Książki
28.9
PLN
Ewangelia według gangstera
Ewangelia według gangstera
tłum: Krzysztof Bednarek
wydawnictwo: Promic
rok wyd.: 2017
ISBN: 978-83-7502-588-0
oprawa: miękka
format: 118 x 190 mm
liczba stron: 360
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 28,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
rok wyd. 2017
ISBN 978-83-7502-588-0
oprawa miękka
format 118 x 190 mm
liczba stron 360

To przejmujące świadectwo autentycznego nawrócenia. John Pridmore [ur. 1964 r.] był gangsterem z londyńskiego East Endu. Jego marynarkę krojono tak, aby pod jej połami mógł chować maczetę, a w kieszeniach kastety. Wiódł życie bogate i pyszne, nie odmawiając sobie niczego i niemal przed niczym się nie cofając. Aż pewnej nocy to Bóg go cofnął z wybrukowanej grzechami drogi wiodącej do piekła, by z zaułków półświatka wyprowadzić na ścieżkę nadziei i wiary.

Każdego dnia powtarzamy: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, by wciąż się przekonywać, że najtrudniej wybaczyć sobie. Najtrudniej zmienić samego siebie, najtrudniej własne życie przemienić w Dobrą Nowinę. Nie da się tego dokonać bez aktu przywodzącego na myśl modlitwę św. Augustyna: „O, Panie, czemu zwlekasz? [...] Jak długo, jak długo jeszcze? […] Dlaczego nie w tej chwili? Dlaczego nie teraz już kres tego, co we mnie wstrętne?”. Historia Johna Pridmore’a uczy, że w świetle Bożej łaski ten akt staje się możliwy „tu i teraz” nawet dla umysłu wypaczonego mrokiem, dla serca zgorzkniałego i zatwardziałego.
Posłuchajmy go – już nie budzącego respekt przestępcy, ale żarliwego ewangelizatora, który dokonał głębokiej przemiany wewnętrznej w sposób równie zdumiewający, co prosty: „Przeszłość pozostawiam Bożemu miłosierdziu, przyszłość – Bożej opatrzności, teraźniejszość – Bożej miłości”.

DRUKUJ OPIS

1
Syn policjanta 7
2
Za kratkami 30
3
Znowu przed sądem 41
4
Ochroniarze 57
5
Biznes narkotykowy 81
6
Wściekły 94
7
Zabiłeś go 108
8
Rzucony na kolana 126
9
Betonowa dżungla 156
10
Wszystkie twoje grzechy to słabości 177
11
Bronx 207
12
Ziemia Święta 228
13
W drodze 243
14
Zaręczyny 262
15
Terror, urazy emocjonalne i błogosławieństwa 301
Epilog 335
Podziękowania 343
Świadectwa 345

Któregoś popołudnia pojechałem do Kilburn, do kumpla, żeby pograć z nim w backgammona, ale nie zastałem go w mieszkaniu. Postanowiłem zaczekać w samochodzie pod blokiem. Tak się jakoś złożyło, że zacząłem rozmyślać o odbytej rozmowie z Garym i o jego radzie, żebym pozostawił przeszłość Bogu. Jakoś nie mogłem przestać o tym myśleć. Rozmyślałem, sącząc z puszki mocne piwo Special Brew i paląc skręta. W pewnej chwili dostrzegłem zbliżającego się policjanta. Wyrzuciłem skręta przez okno, a puszkę schowałem pod siedzenie. Policjant polecił mi wysiąść z samochodu i dmuchnąć w alkomat. Posłusznie wykonałem polecenie i okazało się, że zawartość alkoholu w mojej krwi minimalnie mieściła się w limicie dopuszczalnym dla kierowców. Funkcjonariusz poradził mi, żebym już więcej nie pił i najlepiej pojechał prosto do domu. Miałem już dosyć. Poszedłem za jego radą.

