E-BOOK
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 3 (259) 2015 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 3 (259) 2015 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Kiedy pościcie...
Wielki Post czasem duchowej przemiany.................. 4


Przybliżmy się do Boga
Post zmienia nie tylko nasze serca, ale i świat........... 9


Twój Ojciec odda tobie
Post, modlitwa i jałmużna otwierają nas
na łaskę Bożą............................................................ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31marca.............. 20


MAGAZYN


Przyjąć łaskę nawrócenia!
Wielkopostna lekcja od Matta Talbota, świętego
alkoholika – Woodeene Koenig-Bricker.............................. 47


Dziecko idące do ołtarza
Historia procesu nawrócenia – Betsy L. Cavnar.......................... 52


Łaska pustyni
Wielkopostny rachunek sumienia............................... 56


Wierzę...
Wierzę w świętych obcowanie –
ks. Piotr Kieniewicz MIC........................................... 58


Nasze lektury ........................................................... 61


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

SŁOWO WŚRÓD NAS – MARZEC 2015

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Św. Augustyn powiedział kiedyś, że post i jałmużna stanowią dwa skrzydła, na których nasza modlitwa wznosi się ku Bogu. I jest w tym głęboki sens. Obie te praktyki pomagają nam w wyzbyciu się mentalności konsumpcyjnej, która głosi, że do szczęścia potrzebujemy „rzeczy”. Budują też jedność pomiędzy tymi, którzy posiadają wiele, i tymi, którzy posiadają mało. Można powiedzieć, że post i jałmużna to potężne siły, które pomagają nam zjednoczyć się w jednym Ciele Chrystusa.
W trwającym obecnie Wielkim Poście spróbujmy zdystansować się od spraw materialnych, które zabierają tak wiele naszego czasu, od tego, czego naszym zdaniem koniecznie nam potrzeba lub co koniecznie musimy wykonać. Spróbujmy oderwać nasze serca od tego wszystkiego, abyśmy w tym czasie łaski doświadczyli prawdziwej przemiany duchowej.
Jakiego rodzaju duchowa przemiana jest ci potrzebna? Może brakuje ci systematyczności i wytrwałości w modlitwie? Może chcesz stać się bardziej ofiarny, uprzejmy, współczujący? Może dojrzewasz do tego, by po długiej przerwie przystąpić do sakramentu pokuty lub zacząć regularnie uczestniczyć we Mszy świętej? Niektórzy z nas zmagają się z wybuchami złości, chowaniem uraz czy kapryśnym usposobieniem. Jeszcze inni nie potrafią darować sobie dawnych błędów, uginając się pod ciężarem winy i wstydu.
Nie martw się, jeśli lista twoich duchowych potrzeb wydaje ci się zbyt długa, gdyż łaska Boża jest niewyczerpana. Bóg pragnie ci pomóc w przezwyciężeniu wszystkich problemów i nałogów, które odbierają ci wolność. Jest gotów dać ci tyle łaski, ile potrzebujesz, by postawić kolejny krok ku przemianie życia na wzór Jego Syna.
Post, jałmużna i modlitwa – te trzy tradycyjne praktyki wielkopostne umacniają nas na drodze wiary. Chronią przed pokusami. Pomagają nam opierać się diabłu, unikać jego zasadzek. Otwierają nas na Bożą mądrość. Torują drogę do przemiany duchowej, jakiej Jezus chciałby w nas dokonać.
Papież Franciszek wielokrotnie powtarzał, że pragnie Kościoła ubogiego, który służy ubogim: „Moim życzeniem, modlitwą i nadzieją jest Kościół, który przedkłada pokorę i prostotę nad pompę i splendor; Kościół, który troszczy się o każdego człowieka”. Czy istnieje lepszy sposób na wcielenie w życie tych słów niż praktykowanie modlitwy, postu i jałmużny? Szczerze mówiąc, żaden nie przychodzi mi na myśl!
Podejmijmy więc całym sercem te trzy podstawowe praktyki. Pamiętajmy, że sam sposób naszej modlitwy, rodzaj wyrzeczeń oraz to, jak zdecydujemy się wspomagać innych, ma znaczenie drugorzędne – najważniejsze jest, by praktykowanie modlitwy, postu i jałmużny przybliżało nas do Pana. Jeśli zechcemy włożyć serce w nasze wielkopostne praktyki, Bóg pobłogosławi nasze wysiłki i sprawi, że wydadzą one owoce.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:
I
Kiedy pościcie…
Wielki Post czasem duchowej przemiany

W przyszłym tygodniu jest Środa Popielcowa. W tym roku postanawiamy, że na czas Wielkiego Postu rezygnujemy z cukierków i lodów” – powiedziała matka swoim trzem synkom.
„Oj, mamo – odparł najmłodszy – już i tak rezygnujemy z nich codziennie od pójścia spać do śniadania. Czy to nie wystarczy?”
W głębi serca wielu z nas mogłoby zidentyfikować się z tym chłopczykiem. Nie bardzo lubimy pościć i zastanawiamy się czasem, na czym właściwie polega wartość postu. Co dobrego wyniknie z tego, że wyrzekniemy się ulubionych przysmaków czy innej formy przyjemności? Czy od tego staniemy się świętsi?
Pomyślmy jednak o wyrzeczeniach podejmowanych przez sportowców. Doprowadzają oni swoje ciała do granic możliwości. Stosują niezwykle restrykcyjne diety. Wszystko po to, aby wygrać zawody! Korzyść, jaką jest wygrana, wynagradza im trud przygotowań. Podobnie jest i z postem. Jeśli lepiej zrozumiemy płynące z niego korzyści, łatwiej będzie nam go podjąć. Zacznijmy więc od przyjrzenia się kilku historiom biblijnym na temat postu i wyrzeczenia.

▌ŚWIĘTA PUSTYNIA
Biblia często ukazuje pustynię jako miejsce święte oraz miejsce próby, gdzie ludzie spotykają Pana i skąd wychodzą odnowieni i umocnieni. Dla Izraelitów, którzy po wyjściu z Egiptu przez czterdzieści lat wędrowali przez pustynię, był to czas oczyszczenia i przygotowania przed wejściem do Ziemi Obiecanej (Pwt 8,2). Mojżesz przez czterdzieści dni modlił się i pościł na górze Synaj, aby przygotować się na spotkanie z Panem, który dał mu Dziesięć Przykazań (Wj 24,18). Prorok Eliasz, nakarmiony przez Pana, otrzymał siłę do czterdziestodniowego marszu przez pustynię w kierunku góry Horeb. Tam, po zakończeniu postu, on także przeżył głębokie spotkanie z Panem, który przemówił do niego w łagodnym powiewie (1 Krl 19,1-13).
Także sam Jezus spędził czterdzieści dni na pustyni, modląc i poszcząc (Mk 1,13). W tym czasie nie tylko odczuwał ogromny głód, lecz także doświadczał intensywnych pokus diabła. Czas pobytu na pustyni, gdzie Duch Święty wyprowadził Go bezpośrednio po chrzcie w Jordanie, był dla Jezusa przygotowaniem do działalności publicznej, a także zapowiedzią Jego męki i śmierci dla naszego zbawienia.
Historie te ukazują nam ścisły związek postu i pustyni, który uwidacznia się zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu.
W tym czasie łaski Bóg zachęca każdego z nas do wyjścia na swoją osobistą pustynię. Prosi, abyśmy, na ile to możliwe, oddzielili się od świata i wyrzekli się choć części naszych zwykłych przyjemności, aby przygotować się na głębokie spotkanie z Panem. Jeśli spojrzymy na nasze wielkopostne umartwienia w świetle obietnic, jakie niesie pustynia, staną się one dla nas błogosławieństwem, podobnie jak stały się nim dla Eliasza, Mojżesza i samego Jezusa. Usłyszymy głos Boga. Nauczymy się Jego dróg. Otrzymamy nową moc, która uzdolni nas do pełnienia woli Bożej oraz stawania się znakiem Jego dobroci dla otaczających nas ludzi.

▌WIELKOPOSTNA PRZEMIANA
Gdy pościsz… Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6,17.18)
Zauważ, że w tym fragmencie Jezus nie powiedział: „jeśli pościsz”, ale „gdy pościsz”. Zależy Mu na tym, abyśmy po- dejmowali tę wielkopostną praktykę, ponieważ wie, jak wielkie błogosławieństwo z niej płynie. Owszem, post wiąże się z umieraniem sobie, ale to nie jest jego główny sens. Połączony z modlitwą, może prowadzić do prawdziwego przełomu duchowego. Mojżesz otrzymał Dziesięć Przykazań. Eliasz doświadczył odnowienia wiary. Jezus ukończył swój post „w mocy Ducha” (Łk 4,14), po czym zaczął głosić słowo Boże i czynić cuda.
Także my doświadczymy przemiany duchowej, jeśli przez kolejne dni Wielkiego Postu będziemy próbowali umierać dla siebie i skupiać się na Jezusie. Nasz Ojciec niebieski nagrodzi nas darem pokoju, radości i uzdrowienia – nie dlatego, że przekonaliśmy Go, iż na nie zasługujemy, ale ponieważ uwalniając serce od tego, co zbędne, przygotowaliśmy miejsce na przyjęcie Jego łaski.
Post bywa owocny także z tego względu, że pomaga nam oczyścić umysł. Pamiętajmy, że pustynia jest miejscem surowym, pełnym ciszy, gdzie nie ma wielu okazji do rozproszeń. Jeśli więc zadbamy o to, by połączyć nasz post z pustynią, będziemy w stanie zlokalizować te obszary naszego życia, w których jesteśmy słabi i gdzie łatwo upadamy w grzech. Cisza i zaparcie się siebie, które są integralną częścią postu, prowadzą nas do nawrócenia. Dzięki nim stajemy się pokorniejsi, bardziej otwarci na obecność Jezusa w naszym życiu.
Post może nam wreszcie pomóc znaleźć przestrzeń dla ciszy i refleksji. Tak często jesteśmy zabiegani, przeciążeni pracą, obowiązkami, pełni rozproszeń. A nawet kiedy obiektywnie nasza sytuacja nie jest aż tak zła, mimo to mamy czasem nieuzasadnione poczucie, że jesteśmy niezwykle zajęci. Mamy wrażenie, że nie wystarcza nam godzin w ciągu doby na to wszystko, co mamy do zrobienia, a praca zawodowa i codzienne obowiązki osaczają nas ze wszystkich stron. Jeśli jednak tegoroczny Wielki Post ma okazać się dla nas przełomowy, musimy za wszelką cenę znaleźć czas dla Pana. „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość” (Mt 6,33) – mówi Ewangelia. Post pomaga nam skupić się przed Panem, wyciszyć nasze serca w Jego obecności – aż wreszcie stanie się to naszą zwyczajną, codzienną praktyką.
Słowo ostrzeżenia: nie chodzi tu tylko o nasze działanie. Umieranie sobie, rezygnacja ze smakołyków, skrucha, zmiany w naszym rozkładzie dnia, stawianie Boga na pierwszym miejscu – wszystko to może sprawić, że Wielki Post będzie nam się kojarzył przede wszystkim z naszym ludzkim wysiłkiem. Oczywiście nasze wysiłki nie są bez znaczenia. Są ważne. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, co czyni w nas Bóg. To właśnie temu mają służyć wszystkie nasze posty i umartwienia!

▌POST I SKRUCHA
Mniej więcej około 400 lat przed Chrystusem prorok Joel wezwał mieszkańców Judy, by powrócili do Pana „przez post i płacz, i lament” (Jl 2,12). Było to w czasie kryzysu, gdy Juda ucierpiała z powodu ogromnej inwazji szarańczy. Całe plony zostały zniszczone i naród był na skraju klęski. Joel powiązał plagę szarańczy z grzechami ludu, toteż wezwał wszystkich do skruchy i nawrócenia się do Pana. Słuchacze wzięli na serio słowa proroka i zarządzili post. Żałowali za swoje grzechy. Ogłosili, że odtąd będą traktować się nawzajem zupełnie inaczej. Co wydarzyło się potem?
„Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem” (Jl 2,18). Obiecał, że zbiory zboża, wina i oliwy będą jeszcze obfitsze niż przedtem. „Wynagrodzę wam lata, które strawiła szarańcza… Wówczas naprawdę będziecie mogli najeść się do sytości i chwalić będziecie imię Pana Boga waszego” (Jl 2,25.26).
Kiedy nawracamy się do Pana przez post i pokorną skruchę, On odpowiada nam z mocą. „Przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26). Pomaga pokonywać pokusy (1 Kor 10,13). Obiecuje, że nas „wywyższy” (Jk 4,10). Dokonuje w naszym życiu rzeczywistego i zauważalnego przełomu!
Podejmując post, spodziewajmy się więc konkretnych zmian. Może ustąpią problemy z modlitwą. Może zaczniesz mocniej doświadczać obecności Boga i łatwiej będzie ci kochać twoich najbliższych. Może znajdziesz w sobie więcej cierpliwości lub zapanujesz nad skłonnością do osądzania innych czy chowania uraz. Może staniesz się mniej kłótliwy i apodyktyczny, może bardziej ofiarny. Możliwości są niewyczerpane. Nigdy nie bagatelizuj tego, co może uczynić Bóg, gdy przychodzisz do Niego z pokornym i skruszonym sercem!

