Książki
24.9
PLN
Pragnienie Boga. Opowieść o Matce Teresie
Pragnienie Boga. Opowieść o Matce Teresie
tłum: Agnieszka Kuryś
wydawnictwo: Promic
rok wyd.: 2015
ISBN: 978-83-7502-564-4
oprawa: miękka
format: 130 x 205 mm
liczba stron: 268
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 24,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
rok wyd. 2015
ISBN 978-83-7502-564-4
oprawa miękka
format 130 x 205 mm
liczba stron 268

Książka zdobyła nagrodę jury w kategorii "literatura faktu" w plebiscycie granic.pl "Książki Roku 2016".

Decyzją jury Najlepsza książka katolicka w kategorii biografie, historia w plebiscycie serwisu granice.pl

Decyzją internautów Najlepsza książka na wiosnę w kategorii literatura faktu w plebiscycie serwisu granice.pl

Z taką samą godnością stąpała bosymi stopami po purpurowym dywanie, odbierając Nagrodę Nobla, jak po starych kartonach rozścielonych w domowej kaplicy Misjonarek Miłości. Budziła szacunek wielkich tego świata, jednak jej światem były slamsy, jej przyjaciółmi - najbiedniejsi z biednych. Pełna świeżości, wartka powieść o Matce Teresie, która jest zarazem autentycznym świadectwem Jej wiary.

 

Indie, 1946 rok. W małym pociągu, leniwie wspinającym się do Dardżyling, modli się matka Teresa. Powierza swoje życie Jezusowi, wiecznemu towarzyszowi podróży każdego z nas. I nagle… jej modlitwa staje się rozmową. To już nie ona mówi do Chrystusa, ale Chrystus mówi do niej. Słowo staje się Głosem. Jasnym, wyraźnym… Głosem, który zwraca się do niej bez najmniejszego cienia wątpliwości… Realnym i niewiarygodnie bliskim, rozbrzmiewającym wprost w duszy, nie przechodzącym przez zmysły.

„Moja maleńka – słyszy – zanoś Mnie w nory biedaków. Bądź moim światłem! Idź między nich, zanoś Mnie do nich. Pragnę! Musisz porzucić swoje dotychczasowe życie. Chcę zgromadzenia, którego zakonnice zdołają rozpalić moje światło nawet na dnie bustees. Chcę, by były w nim zakonnice ubrane jak Hinduski, umiejące dotrzeć do ubogich tam, gdzie oni są…”.
Usta zakonnicy nie wymawiają słów, jakie wypowiada ona w swym wnętrzu, a odpowiada krótko: „Zrobię to, mój Jezu”…
I potem to milczenie Boga… Nieznośne… Zatrważające… Wymowne… Dlaczego…? Dlaczego tak długo…? Dlaczego mnie opuścił…?
Oto poruszająca opowieść o kobiecie, dla której Chrystus stał się wszystkim, podobnie jak ona stała się wszystkim dla najbiedniejszych…

DRUKUJ OPIS

NOC JEST CIEMNIEJSZA od oceanu, a może odwrotnie. W całkowitych ciemnościach, mając zamknięte oczy, Gonxha zanurza się w doskonałą jasność. Klęczy na samym końcu pustego pokładu i modli się z całej duszy, z głową w kolanach: „Z Tobą ciemność nie będzie ciemna, a noc tak jak dzień zajaśnieje”. Pomruk maszyn, swojski od trzech tygodni, kiedy to statek wypłynął w morze, niemal nie zakłóca czystości ciszy. A cisza ta nie jest pustką, skoro mieszka w niej Bóg: Jego tchnienie unosi się nad oceanem od dnia stworzenia świata. Tego wieczoru Gonxha nic nie mówi, o nic nie prosi, nie odmawia żadnej wyuczonej modlitwy. Wsłuchuje się tylko w tę noc napełnioną Bogiem.
Nagle z tyłu otwierają się jakieś drzwi, przez które wsącza się strumień muzyki i światła. Zaraz się zatrzaskują, ale cisza już nie wraca, przegnana pijanym głosem marynarza:
– Szampana! Szampana dla wachtowego! Gdzież się podział ten bydlak? Po pomoście suną ciężkie kroki. Mężczyzna się zatacza, a Gonxha uśmiecha się do siebie:
– Jeśli upije wachtowego, to statek też zacznie płynąć... zygzakiem!
Nagle ogłusza ją huk, a po nim odgłos upadku i brzęk butelki rozpryśniętej na drobne kawałki.