Wróciwszy do mieszkania i usiadłem, znowu sam. Zacząłem myśleć o tym, jak kompletnie popaprane było moje życie. Byłem zdołowany, czułem w sobie pustkę. Działo się to o mniej więcej dwudziestej pierwszej. Niespodziewanie usłyszałem coś, co mogę opisać jedynie jako głos. Wymieniał mi najgorsze czyny, jakie popełniłem w życiu. To musi iść z telewizora – pomyślałem i przełączyłem kanał. Głos kontynuował wyliczankę. Wyłączyłem odbiornik. Co się dzieje? – zastanawiałem się. Czy właśnie na dobre wariuję?

Nagle uświadomiłem sobie, że ów głos był czymś, co słyszą wszyscy ludzie, kiedy czasami zrobią coś dobrego, a innym razem – coś złego. To był głos Pana Boga, czyli mojego sumienia. Z trudem oddychałem. Czułem się, jakbym konał, ogarnął mnie potworny strach. Idę do piekła! – pomyślałem. Padłem na kolana, do oczu napłynęły mi łzy.

– Daj mi jeszcze jedną szansę! – krzyknąłem z płaczem.

I nagle poczułem się, jak gdyby na moich ramionach spoczęły jakieś potężne dłonie i mnie uniosły. Oblała mnie fala niezwykłego ciepła, a strach w jednej chwili zniknął. W owej poruszającej chwili zrozumiałem – nie tylko wierzyłem, ale po prostu wiedziałem – że Bóg istnieje naprawdę.

Ogarnęło mnie przemożne pragnienie wyjścia z mieszkania i podzielenia się z kimś tym moim niecodziennym doświadczeniem. Zamknąłem za sobą drzwi, rzuciłem okiem na zegarek i ze zdumieniem przekonałem się, że zrobiła się pierwsza w nocy. Niemożliwe: minęły aż cztery godziny! A później zrobiłem coś, czego nie robiłem jeszcze nigdy w życiu: zacząłem się modlić. Boże, do tej chwili tylko brałem od Ciebie różne rzeczy. Teraz chcę dawać. Przepełniło mnie niezwykłe uczucie miłości, inaczej nie potrafię tego opisać. Istna ekstaza, najwspanialsza, jaką w życiu czułem. Trwała może niecałą minutę. Niemniej pozwoliła mi uprzytomnić sobie, po raz pierwszy w życiu, że Bóg mnie kocha. Aż do tamtej pory zawsze uważałem się za człowieka bezwartościowego, kogoś, czyje życie lub śmierć nie miały najmniejszego znaczenia.

Nie przychodził mi do głowy nikt, kto mógłby zrozumieć to wszystko. Nikt, komu mógłbym o tym opowiedzieć. I nagle uświadomiłem sobie, że mógłbym to wyznać chyba tylko mamie. Mama i ojczym byli jedynymi znanymi mi osobami, o których wiedziałem, że wierzą w Boga. Ruszyłem więc bez zwłoki do domu matki, która wtedy mieszkała w odległości pół godziny jazdy od mojego mieszkania. Przywykła do moich niespodziewanych wizyt o najróżniejszych porach – zazwyczaj odwiedzałem ją pijany, z bukietem kwiatów w dłoni.

Przeczytaj dłuższy fragment „Ewangelii według gangstera” »

Lubię historie z życia wzięte. Lubię opowieści o ludziach, którzy nie bali się zaryzykować i całkowicie odmienili swoje życie. Lubię przeżywać to o czym czytam, a później rozmyślać nad tym, jak przewrotny bywa los. A w końcu lubię, kiedy jakaś historia przywraca wiarę w wiarę, nadzieję i miłość. „Ewangelia według gangstera” Johna Pridmora spełnia wszystkie te warunki.

