Książki
25.9
PLN
Olśniewająca ciemność nocy. Opowieść o współczesnym nawróceniu
Olśniewająca ciemność nocy. Opowieść o współczesnym nawróceniu
tłum: Krzysztof Kurek
wydawnictwo: Promic
seria: Losy
rok wyd.: 2018
ISBN: 978-83-7502-677-1
oprawa: miękka
format: 118 x 190 mm
liczba stron: 224
Ocena:
(Ilość ocen: 3)
Cena: 25,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
seria Losy
rok wyd. 2018
ISBN 978-83-7502-677-1
oprawa miękka
format 118 x 190 mm
liczba stron 224

Świadoma i przekonana o słuszności swego wyboru ateistka pisze o... nawróceniu. Opowiada o odrzucaniu prawd i zasad katolicyzmu, o swoim życiu prywatnym i zawodowym, o wątpliwościach. Chcąc napisać książkę poświęconą seksualności kobiet, rozmawiała z wieloma kobietami z różnych środowisk, szukała też zakonnicy, która zechciałaby z nią o tym porozmawiać. Znalazła księdza, a on pomógł jej odnaleźć Kogoś o wiele ważniejszego... 

Sally Read (ur. 1971 r.), uznawana za jedna z najzdolniejszych pisarek brytyjskich swojego pokolenia, w młodości była feministką, zdeklarowaną ateistką i zagorzałą przeciwniczką religii. Wiosną roku 2010 nawróciła się, rozpoczęła świadomą podróż duchową i ostatecznie przyjęła katolicyzm. niniejsza książka to niewątpliwie jedna z najciekawszych współczesnych relacji na temat nawrócenia.

DRUKUJ OPIS

Wstęp 7

1.  Ojciec  11

2.  Duch  65

3.  Syn  77

4. Kościół  109

5. Matka 161

6. Tajemnica  186

Cristina miała długie, bujne włosy o ciemnej barwie, głęboki, ciepły głos i gromki, zaraźliwy śmiech. I naprawdę emanowała miłością do Boga.
W owym czasie dochowała się już trójki dzieci w wieku poniżej czterech lat. Niemalże nie wychodziła z kuchni, gdzie bez przerwy przyrządzała jakieś ciepłe posiłki albo szykowała przekąski dla maluchów, które regularnie wpadały do jadalni, prosząc się o jedzenie niczym wygłodniałe pisklaki. Miała pod ręką na kuchennym stole nieco tandetny i jarmarczny drukowany wizerunek Najświętszego Serca Jezusa i, wskazując na Niego drewnianą łyżką, mawiała: „Słowo daję, Panie, że gdyby nie Ty...”. Nasze dziewczynki najchętniej bawiły się w przebieranki, czasem się przekomarzały lub żywo sprzeczały, czasem psociły, na przykład wrzucając za dużo papieru toaletowego do muszli klozetowej, a także drażniły się z Sophią, najmłodszą z sióstr, na której chrzcie byłam w bazylice św. Piotra. Dziewczynki oglądały też Ulicę Sezamkową. Nieraz zmieniałam pieluchy jedna za drugą, gdy Cristina składała wysuszone pranie albo obierała ziemniaki. Kiedy indziej siedziałam przy kuchennym stole i jadłam jej guacamole,  jednocześnie ocierając dzieciom usta, albo pomagałam w zachowaniu porządku w salonie. Nigdy nie było odpowiedniego momentu na wizytę, podobnie jak nie było dobrego czasu, żeby się pożegnać – życie w tym mieszkaniu toczyło się nieprzerwanie i w każdej
chwili coś się działo, i mógł zjawić się ktokolwiek.
Muszę przyznać, że wtedy wyprowadzało mnie z równowagi jej nieustanne modlenie się do Najświętszej Maryi Panny lub swobodne rozmowy z Jezusem, gdy jednocześnie mieszała salsę. Poszłam jednak do Cristiny z moim palącym sekretem. W tamtym tygodniu byłam gadatliwa i uszczęśliwiona, ale skrajnie zmęczona. Nadal wstawałam o godzinie 3:00 nad ranem, budząc się z jakiegoś
niepojętego powodu – tak jakbym miała w głowie antenę odbierającą tajemnicze sygnały. U Cristiny powiedziałam córeczce, żeby pobawiła się z dziewczynkami, po czym przypatrywałam się, jak moja przyjaciółka składa pościel, podczas gdy malutki Andrew spał w kołysce. Często przydzielała mi jakieś zadanie – pewnego razu zajmowałam się rozsupływaniem wielkiej plątaniny srebrnych łańcuszków w szkatułce („Taka szansa zapewne nie powtórzy się przez kolejnych piętnaście lat!”, orzekła) – tym razem jednak nie dała mi żadnej pracy. Rzadko zdarzało się, że byłyśmy same, nikt nam nie przeszkadzał, a ja miałam wolne ręce. Siedziałam, wciąż w kurtce, i nie potrafiłam się uspokoić. Dziewczynki bawiły się w korytarzu, drzwi do salonu były zamknięte, dziecko w kołysce spało. Po kilku minutach obwieściłam jej, że mam coś ważnego do powiedzenia, ale musi to zachować w tajemnicy:

