Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 2 (282) 2017
Słowo wśród nas Nr 2 (282) 2017
wydawnictwo: Promic
format: 145 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 145 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowaliśmy „Łaska nawrócenia”. W czterech kolejnych artykułach piszemy o tym, że nawrócenie – czyli odwrócenie się od grzechu i zwrócenie się ku Bogu – to zadanie na całe życie, a nie jednorazowy akt, a ponieważ to Bóg sam pociąga nas ku sobie, to za każdym nawróceniem kryje się Jego łaska. Dzięki niej możemy iść do innych z posłannictwem Ewangelii.
W Magazynie znajduje się artykuł o małżonkach Pryscylli i Akwili - współpracownikach św. Pawła, których imiona znamy z Dziejów i Listów Apostolskich, ponadto świadectwo o modlitwie i poruszający tekst o Mszach świętych wieczystych – czym są, jak i za kogo je zamawiać – wcale nie tylko za zmarłych!
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – poruszającego świadectwa życia pełnego radości pomimo ciężkiej choroby pod tytułem „Gorzki dar”, autorstwa Grażyny Zielińskiej oraz krzyżówkę. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Przełom duchowy
Trzy kluczowe elementy nawrócenia.......................... 4


Wiele cudów łaski
Zaskakujące nawrócenia............................................ 10


Niekończąca się uczta duszy
Dar stałego nawracania się......................................... 15


Wszystko zaczyna się od łaski
Migawka z nawrócenia.............................................. 20


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 28 lutego............................................. 21


MAGAZYN


Małżonkowie z aureolą
Misyjna służba Pryscylli i Akwili
Louise Perrotta............................................. 47


W ciszy przed Bogiem
Zmieniłam swój plan dnia, by spotykać Boga
na modlitwie – Sharon Ewing............................................. 52


Msze święte wieczyste
Niezwykły przywilej i bezcenna pomoc duchowa
Joanna Przybyła..................................................... 56


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................. 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Czym innym jest umieć wystukać na pianinie prostą melodię, a czym innym grać jak wirtuoz. Czym innym jest od czasu do czasu skosztować wina, a czym innym być koneserem win. To samo odnosi się do naszego kroczenia za Jezusem. Co innego znać przesłanie Ewangelii, Dziesięć Przykazań, rolę Maryi w Kościele, a co innego być świętym – czy choćby żyć „w sposób godny Pana, ku pełnemu Jego upodobaniu, wydając owoce wszelkich dobrych czynów i wzrastając przez głębsze poznanie Boga” (Kol 1,10). Ta różnica stanowi samo sedno nauki Kościoła o nawróceniu.
Nawrócenie można zdefiniować jako decyzję odwrócenia się od grzechu i zwrócenia ku Jezusowi. Greckim słowem używanym w Biblii na określenie nawrócenia jest metanoia. Jest ono złożeniem dwóch wyrazów: meta, czyli „poza”, „ponad”, „przemiana”, oraz noia, czyli „umysł”, i oznacza nowy przemieniony sposób myślenia, odnowę duchową. W tym miesiącu rozważymy trzy biblijne historie nawrócenia: historię Lidii, Korneliusza oraz Piotra Apostoła.
Dwie pierwsze opowiadają o „pierwszym nawróceniu”, to jest o tym, jak przemienia się człowiek, który został dotknięty łaską przez Jezusa. Trzecia natomiast dotyczy „stałego nawracania się”, czyli codziennego zmagania się o życie w łasce.
Bardzo lubię św. Piotra ze względu na to, że był on wciąż wzywany do zmiany swojego sposobu myślenia. Przez cały czas, nawet jeszcze podczas Ostatniej Wieczerzy, widzimy, jak Piotr opowiada Jezusowi o wszystkich heroicznych czynach, których pragnie dokonać. Próbuje też „dyktować” Jezusowi, co ma robić. Jednak z czasem to się zmienia – Piotr staje się bardziej pokorny i otwarty na to, czego Bóg od niego oczekuje. Podobnie działo się ze św. Pawłem. Gorliwy i rozmodlony, nie oparł się jednak pokusie kłótni ze swoim współpracownikiem Barnabą czy publicznego upominania Piotra (Dz 15,36-41; Ga 2,11-14).
Podziwiam Piotra i Pawła, ponieważ sam jestem do nich podobny – zwłaszcza gdy chodzi o ich błędy! Ja także lubię dyktować Jezusowi, co ma czynić w moim życiu. Aż nadto często staję się też przyczyną niezgody i kłótni. Dobra Nowina polega na tym, że ciągle mogę pogłębiać moje nawrócenie. Mogę przeprosić za moje winy, pójść do spowiedzi i usłyszeć, jak Jezus mówi do mnie: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).
Nie zdołamy w pełni nawrócić się do Jezusa, dopóki nie znajdziemy się wraz z Nim w niebie. Grzech – zarówno w świecie, jak i w naszych własnych sercach – nie przestaje być potężną siłą. Można ukończyć szkołę średnią czy nawet wyższe studia, ale do końca życia nie da się zakończyć edukacji w „szkole Chrystusa”. Całe szczęście, że nasz Nauczyciel, Duch Święty, jest gotów codziennie nas uczyć i pomagać nam wcielać w życie to, czego nas uczy.
Mam nadzieję, że czytanie tych historii nawrócenia będzie dla Was radością. Ufam też, że zainspirują Was one do dalszego podążania za Jezusem i codziennego nawracania się do Niego. Oby Bóg błogosławił nam wszystkim.


Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Art. 1

PRZEŁOM DUCHOWY
Trzy kluczowe elementy nawrócenia

Czy przypominasz sobie jakieś przełomowe momenty? Na przykład pracowałeś pilnie nad jakimś projektem bez większych sukcesów, aż nagle wszystko zaczęło się układać w jedną całość i wiedziałeś już dokładnie, co masz dalej robić. A może próbowałeś pojąć jakieś nowe zagadnienie, na przykład na zajęciach z matematyki, i wtem jakby zapaliła się lampka w twoim mózgu i wszystko stało się jasne.

Jeśli przeżyłeś ostatnio coś takiego, to na pewno pamiętasz, jak ekscytujące i budujące są takie momenty. Nabierasz zaufania do własnych możliwości. Otwierają się przed tobą nowe perspektywy. Czujesz się wolny i pełen energii. A przynajmniej zadowolony, że jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co masz do zrobienia.
Przyjrzyjmy się teraz pewnej bohaterce biblijnej, która przeżyła taki przełom w swoim życiu duchowym. Miała na imię Lidia, a jej historia opisana jest w szesnastym rozdziale Dziejów Apostolskich.

POBOŻNA KOBIETA INTERESU
Lidia mieszkała w Tiatyrze, mieście w Azji Mniejszej, oddalonym kilkaset kilometrów od Filippi. Musiała być dość zamożna, gdyż w Filippi posiadała drugi dom (Dz 16,40). Łukasz podaje, że handlowała tkaninami barwionymi purpurą. Ponieważ barwnik ten był niezwykle kosztowny, przeznaczano go jedynie do barwienia najdroższych tkanin. Materiały, którymi handlowała Lidia, były nabywane przez najmożniejszych ludzi tamtych czasów.
Lidia musiała być osobą przedsiębiorczą i bardzo inteligentną. W patriarchalnych społecznościach Bliskiego Wschodu odniesienie sukcesu w interesach nie przychodziło kobiecie łatwo, nie wspominając już o tym, że konkurencja w tej branży była ogromna. Lidia musiała przez cały czas pilnować interesu. Jednak, w przeciwieństwie do praktyki konkurencyjnych firm, postanowiła nie handlować w szabat. W ten dzień oddawała bowiem cześć Bogu. I została za to sowicie wynagrodzona.
Wiemy z Pisma Świętego, że w każdy szabat Lidia spotykała się na wspólnej modlitwie z innymi kobietami z Filippi. Ze względu na zachowywanie przez nią szabatu większość biblistów przypuszcza, że była ona „bojącą się Boga” (Dz 16,14), czyli poganką, która zdecydowała się przyjąć judaizm. Zarówno ona, jak i modlące się z nią kobiety znały Boga Starego Testamentu, ale nie słyszały o Jezusie. Były to kobiety prawe, które miłowały Pana i starały się tak żyć, by się Jemu podobać. Czytając tekst Dziejów Apostolskich, dowiadujemy się, jak Bóg za pośrednictwem św. Pawła otworzył ich oczy na nową, porywającą rzeczywistość.

„PAN OTWORZYŁ JEJ SERCE”
Historia Lidii zaczyna się, gdy Paweł i jego towarzysze za natchnieniem Ducha Świętego postanawiają rozszerzyć swoją podróż misyjną o Macedonię, a tym samym zanieść słowo Boże do Europy. Pierwszym miastem, w którym zatrzymują się na dłuższy postój, jest Filippi. Po przybyciu postępują tak, jak we wszystkich innych odwiedzanych dotąd miejscach – szukają synagogi. Okazuje się, że w okolicy nie ma synagogi, dowiadują się natomiast o Lidii i innych „bojących się Boga” kobietach, które w każdy szabat zbierają się nad rzeką. Postanawiają więc spotkać się z nimi.
Przybywszy na zgromadzenie, Paweł i jego towarzysze zaczęli rozmawiać z kobietami. Nie wiemy dokładnie, co takiego mówili, ale możemy przypuszczać, że opowiedzieli im o Jezusie – kim był, dlaczego przyszedł na świat, po co umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Możliwe też, że Paweł opowiedział o tym, jak Jezus objawił mu się na drodze do Damaszku.
Gdy Paweł głosił Ewangelię, z Lidią zaczęło się coś dziać. Duch Święty „otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Bóg tego dnia udzielił Lidii szczególnej łaski nawrócenia. Pozwolił jej głębiej niż dotąd zrozumieć sprawy wiary, pomógł pojąć głoszone przez Pawła przesłanie Ewangelii i w sposób jednoznaczny na nie odpowiedzieć. Taki był początek Kościoła w Filippi – pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej na kontynencie europejskim.

TRZY KLUCZOWE ELEMENTY
Historia ta ukazuje nam, w jaki sposób ludzie przyłączali się do Kościoła w czasach Apostołów. Przez pierwsze kilka stuleci typowy proces obejmował trzy etapy: ewangelizację, nawrócenie i chrzest.
Dziś kolejność jest na ogół inna, ale te trzy elementy zostają zachowane: ewangelizacja, czyli głoszenie przesłania Ewangelii, nawrócenie czyli decyzja, by odwrócić się od grzechu i zwrócić ku Chrystusowi, i wreszcie chrzest – wylanie Bożej łaski, która oczyszcza nas z grzechu, czyniąc dziećmi Bożymi i członkami Kościoła. Przyjrzyjmy się tym trzem elementom.
Ewangelizacja. Pierwszym elementem jest ewangelizacja – dzielenie się Dobrą Nowiną o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Przesłanie to może przyjść wprost od Ducha Świętego, jak miało to miejsce w przypadku nawrócenia Pawła, zazwyczaj jednak Duch Święty przemawia przez wierzącego, który już wcześniej przeżył nawrócenie (Dz 9,1-19). W przypadku Lidii Duch Święty zadziałał przez słowa Pawła i jego towarzyszy.
Niezależnie od tego, skąd przychodzi przesłanie, ewangelizacja jest zawsze i przede wszystkim dziełem Ducha Świętego. Tylko On może otworzyć serce człowieka – jak to uczynił z Lidią – i objawić mu Jezusa w całkowicie nowy sposób. Tylko On może dotrzeć do serca człowieka z obietnicą nowego życia. Tylko On może przekonać o grzechu i wylać uzdrawiającą miłość Ojca. Niezależnie od tego, czy dzieje się to w ułamku sekundy, czy też w ciągu wielu dni, miesięcy czy lat, jedynie Duch Święty jest w stanie „zewangelizować” człowieka, doprowadzając go do nawrócenia i przemiany życia.
Nawrócenie. W przypowieści o synu marnotrawnym Jezus ukazuje dwa różne, choć powiązane ze sobą wymiary nawrócenia – „pierwsze nawrócenie” i „stałe nawracanie się” ku Bogu. Pierwsze nawrócenie polega na podstawowej decyzji odwrócenia się od grzechu i poddania swojego życia Chrystusowi. Widzimy to na przykładzie syna marnotrawnego, który „zastanowił się” (Łk 15,17), porzucił dotychczasowy sposób życia i powrócił do domu swego ojca. Jego starszy brat był posłusznym synem, pracującym ciężko w ojcowskim majątku. Jednak, jak dotąd, nie uporał się ze swoim zadufaniem w sobie, złością i pretensjami. Aby móc cieszyć się przebywaniem w domu ojca, potrzebował głębszego nawrócenia. Bóg, podobnie jak ojciec z przypowieści, wciąż zaprasza nas do podejmowania decyzji, które będą coraz bardziej odrywać nas od grzechu i przybliżać do Jezusa. Stałe nawracanie się do Boga dokonuje się przez wytrwałą modlitwę i uczestnictwo we Mszy świętej, przestrzeganie Bożych przykazań i przekraczanie siebie, by służyć innym.
Lidia doświadczyła pierwszego nawrócenia, gdyż jej serce było otwarte na słowa Pawła. Zdecydowała się przyjąć Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Tym samym weszła na drogę ucznia, drogę niezliczonych możliwości coraz głębszego nawracania się do Boga.
Chrzest. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego chrzest oczyszcza nas z grzechu pierworodnego, czyni nas nowym stworzeniem i włącza w Kościół, który jest Ciałem Chrystusa (KKK, 1262-1270). W pierwszych wiekach chrzest był udzielany dopiero wtedy, kiedy dana osoba usłyszała Ewangelię, uwierzyła w Chrystusa i wyznała, że Jezus powstał z martwych. Z czasem Kościół zaczął udzielać chrztu niemowlętom, powierzając rodzicom i chrzestnym podstawową odpowiedzialność za ewangelizację dziecka i doprowadzenie go do dojrzałej decyzji pójścia za Chrystusem.
Słysząc przesłanie Pawła, Lidia otworzyła serce dla Pana i uwierzyła w Niego. Przeżyła pierwsze nawrócenie, a następnie została ochrzczona „razem ze swym domem” (Dz 16,15). Zarówno w jej przypadku, jak i w przypadku większości pierwszych chrześcijan, nawrócenie – decyzja, by żyć dla Chrystusa – zostało przypieczętowane i umocnione laską Boga w sakramencie chrztu.

