Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 6 (262) 2015
Słowo wśród nas Nr 6 (262) 2015
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

format 140 x 205 mm

Czerwcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Spotkanie z papieżem Franciszkiem”. Artykuły poświęcone są nauczaniu Papieża i temu, jak jego wezwanie do wyjścia na świat, słuchania i okazywania innym Chrystusowego współczucia jest realizowane w konkretnej parafii ks. Guya Noonana, autora artykułów. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się artykuł o „Niebieskim towarzyszu” – archaniele Rafale, a także świadectwa – nauczycielki, która odważyła się odwiedzić swego dawnego ucznia w więzieniu, matki-perfekcjonistki uwolnionej od poczucia winy oraz dwie odpowiedzi na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Papież, który słucha
Przesłanie papieża Franciszka.................................... 4


Kościół ubogi dla ubogich –
Papież Franciszek i ubóstwo duchowe –
ks. Guy Noonan........................................................... 9


Słuchać, kochać, uczyć się
„Droga spotkania” papieża Franciszka
ks. Guy Noonan......................................................... 14

 

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 czerwca............................19


MAGAZYN


Niebieski towarzysz
Św. Rafał uczy nas towarzyszyć innym
na drodze wiary – Kevin Perrotta...............45


Anioł u twego boku................................49


Daj mi Twą łaskę, o Panie!
Jak Duch Święty pozwolił mi wyjść poza mój
bezpieczny świat – Debbie Skinner............................ 50


Uwolnienie od poczucia winyFelicia Difato........ 53


Bóg szuka człowieka
odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”....... 57


Jestem córką Króla świata
odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”....... 58


Tweety papieża Franciszka .................................... 60


Nasze lektury ........................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

SŁOWO WSRÓD NAS – nr 6/15 (czerwiec 2015)

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!
Tydzień po tygodniu, na Mszy niedzielnej oraz w dni powszednie, mam okazję słuchać, jak mój proboszcz, ks. Guy Noonan, głosi Dobrą Nowinę. Ma on wyraźną skłonność do rozgadywania się. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat zauważyłem zmianę w jego nauczaniu. Czasami mam wrażenie, że został oficjalnym rzecznikiem prasowym papieża Franciszka!
Z tym rzecznikiem to oczywiście żart, pozostaje jednak faktem, że ks. Guy przykłada wielką wagę do celów i priorytetów stawianych przez Papieża. Ilekroć Papież staje się obiektem zainteresowania mediów, z pewnością usłyszymy o tym podczas Mszy świętej. Dowiadujemy się, że Papież uściskał niepełnosprawne dziecko czy zadzwonił osobiście do zwykłego człowieka. Słyszymy o tym, że Franciszek jednoczy podzielonych przywódców i głęboko pragnie Kościoła ubogiego dla ubogich. Wiemy nawet, że ma konto na Tweeterze i ewangelizuje poprzez tweety!
Usłyszałem kiedyś następującą historię o pewnym małżeństwie. W pierwszym roku ich wspólnego życia mąż mówił, a żona słuchała. W drugim roku żona mówiła, a mąż słuchał. W trzecim oboje mówili i żadne nie słuchało.
Ta zabawna anegdota ilustruje jeden z czułych punktów ks. Guya. Gdyby odwiedził twoją parafię, z pewnością powiedziałby ci, jak ważne jest słuchanie siebie nawzajem. Jest to zresztą kolejny powód, dla którego ks. Guy jest pod takim wrażeniem papieża Franciszka. Przypomnijmy sobie synod o rodzinie. Jako papież, Franciszek miał prawo powiedzieć biskupom, czego sobie życzy, i wyciszyć wszystkie głosy przeciwne. On jednak wezwał wszystkich, by mówili „śmiało i swobodnie” i „słuchali w pokorze”. Papież nie boi się „narobienia bałaganu” ani tego, by zobaczyli go ludzie na całym świecie.
Obecnie Kościół stoi wobec wielu trudnych wyzwań: mniejsza frekwencja na Mszach świętych, dyskusje na temat związków tej samej płci i rozwodów, kontrowersje na temat roli kobiet w Kościele. Kiedy rozmawiamy o tych sprawach w naszej parafii, ks. Guy zachęca nas, abyśmy wzorem papieża Franciszka widzieli w innych ludziach braci spotykanych na naszej drodze, a nie przeciwników, których musimy pokonać. Jak uczy Papież, mamy „akceptować ich i przyjmować jako towarzyszy drogi” i czynić to „bez wewnętrznego oporu”.
Z tych wszystkich wymienionych, a także niewymienionych powodów poprosiłem ks. Guya o napisanie artykułów do niniejszego numeru „Słowa wśród nas”. Poprosiłem go, aby podzielił się swoimi refleksjami na temat nauczania papieża Franciszka oraz tym, w jaki sposób nasza parafia podejmuje wezwanie Papieża do wyjścia na świat, słuchania i okazywania innym Chrystusowego współczucia.
Obyśmy wszyscy, idąc za przykładem Ojca Świętego, stawali się odbiciem Jezusa dla tych, których spotykamy.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

PAPIEŻ, który słucha

Przesłanie papieża Franciszka

Wiemy wszyscy, że papież Franciszek jest niezwykle popularny na całym świecie. Niedawne badania przeprowadzone przez Pew Research Center (niezależne centrum badawcze z siedzibą w Waszyngtonie, zajmujące się sprawami Kościoła) wykazały, że cieszy się on sympatią 84% Europejczyków. Także w miejscach, gdzie chrześcijanie są mniejszością, a Papież jest mniej znany, i tak cieszy się sporą popularnością, zdobywając sobie pozytywną opinię 44% Afrykańczyków i 41% Azjatów.
Nawet ci, którzy nie są katolikami, odbierają Papieża w nowy sposób. Jego nagranie wideo z przesłaniem jedności chrześcijańskiej zostało doskonale przyjęte na konferencji ewangelickiej prowadzonej przez aktora i producenta filmowego, Kennetha Copelanda. Również Timothy George, redaktor naczelny pisma Christianity Today (Chrześcijaństwo dzisiaj), napisał, że Ojciec Święty jest „także naszym Franciszkiem”.
W moim małym zakątku świata – parafii Matki Bożej Dobrej Rady w St. Augustine na Florydzie – papież Franciszek ewidentnie zdobył sobie serca ludzi, i to nawet tych, którzy już nie praktykują swojej wiary. Moim zdaniem jednym z powodów jest jego „niepapieski” styl bycia. Przykładem może być jego decyzja, by zamieszkać w niewielkim mieszkanku na Watykanie, poruszać się używanym samochodem, a także prosty sposób mówienia czy spontaniczne listy i telefony do zwyczajnych ludzi.
Ze względu na tak dużą popularność Papieża oraz skalę jego oddziaływania na świat byłem uszczęśliwiony otrzymaną od redakcji Słowa wśród nas propozycją, by podzielić się własnymi refleksjami na temat papieża Franciszka i jego nauczania.

▌IMIĘ I MODLITWA
W ciągu dwóch lat od swojego wyboru papież Franciszek stał się bohaterem wiary i podobnie jak w przypadku innych bohaterów porusza nas nie tylko jego nauczanie, ale także jego życie. Wiemy, jak znaczący wpływ miała na niego wiara jego babci. Wielu z nas słyszało o jego posłudze w slumsach Buenos Aires. Śledzimy z uwagą jego podróże, ciesząc się na widok postaci pokornego sługi Bożego wśród zwykłych ludzi. Wzrusza nas jego prostota i naturalność.
Życie papieża Franciszka dzień po dniu budzi nasze zainteresowanie – a on wydaje się mieć tego świadomość. Od dnia, w którym wszedł na papieski balkon na placu św. Piotra, Franciszek głosi nam swoim życiem przesłanie, którego początkiem było ogłoszenie imienia, jakie postanowił przyjąć: „Chcę być nazywany Franciszkiem”.
Było to, jak sądzę, pierwsze skierowane do nas przesłanie Papieża, a zarazem ciekawa gra słów. Imię Franciszek kojarzy mi się z łacińskim słowem francus, które znaczy: „swobodny, otwarty, szczery”. Wiemy także, że Papież przyjął to imię na cześć św. Franciszka z Asyżu, „małego biedaczyny”, który zasłynął prostotą wiary i głęboką miłością do ubogich.
Tak więc od samego początku papież Franciszek daje nam do zrozumienia, jakim papieżem pragnie być i jakie przesłanie chce do nas kierować. Chce mówić szczerze i otwarcie, używając języka, który mogą zrozumieć wszyscy, także ubodzy i niewykształceni.
Następnie, wciąż jeszcze stojąc na balkonie, Papież dał nam kolejną wskazówkę co do swojego przesłania. Tradycja wymaga, aby każdy nowo wybrany papież pobłogosławił lud Rzymu zgromadzony na placu św. Piotra. Jednak Franciszek wprowadził do tej tradycji pewien dodatek. „Najpierw proszę was o przysługę – powiedział. – Zanim biskup pobłogosławi lud, proszę was, byście pomodlili się do Pana o błogosławieństwo dla mnie. Modlitwa ludu proszącego o błogosławieństwo dla swego biskupa. Odmówmy w ciszy tę waszą modlitwę za mnie”. Po czym skłonił głowę i z pokorą przyjął modlitwę ludu.

▌ZRANIONY UZDROWICIEL
Uważam, że oba te gesty – przyjęcie imienia Franciszek oraz prośba o modlitwę ludu – ukazują Papieża jako pokornego człowieka, któremu życie nie szczędziło trudnych doświadczeń kształtujących jego charakter.
W pierwszym obszernym wywiadzie Franciszek został zapytany: „Kim jest Jorge Mario Bergoglio?”. Po długim namyśle odpowiedział: „Jestem grzesznikiem. Tak, to jest definicja najtrafniejsza”. Być może zdając sobie sprawę, że w ustach papieża brzmi to trochę jak pobożny slogan, dodał: „Nie używam tego słowa jako figury retorycznej, literackiej. Naprawdę jestem grzesznikiem”. To utożsamienie siebie z grzesznikiem obdarzonym miłosierdziem może być odniesieniem do ważnego okresu jego życia.
Franciszek często wspomina okres, w którym był prowincjałem jezuitów w Argentynie. W chwili wybrania na ten urząd miał zaledwie trzydzieści sześć lat i nie radził sobie zbyt dobrze w sprawowaniu tej funkcji. Jak twierdzi, wybór ten był „szaleństwem”, gdyż jako prowincjał nie umiał tak sprawować władzy, by jednoczyć ludzi. Wyznał, że był w tej posłudze despotyczny i nietaktowny, w wyniku czego współbracia usunęli go ze stanowiska i posłali na pewnego rodzaju „zesłanie” do Cordoby.
Doświadczenie odrzucenia było dla o. Bergoglio głębokim wstrząsem. Sprowokowało go do zrobienia dokładnego rachunku sumienia, który z kolei doprowadził do głębszego nawrócenia. Złagodniał i zaczął bardziej brać pod uwagę zdanie tych, którym posługiwał. Często wychodził na miasto i szukał kontaktu z ubogimi. Cordoba stała się punktem zwrotnym w jego życiu, gdyż nauczyła go współczucia i otwartości, z których słynie obecnie. Jak wielkim jest to błogosławieństwem dla Kościoła! Oto człowiek, który może utożsamić się z wyśmiewanymi i odrzucanymi; człowiek, którego własne rany przyczyniły się do tego, że może stać się źródłem uzdrowienia i zachęty dla tak wielu ludzi.
Moim zdaniem właśnie dzięki temu, że papież Franciszek tak otwarcie mówi o swojej historii – zarówno o tym, co dobre, jak i o tym, co złe – ludzie otwierają się na to, co ma do powiedzenia. Jego przykład inspiruje, budząc poczucie bliskości połączonej z podziwem. Służba Franciszka, oparta na pokorze i dzieleniu się swoją wiarą, staje się natchnieniem dla innych, którzy odnajdują w nim odbicie swoich własnych sukcesów i porażek.

▌SŁUCHAJĄCY PAPIEŻ,
SŁUCHAJĄCY DUSZPASTERZ
Franciszek nie tylko dzieli się szczerze swoją własną historią. Jest także niezwykle zainteresowany słuchaniem innych osób. W Cordobie i w Buenos Aires zaczął wsłuchiwać się w historie ubogich i bezdomnych. Będąc papieżem, potrafi zadzwonić z zaskoczenia do ludzi, którzy piszą do niego listy – po to, by się z nimi pomodlić, podnieść ich na duchu, ale również wysłuchać. Zależy mu na tym, by czasem zjeść posiłek z personelem Ogrodów Watykańskich, z bezdomnymi Rzymu czy innymi zwyczajnymi członkami społeczeństwa. Przygotowując się do synodu biskupów o rodzinie, poprosił o rozesłanie kwestionariusza do wszystkich diecezji, pragnąc wsłuchać się w historie zwyczajnych katolików oraz poznać radości i smutki ich życia rodzinnego.
Jest to spora zmiana od czasów młodego prowincjała jezuitów, który nie słuchał nikogo i forsował swoje zdanie – jak sam to nazwał – żelazną pięścią! Mnie osobiście przykład papieża Franciszka mobilizuje do bardziej uważnego słuchania moich parafian. Kiedy przychodzą ze mną porozmawiać, często zadaję im pytanie: „Czy wiesz, że twoje życie niesie przesłanie? Jest to przesłanie o działaniu Boga w świecie”.

▌A JAKIE JEST TWOJE
PRZESŁANIE?
Wierzę, że życie każdego z papieży niesie szczególne przesłanie dla Kościoła. Odwaga i niezłomność papieża Jana Pawła II w czasach komunistycznych rządów w Polsce jest dla nas zachętą, abyśmy nie lękali się wypłynąć na głębię. Rzetelne studia teologiczne papieża Benedykta XVI pomogły nam wystrzegać się „dyktatury relatywizmu”. Z kolei pokora i miłość do ubogich papieża Franciszka uświadamiają nam, że „odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym”.
Jednak nie tylko życie papieży jest przesłaniem dla świata. Lubię powtarzać moim parafianom, że także ich historia jest ważna dla innych. Dotyczy to każdego z nas. Nasze życie nie jest chaotyczną sekwencją następujących po sobie wydarzeń. Każdy z nas przeżywa swoją własną niepowtarzalną wersję historii miłującego Ojca, który przygarnia do serca swoje dziecko. Mogę tak powiedzieć, gdyż wierzę, że Bóg towarzyszy każdemu z nas w jego życiowej drodze, zarówno w ciemnych dolinach, jak i na spokojnych łąkach.
To nie przesada – każdy z nas ma swoje przesłanie, którym nieustannie dzieli się ze światem. Uczestnicząc we Mszy świętej, zajmując się dziećmi, pracując zawodowo, nawet odpoczywając i ciesząc się wolnym czasem, mówimy otaczającym nas ludziom, kim jesteśmy i kim pragniemy zostać. Mówimy im o miłości Boga i o naszym pragnieniu pójścia za Nim.
Pozwólcie więc, że zadam wam to samo pytanie, jakie zadaję swoim parafianom. Czy jesteś zadowolony z przesłania, które głosisz dziś swoim życiem? Czy jest ono najlepsze, na jakie cię stać?
Jest to pytanie, które możemy zadawać sobie wszyscy – gdyż podejrzewam, że papież Franciszek zadaje je sobie codziennie. ▐

KOŚCIÓŁ UBOGI DLA UOGICH
Papież Franciszek i ubóstwo duchowe

Jedną z najbardziej wzruszających opowieści o św. Franciszku z Asyżu jest historia jego spotkania z trędowatym za bramami miasta. Wszystko zaczęło się od pewnego natchnienia, które otrzymał na modlitwie: „Jeśli chcesz poznać moją wolę, musisz znienawidzić i wzgardzić tym wszystkim, co dotąd twoje ciało kochało i co pragnęło posiadać. Wtedy… te rzeczy, które przyprawiały cię o dreszcz, przyniosą ci wielką słodycz i zadowolenie”.
Młody trubadur, który dotąd marzył, by stać się dzielnym rycerzem obracającym się w środowisku wytwornych panów i dam, zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie znosić ludzi kalekich, chorych czy pod jakimkolwiek względem nieatrakcyjnych. Kiedy więc następnym razem spotkał trędowatego, zsiadł z konia, podszedł do niego, a następnie objął go i pocałował. Akt ten miał przełomowe znaczenie w jego życiu. Stał się momentem nawrócenia, punktem zwrotnym, spotkaniem Jezusa w człowieku będącym wyrzutkiem społeczeństwa.
Myślę, że właśnie o takie nawrócenie chodzi papieżowi Franciszkowi, gdy mówi, że pragnie „Kościoła ubogiego dla ubogich”. My także, jak św. Franciszek, spotykamy wielu ludzi z marginesu – we własnej parafii, posługując w schronisku dla bezdomnych czy po prostu jeżdżąc po mieście. Jeśli nasze serca będą otwarte, usłyszymy Ducha Świętego, który przynagla nas do reakcji na wołanie ubogich. Modlę się z ufnością, abyśmy podczas takich spotkań potrafili przyjmować i przygarniać ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze. Pomyślmy, jak wiele nawróceń dokonałoby się, gdyby każdy z nas zechciał to uczynić!

