E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 4 (260) 2015 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 4 (260) 2015 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

Okładka nr 4 (260) 2015: Zmartwychwstały Jezus przychodzi do zalęknionych Apostołów ze słowami: „Pokój wam!”. Zwycięzca śmierci, piekła i szatana kieruje te słowa także do nas. Pochodzący od Zmartwychwstałego pokój – z Bogiem, z innymi ludźmi i z samym sobą – jest dla nas obietnicą i cudownym darem Wielkanocy. 

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Śmierć została pokonana
Co zmieniło się po zmartwychwstaniu Jezusa?.......... 4


Pokój wam!
Obietnica i dar Wielkanocy........................................ 9


Życie, rodzina, Obecność
Trzy wielkanocne łaski, które mogą zmienić
twoje życie................................................................ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 kwietnia................... 19


MAGAZYN


On wierzy we mnie
Św. Piotr opowiada własną historię –
George Montague SM.......................................... 45


„Na Twoje wsparcie liczymy”
150. rocznica urodzin św. Urszuli Ledóchowskiej –
s. Małgorzata Krupecka............................... 50


Powołanie w rodzinie
Oddałam ją Bogu – Josephine Szymas....................... 54


Wierzę...
Wierzę w grzechów odpuszczenie –
ks. Piotr Kieniewicz MIC........................................... 58


Nasze lektury ........................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

SŁOWO WŚRÓD NAS, kwiecień 2015

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

W ciągu minionych dni Wielkiego Postu poświęciliśmy wiele czasu na rozważanie Męki Pańskiej. W Niedzielę Palmową przeżywaliśmy wjazd Jezusa do Jerozolimy. W Wielki Czwartek będziemy uczestniczyć wraz z Nim w Ostatniej Wieczerzy. W Wielki Piątek razem z Maryją zapłaczemy u stóp Jego krzyża. A następnie, w Niedzielę Wielkanocną, rozradujemy się z Jego zmartwychwstania.
Czy to już koniec historii Jezusa i nie pozostaje nam nic innego, jak powrócić do swych własnych spraw? Oczywiście, że nie! Podczas gdy Mateusz i Marek kończą swoją relację na zmartwychwstaniu Jezusa i Jego nakazie, by zanieść Ewangelię na krańce ziemi, Łukasz i Jan ukazują nam, co działo się dalej. Podają nam dokładne opisy spotkania Jezusa z Marią Magdaleną, Tomaszem, uczniami idącymi do Emaus i Piotrem. Opowiadają o tym, jak zmartwychwstały Pan ożywił ich słabnącą wiarę, napełnił pokojem oraz dał im odwagę dzielenia się Dobrą Nowiną z innymi.
Jezus odnowił wiarę Marii Magdaleny, wzywając ją po imieniu. Poznając Jezusa przy łamaniu chleba, uczniowie zdążający do Emaus zawrócili i pospieszyli do Jerozolimy, by opowiedzieć wszystkim, co się im przydarzyło. Tomasz, zachęcony do dotknięcia ran Jezusa, zawołał: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).
Najbardziej dramatyczne było spotkanie Zmartwychwstałego z Piotrem. Na widok Jezusa, stojącego na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, Piotra z pewnością ogarnęło poczucie winy, wstydu i niegodności. Miał być „Skałą”, na której Jezus zbuduje swój Kościół, a tymczasem trzykrotnie się Go zaparł. Jednak nie tak patrzył na to Jezus. Poza słabością i wewnętrznym chaosem Piotra dostrzegał jego serce i jego potencjał – jak i każdego ze swoich uczniów. Wiedział, że po spotkaniu z Nim i poumocnieniu Duchem Świętym będą kontynuować Jego dzieło.
Pamiętajcie o tym, czytając artykuły obecnego numeru naszego pisma. Modlimy się, aby ich lektura pomogła wam odnaleźć tę samą nadzieję i radość, które odkrywali pierwsi chrześcijanie, kiedy spotykali zmartwychwstałego Pana.
Jezus zna nasze słabości i upadki, ale nie zatrzymuje się na nich. W Jego oczach jesteśmy dziećmi Zmartwychwstania, dla których grzech i śmierć zostały już pokonane. I my również powinniśmy tak patrzeć na samych siebie. Jezus wie, że mamy swoje wady i popełniamy grzechy, ale wie również, że upadki to nie wszystko, na co nas stać. Potrafi dostrzec w nas także każdy odruch dobroci i miłości. Zamiast więc nas potępić, mówi: „Pokój wam!” (J 20,19.21.26). Wzywa nas po imieniu (J 20,16). Zapewnia, że jest z nami zawsze (Mt 28,20).
Zmartwychwstanie Jezusa to historia triumfu życia nad śmiercią, triumfu, który trwa aż po dziś dzień. Jesteśmy tego świadkami za każdym razem, kiedy odnawia się nasza wiara, kiedy Bóg uwalnia nas od grzechu, poczucia winy czy zamartwiania się. Opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa jest najpiękniejszą historią, jaką kiedykolwiek opowiedziano. Obyśmy zachowali ją w naszych sercach. Obyśmy codziennie słyszeli głos Jezusa mówiącego: „Pokój wam!”.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁ:

POKÓJ WAM! Obietnica i dar Wielkanocy

W Niedzielę Wielkanocną Jezus mógł powitać Apostołów na bardzo wiele różnych sposobów, wybrał jednak dwa proste słowa: „Pokój wam!” (J 20,19). Choć zwykle zaledwie prześlizgujemy się po tym pozdrowieniu, mówi nam ono bardzo wiele. Pamiętajmy, że Jezus dopiero co powstał z martwych. Wypełnił odwieczny Boży plan zbawienia człowieka. Pokonał diabła i otworzył niebo dla wszystkich wierzących. Teraz nadszedł czas Jego objawienia się najbliższym przyjaciołom – czas objawienia im Bożego zbawienia i obietnicy zmartwychwstania. Czy nie sądzisz więc, że mógłby na powitanie powiedzieć coś o wiele bardziej uroczystego dla zaznaczenia wagi tego momentu? Nie uczynił tak jednak. Wybrał zwykłe, codzienne pozdrowienie, którego używano w Jego kulturze.
Jednak przy całej swej nieformalności pozdrowienie to ujmuje samo sedno wielkanocnego przesłania. Przyjrzyjmy się więc darowi pokoju, który Jezus ofiarował swoim uczniom i zastanówmy się, w jaki sposób i my możemy zaznać tego pokoju w naszych sercach.

▌POKÓJ Z BOGIEM
Jak widzieliśmy w pierwszym artykule, stan Apostołów w poranek wielkanocny był zdecydowanie daleki od pokoju. Nie tylko byli świadkami pojmania i ukrzyżowania Jezusa, ale również doświadczyli własnej słabości i braku wiary. Zamiast przypomnieć sobie Jego obietnicę, że powstanie z martwych, ulegli lękom i zwątpieniu. Rozproszeni po pojmaniu Jezusa, podczas Jego procesu i ukrzyżowania trzymali się z daleka, a po Jego śmierci ukryli się przerażeni, że teraz władze zajmą się także nimi. Można powiedzieć, że zawiedli Jezusa pod każdym względem.
Jednak ukazując się im, Jezus nie poruszył żadnego z tych bolesnych i wstydliwych wydarzeń ostatnich dni. Nie wspomniał o nich ani słowem! Zamiast tego po prostu życzył im pokoju.
Pokój wam! To pozdrowienie kojarzy się ze słowami, które Jezus wypowiedział do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie (J 8,2-12). Kiedy wszyscy jej oskarżyciele odeszli, Jezus rzekł do niej: „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,11). Przypomina również reakcję Jezusa na słowa Piotra: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Jezus w żaden sposób nie potwierdził tej krytycznej oceny. Nie wyrecytował długiej listy grzechów i upadków Piotra. Powiedział jedynie: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5,10).
W obu tych sytuacjach, a także w wielu innych, Jezus miał na celu przede wszystkim pokazanie nam, że nie przyszedł na świat po to, by nas potępić, ale by zbawić (J 3,17). Nie chciał relacji z nami naznaczonej zemstą, odpłatą czy gniewem. Pragnął jedynie, byśmy żyli z Nim w pokoju.

▌DWA RODZAJE POKOJU
Co znaczą dla nas słowa: „Pokój wam!”. Przede wszystkim to, że niezależnie od tego, jak wiele razy zgrzeszymy i jak ciężkie są nasze przewinienia, Bóg wciąż gotów jest nam przebaczać i uwalniać nas od winy. Pragnie, byśmy pojednali się z Nim i zaznali pokoju. Zapewnia nas, że możemy doświadczać tego pokoju, ilekroć do Niego wrócimy. Dopóki trwamy w Bogu, doświadczamy Jego pokoju.
Pokój dany przez Jezusa nie jest taki, jak pokój tego świata (J 14,27). Pokój tego świata jest zależny od okoliczności – od tego, czy sprawy układają się po naszej myśli, czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy nie pojawia się za dużo problemów. Jeśli okoliczności są sprzyjające, mamy w sobie pokój, ale jeśli wszystko idzie na opak, pokój tego świata pryska, ustępując miejsca lękom i rozdrażnieniu.
Natomiast pokój, który przynosi Jezus, pomaga nam stawić czoło trudnym sytuacjom bez zdenerwowania, lęku czy gniewu. Budzi w naszych sercach spokojną pewność, która towarzyszy nam w trakcie podejmowania trudnych decyzji. Jest to pokój oparty nie na tym, co przyniesie kolejny dzień, ale na bezgranicznej miłości naszego Pana. Wiemy, że należymy do Chrystusa i że On nas nigdy nie opuści.
▌POKÓJ Z SAMYM SOBĄ
Pokój dany nam przez Jezusa dobrze ilustruje wielkanocna historia św. Piotra (J 21,15-19). W Wielki Czwartek Piotr, opoka Kościoła, zaparł się Pana, twierdząc, że Go nie zna. Teraz, gdy stanął przed Jezusem na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, prawdopodobnie w jego głowie kłębiło się wiele myśli. „Czy Jezus może mi jeszcze zaufać? Tak bardzo Go zawiodłem. Nie ma mowy, żebym po tym wszystkim mógł prowadzić Kościół”.
Jezus jednak przebił się przez poczucie winy i wstydu Piotra, zadając mu jedno proste pytanie: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” (J 21,15). Postawił to pytanie trzy razy, doprowadzając Piotra do wyznania: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21,17).
Jezus nie potrzebował od Piotra trzykrotnego wyznania miłości. To raczej Piotrowi było potrzebne powtarzanie tego wyznania, aby mógł uświadomić sobie, że pomimo tchórzostwa i zaparcia się Mistrza, szczerze kocha Jezusa. I Panu to wystarczyło. Nie zażądał od Piotra żadnych uciążliwych pokut i nie żąda ich również od nas. Wystarczy, że odnowimy w sobie miłość do Jezusa. Odkrycie tego przywróciło Piotrowi pokój wewnętrzny. Nie był już sparaliżowany poczuciem winy ani wściekłością na samego siebie z powodu poniesionej klęski. Uwolniony od winy, był w stanie prowadzić Kościół, wypełniając powołanie dane mu przez Jezusa.
Nikt z nas nie jest doskonałym uczniem. Zdarza się, że wiele razy pod rząd zawodzimy Jezusa i naszych bliskich. Jesteśmy jednak czymś więcej niż sumą naszych pomyłek i upadków, jak również naszych sukcesów i zwycięstw nad sobą. Każdy z nas jest umiłowanym dzieckiem Boga, wybranym i przeznaczonym do wiecznego życia w niebie. Jezus nie jest zainteresowany roztrząsaniem naszych dawnych grzechów. Nie ma też zamiaru kwestionować naszych obecnych motywacji. Zamiast tego pyta o naszą miłość do Niego, która jest drogą do pokoju serca. A im więcej w nas pokoju, tym łatwiej jest nam iść za Jezusem i wypełniać swoje życiowe powołanie.

▌POKÓJ Z INNYMI LUDŹMI
Jezusowy dar pokoju ma także moc przenikać nasze relacje z innymi ludźmi. Zaraz po pozdrowieniu uczniów słowami: „Pokój wam!”, Jezus powiedział: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20,21). Jezus posyła nas do innych, prosząc, byśmy traktowali się nawzajem z taką samą miłosierną miłością, jaką On nam okazuje. Jego miłosierdzie obala dzielące nas mury wrogości, nieprzebaczenia i uprzedzeń (Ef 2,14). To Jego miłość uzdalnia nas do miłowania się nawzajem i zachowywania pokoju między sobą.
Wzajemna miłość i przebaczanie krzywd to bez wątpienia najtrudniejszy aspekt życia chrześcijańskiego. Wszyscy wiemy, jak trudno jest kochać bez żadnych warunków i zastrzeżeń. Wiemy też, jak trudno jest przebaczać tym, którzy nas skrzywdzili. Naszą naturalną reakcją jest gniew, chęć odwetu, rozgoryczenie, pretensje.
Jedynym sposobem na przełamanie tych schematów jest pozwolenie, by w naszych sercach zapanował „pokój Chrystusowy” (Kol 3,15). Kiedy zastanowimy się, co czuł Piotr wraz z pozostałymi uczniami, kiedy stanął przed nimi Jezus, ofiarując im bezwarunkowe przebaczenie i wieczną przyjaźń, nasze serca zaczynają mięknąć. Jeśli potrafimy postawić się na ich miejscu i uwierzyć, że Jezus mówi do każdego z nas: „I Ja ciebie nie potępiam”, znajdziemy łaskę, by podobnie odnosić się do siebie nawzajem.
Na podstawie własnego doświadczenia, a także doświadczeń swoich współbraci Piotr przekonał się, że „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8). Praktykując miłość i miłosierdzie, będziemy żyć w większej jedności z naszymi bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi. Z większym pokojem będziemy też podchodzić nawet do tych osób, które nas drażnią!

