Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 5 (261) 2015
Słowo wśród nas Nr 5 (261) 2015
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

format 140 x 205 mm

Majowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest Maryi – Matce Jezusa i naszej Matce. Artykuły napisane przez ks. Eugeniusza zarzecznego MIC ukazują Ją jako Niewiastę słuchającą, pierwszą Uczennicę Syna i Matkę Kościoła. W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Karolu de Foucauld, tekst ks. Stanisława Klimaszewskiego MIC „Wesele w Kanie Galilejskiej” oraz ks. Jarosława Hybzy MIC „Duch Święty w naszym życiu”. Ponadto kolejny artykuł z cyklu „Wierzę…” („Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne” ks. Piotra Kieniewicza MIC) oraz świadectwo i krzyżówka.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Usłyszeć sercem
Maryja – Niewiasta słuchająca –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................... 4


Odkryć sens Bożej drogi
Matka Pana – pierwsza Uczennica Syna –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................... 9


Otworzyć się na miłość
Maryja – Matka Kościoła –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................. 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 maja 19


MAGAZYN


Ewangelizacja przez „zwyczajną dobroć”
Ukryta droga Karola de Foucauld –
Bernadette i Alec Cadi 47......................47


Wesele w Kanie Galilejskiej
ks. Stanisław Klimaszewski MIC 51
Duch Święty w naszym życiu
ks. Jarosław Hybza MIC..............................................54


Ufam, że moje dzieci powrócą do Boga
– odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”.......57


Wierzę...
Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne –
ks. Piotr Kieniewicz MIC...........................................59


Nasze lektury .......................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

ARTYKUŁY:
Art. 1
USŁYSZEĆ SERCEM
Maryja – Niewiasta słuchająca

Nie można zrozumieć osoby, jej sposobu myślenia, podejmowania decyzji i działania, bez odwołania się do jej korzeni, do środowiska, w którym wzrastała i dojrzewała. Tożsamość osoby jest kształtowana również przez pochodzenie, tradycję, z której się wywodzi, środowisko religijne, historię narodu i wszystko to, co stanowi swoisty bagaż ludzki, mający wpływ na kształtowanie duchowości. Dotyczy to również Maryi, Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa, Córy Izraela, Niewiasty, która wydała na świat Zbawiciela. Relacja Maryi do Boga, Jej modlitwy, Jej wiara kształtowały się w środowisku narodu wybranego, który miał specjalną relację i powołanie w odniesieniu do wszechmogącego Boga, Stwórcy nieba i ziemi. Rozważając słowo Boże, możemy poznawać Maryję, wejrzeć w Jej serce, dla którego Bóg był najważniejszym punktem odniesienia oraz Tym, komu warto oddać całe życie.

▌SŁOWA FORMUJĄCE MARYJĘ
„Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,4-7)
Te słowa „Szema” („Słuchaj”), pochodzące z Księgi Powtórzonego Prawa, były jednym z najważniejszych, kluczowych tekstów modlitewnych dla każdego pobożnego Żyda. Recytowano je cztery razy dziennie (dwa razy rano i dwa wieczorem). Pierwszy werset wyraża podstawę świadomości żydowskiej. Jest to pierwsze zdanie, którego uczy się każde żydowskie dziecko. Są to również ostatnie słowa, z którymi pobożny Żyd odchodzi z tego świata. Tymi słowami żegnają umierającego Żyda jego bliscy i przyjaciele. „Jest ono wyznaniem, które Żydzi niosą przez świat jako Bożą chorągiew (…). Jest ono deklaracją świadomości Bożej jedności, której logicznym następstwem są zdania uzmysławiające Żydom cel ich życia, wykształcenia i wszystkich ich starań – tak osobistych, jak i zbiorowych. Modlitwa ta zawiera podstawowe zasady, którymi Żydzi powinni się kierować, prawdy, które winny stanowić fundament ich myślenia i uświęcać życie prywatne i zbiorowe.” (Tora Pardes Lauder, Księga piąta Dewarim, Kraków 2006).
Oczami wyobraźni możemy więc zobaczyć Maryję, która jako małe dziecko słyszała swojego ojca codziennie odmawiającego tę modlitwę. Jej otwarte serce, przepełnione ufną miłością do wszechmogącego Boga, musiało chłonąć i zgłębiać znaczenie każdego słowa tej modlitwy. To serce, wolne od zmazy grzechu pierworodnego, odkrywało w tych słowach niepojętą miłość do Stwórcy, Pana nieba i ziemi, dobrego Ojca, który zechciał przemówić do człowieka, by okazać mu swoją miłość i troskę. Miarą dojrzałości Maryi była Jej wiara i całkowite zaufanie Temu, który jest Jedyny, Prawdziwy, Niepojęty, a jednocześnie tak bliski. Dowiodła tej dojrzałości, wypowiadając podczas Zwiastowania swoje „fiat” – swoją gotowość przyjęcia planu Boga.

▌SŁUCHAJ…
Znamy wszyscy zdanie św. Pawła, że „wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10, 17). W taki właśnie sposób kształtowała się wiara Maryi. Była ona najważniejszym motywem Jej decyzji i działań. Stąd pierwsza, może najważniejsza, lekcja dla każdego z nas: najpierw słuchaj! Słuchaj słowa Bożego, pochłaniaj je, kiedy tylko jest głoszone, kiedy tylko otwierasz Biblię, kiedy Bóg mówi do ciebie przez fakty twojego życia. Skutki grzechu pierworodnego, których doświadczamy, sprawiają, że zapatrzeni w siebie, skoncentrowani na swoich sprawach, bywamy oporni, głusi i ślepi na słowo Boże. Dlatego potrzebujemy Ducha Świętego, którym Maryja była przepełniona.
Ważny jest też sposób słuchania. Nam kojarzy się ono z wykorzystywaniem narządu słuchu do rejestrowania i zapamiętywania (lub nie) znaczenia słów i dźwięków. Niestety ten sposób słuchania nie wystarcza, by usłyszeć Boga. Słuchanie, o jakim mówi Bóg, wymaga zaangażowania całego człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem jego serca. Serce bowiem w rozumieniu biblijnym to centrum człowieka, to „miejsce” podejmowania decyzji i dokonywania wyborów. Słuchać sercem – to zaangażować w ten proces wolę, rozum, uczucia, wszystkie władze, którymi człowiek dysponuje. Maryja tak właśnie słuchała. Najczęściej scena zwiastowania przedstawia Maryję w postawie modlitewnej. Zwykle znajduje się przed Nią księga Pisma Świętego, co oznacza Jej uwagę skierowaną na Boga: Maryja słucha całą sobą, tak by niczego nie uronić z tego, co mówi Bóg.

▌PAN JEST NASZYM BOGIEM –
PANEM JEDYNYM
Tak wiele jest rzeczy, osób, spraw, przekonań, które często przesłaniają nam Boga, stając między Nim a nami, które spychają Go na dalszy plan. Zajęci sobą, organizowaniem naszego życia, próbujemy faktycznie dostosować Boga i Jego sprawy do naszej rzeczywistości, do naszych planów i wizji naszego życia. Podejmując decyzje, rzadko kiedy pytamy, czy one podobają się Bogu, czy są zgodne z tym, czego On od nas oczekuje. Słuchamy siebie, własnych uczuć, ufamy własnej inteligencji, narażając się na uleganie podszeptom i pułapkom złego ducha, który bardzo sprytnie nas zwodzi i okłamuje. Słowo Boże podporządkowujemy naszym schematom, naszej logice
i rozumowi, przyjmując to, co nam odpowiada, i odrzucając to, co trudne, niezrozumiałe czy niezgodne z naszymi planami.
Nie tak było z Maryją. Wiara i zaufanie Bogu pozwalały Jej na wejście w Jego plan bezwarunkowo. Nie musiała rozumieć. Dała się prowadzić Bogu, pozwalając Mu stopniowo objawiać Jego plan dla Jej życia. Bóg był dla Maryi „Jej” Bogiem, Jedynym, któremu warto oddać życie, całkowicie je podporządkować. Bóg objawia Maryi swój plan przez archanioła Gabriela, którego imię oznacza „Bóg Mocny”. Świadomość mocy Bożej sprawia, że Jej własna niemoc nie paraliżuje Jej, nie napawa strachem i nie jest przeszkodą w tym, by słowo Boga stało się w Niej ciałem. Ona wie, że Bóg wszystko może, że dla Niego nic nie jest niemożliwe.

▌BĘDZIESZ MIŁOWAŁ…
Hebrajski tekst Szema mówi wprost: Kochaj Boga. Miłość oznacza głęboką zażyłość, wręcz intymną bliskość, oddanie, pragnienie obdarowania i bycia obdarowanym. Wiąże się z zaufaniem, szczerością i gotowością podporządkowania własnych planów osobie, którą kochamy. Maryja całą sobą wyraża tę miłość i oddanie. Pragnie wypełniać przykazania Boga z miłości do Niego. Dlatego Bóg czyni w Niej „wielkie rzeczy”. Tego, kto służy z miłością, nie można porównać z tym, kto służy ze strachu. Ci, którzy służą ze strachu, natychmiast opuszczają swego pana, gdy tylko zostaną obciążeni większymi obowiązkami. Słowa „kochaj”, „miłość” nie oznaczają jedynie uczucia, odczuwania, ale działanie, konkretne decyzje, aktywny udział całego człowieka. Miłość Maryi nie była ckliwym uczuciem młodej dziewczyny, poruszonej emocjami czy klimatem podniosłej chwili. Była decyzją, która nadała kierunek całemu Jej życiu, była podjęciem konkretnych działań (zgoda na zostanie matką, posługa krewnej Elżbiecie, piastowanie Jezusa i chronienie Go przed niebezpieczeństwami, podążanie za Nim, gdy nauczał, a wreszcie towarzyszenie Mu pod krzyżem). Do takiej miłości zaprasza i wychowuje Bóg tego, kto Go słucha.

▌CAŁYM SERCEM, DUSZĄ,
ZE WSZYSTKICH SIŁ…
Dla kogoś, kto Boga traktuje jako dodatek do swojego życia, nawet jako ważny jego element, słowo „cały” brzmi przerażająco. Często broniąc swoich przekonań, głębokiej niechęci do radykalizmu w wyznawanej wierze, uznajemy, że to przesada, żeby tak kochać Boga, tak bardzo Mu się powierzyć. Broniąc się, uznajemy, że taka miłość nie jest możliwa. Z drugiej zaś strony bez relacji miłości Bóg jawi się człowiekowi jako surowy sędzia czy uzurpator, który chce nami rządzić. Konsekwencją takiego myślenia jest postawa, w której uznajemy, że są sfery, w których jesteśmy panami samych siebie, lepiej wiedząc, co jest dobre, a co złe. Boga wpuszczamy jedynie do niektórych obszarów naszego życia, gdzie ewentualnie przyznajemy Mu prawo do działania. Sobie zaś zostawiamy to, co dotyczy na przykład pieniędzy, seksualności, polityki i pewnie paru jeszcze innych sfer. Niestety ma to niewiele wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem, którego pierwszym znakiem jest obecność Boga we wszystkich obszarach naszego życia.
Maryję nazywamy Pokorną Służebnicą Pana, Tą, która znalazła swoje miejsce pośród ubogich Jahwe. Dla wielu może się to kojarzyć wyłącznie z pozbawieniem się wolnej woli, możliwości decydowania czy wyboru, a także z ubóstwem materialnym, spowodowanym niskim statusem społecznym, czy wręcz z jakąś naiwnością, zakładającą brak umiejętności dostosowania się do określonych warunków, lub nieznajomością rzeczywistości. Nic z tych rzeczy. Bóg daje zawsze możliwość wyboru i nie uzależnia swojego działania od statusu społecznego. Maryja była wolna – bardziej niż możemy sobie to wyobrazić. Była wolna zarówno od grzechu, który odcina człowieka od Boga, jak i w tym, by przyjąć bezwarunkowo plan Boży wobec Niej. Ani w Niej, ani wokół Niej nie było rzeczy, osoby, niczego, co mogłoby oderwać Ją od miłości Pana Boga. I był to również Jej wybór, dzięki któremu w sposób aktywny wzięła udział w dziele zbawienia świata, według danej Jej miary i miejsca, które Bóg dla Niej przygotował. Oddała Bogu całą siebie z duszą i ciałem, z sercem i pragnieniami, możliwościami i bogactwem swojej osobowości. Jej miłość do Boga nie była ślepa i bezmyślna. Zasiane w Niej ziarno miłości mogło się rozwijać i przynieść stokrotny owoc dzięki słuchaniu całą sobą, dzięki delikatności serca wrażliwego na najmniejszy nawet powiew Ducha Świętego.

▌MARYJA SŁUCHAJĄCA
Niedaleko Przemyśla, w Kalwarii Pacławskiej, jest sanktuarium Matki Bożej. Na czczonym cudownym wizerunku Maryi można zauważyć charakterystyczny szczegół: Maryja ma odsłonięte ucho. Ludzie nazywają Ją Matką Bożą Słuchającą. Jakie przesłanie niesie ów wizerunek? Kogo słucha Maryja? Najpierw oczywiście słucha Boga. Słucha również człowieka. Zresztą zawsze była uważna na potrzeby innych. Dowód tego dała chociażby podczas wesela w Kanie Galilejskiej. Tak słucha serce, które jest przepełnione miłością Boga. Nie koncentruje się na sobie, a miłość, która je przenika, udziela się, niczego nie zatrzymując dla siebie. Kiedy modlimy się do Maryi, za Jej przyczyną, Ona nie zatrzymuje tych modlitw na sobie. Nas, biednych, którzy mamy często problem z modlitwą do Boga, przedstawia Jemu. Słuchając naszych modlitw całą sobą, mówi nam, że warto Bogu zaufać, że w Nim jest ogrom miłosierdzia, bo jest On czułym Ojcem, który nie chce naszej śmierci, naszego zatracenia. Zasłuchana w Ducha Świętego, mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Owo „wszystko” jest zachętą, by wypełnić przykazanie Szema – Słuchaj Izraelu… Maryja mówi nam: Jeśli usłyszysz głos Boga, jeśli zrobisz wszystko, czego On chce, otrzymasz wszystko i doświadczysz Jego czułej i zbawczej miłości. Jeśli nadstawisz swoje ucho na Jego głos, jeśli wyciszysz swoje serce, oderwiesz się od zgiełku świata, usłyszysz Jego pragnienia wobec ciebie. A wtedy Jego miłość cię ogarnie i nic już nie będzie niemożliwe, bo On cię poprowadzi do Życia. ▐


Art. 2
ODKRYĆ SENS BOŻEJ DROGI
Matka Pana – pierwsza Uczennica Syna


Najstarszym tekstem Nowego Testamentu, który odnosi się do Maryi, jest fragment Listu św. Pawła do Galatów: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5). Spodobało się Bogu, aby zbawić człowieka, pogrążonego w mrokach beznadziei, w sposób dziwny i – wydawać by się mogło – mało spektakularny. Zamiast rzucić ludzkość na kolana jakimś nadzwyczajnym znakiem, spowodować ogólny zachwyt, zamanifestować swoją potęgę, Bóg zesłał swego Syna w sposób tajemniczy, ukryty przed żądnym sensacji ludzkim wzrokiem. Najpierw skierował swoje słowo do niepozornej młodej córki izraelskiej, zapraszając Ją do współudziału w dziele zbawienia.