▌PRZYJĄĆ UBOGIEGO
Ja sam przeżyłem taki moment nawrócenia wiele lat temu. Niedaleko naszego domu w Waszyngtonie mieszkał mężczyzna imieniem Herbert. Ponieważ często się upijał, miał zwyczaj pozostawiać u nas na przechowanie swoje pieniądze. Pewnego dnia pojawił się na naszym progu w wyjątkowo sentymentalnym nastroju. Kiedy go przywitałem, objął mnie niedźwiedzim uściskiem, z którego przez dłuższą chwilę nie mogłem się uwolnić. Pamiętam, że powiedziałem do siebie: „Guy, przestań się bronić. Pozwól Herbertowi się uściskać i sam też go uściskaj”. Nie było to dla mnie przyjemne, ale zrobiłem to. Jak Franciszek, zdobyłem się na to, by przezwyciężyć swoją odrazę. I podobnie jak w wypadku Franciszka, akt otwarcia na tego ckliwego pijaczynę przemienił moje serce.
O. Bergoglio przeżył podobne nawrócenie jako prowincjał jezuitów w Argentynie. Próbował rządzić wszystkimi, kontrolować ich postępowanie i bezwzględnie egzekwować przestrzeganie reguł. Jednak, jak sam przyznał, działając w ten sposób, nieświadomie zbudował mur pomiędzy sobą a współbraćmi. Wtedy wysłano go do Cordoby, gdzie nie tylko stanął twarzą w twarz z ubogimi, ale też rozpoznał swoje własne ubóstwo – ubóstwo duchowe, które nie pozwalało mu kochać tak, jak kocha Jezus.
Po tym doświadczeniu o. Bergoglio stał się innym człowiekiem. Ze zubożałego duchowo stał się ubogim duchem. Ten rodzaj ubóstwa był dla niego wyzwoleniem. Pozwolił mu przemawiać z prostotą i szczerością. Uwolnił go od troski i niepokoju, które tak często towarzyszą ludziom chwiejnym. Był odtąd w stanie przygarnąć każdego, biednego i bogatego, stając się świadkiem wolności, jaką daje Chrystus – wolności do miłowania wyrzutków, ubogich, ludzi z marginesu. Sądzę, że to doświadczenie położyło fundament pod jego wołanie o Kościół ubogi duchem, Kościół ubogi dla ubogich.

▌WYJŚĆ NA PERYFERIE
Także dziś, będąc już papieżem, Franciszek wciąż zaświadcza o tym, jakiego Kościoła pragnie. Celem jego pierwszej podróży apostolskiej nie były odwiedziny głowy państwa czy wspaniałego sanktuarium gdzieś w sercu chrześcijańskiej Europy. Odwiedził on rozbitków na włoskiej wyspie Lampedusie, a także wypłynął na morze łodzią patrolową, która codziennie wyławia z morza dryfujących ludzi. Nie są oni jeszcze nawet na marginesie społeczeństwa, nie mają nawet stałego lądu pod stopami, jednak Papież o nich pamiętał i chciał się z nimi modlić.
Od dnia swego wyboru Franciszek nie przestaje czynić podobnych gestów. Widzimy, jak stara się wyciągnąć pomocną dłoń do cierpiących w Syrii, w Rio de Janeiro, w Nigerii czy na Filipinach. Widzimy, jak pochyla się nad najbardziej bolesnymi miejscami Ciała Chrystusowego i przypomina nam, że są to nasi bracia i siostry, zasługujący na naszą miłość i szacunek.
Taka postawa Franciszka przejawia się również w jego nominacjach kardynalskich. Wielu z nowo mianowanych kardynałów pochodzi z takich miejsc, jak Haiti, Filipiny, Tonga czy Birma, a nie tradycyjnych ośrodków władzy, jak Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia. Franciszek celowo udziela głosu tym, którzy nie mają licznej reprezentacji w Watykanie – ubogim i zepchniętym na margines Kościoła.

▌WSPÓLNOTA RÓWNYCH
Papież Franciszek nie kieruje naszej uwagi ku ludziom z peryferii tylko dlatego, że potrzebują oni naszej pomocy. Nie chce, byśmy myśleli kategoriami: „my i oni”. Nie chodzi mu też przede wszystkim o obalenie dzielących nas murów ani o to, by bogaci stali się ubogimi. Zależy mu natomiast, byśmy nie ulegali złudzeniu, że to nasza zamożność czy ubóstwo określa, kim jesteśmy i w jakim stopniu zasługujemy na miłość i troskę innych.
Często poruszam ten temat w moich homiliach. Lubię powtarzać, że gdyby każdy z nas wsłuchał się we własną historię, uświadomilibyśmy sobie swoje własne ubóstwo. To nie od nas pochodzi nasze życie i nie jesteśmy w stanie całkowicie go kontrolować. Wszelkie życie jest darem Boga, a my wszyscy równymi sobie odbiorcami tego samego daru. Bogaty czy ubogi, mający dobre warunki mieszkaniowe czy bezdomny, analfabeta czy wykształcony, wszyscy jesteśmy do siebie podobni.
Prawda ta uwidacznia się za każdym razem, gdy uczestniczymy we Mszy świętej, gdyż Eucharystia w oczywisty sposób zrównuje ludzi ze sobą. Niezależnie od tego, kim jesteśmy i czego dokonaliśmy, wszyscy otrzymujemy identyczną hostię, wszyscy też pijemy z tego samego kielicha. Nie ma oddzielnego kielicha dla bogatych i oddzielnego dla ubogich. Silniejsi nie otrzymują większych czy lepszych gatunkowo hostii niż słabsi. Papież czy żebrak, wszyscy spożywamy z tego samego chleba i z jednego kielicha, niezależnie od pochodzenia czy statusu społecznego.

▌KOŚCIÓŁ UBOGI
W mojej parafii w St. Augustine próbujemy przeżywać tę rzeczywistość w sposób praktyczny. Papież Franciszek zachęcił nas, księży, do „wyjścia z zakrystii” po to, by spotykać ludzi i dzielić się z nimi wiarą w Chrystusa. Prosił, by nie czekać, aż sami przyjdą, aż staną się tacy jak my, lecz by wychodzić im na spotkanie w ich niepowtarzalnej życiowej historii.
Tak więc otwierając w parafii „bank żywności” dla biednych, wprowadziliśmy pewną innowację. Mówiąc o ludziach, których obsługujemy, określamy ich jako naszych gości, a nie „potrzebujących” czy „głodnych”. Już ta prosta zmiana języka robi dużą różnicę – pokazuje, że zależy nam na tym, aby wizyta w naszym banku żywności była pozytywnym doświadczeniem. Przypomina też nam samym, że powinniśmy traktować wszystkich jak honorowych gości przychodzących do naszych domów – jak cenionych członków rodziny, a nie tylko puste żołądki do nakarmienia.
W naszym banku żywności mamy „produkty podstawowe” i „produkty dodatkowe”. Pierwsza grupa to produkty będące podstawą naszego wyżywienia: fasola, ryż, masło, chleb. Wydajemy je wszystkim, którzy przychodzą. Ale mamy również specjalne dodatki: desery, świeże owoce, przysmaki, a nawet plony z naszego parafialnego ogrodu. Zachęcamy naszych gości, by sami wybrali to, na co mają ochotę. Dając im wybór, szanujemy ich godność. Nie czują się jak żebracy. Gdy dowiadują się, że mogą sami oglądać i wybierać, na ich twarzach często pojawia się uśmiech. Czują, że są traktowani jak członkowie rodziny.

▌DAR SPOTKANIA
Obserwuję styl życia papieża Franciszka. Jeździ starym zdezelowanym samochodem. Mieszka w skromnym mieszkaniu. Odprawia Mszę świętą w skromnych szatach liturgicznych. Zatrzymuje się, by pozdrowić ubogich, chorych i cierpiących. Jego pokorne, proste życie przyciąga uwagę ludzi na całym świecie. I jest to wielkim błogosławieństwem dla Kościoła.
Jednak zauważenie to jeszcze nie to samo, co działanie.
Wyobrażam sobie, że gdyby papież Franciszek którejś niedzieli zawitał do mojego kościoła i wygłosił homilię, miałby dla nas słowa pochwały, ale także słowa upomnienia. Poprosiłby nas, abyśmy spróbowali żyć nieco skromniej – abyśmy mniej wydawali na siebie, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogli oddać tym, którzy borykają się z ubóstwem. Zachęciłby nas także do wyjścia na spotkanie tym ludziom, do dotknięcia ich, do wysłuchania ich historii. To pomogłoby nam lepiej zrozumieć, co to znaczy być Kościołem ubogim. W ten sposób zdołalibyśmy wydobyć się z duchowej nędzy i jak św. Franciszek znaleźć łaskę miłowania wszystkich bez wyjątku, tak jak Jezus nas umiłował.
Pójdźmy więc za nauką i przykładem papieża Franciszka. Starajmy się realizować jego wizję Kościoła ubogiego dla ubogich. Tak postępując, staniemy się o wiele bogatsi w oczach wszystkich innych. ▐

MEDYTACJE:
▌Poniedziałek, 1 czerwca
Mk 12,1-12
To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go,
a dziedzictwo będzie nasze. (Mk 12,7)
Wszyscy mamy tendencję do krytykowania cudzych decyzji, zwłaszcza gdy ich skutki są już widoczne. Spotykamy kogoś, kto nie poradził sobie z trudną sytuacją, i stwierdzamy, że na jego miejscu na pewno wiedzielibyśmy, jak postąpić. Gdybym to ja sędziował ten mecz, na pewno podyktowałbym rzut wolny, a nie z autu. Gdybym to ja był kandydatem na prezydenta, wybrałbym sobie lepszego szefa sztabu. Gdyby to było moje dziecko, na pewno nie pozwoliłbym mu na takie zachowanie.
Jednak krytykowanie cudzych decyzji rzadko bywa pożyteczne, a zwłaszcza przy czytaniu przypowieści takich jak dzisiejsza. Łatwo jest pomyśleć: „Jak ci dzierżawcy mogli być do tego stopnia uparci i samolubni? Właściciel chciał po prostu odebrać należny sobie plon. Ja nigdy w życiu nie potraktowałbym tak okrutnie jego wysłanników”. Na dodatek doskonale rozumiemy, że właścicielem winnicy jest Bóg Ojciec, a Jego ukochanym Synem jest Jezus. Dlaczego więc nie dotarło to do uczonych w Piśmie i faryzeuszy?
Takie podejście ma jednak to do siebie, że utrudnia nam zrozumienie właściwego sensu przypowieści. Od nas, chrześcijan XXI wieku, podobnie jak od starożytnych uczonych w Piśmie, Bóg domaga się owocu. Jak właściciel oddaje dzierżawcom w opiekę swoją własność, tak On oddaje nam stworzony przez siebie świat. Jako dzierżawcy Jego królestwa, jesteśmy za nie przed Nim odpowiedzialni.
Jakich wysłanników posyła dziś do ciebie Bóg po należny Mu plon? Może znajomego, który znalazł się w potrzebie, lub przyjaciółkę pragnącą zwierzyć się ze swoich problemów. A może w ogóle nie będzie to żaden człowiek, lecz na przykład werset z dzisiejszych czytań, w którym wyczuwasz Boże wezwanie dla siebie. W jakikolwiek sposób przyjdzie dziś do ciebie Pan, bądź pewien, że nie zażąda od ciebie niczego, czego ty nie możesz Mu dać. Nie odwracaj się więc od Niego, gdy przychodzi. Przywitaj Go słowami: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. A następnie oddaj Mu ten owoc, którego On pragnie najbardziej: twoje serce.
„Panie, pomóż mi dziś przyjąć Twoje słowo i iść za natchnieniami Twego Ducha.”
Tb 1,1-3; 2,1-8
Ps 112,1-6

▌Niedziela, 7 czerwca
Mk 3,20-35
Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką. (Mk 3,35)
To ciekawe, że choć wierzymy, iż Bóg jest miłością, to wola Boża często kojarzy nam się z czymś przykrym. „Cóż, wola Boża” – stwierdzamy z rezygnacją, gdy wydarzenia nie układają się po naszej myśli. Pragniemy bliskości Boga, a zarazem boimy się jej, gdyż czujemy przez skórę, że nie będzie łatwo.
Takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Po grzechu pierwszych rodziców, o którym słyszymy dziś w pierwszym czytaniu, wszyscy mamy skłonność do podejmowania błędnych wyborów. Wolimy to, co przyjemne, niż to, co dla nas dobre i pożyteczne. Chyba każdy z nas przeżywał sytuacje, w których Boże przykazania wydawały mu się bolesnym ograniczeniem – i jeśli nawet udawało nam się je zachować, to towarzyszyło temu poczucie wewnętrznego przymusu i smutku.
Jednak w dzisiejszej Ewangelii Jezus ukazuje nam wolę Bożą z zupełnie innej strony. Słysząc, że przybyli do Niego najbliżsi krewni, spogląda na siedzących wokół Niego słuchaczy i mówi: „Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Pełniąc wolę Bożą, wchodzimy w tak bliską relację z Jezusem, że stajemy się Jego rodziną. Zaczynamy doświadczać nowego życia, które On nam daje.
O tym, jak wygląda życie ludzi, którzy przełamali w sobie opór przed pełnieniem woli Bożej i na serio uwierzyli w Jezusa, mówi nam dziś św. Paweł. Tacy ludzie nie poddają się zwątpieniu. Są pełni wewnętrznej mocy, nawet gdy słabną siły ich ciała. Wierzą, że ich historia, jakakolwiek by była, zmierza do szczęśliwego końca. Patrzą na swoje życie z perspektywy nieba.
Czy pociąga cię takie życie? Czy chcesz naprawdę doświadczyć mocy Boga? Wsłuchaj się w słowa Jezusa i uwierz, że możesz stać Mu się bardzo bliski, jeżeli tylko uwierzysz w to, w co uwierzyło już tak wielu chrześcijan wszystkich epok – że pełnienie Jego woli jest drogą do szczęścia.
„Panie Jezu, Ty zapraszasz mnie dziś do grona najbliższych Ci ludzi. Spraw, by ani lęk, ani fałszywa pokora, ani jakiekolwiek inne wymówki nie powstrzymały mnie przed słuchaniem Twojego słowa
i pełnieniem Twojej woli.”
Rdz 3,9-15
Ps 130,1-8
2 Kor 4,13–5,1