RADOŚĆ NAWRÓCENIA
Nawrócenie wymaga łaski wszechmocnego Boga oraz naszej ludzkiej decyzji. Postanawiamy dobrowolnie oddać swoje życie Jezusowi, ale nie bylibyśmy w stanie podjąć takiej decyzji, gdyby Duch Święty nie pozwolił nam zrozumieć, że potrzebujemy Chrystusa.
Po pierwszym doświadczeniu naszego nawrócenia wciąż potrzebujemy łaski Boga w Eucharystii, potrzebujemy Jego mądrości zawartej w Piśmie Świętym i Jego miłosierdzia w sakramencie pojednania. Bez tej łaski, która nieustannie jest dla nas dostępna, szybko tracimy z oczu Jezusa, ulegamy pokusom i popadamy w grzech.
Lidia prawdopodobnie zapamiętała to szabatowe spotkanie do końca życia. Nie było ono dla niej tylko jednym z wielu nabożeństw, ale dniem, w którym Duch Święty otworzył jej serce na Ewangelię; dniem, w którym spotkała Jezusa, doświadczyła mocy Ducha Świętego i otrzymała przebaczenie grzechów.
To, co spotkało Lidię i jej domowników, może spotkać także i nas. Bóg pragnie, by każdy z naszej rodziny doświadczył radości nawrócenia. Chce, byśmy wszyscy poznali różnicę pomiędzy życiem tylko dla tego świata a życiem dla Jezusa.
Bóg pragnie jednak również, abyśmy każdego dnia wstępowali do „szkoły Chrystusa”, w której Nauczycielem jest Duch Święty. On nieustannie prowadzi nas do coraz głębszego nawrócenia, aż wreszcie nadejdzie dzień, gdy ujrzymy Jezusa już bez zasłony – czyli sercem oczyszczonym ze wszystkich pozostałości grzechu. ▐


Art. 2:
NIEKOŃCZACA SIĘ UCZTA DUSZY
Dar stałego nawracania się

Wyobraź sobie, że zostałeś zaproszony na eleganckie przyjęcie. Z radością zakładasz swoje najlepsze ubranie i udajesz się do sali bankietowej. Wchodząc, zauważasz dwa stoły. Na jednym z nich znajdują się wyborne mięsa, świeże sałatki i kuszące desery, podane na wykwintnej porcelanie. Na drugim widzisz papierowe talerze z podejrzanej jakości pizzą, obeschniętym kurczakiem i zwiędłą sałatą. Który z tych stołów byś wybrał?
Przykład ten stanowi dobry punkt wyjścia do rozważań nad tym, czym jest stałe nawracanie się. Dwa stoły na przyjęciu obrazują tu dwa różne podejścia do życia chrześcijańskiego. Można odżywiać się pysznym zdrowym jedzeniem, ale można też zadowolić się pokarmem, który nie tylko nie ma smaku, ale może być wręcz szkodliwy dla naszego zdrowia.

ODRZUCIĆ TO, CO DAWNE
Jak już powiedziano wcześniej, w wyniku pierwszego nawrócenia poznajemy Jezusa i zaczynamy doświadczać łask płynących z przynależności do Jego Ciała, czyli Kościoła. Poprzez nawrócenie i chrzest wchodzimy do królestwa Bożego i wiemy, że niebo jest dla nas otwarte. Jednak gdzieś w zakamarkach naszych wnętrz wciąż kryją się postawy przeciwne Bogu, które należy wyeliminować, czyli – jak mawiał św. Paweł – „zadać im śmierć” (por. Kol 3,5). Te negatywne postawy mają moc nas więzić, wpędzać w kolejne grzechy oraz oddzielać od Jezusa i siebie nawzajem.
Stałe nawracanie się jest procesem polegającym na utrwalaniu w sobie nawyków prowadzących do świętości,
a wykorzenianiu tych, które oddalają nas od Jezusa. W pierwszym artykule odwołaliśmy się do przykładu starszego brata syna marnotrawnego. Teraz spróbujemy głębiej przeanalizować postawę tego młodzieńca i zobaczyć, czym dokładnie jest stałe nawracanie się do Boga.
Podczas gdy młodszy syn opuścił dom i zmarnotrawił pieniądze ojca żyjąc grzesznie, starszy pozostał z ojcem w domu. Był dobrym, posłusznym synem, ciężko pracował i nigdy nie sprawiał kłopotów. Okazało się jednak, że łatwo ulegał złości, zazdrości i egoizmowi – co stało się jasne, gdy zobaczył, w jaki sposób ojciec powitał powracającego do domu młodszego brata.
Przypuśćmy na chwilę, że słowa ojca wypowiedziane do starszego syna trafiły na podatny grunt, że działająca w nim łaska Boża otworzyła mu oczy. Wtedy może powiedziałby ojcu: „Wiem, że wszystko, co masz, jest moje. Widzę, z jaką miłością przyjąłeś mojego brata. Wiem, że mnie także kochasz. Przebacz mi, proszę, moje zachowanie po jego powrocie. Nie potrafiłem zapanować nad swoją zazdrością i gniewem”.
Gdyby starszy syn rzeczywiście wypowiedział takie słowa, byłoby to znakiem coraz głębszego nawrócenia dokonującego się w jego sercu, a przebywanie w domu ojca stałoby się dla niego źródłem jeszcze obfitszego błogosławieństwa.

POTRZEBA ŚWIATŁA
Teoretycznie wszystkie decyzje powinniśmy podejmować pod natchnieniem Ducha, opierając się na wskazaniach Pisma Świętego i na nauce Kościoła. W praktyce przy podejmowaniu niektórych decyzji wskazania te są w miarę proste do zastosowania, ale przy innych, bardziej złożonych, kiedy sprawy nie przedstawiają się w sposób czarno-biały, często po prostu nie wiemy, jaki wybór jest właściwy. Co więcej, zdarza się, że opieramy się działaniu Ducha Świętego, kiedy mniej lub bardziej świadomie, kierując się egoizmem, sprzeciwiamy się przynagleniom łaski.
W pierwszej z tych sytuacji proces stałego nawracania się zachodzi niemal naturalnie. Jednak gdy problemy są bardziej złożone, potrzebujemy więcej światła – objawienia przychodzącego wprost od Boga lub rady zaufanej osoby – czegoś, co pomogłoby nam zrozumieć, czy dane postępowanie jest dobre, czy złe.
Kilka takich sytuacji znajdujemy w życiu św. Piotra. Kiedy Jezus oznajmił Apostołom, że udaje się do Jerozolimy, gdzie zostanie skazany na śmierć, Piotr upomniał Go, mówiąc: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (Mt 16,22). Piotr był przekonany, że chroni swego Mistrza, próbując Go odwieść od ewidentnie samobójczego planu. Jednak ku jego konsternacji Jezus odpowiedział ostro: „Zejdź mi
z oczu, szatanie!” (Mt 16,23).
Po pewnym czasie Piotr prawdopodobnie zrozumiał, dlaczego Jezus zareagował w ten sposób. Pojął, że chociaż miał dobre intencje, to jego interpretacja zamierzeń Jezusa była całkowicie błędna. Mamy prawo przypuszczać, że gdy Jezus wyjaśnił Piotrowi, dlaczego jego słowa i myśli były „szatańskie”, Piotr zrozumiał to i zmienił zdanie. W rezultacie epizod ten doprowadził Piotra do głębszego nawrócenia, ponieważ zobaczył, że jego słowa i intencje stoją w opozycji do Bożego planu zbawienia.
Przykład jeszcze innej sytuacji – kiedy wydaje się oczywiste, jak powinniśmy się zachować, a mimo to postępujemy inaczej – widzimy podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus właśnie żegna się ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi, przygotowując ich na swoją śmierć na krzyżu. Oni jednak zamiast skupić się na tym, co do nich mówi, smucić się czy lękać, co byłoby naturalną reakcją na Jego słowa, wdają się w spór o to, który z nich jest największy (Łk 22,21-24). Wiedzieli, jak poważna jest sytuacja, mimo to ulegli pokusie pychy i skupienia na sobie. Możemy się domyślać, że z czasem i oni zrozumieli niewłaściwość swego zachowania.
W Piśmie Świętym znajdujemy mnóstwo przykładów stałego nawracania się. Tomasz przestał wątpić. Hiob otworzył oczy na wielkość Boga. Izajasz doświadczył oczyszczenia z grzechu. Piotr został umocniony w wierze po tym, jak trzykrotnie zaparł się Jezusa. Jakub i Jan, „synowie gromu”, zrozumieli, że ich pragnienie honorowych miejsc w królestwie Bożym jest oznaką pychy. Marta nauczyła się przezwyciężać frustracje w relacji ze swoją siostrą Marią. Historie te ukazują, że Jezus chce otwierać nam oczy i pomagać
w uwolnieniu się od wszystkiego, co się Mu sprzeciwia, abyśmy mogli coraz bardziej przybliżać się do Niego.

ROZEZNAWAĆ I DZIAŁAĆ
Przykłady z Pisma Świętego są bardzo przekonujące, jak jednak mamy pogłębiać swoje własne nawrócenie? Wszystko zaczyna się od rozeznania. Duch Święty uczy nas dostrzegać to, co dobre w naszych myślach i uczynkach, abyśmy mogli to umacniać. Pomaga nam też zauważać to, co negatywne, co oddala nas od Jezusa, abyśmy mogli to odrzucić.
Czasami Duch Święty bezpośrednio ukazuje nam, co w nas wymaga przemiany. Może się to zdarzyć na Mszy świętej, na modlitwie czy podczas czytania Biblii. Ale równie dobrze wtedy, gdy budzimy się wcześnie rano z jasną myślą, jak powinniśmy postąpić w jakiejś trudnej sprawie. Aby nam pomagać, Duch Święty może też posługiwać się innymi ludźmi lub konkretnymi wydarzeniami.
Niezależnie od sposobu działania Ducha Świętego, stałe nawracanie się będzie bardziej skuteczne, jeśli nabierzemy nawyku zastanawiania się nad motywami, które nami kierują – nad tym, dlaczego w danej sytuacji zachowaliśmy się tak, a nie inaczej. Jakie okoliczności sprawiają, że działamy w jedności z Jezusem, a jakie prowokują nas do sprzeciwiania się Mu? Spróbujmy to zrobić już dzisiaj. Zapytajmy sami siebie, kiedy nasze zachowanie było wyborem wspaniałej uczty, a kiedy przeterminowanej pizzy?
Gdy dostrzegasz, że twoje działania są dobre, podziękuj Jezusowi i postaraj się czynić tak dalej. A jeśli dostrzeżesz w sobie coś negatywnego, proś Jezusa o łaskę przezwyciężenia tej skłonności i zastanów się, jakie praktyczne kroki możesz podjąć, by wykorzenić ją ze swego życia. Pamiętaj też, że szatan wciąż krąży wokół nas (1 P 5,8), szukając sposobów nakłonienia nas do bezmyślnego życia. Próbuje też zawrócić nas z dobrej drogi, byśmy znowu popadli w dawne skłonności. Dlatego właśnie codziennie prosimy Ojca o chleb powszedni, o moc do walki z pokusami i wybawienie od złego.

SZKOŁA CHRYSTUSA
Dopóki pielgrzymujemy na ziemi, nigdy nie zdołamy ukończyć szkoły Chrystusa. Zawsze znajdzie się jakaś kolejna sfera życia, która wymyka nam się z rąk i wymaga nieustannej uwagi. Nie zniechęcajmy się jednak. Nasze życie nie polega na samotnej walce z grzechem i dążeniu do doskonałości. Choć czasem trudno jest być chrześcijaninem, pamiętajmy, że za każdym razem, gdy my czynimy krok w stronę Jezusa, On czyni pięć kroków w naszą stronę. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
Środa, 1 lutego
Hbr 12,4-7.11-15
Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej. (Hbr 12,15)
Wyobraź sobie, że jesteś nastolatkiem, który niedawno zrobił prawo jazdy. Prosisz ojca, by podwiózł cię z ko-
legami do kina. Ojciec przez chwilę milczy, patrząc ci głęboko w oczy,
a następnie uśmiecha się szeroko, sięga do kieszeni i wręcza ci kluczyki do swojego nowiutkiego samochodu. „Jest twój na dzisiejszy wieczór, tylko pamiętaj, że masz uważać” – mówi. Włączając stacyjkę, czujesz, jak buzują w tobie różne emocje – wdzięczność, uniesienie, a także zdrowa doza strachu. Został ci powierzony przedmiot wielkiej wartości.
Ilustracja ta nie jest odległa od rzeczywistości naszej wiary, gdyż Bóg powierzył nam coś o wiele cenniejszego niż nowy samochód. Obdarzył nas swoją łaską. Powierzył nam też misję dzielenia się tą łaską ze wszystkimi, których spotykamy. Prosi, byśmy zadbali o to, żeby nikt z otaczających nas ludzi „nie pozbawił się Jego łaski” (Hbr 12,15).
Jak więc mamy rozprzestrzeniać Bożą łaskę? Odpowiedź zawiera się w Bożym liście skierowanym do człowieka, czyli w Biblii. Rozważany przez nas werset znajduje się w tekście wzywającym do życia w jedności z innymi. Podstawą są więc relacje! Jeśli będziemy odnosić się do siebie nawzajem w tak głęboko miłosierny sposób, w jaki Bóg nas traktuje, bliscy nam ludzie doświadczą łaski Bożej, która pociągnie ich do Pana.
Pismo Święte napomina nas: „Starajcie się o pokój ze wszystkimi (…), aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania” (Hbr 12,14.15). Może żyjesz w niezgodzie z kimś bliskim? Proś Ducha Świętego, aby pomógł ci przekazać tej osobie łaskę Bożą – niezależnie od tego, o co poszło i kto ma rację. Módl się za tę osobę. Przebacz jej w swoim sercu. Może ci pomóc głośne wypowiedzenie słów przebaczenia. A może to ty powinieneś przeprosić? Proś Boga o łaskę uczynienia tego, a następnie postaraj się okazać dobroć tej osobie. Nie oczekuj niczego w zamian. Skup się na przywileju, jakim jest dla każdego z nas przekazywanie bezcennej łaski Boga.
„Panie, niech Twoja łaska spłynie na wszystkich, których dzisiaj spotkam”.
Ps 103,1-2.13-14.17-18
Mk 6,1-6
▌Czwartek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie. (Ml 3,1)
Pewnego wieczoru odpoczywasz w domu, ciesząc się chwilą wytchnienia po wyczerpującym dniu pracy. Nagle słyszysz dzwonek u drzwi. Nikogo nie oczekujesz, otwierasz więc nieco zaskoczony i widzisz parę ukochanych przyjaciół, którzy jakiś czas temu wyprowadzili się w dalekie strony. Z radością ściskasz ich i przyjmujesz w swoim domu.
Czy ta sytuacja nie przypomina proroctwa Malachiasza o Panu, który przybywa nagle do swojej świątyni? Czy nie jest także dobrą ilustracją momentu, gdy proroctwo to wypełniło się w osobie Jezusa, którego Maryja
i Józef wnieśli do świątyni, aby przedstawić Go Panu? Całe szczęście, że znalazła się para rozmodlonych osób w podeszłym wieku, która była na tyle czujna, by Go rozpoznać i powitać!
Bóg często wchodzi w nasze codzienne życie i pragnie, abyśmy byli przygotowani na Jego przyjście, tak jak byli na nie gotowi Symeon i Anna. Byli oni we właściwym miejscu, we właściwym czasie i z właściwym nastawieniem.
Co jest tym właściwym miejscem? Symeon i Anna spędzali większość dnia w świątyni, gdzie zgodnie ze swoją obietnicą Bóg był stale obecny. My wiemy, że Bóg przychodzi do nas we Mszy świętej oraz gdy modlimy się i rozważamy Jego słowo. Jednak wszyscy mamy swoje obowiązki i nasze życie nie składa się tylko z czasu modlitwy. Dlatego dobrą nowiną jest prawda, że Bóg przychodzi także do świątyń naszych serc. To właśnie tam, w naszej wewnętrznej świątyni, możemy Go zawsze odnaleźć. Próbujmy więc wyrobić w sobie nawyk odchodzenia w ciągu dnia, choćby na chwilę, od naszych zwyczajnych zajęć, aby Go tam spotkać.
Kiedy jest właściwy czas? Teraz – i w każdej chwili! Nigdy nie wiesz, kiedy Bóg będzie miał dla ciebie jakieś przesłanie, kiedy zechce zawrócić cię z drogi pokusy lub popchnąć ku służbie drugiemu. Staraj się być czujny i przygotowany na Jego słowo.
Jeśli chodzi o właściwe nastawienie, jest ono zdecydowanie najważniejsze. Wymaga czujności i elastyczności, jaką widzimy u Symeona i Anny. Nie pozwól sobie na popadnięcie w rutynę. Bądź gotowy zmienić swoje plany, by wysłuchać sfrustrowanego współmałżonka czy wykorzystać nadarzającą się okazję do podzielenia się swoją wiarą.
Pamiętaj, że Pan, którego szukasz, przyjdzie dziś nagle do swojej świątyni. Bądź więc gotów na Jego przyjście!
„Duchu Święty, pomóż mi Cię rozpoznać, gdy wejdziesz dziś w moje życie”.
Ps 24, 7-10
Lub Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

▌Niedziela, 5 lutego
Mt 5,13-16
Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi. (Mt 5,16)
Mahatma Gandhi powiedział kiedyś zaprzyjaźnionemu chrześcijaninowi: „Podoba mi się wasz Chrystus, ale nie podobają mi się wasi chrześcijanie. Wasi chrześcijanie są tak niepodobni do waszego Chrystusa”. W podobnym tonie wypowiedział się niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche, stwierdzając, że gdyby spotkał więcej ludzi odkupionych, to może byłby bardziej skłonny uwierzyć w ich Odkupiciela.
To bardzo smutny komentarz na temat Kościoła ich czasów. Ani Gandhi, ani Nietzsche nie znaleźli wśród wierzących dość światła, by przekonać się, że przesłanie Ewangelii naprawdę ma moc zmienić życie człowieka.
Oto wyzwanie, jakie stawia przed nami dzisiejsza Ewangelia – ukazywać takim ludziom, jak Gandhi czy Nietzsche, radość, miłość i pokój Jezusa. Wyzwanie, by każdy z nas, żyjąc jak „nasz Chrystus”, ukazywał światu, jak wyjątkowe i spełnione jest życie człowieka odkupionego. Nasza wiarygodność – a co za tym idzie wiarygodność przesłania Ewangelii – jest codziennie poddawana próbom. Jeśli wypadną one negatywnie, utrudni nam to lub wręcz uniemożliwi skuteczną ewangelizację – prowadzenie innych do otwarcia serc dla Jezusa.
Oto prawdziwa historia: Jim, gorliwy katolik, zamieszkał obok zamożnej rodziny muzułmańskiej. Wkrótce połączyła ich serdeczna, przyjacielska relacja. Jednak po roku firma muzułmanina zaczęła podupadać i był on zmuszony ogłosić bankructwo. Rodzina straciła wszystko. Brakowało im jedzenia, pieniędzy i w każdej chwili spodziewali się eksmisji. Co gorsza, wszyscy znajomi i przyjaciele zaczęli się od nich odwracać.
Jednak Jim i jego żona postąpili inaczej. Ogołocili swoją lodówkę i spiżarnię, obdarowując borykających się z losem sąsiadów, czym tylko mogli. Pożyczyli im też pieniądze na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Wspierali ich w ten sposób niemal przez cały rok, dopóki rodzina nie stanęła na nogi.
A oto nieoczekiwane zakończenie tej poruszającej historii – sąsiedzi Jima są dziś chrześcijanami. A stało się to dzięki miłości Jima i jego żony.
„Panie, pomóż mi nieść Twoje światło wszędzie, gdzie się udam”.
Iz 58,7-10
Ps 112,4-9
1 Kor 2,1-5

▌Niedziela 12 lutego
1 Kor 2,6-10
Głosimy tajemnicę mądrości Bożej (…) ku chwale naszej. (1 Kor 2,7)
Św. Paweł miał wyjątkowy talent do przekazywania ogromnej ilości informacji w zaledwie kilku zdaniach i dzisiejsze drugie czytanie nie jest tu wyjątkiem. Spróbujmy więc przeanalizować te wersety.
Po pierwsze, Paweł przybliżając nam plan Boga, używa słowa „tajemnica”. Słowem tym zwykle opisujemy coś, co przekracza nasze rozumienie i czego nie potrafimy wyjaśnić. Nie o to jednak chodzi Pawłowi. Mówi on nie o czymś zawikłanym, lecz ukrytym. Tajemnicą tą jest Boży plan zbawienia ludzi przez Jezusa Chrystusa. Paweł mówi dalej, że to, co niegdyś było ukryte, teraz zostało ujawnione, ale wielu nie chce tego przyjąć. Dla nich Ewangelia stała się „zgorszeniem” lub „głupstwem” (1 Kor 1,23). My jednak nie należymy do ich grona! Tajemnica Bożego planu została nam objawiona w Piśmie Świętym, za pośrednictwem Kościoła, a nade wszystko przez samego Jezusa.
W dalszym ciągu czytamy, że ta tajemnica, ten Boży plan jest tak wielki, że zawiera się w nim także Boże pragnienie obdarzenia nas chwałą. Pomyśl o wielkości przemiany, jaką zapowiadają te słowa. Kiedy Paweł mówi o naszym wywyższeniu po wejściu do nieba czy przemianie na Boże podobieństwo już tu, na ziemi, kluczowe słowa brzmią: „ku chwale naszej” (1 Kor 2,7). Jest to nieprawdopodobna obietnica!
Istnieje tylko jedna odpowiedź godna tak cudownej obietnicy – codzienne oddawanie Panu swego serca w uwielbieniu i dziękczynieniu. Nie pozwól więc tym słowom szybko ulecieć, gdy usłyszysz je podczas dzisiejszej Eucharystii. Przyjmij je do swego serca i strzeż przez cały dzień. Zapamiętaj zawartą w nich prawdę i zachwyć się nią. Twoim przeznaczeniem – które już teraz zaczyna się urzeczywistniać – jest chwała i wywyższenie. Stajesz się święty. W niebie będziesz wielki – nawet gdybyś tu, na ziemi, był najmniejszym i nic nieznaczącym człowiekiem.
„Jezu, raduję się tajemnicą Twojego planu. Dziękuję Ci, Panie, za to, że dajesz mi udział w swojej chwale”.
Syr 15,15-20
Ps 119,1-2.4-5.17-18.33-34
Mt 5,17-37

▌Niedziela, 19 lutego
Mt 5,38-48
Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. (Mt 5,39)
Jezus stoi przed Sanhedrynem przesłuchiwany przez arcykapłana. Wtem stojący obok Niego sługa uderza Go
w twarz. Jezus nie kuli się ani nie nadstawia drugiego policzka w sposób fizyczny, lecz odpowiada spokojnie
i z godnością: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J 18,23).
Taka odpowiedź, która na pewno nie podobała się bijącemu i mogła wywołać jeszcze większą agresję, była w istocie nadstawieniem drugiego policzka. Była też aktem miłości, szukaniem w rozwścieczonym człowieku jakichś pokładów dobra. Nie wiemy, co stało się dalej. Może zapamiętał te słowa Jezusa, zawstydził się, a może się nawet nawrócił.
Miłość nieprzyjaciół – ludzi, którzy są dla nas trudni i niszczą nas swoim postępowaniem – ma bardzo różne oblicza. Czasami zupełnie paradoksalne. Kasia, żona alkoholika, pamięta sytuację, w której zmieniła swoje postępowanie wobec męża: „Piotrek wrócił do domu pijany. Zobaczyłam przez okno, jak chwieje się i upada przy furtce. Było popołudnie, sąsiedzi wracali
z pracy. Wstydziłam się straszliwie. Chciałam pobiec do niego i wciągnąć go do domu, żeby nikt nie widział. Ale pomyślałam sobie: nie, jeśli go kocham, jedyne, co mogę dla niego zrobić, to go tam zostawić. Jeśli otrzeźwieje tam, nie w wygodnym łóżku, to może zrozumie, jak bardzo się stoczył”. Podziałało. Piotr jest dziś trzeźwym alkoholikiem.
Nie staraj się za wszelką cenę chronić siebie – mówi dziś do nas Jezus. Nie zamiataj problemów pod dywan, lecz staw im czoło z moją pomocą. Nie unikaj ludzi trudnych, nie przechodź na drugą stronę ulicy, widząc żebraka czy niesympatyczną osobę. Nie myśl tylko o sobie, ale i o dobru innych – także tych, którzy cię krzywdzą.
Wiemy, jak bardzo jest to trudne, zwłaszcza gdy szaleje w nas bunt i wściekłość czy paraliżuje nas lęk. Nie da się miłować nieprzyjaciół bez pomocy Ducha Świętego. Nie da się po raz kolejny nadstawiać drugiego policzka bez oparcia w miłości Jezusa, która daje siłę. Ale nie da się też żyć szczęśliwie bez przekraczania siebie, bez przebaczania innym – wegetując
w stworzonym przez siebie wygodnym, lecz sztucznym świecie, do którego mają wstęp tylko mili ludzie.
„Panie Jezu, bez Ciebie nie umiem kochać. Daj mi siły do szukania dobra tych, których mam wokół siebie, nawet jeśli są dla mnie trudni”.
Kpł 19,1-2.17-18
Ps 103,1-4.8.10.12-13
1 Kor 3,16-23

▌Niedziela, 26 lutego
Iz 49,14-15
A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49,15)
Otrzymujemy dziś naprawdę mocne słowo od Boga! Jak to się stało, że prorokowi Izajaszowi przyszła do głowy tak wzruszająca analogia Bożej miłości? Zwłaszcza na starożytnym Bliskim Wschodzie, zdominowanym przez męski punkt widzenia, porównanie wszechmocnego Boga do czułej, kochającej matki, musiało być czymś szokującym.
Zatrzymajmy się przez chwilę na tym porównaniu. Kiedy słyszymy o miłości matki do jej nowo narodzonego dziecka, natychmiastowym skojarzeniem jest ciepło, bezpieczeństwo, sytość. Myślimy o miłości, która by tylko ochronić swoje dziecko, jest skłonna uczynić wszystko, łącznie z oddaniem życia. Na tym właśnie polega piękno i zaskakujący charakter Izajaszowego proroctwa – właśnie tak patrzy na nas Bóg.
Początkowo to słowo prorocze miało nieść pociechę Żydom, którzy przebywali w niewoli babilońskiej. Jako jeńcy wojenni, wygnańcy żyjący w obcym kraju, z dala od domu i świątyni, sądzili może, że Bóg ich opuścił. Słowa Izajasza przyniosły im pociechę i zapewnienie: „Ja jestem z tobą”.
To samo proroctwo przeznaczone jest także dla nas wszystkich, gdyż i my, jak Izraelici, potrzebujemy nadziei i umocnienia. Niezależnie od tego, jak wygląda dziś nasze życie, Pan pragnie powiedzieć każdemu z nas: „Nigdy o tobie nie zapomnę”. Wiemy wszyscy, że nasz świat jest mieszanką dobra i zła, radości i smutku, miłości i nienawiści. To wspaniale, że pośród tych wszystkich życiowych zawirowań mamy jeden pewnik: Wszechmogący Bóg kocha nas tak mocno, jak matka kocha swoje dziecko.
Usiądź dziś w ciszy przed Panem. Pozwól, by słowa dzisiejszego czytania obmyły cię i wypełniły twoje serce. Niech Boża miłość, czuła jak miłość matki, pocieszy cię i doda ci sił. Nigdy nie jesteś sam! Bóg nigdy o tobie nie zapomni!
„Dziękuję Ci, Panie, za Twoją obietnicę, że nigdy mnie nie porzucisz. Pomóż mi dziś odpocząć w Twojej czułej miłości”.
Ps 62,2-3.6-9
1 Kor 4,1-5
Mt 6,24-34


MAGAZYN:

Msze święte wieczyste

Niezwykły przywilej i bezcenna pomoc duchowa


Odczuwam wielką radość, mogąc podzielić się moim duchowym doświadczeniem związanym ze szczególnie mi bliskim i drogim tematem Mszy świętych wieczystych.
Ilekroć zaczynam z kimś rozmowę o tym wielkim darze Kościoła, szybko orientuję się, że wkraczam na teren stopą ludzką nietknięty. Zadziwiająca jest nieznajomość tego tematu. Ludzie zazwyczaj bardzo mało albo zgoła nic nie wiedzą o Mszach wieczystych. Nagminnie mylą je z Mszami za zmarłych polecanych w wypominkach albo z tak zwanymi „gregoriankami”, czyli Mszami odprawianymi w intencji zmarłego przez kolejnych 30 dni. Panuje ogólne zamieszanie w tym temacie i – idąca za tym obojętność. Dopiero gdy ludzie dowiadują się, czym naprawdę są Msze święte wieczyste, zaczynają natychmiast je zamawiać i dbają o to, by każda bliska im osoba była nimi „zaopatrzona” w życiu doczesnym i wiecznym.
W moim domu była tradycja, że po śmierci członka najbliższej rodziny zamawiało się Msze wieczyste, temat ten nie był mi więc obcy. Otrzymałam jednak coś więcej: jedno konkretne wydarzenie w moim życiu uczyniło ze mnie wielką miłośniczkę i propagatorkę tych Mszy.

JAK DO TEGO DOSZŁO?
Moja mama miała kuzyna – Bogdana. Ilekroć wujek Bogdan (wrocławianin) był służbowo w Poznaniu, odwiedzał nas w naszym domu. My, dzieci, otwieraliśmy mu drzwi, ale potem już dla niego nie istnieliśmy. Pochłonięty żywą rozmową z naszą mamą, spoglądał nerwowo na zegarek, aby nie spóźnić się na pociąg. Utarło się w końcu żartobliwe stwierdzenie, że gdy wujek Bogdan do nas przyjeżdża, to wyłącznie do mamy, bo na bliższy kontakt z resztą rodziny nigdy nie ma czasu.
Któregoś dnia wujek Bogdan umarł i moja mama pojechała na jego pogrzeb. Wróciła zdruzgotana – wujek zażyczył sobie pogrzebu świeckiego i jego żona uszanowała tę decyzję. Mama po raz pierwszy w życiu uczestniczyła w pogrzebie świeckim, który sprawił na niej bardzo przygnębiające wrażenie. Martwiła ją myśl o duchowych konsekwencjach tej decyzji kuzyna. Usiłowała zrozumieć, dlaczego wujek – katolik – w ostatnich chwilach życia odwrócił się od swojej wiary i Kościoła.
Widząc zgnębioną minę mojej mamy i prowadząc z nią niekończące się rozmowy o wujku, postanowiłam w tej sytuacji jakoś twórczo zadziałać. Przyszło mi na myśl, aby w tajemnicy przed wszystkimi zamówić za wujka Msze święte wieczyste. Wysupłałam więc z kieszeni moje drogocenne uczniowskie kieszonkowe, napisałam prośbę do Księży Werbistów i wraz z ofiarą wysłałam moje zamówienie do najbliższego klasztoru tych misjonarzy. Potem, nie mówiąc nic nikomu, czekałam na odpowiedź, wierząc, że to posunięcie przyniesie jakąś pozytywną zmianę sytuacji.
Wkrótce po wysłaniu mojej intencji miałam bardzo niezwykły sen: Byłam sama w domu, gdy nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Poszłam otworzyć. W progu stał wujek Bogdan – wysoki, szczupły, uśmiechnięty, jak zawsze elegancki – i jak zawsze ze skórzaną, wypchaną dokumentami teczką w dłoni. Miałam świadomość, że wujek już nie żyje i na jego widok wpadłam w entuzjazm, zawołałam: „Wujku, przecież ty nie żyjesz!” – i rzuciłam mu się na szyję. Ale nim zdążyłam na niej zawisnąć, wujek poważnym gestem dłoni odsunął mnie od siebie. Spoważniałam więc i ja, a uprzytomniwszy sobie nieobecność mamy, powiedziałam:
– Ale mamy nie ma w domu, wujku!
– Wiem – odpowiedział wujek. – Ja dzisiaj przyszedłem do ciebie!
O, to coś nowego – do mnie?!... Zaprosiłam więc wujka do pokoju, a on wszedł i zatrzymał się w progu.
– Przyszedłem do ciebie – powiedział z powagą i naciskiem – aby ci podziękować, że zamówiłaś za mnie Msze święte wieczyste…
– O, to drobiazg – machnęłam ręką – nie ma o czym mówić, wujku!
– Nie, to nie jest drobiazg – odrzekł surowo wujek. – Przeciwnie, to jest coś bardzo, bardzo wielkiego… Spójrz na mnie!
Przyjrzałam się wujkowi i zobaczyłam, że wygląda, jakby go wyciągnięto właśnie z błotnistej kąpieli. Twarz, dłonie – były jakby ulepione z zastygającego betonu czy błota. Szare, matowe, brzydkie i pozbawione jakiegokolwiek życia wystawały z równie szarego, smętnego i upapranego szarą gliną garnituru. Gdzie wcześniejsza elegancja wujka? Teraz wyglądał jak przysłowiowa święta ziemia i to po długotrwałych jesiennych ulewach. Zdziwiłam się.
– Spójrz teraz – powiedział wujek i wskazał swoją siną, brudną ręką na podobnie wyglądające czoło.
Zobaczyłam wtedy spektakl przepięknych barw, jaki rozegrał się na czole, trwale przeganiając brudną i odpychającą szarość. Czoło wujka zajaśniało niesamowitym blaskiem – złotym, ciepłym, pulsującym, mieniącym się delikatnymi pastelowymi barwami i wysyłającym ze swego wnętrza jakby drobinki świetlanych gwiazdeczek, budzących szczególny zachwyt i uniesienie. W tym pulsowaniu płynnego światła było życie! Było widać, jak na dłoni, że czoło wujka jest żywe, a reszta, szara część ciała – martwa… Nie mogłam oderwać oczu od ciepłej żółci falującego pasma światła, wytryskującego z przemienionego czoła i rozsiewającego wokół krystaliczne drobinki. Był to zupełnie niezwykły, zachwycający, wprost zapierający dech w piersiach widok.
– Ponieważ zamówiłaś za mnie Msze święte wieczyste – powiedział wujek z wielkim namaszczeniem – będę się teraz cały, mocą tych Mszy świętych, odnawiał tak, jak odnowiło się moje czoło…
Nie powiedział nic więcej… Stał jeszcze przez chwilę, spoglądał na mnie uśmiechnięty – a potem odszedł, zniknął. Obudziłam się natychmiast. Była godzina 3.00 w nocy i czekałam na świt, aby wszystko opowiedzieć mojej mamie. Choć minęło od tej chwili prawie 40 lat, pamiętam ten sen z niezakłóconą wyrazistością. Dodać też muszę, że po paru dniach wyjęłam ze skrzynki pocztowej poświadczenie od Księży Werbistów, że wujek został wpisany do Księgi Intencji. Gdy spojrzałam na datę wpisu, odkryłam, że wujek przyśnił mi się zaledwie 3 godziny po rozpoczęciu odprawiania za niego Mszy wieczystych …

NAJSKUTECZNIEJSZA POMOC
Ten sen spowodował coś szczególnego w moim życiu – otworzył mnie – jakby to się dzisiaj powiedziało – megaradykalnie na Msze święte wieczyste i na regularne już pomaganie bliźnim – żywym i zmarłym – właśnie poprzez zamawianie tych Mszy za nich. Rozmawiając z ludźmi, którzy również nieustannie to czynią, dowiedziałam się, że i oni mieli podobne sny. Najczęściej zmarli prosili wprost o zamówienie Mszy świętych wieczystych. Bywało też, że osoby żyjące „nie dawały im spokoju”, przychodziły wciąż na myśl, niepokoiły – aż zamówienie Mszy wieczystych za nich ucięło te „natręctwa”. Raz był to pijak, wegetujący wciąż na tej samej ławce pod czyimś blokiem, raz głodny bezdomny, spotkany na cmentarzu i nocujący na grobie własnych rodziców, raz nieuprzejma kasjerka w codziennie odwiedzanym sklepie... Ludzie nieznani z imienia, ale w jakiś przedziwny sposób zwracający naszą uwagę… Ktoś zamówił Msze wieczyste za swego szefa, ktoś za współpracownika, ktoś za lekarza, który go zoperował, ktoś za polityka, który tak czy inaczej zwrócił na siebie jego uwagę…. Ktoś za ucznia w szkole albo proboszcza w parafii, ktoś za sąsiada czy też za przypadkowego towarzysza podróży samolotem – a do tego ogrom Mszy świętych za zmarłych… Możliwości jest wiele. Po prostu życie codzienne jest mistrzem w ciągłym ukazywaniu nam sytuacji, w jakich akt miłosierdzia – zamówienie za kogoś Mszy świętych wieczystych – może stać się rzeczywistym ukonkretnieniem naszej chrześcijańskiej miłości bliźniego.

CZYM SĄ MSZE ŚWIĘTE
  WIECZYSTE?
Są to Msze odprawiane za osoby żyjące bądź zmarłe (zależy, za kogo je zamówimy). Są przywilejem papieskim, pozwalającym niektórym zakonom bądź sanktuariom na całym świecie na świadczenie wiernym tej duchowej pomocy. Raz dokonanego zamówienia nigdy więcej nie trzeba powtarzać.
Codziennie odprawianych jest (uwaga!) aż siedem Mszy świętych za konkretnego człowieka (tutaj istnieją pewne różnice w zależności od zakonu – ja podaję przywilej Księży Werbistów SVD). Zauważyłam, że ludziom najtrudniej jest uwierzyć, że te Msze są odprawiane w danej intencji codziennie aż siedem razy – i to aż do skończenia świata (bądź kasacji danego zakonu). Polecana osoba zostaje wpisana do Księgi Intencji danego zakonu, a Msze święte są odprawiane zbiorowo za wszystkich wpisanych. Na pamiątkę otrzymuje się obrazek z wszystkimi informacjami i datą wpisu. Gdy umrze ktoś, za kogo odprawiały się już Msze święte wieczyste za życia, również i po jego śmierci będą one nadal odprawiane (a więc możemy sobie i innym zapewnić już teraz pośmiertne „modlitewne wsparcie”).
Msze święte wieczyste można zamawiać z najróżniejszych okazji: na przykład chrztu świętego czy małżeństwa, albo jako prezent duchowy na Wielkanoc czy Boże Narodzenie... Niekoniecznie zresztą trzeba czekać na jakąś szczególną okazję. Radzę też, by każdy przede wszystkim zamówił Msze wieczyste za siebie samego! Ofiara jest jednorazowa, dowolna i bardzo niska. Na przykład werbiści proszą, by wynosiła ona przynajmniej 20 zł za osobę. Że za tak niską ofiarę składaną na misje można uzyskać udział w tak wielu Eucharystiach – ludziom wprost trudno uwierzyć!

UDZIAŁ W MISYJNYM
  DZIELE KOŚCIOŁA
Papież Franciszek Msze święte wieczyste nazwał „zbożnym dziełem” i udzielił swego pasterskiego błogosławieństwa wszystkim, którzy w nim uczestniczą. Zamawianie tych Mszy jest formą głoszenia słowa Bożego w świecie, ponieważ jest to misyjne dzieło Kościoła. Ofiara złożona przy zamawianiu Mszy wieczystych przeznaczona jest „dla misjonarzy pracujących w krajach misyjnych i na kształcenie nowych misjonarzy”. Tak więc, jeśli zamówisz choć za jedną osobę Msze święte wieczyste – wiedz, że wsparłeś dzieło ewangelizacyjne Kościoła. Czasem martwimy się, że tak mało udzielamy konkretnej pomocy misjonarzom… Proszę bardzo, nic prostszego! Zamawiaj Msze święte wieczyste, a będziesz w samym centrum ewangelizacji!
Msze święte wieczyste, jak wspomniałam, są specjalnym przywilejem i odprawiać je mogą tylko wybrane wspólnoty zakonne. Można je też zamawiać w wybranych sanktuariach – wtedy ofiara za nie złożona przeznaczona jest na utrzymanie i rozwój danego miejsca świętego. Dobrze wiedzieć, że nowo powstała Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie otrzymała taki przywilej i, choć zaczęła dopiero przyjmować intencje, Księga Intencji z wpisami liczy już kilkaset stron nazwisk
i intencji. Jest to dobry znak, pozwalający wierzyć, że zwyczaj zamawiania Mszy świętych wieczystych zaczyna wreszcie przeżywać zasłużony rozkwit. ▐


NASZE LEKTURY:

Grażyna Zielińska

GORZKI DAR

WYD. PROMIC
CENA 18,90 ZŁ

„Gorzki dar” to historia życia i zmagań z losem niezwykłej kobiety, od lat chorującej na stwardnienie rozsiane (SM). Trudno przyjąć tak gorzki dar, jakim jest nieuleczalna choroba. A jednak, jak udowadnia Autorka, można walczyć – dla siebie i innych – i zwyciężać, i wciąż mieć nadzieję! Powierzając się Bogu, można zdążać do właściwego celu, żyć pełnią życia i być po prostu szczęśliwym. Optymistyczna, budująca książka dla osób zmagających się z chorobą, ich rodzin i przyjaciół.

Oto fragmenty:
Swoją historię, spisaną w roku 2001, kieruję szczególnie do osób cierpiących na stwardnienie rozsiane, do ich rodzin i przyjaciół, ale także do tych, którzy szukają informacji, jak można żyć mimo obciążającego jarzma choroby.
Starałam się przekazać wszystkie istotne fakty, dotyczące tej nieuleczalnej choroby, w której nie ma zbyt wielu pewników, by można było przewidzieć jej postępy i rozpoznawać symptomy. Moje stanowisko wobec tego schorzenia to opis własnych doświadczeń i wyraz uformowanej podczas choroby filozofii życiowej.
Zamysł napisania tej książki wyniknął z chęci pomocy innym. Narodził się, gdy zauważyłam dobroczynny wpływ moich rozmów z osobami cierpiącymi na tę samą chorobę, z którą od wielu lat skutecznie się zmagam. Diagnoza nie stała się dla mnie ostatecznym wyrokiem, lecz otworzyła nowe możliwości i dała początek nowemu, ciekawemu życiu. (...)
Kiedyś, gdy otrząsnęłam się już z szoku wywołanego informacją, że jestem chora na SM, zdecydowałam pozostałą część życia wykorzystać do cna. Jak postanowiłam, tak robię. Żyję tak, by nie mieć czasu na myślenie o chorobie. Można nawet powiedzieć, że popadłam w pracoholizm, uznając ten stan za formę terapii, przynoszącą pozytywne efekty.
To właśnie dzięki stwardnieniu rozsianemu odkryłam w sobie niespożyte pokłady energii. Im więcej jej zużywałam, tym więcej Bóg mi jej ofiarowywał. Jeśli czasem pozwoliłam sobie na pozostanie w łóżku, mój stan natychmiast się pogarszał, sama nakręcałam się w złą stronę. Analizowałam wtedy każde drętwienie, każdy rodzaj bólu, by snuć czarne wizje, które niechybnie stawały się rzeczywistością. Od kiedy zmieniłam to nastawienie i mimo różnych dolegliwości staram się żyć w miarę normalnie, po cichu przyjmując sterydy i inne lekarstwa jako swych sprzymierzeńców albo korzystając z akupunktury, powracam do zdrowia w zadziwiająco szybkim tempie. (...)
Pielęgniarka naczelna pobliskiego szpitala dobrze zna stan mojego zdrowia oraz moje podejście niepozwalające poddać się chorobie. W związku z tym zadzwoniła kiedyś do mnie, bym pomogła chorej na SM kobiecie, która dopiero co usłyszała diagnozę, w pogodzeniu się z przytłaczającą prawdą.
Była to czterdziestoletnia matka z dwójką jeszcze małych dzieci i bezrobotnym mężem. Przyszła do mnie, powłócząc wolno nogami, zlana potem, bardzo zmęczona i zapłakana. W kilku słowach wylała swój żal. Mówiła, jak bardzo jest bezsilna i przerażona. Poinformowała mnie, że wybiera się na rentę, gdyż nie może wykonywać swojej pracy w laboratorium. Martwiła się o środki do życia przy zwiększonych wydatkach na leczenie. Jej rodzina i znajomi już rozpoczęli zbiórkę pieniędzy na kupienie leku nowej generacji. Prosiła, bym powiedziała jej, jak to się dzieje, że wyglądam kwitnąco i świetnie sobie radzę z tym problemem.
Patrzyłam na nią z ogromnym zrozumieniem. Przecież kilka lat temu zachowywałam się dokładnie tak samo. Mimo to nie okazywałam jej litości i współczucia, które są naturalną reakcją po wysłuchaniu takich opowieści. Przeciwnie, z pozycji osoby chorej, mogłam swobodnie podejść do sprawy i bez zbędnych ceregieli przekazać jej własną filozofię w nadziei, że to jej też pomoże.
W sposób zdecydowany zaleciłam jej, by odrzuciła myślenie o sobie jako o chorej. Tłumaczyłam, że nie może przejść na rentę, a wręcz powinna znaleźć sobie dodatkowe pół etatu, by nie mieć czasu na próżne rozmyślanie. Poleciłam zażywanie witamin, olejku z wiesiołka i racjonalne odżywianie. Ponieważ okazała się katoliczką, przypomniałam o ważnych elementach dla naszej duszy. Powiedziałam o bezsensownym wysiłku rodziny i znajomych w związku ze zrzutką na ten lek. Przecież nawet najlepsze medykamenty nie zawsze wszystkim pomagają. Skuteczność tych nowej generacji ogranicza się do maksymalnie dwóch lat. A niekiedy te leki w ogóle nie pomagają. Wydatek rzędu kilkunastu tysięcy jest dla mnie bzdurą, mając na uwadze brak możliwości wyleczenia.
Opowiedziałam w końcu o swoich przeżyciach. Kobieta dostrzegła w tej rozmowie iskierkę nadziei na lepsze jutro. Byłam zdziwiona, gdy wychodziła ode mnie równym, miarowym krokiem. Wtedy jeszcze raz dostrzegłam słuszność mojego podejścia do sprawy. Ta kobieta przez chwilę, dzięki mojemu świadectwu, zobaczyła siebie zupełnie zdrową i chyba właśnie to dało jej tę nową moc, którą natychmiast odczuła.
Po kilku miesiącach rozmawiałam z nią w jej miejscu pracy. Jest mi bardzo wdzięczna za tamto spotkanie, które dało jej wiarę w możliwość normalnego życia. Nie przeszła na rentę, nie zażywała drogich leków, a mimo to wróciła do stanu sprzed postawienia diagnozy. Cieszę się razem z nią.
Często zdrowi ludzie nie wiedzą, jak się zachowywać w kontaktach z chorymi, kalekimi osobami. Myślę, że najważniejsze jest to, by wszyscy zachowywali się normalnie, bez zbędnego współczucia czy litości. Wprawdzie często trzeba pomóc choremu, ale nie należy go wyręczać we wszystkim. Każdy chce być potrzebny i aktywny na miarę swoich możliwości. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 2 (282) 2017



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LUTOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Lutowy numer „Słowa wśród nas” zatytułowaliśmy „Łaska nawrócenia”. W czterech kolejnych artykułach piszemy o tym, że nawrócenie – czyli odwrócenie się od grzechu i zwrócenie się ku Bogu – to zadanie na całe życie, a nie jednorazowy akt, a ponieważ to Bóg sam pociąga nas ku sobie, to za każdym nawróceniem kryje się Jego łaska. Dzięki niej możemy iść do innych z posłannictwem Ewangelii.
W Magazynie znajduje się artykuł o małżonkach Pryscylli i Akwili - współpracownikach św. Pawła, których imiona znamy z Dziejów i Listów Apostolskich, ponadto świadectwo o modlitwie i poruszający tekst o Mszach świętych wieczystych – czym są, jak i za kogo je zamawiać – wcale nie tylko za zmarłych!
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – poruszającego świadectwa życia pełnego radości pomimo ciężkiej choroby pod tytułem „Gorzki dar”, autorstwa Grażyny Zielińskiej oraz krzyżówkę. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Przełom duchowy
Trzy kluczowe elementy nawrócenia.......................... 4


Wiele cudów łaski
Zaskakujące nawrócenia............................................ 10


Niekończąca się uczta duszy
Dar stałego nawracania się......................................... 15


Wszystko zaczyna się od łaski
Migawka z nawrócenia.............................................. 20


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 28 lutego............................................. 21


MAGAZYN


Małżonkowie z aureolą
Misyjna służba Pryscylli i Akwili
Louise Perrotta............................................. 47


W ciszy przed Bogiem
Zmieniłam swój plan dnia, by spotykać Boga
na modlitwie – Sharon Ewing............................................. 52


Msze święte wieczyste
Niezwykły przywilej i bezcenna pomoc duchowa
Joanna Przybyła..................................................... 56


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................. 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Czym innym jest umieć wystukać na pianinie prostą melodię, a czym innym grać jak wirtuoz. Czym innym jest od czasu do czasu skosztować wina, a czym innym być koneserem win. To samo odnosi się do naszego kroczenia za Jezusem. Co innego znać przesłanie Ewangelii, Dziesięć Przykazań, rolę Maryi w Kościele, a co innego być świętym – czy choćby żyć „w sposób godny Pana, ku pełnemu Jego upodobaniu, wydając owoce wszelkich dobrych czynów i wzrastając przez głębsze poznanie Boga” (Kol 1,10). Ta różnica stanowi samo sedno nauki Kościoła o nawróceniu.
Nawrócenie można zdefiniować jako decyzję odwrócenia się od grzechu i zwrócenia ku Jezusowi. Greckim słowem używanym w Biblii na określenie nawrócenia jest metanoia. Jest ono złożeniem dwóch wyrazów: meta, czyli „poza”, „ponad”, „przemiana”, oraz noia, czyli „umysł”, i oznacza nowy przemieniony sposób myślenia, odnowę duchową. W tym miesiącu rozważymy trzy biblijne historie nawrócenia: historię Lidii, Korneliusza oraz Piotra Apostoła.
Dwie pierwsze opowiadają o „pierwszym nawróceniu”, to jest o tym, jak przemienia się człowiek, który został dotknięty łaską przez Jezusa. Trzecia natomiast dotyczy „stałego nawracania się”, czyli codziennego zmagania się o życie w łasce.
Bardzo lubię św. Piotra ze względu na to, że był on wciąż wzywany do zmiany swojego sposobu myślenia. Przez cały czas, nawet jeszcze podczas Ostatniej Wieczerzy, widzimy, jak Piotr opowiada Jezusowi o wszystkich heroicznych czynach, których pragnie dokonać. Próbuje też „dyktować” Jezusowi, co ma robić. Jednak z czasem to się zmienia – Piotr staje się bardziej pokorny i otwarty na to, czego Bóg od niego oczekuje. Podobnie działo się ze św. Pawłem. Gorliwy i rozmodlony, nie oparł się jednak pokusie kłótni ze swoim współpracownikiem Barnabą czy publicznego upominania Piotra (Dz 15,36-41; Ga 2,11-14).
Podziwiam Piotra i Pawła, ponieważ sam jestem do nich podobny – zwłaszcza gdy chodzi o ich błędy! Ja także lubię dyktować Jezusowi, co ma czynić w moim życiu. Aż nadto często staję się też przyczyną niezgody i kłótni. Dobra Nowina polega na tym, że ciągle mogę pogłębiać moje nawrócenie. Mogę przeprosić za moje winy, pójść do spowiedzi i usłyszeć, jak Jezus mówi do mnie: „I Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11).
Nie zdołamy w pełni nawrócić się do Jezusa, dopóki nie znajdziemy się wraz z Nim w niebie. Grzech – zarówno w świecie, jak i w naszych własnych sercach – nie przestaje być potężną siłą. Można ukończyć szkołę średnią czy nawet wyższe studia, ale do końca życia nie da się zakończyć edukacji w „szkole Chrystusa”. Całe szczęście, że nasz Nauczyciel, Duch Święty, jest gotów codziennie nas uczyć i pomagać nam wcielać w życie to, czego nas uczy.
Mam nadzieję, że czytanie tych historii nawrócenia będzie dla Was radością. Ufam też, że zainspirują Was one do dalszego podążania za Jezusem i codziennego nawracania się do Niego. Oby Bóg błogosławił nam wszystkim.


Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Art. 1

PRZEŁOM DUCHOWY
Trzy kluczowe elementy nawrócenia

Czy przypominasz sobie jakieś przełomowe momenty? Na przykład pracowałeś pilnie nad jakimś projektem bez większych sukcesów, aż nagle wszystko zaczęło się układać w jedną całość i wiedziałeś już dokładnie, co masz dalej robić. A może próbowałeś pojąć jakieś nowe zagadnienie, na przykład na zajęciach z matematyki, i wtem jakby zapaliła się lampka w twoim mózgu i wszystko stało się jasne.

Jeśli przeżyłeś ostatnio coś takiego, to na pewno pamiętasz, jak ekscytujące i budujące są takie momenty. Nabierasz zaufania do własnych możliwości. Otwierają się przed tobą nowe perspektywy. Czujesz się wolny i pełen energii. A przynajmniej zadowolony, że jesteś w stanie poradzić sobie z tym, co masz do zrobienia.
Przyjrzyjmy się teraz pewnej bohaterce biblijnej, która przeżyła taki przełom w swoim życiu duchowym. Miała na imię Lidia, a jej historia opisana jest w szesnastym rozdziale Dziejów Apostolskich.

POBOŻNA KOBIETA INTERESU
Lidia mieszkała w Tiatyrze, mieście w Azji Mniejszej, oddalonym kilkaset kilometrów od Filippi. Musiała być dość zamożna, gdyż w Filippi posiadała drugi dom (Dz 16,40). Łukasz podaje, że handlowała tkaninami barwionymi purpurą. Ponieważ barwnik ten był niezwykle kosztowny, przeznaczano go jedynie do barwienia najdroższych tkanin. Materiały, którymi handlowała Lidia, były nabywane przez najmożniejszych ludzi tamtych czasów.
Lidia musiała być osobą przedsiębiorczą i bardzo inteligentną. W patriarchalnych społecznościach Bliskiego Wschodu odniesienie sukcesu w interesach nie przychodziło kobiecie łatwo, nie wspominając już o tym, że konkurencja w tej branży była ogromna. Lidia musiała przez cały czas pilnować interesu. Jednak, w przeciwieństwie do praktyki konkurencyjnych firm, postanowiła nie handlować w szabat. W ten dzień oddawała bowiem cześć Bogu. I została za to sowicie wynagrodzona.
Wiemy z Pisma Świętego, że w każdy szabat Lidia spotykała się na wspólnej modlitwie z innymi kobietami z Filippi. Ze względu na zachowywanie przez nią szabatu większość biblistów przypuszcza, że była ona „bojącą się Boga” (Dz 16,14), czyli poganką, która zdecydowała się przyjąć judaizm. Zarówno ona, jak i modlące się z nią kobiety znały Boga Starego Testamentu, ale nie słyszały o Jezusie. Były to kobiety prawe, które miłowały Pana i starały się tak żyć, by się Jemu podobać. Czytając tekst Dziejów Apostolskich, dowiadujemy się, jak Bóg za pośrednictwem św. Pawła otworzył ich oczy na nową, porywającą rzeczywistość.

„PAN OTWORZYŁ JEJ SERCE”
Historia Lidii zaczyna się, gdy Paweł i jego towarzysze za natchnieniem Ducha Świętego postanawiają rozszerzyć swoją podróż misyjną o Macedonię, a tym samym zanieść słowo Boże do Europy. Pierwszym miastem, w którym zatrzymują się na dłuższy postój, jest Filippi. Po przybyciu postępują tak, jak we wszystkich innych odwiedzanych dotąd miejscach – szukają synagogi. Okazuje się, że w okolicy nie ma synagogi, dowiadują się natomiast o Lidii i innych „bojących się Boga” kobietach, które w każdy szabat zbierają się nad rzeką. Postanawiają więc spotkać się z nimi.
Przybywszy na zgromadzenie, Paweł i jego towarzysze zaczęli rozmawiać z kobietami. Nie wiemy dokładnie, co takiego mówili, ale możemy przypuszczać, że opowiedzieli im o Jezusie – kim był, dlaczego przyszedł na świat, po co umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Możliwe też, że Paweł opowiedział o tym, jak Jezus objawił mu się na drodze do Damaszku.
Gdy Paweł głosił Ewangelię, z Lidią zaczęło się coś dziać. Duch Święty „otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Bóg tego dnia udzielił Lidii szczególnej łaski nawrócenia. Pozwolił jej głębiej niż dotąd zrozumieć sprawy wiary, pomógł pojąć głoszone przez Pawła przesłanie Ewangelii i w sposób jednoznaczny na nie odpowiedzieć. Taki był początek Kościoła w Filippi – pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej na kontynencie europejskim.

TRZY KLUCZOWE ELEMENTY
Historia ta ukazuje nam, w jaki sposób ludzie przyłączali się do Kościoła w czasach Apostołów. Przez pierwsze kilka stuleci typowy proces obejmował trzy etapy: ewangelizację, nawrócenie i chrzest.
Dziś kolejność jest na ogół inna, ale te trzy elementy zostają zachowane: ewangelizacja, czyli głoszenie przesłania Ewangelii, nawrócenie czyli decyzja, by odwrócić się od grzechu i zwrócić ku Chrystusowi, i wreszcie chrzest – wylanie Bożej łaski, która oczyszcza nas z grzechu, czyniąc dziećmi Bożymi i członkami Kościoła. Przyjrzyjmy się tym trzem elementom.
Ewangelizacja. Pierwszym elementem jest ewangelizacja – dzielenie się Dobrą Nowiną o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Przesłanie to może przyjść wprost od Ducha Świętego, jak miało to miejsce w przypadku nawrócenia Pawła, zazwyczaj jednak Duch Święty przemawia przez wierzącego, który już wcześniej przeżył nawrócenie (Dz 9,1-19). W przypadku Lidii Duch Święty zadziałał przez słowa Pawła i jego towarzyszy.
Niezależnie od tego, skąd przychodzi przesłanie, ewangelizacja jest zawsze i przede wszystkim dziełem Ducha Świętego. Tylko On może otworzyć serce człowieka – jak to uczynił z Lidią – i objawić mu Jezusa w całkowicie nowy sposób. Tylko On może dotrzeć do serca człowieka z obietnicą nowego życia. Tylko On może przekonać o grzechu i wylać uzdrawiającą miłość Ojca. Niezależnie od tego, czy dzieje się to w ułamku sekundy, czy też w ciągu wielu dni, miesięcy czy lat, jedynie Duch Święty jest w stanie „zewangelizować” człowieka, doprowadzając go do nawrócenia i przemiany życia.
Nawrócenie. W przypowieści o synu marnotrawnym Jezus ukazuje dwa różne, choć powiązane ze sobą wymiary nawrócenia – „pierwsze nawrócenie” i „stałe nawracanie się” ku Bogu. Pierwsze nawrócenie polega na podstawowej decyzji odwrócenia się od grzechu i poddania swojego życia Chrystusowi. Widzimy to na przykładzie syna marnotrawnego, który „zastanowił się” (Łk 15,17), porzucił dotychczasowy sposób życia i powrócił do domu swego ojca. Jego starszy brat był posłusznym synem, pracującym ciężko w ojcowskim majątku. Jednak, jak dotąd, nie uporał się ze swoim zadufaniem w sobie, złością i pretensjami. Aby móc cieszyć się przebywaniem w domu ojca, potrzebował głębszego nawrócenia. Bóg, podobnie jak ojciec z przypowieści, wciąż zaprasza nas do podejmowania decyzji, które będą coraz bardziej odrywać nas od grzechu i przybliżać do Jezusa. Stałe nawracanie się do Boga dokonuje się przez wytrwałą modlitwę i uczestnictwo we Mszy świętej, przestrzeganie Bożych przykazań i przekraczanie siebie, by służyć innym.
Lidia doświadczyła pierwszego nawrócenia, gdyż jej serce było otwarte na słowa Pawła. Zdecydowała się przyjąć Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Tym samym weszła na drogę ucznia, drogę niezliczonych możliwości coraz głębszego nawracania się do Boga.
Chrzest. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego chrzest oczyszcza nas z grzechu pierworodnego, czyni nas nowym stworzeniem i włącza w Kościół, który jest Ciałem Chrystusa (KKK, 1262-1270). W pierwszych wiekach chrzest był udzielany dopiero wtedy, kiedy dana osoba usłyszała Ewangelię, uwierzyła w Chrystusa i wyznała, że Jezus powstał z martwych. Z czasem Kościół zaczął udzielać chrztu niemowlętom, powierzając rodzicom i chrzestnym podstawową odpowiedzialność za ewangelizację dziecka i doprowadzenie go do dojrzałej decyzji pójścia za Chrystusem.
Słysząc przesłanie Pawła, Lidia otworzyła serce dla Pana i uwierzyła w Niego. Przeżyła pierwsze nawrócenie, a następnie została ochrzczona „razem ze swym domem” (Dz 16,15). Zarówno w jej przypadku, jak i w przypadku większości pierwszych chrześcijan, nawrócenie – decyzja, by żyć dla Chrystusa – zostało przypieczętowane i umocnione laską Boga w sakramencie chrztu.