John Pridmore był dobrym, energicznym i inteligentnym dzieckiem. Wydawało się, że świat stoi przed nim otworem. Do czasu, bo bezpieczny świat Johna runął wraz z rozwodem rodziców. Narastająca złość, niewypowiedziany nigdy żal i pretensje pchnęły go na złą drogę. Zaczęły się drobne kradzieże, włamania, jakieś bójki. Poprawczak, kolejne przewinienia, nieciekawe towarzystwo. A później już poszło z górki. John szybko odnalazł się w gangsterskim świecie. Z dobrego chłopca wyrósł na złego mężczyznę. Wtedy najważniejsze były pieniądze, dobra zabawa, szybkie samochody i łatwe kobiety na jedną noc. I choć mogłoby się wydawać, że miał wszystko o czym tylko mógł zamarzyć, tak naprawdę, pod względem ludzkim, dotykał dna.

I nagle, w jednej chwili, zupełnie jak św. Paweł, John usłyszał głos Boga. Nawrócił się, choć sam nie potrafił zrozumieć jak to się wydarzyło. Pierwszy, chyba najważniejszy cud, który postawił Johna do pionu i pozwolił mu uwierzyć w to, że jego życie może być naprawdę piękne. A to dopiero początek. Początek niezwykłej historii o człowieku, który musiał poukładać sobie wszystko na nowo, całkowicie przewartościować swoje życie i zaufać, że w tym wszystkim jest jakiś głębszy sens.

Wiary w Boga nauczyli mnie rodzice i dziadkowie od strony mamy. Bardzo dużo zawdzięczam też poezji ks. Jana Twardowskiego. Właściwie wierzę od zawsze, choć nie zawsze jest łatwo, szczególnie jeśli cud, o który tak się modlę nie przychodzi (czasami okazuje się, że właśnie to jest prawdziwym cudem), dlatego nie przestają mnie fascynować historie nawróceń. Opowieść Johna jest niesamowita. To, że mając furę pieniędzy, wypasione mieszkania, luksusowe samochody z dnia na dzień potrafił z tego wszystkiego zrezygnować. Rozdał wszystko co miał i stał się prawdziwym uczniem Jezusa. Tak po prostu, bo nagle zrozumiał, że Bóg jest miłością.

Historia Johna nie jest cukierkowa i ugłaskana, bo facet sporo w życiu przeszedł, a nawrócenie nie sprawiło, że jego problemy nagle poznikały. Wtedy to dopiero się zaczęło! Czyta się o tym wszystkim z niesłabnącym zainteresowaniem i zapałem. Opowiadając swoją historię John mocno trzyma się chronologii, co paradoksalnie wprowadza pewien zamęt. Bo czasami aż chce się, żeby jakiś wątek został opowiedziane od początku do końca w całości, naraz, a nie porwany na kawałki, do których autor wraca w kolejnych dniach przeplatając opowieść kolejnymi wydarzeniami.

„Ewangelia według gangstera” na pewno nie jest jakimś literackim arcydziełem. Trochę nieporadny styl ma jednak swój urok. Bo tutaj nie chodzi o wymuskaną formę, ale pisaną prosto z serca opowieść o człowieku, który dotykał moralnego dna, był zły, zepsuty i przepełniony gniewem, a jednak całkowicie odmienił swoje życie. Wygrał, bo postanowił posłuchać głosu serca. Uwierzył w to, że Bój jest dobry i sam zapragnął stać się lepszym człowiekiem. Historia Johna niesie ze sobą nadzieję, której tak często nam brakuje. Dlatego warto :)

Marta Kowal

Kiedy zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam już, że muszę ją przeczytać, że jest ona idealna dla mnie. Mowa tu o książce pt. „Ewangelia według gangstera”, której autorami są John Pridmore i Greg Watts.

Książka ta jest świadectwem nawrócenia Johna Pridmore’a.

John Pridmore urodził się w 1964 roku. Kiedy był mały, jego rodzice się rozwiedli. Chłopak nie mógł odnaleźć się w tak trudnej sytuacji i bardzo szybko wkroczył na drogę przestępstwa. Przebywał w specjalnych ośrodkach, ale trapie tam zawsze kończyły się fiaskiem. Z biegiem lat było coraz gorzej. Kradzieże, bójki, narkotyki, brak samokontroli. Tak było do czasu. Do czasu, aż Bóg postanowił uratować Johna.