▌Piątek, 12 czerwca
Najświętszego Serca
Pana Jezusa
Oz 11,1.3-4.8c-9
Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. (Oz 11,8)
Historia Ozeasza i Gomer jest jedną z najbardziej poruszających opowieści zawartych w Piśmie Świętym. Po przeżyciu kilku szczęśliwych lat u boku męża, Gomer, żona Ozeasza, popełnia cudzołóstwo. Bóg jednak poleca rozczarowanemu i nieszczęśliwemu małżonkowi przebaczyć jej i przyjąć ją z powrotem do domu. Następnie wyjaśnia, że On sam został podobnie potraktowany przez swoją oblubienicę, Izraela. Jego lud, choć wciąż otaczany przez Niego miłością, odchodzi, by popełniać duchowe cudzołóstwo z obcymi bogami i żyć według zasad tego świata.
Otóż to samo, co było prawdą o Izraelu za czasów Ozeasza, jest dziś często prawdą o nas. Owszem, kochamy Boga, ale pociągają nas również bożki, takie jak pieniądz, seks, dobra materialne czy status społeczny.
Jak jednak widzimy w pierwszym czytaniu, Bóg mówi: „Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu” (Oz 11,8-9). Słowa te ujmują samą istotę Najświętszego Serca Jezusa. Są zapewnieniem, że Bóg nas kocha i współczuje nam z powodu naszej niestałości.
W jednej z wizji św. Małgorzaty Alacoque Jezus ukazał jej swoje serce i powiedział: „Oto Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, że w niczym nie oszczędzając siebie, całkowicie się wyniszczyło i ofiarowało, aby im okazać swoją miłość. A w zamian za to od większości ludzi doznaje tylko niewdzięczności”.
Przesłanie Najświętszego Serca Jezusa wyraża wielkie współczucie także dla tych, którzy cierpią – ubogich, chorych, skrzywdzonych, odrzuconych. Jeśli cierpisz, wiedz, że Jezus jest z tobą, stoi u twego boku. Błogosławi ci. Napełnia cię swoją łaską i miłością. Otwiera dla ciebie swoje serce.
Obchodząc dzisiejszą uroczystość, nie zapominaj o jej podwójnym przesłaniu. Po pierwsze, żałuj za te wszystkie okresy życia, w których uganiałeś się za obcymi bogami. A po drugie, pamiętaj, że Najświętsze Serce Jezusa jest przepełnione współczuciem dla wszystkich, którzy cierpią.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że nigdy
z nas nie rezygnujesz. Obyśmy nigdy nie zwątpili w Twoją miłość.”
(Ps) Iz 12,2-5
Ef 3,8-12.14-19
J 19,31-37

▌Środa, 24 czerwca
Narodzenie św. Jana Chrzciciela
Łk 1,57-66.80
A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. (Łk 1,64)
Jak to zwykle bywa, historia narodzin Jana Chrzciciela mówi nam więcej o rodzicach niż o samym dziecku. Jest to historia o zwątpieniu przezwyciężonym z pomocą łaski Boga i wiary człowieka. Zachariasz i Maryja Panna na pozór bardzo podobnie zareagowali na słowa anioła Gabriela. Zachariasz zapytał: „Po czym to poznam?”, a Maryja: „Jakże się to stanie?” (Łk 1,18.34). Jednak ich wewnętrzna postawa była zupełnie różna.
Pytanie Maryi było szczere i wypływało z pragnienia poznania Bożych zamiarów. Natomiast pytanie Zachariasza było raczej wątpliwością wynikającą z braku wiary. W jego ustach oznaczało ono mniej więcej tyle, co: „Moja żona jest już za stara, żeby zostać matką; to, co zapowiadasz, nie może się zrealizować”.
Jednak to jeszcze nie koniec historii. Wątpliwości Zachariasza zaczęły słabnąć, gdy okazało się, że Elżbieta rzeczywiście spodziewa się dziecka. Rozwiały się, gdy dowiedział się o tym, że dziecko poruszyło się w łonie Elżbiety na głos pozdrowienia Maryi oraz że Maryja także przeżyła spotkanie z aniołem. Widząc to wszystko, Zachariasz doznał przemiany serca.
Po narodzinach dziecka nadał mu imię Jan, jakim nazwał je anioł. Następnie, „napełniony Duchem Świętym”, wyśpiewał Bogu swoje uwielbienie (Łk 1,67).
Patrząc na swego nowo narodzonego syna, Zachariasz prorokował: „Ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, co się dokona przez odpuszczenie mu grzechów” (Łk 1,76-77). Trudno się nie zgodzić, że słowa te są świadectwem przemiany wewnętrznej – przejścia od zwątpienia do wiary.
Wszyscy mamy w sobie coś z Zachariasza. Ułomna ludzka logika wydaje nam się pewniejszym oparciem niż ufność
w moc Boga i Jego obietnice. Większość z nas nie spodziewa się ujrzeć cudów. W głębi serca stwierdzamy, że takie rzeczy po prostu się nie zdarzają. Jednak Jezus chce, abyśmy wierzyli w cuda i byli na nie otwarci. Kieruje do nas te same słowa, które kiedyś wypowiedział do Tomasza: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).
Oczekuj więc cudów. Zacznij od rzeczy małych, a zobaczysz, jak twoja wiara będzie wzrastać. Kiedy następnym razem będziesz na Mszy świętej, poproś Boga o głębsze poczucie pokoju i ufności. Zgodzisz się chyba, że już spełnienie tej prośby byłoby cudem. Stopniowo zaczniesz otwierać się też na inne cuda dziejące się wokół ciebie.
„Jezu, wierzę, że Ty także dziś możesz czynić cuda. Wierzę w Twoją zbawczą moc.”
Iz 49,1-6
Ps 139,1-3.13-15
Dz 13,22-26


▌Niedziela, 28 czerwca
Mk 5,21-43
I prosił usilnie: „… Przyjdź”. (Mk 5,22.23)
Pomyśl, co czuł Jair zbliżając się do Jezusa: niecierpliwość, palący pośpiech, frustrację i udrękę? Jego córeczka była bliska śmierci. Dlaczego tak długo zwlekał z przyjściem do Jezusa? Czy żałował, że nie zrobił tego wcześniej? Teraz chciał tylko, by Jezus jak najszybciej pojawił się w jego domu. Mógł myśleć jedynie o swoim dziecku. Niebezpieczeństwo, w którym znajdowała się dziewczynka, skupiało na sobie całą jego uwagę, przysłaniając wszystko inne.
Jaka to była ulga, gdy Jezus zgodził się z nim pójść i zobaczyć jego córkę. Czy jednak zdążą na czas? Czy zastaną ją jeszcze żywą? „Musimy się spieszyć” – myślał. Wtedy jednak stało się coś dziwnego. Przez tłum przedarła się chora kobieta i dotknęła Jezusa. Wszyscy stanęli. Dlaczego Jezus dopuścił, by zatrzymano Go w drodze? Uczniowie wydawali się dostrzegać absurdalność Jego postępowania, gdyż powiedzieli: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął” (Mk 5,31). Naprawdę szkoda było czasu na dociekania. Jednak Jezus uparł się, by rozmawiać z kobietą.
A potem Jair ujrzał w oddali niektórych ze swoich domowników. Czy byli zadowoleni? Na początku trudno to było stwierdzić. Jednak po chwili ich wygląd odsłonił prawdę i Jair załamał ręce. Ziściły się jego najgorsze obawy! Jego córeczka nie żyła. Nie zdążył.
Jednak Jezus nie zrezygnował. Choć wyśmiewany przez żałobników, wszedł wraz z Jairem do pokoju dziecka. Wtedy na jego oczach Jezus wskrzesił dziecko z martwych. To zdumiewające, że miał aż taką moc! Ten Człowiek mógł uczynić wszystko.
Spojrzenie na tę historię z punktu widzenia Jaira ukazuje nam, jak niepokój może zawładnąć całym naszym życiem. Podobnie jak Jair, pozwalamy mu nad sobą zapanować do tego stopnia, że nie widzimy już niczego innego. Jednak Jezus ma dość zbawczej mocy, miłosierdzia i współczucia, by przychodzić nam z pomocą. On o tobie nie zapomniał, nawet jeśli wydaje ci się, że się opóźnia. Może zatroszczyć się o ciebie, choć jednocześnie troszczy się także o innych.
Proś Go więc o pomoc i ufaj, że zadziała w wybranym przez siebie czasie. A może nawet spróbuj posunąć się o krok dalej i pomódl się za wszystkich, którym pomaga w tej chwili. Jezus jest dość potężny, aby zatroszczyć się o wszystkich!
„Jezu, ufam Tobie. Przyjdź ze swoją łaską do wszystkich, którzy Ciebie potrzebują.”
Mdr 1,13-15; 2,23-24
Ps 30,2.4-6.11-13
2 Kor 8,7.9.13-15


MAGAZYN:

NIEBIESKI TOWARZYSZ
Św. Rafał uczy nas towarzyszyć innym na drodze wiary

Pojawiając się w Biblii, aniołowie zazwyczaj przekazują krótkie przesłanie i znikają. Zaledwie w jednym przypadku anioł zstępuje na ziemię i pozostaje na niej przez dłuższy czas – co opisuje Księga Tobiasza. Jest to dla nas niepowtarzalna szansa bliższego poznania anioła.

Księga Tobiasza zawiera elementy typowe dla podania ludowego: bohater, który wyrusza w podróż celem zdobycia skarbu, dama w tarapatach, złośliwi wrogowie. Chociaż bowiem historia ta rozgrywa się na tle autentycznych wydarzeń historycznych, jest ona natchnioną fikcją literacką. Element wyobraźni nie świadczy jednak o tym, jakoby ta księga była mniej natchniona niż pozostałe. Jak to ukazał Jezus, posługując się przypowieściami, także fikcja może z powodzeniem nieść Boże przesłanie.

▌DWIE RODZINY W TARAPATACH
Na początku historii poznajemy starego Tobiasza mieszkającego w Niniwie (dzisiejszy Mosul w Iraku) wraz z żoną Anną i wkraczającym właśnie w dorosłość synem Tobiaszem. Z kolei w Ekbatanie (w pobliżu dzisiejszego Teheranu w Iranie) mieszka młoda Sara ze swoimi rodzicami, Raguelem i Edną. Wszyscy oni są pobożnymi Żydami uprowadzonymi przez Asyryjczyków po inwazji na Izrael około 721 roku przed Chrystusem.
Obie rodziny przeżywają poważne problemy. W Niniwie Tobiasz zostaje ukarany za wspomaganie swych braci Żydów – traci intratną posadę i pogrąża się w biedzie. Następnie traci wzrok, co upokarza go tym bardziej, że jest odtąd na utrzymaniu żony. Natomiast w Ekbatanie na młodą Sarę spada przekleństwo – w jej noc poślubną pojawia się demon, który zabija pana młodego – i dzieje się tak siedem razy z rzędu! Sara żyje więc w smutku i wstydzie.
Pogrążeni w rozpaczy, zarówno Tobiasz, jak i Sara proszą Boga, by odebrał im życie. Bóg słyszy ich modlitwę, ale ma wobec nich inne plany. Przywodzi Tobiaszowi na myśl znaczną sumę pieniędzy, które złożył niegdyś u znajomego mieszkającego w okolicy Ekbatany. Przeczuwając rychłą śmierć, Tobiasz posyła tam swego syna, aby je odebrał.

▌ANIOŁ W PRZEBRANIU
Przeszło 500 kilometrów dzielących Niniwę od Ekbatany nie było trasą spacerową. Podróżując samotnie, zwłaszcza w drodze powrotnej, obciążony stosem gotówki, Tobiasz byłby narażony na to, że zostanie obrabowany, pobity i na wpół martwy pozostawiony na drodze. Zdecydowanie potrzebny był mu towarzysz podróży.
Na szczęście udaje mu się spotkać odpowiedniego człowieka, nieznajomego, który dobrze zna drogę. Przedstawia się on jako Azariasz, syn Ananiasza, ale w rzeczywistości jest aniołem Rafałem. Jednak oba imiona, którymi się przedstawił, zawierają w sobie pewną prawdę. Imię Azariasz znaczy „Pan dopomógł”, a imię Ananiasz – „Pan okazał łaskę”. Bóg już niebawem dokona tego, o czym mówią przybrane imiona anioła.
Rafał – Azariasz – wygląda jak zwyczajny młodzieniec, nie ma skrzydeł ani aureoli, ale wkrótce okazuje się, że jego usługi są bezcenne.
Przechodząc przez rzekę, młody Tobiasz zostaje zaatakowany przez nieznaną rybę. Rafał radzi mu ją złapać, zabić oraz zachować jej żółć, serce i wątrobę. Następnie sugeruje, żeby zatrzymać się na noc w Ekbatanie u rodziców Sary. Wychwala Sarę jako „dziewczę rozsądne, mężne i bardzo piękne” (Tb 6,12), sugerując, że jest to odpowiednia dziewczyna dla Tobiasza. Dowiadując się, co spotkało jej poprzednich mężów, Tobiasz z lękiem odmawia, Rafał jednak zapewnia go, że wszystko będzie dobrze.
Ośmielony słowami anioła, Tobiasz prosi o rękę Sary niemal natychmiast po przybyciu do domu Raguela. Pomimo ostrzeżeń Raguela, który uczciwie wyznaje mu prawdę o losie poprzednich panów młodych, Tobiasz nalega i umowa małżeńska zostaje niezwłocznie podpisana.

▌KOLEJNE NIESPODZIANKI
Wieczorem Tobiasz i Sara pozostają sami w sypialni. Zgodnie z zaleceniami Rafała, Tobiasz spala serce i wątrobę ryby na węglach do kadzenia. Zapach ryby przepędza demona, a Rafał ściga go i unieszkodliwia. Tobiasz i Sara odmawiają modlitwę i kładą się spać w błogiej nieświadomości duchowej bitwy toczonej w ich imieniu.
Historia kończy się serią niespodzianek. Najpierw dziwią się Raguel i Edna na widok Tobiasza, który cały i zdrowy pojawia się na śniadaniu. A kiedy powraca do Niniwy – z pieniędzmi, po które go posłano, i na dodatek z żoną – w zadziwienie wpadają Tobiasz i Anna! I jakby tego jeszcze było mało, Rafał poleca Tobiaszowi położyć żółć ryby na oczach ojca, a wtedy stary człowiek w cudowny sposób odzyskuje wzrok.
Punkt kulminacyjny historii następuje, gdy Tobiasz i jego syn pragną zapłacić „Azariaszowi” za jego usługi. „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15) – oświadcza towarzysz Tobiasza.. Udziela obu mężczyznom błogosławieństwa pokoju i wstępuje do nieba.

