Książki
26.9
PLN
Prymas w Stoczku
Prymas w Stoczku
autor: Paweł Zuchniewicz nowość
wydawnictwo: Promic
ISBN: 978-83-7502-739-6
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 140 x 225 mm
liczba stron: 272
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 26,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
ISBN 978-83-7502-739-6
oprawa miękka ze skrzydełkami
format 140 x 225 mm
liczba stron 272

Właściwie to się tego spodziewał. Nie przypuszczał jednak, że przyjdą po niego nocą. Jak złodzieje. Kto wie, może bali się reakcji ludzi, a może nie chcieli robić z niego męczennika… przynajmniej nie wtedy… Gdy tak rozmyślał o tych ostatnich dniach, wrócił wspomnieniami do października 1910 roku. Stanął, pamięta to jak dziś, przy łóżku umierającej matki, a ona powiedziała: „Stefek, ubieraj się!”. Z prostotą dziewięciolatka pobiegł do sieni i narzucił palto. „Nie, nie tak – usłyszał – inaczej się ubieraj”. Nie zrozumiał. Dopiero po pogrzebie ojciec wytłumaczył mu, co miała na myśli: „Masz się ubierać w cnoty, gotować się do swojej przyszłej drogi”. Przyszła droga… Jak wiele od tamtego czasu się zdarzyło. Kapłaństwo… wojna… po niej wczesne biskupstwo, a zaraz potem prymasostwo. No a teraz to uwięzienie… Nie widział nawet, gdzie jest i co zamierzają z nim zrobić, lecz już dawno temu pojął, że jeśli sam Bóg zdecydował się cierpieć i dorastać w swoim człowieczeństwie, to dlaczego on nie miałby pozwolić na dorastanie Boga w sobie…

Oto barwna i przejmująca opowieść o uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego w Stoczku. O tym, co wówczas spędzało mu sen z powiek, o współwięźniach, którzy na niego donosili, i o tym, co pozwoliło mu ten okrutny czas przetrwać i stać się jeszcze mocniejszym.

 

DRUKUJ OPIS

Dlaczego Polskie Betlejem? 5
Prolog. Kradzież 11
Zaproszenie 21
Przygotowanie 47
Próba 105
List do moich kapłanów 147
Wilczy Szaniec 195
Epilog. Nie byłoby tego papieża 241
Rys historyczny 263