RADOŚĆ NAWRÓCENIA
Nawrócenie wymaga łaski wszechmocnego Boga oraz naszej ludzkiej decyzji. Postanawiamy dobrowolnie oddać swoje życie Jezusowi, ale nie bylibyśmy w stanie podjąć takiej decyzji, gdyby Duch Święty nie pozwolił nam zrozumieć, że potrzebujemy Chrystusa.
Po pierwszym doświadczeniu naszego nawrócenia wciąż potrzebujemy łaski Boga w Eucharystii, potrzebujemy Jego mądrości zawartej w Piśmie Świętym i Jego miłosierdzia w sakramencie pojednania. Bez tej łaski, która nieustannie jest dla nas dostępna, szybko tracimy z oczu Jezusa, ulegamy pokusom i popadamy w grzech.
Lidia prawdopodobnie zapamiętała to szabatowe spotkanie do końca życia. Nie było ono dla niej tylko jednym z wielu nabożeństw, ale dniem, w którym Duch Święty otworzył jej serce na Ewangelię; dniem, w którym spotkała Jezusa, doświadczyła mocy Ducha Świętego i otrzymała przebaczenie grzechów.
To, co spotkało Lidię i jej domowników, może spotkać także i nas. Bóg pragnie, by każdy z naszej rodziny doświadczył radości nawrócenia. Chce, byśmy wszyscy poznali różnicę pomiędzy życiem tylko dla tego świata a życiem dla Jezusa.
Bóg pragnie jednak również, abyśmy każdego dnia wstępowali do „szkoły Chrystusa”, w której Nauczycielem jest Duch Święty. On nieustannie prowadzi nas do coraz głębszego nawrócenia, aż wreszcie nadejdzie dzień, gdy ujrzymy Jezusa już bez zasłony – czyli sercem oczyszczonym ze wszystkich pozostałości grzechu. ▐


Art. 2:
NIEKOŃCZACA SIĘ UCZTA DUSZY
Dar stałego nawracania się

Wyobraź sobie, że zostałeś zaproszony na eleganckie przyjęcie. Z radością zakładasz swoje najlepsze ubranie i udajesz się do sali bankietowej. Wchodząc, zauważasz dwa stoły. Na jednym z nich znajdują się wyborne mięsa, świeże sałatki i kuszące desery, podane na wykwintnej porcelanie. Na drugim widzisz papierowe talerze z podejrzanej jakości pizzą, obeschniętym kurczakiem i zwiędłą sałatą. Który z tych stołów byś wybrał?
Przykład ten stanowi dobry punkt wyjścia do rozważań nad tym, czym jest stałe nawracanie się. Dwa stoły na przyjęciu obrazują tu dwa różne podejścia do życia chrześcijańskiego. Można odżywiać się pysznym zdrowym jedzeniem, ale można też zadowolić się pokarmem, który nie tylko nie ma smaku, ale może być wręcz szkodliwy dla naszego zdrowia.

ODRZUCIĆ TO, CO DAWNE
Jak już powiedziano wcześniej, w wyniku pierwszego nawrócenia poznajemy Jezusa i zaczynamy doświadczać łask płynących z przynależności do Jego Ciała, czyli Kościoła. Poprzez nawrócenie i chrzest wchodzimy do królestwa Bożego i wiemy, że niebo jest dla nas otwarte. Jednak gdzieś w zakamarkach naszych wnętrz wciąż kryją się postawy przeciwne Bogu, które należy wyeliminować, czyli – jak mawiał św. Paweł – „zadać im śmierć” (por. Kol 3,5). Te negatywne postawy mają moc nas więzić, wpędzać w kolejne grzechy oraz oddzielać od Jezusa i siebie nawzajem.
Stałe nawracanie się jest procesem polegającym na utrwalaniu w sobie nawyków prowadzących do świętości,
a wykorzenianiu tych, które oddalają nas od Jezusa. W pierwszym artykule odwołaliśmy się do przykładu starszego brata syna marnotrawnego. Teraz spróbujemy głębiej przeanalizować postawę tego młodzieńca i zobaczyć, czym dokładnie jest stałe nawracanie się do Boga.
Podczas gdy młodszy syn opuścił dom i zmarnotrawił pieniądze ojca żyjąc grzesznie, starszy pozostał z ojcem w domu. Był dobrym, posłusznym synem, ciężko pracował i nigdy nie sprawiał kłopotów. Okazało się jednak, że łatwo ulegał złości, zazdrości i egoizmowi – co stało się jasne, gdy zobaczył, w jaki sposób ojciec powitał powracającego do domu młodszego brata.
Przypuśćmy na chwilę, że słowa ojca wypowiedziane do starszego syna trafiły na podatny grunt, że działająca w nim łaska Boża otworzyła mu oczy. Wtedy może powiedziałby ojcu: „Wiem, że wszystko, co masz, jest moje. Widzę, z jaką miłością przyjąłeś mojego brata. Wiem, że mnie także kochasz. Przebacz mi, proszę, moje zachowanie po jego powrocie. Nie potrafiłem zapanować nad swoją zazdrością i gniewem”.
Gdyby starszy syn rzeczywiście wypowiedział takie słowa, byłoby to znakiem coraz głębszego nawrócenia dokonującego się w jego sercu, a przebywanie w domu ojca stałoby się dla niego źródłem jeszcze obfitszego błogosławieństwa.

POTRZEBA ŚWIATŁA
Teoretycznie wszystkie decyzje powinniśmy podejmować pod natchnieniem Ducha, opierając się na wskazaniach Pisma Świętego i na nauce Kościoła. W praktyce przy podejmowaniu niektórych decyzji wskazania te są w miarę proste do zastosowania, ale przy innych, bardziej złożonych, kiedy sprawy nie przedstawiają się w sposób czarno-biały, często po prostu nie wiemy, jaki wybór jest właściwy. Co więcej, zdarza się, że opieramy się działaniu Ducha Świętego, kiedy mniej lub bardziej świadomie, kierując się egoizmem, sprzeciwiamy się przynagleniom łaski.
W pierwszej z tych sytuacji proces stałego nawracania się zachodzi niemal naturalnie. Jednak gdy problemy są bardziej złożone, potrzebujemy więcej światła – objawienia przychodzącego wprost od Boga lub rady zaufanej osoby – czegoś, co pomogłoby nam zrozumieć, czy dane postępowanie jest dobre, czy złe.
Kilka takich sytuacji znajdujemy w życiu św. Piotra. Kiedy Jezus oznajmił Apostołom, że udaje się do Jerozolimy, gdzie zostanie skazany na śmierć, Piotr upomniał Go, mówiąc: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (Mt 16,22). Piotr był przekonany, że chroni swego Mistrza, próbując Go odwieść od ewidentnie samobójczego planu. Jednak ku jego konsternacji Jezus odpowiedział ostro: „Zejdź mi
z oczu, szatanie!” (Mt 16,23).
Po pewnym czasie Piotr prawdopodobnie zrozumiał, dlaczego Jezus zareagował w ten sposób. Pojął, że chociaż miał dobre intencje, to jego interpretacja zamierzeń Jezusa była całkowicie błędna. Mamy prawo przypuszczać, że gdy Jezus wyjaśnił Piotrowi, dlaczego jego słowa i myśli były „szatańskie”, Piotr zrozumiał to i zmienił zdanie. W rezultacie epizod ten doprowadził Piotra do głębszego nawrócenia, ponieważ zobaczył, że jego słowa i intencje stoją w opozycji do Bożego planu zbawienia.
Przykład jeszcze innej sytuacji – kiedy wydaje się oczywiste, jak powinniśmy się zachować, a mimo to postępujemy inaczej – widzimy podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus właśnie żegna się ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi, przygotowując ich na swoją śmierć na krzyżu. Oni jednak zamiast skupić się na tym, co do nich mówi, smucić się czy lękać, co byłoby naturalną reakcją na Jego słowa, wdają się w spór o to, który z nich jest największy (Łk 22,21-24). Wiedzieli, jak poważna jest sytuacja, mimo to ulegli pokusie pychy i skupienia na sobie. Możemy się domyślać, że z czasem i oni zrozumieli niewłaściwość swego zachowania.
W Piśmie Świętym znajdujemy mnóstwo przykładów stałego nawracania się. Tomasz przestał wątpić. Hiob otworzył oczy na wielkość Boga. Izajasz doświadczył oczyszczenia z grzechu. Piotr został umocniony w wierze po tym, jak trzykrotnie zaparł się Jezusa. Jakub i Jan, „synowie gromu”, zrozumieli, że ich pragnienie honorowych miejsc w królestwie Bożym jest oznaką pychy. Marta nauczyła się przezwyciężać frustracje w relacji ze swoją siostrą Marią. Historie te ukazują, że Jezus chce otwierać nam oczy i pomagać
w uwolnieniu się od wszystkiego, co się Mu sprzeciwia, abyśmy mogli coraz bardziej przybliżać się do Niego.

ROZEZNAWAĆ I DZIAŁAĆ
Przykłady z Pisma Świętego są bardzo przekonujące, jak jednak mamy pogłębiać swoje własne nawrócenie? Wszystko zaczyna się od rozeznania. Duch Święty uczy nas dostrzegać to, co dobre w naszych myślach i uczynkach, abyśmy mogli to umacniać. Pomaga nam też zauważać to, co negatywne, co oddala nas od Jezusa, abyśmy mogli to odrzucić.
Czasami Duch Święty bezpośrednio ukazuje nam, co w nas wymaga przemiany. Może się to zdarzyć na Mszy świętej, na modlitwie czy podczas czytania Biblii. Ale równie dobrze wtedy, gdy budzimy się wcześnie rano z jasną myślą, jak powinniśmy postąpić w jakiejś trudnej sprawie. Aby nam pomagać, Duch Święty może też posługiwać się innymi ludźmi lub konkretnymi wydarzeniami.
Niezależnie od sposobu działania Ducha Świętego, stałe nawracanie się będzie bardziej skuteczne, jeśli nabierzemy nawyku zastanawiania się nad motywami, które nami kierują – nad tym, dlaczego w danej sytuacji zachowaliśmy się tak, a nie inaczej. Jakie okoliczności sprawiają, że działamy w jedności z Jezusem, a jakie prowokują nas do sprzeciwiania się Mu? Spróbujmy to zrobić już dzisiaj. Zapytajmy sami siebie, kiedy nasze zachowanie było wyborem wspaniałej uczty, a kiedy przeterminowanej pizzy?
Gdy dostrzegasz, że twoje działania są dobre, podziękuj Jezusowi i postaraj się czynić tak dalej. A jeśli dostrzeżesz w sobie coś negatywnego, proś Jezusa o łaskę przezwyciężenia tej skłonności i zastanów się, jakie praktyczne kroki możesz podjąć, by wykorzenić ją ze swego życia. Pamiętaj też, że szatan wciąż krąży wokół nas (1 P 5,8), szukając sposobów nakłonienia nas do bezmyślnego życia. Próbuje też zawrócić nas z dobrej drogi, byśmy znowu popadli w dawne skłonności. Dlatego właśnie codziennie prosimy Ojca o chleb powszedni, o moc do walki z pokusami i wybawienie od złego.

SZKOŁA CHRYSTUSA
Dopóki pielgrzymujemy na ziemi, nigdy nie zdołamy ukończyć szkoły Chrystusa. Zawsze znajdzie się jakaś kolejna sfera życia, która wymyka nam się z rąk i wymaga nieustannej uwagi. Nie zniechęcajmy się jednak. Nasze życie nie polega na samotnej walce z grzechem i dążeniu do doskonałości. Choć czasem trudno jest być chrześcijaninem, pamiętajmy, że za każdym razem, gdy my czynimy krok w stronę Jezusa, On czyni pięć kroków w naszą stronę. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
Środa, 1 lutego
Hbr 12,4-7.11-15
Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej. (Hbr 12,15)
Wyobraź sobie, że jesteś nastolatkiem, który niedawno zrobił prawo jazdy. Prosisz ojca, by podwiózł cię z ko-
legami do kina. Ojciec przez chwilę milczy, patrząc ci głęboko w oczy,
a następnie uśmiecha się szeroko, sięga do kieszeni i wręcza ci kluczyki do swojego nowiutkiego samochodu. „Jest twój na dzisiejszy wieczór, tylko pamiętaj, że masz uważać” – mówi. Włączając stacyjkę, czujesz, jak buzują w tobie różne emocje – wdzięczność, uniesienie, a także zdrowa doza strachu. Został ci powierzony przedmiot wielkiej wartości.
Ilustracja ta nie jest odległa od rzeczywistości naszej wiary, gdyż Bóg powierzył nam coś o wiele cenniejszego niż nowy samochód. Obdarzył nas swoją łaską. Powierzył nam też misję dzielenia się tą łaską ze wszystkimi, których spotykamy. Prosi, byśmy zadbali o to, żeby nikt z otaczających nas ludzi „nie pozbawił się Jego łaski” (Hbr 12,15).
Jak więc mamy rozprzestrzeniać Bożą łaskę? Odpowiedź zawiera się w Bożym liście skierowanym do człowieka, czyli w Biblii. Rozważany przez nas werset znajduje się w tekście wzywającym do życia w jedności z innymi. Podstawą są więc relacje! Jeśli będziemy odnosić się do siebie nawzajem w tak głęboko miłosierny sposób, w jaki Bóg nas traktuje, bliscy nam ludzie doświadczą łaski Bożej, która pociągnie ich do Pana.
Pismo Święte napomina nas: „Starajcie się o pokój ze wszystkimi (…), aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania” (Hbr 12,14.15). Może żyjesz w niezgodzie z kimś bliskim? Proś Ducha Świętego, aby pomógł ci przekazać tej osobie łaskę Bożą – niezależnie od tego, o co poszło i kto ma rację. Módl się za tę osobę. Przebacz jej w swoim sercu. Może ci pomóc głośne wypowiedzenie słów przebaczenia. A może to ty powinieneś przeprosić? Proś Boga o łaskę uczynienia tego, a następnie postaraj się okazać dobroć tej osobie. Nie oczekuj niczego w zamian. Skup się na przywileju, jakim jest dla każdego z nas przekazywanie bezcennej łaski Boga.
„Panie, niech Twoja łaska spłynie na wszystkich, których dzisiaj spotkam”.
Ps 103,1-2.13-14.17-18
Mk 6,1-6
▌Czwartek, 2 lutego
Ofiarowanie Pańskie
Ml 3,1-4
Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie. (Ml 3,1)
Pewnego wieczoru odpoczywasz w domu, ciesząc się chwilą wytchnienia po wyczerpującym dniu pracy. Nagle słyszysz dzwonek u drzwi. Nikogo nie oczekujesz, otwierasz więc nieco zaskoczony i widzisz parę ukochanych przyjaciół, którzy jakiś czas temu wyprowadzili się w dalekie strony. Z radością ściskasz ich i przyjmujesz w swoim domu.
Czy ta sytuacja nie przypomina proroctwa Malachiasza o Panu, który przybywa nagle do swojej świątyni? Czy nie jest także dobrą ilustracją momentu, gdy proroctwo to wypełniło się w osobie Jezusa, którego Maryja
i Józef wnieśli do świątyni, aby przedstawić Go Panu? Całe szczęście, że znalazła się para rozmodlonych osób w podeszłym wieku, która była na tyle czujna, by Go rozpoznać i powitać!
Bóg często wchodzi w nasze codzienne życie i pragnie, abyśmy byli przygotowani na Jego przyjście, tak jak byli na nie gotowi Symeon i Anna. Byli oni we właściwym miejscu, we właściwym czasie i z właściwym nastawieniem.
Co jest tym właściwym miejscem? Symeon i Anna spędzali większość dnia w świątyni, gdzie zgodnie ze swoją obietnicą Bóg był stale obecny. My wiemy, że Bóg przychodzi do nas we Mszy świętej oraz gdy modlimy się i rozważamy Jego słowo. Jednak wszyscy mamy swoje obowiązki i nasze życie nie składa się tylko z czasu modlitwy. Dlatego dobrą nowiną jest prawda, że Bóg przychodzi także do świątyń naszych serc. To właśnie tam, w naszej wewnętrznej świątyni, możemy Go zawsze odnaleźć. Próbujmy więc wyrobić w sobie nawyk odchodzenia w ciągu dnia, choćby na chwilę, od naszych zwyczajnych zajęć, aby Go tam spotkać.
Kiedy jest właściwy czas? Teraz – i w każdej chwili! Nigdy nie wiesz, kiedy Bóg będzie miał dla ciebie jakieś przesłanie, kiedy zechce zawrócić cię z drogi pokusy lub popchnąć ku służbie drugiemu. Staraj się być czujny i przygotowany na Jego słowo.
Jeśli chodzi o właściwe nastawienie, jest ono zdecydowanie najważniejsze. Wymaga czujności i elastyczności, jaką widzimy u Symeona i Anny. Nie pozwól sobie na popadnięcie w rutynę. Bądź gotowy zmienić swoje plany, by wysłuchać sfrustrowanego współmałżonka czy wykorzystać nadarzającą się okazję do podzielenia się swoją wiarą.
Pamiętaj, że Pan, którego szukasz, przyjdzie dziś nagle do swojej świątyni. Bądź więc gotów na Jego przyjście!
„Duchu Święty, pomóż mi Cię rozpoznać, gdy wejdziesz dziś w moje życie”.
Ps 24, 7-10
Lub Hbr 2,14-18
Ps 24,7-10
Łk 2,22-40