▌„TAK” MARYI
Od początku Bóg nie chciał zbawiać człowieka bez człowieka. „Tak” Maryi było jakby odpowiedzią tych wszystkich ludzi, którzy czekali na Mesjasza, nosząc w sobie pragnienie Boga, marząc o powrocie do Tego, którego przez grzech opuścili. Posyłając archanioła Gabriela do jednej osoby, młodej dziewczyny, Bóg pokazał, jak bardzo tęskni za człowiekiem, jak bardzo Mu na nim zależy. Nie przemówił do tłumów, lecz do jednej osoby. Jakby to jedno „Tak” wystarczyło Mu, aby objawić całą swoją miłość. „Fiat” jednego prostego, lecz oddanego Bogu bez reszty serca stało się ziarnem, które na urodzajnej glebie wydało owoc przewyższający wszelkie wyobrażenie.
Nie wiemy, czy zwiastowaniu towarzyszył jakiś znak zewnętrzny, jakaś forma manifestacji tego nadzwyczajnego wydarzenia. Wiemy, że Bóg posłał archanioła, że ten przemówił, a Maryja usłyszała jego słowa. Artyści w różny sposób przedstawiają tę scenę. Jednak każdy obraz jest tylko ludzkim wyobrażeniem. A może zwiastowanie dokonało się w sercu Maryi, może nie widziała skrzydlatej postaci o pięknej twarzy? Z pewnością było to doświadczenie głęboko mistyczne: Bóg spotkał się z sercem, które Go całym sobą pragnęło; doświadczenie niedostępne dla ciekawskiego oka, o którym można mówić wyłącznie z ogromnym szacunkiem dla tak niezwykłej tajemnicy. Jedno wiemy: takie spotkanie miało miejsce, było faktem, który się wydarzył w konkretnym czasie i miejscu.
Owocem tego spotkania było poczęcie Jezusa, Syna Bożego. „Tak” Maryi sprawiło, że Słowo stało się ciałem, że obietnica Boga zrealizowała się nie tylko w Jej życiu, ale w dziejach całej ludzkości. Bóg powierzył się człowiekowi. Bóg w swoim uniżeniu zechciał uczyć się od człowieka, dać się mu poprowadzić. Człowiek zaś miał bronić Boga, który narodzony pośród ludzi, już od początku doświadczał odrzucenia, upokorzenia, a także skutków ludzkiej agresji napędzanej lękiem. Maryja wraz z Józefem musiała bronić Jezusa, ale także uczyć Go, po to by później uczyć się od Niego, Jego słuchać i za Nim podążać. Ewangelista Łukasz podaje najwięcej faktów z życia Jezusa i Maryi. To od niego dowiadujemy się nie tylko o narodzeniu Mesjasza, ale również o Jego dzieciństwie.

▌ ONI JEDNAK NIE ZROZUMIELI
TEGO, CO IM POWIEDZIAŁ…
(ŁK 2,50)
Tymi słowami kończy się scena odnalezienia Jezusa w świątyni. Jezus mówił wcześniej Maryi i Józefowi, że powinien być w „sprawach Ojca”. Skąd to „niezrozumienie” osób, które miały tak czułe i delikatne serca, zdolne doświadczyć zwiastowania czy też usłyszeć Boga we śnie? Może to zapowiedź, tego, że droga wiary Maryi nie skończyła się na poczęciu i urodzeniu Jezusa, że te wydarzenia były dopiero przedsmakiem najważniejszego: usłyszenia Dobrej Nowiny, głoszonej przez Niego Ewangelii. Maryja miała kontynuować swoją drogę wiary, poznawania planów Boga i swojego w nich miejsca. Owo „rozumienie” miało przyjść w miarę upływu czasu, jego pełnia zaś miała nastąpić w doświadczeniu Paschy – męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
Maryja, podobnie jak każdy wierzący, została zaproszona, by odkrywać sens swojego życia stopniowo, etap po etapie. Jej postawa polegała na zaufaniu Bogu – również wtedy, gdy Jej umysł nie potrafił ogarnąć Bożego planu, znaczenia wydarzeń, słów Jezusa. Nie oceniała Bożych decyzji, nie krytykowała Boga, nie było w Niej cienia zwątpienia czy choćby pozorów szemrania. „Chowała w sercu” słowa, wydarzenia, by potem złożyć je w całość. Musiała mieć w sercu przekonanie, że cokolwiek powie lub uczyni Bóg, to będzie dobre.
Jakże inne są nasze postawy. Gdy coś nas przekracza, gdy czegoś nie możemy pojąć naszym umysłem, zaczynamy narzekać, kwestionować i w efekcie stawiać tamę Bożej woli. Jakże często mamy pretensje do Boga, gdy czegoś nie rozumiemy, gdy nasze życie układa się nie tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Pycha intelektualna każe nam pretendować do objęcia naszym rozumem samego Boga i ogromu Jego mądrości. Nie ma w nas bojaźni Pańskiej, która nakazuje stworzeniu, jakim jesteśmy, ukorzyć się przed mądrością i potęgą Stwórcy. Nie rozumiejąc logiki miłości Boga, Jego planów, często stajemy wobec Niego jak równy z równym, by zarozumiale wmawiać Mu, że Jego sposób postępowania nie jest słuszny. Maryja cierpliwie rozważała w sercu wszystkie Jego słowa, ufając, że to, co robi Bóg w Jej życiu, jest dobre i ma sens.

▌ KTÓŻ JEST MOJĄ MATKĄ
I KTÓRZY SĄ BRAĆMI? (MK 3,33)
Kiedy rozniosła się wieść, że Jezusem jakoby kierował duch nieczysty, Maryja wraz z krewnymi poszła, żeby Go zobaczyć. Zapewne z Jej strony była to naturalna, matczyna troska o Syna, na temat którego źle mówią. Wówczas Jezus zareagował dość nieoczekiwanie dla postronnego obserwatora: „Spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto matka moja i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»” (Mk 3,34-35). Niektórzy interpretują te słowa Jezusa jako afront wobec Maryi lub jakąś formę Jej odrzucenia czy lekceważenia. Jest to jednak interpretacja powierzchowna. Jezus nie mógł nie kochać swojej Matki, a tym bardziej Jej lekceważyć. O cóż więc Mu chodziło?
Otóż żyjemy na tym świecie, mierząc się z dwoma porządkami: porządkiem naturalnym i porządkiem łaski. Każdy z nich to konkretne więzi. Pierwszy oznacza więzi naturalne, więzi krwi, rodzinne, w których rodzimy się, wychowujemy, mieszkamy. Drugi, przekraczający naturę, oznacza więzi zrodzone z wiary, więzi duchowe – przede wszystkim więź z Bogiem, dalej więź z tymi, którzy również w Niego wierzą i dążą do jedności z Nim. Którzy oddają Mu wszystko, łącznie z relacjami rodzinnymi czy koleżeńskimi. Jezus nie przekreśla ani nie lekceważy więzi naturalnych. W końcu sam przyszedł na świat w konkretnej rodzinie, środowisku i od początku swojego życia doświadczał miłości i troski swoich bliskich. Teraz jednak idzie dalej. Niczego nie przekreślając, pokazuje dalszą drogę tym, którzy spotkali Boga i pragną Go przyjąć jako Pana całej rzeczywistości.
Więzi naturalne podlegają prawom tego świata. Umierają wraz z nami lub osobami, które kochamy. Są również – niestety – rzeczywistością, w której możemy doświadczać zranień, odrzucenia, niezrozumienia i ludzkiej słabości. Niejednokrotnie potrzebują one uzdrowienia. Więzi łaski, zbudowane na wierze i pochodzącej od Boga miłości nadprzyrodzonej, nie podlegają tym prawom. Co więcej, są niezbędne, by osiągnąć wieczne szczęście. Są doskonalsze niż te, które wypływają z natury. Niewiele możemy o nich powiedzieć, dopóki ich nie doświadczymy. Droga do takiego doświadczenia zaczyna się od usłyszenia Dobrej Nowiny. Wiara „rodząca się ze słuchania” wprowadza nas w relację z Bogiem, która jeśli jest pogłębiana, prowadzi do zbawienia, do zamieszkania w domu Ojca.
Doświadczenie Maryi jest dla nas drogowskazem. Jej fizyczne macierzyństwo nabierało coraz bardziej cech duchowych. Słuchając Jezusa, również dojrzewała w swojej drodze do chwały, którą przygotował dla Niej Bóg. Dojrzewała również do nowej roli, jaką w swoim planie Bóg Jej przeznaczył: do bycia Matką wszystkich wierzących. Jeśli przyjmując na serio Ewangelię – gdy powoduje ona nasze nawrócenie, przemianę naszego myślenia – stajemy się braćmi Jezusa, to tym samym stajemy się dziećmi Maryi w porządku wiary. Więzi wynikające z wiary są silniejsze niż te, których doświadczamy w naturze. To moc przyjętej całym sercem Dobrej Nowiny czyni nas domownikami Boga, braćmi i siostrami Jezusa.
Maryja nie potrzebowała nawrócenia, a jednak również Jej wiara dojrzewała i przygotowywała Ją do następnych „wielkich rzeczy, które Bóg Jej uczynił”. Słowa Jezusa wypełniały się w Jej życiu całkowicie. Błogosławieństwa, o których mówi Jezus (Mt 5,1-12), opisują Maryję w stu procentach. Jeśli jest ktoś, kto nimi żył, to z pewnością tą osobą była Matka Jezusa. To dlatego nazywamy Ją pierwszą Uczennicą Jej Syna.