▌ANIOŁ W AKCJI
Czego dowiadujemy się więc o aniele Rafale?
Po pierwsze, jest uosobieniem spokoju. Nic nie jest w stanie go zaskoczyć ani zastraszyć. Trochę się niecierpliwi, gdy ludzie nie postępują zgodnie z Bożym planem, co według niego powinni czynić (Tb 5,8.12). Jednak zazwyczaj jest opanowany, nie poddaje się uczuciom podniecenia, gniewu czy lęku. Po drugie, wie, co to znaczy być dobrym sługą Boga, a zarazem dobrym kompanem człowieka. Zdecydowanie nie jest kimś w rodzaju niebiańskiego robota – duchową wersją Spocka z Gwiezdnych wojen. Przychodzi do Tobiasza jako sympatyczny, solidny młodzieniec, znający swoją wartość, a zarazem pokładający nadzieję w Bogu.
Wyobrażam sobie, jak prowadzi z Tobiaszem w drodze zwyczajne męskie rozmowy o sporcie, polityce i pracy, a może nawet o kobietach (cóż, o jednej na pewno). No i oczywiście o łowieniu ryb!
Rafał jest wreszcie całkowicie nastawiony na Boga i nigdy nie szuka swej własnej chwały. Na koniec historii kieruje wszystkie pochwały Tobiasza i jego syna ku prawdziwemu Źródłu zbawienia i uzdrowienia. Napomina ich: „Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi za dobrodziejstwa, jakie wyświadczył wam – w celu uwielbienia i wysławienia Jego imienia. Ogłaszajcie przed wszystkimi ludźmi dzieła Boże, jak są godne uwielbienia, i nie wahajcie się wyrażać Mu wdzięczności” (Tb 12,6). Słowa te wydają się szczere i płynące z głębi serca – nie brzmią jak standardowa formułka, którą wypada wyrecytować aniołowi. Nasuwa mi się tu obraz mężczyzny, który rano wynurza się ze śpiwora, wznosi ręce do nieba i woła donośnym głosem do Tobiasza: „Dziękujmy Bogu za kolejny wspaniały dzień, który nam daje!”.

▌„BĄDŹCIE TOWARZYSZAMI
DROGI”
Możemy wiele nauczyć się od Rafała, a zwłaszcza ze sposobu, w jaki wypełnia on swoją misję towarzyszenia Tobiaszowi w trudnej podróży.
Kiedy myślę o Rafale, przypomina mi się też wezwanie papieża Franciszka, aby towarzyszyć innym w ich zmaganiach. „Rzeczą ważną nie jest – mówi Papież – byśmy patrzyli na nich z daleka lub pomagali im z daleka. Nie, nie! Trzeba wychodzić im naprzeciw… Ewangelia zachęca nas zawsze, by podejmować ryzyko spotkania z twarzą drugiego człowieka, z jego fizyczną obecnością stawiającą pytania, z jego bólem i jego prośbami, z jego zaraźliwą radością, stale ramię w ramię”. Franciszek zachęca nas, byśmy stawali się „towarzyszami drogi… kroczącymi u boku ludzi”.
Rozglądając się wokół, znajdziemy niezliczone sposobności do tego, by stawać się towarzyszami drogi na wzór anioła Rafała. Niektóre są krótkotrwałe i wymagają względnie niewielkiego wysiłku z naszej strony. Kiedy pewnego razu zgubiłem się w Tel Avivie, pewien miejscowy kierowca, zamiast udzielać mi skomplikowanych wskazówek, po prostu pojechał przede mną, pokazując mi, jak wydostać się z centrum miasta i dotrzeć na lotnisko. Nigdy nie zapomnę jego dobroci. Możemy okazać podobną pomoc nowemu pracownikowi, studentowi czy sąsiadowi, którzy próbują odnaleźć się w nowym otoczeniu.
Inne sytuacje są dla nas większym wyzwaniem, gdyż wymagają od nas wyjścia ze swojego wygodnego gniazdka. Na przykład w moim mieście realizowany jest program, który pomaga imigrantom uczącym się angielskiego znaleźć partnera do konwersacji. Domy samotnej matki szukają czasem kobiet, które mogłyby wesprzeć radą i pomocą młodą matkę znajdującą się w trudnej sytuacji. Niektóre parafie kojarzą w podobny sposób starsze małżeństwa z parami narzeczonych. Wszystkie tego typu inicjatywy dają nam sposobność towarzyszenia drugiej osobie. Podejmując je, czyńmy to na wzór Rafała, pamiętając o tym, że wszelkie dobro pochodzi od Boga.
Anioł Rafał pomógł Tobiaszowi i jego synowi mocniej uwierzyć w Boży plan. My oczywiście nie mamy wlanej wiedzy aniołów, ale ćwicząc się w wierze i w nadziei, możemy dawać świadectwo ufności w Panu. Wiara w moc Pana pomaga nam w większej wolności towarzyszyć innym. W końcu każdemu z nas towarzyszą aniołowie! ▐

ANIOŁ u twego boku
Historia Tobiasza, odczytana w świetle nauki i tradycji chrześcijańskiej, przedstawia sposób, w jaki aniołowie wypełniają swoją rolę Bożych posłańców służących dobru człowieka. Zasadniczo działalność Rafała pokrywa się z tym, co zwykle uważamy za obowiązki Anioła Stróża – wspiera on i chroni jedno z Bożych dzieci.
Kościół naucza, że każdy z nas otrzymuje takiego pomocnika (KKK, 329-333). Nauka ta wypływa ze słów Jezusa o Bożej opiece nad każdym z nas z osobna, a także Jego wzmiance o „małych”, których „aniołowie… w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18,10).
Jakiej pomocy możemy oczekiwać od Anioła Stróża? Zobaczmy, co czyni Rafał dla Tobiasza, ufając, że pomoże nam to zrozumieć, w jakich sytuacjach możemy wzywać na pomoc swoich własnych Aniołów Stróżów.
Ochrona zdrowia duszy i ciała. Rafał pomaga Tobiaszowi pokonać i pochwycić drapieżną rybę; toczy walkę z demonem; wskazuje Tobiaszowi, w jaki sposób może przyczynić się do uwolnienia Sary i uzdrowienia ojca.
Pomoc i wsparcie w codziennych sytuacjach. Rafał troszczy się o sprawy praktyczne – o to, by podróż Tobiasza przebiegała bez zakłóceń, była bezpieczna i została uwieńczona powodzeniem – a także wspiera go duchowo. Wspomaga go na różne sposoby w czasie próby. Dodaje mu otuchy i zachęca do odważnego kontynuowania misji.
Przewodnictwo. Kompetencje duchowe anioła Rafała jako przewodnika daleko wykraczają poza znajomość geografii Iraku i Iranu. Rafał wspiera Tobiasza również w jego podróży ku Bogu, zachęcając go do modlitwy o Jego opiekę i miłosierdzie. Udziela mu ogólnych rad na temat życia miłego Bogu. Co więcej, pomaga Tobiaszowi odkryć wolę Bożą w stosunku do niego osobiście,
a jest nią poślubienie Sary.
Zauważmy jednak, że pomoc Rafała nie zastępuje ani nie deprecjonuje ludzkiego wysiłku. Anioł udziela wskazówek, napomina, zachęca, ale to sam Tobiasz zabija agresywną rybę, prosi o rękę Sary i nakłada żółć ryby na oczy ojca, by przywrócić mu wzrok.
Chociaż nie mamy wzmianki o obecności aniołów przy śmierci Tobiasza, możemy się domyślać, że Rafał był przy nim również na ostatnim etapie jego ziemskiej podróży. Wiemy bowiem, że podczas każdego pogrzebu Kościół modli się słowami: „Niech aniołowie zawiodą cię do raju”. ▐


ŚWIADECTWO – odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”

BÓG SZUKA CZŁOWIEKA

Na wstępie chciałabym bardzo podziękować za zaproszenie, które skierowaliście do każdego czytelnika, będę starała się odpowiedzieć na nie swoim doświadczeniem przeżywanej na co dzień mojej wiary.
Na różne sposoby Bóg szuka człowieka – przez ludzi czy różne wydarzenia w życiu. Wiara, która została mi przekazana przez rodziców, była zawsze jakoś obecna w moim życiu. Także wtedy, kiedy wkraczałam w wiek dojrzały, w różnych, nie zawsze prostych sytuacjach, kiedy moje wybory nie były dobre, a często bezowocne. Pamiętam, że przełomem na drodze mojej wiary, jakże jeszcze wówczas płytkiej, był artykuł z czasopisma „Miłujcie się”, które dostałam do poczytania od mojej siostry. To właśnie wtedy zaczęło coś powoli pękać w moim życiu, które tak naprawdę nijak się miało do prawdziwej wiary. Nie był to przypadek, bo w życiu chrześcijanina nie ma przypadków, była to łaska miłosiernego Boga. I tak, krok po kroku, Pan powoli przejmował stery mojego życia i losy tych, których mi powierzył.
Jestem mamą trójki dzieci, które wychowuję sama, gdyż mój mąż, ich tata, odszedł już do Pana. Był to dla nas ogromny cios i niewyobrażalne cierpienie, które spadło na nas niespodziewanie – bo była to śmierć nagła, w wypadku. Pierwsze chwile, pierwsze dni były okropne. Wielki ból serca, tęsknota i pustka. Cisza, którą zawsze kochałam, była po prostu straszna, wtedy się jej bałam. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło, czułam, że Pan nas nie opuścił. Dał mi niewyobrażalną siłę, pragnienie uciekania się do modlitwy, choćby przez łzy, potężną nadzieję, że życie nie kończy się na tej ziemi. Mieliśmy i mamy oparcie w rodzinie i ludziach dobrej woli, o wielkich sercach, których z pewnością dał nam Ten, który jest Miłością. Często powtarzam, że jestem pełna podziwu dla Pana Boga, gdyż niepojęta jest Jego łaska, która dźwiga z prochu biedaka.
Minęły prawie dwa lata od śmierci męża i z perspektywy tego czasu bardzo wiele się zmieniło na dobre, mimo cierpienia, jakie nas dotknęło. Choć wciąż zdarzają się trudne chwile, jest z nami Pan. Czerpię siłę z uczestnictwa we Mszy świętej, z częstej spowiedzi i Eucharystii, która daje mi moc do codziennego życia, wszystko ofiarowuje Bogu. Staram się zabierać na Mszę świętą dzieci, wieczorem klękamy do modlitwy, czytamy Ewangelię i medytacje ze „Słowa wśród nas”.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie, by można było żyć inaczej. Jestem wdzięczna Bogu i Matce Bożej za wszystko. Codziennie doświadczamy Bożej obecności, łaski i pomocy. Zawierzamy Miłosiernemu Jezusowi dalszy bieg naszego życia, ale także jego kres, który będzie początkiem czegoś nowego i z pewnością pięknego.
Magdalena

„JESTEM CÓRKĄ KRÓLA ŚWIATA”

Podobno prawdziwy chrześcijanin to ten, który żyje dla innych. Kiedy przeczytałam te słowa, od razu pomyślałam, że to niezła wiadomość, bo ja od 29 lat żyję dla moich dzieci, więc pewnie mogę spokojnie uważać się za prawdziwą chrześcijankę. Szybko jednak skonstatowałam, że to nie do końca prawda. Całe życie walczyłam o swoją wolność, chwilę odpoczynku, trochę czasu dla siebie, ogólnie mówiąc, o odrobinę tzw. „świętego spokoju”. Mimo mojej wielkiej miłości do dzieci i autentycznego zamiłowania do życia rodzinnego wciąż dążę do zadowolenia samej siebie. Ma to pewnie dobre strony, bo mając własne zainteresowania i czas dla siebie trudniej zwariować w wielodzietnej rodzinie, ale też pokazuje zwykłą ludzką niedoskonałość w miłości do drugiego człowieka, czyli niemożność sprostania twierdzeniu, że chrześcijanin żyje dla innych. Szczęśliwie jednak Pan Bóg oferuje nam pomoc i prowadzenie, i pewne plany realizuje niejako za nas. I właśnie o tej Bożej ingerencji w moim życiu mogę zaświadczyć.
Wyszłam za mąż z wielkiej miłości i w bardzo młodym wieku. Od dziecka pragnęłam założyć rodzinę i być mamą co najmniej kilkorga dzieci. Jednak już po drugim dziecku poczułam się nadmiernie obciążona obowiązkami i potwornie zmęczona. Dzieci urodziły się jedno po drugim, byliśmy dopiero trzy lata po ślubie, a już pełna rodzina. Wykańczaliśmy otrzymany w prezencie od teściów dom, tylko mąż pracował zawodowo. Stale brakowało nam czasu i pieniędzy. Mimo licznych momentów buntu, załamania, chęci ucieczki od codziennych obowiązków, które przeżywaliśmy oboje, wytrwaliśmy wspólnie 29 lat. Wciąż się kochamy i mamy coraz to więcej czasu dla siebie. Pan Bóg pozwolił nam nie tylko założyć wielodzietną rodzinę, ale też stale w cudowny sposób pomagał, dostarczał środków na wykarmienie i wykształcenie dzieci.
Dzisiaj mamy ośmioro wspaniałych dzieci i dwóch cudownych wnuków. Nasza najstarsza córka ma 28 lat, a najmłodsza 4 lata. Każde z naszych dzieci jest dla nas źródłem ogromnej radości i satysfakcji, z każdym też wiąże się inna historia. Bez względu na to, jakie były okoliczności pojawienia się na świecie kolejnego dziecka, efekt końcowy jest ten sam – nieskończona miłość. To uczucie wielkiej miłości do moich dzieci wzbudza we mnie przekonanie, że Bóg kocha mnie co najmniej tak samo, jak ja kocham każde z nich, a więc naprawdę bardzo.
Podczas kiedy pierwsze dzieci przychodziły na świat, mieszkaliśmy w połowicznie wykończonym domu na przedmieściach Warszawy, w którym sporo sprzętów pochodziło z tzw. demobilu, czyli rozmaitych staroci oddawanych nam przez znajomych lub obcych. Nasza ostatnia córka urodziła się w ogromnym domu, w którym mieszkała z nami na stałe zatrudniona niania. Dzisiaj widzę to jasno, że Pan Bóg prowadził nas z ogromną mądrością i łagodnością. Wtedy kiedy byliśmy młodzi, ale mniej dojrzali, mieliśmy masę kłopotów i obowiązków, co nie dawało nam czasu na myślenie, jak trudna jest nasza codzienność. Z wiekiem ubyło sił fizycznych, ale przybyło dystansu do rzeczywistości i siebie nawzajem. Pan Bóg łaskawie ulżył naszym kłopotom finansowym, wiedząc, że zaczną się inne wyzwania, głównie związane z dorastaniem dzieci.
W związku z pracą mojego męża często musimy się przeprowadzać. W tym też widzę ogromną mądrość Boga, niepozwalającego nam na nadmierne przywiązanie się do miejsca, w którym żyjemy. Jednocześnie w każdym nowym miejscu poznajemy jakieś „bratnie dusze”, ludzi poszukujących lub żyjących w stałym kontakcie z Bogiem. Czasem są to osoby innego wyznania niż my, co uświadomiło nam jasno, że Pan Bóg naprawdę kocha wszystkich i prowadzi ich tak samo jak nas, cierpliwie i z mądrością.
Z licznymi przeprowadzkami wiążą się nie tylko zmiany lokum, ale też szkół, lekarzy, parafii, sąsiadów itd. Wielokrotnie rozpoznawaliśmy rękę Boga, która „załatwia” za nas sprawy na pozór niemożliwe do rozwiązania. Stałe uzależnienie od pomocy „z góry” uczy nas żyć w kruchości i pokorze, w pełnej świadomości, że tylko niewielka część naszego doczesnego życia zależy od nas. Chociaż dzisiaj żyjemy skromniej niż przed paroma laty, ufam, że jest to dla nas dobre i że jest to kolejny etap Bożego planu względem nas. I chociaż w codziennej gonitwie, wśród natłoku obowiązków często o tym zapominam, to jednak w sytuacjach trudnych wiem, że mam się do kogo zwracać o pomoc. Dlatego z pełnym zaufaniem mówię, że jestem niezmiernie szczęśliwa, gdyż jestem córką Króla świata, ukochanym dzieckiem Wszechmogącego, i nie muszę się o nic martwić ani niczego bać.
Justyna