– Co to za p... żółtodziób zostawił tu zwój lin? – piekli się marynarz. – Przykro mi – szepce Gonxha. – Potknął się pan o mnie. Wstała już, mężczyzna także. Osłupiały, wpatruje się w maleńką sylwetkę, która sięga mu ledwie powyżej łokcia.
– Co tu robisz na zewnątrz, skulona na ziemi? Chora jesteś? Szybko marsz do środka, twoi rodzice będą się niepokoić.
Gonxha się uśmiecha.
– Może tego nie widać, ale mam dziewiętnaście lat i podróżuję bez rodziny.
Marynarz aż gwizdnął.
– A ja cię wziąłem za lalkę mojej młodszej siostry! Ale to prawda, masz ładną buzię i do tego piękne oczy, błyszczą nawet w nocy... Chodź, zatańczysz ze mną. Mamy nowy rok, trzeba świętować! Nie można tak siedzieć samotnie, ślicznotko!
– Dziękuję, nie mogę. Jestem postulantką... Przyszłą zakonnicą, narzeczoną Boga, rozumie pan?
Chwila ciszy, po czym mężczyzna odzywa się głosem zdradzającym nagłe otrzeźwienie:
– Nie, nie rozumiem, i pewnie nigdy nie zrozumiem. A gdzie tak panienka płynie?
– Do Indii. Siostry loretanki prowadzą tam szkoły, będę tam uczyć, jak tylko złożę śluby. To na pewno będzie w Kalkucie albo w Dardżylingu, jeszcze nie wiem.
– Więc zostawia panienka w Europie rodzinę i z pięćdziesięciu chłopaków, którzy z pewnością marzyli, żeby się z panienką ożenić? Hm... a wszystko po to, żeby być nauczycielką w tropikach?
– Wszystko po to, żeby służyć Bogu – odpowiada Gonxha z filuternym uśmiechem. – Wszystko po to, żeby spełnić marzenie, które mam od czasu, gdy skończyłam dwanaście lat: być misjonarką.

Przeczytaj dłuższy fragment „Pragnienia Boga” »

Lubię książki biograficzne, mam do nich sentyment od zawsze, bo pozwalają się odnieść do pewnych miejsc, bo pozwalają się zbliżyć do postaci, o której opowiadają, bo wkradasz się w życie kogoś, kto istnieje lub żył realnie. To ma jakąś taką moc przyciągania. Jestem osobą wierzącą, to już wiecie i nikogo chyba tym nie zaskoczę, dlatego lubię zwłaszcza w okresie adwentu oddać się lekturze, która w jakiś sposób wzmocni, podbuduje, doda sił. Tym razem odnalazłam książkę, która łączy w sobie te dwie wabiące mnie cechy czy też właściwości.

Matka Teresa, bł. Matka Teresa, jestem pewna, że prędzej czy później święta. Każdy zna jej wizerunek. Nikomu nie mogła umknąć krucha istota, o niezwykłej charyzmie, najpiękniejszym uśmiechu, jaki widziała, w białym sari z niebieskimi paskami. Każdy ją znał z widzenia, ale cóż o niej wiemy, ja przyznam, że wiedziałam niewiele. Jednak od dawna miałam ochotę na bliższe spotkanie z tą jakże zwykłą a jednocześnie zdumiewającą osobowością.

Matka Teresa to uosobienie wiary, dla mnie postać podobna do Jana Pawła II, porywająca, pociągająca za sobą tłumy. To człowiek, który całym swym życiem, każdą jego minutą i sekundą był oddany Bogu i reprezentował Go, tworząc jego żywy, ludzki obraz. Ona pokazywała prawdziwą istotę wiary i religii, nie poprzez modlitwę (choć całe jej życie nią było), ale poprzez czyny, czyny, których nikt inny chyba, poza tą mierzącą ledwie ponad 150 cm kobietą, nie dałby rady udźwignąć.

Bóg powiódł ją przez drogą pogmatwaną, wyczerpującą, ciernistą jednak ona ufała mu bezgranicznie. Słuchała w pełnym umiłowaniu słów, jakimi do niej przemawiał i notowała. Kiedy plan Jezusa, jakim było skierowanie Ma na nowy tor, powiódł się, nastąpiła ciemność. Mrok z jakim przyszło się mierzyć Ma do końca swych dni. Ciemność, o której nikt niemalże nie wiedział, z którą zmagała się sama. Wewnętrzny ogień, który ją palił, niezwykłe pragnienie Boga, który dał się poznać i skrył się w mroku. Jednak ona trwała, nie poddawała się, jednocześnie czyniąc rzeczy, w jakie ciężko nawet uwierzyć.