▌Niedziela, 5 lutego
Mt 5,13-16
Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi. (Mt 5,16)
Mahatma Gandhi powiedział kiedyś zaprzyjaźnionemu chrześcijaninowi: „Podoba mi się wasz Chrystus, ale nie podobają mi się wasi chrześcijanie. Wasi chrześcijanie są tak niepodobni do waszego Chrystusa”. W podobnym tonie wypowiedział się niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche, stwierdzając, że gdyby spotkał więcej ludzi odkupionych, to może byłby bardziej skłonny uwierzyć w ich Odkupiciela.
To bardzo smutny komentarz na temat Kościoła ich czasów. Ani Gandhi, ani Nietzsche nie znaleźli wśród wierzących dość światła, by przekonać się, że przesłanie Ewangelii naprawdę ma moc zmienić życie człowieka.
Oto wyzwanie, jakie stawia przed nami dzisiejsza Ewangelia – ukazywać takim ludziom, jak Gandhi czy Nietzsche, radość, miłość i pokój Jezusa. Wyzwanie, by każdy z nas, żyjąc jak „nasz Chrystus”, ukazywał światu, jak wyjątkowe i spełnione jest życie człowieka odkupionego. Nasza wiarygodność – a co za tym idzie wiarygodność przesłania Ewangelii – jest codziennie poddawana próbom. Jeśli wypadną one negatywnie, utrudni nam to lub wręcz uniemożliwi skuteczną ewangelizację – prowadzenie innych do otwarcia serc dla Jezusa.
Oto prawdziwa historia: Jim, gorliwy katolik, zamieszkał obok zamożnej rodziny muzułmańskiej. Wkrótce połączyła ich serdeczna, przyjacielska relacja. Jednak po roku firma muzułmanina zaczęła podupadać i był on zmuszony ogłosić bankructwo. Rodzina straciła wszystko. Brakowało im jedzenia, pieniędzy i w każdej chwili spodziewali się eksmisji. Co gorsza, wszyscy znajomi i przyjaciele zaczęli się od nich odwracać.
Jednak Jim i jego żona postąpili inaczej. Ogołocili swoją lodówkę i spiżarnię, obdarowując borykających się z losem sąsiadów, czym tylko mogli. Pożyczyli im też pieniądze na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Wspierali ich w ten sposób niemal przez cały rok, dopóki rodzina nie stanęła na nogi.
A oto nieoczekiwane zakończenie tej poruszającej historii – sąsiedzi Jima są dziś chrześcijanami. A stało się to dzięki miłości Jima i jego żony.
„Panie, pomóż mi nieść Twoje światło wszędzie, gdzie się udam”.
Iz 58,7-10
Ps 112,4-9
1 Kor 2,1-5

▌Niedziela 12 lutego
1 Kor 2,6-10
Głosimy tajemnicę mądrości Bożej (…) ku chwale naszej. (1 Kor 2,7)
Św. Paweł miał wyjątkowy talent do przekazywania ogromnej ilości informacji w zaledwie kilku zdaniach i dzisiejsze drugie czytanie nie jest tu wyjątkiem. Spróbujmy więc przeanalizować te wersety.
Po pierwsze, Paweł przybliżając nam plan Boga, używa słowa „tajemnica”. Słowem tym zwykle opisujemy coś, co przekracza nasze rozumienie i czego nie potrafimy wyjaśnić. Nie o to jednak chodzi Pawłowi. Mówi on nie o czymś zawikłanym, lecz ukrytym. Tajemnicą tą jest Boży plan zbawienia ludzi przez Jezusa Chrystusa. Paweł mówi dalej, że to, co niegdyś było ukryte, teraz zostało ujawnione, ale wielu nie chce tego przyjąć. Dla nich Ewangelia stała się „zgorszeniem” lub „głupstwem” (1 Kor 1,23). My jednak nie należymy do ich grona! Tajemnica Bożego planu została nam objawiona w Piśmie Świętym, za pośrednictwem Kościoła, a nade wszystko przez samego Jezusa.
W dalszym ciągu czytamy, że ta tajemnica, ten Boży plan jest tak wielki, że zawiera się w nim także Boże pragnienie obdarzenia nas chwałą. Pomyśl o wielkości przemiany, jaką zapowiadają te słowa. Kiedy Paweł mówi o naszym wywyższeniu po wejściu do nieba czy przemianie na Boże podobieństwo już tu, na ziemi, kluczowe słowa brzmią: „ku chwale naszej” (1 Kor 2,7). Jest to nieprawdopodobna obietnica!
Istnieje tylko jedna odpowiedź godna tak cudownej obietnicy – codzienne oddawanie Panu swego serca w uwielbieniu i dziękczynieniu. Nie pozwól więc tym słowom szybko ulecieć, gdy usłyszysz je podczas dzisiejszej Eucharystii. Przyjmij je do swego serca i strzeż przez cały dzień. Zapamiętaj zawartą w nich prawdę i zachwyć się nią. Twoim przeznaczeniem – które już teraz zaczyna się urzeczywistniać – jest chwała i wywyższenie. Stajesz się święty. W niebie będziesz wielki – nawet gdybyś tu, na ziemi, był najmniejszym i nic nieznaczącym człowiekiem.
„Jezu, raduję się tajemnicą Twojego planu. Dziękuję Ci, Panie, za to, że dajesz mi udział w swojej chwale”.
Syr 15,15-20
Ps 119,1-2.4-5.17-18.33-34
Mt 5,17-37

▌Niedziela, 19 lutego
Mt 5,38-48
Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. (Mt 5,39)
Jezus stoi przed Sanhedrynem przesłuchiwany przez arcykapłana. Wtem stojący obok Niego sługa uderza Go
w twarz. Jezus nie kuli się ani nie nadstawia drugiego policzka w sposób fizyczny, lecz odpowiada spokojnie
i z godnością: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J 18,23).
Taka odpowiedź, która na pewno nie podobała się bijącemu i mogła wywołać jeszcze większą agresję, była w istocie nadstawieniem drugiego policzka. Była też aktem miłości, szukaniem w rozwścieczonym człowieku jakichś pokładów dobra. Nie wiemy, co stało się dalej. Może zapamiętał te słowa Jezusa, zawstydził się, a może się nawet nawrócił.
Miłość nieprzyjaciół – ludzi, którzy są dla nas trudni i niszczą nas swoim postępowaniem – ma bardzo różne oblicza. Czasami zupełnie paradoksalne. Kasia, żona alkoholika, pamięta sytuację, w której zmieniła swoje postępowanie wobec męża: „Piotrek wrócił do domu pijany. Zobaczyłam przez okno, jak chwieje się i upada przy furtce. Było popołudnie, sąsiedzi wracali
z pracy. Wstydziłam się straszliwie. Chciałam pobiec do niego i wciągnąć go do domu, żeby nikt nie widział. Ale pomyślałam sobie: nie, jeśli go kocham, jedyne, co mogę dla niego zrobić, to go tam zostawić. Jeśli otrzeźwieje tam, nie w wygodnym łóżku, to może zrozumie, jak bardzo się stoczył”. Podziałało. Piotr jest dziś trzeźwym alkoholikiem.
Nie staraj się za wszelką cenę chronić siebie – mówi dziś do nas Jezus. Nie zamiataj problemów pod dywan, lecz staw im czoło z moją pomocą. Nie unikaj ludzi trudnych, nie przechodź na drugą stronę ulicy, widząc żebraka czy niesympatyczną osobę. Nie myśl tylko o sobie, ale i o dobru innych – także tych, którzy cię krzywdzą.
Wiemy, jak bardzo jest to trudne, zwłaszcza gdy szaleje w nas bunt i wściekłość czy paraliżuje nas lęk. Nie da się miłować nieprzyjaciół bez pomocy Ducha Świętego. Nie da się po raz kolejny nadstawiać drugiego policzka bez oparcia w miłości Jezusa, która daje siłę. Ale nie da się też żyć szczęśliwie bez przekraczania siebie, bez przebaczania innym – wegetując
w stworzonym przez siebie wygodnym, lecz sztucznym świecie, do którego mają wstęp tylko mili ludzie.
„Panie Jezu, bez Ciebie nie umiem kochać. Daj mi siły do szukania dobra tych, których mam wokół siebie, nawet jeśli są dla mnie trudni”.
Kpł 19,1-2.17-18
Ps 103,1-4.8.10.12-13
1 Kor 3,16-23

▌Niedziela, 26 lutego
Iz 49,14-15
A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49,15)
Otrzymujemy dziś naprawdę mocne słowo od Boga! Jak to się stało, że prorokowi Izajaszowi przyszła do głowy tak wzruszająca analogia Bożej miłości? Zwłaszcza na starożytnym Bliskim Wschodzie, zdominowanym przez męski punkt widzenia, porównanie wszechmocnego Boga do czułej, kochającej matki, musiało być czymś szokującym.
Zatrzymajmy się przez chwilę na tym porównaniu. Kiedy słyszymy o miłości matki do jej nowo narodzonego dziecka, natychmiastowym skojarzeniem jest ciepło, bezpieczeństwo, sytość. Myślimy o miłości, która by tylko ochronić swoje dziecko, jest skłonna uczynić wszystko, łącznie z oddaniem życia. Na tym właśnie polega piękno i zaskakujący charakter Izajaszowego proroctwa – właśnie tak patrzy na nas Bóg.
Początkowo to słowo prorocze miało nieść pociechę Żydom, którzy przebywali w niewoli babilońskiej. Jako jeńcy wojenni, wygnańcy żyjący w obcym kraju, z dala od domu i świątyni, sądzili może, że Bóg ich opuścił. Słowa Izajasza przyniosły im pociechę i zapewnienie: „Ja jestem z tobą”.
To samo proroctwo przeznaczone jest także dla nas wszystkich, gdyż i my, jak Izraelici, potrzebujemy nadziei i umocnienia. Niezależnie od tego, jak wygląda dziś nasze życie, Pan pragnie powiedzieć każdemu z nas: „Nigdy o tobie nie zapomnę”. Wiemy wszyscy, że nasz świat jest mieszanką dobra i zła, radości i smutku, miłości i nienawiści. To wspaniale, że pośród tych wszystkich życiowych zawirowań mamy jeden pewnik: Wszechmogący Bóg kocha nas tak mocno, jak matka kocha swoje dziecko.
Usiądź dziś w ciszy przed Panem. Pozwól, by słowa dzisiejszego czytania obmyły cię i wypełniły twoje serce. Niech Boża miłość, czuła jak miłość matki, pocieszy cię i doda ci sił. Nigdy nie jesteś sam! Bóg nigdy o tobie nie zapomni!
„Dziękuję Ci, Panie, za Twoją obietnicę, że nigdy mnie nie porzucisz. Pomóż mi dziś odpocząć w Twojej czułej miłości”.
Ps 62,2-3.6-9
1 Kor 4,1-5
Mt 6,24-34


MAGAZYN:

Msze święte wieczyste

Niezwykły przywilej i bezcenna pomoc duchowa


Odczuwam wielką radość, mogąc podzielić się moim duchowym doświadczeniem związanym ze szczególnie mi bliskim i drogim tematem Mszy świętych wieczystych.
Ilekroć zaczynam z kimś rozmowę o tym wielkim darze Kościoła, szybko orientuję się, że wkraczam na teren stopą ludzką nietknięty. Zadziwiająca jest nieznajomość tego tematu. Ludzie zazwyczaj bardzo mało albo zgoła nic nie wiedzą o Mszach wieczystych. Nagminnie mylą je z Mszami za zmarłych polecanych w wypominkach albo z tak zwanymi „gregoriankami”, czyli Mszami odprawianymi w intencji zmarłego przez kolejnych 30 dni. Panuje ogólne zamieszanie w tym temacie i – idąca za tym obojętność. Dopiero gdy ludzie dowiadują się, czym naprawdę są Msze święte wieczyste, zaczynają natychmiast je zamawiać i dbają o to, by każda bliska im osoba była nimi „zaopatrzona” w życiu doczesnym i wiecznym.
W moim domu była tradycja, że po śmierci członka najbliższej rodziny zamawiało się Msze wieczyste, temat ten nie był mi więc obcy. Otrzymałam jednak coś więcej: jedno konkretne wydarzenie w moim życiu uczyniło ze mnie wielką miłośniczkę i propagatorkę tych Mszy.