Słowo od Autora
Krótko po śmierci kardynała Wyszyńskiego Maria Okońska, jego bliska współpracowniczka, spotkała się w Rzymie z Janem Pawłem II, który miał powiedzieć, że zmarłego należy nazywać Prymasem Tysiąclecia, bo taki prymas zdarza się raz na tysiąc lat. Wówczas Okońska zapytała, czy jego zdaniem kardynał był święty. Dał pozytywną odpowiedź.
– A nie mógłbyś go, Ojcze Święty beatyfikować i kanonizować bez procesu? – zadała drugie pytanie.
– Marysiu, mam takie prawo, ale z niego nie skorzystam – odparł Jan Paweł II.
– A można wiedzieć dlaczego?
– Bo by nas posądzili o nepotyzm.
– Co to takiego?
– Cóż, mniej ładnie nazywa się to kumoterstwem. Więc tego nie zrobię.
Rozmowa ta miała miejsce w czerwcu 1981 roku. W 1989 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny prymasa, który trwał trzydzieści lat. Jego wyniesienie na ołtarze nastąpi w roku stulecia urodzin św. Jana Pawła II.
„Lękam się o ludzi, którzy bardzo wierzą w skuteczność modlitwy, by nie chcieli zbyt szybkich rezultatów swej modlitwy, by w razie zwłoki z odpowiedzią Bożą nie ustali.Wiem od początku, że «moja sprawa» wymaga czasu i cierpliwości, że będzie trwała długo. Jest Bogu potrzebna: jest nie tyle sprawą «moją», ile sprawą Kościoła. A takie sprawy trwają długo”. Słowa te zapisał prymas tuż przed uwięzieniem 1 października 1953 roku w Rywałdzie i dotyczyły one – jakże słusznie – perspektyw jego wyjścia na wolność. Dziś nabierają nowej treści, bo istotnie proces beatyfikacyjny Wyszyńskiego trwał jak na standardy kościelne dość długo. Widocznie
tak miało być, nie tylko dlatego, że na przebadanie czekał ogromny materiał. Po prostu „jego sprawa” wymagała czasu i  cierpliwości, abyśmy otrzymali nowego błogosławionego w czasie, który go najbardziej potrzebuje.
Jak naród wybrany musiał spędzić na pustyni czterdzieści lat, aby pojawiło się nowe pokolenie niepamiętające niewoli egipskiej, tak i prymas długo czekał, aby można było go ujrzeć w nowym świetle – nie jako ikonę oporu Kościoła wobec komunizmu, a przewodnika w nowych czasach, które może bardziej wymagają wiary niż te, w których przyszło mu działać.
Dziś patrząc na tę postać, widzimy przede wszystkim człowieka wielkiej wiary, która nie zgasła mimo ogromnych przeszkód zewnętrznych i cierpień wewnętrznych. Mało tego – rozpaliła się i wybuchła tak żywym płomieniem, że przyniósł on światło nadziei, która stała się rzeczywistością.
Płomień ten płonął zawsze w sercu Stefana Wyszyńskiego, a szczególną rolę w jego utrzymaniu i podsyceniu odegrało uwięzienie. Wielcy święci, by móc spełnić swoją misję, nieraz są poddawani przez Boga oczyszczeniu, swoistej „ciemnej nocy”, którą można przejść tylko dzięki wierze. Wydaje się, że taką rolę w życiu prymasa odegrał trzyletni okres odosobnienia, który w oczach jemu współczesnych był skutkiem oporu wobec ateistycznego komunizmu, a z dzisiejszej perspektywy jest fundamentem, na którym prymas budował później swoją służbę. Dwadzieścia pięć lat między jego uwolnieniem a śmiercią przyniosło wiele owoców. Wymieńmy: Wielką Nowennę, list biskupów polskich do niemieckich, wybór Karola Wojtyły na papieża, Solidarność. To wszystko zaczęło się tam, w więzieniu, w sytuacji, która po ludzku rzecz biorąc była beznadziejna. Dlatego warto przyjrzeć się tym „początkom”, aby zrozumieć lepiej, co to znaczy, że prawdziwa radość ma korzenie w kształcie krzyża.

Przeczytaj dłuższy fragment „Prymas w Stoczku” »

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Prymas w Stoczku

Paweł Zuchniewicz

OPIS

Właściwie to się tego spodziewał. Nie przypuszczał jednak, że przyjdą po niego nocą. Jak złodzieje. Kto wie, może bali się reakcji ludzi, a może nie chcieli robić z niego męczennika… przynajmniej nie wtedy… Gdy tak rozmyślał o tych ostatnich dniach, wrócił wspomnieniami do października 1910 roku. Stanął, pamięta to jak dziś, przy łóżku umierającej matki, a ona powiedziała: „Stefek, ubieraj się!”. Z prostotą dziewięciolatka pobiegł do sieni i narzucił palto. „Nie, nie tak – usłyszał – inaczej się ubieraj”. Nie zrozumiał. Dopiero po pogrzebie ojciec wytłumaczył mu, co miała na myśli: „Masz się ubierać w cnoty, gotować się do swojej przyszłej drogi”. Przyszła droga… Jak wiele od tamtego czasu się zdarzyło. Kapłaństwo… wojna… po niej wczesne biskupstwo, a zaraz potem prymasostwo. No a teraz to uwięzienie… Nie widział nawet, gdzie jest i co zamierzają z nim zrobić, lecz już dawno temu pojął, że jeśli sam Bóg zdecydował się cierpieć i dorastać w swoim człowieczeństwie, to dlaczego on nie miałby pozwolić na dorastanie Boga w sobie…

Oto barwna i przejmująca opowieść o uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego w Stoczku. O tym, co wówczas spędzało mu sen z powiek, o współwięźniach, którzy na niego donosili, i o tym, co pozwoliło mu ten okrutny czas przetrwać i stać się jeszcze mocniejszym.

