Książki
19.9
PLN
Wspinaczka
Wspinaczka
wydawnictwo: Promic
ISBN: 798-83-7502-262-9
oprawa: miękka
format: 125 x 195 mm
liczba stron: 280
Ocena:
(Ilość ocen: 1)
Cena: 19,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
ISBN 798-83-7502-262-9
oprawa miękka
format 125 x 195 mm
liczba stron 280

Życie osoby uzależnionej od alkoholu pełne jest szczególnej dynamiki –  żałosnych upadków w bezradności wobec życia i rozpaczliwych prób powstania w oporze wobec własnej inercji. Aby doznać głębokiej przemiany niezbędny jest kryzys, który ma znamiona bolesnych nowych narodzin. Ale aby „wspinać się, zostawiając za sobą ciemne doliny” niezbędne jest coś więcej – wsparcie drugiego człowieka i rewolucja duchowa, dostrzeżenie światła rozpraszającego mroki… Wspinaczka to właśnie żywa, reporterska relacja z takich nierzadko dramatycznych spotkań.

 

DRUKUJ OPIS

Wstęp 5

Pocałunki 9

Petarda 10

Toksyczni rodzice 13

Powrót 17

Ćpuny na weselu w Kanie 25

Żar pod warstwą popiołu 29

Czysty zeszyt 30

Skarb wiary 35

Przebaczenie i cud 37

Wspinaczka 41

Perlisty śmiech 41

Uskrzydlenie i kryzys 45

Pokonanie śmierci 49

Wdzięczność 50

Walc na tysiąc pas 55

Rozpacz i strach 56

Żal 58

Milczenie i radość 60

Spokój w zgiełku 62

Inny świat 63

Czas wesela 65

Deklaracja 67

Mama gorsza od taty 68

Zapędy resocjalizacyjne 69

Nadodpowiedzialność 71

Świat już nie jest mi obcy 75

Koszmar 76

Sztama 77

Imperatyw 78

Brak 79

Ulga 80

Zdrowe relacje 82

Uścisk miłości 85

Siekiera przy uchu 85

Jak nóż w masło 92

Terrorystka i bies 94

Inny pejzaż 103

Piwo 103

Krew 104

Woda 106

Nie jestem zerem, tato 109

Bez serca 110

Bez skrupułów 111

Z postanowieniem 112

Z wiedzą i troskliwością 113

Pojednanie 115

Człowiek w bardzo dobrym 117

Denat z Moną Lisą 118

Pieczęć chrzestnego 120

Oda 122

Plus 125

Zadra 125

Nakaz i zawierzenie 127

Pożegnanie i błogosławieństwo 128

Bez pogardy 129

Wolność i łzy 130

Inne motta 133

Nie oszukuję samej siebie 134

Nie siedzę jak mysz pod miotłą 136

Zamieniłam lęk na ciekawość 138

Jestem w połowie drogi  140

Nie złorzeczę światu  144

Powrót do abecadła 145

Uczony, ale głupi 145

Diabelski pomysł 147

Przełom 149

Wpadka 151

Siła wspólnoty 152

Dwie strony medalu 155

Czepialstwo 156

Skowyt 158

Szok 159

Pełnia życia 161

Nauczyłem się pokory 163

Do trzech razy sztuka 163

Z daleka od babki 165

Bliżej syna 167

Dzięki niezawodnej żonie 171

Pustka i ból 172

Wybaczenie 173

Wyjście na prostą 175

Ach, cóż to będzie za ślub 179

Depresja 180

Anioł na traktorze 181

Mąż z klubu 183

Sprawy uporządkowane 184

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce 187

Do leczenia zmusiła mnie córka 188

Uratowali mnie terapeuci 190

Ciągle się uczę i cieszę się każdą chwilą 191

Bóg na pierwszym miejscu 195

Obsesja  195

Prowokacje 197

Przemiana 199

Miłość 202

Najukochańsza babcia 205

Rózga i furia 205

Anioł i bestia 206

Oskarżenie i rozwód 208

Błaganie 209

Wyzwolenie 211

Nadzieja 212

Jest wiarygodny  213

Pierwsza skrucha 213

Detoks 214

Zaufanie 216

Wiedza 217

Prawdziwa skrucha 219

Bez egocentryzmu 223

Okrucieństwo Otella 224

Desperacja Desdemony 226

Piekło 227

Szyderstwo i... wyzwolenie 228

Powinność 229

Metamorfoza 233

Degrengolada 234

