Książki
38.9
PLN
Pieśń o Bernadetcie
Pieśń o Bernadetcie
tłum: Maria Kłos
wydawnictwo: Promic
rok wyd.: 2016
ISBN: 978-83-7502-578-1
oprawa: miękka
format: 130 x 205 mm
liczba stron: 692
Ocena:
(Ilość ocen: 2)
Cena: 38,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
rok wyd. 2016
ISBN 978-83-7502-578-1
oprawa miękka
format 130 x 205 mm
liczba stron 692

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Napisało ją życie, a Franz Werfel ubrał ją tylko w znane sobie słowa. Zresztą najpiękniejsze, jakie znał. Powieść Werfla, który swe ocalenie, o czym głośno mówił, zawdzięczał Maryi, przenosi nas do połowy XIX wieku, do Francji. Tam u stóp Pirenejów, nieopodal maleńkiej miejscowości o nazwie Lourdes, miało miejsce objawienie się tajemniczej Pani... To spotkanie z Maryją w pobliżu Massabielskiej groty dało początek niezwykłym wydarzeniom, które w Lourdes dzieją się do dziś...

Bohaterką powieści jest Bernadetta Soubirous. Prosta, uczciwa dziewczyna, w której codzienność wchodzi Najświętsza Panna, sprawiając, że już nic nigdy nie będzie takie jak przedtem...

Oto barwna i wzruszająca opowieść o tym, co stało się w Lourdes... opowieść, która może odmienić życie na zawsze...

DRUKUJ OPIS

BERNADETTA PRZENOSI WZROK na pobliskie topole. Może jednak wysoko, w ich wierzchołkach szumi ten sam wiatr, który tak bezlitośnie szarpie i miota wątłym krzakiem róży... Lecz nie. Topole, jakby wstrzymując oddech, stoją ciche, a liście ich, takie wrażliwe na najmniejszy podmuch, zastygły w bezruchu. Dziewczynka znów zwraca swój wzrok ku grocie, odległej zaledwie o dziesięć kroków od kamienia, na którym siedzi. Tym razem krzew dzikiej róży nie chwieje się już wcale, lecz nieruchomo przywiera do skalnej ściany. Prawdopodobnie to co widziała wcześniej było tylko złudzeniem. W tej chwili jednak nie jest to już żadne złudzenie. Bernadetta przeciera oczy... zamyka je, znów otwiera i znów zamyka, i znów otwiera, i powtarza to chyba z dziesięć razy... nie znika. Światło dzienne ma teraz znów barwę ołowianą. Jedynie owalna, spiczasto sklepiona nisza oświetlona jest złotym blaskiem, jak gdyby cały zachód słońca na niej skupił swe promienie. W tym świetle ktoś stoi... ktoś, kto jakby nagle w tym właśnie miejscu przybył na świat Boży, po dalekiej, lecz wygodnej i niemęczącej podróży. Ów ktoś nie jest w żadnym razie jakimś nieokreślonym widziadłem, przezroczystym duchem, czy nieuchwytną zjawą senną. Jest to jakaś bardzo młoda pani, z krwi i ciała, wytworna i pełna uroku. Jest raczej niska niż wysoka, gdyż stoi swobodnie w niewielkiej i wąskiej skalnej wnęce. Młoda pani ubrana jest trochę niecodziennie, lecz bynajmniej nie po staroświecku. Nie ma ciasno zesznurowanej talii ani paryskiej krynoliny, lecz poprzez luźno skrojoną śnieżnobiała suknię lekko rysuje się jej smukła postać. Przed oczami Bernadetty pojawiają się obrazy ze ślubu młodszej panny Lafite, któremu niedawno przyglądała się w kościele. Tak, ślubna szata eleganckiej panny młodej podobna była trochę do stroju nieznajomej. Zwłaszcza ten drogocenny biały płaszcz, spadający w luźnych fałdach aż do kostek. Spod welonu wymyka się swobodnie kilka jasnokasztanowych kędziorów. Można z tego wnioskować, że „Pani”nie nosi ułożonej żelazkami i spiętrzonej szylkretowymi grzebieniami fryzury, jak to jest modne w wyższych sferach. Niebieski, luźno przewiązany dość szeroki pasek zwiesza się aż do kolan. Błękit jego jest tak żywy, że patrzenie nań sprawia rozkosz, aż do bólu. Trudno rozpoznać, z jakiego rodzaju materiału zrobiona jest biała suknia. Pewnie nie umiałaby tego określić nawet panna Peyret, krawcowa szyjąca w najlepszych domach Lourdes. Chwilami lśni jak atłas czy crepe-satin, po czym matowieje i wygląda jak utkany ze śnieżnego puchu aksamit, to znów jak najcieńszy batyst, lekki jak tchnienie, przenoszący w swoich obfitych fałdach najlżejsze poruszenie delikatnych członków. Najbardziej uderzający szczegół spostrzega Bernadetta dopiero na końcu, a mianowicie, że piękna Pani jest bosa. Wąskie, małe stopy wyglądają jak z kości słoniowej albo z alabastru. Są to stopy jakby nieskalane zetknięciem z ziemią i tworzą dziwny kontrast z tak żywotną całością dziewczęcej postaci. Najosobliwszą zaś ich ozdobą są dwie złote róże, przyczepione nie wiadomo jak u nasady wielkich palców obu nóg. Nie można też orzec, jakiego rodzaju są to róże: czy to kosztowne klejnoty czy też grubo nałożona złota farba...

Przeczytaj dłuższy fragment „Pieśni o Bernadetcie” »

Lourdes. Myślę, że każdy katolik zna tą nazwę. Ja również ją znałam, ale w sumie nic poza tym. Wiedziałam, że były tam jakieś cuda i objawienia, że jeżdżą tam pielgrzymki, coś obiło mi się o uszy o jakiejś wodzie (dostałam kiedyś od znajomego księdza flakonik z taką wodą). Ale nic poza tym. Natomiast już od kilku dni nie jestem taką ignorantką w tej dziedzinie. Co się zmieniło? Przeczytałam powieść "Pieśń o Bernadetcie" wydaną przez wydawnictwo Promic.
Jest to dość obszerna opowieść o tym, co wydarzyło się w połowie XIX wieku w tym malutkim miasteczku u stóp Pirenejów. Tam, razem ze swoją rodziną, w wielkiej biedzie żyła dziewczynka Bernadetta Soubirous. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, wręcz przeciwnie, uważano ją za lenia i nieuka. Tak to już jest, że Pan Bóg często tych najmniejszych postanawia wyróżnić. Tak stało się tym razem, kiedy to Bernadetcie zaczęła ukazywać się przepiękna tajemnicza Pani. Długa była droga dziewczynki, wiele musiała ona wycierpieć zanim świat jej uwierzył. Nie będę zdradzać szczegółów, żeby nie psuć Wam przyjemności czytania.
Nie będę oszukiwać, że jest to lekkie czytadło. O nie, to zdecydowanie coś o wiele więcej. Były momenty, że czytało mi się dość trudno, a były takie, że pochłaniałam dziesiątki stron nawet nie wiedząc kiedy.
Lubię książki, które pozwalają mi poszerzyć moją wiedzę. Obojętnie czy chodzi o postacie historyczne, miejsca, czy postaci świętych. Zawsze czytając sięgam do Internetu i weryfikuję informacje. Tym razem również w połowie książki zaczęłam wyszukiwać czegoś więcej o głównej bohaterce. Zajrzyjcie tutaj i poczytajcie.
Czy poleciłabym tą powieść? Zdecydowanie tak. Dla mnie Lourdes było do tej pory tylko znaną nazwą, teraz już wiem o wiele więcej. Chciałabym kiedyś tam pojechać i na własne oczy zobaczyć to miejsce. Po dziś dzień mają tam miejsce cuda i uzdrowienia...

Aneta Sawicka

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Deon
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Pieśń o Bernadetcie

Franz Werfel

OPIS

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Napisało ją życie, a Franz Werfel ubrał ją tylko w znane sobie słowa. Zresztą najpiękniejsze, jakie znał. Powieść Werfla, który swe ocalenie, o czym głośno mówił, zawdzięczał Maryi, przenosi nas do połowy XIX wieku, do Francji. Tam u stóp Pirenejów, nieopodal maleńkiej miejscowości o nazwie Lourdes, miało miejsce objawienie się tajemniczej Pani... To spotkanie z Maryją w pobliżu Massabielskiej groty dało początek niezwykłym wydarzeniom, które w Lourdes dzieją się do dziś...

Bohaterką powieści jest Bernadetta Soubirous. Prosta, uczciwa dziewczyna, w której codzienność wchodzi Najświętsza Panna, sprawiając, że już nic nigdy nie będzie takie jak przedtem...

Oto barwna i wzruszająca opowieść o tym, co stało się w Lourdes... opowieść, która może odmienić życie na zawsze...



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

BERNADETTA PRZENOSI WZROK na pobliskie topole. Może jednak wysoko, w ich wierzchołkach szumi ten sam wiatr, który tak bezlitośnie szarpie i miota wątłym krzakiem róży... Lecz nie. Topole, jakby wstrzymując oddech, stoją ciche, a liście ich, takie wrażliwe na najmniejszy podmuch, zastygły w bezruchu. Dziewczynka znów zwraca swój wzrok ku grocie, odległej zaledwie o dziesięć kroków od kamienia, na którym siedzi. Tym razem krzew dzikiej róży nie chwieje się już wcale, lecz nieruchomo przywiera do skalnej ściany. Prawdopodobnie to co widziała wcześniej było tylko złudzeniem. W tej chwili jednak nie jest to już żadne złudzenie. Bernadetta przeciera oczy... zamyka je, znów otwiera i znów zamyka, i znów otwiera, i powtarza to chyba z dziesięć razy... nie znika. Światło dzienne ma teraz znów barwę ołowianą. Jedynie owalna, spiczasto sklepiona nisza oświetlona jest złotym blaskiem, jak gdyby cały zachód słońca na niej skupił swe promienie. W tym świetle ktoś stoi... ktoś, kto jakby nagle w tym właśnie miejscu przybył na świat Boży, po dalekiej, lecz wygodnej i niemęczącej podróży. Ów ktoś nie jest w żadnym razie jakimś nieokreślonym widziadłem, przezroczystym duchem, czy nieuchwytną zjawą senną. Jest to jakaś bardzo młoda pani, z krwi i ciała, wytworna i pełna uroku. Jest raczej niska niż wysoka, gdyż stoi swobodnie w niewielkiej i wąskiej skalnej wnęce. Młoda pani ubrana jest trochę niecodziennie, lecz bynajmniej nie po staroświecku. Nie ma ciasno zesznurowanej talii ani paryskiej krynoliny, lecz poprzez luźno skrojoną śnieżnobiała suknię lekko rysuje się jej smukła postać. Przed oczami Bernadetty pojawiają się obrazy ze ślubu młodszej panny Lafite, któremu niedawno przyglądała się w kościele. Tak, ślubna szata eleganckiej panny młodej podobna była trochę do stroju nieznajomej. Zwłaszcza ten drogocenny biały płaszcz, spadający w luźnych fałdach aż do kostek. Spod welonu wymyka się swobodnie kilka jasnokasztanowych kędziorów. Można z tego wnioskować, że „Pani”nie nosi ułożonej żelazkami i spiętrzonej szylkretowymi grzebieniami fryzury, jak to jest modne w wyższych sferach. Niebieski, luźno przewiązany dość szeroki pasek zwiesza się aż do kolan. Błękit jego jest tak żywy, że patrzenie nań sprawia rozkosz, aż do bólu. Trudno rozpoznać, z jakiego rodzaju materiału zrobiona jest biała suknia. Pewnie nie umiałaby tego określić nawet panna Peyret, krawcowa szyjąca w najlepszych domach Lourdes. Chwilami lśni jak atłas czy crepe-satin, po czym matowieje i wygląda jak utkany ze śnieżnego puchu aksamit, to znów jak najcieńszy batyst, lekki jak tchnienie, przenoszący w swoich obfitych fałdach najlżejsze poruszenie delikatnych członków. Najbardziej uderzający szczegół spostrzega Bernadetta dopiero na końcu, a mianowicie, że piękna Pani jest bosa. Wąskie, małe stopy wyglądają jak z kości słoniowej albo z alabastru. Są to stopy jakby nieskalane zetknięciem z ziemią i tworzą dziwny kontrast z tak żywotną całością dziewczęcej postaci. Najosobliwszą zaś ich ozdobą są dwie złote róże, przyczepione nie wiadomo jak u nasady wielkich palców obu nóg. Nie można też orzec, jakiego rodzaju są to róże: czy to kosztowne klejnoty czy też grubo nałożona złota farba...

Przeczytaj dłuższy fragment „Pieśni o Bernadetcie” »

Sklep internetowy Shoper.pl