JAK DO TEGO DOSZŁO?
Moja mama miała kuzyna – Bogdana. Ilekroć wujek Bogdan (wrocławianin) był służbowo w Poznaniu, odwiedzał nas w naszym domu. My, dzieci, otwieraliśmy mu drzwi, ale potem już dla niego nie istnieliśmy. Pochłonięty żywą rozmową z naszą mamą, spoglądał nerwowo na zegarek, aby nie spóźnić się na pociąg. Utarło się w końcu żartobliwe stwierdzenie, że gdy wujek Bogdan do nas przyjeżdża, to wyłącznie do mamy, bo na bliższy kontakt z resztą rodziny nigdy nie ma czasu.
Któregoś dnia wujek Bogdan umarł i moja mama pojechała na jego pogrzeb. Wróciła zdruzgotana – wujek zażyczył sobie pogrzebu świeckiego i jego żona uszanowała tę decyzję. Mama po raz pierwszy w życiu uczestniczyła w pogrzebie świeckim, który sprawił na niej bardzo przygnębiające wrażenie. Martwiła ją myśl o duchowych konsekwencjach tej decyzji kuzyna. Usiłowała zrozumieć, dlaczego wujek – katolik – w ostatnich chwilach życia odwrócił się od swojej wiary i Kościoła.
Widząc zgnębioną minę mojej mamy i prowadząc z nią niekończące się rozmowy o wujku, postanowiłam w tej sytuacji jakoś twórczo zadziałać. Przyszło mi na myśl, aby w tajemnicy przed wszystkimi zamówić za wujka Msze święte wieczyste. Wysupłałam więc z kieszeni moje drogocenne uczniowskie kieszonkowe, napisałam prośbę do Księży Werbistów i wraz z ofiarą wysłałam moje zamówienie do najbliższego klasztoru tych misjonarzy. Potem, nie mówiąc nic nikomu, czekałam na odpowiedź, wierząc, że to posunięcie przyniesie jakąś pozytywną zmianę sytuacji.
Wkrótce po wysłaniu mojej intencji miałam bardzo niezwykły sen: Byłam sama w domu, gdy nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Poszłam otworzyć. W progu stał wujek Bogdan – wysoki, szczupły, uśmiechnięty, jak zawsze elegancki – i jak zawsze ze skórzaną, wypchaną dokumentami teczką w dłoni. Miałam świadomość, że wujek już nie żyje i na jego widok wpadłam w entuzjazm, zawołałam: „Wujku, przecież ty nie żyjesz!” – i rzuciłam mu się na szyję. Ale nim zdążyłam na niej zawisnąć, wujek poważnym gestem dłoni odsunął mnie od siebie. Spoważniałam więc i ja, a uprzytomniwszy sobie nieobecność mamy, powiedziałam:
– Ale mamy nie ma w domu, wujku!
– Wiem – odpowiedział wujek. – Ja dzisiaj przyszedłem do ciebie!
O, to coś nowego – do mnie?!... Zaprosiłam więc wujka do pokoju, a on wszedł i zatrzymał się w progu.
– Przyszedłem do ciebie – powiedział z powagą i naciskiem – aby ci podziękować, że zamówiłaś za mnie Msze święte wieczyste…
– O, to drobiazg – machnęłam ręką – nie ma o czym mówić, wujku!
– Nie, to nie jest drobiazg – odrzekł surowo wujek. – Przeciwnie, to jest coś bardzo, bardzo wielkiego… Spójrz na mnie!
Przyjrzałam się wujkowi i zobaczyłam, że wygląda, jakby go wyciągnięto właśnie z błotnistej kąpieli. Twarz, dłonie – były jakby ulepione z zastygającego betonu czy błota. Szare, matowe, brzydkie i pozbawione jakiegokolwiek życia wystawały z równie szarego, smętnego i upapranego szarą gliną garnituru. Gdzie wcześniejsza elegancja wujka? Teraz wyglądał jak przysłowiowa święta ziemia i to po długotrwałych jesiennych ulewach. Zdziwiłam się.
– Spójrz teraz – powiedział wujek i wskazał swoją siną, brudną ręką na podobnie wyglądające czoło.
Zobaczyłam wtedy spektakl przepięknych barw, jaki rozegrał się na czole, trwale przeganiając brudną i odpychającą szarość. Czoło wujka zajaśniało niesamowitym blaskiem – złotym, ciepłym, pulsującym, mieniącym się delikatnymi pastelowymi barwami i wysyłającym ze swego wnętrza jakby drobinki świetlanych gwiazdeczek, budzących szczególny zachwyt i uniesienie. W tym pulsowaniu płynnego światła było życie! Było widać, jak na dłoni, że czoło wujka jest żywe, a reszta, szara część ciała – martwa… Nie mogłam oderwać oczu od ciepłej żółci falującego pasma światła, wytryskującego z przemienionego czoła i rozsiewającego wokół krystaliczne drobinki. Był to zupełnie niezwykły, zachwycający, wprost zapierający dech w piersiach widok.
– Ponieważ zamówiłaś za mnie Msze święte wieczyste – powiedział wujek z wielkim namaszczeniem – będę się teraz cały, mocą tych Mszy świętych, odnawiał tak, jak odnowiło się moje czoło…
Nie powiedział nic więcej… Stał jeszcze przez chwilę, spoglądał na mnie uśmiechnięty – a potem odszedł, zniknął. Obudziłam się natychmiast. Była godzina 3.00 w nocy i czekałam na świt, aby wszystko opowiedzieć mojej mamie. Choć minęło od tej chwili prawie 40 lat, pamiętam ten sen z niezakłóconą wyrazistością. Dodać też muszę, że po paru dniach wyjęłam ze skrzynki pocztowej poświadczenie od Księży Werbistów, że wujek został wpisany do Księgi Intencji. Gdy spojrzałam na datę wpisu, odkryłam, że wujek przyśnił mi się zaledwie 3 godziny po rozpoczęciu odprawiania za niego Mszy wieczystych …

NAJSKUTECZNIEJSZA POMOC
Ten sen spowodował coś szczególnego w moim życiu – otworzył mnie – jakby to się dzisiaj powiedziało – megaradykalnie na Msze święte wieczyste i na regularne już pomaganie bliźnim – żywym i zmarłym – właśnie poprzez zamawianie tych Mszy za nich. Rozmawiając z ludźmi, którzy również nieustannie to czynią, dowiedziałam się, że i oni mieli podobne sny. Najczęściej zmarli prosili wprost o zamówienie Mszy świętych wieczystych. Bywało też, że osoby żyjące „nie dawały im spokoju”, przychodziły wciąż na myśl, niepokoiły – aż zamówienie Mszy wieczystych za nich ucięło te „natręctwa”. Raz był to pijak, wegetujący wciąż na tej samej ławce pod czyimś blokiem, raz głodny bezdomny, spotkany na cmentarzu i nocujący na grobie własnych rodziców, raz nieuprzejma kasjerka w codziennie odwiedzanym sklepie... Ludzie nieznani z imienia, ale w jakiś przedziwny sposób zwracający naszą uwagę… Ktoś zamówił Msze wieczyste za swego szefa, ktoś za współpracownika, ktoś za lekarza, który go zoperował, ktoś za polityka, który tak czy inaczej zwrócił na siebie jego uwagę…. Ktoś za ucznia w szkole albo proboszcza w parafii, ktoś za sąsiada czy też za przypadkowego towarzysza podróży samolotem – a do tego ogrom Mszy świętych za zmarłych… Możliwości jest wiele. Po prostu życie codzienne jest mistrzem w ciągłym ukazywaniu nam sytuacji, w jakich akt miłosierdzia – zamówienie za kogoś Mszy świętych wieczystych – może stać się rzeczywistym ukonkretnieniem naszej chrześcijańskiej miłości bliźniego.

CZYM SĄ MSZE ŚWIĘTE
  WIECZYSTE?
Są to Msze odprawiane za osoby żyjące bądź zmarłe (zależy, za kogo je zamówimy). Są przywilejem papieskim, pozwalającym niektórym zakonom bądź sanktuariom na całym świecie na świadczenie wiernym tej duchowej pomocy. Raz dokonanego zamówienia nigdy więcej nie trzeba powtarzać.
Codziennie odprawianych jest (uwaga!) aż siedem Mszy świętych za konkretnego człowieka (tutaj istnieją pewne różnice w zależności od zakonu – ja podaję przywilej Księży Werbistów SVD). Zauważyłam, że ludziom najtrudniej jest uwierzyć, że te Msze są odprawiane w danej intencji codziennie aż siedem razy – i to aż do skończenia świata (bądź kasacji danego zakonu). Polecana osoba zostaje wpisana do Księgi Intencji danego zakonu, a Msze święte są odprawiane zbiorowo za wszystkich wpisanych. Na pamiątkę otrzymuje się obrazek z wszystkimi informacjami i datą wpisu. Gdy umrze ktoś, za kogo odprawiały się już Msze święte wieczyste za życia, również i po jego śmierci będą one nadal odprawiane (a więc możemy sobie i innym zapewnić już teraz pośmiertne „modlitewne wsparcie”).
Msze święte wieczyste można zamawiać z najróżniejszych okazji: na przykład chrztu świętego czy małżeństwa, albo jako prezent duchowy na Wielkanoc czy Boże Narodzenie... Niekoniecznie zresztą trzeba czekać na jakąś szczególną okazję. Radzę też, by każdy przede wszystkim zamówił Msze wieczyste za siebie samego! Ofiara jest jednorazowa, dowolna i bardzo niska. Na przykład werbiści proszą, by wynosiła ona przynajmniej 20 zł za osobę. Że za tak niską ofiarę składaną na misje można uzyskać udział w tak wielu Eucharystiach – ludziom wprost trudno uwierzyć!

UDZIAŁ W MISYJNYM
  DZIELE KOŚCIOŁA
Papież Franciszek Msze święte wieczyste nazwał „zbożnym dziełem” i udzielił swego pasterskiego błogosławieństwa wszystkim, którzy w nim uczestniczą. Zamawianie tych Mszy jest formą głoszenia słowa Bożego w świecie, ponieważ jest to misyjne dzieło Kościoła. Ofiara złożona przy zamawianiu Mszy wieczystych przeznaczona jest „dla misjonarzy pracujących w krajach misyjnych i na kształcenie nowych misjonarzy”. Tak więc, jeśli zamówisz choć za jedną osobę Msze święte wieczyste – wiedz, że wsparłeś dzieło ewangelizacyjne Kościoła. Czasem martwimy się, że tak mało udzielamy konkretnej pomocy misjonarzom… Proszę bardzo, nic prostszego! Zamawiaj Msze święte wieczyste, a będziesz w samym centrum ewangelizacji!
Msze święte wieczyste, jak wspomniałam, są specjalnym przywilejem i odprawiać je mogą tylko wybrane wspólnoty zakonne. Można je też zamawiać w wybranych sanktuariach – wtedy ofiara za nie złożona przeznaczona jest na utrzymanie i rozwój danego miejsca świętego. Dobrze wiedzieć, że nowo powstała Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie otrzymała taki przywilej i, choć zaczęła dopiero przyjmować intencje, Księga Intencji z wpisami liczy już kilkaset stron nazwisk
i intencji. Jest to dobry znak, pozwalający wierzyć, że zwyczaj zamawiania Mszy świętych wieczystych zaczyna wreszcie przeżywać zasłużony rozkwit. ▐


NASZE LEKTURY:

Grażyna Zielińska

GORZKI DAR

WYD. PROMIC
CENA 18,90 ZŁ

„Gorzki dar” to historia życia i zmagań z losem niezwykłej kobiety, od lat chorującej na stwardnienie rozsiane (SM). Trudno przyjąć tak gorzki dar, jakim jest nieuleczalna choroba. A jednak, jak udowadnia Autorka, można walczyć – dla siebie i innych – i zwyciężać, i wciąż mieć nadzieję! Powierzając się Bogu, można zdążać do właściwego celu, żyć pełnią życia i być po prostu szczęśliwym. Optymistyczna, budująca książka dla osób zmagających się z chorobą, ich rodzin i przyjaciół.

Oto fragmenty:
Swoją historię, spisaną w roku 2001, kieruję szczególnie do osób cierpiących na stwardnienie rozsiane, do ich rodzin i przyjaciół, ale także do tych, którzy szukają informacji, jak można żyć mimo obciążającego jarzma choroby.
Starałam się przekazać wszystkie istotne fakty, dotyczące tej nieuleczalnej choroby, w której nie ma zbyt wielu pewników, by można było przewidzieć jej postępy i rozpoznawać symptomy. Moje stanowisko wobec tego schorzenia to opis własnych doświadczeń i wyraz uformowanej podczas choroby filozofii życiowej.
Zamysł napisania tej książki wyniknął z chęci pomocy innym. Narodził się, gdy zauważyłam dobroczynny wpływ moich rozmów z osobami cierpiącymi na tę samą chorobę, z którą od wielu lat skutecznie się zmagam. Diagnoza nie stała się dla mnie ostatecznym wyrokiem, lecz otworzyła nowe możliwości i dała początek nowemu, ciekawemu życiu. (...)
Kiedyś, gdy otrząsnęłam się już z szoku wywołanego informacją, że jestem chora na SM, zdecydowałam pozostałą część życia wykorzystać do cna. Jak postanowiłam, tak robię. Żyję tak, by nie mieć czasu na myślenie o chorobie. Można nawet powiedzieć, że popadłam w pracoholizm, uznając ten stan za formę terapii, przynoszącą pozytywne efekty.
To właśnie dzięki stwardnieniu rozsianemu odkryłam w sobie niespożyte pokłady energii. Im więcej jej zużywałam, tym więcej Bóg mi jej ofiarowywał. Jeśli czasem pozwoliłam sobie na pozostanie w łóżku, mój stan natychmiast się pogarszał, sama nakręcałam się w złą stronę. Analizowałam wtedy każde drętwienie, każdy rodzaj bólu, by snuć czarne wizje, które niechybnie stawały się rzeczywistością. Od kiedy zmieniłam to nastawienie i mimo różnych dolegliwości staram się żyć w miarę normalnie, po cichu przyjmując sterydy i inne lekarstwa jako swych sprzymierzeńców albo korzystając z akupunktury, powracam do zdrowia w zadziwiająco szybkim tempie. (...)
Pielęgniarka naczelna pobliskiego szpitala dobrze zna stan mojego zdrowia oraz moje podejście niepozwalające poddać się chorobie. W związku z tym zadzwoniła kiedyś do mnie, bym pomogła chorej na SM kobiecie, która dopiero co usłyszała diagnozę, w pogodzeniu się z przytłaczającą prawdą.
Była to czterdziestoletnia matka z dwójką jeszcze małych dzieci i bezrobotnym mężem. Przyszła do mnie, powłócząc wolno nogami, zlana potem, bardzo zmęczona i zapłakana. W kilku słowach wylała swój żal. Mówiła, jak bardzo jest bezsilna i przerażona. Poinformowała mnie, że wybiera się na rentę, gdyż nie może wykonywać swojej pracy w laboratorium. Martwiła się o środki do życia przy zwiększonych wydatkach na leczenie. Jej rodzina i znajomi już rozpoczęli zbiórkę pieniędzy na kupienie leku nowej generacji. Prosiła, bym powiedziała jej, jak to się dzieje, że wyglądam kwitnąco i świetnie sobie radzę z tym problemem.
Patrzyłam na nią z ogromnym zrozumieniem. Przecież kilka lat temu zachowywałam się dokładnie tak samo. Mimo to nie okazywałam jej litości i współczucia, które są naturalną reakcją po wysłuchaniu takich opowieści. Przeciwnie, z pozycji osoby chorej, mogłam swobodnie podejść do sprawy i bez zbędnych ceregieli przekazać jej własną filozofię w nadziei, że to jej też pomoże.
W sposób zdecydowany zaleciłam jej, by odrzuciła myślenie o sobie jako o chorej. Tłumaczyłam, że nie może przejść na rentę, a wręcz powinna znaleźć sobie dodatkowe pół etatu, by nie mieć czasu na próżne rozmyślanie. Poleciłam zażywanie witamin, olejku z wiesiołka i racjonalne odżywianie. Ponieważ okazała się katoliczką, przypomniałam o ważnych elementach dla naszej duszy. Powiedziałam o bezsensownym wysiłku rodziny i znajomych w związku ze zrzutką na ten lek. Przecież nawet najlepsze medykamenty nie zawsze wszystkim pomagają. Skuteczność tych nowej generacji ogranicza się do maksymalnie dwóch lat. A niekiedy te leki w ogóle nie pomagają. Wydatek rzędu kilkunastu tysięcy jest dla mnie bzdurą, mając na uwadze brak możliwości wyleczenia.
Opowiedziałam w końcu o swoich przeżyciach. Kobieta dostrzegła w tej rozmowie iskierkę nadziei na lepsze jutro. Byłam zdziwiona, gdy wychodziła ode mnie równym, miarowym krokiem. Wtedy jeszcze raz dostrzegłam słuszność mojego podejścia do sprawy. Ta kobieta przez chwilę, dzięki mojemu świadectwu, zobaczyła siebie zupełnie zdrową i chyba właśnie to dało jej tę nową moc, którą natychmiast odczuła.
Po kilku miesiącach rozmawiałam z nią w jej miejscu pracy. Jest mi bardzo wdzięczna za tamto spotkanie, które dało jej wiarę w możliwość normalnego życia. Nie przeszła na rentę, nie zażywała drogich leków, a mimo to wróciła do stanu sprzed postawienia diagnozy. Cieszę się razem z nią.
Często zdrowi ludzie nie wiedzą, jak się zachowywać w kontaktach z chorymi, kalekimi osobami. Myślę, że najważniejsze jest to, by wszyscy zachowywali się normalnie, bez zbędnego współczucia czy litości. Wprawdzie często trzeba pomóc choremu, ale nie należy go wyręczać we wszystkim. Każdy chce być potrzebny i aktywny na miarę swoich możliwości. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl