nienawiść i chęć zemsty… i w tym samym momencie mi to zabrał.
Przez całe lata uważałam się za jak najbardziej uprawnioną do takiej nienawiści i chęci zemsty, której rozmaite sposoby wymyślałam. A teraz Pan Bóg mnie od tego uwolnił! To była czysta łaska, szok, dar od Pana Boga. Bóg uratował mi życie, bo życie w ciągłej nienawiści i planowaniu zemsty to nie jest życie. Ale przedtem o tym nie wiedziałam.
Doszliśmy na Jasną Górę. Ksiądz nie wezwał mnie. Po ulokowaniu się na nocleg pobiegłam do klasztoru przed Cudowny Obraz. Dostałam się do prezbiterium. Wkrótce przyszedł porządkowy i kazał wszystkim opuścić prezbiterium. Mogli zostać tylko księża i zakonnice. Wołałam do Matki Bożej, że muszę tu zostać. Zamknęłam oczy i dalej klęczałam, w duchu powtarzałam: „jestem zakonnica, jestem zakonnica”. Prawie wszyscy wyszli, ja zostałam. Prosiłam gorąco Maryję, żeby zabrała ode mnie to moje doświadczenie i wszystko, co z tym związane, bo ja już nie chcę z tym żyć. Niech zrobi z tym, co chce.
Po dłuższej modlitwie wróciłam do miejsca noclegu. Podeszła do mnie owa tłumaczka z wiadomością, że ksiądz mnie szuka. Powiedziałam, że to już nie jest potrzebne, ona jednak odpowiedziała, że ksiądz nie lubi mieć niezałatwionych spraw. Rozmowa była krótka. Zapadał zmierzch, na klombie kwitły mocno pomarańczowe kwiaty. Kiedy opowiedziałam o tamtych wydarzeniach, oboje byli bardzo poruszeni. Pamiętam to, co powiedział ksiądz, a co było dla mnie jak objawienie – bardzo ważne, potrzebne, leczące. Powiedział, że jestem czysta jak zakonnica. Tylko Pan Bóg mógł wiedzieć, i Maryja, że zakonnice były dla mnie uosobieniem czystości, aniołami, a ja żyłam po tym wszystkim w poczuciu najgorszego brudu, upodlenia, zeszmacenia, a na dodatek w poczuciu winy za wszystko. I lęku nawet przed moim rodzonym ojcem.
To Pan Bóg zorganizował tę swoistą terapię. On wiedział, co jest mi naprawdę potrzebne. Maryja uczyniła, co chciała, a przecież zawsze chce mojego szczęścia. Ta Boża terapia trwała jeszcze długo, zdarzały się bolesne momenty, ale to już było życie. Bóg doprowadził mnie do zrozumienia sensu tego cierpienia, tego mojego krzyża, do zrozumienia jego wartości. Dziś wiem, że to tylko Boża łaska uchroniła mnie od tego, że to nie ja byłam na miejscu tych mężczyzn, którzy mnie skrzywdzili. Od dawna mogę się spokojnie modlić za nich, żywych albo umarłych, o spotkanie z nimi w niebie. Niech będzie chwała Bogu i Maryi! I wszystkim świętym! Niech się całe niebo raduje!
Maria

Sklep internetowy Shoper.pl