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 6 (262) 2015



OPIS

Czerwcowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Spotkanie z papieżem Franciszkiem”. Artykuły poświęcone są nauczaniu Papieża i temu, jak jego wezwanie do wyjścia na świat, słuchania i okazywania innym Chrystusowego współczucia jest realizowane w konkretnej parafii ks. Guya Noonana, autora artykułów. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajduje się artykuł o „Niebieskim towarzyszu” – archaniele Rafale, a także świadectwa – nauczycielki, która odważyła się odwiedzić swego dawnego ucznia w więzieniu, matki-perfekcjonistki uwolnionej od poczucia winy oraz dwie odpowiedzi na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Papież, który słucha
Przesłanie papieża Franciszka.................................... 4


Kościół ubogi dla ubogich –
Papież Franciszek i ubóstwo duchowe –
ks. Guy Noonan........................................................... 9


Słuchać, kochać, uczyć się
„Droga spotkania” papieża Franciszka
ks. Guy Noonan......................................................... 14

 

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 czerwca............................19


MAGAZYN


Niebieski towarzysz
Św. Rafał uczy nas towarzyszyć innym
na drodze wiary – Kevin Perrotta...............45


Anioł u twego boku................................49


Daj mi Twą łaskę, o Panie!
Jak Duch Święty pozwolił mi wyjść poza mój
bezpieczny świat – Debbie Skinner............................ 50


Uwolnienie od poczucia winyFelicia Difato........ 53


Bóg szuka człowieka
odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”....... 57


Jestem córką Króla świata
odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”....... 58


Tweety papieża Franciszka .................................... 60


Nasze lektury ........................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WSRÓD NAS – nr 6/15 (czerwiec 2015)

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!
Tydzień po tygodniu, na Mszy niedzielnej oraz w dni powszednie, mam okazję słuchać, jak mój proboszcz, ks. Guy Noonan, głosi Dobrą Nowinę. Ma on wyraźną skłonność do rozgadywania się. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat zauważyłem zmianę w jego nauczaniu. Czasami mam wrażenie, że został oficjalnym rzecznikiem prasowym papieża Franciszka!
Z tym rzecznikiem to oczywiście żart, pozostaje jednak faktem, że ks. Guy przykłada wielką wagę do celów i priorytetów stawianych przez Papieża. Ilekroć Papież staje się obiektem zainteresowania mediów, z pewnością usłyszymy o tym podczas Mszy świętej. Dowiadujemy się, że Papież uściskał niepełnosprawne dziecko czy zadzwonił osobiście do zwykłego człowieka. Słyszymy o tym, że Franciszek jednoczy podzielonych przywódców i głęboko pragnie Kościoła ubogiego dla ubogich. Wiemy nawet, że ma konto na Tweeterze i ewangelizuje poprzez tweety!
Usłyszałem kiedyś następującą historię o pewnym małżeństwie. W pierwszym roku ich wspólnego życia mąż mówił, a żona słuchała. W drugim roku żona mówiła, a mąż słuchał. W trzecim oboje mówili i żadne nie słuchało.
Ta zabawna anegdota ilustruje jeden z czułych punktów ks. Guya. Gdyby odwiedził twoją parafię, z pewnością powiedziałby ci, jak ważne jest słuchanie siebie nawzajem. Jest to zresztą kolejny powód, dla którego ks. Guy jest pod takim wrażeniem papieża Franciszka. Przypomnijmy sobie synod o rodzinie. Jako papież, Franciszek miał prawo powiedzieć biskupom, czego sobie życzy, i wyciszyć wszystkie głosy przeciwne. On jednak wezwał wszystkich, by mówili „śmiało i swobodnie” i „słuchali w pokorze”. Papież nie boi się „narobienia bałaganu” ani tego, by zobaczyli go ludzie na całym świecie.
Obecnie Kościół stoi wobec wielu trudnych wyzwań: mniejsza frekwencja na Mszach świętych, dyskusje na temat związków tej samej płci i rozwodów, kontrowersje na temat roli kobiet w Kościele. Kiedy rozmawiamy o tych sprawach w naszej parafii, ks. Guy zachęca nas, abyśmy wzorem papieża Franciszka widzieli w innych ludziach braci spotykanych na naszej drodze, a nie przeciwników, których musimy pokonać. Jak uczy Papież, mamy „akceptować ich i przyjmować jako towarzyszy drogi” i czynić to „bez wewnętrznego oporu”.
Z tych wszystkich wymienionych, a także niewymienionych powodów poprosiłem ks. Guya o napisanie artykułów do niniejszego numeru „Słowa wśród nas”. Poprosiłem go, aby podzielił się swoimi refleksjami na temat nauczania papieża Franciszka oraz tym, w jaki sposób nasza parafia podejmuje wezwanie Papieża do wyjścia na świat, słuchania i okazywania innym Chrystusowego współczucia.
Obyśmy wszyscy, idąc za przykładem Ojca Świętego, stawali się odbiciem Jezusa dla tych, których spotykamy.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

PAPIEŻ, który słucha

Przesłanie papieża Franciszka

Wiemy wszyscy, że papież Franciszek jest niezwykle popularny na całym świecie. Niedawne badania przeprowadzone przez Pew Research Center (niezależne centrum badawcze z siedzibą w Waszyngtonie, zajmujące się sprawami Kościoła) wykazały, że cieszy się on sympatią 84% Europejczyków. Także w miejscach, gdzie chrześcijanie są mniejszością, a Papież jest mniej znany, i tak cieszy się sporą popularnością, zdobywając sobie pozytywną opinię 44% Afrykańczyków i 41% Azjatów.
Nawet ci, którzy nie są katolikami, odbierają Papieża w nowy sposób. Jego nagranie wideo z przesłaniem jedności chrześcijańskiej zostało doskonale przyjęte na konferencji ewangelickiej prowadzonej przez aktora i producenta filmowego, Kennetha Copelanda. Również Timothy George, redaktor naczelny pisma Christianity Today (Chrześcijaństwo dzisiaj), napisał, że Ojciec Święty jest „także naszym Franciszkiem”.
W moim małym zakątku świata – parafii Matki Bożej Dobrej Rady w St. Augustine na Florydzie – papież Franciszek ewidentnie zdobył sobie serca ludzi, i to nawet tych, którzy już nie praktykują swojej wiary. Moim zdaniem jednym z powodów jest jego „niepapieski” styl bycia. Przykładem może być jego decyzja, by zamieszkać w niewielkim mieszkanku na Watykanie, poruszać się używanym samochodem, a także prosty sposób mówienia czy spontaniczne listy i telefony do zwyczajnych ludzi.
Ze względu na tak dużą popularność Papieża oraz skalę jego oddziaływania na świat byłem uszczęśliwiony otrzymaną od redakcji Słowa wśród nas propozycją, by podzielić się własnymi refleksjami na temat papieża Franciszka i jego nauczania.

▌IMIĘ I MODLITWA
W ciągu dwóch lat od swojego wyboru papież Franciszek stał się bohaterem wiary i podobnie jak w przypadku innych bohaterów porusza nas nie tylko jego nauczanie, ale także jego życie. Wiemy, jak znaczący wpływ miała na niego wiara jego babci. Wielu z nas słyszało o jego posłudze w slumsach Buenos Aires. Śledzimy z uwagą jego podróże, ciesząc się na widok postaci pokornego sługi Bożego wśród zwykłych ludzi. Wzrusza nas jego prostota i naturalność.
Życie papieża Franciszka dzień po dniu budzi nasze zainteresowanie – a on wydaje się mieć tego świadomość. Od dnia, w którym wszedł na papieski balkon na placu św. Piotra, Franciszek głosi nam swoim życiem przesłanie, którego początkiem było ogłoszenie imienia, jakie postanowił przyjąć: „Chcę być nazywany Franciszkiem”.
Było to, jak sądzę, pierwsze skierowane do nas przesłanie Papieża, a zarazem ciekawa gra słów. Imię Franciszek kojarzy mi się z łacińskim słowem francus, które znaczy: „swobodny, otwarty, szczery”. Wiemy także, że Papież przyjął to imię na cześć św. Franciszka z Asyżu, „małego biedaczyny”, który zasłynął prostotą wiary i głęboką miłością do ubogich.
Tak więc od samego początku papież Franciszek daje nam do zrozumienia, jakim papieżem pragnie być i jakie przesłanie chce do nas kierować. Chce mówić szczerze i otwarcie, używając języka, który mogą zrozumieć wszyscy, także ubodzy i niewykształceni.
Następnie, wciąż jeszcze stojąc na balkonie, Papież dał nam kolejną wskazówkę co do swojego przesłania. Tradycja wymaga, aby każdy nowo wybrany papież pobłogosławił lud Rzymu zgromadzony na placu św. Piotra. Jednak Franciszek wprowadził do tej tradycji pewien dodatek. „Najpierw proszę was o przysługę – powiedział. – Zanim biskup pobłogosławi lud, proszę was, byście pomodlili się do Pana o błogosławieństwo dla mnie. Modlitwa ludu proszącego o błogosławieństwo dla swego biskupa. Odmówmy w ciszy tę waszą modlitwę za mnie”. Po czym skłonił głowę i z pokorą przyjął modlitwę ludu.

▌ZRANIONY UZDROWICIEL
Uważam, że oba te gesty – przyjęcie imienia Franciszek oraz prośba o modlitwę ludu – ukazują Papieża jako pokornego człowieka, któremu życie nie szczędziło trudnych doświadczeń kształtujących jego charakter.
W pierwszym obszernym wywiadzie Franciszek został zapytany: „Kim jest Jorge Mario Bergoglio?”. Po długim namyśle odpowiedział: „Jestem grzesznikiem. Tak, to jest definicja najtrafniejsza”. Być może zdając sobie sprawę, że w ustach papieża brzmi to trochę jak pobożny slogan, dodał: „Nie używam tego słowa jako figury retorycznej, literackiej. Naprawdę jestem grzesznikiem”. To utożsamienie siebie z grzesznikiem obdarzonym miłosierdziem może być odniesieniem do ważnego okresu jego życia.
Franciszek często wspomina okres, w którym był prowincjałem jezuitów w Argentynie. W chwili wybrania na ten urząd miał zaledwie trzydzieści sześć lat i nie radził sobie zbyt dobrze w sprawowaniu tej funkcji. Jak twierdzi, wybór ten był „szaleństwem”, gdyż jako prowincjał nie umiał tak sprawować władzy, by jednoczyć ludzi. Wyznał, że był w tej posłudze despotyczny i nietaktowny, w wyniku czego współbracia usunęli go ze stanowiska i posłali na pewnego rodzaju „zesłanie” do Cordoby.
Doświadczenie odrzucenia było dla o. Bergoglio głębokim wstrząsem. Sprowokowało go do zrobienia dokładnego rachunku sumienia, który z kolei doprowadził do głębszego nawrócenia. Złagodniał i zaczął bardziej brać pod uwagę zdanie tych, którym posługiwał. Często wychodził na miasto i szukał kontaktu z ubogimi. Cordoba stała się punktem zwrotnym w jego życiu, gdyż nauczyła go współczucia i otwartości, z których słynie obecnie. Jak wielkim jest to błogosławieństwem dla Kościoła! Oto człowiek, który może utożsamić się z wyśmiewanymi i odrzucanymi; człowiek, którego własne rany przyczyniły się do tego, że może stać się źródłem uzdrowienia i zachęty dla tak wielu ludzi.
Moim zdaniem właśnie dzięki temu, że papież Franciszek tak otwarcie mówi o swojej historii – zarówno o tym, co dobre, jak i o tym, co złe – ludzie otwierają się na to, co ma do powiedzenia. Jego przykład inspiruje, budząc poczucie bliskości połączonej z podziwem. Służba Franciszka, oparta na pokorze i dzieleniu się swoją wiarą, staje się natchnieniem dla innych, którzy odnajdują w nim odbicie swoich własnych sukcesów i porażek.

▌SŁUCHAJĄCY PAPIEŻ,
SŁUCHAJĄCY DUSZPASTERZ
Franciszek nie tylko dzieli się szczerze swoją własną historią. Jest także niezwykle zainteresowany słuchaniem innych osób. W Cordobie i w Buenos Aires zaczął wsłuchiwać się w historie ubogich i bezdomnych. Będąc papieżem, potrafi zadzwonić z zaskoczenia do ludzi, którzy piszą do niego listy – po to, by się z nimi pomodlić, podnieść ich na duchu, ale również wysłuchać. Zależy mu na tym, by czasem zjeść posiłek z personelem Ogrodów Watykańskich, z bezdomnymi Rzymu czy innymi zwyczajnymi członkami społeczeństwa. Przygotowując się do synodu biskupów o rodzinie, poprosił o rozesłanie kwestionariusza do wszystkich diecezji, pragnąc wsłuchać się w historie zwyczajnych katolików oraz poznać radości i smutki ich życia rodzinnego.
Jest to spora zmiana od czasów młodego prowincjała jezuitów, który nie słuchał nikogo i forsował swoje zdanie – jak sam to nazwał – żelazną pięścią! Mnie osobiście przykład papieża Franciszka mobilizuje do bardziej uważnego słuchania moich parafian. Kiedy przychodzą ze mną porozmawiać, często zadaję im pytanie: „Czy wiesz, że twoje życie niesie przesłanie? Jest to przesłanie o działaniu Boga w świecie”.

▌A JAKIE JEST TWOJE
PRZESŁANIE?
Wierzę, że życie każdego z papieży niesie szczególne przesłanie dla Kościoła. Odwaga i niezłomność papieża Jana Pawła II w czasach komunistycznych rządów w Polsce jest dla nas zachętą, abyśmy nie lękali się wypłynąć na głębię. Rzetelne studia teologiczne papieża Benedykta XVI pomogły nam wystrzegać się „dyktatury relatywizmu”. Z kolei pokora i miłość do ubogich papieża Franciszka uświadamiają nam, że „odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym”.
Jednak nie tylko życie papieży jest przesłaniem dla świata. Lubię powtarzać moim parafianom, że także ich historia jest ważna dla innych. Dotyczy to każdego z nas. Nasze życie nie jest chaotyczną sekwencją następujących po sobie wydarzeń. Każdy z nas przeżywa swoją własną niepowtarzalną wersję historii miłującego Ojca, który przygarnia do serca swoje dziecko. Mogę tak powiedzieć, gdyż wierzę, że Bóg towarzyszy każdemu z nas w jego życiowej drodze, zarówno w ciemnych dolinach, jak i na spokojnych łąkach.
To nie przesada – każdy z nas ma swoje przesłanie, którym nieustannie dzieli się ze światem. Uczestnicząc we Mszy świętej, zajmując się dziećmi, pracując zawodowo, nawet odpoczywając i ciesząc się wolnym czasem, mówimy otaczającym nas ludziom, kim jesteśmy i kim pragniemy zostać. Mówimy im o miłości Boga i o naszym pragnieniu pójścia za Nim.
Pozwólcie więc, że zadam wam to samo pytanie, jakie zadaję swoim parafianom. Czy jesteś zadowolony z przesłania, które głosisz dziś swoim życiem? Czy jest ono najlepsze, na jakie cię stać?
Jest to pytanie, które możemy zadawać sobie wszyscy – gdyż podejrzewam, że papież Franciszek zadaje je sobie codziennie. ▐

KOŚCIÓŁ UBOGI DLA UOGICH
Papież Franciszek i ubóstwo duchowe

Jedną z najbardziej wzruszających opowieści o św. Franciszku z Asyżu jest historia jego spotkania z trędowatym za bramami miasta. Wszystko zaczęło się od pewnego natchnienia, które otrzymał na modlitwie: „Jeśli chcesz poznać moją wolę, musisz znienawidzić i wzgardzić tym wszystkim, co dotąd twoje ciało kochało i co pragnęło posiadać. Wtedy… te rzeczy, które przyprawiały cię o dreszcz, przyniosą ci wielką słodycz i zadowolenie”.
Młody trubadur, który dotąd marzył, by stać się dzielnym rycerzem obracającym się w środowisku wytwornych panów i dam, zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie znosić ludzi kalekich, chorych czy pod jakimkolwiek względem nieatrakcyjnych. Kiedy więc następnym razem spotkał trędowatego, zsiadł z konia, podszedł do niego, a następnie objął go i pocałował. Akt ten miał przełomowe znaczenie w jego życiu. Stał się momentem nawrócenia, punktem zwrotnym, spotkaniem Jezusa w człowieku będącym wyrzutkiem społeczeństwa.
Myślę, że właśnie o takie nawrócenie chodzi papieżowi Franciszkowi, gdy mówi, że pragnie „Kościoła ubogiego dla ubogich”. My także, jak św. Franciszek, spotykamy wielu ludzi z marginesu – we własnej parafii, posługując w schronisku dla bezdomnych czy po prostu jeżdżąc po mieście. Jeśli nasze serca będą otwarte, usłyszymy Ducha Świętego, który przynagla nas do reakcji na wołanie ubogich. Modlę się z ufnością, abyśmy podczas takich spotkań potrafili przyjmować i przygarniać ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze. Pomyślmy, jak wiele nawróceń dokonałoby się, gdyby każdy z nas zechciał to uczynić!

