Ten produkt jest niedostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Kadisz dla Ruth. O przyjaźni w czasie nienawiści

Kurt Witzenbacher

OPIS

W napięciu czyta się tę historię dziecięcej przyjaźni między małym chłopcem a żydowską dziewczynką, mieszkającą po sąsiedzku. Ich przyjaźń, szczera i serdeczna, nie miała przyszłości. Zrodziła się bowiem w latach trzydziestych. W Niemczech.
We wspomnieniach Autora barwne obrazy i mroczne cienie splatają się w opowieść o nagle zniszczonych więziach, choć dziecięcych, to już mocnych. Nie jest to prosta historia, ale zostaje opowiedziana przez autora w prosty sposób, a przy tym tak, że porusza do głębi. Obok Dziennika Anny Frank i Krótkiego życia Sophie Scholl opowiada o przyjaźni w trudnych czasach, o odwadze oraz stosunku do wiary własnej i obcej.



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Mój wujek, brat mojej mamy, nie był żonaty. Zawsze spędzał wakacje u nas. Jedną z jego wielkich pasji był ciężki motocykl. Kilka razy mogłem z nim pojechać na wycieczkę motocyklową jako pasażer. Mama i babcia bardzo się wtedy o mnie bały. Przecież wszystko mogło się zdarzyć!

Nie był to żaden nazista! Choć jako nauczyciel nie mógł sobie pozwolić na to, żeby nie należeć do partii. Tak więc dość wcześnie do niej wstąpił. Jednocześnie został funkcjonariuszem SA. Führera jednak niezbyt poważał. Powodowało to niekiedy kłótnię z moim pradziadkiem.

Od kiedy wujek podarował nam odbiornik ludowy, mój pradziadek przychodził do nas na górę, aby posłuchać przemówień Führera. Wtedy w całym mieszkaniu nie wolno było powiedzieć ani słowa. Kiedy był tu też mój wujek, regularnie wybuchały sprzeczki wynikające z różnicy poglądów między pradziadkiem a wujkiem.

Byłem jeszcze za mały, by zrozumieć argumenty mojego wujka. Jednak kilka jego zdań, które wciąż powtarzał podczas tych kłótni, głęboko zapadło mi w pamięć: „Hitler chce wojny”; „To niedobrze, że Hitler nie zostawi Żydów w spokoju”.

To pierwsze zdanie niewiele mi mówiło. Drugie jednak potrafiłem dobrze zrozumieć. Przeżywałem to codziennie, że żydowscy sąsiedzi coraz rzadziej byli widoczni na ulicy, a w sklepach, w których kupowaliśmy, wciąż kierowano do nich nienawistne słowa.

Metody wychowawcze wujka, które także na mnie wypróbowywał, nie były aprobowane przez moją mamę i babcię. Na przykład pewnego dnia przyniósł własnoręcznie namalowany plakat, który musiałem powiesić nad swoim łóżkiem. Było na nim napisane:

 

 

Niemiecki chłopiec

 

Niemiecki chłopiec nie płacze!

Musi być smukły i giętki,

zwinny jak chart

odporny jak skóra

i twardy jak od Kruppa stal.

 

Babcia uważała to za kompletną bzdurę. Jednak wujek usłyszał te zdania Hitlera w mowie na otwarcie Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku w Berlinie i stwierdził, że to najwyższy cel, do którego należy dążyć w wychowaniu chłopca. Na odwrocie plakatu przykleiłem kartkę kalendarza z domem ze Szwarcwaldu. Zawsze kiedy wujek wracał do swojej szkoły w Elsass, odwracałem plakat i cieszyłem się ładnym obrazkiem.

Wujek palił znaną markę papierosów Attika. Znajdujące się w paczkach kolekcjonerskie obrazki przynosił mi od dnia, kiedy najpiękniejszym pismem odpisałem pewien wiersz z mojego elementarza, namalowałem do niego obrazek i podarowałem mu to na urodziny. Nauczyłem się też tego wiersza na pamięć, tak żeby móc go wyrecytować z okazji urodzin mojego wujka.

 

 

Jungvolk

 

Spokojnym, pewnym krokiem

idziemy przez ulice.

Nad nami zaś chorągiew

wesoło nam łopoce.

Dong dong dong dong

diri diri dong dong.

Dong dong dong dong

diri diri dong dong.

diri diri dong

Heil Hitler!

 

Tym sposobem zyskałem w oczach mojego wujka! Pewnego wieczoru nawet usłyszałem, jak mówił do babci:

– Uważam, że moje wychowanie już odniosło skutek!

Babcia jednak w ogóle nie chciała o tym słyszeć. I to ona krótko i zwięźle wyjaśniła mi, jak głupi jest tekst nad moim łóżkiem i że w przyszłości spokojnie mogę zostawiać ten plakat na stałe odwrócony.

Kilka metrów od naszego domu znajdował się sklepik z tytoniem. Stamtąd zawsze przynosiłem papierosy dla wujka. Kiedy pewnego dnia znowu mnie tam wysłał, wziąłem ze sobą Ruth. Chciałem pokazać jej coś, co już dawno temu zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Kiedy wchodziło się do sklepu, w oczy rzucała się olbrzymia stojąca na ladzie lalka. Była prawie tak wielka jak ja i miała na sobie mundur SA, i to ze wszystkim, co do niego należało: bryczesami i butami do jazdy konnej, pasem połączonym z rzemieniem przekładanym przez ramię, czapką. Najlepsze było jednak to, że mundur od góry do dołu pokrywały odznaki i plakietki, które rozdawano podczas ulicznych akcji Winterhilfswerku jako podziękowanie za datki: były to nie tylko zwykłe znaczki przypinane do odzieży, ale też minisztandary, miniśpiewniki, figurki drewniane, porcelanowe i ceramiczne – niektóre przedstawiały na przykład bajkowe postaci. Ruth również była pod sporym wrażeniem. Oczywiście najbardziej spodobały się jej te liczne znaczki. Mundur nie wzbudzał u niej wielkiego zachwytu.

Niestety, skończyło się na tej jednej jedynej wizycie Ruth w sklepiku tytoniowym. Sprzedawczyni bowiem spojrzała surowo na Ruth i zapytała:

– Powiedz, czy ty jesteś Ruth Rosenberg?

Ruth przytaknęła ruchem głowy.

Wówczas sprzedawczyni powiedziała do mnie całkiem spokojnie:

– Nie wolno ci więcej przyprowadzać tutaj Ruth! Ty oczywiście możesz przyjść o każdej porze.

Zabolało mnie to. Co złego zrobiła Ruth? A jej rodzice? Chciałem już coś powiedzieć, kiedy Ruth skrycie szturchnęła mnie w bok.

– Wiesz przecież! Bądź, proszę, cicho! – szepnęła do mnie.

Opuściliśmy sklep z tytoniem. Ja byłem wściekły, zaś Ruth smutna.

 

 

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Kadisz dla Ruth” »

Sklep internetowy Shoper.pl