Ulga i pewność 236

Prawda 239

Jest dobrze, będzie lepiej 241

Upór i mgła 242

Ofiara i oprawca 244

Poza iluzją 245

Nie tylko zupa 247

Wychodzenie z cienia 248

Nie pić wcale to dopiero cosik 251

Jest o co walczyć 252

Abstynent też umie się bawić 254

Warto korzystać z pomocy 256
 

Radość pomagania 259

Informacja o pierwodrukach 277

petarda

 

 

– Maria jest artystką w każdym calu i wspaniałym człowiekiem – podkreślają Wiesława i Andrzej, jej przyjaciele. Miło jest z nią przebywać, bo emanuje pasją życia... A przecież przeszła gehennę.

 

Po ukończeniu studiów stomatologicznych Maria wyszła za mąż za lekarza analityka, naukowca Gdańskiej Akademii Medycznej, który w latach siedemdziesiątych wyjechał do pracy w Houston w Stanach Zjednoczonych. Miał stamtąd wrócić po roku. Miesiąc przed planowanym powrotem męża Maria otrzymała wiadomość, że zaginął. Nie dawał znaku życia. Nie było go w amerykańskim domu i nie przychodził do pracy. Jego współpracownicy myśleli w pierwszej chwili, że z jakichś ważnych powodów nagle wyjechał do Polski. Ale tak się nie stało.

– Przepadł jak kamień w wodę – wspomina Maria. – Dopiero cztery lata temu otrzymałam orzeczenie sądowe, że uznano go za zmarłego. Wtedy przeżyłam wstrząs. Zostałam sama z dwójką dzieci. Córka była wówczas w ogólniaku, a syn w podstawówce, w piątej klasie. Powoli jednak oswajałam się z myślą, że zostałam wdową. I postanowiłam żyć zgodnie ze swoimi pragnieniami, bo owszem, byliśmy z mężem zgodnym małżeństwem, ale w naszym związku on, niestety, przejął rolę mojej matki. W wielu sprawach mój kochany małżonek decydował za mnie. Teraz trochę ironizuję, ale wówczas naprawdę było mi wszystko jedno – kto, kiedy, dlaczego i za ile... O nic nie musiałam się martwić. Dziećmi opiekowała się niania, przychodziła też pani do sprzątania i gotowania. Ja tylko musiałam być miła, zadbana i chodzić do pracy.

Nadszedł więc czas, kiedy mogłam powiedzieć: „Dość matriarchatu, dość patriarchatu – jestem wolna!”. Zachłystywałam się wolnością – dziś wiem, że źle rozumianą. W pokonywaniu nieśmiałości i w podejmowaniu decyzji wspomagałam się alkoholem.

Postanowiłam też, że będę tolerancyjną matką. Pozwalałam dzieciom na wszystko, bo nie chciałam być taka jak moja mama. Snuła się za mną wszędzie. Gdy wychodziłam do koleżanki czy kolegi, musiałam kłamać, że wybieram się gdzie indziej. Dałam więc swoim dzieciom pełną swobodę, sama zaś w istocie popadałam w zniewolenie. Wpadłam w wir towarzyskich spotkań. Popychały mnie w nieliczne życiowe kłopoty, to z mieszkaniem, to znowu z samochodem... Nie radziłam sobie nawet w najprostszych, codziennych zajęciach domowych. Unikałam więc często pobytu w domu. Po pracy gnałam do sopockiej „Parkowej”, gdzie w towarzystwie policjantów, mechaników samochodowych czy tak zwanych prywaciarzy balangowałam przez całą noc przy stoliku, a nad ranem potrafiłam jeszcze skoczyć do pensjonatu „Wanda” na tańce. Dopiero po ostatnim „białym tangu” brałam taksówkę do domu. Niekiedy brakowało czasu nawet na krótką drzemkę. Brałam tylko zimny prysznic i relanium, żeby mi się ręce nie trzęsły, po czym jechałam do swojej przychodni do Gdyni. Gdy moi przełożeni dostrzegli mój problem, przenieśli mnie do Gdańska, żebym miała bliżej domu.