Życie Matki Teresy opisane na stronach tej książki, jest zaskakujące od pierwszych kartek. Poznajemy młodą ledwie 19-letnią dziewczynę, która rzuca wszystko to co zna, co jej bliskie, co kocha. Młodą kobietę która rusza wezwana przez Boga, w podróż w nieznane, na drugi kraniec świata, gdzie nie wiem co ją czeka, nie wie nic, nawet języka ledwo co liznęła. Urodzona w Skopje trafia do Indii i tam pozostaje po kres swych dni. Zaczyna jako zakonnica w klasztorze loretanek, potem staje się nauczycielką (lecz już w tym czasie po zajęciach udaje się tam gdzie bieda i skrajne ubóstwo zagląda ludziom w oczy), kiedy wybucha zagrożenie i zamieszki, siostry uciekają. Siostry, ale nie ona, wtedy Ma zostaje dyrektorką szkoły i przełożoną sióstr. Niedługo po tym, kiedy niezwykle silne ataki kaszlu przybierają jeszcze na mocy, zostaje odesłana na rekolekcje do Darjeeling. Dla Matki Teresy te rekolekcje miały być czasem wytchnienia, odpoczynku, nabrania nowych sił jednak stały się czymś, czego nie mogła się spodziewać...

Co dalej, doczytacie sami...

A zapewniam, że warto, nawet jeżeli nie jesteście osobami wierzącymi to warto. Bo książka daje wiarę w drugiego człowieka, pokazuje jego skrajne miłosierdzie, serce tak wielkie, że mogłoby góry przenosić, osobowość tak niezwykłą, że ciężko nawet uwierzyć w to, że ktoś taki mógł istnieć. Opowieść o osobie niosącej światło tam, gdzie nie było ani promienia i patrzącej z miłością w oczy, w które nikt nigdy tak nie patrzył. Dotykająca najczulszych miejsc, walcząca jak lwica o tych, których nikt nie słucha, bez grosza przy duszy, do końca trwająca w duchu ubóstwa (nawet w Norwegii nie chciała przyjąć ciepłych butów i futra, po długich namowach przyjęłą jedynie ciepłe skarpety), poświęcająca się bezgranicznie, do bólu, do utraty sił a jednak nigdy się nie skarżąca. Promieniejąca miłością, ciepłem, niezwykłą energią a zarazem wiecznie nieukojona i spragniona Bożej miłości w swym wnętrzu.

Kiedy pomyślimy jakie ogromne plony dziś zbiera świat, jak ogromne i potężne dzieło stworzyła. [..] Włożyła najprostsze sari, jakie znalazła i weszła w świat, w który nikt inny nie chciał wejść. [...]

 

Książka o kobiecie, która jest gigantem wiary i miłości.

Inspiruje i pokazuje, uczy i daje siłę. Nie słowami, których wszędzie pełno, pustych, bez znaczenia - ale sobą, swoim życiem, przykładem, za którym nie wielu ma odwagę pójść.

Niezwykła podróż, którą polecam każdemu.


Magdalena Kus

 

[...]

Przyglądamy się więc życiu i czynom siostry, która przyjęła imię na cześć św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Dzięki książce Grossetete dowiadujemy się, jak to się stało, że skromna, obdarzona niskim wzrostem, za to wielką charyzmą zakonnica z małego kraju zdołała dokonać tak wielkich dzieł?

 

Teresa była nie tylko opiekunką ubogich, ale i osobą zarządzającą wielką firmą. Jeździła po całym świecie, zbierając pieniądze, spotykała się z możnymi, przyjaźniła się z papieżem Janem Pawłem II, doglądała licznych placówek, rozsianych w najbiedniejszych dzielnicach. Gdy ktoś, jak ona, zaczyna się tak bardzo wyróżniać z tłumu, zaczynają się pojawiać słowa krytyki. I z nimi musiała sobie radzić.

[...] granice.pl

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Pragnienie Boga. Opowieść o Matce Teresie

Charlotte Grossetête

OPIS

Książka zdobyła nagrodę jury w kategorii "literatura faktu" w plebiscycie granic.pl "Książki Roku 2016".

Decyzją jury Najlepsza książka katolicka w kategorii biografie, historia w plebiscycie serwisu granice.pl

Decyzją internautów Najlepsza książka na wiosnę w kategorii literatura faktu w plebiscycie serwisu granice.pl

Z taką samą godnością stąpała bosymi stopami po purpurowym dywanie, odbierając Nagrodę Nobla, jak po starych kartonach rozścielonych w domowej kaplicy Misjonarek Miłości. Budziła szacunek wielkich tego świata, jednak jej światem były slamsy, jej przyjaciółmi - najbiedniejsi z biednych. Pełna świeżości, wartka powieść o Matce Teresie, która jest zarazem autentycznym świadectwem Jej wiary.

 

Indie, 1946 rok. W małym pociągu, leniwie wspinającym się do Dardżyling, modli się matka Teresa. Powierza swoje życie Jezusowi, wiecznemu towarzyszowi podróży każdego z nas. I nagle… jej modlitwa staje się rozmową. To już nie ona mówi do Chrystusa, ale Chrystus mówi do niej. Słowo staje się Głosem. Jasnym, wyraźnym… Głosem, który zwraca się do niej bez najmniejszego cienia wątpliwości… Realnym i niewiarygodnie bliskim, rozbrzmiewającym wprost w duszy, nie przechodzącym przez zmysły.