▌PRZYJĄĆ UBOGIEGO
Ja sam przeżyłem taki moment nawrócenia wiele lat temu. Niedaleko naszego domu w Waszyngtonie mieszkał mężczyzna imieniem Herbert. Ponieważ często się upijał, miał zwyczaj pozostawiać u nas na przechowanie swoje pieniądze. Pewnego dnia pojawił się na naszym progu w wyjątkowo sentymentalnym nastroju. Kiedy go przywitałem, objął mnie niedźwiedzim uściskiem, z którego przez dłuższą chwilę nie mogłem się uwolnić. Pamiętam, że powiedziałem do siebie: „Guy, przestań się bronić. Pozwól Herbertowi się uściskać i sam też go uściskaj”. Nie było to dla mnie przyjemne, ale zrobiłem to. Jak Franciszek, zdobyłem się na to, by przezwyciężyć swoją odrazę. I podobnie jak w wypadku Franciszka, akt otwarcia na tego ckliwego pijaczynę przemienił moje serce.
O. Bergoglio przeżył podobne nawrócenie jako prowincjał jezuitów w Argentynie. Próbował rządzić wszystkimi, kontrolować ich postępowanie i bezwzględnie egzekwować przestrzeganie reguł. Jednak, jak sam przyznał, działając w ten sposób, nieświadomie zbudował mur pomiędzy sobą a współbraćmi. Wtedy wysłano go do Cordoby, gdzie nie tylko stanął twarzą w twarz z ubogimi, ale też rozpoznał swoje własne ubóstwo – ubóstwo duchowe, które nie pozwalało mu kochać tak, jak kocha Jezus.
Po tym doświadczeniu o. Bergoglio stał się innym człowiekiem. Ze zubożałego duchowo stał się ubogim duchem. Ten rodzaj ubóstwa był dla niego wyzwoleniem. Pozwolił mu przemawiać z prostotą i szczerością. Uwolnił go od troski i niepokoju, które tak często towarzyszą ludziom chwiejnym. Był odtąd w stanie przygarnąć każdego, biednego i bogatego, stając się świadkiem wolności, jaką daje Chrystus – wolności do miłowania wyrzutków, ubogich, ludzi z marginesu. Sądzę, że to doświadczenie położyło fundament pod jego wołanie o Kościół ubogi duchem, Kościół ubogi dla ubogich.

▌WYJŚĆ NA PERYFERIE
Także dziś, będąc już papieżem, Franciszek wciąż zaświadcza o tym, jakiego Kościoła pragnie. Celem jego pierwszej podróży apostolskiej nie były odwiedziny głowy państwa czy wspaniałego sanktuarium gdzieś w sercu chrześcijańskiej Europy. Odwiedził on rozbitków na włoskiej wyspie Lampedusie, a także wypłynął na morze łodzią patrolową, która codziennie wyławia z morza dryfujących ludzi. Nie są oni jeszcze nawet na marginesie społeczeństwa, nie mają nawet stałego lądu pod stopami, jednak Papież o nich pamiętał i chciał się z nimi modlić.
Od dnia swego wyboru Franciszek nie przestaje czynić podobnych gestów. Widzimy, jak stara się wyciągnąć pomocną dłoń do cierpiących w Syrii, w Rio de Janeiro, w Nigerii czy na Filipinach. Widzimy, jak pochyla się nad najbardziej bolesnymi miejscami Ciała Chrystusowego i przypomina nam, że są to nasi bracia i siostry, zasługujący na naszą miłość i szacunek.
Taka postawa Franciszka przejawia się również w jego nominacjach kardynalskich. Wielu z nowo mianowanych kardynałów pochodzi z takich miejsc, jak Haiti, Filipiny, Tonga czy Birma, a nie tradycyjnych ośrodków władzy, jak Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia. Franciszek celowo udziela głosu tym, którzy nie mają licznej reprezentacji w Watykanie – ubogim i zepchniętym na margines Kościoła.

▌WSPÓLNOTA RÓWNYCH
Papież Franciszek nie kieruje naszej uwagi ku ludziom z peryferii tylko dlatego, że potrzebują oni naszej pomocy. Nie chce, byśmy myśleli kategoriami: „my i oni”. Nie chodzi mu też przede wszystkim o obalenie dzielących nas murów ani o to, by bogaci stali się ubogimi. Zależy mu natomiast, byśmy nie ulegali złudzeniu, że to nasza zamożność czy ubóstwo określa, kim jesteśmy i w jakim stopniu zasługujemy na miłość i troskę innych.
Często poruszam ten temat w moich homiliach. Lubię powtarzać, że gdyby każdy z nas wsłuchał się we własną historię, uświadomilibyśmy sobie swoje własne ubóstwo. To nie od nas pochodzi nasze życie i nie jesteśmy w stanie całkowicie go kontrolować. Wszelkie życie jest darem Boga, a my wszyscy równymi sobie odbiorcami tego samego daru. Bogaty czy ubogi, mający dobre warunki mieszkaniowe czy bezdomny, analfabeta czy wykształcony, wszyscy jesteśmy do siebie podobni.
Prawda ta uwidacznia się za każdym razem, gdy uczestniczymy we Mszy świętej, gdyż Eucharystia w oczywisty sposób zrównuje ludzi ze sobą. Niezależnie od tego, kim jesteśmy i czego dokonaliśmy, wszyscy otrzymujemy identyczną hostię, wszyscy też pijemy z tego samego kielicha. Nie ma oddzielnego kielicha dla bogatych i oddzielnego dla ubogich. Silniejsi nie otrzymują większych czy lepszych gatunkowo hostii niż słabsi. Papież czy żebrak, wszyscy spożywamy z tego samego chleba i z jednego kielicha, niezależnie od pochodzenia czy statusu społecznego.

▌KOŚCIÓŁ UBOGI
W mojej parafii w St. Augustine próbujemy przeżywać tę rzeczywistość w sposób praktyczny. Papież Franciszek zachęcił nas, księży, do „wyjścia z zakrystii” po to, by spotykać ludzi i dzielić się z nimi wiarą w Chrystusa. Prosił, by nie czekać, aż sami przyjdą, aż staną się tacy jak my, lecz by wychodzić im na spotkanie w ich niepowtarzalnej życiowej historii.
Tak więc otwierając w parafii „bank żywności” dla biednych, wprowadziliśmy pewną innowację. Mówiąc o ludziach, których obsługujemy, określamy ich jako naszych gości, a nie „potrzebujących” czy „głodnych”. Już ta prosta zmiana języka robi dużą różnicę – pokazuje, że zależy nam na tym, aby wizyta w naszym banku żywności była pozytywnym doświadczeniem. Przypomina też nam samym, że powinniśmy traktować wszystkich jak honorowych gości przychodzących do naszych domów – jak cenionych członków rodziny, a nie tylko puste żołądki do nakarmienia.
W naszym banku żywności mamy „produkty podstawowe” i „produkty dodatkowe”. Pierwsza grupa to produkty będące podstawą naszego wyżywienia: fasola, ryż, masło, chleb. Wydajemy je wszystkim, którzy przychodzą. Ale mamy również specjalne dodatki: desery, świeże owoce, przysmaki, a nawet plony z naszego parafialnego ogrodu. Zachęcamy naszych gości, by sami wybrali to, na co mają ochotę. Dając im wybór, szanujemy ich godność. Nie czują się jak żebracy. Gdy dowiadują się, że mogą sami oglądać i wybierać, na ich twarzach często pojawia się uśmiech. Czują, że są traktowani jak członkowie rodziny.

▌DAR SPOTKANIA
Obserwuję styl życia papieża Franciszka. Jeździ starym zdezelowanym samochodem. Mieszka w skromnym mieszkaniu. Odprawia Mszę świętą w skromnych szatach liturgicznych. Zatrzymuje się, by pozdrowić ubogich, chorych i cierpiących. Jego pokorne, proste życie przyciąga uwagę ludzi na całym świecie. I jest to wielkim błogosławieństwem dla Kościoła.
Jednak zauważenie to jeszcze nie to samo, co działanie.
Wyobrażam sobie, że gdyby papież Franciszek którejś niedzieli zawitał do mojego kościoła i wygłosił homilię, miałby dla nas słowa pochwały, ale także słowa upomnienia. Poprosiłby nas, abyśmy spróbowali żyć nieco skromniej – abyśmy mniej wydawali na siebie, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogli oddać tym, którzy borykają się z ubóstwem. Zachęciłby nas także do wyjścia na spotkanie tym ludziom, do dotknięcia ich, do wysłuchania ich historii. To pomogłoby nam lepiej zrozumieć, co to znaczy być Kościołem ubogim. W ten sposób zdołalibyśmy wydobyć się z duchowej nędzy i jak św. Franciszek znaleźć łaskę miłowania wszystkich bez wyjątku, tak jak Jezus nas umiłował.
Pójdźmy więc za nauką i przykładem papieża Franciszka. Starajmy się realizować jego wizję Kościoła ubogiego dla ubogich. Tak postępując, staniemy się o wiele bogatsi w oczach wszystkich innych. ▐

MEDYTACJE:
▌Poniedziałek, 1 czerwca
Mk 12,1-12
To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go,
a dziedzictwo będzie nasze. (Mk 12,7)
Wszyscy mamy tendencję do krytykowania cudzych decyzji, zwłaszcza gdy ich skutki są już widoczne. Spotykamy kogoś, kto nie poradził sobie z trudną sytuacją, i stwierdzamy, że na jego miejscu na pewno wiedzielibyśmy, jak postąpić. Gdybym to ja sędziował ten mecz, na pewno podyktowałbym rzut wolny, a nie z autu. Gdybym to ja był kandydatem na prezydenta, wybrałbym sobie lepszego szefa sztabu. Gdyby to było moje dziecko, na pewno nie pozwoliłbym mu na takie zachowanie.
Jednak krytykowanie cudzych decyzji rzadko bywa pożyteczne, a zwłaszcza przy czytaniu przypowieści takich jak dzisiejsza. Łatwo jest pomyśleć: „Jak ci dzierżawcy mogli być do tego stopnia uparci i samolubni? Właściciel chciał po prostu odebrać należny sobie plon. Ja nigdy w życiu nie potraktowałbym tak okrutnie jego wysłanników”. Na dodatek doskonale rozumiemy, że właścicielem winnicy jest Bóg Ojciec, a Jego ukochanym Synem jest Jezus. Dlaczego więc nie dotarło to do uczonych w Piśmie i faryzeuszy?
Takie podejście ma jednak to do siebie, że utrudnia nam zrozumienie właściwego sensu przypowieści. Od nas, chrześcijan XXI wieku, podobnie jak od starożytnych uczonych w Piśmie, Bóg domaga się owocu. Jak właściciel oddaje dzierżawcom w opiekę swoją własność, tak On oddaje nam stworzony przez siebie świat. Jako dzierżawcy Jego królestwa, jesteśmy za nie przed Nim odpowiedzialni.
Jakich wysłanników posyła dziś do ciebie Bóg po należny Mu plon? Może znajomego, który znalazł się w potrzebie, lub przyjaciółkę pragnącą zwierzyć się ze swoich problemów. A może w ogóle nie będzie to żaden człowiek, lecz na przykład werset z dzisiejszych czytań, w którym wyczuwasz Boże wezwanie dla siebie. W jakikolwiek sposób przyjdzie dziś do ciebie Pan, bądź pewien, że nie zażąda od ciebie niczego, czego ty nie możesz Mu dać. Nie odwracaj się więc od Niego, gdy przychodzi. Przywitaj Go słowami: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. A następnie oddaj Mu ten owoc, którego On pragnie najbardziej: twoje serce.
„Panie, pomóż mi dziś przyjąć Twoje słowo i iść za natchnieniami Twego Ducha.”
Tb 1,1-3; 2,1-8
Ps 112,1-6

▌Niedziela, 7 czerwca
Mk 3,20-35
Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką. (Mk 3,35)
To ciekawe, że choć wierzymy, iż Bóg jest miłością, to wola Boża często kojarzy nam się z czymś przykrym. „Cóż, wola Boża” – stwierdzamy z rezygnacją, gdy wydarzenia nie układają się po naszej myśli. Pragniemy bliskości Boga, a zarazem boimy się jej, gdyż czujemy przez skórę, że nie będzie łatwo.
Takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Po grzechu pierwszych rodziców, o którym słyszymy dziś w pierwszym czytaniu, wszyscy mamy skłonność do podejmowania błędnych wyborów. Wolimy to, co przyjemne, niż to, co dla nas dobre i pożyteczne. Chyba każdy z nas przeżywał sytuacje, w których Boże przykazania wydawały mu się bolesnym ograniczeniem – i jeśli nawet udawało nam się je zachować, to towarzyszyło temu poczucie wewnętrznego przymusu i smutku.
Jednak w dzisiejszej Ewangelii Jezus ukazuje nam wolę Bożą z zupełnie innej strony. Słysząc, że przybyli do Niego najbliżsi krewni, spogląda na siedzących wokół Niego słuchaczy i mówi: „Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Pełniąc wolę Bożą, wchodzimy w tak bliską relację z Jezusem, że stajemy się Jego rodziną. Zaczynamy doświadczać nowego życia, które On nam daje.
O tym, jak wygląda życie ludzi, którzy przełamali w sobie opór przed pełnieniem woli Bożej i na serio uwierzyli w Jezusa, mówi nam dziś św. Paweł. Tacy ludzie nie poddają się zwątpieniu. Są pełni wewnętrznej mocy, nawet gdy słabną siły ich ciała. Wierzą, że ich historia, jakakolwiek by była, zmierza do szczęśliwego końca. Patrzą na swoje życie z perspektywy nieba.
Czy pociąga cię takie życie? Czy chcesz naprawdę doświadczyć mocy Boga? Wsłuchaj się w słowa Jezusa i uwierz, że możesz stać Mu się bardzo bliski, jeżeli tylko uwierzysz w to, w co uwierzyło już tak wielu chrześcijan wszystkich epok – że pełnienie Jego woli jest drogą do szczęścia.
„Panie Jezu, Ty zapraszasz mnie dziś do grona najbliższych Ci ludzi. Spraw, by ani lęk, ani fałszywa pokora, ani jakiekolwiek inne wymówki nie powstrzymały mnie przed słuchaniem Twojego słowa
i pełnieniem Twojej woli.”
Rdz 3,9-15
Ps 130,1-8
2 Kor 4,13–5,1