Matka mnie nie poznawała, darła włosy z głowy i jak zwykle „dla mojego dobra”, nie pytając mnie o zdanie, sprowadziła się do mnie. Ale już wtedy potrafiłam się jej sprzeciwić. Z tak mocnym wsparciem – żartuje Maria – na jej „troskliwość” reagowałam jak petarda. Gdy na nic nie zdały się jej łzy i zaklęcia wypowiadane przez dwa lata, zabrała mi syna i wróciła do siebie. Córka zaś, wtedy już studentka chemii, musiała codziennie znosić albo moje pijackie wybryki, albo ekscesy zapraszanych przeze mnie kumpli z „Parkowej”.

 

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Wspinaczki” »

Na książkę składają się świadectwa ludzi uzależnionych, w przeważającej mierze od alkoholu, ale także od substancji psychoaktywnych. Są to teksty, które mogą czytelnika głęboko poruszyć. Patrząc na niewolę, w jakiej niejeden człowiek był pogrążony, i na ogromny wysiłek samej osoby uzależnionej, jego rodziny, lekarzy, specjalistów, różnego rodzaju grup wsparcia, można dostrzec, jak wielka jest moc Bożej łaski. Jak napisano we Wstępie, książka T. Pulcyna “jaśnieje światłem żarzącego się na nowo odzyskanego życia bohaterów”. Przedstawia ona zmagania 27 bohaterów i jest w zasadzie świadectwem ich uzdrowienia, wychodzenia z nałogu, pojednania z najbliższymi, odnalezienia wiary w Boga. W opowieściach tych bohaterami są dwie strony: osoba uzależniona i rodzina, która stykając się z patologią, sama poniosła niepowetowane straty. Teksty zawarte w książce były wcześniej drukowane na łamach czasopism: “Idziemy”, “Świat Problemów” i “Trzeźwymi Bądźcie”. Ze wszech miar zasługuje ona na zainteresowanie, nie jest bowiem żadnym “mędrkowaniem” nad patologią, nie podsuwa jedynie fachowej wiedzy. Jest zwyczajnym dzieleniem się. Książka zachwyca prostotą, zdumiewa poczuciem obecności Boga w sytuacjach, wydawałoby się, bez wyjścia i może przynieść niejednemu człowiekowi słowo wsparcia i otuchy. Jest zaadresowana również do osób współpracujących z licheńskim ośrodkiem pomocy uzależnionym, które jest licznie odwiedzane, co świadczy o rzeczywistych rozmiarach problemów alkoholowych w naszym kraju. Wraz z osobami uzależnionymi, terapeutami, ludźmi dobrej woli, współpracownikami ośrodka powstała publikacja zawierająca “przesłanie nadziei”. Brzmi ono prosto: z tak wielkiego nałogu, jakim jest uzależnienie alkoholowe czy narkotyczne, można się wyrwać, nic nie jest jeszcze stracone.

ks. Janusz Zawadka MIC
recenzja ukazała się w PASTORES 55 (2) 2012 oraz na www.pastores.pl

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Wspinaczka

Tadeusz Pulcyn

OPIS

Życie osoby uzależnionej od alkoholu pełne jest szczególnej dynamiki –  żałosnych upadków w bezradności wobec życia i rozpaczliwych prób powstania w oporze wobec własnej inercji. Aby doznać głębokiej przemiany niezbędny jest kryzys, który ma znamiona bolesnych nowych narodzin. Ale aby „wspinać się, zostawiając za sobą ciemne doliny” niezbędne jest coś więcej – wsparcie drugiego człowieka i rewolucja duchowa, dostrzeżenie światła rozpraszającego mroki… Wspinaczka to właśnie żywa, reporterska relacja z takich nierzadko dramatycznych spotkań.