„Moja maleńka – słyszy – zanoś Mnie w nory biedaków. Bądź moim światłem! Idź między nich, zanoś Mnie do nich. Pragnę! Musisz porzucić swoje dotychczasowe życie. Chcę zgromadzenia, którego zakonnice zdołają rozpalić moje światło nawet na dnie bustees. Chcę, by były w nim zakonnice ubrane jak Hinduski, umiejące dotrzeć do ubogich tam, gdzie oni są…”.
Usta zakonnicy nie wymawiają słów, jakie wypowiada ona w swym wnętrzu, a odpowiada krótko: „Zrobię to, mój Jezu”…
I potem to milczenie Boga… Nieznośne… Zatrważające… Wymowne… Dlaczego…? Dlaczego tak długo…? Dlaczego mnie opuścił…?
Oto poruszająca opowieść o kobiecie, dla której Chrystus stał się wszystkim, podobnie jak ona stała się wszystkim dla najbiedniejszych…



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

NOC JEST CIEMNIEJSZA od oceanu, a może odwrotnie. W całkowitych ciemnościach, mając zamknięte oczy, Gonxha zanurza się w doskonałą jasność. Klęczy na samym końcu pustego pokładu i modli się z całej duszy, z głową w kolanach: „Z Tobą ciemność nie będzie ciemna, a noc tak jak dzień zajaśnieje”. Pomruk maszyn, swojski od trzech tygodni, kiedy to statek wypłynął w morze, niemal nie zakłóca czystości ciszy. A cisza ta nie jest pustką, skoro mieszka w niej Bóg: Jego tchnienie unosi się nad oceanem od dnia stworzenia świata. Tego wieczoru Gonxha nic nie mówi, o nic nie prosi, nie odmawia żadnej wyuczonej modlitwy. Wsłuchuje się tylko w tę noc napełnioną Bogiem.
Nagle z tyłu otwierają się jakieś drzwi, przez które wsącza się strumień muzyki i światła. Zaraz się zatrzaskują, ale cisza już nie wraca, przegnana pijanym głosem marynarza:
– Szampana! Szampana dla wachtowego! Gdzież się podział ten bydlak? Po pomoście suną ciężkie kroki. Mężczyzna się zatacza, a Gonxha uśmiecha się do siebie:
– Jeśli upije wachtowego, to statek też zacznie płynąć... zygzakiem!
Nagle ogłusza ją huk, a po nim odgłos upadku i brzęk butelki rozpryśniętej na drobne kawałki.

– Co to za p... żółtodziób zostawił tu zwój lin? – piekli się marynarz. – Przykro mi – szepce Gonxha. – Potknął się pan o mnie. Wstała już, mężczyzna także. Osłupiały, wpatruje się w maleńką sylwetkę, która sięga mu ledwie powyżej łokcia.
– Co tu robisz na zewnątrz, skulona na ziemi? Chora jesteś? Szybko marsz do środka, twoi rodzice będą się niepokoić.
Gonxha się uśmiecha.
– Może tego nie widać, ale mam dziewiętnaście lat i podróżuję bez rodziny.
Marynarz aż gwizdnął.
– A ja cię wziąłem za lalkę mojej młodszej siostry! Ale to prawda, masz ładną buzię i do tego piękne oczy, błyszczą nawet w nocy... Chodź, zatańczysz ze mną. Mamy nowy rok, trzeba świętować! Nie można tak siedzieć samotnie, ślicznotko!
– Dziękuję, nie mogę. Jestem postulantką... Przyszłą zakonnicą, narzeczoną Boga, rozumie pan?
Chwila ciszy, po czym mężczyzna odzywa się głosem zdradzającym nagłe otrzeźwienie:
– Nie, nie rozumiem, i pewnie nigdy nie zrozumiem. A gdzie tak panienka płynie?
– Do Indii. Siostry loretanki prowadzą tam szkoły, będę tam uczyć, jak tylko złożę śluby. To na pewno będzie w Kalkucie albo w Dardżylingu, jeszcze nie wiem.
– Więc zostawia panienka w Europie rodzinę i z pięćdziesięciu chłopaków, którzy z pewnością marzyli, żeby się z panienką ożenić? Hm... a wszystko po to, żeby być nauczycielką w tropikach?
– Wszystko po to, żeby służyć Bogu – odpowiada Gonxha z filuternym uśmiechem. – Wszystko po to, żeby spełnić marzenie, które mam od czasu, gdy skończyłam dwanaście lat: być misjonarką.

Przeczytaj dłuższy fragment „Pragnienia Boga” »

Sklep internetowy Shoper.pl