▌POKÓJ WAM!
W Adwencie oczekujemy przyjścia Jezusa, Księcia Pokoju (Iz 9,5). Obchodząc Boże Narodzenie, słuchamy aniołów głoszących: „Pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14). Na początku swojej działalności publicznej Jezus obiecał: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).
A na Ostatniej Wieczerzy, żegnając się ze swoimi uczniami, oznajmił: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” (J 14,27).
W ciągu swego ziemskiego życia Jezus niestrudzenie pracował nad usuwaniem przeszkód, które nie pozwalają nam zaznać pokoju z Bogiem, pokoju z samymi sobą i pokoju z innymi ludźmi. Następnie, w Niedzielę Wielkanocną, ogłosił, że obietnica została wypełniona. Wszelkie przeszkody na drodze do pokoju są już usunięte! Dziś Jezus staje przed nami jako miłosierny Zbawiciel, a nie mściwy sędzia. Staje przed nami i ofiarowuje nam swój pokój.
Oby Jego słowa zapadły ci w serce. Oby zawarta w nich prawda znalazła w tobie swój dom. „Pokój wam!” – to o wiele więcej niż życzliwe pozdrowienie. To obietnica i dar wszechmogącego Boga! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Czwartek, 2 kwietnia
Wielki Czwartek
J 13,1-15
Jeśli cię nie umyję… (J 13,8)
Pan daje tu swoim uczniom – i nam – zdumiewający przykład miłości. Król królów pochyla się nad nami i myje nam nogi. Jezus Chrystus, Pan wszystkiego stworzenia, aż do tego stopnia troszczy się o swój lud. Taka jest natura miłości Jezusa – ukochał nas tak mocno, że dla naszego dobra gotów jest zniżyć się do roli sługi.
Jak wiele razy powtarzaliśmy słowa Piotra, próbując powstrzymać Jezusa przed usługiwaniem nam? Może uważaliśmy się za niegodnych takiej miłości? A może sądziliśmy, że nie potrzebujemy oczyszczenia? Jezus mówi jednak każdemu z nas: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną” (J 13,8). Jeśli nie pozwolimy Mu obmyć się i otoczyć opieką, prędzej czy później od Niego odejdziemy.
Jezus obmył nas już we chrzcie, a teraz pragnie obmywać nas w codziennym życiu. Chce nam pomagać i dodawać sił.
Przyjąć Jego propozycję oznacza wyciszyć swoje serce i umysł, tak by móc uświadomić sobie na nowo Jego miłość i stanąć w Jego obecności. Oczywiście nie możemy poczuć się zwolnieni z wypełniania wszystkich swoich codziennych obowiązków, jeśli jednak pozwolimy, by stały się one dla nas ważniejsze od Jezusa, nie będziemy w stanie przyjąć tego, co On pragnie nam ofiarować.
Rozpoczynamy dziś Triduum Paschalne, wielką trzydniową celebrację naszego odkupienia. Poświęcając Panu swój czas poprzez uczestnictwo w liturgiach, dajemy Mu okazję, by po raz kolejny umył nam nogi. Wyrażamy zgodę, by swobodniej działał w naszych sercach.
A przez to wszystko odrobinę bardziej upodobnimy się do Jego obrazu, napełnimy Jego miłością i mocą. Staniemy się Jego sługami na tym świecie, gotowymi za Jego przykładem umywać nogi naszym bliźnim.
„Jezu, pomóż mi w tych świętych dniach stawać w Twojej obecności, abyś mógł umyć mi nogi. Nie chcę dać się pochłonąć wirowi obowiązków. Pragnę trwać przy Tobie. Pomóż mi odrzucić pychę, która nie pozwala mi przyjąć Twojej posługi. Przyjdź, Panie, i napełnij mnie Twoją miłością.”
Wj 12,1-8.11-14
Ps 116,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26

▌Piątek, 3 kwietnia
Wielki Piątek
J 18,1–19,42
A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.
(J 19,17)
Gdzie odnajdujesz siebie na drodze Jezusa podążającego z trudem na wzgórze Golgoty? Czy jesteś przechodniem czekającym na przejście smutnego pochodu, by móc znowu zająć się swoimi sprawami? Czy jesteś przyjacielem, który idzie za Nim, zrozpaczony, lecz niezdolny Go porzucić? A może żołnierzem pędzącym Go przed sobą?
Z jakiejkolwiek perspektywy oglądalibyśmy tę scenę, Jezus zawsze znajduje się w jej centrum – co więcej, to właśnie On jest reżyserem kolejnych wydarzeń. W żadnym momencie Ewangelii Jana Jezus nie jest bezradny ani zdezorientowany. Jego męka i śmierć są konsekwentnym zdążaniem do powziętego celu. Na Jego słowo cała kohorta żołnierzy pada na ziemię (J 18,6). Stojąc przed Piłatem, zachowuje spokój, podczas gdy prokurator wydaje się coraz bardziej zdenerwowany i przestraszony (J 19,8). Sam biorąc na siebie swój krzyż, idzie ku swemu przeznaczeniu (J 19,17). A w momencie, w którym wszystko wydaje się ostatecznie stracone, stwierdza spokojnie i definitywnie: „Wykonało się!” (J 19,30), i oddaje Ducha Ojcu. To, co wygląda na upokarzającą klęskę, staje się momentem zwycięstwa!
Rozważając dziś mękę Jezusa, pozwól, by napełnił cię pokojem i pewnością zbawienia. Spróbuj się wczuć w Jego determinację, w Jego gotowosć wypełnienia do końca woli Ojca. Twoje życie jest bezpieczne w Jego przebitych dłoniach, Twoja dusza bezpiecznie spoczywa w Jego przeszytym włócznią sercu.
Zamiast więc próbować prześlizgnąć się pobieżnie po powadze dzisiejszego dnia, nastawiając już swoje serce na wielkanocną radość, zwolnij tempo i trwaj przy Jezusie. Spróbuj przeżyć Jego mękę w sposób bardziej osobisty, patrząc na znaki Jego władzy i panowania nad sytuacją. Idź za Nim. Wsłuchuj się w wypowiadane przez Niego słowa i chłoń je.
A potem za Jego przykładem powierz się Bogu w przekonaniu, że naprawdę do Niego należysz. Widząc, jak On oddaje się tobie, i ty oddaj się Jemu. Uwierz, że i ty możesz podjąć swój krzyż z takim samym męstwem i spokojem, z jakim przyjął krzyż Jezus. On idzie wraz z tobą, umacniając cię na każdym kroku.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że za mnie i za nas wszystkich wziąłeś na ramiona krzyż. Panie, pomóż mi naśladować Twoją ufność, odwagę i oddanie”.
Iz 52,13–53,12
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9
▌Sobota, 4 kwietnia
Wigilia Paschalna
Mk 16,1-8
Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie. (Mk 16,7)
Przeżywamy dziś ciszę grobu, w którym Jezus śpi snem śmierci, jakby odpoczywając po strasznej męce. Następnie, podczas czuwania paschalnego, głosimy wyznawane w Credo prawdy o tym, że Jezus zstąpił do piekieł, podeptał ich bramy i zniweczył śmiertelny uścisk, w którym szatan trzymał rodzaj ludzki. Jako wspólnota wiary, trwamy w ufnym oczekiwaniu na Jego zmartwychwstanie, które zdejmie z nas starodawną klątwę grzechu i przywróci nam życie Boże.
Wspominamy dziś także noc, w której Izraelici przestąpili brzegi Morza Czerwonego. Uciekając na pustynię po tym, jak zostali oszczędzeni przez anioła śmierci, znaleźli się w potrzasku, mając przed sobą morze, a za sobą napierające na nich wojska faraona. Tam przez całą noc byli chronieni przez tajemniczego anioła Pańskiego oraz słup obłoku (Wj 14,19). Z jak wielką nadzieją wypatrywali wybawienia! Ich życie zawisło na włosku, a jedynym oparciem pozostała wiara (Wj 14,14). Nic więcej nie mogli już zrobić. Teraz wszystko zależało tylko od Boga.
Uczniowie Jezusa znaleźli się w podobnej sytuacji po Jego ukrzyżowaniu. Żadne ludzkie wysiłki – ani żal Piotra po zaparciu się Mistrza, ani życzliwe gesty kobiet pragnących namaścić Jego ciało – nie były w stanie przywrócić życia Jezusowi. Nikt nie mógł już nic zrobić, pozostawało jedynie czekać. I właśnie tu, u kresu wszystkich ludzkich możliwości, najpełniej objawia się moc Boża. Gdy byliśmy martwi z powodu naszych grzechów, Bóg posłał swego Syna, aby On przywrócił nam życie. Kiedy nie mogliśmy sami się zbawić, odkupił nas Jezus. Kiedy byliśmy w niewoli diabła, Bóg rozerwał nasze łańcuchy.
Oczekujmy Pana dzisiejszej nocy. Trwajmy w ciszy, a On będzie działał w naszym imieniu. Nawet jeśli nie masz możliwości uczestniczenia w liturgii Wigilii Paschalnej, znajdź dzisiejszego wieczoru trochę czasu na to, by czuwać w oczekiwaniu na światło Chrystusa, które pokonuje mroki tego świata. Jest to „zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa” (Orędzie paschalne).
„Chryste, nasz Zbawicielu, w Tobie cała nasza nadzieja! Przez swoje zmartwychwstanie wybaw nas z naszych grzechów i lęków. Przemień nasze smutki w radość. Tchnij w nas Twe życie.”
Zob. Słowo Boże na każdy dzień

▌Niedziela, 5 kwietnia
Zmartwychwstanie Pańskie
J 20,1-9
On ma powstać z martwych. (J 20,9)
Pierwszym cudem Jezusa była przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej. Jan napisał, że przez ten cud Jezus „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,12). Cud ukazał chwałę Jezusa i objawienie to wzbudziło wiarę.
Ten podstawowy wzorzec znaku objawiającego chwałę, która z kolei budzi wiarę, jest częstym motywem Ewangelii Jana. Na przykład uzdrowienie syna urzędnika królewskiego, które stanowiło „już drugi znak” (J 4,54) uczyniony przez Jezusa, doprowadziło do wiary całą jego rodzinę. Gdy Jezus rozmnożył chleb i ryby, świadkowie tego znaku mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem” (J 6,14). Kiedy uzdrowił niewidomego, ten wyznał „Wierzę, Panie!” (J 9,38). Kiedy wskrzesił z martwych Łazarza, „tłum wyszedł Mu na spotkanie, ponieważ usłyszał, że ten znak uczynił” (J 12,18).
Największym ze wszystkich znaków jest zmartwychwstanie Jezusa. Niedziela Zmartwychwstania jest najważniejszym dniem w całej historii. Jest to kulminacja wspaniałego Bożego planu zbawienia i fundament naszej wiary. Na ile jednak rozpoznajemy ten podstawowy dla chrześcijaństwa znak? Czy rzeczywiście prowadzi nas on do coraz głębszej i coraz radośniejszej wiary?
Nie zadowalaj się tym, co już wiesz! Nawet jeśli wiesz już sporo, szukaj nowego światła i objawienia. Dzisiejszy dzień jest doskonałą okazją, by przeczytać co najmniej jedną relację ewangeliczną o zmartwychwstaniu Jezusa. Jeśli możesz, przeczytaj wszystkie cztery! Pobiegnij do grobu wraz z Marią Magdaleną i pozostań tam, aż usłyszysz Jezusa wołającego cię po imieniu. Uczcij ten dzień. Świętuj go. Pamiętaj, że cieszymy się dziś nie tylko zmartwychwstaniem Jezusa, lecz także nowym życiem ofiarowanym przez Niego tobie, mnie i każdemu z nas. Wszyscy, którzy przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć, mamy również udział w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu!
„Jezu, dziękuję Ci za wspaniały znak Twojego zmartwychwstania! Wierzę, Panie! Pomóż mi jeszcze mocniej wierzyć, ufać i kochać.”
Dz 10,34a.37-43
Ps 118,1-2.16-17.22-23
Kol 3,1-4 albo 1 Kor 5,6b-8

▌Niedziela, 12 kwietnia
J 20,19-31
Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem. (J 20,31)
Autorzy Ewangelii przekazali nam wiele ważnych faktów z życia Jezusa – jak nakarmienie na pustkowiu pięciu tysięcy ludzi czy wskrzeszenie Łazarza. Opowiadając o tym wszystkim, przekazywali również głębokie prawdy teologiczne, jak wcielenie Syna Bożego czy nasze narodziny do nowego życia przez chrzest. Relacje o cudach Jezusa oraz nauki z nich płynące są tak proste, że nawet dziecko jest w stanie je zrozumieć, a zarazem tak głębokie, że nigdy nie zdołamy do końca pojąć ich znaczenia.
W dzisiejszej Ewangelii o św. Tomaszu Jan mówi nam, że życie wiary ma swoje wzloty i upadki – i dotyczy to nawet tych, którzy chodzili z Jezusem i znali Go osobiście. Na początku Apostołowie nie przyjęli świadectwa kobiet o pustym grobie. Zapominając o słowach Jezusa, który zapowiedział swoje zmartwychwstanie, Maria Magdalena sądziła, że ktoś wykradł Jego ciało. Uczniowie idący do Emaus nie byli skorzy do wiary w słowa Pisma. Tomasz stwierdził, że nie uwierzy, dopóki nie zobaczy.
Chociaż nasza wiara jest chwiejna, Jezus pozostaje z nami. On wciąż wyciąga do nas swoją dłoń, gotów przyciągnąć nas do siebie. Błogosławi tych, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Błogosławi nas. Należymy przecież do grona tych, którzy kochają Jezusa, wierzą w Niego i radują się z Nim (1 P 1,8).
Jeśli chcemy umocnienia naszej wiary, pozwólmy słowu Boga – historii Tomasza czy też wszelkim innym historiom biblijnym – przebywać w nas wraz z całym swym bogactwem (Kol 3,16). Czytając i rozważając teksty Biblii, odkryjesz, że spisane słowo Boga otwiera twoje serce na Jezusa, żywe Słowo Boga. Inspiruje cię i formuje. Stopniowo stajesz się tym, co czytasz, gdyż to, co czytasz, budzi w tobie wiarę, że Jezus jest Mesjaszem.
„Panie, otwórz moje uszy na Twoje słowo. Otwórz moje oczy na Twoją chwałę.”
Dz 4,32-35
Ps 118,1.4.13-14.22.24
1 J 5,1-6

▌Czwartek, 16 kwietnia
Dz 5,27-33
Dajemy temu świadectwo. (Dz 5,32)
Apostołowie nie mogli zamilknąć! Chociaż żydowski Sanhedryn wydał im surowy zakaz nauczania w imię Jezusa, oni, wbrew temu, napełnili całą Jerozolimę swoją nauką. Przynagleni przez Ducha Świętego, głosili Jezusa i Jego prawdę wszystkim, których spotykali, i nikt, nawet sam arcykapłan, nie był w stanie ich powstrzymać. Powszechne zainteresowanie budziła nie tylko głoszona przez nich publicznie nauka, ale także ich życie, sposób odnoszenia się do innych, ich postawa, przez którą promieniowała miłość i moc Chrystusa.
Poproszony o jałmużnę przez chromego człowieka, Piotr odpowiedział: „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” Dz 3,6). A człowiek ten wstał i chodził! Zapytany: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?” (Dz 4,7), Piotr odpowiedział, że uzdrowiony człowiek stoi przed nimi mocą imienia Jezusa Chrystusa. Moc Boża działała przez nich w tak widomy sposób, że musieli tłumaczyć, skąd się ona bierze.
Imię Jezus ma w sobie wielką moc! Zastanówmy się nad tym. Gdy ambasador działa w imieniu swego prezydenta, jego słowo ma swoją wagę. Kiedy rzecznik prasowy przemawia w imieniu swojej organizacji, jego wypowiedzi uważane są za miarodajne. Podobnie, jak uczy nas Pismo Święte, gdy działamy w imię Jezusa, nasze działanie odnosi skutek. Objawia się Boża moc przemieniająca życie ludzi. Apostołowie wiedzieli, że imię Jezusa ma w sobie moc, i nie wahali się korzystać z tej mocy, by uzdrawiać, ewangelizować i budować Kościół.
My także bez wahania uciekajmy się do mocy imienia Jezus. Jest to jedna z najpotężniejszych broni w walce duchowej. Kiedy zaczynasz się denerwować, powiedz: „W imię Jezusa wyrzekam się złości i rozgoryczenia”. Kiedy widzisz, że bliska osoba przeżywa trudności, pomódl się (niekoniecznie głośno): „W imię Jezusa niech zstąpi na ciebie pokój i uzdrowienie”. Zacznij od dziś, a zobaczysz, że znajdziesz wiele okazji do wzywania imienia Pana i doświadczysz Jego mocy.
„Panie, naucz mnie powtarzać z wiarą słowa psalmisty: Jedni wolą rydwan, drudzy konie, a nasza siła w imieniu Pana, Boga naszego (Ps 20,8).”
Ps 34,2.9.17-20
J 3,31-36

▌Niedziela, 26 kwietnia
J 10,11-18
Ja jestem dobrym pasterzem. (J 10,11)
Jest to czwarta z siedmiu zaczynających się od „Ja jestem…” deklaracji Jezusa, zamieszczonych w Ewangelii św. Jana. Jezus mówi jeszcze: „Ja jestem… chlebem żywym, światłością świata, zmartwychwstaniem i życiem, bramą owiec, prawdziwym krzewem winnym, drogą, prawdą i życiem oraz bramą”. Każda z tych deklaracji ukazuje nam inny aspekt tego, kim jest Jezus, Boży Syn.
Posługując się porównaniem do pasterza i jego owczarni, Jezus przekazuje nam ważną prawdę dla naszego życia wiary. On jak pasterz prowadzi nas, karmi, chroni i ratuje od śmierci. Lecz dlaczego to czyni? Dlaczego miłuje nas tak nieskończoną i bezgraniczną miłością?
Odpowiedź na to pytanie jest zarazem prosta i głęboka. Bóg jest samą Miłością. Taka jest Jego natura. Nie może przestać nas kochać. Jesteśmy Jego dziećmi i zawsze będzie się o nas troszczył. Kocha nas tak bardzo, że poprosił swego Syna, by opuścił niebo, przyjął ludzkie ciało i oddał za nas swoje życie.
Dziś, wywyższony w chwale i zasiadający po prawicy Ojca, Jezus wciąż troszczy się o nas bardziej niż o samego siebie. Jak dobry pasterz prowadzi nas w bezpieczne miejsca, przywraca nam siły i namaszcza nas olejkiem swojej łaski (Ps 23). Jest „Pasterzem i Stróżem” (1 P 2,25) naszych dusz. Jest „Wielkim Pasterzem owiec” (Hbr 13,20), który oddaje im wszystko.
Jezus wie, że Jego owce są bezbronne wobec szatana – złodzieja, który chce tylko kraść, zabijać i niszczyć (J 10,8). Chce, abyśmy my także to sobie uświadomili, a następnie przylgnęli do Niego i poszli za Nim jak pokorne, posłuszne owce. Czy nie cieszysz się, że Bóg jest tak wierny wobec ciebie? Dziś na modlitwie wyraź Mu swoją wdzięczność i powiedz, że pragniesz iść wszędzie, gdzie cię poprowadzi.
„Jezu, Ty jesteś moim dobrym Pasterzem. Przyjdź, Panie, i chroń moje życie.”
Dz 4,8-12
Ps 118,1.8-9.21-23.26.28-28
1 J 3,1-2

MAGAZYN:

150. ROCZNICA URODZIN ŚW. URSZULI LEDÓCHOWSKIEJ
„Na Twoje wsparcie liczymy”

Święci się nie starzeją. Przeciwnie, czasy się zmieniają, a przesłanie, które niosą nam kanonizowani wyznawcy Chrystusa, nasze siostry i nasi bracia, zadziwia aktualnością. Tak jest również ze św. Urszulą Ledóchowską, której 150. rocznica urodzin mija 17 kwietnia tego roku.
W maju 1989 roku, tuż przed przewiezieniem z Rzymu do Polski jej relikwii – ciała zachowanego w całości mimo upływu 50 lat od śmierci – św. Jan Paweł II na pożegnalnym spotkaniu w Ogrodach Watykańskich powiedział: „Kościół się nigdy nie rozstaje z tajemnicą świętych obcowania. Nie rozstaje się ze swoimi świętymi i błogosławionymi. Oni stanowią jego przyszłość. Stanowią jego największą nadzieję. Wskazują nieustannie drogę, a równocześnie wciąż wracają do nas, są z nami. Stanowią żywy przykład dla nas (…). I wreszcie wspierają nas – i na Twoje wsparcie liczymy”.

▌„WSKAZUJĄ NIEUSTANNIE
DROGĘ”
Nie jest łatwo mówić mądrze o świętych – to znaczy pokazywać, jak potrafili w swoim życiu zwyczajną codzienność przekształcać przez miłość w coś nadzwyczajnego, ponadczasowego.
Koleje życia św. Urszuli pokazują, że była kobietą nietuzinkową. Życie jej przypada na czasy, które nie były łatwiejsze od naszych. Urodziła się rok po upadku Powstania Styczniowego, połowa jej życia upłynęła, gdy Polska nie istniała na mapie Europy, druga połowa – gdy Polska zaczynała budować niezawisłą państwowość po 120 latach niewoli. Za uprzywilejowaną drogę ewangelizacji uważała działalność wychowawczą i nauczycielską oraz troskę o chrześcijańskie życie w rodzinach. Założyła nowe zgromadzenie zakonne, siostry urszulanki Serca Jezusa Konającego. Pragnęła posyłać swoje siostry do najtrudniejszych środowisk, żeby otoczyły troską najsłabszych członków społeczeństwa: ubogich, nieradzących sobie ekonomicznie i moralnie. A równocześnie miała wiele do czynienia z ważnymi postaciami ze środowisk ziemiańsko-arystokratycznych, politycznych i kościelnych.
Jako odpowiedź na wielostronny, dostrzegany wszędzie kryzys, proponowała świętość. Charakterystyczna jest zbieżność myślenia św. Urszuli z przesłaniem św. Jana Pawła II, który wskazując ważne w nowym tysiącleciu punkty odniesienia, twierdził stanowczo, że „perspektywą, w którą winna być wpisana cała działalność duszpasterska, jest perspektywa świętości” (Novo millennio ineunte, 30).
Jej przykład pokazuje, że człowiek otrzymał od Boga wszystko, co potrzebne do wiernego życia Ewangelią, i umiejscowiony został w takiej przestrzeni i w takim czasie, żeby móc osiągnąć świętość. Reszta należy do nas. Konfrontując swoje życie z takim wzorcem, jakim jest życie św. Urszuli, możemy stać się kontynuatorami długiej i bogatej historii świętości, która w sposób znaczący, mimo że mało dziś doceniany, współtworzyła przez wieki Polskę i Europę. Ale do tego potrzebna jest troska o własny rozwój duchowy.

▌ „WCIĄŻ WRACAJĄ
DO NAS, SĄ Z NAMI”
Św. Urszula, jako mistrzyni życia duchowego, może nas nauczyć paschalnej radości, nadziei, ufności, uśmiechu i dobroci. Jako najskuteczniejszy na nasze czasy styl ewangelizacji proponowała ewangeliczną radość, którą nazywała pogodą ducha, oraz zwyczajną ludzką dobroć, wyrażaną najprostszymi sposobami. Uważała, że Kościół powinien być dziś jak dobry Samarytanin, stąd tak aktualne wydaje się zaproponowane przez św. Urszulę apostolstwo dobroci i radości.
Kiedy już przekonamy siebie, że jesteśmy w stanie, mimo wielu zajęć, wygospodarować trochę czasu w ciągu dnia na modlitwę i pielęgnowanie w sobie życia duchowego, staniemy przed problemem braku umiejętności modlitwy. Św. Urszula w swoich listach, odczytach, artykułach publicystycznych i pismach duchowych prowadzi nas szlakiem przez siebie sprawdzonym. Była kobietą o głębokiej duchowości, a jednocześnie mocno zanurzoną w codzienność. Wiedziała z doświadczenia, że „w życiu tak zajętym, jak nasze, nie tak łatwo trwać w obecności Bożej. Do tego potrzeba z jednej strony wyłącznej łaski Bożej, a z drugiej – usilnej pracy”, współdziałania z łaską. Opierając się na doświadczeniu własnym oraz wielu osób, którym towarzyszyła w rozwoju duchowym, pokazywała, jak pokora pozwala rozpoznać działanie Boże w naszej duszy, jak pozwala uwolnić się od siebie i „zatopić się w chwale Bożej”.
Podręcznikiem życia duchowego są jej rozmyślania nad Ewangelią. Pierwotnie przygotowała je dla swoich duchowych córek, szarych urszulanek, chcąc im pomóc w codziennej medytacji nad słowem Bożym. Gdy dziś po nie sięgamy, okazuje się, że są tak dalece uniwersalne, że mogą być wsparciem w regularnej modlitwie dla różnych kręgów osób. Najpiękniejsze fragmenty rozmyślań biblijnych św. Urszuli, służących do codziennego użytku, zostały zebrane w książce pt. „Medytacje biblijne”. Są one ułożone według schematu tajemnic różańcowych, wskazujących na zwrotne momenty życia Jezusa i Maryi, które mogą być punktami odniesienia dla naszego życia.

▌ „WSPIERAJĄ NAS”
Święci są dla nas nie tylko wzorem postępowania, ale i orędownikami, pośrednikami między ziemią a niebem. Zwracamy się do tych, którzy nas w drodze do nieba wyprzedzili, ufając, że mogą i chcą nam dopomóc, a Bóg zechce ukazać siłę ich modlitwy wstawienniczej, za ich przyczyną udzielając łask, sprawiając cuda.
Od chwili śmierci św. Urszuli wiele osób zwracało się do niej z prośbą o pomoc w różnych kłopotach i troskach.
W 1983 roku, w ramach procedury beatyfikacyjnej, zatwierdzone zostały przez Kościół dwa cudowne uzdrowienia – s. Danuty Pawlak i Jana Kołodziejskiego – dokonane za wstawiennictwem kandydatki na ołtarze. Jej kanonizację w 2003 roku poprzedził kolejny cud, wnikliwie zbadany i potwierdzony przez kościelnych ekspertów: uratowanie Daniela Gajewskiego od śmierci w wyniku porażenia prądem.
Napływają wciąż nowe wiadomości o łaskach uzyskiwanych za wstawiennictwem św. Urszuli. Kilkaset świadectw, zebranych w książce „Cuda św. Urszuli Ledóchowskiej”, potwierdza, że jest ona Świętą skuteczną. Co ciekawe, gdy czytamy najnowsze świadectwa, zauważamy, że najwięcej niezwykłych interwencji św. Urszuli dotyczy problemów związanych z macierzyństwem i ojcostwem. Święta chętnie pomaga młodym rodzicom.
„Podobnie jak każde młode małżeństwo, pragnęliśmy mieć dziecko, jednak było to niemożliwe – pisze Aldona. – Po prawie dwóch latach starań o dziecko lekarz stwierdził u mnie torbiel, która według niego mogła być tego przyczyną. Zalecił więc zabieg laparoskopii, któremu się poddałam. (…) Okazało się, że w wyniku błędu lekarskiego zostało uszkodzone jelito cienkie, a w konsekwencji doszło do zapalenia otrzewnej”. Mąż Aldony, Artur, dopowiada: „Dowiedzieliśmy się, że już nigdy nie będziemy mogli mieć własnych dzieci. Zaproponowano nam metodę in vitro. Chociaż mieliśmy chwile załamania, jednak nie zdecydowaliśmy się na tę metodę, gdyż nie było to zgodne z naszą wiarą”. Potem „do akcji” wkroczyła św. Urszula. Efekt jej wsparcia przerósł oczekiwania: „6 września urodził się Bruno. Zaprzyjaźniliśmy się ze św. Urszulą (…), poprosiliśmy o rodzeństwo dla Bruna. Pan Bóg przez wstawiennictwo św. Urszuli dał nam drugie dziecko. Obie ciąże przebiegły bez powikłań. Drugi syn Tymon urodził się po trzech latach, tego samego dnia i miesiąca co Bruno”.
Monika opisuje kolejną z niedawnych interwencji św. Urszuli. Po pierwszej ciąży, która zakończyła się poronieniem, i po kolejnych nieudanych próbach zostania matką, wpadła w depresję: „Żadne argumenty do mnie nie przemawiały, spokój znajdowałam jedynie w modlitwie. Zwracałam się z prośbą do św. Urszuli Ledóchowskiej o wstawiennictwo u Boga (…). W styczniu 2011 roku ponownie byłam w ciąży. Ciąża przebiegała prawidłowo, ale stan mojego zdrowia budził zaniepokojenie. W czwartym miesiącu ciąży wykryto u mnie dysplazję szyjki macicy. (…) Jeden z lekarzy zaproponował usunięcie ciąży i dalsze leczenie. Nawet przez moment nie myślałam, że tak zrobię. Postanowiłam walczyć o dziecko i o siebie. Dalej prosiłam św. Urszulę, nie było dnia, żebym z nią nie rozmawiała. Udało się, Bóg wysłuchał moich próśb: 10 września 2011 roku urodziła się moja piękna, mądra i zdro-
wa Michalinka”.
Urszula była szczerze zatroskana o każdą ludzką duszę. Nim odeszła, pozostawiła Testament, który jest duchowym przewodnikiem na drodze do bliskości z Bogiem. Obiecała też w nim swoje wsparcie. „Żegnam was, Dzieci moje – kończy św. Urszula swój Testament. – Modlić się za was nie przestanę i w Sercu Jezusa zostanę ściśle z wami złączona. Odwagi, ufności! Choć ciało moje już w grobie, sercem i duszą jestem z wami, kocham i błogosławię! Ufajcie! Serce Jezusa z nami!”
Warto zaufać tej obietnicy i korzystać z przykładu życia, z bogactwa duchowego zawartego w pismach św. Urszuli oraz
z jej skutecznego wstawiennictwa u Boga w naszych trudnych sprawach. ▐


WIERZĘ W GRZECHÓW ODPUSZCZENIE
Dzisiejszy świat przestał się grzechami przejmować. Wyrugowane zostały z naszej codzienności dobro i zło, prawda i fałsz… Zamiast nich mamy przyjemność, korzyść i skuteczność jako kryteria służące do oceny postępowania. No i oczywiście – opinię otoczenia. Mamy psychologów (na szczęście nie wszystkich), którzy jako remedium na wyrzuty sumienia oferują przeróżne drogi upewniania nas, że w gruncie rzeczy wszystko jest w porządku i możemy być z siebie dumni. Do tego zadowolonego z siebie świata nauczanie o grzechu zupełnie nie pasuje i zupełnie nie dociera.
Niektórzy myślą, że grzech jest tam, gdzie łamane jest przykazanie, tak jakby chodziło o przekroczenie przepisów drogowych (jakkolwiek łamanie ich jest grzechem, bo stoją one na straży przykazania „Nie zabijaj”). Nie o złamanie prawa jednak tylko chodzi. Grzech jest czymś znacznie poważniejszym.
Spójrzmy na niego z perspektywy wiary. Grzech nie jest czymś, co się „ma”. Z jednej strony mianem grzechu nazywamy czyn, poprzez który człowiek odwraca się od Boga, z drugiej – sam stan bycia z dala od Niego. Warto zwrócić uwagę, że owo odwrócenie się od Boga nie musi dokonać się wprost. Podobnie jest w naszych relacjach międzyludzkich. Można odrzucić przyjaźń na wiele sposobów – każdy z nich cechuje to, że uderza w łączącą przyjaciół relację. Także wobec Boga – grzechem jest nie tylko bezpośrednie odrzucenie Boga, ale każde postępowanie sprzeczne z tym, czego On uczy – nie ze względu na prawo jednak, ale ze względu na Niego. Ostatecznie, grzechem jest wszystko, w czym człowiek bardziej słucha siebie niż Boga. Istotą grzechu jest to, że idę swoją, a nie Bożą drogą.
Być może właśnie to jest najtrudniejsze do przełknięcia dla współczesnego człowieka. Nauczyliśmy się – a przynajmniej tak nam się wydaje – być samowystarczalni, „dorośli” w naszym człowieczeństwie, i nie chcemy, by ktokolwiek – choćby i Bóg – dyktował nam reguły postępowania. Zachłysnęliśmy się wolnością i nie wyobrażamy sobie, by ktokolwiek mógł ją nam ograniczać.
Zdarza się jednak, że przed prawdą o grzechu nie możemy uciec, czy to dlatego, że „gryzie nas sumienie”, czy to dlatego, że konsekwencje zła przez kogoś wyrządzonego nas dotykają. W obu tych sytuacjach stajemy wobec faktu, że dokonało się coś złego. Żadne tłumaczenia ani usprawiedliwienia nie pomagają. Zło nie daje się zrozumieć.
Oczywiście, wiele zależy od stopnia wrażliwości. Można zatwardzić serce i wygłuszyć sumienie. Można też przyjąć postawę stoicką i w pewnym stopniu uodpornić się na ewentualne nieprzyjemności z zewnątrz. Jak mówi przysłowie – „są tacy, którzy mówią, że deszcz pada, nawet gdy ich ktoś opluje”. Brak wrażliwości ma jednak tę cenę, że oprócz bycia odpornym na krzywdę, człowiek staje się też odporny na miłość i potrzeby innych. Staje się nieczuły. Podobnie nieczułe staje się wygłuszone sumienie, które nie tylko przestaje zwracać uwagę na popełnione zło, ale też na wezwanie ku dobru. W obu wypadkach ostatecznie dochodzi do sytuacji zatwardziałości serca, która jest niczym innym jak duchową śmiercią. To śmierć bowiem czyni człowieka nieczułym, niezdolnym do odróżniania dobra i zła, prawdy i fałszu.
Znamienne jest, jak często na kartach Pisma Świętego pojawia się wezwanie do odrzucenia tej postawy zatwardziałości. Co więcej, Bóg na różne sposoby stara się przekonać człowieka, że dobrze jest widzieć swoje grzechy! Oczywiście, nie po to, by popaść w zniechęcenie czy depresję, ale by otrzymawszy przebaczenie, móc na nowo podjąć wysiłek dobrego życia.
Cała rzecz w tym, że my dobrze wiemy, iż rzuconego kamienia już się nie zatrzyma, podobnie jak wypowiedzianego w gniewie słowa. Nie cofniemy historii naszych grzechów. Wobec zła, które wyrządziliśmy, jesteśmy bezradni. Ileż to razy słyszałem w konfesjonale czy w rozmowach z ludźmi: „Proszę księdza, nie umiem sobie tego przebaczyć”. Bo rzeczywiście, nie jesteśmy w stanie przebaczyć sami sobie. Potrzebujemy, by Ktoś zdjął z nas ciężar zła, jakie uczyniliśmy.
Świadectwo Pisma Świętego jednoznacznie potwierdza, że tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Zresztą, to właśnie był zarzut wobec Jezusa ze strony faryzeuszów, oburzonych uzurpacją – jak uważali – władzy należnej tylko Bogu, Temu, który nie zna zła. Jezus jednak potwierdza, że władza odpuszczania grzechów jest w Jego mocy, my zaś możemy skorzystać z łaski, choć cena daru jest wysoka. Przyjmując nasze ciało, Syn Boży stał się uczestnikiem naszych słabości. Sam bez grzechu, przyjął na siebie nasze grzechy. Nikomu zła nie wyrządził, ale zgodził się, by Go bestialsko zamordowano. Umierając, przebaczył nam nasze winy… Przebaczył, to znaczy co?
U proroka Jeremiasza czytamy: „a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31:34). Skoro tak, przebaczenie oznaczałoby, że historia mojej niewierności nigdy nie będzie już wypomniana, nigdy mi nie będzie rzucona w twarz i w tym sensie mój grzech jest „zapomniany”. Ale myliłby się ten, kto by próbował bagatelizować wartość przebaczenia; jego cena jest niewyobrażalnie wysoka. Chrystus rozpięty na krzyżu, wywyższony ponad ziemię, przyciągnął do siebie wszystkich. To właśnie misterium Jego męki – poprzez ukazanie koszmaru zbrodni – odsłania istotę tajemnicy przebaczenia. Jest ono darem całkowicie niezasłużonym, darmo udzielanym z miłości. A my jakże często zapominamy, za jak wielką cenę zostaliśmy nabyci. Zamiast przyjąć dar w pokorze, bierzemy go, jakby nam się należał. Co więcej, nie dostrzegamy, że sami przyjmując przebaczenie, zobowiązujemy się, by udzielać go innym – i to mimo iż powtarzamy codziennie: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Jak jednak przebaczyć bliźniemu, jak zapomnieć, skoro rany są wciąż żywe? Powróćmy jeszcze raz do Jeremiaszowego stwierdzenia o niewypominaniu grzechów. Przebaczenie okazuje się moją decyzją, by w imię miłosiernej miłości okazanej mi przez Chrystusa, zamknąć w swoim sercu doznane cierpienie i postanowić, by nigdy ani winowajcy, ani nikomu innemu o nim nie wspomnieć. Nie chodzi tu o udawanie, jakoby się nic nie stało, ale o decyzję, by przebaczyć, by zamknąć w sercu i zakończyć historię grzechu. Każdy, kto przebacza, wie, że przebaczenie kosztuje, bo miłość kosztuje. Bez miłości w sercu przebaczyć się nie da!
To odwołanie do miłości Boga, do Jego miłosierdzia, ze swej natury powinno być wyrazem pragnienia ukochania Boga ponad wszystko. W Katechizmie (KKK, 1451) czytamy, że żal za grzechy jest bólem duszy, z którego rodzi się postanowienie niegrzeszenia w przyszłości. Chodzi zatem o coś więcej niż intelektualną świadomość, że się zrobiło coś, czego się nie powinno było uczynić. Taka świadomość nie spowodowałaby bólu duszy. Ten rodzi się ze świadomości, że się zraniło Przyjaciela. Prośba o przebaczenie jest więc pokornym przyznaniem się do winy złamania wymogów miłości. O miłość bowiem chodzi. Jeśli w nią wierzymy, mamy szansę dostrzec, że nawet najpoważniejsze oskarżenia, nawet najcięższe przewinienia nie są w stanie powstrzymać Boga, by do samego końca pozostał wierny swej miłości do grzesznika.
Papież Franciszek powtarza, że „Bóg się nie męczy przebaczaniem”, ale zdanie to – niewątpliwie prawdziwe – nie może być dla nas jakąś przepustką do zuchwałości. Czy wolno mi ranić Miłość w imię jakiejś przewrotnej pewności, że i tak otrzymam przebaczenie? Nie! Jest wręcz przeciwnie: świadomość, że jestem kochany, powinna mnie powstrzymywać przed czynami, które Miłość zranią.
Dar Jezusa jest o tyle w nas skuteczny, o ile jest naprawdę przyjęty. Przebaczenie mogę przyjąć tylko wtedy, gdy uznaję swoją winę, a co za tym idzie – gdy odrzucam czynione dotąd zło, przepraszam za nie i postanawiam poprawę. Jako grzesznik, nie mam żadnego tytułu, by domagać się przebaczenia. O łaskę mogę tylko prosić, bo jest to dar, który mi się nie należy. Paradoksalnie zaś, właśnie ta darmowość łaski pozwala mi spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Gdy wyznaję, że wierzę w grzechów odpuszczenie, potwierdzam, że jest jeszcze dla mnie nadzieja!
ks. Piotr Kieniewicz MIC

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 4 (260) 2015 - E-BOOK



OPIS

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

Okładka nr 4 (260) 2015: Zmartwychwstały Jezus przychodzi do zalęknionych Apostołów ze słowami: „Pokój wam!”. Zwycięzca śmierci, piekła i szatana kieruje te słowa także do nas. Pochodzący od Zmartwychwstałego pokój – z Bogiem, z innymi ludźmi i z samym sobą – jest dla nas obietnicą i cudownym darem Wielkanocy. 

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Śmierć została pokonana
Co zmieniło się po zmartwychwstaniu Jezusa?.......... 4


Pokój wam!
Obietnica i dar Wielkanocy........................................ 9


Życie, rodzina, Obecność
Trzy wielkanocne łaski, które mogą zmienić
twoje życie................................................................ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 kwietnia................... 19


MAGAZYN


On wierzy we mnie
Św. Piotr opowiada własną historię –
George Montague SM.......................................... 45


„Na Twoje wsparcie liczymy”
150. rocznica urodzin św. Urszuli Ledóchowskiej –
s. Małgorzata Krupecka............................... 50


Powołanie w rodzinie
Oddałam ją Bogu – Josephine Szymas....................... 54


Wierzę...
Wierzę w grzechów odpuszczenie –
ks. Piotr Kieniewicz MIC........................................... 58


Nasze lektury ........................................................... 62


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WŚRÓD NAS, kwiecień 2015

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

W ciągu minionych dni Wielkiego Postu poświęciliśmy wiele czasu na rozważanie Męki Pańskiej. W Niedzielę Palmową przeżywaliśmy wjazd Jezusa do Jerozolimy. W Wielki Czwartek będziemy uczestniczyć wraz z Nim w Ostatniej Wieczerzy. W Wielki Piątek razem z Maryją zapłaczemy u stóp Jego krzyża. A następnie, w Niedzielę Wielkanocną, rozradujemy się z Jego zmartwychwstania.
Czy to już koniec historii Jezusa i nie pozostaje nam nic innego, jak powrócić do swych własnych spraw? Oczywiście, że nie! Podczas gdy Mateusz i Marek kończą swoją relację na zmartwychwstaniu Jezusa i Jego nakazie, by zanieść Ewangelię na krańce ziemi, Łukasz i Jan ukazują nam, co działo się dalej. Podają nam dokładne opisy spotkania Jezusa z Marią Magdaleną, Tomaszem, uczniami idącymi do Emaus i Piotrem. Opowiadają o tym, jak zmartwychwstały Pan ożywił ich słabnącą wiarę, napełnił pokojem oraz dał im odwagę dzielenia się Dobrą Nowiną z innymi.
Jezus odnowił wiarę Marii Magdaleny, wzywając ją po imieniu. Poznając Jezusa przy łamaniu chleba, uczniowie zdążający do Emaus zawrócili i pospieszyli do Jerozolimy, by opowiedzieć wszystkim, co się im przydarzyło. Tomasz, zachęcony do dotknięcia ran Jezusa, zawołał: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).
Najbardziej dramatyczne było spotkanie Zmartwychwstałego z Piotrem. Na widok Jezusa, stojącego na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, Piotra z pewnością ogarnęło poczucie winy, wstydu i niegodności. Miał być „Skałą”, na której Jezus zbuduje swój Kościół, a tymczasem trzykrotnie się Go zaparł. Jednak nie tak patrzył na to Jezus. Poza słabością i wewnętrznym chaosem Piotra dostrzegał jego serce i jego potencjał – jak i każdego ze swoich uczniów. Wiedział, że po spotkaniu z Nim i poumocnieniu Duchem Świętym będą kontynuować Jego dzieło.
Pamiętajcie o tym, czytając artykuły obecnego numeru naszego pisma. Modlimy się, aby ich lektura pomogła wam odnaleźć tę samą nadzieję i radość, które odkrywali pierwsi chrześcijanie, kiedy spotykali zmartwychwstałego Pana.
Jezus zna nasze słabości i upadki, ale nie zatrzymuje się na nich. W Jego oczach jesteśmy dziećmi Zmartwychwstania, dla których grzech i śmierć zostały już pokonane. I my również powinniśmy tak patrzeć na samych siebie. Jezus wie, że mamy swoje wady i popełniamy grzechy, ale wie również, że upadki to nie wszystko, na co nas stać. Potrafi dostrzec w nas także każdy odruch dobroci i miłości. Zamiast więc nas potępić, mówi: „Pokój wam!” (J 20,19.21.26). Wzywa nas po imieniu (J 20,16). Zapewnia, że jest z nami zawsze (Mt 28,20).
Zmartwychwstanie Jezusa to historia triumfu życia nad śmiercią, triumfu, który trwa aż po dziś dzień. Jesteśmy tego świadkami za każdym razem, kiedy odnawia się nasza wiara, kiedy Bóg uwalnia nas od grzechu, poczucia winy czy zamartwiania się. Opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa jest najpiękniejszą historią, jaką kiedykolwiek opowiedziano. Obyśmy zachowali ją w naszych sercach. Obyśmy codziennie słyszeli głos Jezusa mówiącego: „Pokój wam!”.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁ:

POKÓJ WAM! Obietnica i dar Wielkanocy

W Niedzielę Wielkanocną Jezus mógł powitać Apostołów na bardzo wiele różnych sposobów, wybrał jednak dwa proste słowa: „Pokój wam!” (J 20,19). Choć zwykle zaledwie prześlizgujemy się po tym pozdrowieniu, mówi nam ono bardzo wiele. Pamiętajmy, że Jezus dopiero co powstał z martwych. Wypełnił odwieczny Boży plan zbawienia człowieka. Pokonał diabła i otworzył niebo dla wszystkich wierzących. Teraz nadszedł czas Jego objawienia się najbliższym przyjaciołom – czas objawienia im Bożego zbawienia i obietnicy zmartwychwstania. Czy nie sądzisz więc, że mógłby na powitanie powiedzieć coś o wiele bardziej uroczystego dla zaznaczenia wagi tego momentu? Nie uczynił tak jednak. Wybrał zwykłe, codzienne pozdrowienie, którego używano w Jego kulturze.
Jednak przy całej swej nieformalności pozdrowienie to ujmuje samo sedno wielkanocnego przesłania. Przyjrzyjmy się więc darowi pokoju, który Jezus ofiarował swoim uczniom i zastanówmy się, w jaki sposób i my możemy zaznać tego pokoju w naszych sercach.

▌POKÓJ Z BOGIEM
Jak widzieliśmy w pierwszym artykule, stan Apostołów w poranek wielkanocny był zdecydowanie daleki od pokoju. Nie tylko byli świadkami pojmania i ukrzyżowania Jezusa, ale również doświadczyli własnej słabości i braku wiary. Zamiast przypomnieć sobie Jego obietnicę, że powstanie z martwych, ulegli lękom i zwątpieniu. Rozproszeni po pojmaniu Jezusa, podczas Jego procesu i ukrzyżowania trzymali się z daleka, a po Jego śmierci ukryli się przerażeni, że teraz władze zajmą się także nimi. Można powiedzieć, że zawiedli Jezusa pod każdym względem.
Jednak ukazując się im, Jezus nie poruszył żadnego z tych bolesnych i wstydliwych wydarzeń ostatnich dni. Nie wspomniał o nich ani słowem! Zamiast tego po prostu życzył im pokoju.
Pokój wam! To pozdrowienie kojarzy się ze słowami, które Jezus wypowiedział do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie (J 8,2-12). Kiedy wszyscy jej oskarżyciele odeszli, Jezus rzekł do niej: „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,11). Przypomina również reakcję Jezusa na słowa Piotra: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Jezus w żaden sposób nie potwierdził tej krytycznej oceny. Nie wyrecytował długiej listy grzechów i upadków Piotra. Powiedział jedynie: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5,10).
W obu tych sytuacjach, a także w wielu innych, Jezus miał na celu przede wszystkim pokazanie nam, że nie przyszedł na świat po to, by nas potępić, ale by zbawić (J 3,17). Nie chciał relacji z nami naznaczonej zemstą, odpłatą czy gniewem. Pragnął jedynie, byśmy żyli z Nim w pokoju.

▌DWA RODZAJE POKOJU
Co znaczą dla nas słowa: „Pokój wam!”. Przede wszystkim to, że niezależnie od tego, jak wiele razy zgrzeszymy i jak ciężkie są nasze przewinienia, Bóg wciąż gotów jest nam przebaczać i uwalniać nas od winy. Pragnie, byśmy pojednali się z Nim i zaznali pokoju. Zapewnia nas, że możemy doświadczać tego pokoju, ilekroć do Niego wrócimy. Dopóki trwamy w Bogu, doświadczamy Jego pokoju.
Pokój dany przez Jezusa nie jest taki, jak pokój tego świata (J 14,27). Pokój tego świata jest zależny od okoliczności – od tego, czy sprawy układają się po naszej myśli, czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy nie pojawia się za dużo problemów. Jeśli okoliczności są sprzyjające, mamy w sobie pokój, ale jeśli wszystko idzie na opak, pokój tego świata pryska, ustępując miejsca lękom i rozdrażnieniu.
Natomiast pokój, który przynosi Jezus, pomaga nam stawić czoło trudnym sytuacjom bez zdenerwowania, lęku czy gniewu. Budzi w naszych sercach spokojną pewność, która towarzyszy nam w trakcie podejmowania trudnych decyzji. Jest to pokój oparty nie na tym, co przyniesie kolejny dzień, ale na bezgranicznej miłości naszego Pana. Wiemy, że należymy do Chrystusa i że On nas nigdy nie opuści.
▌POKÓJ Z SAMYM SOBĄ
Pokój dany nam przez Jezusa dobrze ilustruje wielkanocna historia św. Piotra (J 21,15-19). W Wielki Czwartek Piotr, opoka Kościoła, zaparł się Pana, twierdząc, że Go nie zna. Teraz, gdy stanął przed Jezusem na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, prawdopodobnie w jego głowie kłębiło się wiele myśli. „Czy Jezus może mi jeszcze zaufać? Tak bardzo Go zawiodłem. Nie ma mowy, żebym po tym wszystkim mógł prowadzić Kościół”.
Jezus jednak przebił się przez poczucie winy i wstydu Piotra, zadając mu jedno proste pytanie: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” (J 21,15). Postawił to pytanie trzy razy, doprowadzając Piotra do wyznania: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21,17).
Jezus nie potrzebował od Piotra trzykrotnego wyznania miłości. To raczej Piotrowi było potrzebne powtarzanie tego wyznania, aby mógł uświadomić sobie, że pomimo tchórzostwa i zaparcia się Mistrza, szczerze kocha Jezusa. I Panu to wystarczyło. Nie zażądał od Piotra żadnych uciążliwych pokut i nie żąda ich również od nas. Wystarczy, że odnowimy w sobie miłość do Jezusa. Odkrycie tego przywróciło Piotrowi pokój wewnętrzny. Nie był już sparaliżowany poczuciem winy ani wściekłością na samego siebie z powodu poniesionej klęski. Uwolniony od winy, był w stanie prowadzić Kościół, wypełniając powołanie dane mu przez Jezusa.
Nikt z nas nie jest doskonałym uczniem. Zdarza się, że wiele razy pod rząd zawodzimy Jezusa i naszych bliskich. Jesteśmy jednak czymś więcej niż sumą naszych pomyłek i upadków, jak również naszych sukcesów i zwycięstw nad sobą. Każdy z nas jest umiłowanym dzieckiem Boga, wybranym i przeznaczonym do wiecznego życia w niebie. Jezus nie jest zainteresowany roztrząsaniem naszych dawnych grzechów. Nie ma też zamiaru kwestionować naszych obecnych motywacji. Zamiast tego pyta o naszą miłość do Niego, która jest drogą do pokoju serca. A im więcej w nas pokoju, tym łatwiej jest nam iść za Jezusem i wypełniać swoje życiowe powołanie.

▌POKÓJ Z INNYMI LUDŹMI
Jezusowy dar pokoju ma także moc przenikać nasze relacje z innymi ludźmi. Zaraz po pozdrowieniu uczniów słowami: „Pokój wam!”, Jezus powiedział: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20,21). Jezus posyła nas do innych, prosząc, byśmy traktowali się nawzajem z taką samą miłosierną miłością, jaką On nam okazuje. Jego miłosierdzie obala dzielące nas mury wrogości, nieprzebaczenia i uprzedzeń (Ef 2,14). To Jego miłość uzdalnia nas do miłowania się nawzajem i zachowywania pokoju między sobą.
Wzajemna miłość i przebaczanie krzywd to bez wątpienia najtrudniejszy aspekt życia chrześcijańskiego. Wszyscy wiemy, jak trudno jest kochać bez żadnych warunków i zastrzeżeń. Wiemy też, jak trudno jest przebaczać tym, którzy nas skrzywdzili. Naszą naturalną reakcją jest gniew, chęć odwetu, rozgoryczenie, pretensje.
Jedynym sposobem na przełamanie tych schematów jest pozwolenie, by w naszych sercach zapanował „pokój Chrystusowy” (Kol 3,15). Kiedy zastanowimy się, co czuł Piotr wraz z pozostałymi uczniami, kiedy stanął przed nimi Jezus, ofiarując im bezwarunkowe przebaczenie i wieczną przyjaźń, nasze serca zaczynają mięknąć. Jeśli potrafimy postawić się na ich miejscu i uwierzyć, że Jezus mówi do każdego z nas: „I Ja ciebie nie potępiam”, znajdziemy łaskę, by podobnie odnosić się do siebie nawzajem.
Na podstawie własnego doświadczenia, a także doświadczeń swoich współbraci Piotr przekonał się, że „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8). Praktykując miłość i miłosierdzie, będziemy żyć w większej jedności z naszymi bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi. Z większym pokojem będziemy też podchodzić nawet do tych osób, które nas drażnią!

▌POKÓJ WAM!
W Adwencie oczekujemy przyjścia Jezusa, Księcia Pokoju (Iz 9,5). Obchodząc Boże Narodzenie, słuchamy aniołów głoszących: „Pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14). Na początku swojej działalności publicznej Jezus obiecał: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).
A na Ostatniej Wieczerzy, żegnając się ze swoimi uczniami, oznajmił: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” (J 14,27).
W ciągu swego ziemskiego życia Jezus niestrudzenie pracował nad usuwaniem przeszkód, które nie pozwalają nam zaznać pokoju z Bogiem, pokoju z samymi sobą i pokoju z innymi ludźmi. Następnie, w Niedzielę Wielkanocną, ogłosił, że obietnica została wypełniona. Wszelkie przeszkody na drodze do pokoju są już usunięte! Dziś Jezus staje przed nami jako miłosierny Zbawiciel, a nie mściwy sędzia. Staje przed nami i ofiarowuje nam swój pokój.
Oby Jego słowa zapadły ci w serce. Oby zawarta w nich prawda znalazła w tobie swój dom. „Pokój wam!” – to o wiele więcej niż życzliwe pozdrowienie. To obietnica i dar wszechmogącego Boga! ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Czwartek, 2 kwietnia
Wielki Czwartek
J 13,1-15
Jeśli cię nie umyję… (J 13,8)
Pan daje tu swoim uczniom – i nam – zdumiewający przykład miłości. Król królów pochyla się nad nami i myje nam nogi. Jezus Chrystus, Pan wszystkiego stworzenia, aż do tego stopnia troszczy się o swój lud. Taka jest natura miłości Jezusa – ukochał nas tak mocno, że dla naszego dobra gotów jest zniżyć się do roli sługi.
Jak wiele razy powtarzaliśmy słowa Piotra, próbując powstrzymać Jezusa przed usługiwaniem nam? Może uważaliśmy się za niegodnych takiej miłości? A może sądziliśmy, że nie potrzebujemy oczyszczenia? Jezus mówi jednak każdemu z nas: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną” (J 13,8). Jeśli nie pozwolimy Mu obmyć się i otoczyć opieką, prędzej czy później od Niego odejdziemy.
Jezus obmył nas już we chrzcie, a teraz pragnie obmywać nas w codziennym życiu. Chce nam pomagać i dodawać sił.
Przyjąć Jego propozycję oznacza wyciszyć swoje serce i umysł, tak by móc uświadomić sobie na nowo Jego miłość i stanąć w Jego obecności. Oczywiście nie możemy poczuć się zwolnieni z wypełniania wszystkich swoich codziennych obowiązków, jeśli jednak pozwolimy, by stały się one dla nas ważniejsze od Jezusa, nie będziemy w stanie przyjąć tego, co On pragnie nam ofiarować.
Rozpoczynamy dziś Triduum Paschalne, wielką trzydniową celebrację naszego odkupienia. Poświęcając Panu swój czas poprzez uczestnictwo w liturgiach, dajemy Mu okazję, by po raz kolejny umył nam nogi. Wyrażamy zgodę, by swobodniej działał w naszych sercach.
A przez to wszystko odrobinę bardziej upodobnimy się do Jego obrazu, napełnimy Jego miłością i mocą. Staniemy się Jego sługami na tym świecie, gotowymi za Jego przykładem umywać nogi naszym bliźnim.
„Jezu, pomóż mi w tych świętych dniach stawać w Twojej obecności, abyś mógł umyć mi nogi. Nie chcę dać się pochłonąć wirowi obowiązków. Pragnę trwać przy Tobie. Pomóż mi odrzucić pychę, która nie pozwala mi przyjąć Twojej posługi. Przyjdź, Panie, i napełnij mnie Twoją miłością.”
Wj 12,1-8.11-14
Ps 116,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26

▌Piątek, 3 kwietnia
Wielki Piątek
J 18,1–19,42
A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.
(J 19,17)
Gdzie odnajdujesz siebie na drodze Jezusa podążającego z trudem na wzgórze Golgoty? Czy jesteś przechodniem czekającym na przejście smutnego pochodu, by móc znowu zająć się swoimi sprawami? Czy jesteś przyjacielem, który idzie za Nim, zrozpaczony, lecz niezdolny Go porzucić? A może żołnierzem pędzącym Go przed sobą?
Z jakiejkolwiek perspektywy oglądalibyśmy tę scenę, Jezus zawsze znajduje się w jej centrum – co więcej, to właśnie On jest reżyserem kolejnych wydarzeń. W żadnym momencie Ewangelii Jana Jezus nie jest bezradny ani zdezorientowany. Jego męka i śmierć są konsekwentnym zdążaniem do powziętego celu. Na Jego słowo cała kohorta żołnierzy pada na ziemię (J 18,6). Stojąc przed Piłatem, zachowuje spokój, podczas gdy prokurator wydaje się coraz bardziej zdenerwowany i przestraszony (J 19,8). Sam biorąc na siebie swój krzyż, idzie ku swemu przeznaczeniu (J 19,17). A w momencie, w którym wszystko wydaje się ostatecznie stracone, stwierdza spokojnie i definitywnie: „Wykonało się!” (J 19,30), i oddaje Ducha Ojcu. To, co wygląda na upokarzającą klęskę, staje się momentem zwycięstwa!
Rozważając dziś mękę Jezusa, pozwól, by napełnił cię pokojem i pewnością zbawienia. Spróbuj się wczuć w Jego determinację, w Jego gotowosć wypełnienia do końca woli Ojca. Twoje życie jest bezpieczne w Jego przebitych dłoniach, Twoja dusza bezpiecznie spoczywa w Jego przeszytym włócznią sercu.
Zamiast więc próbować prześlizgnąć się pobieżnie po powadze dzisiejszego dnia, nastawiając już swoje serce na wielkanocną radość, zwolnij tempo i trwaj przy Jezusie. Spróbuj przeżyć Jego mękę w sposób bardziej osobisty, patrząc na znaki Jego władzy i panowania nad sytuacją. Idź za Nim. Wsłuchuj się w wypowiadane przez Niego słowa i chłoń je.
A potem za Jego przykładem powierz się Bogu w przekonaniu, że naprawdę do Niego należysz. Widząc, jak On oddaje się tobie, i ty oddaj się Jemu. Uwierz, że i ty możesz podjąć swój krzyż z takim samym męstwem i spokojem, z jakim przyjął krzyż Jezus. On idzie wraz z tobą, umacniając cię na każdym kroku.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że za mnie i za nas wszystkich wziąłeś na ramiona krzyż. Panie, pomóż mi naśladować Twoją ufność, odwagę i oddanie”.
Iz 52,13–53,12
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9
▌Sobota, 4 kwietnia
Wigilia Paschalna
Mk 16,1-8
Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie. (Mk 16,7)
Przeżywamy dziś ciszę grobu, w którym Jezus śpi snem śmierci, jakby odpoczywając po strasznej męce. Następnie, podczas czuwania paschalnego, głosimy wyznawane w Credo prawdy o tym, że Jezus zstąpił do piekieł, podeptał ich bramy i zniweczył śmiertelny uścisk, w którym szatan trzymał rodzaj ludzki. Jako wspólnota wiary, trwamy w ufnym oczekiwaniu na Jego zmartwychwstanie, które zdejmie z nas starodawną klątwę grzechu i przywróci nam życie Boże.
Wspominamy dziś także noc, w której Izraelici przestąpili brzegi Morza Czerwonego. Uciekając na pustynię po tym, jak zostali oszczędzeni przez anioła śmierci, znaleźli się w potrzasku, mając przed sobą morze, a za sobą napierające na nich wojska faraona. Tam przez całą noc byli chronieni przez tajemniczego anioła Pańskiego oraz słup obłoku (Wj 14,19). Z jak wielką nadzieją wypatrywali wybawienia! Ich życie zawisło na włosku, a jedynym oparciem pozostała wiara (Wj 14,14). Nic więcej nie mogli już zrobić. Teraz wszystko zależało tylko od Boga.
Uczniowie Jezusa znaleźli się w podobnej sytuacji po Jego ukrzyżowaniu. Żadne ludzkie wysiłki – ani żal Piotra po zaparciu się Mistrza, ani życzliwe gesty kobiet pragnących namaścić Jego ciało – nie były w stanie przywrócić życia Jezusowi. Nikt nie mógł już nic zrobić, pozostawało jedynie czekać. I właśnie tu, u kresu wszystkich ludzkich możliwości, najpełniej objawia się moc Boża. Gdy byliśmy martwi z powodu naszych grzechów, Bóg posłał swego Syna, aby On przywrócił nam życie. Kiedy nie mogliśmy sami się zbawić, odkupił nas Jezus. Kiedy byliśmy w niewoli diabła, Bóg rozerwał nasze łańcuchy.
Oczekujmy Pana dzisiejszej nocy. Trwajmy w ciszy, a On będzie działał w naszym imieniu. Nawet jeśli nie masz możliwości uczestniczenia w liturgii Wigilii Paschalnej, znajdź dzisiejszego wieczoru trochę czasu na to, by czuwać w oczekiwaniu na światło Chrystusa, które pokonuje mroki tego świata. Jest to „zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa” (Orędzie paschalne).
„Chryste, nasz Zbawicielu, w Tobie cała nasza nadzieja! Przez swoje zmartwychwstanie wybaw nas z naszych grzechów i lęków. Przemień nasze smutki w radość. Tchnij w nas Twe życie.”
Zob. Słowo Boże na każdy dzień

▌Niedziela, 5 kwietnia
Zmartwychwstanie Pańskie
J 20,1-9
On ma powstać z martwych. (J 20,9)
Pierwszym cudem Jezusa była przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej. Jan napisał, że przez ten cud Jezus „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,12). Cud ukazał chwałę Jezusa i objawienie to wzbudziło wiarę.
Ten podstawowy wzorzec znaku objawiającego chwałę, która z kolei budzi wiarę, jest częstym motywem Ewangelii Jana. Na przykład uzdrowienie syna urzędnika królewskiego, które stanowiło „już drugi znak” (J 4,54) uczyniony przez Jezusa, doprowadziło do wiary całą jego rodzinę. Gdy Jezus rozmnożył chleb i ryby, świadkowie tego znaku mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem” (J 6,14). Kiedy uzdrowił niewidomego, ten wyznał „Wierzę, Panie!” (J 9,38). Kiedy wskrzesił z martwych Łazarza, „tłum wyszedł Mu na spotkanie, ponieważ usłyszał, że ten znak uczynił” (J 12,18).
Największym ze wszystkich znaków jest zmartwychwstanie Jezusa. Niedziela Zmartwychwstania jest najważniejszym dniem w całej historii. Jest to kulminacja wspaniałego Bożego planu zbawienia i fundament naszej wiary. Na ile jednak rozpoznajemy ten podstawowy dla chrześcijaństwa znak? Czy rzeczywiście prowadzi nas on do coraz głębszej i coraz radośniejszej wiary?
Nie zadowalaj się tym, co już wiesz! Nawet jeśli wiesz już sporo, szukaj nowego światła i objawienia. Dzisiejszy dzień jest doskonałą okazją, by przeczytać co najmniej jedną relację ewangeliczną o zmartwychwstaniu Jezusa. Jeśli możesz, przeczytaj wszystkie cztery! Pobiegnij do grobu wraz z Marią Magdaleną i pozostań tam, aż usłyszysz Jezusa wołającego cię po imieniu. Uczcij ten dzień. Świętuj go. Pamiętaj, że cieszymy się dziś nie tylko zmartwychwstaniem Jezusa, lecz także nowym życiem ofiarowanym przez Niego tobie, mnie i każdemu z nas. Wszyscy, którzy przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć, mamy również udział w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu!
„Jezu, dziękuję Ci za wspaniały znak Twojego zmartwychwstania! Wierzę, Panie! Pomóż mi jeszcze mocniej wierzyć, ufać i kochać.”
Dz 10,34a.37-43
Ps 118,1-2.16-17.22-23
Kol 3,1-4 albo 1 Kor 5,6b-8

▌Niedziela, 12 kwietnia
J 20,19-31
Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem. (J 20,31)
Autorzy Ewangelii przekazali nam wiele ważnych faktów z życia Jezusa – jak nakarmienie na pustkowiu pięciu tysięcy ludzi czy wskrzeszenie Łazarza. Opowiadając o tym wszystkim, przekazywali również głębokie prawdy teologiczne, jak wcielenie Syna Bożego czy nasze narodziny do nowego życia przez chrzest. Relacje o cudach Jezusa oraz nauki z nich płynące są tak proste, że nawet dziecko jest w stanie je zrozumieć, a zarazem tak głębokie, że nigdy nie zdołamy do końca pojąć ich znaczenia.
W dzisiejszej Ewangelii o św. Tomaszu Jan mówi nam, że życie wiary ma swoje wzloty i upadki – i dotyczy to nawet tych, którzy chodzili z Jezusem i znali Go osobiście. Na początku Apostołowie nie przyjęli świadectwa kobiet o pustym grobie. Zapominając o słowach Jezusa, który zapowiedział swoje zmartwychwstanie, Maria Magdalena sądziła, że ktoś wykradł Jego ciało. Uczniowie idący do Emaus nie byli skorzy do wiary w słowa Pisma. Tomasz stwierdził, że nie uwierzy, dopóki nie zobaczy.
Chociaż nasza wiara jest chwiejna, Jezus pozostaje z nami. On wciąż wyciąga do nas swoją dłoń, gotów przyciągnąć nas do siebie. Błogosławi tych, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Błogosławi nas. Należymy przecież do grona tych, którzy kochają Jezusa, wierzą w Niego i radują się z Nim (1 P 1,8).
Jeśli chcemy umocnienia naszej wiary, pozwólmy słowu Boga – historii Tomasza czy też wszelkim innym historiom biblijnym – przebywać w nas wraz z całym swym bogactwem (Kol 3,16). Czytając i rozważając teksty Biblii, odkryjesz, że spisane słowo Boga otwiera twoje serce na Jezusa, żywe Słowo Boga. Inspiruje cię i formuje. Stopniowo stajesz się tym, co czytasz, gdyż to, co czytasz, budzi w tobie wiarę, że Jezus jest Mesjaszem.
„Panie, otwórz moje uszy na Twoje słowo. Otwórz moje oczy na Twoją chwałę.”
Dz 4,32-35
Ps 118,1.4.13-14.22.24
1 J 5,1-6

▌Czwartek, 16 kwietnia
Dz 5,27-33
Dajemy temu świadectwo. (Dz 5,32)
Apostołowie nie mogli zamilknąć! Chociaż żydowski Sanhedryn wydał im surowy zakaz nauczania w imię Jezusa, oni, wbrew temu, napełnili całą Jerozolimę swoją nauką. Przynagleni przez Ducha Świętego, głosili Jezusa i Jego prawdę wszystkim, których spotykali, i nikt, nawet sam arcykapłan, nie był w stanie ich powstrzymać. Powszechne zainteresowanie budziła nie tylko głoszona przez nich publicznie nauka, ale także ich życie, sposób odnoszenia się do innych, ich postawa, przez którą promieniowała miłość i moc Chrystusa.
Poproszony o jałmużnę przez chromego człowieka, Piotr odpowiedział: „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” Dz 3,6). A człowiek ten wstał i chodził! Zapytany: „Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?” (Dz 4,7), Piotr odpowiedział, że uzdrowiony człowiek stoi przed nimi mocą imienia Jezusa Chrystusa. Moc Boża działała przez nich w tak widomy sposób, że musieli tłumaczyć, skąd się ona bierze.
Imię Jezus ma w sobie wielką moc! Zastanówmy się nad tym. Gdy ambasador działa w imieniu swego prezydenta, jego słowo ma swoją wagę. Kiedy rzecznik prasowy przemawia w imieniu swojej organizacji, jego wypowiedzi uważane są za miarodajne. Podobnie, jak uczy nas Pismo Święte, gdy działamy w imię Jezusa, nasze działanie odnosi skutek. Objawia się Boża moc przemieniająca życie ludzi. Apostołowie wiedzieli, że imię Jezusa ma w sobie moc, i nie wahali się korzystać z tej mocy, by uzdrawiać, ewangelizować i budować Kościół.
My także bez wahania uciekajmy się do mocy imienia Jezus. Jest to jedna z najpotężniejszych broni w walce duchowej. Kiedy zaczynasz się denerwować, powiedz: „W imię Jezusa wyrzekam się złości i rozgoryczenia”. Kiedy widzisz, że bliska osoba przeżywa trudności, pomódl się (niekoniecznie głośno): „W imię Jezusa niech zstąpi na ciebie pokój i uzdrowienie”. Zacznij od dziś, a zobaczysz, że znajdziesz wiele okazji do wzywania imienia Pana i doświadczysz Jego mocy.
„Panie, naucz mnie powtarzać z wiarą słowa psalmisty: Jedni wolą rydwan, drudzy konie, a nasza siła w imieniu Pana, Boga naszego (Ps 20,8).”
Ps 34,2.9.17-20
J 3,31-36

▌Niedziela, 26 kwietnia
J 10,11-18
Ja jestem dobrym pasterzem. (J 10,11)
Jest to czwarta z siedmiu zaczynających się od „Ja jestem…” deklaracji Jezusa, zamieszczonych w Ewangelii św. Jana. Jezus mówi jeszcze: „Ja jestem… chlebem żywym, światłością świata, zmartwychwstaniem i życiem, bramą owiec, prawdziwym krzewem winnym, drogą, prawdą i życiem oraz bramą”. Każda z tych deklaracji ukazuje nam inny aspekt tego, kim jest Jezus, Boży Syn.
Posługując się porównaniem do pasterza i jego owczarni, Jezus przekazuje nam ważną prawdę dla naszego życia wiary. On jak pasterz prowadzi nas, karmi, chroni i ratuje od śmierci. Lecz dlaczego to czyni? Dlaczego miłuje nas tak nieskończoną i bezgraniczną miłością?
Odpowiedź na to pytanie jest zarazem prosta i głęboka. Bóg jest samą Miłością. Taka jest Jego natura. Nie może przestać nas kochać. Jesteśmy Jego dziećmi i zawsze będzie się o nas troszczył. Kocha nas tak bardzo, że poprosił swego Syna, by opuścił niebo, przyjął ludzkie ciało i oddał za nas swoje życie.
Dziś, wywyższony w chwale i zasiadający po prawicy Ojca, Jezus wciąż troszczy się o nas bardziej niż o samego siebie. Jak dobry pasterz prowadzi nas w bezpieczne miejsca, przywraca nam siły i namaszcza nas olejkiem swojej łaski (Ps 23). Jest „Pasterzem i Stróżem” (1 P 2,25) naszych dusz. Jest „Wielkim Pasterzem owiec” (Hbr 13,20), który oddaje im wszystko.
Jezus wie, że Jego owce są bezbronne wobec szatana – złodzieja, który chce tylko kraść, zabijać i niszczyć (J 10,8). Chce, abyśmy my także to sobie uświadomili, a następnie przylgnęli do Niego i poszli za Nim jak pokorne, posłuszne owce. Czy nie cieszysz się, że Bóg jest tak wierny wobec ciebie? Dziś na modlitwie wyraź Mu swoją wdzięczność i powiedz, że pragniesz iść wszędzie, gdzie cię poprowadzi.
„Jezu, Ty jesteś moim dobrym Pasterzem. Przyjdź, Panie, i chroń moje życie.”
Dz 4,8-12
Ps 118,1.8-9.21-23.26.28-28
1 J 3,1-2

MAGAZYN:

150. ROCZNICA URODZIN ŚW. URSZULI LEDÓCHOWSKIEJ
„Na Twoje wsparcie liczymy”

Święci się nie starzeją. Przeciwnie, czasy się zmieniają, a przesłanie, które niosą nam kanonizowani wyznawcy Chrystusa, nasze siostry i nasi bracia, zadziwia aktualnością. Tak jest również ze św. Urszulą Ledóchowską, której 150. rocznica urodzin mija 17 kwietnia tego roku.
W maju 1989 roku, tuż przed przewiezieniem z Rzymu do Polski jej relikwii – ciała zachowanego w całości mimo upływu 50 lat od śmierci – św. Jan Paweł II na pożegnalnym spotkaniu w Ogrodach Watykańskich powiedział: „Kościół się nigdy nie rozstaje z tajemnicą świętych obcowania. Nie rozstaje się ze swoimi świętymi i błogosławionymi. Oni stanowią jego przyszłość. Stanowią jego największą nadzieję. Wskazują nieustannie drogę, a równocześnie wciąż wracają do nas, są z nami. Stanowią żywy przykład dla nas (…). I wreszcie wspierają nas – i na Twoje wsparcie liczymy”.

▌„WSKAZUJĄ NIEUSTANNIE
DROGĘ”
Nie jest łatwo mówić mądrze o świętych – to znaczy pokazywać, jak potrafili w swoim życiu zwyczajną codzienność przekształcać przez miłość w coś nadzwyczajnego, ponadczasowego.
Koleje życia św. Urszuli pokazują, że była kobietą nietuzinkową. Życie jej przypada na czasy, które nie były łatwiejsze od naszych. Urodziła się rok po upadku Powstania Styczniowego, połowa jej życia upłynęła, gdy Polska nie istniała na mapie Europy, druga połowa – gdy Polska zaczynała budować niezawisłą państwowość po 120 latach niewoli. Za uprzywilejowaną drogę ewangelizacji uważała działalność wychowawczą i nauczycielską oraz troskę o chrześcijańskie życie w rodzinach. Założyła nowe zgromadzenie zakonne, siostry urszulanki Serca Jezusa Konającego. Pragnęła posyłać swoje siostry do najtrudniejszych środowisk, żeby otoczyły troską najsłabszych członków społeczeństwa: ubogich, nieradzących sobie ekonomicznie i moralnie. A równocześnie miała wiele do czynienia z ważnymi postaciami ze środowisk ziemiańsko-arystokratycznych, politycznych i kościelnych.
Jako odpowiedź na wielostronny, dostrzegany wszędzie kryzys, proponowała świętość. Charakterystyczna jest zbieżność myślenia św. Urszuli z przesłaniem św. Jana Pawła II, który wskazując ważne w nowym tysiącleciu punkty odniesienia, twierdził stanowczo, że „perspektywą, w którą winna być wpisana cała działalność duszpasterska, jest perspektywa świętości” (Novo millennio ineunte, 30).
Jej przykład pokazuje, że człowiek otrzymał od Boga wszystko, co potrzebne do wiernego życia Ewangelią, i umiejscowiony został w takiej przestrzeni i w takim czasie, żeby móc osiągnąć świętość. Reszta należy do nas. Konfrontując swoje życie z takim wzorcem, jakim jest życie św. Urszuli, możemy stać się kontynuatorami długiej i bogatej historii świętości, która w sposób znaczący, mimo że mało dziś doceniany, współtworzyła przez wieki Polskę i Europę. Ale do tego potrzebna jest troska o własny rozwój duchowy.

▌ „WCIĄŻ WRACAJĄ
DO NAS, SĄ Z NAMI”
Św. Urszula, jako mistrzyni życia duchowego, może nas nauczyć paschalnej radości, nadziei, ufności, uśmiechu i dobroci. Jako najskuteczniejszy na nasze czasy styl ewangelizacji proponowała ewangeliczną radość, którą nazywała pogodą ducha, oraz zwyczajną ludzką dobroć, wyrażaną najprostszymi sposobami. Uważała, że Kościół powinien być dziś jak dobry Samarytanin, stąd tak aktualne wydaje się zaproponowane przez św. Urszulę apostolstwo dobroci i radości.
Kiedy już przekonamy siebie, że jesteśmy w stanie, mimo wielu zajęć, wygospodarować trochę czasu w ciągu dnia na modlitwę i pielęgnowanie w sobie życia duchowego, staniemy przed problemem braku umiejętności modlitwy. Św. Urszula w swoich listach, odczytach, artykułach publicystycznych i pismach duchowych prowadzi nas szlakiem przez siebie sprawdzonym. Była kobietą o głębokiej duchowości, a jednocześnie mocno zanurzoną w codzienność. Wiedziała z doświadczenia, że „w życiu tak zajętym, jak nasze, nie tak łatwo trwać w obecności Bożej. Do tego potrzeba z jednej strony wyłącznej łaski Bożej, a z drugiej – usilnej pracy”, współdziałania z łaską. Opierając się na doświadczeniu własnym oraz wielu osób, którym towarzyszyła w rozwoju duchowym, pokazywała, jak pokora pozwala rozpoznać działanie Boże w naszej duszy, jak pozwala uwolnić się od siebie i „zatopić się w chwale Bożej”.
Podręcznikiem życia duchowego są jej rozmyślania nad Ewangelią. Pierwotnie przygotowała je dla swoich duchowych córek, szarych urszulanek, chcąc im pomóc w codziennej medytacji nad słowem Bożym. Gdy dziś po nie sięgamy, okazuje się, że są tak dalece uniwersalne, że mogą być wsparciem w regularnej modlitwie dla różnych kręgów osób. Najpiękniejsze fragmenty rozmyślań biblijnych św. Urszuli, służących do codziennego użytku, zostały zebrane w książce pt. „Medytacje biblijne”. Są one ułożone według schematu tajemnic różańcowych, wskazujących na zwrotne momenty życia Jezusa i Maryi, które mogą być punktami odniesienia dla naszego życia.

▌ „WSPIERAJĄ NAS”
Święci są dla nas nie tylko wzorem postępowania, ale i orędownikami, pośrednikami między ziemią a niebem. Zwracamy się do tych, którzy nas w drodze do nieba wyprzedzili, ufając, że mogą i chcą nam dopomóc, a Bóg zechce ukazać siłę ich modlitwy wstawienniczej, za ich przyczyną udzielając łask, sprawiając cuda.
Od chwili śmierci św. Urszuli wiele osób zwracało się do niej z prośbą o pomoc w różnych kłopotach i troskach.
W 1983 roku, w ramach procedury beatyfikacyjnej, zatwierdzone zostały przez Kościół dwa cudowne uzdrowienia – s. Danuty Pawlak i Jana Kołodziejskiego – dokonane za wstawiennictwem kandydatki na ołtarze. Jej kanonizację w 2003 roku poprzedził kolejny cud, wnikliwie zbadany i potwierdzony przez kościelnych ekspertów: uratowanie Daniela Gajewskiego od śmierci w wyniku porażenia prądem.
Napływają wciąż nowe wiadomości o łaskach uzyskiwanych za wstawiennictwem św. Urszuli. Kilkaset świadectw, zebranych w książce „Cuda św. Urszuli Ledóchowskiej”, potwierdza, że jest ona Świętą skuteczną. Co ciekawe, gdy czytamy najnowsze świadectwa, zauważamy, że najwięcej niezwykłych interwencji św. Urszuli dotyczy problemów związanych z macierzyństwem i ojcostwem. Święta chętnie pomaga młodym rodzicom.
„Podobnie jak każde młode małżeństwo, pragnęliśmy mieć dziecko, jednak było to niemożliwe – pisze Aldona. – Po prawie dwóch latach starań o dziecko lekarz stwierdził u mnie torbiel, która według niego mogła być tego przyczyną. Zalecił więc zabieg laparoskopii, któremu się poddałam. (…) Okazało się, że w wyniku błędu lekarskiego zostało uszkodzone jelito cienkie, a w konsekwencji doszło do zapalenia otrzewnej”. Mąż Aldony, Artur, dopowiada: „Dowiedzieliśmy się, że już nigdy nie będziemy mogli mieć własnych dzieci. Zaproponowano nam metodę in vitro. Chociaż mieliśmy chwile załamania, jednak nie zdecydowaliśmy się na tę metodę, gdyż nie było to zgodne z naszą wiarą”. Potem „do akcji” wkroczyła św. Urszula. Efekt jej wsparcia przerósł oczekiwania: „6 września urodził się Bruno. Zaprzyjaźniliśmy się ze św. Urszulą (…), poprosiliśmy o rodzeństwo dla Bruna. Pan Bóg przez wstawiennictwo św. Urszuli dał nam drugie dziecko. Obie ciąże przebiegły bez powikłań. Drugi syn Tymon urodził się po trzech latach, tego samego dnia i miesiąca co Bruno”.
Monika opisuje kolejną z niedawnych interwencji św. Urszuli. Po pierwszej ciąży, która zakończyła się poronieniem, i po kolejnych nieudanych próbach zostania matką, wpadła w depresję: „Żadne argumenty do mnie nie przemawiały, spokój znajdowałam jedynie w modlitwie. Zwracałam się z prośbą do św. Urszuli Ledóchowskiej o wstawiennictwo u Boga (…). W styczniu 2011 roku ponownie byłam w ciąży. Ciąża przebiegała prawidłowo, ale stan mojego zdrowia budził zaniepokojenie. W czwartym miesiącu ciąży wykryto u mnie dysplazję szyjki macicy. (…) Jeden z lekarzy zaproponował usunięcie ciąży i dalsze leczenie. Nawet przez moment nie myślałam, że tak zrobię. Postanowiłam walczyć o dziecko i o siebie. Dalej prosiłam św. Urszulę, nie było dnia, żebym z nią nie rozmawiała. Udało się, Bóg wysłuchał moich próśb: 10 września 2011 roku urodziła się moja piękna, mądra i zdro-
wa Michalinka”.
Urszula była szczerze zatroskana o każdą ludzką duszę. Nim odeszła, pozostawiła Testament, który jest duchowym przewodnikiem na drodze do bliskości z Bogiem. Obiecała też w nim swoje wsparcie. „Żegnam was, Dzieci moje – kończy św. Urszula swój Testament. – Modlić się za was nie przestanę i w Sercu Jezusa zostanę ściśle z wami złączona. Odwagi, ufności! Choć ciało moje już w grobie, sercem i duszą jestem z wami, kocham i błogosławię! Ufajcie! Serce Jezusa z nami!”
Warto zaufać tej obietnicy i korzystać z przykładu życia, z bogactwa duchowego zawartego w pismach św. Urszuli oraz
z jej skutecznego wstawiennictwa u Boga w naszych trudnych sprawach. ▐


WIERZĘ W GRZECHÓW ODPUSZCZENIE
Dzisiejszy świat przestał się grzechami przejmować. Wyrugowane zostały z naszej codzienności dobro i zło, prawda i fałsz… Zamiast nich mamy przyjemność, korzyść i skuteczność jako kryteria służące do oceny postępowania. No i oczywiście – opinię otoczenia. Mamy psychologów (na szczęście nie wszystkich), którzy jako remedium na wyrzuty sumienia oferują przeróżne drogi upewniania nas, że w gruncie rzeczy wszystko jest w porządku i możemy być z siebie dumni. Do tego zadowolonego z siebie świata nauczanie o grzechu zupełnie nie pasuje i zupełnie nie dociera.
Niektórzy myślą, że grzech jest tam, gdzie łamane jest przykazanie, tak jakby chodziło o przekroczenie przepisów drogowych (jakkolwiek łamanie ich jest grzechem, bo stoją one na straży przykazania „Nie zabijaj”). Nie o złamanie prawa jednak tylko chodzi. Grzech jest czymś znacznie poważniejszym.
Spójrzmy na niego z perspektywy wiary. Grzech nie jest czymś, co się „ma”. Z jednej strony mianem grzechu nazywamy czyn, poprzez który człowiek odwraca się od Boga, z drugiej – sam stan bycia z dala od Niego. Warto zwrócić uwagę, że owo odwrócenie się od Boga nie musi dokonać się wprost. Podobnie jest w naszych relacjach międzyludzkich. Można odrzucić przyjaźń na wiele sposobów – każdy z nich cechuje to, że uderza w łączącą przyjaciół relację. Także wobec Boga – grzechem jest nie tylko bezpośrednie odrzucenie Boga, ale każde postępowanie sprzeczne z tym, czego On uczy – nie ze względu na prawo jednak, ale ze względu na Niego. Ostatecznie, grzechem jest wszystko, w czym człowiek bardziej słucha siebie niż Boga. Istotą grzechu jest to, że idę swoją, a nie Bożą drogą.
Być może właśnie to jest najtrudniejsze do przełknięcia dla współczesnego człowieka. Nauczyliśmy się – a przynajmniej tak nam się wydaje – być samowystarczalni, „dorośli” w naszym człowieczeństwie, i nie chcemy, by ktokolwiek – choćby i Bóg – dyktował nam reguły postępowania. Zachłysnęliśmy się wolnością i nie wyobrażamy sobie, by ktokolwiek mógł ją nam ograniczać.
Zdarza się jednak, że przed prawdą o grzechu nie możemy uciec, czy to dlatego, że „gryzie nas sumienie”, czy to dlatego, że konsekwencje zła przez kogoś wyrządzonego nas dotykają. W obu tych sytuacjach stajemy wobec faktu, że dokonało się coś złego. Żadne tłumaczenia ani usprawiedliwienia nie pomagają. Zło nie daje się zrozumieć.
Oczywiście, wiele zależy od stopnia wrażliwości. Można zatwardzić serce i wygłuszyć sumienie. Można też przyjąć postawę stoicką i w pewnym stopniu uodpornić się na ewentualne nieprzyjemności z zewnątrz. Jak mówi przysłowie – „są tacy, którzy mówią, że deszcz pada, nawet gdy ich ktoś opluje”. Brak wrażliwości ma jednak tę cenę, że oprócz bycia odpornym na krzywdę, człowiek staje się też odporny na miłość i potrzeby innych. Staje się nieczuły. Podobnie nieczułe staje się wygłuszone sumienie, które nie tylko przestaje zwracać uwagę na popełnione zło, ale też na wezwanie ku dobru. W obu wypadkach ostatecznie dochodzi do sytuacji zatwardziałości serca, która jest niczym innym jak duchową śmiercią. To śmierć bowiem czyni człowieka nieczułym, niezdolnym do odróżniania dobra i zła, prawdy i fałszu.
Znamienne jest, jak często na kartach Pisma Świętego pojawia się wezwanie do odrzucenia tej postawy zatwardziałości. Co więcej, Bóg na różne sposoby stara się przekonać człowieka, że dobrze jest widzieć swoje grzechy! Oczywiście, nie po to, by popaść w zniechęcenie czy depresję, ale by otrzymawszy przebaczenie, móc na nowo podjąć wysiłek dobrego życia.
Cała rzecz w tym, że my dobrze wiemy, iż rzuconego kamienia już się nie zatrzyma, podobnie jak wypowiedzianego w gniewie słowa. Nie cofniemy historii naszych grzechów. Wobec zła, które wyrządziliśmy, jesteśmy bezradni. Ileż to razy słyszałem w konfesjonale czy w rozmowach z ludźmi: „Proszę księdza, nie umiem sobie tego przebaczyć”. Bo rzeczywiście, nie jesteśmy w stanie przebaczyć sami sobie. Potrzebujemy, by Ktoś zdjął z nas ciężar zła, jakie uczyniliśmy.
Świadectwo Pisma Świętego jednoznacznie potwierdza, że tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Zresztą, to właśnie był zarzut wobec Jezusa ze strony faryzeuszów, oburzonych uzurpacją – jak uważali – władzy należnej tylko Bogu, Temu, który nie zna zła. Jezus jednak potwierdza, że władza odpuszczania grzechów jest w Jego mocy, my zaś możemy skorzystać z łaski, choć cena daru jest wysoka. Przyjmując nasze ciało, Syn Boży stał się uczestnikiem naszych słabości. Sam bez grzechu, przyjął na siebie nasze grzechy. Nikomu zła nie wyrządził, ale zgodził się, by Go bestialsko zamordowano. Umierając, przebaczył nam nasze winy… Przebaczył, to znaczy co?
U proroka Jeremiasza czytamy: „a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31:34). Skoro tak, przebaczenie oznaczałoby, że historia mojej niewierności nigdy nie będzie już wypomniana, nigdy mi nie będzie rzucona w twarz i w tym sensie mój grzech jest „zapomniany”. Ale myliłby się ten, kto by próbował bagatelizować wartość przebaczenia; jego cena jest niewyobrażalnie wysoka. Chrystus rozpięty na krzyżu, wywyższony ponad ziemię, przyciągnął do siebie wszystkich. To właśnie misterium Jego męki – poprzez ukazanie koszmaru zbrodni – odsłania istotę tajemnicy przebaczenia. Jest ono darem całkowicie niezasłużonym, darmo udzielanym z miłości. A my jakże często zapominamy, za jak wielką cenę zostaliśmy nabyci. Zamiast przyjąć dar w pokorze, bierzemy go, jakby nam się należał. Co więcej, nie dostrzegamy, że sami przyjmując przebaczenie, zobowiązujemy się, by udzielać go innym – i to mimo iż powtarzamy codziennie: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Jak jednak przebaczyć bliźniemu, jak zapomnieć, skoro rany są wciąż żywe? Powróćmy jeszcze raz do Jeremiaszowego stwierdzenia o niewypominaniu grzechów. Przebaczenie okazuje się moją decyzją, by w imię miłosiernej miłości okazanej mi przez Chrystusa, zamknąć w swoim sercu doznane cierpienie i postanowić, by nigdy ani winowajcy, ani nikomu innemu o nim nie wspomnieć. Nie chodzi tu o udawanie, jakoby się nic nie stało, ale o decyzję, by przebaczyć, by zamknąć w sercu i zakończyć historię grzechu. Każdy, kto przebacza, wie, że przebaczenie kosztuje, bo miłość kosztuje. Bez miłości w sercu przebaczyć się nie da!
To odwołanie do miłości Boga, do Jego miłosierdzia, ze swej natury powinno być wyrazem pragnienia ukochania Boga ponad wszystko. W Katechizmie (KKK, 1451) czytamy, że żal za grzechy jest bólem duszy, z którego rodzi się postanowienie niegrzeszenia w przyszłości. Chodzi zatem o coś więcej niż intelektualną świadomość, że się zrobiło coś, czego się nie powinno było uczynić. Taka świadomość nie spowodowałaby bólu duszy. Ten rodzi się ze świadomości, że się zraniło Przyjaciela. Prośba o przebaczenie jest więc pokornym przyznaniem się do winy złamania wymogów miłości. O miłość bowiem chodzi. Jeśli w nią wierzymy, mamy szansę dostrzec, że nawet najpoważniejsze oskarżenia, nawet najcięższe przewinienia nie są w stanie powstrzymać Boga, by do samego końca pozostał wierny swej miłości do grzesznika.
Papież Franciszek powtarza, że „Bóg się nie męczy przebaczaniem”, ale zdanie to – niewątpliwie prawdziwe – nie może być dla nas jakąś przepustką do zuchwałości. Czy wolno mi ranić Miłość w imię jakiejś przewrotnej pewności, że i tak otrzymam przebaczenie? Nie! Jest wręcz przeciwnie: świadomość, że jestem kochany, powinna mnie powstrzymywać przed czynami, które Miłość zranią.
Dar Jezusa jest o tyle w nas skuteczny, o ile jest naprawdę przyjęty. Przebaczenie mogę przyjąć tylko wtedy, gdy uznaję swoją winę, a co za tym idzie – gdy odrzucam czynione dotąd zło, przepraszam za nie i postanawiam poprawę. Jako grzesznik, nie mam żadnego tytułu, by domagać się przebaczenia. O łaskę mogę tylko prosić, bo jest to dar, który mi się nie należy. Paradoksalnie zaś, właśnie ta darmowość łaski pozwala mi spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Gdy wyznaję, że wierzę w grzechów odpuszczenie, potwierdzam, że jest jeszcze dla mnie nadzieja!
ks. Piotr Kieniewicz MIC

Sklep internetowy Shoper.pl