Przez pierwsze pół książki poznajemy „ciemną” stronę bohatera, a przez drugie pół widzimy totalnie odmienionego człowieka, który całe swoje życie powierza Bogu.

John mnóstwo czasu spędza na rekolekcjach, ewangelizacji i modlitwie. Chce nawet wstąpić do zgromadzenia zakonnego, jednak Bóg daje mu do zrozumienia, że ma dla niego inne plany. John zakłada wspólnotę, która zajmuje się organizacją rekolekcji. W ten sposób grupa ludzi – na czele z Johnem, chce pomóc zagubionym nastolatkom i osobom, które odeszły od Boga. Spotkania te cieszą się ogromnym powodzeniem. Wielu ludzi postanawia po wielu latach przystąpić do sakramentu pokuty i znów żyć w przyjaźni z Bogiem. Dowodem na to, że ta ewangelizacja przynosi tak ogromny sukces, są świadectwa ludzi dołączone do książki.

Autor cały czas powtarza, że Bóg potrafi wyciągnąć grzesznika nawet z największego bagna … On jest tego najlepszym przykładem; mówi: „Przeszłość pozostawiam Bożemu miłosierdziu, przyszłość – Bożej opatrzności, teraźniejszość – Bożej miłości”.

Książkę czyta się bardzo szybko. Jest napisana przystępnym dla każdego językiem.

Polecam tę historię każdemu wierzącemu, jak i szukającym Boga. Jest to lektura, która „siedzi” w głowie jeszcze kilka dni po przeczytaniu. Myślę, że będę do niej wracać. Jest świetna!

Weronika, 17 lat 

W ostatnim czasie, kiedy dzieci już zasnęły, wieczory uprzyjemniała mi bardzo ciekawa książka. Książka, która wciągnęła mnie od pierwszej strony- "Ewangelia według gangstera" wydana przez wydawnictwo Promic.
Już sam tytuł jest intrygujący, prawda? "Ewangelia" i "gangster" jakoś nie specjalnie do siebie pasują. Okazuje się jednak, że życie pisze nieprzewidywalne scenariusze. Życie, a raczej Ten, który to życie stworzył...

Autorem, a jednocześnie bohaterem powieści jest John Pridmore. Poznajemy go jako londyńskiego gangstera, bezwzględnego, nie mającego żadnych zahamowań. Włamania, bójki, narkotyki, przygodny seks, tak wyglądało jego życie. Głęboko poraniony w dzieciństwie przez rozwód rodziców odreagował popadając w egzystencję pełną zła i przemocy. Staczał się na dno, aż pewnego dnia jego życie się odmieniło. John nawrócił się! Dzięki Bożej łasce porzucił swoje dotychczasowe zachowania i wszedł na ścieżkę pełną wiary i miłości. Stał się gorliwym głosicielem Ewangelii. Rozpoczął życie we wspólnotach, prowadził rekolekcje, a przede wszystkim uwierzył, że Bóg mu wybaczył i dał drugą szansę.

Książka jest niesamowitym świadectwem, które pokazuje, że nigdy nie jest za późno aby odmienić swoje życie. Wystarczy uwierzyć i otworzyć się na Bożą miłość. Skłania do refleksji. Czyta się ją bardzo dobrze i tak jak napisałam wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Polecam!

Aneta Sawicka 

Należę do osób, które nie są wielkimi fankami książek religijnych, ale od czasu do czasu, z czystej ciekawości i wewnętrznej potrzeby, zwyczajnie po nie sięgają. Dzieło zaciekawiło mnie swą okładką. Tak, tym razem to obwoluta zadecydowała, czy lektura zostanie przeczytana. Duże znaczenie miały też dla mnie pozytywne opinie na temat Ewangelii według gangstera. Nie pozostało mi więc nic innego, jak przysiąść wygodnie w fotelu i poznać bliżej nowość od wydawnictwa Promic.