▌Piątek, 12 czerwca
Najświętszego Serca
Pana Jezusa
Oz 11,1.3-4.8c-9
Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. (Oz 11,8)
Historia Ozeasza i Gomer jest jedną z najbardziej poruszających opowieści zawartych w Piśmie Świętym. Po przeżyciu kilku szczęśliwych lat u boku męża, Gomer, żona Ozeasza, popełnia cudzołóstwo. Bóg jednak poleca rozczarowanemu i nieszczęśliwemu małżonkowi przebaczyć jej i przyjąć ją z powrotem do domu. Następnie wyjaśnia, że On sam został podobnie potraktowany przez swoją oblubienicę, Izraela. Jego lud, choć wciąż otaczany przez Niego miłością, odchodzi, by popełniać duchowe cudzołóstwo z obcymi bogami i żyć według zasad tego świata.
Otóż to samo, co było prawdą o Izraelu za czasów Ozeasza, jest dziś często prawdą o nas. Owszem, kochamy Boga, ale pociągają nas również bożki, takie jak pieniądz, seks, dobra materialne czy status społeczny.
Jak jednak widzimy w pierwszym czytaniu, Bóg mówi: „Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu” (Oz 11,8-9). Słowa te ujmują samą istotę Najświętszego Serca Jezusa. Są zapewnieniem, że Bóg nas kocha i współczuje nam z powodu naszej niestałości.
W jednej z wizji św. Małgorzaty Alacoque Jezus ukazał jej swoje serce i powiedział: „Oto Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, że w niczym nie oszczędzając siebie, całkowicie się wyniszczyło i ofiarowało, aby im okazać swoją miłość. A w zamian za to od większości ludzi doznaje tylko niewdzięczności”.
Przesłanie Najświętszego Serca Jezusa wyraża wielkie współczucie także dla tych, którzy cierpią – ubogich, chorych, skrzywdzonych, odrzuconych. Jeśli cierpisz, wiedz, że Jezus jest z tobą, stoi u twego boku. Błogosławi ci. Napełnia cię swoją łaską i miłością. Otwiera dla ciebie swoje serce.
Obchodząc dzisiejszą uroczystość, nie zapominaj o jej podwójnym przesłaniu. Po pierwsze, żałuj za te wszystkie okresy życia, w których uganiałeś się za obcymi bogami. A po drugie, pamiętaj, że Najświętsze Serce Jezusa jest przepełnione współczuciem dla wszystkich, którzy cierpią.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że nigdy
z nas nie rezygnujesz. Obyśmy nigdy nie zwątpili w Twoją miłość.”
(Ps) Iz 12,2-5
Ef 3,8-12.14-19
J 19,31-37

▌Środa, 24 czerwca
Narodzenie św. Jana Chrzciciela
Łk 1,57-66.80
A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. (Łk 1,64)
Jak to zwykle bywa, historia narodzin Jana Chrzciciela mówi nam więcej o rodzicach niż o samym dziecku. Jest to historia o zwątpieniu przezwyciężonym z pomocą łaski Boga i wiary człowieka. Zachariasz i Maryja Panna na pozór bardzo podobnie zareagowali na słowa anioła Gabriela. Zachariasz zapytał: „Po czym to poznam?”, a Maryja: „Jakże się to stanie?” (Łk 1,18.34). Jednak ich wewnętrzna postawa była zupełnie różna.
Pytanie Maryi było szczere i wypływało z pragnienia poznania Bożych zamiarów. Natomiast pytanie Zachariasza było raczej wątpliwością wynikającą z braku wiary. W jego ustach oznaczało ono mniej więcej tyle, co: „Moja żona jest już za stara, żeby zostać matką; to, co zapowiadasz, nie może się zrealizować”.
Jednak to jeszcze nie koniec historii. Wątpliwości Zachariasza zaczęły słabnąć, gdy okazało się, że Elżbieta rzeczywiście spodziewa się dziecka. Rozwiały się, gdy dowiedział się o tym, że dziecko poruszyło się w łonie Elżbiety na głos pozdrowienia Maryi oraz że Maryja także przeżyła spotkanie z aniołem. Widząc to wszystko, Zachariasz doznał przemiany serca.
Po narodzinach dziecka nadał mu imię Jan, jakim nazwał je anioł. Następnie, „napełniony Duchem Świętym”, wyśpiewał Bogu swoje uwielbienie (Łk 1,67).
Patrząc na swego nowo narodzonego syna, Zachariasz prorokował: „Ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, co się dokona przez odpuszczenie mu grzechów” (Łk 1,76-77). Trudno się nie zgodzić, że słowa te są świadectwem przemiany wewnętrznej – przejścia od zwątpienia do wiary.
Wszyscy mamy w sobie coś z Zachariasza. Ułomna ludzka logika wydaje nam się pewniejszym oparciem niż ufność
w moc Boga i Jego obietnice. Większość z nas nie spodziewa się ujrzeć cudów. W głębi serca stwierdzamy, że takie rzeczy po prostu się nie zdarzają. Jednak Jezus chce, abyśmy wierzyli w cuda i byli na nie otwarci. Kieruje do nas te same słowa, które kiedyś wypowiedział do Tomasza: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).
Oczekuj więc cudów. Zacznij od rzeczy małych, a zobaczysz, jak twoja wiara będzie wzrastać. Kiedy następnym razem będziesz na Mszy świętej, poproś Boga o głębsze poczucie pokoju i ufności. Zgodzisz się chyba, że już spełnienie tej prośby byłoby cudem. Stopniowo zaczniesz otwierać się też na inne cuda dziejące się wokół ciebie.
„Jezu, wierzę, że Ty także dziś możesz czynić cuda. Wierzę w Twoją zbawczą moc.”
Iz 49,1-6
Ps 139,1-3.13-15
Dz 13,22-26


▌Niedziela, 28 czerwca
Mk 5,21-43
I prosił usilnie: „… Przyjdź”. (Mk 5,22.23)
Pomyśl, co czuł Jair zbliżając się do Jezusa: niecierpliwość, palący pośpiech, frustrację i udrękę? Jego córeczka była bliska śmierci. Dlaczego tak długo zwlekał z przyjściem do Jezusa? Czy żałował, że nie zrobił tego wcześniej? Teraz chciał tylko, by Jezus jak najszybciej pojawił się w jego domu. Mógł myśleć jedynie o swoim dziecku. Niebezpieczeństwo, w którym znajdowała się dziewczynka, skupiało na sobie całą jego uwagę, przysłaniając wszystko inne.
Jaka to była ulga, gdy Jezus zgodził się z nim pójść i zobaczyć jego córkę. Czy jednak zdążą na czas? Czy zastaną ją jeszcze żywą? „Musimy się spieszyć” – myślał. Wtedy jednak stało się coś dziwnego. Przez tłum przedarła się chora kobieta i dotknęła Jezusa. Wszyscy stanęli. Dlaczego Jezus dopuścił, by zatrzymano Go w drodze? Uczniowie wydawali się dostrzegać absurdalność Jego postępowania, gdyż powiedzieli: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął” (Mk 5,31). Naprawdę szkoda było czasu na dociekania. Jednak Jezus uparł się, by rozmawiać z kobietą.
A potem Jair ujrzał w oddali niektórych ze swoich domowników. Czy byli zadowoleni? Na początku trudno to było stwierdzić. Jednak po chwili ich wygląd odsłonił prawdę i Jair załamał ręce. Ziściły się jego najgorsze obawy! Jego córeczka nie żyła. Nie zdążył.
Jednak Jezus nie zrezygnował. Choć wyśmiewany przez żałobników, wszedł wraz z Jairem do pokoju dziecka. Wtedy na jego oczach Jezus wskrzesił dziecko z martwych. To zdumiewające, że miał aż taką moc! Ten Człowiek mógł uczynić wszystko.
Spojrzenie na tę historię z punktu widzenia Jaira ukazuje nam, jak niepokój może zawładnąć całym naszym życiem. Podobnie jak Jair, pozwalamy mu nad sobą zapanować do tego stopnia, że nie widzimy już niczego innego. Jednak Jezus ma dość zbawczej mocy, miłosierdzia i współczucia, by przychodzić nam z pomocą. On o tobie nie zapomniał, nawet jeśli wydaje ci się, że się opóźnia. Może zatroszczyć się o ciebie, choć jednocześnie troszczy się także o innych.
Proś Go więc o pomoc i ufaj, że zadziała w wybranym przez siebie czasie. A może nawet spróbuj posunąć się o krok dalej i pomódl się za wszystkich, którym pomaga w tej chwili. Jezus jest dość potężny, aby zatroszczyć się o wszystkich!
„Jezu, ufam Tobie. Przyjdź ze swoją łaską do wszystkich, którzy Ciebie potrzebują.”
Mdr 1,13-15; 2,23-24
Ps 30,2.4-6.11-13
2 Kor 8,7.9.13-15


MAGAZYN:

NIEBIESKI TOWARZYSZ
Św. Rafał uczy nas towarzyszyć innym na drodze wiary

Pojawiając się w Biblii, aniołowie zazwyczaj przekazują krótkie przesłanie i znikają. Zaledwie w jednym przypadku anioł zstępuje na ziemię i pozostaje na niej przez dłuższy czas – co opisuje Księga Tobiasza. Jest to dla nas niepowtarzalna szansa bliższego poznania anioła.

Księga Tobiasza zawiera elementy typowe dla podania ludowego: bohater, który wyrusza w podróż celem zdobycia skarbu, dama w tarapatach, złośliwi wrogowie. Chociaż bowiem historia ta rozgrywa się na tle autentycznych wydarzeń historycznych, jest ona natchnioną fikcją literacką. Element wyobraźni nie świadczy jednak o tym, jakoby ta księga była mniej natchniona niż pozostałe. Jak to ukazał Jezus, posługując się przypowieściami, także fikcja może z powodzeniem nieść Boże przesłanie.

▌DWIE RODZINY W TARAPATACH
Na początku historii poznajemy starego Tobiasza mieszkającego w Niniwie (dzisiejszy Mosul w Iraku) wraz z żoną Anną i wkraczającym właśnie w dorosłość synem Tobiaszem. Z kolei w Ekbatanie (w pobliżu dzisiejszego Teheranu w Iranie) mieszka młoda Sara ze swoimi rodzicami, Raguelem i Edną. Wszyscy oni są pobożnymi Żydami uprowadzonymi przez Asyryjczyków po inwazji na Izrael około 721 roku przed Chrystusem.
Obie rodziny przeżywają poważne problemy. W Niniwie Tobiasz zostaje ukarany za wspomaganie swych braci Żydów – traci intratną posadę i pogrąża się w biedzie. Następnie traci wzrok, co upokarza go tym bardziej, że jest odtąd na utrzymaniu żony. Natomiast w Ekbatanie na młodą Sarę spada przekleństwo – w jej noc poślubną pojawia się demon, który zabija pana młodego – i dzieje się tak siedem razy z rzędu! Sara żyje więc w smutku i wstydzie.
Pogrążeni w rozpaczy, zarówno Tobiasz, jak i Sara proszą Boga, by odebrał im życie. Bóg słyszy ich modlitwę, ale ma wobec nich inne plany. Przywodzi Tobiaszowi na myśl znaczną sumę pieniędzy, które złożył niegdyś u znajomego mieszkającego w okolicy Ekbatany. Przeczuwając rychłą śmierć, Tobiasz posyła tam swego syna, aby je odebrał.

▌ANIOŁ W PRZEBRANIU
Przeszło 500 kilometrów dzielących Niniwę od Ekbatany nie było trasą spacerową. Podróżując samotnie, zwłaszcza w drodze powrotnej, obciążony stosem gotówki, Tobiasz byłby narażony na to, że zostanie obrabowany, pobity i na wpół martwy pozostawiony na drodze. Zdecydowanie potrzebny był mu towarzysz podróży.
Na szczęście udaje mu się spotkać odpowiedniego człowieka, nieznajomego, który dobrze zna drogę. Przedstawia się on jako Azariasz, syn Ananiasza, ale w rzeczywistości jest aniołem Rafałem. Jednak oba imiona, którymi się przedstawił, zawierają w sobie pewną prawdę. Imię Azariasz znaczy „Pan dopomógł”, a imię Ananiasz – „Pan okazał łaskę”. Bóg już niebawem dokona tego, o czym mówią przybrane imiona anioła.
Rafał – Azariasz – wygląda jak zwyczajny młodzieniec, nie ma skrzydeł ani aureoli, ale wkrótce okazuje się, że jego usługi są bezcenne.
Przechodząc przez rzekę, młody Tobiasz zostaje zaatakowany przez nieznaną rybę. Rafał radzi mu ją złapać, zabić oraz zachować jej żółć, serce i wątrobę. Następnie sugeruje, żeby zatrzymać się na noc w Ekbatanie u rodziców Sary. Wychwala Sarę jako „dziewczę rozsądne, mężne i bardzo piękne” (Tb 6,12), sugerując, że jest to odpowiednia dziewczyna dla Tobiasza. Dowiadując się, co spotkało jej poprzednich mężów, Tobiasz z lękiem odmawia, Rafał jednak zapewnia go, że wszystko będzie dobrze.
Ośmielony słowami anioła, Tobiasz prosi o rękę Sary niemal natychmiast po przybyciu do domu Raguela. Pomimo ostrzeżeń Raguela, który uczciwie wyznaje mu prawdę o losie poprzednich panów młodych, Tobiasz nalega i umowa małżeńska zostaje niezwłocznie podpisana.

▌KOLEJNE NIESPODZIANKI
Wieczorem Tobiasz i Sara pozostają sami w sypialni. Zgodnie z zaleceniami Rafała, Tobiasz spala serce i wątrobę ryby na węglach do kadzenia. Zapach ryby przepędza demona, a Rafał ściga go i unieszkodliwia. Tobiasz i Sara odmawiają modlitwę i kładą się spać w błogiej nieświadomości duchowej bitwy toczonej w ich imieniu.
Historia kończy się serią niespodzianek. Najpierw dziwią się Raguel i Edna na widok Tobiasza, który cały i zdrowy pojawia się na śniadaniu. A kiedy powraca do Niniwy – z pieniędzmi, po które go posłano, i na dodatek z żoną – w zadziwienie wpadają Tobiasz i Anna! I jakby tego jeszcze było mało, Rafał poleca Tobiaszowi położyć żółć ryby na oczach ojca, a wtedy stary człowiek w cudowny sposób odzyskuje wzrok.
Punkt kulminacyjny historii następuje, gdy Tobiasz i jego syn pragną zapłacić „Azariaszowi” za jego usługi. „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15) – oświadcza towarzysz Tobiasza.. Udziela obu mężczyznom błogosławieństwa pokoju i wstępuje do nieba.