 



SPIS TREŚCI

Wstęp 5

Pocałunki 9

Petarda 10

Toksyczni rodzice 13

Powrót 17

Ćpuny na weselu w Kanie 25

Żar pod warstwą popiołu 29

Czysty zeszyt 30

Skarb wiary 35

Przebaczenie i cud 37

Wspinaczka 41

Perlisty śmiech 41

Uskrzydlenie i kryzys 45

Pokonanie śmierci 49

Wdzięczność 50

Walc na tysiąc pas 55

Rozpacz i strach 56

Żal 58

Milczenie i radość 60

Spokój w zgiełku 62

Inny świat 63

Czas wesela 65

Deklaracja 67

Mama gorsza od taty 68

Zapędy resocjalizacyjne 69

Nadodpowiedzialność 71

Świat już nie jest mi obcy 75

Koszmar 76

Sztama 77

Imperatyw 78

Brak 79

Ulga 80

Zdrowe relacje 82

Uścisk miłości 85

Siekiera przy uchu 85

Jak nóż w masło 92

Terrorystka i bies 94

Inny pejzaż 103

Piwo 103

Krew 104

Woda 106

Nie jestem zerem, tato 109

Bez serca 110

Bez skrupułów 111

Z postanowieniem 112

Z wiedzą i troskliwością 113

Pojednanie 115

Człowiek w bardzo dobrym 117

Denat z Moną Lisą 118

Pieczęć chrzestnego 120

Oda 122

Plus 125

Zadra 125

Nakaz i zawierzenie 127

Pożegnanie i błogosławieństwo 128

Bez pogardy 129

Wolność i łzy 130

Inne motta 133

Nie oszukuję samej siebie 134

Nie siedzę jak mysz pod miotłą 136

Zamieniłam lęk na ciekawość 138

Jestem w połowie drogi  140

Nie złorzeczę światu  144

Powrót do abecadła 145

Uczony, ale głupi 145

Diabelski pomysł 147

Przełom 149

Wpadka 151

Siła wspólnoty 152

Dwie strony medalu 155

Czepialstwo 156

Skowyt 158

Szok 159

Pełnia życia 161

Nauczyłem się pokory 163

Do trzech razy sztuka 163

Z daleka od babki 165

Bliżej syna 167

Dzięki niezawodnej żonie 171

Pustka i ból 172

Wybaczenie 173

Wyjście na prostą 175

Ach, cóż to będzie za ślub 179

Depresja 180

Anioł na traktorze 181

Mąż z klubu 183

Sprawy uporządkowane 184

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce 187

Do leczenia zmusiła mnie córka 188

Uratowali mnie terapeuci 190

Ciągle się uczę i cieszę się każdą chwilą 191

Bóg na pierwszym miejscu 195

Obsesja  195

Prowokacje 197

Przemiana 199

Miłość 202

Najukochańsza babcia 205

Rózga i furia 205

Anioł i bestia 206

Oskarżenie i rozwód 208

Błaganie 209

Wyzwolenie 211

Nadzieja 212

Jest wiarygodny  213

Pierwsza skrucha 213

Detoks 214

Zaufanie 216

Wiedza 217

Prawdziwa skrucha 219

Bez egocentryzmu 223

Okrucieństwo Otella 224

Desperacja Desdemony 226

Piekło 227

Szyderstwo i... wyzwolenie 228

Powinność 229

Metamorfoza 233

Degrengolada 234

Ulga i pewność 236

Prawda 239

Jest dobrze, będzie lepiej 241

Upór i mgła 242

Ofiara i oprawca 244

Poza iluzją 245

Nie tylko zupa 247

Wychodzenie z cienia 248

Nie pić wcale to dopiero cosik 251

Jest o co walczyć 252

Abstynent też umie się bawić 254

Warto korzystać z pomocy 256
 

Radość pomagania 259

Informacja o pierwodrukach 277

FRAGMENT KSIĄŻKI

petarda

 

 

– Maria jest artystką w każdym calu i wspaniałym człowiekiem – podkreślają Wiesława i Andrzej, jej przyjaciele. Miło jest z nią przebywać, bo emanuje pasją życia... A przecież przeszła gehennę.