Bardzo szybko uporałam się z niniejszą książką, bo zwyczajnie mnie zaciekawiła. I chociaż na samym początku obawiałam się, że będzie zbyt religijna i za bardzo pouczająca, dalsze zaznajomienie się z dziełem przyniosło pozytywne zaskoczenie. Ewangelię według gangstera czyta się jak wciągającą powieść! To tak naprawdę świadectwo nawrócenia Johna Pridmore'a.

Pridmore urodził się w roku 1964. Jest więc o dwa lata starszy od mojego taty... To taka mała dygresja. Kiedy John był dzieckiem, jego rodzice postanowili się rozwieść. Wiadomo, iż dla małego chłopca był to wielki szok i trudna sytuacja. Nie mógł poradzić sobie z "nowym" życiem i wkroczył na złą drogę. Przestępstwa, przeróżne kradzieże, narkotyki, bójki... W takim świecie obracał się John, a terapie w specjalistycznych ośrodkach, jakoś nigdy nie przynosiły większego rezultatu. W końcu trzeba chcieć tych zmian... Jednak Bóg nie zapomniał o Johnie. Przygotował dla niego plan.

Mężczyzna totalnie się zmienił. Zaczął się modlić, a nawet myślał o wstąpieniu do zakonu. Postanowił jednak założyć wspólnotę, która pomaga innym ludziom odnaleźć drogę do Pana. Ogrom osób, między innymi dzięki Johnowi, znów zaczął żyć z Bogiem w przyjaźni i zgodzie. Potwierdzeniem tego, są zamieszczone w książce świadectwa. Ta część Ewangelii przypadła mi niezmiernie do gustu.

Książka uświadamia czytelnikowi, że Bóg nikogo nie odrzuca. Przyjmuje każdego grzesznika, który gdzieś się zagubił, zboczył z drogi do Niego. Pan daje nam szansę na poprawę, ale my musimy tę szansę chcieć wykorzystać. Ewangelia według gangstera to pouczająca, ale nie nużąca lektura, skłaniająca do głębszych przemyśleń. Będziecie zachwyceni!

Angelika Musiał

 

[...] Już sama jej okładka zwróciła moją uwagę. Nie wiem czy słowo „mocna” będzie tu odpowiednie na tyle, aby wyrazić moje odczucia. Oto widzimy zaciśniętą męską pięść, gotową do ataku, na zadymionym tle. To, co jednak przykuwa uwagę, to napis na tej pięści, a mianowicie słowo "Jezu". To samo dotyczy tytułu, przez co przy tej pozycji zatrzymałam się na dłużej. Bardzo lubię historie pisane przez samo życie. Na koncie mam mnóstwo przeczytanych książek z literatury faktu. Często są to smutne opowieści ludzi skrzywdzonych przez życie lub tych, którzy sami ranili innych. Dlaczego podoba mi się tego typu lektura? Hmmm… Może dlatego, że są prawdziwe, a bohaterowie autentyczni? A może dlatego, że prędzej czy później w bohaterach następuje przemiana. Ludzie zaczynają walczyć o siebie dla siebie i innych? Zaczynają wierzyć w siebie, że mogą stać się lepsi. Zaczynają wierzyć w Boga i jego Opatrzność. Gdy czytam tego typu książki, nie ma mnie dla nikogo. Chłonę te historie i głęboko je przeżywam. Takie książki pozostawiają po sobie ślad, skłaniają do przemyśleń, nierzadko burzliwych dyskusji…
[...] To piękna książka, choć początki są naprawdę wstrząsające. Autor jest z czytelnikiem bardzo szczery. Niczego nie pomija, nawet okrucieństw i przemocy, których był sprawcą. Książka napisana jest prostym językiem, dlatego czyta się ją naprawdę szybko (346 stron). Jestem pod wielkim wrażeniem dla osoby Johna Pridmore'a. Był naprawdę typowym "bandziorem", który w jednej chwili zmienił swoje życie o 360'. Swój ostry nóż, którymi zadawał ciosy, zamienił na różaniec. Książka jest nie tylko świadectwem nawrócenia naszego bohatera. To również dowód na to, że ludzie naprawdę się zmieniają, jeśli tylko tego chcą. To również potwierdzenie tego, że nie wolno nikogo przekreślać, że człowiek może wyjść nawet z najgorszego bagna, gdy inni spisali go na straty...

Lektura godna polecenia. Dla tych, którzy lubią historie z życia wzięte, dla tych, którzy chcą zmienić swoje życie, dla tych, co chcą uwierzyć, a także dla tych, którzy nie wierzą, a być może szukają swojej drogi...

Marlena Hryciuk

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Deon
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Ewangelia według gangstera

John Pridmore, Greg Watts

OPIS

To przejmujące świadectwo autentycznego nawrócenia. John Pridmore [ur. 1964 r.] był gangsterem z londyńskiego East Endu. Jego marynarkę krojono tak, aby pod jej połami mógł chować maczetę, a w kieszeniach kastety. Wiódł życie bogate i pyszne, nie odmawiając sobie niczego i niemal przed niczym się nie cofając. Aż pewnej nocy to Bóg go cofnął z wybrukowanej grzechami drogi wiodącej do piekła, by z zaułków półświatka wyprowadzić na ścieżkę nadziei i wiary.

Każdego dnia powtarzamy: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, by wciąż się przekonywać, że najtrudniej wybaczyć sobie. Najtrudniej zmienić samego siebie, najtrudniej własne życie przemienić w Dobrą Nowinę. Nie da się tego dokonać bez aktu przywodzącego na myśl modlitwę św. Augustyna: „O, Panie, czemu zwlekasz? [...] Jak długo, jak długo jeszcze? […] Dlaczego nie w tej chwili? Dlaczego nie teraz już kres tego, co we mnie wstrętne?”. Historia Johna Pridmore’a uczy, że w świetle Bożej łaski ten akt staje się możliwy „tu i teraz” nawet dla umysłu wypaczonego mrokiem, dla serca zgorzkniałego i zatwardziałego.
Posłuchajmy go – już nie budzącego respekt przestępcy, ale żarliwego ewangelizatora, który dokonał głębokiej przemiany wewnętrznej w sposób równie zdumiewający, co prosty: „Przeszłość pozostawiam Bożemu miłosierdziu, przyszłość – Bożej opatrzności, teraźniejszość – Bożej miłości”.



SPIS TREŚCI

1
Syn policjanta 7
2
Za kratkami 30
3
Znowu przed sądem 41
4
Ochroniarze 57
5
Biznes narkotykowy 81
6
Wściekły 94
7
Zabiłeś go 108
8
Rzucony na kolana 126
9
Betonowa dżungla 156
10
Wszystkie twoje grzechy to słabości 177
11
Bronx 207
12
Ziemia Święta 228
13
W drodze 243
14
Zaręczyny 262
15
Terror, urazy emocjonalne i błogosławieństwa 301
Epilog 335
Podziękowania 343
Świadectwa 345

FRAGMENT KSIĄŻKI

Któregoś popołudnia pojechałem do Kilburn, do kumpla, żeby pograć z nim w backgammona, ale nie zastałem go w mieszkaniu. Postanowiłem zaczekać w samochodzie pod blokiem. Tak się jakoś złożyło, że zacząłem rozmyślać o odbytej rozmowie z Garym i o jego radzie, żebym pozostawił przeszłość Bogu. Jakoś nie mogłem przestać o tym myśleć. Rozmyślałem, sącząc z puszki mocne piwo Special Brew i paląc skręta. W pewnej chwili dostrzegłem zbliżającego się policjanta. Wyrzuciłem skręta przez okno, a puszkę schowałem pod siedzenie. Policjant polecił mi wysiąść z samochodu i dmuchnąć w alkomat. Posłusznie wykonałem polecenie i okazało się, że zawartość alkoholu w mojej krwi minimalnie mieściła się w limicie dopuszczalnym dla kierowców. Funkcjonariusz poradził mi, żebym już więcej nie pił i najlepiej pojechał prosto do domu. Miałem już dosyć. Poszedłem za jego radą.