 



SPIS TREŚCI

Dlaczego Polskie Betlejem? 5
Prolog. Kradzież 11
Zaproszenie 21
Przygotowanie 47
Próba 105
List do moich kapłanów 147
Wilczy Szaniec 195
Epilog. Nie byłoby tego papieża 241
Rys historyczny 263

FRAGMENT KSIĄŻKI

Słowo od Autora
Krótko po śmierci kardynała Wyszyńskiego Maria Okońska, jego bliska współpracowniczka, spotkała się w Rzymie z Janem Pawłem II, który miał powiedzieć, że zmarłego należy nazywać Prymasem Tysiąclecia, bo taki prymas zdarza się raz na tysiąc lat. Wówczas Okońska zapytała, czy jego zdaniem kardynał był święty. Dał pozytywną odpowiedź.
– A nie mógłbyś go, Ojcze Święty beatyfikować i kanonizować bez procesu? – zadała drugie pytanie.
– Marysiu, mam takie prawo, ale z niego nie skorzystam – odparł Jan Paweł II.
– A można wiedzieć dlaczego?
– Bo by nas posądzili o nepotyzm.
– Co to takiego?
– Cóż, mniej ładnie nazywa się to kumoterstwem. Więc tego nie zrobię.
Rozmowa ta miała miejsce w czerwcu 1981 roku. W 1989 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny prymasa, który trwał trzydzieści lat. Jego wyniesienie na ołtarze nastąpi w roku stulecia urodzin św. Jana Pawła II.
„Lękam się o ludzi, którzy bardzo wierzą w skuteczność modlitwy, by nie chcieli zbyt szybkich rezultatów swej modlitwy, by w razie zwłoki z odpowiedzią Bożą nie ustali.Wiem od początku, że «moja sprawa» wymaga czasu i cierpliwości, że będzie trwała długo. Jest Bogu potrzebna: jest nie tyle sprawą «moją», ile sprawą Kościoła. A takie sprawy trwają długo”. Słowa te zapisał prymas tuż przed uwięzieniem 1 października 1953 roku w Rywałdzie i dotyczyły one – jakże słusznie – perspektyw jego wyjścia na wolność. Dziś nabierają nowej treści, bo istotnie proces beatyfikacyjny Wyszyńskiego trwał jak na standardy kościelne dość długo. Widocznie
tak miało być, nie tylko dlatego, że na przebadanie czekał ogromny materiał. Po prostu „jego sprawa” wymagała czasu i  cierpliwości, abyśmy otrzymali nowego błogosławionego w czasie, który go najbardziej potrzebuje.
Jak naród wybrany musiał spędzić na pustyni czterdzieści lat, aby pojawiło się nowe pokolenie niepamiętające niewoli egipskiej, tak i prymas długo czekał, aby można było go ujrzeć w nowym świetle – nie jako ikonę oporu Kościoła wobec komunizmu, a przewodnika w nowych czasach, które może bardziej wymagają wiary niż te, w których przyszło mu działać.
Dziś patrząc na tę postać, widzimy przede wszystkim człowieka wielkiej wiary, która nie zgasła mimo ogromnych przeszkód zewnętrznych i cierpień wewnętrznych. Mało tego – rozpaliła się i wybuchła tak żywym płomieniem, że przyniósł on światło nadziei, która stała się rzeczywistością.
Płomień ten płonął zawsze w sercu Stefana Wyszyńskiego, a szczególną rolę w jego utrzymaniu i podsyceniu odegrało uwięzienie. Wielcy święci, by móc spełnić swoją misję, nieraz są poddawani przez Boga oczyszczeniu, swoistej „ciemnej nocy”, którą można przejść tylko dzięki wierze. Wydaje się, że taką rolę w życiu prymasa odegrał trzyletni okres odosobnienia, który w oczach jemu współczesnych był skutkiem oporu wobec ateistycznego komunizmu, a z dzisiejszej perspektywy jest fundamentem, na którym prymas budował później swoją służbę. Dwadzieścia pięć lat między jego uwolnieniem a śmiercią przyniosło wiele owoców. Wymieńmy: Wielką Nowennę, list biskupów polskich do niemieckich, wybór Karola Wojtyły na papieża, Solidarność. To wszystko zaczęło się tam, w więzieniu, w sytuacji, która po ludzku rzecz biorąc była beznadziejna. Dlatego warto przyjrzeć się tym „początkom”, aby zrozumieć lepiej, co to znaczy, że prawdziwa radość ma korzenie w kształcie krzyża.

Przeczytaj dłuższy fragment „Prymas w Stoczku” »

Sklep internetowy Shoper.pl