▌ZARZĄDŹCIE ŚWIĘTY POST
Wielki Post może stać się dla nas czasem potężnej odnowy. Jeśli ze skruszonym sercem podejmiemy post i modlitwę, Bóg pokieruje nami i doda nam mocy do przeprowadzenia potrzebnych zmian w naszym życiu. Być może też postawi przed nami nowe zadania – jakieś zaangażowanie w parafii, w schronisku dla bezdomnych czy też coś zupełnie nieoczekiwanego. Mówiąc najkrócej, okres Wielkiego Postu często okazuje się przełomowy.
Spróbuj więc w tegorocznym Wielkim Poście zarządzić w swoim domu „święty post” (Jl 2,15). Postaraj się przez
dni dzielące nas jeszcze od Świąt Wielkanocnych żyć skromniej niż zwykle. Zaprzyj się siebie, a skoncentruj się na Panu. Wyjdź z Jezusem na pustynię, abyś mógł w wielkanocny poranek wrócić z niej z sercem upodobnionym do Jego serca – bardziej kochającym, oddanym, umocnionym do walki z pokusami. Módl się o wielkopostny przełom, o odnowę ducha nie tylko dla siebie, dla twoich bliskich, przyjaciół, ale także dla całego Kościoła i świata. ▐


II
Przybliżmy się do Boga
Post zmienia nie tylko nasze serca, ale i świat

Czy pamiętasz swoją pierwszą randkę? Jak bardzo zależało ci na tym, żeby wszystko było jak należy – fryzura, strój, miejsce spotkania. Byłeś gotów zdobyć się na każdy wysiłek, aby tylko zachęcić drugą osobę do dalszych kontaktów.
Otóż Bóg traktuje nas bardzo podobnie. Pragnie zachęcić nas do dalszych kontaktów ze sobą, zbudować z nami relację. Pragnie skupić i zatrzymać na sobie naszą uwagę. Szuka nowych, twórczych sposobów pokazania nam, jak bardzo nas kocha. Chce, aby nasze wzajemne kontakty były jak najgłębsze. Jest jak zalotnik próbujący zdobyć swoją umiłowaną.
Jednak do budowania relacji potrzebne są dwie strony. Bóg daje nam swoją miłość, ale od nas zależy, czy zechcemy ją odwzajemnić. Jak mówi List św. Jakuba, aby Bóg mógł przybliżyć się do nas, i my potrzebujemy przybliżyć się do Niego (Jk 4,8). Na tym właśnie polega rola postu, który jest jednym z najskuteczniejszych sposobów przybliżania się do Pana – zwłaszcza w trwającym obecnie czasie łaski! Spróbujemy więc zastanowić się nad tym, w jaki sposób możemy przybliżyć się do Boga, biorąc za punkt wyjścia wspomniany przed chwilą werset z Listu św. Jakuba.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ SPOWIEDŹ
Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste – przybliżamy się do Boga poprzez kontakt z Nim na modlitwie i podczas Mszy świętej. Przybliżamy się do Niego, oddając Mu chwałę i słuchając Jego słowa zawartego w Piśmie Świętym. Jednak Jakub ostrzega nas przed dwiema przeszkodami, które utrudniają nam przybliżenie się do Boga. Po pierwsze, mówi: „Oczyśćcie ręce, grzesznicy”. Po drugie: „Uświęćcie serca, ludzie chwiejni” (Jk 4,8). Pierwszą przeszkodą jest więc nasz grzech. Drugą jest nasza chwiejność.
Jeśli chodzi o grzech, nie ma lepszego lekarstwa niż sakrament pojednania. Oczyszcza on nas z popełnionych grzechów – nie tylko z tego, co pomyśleliśmy czy powiedzieliśmy, ale także z brudu, który nagromadził się na naszych „rękach” z powodu naszych złych czynów. Gdy się spowiadamy, postępujemy tak samo jak trędowaty, który padł do nóg Jezusa i powiedział: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Łk 5,12). Czynimy akt pokory i wyznajemy Jezusowi, przez co staliśmy się nieczyści.
Kiedy wyznajemy nasze grzechy, Jezus czyni dla nas to samo, co uczynił dla trędowatego. W osobie kapłana wyciąga rękę i oczyszcza nas przez słowa rozgrzeszenia. Niezależnie od tego, co uczyniliśmy, jak dawno temu to się wydarzyło i jak bardzo jesteśmy przekonani, że On nas odrzucił, Jezus mówi: „Chcę, bądź oczyszczony” (Łk 5,13). Skoro przybliżyliśmy się do Niego przez skruchę, On przybliża się do nas przez przebaczenie, miłość i współczucie.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ
SZCZERĄ POBOŻNOŚĆ
Jakub ostrzega nas również przed wewnętrznym rozdwojeniem (Jk 4,8). Dobrą ilustracją tej pułapki jest opowiedziana przez Jezusa przypowieść o faryzeuszu i celniku (Łk 18,9-14). Obaj poszli do świątyni, aby się modlić, co samo w sobie jest rzeczą dobrą. Jednak faryzeusz nie widział własnej grzeszności, w swojej modlitwie dziękował Bogu za to, że w przeciwieństwie do innych ludzi, w tym także obecnego tu celnika, zachowuje ściśle wszystkie przepisy religijne. Celnik natomiast modlił się po prostu słowami: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”. Jak powiedział Jezus, to on, a nie faryzeusz, odszedł do domu usprawiedliwiony.
Nie mamy powodu, by sądzić, że faryzeusz był nieszczery, koncentrował się on jednak bardziej na sobie samym niż na Bogu. Ponieważ własna wierność Prawu wprawiła go w pychę, podejmowane praktyki religijne, choć szczere i gorliwe, nie przemieniały jednak jego serca. Przeżywając wewnętrzny konflikt serca i sumienia, przyniósł Bogu zarówno swoje pozytywne dokonania, jak i swoją ludzką pychę. Natomiast w sercu celnika nie było rozdwojenia. Doskonale wiedział, że potrzebuje Bożego miłosierdzia, toteż nie prosił o nic innego. Nie próbował szukać wytłumaczenia dla swoich grzechów. I za to Bóg usprawiedliwił go i wywyższył.
Większość z nas przeżywa konflikty wewnętrzne. Chcemy się modlić, ale jesteśmy zbyt zajęci. Chcemy być pokorni, ale znajdujemy różne subtelne sposoby, aby się przechwalać. Chcemy kochać innych, ale na naszych warunkach. Chcemy wprowadzać ład w nasze życie, ale bierzemy na siebie zbyt wiele obowiązków. Chcemy wspierać ubogich, ale ciągle wydaje się nam, że nas na to nie stać.
Wielkopostne wyrzeczenia są doskonałym lekarstwem na taką postawę. Post pomaga nam dostrzec różnice pomiędzy tym, czego potrzebujemy, a tym, na co mamy ochotę, pomiędzy tym, co jest naszym obowiązkiem, a tym, co jest naszą zachcianką. Pomaga nam przebić się przez bałagan naszego serca i dostrzec prostą, jednoznaczną drogę prowadzącą do Pana. Poszcząc, stajemy oko w oko z własnym oporem wobec przemiany – i otrzymujemy łaskę otwarcia na przemieniającą moc Boga.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ
MODLITWĘ WSTAWIENNICZĄ
Post, podejmowany ze skruszonym sercem i umysłem skupionym na Panu, nie pozostaje bez odpowiedzi. Jak obiecuje św. Jakub, jeśli my przybliżymy się do Boga, to i On przybliży się do nas. Choć brzmi to wręcz niewiarygodnie, na taki post Bóg reaguje zawsze. Także nasza modlitwa wstawiennicza staje się bardziej skuteczna, jak to widzimy na przykładzie królowej Estery (Est 4,15-16; 5,2). Pomaga przezwyciężyć rozczarowanie i niepokój oraz otworzyć się na Boże pocieszenie, jak ukazuje nam historia Nehemiasza i Daniela (Ne 1; Dn 9,3-19). Autentyczny post i modlitwa wprowadzają nas w bliskość Boga, który udziela nam mocy do walki z pokusami, jak stało się to z Jezusem na pustyni (Mt 4,1-11). Wreszcie pokorny, połączony
z modlitwą post skłoni Pana do objawienia nam swojej woli, tak jak uczynił to dla Pawła i Barnaby (Dz 13,1-3).
Modlitwa i post – podejmowane w duchu skruchy i skupienia się na Panu – mogą nawet odmienić bieg historii. Za panowania króla judzkiego Jozafata wrogie narody zawarły przeciwko niemu sojusz. Częścią strategii militarnej Jozafata było ogłoszenie narodowego postu (2 Krn 20,3). Prowadząc lud w modlitwie, Jozafat wyznał: „Jesteśmy bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które na nas napadło. Nie wiemy, co czynić, ale oczy nasze zwracają się ku Tobie” (2 Krn 20,12). Następnie, przy pomocy lewitów, Jozafat wyznaczył niektórym spośród ludu absolutnie niespodziewaną funkcję – ustanowił ich śpiewakami dla Pana. Mieli oni uwielbiać Pana pieśnią na polu bitwy! W odpowiedzi Bóg zniszczył ich wrogów (2 Krn 20,20-23).
Juda może być dla nas symbolem Kościoła. Także nasz post i modlitwa mogą odpierać złe duchy, które usiłują zniszczyć Ciało Chrystusa. Mogą też przyczynić się do położenia kresu aborcji, wojnom i niesprawiedliwości. Wyobraźmy sobie, jakie mogłyby być skutki, gdyby każdy czytający te słowa postanowił modlić się i pościć w intencji choćby jednej z tych spraw. Świat stałby się inny!

▌PRZYBLIŻMY SIĘ
PRZEZ OFIARNOŚĆ
Istnieje jeszcze jedna praktyka, która wiąże się ściśle z postem i modlitwą, a mianowicie jałmużna. Właściwie przeżywany post jednoczy tych, którzy posiadają wiele, z tymi, którzy żyją w ubóstwie. Kiedy zapieramy się siebie, nasze serca stają się wrażliwsze na krzyk ubogich. Zaczynamy rozumieć, co przeżywają każdego dnia, a to prowadzi nas do większej hojności. I właśnie tego oczekuje od nas Bóg.
Jeśli to możliwe, przeczytaj teraz 58 rozdział Księgi Izajasza. We fragmencie tym prorok karci lud za nadużycia towarzyszące postnym praktykom. Mówi Izraelitom, że chociaż autentycznie podejmują post, to ich wyrzeczenia nie mają żadnego wpływu na ich życie. Obywają się bez jedzenia, ale nie troszczą się o ubogich, bezdomnych, ofiary niesprawiedliwości. Nie solidaryzują się
z tymi, których cierpienie rani serce Boga. Ich post jest pustym rytuałem, mającym na celu zapewnienie sobie Bożej przychylności. Zamiast zabiegać o jedność i zgodę, poszczą „wśród waśni sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią” (Iz 58,4).
Nie takiego postu pragnie Bóg! On chce, by post otwierał nasze serca. Chce, byśmy poszcząc przybliżali się do Niego – nie tylko modląc się, lecz także dostrzegając Go w twarzach naszych ubogich braci i sióstr – a przez to pozwalali Mu przybliżyć się do nas. Bóg chce, by post przemieniał nasze wnętrza, byśmy mogli stawać się Jego dłońmi i stopami na tym świecie. Chce, by nasz post był złączony z pokorną, pełną skruchy modlitwą oraz ofiarną, płynącą z głębi serca jałmużną.

▌ON PRZYBLIŻY SIĘ DO WAS
Post złączony z modlitwą i jałmużną jest jednym z najlepszych sposobów okazania Jezusowi naszej miłości. Te trzy ściśle złączone ze sobą praktyki pomagają nam przybliżyć się do Pana. A On, przybliżając się do nas, napełnia nas swoją miłością, podnosi, pokrzepia nas na duchu i coraz bardziej przemienia na swoje podobieństwo. ▐

MEDYTACJE:

▌Niedziela, 1 marca
Mk 9,2-10
Tam przemienił się wobec nich. (Mk 9,2)
Czy zastanawiałeś się nad tym, dlaczego Jezus się przemienił? Nigdy wcześniej tego nie zapowiadał. Jego Apostołowie zupełnie się tego nie spodziewali. Wydarzenie to nigdy się nie powtórzyło. Dlaczego więc to uczynił? Spróbujmy spojrzeć na to wydarzenie z szerszej perspektywy.
Od dnia powołania pierwszych uczniów Jezus ukazywał im, że pochodzi od Boga. Czynił wiele cudów na ich oczach. Przemawiał z mocą. Objawiał miłosierdzie i przebaczenie Boga. A kiedy wreszcie zapytał: „A wy za kogo Mnie uważacie?”, Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,29).
To był przełomowy moment. Uczniowie zaczynali wierzyć w Bóstwo Jezusa, jednak ich wiara potrzebowała wzrostu i umocnienia. Wciąż nie rozumieli, jakim Mesjaszem jest Jezus. Nie rozumieli, że musi On umrzeć, ani też, że oni sami muszą wziąć na siebie swój krzyż (Mk 8,31-35).
Przemienienie Jezusa udowodniło, że nie był On jedynie namaszczonym przez Boga prorokiem, lecz Jego własnym Synem! Było również zapowiedzią tego, że choć Jezus musi umrzeć, zostanie następnie wyniesiony do chwały przekraczającej wyobraźnię!
Bóg przemienił Jezusa w celu umocnienia uczniów – i nas wszystkich. Dodał im otuchy, zanim rozpoczęli swoją drogę do Jerozolimy, na miejsce ukrzyżowania. Co jeszcze ważniejsze, przemienienie ukazało im przebłysk tej chwały, którą Jezus miał przed przyjściem na ziemię i którą cieszy się dziś, zasiadając na tronie niebieskim. A to jeszcze nie koniec, gdyż przemienienie jest również obietnicą dla nas – ukazuje nam chwałę, która czeka każdego z nas po zakończeniu naszego ziemskiego życia – o ile pozostaniemy wierni Panu.
Nikt z nas nie jest skończonym dziełem. Wszyscy mamy swoje słabości. Narodziliśmy się jednak na nowo przez chrzest i dzień po dniu jesteśmy „przemieniani” na wzór Jezusa. Przyjmij więc Jego zaproszenie. Czyń wszystko, co w twojej mocy, by wiernie iść za Jezusem, wzrastając w wierze, a zobaczysz, jak „coraz bardziej jaśniejąc” (2 Kor 3,18), będziesz upodabniać się do Jego obrazu (2 Kor 3,18).
„Oto jestem, Panie, gotów pełnić Twoją wolę. Napełnij mnie swoją łaską i pomóż mi doświadczyć Twojej przemieniającej mocy.”
Rdz 22,1-2.9-13.15-18
Ps 116,10.15-19
Rz 8,31b-34

▌Poniedziałek, 2 marca
Łk 6,36-38
Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie. (Łk 6,38)
Poeta bengalski, Rabindranath Tagore, opowiada historię żebraka, który zbierał ziarna zboża na ulicy, gdy pojawił się przed nim król w złotej karocy. Oszołomiony człowiek pomyślał, że otrzyma od niego hojny dar. Jednak król niespodziewanie wyciągnął rękę i zapytał żebraka, czy ma mu coś do ofiarowania! Zmieszany i niepewny siebie, żebrak wyjął najmniejsze ziarnko, jakie miał i wręczył je królowi. Pod koniec dnia, gdy opróżnił torbę, ku swemu zaskoczeniu wśród ziaren zboża znalazł jedno maleńkie ziarenko złota.
„Płakałem gorzko – skarży się żebrak – i żałowałem, że nie miałem serca, by oddać ci moje wszystko.” Żałował swojej małostkowości, gdyż z jej powodu mógł tak niewiele otrzymać w zamian.
Może i nam nie jest obca postawa tego żebraka – czas jest krótki, pieniędzy mało i nie stać nas na wspaniałomyślność. Jednak Bóg mimo to prosi nas, abyśmy szeroko otworzyli swoje serca dla naszych bliźnich. Pragnie, byśmy przekazywali innym to, co od Niego otrzymaliśmy, z taką samą hojnością, z jaką On udziela nam swoich łask. Tłumaczy, że jeśli mało dajemy, mało będziemy w stanie przyjąć. Jeśli jednak oddajemy tyle, ile otrzymaliśmy, będziemy mogli przyjmować coraz więcej. Nasz Bóg nie da się prześcignąć w hojności!
Bóg cierpliwie wyciąga rękę także do ciebie. Może czeka, abyś podzielił się swoim posiłkiem z głodnym, złagodził czyjąś samotność czy przebaczył komuś bliskiemu. We wszystkich tych sytuacjach możemy naśladować Jezusa, który nie odmówił niczego swemu Ojcu – i niczego nie odmawia nam.
Wyobraź sobie swoją reakcję, gdy na końcu swojej drogi zobaczysz, co nasz hojny Bóg uczynił z twoimi ofiarami: „Tak wielkie skarby za tę odrobinę, którą dałem?”. A teraz wyobraź sobie, o ile więcej mógłby uczynić, gdybyś dał Mu jeszcze więcej!
„Ojcze, oby cud Twojego miłosierdzia otworzył moje serce na przyjęcie wszystkiego, co chcesz mi dać!”
Dn 9,4b-10
Ps 79,8-9.11.13