Wróciwszy do mieszkania i usiadłem, znowu sam. Zacząłem myśleć o tym, jak kompletnie popaprane było moje życie. Byłem zdołowany, czułem w sobie pustkę. Działo się to o mniej więcej dwudziestej pierwszej. Niespodziewanie usłyszałem coś, co mogę opisać jedynie jako głos. Wymieniał mi najgorsze czyny, jakie popełniłem w życiu. To musi iść z telewizora – pomyślałem i przełączyłem kanał. Głos kontynuował wyliczankę. Wyłączyłem odbiornik. Co się dzieje? – zastanawiałem się. Czy właśnie na dobre wariuję?

Nagle uświadomiłem sobie, że ów głos był czymś, co słyszą wszyscy ludzie, kiedy czasami zrobią coś dobrego, a innym razem – coś złego. To był głos Pana Boga, czyli mojego sumienia. Z trudem oddychałem. Czułem się, jakbym konał, ogarnął mnie potworny strach. Idę do piekła! – pomyślałem. Padłem na kolana, do oczu napłynęły mi łzy.

– Daj mi jeszcze jedną szansę! – krzyknąłem z płaczem.

I nagle poczułem się, jak gdyby na moich ramionach spoczęły jakieś potężne dłonie i mnie uniosły. Oblała mnie fala niezwykłego ciepła, a strach w jednej chwili zniknął. W owej poruszającej chwili zrozumiałem – nie tylko wierzyłem, ale po prostu wiedziałem – że Bóg istnieje naprawdę.

Ogarnęło mnie przemożne pragnienie wyjścia z mieszkania i podzielenia się z kimś tym moim niecodziennym doświadczeniem. Zamknąłem za sobą drzwi, rzuciłem okiem na zegarek i ze zdumieniem przekonałem się, że zrobiła się pierwsza w nocy. Niemożliwe: minęły aż cztery godziny! A później zrobiłem coś, czego nie robiłem jeszcze nigdy w życiu: zacząłem się modlić. Boże, do tej chwili tylko brałem od Ciebie różne rzeczy. Teraz chcę dawać. Przepełniło mnie niezwykłe uczucie miłości, inaczej nie potrafię tego opisać. Istna ekstaza, najwspanialsza, jaką w życiu czułem. Trwała może niecałą minutę. Niemniej pozwoliła mi uprzytomnić sobie, po raz pierwszy w życiu, że Bóg mnie kocha. Aż do tamtej pory zawsze uważałem się za człowieka bezwartościowego, kogoś, czyje życie lub śmierć nie miały najmniejszego znaczenia.

Nie przychodził mi do głowy nikt, kto mógłby zrozumieć to wszystko. Nikt, komu mógłbym o tym opowiedzieć. I nagle uświadomiłem sobie, że mógłbym to wyznać chyba tylko mamie. Mama i ojczym byli jedynymi znanymi mi osobami, o których wiedziałem, że wierzą w Boga. Ruszyłem więc bez zwłoki do domu matki, która wtedy mieszkała w odległości pół godziny jazdy od mojego mieszkania. Przywykła do moich niespodziewanych wizyt o najróżniejszych porach – zazwyczaj odwiedzałem ją pijany, z bukietem kwiatów w dłoni.

Przeczytaj dłuższy fragment „Ewangelii według gangstera” »

Sklep internetowy Shoper.pl