Ten produkt jest niedostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Kat

Pär Lagerkvist

OPIS

Lagerkvist ogłosił Kata w swej rodzinnej Szwecji na początku lat trzydziestych, gdy w kraju narastały nazistowskie nastroje i budziły się hitlerowskie sympatie. Całkiem poważnie myślano wówczas o tym, by także dzieci, niezależnie od dorosłych, tworzyły armię „uzbrojoną po zęby mleczne”. To miało być przywołaniem dawnych, dobrych tradycji. Pewnie dlatego za najbardziej pożądane dziedzictwo uznawano korzeń alrauny. Ów miał skrywać w sobie magiczną, wręcz szatańską moc. W istocie, co zauważa Lagerkvist, przedmiotem spadku okazuje się jednak nienawiść do świata, która nie gaśnie nawet po śmierci. To wszystko symbolizuje tytułowy kat, siedzący zwykle tuż obok nas i odzywający się z rzadka. 

 
Pär Lagerkvist [1891–1974], wybitny szwedzki poeta, dramaturg i prozaik. W roku 1951 uhonorowany został Nagrodą Nobla. Uzasadniając swój wybór, członkowie Akademii Szwedzkiej napisali, że pisarz „próbował w swej twórczości odnaleźć odpowiedzi na wieczne pytania stojące przed ludzkością”. Za najważniejsze z pytań uznał zaś to dotyczące wiecznego zła. Do największych osiągnięć Lagerkvista należą niewątpliwie jego powieści, niezbyt obszerne, niemniej pełne przejmującej symboliki. Najbardziej znaną, którą Adré Gide okrzyknął arcydziełem, jest Barabasz [1950]. Nie ustępują mu jednak Kat [1933], Karzeł [1944], Sybilla [1956], Śmierć Ahasvera [1960], Pielgrzym na morzu [1962] czy choćby Mariamne [1967]. 

 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Kat siedział przy stole w ciemnym kącie gospody i pił. W świetle kopcącej łojówki, postawionej tam przez karczmarza, chylił się nad stołem, wielki i zwalisty w swoim krwawoczerwonym kaftanie, podpierając dłonią czoło z wy­palonym katowskim piętnem. Kilku podpitych rzemieślni­ków i czeladników z okolicznych domów głośno rozprawiało nad kuflami przy drugim końcu stołu. Blisko kata nie siedział nikt. Bezszelestnie snuła się po kamiennej podłodze służeb­na dziewczyna i drżącą dłonią dolewała mu do dzbana. Ter­minator, który wśliznął się chyłkiem do gospody i chował się w mroku pod ścianą, połykał go płonącymi oczyma.

– Dobre piwko, mistrzu! – krzyczał jeden z czeladni­ków. – Wiesz chyba, że matka świsnęła ci spod szubienicy palec złodziejaszka i zawiesiła na nitce w beczce. Nie do­puści, by ktoś miał piwo lepsze niż ona, ba, zrobi wszystko dla swoich gości. A przecież nic nie nadaje piwu takiego smaku jak palec wisielca!

– Tak, tak… dziwne to wszystko, co stamtąd przychodzi – odezwał się mały krzywogęby szewc, ocierając ostroż­nie pianę z obwisłej brody. – Jakąż to ma przedziwną moc.

– Oj, co prawda, to prawda! Pamiętam raz, jak w moich stronach rodzinnych powiesili jednego człeka za kłusownictwo, choć twier­dził, że jest niewinny. Gdy mistrz katowski wykopał spod niego drabinkę i pętla szarpnęła, skazaniec wypuścił wiatr, aż czuć było na całym wzgórzu, i kwiaty zwisły na łodygach, a na łące na wschodzie trawa legła pokotem, zrudziała i zwiędła, bo zapomniałem dodać, że wiał akurat zachodni wiatr, i tego lata zapanował w całej okolicy nie­urodzaj.

Ryknęli śmiechem, aż kładli się na stole.

– Hm… ojciec mój opowiadał, że za jego młodych lat żył garbarz, który obłapiał własną szwagierkę. I temu gar­barzowi przytrafiło się zupełnie to samo, gdy miał wyzio­nąć ducha. To ponoć bardzo często się zdarza, gdy ktoś ma tak nagle opuścić ten ziemski padół. I gdy się wtedy raptownie cofnęli od podmuchu, ujrzeli chmurę wznoszącą się ku nie­bu, tak czarną, aż strach było patrzeć. A z tyłu siedział na niej sam diabeł z grzeszną duszą i sterował pogrzebaczem, śmiejąc się szyderczo, zadowolony z odoru.

– Nie chcę słuchać waszych głupot – ciągnął stary, zer­kając w stronę kata. – Mówię poważnie o tym, jaką to ma moc, bo to prawda i pewnik. Patrzcie choćby na Kristena, chłopca Anny, tego, co to cierpiał na padaczkę i toczył pia­nę, gdy przyszło na niego opętanie! Sam wiele razy poma­gałem go trzymać i otwierać mu usta. Strach było pa­trzeć, jak to nim miota… hm… to dużo gorsze niż wszystko inne, czego się napatrzyłem. Ale gdy później matka zabrała go, by popatrzeć, jak to kowal Jerker tracił życie, chłopcu zaś dali się napić krwi, pomogło mu jak ręką odjął. Od tej pory ani razu nie miał napadu.

Przeczytaj dłuższy fragment „Kata” »

Sklep internetowy Shoper.pl