▌Niedziela, 8 marca
J 2,13-25
Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. (J 2,17)
Jeśli miałbyś zapamiętać z dzisiejszej Ewangelii tylko jedną myśl, to zapamiętaj, że jesteś świątynią Boga. Jezus, który oczyścił świątynię jerozolimską z tego, co uwłaczało jej świętości, pragnie oczyścić również twoje serce. Gorliwość o dom Ojca jest znakiem gorliwości, z jaką troszczy się On o każdego z nas, którzy jesteśmy świątyniami Ducha Świętego.
Zobaczmy też szerszy kontekst tej historii. Przypomnij sobie, jak wiele współczucia i wsparcia okazuje Jezus ludziom na kartach Ewangelii. Zauważ, jak bardzo cię kocha. Uświadom sobie, że codziennie wstawia się za tobą do Ojca. Jezus kocha nas żarliwą miłością, a ta żarliwość niekiedy kieruje się przeciwko grzechowi, który w nas mieszka. To właśnie oznacza określenie „gniew Pański”.
Ta piękna świątynia Boga, jaką jesteśmy, bywa zeszpecona przez nasz grzech. Gdy on zaczyna nami rządzić, do świątyni wkrada się coraz większa ciemność, a to budzi gniew Pana. Oczywiście Jego gniew skierowany jest przeciwko naszemu postępowaniu, a nie przeciwko nam. Jest to jednak gniew podobny do tego, z jakim oczyszczał świątynię jerozolimską.
Starajmy się więc nie dawać Panu powodów do gniewu. Postanówmy sobie postawić Jezusa na pierwszym miejscu
w swoim życiu. Postanówmy nie dopuścić do tego, by w nasze życie wszedł grzech, zanieczyszczając nasze serce i ciało. A gdy upadniemy, znajdźmy w sobie dość odwagi i pokory, by żałować za swój grzech i pojednać się z Panem. Jednym słowem, zabiegajmy o to, by świątynia naszego serca była jak najczystsza i jak najświętsza.
Módlmy się również o odwagę potrzebną do ewangelizacji. Na świecie jest tak wielu ludzi, którzy niszczą świątynie swoich serc. Docierajmy do nich, zaczynając od naszych bliskich i przyjaciół. Pomagajmy im pojednać się z Bogiem, aby mogli doświadczyć żarliwości Jego miłości, a nie Jego gniewu.
„Panie, spraw, aby i mnie pochłaniała gorliwość o Twój dom. Poślij mnie na świat z nowiną o Twojej niepojętej miłości.”
Wj 20,1-17
Ps 19,8-11
1 Kor 1,22-25

▌Niedziela, 15 marca
Ef 2,4-10
Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili. (Ef 2,10)
Jak wspaniale byłoby mieć swojego osobistego krawca, który uszyłby dla ciebie całą szafę idealnie pasującej odzieży! Znajdowałby się odpowiedni strój na każdą okazję, a pewność, że jest ci w nim rzeczywiście do twarzy, wpłynęłaby korzystnie na twoje samopoczucie. Wyobraź sobie, jak idziesz ulicą z podniesioną głową, wiedząc, że naprawdę dobrze wyglądasz!
Według św. Pawła Bóg właśnie w taki sposób wyposażył wprawdzie nie naszą szafę, ale nasze życie wewnętrzne. „Odzieżą”, jaką dla nas przygotował, jest zestaw „dobrych czynów”, idealnie dostosowanych do otrzymanych przez nas od Niego darów, talentów, cech i skłonności. Otwórz więc swoją duchową „garderobę” i zobacz, co ona zawiera. Prawdopodobnie niektóre z tych dobrych uczynków, zwłaszcza te, które odpowiadają twoim upodobaniom, wzbudzą w tobie radość i poczucie bezpieczeństwa. Inne będą wymagały większego wysiłku. Może nawet będzie ci się wydawało, że ktoś inny wykonałby je lepiej. Jednak odpowiadając na Boże wezwanie, odkryjesz w sobie zdolności, o które wcześniej nawet się nie podejrzewałeś – jak kobieta, która odkrywa, że wbrew jej przewidywaniom najnowszy model spódnicy leży na niej jak ulał.
Może na przykład oczekiwałeś, że w swojej duchowej szafie znajdziesz ubiór, jakim jest rodzicielstwo. Jednak z biegiem czasu odkrywasz, że dobrym czynem przygotowanym dla ciebie przez Boga jest stworzenie rodziny zastępczej – przyjmowanie do swego domu na krótki czas dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji i opiekowanie się nimi, dopóki nie znajdą stałego domu. Może miałeś ochotę podjąć jakieś zaangażowanie w swojej parafii, ale Bóg wskazał ci inny czyn – posługę w twoim własnym domu, gdzie opiekujesz się chorym czy niedołężnym członkiem rodziny.
Bądź dobrej myśli! Twój Stworzyciel będzie niestrudzenie pracował, aż wreszcie szata służby, którą na ciebie nakłada, będzie idealnie dopasowana.
„Panie mój i Stwórco! Dziękuję Ci za to, że mnie tak cudownie stworzyłeś. Daj mi odwagę przyjęcia Twojego planu
i wiarę, że jest on dla mnie najlepszy.”
2 Krn 36,14-16.19-23
Ps 137,1-6
J 3,14-21

▌Niedziela, 29 marca
Niedziela Palmowa
Mk 11,1-10
Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. (Mk 11,9)
Mówiąc o kontraście, artyści mają na myśli układ przeciwstawnych sobie elementów – małych i wielkich, chropowatych i gładkich, światła i cienia. Takie zestawienia dodają dramatyzmu ich pracom. Gdybyśmy potraktowali Boga jako Artystę, moglibyśmy określić Niedzielę Palmową jako studium kontrastów. Bóg stworzył wszechświat z niczego, uformował gwiazdy i planety, podtrzymuje każdą żywą istotę i wie o każdym włosie na naszych głowach. Jednak ten sam wszechmocny i wszechwiedzący Bóg postanowił wjechać do Jerozolimy na osiołku. Czy można sobie wyobrazić większy kontrast?
To, że Jezus, nasz Król, przybył do swego ludu na skromnym jucznym zwierzęciu, jest już samo w sobie ogromnym kontrastem. Na tym jednak nie koniec. Został On ukoronowany cierniem, a nie złotem, biczowano Go, zamiast oddawać Mu chwałę. Ten, który będzie sądził niebo i ziemię, został osądzony i skazany przez wielu spośród swego ludu.
Wjazd do Jerozolimy zapoczątkowuje Wielki Tydzień. Jezus przejdzie przez cierpienie i hańbę krzyża, aby pojednać nas z Bogiem. On, który jest samym życiem, przyjął śmierć, abyśmy mogli otrzymać życie wieczne.
Pamiętajmy o tym podczas dzisiejszej Mszy świętej. Podczas śpiewu: Święty, Święty, Święty…, wspominajmy mieszkańców Jerozolimy, którzy rozpościerali swoje płaszcze i machali gałązkami palmowymi na powitanie Jezusa. Oni także, podobnie jak my, wołali: „Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie”. Jednak zaledwie kilka dni później, podburzeni przez Sanhedryn, krzyczeli: „Ukrzyżuj Go!” (Mk 15,14). A Jezus w obu tych sytuacjach ani przez chwilę nie przestawał ich kochać. Wciąż im przebaczał. Nie zapominał o tym, że został posłany, aby zbawić nas wszystkich.
Śpiewaj więc: Święty, Święty, Święty, z całym przekonaniem, na jakie cię stać. Wychwalaj Pana za to, że przychodzi w tak pokorny sposób. I proś Go, aby ci pomógł stawić czoło wszystkim bolesnym i trudnym wydarzeniom twego życia.
„Panie, dziękuję Ci za to, że przychodzisz do nas w tak pokorny sposób. Naucz mnie naśladować Twój przykład poświęcenia i miłosierdzia.”
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11
Mk 14,1 – 15,47


MAGAZYN:
I
Dziecko idące do ołtarza
Historia procesu nawrócenia

Czy czułeś kiedyś, jak Duch Święty prowadzi cię do zrobienia czegoś, co wydaje ci się śmieszne? Zdarzyło mi się to pewnego dnia, gdy siedziałam w poczekalni u lekarza specjalisty. Poczułam wewnętrzne przynaglenie, które nauczyłam się już odczytywać jako sposób mówienia Boga do mnie. Tym razem wydawało mi się, że słyszę: „Chcę przyprowadzić tę lekarkę do siebie. Będę przez nią działał, a ona uczyni dla Mnie wielkie rzeczy”.
Nie były to słowa, które miałam ochotę usłyszeć, zwłaszcza że była to moja pierwsza wizyta. „O nie, Panie – pomyślałam osuwając się na krześle – chcesz, żebym zrobiła z siebie kretynkę i to wobec zupełnie obcej osoby!”
Protestowałam jeszcze wtedy, gdy zostałam wezwana do gabinetu. Z nerwów dostałam takich palpitacji serca, że myślałam, iż wyskoczy mi z piersi.
„Nie rozumiem, skąd u pani takie szybkie tętno” – powiedziała lekarka. Bąknęłam coś na temat mojej wiary chrześcijańskiej, tak bardzo dla mnie ważnej, zwłaszcza w borykaniu się z chorobą Crohna, w sprawie której chciałam się skonsultować. Pani doktor wysłuchała uprzejmie i moja wizyta dobiegła końca.
Po kilku kolejnych wizytach mój stan poprawił się na tyle, że lekarka uznała, iż nie potrzebuję już wizyt u specjalisty.
„I co teraz?” – zapytałam Pana. „Jak mam rozmawiać z nią o Tobie, skoro nie będę już nawet chodzić do niej na wizyty?”
„Módlmy się o to, aby Bóg otworzył jakieś drzwi” – zasugerowała mądrze przyjaciółka.

▌SZUKANIE OKAZJI
Bóg dał mi nową szansę po upływie około sześciu miesięcy od mojej pierwszej wizyty. Przyjaciółka modląca się ze mną o „otwarte drzwi” natknęła się gdzieś na moją panią doktor. „Powiedziała mi, że jej sprzątaczka doznała rozległego udaru i jest w stanie krytycznym” – oznajmiła. „Myślę, że zdecydowanie przydałaby się jej pomoc przy sprzątaniu.”
Z zawodu jestem pielęgniarką i sprzątanie bynajmniej nie jest moją ulubioną czynnością. Jednak tego weekendu, po intensywnej modlitwie i walce wewnętrznej, odszukałam adres domowy pani doktor. Następnie, zbierając całą moją odwagę, a także szczotkę i mop, zapukałam do drzwi frontowych, aby zaoferować jej moje usługi.
Cóż, Bóg ma poczucie humoru. Informacje mojej przyjaciółki były nie do końca ścisłe, co odkryłam, gdy pani doktor zaprosiła mnie do środka i wyjaśniła rzeczywistą sytuację. Udar miała jej współlokatorka – nazwijmy ją Helena – która obecnie leżała w szpitalu częściowo sparaliżowana, niezdolna mówić.
Lekko zażenowana powstałym nieporozumieniem, nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Wtedy jednak poczułam znajome przynaglenie: „Otwórz usta, a Ja dam ci słowa”. Zapytałam więc: „Czy mogę pójść i pomodlić się nad nią w szpitalu?”
Lekarka wyraźnie się zakłopotała, a ja pomyślałam, że na pewno zupełnie zmarnowałam swoją szansę ewangelizacyjną. Wreszcie, po chwili milczenia, która wydawała się trwać całe wieki, odpowiedziała: „Oczywiście, może pani spróbować, ale nie sądzę, żeby Helena się na to zgodziła”.
Opowiedziała mi następnie, że Helena była kiedyś w zakonie klauzurowym. W tym czasie pojawiło się u niej kilka bolesnych dolegliwości fizycznych, odmówiono jej jednak zgody na leczenie. Czując, że Bóg ją opuścił, Helena zwróciła się do Stolicy Apostolskiej o zwolnienie ze ślubów, rezygnując tym samym z realizacji swego największego życiowego pragnienia bycia siostrą zakonną. Poczucie odrzucenia przerodziło się w złość – najpierw wobec przełożonych zakonnych, a następnie wobec Boga.

▌MIŁOŚĆ NIGDY NIE ZAWODZI
Moja pierwsza próba modlitwy za Helenę poszła doskonale, głównie dlatego, że była ona w stanie śpiączki. Jednak przy drugiej próbie zaczęła bić w poręcze łóżka, wykrzykując jedno z dwóch słów, których nauczyła się już wymawiać po udarze: „Nie, nie, nie!”. (Zdecydowanie wolałabym usłyszeć to drugie słowo, czyli: „Tak”!). Słysząc zamieszanie, do sali wpadł tabun pielęgniarek, które jakoś zdołałam przekonać, że wszystko jest w porządku.
Wróciłam do domu we łzach, czując, że nie potrafię przebić się przez gniew ukryty w sercu Heleny. „To dla mnie za trudne, nie wiem już, co mam robić” – powiedziałam Panu. I znowu odczułam, że mam po prostu wymawiać słowa, które On włoży mi w usta.
Zaczęłam odwiedzać Helenę codziennie, czasem więcej niż jeden raz. Rozmawiałam z nią o jej wściekłości na Boga
i powtarzałam, że przecież skrzywdzili ją ludzie, a nie On. Czytałam jej fragmenty Pisma Świętego, mówiące o gniewie, przebaczeniu i miłości. Mówiłam, że Bóg ją kocha i pozwolił jej przeżyć ten udar, aby mogła do Niego powrócić.
Powoli Helena zaczęła mięknąć. Każdy kolejny dzień przybliżał ją o krok do Pana oraz do przebaczenia tym, którzy ją skrzywdzili. A ja z każdym dniem czułam większą miłość i oddanie wobec Heleny. Wierzę, że to właśnie ta miłość, którą dał mi Bóg, ostatecznie skruszyła jej serce. Jestem przekonana, że zanim zaczniemy głosić komuś Bożą miłość, musimy najpierw sami mu ją okazać.