▌ANIOŁ W AKCJI
Czego dowiadujemy się więc o aniele Rafale?
Po pierwsze, jest uosobieniem spokoju. Nic nie jest w stanie go zaskoczyć ani zastraszyć. Trochę się niecierpliwi, gdy ludzie nie postępują zgodnie z Bożym planem, co według niego powinni czynić (Tb 5,8.12). Jednak zazwyczaj jest opanowany, nie poddaje się uczuciom podniecenia, gniewu czy lęku. Po drugie, wie, co to znaczy być dobrym sługą Boga, a zarazem dobrym kompanem człowieka. Zdecydowanie nie jest kimś w rodzaju niebiańskiego robota – duchową wersją Spocka z Gwiezdnych wojen. Przychodzi do Tobiasza jako sympatyczny, solidny młodzieniec, znający swoją wartość, a zarazem pokładający nadzieję w Bogu.
Wyobrażam sobie, jak prowadzi z Tobiaszem w drodze zwyczajne męskie rozmowy o sporcie, polityce i pracy, a może nawet o kobietach (cóż, o jednej na pewno). No i oczywiście o łowieniu ryb!
Rafał jest wreszcie całkowicie nastawiony na Boga i nigdy nie szuka swej własnej chwały. Na koniec historii kieruje wszystkie pochwały Tobiasza i jego syna ku prawdziwemu Źródłu zbawienia i uzdrowienia. Napomina ich: „Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi za dobrodziejstwa, jakie wyświadczył wam – w celu uwielbienia i wysławienia Jego imienia. Ogłaszajcie przed wszystkimi ludźmi dzieła Boże, jak są godne uwielbienia, i nie wahajcie się wyrażać Mu wdzięczności” (Tb 12,6). Słowa te wydają się szczere i płynące z głębi serca – nie brzmią jak standardowa formułka, którą wypada wyrecytować aniołowi. Nasuwa mi się tu obraz mężczyzny, który rano wynurza się ze śpiwora, wznosi ręce do nieba i woła donośnym głosem do Tobiasza: „Dziękujmy Bogu za kolejny wspaniały dzień, który nam daje!”.

▌„BĄDŹCIE TOWARZYSZAMI
DROGI”
Możemy wiele nauczyć się od Rafała, a zwłaszcza ze sposobu, w jaki wypełnia on swoją misję towarzyszenia Tobiaszowi w trudnej podróży.
Kiedy myślę o Rafale, przypomina mi się też wezwanie papieża Franciszka, aby towarzyszyć innym w ich zmaganiach. „Rzeczą ważną nie jest – mówi Papież – byśmy patrzyli na nich z daleka lub pomagali im z daleka. Nie, nie! Trzeba wychodzić im naprzeciw… Ewangelia zachęca nas zawsze, by podejmować ryzyko spotkania z twarzą drugiego człowieka, z jego fizyczną obecnością stawiającą pytania, z jego bólem i jego prośbami, z jego zaraźliwą radością, stale ramię w ramię”. Franciszek zachęca nas, byśmy stawali się „towarzyszami drogi… kroczącymi u boku ludzi”.
Rozglądając się wokół, znajdziemy niezliczone sposobności do tego, by stawać się towarzyszami drogi na wzór anioła Rafała. Niektóre są krótkotrwałe i wymagają względnie niewielkiego wysiłku z naszej strony. Kiedy pewnego razu zgubiłem się w Tel Avivie, pewien miejscowy kierowca, zamiast udzielać mi skomplikowanych wskazówek, po prostu pojechał przede mną, pokazując mi, jak wydostać się z centrum miasta i dotrzeć na lotnisko. Nigdy nie zapomnę jego dobroci. Możemy okazać podobną pomoc nowemu pracownikowi, studentowi czy sąsiadowi, którzy próbują odnaleźć się w nowym otoczeniu.
Inne sytuacje są dla nas większym wyzwaniem, gdyż wymagają od nas wyjścia ze swojego wygodnego gniazdka. Na przykład w moim mieście realizowany jest program, który pomaga imigrantom uczącym się angielskiego znaleźć partnera do konwersacji. Domy samotnej matki szukają czasem kobiet, które mogłyby wesprzeć radą i pomocą młodą matkę znajdującą się w trudnej sytuacji. Niektóre parafie kojarzą w podobny sposób starsze małżeństwa z parami narzeczonych. Wszystkie tego typu inicjatywy dają nam sposobność towarzyszenia drugiej osobie. Podejmując je, czyńmy to na wzór Rafała, pamiętając o tym, że wszelkie dobro pochodzi od Boga.
Anioł Rafał pomógł Tobiaszowi i jego synowi mocniej uwierzyć w Boży plan. My oczywiście nie mamy wlanej wiedzy aniołów, ale ćwicząc się w wierze i w nadziei, możemy dawać świadectwo ufności w Panu. Wiara w moc Pana pomaga nam w większej wolności towarzyszyć innym. W końcu każdemu z nas towarzyszą aniołowie! ▐

ANIOŁ u twego boku
Historia Tobiasza, odczytana w świetle nauki i tradycji chrześcijańskiej, przedstawia sposób, w jaki aniołowie wypełniają swoją rolę Bożych posłańców służących dobru człowieka. Zasadniczo działalność Rafała pokrywa się z tym, co zwykle uważamy za obowiązki Anioła Stróża – wspiera on i chroni jedno z Bożych dzieci.
Kościół naucza, że każdy z nas otrzymuje takiego pomocnika (KKK, 329-333). Nauka ta wypływa ze słów Jezusa o Bożej opiece nad każdym z nas z osobna, a także Jego wzmiance o „małych”, których „aniołowie… w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18,10).
Jakiej pomocy możemy oczekiwać od Anioła Stróża? Zobaczmy, co czyni Rafał dla Tobiasza, ufając, że pomoże nam to zrozumieć, w jakich sytuacjach możemy wzywać na pomoc swoich własnych Aniołów Stróżów.
Ochrona zdrowia duszy i ciała. Rafał pomaga Tobiaszowi pokonać i pochwycić drapieżną rybę; toczy walkę z demonem; wskazuje Tobiaszowi, w jaki sposób może przyczynić się do uwolnienia Sary i uzdrowienia ojca.
Pomoc i wsparcie w codziennych sytuacjach. Rafał troszczy się o sprawy praktyczne – o to, by podróż Tobiasza przebiegała bez zakłóceń, była bezpieczna i została uwieńczona powodzeniem – a także wspiera go duchowo. Wspomaga go na różne sposoby w czasie próby. Dodaje mu otuchy i zachęca do odważnego kontynuowania misji.
Przewodnictwo. Kompetencje duchowe anioła Rafała jako przewodnika daleko wykraczają poza znajomość geografii Iraku i Iranu. Rafał wspiera Tobiasza również w jego podróży ku Bogu, zachęcając go do modlitwy o Jego opiekę i miłosierdzie. Udziela mu ogólnych rad na temat życia miłego Bogu. Co więcej, pomaga Tobiaszowi odkryć wolę Bożą w stosunku do niego osobiście,
a jest nią poślubienie Sary.
Zauważmy jednak, że pomoc Rafała nie zastępuje ani nie deprecjonuje ludzkiego wysiłku. Anioł udziela wskazówek, napomina, zachęca, ale to sam Tobiasz zabija agresywną rybę, prosi o rękę Sary i nakłada żółć ryby na oczy ojca, by przywrócić mu wzrok.
Chociaż nie mamy wzmianki o obecności aniołów przy śmierci Tobiasza, możemy się domyślać, że Rafał był przy nim również na ostatnim etapie jego ziemskiej podróży. Wiemy bowiem, że podczas każdego pogrzebu Kościół modli się słowami: „Niech aniołowie zawiodą cię do raju”. ▐


ŚWIADECTWO – odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”

BÓG SZUKA CZŁOWIEKA

Na wstępie chciałabym bardzo podziękować za zaproszenie, które skierowaliście do każdego czytelnika, będę starała się odpowiedzieć na nie swoim doświadczeniem przeżywanej na co dzień mojej wiary.
Na różne sposoby Bóg szuka człowieka – przez ludzi czy różne wydarzenia w życiu. Wiara, która została mi przekazana przez rodziców, była zawsze jakoś obecna w moim życiu. Także wtedy, kiedy wkraczałam w wiek dojrzały, w różnych, nie zawsze prostych sytuacjach, kiedy moje wybory nie były dobre, a często bezowocne. Pamiętam, że przełomem na drodze mojej wiary, jakże jeszcze wówczas płytkiej, był artykuł z czasopisma „Miłujcie się”, które dostałam do poczytania od mojej siostry. To właśnie wtedy zaczęło coś powoli pękać w moim życiu, które tak naprawdę nijak się miało do prawdziwej wiary. Nie był to przypadek, bo w życiu chrześcijanina nie ma przypadków, była to łaska miłosiernego Boga. I tak, krok po kroku, Pan powoli przejmował stery mojego życia i losy tych, których mi powierzył.
Jestem mamą trójki dzieci, które wychowuję sama, gdyż mój mąż, ich tata, odszedł już do Pana. Był to dla nas ogromny cios i niewyobrażalne cierpienie, które spadło na nas niespodziewanie – bo była to śmierć nagła, w wypadku. Pierwsze chwile, pierwsze dni były okropne. Wielki ból serca, tęsknota i pustka. Cisza, którą zawsze kochałam, była po prostu straszna, wtedy się jej bałam. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło, czułam, że Pan nas nie opuścił. Dał mi niewyobrażalną siłę, pragnienie uciekania się do modlitwy, choćby przez łzy, potężną nadzieję, że życie nie kończy się na tej ziemi. Mieliśmy i mamy oparcie w rodzinie i ludziach dobrej woli, o wielkich sercach, których z pewnością dał nam Ten, który jest Miłością. Często powtarzam, że jestem pełna podziwu dla Pana Boga, gdyż niepojęta jest Jego łaska, która dźwiga z prochu biedaka.
Minęły prawie dwa lata od śmierci męża i z perspektywy tego czasu bardzo wiele się zmieniło na dobre, mimo cierpienia, jakie nas dotknęło. Choć wciąż zdarzają się trudne chwile, jest z nami Pan. Czerpię siłę z uczestnictwa we Mszy świętej, z częstej spowiedzi i Eucharystii, która daje mi moc do codziennego życia, wszystko ofiarowuje Bogu. Staram się zabierać na Mszę świętą dzieci, wieczorem klękamy do modlitwy, czytamy Ewangelię i medytacje ze „Słowa wśród nas”.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie, by można było żyć inaczej. Jestem wdzięczna Bogu i Matce Bożej za wszystko. Codziennie doświadczamy Bożej obecności, łaski i pomocy. Zawierzamy Miłosiernemu Jezusowi dalszy bieg naszego życia, ale także jego kres, który będzie początkiem czegoś nowego i z pewnością pięknego.
Magdalena

„JESTEM CÓRKĄ KRÓLA ŚWIATA”

Podobno prawdziwy chrześcijanin to ten, który żyje dla innych. Kiedy przeczytałam te słowa, od razu pomyślałam, że to niezła wiadomość, bo ja od 29 lat żyję dla moich dzieci, więc pewnie mogę spokojnie uważać się za prawdziwą chrześcijankę. Szybko jednak skonstatowałam, że to nie do końca prawda. Całe życie walczyłam o swoją wolność, chwilę odpoczynku, trochę czasu dla siebie, ogólnie mówiąc, o odrobinę tzw. „świętego spokoju”. Mimo mojej wielkiej miłości do dzieci i autentycznego zamiłowania do życia rodzinnego wciąż dążę do zadowolenia samej siebie. Ma to pewnie dobre strony, bo mając własne zainteresowania i czas dla siebie trudniej zwariować w wielodzietnej rodzinie, ale też pokazuje zwykłą ludzką niedoskonałość w miłości do drugiego człowieka, czyli niemożność sprostania twierdzeniu, że chrześcijanin żyje dla innych. Szczęśliwie jednak Pan Bóg oferuje nam pomoc i prowadzenie, i pewne plany realizuje niejako za nas. I właśnie o tej Bożej ingerencji w moim życiu mogę zaświadczyć.
Wyszłam za mąż z wielkiej miłości i w bardzo młodym wieku. Od dziecka pragnęłam założyć rodzinę i być mamą co najmniej kilkorga dzieci. Jednak już po drugim dziecku poczułam się nadmiernie obciążona obowiązkami i potwornie zmęczona. Dzieci urodziły się jedno po drugim, byliśmy dopiero trzy lata po ślubie, a już pełna rodzina. Wykańczaliśmy otrzymany w prezencie od teściów dom, tylko mąż pracował zawodowo. Stale brakowało nam czasu i pieniędzy. Mimo licznych momentów buntu, załamania, chęci ucieczki od codziennych obowiązków, które przeżywaliśmy oboje, wytrwaliśmy wspólnie 29 lat. Wciąż się kochamy i mamy coraz to więcej czasu dla siebie. Pan Bóg pozwolił nam nie tylko założyć wielodzietną rodzinę, ale też stale w cudowny sposób pomagał, dostarczał środków na wykarmienie i wykształcenie dzieci.
Dzisiaj mamy ośmioro wspaniałych dzieci i dwóch cudownych wnuków. Nasza najstarsza córka ma 28 lat, a najmłodsza 4 lata. Każde z naszych dzieci jest dla nas źródłem ogromnej radości i satysfakcji, z każdym też wiąże się inna historia. Bez względu na to, jakie były okoliczności pojawienia się na świecie kolejnego dziecka, efekt końcowy jest ten sam – nieskończona miłość. To uczucie wielkiej miłości do moich dzieci wzbudza we mnie przekonanie, że Bóg kocha mnie co najmniej tak samo, jak ja kocham każde z nich, a więc naprawdę bardzo.
Podczas kiedy pierwsze dzieci przychodziły na świat, mieszkaliśmy w połowicznie wykończonym domu na przedmieściach Warszawy, w którym sporo sprzętów pochodziło z tzw. demobilu, czyli rozmaitych staroci oddawanych nam przez znajomych lub obcych. Nasza ostatnia córka urodziła się w ogromnym domu, w którym mieszkała z nami na stałe zatrudniona niania. Dzisiaj widzę to jasno, że Pan Bóg prowadził nas z ogromną mądrością i łagodnością. Wtedy kiedy byliśmy młodzi, ale mniej dojrzali, mieliśmy masę kłopotów i obowiązków, co nie dawało nam czasu na myślenie, jak trudna jest nasza codzienność. Z wiekiem ubyło sił fizycznych, ale przybyło dystansu do rzeczywistości i siebie nawzajem. Pan Bóg łaskawie ulżył naszym kłopotom finansowym, wiedząc, że zaczną się inne wyzwania, głównie związane z dorastaniem dzieci.
W związku z pracą mojego męża często musimy się przeprowadzać. W tym też widzę ogromną mądrość Boga, niepozwalającego nam na nadmierne przywiązanie się do miejsca, w którym żyjemy. Jednocześnie w każdym nowym miejscu poznajemy jakieś „bratnie dusze”, ludzi poszukujących lub żyjących w stałym kontakcie z Bogiem. Czasem są to osoby innego wyznania niż my, co uświadomiło nam jasno, że Pan Bóg naprawdę kocha wszystkich i prowadzi ich tak samo jak nas, cierpliwie i z mądrością.
Z licznymi przeprowadzkami wiążą się nie tylko zmiany lokum, ale też szkół, lekarzy, parafii, sąsiadów itd. Wielokrotnie rozpoznawaliśmy rękę Boga, która „załatwia” za nas sprawy na pozór niemożliwe do rozwiązania. Stałe uzależnienie od pomocy „z góry” uczy nas żyć w kruchości i pokorze, w pełnej świadomości, że tylko niewielka część naszego doczesnego życia zależy od nas. Chociaż dzisiaj żyjemy skromniej niż przed paroma laty, ufam, że jest to dla nas dobre i że jest to kolejny etap Bożego planu względem nas. I chociaż w codziennej gonitwie, wśród natłoku obowiązków często o tym zapominam, to jednak w sytuacjach trudnych wiem, że mam się do kogo zwracać o pomoc. Dlatego z pełnym zaufaniem mówię, że jestem niezmiernie szczęśliwa, gdyż jestem córką Króla świata, ukochanym dzieckiem Wszechmogącego, i nie muszę się o nic martwić ani niczego bać.
Justyna

Sklep internetowy Shoper.pl