▌ A OBOK KRZYŻA JEZUSOWEGO
STAŁY: MATKA JEGO I SIOSTRA
MATKI JEGO, MARIA, ŻONA
KLEOFASA, I MARIA
MAGDALENA (J 19,25)
Maryja, wierna do końca, była pierwszą pośród tych, którzy nigdy Jezusa nie opuścili. Nie sposób wyrazić Jej cierpienia fizycznego, moralnego i duchowego na Golgocie: ogarnęło ono całą osobę Maryi. To doświadczenie było największą próbą Jej wiary. Ona jedna – czysta i niepokalana – była najbliżej cierpiącego Syna. To dlatego obdarzyliśmy Ją tytułem „Współcierpiącej” z Jezusem. W tym momencie zrozumiała proroctwo Symeona o mieczu, który miał przeniknąć Jej serce. W Jej milczeniu nie ma jednak zwątpienia, żalu do Pana Boga. Ona dalej chowa w swoim sercu i rozważa, co ma znaczyć to doświadczenie.
Być może pociechą dla Jej wypełnionego bólem serca, światłem w ciemnościach były słowa Gabriela, że Jej Syn zbawi ludzi. Jednak to światło nie umniejszało Jej cierpienia. A przecież dalej była Pokorną Służebnicą Boga, która nawet jeśli nie ogarniała swoim umysłem wydarzeń, których była świadkiem, to nie straciła ufności wobec Boga. Nie uciekła spod krzyża. Stała tam bezbronna, pozbawiona wszelkich ludzkich zabezpieczeń, odarta ze wszystkiego, a jednocześnie nadal gotowa na wszystko, co Bóg przygotował.
Ta bezbronna niewinność, łagodna prostota, wobec szalejącej wokół nienawiści, wierność Synowi i Bogu
w obliczu niepojętych wydarzeń i odwaga wiary wobec – po ludzku rzec by można – klęski i katastrofy, stawia Ją na pierwszym miejscu w szeregu uczniów Jezusa. Dla nas jest dowodem, że można Bogu zaufać do końca, trwając przy Nim w nadziei, której spełnieniem miał być poranek zmartwychwstania i spotkanie Tego, który zwyciężył śmierć. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Sobota, 2 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
Kol 1,12-16
Z radością dziękujcie Ojcu. (Kol 1,12)
Kiedy w XVII wieku wojska szwedzkie zalały nasz kraj, biskupi polscy wystosowali do papieża Aleksandra VII rozpaczliwy list z błaganiem o pomoc. „Zginiemy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami”. Odpowiedź papieża okazała się zaskakująco optymistyczna: „Nie, Maryja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęćcie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała”.
Papież odwołał się tu do znanych zarówno w Rzymie, jak i w Polsce objawień prywatnych włoskiego jezuity, o. Juliusza Mancinelliego, świadka śmierci św. Stanisława Kostki. Czterdzieści lat później o. Juliusz ujrzał św. Stanisława klęczącego w chwale nieba przed Maryją, która powiedziała: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Po zbadaniu sprawy przełożeni pozwolili o. Juliuszowi na poinformowanie o tym polskich współbraci. Miał on jeszcze kilkakrotnie widzenie Maryi, która za każdym razem przedstawiała mu się jako Królowa Polski.
Zachęcony przez papieża, król polski Jan Kazimierz, 1 kwietnia 1656 roku, w katedrze lwowskiej przed obrazem Matki Bożej Łaskawej złożył słynne śluby, powierzając Maryi swoje królestwo. Po Mszy świętej odśpiewano Litanię do Matki Bożej, po raz pierwszy dodając do niej tytuł: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”. Wkrótce po tym Polska wyszła obronną ręką z wrogiej napaści.
Kiedy w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Polsce prowadzono planową walkę z Kościołem, internowany prymas kardynał Stefan Wyszyński postanowił również szukać ratunku tam, gdzie znalazł go kiedyś król polski. W trzechsetną rocznicę ślubów Jana Kazimierza, 26 sierpnia 1956 roku, na Jasnej Górze, w obecności około miliona wiernych, dokonano ich uroczystego odnowienia na podstawie napisanego przez prymasa, dostosowanego do współczesnych warunków tekstu. Także owoce tego aktu nie dały długo na siebie czekać.
Tak często dajemy się ogarnąć pesymizmowi, narzekamy na trudne czasy. Dzisiejsza liturgia mobilizuje nas do radosnego dziękczynienia Bogu Ojcu za to, że zawsze znajduje On klucz do naszych serc, aby wydobyć z nich poczucie godności i siły, które tak wiele razy w naszej historii uzdalniało nas do heroizmu.
„Boże Ojcze, dziękujemy Ci za Twoją Opatrzność, która kieruje naszymi losami. Za wstawiennictwem Maryi, Królowej Polski, prosimy Cię, abyś wylewał swego Ducha na naszą ziemię
i czynił nas Twoimi Apostołami w Europie i w świecie.”
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
(Ps) Jdt 13,18-20
J 19,25-27
▌Niedziela, 3 maja
J 15,1-8
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity. (J 15,5)
Dobry ogrodnik jest pod pewnymi względami podobny do chirurga – z precyzją i cierpliwością dąży do celu, usuwając wszystko, co mogłoby zagrażać sadzonkom. Osobiście angażuje się w to, by uprawiane przez niego róże były jak najpiękniejsze, a winogrona jak najsłodsze.
Przypomnijmy sobie, jak silnego „przycinania” wymagał na przykład św. Paweł. W dniach bezpośrednio po swoim nawróceniu sam dowiódł, że czeka go jeszcze daleka droga. Nie dość, że wdał się z niektórymi Żydami w Jerozolimie w zaciętą debatę, która doprowadziła wręcz do spisku na jego życie, to jeszcze wzbudził popłoch wśród uczniów (Dz 9,26-29). Sytuacja stała się tak napięta, że Apostołowie postanowili na pewien czas odesłać Pawła do jego rodzinnego Tarsu. Uznali, że powstrzymanie się Pawła na jakiś czas od wszelkich działań wyjdzie na dobre zarówno jemu samemu, jak i wszystkim innym.
Historia ta ukazuje nam, że Boże „przycinanie” i upodabnianie nas do Jezusa odbywa się na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez czas osobistej modlitwy w samotności. Paweł spędził w Tarsie kilka lat, modląc się, studiując Pismo Święte i ba-
dając swoje serce. Podczas tych długich rekolekcji poddawał się działaniu Ducha Świętego, który wygładzał szorstkość jego natury, objawiał mu coraz głębiej sens Dobrej Nowiny i przygotowywał go do przyszłej misji. To samo odnosi się do nas. Będąc wierni codziennej modlitwie, dajemy Duchowi Świętemu sposobność, by nas formował i kształtował.
Po drugie, Bóg „przycina” nas poprzez wzywanie do kolejnych kroków wiary, na przykład do dzielenia się Ewangelią czy bardziej świadomego służenia własnej rodzinie. Już pierwsze próby ewangelizacyjne Pawła udowodniły, że potrafi on skutecznie bronić swoich poglądów. Z biegiem czasu, ucząc się na swoich błędach, zaczął głosić słowo Boże nie tylko z pasją, ale i z miłością. Podejmuj więc wyznaczane ci przez Boga zadania, ale też nie zapominaj o tym, by wsłuchiwać się w Jego głos w cichej modlitwie. Pozwól, by cię przycinał, a będziesz wydawał coraz więcej owocu dla Jego królestwa!
„Przyjdź, Duchu Święty, i kształtuj moje serce na wzór serca Jezusa.”
Dz 9,26-31
Ps 22,26-28.30-32
1 J 3,18-24
▌Środa, 6 maja
Św. Filipa i Jakuba, Apostołów
J 14,6-14
Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. (J 14,11)
Ewangelia zdecydowanie nie traktuje Apostołów jak celebrytów, których każde słowo czy gest są warte, by przekazać je rzeszom zainteresowanych fanów. Nie ukazuje ich też jako herosów. Ich wątpliwości, brak zrozumienia, słabości, którym ulegają, przekonują nas, że Jezus wzywa do wiary normalnych ludzi – takich jak my – i jeśli Mu na to pozwolą, prowadzi ich do świętości.
Nie da się też jedynie na podstawie Nowego Testamentu odtworzyć życiorysów poszczególnych Apostołów, w tym także patronów dzisiejszego dnia. Niemniej każdy z nich wzywa do wiary na swój własny sposób. I tak św. Filipa poznajemy jako skutecznego ewangelizatora. Powołany przez Jezusa, natychmiast podzielił się tym ze spotkanym Natanaelem i nie zrażając się jego szorstkim: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”, powiedział mu: „Chodź i zobacz!” (J 1,46).
Z kolei św. Jakub Mniejszy – nazwany tak dla odróżnienia od drugiego Apostoła Jakuba, brata Jana – daje się poznać jako mediator, rozumiejący innych, a zarazem potrafiący rozróżnić, co jest sednem przesłania chrześcijańskiego, a co może być przedmiotem negocjacji. Kiedy więc w pierwotnym Kościele wynikł problem, czy nawróceni poganie mają obowiązek przestrzegania prawa Mojżeszowego, Apostoł Jakub potrafił zaproponować kompromisowe rozwiązanie, pozostawiając braciom nawróconym z pogaństwa duży margines wolności.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus wzywa nas do wiary i przekonuje, że jest obrazem Boga Ojca, że w Nim możemy zobaczyć i dotknąć niewidzialnego Boga. W Jezusie Bóg staje się bliski i przystępny. Nie jest Bogiem, który zagraża czy obezwładnia swoim majestatem, od którego lepiej jest trzymać się na dystans. Prawdę tę potwierdzają i głoszą także Apostołowie. „Zaryzykuj, przyjdź i przekonaj się osobiście” – zachęca św. Filip. „On nie zniszczy twojej wolności, możesz być przed Nim sobą” – uspokaja św. Jakub.
Także my, słabi i niekiedy wątpiący ludzie, jesteśmy powołani do głoszenia wiary – każdy na swój własny sposób, odwołując się do własnego doświadczenia. Prośmy dziś za wstawiennictwem Apostołów, aby to, co mamy do powiedzenia o Bogu, mogło być przekonujące dla innych.
„Panie Jezu, pomóż mi dostrzec Twoje działanie w moim życiu i naucz mnie dzielić się nim z innymi.”
1 Kor 15,1-8
Ps 19,2-5

▌Czwartek, 14 maja
Św. Macieja, Apostoła
Dz 1,15-17.20-26
Ty, Panie, znasz serca wszystkich. (Dz 1,24)
Czy kiedykolwiek zmagałeś się z poważną decyzją, pragnąc iść za Bogiem, ale nie mając pewności, czy twój wybór jest słuszny? Podejmowanie decyzji jest trudne zwłaszcza wtedy, gdy mamy przed sobą szereg możliwości i wiele z nich wydaje się dobrych. O ileż łatwiej by nam się żyło, gdyby Bóg wysłał nam na skrzynkę elektroniczną czy telefon komórkowy jasną i zrozumiałą wiadomość z konkretnymi instrukcjami!
Apostołowie musieli zadecydować, który z dwóch spełniających wszystkie wymagania kandydatów powinien zająć miejsce Judasza jako dwunasty Apostoł. Dla naszych współczesnych umysłów idea ciągnięcia losów – czyli metoda wybrana przez Apostołów – może wydawać się dziwna, nierozsądna, nielogiczna, a nawet śmieszna. Czy w tak ważnej sprawie wypada zdawać się na ślepy los?
Uczniowie uznali jednak, że ta sprawa wykracza poza ich ludzkie kompetencje. Nie znając woli Bożej, pomodlili się do Tego, który zna serca wszystkich, a następnie zostawili Mu pole do działania. Uznali, że Bóg już dokonał wyboru, a losowanie tylko go ujawni. Biblistka Maureen Duffy wyjaśnia to następująco: „Decydują się nie wybierać ani nie odrzucać żadnego z kandydatów. Zgodnie ze zwyczajem swoich czasów, rzucają losy, aby wynik nie był spaczony ludzką ignorancją. W języku świeckim można powiedzieć, że zdają się na przypadek. Jednak w ich języku, języku wiary – zdają się na Boga”.
W życiu mamy wiele jasnych sytuacji, kiedy decyzja wydaje się oczywista. Co jednak czynić, kiedy musimy wybierać pomiędzy możliwościami, które wydają nam się równie atrakcyjne, równie pożyteczne – albo równie ryzykowne?
Po pierwsze, zapytaj siebie: „Czy ten wybór jest zgodny z Prawem Bożym? Czy przybliży mnie do Chrystusa?”. Następnie, zamiast próbować samodzielnie zapanować nad wszystkim, poproś Pana o Jego prowadzenie oraz o jakiś znak, który byłby dla ciebie wskazówką lub potwierdzeniem właściwego wyboru. Daj Bogu szansę działania! Nawet jeśli twoja decyzja okaże się niesłuszna, On znajdzie sposób, aby wydobyć z niej dobro. Chce tylko, abyś uczynił wszystko, co w twojej mocy. Naśladując Apostołów, czyń, co możesz, a resztę pozostaw Panu. Czy nie jest to sposób działania najbardziej zgodny z naszą wiarą?
„Ojcze, ufam Tobie! «Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek! Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj, bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca» (Ps 25,4-5).”
Ps 113,1-8
J 15,9-17


▌Sobota, 16 maja
Św. Andrzeja Boboli, patrona Polski
J 17,20-26
Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał. (J 17,23)
Kiedy w 2002 roku św. Andrzej Bobola został ogłoszony patronem naszej Ojczyzny, biskupi polscy w skierowanym do wiernych z tej okazji liście napisali: „Święty Andrzej jest patronem ewangelizacji w trudnych czasach”.
Jednak analizując dzisiejsze czytania, nie znajdziemy w nich wzmianki ani o głoszeniu słowa Bożego, ani o podróżach misyjnych, ani o nadprzyrodzonych znakach potwierdzających naukę, ani o żadnych innych działaniach, jakie zwykliśmy kojarzyć z działalnością ewangelizacyjną. Ich głównym motywem jest wzajemna miłość i jedność wierzących – której zdecydowanie zabrakło pomiędzy katolikami i prawosławnymi w czasach św. Andrzeja. Modlitwa dnia przypomina, że patron Polski przez swoją męczeńską śmierć zjednoczył się z Chrystusem, który oddał życie, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno.
Ten pozorny paradoks wyjaśnia dzisiejsza Ewangelia, która daje nam jasno do zrozumienia, że nie ma skutecznej ewangelizacji bez jedności chrześcijan. To właśnie nasza wzajemna miłość pociąga do Kościoła innych, a jej brak od niego odpycha, pomimo najbardziej przekonujących argumentów o prawdziwości wiary chrześcijańskiej, jakie moglibyśmy wytoczyć. Wiedzą coś o tym misjonarze, którzy mają okazję przekonać się naocznie, jak wielkim skandalem są podziały pomiędzy wyznawcami Chrystusa. Wiedzą też członkowie nowych ruchów i wspólnot chrześcijańskich, doświadczając na co dzień, jak ogromne znaczenie dla ewangelizacji ma klimat i jakość relacji pomiędzy nimi.
Jeśli biskupi jako patrona ewangelizacji na trudne czasy wskazali nam właśnie św. Andrzeja Bobolę, to znak, jak ważne jest dziś budowanie jedności. Każde odejście od wiary, każdy jej kryzys jest wołaniem nie tylko o bezkompromisowe słowo prawdy, ale także o większą miłość, przebaczenie, jedność i wzajemny szacunek pomiędzy nami, którzy stanowimy Kościół.
„Panie Jezu, uczyń z nas jedno, abyśmy świadczyli o Tobie nie tylko słowem, ale i swoim życiem.”
Ap 12,10-12a albo
1 Kor 1,10-13.17-18
Ps 34,2-9

▌Piątek, 22 maja
J 21,15-19
Czy miłujesz Mnie? (J 21,15)
W tej wzruszającej, intymnej scenie Jezus udziela ostatnich wskazówek Piotrowi, swemu bliskiemu przyjacielowi, któremu powierzył kierowanie Kościołem. Co takiego mu mówi? Jakie ważne reguły i zasady mu przedstawia?
Wszystkie one zawierają się w jednym słowie: miłość. Zamiast podawać długą listę zakazów i nakazów, Jezus po prostu pyta Piotra, czy Go kocha – i to trzy razy! Daje mu w ten sposób do zrozumienia, że najważniejzsa jest miłość do Jezusa, a nie wybitna inteligencja, heroiczna odwaga czy wyjątkowa zaradność.
Każdy z nas może w jakiś sposób utożsamić się z Piotrem. Tak wielu ludzi na nas patrzy. Tak wielu czegoś od nas oczekuje. Jak zaspokoić wszystkie ich potrzeby? Jak – przy wszystkich naszych słabościach – ukazać im Chrystusa? Jak – przy naszych zranieniach i ograniczeniach – znaleźć potrzebną mądrość i cierpliwość, by zatroszczyć się o „owce” w naszym życiu? Jak? W jaki sposób? Jakimi środkami?
Miłość. Widząc wszystkie nasze wątpliwości, zmartwienia i troski, Jezus zadaje nam tylko jedno pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. Tylko to się liczy. Reszta jest konsekwencją odpowiedzi na to jedno pytanie.
Nie martw się też, jeśli odpowiedź na to pytanie przychodzi ci z trudem. Jeśli odsuniesz od siebie wszystkie zbędne myśli i wyciszysz swoje serce, odkryjesz, że jednak Go kochasz. Wszyscy przecież tęsknimy za Jego pokojem, obecnością, bezpieczeństwem, jakie On nam daje. W głębi serca czujemy, że On kocha nas bezwarunkowo – i że to miłość płynąca od Niego uzdalnia nas do miłości.
Czy kochasz Jezusa? Ależ tak! I nie potrzeba już niczego więcej. Niech ta miłość działa w tobie, niech dodaje ci sił, niech przelewa się przez ciebie na innych. Nie musisz być doskonały. Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystko. Nie musisz być najodważniejszy, najwrażliwszy ani w ogóle najlepszy pod jakimkolwiek względem. To wziął już na siebie Jezus! Wystarczy, że będziesz kochał Pana i ta miłość będzie w tobie widoczna. Będzie cię prowadzić, motywować do działania i ogrzewać serca tych, których masz wokół siebie.
Nie przejmuj się więc za bardzo tym, co powinien albo nie powinien czynić uczeń Jezusa czy świadek Ewangelii. Sta-
raj się przede wszystkim trwać w Jego miłości. On zajmie się resztą.
„Jezu, niech Twoja miłość, tak prosta i mocna, przemienia moje życie. Naucz mnie w niej trwać.”
Dz 25,13-21
Ps 103,1-2.11-12.19-20