▌DZIECIĘCE KROKI
Minął miesiąc i Helena zaczęła odmawiać wraz ze mną znane od dawna modlitwy. (Pacjenci po udarze często pamiętają i potrafią wyrecytować teksty, których kiedyś nauczyli się na pamięć, nawet gdy nie są w stanie dobrze mówić). W następnym miesiącu pozwoliła mi zawieźć się do kaplicy szpitalnej – ale tylko za próg. Odtąd dzień za dniem stawiałyśmy kolejne małe kroczki w stronę ołtarza.
Pewnego wieczora doszłyśmy wreszcie do samego ołtarza. Klęcząc obok Heleny i wyczuwając zmianę, która dokonywała się w jej sercu, pomodliłam się: „Panie, jesteśmy już prawie u celu. Co jeszcze mam jej powiedzieć?”. Następnie przypomniały mi się słowa znanego wiersza Francisa Thompsona „Niebiański chart”. Mówi on o Bogu, który ściga swoją miłością każdego, kto przed Nim ucieka. Przeczytałam go Helenie podczas kolejnej wizyty, a ona zaczęła płakać:
Pierzchałem przed Nim wciąż i wciąż,
przez nocy, dni i lat arkady,
przez mojej ciemnej myśli gąszcz,
przez jasne śmiechu wodospady.
„Widzisz, Heleno – powiedziałam po przeczytaniu wiersza. – Bóg cię nie opuścił. Daje ci drugą szansę. Uciekałaś
i ukrywałaś się przed Nim, ale On cię ścigał i będzie ścigał, dopóki do Niego nie powrócisz. Czy jesteś już gotowa to zrobić?” Wtedy padła odpowiedź, na którą czekałam i o którą modliłam się przez długie cztery miesiące: „Tak, tak, tak!”.

▌PODWÓJNY CUD
W Niedzielę Wielkanocną Helena przystąpiła do spowiedzi. Następnie ksiądz odprawił Mszę świętą w jej sali szpitalnej i obie przyjęłyśmy Komunię.
Bóg oddał Helenie z powrotem powołanie, które uważała już za stracone. Jej sypialnia stała się klauzurą, miejscem, gdzie żyła ślubem czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Bóg przywrócił jej możliwość wypowiadania dwóch najważniejszych słów, jakie istnieją w ludzkiej mowie: „Kocham cię”. Co więcej mamy do powiedzenia Bogu i ludziom?
Helena spędziła pozostałe dwadzieścia osiem lat swojego życia jak prawdziwa siostra klauzurowa – wielbiąc Boga i modląc się do Niego za innych ludzi. Coraz więcej ludzi powierzało jej swoje intencje. Siostra Helena, jak zaczęto ją nazywać, była w stanie czytać, toteż wszystkie intencje spisywano na kartkach, a ona powierzała je Bogu po wiele razy w ciągu dnia. Codziennie cierpiała fizycznie, ale znosiła swój ból z odwagą i wytrwałością, ofiarując go Bogu za innych. Była Bożym wojownikiem walczącym bronią modlitwy i ofiary.
A co z panią doktor, od której przecież wszystko się zaczęło? Po zobaczeniu cudu nawrócenia Heleny oddała swoje życie Panu i wstąpiła do Kościoła katolickiego.
Ale to już jest zupełnie inna historia. ▐


II
Przyjąć łaskę nawrócenia
Wielkopostna lekcja od Matta Talbota, świętego alkoholika

Czasami mamy wrażenie, że wyzwolenie z nałogu zabiera całe wieki. Czy nie jest to iluzja? Czy taka zmiana następuje w człowieku szybko, czy powoli?
Myślę, że większość z nas stwierdziłaby, że zmiana dokonuje się wolno, zwłaszcza gdy chodzi o głęboko zakorzenione wzorce zachowań. Przychodzą nam na myśl długie godziny spędzane w siłowni lub na sali gimnastycznej po to, by stracić na wadze, czy całe miesiące zmagań o to, by wreszcie rzucić palenie. Zmiana wydaje się długim i wyczerpującym procesem i nic dziwnego, że niektórzy z nas nawet nie próbują zaczynać – chyba że akurat podejmują postanowienia wielkopostne czy noworoczne.
Rozważmy jednak przez chwilę takie fakty, jak: „ślubuję ci miłość”, wypowiedziane przed ołtarzem, krzyk nowo narodzonego dziecka czy słowa: „Prosimy Cię, Ojcze wszechmogący, daj tym swoim sługom godność prezbiteratu”. W ułamku sekundy zmienia się ludzkie życie. Para nie może już nie być małżeństwem, kobieta nie może już nie być matką, mężczyzna nie może już nie być kapłanem. Od tego momentu wszystko staje się inne. Przykładem może być również spowiedź, w której nasze grzechy zostają wymazane w o wiele krótszym czasie, niż zajęło nam ich popełnienie!
A zatem zmiana może dokonać się błyskawicznie, niemal w mgnieniu oka. Ale życie nią na co dzień? To już zupełnie inna historia. Problem polega więc na tym, w jaki sposób wcielać w życie decyzję zerwania z kompulsywnym zachowaniem, nałogiem czy złym przyzwyczajeniem, gdy otrzymamy już łaskę jej podjęcia. Choć nie ma prostych rozwiązań, pomocą może być przykład tych, którzy doświadczyli w życiu podwójnej „szybko-powolnej” dynamiki zmiany. Wyjątkowym wzorem może być Matt Talbot, irlandzki robotnik, któremu w 1975 roku papież Paweł VI nadał tytuł sługi Bożego.

▌PRZYJMIJ ŁASKĘ!
Urodzony w Dublinie w 1856 roku, Matt Talbot był alkoholikiem. Nie kimś, kto wychyli czasem kieliszek dla towarzystwa, ale zataczającym się na ulicy pijakiem pochodzącym z pijackiej rodziny. Talbotowie byli biedni, toteż Matt chodził do szkoły zaledwie przez rok, a w wieku lat dwunastu podjął pracę w sklepie z winem. Tam właśnie zaczął pić i wkrótce był już całkowicie uzależniony od alkoholu.
Aby mieć środki na alkohol, Matt pracował w magazynie i na budowie, trwoniąc wszystkie swoje zarobki w pubach, często wraz z ojcem i braćmi. Nie było dla nikogo tajemnicą, że potrafił zastawić swoje buty i ubrania, żeby tylko zdobyć pieniądze na picie; pewnego razu ukradł nawet skrzypki niewidomemu grajkowi ulicznemu.
Przez szesnaście lat Matt żył jedynie po to, żeby pić, krążąc tam i z powrotem między pubem a pracą i coraz bardziej pogrążając się w nałogu. Jednak pewnego dnia, kiedy nie miał grosza przy duszy, a żaden z kompanów nie chciał postawić mu drinka, Matt nagle uświadomił sobie, co robi ze swoim życiem. W tej chwili łaski postanowił złożyć przyrzeczenie abstynencji na trzy miesiące. Poszedł do domu i oznajmił matce, która mimo iż modliła się o jego nawrócenie, odradzała mu składanie przyrzeczenia, chyba że naprawdę zamierza się zmienić. „Niech Bóg da ci siłę do dotrzymania przyrzeczenia” – powiedziała, gdy Matt po raz pierwszy od wielu lat udał się do spowiedzi.

▌DECYZJA I WYZNANIE
Matka Matta miała rację – pierwszym krokiem w kierunku zmiany jest decyzja. Nie tylko zastanawianie się, ale przyjęcie łaski i podjęcie konkretnego postanowienia pod jej działaniem. Często jedynie „chcemy chcieć” się zmienić, ale kiedy przyjdzie co do czego, okazuje się, że wcale nie mamy zamiaru podjąć nieodwołalnej decyzji. Jednak od tego zależy wszystko. I tak jak w wypadku Matta, może się to wydarzyć w jednej chwili.
Jeśli zdobędziemy się na uczciwość względem samych siebie, zdołamy ocenić, kiedy podjęliśmy autentyczną decyzję, a kiedy po prostu udajemy. Prawdziwa decyzja powstaje w głębi duszy – wiemy na pewno, że przekroczyliśmy w sobie pewną granicę, za którą nie ma już drogi powrotnej. Dzieje się z nami to, co z Jezusem, kiedy niezłomnie „postanowił udać się do Jerozolimy” (Łk 9,51), choć wiedział, co Go tam czeka. Składając przyrzeczenie abstynencji, Matt Talbot zdawał sobie sprawę, że nie może się już wycofać.
Był to jednak dopiero początek. Po podjęciu decyzji należy koniecznie komuś ją wyznać. W ten sposób bierzemy odpowiedzialność za własną decyzję. Z postanowienia podjętego w tajemnicy i nieujawnionego nikomu o wiele łatwiej jest się wycofać. W przypadku Matta świadkiem jego decyzji o zerwaniu z piciem była matka. My także decydując się na zmianę powinniśmy komuś o tym powiedzieć. Jest to jednym z powodów, dla których śluby czy święcenia kapłańskie odbywają się publicznie i wszyscy obecni są świadkami zmiany, która się dokonała.
Jest to również jedna z przyczyn, dla których spowiadamy się przed kapłanem. Dla ważności sakramentu wymagane jest nasze oświadczenie, że postanawiamy poprawę. Ksiądz jest świadkiem naszej decyzji przemiany życia, a pokuta, jaką nam zadaje, jest znakiem, że podjęliśmy tę decyzję w obliczu Boga.

▌ZACHOWUJ DYSCYPLINĘ
WEWNĘTRZNĄ
Spontaniczna i natychmiastowa decyzja Matta Talbota zapoczątkowała jego drogę do świętości, jednak dążenie tą drogą zajęło mu całe dalsze życie. Na początek musiał nauczyć się samodyscypliny, aby żyć swoim postanowieniem przez każdy kolejny dzień. Jest to aspekt powolnego, długotrwałego procesu przemiany, który wcale nie wydaje nam się przyjemny.
„Nigdy nie gardź człowiekiem, który nie potrafi rzucić picia. Łatwiej jest wydostać się z piekła!” – pisał kiedyś Matt do swojej siostry. On jednak mimo wszystko zdołał to uczynić. Po trzech miesiącach przedłużył swoje przyrzeczenie na kolejne sześć. Następnie, przy pomocy zaprzyjaźnionego księdza, zdecydował się na dożywotnią abstynencję.
Matt starał się nie tylko opierać pociągowi do picia. Jego samodyscyplina przyjęła również formę umartwień fizycznych: spał na gołych deskach, niewiele jadł, a nawet nosił niewidoczne dla innych łańcuchy na tułowiu, ręce i nodze (umartwienie zalecone mu przez przewodnika duchowego). Poza tym zachowywał pogodę ducha, oddawał ubogim większość swoich zarobków i uczciwie pracował na swoje utrzymanie.
Chociaż niektóre z praktyk ascetycznych Matta były raczej ekstremalne, to jednak każdy z nas z pewnością odniósłby korzyść, wprowadzając w swoje życie nieco więcej samodyscypliny. Także i my możemy nauczyć się panować nad swoim zachowaniem, uczciwie pracować na swoim stanowisku i stawiać potrzeby innych wyżej niż swoje własne zachcianki.

▌„JEZU, MIŁOSIERDZIA!”
Czy więc można powiedzieć, że „szybki” aspekt zmiany jest przede wszystkim dziełem Bożym, a aspekt „powolny” głównie kwestią naszego własnego wysiłku? Nic podobnego! Nawet największa dawka determinacji i dyscypliny nie jest w stanie zagwarantować sukcesu. Jest to kolejna lekcja płynąca z życia Matta Talbota – łaska Boża potrzebna jest w całym procesie przemiany. Matt bardzo szybko uświadomił sobie, że nie jest w stanie wyjść z nałogu o własnych siłach, że musi powierzyć się Bogu i prosić, by Duch Święty udzielił mu mocy, której mu brakuje.
Tego poranka, gdy po raz pierwszy złożył przyrzeczenie abstynencji, pełen lęku i obaw, że nie zdoła go dotrzymać, Matt poszedł na Mszę świętą i przyjął Komunię. Czynił to odtąd codziennie, przez wszystkie dni swojego życia. To właśnie w drodze na Mszę świętą zmarł na atak serca 7 czerwca 1925 roku.
Zwłaszcza w pierwszych trzech miesiącach trzeźwości Matt nauczył się liczyć na Boże miłosierdzie. Pewnego dnia, nękany wewnętrznym głosem, który powtarzał: „To nie ma sensu. Nigdy nie przestaniesz pić”, ukląkł z rozpostartymi ramionami na stopniach katedry i modlił się: „Jezu, miłosierdzia! Maryjo, ratuj!”. Innym razem, po tym jak wszedł do pubu i niemal nie zamówił drinka, spędził resztę dnia w kościele, modląc się o siłę do pokonania pokusy; postanowił również nigdy więcej nie nosić przy sobie pieniędzy.
My także pragnąc przemiany uczmy się czerpać siły z częstego przystępowania do spowiedzi i Komunii świętej. Zwracajmy się do Pana w modlitwie. Wielką pomocą może być Różaniec oraz lektura duchowa – począwszy od Biblii. Poświęcenie dziesięciu minut dziennie na przeczytanie czegoś budującego pomaga nam oprzeć się na Bogu oraz nabrać determinacji do stawiania czoła wyzwaniom, które zawsze łączą się z autentyczną przemianą.

▌PRZEMIANA, KTÓRA SIĘ LICZY
W oczach przyjaciół, a nawet najbliższej rodziny Matt był zwyczajnym, ciężko pracującym człowiekiem o mocnych przekonaniach religijnych. Jednak wewnątrz był wojownikiem toczącym duchową batalię, która trwała czterdzieści lat i uczyniła z niego bohatera wiary. Jego historia ukazuje, że najgłębsze i najtrwalsze przemiany to nie te ostentacyjne, krzykliwe, demonstrowane publicznie. Dokonują się one przez wewnętrzną decyzję, której podjęcie zajmuje ułamek sekundy, ale jej realizacja trwa przez całe życie.
Przeżywając Wielki Post, prośmy Ducha Świętego o Jego moc i prowadzenie w odkrywaniu tych sfer naszego życia, które wymagają zmiany na lepsze. Wspomnijmy też sługę Bożego Matta Talbota, który rzucił picie w jednej chwili – i przez całą resztę życia konsekwentnie realizował tę decyzję. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 3 (259) 2015 - E-BOOK



OPIS

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Kiedy pościcie...
Wielki Post czasem duchowej przemiany.................. 4


Przybliżmy się do Boga
Post zmienia nie tylko nasze serca, ale i świat........... 9


Twój Ojciec odda tobie
Post, modlitwa i jałmużna otwierają nas
na łaskę Bożą............................................................ 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31marca.............. 20


MAGAZYN


Przyjąć łaskę nawrócenia!
Wielkopostna lekcja od Matta Talbota, świętego
alkoholika – Woodeene Koenig-Bricker.............................. 47


Dziecko idące do ołtarza
Historia procesu nawrócenia – Betsy L. Cavnar.......................... 52


Łaska pustyni
Wielkopostny rachunek sumienia............................... 56


Wierzę...
Wierzę w świętych obcowanie –
ks. Piotr Kieniewicz MIC........................................... 58


Nasze lektury ........................................................... 61


Krzyżówka ............................................................... 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WŚRÓD NAS – MARZEC 2015

LIST:
Drodzy Bracia i Siostry!

