Ten produkt jest niedostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Mariamne

Pär Lagerkvist

OPIS

Kiedy pisał Mariamne, swą ostatnią powieść, Lagerkvist był już samotnym starcem o wyglądzie biblijnego patriarchy. Od pewnego już czasu z żarliwością godną proroka tropił ślady Odwiecznego. Z powodzeniem, o czym świadczy choćby obwołany arcydziełem Barabasz. Mariamne, pisana równie piękną i prostą prozą, przywołuje także historię biblijną. Równie jak tamta mroczną. Może dlatego, że bardziej opowiada dzieje Heroda niż jego małżonki. Herod, noszący w sobie dzikość przodków, z duszą „wyschniętą jak pustynia”, intryguje. Z jednej strony przeraża i odpycha, z drugiej budzi współczucie i żal. Jest samotny. Przypomina współczesnego człowieka. Zresztą, najchętniej błąka się po wspaniałej świątyni, którą kazał wznieść ku czci Boga, w którego nie wierzy.  

 
 

Pär Lagerkvist [1891–1974], wybitny szwedzki poeta, dramaturg i prozaik. W roku 1951 uhonorowany został Nagrodą Nobla. Uzasadniając swój wybór, członkowie Akademii Szwedzkiej napisali, że pisarz „próbował w swej twórczości odnaleźć odpowiedzi na wieczne pytania stojące przed ludzkością”. Za najważniejsze z pytań uznał zaś to dotyczące wiecznego zła. Do największych osiągnięć Lagerkvista należą niewątpliwie jego powieści, niezbyt obszerne, niemniej pełne przejmującej symboliki. Najbardziej znaną, którą Adré Gide okrzyknął arcydziełem, jest Barabasz [1950]. Nie ustępują mu jednak Kat [1933], Karzeł [1944], Sybilla [1956], Śmierć Ahasvera [1960], Pielgrzym na morzu [1962] czy choćby Mariamne [1967]. 

 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Herod spotkał Mariamne.

Stał na drodze do Damaszku, tuż za bramą miejską, a ona przechodziła obok. Tak po prostu do tego doszło, a przecież chwila, kiedy to nastąpiło, tak była niepodobna do chwil poprzednich, nim to się stało. Nic dziwnego, że nic później nie było takie samo jak przedtem, ani światło słoneczne, ani ziemia, ani trawa, ani nawet kwiaty na łące. Właśnie, co to za kwiaty? Nigdy ich wcześniej nie widział. Trawę wyżarły trzody owiec, ale kwiatom pozwoliły rosnąć, nie tknęły ich. Te kwiaty znajdowały się tam cały czas, ale nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby nie przeszła tamtędy ona.

Widział ją tylko ledwie przez krótką chwilę, ale chwila ta była niepodobna do żadnej innej w jego życiu, do niczego, co go dotychczas spotkało. Nie zdawał sobie wcale sprawy, co mu się wydarzyło, wiedział tyle tylko, że nie dało się to porównać z niczym, tak było dziwne i niemożliwe do wytłumaczenia. Potem znikła. Potem nie spotkał jej już tam więcej.

A on zakrył ręką oczy, żeby nie zapomnieć tego, co wi­dział, żeby nie patrzeć na nic innego.

Nigdy przedtem tego nie uczynił. Takie dziwne miał uczu­cie, stojąc tam z ręką na oczach, ludzie mogli się przecież dziwić, pytać, dlaczego tak stoi, sądzili najpewniej, że za­słania się przed słońcem. Ale nie zasłaniał. Nie o to chodzi­ło. Trzeba jednak opowiedzieć, co widział, gdyż to, co przeżył, co go tak poruszyło, stanowiło rzeczywistość.

Ta, która przeszła obok, była młoda. Wydała mu się niemal dzieckiem i miała niezwykle bladą cerę jak na judejską kobietę. Jak szlachetnie urodzeni nosiła szaty greckie i rąbek białego lnianego szala narzuciła na głowę, na jasne włosy. Dziwne, że nie zwrócił szczególnej uwagi, jak była piękna, zazwyczaj czynił to zawsze, patrząc na kobiety. Tym razem poniekąd pięk­no nie miało takiego znaczenia. I właśnie to miał  odkryć póź­niej, przywiązać się do tego, że piękność u niej była czymś oczywistym i jakby nic nie znaczyła, gdyż ona sama była o wiele ważniejsza od swej urody. Chód miała lekki niczym lot ptaka, nosiła sandały złożone z cienkiej podeszwy z srebrną pętlą otaczającą kostkę. Szła zaś jakby pozbawiona ważkości.

Oto co zobaczył. Ale poniekąd prawie tego nie widział, tak pochłonięty był uczuciem, którym napełnił go jej widok. Trzeba pomyśleć, jaki był i że widok ten przyszedł jak ob­jawienie czegoś zupełnie odmiennego niż on sam, i że nie przy­wykł, by go coś innego niż on sam wypełniało.

Przeczytaj dłuższy fragment „Mariamne” »

Sklep internetowy Shoper.pl