▌Niedziela, 24 maja
Zesłanie Ducha Świętego
J 20,19-23
Tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte. (J 20,19)
Lęk jest jedną z najbardziej obezwładniających ludzkich emocji. Pomyśl, jak wiele marzeń nigdy nie doczekało się realizacji z obawy przed niepowodzeniem. Jak wiele relacji nie zaistniało, gdyż ktoś bał się uczynić pierwszy krok. A teraz spójrz na Apostołów zamkniętych w Wieczerniku „z obawy przed Żydami” (J 20,19). Co by się stało, gdyby nie zdołali pokonać tego lęku i pozostali w Jerozolimie? Gdyby Kościół nigdy nie wyszedł poza tę małą grupkę wierzących? Prawdopodobnie nie czytałbyś teraz tej medytacji!
Na szczęście tak się nie stało. I dlatego właśnie obchodzimy dziś Pięćdziesiątnicę. Umocnieni Duchem, Apostołowie przezwyciężyli swoje lęki. I dzięki ich odwadze cały znany im wówczas świat został przemieniony Dobrą Nowiną o Bożej miłości i zbawieniu.
My także jesteśmy wezwani do dawania świadectwa o naszej wierze. Może powinniśmy zapytać siebie, jak to uczynił papież Franciszek: „Czy jesteśmy otwarci na Boże niespodzianki? Czy może zamykamy się z lękiem na nowość Ducha Świętego?”.
Choć może się to wydawać uproszczeniem, naprawdę nie musimy się bać. Bóg jest z nami i jak powiedział Ojciec Święty, ma On dla nas wspaniałe niespodzianki, jeśli tylko zdecydujemy się postawić krok w wierze.
Pozwólmy Panu zaskoczyć się w tym tygodniu – i podejmijmy ryzyko pójścia za tym, co On nam wskaże. Jeśli czujesz, że odnawia się w tobie pragnienie dzielenia się wiarą, nie zagłuszaj go. Jeśli czujesz się wezwany do modlitwy o czyjeś uzdrowienie lub do pomocy komuś, kto znajduje się w trudnej sytuacji, idź za tym natchnieniem. Przezwyciężając obawy, czyń to, czego Pan od ciebie oczekuje. Już pierwsze nieporadne kroki stawiane z ufnością do Pana przyniosą ci wolność. A Bóg przemieni twoje małe kroczki w wielkie kroki do przodu – którymi pobiegniesz ty sam i ludzie, którym służysz.
„Panie, wypal ogniem Twego Ducha wszystkie moje lęki. Obym bez wahania szedł tam, gdzie Ty mnie prowadzisz.”
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
1 Kor 12,3b-7.12-13


MAGAZYN:

WESELE W KANIE GALILEJSKIEJ
Ks. Stanisław Klimaszewski

Zawarcie małżeństwa jest jednym z najbardziej radosnych przeżyć w życiu ludzi. Prawo Mojżesza starało się pomóc młodożeńcom w przeżyciu tej radości. „Jeśli mąż dopiero co poślubi żonę – czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa – to nie pójdzie do wojska i żaden publiczny obowiązek na niego nie przypadnie, lecz pozostanie przez jeden rok w domu, aby ucieszyć żonę, którą poślubił” (Pwt 24,5).
Zwyczaje zaś wszystkich ludów wyrażały tę ra­dość przyjęciem urządzanym po ślubie. Tak było i w Kanie Galilejskiej, miasteczku położonym około 10 kilometrów na północ od Nazaretu. Młodożeńcy zaprosili na przyjęcie nie tylko swych najbliższych krewnych i sąsiadów z miasteczka, ale również Maryję i Jezusa razem z Apostołami.
Możemy przypuszczać, że ci młodzi mieli bo­gatsze serca niż kieszenie, w pewnym momencie bowiem zabrakło wina. Mogli się przeliczyć, gdyż przyjęcia weselne trwały u Żydów nie jeden dzień jak u nas, ale zwykle przez cały tydzień. Bez wina zaś nie wyobrażano sobie radosnego przyjęcia. „Wino rozwesela serce człowieka” - czytamy w Starym Testa­mencie.
Dobre i kochające oczy Maryi dostrzegły, że słudzy coraz rzadziej i skąpiej dolewają gościom wina do kielichów, a gospodarz wesela ma zatro­skaną minę. Zrozumiała szybko: kończy się wino. Co będzie – myślała – jeśli goście to spostrzegą i zaczną się po cichu rozchodzić. Jaki wstyd prze­żyje młoda para! Trzeba jakoś temu zaradzić. Zbli­ża się do Jezusa i mówi po cichu: „Nie mają już wina” (J 2,3).
Odpowiedź Jezusa: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4), wydaje się negatywna. A jej uzasadnieniem jest, że jeszcze nie nadeszła pora czynienia cudów. Różnie tłumaczą egzegeci tę odpowiedź. Maryja jednak, która lepiej od egzegetów i od nas znała swego Syna, zrozumiała bądź w tonie tych słów, bądź w innych słowach, których nie odnotował św. Jan Ewangelista, że prośba Jej będzie wysłuchana. I rzeczywiście woda w sześciu olbrzymich stągwiach została przemienioną w wino, i to – wyśmienite. Starczyło go nie tyl­ko na kilka dni wesela. Młoda para, pijąc je póź­niej, wspominała z wdzięcznością wspaniały dar, jakim odwdzięczył się jej Jezus za zaproszenie na wesele. Cud ten wzbudził podziw wszystkich za­proszonych gości, zwłaszcza zaś Apostołów. Oni, dopiero co wybrani i powołani przez Mistrza z Nazaretu, dzięki temu cudowi uwierzyli w Jego posłannictwo.
Wszystkie następne cuda czynił Jezus, aby po­móc człowiekowi w wielkiej potrzebie, jak choro­ba lub głód. Tu mogło się wydawać, że nie było większej, poważniejszej potrzeby. Bez wina moż­na przecież żyć. Wchodziły jednak w grę honor i radość dwojga młodych, rozpoczynających życie małżeńskie. Gdyby goście zauważyli brak wina i rozeszli się, zapraszającym byłoby wstyd i pozostałoby smutne wspomnienie na całe życie. Matka Boża i Chrystus uznali, że radość dwoj­ga małżonków jest wystarczającą przyczyną nad­zwyczajnej interwencji. Pierwszego cudu dokonał Jezus na prośbę swej Matki.
Nie był to jedyny cud dokonany za Jej wsta­wiennictwem. W ciągu wieków ludzie, znając Jej dobre serce, wciąż prosili Ją o wstawiennictwo. Biorąc pod uwagę wielką liczbę cudownych uzdro­wień w Jej sanktuariach i łask otrzymanych za Jej przyczyną, możemy powiedzieć, że Chrystusowi jest szczególnie miłe wstawiennictwo Jego Matki i nasze modlitwy do Niej zanoszone. Ona, jak mówi Litania Loretańska, jest „Wspomożeniem wiernych” i „Przyczyną naszej radości”.
Obecnie, jak zresztą zawsze, wiele małżeństw przeżywa różne trudności, często o wiele większe niż brak wina w Kanie. Najpoważniejszą z nich jest brak wina miłości. Cóż mają oni czynić w ta­kich sytuacjach? Możemy powiedzieć, że powin­ni zaprosić Jezusa i Jego Matkę do swych domów. Co więcej: prosić, aby byli oni nie tylko chwilowy­mi gośćmi, ale stali się ich stałymi domownikami.
W Kanie taka obecność nie byłaby możliwa, bo byłaby to obecność fizyczna. Teraz zaś, dzięki częstej Komunii świętej, czytaniu Ewangelii i co­dziennej modlitwie możemy zawsze mieć Chry­stusa i Jego Matkę w swoich domach. Nigdy nie zapominajmy o Jej słowach z Kany, ostatnich, jakie zanotowali Ewangeliści: „Zróbcie wszystko, co­kolwiek wam powie” (J 2,5). ▐

WIERZĘ W CIAŁA ZMARTWYCHWSTANIE I ŻYCIE WIECZNE
Ks. Piotr Kieniewicz MIC

Trudno jest wierzyć w życie wieczne, gdy na co dzień doświadczamy umierania. Widzimy, jak życie przepływa nam między palcami i im bardziej próbujemy je zatrzymać, tym dramatyczniejsze jest poczucie przemijalności. Nawet wiara w zmartwychwstanie Chrystusa nie wszystkich przekonuje, bo – jak mówią – On jest Bogiem, a my jesteśmy tylko ludźmi. Tymczasem On „zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15,20). Widoczne w Piśmie Świętym świadectwo wiary Kościoła pierwszych wieków jest w tym względzie jednoznaczne. Zresztą sam Chrystus, świadomy trudności w wierze, dodaje otuchy swoim Apostołom: „Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział” (J 14,1-2).
Rodzi się zatem pytanie, czy wierzę w prawdomówność Chrystusa? I, oczywiście, czy wierzę w Jego zmartwychwstanie? Zmartwychwstanie Pana – jeśli rzeczywiście miało miejsce – było i jest wydarzeniem, które zmienia zarówno oblicze świata, jak i perspektywę życia każdego człowieka. Jednoznacznie pokazuje, że wymiar doczesny nie określa całej rzeczywistości i że poza tym, co widoczne, mierzalne i ograniczone w czasie, istnieje rzeczywistość całkowicie inna, nieporównanie wyższa od tego, czego doświadczamy naszymi zmysłami. Jeśli Chrystus zmartwychwstał, Jego powrót z grobu z jednej strony dowodzi Jego prawdomówności, z drugiej ukazuje ukierunkowanie życia ludzkiego na wieczność. Co więcej, jak ujął to św. Paweł w Liście do Rzymian, „cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8:18). Wszystko, co się dzieje w naszym doczesnym życiu, zyskuje więc zupełnie nową perspektywę, jeśli Chrystus zmartwychwstał.
Jeszcze mocniej Apostoł pisze w Pierwszym Liście do Koryntian: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. (…) Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Jeżeli tylko
w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1Kor 15,14.16-19).
Rzeczywiście bowiem, jeśli życie doczesne jest jedynym, jakie istnieje, i wraz ze śmiercią wszystko się kończy, jakikolwiek wysiłek moralny nie ma najmniejszego sensu. Bez wartości jest troska o cokolwiek, ponieważ wszystko idzie na zmarnowanie. Wymagania moralne, jakie stawiają przed sobą chrześcijanie, mogą budzić wyłącznie politowanie. Perspektywa „rozwoju ludzkości” również pozostaje złudzeniem, ponieważ rozwój dla samego rozwoju niczego dobrego nie wnosi (zresztą, jaki wówczas jest sens mówienia o dobru lub złu?). Jest właściwością nowotworów, szkodników i pasożytów. Co ciekawe, właśnie tak postrzegają ludzkość niektóre radykalne ruchy i organizacje ekologiczne; podobnie też o ludzkości mówi Mr Smith z filmu „Matrix”. Rzeczywiście, bez perspektywy życia wiecznego doczesność pozbawiona jest sensu.
Św. Paweł zwraca jeszcze uwagę na to, że niewiara w zmartwychwstanie oznacza odrzucenie Boga i wszystkiego, co przekazał w Objawieniu (1 Kor 15,15). W istocie, wydarzenie zmartwychwstania Chrystusa i obietnica naszego zmartwychwstania są prawdami wiary chrześcijańskiej, kluczowymi dla naszego postrzegania świata i wizji porządku moralnego. A ponieważ nie da się rozdzielić zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i Jego obietnicy życia wiecznego, przeto dla każdego z tych, którzy w Niego wierzą, kwestia wiary w zmartwychwstanie wyznacza klarowne kryterium wiary chrześcijańskiej. Nie ma tu miejsca na żadne spekulacje czy kompromisy. Albo uznaję, że Chrystus powstał z martwych, albo nie. I konsekwentnie – albo uznaję, że jest prawdomówny, i wówczas przyjmuję Jego obietnicę, że mam miejsce przygotowane w domu Ojca, albo tego nie uznaję i odrzucam Ewangelię.
To może dziwnie brzmieć dla współczesnego człowieka, przyzwyczajonego do całego spektrum szarości, do nieustannych wątpliwości i kompromisów. Jednoznaczność i bezkompromisowość przekonań i postaw jest dziś „źle widziana”, bywa postrzegana jako przejaw radykalizmu, a nawet fanatyzmu. Jednakże nie da się w kwestii faktów być nieradykalnym. Albo uznaję, że miały miejsce, albo je kwestionuję. Stwierdzenie „nie wiem” może być także przejawem niewiary, jeśli za nim ukryta jest postawa obojętności i indyferentyzmu. Zupełnie inaczej jest, jeśli jednak za tym „nie wiem” idzie nieustanne uczciwe szukanie śladów Boga, Jego obecności i działania. Zmartwychwstanie zmienia nasze życie. W prefacji za zmarłych, często wykorzystywanej podczas pogrzebów, modlimy się następująco: „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Zanim jednak ta ostateczna zmiana nastąpi, prawda o zmartwychwstaniu już zmienia tych, którzy ją rozpoznają i przyjmą. Zmienia nasze postępowanie.
A gdy przychodzi czas przejścia przez Bramę Życia, dostępujemy zmiany jeszcze większej. Jakkolwiek zasadniczo możemy tylko spekulować, jakie jest nasze zmartwychwstałe ciało, to nie wszystko jest niewiadomą, gdyż Ewangeliści pozostawili świadectwo o spotkaniach z Chrystusem zmartwychwstałym.
Jego ciało po zmartwychwstaniu ma nieco inne właściwości niż nasze ciała śmiertelne. Bariery materialne nie są dlań przeszkodą, gdyż kilkakrotnie przyszedł do Apostołów mimo drzwi zamkniętych (J 20,19). Pojawiał się i znikał, a jednak mógł spożyć z nimi posiłek (Łk 24,41-43). Zachował ślady męki na rękach, stopach i w boku (J 20,20.27), ale nie sprawiały Mu one bólu. Co ciekawe, owe ślady ukazywał uczniom tylko w niektórych momentach, kiedy indziej zaś najwyraźniej nie były widoczne, gdyż bywał rozpoznawany w inny sposób – przez błogosławieństwo chleba (Łk 24,30-31) albo przez wezwanie po imieniu (J 20,16). Był też jakoś niepodobny wizualnie do siebie sprzed czasu męki, co jednocześnie nie przeszkadzało Apostołom i zaprzyjaźnionym niewiastom Go rozpoznać.
Z tego wszystkiego wynika dosyć jasno kilka rzeczy. W zmartwychwstaniu człowiek dostępuje odzyskania ciała całkowicie przemienionego. Odtąd nie podlega ono ograniczeniom wynikającym z czasu, materii, nie podlega też skutkom grzechu (cierpieniu, chorobie, śmierci). Jest to jednak jego własne ciało, zdolne do życia w obecności Boga
w całej pełni.

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 5 (261) 2015



OPIS

Majowy numer „Słowa wśród nas” poświęcony jest Maryi – Matce Jezusa i naszej Matce. Artykuły napisane przez ks. Eugeniusza zarzecznego MIC ukazują Ją jako Niewiastę słuchającą, pierwszą Uczennicę Syna i Matkę Kościoła. W Magazynie znajduje się artykuł o bł. Karolu de Foucauld, tekst ks. Stanisława Klimaszewskiego MIC „Wesele w Kanie Galilejskiej” oraz ks. Jarosława Hybzy MIC „Duch Święty w naszym życiu”. Ponadto kolejny artykuł z cyklu „Wierzę…” („Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne” ks. Piotra Kieniewicza MIC) oraz świadectwo i krzyżówka.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Usłyszeć sercem
Maryja – Niewiasta słuchająca –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................... 4


Odkryć sens Bożej drogi
Matka Pana – pierwsza Uczennica Syna –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................... 9


Otworzyć się na miłość
Maryja – Matka Kościoła –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC .................................. 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 maja 19


MAGAZYN


Ewangelizacja przez „zwyczajną dobroć”
Ukryta droga Karola de Foucauld –
Bernadette i Alec Cadi 47......................47


Wesele w Kanie Galilejskiej
ks. Stanisław Klimaszewski MIC 51
Duch Święty w naszym życiu
ks. Jarosław Hybza MIC..............................................54


Ufam, że moje dzieci powrócą do Boga
– odpowiedź na ankietę „Bóg w mojej rodzinie”.......57


Wierzę...
Wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne –
ks. Piotr Kieniewicz MIC...........................................59


Nasze lektury .......................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

ARTYKUŁY:
Art. 1
USŁYSZEĆ SERCEM
Maryja – Niewiasta słuchająca

Nie można zrozumieć osoby, jej sposobu myślenia, podejmowania decyzji i działania, bez odwołania się do jej korzeni, do środowiska, w którym wzrastała i dojrzewała. Tożsamość osoby jest kształtowana również przez pochodzenie, tradycję, z której się wywodzi, środowisko religijne, historię narodu i wszystko to, co stanowi swoisty bagaż ludzki, mający wpływ na kształtowanie duchowości. Dotyczy to również Maryi, Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa, Córy Izraela, Niewiasty, która wydała na świat Zbawiciela. Relacja Maryi do Boga, Jej modlitwy, Jej wiara kształtowały się w środowisku narodu wybranego, który miał specjalną relację i powołanie w odniesieniu do wszechmogącego Boga, Stwórcy nieba i ziemi. Rozważając słowo Boże, możemy poznawać Maryję, wejrzeć w Jej serce, dla którego Bóg był najważniejszym punktem odniesienia oraz Tym, komu warto oddać całe życie.

▌SŁOWA FORMUJĄCE MARYJĘ
„Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,4-7)
Te słowa „Szema” („Słuchaj”), pochodzące z Księgi Powtórzonego Prawa, były jednym z najważniejszych, kluczowych tekstów modlitewnych dla każdego pobożnego Żyda. Recytowano je cztery razy dziennie (dwa razy rano i dwa wieczorem). Pierwszy werset wyraża podstawę świadomości żydowskiej. Jest to pierwsze zdanie, którego uczy się każde żydowskie dziecko. Są to również ostatnie słowa, z którymi pobożny Żyd odchodzi z tego świata. Tymi słowami żegnają umierającego Żyda jego bliscy i przyjaciele. „Jest ono wyznaniem, które Żydzi niosą przez świat jako Bożą chorągiew (…). Jest ono deklaracją świadomości Bożej jedności, której logicznym następstwem są zdania uzmysławiające Żydom cel ich życia, wykształcenia i wszystkich ich starań – tak osobistych, jak i zbiorowych. Modlitwa ta zawiera podstawowe zasady, którymi Żydzi powinni się kierować, prawdy, które winny stanowić fundament ich myślenia i uświęcać życie prywatne i zbiorowe.” (Tora Pardes Lauder, Księga piąta Dewarim, Kraków 2006).
Oczami wyobraźni możemy więc zobaczyć Maryję, która jako małe dziecko słyszała swojego ojca codziennie odmawiającego tę modlitwę. Jej otwarte serce, przepełnione ufną miłością do wszechmogącego Boga, musiało chłonąć i zgłębiać znaczenie każdego słowa tej modlitwy. To serce, wolne od zmazy grzechu pierworodnego, odkrywało w tych słowach niepojętą miłość do Stwórcy, Pana nieba i ziemi, dobrego Ojca, który zechciał przemówić do człowieka, by okazać mu swoją miłość i troskę. Miarą dojrzałości Maryi była Jej wiara i całkowite zaufanie Temu, który jest Jedyny, Prawdziwy, Niepojęty, a jednocześnie tak bliski. Dowiodła tej dojrzałości, wypowiadając podczas Zwiastowania swoje „fiat” – swoją gotowość przyjęcia planu Boga.

▌SŁUCHAJ…
Znamy wszyscy zdanie św. Pawła, że „wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10, 17). W taki właśnie sposób kształtowała się wiara Maryi. Była ona najważniejszym motywem Jej decyzji i działań. Stąd pierwsza, może najważniejsza, lekcja dla każdego z nas: najpierw słuchaj! Słuchaj słowa Bożego, pochłaniaj je, kiedy tylko jest głoszone, kiedy tylko otwierasz Biblię, kiedy Bóg mówi do ciebie przez fakty twojego życia. Skutki grzechu pierworodnego, których doświadczamy, sprawiają, że zapatrzeni w siebie, skoncentrowani na swoich sprawach, bywamy oporni, głusi i ślepi na słowo Boże. Dlatego potrzebujemy Ducha Świętego, którym Maryja była przepełniona.
Ważny jest też sposób słuchania. Nam kojarzy się ono z wykorzystywaniem narządu słuchu do rejestrowania i zapamiętywania (lub nie) znaczenia słów i dźwięków. Niestety ten sposób słuchania nie wystarcza, by usłyszeć Boga. Słuchanie, o jakim mówi Bóg, wymaga zaangażowania całego człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem jego serca. Serce bowiem w rozumieniu biblijnym to centrum człowieka, to „miejsce” podejmowania decyzji i dokonywania wyborów. Słuchać sercem – to zaangażować w ten proces wolę, rozum, uczucia, wszystkie władze, którymi człowiek dysponuje. Maryja tak właśnie słuchała. Najczęściej scena zwiastowania przedstawia Maryję w postawie modlitewnej. Zwykle znajduje się przed Nią księga Pisma Świętego, co oznacza Jej uwagę skierowaną na Boga: Maryja słucha całą sobą, tak by niczego nie uronić z tego, co mówi Bóg.

▌PAN JEST NASZYM BOGIEM –
PANEM JEDYNYM
Tak wiele jest rzeczy, osób, spraw, przekonań, które często przesłaniają nam Boga, stając między Nim a nami, które spychają Go na dalszy plan. Zajęci sobą, organizowaniem naszego życia, próbujemy faktycznie dostosować Boga i Jego sprawy do naszej rzeczywistości, do naszych planów i wizji naszego życia. Podejmując decyzje, rzadko kiedy pytamy, czy one podobają się Bogu, czy są zgodne z tym, czego On od nas oczekuje. Słuchamy siebie, własnych uczuć, ufamy własnej inteligencji, narażając się na uleganie podszeptom i pułapkom złego ducha, który bardzo sprytnie nas zwodzi i okłamuje. Słowo Boże podporządkowujemy naszym schematom, naszej logice
i rozumowi, przyjmując to, co nam odpowiada, i odrzucając to, co trudne, niezrozumiałe czy niezgodne z naszymi planami.
Nie tak było z Maryją. Wiara i zaufanie Bogu pozwalały Jej na wejście w Jego plan bezwarunkowo. Nie musiała rozumieć. Dała się prowadzić Bogu, pozwalając Mu stopniowo objawiać Jego plan dla Jej życia. Bóg był dla Maryi „Jej” Bogiem, Jedynym, któremu warto oddać życie, całkowicie je podporządkować. Bóg objawia Maryi swój plan przez archanioła Gabriela, którego imię oznacza „Bóg Mocny”. Świadomość mocy Bożej sprawia, że Jej własna niemoc nie paraliżuje Jej, nie napawa strachem i nie jest przeszkodą w tym, by słowo Boga stało się w Niej ciałem. Ona wie, że Bóg wszystko może, że dla Niego nic nie jest niemożliwe.

▌BĘDZIESZ MIŁOWAŁ…
Hebrajski tekst Szema mówi wprost: Kochaj Boga. Miłość oznacza głęboką zażyłość, wręcz intymną bliskość, oddanie, pragnienie obdarowania i bycia obdarowanym. Wiąże się z zaufaniem, szczerością i gotowością podporządkowania własnych planów osobie, którą kochamy. Maryja całą sobą wyraża tę miłość i oddanie. Pragnie wypełniać przykazania Boga z miłości do Niego. Dlatego Bóg czyni w Niej „wielkie rzeczy”. Tego, kto służy z miłością, nie można porównać z tym, kto służy ze strachu. Ci, którzy służą ze strachu, natychmiast opuszczają swego pana, gdy tylko zostaną obciążeni większymi obowiązkami. Słowa „kochaj”, „miłość” nie oznaczają jedynie uczucia, odczuwania, ale działanie, konkretne decyzje, aktywny udział całego człowieka. Miłość Maryi nie była ckliwym uczuciem młodej dziewczyny, poruszonej emocjami czy klimatem podniosłej chwili. Była decyzją, która nadała kierunek całemu Jej życiu, była podjęciem konkretnych działań (zgoda na zostanie matką, posługa krewnej Elżbiecie, piastowanie Jezusa i chronienie Go przed niebezpieczeństwami, podążanie za Nim, gdy nauczał, a wreszcie towarzyszenie Mu pod krzyżem). Do takiej miłości zaprasza i wychowuje Bóg tego, kto Go słucha.

▌CAŁYM SERCEM, DUSZĄ,
ZE WSZYSTKICH SIŁ…
Dla kogoś, kto Boga traktuje jako dodatek do swojego życia, nawet jako ważny jego element, słowo „cały” brzmi przerażająco. Często broniąc swoich przekonań, głębokiej niechęci do radykalizmu w wyznawanej wierze, uznajemy, że to przesada, żeby tak kochać Boga, tak bardzo Mu się powierzyć. Broniąc się, uznajemy, że taka miłość nie jest możliwa. Z drugiej zaś strony bez relacji miłości Bóg jawi się człowiekowi jako surowy sędzia czy uzurpator, który chce nami rządzić. Konsekwencją takiego myślenia jest postawa, w której uznajemy, że są sfery, w których jesteśmy panami samych siebie, lepiej wiedząc, co jest dobre, a co złe. Boga wpuszczamy jedynie do niektórych obszarów naszego życia, gdzie ewentualnie przyznajemy Mu prawo do działania. Sobie zaś zostawiamy to, co dotyczy na przykład pieniędzy, seksualności, polityki i pewnie paru jeszcze innych sfer. Niestety ma to niewiele wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem, którego pierwszym znakiem jest obecność Boga we wszystkich obszarach naszego życia.
Maryję nazywamy Pokorną Służebnicą Pana, Tą, która znalazła swoje miejsce pośród ubogich Jahwe. Dla wielu może się to kojarzyć wyłącznie z pozbawieniem się wolnej woli, możliwości decydowania czy wyboru, a także z ubóstwem materialnym, spowodowanym niskim statusem społecznym, czy wręcz z jakąś naiwnością, zakładającą brak umiejętności dostosowania się do określonych warunków, lub nieznajomością rzeczywistości. Nic z tych rzeczy. Bóg daje zawsze możliwość wyboru i nie uzależnia swojego działania od statusu społecznego. Maryja była wolna – bardziej niż możemy sobie to wyobrazić. Była wolna zarówno od grzechu, który odcina człowieka od Boga, jak i w tym, by przyjąć bezwarunkowo plan Boży wobec Niej. Ani w Niej, ani wokół Niej nie było rzeczy, osoby, niczego, co mogłoby oderwać Ją od miłości Pana Boga. I był to również Jej wybór, dzięki któremu w sposób aktywny wzięła udział w dziele zbawienia świata, według danej Jej miary i miejsca, które Bóg dla Niej przygotował. Oddała Bogu całą siebie z duszą i ciałem, z sercem i pragnieniami, możliwościami i bogactwem swojej osobowości. Jej miłość do Boga nie była ślepa i bezmyślna. Zasiane w Niej ziarno miłości mogło się rozwijać i przynieść stokrotny owoc dzięki słuchaniu całą sobą, dzięki delikatności serca wrażliwego na najmniejszy nawet powiew Ducha Świętego.

▌MARYJA SŁUCHAJĄCA
Niedaleko Przemyśla, w Kalwarii Pacławskiej, jest sanktuarium Matki Bożej. Na czczonym cudownym wizerunku Maryi można zauważyć charakterystyczny szczegół: Maryja ma odsłonięte ucho. Ludzie nazywają Ją Matką Bożą Słuchającą. Jakie przesłanie niesie ów wizerunek? Kogo słucha Maryja? Najpierw oczywiście słucha Boga. Słucha również człowieka. Zresztą zawsze była uważna na potrzeby innych. Dowód tego dała chociażby podczas wesela w Kanie Galilejskiej. Tak słucha serce, które jest przepełnione miłością Boga. Nie koncentruje się na sobie, a miłość, która je przenika, udziela się, niczego nie zatrzymując dla siebie. Kiedy modlimy się do Maryi, za Jej przyczyną, Ona nie zatrzymuje tych modlitw na sobie. Nas, biednych, którzy mamy często problem z modlitwą do Boga, przedstawia Jemu. Słuchając naszych modlitw całą sobą, mówi nam, że warto Bogu zaufać, że w Nim jest ogrom miłosierdzia, bo jest On czułym Ojcem, który nie chce naszej śmierci, naszego zatracenia. Zasłuchana w Ducha Świętego, mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Owo „wszystko” jest zachętą, by wypełnić przykazanie Szema – Słuchaj Izraelu… Maryja mówi nam: Jeśli usłyszysz głos Boga, jeśli zrobisz wszystko, czego On chce, otrzymasz wszystko i doświadczysz Jego czułej i zbawczej miłości. Jeśli nadstawisz swoje ucho na Jego głos, jeśli wyciszysz swoje serce, oderwiesz się od zgiełku świata, usłyszysz Jego pragnienia wobec ciebie. A wtedy Jego miłość cię ogarnie i nic już nie będzie niemożliwe, bo On cię poprowadzi do Życia. ▐


Art. 2
ODKRYĆ SENS BOŻEJ DROGI
Matka Pana – pierwsza Uczennica Syna


Najstarszym tekstem Nowego Testamentu, który odnosi się do Maryi, jest fragment Listu św. Pawła do Galatów: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5). Spodobało się Bogu, aby zbawić człowieka, pogrążonego w mrokach beznadziei, w sposób dziwny i – wydawać by się mogło – mało spektakularny. Zamiast rzucić ludzkość na kolana jakimś nadzwyczajnym znakiem, spowodować ogólny zachwyt, zamanifestować swoją potęgę, Bóg zesłał swego Syna w sposób tajemniczy, ukryty przed żądnym sensacji ludzkim wzrokiem. Najpierw skierował swoje słowo do niepozornej młodej córki izraelskiej, zapraszając Ją do współudziału w dziele zbawienia.

▌„TAK” MARYI
Od początku Bóg nie chciał zbawiać człowieka bez człowieka. „Tak” Maryi było jakby odpowiedzią tych wszystkich ludzi, którzy czekali na Mesjasza, nosząc w sobie pragnienie Boga, marząc o powrocie do Tego, którego przez grzech opuścili. Posyłając archanioła Gabriela do jednej osoby, młodej dziewczyny, Bóg pokazał, jak bardzo tęskni za człowiekiem, jak bardzo Mu na nim zależy. Nie przemówił do tłumów, lecz do jednej osoby. Jakby to jedno „Tak” wystarczyło Mu, aby objawić całą swoją miłość. „Fiat” jednego prostego, lecz oddanego Bogu bez reszty serca stało się ziarnem, które na urodzajnej glebie wydało owoc przewyższający wszelkie wyobrażenie.
Nie wiemy, czy zwiastowaniu towarzyszył jakiś znak zewnętrzny, jakaś forma manifestacji tego nadzwyczajnego wydarzenia. Wiemy, że Bóg posłał archanioła, że ten przemówił, a Maryja usłyszała jego słowa. Artyści w różny sposób przedstawiają tę scenę. Jednak każdy obraz jest tylko ludzkim wyobrażeniem. A może zwiastowanie dokonało się w sercu Maryi, może nie widziała skrzydlatej postaci o pięknej twarzy? Z pewnością było to doświadczenie głęboko mistyczne: Bóg spotkał się z sercem, które Go całym sobą pragnęło; doświadczenie niedostępne dla ciekawskiego oka, o którym można mówić wyłącznie z ogromnym szacunkiem dla tak niezwykłej tajemnicy. Jedno wiemy: takie spotkanie miało miejsce, było faktem, który się wydarzył w konkretnym czasie i miejscu.
Owocem tego spotkania było poczęcie Jezusa, Syna Bożego. „Tak” Maryi sprawiło, że Słowo stało się ciałem, że obietnica Boga zrealizowała się nie tylko w Jej życiu, ale w dziejach całej ludzkości. Bóg powierzył się człowiekowi. Bóg w swoim uniżeniu zechciał uczyć się od człowieka, dać się mu poprowadzić. Człowiek zaś miał bronić Boga, który narodzony pośród ludzi, już od początku doświadczał odrzucenia, upokorzenia, a także skutków ludzkiej agresji napędzanej lękiem. Maryja wraz z Józefem musiała bronić Jezusa, ale także uczyć Go, po to by później uczyć się od Niego, Jego słuchać i za Nim podążać. Ewangelista Łukasz podaje najwięcej faktów z życia Jezusa i Maryi. To od niego dowiadujemy się nie tylko o narodzeniu Mesjasza, ale również o Jego dzieciństwie.

▌ ONI JEDNAK NIE ZROZUMIELI
TEGO, CO IM POWIEDZIAŁ…
(ŁK 2,50)
Tymi słowami kończy się scena odnalezienia Jezusa w świątyni. Jezus mówił wcześniej Maryi i Józefowi, że powinien być w „sprawach Ojca”. Skąd to „niezrozumienie” osób, które miały tak czułe i delikatne serca, zdolne doświadczyć zwiastowania czy też usłyszeć Boga we śnie? Może to zapowiedź, tego, że droga wiary Maryi nie skończyła się na poczęciu i urodzeniu Jezusa, że te wydarzenia były dopiero przedsmakiem najważniejszego: usłyszenia Dobrej Nowiny, głoszonej przez Niego Ewangelii. Maryja miała kontynuować swoją drogę wiary, poznawania planów Boga i swojego w nich miejsca. Owo „rozumienie” miało przyjść w miarę upływu czasu, jego pełnia zaś miała nastąpić w doświadczeniu Paschy – męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
Maryja, podobnie jak każdy wierzący, została zaproszona, by odkrywać sens swojego życia stopniowo, etap po etapie. Jej postawa polegała na zaufaniu Bogu – również wtedy, gdy Jej umysł nie potrafił ogarnąć Bożego planu, znaczenia wydarzeń, słów Jezusa. Nie oceniała Bożych decyzji, nie krytykowała Boga, nie było w Niej cienia zwątpienia czy choćby pozorów szemrania. „Chowała w sercu” słowa, wydarzenia, by potem złożyć je w całość. Musiała mieć w sercu przekonanie, że cokolwiek powie lub uczyni Bóg, to będzie dobre.
Jakże inne są nasze postawy. Gdy coś nas przekracza, gdy czegoś nie możemy pojąć naszym umysłem, zaczynamy narzekać, kwestionować i w efekcie stawiać tamę Bożej woli. Jakże często mamy pretensje do Boga, gdy czegoś nie rozumiemy, gdy nasze życie układa się nie tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Pycha intelektualna każe nam pretendować do objęcia naszym rozumem samego Boga i ogromu Jego mądrości. Nie ma w nas bojaźni Pańskiej, która nakazuje stworzeniu, jakim jesteśmy, ukorzyć się przed mądrością i potęgą Stwórcy. Nie rozumiejąc logiki miłości Boga, Jego planów, często stajemy wobec Niego jak równy z równym, by zarozumiale wmawiać Mu, że Jego sposób postępowania nie jest słuszny. Maryja cierpliwie rozważała w sercu wszystkie Jego słowa, ufając, że to, co robi Bóg w Jej życiu, jest dobre i ma sens.

▌ KTÓŻ JEST MOJĄ MATKĄ
I KTÓRZY SĄ BRAĆMI? (MK 3,33)
Kiedy rozniosła się wieść, że Jezusem jakoby kierował duch nieczysty, Maryja wraz z krewnymi poszła, żeby Go zobaczyć. Zapewne z Jej strony była to naturalna, matczyna troska o Syna, na temat którego źle mówią. Wówczas Jezus zareagował dość nieoczekiwanie dla postronnego obserwatora: „Spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto matka moja i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»” (Mk 3,34-35). Niektórzy interpretują te słowa Jezusa jako afront wobec Maryi lub jakąś formę Jej odrzucenia czy lekceważenia. Jest to jednak interpretacja powierzchowna. Jezus nie mógł nie kochać swojej Matki, a tym bardziej Jej lekceważyć. O cóż więc Mu chodziło?
Otóż żyjemy na tym świecie, mierząc się z dwoma porządkami: porządkiem naturalnym i porządkiem łaski. Każdy z nich to konkretne więzi. Pierwszy oznacza więzi naturalne, więzi krwi, rodzinne, w których rodzimy się, wychowujemy, mieszkamy. Drugi, przekraczający naturę, oznacza więzi zrodzone z wiary, więzi duchowe – przede wszystkim więź z Bogiem, dalej więź z tymi, którzy również w Niego wierzą i dążą do jedności z Nim. Którzy oddają Mu wszystko, łącznie z relacjami rodzinnymi czy koleżeńskimi. Jezus nie przekreśla ani nie lekceważy więzi naturalnych. W końcu sam przyszedł na świat w konkretnej rodzinie, środowisku i od początku swojego życia doświadczał miłości i troski swoich bliskich. Teraz jednak idzie dalej. Niczego nie przekreślając, pokazuje dalszą drogę tym, którzy spotkali Boga i pragną Go przyjąć jako Pana całej rzeczywistości.
Więzi naturalne podlegają prawom tego świata. Umierają wraz z nami lub osobami, które kochamy. Są również – niestety – rzeczywistością, w której możemy doświadczać zranień, odrzucenia, niezrozumienia i ludzkiej słabości. Niejednokrotnie potrzebują one uzdrowienia. Więzi łaski, zbudowane na wierze i pochodzącej od Boga miłości nadprzyrodzonej, nie podlegają tym prawom. Co więcej, są niezbędne, by osiągnąć wieczne szczęście. Są doskonalsze niż te, które wypływają z natury. Niewiele możemy o nich powiedzieć, dopóki ich nie doświadczymy. Droga do takiego doświadczenia zaczyna się od usłyszenia Dobrej Nowiny. Wiara „rodząca się ze słuchania” wprowadza nas w relację z Bogiem, która jeśli jest pogłębiana, prowadzi do zbawienia, do zamieszkania w domu Ojca.
Doświadczenie Maryi jest dla nas drogowskazem. Jej fizyczne macierzyństwo nabierało coraz bardziej cech duchowych. Słuchając Jezusa, również dojrzewała w swojej drodze do chwały, którą przygotował dla Niej Bóg. Dojrzewała również do nowej roli, jaką w swoim planie Bóg Jej przeznaczył: do bycia Matką wszystkich wierzących. Jeśli przyjmując na serio Ewangelię – gdy powoduje ona nasze nawrócenie, przemianę naszego myślenia – stajemy się braćmi Jezusa, to tym samym stajemy się dziećmi Maryi w porządku wiary. Więzi wynikające z wiary są silniejsze niż te, których doświadczamy w naturze. To moc przyjętej całym sercem Dobrej Nowiny czyni nas domownikami Boga, braćmi i siostrami Jezusa.
Maryja nie potrzebowała nawrócenia, a jednak również Jej wiara dojrzewała i przygotowywała Ją do następnych „wielkich rzeczy, które Bóg Jej uczynił”. Słowa Jezusa wypełniały się w Jej życiu całkowicie. Błogosławieństwa, o których mówi Jezus (Mt 5,1-12), opisują Maryję w stu procentach. Jeśli jest ktoś, kto nimi żył, to z pewnością tą osobą była Matka Jezusa. To dlatego nazywamy Ją pierwszą Uczennicą Jej Syna.

▌ A OBOK KRZYŻA JEZUSOWEGO
STAŁY: MATKA JEGO I SIOSTRA
MATKI JEGO, MARIA, ŻONA
KLEOFASA, I MARIA
MAGDALENA (J 19,25)
Maryja, wierna do końca, była pierwszą pośród tych, którzy nigdy Jezusa nie opuścili. Nie sposób wyrazić Jej cierpienia fizycznego, moralnego i duchowego na Golgocie: ogarnęło ono całą osobę Maryi. To doświadczenie było największą próbą Jej wiary. Ona jedna – czysta i niepokalana – była najbliżej cierpiącego Syna. To dlatego obdarzyliśmy Ją tytułem „Współcierpiącej” z Jezusem. W tym momencie zrozumiała proroctwo Symeona o mieczu, który miał przeniknąć Jej serce. W Jej milczeniu nie ma jednak zwątpienia, żalu do Pana Boga. Ona dalej chowa w swoim sercu i rozważa, co ma znaczyć to doświadczenie.
Być może pociechą dla Jej wypełnionego bólem serca, światłem w ciemnościach były słowa Gabriela, że Jej Syn zbawi ludzi. Jednak to światło nie umniejszało Jej cierpienia. A przecież dalej była Pokorną Służebnicą Boga, która nawet jeśli nie ogarniała swoim umysłem wydarzeń, których była świadkiem, to nie straciła ufności wobec Boga. Nie uciekła spod krzyża. Stała tam bezbronna, pozbawiona wszelkich ludzkich zabezpieczeń, odarta ze wszystkiego, a jednocześnie nadal gotowa na wszystko, co Bóg przygotował.
Ta bezbronna niewinność, łagodna prostota, wobec szalejącej wokół nienawiści, wierność Synowi i Bogu
w obliczu niepojętych wydarzeń i odwaga wiary wobec – po ludzku rzec by można – klęski i katastrofy, stawia Ją na pierwszym miejscu w szeregu uczniów Jezusa. Dla nas jest dowodem, że można Bogu zaufać do końca, trwając przy Nim w nadziei, której spełnieniem miał być poranek zmartwychwstania i spotkanie Tego, który zwyciężył śmierć. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
▌Sobota, 2 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
Kol 1,12-16
Z radością dziękujcie Ojcu. (Kol 1,12)
Kiedy w XVII wieku wojska szwedzkie zalały nasz kraj, biskupi polscy wystosowali do papieża Aleksandra VII rozpaczliwy list z błaganiem o pomoc. „Zginiemy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami”. Odpowiedź papieża okazała się zaskakująco optymistyczna: „Nie, Maryja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęćcie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała”.
Papież odwołał się tu do znanych zarówno w Rzymie, jak i w Polsce objawień prywatnych włoskiego jezuity, o. Juliusza Mancinelliego, świadka śmierci św. Stanisława Kostki. Czterdzieści lat później o. Juliusz ujrzał św. Stanisława klęczącego w chwale nieba przed Maryją, która powiedziała: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Po zbadaniu sprawy przełożeni pozwolili o. Juliuszowi na poinformowanie o tym polskich współbraci. Miał on jeszcze kilkakrotnie widzenie Maryi, która za każdym razem przedstawiała mu się jako Królowa Polski.
Zachęcony przez papieża, król polski Jan Kazimierz, 1 kwietnia 1656 roku, w katedrze lwowskiej przed obrazem Matki Bożej Łaskawej złożył słynne śluby, powierzając Maryi swoje królestwo. Po Mszy świętej odśpiewano Litanię do Matki Bożej, po raz pierwszy dodając do niej tytuł: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”. Wkrótce po tym Polska wyszła obronną ręką z wrogiej napaści.
Kiedy w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Polsce prowadzono planową walkę z Kościołem, internowany prymas kardynał Stefan Wyszyński postanowił również szukać ratunku tam, gdzie znalazł go kiedyś król polski. W trzechsetną rocznicę ślubów Jana Kazimierza, 26 sierpnia 1956 roku, na Jasnej Górze, w obecności około miliona wiernych, dokonano ich uroczystego odnowienia na podstawie napisanego przez prymasa, dostosowanego do współczesnych warunków tekstu. Także owoce tego aktu nie dały długo na siebie czekać.
Tak często dajemy się ogarnąć pesymizmowi, narzekamy na trudne czasy. Dzisiejsza liturgia mobilizuje nas do radosnego dziękczynienia Bogu Ojcu za to, że zawsze znajduje On klucz do naszych serc, aby wydobyć z nich poczucie godności i siły, które tak wiele razy w naszej historii uzdalniało nas do heroizmu.
„Boże Ojcze, dziękujemy Ci za Twoją Opatrzność, która kieruje naszymi losami. Za wstawiennictwem Maryi, Królowej Polski, prosimy Cię, abyś wylewał swego Ducha na naszą ziemię
i czynił nas Twoimi Apostołami w Europie i w świecie.”
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
(Ps) Jdt 13,18-20
J 19,25-27
▌Niedziela, 3 maja
J 15,1-8
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity. (J 15,5)
Dobry ogrodnik jest pod pewnymi względami podobny do chirurga – z precyzją i cierpliwością dąży do celu, usuwając wszystko, co mogłoby zagrażać sadzonkom. Osobiście angażuje się w to, by uprawiane przez niego róże były jak najpiękniejsze, a winogrona jak najsłodsze.
Przypomnijmy sobie, jak silnego „przycinania” wymagał na przykład św. Paweł. W dniach bezpośrednio po swoim nawróceniu sam dowiódł, że czeka go jeszcze daleka droga. Nie dość, że wdał się z niektórymi Żydami w Jerozolimie w zaciętą debatę, która doprowadziła wręcz do spisku na jego życie, to jeszcze wzbudził popłoch wśród uczniów (Dz 9,26-29). Sytuacja stała się tak napięta, że Apostołowie postanowili na pewien czas odesłać Pawła do jego rodzinnego Tarsu. Uznali, że powstrzymanie się Pawła na jakiś czas od wszelkich działań wyjdzie na dobre zarówno jemu samemu, jak i wszystkim innym.
Historia ta ukazuje nam, że Boże „przycinanie” i upodabnianie nas do Jezusa odbywa się na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez czas osobistej modlitwy w samotności. Paweł spędził w Tarsie kilka lat, modląc się, studiując Pismo Święte i ba-
dając swoje serce. Podczas tych długich rekolekcji poddawał się działaniu Ducha Świętego, który wygładzał szorstkość jego natury, objawiał mu coraz głębiej sens Dobrej Nowiny i przygotowywał go do przyszłej misji. To samo odnosi się do nas. Będąc wierni codziennej modlitwie, dajemy Duchowi Świętemu sposobność, by nas formował i kształtował.
Po drugie, Bóg „przycina” nas poprzez wzywanie do kolejnych kroków wiary, na przykład do dzielenia się Ewangelią czy bardziej świadomego służenia własnej rodzinie. Już pierwsze próby ewangelizacyjne Pawła udowodniły, że potrafi on skutecznie bronić swoich poglądów. Z biegiem czasu, ucząc się na swoich błędach, zaczął głosić słowo Boże nie tylko z pasją, ale i z miłością. Podejmuj więc wyznaczane ci przez Boga zadania, ale też nie zapominaj o tym, by wsłuchiwać się w Jego głos w cichej modlitwie. Pozwól, by cię przycinał, a będziesz wydawał coraz więcej owocu dla Jego królestwa!
„Przyjdź, Duchu Święty, i kształtuj moje serce na wzór serca Jezusa.”
Dz 9,26-31
Ps 22,26-28.30-32
1 J 3,18-24
▌Środa, 6 maja
Św. Filipa i Jakuba, Apostołów
J 14,6-14
Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. (J 14,11)
Ewangelia zdecydowanie nie traktuje Apostołów jak celebrytów, których każde słowo czy gest są warte, by przekazać je rzeszom zainteresowanych fanów. Nie ukazuje ich też jako herosów. Ich wątpliwości, brak zrozumienia, słabości, którym ulegają, przekonują nas, że Jezus wzywa do wiary normalnych ludzi – takich jak my – i jeśli Mu na to pozwolą, prowadzi ich do świętości.
Nie da się też jedynie na podstawie Nowego Testamentu odtworzyć życiorysów poszczególnych Apostołów, w tym także patronów dzisiejszego dnia. Niemniej każdy z nich wzywa do wiary na swój własny sposób. I tak św. Filipa poznajemy jako skutecznego ewangelizatora. Powołany przez Jezusa, natychmiast podzielił się tym ze spotkanym Natanaelem i nie zrażając się jego szorstkim: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”, powiedział mu: „Chodź i zobacz!” (J 1,46).
Z kolei św. Jakub Mniejszy – nazwany tak dla odróżnienia od drugiego Apostoła Jakuba, brata Jana – daje się poznać jako mediator, rozumiejący innych, a zarazem potrafiący rozróżnić, co jest sednem przesłania chrześcijańskiego, a co może być przedmiotem negocjacji. Kiedy więc w pierwotnym Kościele wynikł problem, czy nawróceni poganie mają obowiązek przestrzegania prawa Mojżeszowego, Apostoł Jakub potrafił zaproponować kompromisowe rozwiązanie, pozostawiając braciom nawróconym z pogaństwa duży margines wolności.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus wzywa nas do wiary i przekonuje, że jest obrazem Boga Ojca, że w Nim możemy zobaczyć i dotknąć niewidzialnego Boga. W Jezusie Bóg staje się bliski i przystępny. Nie jest Bogiem, który zagraża czy obezwładnia swoim majestatem, od którego lepiej jest trzymać się na dystans. Prawdę tę potwierdzają i głoszą także Apostołowie. „Zaryzykuj, przyjdź i przekonaj się osobiście” – zachęca św. Filip. „On nie zniszczy twojej wolności, możesz być przed Nim sobą” – uspokaja św. Jakub.
Także my, słabi i niekiedy wątpiący ludzie, jesteśmy powołani do głoszenia wiary – każdy na swój własny sposób, odwołując się do własnego doświadczenia. Prośmy dziś za wstawiennictwem Apostołów, aby to, co mamy do powiedzenia o Bogu, mogło być przekonujące dla innych.
„Panie Jezu, pomóż mi dostrzec Twoje działanie w moim życiu i naucz mnie dzielić się nim z innymi.”
1 Kor 15,1-8
Ps 19,2-5

▌Czwartek, 14 maja
Św. Macieja, Apostoła
Dz 1,15-17.20-26
Ty, Panie, znasz serca wszystkich. (Dz 1,24)
Czy kiedykolwiek zmagałeś się z poważną decyzją, pragnąc iść za Bogiem, ale nie mając pewności, czy twój wybór jest słuszny? Podejmowanie decyzji jest trudne zwłaszcza wtedy, gdy mamy przed sobą szereg możliwości i wiele z nich wydaje się dobrych. O ileż łatwiej by nam się żyło, gdyby Bóg wysłał nam na skrzynkę elektroniczną czy telefon komórkowy jasną i zrozumiałą wiadomość z konkretnymi instrukcjami!
Apostołowie musieli zadecydować, który z dwóch spełniających wszystkie wymagania kandydatów powinien zająć miejsce Judasza jako dwunasty Apostoł. Dla naszych współczesnych umysłów idea ciągnięcia losów – czyli metoda wybrana przez Apostołów – może wydawać się dziwna, nierozsądna, nielogiczna, a nawet śmieszna. Czy w tak ważnej sprawie wypada zdawać się na ślepy los?
Uczniowie uznali jednak, że ta sprawa wykracza poza ich ludzkie kompetencje. Nie znając woli Bożej, pomodlili się do Tego, który zna serca wszystkich, a następnie zostawili Mu pole do działania. Uznali, że Bóg już dokonał wyboru, a losowanie tylko go ujawni. Biblistka Maureen Duffy wyjaśnia to następująco: „Decydują się nie wybierać ani nie odrzucać żadnego z kandydatów. Zgodnie ze zwyczajem swoich czasów, rzucają losy, aby wynik nie był spaczony ludzką ignorancją. W języku świeckim można powiedzieć, że zdają się na przypadek. Jednak w ich języku, języku wiary – zdają się na Boga”.
W życiu mamy wiele jasnych sytuacji, kiedy decyzja wydaje się oczywista. Co jednak czynić, kiedy musimy wybierać pomiędzy możliwościami, które wydają nam się równie atrakcyjne, równie pożyteczne – albo równie ryzykowne?
Po pierwsze, zapytaj siebie: „Czy ten wybór jest zgodny z Prawem Bożym? Czy przybliży mnie do Chrystusa?”. Następnie, zamiast próbować samodzielnie zapanować nad wszystkim, poproś Pana o Jego prowadzenie oraz o jakiś znak, który byłby dla ciebie wskazówką lub potwierdzeniem właściwego wyboru. Daj Bogu szansę działania! Nawet jeśli twoja decyzja okaże się niesłuszna, On znajdzie sposób, aby wydobyć z niej dobro. Chce tylko, abyś uczynił wszystko, co w twojej mocy. Naśladując Apostołów, czyń, co możesz, a resztę pozostaw Panu. Czy nie jest to sposób działania najbardziej zgodny z naszą wiarą?
„Ojcze, ufam Tobie! «Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek! Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj, bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca» (Ps 25,4-5).”
Ps 113,1-8
J 15,9-17


▌Sobota, 16 maja
Św. Andrzeja Boboli, patrona Polski
J 17,20-26
Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał. (J 17,23)
Kiedy w 2002 roku św. Andrzej Bobola został ogłoszony patronem naszej Ojczyzny, biskupi polscy w skierowanym do wiernych z tej okazji liście napisali: „Święty Andrzej jest patronem ewangelizacji w trudnych czasach”.
Jednak analizując dzisiejsze czytania, nie znajdziemy w nich wzmianki ani o głoszeniu słowa Bożego, ani o podróżach misyjnych, ani o nadprzyrodzonych znakach potwierdzających naukę, ani o żadnych innych działaniach, jakie zwykliśmy kojarzyć z działalnością ewangelizacyjną. Ich głównym motywem jest wzajemna miłość i jedność wierzących – której zdecydowanie zabrakło pomiędzy katolikami i prawosławnymi w czasach św. Andrzeja. Modlitwa dnia przypomina, że patron Polski przez swoją męczeńską śmierć zjednoczył się z Chrystusem, który oddał życie, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno.
Ten pozorny paradoks wyjaśnia dzisiejsza Ewangelia, która daje nam jasno do zrozumienia, że nie ma skutecznej ewangelizacji bez jedności chrześcijan. To właśnie nasza wzajemna miłość pociąga do Kościoła innych, a jej brak od niego odpycha, pomimo najbardziej przekonujących argumentów o prawdziwości wiary chrześcijańskiej, jakie moglibyśmy wytoczyć. Wiedzą coś o tym misjonarze, którzy mają okazję przekonać się naocznie, jak wielkim skandalem są podziały pomiędzy wyznawcami Chrystusa. Wiedzą też członkowie nowych ruchów i wspólnot chrześcijańskich, doświadczając na co dzień, jak ogromne znaczenie dla ewangelizacji ma klimat i jakość relacji pomiędzy nimi.
Jeśli biskupi jako patrona ewangelizacji na trudne czasy wskazali nam właśnie św. Andrzeja Bobolę, to znak, jak ważne jest dziś budowanie jedności. Każde odejście od wiary, każdy jej kryzys jest wołaniem nie tylko o bezkompromisowe słowo prawdy, ale także o większą miłość, przebaczenie, jedność i wzajemny szacunek pomiędzy nami, którzy stanowimy Kościół.
„Panie Jezu, uczyń z nas jedno, abyśmy świadczyli o Tobie nie tylko słowem, ale i swoim życiem.”
Ap 12,10-12a albo
1 Kor 1,10-13.17-18
Ps 34,2-9

▌Piątek, 22 maja
J 21,15-19
Czy miłujesz Mnie? (J 21,15)
W tej wzruszającej, intymnej scenie Jezus udziela ostatnich wskazówek Piotrowi, swemu bliskiemu przyjacielowi, któremu powierzył kierowanie Kościołem. Co takiego mu mówi? Jakie ważne reguły i zasady mu przedstawia?
Wszystkie one zawierają się w jednym słowie: miłość. Zamiast podawać długą listę zakazów i nakazów, Jezus po prostu pyta Piotra, czy Go kocha – i to trzy razy! Daje mu w ten sposób do zrozumienia, że najważniejzsa jest miłość do Jezusa, a nie wybitna inteligencja, heroiczna odwaga czy wyjątkowa zaradność.
Każdy z nas może w jakiś sposób utożsamić się z Piotrem. Tak wielu ludzi na nas patrzy. Tak wielu czegoś od nas oczekuje. Jak zaspokoić wszystkie ich potrzeby? Jak – przy wszystkich naszych słabościach – ukazać im Chrystusa? Jak – przy naszych zranieniach i ograniczeniach – znaleźć potrzebną mądrość i cierpliwość, by zatroszczyć się o „owce” w naszym życiu? Jak? W jaki sposób? Jakimi środkami?
Miłość. Widząc wszystkie nasze wątpliwości, zmartwienia i troski, Jezus zadaje nam tylko jedno pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. Tylko to się liczy. Reszta jest konsekwencją odpowiedzi na to jedno pytanie.
Nie martw się też, jeśli odpowiedź na to pytanie przychodzi ci z trudem. Jeśli odsuniesz od siebie wszystkie zbędne myśli i wyciszysz swoje serce, odkryjesz, że jednak Go kochasz. Wszyscy przecież tęsknimy za Jego pokojem, obecnością, bezpieczeństwem, jakie On nam daje. W głębi serca czujemy, że On kocha nas bezwarunkowo – i że to miłość płynąca od Niego uzdalnia nas do miłości.
Czy kochasz Jezusa? Ależ tak! I nie potrzeba już niczego więcej. Niech ta miłość działa w tobie, niech dodaje ci sił, niech przelewa się przez ciebie na innych. Nie musisz być doskonały. Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystko. Nie musisz być najodważniejszy, najwrażliwszy ani w ogóle najlepszy pod jakimkolwiek względem. To wziął już na siebie Jezus! Wystarczy, że będziesz kochał Pana i ta miłość będzie w tobie widoczna. Będzie cię prowadzić, motywować do działania i ogrzewać serca tych, których masz wokół siebie.
Nie przejmuj się więc za bardzo tym, co powinien albo nie powinien czynić uczeń Jezusa czy świadek Ewangelii. Sta-
raj się przede wszystkim trwać w Jego miłości. On zajmie się resztą.
„Jezu, niech Twoja miłość, tak prosta i mocna, przemienia moje życie. Naucz mnie w niej trwać.”
Dz 25,13-21
Ps 103,1-2.11-12.19-20

▌Niedziela, 24 maja
Zesłanie Ducha Świętego
J 20,19-23
Tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte. (J 20,19)
Lęk jest jedną z najbardziej obezwładniających ludzkich emocji. Pomyśl, jak wiele marzeń nigdy nie doczekało się realizacji z obawy przed niepowodzeniem. Jak wiele relacji nie zaistniało, gdyż ktoś bał się uczynić pierwszy krok. A teraz spójrz na Apostołów zamkniętych w Wieczerniku „z obawy przed Żydami” (J 20,19). Co by się stało, gdyby nie zdołali pokonać tego lęku i pozostali w Jerozolimie? Gdyby Kościół nigdy nie wyszedł poza tę małą grupkę wierzących? Prawdopodobnie nie czytałbyś teraz tej medytacji!
Na szczęście tak się nie stało. I dlatego właśnie obchodzimy dziś Pięćdziesiątnicę. Umocnieni Duchem, Apostołowie przezwyciężyli swoje lęki. I dzięki ich odwadze cały znany im wówczas świat został przemieniony Dobrą Nowiną o Bożej miłości i zbawieniu.
My także jesteśmy wezwani do dawania świadectwa o naszej wierze. Może powinniśmy zapytać siebie, jak to uczynił papież Franciszek: „Czy jesteśmy otwarci na Boże niespodzianki? Czy może zamykamy się z lękiem na nowość Ducha Świętego?”.
Choć może się to wydawać uproszczeniem, naprawdę nie musimy się bać. Bóg jest z nami i jak powiedział Ojciec Święty, ma On dla nas wspaniałe niespodzianki, jeśli tylko zdecydujemy się postawić krok w wierze.
Pozwólmy Panu zaskoczyć się w tym tygodniu – i podejmijmy ryzyko pójścia za tym, co On nam wskaże. Jeśli czujesz, że odnawia się w tobie pragnienie dzielenia się wiarą, nie zagłuszaj go. Jeśli czujesz się wezwany do modlitwy o czyjeś uzdrowienie lub do pomocy komuś, kto znajduje się w trudnej sytuacji, idź za tym natchnieniem. Przezwyciężając obawy, czyń to, czego Pan od ciebie oczekuje. Już pierwsze nieporadne kroki stawiane z ufnością do Pana przyniosą ci wolność. A Bóg przemieni twoje małe kroczki w wielkie kroki do przodu – którymi pobiegniesz ty sam i ludzie, którym służysz.
„Panie, wypal ogniem Twego Ducha wszystkie moje lęki. Obym bez wahania szedł tam, gdzie Ty mnie prowadzisz.”
Dz 2,1-11
Ps 104,1.24.29-31.34
1 Kor 12,3b-7.12-13


MAGAZYN:

WESELE W KANIE GALILEJSKIEJ
Ks. Stanisław Klimaszewski

Zawarcie małżeństwa jest jednym z najbardziej radosnych przeżyć w życiu ludzi. Prawo Mojżesza starało się pomóc młodożeńcom w przeżyciu tej radości. „Jeśli mąż dopiero co poślubi żonę – czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa – to nie pójdzie do wojska i żaden publiczny obowiązek na niego nie przypadnie, lecz pozostanie przez jeden rok w domu, aby ucieszyć żonę, którą poślubił” (Pwt 24,5).
Zwyczaje zaś wszystkich ludów wyrażały tę ra­dość przyjęciem urządzanym po ślubie. Tak było i w Kanie Galilejskiej, miasteczku położonym około 10 kilometrów na północ od Nazaretu. Młodożeńcy zaprosili na przyjęcie nie tylko swych najbliższych krewnych i sąsiadów z miasteczka, ale również Maryję i Jezusa razem z Apostołami.
Możemy przypuszczać, że ci młodzi mieli bo­gatsze serca niż kieszenie, w pewnym momencie bowiem zabrakło wina. Mogli się przeliczyć, gdyż przyjęcia weselne trwały u Żydów nie jeden dzień jak u nas, ale zwykle przez cały tydzień. Bez wina zaś nie wyobrażano sobie radosnego przyjęcia. „Wino rozwesela serce człowieka” - czytamy w Starym Testa­mencie.
Dobre i kochające oczy Maryi dostrzegły, że słudzy coraz rzadziej i skąpiej dolewają gościom wina do kielichów, a gospodarz wesela ma zatro­skaną minę. Zrozumiała szybko: kończy się wino. Co będzie – myślała – jeśli goście to spostrzegą i zaczną się po cichu rozchodzić. Jaki wstyd prze­żyje młoda para! Trzeba jakoś temu zaradzić. Zbli­ża się do Jezusa i mówi po cichu: „Nie mają już wina” (J 2,3).
Odpowiedź Jezusa: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4), wydaje się negatywna. A jej uzasadnieniem jest, że jeszcze nie nadeszła pora czynienia cudów. Różnie tłumaczą egzegeci tę odpowiedź. Maryja jednak, która lepiej od egzegetów i od nas znała swego Syna, zrozumiała bądź w tonie tych słów, bądź w innych słowach, których nie odnotował św. Jan Ewangelista, że prośba Jej będzie wysłuchana. I rzeczywiście woda w sześciu olbrzymich stągwiach została przemienioną w wino, i to – wyśmienite. Starczyło go nie tyl­ko na kilka dni wesela. Młoda para, pijąc je póź­niej, wspominała z wdzięcznością wspaniały dar, jakim odwdzięczył się jej Jezus za zaproszenie na wesele. Cud ten wzbudził podziw wszystkich za­proszonych gości, zwłaszcza zaś Apostołów. Oni, dopiero co wybrani i powołani przez Mistrza z Nazaretu, dzięki temu cudowi uwierzyli w Jego posłannictwo.
Wszystkie następne cuda czynił Jezus, aby po­móc człowiekowi w wielkiej potrzebie, jak choro­ba lub głód. Tu mogło się wydawać, że nie było większej, poważniejszej potrzeby. Bez wina moż­na przecież żyć. Wchodziły jednak w grę honor i radość dwojga młodych, rozpoczynających życie małżeńskie. Gdyby goście zauważyli brak wina i rozeszli się, zapraszającym byłoby wstyd i pozostałoby smutne wspomnienie na całe życie. Matka Boża i Chrystus uznali, że radość dwoj­ga małżonków jest wystarczającą przyczyną nad­zwyczajnej interwencji. Pierwszego cudu dokonał Jezus na prośbę swej Matki.
Nie był to jedyny cud dokonany za Jej wsta­wiennictwem. W ciągu wieków ludzie, znając Jej dobre serce, wciąż prosili Ją o wstawiennictwo. Biorąc pod uwagę wielką liczbę cudownych uzdro­wień w Jej sanktuariach i łask otrzymanych za Jej przyczyną, możemy powiedzieć, że Chrystusowi jest szczególnie miłe wstawiennictwo Jego Matki i nasze modlitwy do Niej zanoszone. Ona, jak mówi Litania Loretańska, jest „Wspomożeniem wiernych” i „Przyczyną naszej radości”.
Obecnie, jak zresztą zawsze, wiele małżeństw przeżywa różne trudności, często o wiele większe niż brak wina w Kanie. Najpoważniejszą z nich jest brak wina miłości. Cóż mają oni czynić w ta­kich sytuacjach? Możemy powiedzieć, że powin­ni zaprosić Jezusa i Jego Matkę do swych domów. Co więcej: prosić, aby byli oni nie tylko chwilowy­mi gośćmi, ale stali się ich stałymi domownikami.
W Kanie taka obecność nie byłaby możliwa, bo byłaby to obecność fizyczna. Teraz zaś, dzięki częstej Komunii świętej, czytaniu Ewangelii i co­dziennej modlitwie możemy zawsze mieć Chry­stusa i Jego Matkę w swoich domach. Nigdy nie zapominajmy o Jej słowach z Kany, ostatnich, jakie zanotowali Ewangeliści: „Zróbcie wszystko, co­kolwiek wam powie” (J 2,5). ▐

WIERZĘ W CIAŁA ZMARTWYCHWSTANIE I ŻYCIE WIECZNE
Ks. Piotr Kieniewicz MIC

Trudno jest wierzyć w życie wieczne, gdy na co dzień doświadczamy umierania. Widzimy, jak życie przepływa nam między palcami i im bardziej próbujemy je zatrzymać, tym dramatyczniejsze jest poczucie przemijalności. Nawet wiara w zmartwychwstanie Chrystusa nie wszystkich przekonuje, bo – jak mówią – On jest Bogiem, a my jesteśmy tylko ludźmi. Tymczasem On „zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15,20). Widoczne w Piśmie Świętym świadectwo wiary Kościoła pierwszych wieków jest w tym względzie jednoznaczne. Zresztą sam Chrystus, świadomy trudności w wierze, dodaje otuchy swoim Apostołom: „Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział” (J 14,1-2).
Rodzi się zatem pytanie, czy wierzę w prawdomówność Chrystusa? I, oczywiście, czy wierzę w Jego zmartwychwstanie? Zmartwychwstanie Pana – jeśli rzeczywiście miało miejsce – było i jest wydarzeniem, które zmienia zarówno oblicze świata, jak i perspektywę życia każdego człowieka. Jednoznacznie pokazuje, że wymiar doczesny nie określa całej rzeczywistości i że poza tym, co widoczne, mierzalne i ograniczone w czasie, istnieje rzeczywistość całkowicie inna, nieporównanie wyższa od tego, czego doświadczamy naszymi zmysłami. Jeśli Chrystus zmartwychwstał, Jego powrót z grobu z jednej strony dowodzi Jego prawdomówności, z drugiej ukazuje ukierunkowanie życia ludzkiego na wieczność. Co więcej, jak ujął to św. Paweł w Liście do Rzymian, „cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8:18). Wszystko, co się dzieje w naszym doczesnym życiu, zyskuje więc zupełnie nową perspektywę, jeśli Chrystus zmartwychwstał.
Jeszcze mocniej Apostoł pisze w Pierwszym Liście do Koryntian: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. (…) Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Jeżeli tylko
w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1Kor 15,14.16-19).
Rzeczywiście bowiem, jeśli życie doczesne jest jedynym, jakie istnieje, i wraz ze śmiercią wszystko się kończy, jakikolwiek wysiłek moralny nie ma najmniejszego sensu. Bez wartości jest troska o cokolwiek, ponieważ wszystko idzie na zmarnowanie. Wymagania moralne, jakie stawiają przed sobą chrześcijanie, mogą budzić wyłącznie politowanie. Perspektywa „rozwoju ludzkości” również pozostaje złudzeniem, ponieważ rozwój dla samego rozwoju niczego dobrego nie wnosi (zresztą, jaki wówczas jest sens mówienia o dobru lub złu?). Jest właściwością nowotworów, szkodników i pasożytów. Co ciekawe, właśnie tak postrzegają ludzkość niektóre radykalne ruchy i organizacje ekologiczne; podobnie też o ludzkości mówi Mr Smith z filmu „Matrix”. Rzeczywiście, bez perspektywy życia wiecznego doczesność pozbawiona jest sensu.
Św. Paweł zwraca jeszcze uwagę na to, że niewiara w zmartwychwstanie oznacza odrzucenie Boga i wszystkiego, co przekazał w Objawieniu (1 Kor 15,15). W istocie, wydarzenie zmartwychwstania Chrystusa i obietnica naszego zmartwychwstania są prawdami wiary chrześcijańskiej, kluczowymi dla naszego postrzegania świata i wizji porządku moralnego. A ponieważ nie da się rozdzielić zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i Jego obietnicy życia wiecznego, przeto dla każdego z tych, którzy w Niego wierzą, kwestia wiary w zmartwychwstanie wyznacza klarowne kryterium wiary chrześcijańskiej. Nie ma tu miejsca na żadne spekulacje czy kompromisy. Albo uznaję, że Chrystus powstał z martwych, albo nie. I konsekwentnie – albo uznaję, że jest prawdomówny, i wówczas przyjmuję Jego obietnicę, że mam miejsce przygotowane w domu Ojca, albo tego nie uznaję i odrzucam Ewangelię.
To może dziwnie brzmieć dla współczesnego człowieka, przyzwyczajonego do całego spektrum szarości, do nieustannych wątpliwości i kompromisów. Jednoznaczność i bezkompromisowość przekonań i postaw jest dziś „źle widziana”, bywa postrzegana jako przejaw radykalizmu, a nawet fanatyzmu. Jednakże nie da się w kwestii faktów być nieradykalnym. Albo uznaję, że miały miejsce, albo je kwestionuję. Stwierdzenie „nie wiem” może być także przejawem niewiary, jeśli za nim ukryta jest postawa obojętności i indyferentyzmu. Zupełnie inaczej jest, jeśli jednak za tym „nie wiem” idzie nieustanne uczciwe szukanie śladów Boga, Jego obecności i działania. Zmartwychwstanie zmienia nasze życie. W prefacji za zmarłych, często wykorzystywanej podczas pogrzebów, modlimy się następująco: „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Zanim jednak ta ostateczna zmiana nastąpi, prawda o zmartwychwstaniu już zmienia tych, którzy ją rozpoznają i przyjmą. Zmienia nasze postępowanie.
A gdy przychodzi czas przejścia przez Bramę Życia, dostępujemy zmiany jeszcze większej. Jakkolwiek zasadniczo możemy tylko spekulować, jakie jest nasze zmartwychwstałe ciało, to nie wszystko jest niewiadomą, gdyż Ewangeliści pozostawili świadectwo o spotkaniach z Chrystusem zmartwychwstałym.
Jego ciało po zmartwychwstaniu ma nieco inne właściwości niż nasze ciała śmiertelne. Bariery materialne nie są dlań przeszkodą, gdyż kilkakrotnie przyszedł do Apostołów mimo drzwi zamkniętych (J 20,19). Pojawiał się i znikał, a jednak mógł spożyć z nimi posiłek (Łk 24,41-43). Zachował ślady męki na rękach, stopach i w boku (J 20,20.27), ale nie sprawiały Mu one bólu. Co ciekawe, owe ślady ukazywał uczniom tylko w niektórych momentach, kiedy indziej zaś najwyraźniej nie były widoczne, gdyż bywał rozpoznawany w inny sposób – przez błogosławieństwo chleba (Łk 24,30-31) albo przez wezwanie po imieniu (J 20,16). Był też jakoś niepodobny wizualnie do siebie sprzed czasu męki, co jednocześnie nie przeszkadzało Apostołom i zaprzyjaźnionym niewiastom Go rozpoznać.
Z tego wszystkiego wynika dosyć jasno kilka rzeczy. W zmartwychwstaniu człowiek dostępuje odzyskania ciała całkowicie przemienionego. Odtąd nie podlega ono ograniczeniom wynikającym z czasu, materii, nie podlega też skutkom grzechu (cierpieniu, chorobie, śmierci). Jest to jednak jego własne ciało, zdolne do życia w obecności Boga
w całej pełni.

Sklep internetowy Shoper.pl