– Wierzę w Boga – czułam, jak moje policzki płoną, kiedy wypowiadałam te słowa.

W pierwszej chwili moje wyznanie ją zaskoczyło. Zauważyłam, jak wyraźnie drgnęła. Uderzyło mnie jednak, jak szybko pozbierała myśli. Po chwili już się dopytywała: kto jeszcze o tym wiedział i z kim jeszcze o tym rozmawiałam? Odpowiedziałam, że z ojcem
Gregorym, na co ona skinęła głową.
– Nie powiem o tym nikomu – obiecała. – Jest bardzo wiele rzeczy, które musisz przepracować i powinnaś mieć spokój. Ale rozmawiaj o tym z ojcem Gregorym.
Na jej twarzy malowało się to samo zaskoczenie połączone z trudną do pohamowania radością, które i ja odczuwałam, ale Cristina, podobnie jak ja, zdawała sobie sprawę, że należy takie emocje zachować dla siebie i wszystko dobrze w sobie rozważyć.

Przeczytaj dłuższy fragment „Olśniewająca ciemność nocy” »

Sally Read odważyła się opisać niezwykłą historię – opowieść o tym, jak z feministki i ateistki, staje się kimś bardzo głęboko poszukującym Boga. Niezwykle szczere wyznania – proste i do bólu przejrzyste wciągają i budzą refleksje. "Olśniewająca ciemność nocy" to jedna z lepszych biografii, jakie trafiły w moje ręce…
Kobieta zaczyna swoją opowieść od mrocznej sceny, gdy… owija zwłoki. Opisuje jak w historii zawodowej (była pielęgniarką) trafia na bardzo różnych pacjentów. Często widzi jak szamocą się w życiu i jak bardzo czegoś im brak – pisze np. o kobiecie, która w swojej bezradności wykrzykuje pytanie „gdzie jest Bóg?”.

Sally w tym czasie jest osobą niewierzącą. Deklaruje się jako ateistka i zgodnie z tą deklaracją żyje. Rozwiązłość seksualna i zaspokajanie swoich zachcianek nie daje jej jednak spokoju i spełnienia. W czasie, gdy umiera jej ojciec, kobieta czuje i mówi, że jest w piekle.

Gdy zostaje żoną i matką zaczyna się pewien proces. Pisarka interesuje się bardzo seksualnością, zaczyna pisać książkę, m.in. o kobiecej łechtaczce. Poszukując wśród katoliczek osób, które chciałyby odpowiedzieć jej na kilka pytań, trafia na opór. Splot wydarzeń sprawia, że poznaje ojca Gregory’ego, a ta relacja okaże się być przełomową w życiu autorki.

Kapłan nie tylko spokojnie słucha zarzutów, jakie kobieta kieruje w stronę Kościoła (a miała ich bardzo wiele), ale zaczyna też bardzo otwarcie i szczerze odpowiadać jej na wszelkie pytania i wątpliwości.

Sally czując w sobie ciągły brak, zaczyna szukać. Wiele rozmów, spotkań, osób. To wszystko składa się na niezwykłą historię tego jak zadeklarowana ateistka zaczyna szukać Boga i Go znajduje.

Odkrywanie sakramentalnej obecności Boga w świecie było niczym stopniowe odzyskiwanie wzroku i słuchu. Str. 197

Nie jest to opowieść łzawa, melancholijna. Mam wrażenie, że Sally Read wie dziś kim jest i do czego dąży. Jej opowieść tchnie szczerością i bezpośredniością, jest do bólu prawdziwa.

To bardzo wyjątkowe doświadczenie: wejście do konfesjonału, by uklęknąć przed kratką, za którą kryje się ktoś młody bądź stary, uprzejmy bądź kostyczny, przepełniony łaską Bożą i miłosierny bądź – co przecież też może się zdarzyć – wewnętrznie skonfliktowany, srogi i chętny skarcić penitenta. Str. 136

Kobieta jest pisarką, co wyczuwa się w stylu jej opowieści – jest lekki, wręcz poetycki. Czułam się poprowadzona za rękę przez jej życie – tak jakby opowiadała mi je osobiście, pokazując miejsca i ludzi, którzy pojawili się w jej historii.

Nie jest to lekka lektura do poduszki. Porusza wiele trudnych kwestii i dylematów. To książka głęboka, wartościowa, nieoczywista. Nie spodziewałam się odkryć w sobie takiej dawki emocji, czytając czyjąś biografię. Nie spodziewałam się również wiedzy przekazanej w bardzo ludzki, prosty sposób. Nie wiedziałam, że historia ludzkiego nawrócenia potrafi tak mocno sięgać głębi.

Polecam tę lekturę szczerze poszukującym swojej drogi w Kościele – być może Sally zostanie inspiracją nie tylko dla mnie…

Magdalena Urbańska

Czy być katolikiem nawróconym jest trudniej, niż takim, który od dzieciństwa jest nauczony, w jaki sposób się modlić, kim jest Bóg, jak być członkiem Kościoła? Na pewno nie jest łatwiej, ale mam wrażenie, że chwilami mocna wiara i poświecenie nawróconego, może stać się wręcz wzorem dla wielu katolików, tych "z dziada pradziada".
Ta nowa, przyjęta wiedza, aż porywa i unosi na poziomy, w których odnajduje doznania, dotąd nieznane. Niezwykła, odkrywana po kolei tajemnica Boga Stwórcy, Opiekuna, Pocieszyciela i Wybawcy, staje się źródłem wielkiej mocy. A taka powinna być przecież dla każdego wierzącego człowieka. Przynajmniej w teorii, bo niestety znamy z pewnością niejeden przykład katolików, jakoś tak niekoniecznie żyjących zgodnie z przykazaniami, a i żarliwość modlitwy również pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem osoba nawrócona, świadomie i dojrzale przyjmująca nowy sposób życia, zaczyna nie tylko chłonąć całą sobą dogmaty Kościoła, ale działać według nich i wciąż chcieć "nadążyć" za pozostałymi, aż przydarza się niejednokrotnie ich prześcignąć...

Autorka napisała o sobie, zatem wie dokładnie, jak przeżywała kolejne etapy swojego nawrócenia. W domu rodzinnym nie miała szans na poznawanie Boga, bo jej ojciec był ateistą. W dorosłym życiu popełniła sporo błędów, a kiedy wraz z mężem zamieszkała we Włoszech, ten katolicki kraj i jego społeczeństwo wydawało jej się z początku bardzo obce.

Nie ma tutaj wiele miejsca na literacką fikcję i upiększanie faktów. Oprócz oczywiście artystycznego zacięcia autorki, bowiem, jako poetka i pisarka, potrafi swoje nowe przeżycia wyrażać również górnolotnymi frazami wierszy.
Kim była, w jaki sposób doszło do tak wielkich zmian w jej życiu. Kogo spotykała, z kim była związana i kto wskazywał jej najwięcej dróg do Boga. I właściwie po co, dlaczego to zrobiła? Skoro tylu katolików odchodzi z Kościoła, bo jest im źle, czują się zbyt związani i kierowani, a chcą poczuć się wolni...

Sally Read napisała swoją historię szczerze, czasem odsłaniając największe tajemnice, które tak długo odsuwały ją od wiary katolickiej. Co najbardziej uderza w takich opowieściach - ona poczuła spokój i wolność, właśnie wtedy, gdy zbliżyła się do Boga, a nie uciekając od Niego. To chyba największy paradoks, który właśnie odróżnia tych odchodzących i przychodzących do Kościoła.
"On przyszedł do mnie, mimo iż Go odrzuciłam, obrażałam i oczerniałam, publikowałam kłamstwa na Jego temat w moich książkach..."
[...]

Iwona Daniel

 

Książka autorstwa Sally Read pt. ''Olśniewająca ciemność nocy'' jest dowodem na niezwykłą odwagę autorki, która ujawnia przed czytelnikami najbardziej osobiste fakty z życia feministki i ateistki. Te proste i często szczere do bólu wyzwania, pobudzają do głębokiej refleksji i wielu pytań, takich jak na przykład - Co jest trudniejsze, czy bycie katolikiem od urodzenia, wychowanym w wierze, czy osobą nawróconą, wciąż poszukującą Boga?. Niewątpliwie jest to jedna z lepszych książek biograficznych, jakie kiedykolwiek trafiły w moje czytelnicze ręce. :)


[...]

W tym czasie Sally Read deklaruje się jako zagorzała ateistka, nie bojąca się rozwiązłości i korzystania z przyjemności pod każdą postacią. Tym, co całkowicie zmienia naszą autorkę i bohaterkę książki jest śmierć ukochanego taty. Kobieta porównuje moment jego śmierci do wizyty w otchłaniach piekieł.

Przełomem w życiu Sally było poznanie ojca Gregory’ego, który zawsze spokojnie wysłuchiwał jej zarzutów wobec Pana Boga, nigdy nie oceniał, a bardziej starał się wyjaśnić wiele niezrozumiałych zjawisk. Bez wątpienia to właśnie ten Kapłan, zbliżył autorkę do Boga. Dzięki swojej postawie można by go nazwać mianem dobrego spowiednika.

'' Współpraca'' z księdzem wywołuje u kobiety niedosyt i chęć dowiedzenia się o Bogu coraz więcej.

Chociaż z psychologicznego punktu widzenia fakt poszukiwania i odnajdywania czegoś jest rzeczą naturalną, w przypadku Sally Read poszukiwanie Boga nie jest aż tak oczywiste. Fakt, że robi to ateistka jest szczególnie zachwycający. Czy kobiecie się to uda i jeśli tak, to z jakim skutkiem? Przekonajcie się Państwo sami :)

[...]

Podsumowując, "Olśniewająca ciemność nocy" chociaż nie jest najłatwiejszą książką, niesie bardzo mocne przesłanie, że każda zmiana zależy od nas samych. Jest to tak szczera i bezpośrednia biografia, że czytelnik w każdym kolejnym zdaniu przekonuje się o autentyczności tego, o czym pisze autorka.

Jest to powieść głęboka pokazująca nie ideologiczny, ale ludzki wymiar wiary i bezsilności.
Udowadnia, że Bóg nigdy człowieka nie opuszcza, a jedynie czeka na to, aby zrozumiał swoje postępowanie.

"On przyszedł do mnie, mimo iż Go odrzuciłam, obrażałam i oczerniałam, publikowałam kłamstwa na Jego temat w moich książkach."


Książkę gorąco polecam - tym, którzy dobrze odnajdują się w relacji z Bogiem i tym, którzy podobnie jak Autorka, jeszcze są na etapie poszukiwań...