Św. Augustyn powiedział kiedyś, że post i jałmużna stanowią dwa skrzydła, na których nasza modlitwa wznosi się ku Bogu. I jest w tym głęboki sens. Obie te praktyki pomagają nam w wyzbyciu się mentalności konsumpcyjnej, która głosi, że do szczęścia potrzebujemy „rzeczy”. Budują też jedność pomiędzy tymi, którzy posiadają wiele, i tymi, którzy posiadają mało. Można powiedzieć, że post i jałmużna to potężne siły, które pomagają nam zjednoczyć się w jednym Ciele Chrystusa.
W trwającym obecnie Wielkim Poście spróbujmy zdystansować się od spraw materialnych, które zabierają tak wiele naszego czasu, od tego, czego naszym zdaniem koniecznie nam potrzeba lub co koniecznie musimy wykonać. Spróbujmy oderwać nasze serca od tego wszystkiego, abyśmy w tym czasie łaski doświadczyli prawdziwej przemiany duchowej.
Jakiego rodzaju duchowa przemiana jest ci potrzebna? Może brakuje ci systematyczności i wytrwałości w modlitwie? Może chcesz stać się bardziej ofiarny, uprzejmy, współczujący? Może dojrzewasz do tego, by po długiej przerwie przystąpić do sakramentu pokuty lub zacząć regularnie uczestniczyć we Mszy świętej? Niektórzy z nas zmagają się z wybuchami złości, chowaniem uraz czy kapryśnym usposobieniem. Jeszcze inni nie potrafią darować sobie dawnych błędów, uginając się pod ciężarem winy i wstydu.
Nie martw się, jeśli lista twoich duchowych potrzeb wydaje ci się zbyt długa, gdyż łaska Boża jest niewyczerpana. Bóg pragnie ci pomóc w przezwyciężeniu wszystkich problemów i nałogów, które odbierają ci wolność. Jest gotów dać ci tyle łaski, ile potrzebujesz, by postawić kolejny krok ku przemianie życia na wzór Jego Syna.
Post, jałmużna i modlitwa – te trzy tradycyjne praktyki wielkopostne umacniają nas na drodze wiary. Chronią przed pokusami. Pomagają nam opierać się diabłu, unikać jego zasadzek. Otwierają nas na Bożą mądrość. Torują drogę do przemiany duchowej, jakiej Jezus chciałby w nas dokonać.
Papież Franciszek wielokrotnie powtarzał, że pragnie Kościoła ubogiego, który służy ubogim: „Moim życzeniem, modlitwą i nadzieją jest Kościół, który przedkłada pokorę i prostotę nad pompę i splendor; Kościół, który troszczy się o każdego człowieka”. Czy istnieje lepszy sposób na wcielenie w życie tych słów niż praktykowanie modlitwy, postu i jałmużny? Szczerze mówiąc, żaden nie przychodzi mi na myśl!
Podejmijmy więc całym sercem te trzy podstawowe praktyki. Pamiętajmy, że sam sposób naszej modlitwy, rodzaj wyrzeczeń oraz to, jak zdecydujemy się wspomagać innych, ma znaczenie drugorzędne – najważniejsze jest, by praktykowanie modlitwy, postu i jałmużny przybliżało nas do Pana. Jeśli zechcemy włożyć serce w nasze wielkopostne praktyki, Bóg pobłogosławi nasze wysiłki i sprawi, że wydadzą one owoce.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:
I
Kiedy pościcie…
Wielki Post czasem duchowej przemiany

W przyszłym tygodniu jest Środa Popielcowa. W tym roku postanawiamy, że na czas Wielkiego Postu rezygnujemy z cukierków i lodów” – powiedziała matka swoim trzem synkom.
„Oj, mamo – odparł najmłodszy – już i tak rezygnujemy z nich codziennie od pójścia spać do śniadania. Czy to nie wystarczy?”
W głębi serca wielu z nas mogłoby zidentyfikować się z tym chłopczykiem. Nie bardzo lubimy pościć i zastanawiamy się czasem, na czym właściwie polega wartość postu. Co dobrego wyniknie z tego, że wyrzekniemy się ulubionych przysmaków czy innej formy przyjemności? Czy od tego staniemy się świętsi?
Pomyślmy jednak o wyrzeczeniach podejmowanych przez sportowców. Doprowadzają oni swoje ciała do granic możliwości. Stosują niezwykle restrykcyjne diety. Wszystko po to, aby wygrać zawody! Korzyść, jaką jest wygrana, wynagradza im trud przygotowań. Podobnie jest i z postem. Jeśli lepiej zrozumiemy płynące z niego korzyści, łatwiej będzie nam go podjąć. Zacznijmy więc od przyjrzenia się kilku historiom biblijnym na temat postu i wyrzeczenia.

▌ŚWIĘTA PUSTYNIA
Biblia często ukazuje pustynię jako miejsce święte oraz miejsce próby, gdzie ludzie spotykają Pana i skąd wychodzą odnowieni i umocnieni. Dla Izraelitów, którzy po wyjściu z Egiptu przez czterdzieści lat wędrowali przez pustynię, był to czas oczyszczenia i przygotowania przed wejściem do Ziemi Obiecanej (Pwt 8,2). Mojżesz przez czterdzieści dni modlił się i pościł na górze Synaj, aby przygotować się na spotkanie z Panem, który dał mu Dziesięć Przykazań (Wj 24,18). Prorok Eliasz, nakarmiony przez Pana, otrzymał siłę do czterdziestodniowego marszu przez pustynię w kierunku góry Horeb. Tam, po zakończeniu postu, on także przeżył głębokie spotkanie z Panem, który przemówił do niego w łagodnym powiewie (1 Krl 19,1-13).
Także sam Jezus spędził czterdzieści dni na pustyni, modląc i poszcząc (Mk 1,13). W tym czasie nie tylko odczuwał ogromny głód, lecz także doświadczał intensywnych pokus diabła. Czas pobytu na pustyni, gdzie Duch Święty wyprowadził Go bezpośrednio po chrzcie w Jordanie, był dla Jezusa przygotowaniem do działalności publicznej, a także zapowiedzią Jego męki i śmierci dla naszego zbawienia.
Historie te ukazują nam ścisły związek postu i pustyni, który uwidacznia się zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu.
W tym czasie łaski Bóg zachęca każdego z nas do wyjścia na swoją osobistą pustynię. Prosi, abyśmy, na ile to możliwe, oddzielili się od świata i wyrzekli się choć części naszych zwykłych przyjemności, aby przygotować się na głębokie spotkanie z Panem. Jeśli spojrzymy na nasze wielkopostne umartwienia w świetle obietnic, jakie niesie pustynia, staną się one dla nas błogosławieństwem, podobnie jak stały się nim dla Eliasza, Mojżesza i samego Jezusa. Usłyszymy głos Boga. Nauczymy się Jego dróg. Otrzymamy nową moc, która uzdolni nas do pełnienia woli Bożej oraz stawania się znakiem Jego dobroci dla otaczających nas ludzi.

▌WIELKOPOSTNA PRZEMIANA
Gdy pościsz… Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6,17.18)
Zauważ, że w tym fragmencie Jezus nie powiedział: „jeśli pościsz”, ale „gdy pościsz”. Zależy Mu na tym, abyśmy po- dejmowali tę wielkopostną praktykę, ponieważ wie, jak wielkie błogosławieństwo z niej płynie. Owszem, post wiąże się z umieraniem sobie, ale to nie jest jego główny sens. Połączony z modlitwą, może prowadzić do prawdziwego przełomu duchowego. Mojżesz otrzymał Dziesięć Przykazań. Eliasz doświadczył odnowienia wiary. Jezus ukończył swój post „w mocy Ducha” (Łk 4,14), po czym zaczął głosić słowo Boże i czynić cuda.
Także my doświadczymy przemiany duchowej, jeśli przez kolejne dni Wielkiego Postu będziemy próbowali umierać dla siebie i skupiać się na Jezusie. Nasz Ojciec niebieski nagrodzi nas darem pokoju, radości i uzdrowienia – nie dlatego, że przekonaliśmy Go, iż na nie zasługujemy, ale ponieważ uwalniając serce od tego, co zbędne, przygotowaliśmy miejsce na przyjęcie Jego łaski.
Post bywa owocny także z tego względu, że pomaga nam oczyścić umysł. Pamiętajmy, że pustynia jest miejscem surowym, pełnym ciszy, gdzie nie ma wielu okazji do rozproszeń. Jeśli więc zadbamy o to, by połączyć nasz post z pustynią, będziemy w stanie zlokalizować te obszary naszego życia, w których jesteśmy słabi i gdzie łatwo upadamy w grzech. Cisza i zaparcie się siebie, które są integralną częścią postu, prowadzą nas do nawrócenia. Dzięki nim stajemy się pokorniejsi, bardziej otwarci na obecność Jezusa w naszym życiu.
Post może nam wreszcie pomóc znaleźć przestrzeń dla ciszy i refleksji. Tak często jesteśmy zabiegani, przeciążeni pracą, obowiązkami, pełni rozproszeń. A nawet kiedy obiektywnie nasza sytuacja nie jest aż tak zła, mimo to mamy czasem nieuzasadnione poczucie, że jesteśmy niezwykle zajęci. Mamy wrażenie, że nie wystarcza nam godzin w ciągu doby na to wszystko, co mamy do zrobienia, a praca zawodowa i codzienne obowiązki osaczają nas ze wszystkich stron. Jeśli jednak tegoroczny Wielki Post ma okazać się dla nas przełomowy, musimy za wszelką cenę znaleźć czas dla Pana. „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość” (Mt 6,33) – mówi Ewangelia. Post pomaga nam skupić się przed Panem, wyciszyć nasze serca w Jego obecności – aż wreszcie stanie się to naszą zwyczajną, codzienną praktyką.
Słowo ostrzeżenia: nie chodzi tu tylko o nasze działanie. Umieranie sobie, rezygnacja ze smakołyków, skrucha, zmiany w naszym rozkładzie dnia, stawianie Boga na pierwszym miejscu – wszystko to może sprawić, że Wielki Post będzie nam się kojarzył przede wszystkim z naszym ludzkim wysiłkiem. Oczywiście nasze wysiłki nie są bez znaczenia. Są ważne. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, co czyni w nas Bóg. To właśnie temu mają służyć wszystkie nasze posty i umartwienia!

▌POST I SKRUCHA
Mniej więcej około 400 lat przed Chrystusem prorok Joel wezwał mieszkańców Judy, by powrócili do Pana „przez post i płacz, i lament” (Jl 2,12). Było to w czasie kryzysu, gdy Juda ucierpiała z powodu ogromnej inwazji szarańczy. Całe plony zostały zniszczone i naród był na skraju klęski. Joel powiązał plagę szarańczy z grzechami ludu, toteż wezwał wszystkich do skruchy i nawrócenia się do Pana. Słuchacze wzięli na serio słowa proroka i zarządzili post. Żałowali za swoje grzechy. Ogłosili, że odtąd będą traktować się nawzajem zupełnie inaczej. Co wydarzyło się potem?
„Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem” (Jl 2,18). Obiecał, że zbiory zboża, wina i oliwy będą jeszcze obfitsze niż przedtem. „Wynagrodzę wam lata, które strawiła szarańcza… Wówczas naprawdę będziecie mogli najeść się do sytości i chwalić będziecie imię Pana Boga waszego” (Jl 2,25.26).
Kiedy nawracamy się do Pana przez post i pokorną skruchę, On odpowiada nam z mocą. „Przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26). Pomaga pokonywać pokusy (1 Kor 10,13). Obiecuje, że nas „wywyższy” (Jk 4,10). Dokonuje w naszym życiu rzeczywistego i zauważalnego przełomu!
Podejmując post, spodziewajmy się więc konkretnych zmian. Może ustąpią problemy z modlitwą. Może zaczniesz mocniej doświadczać obecności Boga i łatwiej będzie ci kochać twoich najbliższych. Może znajdziesz w sobie więcej cierpliwości lub zapanujesz nad skłonnością do osądzania innych czy chowania uraz. Może staniesz się mniej kłótliwy i apodyktyczny, może bardziej ofiarny. Możliwości są niewyczerpane. Nigdy nie bagatelizuj tego, co może uczynić Bóg, gdy przychodzisz do Niego z pokornym i skruszonym sercem!

▌ZARZĄDŹCIE ŚWIĘTY POST
Wielki Post może stać się dla nas czasem potężnej odnowy. Jeśli ze skruszonym sercem podejmiemy post i modlitwę, Bóg pokieruje nami i doda nam mocy do przeprowadzenia potrzebnych zmian w naszym życiu. Być może też postawi przed nami nowe zadania – jakieś zaangażowanie w parafii, w schronisku dla bezdomnych czy też coś zupełnie nieoczekiwanego. Mówiąc najkrócej, okres Wielkiego Postu często okazuje się przełomowy.
Spróbuj więc w tegorocznym Wielkim Poście zarządzić w swoim domu „święty post” (Jl 2,15). Postaraj się przez
dni dzielące nas jeszcze od Świąt Wielkanocnych żyć skromniej niż zwykle. Zaprzyj się siebie, a skoncentruj się na Panu. Wyjdź z Jezusem na pustynię, abyś mógł w wielkanocny poranek wrócić z niej z sercem upodobnionym do Jego serca – bardziej kochającym, oddanym, umocnionym do walki z pokusami. Módl się o wielkopostny przełom, o odnowę ducha nie tylko dla siebie, dla twoich bliskich, przyjaciół, ale także dla całego Kościoła i świata. ▐


II
Przybliżmy się do Boga
Post zmienia nie tylko nasze serca, ale i świat

Czy pamiętasz swoją pierwszą randkę? Jak bardzo zależało ci na tym, żeby wszystko było jak należy – fryzura, strój, miejsce spotkania. Byłeś gotów zdobyć się na każdy wysiłek, aby tylko zachęcić drugą osobę do dalszych kontaktów.
Otóż Bóg traktuje nas bardzo podobnie. Pragnie zachęcić nas do dalszych kontaktów ze sobą, zbudować z nami relację. Pragnie skupić i zatrzymać na sobie naszą uwagę. Szuka nowych, twórczych sposobów pokazania nam, jak bardzo nas kocha. Chce, aby nasze wzajemne kontakty były jak najgłębsze. Jest jak zalotnik próbujący zdobyć swoją umiłowaną.
Jednak do budowania relacji potrzebne są dwie strony. Bóg daje nam swoją miłość, ale od nas zależy, czy zechcemy ją odwzajemnić. Jak mówi List św. Jakuba, aby Bóg mógł przybliżyć się do nas, i my potrzebujemy przybliżyć się do Niego (Jk 4,8). Na tym właśnie polega rola postu, który jest jednym z najskuteczniejszych sposobów przybliżania się do Pana – zwłaszcza w trwającym obecnie czasie łaski! Spróbujemy więc zastanowić się nad tym, w jaki sposób możemy przybliżyć się do Boga, biorąc za punkt wyjścia wspomniany przed chwilą werset z Listu św. Jakuba.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ SPOWIEDŹ
Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste – przybliżamy się do Boga poprzez kontakt z Nim na modlitwie i podczas Mszy świętej. Przybliżamy się do Niego, oddając Mu chwałę i słuchając Jego słowa zawartego w Piśmie Świętym. Jednak Jakub ostrzega nas przed dwiema przeszkodami, które utrudniają nam przybliżenie się do Boga. Po pierwsze, mówi: „Oczyśćcie ręce, grzesznicy”. Po drugie: „Uświęćcie serca, ludzie chwiejni” (Jk 4,8). Pierwszą przeszkodą jest więc nasz grzech. Drugą jest nasza chwiejność.
Jeśli chodzi o grzech, nie ma lepszego lekarstwa niż sakrament pojednania. Oczyszcza on nas z popełnionych grzechów – nie tylko z tego, co pomyśleliśmy czy powiedzieliśmy, ale także z brudu, który nagromadził się na naszych „rękach” z powodu naszych złych czynów. Gdy się spowiadamy, postępujemy tak samo jak trędowaty, który padł do nóg Jezusa i powiedział: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Łk 5,12). Czynimy akt pokory i wyznajemy Jezusowi, przez co staliśmy się nieczyści.
Kiedy wyznajemy nasze grzechy, Jezus czyni dla nas to samo, co uczynił dla trędowatego. W osobie kapłana wyciąga rękę i oczyszcza nas przez słowa rozgrzeszenia. Niezależnie od tego, co uczyniliśmy, jak dawno temu to się wydarzyło i jak bardzo jesteśmy przekonani, że On nas odrzucił, Jezus mówi: „Chcę, bądź oczyszczony” (Łk 5,13). Skoro przybliżyliśmy się do Niego przez skruchę, On przybliża się do nas przez przebaczenie, miłość i współczucie.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ
SZCZERĄ POBOŻNOŚĆ
Jakub ostrzega nas również przed wewnętrznym rozdwojeniem (Jk 4,8). Dobrą ilustracją tej pułapki jest opowiedziana przez Jezusa przypowieść o faryzeuszu i celniku (Łk 18,9-14). Obaj poszli do świątyni, aby się modlić, co samo w sobie jest rzeczą dobrą. Jednak faryzeusz nie widział własnej grzeszności, w swojej modlitwie dziękował Bogu za to, że w przeciwieństwie do innych ludzi, w tym także obecnego tu celnika, zachowuje ściśle wszystkie przepisy religijne. Celnik natomiast modlił się po prostu słowami: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”. Jak powiedział Jezus, to on, a nie faryzeusz, odszedł do domu usprawiedliwiony.
Nie mamy powodu, by sądzić, że faryzeusz był nieszczery, koncentrował się on jednak bardziej na sobie samym niż na Bogu. Ponieważ własna wierność Prawu wprawiła go w pychę, podejmowane praktyki religijne, choć szczere i gorliwe, nie przemieniały jednak jego serca. Przeżywając wewnętrzny konflikt serca i sumienia, przyniósł Bogu zarówno swoje pozytywne dokonania, jak i swoją ludzką pychę. Natomiast w sercu celnika nie było rozdwojenia. Doskonale wiedział, że potrzebuje Bożego miłosierdzia, toteż nie prosił o nic innego. Nie próbował szukać wytłumaczenia dla swoich grzechów. I za to Bóg usprawiedliwił go i wywyższył.
Większość z nas przeżywa konflikty wewnętrzne. Chcemy się modlić, ale jesteśmy zbyt zajęci. Chcemy być pokorni, ale znajdujemy różne subtelne sposoby, aby się przechwalać. Chcemy kochać innych, ale na naszych warunkach. Chcemy wprowadzać ład w nasze życie, ale bierzemy na siebie zbyt wiele obowiązków. Chcemy wspierać ubogich, ale ciągle wydaje się nam, że nas na to nie stać.
Wielkopostne wyrzeczenia są doskonałym lekarstwem na taką postawę. Post pomaga nam dostrzec różnice pomiędzy tym, czego potrzebujemy, a tym, na co mamy ochotę, pomiędzy tym, co jest naszym obowiązkiem, a tym, co jest naszą zachcianką. Pomaga nam przebić się przez bałagan naszego serca i dostrzec prostą, jednoznaczną drogę prowadzącą do Pana. Poszcząc, stajemy oko w oko z własnym oporem wobec przemiany – i otrzymujemy łaskę otwarcia na przemieniającą moc Boga.

▌PRZYBLIŻMY SIĘ PRZEZ
MODLITWĘ WSTAWIENNICZĄ
Post, podejmowany ze skruszonym sercem i umysłem skupionym na Panu, nie pozostaje bez odpowiedzi. Jak obiecuje św. Jakub, jeśli my przybliżymy się do Boga, to i On przybliży się do nas. Choć brzmi to wręcz niewiarygodnie, na taki post Bóg reaguje zawsze. Także nasza modlitwa wstawiennicza staje się bardziej skuteczna, jak to widzimy na przykładzie królowej Estery (Est 4,15-16; 5,2). Pomaga przezwyciężyć rozczarowanie i niepokój oraz otworzyć się na Boże pocieszenie, jak ukazuje nam historia Nehemiasza i Daniela (Ne 1; Dn 9,3-19). Autentyczny post i modlitwa wprowadzają nas w bliskość Boga, który udziela nam mocy do walki z pokusami, jak stało się to z Jezusem na pustyni (Mt 4,1-11). Wreszcie pokorny, połączony
z modlitwą post skłoni Pana do objawienia nam swojej woli, tak jak uczynił to dla Pawła i Barnaby (Dz 13,1-3).
Modlitwa i post – podejmowane w duchu skruchy i skupienia się na Panu – mogą nawet odmienić bieg historii. Za panowania króla judzkiego Jozafata wrogie narody zawarły przeciwko niemu sojusz. Częścią strategii militarnej Jozafata było ogłoszenie narodowego postu (2 Krn 20,3). Prowadząc lud w modlitwie, Jozafat wyznał: „Jesteśmy bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które na nas napadło. Nie wiemy, co czynić, ale oczy nasze zwracają się ku Tobie” (2 Krn 20,12). Następnie, przy pomocy lewitów, Jozafat wyznaczył niektórym spośród ludu absolutnie niespodziewaną funkcję – ustanowił ich śpiewakami dla Pana. Mieli oni uwielbiać Pana pieśnią na polu bitwy! W odpowiedzi Bóg zniszczył ich wrogów (2 Krn 20,20-23).
Juda może być dla nas symbolem Kościoła. Także nasz post i modlitwa mogą odpierać złe duchy, które usiłują zniszczyć Ciało Chrystusa. Mogą też przyczynić się do położenia kresu aborcji, wojnom i niesprawiedliwości. Wyobraźmy sobie, jakie mogłyby być skutki, gdyby każdy czytający te słowa postanowił modlić się i pościć w intencji choćby jednej z tych spraw. Świat stałby się inny!

▌PRZYBLIŻMY SIĘ
PRZEZ OFIARNOŚĆ
Istnieje jeszcze jedna praktyka, która wiąże się ściśle z postem i modlitwą, a mianowicie jałmużna. Właściwie przeżywany post jednoczy tych, którzy posiadają wiele, z tymi, którzy żyją w ubóstwie. Kiedy zapieramy się siebie, nasze serca stają się wrażliwsze na krzyk ubogich. Zaczynamy rozumieć, co przeżywają każdego dnia, a to prowadzi nas do większej hojności. I właśnie tego oczekuje od nas Bóg.
Jeśli to możliwe, przeczytaj teraz 58 rozdział Księgi Izajasza. We fragmencie tym prorok karci lud za nadużycia towarzyszące postnym praktykom. Mówi Izraelitom, że chociaż autentycznie podejmują post, to ich wyrzeczenia nie mają żadnego wpływu na ich życie. Obywają się bez jedzenia, ale nie troszczą się o ubogich, bezdomnych, ofiary niesprawiedliwości. Nie solidaryzują się
z tymi, których cierpienie rani serce Boga. Ich post jest pustym rytuałem, mającym na celu zapewnienie sobie Bożej przychylności. Zamiast zabiegać o jedność i zgodę, poszczą „wśród waśni sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią” (Iz 58,4).
Nie takiego postu pragnie Bóg! On chce, by post otwierał nasze serca. Chce, byśmy poszcząc przybliżali się do Niego – nie tylko modląc się, lecz także dostrzegając Go w twarzach naszych ubogich braci i sióstr – a przez to pozwalali Mu przybliżyć się do nas. Bóg chce, by post przemieniał nasze wnętrza, byśmy mogli stawać się Jego dłońmi i stopami na tym świecie. Chce, by nasz post był złączony z pokorną, pełną skruchy modlitwą oraz ofiarną, płynącą z głębi serca jałmużną.

▌ON PRZYBLIŻY SIĘ DO WAS
Post złączony z modlitwą i jałmużną jest jednym z najlepszych sposobów okazania Jezusowi naszej miłości. Te trzy ściśle złączone ze sobą praktyki pomagają nam przybliżyć się do Pana. A On, przybliżając się do nas, napełnia nas swoją miłością, podnosi, pokrzepia nas na duchu i coraz bardziej przemienia na swoje podobieństwo. ▐

MEDYTACJE:

▌Niedziela, 1 marca
Mk 9,2-10
Tam przemienił się wobec nich. (Mk 9,2)
Czy zastanawiałeś się nad tym, dlaczego Jezus się przemienił? Nigdy wcześniej tego nie zapowiadał. Jego Apostołowie zupełnie się tego nie spodziewali. Wydarzenie to nigdy się nie powtórzyło. Dlaczego więc to uczynił? Spróbujmy spojrzeć na to wydarzenie z szerszej perspektywy.
Od dnia powołania pierwszych uczniów Jezus ukazywał im, że pochodzi od Boga. Czynił wiele cudów na ich oczach. Przemawiał z mocą. Objawiał miłosierdzie i przebaczenie Boga. A kiedy wreszcie zapytał: „A wy za kogo Mnie uważacie?”, Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz” (Mk 8,29).
To był przełomowy moment. Uczniowie zaczynali wierzyć w Bóstwo Jezusa, jednak ich wiara potrzebowała wzrostu i umocnienia. Wciąż nie rozumieli, jakim Mesjaszem jest Jezus. Nie rozumieli, że musi On umrzeć, ani też, że oni sami muszą wziąć na siebie swój krzyż (Mk 8,31-35).
Przemienienie Jezusa udowodniło, że nie był On jedynie namaszczonym przez Boga prorokiem, lecz Jego własnym Synem! Było również zapowiedzią tego, że choć Jezus musi umrzeć, zostanie następnie wyniesiony do chwały przekraczającej wyobraźnię!
Bóg przemienił Jezusa w celu umocnienia uczniów – i nas wszystkich. Dodał im otuchy, zanim rozpoczęli swoją drogę do Jerozolimy, na miejsce ukrzyżowania. Co jeszcze ważniejsze, przemienienie ukazało im przebłysk tej chwały, którą Jezus miał przed przyjściem na ziemię i którą cieszy się dziś, zasiadając na tronie niebieskim. A to jeszcze nie koniec, gdyż przemienienie jest również obietnicą dla nas – ukazuje nam chwałę, która czeka każdego z nas po zakończeniu naszego ziemskiego życia – o ile pozostaniemy wierni Panu.
Nikt z nas nie jest skończonym dziełem. Wszyscy mamy swoje słabości. Narodziliśmy się jednak na nowo przez chrzest i dzień po dniu jesteśmy „przemieniani” na wzór Jezusa. Przyjmij więc Jego zaproszenie. Czyń wszystko, co w twojej mocy, by wiernie iść za Jezusem, wzrastając w wierze, a zobaczysz, jak „coraz bardziej jaśniejąc” (2 Kor 3,18), będziesz upodabniać się do Jego obrazu (2 Kor 3,18).
„Oto jestem, Panie, gotów pełnić Twoją wolę. Napełnij mnie swoją łaską i pomóż mi doświadczyć Twojej przemieniającej mocy.”
Rdz 22,1-2.9-13.15-18
Ps 116,10.15-19
Rz 8,31b-34

▌Poniedziałek, 2 marca
Łk 6,36-38
Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie. (Łk 6,38)
Poeta bengalski, Rabindranath Tagore, opowiada historię żebraka, który zbierał ziarna zboża na ulicy, gdy pojawił się przed nim król w złotej karocy. Oszołomiony człowiek pomyślał, że otrzyma od niego hojny dar. Jednak król niespodziewanie wyciągnął rękę i zapytał żebraka, czy ma mu coś do ofiarowania! Zmieszany i niepewny siebie, żebrak wyjął najmniejsze ziarnko, jakie miał i wręczył je królowi. Pod koniec dnia, gdy opróżnił torbę, ku swemu zaskoczeniu wśród ziaren zboża znalazł jedno maleńkie ziarenko złota.
„Płakałem gorzko – skarży się żebrak – i żałowałem, że nie miałem serca, by oddać ci moje wszystko.” Żałował swojej małostkowości, gdyż z jej powodu mógł tak niewiele otrzymać w zamian.
Może i nam nie jest obca postawa tego żebraka – czas jest krótki, pieniędzy mało i nie stać nas na wspaniałomyślność. Jednak Bóg mimo to prosi nas, abyśmy szeroko otworzyli swoje serca dla naszych bliźnich. Pragnie, byśmy przekazywali innym to, co od Niego otrzymaliśmy, z taką samą hojnością, z jaką On udziela nam swoich łask. Tłumaczy, że jeśli mało dajemy, mało będziemy w stanie przyjąć. Jeśli jednak oddajemy tyle, ile otrzymaliśmy, będziemy mogli przyjmować coraz więcej. Nasz Bóg nie da się prześcignąć w hojności!
Bóg cierpliwie wyciąga rękę także do ciebie. Może czeka, abyś podzielił się swoim posiłkiem z głodnym, złagodził czyjąś samotność czy przebaczył komuś bliskiemu. We wszystkich tych sytuacjach możemy naśladować Jezusa, który nie odmówił niczego swemu Ojcu – i niczego nie odmawia nam.
Wyobraź sobie swoją reakcję, gdy na końcu swojej drogi zobaczysz, co nasz hojny Bóg uczynił z twoimi ofiarami: „Tak wielkie skarby za tę odrobinę, którą dałem?”. A teraz wyobraź sobie, o ile więcej mógłby uczynić, gdybyś dał Mu jeszcze więcej!
„Ojcze, oby cud Twojego miłosierdzia otworzył moje serce na przyjęcie wszystkiego, co chcesz mi dać!”
Dn 9,4b-10
Ps 79,8-9.11.13

▌Niedziela, 8 marca
J 2,13-25
Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. (J 2,17)
Jeśli miałbyś zapamiętać z dzisiejszej Ewangelii tylko jedną myśl, to zapamiętaj, że jesteś świątynią Boga. Jezus, który oczyścił świątynię jerozolimską z tego, co uwłaczało jej świętości, pragnie oczyścić również twoje serce. Gorliwość o dom Ojca jest znakiem gorliwości, z jaką troszczy się On o każdego z nas, którzy jesteśmy świątyniami Ducha Świętego.
Zobaczmy też szerszy kontekst tej historii. Przypomnij sobie, jak wiele współczucia i wsparcia okazuje Jezus ludziom na kartach Ewangelii. Zauważ, jak bardzo cię kocha. Uświadom sobie, że codziennie wstawia się za tobą do Ojca. Jezus kocha nas żarliwą miłością, a ta żarliwość niekiedy kieruje się przeciwko grzechowi, który w nas mieszka. To właśnie oznacza określenie „gniew Pański”.
Ta piękna świątynia Boga, jaką jesteśmy, bywa zeszpecona przez nasz grzech. Gdy on zaczyna nami rządzić, do świątyni wkrada się coraz większa ciemność, a to budzi gniew Pana. Oczywiście Jego gniew skierowany jest przeciwko naszemu postępowaniu, a nie przeciwko nam. Jest to jednak gniew podobny do tego, z jakim oczyszczał świątynię jerozolimską.
Starajmy się więc nie dawać Panu powodów do gniewu. Postanówmy sobie postawić Jezusa na pierwszym miejscu
w swoim życiu. Postanówmy nie dopuścić do tego, by w nasze życie wszedł grzech, zanieczyszczając nasze serce i ciało. A gdy upadniemy, znajdźmy w sobie dość odwagi i pokory, by żałować za swój grzech i pojednać się z Panem. Jednym słowem, zabiegajmy o to, by świątynia naszego serca była jak najczystsza i jak najświętsza.
Módlmy się również o odwagę potrzebną do ewangelizacji. Na świecie jest tak wielu ludzi, którzy niszczą świątynie swoich serc. Docierajmy do nich, zaczynając od naszych bliskich i przyjaciół. Pomagajmy im pojednać się z Bogiem, aby mogli doświadczyć żarliwości Jego miłości, a nie Jego gniewu.
„Panie, spraw, aby i mnie pochłaniała gorliwość o Twój dom. Poślij mnie na świat z nowiną o Twojej niepojętej miłości.”
Wj 20,1-17
Ps 19,8-11
1 Kor 1,22-25

▌Niedziela, 15 marca
Ef 2,4-10
Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili. (Ef 2,10)
Jak wspaniale byłoby mieć swojego osobistego krawca, który uszyłby dla ciebie całą szafę idealnie pasującej odzieży! Znajdowałby się odpowiedni strój na każdą okazję, a pewność, że jest ci w nim rzeczywiście do twarzy, wpłynęłaby korzystnie na twoje samopoczucie. Wyobraź sobie, jak idziesz ulicą z podniesioną głową, wiedząc, że naprawdę dobrze wyglądasz!
Według św. Pawła Bóg właśnie w taki sposób wyposażył wprawdzie nie naszą szafę, ale nasze życie wewnętrzne. „Odzieżą”, jaką dla nas przygotował, jest zestaw „dobrych czynów”, idealnie dostosowanych do otrzymanych przez nas od Niego darów, talentów, cech i skłonności. Otwórz więc swoją duchową „garderobę” i zobacz, co ona zawiera. Prawdopodobnie niektóre z tych dobrych uczynków, zwłaszcza te, które odpowiadają twoim upodobaniom, wzbudzą w tobie radość i poczucie bezpieczeństwa. Inne będą wymagały większego wysiłku. Może nawet będzie ci się wydawało, że ktoś inny wykonałby je lepiej. Jednak odpowiadając na Boże wezwanie, odkryjesz w sobie zdolności, o które wcześniej nawet się nie podejrzewałeś – jak kobieta, która odkrywa, że wbrew jej przewidywaniom najnowszy model spódnicy leży na niej jak ulał.
Może na przykład oczekiwałeś, że w swojej duchowej szafie znajdziesz ubiór, jakim jest rodzicielstwo. Jednak z biegiem czasu odkrywasz, że dobrym czynem przygotowanym dla ciebie przez Boga jest stworzenie rodziny zastępczej – przyjmowanie do swego domu na krótki czas dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji i opiekowanie się nimi, dopóki nie znajdą stałego domu. Może miałeś ochotę podjąć jakieś zaangażowanie w swojej parafii, ale Bóg wskazał ci inny czyn – posługę w twoim własnym domu, gdzie opiekujesz się chorym czy niedołężnym członkiem rodziny.
Bądź dobrej myśli! Twój Stworzyciel będzie niestrudzenie pracował, aż wreszcie szata służby, którą na ciebie nakłada, będzie idealnie dopasowana.
„Panie mój i Stwórco! Dziękuję Ci za to, że mnie tak cudownie stworzyłeś. Daj mi odwagę przyjęcia Twojego planu
i wiarę, że jest on dla mnie najlepszy.”
2 Krn 36,14-16.19-23
Ps 137,1-6
J 3,14-21

▌Niedziela, 29 marca
Niedziela Palmowa
Mk 11,1-10
Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. (Mk 11,9)
Mówiąc o kontraście, artyści mają na myśli układ przeciwstawnych sobie elementów – małych i wielkich, chropowatych i gładkich, światła i cienia. Takie zestawienia dodają dramatyzmu ich pracom. Gdybyśmy potraktowali Boga jako Artystę, moglibyśmy określić Niedzielę Palmową jako studium kontrastów. Bóg stworzył wszechświat z niczego, uformował gwiazdy i planety, podtrzymuje każdą żywą istotę i wie o każdym włosie na naszych głowach. Jednak ten sam wszechmocny i wszechwiedzący Bóg postanowił wjechać do Jerozolimy na osiołku. Czy można sobie wyobrazić większy kontrast?
To, że Jezus, nasz Król, przybył do swego ludu na skromnym jucznym zwierzęciu, jest już samo w sobie ogromnym kontrastem. Na tym jednak nie koniec. Został On ukoronowany cierniem, a nie złotem, biczowano Go, zamiast oddawać Mu chwałę. Ten, który będzie sądził niebo i ziemię, został osądzony i skazany przez wielu spośród swego ludu.
Wjazd do Jerozolimy zapoczątkowuje Wielki Tydzień. Jezus przejdzie przez cierpienie i hańbę krzyża, aby pojednać nas z Bogiem. On, który jest samym życiem, przyjął śmierć, abyśmy mogli otrzymać życie wieczne.
Pamiętajmy o tym podczas dzisiejszej Mszy świętej. Podczas śpiewu: Święty, Święty, Święty…, wspominajmy mieszkańców Jerozolimy, którzy rozpościerali swoje płaszcze i machali gałązkami palmowymi na powitanie Jezusa. Oni także, podobnie jak my, wołali: „Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie”. Jednak zaledwie kilka dni później, podburzeni przez Sanhedryn, krzyczeli: „Ukrzyżuj Go!” (Mk 15,14). A Jezus w obu tych sytuacjach ani przez chwilę nie przestawał ich kochać. Wciąż im przebaczał. Nie zapominał o tym, że został posłany, aby zbawić nas wszystkich.
Śpiewaj więc: Święty, Święty, Święty, z całym przekonaniem, na jakie cię stać. Wychwalaj Pana za to, że przychodzi w tak pokorny sposób. I proś Go, aby ci pomógł stawić czoło wszystkim bolesnym i trudnym wydarzeniom twego życia.
„Panie, dziękuję Ci za to, że przychodzisz do nas w tak pokorny sposób. Naucz mnie naśladować Twój przykład poświęcenia i miłosierdzia.”
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11
Mk 14,1 – 15,47


MAGAZYN:
I
Dziecko idące do ołtarza
Historia procesu nawrócenia

Czy czułeś kiedyś, jak Duch Święty prowadzi cię do zrobienia czegoś, co wydaje ci się śmieszne? Zdarzyło mi się to pewnego dnia, gdy siedziałam w poczekalni u lekarza specjalisty. Poczułam wewnętrzne przynaglenie, które nauczyłam się już odczytywać jako sposób mówienia Boga do mnie. Tym razem wydawało mi się, że słyszę: „Chcę przyprowadzić tę lekarkę do siebie. Będę przez nią działał, a ona uczyni dla Mnie wielkie rzeczy”.
Nie były to słowa, które miałam ochotę usłyszeć, zwłaszcza że była to moja pierwsza wizyta. „O nie, Panie – pomyślałam osuwając się na krześle – chcesz, żebym zrobiła z siebie kretynkę i to wobec zupełnie obcej osoby!”
Protestowałam jeszcze wtedy, gdy zostałam wezwana do gabinetu. Z nerwów dostałam takich palpitacji serca, że myślałam, iż wyskoczy mi z piersi.
„Nie rozumiem, skąd u pani takie szybkie tętno” – powiedziała lekarka. Bąknęłam coś na temat mojej wiary chrześcijańskiej, tak bardzo dla mnie ważnej, zwłaszcza w borykaniu się z chorobą Crohna, w sprawie której chciałam się skonsultować. Pani doktor wysłuchała uprzejmie i moja wizyta dobiegła końca.
Po kilku kolejnych wizytach mój stan poprawił się na tyle, że lekarka uznała, iż nie potrzebuję już wizyt u specjalisty.
„I co teraz?” – zapytałam Pana. „Jak mam rozmawiać z nią o Tobie, skoro nie będę już nawet chodzić do niej na wizyty?”
„Módlmy się o to, aby Bóg otworzył jakieś drzwi” – zasugerowała mądrze przyjaciółka.

▌SZUKANIE OKAZJI
Bóg dał mi nową szansę po upływie około sześciu miesięcy od mojej pierwszej wizyty. Przyjaciółka modląca się ze mną o „otwarte drzwi” natknęła się gdzieś na moją panią doktor. „Powiedziała mi, że jej sprzątaczka doznała rozległego udaru i jest w stanie krytycznym” – oznajmiła. „Myślę, że zdecydowanie przydałaby się jej pomoc przy sprzątaniu.”
Z zawodu jestem pielęgniarką i sprzątanie bynajmniej nie jest moją ulubioną czynnością. Jednak tego weekendu, po intensywnej modlitwie i walce wewnętrznej, odszukałam adres domowy pani doktor. Następnie, zbierając całą moją odwagę, a także szczotkę i mop, zapukałam do drzwi frontowych, aby zaoferować jej moje usługi.
Cóż, Bóg ma poczucie humoru. Informacje mojej przyjaciółki były nie do końca ścisłe, co odkryłam, gdy pani doktor zaprosiła mnie do środka i wyjaśniła rzeczywistą sytuację. Udar miała jej współlokatorka – nazwijmy ją Helena – która obecnie leżała w szpitalu częściowo sparaliżowana, niezdolna mówić.
Lekko zażenowana powstałym nieporozumieniem, nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Wtedy jednak poczułam znajome przynaglenie: „Otwórz usta, a Ja dam ci słowa”. Zapytałam więc: „Czy mogę pójść i pomodlić się nad nią w szpitalu?”
Lekarka wyraźnie się zakłopotała, a ja pomyślałam, że na pewno zupełnie zmarnowałam swoją szansę ewangelizacyjną. Wreszcie, po chwili milczenia, która wydawała się trwać całe wieki, odpowiedziała: „Oczywiście, może pani spróbować, ale nie sądzę, żeby Helena się na to zgodziła”.
Opowiedziała mi następnie, że Helena była kiedyś w zakonie klauzurowym. W tym czasie pojawiło się u niej kilka bolesnych dolegliwości fizycznych, odmówiono jej jednak zgody na leczenie. Czując, że Bóg ją opuścił, Helena zwróciła się do Stolicy Apostolskiej o zwolnienie ze ślubów, rezygnując tym samym z realizacji swego największego życiowego pragnienia bycia siostrą zakonną. Poczucie odrzucenia przerodziło się w złość – najpierw wobec przełożonych zakonnych, a następnie wobec Boga.

▌MIŁOŚĆ NIGDY NIE ZAWODZI
Moja pierwsza próba modlitwy za Helenę poszła doskonale, głównie dlatego, że była ona w stanie śpiączki. Jednak przy drugiej próbie zaczęła bić w poręcze łóżka, wykrzykując jedno z dwóch słów, których nauczyła się już wymawiać po udarze: „Nie, nie, nie!”. (Zdecydowanie wolałabym usłyszeć to drugie słowo, czyli: „Tak”!). Słysząc zamieszanie, do sali wpadł tabun pielęgniarek, które jakoś zdołałam przekonać, że wszystko jest w porządku.
Wróciłam do domu we łzach, czując, że nie potrafię przebić się przez gniew ukryty w sercu Heleny. „To dla mnie za trudne, nie wiem już, co mam robić” – powiedziałam Panu. I znowu odczułam, że mam po prostu wymawiać słowa, które On włoży mi w usta.
Zaczęłam odwiedzać Helenę codziennie, czasem więcej niż jeden raz. Rozmawiałam z nią o jej wściekłości na Boga
i powtarzałam, że przecież skrzywdzili ją ludzie, a nie On. Czytałam jej fragmenty Pisma Świętego, mówiące o gniewie, przebaczeniu i miłości. Mówiłam, że Bóg ją kocha i pozwolił jej przeżyć ten udar, aby mogła do Niego powrócić.
Powoli Helena zaczęła mięknąć. Każdy kolejny dzień przybliżał ją o krok do Pana oraz do przebaczenia tym, którzy ją skrzywdzili. A ja z każdym dniem czułam większą miłość i oddanie wobec Heleny. Wierzę, że to właśnie ta miłość, którą dał mi Bóg, ostatecznie skruszyła jej serce. Jestem przekonana, że zanim zaczniemy głosić komuś Bożą miłość, musimy najpierw sami mu ją okazać.