 

Po ukończeniu studiów stomatologicznych Maria wyszła za mąż za lekarza analityka, naukowca Gdańskiej Akademii Medycznej, który w latach siedemdziesiątych wyjechał do pracy w Houston w Stanach Zjednoczonych. Miał stamtąd wrócić po roku. Miesiąc przed planowanym powrotem męża Maria otrzymała wiadomość, że zaginął. Nie dawał znaku życia. Nie było go w amerykańskim domu i nie przychodził do pracy. Jego współpracownicy myśleli w pierwszej chwili, że z jakichś ważnych powodów nagle wyjechał do Polski. Ale tak się nie stało.

– Przepadł jak kamień w wodę – wspomina Maria. – Dopiero cztery lata temu otrzymałam orzeczenie sądowe, że uznano go za zmarłego. Wtedy przeżyłam wstrząs. Zostałam sama z dwójką dzieci. Córka była wówczas w ogólniaku, a syn w podstawówce, w piątej klasie. Powoli jednak oswajałam się z myślą, że zostałam wdową. I postanowiłam żyć zgodnie ze swoimi pragnieniami, bo owszem, byliśmy z mężem zgodnym małżeństwem, ale w naszym związku on, niestety, przejął rolę mojej matki. W wielu sprawach mój kochany małżonek decydował za mnie. Teraz trochę ironizuję, ale wówczas naprawdę było mi wszystko jedno – kto, kiedy, dlaczego i za ile... O nic nie musiałam się martwić. Dziećmi opiekowała się niania, przychodziła też pani do sprzątania i gotowania. Ja tylko musiałam być miła, zadbana i chodzić do pracy.

Nadszedł więc czas, kiedy mogłam powiedzieć: „Dość matriarchatu, dość patriarchatu – jestem wolna!”. Zachłystywałam się wolnością – dziś wiem, że źle rozumianą. W pokonywaniu nieśmiałości i w podejmowaniu decyzji wspomagałam się alkoholem.

Postanowiłam też, że będę tolerancyjną matką. Pozwalałam dzieciom na wszystko, bo nie chciałam być taka jak moja mama. Snuła się za mną wszędzie. Gdy wychodziłam do koleżanki czy kolegi, musiałam kłamać, że wybieram się gdzie indziej. Dałam więc swoim dzieciom pełną swobodę, sama zaś w istocie popadałam w zniewolenie. Wpadłam w wir towarzyskich spotkań. Popychały mnie w nieliczne życiowe kłopoty, to z mieszkaniem, to znowu z samochodem... Nie radziłam sobie nawet w najprostszych, codziennych zajęciach domowych. Unikałam więc często pobytu w domu. Po pracy gnałam do sopockiej „Parkowej”, gdzie w towarzystwie policjantów, mechaników samochodowych czy tak zwanych prywaciarzy balangowałam przez całą noc przy stoliku, a nad ranem potrafiłam jeszcze skoczyć do pensjonatu „Wanda” na tańce. Dopiero po ostatnim „białym tangu” brałam taksówkę do domu. Niekiedy brakowało czasu nawet na krótką drzemkę. Brałam tylko zimny prysznic i relanium, żeby mi się ręce nie trzęsły, po czym jechałam do swojej przychodni do Gdyni. Gdy moi przełożeni dostrzegli mój problem, przenieśli mnie do Gdańska, żebym miała bliżej domu.

Matka mnie nie poznawała, darła włosy z głowy i jak zwykle „dla mojego dobra”, nie pytając mnie o zdanie, sprowadziła się do mnie. Ale już wtedy potrafiłam się jej sprzeciwić. Z tak mocnym wsparciem – żartuje Maria – na jej „troskliwość” reagowałam jak petarda. Gdy na nic nie zdały się jej łzy i zaklęcia wypowiadane przez dwa lata, zabrała mi syna i wróciła do siebie. Córka zaś, wtedy już studentka chemii, musiała codziennie znosić albo moje pijackie wybryki, albo ekscesy zapraszanych przeze mnie kumpli z „Parkowej”.

 

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Wspinaczki” »

Sklep internetowy Shoper.pl