Katarzyna Oberda

 

[...] Sally Read urodziła się w rodzinie, gdzie wiara i religia były postrzegane jako coś niebezpiecznego, kontrowersyjnego i niepotrzebnego. Autorka zasłynęła ze swojego feminizmu i wystąpień przeciwko Kościołowi. Zarzucała mu uprzedmiotowienie kobiet i sprowadzenie ich do roli służebnic. Chciała wyzwolić Maryję spod jarzma szowinistycznego, patriarchalnego systemu wiary. Zbierając materiały do swojej pracy, spotkała księdza, z którym dyskusja już na zawsze odmieniła jej życie. To właśnie dzięki niemu wstąpiła na drogę wiary i swojego odrodzenia. Poczuła czym jest miłość do Boga. Nie bez znaczenia dla jej przemiany, pozostał również fakt posiadania całej rzeszy przyjaciół-katolików oraz zamieszkanie w otoczeniu wielu średniowiecznych Kościołów, w samym sercu Włoch. Troszkę mnie zaskoczyło to, że konwersja wiary nastąpiła tak bezboleśnie. Autorka z bojowniczki o wolność, z aktywnej feministki mającej wiele pytań, stała się posłuszną owieczką. Muszę przyznać, że liczyłam na to, że to właśnie w wierze znajdzie odpowiedź na swoje lęki. Podczas swojej kłótni z protestanckim księdzem wytknęła mu zło, które szerzy się w Kościele: pedofilię, nepotyzm, rozrzutność, złe traktowanie mniejszości seksualnych, podejście do antykoncepcji. Myślałam, że przekraczając próg świątyni dozna olśnienia. Niestety zamiast wciąż poszukiwać odpowiedzi, autorka po prostu zrezygnowała z zadawania pytań. Tak jest łatwiej. A i odpowiedź nie zaboli.

 

Sally Read umie pisać, musicie jednak pamiętać że jej domeną jest poezja. Jej język jest więc liryczny, momentami czuć w nim patos. Jest tutaj sporo stylizacji, ozdobników, upiększeń, czuć że książkę tę pisała osoba czująca słowa, lubująca się w nich. Widać, że momentami ciężko jej było zrezygnować z ulubionej formy. Jednak jedno jest pewne : historia ta jest prawdziwa, płynie prosto z serca. Najpiękniejsze w niej jest to, że jest dla każdego i chociaż stanowi wspaniałe świadectwo odnalezionej wiary, to tak naprawdę pisana jest do tych, którzy nadal jej poszukują. To właśnie ich autorka stara się przekonać do tego, by się nie poddawali, bo może już tuż za rogiem odnajdą miłość i szczęście. A może nawet Boga? Polecam.

Karolina Sulińska sztukater.pl

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Olśniewająca ciemność nocy. Opowieść o współczesnym nawróceniu

Sally Read

OPIS

Świadoma i przekonana o słuszności swego wyboru ateistka pisze o... nawróceniu. Opowiada o odrzucaniu prawd i zasad katolicyzmu, o swoim życiu prywatnym i zawodowym, o wątpliwościach. Chcąc napisać książkę poświęconą seksualności kobiet, rozmawiała z wieloma kobietami z różnych środowisk, szukała też zakonnicy, która zechciałaby z nią o tym porozmawiać. Znalazła księdza, a on pomógł jej odnaleźć Kogoś o wiele ważniejszego... 

Sally Read (ur. 1971 r.), uznawana za jedna z najzdolniejszych pisarek brytyjskich swojego pokolenia, w młodości była feministką, zdeklarowaną ateistką i zagorzałą przeciwniczką religii. Wiosną roku 2010 nawróciła się, rozpoczęła świadomą podróż duchową i ostatecznie przyjęła katolicyzm. niniejsza książka to niewątpliwie jedna z najciekawszych współczesnych relacji na temat nawrócenia.



SPIS TREŚCI

Wstęp 7

1.  Ojciec  11

2.  Duch  65

3.  Syn  77

4. Kościół  109

5. Matka 161

6. Tajemnica  186

FRAGMENT KSIĄŻKI

Cristina miała długie, bujne włosy o ciemnej barwie, głęboki, ciepły głos i gromki, zaraźliwy śmiech. I naprawdę emanowała miłością do Boga.
W owym czasie dochowała się już trójki dzieci w wieku poniżej czterech lat. Niemalże nie wychodziła z kuchni, gdzie bez przerwy przyrządzała jakieś ciepłe posiłki albo szykowała przekąski dla maluchów, które regularnie wpadały do jadalni, prosząc się o jedzenie niczym wygłodniałe pisklaki. Miała pod ręką na kuchennym stole nieco tandetny i jarmarczny drukowany wizerunek Najświętszego Serca Jezusa i, wskazując na Niego drewnianą łyżką, mawiała: „Słowo daję, Panie, że gdyby nie Ty...”. Nasze dziewczynki najchętniej bawiły się w przebieranki, czasem się przekomarzały lub żywo sprzeczały, czasem psociły, na przykład wrzucając za dużo papieru toaletowego do muszli klozetowej, a także drażniły się z Sophią, najmłodszą z sióstr, na której chrzcie byłam w bazylice św. Piotra. Dziewczynki oglądały też Ulicę Sezamkową. Nieraz zmieniałam pieluchy jedna za drugą, gdy Cristina składała wysuszone pranie albo obierała ziemniaki. Kiedy indziej siedziałam przy kuchennym stole i jadłam jej guacamole,  jednocześnie ocierając dzieciom usta, albo pomagałam w zachowaniu porządku w salonie. Nigdy nie było odpowiedniego momentu na wizytę, podobnie jak nie było dobrego czasu, żeby się pożegnać – życie w tym mieszkaniu toczyło się nieprzerwanie i w każdej
chwili coś się działo, i mógł zjawić się ktokolwiek.
Muszę przyznać, że wtedy wyprowadzało mnie z równowagi jej nieustanne modlenie się do Najświętszej Maryi Panny lub swobodne rozmowy z Jezusem, gdy jednocześnie mieszała salsę. Poszłam jednak do Cristiny z moim palącym sekretem. W tamtym tygodniu byłam gadatliwa i uszczęśliwiona, ale skrajnie zmęczona. Nadal wstawałam o godzinie 3:00 nad ranem, budząc się z jakiegoś
niepojętego powodu – tak jakbym miała w głowie antenę odbierającą tajemnicze sygnały. U Cristiny powiedziałam córeczce, żeby pobawiła się z dziewczynkami, po czym przypatrywałam się, jak moja przyjaciółka składa pościel, podczas gdy malutki Andrew spał w kołysce. Często przydzielała mi jakieś zadanie – pewnego razu zajmowałam się rozsupływaniem wielkiej plątaniny srebrnych łańcuszków w szkatułce („Taka szansa zapewne nie powtórzy się przez kolejnych piętnaście lat!”, orzekła) – tym razem jednak nie dała mi żadnej pracy. Rzadko zdarzało się, że byłyśmy same, nikt nam nie przeszkadzał, a ja miałam wolne ręce. Siedziałam, wciąż w kurtce, i nie potrafiłam się uspokoić. Dziewczynki bawiły się w korytarzu, drzwi do salonu były zamknięte, dziecko w kołysce spało. Po kilku minutach obwieściłam jej, że mam coś ważnego do powiedzenia, ale musi to zachować w tajemnicy:

– Wierzę w Boga – czułam, jak moje policzki płoną, kiedy wypowiadałam te słowa.

W pierwszej chwili moje wyznanie ją zaskoczyło. Zauważyłam, jak wyraźnie drgnęła. Uderzyło mnie jednak, jak szybko pozbierała myśli. Po chwili już się dopytywała: kto jeszcze o tym wiedział i z kim jeszcze o tym rozmawiałam? Odpowiedziałam, że z ojcem
Gregorym, na co ona skinęła głową.
– Nie powiem o tym nikomu – obiecała. – Jest bardzo wiele rzeczy, które musisz przepracować i powinnaś mieć spokój. Ale rozmawiaj o tym z ojcem Gregorym.
Na jej twarzy malowało się to samo zaskoczenie połączone z trudną do pohamowania radością, które i ja odczuwałam, ale Cristina, podobnie jak ja, zdawała sobie sprawę, że należy takie emocje zachować dla siebie i wszystko dobrze w sobie rozważyć.

Przeczytaj dłuższy fragment „Olśniewająca ciemność nocy” »

Sklep internetowy Shoper.pl