▌DZIECIĘCE KROKI
Minął miesiąc i Helena zaczęła odmawiać wraz ze mną znane od dawna modlitwy. (Pacjenci po udarze często pamiętają i potrafią wyrecytować teksty, których kiedyś nauczyli się na pamięć, nawet gdy nie są w stanie dobrze mówić). W następnym miesiącu pozwoliła mi zawieźć się do kaplicy szpitalnej – ale tylko za próg. Odtąd dzień za dniem stawiałyśmy kolejne małe kroczki w stronę ołtarza.
Pewnego wieczora doszłyśmy wreszcie do samego ołtarza. Klęcząc obok Heleny i wyczuwając zmianę, która dokonywała się w jej sercu, pomodliłam się: „Panie, jesteśmy już prawie u celu. Co jeszcze mam jej powiedzieć?”. Następnie przypomniały mi się słowa znanego wiersza Francisa Thompsona „Niebiański chart”. Mówi on o Bogu, który ściga swoją miłością każdego, kto przed Nim ucieka. Przeczytałam go Helenie podczas kolejnej wizyty, a ona zaczęła płakać:
Pierzchałem przed Nim wciąż i wciąż,
przez nocy, dni i lat arkady,
przez mojej ciemnej myśli gąszcz,
przez jasne śmiechu wodospady.
„Widzisz, Heleno – powiedziałam po przeczytaniu wiersza. – Bóg cię nie opuścił. Daje ci drugą szansę. Uciekałaś
i ukrywałaś się przed Nim, ale On cię ścigał i będzie ścigał, dopóki do Niego nie powrócisz. Czy jesteś już gotowa to zrobić?” Wtedy padła odpowiedź, na którą czekałam i o którą modliłam się przez długie cztery miesiące: „Tak, tak, tak!”.

▌PODWÓJNY CUD
W Niedzielę Wielkanocną Helena przystąpiła do spowiedzi. Następnie ksiądz odprawił Mszę świętą w jej sali szpitalnej i obie przyjęłyśmy Komunię.
Bóg oddał Helenie z powrotem powołanie, które uważała już za stracone. Jej sypialnia stała się klauzurą, miejscem, gdzie żyła ślubem czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Bóg przywrócił jej możliwość wypowiadania dwóch najważniejszych słów, jakie istnieją w ludzkiej mowie: „Kocham cię”. Co więcej mamy do powiedzenia Bogu i ludziom?
Helena spędziła pozostałe dwadzieścia osiem lat swojego życia jak prawdziwa siostra klauzurowa – wielbiąc Boga i modląc się do Niego za innych ludzi. Coraz więcej ludzi powierzało jej swoje intencje. Siostra Helena, jak zaczęto ją nazywać, była w stanie czytać, toteż wszystkie intencje spisywano na kartkach, a ona powierzała je Bogu po wiele razy w ciągu dnia. Codziennie cierpiała fizycznie, ale znosiła swój ból z odwagą i wytrwałością, ofiarując go Bogu za innych. Była Bożym wojownikiem walczącym bronią modlitwy i ofiary.
A co z panią doktor, od której przecież wszystko się zaczęło? Po zobaczeniu cudu nawrócenia Heleny oddała swoje życie Panu i wstąpiła do Kościoła katolickiego.
Ale to już jest zupełnie inna historia. ▐


II
Przyjąć łaskę nawrócenia
Wielkopostna lekcja od Matta Talbota, świętego alkoholika

Czasami mamy wrażenie, że wyzwolenie z nałogu zabiera całe wieki. Czy nie jest to iluzja? Czy taka zmiana następuje w człowieku szybko, czy powoli?
Myślę, że większość z nas stwierdziłaby, że zmiana dokonuje się wolno, zwłaszcza gdy chodzi o głęboko zakorzenione wzorce zachowań. Przychodzą nam na myśl długie godziny spędzane w siłowni lub na sali gimnastycznej po to, by stracić na wadze, czy całe miesiące zmagań o to, by wreszcie rzucić palenie. Zmiana wydaje się długim i wyczerpującym procesem i nic dziwnego, że niektórzy z nas nawet nie próbują zaczynać – chyba że akurat podejmują postanowienia wielkopostne czy noworoczne.
Rozważmy jednak przez chwilę takie fakty, jak: „ślubuję ci miłość”, wypowiedziane przed ołtarzem, krzyk nowo narodzonego dziecka czy słowa: „Prosimy Cię, Ojcze wszechmogący, daj tym swoim sługom godność prezbiteratu”. W ułamku sekundy zmienia się ludzkie życie. Para nie może już nie być małżeństwem, kobieta nie może już nie być matką, mężczyzna nie może już nie być kapłanem. Od tego momentu wszystko staje się inne. Przykładem może być również spowiedź, w której nasze grzechy zostają wymazane w o wiele krótszym czasie, niż zajęło nam ich popełnienie!
A zatem zmiana może dokonać się błyskawicznie, niemal w mgnieniu oka. Ale życie nią na co dzień? To już zupełnie inna historia. Problem polega więc na tym, w jaki sposób wcielać w życie decyzję zerwania z kompulsywnym zachowaniem, nałogiem czy złym przyzwyczajeniem, gdy otrzymamy już łaskę jej podjęcia. Choć nie ma prostych rozwiązań, pomocą może być przykład tych, którzy doświadczyli w życiu podwójnej „szybko-powolnej” dynamiki zmiany. Wyjątkowym wzorem może być Matt Talbot, irlandzki robotnik, któremu w 1975 roku papież Paweł VI nadał tytuł sługi Bożego.

▌PRZYJMIJ ŁASKĘ!
Urodzony w Dublinie w 1856 roku, Matt Talbot był alkoholikiem. Nie kimś, kto wychyli czasem kieliszek dla towarzystwa, ale zataczającym się na ulicy pijakiem pochodzącym z pijackiej rodziny. Talbotowie byli biedni, toteż Matt chodził do szkoły zaledwie przez rok, a w wieku lat dwunastu podjął pracę w sklepie z winem. Tam właśnie zaczął pić i wkrótce był już całkowicie uzależniony od alkoholu.
Aby mieć środki na alkohol, Matt pracował w magazynie i na budowie, trwoniąc wszystkie swoje zarobki w pubach, często wraz z ojcem i braćmi. Nie było dla nikogo tajemnicą, że potrafił zastawić swoje buty i ubrania, żeby tylko zdobyć pieniądze na picie; pewnego razu ukradł nawet skrzypki niewidomemu grajkowi ulicznemu.
Przez szesnaście lat Matt żył jedynie po to, żeby pić, krążąc tam i z powrotem między pubem a pracą i coraz bardziej pogrążając się w nałogu. Jednak pewnego dnia, kiedy nie miał grosza przy duszy, a żaden z kompanów nie chciał postawić mu drinka, Matt nagle uświadomił sobie, co robi ze swoim życiem. W tej chwili łaski postanowił złożyć przyrzeczenie abstynencji na trzy miesiące. Poszedł do domu i oznajmił matce, która mimo iż modliła się o jego nawrócenie, odradzała mu składanie przyrzeczenia, chyba że naprawdę zamierza się zmienić. „Niech Bóg da ci siłę do dotrzymania przyrzeczenia” – powiedziała, gdy Matt po raz pierwszy od wielu lat udał się do spowiedzi.

▌DECYZJA I WYZNANIE
Matka Matta miała rację – pierwszym krokiem w kierunku zmiany jest decyzja. Nie tylko zastanawianie się, ale przyjęcie łaski i podjęcie konkretnego postanowienia pod jej działaniem. Często jedynie „chcemy chcieć” się zmienić, ale kiedy przyjdzie co do czego, okazuje się, że wcale nie mamy zamiaru podjąć nieodwołalnej decyzji. Jednak od tego zależy wszystko. I tak jak w wypadku Matta, może się to wydarzyć w jednej chwili.
Jeśli zdobędziemy się na uczciwość względem samych siebie, zdołamy ocenić, kiedy podjęliśmy autentyczną decyzję, a kiedy po prostu udajemy. Prawdziwa decyzja powstaje w głębi duszy – wiemy na pewno, że przekroczyliśmy w sobie pewną granicę, za którą nie ma już drogi powrotnej. Dzieje się z nami to, co z Jezusem, kiedy niezłomnie „postanowił udać się do Jerozolimy” (Łk 9,51), choć wiedział, co Go tam czeka. Składając przyrzeczenie abstynencji, Matt Talbot zdawał sobie sprawę, że nie może się już wycofać.
Był to jednak dopiero początek. Po podjęciu decyzji należy koniecznie komuś ją wyznać. W ten sposób bierzemy odpowiedzialność za własną decyzję. Z postanowienia podjętego w tajemnicy i nieujawnionego nikomu o wiele łatwiej jest się wycofać. W przypadku Matta świadkiem jego decyzji o zerwaniu z piciem była matka. My także decydując się na zmianę powinniśmy komuś o tym powiedzieć. Jest to jednym z powodów, dla których śluby czy święcenia kapłańskie odbywają się publicznie i wszyscy obecni są świadkami zmiany, która się dokonała.
Jest to również jedna z przyczyn, dla których spowiadamy się przed kapłanem. Dla ważności sakramentu wymagane jest nasze oświadczenie, że postanawiamy poprawę. Ksiądz jest świadkiem naszej decyzji przemiany życia, a pokuta, jaką nam zadaje, jest znakiem, że podjęliśmy tę decyzję w obliczu Boga.

▌ZACHOWUJ DYSCYPLINĘ
WEWNĘTRZNĄ
Spontaniczna i natychmiastowa decyzja Matta Talbota zapoczątkowała jego drogę do świętości, jednak dążenie tą drogą zajęło mu całe dalsze życie. Na początek musiał nauczyć się samodyscypliny, aby żyć swoim postanowieniem przez każdy kolejny dzień. Jest to aspekt powolnego, długotrwałego procesu przemiany, który wcale nie wydaje nam się przyjemny.
„Nigdy nie gardź człowiekiem, który nie potrafi rzucić picia. Łatwiej jest wydostać się z piekła!” – pisał kiedyś Matt do swojej siostry. On jednak mimo wszystko zdołał to uczynić. Po trzech miesiącach przedłużył swoje przyrzeczenie na kolejne sześć. Następnie, przy pomocy zaprzyjaźnionego księdza, zdecydował się na dożywotnią abstynencję.
Matt starał się nie tylko opierać pociągowi do picia. Jego samodyscyplina przyjęła również formę umartwień fizycznych: spał na gołych deskach, niewiele jadł, a nawet nosił niewidoczne dla innych łańcuchy na tułowiu, ręce i nodze (umartwienie zalecone mu przez przewodnika duchowego). Poza tym zachowywał pogodę ducha, oddawał ubogim większość swoich zarobków i uczciwie pracował na swoje utrzymanie.
Chociaż niektóre z praktyk ascetycznych Matta były raczej ekstremalne, to jednak każdy z nas z pewnością odniósłby korzyść, wprowadzając w swoje życie nieco więcej samodyscypliny. Także i my możemy nauczyć się panować nad swoim zachowaniem, uczciwie pracować na swoim stanowisku i stawiać potrzeby innych wyżej niż swoje własne zachcianki.

▌„JEZU, MIŁOSIERDZIA!”
Czy więc można powiedzieć, że „szybki” aspekt zmiany jest przede wszystkim dziełem Bożym, a aspekt „powolny” głównie kwestią naszego własnego wysiłku? Nic podobnego! Nawet największa dawka determinacji i dyscypliny nie jest w stanie zagwarantować sukcesu. Jest to kolejna lekcja płynąca z życia Matta Talbota – łaska Boża potrzebna jest w całym procesie przemiany. Matt bardzo szybko uświadomił sobie, że nie jest w stanie wyjść z nałogu o własnych siłach, że musi powierzyć się Bogu i prosić, by Duch Święty udzielił mu mocy, której mu brakuje.
Tego poranka, gdy po raz pierwszy złożył przyrzeczenie abstynencji, pełen lęku i obaw, że nie zdoła go dotrzymać, Matt poszedł na Mszę świętą i przyjął Komunię. Czynił to odtąd codziennie, przez wszystkie dni swojego życia. To właśnie w drodze na Mszę świętą zmarł na atak serca 7 czerwca 1925 roku.
Zwłaszcza w pierwszych trzech miesiącach trzeźwości Matt nauczył się liczyć na Boże miłosierdzie. Pewnego dnia, nękany wewnętrznym głosem, który powtarzał: „To nie ma sensu. Nigdy nie przestaniesz pić”, ukląkł z rozpostartymi ramionami na stopniach katedry i modlił się: „Jezu, miłosierdzia! Maryjo, ratuj!”. Innym razem, po tym jak wszedł do pubu i niemal nie zamówił drinka, spędził resztę dnia w kościele, modląc się o siłę do pokonania pokusy; postanowił również nigdy więcej nie nosić przy sobie pieniędzy.
My także pragnąc przemiany uczmy się czerpać siły z częstego przystępowania do spowiedzi i Komunii świętej. Zwracajmy się do Pana w modlitwie. Wielką pomocą może być Różaniec oraz lektura duchowa – począwszy od Biblii. Poświęcenie dziesięciu minut dziennie na przeczytanie czegoś budującego pomaga nam oprzeć się na Bogu oraz nabrać determinacji do stawiania czoła wyzwaniom, które zawsze łączą się z autentyczną przemianą.

▌PRZEMIANA, KTÓRA SIĘ LICZY
W oczach przyjaciół, a nawet najbliższej rodziny Matt był zwyczajnym, ciężko pracującym człowiekiem o mocnych przekonaniach religijnych. Jednak wewnątrz był wojownikiem toczącym duchową batalię, która trwała czterdzieści lat i uczyniła z niego bohatera wiary. Jego historia ukazuje, że najgłębsze i najtrwalsze przemiany to nie te ostentacyjne, krzykliwe, demonstrowane publicznie. Dokonują się one przez wewnętrzną decyzję, której podjęcie zajmuje ułamek sekundy, ale jej realizacja trwa przez całe życie.
Przeżywając Wielki Post, prośmy Ducha Świętego o Jego moc i prowadzenie w odkrywaniu tych sfer naszego życia, które wymagają zmiany na lepsze. Wspomnijmy też sługę Bożego Matta Talbota, który rzucił picie w jednej chwili – i przez całą resztę życia konsekwentnie realizował tę decyzję. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl